Branża HR przechodzi technologiczną rewolucję. Personalizacja ofert i sztuczna inteligencja pozwolą szybciej i skuteczniej szukać pracownika i znaleźć pracę

HR tech to obszar działania w firmach, który wkrótce będzie się niezwykle ekspansywnie rozwijał, a nowe technologie wykorzystujące sztuczną inteligencję będą jego częścią. Już teraz dostępne są np. programy do testów pracowników pozwalające sprawdzić umiejętności kandydata bez fizycznej obecności rekrutera. Mierzone są nie tylko odpowiedzi kandydata, lecz również różnego rodzaju czynniki psychometryczne i behawioralne.

– HR tech to technologia związana z obszarami rekrutacyjnymi. Ostatni rok i zmieniające się warunki rynkowe znacznie przyspieszyły wiele procesów dotyczących digitalizacji procesu rekrutacji. Badania LinkedIna pokazują, że w zeszłym roku ponad 86 proc. rekruterów zadeklarowało, że wszystkie procesy, które przeprowadzają, będą w dalszych latach się odbywać w sposób zdalny. Digitalizacja procesów to jest zdecydowanie kierunek, w którym ta technologia podąża – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Filip Sobel, założyciel firmy Staffly, zajmującej się innowacyjnymi rozwiązaniami dla branży HR.

Pandemia koronawirusa postawiła zarówno przed firmami, jak i pracownikami całkiem nowe wyzwania. W zasadzie od marca 2020 roku dla wielu branż styl pracy zmienił się nieodwracalnie. Także działy rekrutacyjne musiały szukać nowych sposobów nie tylko pozyskania kandydatów, lecz również możliwości ich sprawdzenia pod kątem przydatności do pracy czy posiadanych umiejętności.

– Pandemia wywróciła do góry nogami wszystko, także procesy rekrutacyjne. Na pewno przyspieszyła rozwój platform do wideokonferencji online. Przez ostatnie miesiące spotkania z klientami, ze współpracownikami odbywają się wyłącznie zdalnie przez platformy, np. Google’a albo Zooma. Różnego rodzaju testy, które pracownicy mają okazję wypełniać przy rekrutacji do trochę bardziej wykwalifikowanych zawodów, również będą odbywały się w sposób zdalny – wskazuje Filip Sobel.

Niezwykle popularne w czasie pandemii zdalne platformy do wideokonferencji czy proste chatboty regułowe to jednak nie wszystko. Działy HR mogły podczas pandemii uzbroić się w całkiem spory zasób rozwiązań technologicznych. Na rynku są już testowane rozwiązania, które pozwalają z takich danych tworzyć profil kandydata do pracy. Innym obszarem, w którym pojawiła się technologia, był też wielowymiarowy proces oceny kompetencji kandydatów.

– Programy do różnego rodzaju testów pracowników, czyli tzw. assessment center, mają przede wszystkim za zadanie sprawdzić umiejętności kandydata bez fizycznej obecności rekrutera i opiera się to na umiejętnościach analitycznych, lecz także behawioralnych. Mamy testy, w których mierzone są nie tylko odpowiedzi kandydata, ale również różnego rodzaju czynniki psychometryczne i behawioralne, czyli np. jego dokładność przy wypełnianiu pytań, to, jak często wracał do poprzednich i następnych odpowiedzi, o jakiej porze wypełniał ten test, czy popełniał błędy, jeżeli chodzi o wpisywanie jakichś odpowiedzi słowno-muzycznych. To proces, który z pewnością na przestrzeni ostatniego roku przyspieszył i będzie przyspieszał, ponieważ firmy już teraz mocniej stawiają na zdigitalizowane procesy rekrutacyjne – przekonuje ekspert.

Z raportu „Efektywność rekrutacji” stworzonego przez firmę eRecruiter wynika, że ponad połowa pracowników działów HR uważa proces rekrutacyjny za zbyt długi. Jeszcze do niedawna powodem takiego stanu rzeczy była np. mniejsza liczba zgłoszeń kandydatów, co utrudniało cały proces i wymuszało większe zaangażowanie działów HR. Rok 2020 i 2021 zwiększyły jednak liczbę aplikacji, szczególnie tych przesyłanych online. Tym samym pracownicy HR musieli znaleźć narzędzia, które pozwolą im skuteczniej działać. Były to m.in. rozwiązania typu ATS (applicant tracking systems). Coraz częściej wykorzystywana jest także sztuczna inteligencja.

Już dziś programy wykorzystujące SI pozwalają znaleźć idealnego pracownika i przyspieszają proces rekrutacji z kilku tygodni do 24 godzin. Program, nad którym pracuje start-up Staffly, dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji i algorytmu opartego na uczeniu maszynowym dopasuje pracowników do zleceń zarówno na podstawie kompetencji i doświadczenia, jak również zmiennych psychometrycznych. Pozwoli to na bardziej spersonalizowaną ofertę dla kandydata, a tym samym skuteczniejszą rekrutację dla przyszłego pracodawcy.

– W przyszłości, jeżeli chodzi o innowacje na rynku rekrutacyjnym, to czeka nas przede wszystkim zdecydowany rozwój algorytmów, które dopasowują oferty pracy do pracownika na bazie jego deklarowanych czy to umiejętności, czy też czynników psychometrycznych, czy to czynników behawioralnych. Już teraz np. na niektórych portalach społecznościowych widzimy wzrost ofert pracy, które po prostu wyskakują nam przed oczami w każdym możliwym momencie, krzycząc, że są do nas dopasowane w mniej lub bardziej dokładny sposób. Ludzie na pewno lubią personalizację ofert i to też bardziej ich motywuje do składania ich w takie miejsca, które przynajmniej system uznaje, że są dla nich idealnie dopasowane – twierdzi Filip Skobel.

Aplikacje mobilne przyszłością medycyny. Wspierane przez sztuczną inteligencję pomogą usprawnić opiekę nad pacjentami przewlekle chorymi

Opieka nad pacjentami przewlekle chorymi może być z powodzeniem sprawowana poprzez platformy medyczne i aplikacje mobilne – wynika z badań opublikowanych w australijskim czasopiśmie „Journal of Gastroenterology and Hepatology”. Zwłaszcza w dobie pandemii doskonale się sprawdziła w prowadzeniu chorych cierpiących na zaburzenia pracy tarczycy czy nieswoiste zapalenia jelit. Aplikacje mobilne mogą pomagać również w interpretacji badań diagnostycznych, a także rehabilitacji, zwłaszcza w zakresie psychologii.

– Aplikacje zdecydowanie są przyszłością medycyny. Pandemia pokazała, jak bardzo mogą ułatwić życie pacjentom, lekarzom i rozpowszechnić dostęp do służby zdrowia. Dlatego że dzisiaj już nie jest istotne, gdzie my jesteśmy, wciąż możemy się kontaktować z najlepszymi w naszym mniemaniu lekarzami z całego świata czy z innych regionów, z innego województwa, z innego miasta – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ewa Galant, założycielka wirtualnej kliniki choroby Hashimoto, Hashiona.

W Hashionie pacjent kontaktuje się z kliniką właśnie za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Dzięki niej może samodzielnie śledzić objawy choroby i określić czynniki powodujące m.in. alergie pokarmowe. Klinika pracuje obecnie nad 24-tygodniowym programem wchodzenia w remisję poprzez zmianę nawyków żywieniowych i stylu życia. To właśnie w leczeniu chorób przewlekłych aplikacje mobilne będą pomagać najczęściej.

– Najszybsze zastosowanie aplikacji i nowych technologii będzie skierowane do osób chorujących na choroby chroniczne i przewlekłe, dlatego że ci pacjenci najczęściej potrzebują wsparcia na co dzień i to oni najczęściej pukają do drzwi gabinetów lekarskich. W Stanach Zjednoczonych opracowano raporty, które mówią wprost, że taki pacjent jest trzy razy droższy dla służby zdrowia w porównaniu do zdrowej osoby. Choroby przewlekłe, chroniczne to jest ten obszar, który można w miarę swobodnie kontrolować z poziomu telemedycyny czy aplikacji – uważa Ewa Galant.

Z badań opublikowanych przez „Journal of Gastroenterology and Hepatology” wynika, że zwłaszcza w dobie pandemii rozwiązania telemedyczne są dobrym rozwiązaniem dla pacjentów cierpiących na nieswoiste choroby zapalne jelit. Od maja do lipca ubiegłego roku takim modelem przeprowadzania wizyt kontrolnych objętych było 50 pacjentów. Osoby chore wypełniały na specjalnej platformie kwestionariusz dotyczący nasilenia objawów chorobowych, a następnie odbywała się wideorozmowa z lekarzem. 96 proc. pacjentów było bardzo zadowolonych lub zadowolonych z takiej wizyty. Co istotne, gdyby pacjenci ci mieli się zgłosić do lekarza osobiście, to mediana odległości, którą musieliby w tym celu pokonać, wyniosłaby ponad 174 kilometry.

– Inny trend, który jest mocny w tym momencie w branży, to są wszystkie rozwiązania skierowane wokół chorób rakowych. Dają one dostęp do pacjentów, w przypadku których czasami wymagamy opinii kilku lekarzy, żeby zrozumieć tę chorobę czy żeby zrozumieć cały przebieg leczenia. Mamy również zastosowanie sztucznej inteligencji w pomocy i odczytywaniu wyników badań z rezonansów magnetycznych i tomografii komputerowej. Również cała psychologia wydaje się też przechodzić na nowe technologie. Powstaje więcej produktów, które pomagają nam skontaktować się z lekarzem psychologiem poprzez aplikacje czy poprzez portal internetowy – wymienia założycielka kliniki Hashiona.

Przykładem takiej aplikacji może być Koa Foundations. Służy ona poprawie zdrowa psychicznego. Jest przeznaczona do użytku w firmach – po to, by wspierać pracowników w radzeniu sobie ze stresem, poprawie jakości snu, przeprowadzaniu ćwiczeń relaksacyjnych oraz budowaniu zwiększonej pewności siebie.

– Są również produkty skierowane do rehabilitacji. Już nawet mamy pewne sensory, które mogą zostać wykorzystane i wspomagać w ten sposób pacjentów poprzez ekran, sprawdzać, czy wykonują pewne ćwiczenia w odpowiedni sposób – dodaje Ewa Galant.

Ciekawym rozwiązaniem z zakresu medtech może się okazać aplikacja wirtualnej rzeczywistości DREAMS, stworzona przez naukowców z Uniwersytetu Florydy w USA. Rozwiązanie, początkowo projektowane w celu usprawnienia rehabilitacji pacjentów szpitalnych, docelowo ma znaleźć swoje zastosowanie przy odstresowywaniu lekarzy pracujących m.in. na oddziałach ratunkowych. Urządzenie łączy wizualizację w VR z muzykoterapią i relaksacją poprzez kontrolowanie oddechu. Do sterowania nie są wykorzystywane gamepady, lecz fale mózgowe.

Z raportu Emergen Research wynika, że rynek aplikacji medycznych osiągnie do 2027 roku wartość niemal 18 mld dol., a średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie niemal 23 proc.

Ceny gruntów rosną i nadal będą rosły. Jakie działki są najbardziej poszukiwane?

Popyt na grunty inwestycyjne wciąż jest bardzo duży. Działki poszukiwane są głównie pod inwestycje magazynowe, mieszkaniowe oraz nieduże projekty handlowe typu retail park. Atrakcyjnymi parcelami na terenie największych miast nadal zainteresowani są deweloperzy mieszkaniowi, w tym również firmy z rozbudowanymi bankami ziemi. Pojawiają się też zapytania od funduszy inwestycyjnych, głównie z Dalekiego Wschodu i Południowej Afryki.

Firmy budujące mieszkania poszukują przede wszystkim działek w dobrze skomunikowanych z centrum rejonach dużych miast, o uregulowanej sytuacji prawnej i objętych planami zagospodarowania, które umożliwiają wybudowanie dużego osiedla. Z braku takich gruntów interesują się także trudniejszymi parcelami, które wymagają dłuższego przygotowania do budowy, czy realizacji dodatkowej infrastruktury. Biorą też pod uwagę tereny poprzemysłowe, gdzie stoją budynki do wyburzenia, pod warunkiem że są atrakcyjnie zlokalizowane.

Z kolei pod magazyny najbardziej poszukiwane są grunty na obrzeżach miast, gdzie rozwija się tzw. logistyka ostatniej mili. Inwestorzy zainteresowani są ziemią w sąsiedztwie największych aglomeracji miejskich głównie Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Poznania i Trójmiasta z dobrym dostępem do autostrad i dróg ekspresowych. Interesują się także lokalizacjami, w których rozwija się nowa infrastruktura drogowa i węzły komunikacyjne.

Jakie są ceny gruntów inwestycyjnych?

Deweloperzy, którzy potrzebują dobrze zlokalizowanych działek w największych miastach płacą nawet kilkanaście tysięcy złotych za metr kwadratowy. Jeśli oferowany jest grunt, na którym od razu można budować, ceny są tak wysokie, że często jego zakup jest nieopłacalny, bo stawka ofertowa za metr mieszkania przy dobrej marży przekraczałaby średnie rynkowe ceny dla danej lokalizacji.

Niemniej firmy deweloperskie nadal nabywają centralnie usytuowane grunty po wyśrubowanych cenach. Najwięcej tego typu transakcji zawieranych jest w Warszawie. Działki na warszawskim Mokotowie sprzedawane są na przykład po 14 -16 tys. zł za mkw.

Takie ceny to nie tylko domena Warszawy. W jednym z najatrakcyjniejszych punktów Gdańska, na Wyspie Spichrzów również finalizowane są transakcje dotyczące zakupu działek w cenach powyżej 14 tys. zł za metr. Mimo pandemii ceny gruntów inwestycyjnych rosną nadal w głównych aglomeracjach w Polsce. W ciągu ostatniego roku podrożały wyraźnie w atrakcyjnych dzielnicach przede wszystkim Warszawy i Krakowa.

W zewnętrznych obszarach miast stawki nie są takie wysokie, jak bliżej centrum. W odleglejszych dzielnicach duże parcele można znaleźć w cenie 2-3 tys. zł za metr. Inwestorzy decydują się je kupować, bo dziś mieszkania blisko natury w największych aglomeracjach są dużo szerzej poszukiwane. Kluczową kwestią jest tu tylko, wielkość dodatkowego nakładu, jakiego wymaga zabezpieczenie niezbędnej infrastruktury na takim gruncie. I to, jaki poziom osiągnie całkowity koszt budowy, a tym samym jaką marżę można założyć dla planowanej inwestycji.

Ceny gruntów pod magazyny najbardziej wywindowane są również w aglomeracji warszawskiej, która jest największym centrum logistycznym w Polsce. W granicach miasta za metr trzeba zapłacić średnio 450-650 zł/mkw. Parcele położone przy głównych drogach, oddalone od Warszawy o kilkanaście do około 30 kilometrów są już o połowę tańsze, a im dalej, tym stawki są coraz niższe.

W grupie najdroższych lokalizacji pod magazyny w kraju znajduje się też Kraków, gdzie ceny gruntów zaczynają się od 400 zł za mkw. Tanio nie jest też w aglomeracji wrocławskiej, gdzie ziemia kosztuje od 200 zł/mkw., ale za najlepiej usytuowane tereny pod logistykę ostatniej mili za metr trzeba liczyć 300 zł. I właśnie we Wrocławiu obserwujemy teraz największy wzrost zainteresowania inwestycjami w segmencie logistycznym. W pobliżu Poznania grunt kosztuje już dwukrotnie mniej niż we Wrocławiu.

Rozbudowa dróg w Polsce przynosi nowe możliwości. Obiecującą perspektywą jest ściana wschodnia, czy zachodniopomorskie. Te rejony oferują znacznie większy wybór gruntów przy niższych cenach.

W jaką stronę idą inwestycje deweloperów?

W obecnej sytuacji firmy wycofują się głównie z projektów biurowych na rzecz mieszkaniowych. Także inwestycje wielofunkcyjne przeprojektowywane są tak, by nabrały więcej charakteru mieszkaniowego. Również niewielkie, starszej generacji biurowce są w Trójmieście wyburzane, by zrobić miejsce pod osiedla.

Na odnotowanie zasługuje fakt, że niektórzy deweloperzy zaczęli pozbywać się gruntów, bo nie chcą budować spekulacyjnie. W centrum Gdańska na sprzedaż wystawione zostały ostatnio interesujące parcele pod projekty biurowe. Jedną ze słynniejszych transakcji zawartych niedawno w mieście był zakup w cenie przeszło 50 mln zł hektarowej działki w gdańskiej Oliwie, która jest największym trójmiejskim zagłębiem biurowym. Ciekawe grunty pod biurowce można teraz kupić też w centrum Wrocławia.

Poza tym, dłużej trwa obecnie proces decyzyjny. Inwestorzy są bardziej ostrożni, ale popyt na grunty inwestycyjne nie maleje. Niestety atrakcyjnych działek jest mało. Stąd ich ceny będą utrzymywały się na obecnym, wysokim poziomie, a w niektórych lokalizacjach nadal będą rosły. Tempo wzrostu zależało będzie między innymi od tego, jak duży czeka nas napływ nowych inwestorów, który jest prognozowany.

Autor: Agata Karolina Lasota, dyrektor zarządzająca LBC Invest

NCBR przeznaczy 300 mln zł na prace badawczo-rozwojowe w konkursie Szybka Ścieżka

Kolejny raz nasi przedsiębiorcy mogą zgłaszać przełomowe projekty w konkursie Szybka Ścieżka, realizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, ze środków Funduszy Europejskich. Jest się o co starać – łączny budżet podzielonego na dwie rundy konkursu to 300 milionów złotych. Nabór wniosków o dofinansowanie ruszy 22 marca 2021 r.

Szybka Ścieżka jest największym programem wsparcia innowacyjności polskich przedsiębiorstw. W jego ramach powstają takie projekty, jak: mobilna linia przetwarzania odpadów komunalnych, bioniczna proteza ręki, hybrydowe poduszki ratunkowe, system monitoringu jakości powietrza, gra rekrutacyjna i setki innych innowacji. Tylko w minionym roku, oferta wsparcia sięgnęła w sumie blisko 3 miliardów złotych.

Z przyjemnością obserwuję postępy w realizacji projektów naszych beneficjentów. To innowacyjne firmy, które postawiły na swoją przyszłość, poprzez tworzenie produktów czy technologii niedostępnych na rynku – powiedział Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Dzięki powstałym oszczędnościom, udało nam się ogłosić kolejny konkurs. Jestem pewien, że mimo pandemii, tak jak w ubiegłym roku, wpłynie do nas wiele wartościowych projektów.

Jeden konkurs, dwie rundy

Nabór wniosków o dofinansowanie został podzielony na dwie rundy – pierwsza skierowana jest do dużych przedsiębiorstw i ich konsorcjów (również z udziałem MŚP i jednostek naukowych), jej budżet to 100 milionów złotych. Nabór rozpocznie się 22 marca 2021 roku i potrwa maksymalnie do 12 kwietnia 2021 roku. Dlaczego maksymalnie? Ponieważ nabór może skończyć się wcześniej – gdy suma wartości wnioskowanego dofinansowania przekroczy pięciokrotność budżetu rundy, nabór w tej rundzie zostanie zamknięty. Nabór, co wynika z przepisów ustawy wdrożeniowej Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, nie będzie jednak krótszy niż 7 dni. Taki warunek wynika z faktu kończącej się perspektywy budżetowej 2014-2021 i dostępnej puli środków w poddziałaniu 1.1.1. POIR, chcemy też sprawnie dokonać oceny, by projekty mogły być rozpoczęte jak najszybciej i miały szansę na realizację do końca trwania finansowania z POIR tj. do 31 grudnia 2023 r.

Z kolei w drugiej rundzie konkursu aplikować mogą MŚP i ich konsorcja (również z jednostkami naukowymi). Jej budżet to 200 milionów złotych. Nabór wniosków rozpocznie się 13 kwietnia i potrwa maksymalnie do 4 maja 2021 roku. Analogicznie, jak w przypadku rundy dla dużych przedsiębiorstw, gdy suma wartości wnioskowanego dofinansowania przekroczy pięciokrotność budżetu rundy, nabór zostanie zamknięty, przy czym nie będzie krótszy niż 7 dni.

Prace B+R, zgłoszone we wnioskach o dofinansowanie, muszą być realizowane na terenie Polski, w tzw. regionach słabiej rozwiniętych, czyli poza województwem mazowieckim. O przyznaniu dofinansowania NCBR poinformuje nie później niż 120 dni po zakończeniu każdej z rund.

Udogodnienia dla wnioskujących

Wszyscy przedsiębiorcy, zainteresowani pozyskaniem dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, mogą skorzystać z bezpłatnych, udostępnionych na stronie instytucji aplikacji „Asystent Innowacji”, który pozwala na wstępną weryfikację pomysłu z wymaganiami NCBR oraz „Asystent Budżetowy”, wspierający w zaplanowaniu i rozliczaniu kosztów w projekcie.

Dodatkowo, NCBR zapowiedziało „Dzień Otwarty NCBR”, który odbędzie się online 2 marca 2021 r. Eksperci Centrum przedstawią zasady konkursu, wytłumaczą zarówno zasady aplikowania, jak i oceny wniosków oraz odpowiedzą na zadane przez uczestników pytania. Na spotkanie informacyjne obowiązują zapisy. Niezmiennie swoje pytania można kierować również do Punktu Informacyjnego NCBR – telefonicznie, poprzez wiadomości e-mail lub umówić się na spotkanie online.

Konkurs „Szybka Ścieżka” finansowany jest z Funduszy Europejskich w ramach Działania 1.1 Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój „Projekty B+R przedsiębiorstw”, Poddziałania 1.1.1 „Badania przemysłowe i prace rozwojowe realizowane przez przedsiębiorstwa”.

Dolar traci, inwestorów nadal kuszą bardziej ryzykowne aktywa

Dotychczasowe trendy na rynku finansowym utrzymywały się również w zeszłym tygodniu. Akcje i instrumenty dłużne zyskiwały, ceny surowców szły w górę, a dolar był słaby, chociaż jego ruchy były nieznaczne. Prezes Jerome Powell jasno wskazał, że Fed w przewidywalnej przyszłości będzie stawiał na stymulowanie gospodarki, a administracja Bidena zdaje się czynić kroki w tym samym kierunku, wywierając presję na EBC i europejskie rządy, by postąpiły podobnie.

W tym tygodniu zdecydowanie najważniejsze będą odczyty PMI. Pierwsze lutowe dane o aktywności w USA, w Wielkiej Brytanii i w strefie euro zostaną opublikowane w piątek. Spodziewamy się, że wskaźniki dla Wielkiej Brytanii i strefy euro pozytywnie zaskoczą, zaś te dla USA pozostaną na dobrym poziomie. Jeśli mamy rację, to powinien czekać nas kolejny dobry tydzień dla aktywów ryzykownych, w szczególności dla walut rynków wschodzących.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł osłabienie polskiego złotego, który w parze z euro powrócił do okolic 4,50. Zmiany były jednak nieznaczne i w żaden sposób nie wpływają na nasze optymistyczne spojrzenie na perspektywy polskiej waluty.

Dla kształtowania kursu nie miało to istotnego znaczenia, niemniej wstępny odczyt PKB dla Polski w IV kwartale okazał się miłym zaskoczeniem pod koniec tygodnia. W ostatnich trzech miesiącach ub.r. gospodarka doświadczyła spadku o 0,7% w ujęciu kwartalnym, co było wynikiem lepszym od oczekiwanego. O tym, co konkretnie złożyło się na taki wynik, dowiemy się pod koniec miesiąca. W najbliższych dniach skupimy się szczególnie na informacjach z zewnątrz, choć poznamy też sporo danych z Polski opisujących sytuację w styczniu. Szczególnie warte uwagi będą te o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, które poznamy w drugiej części tygodnia.

EUR

Zeszły tydzień nie obfitował w dane, więc rynek skupił się wieściach z Włoch, gdzie były prezes EBC, Mario Draghi, został premierem i utworzył nowy rząd. To rozbudziło apetyt inwestorów na włoskie obligacje. Euro, podobnie jak większość walut G10, nieznacznie umocniło się względem dolara. Niemniej ogólnie nadal radzi sobie relatywnie słabo, w związku z wciąż bardzo powolnym tempem szczepień na kontynencie.

Najważniejsze w tym tygodniu niezmiennie będą postępy w szczepieniach w całej strefie euro, a także dane PMI, które jak wspomnieliśmy, mogą pozytywnie zaskoczyć, ponieważ firmy dostosowują się do restrykcji, a odłożony popyt konsumencki kumuluje się.

USD

W czasie zeszłotygodniowego przemówienia w Nowym Jorku prezes Jerome Powell wyartykułował ekstremalnie gołębie stanowisko Fedu. Zasugerował, że bank centralny nie reagowałby nawet wówczas, gdyby inflacja w tym roku znalazła się powyżej celu. Od strony fiskalnej administracja Joe Bidena mocno naciska na duży pakiet stymulacyjny. Imponujące jest, że w tych okolicznościach Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych zdołał ulokować na rynku znaczną ilość obligacji skarbowych, nie powodując tym natychmiastowej zmiany cen na rynku. Pod koniec piątkowej sesji amerykańskie obligacje doświadczyły jednak wyprzedaży.

Poza zwracaniem uwagi na wskaźniki PMI, które dla Stanów Zjednoczonych są mniej istotne niż dla innych krajów, naszym zdaniem nadeszła pora, by przyjrzeć się amerykańskiemu rynkowi obligacji. Uważamy, że posiadanie amerykańskich instrumentów dłużnych, których rentowność jest wyraźnie niższa niż inflacja, w obecnej rzeczywistości politycznej będzie coraz częściej kwestionowane.

GBP

Kurs szterlinga jest wciąż dość wysoki, do czego przyczynia się postęp w zakresie szczepień w Wielkiej Brytanii. Zeszłotygodniowa informacja, że jej gospodarka w ostatnim kwartale 2020 roku poradziła sobie lepiej niż oczekiwano notując dostrzegalną kwartalną ekspansję, również pomogła funtowi, sugerując, że ostatnie lockdowny nie były tak szkodliwe, jak się obawiano. Funt radził sobie lepiej niż pozostałe podobne waluty G10 z wyjątkiem dolara australijskiego.

Poza wspomnianymi wcześniej wskaźnikami PMI w tym tygodniu poznamy również dane o styczniowej inflacji. Spodziewamy się, że dane inflacyjne ogólnie będą zaskakiwać na plus, co może pomóc brytyjskiej walucie osiągnąć dobry wynik w tym tygodniu. Inwestorzy będą też oczekiwać konferencji prasowej premiera Borisa Johnsona zaplanowanej na następny poniedziałek. Ma on zaprezentować plan wychodzenia Wielkiej Brytanii z lockdownu.

CHF

Ostatni tydzień był dobry dla franka szwajcarskiego, który radził sobie lepiej niż większość walut G10, w tym euro. Nie obserwowaliśmy dużych ruchów głównych walut, zachowanie franka było jednak mimo to interesujące, ponieważ inne waluty safe haven doświadczyły wyprzedaży w obliczu utrzymującego się pozytywnego sentymentu do ryzyka.

Sytuacja pandemiczna w kraju poprawia się, co widać po spadających liczbach nowych przypadków zachorowań i zgonów. Postępy w szczepieniach również są dość duże – w Szwajcarii podano więcej dawek szczepionki niż w UE (zgodnie z danymi z piątku 5,6 na 100 osób). Niemniej ze względu na wciąż istniejące ryzyko w Szwajcarii rozważane jest przedłużenie restrykcji na marzec.

Nadal będziemy koncentrować się na walce z COVID-19 zarówno w Szwajcarii, jak i poza nią. Osiągnięcia na tym froncie są kluczowe dla naszej prognozy zakładającej stopniową deprecjację franka jako waluty safe haven.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Mieszkania od komornika będzie można licytować przez Internet

Mieszkania od komornika mają stać się kuszące dzięki zmianom, które zapowiada rząd. Niestety inne pomysły rządu zmniejszyły atrakcyjność takich „M”.

Krajowe media niedawno poinformowały, że mieszkania od komornika będzie można wylicytować przez Internet. Takie rozwiązanie z całą pewnością może przyczynić się do wzrostu zainteresowania mieszkaniami z licytacji komorniczej. Internetowa licytacja lokali i domów oferowanych przez komornika sprawi, że zniknie problem związany z mało dogodnym czasem lub miejscem składania ofert. Skorzystają na tym również dłużnicy, którzy dzięki wyższym cenom sprzedaży nieruchomości spłacą większą część swoich zobowiązań lub otrzymają od komornika większą nadwyżkę (różnicę ceny sprzedaży „M” oraz łącznej wartości długów). Trzeba jednak pamiętać, że mieszkania od komornika stały się mniej atrakcyjne w kwietniu 2019 roku, kiedy rząd zmienił jeden z ważnych przepisów kodeksu postępowania cywilnego.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Prawdopodobnie już niebawem mieszkania od komornika będzie można licytować przez Internet.
  • Wspomniane rozwiązanie będzie dobrowolne, ale można przypuszczać, że wykorzysta je spora część wierzycieli.
  • Atrakcyjność zakupu mieszkań od komornika nadal będą jednak obniżać przepisy eksmisyjne.

Poniżej wyjaśniamy ciekawe kwestie związane z planowaną licytacją nieruchomości online i tłumaczymy, dlaczego osoby obecnie kupujące mieszkania od komornika skarżą się na przepisy eksmisyjne.

Licytacja nieruchomości online będzie dużą zmianą …

Mieszkania od komornika mają stać się bardziej atrakcyjne dzięki przepisom, które 8 grudnia 2020 r. przyjął rząd. Mowa o projekcie nowelizacji ustawy kodeks postępowania cywilnego. Wspomniany projekt zakłada, że dzięki wprowadzeniu możliwości licytowania nieruchomości online zniknie problem związany ze zmowami cenowymi kilku licytantów. Dodatkowo nowe rozwiązania dobrze wpisują się w trend cyfryzacji przyspieszony przez pandemię koronawirusa. „Umożliwienie licytacji nieruchomości przez Internet obniży również koszty ich sprzedaży, co ma być korzystne dla dłużnika” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Rząd zakłada, że mieszkania od komornika będzie można licytować przy wykorzystaniu systemu, który aktualnie już funkcjonuje w przypadku licytacji rzeczy ruchomych. Warto podkreślić, że licytacja domów, gruntów i mieszkań w trybie online nie będzie obowiązkowa. Wniosek w tej sprawie dotyczący odpowiednio pierwszego lub drugiego terminu licytacji ma składać wierzyciel. Można jednak przypuszczać, że większość wierzycieli będzie zainteresowana opcją przeprowadzenia licytacji w trybie online, bo taki wariant daje większą szansę na szybkie zakończenie sprzedaży oraz odpowiednio wysoką cenę końcową. „Rząd poinformował również, że licytacje nieruchomości online będą trwały przez tydzień. Nie zabraknie więc czasu na podjęcie przemyślanej decyzji” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nabywcy „M” narzekają na zmiany dotyczące eksmisji

Większość osób, które interesują mieszkania od komornika, zapewne ucieszy się z rządowych zapowiedzi. Tacy potencjalni nabywcy domów i lokali z komorniczej licytacji wskazują jednak na pewien problem. Mowa o zmianie przepisów eksmisyjnych z kwietnia 2019 roku, która utrudniła szybkie przejęcie nieruchomości oraz jej odsprzedaż lub remont. W tym kontekście warto przypomnieć, że były właściciel mieszkania nie podlega przepisom ustawy o ochronie praw lokatorów (zobacz na przykład orzeczenia Sądu Najwyższego z sygnaturami III CZP 66/01, V CA 1/04 oraz III CKS 330/10). „Taka kontrowersyjna sytuacja nie zmienia się już od lat mimo interwencji, które podejmował np. Rzecznik Praw Obywatelskich” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Między innymi ze względu na nieobjęcie byłych właścicieli lokali i domów ochroną przewidzianą dla lokatorów, rząd zdecydował się na zmianę art. 1046 kodeksu postępowania cywilnego. „W swoim poprzednim brzmieniu, artykuł 1046 paragraf 4 kodeksu postępowania cywilnego pozwalał na eksmisję dłużnika bez prawa do mieszkania socjalnego lub innego lokum (np. byłego właściciela lokalu) do noclegowni lub schroniska dla bezdomnych po półrocznym i bezskutecznym oczekiwaniu na pomieszczenie tymczasowe od gminy” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Począwszy od kwietnia 2019 roku, komornik musi czekać z eksmisją aż do momentu wyznaczenia przez gminę pomieszczenia tymczasowego. Stanowi to problem szczególnie w przypadku gmin nieposiadających odpowiedniej liczby pomieszczeń tymczasowych. Osoby, które od dawna interesują mieszkania od komornika już uwzględniły ryzyko długotrwałej eksmisji w ramach składanych ofert. Istnieje jednak obawa, że o ewentualnych utrudnieniach eksmisyjnych nie będą wiedzieli internauci wcześniej niebiorący udziału w licytacjach komorniczych. „Wraz z wprowadzeniem opcji licytowania mieszkania od komornika przez Internet, może pojawić się całkiem spora grupa takich osób” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Po co ci branding? Sprawdź wskazówki projektantów z Wrocławia

Branding ma być wyróżnikiem marki. Budować narrację, przyciągać wzrok – ale i zatrzymywać uwagę. To istotny element marketingu, którego nie można pomijać. Wiele firm zapomina o tym, jak ważna jest spójność we wszystkich komunikatach – zarówno graficznych, jak i tekstowych. Tymczasem to właśnie ten aspekt pozwala nam być rozpoznawalnymi. Na co zwrócić uwagę, pracując ze specjalistami? Dlaczego warto wybrać profesjonalny zespół?

Zacznij od strategii marki

Dobry branding musi przede wszystkim kształtować user experience – doświadczenie użytkownika Twojego brandu. Dobrze, jeśli jest zbudowany na autentycznym wyróżniku, przewadze konkurencyjnej. W pierwszej kolejności należy zastanowić się, co oferuje marka – a następnie zawrzeć to w briefie. Manager zatroszczy się o resztę – kompleksowy, długoterminowy plan marketingowy, który uwzględni strategię i  ideę, na której będzie bazować branding.

Polegaj na opinii specjalistów

Eksperci z agencji to często absolwenci studiów public relations, komunikacji wizerunkowej, communication design czy employer brandingu. Wszystkie te kierunki studiów łączy jedno: strategiczne podejście do tworzenia marki. Wykładowcami są często praktycy, którzy swoją wiedzę popierają wieloletnim doświadczeniem. Warto zatem zdać się na tych, którzy od lat zajmują się designem i mają zbudowane silne podstawy merytoryczne. Pamiętaj, aby w pierwszej kolejności polegać na opinii osób specjalizujących się na tworzeniu brandów. Logo nie musi podobać się Tobie czy Twoim pracownikom – ma działać na Twoich klientów. Ekspert potrafi uzasadnić, dlaczego akurat ta wersja będzie najlepszym wyborem.

Kompleksowa identyfikacja wizualna firmy

Kontaktując się z agencją, z pewnością zostaniesz poproszony o wypełnienie briefu. Staraj się być dokładny i wnikliwie zastanowić się nad tym, co jest przewagą konkurencyjną Twojej firmy. Uwzględnij w nim koniecznie, czego dokładnie potrzebujesz i jaki chcesz osiągnąć efekt. Projektowanie logo? Projektowanie opakowań? Przygotowanie strony internetowej, katalogu, ulotek, filmu wizerunkowego? Żaden problem. Warto określić, co jest Twoim celem. Specjaliści będą potrafili dobrać narzędzia do Twoich oczekiwań tak, aby zapewnić jak najlepszy efekt. Częstą praktyką jest również – po ustaleniu zakresu działań – przekazanie kilku linii stylistycznych do wyboru.

Dlaczego warto zlecić projekt agencji brandingowej lub PR?

Korzystając z pomocy agencji, możesz liczyć na pełną obsługę – nie tylko w kwestii graficznej, lecz również usługi z zakresu media relations, content marketingu, digital czy prowadzenie social media. Możesz kontynuować strategię przez zaplanowanie odpowiedniej kampanii reklamowej. Agencja może również skoordynować badania konsumenckie, dzięki którym dowiesz się, jak klienci Twojej marki postrzegają Twój wizerunek. Dużą zaletą jest także znajomość nowoczesnych technologii, które zoptymalizują prace nad budowaniem reputacji marki.

Warto pamiętać o jednej rzeczy. Ludzie są dziś przesyceni nadmiarem informacji – w internecie, w sklepach, w przestrzeni miejskiej. Nadmiar komunikatów sprawia, że trudniej jest się wyróżnić. Wymaga to dużej wiedzy zarówno o psychologii i socjologii, neurobiologii, językoznawstwie czy grafice. Wiele elementów składa się na całość, jakim jest postrzeganie brandingu. Warto zatem powierzyć tę sprawę ekspertom, którzy działają w interdyscyplinarnych zespołach. To właśnie ten miks sprawia, że projekt przynosi dobre efekty.

18 miesięcy – tyle czasu potrzebują najlepsi, aby wrócić do zysków sprzed pandemii

  • Według raportu „The European Double Up: A twin strategy that will strengthen competitiveness”[1], europejscy liderzy biznesowi spodziewają się powrotu do poziomu zysków sprzed pandemii średnio w ciągu najbliższych 18 miesięcy.
  • Z badania Accenture wynika, że europejskie firmy, które przyspieszą wprowadzanie zmian zarówno w zakresie technologii cyfrowych, jak i zrównoważonego rozwoju, szybciej wyjdą z kryzysu związanego z COVID-19.

Według nowego raportu Accenture opublikowanego w styczniu 2021 r. podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, wiodące firmy europejskie spodziewają się poprawy wyników finansowych w ciągu najbliższych 18 miesięcy. Aby zintensyfikować proces powrotu do poziomu zysków sprzed pandemii zdaniem konsultantów Accenture muszą one przyspieszyć zarówno swoją transformację cyfrową, jak i przemiany w obszarze zrównoważonego rozwoju. Takie dwutorowe podejście nie tylko pozwoli na szybsze wyjście z kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19, ale także zagwarantuje przewagę konkurencyjną w przyszłości.

 

Kryzys COVID-19 doprowadził do rozbieżności w odporności finansowej i perspektywach wzrostu europejskich firm. Prawie połowa (49%) z nich odnotowała spadek przychodów lub zysków w ciągu ostatnich 12 miesięcy i w tym roku nie spodziewa się poprawy swojej sytuacji. Według raportu do grupy „upadających aniołów”, czyli firm, które mimo faktu, że miały dobre wyniki finansowe przed pandemią, w tym roku spodziewają się spadku przychodów lub zysków, można zakwalifikować jedną piątą przedsiębiorstw (19%). Tylko jedna trzecia (32%) europejskich firm oczekuje wzrostu rentowności w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Do grona „przyszłych liderów”, jak określono tę grupę w raporcie Accenture, należą przedsiębiorstwa przodujące zarówno pod kątem cyfryzacji, jak i wdrożenia praktyk zrównoważonego rozwoju.

Według badań prawie połowa (45%) europejskich przedsiębiorstw nadaje priorytetowe znaczenie inwestycjom zarówno w transformację cyfrową, jak i zrównoważony rozwój. Aż 40% europejskich respondentów planuje duże inwestycje w sztuczną inteligencję, a 37% rozważa inwestycje w chmurę. Jednocześnie 31% firm planuje skupić się na inwestycjach w modele biznesowe pozwalające na zrównoważony rozwój.

Wkraczamy w dekadę, która wprowadza nową falę zmian w biznesie definiowaną przez transformację na rzecz cyfryzacji i zrównoważonego rozwoju. Liderzy podwójnej transformacji inwestują więcej w innowacje we wszystkich dziedzinach, przeznaczając ponad 10% swoich rocznych przychodów na badania i rozwój. Pamiętają także o rozwoju talentów, kształcą i przekwalifikowują swoich pracowników. W ten sposób budują ekosystem bazujących na technologii modeli biznesowych, których motorem jest zrównoważony rozwój. Wiodące firmy już teraz generują ponad 10% zysków z takich wysokoefektywnych modeli. Od tego, jak europejskie przedsiębiorstwa poradzą sobie z tą „podwójną transformacją”, zależeć będzie, jak szybko wyjdą z kryzysu i jak dobrze będą przygotowane do utrzymania wzrostu w postpandemicznym świecie – zapowiada Karol Mazurek, Dyrektor Zarządzający Accenture Strategy & Consulting.

Na poszczególnych etapach takiej transformacji mogą wystąpić różnego rodzaju bariery. Jednym z największych i najczęściej spotykanych wyzwań dla firmy, która już wkroczyła na tę ścieżkę rozwoju, jest określenie realnego modelu biznesowego skoncentrowanego wokół zrównoważonych procesów i produktów. Kolejnym etapem jest uwolnienie zasobów inwestycyjnych w celu reorganizacji przedsiębiorstwa i szybkiego przejścia od projektów pilotażowych do inicjatyw realizowanych w skali całej firmy. Ten krok może okazać się szczególnym wyzwaniem dla ponad połowy (55%) europejskich firm, które nie mają pewności, że osiągną swoje cele dotyczące wzrostu na rok 2021. Przedsiębiorstwa w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech są najbardziej optymistyczne pod tym względem – odpowiednio 59%, 52% i 51% respondentów w tych krajach spodziewa się, że osiągną w tym roku swoje cele. Przedsiębiorcy we Włoszech i Hiszpanii są jednymi z najbardziej pesymistycznych, a zaledwie odpowiednio 34% i 31% z nich, spodziewa się, że osiągną swoje cele w obszarze wzrostu w 2021 r.

Pełny raport „The European Double Up: A twin strategy that will strengthen competitiveness” dostępny jest na stronie: https://www.accenture.com/cn-en/insights/strategy/european-double-up

O badaniu

Badanie miało formę ankiety, w której wzięło udział 4051 członków kadry zarządzającej wyższego szczebla w 13 krajach z 19 branż. Zostało przeprowadzone w listopadzie 2020 r. i objęło firmy o rocznych przychodach przekraczających 500 mln USD. Reprezentowane branże to: lotnictwo i kosmonautyka oraz obronność, linie lotnicze, turystyka i transport, motoryzacja, bankowość, rynki kapitałowe, komunikacja, media i rozrywka, przemysł chemiczny, branża towarów konsumenckich, energetyka, ochrona zdrowia, zaawansowane technologie, towary i sprzęt przemysłowy, ubezpieczenia, farmaceutyka, biotechnologia i life sciences, usługi publiczne, handel detaliczny, oprogramowanie i platformy oraz przedsiębiorstwa użyteczności publicznej. Badanie zostało przeprowadzone w następujących krajach: Australia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Singapur, Hiszpania, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

[1] Accenture 2021: The European Double Up: A twin strategy that will strengthen competitiveness

„Sprawy frankowe” – aktualne problemy i perspektywy okiem Rzecznika Prasowego Sądu Okręgowego w Warszawie

W ostatnim czasie temat tzw. kredytów frankowych nie znika z mediów, a to w szczególności za sprawą planowanej na marzec uchwały Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, którą rozstrzygnięte zostać mają zagadnienia prawne budzące wątpliwości w orzecznictwie sądów powszechnych. Dodatkowe emocje wzbudza również powództwo Raiffeisen Banku wytoczone przeciwko państwu Dziubakom o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału banku. Niewątpliwie wzrost popularności problemu tzw. kredytów frankowych przekłada się na ilość spraw wnoszonych przeciwko bankom do sądów – liczba pozwów rośnie z miesiąca na miesiąc. Przeważająca część banków ma siedzibę na terenie objętym właściwością Sądu Okręgowego w Warszawie, dlatego obecnie większość tzw. spraw frankowych jest rozpoznawana przez ten sąd. Jak – i czy w ogóle – Sąd Okręgowy w Warszawie radzi sobie z tym problemem?

W ramach kampanii społecznej Prawo bez Strachu, adwokat Bartosz Czupajło spotkał się w dniu 9 lutego 2021 r. z SSO Sylwią Urbańską – rzecznikiem prasowym ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie. Tematem spotkania były aktualne problemy związane z ogromną ilością tzw. spraw frankowych, które wpływają do Sądu Okręgowego w Warszawie, pomysły i sposoby na przyspieszenie ich rozpoznawania oraz założenia dotyczące funkcjonowania nowego XXVIII Wydziału ds. kredytów waloryzowanych kursem waluty obcej, który ma rozpocząć funkcjonowanie od 1 kwietnia 2021 r.

Skala pozwów olbrzymia i stale rosnąca

W kontekście ilości tzw. spraw kredytów frankowych, jakie wpływają do Sądu Okręgowego w Warszawie, SSO Sylwia Urbańska wskazała, że:

„Jeśli miałabym określić skalę, to chyba jednym słowem: olbrzymia i stale rosnąca. To jest zjawisko w jakimś sensie ogólnokrajowe i dotyczy całej Polski, natomiast z pewnością Sąd Okręgowy w Warszawie jest najbardziej tym problemem dotknięty i musi się z tym mierzyć w największym stopniu. Myślę, że przedstawienie liczb, które notujemy od roku 2017, kiedy to sprawy frankowe zaczęły wpływać i zaczęły być już zauważalne przedstawi też skalę tego zjawiska. I tak 2017 rok – mieliśmy w całym sądzie 999 spraw, dokładnie taka liczba. W 2018 to było 2 631, w 2019 roku 4 634 i rok 2020 – już mamy skalę 15 588 spraw, co nawet w porównaniu do 2019 roku pokazuje prawie 4-krotny wzrost. Dlatego mówię, że to jest problem Sądu Okręgowego w Warszawie w takiej mierze znaczącej, że z obliczeń wynika, że ponad 50% tych spraw w skali kraju trafia do Sądu Okręgowego w Warszawie.” Po czym dodała: „Mam duże obawy, że ta liczba w roku 2021 jeszcze się zwielokrotni, dlatego że już tylko porównanie stycznia 2020 do stycznia 2021 to są takie liczby: styczeń 2020 mamy spraw 808, w styczniu 2021 – 1897. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to przekroczy możliwości rozwiązania tego problemu przez sąd i apelujemy od dawna, że potrzeba rozwiązań systemowych.”

W kontekście wyżej cytowanych wypowiedzi – liczby pokazały, że dla ilości kierowanych do sądu spraw istotne znaczenie miał wyrok TSUE ws. p. Dziubaków wydany jesienią 2019 roku – od tego momentu wzrost liczby pozwów wnoszonych ws. frankowych gwałtownie przyspieszył.

„Nasze referaty w I instancji sięgnęły – to są obliczenia według stanu na koniec grudnia 2020 roku – 620 spraw, co przekłada się na niemal 1 400 tomów. To są liczby, wartości absolutnie niewyobrażalne. Jeżeli tom ma 200 kart – ja to nawet przeliczyłam dla zobrazowania, jakie to są rozmiary – przyjmijmy, że nie wszystkie są dwustronnie zadrukowane, to jeden tom to jest 300 stron do przeczytania. To wychodzi 400 000 stron referatu sędziego, czyli tych spraw, z którymi mierzy się, mówiąc kolokwialnie „obraca”. Wyobraźmy sobie, że mamy książkę do przeczytania – średnia książka ma 300 stron. Ile czytamy taką książkę, nawet jeśli to jest pasjonujący kryminał?”

Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie zaapelowała – „Potrzebujemy rozwiązań systemowych. Żaden sąd nie jest sobie w stanie z tym problemem poradzić środkami, którymi dysponuje tylko jako konkretna jednostka.”

Planowane uchwały Sądu Najwyższego

Pewną nadzieją na ujednolicenie orzecznictwa i przyspieszenie rozpoznawania spraw frankowych są planowane uchwały Sądu Najwyższego.

„Na pewno wypowiedź Sądu Najwyższego jest bardzo potrzebna. Istotnie po wyroku z października 2019 r. TSUE wydaje się, że można powiedzieć, że linia orzecznicza się w jedną stronę przechyliła, ale nie można mówić o jednolitości orzecznictwa. To jest absolutnie problem i dopóki ten problem nie zostanie rozstrzygnięty przez Sąd Najwyższy, to będziemy się z tym mierzyć w jednostkowych sprawach.”

Mec. Czupajło zwrócił uwagę na praktyczny problem, z którymi spotykają się prawnicy w rozmowach z klientami – jak racjonalnie wytłumaczyć osobie zainteresowanej pozwaniem banku, że taka sama umowa czasem bywa uznana przez sąd za nieważną, czasami sąd stwierdzi jedynie, że wprawdzie zawiera ona klauzule niedozwolone, ale może obowiązywać dalej po ich wyeliminowaniu, a w trzecim przypadku sąd nie dostrzeże w umowie żadnych wadliwości? Trudno znaleźć inny przypadek, w którym tak wiele spraw byłoby tak podobnych – są oparte w zasadzie na takich samych wzorcach umów – a jednak dochodzi do wydawania zupełnie innych rozstrzygnięć, co z kolei podważa zaufanie obywateli do sądów. „Dochodząc sprawiedliwości w takich samych sytuacjach, mając ten sam system prawny, należałoby oczekiwać przynajmniej podobnych rozstrzygnięć, a tutaj często te rozstrzygnięcia są skrajnie różne” zauważa adwokat.

SSO Sylwia Urbańska przyznała, że „Stan, w którym tej jednolitości nie mamy, jest zagrożeniem” i przypomniała, że Polska przegrała już sprawę przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka na gruncie sprawy Plechanow przeciwko Polsce (skarga nr 22279/04). Trybunał stwierdził w tej sprawie naruszenie przez Polskę Konwencji właśnie z uwagi na rozbieżność orzecznictwa i to na poziomie Sądu Najwyższego. „Jednolitość orzecznictwa jest wyrazem zaufania obywatela do państwa” – wskazała.

Nowy wydział ds. frankowych Sądu Okręgowego w Warszawie

SSO Sylwia Urbańska zwróciła uwagę, że powstanie wydziału ds. kredytów waloryzowanych kursem waluty obcej było inicjatywą sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie. „Mamy już opublikowanie zarządzenie Ministra Sprawiedliwości o utworzeniu tego wydziału – to będzie XXVIII wydział w tutejszym sądzie. Ono wchodzi w życie z dniem 1 kwietnia 2021 r. Na ostatnim etapie i na etapie ustaleń i decyzji – to są oczywiście decyzje prezesa i wiceprezesa ds. cywilnych – są kwestie organizacyjne, liczby sędziów, która tam będzie skierowana.” – wskazała rzecznik prasowy Sądu.

Jak nowy wydział będzie funkcjować? „Wspomniałam już o planach digitalizacji akt – proszę mi wybaczyć, specjalistycznie tego nie wyjaśnię, natomiast ten program ma zakładać pewne ułatwienie, przyspieszenie pracy z aktami i ma polegać na wprowadzeniu do systemu danych, które później automatycznie, na zasadzie biblioteki danych będą mogły być pobierane do różnych spraw. Istnieje pewna powtarzalność tych spraw czy umów. Te dane trzeba tam najpierw do tego systemu wprowadzić, żeby potem można na nich pracować.”

„To ma przyspieszyć obsługę, pracę kancelaryjną z aktami, ale też później pracę dla sędziego orzekającego w tych sprawach. Plus do tego, przez tę liczbę spraw, z którymi trzeba będzie się zmierzyć, ma być wprowadzony system otagowania akt, pism. Ma to polegać na ich wyszukiwaniu za pomocą urządzenia, które będzie odbierać, nadawać sygnał.” – dodała SSO Sylwia Urbańska.

Rzecznik prasowy przyznała, że wydział powstanie i ma nadzieję, że wiele rzeczy usprawni, ale jeżeli te liczby będą tak rosły, to będzie to rozwiązanie czasowe. „To naprawdę wymaga ingerencji ustawodawcy, żeby ten problem rozwiązać.”

Adw. Bartosz Czupajło zauważył, że powstanie nowego wydziału ds. kredytów waloryzowanych kursem waluty obcej budzi różne emocje i pewne obawy co do tego, czy powstanie wydziału zamiast przyspieszenia nie spowoduje wydłużenia rozpoznawania spraw frankowych. „Skoro teraz sprawy frankowe rozkładane są na sześć wydziałów cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie i obsługiwane są przez kilkudziesięciu sędziów, to czy skupienie tych spraw w jednym wydziale, w którym będzie orzekało kilku czy kilkunastu sędziów nie spowoduje, że te sprawy będą rozpoznawane jeszcze dłużej?

W odpowiedzi rzecznik prasowy wskazała: „Żadne nasze działania organizacyjne nie zastąpią jednolitego stanowiska czy wskazania ze strony Sądu Najwyższego, które też by mogło ukierunkować na sposób prowadzenia spraw. On zawsze pozostanie rzecz jasna do decyzji konkretnego sędziego, ale już kwestia postępowania dowodowego, tego czy, jakich świadków sąd przesłuchuje, czy dopuszcza dowód z opinii biegłych, to już mogłoby coś wynikać z tych oczekiwanych rozstrzygnięć Sądu Najwyższego. To co my robimy, to jest nasza inicjatywa i próba poradzenia sobie z tym problemem, ale nikt sobie nie poradzi, jeżeli będziemy mieć taki wzrost wpływu tych spraw. Słusznie Pan zauważył, że tych kilkudziesięciu, 50-kilku tak naprawdę sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie rozstrzyga ponad 50% spraw w skali kraju, spraw kredytobiorców frankowych. Ja śmiem twierdzić, że to są sędziowie, którzy są najbardziej teraz obciążeni pracą w skali kraju.”

SSO Sylwia Urbańska zwróciła uwagę, że poza sprawami frankowymi jest wiele innych spraw doniosłych społecznie, które wymagają sprawnego orzekania, np. roszczenia o świadczenia należne z tytułu wypadku czy sprawy o ubezwłasnowolnienie. Powstanie wydziału ds. frankowych powinno sprawić, że pozostałe wydziały cywilne zostaną odciążone i będą mogły sprawniej rozpoznawać sprawy nie dotyczące kredytów frankowych.

Mec. Czupajło pytał, czy skoro wpływ większości spraw trafiających do Sądu Okręgowego w Warszawie zostanie skierowany do jednego wydziału „frankowego”, to czy znajdą się sędziowie chętni do orzekania w tym wydziale i czy sędziowie będą mieli możliwość zgłaszania się, czy będzie to odgórna decyzja, czy jeszcze w inny sposób będzie się to odbywało.

„Na tym etapie mogę powiedzieć, że jeszcze ostateczne decyzje nie zapadły. Można się zgłaszać i takie zgłoszenia były, byli sędziowie, którzy się zgłosili. To jest jeszcze – tak, jak wspomniałam – na ostatnim etapie ustaleń, więc myślę, że musimy tutaj poczekać na decyzję, na rozstrzygnięcia.”

SSO Sylwia Urbańska zwróciła uwagę na jeszcze jeden ważny problem: „Od wielu lat do Sądu Okręgowego w Warszawie nie przyszedł żaden nowy sędzia, nie było żadnych nominacji. My funkcjonujemy też od lat, zdaje się teraz w 2/3 składu tego docelowego, etatów, które są przypisane do naszego sądu.” Dodatkowo wskazała na kolejne zagrożenie związane z ilością spraw wpływających do Sądu Okręgowego w Warszawie: „Zaczynają się już pozwy przedsiębiorców przeciwko Skarbowi Państwa za tzw. lockdown. One już są, zarówno zbiorowe (grupowe) jak i indywidualne. Te osoby nie mają wyboru właściwości – one pozywają Skarb Państwa – jednostki organizacyjne, które mają siedzibę w Warszawie. Jeżeli na tę falę pozwów frankowych dołoży się jeszcze fala pozwów za lockdown, to naprawdę jeszcze raz apel ze strony sądu o decyzje ustawodawcy.”

Na pytanie o postulowane kierunki zmian legislacyjnych, które mogłyby przyczynić się do poprawy funkcjonowania sądu i przyspieszenia rozpoznawania spraw rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie odpowiedziała: „Ja bym bardzo chciała, żeby ustawodawca posłuchał sędziów, bo my tu jesteśmy – my, sędziowie sądów powszechnych – na pierwszej linii i my się z tymi problemami mierzymy na co dzień. Ta sytuacja z ostatniego roku zmieniła bardzo wiele, ale też mocno przyspieszyła postęp technologiczny – tak bym powiedziała – w sądzie. To oczywiście nie jest jeszcze stan doskonały, ale okazało się, że bardzo szybko można wprowadzić rozprawy zdalne, które początkowo z oporami, a teraz już w coraz większym wymiarze przecież funkcjonują. Wydaje mi się, że już nie ma od tego odwrotu i że to jest takie narzędzie i takie rozwiązanie, które absolutnie jest do zastosowania, do wykorzystania i wdrożenia nie tylko na czas epidemii i tych trudności, ale też później. To nas prowadzi do rozprawy odmiejscowionej. Też oczywiście wymaga nakładów inwestycyjnych i odpowiedniego wyposażenia sądu, bo wiele sądów mierzyło się z tym problemem, że nie ma odpowiedniego sprzętu, czy też ta sieć informatyczna jest niewystarczająca. Rozprawa odmiejscowiona powoduje, że odpada nam problem i zarzut braku dostępu czy dostępności do sądu i konieczności pokonywania wielu kilometrów do tego, żeby przed sądem stanąć. To zawsze będzie narzędzie zastępcze, ale wiele spraw może rozwiązać, bo – to są też moje osobiste doświadczenia z tego czasu – gdyby nie rozprawy zdalne, to pewnie nie udałoby się przesłuchać świadka z Hiszpanii, stron z Norwegii, czy z Nowego Jorku.”  

Co Europejczycy myślą o działaniach UE w zakresie rolnictwa?

Komisja Europejska przeprowadziła badania opinii publicznej wśród wszystkich krajów członkowskich, aby dowiedzieć się, co obywatele sądzą o podejmowanych przez Unię Europejską działaniach w zakresie wspólnej polityki rolnej. Sektor rolno-spożywczy jest ważny dla Europejczyków – aż 95% społeczeństwa uważa, że rolnictwo i obszary wiejskie są istotne dla wspólnej przyszłości. Badanie pokazuje, że kwestie środowiskowe stają się coraz ważniejszym priorytetem dla obywateli UE. Eksperci Unii Owocowej komentują wyniki Eurobarometru.

Czym jest badanie Eurobarometru?

Komisja Europejska od wielu lat przeprowadza badania Eurobarometru mające na celu szczegółową analizę nastawienia oraz poglądów obywateli wobec działań Unii Europejskiej. Sondaże badają szeroki zakres kwestii, które sprawdzają postrzeganie UE, a także główne oczekiwania i wyzwania przed nią stojące. Od 2007 roku KE przeprowadza takie badanie także na temat rolnictwa i wspólnej polityki rolnej. Dzięki temu, znane jest również zdanie społeczeństwa na temat działań Unii w dziedzinie leśnictwa i obszarów wiejskich. Najnowsze badanie przeprowadzono między sierpniem a wrześniem 2020 r., a objęło ono ponad 27 200 odpowiedzi od obywateli ze wszystkich krajów UE. Z ostatniego badania zostało wyciągniętych wiele wniosków pozwalających na ustalenie ogólnej opinii publicznej o działaniach UE w zakresie WPR.

Badania prowadzone przez Komisję Europejską pozwalają na uzyskanie poglądu na ogólną opinię publiczną w zakresie prowadzonych działań. Wspólna Polityka Rolna posiada narzędzia, które zwiększają produkcję ekologiczną i sprzedaż. Wykorzystanie tych możliwości może przyczynić się do wzrostu popularności ekologicznych produktów w nadchodzących latach – co ciekawe, według badań konsumenci deklarują, że są gotowi zapłacić nawet o 10% więcej za produkty pozyskiwane w prośrodowiskowy sposób – ten fakt pokazuje coraz większą potrzebę i świadomość społeczeństwa. Narzędzia WPR powinny wspierać producentów w procesie produkcji ekologicznej, m.in. poprzez wskazanie strategii ułatwiających osiąganie sukcesów i czerpanie korzyści związanych ze zrównoważonym rolnictwem.” – wyjaśnia Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Co Europejczycy wiedzą o wspólnej polityce rolnej?

Obywatele Unii Europejskiej są coraz bardziej świadomi istnienia i funkcjonowania wspólnej polityki rolnej – w 2020 roku prawie ¾ Europejczyków deklarowało, że zna te działania i uważa, że przynoszą one korzyści nie tylko rolnikom, ale wszystkim obywatelom. Celem WPR jest m.in. ochrona obszarów wiejskich i krajobrazów, wspieranie zrównoważonego gospodarowania zasobami naturalnymi i przeciwdziałanie zmianom klimatu, a także wspieranie rolników. Działania w zakresie wspólnej polityki rolnej są podejmowane przez wszystkie kraje członkowskie, obejmują m.in. rolnictwo, ogrodnictwo i leśnictwo. WPR jest finansowana ze wspólnych środków pochodzących z unijnego budżetu. W porównaniu z danymi z Eurobarometru z 2017 r. postrzeganie przedsięwzięć WPR w obszarach bezpieczeństwa i jakości żywności oraz zrównoważonego rozwoju – w 2020 r. poprawiło się o co najmniej 5 punktów procentowych.

Jakie wartości są ważne dla Europejczyków?

Co najmniej ośmiu na dziesięciu Europejczyków uważa, że ​​spośród badanych priorytetów założeń WPR, wszystkie są ważne. Według danych Eurobarometru, 92% obywateli UE sądzi, że ​​zapewnienie stabilnych dostaw żywności dla UE jest ważnym priorytetem. Społeczeństwo wskazuje także na istotną rolę krótkich łańcuchów dostaw, które są kluczowe przy świeżych, szybko psujących się produktach oraz na poszanowanie lokalnej tradycji, „know-how” i znane pochodzenie nabywanej żywności. 81% respondentów uważa, że ważne jest, aby żywność była opatrzona etykietą gwarantującą jakość, jednak niepokojące są dane o niskiej znajomości certyfikatów unijnych – zna je tylko około 15% obywateli. Wyjątek stanowi logo unijnego rolnictwa ekologicznego, który potrafi rozpoznać ponad połowa respondentów. Unia Owocowa podtrzymuje istotę znakowania produktów certyfikatami jakościowymi i podkreśla, że ich znajomość powinna wzrosnąć. Obywatele uważają, że istnieje większe prawdopodobieństwo, że produkty ekologiczne są zgodne z przepisami dotyczącymi pestycydów, nawozów i antybiotyków, a także, że są one bardziej przyjazne dla środowiska i produkowane z większym poszanowaniem dobrostanu zwierząt.

W Unii Europejskiej funkcjonuje około 10 milionów gospodarstw rolnych, w których pracuje blisko 22 miliony osób. Rola rolników w społeczeństwie jest kluczowa. Potwierdzają to odpowiedzi ankietowanych osób, które jako główne obowiązki rolników wymieniają: zapewnienie bezpiecznej, zdrowej żywności wysokiej jakości w przystępnych cenach, zapewnienie dobrostanu zwierząt gospodarskich oraz ochronę środowiska i przeciwdziałanie zmianie klimatu. Aż 90% respondentów uważa, że wzmocnienie pozycji rolnika w łańcuchu dostaw żywności jest działaniem priorytetowym, a mniej więcej połowa respondentów sądzi, że zapewnienie odpowiedniego poziomu życia rolnikom powinno być głównym zadaniem WPR. Coraz więcej obywateli wskazuje także na potrzebę wzrostu dochodów tej grupy. Wspólna polityka rolna zapewnia wsparcie finansowe poprzez płatności bezpośrednie gwarantujące stabilność dochodów oraz wynagradzające rolników za pro-środowiskową działalność i zapewnianie dóbr publicznych, za które nie otrzymują oni wynagrodzenia, np. za dbanie o obszary wiejskie.

Eurobarometr wskazuje na rosnącą wśród społeczeństwa świadomość na temat ochrony środowiska i zmian klimatycznych. Aż 66% obywateli jest gotowych zapłacić 10% więcej za produkty rolne, które są pozyskiwane w sposób ograniczający ich ślad węglowy. Wspólna polityka rolna zakłada, że rolnictwo musi być opłacalne, ale równocześnie prowadzone w zrównoważony i przyjazny dla środowiska sposób. Zdecydowana większość respondentów (92%) poparła dalsze wypłacanie przez UE dotacji rolnikom stosującym praktyki rolnicze korzystne dla klimatu i środowiska.

„Praktyki zrównoważonego rolnictwa pozwalają przede wszystkim na prowadzenie stabilnego i opłacalnego finansowo gospodarstwa, które zarządzane jest zgodnie z opracowanym planem biznesowym. Obiecujący jest fakt, że społeczeństwo zgadza się i popiera zwiększenie wynagrodzeń dla tych rolników, którzy prowadzą swoją działalność z poszanowaniem środowiska naturalnego. To istotne, aby zachęcać młodych ludzi do podejmowania pracy w rolnictwie – według Eurobarometru 86% respondentów zgodziło się, że jest to ważny cel.” – podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Kolejnym ważnym elementem WPR jest ochrona obszarów wiejskich. Unia Europejska przekazuje środki na ich rozwój oraz ustala programy krajowe i regionalne w celu zaspokojenia szczególnych potrzeb tych miejsc oraz sprostania wyzwaniom, przed którymi stoją. 83% obywateli uważa, że ​​osiągnięcie zrównoważonego rozwoju terytorialnego w całej UE jest ważnym celem. Unia Europejska wyznaczyła trzy długoterminowe cele dla rozwoju obszarów wiejskich, są nimi: zapewnienie zrównoważonego gospodarowania zasobami naturalnymi, wspieranie konkurencyjności rolnictwa oraz rozwój terytorialny tych obszarów obejmujący m.in. tworzenie i utrzymywanie miejsc pracy. 86% ankietowanych uznało za ważne pobudzenie inwestycji na obszarach wiejskich, a także zwiększenie możliwości zatrudnienia w sektorze rolno-spożywczym. Sektor produktów spożywczych i rolnictwa zapewnia w całej Unii Europejskiej blisko 40 mln miejsc pracy.

Ogólny wynik przeprowadzonych badań jest bardzo zadowalający. Przedstawia rosnącą świadomość społeczeństwa i pokazuje, że wspólne, zjednoczone działania państw członkowskich mają sens. W jedności siła – dlatego kluczową rolę odgrywają grupy producenckie, które na co dzień wspierają członków organizacji i podtrzymują lepszą, silną pozycję do negocjacji sprzedaży na korzystnych warunkach, a także prowadzą producentów ku zrównoważonemu rolnictwu.” – podsumowuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.