BioMaxima podsumowuje rekordowe wyniki w 2020 r. i publikuje dane za IV. kwartał

Zgodnie z opublikowanym właśnie raportem finansowym BioMaxima SA, wiodącego polskiego producenta i eksportera diagnostyki laboratoryjnej, w ostatnim kwartale 2020 r. spółka wygenerowała 23 mln zł przychodu, uzyskując dynamikę 293 proc. w porównaniu z IV kwartałem 2019 roku. Zysk EBITDA BioMaxima SA (jednostki dominującej) wyniósł 4 635 tys. zł, a zysk netto 3 395 tys. zł, co oznacza, rok-do-roku odpowiednio, dynamikę EBITDA ponad 558 proc. oraz dynamikę zysku netto 1 672 proc. Łącznie przychód spółki za cały ubiegły rok wyniósł ponad 60,1 mln zł. Z kolei przychody ze sprzedaży eksportowej wyniosły 19.445 tys. zł, uzyskując dynamikę rok do roku na poziomie 246,20 proc., a także udział w sprzedaży ogółem na poziomie 32,35 proc.

Przy skonsolidowanych przychodach grupy kapitałowej za 2020 r. na poziomie 62 988 tys. zł, skonsolidowany zysk netto grupy kapitałowej wyniósł 7 787 tys. zł. Z kolei skonsolidowany zysk netto grupy kapitałowej za IV kw. wyniósł 3 427 tys. zł.

Więcej sprzedaży, należności pod kontrolą

Skokowy wzrost sprzedaży w minionym roku nie poskutkował równie dużym wzrostem należności – te wzrosły jedynie o 30 proc. i odpowiadają kwocie mniejszej niż miesięczna sprzedaż. Oznacza to, że zapotrzebowanie na kapitał obrotowy w spółce wzrosło w istotnie mniejszym stopniu, aniżeli wzrosła skala jej działalności. Spadły z kolei zobowiązania krótkoterminowe spółki – spółka wykorzystała ten okres na spłatę ponad 1,7 mln zł kredytu, a także zwiększyła swoją płynność w zakresie płatności dla dostawców w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Znaczny wzrost sprzedaży istotnie poprawił sytuację finansową spółki. Na koniec 2020 mieliśmy ponad 4,3 miliony złotych dostępnej gotówki, co pozwala myśleć spokojnie o inwestycjach w 2021 roku. Wskaźniki płynności wskazują wręcz na nadpłynność, ale nie stanowi ona zagrożenia, natomiast pozwala finansować szybki wzrost. Chciałbym podkreślić, że inwestycja w rozbudowę zakładu w Lublinie będzie finansowana w 80 proc. długiem, dzięki czemu nie wpłynie negatywnie na dostępność kapitału obrotowego.– mówi Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Nowy zakład, nowe możliwości

W grudniu 2020 r. BioMaxima podpisała przedwstępną umowę zakupu nabycia nieruchomości w Specjalnej Strefie Ekonomicznej w Lublinie, gdzie chce wybudować nowy zakład produkcyjny. Nabycie nieruchomości związane jest z realizacją planów dalszej rozbudowy potencjału produkcyjnego spółki. Zarząd obecnie podejmuje działania, które zapewnią spółce systematyczne zwiększanie skali działalności na najbliższe lata, również po opanowaniu pandemii COVID-19. BioMaxima SA cały czas pracuje m.in. nad opracowaniem nowych wyrobów w zakresie swojej specjalizacji, zwłaszcza testów do oznaczania lekowrażliwości. Potencjał rynku polskiego i światowego w zakresie badania lekowrażliwości oceniany jest przez niezależne instytucje badawcze jako bardzo duży i ciągle rosnący.

– Decyzja o zakupie nowej przestrzeni pod rozbudowę możliwości produkcyjnych zapadła w optymalnym czasie. W 2019 roku przychody ze sprzedaży własnych produktów stanowiły 55 proc. całości sprzedaży, a w 2020 roku spółka wyraźnie rozwinęła produkcję własną – na przestrzeni zeszłego roku nasze wyroby to już 67 proc. łącznych przychodów, a w samym IV kwartale – ponad 73 proc. Jeżeli przyjrzymy się asortymentowi sprzedaży, to widzimy, również że oprócz wzrostu covidowego, czyli sprzedaży szybkich testów i w zakesie diagnostyki molekularnej, spółka odnotowała nieznaczny wzrost w prawie każdej grupie produktów i towarów. W sytuacji gdy w wielu dziedzinach diagnostyki medycznej rynek w 2020 roku niemalże zatrzymał się, nawet najmniejsze wzrosty są dla nas powodem do zadowolenia i motywacji do dalszej wytężonej pracy. Cieszy także wdrożenie nowych produktów – testów antygenowych i testów COMBO w kontekście pandemii koronawirusa – komentuje Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Dywersyfikacja produktowa, rekordowo duże zamówienie

Oceniając na bieżąco sytuację rynkową oraz rozwój technologii diagnostycznych, spółka w październiku wprowadziła nowy antygenowy test do wykrywania SARS-CoV-2. Testy BioMaxima spełniają rekomendacje WHO dotyczące wydajności klinicznej w zakresie czułości i swoistości.

Spółka podpisała w styczniu  2021  r. największy w swojej historii kontrakt na dostawę tych testów do jednostki finansów publicznych na kwotę 9,1 mln zł który zostanie zrealizowany do końca lutego 2021 r. Sukcesem zakończył się również udział emitenta w licznych postępowaniach o udzielenie zamówień publicznych do jednostek publicznej służby zdrowia, co zapewniło spółce już gruby portfel zamówień do realizacji w 2021 roku.

Kolejna edycja DIMAQ Voice Online już 23 lutego

Zapraszamy na bezpłatne, wirtualne spotkanie dla entuzjastów digital marketingu. Kolejna edycja DIMAQ Voice, który emitowany jest na platformie streamingowej, odbędzie się 23 lutego, w godzinach 15:00 – 16:35.

Podczas najbliższego spotkania DIMAQ VOICE wysłuchamy trzech prelekcji. Wystąpią: Damian Wiszowaty z Gonito, Piotr Stanoch z Carsmile oraz Monika Kołodziejczyk z ThinkDigital.

Link do bezpłatnej rejestracji znajdziesz TU.

Prelekcja I, godz. 15:05: „SZTUKA KUPOWANIA, czyli jak rozkochać klienta na AMAZON”

Obecnie zakupy w internecie są tak łatwe jak randkowanie. O generalnych, ale nie uniwersalnych regułach budowania relacji z klientem opowie Damian Wiszowaty, CEO Gonito.

Podczas prelekcji dowiesz się:

– jak sprawić, żeby produkt został zauważony, a nie pominięty,

– czym jest „one night stand”, a czym „for life” w kontekście zakupów,

– dlaczego pierwsze wrażenie w sprzedaży jest kluczowe,

– co zrobić, żeby utrzymać związek z klientem.

Na przykładzie rozwoju sprzedaży na Amazon prześledzimy w jaki sposób polski producent świec stworzył sobie niszę, którą w pełni zagospodarował:

– w jaki sposób przedefiniował spojrzenie na tak konwencjonalny produkt jak świeca?

– w jaki sposób potrafi utrzymywać klienta i sprzedaż przez cały rok na równym poziomie?

– jak udało mu się zdywersyfikować ryzyko sezonowości produktu?

– jak kreatywność popchnęła go do rozwoju kolejnych segmentów branży home&decor?

Prelekcja II, godz. 15:35: „Jak daleko jest 2021 od 2012 w kampaniach digital?”

O branży digital mówi się, że szybko się zmienia i ewoluuje. Czy jednak kampanie i media mix są obecnie drastycznie inne niż prawie dekadę wcześniej? Zaskakującą historię zmian z punktu widzenia klienta nastawionego na performance opowie Piotr Stanoch, CMO Carsmile.

Prelekcja III, godz. 16:05: „Jak raportować w Google Data Studio? Poznaj skuteczne metody pracy z danymi.”

Zastanawiasz się jak zautomatyzować raportowanie działań online? Szukasz efektywnych sposobów na przedstawienie danych z SEO, Facebooka czy ecommerce? Chcesz połączyć kilka źródeł w jednym raporcie? Przydatne metody pracy z danymi przedstawi Monika Kołodziejczyk, CEO ThinkDigital.

Podczas prelekcji dowiesz się między innymi:

– dlaczego warto korzystać z narzędzia Google Data Studio?

– jak szybko i efektywnie tworzyć raporty?

– jak łączyć kilka źródeł w jednym raporcie?

– jakie dane i informacje  warto raportować?

– jakie są przydatne szablony raportów z obszaru SEO/SEM/FB.

Zarejestruj się >

Posiadacze certyfikatów DIMAQ otrzymują punkty za udział w tym wydarzeniu. Szczegóły punktacji dla Uczestnika i Prelegenta znajdują się stronie: https://dimaq.pl/dimaq-voice-online/

Bądź na bieżąco z DIMAQ Voice! Dołącz do nowego wydarzenia na Facebooku.

Zostań prelegentem DV Online w 2021!

Nieustannie przyjmujemy zgłoszenia od osób, które chcą spróbować swoich sił jako prelegent/ka podczas DV Online. Jeśli masz ciekawy temat, którym chciałbyś/abyś podzielić się z naszą widownią nie zwlekaj, wyślij zgłoszenie wypełniając krótki formularz.

Co możesz zyskać będąc prelegentem DIMAQ Voice?

  • Jeśli jesteś posiadaczem certyfikatu DIMAQ, możesz zdobyć nawet 40 pkt recertyfikacyjnych (25 gwarantowane, dodatkowo do 15 pkt w zależności od ocen publiczności)
  • Wzmocnisz swój ekspercki wizerunek
  • Zaprezentujesz ciekawe rozwiązania/case’y swojej firmy

Aby zostać prelegentem DIMAQ Voice nie musisz posiadać certyfikatu DIMAQ. Jeśli Twoja prezentacja będzie oryginalna i spełni określone wymagania merytoryczne, na pewno odezwiemy się w celu omówienia szczegółów i zaplanowania dogodnego terminu wystąpienia.

O IAB Polska

Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska jest organizacją zrzeszającą 230 najważniejszych firm polskiego rynku internetowego, w tym największe portale internetowe, sieci reklamowe, domy mediowe, agencje interaktywne, firmy technologiczne oraz reklamodawców. Jego głównym celem jest szeroko pojęta edukacja rynku w zakresie wykorzystania internetu jako skutecznego narzędzia prowadzenia biznesu i komunikacji marketingowej. Propaguje skuteczne rozwiązania e-marketingowe i reklamowe, oraz tworzy, prezentuje i wdraża branżowe standardy jakościowe. Przygotowuje raporty, badania rynku online i poradniki, m.in. Raport Strategiczny czy AdEx, którego wyniki są bazą analiz wydatków reklamowych. Jest organizatorem konferencji (Forum IAB, IAB HowTo), konkursów (IAB MIXX Awards), warsztatów i szkoleń (Akademia DIMAQ). Jednym z flagowych projektów IAB Polska jest DIMAQ – standard kompetencji oraz program certyfikujący wiedzę z dziedziny e-marketingu.  IAB Polska działa od 2000 roku, jest częścią światowych struktur IAB, członkiem IAB Europe oraz IAB Tech Lab, a także Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy, Krajowej Izby Gospodarczej, Business Center Club i Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców.
https://iab.org.pl/

O DIMAQ

DIMAQ to międzynarodowy program certyfikacji i weryfikacji kompetencji digital marketingowych. Dostępny Został opracowany przez ekspertów IAB Polska i wdrożony pod koniec 2015 roku. Program posiada rekomendację IAB Europe i jest dostępny w 9 europejskich krajach: Polsce, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Grecji, Rumunii, Serbii, Słowenii, Słowacji oraz na Cyprze). Egzamin weryfikuje wiedzę z zakresu marketingu cyfrowego na poziomie ogólnym i obejmuje zagadnienia z 12 obszarów, to m.in. strategia i planowanie, display advertising, social media i content marketing, mobile marketing, prawo w internecie, e-commerce, programmatic, analityka. Certyfikat – zgodny z założeniami Europejskiej Ramy Kwalifikacji jest ograniczony czasowo ze względuna dynamicznie rozwijającą się branżę marketingu cyfrowego. Po dwóch latach należy ponownie przystąpić do egzaminu bądź przedłużyć ważność certyfikatu poprzez uczestnictwo w programie recertyfikacji. https://dimaq.pl/

Agnieszka Durlik: system podatkowy powinien być prosty i przejrzysty

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) kontynuuje rekomendacje podatkowe, skierowane do Polskiego rządu. Ich głównym postulatem wciąż jest prostszy i bardziej przejrzysty system podatkowy, który mniej obciąża przedsiębiorców i upraszcza procedury. Eksperci z FPP wskazują, że im bardziej skomplikowany jest system, tym łatwiej jest obchodzić prawo i unikać płacenia podatków. Wyspecjalizowały się w tym wielkie firmy, a przepisy mające blokować ich poczynania rykoszetem trafiają w drobnych przedsiębiorców.

– Najłatwiej jest obejść rozwiązania, które są nadmiernie skomplikowane. W nich łatwo znaleźć jest luki. Tutaj prym wiodą duże podmioty, które stać na odpowiednich doradców podatkowych. Bardzo często legislacje mające ograniczyć ich działania uderzają w małych i średnich przedsiębiorców – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspertka prawno-gospodarcza i Dyrektor Generalna w Sądzie Arbitrażowym Krajowej Izby Gospodarczej. – Ważne jest to, aby promować płacenie podatków w Polsce przez wszystkie podmioty, które tutaj świadczą usługi i sprzedają swoje towary. System powinien być prosty, by nie obciążać małych i średnich przedsiębiorców oraz stymulować takie zachowania konsumenckie, które chcemy promować. Tak mogą działać podatki pośrednie, które są płacone przez konsumentów – czyli podatek akcyzowy i VAT. Przykładem może być wyższe opodatkowanie wyrobów z wysokim poziomem cukru, co ogranicza jego spożycie. Opodatkowanie nie powinno jednak za bardzo wzrastać, by nie powiększać szarej strefy – która ogranicza konkurencyjność i negatywnie wpływa na gospodarkę – zaznacza Durlik.

Walutowa apatia

Przy powracających z przedłużonego weekendu Amerykanach dziś możemy zobaczyć więcej akcji na rynku walutowym, ale tymczasem kolejna świąteczna sesja w Azji przynosi niewiele zmian. Strategia reflacyjna ciągnie w górę indeksy, rentowności obligacji, a na FX podtrzymuje presję na USD. Mocniejszy jest złoty, choć w granicach ostatnich fluktuacji.

Pozytywne nastroje budowane na postępach w procesie dystrybucji szczepionek i oczekiwaniach przyspieszenia ożywienia gospodarczego są motywem przewodnim dla ryzykownych aktywów, ale główna siła popytu idzie na rynek akcji i surowców. Wciąż są rynki, gdzie dochodzi do nadganiania optymizmu za Wall Street, ale dopiero gdy okazuje się, że dana gospodarka ma już za sobą najgorszy etap ostatniej fali zachorowań. W tym tygodniu rekordami pochwaliły się japoński indeks Nikkei225 (najwyżej do 1990 r.) oraz rynek miedzi (ośmioletni szczyt). Za to na FX zmiany są mniej imponujące. EUR/USD nie może odkleić się od 1,2130; NOK i CAD rosną tylko dzięki wyższym cenom ropy naftowej, a GBP/USD, po wczorajszym wyskoku, dziś nie jest w stanie ruszyć wyraźnie dalej ponad 1,39. Dla walut podstawowym katalizatorem wahań są oczekiwania gospodarcze i ich implikacje dla polityki pieniężnej. Tymczasem generalny przekaz brzmi: pozostawać w ultra-łagodnym nastawieniu na miesiące, jeśli nie lata. I nieważne, co zasygnalizują pojedyncze odczyty. Szczególnie kiedy świat znajduje się w przełomowym momencie. Po obu stronach Atlantyku odczyty pokazują negatywne skutki wzrostu liczby zachorowań na przełomie roku i konsekwencje wprowadzanych restrykcji. Jednocześnie jednak wskaźniki sentymentu będą odzwierciedlać nadzieje, że wraz z procesem zaszczepień przyszłość będzie lepsza. Ten pozytywno-negatywny mix pokażą dziś niemiecki indeks ZEW i NY Empire State z USA. Ewentualne odchylenia od prognoz nie doprowadzą do nagłego zwrotu w myśleniu EBC i Fed. A zatem i nie powinny elektryzować uczestników handlu EUR/USD. To oznacza utrzymanie marazmu jeszcze przez jakiś czas. Jeśli rynek chce rosnąć dalej, musi liczyć na pozytywną impuls ze strefy euro, a taki najprędzej wypłynie z indeksów PMI, które jednak poznamy dopiero w piątek.

Dane też nie mają większego wpływu na złotego. Wczoraj GUS podał styczniowe dane o inflacji CPI – 2,7 proc. r/r vs 2,4 proc. – ale wątpię, aby siłę złotego można było przypisywać wzrostowi oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych. Skok inflacji ma swoje podwaliny w podwyżkach cen administrowanych oraz wyższe ceny paliw. Są to czynniki poza kontrola banku centralnego i Rada Polityki Pieniężnej powinna oceniać trendy inflacyjne już po oczyszczeniu z tych efektów. W rezultacie pozostajemy z dotychczasowym przekazem zdominowanej przez gołębi RPP i nie należy spodziewać się zmian poziomu stóp procentowych co najmniej do końca kadencji obecnej Rady, tj. do połowy 2022 r. Lokalnie istotne jest tylko czy NBP zdecyduje się na kolejne interwencje walutowe i jaka będzie jego rola w procesie konwersji kredytów frankowych. Jak na razie nie widać, aby NBP chciał walczyć z rynkiem, a w kwestii konwersji bank centralny jest otwarty do współpracy z bankami komercyjnymi, by zmniejszyć negatywny wpływ procesu na rynek walutowy. Jakkolwiek obie kwestie stanowią negatywne ryzyko dla kursu, tak na ten moment nie ma powodu do generowania dodatkowej premii w wycenie złotego. Złoty będzie podążał za wahaniami nastrojów globalnych i utrzymanie trybu risk-on przemawia za retestem 4,47 i ruchem w kierunku 4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Służby bez problemu łamią zabezpieczenia Signala i iPhone’a

Prestiżowy amerykański tygodnik – Forbes Magazine ujawnił, że FBI może przejąć wiadomości komunikatora Signal z zablokowanego iPhone’a. Dokumenty sądowe pozyskane przez magazyn potwierdziły, że nie ma mowy o pełnym bezpieczeństwie zarówno komunikatora Signal, jak i telefonów iPhone….

To rzuca nowe światło na produkt i zapewnienia wybitnych ekspertów cyberbezpieczeństwa portalu Nibezpiecznik.pl, którzy od 2 lat informowali i chwalili Signal jako ‘’najbezpieczniejszy komunikator’’ dla polskich polityków. Teraz zapewnienia te stały się iluzją. Signal stał się w obiegowej opinii komunikatorem „nie do złamania”. Po głośnym skandalu z nową polityką prywatności WhatsAppa zyskał setki tysięcy nowych użytkowników i stał się kolejnym pretendentem do miana najpopularniejszego komunikatora, choć wciąż niezmiernie ciężko będzie podważyć pozycję należącego do Facebooka WhatsAppa. Nagły wzrost popularności zachęcił jednak dziennikarzy do sprawdzenia tezy o wyjątkowym bezpieczeństwie aplikacji.

Zebrane przez amerykańskiego Forbesa dokumenty sądowe dotyczące operacji handlu bronią w Nowym Jorku pokazują, że Federalne Biuro Śledcze (FBI) już w zeszłym roku było w stanie złamać zabezpieczenia zarówno Signala, jak i iPhone’a. Tym samym amerykańska agencja rządowa była w stanie odczytać wiadomości najprawdopodobniej potwierdzające winę podejrzanych.

forbes

Sukces służb częściowo potwierdził rzecznik Signala, który w rozmowie z Forbesem wskazał, że jeśli ktoś jest w fizycznym posiadaniu urządzenia i ma możliwość wykorzystania niezałatanej luki w systemie operacyjnym Apple lub Google (…) to może wtedy wejść w interakcję z urządzeniem tak, jakby był jego właścicielem.

Jak udało się służbom złamać zabezpieczenia iPhone’a? Najprawdopodobniej Biuro Śledcze wykorzystało w tym celu jedno z dwóch narzędzi programistycznych: GrayKey lub Cellebrite UFED. Głosy ekspertów wskazują raczej na pierwsze rozwiązanie, które wg twórców jest w stanie pobrać z iPhone’a praktycznie każdą informację. Cena GrayKey zaczyna się od 10 tys. dolarów, więc niewykluczone, że polskie służby również będą chciały wykorzystać możliwości nowych technologii wykorzystujących najmniejsze podatności urządzeń i aplikacji.

Polacy rzadziej przeprowadzają się w epidemii. Raport Clicktrans

Epidemia odmieniła rok 2020 w wielu aspektach. Jednym z nich były przeprowadzki Polaków. Polacy przeprowadzali się rzadziej niż w roku 2019. Płacili także mniej za przeprowadzkę krajową oraz powrót do kraju. Szczegółowe informacje o przeprowadzkach Polaków znajdują się w raporcie Clicktrans.pl – polskiego serwisu aukcji transportowych.

Raport Przeprowadzki 2020 to 5. edycja raportu pokazującego trendy Polaków związane z przeprowadzkami krajowymi i zagranicznymi.

Spadek przeprowadzek w czasie COVID-19

W branży przeprowadzkowej skutki epidemii były najbardziej widoczne w kwietniu 2020. W tym miesiącu użytkownicy Clicktrans zlecili najmniej przeprowadzek w skali roku. Liczba krajowych przeprowadzek spadła o 40%, a międzynarodowych o 30% w porównaniu do kwietnia 2019.

Ostatecznie od maja sytuacja zaczęła stopniowo wracać do normy. Jednak w porównaniu do 2019 roku na trasach krajowych nastąpił spadek zleceń przeprowadzkowych o 13%. Za to na trasach z/do Polski nastąpił spadek o 5%.

Tańsze przeprowadzki dzięki epidemii

Pierwszy raz od 2018 roku nastąpił spadek średniej ceny przeprowadzki na terenie Polski. Krajowa przeprowadzka kosztowała średnio 578 zł, czyli 7% mniej niż w 2019 (619 zł). O 3% wzrosła średnia cena wyprowadzki z Polski za granicę (2 260 zł). Za to powrót do kraju z zagranicy okazał się tańszy o 5% i wyniósł średnio 2 120 zł.Polacy rzadziej przeprowadzają się w czasach COVID-19

 

– Obniżka cen krajowych przeprowadzek w 2020 mogła mieć związek z obostrzeniami na granicach związanymi z pandemią. Choć transport międzynarodowy towarów dalej funkcjonował, polskie firmy transportowe zaczęły mocniej skupiać się na pozyskiwaniu zleceń krajowych. Większa rywalizacja skutkowała obniżką cen – tłumaczy Michał Brzeziński, CEO Clicktrans.

Przeprowadzki zagraniczne Polaków

Niemal 24% zleceń przeprowadzkowych z Polski za granicę dotyczyło wyprowadzki do Wielkiej Brytanii. Pomimo Brexitu jest to wciąż najpopularniejszy kierunek wyprowadzki z Polski. Drugie miejsce zajęły Niemcy (21,4%), a trzecie Hiszpania (7,8%). Hiszpania przeskoczyła Holandię, która przez ostatnie 2 lata zajmowała 3. miejsce.

W kierunku powrotnym (z zagranicy do Polski) Polacy tradycyjnie powracali przede wszystkim z Wielkiej Brytanii (47,9%). Choć po raz pierwszy od 2017 jej udział w przeprowadzkach do Polski nie przekroczył 50%. Drugie miejsce zajęły Niemcy (18,1%) oraz Holandia (9,6%).

Raport Przeprowadzki 2020 został opracowany na podstawie 33 808 zleceń użytkowników serwisu Clicktrans.pl dotyczących przeprowadzek w latach 2011-2020. Szczegółowe informacje, wnioski oraz wykresy zawarte zostały w raporcie.

Prawie 14,5 mln liczników energii do wymiany w ciągu najbliższych ośmiu lat. Inteligentne pomiary pomogą konsumentom oszczędzać prąd

Przed końcem 2028 roku u co najmniej 80 proc. końcowych odbiorców energii w Polsce mają zostać zainstalowane inteligentne liczniki pomiarowe. Takie jest założenie procedowanej właśnie w Sejmie nowelizacji ustawy Prawo energetyczne. Dziś takie liczniki ma niecałe 2 mln spośród 16,3 mln odbiorców. Dzięki tej wymianie pojawią się nowe możliwości zarządzania zużyciem energii i jej oszczędzania. Masowa instalacja inteligentnych liczników pociągnie za sobą także rozwój nowych usług dla odbiorców oraz operatorów systemów dystrybucyjnych.

 Harmonogram wymiany liczników na inteligentne jest dość ambitny, ale wynika z regulacji unijnych. Jest to nasze zobowiązanie zarówno wobec UE, jak i wobec odbiorców. W mojej ocenie ten harmonogram jest jak najbardziej realny i pozwoli dokonać tej zmiany w sposób akceptowalny społecznie. A trzeba pamiętać, że ona jest bardzo ważna, ponieważ warunkuje proces transformacji energetycznej – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Gawin, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Wymiana liczników to jedno z głównych założeń procedowanej właśnie przez Sejm nowelizacji ustawy Prawo energetyczne. Przewiduje ona, że do końca 2028 roku inteligentne liczniki ze zdalnym odczytem zużycia energii zostaną zainstalowane u co najmniej 80 proc. końcowych odbiorców energii, w tym w przynajmniej 80 proc. gospodarstw domowych. Według zawartego w projekcie harmonogramu do końca 2023 roku operatorzy systemów dystrybucyjnych (OSD) będą zobowiązani wyposażyć w nie co najmniej 15 proc. swoich odbiorców. Do 2025 roku inteligentne liczniki powinno mieć już 25 proc., a do 2027 roku – 65 proc. odbiorców. Zgodnie z projektem OSD pokryją też koszty ich instalacji u odbiorców podłączonych do sieci o napięciu do 1 kV (w tym w gospodarstwach domowych).

– Wymiana liczników na inteligentne powinna zapewnić rozwój konkurencji i dostępność nowych produktów dla odbiorców energii elektrycznej, takich jak np. taryfy dynamiczne. Przyczyni się też do poprawy funkcjonowania energetyki w obszarze efektywności, ponieważ wymiana liczników zwiększy świadomość odbiorców na temat tego, jak jest zużywana energia, w jakich godzinach i jak można ją oszczędzać – mówi Rafał Gawin.

Jak wynika z szacunkowych danych operatorów sieci dystrybucyjnych, w tej chwili takie inteligentne liczniki są zainstalowane u ok. 1,9 mln odbiorców końcowych. Ich docelowa liczba to około 16,3 mln. To oznacza, że w Polsce do wymiany pozostało więc ok. 14,4 mln takich urządzeń. Ministerstwo Klimatu wskazuje, że będzie to skomplikowane przedsięwzięcie organizacyjne i kosztowe w ograniczonym czasowo harmonogramie, który musi uwzględnić m.in. przetargi na zakup liczników, ich instalację czy koszty legalizacji. Eksperci wskazują jednak na pozytywny wpływ tej regulacji na producentów liczników.

– Wymiana liczników na inteligentne to także krok w kierunku digitalizacji elektroenergetyki, szczególnie w obszarze sieciowym. Powinna zapewnić dostęp do wielu systemowych usług świadczonych na rzecz operatorów systemów dystrybucyjnych. Tym samym jest to też szansa na rozwój przedsiębiorstw w tym zakresie – mówi prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Inteligentne liczniki umożliwią np. monitorowanie jakości energii elektrycznej w sieci elektroenergetycznej oraz wprowadzanie nowych rozwiązań regulacyjnych, jak np. taryfy dynamiczne. Nowelizacja Prawa energetycznego zakłada też wiele innych korzyści dla odbiorców końcowych, które pojawią się wraz z zainstalowaniem inteligentnych liczników. Najważniejsze z nich to m.in. uzyskanie przez odbiorców dostępu do swoich danych pomiarowych, możliwość odczytu zużycia energii bez fizycznej obecności inkasenta, co zmniejszy koszty odczytu, czy rozliczanie za energię elektryczną według rzeczywistego zużycia, a nie według prognoz. Ustawodawca zapewnia, że łatwiej będzie dokonać zmiany sprzedawcy dzięki zestandaryzowaniu całego procesu.

Odbiorca końcowy będzie mógł również wystąpić z wnioskiem o połączenie licznika z urządzeniami sieci domowej, co ułatwi zarządzanie pracą tych urządzeń.

Z kolei korzyścią dla całego systemu elektroenergetycznego ma być możliwość zarządzania popytem na rynku energii i obniżenie szczytowego zapotrzebowania, co powinno się przyczynić do lepszego wykorzystania potencjału odnawialnych źródeł energii. Ponadto, zgodnie z założeniami, w wyniku wdrożenia inteligentnego opomiarowania o 60 proc. zostaną ograniczone straty handlowe wynikające z nielegalnego poboru energii.

– Nowelizacja ustawy Prawo energetyczne to milowy krok w kierunku poprawy transparentności rynku i rozwoju konkurencji. Będzie to duża zmiana zarówno dla odbiorców energii elektrycznej, jak i przedsiębiorstw – podkreśla Rafał Gawin. – Ta nowelizacja to też duża zmiana w zakresie digitalizacji energetyki sieciowej, która powinna umożliwić rozwój przedsiębiorstw energetycznych świadczących usługi na rzecz odbiorców i na rzecz OSD. Mam tu na myśli rozwój prosumeryzmu, fleksumentów i podmiotów, które świadczą usługi na rzecz operatorów systemów elektroenergetycznych. Wszystko to zmierza w kierunku rozwoju rynków rozproszonych i zapewnienia bezpieczeństwa dostaw energii do odbiorców końcowych.

Dane z inteligentnych liczników będą przekazywane do Centralnego Systemu Informacji Rynku Energii – CSIRE. Będą one podstawą do rozliczeń między uczestnikami rynku detalicznego, w tym do zawierania umów na dostawy energii. Systemy poszczególnych OSD, które często działają w różnych standardach, zostaną zastąpione przez jeden system CSIRE. Nadzór i zarządzanie tym systemem (w tym przetwarzanie danych ze wszystkich liczników) będzie zadaniem Operatora Informacji Rynku Energii – OIRE. Ta funkcja została powierzona Polskim Sieciom Elektroenergetycznym.

Zgodnie z uzasadnieniem projektu ustawy wymiana liczników w okresie 15-letnim przyniesie korzyści dla wszystkich uczestników rynku na kwotę prawie 13 mld zł (z tego 11,3 mld to korzyści dla odbiorców końcowych), podczas gdy koszty wyliczono na 7,9 mld zł (7,2 mld przeniesione na odbiorców końcowych).

Mimo kryzysu wciąż 80 proc. firm oferuje benefity pracownicze. Na znaczeniu zyskały praca zdalna i grupowe ubezpieczenie na życie

Ośmiu na dziesięciu pracodawców oferuje pozapłacowe benefity swoim pracownikom, a ponad połowa deklaruje, że byłaby zainteresowana rozszerzeniem pakietu korzyści pozapłacowych. Pandemia nie wpłynęła więc na dostępność tych świadczeń, ale zmieniła priorytety zarówno pracodawców, jak i pracowników. Rosnące obawy o zdrowie i bezpieczeństwo spowodowały, że na znaczeniu zyskały benefity dotyczące opieki medycznej, wsparcia finansowego na wypadek zachorowania oraz grupowe polisy na życie – wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Benefity pracownicze w dobie pandemii”. Znacznie mniej popularne stały się karty sportowe i podarunkowe oraz szkolenia.

Co drugi polski przedsiębiorca przyznaje, że pandemia miała negatywny wpływ na kondycję finansową jego firmy. Mimo to niewielu z nich zdecydowało się zrezygnować ze świadczeń pozapłacowych dla pracowników. Blisko 80 proc. firm wciąż ma je w swojej ofercie.

– Benefity pracownicze zmieniły się pod wpływem pandemii. Pracownicy i pracodawcy oczekują korzyści, które zapewnią im bezpieczeństwo w dobie COVID-19, dlatego na znaczeniu bardzo mocno zyskała praca zdalna. Potwierdziło to ponad 38 proc. respondentów badania – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ewa Dąbrowska, dyrektor pionu klienta korporacyjnego w Nationale-Nederlanden.

Pod wpływem pandemii możliwość świadczenia pracy w formie zdalnej przestała być w zasadzie postrzegana jako benefit, tylko staje się zwyczajną formą wykonywania obowiązków zawodowych. Część pracowników chciałaby już na stałe korzystać z takiego modelu pracy.

Raport Nationale-Nederlanden pokazuje również, że w ciągu ostatniego roku, ze względu na pandemię i wprowadzone obostrzenia, na znaczeniu straciły przede wszystkim takie benefity jak karta umożliwiająca korzystanie z obiektów sportowych (45 proc. wskazań), a także szkolenia zawodowe i rozwojowe (30 proc.).

– Pracownicy zaczęli zwracać uwagę na to, co mają w pakiecie benefitowym. Koncentrują się na korzyściach, które zwiększają ich dobrostan, poprawiają zdrowie psychiczne, work–life balance, jak również ochronę zdrowia, np. pomoc w przypadku chorób onkologicznych i innych trudnych sytuacjach zdrowotnych – wyjaśnia Ewa Dąbrowska.

Co druga firma biorąca udział w badaniu Nationale-Nederlanden deklaruje, że byłaby zainteresowana dodatkowymi benefitami dla swoich pracowników. Ponad jedna czwarta z nich rozważa rozszerzenie pakietu korzyści pozapłacowych o takie, które dbałyby o dobrostan pracownika, m.in. mental wellness i work–life balance. Z kolei blisko jedna piąta pracodawców deklaruje zainteresowanie benefitami dotyczącymi profilaktyki onkologicznej.

 Wciąż dużą popularnością cieszą się grupowe ubezpieczenia na życie. Aż 60 proc. pracodawców oferuje je pracownikom. W czasie pandemii właśnie polisy grupowe – jako ochrona zdrowia i życia pracownika – bardzo zyskały na znaczeniu. Co trzecia badana firma powiedziała, że to jest to bardzo ważny element programów benefitowych – zaznacza dyrektor pionu klienta korporacyjnego w Nationale-Nederlanden.

Zdecydowana większość respondentów, bo aż 94 proc., oferuje pracownikom ubezpieczenia na życie od kilku lat. Jedynie nieliczne przedsiębiorstwa wprowadziły ten benefit dopiero w ubiegłym roku wraz z pojawieniem się koronawirusa.

Połowa firm, które oferują pracownikom grupowe polisy na życie, deklaruje, że finansuje im składki. 27 proc. wskazuje, że pokrywa je w całości, natomiast 28 proc. – częściowo. Zazwyczaj wysokość składki jest kwotą stałą i według co drugiego przedsiębiorcy wynosi około 50 zł na osobę.

 Te deklaracje wydają się zbyt optymistyczne. Zgodnie z danymi rynkowymi na udział w finansowaniu ubezpieczenia decyduje się dziś około 15 proc. firm. Widzimy tu jednak potencjał do zmiany. Z myślą o zdrowiu i bezpieczeństwie osób zatrudnionych wiele firm zaczyna się interesować tym rozwiązaniem i coraz chętniej zgłasza też gotowość do włączania się w składkę – uważa Ewa Dąbrowska.

Firmy deklarujące finansowanie pracownikom grupowej polisy na życie jako główne powody wymieniają chęć budowania lojalności pracowników (55 proc. wskazań) oraz politykę wizerunkową firmy (41 proc. wskazań).

– Widzimy, że w czasie pandemii również ubezpieczenia grupowe się zmieniają. Zostały poszerzone o pakiety prozdrowotne, np. ochronę na wypadek koronawirusa, można by to nazwać pandemicznym assistance, oraz programy wellbeingowe, które wpływają pozytywnie na dobrostan psychiczny pracowników – wymienia ekspertka Nationale-Nederlanden.

Również raport Komisji Nadzoru Finansowego po trzech kwartałach 2020 roku wskazuje na duże zainteresowanie firm grupowymi ubezpieczeniami na życie. Na koniec września ub.r. zakłady ubezpieczeń zebrały z tytułu polis grupowych składkę brutto w wysokości 6,42 mld zł. To wzrost o 0,1 mld zł w stosunku do analogicznego okresu 2019 roku.

Centra handlowe odbudowują frekwencję po kolejnym otwarciu. W sklepach jest 70–80 proc. klientów w porównaniu do czasów sprzed pandemii

W ostatnim tygodniu stycznia, kiedy większość sklepów w centrach handlowych była zamknięta, liczba klientów w porównaniu do roku ubiegłego spadła o połowę. Ponowne otwarcie sklepów w galeriach poprawiło frekwencję do 70–80 proc., ale na powrót do wyników sprzed pandemii trzeba jeszcze poczekać. Jak ocenia Krzysztof Sajnóg z warszawskiego Centrum Handlowego Blue City, będzie to możliwe dopiero po uruchomieniu gastronomii i rozrywki, które są magnesem przyciągającym klientów. Tymczasem branża liczy straty – tylko w wyniku ostatniego lockdownu wyniosą one 6 mld zł. Łączne straty szacowane są na 32 mld zł.

Pierwszego dnia po otwarciu było widać, że ludzie mają dużo spraw do załatwienia, bo odnotowaliśmy prawie 100-proc. frekwencję w porównaniu do lutego 2020 roku. Obecnie liczba odwiedzających stabilizuje się na poziomie 70–80 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, czyli jeszcze przed pandemią – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Sajnóg, dyrektor marketingu w CH Blue City.

Jak informuje, w warszawskim Blue City od 1 lutego otworzyły się wszystkie sklepy, zamknięte pozostają nadal: sala zabaw, kino, klub fitness i inne miejsca rozrywki. Lokale gastronomiczne oferują posiłki tylko na wynos i w dostawie do domu.

– Do tej pory żaden z naszych najemców nie zbankrutował. W 2020 roku z różnych przyczyn działalność zakończyło sześć sklepów na 200 umów najmu, zatem sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna – mówi ekspert.

Jak podaje Polska Rada Centrów Handlowych, średnia odwiedzalność galerii w ostatnim tygodniu zamknięcia, czyli w ostatnim tygodniu stycznia, była o połowę niższa niż przed rokiem. Znacznie gorsze rezultaty zanotowano w bardzo dużych centrach, o powierzchni powyżej 60 tys. mkw. Tam odwiedzalność wahała się, w zależności od dnia, od 29 do 39 proc. wyników analogicznego tygodnia ubiegłego roku. Najwyższą odwiedzalność, 53–62 proc., zaobserwowano w średniej wielkości galeriach. Z kryzysem wywołanym przez pandemię najlepiej radziły sobie galerie w centralnej i południowej Polsce, a najsłabsze rezultaty były notowane w regionie wschodnim.

Po zniesieniu lockdownu dla galerii handlowych frekwencja odbiła. Największą popularnością cieszyła się sobota, 6 lutego, gdy odwiedzalność wyniosła 82 proc. wartości ubiegłorocznych. Większe zainteresowanie klientów zakupami w pierwszym tygodniu handlu po pięciu tygodniach zamknięcia to efekt odrabiania zaległości zakupowych.

Dzisiaj nikt nie jest w stanie przewidzieć, co będzie się działo w ciągu najbliższych tygodni. Liczymy, że wraz z postępem szczepień przeciwko COVID-19 i spadkiem liczby zachorowań ruch do galerii będzie wracał. Natomiast bez otwarcia gastronomii i części rozrywkowej frekwencja klientów będzie raczej stabilna, przez długie miesiące będzie to raczej poziom 70–80 proc. Ważny jest także efekt psychologiczny – klienci muszą przestać się bać przychodzić do centrów handlowych – zauważa Krzysztof Sajnóg.

Obecnie największym wyzwaniem dla galerii jest utrzymanie reżimu sanitarnego. Sprzedawcy i właściciele muszą kontrolować liczbę odwiedzających, zapewnić środki ochrony i dezynfekcji. Zwracać uwagę klientom, jeżeli wchodzą do sklepu bez maseczek albo z maseczkami założonymi niewłaściwie.

– Prognozy, które mówią, że nadchodzi zmierzch centrów handlowych, są przedwczesne. Galerie odzyskują swoją rolę na mapie handlowej Europy i Polski – przewiduje dyrektor marketingu w CH Blue City. – Polacy lubią robić zakupy pod jednym dachem, a centra handlowe skupiają sklepy, rozrywkę, gastronomię, usługi, więc w czasie jednej wizyty można sporo załatwić. W dobie koronawirusa zauważyliśmy interesującą zmianę w zachowaniu klientów – ludzie przychodzą rzadziej i spędzają w galeriach mniej czasu, ale częściej i więcej kupują. Centra handlowe znowu stały się miejscem zakupów, a nie spacerów i na razie tak pozostanie.

Dla centrów handlowych każdy kolejny lockdown to straty liczone w miliardach złotych. Z szacunków PRCH wynika, że tylko zamknięcie od 28 grudnia do końca stycznia br. przyniosło 6 mld zł strat. Wszystkie lockdowny skutkowały ubytkiem w kasach właścicieli w wysokości 32 mld zł. Eksperci podkreślają, że problemy finansowe branży handlowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących, mogą silnie wpłynąć na całą gospodarkę, w tym na miejsca pracy. Obecnie w centrach handlowych w Polsce pracuje ponad 400 tys. osób.

W tym roku można się spodziewać kolejnych bankructw linii lotniczych. Podróżowanie stanie się droższe

Rok 2020 okazał się najgorszym w dotychczasowej historii rynku lotniczego. Ten rok – z powodu wykrycia nowych mutacji koronawirusa i kolejnych restrykcji – dla przewoźników też nie zaczął się zbyt dobrze. Specjalizująca się w analizach rynku lotniczego CAPA podaje, że w ubiegłym roku bankructwo ogłosiło jedynie, patrząc na trudną sytuację rynkową, ok. 30 linii lotniczych, ale w tym roku trzeba się spodziewać kolejnych upadłości. To niekorzystnie wpłynie na konkurencję na rynku i może skutkować wzrostem cen biletów. Po ustaniu pandemii przewoźnicy będą musieli stawić czoła innemu wyzwaniu, o którym chwilowo się nie mówi, czyli wysokiej emisji CO2, problematycznej w obliczu dążenia UE do ograniczania emisji i neutralności klimatycznej.

Każdy z przewoźników według swojego uznania podejmuje działania przygotowawcze. One mogą się różnić, bo różni są przewoźnicy i w różny sposób oczekują, że będzie się rozwijała sytuacja rynkowa. Przykładowo przewoźnicy niskokosztowi, Ryanair czy Wizz Air, zamawiają dziesiątki nowych samolotów, czyli nastawiają się prawdopodobnie na ekspansję rynkową i na to, że nowe samoloty będą tańsze w użytkowaniu. Co innego robią niektórzy przewoźnicy tradycyjni, którzy odsyłają bardzo dużą część swojej floty na parkingi na pustyniach, odwołują zamówienia, które były składane wcześniej u producentów. Jest całe spektrum drobniejszych działań, które podejmują przewoźnicy, żeby przygotować się do tego, co przyniesie rok 2021 i kolejne – mówi agencji Newseria Biznes Sebastian Gościniarek, partner w BBSG.

COVID-19 i zastój w ruchu międzynarodowym sprawiły, że rynek lotniczy przeżywa aktualnie największy kryzys w swojej historii. Według Eurocontrol podczas pierwszej fali pandemii ruch lotniczy w wielu krajach Europy spadł nawet o ponad 90 proc., ale obecna sytuacja wciąż jest trudna. Pokazuje to m.in. liczba pasażerów odprawionych w styczniu przez jedne z największych na świecie londyńskie lotnisko Heathrow, która rok do roku zmniejszyła się o 89 proc.

Ograniczenia w transporcie międzynarodowym i regionalnym ograniczyły liczbę operacji pasażerskich, więc i przychody linii lotniczych gwałtownie spadły. Jak podaje specjalizująca się w analizach rynku lotniczego CAPA – Centre for Aviation, w ubiegłym roku bankructwo ogłosiło 30 linii lotniczych i jest to zdecydowanie mniej, niż zakładały prognozy. Większości przewoźników udało się przetrwać, jednak w dużej mierze jest to zasługa wyłącznie bezpośrednich i pośrednich dotacji rządowych – wskazuje CAPA. Taką pomoc dostał też polski przewoźnik, czyli Polskie Linie Lotnicze LOT. W końcówce ubiegłego roku Rada i Komisja Europejska ostatecznie zaakceptowały pakiet pomocowy w wysokości 2,9 mld zł, na który złożyło się podwyższenia kapitału zakładowego przewoźnika o 1,1 mld zł oraz pożyczka w kwocie 1,8 mld zł.

– Pomoc finansowa, którą LOT otrzymał z budżetu państwa, jest absolutnie niewystarczająca – mówi Sebastian Gościniarek. – Prawdopodobnie są więc dwa kierunki, które teraz obierze LOT. Pierwszy to obniżanie kosztów, m.in. zatrudnienia. Drugi to możliwość pozyskania środków na rynku finansowym, tak jak robią to inni przewoźnicy, np. Lufthansa, która zwiększa swoje zasoby gotówki poprzez różnego rodzaju operacje na rynku finansowym, np. sales and leaseback swoich samolotów. Tutaj LOT ma jednak ograniczone możliwości, bo większość floty nie należy do niego i jest leasingowana. Ale być może są jakieś inne aktywa, które pozwoliłyby temu przewoźnikowi zdobyć dodatkowe środki na rynku finansowym.

LOT już wiosną zeszłego roku, podczas pierwszej fali pandemii, zaczął od cięcia kosztów stałych i obniżenia wynagrodzeń personelu. Spółka poinformowała niedawno, że zwolnienia obejmą 270 osób. Jak wyjaśnia, dostosowanie zatrudnienia do realiów postcovidowych wymusiły zasady przyznania pomocy publicznej – spółka musi bowiem osiągnąć efektywność ekonomiczną. Innych oszczędności LOT szuka m.in. w kosztach leasingu samolotów.

Sytuacja narodowego przewoźnika jest jednak ciągle uzależniona od sytuacji rynkowej i epidemiologicznej, a wciąż nie wiadomo, jak długo potrwa obecny kryzys i kiedy linie lotnicze zaczną wreszcie zarabiać.

– Cały czas tli się nadzieja, że jednak może warunki rynkowe nie będą aż tak złe i być może już od przyszłego roku przewoźnikom uda się zacząć zarabiać. Ale LOT nie ma tego komfortu, jaki mają niektóre inne linie lotnicze, i musi generować pozytywny wynik finansowy, żeby nie załamać się pod własnym ciężarem. To na pewno nie będzie łatwe, ale nie jest niemożliwe – ocenia ekspert BBSG.

W lutowym komunikacie Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) podaje, że w 2020 roku globalny ruch lotniczy spadł o prawie 66 proc. w porównaniu z poprzednim. Bazowy scenariusz na ten rok zakłada, że popyt odbije o 50 proc. względem 2020 roku, jednak pojawienie się nowych mutacji i zaostrzanie restrykcji w poszczególnych państwach niosą za sobą ryzyko, że odbicie to będzie znacznie niższe (ok. 13 proc.).

CAPA wskazuje, że w obecnej sytuacji większość podróżnych nie chce się zobowiązywać i płacić za wakacje z góry, bo wciąż istnieje ryzyko kwarantanny albo kolejnego zamknięcia granic. Okresy rezerwacji ulegają znacznemu skróceniu, a linie lotnicze tracą z nich środki. Co więcej, według CAPA istnieje duża szansa, że po I kwartale br. wiele rządów przestanie dotować przewoźników pomocą publiczną, co odetnie kluczowe źródło finansowania i przetrwania dla wielu z nich. Dlatego w tym roku można się spodziewać kolejnych upadłości na rynku lotniczym.

 Rynek europejski zmierza w niezbyt korzystnym kierunku dla pasażera, czyli ograniczenia konkurencji. Część linii lotniczych niestety upadła, część tych słabszych jeszcze z pewnością upadnie. Wzmocnią się za to duże linie lotnicze i będziemy mieli do czynienia może jeszcze nie z oligopolem, ale na pewno ze znacznie mniej konkurencyjnym rynkiem. To bez wątpienia odbije się na koszcie biletów dla pasażerów – mówi Sebastian Gościniarek.

Ekspert BBSG wskazuje też na inne wyzwanie, z którym rynek mierzył się jeszcze przed pandemią, czyli wysoką emisyjność sektora lotniczego, która stanowi problem w obliczu dążenia UE do neutralności klimatycznej, ograniczania emisji CO2 i rozwijania ekologicznego transportu. Na początku grudnia ub.r. Komisja Europejska przedstawiła zresztą nową strategię na rzecz zrównoważonej mobilności (zakłada m.in. tworzenie zeroemisyjnych lotnisk i portów), zgodnie z którą emisje z całego sektora transportu mają spaść o 90 proc. w ciągu nadchodzących trzech dekad.

 Te wyzwania, takie jak wstyd przed lataniem, nie przestały istnieć, zostały tylko przykryte przez te dramatyczne wydarzenia rynkowe, z którymi mamy dzisiaj do czynienia. To wszystko prowadzi do wniosku, że niestety latanie stanie się droższe i z tym wszyscy musimy się liczyć – mówi partner w BBSG.