Inflacja w Polsce rośnie. Cena ropy naftowej znów w górę

Inwestorzy zinterpretowali dane o wzroście inflacji jako odsunięcie w czasie obniżek stóp procentowych. W rezultacie jesteśmy od rana świadkami umacniania się złotego względem euro.

Słabsze dane z USA na zakończenie tygodnia

Piątkowe popołudnie przyniosło nam raport Uniwersytetu Michigan. Okazał się on wyraźnie słabszy od oczekiwań i wyniósł 76,2 pkt wobec oczekiwanych 80,8 pkt. Oznacza to, że optymizm w grupie ankietowanych menedżerów jest wyraźnie słabszy, niż sądzono. Pokazuje to, że pewne optymistyczne założenia mogą nie zostać zrealizowane. Rezultatem tego odczytu było kolejne osłabienie się dolara względem euro pomimo dobrego początku dnia.

Ropa naftowa znów w górę

Czarne złoto kontynuuje swój ruch w górę rozpoczęty na początku listopada. Od tego czasu baryłka surowca podskoczyła z 38 dolarów na 63 dolary. Powodów tego ruchu jest przynajmniej kilka, ale z grubsza sprowadzają się do jednego. Analitycy zauważają, że będzie potrzebne coraz więcej surowca wraz z powrotem gospodarki na stare tory. Nie może zatem dziwić, że wraz ze wzrostem cen rośnie też ilość otwieranych odwiertów. Potwierdzają to np. dane z USA, gdzie w piątek parametr ten osiągnął swoje maksimum od początku pandemii.

Inflacja w Polsce

W styczniu wzrost cen w Polsce przyspieszył o 0,3%, aczkolwiek uzyskany wynik 2,7% nie powinien budzić niepokoju. Cel inflacyjny mamy ustalony przecież na 2,5% z tolerancją +/- 1%, więc wynik ten jest bardzo blisko środka tego przedziału. Z drugiej strony rosnąca inflacja, o ile kierunek ten będzie kontynuowany, powinna mocno ograniczać skłonność RPP do obniżania stóp procentowych. Im niższe stopy, tym bardziej są bowiem obywatele skłonni do konsumpcji, a to podnosi ceny. Inwestorzy przyjęli to jako dobrą informację i kupują złotówki, w końcu perspektywa obniżki stóp była powodem ostatniego osłabiania się złotego.

Dzisiaj dzień prezydenta w USA, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

GPW w czołówce europejskich giełd

  • Według danych Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE) Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) zanotowała największy procentowy wzrost obrotów akcjami w 2020 roku – o 56,1% w porównaniu z 2019 rokiem
  • GPW zajęła drugie miejsce w zestawieniu FESE jeśli chodzi o zmianę kapitalizacji krajowych spółek (w walucie lokalnej)
  • GPW uplasowała się na drugim i trzecim miejscu jeśli chodzi o obrotowość portfeli na koniec 2020 roku oraz wartość ofert pierwotnych w ubiegłym roku
  • W 2020 roku na GPW miał miejsce drugi co do wielkości w Europie debiut – Allegro.eu

– Jesteśmy najszybciej rosnącą giełdą w Unii Europejskiej jeśli chodzi o obroty – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych. Obroty akcjami na GPW wzrosły o 56,1% rok do roku. Prezes GPW dodał, że trudny 2020 rok okazał się dla Giełdy niezwykle udany. – Wskoczyliśmy również na „pudło” pod względem wskaźnika obrotowości portfeli – jesteśmy drugą najbardziej płynną giełdą, zaraz za Deutsche Boerse. Z kolei trzecie miejsce zajęliśmy w zestawieniu giełd europejskich pod kątem wartości ofert pierwotnych w 2020 roku. Wyprzedziły nas tylko giełdy Euronext i Nasdaq Nordics & Baltics – powiedział Marek Dietl.

Ponadto GPW zajęła drugie miejsce wśród giełd europejskich jeśli chodzi o najwyższy wzrost kapitalizacji w walucie lokalnej, co w dużej mierze było zasługą historycznego debiutu  Allegro – drugiego największego debiutu wśród europejskich IPO.

Fenomen GPW został zauważony nie tylko w Europie, ale i poza nią. W ostatnich tygodniach tekst Prezesa Marka Dietla poświęcony potencjałowi wzrostu naszego regionu został przedrukowany w kilkunastu prasowych i internetowych tytułach na całym świecie, m.in. we Francji, na Cyprze, w Malezji, Indonezji czy Katarze.

– GPW, jako jeden z 25 najbardziej rozwiniętych rynków na świecie, powinna odgrywać główną rolę w promowaniu i wspieraniu rozwoju naszego regionu – stwierdza w tekście Marek Dietl. W artykule Prezesa GPW czytamy też, że: – Wysoka wycena, obecność zagranicznych funduszy technologicznych wśród inwestorów i utrzymująca się płynność w obrocie akcjami tylko potwierdzają, że GPW jest rynkiem rozwiniętym w pełnym tego słowa znaczeniu. Warszawska giełda ma jeszcze jedną przewagę. Oferuje dostęp do szerokiego, zróżnicowanego kapitału inwestorskiego po kosztach zdecydowanie niższych niż te, które należałoby ponieść przy debiucie na dużych, zagranicznych rynkach giełdowych.

– Polski parkiet przyciąga nie tylko inwestorów indywidualnych, ale zauważamy również wzrost zainteresowania GPW wśród mediów zagranicznych oraz zagranicznych funduszy inwestycyjnych i instytucji – podkreśla Przemysław Gerschmann, Doradca Zarządu GPW. – Jest to budujące, ponieważ oznacza, że obraliśmy dobry kierunek a praktyki, które czerpiemy z rynków bardziej rozwiniętych i dojrzałych dobrze przyjmują się także na naszym rynku – dodaje.

W ramach projektu „Opowiadamy Polskę światu: Dekada Europy Centralnej” realizowanego wspólnie z Instytutem Nowych Mediów, Ministerstwem Spraw Zagranicznych i Polską Agencją Prasową swoje teksty opublikowali również Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda, sekretarz generalny Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) Ángel Gurría oraz uznani międzynarodowi ekonomiści i eksperci, m.in. prof. Timo Baas i Branko Milanović.

Instytut Staszica: dlaczego zamykanie gospodarki nie jest uzasadnione wiarygodnymi badaniami?

Polacy chcą jak najszybszego zniesienia koronawirusowych restrykcji. Z badania IBRiS dla dziennika „Rzeczpospolita”, przeprowadzonego na początku tego miesiąca wynika, że aż 81,9% społeczeństwa pozytywnie ocenia decyzję rządu o zniesieniu niektórych ograniczeń od 12 lutego. Niemniej nadal obowiązuje wiele dotkliwych obostrzeń, jak np. zakaz działalności lokali gastronomicznych czy klubów fitness. Aktualne pozostaje zatem pytanie o logikę utrzymywania ograniczeń i ich uzasadnienie. W ocenie ekspertów Instytutu Staszica tłumaczenie obostrzeń wycinkową i nieuwzględniającą polskiej specyfiki analizą opublikowaną w amerykańskim czasopiśmie „Nature” jest dalece niewystarczające. Należy spytać decydentów, dlaczego przez rok trwania pandemii nie wykonano w Polsce żadnych wiarygodnych badań, zwłaszcza najdłużej zamkniętych sektorów gospodarki i dlaczego pod uwagę brane są tylko wybrane badania, jak ma to miejsce w przypadku branży fitness.

Analiza „Nature” – nie do obrony jako uzasadnienie restrykcji

Artykuł „Nature” jest w zasadzie jedynym badaniem, na które w publicznych wypowiedziach powołują się urzędnicy, próbując wyjaśnić powody zamknięcia działalności poszczególnych branż. Jest on również promowany w mediach społecznościowych – wnioski z publikacji w postaci infografiki opublikowało np. Centrum Informacyjne Rządu.

Nie kwestionując wiarygodności tej analizy, należy zwrócić uwagę na kilka aspektów, które powodują, że nie może być ona wysuwana jako argument za zamykaniem działalności polskich firm. Po pierwsze – jest to analiza matematyczna, wykonana „zza biurka”, a nie medyczne badanie na wybranej grupie osób. Korzystając z danych dotyczących logowania się telefonów komórkowych określono, w jakich miejscach najczęściej, a w jakich najrzadziej przebywali Amerykanie i na tej podstawie oszacowano poziom ryzyka transmisji COVID-19. Już sam fakt, że przeciętny Amerykanin ma inne zwyczaje zakupowe i rekreacyjne, niż Polak, powoduje że przenoszenie wniosków z tych badań na polski grunt jest pozbawione sensu. Dodać należy, że ograniczenie tej analizy do posiadaczy telefonów komórkowych eliminuje z góry część osób, m.in. najmłodszych i najstarszych. W amerykańskim badaniu pominięto także kluczowy aspekt reżimu sanitarnego.

Po drugie, analiza uwzględniła tylko część placówek i – co niezwykle istotne – nie objęła transportu publicznego. Nie zbadano więc np. skali hipotetycznych zakażeń w salonach fryzjerskich i kosmetycznych czy w autobusach, pociągach oraz metrze. Tę wybiórczość widać zresztą po wynikach, opublikowanych na infografice CIR, które już na pierwszy rzut oka zaskakują. Otóż, gdyby przyjąć wyniki matematycznej analizy za dobrą monetę, do najbezpieczniejszych obiektów należą galerie handlowe i sklepy „codzienne” (cokolwiek przez nie rozumieć), za to znacznie większe ryzyko wiąże się z wizytą w sklepie z narzędziami, sklepie zoologicznym czy salonie samochodowym. Można zapytać, czemu wobec tego galerie handlowe pozostawały zamknięte – z wyjątkiem m.in. zlokalizowanych w nich… sklepów zoologicznych – skoro wedle artykułu w „Nature” te sklepy to rozsadnik koronawirusa. Ale to tylko jeden przykład na wybiórcze posługiwanie się wynikami uznanej za wiarygodną analizy.

Dla porównania brytyjski podmiot, odpowiedzialny za ochronę zdrowia (Public Health England)[1] między 5 a 11 października 2020 r. przeprowadził analizę Test and Trace z udziałem ponad 37 tys. Brytyjczyków, którzy otrzymali pozytywny wynik tekstu na obecność COVID-19. Na podstawie geolokalizacji eksperci sprawdzili, jakie miejsca odwiedzały zakażone osoby na 7 do 2 dni przed wystąpieniem objawów. Okazało się, że najwięcej osób odwiedziło sklepy wielkopowierzchniowe/supermarkety (12,1 proc. badanych), natomiast z siłowni skorzystało jedynie 3 proc. W Polsce w szczycie zachorowań siłownie działały, chociaż z dużymi obostrzeniami (przede wszystkim zajęcia zorganizowane), a zamknięto je całkowicie kilka tygodni po szczycie zakażeń.

Wybiórcze podejście do badań

Eksperci oraz przedstawiciele dotkniętych restrykcjami branż (m.in. hotelarze) publicznie pytali Ministerstwo Zdrowia oraz Główny Inspektorat Sanitarny o powody pominięcia profesjonalnych badań, których wyniki różnią się od analizy przedstawionej na łamach „Nature”. Niestety, odpowiedzią jest milczenie.

Instytut Staszica w ogłoszonym w grudniu ub. r. stanowisku ws. zamknięcia branży fitness przywołał wyniki badań wykonanych w Wielkiej Brytanii[2] i w Norwegii[3], z których wynika, że kluby fitness odpowiadają za znikomy odsetek zakażeń. Tak, jak w przypadku badań dotyczących zakażeń w hotelach, również te badania zostały przez decydentów pominięte milczeniem. Można odnieść wrażenie, że starano się dobrać uzasadnienie w postaci badań dla już podjętych decyzji, a nie odwrotnie – podejmować decyzje w oparciu o wiarygodne badania.

Dlaczego nie ma polskich badań ws. zakażalności?

W marcu minie rok odkąd w Polsce odnotowano pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem. Przez ten czas można było przeprowadzić w Polsce kompleksowe badania, na podstawie których dałoby się oszacować, jakie miejsca niosą ze sobą największe ryzyko zakażeń. Dzięki temu wprowadzane ograniczenia mogłyby przynieść lepszy skutek w postaci ograniczenia skali zakażeń, a wiele polskich firm mogłoby uniknąć tragicznej sytuacji, w jaką wpędził je zakaz działalności. Dodatkowo w debacie publicznej strona rządowa zyskałaby niepodważalny, merytoryczny argument w obronie podejmowanych decyzji. Obecnie podstawowymi argumentami są wspomniana amerykańska analiza, która w najmniejszym stopniu nie uwzględnia specyfiki polskiego rynku tudzież powoływanie się na obostrzenia w innych europejskich państwach, w których sytuacja jest znacznie poważniejsza niż w Polsce.

Ministerstwo Zdrowia powinno poinformować opinię publiczną, dlaczego takich kompleksowych badań nie zlecono. Być może – o czym nie wiemy – zostały one wykonane. W tej sytuacji warto zapytać, dlaczego ich wyniki nie zostały upublicznione i czy są wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji o uderzających w gospodarkę restrykcjach.

Nie istnieje w tej chwili żaden harmonogram znoszenia obostrzeń – wszystko zależy ponoć od wskaźników zachorowań i śmiertelności. Do momentu, gdy jest to rządzącym na rękę. Gdy wskaźniki te nie dostarczają rządowi oczekiwanego uzasadnienia decyzji, to można usłyszeć, że i one nie dość wiernie oddają powagę sytuacji. Tym bardziej nie sposób pogodzić się z sytuacją, w której decyzje skutkujące tragediami tysięcy ludzi, pozbawionych środków do życia i zagrożonych utratą życiowego dorobku, podejmowane są bez oparcia w wiarygodnych, naukowych badaniach.

[1]https://assets.publishing.service.gov.uk/government/uploads/system/uploads/attachment_data/file/926847/Weekly_COVID-19_and_Influenza_Surveillance_Graphs_W42.pdf?fbclid=IwAR1-qmO8f6Dr6O3NAG8A_u1vpUoO7gj_FR_ccCbosNlpghlk3axe6npTIH4

[2] COVID-19 Winter Plan, Wielka Brytania, strona rządowa: https://www.gov.uk/government/publications/covid-19-winter-plan

[3] A Randomised Trial of Covid-19 Transmission in Training Facilities, Uniwersytet Oslo; https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.06.24.20138768v3

Polska liderem na rynku inwestycyjnym nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej

Jak wynika z najnowszego raportu Colliers pt. CEE Investment Scene Q1-Q4 2020, w ubiegłym roku wartość inwestycji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wyniosła 10,4 mld EUR, co stanowi spadek o 24% w stosunku do roku 2019. Mimo że Polska i Czechy odnotowały spadki wolumenu inwestycyjnego w ujęciu rok do roku, to ich udział w łącznej wartości inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej był największy i wyniósł odpowiednio 51% i 26%.

— Pierwszy kwartał 2020 r. w Polsce był bardzo intensywny – kontrakty zamykały się do końca marca. Później jednak znakomita większość transakcji została zamrożona. Głównym powodem była niepewność co do tego, jak będzie wyglądała dynamika na rynku najmu oraz sytuacja makroekonomiczna. Natomiast pomimo kolejnych fal pandemii finalna wartość transakcji na koniec zeszłego roku okazała się znacznie lepsza niż przewidywano, osiągając 5,3 miliarda euro w zrealizowanych transakcjach w Polsce we wszystkich sektorach rynku. Choć jest to spadek o około 30% w porównaniu do poprzedniego roku, ponad 5 miliardów to bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę okoliczności i fakt, że w Polsce nie ma praktycznie rodzimego kapitału instytucjonalnego, który inwestuje w nieruchomości komercyjne — mówi Piotr Mirowski, senior partner, dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

Wzrost wartości inwestycji w ujęciu rok do roku odnotowano z kolei w Rumunii, na Słowacji i w Bułgarii. Dla porównania w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) nastąpił szacunkowy spadek wartości inwestycji o ok. 27% rok do roku, przy czym raport Global Capital Markets: 2021 Investor Outlook wskazuje na silne odbicie w 2021 r. Jak zaznaczają eksperci Colliers, w tym roku apetyt inwestorów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje duży, ale nadal będą oni musieli stawić czoła wyzwaniom związanym z dostępnością produktów i zróżnicowanym wpływem pandemii COVID na niektóre sektory.

— Wiele rynków boryka się z niedoborem produktu inwestycyjnego, ponieważ właściciele najbardziej poszukiwanych aktywów są albo inwestorami długoterminowymi, albo czekają, aż rynki się ustabilizują, zamiast sprzedawać po niższej cenie — mówi Kevin Turpin, dyrektor ds. badań na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers.

Najatrakcyjniejsze aktywa

Pomimo spadku rok do roku na pierwszym miejscu pod względem aktywności transakcyjnej utrzymuje się sektor biurowy. W ostatnim roku znacznie wzrósł wolumen transakcji w sektorze magazynowym – inwestorzy dywersyfikując swoje portfele, odchodzą od bardziej problematycznych sektorów, takich jak handlowy czy hotelowy na rzecz nieruchomości magazynowych, które wydają się być odporne na COVID-19. Kolejnym sektorem, który cieszy się dużym zainteresowaniem jest PRS (ang. Private Rented Sector), jednak oferta tych aktywów nadal jest ograniczona w dużej części regionu.

na rynku inwestycyjnym nieruchomości
Przepływy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według sektorów (%), Colliers

Pochodzenie inwestorów

Największy wolumen inwestycji w 2020 roku w skali świata odnotowano w Europie oraz w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej (z wyłączeniem Europy Środkowo-Wschodniej). Najbardziej spektakularną transakcją było przejęcie portfela mieszkaniowego Residomo przez szwedzką firmę Heimstaden. Również inwestorzy z Niemiec, Izraela i Austrii zainwestowali w ciągu roku znaczne kwoty.

Także inwestorzy krajowi z Europy Środkowo-Wschodniej ponownie wykazali się dużą aktywnością, zwłaszcza kapitał węgierski i czeski.

Zainteresowanie regionem CEE podtrzymuje także kapitał azjatycki, zwłaszcza z Singapuru, czego potwierdzeniem jest przejęcie przez GLP platformy magazynowej firmy Goodman i GIC. Swoją działalność kontynuowały również południowokoreańskie i chińskie firmy, dokonując kolejnych przejęć, z których większość dotyczyła sektora magazynowego.

— Jeśli chodzi o ceny, stopy zwrotu za najlepsze obiekty magazynowe pozostały stabilne lub uległy nieznacznej kompresji na wybranych rynkach. Stopy zwrotu dla najlepszych aktywów biurowych wzrosły średnio o 25 punktów bazowych, a dla najlepszych centrów handlowych o 50 punktów bazowych. Mimo braku danych transakcyjnych, które mogłyby wskazywać na dalszą aktywność w niektórych sektorach, nadal uważamy, że chociaż pewne przesunięcia są nieuniknione, zapotrzebowanie na najlepsze aktywa generujące dobre wyniki powinno się utrzymywać, przy jednoczesnej presji cenowej na produkty niższej klasy — dodaje Kevin Turpin.

Dane GUS: Przestraszyliśmy się prowadzenia biznesu. W 2020 r. 44 tys. mniej nowych firm

W 2020 r. powstało o 12,4% mniej nowych przedsiębiorstw niż rok wcześniej – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. To oznacza, że 44 tys. osób mniej zdecydowało się na prowadzenie własnej firmy, co jest konsekwencją niepewności związanej z epidemią koronawirusa. Z analizy NBP wynika, że na wysokim poziomie utrzymuje się odsetek przedsiębiorców, którzy za największą barierę rozwoju uznają właśnie brak przewidywalności. Eksperci Personnel Service wskazują, że to powstrzymuje przez zakładaniem biznesu, choć po tąpnięciu w drugim kwartale, widoczna była stabilizacja w drugiej połowie roku.

W 2019 r. zarejestrowano ponad 355,7 tys. firm. W 2020 r. było ich zdecydowanie mniej, bo 311,8 tys. Spadek o 12,4% oznacza prawie 44 tys. nowych przedsiębiorstw mniej niż w poprzednich dwunastu miesiącach. Analizując dane wyłącznie z ostatniego kwartału, liczba rejestracji spadła niemal we wszystkich omawianych przez GUS rodzajach działalności – najbardziej w zakwaterowaniu i gastronomii (o 21,4%) oraz transporcie i gospodarce magazynowej (o 14,6%). Znaczące spadki odnotowały także takie sektory rynku, jak budownictwo (o 3,6%), przemysł (o 3,4%) czy usługi (o 1%). Wzrosty liczby rejestracji zanotowano w dziedzinach informacji i komunikacji (o 18%) czy handlu i naprawie samochodów (o 0,3%). Jak zauważają eksperci Personnel Service, już w poprzednich latach można było zauważyć spadek aktywności gospodarczej Polaków, ale wpływ pandemii jest niezaprzeczalny.

W 2019 roku powstało o ponad 10 tys. mniej nowych firm niż w 2018 roku. Skala zeszłorocznego spadku robi jednak wrażenie. Blisko 44 tys. mniej nowych firm jednoznacznie wskazuje, jak mocne piętno na planach przyszłych przedsiębiorców odcisnęła pandemia. Widzimy to dokładnie, gdy przeanalizujemy dane z poszczególnych kwartałów. Największą obniżkę nowych rejestracji, o 31,8% w porównaniu rok do roku, zauważyliśmy w drugim kwartale, czyli na początku pandemii, kiedy strach przed koronawirusem i jego konsekwencjami był największy. W trzecim kwartale było to zaledwie 0,5% nowych firm mniej, a w czwartym, kiedy ponownie wprowadzono duże obostrzenia, o 3% mniej. Można zatem zauważyć stabilizację w drugiej połowie roku – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Mniej nowych firm, ale też mało upadłości

Liczba firm, które upadły w badanym przez GUS okresie, zmniejszyła się nieznacznie rok do roku. W 2019 r. było łącznie 598 takich przypadków, z kolei w 2020 – 528 (8,7% mniej niż rok wcześniej). W ostatnim kwartale więcej upadłości w porównaniu do analogicznego okresu zanotowano jedynie w branży zakwaterowania i gastronomii (6 wobec 4 w czwartym kwartale 2019 roku). Spadek liczby upadłości można natomiast stwierdzić m.in. w przemyśle (19 wobec 36), usługach (16 wobec 26), transporcie i gospodarce magazynowej (8 wobec 15) czy budownictwie (15 wobec 19).

Na razie trudno prognozować czy niewielka liczba upadłości w 2020 r. to efekt wdrożenia tarcz antykryzysowych i większa skala tego zjawiska dopiero przed nami, czy jednak nasi przedsiębiorcy dzielnie odpierali przeciwności i poradzili sobie z sytuacją epidemiczną w Polsce całkiem nieźle. Zwłaszcza, że na pewno w 2020 r. mieliśmy do czynienia z mniejszą skłonnością firm do biznesowego ryzyka. NBP wskazuje, że liczba przedsiębiorstw, które nie są pewne swojej przyszłej sytuacji ekonomicznej, jest wyraźnie powyżej długookresowej średniej i taka sytuacja pewnie jeszcze się utrzyma – mówi Krzysztof Inglot.

W 2021r. rynek leasingu wróci do poziomu finansowania sprzed pandemii

  • Branża leasingowa w 2020r. udzieliła łącznego finansowania o wartości 70,1 mld zł, przy dynamice rynku na poziomie -10,1% (r/r.).
  • Leasingodawcy wspólnie z partnerami pracują nad różnymi formami wsparcia klientów dotkniętych kryzysem związanym z COVID-19.
  • W 2021r. dynamika rynku leasingu może wynieść +11%.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w 2020r. firmy leasingowe udzieliły łącznego finansowania na poziomie 70,1 mld zł.

Jak zauważa Paweł Pach, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu: „Globalne spowolnienie odbija się w wynikach polskich leasingodawców. Dynamika finansowania udzielonego przez branżę leasingową w pierwszej połowie roku wynosiła -24% r/r, skumulowane dane sektora po trzecim kwartale wskazywały dynamikę na poziomie -15,5% r/r, podczas gdy ostatnie trzy miesiące roku wyróżniły się 4,8 proc. wzrostem branży. Mimo dobrych wyników wypracowanych pod koniec roku, skumulowane dane branży leasingowej za 2020r. pokazują -10,1 proc. dynamikę rynku r/r. Pozytywny sygnał dla przedsiębiorstw jest taki, że z analizy ZPL wynika,  że w ciągu 2021 roku branża leasingowa odrobi starty wywołane przez pandemię COVID-19 i wróci do poziomu finansowania sprzed kryzysu, co oznacza odbicie rynku. Jest to dobra wiadomość dla gospodarki, ze względu na spodziewany powrót firm na drogę inwestycji.”  

Leasingodawcy pomagają

Przez ostatni rok branża leasingowa, odpowiadając na trudną sytuacje klientów, dotkniętych skutkami pandemii COVID-19, proponowała różne formy wsparcia. Firmy leasingowe zmieniały harmonogramy spłat i odraczały spłatę rat leasingowych na okres od 3 do 6 miesięcy. Na początku 2021 roku sektor bankowy poinformował o wznowieniu „moratorium pozaustawowego”. Dlatego z możliwości odroczenia lub obniżenia spłaty rat leasingowych, obok klientów banków, znowu mogą skorzystać klienci firm leasingowych.

Branża leasingowa pracuje też nad dodatkowymi rozwiązaniami pomocowymi dla klientów dotkniętych kryzysem. Pod koniec ubiegłego roku leasingodawcy uczestniczyli w rozmowach prowadzonych przy udziale kancelarii Prezydenta RP, przedstawicieli strony rządowej i instytucji wspierających gospodarkę. Podczas spotkań i warsztatów pracowali nad rozwiązaniami, które mają, do czasu wznowienia ruchu turystycznego, ułatwić funkcjonowanie i utrzymanie floty przez przewoźników autokarowych. Obecnie eksperci Banku Gospodarstwa Krajowego i sektora leasingowego, ustalają szczegóły programów gwarancyjnych, które pozwolą skorzystać z leasingu na bardziej preferencyjnych warunkach. Gwarancje będą pochodziły z Paneuropejskiego Funduszu Gwarancyjnego, utworzonego przez państwa Unii Europejskiej na potrzeby walki z pandemią.ZPL_Aktywa_2020

 

Dlaczego polska gospodarka w kryzysie jest odporna?

ZPL_Aktywny portfel_2020Pandemia Covid-19 okazała się destruktywna dla globalnej gospodarki, a w kraju zakończył się okres 28 lat nieprzerwanego wzrostu gospodarczego (lata 1992-2019). Mimo to, Polska może pochwalić się odporną gospodarką. Dlaczego tak się dzieje wyjaśnia Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitorowania Rynku ZPL:

„W 2020 rok weszliśmy z wysokim tempem wzrostu gospodarczego (4,5% w 2019), z bardzo niskim bezrobociem (drugie najniższe w UE), a dług publiczny spadł w poprzednich latach. Pomogło to w uruchomieniu pomocy publicznej rzędu 11,3% PKB, z czego 6,5% stanowiła bezpośrednia pomoc dla przedsiębiorstw. Jednocześnie udział najbardziej zagrożonych branż (czyli m.in. transportu osób, HORECA, turystyki i rekreacji, sportu i kultury), stanowi w Polsce tylko ok. 6,0% PKB, czyli istotnie mniej niż w innych krajach europejskich. Dużo większy udział w tworzeniu PKB mają przemysł (21,9% PKB w 2019), rolnictwo i sektor budowlany. Dzięki temu pozostajemy zbilansowaną gospodarką, notującą wyraźną nadwyżkę eksportu nad importem. Polsce nie udało się uniknąć recesji, jednak finalna dynamika PKB na poziomie -2,8% za ostatni rok, okazała się znacznie lepszym wynikiem w porównaniu do większości państw Unii Europejskiej” – podkreśla Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitoringu Rynku ZPL.

Wśród pozytywnych informacji, warto podkreślić dodatni wynik całego aktywnego portfela branży leasingowej na koniec 2020r. (+0,1 % r/r). W przypadku portfela ograniczonego do finansowania aktywów ruchomych dynamika wzrostu wynosi +0,2 % r/r.

Struktura rynku leasingu, odbiorcy usług leasingowych

Firmy zrzeszone w Związku Polskiego Leasingu koncentrują się na obsłudze transakcji leasingowych. Ich wartość wynosi 60,2 mld zł. Rzadziej zawierane są umowy pożyczki. 9,9 mld zł to łączna wartość pożyczek udzielonych w 2020r.

Odbiorcami usług leasingowych pozostają głównie mikro i małe firmy, czyli klienci o obrotach do 20 ml zł, którzy stanowią 73,5 % w strukturze klientów firm leasingowych. Największą (53,6%) grupą klientów są mikro firmy (klienci o obrotach do 5 mln zł), klienci o obrotach od 5 do 20 mln zł stanowią 19,9 proc. 26 proc. udział w strukturze klientów firm leasingowych mają firmy o obrotach powyżej 20 mln zł, podczas gdy transakcje zawierane z klientami indywidualnymi mają 0,5 proc. udział w rynku.   ZPL_klienci_2020

W 2020 roku, przy pomocy leasingu i pożyczki inwestycyjnej, przedsiębiorcy najczęściej finansowali pojazdy lekkie (mające 47,5% w strukturze rynku leasingu) oraz maszyny i inne urządzenia (odpowiadające za 29,1%). Nieco rzadziej finansowali pojazdy ciężarowe powyżej 3,5t., ciągniki siodłowe, naczepy, przyczepy i autobusy (17,8 proc. udział w rynku).  Inne aktywa takie jak: sprzęt IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i pozostałe pojazdy mają 4,4 proc. udział w rynku, podczas gdy nieruchomości zaledwie 1,2 proc.

Trendy w grupachZPL_koniunktura_nowa produkcja_2020 ZPL_Koniunktura_2020 ZPL_SAFE_2020

Pojazdy lekkie: Branża leasingowa w 2020 roku sfinansowała pojazdy lekkie (tj. pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 t.) o łącznej wartości 33,3 mld zł, co stanowiło wynik o 5,7 proc. niższy rok wcześniej. Segment pojazdów lekkich odnotował relatywnie dobry wynik w całym roku, pomimo 35,2-proc. spadku w II kw. 2020r.

Zakupy aut osobowych (dynamika na koniec roku: -6,7% r/r) zostały utrzymane m.in. dzięki subwencjom z Tarczy Finansowej 1.0. Subwencje zapewniły płynność przedsiębiorców oraz utrzymały zatrudnienie w firmach.

Na finansowanie pojazdów dostawczych i ciężarowych do 3,5 tony (dynamika na koniec roku wyniosła -0,3% r/r) wpłynął rozwój sektora e-commerce. W 2020r. obserwowaliśmy także wyraźny wzrost średniej wartości kontraktu w zakresie finansowania pojazdów lekkich (szacowany na 8,9% r/r.). W dużej mierze był on efektem ok. 10-proc. wzrostu cen nowych aut osobowych w Polsce.

Maszyny i inne urządzenia: Sektor finansowania maszyn, który najmniej odczuł skutki recesji znalazł się w 2020 roku  wśród głównych kategorii finansowanych środków trwałych. W omawianym okresie łączne finansowanie udzielone przez branżę leasingową na inwestycje w maszyny i inne urządzenia wyniosło 20,4 mld zł, przy -5 proc. dynamice r/r dla tego segmentu (dane na koniec 2020r.).

Dodatnie wyniki obserwowaliśmy w zakresie finansowania maszyn rolniczych (+11,7% r/r),  sprzętu medycznego (+15,4%) czy maszyn dla przemysłu spożywczego (+10,3% r/r). Słabsze wyniki były udziałem sektorów mocno skorelowanych ze zmianami koniunktury: maszyn do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metali (-21,1% r/r) czy maszyn poligraficznych (-20,9% r/r).

Pojazdy ciężarowe: Pandemia w największym stopniu obniżyła wolumen finansowania pojazdów ciężarowych. W tym segmencie rynku, gdzie uwzględnione zostały takie aktywa jak: pojazdy ciężarowe powyżej 3,5t., ciągniki siodłowe, naczepy i przyczepy oraz autobusy, ujemne dynamiki były udziałem wszystkich grup produktów. Skumulowane dane ZPL na koniec 2020r. pokazują, że branża leasingowa podpisała nowe kontrakty o łącznej wartości 12,5 mld zł, przy dynamice segmentu pojazdów ciężarowych na poziomie -26,8% r/r.

„Od II połowy 2019r. do sierpnia 2020 roku obserwowaliśmy serię kilkunastu miesięcy spadków finansowania w ujęciu rocznym. Na wcześniejsze problemy branży transportowej, związane z wdrażanym Pakietem Mobilności, nałożył się największy po II wojnie światowej kryzys gospodarczy w strefie euro oraz obostrzenia w transporcie towarowym i pasażerskim. W rezultacie doszło do silnych zaburzeń rynku w obszarach związanych z transportem międzynarodowym i transportem zbiorowym. Największe spadki na poziomie 50 – 60% odnotowaliśmy w pierwszych miesiącach pandemii. Półrocze zamknęło się ujemną dynamiką na poziomie 39%. Od listopada 2020r. notujemy już wyraźne odbicie w finansowaniu sektora TRK (średnia dynamika 28,9% r/r).” – mówi Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny ZPL.

Co firmy leasingowe mówią o kolejnych miesiącach roku?

Według kwartalnego odczytu badania koniunktury branży leasingowej, realizowanego wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych zrzeszonych w ZPL, w I kwartale 2021r. ankietowane firmy oczekują wzrostu zatrudnienia, po nieznacznej redukcji obserwowanej w ostatnim czasie. Prognozują również istotne pogorszenie  jakości portfela, mocniejsze niż miało to miejsce w IV kwartale 2020 roku. Jednocześnie z początkiem  2021 roku firmy spodziewają się przyspieszenia aktywności sprzedażowej, chociaż nie będzie ono tak wyraźne jak obserwowane w IV kwartale 2020r.

Firmy leasingowe spodziewają się wyższego poziomu finansowania dla większości badanych grup środków trwałych. Wyraźne wzrosty finansowania oczekiwane są dla pojazdów lekkich oraz dla sektora nieruchomości. Trochę słabsze, ale wciąż wyraźnie pozytywne perspektywy rysują się dla finansowania maszyn i IT. Natomiast negatywne perspektywy są spodziewane w obszarze finansowania środków transportu ciężkiego.

Jak wygląda prognoza ZPL na koniec 2021r.?

W 2021 roku rynek leasingu odrobi straty poniesione w ubiegłym roku. Dynamika branży leasingowej w 2021 r. na poziomie 11% będzie zgodna z prognozowanym wzrostem inwestycji prywatnych i scenariuszem rozwoju gospodarczego w Polsce. W bieżącym roku branża leasingowa możne udzielić łącznego finansowania o wartości przekraczającej 77,8 mld zł.

2020 rokiem pełnym wyzwań na rynku powierzchni biurowych w Polsce

Wśród kluczowych trendów związanych z pandemią COVID-19 na polskim rynku biurowym znalazły się transformacja sposobu, a przede wszystkim miejsca pracy, która skłoniła wielu najemców do zredefiniowania swoich potrzeb dotyczących wielkości biura i sposobu jego aranżacji. Równie istotne okazały się zapewnienie bezpieczeństwa, a także wprowadzanie kolejnych rozwiązań technologicznych. W wyniku pandemii w 2020 r. mogliśmy zaobserwować nieco mniejszą aktywność deweloperów, a także wyhamowanie w popycie. Strategia najemców w większości opierała się na nowych umowach oraz renegocjacjach. Firma AXI IMMO podsumowuje 2020 r. i obowiązujące trendy na rynku powierzchni biurowych w Polsce.

Na zakończenie 2020 r. całkowite zasoby polskiego rynku powierzchni biurowych wyniosły ponad 11,7 mln mkw. Tradycyjnie to Warszawa z około 5 912 500 m kw. wyprzedza osiem głównych rynków regionalnych (około 5,79 mln m kw.), wśród których niezmiennie liderem pozostaje Kraków (1 554 900 m kw.), przed Wrocławiem (1 226 300 m kw.) i Trójmiastem (888 600 m kw.). W ostatnim kwartale 2020 roku na polski rynek powierzchni biurowych dostarczono 163 400 mkw. z czego 75 800 w trzech projektach w Warszawie i 87 600 w sześciu budynkach w miastach regionalnych. Największymi oddanymi inwestycjami były wieża Mennica Legacy Tower (47 900 mkw., Golub GetHouse) i kompleks biurowy Lixa A (22 100 m kw.) i Lixa B (ok. 5800 mkw.) dostarczony przez Yareal Polska w stolicy oraz budynki Face2Face B (26 200 m kw., Echo Investment) w Katowicach, Hi Piotrkowska (21 000 m kw., Master Management Group) w Łodzi oraz Unity Tower (15 600 m kw. GD&K Group oraz Eurozone Equity) w Krakowie. Nowa podaż w całym 2020 r. w Polsce wyniosła 700 700 mkw. z podziałem Warszawa – 307 400 mkw., Kraków – 140 700 mkw., Katowice – 61 300 mkw., Trójmiasto – 60 300 mkw., Wrocław – 57 200 mkw., Łódź – 51 500 mkw., Poznań – 18 300 mkw. i Szczecin – 3 400 mkw.

W wyniku pandemii obserwowaliśmy niższą niż w ubiegłych latach aktywność deweloperską na polskim rynku biurowym. Inwestorzy z dużo większą ostrożnością podchodzą do budowy nowych projektów, w większości opierając swoje decyzje na podstawie poziomu skomercjalizowania dostępnej oferty biurowców. Zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych część planowanych budynków zostanie przesunięta w czasie, a ich budowa będzie uzależniona od sytuacji na rynku. Co więcej w ofercie wielu biurowców pojawiły się powierzchnie oferowane na zasadzie podnajmu i wg. naszych szacunków tylko w Warszawie mówimy o ok. 100 000 mkw. Trend ten to wypadkowa ogólnej niepewności na rynku wynikającej z rosnącego znaczenia pracy zdalnej, a także lockdownu. Oba czynniki wpływały na decyzje najemców w kontekście strategicznych decyzji dotyczących biur  – mówi Martin Lipiński, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, AXI IMMO.

Aktywność deweloperów 2020 r. nieznacznie wpłynęła na poziom pustostanów. Obecnie w całej Polsce znajduje się ok. 1 320 100 mkw. wolnych biur co stanowi ok. 11,3% całkowitych zasobów rynkowych. Na koniec IV kw. 2020r. wskaźnik pustostanów w Warszawie osiągnął wartość 9,9% (+0,3 pp. kw./kw. i +2,1 pp. r/r) i oznaczał ok. 583 500 mkw. dostępnej powierzchni. Z kolei w regionach do wynajęcia od zaraz pozostaje 736 600 mkw., czyli 12,7% (+0,8 pp. kw./kw. oraz +3.1 pp. r/r). Pod względem procentowym, najwyższy współczynnik pustostanów w ośmiu miastach regionalnych odnotowano w Łodzi – 16,4 % (94 600 mkw.), Wrocławiu – 14,9% (183 400 mkw.) i Krakowie – 13,9% (217 500 mkw.), a najniższy w Szczecinie – 6,9% (12 600 mkw.), Lublinie – 7,8% (14 300 mkw.) i Katowicach – 9,1% (54 000 mkw.).

W kontekście nowej podaży i prognozowanej nowej stopy pustostanów ciekawie zapowiada się 2021 r., a szczególnie końcówka roku kiedy najprawdopodobniej zostaną oddane dwa największe obecnie realizowane projekty w Polsce będące inwestycjami słowackiego dewelopera HB Reavis tj. wieża Varso Tower i budynek Forest. Z kolei na przełomie 2021 i 2022 roku spodziewamy się dużej nadpodaży powierzchni biurowej w Warszawie –­ ­komentuje Jakub Potocki, Negocjator w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

– Odnośnie do samej bliskiej Woli, nowego biznesowego centrum Warszawy warto wspomnieć, że już w styczniu br. pozwolenie na użytkowanie otrzymał 195-metrowy wieżowiec Skyliner, firmy Karimpol, a kolejnymi projektami w kolejce są Generation Park Y, firmy Skanska czy Warsaw Unit od Ghelamco. Dodatkowo, nieopodal Ronda Daszyńskiego w 2021 r. oddany zostanie wielofunkcyjny projekt Fabryki Norblina, którego inwestorem jest Capital Park. Podsumowując, tylko w ramach wymienionych inwestycji, podaż wzrośnie o ok. 190 000 mkw., z której część została już wynajęta – dodaje Bartosz Oleksak, Negocjator w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

Sytuacja może wymusić na właścicielach presję na obniżenie stawek bazowych, szczególnie w budynkach B-klasowych i gorzej skomunikowanych, a także obserwowane już od kilku miesięcy wzrosty zachęt dla nowych najemców. Rynek najemcy jeszcze nigdy w historii polskiego rynku biurowego nie oferował tak wielu możliwości w czasie negocjacji nowych umów najmu –­ ­kontynuuje Jakub Potocki.

Całkowity popyt brutto na powierzchnie biurowe w 2020 r. w Polsce wyniósł 1 184 200 mkw. W stolicy zamknięto transakcje na łącznie 602 000 mkw. (-31% r/r) przy czym w ostatnim kwartale podpisano umowy najmu na 160 400 mkw. Z kolei na regionalnych rynkach biurowych aktywność najemców w całym ubiegłym roku wyniosła 582 200 mkw., a IV kwartał zamknięto z wynikiem 107 000 mkw. (-26% r/r). Największy wolumen transakcji w ujęciu całego 2020 r. odnotowano w Krakowie (156 600 mkw.), Wrocławiu (128 400 mkw.) i Trójmieście (87 700 mkw.). Pomimo wyraźnego spadku w popycie zarówno w stolicy, jak i w regionach udało się zamknąć duże transakcje, wśród, których należy wymienić przednajem 46 600 mkw. przez PZU w budynku Generation Park Y w Warszawie, renegocjację firmy Nokia Siemens Network w budynkach West Gate i West Link (blisko 30 000 mkw.) we Wrocławiu oraz transakcję z IV kwartału 2020 r. zamkniętą w Poznaniu, tj. umowę przednajmu Allegro w inwestycji Nowy Rynek D1 (26 000 m kw.).

Sytuację na rynku powierzchni biurowych w 2020 r. można określić jako czas pełen wyzwań, który przyniósł nam wiele nowych doświadczeń. Po pierwsze podnieśliśmy standardy w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Przymusowy lockdown uelastycznił nasze podejście do biura jako miejsca pracy i benefit w postaci możliwości skorzystania z home office stał się integralnym elementem w funkcjonowaniu firmy. Jako następstwo tych wydarzeń każdy z nas uwierzył, że technologia jest naszym sprzymierzeńcem i trudno bez niej dziś funkcjonować, a kolejne rozwiązania z zakresu proptech ułatwiające nam pracę zdalną to kwestia czasu. Wielu najemców postanowiło zwiększyć średnią powierzchnię na pracownika co spowodowało zmianę w standardzie aranżacji przestrzeni biurowych i zwiększenie komfortu pracy. Z koncepcji „Musisz”, pracodawcy będą częściej korzystać z opcji „Zachęcam Cię” do spędzenia czasu w biurze razem z innymi m.in. do podtrzymania relacji czy w przypadku nowych pracowników zbudowania więzi i objaśnienia funkcjonowania oraz zasad obowiązujących w firmie. Najistotniejszą informacją w czasie pandemii było to, że nie wykluczyła ona najmu dużych powierzchni. Podpisane transakcje dają nadzieję, że za kilka miesięcy wszystko wróci do normy –­ ­podsumowuje Martin Lipiński.

Nawet do 22 tys. netto dla specjalistów Security i Big Data. Rynek pracy IT w 2020 roku

Koniec roku No Fluff Jobs, polski portal z ofertami pracy dla branży IT, zamknął z rekordową liczbą 26 189 opublikowanych ofert pracy – aż o 58 proc. więcej niż w 2019 r. Według najnowszego raportu No Fluff Jobs „Rynek pracy w IT w 2020 roku” na temat wynagrodzeń, specjalizacji i wymagań, widać zmianę w oczekiwaniach pracodawców, którzy obecnie szukają pracowników z większym doświadczeniem. Na najwyższe wynagrodzenie w 2020 r. mogli liczyć specjaliści Security oraz Big Data – średnio od 16 000 zł netto do nawet ponad 22 0000 zł netto na kontrakcie B2B.

W pierwszym kwartale 2020 r. wydawało się, że pandemia boleśnie uderzy w rynek IT. W marcu liczba ogłoszeń na polskim portalu rekrutacyjnym No Fluff Jobs, dedykowanym dla branży IT, który jako pierwszy i jedyny wymaga publikacji widełek wynagrodzeń w każdej ofercie pracy, spadła aż o 13 proc. w stosunku do lutego. Stagnacja nie trwała jednak długo – w czerwcu rynek zanotował odbicie, a od września liczba ogłoszeń zaczęła rosnąć z miesiąca na miesiąc. Miniony rok portal zamknął z 1,9 mln użytkowników – o 18 proc. więcej niż w 2019 r. – i 24 mln odsłon, co w stosunku do 2019 r. stanowi wzrost o 17 proc.

Jak wynika z raportu, obecnie pracodawcy szukają pracowników z większym doświadczeniem. Spośród wszystkich ofert pracy w 2020 roku 49 proc. było kierowanych do osób z dużym doświadczeniem (seniorzy), 46 proc. ze średnim (midzi) i tylko 5 proc. do osób rozpoczynających karierę w IT (juniorzy).

Pandemia wpłynęła na problemy firm z płynnością finansową, wymusiła błyskawiczną transformację cyfrową w organizacjach i zamieszała także na rynku pracy – komentuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs Rynek pracy IT lekko się „zapadł” w drugim kwartale roku, a firmy postawiły na doświadczenie. Jeszcze większego znaczenia nabrały jakość i wydajność. W rezultacie trudniejszy start mieli najmniej doświadczeni, czyli juniorzy. Dużo lepiej sytuacja prezentowała się pod koniec roku, gdy branża IT wróciła na właściwe tory i rynek zdecydowanie „odżył”, a liczba ofert na No Fluff Jobs osiągnęła rekordowy poziom. By sprostać zapotrzebowaniu na specjalistów IT, firmy będą musiały otworzyć się na pracowników z Europy Wschodniej i Azji. Będzie to wyzwanie nie tylko w wymiarze komunikacyjnym i kulturowym, lecz przede wszystkim organizacyjnym. Zwłaszcza że wszyscy w branży wciąż uczymy się, jak pracować zdalnie, by było to najbardziej efektywne.

Wynagrodzenia a typy umów i poziom doświadczenia

Wśród oferowanych przez pracodawców form zatrudnienia niepodzielnie króluje kontrakt B2B – taka propozycja pojawia się jako jedna z opcji do wyboru w ¾ ogłoszeń publikowanych na portalu No Fluff Jobs. Średnio na B2B informatyk może zarobić od 13 000 zł do 18 000 zł netto. W 2019 r. było to  od 11 000 zł do 15 500 zł netto. W co drugiej ofercie pojawia się propozycja umowy o pracę, jednak w tym wypadku wynagrodzenie jest niższe – średnio od 9 500 zł do 14 000 zł brutto.

Rodzaj proponowanej umowy jest mocno powiązany z doświadczeniem kandydata. Juniorom zwykle pracodawcy oferują zatrudnienie na umowę o pracę i dotyczyło to 73 proc. ofert.  Natomiast bardziej doświadczonym kandydatom w 87 proc. ofert proponowano kontrakt B2B. Aż w 17 proc. ogłoszeń kierowanych do juniorów pracodawcy proponowali umowę zlecenia lub dzieło. To czterokrotnie więcej niż w przypadku ofert kierowanych do osób ze średnim doświadczeniem (midów) i 11 razy więcej niż w przypadku tych z większym stażem pracy (seniorów).

Najbardziej opłacalne specjalizacje – Security i Big Data

Na najwyższe wynagrodzenie w 2020 r. mogli liczyć specjaliści Security oraz Big Data – średnio od 16 000 zł netto do nawet ponad 22 0000 zł netto na kontrakcie B2B. Kolejne miejsca pod względem zarobków zajmują dziedziny DevOps i Business Intelligence, gdzie pensje kilkunastotysięczne to również rynkowy standard. Z kolei najniższych w branży zarobków muszą spodziewać się specjaliści UX/Design i Support. W tych kategoriach oferowane widełki wynagrodzeń rzadko przekraczały 10 000 zł netto na kontrakcie B2B.

W przypadku umowy o pracę wynagrodzenia są zdecydowanie niższe. W tej kategorii specjaliści Security, Big Data i DevOps nadal mogą liczyć na najwyższe zarobki – powyżej 16 000 zł brutto w górnych widełkach – ale w pozostałych specjalizacjach pensje są bardziej wyrównane. Specjalistom Business Intelligence, Backend, Frontend i Fullstack pracodawcy oferują pensje średnio między 10 000 zł a 15 000 zł brutto. Nadal najniższe są średnie pensje oferowane specjalistom Support – od 6 500 zł  do 9 000 zł brutto. Drugą najniżej wycenianą specjalizacją jest Testing – od 8 000 zł  do 12 000 zł brutto.

Zarobki a najpopularniejsze technologie – Backend, Fullstack oraz Frontend

Jak co roku największa liczba ogłoszeń na portalu No Fluff Jobs dotyczyła specjalistów Backend. Niezmiennie w ⅓ ogłoszeń kierowanych do backendowców wymagana jest znajomość Javy i Gita, w co piątym ogłoszeniu również Rest i SQL. Coraz częściej pracodawcy oczekują też znajomości Dockera i MySQL. Znajomość Javy i Scali przekłada się na najwyższe wynagrodzenie od 15 000 zł do 20 000 zł netto na B2B i od 12 000 zł do 16 400 zł brutto na umowie o pracę. Z kolei najniższe zarobki w tej kategorii są oferowane specjalistom ze znajomością PHP – od 8 500 zł do 13 000 zł na B2B i od 7 500 zł do 11 500 zł brutto na umowie o pracę.

Na drugim miejscu pod względem liczby publikowanych ofert znalazła się kategoria Fullstack. Tutaj najważniejszym wymaganiem pozostaje znajomość JavaScriptu, wymieniana w co trzeciej ofercie, a także Javy i Gita (co czwarta oferta).

Trzecią najpopularniejszą kategorią na portalu No Fluff Jobs w 2020 r. był Frontend.

Najważniejszym wymaganiem pozostaje znajomość JavaScript (3 na 5 ogłoszeń), na drugim miejscu znajduje się CSS, a na trzecim HTML. W przypadku umowy B2B specjaliści JavaScript mogą liczyć na od 12 000 zł do 17 800 zł netto, a na umowie o pracę od 10 000 zł do 14 500 zł brutto. Szansę na lepsze zarobki daje znajomość Angulara – od 14 700 zł do 18 500 zł netto na B2B i od 10 000 do 15 000 zł brutto na umowie o pracę.

Kolejną kategorią jest Mobile. Tutaj liczba ogłoszeń dla specjalistów ze średnim doświadczeniem od lat utrzymuje się na podobnym poziomie, rośnie natomiast liczba ofert kierowanych do seniorów. Widoczne jest odejście od technologii związanych z programowaniem obiektowym i wzrost zapotrzebowania na znajomość tych nowszych, np. Kotlina, który pojawia się już w ⅓ ofert. Rok wcześniej obecny tylko w co piątej ofercie. Widełki wynagrodzeń na B2B zaczynają się od 4 500 zł netto (juniorzy) do 18 800 zł netto (seniorzy). W przypadku umów o pracę jest to odpowiednio od 4 500 zł do 17 700 zł brutto.

Rośnie zapotrzebowanie na testerów – w 2020 r. liczba ogłoszeń w tej kategorii wzrosła o 30 proc. Wymaga się od nich najczęściej znajomości Selenium, Javy i SQL, na popularności zyskują Python, Rest i Postman. W porównaniu z pozostałymi kategoriami ich wynagrodzenia nie są wysokie. Od 4 000 zł netto (juniorzy) do 18 000 zł netto (seniorzy) na B2B i odpowiednio od 4 000 zł do 15 000 zł brutto na umowie o pracę.

Stosunkowo nową kategorią, w której liczba ogłoszeń systematycznie rośnie, jest DevOps. Tutaj aż 97 proc. ofert kierowanych jest do specjalistów z większym doświadczeniem, od których oczekuje się znajomości takich technologii i narzędzi jak Linux, Docker, .NET czy AWS. Wysokim wymaganiom odpowiadają wysokie zarobki – mediana najwyższych widełek na B2B dla seniora to ponad 20 000 zł netto, a najniższych 15 100 zł netto. W przypadku umowy o pracę doświadczeni specjaliści DevOps mogą liczyć na 12 200 zł do 18 000 zł brutto. Równie atrakcyjnie wyglądają wynagrodzenia oferowane juniorom – od 6 000 zł do 8 400 zł netto w przypadku umowy B2B lub od 5 500 zł do 8 000 zł brutto na umowie o pracę.

Lokalizacja a wynagrodzenie

Największe wzrosty w Trójmieście, a najwięcej zarobimy w Warszawie

W Trójmieście dolne widełki wynagrodzeń na kontrakcie B2B urosły aż o 40 proc. – z 10 000 zł netto do 14 000 zł netto. We Wrocławiu wzrost w dolnych widełkach wyniósł 30 proc., a w stolicy 23 proc. W górnych widełkach wzrosty nie były już tak ogromne – od 12 do 14 proc. Wciąż najwięcej można zarobić w Warszawie – od 14 700 zł do 20 000 zł netto. Trójmiasto w ciągu roku dogoniło czołówkę, czyli Kraków, Wrocław i pracę zdalną. We wszystkich tych lokalizacjach wynagrodzenia są porównywalne i wynoszą od 13 000 zł do 18 000 zł netto.

W przypadku zatrudnienia na umowie o pracę wzrosty wynagrodzeń nie były tak spektakularne. W 2020 r. najbardziej wzrosły zarobki proponowane w Lublinie – 25 proc. w dolnych widełkach i 20 proc, w górnych – oraz we Wrocławiu – odpowiednio 25 proc. i 15 proc. Na umowie o pracę specjaliści IT najlepiej zarabiali w Krakowie – od 10 000 zł do 16 000 zł brutto. Dalej w zestawieniu znalazły się Warszawa, Wrocław, Lublin i praca zdalna –  od 10 000 zł do 15 000 zł brutto.

Benefity pracownicze – ograniczenia, opieka medyczna i karty sportowe

Naturalną konsekwencją powszechnego przejścia na pracę zdalną było ograniczenie przez firmy części benefitów pracowniczych. W zdecydowanie mniejszej liczbie ofert były informacje o udogodnieniach w biurze. Największy spadek odnotowała popularność dostępu do kuchni – z 29 proc. ofert w 2019 r. do 8 proc. w 2020 r. Z kolei liczba ofert wymieniających wśród benefitów eventy i szkolenia wewnątrz zespołów spadła o 60 proc. w stosunku do 2019 r. Najpopularniejszym benefitem pozostaje prywatna opieka medyczna – w minionym roku można ją było znaleźć w 66 proc. ofert (w porównaniu do 77 proc. w 2019). Mimo ograniczeń w dostępności klubów fitness, siłowni i obiektów sportowych, karty sportowe zanotowały tylko niewielki spadek popularności – informację o nich zawiera 3 na 5 ofert pracy.

Raport powstał na bazie 26 189 ofert pracy opublikowanych w serwisie nofluffjobs.com w okresie między 1 stycznia 2020 a 31 grudnia 2020. Jeśli nie wskazano inaczej, dane podane w raporcie pochodzą wprost ze statystyk mierzonych za pomocą narzędzia Google Analytics lub innych narzędzi wewnętrznych. Uwzględnione w raporcie oferowane wysokości wynagrodzeń to stawki miesięczne brutto na umowie o pracę oraz netto na umowie B2B. Podane w badaniu wartości są medianą – co oznacza, że 50 proc. specjalistów zarabia mniej niż podana kwota, a 50 proc. więcej.

W jakiej kondycji jest przemysł w Polsce? Prognozy na rok 2021 nie są już tak dobre

Przemysł w roku 2021. Eksperci: nadchodzi zdecydowanie trudniejszy czas. Przedsiębiorcy jak saperzy na polu minowym.

Dobrze? Bardzo dobrze? Średnio? Źle? Fatalnie? Ocena tego jak wygląda sytuacja w przemyśle po niemal roku trwania pandemii koronawirusa jest trudna do jednoznacznej oceny. Gospodarcze statystyki pokazują, że to właśnie przemysł trzyma w pionie PKB i relatywnie dobrą sytuację ekonomiczną całego kraju. Rozmowy z ekspertami nie pozwalają jednak na przesadny optymizm – rozpędzona gospodarka owszem idzie do przodu, ale siłę nadają jej zlecenia i kontrakty sprzed pandemii. Kiedy one się skończą, może skończyć się dobra sytuacja zarówno w branży produkcyjnej, metalowej, offshore jak i w gospodarce morskiej.

Przemysł trzyma gospodarkę w Polsce, ale przyszłość nie rysuje się w różowych barwach.  „Przedsiębiorcy poruszają się jak saperzy po polu minowym”

Rok 2020 – czas pandemii koronawirusa – odcisnął mocne piętno nie tylko w branży handlowo-usługowej, ale również w przemyśle. Sytuacja branży jest trudna, choć wszelkie wskaźniki i statystyki pokazują, że mały spadek PKB i brak wysokiej stopy bezrobocia opiera się właśnie na silnej pozycji branży produkcyjnej. Jak mówi Marek Dymsza, współkoordynator Klastra Metalowego Metalika ze Szczecina dobra sytuacja wynika z realizacji projektów, które rozpoczęły się przed wybuchem pandemii. Sytuacja będzie znacznie trudniejsza gdy te się skończą, a nie będzie perspektyw na nowe, intratne zlecenia. Efektem może być zapaść w przemyśle lub konieczność dywersyfikacji działań przez wiele firm. Przemysł przygotowuje się do zmian – wyjaśnia ekspert.

– Rok 2020 był kontynuacją zamówień, które wpłynęły wcześniej. Jak obserwujemy działalność firm w Klastrze Metalowym to widzimy, że dynamika rozwoju była wysoka i rok zamknął się na plusie. Wszyscy jednak bardzo obawiają się roku 2021. Nikt nie spodziewał się, że pandemia będzie tak długo trwała. Zamówienia w przemyśle mają zwykle charakter międzynarodowy, realizacja zamówień jest więc trudniejsza. Wiele przetargów krajowych również zostało wstrzymanych. Rok 2021 w przemyśle będzie dużym problemem i nawet pomoc kredytowa banków może być niewystarczająca, by utrzymać przedsiębiorców w dobrej kondycji – mówi Marek Dymsza.

Sytuacja gospodarcza jest trudna. Przedsiębiorcy próbują pozyskiwać zamówienia w swoich branżach lub rozszerzają spektrum działań po to, by zapewnić sobie płynność finansową, a swoim pracownikom ciągłość zatrudnienia: – Przedsiębiorcy poruszają się jak saperzy po polu minowym nieuzbrojeni w niezbędne do radzenia sobie w kryzysie narzędzia – komentuje Marek Dymsza.  Każdy przedsiębiorca w mniejszym lub większym stopniu korzysta z kapitału zewnętrznego, chcąc kontynuować pracę pożyczanie pieniędzy od banku może być w pewnym momencie zastopowane, a wtedy bez wsparcia finansowego nie ma szans na przeczekanie trudnego czasu pandemii – dodaje współkoordynator Klastra Metalowego Metalika.

„Wielu przedsiębiorców przesuwa inwestycje w czasie, bo pieniądze muszą być przeznaczone na bieżące pokrycie kosztów”

– Wielu przedsiębiorców przesuwa inwestycje w czasie, by środki przeznaczyć  na bieżące pokrycie kosztów i zobowiązań. Przedsiębiorcy z sektora MŚP są nieprzygotowani w wystarczającym stopniu do gruntownej analizy kosztów i weryfikacji dokumentów, które trzeba składać jeżeli chodzi o wsparcie rządowe. Tarcze pomagają, ale branża metalowa czy maszynowa bardzo kapitałochłonne i przedsiębiorcy stają przed dylematem: co dalej? Poziom bezrobocia wciąż jest niski, wszyscy spodziewali się, że będzie gorzej, ale jak długo przedsiębiorcy wytrzymają taką sytuację? Tego nie wiem. Pozostaje bardzo wnikliwie obserwować sytuację gospodarczą i szukać dla siebie nisz i nowych przestrzeni do działania  – mówi Marek Dymsza – dodaje ekspert Północnej Izby Gospodarczej.

Kurierzy wpakowani w długi przez swoich kontrahentów

Pandemia przyniosła boom na usługi kurierskie. Duże zapotrzebowanie i liczba zleceń nie oznaczają jednak, że branża nie musi martwić się o finanse. Jak wskazuje Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej, kurierzy są winni wierzycielom prawie 30 mln zł, ale aż 23,2 mln zł to długi innych firm, które te zalegają firmom kurierskim.

W 2020 r. branża kurierska nie mogła narzekać na brak pracy. Zamówienia elektroniczne stały się jedną z najpopularniejszych form zakupów w Polsce. Według raportu KPMG, 34 proc. rodaków kupiło w pandemii przez Internet produkty, których wcześniej nie kupowało online. Jednak wzrost popytu ze strony klientów indywidualnych szedł w parze ze zmniejszoną aktywnością klientów biznesowych oraz pogorszeniem ich dyscypliny płatniczej. Problemy wielu branż związane z koniecznością ograniczenia lub nawet wstrzymania działalności odcisnęły piętno na dostawcach przesyłek. W efekcie, choć zadłużenie kurierów nieznacznie spadło, to wzrosła kwota należności, jaką są im winni kontrahenci i klienci biznesowi.

Niedostarczone płatności

W Krajowym Rejestrze Długów widnieje 921 firm kurierskich, a kwota ich zaległości sięga ponad 29,8 mln zł. Średnio dłużnik z tej branży ma obecnie do oddania prawie 32,4 tys. zł. Najbardziej zadłużone są jednoosobowe działalności gospodarcze. Mają w sumie 25,5 mln zł długów.

Najwięcej niespłaconych zobowiązań należy do firm z Mazowsza (6,4 mln zł). Następne w kolejce są podmioty z województwa wielkopolskiego (4,6 mln zł), śląskiego (3,3 mln zł) i łódzkiego (3,1 mln zł).

W największym stopniu kurierzy zadłużeni są w bankach. Mają im do oddania 11,7 mln zł – blisko 40 proc. kwoty całego długu. Na spłacenie 5,6 mln zł czekają także firmy zarządzające wierzytelnościami, zaś 2,6 mln zł do odzyskania mają firmy leasingowe.

Rekordzistą w kwestii zadłużenia w branży jest stołeczna jednoosobowa działalność gospodarcza, która do uregulowania ma prawie 1,2 mln zł, wobec banku, firmy telekomunikacyjnej i towarzystwa ubezpieczeniowego.

Branża ma problemy finansowe głównie przez to, że zleceniodawcy nie regulują wobec niej swoich zobowiązań. Zdecydowaną większość wszystkich długów, bo 78 proc., firmy kurierskie mogłyby spłacić, gdyby tylko odzyskały pieniądze od swoich kontrahentów. To ponad 23,2 mln zł. Niestety sytuację finansową części ich kontrahentów zmieniła pandemia i to nie zawsze na lepsze. Widać to we wzroście kwoty nieuregulowanych płatności za usługi kurierskie, która przez ostatni rok wzrosła o 11 proc. – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

W oczekiwaniu na zapłatę

Największym dłużnikiem kurierów jest branża handlowa, która zalega na kwotę 9,2 mln zł – to prawie 40 proc. wszystkich nieuregulowanych płatności. Ponad 2,2 mln zł do oddania kurierom ma sektor przetwórstwa przemysłowego, a 2,1 mln firmy z branży logistycznej.

Przez to, że kontrahenci nie płacą kurierom, oni sami mają problem z regulowaniem własnych zobowiązań. Jak wskazują eksperci, zatorom finansowym w branży można jednak zapobiegać:

25 proc. naszych klientów faktoringowych stanowią firmy z branży transportowej. To głównie podwykonawcy, którzy działają na zlecenie innych. Wśród nich są też kurierzy. Sami płacą nam w terminie. Bez wątpienia jest to między innymi zasługa faktoringu, który poprawia płynność finansową firm, jak również monitoruje i dyscyplinuje kontrahentów, którzy mają tendencję do opóźniania płatności – zauważa Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG i dodaje: – Gdyby każda wystawiona przez kuriera faktura była natychmiast sfinansowana przez faktora, udałoby się znacznie zmniejszyć zatory finansowe w tej branży, a w efekcie liczbę przeterminowanych należności w portfelach kurierów.

Pandemia jeszcze trwa i nikt nie wie, jakie zmiany może przynieść. Kondycja firm kurierskich z jednej strony zależeć będzie od tego, czy będą sięgać po rozwiązania dostępne na rynku wspierające płynność finansową, z drugiej – od stanu całej gospodarki. Problemy jednych branż nie pozostają bowiem bez wpływu na sytuację pozostałych.