Zmiana we władzach Domu Maklerskiego Banku BPS – Daniel Ścigała nowym p.o. Prezesa Zarządu

11 lutego br. Daniel Ścigała, aktualny Wiceprezes i CFO w mPay S.A., został powołany do zarządu Domu Maklerskiego Banku Polskiej Spółdzielczości S.A. Jako p.o. Prezesa Zarządu jest odpowiedzialny za całościową koordynację działalności brokera. Zmiana we władzach to kolejny etap realizacji umowy podpisanej z końcem stycznia z Bankiem Polskiej Spółdzielczości.

Nowe otwarcie w perspektywicznym projekcie

Zgodnie z umową z Bankiem Polskiej Spółdzielczości, zawartą 29 stycznia br., spółka mPay przejmie Dom Maklerski Banku BPS. Transakcja zakupu ma charakter warunkowy i wymaga zatwierdzenia przez Komisję Nadzoru Finansowego. Równolegle do tego procesu trwają prace nad przygotowaniem rozwiązań technicznych, które umożliwią dostęp do wybranych opcji inwestycyjnych za pośrednictwem jednej z czołowych na rynku aplikacji do płatności mobilnych.

Pan Daniel Ścigała został powołany do Zarządu spółki DM BPS pod warunkiem zawieszającym w postaci uzyskania ostatecznej decyzji KNF (wymagana zgoda na powołanie na stanowisko Prezesa Zarządu DM BPS). Do czasu spełnienia warunku zawieszającego Rada Nadzorcza DM BPS powierzyła Panu Danielowi Ścigale funkcję pełniącego obowiązki Prezesa Zarządu DM BPS ze skutkiem od dnia 12 lutego br.

Dostrzegam ogromną wartość biznesową nie tylko w połączeniu doświadczenia dwóch firm, ale i w samym domu maklerskim. Przejęcie tego podmiotu jest bez wątpienia ważnym ogniwem w procesie strategicznego rozwoju mPay, ale liczymy również na rozwój współpracy z Bankiem BPS i bankami spółdzielczymi. Odpowiedzialność za całościową koordynację działalności domu maklerskiego pozwala na mocniejsze wykorzystanie potencjału naszej współpracy, by przygotować unikalną ofertę, której w mojej ocenie obecnie brakuje na rynku. – mówi Daniel Ścigała, p.o. Prezesa Zarządu w Domu Maklerskim Banku BPS. – Do czasu pozyskania formalnej zgody ze strony KNF na przejęcie będziemy koncentrować się na pracach przygotowawczych do planowanych wdrożeń i konsekwentnego wzmacniania pozycji rynkowej obu podmiotów – zarówno domu maklerskiego, jak i mPay. – dodaje.

Daniel Ścigała jest związany z szeroko pojętym rynkiem finansowym od ponad 20 lat. Od 2000 do 2010 roku pracował w mBanku, gdzie odpowiadał m.in. za bankowość prywatną i usługi zarządzania aktywami dedykowane zamożnym klientom. Następnie związał się z Grupą BNP Paribas, w ramach której tworzył bankowość prywatną, a potem kierował biurem maklerskim. W swojej karierze pełnił również funkcję prezesa TFI BNP Paribas. W latach 2013-2015 był szefem Biura Maklerskiego Banku BGŻ. Od 2015 roku był zaangażowany w projekty start-up’owe, w tym m.in. w Ipopema Securities. Bezpośrednio przed objęciem obowiązków Wiceprezesa
i CFO w mPay, pełnił funkcję Członka Zarządu odpowiedzialnego za sprzedaż i marketing
w G-Rock Ltd z siedzibą na Gibraltarze, gdzie pod marką Golden Sand Bank współtworzył nowoczesną bankowość mobilną w powiązaniu z usługami inwestycyjnymi.

Rozwój innowacyjnych usług w aplikacji mobilnej mPay

Na stanowisko Wiceprezesa Zarządu i CFO w mPay S.A. Daniel Ścigała został powołany we wrześniu 2020 roku. Od tego czasu jest odpowiedzialny za m.in. za obszar relacji inwestorskich, jak również za strategiczne wsparcie procesu dywersyfikacji działalność spółki.

– Rozbudowa części finansowej o produkty inwestycyjne, a wcześniej o pożyczki w ramach pierwszej na rynku platformy w aplikacji mobilnej, to wypadkowa naszej długofalowej strategii rozwoju. Mamy odpowiednie zaplecze technologiczne, know-how i apetyt na to, żeby zapewniać klientom dostęp do usług, których nie znajdą nigdzie indziej. – mówi Andrzej Basiak, Prezes Zarządu w mPay S.A. Nasza wielofunkcyjna aplikacja stwarza wiele możliwości by mPay mógł rozwijać się dynamicznie w długoterminowej perspektywie. Cieszy nas, że wdrażane przez nas, niejednokrotnie pionierskie, rozwiązania spotykają się również z szerokim zainteresowaniem finalnych ich odbiorców. Na koniec stycznia z aplikacji mPay korzystało już ponad 470 tys. użytkowników, co oznacza wzrost o 80 proc. w ujęciu rocznym.

W ub.r. produkty i usługi zostały pogrupowane w dwóch osobnych zakładkach (Moje finanse, Produkty i usługi), by jeszcze mocniej wyeksponować korzyści z posiadania aplikacji dla użytkowników i zwiększyć intuicyjność jej obsługi.

Komentarz PIE do danych nt. PKB – Umiarkowany spadek na tle Europy

Polska gospodarka w skutek pandemii skurczyła się o niecałe 3% względem ubiegłego roku. Odbudowa strat rozpocznie się w II kwartale 2021.

Wstępne dane sugerują, że PKB w IV kwartale spadł o 2,8%r/r. Wynik ten jest nieco lepszy od wartości sugerowanej przez opublikowany wcześniej roczny wskaźnik. Według szacunków Komisji Europejskiej, Polska jest trzecią gospodarką z najniższym spadkiem PKB w 2020 roku – po Irlandii i Litwie.

Wydatki konsumenckie gospodarstw domowych obniżyły się w IV kwartale w podobnej skali do PKB. To oczywiście w największym stopniu efekt braku możliwości korzystania ze stacjonarnych usług rekreacyjnych czy turystycznych – podobnie jak w przypadku II kwartału straty w tych gałęziach gospodarki mogły sięgać 60-80% obrotów.

Dalej obserwujemy też dwucyfrowy spadek inwestycji – szacujemy, że w IV kwartale skurczyły się one o 10,8%, głównie z uwagi na redukcję nakładów przedsiębiorstw. Listopadowe prognozy Komisji Europejskiej wskazują jednak, że skala redukcji projektów bezpośrednio związanych z produkcją tj. sprzętu transportowego i maszyn, także jest jedną z niższych w Unii Europejskiej. Wspomniane dane sugerują, że Polska gospodarka szybko zacznie odrabiać straty

Bieżący kwartał najprawdopodobniej przyniesie umiarkowane odbicie – dalej spodziewamy się 2% spadku PKB w ujęciu rocznym, głownie z uwagi na brak dostępu do usług. Tendencja wzrostowa widoczna będzie począwszy od drugiego kwartału. W całym 2021 roku PKB wzrośnie o 4,2%.PKB 2020

Dane
Total Investments (%YoY) Construction (%YoY) Equipment (%YoY) Public Investments (%GDP)
Belgium -13,7 -14,0 -15,4 2,7
Germany -3,8 2,9 -15,7 2,8
Estonia -12,3 -8,4 -18,9 5,5
Ireland -41,3 -7,1 -67,6 2,6
Greece -8,0 5,0 -15,4 3,2
Spain -17,3 -18,4 -23,4 2,6
France -10,9 -11,9 -17,6 3,9
Italy -13,6 -14,1 -18,8 2,6
Cyprus -11,1 -11,3 -17,0 1,9
Latvia -0,8 1,6 -4,0 5,7
Lithuania -8,5 -1,0 -13,1 3,9
Luxembourg -15,5 -15,8 -15,6 5,2
Malta -10,1 -6,6 : 4,9
Metherlands -6,3 -2,5 -14,2 3,7
Austria -6,0 -3,6 -14,8 3,3
Portugal -10,2 2,9 -30,7 2,5
Slovenia -11,5 -10,2 -16,0 4,5
Slovakia -12,6 -6,0 -20,0 3,9
Finland -5,1 -0,5 -14,7 4,8
Euro Area -11,2 -6,7 -19,1 3,1
Bulgaria -11,5 -10,7 -12,8 4,2
Czechia -7,5 -1,1 -15,2 4,8
Denmark -4,4 -0,5 -12,3 3,5
Croatia -8,2 : : 5,2
Hungary -10,4 -4,2 -16,4 6,3
Poland -6,2 -3,7 -9,8 4,6
Romania 2,5 3,6 2,0 4,4
Sweden -3,4 0,4 -11,5 5,1
UE -10,3 -5,9 -17,6 3,4
United Kingdom -13,7 -17,4 -15,6 3,0
Japan -1,3 : : 4,3
United States -3,6 -0,4 -10,7 3,8

Grupa Recykl – w 2020 roku najwyższe w historii działalności wyniki finansowe

Grupa Recykl mimo powstałej sytuacji pandemicznej w 2020 roku osiągnęła najwyższe w swojej kilkunastoletniej historii wyniki finansowe. Spółka w ciągu ubiegłego roku uzyskała 67 mln zł przychodów ze sprzedaży (+29 proc. r/r), przy 17,8 mln zł EBITDA (+78 proc. r/r) i zysku netto na poziomie 5,2 mln zł (+361 proc. r/r). Na wypracowane rezultaty wpłynęło osiągnięcie pełnej zdolności produkcyjnej w zakładzie w Chełmie, rosnąca pozycja konkurencyjna w regionie oraz wzrosty sprzedaży zagranicznej czystych granulatów gumowych.

W IV kwartale 2020 roku sprzedaż  ukształtowała się na poziomie 18,1 mln zł (wobec 13,2 mln zł rok wcześniej, EBITDA wyniosła 3,9 mln zł (+84 proc.), a wynik netto: -101,9 tys. zł (+737 tys. zł r/r). Koniec roku dla Grupy Recykl tradycyjnie charakteryzuje się niższymi zyskami, na które w okresie październik-grudzień dodatkowo in minus wpłynęły wyższe koszty finansowe wywołane wzrostem kursu walut (wycena zobowiązań w EUR) oraz rozliczeniem w grudniu całorocznego podatku dochodowego (intencją spółki w 2021 roku jest częściowe rozłożenie płatności podatku na poszczególne kwartały).

– Systematycznie poprawiamy skalę przychodów i wyniki finansowe. Jesteśmy zadowoleni
z operacyjnych i finansowych rezultatów 2020 roku. Chcemy dalej się rozwijać i analizujemy kolejne przedsięwzięcia budujące wartość Grupy. Jednym z nich może być pozytywnie zakończony w IV kwartale jeden z projektów B+R, w którym opracowaliśmy własną technologię dewulkanizacji gumy pochodzącej ze zużytych opon
 – mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Grupy Recykl S.A.

W 2020 roku łączny wolumen sprzedanych produktów z przerobu zużytych opon wyniósł 85,6 tys. ton (+42,6 proc. r/r), co wynika m.in. ze skokowego wzrostu sprzedaży kluczowego produktu – granulatów SBR rzędu+51,7 proc. r/r do 35 tys. ton. W ujęciu przychodowym, największe pozycje stanowiły następujące kategorie: „Produkty z przerobu opon”: 37,5 mln zł (+32,7 proc. r/r), „Wykonywanie usług odzysku i recyklingu”: 12,3 mln zł (+94,2 proc. r/r), „Pozostała sprzedaż”: 9,6 mln zł (+53,6% proc. r/r).

– W minionym roku osiągnęliśmy satysfakcjonujące efekty zakończonej inwestycji w Chełmie owocującej wzrostem skali biznesu. Dzięki efektywnej i przemyślanej strategii rozwoju jesteśmy w stanie dalej umacniać naszą pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej.  Sprzyja nam sytuacja rynkowa i trendy  związane z odzyskiwaniem i recyklingiem surowców. Oczekujemy wejścia w życie nowej dyrektywy odpadowej UE, która zobowiązuje wszystkie kraje członkowskie do rozwijania gospodarki opartej
na obiegu zamkniętym
– dodaje Maciej Jasiewicz.

W połowie 2020 roku spółka zakończyła prace związane z montażem linii technologicznej do produkcji mieszanek mineralno-asfaltowych SMA w nowym zakładzie produkcyjnym w Chełmie. W II połowie roku produkowane były pierwsze partie dodatku do mieszanek mineralno-asfaltowych SMA, kierowane testowo do wybranych klientów oraz w trybie bieżącym certyfikowane. SMAPOL –  innowacyjny produkt Grupy w najbliższych miesiącach wejdzie do regularnej oferty handlowej.

W 2020 roku Grupa Recykl odnotowała przepływy pieniężne z działalności  operacyjnej w wys. 17,5 mln zł (w IV kwartale 8,4 mln zł), Wydatki inwestycyjne wyniosły w minionych 12 miesiącach niemal 10 mln zł. Firma na koniec 2020 roku zmniejszyła dług finansowy netto do 43,8 mln zł (relacja do EBITDA w wys. 2,5 wobec 4,9 przed rokiem) z poziomu 48,6 mln zł na 31.12.2019.

Mocne i słabe strony funta

Umiarkowanie pozytywne nastroje utrzymują się na rynkach, ale liczne święta w Azji wyciszyły w nocy zmienność. Brak przekonania do obrania zdecydowanego kierunku może utrzymywać się do końca dnia, biorąc pod uwagę, że przed USA długi weekend (Dzień Prezydenta w poniedziałek). W międzyczasie dane powinny mieć ograniczony wpływ na notowania.

Dziś rano funt nie zareagował na paczkę danych z Wielkiej Brytanii, gdzie mogliśmy znaleźć lepsze i gorsze liczby. Przerwanie lockdownu przed świętami Bożego Narodzenia pomogło w odbiciu gospodarki w grudniu, szczególnie usług. Ale też dane (1 proc. k/k, prog. 0,5 proc.) przekłamują prawdziwy obraz gospodarki. Istotna części wzrostu PKB pod koniec roku jest skutkiem gromadzenia zapasów przez firmy przed brexitem na wypadek zamknięcia granic. Do umowy handlowej ostatecznie doszło, ale handel z UE wciąż natrafia na zakłócenia i problemy biurokratyczne. W połączeniu z powrotem lockdownu w styczniu i zahamowaniem konsumpcji – co widać w załamaniu PMI dla usług i spadku – wyraźnie negatywnie odbije się na dynamice PKB w I kw. Dodatkowo dzisiejsze dane pokazały utrzymywanie się głębokiego deficytu handlowego. Zależność Wielkiej Brytanii od dóbr z zagranicy oznacza, że te figury szybko się nie poprawią, szczególnie po brexicie. A jednak funt pozostaje mocny, gdyż inwestorzy są przede wszystkim skupieni na postępach w zaczepianiu społeczeństwa i pod tym kątem Wielka Brytanii radzi sobie znacznie lepiej niż reszta Europy. W Wielkiej Brytanii już 20 osób na 100 otrzymało szczepionkę, podczas gdy w UE współczynnik ten wynosi 4,2. To daje nadzieję na szybszy restart gospodarki po zniesieniu restrykcji, jednak w średnim terminie UE dogoni Wielką Brytanię z tempem zaszczepień, a Londyn dalej będzie borykał się z negatywnymi konsekwencjami ekonomicznymi brexitu. Dni silnego funta są policzone.

W Polsce także przyszedł czas na wstępne szacunki PKB za IV kw. Po tym, jak GUS już podał szacunki PKB dla całego 2020 r. (-2,8 proc. r/r) można szacować, że w IV kw. dynamika wyniosła -2,8 proc. Restrykcje związane z epidemia koronawirusa ponownie osłabiły konsumpcje, podczas gdy dalej utrzymywała się zapaść w inwestycjach. Dane nie powinny być istotnym czynnikiem dla rynku złotego. Zakładamy, że EUR/PLN pod 4,51 wyznacza górne ograniczenie dla krótkoterminowego dryfu bocznego przed kolejną falą spadkową. Pozytywne fundamenty stojące za złotym nie uległy zmianie i tylko kwestią czasu jest ponowny retest 4,47.

Na rynkach zewnętrznych bez zmian. Dolar zmierza do zaliczenia najsłabszego tygodnia od dwóch miesięcy względem koszyka głównych walut. Nawet jeśli przed długim weekendem dojdzie do technicznej korekty, w szerszym ujęciu nie ma zmian w podstawowym trendzie sprzedaży dolara, gdyż ultra-łagodna postawa Fed, postęp w dystrybucji szczepionek przeciwko COVID-19 i perspektywy ogromnego bodźca fiskalnego ze strony USA generują pozytywne nastawienie do ryzyka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Frankowicze czekają na stanowisko Sądu Najwyższego. Później może nastąpić szturm z nowymi pozwami

Dotychczas niespełna 10% frankowiczów dochodziło swoich praw w postępowaniach sądowych. Jednak po wyznaczonym na marzec br. posiedzeniu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego może nastąpić duży szturm na sądy. Dlatego bankom zaczęło zależeć na opracowaniu faktycznego kompromisu. Proponowane dotąd ugody były niekorzystne. Eksperci podkreślają, że sami klienci są już świadomi tego, co mogą uzyskać w wyniku procesu. I dodają, że z uwagi na przewlekłość postępowań kredytobiorcom może zależeć na wcześniejszym porozumieniu się z bankiem, jednak nie za wszelką cenę. Jeżeli nie otrzymają zadowalających ich warunków, to spory sądowe zapewne będą się toczyły jeszcze przez długie lata.

Banki pod ścianą

25 marca br. zbierze się Izba Cywilna Sądu Najwyższego w celu rozstrzygnięcia rozbieżności w orzecznictwie dotyczącym spraw frankowych. Według doniesień medialnych, do tego czasu banki planują przedstawić własny kształt ugód, bowiem ww. kwestia może otworzyć nową drogę kredytobiorcom. Bariera niepewności o rozstrzygniecie całkowicie zniknie. Wygląda na to, że po wyznaczeniu terminu przez naczelny organ władzy sądowniczej bankowcy uświadomili sobie, że w ich interesie jest opracowanie ugód, które będą satysfakcjonowały klientów.

– Przede wszystkim banki powinny przygotować propozycje korzystnych ugód dla tych kredytobiorców, których terminy sądowe są wyznaczane na koniec 2022 roku oraz początek 2023 roku. Rozstrzygnięcie najważniejszych rozbieżności orzeczniczych przez Sąd Najwyższy na korzyść frankowiczów może bowiem doprowadzić do poważnych skutków w funkcjonowaniu instytucji finansowych – komentuje adwokat Jacek Mikołajonek z Kancelarii MBM Legal.

Banki musiały zrozumieć, że ich sytuacja jest już niezwykle trudna. Biorąc pod uwagę, że dotychczas z roszczeniami wystąpiło mniej niż 10% frankowiczów, to dalsze utrzymywanie stanowiska, że umowy są ważne, a wszystkie postanowienia w nich zawarte prawidłowe, może doprowadzić do kryzysu finansowego oraz upadłości niektórych podmiotów.
– Zainteresowanie tego typu postępowaniami mocno rośnie od zeszłego roku. Wówczas liczba nowych spraw kredytowych w niektórych kancelariach zwiększyła się kilkukrotnie. Na tej podstawie już wtedy można było przewidywać, że w 2021 roku 15-18% kredytobiorców zacznie dochodzić swoich praw. Jednak ten odsetek może okazać się zdecydowanie większy, jeśli po 25 marca br. wszystkie dotychczasowe obawy frankowiczów zostaną rozwiane. Wówczas może nastąpić prawdziwy szturm z roszczeniami, którego już nie będzie można zatrzymać – mówi mec. Mikołajonek.

Dodatkowo o przyszłości spraw frankowych może zadecydować gospodarka. Jeśli spłata rat okaże się zbyt trudna, to zapewne jeszcze więcej osób będzie chciało przeciwdziałać rosnącym zobowiązaniom, występując przeciwko bankom lub zaprzestając spłaty kredytu. Pogorszenie się sytuacji materialnej w wyniku pandemii może zmotywować wielu ludzi do pozbycia się tych obciążeń.

– Już w zeszłym roku słychać było nawoływanie do przedstawiania kredytobiorcom propozycji ugodowych. Niemniej należało wnioskować, że bankom wcale nie zależało na ugodach. Można było raczej spodziewać się, że będą próbowały wymóc na Skarbie Państwa ustępstwa dla siebie. Jednak teraz banki ewidentnie stanęły pod ścianą – dodaje adwokat.

Dziwne strategie

W odpowiedzi na korzystne dla frankowiczów rozstrzygnięcia, polegające na unieważnianiu umów bądź eliminowaniu z nich niedozwolonych postanowień, niektóre banki stosowały dotychczas politykę „zastraszania”. Informowały kredytobiorców o możliwych przyszłych roszczeniach z tytułu korzystania z kapitału banku w przypadku uznania umowy za nieważną. Jednak nie miały do tego skutecznych podstaw prawnych, co potwierdzały kolejne orzeczenia sądów w pierwszych tego typu sprawach.

– Należy wskazać, że niektóre banki proponują kredytobiorcom zawarcie ugody przedsądowej, zachęcając ich do spłaty dalszego zobowiązania po niższym niż obecnie kursie franka szwajcarskiego. Zapewne takie ugody są zawierane. Jednak są one niekorzystne dla kredytobiorców, bo muszą oni zrzec się innych, dalszych roszczeń związanych z umową, które są znacznie wyższe aniżeli korzyści wynikające z proponowanej ugody – wyjaśnia ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Na rynku nie brakuje opinii, że jeżeli do 25 marca br. banki wypracują jakiś model ugód dla swoich klientów, to stanowczo nie należy oczekiwać, że przedstawią go osobie, która na co dzień spłaca kredyt i nie wykonuje żadnych czynności zmierzających do zakwestionowania ważności umowy lub jej postanowień. Nie jest to w interesie jakiejkolwiek instytucji, aby szeroko promować, że od konkretnego dnia zaprasza wszystkich do podpisywania ugód.

– Trzeba podkreślić, że jakakolwiek forma ugody, którą kredytobiorcy powinni analizować pod względem opłacalności, pojawi się dla nich dopiero, kiedy bank otrzyma pozew z sądu. Zatem to jest najlepszy czas, aby odważyć się i zrozumieć, że kredytodawca nie ma prawa wypowiedzieć kredytu, jeżeli kredytobiorca złoży pozew do sądu. Osobiście mam bowiem przeświadczenie, że opór większości osób w zakresie dochodzenia swoich roszczeń wynika z takiej właśnie obawy – podkreśla adwokat.

Zniecierpliwieni frankowicze

– Kredytobiorcy czują się oszukani, bo zostały im udzielone kredyty w walucie obcej bez przedstawienia możliwych konsekwencji. Są źli, że przez lata nikt nie chciał im pomóc. Czują się rozgoryczeni, że muszą dochodzić swoich praw i z tego tytułu ponosić dodatkowe koszty. Wreszcie są zniesmaczeni tym, że prawomocne rozstrzygnięcia sądowe mogą nastąpić nawet za 5 lat, a sądy niechętnie wydają postanowienia o zabezpieczeniu poprzez wstrzymanie płatności rat. Dlatego uważam, że będą zainteresowani szybkim zakończeniem batalii, jeżeli propozycje banków będą dla nich korzystne w perspektywie tego, co mogą uzyskać w procesie sądowym – stwierdza Jacek Mikołajonek.

Z pewnością frankowicze nie będą lawinowo podpisywać ugód tylko dlatego, że bank im je zaproponuje. Muszą one być tak skonstruowane, żeby im się to opłacało, biorąc pod uwagę, że proces może jeszcze trwać bardzo długi czas.

– Warto w tym miejscu przypomnieć, że poważnym problemem, który jeszcze długo może pozostać nierozwiązany, jest przewlekłość postępowań. Główną przyczyną tego są braki kadrowe. Wprawdzie w Sądzie Okręgowym w Warszawie powstaje nowy wydział przeznaczony tylko do orzekania w sprawach frankowych. Jednak Ministerstwo nie widzi możliwości powołania dodatkowych etatów dla sędziów mających tam orzekać. Dlatego kredytobiorcy wciąż mogą czekać latami na rozstrzygnięcia – ostrzega ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Do tego trzeba dodać, że tylko nieliczni sędziowie mają już wypracowane podejście w tego typu sprawach. Większość przesłuchuje wszystkich zgłaszanych przez banki świadków, także tych, którzy nigdy nie mieli styczności z kredytobiorcami.

– Procesy hamuje sceptyczne podejście samych sędziów do szybkiego wydawania wyroków i oddalania bezzasadnych wniosków dowodowych składanych przez banki. Opóźnienia generuje też powoływanie biegłych, którzy sporządzają swoje opinie średnio przez 6-8 miesięcy. Następnie banki składają do nich zastrzeżenia i zadają kolejne pytania, a to wiąże się z koniecznością wydania opinii uzupełniających. Tymczasem w przypadku wyroków ustalających, że umowa kredytu jest nieważna, wyrok powinien zapaść po jednej rozprawie, bez udziału biegłego – zaznacza mec. Mikołajonek.

Frankowicze często oczekują jedynie gwarancji, że sądy będą respektowały prawo, szczególnie unijne. Jednak w Polsce nigdy nie było jednolitego orzecznictwa. I zdaniem ekspertów, nie zmieni tego nawet oczekiwana uchwała Sądu Najwyższego, mająca na celu ujednolicenie stanowiska sądów w zakresie rozliczeń stron w sytuacji stwierdzenia nieważności umowy. Dlatego prezesi bądź przewodniczący wydziałów powinni zacząć kontrolować to, czy sędziowie, których wyroki są uchylane przez sądy odwoławcze, w kolejnych sprawach wyciągają z tego jakiekolwiek wnioski. Inaczej spory będą się toczyły tak długo, jak długo będą obowiązywały umowy kredytowe.

Finanse w związkach Polaków – wspólne życie, osobne portfele

Osoby, które znalazły swoją drugą połowę, oprócz uczucia często dzielą także finanse. Wspólne życie nie zawsze oznacza jednak wspólny portfel. 51 proc. Polaków będących w związku uważa, że osobiste wydatki każdy partner powinien pokrywać z własnej kieszeni – pokazuje badanie „Finanse w parze” Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Sondaż KRD przeprowadzony przez IMAS International w styczniu i lutym 2021 r. zbadał podejście Polaków do zarządzania finansami w związkach. Pokazał on, że kobiety są bardziej terminowe w pilnowaniu spłat zobowiązań, zaś mężczyźni chętniej biorą na siebie większe wydatki. I o ile domowymi kosztami dzielą się raczej po równo, o tyle nie ma wśród nich zgodności co do tego, kto powinien pokrywać bardziej osobiste wydatki.

W polskim społeczeństwie można spotkać odmienne podejście par do korzystania ze wspólnych pieniędzy. Nieco ponad połowa (51 proc.) uważa, że każdy partner powinien pokrywać z własnej kieszeni osobiste wydatki, na przykład na ubrania czy wizyty u fryzjera. Odmiennego zdania jest podobna grupa osób (49 proc.). Co więcej, w tych wskazaniach płeć nie grała roli, gdyż podobnie oceniały to i kobiety, i mężczyźni. Widać więc, że korzystanie ze wspólnego portfela jest indywidualną decyzją w każdym związku – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Kobiety na straży domowego budżetu

Są jednak sfery, w których jedna płeć wyróżnia się na tle drugiej. To kobiety (67 proc.) częściej niż mężczyźni (60 proc.) deklarują odpowiedzialność za pilnowanie terminów spłat zaciągniętych zobowiązań. Kobiety również częściej trzymają pieczę nad codziennymi wydatkami w prawie co czwartym związku. Wskazało tak dwie trzecie pań (65 proc.) i blisko połowa panów (47 proc.).finanse w związkach polaków

Zarządzanie budżetem gospodarstwa domowego to duża odpowiedzialność. W jego planowaniu trzeba wziąć pod uwagę zarówno codzienne wydatki, bieżące rachunki, jak i terminy spłaty stałych zobowiązań, na przykład kredytu, czynszu i tym podobnych. Należy to robić tak, aby w domowym budżecie zabezpieczyć środki na nieprzewidziane sytuacje, czy odłożyć na przyszłość. Niezależnie od tego, kto w danym związku trzyma nad tym wszystkim pieczę, warto aby oboje partnerów wspierało się w tych obowiązkach. W końcu co dwie głowy to nie jedna – wskazuje Adam Łącki.

Pomocne męskie ramię

Jeśli trzeba ponieść większe wydatki, jak np. zakup telewizora czy wyjazd wakacyjny, w połowie związków partnerzy deklarują, że dzielą się takimi kosztami w równym stopniu. W pozostałych przypadkach obciążenie to częściej biorą na siebie mężczyźni (37 proc.).

Podobnie sytuacja wygląda przy zaciąganiu kredytów czy pożyczek na wspólne potrzeby. Nieco ponad połowa partnerów bierze na siebie taką samą odpowiedzialność. W jednym na trzy związki osobą, która przyjmuje to na swoje barki, jest mężczyzna. Dodatkowo, panowie zdecydowanie częściej niż panie zgadzają się ze stwierdzeniem, że to oni powinni brać na siebie większe zobowiązania finansowe w imieniu rodziny. Uważa tak 51 proc. mężczyzn i 29 proc. kobiet. Częściej też mają oni większe długi. Wskazuje tak 30 proc. osób żyjących z drugą osobą. Nadal jednak większość (55 proc.) badanych deklaruje, że w ich związku zadłużenie rozkłada się w równym stopniu.zadłużenie w związku

Wyniki badania pokazują, że współcześnie w Polsce model tradycyjny, gdzie to na mężczyźnie spoczywa większa odpowiedzialność za finanse, ustępuje modelowi równego dzielenia się ciężarem dbania o pieniądze. Oba z nich mogą się sprawdzić pod warunkiem, że jest to wspólna decyzja obojga partnerów. Łatwo bowiem wpaść w pułapkę „ukrytych oczekiwań”, gdzie np. mężczyzna myśli, że jego partnerka  chce od niego większego wkładu w rodzinny budżet, podczas gdy w rzeczywistości wcale  nie musi tak być. Otwarta rozmowa na temat finansów w związku pozwala wyjaśnić sytuację i wybrać model, który pasuje konkretnej parze. Proste pytanie „Jak chcesz, żebyśmy dbali o nasz wspólny budżet?” może uchronić nas przed przyszłymi frustracjami – mówi Matylda Eddles, psycholog, ekspertka merytoryczna Pairbuilding.pl.

Wspólny wydatek, osobny kredyt

Kobiety i mężczyźni w podobnym stopniu przeznaczają pożyczki na remont, wyposażenie domu, zakup mieszkania czy regulowanie stałych rachunków, np. za telefon. Natomiast mężczyźni częściej niż kobiety finansują w ten sposób wydatki na samochód czy sprzęt IT. Kobiety pożyczają za to częściej na spłatę długów.

Niezależnie od płci zdecydowana większość respondentów uważa, że zadłużanie się w dzisiejszych czasach to zwyczajna sprawa, ale jednocześnie dziewięć na dziesięć osób jest zdania, że należy unikać zaciągania kredytów lub pożyczek, o ile nie jest to absolutnie konieczne. Nieco więcej kobiet (68 proc.) niż mężczyzn (61 proc.) twierdzi, że bycie osobą nadmiernie zadłużoną jest powodem do wstydu. Dodatkowo osiem na dziesięć kobiet jest zdania, że pożyczki powinny być traktowane jedynie jako koło ratunkowe. Takiego zdania jest trzy czwarte mężczyzn.

Badanie „Finanse w parze” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w styczniu i lutym 2021 r. metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 600 Polaków, będących w związkach, którzy kiedykolwiek skorzystali z kredytów lub pożyczek albo kupili coś na raty.

Kryzys gospodarczy na Ukrainie stabilnie trwa

Z ostatnich doniesień Państwowej Służby Statystyki na Ukrainie wskaźnik zaufania biznesowego do przemysłu w pierwszym kwartale 2021 roku, wzrósł o 0,5 punktu procentowego w porównaniu do czwartego kwartału ubiegłego roku i wynosi – 8,4%. W przemyśle przetwórczym wskaźnik ten spadł o 2,0 p. proc. i wynosi – 11,4%. Najwięcej obywateli Ukrainy pracuje w przetwórstwie, dlatego wynik ten spowoduje kolejny napływ imigrantów do krajów UE w tym głównie do Polski.

Według ukraińskiego resortu statystyki wskaźnik koniunktury nie zmienił się w stosunku do IV kwartału 2020 r. I wyniósł w przemyśle ogółem 0,2%, a w przetwórstwie minus 0,2%.

Wskaźniki zaufania i klimatu biznesowego zostały wyliczone zgodnie z metodyką obliczania wskaźników oczekiwań biznesowych zgodnie z wymogami rozszerzonego Specjalnego Standardu Upowszechniania Danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Łącznie przebadano 1483 przedsiębiorstwa z Ukrainy.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne, zamiast rosnąć, spadają, a inwestorzy coraz częściej uciekają z Ukrainy. W 2015 r. inwestorzy włożyli w gospodarkę Ukrainy 2,96 mld dol., w 2016 r. odnotowano rekordowe 3,28 mld dol., potem było już słabiej – w 2017 r. 2,2 mld dol., w 2018 r. 2,35 mld dol., a w 2019 r. 2,5 mld dol. W sumie zaledwie 13,29 mld dol. W dodatku, według danych ukraińskiego banku centralnego NBU, w pierwszym kwartale 2020 r.  inwestycje, zamiast rosnąć zmalały o 1,6 mld dol.

Rząd ukraiński szuka sposobu na sprowadzenie swoich obywateli do domu. Tym, którzy zainwestują, obiecuje się dotacje na założenie własnej firmy. Taka inicjatywa legislacyjna została poparta przez przedstawicieli rządu na posiedzeniu Rady Ministrów 27 stycznia br.

Patrząc na powyższe dane w odniesieniu do trudnej sytuacji gospodarczo – przemysłowej na całym świecie powstałej w wyniku pandemii, Centrum analityczne Gremi Personal prognozuje, iż najbardziej ucierpi branża przetwórcza na Ukrainie. Spowoduje to napływ imigrantów z Ukrainy do krajów UE w poszukiwaniu  pracy w swojej branży w tym głównie do Polski, która ma najmniej skomplikowane obostrzenia związane z przekraczaniem granicy.

Bez pensji, napiwków i perspektyw na poprawę sytuacji. Pogrom wśród pracowników gastronomii

O pracownikach gastronomii się zapomina, a to grupa, która na obostrzeniach związanych z koronawirusem traci najwięcej. Hotele i instytucje kultury mogą być czynne od 12 lutego. Handel powoli się rozpędza. Gastronomia jak stoi w miejscu tak stała, a do naszego stowarzyszenia docierają dramatyczne listy zwalnianych pracowników oraz wiadomości od osób, które np. Nie otrzymują wynagrodzeń, bo pracodawcy nie mają już skąd brać pieniędzy. – Gastronomia w tej chwili jest największą ofiarą pandemii. Apelujemy o szybkie działanie mające albo doprowadzić do otwarcia restauracji w reżimie sanitarnym albo o pakiet pomocowy dla lokali, których obrót spadł o więcej niż 50% – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Ponad 110 dni zamkniętej gastronomii. „Jesteśmy świadkami pacyfikacji branży”

Zadłużenie branży gastronomicznej liczone jest już w setkach milionów złotych. Od połowy października gastronomia może być czynna tylko na wynos lub na dowóz, co w przypadku większości lokali jest skazaniem ich na zamknięcie lub działanie poniżej progu opłacalności. Jak mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska sytuacja jest bardzo poważna, bo dostajemy mnóstwo wiadomości od pracowników i restauratorów, którzy nie wiedzą już jak się ratować.

– Gastronomia jest nieczynna od prawie 110 dni. Proszę sobie wyobrazić kogo jest stać na to, żeby   cztery miesiące dokładać do interesu. Jesteśmy świadkami prawdziwej pacyfikacji branży, za chwilę nie będzie już czego otwierać. Z mojego doświadczenia jako windykatora wynika, że gastronomia jest jedną z najbardziej zadłużonych branż. To odbija się na sytuacji pracowników, dostawców, kucharzy, ogólnie całego gospodarczego ekosystemu, który dotychczas w tej branży dobrze funkcjonował – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Przedsiębiorcy mają coraz poważniejsze problemy w bieżącym opłacaniu pracowników. Otrzymujemy informacje o masowych zwolnieniach lub zmianach warunków pracy: – Restauratorzy zmieniają umowę o pracę na umowy cywilnoprawne. Luźniejszy stosunek pracy pozwala im elastyczniej reagować na zwiększony lub zmniejszony ruch na wynos w ich lokalach. Oczywiście nie jesteśmy zaskoczeni tym, że zwolnienia są. Mamy jednak wrażenie, że o pracownikach gastronomii i branż pokrewnych zupełnie się nie pamięta. Kelnerzy, barmani, kucharze. Oni wszyscy dzisiaj żyją na skraju ubóstwa. Gastronomia to nie tylko Pan Restaurator. Za jego plecami stoją ludzie, których los jest dzisiaj bardzo niepewny – mówi Małgorzata Marczulewska.

Brak napiwków, zwolnienia, ograniczenie etatu. Ciężki los pracowników gastronomii

Otrzymujemy dramatyczne listy od zwalnianych pracowników oraz od pracodawców, którzy usprawiedliwiają brak wynagrodzeń dla zespołu tym, że po prostu nie mają za co płacić.

– Napisał do nas młody chłopak, który otrzymał w styczniu zwolnienie z pracy w jednej z restauracji. Pytał czy przysługuje mu jakaś odprawa, bo wie, że nie znajdzie żadnej pracy w najbliższym czasie, a jednocześnie nie chce wracać do domu w małej miejscowości. Pisali także pracownicy restauracji, którym obniżono etat do połowy i do najniższej krajowej. Mało kto zdaje sobie sprawę, że przecież znaczna część przychodu pracowników gastronomii to napiwki. Teraz ich nie ma. Nie brakuje także informacji o dużych zaległościach. W niektórych restauracjach ostatnie wynagrodzenie wypłacono w listopadzie czy w grudniu, w jeszcze innych zaległości sięgają nawet sezonu letniego. To prawdziwy koszmar – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom apeluje o odmrożenie branży gastronomicznej i umożliwienie przedsiębiorcom pracy w trybie stacjonarnym. Postulujemy także o objęcie wsparciem restauratorów, których obroty spadły powyżej 50%.

Immersion VR autorem innowacyjnej aplikacji MISSION TO MARS AR

Immersion VR prezentuje innowacyjny projekt w rozszerzonej rzeczywistości (AR), umożliwiający eksplorację Marsa. Aplikacja spółki – MISSION TO MARS AR – jest częścią promocji filmu dokumentalnego wyprodukowanego przez Smithsonian Channel, dotyczącego lądowania Perseverance na Czerwonej Planecie. Łazik zakończy swoją międzyplanetarną podróż 18 lutego. Kilka dni wcześniej premierę będzie miał telewizyjny dokument – MAKING TRACKS ON MARS.

– Głównym elementem stworzonej przez nas aplikacji są interaktywne doświadczenia wykorzystujące technologię rozszerzonej rzeczywistości. Każde z nich przedstawia inny element tegorocznej misji na Marsa – od startu, poprzez lądowanie, aż po wizję przyszłej kolonizacji planety. Aplikację uzupełniają ciekawe informacje dotyczące historii wypraw na Marsa wraz ze zdjęciami i materiałami video dostarczonymi przez Smithsonian Channel – mówi Piotr Baczyński, prezes zarządu spółki Immersion VR.

Łazik Perseverance wystartował na Marsa w lipcu 2020 r. Wyczekiwane przez cały świat lądowanie pojazdu zostało zaplanowane na 18 lutego. Celem lotu jest eksploracja geologicznego zróżnicowania Czerwonej Planety, poszukiwanie oznak dawnego życia marsjańskiego oraz zebranie próbek skał. Łazik prześle też na Ziemię informacje o składzie mineralogicznym powierzchni Marsa. 14 lutego na Smithsonian Channel, premierę będzie miał telewizyjny dokument – MAKING TRACKS ON MARS, klip video z filmu dostępny będzie także w aplikacji Immersion VR.

–  Prace nad konceptem aplikacji rozpoczęły się we wrześniu ub. roku. To drugi projekt, który robimy we współpracy ze Smithsonian Channel – poprzedni, poświęcony misjom na Księżyc Apollo’ s Moon Shot AR został nominowany do nagrody EMMY, Webby czy SXSW. Każdy z elementów aplikacji był konsultowany z NASA oraz ze Smithsonian Institute – państwową organizacja ze Stanów zrzeszającą najbardziej rozpoznawalne Muzea na świecie, w tym Air and Space Museum w Waszyngtonie – informuje Bartosz Rosłoński, członek zarządu Immersion VR.

Od 12 lutego aplikację MISSION TO MARS AR można pobrać bezpłatnie w sklepach Apple App Store i Google Play.

– Smithsonian Channel z założenia tworzy dużo treści edukacyjnych i popularnonaukowych, chce docierać do ludzi, którzy interesują się historią i otaczającym nas światem. Sama aplikacja ma również promować film dokumentalny i ma być celebracją tego dużego i przełomowego pod kątem technologicznym wydarzenia – dodaje Bartosz Rosłoński.

Branża kulturalna, a ma już 35 mln zł zaległości

Od dziś, 12 lutego kina, teatry, filharmonie i opery znów mogą sprzedawać bilety, ale fakt, że jest to na razie opcja tylko na dwa tygodnie, mocno utrudnia podjęcie decyzji, czy uruchomić działalność. Zresztą już wiadomo, że nie wszyscy się otworzą. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że pandemia mocno daje się we znaki kulturze i rozrywce. W 2020 r. liczba firm z nieuregulowanymi zobowiązaniami wzrosła o ponad 100 do niemal 1000, a ich zaległości podwyższyły się o 29 proc. do 35 mln zł. Jeszcze bardziej, o 80 proc., spiętrzyły się przeterminowane zobowiązania kin, choć tu akurat chodzi o znacznie niższą kwotę 0,4 mln zł. Wcale nie łatwiej jest widzom. Obostrzenia w dostępie do różnego rodzaju usług i rozrywek w tym m.in. do placówek kulturalnych irytują co czwartą osobę w Polsce, niezależnie od płci czy wieku – wynika z badań.

Wynikające z pandemii ograniczenia w dostępie do placówek kulturalnych i rożnego rodzaju usług dokuczają co czwartej osobie w Polsce i to niezależnie od wieku, płci czy miejsca zamieszkania. Na liście kilkunastu największych frustracji gnębiących rodaków w minionym roku, właśnie te restrykcje zostały wymienione wysoko, bo na piątym miejscu. Utrudnienia w dostępie do usług i rozrywki doskwierały 24 proc. ankietowanych i znalazły się tuż obok lęku o zdrowie i irytacji z powodu braku kontaktu z ludźmi. Niemożność wyjścia z domu do kina, teatru, na siłownię, na koncert czy do restauracji frustruje nawet częściej niż obawy o finanse (18 proc.) czy zbyt niskie zarobki (15 proc.) – wynika z badania Maison&Partners dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Świat kultury: teatry, kina, filharmonie, opery w wersji tradycyjnej są niedostępne już od ponad trzech miesięcy, wcześniej przez kilka tygodni zmuszone były działać w ograniczeniu do 25 proc. widowni. Tym razem warunkiem uruchomienia placówek kultury jest sprzedaż biletów na maksymalnie połowę dostępnych miejsc, zasłanianie przez widzów nosa i ust oraz niesprzedawanie przekąsek i napojów.

Nie każdy zdąży i chce się otworzyć na dwa tygodnie

Otwarcie, od 12 lutego, teatrów, filharmonii, kin i oper, a wcześniej, od 1 lutego muzeów, ma szansę poprawić samopoczucie bardzo wielu osób. Dobrze by było, gdyby udało się to również w przypadku właścicieli i pracowników branży kultury i rozrywki. Czy faktycznie tak się stanie? Sporym problemem okazuje się zastrzeżenie, że zniesienie lockdownu ma charakter testowy i na razie dotyczy okresu dwóch tygodni od 12 do 25 lutego. Jak zapowiada rząd, obostrzenia powrócą, jeśli liczba dziennych zachorowań na Covid-19 wzrośnie do 10 tys. M.in. z powodu warunkowego zniesienia ograniczeń, największe sieci kin Helios, Multikino i Cinema City już zapowiedziały, że nie zaproszą widzów. Zaznaczają, że by się do tego przygotować potrzebują miesiąca, a poza tym otwarcie się na dwa tygodnie, by potem znów zamknąć biznes, zwiększy straty zamiast je ograniczyć. Gotowe do wyświetlania filmów są natomiast kina studyjne. Zamierzają pokazywać głównie polskie filmy, bo pozwoli to uzyskać dofinansowanie z PISF. Jeśli chodzi o teatry, to większość już czeka na widzów. Niektóre sceny optymistycznie opublikowały nawet repertuar do końca marca.

Bardziej niż zaległości aktorów i piosenkarzy, wzrosły długi pisarzy, malarzy i rysowników

Miesiące ograniczeń nie pozostały bez wpływu na sytuację kin, teatrów, artystów i specjalistów pomagających w realizacji przedstawień. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK, wynika, że działalność związana z kulturą i rozrywką (PKD R90) w ciągu ostatniego roku zwiększyła swoje zaległości (min. 500 zł, opóźnione o co najmniej 30 dni) o 29 proc., a kina o 82 proc. – W jak trudnej rzeczywistości zmuszony jest funkcjonować świat kultury i rozrywki, najlepiej pokazuje fakt, że w tym samym czasie przeterminowane zobowiązania ogółu przedsiębiorstw podwyższyły się o 4 proc. – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Liczba firm zajmujących się kulturą i rozrywką z problemami w rozliczeniach z bankami i dostawcami wzrosła w minionym roku z 875 do 981, a ich zaległości z 27 do 35 mln zł. W przypadku kin, przeterminowane zobowiązania zwiększyły się z 0,21 do 0,39 mln zł.

zaległości
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Oceniając po przyroście zaległości, poza działalnością związaną z projekcją filmów, w branży kulturalnej największym stopniu ucierpieli w minionym roku reprezentanci działalności artystycznej i literackiej, czyli m.in. pisarze, rzeźbiarze, malarze, niezależni dziennikarze czy rysownicy. Ich przeterminowane zobowiązania podwyższyły się o dwie trzecie, do 9 mln zł. Nie znaleźli się oni jednak na liście przewidzianych do przyznania pomocy z Tarczy finansowej 2.0. Na wsparcie państwa mogą liczyć natomiast kina oraz działalność związana z wystawianiem przedstawień artystycznych i działalność wspomagająca wystawianie przedstawień.

zaległości kin
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Zaległości tej pierwszej grupy, czyli artystów, aktorów, muzyków, zespołów muzycznych, tancerzy, piosenkarzy, lektorów i prezenterów podniosły się w ciągu roku o jedną czwartą, do 17,5 mln zł, a reżyserów, producentów, scenografów, projektantów i wykonawców teatralnych dekoracji scenicznych, maszynistów sceny, specjalistów od oświetlenia sceny oraz producentów przedstawień artystycznych o jedną szóstą, do 6,2 mln zł.

Czy wreszcie nadszedł czas, by zacząć odpracowywać straty i spłacać przeterminowane zobowiązania? – Zniesienia ograniczeń z pewnością oczekiwali i konsumenci kultury, i instytucje ją oferujące. Ale możliwość otwarcia tylko na próbne dwa tygodnie, z ograniczeniem zapełnienia dostępnych miejsc do połowy oraz z zakazem sprzedaży przekąsek i napojów, w części przypadków może się okazać większym wyzwaniem niż rzeczywistą szansą na odrobienie utraconych przez pandemię przychodów – mówi Sławomir Grzelczak. – Trudno jednak mówić o powrocie do normalnej aktywności, pandemia przecież wciąż trwa – dodaje.

Badanie zostało zrealizowane przez Maison&Partners, metodą CAWI na panelu badawczym Ariadna w dniach 11-15 grudnia 2020 r., na ogólnopolskiej, reprezentatywnej pod względem płci, wieku oraz wielkości miejsca zamieszkania próbie Polaków 18+. W badaniu wzięło udział N=1106 osób.