FPP: Wybiórcze zwiększanie akcyzy w kryzysie gospodarczym to zła propozycja

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwraca uwagę, że obecny system akcyzy powinien pozostać nienaruszony – zwłaszcza, że dopiero co (w październiku 2020 roku) wszedł podatek na nowe kategorie wyrobów akcyzowych. Jeżeli zaś rozważano by zmiany w akcyzie w celu zwiększenia dochodów budżetowych – to należałoby wówczas zmienić strukturę sposobu obliczania tego podatku, szczególnie na wyroby tytoniowe i podnieść stawki dla wyrobów najbardziej szkodliwych (czyli np. dla tradycyjnych papierosów i dla mocnych alkoholi), utrzymując bądź zmniejszając stawki dla wyrobów mniej szkodliwych (nowatorskich wyrobów tytoniowych, płynów do papierosów elektronicznych produkowanych przez polskie MŚP oraz dla alkoholi słabych, typu piwo). Podwyższanie podatków płaconych wprost z kieszeni obywatela w czasie pandemii i wywołanego nią kryzysu gospodarczego jest nierozsądne i szkodliwe dla całej gospodarki, szczególnie jeśli dotyczyć miałoby tylko produktów ekologicznych lub mniej szkodliwych dla zdrowia. Należy przede wszystkim uszczelnić system obliczania i poboru podatku CIT!  Brak podwyżek akcyzy i VAT w 2021 roku jest racjonalną i uzasadnioną polityką rządu.

Akcyza – podatek pośredni doliczany do ceny produktu i płacony w rzeczywistości przez konsumenta – jest nazywana podatkiem ‘od grzechu’. Oznacza to, że różne wyroby są opodatkowane różnymi stawkami akcyzy – zgodnie z zasadą: grzechy najcięższe powinny być najbardziej opodatkowane, a grzechy lżejsze mniej. Państwo za pomocą zróżnicowanych stawek akcyzy realizuje także politykę prośrodowiskową (np. niższe stawki na samochody hybrydowe czy elektryczne) czy prozdrowotną (np. niższe stawki na tytoń do podgrzewania, napoje niskoalkoholowe). Obecna polityka akcyzowa Polski jest efektywna zarówno fiskalnie jak i prospołecznie, z sukcesami realizuje cele zmierzające do zmniejszenia szarej strefy, właściwie stymuluje zachowania konsumentów, zapewnia satysfakcjonujące wpływy do budżetu państwa i jest zgodna z wymogami Unii Europejskiej. W niektórych obszarach polskie regulacje już gwarantują wpływy z tytułu akcyzy, chociaż nie ma takich wymogów europejskich – przykładem jest akcyza na samochody czy nowatorskie wyroby tytoniowe, która w tym ostatnim przypadku dzięki różnicy w stosunku do akcyzy na najbardziej szkodliwe dla zdrowia wyroby tj. papierosy wspiera tym samym cele polityki zdrowotnej” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Należy stymulować popyt wewnętrzny i bardzo ostrożnie podchodzić do podnoszenia podatków, które wprost przekładają się na ceny i inflację oraz są odczuwalne przez konsumentów. Dzisiejszego konsumenta nie stać na zaakceptowanie wzrostu cen, szczególnie na wyroby eko lub mniej szkodliwe – podnoszenie podatków może więc przynieść odwrotny skutek czyli spadek konsumpcji i wpływów z podatków. Takie niekorzystne rozwiązania – poza negatywnymi skutkami dla środowiska czy zdrowia – mogą też zwiększać szarą strefę, gdyż są prostą zachętą do przemytu tanich wyrobów zza wschodniej granicy, gdzie wskutek niższych kosztów pracy i produkcji są one znacząco tańsze niż w Polsce.

„Stawki akcyzy w Polsce są oparte na dyrektywach unijnych tworzących spójny i logiczny system pozwalający państwom członkowskim na osiągnięcie zarówno celów fiskalnych jak i pozafiskalnych. W państwach UE nie stosuje się jednakowych stawek akcyz na poszczególne kategorie wyrobów alkoholowych i tytoniowych – właśnie dlatego, że akcyzy służą – oprócz celów fiskalnych – także jako instrument polityki prozdrowotnej, czy – w wypadku akcyz od wyrobów energetycznych – prośrodowiskowej. Unia Europejska między innymi dlatego przeprowadziła ograniczoną jedynie harmonizację akcyz, aby państwa członkowskie mogły za ich pomocą realizować funkcje pozafiskalne. W części korzystanie z pozafiskalnych funkcji akcyz jest prawnym obowiązkiem państw członkowskich UE (np. w stosunku do papierosów na mocy ramowej konwencji WHO o ograniczeniu użycia tytoniu). Warto zauważyć, że chociaż tytoń do podgrzewania i wyroby nowatorskie nie podlegają akcyzie na mocy dyrektyw UE, Polska i 19 innych państw UE wprowadziła na nie akcyzę, zabezpieczając wpływy do budżetu państwa. Spośród tych 20 państw 14 (w tym Polska) nakłada akcyzę na poziomie równym lub niższym 30% stawki na tradycyjne papierosy. Ponadto w najbliższej przyszłości można spodziewać się zmian dyrektywy tytoniowej – UE przyjmie ogólne zasady opodatkowania wyrobów nowatorskich, płynu do e-papierosów i innych wyrobów alternatywnych. Należy poczekać na te regulacje, aby uniknąć kolejnych zmian zasad opodatkowania, w tym stawek” – dodaje prof. UMK, dr hab. Krzysztof Lasiński-Sulecki, profesor Uniwersytetu, Katedra Prawa Finansów Publicznych, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Wydział Prawa i Administracji.

„Pojawiające się w ostatnim czasie apele o rzekome „urealnienie stawek akcyzy” czy też „usunięcie luki akcyzowej” są po prostu nietrafione. Są to najczęściej tezy firm zagranicznych, które mimo wysokich obrotów deklarują relatywnie niski podatek dochodowy w Polsce, a całość podatków próbują przerzucić na polskich konsumentów – i to w ramach ceny wyrobów ich rynkowych konkurentów. Padające w przestrzeni medialnej kwoty i liczby również opierają się na nierealnych założeniach, jakoby cena produktów nie miała wpływu na ich popyt, a więc że można dowolnie zwiększyć opodatkowanie akcyzą, a społeczeństwo kupi tyle samo produktów jest to po prostu nieprawda. Zwiększenie akcyzy na jedną grupę wyrobów raczej przeniesie konsumpcję na inną kategorię wyrobów – np. zwiększenie akcyzy i wzrost cen piwa, skłoni społeczeństwo do picia wódki, a wzrost akcyzy na mniej szkodliwy tzw. podgrzewany tytoń spowoduje powrót do bardziej szkodliwych tradycyjnych papierosów. Akcyza jest obecnie podatkiem dość szczelnym, zaś same różnice w stawkach akcyzy – np. w motoryzacji, wyrobach alkoholowych czy tytoniu – nie mają nic wspólnego z rzekomą „luką”. Samo posługiwanie się pojęciem „luki” sugeruje, że w systemie podatkowym jest jakaś nieszczelność, że system nie funkcjonuje prawidłowo. Tymczasem różnice w stawce akcyzy pomiędzy poszczególnymi kategoriami produktów akcyzowych nie są żadną „luką”, lecz uzasadnionym elementem polityki państwa. Tak jest w całej Europie w odniesieniu do różnego rodzajów dóbr – takich jak zielona energia, samochody, paliwa, alkohol, tytoń, itd. Chwytliwe hasła dotyczące rzekomego „manipulowania” akcyzą przy najniższym w historii poziomie szarej strefy są w mojej ocenie po prostu elementem gry lobbingowej na rzecz wyrobów konkurencyjnych (substytutów) względem tych, o których podniesienie akcyzy te głosy postulują– wyjaśnia Krzysztof Rutkowski, radca prawny, doradca podatkowy, partner, Kancelaria Doradztwa Celnego i Podatkowego Rutkowski i Wspólnicy sp. z o.o.

Warto sprostować nieprawdziwe informacje pojawiające się w odniesieniu do akcyzy – rynek wyrobów tytoniowych to 70 mld sztuk (papierosy, tytoń do palenia, cygara i cygaretki, płyny do e-papierosów, wyroby nowatorskie i wyroby nielegalne). Wyroby nowatorskie to nadal bardzo niewielka część rynku – nie więcej niż 3,4%. Stąd nie ma możliwości, aby opodatkowanie wyrobów nowatorskich wyższą akcyzą przyniosło 1,5 mld zł czy też 5 mld zł z piwa poprzez zrównanie opodatkowania z wódką. Takie obliczenia są całkowicie błędne – konsumenci zrezygnują z zakupu lub kupią tańsze, ale bardziej szkodliwe wyroby albo tak jak w przypadku piwa przeniosą swoje preferencje na inne napoje w tym wódkę. Według takiej logiki można podnieść akcyzę o 100% na wszystko i wyliczyć dziesiątki miliardów w budżecie. Potężnym nadużyciem jest porównywanie luki w VAT do rzekomej luki w akcyzie. Podczas gdy ta pierwsza wynikała z działań przestępczych, to ta druga to nie luka tylko świadoma prozdrowotna polityka rządu. W rzeczywistości system akcyzy ze swoją różnorodnością stawek jest spójny, szczelny i logiczny – analizuje Wojciech Bronicki – Doradca Podatkowy, wieloletni dyrektor Departamentu Podatku Akcyzowego w Ministerstwie Finansów, obecnie Partner w BBGTAX. Kancelarii Podatkowej.

„Stawki akcyzy powinny wspierać politykę państwa w zakresie ograniczania użycia towarów zagrażających zdrowiu na rzecz tych, które mają mniejszą szkodliwość. Podnoszenie obciążeń wpływa na wzrost szarej strefy, zwłaszcza w czasie kryzysu. Trudno zrozumieć zerowe obciążenie akcyzową zastosowane wobec zawierającego nikotynę tytoniu do żucia przy jednoczesnych planach podwyższenia akcyzy na wyroby nowatorskie” – wskazuje Agnieszka Durlik, ekspert prawno-gospodarczy Krajowej Izby Gospodarczej, dyrektor generalny w Sądzie Arbitrażowym, Krajowa Izba Gospodarcza (KIG).

„Polityka zdrowotna nie jest tylko kwestią wspierania palaczy w wychodzeniu z nałogu, ale też ograniczaniem możliwości jego inicjacji. Jednoznaczne w tym względzie są badania Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. Ponad połowa Polaków (52,4%) wpada w nałóg od zapalenia papierosa. Nie powodują tego nowatorskie wyroby tytoniowe, czyli podgrzewacze tytoniu, bo tylko 0,2% badanych zaczyna od nich swój nałóg. Inne badanie, autorstwa Biura ds. Substancji Chemicznych działającego pod Ministerstwem Zdrowia, wykazało, że podgrzewacze tytoniu pomogły 86% palaczy rzucić tradycyjne papierosy, a e-papierosy pomogły 20%. Trzeba również mieć na uwadze olbrzymie koszty leczenia palaczy, które ponosi budżet w związku z tym nałogiem. W takiej sytuacji wyroby alternatywne dla papierosów, jako mniej od nich szkodliwe, stwarzają szansę na ograniczenie i zmniejszenie kosztów takiego leczenia w przyszłości” – podsumowuje Andrzej Sadowski – Prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Nagła słabość złotego. Kurs euro znów powyżej 4,50 zł

Niedługo cieszyliśmy się euro poniżej granicy 4,50 zł. Do ponownego powrotu powyżej tej bariery niepotrzebne były żadne sygnały z Polski. Wystarczyło pogorszenie nastrojów na rynkach światowych.

Dane z USA bez niespodzianek

Informacje zza oceanu nie wywołały wczoraj specjalnego poruszenia na rynku. Spadająca nieznacznie liczba kredytów hipotecznych mogłaby budzić niepokój, ale wiemy, jaką mamy sytuację. Inflacja w skali roku wynosi przyzwoite 1,4%, ale nawet symbolicznie nie wzrosła, jak oczekiwali analitycy. Jest to poziom uważany przez wielu analityków za niższy od optymalnego i przyspieszenie wzrostu cen o dodatkowe 0,5% do nawet 1% byłoby jeszcze dobrze widziane przez rynki. Wczoraj doszło do stabilizacji na parze EURUSD, nie można jednak zakładać, że ten stan utrzyma się na dłużej, szczególnie biorąc pod uwagę dzisiejsze odczyty.

Rosnące ceny ropy

Od początku roku jesteśmy świadkami wyraźnego wzrostu cen ropy naftowej. Rok rozpoczął się w okolicach 51 dolarów za baryłkę, dzisiaj oglądamy już ponad 61 dolarów i nie widać, gdzie ten ruch miałby się skończyć. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na wczorajsze dane z USA, które pokazały istotny spadek zapasów ropy naftowej, część pojawiła się, co prawda, w zwiększonych zapasach benzyny, ale widać, że popyt wciąż jest wysoki, a to powinno pchać ceny w górę. Z drugiej strony mamy najwyższy poziom od początku pandemii, co może sugerować pewną korektę.

Nagła słabość złotego

Wczoraj dość niespodziewanie złoty zaczął tracić na wartości. Tylko wczoraj euro podrożało o 2 grosze. Dzisiaj od rana podrożało kolejny grosz i znów jesteśmy powyżej granicy 4,50 zł za 1 euro. Ruch ten wynika jednak z czynników zewnętrznych. Ogólny wzrost ryzyk na rynku potwierdza para EURCHF, która przeważnie gdy przechyla się na korzyść franka, oznacza to problemy walut krajów rozwijających się.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. 

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Gdy chodzi o finanse, coraz częściej ufamy technologii, nie ludziom

Pandemia bardzo mocno wpłynęła na nasze poczucie bezpieczeństwa – wynika z globalnych badań, z których raport opublikowała właśnie firma Oracle. Blisko połowa badanych nie może spokojnie spać, odwróciliśmy się od gotówki, a w kwestiach finansowych coraz bardziej preferujemy współpracę z… cyfrowymi asystentami. Dotyczy to zarówno konsumentów, jak i środowiska biznesu.  

Ubiegły rok diametralnie zmienił nasz stosunek do pieniędzy i otaczającej rzeczywistości. Tam, gdzie w grę wchodzi zarządzanie osobistymi finansami, ludzie dużo bardziej niż sobie ufają wspieranym przez sztuczną inteligencję botom. Takie wnioski przynosi najnowszy raport opracowany przez firmę Oracle. O preferencje finansowe zapytano ponad 9000 konsumentów i przedstawicieli biznesu z 14 krajów.

Nie mogę zmrużyć oka

Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości – pandemia COVID-19 zwiększyła finansowe obawy ludzi na całym świecie. Zmieniła też ich opinie na temat tego, komu i czemu mogą zaufać w kwestii zarządzania pieniędzmi. W grupie konsumentów w ciągu roku od jej wybuchu, poziom stresu związanego z finansami podwoił się. Obawy o finansową przyszłość odczuwa aż 87%  konsumentów. Pytani o najważniejsze powody takiego stanu rzeczy na pierwszym miejscu wymieniają oni strach przed możliwą utratą pracy. Przyczynę tę wskazało blisko czterech na dziesięciu biorących udział w badaniu ankietowanych (39%). Na podium znalazły się też możliwość utraty oszczędności (38% wskazań) oraz ewentualne poważne problemy z wyjściem z długów (26%).

Powyższe obawy są na tyle silne, że 41% ankietowanych konsumentów przyznaje, iż spędzają im one sen z powiek. – Niepewność związana z sytuacją epidemiczną i gospodarczą sprawia, że ludzie podchodzą do kwestii finansowych inaczej niż do tej pory. Poszukują nowych sposobów zarządzania pieniędzmi. Jednocześnie przeniesienie pracy, edukacji do świata online, przyśpieszona cyfryzacja z którą mieliśmy do czynienia, zmieniła nasze podejście do technologii – komentuje Tomasz Bochenek, Dyrektor Generalny Oracle Polska.

Boty pomogą napełnić portfele

Obserwowana niepewność finansowa wpłynęła na to komu i czemu ufamy, gdy w grę wchodzą nasze pieniądze. Zarówno konsumenci, jak i przedstawiciele firm biorący udział w badaniu, coraz mocniej wierzą w to, że dziś to raczej technologia, a nie ludzie, pomoże im w poruszaniu się po zawiłościach świata finansów. W kwestiach finansowych 52% respondentów z grupy konsumenckiej bardziej niż sobie ufa technologii. Prawie dwie trzecie (63%) ma większe zaufanie do cyfrowych asystentów niż do osobistych doradców finansowych. Zdaniem ankietowanych, boty mogą być pomocne m.in. w wykrywaniu oszustw (33%), ograniczaniu wydatków (22%) czy dokonywaniu inwestycji giełdowych (15%). Co ważne, 76% klientów indywidualnych chce, aby to właśnie cyfrowi asystenci pomagali im w zarządzaniu finansami, natomiast zdaniem 32% procent z nich, już w ciągu najbliższych pięciu lat sztuczna inteligencja może zastąpić osobistych doradców finansowych.

Z punktu widzenia potencjalnych klientów, cyfrowi asystenci mają szereg zalet. Są zawsze dostępni i gotowi do pomocy. Nie tylko doskonale radzą sobie z liczbami, ale też brak ich emocjonalnego stosunku do pieniędzy klienta sprawia, że mogą być cennym wsparciem. Oczywiście upłynie jeszcze sporo czasu zanim boty będą powszechnie stosowane w finansach, niemniej obszar ten szybko zmienia się na naszych oczach – tłumaczy Tomasz Bochenek. Mimo, że wciąż chcemy, by osobiści doradcy finansowi udzielali nam wskazówek m.in. przy podejmowaniu ważnych decyzji dotyczących zakupu domu (45%), kupna samochodu (41%) czy planowania emerytury (38%), to liczymy na pomoc cyfrowych asystentów w ograniczeniu zbędnych wydatków (31%), czy poprawie terminowości płatności.

Gotówka? Nie, dziękuję!

Wydarzenia z ubiegłego roku radykalnie zmieniły sposób myślenia konsumentów o pieniądzach. Jak pokazuje raport Oracle, klienci odwracają się od gotówki. W związku z pandemią ludzie coraz mniej chętnie korzystają z banknotów i monet, zwracając się w stronę elektronicznych metod płatności. Aż 72% badanych konsumentów przyznało, że w porównaniu z ubiegłym rokiem ich stosunek do posługiwania się gotówką uległ diametralnej zmianie. Pytani o powody takiego stanu rzeczy, wymieniają m.in. niepokój związany z korzystaniem z banknotów (26%), które mogą być brudne (19% wskazań), a tym samym przenosić np. wirusy. Co więcej, ponad jedna czwarta (29%) pytanych konsumentów twierdzi, że stosowanie w rozliczeniach wyłącznie gotówki uniemożliwia prowadzenie interesów. Oczywiście zmiana postrzegania fizycznego pieniądza przez klientów spotkała się z szybką reakcją przedsiębiorców. 69% pytanych liderów biznesowych przyznało, że zainwestowało w zwiększenie możliwości płatności cyfrowych, a 64% stworzyło nowe formy angażowania klientów lub zmieniło modele biznesowe w odpowiedzi na pandemię COVID-19.

Biznes stawia na sztuczną inteligencję

Zmiana podejścia do pieniądza obserwowana jest również środowisku biznesowym. Podobnie do klientów indywidualnych, także decydenci biznesowi coraz chętniej powierzają kwestie finansowe opiece cyfrowych asystentów. Aż 73% ankietowanych menedżerów przyznaje, że w tym obszarze ufa im bardziej, niż sobie. Z kolei niemal ośmiu na dziesięciu z nich (77%) ma większe zaufanie do technologii, niż do własnych zespołów finansowych. Zdaniem 89% badanych liderów biznesowych, wspierani przez sztuczną inteligencję asystenci cyfrowi mogą usprawnić ich pracę poprzez wykrywanie oszustw (34%), generowanie faktur (25%) czy przeprowadzanie analizy kosztów i korzyści (23%). Pytani o to, jakiej pomocy oczekiwaliby od cyfrowych asystentów, 85% decydentów przyznaje, że chce wsparcia botów w realizacji zadań finansowych, w tym w zatwierdzaniu finansów (43%), budżetowaniu i prognozowaniu (39%), raportowaniu (38%) oraz zarządzaniu zgodnością z przepisami i ryzykiem (38%).

Zmiana podejścia nie pozostaje bez wpływu na sytuację doradców finansowych. Powinni oni skupić się na rozwijaniu dodatkowych umiejętności miękkich, ponieważ ich rola ewoluuje. Decydenci biznesowi pragną, by specjaliści ds. finansów korporacyjnych skupili się na komunikacji z klientami (40%), negocjowaniu rabatów (37%) i zatwierdzaniu transakcji (31%). – Procesy finansowe w naszym osobistym i zawodowym świecie od wielu lat stają się coraz bardziej cyfrowe, a wydarzenia ubiegłego roku przyspieszyły ten trend – komentuje Juergen Lindner, wiceprezes Oracle i szef działu globalnego marketingu – Cyfrowość to nowa norma. Technologie, takie jak sztuczna inteligencja i chatboty odgrywają istotną rolę w zarządzaniu finansami. Organizacje które nie przyjmą tych zmian ryzykują, że pozostaną w tyle za swoimi równolatkami i konkurencją. Ucierpieć może na tym produktywność, morale i samopoczucie pracowników. Konsekwencją mogą być też trudności z przyciągnięciem następnej generacji utalentowanych finansistów wykorzystujących AI – podsumowuje wiceprezes Oracle.

Wyniki badania opierają się na ankiecie przeprowadzonej przez firmę Savanta Inc. w okresie od 10 listopada do 8 grudnia 2020 r. Wzięło w niej udział 9001 respondentów z 14 krajów. W badaniu sprawdzano opinie i zachowania konsumentów i liderów biznesowych dotyczące pieniędzy, finansów i budżetów oraz roli sztucznej inteligencji i botów oraz oczekiwań wobec tych technologii w dziedzinie finansów i zarządzania.

Polska siódmą gospodarką na świecie pod względem perspektyw rozwoju eksportu

Eksport był jednym z głównych czynników szybkiego wzrostu gospodarczego Polski po 1989 r. Do 2003 firmy z kapitałem zagranicznym generowały 74 proc. przyrostu eksportu towarów z Polski i aż 90 proc. przyrostu eksportu wyrobów bardziej zaawansowanych technicznie. Do 2018 r. już tylko 41 proc. przyrostu eksportu towarów ogółem i 49 proc. przyrostu eksportu towarów wysokiej i średnio-wysokiej techniki pochodziło z działalności firm zagranicznych. Do naszych „hitów eksportowych” należą nie tylko produkty tradycyjne, ale również te z grupy tzw. wysokiej techniki. Jednocześnie, spośród przeanalizowanych 1236 grup produktów, Polska posiada przewagi komparatywne w aż 451, co daje 7. miejsce na świecie. Takie wnioski płyną z przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny raportu „Transformacja polskiego eksportu – 30 lat wzrostu i co dalej?”.

W początkach transformacji gospodarczej wartość polskiego eksportu w relacji do PKB wynosiła 15 proc., a wpływy pokrywały tylko 60 proc. wydatków na import. Już w 2015 r. Polska osiągnęła nadwyżkę obrotów towarowych, zaś wartość polskiego eksportu
w relacji do PKB wzrosła w 2019 r. do 45 proc. Było to możliwe przede wszystkim dzięki zwiększeniu zaangażowania krajowych przedsiębiorstw w globalne łańcuchy wartości – dzisiaj niemal 60 proc. polskiego eksportu towarów i usług jest rezultatem integracji ze światowym systemem produkcji. Przełomowym momentem było przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. W okresie członkostwa w UE, wartość polskiego eksportu wzrosła 5-krotnie. Najważniejszym rynkiem zagranicznym dla polskich eksporterów są Niemcy –
w 2019 r. na rynek niemiecki kierowano 27,5 proc. polskich produktów eksportowych.Polska siódmą gospodarką na świecie pod względem perspektyw rozwoju eksportu

Dywersyfikacja kluczem do sukcesu

Pomimo znaczących zmian, jakie dokonały się w strukturze polskiego eksportu na przestrzeni ostatnich 30 lat, jego dalszy rozwój jest uzależniony przede wszystkim od zwiększenia wolumenu zaawansowanej technologicznie produkcji kierowanej na rynki zagraniczne.

Analiza PIE pokazała, że udział dóbr wysokiej techniki w polskim eksporcie w latach 1996-2019 wzrósł z poziomu 4,5 proc. do 11,3 proc. To zauważalny postęp, aczkolwiek dobra stosunkowo mało zaawansowane technologicznie wciąż przeważają. Transformacja polskiego eksportu wymaga zmiany jego struktury w kierunku wzmocnienia tych specjalizacji, które wpłyną na zwiększenie wartości krajowego koszyka eksportowego. Należy tu wymienić przede wszystkim te branże, które z jednej strony stanowią najbardziej wartościowe grupy produktów w światowym handlu, a jednocześnie leżą stosunkowo najbliżej specjalizacji już obecnych w polskim eksporcie  –  powiedział Marek Wąsiński, kierownik zespołu handlu zagranicznego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Wśród 23 wyróżnionych przez analityków PIE jako najbardziej perspektywiczne grup produktowych znajdują się m.in.: maszyny przemysłowe i urządzenia produkcyjne, chemia przemysłowa, chemia organiczna, wyroby farmaceutyczne oraz urządzenia specjalistyczne.

Katalog polskich hitów eksportowych rośnie

Polska dysponuje dobrami podbijającymi światowe rynki w różnych grupach produktów. Jeżeli chodzi o wyroby zaawansowane technologicznie, to pierwsze miejsce pod względem wartości w polskim eksporcie zajmuje aparatura odbiorcza dla telewizji kolorowej. W 2019 r. Polska wyeksportowała w ramach tej pozycji towarowej wyroby
o wartości 3,7 mld EUR. Hitem są także bramownice drogowe i wozy okraczające podsiębierne oraz aparaty słuchowe. W przypadku tych produktów udział polskich produktów w eksporcie światowym wynosi odpowiednio 42 proc. oraz 20,7 proc. Polska jest także europejskim liderem w produkcji i eksporcie sprzętu AGD. Udział polskich zmywarek do naczyń w światowym eksporcie to 18,8 proc., zaś pralek automatycznych 15,6 proc. Istotny udział w europejskim i światowym eksporcie mają także wyprodukowane w Polsce leki zawierające hormony (30,6 proc. w eksporcie UE i 12,4 proc. w światowym). Co więcej, eksport produktów z tej kategorii w latach 2012-2019 wzrósł aż o 3530 proc. Rośnie rola eksportu autobusów elektrycznych oraz akumulatorów litowo-jonowych. W latach 2012-2019 eksport akumulatorów wzrósł o 2268 proc. do wartości 2 mld EUR, co przekłada się na 2,4 proc. udziału w światowym eksporcie. Jeżeli chodzi o wyroby tradycyjne, wciąż silnym punktem na mapie polskiego eksportu jest sektor rolno-spożywczy – wartość krajowego eksportu produktów z tego sektora wyniosła w 2019 r. 31 mld EUR.

Wartość stanowiąca podstawę opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn

W przypadku nabycia przez osoby fizyczne rzeczy oraz praw majątkowych w związku z dokonanym dziedziczeniem, zapisem windykacyjnym, poleceniem testamentowym, zapisem zwykłym, dalszym zapisem czy darowizną, poleceniem darczyńcy, zasiedzeniem, nieodpłatnym zniesieniem współwłasności, zachowkiem, nieodpłatną rentą, użytkowaniem oraz służebnością powstaje konieczność rozliczenia podatku od spadków i darowizn. Niezmiernie istotne jest prawidłowe określenie podstawy opodatkowania, co z uwagi na skomplikowanie przepisów nie w każdym przypadku jest proste.

Podstawa opodatkowania

Zgodnie z art. 7 ust. 1 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn podstawę opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn stanowi różnica pomiędzy wartością nabytych praw i rzeczy a wartością długów i ciężarów. Powyższe ustala się na podstawie stanu praw majątkowych i rzeczy w dniu nabycia i cen rynkowych z dnia powstania obowiązku podatkowego. Jeżeli przed dokonaniem wymiaru podatku dojdzie na skutek siły wyższej do ubytku wartości, wtedy ustala się ją na dzień dokonania wymiaru, a wartość odszkodowania za ubytek wynikającą z ubezpieczenia wlicza się do podstawy wymiaru.

Problematyczne jest określenie podstawy opodatkowania w przypadku odziedziczenia roszczeń o odszkodowanie, które w dacie powstania obowiązku podatkowego nie zostało określone. W ocenie sądów administracyjnych inna jest sytuacja nabywcy dziedziczącego same roszczenie o wypłatę odszkodowania od sytuacji podmiotu, którego roszczenie zostało zmaterializowane (wyrok NSA z dnia 19 lutego 2020 r., sygn. II FSK 735/18).

Co zalicza się do długów i ciężarów

Podstawę opodatkowania pomniejszają długi i ciężary. Pierwszą taką kategorią jest obciążenie spadku lub darowizny koniecznością wykonania polecenia, co wlicza się do wartości ciężarów.

Kolejną kategorią zaliczaną do długów i ciężarów są koszty leczenia i opieki w czasie ostatniej choroby spadkodawcy, jeżeli nie zostały wydatkowane za jego życia z jego majątku. Ponadto do takich ciężarów zalicza się także koszty pogrzebu oraz nagrobka, ponad wartość pokrytą z zasiłku pogrzebowego lub z innego źródła, wynagrodzenie wykonawcy testamentu, wypłatę zachowku oraz inne zapisy i polecenia wynikające z testamentu. Warto zwrócić uwagę, że nie każde polecenie darczyńcy może być zaliczone do ciężarów, a jedynie takie, którymi obdarowany został „obciążony” (wyrok WSA Łódź z dnia 10 września 2020 r., sygn. I SA/Łd 188/20). Istotne jest zatem wykonanie polecenia darczyńcy, a nie samo wskazanie takiego polecenia.

Zgodnie z art. 7 ust. 3a długi oraz ciężary związane z prowadzonym przedsiębiorstwem nie mogą być odliczone, jeżeli obciążają to przedsiębiorstwo.

Dodatkowo w przypadku zasiedzenia z podstawy opodatkowania wyłącza się nakłady dokonane przez nabywcę w czasie biegu zasiedzenia. Podobnie jest w przypadku budynku zbudowanego na gruncie będącym przedmiotem zasiedzenia, tj. wartość tego budynku wyłącza się z podstawy opodatkowania.

Określenie wartości rzeczy i praw

Kluczowe dla prawidłowego wyliczenia podstawy opodatkowania w podatku od spadków i darowizn jest prawidłowe określenie wartości rzeczy i praw. Ustawodawca przyjął, że wartość ta powinna zostać określona przez nabywcę w wartości rynkowej tych rzeczy i praw na podstawie przeciętnych cen stosowanych w obrocie gospodarczym tymi towarami lub prawami, w zależności od rodzaju i gatunku, miejsca położenia oraz czasu, a także stanu i stopnia zużycia.

Właściwy naczelnik urzędu skarbowego może sam określić wartość rzeczy lub praw w sytuacji, gdy wartość ta nie została wskazana przez nabywcę albo została wskazana w wartości nieodpowiadającej wartości rynkowej. Przed dokonaniem samodzielnego określenia wartości naczelnik powinien wezwać nabywcę do jej wskazania, ewentualnie podwyższenia lub obniżenia, w terminie nie krótszym niż 14 dni. W takiej sytuacji naczelnik powinien podać także własną wartość wynikającą ze wstępnej oceny. Do określenia wartości można także posłużyć się opinią biegłego. Przy czym, jeżeli wartość określona przez biegłego różni się o ponad 33% od wartości wskazanej przez nabywcę, koszty opinii biegłego ponosi nabywca.

Kwoty wolne

Niezmiernie istotnym elementem prawidłowego określenia podstawy opodatkowania są kwoty wolne od podatku. Co do zasady zależą one od kwalifikacji do nabywcy do określonej grupy podatkowej. Grupy podatkowe są trzy i zależą one od stopnia pokrewieństwa stron transakcji. Kwoty wolne dla tych grup wynoszą odpowiednio: dla pierwszej grupy 9 637 zł, dla drugiej grupy 7 276 zł i dla trzeciej grupy 4 902 zł. W przypadku więcej niż jednej transakcji nabycia rzeczy i praw majątkowych od tej samej osoby w okresie pięciu lat wartości nabyć należy ze sobą zsumować, a kwota wolna ma zastosowanie do zsumowanej wartości.

Innymi słowy, jeżeli w okresie ostatnich pięciu lat przed nabyciem kwota nabyć praw i rzeczy nie przekroczyła kwot wolnych, nie dochodzi do opodatkowania transakcji. W przypadku przekroczenia kwot wolnych podstawę opodatkowania stanowi różnica pomiędzy kwotą nabycia a kwotą wolną od podatku.

Świadczenia powtarzające się

W przypadku świadczeń powtarzających się, gdzie wartość prawa nie może być ustalona wcześniej co do zasady jako podstawę przyjmuje się wartość rzeczy lub praw w miarę wykonywania tych świadczeń. Naczelnik urzędu skarbowego może jednak w tej kwestii dogadać się z podatnikiem i przyjąć za podstawę opodatkowania prawdopodobną wartość tych świadczeń za cały okres. W takiej sytuacji za wartość świadczenia powtarzającego się przyjmuje się wartość rocznego świadczenia pomnożonego przez liczbę lat jego trwania lub w przypadku świadczeń na czas nieokreślony, pomnożona przez 10 lat.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wycinka Lex Szyszko w Łodzi – dane Uniwersytetu Łódzkiego szokują

Badacze z Zakładu Analiz Systemów Społeczno-Ekologicznych Uniwersytetu Łódzkiego sprawdzili straty w miejskim drzewostanie Łodzi na przestrzeni lat 2010–2019. Skutki liberalizacji ustawy o ochronie przyrody, popularnie nazywanej Lex Szyszko (od nazwiska ówczesnego ministra środowiska) okazały się u nas katostrofalne! Wyniki zostały przedstawione w artykule opublikowanym w Landscape and Urban Planning. Szefem zespołu badaczy jest Prof. Jakub Kronenberg z EkSoc UŁ.

Wycinka dekady

Analizy ubytków drzew przeprowadzone zostały na podstawie porównań zdjęć satelitarnych na powierzchniach próbnych w Łodzi (pokrywających łącznie 8,5% powierzchni miasta, reprezentatywnych dla różnych struktur urbanistycznych charakterystycznych dla tego miasta). Wyniki te pokazują szerszą skalę i charakterystykę wycinek przeprowadzonych w efekcie funkcjonowania przez pierwszą połowę roku 2017 zliberalizowanej ustawy o ochronie przyrody.

W ciągu całej dekady z analizowanych powierzchni usunięto drzewa, których korony pokrywały 0,73 km2, co odpowiadało niemal 3% analizowanej powierzchni miasta i 5,6% powierzchni pokrytej zielenią tylko na analizowanym terenie. Łącznie odpowiada to ok. 20 700 drzew.

40% tych drzew usunięto tylko w czasie obowiązywania Lex Szyszko, a zatem – innymi słowy – w ciągu obowiązywania zliberalizowanych przepisów usunięto niemal tyle samo drzew, ile usunięto w ciągu dziewięciu pozostałych lat (przed i po tej liberalizacji).
W przypadku naszego badania korzystaliśmy z dostępnych za darmo zdjęć satelitarnych dostarczonych przez Google Earth, mapując je ręcznie. Nawet jeśli ta procedura jest praco- i czasochłonna, jest relatywnie łatwa do przeprowadzenia i można ją wykorzystać do szerszych analiz efektów wdrażania Lex Szyszko i innych postępujących ubytków zieleni w polskich miastach (jak i poza nimi). – Prof. Jakub Kronenberg , EkSoc UŁWycinka Lex Szyszko w Łodzi – dane UŁ szokują

Korzyść prywatna…

W czasie obowiązywania zliberalizowanych przepisów najwięcej drzew usunięto z terenów prywatnych (ok. 80%), co jednoznacznie potwierdza, że prywatni właściciele wykorzystali okazję, a wielu z nich zrobiło to „na wszelki wypadek” – na wypadek, gdyby przepisy znów miały się zmienić, a raczej nie z powodu nagłej potrzeby uporządkowania swojego ogrodu.

Zdecydowaną większość drzew usunięto nie z prywatnych ogrodów, ale z nieformalnych terenów zieleni, nieużytków, terenów leżących odłogiem, ale pozostających prywatną własnością. Prawdopodobnym wyjaśnieniem może być chęć sprzedaży tych działek w dłuższej perspektywie oraz przekonanie, że łatwiej będzie je sprzedać, jeśli nie będą porośnięte drzewami.

Tak zresztą zaczyna się przecież większość procesów budowlanych w Polsce – od wycięcia drzew, które porastają daną działkę. Tego typu działania są zaskakujące w świetle często przytaczanych w literaturze wyników badań wskazujących na potrzebę bliskości zieleni i pozytywny wpływ zieleni na jakość życia człowieka.

Potwierdzają to także wyniki badań dotyczących rynku nieruchomości, konsekwentnie wskazujących (tak w Polsce, jak i za granicą), że ceny nieruchomości w otoczeniu zieleni są wyższe od cen porównywalnych nieruchomości pozbawionych otoczenia zieleni. Tak jak o tym zjawisku mówi się jako o głosowaniu za zielenią za pomocą portfela (zakup lub wynajem nieruchomości), tak w przypadku Lex Szyszko mogliśmy zaobserwować „głosowanie za pomocą pił spalinowych” – przeciwko zieleni.

Niedoceniana zieleń

Wyniki badań pokazują, że zieleń w miastach wcale nie jest jednoznacznie doceniana przez ich mieszkańców – jest raczej areną różnego rodzaju konfliktów między jej zwolennikami i przeciwnikami. W przypadku Lex Szyszko tłem dla tych sporów były dyskusje nt. domniemanej wolności właścicieli nieruchomości do dysponowania znajdującymi się tam drzewami, egzekwowania przez nich „świętego prawa własności”, którego znaczenie w zdominowanych przez neoliberalny dyskurs krajach postsocjalistycznych wydaje się wypaczone.

Nawet jeśli drzewa rosną na terenach prywatnych, świadczone przez nie usługi (korzyści) mają znacznie szerszy charakter dóbr publicznych, co uzasadnia kontrolę organów samorządowych nad procesem usuwania drzew nawet z terenów prywatnych. Ma więc miejsce konflikt między interesem publicznym związanym z zachowaniem dostępu do usług ekosystemów (drzew), a prywatnymi interesami związanymi z zarządzaniem prywatnymi nieruchomościami (ewentualnym sprzątaniem liści, zapewnieniem bezpieczeństwa itp.).

Oczywiście korzyści uzyskiwane przez innych mieszkańców miasta mogą być traktowane jako pozytywne efekty zewnętrzne utrzymania tych drzew przez prywatnych właścicieli nieruchomości. Liberalizacja stworzyła możliwości do wyjścia z systemu zarządzania wspólnym dobrem (usługami ekosystemów) opartym na wcześniej przyjętych rozwiązaniach prawnych i normach społecznych.

Konieczne są szersze dyskusje na ten temat, ale ekonomicznie i politycznie nieuzasadnione jest pozostawianie pełnej swobody gospodarowania drzewami prywatnym właścicielom nieruchomości. – Prof. Jakub Kronenberg, EkSoc UŁ

Ochrona dla „prywatnej” zieleni

Konieczne jest także znacznie szersze spojrzenie na problem zarządzania terenami zieleni w mieście, z których zdecydowaną większość stanowi właśnie tzw. zieleń nieformalna, często znajdująca się na gruntach prywatnych (była o tym mowa w komunikacie z naszych wcześniejszych badań).

Zieleń w mieście powinna być postrzegana w kategoriach zielonej infrastruktury – która, podobnie jak każdy inna infrastruktura, do efektywnego funkcjonowania wymaga postrzegania jej jako systemu połączonych elementów.

W sytuacji braku kontroli nad tym, co dzieje się z większością terenów porośniętych roślinnością w polskich miastach (dodatkowo pogarszanej przez „eksperymenty” takie jak Lex Szyszko), istnieje duże ryzyko utraty kluczowych elementów takiego systemu zanim zdamy sobie sprawę z ich znaczenia.

Konieczna jest więc inwentaryzacja i waloryzacja takich terenów, tak aby wskazać te, które kategorycznie muszą zostać zachowane, aby system nie stracił swojego potencjału do dostarczania korzyści mieszkańcom.

Inwentaryzacja drzew (czy kompleksowa inwentaryzacja terenów zieleni w ogóle) ułatwiłaby również ocenę efektów liberalizacji przepisów w ramach Lex Szyszko. Dotychczas – poza prezentowanym tu badaniem – nie zostały one ocenione, co jest w głównej mierze związane z brakiem danych nt. drzew w polskich miastach, a także uchylonym w ramach liberalizacji obowiązkiem zgłaszania usuwanych drzew.

PayU: E-commerce siłą napędową dla sektora MŚP

Rynek e-commerce w Polsce staje się coraz bardziej nasycony. Obecnie na 1 tys. mieszkańców przypada średnio 1 sklep internetowy, podczas gdy trzy lata temu było to 0,5 sklepu. Pomimo szybko rosnącej konkurencji, wciąż jednak jest na nim miejsce dla nowych sprzedawców, którzy mogą zawalczyć o swój kawałek tortu wartego według szacunków 100 mld złotych.

Już ponad 20 mln Polaków kupuje online i liczba ta systematycznie rośnie. Z powodu wielomiesięcznego zamknięcia sklepów tradycyjnych 27 proc. internautów zaczęło robić zakupy w sieci nawet częściej niż dotychczas – informuje Izba Gospodarki Elektronicznej w jednym ze swoich raportów. Odpowiedzią na coraz częstszą obecność konsumentów w wirtualnym świecie jest rosnący trend przenoszenia tam biznesu – e-commerce stał się tym samym siłą napędową dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Aby skutecznie konkurować na rynku, nowo powstające e-sklepy muszą od razu sprostać rosnącym oczekiwaniom kupujących. Zapewnienie szybkich, bezproblemowych i bezpiecznych zakupów w internecie to kwestia podstawowa. Jednym z kluczy do sukcesu, który każda firma sprzedająca w internecie powinna zastosować, jest wdrożenie elektronicznych kanałów płatności.

Maksymalnie uproszczenie procesu płacenia za zakupy przekłada się na większą satysfakcję kupujących. Z kolei zakres oferowanych kanałów płatności może decydować o tym, czy konsument dokona zakupu, czy jednak z niego zrezygnuje, np. ze względu na brak możliwości zapłacenia z poziomu telefonu komórkowego lub niewystarczające środki na rachunku bankowym. Dlatego też tak ważne w budowaniu pozytywnego doświadczenia zakupowego jest dostosowanie płatności do urządzeń mobilnych, udostępnienie szerokiego wachlarza metod płatniczych, a także wprowadzenie rozwiązań one-click’owych.

Zapewniamy odpowiednie rozwiązania płatnicze dla każdego modelu biznesowego funkcjonującego w e-handlu, a dla początkujących sprzedawców oferujemy preferencyjne warunki na start – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Prezes PayU S.A. i dodaje: Rozumiemy jak ważna w przypadku małych i średnich sklepów może być szybkość nawiązania współpracy. Dlatego też od strony sklepu proces ten jest w pełni zautomatyzowany: przedsiębiorca otwiera stronę PayU i wypełnia formularz, który kończy się wygenerowaniem i podpisaniem umowy elektronicznej. Firmy te mogą liczyć także na preferencyjne warunki finansowe i do 28 lutego w prosty sposób ustawić bramkę płatności dla swojego e-sklepu, ponosząc jedynie połowę standardowej prowizji.

Obserwując dużą liczbę ofert na rynku oraz tempo powstawania nowych podmiotów sprzedających w internecie, część kupujących może nie być od razu w pełni przekonana do nowej formy zakupów. Ważne jest zatem, aby przedsiębiorca zadbał o rozpoznawalność sklepu i dobre opinie dotychczasowych klientów, które będą pochodną przyjaznego procesu zakupowego. Skorzystanie z usług najbardziej rozpoznawalnych i cenionych na rynku operatorów płatności może w tym bardzo pomóc.

Dostawcą płatności wybieranym najczęściej przez małe i średnie firmy działające w branży e-commerce w Polsce jest PayU – wynika z badania e-Gazele Biznesu. Korzystanie z usług operatora potwierdziło 54 proc. badanych firm. PayU jest również pierwszym wyborem dla większości e-konsumentów, aż 53% kupujących online wskazuje, że korzysta z tego systemu płatności (raport eCommerce 2020, Izba Gospodarki Elektronicznej).

W 2020 roku niemal każda osoba kupująca online w Polsce przynajmniej raz skorzystała z płatności PayU. Zaufanie naszych użytkowników i bezpieczeństwo ich środków jest dla nas najważniejsze. Podczas gdy konsumenci mogą wybierać z coraz szerszego wachlarza udostępnianych przez nas kanałów płatności, my pracujemy również nad tym, aby zapewnić odpowiedni sposób ich uwierzytelniania, mając jednocześnie na uwadze zwiększanie konwersji w sklepiepodsumowuje Joanna Pieńkowska-Olczak.

Jak sfinansować zieloną transformację gospodarek i firm?

W najbliższych dziesięcioleciach czeka nas ogromna zmiana związana z reformą całych gospodarek tak, aby były bardziej „zielone”. Unia Europejska dąży w stronę zeroemisyjności, w tym celu zaproponowano nową strategię wspólnoty „Europejski Zielony Ład”. Zakłada ona wdrożenie działań związanych z ochroną środowiska oraz przeciwdziałaniem zmianom klimatycznym, aby w 2050 roku Europa była kontynentem neutralnym klimatycznie.

„Europejski Zielony Ład” zakłada m.in. transformację energetyczną – redukcję emisji CO2 i przejście z „brudnej” energetyki na odnawialne źródła energii. Ważnymi punktami strategii są także: zrównoważony transport, oparty na paliwach alternatywnych oraz efektywne energetycznie budownictwo i gospodarowanie odpadami w zamkniętym obiegu. Dla niektórych krajów wspólnoty zaproponowane działania będą ewolucją i przyspieszą zmiany wprowadzane już od dłuższego czasu. Jednak dla wielu krajów Unii, w tym dla Polski, strategia i jej ambitne cele niosą za sobą rewolucyjne zmiany. Dostosowanie się do nich będzie szczególnie dużym wyzwaniem dla naszego sektora energetycznego, który w Polsce w ponad 75 proc. jest oparty na węglu.

– Firmy energetyczne funkcjonujące w Polsce już teraz podejmują działania mające na celu redukcję CO2 i przejście na OZE. Wiele z nich widzi, że od tego trendu nie ma odwrotu i bycie bardziej „zielonym” jest koniecznością. Obecnie szczególnie dynamicznie rozwija się segment fotowoltaiki, której moc zainstalowana w Polsce wzrosła w ciągu ostatniego roku prawie trzykrotnie, osiągając 3,7 GW. Kolejnym etapem będą morskie farmy wiatrowe. Santander Bank Polska jest zaangażowany w ten proces, oferując jako pierwsza instytucja finansowa w kraju, rozwiązania finansowe oparte na zasadach ESG (Environmental, Social, Governance) czy SDG (Sustainable Development Goals). Są to m.in. zielone obligacje, kredyty ESG-linked czy transakcje zabezpieczające ryzyko zmienności stóp procentowych oparte na zasadach zrównoważonego rozwoju, czyli zielone IRS. Jesteśmy też zaangażowani w finansowanie największych w kraju farm wiatrowych i solarnych – wyjaśnia Maciej Tarnawski, dyrektor departamentu rynków kredytowych w Pionie Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej Santander Bank Polska.

Jak zauważają eksperci S&P Global Ratings, zainteresowanie międzynarodowych inwestorów pozyskiwaniem szczegółowych i rzetelnych informacji dotyczących zagadnień związanych z kwestiami ochrony środowiska naturalnego, relacjami społecznymi oraz kształtem ładu korporacyjnego przedsiębiorstw, gwałtownie rośnie. Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, doceniają oni wartość uwzględniania czynników ESG w podejmowanych przez siebie decyzjach inwestycyjnych, zarówno w celu ograniczenia potencjalnego ryzyka, jak i odkrywania nowych możliwości biznesowych. Jednocześnie, dla dalszego rozwoju rynku instrumentów finansowych opartych o kryteria ESG, niezwykle istotna jest odpowiednia komunikacja oraz transparentność – inwestorzy coraz częściej chcą wiedzieć czy instrumenty oferowane im jako „zielone” lub „społecznie odpowiedzialne” są takimi w rzeczywistości, dlatego też pełna przejrzystość w tym zakresie jest niezbędna.

– Narzędziem wspierającym dynamiczny rozwój rynku jest Ocena ESG stworzona przez S&P Global Ratings. Jej celem jest zwiększenie transparentności poprzez przeprowadzenie szczegółowej analizy przedsiębiorstw pod kątem ewaluacji czynników ryzyka związanych z ochroną środowiska naturalnego, społecznej odpowiedzialności oraz zarządzania organizacją. Ocena ESG wykorzystywana jest zarówno przez inwestorów dla określenia akceptowalnego przez nich ryzyka, jak i firmy, które za jej pośrednictwem wzmacniają swoją reputację oraz wiarygodność wśród kluczowych interesariuszy – podkreśla Łukasz Olszewski, Dyrektor Generalny Oddziału w Polsce oraz Dyrektor Rozwoju Biznesu na Europę Środkową i Wschodnią, Turcję, Grecję i Ukrainę w S&P Global Ratings.

Energetyka to nie jedyna gałąź gospodarki, która dynamicznie się zmienia i w której aspekty środowiskowe stają się kluczowym tematem. Także w branży produkcyjnej, transporcie, handlu czy usługach, zasady zrównoważonego rozwoju i ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko są coraz poważniej traktowane. Zmiany, które są wdrażane dotyczą oszczędności poprzez poprawienie efektywności energetycznej, wykorzystywania w większym stopniu energii z OZE, redukcji ilości śmieci i lepszego ich recyklingu, zmiany opakowań na bardziej ekologiczne, czy zmiany floty samochodowej na auta z napędem alternatywnym. O tym, że „zielona transformacja” nie jest chwilowym trendem a trwałą zmianą przekonani są uczestnicy debaty eksperckiej „Zielona transformacja okiem przedsiębiorców i inwestorów”. Zdaniem przedstawicieli sektora finansowego, którzy brali udział w dyskusji, już teraz można powiedzieć, że duże inwestycje nie spełniające kryteriów ESG, są trudne do sfinansowania, bo wiele instytucji finansowych wymaga, aby firmy realizowały „zielone” kryteria.

– Finansując projekty firm z przeróżnych branż widzimy, że coraz ważniejszym aspektem jest dążenie do zminimalizowania wpływu na środowisko. Większość dużych firm już teraz planuje wdrażanie ambitnych projektów ekologicznych, które są rozłożone na lata i pozyskuje na nie finansowanie. Liderzy zmian w tym zakresie kompletnie przestawili swój sposób myślenia i nie traktują takich działań jako kosztu a raczej jako inwestycję, która w przyszłości da wymierne oszczędności finansowe oraz zysk w postaci ochrony środowiska. Bycie nie ekologicznym w najbliższych latach będzie wiązało się z coraz większym kosztem, dlatego niezależnie od branży warto już teraz myśleć o tym w jaki sposób zredukować wpływ na środowisko – dodaje Maciej Tarnawski, dyrektor departamentu rynków kredytowych w Pionie Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej Santander Bank Polska.

Cele „Zielonego ładu” zakładają redukcję zużycia węgla 0 60-80 proc do roku 2030, a w roku 2050 ma on całkowicie zniknąć z europejskiego rynku energii. W ciągu ostatnich prawie trzydziestu lat emisja gazów cieplarnianych w Polsce zmalała z 447 megaton ekwiwalentu dwutlenku węgla do 380 w 2017 roku. Aby do 2050 nasza gospodarka stała się zeroemisyjna, redukcja emisji musiałaby przyspieszyć czterokrotnie. Zdaniem analityków firmy McKinsey dekarbonizacja polskiej gospodarki w ciągu 30 lat będzie kosztowała 380 mld euro. Przyniesie też spadek kosztów operacyjnych, rozwój nowych branż oraz 300 000 nowych miejsc pracy[1].

[1] Raport McKinsey „Neutralna emisyjnie Polska 2050”, czerwiec 2020

Fed nie zaskoczył. Huśtawka na Wall Street

Wstrząsy na środowym otwarciu Wall Street uderzyły w aktywa ryzykowne po całej szerokości, skutkując konkursem na najlepsze wyjaśnienie zjawiska. Ale im więcej pojawia się teorii, tym większe szanse, że przyczyna tąpnięcia jest bardziej prozaiczna. Stabilizacja nastrojów po półgodzinnej huśtawce jest tego najlepszym dowodem.

Wczoraj zaraz po rozpoczęciu handlu kasowego na nowojorskiej giełdzie główne indeksy zaczęły nurkować, co zaraz rozlało się po wszystkich klasach aktywów. Na tamten moment jedyną informacją wartą uwagi były dane o inflacji z USA, które wypadły poniżej oczekiwań – w styczniu inflacja bazowa spowolniła do 1,4 proc. r/r z 1,6 proc., o 0,1 pkt proc. mniej niż prognozowano. Wstępnie dane odebrano jako pozytywne dla trendu reflacyjnego – bez przyspieszenia inflacji nie ma presji na Fed, by szybciej normalizował politykę pieniężną, więc słabość dolara z korzyścią dla aktywów ryzykownych może trwać. Ale gdy Wall Street na otwarciu zaczęło spadać, zaczęto „szyć” nowe wytłumaczenie – skoro ekspansja monetarna i fiskalna nie generują inflacji, to gospodarka jeszcze długo nie stanie na równe nogi. Celowo użyłem określenia „szyć”, ponieważ uważam taką hipotezę za mocno naciąganą i powstałą w wyniku konieczności znalezienia jakiegokolwiek uzasadnienia. Z drugiej strony chyba trzeba się cieszyć, że preteksty do korekty nie znajdują się poważniejsze. Osobiście jestem zdania, że przesz Wall Street przeszedł efekt kuli śnieżnej w związku z realizacją zysków po ostatnich wzrostach. Fakt, że handel szybko się ustabilizował, przemawia za tym, że powód musiał być bardziej techniczny niż fundamentalny. Nie bez znaczenia jest też zamknięcie na kilka dni głównych ośrodków finansowych w Azji z powodu świąt, przez co ewentualny rajd reflacyjny nie będzie miał punktu zaczepienia przez jedną trzecią doby. Naprawdę, czasami nie ma sensu szukać bardziej wymyślnych wytłumaczeń.

Prezes Fed Powell nie zaskoczył podczas środowego wystąpienia w Nowym Jorku. Podtrzymany został przekaz ze styczniowego komunikatu FOMC. Stwierdził, że potrzebne jest cierpliwe podtrzymywanie akomodacyjnej polityki pieniężnej i poczekanie na faktyczne efekty gospodarcze. Dodał, że kondycja rynku pracy jest daleka od silnej. Nawet jeśli inflacja zacznie rosnąć, nie będzie to miało większego znaczenia, gdyż odczyty podbiją efekty bazy niż strukturalne zmiany. Dlatego też Fed poczeka na materializację stabilnego trendu inflacyjnego niż będzie polegać na zmianach oczekiwań inflacyjnych. Powell jasno daje do zrozumienia, aby rynek nie rozpędzał się w dyskontowaniu normalizacji polityki w oparciu o odbicie inflacji. Jeśli inflacja zacznie rosnąć, a stopy procentowe zostaną nisko, będzie to ciążyć na wycenie USD w średnim terminie. Ale inwestorzy pozostaną inwestorami i zapewne Fed będzie musiał cyklicznie przypominać, że przez dobre kilka miesięcy nic się w jego polityce nie zmieni.

Złoty ucierpiał na wczorajszym skoku awersji do ryzyka i dziś rano EUR/PLN zahacza o 4,50. Nie widzimy fundamentalnych podstaw za zmianą trendu i w osłabieniu złotego widzimy techniczne odreagowanie ostatniego umocnienia po zatrzymaniu spadków EUR/PLN na 4,47. NBP wyraźnie trzyma się na uboczu i nawet ostatnia opinia banku centralnego w temacie przewalutowania kredytów frankowych jest pośrednio pozytywna dla waluty. Rynek złotego wyznacza nową półkę dla bocznego dryfu w przedziale 4,47-4,5050 w oczekiwaniu na kolejny zryw globalnego apetytu na ryzyko. W horyzoncie następnych kilkunastu dni spodziewam się wznowienia aprecjacja złotego w kierunku 4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy krytykują lockdown w gastronomii. Nie chcą też kar dla przedsiębiorców łamiących obostrzenia

Blisko 76% Polaków nie chce kar dla gastronomii za otwieranie lokali pomimo rządowych obostrzeń. Niecałe 70% uważa, że rząd popełnił błąd.rzad zle zrobil ze przedluzyl lockdown infografika

Z najnowszego sondażu opinii społecznej wynika, że blisko 70% Polaków źle ocenia ponowne przedłużenie obostrzeń w gastronomii. Do tego niecałe 76% stwierdza, że nie należy bezwzględnie karać właścicieli lokali, które są otwierane mimo zakazu. Za lockdownem w tej branży częściej opowiadają się mężczyźni niż kobiety. Z kolei za stanowczym egzekwowaniem przepisów wobec przedsiębiorców jest prawie 22% badanych. Głównie są to osoby z wykształceniem zawodowym, podstawowym i gimnazjalnym.

Jak wynika z ogólnopolskiego badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, 68,5% Polaków uważa, że rząd podjął złą decyzję, przedłużając lockdown w gastronomii. Natomiast 23,4% jest przeciwnego zdania, a 8,1% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Widać więc wyraźnie, że społeczeństwo chce otwarcia tej branży, co podkreśla Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH. I dodaje, że ludzie mają już dość ograniczeń. Chcieliby swobodnie spotykać się w restauracjach, kawiarniach i pubach.

Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce
Prof. Witold Orłowski

– Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, czy dzisiaj należy otwierać lokale gastronomiczne. Z jednej strony są potrzeby i oczekiwania ludzi, ale z drugiej jest też pandemia. Być może rząd nie ma dzisiaj innego wyjścia, jak tylko przedłużać obostrzenia. Ale przecież był czas na to, by ustalić zasady bezpiecznego korzystania z takich miejsc, przynajmniej od pół roku istniała możliwość wypracowania procedur, w ramach których restauracje mogłyby dziś działać – komentuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Wśród osób, które twierdzą, że rząd podjął dobrą decyzję, większy odsetek stanowią mężczyźni niż kobiety. Najwięcej zwolenników jest w przedziale wiekowym 56-80 lat i w grupie rodaków z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym. Natomiast uwzględniając miejsce zamieszkania, widać, że największe poparcie dla restrykcji jest w miastach mających powyżej 500 tys. ludności, a także w miejscowościach liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców.

– Zdrowie i życie jest zawsze na pierwszym miejscu, ale państwo powinno lepiej pomagać przedsiębiorcom. Przecież gastronomia to dla niego przede wszystkim podatnik. A przy braku obrotów, raczej nie odprowadzi danin. Ucierpią też ludzie, którzy pracują w tej branży. Już słychać, że windykatorzy i prawnicy zacierają ręce, bo w dłuższej perspektywie będą mieli mnóstwo klientów – dodaje główny analityk UCE RESEARCH.

75,7% Polaków uważa, że restauracje, puby i kawiarnie, otwierające się pomimo rządowych obostrzeń, nie powinny być bezwzględnie karane. Przeciwnego zdania jest 21,6% badanych, a 2,7% nie ma opinii w tej kwestii. Jak podkreśla Krzysztof Zych, Polacy nie chcą stosowania represji wobec tej grupy przedsiębiorców. W opinii eksperta, rządzący powinni to wziąć pod uwagę. Zamiast karać, należy podjąć realną próbę wyjścia z tej trudnej sytuacji.

– Takie przyzwolenie na działanie mimo zakazów oznacza po prostu brak zaufania do tego, co robi rząd. To również przekonanie, że pewne rzeczy są robione niewłaściwie, niepotrzebnie albo nie wiadomo dlaczego. Myślę, że te wyniki nie oznaczają solidarności z przedsiębiorcami, choć oni i osoby z nimi związane tak twierdzą. To po prostu wyraz coraz bardziej powszechnego przekonania, że zarządzanie pandemią w Polsce jest dość nieudolne – mówi prof. Orłowski.

Więcej zwolenników bezwzględnego karania ww. przedsiębiorców jest wśród mężczyzn niż kobiet. Głównie za takim rozwiązaniem opowiadają się osoby w wieku 36-55 oraz 56-80 lat, a także z wyksztalceniem zawodowym. Ponadto orędownicy kar w dużej mierze zamieszkują miasta od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców oraz wsie i miejscowości do 5 tys. mieszkańców.

– W tym przypadku kierowanie się nadrzędnością prawa, niezależnie od uciążliwości oraz konsekwencji przepisów, może przynieść więcej szkody niż pożytku. Tu nie chodzi o dobry PR, tylko o zwykłą ludzką solidarność i zrozumienie dramatu przedsiębiorców. Niestety, w tej sytuacji pat może się pogłębiać. I jeżeli nic się nie zmieni, to będzie skutkowało dalszą eskalacją problemu i niepotrzebnymi napięciami – podsumowuje Krzysztof Zych.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 05-07.02.2021 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1017 dorosłych Polaków.