Polskie uczelnie przeznaczają na badania i rozwój 4,7 mld zł. Są liderem pod względem zgłaszania patentów

CEO Magazyn Polska

Połowa zgłoszeń wynalazków do Urzędu Patentowego RP pochodzi z polskich uczelni. Coraz większa innowacyjność szkół wyższych to efekt rosnących nakładów na działalność badawczo-rozwojową. W ubiegłym roku przekroczyły one 4,7 mld zł, a rok wcześniej wyniosły 4,2 mld zł – wynika z danych GUS.

Coraz więcej osób w poszczególnych jednostkach (instytucjach, firmach czy uczelniach) zajmuje się działalnością badawczo-rozwojową. Na uczelniach odsetek badaczy zaangażowanych w projekty B+R w stosunku do ogółu zatrudnionych jest najwyższy i wynosi około 40 proc. Dzięki temu uczelnie są liderami pod względem zgłaszanych wynalazków do Urzędu Patentowego RP. Politechnika Gdańska co roku uzyskuje ok. 60 patentów.

Działalność innowacyjną można rozumieć w sensie technicznym czy technologicznym, ale również w sensie organizacyjnym i społecznym. Sądzę, że u nas te trzy obszary są brane pod uwagę. Oczywiście akcent kładziony jest na innowacje technologiczne i techniczne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. inż. Henryk Krawczyk, rektor Politechniki Gdańskiej. – Mamy 37 kierunków studiów i 300–400 zespołów badawczych, w związku z tym w różnych dziedzinach wiedzy pojawiają się ciekawe rozwiązania.

Jak podkreśla, część z realizowanych projektów nie byłaby możliwa bez Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Programy realizowane przez tę instytucję wspierają polskie jednostki naukowe i przedsiębiorstwa w opracowywaniu oraz wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań i technologii, które pomagają zwiększyć innowacyjność, a tym samym konkurencyjność całej gospodarki. Środki na realizację projektów finansowanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju stanowią istotny udział w przychodach polskich uczelni na działalność badawczo-rozwojową. W ubiegłym roku w uczelniach publicznych było to 16,3 proc., a w szkołach niepublicznych – blisko 25 proc. (ogółem ponad 510 mln zł).

Tylko z programu operacyjnego Innowacyjna Gospodarka Politechnika Gdańska otrzymała ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju ponad 114 mln zł na projekty B+R.

Bez dofinansowania NCBiR te pomysły by nie powstały. One tliły się w naszych umysłach, ale nie mieliśmy takich możliwości. Po pierwsze, stworzyliśmy duże zespoły, które pracują nad poszczególnymi zagadnieniami, a po drugie, zakupiliśmy najszybszy w Polsce superkomputer, dzięki któremu możemy testować bardzo zawiłe scenariusze działań – wyjaśnia prof. Krawczyk.

Superkomputer o nazwie Tryton to serce projektu Centrum Doskonałości Naukowej Infrastruktury Wytwarzania Aplikacji (NIWA). Celem działań Centrum jest m.in. poszukiwanie nowych rozwiązań informatycznych, które wymagają dużych mocy obliczeniowych. Tryton jest w stanie wykonywać ponad biliard operacji matematycznych na sekundę i wart jest 30 mln zł.

Dzięki temu pojawiają się nowe ciekawe pomysły, np. związane z metodologią SOSE, która zakłada budowę wielkich przedsięwzięć ze scenariuszy usług dostępnych w świecie internetowym. To metoda pokazuje, że programy można pisać jak scenariusze filmowe. Tworzymy scenariusz działań i wdrażamy go – tłumaczy prof. Krawczyk. – Z kolei w dziedzinie np. nowych technologii mamy do czynienia z produkcją pewnych materiałów o ciekawych, oryginalnych właściwościach. Inne przykłady to nowe maszyny, nowe urządzenia, które są bardziej wydajne i efektywne energetycznie.

W ramach Centrum NIWA działa system KASKADA, który umożliwia zaawansowaną analizę danych z kamer monitorujących przestrzeń publiczną w celu identyfikowania obiektów i niebezpiecznych zdarzeń. System ten pozwala również na analizę filmów endoskopowych, pod kątem zmian chorobowych w ciele pacjenta. Umożliwia także porównywanie dokumentów cyfrowych w celu określenia ich podobieństw (np. by znaleźć plagiaty).

Jak podkreśla prof. Krawczyk, inicjatorem innowacyjnych projektów coraz częściej bywają firmy.

Okazuje się, że czasem są pewne niebezpieczeństwa w takim podejściu, bo firmy mogą być zainteresowane tylko wypożyczeniem naszych pracowników i wykonywanie tych zadań u siebie, natomiast uczelnie będą stały trochę z boku – wyjaśnia rektor Politechniki Gdańskiej.

Prof. Krawczyk podkreśla, że dlatego Politechnika Gdańska sama stara się być aktywna w tym zakresie. Ma już ok. 300 projektów gotowych do skomercjalizowania, a w ramach projektu „Inkubator Innowacyjności” przygotowano do wdrożenia 30 technologii.

UE

Przez pierwsze osiem miesięcy roku do ZUS trafiło 210 mln e-dokumentów, z czego ponad milion wymagało korekty. Błędy ma ograniczyć program Interaktywny Płatnik Plus

CEO Magazyn Polska

Co miesiąc z ZUS kontaktuje się ponad 2 mln płatników składek, którzy przesyłają dokumenty 16 mln ubezpieczonych. Tylko przez pierwsze osiem miesięcy roku drogą elektroniczną wpłynęło 210 mln dokumentów ubezpieczeniowych, z czego korekty wymagało ponad milion. Błędne dokumenty mogą przyczynić się do wszczęcia postępowanie egzekucyjne przez ZUS. Na koniec III kwartału było prowadzonych 866 tys. postępowań wyjaśniających wobec 400 tys. płatników.  Aby ograniczyć błędy, płatnicy mogą się kontaktować z Zakładem za pomocą programu Interaktywny Płatnik Plus (IPP).

Głównym celem IPP jest doprowadzenie do spójności danych o płatnikach składek i ubezpieczonych zapisanych w ZUS z danymi posiadanymi przez płatników w kartotekach programu Płatnik oraz ograniczenie do minimum wysyłanych błędnych dokumentów zgłoszeniowych i rozliczeniowych. Osiągnięcie tych celów sprawi, że dane na kontach zapisanych w ZUS będą poprawne, a po drugie wyeliminujemy przeprowadzanie postępowań wyjaśniających związanych z błędnymi dokumentami – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Romuald Krasowski, naczelnik wydziału w II Oddziale ZUS w Warszawie.

Docelowo program ma umożliwić pełną weryfikację zestawu dokumentów jeszcze przed ich wysyłką. Ponadto IPP ma automatycznie blokować wejście do systemu dokumentów, które zawierają błędy krytyczne, wskazując jednocześnie płatnikowi, w jaki sposób ma je skorygować. To istotne, zwłaszcza że każdego miesiąca z Zakładem kontaktuje się ponad 2 mln płatników składek, którzy wysyłają dokumenty dotyczące 16 mln ubezpieczeniowych.

Przez osiem miesięcy tego roku drogą elektroniczną zostało przekazanych do ZUS ponad 210 mln dokumentów ubezpieczeniowych. Z tej liczby wysłanych dokumentów 0,5 proc. to dokumenty błędne, a to daje ponad 1,1 mln dokumentów, które wymagają korekty – podkreśla Krasowski.

Prawidłowa dokumentacja oznacza przyznanie prawa do świadczenia i prawidłowe ustalenie jego wysokości. Emerytury czy zasiłki wypłacane są właśnie na podstawie danych zewidencjonowanych w ZUS. Błędy w przekazywanych dokumentach mogą oznaczać problemy w przyszłości, dlatego – jak podkreśla ekspert – warto zadbać o prawidłowość wysyłanych informacji. Wszyscy płatnicy, którzy zatrudniają powyżej pięciu ubezpieczonych, mają obowiązek wysyłania dokumentów drogą elektroniczną.

Konsekwencją wysłania błędnych dokumentów drogą elektroniczną może być, po pierwsze, brak założenia konta płatnika lub konta ubezpieczonego i ZUS, co skutkuje tym, że nie będzie miał gdzie ewidencjonować składek przekazywanych do Zakładu. Po drugie, może spowodować powstanie niedopłaty w zakresie składek i wówczas ZUS wdroży postępowanie egzekucyjne. Po trzecie, to brak możliwości skorzystania z opieki zdrowotnej, gdyż ubezpieczony nie będzie figurował w systemie eWUŚ – wyjaśnia ekspert.

Jeżeli przedsiębiorca nie dopełni swojego obowiązku i nie złoży w określonym terminie kompletu dokumentów, ZUS obliczy wymiar składek z urzędu na podstawie ostatnio złożonej deklaracji rozliczeniowej. Nie zostaną jednak wówczas sporządzone imienne raporty miesięczne za ubezpieczonych i nie utworzą się zapisy na ich kontach. Jeżeli płatnik przekaże dokumenty rozliczeniowe, ale będą one zawierały błędy, to konieczne będzie ich skorygowanie. Ponadto pojawia się też ryzyko powstania zadłużenia z tytułu nieopłaconych składek wynikających z korekty.

W związku z błędami ZUS prowadzi postępowania wyjaśniające. W ciągu trzech kwartałów bieżącego roku było to ponad 866 tys. postępowań wyjaśniających wobec 400 tys. płatników. Pozostało jeszcze do przeprowadzenia blisko 500 tys. postępowań wyjaśniających wobec 153 tys. płatników – mówi Romuald Krasowski.

Ten oraz inne tematy ważne dla osób prowadzących działalność gospodarczą oraz zamierzających założyć własną firmę zostaną zaprezentowane podczas „Tygodnia Przedsiębiorcy”. W dniach 23–27 listopada we wszystkich placówkach ZUS czekać będą eksperci, którzy pod hasłem „ZUS dla Biznesu” odpowiadać będą na wszystkie pytania zainteresowanych.

PZL-Świdnik zmodernizuje czeską flotę śmigłowców Sokół

CEO Magazyn Polska

Polski producent podpisał kontrakt na kompleksową obsługę serwisową 10 śmigłowców W-3A Sokół używanych przez czeską armię. Kontrakt będzie obowiązywał do 2021 roku. W jego ramach wykonane zostaną też przeglądy główne oraz modernizacja ośmiu sokołów w PZL-Świdnik. Jak twierdzą przedstawiciele producenta, jest to wyraźny sygnał, że światowi klienci są zadowoleni z produkowanych w Polsce maszyn i zapowiadają kolejne kontrakty.

Ten kontrakt to bardzo ważny sygnał płynący z zagranicy, że śmigłowce W-3A Sokół to maszyny, z których klienci są zadowoleni – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Krzysztof Krystowski, dyrektor zarządzający PZL-Świdnik. – Czesi chcą dalej je użytkować, co więcej, jest to dla nas szansa na pokazanie innym naszym potencjalnym klientom, że śmigłowiec jest ciągle wspierany, a nawet rozwijany.

PZL-Świdnik podpisał w zeszłym tygodniu umowę z Ministerstwem Obrony Czech na kompleksową obsługę serwisową 10 śmigłowców W-3A Sokół. Kontrakt będzie obejmował dostawę części zamiennych, realizację przeglądów i napraw wszystkich eksploatowanych przez czeskie Siły Zbrojne śmigłowców sokół, jak również przeprowadzenie szkoleń, konsultacji technicznych oraz aktualizację dokumentacji. W ramach umowy osiem czeskich sokołów zostanie również zmodernizowanych w PZL-Świdnik.

Będziemy udzielali wsparcia logistycznego, serwisowego, remontowego, a także dokonywali napraw, modernizacji, modyfikacji tych śmigłowców tak, żeby szczęśliwie mogły być użytkowane przez kolejnych co najmniej 10 lat – wyjaśnia Krystowski.

Wartość kontraktu to 991 mln koron czeskich, czyli około 155 mln zł. Czesi użytkują sokoły od lat 90. XX wieku. Wykorzystują je m.in. do transportu, akcji ratowniczych oraz ewakuacji medycznej.

Ten kontrakt to dowód na to, że model W-3A Sokół jest ciągle śmigłowcem, który cieszy się zainteresowaniem nabywców i e użytkownicy są z niego zadowoleni – twierdzi Krzysztof Krystowski.

Sokoły wciąż znajdują nowych nabywców. Spółka w tym roku dostarczy jeden śmigłowiec do Ugandy oraz kolejne maszyny do Hiszpanii, gdzie będą wykorzystywane w walce z pożarami.

Każdy śmigłowiec, którym się opiekujemy, który jest remontowany i modernizowany, wspiera istniejące miejsca pracy w naszej firmie, a przypomnę, że jest ich w tej chwili ponad 3 tysiące – mówi Krzysztof Krystowski.

Czeska armia jest w trakcie modernizacji. Jednym z jej elementów jest planowany na lata 2017–2018 zakup helikopterów wielozadaniowych. Według czeskiego ministerstwa obrony liczebność armii ma się zwiększyć z nieco ponad 16 tys. osób do ponad 24 tys. W pierwszej połowie roku czeski rząd zapowiedział zwiększenie nakładów na armię do poziomu 1,4 proc. PKB. W zeszłym roku było to 1,08 proc.

Rekordowy październik w programie Mieszkanie dla Młodych. Kupującym mieszkania sprzyja stabilizacja cen

CEO Magazyn Polska

Do Banku Gospodarstwa Krajowego trafiło w październiku ponad 5,3 tys. wniosków o dofinansowanie w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. To dwa razy więcej niż w sierpniu. Popularność MdM jest kluczowa dla rozwoju rynku nieruchomości. Boom widać na rynku warszawskim. Tu kupującym sprzyja również stabilizacja cen.

Wprowadzenie programu MdM zwiększyło zainteresowanie klientów zakupem mieszkania. Program wydaje się być bardzo udany i powoduje, że boom na rynku mieszkaniowym w Warszawie jest bardzo widoczny – mówi agencji Newseria Waldemar Wasiluk, wiceprezes zarządu Victoria Dom.

Przez prawie dwa lata funkcjonowania programu MdM wnioski o dofinansowanie wkładu własnego złożyło ponad 36,5 tys. osób, z czego blisko 32 tys. podpisało umowy kredytowe. W tej puli 7,6 tys. to rodziny z przynajmniej jednym dzieckiem. Średnia wielkość kupowanego w programie mieszkania to 53,11 mkw., a domu – 85,48 mkw.

Jako program wsparcia młodych w zakupie mieszkań jest kluczowy dla rozwoju rynku. Poprzednie programy też były bardzo udane – wsparcie rządu dla zakupu pierwszych mieszkań zawsze pozytywnie wpływa na sprzedaż – mówi Wasiluk.

MdM ogranicza negatywny wpływ wprowadzenia wymogów co do posiadanego wkładu własnego. Zgodnie z rekomendacją S dziś nabywający mieszkania muszą mieć co najmniej 10 proc. wartości nieruchomości, w przyszłym roku będzie to 15 proc., a 2017 roku – 20 proc.

Od września program wspiera także sprzedaż na rynku wtórnym. Rekordowa liczba wniosków, które wpłynęły do BGK w ostatnich dwóch miesiącach, to m.in. efekt tych zmian. 65 proc. tych wniosków dotyczy rynku wtórnego.

W ocenie spółki Victoria Dom poszerzenie oferty MdM wpłynie na znaczące ożywienie rynku wtórnego, co może sprzyjać zamianom starszych mieszkań na nowe.

Wasiluk pozytywnie ocenia sytuację na warszawskim rynku mieszkaniowym. Kupującym sprzyja stabilizacja cen. Jak podkreśla wiceprezes Victoria Dom, w ostatnich kilku latach mamy do czynienia ze wzrostem o ok. 1–2 proc. rocznie. Perspektywy na najbliższe lata są optymistycznie, chociaż czynnikiem hamującym szybszy wzrost cen jest duża podaż nowych mieszkań. Jak wynika z danych REAS, na które powołuje się Victoria Dom w sprawozdaniu z działalności w I półroczu 2015, w okresie od kwietnia do czerwca na sześciu największych rynkach w Polsce wprowadzono do sprzedaży ok. 13,2 tys. mieszkań, czyli o 17 proc. więcej niż w poprzednich trzech miesiącach. Łącznie w ostatnich czterech kwartałach podaż wyniosła 48,5 tys. lokali. Większa była w 2007 roku.

Wszystkie projekty realizowane przez Victoria Dom obecnie i w ostatnich latach realizowane są i były w aglomeracji warszawskiej, większość na Białołęce, którą spółka ocenia jako najbardziej rozwojową dzielnicę. Do końca czerwca 2015 roku spółka oddała do użytku ponad 1,5 tys. domów i mieszkań o łącznej powierzchni ponad 130 tys. mkw.

Praca tymczasowa atrakcyjna dla pracodawców. Korzyści z tego rozwiązania jednak są często mniejsze od założeń firmy

CEO Magazyn Polska

Dzięki pracownikom tymczasowym firmy mogą obniżyć koszty i zwiększyć elastyczność. To rozwiązanie sprawdza się także w okresach zwiększonego zapotrzebowania na pracowników. Związane z pracą tymczasową korzyści mogą być jednak mniejsze, niż zakładała firma, jeśli rozwiązanie to nie będzie w odpowiedni sposób wdrażano. Błędy, jakie towarzyszą pracy tymczasowej, to najczęściej wybór nieodpowiedniego partnera czy niewłaściwe zarządzanie relacjami.

Podstawową przeszkodą przy wdrażaniu pracy tymczasowej jest błędna komunikacja między pracodawcą użytkownikiem a agencją zatrudnienia, która przenosi się potem na relacje z zatrudnionymi – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Trela, dyrektor sprzedaży w spółce LeasingTeam. – Z naszego punktu widzenia tylko otwartość, transparentność procesu, badanie potrzeb pracodawcy i użytkownika dają gwarancję sukcesu takiego wdrożenia.

Chociaż praca tymczasowa umożliwia optymalizację kosztów, podniesienie efektywności oraz elastyczne dopasowanie zasobów do potrzeb biznesowych, nie wszystkie firmy są w stanie osiągnąć związane z nią korzyści. Przyczyną są błędy popełniane już na etapie przygotowań do wprowadzenia takiego rozwiązania.

Pierwszym i podstawowym warunkiem sukcesu jest wybór partnera z dużym doświadczeniem w danym obszarze, najlepiej firmy ogólnopolskiej, mającej doświadczenie w określonej branży – przekonuje Andrzej Trela. – Dopiero drugim kryterium powinna być cena, czyli skorelowanie jakości z odpowiednią wartością materialną. Duże firmy mają już wypracowane procesy i procedury wdrażania pracy tymczasowej. Wiedzą, jakie pytania zadać klientowi i na które obszary zwrócić uwagę. Dzięki temu usługa dokładniej odpowiada im potrzebom.

Punktem kluczowym skutecznego wdrożenia, jak podkreśla Andrzej Trela, jest analiza przedwdrożeniowa. Z doświadczenia LeasingTeam wynika, że firmy bardzo często, jeszcze na etapie selekcji dostawcy, starają się zdefiniować oczekiwane rozwiązanie. Koncentrując się na swojej wizji, nie rozważają innych, a czasem nawet nie wiedzą, jakie rozwiązania mogą być bardziej korzystne.

Partner HR powinien również wykonać rzetelną analizę sytuacji i celów organizacji. Tylko znając potrzeby pracodawcy i jego model biznesowy, agencja może dostarczyć firmie pracowników, którzy rzeczywiście spełnią oczekiwania. Przydatne jest to także między innymi podczas przedstawiania firmy potencjalnym kandydatom.

Zarządzanie relacjami musi się opierać na transparentności i dobrej komunikacji między pracodawcą, czyli użytkownikiem, agencją zatrudnienia a samymi pracownikami – uważa Andrzej Trela. – Powinniśmy poznać kluczowe czynniki, którymi użytkownik ocenia współpracę z takimi partnerami jak my i powinniśmy umieć przekazać je zatrudnionym. Powiedzieć im, na co mają zwracać uwagę, jakie elementy są najważniejsze dla pracodawcy itp.

Praca tymczasowa, jak przypominają analitycy LeasingTeam, jest rozwiązaniem, w które zaangażowane są trzy podmioty: agencja, pracownik tymczasowy i pracodawca, czyli użytkownik. Pierwszy jest formalnym pracodawcą zatrudnionego. On też deleguje pracownika na rzecz użytkownika, swojego partnera biznesowego. Po stronie agencji leży więc odpowiedzialność zarówno za proces rekrutacji, jak i obsługę administracyjną (podpisywanie umów, naliczanie wynagrodzeń, rozliczanie urlopów czy odprowadzanie zaliczek na podatek dochodowy i składki ZUS itd.).

Najważniejsze jest jednak poznanie oczekiwań wobec pracowników, dlatego że istotą tej usługi jest dostarczanie zatrudnionych, którzy będą wypełniać zadania stawiane przez użytkownika – zauważa Andrzej Trela. – Tak nas oceniano i tak nas się będzie oceniać. Liczy się to, w jaki sposób realizujemy zlecenia i jak nasi ludzie realizują zadania firmy.

W pierwszym kwartale br. tylko agencje wchodzące w skład Polskiego Forum HR zatrudniły łącznie ponad 123 tys. pracowników tymczasowych, co w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku daje wzrost na poziomie 24 proc.

Co piąty uczeń w Polsce ma nadwagę. Rodzice nie czytają etykiet na produktach żywnościowych i nie uczą tego dzieci

CEO Magazyn Polska

Najczęstszym kryterium wyboru produktów żywnościowych przez dzieci jest kolorowe opakowanie znane z reklamy i dobry smak. To jednak może oznaczać wysoką zawartość konserwantów, sztucznych barwników oraz cukru. Takie jedzenie ma szkodliwy wpływ na zdrowie i szybko może doprowadzić do otyłości. Eksperci podkreślają, że rodzice powinni zwracać szczególną uwagę na zawartość takich składników w produktach i uczulać na to dzieci. Problem w tym, że dorośli sami rzadko czytają etykiety.

Rodzice powinni uczyć dzieci, jak czytać etykiety na opakowaniach, żeby wiedziały, jaki jest skład danego produktu. Przykładowo, jeśli dziecko wybiera w sklepie wodę truskawkową, to myśli, że jest to zwykła woda i będzie tak samo zdrowa. Jak jednak przeczytamy etykietę, to zobaczymy, że tam jest dużo cukru i konserwantów – mówi agencji informacyjnej Newseria Alicja Sidorowicz, ekspertka Systemu Harmonizacji Opakowań Spożywczych.

Z danych Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ) w Warszawie wynika, że ponad połowa Polaków nie zwraca uwagi na wartość energetyczną produktów i nie czyta tabel zawierających informacje o procentowej zawartości poszczególnych składników.

Dlatego działa taka instytucja jak System Harmonizacji Opakowań Spożywczych. Naszym celem jest nie tylko współpraca z producentami żywności i pokazywanie im, jak oni mają poprawnie zapisywać na etykietach wszystkie dane, tak żeby było to zgodne z nowymi rozporządzeniami. Planujemy również prowadzić szkolenia dla dzieci i rodziców w zakresie czytania etykiet – wyjaśnia Alicja Sidorowicz.

Jak podkreśla, trzeba patrzeć przede wszystkim na zawartość cukru, tłuszczu, konserwantów i innych sztucznych dodatków. Dziś często dany produkty wybierany jest ze względu na dobry smak. Dla przykładu, polskie dzieci często jedzą na śniadanie czekoladowe czy cynamonowe płatki śniadaniowe. Zdaniem specjalistów do spraw żywienia wbrew powszechnym opiniom nie jest to zdrowy posiłek.

W stu gramach płatków śniadaniowych może znajdować się nawet 30 gramów cukru. To powinno być sygnałem, że to nie jest zdrowy posiłek. A są przecież inne zamienniki: owsianka, płatki górskie, które przyrządzone z mlekiem albo z wodą stanowią bardzo pożywne i energetyczne pożywienie dla każdego dziecka. Można do nich dodać miód, suszone owoce czy orzechy – mówi Alicja Sidorowicz.

Tegoroczne dane IŻŻ wskazują, że na otyłość cierpi ponad 22 proc. polskich uczniów szkół podstawowych i gimnazjów. Eksperci podkreślają, że problemy z nadwagą w znacznym stopniu wynikają z nieświadomości rodziców, którzy nie zawsze wiedzą, jakie produkty wybierać i jak przygotować z nich pełnowartościowe posiłki. To się powoli zmienia, dzięki kulinarnym blogom, programom i publikacjom o zdrowym żywieniu. Coraz częściej edukacja kierowana jest też bezpośrednio do dzieci, np. na zajęciach w szkole. Dorośli powinni przekonywać i zachęcać dzieci także do aktywności fizycznej.

Dzieci w wieku szkolnym wracają ze szkoły, siadają przed komputerem czy telewizorem, a to jest błąd. Powinny pojeździć na rowerze, rolkach, wybrać jakąś aktywność fizyczną. Niestety, coraz częstsze są również zwolnienia z WF-u, co nie jest dobre – dodaje Alicja Sidorowicz.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Z IPOsystem wydajność pracy wzrasta nawet o 30 procent

Sztuczna inteligencja nie jest już domeną twórców science-fiction. Inteligentne maszyny wkraczają w kolejne obszary, jeszcze bardziej usprawniając pracę ludzi. W Japonii działa  kierujący magazynem, „robot”, który podniósł efektywność pracy o 8 proc. Tymczasem w Polsce funkcjonują przedsiębiorstwa wykorzystujące znacznie bardziej zaawansowane narzędzie, które zarządza całym procesem produkcji. Wdrożenie IPOsystem, bo o nim mowa, pozwala uzyskać jeszcze większe korzyści, m.in. wzrost wydajności pracy o 20-30 procent.
IPOsystem_pracownik logujšcy się do systemuSztuczna inteligencja to pojęcie, którego twórcą jest John McCarthy, amerykański informatyk, laureat Nagrody Turinga (określanej jako informatyczna Nagroda Nobla). Termin sformułowany w 1956 roku określał tworzenie maszyn, „o których działaniu dałoby się powiedzieć, że są podobne do ludzkich przejawów inteligencji”. Dzisiaj, niespełna 60 lat od czasu zdefiniowania sztucznej inteligencji, maszyny podnoszą komfort życia i pracy na nieznane dotąd standardy.

W Japonii, jednym z najbardziej rozwiniętych technologicznie krajów, powstał program zarządzający pracownikami magazynu. „Robot” na podstawie zgromadzonych w systemie IT danych, kieruje załogą; pełni więc rolę lidera, szefa zespołu. Program działa zgodnie z filozofią Kaizen, zakładającą stałe polepszanie i usprawnianie procesu zarządzania i produkcji na wszystkich szczeblach. Jego zastosowanie poprawiło efektywność pracy o 8 procent.

Biorąc pod uwagę dane dotyczące japońskiego oprogramowania, narzędzie opracowane przez polskich specjalistów z całą pewnością można nazwać rewolucją. Mowa o IPOsystem, który jest efektem 6-letniej pracy zespołu ekspertów rybnickiej firmy UIBS Teamwork. – Nasze narzędzie jest znacznie bardziej zaawansowane, a co za tym idzie – steruje procesami wielokrotnie bardziej skomplikowanymi – zapewnia Krzysztof Fiegler,  dyrektor handlowy i współwłaściciel UIBS Teamwork. Jak dodaje, IPOsystem w porównaniu z japońskim oprogramowaniem zarządza nie tylko znacznie bardziej złożonym obszarem, ale pozwala także uzyskać większe korzyści.

Wdrożenie IPOsystem zdecydowanie zwiększa wydajność pracy w obszarach produkcyjnych; to wzrost rzędu 20-30 procent – podkreśla K. Fiegler.

Na czym polega innowacyjność rozwiązania? IPOsystem jest pierwszym i jedynym na świecie narzędziem Inteligentnej Fabryki. Narzędzie w bezpośredni i w pełni autonomiczny sposób (a więc bez udziału planistów i dozoru bezpośredniego) steruje wszystkimi procesami na halach produkcyjnych. – System w optymalny sposób samodzielnie decyduje o kolejności działań i doborze zasobów potrzebnych do zrealizowania poszczególnych czynności. Narzędzie autonomicznie zarządza pracą zarówno załogi, jak i maszyn. Co ważne, IPOsystem w czasie rzeczywistym uwzględnia wszelkie odstępstwa mające wpływ na realizację zadania. W przypadku zaistnienia zmiany, narzędzie potrzebuje dosłownie 5 sekund, aby skorygować harmonogram i dostosować go do bieżącej sytuacji. Wszystkie operacje są wykonywane samodzielnie, w sposób niezauważalny dla pracowników – wyjaśnia Krzysztof Fiegler.

IPOsystem współpracuje z systemami klasy ERP (Enterprise Resource Planning) i stanowi wsparcie dla Lean Management i filozofii Kaizen. Narzędzie pozwala zarządzać zarówno produkcją (jednostkową, ale także seryjną oraz masową), jak i montażem.

Przedsiębiorstwa wyposażone w IPOsystem działają  już w Andrychowie, Kościanie oraz Gliwicach. W toku są kolejne implementacje innowacyjnego rozwiązania, jednocześnie twórcy IPOsystem przeprowadzają nowe analizy w przedsiębiorstwach zainteresowanych systemem.

Jak mądrze prowadzić e-commerce za granicą

W polskiej branży e-commerce działa obecnie ok. 20 tys. firm. Jak zaznaczają eksperci, ich liczba może wzrosnąć. Receptą na pokonanie konkurencji i zwiększenie rentowności może być wejście na rynki zagraniczne.

Internetową sprzedaż transgraniczną prowadzą nie tylko duże firmy – coraz chętniej decydują się na nią także małe i średnie przedsiębiorstwa. „Rozpoczęcie działalności za granicą musi być poprzedzone analizą rynku danego kraju. Trzeba sprawdzić, z jaką konkurencją przyjdzie nam się zmierzyć. Należy też zwrócić uwagę na różnice cenowe, które później przełożą się na marże, generowane w naszym e-sklepie” – radzi w wywiadzie z serwisem infoWire.pl Paweł Gołdys, członek zarządu firmy Nowe Kolory.

Kolejnym krokiem jest wybór domeny, pod którą będziemy sprzedawać. „Nazwa powinna być rozpoznawalna i łatwo wpadająca w ucho potencjalnym klientom. Warto również przetłumaczyć stronę internetową na lokalny język” – zauważa ekspert. E-sklep dobrze jest zarejestrować w kraju, do którego odbywa się sprzedaż. Dzięki mniejszym niż w Polsce stawkom podatku VAT – np. 20% w Słowacji – możemy stać się bardziej konkurencyjni, bo nasz towar będzie tańszy.

Bardzo istotną sprawą w zagranicznej działalności e-commerce jest dostosowanie form płatności do wymogów konsumentów. „Dla klientów liczy się, aby płatności były dokonywane w ich walucie, dla nas najważniejsze jest, abyśmy otrzymywali środki albo przewalutowane na złote, albo bezpośrednio w walucie, w której klient dokonał transakcji” – mówi Błażej Czachowski, dyrektor Działu Handlowego firmy Paymento. Zwróćmy też uwagę na bezpieczeństwo płatności online. Aby zabezpieczyć się przed oszukańczymi transakcjami, należy wybrać firmę, która jest w stanie dostarczyć nam usługi zabezpieczające i weryfikujące płatności.

Forcam ekspertem Forum Moto Solutions

W dniach 18-19 listopada br. odbędzie się w Krakowie szósta już edycja Forum MotoSolutions – Best Practices w przemyśle motoryzacyjnym. W trakcie spotkania firma Forcam zaprezentuje efekty wdrożenia systemu MES, który był implementowany w zakładzie BorgWarner Poland. W fabryce tej wdrożono oprogramowanie do zarządzania produkcją Forcam Force, które zbiera i koreluje dane w czasie rzeczywistym w celu optymalizacji całego procesu produkcji.

Forcam Force
Forum MotoSolutions to spotkanie specjalistów z branży motoryzacyjnej, podczas którego porusza się zagadnienia związane z sektorem automotive. Wydarzenie kierowane jest do kadry zarządzającej zakładami produkcyjnymi. Tegorocznej edycji towarzyszyła będzie wystawa, na której producenci oraz firmy nieprodukcyjne zaprezentują portfolio swoich produktów i usług. Dodatkowo podczas forum zostaną wręczone nagrody Polskiego Przemysłu Motoryzacyjnego.

W tegorocznej edycji forum udział weźmie również firma Forcam, światowy lider w zakresie oprogramowania MES dla przemysłu, dostarczający usługi takim przedsiębiorstwom z sektora motoryzacyjnego jak m.in.: Audi, BorgWarner, Porsche, czy BMW. W trakcie spotkania, o wzroście efektywności produkcji i pełnej identyfikowalności produktu i procesu w rzeszowskim BorgWarner Poland na bazie wdrożonego systemu MES, opowiedzą: Tomasz Lebitko, Managing Director Eastern Europe Forcam oraz Marek Ryczko, Operations Manager, BorgWarner Poland Sp. z o.o. Podczas prezentacji omówione m. in zostaną efekty wdrożenia takie jak: wzrost OEE o 5%, transparentna produkcja, czy systematyczne przepływ danych, stanowiących bazę dla Continuous Improvement Process.