Moneta kolekcjonerska czy zwykły metal. Jak to sprawdzić?

Przed rozpoczęciem przygody z monetami kolekcjonerskimi konieczne jest nabycie podstawowej wiedzy na temat produktów, które znajdują się na rynku. Istotna jest przede wszystkim zdolność odróżnienia monet od medali i numizmatów – podkreśla Michał Tekliński, prezes zarządu, Mennica Wrocławska, Grupa Goldenmark.

monetyRozpoczynając przygodę z monetami kolekcjonerskimi, tudzież z numizmatami przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę  na to, co chcemy zakupić. Jeśli chcemy kupić monetę, powinniśmy zobaczyć, czy to, co mamy przed sobą, czy to, co jest obiektem naszego zainteresowania, jest monetą. Najłatwiej to rozpoznać sprawdzając, czy moneta ma nominał na awersie lub rewersie. Monety mają nominały, numizmaty i medale nominałów nie mają – mówi newsrm.tv Michał Tekliński, prezes zarządu Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Jak podkreśla Tekliński monety, w tym także kolekcjonerskie, różnią się między sobą. Dlatego jeśli chcemy dobrze ulokować swoje pieniądze powinniśmy zobaczyć z czego zrobiona jest dana moneta. Jej wartość jest bowiem pochodną wartości rynkowej kruszcu, z którego została wytworzona. Czasem chcąc uatrakcyjnić daną monetę używa się różnego rodzaju ozdobników. Jednym z przykładów takiego działania jest platerowanie złotem, które powoduje wzrost ceny monet, ale nie oznacza istotnego zwiększenia ich wartości.

Kolejną cechą odróżniającą monety od  numizmatów i medali jest ich nakład. O ile monety muszą mieć ściśle określony nakład, w przypadku medalu zależy on wyłącznie od producenta. Oznacza to ryzyko dla nabywcy, gdyż im więcej medali zostanie wyprodukowanych, tym mniejsza ich wartość kolekcjonerska. Natomiast w przypadku monet taka sytuacja nie występuje, bo już w momencie zakupu wiemy, jaki jest maksymalny nakład tej monety.

Na rynku pojawia się bardzo wiele produktów, które noszą nazwy, które kojarzą nam się z monetami – typu dukaty, grosze itd. Jeśli chcemy zakupić tego typu produkt zawsze warto spojrzeć, czy jest to prawdziwa moneta, czyli czy ma nominał. Jeśli go nie ma to znaczy, że jest to tylko i wyłącznie medal o nazwie dukat, który nie jest środkiem płatniczym i jest wart tyle, ile kruszec, z jakiego jest zrobiony – podsumowuje Michał Tekliński.

Rozmowy rekrutacyjne przyszłości

Na polskim rynku rekrutacyjnym pojawił się nowy trend – videorekrutacja. Wykorzystanie videorekrutacji jest korzystne zarówno dla rekrutera, jak i osoby poszukującej pracy, ponieważ pozwala oszczędzić czas i koszty, a także zniwelować stres kandydatów.

– Dla rekrutera, poza skróceniem czasu, to oczywiście korzyści finansowe, bo krótszy czas rekrutacji to oszczędność w naszej firmie. Mamy również szansę na zdobycie lepszych kandydatów, którzy są obeznani w nowych technologiach i nie boją się nowych, specyficznych wyzwań – mówi newsrm.tv Łukasz Sójka, dyrektor zarządzający ATOTA Sp. z o.o., Spółki która jest odpowiedzialna za stworzenie serwisu zapraszamnarozmowe.pl.

Badania, przeprowadzone na zlecenie zapraszamnarozmowe.pl, wskazują, że około 90% osób, które uczestniczą w procesach rekrutacji, odczuwa stres. Videorekrutacja jest więc dobrym sposobem na jego zniwelowanie. Równocześnie pozwala ona rekruterom poznać umiejętności kandydata przed zaproszeniem go na bezpośrednią rozmowę.

– Ten trend dopiero pojawia się w Polsce, ale jeśli popatrzymy na rynki rozwinięte to absolutnie należy wierzyć, że trend się rozwinie, a w niektórych typach rekrutacji stanie się standardem – podsumowuje Łukasz Sójka.

Katalonia rozpoczyna procedury secesyjne

Rząd Katalonii jeszcze dobrze nie rozpoczął procedury, a już ma pierwsze kłody pod nogami. Bitcoin znów gwałtownie spadł. EBC rozważa zwiększenie skali interwencji.

Zgodnie z oczekiwaniami po wyborach lokalnych w Katalonii, gdzie partie proniepodległościowe uzyskały większość w lokalnym parlamencie, rozpoczęło się przygotowanie do separacji. Głosowanie w sprawie rezolucji przekształcenia tego regionu w osobną republikę głosowało 72 ze 135 deputowanych. Jest to dość krucha większość jak na tak ważną decyzję. Rząd w Madrycie oczywiście zapowiedział, że zablokuje te działania, korzystając ze wszelkich dostępnych demokratycznych metod. Dowodem na to jest fakt, że lokalny trybunał konstytucyjny już wczoraj przyjął do rozpatrzenia skargę rządu. Co ważniejsze zawiesił do czasu werdyktu realizację przygotowanej na 18 miesięcy procedury secesji. Gdyby doszło do rozłamu można by się spodziewać sporego zamieszania na rynkach walutowych, szczególnie na parach z euro.

Na Bitcoinie znowu duże zawirowania. “Waluta” ta oczywiście już dawno zapomniała o poziomach 1200 USD, aczkolwiek w zeszłym tygodniu wydawało się, że powróciły wzrosty. Osiągnięty został poziom 432 USD po czym kurs spadł do 310 USD. Tak duże wahania świadczą o tym, że proces zrobienia z bitcoina realnej waluty jest w dalszym ciągu odległy skoro zmienia ona swoją wartość o 30% w ciągu tygodnia. Dodatkowo wraz z wychodzeniem świata z kryzysu poszukiwanie takiej alternatywy traci sens.

Na rynkach pojawiła się informacja, że EBC rozważa poszerzenie programu skupu obligacji o te emitowane przez regiony i miasta. Powodem jest bardzo wolna poprawa sytuacji gospodarczej w Europie, co w połączeniu ze skupywaniem za 60 mld euro miesięcznie powoduje istotny wpływ na rynek. Rentowność obligacji spada, gdyż na rynku jest duży gracz, który i tak kupi za tą kwotę. Pytanie tylko, czy poszerzenie programu o obligacje miast nie zachęci ich do nadmiernego zadłużania się i co stanie się z rentownością tych papierów jak EBC zakończy program. Taki scenariusz mógłby spowodować istotne problemy gospodarcze lub nawet niewypłacalność odciętych od taniego finansowania regionów. Jak wpłynie to na rynek walutowy? To zależy od tego czy duże regiony będą mieć problemy. W przypadku tych większych można się spodziewać kolejnych spadków na EUR/USD, które zwyczajowo powinny przełożyć się również na problemy walut w naszej części świata.

Od rana poznaliśmy dane na temat inflacji z Niemiec. Zgodnie z oczekiwaniami w Niemczech nie ma zmian cen, inflacja wynosi 0%. Ten sam wskaźnik we Francji wbrew zerowym oczekiwaniom wyniósł 0,1%. Dzisiaj warto jeszcze zwrócić uwagę na:

11:15 – Strefa Euro – przetarg na TLTRO,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Oprócz tego odbędzie się dzisiaj wiele konferencji z udziałem członków FED co zwyczajowo zwiększa zmienność na rynkach.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9800. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0150. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Brazylia: brak cudownego lekarstwa na kryzys

Brazylia, której Coface obniżył we wrześniu ocenę ryzyka do poziomu B (znaczne ryzyko zadłużenia przedsiębiorstw), przeżywa okres gospodarczych rewolucji. Podwyższenie stóp procentowych przez Bank Centralny, mające na celu poskromienie inflacji, odbiło się negatywnie na tempie wzrostu PKB. Spadek aktywności gospodarczej przekłada się na niższe wpływy podatkowe do budżetu i grozi koniecznością dokonania korekty fiskalnej. Ponadto rząd potrzebuje poparcia Kongresu, aby wygenerować zakładaną pierwotną nadwyżkę budżetową – jednak tego wsparcia brakuje. Niestabilność sytuacji politycznej wywiera istotny wpływ na krajowe wyniki gospodarcze.

Od boomu do krachu

Rok 2015 miał być okresem dokonywania korekt, szczególnie w kontekście inflacji i finansów publicznych. Na koniec 2014 r. poziom inflacji osiągnął 6,4 proc., czyli wartość bliską jej górnemu pułapowi ustalonemu na 6,5 proc. Jednak rzeczywista sytuacja w kraju okazała się gorsza od prognoz, biorąc pod uwagę jeszcze większą presję na obniżenie cen i trudności spowodowane sztucznym utrzymywaniem cen stałych na niskim poziomie. Do września 2015 r. inflacja osiągnęła 9,5 proc., napędzana głównie przez 16,3 proc. wzrost wysokości cen stałych i znaczne obniżenie wartości kursów walut.

W drugim kwartale 2015 r. tempo wzrostu PKB spadło o 2,6 proc. w stosunku rocznym. Po stronie popytowej rynku na aktywność gospodarczą wpłynął przede wszystkim spadek inwestycji (-7,9 proc. w I połowie 2015 r., r.d.r.) oraz poziomu konsumpcji spowodowany wzrostem inflacji i stopy bezrobocia (8,6 proc. za kwartał zakończony w lipcu 2015 r. wobec 6,9 proc. w lipcu 2014 r.).

Dalsza analiza pokazuje skutki recesji w podziale na poszczególne sektory gospodarki. Trzy branże przemysłowe zostały dotknięte w największym stopniu, a ich ocena została obniżona z poziomu wysokiego ryzyka na bardzo wysokie:

  • Sektor motoryzacyjny – w okresie styczeń-sierpień 2015 r. poziom produkcji spadł o 20,1 proc., sprzedaży o 22,7 proc., a eksportu o 10,8 proc. (w porównaniu do analogicznego okresu w 2014 r.).
  • Sektor stalowy – w 2015 r. wrażliwość branży na niekorzystną zewnętrzną sytuację gospodarczą wzrosła ze względu na ostry spadek aktywności w kraju.
  • Sektor budownictwa – w pierwszej połowie 2015 r. (r.d.r.) branża odnotowała spadek rzędu 5,5 proc. W sierpniu 2015 r. poziom wykorzystania mocy produkcyjnych wynosił jedynie 58 proc., co stanowi najniższy poziom od czasu wprowadzenia szeregów czasowych w 2012 r.
deficyt budzetowy
Deficyt budżetowy a dług publiczny

Brak pozytywnych prognoz dla gospodarki

Dane dotyczące krajowych finansów publicznych uległy gwałtownemu pogorszeniu. Kiedy urzędująca prezydent obejmowała swój pierwszy mandat w styczniu 2011 r., dług publiczny brutto wynosił 52 proc. PKB.

W sierpniu 2015 r. ten sam wskaźnik osiągnął wartość 65,3 proc. PKB.

Z biegiem lat brazylijski rząd przykładał coraz mniejszą wagę do osiągania pierwotnej nadwyżki budżetowej, wyznaczając niższe cele oraz stosując kreatywną księgowość. W 2014 r. doprowadził do powstania pierwotnego deficytu wynoszącego 0,6 proc. PKB, łamiąc przepisy Ustawy o odpowiedzialnej polityce budżetowej uchwalonej w 2000 r. Na początku października 2015 r. Federalny Trybunał Obrachunkowy (TCU) jednogłośnie zalecił odrzucenie rządowych danych finansowych za 2014 r. Był to pierwszy raz od 1937 r., kiedy TCU przekazał Kongresowi opinię rekomendującą odrzucenie rządowych wyników finansowych.

Przeprowadzeniu korekty budżetowej zagraża niższy poziom aktywności gospodarczej, słabe poparcie ze strony Kongresu i opóźnienia spółek w regulowaniu należnych podatków. Do sierpnia 2015 r. deficyt fiskalny wynosił 0,8 proc. PKB.

Leasing IT w przerwie na kawę

Leasing sprzętu komputerowego staje się coraz bardziej popularny wśród przedsiębiorców. Nic dziwnego: do 2020 roku polski rynek IT wzrośnie do 6,24 mld USD, jak  prognozuje firma Future Market Insights. Dla porównania w 2013 roku wartość tego rynku w Polsce sięgnęła 4,1 mld USD. Innowacyjne projekty polskich firm i popularność nowoczesnych technologii wymuszają na leasingodawcach zmianę dotychczasowego podejścia do leasingu sprzętu IT.

 Z badań zrealizowanych przez Lenovo wynika, że przedstawiciele małych i średnich spółek najczęściej wymieniają sprzęt komputerowy z powodu jego zużycia, zniszczenia lub zbyt niskich możliwości technicznych jak na aktualne potrzeby firmy. Najrzadziej zdarza się wymiana sprzętu na nowy związana z zakończeniem okresu leasingowania – do takiego powodu przyznało się jedynie 5% ankietowanych firm. Jednak popularność finansowania leasingiem sprzętu IT nadal rośnie.

Jeszcze do niedawna leasing sprzętu komputerowego i oprogramowania o niskiej wartości był traktowany przez polskich leasingodawców nieco po macoszemu. Formalności leasingowe były dla klientów równie uciążliwe jak w przypadku innych, droższych przedmiotów, zaś firmy leasingowe niechętnie udzielały finansowania na mniej kosztowne sprzęty. Dopiero przy większych zamówieniach skłonne były finansować komputery. Dla dużych firm, zamawiających sprzęt w dużych ilościach nie stanowiło to problemu. Mniejsze musiały radzić sobie inaczej w pozyskaniu elektroniki – stosowały blokujące kapitał zakupy gotówkowe lub kredyty albo kupowały tańszy, używany sprzęt.

Obecnie mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Leasing sprzętu informatycznego, podobnie jak oprogramowania, ma swoje stałe miejsce w ofercie większych firm leasingowych. Leasingodawcy prześcigają się w propozycjach związanych z finansowaniem sprzętu IT. Wciąż istotną barierą w przypadku leasingu tego typu sprzętu jest jednak jego niska cena. Nadal uzyskanie leasingu na pojedynczy zestaw komputerowy czy laptop nie wszędzie jest możliwe.

Takie nastawienie leasingodawców może być błędem. Trzon biznesu w Polsce stanowią w końcu małe i średnie firmy. To one najczęściej korzystają z usług leasingodawców, by inwestować w rozwijający się biznes, nie tracąc jednocześnie płynności finansowej. Pojawia też się coraz więcej start-upów, a dotacje unijne i granty stawiające na innowacyjne projekty z pewnością przyczynią się jeszcze do powstawania małych, nowatorskich przedsiębiorstw. Większość z nich pierwsze kroki skieruje w stronę firm zapewniających finansowanie. Co na to branża?

Oferta firm leasingowych musi dotrzymywać kroku dynamicznym zmianom na rynku – mówi Bartosz Borowski, dyrektor Linii Masowych Kanałów Dystrybucji w Raiffeisen Leasing. – Struktura klientów leasingu IT ostatnio znacznie się zmieniła. Jeżeli chodzi o wartość finansowanych środków, to oczywiście nadal prym wiodą duże podmioty. Jednak biorąc pod uwagę ilość zamówień, coraz ważniejszą rolę odgrywają niewielkie przedsiębiorstwa. Dlatego coraz częściej pojawiają się oferty skierowane do małych firm, szukających finansowania dla stosunkowo niewielkich zamówień – dodaje ekspert.

Co więcej, konkurencja sprawia, że walka cenowa nie jest optymalnym rozwiązaniem. Firmy wolą przyciągać klientów ciekawymi ofertami. Propozycje skrojone na potrzeby potencjalnych klientów muszą być więc nowatorskie, elastyczne i… wygodne. Wśród licznych możliwości ciekawą propozycją dla przedsiębiorców jest m.in. możliwość wyleasingowania sprzętu podczas zakupów w centrum handlowym.

Tak jest m.in. z ofertą na leasing produktów firmy Apple  – przekonuje Borowski. – W salonie iSpot możemy wybrać dowolny sprzęt – może to być iPhone, iPad czy MacBook (od sumy 2 000 zł. netto) dla naszej firmy i zdecydować o finansowaniu go leasingiem. Kalkulację leasingową dostaniemy od sprzedawcy, a na decyzję firmy leasingowej będziemy musieli poczekać najwyżej pół godziny – dodaje. Akurat tyle, żeby wypić kawę w pobliskiej kawiarni lub zrealizować domową listę zakupów. Umowę na leasing wybranego sprzętu podpiszemy tego samego dnia. Procedura jest uproszczona i skrócona do minimum.

Cały proces został przygotowany tak, aby klient mógł podpisać uproszczoną umowę leasingu i odebrać swoje urządzenie podczas jednej wizyty w sklepie – mówi Bartosz Borowski. – Weryfikacja klienta firmowego w czasie „filiżanki kawy” i ułatwiony dostęp do korzyści podatkowych leasingu powoduje, że oferta spotkała się z dużym zainteresowaniem naszych klientów. W najbliższym czasie szykujemy dla nich kilka niespodzianek. Cały  czas pracujemy nad tym, aby podpisanie umowy leasingu było przyjemnym doświadczeniem, a nie uciążliwą formalnością – dodaje ekspert.

Przed frankowiczami dobre czasy

Niedawno ogłoszony wstępny projekt ustawy względem „przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i zmianie niektórych innych ustaw” to swoista deska ratunku dla frankowiczów. Niegdyś uznawani za przegranych mogą znaleźć się w gronie zwycięzców walki kredytobiorcy-bank.

Dla każdego frankowicza 5 tys. zł

Zaproponowany przez prezydenta projekt ustawy doprowadziłaby do zdelegalizowania tzw. spreadu walutowego stosowanego przez banki. Polegałoby to na uznaniu każdego innego, poza NBP, kursu przeliczania wysokości raty i kwoty kredytu za nieważny. W efekcie banki musiałyby zwrócić kredytobiorcom tysiące złotych, które zarobiły wyliczając raty na podstawie swoich, zawyżonych w stosunku do rynku, kursów. Te pieniądze zostałyby odjęte od kwoty kapitału kredytu pozostającego do spłaty.

Jak wynika z danych Comperia.pl, dla modelowego kredytu z sierpnia 2008 r. (wówczas frank szwajcarski był najtańszy, a popyt na kredyty w tej walucie największy) na kwotę 300 tys. zł i na okres 30 lat kredytobiorcy przysługiwałby zwrot ok. 5 tys. zł. Średnio bankowe kursy sprzedaży franka szwajcarskiego przekraczały te sugerowane przez NBP o ok. 10 groszy, zatem w każdej dotychczasowej racie „nielegalnie” pobranych pieniędzy byłoby ok. 50-60 zł. Niestety na rynku znalazły się bardziej pazerne banki, które obecnie musiałyby zwrócić takiemu kredytobiorcy kwotę w wysokości ok. 10 tys. zł.

Wyliczenia:

Rata kredytu* w listopadzie 2015 r. przy średnim kursie sprzedaży CHF/PLN w bankach 1 985 zł
Rata kredytu* w listopadzie 2015 r. przy kursie CHF/PLN wg NBP 1 936 zł
Różnica 49 zł
*kredyt na 300 tys. zł na 30 lat zaciągnięty w sierpniu 2008 r.
Źródło: wyliczenia
Comperia.pl

 

Łączna kwota rat zapłaconych dotychczas, przy średnim kursie sprzedaży CHF/PLN w bankach 161 133 zł
Łączna kwota rat zapłaconych dotychczas, przy kursie CHF/PLN wg NBP 156 312 zł
Różnica 4 821 zł
*kredyt na 300 tys. zł na 30 lat zaciągnięty w sierpniu 2008 r.
Źródło: wyliczenia
Comperia.pl

 

Oczywiście odjęcie kredytobiorcom z długu kilku tysięcy złotych byłoby bardzo miłe, niemniej jednak nie miałoby to kluczowego znaczenia dla ogólnej ich sytuacji – modelowy frankowicz przy dzisiejszym kursie jest winien bankowi niemal 500 tys. zł – komentuje Mikołaj Fidziński, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. – Pozostaje też kwestia rozliczenia klientów, którzy nie spłacali kredytu po wysokim kursie banku, ale sami wymieniali złotówki na euro czy franki taniej i przynosili do banku walutę. Z jednej strony oni także nabywali walutę drożej niż kurs NBP, choć taniej niż u swojego kredytodawcy, a z drugiej nie zawsze będzie łatwo wskazać kiedy, ile i po jakim kursie wymieniali oni pieniądze – dodaje.

Oprócz spreadu bank musiałby także zwrócić część rat w sytuacji, gdy umowa dawała mu możliwość zmiany oprocentowania kredytu „bez względu na zmianę stopy referencyjnej lub indeksu albo nieproporcjonalnie do zmian takiej stopy referencyjnej lub indeksu”.

Restrukturyzacja kredytu albo oddanie mieszkania

Według wstępnego projektu ustawy kredytobiorca otrzymałby prawo do wnioskowania w banku o restrukturyzację kredytu poprzez uznanie za bezskuteczne wszelkich kwot w obcej walucie np. kwoty kredytu, rat i żądanie ich usunięcia z umowy. – W ten sposób uwolniłby się on od ryzyka kursowego oraz zacząłby spłacać kredyt w wysokości faktycznie pożyczonej kwoty w złotych, przy oprocentowaniu WIBOR+marża, jak przy kredycie walutowym. Listopadowa rata zamiast 1 936 zł wynosiłaby ok. 1 300 zł – mówi Mikołaj Fidziński, analityk Comperia.pl.

Ustawa nie precyzuje czy miałoby nastąpić jakieś rozliczenie dotychczas zapłaconych rat. Frankowicze długi czas płacili dużo niższe raty niż osoby z kredytami w złotych i choć od pewnego czasu role się odwróciły, to nadal są oni „na plusie”. Jak podaje Mikołaj Fidziński frankowicz, który zaciągnął kredyt na początku 2007 r. jest o ponad 18 tys. zł „do przodu” względem osoby, która w tym samym czasie zaciągnęła kredyt złotowy.

W takiej sytuacji bank mógłby odrzucić wniosek klienta o przewalutowanie, ale miałby nad sobą miecz Damoklesa. Wówczas klient mógłby oświadczyć bankowi, że oddaje mu mieszkanie i chce uwolnić się od zobowiązania. – To o tyle atrakcyjne rozwiązanie dla kredytobiorców, iż obecnie przeliczone na złote saldo zadłużenia z tytułu modelowego kredytu frankowego np. z sierpnia 2008 r. jest o niemal 60 proc. wyższe od kwoty pożyczonej 7 lat temu – np. dla kredytu w wysokości 300 tys. zł dziś to prawie 500 tys. zł. Ta kwota często przekracza wartość zabezpieczenia, co w praktyce oznacza, iż obecnie środków ze sprzedaży mieszkania nie wystarczyło na całkowite pozbycie się kredytu – wylicza Mikołaj Fidziński, Comperia.pl.

Klient mógłby też spłacać i nadpłacać

W sytuacji gdyby kredytobiorca nie zdecydował się na oddanie mieszkania dostanie on duże wsparcie w spłacie kredytu walutowego. Pomimo tego, że spłacałby kredyt przy bieżącym kursie franka (już tym wg NBP, a nie zawyżonym przez bank) to część każdej raty byłaby traktowana jako nadpłata zobowiązania, co w efekcie sprawi, że klient spłaci kredyt wcześniej. Umorzeniu i uznaniu za nadpłatę miałaby podlegać część raty odpowiadająca 70 proc. różnicy obecnego kursu franka a kursu wypłaty.

Za przykład Comperia.pl podaje kredytobiorcę, który zaciągnął kredyt frankowy na 300 tys. zł, na 30 lat, w sierpniu 2008 r., przy kursie 2 zł. Kurs CHF/PLN wg NBP z 10 listopada br. wynosi 3,94 zł. Różnica kursowa to 1,94 zł. Kredytobiorca płaci całą ratę jak dla kursu 3,94 zł, wysokość raty to 1936 zł. Listopadowa rata jest jednak uznana za spłaconą już przy kwocie 1 268 zł – jak dla kursu 2,58 zł (2 zł + 0,58 zł czyli 30 proc. różnicy kursowej). Pozostała część raty, czyli 668 zł (jak dla kursu 1,36 zł czyli 70 proc. różnicy kursowej) zostaje zaliczona jako nadpłata w poczet kolejnych rat.

Powyższe wyliczenia przedstawia tabela:

Kurs wypłaty kredytu w CHF na 300 tys. zł na 30 lat w sierpniu 2008 r. 2,00 zł
Kurs CHF/PLN wg NBP w dn. 10 listopada br. 3,94 zł
Różnica 1,94 zł
Listopadowa rata kredytu przy kursie 3,94 zł 1 936 zł
Na spłatę bieżącej raty idzie kwota: 1268 zł (rata jak dla kursu CHF/PLN 2,58 zł = 2 zł + 0,58 zł czyli 30% różnicy kursowej)
Umorzeniu i uznaniu za nadpłatę podlega kwota: 668 zł (rata jak dla kursu CHF/PLN 1,36 zł czyli 70% różnicy kursowej)
źródło: wyliczenia Comperia.pl

 

Klient jest więc odpowiedzialny tylko w 30 proc. za ryzyko kursowe, a przy tym szybciej spłaca kredyt. Jako wynika z wyliczeń Comperia.pl, dzięki takim systematycznym nadpłatom kredyt zostałby całkowicie spłacony ok. 8 lat wcześniej niż wynika to z ustalonego w umowie okresu kredytowania.

Przedstawiony dokument jest jak na razie tylko projektem, ale jeśli wejdzie w życie może wiele zmienić nie tylko w sytuacji kredytobiorców, ale też banków.

P. Woźniak: Pomoc publiczna na restrukturyzację górnictwa jest sprzeczna z decyzją Rady Europy. Można ją przeznaczyć tylko na trwałą likwidację kopalń

CEO Magazyn Polska

Restrukturyzacja górnictwa przy wykorzystaniu środków publicznych stoi w sprzeczności z polityką Komisji Europejskiej. Celem strategii Europa 2020 jest marginalizacja czy wręcz likwidacja branży górnictwa węgla kamiennego i zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w całkowitej produkcji energii. Zdaniem Piotra Woźniaka, byłego ministra gospodarki, problemem polskiego sektora są nieefektywność, kilkunastomiliardowe zadłużenie, niekorzystne warunki geologiczne oraz dominujący udział państwowego akcjonariatu.

– Pomoc publiczna może być przeznaczona wyłącznie na trwałą likwidację zakładów produkcji węgla, a nie na restrukturyzację w tym sensie, że przygotowujemy kopalnie, zakłady czy holdingi do dalszej pracy po to, żeby przetrwać kryzys – mówi Piotr Woźniak, były minister gospodarki i wiceminister środowiska, obecnie przewodniczący Rady Administracyjnej Agencji UE ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER).

Dodaje, że jednym z elementów planu Komisji Europejskiej jest likwidacja branży górnictwa węgla kamiennego w krajach członkowskich. Udzielenie publicznej pomocy na ratowanie sektora przez któreś z państw członkowskich stoi więc w sprzeczności z przyjętą strategią.

Jednym z postanowień strategii Europa 2020 jest osiągnięcie celu „20/20/20”. Oznacza to ograniczenie emisji dwutlenku węgla o 20 proc. w stosunku do 1990 roku oraz zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w całkowitym zużyciu do 20 proc. Ma się to odbyć kosztem tradycyjnych źródeł, m.in. elektrowni zasilanych węglem kamiennym. Cel mówi także o wzroście efektywności wykorzystania energii o 20 proc.

– Prawdopodobnie są kopalnie, które są w stanie przeżyć bez pomocy publicznej. W tej chwili Tauron przejmuje czy zamierza przejąć kopalnię Brzeszcze, nierentowną kopalnię z głęboko ujemnym wynikiem, ale za to kopalnię, która ma ponad 100 mln węgla w złożu w kategorii przemysłowej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Woźniak.

Pozytywnym wyjątkiem na tle polskich grup wydobywczych jest lubelska Bogdanka, która ma szereg przewag konkurencyjnych, pozwalających jej na zachowanie rentowności. Ta do niedawna prywatna kopalnia została niedawno przejęta przez państwową Eneę. Podstawowymi czynnikami są tutaj bogate pokłady węgla, korzystne warunki geologiczno-górnicze oraz prywatna struktura właścicielska.

– Problem mamy na Śląsku, gdzie żadna z kopalń nie ma tak dużych zasobów i praktycznie żadna – oprócz PG Silesia – nie jest prywatna, nie fedruje przez 6 czy 7 dni w tygodniu, tylko przez 5 i jest głęboko zadłużona. Ogólny poziom zadłużenia sektora to 13 mld zł – dodaje.

W połowie roku zadłużenie sektora górniczego szacowano na 13,7 mld zł. Przedstawiciel ACER stwierdza, że poziom zadłużenia polskich spółek z sektora jest na tyle wysoki, że jego obsługa może być w najbliższych latach bardzo trudna lub nawet niemożliwa do wykonania. Dodatkowo od nowego roku Kompania Węglowa będzie musiała zacząć spłacać do ZUS zaległe składki w wysokości ponad 280 mln zł. Spłata tego długu została odroczona przez Sejm na półtora roku, ale okres ten dobiega właśnie końca i przez kolejne dwa lata dług będzie musiał być spłacony.

– Oczywiście mówimy na szczęście o średniej. Mówimy o wszystkich kopalniach z uśrednionym poziomem zadłużenia, średnimi kosztami itd. Wyselekcjonowanie teraz tego, ile ziarna prawdy jest w tej sytuacji, jest niesłychanie trudne, jeśli się nie siedzi w środku – podsumowuje Piotr Woźniak.

Ceny w Polsce nadal spadają. Według CASE dopiero w przyszłym roku można się spodziewać ich ponownego wzrostu

CEO Magazyn Polska

Deflacja się utrzymuje. Z szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że ceny w październiku były niższe o 0,8 proc. niż rok wcześniej. Według projekcji NBP na tym samym poziomie utrzyma się deflacja w całym 2015 roku. Za to za rok ceny powinny już wzrosnąć, lecz tylko o 1,1 proc. Do dolnej granicy celu inflacyjnego wzrost cen ma szansę dojść dopiero za dwa lata.

Perspektywy nie są złe, ale na pewno pozostają raczej chłodne. W moim odczuciu w trzecim i czwartym kwartale tego roku nie będzie drastycznego przyspieszenia inflacji – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bartosz Radzikowski, ekonomista Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE). – Sądzę, że do końca tego roku deflacja za cały rok wyniesie około 0,8 proc.

Na spadek cen największy wpływ mają czynniki podażowe: obniżka cen ropy (za baryłkę płaci się o połowę mniej niż w listopadzie 2014) i w ślad za nią paliwa, a także tańsza żywność, np. ceny mięsa. Jak wynika z ostatniego raportu Narodowego Banku Polskiego (NBP) dotyczącego poziomu inflacji bazowej, która nie uwzględnia cen energii i żywności, we wrześniu br. ceny wzrosły zaledwie o 0,2 proc. W sierpniu natomiast ceny wzrosły o 0,4 proc. rok do roku.

Na pewno od połowy zeszłego roku mamy w Polsce tendencję deflacyjną – podsumowuje Bartosz Radzikowski. – Nie jest więc zaskoczeniem, że ceny kształtują się właśnie albo blisko takiego samego poziomu miesiąc do miesiąca, albo spadają w relacji rok do roku, jak pokazał ostatni odczyt Głównego Urzędu Statystycznego.

Od początku br. CASE pracuje nad autorskim wskaźnikiem inflacji konsumenckiej mierzonej na podstawie danych internetowych. Roboty internetowe centrum w ciągu kilku godzin analizują ceny około 1400 towarów i usług, reprezentatywnych dla poszczególnych grup produktów, zbierając ok. 240 tys. obserwacji miesięcznie. Zgodnie z pierwszym publicznym odczytem wskaźnika CASE październikowa deflacja w Polsce wyniosła 0,7 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Najmocniej spadły ceny w kategorii żywność i napoje bezalkoholowe (o 1,9 proc.) oraz odzież i obuwie (o 1,5 proc.), natomiast nieznacznie wzrosły ceny w kategorii transport (0,3 proc.), głównie z uwagi na deprecjację złotego podnoszącą ceny paliw.

– Najnowszy raport NBP pokazuje, że spadek cen utrzyma się do końca grudnia br. – wskazuje Bartosz Radzikowski. – W przyszłym roku możemy się spodziewać powrotu inflacji do poziomu 0,7 proc., może około 1 proc.

Wszystkie dane pozyskiwane przez CASE pochodzą z internetu. Obecnie Centrum monitoruje około pięćdziesięciu stron internetowych, ale dzięki penetracji porównywarek podczas analizy brane są pod uwagę informacje cenowe z ponad trzech tysięcy punktów sprzedaży. Większość danych uaktualniana jest na bieżąco, niektóre – w regularnych odstępach czasu lub gdy nastąpi zmiana (np. cen energii elektrycznej). Obecnie, jak informuje CASE, indeks inflacji konsumenckiej pokrywa blisko 80 proc. kategorii wchodzących w skład koszyka inflacyjnego GUS. Z uwagi na specyfikę danych online ceny produktów reprezentowane są w nim mocniej niż usług. Jak pokazują badania, różnice między indeksami offline a online mogą występować w krótkim okresie, zwłaszcza na podstawie relacji miesiąc do miesiąca, natomiast średnio- i długookresowe tendencje powinny być zbliżone lub wykazywać pewne prawidłowości.

Polska spółka szuka rynków zbytu dla wypełniacza do betonu z Kazachstanu. Liczy m.in. na USA i Bliski Wschód

CEO Magazyn Polska

Cenospheres Trade & Engineering zajmująca się pozyskiwaniem i sprzedażą wypełniacza do betonu szuka nowych rynków zbytu. Jej produkty przydatne są przy specjalistycznych inwestycjach infrastrukturalnych oraz w procesach wydobywczych. Firma liczy więc na zamówienia z obu Ameryk oraz z Bliskiego Wschodu. 

– Naszymi głównymi odbiorcami są kraje europejskie, z Unii Europejskiej, głównie Niemcy, ale aktywnie szukamy w tej chwili również odbiorców w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, krajach Ameryki Południowej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jarosław Bronowski, prezes zarządu Cenospheres Trade & Engineering. – W zasadzie nie ma ograniczeń terytorialnych, jeżeli chodzi o ambicje naszej firmy.

Mikrosferę (cenosferę) stosuje się w przemyśle wydobywczym oraz budownictwie jako dodatek do betonów, pokryć dachowych, materiałów ceramicznych oraz w branży kompozytowej do tworzyw sztucznych. Jest to ultralekki wypełniacz, jego zastosowanie powoduje, że końcowy produkt jest lżejszy i ma zmienione właściwości fizykochemiczne: jest twardszy, sztywniejszy, bardziej odporny i wytrzymały na temperaturę. Prezes Jarosław Bronowski z Cenospheres Trade & Engineering zwraca uwagę na to, że sprzedaje bardzo specjalistyczny i drogi produkt, którego nabywcy na ogół nie są zależni od koniunktury na rynku.

Mikrosfera jest wykorzystywana przy specjalnego typu konstrukcjach, np. mostach przerzucanych przez morze czy innych bardzo skomplikowanych konstrukcyjnie budowach. My nie idziemy zgodnie z tym, co dyktuje branża, raczej szukamy klientów, którzy wykorzystują specjalistyczne i unikalne metody budowania i z nimi rozmawiamy, a oni są od takiej koniunktury trochę uniezależnieni.

Cenosfera powstaje w wyniku spalania wysokiej jakości węgla kamiennego. Pozyskuje się ją z wyrobisk, w których składowano popioły z elektrowni węglowych. Cenospheres Trade & Engineering ma podpisane wieloletnie umowy na eksploatację takich zasobów w dwóch lokalizacjach w Kazachstanie.

Coraz bardziej kosztowne jest wydobycie podkreśla Jarosław Bronowski. – Kraje, w których ta mikrosfera jest wydobywana, czyli Kazachstan w naszym przypadku, zdają sobie sprawę z wartości tego surowca, a więc te koszty wydobycia rosną. Musimy coraz więcej płacić za ten surowiec naszym partnerom.

Notowana na rynku NewConnect Cenospheres Trade & Engineering miała w I półroczu 663 tys. zł skonsolidowanego przychodu, o przeszło 300 tys. mniej niż rok wcześniej i ponad 1 mln zł straty netto. Rok wcześniej strata netto spółki przekraczała 700 tys. zł. Firma tłumaczy wyniki specyfiką działalności, która wymaga inwestycji przynoszących zyski dopiero po pewnym czasie.

Część z tych rynków wymaga nakładów w postaci wspólnych prób z odbiorcami wspólnych badań technicznych mówi Jarosław Bronowski. To są przede wszystkim takie rynki jak rynki przemysłu wydobywczego, czyli gas and oil. Również rynek przemysłów kompozytowych wymaga szeregu takich szczegółowych prób z produktami i część z naszych odbiorców po prostu oczekuje naszego aktywnego współuczestniczenia w tych próbach.

Próby trwają nawet ponad rok, co generuje koszty, perspektywy są jednak niezłe, ponieważ cenosfera to kosztowny i poszukiwany surowiec. Potrzebuje go m.in. przemysł wydobywczy, co oznacza, że potencjalnymi odbiorcami są np. bogate kraje Bliskiego Wschodu, posiadające złoża ropy.

Cenosfera jest wykorzystywana przez firmy działające w branży wydobywczej informuje prezes zarządu Cenospheres Trade & Engineering.  Zarówno przy cementowaniu odwiertów, jak i jako takie dodatki przy płuczkach wiertniczych. I tego typu właśnie odbiorcy wymagają od nas szczegółowych badań, współuczestniczenia w inwestycjach z tym związanych. Planujemy więc aktywnie uczestniczyć w działaniach związanych z wydobyciem ropy i gazu.