Kreatywne CV to szansa dla osób z małym doświadczeniem zawodowym

CEO Magazyn Polska

Proste i przejrzyste  takie powinno być idealne CV. Rekruter powinien szybko i sprawnie znaleźć w nim potrzebne mu informacje. Kreatywne CV, takie jak wideoprezentacja, to dobre rozwiązanie dla osób o małym doświadczeniu zawodowym oraz przedstawicieli branż wymagających kreatywności. Osoby poszukujące pracy nie powinny też zapominać o budowaniu swojego wizerunku w mediach społecznościowych.

Zadaniem CV jest przyciągnięcie uwagi rekrutera. Powinno być napisane czytelnie i nie zawierać bez błędów językowych, a jego forma wizualna powinna być przejrzysta, rekruter ma bowiem najczęściej tylko kilka sekund na zapoznanie się z treścią CV i zwraca uwagę na obszary, które go interesują. Nadmiar kolorów lub obrazków, niestandardowy układ informacji i inne tego typu wyróżniki mogą zniweczyć szanse kandydata. Samo CV może jednak nie wystarczyć, by otrzymać wymarzone stanowisko pracy.

Na rynku dostępne są nowe narzędzia, które pomagają wzbogacić aplikację. Są CV kreatywne, internetowe, do których możemy podpiąć swoje portfolio i wysyłać je do pracodawcy w formie linku aplikacyjnego. Pojawiły się też takie rozwiązania jak wideoprezentacja  kandydat wysyła do pracodawcy po prostu nagranie wideo – mówi agencji informacyjnej Newseria Weronika Sierant, HR Manager w firmie Smart MBC.

Dzięki takiej formie autoprezentacji potencjalny pracodawca widzi, jak wygląda kandydat, poznaje jego zachowanie i maniery. Dobrze pomyślany i zmontowany film może też pokazać kandydata jako osobę kreatywną, mającą ciekawą osobowość i niestandardowe podejście. Taka forma CV to dobre rozwiązanie dla osób, które nie mają jeszcze bogatego doświadczenia zawodowego, dlatego muszą się wykazać innymi zaletami, by przykuć uwagę pracodawcy. Nie wszyscy rekruterzy chcą jednak poświęcać czas, by oglądać kilkuminutowe nagrania. Tego typu CV pasuje do branż wymagających kreatywności i nieszablonowego myślenia, może się jednak nie sprawdzić np. w księgowości lub prawie.

– Alternatywą dla osób bez doświadczenia zawodowego jest odniesienie się do psychometrii. Na rynku są dostępne narzędzia, w których poza swoją aplikacją można przedstawić też swoje cechy osobowe, styl zachowania. Pracodawca ma wtedy odniesienie do tego, jakie są nasze mocne strony, w jakich obszarach może nas wykorzystać w pracy – mówi Weronika Sierant.

Aby wyróżnić się na rynku pracy, warto być obecnym w mediach społecznościowych. Osoby poszukujące pracy powinny zadbać o swoje profile na Facebooku, a przede wszystkim na portalach profesjonalnych, np. GoldenLine lub LinkedIn. Wielu rekruterów sprawdza profile kandydatów na portalach branżowych. W ten sposób oceniają nie tylko doświadczenie i kompetencje zawodowe, lecz także osobowość, jego zainteresowania, zachowanie i wygląd.

– Jako kandydaci powinniśmy pamiętać o tym, że budujemy swój personal branding. Referencje możemy przedstawiać pracodawcy razem z CV, możemy też mieć je w mediach społecznościowych – mówi Weronika Sierant.

Zdaniem specjalistów warto udzielać się w mediach społecznościowych na zasadzie grup branżowych. Wypowiadać w się w dyskusjach na forach, dzielić się opiniami. Tacy kandydaci postrzegani są jako profesjonalni i warci zainteresowania.

Polscy uczniowie chcą trafić do Księgi Rekordów Guinnessa dzięki akcji „Śniadanie daje moc”. Poprzedni rekord padł w Chinach

CEO Magazyn Polska

Uczniowie szkół podstawowych ze 148 miejscowości w Polsce zmierzyli się z próbą pobicia Rekordu Guinnessa w największej lekcji gotowania zdrowego śniadania. W piątek zamiast zeszytów i piórników na ławkach pojawiły się rzeźby z twarożku, owocowe szaszłyki i pełnoziarniste kanapki. Akcja „Śniadanie daje moc” ma uświadomić dzieciom, że śniadanie odgrywa bardzo ważną rolę w jadłospisie.

„Śniadanie daje moc” to wielka lekcja gotowania. W naszej szkole 80 dzieci i 20 rodziców w jednym czasie przygotowywało śniadanie składające się z trzech potraw. Pierwsza potrawa to serek biały z warzywami, druga to kanapki, trzecia to szaszłyki owocowe – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle Hanna Krupa, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 234 im. Juliana Tuwima w Warszawie.

Poprzedni rekord w kategorii największej lekcji gotowania padł 14 lutego 2015 w Chinach podczas lepienia tradycyjnych pierożków jiaozi z okazji walentynek. Czy Polacy trafią do Księgi Rekordów Guinnessa, okaże się za około 3 miesiące. By zrealizować wyzwanie, w akcji powinno wziąć udział minimum 4614 uczestników.

Dzieci bardzo chętnie brały udział w biciu rekordu Guinnessa i była to dla nich duża atrakcja. One lubią działać, mamy taką tradycję w szkole, że w jednym czasie przygotowujemy w klasach śniadania i później wspólnie je spożywamy. To jest bardzo potrzebne, bo kształtuje dobre nawyki i przynosi korzyść, bo te zachowania dzieci zaczynają też wprowadzać w domach – podkreśla Hanna Krupa.

Dzieci powinny zdawać sobie sprawę z tego, że śniadanie dostarcza organizmowi energii niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania, poprawia samopoczucie i zwiększa koncentrację. Zastępowanie pełnowartościowego posiłku słodyczami, drożdżówkami czy chipsami nie jest dobrym rozwiązaniem i na dłuższą metę może mieć przykre konsekwencje.

Dzieci w Polsce jedzą coraz lepiej, ale ciągle niewystarczająco dobrze. Wiemy, że w 40 proc. klas ciągle są dzieci, które nie przynoszą drugiego śniadania do szkoły, i wiemy, że nie wszystkie polskie dzieci codziennie przed wyjściem z domu jedzą pierwsze śniadanie, więc koniecznie trzeba je edukować – tłumaczy Ewa Gayny z Partnerstwa dla Zdrowia.

Akcję „Śniadanie daje moc” wsparła dziennikarka Paulina Smaszcz-Kurzajewska prywatnie mama Juliana i Franciszka, którzy od dzieciństwa mieli wpajane zasady zdrowego odżywiania.

Jeżeli my rodzice nie zadbamy o to, żeby przed wyjściem do szkoły dzieci zjadły coś pożywnego, żeby przygotować im drugie śniadanie, żeby powiedzieć: nie jedz batonika, tylko zjedz owoce, to dzieci tego nie zrobią. My jesteśmy pierwszymi nauczycielami naszych dzieci. Jeżeli kontynuuje to szkoła, tak jak w programie „Śniadanie daje moc”, to jest to idealna współpraca – mówi Paulina Smaszcz-Kurzajewska.

Zdaniem dziennikarki wspólne przygotowywanie posiłków, oglądanie programów kulinarnych czy śledzenie blogów jest najlepszym rozwiązaniem. Eksperymenty w kuchni mogą być dla dzieci ciekawym doświadczeniem, które zachęci je do poszukiwania nowych smaków.

Nie jest łatwo przekonać dzieci do wszystkiego, ale jeżeli z całej listy prozdrowotnych produktów przekonamy je chociaż do kilku i wytłumaczymy, dlaczego są one zdrowe i odwrotnie, jeżeli pokażemy produkty niezdrowe i udowodnimy, że są one powodem złego samopoczucia, bólu brzucha czy nadpobudliwości, to osiągniemy duży sukces. Pamiętamy, że dzieci chłoną informacje jak gąbka – tłumaczy Paulina Smaszcz-Kurzajewska.

Akcja „Śniadanie daje moc” uczy, jak przygotować prawidłowe śniadanie, i uświadamia, że jest to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Kiedy wspólnie mama, tata i dzieci uczą się prawidłowych nawyków żywieniowych, to procentuje w przyszłości – mówi Ewa Gayny.

Dietetycy podkreślają, że drugie śniadanie powinno być skomponowane tak, by było źródłem witamin i składników odżywczych.

Śniadanie musi być urozmaicone i zbilansowane, a najłatwiej zrobić to, wybierając produkty z różnych grup. Niezwykle cenne są produkty zbożowe, pełnoziarniste, produkty mleczne, warzywa, owoce. Jeżeli dobierzemy tak różnorodne produkty, to możemy mieć pewność, że śniadanie będzie nie tylko smaczne, ale i pożywne – dodaje Ewa Gayny.

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Logistyka i druk 3D

Drukowanie w 3D już dawno wyszło poza obszar fantastyki. Przykładem są  metalowe podzespoły do samolotów, które nie są już zgrzewane z poszczególnych elementów, ale drukowane w całości. Ich produkcja na skalę masową jest już tylko kwestią czasu. To stwarza nowe możliwości dla różnych gałęzi przemysłu, a jak to wygląda w przypadku logistyki?

druk 3DInteligenta produkcja z wykorzystaniem internetu – czyli Industry 4.0  i internet rzeczy – są obecnie bardzo popularnymi tematami. Digitalizacja wytwarzania daje nowe możliwości dla firm produkcyjnych. Ten potencjał już teraz jest wykorzystywany przez branżę logistyczną, która stawia na wykorzystanie informacji cyfrowych w celu stworzenia przejrzystości i optymalizowania procesów biznesowych. Operatorzy logistyczni objęli pionierską rolę opracowania modelu bieżącej kontroli globalnego przepływu towarów. Biorąc to wszystko pod uwagę, konieczność rozwoju internetu rzeczy jest faktem. Dachser, który od lat inwestował w swój system IT, jest bardzo dobrze przygotowany na procesy digitalizacyjne w branży – mówi Andreas Froschmayer, dyrektor działu Corporate Development, Strategy i PR w Dachser.

Można wydrukować wszystko, co można zespawać

W kontekście cyfryzacji logistyki, jednym z najpopularniejszych obecnie tematów jest druk 3D. W zasadzie jest to nic innego, jak proces spawania i wytopu. Surowiec lub metal nakładany jest warstwami, za pomocą wiązki laserowej lub elektronowej.
Ta metoda produkcji może być krokiem milowym w rozwoju przedsiębiorstw produkcyjnych. Wyrób może być produkowany w jednym kawałku, z pominięciem etapów produkcyjnych jego poszczególnych części składowych, a tym samym, z pominięciem kosztów związanych z produkcją podzespołów. Ma to również konsekwencje dla logistyki, w postaci uproszczenia łańcuchów dostaw.

Światowy rynek druku 3D jest jak rakieta, z rocznym, ok. 30-proc. wzrostem. Eksperci szacują, że w 2020 roku przewozy handlowe wyrobów gotowych i podzespołów na trasie Azja – Europa zmaleją o 2 – 5 proc. Ale to, co na pierwszy rzut oka brzmi jak proroctwo zagłady dla branży logistycznej, niesie ze sobą również ogromny potencjał, pod warunkiem że dostawcy usług logistycznych skupią się na tworzeniu dodatkowej wartości dla łańcuchów dostaw w inteligentny sposób. Obecnie opracowywane są pierwsze modele biznesowe odpowiadające tym wymaganiom. Jest to zarówno transport metalu w formie proszku, jak i strategie dla druku 3D oraz tradycyjnej logistyki części zamiennych. Takie modele mają obecnie sens w przypadku ok. 20 proc. procesów produkcyjnych.

Rozszerzenie zakresu usług logistycznych

Druk 3D, otwierając nowe możliwości biznesowe, w ciągu najbliższych kilku lat daje Dachser szansę rozwoju gamy usług logistycznych. W ramach zarządzania innowacjami, takie nowe modele biznesowe są aktualne testowane w całej firmie. Nasze działania w zakresie innowacji  nie zawsze doprowadzą nas do wdrożenia nowych projektów, ale z pewnością przyczynią się do wygenerowania nowej wartości w Dachser – wyjaśnia dr Andreas Froschmayer.

Technologia druku 3D jest jeszcze daleka od perfekcji. Zbyt wiele kwestii pozostaje nierozwiązanych, począwszy od zmian cen w przypadku drukarek laserowych i promieniowania elektronowego, aż do utylizacji materiałów drukarskich. Ponadto, istnieje kilka bardzo delikatnych tematów, takie jak prawa własności, odpowiedzialność za produkt, kontrola jakości i certyfikacja. Mamy więc jeszcze dużo pracy domowej do odrobienia – mówi Andreas Froschmayer. Przede wszystkim modele biznesowe związane z wykorzystaniem druku 3D są jeszcze zbyt mało opłacalne. To jest problem, gdzie przemysł ma jeszcze dużo do zrobienia – dodaje.

Toyota zainwestuje miliard dolarów w badania nad sztuczną inteligencją

Toyota przeznaczy w ciągu 5 lat miliard dolarów na uruchomienie firmy Toyota Research Institute (TRI), zajmującej się prowadzeniem badań nad sztuczną inteligencją oraz robotyką. Firma zostanie ulokowana w Palo Alto, w Krzemowej Dolinie oraz w pobliżu Cambridge w Massachusetts. TRI nawiąże ścisłą współpracę z Uniwersytetem Stanforda i z Massachusetts Institute of Technology.

 Podczas dzisiejszej konferencji prasowej Toyota Motor Corporation ogłosiła, że uruchamia nowe przedsiębiorstwo o nazwie Toyota Research Institute Inc. (TRI), którego podstawowym zadaniem będzie prowadzenie badań nad sztuczną inteligencją i robotyką. Główna siedziba firmy będzie się znajdowała w Krzemowej Dolinie, w pobliżu Uniwersytetu Stanforda w Palo Alto, w Kalifornii. Drugi kompleks znajdzie się w okolicy Massachusetts Institute of Technology (MIT) w Cambridge, Massachusetts. Firma rozpocznie działalność w styczniu 2016 roku.

Według Toyoty sztuczna inteligencja ma ogromny potencjał dla dalszego rozwoju przemysłu, a także dla tworzenia nowych gałęzi biznesu. Dlatego firma uruchamia nową inwestycję wartą miliard dolarów. W jej ramach powstaną dwa zespoły w dwóch kluczowych dla rozwoju nauki i technologii lokalizacjach w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo Toyota przeznaczy w ciągu 5 lat 50 milionów dolarów na uruchomienie centrów badawczych na Massachusetts Institute of Technology oraz na Uniwersytecie Stanforda. Oba ośrodki będą prowadziły badania podstawowe nad sztuczną inteligencją.

Zadaniem Toyota Research Institute będzie wdrażanie wyników badań podstawowych prowadzonych na obu partnerskich uczelniach oraz rozwój produktów. Jego podstawową misją jest przyspieszenie badań nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji i wielkich zbiorów danych, które pomogą rozwiązać stojące przez współczesnymi społeczeństwami wyzwania przyszłości. Wszystko po to, aby każdy mógł żyć bezpieczniej, cieszyć się większą wolnością i swobodą poruszania się.

CEO nowego przedsiębiorstwa, a także głównym doradcą technicznym Toyoty będzie dr Gill Pratt, specjalista w dziedzinie robotyki i sztucznej inteligencji. TRI zatrudni wiodących naukowców i inżynierów, łącznie około 200 osób.

Jak powiedział dr Pratt, przed TRI stoją trzy podstawowe cele:

  • Poprawić bezpieczeństwo na drogach, poprzez systematyczne zmniejszanie prawdopodobieństwa wypadku,
  • Umożliwić prowadzenie samochodu każdemu, bez względu na stopień sprawności kierowcy,
  • Wykorzystać technologie Toyoty opracowywane na potrzeby transportu także w urządzeniach domowych, aby wesprzeć seniorów w samodzielnym funkcjonowaniu.

„Planujemy także stosować wyniki naszej pracy szerzej, na przykład w zwiększaniu wydajności produkcji oraz w rozwoju badań naukowych nad materiałami” – dodał dr Pratt.

Akio Toyoda, prezydent Toyota Motor Corporation, powiedział: „Wraz z rozwojem technologii stale udoskonalamy nasze produkty. W Toyocie nie szukamy innowacji dla nich samych. Opracowujemy je, ponieważ taka jest nasza powinność. Naszą odpowiedzialnością jest stałe poprawianie jakości życia naszych klientów, a także społeczeństwa jako całości. Cieszę się ze współpracy z Gillem, nie tylko dlatego że jest świetnym naukowcem, ale także ponieważ wierzę, że łączą nas te same cele i motywacje”.

Dr Gill Pratt obronił doktorat na Wydziale Inżynierii Elektrycznej i Nauk Komputerowych na MIT. Prowadził także wykłady na stanowisku Associate Professor na MIT oraz na stanowisku Professor na Olin College. Jest współzałożycielem Olin College. W latach 1983-2005 uruchomił trzy startupy. Jako menadżer programowy w wojskowej agencji Defense Advanced Research Projects Agency (DARPA) był kierownikiem projektu Neuromorphic Systems and Robotics. Znacząco przyczynił się do rozwoju robotyki jako kierownik konkursu DARPA Robotics Challenge, któremu przyświecała idea współpracy między ludźmi i robotami w działaniach kryzysowych podczas kataklizmów. Dr Pratt jest laureatem nagród DARPA Program Manager of the Year 2014, DARPA Results That Matter 2013 oraz National Science Foundation Career 1998.

Nazwa Toyota Research Institute, Inc.
Siedziba główna Palo Alto, Kalifornia, Stany Zjednoczone
Rozpoczęcie działalności Styczeń 2016
Profil działalności Zaawansowane badania i projektowanie produktów, przede wszystkim w dziedzinie robotyki i sztucznej inteligencji
Wysokość pierwszej inwestycji 1 miliard dolarów w ciągu 5 lat
Liczba pracowników Około 200 osób

Bezpieczeństwo jest najważniejsze – deklarują pracodawcy

Przepisy BHP – ważne i łatwe do spełnienia, szkolenia – pożyteczne, inwestycje w bezpieczeństwo – konieczne? – Takie są główne wnioski z badania „Bezpieczeństwo w pracy 2015”, przeprowadzonego przez TNS Polska na zlecenie Koalicji Bezpieczni w Pracy. Okazuje się, że deklarowane  przekonanie o znaczeniu BHP wśród polskich przedsiębiorców jest wysokie. Na niskim poziomie kształtują się jednak wiedza na temat konsekwencji naruszeń przepisów BHP i szacowanie ich kosztów.

bezpieczenstwo w pracyPołowa (52 proc.) przedstawicieli pracodawców, osób najlepiej poinformowanych w temacie BHP w zakładach pracy uważa, że tematowi BHP poświęca się w Polsce odpowiedni poziom uwagi. Niemniej jednak ponad jedna trzecia zapytanych (35 proc.) ma odmienne zdanie na ten temat i mówi, że uwagi tej jest za mało.

Jednocześnie zdecydowana większość badanych (69 proc.) uważa, że dbanie o BHP ma największe znaczenie przede wszystkim dla pracowników, w drugiej kolejności dla pracodawców (17 proc.), a na samym końcu dla przedstawicieli instytucji publicznych (10 proc.). Respondenci patrzą na tę sprawę podobnie, bez względu na to, jakiej wielkości firmę reprezentują. Co ważne, ankietowani twierdzą, że na poprawę BHP w Polsce mają w dużym stopniu wpływ instytucje publiczne (47 proc.). Rzadziej dostrzegany jest pozytywny wpływ organizacji pracodawców (13 proc.) oraz związków zawodowych (11 proc.).

Instytucje publiczne w celu poprawy bezpieczeństwa i zdrowia pracowników przygotowują regulacje zapewniające podstawowe standardy bezpieczeństwa i zdrowia w miejscu pracy mówi Joanna Skrzyńska z Zespołu Badań Społecznych TNS Polska. Odpowiednie ramy prawne stanowią jeden z istotnych warunków kształtowania kultury bezpieczeństwa. Nie jest to jednak warunek wystarczający. To ludzie muszą rozumieć i widzieć korzyść w zachowaniach, których się od nich oczekuje i które przede wszystkim im samym przynoszą pożytek.

Jak się okazuje, pracodawcy deklarują, że nie lekceważą również tej sfery. Szkolenia z BHP są uznawane za użyteczne zarówno przez zdecydowaną większość pracowników (93 proc.), jak i przedstawicieli zakładów pracy (84 proc.). Warto również zaznaczyć, że im większy jest zakład pracy, tym użyteczność szkoleń oceniana jest lepiej. Z kolei wśród działań promujących BHP wśród pracowników na pierwszym miejscu wymieniane są dodatkowe spotkania dla pracowników, na drugim tworzenie i udostępnianie poradników, a na trzecim inwestowanie w dodatkowe wyposażenie, mające na celu edukowanie pracowników. Rozwiązania te stosowane są w około 40 proc. zakładów.

Firmy wiedzą ile inwestują, ale nie wiedzą ile tracą

Badani, którzy są zdania, że inwestycje w BHP to nieuzasadniony wydatek, są w zdecydowanej mniejszości – stanowią 10 procent. Im większy zakład pracy, tym więcej osób, które uważają, że inwestycje w BHP przynoszą wymierne korzyści ekonomiczne. Potwierdza to świadomość potencjalnych konsekwencji zaniedbań. Najistotniejszymi skutkami wypadków pracowników, w opinii przedstawicieli zakładów pracy zajmujących się sprawami BHP, są koszty odszkodowań dla poszkodowanych (53 proc.) oraz koszt straconego czasu (49 proc.). Kolejne koszty to straty wizerunkowe (35 proc.) oraz utrata dochodów (34 proc.), o których wspomina co trzeci ankietowany. Co czwarty zwraca uwagę na straty majątku trwałego i obrotowego (23 proc.). Koszt straconego czasu jest częściej wskazywany przez przedstawicieli średnich i dużych firm. Jednak tylko nieliczne firmy prowadzą szacunkowe wyliczenia tego, ile średnio kosztuje nieobecność pracownika związana z naruszeniem procedur BHP. Co więcej, połowa badanych (50 proc.) twierdzi, że nie ma do czynienia z tego typu nieobecnościami.

Im większa firma, tym BHP ważniejsze

Zaledwie 16 proc. przedstawicieli zakładów pracy jest zdania, że spełnienie wymogów prawnych w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy jest trudne. Blisko połowa (47 proc.) nie ma sprecyzowanej opinii na ten temat. Więcej niż co trzeci (37 proc.) ocenia zadanie to jako łatwe. Wśród przedstawicieli firm najmniejszych, tj. zatrudniających między 5 a 9 pracowników, więcej jest osób, które zadanie to oceniają jako łatwe (43 proc.). Takie opinie wyjątkowo często pojawiają się też w branży usługowej (46 proc.), natomiast rzadziej w rolnictwie, przemyśle i budownictwie.

Jednocześnie dla połowy badanych (49 proc.) problematyka BHP to, w kontekście sprawnego funkcjonowania zakładu pracy, temat ważny. Dla kolejnych 43 proc. umiarkowanie ważny, a jedynie dla 8 proc. nieistotny. Postrzeganie BHP wyraźnie zależy od wielkości instytucji – im zakład pracy większy, tym częściej pada odpowiedź „ważny”. Wśród przedstawicieli dużych firm takiej odpowiedzi udziela trzy czwarte zapytanych osób (75 proc.).

Największe spółki działają nie tylko w oparciu o obowiązujące regulacje prawne, ale także posługują się wewnętrznymi procedurami, które często są bardziej wymagające niż zapisy ustawodawcy komentuje  Andrzej Smółko, Przewodniczący Koalicji Bezpieczni w Pracy i Prezes CWS-boco Polska. Jest to wynik m.in. bardziej rygorystycznych wymogów stawianych przez właścicieli, większej przejrzystości procesów wewnętrznych, czy konieczności posiadania dedykowanych służb BHP.

Służby BHP – etatowe czy wynajęte?

Zdania na temat najlepszego sposobu organizacji służby BHP w zakładach pracy są podzielone. Wśród ogółu przedstawicieli firm przeważa opinia, że organizacja służby BHP poprzez profesjonalną firmę zewnętrzną jest lepszym rozwiązaniem niż zapewnienie  służby etatowej (54 proc. wobec 41 proc.). Opinie respondentów znacznie się różnią w zależności od wielkości zakładu pracy. W mniejszych (zatrudniających do 49 pracowników) bardziej docenia się profesjonalne firmy zewnętrzne. Z kolei w średnich i w dużych, za lepsze rozwiązanie uchodzi etatowa służba BHP. Warto zauważyć, że za wyborem drugiego rozwiązania opowiada się również większość ankietowanych z branży budowlanej oraz sektora państwowego.


Podsumowując – deklarowane przekonanie o znaczeniu BHP wśród polskich przedsiębiorców jest wysokie.  Potwierdzają to wyniki badania. Jednak wciąż pozostają obszary, w których jest sporo do zrobienia. Na tle Europejskiego badania przedsiębiorstw na temat nowych i pojawiających się zagrożeń (ESENER-2) polskie zakłady pracy w porównaniu do europejskich w wielu kwestiach wyróżniają się pozytywnie. Sprawy, w których rodzime firmy i instytucje wypadają gorzej, związane są z udziałem pracowników w decydowaniu o sprawach BHP.

Czy sprzedajesz w sieci legalnie?

Polacy coraz więcej kupują, a także sprzedają przez internet. Jak pokazały badania CBOS niemal jedna trzecia internautów przynajmniej raz sprzedała coś w sieci*. Szczególnie w listopadzie, tuż przed świętami, w e-handlu zaczyna się spory ruch. O czym więc powinniśmy pamiętać sprzedając przez internet? I czy zawsze robimy to legalnie?  

zakupy internetoweSprzedaż online w Polsce rośnie z roku na roku. Wielu przedsiębiorczych Polaków zakłada sklepy internetowe. Sporo dorabia też na aukcjach internetowych. Firmy handlujące w sieci mają jasną sytuację pod kątem obowiązku płacenia podatków. Rozliczają się z fiskusem tak, jak za sprzedaż w tradycyjnym sklepie, zarówno z tytułu VAT, jak i podatku dochodowego. Sporo wątpliwości pojawia się jednak w przypadku osób fizycznych, które sprzedają na internetowych aukcjach nietrafione ubrania czy prezenty. Jak powinny się rozliczać z fiskusem, jeśli nie prowadzą działalności gospodarczej?

Często sprzedajesz, załóż firmę

Osoby dokonujące transakcji przez internet niejednokrotnie nie zdają sobie sprawy, że czynności, które wykonują, mogą być w rozumieniu przepisów ustawy o PIT**, uznane za działalność zarobkową. Kiedy tak się dzieje? – Sprzedawca, który zarabia w sposób zorganizowany i ciągły zobowiązany jest do zarejestrowania działalności gospodarczej. Jeśli nie dopełni tego obowiązku, to zgodnie z Kodeksem Wykroczeń, może być ukarany grzywną lub ograniczeniem wolności. Warto mieć to na uwadze prowadząc sprzedaż w sieci, bo fiskus na bieżąco sprawdza transakcje zawierane na aukcjach internetowych, weryfikując je pod kątem częstotliwości i ciągłości – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Jak rozliczyć podatek ze sprzedaży?

Regułą jest, że każda firma i osoba fizyczna ma obowiązek rozliczyć się z urzędem skarbowym ze wszystkich dochodów, bez względu na źródło ich uzyskania. Dotyczy to również sprzedaży na aukcjach internetowych. – Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych osoba nieprowadząca działalności gospodarczej, sprzedając towar po 6 miesiącach od mementu jego nabycia, zwolniona jest z uiszczenia podatku z tytułu uzyskanego dochodu. Jeżeli jednak sprzeda towar wcześniej – dochód uzyskany z takiej sprzedaży należy wpisać do formularza PIT w rubryce „inne dochody”, tym samym uiścić należny podatek. Należy tego dokonać nawet w sytuacji, gdy nie uzyskaliśmy zysku z danej transakcji – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie. Z goła inaczej wygląda sytuacja u przedsiębiorców. Sprzedaż w ramach firmy, dokonana nawet po 6 miesiącach od momentu nabycia towaru lub środka trwałego podlega nadal opodatkowaniu i rozlicza się ją w ramach działalności gospodarczej – dodaje ekspert.

W rocznej deklaracji PIT, jako przychód wpisujemy łączną wartość wyrażoną w cenie, określonej w umowie zbycia. Tak określony przychód, pomniejszamy o poniesione koszty jego uzyskania, czyli np. koszty wystawienia towaru na aukcji, koszty przesyłki. – Prywatną sprzedaż rzeczy ruchomych przez internet rozlicza się w zeznaniu rocznym nawet w sytuacji, jeśli dochód ze sprzedaży wyniesie zero lub podatnik poniesie stratę. Niemniej jednak, podatku płacić wtedy nie musi – zauważa Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

A co z VAT?

Obowiązek płacenia podatku VAT powstaje wówczas, gdy wartość sprzedaży w ubiegłym roku podatkowym przekroczyła łącznie kwotę 150 tys. zł. Do wartości sprzedaży nie wlicza się jednak kwoty należnego podatku. Po przekroczeniu tego limitu w skali roku, osoba dokonująca sprzedaży za pośrednictwem internetu, będzie miała obowiązek zarejestrowania się, jako czynny podatnik VAT, w skutek czego, każda transakcja przez nią zawierana będzie podlegała opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług według właściwej stawki. Ci, u których obroty nie przekroczą 150 tys. zł, będą podlegać zwolnieniu z tytułu podatku VAT.

Kiedy to kupujący płaci podatek

Jeśli na aukcji internetowej, od prywatnego sprzedawcy kupimy np. laptopa wartego 1500 zł, to jako kupujący, mamy obowiązek rozliczenia podatku od czynności cywilnoprawnych (tzw. PCC). W świetle obowiązujących przepisów, podatek ten płaci zawsze kupujący, a nie sprzedawca. Zwolniony zostanie z tego obowiązku wyłącznie wtedy, gdy wartość rynkowa transakcji nie przekroczy 1000 zł. Rzeczy kupione poniżej tej wartości nie rodzą skutków podatkowych, ani żadnych związanych z tym obowiązków.

– Podatku z tytułu transakcji internetowej kupujący nie zapłaci też w sytuacji, gdy nabyte na aukcji rzeczy ruchome w chwili zawarcia umowy znajdującą się za granicą, nabywca nie ma miejsca zamieszkania lub siedziby w Polsce, albo umowa została zawarta poza terytorium kraju. Zwolnieniu z PCC podlegają także osoby niepełnosprawne, które na własne potrzeby kupują np. sprzęt rehabilitacyjny, motocykl lub samochód osobowy. Nie zapłacimy też podatku kupując np. waluty obce w kantorze online – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Jeśli jednak kupiliśmy towar o wartości powyżej 1 000 zł i nie podlegamy zwolnieniu z tytułu PCC, w ciągu 14 dni od daty zakupu, musimy bez jakiegokolwiek wezwania ze strony organu podatkowego złożyć deklarację w sprawie podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC – 3) oraz obliczyć i wpłacić należny podatek. Stawka wynosi 2 proc. od wartości rynkowej zakupionej rzeczy. Jeżeli nie dokonamy powyższych czynności, to narażamy się na odpowiedzialność karno-skarbową za wykroczenie lub przestępstwo skarbowe.

Funt znów wyraźnie poniżej 6 zł

Po ostatnim rajdzie funta przez kilka dni oglądaliśmy poziomy w okolicach 6 zł. Nie wykluczone, że już niedługo tam wrócimy, ale na razie korekta cofnęła nas od tych poziomów. Słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy. Gorszy odczyt pokazała również niemiecka gospodarka.

Poznaliśmy wczoraj mniej optymistyczne dane z Wielkiej Brytanii. O godzinie 13:00 opublikowano raport na temat inflacji oraz protokół z posiedzenia Banku Anglii. Prognozy nie są aż tak optymistyczne jak dotychczas sądzono. W rezultacie mamy korektę wzrostów, dla których paliwem były bardzo dobre dane makroekonomiczne ostatnich tygodni. Podczas publikacji poinformowano o niezmienieniu stóp procentowych, co w tej sytuacji nie może dziwić. Funt, który jeszcze niedawno przełamał granicę 6 zł obecnie kosztuje już “zaledwie” 5,93 zł.

Amerykańskie wnioski o zasiłek dla bezrobotnych wypadły gorzej od oczekiwań. Słabsze dane zza oceanu pozwoliły chociaż odrobinę odetchnąć inwestorom na głównej parze walutowej, gdzie od dłuższego czasu publikowane były niemal tylko dane umacniające dolara względem euro.

Wraca temat pomocy kredytobiorcom frankowym. Obecnie projekt przygotowywany jest przez kancelarię prezydenta Dudy, ale jak nietrudno się domyślić nie powinno być problemu by znalazł on większość w parlamencie. Na razie jedyne co wiadomo, to enigmatyczne zapewnienia o pomocy, sprawiedliwości i nie faworyzowaniu. Rynki czekają na liczby. Jeżeli będzie wiadomo jak dużo stracą banki na zabezpieczeniach, które kupiły na rynku pod te kredyty, będzie można ocenić wpływ ustawy na gospodarkę. Na ten moment jest to kolejna niewiadoma, która ciąży na notowaniach złotego.

Od rana poznaliśmy gorsze dane z Niemiec. Produkcja przemysłowa spadła w ujęciu miesięcznym o 1,1%, a w skali roku gospodarki rośnie o 0,2%. Dane te od razu stały się impulsem osłabiającym euro wobec dolara.  Lepsze dane nadeszły z Węgier. Kraj ten obecnie jest stawiany nam przez zwycięską partię jako wzorzec. Produkcja przemysłowa rośnie tam o imponujące 7,8% w skali roku, co faktycznie jest wynikiem godnym uwagi w obecnych czasach. Lepiej od oczekiwań wypadła również produkcja przemysłowa w Hiszpanii.

Złoto dalej traci. Kruszec ten wystrzelił w górę podczas kryzysu, kiedy to traktowany był jako alternatywna waluta i bezpieczna lokata kapitału. Jak bardzo nie jest bezpieczną lokatą kapitału pokazuje co stało się ze złotem od tego czasu. Kruszec ten systematycznie traci na wartości wraz z uspokajaniem się sytuacji na rynkach światowych.

Warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:30 – Wielka Brytania – produkcja przemysłowa i bilans handlu zagranicznego,

14:30 – USA – stopa bezrobocia i zmiana zatrudnienia.

 

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 06.08.2015 do 06.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 06.08.2015 do 06.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2600, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2200 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 06.08.2015 do 06.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 06.08.2015 do 06.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9500 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8900.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 06.08.2015 do 06.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 06.08.2015 do 06.11.2015

Kurs USD/PLN wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9350. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8750.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 06.08.2015 do 06.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 06.08.2015 do 06.11.2015

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze na początku miesiąca w trendzie spadkowym. Przed wyborami doszło do silnego wybicia, które jest kontynuowane i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 6,0150. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Otwiera się wzrostowe okienko

Lukasz Bugaj, analityk DM BOS
Lukasz Bugaj, analityk DM BOS

Na rynku kapitałowym, podobnie jak w naturze, mamy do czynienia z sezonowością. Ciężko jest racjonalnie wskazać jej przyczyny, ale trudno podważyć dane statystyczne jednoznacznie na nią wskazujące. Od czasu rozpowszechniania się pod koniec lat dziewięćdziesiątych opracowań na temat tzw. efektu Halloween, jego skuteczność nawet się zwiększyła. Oznacza to, że właśnie rozpoczęte zimowe półrocze witane powinno być przez inwestorów z nieskrywaną radością. Bowiem to pomiędzy listopadem a kwietniem doświadczyć powinni największych stóp zwrotu ze swoich inwestycji, które później, zgodnie z powiedzeniem „sell in May and go away”, znajdą się pod presją. W przypadku GPW tegoroczne negatywne doświadczenie miesięcy letnich było szczególnie dotkliwe. W przypadku indeksu WIG20 ostatnim wzrostowym miesiącem był kwiecień, a od maja rozpoczęła się czarna seria nieprzerwanych miesięcznych spadków. By znaleźć podobnie długą ilość kolejnych stratnych miesięcy cofnąć się trzeba aż do 2000 roku, choć samo porównanie nie jest najszczęśliwsze, gdyż wówczas zniżki ostatecznie rozciągnęły się na osiem miesięcy, a dwa ostatnie były najsłabsze przynosząc spadki o odpowiednio 11,7% i 7,1%. Wówczas pękała jednak bańka internetowa, co tłumaczyło uporczywość podaży. Aktualnie winą za spadki obarczyć można splot negatywnych czynników związanych z rynkami wschodzącymi i lokalną polityką. Patrząc na zachowanie indeksu MSCI Emerging Markets, widać od października poprawę, której nie zdołał nawet przerwać jastrzębi komunikat FOMC. Tym samym otoczenie przestało działać na niekorzyść byków, ale problem lokalny wraz z poznaniem wyniku wyborów nie uległ rozwiązaniu. Po obserwowanych w ostatnim czasie śladowych obrotach widać wyraźnie, że okres niepewności wciąż trwa i skutecznie hamuje poważny popyt na akcje. Tym samym krajowe blue chipy zamarły w okolicach tegorocznych minimów, podczas gdy amerykański indeks S&P500 sprawnie od nich się odbił i mierzy się z okolicami historycznych maksimów. Wydaje się, że wszystkie tegoroczne „trupy z szaf” już powypadały i straszyć inwestorów na arenie globalnej nie powinny. Rozpoczął się również korzystny z sezonowego punktu widzenia okres faworyzujący akcyjne inwestycyjne. Tym samym perspektywy na dwa ostatnie miesiące są optymistyczne i lokalnie psuje je tylko, albo aż, polityczna niepewność. W tym kontekście problemem jest również wielkość GPW, która sprawia, że inwestorzy zagraniczni mogą się spokojnie obejść bez polskich akcji w portfelach. Zadanie dla nowego rządu jest więc takie, by ich przekonać, żeby tego nie robili. Niestety ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie OFE nie ułatwia tego zadania, a wręcz je komplikuje.