Cloud Technologies przejmuje Audience Network

Cloud Technologies, właściciel największej hurtowni danych w Europie Środkowo – Wschodniej i najszybciej rosnąca spółka na rynku NewConnect, przejmuje Audience Network. To agencja nowych technologii, specjalizująca się w obszarze audience targetingu, czyli reklamy skierowanej do konkretnej grupy internautów.

Audience Network ma blisko współpracować ze swoim nowym właścicielem, uzupełniając kompetencje Cloud Technologies i wspierając klientów spółki w planowaniu oraz optymalizacji internetowych kampanii reklamowych. Do tej pory Cloud Technologies koncentrowała się przede wszystkim na udostępnianiu danych reklamodawcom, dzięki przejęciu zyska także kompetencje doradcze.

Agencja Audience Network będzie kontynuowała działalność pod dotychczasową marką, na stanowisku CEO Audience Network pozostaje także Grzegorz Kosiński, założyciel firmy.

Nie chcemy wprowadzać żadnych zmian w strukturze ani strategii Audience Network, bo firma bardzo dobrze radzi sobie na rynku. Łączymy siły, by lepiej obsługiwać  klientów. Dzięki przejęciu Audience Network możemy nie tylko udostępnić dane o zachowaniach i zainteresowaniach internautów, ale także pomóc w ich jak najlepszym wykorzystaniu – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Firma przetwarza dane z ponad pół miliona stron internetowych i tworzy profile użytkowników, zawierające informacje o ich preferencjach i intencjach zakupowych, dane demograficzne, lokalizacyjne, etc. W sumie to ponad 5 tys. anonimowych cech, dzięki którym reklamodawca wie jaka jest płeć internauty czy jego wiek, jakie strony przegląda, czym się interesuje, czego szuka w Sieci, co miał w swoim koszyku w sklepie internetowym, itd. Z tych informacji korzystają domy mediowe, agencje interaktywne czy inne agencje, takie jak właśnie Audience Network.

– Nasze dotychczasowe doświadczenie i kompetencje pozwolą Cloud Technologies rozwinąć kompetencje w obszarze wsparcia, optymalizacji i realizacji kampanii internetowych dla agencji oraz domów mediowych. W polskim Internecie mamy już dość bogatą ofertę danych o zachowaniach i preferencjach internautów, ale niestety wciąż wykorzystuje się zaledwie promil dostępnych informacji. Nie każdy dom mediowy czy agencja interaktywna potrafią też wycisnąć z nich wszystkie soki. Będąc częścią grupy Cloud Technologies będziemy wspierać wszystkich partnerów przez realizację dla nich efektywniejszych kampanii reklamowych oraz precyzyjne dopasowanie przekazu do konkretnego internauty – przekonuje Grzegorz Kosiński, CEO Audience Network, który zrealizował do tej pory ponad 400 kampanii wykorzystujących dane o preferencjach i zachowaniach internautów.

Jak wynika z badania AdEx 2015’Q1, zrealizowanego przez IAB Polska oraz PwC, na reklamę behawioralną reklamodawcy wydają ponad 3 razy więcej w porównaniu z analogicznym okresem w poprzednim roku.

„Apteki wśród polskich internautów” 2015

 Branża aptek w internecie jest w takim samym stanie jak tradycyjny retail reprezentowany przez Biedronkę. Silna wojna cenowa wymusza precyzyjne działania marketingowe i obniżanie kosztów. Dominują działania efektywnościowe (e-mail marketing ) i zasięgowe (SEM). Pierwsza prezentacja wyników badania Apteki wśród polskich internautów 2015.

Agencja badawcza IRCenter we współpracy z LeadR – agencją marketingu bazodanowego, PricePanorama – firmą monitorującą e-commerce i SpicyMobile – firmą udostępniającą technologie do analityki mobilnej przeprowadziło badanie korzystania z aptek internetowych wśród polskich internautów.

Celem projektu było opisanie ścieżek klienckich prowadzących do aptek internetowych. Zrealizowaliśmy ten cel porównując dane pochodzące z wielu różnych źródeł: deklaracje użytkowników, skan cen produktów oferowanych w aptekach, zachowania ich użytkowników w mediach społecznościowych i w ramach wyszukiwarki Google i ruch na ich stronach WWW.

"Apteki wśród polskich internautów" 2015_1

Kluczowy wniosek z projektu jest taki, że Internet nie spowoduje zamknięcia aptek stacjonarnych (tylko 6% ich użytkowników korzysta wyłącznie z online’owych sposobów sprzedaży). Apteki są więc skazane na integrację digitalowych i fizycznych punktów sprzedaży.

Wśród użytkowników aptek internetowych zdecydowanie dominują kobiety. Użytkowników aptek można podzielić na dwa segmenty: kobiety w wieku 26-33 lata i osoby powyżej 45 roku życia. Obie grupy zdecydowanie motywują się ceną przy wyborze produktów z aptek internetowych.

Apteki wśród polskich internautów

Największy udział ruchu na stronach aptek ma SERP (marketing w wyszukiwarkach) i związane z nim bezpośrednie działania reklamowe. Na to stawiają najwięksi gracze. Największy – DOZ – zdecydowanie korzysta z searchu pozostając przy tym przy relatywnie wysokich cenach swoich produktów (kluczowym źródłem ruchu dla DOZ jest reklama display). Z searchu zdecydowanie korzysta również Gemini, które jednocześnie oferuje niskie ceny swoich najbardziej popularnych produktów. Popularność Gemini w Google nieprzerwanie rośnie od 2013 roku.

Najbardziej zauważalnym i efektywnym (w ocenie użytkowników aptek) jest e-mail marketing. Osoby, które zwracają uwagę w internecie na tę formę reklamy zdecydowanie chętnie i często przechodzą z mailingów bezpośrednio na strony aptek i dokonują zakupów. Wysokie zapamiętywanie działań mailingowych wskazuje również na pozytywny wpływ tej formy na wizerunek marek aptek.

Social Media dla aptek to poboczny, ale kluczowy rodzaj działań. Spontaniczne dyskusje o aptekach w mediach społecznościowych są bezpośrednio związane z ruchem na stronie WWW aptek (wysoka korelacja), ale i z częstotliwością wyszukiwania tych aptek w Google. Udział social media jest oczywiście zdecydowanie mniejszy niż searchu,displayu i mailingu.

W kolejnych wiadomościach/sprawozdaniach  na temat projektu będziemy informować o: oferowanych produktach, popycie na nie, cenach tych produktów i motywacjach do ich zakupów, a także – o związku aptek z aplikacjami mobilnymi.

Doosan Power Systems z szansami na dostawę turbozespołu dla Elektrociepłowni PKN Orlen w Płocku. Wartość projektu to ponad 100 mln złotych

0

CEO Magazyn Polska

Doosan Power Systems jest na ostatniej prostej w negocjacjach w sprawie dostawy, zaprojektowania i instalacji turbozespołu dla PKN Orlen. Spółka stara się również o kontrakty na wyposażenie bloków węglowych w elektrowniach w Bośni i Kosowie. Oprócz projektów realizowanych w formule EPC [engineering, procurement and construction] firma dostrzega także potencjał sprzedaży wysoko sprawnych urządzeń, takich jak turbiny parowe. Równolegle prowadzi zaawansowane prace nad systemami do dekarbonizacji oraz spalania węgla.

Jest kilka projektów, które realizujemy. Powiem szczerze, że jesteśmy na ostatnim etapie negocjacji z Orlenem w kwestii dość sporego projektu o wartości ponad 100 mln zł na dostawę turbozespołu w formule pod klucz – mówi Mariusz Marciniak, dyrektor sprzedaży na Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią spółki Doosan Power Systems.

Projekt dotyczy zaprojektowania, dostawy oraz zabudowy turbozespołu o mocy 70 MW, który będzie wytwarzał energię elektryczną w kogeneracji z ciepłem w parze. Inwestycja będzie realizowana w Elektrociepłowni PKN Orlen w Płocku. Zamawiający zakłada jednocześnie zawarcie z wykonawcą długoterminowej umowy serwisowej.

Doosan Power Systems nie ogranicza się jedynie do polskiego rynku. W kręgu zainteresowania spółki znajdują się również m.in. kraje bałkańskie.

– W innym rejonie również składamy oferty, szczególnie w takich krajach, jak Bośnia czy Kosowo – to są bloki węglowe, które są bardzo odpowiednie dla naszych technologii. Skupiamy się również na działalności serwisowej dla szerokiej gamy klientów. Jest to serwis turbin, kotłów i innych urządzeń energetycznych – tłumaczy dyrektor Marciniak.

Realizacja kontraktów w formule EPC to nie jest jedyny obszar, w którym aktywna jest spółka Doosan Power Systems. W ostatnich latach na polskim rynku osiągane są bardzo dobre wyniki sprzedaży w segmencie wysoko sprawnych urządzeń takich jak m.in. turbiny parowe.

– Oferujemy również instalacje odsiarczania i odazotowania spalin. Świadczymy też usługi serwisowe dla naszych klientów na terenie całej Polski – wylicza Mariusz Marciniak, pytany o sektory działalności z najwyższym potencjałem wzrostu na polskim rynku.

Spółka Doosan Power Systems mocno inwestuje w rozwój swojego przedstawicielstwa w Polsce. Kosztem blisko 50 mln złotych na początku roku oddano do użytku centrum serwisowo-technologiczno-logistyczne w Rybniku. W kompleksie o łącznej powierzchni 8,5 tys. mkw. zatrudnienie znalazło ponad 500 osób.

– Natomiast jeśli chodzi o inwestycje w technologie, to ciągle rozwijamy systemy dekarbonizacji. Mamy centrum badań i rozwoju w Szkocji i tam ciągle prowadzimy badania nad CCS [Carbon Capture and Storage]. Chcemy, żeby spalanie węgla było bardziej efektywne, dlatego pracujemy nad tzw. oxyspalaniem, czyli spalaniem w tlenie, które również limituje emisję do atmosfery – tłumaczy ekspert.

Początek historii spółki Doosan datowany jest na 1896 rok. Obecnie południowokoreańskie przedsiębiorstwo prowadzi działalność w blisko 40 krajach, gdzie zatrudnia ponad 41 tys. pracowników. W ubiegłym roku firma uzyskała łączne przychody w wysokości blisko 20 mld dolarów amerykańskich.

TFI Capital Partners będzie rozwijał segment biożywności przez konsolidację sektora lub rozwój organiczny

CEO Magazyn Polska

Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych Capital Partners planuje rozwój przejętej przez siebie spółki Symbio, producenta zdrowej żywności. Sektor ten w Polsce rozwija się w tempie 20–30 proc. rocznie. TFI CP nie wyklucza ani akwizycji, ani wzrostu przez rozwój organiczny, ale nie planuje utworzenia osobnego subfunduszu.

Analizujemy kilka projektów private equity, częściowo związanych z branżami, które już mamy w portfelu, a częściowo nowych. Na razie bardzo trudno powiedzieć, który z nich zrealizujemy, bo jak przy każdym projekcie private equity jest mnóstwo negocjacji i może na koniec, ostatniego dnia, okazać się, że z jakichś powodów transakcja nie dochodzi do skutku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Chełchowski, prezes zarządu TFI Capital Partners.

Jak zaznacza, jednym z sektorów, będących w kręgu zainteresowań towarzystwa funduszu inwestycyjnego wciąż jest rynek żywności organicznej.

Jesteśmy bardzo zainteresowani sektorem żywności, tzw. bio, organic, po części funkcjonalnej. Zrobiliśmy pierwszą inwestycję w tym sektorze, to jest kontrolny pakiet spółki Symbio, od kilku lat dość znanego producenta tego typu żywności – wyjaśnia Adam Chełchowski. – Rozglądamy się dalej i będziemy decydować, czy będziemy jeszcze kogoś przejmować, czy pójdziemy w wzrost organiczny. Spodziewamy się, że sam rynek będzie się bardzo mocno rozwijał – dodaje.

Adam Chełchowski zaznacza, że potencjał w sektorze żywności organicznej wynika przede wszystkim z coraz większej świadomości społeczeństwa na temat odżywiania i coraz bardziej zasobnych portfeli Polaków. Już teraz kategoria ta rośnie o 20–30 proc. rocznie.

W dojrzałych gospodarkach, takich jak Stany Zjednoczone, Niemcy czy Holandia, żywność organiczna stanowi 5 proc. całego rynku żywności. W Polsce to jest rząd wielkości niżej. Miejsce na wzrost na pewno jest, świadomość konsumencka, że warto odżywiać się czymś, co ma w sobie mniej chemii, nawozów i środków ochrony, zdecydowanie jest – wyjaśnia Adam Chełchowski.

TFI Capital Partners zarządza od 2011 roku funduszem CP Investment I FIZ, który w tym czasie wypracował stopę zwrotu na poziomie ponad 250 proc. Od początku tego roku zarobił przeszło 13,5 proc. Przed rokiem TFI uruchomiło drugi fundusz, CP FIZ, z dwoma subfunduszami: Absolute Return (absolutnej stopy zwrotu), którego wycena w tym czasie wzrosła o 23 proc., oraz Private Equity, który zarobił niemal 30 proc.

Nasza strategia jest dosyć innowacyjna, bo najczęściej albo są fundusze giełdowe, które zajmują się absolutną stopą zwrotu, tam jest kilka strategii, którymi można próbować osiągać wyniki, albo są fundusze typowo private equity – wymienia Adam Chełchowski. – To, co próbujemy robić, czyli wziąć to, co dobre z tych dwóch strategii, i stosować jednocześnie, jest chyba na tyle unikalne, że raczej będziemy myśleć o tym, żeby rozwijać biznes, który mamy – dodaje.

W najbliższych tygodniach polski złoty powinien tracić do euro i dolara

CEO Magazyn Polska

W najbliższych tygodniach za jednego dolara amerykańskiego możemy płacić prawie 4 złote – uważa Sławomir Dębowski, główny analityk Globtrex.com. Jest to jednak poziom, który powinien powstrzymać dalsze osłabienie polskiego złotego. Niekorzystne są również perspektywy wobec euro. W perspektywie kilku tygodni możliwe jest dotarcie do oporu w rejonie 4,36–4,40 zł. Słabe zachowanie krajowej waluty tłumaczone jest przede wszystkim ryzykiem politycznym, związanym ze zmianami w składzie rządu, a także czynnikami zewnętrznymi.

– W perspektywie najbliższych kilku tygodni można oczekiwać dalszego osłabienia naszej waluty. Na wykresie dolara do złotego możemy oczekiwać wzrostu w rejon 3,97. Próba przełamania tego oporu nie powinna się jednak udać – ocenia Sławomir Dębowski, główny analityk Globtrex.com

W drugiej połowie października polska waluta w stosunku do dolara straciła ponad 5 procent. Jako powód awersji inwestorów podaje się przede wszystkie ryzyko polityczne związane ze zmianami w parlamencie, a także relatywną siłę amerykańskiej waluty. Dolar zyskiwał w ostatnim czasie do większości światowych walut. Tylko w tym roku umocnił się do euro o niemal 10 proc., a do złotego o prawie 9 proc.

– Na parze euro-złoty można byłoby oczekiwać wzrostów. Silne opory znajdują się na poziomie około 4,36–4,40. Tymczasem, jeśli chodzi o eurodolara, to mieliśmy ostatnio dosyć spore spadki. W perspektywie kilku sesji można byłoby oczekiwać spadków – prognozuje Dębowski.

W ostatnim tygodniu października wspólna waluta europejska znalazła się pod sporą presją ze strony inwestorów. W tym czasie jej kurs w stosunku do dolara amerykańskiego został skorygowany o blisko 4 procent do poziomu około 1,0900–1,0950 dolara za euro. Zdaniem analityka Globtrex.com w najbliższym czasie powinno dojść do testowania linii ważnego wsparcia, który znajduje się na poziomie około 1,0800–1,0820 dolara.

– To wsparcie powinno się obronić, myślę jednak, że będziemy mieli potem jakieś odbicie, które może potrwać wiele sesji. Zaś w dłuższej perspektywie myślę, że można oczekiwać dalszych spadków – uważa ekspert.

Analityk jest zdania, że w przypadku utrzymania się trendu spadkowego możliwe jest zejście do poziomu tegorocznego dołka w okolicach 1,0500 dolara za euro. Jest to rejon, który powinien powstrzymać dalsze spadki i pozwolić na przejście notowań do fazy mocnego, długoterminowego odbicia.

Prawo i Sprawiedliwość proponuje utworzenie resortu ds. energii. Zajmie się on reformą górnictwa i współpracą sektora z energetyką

CEO Magazyn Polska

Kryzys w polskich kopalniach to jedno z najpoważniejszych wyzwań, z jakimi musi się zmierzyć nowa ekipa rządząca. Prawo i Sprawiedliwość postuluje powołanie nowego resortu – Ministerstwa Energetyki i Surowców, by zapewnić ścisłą współpracę sektorów energetycznego i węglowego. Proponuje, by reformę polskiego górnictwa rozpocząć od analizy potencjału każdej kopalni, a zmiany oprzeć na tych najlepszych.

Każda kopalnia ma swoją specyfikę, dostęp do innego złoża, do innej jakości węgla. Trzeba przeanalizować, jaki jest potencjał każdej z nich, ich stan techniczny i wykorzystanie sprzętu technicznego, organizacja pracy i zarządzanie, a na bazie tego sformułować pewne plany inwestycyjne dla każdej kopalni odrębnie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Tobiszowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Drugim krokiem – jego zdaniem – powinno być określenie rynków, na których te kopalnie będą funkcjonować w zależności od ich potencjału oraz zwrócenie się ku rynkom zagranicznym.

To również wymaga analizy, jak długo dana kopalnia będzie działać, ile ma jeszcze lat przed sobą – 10, 15, 30, 50, wyselekcjonować te kopalnie, które są przyszłościowe i na nich oprzeć całą reformę polskiego górnictwa – wyjaśnia Tobiszowski.

Reformą sektora ma się zająć resort energetyki i surowców, którego utworzenie postuluje PiS.  Partia chce, aby w jednym ręku była koordynacja inwestycji w energetyce i w polskim węglu. Tym bardziej że postulowane jest także utworzenie grup surowcowo-energetycznych.

Nasze elektrownie miałyby wówczas zaplecze surowcowe w bazie polskich kopalń, a więc te plany dotyczące łączenia kapitałowego i wieloletnich umów z polskimi kopalniami powinny stworzyć naturalne zaplecze dla polskiego węgla, jeśli chodzi o energetykę – podkreśla poseł Prawa i Sprawiedliwości. –Potrzebne są tylko bardzo precyzyjne kryteria doboru tych kopalń, które mają stać się zapleczem surowcowym dla poszczególnych elektrowni. Nie każda elektrownia może korzystać z zasobów takiej czy innej kopalni.

Sytuacja w górnictwie jest coraz gorsza. Ceny węgla na świecie spadają od pięciu lat. Tona węgla ARA, czyli odbieranego w portach Amsterdam–Rotterdam–Antwerpia, kosztuje nieco ponad 50 dolarów. W I połowie 2008 roku notowania sięgały 220 dolarów za tonę. Zdaniem Tobiszowskiego w okresie koniunktury na rynku polski rząd nie podjął odpowiednich kroków, które mogłyby przygotować sektor na spadek cen i nadchodzącą dekoniunkturę. Co więcej, niektóre decyzje jeszcze węglowym spółkom szkodziły.

W tym roku widzimy, że po porozumieniu ze stroną społeczną nie został wykonany i zrealizowany plan tego porozumienia, bowiem Nowa Kompania Węglowa choć jest, to właściwie jej nie ma i nie wiadomo, w jakim stanie prawnym dzisiaj funkcjonujemy. Wielki grzech zaniechania i bierność właściciela, jakim był rząd, sprawił, że mamy dzisiaj sytuację bez precedensu – podkreśla Grzegorz Tobiszowski. – Z tygodnia na tydzień czas staje się naszym wielkim wrogiem, bo sytuacja finansowa naprawdę bardzo się pogarsza.

Polskie firmy dobrze sobie radzą na rynkach skandynawskich. Wymagania są tam wysokie, ale polscy eksporterzy potrafią im sprostać

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej polskich firm próbuje swoich sił w Skandynawii. Mimo że są to rynki hermetyczne, a konsumenci mają wysokie wymagania co do jakości produktów i usług, to Polscy eksporterzy są w stanie je spełnić. Na rosnącej wymianie handlowej najbardziej korzysta branża meblowa, sektor rolno-spożywczy, elektromechaniczny, elektryczny oraz stoczniowy.

Po ośmiu miesiącach roku wartość eksport wynosił blisko 112 mld euro i był o 9 proc. wyższy niż przed rokiem. Import rósł nieco wolniej – o 6,4 proc. – do 110,8 mld euro. Kraje skandynawskie odpowiadają w sumie za ponad 7 proc. polskiego eksportu.

Wymiana handlowa między Polską a krajami skandynawskimi jest dosyć ożywiona. Skandynawia jest drugim partnerem, jeżeli chodzi o eksport polskich towarów, i czwartym, jeżeli chodzi o import do Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Agnieszka Kowalcze, dyrektor Polsko-Skandynawskiej Izby Gospodarczej.

Najbardziej aktywnym rynkiem spośród krajów skandynawskich jest Szwecja, która jest ósmym partnerem handlowym Polski (w eksporcie). Eksport do tego kraju w ubiegłym roku wyniósł blisko 20 mld zł, a import – 13 mld. Z danych GUS wynika, że w I półroczu eksport do tego kraju wzrósł o 2,1 proc. Wywóz polskich towarów do pozostałych krajów skandynawskich nieco wyhamował – do Danii o 0,3 proc. (do 1,4 mld euro), do Finlandii o 1,9 proc. (do 0,7 mld euro) oraz do Norwegii o 28,5 proc. (do 1,2 mld euro).

Jak podkreśla Kowalcze, w handlu z poszczególnymi krajami dominują inne branże.

W przypadku Danii branże, które najbardziej się rozwijają, są związane z sektorem elektromechanicznym, elektrycznym oraz rolno-spożywczym. W przypadku Szwecji to np. branża budowlana. Bardzo dużo eksportujemy stolarki drewnianej i mebli – wymienia Agnieszka Kowalcze.

Z kolei Norwegia eksportuje do Polski bardzo dużo ryb i owoców morza. Polska jest jednym z najważniejszych odbiorców tych produktów. Intensywna wymiana z tym krajem dotyczy też przemysłu stoczniowego.

Rynki krajów skandynawskich są dosyć hermetyczne i wymagają od firm zainteresowanych wejściem na nie dobrego przygotowania i znajomości branży tam na miejscu. Ponadto tamtejsi konsumenci są dojrzali, świadomi swoich praw i tego, co kupują. Wymagają produktów o bardzo wysokiej jakości. Dlatego ważne jest to, żeby produkty, z którymi polskie firmy chciałyby wejść na skandynawskie rynki, spełniały te wymogi – podkreśla Kowalcze.

Wymianę handlową między Polską a Szwecją, Danią, Norwegią i Finlandią oraz wzajemne inwestycje wspiera Polsko-Skandynawska Izba Gospodarcza. Zrzesza ponad 360 firm, z czego największą grupę stanowią podmioty zrzeszone w sekcji szwedzkiej.

Izba zrzesza przede wszystkim firmy skandynawskie, które działają na polskim rynku, ale naszymi członkami są również polskie i międzynarodowe przedsiębiorstwa, które szukają kontaktów ze Skandynawią tutaj w Polsce – mówi Agnieszka Kowalcze.

Galerie handlowe szykują się do podboju coraz mniejszych miejscowości. Ekspansji sprzyja rozszerzanie oferty rozrywkowej

0

CEO Magazyn Polska

Rozwój handlu w internecie sprawia, że centra handlowe zmieniają swoją formułę. Stają się nie tylko miejscem zakupów, lecz także centrum rozrywkowo-kulturalno-społecznościowym. To atrakcyjna oferta zwłaszcza dla mieszkańców mniejszych miejscowości. Według dewelopera powierzchni komercyjnych firmy Immofinanz już wkrótce centra handlowe zaczną powstawać w miejscowościach do 20 tys. mieszkańców.

– Internet był początkowo tanią formą zakupów, dzisiaj jest po prostu formą wygodną. Musimy myśleć o tym, jak sprawić, by nasze obiekty stały się równie wygodnym miejscem. Niedługo centra handlowe będą miały wiele elementów dzisiaj widocznych w sieci, czyli możliwość zaopiekowania się klientem od wejścia do obiektu aż do wyjścia, a wręcz pokierowania go do autobusu czy do kolejki – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Wesołowski, country manager development w Immofinanz Group Poland, jednej z największych w Europie firm z branży nieruchomości.

W ciągu ostatnich 10 lat liczba e-sklepów Polsce szybko urosła – z 3 tys. do ponad 20 tys., a wartość handlu wynosi ok. 30 mld zł rocznie. To sprawia, że centra handlowe, aby przyciągnąć klientów, muszą dostosować się do ich potrzeb, oferując im coś więcej niż e-commerce.

Centra handlowe to często oczekiwanie spotkania z małą kulturą, z eventami, które tworzymy. W mniejszych miastach takich wydarzeń nie ma. Centra handlowe żyją życiem trochę kulturalnym, trochę handlowym, trochę społecznościowym. Myślę, że to jest kierunek, który będzie się utrzymywał – ocenia Wesołowski.

Jeszcze 20 lat temu centra handlowe same w sobie były rozrywką – przyciągały klientów, dla których atrakcją była sama możliwość zakupów. Teraz, by móc ich przyciągnąć często z dalszych części miasta lub sąsiadujących miejscowości, muszą zaproponować dodatkowe atrakcje. To już nie tylko kina, kluby fitness czy kręgielnie, lecz także atrakcyjne miejsca spotkań z przyjaciółmi.

– W ostatnio otwartym lubelskim obiekcie dach obiektu jest publiczną przestrzenią. To normalny plac miejski do wykorzystania przez społeczność w dowolnych godzinach, również po zamknięciu centrum. W tym kierunku zmierzamy. Oczywiście, to kosztuje i jest to pewien kompromis pomiędzy możliwościami inwestora a tym, co się da zrobić ponad to, co daje zarobek – podkreśla Jacek Wesołowski.

Pod koniec III kwartału 2015 r. całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosła blisko 12,6 mln mkw. Centra handlowe stanowią 72 proc., z łączną powierzchnią prawie 9 mln mkw. Zdaniem Wesołowskiego wciąż jednak jest miejsce na nowe galerie, zwłaszcza na wschodzie kraju i w mniejszych miejscowościach.

Jeśli siła robocza będzie rosła, to miasta, które będą w stanie zaakceptować centra handlowe, będą coraz mniejsze. Dzisiaj jesteśmy w miejscowościach do 30 tys. mieszkańców, ale myślę, że niedługo będziemy zmierzali w kierunku miejscowości 20-tysięcznych – zaznacza country manager development Immofinanz Group Poland i podkreśla, że istotna jest lokalizacja i łatwość dojazdu. – Dlatego twierdzę, że w Polsce jest jeszcze dużo przestrzeni na nowe inwestycje.

Dodatkowo szansą dla rynku jest modernizacja i rozbudowa tych centrów, które wybudowano 10 czy 20 lat temu. Immofinanz obecnie działa przede wszystkim w Austrii, Niemczech i Polsce, a także na mniejszych rynkach, takich jak Czechy, Słowacja, Rumunia. W Europie Środkowej firma ma 56 parków handlowych Stop.Shop.

Przy wyborze studiów podyplomowych decydujące stają się zajęcia z praktykami biznesu. W tworzenie programów nauczania angażują się firmy

CEO Magazyn Polska

Dla 85 proc. osób, które rozważają studia podyplomowe, czynnikiem decydującym o wyborze uczelni będą zajęcia z przedsiębiorcami i praktykami biznesu. Dlatego coraz częściej w tworzenie kierunków i programów studiów angażują się firmy, które w ten sposób chcą sobie zapewnić dostęp do wykwalifikowanej kadry. Przykładem może być Grupa Muszkieterów, która wspólnie z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu uruchomi cykl wykładów na temat nowoczesnych metod zarządzania w handlu.

Biorąc pod uwagę wyzwania stojące przed systemem kształcenia, uznaliśmy, że potrzebna jest współpraca Grupy Muszkieterów z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu. Studenci otrzymają w ten sposób to, czego brakuje w czysto teoretycznym nauczaniu akademickim. Będą mogli uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez praktykujących specjalistów z różnych dziedzin – mówi agencji informacyjnej Newseria Patrick Renault, prezes zarządu Grupy Muszkieterów w Polsce.

Wykłady otwarte ekspertów Grupy dotyczyć będą m.in. logistyki, marketingu oraz e-handlu, ze szczególnym naciskiem na praktyczne wykorzystanie narzędzi stosowanych w zarządzaniu.

Uważamy, że mamy pewne know-how, którym możemy się podzielić. Pokazujemy także siebie jako solidnego, wiarygodnego pracodawcę i nawet jeżeli ktoś nie trafi do nas dziś, to być może spotka się z nami na swojej ścieżce zawodowej za kilka lat. To już jest dla nas bonus – mówi Marian Słomiak, pełnomocnik zarządu ds. Bricomarché.

Jak podkreślają praktycy biznesu, większość młodych ludzi w Polsce, kończąc studia, nie jest w pełni gotowa, by wejść na rynek pracy. Problemem jest to, że zajęcia z praktykami zawodu wciąż nie są na uczelniach standardem.

Marketingu dzisiaj uczymy się w firmie, czyli tam, gdzie marketing powstaje – w kontakcie z klientem. Oczywiście teoria jest ogromnie ważna, ale dzisiaj przed uczelniami stoi ważne zadanie, by oferować zajęcia bardziej związane z praktyką zawodową – mówi Tomasz Walkowiak, właściciel sklepu Intermarché Grudziądzu oraz szef marketingu strategicznego w Grupie Muszkieterów.

Studenci, którzy będą uczestniczyli w cyklu wykładów na UEP, otrzymają możliwość wzięcia udziału w rekrutacji na trzymiesięczny staż w centrali Grupy w wybranym przez siebie dziale.

Trudno jest oczekiwać, że na rynku pracy znajdziemy kogoś, kto od razu wszystko umie, kto spełnia nasze oczekiwania w 100 procentach, jeśli chodzi o umiejętności. Natomiast najważniejsze jest to, żeby pracownik chciał i żeby był zaangażowany – mówi Marian Słomiak. – Pewna bazowa wiedza jest oczywiście niezbędna, oferujemy jednak szkolenia, ponieważ pracownik jest naszą inwestycją i chcemy, żeby został z nami na dłużej.

Patrick Renault podkreśla, jak ważne jest dziś kształcenie ustawiczne. Grupa Muszkieterów ma rozbudowany program szkoleń, który realizowany jest poprzez kilka kanałów. Pierwszy przeznaczony jest dla przyszłych franczyzobiorców. Drugi kanał stworzony jest specjalnie dla właścicieli sklepów i ich pracowników. Na trzeci natomiast składają się szkolenia dla pracowników centrali.

Big Data kluczowe w obsłudze klienta. Firmy inwestują w narzędzia do analizy danych

CEO Magazyn Polska

Do 2020 roku Big Data doprowadzi do przekształcenia, zdigitalizowania lub eliminacji 80 proc. procesów biznesowych w firmach – wynika z danych firmy Gartner. Analizę danych przedsiębiorstwa coraz częściej wykorzystują w obsłudze klienta, inwestują więc w nowe narzędzia analityczne. Często ma to decydujące znaczenie dla utrzymania klientów. Prawie jedna trzecia z nich lepiej ocenia kontakt z firmami, które znają ich historię.

Ogromnym wyzwaniem dla organizacji jest obecnie zrozumienie, co tak naprawdę jest w Big Data – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Monika Kaczmarek, analityk dostarczającej rozwiązania w zakresie analizy danych firmy Verint. – Dzisiaj bardzo trudno jest analizować tego rodzaju zbiory informacji bez systemów pozwalających zrozumieć, co się kryje pod liczbami i innymi danymi.

W przypadku firmy, która prowadzi telefoniczną obsługę klienta, analizowane muszą być setki godzin interakcji konsultantów i konsumentów. Dodatkowo analiza obejmuje także inne sposoby kontaktu – przez media społecznościowe, blogi czy inne strony internetowe.

Coraz więcej polskich firm deklaruje, że chce się rozwijać w kierunku Big Data. Dziś wciąż jednak niewiele z nich jest w stanie efektywnie korzystać z tego narzędzia. Jak oceniają eksperci analityczno-doradczej firmy Gartner, do 2020 roku Big Data doprowadzi do przekształcenia, dalszego zdigitalizowania lub eliminacji 80 proc. procesów biznesowych.

W naszej bazie klientów znajdują się głównie firmy z rynku telekomunikacyjnego, bankowego, ubezpieczeń społecznych, ale też organizacje, które mają w swoich strukturach ogromne jednostki obsługujące klientów, również w zakresie tzw. back office [zaplecze administracyjne – red.] – wskazuje Monika Kaczmarek. – Te ostatnie koncentrują się głównie na tym, aby dostosować do swojej organizacji aplikacje pozwalające zarządzać tego rodzaju informacją.

Dzięki właściwemu wykorzystaniu danych firma może lepiej zrozumieć oczekiwania klienta. Lepiej dopasowana oferta lub lepsza obsługa klienta może sprawić, że poziom jego zadowolenia z usługi będzie wysoki i nie odejdzie do konkurencji. Jedna piąta klientów badanych przez Verint chce, aby obsługująca ich organizacja umiała dopasować swoją ofertę i postępowanie do ich aktualnych potrzeb.

Na satysfakcję klientów duży wpływ ma także poziom obsługi. Prawie 90 proc. badanych stwierdziło, że im lepsza obsługa, tym lepsza opinię o marce. Najważniejszą przyczyną zmiany dostawcy usług jest wprawdzie wyższa niż u konkurencji cena (31 proc.), ale kolejne miejsca zajmuje nieuprzejmy personel (18 proc.) i zbyt wiele błędów podczas obsługi (16 proc.).

Z drugiej strony, dzięki analizie danych firma może też dowiedzieć się wiele o wewnętrznych o procesach.

Może się dowiedzieć, jak bardzo proces obsługi klienta jest pracochłonny, na ile sama firma jest prężna finansowo. W ten sposób może ograniczyć wszystko, co wymaga większego nakładu pracy, na przykład zastosować kanały samoobsługowe, bez korzystania z zasobów organizacji, które są kosztowne – zauważa Monika Kaczmarek.

Według firmy Gartner w 2017 r. jedna trzecia informacji w przedsiębiorstwach będzie pochodziła od wyspecjalizowanych firm, analizujących konkretne zbiory konsumentów i opisujących schematy działań i zdarzeń, sytuację geopolityczną, trendy w zachowaniu klientów i pracowników, a nawet klimat.

Polska zajmuje mniej więcej środkową pozycję wśród firm patrzących na rozwój technologii wewnętrznie, w celu choćby poprawy poziomu obsługi – ocenia Monika Kaczmarek. – Bardziej zaawansowane pod tym względem są, niestety, kraje Europy Zachodniej i Stany Zjednoczone. Tam jest znacznie więcej wdrożeń systemów pomagających w analizie Big Data.