Galeco – 100% PL

Kiedy w 1996 roku w podkrakowskich Balicach powstawała firma Galeco, jej kapitał mieścił się w dwóch wynajętych pokojach. Prawie dwie dekady później przedsiębiorstwo Szczepana Buryło jest jednym z liderów na rynku systemów rynnowych, jedynym w 100 procentach polskim. Jak firmie, która – mimo międzynarodowej już skali działalności – nigdy nie rozważała przeniesienia produkcji do Azji, udaje się konkurować z globalnymi gigantami?

Szczepan_BuryloUczciwie. Stawiając niezmiennie na najwyższą jakość, której – jak wierzą założyciele Galeco – nie da się dopilnować zdalnie. Proces wytworzenia systemów rynnowych Galeco zaczyna się więc i kończy w Polsce, co – oprócz gwarancji utrzymania odpowiednich standardów – daje korzyści w postaci pozytywnego wpływu na polską gospodarkę.

Dla Szczepana Buryło, który swoją przygodę z biznesem zaczynał w trudnych czasach transformacji to szczególnie ważne. Z własnego doświadczenia zna okoliczności, w jakich wykuwał się polski kapitalizm. Choć przyznaje, że wtedy śmiała wizja i odwaga były całkiem sporym kapitałem wyjściowym, pamięta też, że polskie towary nie cieszyły się dobrą opinią na świecie. Jako początkujący wtedy przedsiębiorca, postanowił to zmienić.

W pierwszych latach działalności Galeco musiało jednak zarobić na sfinansowanie swoich planów. Baliccy przedsiębiorcy rynku systemów rynnowych postanowili nauczyć się od największych, importując systemy PVC od zagranicznych partnerów. Ale już 1998 roku, po przejęciu firmy Tredeo Puławy, Galeco otworzyło pierwsze firmowe biuro handlowe,  w Puławach. Jeszcze w tym samym roku powstało kolejne – we Wrocławiu, a rok później w Gdyni.

Ambicje Szczepana Buryło i jego dynamicznie powiększającego się zespołu nie ograniczały się jednak tylko do Polski. By zrealizować plany zagranicznej ekspansji, firma potrzebowała jednak nowatorskiego produktu, który jakością przewyższałby zagraniczne. Tylko w ten sposób miał szansę przebić się na rynkach, na których etykietka „made in Poland” nie była dobrą rekomendacją.

Dzisiaj Galeco z powodzeniem działa na Węgrzech, Ukrainie, Słowacji i na Białorusi, ale jej produkty obecne są szerzej, także w Bułgarii, Czechach, Rumunii, Mołdawii, na Litwie, Łotwie, w Rosji, Kazachstanie, Turcji, Islandii, Słowenii i Kanadzie… Jak to się udało?

Dzięki innowacjom. Pod koniec 2000 roku firma Galeco opatentowała nowatorski profil rynnowy, który zapobiega przelewaniu się wody podczas intensywnych opadów deszczu, dzięki brzegom wywiniętym do wewnątrz… Polska firma zdeklasowała konkurentów nie ceną, ale jakością i pomysłem. Pomysłem, który był prostą odpowiedzią na potrzeby klientów.

Galeco konsekwentnie realizuje tę sprawdzoną strategię, stale poszerzając ofertę produktową, która dzisiaj kierowana jest nie tylko do klienta końcowego, ale i do architektów oraz deweloperów.

Międzynarodowe sukcesy, wyczucie rynku i odwaga w podejmowaniu ryzyka, pozwoliły Galeco w 2008 roku wybudować nową siedzibę, dając tym samym zatrudnienie 140 pracownikom. Gdzie? W podkrakowskich Balicach oczywiście.

Bo w ciągu prawie już dwudziestu lat w Galeco zmieniło się więc prawie wszystko – skala działania, forma prawna, gama produktów, liczebność zespołu… – ale jedno pozostało bez zmian. Galeco Sp z. o.o.to ciągle w 100 procentach polska firma, która z Polską wiąże swoją przyszłość i z Polski realizuje globalne plany, dając tym samym powód do dumy. I uśmiechu.

 

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 19.10.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Kierunki szyte na miarę biznesu

 U podstaw rozwoju każdego biznesu leży dostęp do wykwalifikowanych kadr. Kluczem do stworzenia oferty edukacyjnej odpowiadającej potrzebom współczesnego rynku pracy jest ścisła kooperacja samorządów, biznesu i szkolnictwa wyższego. Część polskich ośrodków akademickich odrobiła lekcje.

 Złoty trójkąt

Kierunki_szyte_na_miare_biznesuWedług danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Polska to czwarty, co do wielkości, ośrodek akademicki w Europie. Co dziesiąty student w UE wybiera polskie uczelnie – w roku 2013/2014 studiowało tu 1,55 mln osób. Ostatnia dekada pokazuje otwartość szkół wyższych na poszerzanie oferty dydaktycznej i dostosowywanie jej do wymogów nakładanych przez świat biznesu. Nowe specjalności i kierunki powstają często w wyniku trójstronnej współpracy szkół wyższych, samorządów oraz prywatnych przedsiębiorstw, czyli tzw. „złotego trójkąta”. Jedną z branż, która najsilniej wpływa na zmiany w polskich uczelniach jest sektor outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu, który notuje kilkunastoprocentowy wzrost rok do roku – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Owocna współpraca

Silne związki pomiędzy władzami lokalnymi, uczelniami i biznesem widocznie wpływają na stały rozwój rynku pracy. Dobrym przykładem jest Poznań, gdzie bezrobocie w czerwcu 2015 roku spadło do 2,9% i jest obecnie najniższe w kraju. W stolicy Wielkopolski realizowany jest program WorkGate Poznań, za który miasto zostało wyróżnione w prestiżowym konkursie Outsourcing Stars w 2013 i 2014 roku. W ramach projektu poznańscy studenci i absolwenci są z sukcesem wprowadzani w świat sektora usług dla biznesu. Podobnie rzecz ma się w Trójmieście, gdzie lokalne uczelnie modernizują model nauczania wychodząc naprzeciw potrzebom sektora usługowego (zatrudnienie w tej branży przekroczyło w Trójmieście 18 000 osób). Przykładem może być kierunek Aplikacje informatyczne w biznesie na Uniwersytecie Gdańskim, prowadzony w ścisłej kooperacji m.in. z Intelem, Lufthansa Systems, Jeppesen by Boeing, Acxiom, Goyello, YDP czy Speednetem. Przykładem dobrych relacji na linii samorząd-edukacja-biznes jest również program Młodzi w Łodzi czy projekt Szczecin_Twoje_Miasto_Twoja_Przyszłość realizowany przez władze miasta we współpracy ze stowarzyszeniem NOBIS, zrzeszającym firmy BPO, ITO i SSC ze Szczecina.

Nie tylko najwięksi

W potrzeby biznesu wsłuchują się nie tylko największe ośrodki biznesowe, ale również te nieco mniejsze, chcące zaznaczyć swoją obecność na akademickiej mapie Polski. Do dobrych przykładów zaliczyć można specjalność Zarządzanie Usługami Outsourcingu w Elbląskiej Uczelni Humanistyczno-Ekonomicznej czy specjalność Księgowość w centrach usług wspólnych na Politechnice Częstochowskiej. W Pile z kolei mocno rozwinięte są studia dualne, czyli takie, gdzie szkoła wyższa blisko współpracuje z firmami prywatnymi oraz dostarcza programy praktyk i staży. W przypadku Wyższej Szkoły Zawodowej w Pile jest to wymóg 3 miesięcy praktyk na każdego studenta. Absolwenci nowych, ciekawych kierunków nauczania znacznie zwiększają atrakcyjność inwestycyjną polskich miast. Badania wskazują, że to właśnie kapitał ludzki jest czynnikiem najsilniej przyciągającym inwestorów. Coraz więcej samorządów oraz uczelni wyższych ma tego świadomość. Warto, aby za tym przykładem poszli również inni – mówi Prezes Fundacji Pro Progressio.

Zimowy Narodowy z międzynarodowymi nagrodami!

Projekt Zimowy Narodowy, największe Zimowe Miasteczko w Polsce, w ostatnim czasie został wyróżniony dwiema międzynarodowymi nagrodami. 28 września Testa Communications odebrała Ipra Golden World Awards 2015, a 14 października Zimowy Narodowy zdobył nagrodę Galaxy Awards 2015!

 zimowy narodowyZimowy Narodowy to największe w tej części świata Zimowe Miasteczko, które już od dwóch sezonów powstaje na płycie PGE Narodowego. 5000 m2 lodu, trzy lodowiska i najwyższa na świecie górka lodowa do zjeżdżania na pontonach, skate park i ice bar, to tylko część atrakcji z których goście mogli skorzystać w ubiegłym sezonie.

O sukcesie Zimowego Narodowego świadczy ogromne zainteresowanie gości. Tylko w ubiegłym sezonie z atrakcji Zimowego Miasteczka skorzystało pół miliona gości! 19 tysięcy osób obejrzało show lodowe „Kings On Ice”, które było finałem Zimowego Narodowego. Projekt wpisał się już w zimowy pejzaż atrakcji Warszawy, zyskał uznanie warszawiaków i gości odwiedzających stolicę, a także ekspertów od komunikacji i marketingu.

28 września Testa Communications, w Johannesburgu w RPA, odebrała nagrodę Ipra Golden World Awards 2015 w kategorii Consumer PR for an existing service, z kolei w 14 października Zimowy Narodowy zdobył nagrodę Galaxy Awards 2015 w kategorii Public Relations: Event Marketing.

O sukcesie Zimowego Narodowego świadczy przede wszystkim frekwencja. Cieszę się, że goście chcą spędzać czas na lodowiskach, aktywnie i rodzinnie, ale również jest mi niezmiernie miło, że branża doceniła naszą pracę, czego potwierdzeniem są przyznane w ostatnim czasie nagrody. Nie spoczywamy na laurach, kolejna edycja Zimowego Narodowego startuje już 28 listopada i z pewnością po raz kolejny zaskoczymy naszych gości przygotowanymi atrakcjami – mówi CEO Testa Communications, Katarzyna Ziemska.

Autorem strategii komunikacji Zimowego Narodowego jest Katarzyna Tyska, Project Managerem Natalia Bonder. Organizatorami Zimowego Narodowego są Testa Communications i PL.2012+, operator Stadionu Narodowego.

Komentarz walutowy z 19.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Komentarz walutowy z 19.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Złoty liderem rynków wschodzących

Gospodarki wschodzące przeżywają obecnie trudne chwile. Symptomem poważnych problemów jest załamanie kursów walutowych. Stosunkowo dobre wyniki złotego świadczą o odporności polskiej gospodarki. To przybliża nasz kraj do awansu do grona krajów rozwiniętych – pisze Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Piotr_LonczakPonad pięć lat temu grupa BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i później RPA) rozpoczęła formalne spotkania. Był to wynik przekonania, że kraje rozwijające się czeka znakomita przyszłość. W tamtym czasie, dzięki rosnącym cenom surowców, gospodarki wschodzące notowały zdecydowanie lepsze wyniki niż rynki rozwinięte. Mówiono wtedy nawet, że państwa BRICS niedługo przejmą pozycję Stanów Zjednoczonych oraz najważniejszych krajów Unii Europejskiej.

Prognoza okazała się całkowicie nietrafiona, a obecnie większość państw członkowskich BRICS jest w głębokim kryzysie. Fundamentem rozwoju gospodarek wschodzących był eksport surowców. Dzisiaj wiemy, że postawienie na taki model wzrostu było błędem. Wysokie ceny ropy naftowej, żywności i metali w dużym stopniu były napędzane przez antykryzysową politykę zerowych stóp procentowych, prowadzoną przez Rezerwę Federalną oraz pozostałe najważniejsze banki centralne. Dlatego wzrost cen towarów był w dużym stopniu uzależniony od tego, czy amerykański bank centralny będzie dalej drukował pieniądze. Równie duże znaczenie miał popyt Chin na metale i ropę naftową.

Nie tylko Fed

Po raz pierwszy negatywny wpływ Fedu na gospodarki rozwijające się był odczuwalny w połowie 2013 r. Wtedy Ben Bernanke, ówczesny prezes Rezerwy Federalnej, zasugerował możliwość odejścia od antykryzysowej polityki. Kolejnym ciosem była wypowiedź szefowej Fed Janet Yellen na początku 2014 r. Tuż po objęciu stanowiska prezesa banku centralnego mówiła ona o możliwości podwyżki stóp procentowych sześć miesięcy po zakończeniu skupu aktywów. Po tych komentarzach rynki wschodzące przeżywały bardzo ciężkie chwile.

Obecna sytuacja jest bardzo podobna. Pod koniec września, prezes Janet Yellen, postawiła sprawę jasno. Jej zdaniem Fed zamierza podnieść stopy procentowe do końca roku. Zapowiedź miała miejsce w czasie nasilenia się presji na gospodarki rozwijające się. Dane pokazały, że w trzecim kwartale tego roku odpływ kapitału z rynków wschodzących, był największy od końca lat 80.

Odpowiedzialność Fedu za załamanie jest tylko częściowa. Obawy wynikające z zacieśnienia polityki pieniężnej przez Amerykanów, miały jedynie przejściowy wpływ na rynki wschodzące. W rzeczywistości znacznie większe znaczenie mają wewnętrzne słabości tych gospodarek.

Wady krajów rozwijających się, to zorientowanie na eksport nisko przetworzonych produktów i surowców, mała wydajność pracy i słabe wykształcenie pracowników. Nie bez znaczenia jest także korupcja i niestabilność polityczna. Kraje wytwarzające ropę naftową, nie oszacowały właściwie potencjału amerykańskiej rewolucji łupkowej oraz jej wpływu na ceny surowca. Istotne znaczenie mają także postępujące ograniczenia zużycia paliw kopalnianych, ze względu na większą efektywność oraz wykorzystywanie odnawialnych źródeł energii.

Mają miejsce także specyficzne problemy, które dotyczą poszczególnych państw. Rosja zaangażowała się w kryzys na Ukrainie, czego konsekwencją są kosztowne sankcje. Turcja zmaga się z konfliktami na wschodzie swojego terytorium. Brazylia jest wstrząsana skandalami korupcyjnymi. Zasadnicze znaczenie ma jednak załamanie cen surowców, które jest potęgowane przez spowolnienie Chin. Państwo Środka może potrzebować obecnie mniej towarów, niż było to w czasach rekordowo wysokich cen.

Polska z szansą na awans

Jednym z przejawów spadku zaufania do krajów rozwijających się, jest załamanie kursu walutowego. Taki scenariusz był obserwowany ostatnio w przypadku Rosji i Brazylii. W niewiele mniejszym stopniu problemy dotyczą Turcji czy RPA.

Z kolei złoty prezentuje się znacznie lepiej na tle innych walut z grupy rynków wschodzących. Od początku 2013 r., czyli momentu rozpoczęcia dyskusji o możliwym odejściu Fedu od polityki antykryzysowej, indeks złożony z najważniejszych walut krajów z koszyka krajów rozwijających się, osłabił się o ponad 32 proc. w relacji do dolara. W tym czasie złoty został przeceniony wobec amerykańskiej waluty o ponad 16 proc.

Zdecydowanie lepsza postawa złotego wynika z faktu, że Polska jest bardziej zdywersyfikowana niż kraje nastawione na produkcję ropy naftowej lub surowców rolnych. Eksportujemy towary przetworzone (motoryzacja i przemysł elektromaszynowy), dlatego spadki cen na światowych rynkach to pozytywny impuls dla polskiej gospodarki.

Najświeższym dowodem wzrostu zaufania wobec Polski, jest podwyżka perspektywy ratingu przez agencję Moody’s pod koniec września. Przez ostatnie lata państwo zrobiło olbrzymie postępy, podczas gdy większość gospodarek rozwijających się zmarnowało szansę. Nasz kraj ma zatem szansę na ugruntowanie swojej pozycji, jako lider rynków wschodzących, aspirujący do awansowania do grona krajów rozwiniętych.

Jak będą wyglądały galerie handlowe przyszłości?

Interaktywne półki, wielkie ekrany ścienne – tak już niebawem będą wyglądały galerie handlowe. Eksperci już przewidują, że kończy się era małych monitorów. Reklamy i informacje staną się bardziej spektakularne.

Przemysław Świderski.– Wiele firm wprowadza nowe rozwiązania technologiczne do galerii handlowych. Są to takie nowości jak półki interaktywne, które można już zobaczyć na świecie – mówi newsrm.tv Przemysław Świderski, Dyrektor ds. New Business, Doradca Zarządu IMSWidać zainteresowanie ekranami ledowymi lub wall-ami, które są zbudowane z wielu monitorów cienkoramkowych. Ma to na celu pokazanie dobrej treści w dobrym miejscu i o dobrej jakości.

Reklama i informacja stają się coraz większe i dlatego wykorzystywane są wielkie powierzchnie, w których kiedyś było coś innego. – Wykorzystujemy szyby windowe i na nich umieszczamy ekrany ledowe. Przykładem może być Klif w Gdyni. Tam na wall-u znalazły się 24 monitory – dodaje Przemysław Świderski.

Żeby wprowadzenie nowych systemów Digital Signage miało sens muszą one być spektakularne. Muszą zaskakiwać klientów swoją innowacyjnością, wielkością jak i również tym, co na nich jest wyświetlane. Znajdują się tam różne treści od informacji handlowej, aż do informacji ważnej, którą chce zarządzający przekazać swoim klientom.

Eksperci oceniają, że nowe technologie mogą także pomóc klientom przy robieniu zakupów. Nowe technologie i nowe systemy Digital Signage w łatwy i przyjemny sposób przedstawią wiedzę o produkcie i usłudze, która jest dostępna w miejscu, w którym klient przebywa.

Nadchodzące wybory osłabiają złotego

Na rynku złotego w tej chwili dominują dwa tematy. Problemy Chin i powiązane z tym opóźnienie podwyżki stóp procentowych w USA oraz nadchodzące wybory parlamentarne w Polsce. Analitycy nie do końca wiedzą, które deklaracje są tylko obietnicami wyborczymi, a które mogą zostać realnie wykonane, co powoduje wzrost ryzyka a tym samym osłabia złotego.

W nocy poznaliśmy dane na temat chińskiego PKB. Wynik 6,9% jest ciężki w interpretacji. Z jednej strony to mniej niż docelowe 7%, do którego dąży tamtejsza władza. Z drugiej strony analitycy spodziewali się, że do wymarzonego przez partię poziomu zabraknie 0,1% więcej. Za wzrost gospodarczy coraz bardziej odpowiada konsumpcja wewnętrzna niż eksport. Potwierdzają to pozostałe dane. Sprzedaż detaliczna rośnie o 10,9% wobec oczekiwań o 10,8%. Z drugiej strony produkcja przemysłowa wzrosła zaledwie o 5,7% wobec oczekiwań o 6%. Dane te uważane są za lepsze od oczekiwań, aczkolwiek trafniejszym określeniem w tym wypadku jest mniej złe. Po publikacji na rynkach głównych efektem było wstrzymanie spadków cen surowców. Dane te nie są jednak na tyle dobre by samodzielnie przełamać obecny trend.

W weekend odbędą się w Polsce wybory. Ciężko obecnie stwierdzić jak zachowa się złoty po wyborach. Z jednej strony, obecne ryzyko polityczne ciąży złotemu, który umacnia się wobec głównych walut mniej niż pozostałe waluty naszego regionu. Z drugiej strony wcale ogłoszenie wyników nie musi umocnić rodzimej waluty. Obecnie faktycznie złotemu ciąży strach przed realizacją obietnic wyborczych potencjalnego zwycięzcy/zwycięzców. Nie wykluczone jednak, że sam fakt zakończenia stanu niepewności nie zlikwiduje tego czynnika. Często jest tak, że część z instytucji do końca łudzi się, że wyniki wyborów nie będą takie jak mówią sondaże, czego doskonałym dowodem były wybory prezydenckie. Po ogłoszeniu wyników rynki gwałtownie osłabiły złotego pomimo tego, że patrząc na badania opinii publicznej wynik nie mógł być zaskoczeniem.

Dodatkowym problemem jest typowe przed wyborami podnoszenie poprzeczki. Dobrym przykładem jest tutaj prezydent, który właśnie obiecał “rozsądne rozwiązanie dla kredytobiorców frankowych”. Nie ma oczywiście żadnych detali tego projektu, wiemy tylko, ze pomysły rządu są bardzo złe i nie jest on w stanie rozwiązać tego problemu. Projekt w deklaracjach jest oczywiście absolutnie sprzeczny. Z jednej strony padło zapewnienie, że kredytobiorcy frankowi nie znajdą się w lepszej sytuacji niż złotowi. Z drugiej strony padła zapowiedź, że projekt nie będzie tak nieopłacalny ani dla banków ani dla kredytobiorców jak rozważane propozycje 50/50 czy 90/10. Tak naprawdę ta ostatnia deklaracja ma największy wpływ na rynki finansowe. Skoro już rozwiązanie 50/50 silnie uderza w banki to aż strach pomyśleć czym jest owy “kompromis”. Im więcej tego typu potencjalnie ryzykownych finansowo pomysłów usłyszymy przed wyborami ze wszystkich stron, tym słabszy powinien być złoty.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna oraz produkcja przemysłowa,

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015

Kurs EUR/PLN od połowy sierpnia znajduje się w trendzie bocznym. Po osiągnięciu maksimum na poziomie 4,2600, przeszedł w fazę korekty po czym znów zawraca. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2600 gdzie znajdowało się ostatnie maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9400 gdzie znajdują się ostatnie ważne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8650, a następnie ostatnie minimum, czyli 3,8090.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015

Kurs USD/PLN Znajduje się w trendzie bocznym. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest linia łącząca ostatnie maksima na 3,8100. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015

Kurs GBP/PLN podąża w krótkoterminowym trendzie spadkowym. Najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są jest linia łącząca maksima lokalne na 5,7650. W przypadku dalszych  spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Czy dotacje unijne osłabią leasing?

Producenci maszyn i urządzeń zacierają ręce i zwiększają produkcję w związku z uruchomieniem funduszy unijnych. Ruszyła perspektywa PROW 2014-2020, programy dotacji na kolejne lata prowadzą nabór wniosków. Unijny zastrzyk gotówki może stać się dla polskich rolników motorem do dalszych inwestycji w modernizację gospodarstw. Czy firmy leasingowe i banki mają się czego obawiać?

 Głównym motorem wzrostu leasingu w pierwszym półroczu 2015 r. były maszyny i urządzenia. Finansowane aktywa w tej kategorii wzrosły aż o 17% w odniesieniu do zeszłego roku, jak wynika z danych ZPL. Dla porównania w roku 2014 roku sprzęt rolniczy sfinansowany za pośrednictwem leasingu wzrósł o prawie 9% w stosunku do roku poprzedniego, osiągając sumę 3,4 mld zł. Jeszcze lepsze wyniki zanotowano w kategorii pożyczek. Aż 37% maszyn oddawanych do użytku przez firmy leasingowe jest finansowanych w ten sposób. Dynamika wzrostu w 2015 roku wynosi tutaj prawie 30%. Główne powody poprawy sprzedaży to stabilny rozwój gospodarki, duży popyt inwestycyjny w rolnictwie oraz wysokie wykorzystanie zdolności produkcyjnych w firmach.

Na razie nie udało się pobić rekordu z 2012 roku, kiedy zarejestrowano w Polsce prawie 20 tys. nowych ciągników. Jednak – według ekspertów – zainteresowanie maszynami rolniczymi jeszcze wzrośnie. Właśnie domknięto i rozliczono inwestycje sfinansowane w ramach perspektywy unijnej 2007-2013. Na II połowę 2015 roku planowane są ogłoszenia i nabory wniosków do współfinansowania przez UE w ramach perspektywy PROW na lata 2014-2020. Czy pieniądze dla rolników z unijnych źródeł okażą się przeszkodą dla dalszego wzrostu popytu na leasing, kredyty i inne produkty instytucji finansowych? Po co inwestować w finansowanie, jeżeli możliwe jest bezzwrotne wsparcie ze strony UE?

Wbrew pozorom unijne środki nie muszą jednak konkurować z produktami finansowymi, takimi jak leasing czy kredyty. Bardzo często leasing spłacany jest właśnie z unijnych pieniędzy, a rolnik, zachęcony efektami zrealizowanej dotacji, sięga po kolejne ułatwienia w rozwijaniu swojej działalności. Dlatego leasingodawcy coraz częściej planują działania przeznaczone specjalnie dla klientów z branży agro, sprzężone z dotacjami z UE. Pojawiają się liczne oferty skierowane do rolników i dopasowane do ich potrzeb. Jest o co walczyć. W latach 2014-2020 na realizację Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich przeznaczonych zostanie 13,5 mld euro.

Leasing czy pożyczki i dotacje unijne uzupełniają się nawzajem. Zastrzyk gotówki dla rolnika wcale nie oznacza, że finansowanie leasingiem nie jest już konieczne – mówi Marcin Hałaj, Dyrektor ds. Rozwoju Rynku Rolniczego w Raiffeisen-Leasing Polska S.A. – Oferujemy zarówno leasing, jak i kredyty czy programy gwarancyjne RSI i CIP, przygotowane między innymi dla korzystających z unijnych dotacji. Dzięki gwarancjom od Europejskiego Banku Inwestycyjnego możemy zmniejszyć ryzyko związane z konkretną transakcją i dać klientowi lepszą ofertę, korzystniejszą strukturę transakcji lub zrezygnować z dodatkowych zabezpieczeń. Klient korzystający z grantów czy dopłat może wówczas liczyć na korzystniejsze warunki finansowania i kompleksową ofertę dodaje ekspert.

Chociaż nowe programy unijne są bardziej nastawione na inwestycje w infrastrukturę niż w maszyny, to rynek rolniczy w Polce nadal nie jest całkowicie nasycony. Konieczne do gospodarowania sprzęty rolnicy często kupili już w poprzednich latach, ale jak w każdym biznesie, tak i tutaj istotne jest zachowanie konkurencyjności. A ta – jak wiadomo – polega m.in. na wymianie starych maszyn na nowe, często bardziej wydajne lub ekologiczne, a w efekcie opłacalne. Na takie inwestycje z pewnością zostanie przeznaczona spora część dotacji w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-2020. Eksperci liczą też na szczególne zainteresowanie programem „Młody Rolnik”.

Produkcja rolnicza w Polsce nadal jest rozumiana jako produkcja dóbr nieprzetworzonych – wyjaśnia Marcin Hałaj z Raiffeisen-Leasing Polska S.A. – Tymczasem aktualny trend nie polega wcale na tym, żeby rolnictwo dostarczało surowców, włókien roślinnych, mleka lub mięsa. Promowany jest obecnie nowy model ekonomiczny gospodarowania, gdzie rolnik surowce produkowane przez siebie także wstępnie przetwarza – dodaje ekspert.

Zwiększenie dochodowości można uzyskać m.in. poprzez sprzedaż gotowych już serów, przetworów mlecznych lub owocowych, wędlin. Taki sposób produkcji znacząco wypłynie także na rynek poprzez wysoką jakość towarów, firmowanych przez niewielkie, ale prężnie rozwijające się gospodarstwa. Obecny popyt na ekologiczne i zdrowe produkty nadal czeka na zaspokojenie. Rolnicy świetnie zdają sobie z tego sprawę, dlatego na polskiej wsi już widać konsekwentnie realizowane inwestycje, które wpływają na wzrost efektywności i dochodowości całego sektora.

Ekspansja, czyli rozwój. Czy szanse polskich firm na podbój światowych rynków rosną?

Polskie firmy coraz chętniej wchodzą na rynki zagraniczne. Z najnowszego podsumowania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że od 2010 r. stale rośnie liczba eksporterów, a wśród nich coraz większy udział zdobywają małe i średnie przedsiębiorstwa. Średnioroczny przyrost wartości sprzedaży zagranicznej do 2013 r. wyniósł około  2,9%, a mikrofirmy stanowiły już  63,2% wszystkich polskich eksporterów wyrobów do UE i 52% podmiotów operujących poza UE[1]. GUS w podsumowaniu pierwszych siedmiu miesięcy bieżącego roku odnotował zaś, że wartość polskiego eksportu wzrosła o 6,2% w porównaniu z podobnym okresem z 2014 r. i wyniosła 101,5 mld euro[2]. Prognozy na przyszłość są dość optymistyczne: Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych szacuje, że w przyszłym roku polski eksport wzrośnie nawet o 9,1%[3], a BZ WBK zapowiada, że wartość samego eksportu rolno-spożywczego może wzrosnąć o 6%[4]. Jakie wyzwania i przeszkody stoją przed tymi, którzy chcą podbijać świat? Czy państwo i my sami możemy im w tym pomóc?

Jak wynika z badań Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, niemal połowa firm działających za granicą prowadzi biznes w co najmniej trzech krajach[5]. Wielu polskich przedsiębiorców uważa, że ekspansja zagraniczna to warunek pomyślnego rozwoju firmy, dlatego decydują się na coraz odważniejsze działania. Przykładem może być Mikomax Smart Office, firma rodzinna, która 50% swojej sprzedaży – wysokiej jakości nowoczesnych systemów i mebli biurowych – realizuje za granicą. Produkty firmy zostały docenione przez światowych gigantów w Polsce i na arenie międzynarodowej, np. EY, Marks & Spencer czy Qatar Airlines. „Jesteśmy obecni na kilkudziesięciu rynkach świata, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Holandii. Zawsze staramy się podkreślać, że nasze meble produkujemy w Polsce i to stąd pochodzą wszystkie nasze innowacje i projekty. Z perspektywy niemal 25 lat obecności na rynku widzimy, że strategia promująca polskość naszej marki się opłaciła, przyczyniając się zarówno do sukcesu krajowego, jak i międzynarodowego“, mówi Zuzanna Mikołajczyk, dyrektor ds. handlu i marketingu Mikomax Smart Office. Na podbicie rynków zagranicznych nie ma jednak jednolitej recepty. Większość polskich przedsiębiorców swoją ekspansję zaczyna od państw „bezpiecznych“, tzn. takich, które mają podobne regulacje prawne i kulturę biznesową.

Uczestnicy seminariów „Ekspansja zagraniczna polskich przedsiębiorstw”, zorganizowanych w kwietniu tego roku przez Baker Tilly, mogli usłyszeć, że polscy przedsiębiorcy wciąż najpewniej czują się w krajach sąsiednich, takich jak Niemcy, Czechy, czy Słowacja, a także w tzw. krajach starej Unii. Z raportu PARP wynika jednak, że wskaźniki eksportu dóbr i usług poza UE wciąż rosną, w przeciwieństwie do analogicznych wskaźników importu. Szczególnie mikroprzedsiębiorstwa sprzedają dziś więcej na rynkach pozaunijnych niż unijnych, wchodząc na wymagające, ale jednocześnie dość przyjazne inwestorowi zagranicznemu rynki, m.in. amerykański (gdzie ostatnio wzrósł eksport polskiej wieprzowiny) czy kanadyjski. Ciekawy i dochodowy może być również rynek chiński, pomimo wyraźnego spowolnienia wzrostu gospodarczego w ostatnich latach. Tutaj jednak pomóc może głównie znajomość miejscowego prawa, ale i posiadanie wiarygodnego partnera biznesowego. Na przykład zakładając w Zjednoczonych Emiratach Arabskich spółkę z o.o. musimy pamiętać, że 51% jej udziałów musi należeć do osoby, która jest obywatelem tego kraju (nie dotyczy to strefy wolnocłowej).

„Wejście na bardziej ryzykowne rynki wymaga dobrego przygotowania, ale zapewnia też wysokie stopy zwrotu. Polscy przedsiębiorcy powinni pamiętać, że poprzez wybór charakteru swojej działalności w danym kraju, od eksportu do tego kraju aż do założenia spółki, mogą zarządzać poziomem niepewności. Taka ekspansja wymaga też od menedżerów doświadczenia w zarządzaniu wielokulturowymi zespołami. Brak takich umiejętności może być źródłem porażki“, mówi Tomasz Taff, Dyrektor Doradztwa Strategicznego w Baker Tilly.

Czego nam brakuje?

Choć polskie firmy radzą sobie coraz lepiej za granicami kraju, tylko nieliczne branże i podmioty torują sobie drogę do podboju globalnych rynków w większej skali. Dlaczego tak jest? Na konkurencyjność polskiej gospodarki za granicą w dużej mierze wpływa jej innowacyjność. Jednak zdaniem ekspertów z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, którzy cyklicznie monitorują aktywność polskich firm w tym zakresie, nakłady firm na innowacje wciąż nie wzrastają w takim tempie jak za naszą zachodnią granicą. (choć pojawia się coraz liczniejsza grupa przedsiębiorstw, która staje w opozycji do tego trendu)[6]. Jest to jedną z głównych przeszkód w skutecznym wprowadzeniu swojego produktu lub usługi na globalne rynki. Brakuje też rozwiązań systemowych, które mogłyby wspomóc konkurencyjność polskich marek na arenie międzynarodowej. Według stanowiska opublikowanego przez Radę Podatkową Konfederacji Lewiatan, jesteśmy jedną z trzech gospodarek w Europie, gdzie nie istnieją żadne zachęty podatkowe dla inwestycji badawczo-rozwojowych[7]. Autorzy raportu „Wspólnie budujemy naszą zamożność”, opublikowanego przez Fundację Pomyśl o Przyszłości[8], dochodzą do podobnych wniosków. Proponują rozwiązania takie, jak premiowanie przedsiębiorców inwestujących w rozwój i obciążenie wyższymi podatkami tych, którzy skupiają się na konsumpcji zysku. Krytykują również nieprecyzyjność polskiego prawa gospodarczego i zachęcają do zmiany nawyków konsumenckich w kierunku większego patriotyzmu ekonomicznego.

„Naszymi wyborami często przyczyniamy się do rozwoju polskich firm, czyli polskiej gospodarki“,  podkreśla Ryszard Florek, współzałożyciel i prezes firmy FAKRO oraz założyciel Fundacji Pomyśl o Przyszłości. „Zagraniczne korporacje wchodząc na polski rynek czasami przez wiele lat dopłacają do sprzedaży. Firmy te nie dość, że posiadają korzyści z tytułu efektu skali i lepsze warunki do inwestowania w Polsce od rodzimych firm, to dysponują też wielokrotnie większym od polskich konkurentów kapitałem niezbędnym do zbudowania sieci dystrybucji, świadomosci marki na danym rynku, a tym samym powiększenia korzyści z tytułu efektu skali również w dystrybucji. Niska cena uwodzi konsumentów, dlatego wybierają produkty zagranicznych koncernów. To powoduje że polskim producentom ciężko jest się utrzymać na ich rodzimym rynku, a co dopiero zaistnieć za granicą. Gdyby polski konsument wspierał swoimi wyborami rodzime przedsiębiorstwa, pomógłby im zwiększyć efekt skali, obniżać koszty, pozwalając zainwestować także w ekspansję zagraniczną i innowacje. Jeśli będziemy stawiać, tak jak dziś, głównie na zagraniczny kapitał, to wkrótce przestaniemy się rozwijać i nigdy nie dogonimy Zachodu pod względem wzrostu gospodarczego, poziomu życia czy zarobków“, wyjaśnia.

 Razem można więcej

Coraz częściej mówi się także o tym, że współpraca oparta na wzajemnym zaufaniu może ułatwić konsolidację działań na rynkach innych niż polski. Niestety z badań Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, Rzetelnej Firmy oraz Uniwersytetu Vistula w Warszawie[9] wynika, że polscy przedsiębiorcy wykazują postawy świadczące o dużej nieufności w biznesie. Są często przekonani o nieuczciwości kontrahentów i nad wyraz ostrożni przy wchodzeniu w nowe relacje biznesowe. Ci, którzy nie dają się ponieść takim nastrojom, wygrywają walkę nawet o najbardziej wymagającego klienta.

Współpracując można zdziałać więcej, czego przykładem jest  spółka Appolonia, zrzeszająca ponad 19 podmiotów sadowniczych. „Firmy zrzeszone w konsorcjum dzięki koncentracji podaży są w stanie zaspokoić potrzeby lokalnych sieci handlowych oraz realizować duże zamówienia eksportowe. Wymiana doświadczeń i wzajemne wsparcie pozwoliło im lepiej przygotować się do wejścia na rynek chiński, promując swoją markę jako markę jabłek z Polski. Wolumen zamówień z Chin znacznie przewyższa możliwości produkcyjne pojedynczych spółek. Dopiero konsolidacja pozwala stać się wystarczająco dużym partnerem dla chińskiego odbiorcy”, komentuje Bartek Ziółek z firmy Amber Global Consulting, specjalizującej się w doradzaniu firmom, które chcą wejść na rynek chiński.

To zresztą nie pierwszy przypadek konsolidacji w tym sektorze: już wcześniej wysiłki polskich sadowników umożliwiły ominięcie rosyjskiego embarga, za sprawą zastąpienia jabłek koncentratem jabłkowym i zwiększenia jego podaży. Eksport rolno-spożywczy ma dobrą passę: analizy BZ WBK dla „Rzeszpospolitej“ mówią, że w 2016 r. nasze firmy mogą zarobić nawet 25 mld euro.

Wspierając rodzimy biznes

Rządy europejskich państw od dawna prowadzą aktywną politykę, wspierającą swoich przedsiębiorców za granicą. Polska również zaczyna tworzyć konkretne instrumenty wsparcia dla rodzimych przedsiębiorców. Bank Gospodarki Krajowej na początku 2015 r. powołał Fundusz Ekspansji Zagranicznej, którego celem jest finansowe wspieranie ekspansji polskich podmiotów na obcych rynkach. Mowa tu o kwotach od 5 do nawet 50 mln zł, dzięki którym łatwiej będzie uzyskać dostęp do surowców, podzespołów lub technologii, ulokować działalność bliżej nowych klientów, czy też po prostu przejąć marki swoich konkurentów. Pomocny może się okazać również fundusz ARP Venture, powołany przez Agencję Rozwoju Przemysłu z myślą o sektorze MŚP. Dzięki pomocy finansowej dla tzw. funduszy kapitału zalążkowego i wsparciu ze strony Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, możliwe będzie inwestowanie w innowacyjne i perspektywiczne projekty. Fundusz jest skłonny zainwestować nie tylko w „zalążek”, czyli proces zakładania i planowania działalności, ale również dostarczyć firmom kapitał potrzebny na wytworzenie pierwszych gotowych produktów.

Samo wsparcie finansowe nie wystarczy, jeśli państwo nie stworzy przyjaznych przedsiębiorcom rozwiązań systemowych. To myśl, która przyświeca pierwszej edycji Forum dla Wolności i Rozwoju Law4Growth, współorganizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą, Miasto Katowice, Instytut Wolności i Prawo dla Rozwoju. Przez ostatnich kilka miesięcy, we współpracy z ponad 50 kancelariami z krajów Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, eksperci Forum analizowali przepisy i rozwiązania, które sprawdziły się w państwach regionu i które można zaimplementować również w Polsce. Najciekawsze z nich zostaną przedyskutowane podczas blisko 20 specjalistycznych warsztatów z udziałem ponad 200 ekspertów, m.in. Stefana Kawalca – Ministra Finansów RP w latach 1992 – 1994, Jerzego Hausnera – członka Rady Polityki Pieniężnej, prof. Witolda Bieleckiego – Rektora Akademii Leona Koźmińskiego, Marcin Krupy – Prezydenta Miasta Katowice, Henryka Siodmoka – Prezesa Grupy Atlas, Ryszarda Florka – Prezesa Fakro, Mateusza Morawieckiego – Prezesa Banku Zachodniego WBK, Andrzeja Klesyka – Prezesa PZU, Izabeli Kloc – senatora RP, Henri Malosse – Przewodniczącego Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, Andrzeja Arendarskiego, Prezesa Krajowej Izby Gospodarczej i wielu innych. Wydarzenie ma na celu stworzenie szkiców konkretnych ustaw, które zostaną przedłożone Prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie i innym decydentom ustawodawczym w kraju. Wymiana doświadczeń w obrębie regionu pomoże w ustaleniu tego, które rozwiązania prawne tworzą najlepszy klimat dla rozwoju rodzimego biznesu oraz jego zagranicznej ekspansji.

Potrzebujemy zachęt do rozwoju, by móc myśleć o ekspansji: wprowadzenia ulg inwestycyjnych i jednolitego prawa w regionie środkowowschodnim. Rodzime globalne firmy, które mogą konkurować na rynku międzynarodowym, budują siłę gospodarki danego kraju. Jak pokazują przykłady Austrii, Szwecji, Holandii czy Szwajcarii, duża liczba przedsiębiorstw międzynarodowych pochodzących z danego kraju koreluje z wyższymi średnimi zarobkami jego obywateli. Firmy globalne, sprzedając wytworzone przez siebie dobra i usługi za granicę, powodują, że do Polski napływa kapitał, który stwarza przestrzeń do rozwoju i zaspokajania potrzeb społeczeństwa“, podsumowuje Michał Rybicki, współzałożyciel Forum Law4Growth.

[1] „Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce w latach 2013–2014”, PARP 2015
http://badania.parp.gov.pl/images/badania/ROSS_2013_2014.pdf

[2] http://www.mg.gov.pl/node/24927

[3] http://www.kuke.com.pl/prognoza_eksportu.php

[4] http://www4.rp.pl/Przemysl-spozywczy/310159823-Rekordowy-eksport-zywnosci.html

[5] „Jak konkurować na rynkach zagranicznych“, Fundacja Kronenbera przy Citi Handlowy, 2015

http://www.citibank.pl/poland/kronenberg/polish/files/badanie_nemc_2015.pdf

[6] Innowacyjna przedsiębiorczość w Polsce. Odkryty i ukryty potencjał polskiej innowacyjności, PARP 2015

http://badania.parp.gov.pl/files/74/75/76/479/22512.pdf

[7] „Bez ulgi na inwestycje w badania i rozwój nie zwiększymy konkurencyjności gospodarki”
http://www.radapodatkowa.pl/pl/a/Bez-ulgi-na-inwestycje-w-badania-i-rozwoj-nie-zwiekszymy-konkurencyjnosci-gospodarki

[8] Wspólnie budujemy naszą zamożność
http://www.pomysloprzyszlosci.org/raport/

[9] http://www2.krd.pl/Centrum-prasowe/Informacje-prasowe/2015/Firmy-z-polnocnego-zachodu-Polski-ufaja-najmniej