Sprzedaż znaczków w sklepie filatelistycznym Poczty Polskiej rośnie o ponad 10 proc. rocznie. Dużą popularnością cieszą się specjalne wydania, np. z Janem Pawłem II

0

CEO Magazyn Polska

Co miesiąc do sklepu filatelistycznego Poczty Polskiej wpływa 25-30 tys. zamówień. Sprzedaż znaczków co roku rośnie o 10 proc. Niektóre wydania – upamiętniające ważne wydarzenie czy osoby – mają nie tylko wartość filatelistyczną, lecz także narodową. Przygotowywanie okolicznościowych edycji to dodatkowa aktywność Poczty Polskiej, która jest doceniana i w Polsce, i na całym świecie – podkreśla minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki.

Bardzo się cieszę, że Poczta Polska – niezależnie od tego, że bardzo dobrze sobie radzi na najbardziej zliberalizowanym w Europie rynku pocztowym – przypomina także Polakom o ważnych wydarzeniach historycznych, ważnych postaciach i datach, czyli wypełnia misję wynikającą ze statusu narodowego operatora – powiedział Andrzej Halicki podczas otwarcia wystawy filatelistycznej „Święty Jan Paweł II na znaczkach Poczty Polskiej” w warszawskim kościele św. Anny.

Jak podkreśla, Poczta Polska ma do tego odpowiednie narzędzie, jakim jest znaczek pocztowy. W sklepie filatelistycznym spółki aktywne konta ma blisko 40 tys. użytkowników. Miesięcznie kupują 25-30 tys. znaczków. Z roku na rok sprzedaż rośnie o ponad 10 proc.

Specjalne serie wydawane są najczęściej z okazji ważnych dla kraju wydarzeniach – ostatnio był to np. znaczek z okazji Oskara dla filmu „Ida” czy kanonizacji Jana Pawła II. Jak podkreśla Halicki, tę aktywność Poczty Polskiej doceniają nie tylko krajowi, lecz także zagraniczni miłośnicy filatelistyki i kolekcjonerzy.

– To są znaczki uważane za najpiękniejsze, a jednocześnie bardzo wartościowe, dla kolekcjonerów również, bo są to limitowane serie. Ale myślę, że niezależnie od tej filatelistycznej wartości godna podkreślenia jest także ta narodowa – dodaje minister administracji i cyfryzacji, który odpowiada za rynek pocztowy.

Na wystawie „Święty Jan Paweł II na znaczkach Poczty Polskiej” można zobaczyć fragmenty albumu zawierającego wszystkie emisje znaczkowe poświęcone papieżowi, jakie wykonano w ciągu ostatnich 35 lat. Za ten album spółka otrzymała godło „Teraz Polska”. Wystawę można oglądać w sanktuariach w Warszawie, Częstochowie, Wrocławiu i Krakowie. W oficjalnym otwarciu wystawy w warszawskim kościele św. Anny udział wziął kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski.

Istotą naszej misji jest również kultywowanie pamięci o ważnych dla narodu wydarzeniach i osobach. Niewątpliwie taką postacią jest papież Jan Paweł II, któremu staraliśmy się jako Poczta Polska towarzyszyć od samego początku jego pontyfikatu – mówi Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej.

Emisję „Kanonizacja Papieża Jana Pawła II” uznano w ubiegłym roku za najpiękniejszy na świecie znaczek poświęcony tematyce sakralnej. Wcześniej wyróżnienie św. Gabriela Poczta Polska otrzymała za emisje „Beatyfikacja Papieża Jana Pawła II” z 2011 roku i „25. rocznica śmierci ks. Jerzego Popiełuszki” z 2009 roku.

Nabywcy mieszkań coraz częściej wybierają kamienice. Kusi ich historia i klimat takich budynków

CEO Magazyn Polska

Osoby planujące zakup mieszkania coraz częściej szukają lokum w kamienicach. Kuszeni dobrą jakością wykonania, unikalnym klimatem, a także atrakcyjnymi cenami przechodzą z rynku pierwotnego na rynek wtórny. Trend ten chce wykorzystać spółka 2C Partners zajmująca się rewitalizacją starych kamienic, która w ciągu roku zwiększyła zysk netto o ponad tysiąc procent.

– Cały czas obserwujemy pozytywne dla nas zjawisko, kiedy klienci nauczeni doświadczeniami z mieszkań kupowanych u deweloperów chcą przenieść się jednak do starych, grubych murów, bardziej dźwiękoszczelnych – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Łukasz Tylec, prezes zarządu 2C Partners, spółki zajmującej się rewitalizacją i restrukturyzacją kamienic. – Klienci coraz częściej preferują mniejsze budynki z historią i klimatem.

Według danych serwisu Domy.pl 74 proc. osób szukających własnego M preferuje budynki zbudowane z cegły. 18 proc. klientów natomiast szuka mieszkania w blokach z wielkiej płyty. Ośmioprocentową popularnością cieszą się natomiast mieszkania zbudowane w technologii ramy H, czyli opartej na żelbetonowej konstrukcji wypełnionej cegłami lub pustakami.

Coraz większe zainteresowanie mieszkaniami w kamienicach widać po wynikach spółki 2C Partners, która w zeszłym roku sprzedała 41 lokali w odremontowanych kamienicach w porównaniu z 17 sprzedanymi rok wcześniej. Dzięki większej sprzedaży w 2014 roku przychody spółki wzrosły o 139 proc. do 9,5 mln zł, a zysk netto do 4,9 mln zł, czyli o 1070 proc. w porównaniu z 2013 rokiem.

Swój wybór klienci najczęściej tłumaczą solidnością wykonania. Ściany w budynkach z cegły są grubsze, stąd lepiej trzymają temperaturę i są bardziej dźwiękoszczelne. Atrakcyjności takim mieszkaniom dodaje często dobra cena. Taki lokal na warszawskiej Pradze można kupić już nawet za 6-7 tys. zł za metr kwadratowy.

– Najczęściej kupują od nas mieszkania osoby, które chcą w nich po prostu zamieszkać. Następną grupą klientów są osoby kupujące pod wynajem – mówi Łukasz Tylec. – Zdarza się też, że inwestorzy kupują je we wczesnym stadium renowacji, by później sprzedać. Ich jednak jest najmniej.

Podobnie jak na rynku pierwotnym największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania małe i średnie, o powierzchni 40-50 mkw.

– Zdarza nam się zmieniać układ mieszkań z tego względu, że historycznie mieszkania były kiedyś budowane w trochę innym rozkładzie, mniej dopasowane do potrzeb aktualnego klienta i jeżeli jest taka potrzeba, to zmieniamy – wyjaśnia Tylec.

Na przyszły rok 2C Partners zapowiada projekty rewitalizacyjne na powierzchni około 5,6 tys. mkw. Rynek jest perspektywiczny, bo w stolicy jest kilkanaście tysięcy nieruchomości, które wrócą w najbliższych latach do swoich dawnych właścicieli.

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Urządzenia Surface dla biznesu

W ostatniej dekadzie nowe kategorie urządzeń mobilnych diametralnie odmieniły sposób pracy. Z badań przeprowadzonych przez Ipsos Mori na zlecenie firmy Microsoft wynika, że polscy managerowie zmieniają swoje przyzwyczajenia, a 55% z nich uważa, że technologie mobilne pozwalają oszczędzić czas i wpływają na wzrost produktywności. Ta zmiana przyzwyczajeń i sposobu pracy jest ważna o tyle, że w kontekście produktywności polskie przedsiębiorstwa wypadają blado na tle europejskich konkurentów. Komputery Microsoft Surface 3 i Microsoft Surface 4 Pro wychodzą naprzeciw tym zmianom.

Wybór

Do Polski urządzenia linii Surface firmy Microsoft trafią już w listopadzie tego roku. Z badań przeprowadzonych przez Microsoft wśród użytkowników tej linii wynika, że aż 98 procent poleca te komputery swoim znajomym i współpracownikom.

Laptop czy tablet?

Do niedawna wielu managerów stawało przed wyborem jakie urządzenie wybrać do codziennej pracy – tablet czy laptop. W konsekwencji rezygnowali z niektórych funkcjonalności lub kupowali oba urządzenia. Dla producentów sprzętu największym wyzwaniem było więc połączenie mobilności z wydajnością i możliwościami tworzenia treści. Wraz z pojawieniem się takich urządzeń jak Microsoft Surface zmienił się także model pracy – pozwalający nie tylko na konsumpcję treści, ale także pisanie, tworzenie dokumentów, opracowanie materiałów graficznych czy pracę z wymagającymi aplikacjami jak Photoshop czy AutoCAD.

Microsoft od dawna obserwował przyzwyczajenia managerów i analizował ich potrzeby. Dlatego stworzył linię Surface – rozwiązań, które zastępują laptop w codziennej pracy. To urządzenia, które korzystają z całego „software’owego dziedzictwa” środowiska Windows. Pozwalają one na wykorzystanie z klasycznego oprogramowania oraz dedykowanych aplikacji mobilnych, co jest kluczowe z punktu widzenia managera, który chce mieć dostęp do swojego pakietu Office, chmury OneDrive czy dedykowanych firmowych aplikacji klasy CRM czy ERP.” – twierdzi Sebastian Pawłowski z polskiego oddziału Microsoft.

laptop czy tablet

Ergonomia a efektywność biznesowa

W codziennej pracy bardzo ważna jest ergonomia. Urządzenia z linii Surface zostały wyposażone w pełnowymiarowe porty USB 3.0, micro USB, czy opcjonalną stację dokującą, pozwalającą na podłączenie urządzenie do dużego zewnętrznego wyświetlacza o wysokiej rozdzielczości i licznych akcesoriów. Dodatkowo wszystkie modele tej serii posiadają zintegrowaną podpórkę, wygodną klawiaturę i specjalnie zaprojektowane pióro, aby korzystanie z niego przypominało pisanie piórem na papierze. W komputerze Surface Pro 4 pióro Surface nowej generacji identyfikuje 1024 poziomy nacisku i charakteryzuje się niewielkim opóźnieniem, dzięki czemu użytkownik ma wrażenie, że pisze dobrej jakości długopisem po kartce papieru. Pióro posiada także gumkę oraz dedykowany przycisk do uruchamiania aplikacji do tworzenia rozbudowanych notatek OneNote.  Jeśli dodamy do tego wydajne procesory Intel (Atom x7 w Surface 3 i Core 6. generacji i5/i7 w Surface Pro 4) oraz 9/10-godzinny czas pracy na baterii to otrzymamy potężny i wydajny komputer, z którego można korzystać w biurze jak
i poza nim.

Rozwiązania klasy enterprise

Urządzenia linii Surface (Surface 3 oraz Surface Pro 4) w łatwy sposób dopasowują się do istniejącej infrastruktury, a system Windows 10 pomaga chronić przed współczesnymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa. Dział IT może skonfigurować urządzenie Surface tak, jak inne komputery PC, przyłączając je do domeny i zarządzając nim za pomocą już istniejących narzędzi. Układ TPM umożliwia korzystanie ze wszystkich zaawansowanych funkcji zabezpieczeń, takich jak szyfrowanie dysków funkcją BitLocker.  Jeśli dodamy do tego bezpieczne i wygodne narzędzia do pracy w chmurze jak OneDrive, wielu managerów i działów IT przekona się, że nowa kategoria urządzeń pozwoli na jeszcze lepsze wykorzystanie infrastruktury informatycznej oraz podniesienie efektywności pracy.

rozwiazania klasy enterpriseModel sprzedaży

Urządzenia Microsoft Surface 3 oraz Surface Pro 4 skierowane do Klientów biznesowych dostępne będą już w listopadzie u dedykowanych partnerów handlowych. Za dystrybucję komercyjną w Polsce odpowiadać będą autoryzowani dystrybutorzy produktów kategorii Microsoft Surface – Action S.A. oraz Tech Data Polska Sp. z o.o.

Ryszard Rusak: Rynkom należy się odreagowanie

Sytuacja na światowych giełdach jest ostatnimi czasy bardzo nerwowa. Rynek zdyskontował już sporą część negatywnych informacji, a z drugiej strony wciąż nie brakuje czynników stanowiących zagrożenie dla akcji. Spowolnienie światowej gospodarki czy problemy Volkswagena mogą wywołać efekt domina i zburzyć spokój na wielu rynkach. Jednocześnie sierpniowo-wrześniowe spadki sprowadziły światowe indeksy giełdowe do takich poziomów, gdzie pojawiło się dużo miejsca na przynajmniej krótkoterminowe odreagowanie.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Także na naszym lokalnym podwórku negatywne informacje w dużym stopniu znajdują odzwierciedlenie w cenach akcji. To jednak nie oznacza, że nagle polskie akcje zaczną być gwałtownie rozchwytywane. Należy zwrócić uwagę na fakt, że małe i średnie spółki wytraciły swój wcześniejszy impet.

Im gorzej, tym lepiej

Fed wciąż wstrzymuje decyzję o podwyżkach, co oczywiście rodzi pewne obawy o trwałość wzrostu amerykańskiej gospodarki. Jednocześnie zasada „im gorzej, tym lepiej” ponownie obowiązuje w odniesieniu do rynków wschodzących (takich jak Turcja). W ostatnich miesiącach turecka lira bardzo mocno się osłabiła w stosunku do głównych walut (przede wszystkim dolara), ale po spadkach na indeksie BIST 100 waluacje na giełdzie w Stambule obniżyły się do bardzo atrakcyjnych poziomów. Jeśli dodamy do tego akumulację tureckich akcji i umocnienie się liry w ostatnich dniach, Turcja prezentuje się coraz atrakcyjniej. Jak pokazuje wieloletnia historia tego rynku, najlepszym czasem na kupowanie tureckich akcji były momenty, w których na rynku „lała się krew”. Niewykluczone, że jesteśmy świadkami odbudowywania się trendu wzrostowego – na razie niepopartego żadnymi pozytywnymi informacjami.

Audyt gospodarki odpadami kluczem do jej optymalizacji

Pierwszym krokiem do optymalizacji systemu gospodarki odpadami w przedsiębiorstwie jest przeprowadzenie analizy systemu zarządzania odpadami. Dzięki niej możliwe jest wdrożenie optymalnych rozwiązań.

– Aby zaprezentować przedsiębiorcy kompleksowe rozwiązanie w obszarze gospodarki odpadami bardzo ważne jest, żeby zacząć od przeprowadzenia audytu odpadowego, takiego, który pozwoli nam na zdiagnozowanie sytuacji aktualnej i zaproponowanie najlepszego możliwego rozwiązania – mówi Anna Nowakowska, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Stena Recycling.

Audyt systemu zarządzania odpadami w przedsiębiorstwie obejmuje szereg działań. Realizowany jest wywiad na temat procesów produkcyjnych oraz analizowana sytuacja prawna. Sprawdzane są również miejsca, w których generowane są odpady, analizowana wewnętrzna logistyka przepływu oraz sposobu gromadzenia i wywożenia odpadów. Pod uwagę brany jest m.in. używany sprzęt, pojemność kontenerów i częstotliwość wywozu odpadów.

– Im audyt jest szerszy, tym lepsze rozwiązania mogą zostać zaproponowane. W całym łańcuchu gospodarowania odpadami jest wiele elementów, które można poprawić – wyjaśnia Nowakowska.

W ramach optymalizacji gospodarowania odpadami możliwe jest m.in. usprawnienie systemu sortowania odpadów. Wydzielenie dodatkowych frakcji pozwala na podniesienie wskaźnika recyklingu i ograniczenie liczby odpadów jakie trafiają na składowiska. Istotną rolę odgrywa również skrócenie drogi jaką odpady pokonują od miejsca ich generowania do miejsca gromadzenia oraz zastosowanie prasokontenerów, które pozwalają zmniejszyć objętość odpadów. – Z naszych doświadczeń wynika, że poprzez kompaktowanie odpadów można zmniejszyć ilość transportów nawet do 80 proc., a dzięki lepszemu wysortowaniu surowców obniżyć koszty gospodarowania odpadami o nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie – mówi ekspertka Stena Recycling.

Licznik rynku InfoPraca – III kwartał 2015 r.

W trzecim kwartale 2015 r. najwięcej ofert można było znaleźć w sprzedaży, wzrosty zanotowały m.in. branża produkcyjna, instalacyjna i logistyczna. Licznik rynku InfoPraca pokazuje, że kandydaci chętniej decydowali się aplikować za granicę.Licznik rynku InfoPraca III kwartał 2015

Najpopularniejsze branże  

Trzeci kwartał ustąpił pola drugiemu o 7 proc. Miano lidera zachowały kategorie sprzedażowe – 6974. Na ten wynik składa się sprzedaż detaliczna (2275) oraz oferty dla przedstawicieli handlowych, account managerów i telemarketingu (4699). Poziom 6000 ofert przekroczyła branża produkcyjna (6209), co okazało się lepszym wynikiem o 7,2 proc. Niezmienne jest zapotrzebowanie na specjalistów branży IT (4746) i pracowników budowlanych (1979), a także do obsługi klienta/call centre (1845). Lepsze wskaźniki uzyskała branża instalacyjna/utrzymanie/serwis (1636, czyli + 118). Na nieco mniejszą skalę (o 4,7 proc.) wzrosło zapotrzebowanie na osoby zajmujące się logistyką (1459). Z kolei dla kandydatów zainteresowanych finansami pojawiło się 1212 ofert, co oznacza spadek o 26 proc., podobnie jak dla księgowych. Ofert w administracji ubyło o 7 proc., osiągając wynik 1324. Niespodziewanie, z ograniczeniem ofert o 15 proc. spotkali się chętni do pracy w restauracjach i cateringu.  Z wyjątkiem IV kwartału 2014 r., na podobnym poziomie utrzymuje się liczba ofert dla osób do działów HR – ok. 1100.

Gdzie po pracę?

W zeszłym kwartale niemal we wszystkich województwach przybyło ofert pracy. Tym razem ubyło ich o 9 proc. Na najwięcej ofert pracy można było liczyć w województwie mazowieckim – z górą 10,5 tysiąca. Przeszło 5,3 tysiąca czekało w województwie śląskim, niemal 4,5 tysiąca w dolnośląskim, 4 tysiące w małopolskim, 2,6 tysiąca w wielkopolskim, ponad 2,1 tysiąca w łódzkim, a 1,6 tysiąca w pomorskim. Znaczący wzrost ofert pracy dotyczy zagranicy – 3133 to wynik o 372 oferty lepszy niż w II kwartale, a jednocześnie lider wzrostów procentowych – o 13 proc. Największy spadek zanotowano w przypadku województwa pomorskiego – 22 proc.

Kto szuka pracy?

Uwagę zwraca zainteresowanie kandydatów ofertami pracy zza granicy. Przypada na nią ponad 40 proc. wszystkich aplikacji w branży budowlanej. Z Mazowsza wpłynęło 13,3 proc. aplikacji, a ze Śląska – 12,1 proc. W branży produkcyjnej udział zagranicy wynosi 26,6 proc. Nieco mniej, bo 24,6 proc. przypadło na śląskie, a na łódzkie 9,14 proc. Kandydaci preferują oferty spoza Polski także w branży instalacyjnej/utrzymanie/serwis – 27,4 proc. i rolnictwie – 47 proc. Najczęstsze aplikacje pochodzące z Mazowsza to te związane z pracą w administracji – 30 proc., na stanowisko przedstawiciela handlowego – 26,5 proc., sekretarki/asystentki – 37,7 proc., dotyczące sprzedaży detalicznej – 27,1 proc. czy też obsługi klienta/call centre – 31,2 proc. i w finansach – 30,1 proc. Śląsk lideruje w branży logistycznej – 22 proc., inżynierskiej – 26,2 proc., transportowej i dystrybucyjnej – 24,5 proc., działach jakości – 22,8 proc. Utrzymuje się dysproporcja między popytem na programistów IT a podażą. Zgodnie z Licznikiem rynku InfoPraca, w trzecim kwartale 2015 r. w tej kategorii 28,5 proc. aplikacji pochodzi z Mazowsza, 25,4 proc. z Małopolski, 15 proc. z Dolnego Śląska, a ok. 14 proc. ze Śląska. Mazowsze prowadzi w rankingu województw o największej ilości aplikacji – przypada na nie 24 proc. całości. Za Mazowszem uplasowało się województwo śląskie – 17,8 proc., małopolskie – 12,5 proc., zagranica – 11 proc., dolnośląskie – 9,2 proc., wielkopolskie – 6,9 proc., łódzkie – 5 proc., kujawsko-pomorskie – 2,6 proc., pomorskie – 2 proc., lubelskie – 1,7 proc., zachodniopomorskie – 1,4 proc., podkarpackie – 1,3 proc., świętokrzyskie – 1,1 proc., lubuskie – 1 proc., warmińsko-mazurskie – 0,9 proc., opolskie – 0,7 proc., podlaskie – 0,5 proc.

Marek Jurkiewicz, prezes infoPraca
Marek Jurkiewicz, prezes infoPraca

Trzeci kwartał roku upłynął pod znakiem wyjazdów wakacyjnych, a to nie sprzyjało pojawieniu się większej ilości ofert pracy. Skorzystać mogli zainteresowani pracami na zastępstwo, tymczasowymi  związanymi z obsługą turystyczną. Cieszy dobra kondycja branży produkcyjnej i stabilna pozycja IT, sprzedaży czy administracji. Na znaczeniu ponownie zyskuje oferta płynąca zza granicy. Nie jest to korzystna tendencja, gdyż pociąga za sobą kolejny odpływ specjalistów. Po czwartym kwartale roku spodziewamy się wyników zbliżonych bardziej do drugiego kwartału niż do trzeciego – komentuje Marek Jurkiewicz, dyrektor serwisu InfoPraca.

Rosnące znaczenie wkładu własnego

Czy lepiej oszczędzać na większy wkład własny czy od razu brać kredyt i go spłacać? O zaletach i wadach obu wyborów opowiada Mikołaj Fidziński z Comperia.pl
Utrzymanie stóp procentowych na niskim poziomie zachęca Polaków do zaciągania kredytów hipotecznych. Niestety wielu z nich nie stać na wpłacenie wymaganego wkładu własnego, który od stycznia tego roku wynosi 10% wartości mieszkania. Z początkiem przyszłego roku wymóg ten wzrośnie do co najmniej 15%, dochodząc do 20% w 2017 r. Dlaczego tak ważne jest posiadanie wkładu własnego?

Oszczędzanie – dobry wstęp do kredytu

Regularne spłacanie kredytu jest jak oszczędzanie, co pewien czas staramy się odłożyć daną kwotę do skarbonki lub na dedykowane konto oszczędnościowe. Jeżeli nie umiemy regularnie oszczędzać to jak wyobrażamy sobie spłacać kredyt przez 20 czy 30 lat? Umiejętność zebrania wymaganego wkładu własnego jest oznaką dobrego zarządzania domowym budżetem. – Przez rok czy dwa spróbujmy miesięcznie odłożyć z wypłaty 500 czy 1000 zł i odkładać je np. na koncie oszczędnościowym. Sprawdźmy, jak nam się z tym żyje. Dokładnie to samo zamierzamy przecież robić przez kolejne lata, z tą różnicą, że wtedy pieniądze będą trafiać na rachunek banku w celu spłaty zaciągniętego kredytu – radzi Mikołaj Fidziński, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl – Zamiast od razu rzucać się na głęboką wodę rat, lepiej powoli sprawdzać swoje możliwości. Jeśli nigdy nie analizowaliśmy wydatków domowych może się wydawać, że poradzimy sobie np. z ratą do 1500 zł, a w praktyce może się okazać, że z trudem odłożymy 1200 zł – dodaje. Pamiętajmy, że w przypadku oszczędzania możemy sobie popuścić pasa, z kolei bank nie zadowoli się połową raty.

Im większy wkład własny, tym mniejszy kredyt i niższe oprocentowanie

Im więcej pieniędzy wpłacimy podczas zakupu mieszkania, tym mniejszy kredyt będziemy musieli zaciągnąć. A przelicznik tutaj jest bezlitosny – każde kolejne pożyczone 1000 zł to, wg wyliczeń Comperia.pl, 1400-1800 zł do oddania, czyli dodatkowe 400-800 zł odsetek.

Jaką wartość ma 1 tys. zł kredytu?
Oprocentowanie 5,0% na 15 lat 1 423,00 zł
Oprocentowanie 5,5% na 25 lat 1 842,00 zł

 

Klientom z wyższym wkładem własnym oferowane jest niższe oprocentowanie kredytów. – W przypadku 30-letniego kredytu w kwocie 270 tys. zł na mieszkanie o wartości 300 tys. zł (zatem 10 proc. wkładu własnego, czyli 30 tys. zł) obecnie średnia marża wynosi 2,24 proc. Przy 20 proc. wkładzie własnym, czyli 60 tys. zł wkładu, kredyt na 240 tys. zł, marża to już 2,07 proc. Ta, z pozoru niewielka różnica 0,17 p.p. w skali całego 25-letniego kredytu okaże się warta ok. 7500 zł. Mowa tu tylko o odsetkach. Oczywiście dodatkowo dochodzi ponad 700 zł za każdy kolejny 1000 zł kredytu, czyli grubo ponad 20 tys. zł – wylicza Mikołaj Fidziński, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Im większy wkład własny, tym mniej zabezpieczeń

Najlepszym zabezpieczeniem jest wkład własny w wysokości 20 proc. Obecnie wymagany wkład to 10 proc. wartości mieszkania, przez co niektóre banki obarczają kredytobiorców dodatkowym kosztem – ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego. – Obecnie jest one zwykle pobierane jako czasowe podwyższenie standardowej marży o 0,2-0,3 p.p. Przy kredycie zaciągniętym na 25 lat, w kwocie 270 tys. zł (wartość nieruchomości 300 tys. zł, więc wkład własny 30 tys. zł) ubezpieczenie będzie funkcjonować przez ok. 5 lat i łącznie pochłonie ok. 2-2,5 tys. zł. Alternatywą dla ubezpieczenia będzie zabezpieczenie w formie blokady środków na rachunku bankowym lub zastaw na denominowanych w złotych dłużnych papierach wartościowych Skarbu Państwa lub NBP. Ale to w praktyce oznacza, że kredytobiorca posiada te środki, tylko po prostu nie chce ich angażować w kredyt – tłumaczy Mikołaj Fidziński, Comperia.pl.

Twoja finansowa poduszka

Zgromadzone oszczędności możemy przeznaczyć na wkład własny, wyremontowanie nowego mieszkania lub też wykorzystać je jako poduszkę finansową, kiedy padniemy ofiarą nieprzewidzianych sytuacji, jak np. strata pracy. Najlepiej gdyby sięgały one 6-krotności miesięcznych wydatków, czyli pozwoliły przetrwać 6 miesięcy bez dochodów. Stosowna poduszka finansowa przyda się w szczególności w sytuacji tak poważnego zobowiązania jakim jest kredyt mieszkaniowy.