10 trendów w video marketingu na polskim rynku

Trend video to kolejne po roku mobile hasło odbijające się szerokim echem wśród reklamodawców, nadawców telewizyjnych i dostawców contentu. Eksperci z agencji badawczej IRCenter dzielą się wnioskami z analizy kluczowych zmian w korzystaniu z mediów przez konsumentów w kontekście rosnącej roli treści video.marketing

  1. Video jest już coraz częściej oglądane na urządzeniach mobilnych. Rośnie liczba młodych osób oglądających treści video na smartfonach i tabletach (każde urządzenie służy do czego innego). Nie są to zresztą tylko najmłodsi. Z biegiem czasu konsumenci coraz bardziej będą się przyzwyczajać do oglądania treści zmieniając przy tym ekrany. Wydawcy będą musieli zatem publikować content video wielokanałowo (przez strony WWW, aplikacje mobilne, TV i inne).
  2. Zaciera się różnica pomiędzy wydawcami telewizyjnymi i internetowymi. Content video publikują i telewizje i wydawcy internetowi; jedni i drudzy publikują go zarówno online jak i offline. W praktyce oznacza to wzrost produkcji video dedykowanych do internetu i podniesienie ich jakości. W dalekiej konsekwencji zrobienie dobrego video dalej będzie bardzo drogie.
  3. Podstawowym źródłem publikowanych treści video są i pozostaną platformy VoD, które sprofesjonalizują się w przeciągu najbliższych lat. Zaczynają się wokół nich pojawiać kolejne systemy analityczne (tak jak ostatnio do Facebooka; Youtube także udostępnia coraz więcej danych). Rynek obecnie zaczyna uczyć się tych platform i myśleć o tym, jak włączyć je w całościową strategię mediową.
  4. Włączenie contentu video do pomiaru mierzonego zachowaniem w ramach kampanii (CTR, sprzedaż itp.). W działaniach digitalowych kluczowym problemem jest przełożenie oglądalności video na bezpośrednie efekty (kliki, wypełnienia formularzy, zakupy). Dotychczasowe powszechnie stosowane modele ekonometryczne są niewystarczająco precyzyjne do tego zadania. Niektórzy na pewno będą śledzić efektywność video zwykłymi CTRami. W efekcie rozwiną się systemy do analityki reklamowej video.
  5. Profesjonalizacja vlogosfery. Teraz każdy może być nadawcą video: od nastolatka po prezydenta. Młodzi twórcy video już się zrzeszyli wobec reklamodawców i nauczyli, czym jest dla nich efektywność. W rezultacie będą coraz bardziej profesjonalizować swoje produkcje, za które częściowo zapłacą reklamodawcy. Dla twórców rynek bardzo szybko stanie się bardzo ciasny.
  6. Wzrost znaczenia formatów video w reklamie banerowej – na serwisach i portalach będzie się pojawiać coraz więcej displayowych reklam video (o wiele więcej niż teraz), które będą rozliczane bezpośrednio za obejrzenia do końca. Agencje reklamowe zacierają ręce, pojawią się nowe miejsca w budżetach dużych kampanii.
  7. Telewizyjna reklama video zacznie się uczyć od internetowej – wydawcy video już wiedzą, że do internetu trzeba puszczać dedykowany materiał (np.unboxing). Niedługo uświadomią sobie, że tradycyjna reklama telewizyjna też będzie się musiała zmienić. Na zachodzie „na dużym telewizorze” już są emitowane unboxingi z Youtube’a, a u nas w takich reklamach występuje Radek Kotarski.
  8. Do spójnego pomiaru video jeszcze bardzo daleka droga. Na razie nie widać sensownego rozwiązania do mierzenia oglądalności tego samego contentu video na telewizorze i online. Rozwiązania oferowane przez największych dostawców z rynku paneli badawczych opierają się wciąż na bardzo dużych estymacjach. Nie ma również przejrzystych danych na temat popularności contentu video na platformach VoD; powszechnie dostępne są tylko dane z Megapanelu, które o poszczególnych tytułach nic nie mówią.
  9. Big Data w video jeszcze przed nami. Tak naprawdę powszechnie dostępne są już zaawansowane systemy do pomiaru popularności treści video mierzące atrakcyjność sekunda po sekundzie, analizujące wzorce zachowań i atrybuty filmów. Tego typu systemy zostały m.in. wykorzystane do stworzenia serialu Netflixa „House of Cards” i mogą być stosowane przez każdego polskiego wydawcę. Są jednak na tyle drogie, że ich integracja w pozostałe systemy analityczne jeszcze przez jakiś czas nie będzie się nikomu w Polsce opłacała.
  10. Wygrają ci, którzy będą potrafili zintegrować video ze swoimi pozostałymi kanałami komunikacji i stworzyć przy tym spójną strategię, gdzie video będzie rozliczane na równi z innymi mediami. Na razie wiadomo, że w miarę rzetelny pomiar efektywności można przeprowadzić przede wszystkim wewnątrz ekosystemu cyfrowego. Sensownie będą mogły do tego podejść podmioty stricte internetowe (głównie e-commerce), dla których video to jeden z kilku różnych sposobów komunikacji. Telewizje natomiast zaczną uczyć się digitalu.

Więcej obserwacji na temat kluczowych zmian na rynku video w Polsce oraz wybór danych dotyczących zagranicznych rynków video dostępny jest na stronie IRCenter. Agencja już teraz oferuje narzędzia analityczne i badawcze do pomiaru treści video i telewizyjnych.

Środkowoeuropejskie pokolenie Y gotowe do wejścia na rynek pracy

Siedmiu na dziesięciu studentów z Europy Środkowej podejmowało pierwszą pracę w zawodzie już podczas nauki, a z największym doświadczeniem na starcie swojej ścieżki zawodowej wkraczają studenci z Polski – wynika z czwartej edycji badania „First Steps into the Labour Market”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w ośmiu krajach regionu Europy Środkowej. Aż 75 proc. młodych Europejczyków ocenia swoje umiejętności i kompetencje jako dobre lub bardzo dobre. To dzięki nim chcą szybko znaleźć satysfakcjonujące zajęcie na rynku pracy, który oceniają jako trudny.

Jak najkorzystniej sfinansować studiaW badaniu przeprowadzonym przez Deloitte wzięło udział 2,4 tys. studentów i absolwentów szkół wyższych z Albanii, Chorwacji, Czech, Węgier, Litwy, Polski, Słowacji oraz Słowenii. Średnia wieku ankietowanych wyniosła 23,2 lata. Ankieta on-line została przeprowadzona w IIQ2015.

Aż 71 proc. badanych przyznała, że ma doświadczenie zawodowe związane z wybranym kierunkiem nauki, które zdobyła podczas studiów. „W Polsce ten odsetek jest wyższy o 10 p.p. Można przypuszczać, że nasi studenci bardziej niż ich koledzy z innych krajów regionu są skoncentrowani na rozwoju swojej kariery i zdobywania doświadczenia. Aż 15,7 proc. z nich chce iść na studia podyplomowe i kursy specjalistyczne, podczas gdy średnia dla całego regionu wynosi 5,5 proc.” – mówi Halina Frańczak, Dyrektor Clients & Markets na Polskę oraz Europę Środkową, Deloitte. W zdobywaniu doświadczenia aktywnie pomagają pracodawcy. Aż 63,4 proc. respondentów z Polski uczestniczyło w programach edukacyjnych organizowanych przez firmy, podczas gdy średnia dla całego regionu wynosi 44 proc.

Rynek trudny, ale o pracę łatwo

Jedynie czterech na dziesięciu studentów i młodych absolwentów ocenia sytuację ekonomiczną w swoich krajach jako dobrą lub bardzo dobrą. Najbardziej optymistyczne spojrzenie mają na tę kwestię Czesi.

Jeszcze gorzej ankietowani oceniają rynek pracy – tylko 20 proc. badanych (średnia dla regionu) uważa, że panująca na nim sytuacja jest pozytywna. Polacy, spośród których 36 proc. ocenia sytuację na rynku pracy jako złą, są pod tym względem bardziej optymistyczni niż Słowacy, Chorwaci czy Słoweńcy, ale pozostają w tyle za Czechami, wśród których tylko 23 proc. wskazało na taką odpowiedź.

Jednak i tak, mimo pesymistycznego spojrzenia na rynek pracy, ankietowani studenci w badanych krajach wierzą, że są w stanie znaleźć satysfakcjonujące ich zajęcie już w ciągu trzech miesięcy (73 proc.).

To przekonanie wynika głównie z wiary we własne umiejętności. Aż trzy czwarte badanych ocenia je jako wysokie lub bardzo wysokie. W tej grupie są również Polacy, którzy jednak nieco bardziej krytycznie oceniają swoje umiejętności w zakresie uczenia się (o swojej zdolności do szybkiego uczenia się przekonanych jest 74 proc. studentów z regionu i 69 proc. z Polski), pracy zespołowej (67 proc. w regionie i 65 proc. w Polsce), przywództwa, rozwiązywania konfliktów, delegowania i rozwiązywania problemów.

Studenci uważają, że potrafią myśleć analitycznie (70 proc. – tyle samo w regionie i w Polsce).

Najgorzej oceniają swoją odporność na stres. Tylko 45 proc. studentów w Europie Środkowej ocenia tę umiejętność na wysokim poziomie. W Polsce ten odsetek jest jeszcze niższy i wynosi 37 proc.

Rozwój ważniejszy niż pieniądze

Jakimi czynnikami kierują się młodzi mieszkańcy Europy Środkowej przy wyborze pracy? Dla 36 proc. (42 proc. w Polsce) odpowiedzią pierwszego wyboru była możliwość rozwoju i zdobywania nowych umiejętności, a dla 13 proc. (16 proc. w Polsce) atrakcyjne wynagrodzenie.

Największe oczekiwania mają pod tym względem młodzi Słoweńcy, którzy chcieliby zarabiać średnio 1500 euro miesięcznie (pierwsza praca na etacie). Tysiąc euro pensji miesięcznie to marzenie młodych Słowaków i Litwinów. Polacy chcieliby zarabiać średnio 776 euro miesięcznie.

Z badania Deloitte wynika, że 42,3 proc. badanych marzy o pracy w dużej międzynarodowej korporacji. Tylko co dziesiąty ankietowany (średnia dla regionu) planuje założenie własnego biznesu. W Polsce takich osób było 10,6 proc. Marzenia o własnej firmie wyraża 15,9 proc. Litwinów i 15,6 proc. Chorwatów. To najlepsze wyniki w całym regionie.

Praca jest dużą wartością dla studiujących przedstawicieli pokolenia Y. Aż 87 proc. pracowałoby, nawet gdyby nie potrzebowało pieniędzy. W Polsce taką odpowiedź wybrało 86 proc. ankietowanych.

Lider myśli strategicznie

Młodzi mieszkańcy Europy Środkowej oczekują, że liderzy będą charakteryzować się umiejętnością strategicznego myślenia (62,6 proc.), charyzmą (48,6 proc.) oraz zdecydowaniem (47,4 proc.). W Polsce wyniki te wyglądają odpowiednio: 71,3 proc., 63 proc. oraz 45,2 proc. Częściej niż pozostali studenci, Polacy oczekują inspirowania innych (50,5 proc. w porównaniu do 46,9 proc.). „To pokazuje, że młodzi Polacy mają dosyć wygórowane oczekiwania wobec swoich przyszłych szefów. W ich opinii podstawowym zadaniem lidera jest zabezpieczenie przyszłości firmy w długoterminowej perspektywie” – wyjaśnia Gavin Flook, Partner, Talent Leader Deloitte Central Europe. Ankietowani, podobnie jak w ocenie własnych umiejętności, wysoko plasują także swoje kompetencje przywódcze. Prawie 73 proc. badanych na pytanie o to czy ich koledzy postrzegają ich jako liderów odpowiedziało, że „tak” lub „raczej tak”.

Respondenci nie mają nic przeciwko współpracy z przedstawicielami innych generacji. Dla aż 90 proc. z nich mogą być oni źródłem wiedzy, a 80 proc. uważa, że znalazłoby z nimi płaszczyznę porozumienia. Najwięcej osób (45 proc.) preferowałoby przełożonego w wieku 36-50 lat. W Polsce odsetek ten wynosi 42 proc. Wiek szefa jest nieistotny dla 32,2 proc. ankietowanych (w Polsce dla 36 proc.).

Hybrydy stanowią już 23% całkowitej sprzedaży Toyoty i Lexusa w Europie; wzrost o 3 punkty procentowe

Sprzedaż modeli hybrydowych Toyoty i Lexusa sięgnęła 152 tys. egzemplarzy w ciągu trzech pierwszych kwartałów br. i stanowi obecnie niemal ¼ całkowitej sprzedaży w Europie. W krajach Europy Zachodniej już co trzeci samochód japońskiego producenta jest hybrydą.

Toyota po raz kolejny znalazła się na szczycie listy najcenniejszych marek motoryzacyjnych w rankingu BrandZ™ 100 Most Valuable Global Brands 2015. Badanie przeprowadziła firma Millward Brown Optimor, która wyceniła markę Toyoty na 28,9 mld dolarów (26,5 mld Euro). Lexus awansował w rankingu na 10. pozycję, w porównaniu do 11. miejsca w ubiegłym roku. Zdecydowały o tym systematyczne podnoszenie jakości produktów i szeroka gama odnowionych modeli. Wartość Lexusa wyceniono na 4,3 mld dolarów (3,9 mld Euro). Ranking BrandZ™ ukazuje się od 10 lat. W tym czasie Toyota okazała się liderem branży motoryzacyjnej 8 razy. O dominującej pozycji marki decyduje innowacyjność firmy, wynikająca z szeroko zakrojonych badań nad nowymi technologiami, odważna polityka, najwyższa jakość i trwałość jej produktów oraz ogromny wkład we wdrażanie wizji zrównoważonej, świadomej mobilności. W 2014 roku firma wprowadziła na rynek pierwszy seryjny samochód na wodorowe ogniwa paliwowe - model Mirai. Nowatorski sedan jest już dostępny w Japonii. Na rynku europejskim i amerykańskim pojawi się w drugiej połowie tego roku. Toyota okazała się pionierem nowej technologii już po raz drugi. W 1997 roku firma wprowadziła na rynek Toyotę Prius, pierwszy seryjny samochód hybrydowy. Od tamtej pory Toyota sprzedała na całym świecie ponad 7 milionów hybryd. Europejscy kierowcy mogą wybierać spośród 15 modeli Toyoty i Lexusa. Toyota jest największym producentem samochodów na świecie. W 2014 roku koncern zwiększył sprzedaż o 2,5% do poziomu 10,2 milionów samochodów, co także pozytywnie wpłynęło na wartość marki w tegorocznym zestawieniu. BrandZ™ Top 100 Most Valuable Global Brands 2015 to jedyne badanie mierzące postrzeganie marki na podstawie wywiadów z około 2 milionami konsumentów w 30 krajach na temat tysięcy marek oferujących produkty klientom indywidualnym. Według autorów raportu postrzeganie marki przez konsumentów ma kluczowe znaczenie w ocenie jej wartości. Ich zdaniem na budowanie marki składają się przede wszystkim: sposób funkcjonowania firmy, jakość dostarczanego produktu, przejrzystość pozycjonowania na rynku i silne przywództwo.Wzrost sprzedaży hybryd o 16% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku potwierdza coraz większą popularność alternatywnych napędów w Europie. Całkowita sprzedaż hybryd Toyoty i Lexusa na kontynencie zamknie się w tym roku liczbą 200 tys. samochodów, podczas gdy jeszcze w 2010 roku wynosiła zaledwie 70 tys. aut.

„Europejscy klienci są coraz bardziej świadomi przewag napędu hybrydowego nad konwencjonalnym – powiedział Karl Schlicht, Executive Vice-President Toyota Motor Europe. – Już niedługo nasza oferta rozszerzy się do 16 modeli hybrydowych, należących do 60% obecnych na rynku segmentów. Jesteśmy przygotowani na zaspokojenie potrzeb różnych kierowców. Niedawno łączna sprzedaż hybryd Toyoty w Europie przekroczyła milion egzemplarzy, zaś na świecie 8 milionów. Auta hybrydowe stanowią siłę napędową naszego stabilnego wzrostu na kontynencie, szczególnie w Europie Zachodniej i Centralnej”.

Toyota odnotowała także znaczący wzrost całkowitej sprzedaży wszystkich swoich modeli. Liczba 662 tys. samochodów sprzedanych w ciągu 9 miesięcy 2015 roku oznacza wzrost o 4,7% w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego. W państwach Europy Centralnej sprzedaż zwiększyła się aż o 10%.

 

Modele hybrydowe na runku europejskim

Hybrydy stanowią obecnie 23% całkowitej sprzedaży Toyoty i Lexusa na europejskim rynku. W analogicznym okresie poprzedniego roku ich udział wynosił 20%.

Ogromny wzrost popularności – aż o 25% – zanotował Yaris Hybrid. Po 9 miesiącach model osiągnął 53 tys. sprzedanych egzemplarzy. Już co trzeci Yaris kupowany w Europie jest hybrydą.

W tym roku hybrydowa oferta Toyoty zostanie rozszerzona o kolejne  przełomowe rozwiązanie w dziedzinie nowoczesnych napędów. W Niemczech, Danii i Wielkiej Brytanii debiutuje właśnie Toyota Mirai, pierwszy seryjny samochód napędzany wodorowymi ogniwami paliwowymi. Wprowadzając na rynek tę wyprzedzającą swoje czasy technologię Toyota przyspiesza nadejście epoki czystej, przyjaznej motoryzacji. Japoński producent kontynuuje ścieżkę technologicznego rozwoju obraną 18 lat temu, wraz z debiutem hybrydowej Toyoty Prius.

Hybrydy Toyoty w Polsce – kolejny rok wzrostu

Samochody hybrydowe Toyoty cieszą się rosnącą popularnością także w Polsce. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2015 roku Polacy kupili  2223 egzemplarze Toyoty Auris z napędem hybrydowym, co stanowi 26% dotychczasowej całkowitej sprzedaży Aurisów (8392 egzemplarze). „Jeśli odniesiemy je do zeszłorocznych wyników w całym roku (1636 sprzedanych kompaktowych hybryd Toyoty), zrozumiemy, że jest to ogromny wzrost, który do końca 2015 roku przekroczy 35%”- twierdzi Robert Mularczyk, PR Manager Toyoty Motor Poland odpowiedzialny za program rozwoju hybryd w polskim oddziale koncernu. Wersja hybrydowa tego modelu po faceliftingu, dostępna od lipca 2015 roku, cieszy się jeszcze większą popularnością wśród klientów indywidualnych i małych firm – co drugi sprzedany Auris to hybryda. „Dlatego śmiało prognozujemy sprzedać do końca roku rekordową liczbę 2700 Aurisów Hybrid” – kontynuuje Mularczyk.

Hybrydowy Yaris znalazł 877 nabywców, co stanowi 10% całkowitej sprzedaży tego modelu, która wyniosła 8951 aut.  Aż 16% miejskich Toyot, które trafiły do klientów indywidualnych i małych firm, miały napęd hybrydowy. W ubiegłym roku salony opuściło 680 hybrydowych Yarisów. W tym roku Toyota zamierza podwoić ten wynik, osiągając pułap 1100 egzemplarzy.

Dotychczasowy poziom sprzedaży dwóch najważniejszych w Polsce modeli hybrydowych już przekroczył wyniki uzyskane w ubiegłym roku. Oznacza to, że 2015 będzie kolejnym rekordowym rokiem wzrostu popularności hybryd w Polsce.

Sprzedaż hybryd Toyoty w Europie od stycznia do września 2015 roku
Yaris (w tym Hybrid) 152 566  
   Yaris Hybrid 52 893 (35%)  
Auris i Auris TS (w tym Hybrid) 104 537  
   Auris Hybrid 55 466 (53%)  
Rodzina Priusów 12 972  
Prius 6 135  
Prius+ 6 164  
Prius Plug-in Hybrid 673  

 

Sprzedaż hybryd Toyoty w Polsce od stycznia do września 2015 roku  
Yaris (w tym Hybrid) 8 951
   Yaris Hybrid 877 (10%)
Auris i Auris TS (w tym Hybrid) 8 392
   Auris Hybrid 2 223 (26%)

P. Szewczyk (APS Energia): Polski przemysł rozwija się bardzo dobrze, ale myślimy też o zagranicznych przejęciach

CEO Magazyn Polska

Rosnące obawy przed tzw. blackoutami w Polsce skłaniają coraz więcej firm przemysłowych do inwestycji w systemy zasilania awaryjnego. Branża energetyczna stara się nadrobić wieloletnie zaniedbania w działalności inwestycyjnej  w II kwartale br. zwiększyła nakłady na inwestycje o 40 proc. Producent urządzeń zasilających APS Energia chce wykorzystać tę dobrą koniunkturę i umocnić swoją pozycję na rynku, dlatego środki z debiutu na GPW przeznaczy na innowacje.

Przemysł w Polsce rozwija się bardzo dobrze. Jesteśmy umiejscowieni w trendach wzrostowych, głównie w inwestycjach w energetyce, zarówno na poziomie wytwarzania, przesyłu, czyli głównie PSE, jak i na poziomie dystrybucji, czyli w zakłady energetyczne. I oczywiście branża naftowo-gazowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szewczyk, prezes zarządu APS Energia.

Drugi kwartał 2015 r. był już piątym z kolei, kiedy dynamika nakładów w branży energetycznej rosła w tempie dwucyfrowym. Jak wynika z danych GUS, po świetnym pierwszym kwartale br. (wzrost nakładów o 76 proc. rok do roku), inwestycje w wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę wzrosły o niemal 40 proc. rok do roku.

Poza spółkami prowadzącymi budowę bloków energetycznych w elektrowniach i modernizującymi infrastrukturę przesyłową popyt na urządzenia zasilania awaryjnego zgłaszają przemysł i armia. W sierpniu br. wskutek fali upałów wystąpiły okresowe ograniczenia w dostarczanej mocy do odbiorców przemysłowych, co mogło skłonić część z nich do ograniczenia ryzyka wystąpienia podobnych trudności w przyszłości. APS Energia aktywnie pozyskuje klientów również na rynkach wschodnich, dzięki czemu zarząd spółki podtrzymuje swoje dotychczasowe oczekiwania wzrostu sprzedaży.

Mogę potwierdzić cel strategiczny, który dotyczy 20-proc. wzrostu sprzedaży rok do roku, tak aby zrealizować najważniejszy cel, jakim jest osiągnięcie odpowiedniego strumienia przychodów w 2020 roku – wyjaśnia prezes APS Energia.

Po blisko 20-letniej działalności APS Energia zadebiutowała na głównym parkiecie GPW w Warszawie. Spółka pozyskała z rynku około 7,79 mln zł, co zdaniem zarządu spółki świadczy o dużym zaufaniu inwestorów. Pozyskane środki emitent planuje przeznaczyć na realizację drugiego i ostatniego etapu budowy nowej siedziby w Stanisławowie Pierwszym pod Warszawą. Obok emisji akcji finansowanie ma pochodzić z kredytów bankowych, środków własnych lub emisji obligacji.

Ta siedziba pozwoli na zwiększenie zasobów produkcyjnych o 150 proc. w stosunku do aktualnej siedziby. Pozwoli nam na opracowanie nowych urządzeń, zatrudnienie bardzo silnych kadr, głównie w dziale R&D – twierdzi Szewczyk.

APS Energia pracuje nad nowymi rynkami – jednym z najbardziej perspektywicznych jest kolej, której może zaoferować m.in. specjalne ładowarki baterii do pojazdów szynowych. W wymiarze geograficznym spółka poszukuje możliwości wzrostu poprzez przejęcia.

Rozmawiamy z dwiema spółkami w Polsce, również myślimy o zakupach akwizycyjnych za granicą, niestety, w związku z podpisanymi umowami nic nie mogę powiedzieć. Jeden z tych projektów jest bardzo realny – ocenia Piotr Szewczyk.

Od początku października ropa lekko podrożała. Możliwe są dalsze wzrosty

CEO Magazyn Polska

W ciągu ostatniego miesiąca cena ropy Brent wzrosła o ponad 7 proc. Oprócz poniedziałkowej realizacji zysków i wtorkowych słabych danych o chińskim imporcie rynki otrzymały też sygnał o możliwym wzroście popytu. Dlatego w najbliższych dniach kontynuacja wzrostów jest prawdopodobna, ale ich skala nie będzie duża. Na ubiegłotygodniową aprecjację największy wpływ miało zaangażowanie się krajów produkujących ropę naftową w syryjski konflikt oraz spadek produkcji ze źródeł niekonwencjonalnych w Stanach Zjednoczonych. 

Na londyńskiej giełdzie zobaczyliśmy podbicie cen ropy z poziomu poniżej 50 dol. za baryłkę do mniej więcej 52 dol. – mówi o ubiegłotygodniowych wzrostach cen ropy Jakub Bogucki, analityk rynku paliw platformy e-petrol.pl. – To duża zmiana, która nastąpiła tak naprawdę w ciągu jednego dnia. Wydaje się więc mocno prawdopodobne, że w najbliższym czasie ten ruch wzrostowy będzie miał swój dalszy ciąg.

Jak wynika z analizy platformy e-petrol.pl, surowiec w ubiegły poniedziałek kosztował około 49 dol. za baryłkę, podczas gdy pod koniec tygodnia jego cena sięgała już 54 dol. Na tak szybką aprecjację wpływ miało – zdaniem analityków – zaangażowanie się w syryjską wojnę domową jednostek wojskowych Federacji Rosyjskiej. Do tego doszła informacja o nieznacznym spadku amerykańskiego eksportu i zmniejszeniu liczby wiertni oraz spadku produkcji przemysłowej w Niemczech, kluczowej gospodarce Starego Kontynentu.

Obecność w Syrii krajów naftowych, które mają tam swoje interesy, takich jak Iran, Arabia Saudyjska czy Rosja, wywołuje duże zaniepokojenie inwestorów odnośnie do stabilności rynku w regionie bliskowschodnim – tłumaczy Jakub Bogucki. – Warto również zwrócić uwagę na to, że w Stanach Zjednoczonych produkcja ropy w ostatnim czasie malała, zwłaszcza surowca pochodzącego ze źródeł niekonwencjonalnych, czyli głównie łupkowych.

Zdaniem analityków e-petrol.pl dalszy kierunek zmian nie musi jednak być jednoznaczny. OPEC podał, że w 2016 r. spodziewa się znacząco większego popytu na ropę naftową z krajów OPEC, niż wcześniej szacował, co jest czynnikiem prowzrostowym. Z tego właśnie powodu kartel ogłosił jednak, że nie ma zamiaru ograniczać produkcji ropy naftowej, a to oznacza utrzymanie wysokiej podaży i możliwy spadek cen.

W ostatnich dniach zobaczyliśmy wzrost cen ropy, ale na pewno nie do poziomów takich, które widzieliśmy jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu, czyli na poziomie ponadstudolarowym – uważa Jakub Bogucki. – Takie wyceny na pewno na razie należą do historii. Najbliższe możliwe ruchy ropy to wzrosty o kilka dol.

W poniedziałek ropa znów potaniała o 2 dolary, choć bez wyraźniej rynkowej przyczyny. Raczej było to odbicie od oporu na granicy 50 dolarów w przypadku ropy Crude i realizacja zysków po dobrych ubiegłotygodniowych wzrostach.

Ruch spadkowy, wynikający po części też z danych dot. sytuacji w Chinach i możliwego kompromisu związanego z Iranem i powrotem jego surowca na globalny rynek, może chwilowo korygować nastrój wzrostowy, ale ogólnie nie ma jeszcze w najbliższych tygodniach szans na większe zmiany, czyli dłuższe wyjście ceny baryłki z przedziału 47–53 dol. Jeśli zaś chodzi o skutki, jakie niesie to dla rynku polskiego, to na razie nie zanosi się na istotną zmianę tendencji.

P3 Logistic Parks chce powiększać swoje powierzchnie magazynowe w Europie Środkowo-Wschodniej. Po intensywnym wzroście w Czechach i Polsce w centrum zainteresowania jest Słowacja

CEO Magazyn Polska

Deweloper powierzchni logistycznych P3 Logistic Parks ma za sobą półtoraroczny okres intensywnego rozwoju. W portfelu firmy jest teraz 1,8 mln mkw. powierzchni w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (wzrost o 200 proc.). Najdynamiczniej rozrastały się inwestycje w Polsce i Czechach. W Polsce w pierwszych trzech kwartałach br. P3 wynajęła ponad 105,000 mkw. powierzchni. Silna jest również pozycja firmy na Słowacji oraz w Rumunii.

– W przypadku polskiego rynku w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku P3 podpisała umowy na wynajem łącznie 105,000 mkw. powierzchni logistycznej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Peter Bečár, dyrektor zrządzający P3 na Europę Środkowo-Wschodnią. We wszystkich tych krajach mamy 22 lokalizacje, w Czechach jest 13, w Polsce są cztery.

P3 jest aktywna także w innych krajach regionu – powierzchnie magazynowe posiada również na Słowacji oraz w Rumunii. Ma też zakupione grunty w Serbii i Bułgarii. Obecnie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej firma obsługuje ponad 230 klientów.

Jako P3 koncentrujemy się na firmach logistycznych, ale jest też produkcja, montaż i użytkownicy końcowi. Wśród naszych klientów są DHL, Metro czy korporacja VF, jeden z naszych najnowszych nabytków w naszym portfelu w Czechach – wylicza Peter Bečár.

Rozmówca zaznacza, że w stosunku do krajów Europy Zachodniej nasz region jest miejscem bardziej optymalnym kosztowo, gdzie koszty siły roboczej są niższe. Jednocześnie skala nasycenia rynku jest istotnie mniejsza, co daje możliwość rozbudowania biznesu.

Na pewno planujemy wzrost, koncentrujemy się na budowaniu nowej części naszego portfela, skupiamy się na wszystkich czterech krajach, to znaczy na Czechach, Polsce, Słowacji i Rumunii, mamy również grunty w Serbii i Bułgarii tłumaczy dyrektor Bečár pytany o politykę inwestycyjną P3 wobec krajów regionu w nadchodzących miesiącach.

Dyrektor liczy na utrzymanie korzystnych tendencji w rozwoju firmy, które widoczne były w skali ostatnich 18 miesięcy. Wielkość powierzchni w portfelu P3 wzrosła w tym okresie trzykrotnie, do 1,8 mln mkw.

Dla nas przez 18 miesięcy zdecydowanie Czechy i Polska były tymi rynkami, które odnotowały największy wzrost w regionie podkreśla.

Spore możliwości niosą także inwestycje na Słowacji i w Rumunii. Peter Bečár mówi, że w tych krajach rośnie popyt na usługi świadczone przez P3.

Piotr Wąs, dyrektor P3 Logistic Parks ds. leasingu i rozwoju w Polsce, potwierdza, że P3 ma silną pozycję zarówno w Czechach, jak i na Słowacji oraz w Rumunii.

W przypadku Czech nasza obecność jest, podobnie zresztą jak w przypadku Słowacji, obecnością historyczną, bo to tam zaczynała się cała firma, jeżeli weźmiemy pod uwagę nasze korzenie tłumaczy.

Na skutek rekordowego zakupu magazynów od VGP znacznie zwiększyła się ekspozycja firmy na rynek czeski. Przed rokiem P3 nabyło za 530 mln euro powierzchnie logistyczne o wielkości 630 tys. mkw. Z kolei na rynku rumuńskim spółka zaistniała w wyniku przejęcia od firmy CA Immobilien Anlagen parku logistycznego o powierzchni 215 tys. mkw.

 Na Słowacji również mamy wiodącą pozycję, jesteśmy jednym z liderów rynku ze znaczącymi umowami najmu, które podpisywaliśmy w tym kraju. Cały czas, zwłaszcza w przypadku Słowacji, rozważamy możliwość kolejnych lokalizacji – deklaruje Piotr Wąs.

P3 Logistic Parks to zarządca, właściciel i deweloper obiektów logistycznych na terenie całej Europy. Firma została założona w Czechach w 2001 roku. W bazie obiektów firmy jest ponad 140 obiektów o łącznej powierzchni 3 mln mkw.

Nawet duża liczba imigrantów nie wpłynie znacząco na polski rynek pracy

CEO Magazyn Polska

Przyjęcie przez Polskę uchodźców nie przełoży się w dużym stopniu na rynek pracy. Przede wszystkim sama procedura nadania statusu uchodźcy jest czasochłonna. Teoretycznie nie powinna zająć więcej niż pół roku, jednak w praktyce często przeciąga się do ponad dwóch lat. Uchodźcy mają takie same prawa na rynku pracy jak polscy obywatele, a pracodawcy nie otrzymują żadnych benefitów czy zachęt, by ich zatrudniać.

Nie należy się spodziewać, że przyjazd uchodźców z Bliskiego Wschodu do Polski wpłynie znacząco na polski rynek pracy. Przede wszystkim dlatego, że uzyskanie statusu uchodźcy wiąże się z przebyciem długotrwałej i bardzo sformalizowanej procedury, która niekiedy trwa nawet 2 lata – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Monika Kolasińska, radca prawny z Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Wnioski o nadanie statusu uchodźcy rozpatrywane są Urząd ds. Cudzoziemców. Podczas wywiadu statusowego ustalane są okoliczności wyjazdu cudzoziemca z kraju pochodzenia i powody, dla których prosi on o status uchodźcy. Decyzja powinna zapaść w ciągu 6 miesięcy od momentu złożenia wniosku, jednak może trwać znacznie dłużej.

Urząd prowadzi procedurę potwierdzającą wszystkie dokumenty złożone przez uchodźcę razem z wnioskiem i dokumentami potwierdzającymi tożsamość. Bada, czy dana osoba, która złożyła wniosek, była wcześniej karana, czy nie jest ścigana przez polskie i międzynarodowe organy ścigania – tłumaczy ekspertka.

Z danych Urzędu ds. Cudzoziemców wynika, że w Polsce najczęściej o nadanie statusu uchodźcy ubiegają się Rosjanie o narodowości czeczeńskiej, rośnie też liczba Ukraińców. W ubiegłym roku na 8 tys. wniosków status otrzymały 262 osoby. Do końca sierpnia tego roku wniosków było już 7 tys., z czego 250 rozpatrzono pozytywnie. Liczba ta będzie jednak rosła, zwłaszcza że na szczycie szefów MSW w Brukseli ustalono, że łącznie do Polski w najbliższym czasie może trafić 11 tys. osób. Zdaniem Kolasińskiej większy napływy imigrantów nie sprawi, że pracodawcy automatycznie będą ich chętniej zatrudniać.

Polskiemu pracodawcy przepisy nie przyznają żadnych szczególnych profitów wynikających z zatrudnienia uchodźcy. Nie jest przewidziane żadne wsparcie w zakresie dopłat do wynagrodzenia czy opłacania składek z tytułu ubezpieczenia społecznego i ubezpieczenia zdrowotnego – wskazuje radca prawny. – Bardzo duże znaczenie w przypadku podejmowania przez pracodawcę decyzji o tym, czy przyjąć uchodźcę czy polskiego pracownika, mają różnice kulturowe, przede wszystkim ze względu na bariery językowe.

Na części stanowisk brak znajomości języka polskiego może być przeszkodą nie do przejścia. Ekspertka przypomina, że ze względu na różnice religijne, polscy pracodawcy przy zatrudnieniu obcokrajowców muszą również zapewnić im czas i miejsce na modlitwę oraz dostosować się do dni świątecznych.

Osoby, którym zostanie przyznany status uchodźcy, nie są traktowane w żaden sposób lepiej ani gorzej niż polscy obywatele. Nie należy się więc spodziewać, że pracodawcy będą zatrudniali ich chętniej ze względu na uwarunkowania prawne związane z ich zatrudnieniem – ocenia Kolasińska.

Cudzoziemiec, który złoży wniosek o status uchodźcy, ma prawo do darmowej opieki medycznej, zakwaterowania i wyżywienia. Urząd zapewnia też środki na zakup odzieży oraz niewielkie miesięczne kieszonkowe. Zdaniem ekspertki nie należy się obawiać wyłudzania przez imigrantów zasiłków. Zwłaszcza że aby je dostać, będą musieli spełnić szereg warunków, podobnie jak Polacy. Na zasiłek dla bezrobotnych można liczyć tylko wówczas, gdy przedstawi się historię zatrudnienia.

Musi wykazać swoje nieprzerwane zatrudnienie w Polsce w okresie co najmniej 6 miesięcy. Dlatego dla uchodźcy otrzymanie zasiłku będzie równie trudne, jak uzyskanie go przez Polaka – przekonuje Monika Kolasińska.

Przybywa mikroinstalacji fotowoltaicznych. Do 2018 r. będzie ich ponad 200 tysięcy

CEO Magazyn Polska

Według danych firmy konsultingowej IHS średnie ceny paneli fotowoltaicznych od 2009 roku obniżyły się nawet o 80 proc. Do końca dekady koszt instalacji ma spaść o kolejne 27 proc. Ceny spadają również w Polsce. W połączeniu z coraz łatwiejszym dostępem do finansowania (np. przez uruchamiane programy) wpływa to na ożywienie tego segmentu energetyki odnawialnej. Eksperci oceniają, że już od 2016 roku czekają nas co najmniej dwa lata rozkwitu. Do 2018 liczba mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce ma wzrosnąć do 200 tys.

Począwszy od 2016 roku, staniemy przed dwu-, trzyletnim okresem rozkwitu energetyki fotowoltaicznej w Polsce w schemacie mikrogeneracji – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Paweł Owczarski, prezes spółki Polski Prąd.

Ekspert jest zdania, że Polska podąży taką samą drogą, jak Niemcy, Czesi, Bułgarzy czy Włosi. Dzięki stopniowym spadkom cen paneli fotowoltaicznych, można przewidywać, że popyt na tego typu instalacje w naszym kraju w najbliższym czasie znacząco się zwiększy.

Prognozy mówią o tym, że do końca 2017 roku w Polsce ma być 200 tys. mikroinstalacji fotowoltaicznych. Myślę, że jest na to rynek stworzony przez zainteresowanych tymi rozwiązaniami klientów – wyjaśnia Owczarski.

Prezes Polskiego Prądu ocenia, że barierą dla wzrostu mogą być ograniczone możliwości przerobowe instalatorów. Jeśli jednak podaż będzie w stanie sprostać zgłaszanemu zapotrzebowaniu, to realizacja prognoz wydaje się być jak najbardziej realna. O ile nie będzie żadnych utrudnień w dostępie do finansowania.

Proszę spojrzeć na to, co się stało z programem Prosument w tym roku. Jeśli ten program działałby tak, jak zamierzono, to pewnie już w tym roku mielibyśmy w Polsce 30-50 tys. sprzedanych i zaprojektowanych instalacji fotowoltaicznych – tłumaczy Owczarski.

Problemy z przyjmowaniem nowych wniosków pojawiły się w czerwcu bieżącego roku. Bank Ochrony Środowiska – instytucja współpracująca z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarski Wodnej – ogłosił wówczas tymczasowe wstrzymanie naboru nowych wniosków. Jako powód podano zmiany w programie priorytetowym NFOŚiGW.

Dopóki szybka ścieżka dla klientów indywidualnych się nie odbuduje, BOŚ nie uprości swoich własnych procedur lub nie pojawi się alternatywa w innym banku, dopóty trudno się spodziewać lawinowego przyrostu instalacji konsumenckich – przewiduje prezes spółki Polski Prąd.

Całkowity budżet programu Prosument wynosi 800 mln zł, z czego pula przewidziana dla banków na ten rok to w sumie 200 mln zł. Krótko po uruchomieniu wiosennego naboru do Banku Ochrony Środowiska wpłynęło 1600 wniosków na sumę około 60 mln zł, przy czym pula dostępna w pierwszej transzy wynosiła jedynie 20 mln zł.

Patrząc na liczbę wniosków czy na łączną wartość wniosków złożonych do BOŚ, jasne jest, że ten popyt jest i czeka, aż zostanie uwolniony – podsumowuje Paweł Owczarski.

Ustawa o odnawialnych źródłach energii mówi, że mikroinstalacja to źródło odnawialnej energii o mocy zainstalowanej nie wyższej niż 40 kW.

Polacy wydają coraz więcej na naprawę sprzętu informatycznego i ochronę przed cyberzagrożeniami. Rośnie też popularność konsultacji IT

CEO Magazyn Polska

Duża liczba potencjalnych ofiar, mała świadomość zagrożenia i znaczące potencjalne zyski – to powoduje, że przestępcy coraz chętniej przenoszą się do internetu. Z racji tego, że częstotliwość ataków w sieci rośnie, użytkownicy coraz więcej wydają na zabezpieczenia przed wirusami. Częściej też zwracają się o pomoc do fachowców. Konsultanci IT, dostępni całą dobę, pomogą nie tylko w przypadku ataku wirusów, lecz także problemów technicznych ze sprzętem.

Dzisiaj wielu przestępców przeniosło się do świata wirtualnego. To tam szukają swoich ofiar, tam dokonują kradzieży, oszustw, tam wyłudzają dane – mówi agencji Newseria dr Mariusz Sokołowski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Z punktu widzenia przestępcy atutem świata wirtualnego jest możliwość łatwego ukrycia swojej prawdziwej tożsamości. Nie istnieje także problem odległości. Siedząc przed komputerem na jednym krańcu świata, możliwa jest kradzież danych z komputera oddalonego o setki kilometrów.

Każdego dnia toczy się walka pomiędzy tymi, którzy zabezpieczają nasze dane, nasz komputer, a tymi, którzy starają się te zabezpieczenia złamać po to, żeby dostać się do tego, co jest dla nas cenne – zauważa Sokołowski.

Sokołowski dostrzega konieczność szczególnej ochrony komputera. Stanowi on bowiem połączenie archiwum dokumentów oraz portfela. Starty mogą więc być znaczące. To powoduje, że zarówno firmy, jak i osoby indywidualne coraz więcej wydają na zabezpieczenia przed cyberzagrożeniami. Coraz częściej szukają też wsparcia fachowców – konsultacji dostępnych przez całą dobę, siedem dni w tygodniu i 365 dni w roku.

Pracujemy w Polsce w tym modelu jako jedni z pierwszych. Potrzeba wsparcia w każdej chwili funkcjonuje od wielu lat  wszyscy przecież funkcjonujemy w całodobowym cyklu, nasza praca nie kończy się o godzinie 18, bardzo często przynosimy ją do domu i pracujemy w nocy. W normalnym, domowym użytkowaniu też potrzebne jest wsparcie – wyjaśnia Artur Sikorski ze spółki ITC, odpowiedzialny za usługę iMe, narzędzie do zdalnej konsultacji IT, zarówno dla indywidualnych użytkowników, jak i dla biznesu.

Konsultacje te służą nie tylko w przypadku ataku wirusów, lecz także przy problemach technicznych. Te nie są rzadkością. Z danych przytaczanych przez ekspertów iMe wynika, że w ubiegłym roku na naprawę komputerów, tabletów czy smartfonów Polacy wydali ponad 1,5 mld, przyjmując, że średni koszt naprawy to 250 zł.

iMe umożliwia naprawę zdalnie – specjaliści są w stanie dzięki zainstalowanemu oprogramowaniu uzyskać dostęp do komputera i na życzenie usunąć usterki, dodatkowo instruując użytkownika, jak sobie z tym radzić w przyszłości.

90 proc. problemów, z którymi się spotykamy w firmach, to kwestie bardzo klasyczne i prozaiczne – od problemów z podłączeniem drukarki czy innego urządzenia peryferyjnego po konfigurację poczty czy odzyskanie hasła. Problemy duże, globalne, w przypadku firm tzw. krytyczne, stanowią niewielki procent dziennych operacji – mówi Artur Sikorski.

Wyjaśnia, że przyjęcie przez iMe zgłoszenia trwa średnio ok. 20 sekund, a rozwiązanie problemu – ok. 12 minut. iMe w zakresie bezpieczeństwa jest liderem rynku i ma certyfikaty ISO, definiujące poszczególne obszary każdej działalności. Wszystkie wewnętrzne procesy i interakcje z klientami są rejestrowane.

Pracujemy na bazie szeregu algorytmów, które pilnują tego, co się faktycznie dzieje, i wszelkie rzeczy, które mogą wykraczać poza margines, są z automatu zgłaszane jako alerty, które następnie są każdorazowo weryfikowane. Nic, co dotyczy cudzego komputera, nie dzieje się bez wiedzy właściciela – podsumowuje Artur Sikorski.

Krajowy rynek kosmetyczny wart jest 3,4 mld euro. Polska liderem na skalę europejską

CEO Magazyn Polska

Wzrost produkcji i sprzedaży kosmetyków w ostatnich latach oscylował wokół 10-12 proc. Dziś tempo nieco wyhamowało, ale i tak polski rynek jest jednym z szybciej rozwijających się w Europie. W ubiegłym roku, jak podaje resort gospodarki, wart był 3,4 mld euro. Zmiana preferencji klientów powoduje, że producenci w Polsce szukają naturalnych surowców do wytwarzania kosmetyków.

W Polsce w ciągu roku produkuje się kosmetyki za około 3,4 mld euro. To znacząca kwota, dlatego branża kosmetyczna jest ważna dla przemysłu w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Andrzej Sikorski, kosmetolog.

W Polsce działa około 100 dużych i średnich oraz ponad 300 małych i bardzo małych producentów kosmetyków, a także setki laboratoriów, firm badawczych, chemicznych, biotechnologicznych oraz producentów opakowań. Pozwala to polskim firmom na umiejscowienie w kraju całego procesu produkcyjnego – od pomysłu, przez badania i testy, po produkcję i powstanie finalnego produktu. Największą część rynku stanowią kosmetyki do pielęgnacji włosów i skóry – ponad 35 proc. Kolejne miejsca zajmują:  perfumy (13,5 proc.), akcesoria do golenia i kosmetyki męskie (10,5 proc.) oraz kosmetyki do makijażu (9,7 proc.).

Kiedy na początku lat 90. na polskim rynku pojawiły się międzynarodowe koncerny kosmetyczne, lokalni producenci, chcąc pozostać w grze, musieli zainwestować w nowe technologie, działy badań i doskonalenie kadr. Z czasem przełożyło się to na wyższą jakość kosmetyków, a pozycja polskich producentów mimo silnej konkurencji ze strony światowych marek się umocniła. To unikalne zjawisko w skali europejskiej.

Polacy kupują polskie kosmetyki głównie dlatego, że są przekonani o tym, że są dobre, że są kosmetykami sprawdzonymi, bezpiecznymi i że polskie firmy kosmetyczne, działając zespołowo, wybijają się na tym rynku – wyjaśnia Sikorski.

Dzięki temu na przykład polski rynek kosmetyki pielęgnacyjnej ciała i twarzy aż w 50 proc. należy do rodzimych marek. Producenci wciąż podnoszą poprzeczkę coraz wyżej, nie przestają eksperymentować i szukać nowych surowców o unikalnych właściwościach.

Jeszcze nie jesteśmy liderem w produkcji i wykorzystaniu różnych ciekawych surowców kosmetycznych, ale coraz więcej polskich firm zainteresowanych jest produkcją takich surowców – mówi kosmetolog. – Polacy szukają kosmetyków, które mają składniki z tzw. zielonej chemii, ekologicznych, które pochodzą z ekologicznych upraw, które nie stwarzają naszej Ziemi kłopotów, nie przyczyniają się do wzrostu zanieczyszczenia czy ubytków.

Jednym z przykładów jest aktywny węgiel drzewny.

Węgiel drzewny jak na razie nie jest powszechnie stosowany w kosmetykach. Nowe marki dopiero zaczynają go wykorzystywać. Jest to surowiec, który celuje w kosmetyki przeznaczone głównie dla mężczyzn ze względu na swoje własności oczyszczające – tłumaczy Andrzej Sikorski.

Węgiel drzewny ma silne właściwości oczyszczające i odświeżające, pochłania i neutralizuje toksyny, odblokowuje pory, usuwa nadmiar sebum, chroni przed wolnymi rodnikami, usuwa przykry zapach i nie powoduje podrażnień. Serię kosmetyków na bazie węgla drzewnego z Bieszczad wprowadziła właśnie na rynek nowa polska marka kosmetyczna ZEW for men. W skład linii kosmetyków wchodzi pięć produktów dla mężczyzn o różnym przeznaczeniu: mydło do włosów, mydło do twarzy i ciała, mydło do golenia, mydło do brody oraz mydło 3 w 1 do twarzy, ciała i włosów w postaci wygodnego sztyftu.