Wzrost PKB Polski w I kwartale 2026 r. do 3,5% r/r potwierdza stabilne tempo rozwoju gospodarki, choć jego struktura wskazuje na stopniowe hamowanie dynamiki.Głównym filarem pozostaje popyt krajowy, przede wszystkim konsumpcja, jednak jej tempo wyraźnie osłabło względem końcówki 2025 r. Wyraźne spowolnienie inwestycji oraz spadek ich udziału w PKB sugerują narastającą ostrożność przedsiębiorstw w obliczu niepewnego otoczenia. Neutralny wpływ eksportu netto oznacza, że gospodarka nie korzysta obecnie z impulsu zewnętrznego. W najbliższych kwartałach można oczekiwać utrzymania tempa wzrostu, jednak jego dynamika będzie uzależniona od odbicia inwestycji i poprawy koniunktury w otoczeniu zewnętrznym.
Najemcy oczekują dziś powierzchni dopasowanych do prowadzonych procesów, które można skalować wraz z rozwojem działalności i wyposażać w automatyzację odpowiadającą na braki kadrowe. Niezmiennie kluczowe pozostają koszty – wysokość czynszu i przewidywalność opłat eksploatacyjnych – mówi Jakub Kurek, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Newmark Polska.
Nadchodzi era wysoce wyspecjalizowanych magazynów. Coraz większą rolę odgrywają indywidualne potrzeby najemców oraz ich wpływ na kształt nowych inwestycji. Po stronie deweloperów oznacza to więcej elastyczności i dokładniejsze przygotowanie projektów.
– Nasze parki projektujemy w taki sposób, żeby zależnie od potrzeb mogły pełnić funkcje magazynowe albo produkcyjne. Hale powstają modułowo, z możliwością łatwego podziału lub łączenia przestrzeni, co pozwala szybko dostosować je do potrzeb konkretnego klienta. Już na etapie fundamentów wzmacniamy posadzki ponad standard, żeby w przyszłości mogły przyjąć ciężkie maszyny produkcyjne albo antresole w przypadku najemców z sektora e-commerce. Dzięki temu przestrzeń można elastycznie dopasować do złożonych operacji logistycznych – od obszarów wysokiego składowania po strefy kompletacji zamówień i szybkiej obsługi zwrotów – wyjaśnia Tomasz Pietrzak, Leasing Director Poland w MLP Group.
Jakub Kurek podkreśla, że dostosowanie powierzchni nie dotyczy wyłącznie nowych inwestycji. – Dobrze zaprojektowane istniejące obiekty również można modernizować, o ile spełniają określone standardy techniczne. Obiekty klasy A zwykle dają realną przestrzeń do rozmów o zmianach – zarówno w zakresie instalacji, jak i organizacji przestrzeni. Ograniczenia pojawiają się dopiero tam, gdzie brakuje odpowiedniej wysokości albo nie są spełnione normy pożarowe – tłumaczy dyrektor w Newmark Polska.
Elastyczność i personalizacja w miejsce uniwersalnych rozwiązań
Według Tomasza Pietrzaka najbardziej wymagające, a jednocześnie kosztowne, są modyfikacje związane z infrastrukturą techniczną obiektów. – Kluczowe znaczenie ma dziś dostęp do odpowiedniej mocy, niezbędnej przy automatyzacji i procesach produkcyjnych. Istotne są również systemy przeciwpożarowe, które trzeba dostosować do rodzaju składowanego towaru. W wielu projektach konieczne jest wzmacnianie posadzek i fundamentów pod ciężkie instalacje lub regały wysokiego składowania, a także zmiany w obrębie stref przeładunkowych i ramp. Coraz częściej pojawiają się też wymagania dotyczące kontroli temperatury i wilgotności, co wiąże się z wdrożeniem rozbudowanych systemów HVAC i wyraźnie podnosi koszty inwestycji – wyjaśnia ekspert MLP Group.
Najemcy oczekują też dostosowań, które bezpośrednio przekładają się na komfort pracy – wyższego standardu powierzchni biurowo-socjalnych, lepszego doświetlenia stref kompletacji światłem dziennym, zgodnie z wymogami certyfikacji BREEAM, a także wdrażania inteligentnych systemów oświetlenia LED. Na znaczeniu zyskuje również jakość powietrza i zwiększona liczba jego wymian.
Jeden rynek, wiele potrzeb. Od e-commerce aż po centra danych
Rosnąca złożoność operacji i presja na efektywność sprawiają, że uniwersalne rozwiązania coraz częściej przestają wystarczać. Według Jakuba Kurka nie ma jednego modelu najmu, który sprawdzi się u wszystkich najemców. Powierzchnia musi odpowiadać strategii biznesowej, a nie odwrotnie.
– Na te potrzeby nakłada się rosnąca rola automatyzacji, która jest odpowiedzią na trudności na rynku pracy. Coraz częściej rozmawiamy z najemcami o rozwiązaniach zmniejszających zależność od pracy ludzkiej. Taki kierunek, od dłuższego czasu widoczny w Azji, przyspiesza również w Polsce – zauważa ekspert Newmark Polska.
Coraz wyraźniej rysują się różnice między segmentami rynku. – Firmy produkcyjne myślą długoterminowo i najczęściej decydują się na umowy nawet na 10–15 lat. W takich projektach kluczowe są konkretne parametry techniczne, takie jak doświetlenie, wentylacja czy zwiększona moc przyłączeniowa, a często także dedykowana infrastruktura. W projektach e-commerce większą rolę odgrywa wysokość składowania, nierzadko przekraczająca 12 metrów. Z kolei tradycyjne sieci handlowe koncentrują się przede wszystkim na kosztach. W ich przypadku kluczowe są rozwiązania energooszczędne, jak fotowoltaika czy pompy ciepła, które bezpośrednio przekładają się na niższe opłaty eksploatacyjne – twierdzi Tomasz Pietrzak.
Odrębną grupą są operatorzy logistyczni, których wymagania zmieniają się wraz z obsługiwanymi kontraktami. W ich przypadku kluczowa jest nie tylko zgodność powierzchni z bieżącym modelem operacyjnym, ale także jej gotowość na dalszy rozwój. – Idealny magazyn musi odpowiadać na rosnącą złożoność łańcuchów dostaw i dynamiczny rozwój e-commerce. Liczy się zdolność obsługi intensywnych operacji, dostęp do odpowiedniej infrastruktury i energii, ale też możliwość wdrażania automatyzacji, która zwiększa skalę i efektywność działań. Ostatecznie decydujący jest nie tyle sam czynsz, co całkowity koszt operacyjny funkcjonowania w danej lokalizacji, obejmujący m.in. dostępność pracowników, efektywność procesów i potencjał rozwoju – wyjaśnia Daniel Korbus, Członek Zarządu i Dyrektor Operacyjny w XBS Logistics.
Naturalną konsekwencją rosnącej specjalizacji jest pojawianie się na rynku nowych typów najemców, których wymagania wykraczają poza dotychczasowe standardy. Jednym z najlepiej widocznych przykładów są centra danych, które w istotny sposób podnoszą poprzeczkę w zakresie infrastruktury. – W Europie Zachodniej ten segment rozwija się już bardzo dynamicznie i z czasem podobny trend zobaczymy także w Polsce, dlatego powinniśmy być na to przygotowani. To projekty o ogromnym zapotrzebowaniu na energię, co w praktyce determinuje zarówno lokalizację, jak i możliwość realizacji inwestycji – zaznacza Jakub Kurek.
Koszty pod lupą. Czynsz to tylko część równania
Mimo rosnącej elastyczności rynku, czynnik kosztowy pozostaje jednym z kluczowych elementów decyzyjnych. Coraz częściej jednak punkt ciężkości przesuwa się z czynszu bazowego na całkowity koszt najmu. – Równie ważne są koszty eksploatacyjne, które w ostatnich latach istotnie wzrosły. Jeśli nie zostaną dobrze oszacowane jeszcze przed podpisaniem umowy najmu, to na etapie pierwszego rozliczenia zaliczek najemcy mogą być zaskoczeni wysokością dopłat – ostrzega Jakub Kurek.
W ślad za tym rośnie rola zapisów kontraktowych, które pozwalają lepiej zabezpieczyć interesy najemców w zmiennym otoczeniu gospodarczym. – Doradzając naszym klientom, bardzo dużo uwagi poświęcamy zapisom dotyczącym indeksacji czynszu oraz form zabezpieczeń. W przypadku firm planujących skalowanie działalności w obiekcie, negocjujemy klauzule prawa pierwszeństwa najmu powierzchni albo gwarantowanej ekspansji, które pozwalają z wyprzedzeniem zabezpieczyć możliwość powiększenia magazynu na określonych warunkach – wyjaśnia Jakub Kurek.
Tego typu zapisy są szczególnie istotne dla operatorów logistycznych, rozwijających się wraz ze swoimi klientami i funkcjonujących w warunkach dużej zmienności skali operacji. – Możliwość ekspansji w ramach tego samego obiektu lub parku logistycznego pozwala rozwijać biznes bez konieczności relokacji. Z kolei bardziej elastyczne warunki najmu pomagają lepiej zarządzać ryzykiem w branży, w której zmienność popytu jest coraz większa – podkreśla Daniel Korbus.
W stronę świadomych decyzji
Rynek magazynowy dojrzewa i wyraźnie przesuwa się w stronę większej selektywności po stronie najemców. O wyborze obiektu coraz rzadziej decyduje jeden czynnik.
– To nie jest już rynek „bierz albo czekaj”, tylko przestrzeń do negocjacji i budowania wartości po obu stronach. Najemcy patrzą szerzej: analizują nie tylko czynsz, ale całkowity koszt użytkowania, elastyczność umowy i potencjał dalszego rozwoju. W tak złożonym procesie coraz większą rolę odgrywa wsparcie doradcze, które pomaga przełożyć potrzeby biznesowe na konkretne zapisy umowy – podkreśla Jakub Kurek. – Mamy zupełnie inny poziom dojrzałości rynku niż jeszcze kilka lat temu. W kolejnych latach ten kierunek będzie się umacniał – wraz z rosnącą rolą automatyzacji, efektywności operacyjnej i rozwiązań środowiskowych, które stają się standardem – podsumowuje dyrektor w Newmark Polska.
W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku liczba zadań dla copywriterów i autorów tekstów na Freelancehunt spadła o 51,3 proc. rok do roku. Najmocniej skurczyły się formaty, które firmy najłatwiej mogą dziś przygotować samodzielnie z pomocą AI: klasyczny copywriting, rewrite i proste artykuły.
Według danych Freelancehunt liczba zadań w copywritingu zmniejszyła się o 59,1 proc., w rewrite’ach o 55,3 proc., w pisaniu artykułów o 48,0 proc., a w redakcji i korekcie tekstów o 34,8 proc. Dane nie pokazują końca rynku treści, lecz zmianę tego, za co klienci są gotowi płacić. Prosty szkic, opis produktu, podstawowy tekst SEO czy przeróbka gotowego materiału przestają być samodzielnym zleceniem.
„AI nie kończy rynku tekstów. Kończy najtańszy model, w którym klient płacił głównie za poprawnie napisany szkic. Przewagę będą mieli autorzy, którzy potrafią pracować z wiedzą, faktami, źródłami i strukturą informacji, a nie tylko z liczbą znaków” — mówi Oleg Topchiy, założyciel Freelancehunt.
Zmiana widoczna na platformie wpisuje się w szerszy trend użycia AI w Polsce. Według danych Eurostatu w 2025 roku 22,68 proc. osób w Polsce w wieku 16–74 lata korzystało z generatywnej AI w ostatnich trzech miesiącach. W grupie 16–24 lata odsetek ten wynosił 49,3 proc. To nie znaczy, że każda taka osoba szuka usług przez AI. Oznacza jednak, że narzędzia generatywne stają się częścią codziennego sposobu zadawania pytań, porównywania informacji i szukania odpowiedzi.
Dla marek ta zmiana ma praktyczne konsekwencje. Część pytań, które wcześniej trafiały wyłącznie do klasycznych wyszukiwarek, może trafiać do systemów AI: jaką usługę wybrać, czym różnią się oferty, komu zaufać, jakie rozwiązanie pasuje do konkretnego problemu. W takim środowisku nie wystarczy mieć tekst na stronie. Firma musi wiedzieć, jak jej oferta jest opisana, czy informacje o marce są spójne i czy mogą zostać poprawnie wykorzystane w odpowiedziach generowanych przez modele językowe.
Jednocześnie firmy dopiero uczą się pracy z AI. Według GUS w 2025 roku z technologii sztucznej inteligencji korzystało 8,7 proc. przedsiębiorstw w Polsce zatrudniających co najmniej 10 osób. Eurostat pokazuje bardzo podobny poziom — 8,4 proc. przedsiębiorstw deklarujących korzystanie z co najmniej jednej technologii AI. Powstaje więc luka: użytkownicy szybciej oswajają narzędzia AI niż wiele firm uczy się zarządzać tym, co systemy odpowiedzi wiedzą o ich ofercie.
„Platformy freelancerskie są czułym barometrem popytu, bo nie mierzą deklaracji, tylko realne decyzje klientów. Jeżeli liczba prostych zadań tekstowych spada o połowę, to nie jest sygnał, że treść przestała być potrzebna. To sygnał, że klient przestaje kupować sam tekst, a zaczyna potrzebować uporządkowanej wiedzy, którą można bezpiecznie wykorzystać w sprzedaży, obsłudze klienta, wyszukiwarce i systemach AI” — mówi Valentyn Ziuzin, prezes zarządu Freelancehunt.
Ten kierunek może otworzyć nową niszę dla copywriterów, redaktorów i specjalistów od treści: pracę nad tym, jak marka jest rozumiana i przywoływana przez systemy odpowiedzi AI. W branży mówi się o tym jako o AEO, czyli Answer Engine Optimization. W praktyce chodzi o porządkowanie definicji, FAQ, porównań, opisów usług, baz wiedzy i materiałów eksperckich tak, aby były jasne, sprawdzalne i możliwe do wykorzystania przez ludzi, wyszukiwarki oraz modele językowe.
To inna usługa niż klasyczny tekst SEO sprzedawany za liczbę znaków. Wymaga zrozumienia branży, intencji użytkownika, źródeł, struktury informacji i ryzyka błędnej odpowiedzi o marce. Dlatego wyspecjalizowani autorzy mogą wyceniać taką pracę znacznie wyżej niż prosty copywriting — nie jako „napisanie tekstu”, lecz jako uporządkowanie wiedzy firmy pod klientów, wyszukiwarki i systemy AI.
Dane z raportu „Portret Freelancera 2025” pokazują, że wielu wykonawców ma już kontakt z tą zmianą od strony warsztatu. Z narzędzi AI korzysta 77,5 proc. aktywnych freelancerów badanych przez Freelancehunt, a 38,3 proc. używa ich regularnie. Sam dostęp do AI przestaje więc wyróżniać wykonawcę. Znaczenia nabiera to, czy potrafi on połączyć narzędzie z wiedzą, selekcją źródeł, odpowiedzialnością za końcowy materiał i zrozumieniem celu klienta.
Dla copywriterów oznacza to przesunięcie z prostego pisania w stronę pracy bliższej redakcji, researchowi i doradztwu informacyjnemu. Dla firm — konieczność sprawdzenia, czy ich wiedza o ofercie jest uporządkowana nie tylko dla klientów i wyszukiwarek, lecz także dla systemów AI, które coraz częściej stają się miejscem zadawania pytań o usługi, produkty i marki.
O metodologii
Analiza Freelancehunt obejmuje zmianę liczby zadań opublikowanych na platformie w kategoriach związanych z copywritingiem i pracą z tekstem w okresie styczeń–maj 2026 roku w porównaniu z okresem styczeń–maj 2025 roku. Uwzględniono kategorie: copywriting, rewrite, pisanie artykułów oraz redakcja i korekta tekstów. Dane pokazują zmianę liczby zadań na platformie Freelancehunt.
O raporcie
Raport badawczy „Portret Freelancera 2025” został opracowany na podstawie badania zrealizowanego w grudniu 2025 roku. Zastosowano metodę ankiety online na próbie N=1100 aktywnych freelancerów. Badanie objęło Polskę oraz zagregowany region Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW).
Dane o korzystaniu z generatywnej AI przez osoby w wieku 16–74 lata oraz przez grupę 16–24 lata pochodzą z Eurostatu, rok 2025. Dane o korzystaniu z technologii AI przez przedsiębiorstwa pochodzą z GUS oraz Eurostatu, rok 2025.
Majowy PMI dla polskiego przemysłu wzrósł do 49,4 pkt., co nadal oznacza pogorszenie koniunktury, ale w najłagodniejszym tempie od ponad roku. Na plus wyróżnia się wzrost produkcji, który pojawił się mimo utrzymującego się spadku nowych zamówień, wskazując na pierwsze oznaki stabilizacji. Jednocześnie słaby popyt – związany z niepewnością gospodarczą i wysokimi zapasami u klientów – wciąż ogranicza rozwój sektora. Choć presja kosztowa nieco osłabła, pozostaje wysoka, a wydłużenie czasu dostaw sygnalizuje na utrzymujące się napięcia w łańcuchach dostaw. W efekcie obraz polskiego przemysłu pozostaje mieszany: pojawiają się sygnały stabilizacji i poprawy aktywności, ale fundamenty ożywienia wciąż są kruche.
Reklama przyciąga coraz większe pieniądze, ale nie wszystkie agencje wychodzą dzięki temu na prostą. Według danych Krajowego Rejestru Długów zadłużenie branży reklamowej wynosi 153,5 mln zł, a przeciętna zaległość dłużnika przekracza 36 tys. zł. Ponad dwie trzecie swoich zobowiązań branża mogłaby spłacić, gdyby jej klienci też płacili w terminie.
Na 153,5 mln zł przeterminowanych zobowiązań branży reklamowej składają się długi agencji reklamowych, public relations (PR) i firm prowadzących badania rynku i opinii publicznej. Łącznie 4198 zadłużonych przedsiębiorstw.
Za największą część tej kwoty odpowiadają agencje reklamowe. Według danych KRD w rejestrze jest 3269 takich firm, które mają łącznie 16 763 nieopłaconych zobowiązań. Ich dług wynosi 111,8 mln zł, czyli prawie trzy czwarte całego zadłużenia branży. Średnio jedna agencja reklamowa ma do oddania 34,2 tys. zł. Pozostały dług przypada na firmy zajmujące się badaniami naukowymi – 23,4 mln zł, PR-em i komunikacją – 7,2 mln zł oraz badaniem rynku i opinii publicznej – 6,9 mln zł.
Zdolność firm z branży reklamowej do terminowego wywiązywania się ze zobowiązań pieniężnych oraz poziom prawdopodobieństwa wpisania do rejestru dłużników bada także Analiza wiarygodności płatniczej KRD. Zgodnie z nią największe pogorszenie nastąpiło w grupie firm z ocenami pośrednimi D i E.
– Na koniec kwietnia odsetek takich firm wynosił 11 proc., podczas gdy rok wcześniej 4,7 proc. To ponad dwukrotny wzrost i sygnał, że część firm z branży reklamowej przesuwa się do kategorii podwyższonego ryzyka. Jednocześnie udział firm z najlepszymi ocenami A, B i C spadł o 8 punktów procentowych, a udział firm najbardziej ryzykownych, z ocenami F, G i H, wzrósł o 1,7 punktu procentowego. To pokazuje, że mimo rosnącego rynku reklamy wiarygodność płatnicza części firm wyraźnie się pogarsza – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Mazowsze skupia reklamę i największą część długu
Zadłużenie agencji reklamowych koncentruje się tam, gdzie najmocniej skupia się rynek reklamy, mediów i PR. Największe zaległości mają więc firmy z województwa mazowieckiego – według danych KRD ich dług wynosi 59 mln zł, a w rejestrze widnieje 1449 zadłużonych firm z tego regionu. Mazowsze, zwłaszcza Warszawa, jest największym centrum branży reklamowej w Polsce. Kolejne miejsca zajmują województwa: śląskie z długiem 17 mln zł, małopolskie – 14,5 mln zł, wielkopolskie – 13,9 mln zł oraz dolnośląskie – 10 mln zł.
Wśród zadłużonych są zarówno małe działalności, jak i większe agencje. W KRD widnieje 2185 jednoosobowych działalności gospodarczych, które łącznie mają blisko 72 mln zł długu. Przeciętnie jedna taka firma ma do oddania 33 tys. zł. Większe firmy i instytucje mają łącznie 81,6 mln zł zaległości, a ich średni dług jest wyższy i wynosi 40,6 tys. zł. Problem dotyczy więc całej branży, ale w różnej skali: małe firmy są bardziej wrażliwe na opóźnione płatności, a duże mają wyższe koszty stałe i większe zobowiązania.
Trzy czwarte kwoty całego długu należy się firmom z sektora finansowego i ubezpieczeniowego – 115,3 mln zł. Jak widać, zaległości nie dotyczą wyłącznie nieopłaconych faktur za usługi, ale także finansowania działalności, rat, leasingów, pożyczek czy kredytów. Kolejne miejsca na liście wierzycieli zajmują operatorzy komórkowi – 9,8 mln zł i firmy handlowe – 8,8 mln zł.
Klienci oczekują większej efektywności
Według raportu Publicis Groupe Polska, rynek reklamy w Polsce wzrósł w 2025 roku o 6,9 proc. Największą dynamikę miały kanały, które wymagają od agencji coraz wąskiej specjalizacji: wideo online, Internet i radio. To oznacza, że budżety reklamowe przesuwają się w stronę działań szybkich, cyfrowych, mierzalnych i często bardziej wymagających technologicznie.
Ten wzrost nie musi jednak oznaczać lepszej kondycji firm, które go obsługują. Widać to z perspektywy mikroprzedsiębiorców, czyli szerokiej grupy potencjalnych klientów branży reklamowej. Z badania NFG „Marketing w skali mikro – co działa i ile to kosztuje” wynika, że niemal dwie trzecie mikrofirm prowadzi działania reklamowe, ale większość robi to własnymi siłami.
– Mikrofirmy są aktywne reklamowo, ale bardzo ostrożne finansowo. Choć 62 proc. prowadzi działania promocyjne, to 82 proc. z nich robi to bez wsparcia agencji, a najczęściej reklamą zajmuje się sam właściciel. Stąd dla rynku reklamowego płynie ważna informacja: popyt istnieje, ale w segmencie MŚP firmy szukają prostych, policzalnych rozwiązań, które pomagają im szybko zdobyć klienta i nie obciążają budżetu. Agencje, które potrafią taką ofertę przygotować, mogą dotrzeć do szerokiej grupy klientów. Te, które nadal myślą głównie kategoriami rozbudowanych kampanii, mogą rozmijać się z potrzebami mikroprzedsiębiorców – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.
Rozwój reklamy internetowej, opisywany także w materiałach IAB Polska, wzmacnia konkurencję w digitalu i zwiększa presję na efektywność kampanii. Klienci oczekują dziś nie tylko kreacji, ale też danych, optymalizacji, automatyzacji, szybkiego raportowania i mierzalnego zwrotu z wydatków. Z kolei Wirtualne Media opisują rynek agencji jako branżę przechodzącą selekcję pod wpływem AI, kosztów i oczekiwań klientów. W praktyce oznacza to, że agencje muszą inwestować w nowe kompetencje i narzędzia, a jednocześnie pilnować marż i bieżących płatności. Dane KRD przedstawiają więc drugą stronę rosnącego rynku – nawet przy większych budżetach reklamowych część firm nadal ma problem z zadłużeniem i płynnością.
Agencje też czekają na przelewy
Choć agencje same mają zaległości, to ich klienci również nie zawsze płacą na czas. Według danych KRD kontrahenci są winni agencjom reklamowym 108,4 mln zł. Największe zaległości mają wobec nich firmy handlowe – 25,6 mln zł, budowlane – 22,9 mln zł oraz transportowe– 15,2 mln zł. Wysoko na liście są też: przetwórstwo przemysłowe z długiem 10,8 mln zł oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna – 10,2 mln zł.
– Wyłania się tutaj mechanizm, który może uderzać w płynność agencji: z jednej strony muszą opłacać swoje zobowiązania, pensje dla pracowników, narzędzia i faktury dla podwykonawców, z drugiej – same czekają na pieniądze od klientów. Największą część zaległości wobec agencji mają jednoosobowe działalności gospodarcze – prawie 95 mln zł. Większe firmy i instytucje są im winne przeszło 13 mln zł. Agencje reklamowe często są więc między młotem a kowadłem: muszą płacić dalej, choć same nie otrzymują pieniędzyna czas – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.
Grupa Tarczyński wypracowała w I kwartale 2026 roku 556,0 mln zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi wzrost o 7,1 proc. w relacji do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wynik EBITDA ukształtował się na poziomie 74,6 mln zł wobec 65,2 mln zł rok wcześniej (+14,5%). Skonsolidowany zysk netto wyniósł 50,9 mln zł i był aż o 73,80 proc. wyższy niż przed rokiem. Sprzedaż eksportowa w raportowanym okresie wyniosła 189,3 mln zł, co stanowi ponad 10-proc. wzrost r/r.
– Wyniki I kwartału potwierdzają naszą determinację w realizacji dwutorowej strategii. Pomimo rosnącej konkurencji rynkowej chcemy nieprzerwanie umacniać silną pozycję na krajowym rynku i towarzyszyć konsumentom z naszymi markami podczas zakupów w ich ulubionych sieciach handlowych. Zwiększamy zarówno wartość, jak i wolumen sprzedaży naszych produktów, a przychody ze sprzedaży do kluczowych klientów stanowią ponad 37 proc. ogólnej wartości sprzedaży. Po drugie – Grupa Tarczyński to od dawna marka intensywnie rozwijająca się na zagranicznych rynkach i raportujemy ponad 10-procentową dynamikę sprzedaży eksportowej oraz wzrost jej udziału w strukturze łącznej sprzedaży o 1 p.p. Koncentrujemy się na filarach naszej działalności, upatrując w nich szans na długoterminowy wzrost – mówi Jacek Tarczyński, Prezes Zarządu Tarczyński.
Wybrane dane finansowe
Q1 2026
Q1 2025
Zmiana
Przychody ze sprzedaży (tys. zł)
555 951
519 031
7,1%
Sprzedaż eksportowa (tys. zł)
189 302
171533
10,4%
Udział eksportu
34,05%
33,05%
1 p.p.
EBITDA (tys. zł)
74 619
65 163
14,51%
Marża EBITDA
13,42%
12,55%
0,9 p.p.
Zysk netto (tys. zł)
50 929
29 304
73,80%
Produkty Grupy Tarczyński są dystrybuowane do ponad 30 krajów świata na trzech kontynentach. Największymi rynkami eksportowymi pozostają: Niemcy, Wielka Brytania, Rumunia, Holandia, Litwa, Czechy i Łotwa.
Rynek zamówień publicznych w Polsce jest dziś wart ok. 587 mld zł rocznie, a według prognoz do 2029 roku jego wartość zbliży się nawet do biliona złotych. Tymczasem eksperci ostrzegają, że nowy system certyfikacji wykonawców może istotnie zmienić układ sił wśród firm walczących o publiczne kontrakty. Dla części przedsiębiorstw certyfikacja stanie się ułatwieniem dostępu do rynku, podczas gdy inne mogą mieć problem z dostosowaniem się do nowych wymogów i utrzymaniem konkurencyjności.
Certyfikat ma stać się „paszportem” do rynku publicznego
Dla wielu przedsiębiorstw kontrakty realizowane dla administracji publicznej są jednym z kluczowych źródeł przychodów. Problem w tym, że obecny system wymaga wielokrotnego składania i weryfikowania tych samych dokumentów przy kolejnych postępowaniach przetargowych.
Nowa certyfikacja wykonawców ma uprościć ten proces. Firmy, które uzyskają odpowiedni certyfikat, będą mogły łatwiej potwierdzać swoją wiarygodność oraz spełnianie warunków udziału w przetargach. Eksperci przewidują, że z czasem certyfikacja stanie się rynkowym standardem.
– Certyfikacja może stać się dla firm realnym narzędziem budowania przewagi konkurencyjnej na rynku zamówień publicznych. Dla części przedsiębiorców będzie oznaczała szybszy dostęp do postępowań i mniejsze obciążenia administracyjne, ale dla innych okaże się koniecznością, bez której coraz trudniej będzie skutecznie konkurować o kontrakty publiczne – mówi mec. Michał Liżewski, partner kancelarii LEGALLY.SMART, specjalista z zakresu prawa zamówień publicznych.
7 na 10 firm może nie być gotowych na nowe wymogi
Największym wyzwaniem może okazać się przygotowanie organizacji do nowych standardów. Certyfikacja będzie wymagała uporządkowania dokumentacji, procedur compliance oraz sposobu zarządzania ryzykiem w firmie.
Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Miliardy na stole”, aż siedem na dziesięć polskich firm prywatnych nigdy nie złożyło oferty w przetargu publicznym i nawet nie rozważa takiego kroku. Tylko 13% przedsiębiorstw w 2025 roku podjęło próbę udziału w postępowaniu.
To pokazuje skalę problemu rynku, który dla wielu przedsiębiorców wciąż pozostaje zbyt skomplikowany, zbyt sformalizowany i obarczony dużym ryzykiem proceduralnym.
Nowe regulacje mogą szczególnie mocno dotknąć mniejsze podmioty, które do tej pory funkcjonowały na rynku publicznym bez rozbudowanych struktur formalnych.
– Duże organizacje są zazwyczaj lepiej przygotowane do wdrażania procedur i standardów wymaganych przy certyfikacji. Dla części sektora MŚP nowe regulacje mogą oznaczać dodatkowe koszty, konieczność reorganizacji procesów oraz ryzyko czasowego ograniczenia dostępu do rynku zamówień publicznych – wskazuje mec. Liżewski.
Rynek czeka największa zmiana od lat
Nowy system certyfikacji wykonawców zacznie obowiązywać od 12 lipca 2026 roku. Eksperci przewidują, że w najbliższych latach certyfikaty staną się jednym z kluczowych elementów oceny wiarygodności firm działających na rynku publicznym.
– W praktyce certyfikacja przełoży się na szybszy udział w postępowaniach, ograniczenie formalności oraz łatwiejsze potwierdzanie wiarygodności wykonawcy. Jednocześnie firmy, które nie przygotują się odpowiednio wcześnie do nowych wymogów, mogą mieć coraz większy problem z utrzymaniem konkurencyjności na rynku publicznym. To nie będzie wyłącznie zmiana proceduralna, ale realna zmiana zasad funkcjonowania całego rynku zamówień publicznych – podsumowuje mec. Michał Liżewski, partner w kancelarii LEGALLY.SMART.
Według szybkiego szacunku GUS inflacja CPI w maju 2026 r. wyniosła 3,1 proc. rok do roku. W ujęciu miesięcznym ceny spadły o 0,3 proc., głównie przy niższych cenach żywności i lekkim spadku cen paliw.
Inflacja CPI · szybki szacunek GUS
Inflacja w maju 2026 r. wyniosła 3,1% rok do roku
Według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego ceny towarów i usług konsumpcyjnych w maju 2026 r. były o 3,1% wyższe niż rok wcześniej. W porównaniu z kwietniem 2026 r. ceny spadły o 0,3%.
Dane: GUS, szybki szacunek CPI za maj 2026 r. · Publikacja: 29 maja 2026 r. · Źródło danych: GUS
3,1%inflacja CPI rok do roku
maj 2026 r. wobec maja 2025 r.
-0,3%zmiana cen miesiąc do miesiąca
maj 2026 r. wobec kwietnia 2026 r.
2,5%cel inflacyjny NBP
CPI pozostaje powyżej celu, ale w paśmie odchyleń
Majowy odczyt CPI w ujęciu ogólnym
Majowy szybki szacunek wskazuje na niewielkie obniżenie rocznej dynamiki cen względem kwietnia 2026 r., kiedy inflacja wyniosła 3,2% rok do roku. W maju wskaźnik CPI wyniósł 3,1% rok do roku, czyli pozostał powyżej celu inflacyjnego 2,5%, ale mieścił się w dopuszczalnym paśmie odchyleń.
W ujęciu miesięcznym GUS odnotował spadek cen o 0,3%. Odczyt ten oznacza, że przeciętny poziom cen w maju był niższy niż w kwietniu, choć w porównaniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku ceny nadal pozostawały wyższe.
Uwaga metodologiczna: GUS zaznacza, że szybki szacunek ma charakter wstępny i może zostać skorygowany. Od danych za 2026 r. wskaźnik CPI jest liczony zgodnie z międzynarodową klasyfikacją COICOP 2018.
Główne kategorie cen w maju 2026 r.
W strukturze danych widoczne są różnice między kategoriami. Najwyższą roczną dynamikę odnotowano w przypadku paliw i smarów do prywatnych środków transportu. Ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły rok do roku nieznacznie, natomiast w ujęciu miesięcznym spadły.
Wyszczególnienie
Maj 2026 / maj 2025
Zmiana r/r
Maj 2026 / kwiecień 2026
Zmiana m/m
Ogółem
103,1
+3,1%
99,7
-0,3%
Żywność i napoje bezalkoholowe
100,5
+0,5%
99,0
-1,0%
Energia elektryczna, gaz i inne paliwa
105,0
+5,0%
100,0
0,0%
Paliwa i smary do prywatnych środków transportu
112,3
+12,3%
99,9
-0,1%
Inflacja CPI w latach 2025–2026
Dane z wykresu GUS pokazują, że w 2025 r. roczna dynamika CPI obniżała się z poziomu 4,9% na początku roku do 2,4% w grudniu. W pierwszych dwóch miesiącach 2026 r. inflacja wynosiła 2,1%, a następnie wzrosła do 3,0% w marcu, 3,2% w kwietniu i 3,1% w maju.
Zmiany cen towarów i usług konsumpcyjnych r/r, w %
Porównanie kategorii: zmiana roczna i miesięczna
Porównanie zmian rocznych i miesięcznych pozwala oddzielić długoterminowy wzrost poziomu cen od krótkookresowych zmian widocznych w maju. W przypadku paliw roczna dynamika była wysoka, ale miesiąc do miesiąca odnotowano lekki spadek. Ceny energii były o 5,0% wyższe niż rok wcześniej, natomiast w porównaniu z kwietniem pozostały bez zmian.
Zmiana cen r/r, w %
Zmiana cen m/m, w %
Co wynika z szybkiego szacunku?
Majowy odczyt potwierdza, że inflacja pozostaje umiarkowanie powyżej celu inflacyjnego, ale nie wraca do poziomów obserwowanych na początku 2025 r. Jednocześnie dane miesięczne wskazują na spadek przeciętnego poziomu cen wobec kwietnia, głównie przy niższych cenach żywności i niewielkim spadku w kategorii paliw.
W interpretacji danych należy uwzględnić wstępny charakter publikacji. Pełniejsze wnioski będą możliwe po publikacji finalnych danych, obejmujących szerszą strukturę koszyka inflacyjnego i szczegółowe kategorie cen.
Źródło danych: Główny Urząd Statystyczny, „Szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w maju 2026 r.”, 29.05.2026 r. Wykresy: opracowanie własne na podstawie danych GUS.
Polski rynek fizjoterapii stale się rozwija, jest coraz bardziej konkurencyjny, a pacjenci oczekują nie tylko skutecznych, ale też nowoczesnych metod terapii i wysokiego standardu obsługi. Z badania przeprowadzonego przez Siemens Financial Services w Polsce wśród właścicieli gabinetów fizjoterapeutycznych wynika, że ponad połowa z nich regularnie odnawia i wymienia kluczowe elementy wyposażenia.
Mimo to inwestycje w sprzęt wciąż mają w dużej mierze charakter reaktywny. Aż 38 proc. respondentów decyduje się na zakup nowego urządzenia dopiero w momencie, gdy jest to konieczne (dotychczasowe się zużyje lub zaczyna zawodzić). Jednocześnie większość gabinetów finansuje takie wydatki wyłącznie z wypracowanych zysków, co może oznaczać konieczność odłożenia modernizacji w czasie.
W warunkach rosnącej konkurencji i coraz wyższych oczekiwań pacjentów, wyraźnie widać potrzebę zmiany podejścia do realizowania inwestycji. Zamiast czekać z zakupami do momentu awarii sprzętu, gabinety powinny planować rozwój z wyprzedzeniem i traktować inwestycje jako element długofalowej strategii.
Fizjoterapeuci stawiają przede wszystkim na sprawdzone technologie, które zapewniają ciągłość pracy i bezpieczeństwo terapii. Unikają przy tym rozwiązań niskiej jakości, nawet jeśli są one tańsze. Dla 44 proc. ankietowanych najważniejszym kryterium przy wyborze sprzętu pozostaje jego jakość, niezawodność oraz serwis gwarancyjny. Jednocześnie co czwarty fizjoterapeuta zwraca też uwagę na estetykę, a dla co piątego istotne są także kompatybilność nowych urządzeń z obecnym oprogramowaniem i systemami oraz cicha praca i ergonomia.
Jak dziś gabinety fizjoterapeutyczne finansują inwestycje w sprzęt?
Z badania wynika, że dominującym źródłem finansowania inwestycji pozostają środki własne – wskazało je 61 proc. respondentów w badaniu Siemens Financial Services w Polsce. Dla porównania z pożyczki leasingowej, korzysta 12 proc. badanych, a z leasingu operacyjnego 10 proc.
– Aż 70 proc. respondentów deklaruje otwartość na alternatywne formy pozyskania sprzętu, takie jak wynajem czy modele subskrypcyjne. To wyraźny sygnał, że rynek zaczyna doceniać większą elastyczność i łatwiejszy dostęp do nowoczesnych technologii – komentuje Tomasz Szyszka, Head of Vendor Healthcare Sales w Siemens Financial Services w Polsce. – Jednocześnie tradycyjne podejście, oparte na finansowaniu inwestycji wyłącznie ze środków własnych, choć bywa postrzegane jako bezpieczne, w praktyce często prowadzi do odkładania decyzji zakupowych. W efekcie rośnie ryzyko operacyjne – pojawiają się przestoje, ograniczenia w dostępności terapii czy spadek jakości usług w okresie poprzedzającym wymianę sprzętu.
Co wpływa na decyzje o zakupie i finansowaniu
Dla co czwartego badanego (24 proc.) impulsem do podjęcia decyzji o zakupie sprzętu są atrakcyjne warunki finansowania lub oferty promocyjne u dostawców. W praktyce oznacza to, że dobrze dopasowane rozwiązania finansowe mogą przyspieszać moment realizacji inwestycji – nie tylko wspierając bieżącą płynność placówek, ale także umożliwiając szybsze wdrażanie nowoczesnych technologii i podnoszenie standardu świadczonych usług.
W podjęciu decyzji o zakupie nowego sprzętu istotną rolę odgrywa także chęć budowania przewagi konkurencyjnej. 18 proc. badanych wskazuje, że inwestycje są sposobem na zwiększenie dostępności usług i usprawnienie organizacji pracy. Tyle samo respondentów kieruje się chęcią posiadania lepszych i bardziej nowoczesnych urządzeń, które poprawią diagnostykę oraz potrzebą zwiększenia różnorodności usług.
W przypadku wyboru firmy finansowej decyzje podejmowane są w oparciu o kilka równoważnych kryteriów. Badanie zrealizowane na zlecenie Siemens Financial Services w Polsce pokazuje, że kluczowe znaczenie mają doświadczenie instytucji oraz jej wiarygodność (27 proc.). Istotną rolę odgrywają także warunki finansowania (23 proc.), jednak – podobnie jak w innych obszarach – są one rozpatrywane w szerszym kontekście jakości współpracy i poczucia bezpieczeństwa.
– Niewiele mniej, bo 20 proc. badanych zwraca uwagę na możliwość przeprowadzenia całego procesu finansowego online. To pokazuje, że rośnie znaczenie rozwiązań prostych i dopasowanych do potrzeb gabinetów, które pozwalają szybko przejść od decyzji do realizacji inwestycji – zauważa Tomasz Szyszka, Head of Vendor Healthcare Sales w Siemens Financial Services w Polsce. – Takie podejście wspierają m.in. narzędzia takie jak SimplyLoan, które umożliwiają finansowanie w pełni zdalnie i ułatwiają sprawne dopasowanie inwestycji do bieżącej działalności placówki. W efekcie gabinety mogą w większym stopniu strategicznie planować rozwój swojej oferty.
Nota metodologiczna:
Badanie z przedstawicielami 100 firm (jednoosobowych działalności i spółek handlowych) zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research w sierpniu 2025 r. Uczestnikami badania byli właściciele i menedżerowie z branży fizjoterapeutycznej z całej Polski, Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).
Nowo otwarte Laboratorium Zaawansowanych Technik Rentgenowskich na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej oferuje dostęp do wiązki promieniowania rentgenowskiego o parametrach dostępnych w ośrodkach synchrotronowych. Nowa infrastruktura umożliwi prowadzenie zaawansowanych badań w zakresie inżynierii materiałowej, biomedycyny, chemii czy farmacji.
Techniki rentgenowskie najczęściej kojarzone są z medycyną, gdzie RTG i tomografia komputerowa wykorzystywane są do obrazowania schorzeń i urazów. Możliwe jest to dzięki temu, że różne tkanki w odmienny sposób absorbują promienienie rentgenowskie (X), w związku z czym dają w badaniach unikalny obraz.
Paleta technik wykorzystujących promieniowanie rentgenowskie znacznie wykracza jednak poza zastosowania typowo medyczne, umożliwiając badanie struktury także wielu innych materiałów niż tkanki biologiczne, a nawet precyzyjne określanie ich składu chemicznego.
Stosowanie wielu z tych metod wymaga jednak używania wiązek promieniowania o bardzo wysokich intensywnościach, których nie byłaby w stanie wygenerować zwykła lampa rentgenowska.
Tak intensywne wiązki promieniowania możliwe są do uzyskania w synchrotronach, czyli gigantycznych urządzeniach w kształcie pierścieni, o obwodach liczonych w dziesiątkach metrów, w których elektrony są w tym celu rozpędzane do prędkości bliskich prędkości światła. Kiedy tor ich poruszania się ulega wymuszonemu zakrzywieniu, towarzyszy temu emisja promieniowania, którą można wykorzystać do celów badawczych.
Niedostępne wcześniej w Polsce techniki badawcze
Choć w Krakowie znajduje się synchrotron SOLARIS, należący do Uniwersytetu Jagiellońskiego, to udostępnione linie badawcze nie pokrywają pełni możliwości badań z wykorzystaniem promieni rentgenowskich. Badaczki i badacze z Polski, chcący skorzystać z niektórych technik, musieli dotychczas aplikować o możliwość przeprowadzenia prac we Francji, Niemczech czy Austrii.
Teraz może się to zmienić za sprawą infrastruktury, która została udostępniona na AGH. Otwarte właśnie Laboratorium Zawansowanych Technik Rentgenowskich nie tylko oferuje niedostępne wcześniej w Polsce możliwości w zakresie badań z wykorzystaniem promieni X, ale w porównaniu z synchrotronami ma kompaktowe rozmiary – mieści się w jednym pomieszczeniu o powierzchni 36 m2 na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej (WFiIS). Składa się na nią wielofunkcyjne źródło promieniowania rentgenowskiego, system 8 detektorów jedno- i dwuwymiarowych oraz obsługująca całość aparatura komputerowa.
Niezbędna infrastruktura została zakupiona przez konsorcjum trzech wydziałów AGH, w którego skład oprócz WFiIS wchodzi również Wydział Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej oraz Wydział Energetyki i Paliw. Koszty inwestycji zostały pokryte ze środków Programu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza” (IDUB).
System został zbudowany przez kanadyjskie przedsiębiorstwo Proto Manufactoring Ltd., ale w oparciu o specyfikację przekazaną przez AGH, co czyni go unikalnym w skali świata. Jego „sercem” jest nowoczesna lampa rentgenowska MetalJet oferowana przez firmę Excillum, która wyposażona jest anodę z ciekłego metalu, co odróżnia ją od anod stałych czy wirujących używanych w typowych aparatach RTG czy tomografach komputerowych.
Wyjątkowa lampa rentgenowska i systemy optyczne
W lampach rentgenowskich promieniowanie X powstaje w trakcie przepływu strumienia elektronów pomiędzy katodą a anodą, kiedy ta ostatnia jest „bombardowana” przez rozpędzane w tym celu elektrony. W czasie tego procesu anoda bardzo się nagrzewa, w związku z czym wymaga skutecznego chłodzenia i przy zbyt dużej intensywności strumienia cząstek może ulec przegrzaniu.
W lampach MetalJet wykonana jest z ciekłego metalu, który ulega ciągłemu odnawianiu, wskutek czego ciepło jest odprowadzane bardziej efektywnie. Dzięki temu, w laboratorium AGH możliwe jest uzyskanie wiązki promieniowania rentgenowskiego o parametrach odpowiadającym źródłom synchrotronowym.
Aparatura na AGH oferuje dostęp do wiązki o maksymalnej energii 160 keV, przy jednoczesnym dostępie do dwóch linii o charakterystycznych energiach 9,2 keV i 24 keV. Przekłada się to na możliwość badania trudno przenikliwych materiałów, a także wymagających stosowania specyficznych parametrów wiązki.
Aparatura przewyższa pod tym względem możliwości linii badawczej POLYX dostępnej na synchrotronie SOLARIS, która oferuje wiązkę promieniowania rentgenowskiego o energii 15 keV. Jednocześnie, dzięki implementacji zaawansowanych systemów optycznych, dorównuje źródłom synchrotronowym pod względem intensywności i skupienia wiązki, co ma wpływ się na szybkość i dokładność badań.
Pokaże to, czego nie widzi zwykły rentgen i tomograf
Laboratorium otwarte na AGH umożliwia stosowanie wielu zaawansowanych technik badawczych:
Diffraction contrast tomography (DCT) – łączy metody tomografii komputerowej
z kontrastem dyfrakcyjnym, który umożliwia określanie lokalizacji i orientacji przestrzennej ziaren kryształów w materiałach krystalicznych w oparciu o to, jak załamują one fale promieniowania X,
X-ray fluorescence tomography (XRF tomography) – umożliwia precyzyjną analizę rozkładu przestrzennego pierwiastków w trójwymiarze na postawie charakterystyki ich widma flourescencyjnego po wzbudzeniu promieniami rentgenowskimi,
Energy dispersive diffraction (EDF) – metoda podobnie jak DCT bazująca na dyfrakcji fal promieniowania rentgenowskiego w kryształach, w przypadku której analizie poddawane są nie wzory dyfrakcji, ale energia rozproszonych promieni; szczególne zastosowanie znajduje w przypadku badania dynamicznych procesów, np. materiałów poddawanych naprężeniom,
Phase-contrast X-ray tomography – technika łącząca tomografię komputerową
z kontrastem fazowym, gdzie oprócz absorbcji promieniowana rentgenowskiego przez strukturę materiału analizowany jest sposób, w jaki wpływa ona na przesunięcie fazowe fal promieniowania X; umożliwia to obrazowanie struktur słabo absorbujących promieniowanie rentgenowskie, np. tkanek biologicznych,
Single-crystal X-ray diffraction (SC-XRD) – kolejna metoda podobnie jak DCT opierająca się na zjawisku dyfrakcji fal promieniowania rentgenowskiego, ale stosowana nie do badania struktury materiałów krystalicznych, ale układu atomów w pojedynczych kryształach.
Cały system oparty jest na modułowej konstrukcji, która pozwala na wymianę i kalibrację i poszczególnych elementów – np. detektorów, optyki czy układów mocowania próbek – w zależności od szczególnych potrzeb badawczych. Obszerna przestrzeń w miejscu przeznaczonym na próbki pozwala również na montaż różnego rodzaju dodatków, np. komory temperaturowej lub modułów wytrzymałościowych, pozwalających na badanie materiałów pod kątem ich stabilności temperaturowej czy odporności na ściskanie i rozciąganie.
Dzięki temu, że lampa MetalJet może generować jednocześnie dwie wiązki promieniowania rentgenowskiego w przeciwstawnych kierunkach, w przyszłości możliwe będzie uruchomienie na aparaturze dwóch niezależnych linii badawczych.
Zwiększenie szans u uzyskanie grantów europejskich
Prowadzenie badań w laboratorium będzie zorganizowane na podobnych zasadach, jak ma to miejsce w dużych ośrodkach badawczych. Badaczki i badacze, chcący skorzystać z dostępnej infrastruktury, powinni złożyć wniosek uzasadniający cel przeprowadzenia badania. Aplikacje oceni Rada Naukowa złożona z pracowników naukowych podmiotów, które tworzy konsorcjum trzech wydziałów AGH zarządzających aparaturą. W zależności od wyniku oceny, autorkom i autorom wniosków przyznawany będzie określony czas pomiarowy.
– Staranie się o duże europejskie granty naukowe wymaga dysponowania zapleczem aparaturowym umożliwiającym ich realizację. Posiadanie przez AGH własnego źródła RTG o możliwościach zbliżonych do największych europejskich ośrodków badawczych umożliwi dostęp do nowoczesnych i do tej pory niedostępnych w Polsce technik badawczych, co z pewnością ułatwi aplikowanie o ambitne projekty. Warto także wspomnieć, że wyniki badań uzyskane na dużych przyrządach badawczych i z wykorzystaniem nowatorskich technik mają zdecydowanie większy potencjał publikacyjny – wyjaśnia pomysłodawca nowego laboratorium dr hab. inż. Sebastian Wroński, profesor na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej.
Doświadczenie AGH w mikro- i nanoobrazowaniu
Laboratorium Zaawansowanych Technik Rentgenowskich rozszerza możliwości działającego od 2012 roku na WFiIS Laboratorium Mikro- i Nanotomografii (LMiNT), które prof. Wroński prowadzi wspólnie z dr. hab. inż. Jackiem Tarasiukiem, prof. AGH. Do sukcesów LMiNT należy m.in. odkrycie dokonane w 2018 roku, kiedy w trakcie badań prowadzonych w kooperacji z Instytutem Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w kości mamuta odnalezionej przy ul. Spadzistej w Krakowie zidentyfikowano fragment krzemiennego grotu. Udało się dzięki temu dowieść, że łowiectwo występowało na tych terenach już 27 tys. lat temu, czyli o 2 tys. lat wcześniej niż dotychczas uważano.
LMiNT prowadzi również wiele innych badań materiałowych we współpracy z ośrodkami krajowymi i zagranicznymi. Bada m.in. kosteczki słuchowe czy zastawki serca na potrzeby implantologii.