Transparentność wynagrodzeń w Polsce później niż zakładano. Firmy zyskują czas na przygotowania

Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej opublikowało nowy projekt ustawy o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości. Nowe przepisy zaczną obowiązywać po 6 miesiącach od ogłoszenia ustawy – aktualnie jest ona w fazie konsultacji. Oznacza to, że firmy zyskały dodatkowy czas na przygotowania do nowych przepisów, które pierwotnie, zgodnie z postanowieniami Dyrektywy 2023/970, miały wejść w życie najpóźniej 7 czerwca 2026 r.

Wartościowanie stanowisk – fundament zmiany

Kluczowym i najbardziej czasochłonnym etapem przygotowań do nowych regulacji jest wartościowanie stanowisk. Bez tego nie da się ani stworzyć ani przejrzystych struktur wynagradzania, ani uzasadnić różnic płacowych – a to najważniejsze obszary, jakie wprowadza dyrektywa.

Zgodnie z projektowanymi przepisami każdy pracodawca – niezależnie od wielkości firmy – będzie zobowiązany do przeprowadzenia oceny wartości pracy na poszczególnych stanowiskach lub, w razie ich braku, rodzajów pracy. Na tej podstawie firmy będą klasyfikować role i identyfikować grupy pracowników wykonujących tę samą pracę lub pracę o porównywalnej wartości.

Ocena ta powinna opierać się na czterech obowiązkowych kryteriach: odpowiedzialności, umiejętnościach, wysiłku, oraz warunkach pracy. W zależności od specyfiki organizacji możliwe będzie ich doprecyzowanie poprzez dodatkowe podkryteria lub rozszerzenie o inne elementy oceny.

Kluczowe jest jednak, aby wszystkie stosowane kryteria były wykorzystywane w sposób obiektywny oraz neutralny pod względem płci.

Nie tylko Polska przesuwa termin

Polska nie jest jedynym krajem, który zdecydował się na przesunięcie terminu wdrożenia przepisów dot. transparentności wynagrodzeń. W marcu tego roku taką decyzję podjęła Szwecja. Tam przepisy zaczną obowiązywać o 1 stycznia 2027 r. Szwedzki rynek pracy, który od lat funkcjonuje w oparciu o obowiązkowe analizy płac i porównywanie pracy o tej samej wartości – czyli de facto wymusza stosowanie wartościowania stanowisk, które jest częściowo zgodnego wytycznymi dyrektywy. Mimo, że dla rynku szwedzkiego jest to ewolucja, a nie rewolucja, to również tam firmy sygnalizują istotne trudności operacyjne. To pokazuje jasno: nawet dojrzałe systemy w obszarze wartościowania wynagrodzeń oceniają proces jako trudny.

Wartościowanie będzie szczególnym wyzwaniem dla pracodawców, którzy będą przystępować do tego procesu po raz pierwszy – a tych, wśród średnich i dużych przedsiębiorstw jest w Polsce około 12 procent (Grand Thorton „Jawność wynagrodzeń w Polsce”).

Przesunięcie terminu to nie moment na odkładanie prac, to szansa na lepsze przygotowanie organizacji do nowych regulacji.

Mimo rosnącej świadomości nadchodzących zmian, poziom przygotowania polskich firm pozostaje ograniczony. Co 5. firma wskazuje, że nie ma wiedzy w zakresie zarządzania wynagrodzeniami. Blisko połowa firm sygnalizuje brak narzędzi do realizacji wymogów dyrektywy. Badania wskazują też, że dla 61 proc. organizacji, istotnym ułatwieniem byłoby wprowadzenie narzędzi i metod do oceny stanowisk. [1]

Skala danych, konieczność ich aktualizacji oraz wymogi raportowania i komunikacji do pracowników sprawiają, że tradycyjne podejście oparte na Excelu, szybko przestanie być wystarczające. Narzędzia HR wspierające proces wartościowania, analizę wynagrodzeń, raportowanie i komunikację pozwalają nie tylko przyspieszyć proces, ale przede wszystkim zapewniają jego spójność, trwałość i dostępność– co będzie kluczowe w kontekście nowych regulacji.

Podsumowując: nawet jeśli termin wdrożenia w Polsce został przesunięty, nie zmienia to istoty wyzwania. Firmy, które rozpoczną wartościowanie stanowisk już teraz, zyskają nie tylko czas, ale mogą też zbudować przewagę – zarówno operacyjną, jak i wizerunkową. Te, które będą czekać, mogą stanąć przed koniecznością wdrażania zmian w trybie kryzysowym.

Autor: Joanna Liksza, eksperta MyBenefit w Benefit Systems oraz kierowniczka studiów podyplomowych Compensation & Benefits na Uczelni Łazarskiego

[1] „TRENDY 2025 Transparentność Wynagrodzeń” Klub Compensation&Benefits

ORLEN podpisał porozumienie z Amazon Web Services. Chmura, AI i szkolenia dla pracowników

0

Grupa ORLEN zawarła porozumienie o współpracy z Amazon Web Services. Umowa dotyczy migracji systemów IT do infrastruktury chmurowej oraz budowy nowych aplikacji w modelu cloud native — czyli projektowanych od podstaw pod kątem środowiska chmurowego, ze szczególnym uwzględnieniem skalowalności, odporności na awarie i szybkości wdrożeń.

Zakres współpracy

Współpraca obejmuje wdrożenie rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego i analityki danych. ORLEN uzyska ponadto dostęp do specjalistycznego oprogramowania branżowego certyfikowanych dostawców (ISV) dostępnego w AWS Marketplace. Rozwiązania te mają wspierać działalność w segmentach upstream i downstream, energetyki oraz sprzedaży detalicznej.

Jednym z założeń umowy jest budowa środowiska IT w modelu multi cloud — podejście, które pozwala na elastyczny dobór technologii od różnych dostawców i ułatwia migrację systemów między platformami.

„Istotnym założeniem współpracy z AWS jest wzmocnienie naszej elastyczności technologicznej oraz dostęp do gotowych, zaawansowanych rozwiązań. Rozwój środowiska IT w modelu multi cloud pozwoli ORLEN efektywnie migrować systemy i wybierać najlepsze technologie dostępne na rynku.”

Michał Furman, Dyrektor Wykonawczy ds. Transformacji Cyfrowej i Informatyki, ORLEN

Szkolenia i certyfikacje

Elementem porozumienia jest program rozwoju kompetencji pracowników Grupy ORLEN. AWS zapewni dostęp do szkoleń, certyfikacji i warsztatów technologicznych. Według komunikatu ma to przełożyć się na samodzielność zespołów przy projektowaniu, wdrażaniu i utrzymaniu rozwiązań chmurowych.

„Polska stoi przed niezwykłą szansą związaną ze sztuczną inteligencją, a Grupa ORLEN, jako jeden z największych koncernów energetycznych w Europie, ma skalę i determinację, by przeprowadzić wyjątkową transformację cyfrową. Nasze wsparcie to nie tylko technologia — to także inwestycja w kompetencje cyfrowe ludzi, którzy będą ją wdrażać i rozwijać.”

Tanuja Randery, Wiceprezes i Dyrektor Generalna AWS na region EMEA

Kontekst strategiczny

Porozumienie z AWS wpisuje się w szerszą strategię cyfryzacji Grupy ORLEN. Spółka realizuje równolegle projekty z zakresu transformacji energetycznej, a migracja do chmury ma zwiększyć efektywność operacyjną i obniżyć koszty utrzymania infrastruktury IT.

„Ta współpraca to kolejny krok w budowie ORLEN jako nowoczesnej, cyfrowej organizacji. Inwestujemy w rozwiązania, które zwiększają naszą efektywność biznesową, przyspieszają innowacje i wzmacniają bezpieczeństwo cyfrowe całej Grupy.”

Robert Soszyński, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Operacyjnych

Umowa nie precyzuje wartości finansowej współpracy ani harmonogramu poszczególnych etapów wdrożenia.

Awans Andrzeja Pośniaka w strukturach CMS. Dołącza do Executive Committee

CMS poinformował o powołaniu Andrzeja Pośniaka do Executive Committee – globalnego zarządu kancelarii CMS. Jest to kluczowy organ odpowiedzialny za bieżące zarządzanie firmą oraz podejmowanie strategicznych decyzji dotyczących jej dalszego rozwoju na poziomie międzynarodowym.

Dołączenie Andrzeja Pośniaka do Executive Committee stanowi kolejne potwierdzenie jego roli w strukturach CMS oraz znaczenia regionu Europy Środkowo‑Wschodniej w globalnej strategii kancelarii.

W nowej roli Andrzej Pośniak będzie wykorzystywał swoje wieloletnie doświadczenie zdobyte zarówno na rynku regionalnym, jak i międzynarodowym, wspierając realizację strategicznych priorytetów CMS oraz wzmacniając spójność działań pomiędzy poszczególnymi regionami.

Od maja 2019 roku Andrzej Pośniak pełni funkcję Partnera Zarządzającego CMS w Polsce, odpowiadając za strategiczny rozwój kancelarii oraz umacnianie jej pozycji jako jednej z wiodących firm prawniczych na rynku krajowym.

Z dniem 1 kwietnia 2026 roku rozpoczął również czteroletnią kadencję jako Dyrektor Zarządzający CMS na Europę Środkowo‑Wschodnią (CEE), obejmując odpowiedzialność za koordynację działań oraz dalszy rozwój działalności CMS w całym regionie.

„Dołączenie do Executive Committee pozwala spojrzeć na rozwój CMS z perspektywy całej organizacji i aktywnie uczestniczyć w wyznaczaniu jej długoterminowych kierunków. To rola skoncentrowana na strategii, spójności działań pomiędzy regionami oraz dalszym budowaniu silnej pozycji CMS w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym” – komentuje Andrzej Pośniak.

Andrzej Pośniak jest również członkiem Zarządu Brytyjsko‑Polskiej Izby Handlowej (BPCC), gdzie aktywnie angażuje się w rozwój współpracy gospodarczej pomiędzy Polską a Wielką Brytanią oraz dialog pomiędzy biznesem a instytucjami otoczenia gospodarczego.

O CMS:

CMS jest międzynarodową organizacją zrzeszającą niezależne kancelarie prawne, która świadczy kompleksowe usługi doradztwa prawnego i podatkowego. Firma posiada 92 biura w ponad 50 krajach na całym świecie, w których zatrudnia ponad 7.200 prawników.

Polskie firmy coraz chętniej wdrażają AI. Polska druga w Europie pod względem tempa wzrostu

Adopcja sztucznej inteligencji w Polsce dynamicznie rośnie. Według najnowszego raportu „Uwolnienie potencjału AI w Polsce 2026”, przygotowanego przez niezależną firmę badawczą Strand Partners na zlecenie Amazon Web Services (AWS), już 48% polskich firm korzysta z AI, w porównaniu do 34% rok wcześniej. To wzrost o 41% rok do roku i drugi najlepszy wynik w Europie. Wnioski z raportu zostały opublikowane 6 maja 2026 roku podczas AWS Summit w Warszawie.

Badanie powstało w nawiązaniu do programu Cyfrowej Dekady Komisji Europejskiej, który zakłada, że do 2030 roku co najmniej 75% przedsiębiorstw w UE powinno korzystać z technologii AI, chmury obliczeniowej lub analizy dużych zbiorów danych. Polska, utrzymując obecne tempo wzrostu, ma szansę osiągnąć ten cel, ale tegoroczna edycja raportu pokazuje, że samo wdrożenie AI to dopiero początek. Prawdziwym wyzwaniem staje się przejście od podstawowego wykorzystania sztucznej inteligencji do zaawansowanych, transformacyjnych zastosowań.

Tempo adopcji sztucznej inteligencji w Polsce jest imponujące – drugi najszybszy wzrost w Europie. Teraz kluczowe jest, żeby ta dynamika przełożyła się na realną przewagę konkurencyjną polskich firm na globalnych rynkach. Polskie firmy jasno mówią, czego potrzebują – dostępu do najlepszych narzędzi AI, możliwości szybkiego skalowania i swobody wyboru odpowiednich technologii. Dlatego inwestujemy nie tylko w infrastrukturę, ale przede wszystkim w rozwój kompetencji, bo to ludzie decydują o tym, czy AI przyniesie firmom realną wartość biznesową podkreśla Andrzej Horawa, Dyrektor Generalny Amazon Web Services w Polsce.

Kluczowe ustalenia raportu

Szybki wzrost adopcji, ale ograniczone zaawansowanie. AI wdrożyło już 48% polskich firm, jednak tylko 16% z nich wykorzystuje najbardziej zaawansowane scenariusze użycia – poniżej średniej europejskiej wynoszącej 22%. Przy obecnym tempie postępu osiągnięcie zaawansowanego poziomu wdrożenia zajęłoby połowie polskich firm około pięciu lat.

Chmura rośnie równie dynamicznie. Technologie chmurowe wdrożyło 61% przedsiębiorstw (wzrost z poziomu 44% rok wcześniej, czyli o 39% rok do roku), co tworzy fundament pod dalsze skalowanie AI.

AI jako priorytet strategiczny. 69% firm deklaruje, że wdrożenie AI jest priorytetem najwyższym lub wysokim, a 72% twierdzi, że AI odgrywa kluczową lub ważną rolę w ich ogólnej strategii biznesowej.

Startupy przodują. 72% polskich startupów wdrożyło AI, a 41% z nich jest na najbardziej zaawansowanym etapie. Jednocześnie 39% startupów deklaruje, że rozważyłoby opuszczenie Europy w celu szybszego skalowania – najczęściej wskazywanym kierunkiem są Stany Zjednoczone (49%).

Innowacje przyspieszają. 74% firm wdrażających AI zaobserwowało wzrost tempa innowacji w ciągu ostatnich dwóch lat, a AI jest głównym motorem tych zmian (44%).

Firmy cenią sobie wybór i dostęp do globalnych dostawców technologii

Polskie przedsiębiorstwa konsekwentnie podkreślają znaczenie dostępu do globalnych dostawców technologii, zwłaszcza w kontekście innowacji i ekspansji na międzynarodowych rynkach. 83% firm twierdzi, że dostęp do globalnych firm technologicznych jest ważny dla wdrażania AI, 81% uważa, że jest to ważne dla innowacyjności, a 84% – dla szybkiego skalowania.

Firmy podają, że przy wyborze narzędzi i dostawców AI priorytetem jest szybkość, skalowalność, odporność i bezpieczeństwo, a także możliwość dokonywania właściwych wyborów technologicznych na podstawie potrzeb klienta – niezależnie od lokalizacji dostawcy. 89% firm korzysta z dostawców z różnych regionów, zamiast polegać głównie na dostawcach z jednego kraju. Wśród najczęściej podawanych powodów takiego podejścia wymieniane są: szerszy zakres funkcji i oferty produktowej (56%), lepsza skalowalność, wydajność lub opcje integracji (52%) oraz wiodąca pozycja technologiczna lub bardziej zaawansowane możliwości (48%).

Dane wskazują również na ograniczone zainteresowanie strategiami, które zwiększają koszty bez wyraźnych rezultatów w zakresie konkurencyjności: tylko 9% firm poparłoby większe inwestycje publiczne w europejską infrastrukturę AI i chmurową, jeśli skutkowałoby to wyższymi kosztami dla ich działalności.

Firmy nie czują się gotowe na kolejną falę AI

Technologie AI nowej generacji – takie jak agentowa AI, czy zaawansowana robotyka – zaczynają fundamentalnie zmieniać sposób funkcjonowania przedsiębiorstw. Tymczasem tylko 21% polskich firm twierdzi, że czuje się w pełni lub bardzo gotowa na ich wdrożenie (wśród startupów – 79%).

Świadomość agentowej AI rośnie (23% firm słyszało o tej technologii), ale luka między znajomością a wdrożeniem pozostaje znacząca – tylko 3% firm zgłasza pełne wdrożenie. Wśród tych, którzy już korzystają z agentowej AI, 45% deklaruje szybsze podejmowanie decyzji, 34% odnotowuje wzrost efektywności operacyjnej, a 24% poprawę skalowalności.

Główne bariery: umiejętności, finansowanie i regulacje

Niedobór kompetencji. 46% firm wskazuje na braki w zakresie umiejętności AI i cyfrowych jako barierę, a tylko 18% deklaruje posiadanie solidnych kompetencji w tym obszarze. 82% spodziewa się, że w ciągu najbliższych pięciu lat umiejętności związane z AI będą odgrywać istotną rolę w ich branży.

Ograniczenia finansowe. 43% firm nie ma dedykowanego budżetu na AI, choć 81% przewiduje, że w ciągu trzech lat wydatki na AI wzrosną do 27% całkowitego budżetu IT.

Złożoność regulacyjna. Polskie firmy szacują, że 40% całkowitych wydatków na technologię przeznaczają na zapewnienie zgodności z przepisami. 79% uważa, że koszty compliance wzrosły w ciągu ostatnich trzech lat, a 82% spodziewa się dalszego wzrostu.

Wdrożenie AI w kluczowych branżach

Sektor usług finansowych prowadzi z 58% adopcją AI, wyprzedzając telekomunikację (52%) i energetykę (43%). W zakresie zaawansowanych zastosowań AI liderami są usługi finansowe (26%), telekomunikacja (23%) oraz technologie i usługi IT (21%).

47% polskich MŚP deklaruje wdrożenie technologii AI, przy czym 15% korzysta z zaawansowanych scenariuszy, a 32% z podstawowych narzędzi.

Cyberbezpieczeństwo – kluczowy priorytet

Ponad jedna trzecia firm (37%) postrzega cyberbezpieczeństwo i odporność cyfrową jako kluczowe obszary inwestycji publicznych. W 2025 roku wydatki na cyberbezpieczeństwo w Polsce wzrosły o około 25%, osiągając kwotę około 1 miliarda dolarów. 31% firm zwiększyło cyberbezpieczeństwo za pośrednictwem AI w ciągu ostatniego roku.

Co jest potrzebne, aby odblokować potencjał AI w Polsce

Zapytani o to, co jest najważniejsze dla wspierania rozwoju ich biznesu, polscy przedsiębiorcy wskazują na: dostęp do najnowocześniejszych narzędzi i usług AI (62%), inwestycje prywatne i kapitał wysokiego ryzyka (58%) oraz wykwalifikowaną kadrę w dziedzinie AI (55%).

59% firm twierdzi, że wsparcie rządowe – takie jak dotacje lub ulgi podatkowe – ma duże przełożenie na decyzję o wdrożeniu AI. 53% polskich firm deklaruje, że jest bardziej skłonna wdrożyć AI, gdy sektor publiczny robi to samo.

O badaniu

Raport „Uwolnienie potencjału AI w Polsce 2026” został przygotowany przez Strand Partners na zlecenie Amazon Web Services (AWS). Badanie opiera się na dwóch ogólnopolskich próbach reprezentatywnych: 1000 liderów biznesowych (reprezentatywnych pod względem wielkości firmy, sektora i regionu NUTS 1) oraz 1000 obywateli Polski (reprezentatywnych pod względem wieku, płci i regionu NUTS 1). Badanie zostało przeprowadzone zgodnie z wytycznymi UK Market Research Society i ESOMAR.

Transparentność zamiast deklaracji – co zmienia projekt przepisów o luce płacowej?

Projekt rozporządzenia z dnia 24 kwietnia 2026 r., wydany w związku z ustawą o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia kobiet i mężczyzn, stanowi istotny krok w kierunku zwiększenia realnej przejrzystości wynagrodzeń. Jego znaczenie nie polega jednak na wprowadzeniu nowej zasady równości – ta funkcjonuje w polskim porządku prawnym od lat – lecz na stworzeniu mechanizmów, które mają umożliwić jej skuteczne egzekwowanie.

Dotychczas problem luki płacowej pozostawał w dużej mierze niewidoczny lub trudny do uchwycenia w praktyce. Pracodawcy nie byli zobowiązani do przedstawiania szczegółowych danych, a brak jednolitych metod obliczania wskaźników powodował, że nawet dostępne analizy nie były w pełni porównywalne. Projektowane przepisy zmieniają ten stan rzeczy, wprowadzając obowiązek sporządzania szczegółowych sprawozdań dotyczących różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn.

Zgodnie z projektowanymi regulacjami, sprawozdanie ma obejmować szeroki zakres danych dotyczących luki płacowej, zarówno w ujęciu rocznym, jak i godzinowym, a także uwzględniać różnice w zakresie składników uzupełniających i zmiennych wynagrodzenia. Co istotne, raportowanie nie ogranicza się wyłącznie do średnich wartości wynagrodzeń. Przewidziano również obowiązek uwzględniania mediany, która pozwala lepiej oddać rzeczywisty poziom wynagrodzeń większości pracowników i eliminuje zniekształcenia wynikające z wysokich wynagrodzeń jednostkowych.

Nowe przepisy wprowadzają także jednolite wzory obliczania wskaźników luki płacowej. Wskaźniki te będą wyrażane jako procentowa różnica między wynagrodzeniem kobiet i mężczyzn, odniesiona do poziomu wynagrodzeń mężczyzn. Standaryzacja metodologii ma fundamentalne znaczenie, ponieważ eliminuje możliwość dowolnego interpretowania danych i zapewnia ich porównywalność pomiędzy podmiotami.

Istotnym elementem projektowanej regulacji jest rozszerzenie zakresu analizy na wszystkie składniki wynagrodzenia, w tym premie i inne świadczenia o charakterze zmiennym. W praktyce to właśnie w tych elementach często ujawniają się największe dysproporcje, które nie są widoczne przy analizie samego wynagrodzenia zasadniczego. Wprowadzenie obowiązku raportowania tych danych może zatem prowadzić do ujawnienia różnic, które dotychczas pozostawały poza kontrolą.

Kolejną nowością jest obowiązek przedstawiania struktury wynagrodzeń w podziale na przedziały płacowe. Pracodawcy będą zobowiązani do wskazania, jaki odsetek kobiet i mężczyzn znajduje się w poszczególnych poziomach wynagrodzeń. Takie podejście pozwala nie tylko ocenić różnice w wysokości wynagrodzeń, ale także zidentyfikować ewentualne bariery strukturalne, polegające na koncentracji kobiet w niższych przedziałach płacowych.

Projekt przewiduje również obowiązek analizy luki płacowej w podziale na kategorie pracowników, co oznacza konieczność porównywania wynagrodzeń w ramach podobnych stanowisk lub grup zaszeregowania. Rozwiązanie to ma szczególne znaczenie z punktu widzenia praktyki stosowania prawa, ponieważ eliminuje argumentację opartą na ogólnym zróżnicowaniu stanowisk i umożliwia bardziej precyzyjną ocenę, czy zasada równego wynagrodzenia jest rzeczywiście przestrzegana.

Wprowadzenie tak szerokiego obowiązku raportowego będzie miało istotne konsekwencje dla pracodawców. Po pierwsze, wymusi uporządkowanie systemów wynagrodzeń oraz metod ich dokumentowania. Po drugie, zwiększy ryzyko ujawnienia nieuzasadnionych różnic płacowych, co może prowadzić nie tylko do sporów sądowych, ale także do konsekwencji reputacyjnych. Z drugiej strony, dla pracowników nowe regulacje oznaczają istotne wzmocnienie pozycji, w szczególności poprzez zwiększenie dostępu do informacji i ułatwienie dochodzenia roszczeń.

Projektowane przepisy wpisują się w szerszy trend regulacyjny, który zakłada, że sama formalna równość nie jest wystarczająca, jeżeli nie towarzyszy jej przejrzystość. W tym sensie omawiana regulacja nie tyle wprowadza nowe obowiązki materialne, ile tworzy narzędzia umożliwiające ich egzekwowanie. W projekcie zwiększono górny limit grzywny do 60 000,00 zł oraz rozszerzono katalog wykroczeń.

W konsekwencji, największą zmianą wynikającą z projektowanych przepisów jest przejście od abstrakcyjnej zasady równego wynagrodzenia do systemu, w którym jej realizacja będzie podlegała regularnej, mierzalnej i porównywalnej ocenie.

Sygnały deeskalacji wspierają giełdy i osłabiają dolara

Rynki reagują na najnowsze sygnały z Waszyngtonu przede wszystkim przez pryzmat możliwej deeskalacji napięć wokół Iranu i Cieśniny Ormuz. Informacja o zakończeniu ofensywnej fazy amerykańskiej operacji „Epic Fury”, a następnie krótkim wstrzymaniu „Project Freedom”, została odebrana jako próba przesunięcia akcentu z presji militarnej na dyplomację. Dla inwestorów nie oznacza to jednak pełnego końca kryzysu. USA nadal utrzymują blokadę statków płynących do irańskich portów i z nich wypływających, a Teheran nie potwierdził jednoznacznego przełomu w rozmowach. W efekcie rynek wycenia nie tyle trwałe porozumienie, ile chwilowe obniżenie premii za ryzyko geopolityczne.

Najbardziej bezpośrednia reakcja widoczna jest na rynku ropy. Lipcowe kontrakty terminowe na ropę Brent spadają o 2,89%, do 106,70 USD za baryłkę, wybijając się z kanału wzrostowego w którym ostatni impuls wzrostowy się znajdował. Taka reakcja może oznaczać, że inwestorzy uznali zapowiedź rozmów z Iranem za sygnał zmniejszenia ryzyka zakłóceń w dostawach. Spadek cen surowca pokazuje, że rynek zaczął redukować prawdopodobieństwo najbardziej skrajnego scenariusza eskalacyjnego, choć nie wyklucza ponownego wzrostu cen w razie incydentów wojskowych lub fiaska rozmów. Słabnąca ropa na nowo rozbudza nadzieje na spadek inflacji, co wspiera scenariusz ewentualnego luzowania polityki pieniężnej przez Fed w najbliższych miesiącach, tym bardziej że kolejne posiedzenia odbędą się pod przewodnictwem nowego przewodniczącego, Kevina Warsha. Słabnie dziś także dolar amerykański — indeks DXY spada poniżej 98 pkt — co pozytywnie wpływa na metale szlachetne. Złoto zyskuje ponad 3%, a srebro aż 5,6%.

Dla indeksów takich jak S&P 500, Nasdaq czy Dow Jones sygnały deeskalacji są wsparciem, ponieważ niższe ceny ropy zmniejszają presję inflacyjną, ograniczają ryzyko wzrostu kosztów transportu i poprawiają nastroje wobec spółek konsumenckich oraz przemysłowych. Jednocześnie skala ewentualnego odbicia pozostaje ograniczona, ponieważ inwestorzy nadal muszą uwzględniać blokadę Iranu, obecność wojskową USA w regionie oraz brak potwierdzonego porozumienia. Rynek akcji reaguje więc ulgą, ale nie euforią.

Niemniej jednak droga do całkowitej normalizacji sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej pozostaje daleka, a ogólny obraz rynkowy jest mieszany, choć z lekkim przesunięciem w stronę scenariusza deeskalacyjnego. Kontrakty na indeksy korzystają z poprawy nastrojów, ropa reaguje spadkiem na mniejsze ryzyko zakłóceń dostaw, a dolar pozostaje pomiędzy odpływem kapitału od bezpiecznych aktywów a nadal podwyższoną niepewnością geopolityczną. Kluczowe dla dalszego kierunku notowań będzie to, czy deklarowany przez Donalda Trumpa „duży postęp” w rozmowach z Iranem zostanie potwierdzony konkretnymi ustaleniami. Dopóki blokada pozostaje w mocy, a Iran nie akceptuje warunków USA, rynek będzie wyceniał nie koniec kryzysu, lecz jedynie jego chwilowe złagodzenie.

RPP zdecyduje dziś o stopach procentowych. Rynek oczekuje pauzy

Po dwudniowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej ogłosi dzisiaj swoją decyzję dotyczącą poziomu stóp procentowych. W marcu RPP zdecydowała się na ich obniżkę. Czy tym razem również zdecyduje się na zmianę? Rynek niemal jednogłośnie zakłada, że majowe posiedzenie zakończy się brakiem zmian stóp procentowych, a więc stopa referencyjna NBP utrzyma się na poziomie 3,75% – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Opublikowany 29 kwietnia szybki szacunek GUS pokazał, że inflacja konsumencka w kwietniu wyniosła 3,2% rok do roku, przebijając oczekiwania analityków i marcowy odczyt na poziomie 3%. Co niepokojące, wzrost nastąpił mimo obowiązujących ulg akcyzowych na paliwa, a ceny paliw były w ujęciu rocznym wyższe aż o 8,4%. Wskaźnik wyraźnie oddala się od celu NBP wynoszącego 2,5%, dając Radzie solidny argument za pauzą. Jakiekolwiek złagodzenie polityki stóp byłoby w tym środowisku trudne do uzasadnienia.

Dodatkową warstwą niepewności jest geopolityka. Trwający konflikt na Bliskim Wschodzie i napięcia wokół Cieśniny Ormuz generują ryzyko dla cen energii w skali globalnej, a Polska jest tu szczególnie wrażliwa. Analitycy Allianz Trade oceniają, że potencjalny impuls inflacyjny z blokady tego szlaku byłby w naszym kraju dwukrotnie wyższy niż np. w Czechach. Sam prezes NBP wspominał o tym ryzyku podczas kwietniowej konferencji prasowej, wskazując na napięcia geopolityczne jako jeden z kluczowych czynników kształtujących perspektywy cenowe.

Zagranica wysyła zbliżone sygnały. EBC wstrzymał się ze zmianą stóp pod koniec kwietnia, utrzymując stopę depozytową na 2%, a Fed utrzymał przedział 3,50-3,75%. Wyjątkową wagę zyskuje jednak zbliżająca się zmiana na czele Rezerwy Federalnej, bowiem 15 maja Jerome Powell przekazuje ster Kevinowi Warshowi, nominatowi Donalda Trumpa. Warsh zapowiadał jednoczesne obniżki stóp i redukcję bilansu Fed, co rodzi pytania o spójność tej strategii i jej wpływ na globalny rynek obligacji. Dla RPP to dodatkowy element niepewności przemawiający za wyczekującą postawą.

Złoty pozostaje względnie stabilny, co sprzyja spokojowi na posiedzeniu. W tle warto odnotować decyzję NBP a zakupie ponad 11 ton złota w marcu, stanowiącą kontynuację akumulacji z lutego, gdy nabył ponad 20 ton. W całym pierwszym kwartale rezerwy powiększyły się o blisko 49 ton, przekraczając 582 tony łącznie. To wyraźny sygnał budowania finansowego bufora bezpieczeństwa wobec geopolitycznej i walutowej niepewności.

Majowe posiedzenie nie zaskoczy rynków, a kolejnych sygnałów o zmianie kierunku należy szukać najwcześniej przy lipcowej projekcji inflacyjnej NBP.

Sławomir Majchrowski: przewagę konkurencyjną buduje się dziś przez dywersyfikację

CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski: W obliczu niepewności rynkowej przewagę konkurencyjną buduje się poprzez dywersyfikację oraz wzmacnianie odporności operacyjnej.

Wstępne dane GUS wskazują, że pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł wyraźną rozbieżność pomiędzy fazą planowania a realną aktywnością inwestycyjną w budownictwie. Liczba pozwoleń lub zgłoszeń z projektem budowlanym wzrosła o 7,4% r/r, natomiast liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, spadła o ponad 11%. Te dane ilustrują klasyczny moment „zawieszenia” cyklu inwestycyjnego: faza planowania wyprzedza realne decyzje kapitałowe, ale nie przekłada się jeszcze na faktyczną aktywność budowlaną. Wzrost liczby pozwoleń przy jednoczesnym spadku rozpoczętych projektów sugeruje, że podmioty rynkowe przygotowują się na poprawę koniunktury, ale nadal dominuje ostrożność i obawa przed skutkami bardziej ryzykownych decyzji biznesowych.

W ujęciu globalnym gospodarka pozostaje pod wpływem wysokiej niepewności wynikającej z napięć geopolitycznych oraz zmiennego otoczenia regulacyjno–handlowego. Według prognoz MFW eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może obniżyć globalny wzrost z 3,4% do 3,1%, a w scenariuszach skrajnych nawet do ok. 2%, przy jednoczesnym wzroście presji inflacyjnej. Przekłada się to na większą zmienność kosztów operacyjnych oraz zakłócenia łańcuchów dostaw, co – w warunkach rosnących cen energii i surowców – dodatkowo podnosi koszty materiałów budowlanych.

Przedsiębiorstwa działające w sektorze budownictwa i nieruchomości funkcjonują zatem w sytuacji podwyższonej niepewności makroekonomicznej – zarówno globalnej (stopy procentowe, koszty finansowania, napięcia geopolityczne), jak i lokalnej (popyt mieszkaniowy, regulacje, koszty wykonawstwa). W takich warunkach opieranie modelu biznesowego na jednym rynku lub wąskim segmencie produktowym istotnie zwiększa ekspozycję na cykliczne wahania.

W przypadku Grupy Selena fundamentalnym narzędziem zarządzania ryzykiem oraz zapewnienia stabilnością i odporności operacyjnej w tych okolicznościach rynkowych stała się dywersyfikacja geograficzna oraz produktowa, rozwój elastycznego łańcucha dostaw oraz aktywne poszukiwanie przewag konkurencyjnych. Potwierdzają to dobre wyniki finansowe Grupy za 2025 rok. Rentowność sprzedaży brutto przekroczyła 35%, a zysk netto z działalności kontynuowanej wyniósł 27,3 mln euro, co oznacza wzrost o 36% r/r.

W minionym roku Grupa konsekwentnie powiększała i dywersyfikowała swoją działalność poprzez kolejne akwizycje. W Polsce nabyła 100% udziałów w spółkach Izolacja-Jarocin oraz PHP TES, wzmacniając kompetencje operacyjne i pozycję w segmencie hydroizolacyjnym. Równolegle kontynuowała ekspansję w Europie Zachodniej poprzez zakup ACDIS France oraz podpisanie warunkowej umowy nabycia 100% udziałów portugalskiego holdingu Grupo IGM, jednego z liderów w produkcji i dystrybucji płyt warstwowych.

W kolejnych latach w Grupie Selena planujemy kontynuować decentralizację produkcji i zwiększanie elastyczności operacyjnej. Priorytetami pozostają rozwój innowacyjnych, wysokomarżowych produktów oraz integracja przejętych podmiotów. Analizujemy także kolejne lokalizacje produkcyjne, które pozwolą lepiej dopasować strukturę operacyjną do wymagań rynków w zakresie kosztów, logistyki i stabilności działania.

Kondycja finansowa polskich rolników. Co trzeci rolnik ocenia sytuację finansową negatywnie

Największa grupa rolników ocenia swoją sytuację finansową na ani dobrą, ani złą, czyli neutralną – 32,9%. Pozytywnych ocen jest w sumie 36,6% – od bardzo do raczej dobrych – odpowiednio 9,1% i 27,5%. Negatywnych opinii jest łącznie 30,5% – od raczej do bardzo złych – 19,3% i 11,2%. Autorzy raportu podkreślają, że dominacja odpowiedzi neutralnych oznacza funkcjonowanie bez buforów finansowych i w bezpośredniej zależności od czynników zewnętrznych. Widać też, że co trzecie gospodarstwo ma problem z utrzymaniem płynności lub doświadcza presji zadłużeniowej. Natomiast mniej niż jedna dziesiąta rolników może tak naprawdę swobodnie inwestować.

Badanie UCE RESEARCH, przygotowane w ramach raportu pt. „Kondycja finansowa polskich rolników. 2026” i przeprowadzone na próbie blisko tysiąca rolników wykazało, że największa grupa z nich ocenia swoją sytuację finansową na ani dobrą, ani złą – 32,9%. Oznacza to, że dochody pokrywają koszty, ale nie ma nadwyżek. Autorzy raportu wyjaśniają, że brakuje tu ekonomicznego bezpieczeństwa. To raczej funkcjonowanie gospodarstw w warunkach równowagi bilansowej.

– Sektor działa na styk, czyli bez buforów finansowych. Taki stan jest typowy dla gospodarek rolnych w okresach presji kosztowej – szczególnie przy wysokich cenach środków produkcji i ograniczonej przewidywalności przychodów. W tym sensie neutralność – czyli brak pozytywnej lub negatywnej oceny – nie jest komfortem. To raczej ekonomiczny punkt zerowy, który jest względnie stabilny, ale tylko pozornie – podkreśla Adrian Parol, ekspert rynkowy w kwestii zadłużenia sektora rolnego, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, jeden z konsultantów merytorycznych badania.

Jeśli spojrzeć szerzej na wyniki, łączny obraz jest bardziej niejednoznaczny, niż mogłaby to sugerować sama dominacja kategorii neutralnej. Pozytywnych ocen jest łącznie 36,6%. Wśród nich 9,1% jest bardzo dobrych, co wiąże się z wysokimi dochodami, brakiem problemów z płynnością i możliwością inwestycji. W 27,5% przypadków sytuacja jest oceniana raczej dobrze, co mówi o stabilności i sporadycznych napięciach finansowych. Jak podkreślają analitycy z UCE RESEARCH, to wyraźnie wskazuje na to, że ponad jedna trzecia gospodarstw funkcjonuje w warunkach stabilności lub nawet realnej zdolności inwestycyjnej.

– Niski udział ocen bardzo dobrych wskazuje na to, że tylko niewielka część gospodarstw znajduje się w sytuacji komfortu finansowego, który pozwala na swobodne inwestowanie i budowanie buforów bezpieczeństwa. Sektor ma ograniczoną górną warstwę kapitałową, czyli relatywnie mało gospodarstw pełni rolę liderów inwestycyjnych i modernizacyjnych – mówi Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, drugi z konsultantów merytorycznych badania.

Natomiast aż 30,5% ocen jest negatywnych. Wśród nich 19,3% jest raczej złych, co oznacza częste problemy z płynnością finansową lub rosnące zadłużenie. 11,2% opinii jest bardzo złych. To z kolei mówi o poważnych trudnościach i ryzyku utraty płynności. Pokazuje również, że niemal co trzecie gospodarstwo doświadcza realnych problemów finansowych. W części przypadków są one bardzo poważne.

– W sektorze tak silnie uzależnionym od czynników zewnętrznych ww. odsetek negatywnych ocen przekłada się nie tylko na problemy jednostek, ale też na większą niestabilność całego rynku rolnego. To może skutkować ograniczeniem inwestycji, wzrostem zadłużenia oraz spadkiem zdolności gospodarstw do reagowania na kryzysy – komentuje Łukasz Goszczyński.

Jednocześnie, jak zaznacza ekspert, wynik 30,5% należy czytać szerzej – w połączeniu z dominacją ocen neutralnych, które sugerują funkcjonowanie na granicy stabilności. Oznacza to, że grupa zagrożona jest w praktyce większa, bo część neutralnych gospodarstw może szybko przesunąć się do kategorii negatywnej przy pogorszeniu warunków rynkowych. Innymi słowy, sektor nie jest w stanie głębokiego kryzysu, ale działa w warunkach podwyższonej wrażliwości. To jest ostrzeżenie, że bez działań wzmacniających odporność finansową gospodarstw skala problemu może się zwiększać.

– Udział ocen raczej złych i bardzo złych należy traktować jako wyraźny sygnał strukturalnego ryzyka w sektorze. To znaczy, że co trzecie gospodarstwo ma problem z utrzymaniem płynności lub doświadcza presji zadłużeniowej, co w warunkach rolnictwa jest szczególnie istotne, ponieważ ogranicza zdolność do inwestycji i zwiększa wrażliwość na wahania cen. To nie jest jeszcze obraz kryzysu systemowego. Jednak jest to poziom, który wrażliwie reaguje na pogorszenie otoczenia makroekonomicznego – ostrzega Adrian Parol.

Z kolei zdaniem Łukasza Goszczyńskiego, neutralne odpowiedzi w badaniu pokazują, że nawet niewielkie wstrząsy mogą przesunąć ich w stronę ocen negatywnych. Dominujące nastroje w rolnictwie zależą głównie od stabilności kosztów produkcji, cen skupu oraz przewidywalności regulacyjnej. Obecnie najbardziej prawdopodobny jest scenariusz dalszej polaryzacji. Część gospodarstw będzie się rozwijać, a reszta – coraz mocniej odczuwać presję finansową.

– Grupa neutralna jest kluczowa z punktu widzenia dynamiki przyszłych zmian. To właśnie ona w największym stopniu decyduje o kierunku całego rozkładu w kolejnych okresach. W warunkach pogorszenia makroekonomicznego – takich jak wzrost kosztów produkcji, kredytów czy spadek cen skupu – ta grupa jako pierwsza może przesunąć się w stronę ocen negatywnych, co relatywnie szybko pogorszyłoby ogólny obraz sektora. Z drugiej zaś strony, poprawa warunków rynkowych mogłaby ją równie szybko przekształcić w segment pozytywny – uważa Adrian Parol.

W jego opinii, przewaga pozytywnych ocen nad negatywnymi, choć stosunkowo niewielka, jest istotna interpretacyjnie, ponieważ sugeruje, że system jako całość jeszcze utrzymuje zdolność adaptacyjną. Innymi słowy, jest więcej gospodarstw radzących sobie dobrze niż tych, które znajdują się w stanie pogorszenia sytuacji. Nie zwiastuje to jednak trendu wzrostowego. Raczej wskazuje na to, że sektor jest podparty przez grupę relatywnie stabilnych gospodarstw, które równoważą skalę pozostałych trudności.

– Sektor funkcjonuje w warunkach ograniczonej odporności finansowej. Oznacza to niższą skłonność do inwestycji, ostrożniejsze decyzje konsumpcyjne oraz dużą wrażliwość na zmiany regulacyjne i kosztowe. Dla polityki publicznej kluczowe jest więc nie tylko wspieranie najsłabszej grupy, ale też stabilizowanie warunków jej działania, bo to ona w największym stopniu determinuje przyszłą dynamikę całego sektora – podsumowuje Adrian Parol.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie w ramach projektu „Kondycja finansowa polskich rolników. 2026” zostało przeprowadzone w drugiej połowie kwietnia br. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview), polegającą na realizacji ankiet internetowych wspomaganych komputerowo. Badanie zostało zrealizowane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH na ogólnopolskiej próbie blisko tysiąca rolników w wieku 18-65 lat (badani musieli spełnić 6 podst. kryteriów modelowych). Respondenci zostali dobrani w sposób kwotowo-losowy (tj. pod względem wieku oraz regionu) z wykorzystaniem panelu badawczego, a udział w badaniu miał charakter anonimowy.

BMS nowym motorem innowacji w automotive. Akumulatory wchodzą w erę danych i AI

Popularność pojazdów elektrycznych rośnie, ale nie tak szybko, jak przewidywały prognozy branżowe. Główny hamulec popytu to sam akumulator, a konkretnie obawy klientów o jego żywotność, koszty produkcji oraz czas i wygodę ładowania. Komponent, który stanowi nawet połowę kosztów pojazdu, musi być maksymalnie wydajny, aby producenci OEM utrzymali rentowność na konkurencyjnym rynku. Ponadto zaostrzają się globalne przepisy dotyczące trwałości, identyfikowalności i zrównoważonego rozwoju – już w 2027 roku UE ma wprowadzić obowiązkowy cyfrowy paszport akumulatora, co zapewni pełną jawność danych akumulatora. Według ekspertów, jedynym sposobem na sprostanie temu wyzwaniu jest wdrożenie nowoczesnych, opartych na sztucznej inteligencji systemów zarządzania akumulatorami (BMS), które stają się nowym motorem napędowym innowacji w branży.

Producenci prześcigają się we wprowadzaniu na rynek akumulatorów o coraz większej pojemności oraz wydłużonym okresie gwarancji. Rozwijany jest również sam proces ładowania, który doczekał się takich innowacji jak bezprzewodowe stacje ładowania i wymiany baterii. Jednak szybkie ładowanie wciąż pozostaje świętym Graalem branży automotive.

Nowsze generacje modeli oraz rozwój mniejszych pojazdów miejskich częściowo rozwiązują kwestię przystępności cenowej. Na przykład nowi gracze na rynku, tacy jak BYD, oferują niedrogie modele, które powoli wchodzą na rynek europejski. Niższe koszty początkowe łagodzą również obawy dotyczące wartości odsprzedaży. Na dłuższą metę takie podejście nie rozwiąże problemów związanych z kosztami akumulatorów, ładowaniem ani ich żywotnością. Dlatego rozwijane są systemy zarządzania akumulatorami (BMS) nowej generacji, które dają producentom OEM szansę na odzyskanie przewagi konkurencyjnej oraz poprawę wydajności, bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju.

Eksperci z Capgemini wskazują, że w tym kontekście, System Zarządzania Baterią (BMS) wychodzi na pozycję lidera innowacyjności w sektorze automotive. Okazuje się, że wdrażanie nowoczesnych systemów BMS, połączonych z chmurą i wspieranych przez AI, może przynosić szereg korzyści – od lepszej wydajności baterii po większą zgodność regulacyjną i lepszą kontrolę kosztów po stronie producentów OEM.

Rządy na całym świecie domagają się bardziej ekologicznych, bezpieczniejszych i identyfikowalnych baterii. UE, USA, Indie i Chiny zbliżają się do ram prawnych, które wymagają dowodu wydajności, przejrzystości cyklu życia i gospodarki o obiegu zamkniętym. Normy bezpieczeństwa wymagają diagnostyki w czasie rzeczywistym, testów niekontrolowanego wzrostu temperatury oraz projektowania uwzględniającego cyberbezpieczeństwo. U podstaw tych wymagań leży system BMS, w którym monitorowanie stanu baterii, redundancja czujników i bezpieczne aktualizacje OTA przestają być opcjonalne, a stają się niezbędne.

– Wraz ze wzrostem jakości i precyzji danych dotyczących akumulatorów rośnie również ich znaczenie oraz rola, jaką odgrywają one w budowaniu zaufania, zapewnianiu wydajności i kształtowaniu przyszłości mobilności. Skoro nawet połowa wartości pojazdu elektrycznego wynika z wartości jego akumulatora, generowane przez niego dane są zbyt ważne, by je ignorować. Dzięki szerokiej gamie czujników system zarządzania akumulatorem zapewni dogłębny wgląd w stan akumulatora, wzorce użytkowania, a nawet historię eksploatacji pojazdu. Wprowadzenie cyfrowego paszportu akumulatora (DBP) zapewnia tym danym wsparcie prawne i regulacyjne, zwiększając przejrzystość i wiarygodność danych o akumulatorze, które mogą posłużyć wielu interesariuszom – wskazuje Krzysztof Janusz, Head of Market Unit Automotive w Capgemini Polska.

W miarę jak akumulatory stają się coraz bardziej zaawansowane, zbierają więcej danych i są połączone z siecią, cyberbezpieczeństwo nie jest już tylko opcją. To zadanie o kluczowym znaczeniu. Naruszenie bezpieczeństwa systemu zarządzania akumulatorami, może skutkować problemami operacyjnymi oraz być ryzykiem dla danych. Wraz z rozwojem zdalnego monitorowania systemy BMS stały się głównym celem cyberataków. To najlepiej pokazuje, jak ważnym komponentem współczesnego samochodu jest bateria.

Z jednej strony producenci muszą nadążać za wysokim tempem innowacji, jednocześnie radząc sobie z rzeczywistym zużyciem akumulatorów bez uszczerbku dla wydajności i bezpieczeństwa, co wymaga ciągłego dostosowywania zarówno asortymentu produktów, jak i systemów produkcyjnych.

Z drugiej strony ten „wyścig zbrojeń” i nowoczesna architektura BMS otwiera przed rynkiem elektromobilności drzwi do zupełnie nowych modeli biznesowych, takich jak „akumulator jako usługa” (Battery-as-a-Service) oraz konserwacja predykcyjna. Producenci OEM z branży motoryzacyjnej i przemysłowej mogą rozważyć inwestycję w oparte na danych, definiowane programowo platformy BMS. Rozwiązania te są modułowe, bezpieczne i skalowalne, co pozwala utrzymać konkurencyjność przez cały cykl życia akumulatora.

– Producent OEM lub producent pojazdów diagnozuje awarie, egzekwuje gwarancje oraz ulepsza konstrukcję i jakość. Umożliwia stosowanie modeli biznesowych opartych na odkupie akumulatorów. Pośrednicy, serwisy naprawcze, leasingodawcy, firmy zajmujące się recyklingiem i rzeczoznawcy opierają się na danych celem oceny stanu, wartości i potencjału ponownego wykorzystania akumulatora, często korzystając z rozwiązań opartych na chmurze. To bardzo perspektywiczny i szybko rozwijający się podsektor branży automotive – dodaje Krzysztof Janusz.

Rodzą się zatem następujące pytania:

  • · W jaki sposób producenci OEM i integratorzy akumulatorów, którzy nie produkują ogniw akumulatorowych, mogą uzyskać przewagę porównywalną z graczami w pełni zintegrowanymi?
  • · W jaki sposób mogą oni przenieść tworzenie wartości z akumulatora jako obiektu statycznego na użytkowanie sprzętu?
  • · Jak mogą oni uzyskać dostęp do danych, informacji o wydajności i cyklu życia akumulatora?

Odpowiedzi leżą w ponownym przemyśleniu akumulatora nie tylko jako komponentu, ale jako usługi, źródła danych i strategicznego zasobu. Rozwiązanie jest jasne: system zarządzania akumulatorem musi ewoluować. Musi stać się inteligentniejszy, bardziej elastyczny i zintegrowany, aby sprostać zarówno szybko pojawiającym się innowacjom, jak i niezawodności w długim terminie.

Otodom zmienia zasady rozliczeń. UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów bada, czy nowy model opłat wprowadzony przez największy portal ogłoszeń nieruchomości w Polsce narusza przepisy prawa konkurencji.

  • Nowy regulamin Otodom oparty na wartości nieruchomości w portfelu ogłoszeniodawcy budzi poważne zastrzeżenia.
  • UOKiK weryfikuje, czy platforma posiada pozycję dominującą na rynku.
  • Pośrednicy w obrocie nieruchomościami obawiają się nieprzewidywalnych i zróżnicowanych kosztów.

Fala skarg trafia do UOKiK

Do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynęły liczne sygnały dotyczące znacznych podwyżek opłat za ogłoszenia nieruchomości na platformie Otodom, należącej do grupy kapitałowej OLX. W odpowiedzi na skargi rynkowych uczestników, urząd postanowił przyjrzeć się sprawie bliżej – i wszczął postępowanie wyjaśniające.

Nowe zasady rozliczeń, które wzbudziły największe kontrowersje, zakładają odejście od dotychczasowego modelu stałych opłat za pojedyncze ogłoszenia. Zamiast tego Otodom wprowadził mechanizm, w którym podstawą naliczania należności jest łączna wartość wszystkich nieruchomości oferowanych przez danego użytkownika w określonym okresie rozliczeniowym.

Zmienny cennik zależny od rynku lokalnego

Konsekwencją nowego modelu jest silne zróżnicowanie opłat pomiędzy poszczególnymi podmiotami. Agencja działająca na drogim rynku — np. w Warszawie czy Krakowie — zapłaci znacznie więcej niż biuro operujące w mniejszych miastach, nawet jeśli liczba wystawionych ogłoszeń jest porównywalna. Co istotne, ogłoszeniodawcy nie mają żadnego wpływu na lokalne ceny nieruchomości, a tym samym — na wysokość swojego rachunku.

Skargi napływające do UOKiK dotyczą nie tylko samych podwyżek, ale również braku przejrzystości w sposobie kalkulacji opłat oraz różnicowania warunków współpracy z agencjami nieruchomości. Pośrednicy alarmują, że nowy cennik jest trudny do przewidzenia i planowania kosztów operacyjnych.

„Postanowiliśmy sprawdzić, czy nowe zasady naruszają prawo konkurencji. Weryfikujemy, czy właściciel serwisu Otodom posiada pozycję dominującą, to znaczy czy może działać w znacznym stopniu niezależnie od konkurentów, kontrahentów oraz konsumentów. Sprawdzimy, czy nowe zasady mogą skutkować ograniczeniem konkurencji na rynku, w tym pomiędzy pośrednikami.”

— Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK

Kiedy mamy do czynienia z pozycją dominującą?

Kluczowym elementem postępowania jest ustalenie, czy Otodom dominuje na właściwym rynku. Polskie prawo konkurencji przewiduje domniemanie pozycji dominującej, gdy udział przedsiębiorcy w rynku przekracza 40 proc. Jeśli platforma spełnia to kryterium, obowiązują ją dodatkowe ograniczenia — dominant nie może bowiem nadużywać swojej siły rynkowej na niekorzyść kontrahentów, konkurentów ani konsumentów.

Otodom jest jednym z największych — jeśli nie największym — serwisem ogłoszeń nieruchomości w Polsce. Dla wielu pośredników obecność na tej platformie jest praktycznie obowiązkowa, co stawia portal w szczególnej pozycji negocjacyjnej wobec swoich klientów biznesowych.

Czym jest postępowanie wyjaśniające?

Postępowanie wyjaśniające prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnemu przedsiębiorcy.
To wstępny etap działań UOKiK, którego celem jest zebranie informacji i ocena, czy mogło dojść do naruszenia prawa konkurencji.

Dopiero jeśli analiza zgromadzonych materiałów wykaże podstawy do dalszych działań, urząd może wszcząć właściwe
postępowanie antymonopolowe.

Co grozi za nadużycie pozycji dominującej?

Jeżeli postępowanie wyjaśniające wykaże, że doszło do naruszenia przepisów, sprawa może przerodzić się w pełne postępowanie antymonopolowe. Sankcja za nadużywanie pozycji dominującej jest dotkliwa — może sięgnąć do 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

Urząd podkreśla jednak ważną zasadę: sama wysokość cen nie jest powodem do interwencji. Prezes UOKiK może reagować wyłącznie wtedy, gdy podwyżka jest wynikiem niedozwolonych praktyk — porozumień ograniczających konkurencję lub właśnie nadużycia pozycji dominującej. Nawet w takim przypadku urząd nie ingeruje bezpośrednio w poziom cen, lecz oddziałuje na nie pośrednio — poprzez wyeliminowanie zakazanych prawem zachowań.

Branża czeka na rozstrzygnięcie

Środowisko pośredników nieruchomości śledzi sprawę z dużym zainteresowaniem. Nowe zasady rozliczeń Otodom mogą istotnie zmienić ekonomikę działalności małych i średnich biur, które dotychczas mogły relatywnie przewidywalnie planować wydatki na promocję ofert. Model uzależniony od wartości portfela nieruchomości premiuje tych, którzy specjalizują się w tańszym segmencie, a obciąża tych działających na drogich rynkach miejskich.

Maciej Chmielowski z Departamentu Komunikacji UOKiK potwierdził w komunikacie, że urząd traktuje sprawę priorytetowo. Termin zakończenia postępowania wyjaśniającego nie został jeszcze określony.

Deweloperzy mieszkaniowi z GPW sprzedają więcej mieszkań, ale giełda premiuje tylko wybranych

Początek 2026 roku przyniósł coś, czego rynek nieruchomości nie widział od dawna – wyraźny powrót kupujących. Pomimo napiętej sytuacji geopolitycznej i niepewności gospodarczej, popyt na nowe mieszkania nie tylko nie osłabł, ale wręcz wyraźnie przyspieszył.

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że w siedmiu największych metropoliach deweloperzy sprzedali w pierwszym kwartale około 14,8 tys. mieszkań. To o 17 proc. więcej niż kwartał wcześniej i aż o 19 proc. więcej niż rok temu.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak powrót boomu. Ale tylko na pierwszy.

Kupujący wrócili na rynek

Ożywienie sprzedaży było widoczne niemal we wszystkich największych miastach. Liderem ponownie okazała się Warszawa, gdzie deweloperzy sprzedali około 4,9 tys. mieszkań – aż o 32 proc. więcej niż rok wcześniej.

Dwucyfrowe wzrosty odnotowano także we Wrocławiu (+25 proc.), Łodzi (+24 proc.), Krakowie (+21 proc.) oraz Trójmieście (+10 proc.). Jedynie Poznań pozostaje na razie w fazie stagnacji, choć marcowe dane sugerują, że i tam popyt zaczyna się odbudowywać.

Kupujący wrócili na rynek wyraźnie bardziej zdecydowani niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wpływ miała poprawa dostępności kredytów, ale także rosnące przekonanie, że ceny mieszkań w kolejnych kwartałach mogą znów zacząć rosnąć.

Deweloperzy ostrożniej z nową ofertą

Co ciekawe, ożywienie popytu nie przełożyło się na równie dynamiczne zwiększenie podaży.

Wręcz przeciwnie – dane wskazują, że liczba mieszkań dostępnych w ofercie w większości metropolii spadła, a struktura podaży wyraźnie przesunęła się w stronę droższych lokali.

– To efekt bardziej ostrożnej strategii deweloperów, którzy po doświadczeniach ostatnich kwartałów starają się lepiej kontrolować tempo wprowadzania nowych projektów i unikać nadpodaży – komentuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Giełda mówi: spokojnie z tym optymizmem

Jeszcze ciekawszy obraz wyłania się z rynku kapitałowego.

Piątka największych deweloperów giełdowych – Archicom, Murapol, Develia, Dom Development i Atal – odpowiadająca za ponad 80 proc. kapitalizacji indeksu WIG-Nieruchomości, w pierwszym kwartale sprzedała łącznie 3998 mieszkań. Oznacza to wzrost o 12 proc. rok do roku i 13,6 proc. kwartał do kwartału.

To dobry wynik – ale wyraźnie słabszy niż dynamika całego rynku.

Od początku roku do końca kwietnia indeks WIG-Nieruchomości wzrósł o około 8,6 proc., wyprzedzając szeroki indeks WIG, który zyskał 6,9 proc.

Problem w tym, że wzrost indeksu nieruchomości w dużej mierze napędzają jedynie dwie spółki – Develia i Archicom. Reszta rynku zachowuje się znacznie bardziej powściągliwie. Dom Development, uznawany za niekwestionowanego lidera branży, od początku roku pozostaje na lekkim minusie, a pozostałe spółki – z wyjątkiem Develii i Archicomu – notują jedynie kosmetyczne wzrosty.

Skąd ten optymizm analityków?

Na tym tle rekomendacje analityków DM Trigon mogą wydawać się zaskakująco optymistyczne. Przewidują w przypadku notowanych na GPW głównych tuzów deweloperki mieszkaniowej bardzo silne wzrosty kursów – w przypadku Atalu, Archicomu i Murapolu o ponad jedną czwartą, Domu Development o około 14 proc., a Develii blisko 10 proc.

Na ile jest to prawdopodobne w przewidywalnej przyszłości – czas pokaże. Jednak w obecnej sytuacji makroekonomicznej wzrost sprzedaży oraz zysków analizowanych spółek adekwatny do tak silnej aprecjacji notowań może być jednak trudny do osiągnięcia.

Spółka Kurs 30.04.2026      PLN Zmiana YTD % Kurs docelowy wg rekom. TRIGON DM Zmiana vs. 30.04.2026 %
Atal 60,00 3,81 75,00 25
Archicom 52,20 10,59 65,00 24,5
Develia 10,50 22,81 11,50 9,5
Dom Development 259,00 -0,19 295,00 13,9
Murapol 41,70 2,33 52,50 25,9

Notowania największych spółek deweloperskich na koniec kwietnia 2026 r. wraz z prognozami Trigon DM

Autor: RynekPierwotny.pl

Dom Maklerski Trigon wskazuje jednak na kilka kluczowych czynników wspierających sektor. Najważniejszym z nich jest cykl obniżek stóp procentowych, który rozpoczął się na początku 2025 roku. Łącznie stopa referencyjna NBP spadła o 2,25 punktu procentowego, co wyraźnie poprawiło dostępność kredytów hipotecznych i pobudziło popyt.

Rynek zareagował na to bardzo szybko – sprzedaż mieszkań w największych miastach w drugiej połowie 2025 roku wzrosła o blisko 20 proc., a początek 2026 roku przyniósł kontynuację tego trendu.

Dodatkowo analitycy wskazują na normalizację podaży oraz stosunkowo dobrą sytuację największych graczy, którzy efektywnie zarządzają kapitałem i nie mają problemu z upłynnianiem gotowych mieszkań.

Ale to już nie jest ten sam rynek

Optymizm analityków ma jednak wyraźne ograniczenia.

Z jednej strony stopy procentowe przestały spadać – a to oznacza, że główny motor napędowy popytu zaczyna wygasać. Z drugiej strony rosną koszty działalności deweloperów, przede wszystkim ceny gruntów, co przekłada się na presję na marże.

Według prognoz Trigon DM większość największych firm może w 2026 roku odnotować spadek marż brutto. Dodatkowo zmienia się struktura sprzedaży – większy nacisk na mniejsze, bardziej dostępne mieszkania oznacza niższą wartość sprzedawanych lokali.

To oznacza, że choć sprzedaż wygląda dziś dobrze, rentowność biznesu może się pogarszać.

Rynek zaczyna wybierać zwycięzców

Jeszcze ciekawsza jest zmiana w układzie sił w branży.

Analitycy wskazują, że po dwóch latach dominacji największych graczy – takich jak Dom Development czy Develia – nadchodzi moment dla „mniejszych spośród dużych”.

Spółki takie jak Archicom, Atal czy Murapol mają dziś oferować lepsze perspektywy wzrostu, zarówno pod względem wyników, jak i wycen giełdowych.

To sygnał, że rynek przestaje rosnąć równomiernie i zaczyna premiować wybrane modele biznesowe.

Hossa czy jej końcówka?

Dzisiejsza sytuacja na rynku mieszkaniowym jest niejednoznaczna.

Z jednej strony mamy silny popyt, poprawę sprzedaży i ograniczoną podaż. Z drugiej – ostrożność deweloperów i chłodniejsze spojrzenie inwestorów giełdowych.

To klasyczny moment przejściowy, w którym rynek wciąż rośnie, ale rośnie już mniej równomiernie niż wcześniej.

Co dalej?

Kluczowe pytanie brzmi, czy obecne ożywienie jest początkiem nowego cyklu wzrostowego, czy raczej jego późną fazą.

Jeśli popyt utrzyma się na wysokim poziomie, a koszty budowy będą nadal rosnąć, zdecydowana presja na ceny mieszkań może powrócić.

Jeśli jednak czynniki makroekonomiczne się pogorszą, rynek może szybko wejść w fazę korekty.

Na razie jedno jest pewne:

Rynek mieszkań znów przyspieszył. Ale tym razem nie wszyscy jadą w tym samym tempie.

Ceny mieszkań na rynku wtórnym stabilne. Decydują lokalne warunki i oferta deweloperów

W kwietniu średnie ceny metra kwadratowego mieszkań na rynku wtórnym w większości metropolii pozostały stabilne, a tam, gdzie się zmieniały, korekty były niewielkie i silnie uzależnione od lokalnych warunków – wynika z analiz portalu GetHome.pl.

– Z jednej strony warunki kredytowe są dziś lepsze niż przed rokiem, z drugiej jednak rośnie niepewność gospodarcza związana m.in. z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie, utrzymują się obawy o koszty kredytu w dłuższym horyzoncie, a sami kupujący coraz częściej przyjmują strategię wyczekiwania i wydłużają proces decyzyjny – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Kwiecień pod znakiem sezonowego schłodzenia

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w kwietniu z serwisów ogłoszeniowych zniknęło ok. 33 tys. ofert mieszkań z rynku wtórnego. To o 7 proc. mniej niż w marcu oraz aż o 37 proc. mniej niż w kwietniu ubiegłego roku.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-kraj

Spadek ten nie powinien być jednak interpretowany jako sygnał pogorszenia koniunktury. Rynek wtórny cechuje się wyraźną sezonowością – po zimowym ożywieniu, które zwykle rozpoczyna się już w styczniu i lutym, w kwietniu często następuje krótkotrwałe wyhamowanie aktywności kupujących. Dopiero w kolejnych tygodniach, po zakończeniu okresu świątecznego, popyt ponownie przyspiesza. Wyjątkiem był ubiegły rok, w którym nietypowo wysoka dynamika sprzedaży utrzymała się aż do maja.

Ceny w coraz większym stopniu zależne od lokalnych warunków

Teoretycznie poprawa zdolności kredytowej części gospodarstw domowych powinna sprzyjać wyraźniejszym wzrostom cen także na rynku wtórnym. Kwiecień tego nie potwierdził. W ujęciu miesiąc do miesiąca symboliczne wzrosty średniej ceny metra kwadratowego mieszkań używanych – rzędu 1 proc. – odnotowano jedynie w Warszawie (ok. 18,2 tys. zł/mkw.), Trójmieście (ok. 17,0 tys. zł/mkw.) oraz Katowicach (ok. 11,7 tys. zł/mkw.). W Krakowie (ok. 16,9 tys. zł/mkw.), Poznaniu (ok. 12,1 tys. zł/mkw.) i Łodzi (8,7 tys. zł/mkw.) średnia cena pozostała bez zmian, natomiast we Wrocławiu spadła miesiąc do miesiąca o ok. 4 proc. (do 13,6 tys. zł/mkw.).

Równie zróżnicowany obraz widać w porównaniu rok do roku. Trójmiasto pozostaje liderem wzrostów, z podwyżką średniej ceny metra kwadratowego o ok. 8 proc. Wyraźne wzrosty odnotowano także w Poznaniu (+4 proc.). Z kolei w Wrocławiu ceny są dziś średnio o ok. 5 proc. niższe niż rok temu, w Krakowie o 1 proc., a w Łodzi o 2 proc.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-ceny-miasta

– Coraz wyraźniej widać, że ceny mieszkań z drugiej ręki przestały rosnąć jednym rytmem w całym kraju. O wszystkim decydują dziś czynniki lokalne: struktura podaży, konkurencja ze strony rynku pierwotnego oraz realna siła nabywcza kupujących w danym mieście – ocenia Marek Wielgo.

Oferta deweloperska studzi oczekiwania sprzedających

Istotnym czynnikiem stabilizującym ceny na rynku wtórnym pozostaje bardzo duża oferta mieszkań deweloperskich. W kwietniu we wszystkich analizowanych metropoliach liczba lokali oferowanych przez deweloperów była większa niż liczba mieszkań z drugiej ręki dostępnych w sprzedaży.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-pierwotny i wtórny

W samej Warszawie w ofercie rynku pierwotnego było około 16,4 tys. mieszkań, wobec 15,6 tys. na rynku wtórnym. W Krakowie deweloperzy oferowali ok. 11,8 tys. lokali, a na rynku wtórnym dostępnych było niespełna 8 tys. Podobne proporcje widać we Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Katowicach.

Kupujący coraz częściej porównują dziś oferty z obu segmentów rynku. Dostępność nowych mieszkań – często z dodatkowymi zachętami cenowymi lub elastycznymi warunkami płatności – ogranicza możliwość podnoszenia cen przez właścicieli mieszkań używanych i zwiększa znaczenie negocjacji.

– Ta relacja działa dwukierunkowo. Presja cenowa na rynku wtórnym wpływa także na ostrożność deweloperów w kształtowaniu cen oraz decyzjach o uruchamianiu nowej podaży – podkreśla Marek Wielgo.

Oferta wciąż mniejsza niż przed rokiem

W kwietniu miesięczny napływ nowych ofert był mniejszy niż w marcu, a jednocześnie łączna liczba mieszkań dostępnych w sprzedaży pozostaje niższa niż rok temu – zarówno w skali kraju, jak i w największych metropoliach.

W Warszawie liczba dostępnych ofert jest niższa rok do roku o ok. 18 proc., we Wrocławiu o 24 proc., w Krakowie o 19 proc., a w Łodzi o 16 proc. Jedynym wyjątkiem pozostaje Trójmiasto, gdzie w kwietniu odnotowano niewielki, 2-procentowy wzrost miesiąc do miesiąca, choć wciąż oferta jest mniejsza niż rok wcześniej.

– Nawet jeśli ceny przestały rosnąć, potencjał presji wzrostowej narasta, bo oferta mieszkań z drugiej ręki jest dziś mniejsza niż przed rokiem. O tym, czy przełoży się to na trwałe zmiany cen, zdecydują kolejne miesiące i relacja między tempem sprzedaży a skalą nowej podaży – zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym – podsumowuje Marek Wielgo.Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-miasta

Nie matura a chęć szczera zrobi z Ciebie milionera? Rynek pracy zmienia hierarchię kwalifikacji

W 2026 roku do trwających egzaminów maturalnych przystępuje około 320 tys. uczniów, a już w kolejnym tygodniu rozpocznie się egzamin ósmoklasisty – zaplanowano go na 11–13 maja, a podejdzie do niego ponad 393 tys. uczniów. Jeszcze kilka lat temu słabe wyniki na egzaminach często wiązały się z niższym wykształceniem, a w konsekwencji także z mniejszymi zarobkami. Obecnie rynek pracy coraz wyraźniej pokazuje jednak, że formalne egzaminy i dyplomy nie są jedyną przepustką do stabilnego zatrudnienia i dobrych zarobków. Jak wynika z analiz Grupy Progres, na rynku nie brakuje ofert pracy dla osób bez wyższego wykształcenia, w których wynagrodzenie na start przekracza 10 tys. zł.

Czas matur i egzaminów ósmoklasisty przypomina, że o zawodowej przyszłości coraz rzadziej decyduje wyłącznie „papier”. Potwierdzają to również najnowsze analizy danych przeprowadzone przez Grupę Progres, które pokazują wyraźną zmianę w podejściu pracodawców do wykształcenia kandydatów. Wynika z nich, że obecnie co piąte ogłoszenie o pracę nie wymaga wyższego wykształcenia – wystarczające są kwalifikacje zawodowe, średnie lub nawet podstawowe – a wśród takich ofert ok. 17 proc. proponuje wynagrodzenie na start przekraczające 10 tys. zł brutto. Wynagrodzenia przekraczające tą kwotę najczęściej pojawiają się w branżach takich jak transport międzynarodowy, logistyka, budownictwo czy produkcja przemysłowa. Wysokie zarobki można również spotkać w zawodach technicznych, gdzie kluczowe są konkretne uprawnienia i doświadczenie, a nie formalne wykształcenie

Rynek pracy przestał być jednowymiarowy – w wielu branżach dyplom nie jest już podstawowym filtrem rekrutacyjnym, a pracodawcy coraz częściej koncentrują się na tym, czy kandydat potrafi szybko wdrożyć się w obowiązki i utrzymać tempo pracy. Zmienia się również sama definicja kwalifikacji, która coraz częściej oznacza nie tylko formalne wykształcenie, ale też doświadczenie zdobywane w praktyce, często już w trakcie pierwszych lat pracy zawodowejmówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Edukacja formalna nadal ma znaczenie, ale nie jest już jedyną walutą na rynku pracy – doświadczenie i zaangażowanie zaczynają ją równoważyć, ponieważ w warunkach niedoborów kadrowych i rosnącej rotacji pracowników firmy szybciej i chętniej inwestują w osoby, które potrafią realnie wykonywać zadania, a nie tylko spełniają formalne kryteria rekrutacyjne. Co więcej, przedsiębiorcy doceniają takich kandydatów i oferują im zarobki, które coraz częściej pozwalają konkurować z wynagrodzeniami osób z wyższym wykształceniem – dodaje.

Dyplom vs wypłata: różnice się rozmywają

To, że niskie wykształcenie nie oznacza bezrobocia ani pracy wyłącznie za najniższą krajową, potwierdzają też dane GUS. W IV kwartale 2025 roku w Polsce pracowało ponad 4,1 mln osób z wykształceniem policealnym, średnim zawodowym lub branżowym, a liczba bezrobotnych w tej grupie wyniosła 128 tys. Wśród osób z wykształceniem średnim ogólnokształcącym pracę wykonywało 2,054 mln osób, przy 81 tys. bezrobotnych. Z kolei w grupie z wykształceniem zasadniczym zawodowym lub branżowym pracowało 3,095 mln osób, a bez pracy pozostawało 154 tys. Natomiast wśród osób z wykształceniem gimnazjalnym, podstawowym lub bez wykształcenia pracowało 557 tys. osób, przy 77 tys. bezrobotnych.

Niższe wykształcenie automatycznie nie oznacza też najniższych zarobków. Przy średnim wynagrodzeniu w gospodarce wynoszącym tylko w październiku 2024 roku 8 944,79 zł brutto, najwyższe płace rzeczywiście osiągają osoby z najwyższym poziomem wykształcenia – z tytułem doktora lub wyższym (średnio 11 468,96 zł), a także z wykształceniem magisterskim lub równorzędnym (10 284,14 zł). Jednak różnice pomiędzy średnią a wynagrodzeniami osób z niższymi poziomami edukacji nie są tak duże, jak mogłoby się wydawać. W przypadku wykształcenia policealnego przeciętne wynagrodzenie wynosiło 7 515,19 zł, średniego zawodowego 7 528,70 zł, średniego ogólnokształcącego 6 854,34 zł, a zasadniczego zawodowego 6 586,77 zł. Nawet najniższe wartości – dla osób z wykształceniem gimnazjalnym (6 379,71 zł) oraz podstawowym i niepełnym podstawowym (6 318,77 zł) – pozostają relatywnie blisko średniej krajowej. Co więcej, w wielu branżach, szczególnie w sektorze prywatnym, możliwe są znacznie wyższe stawki, zależne od doświadczenia, specjalizacji oraz kompetencji, które w wielu przypadkach mogą skutecznie niwelować różnice wynikające z formalnej ścieżki edukacyjnej.

W praktyce siatka wynagrodzeń jest dziś znacznie bardziej elastyczna niż sugerują statystyki. W wielu firmach o pensji decyduje realna wartość pracownika: jego wydajność, umiejętność pracy pod presją czasu i gotowość do nadgodzin czy pracy zmianowej. Osoby, które szybko zdobywają doświadczenie i specjalizują się w konkretnych zadaniach, bardzo często doganiają, a nierzadko przeganiają finansowo ludzi z wyższym wykształceniem. Widać to szczególnie w branżach deficytowych, gdzie pracodawcy są skłonni płacić więcej, żeby utrzymać pracownika – bo koszt jego utraty jest jeszcze wyższy podkreśla Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Praca bez studiów nie jest wyjątkiem

Największe możliwości zatrudnienia dla osób bez wykształcenia wyższego koncentrują się w kilku kluczowych sektorach: logistyce i magazynach, produkcji przemysłowej, budownictwie, transporcie, handlu detalicznym, gastronomii (HoReCa), usługach porządkowych oraz prostych usługach technicznych. W logistyce i magazynach najczęściej wymagane są podstawowa sprawność fizyczna, gotowość do pracy zmianowej oraz często uprawnienia na wózki widłowe. W budownictwie i produkcji liczą się przede wszystkim doświadczenie praktyczne, umiejętność pracy w zespole oraz odporność na warunki pracy fizycznej, natomiast w transporcie dodatkowym atutem jest prawo jazdy kategorii B lub C.

W handlu i gastronomii kluczowe są umiejętności obsługi klienta, komunikatywność, dyspozycyjność oraz gotowość do pracy w systemie zmianowym i weekendowym. W usługach porządkowych i technicznych wymagania wejściowe są zwykle najniższe, jednak istotne pozostają dokładność, rzetelność i samodzielność. W wielu przypadkach pracodawcy oferują krótkie szkolenia stanowiskowe, co obniża barierę wejścia i pozwala rozpocząć pracę nawet bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego.

Najczęściej spotykane stanowiska w tych sektorach to: magazynier, pracownik kompletacji zamówień, operator wózka widłowego, pakowacz, sortowacz przesyłek, pracownik produkcji, operator linii produkcyjnej, monter elementów, kontroler jakości, pomocnik budowlany, murarz, zbrojarz, cieśla, tynkarz, brukarz, kierowca dostawczy, kierowca ciężarówki, kurier, pomocnik kierowcy, sprzedawca, kasjer, pracownik sklepu, pomoc kuchenna, kucharz, kelner, barman, sprzątacz lub sprzątaczka, pracownik utrzymania czystości, pomocnik elektryka, elektromonter, pomocnik mechanika, mechanik samochodowy czy spawacz.

– Przedsiębiorcy coraz częściej stawiają na gotowość do pracy zamiast formalnych kwalifikacji, a pracownicy mogą rozwijać się już w trakcie zatrudnienia poprzez kursy, szkolenia i zdobywanie uprawnień branżowych. To oznacza, że ścieżka kariery nie jest dziś liniowa – można ją budować etapowo, zaczynając od stanowisk podstawowych i awansując wraz z doświadczeniem – zaznacza Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. Osoby, które wybierają ścieżki praktyczne, często szybciej wchodzą na rynek i szybciej osiągają niezależność finansową niż absolwenci kierunków ogólnych. To nie dyplom decyduje dziś o sukcesie zawodowym, ale umiejętność odnalezienia się w realiach rynku i gotowość do pracy tam, gdzie ta praca faktycznie jestocenia ekspertka.

Ze szkoły do pracy

Wielu młodych ludzi nie czeka nawet do zakończenia edukacji i podejmuje pracę już w jej trakcie. Według danych GUS w ubiegłym roku nadal dominowały osoby bierne zawodowo, jednak spośród 2,813 mln uczniów aż 523 tys. łączyło naukę z pracą. W tej grupie 412 tys. osób kształciło się na poziomie wyższym, 61 tys. uczęszczało do szkół policealnych oraz średnich zawodowych i branżowych, 25 tys. stanowili licealiści, a 24 tys. uczniowie szkół branżowych I stopnia. Aktywność zawodowa na etapie szkoły podstawowej była marginalna i dotyczyła jedynie niewielkiej liczby osób.

***

Analizę Grupy Progres prowadzono w kwietniu i pierwszych dniach maja 2026 r. Poddano jej zbiór ponad 100 tys. ofert pracy opublikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

„Tu chcesz mieć biuro” Adgar Poland wcielił w życie swój firmowy slogan!

Adgar Poland przeniósł się do nowej siedziby w Adgar Plaza One na warszawskim Służewcu. Biuro zaprojektowano z myślą o ludziach, o różnych stylach pracy i codziennym komforcie. Dla firmy, która na co dzień jest deweloperem, właścicielem i zarządcą powierzchni biurowych w 12 warszawskich budynkach, projekt własnej siedziby oznaczał wejście w rolę najemcy i spojrzenie na proces aranżacji z perspektywy klienta. W efekcie, na 800 mkw powstała modelowa przestrzeń, która dobrze oddaje sens nowego hasła marki: „Tu chcesz mieć biuro!”.

Nowe biuro Adgar Poland jako dowód na hasło „Tu chcesz mieć biuro!”
photos: Katarzyna Seliga-Wróblewska, Marcin Wróblewski / Fotomohito

Projektując nową przestrzeń, zespół Adgar Poland stanął przed nie lada wyzwaniem – tym razem to potrzeby własnych pracowników należało zdefiniować, ustalić priorytety, pogodzić oczekiwania różnych działów, wybrać rozwiązania funkcjonalne, estetyczne i budżetowe. Większość najemców zna te wyzwania doskonale, ale dla firmy, która wynajmuje powierzchnie biurowe i zarządza biurami dla innych, a także wdraża autorskie koncepty biurowe, tworzenie biura na swoje potrzeby oznacza, że będzie ono wizytówką, punktem odniesienia i sprawdzianem podejścia, które rekomenduje się swoim klientom.

„Praca nad własnym biurem była dla nas bardzo wartościowym doświadczeniem. Mogliśmy przejść przez ten proces od środka: od rozmów o potrzebach bardzo świadomego zespołu, przez decyzje dotyczące układu i funkcji przestrzeni, aż po testowanie przyjętych rozwiązań. Taka perspektywa pozwala nam lepiej rozumieć najemców, ich dylematy, proces i tempo podejmowania decyzji czy znaczenie detali, które ostatecznie wpływają na komfort pracy. Jesteśmy bogatsi o kolejne doświadczenie a wnioski z tego projektu z pewnością będą procentować w relacjach i jakości usług dla naszych najemców” – mówi Monika Szelenberger, Director of Leasing & Asset Management w Adgar Poland.

Bezpośrednim impulsem do przeprowadzki było wynajęcie poprzedniej siedziby Adgar Poland w budynku Adgar BIT. Tamta przestrzeń również pełniła funkcję biura pokazowego i była chętnie prezentowana klientom jako przykład dobrze zaprojektowanego miejsca pracy. Ostatecznie jednemu z nich spodobała się na tyle, że została wynajęta w całości.

Nowe biuro z poprzednim łączy podobna filozofia, ale w jeszcze dojrzalszej formie. Powierzchnię zaprojektowano wokół jakości, funkcjonalności i ergonomii. Przestrzeń obejmuje miejsca do pracy w skupieniu, sale spotkań o różnym charakterze, gabinety pozwalające na kameralne rozmowy, rekreacyjne i relaksujące strefy wspólne oraz rozwiązania poprawiające akustykę i komfort codziennego korzystania z biura. Szerokie biurka, regulowane stanowiska, dobrze zaplanowane oświetlenie, rolety, otwierane okna i materiały poprawiające wygłuszenie wpływają na komfort pracy w bardzo praktyczny, codzienny sposób.

Od sloganu do doświadczenia. Adgar Poland prezentuje nowe biuro
photos: Katarzyna Seliga-Wróblewska, Marcin Wróblewski / Fotomohito

Kuchnia jako centralny punkt biura

Najwięcej energii w nowej siedzibie kumuluje się jednak nie przy recepcji, lecz w kuchni. Podobnie jak podczas domowych spotkań, kiedy najciekawsze rozmowy często przenoszą się właśnie do kuchni, także tutaj ta przestrzeń naturalnie przyciąga ludzi. Duży stół dla ponad 20 osób, piekarnik, Thermomix, możliwość wspólnego gotowania i miejsce do nieformalnych rozmów sprawiają, że w biurze Adgar Poland wiele zaczyna się właśnie tam – od porannej kawy, przez wspólne lunche – lub kończy, np. piątkowym spotkaniem „po pracy”.

„Zależało nam na biurze, które będzie naprawdę dla ludzi. Nie tylko estetycznym i dobrze wyposażonym, ale takim, w którym chce się być. Kuchnia jest tego najlepszym przykładem. Integrujący stół, wspólne gotowanie, śmiech, rozmowy po pracy – właśnie takie momenty budują kulturę organizacyjną, łączą ludzi i sprawiają, że biuro żyje” – dodaje Martyna Czarnota, Senior Asset Manager w Adgar Poland.

Nowa siedziba Adgar Poland działa również na zmysły. Od wejścia gości wita zapach kawy, świeże kwiaty i zielone rośliny, naturalne materiały i spokojna kolorystyka. Reprezentacyjny charakter połączono tu z atmosferą miejsca bliskiego użytkownikom. Widoczne logo Adgar Poland, mapa Warszawy z lokalizacjami biurowców firmy oraz hasło „Tu chcesz mieć biuro!” nie są wyłącznie elementami identyfikacji wizualnej. Slogan pozostaje chwytliwy, ale w tej siedzibie zyskuje znacznie szerszy niż marketingowy kontekst. Staje się deklaracją popartą konkretnym doświadczeniem – miejsca, w którym dobrze się pracuje, dobrze się rozmawia i w którym ludzie po prostu dobrze się czują.

Biuro pełni więc kilka ról jednocześnie: jest siedzibą zespołu, przestrzenią pokazową i praktycznym inkubatorem wiedzy o potrzebach najemców. Adgar Poland pokazuje w nim, że dobrze zaprojektowane miejsce pracy nie kończy się na metrażu, standardzie wykończenia i układzie pomieszczeń. Równie ważne okazują się detale, które pomagają kształtować codzienne doświadczenie ludzi – ich komfort, rytm pracy, rozmowy i relacje.

NanoGroup przedstawia roadmapę na lata 2026–2027

NanoGroup S.A. – polska spółka biotechnologiczna notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie – ogłasza roadmapę rozwoju projektowego na lata 2026–2027, koncentrującą się m.in. na finalnym etapie certyfikacji NanOX Recovery Box – innowacyjnego urządzenia transplantologicznego służącego do mechanicznej perfuzji nerek poza organizmem człowieka. Kluczowym kamieniem milowym będzie audyt jednostki notyfikowanej TÜV NORD zaplanowany na 2026 rok oraz uzyskanie oznakowania CE najpóźniej do I kwartału 2027 roku. Realizacja tych etapów istotnie ograniczy ryzyko projektu i otworzy drogę do komercjalizacji technologii na rynku europejskim. Projekty Grupy wpisują się w globalny rynek normotermicznej perfuzji maszynowej, którego wartość ma wzrosnąć ponad czterokrotnie – do poziomu 9,04 mld USD w 2034 roku (CAGR +18,1%) – co podkreśla wysoki potencjał skalowania technologii oraz atrakcyjność segmentu.

Rok 2025 był dla nas momentem przejścia z fazy budowy fundamentów do fazy konsekwentnej egzekucji strategicznej. Dziś dysponujemy kompletną bazą technologiczną, finansową i regulacyjną, która pozwala nam wejść w najbardziej wymagający etap rozwoju – walidację kliniczno-regulacyjną oraz przygotowanie do komercjalizacji kompleksowego systemu NanOX. – komentuje Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup S.A.

W 2026 roku NanoGroup koncentruje się na realizacji kluczowych etapów procesu certyfikacyjnego, obejmujących zakończenie badań inżynierskich, testów biozgodności oraz badań GLP i non-GLP. Równolegle rozwijane są standardy produkcyjne GMP, niezbędne do przyszłego skalowania i wejścia na rynek.

System NanOX stanowi technologię o największym potencjale partneringowym w Grupie. To innowacyjny system do pozaustrojowej perfuzji nerek, obejmujący NanOX Recovery Box oraz NanOX 4K Perfusion Set. Po prezentacji prototypu i rozpoczęciu prac inżynierskich projekt wszedł w formalną ścieżkę regulacyjną MDR (UE) 2017/745, co stanowi kluczowy element procesu de-riskingu technologii. –  Naszym celem nie jest już wyłącznie rozwój technologii, ale jej skuteczne przeprowadzenie przez ścieżkę regulacyjną i stworzenie powtarzalnych modeli komercjalizacji. Chcemy by konsekwentna egzekucja, a nie sama innowacja, była kluczowym źródłem długoterminowej wartości dla akcjonariuszy NanoGroup – dodał Przemysław Mazurek.

Równolegle rozwijanym projektem jest NanOX 4 Kidney – pierwszy płyn perfuzyjny zaprojektowany z myślą o przenoszeniu tlenu, umożliwiający szansę na zmianę paradygmatu transplantologii: z samego spowalniania procesów na aktywne utrzymanie odpowiedniego metabolizmu w narządzie. Po pozytywnych wynikach badania autotransplantacyjnego w 2025 roku projekt wszedł w fazę intensywnej walidacji przedklinicznej.

Na rok 2026 zaplanowano realizację kluczowych działań rozwojowych, podzielonych na dwa etapy. W I półroczu 2026 przewidziano wybór wytwórcy kontraktowego (CDMO), selekcję docelowego wariantu płynu przeznaczonego do badań certyfikacyjnych oraz wybór wykonawcy badań non-GLP obejmujących izolowane organy i modele autotransplantacyjne. Na II półrocze br. zaplanowano zaś wytworzenie pierwszych serii materiału w standardzie non-GMP oraz w warunkach zgodnych z wymaganiami systemu zarządzania jakością ISO 13485 dla wyrobów medycznych (standardu jakościowego dla wyrobów medycznych, zbliżonego do zasad GMP), a także realizację badań non-GLP na izolowanych organach i w modelach autotransplantacyjnych. Zwieńczeniem tego etapu będzie zakończenie badań w modelu autotransplantacji na świniach w warunkach non-GLP oraz potwierdzenie możliwości skutecznego wytwarzania płynu NanOX 4 Kidney Fluid w warunkach zgodnych z ISO 13485.

Warto podkreślić, że istotnym elementem strategii NanoGroup pozostaje dywersyfikacja portfela oraz budowa stabilnego finansowania. W 2025 roku Grupa pozyskała w ramach dofinansowania projektów grantowych  24,8 mln zł oraz 24,5 mln zł kapitału z emisji serii N. Do akcjonariatu dołączyły również instytucje finansowe (TFI), wzmacniając bazę inwestorską.

Celem strategii rozwoju NanoGroup na lata 2026–2028 pozostaje budowa jednej z trzech największych grup biotechnologicznych w Polsce pod względem kapitalizacji rynkowej, rozwój co najmniej 10 projektów oraz zawarcie minimum dwóch istotnych umów partneringowych generujących powtarzalne przychody. Równolegle Spółka koncentruje się na technologiach o wysokim potencjale rynkowym i możliwie krótkiej ścieżce komercjalizacji.

W ostatnim czasie Spółka zwiększyła również ekspozycję na segment Value Added Medicines poprzez inwestycję w Auxilius Pharma S.A. (7,5 mln zł) oraz wzmocniła kompetencje w obszarze diagnostyki i terapii celowanych poprzez przejęcie platformy aptamerowej.

Realizowane przez Grupę projekty wpisują się w globalny trend dynamicznego wzrostu rynku normotermicznej perfuzji maszynowej, którego wartość ma wzrosnąć z 1,7 mld USD w 2024 roku do 9,04 mld USD w 2034 roku, co oznacza CAGR na poziomie +18,1%. Trend ten potwierdza istotny potencjał skalowania technologii oraz atrakcyjność segmentu, w którym działa Grupa.

Najbliższe kwartały będą dla NanoGroup okresem przejścia z fazy intensywnego rozwoju technologicznego do zaawansowanej walidacji regulacyjnej i przygotowania do komercjalizacji, przy jednoczesnym dalszym rozwoju portfela projektów oraz budowie partnerstw międzynarodowych.

Highlander Enterprise rozwija segment kosmetyczny. Spółka podpisała umowę z Aurumaris

Highlander Enterprise S.A., spółka specjalizująca się w produkcji i sprzedaży produktów do
stylizacji paznokci pod marką „8belle” oraz produkcji grafenu, zawarła umowę agencyjną z Aurumaris sp. z o.o. Na mocy podpisanej umowy Spółka będzie – w zamian za wynagrodzenie prowizyjne – świadczyć usługi pośrednictwa handlowego w zakresie promocji oraz sprzedaży wysokiej jakości produktów kosmetycznych oferowanych przez Aurumaris na terytorium Polski. Zakres współpracy obejmuje m.in. aktywne pozyskiwanie kontrahentów, prezentowanie oferty produktowej partnera, organizację spotkań biznesowych oraz wsparcie procesu zawierania umów handlowych.

Podpisanie umowy wpisuje się w realizowaną przez Highlander Enterprise strategię rozwoju segmentu kosmetycznego, który – obok technologii grafenowych – stanowi jeden z kluczowych kierunków wzrostu Spółki.

Podpisanie umowy agencyjnej z Aurumaris to kolejny krok w konsekwentnej realizacji naszej strategii rozwoju segmentu kosmetycznego. Rynek beauty charakteryzuje się wysoką dynamiką wzrostu, a model prowizyjny pozwala nam efektywnie wykorzystywać kompetencje sprzedażowe i relacje biznesowe przy jednoczesnym ograniczeniu zaangażowania kapitałowego oraz ryzyka operacyjnego. Wierzymy, że połączenie naszego doświadczenia handlowego z ofertą produktową partnera może przyczynić się do dalszego rozwoju działalności Spółki – mówi Artur Górski, Prezes Zarządu Highlander Enterprise S.A.

Aurumaris sp. z o.o. koncentruje się na rozwoju i sprzedaży ekskluzywnych produktów do pielęgnacji skóry i włosów, skierowanych zarówno do klientów indywidualnych, jak i profesjonalnych salonów urody. W ramach marki Aurumaris Professional spółka oferuje innowacyjne rozwiązania kosmetyczne, w tym linie produktowe wykorzystujące technologię Nano-Needles®, opartą na mikronakłuwaniu z użyciem naturalnych komponentów, umożliwiające uzyskanie efektów zbliżonych do zabiegów profesjonalnych przy zachowaniu niskiej inwazyjności.

Marka Aurumaris Professional systematycznie umacnia swoją pozycję w segmencie profesjonalnym, współpracując z rosnącą liczbą gabinetów kosmetycznych oraz inwestując w rozwój oferty produktowej i zaplecza szkoleniowego dla partnerów.

Istotnym elementem współpracy jest także zaangażowanie Sylwii Gołębiewskiej, Wiceprezes Zarządu Highlander Enterprise S.A., która jest zaangażowana kapitałowo i operacyjnie w rozwój marki Aurumaris Professional, co dodatkowo wzmacnia potencjał synergii pomiędzy partnerami.

Jestem współwłaścicielką Aurumaris Professional i od lat współtworzę tę markę. Jej rozwój opiera się na realnych potrzebach gabinetów kosmetycznych i klientów końcowych, podobnie jak w przypadku 8belle. Dlatego naturalnym kierunkiem było prowadzenie części działań, np. dystrybucyjnych i  w ramach współpracy z Highlander Enterprise. Dzięki temu możemy połączyć sprawdzony, wysokiej jakości produkt z profesjonalnym zapleczem sprzedażowym i skalować biznes w modelu sprzyjającym stabilnym, powtarzalnym przychodom, jednocześnie wzmacniając naszą obecność w atrakcyjnym segmencie rynku beauty – dodaje Sylwia Gołębiewska, Wiceprezes Zarządu Highlander Enterprise S.A.

Umowa została zawarta na okres 5 lat, z możliwością wcześniejszego rozwiązania przez każdą ze stron. Porozumienie nie ma charakteru wyłączności, a pozostałe zapisy odpowiadają standardowym warunkom rynkowym dla tego typu umów.

Zawarcie umowy wpisuje się w strategię  dalszego rozwoju segmentu kosmetycznego, który – obok technologii grafenowych – stanowi jeden z kluczowych kierunków rozwoju Spółki. Współpraca z Aurumaris może może przyczynić się do wzrostu skali działalności handlowej Spółki oraz stworzyć potencjał do generowania powtarzalnych przychodów prowizyjnych.

Wymiana handlowa Polski z Tajwanem na rekordowym poziomie. Warszawa gospodarzem Taiwan Expo 2026

Wymiana handlowa między Polską a Tajwanem osiągnęła w 2025 roku rekordowy poziom 2,54 mld USD, rosnąc o ponad 22% rok do roku, jednak – jak podkreśla strona tajwańska – to dopiero początek silniejszego trendu wzrostowego. Rząd Tajwanu wskazuje, że w najbliższych latach istnieje realna szansa na pobicie tych wyników, napędzana zarówno rosnącym popytem na zaawansowane technologie, jak i pogłębiającą się współpracą inwestycyjną. Wzrost eksportu z Tajwanu do Polski o ponad 26% oraz stabilny wzrost importu z Polski potwierdzają, że relacje handlowe wchodzą w fazę przyspieszonej ekspansji. Dlatego między innymi strona tajwańska podjęła decyzję o organizacji w Polsce wydarzenia „ Tajwan Expo 2026 in Europe” które odbędzie się w Warszawie w dniach 22-24 czerwca.

Całkowity wolumen wymiany handlowej między Tajwanem a Polską wyniósł w 2025 r. 2,54105 mld USD, co stanowi wzrost o 22,37% w porównaniu z rokiem 2024. Z tej kwoty eksport Tajwanu do Polski wyniesie około 2,02605 mld USD, co oznacza wzrost o 26,21%, natomiast import z Polski wyniesie około 481 mln USD, co oznacza wzrost o 8,29%. Stosunki gospodarcze i handlowe pomiędzy Polską a Tajwanem rozwijają się dynamicznie. Tajwan jest siódmym największym partnerem handlowym Polski w Azji. Polska eksportuje na Tajwan m.in. wyroby przemysłu elektromaszynowego, przemysłu chemicznego, a także produkty spożywcze. Z Tajwanu do Polski importowane są m.in. produkty dla przemysłu elektromaszynowego (panele LCD, półprzewodniki i inne części elektroniczne), wyroby metalurgiczne oraz pojazdy mechaniczne i ich części. Wymiana handlowa charakteryzuje się deficytem po stronie polskiej.

Odporność łańcucha dostaw stanowi kluczowy priorytet w dzisiejszej gospodarce światowej. W ostatnich latach stosunki między Tajwanem a Polską stały się coraz bliższe, otwierając nowe możliwości pogłębienia współpracy, między innymi poprzez takie inicjatywy jak Taiwan Expo 2026 w Europie.”- podkreślił Kung Ming-hsin, Minister Gospodarki Tajwanu,

W Polsce obecnych jest ponad 40 firm z kapitałem tajwańskim. Strona tajwańska ocenia, że bezpośrednie inwestycje tajwańskie wynoszą ok. 100 mln USD, i że generują ok. 3000 miejsc pracy.  Z perspektywy makroekonomicznej rozwój relacji wpisuje się w szerszy proces przebudowy globalnych łańcuchów dostaw oraz dywersyfikacji kierunków handlu w Europie. Polska, jako największa gospodarka Europy Środkowo-Wschodniej, korzysta na relokacji produkcji i rosnącym znaczeniu regionu jako zaplecza przemysłowego dla Unii Europejskiej. Tajwan z kolei wzmacnia swoją obecność w Europie, odpowiadając na zapotrzebowanie na komponenty elektroniczne, rozwiązania ICT oraz technologie wspierające transformację energetyczną i cyfrową.

Istotnym czynnikiem wzrostu pozostają bezpośrednie inwestycje zagraniczne, które wzmacniają lokalne ekosystemy przemysłowe i transfer technologii. Tajwańskie firmy rozwijają działalność w Polsce nie tylko w obszarze dystrybucji i serwisu produktów ICT, ale coraz częściej także w produkcji i zaawansowanych usługach. Nowe projekty – obejmujące m.in. elektronikę samochodową, przemysł spożywczy czy materiały przemysłowe – wskazują na rosnącą rolę Polski jako centrum operacyjnego dla regionu.

Rosnąca skala współpracy znajduje odzwierciedlenie w planach kolejnych partnerstw oraz inicjatyw biznesowych. Polska przyciąga inwestorów stabilnym otoczeniem makroekonomicznym, dostępem do wykwalifikowanej siły roboczej oraz strategicznym położeniem w obrębie jednolitego rynku UE. To właśnie te czynniki zadecydowały o wyborze Polski jako gospodarza drugiej edycji Taiwan Expo 2026 w Europie – wydarzenia, które ma dodatkowo wzmocnić relacje gospodarcze i otworzyć nowe możliwości dla biznesu.

Rynki wierzą w deeskalację na Bliskim Wschodzie. Dolar słabnie, ropa tanieje

Wczorajszy pakiet danych makro z USA wskazuje na odporność amerykańskiej gospodarki, na której pojawiają się wciąż tylko drobne rysy. Jednak dla rynków główną osią zainteresowania pozostaje Bliski Wschód, a stamtąd napłynęły pozytywne sygnały, na które inwestorzy reagują z trudną do pohamowania radością.

Silne fundamenty USA

We wtorek po południu otrzymaliśmy kilka istotnych odczytów z USA. Na pierwszy ogień wskaźniki wyprzedzające, które jako pierwsze potrafią objawiać aktualny stan gospodarki, ponieważ składają się na nie ankiety wśród menedżerów przedsiębiorstw. Usługowy PMI co prawda wzrósł w kwietniu do 51 pkt (strefa ekspansji powyżej 50 pkt), ale jednocześnie pokazał pierwszy od dwóch lat spadek nowych zamówień, przy ponownie mocno rosnących kosztach i cenach. Natomiast istotniejszy w Stanach wskaźnik ISM dla usług spadł do 53,6 pkt, ale wciąż pozostaje bardziej niż przyzwoity. Przy czym indeks nowych zamówień spadł bardzo mocno, a indeks cen utrzymał się wysoko na 70,7, najwyżej od końcówki 2022 r. W praktyce analitycy czytają to jako spowolnienie popytu przy wciąż uporczywej inflacji kosztowej.

Pierwszy tydzień miesiąca to też okres odczytów z amerykańskiego rynku pracy, którego dobra kondycja jest jednym z dwóch (obok niskiej inflacji) mandatów dla Fed. Wczorajszy JOLTS wykazał lekki spadek liczby wakatów (6,866 mln), ale zatrudnienie wyraźnie wzrosło (o 655 tys.). Dodatkowo dokonano znaczącej rewizji w górę w danych za luty. Taki układ po raz kolejny udowadnia odporność rynku pracy, czyli z tej strony wciąż brak sygnałów do dalszych obniżek stóp procentowych.

Mocno zaskoczył odczyt z rynku ropy, ale scenariusz niespodzianki stał się w tym przypadku już chyba regułą. Według danych API zapasy ropy w USA spadły o 8,1 mln baryłek, benzyny o 6,1 mln, a destylatów o 4,6 mln — czyli fundamentalnie był to odczyt wyraźnie prowzrostowy dla ropy. Jednak aktualnie takie fundamenty schodzą na dalszy plan, a dla czarnego złota kluczowe są sygnały z Bliskiego Wschodu.

Bez „Wolności” słabszy USD

Aktualnie Donald Trump wylosował w swoim podejściu do konfliktu z Iranem kartę deeskalacji. Działania w ramach „Projektu Wolność” (czyli ochrony statków przepływających przez Ormuz) mają zostać zawieszone, a porozumienie z Irańczykami ma być o wiele bliższe niż jeszcze przedwczoraj. Trudno ocenić, na ile najnowsze komentarze prezydenta USA przełożą się na rzeczywistą deeskalację i (co najważniejsze dla rynków i gospodarki) na odblokowanie tranzytu z Zatoki Perskiej. Mimo takich wątpliwości inwestorzy chcą bardzo wierzyć w zakończenie konfliktu i powrót do business as usual (o ile to w ogóle możliwe). Dlatego ceny ropy zintensyfikowały spadki, lipcowy kontrakt na baryłkę europejskiego Brenta wynosi lekko powyżej 108 USD, a czerwcowy kontrakt na amerykańską WTI zbliżył się do okrągłych 100 USD. Risk on podbija też rynki kapitałowe, wczoraj zobaczyliśmy kolejne rekordy na Wall Street. Dziś w Azji powszechnie rozgościła się zieleń, a liderem jest koreański KOSPI (+6,5%, ale tam dodatkowy impuls związany jest z AI i półprzewodnikami). Otwarcie w Europie także jest mocne, niemiecki DAX rośnie o 1,2%, podobnie francuski CAC40. Za rynkami bazowymi podąża Warszawa, gdzie WIG20 zyskuje już prawie 1,5%. Wreszcie lepszy rynkowy sentyment uderza w dolara amerykańskiego, który zauważalnie słabnie po szerokości rynku. Kurs EUR/USD sięga 1,173 USD, co przekłada się na zejście kursu USD/PLN poniżej 3,62 zł. Wreszcie kurs euro spada w pobliże 4,24 zł, co może nie zmienia jeszcze zasadniczo układu na tej parze, ale jest pozytywnym sygnałem dla polskiego złotego. Jaki impuls ze strony polityki monetarnej napłynie do rodzimej waluty, przekonamy się już dziś po południu, gdy poznamy decyzję RPP. Na koniec jeszcze królewski kruszec, do którego znowu szerokim strumieniem płynie kapitał, za uncję złota trzeba znowu płacić blisko 4700 USD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na decyzję Rady Polityki Pieniężnej, którą poznamy w godzinach popołudniowych.

Polacy chcą inwestować w nieruchomości komercyjne. 68 proc. deklaruje zainteresowanie

35% naszego społeczeństwa inwestuje dziś przeciętnie nie więcej niż 10% swoich oszczędności. 20% inwestuje co najmniej połowę zgromadzonych środków. 16% przeznacza na inwestycje zwykle od 11% do 20% odłożonego kapitału, a aż 68% deklaruje doświadczenia inwestycyjne w ostatnich 12 miesiącach. Natomiast kwota 15 590 zł to najczęściej wskazywana wielkość inwestycji na przestrzeni roku. Jak inwestują dziś Polacy i jakie rozwiązania inwestycyjne rynku kapitałowego są najczęściej wskazywane

Według raportu Accolade Funds „Chcemy inwestować, ale nie wiemy jak”, przygotowanego przez prof. Katarzynę Sekścińską z Uniwersytetu Warszawskiego na próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków wynika, że 24% inwestycji stanowią obecnie obligacje skarbowe, 20% instrumenty emerytalne takie jak IKE, IKZE oraz PPK, 16% to jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, 15% ETF-y oraz inwestycje w złoto, 7% stanowią kryptowaluty,  a  4% to posiadanie inwestycji w przedmiotach wartościowych. Jednakże opisując różne formy inwestycji, to właśnie  nieruchomości są wskazywane jako te najbardziej opłacalne i zyskowne, a zarazem najmniej ryzykowne. Dominuje tu przede wszystkim model inwestycji w mieszkania lub domy przeznaczone na wynajem. Co ciekawe jednak, aż 38% badanych dostrzega brak dostępnych na polskim rynku rozwiązań, które umożliwiłyby inwestowanie w udziały w nieruchomości komercyjne. 30% badanych uznało takie rozwiązanie za atrakcyjne, a 17% zadeklarowało realną gotowość do inwestycji. 

Małgorzata Sablińska, dyrektorka ds. rozwoju biznesu i pozyskiwania kapitału w Accolade Funds – Na koniec III kwartału  2025 r. zasoby dostępnych nowoczesnych powierzchni magazynowo-przemysłowych w naszym kraju przekroczyły aż 36 mln m2 i to właśnie ten segment rynku już od kilkunastu lat pozostaje jednym z najbardziej stabilnych sektorów rynku nieruchomości komercyjnych. Dlaczego więc nieruchomości komercyjne w Polsce znajdują się poza zasięgiem inwestorów? Niestety nadal brakuje dostępnych i zrozumiałych form inwestowania w tę klasę aktywów. Dlatego też tak kluczowe stają się edukacja finansowa i jasne, zrozumiałe dla szerokiego grona inwestorów struktury. Bez tego ciężko jest mówić o realnym i świadomym popycie na produkty inwestycyjne w tym segmencie rynku.

Polacy zdecydowanie deklarują swoją skłonność do inwestowania w nieruchomości komercyjne – potwierdza to aż 68% badanych. Jednocześnie ich oczekiwania dotyczące potencjalnych stóp zwrotu pozostają wysokie: średnio około 20% rocznie dla nieruchomości komercyjnych wobec 15% dla funduszy inwestycyjnych.

W perspektywie długoterminowej oczekiwania te wynoszą do 27–28% po 5 latach, 45–46% po 10 latach oraz 79–80% po 20 latach. Warto jednak podkreślić, że są to wartości kumulatywne, odnoszące się do całego okresu inwestycji, a nie roczne stopy zwrotu.

Zestawienie deklaracji inwestorów z ich oczekiwaniami pokazuje, jak silnie nasze wyobrażenia o inwestowaniu kształtuje bieżące otoczenie rynkowe. Ostatnie lata przynosiły systematyczne wzrosty cen nieruchomości, co naturalnie przekłada się na wyższe oczekiwania co do krótkoterminowych stóp zwrotu. Widzimy to także w przekazach medialnych, które często eksponują wysokie zyski i wzmacniają przekonanie, że taka dynamika się utrzyma.

Jednocześnie w perspektywie długoterminowej podejście inwestorów staje się bardziej wyważone. Mamy świadomość, że cykle rynkowe się zmieniają i że tak korzystne warunki nie trwają wiecznie. Dlatego oczekiwania w dłuższym horyzoncie są bardziej realistyczne i lepiej odzwierciedlają rzeczywiste mechanizmy budowania wartości w czasie – mówi prof. Katarzyna Sekścińska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Polacy kupują więcej ryb. Wartość rynku wzrosła do 5,74 mld zł

Ryby coraz mocniej zaznaczają swoją pozycję w koszykach Polaków. W roku 2025 wartość zakupów ryb i przetworów rybnych wzrosła o 8,4% r/r, co oznacza wyższą dynamikę niż w całym rynku FMCG. Polskie gospodarstwa domowe wydały na ten segment blisko 5,74 mld PLN, kupując ponad 169 tys. ton produktów. Dane YouGov pokazują, że najchętniej wybierane są ryby przetworzone i konserwy, a wzrost widoczny jest zwłaszcza w segmentach ryb świeżych i wędzonych.

W 2025 roku wartość polskiego rynku FMCG wyniosła 286,8 mld PLN, co oznacza wzrost o 5,3% rok do roku. W koszyku artykułów spożywczych koszyk „mięso i ryby” odpowiadał za ponad 15,5% wartości zakupów, z czego ryby stanowiły nieco ponad 2,1%.  Wartość zakupów segmentu ryb wzrosła o 8,4% względem roku 2024.

Jakie produkty trafiają do koszyków?

W całym 2025 roku gospodarstwa domowe w Polsce wydały na zakupy ryb świeżych, wędzonych, mrożonych, przetworzonych oraz konserw rybnych bez mała 5,74 mld PLN i kupiły łącznie ponad 169 tys. ton tych produktów. Ryby i przetwory z ryb znalazły się w koszyku zakupowym prawie 98% gospodarstw domowych. Średnio gospodarstwo kupujące tę kategorię wydało na nią blisko 420 PLN, nabywając 12,36 kg produktów rybnych.

– Największą liczbę nabywców przyciągnęły ryby przetworzone, następnie konserwy rybne, ryby wędzone oraz mrożone. Najmniejszą popularnością pod względem liczby kupujących cieszyły się ryby świeże, choć ich zakupu dokonało ponad 52% gospodarstw domowych. Te preferencje pokazują, że Polacy chętnie wybierają produkty szybkie w przygotowaniu i łatwe w przechowywaniu. Jednocześnie rośnie znaczenie segmentów droższych, kojarzonych z jakością i świeżością – komentuje Grzegorz Mech, business development manager w YouGov.

Inaczej niż liczba nabywców wygląda struktura zakupów poszczególnych segmentów produktowych w ujęciu wartościowym i wolumenowym. Ryby świeże odpowiadają za około 15,6% wolumenu zakupów, ale już za 20,5% wartości rynku. Z kolei ryby wędzone stanowią 13,2% wolumenu, generując jednocześnie prawie 21,5% wartości całej kategorii.

Wynika to z wyższych cen w tych segmentach. Średnia cena dla całej kategorii wzrosła do prawie 34 PLN za kilogram wobec nieco ponad32 PLN rok wcześniej, czyli o około 5,5%. Najdroższe pozostają ryby wędzone, których średnia cena wynosi ponad 55 PLN/kg. Na drugim miejscu znajdują się ryby świeże ze średnią ceną bez mała 45 PLN/kg.

Wzrost cen nie przełożył się jednak na spadek zainteresowania kategorią. Wolumen rynku wzrósł do 169 tys. ton wobec 166 tys. ton rok wcześniej, co oznacza wzrost o około 1,8%. W połączeniu z niemal niezmienioną penetracją zakupów (liczba nabywców) pokazuje to stabilny popyt i utrzymujące się zainteresowanie konsumentów.

Gdzie kupujemy ryby?

Najpopularniejszym kanałem dystrybucji pozostają sklepy dyskontowe, które odpowiadają za 50% wolumenu zakupów całej kategorii. Na drugim miejscu znajdują się supermarkety z udziałem 17%, a kolejne pozycje zajmują hipermarkety i sklepy małego formatu (po 11%). Sklepy specjalistyczne (rybne) odpowiadają za 7% wolumenu rynku.

Łącznie sklepy wielkopowierzchniowe – dyskonty, hipermarkety i supermarkety – stanowią blisko 78% rynku w ujęciu wolumenowym. Pokazuje to silną koncentrację w handlu, przy jednoczesnym utrzymaniu istotnej roli kanałów specjalistycznych. Inaczej wygląda struktura zakupów karpia – w tym przypadku udział dyskontów wynosi 37%, hipermarketów 21%, a sklepów specjalistycznych 12%.

Styl życia na talerzu

Dane YouGov pokazują również wyraźne różnice w preferencjach zakupowych poszczególnych grup konsumentów. W zakupach karpia najistotniejszy jest segment nabywców określanych jako „Kuchnia polska” (27%), co wydaje się potwierdzać tradycyjny charakter tego gatunku ryb. Segment” Nowoczesna rodzina” jest największy w zakupach łososia (24%), a zaraz po nim jest segment określany jako „Fit i Zdrowie” (23%), czyli gospodarstwa wybierające produkty jakościowe, wysokobiałkowe i wpisujące się w aktywny styl życia. Pstrąg ma najbardziej zróżnicowaną strukturę nabywców – wybierają go zarówno „Przeciętni konsumenci” (22%), jak i segmenty bardziej zorientowane na zdrowy styl życia, takie jak „Fit i Zdrowie” oraz „Nowoczesna rodzina”.

– Kondycja kategorii ryb i przetworów rybnych w Polsce pozostaje dobra. Wzrost wartości rynku, rosnący wolumen zakupów oraz wysoka liczba nabywców pokazują odporność tej kategorii na presję inflacyjną. Nadal najchętniej wybierane są ryby przetworzone i konserwy, jednak rosnące znaczenie segmentów ryb świeżych i wędzonych może wskazywać, że konsumenci coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na wygodę, ale również na jakość, skład produktów i ich miejsce w codziennej diecie. To kierunek spójny z szerszymi trendami związanymi ze zdrowym stylem życia i bardziej świadomymi wyborami zakupowymi podsumowuje Grzegorz Mech.

Dane z YouGov Shopper Panel (8.000 polskich gospodarstw domowych, zakupy dokonywane przez gospodarstwa domowe na swoje potrzeby – przynoszone do domu)

Apple odda użytkownikom wybór AI. iOS 27 może zmienić sposób korzystania z Siri

Apple zamierza oddać użytkownikom wybór silnika AI — to istotna zmiana filozofii firmy, która dotychczas starannie kontrolowała, co działa pod maską jej urządzeń. Zgodnie z wtorkowym raportem Bloomberga, iOS 27, iPadOS 27 i macOS 27 mają jesienią tego roku wprowadzić możliwość korzystania z zewnętrznych modeli sztucznej inteligencji bezpośrednio w ramach systemu.

Nowa funkcja nosi nazwę Extensions (Rozszerzenia). W testowych wersjach iOS 27 opisywana jest jako opcja korzystania z generatywnej sztucznej inteligencji z zainstalowanych aplikacji na żądanie. Będzie to możliwe za pośrednictwem narzędzi z pakietu Apple Intelligence, takich jak Siri, Narzędzia do pisania (Writing Tools), Image Playground i innych.

W praktyce oznacza to, że użytkownik, pobierając aplikację Gemini lub Claude z App Store, będzie mógł wskazać ją jako domyślny silnik do konkretnych zadań: generowania tekstu, edycji obrazów czy odpowiadania na pytania. Apple planuje również umożliwić przypisanie różnych głosów Siri w zależności od aktywnego modelu — jeden dla natywnego systemu Apple, a inny dla wybranej usługi zewnętrznej.

Koniec monopolu OpenAI

System Extensions stanowi rozwinięcie dotychczasowego partnerstwa Apple z OpenAI, które w iOS 18 pozwoliło na integrację ChatGPT z Siri i funkcjami Apple Intelligence. OpenAI pełniło wówczas rolę wyłącznego dostawcy zewnętrznego. Aktualizacja do iOS 27 ma zakończyć tę ekskluzywność i otworzyć drzwi dla konkurencji.

Warto przy tym odróżnić Extensions od odrębnej umowy z Google, na mocy której technologia Gemini służy do rozbudowy Apple Foundation Models i napędzania odświeżonej Siri „od zaplecza”. Są to dwa zupełnie różne poziomy współpracy z zewnętrznymi dostawcami AI.

Mark Gurman z Bloomberga jako pierwszy pisał o frameworku Extensions w marcu. Wtorkowy raport rozwinął tamte doniesienia, ujawniając, że system obejmie nie tylko samą Siri, ale cały ekosystem funkcji Apple Intelligence.

Co jeszcze przyniesie iOS 27?

Oficjalna prezentacja systemu zaplanowana jest na konferencję Worldwide Developers Conference (WWDC), która odbędzie się w dniach 8–12 czerwca. Wydarzenie ma być zdominowane przez ogłoszenia związane ze sztuczną inteligencją. Oprócz Extensions zapowiadany jest przeprojektowany interfejs Siri, samodzielna aplikacja asystenta oraz nowe funkcje w aplikacji Zdjęcia i module Visual Intelligence.

Bloomberg zaznacza, że iOS 27 przyniesie znacznie mniej zmian wizualnych niż zeszłoroczna rewolucja Liquid Glass — tym razem firma stawia przede wszystkim na możliwości AI oraz stabilność działania systemu.

Rynek znów boi się AI. Thomson Reuters ofiarą nowych narzędzi Anthropic

Wtorkowa sesja na giełdach w Nowym Jorku i Toronto stała się areną gwałtownego zwrotu akcji dla Thomson Reuters (TRI). Mimo publikacji bardzo solidnego raportu kwartalnego, kurs akcji spółki — po początkowych wzrostach — błyskawicznie odwróciły kurs. Przyczyną rynkowego niepokoju nie były jednak finanse firmy, lecz ogłoszony przez startup Anthropic pakiet narzędzi AI dla sektora finansowego.

Dobre wyniki, złe wyczucie czasu

Thomson Reuters opublikował wyniki za pierwszy kwartał, które w normalnych okolicznościach zostałyby przyjęte z uznaniem. Organiczny wzrost przychodów wyniósł 8 procent, skorygowana EBITDA sięgnęła 881 milionów dolarów — o 9 procent więcej rok do roku — a skorygowany zysk na akcję wzrósł o 10 procent do 1,23 dolara. Kierownictwo podtrzymało całoroczną prognozę zakładającą wzrost przychodów na poziomie 7,5–8 procent i marżę EBITDA na poziomie około 40 procent. Rynek jednak zignorował te dane, gdy tylko dotarły do niego wiadomości z obozu konkurencji.

Co zaprezentowało Anthropic?

We wtorek Anthropic udostępnił 10 gotowych szablonów agentów AI skierowanych bezpośrednio do specjalistów z bankowości, ubezpieczeń, zarządzania aktywami i sektora fintech. Agenci działający za pośrednictwem Claude Cowork i Claude Managed Agents potrafią tworzyć prezentacje klienckie, weryfikować sprawozdania finansowe, przeprowadzać kontrole KYC, sporządzać memoranda kredytowe i eskalować sprawy do działu compliance. Całość jest dostępna w ramach platformy Anthropic dla sektora finansowego dla wszystkich płatnych planów subskrypcyjnych.

Tego samego dnia The Wall Street Journal poinformował o odrębnej współpracy Anthropic z Fidelity National Information Services, której celem jest budowa narzędzi AI do wykrywania przestępstw finansowych w bankowości.

Déjà vu dla inwestorów

Wyprzedaż przypominała wydarzenie sprzed kilku miesięcy. Na początku lutego Anthropic uruchomił prawną wtyczkę dla Claude Cowork — i w ciągu jednej sesji akcje Thomson Reuters straciły około 16 procent. RELX i Wolters Kluwer poszły w dół odpowiednio o 14 i 13 procent. Według Reutersa cała fala wymazała blisko bilion dolarów kapitalizacji rynkowej z indeksu oprogramowania i usług S&P 500 w ciągu zaledwie sześciu sesji.

Thomson Reuters od tamtej pory konsekwentnie stara się zmienić narrację wokół AI — z zagrożenia w szansę. Jego narzędzie do prawnych badań CoCounsel przekroczyło milion aktywnych użytkowników, a udział kontraktów obsługiwanych przez AI wzrósł z 15 do 28 procent wartości rocznych kontraktów w ciągu czterech kwartałów. Dyrektor generalny Steve Hasker po lutowej bessie komentował, że odzwierciedlała ona „niepokój, a nie fundamenty”. Pytanie, czy inwestorzy w końcu mu uwierzą, pozostaje na razie otwarte.

Boom na AI winduje ceny pamięci. Smartfony mogą być wyraźnie droższe

Branża smartfonów wchodzi w turbulentny okres. Ceny mobilnej pamięci DRAM mają niemal podwoić się w drugim kwartale 2026 roku, długoterminowe umowy dostawcze są już podpisywane po stawkach sięgających 21 dolarów za gigabajt, a skutki tego szoku cenowego zaczynają być odczuwalne przez konsumentów — zarówno w salonach Samsunga, jak i wkrótce zapewne w salonach Apple.

Skąd tak drastyczne podwyżki?

TrendForce prognozuje wzrost cen mobilnej pamięci DRAM o 93–98 procent kwartał do kwartału w drugim kwartale 2026 roku — i to po tym, jak w pierwszym kwartale ceny LPDDR5X wzrosły już o 58–63 procent. Kontraktowe stawki za LPDDR5 osiągnęły około 10 dolarów za GB, co oznacza trzykrotny wzrost od początku 2025 roku, a moduły wyceniane są już na niemal 20 dolarów za GB. Gartner szacuje łączny roczny wzrost cen DRAM w 2026 roku na 130 procent.

Strukturalnym źródłem problemu jest boom na infrastrukturę AI. Wielkie koncerny technologiczne wykupują globalne zasoby pamięci z apetytem, który skutecznie wypchnął producentów smartfonów z kolejki. Priorytetem stała się pamięć o wysokiej przepustowości dla serwerów AI, co ogranicza dostępność konwencjonalnych układów DRAM i LPDDR — TrendForce określa obecne wzrosty mianem najstromszych w historii rynku pamięci.

Jak reagują producenci?

Samsung nie czekał — w kwietniu po cichu podniósł ceny wybranych telefonów i tabletów z serii Galaxy na rynku amerykańskim. Podwyżki wahają się od 40 dolarów za Galaxy S25 FE do 280 dolarów za Galaxy Tab S11 Ultra w wersji 1 TB. Najmocniej uderzyły w modele z większą pamięcią, gdzie inflacja kosztów komponentów jest najbardziej dotkliwa.

Apple stoi przed poważniejszym wyzwaniem wizerunkowym. Firma po raz pierwszy od dekady wprost wskazała w raporcie 10-Q na „potencjalne działania w zakresie cen produktów” jako sposób radzenia sobie z rosnącymi kosztami. Analityk Morgan Stanley Erik Woodring zauważył, że Apple historycznie traktowało podwyżki cen jako absolutną ostateczność — ta zmiana języka jest więc sygnałem istotnym. Bank prognozuje, że każdy model iPhone’a 18 zdrożeje o ponad 100 dolarów przy wrześniowej premierze, co przełoży się na ponad 10-procentowy wzrost średniej ceny sprzedaży rok do roku i napędzi 14-procentowy wzrost przychodów w roku fiskalnym 2027.

Co to oznacza dla rynku?

Konsekwencje wychodzą daleko poza cenniki flagowych smartfonów. Morgan Stanley obniżył prognozę globalnych dostaw smartfonów na 2026 rok z 1,3 miliarda do 1,1 miliarda sztuk — spadek o 13 procent. TrendForce ostrzega, że w pesymistycznym scenariuszu globalna produkcja może skurczyć się nawet o 15 procent. JPMorgan szacuje zaś, że do 2027 roku pamięć może odpowiadać za 45 procent kosztów komponentów iPhone’a, podczas gdy dziś stanowi zaledwie około 10 procent.

Jak podsumował Ranjit Atwal, dyrektor ds. badań w Gartnerze: „tempo, w jakim rosną ceny pamięci, zaskoczyło wszystkich”.

SAP zamyka drzwi przed zewnętrznymi agentami AI

SAP wyznaczył wyraźną granicę dla nieautoryzowanych systemów sztucznej inteligencji usiłujących uzyskać dostęp do jego platform. Nowa polityka API ogranicza możliwość działania zewnętrznych agentów AI w ekosystemie SAP — chyba że operują one w ramach architektury zatwierdzonej przez producenta. Decyzja ta wywołała natychmiastowy sprzeciw klientów i plasuje giganta oprogramowania dla przedsiębiorstw wśród najbardziej restrykcyjnych firm, jeśli chodzi o kontrolę nad tym, jak narzędzia AI wchodzą w interakcję z danymi korporacyjnymi.

Co dokładnie zakazuje nowa polityka?

Zaktualizowany dokument — opublikowany w kwietniu 2026 roku pod oznaczeniem API Policy v4/2026 — wprost zabrania korzystania z interfejsów SAP w dwóch przypadkach: do współpracy lub integracji z autonomicznymi i generatywnymi systemami AI planującymi sekwencje wywołań API, a także do masowego pozyskiwania lub replikowania danych. Wyjątek stanowią wyłącznie ścieżki oficjalnie zatwierdzone przez SAP. Pełne wsparcie techniczne obejmuje jedynie interfejsy ujęte w SAP Business Accelerator Hub lub oficjalnej dokumentacji produktowej.

W praktyce oznacza to, że ruch oparty na AI zostaje skierowany przez własne produkty koncernu — asystenta Joule, Business Data Cloud oraz Agent Gateway. Narzędzia innych dostawców, w tym Microsoftu i Salesforce, podlegają formalnym restrykcjom. Jak donosił The Information 3 maja, SAP aktywnie blokuje nieautoryzowanych agentów — takich jak OpenClaw — traktując ich obecność jako zagrożenie dla sprzedaży własnych rozwiązań AI.

Głosy sprzeciwu

Reakcja środowiska użytkowników była natychmiastowa. Niemieckojęzyczna Grupa Użytkowników SAP (DSAG) skrytykowała politykę jako zbyt niejasną. Jej przewodniczący Jens Hungershausen ostrzegł, że niejednoznaczne zapisy paraliżują decyzyjność firm. „Jeśli nie masz pewności, prawdopodobnie nie zrobisz nic — a to ryzyko, że innowacje po prostu nie nastąpią” — stwierdził. DSAG zapowiedziała publikację własnego zestawu pytań i odpowiedzi, który ma pomóc klientom zinterpretować konsekwencje nowych zasad.

Krytycy wskazują na fundamentalną asymetrię: własne produkty AI SAP nie podlegają żadnym tego typu ograniczeniom, podczas gdy rozwiązania konkurencji są blokowane. Rodzi to realne obawy o uzależnienie od jednego dostawcy. Dodatkowego wymiaru prawnego nadaje sprawie unijna ustawa o danych, obowiązująca od września 2025 roku, która umacnia prawa klientów do danych generowanych w połączonych systemach.

SAP broni swojej decyzji

Dyrektor generalny Christian Klein odniósł się do kontrowersji podczas telekonferencji po wynikach za pierwszy kwartał 2026 roku. Zapewnił, że celem polityki jest ochrona specjalistycznej wiedzy i stabilności systemów — nie blokowanie klientom dostępu do ich własnych danych. Rzecznik firmy wyjaśnił, że zmiany „precyzują przeznaczenie interfejsów SAP zgodnie z zamierzonym projektem” i służą ochronie danych klientów. Pod wpływem krytyki SAP wydał dokument FAQ i zrewidował pierwotne brzmienie polityki.

Za całą sprawą stoi jednak pytanie, które coraz głośniej zadaje branża oprogramowania dla przedsiębiorstw: kto kontroluje warstwę AI osadzoną nad danymi korporacyjnymi — i czy dostawca platformy może jednocześnie pełnić rolę strażnika oraz bezpośredniego konkurenta?

Cushman & Wakefield potwierdza wyciek danych po ataku socjotechnicznym

Firma Cushman & Wakefield, jeden z największych graczy na globalnym rynku nieruchomości komercyjnych, oficjalnie przyznała się do incydentu bezpieczeństwa. Cyberprzestępcy z grupy ShinyHunters poinformowali, że weszli w posiadanie ponad pół miliona rekordów zawierających zarówno dane osobowe, jak i poufne informacje korporacyjne — jak podał w poniedziałek serwis The Register.

Dwie grupy, jeden cel

Według sprawców włamanie miało miejsce 1 maja. Tym samym Cushman & Wakefield dołączyła do coraz dłuższej listy korporacyjnych ofiar trwającej kampanii ShinyHunters, wymierzonej w środowiska oparte na platformie Salesforce. Niezależnie od tego, 4 maja inna grupa ransomware — Qilin — zamieściła nazwę firmy na swojej stronie publikującej skradzione dane, nie ujawniając jednak szczegółów dotyczących metody ataku.

ShinyHunters wyznaczył Cushman & Wakefield ostateczny termin na kontakt — 6 maja, po którym zebrane dane miały zostać upublicznione. W poniedziałek grupa przekazała The Register, że firma milczy i nie nawiązała żadnej komunikacji.

Rzecznik prasowy spółki potwierdził incydent, określając jego zakres jako ograniczony. Wyjaśnił przy tym, że do naruszenia doszło na skutek vishingu — czyli phishingu prowadzonego drogą głosową — w ramach którego pracownik został zmanipulowany i nieświadomie otworzył atakującym drzwi do systemów firmy. „Wdrożyliśmy procedury reagowania na incydenty, podjęliśmy działania blokujące nieautoryzowaną aktywność i angażujemy zewnętrznych ekspertów wspierających naszą odpowiedź” — przekazał rzecznik.

Znany schemat działania

Incydent nie jest odosobnionym przypadkiem. Badacze bezpieczeństwa śledzą analogiczny wzorzec ataków od połowy 2025 roku. Grupa ShinyHunters, śledzona przez Google Threat Intelligence Group pod oznaczeniem UNC6040, wypracowała powtarzalną metodę działania: łączy vishing z przejęciem tokenów OAuth używanych przez zewnętrzne integracje Salesforce.

W marcu 2025 roku sprawcy przyznali się do kradzieży danych z około stu znanych organizacji — wśród ofiar znalazły się Snowflake, Okta, Sony i AMD. Na początku 2026 roku podobne techniki zastosowano w ataku na ADT, gdzie — według doniesień — skradziono 10 milionów rekordów z Salesforce po uprzednim przejęciu danych logowania do Okta za pomocą vishingu. Firma Obsidian Security w opublikowanym w kwietniu raporcie opisała schemat tej kampanii: przejęcie konta Okta przez phishing głosowy, rejestracja trwałego uwierzytelniania wieloskładnikowego, a następnie poruszanie się między aplikacjami połączonymi przez SSO i eksfiltracja danych z chmury.

Tokeny OAuth jako punkt wejścia

Wspólnym mianownikiem kolejnych naruszeń jest nadmierne zaufanie pokładane w tokenach OAuth spinających różne platformy korporacyjne. Austin Larsen, główny analityk z Google Threat Intelligence Group, już wcześniej zwracał uwagę, że przestępcy coraz chętniej sięgają po tokeny zaufanych integracji SaaS jako wektor ataku. Badacze wskazują dodatkowo, że wiele firm wciąż nie unieważniło tokenów skompromitowanych podczas kampanii ShinyHunters z połowy 2025 roku, wymierzonej w dostawcę integracji Salesforce — Salesloft Drift. To błąd, który miesiącami po samym włamaniu pozostawia systemy otwarte na dalsze działania.

W obliczu upływającego 6 maja terminu Cushman & Wakefield może wkrótce stanąć wobec publicznego ujawnienia skradzionych danych — i to w sytuacji, gdy do tego samego ataku przyznają się jednocześnie dwie niezależne grupy cyberprzestępców.

Reklamy w ChatGPT – pierwsze dane o ich skuteczności

Firma Similarweb opublikowała 5 maja pierwsze szczegółowe dane dotyczące skuteczności reklam wyświetlanych w ChatGPT. Choć ogólny współczynnik klikalności (CTR) wynosi średnio 0,68%, wyniki są silnie zróżnicowane w zależności od branży oraz kontekstu zapytania. W tym samym czasie OpenAI intensywnie rozbudowuje infrastrukturę reklamową, przygotowując się do wejścia na kolejne rynki.

Ekspansja geograficzna i pierwsi partnerzy

Po debiucie w Stanach Zjednoczonych (9 lutego), OpenAI rozszerzyło pilotaż reklamowy na Kanadę, Australię i Nową Zelandię (16–17 kwietnia). Plany wyjścia poza rynek amerykański oficjalnie ogłoszono 26 marca.

W gronie pionierów reklamujących się w modelu konwersacyjnym znalazły się potężne marki technologiczne i handlowe, takie jak Adobe, Ford oraz Target. Za wdrożenia odpowiadają czołowe holdingi marketingowe: WPP, Omnicom oraz Dentsu.

Próg wejścia i koszty: OpenAI obniża bariery

Aby przyciągnąć szersze grono marek, OpenAI znacząco zrewidowało politykę cenową:

  • Budżet minimalny: Obniżono go o 75% – z początkowych 200 000 USD do 50 000 USD.
  • Model rozliczeń: Wprowadzono system CPC (koszt za kliknięcie), szacowany na poziomie 3–5 USD.
  • Zarządzanie: Od początku kwietnia panel administracyjny dla reklamodawców znajduje się w fazie zamkniętych testów.

Skuteczność kampanii: Kontekst ma znaczenie

Dane Similarweb rzucają światło na realne zasięgi reklam w AI:

  • Średni CTR: 0,68%.
  • Górny kwartyl: Wyniki na poziomie 1%.
  • Liderzy rynku: Najskuteczniejsze marki osiągają 1,57%, a rekordowy wynik odnotowany w badanym okresie to aż 5,4%.

Analitycy podkreślają, że kluczem do sukcesu jest intencja zakupowa. Reklamy powiązane z konkretnymi okazjami (np. kampanie na Dzień Matki) notują znacznie wyższe wskaźniki zaangażowania.

Zmiany w prywatności i przygotowania pod rynek UE

30 kwietnia OpenAI zaktualizowało politykę prywatności, oficjalnie potwierdzając udostępnianie danych zewnętrznym partnerom marketingowym w celu precyzyjnego kierowania treści. Firma przyznała również, że otrzymuje od reklamodawców zwrotne dane o zakupach, co pozwala mierzyć realną konwersję.

Co istotne dla rynku europejskiego, OpenAI zaktualizowało kod śledzenia o:

  1. System zarządzania zgodami (CMP): Pozwalający użytkownikowi na kontrolę nad danymi.
  2. Tagowanie kraju pochodzenia: Niezbędne do zachowania zgodności z RODO (GDPR).
  3. Dynamiczne wstrzymywanie zbierania danych: Uruchamiane natychmiast po wycofaniu zgody przez użytkownika.

Ograniczenia i ostrożność branży

Mimo obiecujących wyników, system reklamowy ChatGPT wciąż posiada ograniczenia:

  • Targetowanie: Obecnie dostępne jest wyłącznie kierowanie geograficzne (poziom kraju) oraz dopasowanie do tematu bieżącej rozmowy.
  • Brak danych behawioralnych: Reklamodawcy nie mają wglądu w profile użytkowników, operując jedynie na danych zagregowanych.

Wniosek dla marketerów: Analitycy wskazują na ogromną przepaść w podejściu do nowego medium. Firmy kopiujące strategie z tradycyjnych wyszukiwarek (Google) osiągają CTR poniżej 0,3%. Z kolei marki, które tworzą kreacje dedykowane dla interfejsu konwersacyjnego, mogą liczyć na wyniki rzędu 2–4%.

Amerykański tankowiec KC-135 zaginął nad Cieśniną Ormuz

Samolot tankujący KC-135 Stratotanker we wtorek nadał sygnał alarmowy 7700 i zniknął z systemów śledzenia nad Cieśniną Ormuz. Do incydentu doszło w drugim dniu Operacji Project Freedom — amerykańskiej operacji wojskowej mającej na celu zapewnienie bezpiecznego tranzytu statków handlowych przez Zatokę Perską.

Przebieg incydentu

Start, misja i kod alarmowy 7700

Boeing KC-135R Stratotanker prowadził operacje tankowania w powietrzu nad Zatoką Perską, gdy nadał alarmowy kod transponderowy 7700 — międzynarodowy sygnał ogólnej sytuacji awaryjnej. Samolot wystartował z bazy lotniczej Al Dhafra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, skąd wspierał trwające działania militarne w regionie.

Squawk 7700 jest aktywowany w przypadku krytycznych usterek mechanicznych, pożaru na pokładzie, zdarzeń medycznych lub zagrożeń zewnętrznych.

Ostatnie dane z radarów i akcja ratownicza

Przed utratą sygnału samolot zmienił kurs i zaczął schodzić w kierunku Kataru. Sygnał transpondera zaginął mniej więcej godzinę po pierwszej deklaracji alarmowej. Z bazy Al Udeid w Katarze wysłano dwa śmigłowce w ramach akcji poszukiwawczo-ratowniczej. Armia USA ogłosiła utratę maszyny, wskazując, że zdarzenie miało miejsce w „przyjaznej przestrzeni powietrznej”.

Operacja Project Freedom – tło strategiczne

W Zatoce Perskiej pozostaje uwięzionych około 2 000 statków z ponad 20 000 osób na pokładach. Prezydent Trump zarządził 4 maja uruchomienie Operacji Project Freedom. Przed wybuchem konfliktu przez Cieśninę Ormuz przepływało zwykle około 3 000 statków miesięcznie — po wybuchu konfliktu liczba ta spadła do około 150 jednostek. Cel operacji obejmuje wsparcie nawigacyjne, działania odstraszające i pomoc w neutralizacji min, bez bezpośredniej fizycznej eskorty każdej jednostki.

Już pierwszego dnia operacji irańskie siły otworzyły ogień do amerykańskich okrętów wojennych i zaatakowały statki handlowe. W odpowiedzi wojska USA zniszczyły sześć irańskich szybkich łodzi. Iran wcześniej zapowiedział, że każda zagraniczna obecność militarna w pobliżu Cieśniny będzie traktowana jako akt wrogi.

W chwili incydentu w rejonie Cieśniny Ormuz odnotowano zagłuszanie i fałszowanie sygnałów GPS (spoofing). Zjawiska te są regularnie rejestrowane w tym akwenie w obliczu wzmożonej aktywności walki elektronicznej. Dane z Flightradar24 pokazały, że przed zniknięciem KC-135 zataczał kręgi, co może wskazywać na problemy z orientacją nawigacyjną.

Oficjalne reakcje: Pentagon milczy, Iran nie komentuje

Ani Dowództwo Centralne USA (CENTCOM), ani Pentagon nie potwierdziły oficjalnie katastrofy ani nie podały jej przyczyny. Dowództwo CENTCOM zapowiedziało przekazanie dalszych informacji po zakończeniu wstępnego dochodzenia. Irańska agencja prasowa Fars odnotowała zaginięcie samolotu, jednak Teheran nie wydał żadnego oświadczenia sugerującego swoje zaangażowanie w incydent.

Brak potwierdzenia przyczyny

Oficjalna przyczyna zaginięcia KC-135 pozostaje nieznana. Zdarzenia nie powiązano z żadnym wrogim działaniem. Określenie incydentu jako zaistniałego w „przyjaznej przestrzeni powietrznej” wskazuje, że w chwili alarmu samolot znajdował się poza wrogim terytorium.

Wcześniejsze straty w regionie

Utrata tankowca jest kolejną potwierdzoną stratą samolotu w trwającym konflikcie. W marcu 2026 roku KC-135 rozbił się w zachodnim Iraku — zginęło sześciu członków załogi. Tydzień wcześniej nad Kuwejtem zestrzelono trzy myśliwce F-15E Strike Eagle.

W.KRUK zbudował największą powierzchniowo sieć jubilerską na Węgrzech w niespełna 3 lata

Po niespełna 3 latach obecności na rynku węgierskim, W.KRUK jest największą pod kątem powierzchni salonów siecią jubilerską w tym kraju. Polska marka wciąż wzmacnia swoją obecność na Węgrzech, otwierając flagowy salon przy alei Andrássyego w Budapeszcie. Nowa, prestiżowa lokalizacja i 17. już punkt W.KRUK w tym kraju prezentuje szeroką ofertę jubilerską, obejmującą m.in. unikatowe autorskie kolekcje, biżuterię z diamentami tradycyjnymi i laboratoryjnymi oraz produkty wyselekcjonowanych, światowych manufaktur.

Największa powierzchniowo sieć salonów i konsekwentny rozwój na Węgrzech

Sklep internetowy W.KRUK na Węgrzech oraz pierwsze butiki w Budapeszcie i Segedynie zostały otwarte w grudniu 2023 roku, rozpoczynając nowy rozdział w międzynarodowym rozwoju marki. Od tego momentu spółka dynamicznie rozbudowuje swoją obecność, koncentrując się na największych ośrodkach miejskich i najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach handlowych.

Konsekwentna realizacja strategii ekspansji pozwoliła w krótkim czasie osiągnąć znaczącą skalę działalności – dziś W.KRUK jest największą pod względem powierzchni siecią jubilerską na Węgrzech. Rozwój ten wspierany jest nie tylko przez kolejne otwarcia, ale także działania budujące rozpoznawalność marki oraz jej pozycję w segmencie premium, co przekłada się na rosnące zainteresowanie ofertą wśród lokalnych klientów.

„Czuję ogromną dumę z tego, że polska marka W.KRUK w tak krótkim czasie zbudowała silną i rozpoznawalną pozycję na rynku węgierskim. To kolejny dowód na to, że polskie marki mają potencjał, by skutecznie konkurować i rozwijać się na rynkach zagranicznych. Za tym sukcesem stoi przede wszystkim świetny zespół W.KRUK, który potrafił w sposób przemyślany i konsekwentny dopasować ofertę do lokalnych oczekiwań klientów, zachowując jednocześnie unikalny charakter marki. Cieszy nas, że jako Grupa VRG możemy być częścią tej ekspansji i aktywnie uczestniczyć w budowaniu międzynarodowej siły polskich brandów” – mówi Mateusz Kolański, Prezes Zarządu VRG S.A.

Flagowy salon w prestiżowej lokalizacji

Kolejnym etapem tej strategii jest otwarcie flagowego salonu przy alei Andrássyego – jednej z najbardziej prestiżowych ulic Budapesztu. To wyjątkowa lokalizacja, kojarzona z luksusem i obecnością międzynarodowych marek, która naturalnie wpisuje się w aspiracje i kierunek rozwoju W.KRUK. Nowy salon jest jednocześnie 200. lokalizacją marki w Europie oraz 17. na rynku węgierskim, w tym 11. w samej stolicy.

Salon W.KRUK - aleja Andrassyego - Budapeszt
Salon W.KRUK – aleja Andrassyego – Budapeszt

Aleja Andrássyego, jedna z najbardziej prestiżowych i rozpoznawalnych lokalizacji w Budapeszcie, była dla nas naturalnym wyborem w kontekście dalszego rozwoju W.KRUK na rynku węgierskim. W niespełna trzy lata zbudowaliśmy tam największą powierzchniowo sieć jubilerską, którą konsekwentnie rozwijamy. Widzimy, że Węgrzy chętnie sięgają po naszą biżuterię, a nowym elementem oferty, którą planujemy sukcesywnie rozbudowywać, są zegarki szwajcarskich marek – mówi Łukasz Bernacki, Prezes W.KRUK S.A., Wiceprezes Zarządu VRG S.A.

Przestrzeń flagowego salonu W.KRUK o powierzchni 138 m2 została zaprojektowana z myślą o podkreśleniu charakteru marki i zapewnieniu klientom wysokiej jakości doświadczenia zakupowego. Oprócz szerokiej oferty własnych kolekcji, w salonie dostępne są również wyselekcjonowane propozycje zagranicznych manufaktur, takich jak Recarlo – znanej ze złotej biżuterii wysadzanej diamentami oraz Nanis, cenionej za ręcznie grawerowane wyroby z 18-karatowego złota, zdobione kamieniami szlachetnymi.

Dedykowane kolekcje

Rozwój W.KRUK na Węgrzech to nie tylko rozbudowa sieci sprzedaży, ale także działania ukierunkowane na lepsze dopasowanie oferty do lokalnych klientów. Pod koniec minionego roku marka zaprezentowała pierwszą kolekcję biżuterii stworzoną specjalnie z myślą o tym rynku – Royal Star, inspirowaną postacią Elżbiety Bawarskiej (Sisi). Wprowadzenie autorskiej kolekcji biżuterii osadzonej w tak silnym kontekście kulturowym wpisuje się w strategię budowania bliższej relacji z lokalnym odbiorcą oraz zwiększania trafności oferty w segmencie premium. To kontynuacja flagowego projektu autorskich kolekcji W.KRUK, łączących unikalny design i ponadczasową jakość.

Nowa kategoria

Po mocnym wejściu na rynek z bogatą ofertą jubilerską, W.KRUK rozpoczyna rozbudowę oferty w kategorii zegarków. Jako ekspert w tej dziedzinie, posiadający najlepszą ofertę zegarków w Polsce i pozycję lidera w segmencie premium, W.KRUK planuje wprowadzenie na Węgry szwajcarskich marek oraz doradztwo i edukację w tym zakresie.

Ekspansja W.KRUK

W.KRUK jest najstarszą marką jubilerską w Polsce, która prowadzi dziś lokalnie 185 salonów w formacie regularnym, outlet oraz luksusowych salonów z ofertą najbardziej renomowanych szwajcarskich marek zegarków oraz wyselekcjonowanych międzynarodowych manufaktur jubilerskich. Realizowana od 2023 roku ekspansja zagraniczna, obejmująca rozwój sieci marki własnej na rynku węgierskim, jest jednym z obszarów budowania wzrostu. W 2025 spółka W.KRUK S.A. ogłosiła plan akwizycji marki biżuterii personalizowanej Lilou, która dziś jest sukcesywnie konsolidowana w struktury nowego właściciela i zamiarem dalszego rozwoju jako odrębny brand i niezależna sieć sprzedaży.

MedTech Solutions wprowadza do Polski robota ortopedycznego MISSO

MedTech Solutions – spółka notowana na rynku NewConnect i rozwijająca skalowalny model biznesowy
w obszarze dystrybucji wyrobów medycznych i technologii – wchodzi w segment robotyki chirurgicznej, wprowadzając na rynek polski system MISSO do operacji ortopedycznych. Partnerstwo z globalnym producentem Meril Life zapewnia spółce dostęp do szybko rosnącego segmentu robotyki medycznej oraz wyłączność sprzedażową (z wyłączeniem struktur Meril) na rynku polskim na okres do 5 lat, co istotnie wzmacnia jej pozycję
w tym obszarze i dywersyfikuje źródła przychodów.

Wejście w dystrybucję systemów robotycznych oznacza dla spółki możliwość zwiększenia wartości pojedynczych kontraktów oraz rozwój sprzedaży w oparciu o produkty o wyższej wartości jednostkowej. Model biznesowy oparty na dystrybucji pozwala jednocześnie wykorzystać istniejącą sieć relacji ze szpitalami i przyspieszyć komercjalizację nowego segmentu.

MISSO to zaawansowany system robotyczny wspierający chirurgów w przeprowadzaniu operacji ortopedycznych, w szczególności zabiegów wymiany stawów. Technologia łączy dokładne planowanie zabiegu na podstawie obrazowania 3D z jego precyzyjnym wykonaniem, dopasowanym do anatomii pacjenta.

System aktywnie wspiera lekarza w trakcie operacji – na bieżąco analizuje jej przebieg i umożliwia wprowadzanie korekt. Dzięki zastosowaniu zaawansowanych czujników i optycznego śledzenia możliwe jest osiągnięcie submilimetrowej precyzji, co przekłada się na lepsze dopasowanie implantu i większą powtarzalność wyników. W porównaniu do tradycyjnych metod system ogranicza zależność od manualnych narzędzi, wpisując się w trend automatyzacji chirurgii.

MISSO wyróżnia się również wysokim poziomem automatyzacji. Przejmuje część najbardziej wymagających etapów zabiegu, ograniczając ryzyko błędów i zwiększając bezpieczeństwo procedury. Z perspektywy pacjenta oznacza to mniej inwazyjny zabieg, mniejsze dolegliwości po operacji i szybszy powrót do sprawności.

Wdrożenie MISSO zwiększa wartość kontraktów i poprawia ich marżowość, jednocześnie przyspieszając konwersję pipeline’u sprzedażowego. Opieramy się na istniejących relacjach ze szpitalami i infrastrukturze dystrybucyjnej, co skraca time-to-market i wspiera skalowanie działalności. Szacujemy, że potencjał wykorzystania tego typu systemów w Polsce obejmuje ok. 30 placówek oraz 3000 zabiegów rocznie, co pokazuje skalę możliwego wzrostu w tym segmencie. W efekcie zwiększamy przewidywalność przychodów i budujemy ekspozycję na segment o wysokiej dynamice wzrostu. To dla nas jeden z kluczowych kierunków rozwoju w najbliższych latach – mówi Jarosław Kaim, prezes zarządu MedTech Solutions.

Kluczowym elementem modelu sprzedaży jest elastyczne finansowanie, w tym leasing, które skraca proces decyzyjny po stronie szpitali i zwiększa dostępność technologii. W połączeniu z konkurencyjnym poziomem cenowym względem rozwiązań zachodnich pozwala to na szybsze skalowanie sprzedaży systemów.

W ramach współpracy z Meril Life MedTech Solutions odpowiada za rozwój rynku i dystrybucję systemu MISSO w Polsce, co umożliwia rozwój sprzedaży oraz budowę stabilnego pipeline’u projektów w segmencie robotyki chirurgicznej.

Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce znajduje się w fazie dynamicznego wzrostu. Jego wartość ma wzrosnąć
z ok. 624 mln zł w 2023 r. do ponad 2,1 mld zł w 2028 r., co oznacza średnioroczne tempo wzrostu (CAGR) na poziomie ok. 28%. Jednocześnie wciąż większość procedur wykonywana jest bez wsparcia robotów, co wskazuje na istotny potencjał dalszego rozwoju tego segmentu.

Wejście w dystrybucję systemów robotycznych stanowi istotny element budowy długoterminowej pozycji MedTech Solutions w obszarze nowoczesnych technologii medycznych i wspiera dalszy rozwój spółki.

Rozszerzenie portfolio wpisuje się w strategię spółki zakładającą skalowanie przychodów poprzez rozwój nowych kategorii produktowych. MedTech Solutions równolegle rozwija własne rozwiązania oraz technologie AI, finansując ekspansję kolejnych segmentów z bieżącej działalności operacyjnej.

Bumech rusza ze złotem w RPA. Rozpoczęcie wydobycia i współpraca z AGH

Bumech uruchomił pierwszą fazę projektu Maranda w Republice Południowej Afryki i rozpoczął wydobycie złota. Sprzyjają temu wysokie ceny surowca na światowych rynkach. Spółka rozpoczęła ługowanie rud tlenkowych ze złoża Burgersdorp, traktując złoto jako pierwszy i najważniejszy etap rozwoju projektu. Równolegle Bumech podpisał umowę o współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie, która będzie wspierać rozwój technologiczny zakładu oraz prace związane z odzyskiem metali strategicznych.

Bumech SA uruchomił pierwszą fazę zakładu przeróbczego na kopalni Maranda w prowincji Limpopo w Republice Południowej Afryki. Spółka rozpoczęła proces odzysku złota z rud tlenkowych metodą cyjanizacji ze złoża Burgersdorp przy docelowej zdolności przeróbki 54 tys. ton rudy rocznie. Projekt przechodzi tym samym z fazy inwestycyjnej do etapu generowania przychodów operacyjnych w zaledwie miesiąc od ogłoszenia przejęcia kopalni, co jest możliwe dzięki doświadczeniu Bumechu w realizacji i prowadzeniu projektów górniczych oraz przeróbczych.

Złoto priorytetem, tlenki przed siarczkami

Bumech rozpoczął produkcję złota w okresie utrzymujących się wysokich cen surowca na światowych rynkach. Spółka podkreśla, że obecne warunki rynkowe sprzyjają szybkiemu uruchomieniu projektu i generowaniu przychodów. Pierwszy etap prac koncentruje się na rudach tlenkowych ze złoża Burgersdorp, które pozwalają na prostszy i tańszy proces odzysku złota w technologii CIL. Rozwiązanie to umożliwia osiąganie wysokiego uzysku bez kosztownej obróbki wstępnej. Rudy siarczkowe mają zostać objęte eksploatacją w kolejnych etapach projektu.

      Zaczynamy od ługowania rud tlenkowych, ponieważ ta technologia jest sprawdzona, szybka we wdrożeniu, a przy obecnych cenach złota wyjątkowo dochodowa. Flotacja rud polimetalicznych z pola Maranda ruszy w kolejnym etapie – mówi Jonasz Drabek, prezes zarządu Bumech SA.

Trwa modernizacja zakładu przeróbczego

Równolegle z uruchomieniem produkcji Bumech rozpoczął działania mające zwiększyć wydajność zakładu. Zarząd zatwierdził już likwidację głównych „wąskich gardeł” technologicznych, obejmujących sekcję mielenia oraz wymianę pomp na urządzenia o większej wydajności. Prace mają zakończyć się do końca trzeciego kwartału 2026 roku, a pierwsze testy zwiększonej przepustowości planowane są jeszcze pod koniec roku. Spółka analizuje również kolejne etapy rozbudowy zakładu wzbogacania rud. Rozważane jest wdrożenie nowej linii technologicznej o wydajności 100 ton na godzinę.

Połączenie nowej instalacji z obecną linią ługowania mogłoby zwiększyć możliwości przerobowe zakładu do ponad 1 mln ton rocznie. Dodatkowo Grupa dostarczy do RPA urządzenia do rozbudowy zasilania energetycznego kopalni, wykorzystując sprzęt znajdujący się już w magazynach Bumechu. Transport urządzeń planowany jest na czerwiec.

ZWG Iwiny dostarcza rozwiązania dla projektu Maranda

Istotnym elementem projektu Maranda pozostaje udział Oddziału ZWG w Iwinach (dawne ZWG S.A. w Iwinach), należącego do Grupy Bumech. Zakład produkuje podzespoły metalowo-gumowe do młynów, pomp szlamowych, kruszarek oraz innych urządzeń wykorzystywanych w zakładach wzbogacania rud. Produkty z Iwin już trafiają do instalacji pracujących na kopalni Maranda, a w kolejnych etapach będą wykorzystywane również w systemach przesypowych oraz taśmociągach.

ZWG od lat współpracuje z największymi podmiotami przemysłowymi w Polsce, w tym z KGHM, PGE, JSW oraz ZGH Bolesław. Spółka posiada ok. 50% udziału w krajowym rynku w dwóch kluczowych grupach produktowych dla branży wydobywczej.

Bumech wskazuje, że projekt Maranda ma być również punktem wyjścia do ekspansji produktów ZWG na rynki Afryki Południowej, w tym RPA, Zambii, Zimbabwe, Namibii i Ugandy. Region ten obejmuje setki zakładów przeróbczych związanych z wydobyciem miedzi, platyny, chromitu i złota. Spółka chce wykorzystać obecność operacyjną w RPA do rozwoju sprzedaży rozwiązań przemysłowych i serwisowych dla lokalnego sektora wydobywczego.

Wykładki młynów kulowych w naszym afrykańskim zakładzie produkuje oddział Bumechu w Iwinach, ta sama spółka, która od lat wyposaża młyny w zakładach wzbogacania rud KGHM. Oddział w Iwinach specjalizuje się w produkcji podzespołów i urządzeń kruszenia, mielenia i pompowania, wykorzystywanych w procesach przeróbki rud metali i surowców mineralnych. Wprowadzimy produkty ZWG na rynki RPA, Zambii i Zimbabwe – Maranda jest dla nas referencyjnym przyczółkiem — tłumaczy Jonasz Drabek.

Wsparcie od AGH

Bumech poinformował również o zawarciu umowy o współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie. Przedmiotem porozumienia jest współpraca naukowa i techniczna przy rozwoju projektu Maranda. Uczelnia będzie wspierać spółkę w opracowaniu zaawansowanych i celowanych rozwiązań technologicznych oraz w modernizacji i zwiększaniu efektywności produkcyjnej zakładu. Współpraca obejmuje również działania związane z pozyskiwaniem pierwiastków strategicznych
i krytycznych, w szczególności indu i telluru występujących w złożu.

Zespołem wsparcia kierować będzie prof. Barbara Tora, specjalizująca się w obszarze wzbogacania rud polimetalicznych. Profesor Tora posiada doświadczenie naukowe i przemysłowe zdobyte m.in. przy projektach realizowanych dla Vedanta Resources Limited w kopalni cynku Gamsberg w Republice Południowej Afryki, gdzie odpowiadała za wdrożenie zmian procesowych zwiększających produkcję i uzysk zakładu wzbogacania rud.

Zespół ten został zaangażowany przez Vedanta na kopalni cynku, w związku z niepowodzeniami poprzedników i uzyskał znakomite rezultaty. Naukowcy i inżynierowie związani z AGH i AMK Kraków wykonali tam znakomitą pracę i nie ukrywam, że nasza znajomość branży w tym tego przypadku, ich praktyczne doświadczenie oraz innowacyjne podejście do wyzwań spowodowały, że podpisaliśmy z nimi umowę. Nadmienię, że w momencie wejścia Bumechu, zastępcą managera całego Projektu Maranda, został Polak, jeden z członków tamtego zespołu. – wyjaśnia Prezes Drabek.

Kolejne etapy

W najbliższych miesiącach Bumech planuje optymalizację parametrów ługowania oraz rozwój instalacji związanych z bezpieczeństwem i detoksykacją obiegu cyjankowego. Kolejnym krokiem będzie uruchomienie obwodu flotacji dla rud polimetalicznych, a następnie rozwój technologii odzysku metali towarzyszących, takich jak ind, german i gal – dodaje Drabek.

Spółka zakłada również przeprowadzenie pełnej inwentaryzacji zasobów zgodnie ze standardem JORC, co ma zakończyć się w pierwszym kwartale 2027 roku.

Napięcia na Bliskim Wschodzie wracają na pierwszy plan. Złoty traci, ale skala ruchu jest ograniczona

Kruche zawieszenie broni w Iranie zaczyna pękać – USA aktywnie próbują przełamać irańską blokadę cieśniny Ormuz, utrzymując jednocześnie własną. Rozwój wypadków na tym froncie będzie kluczowy dla rynku walutowego. Obecnie widoczna jest m.in. presja wyprzedażowa na złotym, jednak w ograniczonym zakresie – kurs EUR/PLN pozostaje w okolicy 4,25.

Kluczowe punkty:

  • RPP ma pozostawić stopy procentowe na niezmienionym poziomie.
  • Fed utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie podczas ostatniego posiedzenia z Powellem jako prezesem.
  • EBC sugeruje podwyżkę stóp procentowych latem mimo słabych odczytów ze strefy euro.
  • Zbliżają się lokalne wybory w Wlk. Brytanii, a presja na premiera Starmera rośnie.
  • Ceny ropy pozostają podwyższone w obliczu wciąż trwającej wojny w Iranie.

Rynek wstrzymuje oddech, a waluty utrzymują się w wąskich przedziałach. Najmocniej w ubiegłym tygodniu wyróżniał się jen japoński, który doświadczył silnej aprecjacji, gdy władze kraju zdecydowały się spełnić swoje groźby interwencji. Po drugiej stronie spektrum znalazły się waluty Ameryki Łacińskiej – najgorzej spośród nich radziło sobie peso kolumbijskie, które straciło po zaskakującej decyzji banku centralnego o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Główne waluty utrzymywały się w wąskich przedziałach względem siebie, jako że seria posiedzeń najważniejszych banków centralnych (Rezerwy Federalnej, Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii), nie przyniosła istotnych wskazówek dotyczących dalszej ścieżki żadnego z nich.

Najważniejszy dla rynków finansowych będzie w tym tygodniu wciąż rozwój wojny, a walutowy nie jest pod tym względem wyjątkiem. Zawieszeniu broni zagrażają obecnie amerykańskie próby przełamania blokady cieśniny Ormuz oraz odwet Iranu. Nie samą jednak wojną rynki żyją. W USA opublikowany zostanie szereg danych z rynku pracy w kwietniu, czego kulminacją będzie w piątek (08.05) raport NFP (non-farm payrolls). Amerykańska gospodarka wydaje się jak dotąd w dużej mierze odporna na skutki wojny, w przeciwieństwie do strefy euro i Wielkiej Brytanii. Dane z najbliższych dni mogą ostatecznie potwierdzić tę narrację.

PLN

Ostatnio widzieliśmy powrót presji wyprzedażowej, skala słabości złotego jest jednak ograniczona – kurs EUR/PLN pozostaje w okolicy 4,25. Kluczowe pozostają obawy związane z kształtowaniem się konfliktu na Bliskim Wschodzie, a najnowsze wieści z tego frontu nie są zbyt zachęcające. Co więcej, w zeszłym tygodniu poznaliśmy dość niepokojące dane inflacyjne za kwiecień – dynamika cen zamiast spaść, podbiła do 3,2% z 3,0% w marcu.

Dane te budzą obawy o rozlewanie się inflacji i mogą ostudzić optymizm prezesa Adama Glapińskiego podczas czwartkowej (07.05) konferencji prasowej po środowej (06.05) decyzji RPP. Nie spodziewamy się zmian stóp procentowych w tym tygodniu – choć rynek wycenia podwyżki, naszym zdaniem jego reakcja jest przesadzona. Wciąż spodziewamy się utrzymania stabilnych stóp procentowych w tym roku, będziemy jednak uważnie obserwować rozwój wydarzeń na rynku surowców energetycznych oraz ewolucję sytuacji inflacyjnej i na rynku pracy w kolejnych miesiącach.

EUR

EBC nie zmienił w ubiegłym tygodniu wysokości stóp procentowych, jednak niemalże zapowiedział ich podwyżkę w czerwcu po zaznaczeniu, że taki ruch był przedmiotem dyskusji na kwietniowym posiedzeniu. Łącznie rynki wyceniają trzy pełne podwyżki w tym roku. Początkowy wpływ wojny na zaufanie przedsiębiorców w strefie euro był silniejszy, niż się spodziewaliśmy. Prezeska Christine Lagarde wspomniała również podczas swojej konferencji prasowej, że bank nie widzi jeszcze dowodów na efekty drugiej rundy inflacji.

Dynamika PKB w I kwartale była rozczarowująca, co sugeruje, że gospodarka strefy euro weszła w okres wojny w Iranie już w niezbyt dobrym stanie. Utrzymujemy naszą optymistyczną prognozę dla wspólnej waluty, przyglądamy się jednak bardzo uważnie wyprzedzającym wskaźnikom ekonomicznym, licząc na ich odbicie w niedalekiej przyszłości. Odczyty dotyczące II kwartału jak dotąd nie były szczególnie dobre i scenariusz kolejnego kwartału efektywnej stagnacji wydaje się prawdopodobny.

USD

Gospodarka USA w dalszym ciągu niemal całkowicie ignoruje skutki wojny i wyższych cen energii. Dane z rynku pracy o wysokiej częstotliwości sugerują wręcz, że kreacja miejsc pracy odbiła. Zamówienia środków trwałych zaskakują wciąż w górę, a inwestycje przedsiębiorstw są napędzane ogromnymi wydatkami na infrastrukturę AI.

Tak jak przewidywaliśmy, brak jednomyślności wśród decydentów stał się w Fedzie normą, silna jastrzębia mniejszość, która się utworzyła, będzie utrudniać Kevinowi Warshowi spełnienie życzeń Trumpa dotyczących niższych stóp procentowych. Prezes Jerome Powell był podczas swojej prawdopodobnie ostatniej konferencji prasowej w tej roli dość jastrzębi. Choć nie należymy do grupy spodziewającej się w tym roku podwyżek stóp procentowych w USA, to ten jastrzębi zwrot wskazuje przynajmniej na utrzymanie wyższych stóp przez dłuższy czas. Jednocześnie zauważamy, że nagłówki dotyczące wojny mają coraz mniejszy wpływ na dolara, który niemal nie zareagował na ostatnie zaostrzenie konfliktu.

GBP

Bank Anglii utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na poziomie 3,75%, a główny ekonomista Huw Pill był jedyną osobą opowiadającą się za ich podwyżką. Biorąc pod uwagę dużą niepewność w kontekście wojny w Iranie, sądzimy, że Komitet słusznie wstrzymuje się ze zmianami, czekając na ocenę wpływu konfliktu na efekty drugiej rundy inflacji. Bank zdecydował się na nietypowe działanie i przedstawił trzy warianty prognozy, zależne od dalszego przebiegu wojny. Choć niewiele rozjaśnia to rynkom, pozwala uniknąć pułapki przedwczesnego sugerowania kierunku polityki, gdy nie wiadomo wciąż, jak skok cen surowców energetycznych wpłynie na brytyjską gospodarkę.

Konsensus rynkowy sugeruje dwie podwyżki stóp procentowych do końca tego roku, pozostawienie sobie takiej możliwości nie jest jednak zobowiązaniem do ruchu. Jak przyznał sam prezes Andrew Bailey, bank praktycznie nie przewiduje efektów drugiej rundy inflacji, jeśli wojna będzie przebiegać zgodnie z jego oczekiwaniami, a biorąc pod uwagę słabość wzrostu gospodarczego i rynku pracy w dalszym ciągu oceniamy przestrzeń na zacieśnianie polityki monetarnej jako ograniczoną. Tymczasem odbywające się 7 maja lokalne wybory będą poważnym testem politycznym dla obecnego rządu. Dotkliwa porażka Partii Pracy mogłaby zakończyć karierę Keira Starmera jako premiera i ułatwić przejęcie władzy w partii przez jego skrajnie lewicową część, co bez wątpienia miałoby negatywny wpływ na funta.

Tomasz Blicharski przejmie stery w Grupie Żabka. Tomasz Suchański pokieruje Radą Dyrektorów

W Grupie Żabka rozpoczął się zaplanowany proces przekazania funkcji CEO, co nastąpi ze skutkiem od 1 stycznia 2027 roku, po zatwierdzeniu przez akcjonariuszy Grupy. W efekcie wcześniej zaprojektowanych zmian CEO, Tomasz Suchański pokieruje Radą Dyrektorów. Nowym CEO Grupy zostanie obecny Group Chief Strategy & Development Officer, Tomasz Blicharski.

Planowane zmiany gwarantują kontynuację dotychczasowej ścieżki rozwoju, jednocześnie odzwierciedlając rosnące znaczenie długoterminowej strategii w codziennym zarządzaniu firmą. Tomasz Suchański i Tomasz Blicharski współpracują ściśle w ramach Grupy od ponad 10 lat. Efektem pracy obecnego Zarządu jest zmiana tradycyjnej sieci sklepów w nowoczesną grupę międzynarodową, działającą w obszarach fizycznej i cyfrowej sprzedaży. W ciągu 10 lat liczba sklepów wzrosła blisko 3-krotnie, a wartość sprzedaży została zwiększona 5 razy. Żabka Group stała się również spółką publiczną, notowaną na GPW od 2024 roku.

W efekcie zmian, które wejdą w życie 1 stycznia 2027, dotychczasowy CEO Tomasz Suchański po dziesięciu latach kierowania organizacją obejmie stanowisko Chairperson of the Board of Directors jako dyrektor niewykonawczy, odpowiedzialny za działalność Rady Dyrektorów, najwyższego organu Grupy. Tomasz Blicharski przejmie funkcję Group Chief Executive Officer. W ramach pełnionych funkcji będzie także przewodniczył Komitetowi Zarządzającemu (Management Committee) Żabka Group.

Tomasz Suchański zostaje Chairperson of the Board of Directors, mając ponad 30 lat doświadczenia w handlu, w tym ponad 15 lat na stanowisku CEO największych firm handlowych w Polsce. Okres jego przywództwa w Żabce to czas intensywnego wzrostu, cyfrowej transformacji oraz dynamicznej rozbudowy sieci sklepów convenience w Polsce i Rumunii. Pod jego kierownictwem firma zbudowała silną, nowoczesną organizację, wielokrotnie wyróżnianą jako jedno z najlepszych miejsc pracy, także w globalnych rankingach. Wysoki poziom zaangażowania pracowników, potwierdzany m.in. badaniami Instytutu Gallupa, stanowi jeden z kluczowych filarów sukcesu Grupy. Tomasz Suchański był wielokrotnie wyróżniany przez środowisko biznesowe, m.in. nagrodą „CEO of the Year” oraz w plebiscycie „BrandMe CEO” magazynu „Forbes”.

Ponad 10 lat pracy pod marką Żabka to wyjątkowe doświadczenie. Jestem dumny, widząc jak nowoczesną i unikalną firmę udał nam się zbudować. Stworzyliśmy organizację, która jest dziś inspiracją dla firm z całego świata, a przede wszystkim miejscem, w którym ludzie chcą się rozwijać i pracować – mówi CEO Grupy Żabka Tomasz Suchański. – W ciągu ponad 30 lat pracy zawodowej, a szczególnie w ostatniej dekadzie w Żabce, miałem zaszczyt poznać wielu wyjątkowych ludzi. Cieszę się, że Tomasz Blicharski, jako jedna z tych wyjątkowych osób, będzie kierował Grupą. Jego wiedza i doświadczenie stanowią bezcenny kapitał.

Tomasz Blicharski, który od 1 stycznia 2027 roku zasiądzie w Radzie Dyrektorów obejmując funkcję Group Chief Executive Officer oraz President of the Management Committee, to doświadczony menedżer związany z Grupą Żabka od ponad 15 lat. W tym czasie był odpowiedzialny za transformację modelu biznesowego, rozwój nowych segmentów działalności oraz budowę cyfrowego ekosystemu convenience. Odpowiadał również za stworzenie Planu Tworzenia Wartości do 2028 roku (Value Creation Plan) oraz strategii zrównoważonego rozwoju. W latach 2021–2024 pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu oraz Dyrektora Zarządzającego Żabka Future. Wcześniej równolegle zajmował dwa stanowiska: Wiceprezesa Zarządu Żabka Polska ds. Finansowych (od 2015 roku) oraz Wiceprezesa Zarządu Żabka Polska ds. Rozwoju (od 2017 roku). Obecnie, jako Group Chief Strategy & Development Officer, odpowiada za strategię Grupy Żabka, co stanowi bezcenny kapitał w perspektywie kierowania Grupą. Wielowymiarowe doświadczenie zdobywał także w bankowości inwestycyjnej oraz w funduszu Mid Europa Partners, nadzorując inwestycje w Europie Środkowo‑Wschodniej. Jest absolwentem Uniwersytetu Stanforda oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Ciągłość strategii fundamentem rozwoju Grupy Żabka

Zmiany w strukturze zarządczej są wynikiem przemyślanego i długofalowego procesu sukcesji, który jest realizowany od 2022 r., we współpracy z całą kadrą zarządzającą, w tym Radą Dyrektorów Żabka Group. Tak wczesne rozpoczęcie procesu przekazywania obowiązków jest wyrazem odpowiedzialności wobec inwestorów oraz samej organizacji. Celem tego procesu jest zapewnienie ciągłości przywództwa oraz dalszego, stabilnego rozwoju organizacji. Do 1 stycznia 2027 roku odbędzie się proces płynnego przekazywania obowiązków, co zapewni ciągłość działania Grupy w oparciu o długoterminowe założenia strategiczne oraz wesprze realizację celów biznesowych.

Profil i kompetencje Tomasza Blicharskiego

– Objęcie roli CEO to dla mnie szczególny moment na drodze zawodowej w Grupie Żabka. W ciągu ostatnich 15 lat współkierowałem procesem transformacji sieci stacjonarnych sklepów w ekosystem convenience o ogólnopolskiej skali, oparty na danych, technologii i bliskiej współpracy z franczyzobiorcami. – mówi Tomasz Blicharski. – Do końca 2028 roku stawiamy sobie jasno zdefiniowany cel: 16 tysięcy sklepów w Polsce i Rumunii, przy rocznym tempie otwierania ponad 1300 nowych lokalizacji, z zachowaniem dyscypliny kapitałowej i rentowności sieci. W najbliższych latach będziemy koncentrować się na dalszym skalowaniu działalności, podnoszeniu efektywności operacyjnej w istniejących placówkach oraz rozwoju cyfrowego ekosystemu convenience – tak, aby jeszcze lepiej odpowiadać na szybko zmieniające się potrzeby klientów i konsekwentnie budować długoterminową wartość Grupy.

Pozostałe zmiany w składzie Rady Dyrektorów oraz perspektywy rozwoju

Podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Żabka Group zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za rok 2025, Krzysztof Krawczyk zakończy sprawowanie mandatu Przewodniczącego Rady Dyrektorów Grupy Żabka i nie będzie ubiegał się o jego przedłużenie. Do Rady dołączy Krzysztof Aniola jako dyrektor niewykonawczy, powołany na roczną kadencję.

Grupa Żabka kontynuuje realizację strategii wzrostu w Polsce i Rumunii, koncentrując się na rozwoju sieci, wzroście sprzedaży porównywalnej oraz rozbudowie cyfrowego ekosystemu convenience, umacniając pozycję lidera rynku w tym segmencie w Europie. Wprowadzone zmiany mają wspierać skuteczną realizację tych celów na kolejnych etapach ekspansji.

Rynek walutowy zaczyna tydzień spokojnie. Dolar wspierany przez napięcia geopolityczne

Początek tygodnia na rynku walutowym przynosi umiarkowaną zmienność, przy jednoczesnym utrzymaniu kluczowych tematów z poprzednich dni. Inwestorzy koncentrują się na sytuacji geopolitycznej, sygnałach z Europy oraz świeżych danych makroekonomicznych. Istotne znaczenie mają dziś publikacje indeksów PMI, które rzucają nowe światło na kondycję europejskiej gospodarki.

Trump otwiera, tylko klucz nie pasuje

Pierwsze godziny tygodnia upływają pod znakiem utrzymującej się niepewności geopolitycznej związanej z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Brak przełomu w rozmowach między USA a Iranem podtrzymuje napięcie wokół regionu, co przekłada się na umiarkowany wzrost awersji do ryzyka. Na rynku walutowym widoczne jest to w relatywnej sile dolara, który zyskuje jako bezpieczna przystań, choć skala ruchu pozostaje ograniczona. Równocześnie obserwujemy podwyższone ceny ropy oraz złota, co wynika z obaw o potencjalne zakłócenia dostaw surowców. Warto jednak zaznaczyć, że reakcja rynków nie ma charakteru panicznego – inwestorzy zakładają raczej scenariusz ograniczonej eskalacji konfliktu, co ogranicza presję na bardziej dynamiczne przepływy kapitału.

UE robi to, co umie najlepiej – debatuje

Drugim istotnym wątkiem jest spotkanie Eurogrupy, które może nadać ton europejskim aktywom w kolejnych dniach. W centrum uwagi znajdują się kwestie fiskalne oraz koordynacja polityki gospodarczej w warunkach nierównomiernego ożywienia. Choć rynek nie oczekuje przełomowych decyzji, to ewentualne sygnały dotyczące większej elastyczności fiskalnej lub wsparcia dla gospodarki mogą mieć znaczenie dla euro. W szerszym kontekście wspólna waluta pozostaje wrażliwa na dane makro, jednak stabilizacja wskaźników koniunktury może ograniczać presję spadkową na EUR/USD i sprzyjać bardziej zrównoważonemu zachowaniu kursu w krótkim terminie.

Optymizm w przemyśle

Opublikowane dziś indeksy PMI wskazują na utrzymanie aktywności gospodarczej powyżej poziomu 50 pkt, co sugeruje kontynuację ekspansji w przemyśle. To istotna zmiana względem wcześniejszych miesięcy, gdy część odczytów sygnalizowała spowolnienie. Dane te mogą wspierać sentyment wobec bardziej ryzykownych aktywów i ograniczać popyt na bezpieczne przystanie. W dalszej części tygodnia uwaga inwestorów przesunie się na dane z rynku pracy w USA oraz komunikację banków centralnych, które pozostają kluczowe dla oczekiwań dotyczących stóp procentowych. W przypadku złotego globalne tło nadal odgrywa dominującą rolę – przy stabilizacji nastrojów możliwe jest utrzymanie EUR/PLN w relatywnie wąskim przedziale wahań między 4,24-4,26 zł, podczas gdy EUR/USD będzie reagował głównie na napływające dane i zmiany apetytu na ryzyko.

Gucci znika z Warszawy. Polski rynek luksusu rośnie, ale jego definicja się zmienia

Po niemal 15 latach działalności jedyny stacjonarny butik Gucci w Polsce zakończył działalność w Polsce. Logo marki zniknęło z fasady budynku w centrum stolicy, co natychmiast wywołało pytania o kondycję rynku luksusu w Polsce i na świecie. Czy to sygnał, że konsumenci odwracają się od prestiżowych marek? Czy też korekta w obliczu geopolitycznych zawirowań na świecie i problemów finansowych domów mody…

Decyzja o zamknięciu butiku Gucci wpisuje się w szersze problemy właściciela marki, koncernu Kering. W pierwszej połowie 2025 roku przychody Gucci spadły o 25 proc., przy czym sprzedaż hurtowa zmniejszyła się o 42%, a detaliczna o 24% To istotny sygnał osłabienia nawet dla jednej z najważniejszych marek w portfolio grupy. – „Gucci, mimo ogromnej rozpoznawalności, zmaga się dziś z utratą dynamiki sprzedaży i koniecznością redefinicji swojej pozycji na rynku” – wskazują analitycy sektora dóbr luksusowych.

Decyzja Gucci o wycofaniu z Polski zbiegła się z innym czynnikiem – geopolitycznym. Wybuch wojny na Bliskim Wschodzie w marcu br. może mieć wpływ na decyzje o wstrzymaniu się z inwestycjami dużych domów mody w obecność na polskim rynku. W ocenie Luca Solcy, analityka sektora luksusowego w firmie Bernstein, region ten był w ubiegłym roku najszybciej rosnącym rynkiem dóbr luksusowych na świecie, notując wzrost na poziomie od 6% do 8%, podczas gdy globalnie wzrost pozostawał na poziomie zerowym. Bliski Wschód odpowiada obecnie za około 6% globalnej sprzedaży dóbr luksusowych i zmierza do poziomu Japonii, która stanowi około 9% światowej sprzedaży – uważa Solca. Tymczasem brak stabilności w regionie od początku wojny z Iranem spowodował spadek sprzedaży i wyceny akcji spółek luksusowych o 15% – co może mieć wpływ na strategię inwestycyjną w innym regionach na świecie.

Zniknięcie Gucci z Warszawy czy brak pewności inwestycji innych marek w otwarcie salonów w stolicy kraju, nie oznacza jednak załamania globalnego bogactwa. Wręcz przeciwnie – majątek światowy nadal rośnie. Jak podkreślają przedstawiciele Kering, długoterminowy popyt na dobra luksusowe pozostaje stabilny. – „Nic nie wskazuje na to, żeby popyt na wyjątkowe dobra luksusowe w długim terminie spadał. Majątek na świecie rośnie, nie maleje” – komentuje Joel Hazan, szef strategii w Kering Group.

Problem – według ekspertów – leży nie po stronie popytu, lecz strategii cenowej branży. Po pandemii wiele marek zaczęło gwałtownie podnosić ceny, korzystając z efektu tzw. „odroczonej konsumpcji”. – „Nagły wzrost zainteresowania luksusem po pandemii został źle odczytany. Marki uznały, że mogą stale podnosić ceny, co doprowadziło do wykluczenia części klientów” – oceniają analitycy rynku.

Według danych banku HSBC średnia cena dóbr luksusowych wzrosła od 2019 roku o około 50 proc. Z kolei analitycy Bernstein wskazują, że marże producentów sięgają nawet dwunastokrotności kosztów produkcji. – „W wielu przypadkach luksus przestał być kategorią aspiracyjną, a stał się produktem o charakterze czysto prestiżowym” – komentują eksperci.

Analiza cen dóbr luksusowych w okresie 2019—2026 dokonana przez Bellini Market Research pokazuje, że do 2020 roku luksus był relatywnie dostępny dla szerokiej klasy średniej. Jednak po 2020 roku gwałtowne podwyżki cen kluczowych kategorii – ubrań, torebek, zegarków, obuwia – stopniowo zawęziły grupę odbiorców. Skala podwyżek w poszczególnych segmentach jest wyraźna. Najbardziej reprezentatywne segmenty – zegarków, akcesoriów, obuwia wzrosły średnio o 30-50% w ciągu ostatnich 6 lat. I tak ceny zegarków Rolex zanotowały wzrost o ok. 30–50% w zależności od modelu, torebek Hermès: +30–45%, butów Loro Piana: +25–40%, torebek i akcesoriów Louis Vuitton: +25–45%. Największe wzrosty zanotowały w okresie 2020-2026 produkty domu Chanel: +60–90%. „Rynek przeszedł z modelu szerokiej aspiracyjności do modelu ekskluzywnego wykluczenia. Chanel stało się symbolem nowej ery luksusu, w której cena nie jest już ograniczeniem, lecz narzędziem pozycjonowania marki” – podkreśla Robert Niczewski, partner w Bellini Market Research.

W efekcie, według danych Bain & Company w latach 2022–2024 nawet 50 milionów konsumentów dóbr luksusowych zostało „wyparte” z rynku, nie mogąc już pozwolić sobie na zakup produktów marek premium.

Od 2023 roku rynek wyraźnie hamuje. W wielu segmentach obserwuje się spowolnienie, a nawet spadki sprzedaży. Niektóre marki zaczęły reagować korektą strategii – przykładem jest Chanel, które po krytyce za agresywne podwyżki cen wprowadza bardziej dostępne linie produktów. – „Marki luksusowe zaczynają dostrzegać, że nadmierna ekskluzywność cenowa może działać przeciwko nim” – wskazują eksperci branżowi.

Analitycy Deloitte w raporcie 2026 Luxury Outlook* wskazują na wyraźnie widoczny wśród konsumentów trend nastawienia na produkty z drugiej ręki oraz większą świadomość wartości, co odzwierciedla zarówno dbałość o zrównoważony rozwój, jak i ekonomiczny pragmatyzm. Na te zjawiska nakłada się atmosfera makroekonomicznej ostrożności. Wysoka inflacja, niepewność związana z taryfami oraz inne przeciwności osłabiły entuzjazm branży w ostatnich latach. Popandemiczna euforia lat 2021–2022 ustąpiła miejsca bardziej wyważonej rzeczywistości, w której menedżerowie spodziewają się ostrożnych konsumentów, mierzących się z utrzymującą się inflacją, podwyżkami stóp procentowych i globalną niepewnością – czytamy w raporcie Deloitte.

Innym aspektem, o którym należy wspomnieć jest kryzys reputacji branży luksusu. Okazuje się bowiem, że głoszone od lat hasła wyjątkowej jakości, ręcznym wykończeniu produktów i najwyższym standardzie pracy były – naciągane – co doprowadziło do procesów prawnych przed włoskimi organami ścigania pod zarzutem ‘’domniemanych nielegalnych praktyk w miejscu pracy’’. Śledztwa trwają do dziś i obejmują największe domy mody na świecie – m.in. tych marek, które stały za skrajnie wysokimi podwyżkami produktów w ostatnich latach.

AI ma pomóc odwrócić trend spadkowy

W odwróceniu trendu spadkowego na rynku sprzedaży luksusu ma pomóc m.in. wykorzystanie technologii opartej na sztucznej inteligencji (AI). Jak wynika z raportu KPMG „Luxury in the Midst of Change 2025”, na poziomie priorytetów strategicznych 53% firm wskazuje wzmacnianie lojalności poprzez spersonalizowane doświadczenia a 9 na 10 jest przekonanych, że AI odegra kluczową rolę w przyszłości. Przykładem może być marka Chanel, która w kampanii nowego zapachu wykorzystała algorytmy do przygotowania zindywidualizowanych treści – od immersyjnych wideo po personalizowany storytelling. Efektem był wzrost zaangażowania o 45% i sprzedaży online o 30%. W produkcji AI generuje warianty produktów na podstawie archiwów marki, a w logistyce Kering zmniejszył nadmierne zapasy o 30%.

Eksperci zwracają uwagę, że coraz wyraźniej widać zmianę w preferencjach konsumentów – zwłaszcza młodszych – którzy zamiast kolejnych produktów wybierają unikalne doświadczenia. W odpowiedzi na ten trend marki inwestują w rozwój spersonalizowanych usług zakupowych, ekskluzywnych pokazów, kameralnych warsztatów oraz immersyjnych konceptów, budujących głębszą relację z klientem. Klientom nie chodzi jedynie o posiadanie luksusowego przedmiotu, ale także o emocje i wrażenia, jakie mu towarzyszą.

Takie podejście zmienia cały rynek, wpływając na branże od motoryzacyjnej po turystykę i alkoholową. Restauracje, hotele i producenci trunków coraz częściej zwracają się w stronę premiumizacji i personalizacji. – Inwestycje w doświadczenia konsumpcyjne, jak degustacje, warsztaty czy dostęp do zamkniętych wydarzeń, stają się nieodłącznym elementem strategii marketingowych marek premium. Dzięki nim firmy zyskują nowych lojalnych klientów, a konsumenci zyskują poczucie wyjątkowości – podkreśla Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią.

Mimo globalnego spowolnienia, Polska pozostaje rynkiem wzrostowym. Według danych KPMG*** w 2025 roku wartość segmentu dóbr luksusowych w kraju wzrosła o niemal 8%., a prognozy zakładają dalsze wzrosty. Podczas gdy zachodnie rynki przeżywają wyraźne spowolnienie, Polska wyróżnia się ponadprzeciętną odpornością. Dane Euromonitor International wskazują, że rynek dóbr luksusowych w Polsce ma urosnąć o 6,4% w 2026 roku, co plasuje nas wśród najszybciej rozwijających się rynków w Europie.Polski rynek dóbr luksusowych utrzymuje stabilny wzrost, przyciąga nowe marki i inwestycje, a kategoria experiential luxury rozwija się w tempie przekraczającym 9% rocznie. Buduje się również społeczność świadomych i wymagających konsumentów – ocenia Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Wydaje się, że liderzy światowego luksusu bacznie obserwują i analizują zmieniające się preferencje i trendy na rynkach. Rosnąca rola i obecność mediów społecznościowych w naszych życiu i ich pływ na decyzje zakupowe, może mieć kluczowe znaczenie na decyzje o obecności na rynku lokalnym – w Polsce. Pamiętajmy, że Warszawa rywalizuje obecnie z Pragą, Berlinem czy Wiedniem – metropoliami, które od lat budują swoje zaplecze turystyczne, bazę międzynarodowych marek hotelowych, gastronomicznych i mocną pozycję centrum luksusowych zakupów w regionie CEE – mówi Robert Niczewski, partner w firmie Bellini Market Research, badającej rynek luksusu. Zniknięcie Gucci z Warszawy nie musi oznaczać końca luksusu – ale może być wyraźnym sygnałem, że jego definicja właśnie się zmienia.

*https://www.deloitte.com/global/en/industries/consumer/perspectives/global-powers-of-luxury.html

** https://www.bain.com/insights/luxury-in-transition-securing-future-growth/

*** https://kpmg.com/pl/pl/media/luksus-pod-presja-cen-polska-pozostaje-w-strefie-wzrostu-mimo-globalnego-spowolnienia.html

Telewizor kontra smartfon. Globalne różnice w oglądaniu treści wideo

Piąta edycja corocznego raportu pt. Living Room Study przygotowanego przez RTL AdAlliance daje bardzo interesujące wnioski. Widoczne są znaczące różnice w konsumowaniu treści wideo w Europie, Stanach Zjednoczonych i Chinach. To wynik odmiennych ekosystemów medialnych, ukształtowanych przez dekady lokalnego nadawania, dostępności kanałów oraz silnych uwarunkowań kulturowych. Europejczycy, w tym Polacy, najregularniej oglądają telewizję, czyniąc to głównie na telewizorze, w salonie. Dane z platform streamingowych potwierdzają preferencje dotyczące wybieranych w tym celu urządzeń.

Z badania przeprowadzonego na początku 2026 r. przez RTL AdAlliance na grupie 15 500 respondentów w wieku 18-64 w 15 europejskich krajach, w tym w Polsce, a także w USA i Chinach, płyną ciekawe wnioski. Okazuje się, że telewizor ma w swoim domu 9 na 10 mieszkańców naszego kontynentu. Europejczycy znacznie chętniej niż mieszkańcy Stanów Zjednoczonych czy obywateli Państwa Środka oglądają codziennie treści wideo w TV. Czyni tak 64 proc. ankietowanych mieszkańców Starego Kontynentu. Dla porównania, w USA każdego dnia kontent w telewizji ogląda 41 proc. użytkowników. W Chinach jest to natomiast 40 proc.

Telewizor wciąż pozostaje najpopularniejszym urządzeniem służącym do konsumowania treści wideo zarówno w Europie, jak również w Polsce. Przykład MEGOGO, czyli platformy służącej do oglądania treści telewizyjnych online, a także oferującej dostęp do biblioteki VOD, pokazuje, że mimo najmocniejszej pozycji telewizorów, inne urządzenia również znajdują swoich zwolenników. To efekt możliwości technologicznych, które oferują aplikacje. Można je zainstalować praktycznie na każdym urządzeniu i cieszyć się możliwością oglądania treści z każdego miejsca – komentuje Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce.

Dane MEGOGO z 2025 r. potwierdzają popularność i dominację telewizorów. W ub.r. treści na tej platformie przy użyciu TV oglądało 44,92 proc. użytkowników. Składał się na to ruch ze Smart TV (34,58 proc.), a także Android TV (10,15 proc.) i tvOS (0,19 proc.). Smartfonów używała w tym celu przeszło co 5. osoba (22,48 proc.). Uwzględniając dodatkowo użytkowników stron mobilnych, którzy mogli np. oglądać treści na smartfonie, ale nie korzystali z aplikacji, a było ich 8,37 proc., łącznie zyskujemy 30,85 proc. Komputer lub laptop również wybierał w tym celu przeszło co piąty użytkownik (23,50 proc.).

Smartfon dystansuje telewizor w Stanach Zjednoczonych i Chinach

O ile w Europie telewizor wciąż pozostaje najpopularniejszym urządzeniem, na którym oglądamy treści wideo, o tyle w Stanach Zjednoczonych i Chinach został zdystansowany przez smartfon. W USA używa go codziennie w tym celu 61 proc. badanych (o 20 proc. częściej niż TV), a w Chinach aż 81 proc., co oznacza, że jest ponad 2 razy chętniej preferowanym urządzeniem niż TV, z którego korzysta wspomniane 40 proc. ankietowanych.

Salon najpopularniejszym miejsce oglądania treści wideo

Ankietowani w Europie na pytanie, „gdzie najchętniej oglądasz treści wideo?” w 83 proc. przypadków wskazali salon, który dosyć zdecydowanie wyprzedził sypialnię (46 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się kuchnia (18 proc.) oraz łazienka/toaleta (11 proc.)

Porównanie nawyków dotyczących miejsc preferowanych do oglądania treści wideo niosą za sobą interesujące wnioski. W Europie salon to nie tylko pokój służący do rozrywki czy odpoczynku. Jest miejscem, w którym ludzie doświadczają czegoś więcej. Blisko połowa widzów – 45 proc. jako europejska średnia – nadal wybiera oglądanie z kimś innym, zamieniając przebywanie przed ekranem we wspólną chwilę, a nie samotną rutynę. Kształtuje to zachowania – rozmowę czy wspólne przeżywanie emocji, dając poczucie obecności – komentuje Artur Pacuła z MEGOGO Polska.

Europa wykazuje wyraźne różnice w porównaniu z innymi rynkami. Preferencja dla salonu jest o 25 proc. wyższa niż w Stanach Zjednoczonych i wynosi 58 proc. Sypialnia cieszy się wśród Amerykanów prawie identyczną popularnością. Kontent wideo ogląda w niej 55 proc. użytkowników z tego kraju. Kuchnię wybiera 19 proc, a łazienkę 13 proc.

Widać pewne podobieństwo Chińczyków do Europejczyków, jeśli chodzi o konsumpcję treści w kontekście salonu. Preferuje go 81 proc. mieszkańców Chin biorących udział w badaniu RTL AdAlliance. Tuż za salonem znalazła się sypialnia, którą wskazało 71 proc. badanych. Kuchnia i toaleta zyskały ten sam procent, czyli 28.

***

Metodologia badania RTL AdAlliance:

Badanie RTL AdAlliance „The Living Room” opiera się na ilościowym badaniu ankietowym przeprowadzonym online przez instytut badania rynku Norstat w dniach od 19 stycznia do 4 lutego 2026 roku. Wzięło w nim udział ponad 15 500 respondentów w wieku od 18 do 64 lat. Badanie objęło 15 rynków w Europie, w tym Austrię, Belgię, Danię, Finlandię, Francję, Niemcy, Węgry (nowy rynek), Włochy, Holandię, Norwegię, Polskę, Hiszpanię, Szwecję, Szwajcarię i Wielką Brytanię, a także Chiny (nowy rynek) oraz USA. Analiza dostarcza nadawcom, wydawcom i reklamodawcom cennych informacji pozwalających na optymalizację strategii w dzisiejszym, rozproszonym krajobrazie mediów wideo.

Politechnika Warszawska uruchamia MBA Energy Transformation we współpracy z PSE

Transformacja energetyczna staje się dziś jednym z najważniejszych wyzwań zarządczych dla biznesu i instytucji publicznych. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na nowe kompetencje menedżerskie Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej uruchamia program MBA Energy Transformation, realizowany we współpracy z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE).

Rosnąca złożoność rynku energii, cele klimatyczne UE oraz przyspieszająca elektryfikacja gospodarki sprawiają, że decyzje energetyczne coraz częściej zapadają na poziomie zarządów, a nie wyłącznie działów technicznych.

Dynamiczny wzrost mocy w fotowoltaice, rozwój elektromobilności, konieczność modernizacji sieci przesyłowych i dystrybucyjnych oraz rosnące znaczenie magazynowania energii sprawiają, że transformacja energetyczna staje się nie tylko projektem klimatycznym, ale przede wszystkim strategicznym projektem gospodarczym.

Transformacja energetyczna jest jednym z najważniejszych procesów gospodarczych i technologicznych naszych czasów. Wymaga od menedżerów zdolności do podejmowania decyzji w warunkach dużej niepewności, zmieniających się regulacji oraz dynamicznego rozwoju nowych technologii. Obszar transformacji energetycznej w biznesie musi nadążać za zmianami geopolitycznymi i regulacyjnymi, dlatego opracowaliśmy nowy program MBA, który aktualizuje i porządkuje wiedzę w tym obszarze oraz pokazuje trendy i kierunki zmian. Program MBA Energy Transformation to kompleksowy proces rozwoju kompetencji menedżerskich w obszarze energetyki i sektorów z nią powiązanychmówi dr Paweł Urbański, dyrektor Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej i kierownik studiów MBA Energy Transformation.

Program tworzony z myślą o rynku i z liderami sektora

MBA Energy Transformation to intensywne, 3-semestralne studia podyplomowe prowadzone w języku polskim, zaprojektowane jako odpowiedź na rosnącą lukę kompetencyjną w sektorze energetycznym. Program łączy wiedzę z zakresu zarządzania, finansów, prawa i strategii z pogłębionym zrozumieniem rynków energii, procesów inwestycyjnych, technologii OZE, elektromobilności, ciepłownictwa oraz zarządzania ryzykiem.

Program został przygotowany we współpracy z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE), co nadaje studiom silny wymiar praktyczny i zapewnia bezpośrednie połączenie programu z realnymi wyzwaniami rynku. Partnerstwo z PSE pozwala uczestnikom spojrzeć na transformację energetyczną z perspektywy strategicznej – nie tylko firmy, ale całego krajowego systemu energetycznego.

Zaangażowanie ekspertów z sektora energetycznego pozwala uczestnikom lepiej zrozumieć nie tylko teorię transformacji, ale przede wszystkim jej operacyjny i inwestycyjny wymiar – od projektowania strategii energetycznych po zarządzanie dużymi projektami infrastrukturalnymi i decyzjami finansowymi.

Uczestnicy uczą się podejmowania decyzji w systemie energetycznym, analizowania opłacalności inwestycji, projektowania strategii rozwoju w warunkach transformacji oraz wykorzystywania danych i narzędzi cyfrowych, w tym AI i Big Data, do prognozowania produkcji energii, zarządzania popytem i optymalizacji systemów energetycznych.

Transformacja energetyczna musi opierać się na realnych kompetencjach menedżerskich i opłacalności biznesowej. Program MBA Energy Transformation powstał w odpowiedzi na rosnące wyzwania w energetyce i potrzebę praktycznego podejścia do decyzji inwestycyjnych i strategicznych. Program odpowiada na aktualne potrzeby Politechniki Warszawskiej oraz rynku jako wiodącego ośrodka w tym obszarzepodkreśla prof. dr hab. inż. Mariusz Malinowski, prorektor Politechniki Warszawskiej ds. nauki.

Program został przygotowany dla menedżerów, przedsiębiorców i specjalistów z sektora energetycznego oraz branż współpracujących z energetyką – w tym finansów, bankowości, doradztwa, prawa, wykonawstwa, administracji publicznej czy ESG. W praktyce ma być przestrzenią spotkania osób, które podejmują decyzje wpływające na przyszłość systemu energetycznego i gospodarki.

Energetyka jako obszar strategiczny dla biznesu

Rosnące znaczenie energetyki wykracza dziś daleko poza sam sektor utilities. Koszty energii, bezpieczeństwo dostaw, dekarbonizacja przemysłu, rozwój infrastruktury i nowe modele finansowania inwestycji wpływają na praktycznie każdą branżę – od produkcji, przez logistykę, po nieruchomości i sektor publiczny.

Przyszłość jest elektryczna – to widać nie tylko w energetyce, ale w całej gospodarce i społeczeństwie. Zmienia się nie tylko sposób wytwarzania energii, ale także jej zużywania, tworzenie otoczenia prawnego dla energetyki czy poszukiwanie nowych okazji biznesowych. Trzeba wykorzystać tę szansę, a słuchacze MBA Energy Transformation dowiedzą się, jak to zrobić w zrozumiały sposób – mówi Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

Twórcy programu podkreślają, że jego celem nie jest wyłącznie przekazywanie wiedzy akademickiej, ale budowanie zdolności do podejmowania realnych decyzji biznesowych w warunkach zmienności i presji regulacyjnej. Zajęcia prowadzą praktycy rynku zaangażowani w projekty inwestycyjne i strategiczne w sektorze energii, a partnerzy programu wnoszą do niego aktualną perspektywę biznesową i systemową.

Informacje dla kandydatów

MBA Energy Transformation to program realizowany w formule weekendowej – zajęcia odbywają się w piątki, soboty i niedziele. Studia trwają 3 semestry i obejmują 506 godzin zajęć. Miejscem realizacji programu jest kampus Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej przy ul. Koszykowej 79 w Warszawie.

Warunkiem udziału jest wykształcenie wyższe oraz minimum 5 lat doświadczenia zawodowego przypisanego do tytułu licencjata lub 3 lata przy tytule magistra. Start zajęć zaplanowano na 2 października 2026 roku.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: biznes.edu.pl/mba-energy-transformation

Pracownicy czują się przeceniani. 40% uważa, że inni oceniają ich lepiej niż oni sami

Wykonujesz swoje obowiązki, dostajesz pozytywny feedback i rozwijasz się zawodowo, a jednak zastanawiasz się, czy to na pewno Twoja zasługa, czy też szczęśliwy zbieg okoliczności? Tak objawia się tzw. syndrom oszusta. Jak wynika z nowego badania InterviewMe, aż 81% polskich pracowników przynajmniej czasami przypisuje swoje sukcesy czynnikom zewnętrznym, a blisko połowa obawia się zdemaskowania rzekomego braku kompetencji.

Serwis kariery InterviewMe przeprowadził badanie, w którym zapytano 577 polskich pracowników o ich doświadczenia związane z syndromem oszusta (ang. imposter syndrome). Jest to zjawisko psychologiczne polegające na utrzymującym się przekonaniu, że osiągany sukces nie jest wynikiem własnych umiejętności, lecz szczęścia, przypadku lub błędu innych osób.

Z zebranych danych wynika, że znaczna część pracowników w Polsce mierzy się z tym problemem. Aż 81% badanych przynajmniej czasami przypisuje swoje sukcesy czynnikom zewnętrznym. Dodatkowo blisko połowa respondentów (47%) przyznaje, że przynajmniej okazjonalnie odczuwa lęk przed „zdemaskowaniem” — czyli obawia się sytuacji, w której współpracownicy lub przełożeni „odkryliby”, że nie są oni tak kompetentni, jak się wszystkim wydaje.

Kolejnym powszechnym objawem jest przekonanie o byciu przecenianym. Aż 40% badanych pracowników ma poczucie, że inni ludzie bardziej doceniają ich umiejętności niż oni sami. Jak zauważają autorzy badania, takie osoby patrzą na siebie trochę jak na „wersję demo”, podczas gdy otoczenie widzi w nich gotowy, dopracowany produkt. Wielu pracowników doświadcza kilku z tych objawów jednocześnie.

Badanie wykazało również, że najczęstszymi hamulcami rozwoju zawodowego są dla Polaków bariery psychologiczne, które często towarzyszą syndromowi oszusta. Zapytani o jeden najważniejszy powód, który powstrzymuje ich przed dalszym rozwojem, respondenci najczęściej wskazywali na: brak pewności siebie (16%), strach przed porażką (13%) oraz strach przed negatywną oceną (9%). Przez ten wewnętrzny głos wątpliwości pracownicy często powstrzymują swój rozwój, odwlekają działania lub rezygnują z pojawiających się okazji.

Bazując na badaniach oraz licznych rozmowach z osobami na wysokich stanowiskach, mam dwie wiadomości: realistyczną i optymistyczną. Ta pierwsza zakłada, że całkowite wyeliminowanie syndromu oszusta jest… niemal niemożliwe. Paradoksalnie — im wyżej wspinamy się po szczeblach kariery, im bardziej udowadniamy sobie, że jesteśmy kompetentne/kompetentni, tym częściej ten wewnętrzny krytyk będzie dawał nam o sobie znać — komentuje dr Małgorzata Mielcarek, dziennikarka i autorka książki „Jesteś oszustką. Syndrom, który Cię niszczy”. — Ale! Dobra wiadomość jest taka, że choć nie możemy go zupełnie uciszyć, możemy skutecznie działać pomimo jego obecności.

Badanie dowodzi, że syndrom oszusta to powszechne zjawisko, które realnie hamuje potencjał wielu specjalistów. Oswojenie tego lęku jest dziś kluczowe dla budowania pewności siebie na rynku pracy.

96% liderów otrzymuje feedback od pracowników, ale tylko 16% regularnie

Feedback to jedno z najważniejszych narzędzi służących rozwojowi biznesu i budowaniu zespołów. Najczęściej myślimy o nim jako o informacji zwrotnej dawanej pracownikom przez managera, ale feedback działający w drugą stronę jest równie istotny. Badania pokazują, że 96% liderów otrzymuje informację zwrotną od swoich zespołów. Niestety, jedynie 16% dostaje ją regularnie[1]. Skąd wynika ta dysproporcja i jak wpływa na współpracę na linii manager-pracownicy, relacje w organizacji oraz samego lidera?

Jak wskazuje 58% badanych, informacja zwrotna, której adresatami są managerowie, pojawia się najczęściej podczas spotkań zespołowych. Rzadziej w ramach formalnych ocen okresowych (36%), nieformalnych rozmów (33%) lub przy okazji podsumowań projektów (30%). Właściciele firm otrzymują feedback znacznie częściej niż dyrektorzy i kierownicy. Na niższych szczeblach aż co dziesiąty manager deklaruje, że informacja zwrotna dociera do niego raz do roku lub rzadziej[2]. Dane te pokazują, że w wielu organizacjach feedback jest jedynie doraźnym narzędziem stosowanym od czasu do czasu.

Falowy charakter feedbacku

Informacja zwrotna skierowana do lidera często pojawia się dopiero w momencie kryzysu – wtedy, gdy w zespole zaczynają się nieporozumienia, pracownicy są przemęczeni z powodu nadmiaru zadań, komunikacja nie działa, a napięcia narastają. Feedback, który ma falowy charakter, nie pozwala niestety na właściwe wykorzystanie go w rozwoju organizacji, pracowników i lidera. Jest jedynie przypadkowym i niezaplanowanym zdarzeniem, odpowiedzią na problem, nie zaś stałym elementem pracy i realnym narzędziem wspomagającym zarządzanie. Falowy charakter feedbacku powoduje również, że liderzy otrzymują sygnały z opóźnieniem – bardzo często dopiero wówczas, gdy problem jest już trudniejszy do rozwiązania – lub po zakończeniu projektu – przy okazji formalnej oceny, kiedy nie można już wprowadzić żadnych zmian.

Dlaczego manager potrzebuje regularnego feedbacku?

W roli managera bardzo ważne jest świadome zarządzanie zespołem. Dlatego regularny feedback jest tutaj kluczowy.

Manager pozbawiony regularnego feedbacku zarządza w próżni własnych założeń. Nie wie, jak jego działania naprawdę wpływają na ludzi – co wzmacnia efektywność zespołu, a co prowadzi do napięć i spadku motywacji. Oznacza to, że podejmuje decyzje, często bardzo ważne, w oparciu o niepełny obraz, bazując jedynie na własnych założeniach i intuicji – mówi Magdalena Drzewiecka, Coach biznesowy i kryzysowy, Mentor, Partner Zarządzający w Together Consulting oraz w projekcie „Prawdziwa JA”. Ma to negatywny wpływ na całą firmę i skutkuje mniejszym zaangażowaniem, wolniejszym rozwojem managerów i kulturą, w której ludzie domyślają się, co powinni zmienić, zamiast wprost o to zapytać – dodaje ekspertka.

W organizacjach, w których feedback pojawia się jedynie okazjonalnie, trudno o stabilny rozwój oraz budowanie otwartej i opartej na zaufaniu komunikacji.

Element odpowiedzialnego przywództwa

Informacja zwrotna może stać się narzędziem, które realnie wspiera liderów i ich zespoły w codziennej pracy.

O tym, że feedback jest istotny wiedzą już dziś niemal wszyscy. Problemem nie jest więc brak świadomości, ale fakt, że ograniczamy informację zwrotną do wskazówek, jakie przełożony daje pracownikowi. Tak działało to również w naszej firmie – podkreśla Martyna Miziak, HR Manager z Qpharmy, Ambasador Polish Eco-Leadership Community. – Świadomie rozpoczęliśmy proces zbierania regularnego feedbacku od zespołów i współpracowników dla managerów i traktujemy go jako stały element pracy. Bardzo liczymy na realną zmianę. Chcemy, aby liderzy szybciej reagowali na potrzeby pracowników, podejmowali trafniejsze decyzje i lepiej rozumieli, jaki wpływ mają na swoje zespoły. Pracujemy też nad samą komunikacją – aby stała się bardziej otwarta, konkretna i oparta na zaufaniu. Dziś regularna informacja zwrotna nie jest dla nas dodatkiem do zarządzania, ale jednym z jego fundamentów.

Między deklaracją a praktyką

Kulturę feedbacku deklaruje dziś co druga organizacja. Sformułowanie to możemy znaleźć w ogłoszeniach o pracę czy na stronach internetowych. Jednak, dopóki informacja zwrotna nie będzie regularnie stosowanym narzędziem działającym w obie strony, zapisy te pozostaną jedynie pustymi frazesami, a firmy nadal będą działały w atmosferze niedopowiedzeń i domysłów.

Feedback powinien być czymś regularnym, krótkim, konkretnym i osadzonym w codzienności. Brak regularności w tej kwestii to nie jest jedynie drobna luka rozwojowa, ale realny problem biznesowy. Jak bowiem osoba zarządzająca, która otrzymuje informację zwrotną tylko od przypadku do przypadku, może sama budować dojrzałą i zdrową komunikację w zespole? – tłumaczy Magdalena Drzewiecka. – Dobra informacja jest taka, że wprowadzenie regularnego feedbacku na linii zespół-manager nie wymaga wielkiej rewolucji w pracy firmy. Wystarczy konsekwencja i zmiana codziennych nawyków – podsumowuje ekspertka.

[1] Rok przywództwa 2026. Skuteczne zarządzanie w czasach sprzeczności, 2026, s. 37.

[2] Tamże.

AI w usługach: dużo wdrożeń, ale także najwięcej przerwanych projektów

Zdecydowana większość polskich firm usługowych (71%) już zakończyła pierwsze implementacje rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję albo jest w trakcie tego procesu. Jednocześnie największy odsetek ze wszystkich badanych sektorów gospodarki, bo aż 18%, zaczął pracę nad wprowadzeniem AI, po czym je przerwał. Jak pokazało badanie EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – prawie co dziesiąta organizacja usługowa (9%) nie miała również żadnej strategii rozwoju sztucznej inteligencji, a tylko 44% monitorowało osiągane efekty.

Sektor usług jest najbardziej różnorodną branżą analizowaną przez EY. Obejmuje ofertę opierającą się na umiejętnościach, wiedzy, procesach oraz relacjach z klientem, co sprawia, że nie ma jednolitego modelu adopcji AI, za to jest mozaika bardzo różnych podejść i poziomów zaawansowania.

Aż 37% firm już wdrożyło pierwsze rozwiązania AI, a 34% jest w trakcie. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie w tej branży występuje najwyższy procent (18%) przerwanych działań. W przypadku handlu i przemysłu 9% badanych przedsiębiorstw zatrzymało wdrażanie, a wśród firm energetycznych oraz finansowych ten odsetek wynosi 6%.

– Największym wyzwaniem okazuje się ostatnia mila wdrożenia. O ile zbudowanie prototypu jest relatywnie proste, o tyle wdrożenie AI do codziennej pracy zespołów to 90% wysiłku. Do tego dochodzą niedoszacowane koszty utrzymania i skalowania, które szybko weryfikują początkowy entuzjazm organizacji – mówi Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, AI Technology Leader.

Strategia i wdrożenie

Dziewięć procent firm z tego sektora w ogóle nie miało strategii rozwoju AI. Żadna inna badana przez EY branża nie miała tak wysokiego odsetka. Większość (61%) respondentów odpowiedziała, że ma konkretną strategię, a 30% ją tworzyło. Pokazuje to, jak bardzo różne są punkty startowe i tempo rozwoju poszczególnych organizacji.

Spośród firm mających strategię tylko 8% twierdziło, że ich dane ustrukturyzowane i nieustrukturyzowane są dobrze przygotowane, kolejne 30% ma dobrej jakości dane ustrukturyzowane, zaś prawie ¼ przyznała, że jakość danych znacząco utrudnia ich wykorzystanie przez AI i prawie tyle samo (26%) w ogóle nie wie, jakie ma dane.

– Jeśli AI ma przynosić wartość na większą skalę, organizacje muszą wzmocnić fundamenty tej technologii – przede wszystkim działać według spójnej strategii, a także zadbać o jakość, dostępność oraz sposób zarządzania danymi, które stanowią kluczowe paliwo dla rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji – dodaje Bartosz Pacuszka.

Firmy branży usługowej najsłabiej również monitorowały efekty wprowadzenia AI. Systemowo robiło to zaledwie 44%, o 10 punktów procentowych mniej niż np. handel detaliczny. Zaś 43% sprawdzało efekty AI tylko punktowo. Prawie ¼ (23%) twierdziła, że korzyści były mniejsze niż oczekiwano, a w przypadku 38% spełniły oczekiwania. Aż 16% uważało, że korzyści były znacząco słabsze. Największy efekt wdrożenie AI przyniosło w postaci zmniejszenia kosztów działania (51%), poprawy jakości usług (48%) i zwiększenia skali działalności (47%).

Usługi liderem w szkoleniach pracowników

Usługi okazały się liderem w szkoleniach – 57% zainwestowało w podnoszenie kwalifikacji wszystkich pracowników. Na drugim miejscu w tej kategorii znalazły się finanse (56%). Dodatkowo aż 61% organizacji chce w ciągu następnych 18 miesięcy dalej inwestować w ten obszar.

– Tradycyjne narzędzia szkoleniowe rzadko odzwierciedlają złożoność interakcji z klientami. Metody te nie przygotowują pracowników do radzenia sobie z różnorodnymi typami osobowości, problemami technicznymi czy emocjami. Nowoczesne szkolenia muszą z jednej strony nauczyć korzystania z AI, ale z drugiej pokazać, jak należy weryfikować jej wyniki. W usługach konieczna jest także wiedza dotycząca prywatności, ochrony danych oraz stereotypów, które są częstym problemem AI – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka EY, Liderka zespołu People Consulting.

W przypadku branży usługowej AI ma również przełożenie na strategie rekrutacyjne. Niemalże 1/3 firm (31%) deklarowała, że ograniczy poziom zatrudnienia na stanowiska związane z powtarzalnymi czynnościami, a 32% na niewymagające doświadczenia. Tylko 3% nie zamierzała zmieniać swoich planów. To oznacza, że wdrażana AI przejmuje przynajmniej część powtarzalnych zadań, a także obsługę klienta.

O badaniu

Badanie Jak polskie firmy wdrażają AI zrealizował na zlecenie EY przez CubeResearch. Respondentami było 499 polskich firm: 45% z sektora produkcji, 33% z sektora usług, 22% z handlu. 56% przedsiębiorstw to firmy średniej wielkości, 44% duże. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.