J. Piechociński: Wszystkie programy unijne wspierające innowacyjność są zatwierdzone. Pierwsze środki ruszą w II połowie roku

Na początku II półrocza rozpocznie się nabór wniosków do głównych programów operacyjnych UE w zakresie innowacyjności i działalności naukowo-badawczej. Polska ma już zatwierdzone wszystkie programy sektorowe i wojewódzkie z nowej perspektywy unijnej 2014-2020. Wicepremier Janusz Piechociński zapewnia, że istotnym celem jest zmiana proporcji generowania projektów, tak aby nawet 2/3 z nich wynikało z realnych potrzeb przedsiębiorstw.

– W całej perspektywie na innowacyjność przeznaczymy 25 mld zł. Już w pierwszych tygodniach drugiego półrocza rozpoczniemy aplikacje i będziemy docierać z środkami do pierwszych beneficjentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki. – Tym razem Polska sprawnie poradziła sobie z kwestiami związanymi z programami sektorowymi, z ich zatwierdzaniem. Wszystkie są zatwierdzone, podobnie jak programy wojewódzkie.

Głównym programem operacyjnym nowej perspektywy unijnej 2014-2020 w zakresie budowy innowacyjności przez środowisko naukowo-badawcze będzie program Wiedza Edukacja Rozwój (z pulą środków 4,69 mld euro). Z kolei NCBiR prowadzi m.in. programy sektorowe INNOLOT i INNOMED, które odpowiadają za opracowanie innowacyjnych rozwiązań dla przemysłu lotniczego i medycyny.

Minister gospodarki zwraca uwagę na to, że Polska jest już gotowa na uruchomienie pierwszych nowych naborów, choć w tym roku jeszcze będą kończone wnioski z pierwszej perspektywy UE, głównie w sektorze nauki, czyli szkolnictwa wyższego, instytutów badawczych. Piechociński zaznacza, że to gospodarka ma zamawiać stosowne projekty, a instytuty i ośrodki naukowo-techniczne – projektować konkretne rozwiązania i je realizować.

– Jednocześnie w tej samej perspektywie unijnej do 2020 roku chcemy odwrócić proporcje, tak by z obecnej 1/3 środków prywatnych w wydatkach na B+R zrobić 2/3, a więc zastosować mechanizm mnożnikowy. Dzięki temu sektor przedsiębiorstw będzie generował więcej projektów i środków – podkreśla wicepremier.

Janusz Piechociński uzupełnia, że kluczowa przy ocenie projektów, m.in. w NCBiR, jest ich szybka realizacja i adaptacja do polityki gospodarczej, tak aby środki te przyczyniły się do podniesienia konkurencyjności polskiej gospodarki, która dzięki temu lepiej mogłaby stawiać czoła rosnącym wyzwaniom na światowym rynku.

– Innowacyjność to zmiana postaw, a nie tylko technika, technologia i organizacja produkcji. To także człowiek, kapitał ludzki i społeczny. Dlatego próbujemy dokonać swoistej socjalizacji tego obszernego procesu innowacyjności, także na poziomie zespołów ludzkich, grup badawczych, relacji pomiędzy instytutami i gospodarką czy już bezpośrednio w samym przedsiębiorstwie – zaznacza wicepremier.

Jak przekonuje, przy zmianach w gospodarce należy patrzeć na perspektywy rynków, z którymi Polska współpracuje, sprzedając produkt czy wytworzoną usługę.

– Polityka gospodarcza dzisiaj to nie jest zarządzanie procesami innowacyjności, to także oddziaływanie poprzez kapitał, którym dysponujemy, w  tym duże środki unijne, poprzez przedsiębiorców, poprzez ponad 100 tys. pracowników naukowych, z czego 60 tys. ma minimum stopień doktora, i poprzez coraz więcej centrów badawczo-rozwojowych – podsumowuje Janusz Piechociński.

Jego zdaniem m.in. dlatego w programie rozwoju przedsiębiorstw Polska kładzie nacisk na wyłonienie i rozwój klastrów wzorcowych, które pomogą znaleźć obszary szczególnej polskiej specjalizacji.

Eksport wieprzowiny poza UE spadł o połowę. Producenci mięsa są jednak optymistami

CEO Magazyn Polska

Ubiegły rok nie był szczęśliwy dla branży mięsnej. Rosyjskie embargo na polskie mięso i wykryte przypadki afrykańskiego pomoru świń zablokowały eksport na rynki wschodnie i do krajów azjatyckich. Eksport wieprzowiny poza kraje Unii Europejskiej spadł o 46 proc. Dobrze rozwija się natomiast eksport do krajów unijnych. Eksperci prognozują, że uda się utrzymać rynki i zwiększyć eksport.

– Wiele działań eksportowych jest blokowanych przez embargo i problemy związane z afrykańskim pomorem u dzików. Utraciliśmy na jakiś czas rynki bardzo rozwinięte, takie jak Chiny, Korea czy Japonia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego.

Chiny i Rosja to najwięksi odbiorcy polskiego mięsa. W 2013 roku sprzedano tam ponad 150 tys. ton wieprzowiny. Rynki azjatyckie były dotychczas największym konsumentem mniej wartościowych produktów mięsnych. To właśnie tam sprzedawano mięso, które w Polsce i Europie cieszyło się mniejszym zainteresowaniem.

Rynki krajów trzecich zostały zastąpione rynkami unijnymi i eksport w ramach Unii Europejskiej bardzo dobrze się rozwijał. Mam nadzieję, że w tym roku uda nam się te rynki utrzymać, a jednocześnie zwiększyć wolumen eksportowy – ocenia Różański.

Jak wynika z danych FAMMU/FAPA eksport polskiej wieprzowiny na rynki poza Unią Europejską spadł aż o 46 proc. W całym 2014 roku wyeksportowano 620 tys. ton tego mięsa, przy 709 tys. ton w 2013 roku. Agencja Rynku Rolnego podaje, że wzrósł natomiast eksport drobiu (867 tys. ton, wzrost o 20 proc.) i wołowiny (361 tys. ton, czyli 2 proc. więcej niż w 2013 roku).

Ekspert zaznacza, że działania promocyjne, które są możliwe dzięki środkom z Unii, pozwolą na zdobycie kolejnych rynków, część zakładów mięsnych ma jednak duże problemy z dotarciem do nowych odbiorców.

Bardzo wielu polskich przedsiębiorców ma kłopoty z lokowaniem swoich produktów na rynku krajowym, unijnym czy na rynkach krajów trzecich. Wycofują się z działań promocyjnych, bo po prostu ich na to nie stać – tłumaczy Różański.

Raport Ryzyka Branżowego Bisnode Polska wskazuje, że w wyniku embarga i afrykańskiego pomoru świń spadły wyniki wielu firm. W styczniu tego roku w dobrej i bardzo dobrej sytuacji finansowej znajdowało się 45,1 proc. zakładów mięsnych. Rok wcześniej odsetek ten był znacznie wyższy – 80,4 proc. Wzrosła także liczba firm, które znajdują się w bardzo złej sytuacji (z 6,8 na 11,6 proc.).

Każdy jednak walczy. Chwała polskim producentom, że nie poddają się w tych trudnych sytuacjach, tylko chcą stwarzać miejsca pracy i chronić zakłady przed likwidacją – podkreśla prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego.

ZAiKS: akcja „Nie płacę za pałace” ma spowolnić wydanie nowego rozporządzenia w sprawie opłaty reprograficznej

Konflikt między Stowarzyszeniem Autorów ZAiKS a producentami sprzętu elektronicznego się nasila. Dwa miesiące temu importerzy i producenci z branży RTV zainicjowali akcję „Nie płacę za pałace”, sugerując, że objęcie opłatą reprograficzną smartfonów i tabletów służy prywatnym interesom ZAiKS. Z kolei zdaniem Stowarzyszenia Autorów akcja ma spowolnić wydanie zaktualizowanego rozporządzenia z wykazem sprzętów objętych opłatą przez ministra kultury.

– O ideę akcji „Nie płacę za pałace” pewnie trzeba zapytać jej inicjatorów, bo jest to ewidentnie wprowadzenie w błąd odbiorców, konsumentów kultury, a także tych, którzy zobowiązani są do opłaty reprograficznej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Lewandowski, dyrektor generalny Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

Akcja „Nie płacę za pałace” została zainicjowana w styczniu przez Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektronicznego Branży RTV i IT. Kluczowym aspektem akcji jest petycja skierowania do premier Ewy Kopacz, minister kultury Małgorzaty Omilanowskiej oraz posłów, w której zwolennicy akcji mogą wyrazić swój sprzeciw przeciwko działaniom ZAiKS. Na Facebooku akcja zgromadziła już prawie 11 tys. fanów.

– Producenci i importerzy, którzy zgodnie z prawem zobowiązani są do wnoszenia opłat z tytułu urządzeń, które pozwalają na utrwalanie, i zwielokrotnianie twórczości nie chcą tych opłat wnosić od smartfonów i tabletów ­– podkreśla Lewandowski. –  Posługują się oni metodami brudnych rąk. Sięgają do argumentów, które nie mają nic wspólnego z samym problemem, żeby zdyskredytować wierzyciela. Bo obowiązek zapłaty z tytułu czystych nośników jest obowiązkiem ustawowym i obciąża zarówno producentów, jaki i importerów.

Opłata reprograficzna uiszczają zarówno producenci, jak i dystrybutorzy urządzeń i nośników umożliwiających kopiowanie utworów. Jej wysokość stanowi od 1 do 3 proc. ceny urządzenia i teoretycznie zakłada ona rekompensatę twórcom za straty wynikające z powielania utworów. Opłata dotyczy np. magnetowidów czy odtwarzaczy CD. ZAiKS proponuje, by do listy urządzeń dołączyć smartfony i tablety, co w konsekwencji odczują konsumenci ze względu na prawdopodobnie wyższą finalną cenę urządzenia.

Jak dodaje dyrektor generalny Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, opłata reprograficzna istnieje w Polsce od 1994 roku. Natomiast specyfika tej opłaty polega na nakładaniu jej na nowe urządzenia, które zyskują na popularności. W 2008 roku znowelizowano rozporządzenie z wykazem urządzeń objętych opłatą, lecz obecnie najpopularniejsze smartfony i tablety nie znalazły się tam.

Ministerstwo zapytało, a my przekazaliśmy propozycję na temat tego, które urządzania powinny zostać objęte opłatą i w jakim stopniu – mówi Krzysztof Lewandowski. – Minister zgodnie z prawem o przygotowanie takiej opinii prosi również organizacje, które reprezentują producentów, albo samych producentów, także organizacje twórcze, a zebrawszy te opinie wydaje rozporządzenie.

Dyrektor ZAiKS zaznacza, że akcja „Nie płacę za pałace” podjęta przez ZIPSEE ma wpłynąć na minister kultury.

Jest to działanie, które ma spowolnić złożenie przez nią podpisu i zbadanie sprawy. Tak naprawdę jest to działanie, które ma doprowadzić do  zaniechania ustalenia tego, które nośniki i urządzenia oraz w jakiej wysokości powinny być objęte opłatą ­– podsumowuje Krzysztof Lewandowski.

Z drugiej strony ZIPSEE argumentuje, że ZAiKS już w ramach opłaty reprograficznej pobiera 26 mln zł, a próba rozciągnięcia jej na kolejne urządzenia służy dodatkowym zyskom, a nie faktycznemu zahamowaniu powielania utworów muzycznych i dodatkowemu wynagradzaniu twórców.

Capgemini chce zatrudnić 700 nowych pracowników. Szuka głównie specjalistów komputerowych

CEO Magazyn Polska

O ponad 10 procent zamierza zwiększyć w tym roku zatrudnienie w Polsce konsultingowo-outsourcingowa firma Capgemini. Poszukiwani będą głównie programiści. Ci wspierający zadania działów IT u klientów, jak i specjalizujący się w tworzeniu aplikacji.

Capgemini wykonuje zlecenia związane głównie z obsługą globalnych klientów korporacyjnych. Zajmuje się sektorem finansowym, motoryzacyjnym, produkcyjnym, a nawet produkcją filmową. W Polsce zatrudnia już ponad 6 tys. ludzi.

– Obserwujemy cały czas zainteresowanie naszymi usługami, dlatego już teraz mamy zaplanowane przyjęcie ponad 700 nowych osób w tym roku mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Mazurek dyrektor zarządzający, członek zarządu Capgemini Polska. Z jednej strony są to usługi związane z pisaniem aplikacji. Mamy już we Wrocławiu zespół, który się tym zajmuje, ale zatrudnimy jeszcze ponad 300 osób. Ważne są także pozostałe zespoły, chociażby te zajmujące się usługami outsourcingowymi czy rozwiązaniami aplikacyjnymi, tu zatrudnienie zwiększymy o 400 osób.

Firma rekrutuje nowych pracowników we wszystkich pięciu miastach, w których prowadzi działalność: Warszawie, Krakowie, Katowicach, Opolu oraz Wrocławiu. Jak jednak deklaruje, w razie potrzeby może też otworzyć kolejne centrum kompetencyjne w nowym miejscu.

Śledzimy to, co się dzieje na rynku, i obserwujemy chociażby dynamikę rozwoju sektora usług outsourcingowych informuje Dariusz Mazurek. Tu mamy największą dynamikę. Ten biznes rozwija się w tempie 20 proc. rok do roku. Stąd też nasze plany zatrudnienia około 400 osób związane właśnie z samym outsourcingiem. Zatrudnimy także osoby ze zdolnościami programistycznymi, czyli te, które rozwijają aplikacje, piszą oprogramowanie.

Capgemini poszukuje osób, które z jednej strony mają kompetencje techniczne, czyli właśnie wykształcenie i doświadczenie programistyczne, z drugiej strony umiejętności językowe.

– Będąc firmą globalną, pracujemy dla klientów na całym świecie podkreśla dyrektor zarządzający, członek zarządu Capgemini Polska. – Dotychczas nasz zespół, który zajmuje się rozwojem aplikacji we Wrocławiu, głównie zatrudniał osoby ze znajomością języka niemieckiego, w tej chwili to nam się bardzo mocno rozwija, również wchodzimy na inne rynki, gdzie podstawowym językiem jest angielski.

W Polsce Capgemini specjalizują się też w pracy dla sektora usług komunalnych, energetycznego i gazowego. Dostrzega też dużo ciekawych projektów związanych z transformacją cyfrową sektora publicznego i w tym kierunku planuje rozwój.

– W ramach naszej całej działalności w Polsce poszukujemy zarówno absolwentów, jak i studentów, którym oferujemy bardzo interesujące praktyki. Poszukujemy także doświadczonych programistów, analityków, konsultantów, którzy są zaznajomieni ze specyfiką branż, w których my jesteśmy lub chcemy się rozwijać, a to jest głównie sektor usług publicznych, finanse oraz administracja publiczna.

Spadają zyski hurtowni spożywczych. Pomóc może zwiększenie sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Mimo znaczącego spadku zysków w hurtowniach spożywczych większość z nich (ponad 85 proc.) jest w dobrej lub bardzo dobrej kondycji. Kluczem do utrzymania pozycji rynkowej jest zwiększanie asortymentu i wartości obrotów, bo w warunkach deflacji hurtownie nie mogą liczyć na podniesienie marży.

Hurtownie spożywcze, podobnie jak sieci handlowe, są w bardzo dobrej kondycji finansowej, ale dynamika ich wzrostu mocno spadła w porównaniu z 2011 i 2012 r. – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Kremser, dyrektor ds. rozwoju zajmującej się zarządzaniem ryzykiem biznesowym firmy Bisnode Polska. – W ostatnich dwunastu miesiącach nastąpiło nagłe spowolnienie wzrostu hurtowni. Za chwilę może się to przełożyć na spadek ich rentowności.

Jak wynika z analizy Bisnode Polska na temat sektora handlu artykułami spożywczymi, z ponad 120 objętych badaniem hurtowni 64 proc. jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej, 21,4 proc. – dobrej, a zaledwie 14 proc. – w słabej i bardzo złej.

Deklaracjom teoretycznie przeczą statystyki. Wprawdzie najlepsze podmioty pomnażają swoje przychody, inwestując w dobrze rozwinięte sieci franczyzowe, ale z raportu wynika, że w 2013 roku wszystkie objęte analizą hurtownie wykazały łączny przychód w wysokości 33,1 mld zł, taki sam jak w 2012 roku. Rok wcześniej natomiast raportowały o 10 proc. większe przychody w stosunku do poprzednich dwunastu miesięcy. Znacząco spadły jednak zyski – w 2013 roku wykazały ponad 185 mln zł zysku, czyli ponad 66 proc. mniej niż w 2012 roku.

Przy spadku zysków rentowność z pewnością będzie malała – zauważa Robert Kremser. – Jedynym sposobem na to, żeby rosły przychody, jest zwiększenie wolumenu. Nie jest to jednak proste. Chłonność rynku i sieci handlowych też jest ograniczona, nie zwiększą nagle zakupów. Nie jest to więc proces szybki do przeprowadzenia, na pewno będzie rozłożony w czasie.

W tym roku, jak prognozuje dyrektor w Bisnode Polska, hurtownie spożywcze będą się zmagały z konsekwencjami deflacji, czyli spadku cen. Dlatego samo zwiększanie sprzedaży nie będzie oznaczało poprawy wyników.

Wymaga to także pewnego odbicia ceny. Wojna cenowa powinna się kończyć, może zmniejszy się deflacja, która mocno uderza zarówno w sieci handlowe, jak i hurtownie – uważa Robert Kremser. – Będzie to na pewno jeszcze trwało przez dwa pierwsze kwartały roku. Może druga połowa 2015 roku przyniesie odmianę.

Konsumenci coraz częściej sprawdzają wiarygodność firm, m.in. deweloperów i biur podróży

0

Do tej pory w biurach informacji gospodarczej konsumenci najczęściej sprawdzali własną wiarygodność płatniczą. Rzadziej sięgali po informacje o kondycji finansowej firm, z którymi planowali nawiązać współpracę. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat świadomość konsumentów w zakresie sprawdzania wypłacalności firm, jak i własnej wiarygodności finansowej w biurach informacji gospodarczej wzrosła.

Takie informacje na temat wiarygodności przedsiębiorcy udostępniają biura informacji gospodarczej. Wprawdzie taka weryfikacja nie jest jeszcze powszechna, ale sięga po nią coraz więcej osób.

– Pierwszorzędne znaczenie dla konsumenta planującego współpracę z daną firmą powinno mieć to, czy jest ona wypłacalna, jak wygląda jej zdolność kredytowa oraz czy z takim przedsiębiorstwem można w ogóle prowadzić bezpiecznie interesy – mówi agencji informacyjnej Newseria Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej SA.

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników ERIF BIG, konsumenci coraz częściej dbają o bezpieczeństwo zawieranych transakcji. Ruch w serwisie infokonsument.pl, który m.in. pozwala sprawdzić wiarygodność partnerów handlowych, wzrósł w ostatnim roku o blisko 40 proc. w stosunku do 2013 roku.

– Dla przeciętnego Kowalskiego przedmiotem sprawdzenia może być na przykład deweloper, firma turystyczna, biuro podróży czy sklep internetowy. W serwisie infoKonsument.pl drogą internetową można zweryfikować, czy dana firma aktualnie nie zalega ze zobowiązaniami finansowymi wobec jakiegokolwiek innego przedsiębiorcy czy gracza rynkowego – wyjaśnia Edyta Szymczak.

Tego rodzaju informacje są także przydatne podczas poszukiwania pracy. W biurach informacji gospodarczej można sprawdzić, czy przyszły pracodawca nie zalega z płatnościami wobec kontrahentów bądź  pracowników.

– Spektrum możliwych zastosowań serwisu infoKonsument.pl jest bardzo szerokie – podkreśla Edyta Szymczak. – Rejestr udostępnia bowiem również informacje pozytywne na temat przedsiębiorcy, który solidnie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Dla firmy, która je posiada, to dodatkowy atut, przewaga konkurencyjna. Zatem może ona wpłynąć na ostateczny wybór jej usług lub produktów przez konsumentów.

Prezes Rejestru Dłużników ERIF BIG prognozuje, że usługa ta będzie cieszyć się coraz większym zainteresowaniem wśród konsumentów. Podobnie było ze sprawdzaniem informacji na temat własnej wiarygodności finansowej.

– Polacy wiedzą, że jest to niezbędna procedura podczas ubiegania się na przykład o kredyt lub pożyczkę w instytucji finansowej. Warto wtedy znać informacje, jakimi na nasz temat dysponują uczestnicy rynku finansowego. Statystyka prowadzonego dla konsumentów w Polsce serwisu infoKonsument.pl wskazuje, że praktycznie każdy zarejestrowany użytkownik przynajmniej raz pobrał raport na swój własny temat – mówi Edyta Szymczak.

– Nieco gorzej jest jeszcze z nawykiem sprawdzania przez konsumentów wiarygodności płatniczej przedsiębiorców, dlatego Rejestr Dłużników ERIF popularyzuje bezpieczne zachowania konsumentów poprzez promocję tej usługi – dodaje Edyta Szymczak.

Rejestr Dłużników ERIF BIG chce zachęcać Polaków do weryfikacji danych na temat firm i podmiotów gospodarczych. Z okazji Światowego Dnia Konsumenta, przypadającego 15 marca, obniża ceny tej usługi. Do 26 kwietnia pierwsze sprawdzenie wiarygodności firmy w serwisie infoKonsument.pl będzie kosztowało 5 zł brutto, a każde następne – 1 zł. Poza promocją usługa kosztuje 35 zł.

Motorem wzrostu chińskiej gospodarki ma być popyt wewnętrzny. To szansa dla firm oferujących dobra konsumpcyjne i farmaceutyki

CEO Magazyn Polska

Rosną szanse polskich przedsiębiorców na eksport towarów do Chin. Motorem wzrostu tego kraju w większym niż dotychczas stopniu ma być popyt wewnętrzny. Mogą na tym zarobić firmy produkujące dobra konsumpcyjne i farmaceutyki oraz te, które nimi handlują.

Rząd chiński próbuje zmienić profil gospodarki chińskiej z nastawionej na inwestycje wewnętrzne i eksport  na popytu wewnętrzny i usługi – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor regionalny firmy Atradius Credit Insurance, zajmującej się m.in. ubezpieczaniem kredytów kupieckich. – To będzie proces wieloletni, ale wszystko wskazuje na to, że popyt wewnętrzny, również na produkty importowane, powinien być coraz większy. Daje to potencjalne możliwości przedsiębiorcom, którzy będą eksportować wyroby przetworzone.

Dotychczas większość krajowej sprzedaży zagranicznej do tego kraju stanowiły surowce i dobra w niewielkim stopniu przetworzone. Tymczasem Chiny są głównym producentem, eksporterem i konsumentem węgla, w wyniku czego pojawia się potrzeba zakupu choćby maszyn górniczych.

Trzeba jednak pamiętać, że ostatni rok był dosyć trudny dla tamtejszej gospodarki – zauważa Taraszkiewicz. – Mimo że wzrost produktu krajowego brutto wciąż jest na poziomie 7 proc., wiele gałęzi gospodarki jest już przeinwestowana. Zjawisko to dotyczy branży stalowej i górniczej, których moce przekraczają potrzeby. Natomiast takie sektory jak farmacja czy branża elektroniczna wciąż rosną, i to w tempie dwucyfrowym.

Jak wynika z analizy firmy Atradius, bardzo dobrze jest kondycja firm z sektora rolnego i usług finansowych. Korzystne są także perspektywy współpracy z podmiotami rynku dóbr szybko zbywalnych (FMCG) oraz usług. Także sektor farmaceutyczny, jeden z największych na świecie, w najbliższych latach powinien nadal dynamicznie rosnąć.

Dość ryzykowne są natomiast branże stalowa i wydobywcza, bo tam jest nadprodukcja, zapasy zbyt wysokie, ceny surowców spadają, a firmy walczą z płynnością, tym bardziej że banki niechętnie zapewniają finansowanie – precyzuje Taraszkiewicz. – Natomiast w sektorach takich jak szeroko pojęte dobra konsumenckie, czyli od elektroniki, IT, poprzez meble, aż po farmaceutyki sytuacja jest dużo lepsza.

W każdym przypadku jednak, jak przestrzega Arkadiusz Taraszkiewicz, trzeba uważać, bo dane finansowe firm prywatnych w Chinach nie są przejrzyste i mogą błędnie odzwierciedlać rzeczywistą sytuację finansową przedsiębiorstwa.

Nawet banki zaczynają działać trochę nerwowo na tym rynku i bez ostrzeżenia wycofują linie kredytowe, szczególnie w branży stalowej – wskazuje Taraszkiewicz. – Oczywiście perspektywy w tym sektorze są, ale tak jak na wszystkich rynkach wschodzących, trzeba dwa razy się zastanowić zanim nawiąże się współpracę.

Powody kiepskiej sytuacji finansowej ewentualnego partnera mogą być rozmaite.

Jeżeli popatrzymy pod kątem form własności, to firmy prywatne mogą nie płacić z powodów kulturowych oraz dlatego że ich sytuacja finansowa tak naprawdę jest o wiele gorsza, niż wynikałoby z oficjalnych danych – przypuszcza Taraszkiewicz. – Podmioty państwowe natomiast płacą bardzo kiepsko, ale jednak regulują swoje należności, choć ich dane finansowe przeważnie nie są najlepsze.

Na rynku chińskim działa kilka wiarygodnych wywiadowni gospodarczych, takich jak Sinotrust czy Creditice. Informacje o kondycji ewentualnego partnera można także uzyskać, prosząc o tzw. dane zarządcze, czyli wewnętrzne. Zdaniem Taraszkiewicza pokażą one mniej więcej prawdziwy obraz firmy, choć dane te trudno dostać.

Chiny są największym partnerem handlowym Polski w Azji. Według szacunków Ministerstwa Gospodarki eksport krajowych przedsiębiorstw do tego kraju w 2013 roku osiągnął wartość 1,595 mld euro (wzrost o 17  proc.), a import – 14,573 mld euro (wzrost o 6 proc.). Ujemne saldo wyniosło 12,978 mld euro i było wyższe o 649 mln euro w stosunku do roku poprzedniego. W okresie od stycznia do grudnia 2014 roku import z Chin wzrósł o ponad 19 proc. i wyniósł 17,4 mld euro. Chiny tym samym zrównały się z Rosją pod względem importu towarów do Polski i zajmują drugie po Niemczech miejsce.

Fundusz Mieszkań na Wynajem wystartował na małą skalę. Może jednak zmienić zasady obowiązujące na rynku najmu

CEO Magazyn Polska

Pierwsze mieszkania w ramach Funduszu Mieszkań na Wynajem już zostały zarezerwowane. W ofercie znalazło się 49 mieszkań w Poznaniu. Analitycy oceniają, że fundusz będzie miał znaczny wpływ na rozwój rynku najmu, choć niekoniecznie liczbowy. Inicjatywa wspierana przez państwo może ucywilizować rynek, a tym samym zachęcić Polaków do najmu w ogóle, a zagraniczne fundusze – do wejścia na polski rynek.

Fundusz Mieszkań na Wynajem może mieć ogromny wpływ na kształtowanie się rynku najmu, ale ten wpływ nie musi mieć charakteru czysto liczbowego. Przede wszystkim pojawienie się stałego funduszu, do tego kojarzonego bezpośrednio jako fundusz państwowy, może wpłynąć na pewne ucywilizowanie rynku najmu, jego sformalizowanie i wprowadzenie pewnych standardów – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Kuniewicz, dyrektor działu badań i analiz rynku REAS.

Utworzony i finansowany przez Bank Gospodarstwa Krajowego, działający komercyjnie w oparciu o ustawę o funduszach inwestycyjnych, Fundusz Mieszkań na Wynajem do tej pory udostępnił tylko jeden projekt mieszkaniowy. Na początku stycznia zaprezentowana została oferta 49 mieszkań na wynajem przy ul. Saperskiej w Poznaniu. W pierwszych trzech dniach od prezentacji chęć wynajmu zgłosiło kilkaset osób. Od 1 marca chętni mają możliwość rezerwacji i podpisywania umów na wybrane mieszkania.

Kuniewicz podkreśla, że taki wizerunkowy wpływ funduszu jest bardzo istotny. Jego działalność może uwiarygodnić rynek nie tylko w oczach potencjalnych wynajmujących, lecz także zagranicznych funduszy inwestycyjnych.

Istnienie takiego funduszu w Polsce byłoby dowodem na to, że taka działalność może się w Polsce udać, a tym samym może spowodować większe zainteresowanie funduszy zagranicznych polskim rynkiem najmu. Duże fundusze, na przykład niemieckie, od dłuższego czasu interesowały się rynkiem najmu w Polsce, wyrażały jednak obawę o to, że nie ma przykładu instytucjonalnego działania takiego funduszu, i to działania z sukcesem – wyjaśnia Kuniewicz.

Fundusz nie wpłynie jednak istotnie na czynsze na rynku. Ekspertka podkreśla, że stawki zaproponowane w pierwszej ofercie są zbliżone do cen rynkowych.

Fundusz nie kupuje kilkuset projektów, tylko pojedyncze projekty. Z tych planów wynika, że najczęściej będą to projekty, w których będzie około 100-150 mieszkań. To nie wpłynie istotnie na liczbę mieszkań, na wielkość rynku najmu, natomiast może wpłynąć na sposób, w jaki działa ten rynek – wyjaśnia dyrektor działu badań i analiz rynku REAS.

Oferta funduszu może być również interesująca dla deweloperów, bo ceny są negocjowane indywidualnie. Choć zdaniem Kuniewicz nie są to proste negocjacje i z pewnością oferta funduszu nie zastąpi budowy mieszkań w celu odsprzedaży indywidualnej. Wprawdzie sprzedaż całej inwestycji funduszowi zdejmuje z deweloperów koszty promocji, marketingu i sprzedaży, jednak w wielu przypadkach może się okazać, że i tak sprzedawanie lokali osobno będzie bardziej rentowne.

Proszę zwrócić uwagę na to, że mamy do czynienia z dwoma podmiotami prywatnymi. Fundusz jest firmą korzystającą z pieniędzy publicznych, natomiast to nie jest jednostka sektora finansów publicznych. Mamy po obu stronach podmioty prywatne i tu się odbywa wszystko na zasadach rynkowych – tłumaczy Kuniewicz. – W konkretnych przypadkach może się to okazać atrakcyjne. Czy z założenia możemy powiedzieć, że to będą same atrakcyjne propozycje? Absolutnie nie.

Spółka BGK Nieruchomości, zarządzająca portfelem aktywów Funduszu Mieszkań na Wynajem, analizuje kolejne projekty w siedmiu lokalizacjach: aglomeracji warszawskiej, trójmiejskiej, krakowskiej, łódzkiej, wrocławskiej, poznańskiej i śląskiej. W sumie w ramach funduszu zostanie udostępnione ponad 3 tys. mieszkań w latach 2015-2017.

Polacy niechętnie dają dzieciom kieszonkowe. Nie wyrabiają w nich nawyku oszczędzania i gospodarowania pieniędzmi

CEO Magazyn Polska

Tylko co czwarty polski rodzic daje swojemu dziecku kieszonkowe. Zdaniem specjalistów taką praktykę powinni stosować wszyscy rodzice, bowiem regularne wręczanie nawet niewielkich kwot uczy dzieci oszczędzania i rozsądnego gospodarowania pieniędzmi. Z badań wynika, że zdecydowana większość rodziców stosujących praktykę kieszonkowego zauważyła, że ich dzieci bardziej racjonalnie podchodzą do pieniędzy i umieją kontrolować wydatki.

Edukację finansową powinno się zaczynać jak najwcześniej, aby dziecko jak najszybciej poznało wartość pieniądza. Dzięki temu maluch wyrobi sobie nawyk oszczędzania, przydatny zwłaszcza w dorosłym życiu. Najważniejszy jest to, by to rodzice dawali dobry przykład. Dorośli, którzy sami nie potrafią oszczędzać pieniędzy, nie przekonają do tego swoich pociech.

Naukę gospodarowania pieniędzmi warto zacząć od kieszonkowego. Kwota zależy od sytuacji finansowej rodziców, ale nie powinna być zbyt wysoka. Kilkulatkowi wystarczy kilka lub kilkanaście złotych miesięcznie. Z badań wynika jednak, że w Polsce przekazywanie dziecku kieszonkowego nie jest jednak zjawiskiem powszechnym.

– Co czwarty rodzic przekazuje regularnie kieszonkowe. Duża grupa osób przekazuje na określony cel. Jesteśmy zdania, że regularne kieszonkowe uczy młode osoby zarządzania finansami, oszczędzania oraz wydawania pieniędzy w sposób sensowny i racjonalny. Z badań wynika, że 80 proc. osób, które przekazują regularnie kieszonkowe, obserwuje, że dziecko dzięki temu bardziej racjonalnie podchodzi do pieniędzy. Lepiej zna wartość pieniądza, wie, jak kontrolować wydatki, zaczyna też oszczędzać – mówi Piotr Utrata, rzecznik prasowy Banku ING, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Dla 59 proc. rodziców głównym powodem przekazywania kieszonkowego jest nauka odpowiedzialności za pieniądze. Na początku rodzice nie powinni ingerować w to, jak dziecko gospodaruje pieniędzmi, musi ono na własnych błędach nauczyć się rozsądnie wydawać swoje zasoby finansowe. Nie należy też oczekiwać, że maluch od razu zrozumie na czym polega oszczędzanie. Im mniejsze dziecko, tym większa jest potrzeba posiadania wszystkiego od zaraz. Zdaniem psychologów dopiero ok. 6.-8. roku życia pojawia się u dziecka zdolność planowania i rozkładania realizacji potrzeb w czasie. Aby pociecha nauczyła się zasad gospodarowania pieniędzmi, kieszonkowe powinno być przekazywane regularnie, w stałych odstępach czasu.

– W przypadku młodszych dzieci powinno się przekazywać kieszonkowe tygodniowo, w przypadku starszych – miesięcznie. Jest to też uzależnione od sum, które przekazujemy w formie kieszonkowego. Wiadomo, że młodszym dzieciom możemy przekazywać niższe sumy, stąd tygodniowy okres. Dzieciakom starszym możemy dawać trochę większe kieszonkowe, wówczas można sobie to rozłożyć na okresy miesięczne. Kieszonkowe można przekazywać w gotówce, możemy je też przelać na konto i przekazać kartę – mówi Piotr Utrata.

Kieszonkowe dzieci zazwyczaj wydają na drobne potrzeby, np. czasopisma, słodycze w szkole, małe i niedrogie zabawki. Często jednak marzą o większym celu, na który potrzebują więcej pieniędzy. Z kieszonkowego nie uzbiera np. na deskorolkę, a długi czas gromadzenia pieniędzy może je zniechęcić do oszczędzania. Rodzice mogą w takim przypadku pomóc dziecku np. poprzez wyznaczenie kwoty, którą ma uzbierać z kieszonkowego, i dołożenie brakującej sumy. Mogą również wprowadzić premie finansowe za dobre wyniki w nauce lub wręczyć dziecku gotówkę w ramach prezentu z okazji urodzin lub imienin.

– Takie okazje też w pewien sposób dyscyplinują dziecko wewnętrznie i mogą spowodować, że nauczy się lepiej panować nad swoimi wydatkami i oczekiwaniami. Mając jakąś kwotę, którą pomnaża co miesiąc, albo, która skokowo mu wzrasta po urodzinach, może za nią kupić coś większego, o tym, o czym marzył wcześniej. Myślę, że odkładanie pieniędzy z różnych prezentów jak najbardziej wchodzi w grę, i uważam, że to jest dobry pomysł – mówi Piotr Utrata.

Obecnie rodzice nie muszą już wręczać dziecku gotówki w ramach kieszonkowego. Nowoczesna bankowość oferuje konta bankowe przeznaczone specjalnie dla dzieci. Na takie konta rodzice mogą szybko i łatwo przelewać pieniądze, a dziecko ma do nich stały dostęp, bowiem większość banków wydaje do kont karty debetowe.

Tłumaczenia tekstów ekonomicznych – 123tlumacz.pl

polecamy Tłumaczenie tekstów ekonomicznychRekomendujemy profesjonalne tłumaczenia tekstów ekonomicznych i finansowych Biura Tłumaczeń 123tlumacz.pl.

Dokumenty ekonomiczne i finansowe cechują się trudnym, fachowym słownictwem, dlatego we właściwej interpretacji dokumentów biznesowych niezbędne są umiejętności językowe, lecz przede wszystkim profesjonalna wiedza i doświadczenie.

Tłumaczenie tekstów ekonomicznychBiuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. oferuje usługi dla firm, instytucji przedsiębiorstw i innych podmiotów prawnych. Najczęściej tłumaczone teksty z dziedziny ekonomii to raporty firm i instytucji finansowych, analizy makroekonomiczne, statystyczne oraz artykuły naukowe.

Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. zajmuje się tłumaczeniem pisemnym: projektów i wniosków unijnych, umów handlowych, biznes planów, podań, informacji prasowych, komunikatów prasowych,  oraz  ich adaptacja do potrzeb odbiorcy. Wszystkie przekłady tekstów ekonomicznych wykonywane są przez doświadczonych tłumaczy, specjalistów z dziedziny ekonomii, następnie poddawane korekcie, na życzenie Klienta również konsultacji z radcą prawnym.

tłumaczenia tekstów ekonomicznych, biznesowychWszystkie teksty tłumaczone przez Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. mają charakter poufny (jeśli to konieczne, podpisujemy odpowiednią umowę o poufności).

Jeżeli są Państwo zainteresowani wyceną, ewentualnie uzyskaniem dodatkowych informacji zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej: https://123tlumacz.pl/finanse/.

Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. nie stosuje zawsze takich samych, niezmiennych stawek za tłumaczenie. Z uwagi na zróżnicowanie, stopień trudności oraz czas realizacji danego zlecenia, każde tłumaczenie wyceniamy w sposób indywidualny.

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Deflacja trwa w najlepsze

W Polsce wciąż mamy do czynienia z deflacją. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, luty był ósmym z rzędu miesiącem spadających cen. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w lutym o 1,6% w ujęciu rocznym – poinformował dziś GUS. To największy spadek w najnowszej historii. Deflacja cenowa nad Wisłą utrzymuje się już od lipca.

Głównym czynnikiem napędzającym deflację ponownie okazały się spadające ceny paliw. W kategorii transport statystycy odnotowali ceny o 11,6% niższe niż przed rokiem. Znaczące przeceny miały miejsce również w kategorii odzież i obuwie (o 5,3%) oraz żywność (o 2,6%).

– Wciąż utrzymująca się deflacja, to dobra wiadomość dla większości konsumentów, bo w teorii mogą nabywać taniej niektóre towary. Głównym czynnikiem deflacyjnym są stosunkowo niskie ceny paliw. Szacuje się, że spadek cen ropy na rynkach światowych, to pakiet stymulacyjny dla światowej gospodarki, o wartości ponad 1 bln dolarów – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Ceny w styczniu spadały jeszcze mocniej

Statystycy z GUS-u zrewidowali jednocześnie odczyty dotyczące stycznia. Miesiąc temu sugerowano, że deflacja w styczniu w ujęciu rocznym wyniosła 1,3%. Najnowszy raport pokazuje jednak, że ceny w styczniu spadały jeszcze mocniej, deflacja sięgnęła bowiem wówczas 1,4%. Rewizja ta miała związek z coroczną aktualizacją składu koszyka dóbr, na podstawie którego GUS wylicza wskaźniki CPI. Zmiany te mają odzwierciedlać trendy w strukturze wydatków konsumenckich.

– Deflacja ma swoje dobre i złe strony. Przyjmuje się, że dla przedsiębiorstw nie jest to najlepsza sytuacja, bo nagle okazuje się, że bardziej opłaca się trzymać pieniądze w portfelu, niż przeznaczać na inwestycje, które wiążą się z ryzykiem ich utraty. W przypadku, gdy czynnikiem deflacyjnym są spadające ceny paliw, ten argument raczej się nie sprawdzi, bo gdy spojrzymy na cały koszyk, to okazuje się, że w sektorach „technologicznych”, np. łączności, to raczej odnotowujemy wzrost cen – dodaje Piechowiak.

Cinkciarz.pl podpisał umowę z KPMG

Internetowy serwis wymiany walut online Cinkciarz.pl podpisał umowę z firmą KPMG. Audytor o światowej renomie przeprowadzi w spółce kontrole, które mają jej zapewnić dwa certyfikaty: PCI DSS i Raport Niezależnego Audytora zgodny ze Standardem ISAE3000.

Prezes Ursusa zapowiada ekspansję na rynkach zagranicznych

– Chińczycy czy Hindusi przy wsparciu swoich polityków wjeżdżają do Afryki z tanim produktem. Znam przypadek z Tanzanii, gdzie dostarczone ciągniki nigdy nie wyjechały w pole – opisuje w rozmowie z Money.pl Karol Zarajczyk, prezes Ursusa. Polski producent ciągników po fatalnym 2013 roku wreszcie poprawił wyniki finansowe. W największej mierze dzięki gigantycznemu kontraktowi w Etiopii.

Według raportu finansowego za 2014 rok Ursus osiągnął w tym czasie sprzedaż na poziomie 224 milionów złotych. Co ciekawe, aż 122 miliony złotych z tej kwoty pochodziły ze sprzedaży ciągników na rynek etiopski.

– Kontrakt dla Etiopii jest dla nas kluczowy i zgodny z naszą strategią rozwoju, w której zakładamy ekspansję na rynkach zagranicznych. Poza tym pozwolił nam odetchnąć po słabszym, 2013 roku, gdy odnotowaliśmy stratę. Obejmuje on dostawę trzech tysięcy ciągników za 90 milionów dolarów. To potężne przedsięwzięcie i zgodnie z umową w tym roku rozpoczniemy drugą fazę kontraktu na 1,5 tysiąca sztuk ciągników – zapowiada Karol Zarajczyk w rozmowie z Money.pl.

Prezes Ursusa zaprzecza jednak, by firma oddała polski rynek konkurentom, którzy w ostatnich latach korzystali z tego, że rolnicy wymieniali sprzęt przy wsparciu unijnych dotacji.

– Rynek polski ma duży potencjał dla Ursusa, skoro na 1,5 miliona ciągników, do dziś około 700 tysięcy to nasza marka. Dlatego ubiegły rok poświęciliśmy między innymi na dopasowanie oferty do potrzeb krajowych rolników. Stąd nowa linia do produkcji ciągników, stąd powrót legendarnych modeli C360 i C380, a za chwilę również nowy model o mocy 150 KM. Proszę zwrócić uwagę na to, że środki, które zarabiamy na kontrakcie w Etiopii, kierujemy na rozwój i doskonalenie produktów kierowanych także na rynek w Polsce – podkreśla Karol Zarajczyk.

W wywiadzie dla Money.pl prezes Ursusa zdradza również, że spółka będzie kontynuować pracę nad autobusem elektrycznym.
– W 2014 roku sprzedaż trolejbusów z Ursusa wzrosła o 20 procent w skali roku, do kwoty 19,5 miliona złotych. To wynik realizacji części umowy z ZTM w Lublinie. To nie wszystko. W 2013 roku podpisaliśmy umowę z PARP na dofinansowanie projektu budowy nowoczesnego laboratorium R&D, którego celem jest zwiększenie innowacyjności i wzrost konkurencyjności oferty spółki – opisuje prezes Ursusa.

W rozmowie z Money.pl zdradza też swoją opinię na temat tego, kto przed laty doprowadził producenta ciągników do bankructwa. Według niego przyczyniły się do tego związki zawodowe działające wówczas w firmie.

Pracodawcy o umowach terminowych

0

Maksymalny czas trwania umów terminowych – wraz z trzymiesięcznym okresem próbnym po zsumowaniu nie może przekroczyć 36 miesięcy, zrównane mają też być okresy wypowiedzenia – to najważniejsze zmiany w kodeksie pracy zaakceptowane przez Stały Komitet Rady Ministrów. Konfederacja Lewiatan uważa, że maksymalny czas trwania zatrudnienia na podstawie umów o pracę na czas określony powinien wynosić 48 miesięcy, a umowy na okres próbny powinny być wydłużone do 6 miesięcy.

W projekcie zmian w kodeksie pracy przygotowanym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zawarto także nowe zasady wypowiadania umów. Gdy staż pracy w danej firmie wynosi do sześciu miesięcy, to okres wypowiedzenia wynosi dwa tygodnie. Gdy staż wynosi od pół roku do trzech lat – okres wypowiedzenia to miesiąc, a gdy staż przekracza trzy lata, to wówczas okres wypowiedzenia wynosiłby trzy miesiące.

– Naszym zdaniem maksymalny czas trwania zatrudnienia na podstawie umów o pracę na czas określony powinien wynosić 48 miesięcy, a umowy na okres próbny powinny być wydłużone do 6 miesięcy, co wynika z coraz wyższych wymagań stawianych pracownikom i coraz droższych, naszpikowanych nowoczesną technologią, stanowisk pracy. Jednocześnie postulujemy sformułowanie katalogu wyjątków od tej zasady dotyczących przykładowo umów na czas określony, wykonywanych w związku z realizacją danego projektu, trwaniem kadencji – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan akceptuje pomysł zróżnicowania okresów wypowiedzenia przy umowach na czas określony. Długość okresu wypowiedzenia powinna być uzależniona od stażu pracy. Okresy wypowiedzenia umów na czas określony powinny być zbliżone do okresów wypowiedzenia przy umowach na czas nieokreślony. Propozycja pracodawców różni się jednak o tej przedstawionej przez resort pracy i polityki społecznej. W odniesieniu do długości okresów wypowiedzenia umów na czas określony pracodawcy proponują:
• 2 tygodnie – jeżeli pracownik był zatrudniony krócej niż 12 miesięcy,
• 1 miesiąc – jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 12 miesięcy,
• 2 miesiące – jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 36 miesięcy.

Konfederacja Lewiatan

Jakie prawa mają w pracy osoby wychowujące dzieci?

0

Kobieta, która niedługo po porodzie wraca do pracy, musi mieć zapewnioną możliwość opieki nad dzieckiem. Na szczęście polskie przepisy prawne nie są oderwane od rzeczywistości i zapewniają matkom szereg przywilejów. To, czy zawsze są one respektowane, zależy od nastawienia i woli pracodawcy.

Kobieta wracająca do pracy po urlopie macierzyńskim musi zostać przyjęta na to samo stanowisko, które zajmowała przed urodzeniem dziecka, lub równorzędne i ma otrzymywać wynagrodzenie nie mniejsze niż przed porodem. Ponadto osoba taka nie może (chyba że wyraziła zgodę) zostać delegowana poza stałe miejsce zatrudnienia ani pracować w godzinach nadliczbowych, nocnych oraz systemie przerywanego czasu pracy. Prawa te przysługują do ukończenia przez dziecko czterech lat. Matki (podobnie jak inni pracownicy) po uzyskaniu zgody osoby zatrudniającej mogą również wykonywać pracę w elastycznych godzinach – w ich przypadku jest to szczególnie uzasadnione.

Kobietom mającym małe dzieci przysługują także przerwy na karmienie: „Karmiąca matka ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw, które mogą być udzielone łącznie albo odrębnie, w zależności od woli kobiety. Jeżeli pracownica urodziła więcej niż jedno dziecko, przerwy te mogą wynosić po 45 minut” – mówi serwisowi infoWire.pl Rafał Wyziński z kancelarii Rączkowski, Kwieciński Adwokaci. Przedsiębiorca zatrudniający pracującą matkę jest zobligowany do respektowania tego uprawnienia. „Jeżeli pracodawca uchyla się od spełnienia takich obowiązków i odmawia udzielenia przerw na karmienie, jest to kwalifikowane jako wykroczenie przeciwko prawom pracowniczym i grozi za to kara grzywny od 1000 do 30 tys. zł” – dodaje rozmówca.

Pewne przywileje wynikające z faktu posiadania małego dziecka mają również ojcowie. Są one pochodnymi uprawnień przysługujących matkom. „Mężczyźni mogą wziąć urlop macierzyński, dodatkowy urlop macierzyński czy urlop rodzicielski lub skorzystać z przewidzianego tylko dla nich urlopu ojcowskiego” – informuje ekspert. Czasami pojawiają się jednak trudności. Np. samotni ojcowie nie mogą skorzystać z uprawnień przewidzianych dla ojców wychowujących dziecko wspólnie z matką. Ustawodawca zauważył ten problem – Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przygotowuje zmiany, które poprawią sytuację mężczyzn mających małe dzieci i wyjdą naprzeciw problemom praktycznym przez nich zgłaszanym.

Polak oszczędza, ale niekoniecznie na starość

Zamiast pożyczać, wolimy oszczędzać. Co drugi Polak ma odłożone pieniądze w banku. I co najważniejsze, 86% z nas zna wysokość oprocentowania swoich oszczędności. Szkoda, że nadal nie odkładamy na życie na emeryturze.

Rekordowo niskie stopy procentowe spowodowały, że coraz więcej Polaków interesuje się wielkością swoich odsetek. Pod tym względem jesteśmy bardziej świadomi niż słynący z tego Niemcy czy Belgowie. Problemem pozostaje jednak fakt, że oszczędności ma jedynie ok. 50% z nas. I to właśnie tylko w tej grupie skłonność do oszczędzania jest wysoka. „Pokaźna grupa obywateli nie oszczędza. Mimo szybszego wzrostu gospodarczego pozostajemy ubogimi krewnymi mieszkańców Europy Zachodniej” – mówi serwisowi infoWire.pl Rafał Benecki z ING Banku Śląskiego.

Sytuacja podobnie wygląda w przypadku prywatnych oszczędności emerytalnych. Zdecydowanie traktujemy te środki dosyć swobodnie, zupełnie jak mieszkańcy południa Europy. Z drugiej strony, 48% z nas martwi się, że będzie miało za mało pieniędzy, by przejść na emeryturę. Tylko 1/4 Polaków deklaruje, że oszczędza na starość. Najczęściej decydujemy się na to z obawy przed problemami z wiązaniem końca z końcem (42%) oraz z nieufności do obowiązkowego programu emerytalnego (30%). Polacy, którzy nie odkładają na życie na emeryturze, argumentują swoją decyzję brakiem pieniędzy (42%) oraz brakiem potrzeby oszczędzania na starość (18%).

Badania pokazują również, że Polacy coraz rzadziej zaciągają pożyczki. Aktualnie 36% z nas nie ma długu – to o 9% mniej niż w roku ubiegłym. „Jest to spowodowane zatrzymaniem ożywienia gospodarczego i sytuacją geopolityczną” – mówi serwisowi infoWire.pl Grzegorz Ogonek z ING Banku Śląskiego. „Polacy (87% badanych) mają bardzo wysoką świadomość tego, że zaciągnięcie pożyczki wiąże się z ryzykiem łatwego wpadnięcia w spiralę zadłużenia” – dodaje.

Benedyktyni z Tyńca wchodzą do centrów handlowych. Ekspansję sfinansują ze sprzedaży obligacji

CEO Magazyn Polska

Produkty Benedyktyńskie mają trafić do centrów i galerii handlowych. Spółka zajmująca się ich dystrybucją rozpoczęła sprzedaż obligacji, by sfinansować tę ekspansję. Rozważa też kolejne emisje, z których opłaci dalsze inwestycje w produkcję wysokiej klasy żywności.

W ramach emisji spółka Benedictus Memes chce pozyskać 400 tys. zł. Całość środków zamierza przeznaczyć na aktywa obrotowe. Przyspieszenie ich produkcji pozwoli firmie uzyskać lepsze warunki współpracy z placówkami wielkopowierzchniowymi, a usprawnienie procesu płacenia dostawcom pozwoli na korzystanie z bardziej atrakcyjnych cen.

Poprzez aktywa obrotowe rozumiemy dwa rodzaje aktywów: z jednej strony jest to towar, który potrzebujemy zabezpieczyć na potrzeby tych kontraktów, z drugiej strony chodzi o usprawnienie możliwości zakupowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Jaroszewicz, członek rady nadzorczej spółki Benedictus Memes. – Czyli doprowadzenie do jak najszybszej płatności dla kontrahenta po to, żeby uzyskać dodatkowe marże związane z atrakcyjną formą płatności

Dotąd wyroby sprzedawane pod marką Produkty Benedyktyńskie oferowane były głównie przez wyspecjalizowane sklepy. Spółka ma ich blisko 30.

Nasze sklepy rozsiane są w największych miastach w kraju – informuje Adam Jaroszewicz. Chcemy jednak sprzedawać nasze produkty również w innych placówkach rozumianych jako sieć nowoczesna, czyli różnego rodzaju galeriach handlowych, sieciach mniejszych i większych, w których te produkty mogłyby zainteresować klientów.

49 proc. udziałów w spółce Benedictus Memes należy do benedyktynów w Tyńcu, reszta do spółki Memes.pl. Zapisy na obligacje spółki potrwają do 24 marca. Cenę emisyjna jednej obligacji to 1 tys zł. Papiery mają oprocentowanie stałe 8,5 proc. w skali roku. Odsetki wypłacane będą co pół roku. Spółka liczy, że dzięki pozyskanym środkom zwiększy sprzedaż i będzie mogła dalej inwestować w rozwój.

Myślimy o zwiększeniu mocy produkcyjnych i skoncentrowaniu się na produkcji części asortymentu bezpośrednio – deklaruje członek rady nadzorczej spółki Benedictus Memes. – W tej chwili korzystamy z sieci różnych, zazwyczaj mniejszych dostawców, którzy na nasze potrzeby produkują różne produkty, czasami mniejsze, czasami większe, w zależności od asortymentu. Docelowo chcemy jednak produkcję części tych produktów zgromadzić w jednym miejscu i rozpocząć na większą skalę produkcję własną.

Benedictus Memes to spółka, która specjalizuje się w sprzedaży żywności wyższej klasy. Część produktów wytwarza samodzielnie, część importuje lub organizuje produkcję. Pod marką Produkty Benedyktyńskie jest ponad 700 artykułów wytwarzanych z surowców najwyższej jakości.

Zazwyczaj te produkty są pozbawione konserwantów, produkowane w sposób naturalny – zapewnia Adam Jaroszewicz z Benedictus Memes. – Staramy się, żeby nasze produkty były jak najbardziej naturalne i jak najbardziej autentyczne, dlatego wyszukujemy producentów, którzy taką jakość mogą zapewnić i kontrujemy na bieżąco, czy nie ulega ona zmianie. Myślę, że są to produkty dla wszystkich tych, którzy cenią sobie po prostu jakość.

Na mikro, małe i średnie firmy czeka 1,6 mld zł

0

2 kwietnia 2015 r. rusza pierwszy konkurs dla przedsiębiorców w Programie Inteligentny Rozwój 2014-2020. Wczoraj uzgodniono warunki, jakie muszą spełnić przedsiębiorcy, aby otrzymać wsparcie. Na mikro, małe i średnie firmy czeka 1,6 mld zł. Konfederacja Lewiatan docenia spójne i logiczne podejście do wymagań stawianych przedsiębiorcom i zasad obowiązujących w najbliższych konkursach, determinację, aby zrezygnować z kryteriów, które nie przekładają się na wyższą jakość projektów.

2 kwietnia 2015 r. rusza pierwszy konkurs dla przedsiębiorców w Programie Inteligentny Rozwój 2014-2020. Wczoraj uzgodniono warunki, jakie muszą spełnić przedsiębiorcy, aby otrzymać wsparcie. Na mikro, małe i średnie firmy czeka 1,6 mld zł. Konfederacja Lewiatan docenia spójne i logiczne podejście do wymagań stawianych przedsiębiorcom i zasad obowiązujących w najbliższych konkursach, determinację, aby zrezygnować z kryteriów, które nie przekładają się na wyższą jakość projektów.

11 marca 2015 Komitet Monitorujący PO Inteligentny Rozwój przyjął pierwsze kryteria wyboru projektów dla 3 działań, które będą zarządzane przez Narodowe Centrum Badan i Rozwoju, tj. Szybkiej ścieżce, Demonstratorze i Programach sektorowych .

Pierwszy konkurs, tylko dla MŚP, z alokacją ok. 1,6 mld PLN, w ramach Szybkiej ścieżki, NCBIR zamierza ogłosić 2.04. Firmy będą mogły składać wnioski od 4.05 do 31.12 – nabór zostanie zorganizowany w trybie ciągłym, przy czym decyzja o przyznaniu dofinasowania powinna być znana po 60 dniach od złożenia wniosku. Drugi konkurs, w ramach Demonstratora, zarówno dla MŚP i firm dużych, z alokacją ok. 500 mln PLN zostanie ogłoszony 7.04. W tym przypadku wnioski będą składane od 7.05 do 22.06. Jesienią powinien zostać uruchomiony trzeci konkurs, tym razem dla firm dużych, także w ramach szybkiej ścieżki, z alokacją ok. 750 mln PLN.

– Przedsiębiorcy, którzy chcą realizować własne projekty badawczo- rozwojowe muszą przygotować się na nowe, ambitne zasady, jakie będą obowiązywały w tych konkursach. Przede wszystkim w Szybkiej ścieżce i Demonstratorze firmy będą realizowały projekty samodzielnie. Współpraca z innymi podmiotami, w tym jednostkami naukowymi, będzie możliwa tylko w ramach podwykonawstwa, na zasadach komercyjnych, a jej zakres został ograniczony – nie będzie mógł przekroczyć 50% wartości kosztów kwalifikowalnych. To oznacza, że przedsiębiorca będzie musiał zrealizować we własnym zakresie prace B+R o wartości co najmniej 50% kosztów kwalifikowalnych projektu. Dlatego też podczas oceny duży nacisk zostanie położny na weryfikację doświadczenia i potencjału zespołów badawczego oraz zarządzającego, jakim będzie dysponował przedsiębiorca – mówi Marzena Chmielewska, dyrektorka departamentu europejskiego Konfederacji Lewiatan.

Wszystkie projekty w I osi muszą prowadzić do powstania innowacji produktowej lub procesowej co najmniej w skali kraju. W trzech działaniach zaplanowano po 3 kryteria punktowane w skali 0-5, tj. nowość rezultatów projektu, zapotrzebowanie rynkowe na rezultaty projektu i opłacalność wdrożenia. Dodatkowo w Szybkiej ścieżce i Demonstratorze na premię punktową (od 2 do 3 punktów) będą mogli liczyć przedsiębiorcy, którzy zadeklarują wdrożenie rezultatów projektu na terenie RP.

Minimalna wartość kosztów kwalifikowalnych w szybkiej ścieżce została ustalona na 2 mln PLN w przypadku MŚP, a w Demonstratorze, 5 mln PLN i 20 mln PLN odpowiednio dla MŚP i dużych firm. Co ważne: w szybkiej ścieżce kwalifikowalne będą projekty obejmujące zarówno badania przemysłowe jak i prace rozwojowe, w Demonstratorze – wyłącznie prace rozwojowe.

– Lewiatan od kilku miesięcy brał udział w pracach nad kryteriami. Wiele naszych propozycji uwzględniono w ostatecznej wersji dokumentu. Decyzja Komitetu Monitorującego jest w naszej ocenie tym istotniejsza, że sankcjonuje nową taktykę wspierania prywatnych inwestycji badawczo-rozwojowych. Po serii nie zawsze satysfakcjonujących doświadczeń w SPO WKP i PO IG uważamy, że ryzyko związane z tą taktyką – a takie niewątpliwe istnieje – jest absolutnie warte podjęcia – dodaje Marzena Chmielewska.

Lewiatan docenia, że zasadnicze znaczenie przywiązywane jest do rynkowych szans innowacji, która jest przedmiotem prac B+R. Dzięki takiemu podejściu wszystkie 3 działania w I osi PO IR będą skupiać się na projektach przedsiębiorstw, które prowadzą lub chcą prowadzić działalność B+R. Warto też powiedzieć, że spora alokacja dostępna w I osi gwarantuje, iż wsparcie nie ulegnie szybkiemu wyczerpaniu – będzie dostępne dla firm w tym i kolejnych latach, a KM będzie mógł systematycznie weryfikować przyjęte dla pierwszych konkursów założenia.

Lewiatan bardzo dobrze ocenia również zapowiadany przez NCBiR sposób organizacji procesu oceny, która ma gwarantować szybkie decyzje, bezpośredni udział przedsiębiorcy w spotkaniu z panelem ekspertów oraz regułę, iż projekt jest oceniany kolegialnie. W zgodzie z postulatami pracodawców jest także chęć zagwarantowania odpowiedniego budżetu na przeprowadzenie oceny projektów przez ekspertów.

– Jeśli zależy nam na rzetelnej, gwarantującej wysoką jakość weryfikacji projektów, przeprowadzonej przez osoby z odpowiednim doświadczeniem rynkowym, musimy być gotowi do poniesienia adekwatnych do tej jakości kosztów. Mamy nadzieję, że w I osi PO IR spotkają się ambitne założenia i warunki wsparcia, doskonała organizacja procesu naboru i oceny oraz wysoka jakość oceny. Te trzy elementy to gwarancja skutecznej inwestycji w projekty B+R realizowane przez przedsiębiorców – podkreśla Marzena Chmielewska.

Konfederacja Lewiatan

Ponad 21 mln deklaracji elektronicznych od płatników

0

Od początku 2015 r. do końca lutego br. system e-Deklaracje przyjął 21,3 mln dokumentów złożonych przez płatników. Największą liczbę stanowią informacje PIT-11, których złożono ponad 19,61 mln. Liderem z liczbą 3,3 mln złożonych dokumentów zostało woj. mazowieckie.

To w ogromnej mierze efekt nowych przepisów, które weszły w życie 1 stycznia 2015 r. Zgodnie z nimi płatnicy mieli obowiązek sporządzania informacji o dochodach osób fizycznych i przekazywania ich, do końca lutego, wyłącznie drogą elektroniczną.

Dzięki temu rozwiązaniu niebawem będzie możliwe uruchomienie usługi wstępnie wypełnionego zeznania podatkowego dla osób składających deklarację PIT-37. Dlatego też dziękuję wszystkim płatnikom za sprawne przesyłanie dokumentów drogą elektroniczną. Jestem przekonany, że wykonanie tego obowiązku przez Internet jest korzystne, gdyż pozwala zaoszczędzić cenny czas związany z przygotowaniem i przesyłaniem deklaracji – powiedział wiceminister finansów Jacek Kapica.

 

PIT-a ślij z centrum handlowego

0

Nie zwlekaj ze złożeniem zeznania podatkowego do końca kwietnia. Już w ten weekend (13-15 marca) możesz wysłać swojego PIT-a podczas zakupów. W całej Polsce przez trzy dni pracownicy administracji podatkowej będą czekać na Ciebie w największych galeriach handlowych w Twoim regionie. Pomogą Ci wypełnić zeznanie podatkowe i od razu wysłać je elektronicznie bezpośrednio do urzędu skarbowego.

Gdzie i kiedy?

Akcja „Szybki PIT w galerii handlowej” będzie trwać od piątku do niedzieli w godzinach od 12.00 do 18.00 w centrach handlowych w największych miastach Polski. Na specjalnie wyznaczonych stanowiskach informacyjnych ciągły dyżur będzie pełniło po kilkoro ekspertów z urzędów skarbowych. Udzielą oni szczegółowych informacji na temat rozliczenia podatku dochodowego za ubiegły rok oraz wyjaśnią wątpliwości związane z wypełnieniem zeznania podatkowego czy skorzystaniem z ulg podatkowych i odliczeń. Najważniejsze jednak jest to, że eksperci pomogą wprowadzić PIT-a do systemu e-Deklaracje i sprawnie wysłać go przez internet do właściwego urzędu skarbowego. Na miejscu otrzymają Państwo także urzędowe potwierdzenie odbioru zeznania. Pomoc urzędników jest w pełni darmowa i nie wiąże się ze spełnieniem jakichkolwiek warunków.

Jesteśmy nowoczesną administracją nastawioną na potrzeby naszego klienta. Sukcesywnie wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom podatników i ułatwiamy im składanie zeznań podatkowych i w tym celu tworzymy także dodatkowe stanowiska obsługi poza urzędami skarbowymi – mówi rzecznik prasowy Ministra Finansów Wiesława Dróżdż. – Wysłanie rocznego zeznania PIT przez system e-Deklaracje to najłatwiejszy, najszybszy i darmowy sposób rozliczenia się z urzędem skarbowym – dodaje rzecznik.

O czym pamiętać?

Żeby skorzystać z pomocy pracowników urzędów skarbowych wystarczy zabrać ze sobą rozliczenie PIT-11 jakie otrzymujemy od pracodawców lub inne dokumenty świadczące o uzyskanych dochodach w 2014 r. Jeśli chcemy skorzystać z ulg podatkowych, to należy również pamiętać o zabraniu ze sobą potwierdzenia wydatków, które chcemy odliczyć. Bardzo ważne jest by mieć ze sobą zeszłoroczne rozliczenie PIT (za 2013 r.) lub dokładną kwotę przychodu uzyskanego w 2013 r. Informacje te będą potrzebne do identyfikacji danych w systemie e-Deklaracje. – Zapraszamy do galerii handlowych w całym kraju. Z naszą pomocą bardzo szybko wypełnicie Państwo swojego e-PIT-a – przekonuje Konrad Zawada, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Krakowie.

Należy jednak pamiętać, że na stanowiskach w galeriach handlowych urzędnicy nie będą przyjmować zeznań podatkowych PIT w formie papierowej.

Gdzie uzyskamy pomoc?

Akcja „Szybki PIT w galeriach handlowych” zostanie zorganizowana w centrach handlowych na terenie całej Polski (plik PDF, 50 kB).

***

W ubiegłą sobotę 7 marca podczas Dnia otwartego urzędy skarbowe w całej Polsce odwiedziło prawie 45 tys. osób. Akcja została zainicjowana w 2005 r., by dać podatnikom możliwość uzyskania fachowej pomocy przy rozliczaniu podatku dochodowego również w sobotę.

NIK o zakładach wzajemnych

Służba celna nie jest w stanie zapobiec nielegalnemu urządzaniu oraz reklamowaniu zakładów wzajemnych przez firmy bukmacherskie, których siedziby znajdują się poza granicami Polski. Brak skutecznych form ścigania nielegalnie działających firm bukmacherskich sprawia, że ich liczba wzrosła prawie dwukrotnie. Służba celna prowadzi skuteczny nadzór jedynie nad firmami legalnie działającymi, które organizują zakłady wzajemne na podstawie udzielonych zezwoleń.

Rynek zakładów wzajemnych w Polsce (m.in. obstawianie wyników sportowych) został uregulowany Ustawą o grach hazardowych, która obowiązuje od początku 2010 r. Rok później znowelizowano ją i pozwolono na organizowanie zakładów przez Internet, o ile firmy bukmacherskie otrzymają stosowne zezwolenie od Ministerstwa Finansów. Do końca 2014 r. na polskim rynku działały legalnie cztery firmy bukmacherskie (Totolotek, Fortuna, STS i Milenium). Jednakże obowiązujące prawo jest nagminnie łamane przez firmy bukmacherskie, które mają siedzibę poza granicami Polski. Wiele wskazuje na to, że opanowały one nawet 90 proc. rynku zakładów bukmacherskich.

Ustalenia kontroli

Po wejściu w życie nowelizacji ustawy hazardowej, zezwalającej na zawieranie  zakładów wzajemnych w Internecie, walka z nielegalnymi firmami bukmacherskimi miała być sztandarowym zadaniem Służby Celnej. Tak się jednak nie stało, a obowiązujące uwarunkowania prawne wręcz obnażyły  bezradność Służby Celnej. Firmy urządzające nielegalne gry hazardowe miały siedziby poza granicami Polski i korzystały z usług hostingowych dostawców mających serwery za granicą. W tej sytuacji firmy bukmacherskie nie podlegały jurysdykcji państwa polskiego. W konsekwencji Służba Celna odstępowała od prowadzenia postępowań karnych skarbowych, bądź też wszczęte postępowania nie kończyły się skierowaniem aktu oskarżenia, ze względu na brak dostatecznego materiału dowodowego, który pozwoliłby na wykonanie czynności procesowych w ramach zagranicznej pomocy prawnej.

W kontrolowanym okresie celnicy prowadzili 252 postępowania przygotowawcze w sprawach o przestępstwa skarbowe w związku z nielegalnym urządzaniem zakładów wzajemnych, a sądy wydały jedynie 29 prawomocnych orzeczeń wobec nielegalnych operatorów.

Trudności z egzekwowaniem obowiązujących przepisów sprawiły, że liczba nielegalnie działających zagranicznych firm bukmacherskich wzrosła prawie dwukrotnie – z 86 w 2012 r. do 156 w 2014 r.

W ocenie NIK Służba Celna równie nieskutecznie zwalczała zagraniczne podmioty nielegalnie reklamujące zakłady wzajemne w Internecie. Zresztą z analogicznych powodów. Firmy te działały poza granicami kraju, co uniemożliwiało celnikom podjęcie szybkich i skutecznych działań. W kontrolowanym okresie ze 170 postępowań przygotowawczych, jedynie 24 zakończyły się aktem oskarżenia.

Większą skuteczność osiągnęli celnicy w walce z firmami bukmacherskimi, które organizowały nielegalne zakłady na terenie Polski. W drugiej połowie 2012 i na początku 2013 r. celnicy zablokowali lub usunęli 53 proc. linków na serwerach. Oznacza to jednak, że pozostali operatorzy nadal prowadzili  nielegalną działalność. Z kolei firmy, którym zablokowano lub usunięto linki, szybko przenosiły swą działalność na serwery zagraniczne.

Skuteczny nadzór Służba Celna sprawowała jedynie nad czterema firmami organizującymi zakłady wzajemne na podstawie udzielonych zezwoleń. Od początku 2010 r. do końca czerwca 2014 r. celnicy przeprowadzili łącznie ponad 4600 kontroli punktów naziemnych przyjmujących zakłady wzajemne, a w ich wyniku ujawniono ponad 1200 nieprawidłowości. Dotyczyły one głównie  prowadzenia punktów przez osoby nie posiadające świadectw zawodowych, naruszenia ograniczeń w zakresie reklamy zakładów, nierzetelnego  prowadzenia dokumentacji oraz urządzania zakładów niezgodnie z regulaminem.

W świetle polskiego prawa każda osoba korzystająca z usług nielegalnych operatorów narażona jest na odpowiedzialność karną skarbową. Jednakże w latach 2011-2013 celnicy praktycznie w ogóle nie zajmowali się ściganiem graczy (prowadzono tylko jedno postępowanie karno skarbowe w 2013 r.). W 2014 r. celnicy wszczęli postępowanie przygotowawcze, po tym jak  Prokuratura Okręgowa w Lublinie przekazała im informacje o przepływie pieniędzy pomiędzy polskimi graczami, a zagranicznymi firmami nielegalnie oferującymi gry hazardowe przez Internet. W ten sposób namierzono prawie 25 tys. graczy, którzy zawarli zakłady, a łączna suma ich wygranych wyniosła 27 mln zł.

Najwyższa Izba Kontroli wskazuje również, że Służba Celna nie sporządzała kompleksowych analiz o skali zjawiska nielegalnych zakładów wzajemnych urządzanych za pośrednictwem Internetu. W efekcie nie wiadomo jak duże są ewentualne skutki dla budżetu państwa z powodu niezapłaconych podatków.

Wnioski

Obecne przepisy Ustawy o grach hazardowych pozwalają na egzekwowanie ich przestrzegania jedynie od podmiotów działających na terenie Polski. W konsekwencji sprzyjają unikaniu odpowiedzialności przez firmy, które nie podlegają bezpośredniej jurysdykcji polskich organów podatkowych. Dlatego konieczne jest przeprowadzenie przez Ministra Finansów analiz prawnych dotyczących możliwości wprowadzenia instrumentów prawnych, które pomogłyby w ograniczeniu nielegalnych działań firm bukmacherskich organizujących zakłady wzajemne przez Internet.

Należy wzmocnić współpracę Służby Celnej z policją i prokuraturą w zakresie pozyskiwania danych o polskich obywatelach biorących udział w nielegalnych zakładach wzajemnych. Konieczne jest też skuteczniejsze informowanie potencjalnych graczy w Polsce o karach wynikających z uczestnictwa w tych grach. Ponadto Służba Celna powinna przygotować i wdrożyć skuteczne sposoby zwalczania nielegalnego reklamowania zakładów wzajemnych przez Internet.

Lubawa: Jesteśmy partnerem oferentów w przetargu na dostawy sprzętu dla polskiej armii. We wszystkich segmentach działalności zakładamy wzrost sprzedaży powyżej 10 proc.

CEO Magazyn Polska

Grupa Lubawa jest partnerem wszystkich trzech oferentów w przetargu na dostawę 70 śmigłowców dla polskiej armii. Biorą w nim udział koncerny Airbus, Sikorsky i AgustaWestland, dla których grupa jest dostawcą m.in. zbiorników paliwowych, systemów pływaków dla śmigłowców w wersji morskiej, rozwiązań ochraniających załogę oraz układów balistycznych. Inne segmenty działalności Lubawy także wydają się spółce perspektywiczne. Prognozowany wzrost w br. ma przekroczyć 10 proc.

Mamy trzy podstawowe segmenty: specjalistyczny, czyli głównie Lubawa, reklamowy, czyli Litex Promo, oraz tkanin, po części także Lubawa, ale przede wszystkim spółka Miranda – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Kubica, prezes Grupy Lubawa. – W każdym z tych segmentów zakładamy progres. Nie jesteśmy zwolennikami rewolucji, lecz raczej ewolucji w naszym biznesie. Dlatego wzrosty dwucyfrowe, ale z jedynką na początku, są jak najbardziej zasadne i właściwe.

Po czterech kwartałach 2014 roku grupa kapitałowa Lubawa miała niemal 242 mln zł przychodów ze sprzedaży, czyli o 14 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł czterokrotnie do niemal 11 mln zł. Choć prezes spółki deklaruje ewolucyjny rozwój, przyznaje, że przedsiębiorstwo ma w zanadrzu kilka projektów, które jeśli się ziszczą, to wywołają rewolucję w zamówieniach. Dotyczą one spółki Lubawa i programu modernizacji polskich sił zbrojnych.

Mamy kilka dużych projektów związanych chociażby z zakupem wielozadaniowego śmigłowca dla naszych sił zbrojnych, który to przetarg dobiega końca i najprawdopodobniej w marcu wyłoniony zostanie dostawca – wskazuje Kubica. – Jesteśmy partnerem wszystkich trzech oferentów, czyli Airbusa, Sikorsky&HASH39;ego i AgustyWestland. Jeżeli przetarg się ziści, to w konsekwencji zawarte zostaną umowy offsetowe, a to oznacza dla nas zarówno potężny skok technologiczny, jak i dość spore zamówienia, jeśli chodzi o komponenty, które będziemy dostarczać do tych śmigłowców. Mówimy o zbiornikach paliwowych, systemach pływaków dla śmigłowców w wersji morskiej, rozwiązaniach dotyczących ochrony załogi oraz układach balistycznych chroniących sprzęt.

Wspomniany przetarg dotyczy dostawy 70 nowoczesnych śmigłowców dla polskiej armii. Oferenci mogli składać oferty do końca ubiegłego roku, a lada moment rozstrzygnie się, kto złożył najkorzystniejszą i czy wszystkie propozycje spełniają warunki przetargu. Dla Lubawy każde rozstrzygnięcie będzie korzystne.

Inne segmenty działalności grupy, jak przekonuje Marcin Kubica, także mają dobre perspektywy.

Jeśli chodzi o segment reklamowy, to co roku notuje on dwucyfrowy przyrost i w br. także nie zakładamy spadku, ponieważ nasze rynki cały czas się rozbudowują – przekonuje Kubica. – Głównie myślimy o zwiększeniu obecności w państwach niemieckojęzycznych oraz w Wielkiej Brytanii. Również południe Europy jest w jakiś sposób do zdobycia, mimo że w wielu krajach jesteśmy już de facto monopolistą.

Zdaniem szefa Grupy Lubawa także spółka Miranda, czyli segment tkanin, rozwija się dynamicznie. Spółka w lutym oszacowała ostatecznie straty, jakie poniosła na skutek pożaru w fabryce spółki w Turku, który miał miejsce w listopadzie ubiegłego roku. Są one niższe od wcześniej szacowanych: utrata wartości rynkowej aktywów to 27 mln zł zamiast 35 mln zł, a wartości księgowej – niespełna 16 mln zł zamiast 27 mln. Spółka prowadzi rozmowy z kolejnymi potencjalnymi kontrahentami.

Mamy kilku klientów z branży automotive, ale także segmentu wyposażenia wnętrz, dużych odbiorców naszych artykułów, które następnie służą do wytwarzania produktów przez nich oferowanych, głównie materacy i mebli – tłumaczy Kubica. – Ten segment niewątpliwie będzie się również dalej rozwijał, na co wskazują aktualnie prowadzone rozmowy.

W najbliższym czasie, jak zapewnia prezes zarządu, przedsiębiorstwo nie planuje wprowadzenia kontrolowanych spółek na giełdę.

Nie mamy takich planów – twierdzi Marcin Kubica. – Lubawa jest jedną z najstarszych spółek giełdowych w Polsce. Na parkiecie funkcjonujemy od 1997 roku i taka struktura grupy na pewno pozostanie niezmienna. Nadal będziemy mieć dominującą spółkę giełdową i firmy zależne bezpośrednio nienotowane na parkiecie, ale konsolidujące się w ramach sprawozdań finansowych publikowanych przez Lubawę.

Doka Polska potwierdza wzrost zamówień na rynku budowlanym. Spółka chce pozyskać kontrakt na wysokościowiec w Warszawie

0

CEO Magazyn Polska

Specjalizująca się w szalunkach dla wielkich inwestycji firma Doka Polska ma coraz więcej zamówień i liczy na kolejne, m.in. nowy wieżowiec w Warszawie. Spółka wyraźnie odczuwa wzrost zamówień i nie wyklucza większego zaangażowania w projekty infrastrukturalne, które wymagają bardziej zaawansowanej technologii niż budownictwo kubaturowe.

Opinie praktyków potwierdzają statystyki. W całej branży budowlanej, jak podaje GUS, w 2014 roku wzrost sięgnął 4,7 proc., dla porównania w 2013 r. wzrostu wyniósł 1 proc.

Jesteśmy w tej chwili w sytuacji takiej, że odczuwamy znaczący wzrost zamówień i poprawę koniunktury, mimo że rynek jeszcze specjalnie nie ruszył mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Chełkowski, członek zarządu, dyrektor zarządzający Doka Polska.Natomiast na pewno w tej chwili jeszcze, ponieważ w Polsce jest duża presja cenowa na naszych kontrahentów, czyli wykonawców, staramy się selektywnie podchodzić do propozycji, które się pojawiają.

Doka podkreśla, że dzięki swojej specjalizacji może wspierać głównych wykonawców, z którymi współpracuje. Przy wielu inwestycjach właściwie dobrana technologia wykonania szalunku może wpłynąć na obniżenie kosztów.

Staramy się wybierać takie projekty, w których naszym rozwiązaniem, pomysłem, technologią i innowacją możemy zadowolić naszego klienta tym, że skracamy najczęściej czas realizacji podkreśla Piotr Chełkowski. To ma kapitalne znaczenie dla danego wykonawcy, bo przekłada się na jego możliwości zaoszczędzenia na żurawiach, sprzęcie, ludziach, podwykonawcach itd. Wszystko dzięki temu, że Doka często ma swój innowacyjny pomysł na skrócenie prac żelbetowych, a to decyduje o terminie końcowym. W tej chwili patrzymy z dużym optymizmem na nadchodzący czas.

Spółka podkreśla, że nie chce się uzależnić się od jednego źródła finansowania. Dlatego stara się, by połowa jej zamówień pochodziła od inwestorów prywatnych. Nie wyklucza jednak, że wobec dużej podaży projektów infrastrukturalnych, jakiej można oczekiwać na polskim rynku, ta proporcja może się trochę zmienić.

– Będziemy bardziej aktywni w infrastrukturze, bo tam rzeczywiście można błysnąć technologią deklaruje dyrektor zarządzający Doka Polska.Technologia nasuwania, technologia nawisu, to są bardzo ciekawe rozwiązania, którymi dysponujemy. I oczywiście będziemy starali się powalczyć o jakiś wysoki budynek, pewnie w Warszawie. Dużo takich projektów pojawia się w niedługim czasie. Oczywiście nie za wszelką cenę, ale na pewno będziemy tutaj bardzo aktywni i będziemy chcieli się pokazać.

W latach ubiegłych Doka Polska uczestniczyła w projektach autostradowych Budimeksu, obecnie uczestniczy m.in. w budowie kolei metropolitalnej dla Trójmiasta oraz wielkiego centrum handlowego Posnania w stolicy Wielkopolski.

Praktycznie ten projekt będzie jeszcze realizowany przez cały 2015 rok, otwarcie przewidziane jest na święta Bożego Narodzenia w 2015 roku podkreśla Piotr Chełkowski z Doka Polska.W tej chwili ten projekt jest w fazie rozpędu, dopiero się będzie intensywnie rozwijał. Natomiast działamy na terenie całej Polski, jeżeli mówimy o Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, to mamy Gdańsk, jeżeli mówimy o infrastrukturze, to realizujemy obwodnicę Nowego Sącza i most w Toruniu.

PKP Cargo chce łączyć Bałtyk z Adriatykiem. Zawiera międzynarodowe umowy i liczy na kolejne przejęcia

0

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo szykuje kolejne inwestycje. Spółka myśli o kilku akwizycjach oraz kupnie sprzętu, który pozwoli oferować klientom transport intermodalny. Chce obsługiwać korytarz towarowy Bałtyk-Adriatyk, czemu ma służyć umowa z chorwackim przewoźnikiem.

Po informacji pod koniec ubiegłego roku o planowanym zakupie jednego z największych czeskich przewoźników – spółki AWT, teraz PKP Cargo podpisała strategiczną umowę o współpracy z chorwackim HZ Cargo. Polska spółka liczy, że to pozwoli jej zbudować bardzo dobrą ofertę w korytarzu logistycznym pomiędzy Morzem Bałtyckim a Adriatykiem i połączyć polskie porty z chorwackimi.

Jesteśmy drugim największym przewoźnikiem w Unii Europejskiej, mamy też bardzo dobrą sytuację finansową, a to nam pozwala na formułowanie tych aliansów w różny sposób – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Purwin, prezes PKP Cargo. – Mogą to być alianse kapitałowe, mogą to być alianse strategiczne. Mamy też nadal bardzo dużą siłę finansową, poziom zadłużenia PKP Cargo jest bardzo niski. To nam pozwala na wyasygnowanie znaczących kwot na te aktywa, które są potrzebne do realizowania znaczących akwizycji.

Największy polski przewoźnik towarowy także inwestuje. Szykując się do zaoferowania klientom przewozów intermodalnych, spółka rozpisała wart 400 mln zł przetarg na kupno nawet 20 lokomotyw wielosystemowych zdolnych do przewożenia towarów w kilku krajach bez konieczności zmiany lokomotywy. W 2014 roku spółka odebrała także kilkaset platform do przewożenia kontenerów. Segment intermodalny – czyli przewóz kontenerów – to najszybciej rosnąca część rynku. Na planowanym przejęciu AWT spółka nie zamierza poprzestać.

– Dzisiaj jesteśmy w kilku procesach, nie o wszystkich mogę oczywiście powiedzieć – informuje prezes Adam Purwin z PKP Cargo. – To, o czy mówi się w domenie publicznej, to oczywiście wiadomość o naszych rozmowach z KGHM w sprawie nabycia udziałów w Pol-Miedź Trans, to oczywiście rozmowa o potencjalnej akwizycji Portu Gdańskiego Eksploatacja w konsorcjum z Węglokoksem. Jesteśmy i zabiegamy o to, aby skończyły się one dla nas i naszych akcjonariuszy korzystnie, uzupełniały też naszą ofertę logistyczną.

Rok 2014 PKP Cargo zalicza do bardzo udanych. Spółka dała sobie dobrze radę mimo kłopotów jej największych klientów, czyli polskich kopalń. Nie zaszkodził jej też konflikt na Ukrainie.

– Udało nam się dobrze zoptymalizować naszą strukturę i lepiej dostosować ją do potrzeb klientów – zaznacza prezes PKP Cargo. – Wynik finansowy sięgnął prawie 300 mln zł przed obciążeniem go wydarzeniem jednorazowym, jakim był program dobrowolnych odejść. To jest zmiana w wyniku o prawie 18 proc., rekordowe marże EBITDA na poziomie 17 proc.i EBITDA na poziomie powyżej 700 mln zł to są najlepsze wskaźniki efektywności, jakie możemy w tej branży odnotować. Dodatkowo zaproponowaliśmy walnemu zgromadzeniu wypłatę 110 mln zł w formie dywidendy dla akcjonariuszy.

Spółce udało się też pomyślne zrealizować program dobrowolnych odejść. Nie była to operacja tania, bowiem podczas debiutu giełdowego w 2013 roku zatrudnieni uzyskali gwarancje zatrudnienia sięgające 4 i 10 lat. Koszt programu sięgnął 260 mln zł, przez co zysk netto obniżył się do 59 mln zł z 74 mln zł rok wcześniej. Jednak korzyści wynikające z wdrożenia PDO mają wynieść ponad 100 mln zł rocznie.

– Program dobrowolnych odejść to największa tego typu operacja zrealizowana przez polskie przedsiębiorstwa w 2014 roku – podkreśla Adam Purwin. – Skorzystało z niego ponad 3000 pracowników. Nie wszyscy pracownicy, którzy zapisali się na PDO, dostali zgodę na odejście. Cały program był bardzo udanym elementem dialogu z naszą załogą, z naszymi pracownikami.

Dobrobyt Polaków mógłby rosnąć o 5-7 proc. rocznie. Potrzebna współpraca między biznesem, administracją i społeczeństwem

CEO Magazyn Polska

W latach 2008-2013 PKB per capita w Polsce wzrósł o nieco ponad 6 proc., podczas gdy w takich krajach jak Szwecja, Szwajcaria, a nawet Estonia rósł kilkukrotnie szybciej. Żeby doganiać bardziej rozwinięte kraje, Polska powinna sięgać po inne zasoby wzrostu – ocenia Ryszard Florek, prezes Fakro i założyciel fundacji Pomyśl o przyszłości. Do tego potrzebna jest współpraca trzech środowisk: urzędników, przedsiębiorców i społeczeństwa.

Miernikiem wzrostu gospodarczego i dobrobytu jest produkt krajowy brutto w przeliczeniu na jedną osobę w porównaniu z innymi krajami. Trzeba przyznać, że w Polsce nie wypada on dobrze – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ryszard Florek, prezes zarządu firmy Fakro.

Jak wynika z raportu fundacji Pomyśl o przyszłości, w latach 2008-2013 PKB per capita w kraju wzrósł o 6,32 proc. W Niemczech było to nieco ponad 7,3 proc., ale już w Szwecji i Szwajcarii odnotowano kilkukrotnie wyższe wskaźniki (odpowiednio ponad 21 i 31 proc.). W Estonii PKB na mieszkańca rósł dwa razy szybciej niż w Polsce.

Bogate kraje nam uciekają, gdyż rozwijają się dużo szybciej niż Polska. Zamiast je gonić, zaczynamy odstawać. Najwyższy czas zacząć myśleć o tym, jaka jest tego przyczyna i sięgnąć po nowe rezerwy – przekonuje Ryszard Florek.

Opracowany we współpracy ze środowiskiem naukowym raport „Wspólnie budujmy naszą przyszłość, czyli dlaczego w Polsce zarabiamy cztery mniej niż w bogatych krajach Europy Zachodniej” wskazuje 20 przyczyn, które powodują, że Polska rozwija się wolniej niż zamożne kraje UE. Jednym z nich jest mała liczba zatrudnionych wytwarzających PKB w przeliczeniu na obywateli. Na 38 mln ludzi tylko 13 mln jest zatrudnionych w gospodarce, a więc pracuje na PKB. W Niemczech na 80 mln osób w gospodarce pracuje 40 mln.

Poza tym polskie prawo nie sprzyja rozwojowi biznesu, a w niektórych przypadkach problemem jest interpretacja przepisów przez urzędników.

W tej chwili mógłbym utworzyć tysiąc miejsc pracy, ale kilku urzędników jest temu przeciwnych. Nie potrzeba kapitału, dotacji unijnych, konieczna jest tylko zgoda. Takich przypadków jest w Polsce dużo. Nie przeszkadza prawo, tylko szwankuje interpretacja. To pokazuje, że obecnie współpracy administracji z biznesem nie ma, bo zamiast przyjść i zapytać: „co mogę zrobić, żeby powstało tysiąc miejsc pracy”, urzędnik stawia bariery – wyjaśnia prezes Fakro.

Zdaniem fundacji brakuje rodzimych firm globalnych, które mogłyby korzystać z efektu skali, wsparcie dla innowacyjności jest śladowe, przedsiębiorstwa mają niewielkie w stosunku do zagranicznych kapitały własne, a wysoki udział ma szara strefa, korupcja. Według autorów raportu wzrostu PKB nie pobudza także słabo rozwinięta infrastruktura, brak dobrego klimatu do bogacenia się społeczeństwa czy niski poziom zaufania społecznego.

Nie tylko przedsiębiorca, lecz także całe społeczeństwo, urzędnicy, dziennikarze, elity muszą się trochę zmienić. Do tej pory na skutek zaborów i komunizmu dominowała indywidualna strategia przetrwania. Teraz jednak te umiejętności czasem przeszkadzają, dlatego musimy się uczyć raczej wspólnego działania i budowania ­– przekonuje Ryszard Florek.

Autorzy raportu przekonują, że współpraca i zaangażowanie poszczególnych środowisk, skutkujące powstaniem wspólnoty ekonomicznej, pozwoli zwiększać dobrobyt w Polsce średnio o 5-7 proc. rocznie.

Admiral Markets: Górnictwo potrzebuje odważnych decyzji politycznych. Obniżenie kosztu wydobycia węgla uchroniłoby firmy wydobywcze przez upadkiem

CEO Magazyn Polska

Ratunkiem dla polskiego górnictwa jest wzrost cen węgla na światowych rynkach lub cięcie kosztów działalności spółek wydobywczych. Środowisko związane z górnictwem nie ma wpływu na ceny surowca, ale może zrestrukturyzować kopalnie. Analitycy Admiral Markets podkreślają jednak, że politycy jak dotąd nie podjęli żadnych radykalnych decyzji, a to może doprowadzić polski przemysł górniczy do upadku i bankructwa. 

Trzy zespoły robocze mają zająć się stworzeniem strategii dla polskiego górnictwa. W ich skład wchodzić mają przedstawiciele związków zawodowych, pracodawców, rządu oraz eksperci. Na przedstawienie rozwiązań mają dwa miesiące. W ocenie analityków stojące przed nimi zadanie nie jest łatwe.

Rozwiązania są dwa: albo ceny węgla pójdą do góry, albo koszty zostaną obniżone. Oczywiście na pierwszy czynnik spółki wydobywcze nie mają większego wpływu, a ceny węgla na razie raczej nie wzrosną, w związku z tym spółki muszą obniżać koszty – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bartosz Zawadzki, analityk rynku kapitałowego Admiral Markets. – Koszty muszą być obniżone, żeby te kopalnie w końcu stały rentowne. W innym przypadku czeka je po prostu zamykanie.

Analityk Admiral Markets uzupełnia, że perspektywy dla branży i spółek wydobywczych nie są optymistyczne. W tej chwili nic nie zapowiada rewolucyjnych kroków w spółkach górniczych, co wynika m.in. z zależności tych firm od skarbu państwa.

– Na razie nikt z polityków nie zdecydował się na jakiekolwiek kroki w celu obniżenia kosztu wydobycia węgla, co mogłoby uchronić przed bankructwem te firmy – mówi Bartosz Zawadzki.

Notowania węgla w portach Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia (ARA) w 2014 r. spadły z ponad 80 dolarów do niecałych 70 dolarów za tonę, a od początku stycznia węgiel jest jeszcze tańszy. 6 marca za jedną tonę surowca należało zapłacić 61,54 USD.

– Na pewno na sektor wydobywczy będą wpływały ceny węgla, gdyż te spółki wydobywają głównie węgiel kamienny. Widać od 2011 roku ewidentny trend spadkowy w przychodach, co jest związane z obniżką cen węgla na świecie. Te przychody sukcesywnie spadają w trzech największych i najbardziej znanych spółkach: JSW, Kompanii Węglowej i Katowickim Holdingu Węglowym – zwraca uwagę Zawadzki.

Z drugiej strony jak dodaje ekspert, co roku rosną koszty działalności spółek wydobywczych, a powiększająca się dysproporcja między kosztami i przychodami wpływa negatywnie na zyski kopalń.

Notowana na GPW Jastrzębska Spółka Giełdowa z ostatnich dostępnych danych w ciągu 9 miesięcy 2014 roku osiągnęła przychody ze sprzedaży rzędu 4,78 mld zł i stratę netto 302,6 mln zł. W tym samym okresie 2013 roku wartości te wyniosły odpowiednio 5,79 mld zł i 75,4 mln zł (zysk netto). Z kolei w przypadku spółek niepublicznych – KW i KHW, które raportują tylko wyniki całoroczne, dane finansowe z 2013 r. w porównaniu z danymi z 2012 r. nie są dużo słabsze, ale należy oczekiwać, że gorsze rezultaty  podobnie jak JSW  firmy te osiągnęły w 2014 roku.

Obsługa klientów przenosi się do portali społecznościowych. Coraz popularniejsze stają się filmy produktowe na YouTube

CEO Magazyn Polska

Obsługa klientów odbywa się coraz częściej z wykorzystaniem nowoczesnych form kontaktu, głównie serwisów społecznościowych i aplikacji mobilnych. Konsumenci polubili też krótkie filmiki produktowo-poradnikowe dostępne m.in. na YouTube. Chętnie piszą także komentarze w internecie na temat produktów, co pomaga firmom dostosować ofertę do potrzeb ich klientów.

– Rozwój technologii telekomunikacyjnych zmienił rynek i nawyki konsumentów. Wcześniej klienci kupowali takie produkty, jakie oferowała im firma. Dzisiaj chcą czynnie uczestniczyć w ich kształtowaniu   tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jolanta Dudek, dyrektor wykonawczy ds. obsługi klientów z Orange Polska. – Rozumiemy te zmiany, a jako jeden z największych operatorów w kraju, mamy w nich istotny udział, dlatego że uwzględniamy je w kontaktach z 20 mln naszych klientów.

Klienci po wdrożeniu produktu komentują go i w ten sposób informują producenta o swoich odczuciach. Potem albo go rekomendują, albo krytykują. Jak podkreśla Jolanta Dudek, każda firma powinna brać pod uwagę opinię klientów, która natychmiast po wdrożeniu produktu pojawia się na rynku.

– Cyfrowy konsument ma inne potrzeby. Dzisiaj zanim uda się do sklepu czy punktu sprzedaży, najpierw konsultuje ofertę w internecie – wyjaśnia Dudek. –Sprawdza na portalu, jakie mamy oferty i porównuje ceny z naszymi konkurentami. Dopiero później decyduje się na zakup.

Współcześni klienci po kupieniu produktu lub oferty oczekują dostosowania do siebie kanałów kontaktu ze sprzedawcą. Dlatego Orange otworzył cyfrowe biuro obsługi klienta na Facebooku, gdzie dziennie kontaktuje się z firmą już 1,2 tys. osób. Klienci Orange mogą porozumieć się z konsultantami także na portalu oraz przez aplikację mobilną.

– Najmłodsza grupa naszych klientów korzysta nie tylko z Facebooka i obsługi, którą tam oferujemy, lecz także chętnie wykorzystuje filmiki instruktażowo-obsługowe na YouTube. Dzięki temu młodzież dowiaduje się m.in. o tym, jak bezpiecznie korzystać z internetu i jak poradzić sobie ze smartfonami  –zaznacza dyrektor wykonawczy ds. obsługi klientów z Orange Polska.

Przekonuje, że już 7-9 letnie dzieci korzystają z sieci, a istotne jest, aby robiły to bezpiecznie. Dlatego wolontariusze Orange Polska tłumaczą i uczą młodzież w szkołach właściwego korzystania z internetu. Do tej pory przeszkolili ponad 30 tys. młodych internautów. Wspólnie z Fundacją Dzieci Niczyje firma stworzyła materiały edukacyjne dla dzieci, rodziców i nauczycieli – ze szkoleń na specjalnej platformie e-learningowej skorzystało już 280 tys. osób. Podobnie firma wspiera starszych klientów.

– Paradoksalnie nowe technologie, które dla młodych ludzi są codziennością, dla seniorów mogą być przeszkodą. Starsi ludzie rzadziej korzystają z internetu, dlatego Orange przygotował program ich cyfrowej aktywizacji – mówi Jolanta Dudek. –  W bibliotekach gminnych zapewniamy darmowy internet oraz prowadzimy kursy, które przygotowują seniorów do korzystania z sieci. Dzięki temu mogą nawiązywać nowe znajomości czy załatwiać wiele potrzebnych codziennych spraw.

15 marca obchodzony jest Światowy Dzień Konsumenta.

Zamiast tworzyć własne produkty polskie firmy korzystają z technologii zachodnich koncernów

0

CEO Magazyn Polska

Trudny dostęp do międzynarodowych rynków zbytu dla polskich produktów innowacyjnych jest jednym z powodów niskich nakładów na działalność badawczo-rozwojową w Polsce. Choć procent PKB przeznaczany w Polsce na B+R należy do najniższych w Europie, blokadą jest przede wszystkim to, że firmy zamiast inwestować we własne produkty wykonują zadania dla zachodnich koncernów i w oparciu o ich technologie. Wyjątkiem jest sektor IT.

Działalność badawczo-rozwojowa w Polsce w większości sponsorowana jest przez rząd, a nie firmy. To się oczywiście zmienia, natomiast iluzoryczne jest myślenie, że da się to załatwić grantami czy funduszami strukturalnymi, bo tak naprawdę problem jest głębszy. Żeby prowadzić działalność badawczo-rozwojową, trzeba wiedzieć, gdzie sprzedać te nowoczesne produkty – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Świrski, prezes zarządu Transition Technologies. ‒ Problemem większości polskich firm nie jest to, że nie umieją prowadzić działalności badawczo-rozwojowej, tylko to, że mają utrudniony dostęp do globalnej sieci sprzedaży.

Świrski zwraca uwagę na to, że polskie firmy w dużej mierze produkują dla zachodnich koncernów. Przez to mają ograniczoną możliwość własnego wkładu w postaci innowacyjnych rozwiązań. Przez to firmy wydają mniej na B+R, a głównym inwestorem w tym obszarze są jednostki publiczne.

Nawet po zsumowaniu wydatków prywatnych i publicznych na B+R Polska jest jednym z najsłabszych pod tym względem krajów w UE. Jak wynika z danych Eurostatu, w 2013 r. w Polsce na badania i rozwój wydano jedynie 0,87 proc. PKB. Choć to o 0,3 pkt proc. więcej niż jeszcze rok wcześniej, to i tak o ponad połowę mniej od unijnej średniej (2,02 proc. PKB). Wiodące w Europie pod tym względem Szwecja i Finlandia wydają na B+R ponad 3,2 proc. swoich PKB. W Korei Południowej wskaźnik ten przekracza 4 proc.

Świrski dodaje, że wskaźnik ten powinien rosnąć, ale szczególnie cenny jest wzrost wydatków firm. Środki państwowe lub wspólnotowe mogą pomóc, ale nie zastąpią inwestycji prywatnych. W nakładach na działalność B+R przodują firmy z sektora IT, bo one mają najmniejsze bariery w ekspansji międzynarodowej.

Mamy wielkie możliwości w informatyce. To jedna z nielicznych gałęzi, która nie wymaga wielkich nakładów na budowę centrów badawczych i daje możliwość szybkiego dostępu do rynków światowych. W przeciwieństwie chociażby do sprzedaży samochodów, domów czy skomplikowanych urządzeń elektronicznych program komputerowy można czasami sprzedać na światowych rynkach – wyjaśnia Świrski.

Dla firm informatycznych nakłady na badania i rozwój są szczególnie istotne, bo tylko w ten sposób mogą one utrzymać konkurencyjność i przyciągnąć najlepszych pracowników. W innych segmentach korzyści nie są zawsze tak bardzo wymierne.

Polski system prawny powoduje, że firmy tylko w ograniczonym stopniu korzystają finansowo na nakładach na B+R. Jak podkreśla Świrski, pochodząca jeszcze z 2008 r. ustawa daje pewne preferencje podatkowe, ale są one bardzo niewielkie w porównaniu z krajami Europy Zachodniej.

 Jest tam kilka punktów, które powodują, że można tworzyć coś, co się nazywa fundusz innowacyjności. Są pewne ułatwienia podatkowe. Natomiast jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach – mówi Świrski. ‒ Korzyść finansowa nie jest aż tak duża, jak w innych krajach.

Podkreśla, że ustawa powinna zostać znowelizowana i sprecyzowana. Z litery prawa powinny wynikać większe korzyści dla firm, które prowadzą działalność badawczo-rozwojową. Świrski podaje przykład Francji, gdzie firmy mogą liczyć na dofinansowanie. W Polsce wsparcie w praktyce jest ograniczone, a Świrski dodaje, że często Izby Skarbowe interpretują przepisy w taki sposób, że jeszcze trudniej uzyskać podatkowe ulgi za nakłady na B+R.

Największą korzyścią dla firm prowadzących taką działalność jest status centrum badawczo-rozwojowego. Otrzymują go firmy, które uzyskują co najmniej 20 proc. przychodów ze sprzedaży produktów będących efektem własnych badań. Taki status daje pewne preferencje przy rozpatrywaniu wniosków o granty badawcze.

Natomiast bezpośredni efekt finansowy nie jest za duży – dodaje Świrski.

DHL Parcel wesprze rynek e-commerce. Firma stworzyła platformę do handlu w sieci

CEO Magazyn Polska

Rozwój e-commerce przyniósł hossę w branży usług kurierskich. DHL Parcel, jeden z potentatów na polskim rynku, chce zwiększyć swój udział w rynku, tworząc platformę handlową, która ma ułatwić internetowym sprzedawcom znalezienie nabywców na ich towary i usprawnić cały proces transakcji.

– E-commerce jest wiodącym segmentem, tworzącym w tej chwili dynamikę przyrostu przesyłek krajowych, także na rynku przesyłek międzynarodowych, bo w sposób mniej dynamiczny, ale także rozwija się zainteresowanie polskich konsumentów zakupami w zewnętrznych, zagranicznych sklepach internetowych mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Robert Sulich, dyrektor ds. marketingu DHL Parcel Polska

Jak podaje badająca ten rynek firma CubeResearch, w 2012 roku obroty w sklepach internetowych sięgały 25 mld zł, rok później 30 mld zł, a  jak się szacuje, w roku 2014 wartość tego rynku przekroczyła 35 mld zł. Na razie daje to 4 do 5 proc. wartości całej sprzedaży w Polsce, jednak według prognoz w 2020 może osiągnąć 10-15 proc. Tak dynamiczny wzrost sprzedaży wysyłkowej przyniósł też ożywienie na rynku usług kurierskich. Liczba wysyłanych w Polsce paczek rośnie o 10-15 proc. rocznie. Nowa usługa DHL Parcel Polska – określana jako internetowy pasaż handlowy All You Need  ma wspierać sprzedających w sieci biznesowych klientów firmy. DHL Parcel Polska będzie prowadził w ich imieniu marketing oraz bezpośrednią obsługę transakcji sprzedaży ich produktów.

–  Chcemy w ten sposób wesprze ich, zajmując się żmudnym pozycjonowaniem ich produktu w wyszukiwarkach deklaruje Robert Sulich. Ten cały performance marketing służy temu, żeby produkty sprzedawać. Po to, żeby e-sprzedawcy mogli skupić się na bardziej strategicznych decyzjach dotyczących swojego biznesu, czyli poszukiwaniu dobrych źródeł zaopatrzenia, rozpoznawaniu rynku i oczekiwań klientów. Chcemy, by bieżąca obsługa sprzedaży trafiła do DHL Parcel.

DHL Parcel Polska zaznacza, że strategią firmy nie jest zdobycie wiodącej pozycji w segmencie sprzedawców internetowych czy platform internetowych.

– Naszym zasadniczym obszarem działania jest wciąż obsługa logistyczna naszych klientów – zaznacza dyrektor ds. marketingu DHL Parcel Polska. – Natomiast platforma All You Need służy właśnie temu, żeby naszym klientom zaoferować pomoc w rozwijaniu ich biznesu poprzez outsourcing już nie  tylko funkcji logistycznych, lecz także dodatkowych opcji. Nie mamy w tym względzie jakichś bardzo ambitnych planów budowania pozycji w branży platform internetowych. Bardziej zależy nam na tym, żeby nasi klienci, przedsiębiorcy internetowi znaleźli u nas tę dodatkową możliwość, która pomoże im szerzej rozwinąć skrzydła.

Firma kurierska deklaruje, że chce zapewnić sprzedawcom komplementarną usługę: znaleźć nabywcę, obsłużyć transakcję, także poprzez sfinalizowanie płatności oraz dostarczyć przesyłkę z zakupionym towarem.

– Chcemy po prostu jeszcze głębiej wejść w e-commerce, zdobyć pozycję niekwestionowanego eksperta w tej dziedzinie wśród operatorów kurierskich – podkreśla Robert Sulich z DHL Parcel Polska. – Poprowadzenie tego typu działalności własnymi rękami jest troszkę inną rzeczą niż tylko doręczanie paczek. Jeżeli się te paczki dostarcza, a wcześniej musiało się ten produkt sprzedać, to wiedza o tym, czym się ten rynek kieruje, czym żyje, jest chyba najpełniejsza i o to nam też chodzi.

W tym roku ulga na dzieci na nowych zasadach. Skorzystają przede wszystkim rodziny wielodzietne

0

W rozliczeniu podatkowym za 2014 rok zwiększono ulgi na dzieci. Skorzystają na tym przede wszystkim rodzice z co najmniej trójką dzieci, bo ulgi na trzecie i każde kolejne dziecko będą wyższe o 20 proc. Lepsza jest też sytuacja tych podatników, którzy do tej pory nie mogli w pełni wykorzystać tej ulgi, bo ich podatek był niższy od jej maksymalnego poziomu. W tym roku takim rodzinom państwo zwróci kwotę niewykorzystanej ulgi.

Ulga na dzieci jest jedną z najpopularniejszych. Pozwala na odliczenie od podatku wynikającej z przepisów podatkowych kwoty przypadającej na jedno dziecko. W przypadku, gdy podatnik jest uprawniony do rozliczenia ulgi na więcej niż jedno dziecko, kwota to odpowiednio się zwiększa. W tym roku wysokość ulgi w przypadku trzeciego i kolejnych dzieci jest wyższa o 20 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy w Kancelarii Chmieliński & Żemantowski.

Wyższe ulgi na dzieci w rozliczeniu za 2014 rok to kontynuacja zmian z 2013 roku, kiedy ulgę na trzecie dziecko zwiększono o 50 proc., a na każde kolejne o 100 proc. Teraz rodzice mogą odliczyć za pierwsze i drugie dziecko ponad 1,1 tys. zł, za trzecie – 2 tys., a za każde kolejne – 2,7 tys. zł.

Podatnicy, którzy wykazują niskie dochody i niski podatek w zeznaniu rocznym, dotychczas w wielu przypadkach nie mieli możliwości pełnego odliczenia ulgi, bo podatek wynikający z zeznania był niższy niż kwota ulgi. Począwszy od rozliczenia za 2014 rok, takie osoby otrzymają zwrot różnicy między pełną kwotą ulgi, a tą, która jest możliwa do rozliczenia z uwagi na wysokość podatku – tłumaczy ekspertka.

Zwrot dopłacony przez państwo nie może być jednak wyższy niż łączna kwota zapłaconych przez podatnika składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne. To oznacza, że ze zmian skorzystają rodzice zatrudnieni na podstawie jakiejkolwiek umowy. Praca przynajmniej jednego z małżonków musi podlegać opodatkowaniu i oskładkowaniu.

Rząd szacuje, że na dodatkowe wsparcie w postaci zmienionej ulgi na dzieci będzie mógł liczyć ponad milion rodzin, w których wychowuje się ok. 2 mln dzieci. 97 proc. rodzin, płatników PIT, będzie mogło wykorzystać te ulgi w pełni.

Jak podkreśla ekspertka, wciąż można skorzystać z ulgi rehabilitacyjnej, która przysługuje niepełnosprawnym i ich opiekunom. Maksymalna kwota odliczenia w roku podatkowym wynosi 2280 zł.

Obowiązuje też ulga internetowa, ale powoli ulega ona ograniczeniom. Mogą ją odliczyć tylko podatnicy, którzy dotychczas jeszcze z niej nie korzystali. Mają prawo z niej skorzystać przez dwa kolejne lata podatkowe – zaznacza Dragan-Berestecka.

Polacy najchętniej budują domy o powierzchni 126-150 mkw. Realny koszt budowy zwykle różni się nawet o 20 proc. od wyceny

CEO Magazyn Polska

Polacy najchętniej chcą wybudować wolnostojący dom parterowy o powierzchni użytkowej od 126 do 150 mkw, z poddaszem użytkowym, ale bez piwnicy. Najczęściej jest to dom wznoszony w tradycyjnej technologii murowanej z cegły ceramicznej, a dach pokryty jest dachówką ceramiczną. Realne koszty budowy zwykle przekraczają o 11-20 proc. planowany na początku budżet – wynika z raportu Oferteo.pl.

Na podstawie wyników naszych badań możemy wnioskować, że Polacy chcą najczęściej budować dom wolnostojący, jednorodzinny, parterowy z poddaszem użytkowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Karolina Pluta z Oferteo.pl.

Domy, które obecnie powstają, są stosunkowo niewielkie i mają powierzchnię od 126 do 150 mkw. (wskazało tak 28,7 proc. ankietowanych). Blisko 90 proc. ankietowanych korzysta z gotowego projektu.

Zapewne wynika to z chęci dobrego dostosowania wznoszonego domu marzeń do tego, jakie będą potrzeby, jak dom będzie funkcjonalny za kilka czy kilkanaście lat. Poza tym istotne są koszty, a większy dom będzie wiązał się z większym wydatkiem na utrzymanie – podkreśla Karolina Pluta.

Budowa statystycznego domu z garażem kosztować będzie średnio 430 000 zł – wynika z wyceny firmy Sekocenbud, która cytowana jest w raporcie Oferteo.pl. Koszty są jednak różne w zależności od regionu kraju.

Średnia cena 1 mkw. powierzchni użytkowej domu w województwie świętokrzyskim jest najniższa i wynosi 2 556 zł. Natomiast statystycznie najdrożej wychodzi budowa domu w województwie wielkopolskim, gdzie koszt budowy 1 mkw. to jest 2 986 zł – mówi Karolina Pluta.

Przy budowie domu niejednokrotnie koszty realne przekraczają te, które zostały zaplanowane w kosztorysie. Ankietowani najczęściej wskazywali różnicę w przedziale od 11 do 20 proc. w stosunku do początkowej wyceny.

Różnica ta wynika np. ze zmiany decyzji o wyborze materiałów budowlanych w trakcie procesu inwestycyjnego lub konieczności wykonania dodatkowych prac. Bardzo często można byłoby dodatkowych kosztów uniknąć, jeśli wystarczająco dobrze przemyślałoby się i zaplanowało wydatki już na samym początku budowy – podkreśla Pluta.

Polacy bardzo chętnie samodzielnie nadzorują całość prac związanych z budową domu.

Często jest to inwestycja życia, nic więc dziwnego, że chcieliby mieć jak najlepszą kontrolę nad całym procesem, a także nad kosztami. Dlatego 3/4 ankietowanych wybiera system gospodarczy, czyli samodzielnie nadzoruje całość prac zamiast zlecać je jednemu wykonawcy – dodaje Pluta.

Blisko połowa respondentów ankiety Oferteo.pl deklarowała, że budowa ich domu zajęła do 12 miesięcy (44,7 proc.). Podobna część inwestorów czekała na zakończenie budowy 1,5 roku (19,6 proc.) oraz 2 lat (20,8 proc.).

Polacy są bardzo przywiązani do tradycyjnych technologii budowania domów. Najczęściej wybierają domy murowane z cegły ceramicznej (blisko 41 proc. ankietowanych). Ceramika jest najpopularniejsza również w kwestii pokryć dachowych. Na dachówkę ceramiczną decyduje się 44,8 proc. wszystkich osób, które budowały dom w 2014 roku.

Cegła ceramiczna zdecydowanie jest popularniejsza na południu Polski, natomiast beton komórkowy, plasujący się w ogólnej klasyfikacji na drugim miejscu, jest najczęściej wybierany na północy Polski – dodaje przedstawicielka Oferteo.pl

Regionalne różnice zauważalne są również w kwestii popularnych pokryć dachowych. Blacha i blachodachówka są najpopularniejsze we wschodnich rejonach Polski, natomiast dachówka ceramiczna na południowym zachodzie Polski.

Do wybudowania statystycznego jednorodzinnego domu wolonstojącego Polacy najczęściej kupują działkę o powierzchni od 1001 do 2000 mkw. (blisko 40 proc.). Nieco rzadziej jest to mniejsza działka od 500 do 1000 mkw. Niewielki odsetek ankietowanych dysponuje działkami większymi niż 2000 mkw.

Najwięcej domów powstaje na terenie Mazowsza (14,1 proc. ogółu) i Śląska (13,6 proc.), na terenach wiejskich, gdzie działki są najtańsze.

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Sądy zbyt łagodne wobec pijanych kierowców

0

Pozbawienie wolności w zawieszeniu oraz grzywna to kary wymierzane wobec nietrzeźwych kierowców najczęściej. Sądy zbyt rzadko reagują adekwatnie do sytuacji, powinny utożsamiać się z ofiarami – zaznaczają eksperci.

Według statystyk połowa Polaków, którzy wsiedli po alkoholu za kierownicę, nie wiedziała, jak wpływa on na ich organizm. 30% nietrzeźwych uważało, że skoro mieszka niedaleko i pojedzie bocznymi ścieżkami, to nie zostanie zatrzymanych przez policję. „Zmiana myślenia i zachowania polega na uświadomieniu sobie, że jeżeli oczekuję szacunku ze strony innych uczestników ruchu drogowego, to muszę przestrzegać określonych zasad, które będą sprzyjały wspólnemu bezpieczeństwu” – mówi serwisowi infoWire.pl psycholog dr Andrzej Markowski.

Za jazdę pod wpływem alkoholu – bez wyrządzenia szkody – przewiduje się karę pozbawienia wolności do lat dwóch, ograniczenia wolności do 12 miesięcy lub grzywnę. W razie spowodowania wypadku można trafić do więzienia nawet na 10 lat. „Większość z orzekanych wyroków przeciwko nietrzeźwym kierowcom to kary pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywny. Niewykorzystywanie w pełni narzędzi służących karaniu pijanych kierowców nie skłania społeczeństwa do przestrzegania przepisów ruchu drogowego” – mówi serwisowi infoWire.pl Mariusz Wasiak z Biura Prewencji i Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Eksperci zgodnie zaznaczają, że zbyt łagodne wyroki demotywują społeczeństwo. Ludzie zauważają, że pełnej odpowiedzialności można uniknąć. Rozwiązaniem jest nie zaostrzanie przepisów, ale ich prawidłowe stosowanie. „Sądy powinny bardzo wnikliwie przyglądać się problemowi. Co więcej, istotna jest edukacja, ale nie tylko uczestników ruchu drogowego, lecz przede wszystkim także organów orzekających” – podkreśla Mariusz Wasiak.

Większe bezpieczeństwo pieszych dzięki podręcznikowi

Polska zajmuje niechlubne, trzecie miejsce w Europie pod względem wypadków z udziałem pieszych. W poprawie statystyk mają pomóc instrukcje zawarte w publikacji „Ochrona pieszych. Podręcznik dla organizatorów ruchu pieszego”.

Do wypadków dochodzi nie tylko przez błędy kierowców i pieszych. Przyczyniają się do nich także pomyłki popełniane na etapie projektowania dróg i podczas ich budowy oraz zła infrastruktura (np. uszkodzenia nawierzchni, nieodpowiednie rozmieszczenie znaków drogowych). „Do bezpieczeństwa ruchu drogowego trzeba podejść w sposób interdyscyplinarny. Warto wiedzieć, co grozi pieszym na drogach, i poznać sposoby właściwego oceniania tych zagrożeń” – mówi serwisowi infoWire.pl Piotr Popa, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

„Ochrona pieszych. Podręcznik dla organizatorów ruchu pieszego”, publikacja wydana przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (KRBRD), ma służyć jako przewodnik dla instytucji oraz urzędów odpowiedzialnych za sprawy bezpieczeństwa ruchu na drogach, a także wykonawców inwestycji drogowych. Podręcznik został przekazany do niektórych samorządów, oddziałów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz uczelni technicznych. Dostępny jest też w wersji elektronicznej na stronie internetowej KRBRD.

Rynek pracy specjalistów w lutym 2015 r.

W lutym na Pracuj.pl opublikowano 32 256 oferty pracy, co oznacza 6,5% wzrost rok do roku. Największe zapotrzebowanie na specjalistów zgłosiły branże handel i sprzedaż oraz bankowość/finanse/ubezpieczenia. Coraz więcej czynników wskazuje na ożywienie w branży budownictwo i nieruchomości – trend ten jest widoczny także w analizach Pracuj.pl. Tradycyjnie nie maleje popyt na inżynierów i specjalistów IT.

 Wielka czwórka bez zmian

Najwięcej ogłoszeń o pracę skierowano do specjalistów handlu i sprzedaży – było ich 12 459. Na kolejnych miejscach uplasowali się specjaliści ds. obsługi klienta (5 957 ofert), specjaliści ds. finansów (5 248 ofert) oraz specjaliści ds. IT (4 626 ofert).

Największy udział w ogólnej liczbie ogłoszeń o pracę stanowiły oferty z branży handel i sprzedaż (21% ofert pracy), bankowość/finanse/ubezpieczenia (14% ofert pracy) oraz budownictwo i nieruchomości (7% ofert pracy). Jednak podczas gdy w dwóch pierwszych obszarach zanotowano niewielkie spadki liczby ogłoszeń, w budownictwie i nieruchomościach odnotowano 6,2% wzrost rok do roku. Zwiększoną liczbę ofert pracy zaobserwowano także w następujących branżach – przemysł chemiczny z 13,5% wzrostem rok do roku, transport i logistyka z 11,7% wzrostem oraz marketing/media/reklama z wynikiem o 10,7% lepszym niż w lutym ubiegłego roku. Odnotowano również wzrost liczby ofert pracy dla specjalistów IT (4,4% więcej ofert pracy porównując rok do roku).

 Inżyniera zatrudnię od zaraz

Znaczący wzrost liczby ofert pracy, porównując rok do roku, odnotowano dla inżynierów – wyniósł on 6,5%. W obszarze inżynierii najwięcej ogłoszeń o pracę skierowano do monterów/serwisantów, elektroników/elektryków, mechaników oraz do specjalistów zajmujących się konstrukcją/technologią. Znaczący wzrost liczby ogłoszeń zanotowano także wśród ofert dla projektantów (o 7,1% w porównaniu do lutego roku ubiegłego). Inżynieria jest jednym z tych obszarów, w którym specjaliści są stale poszukiwani.

– W lutym na większe zapotrzebowanie na stanowiska związane z szeroko pojętą inżynierią z pewnością miał wpływ trend stopniowego ożywienia w polskim sektorze budowalnym, dostęp do tańszych kredytów i tym samym inwestycje w działy badawczo-konstrukcyjno-projektowe – komentuje Liliana Swoboda, dyrektor katowickiego oddziału firmy doradztwa personalnego People. – Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym rekrutacjom, szczególnie w przypadku  stanowisk takich jak serwisanci czy monterzy, mogła być ciepła zima, która pozwalała na prowadzenie prac, zwykle w tym okresie wstrzymywanych. Zwiększone rekrutacje pracowników szeregowych, a także inżynierów, to także efekt przygotowywania się firm do nowych kontraktów, których realizacja za chwilę się rozpocznie dodaje Swoboda.

Ruch w budownictwie i nieruchomościach

W lutym na Pracuj.pl opublikowano ponad dwa tysiące ogłoszeń o pracę w branży budownictwo i nieruchomości. Najwięcej ogłoszeń z tej branży skierowano do specjalistów sprzedaży, specjalistów budownictwa, oraz specjalistów inżynierii. Najdynamiczniej przyrastały ogłoszenia skierowane do specjalistów budownictwa  (o 8,6% rok do roku), osób odpowiedzialnych za finanse/ekonomię  (8,3% wzrostu rok do roku). Ożywienie w branży potwierdzają również analitycy rynków kapitałowych.

Luty był drugim z rzędu miesiącem silnych wzrostów spółek budowlanych notowanych na GPW, co wskazuje na duży optymizm uczestników rynku kapitałowego co do perspektyw rozwoju tej branży w kolejnych miesiącachkomentuje Piotr Zybała, analityk Domu Maklerskiego mBanku.W oparciu o środki unijne z nowej perspektywy budżetowej stworzone zostały wieloletnie programy inwestycyjne na lata 2014-2020, które zakładają wydatki w kwocie 93 mld PLN w drogach oraz 59 mld PLN w kolejach. Największy front prac budowlanych będzie miał miejsce po 2015 r., co oznacza, że branżę może czekać kilka lat dobrej koniunktury. Nie dziwią więc komentarze przedstawicieli największych spółek z branży (np. Budimex) odnośnie planowanego wzrostu zatrudnienia dodaje Zybała.

Ożywienie na rynku pracy

Największy wzrost zapotrzebowania w stosunku do lutego ubiegłego roku zanotowano w obszarze HR i wyniósł on 13,6%. Trend ten wynika z ożywienia na rynku pracy, a co za tym idzie stale zwiększającego się zapotrzebowania na specjalistów od rekrutacji oraz od zarządzania zasobami ludzkimi.

Ożywienie na rynku pracy widać również po stronie kandydatów. W lutym br. na Pracuj.pl zarejestrowało się ponad 81 000 nowych użytkowników, o 23% więcej niż w tym samym okresie 2014 roku. Wzrosła również o 8,37% liczba wysyłanych aplikacji na oferty pracy (porównując luty 2015 do lutego 2014).