Praca zdalna zwraca uwagę branży nieruchomości na cyfrową transformację

Jesteśmy w trakcie największego w historii globalnego testu pracy zdalnej. Tzw. home office został wdrożony na niespotykaną dotąd skalę również wśród najemców i właścicieli budynków biurowych w Polsce. Jak szacuje MVGM, do zarządzanych przez firmę budynków biurowych (44 obiekty o łącznej powierzchni 802 723 mkw.) przychodzi aktualnie ok. 10% pracowników. Elastyczne metody pracy jednak są zaledwie jedną z konsekwencji aktualnej sytuacji rynkowej. Długofalowo branża nieruchomości jeszcze mocniej skupi się na cyfrowej transformacji, co pozwoli szybciej i bardziej zwinnie odpowiadać na gwałtowne zmiany i wydarzenia. Eksperci przewidują również skokowy wzrost rozwoju technologii zdrowotnych (np. well-being), edukacyjnych oraz pojawienie się nowych optymalizacji w zakresie zarządzania budynkami, w tym sztucznej inteligencji, oraz analizy danych.

Biuro w domu – czyli razem, ale osobno

Wideo i telekonferencje, jeszcze większa liczba maili, praca z kanapy, przy kuchennym stole – to od kilkunastu dni codzienność wielu pracowników. Masowy zwrot ku zdalnym metodom pracy to wspólna strategia wielu firm, bez względu na branżę i skalę biznesu.
W aktualnej sytuacji widać też pewien paradoks – wielu pracodawców, którzy do tej pory wzbraniali się przed wdrożeniem elastycznych metod pracy, to właśnie dzięki wprowadzeniu obowiązkowego home office dla swoich zespół, mogą teraz zachować ciągłość biznesową. Warunkiem jednak było, jest i będzie odpowiednie przygotowanie zaplecza technologicznego, które pozwoli zachować naszą dotychczasową efektywność, a nawet ją podniesie. – Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

Na znaczeniu będą zyskiwać narzędzia zwiększające zaangażowanie pracowników, aplikacje wspomagające planowanie zadań przez członków zespołu, czy rozwiązania umożliwiające cyfrowy obieg dokumentów, a także zdalne zarządzanie wiedzą i edukacja. W centrum tej „nowej” sytuacji jest pracownik – jego zdrowie, komfort i bezpieczeństwo.

Dobro zespołu stało się jeszcze większym priorytetem pracodawców, co widać chociażby po dynamice wprowadzania pracy zdalnej. Obecną sytuację może więc potraktować również jako akcelerator wielu zmian na rynku biurowym w Polsce, dlatego też definicja Nowoczesnego Biura zacznie nabierać nowego znaczenia. Możemy spodziewać się, że zmieni się chociażby sposób rozmieszczenia biurek na open space, tak aby zmniejszyć ich liczbę i zachować między nimi większe odległości. Firmy zaczną wprowadzać też standardy nowych zachowań w trosce o bezpieczeństwo zespołu. Ponadto, już teraz widzimy, że pracownicy traktują biuro jako miejsce służące przede wszystkim współpracy. Dlatego niewykluczone, że niektórzy pracownicy zaczną dzielić dzień pracy na tę z domu i z biura. Taka różnorodność będzie sprzyjać efektywności i komfortowi. – Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

Biura w wersji online

Zaawansowane platformy służące zarządzaniu nieruchomościami, czy sensory sterujące niemal każdym aspektem funkcjonowania biurowca – brzmi, jak odległa przyszłość? Zdaniem ekspertów PropTech Foundation – to już bliska rzeczywistość i standard na rynku. W najbliższym czasie cyfrowa transformacja nieruchomości stanie się priorytetem deweloperów, zarządców i właścicieli biurowców.

Aktualnie działamy w bardzo dynamicznej sytuacji rynkowej i społecznej, a to rodzi konieczność sprawnego zarządzenia procesem biznesowym i klarownej komunikacji z klientem. Bardzo dobrze widać to w obszarze zarządzania obiektami biurowymi, gdzie kluczowe okazują się nowoczesne platformy dające najemcom wgląd w różne rodzaje danych w czasie rzeczywistym. Zawirowania rynkowe, z którymi mamy obecnie do czynienia, stanowią natomiast dodatkową motywację, aby jeszcze bardziej te innowacje przyspieszyć. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Przykładem może być zwiększenie skali wdrożeń sensorów w budynkach, których zadaniem będzie analiza składu powietrza, temperatury, czy wilgotności, a nawet stanu psychofizycznego najemców i gości w tych obiektach.

Oprócz tego możemy się też spodziewać wzrostu zainteresowania aplikacjami, które będą odpowiadać za sterowanie poszczególnymi funkcjami budynków w oparciu o dane przesyłane z sensorów. Wszystkie te informacje będą natomiast ułatwiać podejmowanie decyzji zarówno po stronie zarządcy, jak i najemcy. Jedno jest pewne, nowoczesne technologie przestają być obecnie kwestią tzw. wartości dodanej, którą jesteśmy w stanie dać naszym partnerom i klientom. Nawet te firmy, które do tej pory miały do tego tematu raczej podejście deklaratywne, będą musiały zwiększyć swoje wydatki na innowacje. To już nie tyle kwestia tzw. przewagi konkurencyjnej, ale utrzymania się na rynku. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Trudna sytuacja pracujących w Polsce obywateli Ukrainy

W przeddzień Świąt Wielkiej Nocy pracownicy z Ukrainy w Polsce znaleźli się w niełatwej sytuacji, a naszym obowiązkiem jest o nich zadbać. Tymi słowami Prezes jednej z największych agencji pracy w Polsce, EWL S.A., komentuje kolejne zaostrzenia kwarantanny na Ukrainie, które bezpośrednio uderzają w ukraińskich obywateli pracujących w naszym kraju.

Wielkanoc z dala od rodziny

Zmiany, które weszły w życie na Ukrainie 7 kwietnia, to przede wszystkim zmniejszenie liczby drogowych przejść na granicy polsko-ukraińskiej do dwóch oraz zamknięcie popularnego pieszego przejścia granicznego. Oznacza to, że granicę można przekroczyć jedynie samochodem osobowym. Co więcej, na mocy nowych przepisów, osoby, które wjadą na teren Ukrainy, będą musiały poddać się 14-dniowej obowiązkowej obserwacji w specjalnie wyznaczonych placówkach państwowych.

Tym samym ukraińscy pracownicy, którzy w ciągu najbliższych dni wyjadą z Polski na Ukrainę, nie spędzą Wielkanocy (19 kwietnia – według kalendarza gregoriańskiego) we własnych domach z rodziną, gdyż będą poddani obserwacji w izolatkach. Z tego powodu ambasador Ukrainy w Warszawie, Andrij Deszczyca, zaapelował do ukraińskich migrantów zarobkowych, mających możliwość pozostania w Polsce, aby nie wyjeżdżali na Wielkanoc do ojczyzny.

Zadbajmy o większość, która zostanie

Dziękujemy pracownikom, którzy w tej kłopotliwej sytuacji zaufali nam oraz polskiemu rządowi i zdecydowali się pozostać w kraju. Będziemy wspierać ich w tych okolicznościach, oferując nieprzerwaną pracę, stabilne zarobki, zakwaterowanie, jak również pomoc w dopełnieniu wszystkich formalności legalizacyjnych. Zostańcie w Polsce w czasie pandemii, pomimo okresu świątecznego. Pomóżcie w ten sposób ochronić Wasze rodziny, a także osoby najbardziej zagrożone chorobą” – apeluje Andrzej Korkus.

Prezes EWL zwraca się do wszystkich polskich pracodawców zatrudniających cudzoziemców o rozszerzenie opieki na pracowników zagranicznych, którzy z powodu pandemii koronawirusa nie mogą wrócić do ojczystych krajów.

W większości przypadków obserwujemy, że polski biznes podjął wyzwanie i stara się dbać o pracowników z zagranicy. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni. Polska przez kilka miesięcy będzie polegać właśnie na tych pracownikach z Ukrainy, których uda się zatrzymać” – podkreśla ekspert.

Andrzej Korkus przypomina, że od połowy marca wszystkie konsulaty RP oraz centra wizowe zawiesiły przyjmowanie wniosków na wizy Schengen i wizy krajowe. Ukraiński rząd już zapowiedział przedłużenie kwarantanny do maja, co oznacza, że jeszcze co najmniej przez kilka tygodni proces wizowy nie ruszy z miejsca. Musimy pogodzić się
z tym, że napływ nowych kandydatów do pracy w Polsce nie rozpocznie się wcześniej niż w czerwcu.

Pracowników, którzy pozostaną w naszym kraju – a to wciąż niemal milion osób – powinniśmy chronić przed negatywnymi skutkami epidemii, oferując kontynuację zatrudnienia oraz odpowiednio dbając o ich potrzeby.

Należy maksymalnie wykorzystać nowe polskie przepisy, dające możliwość automatycznego przedłużenia zezwoleń na pobyt i pracę cudzoziemcowi na okres obowiązującej kwarantanny, oraz zagwarantować stabilne zatrudnienie. Istotna jest również pomoc w relokacji, aby w razie konieczności mogli szybko podjąć pracę w innym miejscu. Zadbajmy o to, aby każdy pracownik ze Wschodu, który zdecyduje się pozostać w Polsce na czas epidemii, nie został bez pracy, zakwaterowania, zarobków oraz opieki medycznej” – podkreśla Andrzej Korkus. Dodaje, że aby zmniejszyć ryzyko zdrowotne związane z przemieszczaniem się, EWL wspiera przedłużanie pobytu cudzoziemców przez darmowe wyrabianie zezwoleń na pobyt czasowy.

Część pracowników z Ukrainy wyjedzie, ale większość – zostanie. Jeśli o nich nie zadbamy – będzie na odwrót

Andrzej Korkus podkreśla, że przez wiele lat ukraińscy pracownicy wspierali rozwój polskiej gospodarki. Wkład pracowników z tego kraju w rozwój polskiego PKB w latach 2014-18 jest szacowany na 11%.

Ani polskie państwo, ani polskie firmy nie powinny w czasie kryzysu odwracać się od ukraińskich migrantów. Należy dołożyć wszelkich starań, aby osoby decydujące się na reemigrację mogły bezpiecznie wrócić do domu, a ci którzy zdecydowali się pozostać w Polsce i stracili pracę, niezwłocznie znaleźli nowe zatrudnienie na podstawie przedłużenia legalnego pobytu w Polsce” – podkreśla Prezes EWL.

Dodaje, że kryzys, wywołany pandemią koronawirusa, prędzej czy później zostanie opanowany i polska gospodarka wróci na drogę rozwoju. Kryzysu zaufania do Polski ze strony zagranicznych pracowników nie uda się jednak tak szybko zażegnać. Tym bardziej, że na Ukraińców już czekają inne europejskie rynki, w szczególności niemiecki czy czeski, gdzie zapowiadany jest szybszy koniec kwarantanny.

Sytuacja specjalistów i menedżerów podczas pandemii Covid-19 w sektorze handlu i branży marketingowej

48% pracodawców z sektora handu deklaruje prowadzenie nowych procesów rekrutacyjnych na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. Tylko 1% informuje o planach większych zwolnień w ramach tej grupy zawodowej.

„Puls rynku pracy specjalistów i menedżerów”, badanie Antal Sales & Marketing przeprowadzone na niemal 300 firmach z sektora produkcyjnego i handlowego na początku kwietnia b.r. wskazuje, że niemal co druga firma z sektora handlowego i branży marketingowej nadal prowadzi rekrutacje na stanowiska szczebla średniej i wyższej kadry. Do wyjątków należą firmy planujące większe redukcje zatrudnienia.

„Szefowie firm z obszaru handlu wiedzą, że specjaliści i menedżerowie sprzedaży to pierwsza linia frontu i na ten moment nie planują zwolnień mimo znacznego spadku konsumpcji. Eksperci ds. marketingu, zwłaszcza internetowego w branży handlowej obecnie są wręcz pożądani. Sprzedaż przeniosła się do kanału online i szybkie przeniesienie wszystkich procesów do tego kanału jest w zagwarantować rozwój organizacji” – komentuje Roman Zabłocki menedżer odpowiedzialny strategicznie za zespoły Engineering & Operations oraz Sales & Marketing w Antal.

Specjaliści ds. marketingu i sprzedaży online poszukiwani

Niemal połowa badanych firm (48%) deklaruje, że planuje nadal prowadzić rekrutacje na nowe stanowiska – w tym 63% zamierza zachować ich liczbę na niezmienionym poziomie. Specjalistów i menedżerów dynamicznie poszukują przedsiębiorcy zwłaszcza z branży FMCG oraz Farmacja i sprzęt medyczny.

„Branża farmaceutyczna i medyczna w czasach pandemii koronawirusa ma się dobrze. Firmy biją rekordy sprzedaży. Mimo to, organizacje musiały zmienić swoje sposoby działania, gdyż bezpośredni kontakt z klientami stał się niemożliwy. Co istotne, wielu pracodawców twierdzi, że obecna sytuacja pomogła im zacieśnić relacje z partnerami. Sektor farmaceutyczny i medyczny dość łatwo dostosował swoje procedury produkcyjne do nowych wymogów, ponieważ bezpieczeństwo, higiena pracy i najwyższe standardy sterylności zawsze były stawiane na pierwszym miejscu. W Antal widzimy, że branża farmaceutyczno-medyczna z optymizmem patrzy w przyszłość, mimo iż wielu pracodawców  zamroziło obecnie prowadzone procesy rekrutacyjne, gdyż preferują osobisty kontakt z kandydatem przed podjęciem decyzji o zatrudnieniu” – komentuje Marta Lebuda, Team Leader, Antal Pharma & Medical Devices.

Jednocześnie zdecydowana większość badanych organizacji z sektora handlowego (84%) nie planuje żadnych zwolnień wśród kadry średniego i wyższego szczebla. Pojedyncze zwolnienia nieprzekraczające 10% zatrudnionych są deklarowane przez 14% firm, a większe zwolnienia planuje jedynie 1% przedsiębiorstw. Na najbardziej radykalne kroki decydują się częściej organizacje z branży opakowań (14%).

„Branża opakowań, jak cała gospodarka, w sposób istotny odczuwa zmiany związane z pandemią koronawirusa. Są jednak obszary, gdzie ze względu na specyfikę oferowanych dóbr widać wzrost popytu. Firmy produkujące opakowania dla branży spożywczej, chemiczno-kosmetycznej oraz farmaceutycznej w najmniejszym stopniu odczuły skutki pandemii. Nie odnotowały spadku sprzedaży czy odpływu klientów. Wprost przeciwnie – organizacje osiągają ponadprzeciętne wyniki i wzrosty, a co za tym idzie nie planują zwolnień pracowników ani redukcji nowych rekrutacji. Koronawius podzielił jednak branże i obecnie przed poważnym wyzwaniem stają firmy, które swoje produkty kierują do branży motoryzacyjnej, AGD czy przemysłowej, zwłaszcza jeżeli produkują na potrzeby rynków zagranicznych, przez co zagrożona jest stabilność ich łańcuchów dostaw. Tego typu organizacje będą prawdopodobnie zmuszone zredukować zatrudnienie o ponad 10 procent. Jakkolwiek trudno na razie oszacować jaki wpływ na funkcjonowanie branży opakowaniowej będzie miało COVID-19, tak już teraz widać wzrost zainteresowania produkcją opakowań dla e-commerce i branży spożywczej. Można się więc spodziewać, że w tych obszarach zatrudnienie wzrośnie – komentuje Anna Bzymek, Packaging Market Leader & Team Leader \ ReX Leader, Antal.

Wyzwania w czasie pandemii

Najwięcej respondentów (62%) wskazuje, że wyzwaniem dla ich działalności jest dostosowanie zakresu obowiązków pracowników do wymogów jakie niesie za sobą praca zdalna. Również dostosowanie technologiczne w tym aspekcie jest ważne dla niemal połowy organizacji.

Pandemia koronawirusa z dnia na dzień zmieniła biznes i funkcjonowanie wielu organizacji. Obecnie jednym z kluczowych tematów i wyzwań dla firm jest organizacja pracy zdalnej. Z jednej strony jej sprawne wdrożenie wiąże się z koniecznością technologicznego dostosowania organizacji do wymogów pracy poza biurem- w tym zapewnienie pracownikowi odpowiedniego sprzętu oraz oprogramowania. Z drugiej strony sytuacja wymusza na pracodawcach zmianę podejścia do biznesu, w tym modyfikację zakresu obowiązków pracowników oraz dostosowanie zespołu do licznych ograniczeń, jakie niesie z sobą praca z domu. Zmiany dotykają również procesów rekrutacyjnych. Coraz częściej działy HR wykorzystują takie narzędzia jak: webinary, video konferencje, zahasłowane miejsce online z podstawową wiedzą, potrzebną do wdrożenia. Internetowe narzędzia w znacznym stopniu pozwalają usprawnić realizowane procesy rekrutacyjne i onboarding nowych pracowników   – komentuje Krzysztof Borkowski, Senior Consultant, Sales & Marketing, Antal.wyzwania HR

O badaniu

Badanie na próbie 284 firm z sektora handlu i produkcji zostało przeprowadzone metodą CATI w dniach 1-7 kwietnia 2020 roku.

Koronawirus – szkodliwy dla zdrowia, zbawienny dla e-commerce

W czasach gdy handel konwencjonalny przeżywa krach, jego wirtualny odpowiednik święci triumfy. Według najświeższych danych, zebranych przez firmę analityczną Quantum Metric, amerykańscy detaliści odnotowali 50-procentowy wzrost przychodów w kanale e-commerce między piątym a ósmym tygodniem 2020 r., czyli w czasie, kiedy choroba zaczęła szybko rozprzestrzeniać się poza Azją. Jak wobec tego powinny zachować się firmy, aby popłynąć na cyfrowej fali, wywołanej uderzeniem koronawirusa?

COVID-19 nie pozostawił wyboru władzom wielu krajów – by go skutecznie zwalczyć, nałożono kwarantanny i ograniczenia ruchu w głównych obszarach metropolitalnych. To zaś zmusiło konsumentów na całym świecie do robienia zakupów za pośrednictwem platform cyfrowych, takich jak Amazon, Allegro czy eBay. Jaki przyniosło to skutek dla handlu w sieci?

Według badania firmy analitycznej Quantum Metric, przychody detalistów, którzy prowadzą online’owy sklep detaliczny, wzrosły o ponad połowę! Firma przeanalizowała łącznie około 5,5 miliarda anonimowych wizyt, jakich dokonali klienci z USA za pośrednictwem sieci www, tak na komputerach stacjonarnych, jak i urządzeniach mobilnych. Pod uwagę wzięto okres od 27 stycznia do 23 lutego, kiedy to choroba zaczęła szybko rozprzestrzeniać się poza Azją.

Pogłębiona analiza wykazała, że o blisko 10 proc. wzrósł wskaźnik konwersji w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Znacznie więcej kupujących, którzy odwiedzali strony internetowe sprzedawców, ostatecznie dokonało zakupu. To jeden z najważniejszych wskaźników w handlu online, który mierzy zarówno skuteczność naszych działań reklamowych w sieci, jak i ogólną atrakcyjność oferty, na którą składa się wiele czynników, np. cena, jakość, renoma itd. – zauważa Sascha Stockem z Nethansy, która specjalizuje się w optymalizacji sprzedaży na platformie e-commerce Amazona, wprowadzając na nią polskie i niemieckie firmy.

Biznesowy surfer na fali wirusa

Od wielu lat obserwujemy umiarkowaną migrację handlu do sieci. Wszystko wskazuje na to, że wybuch globalnej pandemii znacznie ten proces przyspieszył. Konsumenci chcą unikać miejsc publicznych, a rozbudowany sklep online to nie tylko idealne rozwiązanie dla introwertyków, lecz również wygodna, bezpieczna i niewymagająca kontaktu z drugą osobą alternatywa dla klasycznych zakupów. Te atrybuty nabierają znaczenia w obliczu rozszerzającej się epidemii wirusa.

Jak bardzo zmienił się dzień statystycznego Kowalskiego od czasu wybuchu epidemii, najlepiej obrazuje najnowszy raport przygotowany przez Cloud Technologies. Specjaliści warszawskiej spółki big data zgromadzili i przeanalizowali dane GPS z telefonów komórkowych milionów Polaków i sprawdzili, jak zmieniła się nasza aktywność w przemieszczaniu. Okazuje się, że odkąd nad Wisłą odnotowano pierwszy przypadek zakażenia wirusem COVID-19, nasz ruch zaczął mocno spadać, by pod koniec badania, tj. 25.03.2020 r., osiągnąć poziom około 40 proc. wartości z czasów przed epidemią.

W czasie epidemii więcej czasu spędzamy w sieci. Możemy więc bezpiecznie założyć, że w związku z tym więcej czasu poświęcamy na internetowe zakupy. Popyt jest tak duży, że gigant handlu elektronicznego Amazon zdecydował się na stworzenie dodatkowych 100 tys. etatów oraz podniósł wynagrodzenie za nadgodziny dla pracowników magazynowych, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie – podsumowuje Sascha Stockem z Nethansy.

Wzrost zainteresowania zakupami online dostrzegają najwięksi, czego przykładem są działania marki Carrefour, która uruchomiła swój oficjalny sklep na platformie Allegro, gdzie klienci mogą dokonać zakupu lwiej części asortymentu oferowanego w sklepach stacjonarnych marki. Z kolei sklep e-obuwie rozwija w największych miastach sieć punktów, w których potencjalny nabywca może dokonać dokładnego skanu swojej stopy, co umożliwia perfekcyjne dopasowanie obuwia, bez wychodzenia z domu. W dobie kryzysu internetowy handel kwitnie. To, co wydawało się melodią przyszłości, staje się hymnem dnia dzisiejszego.

Według danych rządu USA, w czwartym kwartale 2019 r. sprzedaż internetowa stanowiła 11,4 proc. całkowitych wydatków detalicznych. Niedawne prognozy przewidywały, że w 2020 r. e-handel będzie odpowiadał za ich 12 proc. lub nieco więcej. Patrząc na dynamikę zmian, oceniamy, że wskaźnik ten może osiągnąć nawet dwukrotnie wyższy poziom, zatrzymując się na około 20%. Oczywiście sytuacja jest niepewna, a przyszłość trudna do przewidzenia. Wszystko zależy od tego, jakie będą gospodarcze powikłania powirusowe – twierdzi Sascha Stockem z Nethansy.

Jak odnaleźć się w sytuacji, kiedy fala, która za sprawą koronawirusa uderzyła w globalny handel, chwieje nim na wszystkie strony? Według CEO Nethansy, trzeba jak najszybciej nauczyć się na niej surfować. – Przedsiębiorcy muszą pamiętać, że chociaż wystąpienie epidemii było wielką niespodzianką, to nie mamy do czynienia z czymś, co nie miałoby miejsca w przeszłości. W podobnej sytuacji znalazły się w 2002 i 2003 roku sklepy Alibaba i JD.com, które w wyniku kryzysu wywołanego przez SARS wyraźnie zwiększyły swoje przychody – dodaje Stockem.

Wyważanie otwartych drzwi

Obecnie dobrze jest korzystać doświadczeń firm, które wcześniej znalazły się w podobnej sytuacji. Nie ma sensu powielać ich błędów czy wyważać otwartych już drzwi. O jakich praktykach powinniśmy pamiętać?

Przede wszystkim musimy przygotować się na zmianę zachowania naszych klientów. Dotychczas byli oni najbardziej aktywni w internecie wcześnie rano, późnym wieczorem oraz w nocy. Obecnie aktywni są niemal całą dobę. W gotowości musimy być więc non stop. Klient nigdy nie śpi – radzi Stockem.

Konieczność elastyczności w działaniu i wzmożone zainteresowanie ofertą nastręczają kolejnych problemów, takich jak obciążenie łańcucha dostaw oraz niedostateczna wydajność firm kurierskich. W czasie kryzysu sama dostawa towaru do klienta staje się sporym wyzwaniem. Dlatego firmy handlujące w sieci coraz częściej stawiają na dywersyfikację usług kurierskich, podpisując umowy z wieloma operatorami.

Zdarza się, że w natłoku obowiązków i procedur firma kurierska nie jest w stanie zrealizować transportu przesyłki w terminie. Wówczas możemy posiłkować się usługami innego przewoźnika. Powinniśmy również zadbać o odpowiednią komunikację z klientem, na bieżąco informując go o wszystkich zmianach i trudnościach. Najlepiej jest postawić na automatyzację całego procesu, inaczej będzie on sporym obciążeniem dla obsługi e-sklepu – dodaje CEO Nethansy.

COVID-19 to nie tylko utrapienie dla pracodawców, ale również i nie lada zmartwienie dla pracowników, którzy drżą o swoje posady. Klęska nieurodzaju w biznesie konwencjonalnym zaowocowała falą zwolnień i redukcją kadry pracowniczej. Dlatego kwestia zatrudnienia to jedno z najtrudniejszych wyzwań, jakie ma przed sobą biznes. Na szczęście prezesi i managerowie nie muszą składać broni, gdyż istnieją rozwiązania pozwalające na utrzymanie zagrożonych stanowisk. Wystarcza reorganizacja pracy i otwartość na zmiany.

Elastyczna siła robocza to klucz do sukcesu. Chińskie firmy, takie jak hotele, restauracje czy kina, które odnotowały gwałtowny spadek odwiedzin lub zostały przymusowo zamknięte, dokonały ciekawego manewru. Tymczasowo podzieliły się swoimi pracownikami z siecią sklepów Hema, borykającą się z niedoborem personelu. Śladem Hemy, która należy do największego konkurenta Amazona, poszły inne firmy. Na rynku zachodnim Ele, Meituan i JD’s 7Fresh zapożyczyły siłę roboczą z dotniętych kryzysem restauracji.

Co kupujemy w czasie epidemii?

Amazon oferuje szereg narzędzi do śledzenia trendów zakupowych na swojej platformie handlowej. Korzystając z nich, sprzedawcy mogą dostosować swoją ofertę do aktualnego popytu. – Patrząc na historię wyszukiwanych haseł w serwisie Amazon, mogliśmy przewidzieć trendy, jakie zdominują handel w najbliższych tygodniach. W ostatnim kwartale 2019 roku nikt jeszcze nie spodziewał się nadejścia koronawirusa, a w zestawieniu top 5 najpopularniejszych wyszukiwań dominowała elektronika. W styczniu drugim najczęściej poszukiwanym produktem były maseczki zabezpieczające przed zakażeniem, jednak pozostałe pozycje pozostały niezmienne. W lutym doszło do całkowitej dominacji produktów związanych z przygotowaniami na epidemię. Wszystkie pięć pozycji było związanych z ochroną zdrowia. Marzec przyniósł nam kolejną zmianę – ranking został zdominowany przez papier toaletowy i środki do dezynfekcji – mówi Sascha Stockem.

Nad Wisłą początkowy okres wybuchu epidemii był dla e-commerce jak trzęsienie ziemi. Doskonale ilustrują to dane zebrane przez Sembot.io, polską firmę oferującą zbiór narzędzi dla ekspertów Google Ads, które pozwalają zwiększyć efektywność kampanii reklamowych oraz uzyskać nowe informacje o zachowaniu klientów. Sembot.io wziął pod lupę konta reklamowe 300 sklepów internetowych. Okazuje się, że 20 marca dla rodzimego e-commerce był dniem najgorszym. Wydatki na reklamę wyświetlaną w modelu CPC, czyli płatną za każde kliknięcie, wyniosły zaledwie 35 tys. zł. To o 40 proc. mniej niż 20 lutego. Tymczasem 9 dni później za kliknięcia internautów w banery e-sklepy zapłaciły 62 tys. zł. To jedynie 5 proc. mniej niż średnia z analogicznego dnia w miesiącu poprzedzającym.

Trend jest obiecujący. Wszystko wskazuje na to, że internetowy handel dobrami normalnymi powoli wraca do stanu sprzed epidemii. Najgorsze emocje opadły. Przyzwyczailiśmy się do obecnej sytuacji, a takie artykuły jak papier toaletowy czy żele antybakteryjne wróciły na sklepowe półki. Jest ich również pod dostatkiem w naszych domach. Kiedy podstawowe potrzeby konsumenta są zaspokojone, wtedy znów interesuje się on takimi produktami, jak materace, lampy, elektryka czy odzież. W naszych danych widać to wyraźnie – tłumaczy Bartosz Ferenc, prezes zarządu Sembot.io.

E-commerce w Polsce to około 7% handlu detalicznego. W internecie kupujemy jednak coraz częściej. Sprzyja temu wszechobecny lockdown i dążenie Polaków do zachowania dystansu społecznego. – Jeśli z tych 93 proc. zakupów, które dotychczas robiliśmy w fizycznych punktach sprzedaży, e-commerce przejmie chociażby 10, to sprzedawcy internetowi zanotują poważny wzrost obrotów. Na tej koniunkturze zyskają również firmy mocno z nimi związane, takie jak np. interaktywne agencje reklamowe – dodaje Ferenc.

Klient na wagę złota

Obok reklamy, na objawy zarażenia wirusem skutecznym lekarstwem dla e-commerce są również badania UX, będące głównym elementem projektowania i rozwoju serwisów. W czasie zagrożonej koniunktury firmy potrzebują rozwiązań dopasowanych do realnych potrzeb odbiorcy. – Złe doświadczenie użytkownika bywa przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu. Nawet jeśli aplikacja czy strona internetowa na pierwszy rzut oka wydaje się rewelacyjna, to istnieją mankamenty, o których zazwyczaj dowiadujemy się w trakcie badań, znacząco obniżające wyniki sprzedaży. W przypadku dużych podmiotów e-commerce zwiększenie obrotów o 5 proc. to setki tysięcy zł. Nie są to kwoty, które można lekceważyć, a w czasie recesji mogą one przesądzić o dalszych losach firmy – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetrii, przodującej polskiej agencji w obszarze User Experience. Symetria jest jedyną firmą z Polski zrzeszoną w ramach UXalliance – organizacji, w skład której wchodzi 26 firm trudniących się projektowaniem doświadczeń użytkownika, które należą do ścisłej światowej czołówki. W Europie zaledwie 12 firm może pochwalić się takim statusem.

W tak trudnym okresie każdą złotówkę firmy oglądają z obu stron. Nie myśli się wtedy o doskonaleniu punktów sprzedaży, a to ogromny błąd. Analitycy z McKinsey przez 5 lat obserwowali 300 firm, by zmierzyć korelację pomiędzy przychodami a dobrą praktyką User Experience. Udowodniono, że przychody firm kładących nacisk na właściwe projektowanie doświadczeń użytkownika rosną dwukrotnie szybciej – dodaje Chwiedziewicz.

Tylko jak prowadzić badania, nie spotykając się z ich uczestnikami? Eksperci z całego świata zrzeszeni w UXalliance pochylili się nad tym problemem i wspólnie opracowali wytyczne dotyczące prowadzenia badań w obliczu globalnej pandemii. Co istotne, ich wskazówki mogą być niezwykle cenne dla firm z wielu branż, nie tylko IT. Badania to bowiem temat uniwersalny.

Nowy początek

Koronawirus zmienił sposób funkcjonowania zarówno firmy, jak i konsumentów. Tak sektor publiczny, jak i prywatny, starają się opanować negatywne skutki epidemii. Wydaje się, że świat na moment stanął w miejscu, wstrzymując oddech, lecz w rzeczywistości jest zupełnie inaczej.

Na całym świecie zachodzą zmiany, jakich nie możemy powstrzymać, a zarówno społeczeństwo, jak i biznes są świadkami małych rewolucji w różnych wymiarach funkcjonowania. W tej sytuacji musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy wszystkie zmiany spowodowane wybuchem epidemii uda się cofnąć i czy rzeczywiście wszystkie one są zmianami na gorsze? Być może niektóre zaszłyby naturalnie, a epidemia ten proces jedynie przyspieszyła.

Czy w obliczu pandemii jakość powietrza faktycznie się poprawiła?

W ostatnim czasie w mediach pojawiło się wiele informacji o możliwym pozytywnym wpływie koronawirusa na środowisko, a w szczególności spadku emisji zanieczyszczeń do atmosfery i tym samy pośrednio znaczącej poprawie jakości powietrza. Doniesienia te komentuje Krzysztof Skotak, kierownik Ośrodka Ochrony Atmosfery Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

O jakości powietrza decyduje wiele elementów. Istnieją trzy kategorie źródeł powstawania zanieczyszczeń w atmosferze. Pierwszym z nich jest emisja związana bezpośrednio z działalnością człowieka. W Polsce to głównie emisja w sektorze komunalno-bytowym związana z produkcją ciepła i energii w urządzeniach indywidualnych, emisja z sektora energetyki, transportu, rolnictwa, produkcji przemysłowej i działalności usługowej. Drugim źródłem jest emisja pośrednio związana z działalnością człowieka, czyli tzw. wtórna emisja, obejmująca m.in. porywanie wcześniej wyemitowanych cząstek pyłu z dróg, wysypisk, hałd, emisja z odkrytych pól uprawnych oraz tworzenie się zanieczyszczeń w atmosferze. Trzecią kategorią jest emisja naturalna powodowana m.in. przez aerozol morski, aktywność wulkaniczną, sejsmiczną i geotermiczną, naturalne pożary lasów i torfowisk, emisję aerozolu biologicznego (pyłki roślinne, zarodniki grzybów, fragmenty materiału roślinnego, wirusy i bakterie) oraz przenoszenie zanieczyszczeń z regionów suchych i pustynnych. Wirusy są zaliczane do emisji naturalnych (jak np. wirusy grypy, czy bakterie chorobotwórcze), a ich udział w zanieczyszczeniu powietrza jest pomijalny.

Koronawirus a jakość powietrza

Zagrożenie dla zdrowia publicznego, jakim jest koronawirus, wymusza znaczące zmiany w sposobie i intensywności działalności człowieka. Obecnie nie mamy jeszcze dokładnych analiz, ale wprowadzanie zakazów przemieszczania się, organizowania zgromadzeń publicznych oraz nakaz unikania kontaktów z innymi osobami czy powszechna kwarantanna, zdecydowanie wpłynęło na zmianę sposobu funkcjonowania społeczeństwa oraz w sektorach gospodarki o mniejszym stopniu emisyjnym (małe przedsiębiorstwa). Zdecydowanie zmienił się model przemieszczania ludzi w miastach (poza miastami te zmiany są znacznie mniej widoczne). Szacuje się, że liczba pojazdów poruszających się po drogach w miastach spadła zaledwie o 30%. Wynika to z faktu, że wiele osób, które musi się przemieszczać, unika komunikacji publicznej (funkcjonującej znacznie rzadziej niż normalnie) i obecnie porusza się autami prywatnymi, natomiast transport publiczny i spedycyjny zmienił się nieznacznie.

Jeśli chodzi o natężenie ruchu na ulicach, sytuacja przypomina do złudzenia okres wakacyjny, więc nie ma się co dziwić, że obserwowane poziomy zanieczyszczeń są analogiczne. Należy zauważyć, że transport spedycyjny nadal funkcjonuje, przy wzroście usług kurierskich, wynikających ze zwiększonej liczby zamówień produktów z dowozem do domu. W przypadku dróg uznawanych za trasy z intensywnym ruchem w miastach, obecna sytuacja powoduje spadek stężeń tlenków azotu, zbliżając się do poziomu tła miejskiego, czyli jest to spadek o około połowę sprzed okresu kwarantanny. Wynika to też z udziału emisji z transportu w rachunku globalnym. Dla porównania, około 35% tlenków azotu wprowadzanych do atmosfery, pochodzi z transportu, przy podobnym udziale przemysłu i energetyki. – komentuje Krzysztof Skotak, kierownik Ośrodka Ochrony Atmosfery IOŚ-PIB, realizującego projekt Klimada 2.0

W przypadku pyłu zawieszonego te zmiany nie są aż tak widoczne. Wynika to z niskiego udziału sektora transportu w kreowaniu jakości powietrza w miastach (transport stanowi niecałe 10% emisji pyłu w Polsce). Potwierdzają to wyniki pomiarów Państwowego Monitoringu Środowiska w ostatnich 2 latach oraz na przełomie lutego i marca tego roku, gdy nie notowano w praktyce sytuacji smogowych zimą (potwierdzając tym samym dominującą rolę tzw. „niskiej emisji” w tworzeniu zanieczyszczeń). Nierzadko wyniki pomiarów na przełomie marca i kwietnia bieżącego roku wskazywały miejscami nadal wysokie stężenia pyłu PM10 przekraczające normatywną wartość dobową w wielu miastach, pomimo widocznego ograniczenia ruchu pojazdów.

Czy zmiany w konsumpcji wpłynęły na gospodarkę?

Kwarantanna i ograniczenie wychodzenia z domów mocno wpłynęło na nasz styl konsumpcji. Wychodzimy tylko, kiedy to konieczne. Czy jest to równoznaczne, z tym, że struktura poboru energii uległa zmianie?

W porównywalnym okresie zeszłego roku obecnie nie zmieniła się również aktywność energetyki ani przemysłu, który w dużej mierze wykorzystuje gaz jako paliwo. Duże znaczenie w ocenach jakości powietrza w tym roku ma relatywnie wysoka temperatura, która powoduje niższe zapotrzebowanie na ciepło, tym samym wpływając na mniejszą ilość spalanego paliwa do celów grzewczych. Należy zaznaczyć, że wyższe niż przeciętnie tegoroczne temperatury w lutym i marcu oraz przebywanie społeczeństwa w domach, lokalnie mogło spowodować wyższą emisję wynikającą z rekreacyjnego i częstszego uruchomienia kominków, kosztem innych systemów grzewczych, np. pieców gazowych. Taka sytuacja nie ma miejsca, gdy ludzie przebywają w pracy. Tak więc ocena wpływu koronawirusa na jakość powietrza jest wielowątkowa i w wielu przypadkach niejednoznaczna, a autorytatywne stwierdzenia pojawiające się w prasie o znacznej jej poprawie z powodu koronawirusa, jak na razie nie mają większego uzasadnienia – dodaje Krzysztof Skotak, kierownik Ośrodka Ochrony Atmosfery IOŚ-PIB, realizującego projekt Klimada 2.0.

Przy tego typu analizach należy rozważyć wszystkie potencjalne czynniki mogące mieć wpływ na jakość powietrza, w tym również wpływ warunków meteorologicznych i klimatycznych (w tym prędkości i kierunki wiatrów), podjęte wcześniej decyzje mające na celu redukcję emisji (np. wymiana pieców, wprowadzenie norm jakości paliw stałych itd.) czy zmianę zachowań ludzi (dogrzewanie domów źródłami emisyjnymi, przy nadal niskich temperaturach nocą).

Czy koronawirus faktycznie ma wpływ na jakość powietrza?

Czy rzeczywiście mniejsze natężenie ruchu na ulicach spowodowało znaczącą poprawę jakości powietrza? Wyniki pomiarów wskazują, że w niewielkim stopniu i mogą to być zmiany krótkotrwałe. Na jakość powietrza kluczowy wpływ mają długofalowe działania mogące przyczynić się do zmian w wielkości oraz strukturze emisji zanieczyszczeń do atmosfery. Takim przykładem są m.in. rozporządzenia w kwestii zmian sposobu produkcji energii (np. postać miksu energetycznego), wprowadzenie przepisów prawnych dotyczących jakości paliw stałych, wdrożenie w życie uchwał antysmogowych czy finansowanie wymiany pieców na niskoemisyjne lub przepisy ograniczające poruszanie się pojazdów w centrach miast. W takim przypadku o poprawie jakości powietrza decyduje konsekwencja w realizowaniu podjętych decyzji i kontrola ich przestrzegania.

Masz problem ze spłatą zadłużenia? Powiedz o tym otwarcie

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 wpływa na życie, zdrowie i finanse Polaków. Sytuacja wielu osób już dziś pogorszyła się lub pogorszy się w przyszłości. Część z nich musiała zamknąć zakłady usługowe (chociażby restauracje, agroturystyki, czy hotele), część przebywa w kwarantannie i nie może wykonywać pracy zarobkowej. Związek Przedsiębiorstw Finansowych i zrzeszone w tej organizacji firmy windykacyjne zachęcają osoby zadłużone do dialogu. – Powiedz o swoich kłopotach finansowych, a wspólnie wypracujemy inne reguły spłaty – przekonują.

Dla osób, które mają zadłużenie, obecna sytuacja może być wyjątkowo trudna. – Firmy windykacyjne, zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych, zachęcają konsumentów do kontaktu i otwartej rozmowy. Jeżeli ktoś ma problem ze spłatą zadłużenia, zwłaszcza w związku z pandemią, powinien otwarcie powiedzieć o swoich kłopotach finansowych, chociażby zawieszeniu działalności gospodarczej, utracie pracy i innych czynnikach. Celem jest wypracowanie innych reguł spłaty, dopasowanych do potrzeb danej osoby – mówi Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF. – Warto przypomnieć, że na co dzień – nie tylko w obecnej sytuacji – branża windykacyjna stosuje szereg rozwiązań zakorzenionych w polubownym podejściu, które mają na celu wsparcie konsumentów w powrocie do równowagi finansowej. To właśnie dziś ta filozofia działania, stosowana już od wielu lat, nabiera jeszcze większego znaczenia. Nie wszystkie osoby jednak wiedzą, w jaki sposób firma windykacyjna może ich wesprzeć – dodaje Andrzej Roter.

Wsparcie, o którym warto wiedzieć

W badaniu opinii, zrealizowanym przez SW Research na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych, aż 72 proc. respondentów, których zapytano czy wiedzą w jaki sposób firmy windykacyjne mogą ich wesprzeć w spłacie zadłużenia, odpowiedziało, że nie wie.

Warto zatem przypomnieć, że zadłużenie można m.in. rozłożyć na dogodne raty, dostosowane do możliwości budżetowych klienta, zwłaszcza jeżeli ten budżet, z powodu pandemii, jest nadwerężony. Możliwe jest również wydłużenie okresu spłaty, a co za tym idzie – obniżenie wysokości rat w uzgodnionym przez strony okresie. Konsument może wnioskować również o zmianę terminu spłaty zadłużenia, a w uzasadnionych przypadkach – o częściowe wstrzymanie naliczanych odsetek.

Czasem najtrudniej porozmawiać otwarcie

Z badania opinii zleconego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych wynika też, że wiele osób ma problemy z otwartą rozmową na temat swojego zadłużenia. Co piąty ankietowany przyznał, że nie dzieli się z bliskimi informacją o spóźnianiu się ze spłatą. Zazwyczaj dlatego, że nie chce ich martwić (47 proc.), wstydzi się (21 proc.) bądź zależy mu na uniknięciu kłótni (14 proc.).

Aż 35 proc. respondentów boryka się z zadłużeniem samodzielnie twierdząc, że „to ich prywatna sprawa”. Co piąty ankietowany nie jest też otwarty na rozmowę z firmą windykacyjną i stara się unikać kontaktu, zanim wyjaśni z jakiego powodu tenże kontakt nastąpił. Te osoby twierdzą wprost, że „nie zamierzają rozmawiać”, ale równie pokaźna grupa (21 proc.) deklaruje, że jest zdziwiona jakimkolwiek kontaktem, bo – według jej wiedzy – nie ma żadnego zadłużenia.

– Trudno rozmawiać o zadłużeniu, ponieważ niemożność spłacania swoich zobowiązań może być sytuacją trudną i stresującą, której możemy obawiać i odsuwać w czasie nawet, ostatecznie, pozytywne rozwiązania. Z naszego badania opinii wynika, że ponad 60 proc. osób stresuje się, jeżeli z jakiegoś powodu nie może lub przewiduje, że nie będzie mogła uregulować należności w terminie. W obecnej sytuacji opłacenie rachunków, spłata rat kredytowych czy innych należności może być jeszcze trudniejsze. Dlatego apelujemy, by konsumenci nie borykali się z tym sami. Przekonujemy: „skontaktuj się z firmą windykacyjną, powiedz o swojej sytuacji finansowej, porozmawiaj”. Taki dialog może być dobrym sposobem na poprawę trudnego położenia niektórych konsumentów – podsumowuje Andrzej Roter, prezes ZPF.

Warto również przypomnieć, że jeżeli trudność ze spłatą wynika z mniejszej dostępności placówek bankowych, czy pocztowych (skrócone godziny pracy lub całkowite zamknięcie) zadłużenie można spłacić również online, bez konieczności wychodzenia z domu.

Pandemia koronawirusa mobilizuje rządy do działania silniej niż globalny kryzys finansowy sprzed dekady

Pandemia koronawirusa doprowadziła do ograniczenia aktywności 3 mld ludzi. Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że nawet 25 mln ludzi na całym świecie może zostać zwolnionych. Konsumpcja ma spaść o 33%, a każdy  miesiąc hibernacji gospodarki odznacza się negatywnym wpływem na globalne PKB w wysokości 2 pkt. proc. Olbrzymie pakiety stymulacyjne osłonią gospodarkę światową przed całkowitą katastrofą, ale z pewnością nie pozwolą zachować dotychczasowej jej struktury. Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego w raporcie „Pandenomics. Zestaw narzędzi fiskalnych i monetarnych w dobie kryzysów”, podsumowują pierwszy etap światowej walki z pandemią i proponują 10 rekomendacji, które pozwolą zapewnić rozwój w czasie wychodzenia z kryzysu.

Kryzys gospodarczy wywołany walką ze skutkami pandemii koronawirusa to wydarzenie bez precedensu w ostatnich dekadach. Widać to m.in. w reakcjach i działaniach podjętych w poszczególnych krajach. Łącznie kraje G20 i Polska zaplanowały przeznaczenie ponad 4 bln USD na stymulację fiskalną i to już w pierwszej fazie zmagań z koronawirusem. Polski pakiet fiskalny wynosi. 6,2 proc. PKB i jest o ponad 5 pp. wyższy niż w przypadku kryzysu finansowego 2009 roku. Taka skala działań nie dziwi. Obecna sytuacja wydaje się poważniejsza od kryzysu sprzed dekady, bo stopień ograniczenia aktywności gospodarczej, z jakim mamy dziś do czynienia, jest charakterystyczny raczej dla warunków wojennych – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Koronawirus jako podwójny szok

Pandemia koronawirusa zaskoczyła nie tylko tempem rozprzestrzeniania się między krajami, a nawet kontynentami. Niespodziewane jest także to, że w nowoczesnym świecie jedynymi skutecznymi metodami zapobiegającymi dalszej ekspansji COVID-19 są społeczna izolacja i zahamowanie aktywności, także gospodarczej, ludności. Mamy do czynienia z ograniczeniem podaży pracy z powodu zachorowań, kwarantanny i innych obostrzeń oraz brakiem komponentów do produkcji na skutek zerwania łańcuchów dostaw. Tym zjawiskom towarzyszy spadek konsumpcji i inwestycji prywatnych oraz silne załamanie w najbardziej wrażliwych na skutki hibernacji sektorach, takich jak turystyka czy transport. Spada dostępność do kredytów dla firm, obniża się stabilność sektora finansowego. Ostatnim kanałem oddziaływania koronawirusa są nastroje społeczne, gdzie występuje odpływ kapitału związany z paniką inwestorów i spadek zaufania przedsiębiorców. Wystarczy spojrzeć na statystyki płynące zza oceanu, aby wiedzieć, że obecny kryzys dotknie sfery realnej gospodarki w stopniu większym niż kryzys finansowy sprzed ponad dekady. Wówczas z amerykańskiego rynku pracy zniknęło 8,7 mln miejsc pracy. Tylko między 14 marca a 3 kwietnia tego roku aż 16,6 mln Amerykanów złożyło wniosek o zasiłek dla bezrobotnych, a to przecież dopiero początek.

Bezprecedensowe środki wobec bezprecedensowego kryzysu

Zestawiając wielkość programów (w proc. PKB) ogłoszonych obecnie z tymi z roku 2009 widać, że dziś przeznacza się na ratowanie gospodarek znacznie więcej środków. jak dalece więcej środków. Dla przykładu w pakiet stymulacyjny USA w wysokości 2 bln. USD dwukrotnie przewyższa środki przeznaczone na ochronę gospodarki w czasach kryzysu finansowego 2007-2009. Gdyby dodatkowo uwzględnić wprowadzane mechanizmy gwarancyjne, wartości pakietów byłyby jeszcze znacząco większe (np. dla Polski byłoby to 13,5 proc. PKB zamiast 6,2 proc. PKB, dla Niemiec 25 proc. PKB zamiast 4,9 % PKB).wysokośc pakietów fiskalnych

Kryzysowe polityki gospodarcze mają wiele cech wspólnych, ale różnią się rozłożeniem akcentów i rozwiązaniami szczegółowymi. W Niemczech stosuje się tzw. Kurzarbeitergeld, którego celem jest utrzymanie zatrudnienia w przedsiębiorstwach pomimo spadku obrotów firmy. Polega ono na państwowym wsparciu wypłat pensji, kiedy firmom brakuje zleceń. Wprowadzone w marcu zmiany w Kurzarbeitergeld pozwalają na objęcie programem także pracowników tymczasowych, zawieszenie wpłat na ubezpieczenia społeczne za pracowników oraz zwiększenie liczby firm mogących ubiegać się o rekompensaty. Podobnie do Niemiec działa Dania, gdzie rząd wypłaca 75 proc. wynagrodzeń pracowników w czasie kryzysu, Wielka Brytania, pokrywająca 80 proc. wysokości pensji oraz większość krajów europejskich. Francuzi postawili na utrzymanie istnienia jak największej liczby przedsiębiorstw poprzez gwarantowane pożyczki dla firm. Pożyczek udzielają banki komercyjne, zaś ich gwarantem jest rząd. Maksymalna kwota pożyczki to 3 miesiące obrotu lub 2 lata listy płac. W Norwegii łatwo jest zwolnić pracownika, ale państwo oferuje wysokie zasiłki dla bezrobotnych. Są one równe ponad 50% wynagrodzenia pracownika sprzed zwolnienia i mogą być wypłacane przez 26 tygodni w okresie 18 miesięcy. Hiszpania wprowadziła zakaz zwalniania pracowników w trakcie kryzysu, przy czym pracodawca jest zobowiązany do opłacania wyłącznie składek społecznych, a pracownicy mogą ubiegać się o zasiłek w wysokości do 70% ich pierwotnej pensji.

Poszczególne kraje starają się robić wszystko, co w ich mocy, aby uchronić gospodarkę przed długotrwałą recesją. Również Komisja Europejska podjęła szereg działań, na czele z przeznaczeniem 3 mld EUR na Instrument Wsparcia Kryzysowego, 100 mld EUR na pożyczki dla krajów potrzebujących dofinansowania programów utrzymania zatrudnienia, dodatkowym 1 mld EUR z budżetu UE w formie gwarancji dla Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego. Z kolei Europejski Bank Inwestycyjny, w porozumieniu z KE, zaproponował 40 mld EUR na gwarancje pożyczkowe i dodatkową płynność dla banków. Pozwolono także na czasowe odejście od reguł Paktu Stabilności i Wzrostu, co oznacza zgodę na deficyty budżetowe przekraczające 3% PKB. Także Europejski Bank Centralny wdrożył nowe inicjatywy, zobowiązując się do przeznaczenia 870 mld EUR na zakup aktywów, w tym obligacji rządowych, do końca 2020 roku – podkreśla Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Rekomendacje

Jak pokazuje raport PIE, fazy kryzysu można podzielić na 5 etapów: przerwanie łańcuchów produkcji, wprowadzenie pierwszych restrykcji, całkowity lockdown, stopniowe łagodzenie ograniczeń i „nową normalność”. Środki zaradcze należy dobierać zależnie od fazy, w której się znajdujemy i dlatego dzisiaj dominują działania radykalne.

Jak podkreślają analitycy PIE już dziś trzeba myśleć o przyszłości. Trzeba się skupić przede wszystkim na nowym podejściu do rezerw strategicznych i wzmacnianiu potencjału polskiego przemysłu. Kraje dysponujące silnymi koncernami przemysłowymi mogły niemal natychmiast zaangażować je do produkcji dóbr na potrzeby sektora medycznego, w sytuacji ustania dostaw z Indii i Chin. Niezbędna jest znacząca poprawa w obszarze usług publicznych, przede wszystkim ochronie zdrowia. Trzeba usprawnić ją organizacyjnie, wzmocnić w sferze kadrowej i sprzętowej. Kolejna rekomendacja jest związana z koniecznością wykorzystania szans płynących z nowego otwarcia w handlu międzynarodowym. Skoro utrzymujemy płynność finansową firm, to także po to, by cały region Europy Centralnej zaczął odgrywać większą rolę w globalnej gospodarce.

– Ważnym elementem przygotowanego przez nas pakietu rekomendacji jest również utworzenie Funduszu Inwestycji Publicznych. Pozwoli on finansować działania inwestycyjne i antykryzysowe. Należą do nich zarówno duże projekty infrastrukturalne, ale także transformacja energetyczna, technologiczna modernizacja szkół i szpitali, wzmocnienie krajowego potencjału biotechnologii i farmacji czy też większe finansowanie badań i rozwoju w sektorze prywatnym – mówi Paweł Śliwowski, kierownik zespołu strategii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Realizacja powyższych celów będzie możliwa jeżeli impuls fiskalny ze strony państwa zostanie podtrzymany także w warunkach nowej normalności. Konsolidacja finansów publicznych będzie zatem musiała poczekać. Analitycy PIE postulują również działania na rzecz jak najambitniejszego budżetu UE, pozwalającego przeznaczyć odpowiednie środki na rzecz polityki spójności, wspólnej polityki rolnej czy transformacji klimatycznej.

CDRL podsumowuje wyniki po I kwartale 2020 r.

Grupa CDRL, właściciel marki Coccodrillo oraz Buslik, w I kwartale br. wygenerowała 72,65 mln zł przychodów w obu markach, o 15 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Na znaczeniu zyskuje e-commerce – w marcu w polskim sklepie internetowym spółka odnotowała 3,03 mln zł, co jest wynikiem wyższym od ubiegłorocznego o 32 proc.

– Spadek przychodów spowodowany jest ogólną sytuacją gospodarczą zarówno w kraju jak i na świecie. Od połowy marca, z powodu ograniczenia działalności galerii handlowych, polskie sklepy generują minimalne przychody. Jednak klienci przenieśli się do Internetu dlatego obecnie skupiamy się na umacnianiu tego kanału sprzedaży. – komentuje Marek Dworczak, prezes CDRL.

Od początku stycznia do końca marca, przychody wygenerowane przez polskie sklepy stacjonarne wyniosły 23,44 mln zł i były niższe od ubiegłorocznych o 26 proc. W analogicznym okresie 2019 roku, kanał ten wygenerował 31,59 mln zł. Polski sklep e-commerce w minionym kwartale wypracował 6,26 mln zł i był niższy niż rok wcześniej o 9 proc.

– Na początku roku były prowadzone prace techniczne mające na celu usprawnienie działania sklepu Coccodrillo. W tym czasie system nie był wydajny, a sprzedaż była ograniczona – sytuacja ta ma odzwierciedlenie w przychodach generowanych na początku roku. Widać także negatywny efekt braku zimy w tym roku. Obecnie usprawniony kanał e-commerce działa bez zarzutu – jesteśmy przygotowani na wzmożony ruch. W samym marcu sprzedaż e-commerce wzrosła o 32 proc. – dodaje Tomasz Przybyła, wiceprezes CDRL.

W minionym kwartale stacjonarna sieć sklepów Buslik wygenerowała 40,31 mln zł przychodów. Jest to wynik niższy od ubiegłorocznego o 12 proc. Sklep e-commerce wypracował 2,64 mln zł – to o 93,4 proc. więcej niż w roku ubiegłym.

Wynajmujący w centrach handlowych nie musi płacić VAT i wykazywać przychodów

  • Przepisy specustawy dotyczącej walki ze skutkami COVID-19 przewidują czasowe wygaśnięcie zobowiązań stron umowy najmu powierzchni handlowej w centrach handlowych w okresie obowiązywania w nich zakazu handlu.
  • Wielu przedsiębiorców obawia się jednak, że przepisy są tak sformułowane, że właściciel nieruchomości, pomimo, że nie może domagać się zapłaty, musi wystawiać na bieżąco faktury z tytułu najmu, płacić VAT i wykazywać przychody.
  • Zdaniem Konfederacji Lewiatan wynajmujący ma prawo do uznania, że stosunek najmu czasowo nie obowiązuje i tym samym niewystawiania faktur – bo najem jest czasowo wygaszony.

– Ustawa budzi wątpliwości interpretacyjne, w wielu miejscach narusza zakaz działania prawa wstecz. W przypadku najmu powierzchni handlowych w centrach handlowych, moim zdaniem, wynajmujący ma prawo do uznania, że stosunek najmu czasowo nie obowiązuje (wygasł z mocy prawa) i tym samym nie ma obowiązku wystawiania faktur – mówi Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy, przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

– Warto pamiętać, że przepis ust. 2 wejdzie w życie z dniem zniesienia zakazu handlu i wtedy będzie dopiero wywoływał skutki. Tym samym jeśli najemca nie dopełni warunków, wynajmujący wystawi mu faktury za zaległe okresy, a ten będzie musiał je opłacić. Co najwyżej brak złożenia oferty przez najemcę, spowoduje reaktywację wzajemnych zobowiązań. W okresie obowiązywania zakazu handlu brak jest podstaw do wystawiania faktur. Zobowiązania te aktualnie wygasły z dniem wejścia w życie ust. 1 ustawy. Jak już wspomniałem przepis ust. 2 na razie jeszcze nie wszedł w życie i nie można go brać pod uwagę przy interpretacji przepisów już obowiązujących – dodaje przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Przepis zgodnie, z którym czasowe wygaśnięcie zobowiązań z najmu przestaje wiązać wynajmującego jeśli najemca nie złoży wynajmującemu, w terminie trzech miesięcy od dnia zniesienia zakazu handlu, oferty przedłużenia obowiązywania umowy na dotychczasowych warunkach o okres obowiązywania zakazu plus sześć miesięcy, należy interpretować na korzyść wynajmującego.

– Skoro wcześniej nie mógł on żądać zapłaty i nie mógł fakturować usługi to obowiązek podatkowy z tytułu historycznego czynszu powstanie z chwilą bezskutecznego upływu do złożenia oferty – czyli kiedy zaistnieje przesłanka do tego, by postanowienia ust. 1 przestały wiązać – mówi Andrzej Nikończyk. Pamiętajmy, że samo złożenie oferty przez najemcę ma decydujące znaczenie, a nie to, czy wynajmujący ją przyjmie.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan bardzo pomogłyby objaśnienia resortu finansów dotyczące postępowania podatników w takim przypadku. Zmiany w podatkach powinny być opisane w serii objaśnień lub interpretacji ogólnych dotyczących poszczególnych zagadnień, co pozwoliłoby wydawać je znacznie szybciej niż kompleksowe opracowania.

Zmierzch rynku pracownika. Nowe trendy na rynku pracy spowodowane epidemią koronawirusa

Pandemia koronawirusa wpłynęła na każdą gałąź gospodarki. Ekonomiści prognozują, że świat po koronawirusie nie będzie wyglądał tak, jak zaledwie dwa miesiące temu. Zmiany widzimy również w branży HR, która już kilka tygodni po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego zaczęła rządzić się nowymi prawami. Czy grozi nam powrót do stanu sprzed 15 lat?

Komentarz przygotowany przez Katarzynę Bereś, prezes zarządu w Agencji Pośrednictwa Pracy Polski HR EAST

Zmierzch rynku pracownika

Najtrudniejsza sytuacja na polskim rynku pracy panowała w 2003, kiedy poziom bezrobocia osiągnął ponad 20%. Od 2004 roku stopniowo spadał, z wyjątkiem nieznacznego wzrostu w latach 2008-2014, wzrost ten nie był jednak tak duży jak poprzednio. Za spadkiem bezrobocia szedł w parze wzrost średniego oraz minimalnego wynagrodzenia. Od roku 2014 mamy w Polsce do czynienia z tzw. rynkiem pracownika. Jest to sytuacja, w której jest znacznie więcej wolnych miejsc pracy, niż dostępnych kandydatów. W tym okresie powstało wiele nowych firm HR, specjalizujących się w rekrutacji personelu. Mimo tego, pracowników ciągle brakowało, stąd duże zainteresowanie rekrutacją transgraniczną i napływ kandydatów ze wschodu. Według danych ZUS z 2019, w Polsce było zatrudnionych ponad 600 tys. cudzoziemców, z czego 75% stanowili obywatele Ukrainy. Poziom bezrobocia wyniósł zaś niewiele ponad 5%.

Wraz z nadejściem 2020 roku, eksperci prognozowali odwrócenie panujących tendencji spowodowane znacznym wzrostem płacy minimalnej. Już w styczniu wielu przedsiębiorców deklarowało ograniczenie miejsc pracy na rzecz automatyzacji. Również na początku roku mogliśmy zaobserwować, że coraz więcej sklepów wielkopowierzchniowych wprowadziło kasy samoobsługowe, redukując tym samym liczbę personelu. Nikt jednak wtedy nie spodziewał się ogromnych zmian, które nadejdą w marcu wraz z wybuchem epidemii koronawirusa.

Z problemami zmierzą się zapewne również rolnicy. Po ogłoszeniu staniu pandemii i wprowadzeniu restrykcji dotyczących przekraczaniu graniach duża część obywateli Ukrainy zdecydowała siew wrócić do kraju. Częściowo w obawie przed chorobą, ale też wielu z nich z powodu nagłej utraty pracy. Analizując obecną sytuację na rynku pracy, spodziewam się, że niewielu z nich wróci do Polski w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Zwróćmy uwagę, że w ciągu kilku ostatnich lat wzrosła liczba pracowników sezonowych wykonujący pracę przy zbiorach warzyw i owoców. W ogromnym stopniu byli to właśnie Ukraińcy. Dla polskich rolników brak możliwości zatrudnienia sezonowych pracowników ze wschodu będzie zapewne stanowił duży problem i w wielu przypadkach uniemożliwi zbiory. Nasi zachodni sąsiedzi również wprowadzili restrykcyjne przepisy dotyczące przekraczania granic, dotyczą one także pracowników sezonowych. Osoby, przyjeżdżające do pracy na co najmniej kilka tygodni, będą musiały poddać się dwutygodniowej kwarantannie. Pracownicy powinni móc udowodnić, że mają możliwość odbycia kwarantanny, lub że warunki mieszkaniowe spełniają wymogi higieniczne. W Polsce rządzący nie uregulowali tej kwestii, a czasu jest coraz mniej. Branża owocowo – warzywna postuluje, o wprowadzenie stosownych ułatwień.

Wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego spowodowało falę zwolnień, szczególnie w branży hotelarskiej i gastronomicznej. Wielu pracownikom skrócono wymiar pracy do części etatu, osoby na umowach cywilnoprawnych przestały widnieć w grafikach. Tym sposobem, na rynku pracy zaczęli pojawiać się kandydaci aktywnie szukający zatrudnienia. Z drugiej strony zakłady pracy, które dotąd miały duże zapotrzebowanie zostały zmuszone ograniczyć liczbę personelu do niezbędnego minimum. W efekcie sytuacja na rynku zaczęła się odwracać, ofert pracy jest coraz mniej, a kandydatów coraz więcej. Czy jest to chwilowy trend i po epidemii wszystko wróci do poprzedniego stanu? Czas pokaże. Na pewno kilka kolejnych miesięcy będzie szczególnie trudnych, zarówno dla przedsiębiorców, jak i pracowników.

Co z inflacją w Polsce?

Inflacja w Polsce osiągnęła 4,6%. Głównym winowajcą są ceny żywności rosnące o  8%. Zjawisko to jednak ma duże perspektywy, aby okazać się mocno tymczasowym patrząc na oczekiwania inflacyjne.

Inflacja w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj dwa parametry. Inflacja w Polsce za marzec wyniosła imponujące 4,6% w skali roku. Z drugiej strony wskaźnik przyszłej inflacji wg BIEC wyniósł 74,9 punktów – jest najniższy od 2016 roku i czasów deflacji. Wskazuje to na bardzo duże prawdopodobieństwo tego, że obecna inflacja jest tylko zjawiskiem przejściowym i spowolnienie w gospodarce plus tanie surowce powodują stabilizację cen w dalszej części roku.

Wtorek bardzo dobry dla złotego

Wczorajszy dzień był bardzo dobry dla złotego. Powracający po świętach inwestorzy mieli wyraźnie więcej optymizmu, co przełożyło się na umocnienie polskiej waluty. Euro staniało do 4,52 zł. Jest to bardzo ważny poziom na wykresach tej waluty w ostatnim czasie. To z niego pod koniec marca i w drugim tygodniu kwietnia kurs odbijał się w górę. Oznacza to, że wielu inwestorów uważa to za atrakcyjny poziom, żeby nabyć polską walutę. W rezultacie ciężej będzie go przebić. Potwierdzają to obserwacje z dzisiejszego ranka, gdzie euro znów drożeje. Podobnie do euro zachowywały się inne waluty.

Dane z Chin nie takie złe

Epidemia koronawirusa ma realne przełożenie na wymianę handlową. Wydawać by się mogło, że import z Chin przeżywa olbrzymie problemy i dane o handlu zagranicznym Chin okażą się fatalne. Eksport spadł o 6,6% w marcu w ujęciu rocznym, podczas gdy oczekiwano 14% spadku. Import z kolei zmniejszył się o zaledwie 0,9% przy oczekiwanym spadku o 9,5%. To dużo lepsze dane niż w lutym i pokazujące, że największa fabryka świata wychodzi na prostą.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Specjaliści z branży radzą, jak pozytywnie wykorzystać przestoje w produkcji

Z powodu trwającej pandemii i przedłużającej się skomplikowanej sytuacji epidemiologicznej, sporo polskich fabryk i firm dotknęło znaczne spowolnienie lub całkowite wstrzymanie produkcji. Część przedsiębiorstw stara się przymusowe przestoje wykorzystać w efektywny sposób. Dzięki temu powrót do procesów produkcyjnych w przyszłości maksymalnie zintensyfikuje korzyści i zyski.

Jeszcze w połowie marca Główny Urząd Statystyczny informował, że produkcja sprzedana przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce w lutym 2020 roku wzrosła o 4,9% w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku. W ujęciu miesięcznym GUS odnotował wzrost o 2,2%. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, w lutym 2020 tegoroczna produkcja sprzedana przemysłu ukształtowała się na poziomie o 3,2% wyższym niż rok temu i o 1,3% wyższym w porównaniu ze styczniem.

Nowe warunki

Już wiadomo, że z powodu pandemii koronawirusa tak dobre wyniki przez długi okres będą niemożliwe do powtórzenia i dla polskiego przemysłu, i dla całej krajowej gospodarki.

– Dynamika produkcji sprzedanej w przemyśle w lutym wyraźnie sugerowała postępującą poprawę aktywności sektora. Niemniej jednak obecna sytuacja związana z zaburzeniami wywołanymi epidemią wirusa, zarówno w Polsce, jak i w jej otoczeniu gospodarczym, negatywnie ciążyć będzie na wynikach przemysłu w kolejnych miesiącach. Tym samym w marcu oczekujemy spadku sprzedaży produkcji przemysłowej o około 5% w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku – podkreślała w drugiej połowie marca Minister Rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Analitycy ministerstwa informowali jednak, że prognoza jest obciążona ujemnie, w zależności od rozwoju epidemii, skuteczności implementacji polityki gospodarczej, a także zdolności producentów do adaptacji do nowych warunków funkcjonowania.

Obrona przed kryzysem

1 kwietnia 2020 roku wszedł w życie pakiet, który ma przeciwdziałać skutkom pandemii COVID-19. Tak zwana tarcza antykryzysowa przewiduje między innymi świadczenia postojowe dla pracowników, chociażby w postaci dofinansowania wynagrodzeń pracowników do 40% wysokości przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia i uelastycznienie czasu pracy dla firm w kłopotach. Dla przedsiębiorców to jednak kropla w morzu potrzeb. Dlatego wiele zarządów firm, fabryk oraz zakładów przemysłowych wzięło sprawy w swoje ręce.

Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji nowoczesne podmioty z sektora przemysłowego już w marcu wprowadzały nowe zasady funkcjonowania. Wszystko po to, aby lepiej zaadaptować się do trudnych dla produkcji czasów. Obecnie przyczyn przestojów w zakładach produkcyjnych należy upatrywać w wielu aspektach. Główny to zaburzenia w procesach dostaw surowców i komponentów oraz całkowite załamanie się rynków zbytu.

W czasach przed pandemią eksperci za przyczyny przestojów w produkcji najczęściej wskazywali przerwy w dostawach energii i mediów 24%, błędy operatorów (23%) czy awarie maszyn (21%), ale też brak stałego monitoringu i analizy stanu maszyn (19%). Z międzynarodowego raportu „Przemysł 4.0, czyli wyzwania współczesnej produkcji”, opracowanego przez PricewaterhouseCoopers wynika, że w dłuższej perspektywie firmy notowały z tego tytułu średni spadek zysków operacyjnych na poziomie 3,6% w skali roku. Pojawiający się zastój to według specjalistów idealna okazja do usunięcia tych mankamentów procesowych, błędów i usterek.

Czas oszczędności

Z raportu opracowanego w 2019 roku na bazie badania zrealizowanego w trakcie konferencji „Innowacje 4.0 – Przyszłość Tworzenia” zorganizowanej przez Autodesk wynikało, że dzięki Przemysłowi 4.0 aż 65% przedsiębiorstw dostrzegała możliwość szybkiego wprowadzania zmian, 56% uelastycznienia produkcji, 37% wzrostu przychodów, 33% zwiększenia zadowolenia klientów, a 31% zwiększenia rentowności, czyli oszczędności. Większość tych elementów nadal jest najważniejszymi czynnikami wpływającymi na funkcjonowanie firm w czasie pandemii.

– Szybkość podejmowanych we współczesnym przemyśle decyzji ma olbrzymie znaczenie w kontekście oszczędności. Codzienne doniesienia wymagają błyskawicznych reakcji. Przymusowy przestój w produkcji można wykorzystać na korzyść i zająć się długofalowymi potrzebami produkcyjnymi w procesie technologicznym oraz w parku maszynowym. Inwentaryzacja, przeglądy, serwisowanie, modernizacja czy dalsza automatyzacja sprzętu oraz procesów dadzą wymierne efekty po zakończeniu pandemii – podkreśla Aleksandra Banaś, prezes zarządu katowickiej spółki ifm electronic, zajmującej się produkcją innowacyjnych i specjalistycznych czujników.

Sposoby ochrony

W zautomatyzowanych zakładach produkcyjnych kluczową kwestią jest bezawaryjne i sprawne funkcjonowanie parku maszyn. Zakończenie jednego procesu w szybkim terminie warunkuje równie szybkie rozpoczęcie programowania kolejnego działania. Montaż specjalistycznych czujników wykrycia awarii czy systemów nadzorujących sprawną pracę, zarówno ludzi, jak i maszyn, nawet o kilka razy zwiększa możliwości produkcyjne i potęguje uelastycznienie wszystkich procesów fabrycznych. Przykładowo system monitorowania filtrów umożliwia optymalizację procesu czyszczenia. Cykle czyszczenia można wydłużyć z tygodnia do kwartału, a oszczędność wynosi około 10 tysięcy euro na unikniętej jednej wymianie filtrów.

– Smart factory zapobiega usterkom i kosztownym przestojom w produkcji. W inteligentnych fabrykach można podejmować decyzje na podstawie zawsze aktualnych danych w czasie rzeczywistym. Zaawansowane algorytmy tworzą scenariusze konspektów produkcyjnych przy optymalnym doborze dostępnych w danej chwili zasobów. Z kolei systemy czujników mogą diagnozować pracę maszyn i całych linii produkcyjnych, przekazując nawet najmniejsze odchylenia parametrów, mogące skutkować awarią urządzeń. Generowanie raportów w oparciu o prawdziwe wskaźniki maksymalnie dopasowuje krótkoterminowe plany działań do strategii długofalowych – reasumuje Aleksandra Banaś.

Kolejne niezaplanowane przestoje będą generować dodatkowe koszty i straty, które mogą wiązać się ze wstrzymaniem całego procesu ciągłości produkcji lub skomplikowaną naprawą maszyn, czasem nawet karami za niedotrzymanie umownych terminów. Zunifikowanie systemu funkcjonowania fabryk, zwłaszcza w dobie pandemii, zapewnia zwiększenie wydajności na wszystkich etapach powstawania danego produktu. Począwszy od składania zamówień, dostarczania komponentów, przez produkcję, wysyłkę gotowego towaru, aż do zdalnej, internetowej lub telefonicznej, obsługi posprzedażowej.

II kwartał 2020 najniższy w historii. 3 na 4 firmy z powodu pandemii mniej sprzedadzą

Na drugi w 2020 roku pomiar Barometru EFL decydujący wpływ miały ograniczenia związane z powszechną kwarantanną. Główny indeks na II kwartał spadł do niespotykanego dotychczas poziomu 32,5 pkt., co oznacza, że nastroje wśród MŚP są bardzo złe (spadek o 17,4 pkt. kwartał do kwartału). Aż 73 proc. przedsiębiorców obawia się spadku sprzedaży w porównaniu do wcześniejszego kwartału – takiego wyniku w pomiarze jeszcze nigdy nie odnotowano, a 66 proc. liczy się z utratą płynności finansowej.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL wyniosła w II kwartale 2020 roku 32,5 pkt. Osiągnięty poziom jest o 17,4 pkt. niższy niż w pierwszym kwartale tego roku i jednocześnie najniższy od początku realizacji badania (od stycznia 2015 roku).

– Patrząc na tendencje z poprzednich lat, na przełomie pierwszego i drugiego kwartału obserwowaliśmy trend wzrostowy wskaźnika. Wiedzieliśmy, że tym razem nie będzie o tym mowy. Najświeższy pomiar nastąpił w drugiej połowie marca, czyli w czasie, gdy w Polsce już na dobre rozwijała się pandemia koronawirusa. To ograniczenia związane z powszechną kwarantanną miały decydujący wpływ na nastroje przedsiębiorców. Najsłabsze w historii naszego badania. Nawet zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne, dużo wyższe niż kwartał wcześniej, nie wynika z potrzeby zgromadzenia środków na planowane inwestycje, jak to odczytywaliśmy w poprzednich pomiarach, lecz na bieżącą działalność. Tak źle nie było od wybuchu kryzysu w 2008 roku, z którego jako gospodarka wyszliśmy obronną ręką. Czy tak będzie i tym razem? Wszelkie przewidywania dotyczące poziomu wskaźnika w kolejnym kwartale, czyli na początku lipca, zależą od dalszego rozwoju sytuacji związanej z pandemią. Tej zdrowotnej – jak długo i w jakim tempie będzie rozwijał się COVID-19, i gospodarczej – na ile tarcze antykryzysowe przygotowane przez rząd okażą się faktycznym wsparciem dla każdego rodzaju przedsiębiorcy – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Tak źle jeszcze nie było

Próg OR to poziom ograniczonego rozwoju firm z sektora MŚP, który wynosi co najmniej 50 pkt. w Barometrze EFL. Stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Poziom 32,5 pkt. osiągnięty w II kwartale bieżącego roku nie przekroczył progu OR, co oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa widzą bardzo małe szanse na rozwój w najbliższych tygodniach i miesiącach. Z podobną sytuacją nie mieliśmy do czynienia jeszcze nigdy od początku badania, czyli od stycznia 2015 roku.

Bez sprzedaży firmy stracą płynność

W Barometrze EFL na II kwartał br. nie ma obszaru, który można ocenić pozytywnie. W trzech spośród czterech podwskaźników widać, że dominująca część respondentów prognozuje pogorszenie sytuacji. W największym stopniu dotyczy to poziomu sprzedaży – aż 73 proc. przedstawicieli sektora MŚP obawia się mniejszych zamówień, przy jedynie niecałych 5 proc. prognozujących wzrost, oraz płynności finansowej – tu jedynie niecałe 3 proc. zapytanych przewiduje poprawę, a 66 proc. boi się o swoją bieżącą sytuację finansową. Nieco lepiej, choć daleko od optymistycznych prognoz, jest z poziomem planowanych inwestycji – 42 proc. prognozuje spadek, a 16 proc. ich wzrost. W przypadku zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne więcej firm MŚP spodziewa się wzrostu niż spadku (27 proc. vs. 18 proc.), jednak można założyć, że wynika to nie z potrzeby zgromadzenia środków na inwestycje, lecz na bieżącą działalność.

Rynek inwestycyjny w sektorze magazynowym 1kw. 2020

Inwestycje w polskie nieruchomości komercyjne były w pierwszym kwartale tego roku zdominowane przez logistykę. Łącznie aktywa magazynowe warte 1,46 mld euro zmieniły właściciela – niemal tyle samo, co w całym roku 2019 kiedy to wolumen transakcji wyniósł 1,48 mld euro.

Podczas gdy 2019 minął pod znakiem licznych transakcji magazynowych typu „single tenant”, na początku 2020 znów sprzedawały się portfele. Największą transakcją portfelową było przejęcie wycofującego się z Europy Środkowej Goodmana przez GLP Group. Singapurski inwestor kupił dwadzieścia jeden magazynów w Polsce oraz obiekty w Czechach, na Węgrzech i na Słowacji. Polskie aktywa znalazły się też w europejskich portfelach sprzedanych przez Ares Management (do Investec) i Apollo Global Management (do P3 będącego częścią singapurskiego GIC). Duże polskie portfele sprzedało Panattoni (do Savills Investment Management działającego w imieniu inwestora z Azji), AEW (do Swiss Pillar Investments) i Hines (do chińskiego CGL Investment Holdings). Ewidentnie utrzymuje się wysoki popyt na polskie nieruchomości logistyczne ze strony inwestorów azjatyckich.

W nowy rok inwestorzy weszli pełni optymizmu. Pandemia Covid-19 nieuchronnie ten optymizm studzi w miarę jak odciska swoje piętno na gospodarce i na sytuacji finansowej najemców. Przed logistyką stanęły wyzwania w postaci ograniczenia produkcji, zamkniętych fabryk, przestojów w łańcuchach dostaw i załamania popytu na niektóre dobra. Sektor logistyczny ma jednak największe szanse, aby z obecnej sytuacji wyjść obronną ręką. To ze względu na zwiększone zakupy przez internet, które powodują wyższe zapotrzebowanie na kluczowe dla obsługi e-commerce powierzchnie typu ‘last mile’ oraz duże regionalne i międzynarodowe huby dystrybucyjne.

Oczekiwane przez inwestorów spadki cen nieruchomości komercyjnych w krótkim okresie mogą przełożyć się na spowolnienie na rynku inwestycyjnym, jednak w mniejszym stopniu będzie to dotyczyć sektora magazynowego i mieszkaniowego. Wyceny na koniec pierwszego kwartału były generalnie niezmienione ze względu na brak podstaw transakcyjnych; zawierały jedynie zastrzeżenie o podwyższonym ryzyku rynkowym. Nerwowość na rynku prawdopodobnie wpłynie na spadki cen, ale głównie dla projektów z poza „core market”.

Rozpoczęcie nowych transakcji w perspektywie krótkoterminowej nie będzie łatwe, głównie ze względu na ograniczenia w podróży i wizytacji obiektów. Natomiast w perspektywie długoterminowej możemy spodziewać się utrzymania poziomu cen za najlepsze projekty magazynowe i mieszkaniowe, ze względu na względnie największą stabilność tych sektorów nieruchomości.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO

Procedury, jakie powinien zastosować zarządca, aby zabezpieczyć biurowiec przed rozprzestrzenianiem się COVID – 19

Zarządzanie dużymi biurowcami w czasie epidemii to niezwykle trudne zadanie. Mimo, że gros firm przeszło na tryb pracy zdalnej, nadal część osób korzysta z nich na co dzień. Zadaniem zarządców nieruchomości jest utrzymanie budynków w niepogorszonym stanie, zapewnienie właściwych warunków użytkowania oraz optymalizacja kosztów. Z naszych obserwacji wynika, że obecne obłożenie budynków waha się w przedziale 10-20%.  W celu zapewnienia naszym najemcom bezpiecznego środowiska pracy, wdrożyliśmy liczne praktyki mające na celu profilaktykę przeciwwirusową i minimalizację ewentualnego rozprzestrzeniania się COVID -19.

Aby zabezpieczyć nieruchomości przed rozprzestrzenianiem się w nich wirusa, jeszcze przez ogłoszeniem ogólnopolskiej kwarantanny zwiększyliśmy częstotliwość sprzątania obiektów, w tym regularne dezynfekowanie często używanych miejsc, takich jak przycisków, barierek czy klamek. Częstotliwość została utrzymana nawet po przejściu większości firm w tryb pracy zdalnej. Serwis sprzątający  w celu odkażania przestrzeni wspólnych stosuje antywirusowe środki czystości, w toaletach dostępne jest mydło antybakteryjne, a w recepcjach znajdują się ogólnodostępne bezdotykowe dozowniki ze środkiem dezynfekującym.

Edukacja jest najważniejsza

Równie ważny jest aspekt informacyjny, dlatego nasi najemcy otrzymali od nas wskazówki dotyczące bezpieczeństwa, higieny i działania na wypadek zachorowania. Na bieżąco śledzimy informacje publikowane przez WHO, GIS i informujemy najemców o zaleceniach oraz podejmowanych działaniach. Ogrom pracy włożyliśmy w przygotowanie specjalnych procedur na wypadek, gdyby wirus pojawił się na terenie budynku. Również serwisy dbające o nieruchomości na co dzień, takie jak ochrona, obsługa techniczna czy firma sprzątająca zaznajomione są z wewnętrznymi procedurami dotyczącymi profilaktyki i działania na wypadek stwierdzenia przypadku zachorowania w budynku. We wszystkich zarządzanych przez Colliers budynkach rozwieszone zostały plakaty z numerem telefonu NFZ, a w toaletach znajdują się instrukcje mycia rąk. Jesteśmy też przygotowani, aby zapewnić dodatkowe usługi ozonowania lub dezynfekcji powierzchni wspólnych lub wsparcia najemców w odkażaniu obszaru najmu. Ponadto przygotowaliśmy specjalne oznakowanie o zachowaniu bezpiecznego odstępu przy recepcji oraz w okolicy wind.

Wirus przenoszony przez wentylację – mit!

Jak powszechnie wiadomo, koronawirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową, nie mniej jednak ze względów bezpieczeństwa podjęliśmy decyzję o wyłączeniu wewnętrznego obiegu klimatyzacji (rekuperacji), a do obiektów wprowadzane jest wyłącznie świeże powietrze poprzez centrale wentylacyjne. Jest ono zaciągane przez czerpnie zlokalizowane zazwyczaj na dachu budynku, do których dostęp ma tylko obsługa techniczna. Po przefiltrowaniu oraz wstępnym ogrzaniu lub schłodzeniu trafia do klimakonwektorów zainstalowanych na powierzchniach najmu, jak również bezpośrednio do poszczególnych pomieszczeń. Powietrze z jednej powierzchni najmu nie miesza się z powietrzem z innych przestrzeni – zarówno tych sąsiednich, a tym bardziej zlokalizowanych na innym piętrze. Taka sytuacja może wystąpić jedynie poprzez szczeliny technologiczne oraz drzwi, ale jedynie w obrębie danej strefy.

Współpraca fundamentem bezpieczeństwa

W obliczu wyzwania, przed jakim stanęliśmy, ważna była współpraca wszystkich stron. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że nasi najemcy stanęli na wysokości zadania i wraz z zarządcami z Colliers wdrożyli wszystkie możliwe procedury zabezpieczające obiekty biurowe. Między innymi wstrzymali wyjazdy służbowe oraz spotkania w siedzibie firmy z klientami, a ci pracownicy, którzy mogli, zostali wysłani na home office. Ponadto wielu najemców powołało sztaby kryzysowe, które na bieżąco monitorują obecną sytuację, koordynują proces wdrażania zaleceń GIS i są w kontakcie z lekarzami, aby móc dzielić się tą wiedzą i edukować swoich pracowników. Warto dodać, że w Colliers wymieniamy się także doświadczeniem z zagranicznymi kolegami i koleżankami – jesteśmy w stałym kontakcie m.in. z chińskim oddziałem naszej firmy.

Komentarz ekspercki Agnieszki Krzekotowskiej, partnera, dyrektora Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers International

Nadchodzący kryzys finansowy zagraża polskiej walucie, ostrzegają ekonomiści

Obserwujemy osłabienie polskiej waluty, które jest najpewniej odbiciem niepewności w światowej gospodarce. W czasach kryzysu i wahań gospodarczych inwestorzy lokują swoje środki w pewnych i bezpiecznych miejscach. Kupują więc walutę szwajcarską, a także obligacje stabilnych rządów – amerykańskiego i niemieckiego. Polski złoty taką bezpieczną przystanią nie jest. Naturalne więc, że inwestorzy wycofują swoje pieniądze z polskiego rynku. Póki co nie są to objawy kryzysu finansowego, tylko naturalnej reakcji inwestorów na zmiany gospodarcze. Jednak Narodowy Bank Polski powinien bardzo uważnie śledzić bieżące wydarzenia – by wyłapać moment, w którym zachowania na giełdzie i rynku światowym staną się niebezpieczne dla naszej waluty.

– Musimy liczyć się z tym, że w którymś momencie dojdzie do prawdziwego kryzysu finansowego, takiego jak w 2008 roku. Wówczas nastąpi silniejsze osłabienie złotego – z czego może wyniknąć problem z pożyczaniem pieniędzy na rynkach światowych. Polski rząd i polskie banki przeżywały już taką sytuację 11 lat temu – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Jeśli spadną na nas konsekwencje globalnej paniki, będziemy musieli je wytrzymać. Narodowy Bank Polski ogłasza teraz, że jest w świetnej sytuacji – co pozwala mu obniżyć stopy procentowe. Powinien jednak pamiętać o tym, że głównym problemem Polski i sektora bankowego nie jest wysokość stop procentowych – tylko stabilny kurs walutowy. Cały czas ciąży nam ogromny zasób kredytów frankowych i zadłużeń w obcych walutach. Niesłychanie ważne jest więc to, żeby nie stracić kontroli nad kursem polskiej złotówki – podkreśla Orłowski.

Apple to główna marka wykorzystywana w atakach phishingowych

Apple, Yahoo! Oraz Netflix to najczęściej wykorzystywane przez cyberprzestępców marki w atakach phishingowych w pierwszym kwartale br. – wskazuje raport firmy Check Point Software Technologies. Eksperci twierdzą, że ten typ oszustw będzie coraz popularniejszy, z jeszcze szerszym wykorzystaniem urządzeń mobilnych.

Już zeszłoroczny raport Verizon, prezentujący techniki stosowane przez hakerów pokazał, że co trzeci atak (32%) był wynikiem phishingu. Co więcej, phishing był obecny w 78% incydentów cyberszpiegowskich oraz podczas instalacji i korzystania z backdoorów do sieci. To podstawowa broń w arsenale cyberprzestępców, wykorzystywana w celu nakłonienia ofiar do ujawniania swoich poufnych danych – podkreślają eksperci.

W atakach typu phishing przestępcy zazwyczaj próbują podszyć się pod oficjalną stronę znanej marki, używając podobnej nazwy domeny lub adresu URL oraz projektu strony internetowej. Link do fałszywej strony internetowej może zostać wysłany do wybranych osób za pośrednictwem wiadomości e-mail lub SMS-a; użytkownik może zostać także przekierowany podczas przeglądania stron internetowych lub z fałszywej aplikacji mobilnej. Fałszywe witryny często zawierają formularze służące do kradzieży danych uwierzytelniających użytkowników, szczegółów płatności lub innych danych osobowych.

Jak wynika z analiz firmy Check Point, Apple stał się najczęściej wykorzystywaną przez cyberprzestępców marką. Aż 10% wszystkich prób phishingu związanych było właśnie z marką technologicznego giganta. Drugie miejsce z 9% udziałem zajął Netflix, a jego pozycja prawdopodobnie częściowo wiąże się ze wzrostem liczby osób korzystających lub zainteresowanych jego usługami w czasie pandemii. Trzecie miejsce (6%) należało do Yahoo, który równocześnie był najczęściej wykorzystywaną marką w kampaniach e-mail.

Najczęstszą branżą, której marki wykorzystywali hakerzy w atakach phishingowych była technologia. Przestępcy próbowali również wykorzystać popularność firm finansowych (np. Chase) oraz mediów.

Czołowe marki wykorzystywane w phishingu w 1Q2020

  1. Apple (związana z 10% wszystkich prób wyłudzeń na świecie)
  2. Netflix (9%)
  3. Yahoo (6%)
  4. WhatsApp (6%)
  5. PayPal (5%)
  6. Chase (5%)
  7. Facebook (3%)
  8. Microsoft (3%)
  9. eBay (3%)
  10. Amazon (1%)

Czołowe wektory ataku

W tym roku najbardziej widocznym wektorem ataku jest wciąż phishing webowy (59%), natomiast na drugim miejscu uplasował się mobilny phishing (w 2019 roku było to trzecie miejsce pod względem popularności) Wynika to z faktu, że podczas pandemii ludzie spędzają więcej czasu przy telefonach komórkowych, co próbują sprawnie wykorzystać cyberprzestępcy.

Email (18% wszystkich ataków phishingowych Q1)

  1. Yahoo
  2. Microsoft
  3. Outlook
  4. Amazon

Web (59% wszystkich ataków phishingowych Q1)

  1. Apple
  2. Netflix
  3. PayPal
  4. eBay

Mobile (23% wszystkich ataków phishingowych Q1)

  1. Netflix
  2. Apple
  3. WhatsApp
  4. Chase

– Cyberprzestępcy nadal wykorzystują użytkowników, podejmując wysoce wyrafinowane próby wyłudzenia informacji za pomocą poczty elektronicznej, aplikacji internetowych i mobilnych, które podszywają się pod uznane marki generujące wysoki popyt – twierdzi Maya Horowitz, dyrektor ds. wywiadu i badań zagrożeń, produktów w Check Point. – Phishing będzie w najbliższych miesiącach stanowił rosnące zagrożenie, zwłaszcza, że przestępcy nadal wykorzystują obawy i potrzeby ludzi korzystających z podstawowych usług w ich domach. Jak zawsze, zachęcamy użytkowników do zachowania czujności i ostrożności przy ujawnianiu danych osobowych.

ApplePhishing_vertical_infographicCheck Point Brand Phishing Report jest oparty na technologii ThreatCloud, największej sieci współpracy w walce z cyberprzestępczością, która dostarcza dane o zagrożeniach i trendach ataku z globalnej sieci czujników zagrożeń. Baza danych ThreatCloud zawiera ponad 250 milionów adresów analizowanych pod kątem wykrywania botów, ponad 11 milionów sygnatur złośliwego oprogramowania i ponad 5,5 miliona zainfekowanych stron internetowych oraz identyfikuje miliony rodzajów złośliwego oprogramowania dziennie.

Aplikacja Zdrowe Zakupy zachęca sieci i producentów FMCG do bezpłatnej wymiany informacji o składzie

Najpopularniejsza w Polsce aplikacja do informowania konsumentów o składach produktów i ich wpływie na zdrowie zachęca sieci handlowe i producentów FMCG do przekazywania danych dotyczących m.in. komponentów, tabel wartości i certyfikatów. Obecnie aplikacja Zdrowe Zakupy ma już 2 miliony pobrań. Każdego miesiąca podczas zakupów korzysta z niej aż 400 tys. Polaków, mając do dyspozycji blisko 450 tys. produktów w bazie danych. Codziennie użytkownicy zgłaszają prośby o dodanie do niej średnio 300 nowych artykułów. Obecnie w aplikacji zweryfikowane towary stanowią już ponad 50% wszystkich realizowanych skanów.

Aplikacja Zdrowe Zakupy, informująca konsumentów o składach produktów i ich wpływie na zdrowie, działa od 2016 roku. Od tego czasu pobrały ją już ponad 2 miliony Polaków. Każdego miesiąca 400 tys. konsumentów skanuje w aplikacji ponad 70 tysięcy produktów i decyduje o ich zakupie bądź o wybraniu zdrowszej alternatywy.
– Obecnie aplikacja prezentuje 450 tys. towarów. Natomiast każdego dnia użytkownicy zgłaszają nam prośby o dodanie średnio 300 nowych pozycji. Baza artykułów w dużej części powstaje w wyniku ich zaangażowania. Konsumenci sami uzupełniają ją o brakujące produkty – mówi Arkadiusz Paprzycki, Business Owner z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Jak wynika z wewnętrznych badań, aż 67% użytkowników deklaruje, że jeśli widzi niepełny lub niepoprawny skład wyświetlany przez aplikację, to raczej rezygnuje z zakupu produktu. Chcąc temu zapobiec, producenci mogą nawiązać ze Zdrowymi Zakupami bezpłatną współpracę. Dzięki temu zyskają pewność, że prezentowane na smartfonach informacje będą poprawne i aktualne.

– Wytwórcy będą mogli również przedstawić pełne dane, włącznie z tabelą wartości odżywczych oraz uzyskanymi certyfikatami, takimi jak np. PL-EKO-07. Tego typu kwestie interesują świadomych konsumentów, którzy korzystają z naszej aplikacji – dodaje Paprzycki.

Użytkownikowi wyświetli się oznaczenie informujące o tym, że dany produkt ma aktualny skład, potwierdzony przez producenta. To zwiększy jego zaufanie do skanowanego towaru. Dodatkowo klient otrzyma wiadomość push, jeśli zeskanowany przez niego wcześniej art. zmieni któryś ze swoich składników. Jeżeli np. olej palmowy zostanie zastąpiony zdrowszym – rzepakowym, wówczas konsument szybko będzie o tym wiedział.

– Zachęcamy do współpracy przede wszystkim producentów art. spożywczych, ale nie tylko. Sieci handlowe również mogą przesyłać nam składy produktów marek własnych. W tym sektorze widzimy coraz większą dynamikę, ponieważ niemal każdy retailer udostępnia albo pracuje nad wprowadzeniem na rynek art. ekologicznych z tzw. czystą etykietą – zauważa Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX, do której należy aplikacja Zdrowe Zakupy.

Dzięki współpracy aplikacji z wytwórcami zweryfikowane produkty stanowią już ponad 50% wszystkich realizowanych skanów w trakcie zakupów. Producenci, którzy najczęściej się zgłaszają, reprezentują takie kategorie, jak przetwory mięsne, słodkie i słone przekąski, napoje i soki oraz produkty BIO lub EKO.
– Wytwórcy coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że muszą budować zaufanie wśród swoich klientów, a tym bardziej – w gronie świadomych konsumentów. Ci, którzy chcą przesłać nam dane, powinni wskazać kod EAN, nazwę produktu, skład, tabelę wartości, zdjęcie i wzmiankę o certyfikatach takich jak BIO, ECO czy VEGE. Współpraca w zakresie przekazywania informacji o składach jest i pozostanie całkowicie bezpłatna – zapewnia Business Owner z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Ponad 80% firm oczekuje przedstawienia konkretów odmrożenia gospodarki w ciągu 10 dni

Rozszerzenie tzw. Tarczy Antykryzysowej i Tarczy Finansowej nie przeszły jeszcze pełnej ścieżki legislacyjnej, jednak już są żywo komentowane w środowisku przedsiębiorców, co znalazło swoje odzwierciedlenie w wynikach badania przeprowadzonego przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Jednak głównym tematem badania nie były tylko rozwiązania proponowane przez Rząd w obu Tarczach, ale przede wszystkim poznanie zdania przedsiębiorców o tym, jakie szanse Państwo daje na przetrwanie ich firm oraz miejsc pracy. Obie Tarcze częściowo chronią przed stratami, ale nadal nie odmrażają życia gospodarczego i społecznego. Pomoc jest ważna, ale ważniejsza jest droga powrotu na ścieżkę rozwoju, powstrzymanie wzrost u bezrobocia i ratowanie finansów publicznych.

Przedsiębiorcy rodzinni czują się odpowiedzialni nie tylko za swoje firmy, ale także za swoich pracowników i ich rodziny. Nie chcą tylko i wyłącznie wyciągać rąk po pomoc publiczną, która jest teraz potrzebna i ważna, ale przede wszystkim chcą pomóc Polsce wyjść z kryzysu gospodarczego i społecznego. Do wzmocnienia służby zdrowia potrzebne będą sprawna gospodarka i Państwo.

Wyniki badania pokazują, że w ciągu 12 tygodni upadłość może dotknąć aż 46% przedsiębiorstw rodzinnych, z czego najbliższego miesiąca nie przetrwa 9,2% (Wykres 11). Większość z nich (aż 58%) to firmy objęte rozszerzeniem Tarczy Antykryzysowej, czyli zatrudniające ponad 9 osób (Wykres 13), 58% zbadanych to dojrzałe i działające ponad 10 lat firmy (Wykres 14), a 72% prowadzi działalność w miejscowościach poniżej 500 tysięcy mieszkańców. (Wykres 16)

Przedsiębiorcy dostrzegają pewien postęp działań antykryzysowych Rządu. Choć nadal większość (50,4%) przedsiębiorców rodzinnych nie ocenia pozytywnie rozpoznania potrzeb pracodawców przez Rząd, a część (8,8%) na nawet nie liczy wsparcie, to jednak poziom niezadowolenia w porównaniu do oceny pierwszej wersji Tarczy Antykryzysowej w poprzednim badaniu IFR pt. Jak Państwo pomogło Twojej firmie? [https://bit.ly/TarczaAntykryzysowa-Badanie-IFR] zmalał o niemal 17% (Wykres 1). Podobnie, w porównaniu do badania z początku kwietnia, spadła z 83,3% do 72,8% liczba przedsiębiorców, którzy krytycznie oceniają rządowe propozycje. (Wykres 2)

Jedynie 6,8% przedsiębiorców jest przekonanych, że Państwo zdąży udzielić im wsparcia nim zbankrutują, ale aż 47,6% nie potrafi wypowiedzieć się na ten temat (Wykres 3). Są nieufni wobec sprawnego przeprowadzenia działań pomocowych przez władze, boją się biurokracyjnych zawiłości i czekają na konkretną realizację obietnic.

Przedsiębiorcy oczekują od Rządu czegoś więcej niż kolejnych działań osłonowych, które są bezdyskusyjnym minimum. Oczekują inteligentnego, selektywnego podejścia nakierowanego na

odmrożenie gospodarki. Liczą na pokazanie siły i sprawności Państwa nie tylko w narzucaniu

  • egzekwowaniu ograniczeń, ale również w ich usuwaniu. O epidemii koronawirusa wiemy więcej niż miesiąc temu, więc władze powinny zacząć wyciągać wnioski ze skutków dotychczasowych działań, aby przywracać normalność. Świadczą o tym ocenione przez przedsiębiorców przykładowe pomysły pomagające znosić ograniczenia.

Pytanie “Czy Państwo powinno zaryzykować i udzielać pomocy na podstawie samych tylko oświadczeń zamiast wniosków?” zadane było przed ogłoszeniem Tarczy Finansowej i tu należy stwierdzić, że zawarte w niej deklarowane podejście jest zgodne z oczekiwaniami 67,6% przedsiębiorców. (Wykres 4)

Ogromna większość przedsiębiorców (81,6%) oczekuje przedstawienia przez Rząd konkretnego planu rozmrożenia gospodarki w ciągu 10 dni. (Wykres 5)

Prawie ¾ przedsiębiorców (74,8%) zgadza się z propozycją, otwarcia galerii handlowych pod warunkiem zachowania niezbędnych środków ostrożności oraz liczenia odwiedzających i limitu na m². W komentarzach podkreślają, że ma to znaczenie nie tylko biznesowe, ale

  • psychologiczne, redukujące strach i zmęczenie powodowane restrykcjami, które powinny być zmniejszane, nawet jeśli konieczne są nakłady finansowe na wypełnienie określonych warunków. (Wykres 6)

Potwierdzeniem tej postawy jest oczekiwanie ponad ⅔ respondentów (67,2%) otwarcia szkół i gastronomii, pod warunkiem wprowadzenia obowiązkowej kwarantanny i otoczenia na koszt Państwa opieką osób powyżej 65 roku życia i osób poddających się kwarantannie dobrowolnie lub ze wskazania służb sanitarnych (Wykres 7). Koszt tej opieki z pewnością będzie niższy niż skutki dalszego zamrożenia gospodarki. Opieką dla osób w kwarantannie mogą zająć się na przykład osoby obecnie bezrobotne, a przeszkolone i finansowane przez Urzędy Pracy.

Opinie co do warunkowego otwarcia granic i zniesienia obowiązku kwarantanny dla osób wjeżdżających do Polski z UE, pod warunkiem przejścia szybkiego testu na granicy oraz uruchomienia aplikacji lokalizacyjnej są bardzo podzielone. Zwolennicy zniesienia kwarantanny (38%) lekko przeważają nad zwolennikami jej utrzymania (34,4%), a pozostałe 27,6% ma trudności

  • oceną tego rozwiązania (Wykres 8). Temat ten ma szczególne znaczenie dla pracowników i przedsiębiorców rejonów przygranicznych.

Również, choć mniej, podzielone są opinie dotyczące propozycji, aby Rząd wyposażał za darmo wszystkich obywateli w zestawy ochronne i zobowiązał ludność pod wysokimi karami do ich używania, żeby umożliwić przywrócenie normalnej działalności handlowej. Choć 44,8% przedsiębiorców popiera to rozwiązanie, to 36% woli pieniądze na ten cel przeznaczyć na wsparcie biznesu, a 10% uważa, że ludzie nie będą korzystać z tych zestawów. (Wykres 9)

Przedsiębiorcy mieli też możliwość przedstawienia swoich propozycji konkretnych rozwiązań, których oczekują najbardziej w celu przyspieszenia powrotu ich firmy do rentowności. Najczęstsze i najbardziej interesujące pomysły to:

  • Bardzo tanie i dostępne kredyty, z ustawowo ograniczonym RRSO lub marżą bankową. Dziś banki dostały dofinansowanie, podniosły oprocentowanie i kryteria kredytów. Co najgorsze, tak robi m.in. państwowy bank PKO BP. Panuje opinia, że pomoc skierowana jest do sektora finansowego, nie do realnej gospodarki.
  • Wcześniejszy i prostszy zwrot VAT, odstąpienie od split payment – dlaczego przedsiębiorca nie może użyć swoich pieniędzy, a musi prosić o wsparcie Państwa?
  • Rozliczenie czasu pracy pracownika w okresie rocznym – żeby mieć szansę na odpracowanie przestojów.
    • Stałe lub tymczasowe przywrócenie niedziel handlowych po zakończeniu epidemii np. do końca 2020, aby zwiększyć szansę na odrobienie strat z okresu zamknięcia handlu.
    • Sprawne działanie urzędów za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Inwestycje w digitalizację administracji państwowej i infrastrukturę internetową, aby historia przeciążonych łącz nie powtórzyła się w przypadku nawrotu pandemii lub innej podobnej katastrofy.
    • Ograniczenie formalności i biurokratycznych wymogów, a przede wszystkim zmian mentalności polityków i urzędników, którzy traktują przedsiębiorców jak potencjalnych złodziei. Czy półprzytomny pacjent przywieziony na SOR pisze wniosek o pomoc, czy się jej wpierw udziela, a dopiero potem potwierdza ubezpieczenie?
    • Zmiana techniki legislacyjnej. Uchwalone pakiety zmian do zmian są nieczytelne, nieprzejrzyste, sprawiające wrażenie matni.

     

Badanie IFR pt. Czy Państwo da szansę Twojej firmie? rozpoczęto po ogłoszeniu wyników głosowania Sejmu RP nad projektem ustaw nad rozszerzeniem tzw. Tarczy Antykryzysowej, ale tuż przed wystąpieniem Prezesa Rady Ministrów na temat tzw. Tarczy Finansowej. Badanie internetowe rozpoczęło się 8 kwietnia o godz. 12:00 i skończyło 13 kwietnia 2020 o 23:59. Badanie przeprowadzono w formie elektronicznej ankiety z wykorzystaniem Formularzy Google. Udział w badaniu wzięło 250 firm rodzinnych z całego kraju.

Polak na zakupach w czasie pandemii

Pandemia COVID-19 zdecydowanie zmieniła nawyki zakupowe Polaków. Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, mamy inne podejście nie tylko do częstotliwości robienia zakupów, lecz także płatności za nie i wykorzystywania innych, niż stacjonarne, kanałów dystrybucji. Jakich produktów najczęściej brakuje na sklepowych półkach? Jakie środki bezpieczeństwa są dla nas najskuteczniejsze podczas odbioru zamówień online? Nowe podejście do zakupów sprawdził Program PAYBACK.
Więcej znaczy… bezpieczniej

Koniec z wychodzeniem do sklepu po pojedyncze produkty. Tak przynajmniej twierdzi 84% respondentów, którzy wyraźnie rzadziej robią obecnie zakupy. Prawie 70% Polaków kupuje wszystkie potrzebne artykuły na cały tydzień, przeznaczając na nie maksymalnie 400 zł (42% wskazań). Tylko co trzeci ankietowany decyduje się na wizyty w sklepach kilka razy w tygodniu. Jak widać, większość Polaków posłuchała zaleceń rządu i zredukowała częstotliwość wychodzenia z domu.

Gdzie zazwyczaj udajemy się na zakupy? W 74% przypadków nic się nie zmieniło i produkty pierwszej potrzeby kupujemy w tych samych sklepach, co przez pandemią. Dominują dyskonty, które wybiera ponad 50% respondentów, natomiast na drugim miejscu znajdują się super- i hipermarkety (31%).

Sytuacja braku niektórych produktów na sklepowych półkach (co mogliśmy zauważyć na samym początku pandemii w Polsce) zdecydowanie się poprawiła. Obecnie 72% ankietowanych jest w stanie kupić wszystkie potrzebne rzeczy w jednym miejscu. Co piąty ankietowany ma jednak problem ze znalezieniem takich artykułów jak drożdże i dodatki do pieczenia, a co czwarty płynów do dezynfekcji.płatności

Płać zbliżeniowo

Mówiąc o zakupach stacjonarnych nie można pominąć jeszcze jednej ważnej kwestii jak sposób płatności za nie. Przed pandemią co piąty Polak używał w tym celu gotówki. W obecnej sytuacji część ankietowanych zmieniło swoje podejście i 45% zdecydowanie rzadziej decyduje się na takie transakcje. Niestety, pomimo odgórnych zaleceń, ponad 40% konsumentów wciąż nie przekonało się do płatności kartą bądź telefonem. Natomiast ci, którzy już przed pandemią chętnie korzystali z płatności zbliżeniowych (66%), uważają, że bardzo dobrym rozwiązaniem było wprowadzenie nowego limitu do 100 zł bez konieczności wpisania kodu PIN
(86% wskazań).

Popularne zakupy online

Obawa przed wyjściem z domu spowodowała, że częściej decydujemy się na zakupy online. Zadeklarował tak co czwarty respondent. W przypadku 60% ankietowanych podejście do zamówień internetowych nie zmieniło się tak mocno, gdyż już przed pandemią równie chętnie korzystali z takiej formy zakupów.

Obecnie sklepy organizują liczne promocje oraz akcje marketingowe, by zainteresować klientów ofertą online i choć w części pokryć straty związane z zamknięciem swoich placówek stacjonarnych. Wśród ankietowanych największą popularnością cieszą się zakupy takich produktów jak odzież, obuwie i dodatki (33% wskazań). Na drugim miejscu, z podobnym odsetkiem odpowiedzi, plasują się artykuły chemiczne i higieniczne oraz kosmetyki. Co czwarty z nas wybiera natomiast sprzęt RTV i AGD.

Wzrost sprzedaży w kanałach online odnotowała branża spożywcza – co czwarty ankietowany robi zakupy tego typu produktów z dowozem pod drzwi. Pomimo, że ich ceny według 67% Polaków, wzrosły, to i tak cieszą się dużą popularnością. Często najbliższe terminy dostaw są możliwe dopiero za kilka tygodni, co jest wynikiem przede wszystkim braku fizycznej możliwości obsłużenia tak dużej liczby zamówień.

Zachowujemy podstawowe środki bezpieczeństwa

handel online
W związku z pandemią COVID-19 zmieniły się także zasady bezpieczeństwa dotyczące odbioru paczek od kurierów. Najczęściej, gdy tylko jest taka możliwość, decydujemy się na dostarczenie zamówienia do paczkomatu (46% wskazań). W przypadku bezpośredniego kontaktu z kurierem 27% ankietowanych myje ręce od razu po odbiorze paczki, 16% nie zbliża się na odległość nie mniejszą niż 1,5 metra od dostawcy, natomiast podobny odsetek (15%) prosi o pozostawienie pakunku pod drzwiami.
PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 31 marca-6 kwietnia 2020 r. metodą ankiety online na grupie 532 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Ruch na drogach mniejszy, ale liczba zabitych niemal bez zmian

Obecnie, chociaż ruch na drogach zmalał, w wypadkach nadal giną ludzie. Główną przyczyną wypadków drogowych jest nadmierna prędkość – na bazie swoich doświadczeń przekazuje opinie AUXILIA, firma oferująca pomoc prawną w przypadku najpoważniejszych wypadków komunikacyjnych. Przy przepełnionych szpitalach ograniczenie liczby ofiar wypadków drogowych jest dziś więcej niż zasadne. Jednym z proponowanych w tym celu rozwiązań jest ustanowienie limitów prędkości na drogach.

Obecnie wiele słyszy się o tym, że niepochlebne opinie, z jakimi możemy się spotkać – szczególnie w internecie – często nie mają nic wspólnego z prawdą. Niestety te o polskich kierowcach wydają się mieć oparcie w policyjnych statystykach. W 2019 r. na drogach śmierć poniosło łącznie 2 897 osób. To mniej więcej tyle, ile mieści się na płycie hali widowiskowo-sportowej Atlas Arena w Łodzi. Nie mamy dobrych wieści dla tych, którzy spodziewali się poprawy sytuacji na drogach w związku z trwającą akcją „Zostań w domu”. Niemniej eksperci proponują bezprecedensowe rozwiązanie.

Za statystykami kryją się ludzie

wypadki drogowe
Opracowanie: AUXILIA S.A., na podstawie statystyk policyjnych, http://policja.pl/pol/form/1,Informacja-dzienna.html?page=0#wtxt
wypadki drogowe śmiertelne
Opracowanie: AUXILIA S.A., na podstawie statystyk policyjnych, http://policja.pl/pol/form/1,Informacja-dzienna.html?page=0#wtxt

Respondenci zapytani w 2004 r. przez CBOS o opinie na temat polskich kierowców wskazali, że nagminnie popełniają oni wykroczenia przeciwko przepisom kodeksu drogowego. Ostatnie dni pokazały, że wyrażone opinie mogą znajdować odbicie w rzeczywistości także teraz. O ile bowiem w marcu sytuacja w kraju skutecznie zatrzymała wszystkich w domu, także kierowców, to nadal śmierć w wyniku wypadków drogowych poniosło 155 osób. W porównaniu do analogicznego okresu w 2019 r. wypadków drogowych było mniej o 31,55%, zabitych w ich wyniku – tylko o 17,99%. Jak wyjaśnić różnicę pomiędzy liczbą wypadków a liczbą zgonów?

„Trzeba brać pod uwagę czynnik ludzki. W tym szczególnym okresie na drogach jest mniej kontroli, co może skłaniać kierowców do większej brawury. Zwróćmy uwagę, że ruch na drogach znacznie zmalał, a pogoda jest coraz lepsza. W tych warunkach łatwo o większą prędkość. Być może właśnie w ten sposób część kierowców odreagowuje stres.” – opinie AUXILIA S.A., firmy oferującej pomoc prawną w przypadku najpoważniejszych wypadków komunikacyjnych, przekazuje Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki.

Cisza przed burzą?

Kamila Barszczewska
Opinie AUXILIA przekazuje Kamila Barszczewska,
V-ce Prezes Zarządu Spółki
Fot. AUXILIA S.A.

Na początku kwietnia br. eksperci i naukowcy z takich instytucji jak m.in. Polska Akademia Nauk, Politechnika Krakowska, Politechnika Lubelska czy Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego wystosowało list otwarty do ministrów zdrowia i infrastruktury. Powołując się na ich opinie, skutecznym środkiem ograniczenia liczby ofiar wypadków drogowych jest rzeczywista redukcja prędkości. Jak podkreślili w piśmie, w zależności od rodzaju drogi, nawet ponad 50% kierujących pojazdami nie przestrzega obowiązujących ograniczeń. Stąd ich postulat – ustalenie limitów prędkości, przynajmniej czasowe, na poszczególnych rodzajach dróg. W opinii ekspertów takie działanie ma na celu ograniczenie liczby osób, które będą wymagały pomocy służby zdrowia, co w dobie pandemii jest szczególnie zasadne.

Niemniej obecna wyjątkowa sytuacja kiedyś musi się skończyć. Z policyjnych obserwacji wynika, że na drogach robi się najniebezpieczniej w wakacje oraz wczesną jesienią – we wrześniu i październiku. Opinie Auxilia na ten temat są niepokojące. – „W tym roku ten okres może być szczególnie wypadkogenny. Można się spodziewać, że będziemy chcieli nadrobić czas spędzony przymusowo w domach i masowo wyruszymy na trasy” – obawia się Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu AUXILIA S.A. Jeśli prognozy okażą się słuszne, po odszkodowania powypadkowe zgłosi się szereg osób. Zachowajmy na drogach szczególne bezpieczeństwo, jeżdżąc z przepisową prędkością. Gdyby jednak zaistniała taka konieczność, w przypadku wypadków komunikacyjnych decydujmy się na współpracę z doświadczonymi firmami. Gdzie na sukces w postaci wypłacanych odszkodowań pracują kompetentni i zdeterminowani prawnicy z wieloletnim doświadczeniem.

Cena ludzkiej tragedii

Z najnowszego raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynika, że koszty społeczne wszystkich zdarzeń drogowych w Polsce w 2018 roku wyniosły 56,6 mld złotych, z czego 44,9 mld to koszty wypadków. Każdy wypadek to także, a może przede wszystkim, osobista tragedia dla poszkodowanych. Z takimi sytuacjami spotykają się na co dzień firmy pomagające odzyskiwać odszkodowania powypadkowe. „Dotychczas Auxilia doradzała przy ponad 6500 sprawach prawnych i 1100 sprawach sądowych, które skutkowały wypłatą około 300 mln zł dla naszych klientów.” – podsumowuje Kamila Barszczewska z AUXILIA S.A. – „Auxilia opinie klientów traktuje jako wyznacznik jakości świadczonych usług. Przeprowadziliśmy wewnętrzne badanie z którego wynika, że ponad 96% naszych klientów ocenia nasze działania pozytywnie. Opinie Auxilia pokazują także, że za tymi działaniami idą wymierne rezultaty.”

Firmy specjalizujące się w segmencie najbardziej poważnych wypadków polskiego rynku odszkodowań są w stanie bardzo często uzyskać kilkukrotnie wyższe odszkodowania komunikacyjne, niż chce przyznać ubezpieczyciel. Warto o tym pamiętać, dochodząc swoich roszczeń.

* Dane liczbowe nt. AUXILIA S.A. pochodzą z „Raportu inicjującego” East Value Research (oprac. 28.10.2019)

Kogo szukają firmy w czasach kwarantanny

Sprzedawcy, informatycy, specjaliści ds. finansów i pracownicy fizyczni – to grupy, których najczęściej dotyczyły ogłoszenia publikowane na Pracuj.pl między 16 marca a 14 kwietnia. W ciągu miesiąca rosnącego wpływu koronawirusa na życie firm pracodawcy byli znacząco mniej aktywni m.in. pod kątem nowych rekrutacji specjalistów ds. obsługi klienta. Wyjątkowo stabilną aktywnością na tle całego rynku wykazywały się natomiast rekrutacje dotyczące kandydatów IT. Zapraszamy do zapoznania się z zestawieniem przygotowanym przez ekspertów Pracuj.pl.

Najważniejsze informacje:

  • Co piąte nowe ogłoszenie w dn. 16.03-14.04 dotyczyło sprzedawców.
  • Aż 17% ofert zamieszczanych na portalu dotyczyło specjalistów ds. IT.
  • Odnotowano spadek zainteresowania specjalistami ds. obsługi klienta.
  • Już blisko połowa ogłoszeń na serwisie oferuje w pełni zdalną rekrutację.
  • Serwis przedłużył bezpłatnie ważność aktywnych ofert pracy o 30 dni.

Rekrutacja mimo wyzwań

Epidemia koronawirusa znacząco wpłynęła na życie zawodowe Polaków. Firmy wdrażały w ostatnich tygodniach modele pracy zdalnej- postrzeganej wyraźnie pozytywnie przez Polaków już w 2019 roku. Na dodatkowym znaczeniu zyskała rekrutacja online, w tym procesy zdalne i wideokonferencje. Ponadto już w marcu wiele firm i ich pracowników musiało mierzyć się niestety z trudnymi decyzjami kadrowymi, których ciąg dalszy ma nastąpić w kwietniu.

Na rynku pracy nie brakowało jednak jednocześnie firm, które szukały nowych pracowników. Jakie ogłoszenia zamieszczane były na Pracuj.pl między połową marca, a połową kwietnia? Przygotowane przez serwis zestawienie dotyczy wyłącznie nowo opublikowanych ogłoszeń, które zamieszczono między 16 marca a 14 kwietnia i nie uwzględnia pozostałych ofert, które były aktywne w tym okresie. Obrazuje więc postawy pracodawców w okresie coraz mocniejszego wpływu koronawirusa na rynek pracy.

Sprzedawcy w obliczu zmian

W badanym okresie blisko co piąte nowe ogłoszenie kierowane było do sprzedawców (19%). W ostatnich tygodniach w kontekście sprzedawców ścierały się dwie tendencje wpływające na rekrutację.

Z jednej strony pracowników potrzebowały sklepy spożywcze, markety i drogerie, odczuwające odpływ kadr np. na urlopy związane z opieką nad dziećmi. Jednocześnie negatywnie na popycie na sprzedawców odbijało się zamknięcie galerii handlowych. W efekcie była to najczęściej poszukiwana grupa, ale w porównaniu z całym 2019 rokiem – gdy dotyczyło jej 30% ogłoszeń – jej udział był wyraźnie niższy.

Rekrutacje IT wyjątkowo stabilne

Co interesujące, drugą najczęściej poszukiwaną grupę kandydatów w analizowanym czasie stanowili specjaliści IT (17%). To grupa, w której przypadku dostrzegalne jest szczególnie sprawne przejście działów HR na rekrutację zdalną, a także wysokie zainteresowanie kandydatami na tle całego rynku pracy.

Obecna niestabilna sytuacja na rynku może co prawda sprawiać, że część specjalistów IT może wstrzymywać decyzje o zmianie pracy. W dłuższej perspektywie ich mobilność zawodowa może jednak wzrosnąć, wraz z nieuchronnymi transformacjami zachodzącymi w wielu firmach. Przy wyjątkowo dużym niedoborze dostępnych kandydatów IT w Polsce, udział rekrutacji kierowanych do ekspertów IT może wkrótce jeszcze mocniej rosnąć.

Obsługa klienta – w oczekiwaniu na przełom

W obliczu zagrożeń związanych z koronawirusem zrozumiały jest bardzo znaczący spadek w badanym okresie liczby nowych ogłoszeń związanych z obsługą klienta (3%). W ostatnich latach zajmująca drugie miejsce wśród najpopularniejszych specjalizacji, obecnie znajduje się ona w „zamrożeniu”. Na tendencje te może mieć wpływ m.in. niepewność pracodawców co do ostatecznego czasu obwiązywania rządowych regulacji, rekomendacje dotyczące ograniczenia kontaktów międzyludzkich, a także zamknięcie wielu instytucji kultury, galerii handlowych czy punktów usługowych zatrudniających specjalistów od obsługi klienta.

Jednocześnie jednak według ekspertów w perspektywie kilku tygodni można spodziewać się powrotu do rekrutacji tej grupy kandydatów ze strony dużej części pracodawców. Jeśli tendencja ta potwierdzi się, ważny wpływ na nią będzie miała coraz bardziej dopracowana organizacja pracy zdalnej działów obsługi klienta, a także częściowe wracanie do stabilnego funkcjonowania centrów obsługi czy placówek handlowych.

Blisko połowa ofert zdalna

Jak pokazuje analiza ogłoszeń na Pracuj.pl, pracodawcy coraz lepiej radzą sobie z organizacją rekrutacji zdalnej. W połowie kwietnia tagiem ”rekrutacja zdalna” oznaczona była już blisko co druga oferta pracy na serwisie (46%). Obok tego rozwiązania portal w ostatnich tygodniach wprowadził nową opcję – narzędzie do wideokonferencji w Strefie Pracuj.pl, umożliwiające przeprowadzanie zdalnych rozmów kwalifikacyjnych z aplikującymi bez konieczności korzystania z zewnętrznych rozwiązań.

Jednym z działań Pracuj.pl mających na celu ułatwienie sytuacji pracodawców i kandydatów jest także bezpłatne przedłużenie od 27 marca terminu publikacji ogłoszeń na serwisie o dodatkowe 30 dni. Przedłużenie dotyczy wszystkich aktywnych ofert oraz nowych ogłoszeń, które pojawią się na Pracuj.pl do 17 kwietnia. Dzięki temu firmy zachowują ciągłość procesów rekrutacyjnych bez ponoszenia dodatkowych kosztów, a użytkownicy serwisu mają więcej czasu na podjęcie decyzji o aplikowaniu na interesujące ich stanowiska.

Pracodawcy przed wyzwaniami

Jak zauważa Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl obecna sytuacja związana z koronawirusem jest bardzo dużym wyzwaniem dla wszystkich pracodawców, kandydatów i rekruterów. Zadaniem całego rynku HR jest jak najszerzej wspierać firmy i osoby szukające pracy w organizacji rekrutacji zdalnej, a także utrzymaniu sprawności w poszukiwaniu potrzebnych pracowników.

Pracodawcy, jak i osoby wcześniej myślące o zmianie pracy, starają się nie podejmować pochopnych decyzji i czekają na rozwój sytuacji epidemiologicznej, ale także gospodarczej. Jednocześnie w połowie kwietnia na Pracuj.pl znajdowało się nadal blisko 37 000 aktywnych ofert pracy z całej Polski, w tym blisko połowa dotyczyła rekrutacji prowadzonych w pełni zdalnie. Liczba takich ogłoszeń stale rośnie. Bardzo uważnie przyglądamy się potencjalnym konsekwencjom obecnej sytuacji dla rynku rekrutacji online, starając się jak najbardziej kompleksowo wspierać pracodawców i kandydatów w stawianiu czoła nowym wyzwaniom
-– podsumowuje Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl.

Optymizm z ostatnich dni sugeruje, że rynek nastawia się na V-kształtne odbicie

Ostrożny optymizm rynkowy jest poddawany próbie wraz z przypomnieniem, że niezależnie do tego, co rynki zdążyły już zdyskontować, globalna recesja najpierw musi pokazać swoje paskudne oblicze. Inwestorzy mogą być pełni nadziei w związku z planami poluzowania zakazów poruszania się, ale w międzyczasie rynki pozostają narażone na wpływ pogorszenia danych makro.

W środę nie widać kontynuacji rajdu indeksów giełdowych, który wczoraj był podsycany m.in. oczekiwaniami na szybki restart gospodarki USA. Czegokolwiek życzyłby sobie prezydent USA, tak pewni nie są eksperci medyczni, którzy za ambitny plan uznają częściowe zwolnienie z lockdown’ów od 1 maja rejonów kraju z niskim ryzykiem koronawirusa. Optymizm z ostatnich dni sugeruje, że rynek nastawia się na V-kształtne odbicie, ale wpierw trzeba będzie przebrnąć przez efekty lewego ramienia litery V. MFW już ukuł pojęcie recesji „Wielkiego Zamknięcia” („Great Lockdown” recession) i już straszy największym ubytkiem globalnego PKB od niemal stulecia. Bez ogłoszenia zwycięstwa nad wirusem (co wydaje się obecnie niemożliwe) otwartymi pytaniami pozostają, w jakim tempie będzie odbywać się uzdrowienie gospodarki, na ile uda się osiągnąć stan sprzed załamania i z jakimi trwałymi szkodami będziemy się borykać? Pytania oznaczają wątpliwości, a te są pokarmem dla awersji do ryzyka. Tak samo, jak odbicie gospodarcze nie będzie w prostej linii i równomierne dla wszystkich, tak samo rajd aktywów ryzykownych nie jest dany w nieprzerwanej formie. A po ostatnich wzrostach ryzyko ostudzenia optymizmu i korekty jest wyższe. AUD i NZD już pokazują, jak szybko może zniknąć sympatia inwestorów. Przy rozczarowaniu porozumieniem OPEC+ i ulotnieniem się entuzjazmu z rynku ropy naftowej rośnie presja na CAD, NOK i RUB. Wraca siła USD i JPY. Dla złotego oznacza to tyle, że za wcześnie na liczenie na spadek EUR/PLN pod 4,50.
Dziś dane mogą być ważnym drogowskazem dla nastrojów. Może jeszcze nie odczyty inflacji ze Szwecji i Polski (w tym drugim przypadku oczekujemy osłabienia CPI do 4,5 proc. r/r z 4,7 proc.), ale już większym zainteresowaniem będą się cieszyć odczyty z USA. Sprzedaż detaliczna w marcu ma tąpnąć o 8 proc. m/m i przed głębszym załamaniem uchronił chyba tylko szał polowania na papier toaletowy. Sprzedaż bazowa (konsesnus -2 proc.) może być tym razem mylącym wskaźnikiem, gdyż nie obejmuje konsumpcji usług. Duża niepewność dotyczy produkcji przemysłowej (prog. -4,1 proc. m/m) z uwagi, że przez większą część marca większość obszaru USA nie była poddana lockdown’owi. Dostaniemy jeszcze indeks koniunktury NY Empire State, który musi wypaść źle, pytanie tylko, jak bardzo (prog. -35).

W Kanadzie po banku centralnym nie oczekuje się zmian w polityce monetarnej po tym, jak w marcu główna stopa procentowa została sprowadzona z 1,75 proc. do 0,25 proc., a dodatkowo BoC wprowadził dodatkowe narzędzia, w tym skup aktywów. W opinii banku stop procentowa osiągnęła efektywny dolny próg i choć ujemne stopy są możliwe, jest to niewygodne narzędzie, którego banki centralne starają się unikać (a przynajmniej pozostawić jako rozwiązanie ostateczne). Przy stabilizacji sytuacji na rynku finansowych wydaje się niepotrzebne rozszerzanie programu skupu aktywów, choć BoC może zaznaczyć, że pozostaje w gotowości. Jakkolwiek decyzja BoC nie wydaje się czynnikiem ryzyka dla CAD, tak schłodzenie nastrojów rynkowych i odwrót słabości ropy są wystarczającym argumentem, by zobaczyć korektę ostatniego umocnienia kanadyjskiej waluty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rosną ceny usług audytorskich. Wzrost niektórych z nich może wynieść 20–30 proc.

0

Polski rynek audytu należy do bardzo rozdrobnionych. Działa na nim 1,5 tys. firm, z czego jednostkom zaufania publicznego usługi świadczy nieco ponad 70. W 2020 roku rynek może czekać konsolidacja ze względu na wprowadzenie międzynarodowych standardów badania, ale też wzrost opłat z tytułu nadzoru. Opłaty odprowadzane do Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego wzrosły o 30–35 proc. – Przekłada się to na wzrost cen naszych usług, a dla mniejszych firm może to oznaczać problemy w dalszej działalności – ocenia Bartłomiej Kurylak, biegły rewident, współzałożyciel sieci Polska Grupa Audytorska.

Na rynku audytu odbywają się już i będą widoczne ruchy konsolidacyjne. W Polsce jakiś czas temu zostały wprowadzone międzynarodowe standardy badania i biegli rewidenci musieli się do nich dostosować. Wymaga to trochę więcej pracy niż wcześniej – mówi agencji Newseria Biznes Bartłomiej Kurylak, współzałożyciel sieci firm audytorskich Polska Grupa Audytorska, łączącej mniejsze podmioty na rynku. – Wpływa to naturalnie na wzrost cen naszych usług.

Jak wynika ze „Sprawozdania Komisji Nadzoru Audytowego z monitorowania rynku usług świadczonych przez biegłych rewidentów i firmy audytorskie oraz działalności komitetów audytu” z 2019 roku, w Polsce działa 1,5 tys. firm audytorskich. Jednostkom zainteresowania publicznego usługi świadczy 74 przedsiębiorstw (dane za 2018 rok), przy czym pod względem przychodów z tytułu rewizji finansowej podmioty te posiadają blisko 70 proc. rynku. Zdaniem współzałożyciela sieci Polskiej Grupy Audytorskiej tak rozdrobniony rynek musi czekać konsolidacja.

– Mniejsze firmy audytorskie muszą przełożyć wzrost kosztów na swoich klientów. Jeżeli mamy mniejszych klientów, to jest to trudniejsze, bo duży klient jest w stanie zrozumieć i zaakceptować ten wzrost cen. Mniejsze firmy audytorskie będą pewnie traciły mniejszych klientów, być może na korzyść innych, większych firm audytorskich. Jeśli będą chciały zdobywać większych klientów, będą się łączyć z innymi – ocenia Bartłomiej Kurylak.

Na wzrost cen, oprócz wprowadzenia międzynarodowych standardów badania, wpływają też ostatnie zmiany legislacyjne. Od stycznia nadzór nad Polską Izbą Biegłych Rewidentów pełni Polska Agencja Nadzoru Audytowego (PANA). Wcześniej tę funkcję pełniła Krajowa Komisja Nadzoru. Obecnie z tytułu nadzoru firmy audytorskie muszą płacić 4 proc. od przychodu ze wszystkich czynności rewizji finansowej oraz innych, pokrewnych czynności. Dotychczas było to 5–5,5  proc., ale wyłącznie od przychodów z tytułu czynności rewizji finansowej.

– Szacuje się, że usługi pokrewne w Polsce odpowiadają za 40–45 proc. przychodów w firmach audytorskich ogółem. Wcześniej płaciliśmy 5 proc. od 55 proc. przychodów, teraz płacimy 4 proc. od 100 proc., czyli koszt uczestnictwa w całym systemie wzrósł mniej więcej o 30–35 proc. – wylicza ekspert.

Jak ocenia, wprowadzone zmiany już spowodowały 10–15-proc. wzrost cen usług audytu, to jednak dopiero początek.

– Usługi pokrewne, które nie dotyczą stricte badania sprawozdań finansowych, wcześniej nie były praktycznie kontrolowane przez nadzór, a teraz są kontrolowane przez PANA. Z tego też względu biegli rewidenci bardziej się przykładają do dokumentowania tych usług, w związku z czym również podwyższają te ceny. Wzrost cen na usługach pokrewnych będzie zapewne jeszcze większy, ok. 20–30 proc. – prognozuje Kurylak.

Branżę audytu czeka też rewolucja technologiczna. Obecnie głównie duże firmy wykorzystują nowoczesne narzędzia do analizy baz danych. Wkrótce także małe przedsiębiorstwa będą musiały przejść z dotychczas wykorzystywanych prostych narzędzi do nowych algorytmów.

 Nowoczesne narzędzia sprawiają, że audyty są dokładniejsze, nie opierają się tylko na próbkach substantywnych, ale całościowo podchodzą do badania. Branża obawia się, że regulatorzy to zauważą i nakażą takie prowadzenie audytów. Będzie się to wiązało z zakupem przez mniejsze firmy różnych narzędzi informatycznych, algorytmów do obsługi i analizy większych baz danych, a od biegłych rewidentów nauczenia się ich obsługi – mówi Bartłomiej Kurylak. – To oznacza, że biegły rewident będzie musiał stać się również zwinnym informatykiem.

Prezes UOKiK: Nie ma obecnie potrzeby odwoływania wyjazdów wakacyjnych. Strony powinny rozwiązywać takie umowy polubownie w drodze mediacji

Nie ma jeszcze potrzeby odwoływać wyjazdów wakacyjnych czy jesiennych. Wraz z rozwojem sytuacji epidemiologicznej może się jednak okazać, że stoją one pod znakiem zapytania. – Gdyby trzeba było zrezygnować z wyjazdu, powinniśmy uzgodnić szczególne warunki rozliczenia się w ramach zawartej umowy w taki sposób, żeby nie były one krzywdzące dla żadnej ze stron – ocenia Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. Obecnie przepisy tarczy antykryzysowej dają organizatorowi 180 dni na zwrot wpłaconych środków. Jeśli klient wyrazi na to zgodę, zamiast odstąpienia od umowy może przyjąć od organizatora voucher.

W przypadku imprez turystycznych, które mają miejsce za kilka miesięcy, powinniśmy obserwować rozwój wydarzeń i poczekać. Nie ma obecnie potrzeby, żeby tego typu wyjazdy czy loty odwoływać. Jednak sytuacja zmienia się diametralnie z dnia na dzień – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Co do zasady konsument może odstąpić od umowy z powodu wystąpienia nieuniknionych i nadzwyczajnych okoliczności w miejscu imprezy lub jego najbliższym sąsiedztwie, które mają znaczący wpływ na realizację imprezy. Taką sytuacją jest np. epidemia, a klient nie jest wówczas obciążany kosztami odstąpienia od umowy. W przypadku pandemii koronawirusa sytuacja jednak zmienia się praktycznie co tydzień, już pojawiają się informacje, że część krajów planuje zmniejszyć restrykcje związane ze społeczną kwarantanną. Dlatego też odstąpienie w tym momencie od umowy dotyczącej np. lipcowego wyjazdu może wiązać się dla konsumenta ze stratą.

– Kodeks cywilny przewiduje w art. 357 możliwość zastosowania klauzuli rebus sic stantibus. Jeżeli istnieją szczególne okoliczności, na które strony nie miały wpływu w momencie zawarcia umowy, a powodowałyby one możliwość wystąpienia rażącej szkody bądź szczególnej uciążliwości przy realizacji tego typu świadczenia, strony powinny w drodze mediacji rozwiązać tę umowę polubownie – przypomina Tomasz Chróstny.

Wprowadzone przepisy tarczy antykryzysowej miały być swoistą próbą zrekompensowania strat dla obu stron. Pozwalają organizatorowi wyjazdów na zwrot środków nie w ciągu 14 dni jak dotychczas, ale 180 dni od dnia skutecznego rozwiązania umowy. Z jednej strony klient dostaje z powrotem wpłacone pieniądze, z drugiej jednak strony dla biura podróży wydłużenie czasu na zwrot środków może pozwolić mu przetrwać. Tarcza antykryzysowa daje też możliwość zwrotu pieniędzy nie tylko w formie gotówki, ale też w formie voucheru na inne wydarzenie turystyczne, które zostanie zrealizowane  w późniejszym terminie.

 To sytuacja szczególna. Pamiętajmy, że nie mają na nią wpływu ani przedsiębiorcy, ani konsumenci, stąd powinniśmy rozliczyć się w taki sposób, żeby  skutki ekonomiczne związane z obecną sytuacją były rozdzielone sprawiedliwie i solidarnie – przekonuje prezes UOKiK.

Jak podkreśla, jeżeli już teraz zdecydujemy się na odwołanie wyjazdu zaplanowanego na czerwiec lub później, odstąpienie od umowy mogłoby być przedwczesne i nie zostać uznane przez biuro podróży. Tym samym touroperator nie musiałby zwracać wpłaconych pieniędzy.

– Nie ma obecnie przesłanek, by wskazać, w jaki sposób za kilka miesięcy będzie wyglądała sytuacja, czy to ryzyko dalej będzie materialne, czy dalej będzie zachodzić ryzyko w kraju destynacji. Dlatego poczekajmy chwilę, jeżeli to jest możliwe, spróbujmy jeszcze kilka tygodni wytrwać, czekając na to, jak rozwinie się sytuacja, bo być może będzie możliwe skorzystanie z tej oferty – ocenia Tomasz Chróstny.

Ceny złota najwyższe od sześciu lat. Im większy kryzys w gospodarce, tym większy popyt na ten surowiec

Od połowy 2018 roku zarówno ceny kontraktów terminowych na złoto, jak i samego złota pną się w górę i teraz są najwyższe od ponad sześciu lat. Jedne i drugie od początku roku wzrosły już dwucyfrowo, a jednak zdaniem analityków wciąż mają przed sobą perspektywy wzrostu. To wina ucieczki inwestorów do bezpiecznych przystani i spodziewanego po programach pomocowych banków centralnych dla gospodarek wzrostu inflacji.

 Dalsze zwyżki notowań złota są prawdopodobne, głównie ze względu na prognozowane trudności globalnej gospodarki w bieżącym roku. W okresie recesji złoto może być jedną z najbardziej atrakcyjnych form lokowania kapitału – mówi Paweł Grubiak, prezes zarządu i doradca inwestycyjny w Superfund TFI. – W ostatnich tygodniach na szerokim rynku finansowym zmienność była podwyższona, a złoto nie było wyjątkiem. Wahania notowań kruszcu wynikały z wielu czynników, w tym głównie z dynamicznie zmieniającej się wartości amerykańskiego dolara. Gdy ten silnie zyskiwał na wartości, notowania złota kierowały się w dół.

Jednak korelacja ta przestała mieć znaczenie, gdy inwestorzy jak zwykle w czasach niepewności zaczęli kierować swoje pieniądze w stronę aktywów uważanych za pewne w kryzysie, takich jak frank szwajcarski czy właśnie złoto. W ostatnich dniach ceny kruszcu rosły, pomimo że zyskiwał także dolar, co świadczy o apetycie inwestorów na zakup kruszcu. Hossa na rynku złota trwa już prawie dwa lata. Od sierpnia 2018 roku do teraz jego ceny wzrosły o ponad 45 proc. i w ostatnich dniach przekroczyły poziom 1770 dol.

– Popyt na złoto wynika m.in. ze wspomnianego statusu tego kruszcu jako bezpiecznej przystani na rynkach finansowych. Złoto jest negatywnie skorelowane z notowaniami głównych indeksów giełdowych, a dodatkowo jest traktowane jako jedno z lepszych zabezpieczeń przed inflacją – tłumaczy Paweł Grubiak. – Ponadto warto mieć na uwadze psychologiczną rolę złota. To symbol bogactwa, statusu i bezpieczeństwa już od tysiącleci. Złoto jest uniwersalnym, jednolitym środkiem przechowywania wartości, z łatwością można je przechowywać w formie fizycznej przez wiele lat. Na tle innych surowców jest w mniejszym stopniu traktowane jako surowiec przemysłowy, a w większym jako surowiec inwestycyjny.

Jego zdaniem mimo wahań cen wyraźny ruch w górę po raz pierwszy od dłuższego czasu tworzy okazję do kontynuacji trendu wzrostowego. Na razie na rynkach finansowych nastąpiła poprawa nastrojów i odreagowanie na rynkach akcji. Jednak efekty kwarantanny dla całej globalnej gospodarki będą szacowane z opóźnieniem i pesymizm związany z recesją dopiero może się na rynku pojawić. A jeśli notowania głównych indeksów akcyjnych z powrotem skierują się w dół, to stworzą bardzo dobrą okazję do zwyżek cen złota. Niepokój ekonomistów musi też budzić przewidywany wzrost inflacji po tym, gdy banki centralne zwiększyły płynność banków komercyjnych i firm na wielobilionową skalę..

Niedawne zamknięcie rafinerii złota w Szwajcarii zrodziło pytania o dostępność złota fizycznego na globalnym rynku. Jednak rafinerie powoli wracają do działalności operacyjnej, a przestój prawdopodobnie jest jedynie tymczasowy – uspokaja prezes Superfund TFI. – Na razie nie ma istotnego zagrożenia tym, że złota na globalnym rynku zabraknie, ale jeśli będziemy mieli do czynienia z dotkliwą recesją w światowej gospodarce, to należy liczyć się z tym, że popyt na ten kruszec może istotnie wywindować ceny.

Co dziesiąty Polak w związku z koronawirusem bardziej martwi się o swoje finanse niż zdrowie. Co czwarty już stracił część lub całość dochodów

W wyniku pandemii koronawirusa co czwarty Polak już stracił pracę lub część wynagrodzenia. Wśród zatrudnionych na niepełny wymiar czasu, na umowę-zlecenie czy o dzieło problem dotyczy 64 proc. ankietowanych – wynika z badania BIG InfoMonitor. Jednocześnie tylko część ma poduszkę finansową, która umożliwia im przetrwanie do trzech miesięcy. Dlatego też połowa Polaków zamierza oszczędzać na wydatkach, także tych podstawowych.

– Spytaliśmy Polaków, czego obawiają się w okresie pandemii – czy bardziej o zdrowie, czy o swoje finanse. Okazało się, że co 10. bardziej boi się o to, że nie będzie miał za chwilę z czego żyć, niż o to, że się zarazi. Niemal połowa obawia się na równi problemów zdrowotnych i finansowych – mówi agencji Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Z badania 4P przeprowadzonego pod koniec marca dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że koronawirus ma poważne konsekwencje dla naszych finansów. Blisko 40 proc. pracodawców przyznaje, że bierze pod uwagę zwolnienie lub ograniczenie pensji pracowników. Co szósty badany sygnalizował, że jego dochody już stopniały, a 7 proc. już straciło źródło utrzymania. Na problemy z utratą części lub całości dochodów skarżą się przede wszystkim zatrudnieni na umowę-zlecenie i o dzieło (64 proc.) oraz prowadzący działalność gospodarczą (75 proc.).

– Polacy już sygnalizują, że są zwalniani z pracy, niemal 20 proc. badanych mówiło o ograniczeniu obowiązków zawodowych, co przełożyło się na spadek wynagrodzenia. Nie są to opowieści bezpodstawne, bo przedsiębiorcy pytani o to, jak reagują na to, co się dzieje teraz w gospodarce, odpowiadają, że w tym roku – jeśli nie w tej chwili, to za chwilę – będą ograniczać wynagrodzenia, nie będą wypłacać pensji – podkreśla Halina Kochalska.

Największe obawy towarzyszą osobom, które nie mają odłożonych żadnych pieniędzy. Prawie co piąty badany podkreśla, że starczy mu oszczędności na kolejny miesiąc lub maksymalnie dwa. 15 proc. ankietowanych jest w stanie przeżyć do trzech miesięcy, a kolejne 10 proc. – do pół roku.

– Niewielkie oszczędności mają głównie pracownicy na umowach cywilnoprawnych, w większości zatrudnieni w niepełnym wymiarze godzin oraz, jak wskazują badania, osoby prowadzące działalność gospodarczą. To w tych dwóch grupach problemy finansowe są spotęgowane – wskazuje ekspertka BIG InfoMonitor.

Wśród osób pracujących na umowach cywilnoprawnych 40 proc. widzi przed sobą maksymalnie dwumiesięczne perspektywy. Wśród prowadzących działalność gospodarczą odsetek ten wynosi 30 proc.

Utrata lub ograniczenie dochodów sprawiły, że Polacy planują oszczędności. Pod koniec marca 30 proc. planowało ograniczyć większe wydatki, a 20 proc. chciało ciąć nawet te podstawowe.

– W drugim tygodniu kwietnia plany oszczędzania dotyczące wydatków zadeklarowało aż 60 proc. badanych. Widać, że Polacy zamierzają zacisnąć pasa, bo to, że ograniczenia się skończą, nie oznacza, że wrócimy do stanu, który panował w gospodarce przed ogłoszeniem stanu epidemii. Każdy już się z tym liczy. Jednak nasze ograniczenia wydatków dodatkowo będą napędzały kryzys w gospodarce, bo ona żywi się właśnie naszymi zakupami – zauważa Halina Kochalska.

Większość Polaków deklaruje, że mimo problemów finansowych nie zamierza przekładać żadnych zobowiązań finansowych na później. Jeśli jednak sytuacja miałaby ich do tego zmusić, co 10. wskazuje, że odłoży w czasie raty kredytów konsumpcyjnych, czynsz lub podatki.

– Najwięcej osób pomyślało o przełożeniu na później rat kredytów konsumpcyjnych. Jest to dobra opcja, bo banki oferują wakacje kredytowe. Zaznaczyłabym tu jedynie, by skorzystać z tych wakacji, zanim zaczniemy opóźniać spłaty rat, bo w przeciwnym razie to utrudnia rozmowę z bankiem – przypomina ekspertka.

Z danych BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że jeszcze przed wybuchem pandemii kłopoty z terminowym spłacaniem zobowiązań miało 2,8 mln osób, a ich łączne zaległości sięgały 79 mld zł.

200 mln zł dla naukowców i start-upów walczących z koronawirusem w ramach konkursu Szybka Ścieżka. Na wsparcie wciąż mogą liczyć także inne, innowacyjne branże

Tylko w tym roku Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach konkursu Szybka Ścieżka przeznaczy na wsparcie projektów z branży technologicznej 2,5 mld zł wsparcia. W odpowiedzi na pandemię koronawirusa NCBR uruchomiło program grantowy poświęcony projektom skupionym wokół diagnostyki, profilaktyki oraz leczenia COVID-19. Wielomilionowe granty ze strony podmiotów publicznych i prywatnych pozwolą zaistnieć na rynku najbardziej innowacyjnym start-upom, m.in. z branży kosmicznej czy tym wyspecjalizowanym w dostarczaniu narzędzi do walki z koronawirusem.

W odpowiedzi na pandemię koronawirusa Narodowe Centrum Badań i Rozwoju uruchomiło program grantowy poświęcony projektom skupionym wokół diagnostyki, profilaktyki oraz leczenia COVID-19. W ramach Szybkiej Ścieżki „Koronawirusy” NCBR przeznaczy na rzecz naukowców, przedsiębiorców i diagnostów 200 mln zł z Funduszy Europejskich. Wnioski będzie można składać od 6 maja 2020 r.

Do walki z koronawirusem włączył się m.in. polski start-up DataWalk wyspecjalizowany w programowaniu systemów sztucznej inteligencji. Firma planuje wdrożyć do użytku platformę analityczną, która ułatwi śledzenie rozwoju pandemii czy identyfikowanie supernosicieli. Start-up Talkie.ai zaprojektował bota obsługującego infolinię koronawirusową. Platforma wykorzystuje systemy sztucznej inteligencji w procesie rozpoznawania i analizy mowy, a następnie udziela telefonującym informacji na podstawie oficjalnych komunikatów NFZ.

Programy grantowe skierowane do start-upów walczących z pandemią nie wpłyną jednak na finansowanie innowacji z innych sektorów gospodarki. Środki na ich wsparcie będą pochodzić z innych, celowych programów wsparcia. 140 mln zł trafi do 15 projektów z branży kosmicznej.

– W technologiach kosmicznych mamy przykład, jak futurystyczna dziedzina generuje coraz ciekawsze pomysły. Dedykowana dla przemysłu kosmicznego Szybka Ścieżka zaowocowała dużym wskaźnikiem efektywności składanych wniosków do uzyskanych grantów – praktycznie co drugi uzyskał dofinansowanie. Wyższa jest również dojrzałość projektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Polska zajmuje obecnie odległe, 39. miejsce w rankingu 127 najbardziej innowacyjnych państw opracowanym przez ekspertów z Global Innovation Index. Pozostajemy w ogonie Europy, we wspomnianym rankingu wyżej uplasowały się m.in. Czechy, Estonia czy Słowacja. Wyspecjalizowanie programów badawczo-rozwojowych może pomóc rodzimym start-upom wybić się na arenie międzynarodowej. Tu NCBR liczy przede wszystkim na nowe, ekologiczne technologie.

– Poza wspomnianymi inwestycjami zachęcam do inwestowania w przemysł 4.0. W Polsce będzie budowana sieć 5G, która sama w sobie nie jest procesem innowacyjnym, ale jej wykorzystanie będzie stanowiło innowację. I tutaj jest przemysł 4.0 i wszelkie pomysły związane z Big Data, internetem rzeczy, cyfryzacją – wymienia Wojciech Kamieniecki. – Bardzo mocno chcemy postawić na ochronę środowiska, na gospodarkę w systemie zamkniętym. I tutaj też mamy kilka pomysłów, które chcemy ogłosić w najbliższych miesiącach, związanych czy to z modernizacją obecnych budynków, zasobów mieszkaniowych, czy szkół do klasy energetycznej plus. Te rozwiązania zapewnią i lepszą izolację, i lokalne źródła zasilania w energię, ale opartą na OZE, na nieemisyjnych środkach wytwarzania energii. 

Rynek przymyka oko na słabe dane, waluty emerging markets odżywają

Ostatnie niepokojące informacje z globalnej gospodarki nie przełożyły się na pogorszenie rynkowego sentymentu.

W ostatnich dniach dobrze radziły sobie zarówno indeksy giełdowe jak i inne aktywa postrzegane jako ryzykowne. Ich zwyżki były wspierane przez informacje o kolejnych działaniach decydentów. Rezerwa Federalna ogłosiła kolejny pakiet bezpośrednich pożyczek, które mają na celu wsparcie gospodarki USA. Z kolei Eurogrupa uruchomiła nieco skromniejszą paczkę pomocy fiskalnej – adresowaną szczególnie do państw strefy euro i niejako komplementarną do działań podejmowanych na szczeblu krajowym.

Waluty krajów G10 nie do końca wiedziały, jak reagować na te doniesienia, stąd większość z nich zakończyła tydzień na niemal niezmienionym poziomie. Wyjątek stanowiły waluty, których kurs zależy od zmian cen surowców, jak i waluty emerging markets, które wyraźnie się umocniły. Najlepiej radzącym sobie walutom krajów, w których istotne znaczenie dla gospodarki ma produkcja ropy naftowej, sprzyjała perspektywa porozumienia dotyczącego ograniczenia produkcji tego surowca, a w konsekwencji wzrostu cen ropy.

W najbliższych dniach uwaga rynków skupi się na kilku ważnych kwestiach. Po pierwsze, inwestorzy będą obserwować dane dotyczące liczby zakażeń w Europie, zwracając szczególną uwagę na tempo spadku nowych zakażeń w kolejnych dniach. Po drugie, inwestorzy będą obserwować dane ekonomiczne o wysokiej częstotliwości, czyli przede wszystkim cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych nowych bezrobotnych, ale znaczenie w tym tygodniu będą miały też comiesięczne dane o sprzedaży detalicznej w USA. Dane te pozwolą na dokonanie wstępnej oceny wpływu pandemii na gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Istotne będą również informacje ekonomiczne z Chin.

PLN

Polski złoty w ubiegłym tygodniu doświadczył umocnienia po serii spadków, co następowało w kontekście poprawy rynkowego sentymentu. Miniony tydzień przyniósł niespodziewany spadek stóp procentowych w Polsce, jak i informację o “tarczy finansowej”, która ma dostarczyć firmom dodatkową pomoc finansową o wartości 100 mld zł, której większa część ma być bezzwrotna. Działania banku centralnego i rządu oceniamy pozytywnie. W sytuacji, w jakiej znajdują się obecnie zarówno Polska, jak i świat, wszelkie – zwłaszcza bezpośrednie – działania zmierzające do złagodzenia szoku związanego z koronawirusem uznajemy za coś pożądanego. W Polsce działania te są uzasadnione tym bardziej, że kraj ma dobrą sytuację fiskalną.

W najbliższych dniach zachowanie złotego w głównej mierze powinno nadal zależeć od zmian sentymentu. W tym tygodniu poznamy jednak też dane z Polski – a konkretnie marcowe odczyty inflacji. Między innymi w związku ze spadkiem cen ropy naftowej oczekiwany jest spadek dynamiki cen w relacji do lutowych odczytów.

GBP

W tym tygodniu rząd Wielkiej Brytanii ma ogłosić decyzję dotyczącą przedłużenia lockdownu. Z uwagi na brak istotnych publikacji ekonomicznych informacja ta będzie jedną z kwestii, na których w najbliższych dniach skupią się inwestorzy. Pierwsza rewizja środków mających przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa zaplanowana jest na czwartek. Zgodnie z prawem takie rewizje mają odbywać się co trzy tygodnie (począwszy od momentu wprowadzenia lockdownu).

O ile lockdown, póki co, zdaje się do pewnego stopnia działać, to jednak jest zdecydowanie zbyt wcześnie, by móc określić, czy Wielka Brytania ma za sobą szczyt zakażeń koronawirusem. Wydłużenie obecnego lockdownu (prawdopodobnie o kolejne trzy tygodnie) jest niemal pewne. Prawdopodobnie taki scenariusz jest też zawarty w rynkowych wycenach, stąd też w tym tygodniu szterling może podążać za zmianami na parze EUR/USD.

EUR

W ramach programu pomocy fiskalnej kraje UE otrzymają wsparcie rzędu 540 mld EUR (z czego większość trafi do krajów strefy euro). O ile liczba ta sama w sobie sugeruje skromniejsze działania niż te rozważane przez USA, to jednak należy pamiętać, że ta pomoc stanowi jedynie dodatek do działań podejmowanych przez poszczególne państwa, przy wyraźnym wsparciu ze strony EBC. Pojedyncze stany w USA same z siebie nie są w stanie zapewnić zbyt wielkiego wsparcia i muszą polegać praktycznie wyłącznie na programach federalnych. Pozostajemy pod wrażeniem zarówno skali, jak i prędkości, z jaką strefa euro odpowiedziała na pandemię. Spodziewamy się, że prędzej czy później środki podjęte przez blok walutowy przełożą się na aprecjację euro w relacji do dolara amerykańskiego.

USD

W ostatnich dniach Rezerwa Federalna uruchomiła kolejny, ogromny program pomocowy. Nowy pakiet uwzględnia pożyczki dla organów administracji na szczeblu lokalnym i stanowym. Pomoc dla tych podmiotów jest obecnie kluczowa, biorąc pod uwagę spadek wpływów podatkowych i niemożność utrzymywania swoich własnych deficytów.

Jednocześnie cotygodniowe dane o liczbie wniosków o zasiłki dla nowych bezrobotnych – najbardziej bieżący wskaźnik zniszczeń ekonomicznych wywołanych przez pandemię w USA – w dalszym ciągu pokazują, że wzrost liczby osób, które utraciły zatrudnienie rośnie w tempie wyższym, niż zakładają nawet pesymiści. O ile odpowiedź USA z zakresu polityki fiskalnej i monetarnej odpowiada skali problemu, przed którym stoi kraj, o tyle zakładamy, że recesja w gospodarce USA będzie głębsza i potrwa dłużej niż w Europie. W tym kontekście podtrzymujemy też nasze oczekiwania zakładające aprecjację wspólnej europejskiej waluty względem dolara amerykańskiego.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

Spokojnie po świętach

Pomimo Świąt Wielkanocnych na rynkach było relatywnie spokojnie. Wygląda na to, że inwestorzy przyzwyczaili się już do nowej rzeczywistości i mamy względną stabilizację.

Rating Polski stabilny

Kolejny przegląd ratingu przez jedną z głównych agencji ratingowych świata zakończył się korzystnie dla Polski. Wiadomo, w normalnych warunkach można by dyskutować, czy patrząc na stabilność naszej gospodarki nota nie jest zbyt niska. Ciężko jest jednak sobie w obecnej sytuacji wyobrazić podniesienie ratingu. Złoty zareagował umocnieniem po tej decyzji, ruch jednak był relatywnie niewielki. Warto zwrócić uwagę, że moment na publikację danych był co najmniej dziwny. To są potencjalnie ważne dla rynków informacje. Ich publikacja w Wielki Piątek, będący w wielu krajach dniem wolnym, w godzinach wieczornych to proszenie się o problem.
Lany poniedziałek dniem pracy na rynkach

Poniedziałek był dniem wolnym w Polsce i wielu innych krajach, jednak nie wszędzie. Rynki w związku z tym pracowały. Pod nieobecność inwestorów z Polski złoty najpierw wyraźnie stracił by w nocy nadrobić cały ten ruch z nawiązką. Euro podrożało z 4,55 zł powyżej 4,57 zł, by spaść do 4,54 zł. Podobnie zachowały się inne waluty za wyjątkiem funta. Tutaj powodem było silne umocnienie się funta względem innych walut, w związku z czym funt po nocnym umocnieniu był wciąż dwa grosze droższy niż w poniedziałkowy poranek. Dzisiaj od rana złoty delikatnie traci.

Porozumienie w sprawie wydobycia ropy

Państwa OPEC+ (czyli Opec oraz kilku innych wydobywców w tym Rosja) porozumiały się, co do obniżenia wydobycia o 10%. Porozumienie dotyczy produkcji od 1 maja, zatem na razie nic się nie zmienia. Komentarze analityków do tej decyzji są mocno rozbieżne. Zgoda jest co do tego, że obniżka była konieczna i wyjątkowo duża. Nie ma natomiast zgody, czy obniżka jest wystarczająca. Nie wiadomo także jak zachowa się rynek. Część analityków mówi o wzroście cen ropy w krótkim okresie nawet o 15 dolarów na baryłce, czyli około 50%. Patrząc jednak na zachowanie rynków nie ma powodów do takiego optymizmu. Pomimo decyzji ropa znów nieznacznie tanieje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Przedsiębiorca przeciwko epidemii – działania w trakcie kryzysu

Wszechobecna panika i strach przed tym, jak długo będzie trwała obecna sytuacja sprawiły, że przedstawiciele wielu branż stanęli nagle przed wieloma bolesnymi i niewygodnymi decyzjami, patrząc jednocześnie z niepokojem w przyszłość. Jakie kroki podejmują przedsiębiorcy w obliczu chaosu gospodarczego? O strategiach działania w czasie pandemii opowiada Marek Sprengel, prezes firmy Awilux, produkującej okna i drzwi.

Aktualna, trudna sytuacja w Polsce i na świecie wymaga od przedsiębiorców podjęcia takich decyzji strategicznych, których wyniki pozwolą im na przetrwanie kryzysu, jednocześnie zachowując zasady etyki. Firma Awilux, dbając o zabezpieczenie swoich pracowników, utrzymuje produkcję i kontynuuje już rozpoczęte inwestycje, zachowując przy tym wszelkie środki ostrożności. Leszczyński producent okien wspiera i będzie wspierać  swoich partnerów biznesowych – dystrybutorów, zapewniając im narzędzia i rozwiązania wspierające ich funkcjonowanie na rynku w tych trudnych warunkach. W firmie zostały także zawieszone wypłaty wynagrodzeń zarządu oraz wprowadzone ograniczenia inwestycyjne dotyczące nowych realizacji. Awilux przekazał także darowiznę na rzecz Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Lesznie, umożliwiającą zakup nowoczesnego urządzenia do dezynfekcji karetek i sal chorych oraz na środki ochrony osobistej dla personelu medycznego. Jak jeszcze odpowiedzialni przedsiębiorcy powinni postępować w okresie kryzysu?

Za wszelką cenę dbaj o team

Według Marka Sprengela, prezesa firmy Awilux, w pierwszej kolejności należy gruntownie przeanalizować zebrane do tej pory zasoby i rozporządzać nimi w taki sposób, aby mieć na uwadze aktualną działalność, jak i tę, podejmowaną w dalszej perspektywie czasu – w trakcie pandemii, a także po jej zakończeniu. Rozsądnie powinniśmy także gospodarować zasobami ludzkimi – przede wszystkim pozostając fair w stosunku do pracowników. – Jako pracodawca staramy się zapewnić pracownikom to, czego nie zapewnia państwo – czyli stabilność oraz pewność dochodów. Na chwilę obecną wspólnie z zespołem kierowników przyjęliśmy zasadę, że nie będziemy zwalniać naszych wyszkolonych zasobów kadrowych, ale podjęliśmy uzasadnioną spadkiem zamówień i „zamrożeniem” rynków w Luksemburgu czy Belgii decyzję o zmniejszeniu wszystkim wymiaru zatrudnienia do 80% etatu. Nasi pracownicy przyjęli to rozwiązanie ze spokojem i zrozumieniem. To dało nam potwierdzenie tego, że – bez względu na stanowisko – każdy rozumie powagę sytuacji, mając poczucie „grania w jednej drużynie”. Oczywiście mam nadzieję, że już niebawem będziemy mogli wrócić do ustaleń sprzed pandemii – dotyczących pracy i wynagrodzeń. Gdy zachodnie kraje zaczną „rozmrażać” swoje gospodarki, co prawdopodobnie stanie się szybciej niż w Polsce, przed firmami, które kierują część swojej produkcji na eksport, otworzy się szansa na częściowy przynajmniej powrót do wcześniejszych wyników działań – mówi Marek Sprengel.

Jednym z pozytywnych aspektów obecnej sytuacji jest fakt, iż do kraju z zagranicy wróciło wielu fachowców, pracujących wcześniej w Europie Zachodniej. – Zadania, które wykonują, czyli m.in. murowanie, tynkowanie czy prace instalacyjne, są wyjątkowo potrzebne tutaj na miejscu. A z racji poprawy zarobków w Polsce, część z nich najprawdopodobniej rozważy pozostanie w kraju po zakończeniu pandemii – mówi prezes firmy Awilux.

Zagrożona „zamrożona” gospodarka

Co – oprócz drugiej fali epidemii – dodatkowo zagraża przedsiębiorcom w branży budowlanej oraz w branży stolarki otworowej? – Niektórzy przedsiębiorcy w panice znacząco obniżają ceny, rezygnując z własnej marży lub nawet dokładając do sprzedaży. Moim zdaniem, na dłuższą metę nie prowadzi to do niczego dobrego – zapewnia Marek Sprengel.  Dodaje także, że niepokojąca jest również kwestia wydłużania się i niepewności samego procesu „zamrożenia” polskiej gospodarki:  – Choć na przykład branża budowlana reaguje z opóźnieniem na tego typu zmiany, to wydłużający się czas „zamrożenia” i narastająca niepewność konsumentów może doprowadzić do tego, iż potem będzie o wiele ciężej rozruszać gospodarkę. Nawet w Polsce duży udział w rynku ma konsumpcja wewnętrzna, ta inwestycyjna. Do tej pory, dzięki korzystnym kredytom i pewności zatrudnienia, decyzja o budowie domu czy zakupie mieszkania była łatwiejsza i pewniejsza. Teraz ta niepewność może odsuwać decyzje inwestycyjne na dalszy plan.

Światełko w tunelu

Pomimo wielu niesprzyjających czynników, prezes firmy Awilux dostrzega już światełko w tunelu:

Dzięki temu, że społeczeństwa zachodnie lżej przejdą przez aktualny kryzys, a gospodarki tamtych państw ulegną szybszemu rozmrożeniu, dla eksporterów z naszej branży powoli pojawia się nadzieja związana z przywróceniem popytu na produkty na rynkach zagranicznych. Mam również nadzieję, że po okresie epidemii uruchomią się zasoby gotówkowe – podobnie jak to miało miejsce w latach 2008 i 2010 – i zostaną one skierowane na inwestycje. Z naszych obserwacji wynika również, że osoby planujące przed wybuchem epidemii zakup mieszkania, po okresie kwarantanny chętniej rozważą zakup domu lub nieruchomości z ogródkiem – aby na wypadek kolejnego kryzysu korzystać z większej przestrzeni i własnego kawałka zieleni – podsumowuje Marek Sprengel.

Z najnowszych danych wynika, że również polski rząd przedstawił nowe i długo oczekiwania działania w tak zwanej Tarczy kryzysowej 2.0. Jak mówi Marek Sprengel: – Jest to trochę spóźniona decyzja lecz zapewne pozwoli wielu przedsiębiorcom także z naszej branży przetrwać kolejne niepewne tygodnie. Wraz z nowymi informacjami potwierdzającymi już decyzje innych krajów o programach rozmrażania swoich gospodarek zza czarnych chmur widać już fragmenty błękitnego nieba.

W ostatnim czasie przedstawiciele wielu branż musieli podjąć kluczowe decyzje, mające na celu ochronę prowadzonego biznesu przed skutkami gospodarczymi aktualnie panującej epidemii. Pomimo wielu niesprzyjających czynników, prognozy przedstawione przez prezesa firmy Awilux zakładają w dłuższej perspektywie odbudowę tego, co zostało wstrzymane lub zniweczone przez epidemię korona wirusa, tak, by docelowo spróbować wrócić do znanej nam normalności.

Zamiast szczepienia – ostrzeżenie na telefonie. Tak też można walczyć z COVID-19

Rękawiczki, maseczki, a nawet mandaty, nie są tak skuteczne w walce z koronawirusem, jak dystansowanie społeczne. Ta metoda ma jednak istotną wadę – wymaga nieustannej izolacji. Wkrótce może się to zmienić. Jak? Cloud Technologies wykorzystując dane OnAudience.com, opracowało narzędzie, które na smartfonie powiadomi użytkownika, gdy ten znajdzie się w bliskim otoczeniu osoby zakażonej. O pomyśle polskiej spółki mówi się nawet za oceanem. Czy rozwiązanie COVID-19 Prevention Tool trafi do Polski?

Klasyczna nawigacja, wykorzystując nasz telefon, pokazuje trasę, jaką musimy pokonać, by dotrzeć do celu. Wyznacza nam również jej kierunek i kontroluje przebieg podróży. Oprogramowanie przygotowane przez firmę Cloud Technologies na podstawie danych z platformy OnAudience.com, działa jak anty nawigacja, która ma uchronić nas przed koronawirusem. W jaki sposób? System ostrzega nas, gdy zbliżamy się do zakażonej osoby lub zagrożonego obszaru.

Firma opracowała COVID-19 Prevention Tool, które powiadamia użytkownika, że ten przebywa w pobliżu osoby zakażonej koronawirusem lub znajduje się na obszarze uznanym za niebezpieczny. Gdy jeden z warunków zostanie spełniony, narzędzie na urządzeniu mobilnym wyświetla ostrzeżenie i sugeruje podjęcie dodatkowych środków ostrożności, może również zarekomendować poddanie się kwarantannie.

Co szczególnie ważne, nie jest konieczne instalowanie żadnej nowej aplikacji, a system wykorzystuje do komunikacji z użytkownikiem powszechnie dostępną przestrzeń reklamową. W ten sposób już teraz obejmuje swoim zasięgiem praktycznie wszystkich posiadaczy smartfonów. Narzędzie posiada również panel administracyjny, którym może posługiwać się administracja publiczna, na przykład stacje sanepidu w celu zarządzania danymi o zakażeniach. To na ich podstawie system uczy się, gdzie i kto jest narażony na najwyższe ryzyko.

Według badań, opublikowanych w ubiegłym roku przez National University of Singapore, smartfon jest w stanie określić swoje położenie z dokładnością od 7 do 13 metrów na obszarach miejskich, a to już wystarczy, by precyzyjnie wyznaczyć strefę zagrożenia. – Bezpieczeństwo to dzisiaj priorytet każdego człowieka, a nasze narzędzie pozwoli na śledzenie, gdzie wirus aktualnie się znajduje. To również szansa na ochronę prywatności każdego z obywateli, gdyż korzystamy wyłącznie z anonimowych danych, bez potrzeby instalowania jakichkolwiek dodatkowych aplikacji na telefonie użytkownika. To sprawdzony sposób, przez lata wykorzystywany w cyfrowym marketingu. Co więcej, z ostrzeżeniem już teraz możemy dotrzeć do praktycznie wszystkich użytkowników urządzeń mobilnych – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Kwestia anonimowości w kontekście przesyłania danych o zakażeniach budzi liczne obawy – nikt z nas nie chce być narażony na utratę prawa do prywatności. Natomiast dzięki technologii anonimizacji, jaką stosuje platforma OnAudience.com i braku ingerencji w oprogramowanie smartfona to obecnie bezpieczna metoda. To również pełna kompatybilność, ponieważ informacje o zagrożeniu pojawiają się na banerach, podczas przeglądania internetu, niezależnie od miejsca, czasu i platformy. Nie następuje również żadna bezpośrednia wymiana informacji między urządzeniami zakażonego i osoby znajdującej się w stanie zagrożenia.

Sztuczna inteligencja jak epidemiolog

aplikacja koronawirus.jpgTo zaawansowane oprogramowanie korzysta nie tylko z historii lokalizacji i technologii personalizacji reklam w sieci, ale również intensywnie angażuje sztuczną inteligencję. Dzięki SI program identyfikuje osoby, które mogą być zagrożone spotkaniem z zakażoną jednostką lub przebywają w skażonym obszarze, wykorzystując technologię programmatic. Rozwiązanie to polega na tym, że algorytmy same decydują o tym, gdzie i kiedy powinien pojawić się komunikat.

Program anonimowo wyszukuje urządzenia mobilne zainfekowanych, a następnie dostarcza ostrzeżenia ludziom. Wszystko dzięki temu, że system zna miejsca, w których ostatnio przebywały. Dane wykorzystywane przez OnAudience.com to jednak za mało, by precyzyjnie określić, kto jest zarażony.

Wykorzystując big data i uczenie maszynowe, moglibyśmy co prawda wyznaczyć obszary, które budzą szczególne obawy, np. biorąc pod uwagę miejsca, w których w ostatnim czasie przebywała największa liczba osób. Jednak taka forma jest mniej precyzyjna niż taka sama analiza, wspierana danymi z sanepidu. A gdy gra toczy się o ludzkie życie, nierozsądnie byłoby stawiać na taki kompromis. – tłumaczy Piotr Prajsnar.

Tech-wsparcie w walce z pandemią

Czemu jest to skuteczniejsza metoda niż tradycyjne śledzenie i wychwytywanie zakażonych jednostek na podstawie zgłoszonych incydentów? Zgodnie z najnowszymi badaniami, które pojawiły się w czasopiśmie Science w przypadku COVID-19 jest to niemożliwe ze względu na bezobjawowe rozprzestrzenianie się wirusa, który pod względem zasięgu i nieprzewidywalności występowania objawów, mocno różni się od SARS z 2003 roku.

Dochodzimy do wniosku, że rozprzestrzenianie się wirusów jest zbyt szybkie, aby można je było powstrzymać przez ręczne śledzenie kontaktów, ale można je kontrolować, jeśli proces ten byłby szybszy, wydajniejszy i miałby miejsce na dużą skalę. – napisał zespół badawczy z Uniwersytetu w Oksfordzie odpowiedzialny za badanie.

W 2011 roku na rynku pojawiła się aplikacja mobilna FluPhone, która miała pomóc w zrozumieniu choroby, jaką jest grypa. W wywiadzie dla magazynu Wired jej twórcy: Jon Crowcroft i Eiko Yoneki przyznają, że dziś tego typu projekty mogą pomóc w walce z koronawirusem. – Agencje ochrony zdrowia mogłyby je (tj. aplikacje) wykorzystać do wypełnienia anonimowych map danych, co może pomóc w ograniczeniu transmisji – mówi Crowcroft i dodaje: – Aplikacja pomogłaby również naukowcom dowiedzieć się, jak długo wirus przetrwa na powierzchni, jaka część populacji jest nosicielami bezobjawowymi i gdzie kierować krytyczne zasoby medyczne.

Dlatego właśnie potrzebujemy wsparcia technologii. Rozwój internetu rzeczy i mnogość arsenału, jaki posiada każdy z nas, wywołały eksplozję ilości generowanych danych. Według portalu Statista w 2020 aktywnych będzie już 20 mld urządzeń typu IoT – to smartfony, smart zegarki, tablety i wiele innych, wyposażonych w czujniki i łączących się z internetem przedmiotów. Czy to dużo? To blisko dwukrotnie więcej niż jeszcze dwa lata temu.

Każde to urządzenie, pozostawia po sobie ślady, informacje zapisywane w formie liczb i znaków, które następnie odczytywane są przez programy, nieraz wspierane sztuczną inteligencją. Te punkty styku człowieka z internetem, zapisywane są automatycznie, bez udziału użytkownika. Dodatkowo od pewnego czasu, większość z nich wyposażona jest w moduł GPS. Dotychczas firmy codziennie wykorzystywały te informacje do różnych celów – by produkować lepsze produkty, poznać upodobania klientów czy po to, by tworzyć angażujące reklamy. Okazuje się, że tą samą technologię można wykorzystać w walce z koronawirusem!

Po pandemii sektor ICT może stać się kołem napędowym polskiej gospodarki

Pandemia koronawirusa przyczyniła się do ekspresowej edukacji rynku i społeczeństwa w zakresie potrzeb cyfrowych i do wzrostu cyberataków. W średniej i dłuższej perspektywie przełoży się to na zwiększone zapotrzebowanie na usługi i produkty ICT oraz cyberbezpieczeństwa. Jednak w krótkim okresie sektor ICT z uwagi na szok popytowy może doświadczyć spadków – wynika z analizy przygotowanej przez Instytut Kościuszki przy udziale Związku Cyfrowa Polska. Eksperci prognozują, że wsparty przez państwo sektor ICT może rozruszać polską gospodarkę po kryzysie i rekomendują rozwiązania, które mogą w tym pomóc. To m.in. wdrożenie pożyczek technologicznych, wprowadzenie bonów na cyberbezpieczeństwo oraz ulg podatkowych.

Scenariusze i rekomendacje dla polskiej gospodarki cyfrowej po okresie pandemii zostały przedstawione wspólnie przez Instytut Kościuszki i Związek Cyfrowa Polska w opracowaniu pt. „危机 [wēijīi]”. To słowo w języku chińskim oznacza „kryzys” i składa się z dwóch znaków, jeden oznaczający „zagrożenie”, a drugi „szansę”. – Polska i świat stanęły aktualnie w obliczu zagrożenia wywołanego pandemią koronawirusa SARS-CoV-2, która swe początki ma w Chińskiej Republice Ludowej. Musimy podejść do tego wyzwania tak jak w swoim sposobnie myślenia mają zakorzenione Chińczycy, czyli już teraz Polska musi myśleć o strategii gospodarczej na przyszłość, identyfikując szanse ekonomiczne, które powstaną wraz z narodzinami nowego cyfrowego świata, który formuje się właśnie na naszych oczach – tłumaczy Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki.

Strategiczne ICT

Autorzy opracowania oceniają, że po okresie kryzysu wywołanego przez pandemię, sektor rozwiązań teleinformatycznych (ICT) odegra szczególną rolę w odbudowywaniu gospodarki. M.in. rozwiązania dot. IoT, cyberbezpieczeństwa, sztucznej inteligencji, automatyzacji produkcji czy analizy BigData będą tymi, które, odpowiednio wykorzystane, zapewnią polskiej gospodarce innowacyjność, wzrost produktywności i bezpieczeństwo. Zdaniem ekspertów Instytutu Kościuszki siłą napędową dla cyfrowej gospodarki może stać się także budowa sieci 5G, która przyniesie w kraju m.in. nowe miejsca pracy.

Dla pierwszej rewolucji przemysłowej kluczowe było włókiennictwo, dla drugiej hutnictwo, dla trzeciej przemysł wytwórczy. Dziś, w czasach czwartej rewolucji przemysłowej jest to przemysł ICT – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I podkreśla, że wyzwaniem dla Polski jest dziś to, by zająć w tym wyścigu wysoką pozycję. – Stąd potrzeba, by teraz wesprzeć polski sektor ICT, który może być silnikiem napędowym dalszego rozwoju polskiego PKB – dodaje Michał Kanownik.

Konkretne propozycje działań to efekt rozmów oraz konsultacji w ramach branży, a także wśród firm zrzeszonych w inicjatywie #CyberMadeinPoland, działającej na rzecz krajowego rynku cyberbezpieczeństwa. Postulaty te przedstawione i przedyskutowane zostały także wraz z Radą do spraw Cyfryzacji przy Ministerstwie Cyfryzacji.

Kryzys a dynamika rynku teleinformatycznego

Instytut Kościuszki ocenia, że w średnio i długookresowym scenariuszu zapotrzebowanie w Polsce i na świecie na usługi, jak i produkty ICT oraz cyberbezpieczeństwa wzrośnie. Jednocześnie w krótkim okresie, zapewne co najmniej do pierwszego kwartału 2021 r, przedsiębiorcy w odpowiedzi na szok popytowy oraz podażowy ograniczą zakup nowych rozwiązań. A to – zdaniem ekspertów – może doprowadzić nawet do upadłości całego segmentu polskich MŚP oraz startupów z sektora ICT, które w ogromnej większości nie posiadają rezerw kapitałowych, aby przetrwać takie spowolnienie. Autorzy opracowania obawiają się, że to będzie również oznaczać, że większe podmioty, które posiadają rezerwy, przetrwają kryzys, a następnie kolejno zdyskontują i zmonetyzują zapotrzebowanie globalnej i polskiej gospodarki na rozwiązania ICT i cyberbezpieczeństwa, także dzięki brakowi znacznej konkurencji z rynków regionalnych, przetrzebionych przez kryzys. – Aby temu zaradzić niezbędne jest celowe działanie państwa, także we współpracy z większymi firmami z branży ICT – wskazuje Robert Siadak, jeden z autorów raportu. Co proponują eksperci?

Pożyczki technologiczne i bony na cyberbezpieczeństwo wsparciem dla sektora ICT

W rekomendacjach Instytutu Kościuszki czytamy, że konieczne jest wprowadzenie niskooprocentowanych lub bezzwrotnych „pożyczek technologicznych” dla MŚP i start-upów. Miałyby być one wypłacane przez Polski Fundusz Rozwoju lub Bank Gospodarstwa Krajowego. Eksperci proponują także wprowadzenie rozwiązań systemowych, które w trwającym procesie digitalizacji administracji publicznej, mogłyby zwiększyć rolę rozwiązań dostarczanych przez małe i średnie przedsiębiorstwa oraz start-upy. Mogłyby one przyjąć wiele form, np. poprzez ustanowienie specjalnych pozacenowych kryteriów w postępowaniach publicznych promujących rozwiązania oferowane przez firmy wytwarzające oprogramowanie lub sprzęt w Polsce czy też wprowadzenie pewnych wymagań systemowych, takich jak potrzeba uzyskania zawsze wyceny od polskiego MŚP w procesie zamówienia publicznego.

Sektor ICT i cyberbezpieczeństwa oczekuje także od państwa działań stymulujących digitalizację w kraju, np. poprzez specjalne ulgi podatkowe czy programy dedykowane zakupom technologicznym. Instytut Kościuszki proponuje kwalifikowanie wydatków na cyberbezpieczeństwo jako wydatków na innowacje, co wiązałoby się z odpisami CIT oraz rozszerzeniem stosowania „innovation box”.  Eksperci wnoszą również o wprowadzenie tzw. „bonów na cyberbezpieczeństwo”. Korzystać mogłyby z nich jednostki samorządowe w celu zakupu usług lub rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa ICT.

Branża proponuje również specjalne wsparcie projektów badawczo-rozwojowej w sektorze ICT w trakcie trwania kryzysu gospodarczego, poprzez zwiększenie poziomów dofinansowania w ramach trwających lub planowanych projektów – nawet do 90 – 100 proc. w przypadku MŚP i start-upów.

Instytut Kościuszki zauważa również, że w ramach kolejnej perspektywy finansowej Unii Europejskiej, której realizacja rozpoczynać będzie się w okresie znacznego spowolnienia ekonomicznego, należy umożliwić alternatywne formy oceny przedsiębiorstw aplikujących o wsparcie z programów unijnych, w tym regionalnych programów operacyjnych. Eksperci oceniają, że mogą one czerpać z metodologii stosowanej przez programy inkubacyjne czy akceleracyjne, np. ocena panelu ekspertów w zakresie wartości biznesowej i innowacyjności rozwiązania czy technologii.

– Chcemy zwrócić uwagę na trzeci niezbędny wymiar analizy i działań państwa polskiego obok podejmowanej już walki z pandemią oraz jej bezpośrednimi gospodarczymi konsekwencjami. Wymiar ten nazwać można namysłem stategiczno-ekonomicznym i zawrzeć w pytaniu „co dalej?”, w jaki sposób Polska, jej gospodarka i społeczeństwo powinny rozwijać się w nowej rzeczywistości goeopolitycznej i ekonomicznej, która wykrystalizuje się po aktualnym okresie kryzysu – podsumowuje Robert Siudak z Instytutu Kościuszki.

Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej nt. miko- i makroekonomicznych aspektów tzw. Tarczy Finansowej

Kluczowe uwagi:

  • Zmiany idą w dobrym kierunku, bo adresują kluczowy teraz dla przedsiębiorstw problem braku płynności i wysokiego ryzyka kryzysu gospodarczego na wielką skalę, z możliwością pomocy bezzwrotnej na dużą skalę, jako swego rodzaju odszkodowania za podjęte przez rząd radykalnie restrykcyjne działania administracyjne;
  • Propozycje Tarczy Finansowej są w naszej ocenie spóźnione o co najmniej miesiąc, co może zaważyć na bankructwie wielu firm i dużym spadku zatrudnienia w pierwszej połowie roku. Ale bez pomocy finansowej państwa groziła istotnie utrata kilku milionów miejsc pracy;
  • Kryterium spadku przychodów w jednym miesiącu o 25% pozbawi wiele firm dostępu do tego instrumentu. Rząd powinien dać swój szacunek kosztów dla zatrudnienia i gospodarki tego ograniczenia;
  • Kreatywne finansowanie, mające na celu ominięcie w roku 2020 przekroczenia progów państwowego długu publicznego, ostrożnościowego 55% PKB i konstytucyjnego 60% PKB.

Gwarantowany przez państwo pakiet płynnościowy, oszacowany przez rząd na 100 mld zł, zakładający możliwość umorzenia w okresie 2-4 lat 60% z udzielonych pożyczek, oceniamy jako duży krok w dobrym kierunku.

Potrzebę ułatwień w dostępie do płynności dla firm pozbawionych możliwości normalnego funkcjonowania na rynku administracyjnymi decyzjami o czasowym zawieszeniu działalności akcentowaliśmy wcześniej, bezpośrednio po, a nieraz nawet jeszcze przed, zamrożeniem dużej części gospodarki.

Postulaty przedsiębiorców i ekonomistów rząd postanowił zaadresować jednak ze znacznym opóźnieniem, po przedstawieniu w pierwszych tygodniach pakietów działań w dużym stopniu nieadekwatnych do potrzeb gospodarki. W ten sposób nie uniknęliśmy zamknięcia wielu małych i średnich firm oraz utraty wielu miejsc pracy.

Brak „Tarczy finansowej” powoduje, że jeszcze w kwietniu nie będzie jasne, z jakich instrumentów można korzystać jednocześnie, a jakie się wzajemnie wykluczają. To wydłuży proces planowania przez firmy korzystania z instrumentów pomocowych.

Mamy szereg merytorycznych uwag do sposobu wdrażania pakietu płynnościowego w życie.

Uważamy, że finansowaniem płynności powinien zajmować się Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), a nie państwowy Polski Fundusz Rozwoju (PFR) – instytucja, która nie jest częścią sektora finansów publicznych, więc nie podlega ograniczeniom nakładanym na finanse publiczne w ustawodawstwie polskim, czy też ograniczeniom dla sektora bankowego. PFR także w prawie unijnym jest poza sektorem finansów publicznych, choć po przyjęciu nowych finansowych obowiązków będzie tak prawdopodobnie nie dłużej niż do września br. Do tego czasu zostało kilka miesięcy, które PFR zapewne wykorzysta dla sprzedaży własnych obligacji bez ryzyka przyrostu długu publicznego. Zaciągnięty przez PFR dług trzeba będzie jednak wliczyć do przyrostu państwowego długu publicznego (PDP) w ujęciu krajowym z chwilą umorzenia (tj. 12 miesięcy od zaciągnięcia pożyczki przez MSP) oraz gdy uruchomione zostaną gwarancje Skarbu Państwa. A jest to nieuchronne w okresie 2-4 lat, kiedy zaczną zapadać obligacje PFR znajdujące się w portfelu NBP. W wyniku umorzeń udzielonych przez PFR, opiewających – zgodnie z propozycjami rządu – na 60 mld PLN, koszt gwarancji przejdzie na Skarb Państwa.

Program pomocowy rządu na kwotę 100 mld zł trzeba więc już teraz traktować jak transakcję sektora General Government (GG). Oznacza, to że ten nowy program, dodatkowo oprócz Tarczy 1.0 i 1.1, zwiększy dług sektora GG o ok. 4,4% PKB, a deficyt sektora finansów publicznych o dalsze ok. 2,7% PKB w ujęciu unijnym. Będzie to wzrost dodatkowy wobec dużego zmniejszenia wpływów budżetowych i składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, które w sumie szacować można na około 5-6% PKB.

Sposób finansowania zaproponowany przez rząd, jest wybiegiem, bo pozwala na jakiś czas, może tylko przez 2-3 kwartały (co zależy kiedy firmy skorzystają z umorzenia), uniknąć przekroczenia przez państwowy dług publiczny (PDP) progu ostrożnościowego 55% PKB. Nie zmienia to jednak faktu, że przy osłabieniu kursu walutowego istnieje ryzyko przekroczenia w roku 2021, zarówno progu ostrożnościowego 55% PKB jak i konstytucyjnego 60% PKB.

Ta operacja (nie zależnie czy to przez PFR, czy BGK) odbywa się również przy wykorzystaniu operacji NBP, polegających na skupie obligacji gwarantowanych, emitowanych przez jednostkę zależną od rządu, które są kreacją pustego pieniądza, przy jednoczesnym pomijaniu konstytucyjnej definicji długu publicznego. Ten mechanizm to wrota do zniesienia jakichkolwiek granic dla finansowania wydatków budżetu przez bank centralny. Jakie są gwarancje, że na tym programie koronawirusowym się skończy. Czy PFR poprzez kreację pustego pieniądza, już na trwałe nie będzie finansował wydatków budżetu państwa z pominięciem PDP. W bankach z drugiej strony utrzymuje się nadpłynność rzędu ok. 70 mld zł (wobec ok. 80 mld zł na początku roku). Jednocześnie mają one portfel obligacji rządowych o wartości niemal 340 mld zł, który pozwala im na pozyskanie płynności za pośrednictwem standardowych operacji repo z bankiem centralnym.

Zdajemy sobie w pełni sprawę, że odległe w czasie o 2-4 lata skutki makroekonomiczne zastosowanych przez rząd procedur i ich zawiłość na skutek istniejącej wciąż dwoistości krajowej i unijnej statystyki finansów publicznych, w znikomym stopniu interesują przedsiębiorców, którym zależy na szybkim uzyskaniu dostępu do płynności z zastosowaniem prostych procedur.

Jednak zarówno zastosowane procedury, jak i ich średnio i długoterminowe następstwa makroekonomiczne nie powinny umykać uwadze podmiotów gospodarczych i obywateli, bo w nieco dłuższej perspektywie dotkną nas wszystkich. Dlatego konieczne jest nakreślenie przez rząd scenariusza makroekonomicznego na najbliższe kilka lat. Tymczasem zgodnie z pierwszą ustawą COVID, rząd zlikwidował obowiązek przygotowania w tym roku, Wieloletniego Planu Finansów Państwa na lata 2020-2023. To oznacza, że opinia publiczna nie pozna teraz, jak zaproponowane mechanizmy wsparcia, a w szczególności niekonwencjonalne mechanizmy finansowania tych programów wpłyną na kluczowe wskaźniki makroekonomiczne w perspektywie średniookresowej: koszt obsługi długu publicznego, relacja PDP do PKB, kurs złotego, rynkowe stopy procentowe. Jako społeczeństwo dostajemy w pewnym sensie kota w worku, mamy i powinniśmy mieć pomoc, ale nie znamy konsekwencji makroekonomicznych, w szczególności fiskalnych i monetarnych.

Rząd powinien przygotować ocenę stanu finansów publicznych w horyzoncie planu wieloletniego tj. dla lat 2020-2023. W świetle takiej oceny potrzebne może się okazać wycofanie się z dodatkowych emerytur, 13-tej i 14-tej, oraz z silnego podniesienia płacy minimalnej oraz generalny przegląd strony wydatkowej aby uniknąć konieczności wzrostu podatków w przyszłości.

Wejście firm do programu nie może następować w oparciu o niejasne, dyskrecjonalne kryteria. Zbyt mało wiemy na ten temat. Dotyczy to w szczególności firm dużych i bardzo dużych gdzie warunki przydzielenia płynności, jak i rozmiar ewentualnych umorzeń, mają stać się przedmiotem indywidualnych negocjacji PFR z przedsiębiorstwami. PFR decydować będzie nie o umorzeniu własnych prywatnych należności, lecz należności podmiotów gospodarczych wobec wszystkich podatników.

Kryterium spadku przychodów tylko w jednym miesiącu stawia wiele firm i samozatrudnionych przed dylematem – wystawić fakturę i mieć nadzieję, że kontrahent zapłaci, czy nie wystawiać i aplikować o pomoc państwa. Jednocześnie jeżeli punktem odniesienia jest tylko jeden miesiąc, stworzy to możliwość nadużyć poprzez przesuwanie płatności przez firmy i osoby, które wcale nie ucierpiały na pandemii, ale mają dobre układy ze swoimi kontrahentami. Dlatego pomoc rozliczać powinniśmy po fakcie, w oparciu nie o jeden miesiąc, a np. o dane za cały rok i na tej podstawie umarzać zobowiązania najbardziej dotkniętych osób i firm, jednocześnie od pozostałych wymagając zwrotu pomocy, która dla nich byłaby po prostu wsparciem płynnościowym.

Inwestycyjne zaangażowanie PFR w średnie i duże firmy pociąga za sobą także ryzyko trwałego wzrostu etatyzacji gospodarki. Harmonogram i określenie zasad wyjścia podmiotów z dominującym udziałem SP z sanowanych firm prywatnych są niezbędnym minimum. Przy czym szczególnym nadzorem niezależnych ekspertów objęte powinny być zasady przydzielania wsparcia płynnościowego spółkom zależnym już dziś od rządu.

Autorzy opinii:

prof. Elżbieta Adamowicz – Instytut Rozwoju Gospodarczego, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
dr Sonia Buchholtz – Konfederacja Lewiatan
dr Sławomir Dudek – Główny Ekonomista – Pracodawcy RP, koordynator CMSG
prof. Stanisław Gomułka – Główny Ekonomista – Business Centre Club
dr Janusz Jankowiak – Główny Ekonomista – Polska Rada Biznesu
Stefan Kawalec – Capital Strategy
Łukasz Kozłowski – Główny Ekonomista – Federacja Przedsiębiorców Polskich
dr Aleksander Łaszek – Główny Ekonomista – Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju
Piotr Soroczyński – Główny Ekonomista – Krajowa Izba Gospodarcza

Epidemia koronawirusa przyczyni się do ogromnych zmian i rozwoju technologicznego polskich firm

Ograniczenia wprowadzone w związku z koronawirusem SARS-CoV-2 mogą przyczynić się do ogromnych zmian w zakresie optymalizacji procesów i rozwoju technologicznego polskich firm.

Dla ponad połowy polskich menedżerów wyższego szczebla transformacja cyfrowa jest priorytetem. Jedna trzecia z nich uważa, że ich rola jest jedną z kluczowych w procesie podejmowania decyzji o inwestycjach i zakupach związanych z rozwojem technologicznym organizacji. Co ciekawe, wszyscy prezesi (CEO) i dyrektorzy ds. digitalizacji (CDO) uznają swoje zaangażowanie w ten proces za dominujące. Jak wynika z pierwszej polskiej edycji badania firmy doradczej Deloitte pt. „Przemysł 4.0 w Polsce – rewolucja czy ewolucja?” mimo, że kadry kierownicze w polskich przedsiębiorstwach są świadome możliwości, jakie on stwarza, nie mają przygotowanej konkretnej strategii przekształceń cyfrowych. To może znacznie utrudniać funkcjonowanie przedsiębiorstwa w trudnej sytuacji rynkowej spowodowanej epidemią koronawirusa SARS-CoV-2.

W miarę postępu cyfryzacji wielu organizacjom wciąż z trudem przychodzi przekształcenie się w nowoczesne przedsiębiorstwo. Przed wybuchem epidemii ponad połowa (58 proc.) polskich menedżerów wyższego szczebla deklarowała, że transformacja cyfrowa jest priorytetem strategicznym ich firmy. Jednocześnie tylko dla 45 proc. badanych technologie były ważne i kluczowe w codziennej pracy. O braku praktycznego podejścia do zagadnienia przekształceń technologicznych świadczy dość wysoki (34 proc.) odsetek zarządzających, którzy deklarowali, że w ogóle nie korzystają z narzędzi transformacji cyfrowej lub robią to sporadycznie. Epidemia SARS-CoV-2, która wiele firm oraz instytucji zmusiła do przejścia na tryb pracy zdalnej i większego polegania na cyfrowych możliwościach może się okazać katalizatorem zmian.

Coraz częściej można zetknąć się z terminem „przyspieszenie technologiczne”, który funkcjonuje jako bardziej dosadne określenie postępu w zakresie technologii. Niemal każdy dzień przynosi nowe odkrycia, osiągnięcia w obszarze zwiększenia mocy obliczeniowej, czego przykładem może być choćby dynamiczny rozwój komputerów kwantowych. Wobec możliwości i wyzwań, jakie niesie transformacja cyfrowa, polskie przedsiębiorstwa powinny przygotować konkretne plany działania. Nie wystarczy wiedzieć, co jest do zrobienia, trzeba jeszcze to z sukcesem zrealizować – mówi Paweł Filipowicz, partner, lider praktyki SAP w Europie Środkowej, Deloitte.

Zdecydowana większość ankietowanych (86 proc.) deklarowała, że wdrażanie nowych technologii ma kluczowe znaczenie dla przewagi rynkowej organizacji, a według 70 proc. respondentów badania Deloitte także dla utrzymania rentowności. Wobec tego, dla wielu z nich (58 proc.) transformacja cyfrowa stanowi priorytet strategiczny. Jednak, aby przeprowadzić ten proces, potrzebne są duże zmiany na poziomie kultury organizacyjnej – tak uważało aż 71 proc. zapytanych. Wyniki badania firmy doradczej pokazują, że kadra kierownicza polskich przedsiębiorstw jest świadoma możliwości, jakie stwarza czwarta rewolucja przemysłowa i planuje inwestycje w sferze przekształceń cyfrowych. Jednocześnie jednak menedżerowie nie byli pewni tego, jak skorzystać z możliwości, jakie dają nowoczesne rozwiązania, a brak konsekwencji strategicznych i operacyjnych może skutkować zahamowaniem tych wysiłków.

Większa konkurencyjność dzięki nowym technologiom

Internet Rzeczy, sztuczna inteligencja czy rozszerzona rzeczywistość to rozwiązania, które coraz powszechniej funkcjonują w biznesie. Dzięki najnowszym narzędziom technologicznym, przedsiębiorstwa mogą znacznie szybciej gromadzić i przetwarzać informacje, co ma bezpośrednie przełożenie na obsługę klienta, a zatem utrzymanie konkurencyjności. Konsumenci wymagają od producentów szybkości, jakości, dopasowania i personalizacji na niespotykaną do tej pory skalę. Z drugiej strony istnieją wyzwania stawiane przez środowisko, co pociąga za sobą konieczność dbania o materiały czy prowadzenie procesów produkcyjnych w duchu gospodarki o obiegu zamkniętym. Także wydarzenia niespodziewane, jak choćby trwająca epidemia, narzucają organizacjom zupełnie nowe wymagania i konieczność dostosowania rozwiązań do aktualnej sytuacji i potrzeb rynkowych.

Integracja inteligentnych, usieciowionych i autonomicznych technologii cyfrowych oraz fizycznych, takich jak Internet Rzeczy, robotyka, pojazdy autonomiczne, druk 3D w erze zwanej Przemysłem 4.0 stwarza nowe możliwości w zakresie innowacji i rozwoju działalności biznesowej, procesów i produkcji. To się już dzieje w Chinach, gdzie podczas epidemii koronawirusa SARS-CoV-2 wykorzystuje się roboty AGV do dezynfekcji, pomiarów temperatury, dostarczania posiłków w szpitalach i wielu innych zadań – dodaje Paweł Filipowicz.

Kto podejmuje decyzje?

80 proc. dyrektorów operacyjnych (COO) postrzegało siebie jako osoby biorące czynny udział w procesie decyzyjnym, ale przyznało, że to nie do nich należy „ostatni głos” w sprawie inwestycji w badania i rozwój narzędzi z obszaru Przemysłu 4.0. Również jedna trzecia dyrektorów ds. informatycznych i ds. technicznych twierdziła, że uczestniczy w procesie decyzyjnym, lecz ostatecznie nie rozstrzyga o nakładach na rozwój narzędzi Przemysłu 4.0 w przedsiębiorstwach, z którymi są związani.

Zaskakujące, że podobnie jak w globalnym badaniu, jedynie 22 proc. polskich ankietowanych wskazało CSCO, a więc dyrektorów ds. łańcucha dostaw, jako kluczowych uczestników procesu podejmowania decyzji dotyczących transformacji cyfrowej w przedsiębiorstwach produkcyjnych, a 31 proc. uznało, że nie biorą oni udziału w tym procesie. Być może to efekt tego, że jest to stosunkowo nowa funkcja w organizacji. Jednak przedsiębiorstwa powinny dążyć do podniesienia roli CSCO i dostosowania funkcji łańcucha dostaw do szerzej pojętych celów strategicznych firmy – mówi Szymon Sowiar, menedżer w zespole SAP, Deloitte.

Wśród kluczowych decydentów znajdują się prezesi (CEO) oraz dyrektorzy ds. digitalizacji (CDO).

Optymizm nie zastąpi strategii

W ocenie przedstawicieli polskiej kadry kierowniczej zarządzane przez nich przedsiębiorstwa zawsze dobrze sobie radzą z wprowadzaniem inicjatyw z obszaru transformacji cyfrowej i – dzięki kompetentnym pracownikom – wiedzieli, co należy robić w tym zakresie (59 proc. wskazań). Jednocześnie, co można uznać za paradoksalne, zdawali sobie sprawę z tego, że ich organizacje nie mają odpowiedniego planu strategicznego dla wprowadzania zmian w kierunku Przemysłu 4.0, by uzyskać przewagę konkurencyjną. Tak zadeklarowało aż 53 proc. respondentów.

Nasze globalne badanie pokazało, że większość firm podchodzi ambicjonalnie i z dużym entuzjazmem do inwestycji z zakresu technologii Przemysłu 4.0. Zauważyliśmy jednak wiele rozbieżności między planami a faktycznymi działaniami. Firmy pragną wprowadzać zmiany w sferze cyfrowej, jednak trudno im odnaleźć optymalną równowagę między korzyściami w bieżącej działalności a możliwościami, jakie oferuje Przemysł 4.0 w obszarze innowacji i przekształceń modelu biznesowego. Szczególnie w obecnej sytuacji warto wziąć pod uwagę rekomendacje płynące z naszego raportu, który wskazuje, ile jest jeszcze do zrobienia w kwestii unowocześniania polskiej gospodarki – dodaje Szymon Sowiar.

Badanie pozwoliło wyłonić pięć najważniejszych wyzwań, z jakimi mierzą się firmy w Polsce na drodze do transformacji cyfrowej przemysłu. Respondenci wybierali je z połączonych zbiorów: operacyjnych, związanych z kulturą organizacyjną i środowiskiem. Wśród najczęściej wskazywanych odpowiedzi znalazły się: brak wdrożeń i szkoleń dla szeregowych pracowników (53 proc.), trudności związane z poszukiwaniem, szkoleniem oraz utrzymaniem kompetentnych talentów (48 proc.), potrzeba budowania kultury organizacyjnej, która byłaby w stanie wspierać transformację cyfrową (48 proc.), brak wewnętrznej spójności w zakresie strategii rozwoju (43 proc.) oraz brak spójności w zakresie wykorzystywania narzędzi cyfrowych (41 proc.).

Respondenci edycji globalnej mają większe niż polscy ankietowani doświadczenie we wdrażaniu rozwiązań Przemysłu 4.0, co pozwala im już teraz cieszyć się dużym zwrotem z takich inwestycji. O średnim i dużym wskaźniku rentowności mówi w sumie 90 proc. respondentów globalnego badania. Natomiast w polskiej edycji aż 60 proc. uważa, że jest za wcześnie, by to oceniać, a jedynie 27 proc. wskazało, że zwrot z inwestycji był średni lub wysoki, 12 proc. oceniło go jako ujemny, a nawet zerowy – podkreśla Szymon Sowiar.

Ekonomiści alarmują: Pandemia zdemoluje wpływy z podatków. 20-30 mld zł to wariant optymistyczny

Jak przewidują eksperci, średnio o 12% spadną dochody budżetowe ze względu na pandemię koronawirusa. Inna prognoza, też optymistyczna, zakłada straty podatkowe na poziomie 20-30 mld złotych. Najbardziej odczuwalna będzie zmiana we wpływach z VAT-u. Nie brakuje również opinii, że najgłębszy spadek nastąpi w podatkach CIT i PIT. Rząd powinien jak najszybciej podjąć działania mające na celu zwiększenie dochodów budżetowych. UE już przyznała środki na dofinansowanie działań ratunkowych. A podnoszenie podatków to nie jest dobry pomysł na obecny czas.

Szacowanie strat

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

W wariancie optymistycznym dochody budżetowe spadną średnio o 12%, o czym informuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów. Ekspert zaznacza, że ten scenariusz zakłada zakończenie obecnej kwarantanny w kwietniu tego roku. Jeżeli ona będzie jeszcze przez cały maj, to pojawi się olbrzymi problem z bieżącą realizacją wydatków budżetowych ze względu na dalszy spadek dochodów podatkowych. Wówczas trzeba będzie pożyczyć na to kolejne dodatkowe pieniądze, ale rodzi się pytanie – skąd.

Marek Zuber, ekonomista
Marek Zuber, ekonomista

– Tegoroczne straty podatkowe wyniosą 20-30 mld zł i to w wersji optymistycznej. Ona zakłada, że wzrost gospodarczy na koniec roku wyniesie ok. 0%. Nawet jeśli w drugim kwartale będziemy mieli recesję, np. -4% czy -3%, to wierzę w dynamiczne odbicie w kolejnych miesiącach i to powinno się mniej więcej wyrównać. Dziś to dla mnie dość realny scenariusz pod warunkiem, że opanujemy pandemię w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Ale tego do końca jeszcze nie wiemy, więc trudno prognozować – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Prof. Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista Business Centre Club
Prof. Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista Business Centre Club

Natomiast prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, podkreśla, że wpływy podatkowe są ściśle powiązane z aktywnością gospodarczą. Pojawiają się oceny, często dość rozbieżne, wpływu pandemii na PKB w tym roku. Ekspert przywołuje prognozę jednego z banków, Citi Research, z 7 kwietnia br. Wynika z niej, że w porównaniu z tym samym okresem ub.r. nasza gospodarka skurczy się w drugim kwartale o 7,9%, w trzecim – o 3,9%, a w czwartym – 2,3%. Natomiast spadek za cały rok jest szacowany na ok. 3,2%. W kolejnym miesiącu przewidywania mogą być już inne.

– Bardzo trudno powiedzieć, o ile procent spadną wpływy podatkowe, ponieważ pojawiają się różne scenariusze. Te najbardziej optymistyczne zakładają zmniejszenie się PKB o co najmniej 3%, natomiast te pesymistyczne mówią o dwucyfrowym wyniku, a więc minimum 10%. Nikt nie stwierdzi, który z tych wariantów jest najbardziej prawdopodobny, bo to wynika ze zbyt wielu zmiennych. Wśród nich jest m.in. długość ograniczeń gospodarczych czy skala bezrobocia – mówi dr Wojciech Warski.

Podatki pod lupą

Natomiast Marek Zuber szacuje, że deficyt budżetowy w tym roku będzie na poziomie 50-80 mld zł. Ale on jest konieczny z uwagi na pomoc przedsiębiorstwom w okresie zapaści, w ciągu 2-3 najbliższych miesięcy. Według prof. Gomułki, spadek wpływów podatkowych będzie widoczny już w wynikach za pierwszy kwartał, a pogłębi się w drugim. Jednocześnie wzrosną wydatki budżetowe. Z kolei dr Roman Namysłowski, ekspert BCC ds. podatków, stwierdza, że zmniejszą się wpływy ze wszystkich podatków, ponieważ prognozowana jest recesja. Mogłoby się wydawać, że więcej środków wpłynie z akcyzy. W koszykach zakupowych widać bowiem wzrost wydatków na alkohol. Jednak ten podatek to przede wszystkim paliwa, których ceny spadły. Ponadto, konsumenci rzadziej korzystają z pojazdów.

Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce
Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, fot. WUT Business School

– Jeśli będzie np. masowe zwolnienie z wpłacania składek ZUS, to oczywiście zmaleją wpływy z tego tytułu. Raczej nie będzie takich rozwiązań z VAT-em, więc tu wszystko zależy od sytuacji w gospodarce i spadek będzie proporcjonalny do skali recesji. Bardzo silnie spadną, być może blisko zera, wpływy z CIT-u, bo niewiele przedsiębiorstw w Polsce wypracuje zyski w tym roku. Biorąc pod uwagę PIT, to również spodziewam się poważnego spadku, dochody ludzi będą mniejsze – analizuje prof. Witold Orłowski.

Zdaniem prof. Modzelewskiego, najgłębszy spadek będzie w podatkach CIT i PIT, ale w części od działalności gospodarczej. Według byłego wiceministra finansów, stosunkowo najmniejsze tąpnięcie nastąpi w podatku VAT, oczywiście pod warunkiem odmrażania gospodarki, a zwłaszcza odbudowy popytu wewnętrznego już w maju br. Natomiast Marek Zuber przypuszcza, że jednak najbardziej dotkliwy będzie spadek VAT-u z uwagi na jego udział w dochodach budżetowych. To danina związana z obrotami w gospodarce. A jeśli mamy mniej sprzedanych usług i towarów, to relatywnie mniejsze stają się też wpływy. Dr Namysłowski również spodziewa się największych spadków w tym podatku, dającym ok. 200 mld zł rocznie. I zaznacza, że w tarczy antykryzysowej jest stosunkowo mało rozwiązań dot. VAT-u, w przeciwieństwie do CIT-u czy PIT-u.

– Jeśli założymy ten najbardziej optymistyczny scenariusz ze spadkiem PKB o 3%, to wpływy z tytułu podatku VAT jako procyklicznego zmniejszą się o co najmniej 10%. A przy tych wariantach pesymistycznych jeszcze więcej. Wpływy z CIT-u zmaleją o minimum połowę w stosunku do dzisiejszego stanu. Natomiast podatek PIT ucierpi relatywnie najmniej. Chyba że będzie duża skala bezrobocia, bo wówczas ludzie nie zarabiają – analizuje dr Warski.

Plan na teraz

Według prof. Orłowskiego, to, o ile dokładnie zmniejszą się wpływy podatkowe, stanowi w tym momencie sprawę drugorzędną. Zdecydowanie ważniejsze jest to, w jaki sposób należy ratować gospodarkę.  Zdaniem prof. Modzelewskiego, rząd musi natychmiast podjąć działania, które zwiększą dochody budżetowe tam, gdzie jest to możliwe. Gdyby usunięto wszystkie bezzasadne przywileje występujące tylko w ramach grup towarów i usług substytucyjnych (część opodatkowana, część nie), to można osiągnąć z tego tytułu istotne skutki fiskalne. W akcyzie to jest w granicach 4-5% potencjalnego przyrostu, a teraz liczy się każdy grosz. Natomiast ekspert z BCC dodaje, że działania powinny być związane ze stymulowaniem wsparcia dla biznesu. Bez płynności finansowej wiele firm upadnie.

– Tarcza antykryzysowa w bardzo niewielkim zakresie wpływa na rozliczenia podatkowe przedsiębiorców. Przygotowane rozwiązania skupiają się bardziej na odroczeniu terminów płatności podatków niż realnej abolicji. Dziś wyzwaniem jest zapobieganie zatorom płatniczym, które mogą spowodować tzw. efekt domina. Pomocne okazałoby się wprowadzenie tzw. kasowej metody zapłaty zobowiązań podatkowych, tj. uzależnienie obowiązku ich regulowania od otrzymania płatności od kontrahenta. Od lat przedsiębiorcy postulują o takie ułatwienie. Ale jak do tej pory bez skutku – mówi doradca podatkowy Marek Niczyporuk.

Jak informuje dr Warski, UE już przyznała Polsce 7,9 mld euro i w trybach natychmiastowych zatwierdza projekty korzystające z tego finasowania. Przy tym Unia nie dysponuje nowymi środkami. Uruchamia te, które już są zapisane w budżecie, a z różnych powodów nie zostały wykorzystane i zostałyby zwrócone do kasy unijnej. Fundusze te mogą być użyte w celu dofinansowania różnego rodzaju działań ratunkowych. Polski rząd zdecyduje o tym, czy to będą programy pożyczkowe z umorzeniami bądź bezpośrednie dofinansowania. W tej kwestii ma pełną autonomię.

– Wprawdzie pan premier systematycznie zaprzecza jakobyśmy mieli jakąkolwiek pomoc z UE, to ona oczywiście jest. To, co możemy zrobić, to z pewnością prosić o przesunięcie części środków z celów inwestycyjnych na wsparcie gospodarki przeciwko koronawirusowi. I jestem przekonany, że Unia i Komisja Europejska będą skłonne tego typu prośbę przyjaźnie rozważyć – dodaje prof. Orłowski.

Natomiast prof. Modzelewski wskazuje w obecnej sytuacji na niesięganie do generalnych podwyżek jakichkolwiek podatków. Być może nawet trzeba będzie je obniżyć. Z kolei według prof. Orłowskiego, teraz na pewno nie dojdzie do podnoszenia podatków, ale w przyszłości to na pewno nastąpi. Przy tym np. wyraźna próba dociśnięcia VAT-u spowoduje ucieczkę w szarą strefę. Jak dodaje dr Namysłowski, jesteśmy w przededniu recesji, obniżenia koniunktury gospodarczej i różnych trudności. Nakładanie dodatkowego ciężaru fiskalnego nie jest rozwiązaniem, które pomoże biznesom. Wręcz negatywnie wpłynie na ich funkcjonowanie.

– Podnoszenie podatków, zwłaszcza kiedy państwo ma problemy ze ściąganiem już tych obowiązujących, nie ma większego sensu. Nastroje wśród przedsiębiorców już nie są dobre. Część z nich nie może sobie poradzić z obsługą bieżących obciążeń. Państwo w takiej sytuacji powinno ulżyć firmom, a nie je dodatkowo opodatkowywać – podsumowuje Marek Niczyporuk.

I kwartał roku na plusie, dwa kolejne z prognozowanymi spadkami

Według wstępnych szacunków ekspertów Colliers International, w pierwszym kwartale 2020 r. całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, mimo rozwoju pandemii COVID-19 w marcu, utrzymał się na wysokim poziomie i wyniósł ok. 3,7 mld euro. Liderem w regionie pozostała Polska.

Na znaczny wzrost wolumenu w regionie CEE w I kw. roku wpływ miało przejęcie przez Heimstaden czeskiego portfolio Residomo o wartości 1,3 miliarda euro. W porównaniu do pierwszego kwartału 2019 roku wzrost wyniósł 68% (ok. 2,2 miliardów euro), a w porównaniu do pierwszego kwartału 2018 roku 28% (ok. 2,9 miliarda euro).

Idą spadki

Po rekordowym 2019 r. Polska utrzymała się na pozycji lidera regionu w pierwszym kwartale 2020, dzięki 48% udziałowi w wartości wolumenu. Na drugim miejscu znalazły się Czechy z 39%, następnie Słowacja (5%), Rumunia (4%), Węgry (2%) oraz Bułgaria (2%). Według szacunków kolejne miesiące na rynku inwestycyjnym nie będą tak korzystne.wolumen transakcji inwestycyjnych nieruchomości

– Spodziewamy się, że ograniczenia wprowadzone po to, by zapewnić ludziom bezpieczeństwo i zmniejszyć rozprzestrzenianie się wirusa, np. wstrzymanie lotów i zamknięcie granic, znacznie wpłyną na wysokość wolumenów transakcji w drugim i trzecim kwartale, a to dlatego, że strony transakcji nie mogą się spotkać, czy zobaczyć nieruchomości – mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

Co więcej, poza tymi, miejmy nadzieję krótkotrwałymi restrykcjami, wielu właścicieli i managerów nieruchomości jest obecnie zajętych oceną i zarządzaniem ryzykiem związanym z ich aktywami. W odpowiedzi na pandemię rządy poszczególnych państw, do tej pory, skupiały się przede wszystkim na pomocy przedsiębiorstwom najbardziej dotkniętym ograniczeniami i rozwiązaniu problemów dotyczących wynagrodzeń pracowników. Poza propozycją potencjalnie krótkoterminowego zwolnienia z podatku, wielu właścicieli nieruchomości może mieć poczucie, że zostali pominięci w pakietach pomocowych.

Według wstępnych wyników badania przeprowadzanego przez Colliers, inwestorzy nadal wykazują się dużym apetytem. Dodatkowo, wolumen kapitału, który może zostać zainwestowany, również pozostaje wysoki, a nawet potencjalnie mógłby wzrosnąć, jednak wielu inwestorów wstrzymuje decyzje do czasu, gdy sytuacja się wyjaśni, szczególnie w kwestii finansowania, wycen i możliwości obejrzenia potencjalnej nieruchomości.

Wszystkie powyższe prognozy uzależnione są od tego, jak długo będziemy zmagać się z pandemią, jaką skalę osiągną szkody ekonomiczne oraz jak szybko wszyscy gracze na rynku zdołają odzyskać siły i przystosować się do zmian, które z pewnością zajdą, a przynajmniej zostaną z nami przez pewien czas. Wszystkie podmioty bez względu na profil działalności – deweloperzy, banki, inwestorzy, najemcy czy doradcy – odczują zmianę.

Po świętach w pozytywnych nastrojach

Powrót po świątecznej przerwie odbywa się w pozytywnych nastrojach, gdyż rynek akcji dyskontuje ożywioną dyskusję o przywróceniu gospodarkę do działania, a waluty surowcowe pozytywnie przyjęły dane z chińskiego handlu zagranicznego wskazujące na nasilony popyt na surowce. Tymczasem złoto poprawia ponad siedmioletnie szczyty.

Rynek szacuje wagi czynników wpływających na instrumenty i lepiej ocenia te pozytywne. Przede wszystkim wiele zależy od tempa, z jakim przywrócona zostanie aktywność gospodarcza w USA. Prezydent Trump zapewnia, że nastąpi to szybko, a CDC przewiduje, że szczyt zachorowań w USA przyjdzie w tym tygodniu. Na świecie tempo nowych przypadku zachorowań zwalnia. W Europie, choć lockdown wciąż trwa, tak Hiszpania łagodzi restrykcje dotyczące zakazu prowadzenia działalności. Z drugiej strony Francja wydłużyła lockdown do 11 maja, a podobna decyzja czeka Wielką Brytanię. Druga fala zachorowań odnotowywana jest w Azji.

Rynek stara się ocenić, na ile złe wieści zostały już zdyskontowane, w efekcie czego teraz można skupić się na tych pozytywnych. To ryzykowna gra w warunkach podwyższonej zmienności i drzemiącego na boku kapitału, który może zarówno polować na tanie okazje do kupna, jak i szukać szczęścia w pozycjach krótkich. Jakkolwiek lepiej jest grać scenariusz odbicia, wcale nie musi się to odbywać po prostej linii. Dziś pozytywny klimat budują dane z chińskiego handlu zagranicznego, które pokazały znacznie mniejszy niż się spodziewano spadek eksportu (-6,6 proc. r/r vs -13,9 proc. r/r) i niespodziewany wzrost importu denominowanego w CNY (2,4 proc. r/r, prog. -7 proc. r/r). W szczególności siła importu towarów spowodowała, że AUD i NOK są dziś w czołówce aprecjacji walut G10. Ale łyżkę dziegciu dokłada OPEC+, który zawarł rozczarowujące porozumienia redukcji wydobycia tylko o 9,7 mln b/d, kiedy globalne załamanie popytu jest szacowane nawet na 30 mln b/d. To nie pozwala cenom ropy wyrwać się wyżej, szczególnie że już pojawiają się wątpliwości, na ile nowe zobowiązania do cięcia wydobycia będą wypełniane. Wreszcie rusza sezon wyników kwartalnych spółek z Wall Street i interesującym będzie, jak firmy oceniają wpływ koronawirusa na przyszłą sprzedaż. Można spodziewać się negatywnych informacji.

Warunki rynkowe coraz mocniej ciągną ceny złota do góry. Na początku tygodnia uncja złota kosztuje już ponad 1700 USD. Fed zagwarantował nieograniczone pokłady dolara i rynek ma przestrzeń do odreagowania panicznej ucieczki w USD. Złoto także załapało się na to odbicie, gdyż część inwestorów chce odbudować alokację w kruszcu. Rynek akcji dalej cechuje podwyższona zmienność, ale przy dostarczonej przez banki centralne płynności powinniśmy już uniknąć gwałtownych szarpnięć, które zmuszałyby do wyprzedaży złota. W efekcie znikają dwa czynniki mogące blokować metal. Natomiast niepewność o skalę szkód wywołanych pandemią COVID-19 trzyma inwestorów z dala od aktywów ryzykownych. A co, jeśli pandemia osłabnie? Dla wzrostu cen złota nie jest to przeszkoda. Jeśli kryzys medyczny zostanie zażegany, pojawią się obawy o ryzyko kredytowe państw starających się wyjść z recesji poprzez emisję długu. W przypadku złagodzenia warunków lockdownu uwolniony popyt może nie zostać szybko zaspokojony przez ograniczoną podaż. Ryzyko wyższej inflacji będzie sprzyjać perspektywom złota.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pandemia to sprawdzian dla demokracji i solidarności społeczeństwa. Długofalowych zmian raczej jednak nie będzie

Pandemia obnażyła trudności, z którymi od dawna borykaliśmy się jako społeczeństwo. – W obliczu zagrożenia stajemy się solidarni, ale to tylko pokazuje słabość systemu w obszarze służby zdrowia, edukacji czy gospodarki – ocenia dr Mira Marcinów, filozofka i psycholożka z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. W czasach kryzysu społeczeństwo potrzebuje lidera, przywódcy, dlatego słuchamy zaleceń i przeważnie przestrzegamy kwarantanny. Może to jednak budzić wątpliwości co do bezpieczeństwa zasad demokracji.

– Pandemia jedynie obnażyła trudności, z którymi od dawna borykaliśmy się jako społeczeństwo. Myślę o brutalnych obszarach systemu, z którymi od dłuższego czasu radziliśmy sobie dość prymitywnie, poprzez wyparcie czy zanegowanie istnienia problemów. Koronawirus nie jest wyłącznie problemem medycznym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Mira Marcinów, psycholożka i filozofka z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

Z danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wynika, że nakłady Polski na służbę zdrowia stanowią 6,3 proc. PKB (publiczne – 4,34 proc. PKB). Pod tym względem nie wypadamy najlepiej na tle krajów OECD, bo średnia dla tej grupy wynosi 8,8 proc. Okazuje się jednak, że w starciu z koronawirusem wszyscy przegrywają, nawet te państwa, które na zdrowie przeznaczają relatywnie najwięcej. Pandemia obnażyła jednak wszystkie słabości naszego kraju, nie tylko te związane z opieką zdrowotną.

– Pandemia odsłoniła niewydolność systemu w kwestii edukacji, gospodarki i polityki. Budujemy jednak wokół tego pozytywną narrację, że w sytuacji ekstremalnej to obywatele muszą podejmować heroiczne decyzje na poziomie indywidualnym, na przykład dobrowolnie wpłacając pieniądze na odzież ochronną dla personelu. Ale takie bohaterstwo na poziomie indywidualnym pokazuje jedynie klęskę instytucji społecznych i rozwiązań politycznych – przekonuje dr Mira Marcinów.

Jak podkreśla, dotychczasowa reakcja społeczeństwa na pandemię jest w większości poważna i adekwatna.

– Poważne podejście do ryzyka nie musi się jednak wiązać z respektem wobec zaleceń rządu, bo to wymaga zaufania. Zaufania, że podczas kwarantanny nie zostaniemy bez pomocy, że gdy zachorujemy, to ktoś nam pomoże – zauważa ekspertka Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

Mimo że na co dzień z tym zaufaniem bywa różnie, to w trudnych sytuacjach społeczeństwo szuka przywódców, opiekunów. Dowodem może być to, że w obliczu pandemii przystaliśmy na rozwiązania prawne, takie jak ograniczenia swobody, na które bez widma katastrofy nikt by się nie zgodził – zgodnie z rządowymi zaleceniami nie wychodzimy z domu, zakupy robimy wtedy, kiedy to faktycznie koniecznie, zrezygnowaliśmy ze spotkań towarzyskich.

 W sytuacjach niepewności często poddajemy się regresowi, jesteśmy jak dzieci, szukamy odpowiedzialnego przywódcy – rodzica. Sytuacje zagrożenia zawsze ożywiały skłonności infantylne. Jesteśmy zaniepokojeni, wręcz przerażeni. A w takiej sytuacji całą energię możemy wkładać w zanegowanie zagrożenia poprzez szukanie tego, który deklaruje własną wszechmoc. To oczywiście budzi wątpliwość, jaki wpływ pandemia będzie miała na demokrację – podkreśla filozofka. – Niebawem przekonamy się, czy wybory w obecnej sytuacji epidemiologicznej się odbędą. To na podstawie takich konkretnych reakcji społeczeństwa powinniśmy budować odpowiedzi na pytanie, czy potrafimy być solidarni w sytuacji zagrożenia.

Podejmowane oddolne inicjatywy wsparcia dla personelu medycznego, seniorów i potrzebujących potwierdzają to, co znamy już z historii – w obliczu zagrożenia i tragicznych zdarzeń potrafimy się zjednoczyć jako naród, współpracować i pomagać innym.

Antoni Kępiński pisał o histeryzacji społeczeństwa w czasie zarazy, kataklizmów czy wojen, o tym, że kiedy tracimy zdolność kierowania własnym losem, czujemy się bezsilni. W takich sytuacjach nasze decyzje tracą autonomiczny charakter, decydujemy tak, jak decydują inni, „ja” jest zastąpione przez „my”, wzrasta podatność na sugestię, szukamy wodza, który jest namiastką ojca, łatwo ulegamy nastrojom swego otoczenia. I jedynie aktywność jest w stanie rozładować stan wewnętrznego napięcia, który przeżywamy. Z tym że w przypadku pandemii remedium zawsze polegało na dziwnym rodzaju aktywności i solidarności poprzez fizyczne separowanie się – wyjaśnia dr Mira Marcinów.

Pandemia z pewnością będzie mieć polityczne i gospodarcze konsekwencje, choć zarówno ich zakres, jak i skalę trudno dziś prognozować. Pod względem socjologicznym także może być różnie.

Nie chodzi o to, kto lepiej przewidzi przyszłość, kto jest lepszym prorokiem, ale o budowanie różnych narracji dotyczących zmian po pandemii. Z jednej strony musimy być przygotowani na najgorsze, ale z drugiej – musimy liczyć na najlepsze – podkreśla dr Mira Marcinów. – Mam nadzieję, że to pójdzie w stronę współpracy, a nie rywalizacji: który kraj najlepiej poradzi sobie z pandemią, który rząd wygra, który zespół wynajdzie szczepionkę na wirusa i  wygra.

Według ekspertki IFiS PAN ewentualne zmiany mogą być jednak krótkofalowe.

Dotychczas sytuacja pandemii zmieniła nasze deklaracje dotyczącego tego, że wiedza specjalistyczna ma znaczenie, że rząd powinien być sprawą poważnych ludzi. Ale po jej ustaniu możemy równie szybko o tym zapomnieć. Mam oczywiście nadzieję, że nie zapomnimy – podkreśla dr Mira Marcinów. – Obawiam się, że niewiele się zmieni na lepsze – że szybko i bezmyślnie będziemy chcieli powrócić do starego, dobrze znanego porządku, zbyt szybko chcąc odzyskać utracone poczucie bezpieczeństwa.

Skutki pandemii nie omijają energetyki. Może to oznaczać problemy z realizacją zaplanowanych inwestycji

Skutki pandemii nie omijają energetyki. Może to oznaczać problemy z realizacją zaplanowanych inwestycji 1

Mniejsze zapotrzebowanie na energię i surowce obniża ich ceny, a więc także wpływy spółek energetycznych. To może oznaczać problemy z realizacją ich inwestycji, szczególnie tych związanych z transformacją systemu energetycznego. Ministerstwo Klimatu alarmowało, że zerwanie łańcucha dostaw i braki kadrowe stanowią też ryzyko dla inwestycji w OZE. Jednak nie powinniśmy odkładać ich w czasie, gdyż polityka klimatyczna Unii Europejskiej w tym zakresie się nie zmieni.

– Polska energetyka jest w bardzo trudnym momencie związanym z pandemią koronawirusa i nie ma co ukrywać, że gospodarka, a tym bardziej energetyka, może istotnie odczuć jej konsekwencje. Cena energii w kontraktach długoterminowych na Towarowej Giełdzie Energii notuje swoje minima. Z jednej strony można się cieszyć, że ceny są o kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt procent niższe od tych sprzed dwóch miesięcy. Jednak z drugiej strony konsekwencją zapewne będzie brak środków na inwestycje generowane przez spółki energetyczne – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Kurella, ekspert ds. energetycznych Instytutu Staszica, doradca Pracodawców RP i były prezes PGNiG.

Jak podaje Forum Energii, w 2019 roku udział węgla w produkcji energii elektrycznej wyniósł 73,6 proc. Projekt polityki energetycznej Polski do 2030 roku przewiduje jednak spadek znaczenia czarnego surowca w miksie energetycznym do 60 proc. przy równoczesnym zwiększaniu znaczenia energii z OZE. Transformacja energetyczna to jednak proces obliczony na dziesięciolecia, wymagający stabilnych ram prawnych i przede wszystkim finansowania, którego koszty szacowane są na kilkaset miliardów złotych. Co więcej, zapotrzebowanie na energię będzie w tym czasie istotnie wzrastać, a stare bloki – opalane węglem kamiennym i brunatnym – będą wyłączane z eksploatacji, przez co pilnie potrzebne są inwestycje w rozbudowę mocy wytwórczych i rozwój sieci.

– Trzeba pamiętać, że większość polskiej energetyki powstała w latach 70. i siłą rzeczy wiele bloków energetycznych straciło swoje możliwości generowania energii i będzie podlegać wyłączeniom. Stąd też przed polską energetyką duże wyzwanie związane ze zmianą dotychczasowego aksjomatu, czyli odejście od wielkogabarytowych bloków energetycznych na rzecz energetyki obywatelskiej, prosumenckiej, która jest zdecydowanie mniej podatna na kataklizmy, jak choćby pandemia koronawirusa – mówi Jerzy Kurella.

Jak podaje Forum Energii, skutki pandemii nie omijają energetyki: zapotrzebowanie na energię elektryczną spada średnio o ponad 7 proc., a niedługo w statystykach widoczne będzie też zmniejszone zużycie paliw. Średnia cena energii elektrycznej na rynku krótkoterminowym jest już niższa o 1/4, najniżej od blisko dwóch lat notowane są uprawnienia do emisji CO2. Choć energia tanieje, to już pojawiają się problemy z niewypłacalnością odbiorców, które mogą pociągnąć za sobą kłopoty dla małych, niezależnych sprzedawców energii.

 Niższe zapotrzebowanie na energię będzie trwać tak długo jak pandemia koronawirusa. Wierzę, że nie dłużej niż trzy–sześć miesięcy, ale nawet po takim okresie gospodarka będzie musiała ruszyć. Trzeba będzie zacząć normalnie funkcjonować i przywrócić procesy gospodarcze na normalne tory. Niższe zapotrzebowanie na energię jest więc mimo wszystko krótkotrwałe, ale oczywiście stanowi problem dla spółek energetycznych i podmiotów, które odpowiadają za bilansowanie energii. Jednak dla przedsiębiorców i obywateli zostanie to niezauważone. Chyba że dojdzie do jakiejś gigantycznej katastrofy gospodarczej, ale na to nie będzie jednego, dobrego rozwiązania – mówi ekspert.

Były prezes PGNiG ocenia również, że w długim horyzoncie czasowym pandemia koronawirusa nie powinna mieć negatywnych skutków dla rozwoju energetyki ze źródeł odnawialnych. Ministerstwo Klimatu pod koniec marca alarmowało, że zerwanie łańcucha dostaw, szczególnie komponentów z Chin, braki kadrowe czy spowolnienie niektórych procedur w związku z pandemią może generować problemy firm z branży OZE zobowiązanych do rozpoczęcia produkcji energii zakontraktowanej w ramach systemu aukcyjnego, jak również na innych warunkach.

– Niezależnie od tego, czy chodzi o części do paneli fotowoltaicznych, czy inne inwestycje, my również potrafimy – w Polsce i Europie – wybudować dobre panele, jesteśmy w stanie stworzyć instalacje związane z energetyką wiatrową. Ten krótkotrwały, kilkumiesięczny okres związany z zachwianiem dostaw zostanie bardzo szybko uzupełniony przez instalacje produkowane w Europie. Może to się wiązać z nieco wyższymi cenami instalacji, ale w żadnym wypadku nie zmieni generalnego kierunku związanego z przestawianiem się europejskiej energetyki na bardziej przyjazną ludziom i klimatowi – uważa Jerzy Kurella.

W ubiegłym roku w Polsce produkcja energii elektrycznej z OZE była najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh. Rosną moce zainstalowane w źródłach odnawialnych, na koniec 2019 roku było to już 9,5 GW. Szybki rozwój OZE w ostatnich dwóch latach wynika głównie z inwestycji w instalacje prosumenckie, ale wciąż jest niewystarczający, aby Polska mogła wypełnić unijne zobowiązania dotyczące ich udziału w miksie energetycznym. Te wciąż pozostają w mocy, ponieważ – jak podkreśla ekspert Instytutu Staszica – kryzys wywołany pandemią koronawirusa nie powinien zepchnąć polityki klimatycznej na drugi plan ani zahamować wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu, przyjętego w grudniu 2019 roku przez Komisję Europejską. Plan ten zakłada osiągnięcie przez UE neutralności klimatycznej do 2050 roku, przy jednoczesnym wsparciu dla innowacyjnej gospodarki.

– Pandemia koronawirusa nie spowoduje, że za kilka miesięcy problem smogu zniknie. Jeśli będziemy kontynuować politykę opartą przede wszystkim na złożach kopalnych, znajdziemy się w konfrontacji wobec zamierzeń UE. One się nie zmienią, jestem przekonany, że decyzje podjęte w grudniu podczas obrad Komisji Europejskiej będą kontynuowane. Być może zostaną przesunięte w czasie, ale mówimy o perspektywie do 2050 roku. Bez względu na to, co się obecnie dzieje, Polska powinna ściśle włączyć się w ten fundamentalny dla Europy program, który zmieni nie tylko współczesną energetykę, ale i dotychczasowe myślenie o gospodarce i przemyśle. Paradoksalnie pandemia koronawirusa jeszcze mocniej pokazała, że European Green Deal może być niepowtarzalną szansą dla krajów europejskich na włączenie się w globalną konkurencję o przyszły kształt gospodarczy świata, opartego na najnowszych technologiach, z nowymi modelami biznesowymi i społecznymi. W zjednoczonej Europie jest tego pełna świadomość, stąd też stanowcze oświadczenia chociażby Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, że w tym zakresie polityka Unii Europejskiej się nie zmieni  – mówi ekspert ds. energetycznych Instytutu Staszica.