Tarcza antykryzysowa – narzędzia pomocowe dla samozatrudnionych i mikroprzedsiębiorców

Ustawa antykryzysowa wprowadza szereg przepisów mających zapewnić wsparcie mikro przedsiębiorcom, osobom samozatrudnionym i wykonującym umowy cywilnoprawne. Prezentujemy cztery z wprowadzonych rozwiązań: świadczenie postojowe, dofinansowanie części kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, pożyczkę oraz zwolnienie ze składek ZUS.

W pierwszej kolejności trzeba zwrócić uwagę, że w nowych przepisach jest sporo niekonsekwencji i niedociągnięć. Wszystkie wątpliwości interpretacyjne będą więc musiały być rozstrzygnięte w praktyce stosowania nowego prawa. Jeśli zaś chodzi o same rozwiązania warto zauważyć, że nie wszystkie z nich przysługują każdemu przedsiębiorcy. Przykładowo, dofinansowanie kosztów prowadzenia działalności gospodarczej jest narzędziem przeznaczonym tylko dla tych właścicieli firm, którzy nie zatrudniają pracowników, a  pożyczka – jedynie dla mikroprzedsiębiorców. Niektóre z przesłanek warunkujących możliwość uzyskania pomocy mogą budzić wątpliwości. Tak jest w przypadku dofinansowania części kosztów prowadzenia działalności przedsiębiorcy niezatrudniającego pracowników. Warunkiem uzyskania pomocy jest brak przesłanek do ogłoszenia upadłości.  Wśród nich jest stan niewypłacalności, który polega na tym, że przedsiębiorca nie wykonuje swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych, a opóźnienie w wykonaniu zobowiązań pieniężnych przekracza trzy miesiące. Można wyobrazić sobie przedsiębiorcę, który z uwagi na COVID-19 popadł w tarapaty finansowe przez co w marcu, kwietniu i maju nie miał środków na opłacanie faktur. Pojawia się wątpliwość, czy może złożyć wniosek o przyznanie dofinansowania, skoro od 3 miesięcy nie spłaca wymagalnych zobowiązań.

Wprowadzone formy pomocy wydają się niewystarczające. Realną pomocą jest na pewno zwolnienie z ZUS, szkoda tylko że obejmuje jedynie przedsiębiorców zatrudniających maksymalnie 9 pracowników. Za plus trzeba uznać to, że zwolnienie z nieopłaconych składek może przysługiwać niezależnie od tego, czy płatnik ma zaległości w ZUS – w każdym razie nie sformułowano warunku niezalegania ze składkami. Pozwoliłoby to skorzystać ze zwolnień także i tym płatnikom, którzy już w marcu nie poradzili sobie z płatnością za luty. Natomiast świadczenie postojowe w kwocie 2 000 zł jednorazowo nie stanowi realnego wsparcia dla samozatrudnionych czy zleceniobiorców.

Oto omówienie najistotniejszych form pomocy:

  • Świadczenie postojowe
  • Komu przysługuje:
  • prowadzącym pozarolniczą działalność gospodarczą;
  • wykonującym umowę agencyjną, umowę zlecenia, umowę o świadczenie usług, umowę o dzieło (dalej umowy cywilnoprawne)

jeśli nie podlegają ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu.

  • Kiedy przysługuje – gdy w następstwie COVID-19 doszło do przestoju w prowadzeniu działalności odpowiednio przez osobę prowadzącą pozarolniczą działalność gospodarczą, albo przez zleceniodawcę lub zamawiającego, z którym zawarta jest umowa cywilnoprawna.
  • Jakie są warunki przyznania:
  • w przypadku osoby prowadzącej pozarolniczą działalność gospodarczą – jeżeli rozpoczęła prowadzenie pozarolniczej działalności gospodarczej przed dniem 1 lutego 2020 r. i:
  • jeżeli nie zawiesiła działalności gospodarczej – może ubiegać się o świadczenie postojowe, wówczas gdy przychód w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym złożono wniosek o świadczenie postojowe był o co najmniej 15% niższy od przychodu w miesiącu poprzedzającym ten miesiąc i jednocześnie nie był wyższy od 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, obowiązującego na dzień złożenia wniosku – IV kwartale 2019 r. wynosiło 5.198,58 zł, a więc trzykrotność to 15.595,74 zł.

Przykład: jeśli wniosek składany jest w kwietniu to przychód za marzec musi być niższy co najmniej o 15% od przychodu z lutego i nie może przekraczać  3-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w I kwartale 2020 r.

  • jeśli zawiesiła działalność gospodarczą – może ubiegać się o świadczenie postojowe jeśli zawieszenie nastąpiło po 31 stycznia 2020 r., a przychód uzyskany w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym złożono wniosek o świadczenie postojowe nie był wyższy od 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, obowiązującego na dzień złożenia wniosku – IV kwartale 2019 r. wynosiło 5.198,58 zł, a więc trzykrotność to 15.595,74 zł.

Przykład: jeśli wniosek składany jest w kwietniu, to przychód za marzec nie może przekroczyć  3-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w I kwartale 2020 r.

  • w przypadku osób wykonujących umowę cywilnoprawną – może ubiegać się o świadczenie postojowe
  • jeśli umowa została zawarta przed dniem 1 lutego 2020 r. oraz
  • przychód z umowy cywilnoprawnej uzyskany w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym został złożony wniosek o świadczenie postojowe, nie był wyższy od 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, obowiązującego na dzień złożenia wniosku – IV kwartale 2019 r. wynosiło 5.198,58 zł, a więc trzykrotność to 15.595,74 zł.
  • W jakiej wysokości przysługuje – 80% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę obowiązującego w 2020 r. – czyli 2080 zł, ale:
  • jeśli suma przychodów z umów cywilnoprawnych uzyskana w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym został złożony wniosek o świadczenie postojowe wynosi mniej niż 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia (1300 zł), świadczenie przysługuje w wysokości sumy wynagrodzeń z tytułu wykonywania tych umów cywilnoprawnych;
  • w przypadku zbiegu praw do więcej niż jednego świadczenia postojowego przysługuje tylko jedno świadczenie postojowe.
  • Na jaki okres jest przyznawane – świadczenie ma charakter jednorazowy. Rada Ministrów może w drodze rozporządzenia przyznać ponowną wypłatę świadczenia dla osób, które już je otrzymały.
  • Kto wypłaca – Zakład Ubezpieczeń Społecznych, na podstawie wniosku osoby uprawnionej, przy czym w przypadku osób wykonujących umowę cywilnoprawną wniosek musi być złożony za pośrednictwem zleceniodawcy.
  • Jak złożyć wniosek – wniosek może zostać złożony w formie papierowej lub elektronicznej, jednak musi być poświadczony podpisem elektronicznym lub zaufanym, najpóźniej w terminie 3 miesięcy od miesiąca w którym został zniesiony ogłoszony stan epidemii.

Potrzebne są dane osoby uprawnionej, numer rachunku, dane zleceniodawcy gdy ubiega się osoba wykonująca umowę cywilnoprawną oraz oświadczenia o spełnieniu warunków uzyskania świadczenia. Dodatkowo do wniosku osoby wykonującej umowę cywilnoprawną należy załączyć kopię umowy. Świadczenia wypłacone na podstawie fałszywych oświadczeń lub dokumentów podlegają zwrotowi jako świadczenie nienależne.

  1. Dofinansowanie części kosztów prowadzenia działalności gospodarczej
  • Komu przysługuje – przedsiębiorcy będącemu osobą fizyczną niezatrudniającemu pracowników.
  • Kiedy przysługuje – gdy następstwie wystąpienia COVID-19 ma miejsce spadek obrotów gospodarczych.
  • Jakie są warunki przyznania:
  • zmniejszenie sprzedaży towarów lub usług które oblicza się poprzez porównanie łącznych obrotów z dowolnie wskazanych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych, przypadających w okresie od 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego dzień złożenia wniosku o przyznanie dofinansowania, z łącznymi obrotami z analogicznych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych roku poprzedniego – przy czym za miesiąc uważa się także 30 kolejno po sobie następujących dni kalendarzowych, w przypadku gdy dwumiesięczny okres porównawczy rozpoczyna się w trakcie miesiąca kalendarzowego, to jest w dniu innym niż pierwszy dzień danego miesiąca kalendarzowego.

Przykład: wniosek składany jest 10 kwietnia 2020 r., więc można oceniać sumę obrotów od 1 lutego – 31 marca 2020 r. i porównać je z sumą obrotów od 1 lutego do 31 marca 2019r., ale też można wziąć pod uwagę obroty za okres 10 lutego – 9 kwietnia 2020 r. i porównać je z obrotami w analogicznym okresie w roku 2019 r.

  • prowadzenie działalności gospodarczej w okresie, na który przyznano dofinansowanie oraz po zakończeniu dofinansowania, przez okres równy temu okresowi;
  • te same koszty prowadzenia działalności nie zostały albo nie zostaną sfinansowane z innych środków publicznych;
  • dofinansowanie musi być przeznaczone na cel, na który zostało przyznane (inaczej podlega zwrotowi);
  • wobec przedsiębiorcy nie mogą zachodzić przesłanki ogłoszenia upadłości;
  • przedsiębiorca nie zalega w regulowaniu zobowiązań podatkowych, składek na ubezpieczenia społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Fundusz Pracy lub Fundusz Solidarnościowy do końca trzeciego kwartału 2019 r.
  • W jakiej wysokości przysługuje dofinansowanie – zależy to od tego, o ile spadły obroty:
  • o co najmniej 30% – dofinansowanie może być przyznane w wysokości 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia miesięcznie;
  • o co najmniej 50% – dofinansowanie może być przyznane w wysokości 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia miesięcznie;
  • o co najmniej 80% – dofinansowanie może być przyznane w wysokości 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia miesięcznie.
  • Na jaki okres jest przyznawane – nie dłuższy niż 3 miesiące. Rada Ministrów może ten okres przedłużyć w drodze rozporządzenia. Dofinansowanie wypłacane jest w okresach miesięcznych.
  • Kto wypłaca – starosta.
  • Jak złożyć wniosek – wniosek składa się do powiatowego urzędu pracy właściwego ze względu na miejsce prowadzenia działalności gospodarczej w terminie 14 dni od dnia ogłoszenia naboru przez dyrektora powiatowego urzędu pracy.
  1. Pożyczka
  • Komu przysługuje – mikroprzedsiębiorcy, który prowadził działalność gospodarczą przed 1 marca 2020 r.
  • Warunki przyznania:
  • jednorazowo
  • na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności
  • zabezpieczenie wekslem własnym in blanco lub inna forma zabezpieczenia
  • Wysokość: do 5.000 zł, oprocentowanie stałe 0,05 stopy redyskonta weksli przyjmowanych przez NBP.
  • Okres spłaty – maksymalnie 12 miesięcy, Rada Ministrów może w drodze rozporządzenia przedłużyć okres spłaty.
  • Umorzenie pożyczki – na wniosek mikro przedsiębiorcy, pod warunkiem, że nie zmniejszy stanu zatrudnienia w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy w stosunku do stanu zatrudnienia na dzień 29 lutego 2020 r.
  • Kto wypłaca – starosta
  • Jak złożyć wniosek – do powiatowego urzędu pracy, właściwego ze względu na miejsce prowadzenia działalności gospodarczej, po ogłoszeniu naboru przez dyrektora powiatowego urzędu pracy.
  1. Zwolnienie ze składek na ZUS

Zwolnienie dotyczy nieopłaconych składek na ubezpieczenia społeczne, na ubezpieczenie zdrowotne, na Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych, należnych za okres od dnia 1 marca 2020 r. do dnia 31 maja 2020 r.

  • Komu przysługuje: płatnikowi składek, który:
  • był zgłoszony jako płatnik składek przed dniem 1 lutego 2020 r. i na dzień 29 lutego 2020 r. zgłosił do ubezpieczeń społecznych mniej niż 10 ubezpieczonych, lub
  • jest osobą prowadzącą pozarolniczą działalność (za taką osobę uważa się osobę prowadzącą pozarolniczą działalność gospodarczą, twórcę i artystę, osobę prowadzącą działalność w zakresie wolnego zawodu, wspólnika jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz wspólników spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej, osobę prowadzącą publiczną lub niepubliczną szkołę, inną formę wychowania przedszkolnego, placówkę lub ich zespół),
  • opłaca składki wyłącznie na własne ubezpieczenia społeczne lub ubezpieczenie zdrowotne,
  • prowadził działalność przed 1 lutego 2020 r.,
  • przychód z tej działalności w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych uzyskany w pierwszym miesiącu objętym wnioskiem nie był wyższy 15 681 zł
  • Zwolnienie obejmuje składki na ubezpieczenie społeczne, na ubezpieczenie zdrowotne, na Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych, należne za okres od dnia 1 marca 2020 r. do dnia 31 maja 2020 r.
  • Warunki zwolnienia – wykazanie składek w deklaracjach rozliczeniowych złożonych za ten okres (przesłanie deklaracji rozliczeniowych lub imiennych raportów miesięcznych należnych za marzec, kwiecień i maj 2020 r. zwykłych terminach, nie później niż do 30 czerwca 2020 r.).
  • Wysokość zwolnienia – co do zasady zwolnienie obejmuje całość składki wykazanej w deklaracjach rozliczeniowych złożonych za ten okres, z tym zastrzeżeniem, że osoby prowadzące działalność gospodarczą korzystają ze zwolnienia w zakresie składek ustalonych od obowiązującej tą osobę najniższej podstawy wymiaru składek.

Od nieopłaconych składek od których udzielono zwolnienia nie nalicza się odsetek.

Wniosek o zwolnienie – składa się do ZUS nie później niż do 30 czerwca 2020 r. Może on zostać złożony w formie papierowej lub elektronicznej, jednak musi być poświadczony podpisem elektronicznym lub zaufanym. We wniosku należy podać dane płatnika, oraz oświadczenie potwierdzające uzyskanie przychodu nie wyższego niż 15 681 zł w pierwszym miesiącu objętym wnioskiem.

Anna Gąsecka, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w prawie telekomunikacyjnym, prowadzi obsługę korporacyjną firm z branży telekomunikacyjnej, farmaceutycznej, dystrybucyjnej i usługowej.

W kryzysie milczenie nie jest złotem. Spójna i wiarygodna komunikacja może przesądzić o przyszłości wielu firm

Pandemia koronawirusa wpłynęła nie tylko na sytuację finansową firm, lecz także na ich komunikację. Duża część zrezygnowała z niej całkowicie, w ten sposób wysyłając w świat komunikat: nie wiadomo, co się u nas dzieje. Tymczasem właściwe zarządzanie informacją jest kluczowe właśnie teraz – może pomóc firmom w przezwyciężeniu kryzysu i opłaci się po zakończeniu pandemii, kiedy wszyscy będą chcieli wrócić do normalności. – Prędzej czy później obecny kryzys dobiegnie końca i może się okazać, że te podmioty, które potrafiły odpowiednio zarządzić nim od strony komunikacyjnej, znajdą się dwie długości przed resztą rynku – mówi prezes agencji informacyjnej Newseria, Artur Woliński.

Skutki pandemii koronawirusa jako jedna z pierwszych odczuła branża targowo-wystawiennicza. Większość konferencji i targów została odwołana, wskutek czego firmy straciły na razie możliwość zaprezentowania się, pokazania swoich nowości produktowych i nawiązania kontaktu z potencjalnymi klientami. Jedną z pierwszych tego typu imprez był Mobile World Congress w Barcelonie. Z kolei po odwołaniu salonu Geneva International Motor Show, na którym rokrocznie odbywa się nawet ok. 150 motoryzacyjnych premier, część marek postanowiła przenieść je do internetu. Na dogodniejszy termin w celu zaprezentowania światu nowego iPhone’a 9/SE 2 czeka też Apple, który odwołał planowaną na koniec marca konferencję premierową w Cupertino.

Problem ma również część spółek giełdowych, które niedługo będą publicznie prezentować swoje wyniki finansowe po I kwartale br., i wiadomo już, że raczej nie zorganizują tradycyjnych konferencji prasowych dla dziennikarzy. Z kolei część marek w ogóle zrezygnowała z komunikacji albo ograniczyła ją do minimum, skupiając się tylko na działaniach i przekazach związanych z koronawirusem.

– Rezygnacja z komunikacji w czasie kryzysu to błąd. Oczywiście sprzedaż spada, ponieważ koronawirus wpłynął na ograniczenie popytu i Polacy z oczywistych względów kupują mniej albo odkładają te zakupy w czasie. Jednak obecny czas jest najlepszy do tego, aby wzmocnić pozycję i zaufanie do marki, a także pokazać, jakie wartości za nią stoją. Innymi słowy: zbudować długofalową świadomość marki w percepcji konsumentów – mówi Artur Woliński, prezes agencji informacyjnej Newseria.

Jak podkreśla, właściwe zarządzanie informacją jest teraz dla firm kluczowe w przezwyciężeniu kryzysu i może się opłacić po zakończeniu pandemii, kiedy rynek zacznie się stabilizować. Po tygodniach siedzenia w domach konsumenci będą chcieli wrócić do normalności, spotykać się, nadrobić odkładane zakupy i „odbić” sobie stracony czas.

– Większość Polaków robi w tej chwili zakupy przez internet. Dlatego marki powinny skoncentrować teraz swoją komunikację wokół kanałów online i wideo. Poza oczywistymi beneficjentami tej sytuacji, czyli np. producentami artykułów higienicznych i branżą IT, w której rośnie zapotrzebowanie na sprzęt do pracy zdalnej, skorzystają na tym kryzysie ci, którzy będą umieli właściwie zareagować na nową sytuację, wykorzystać ją do zbudowania zaufania swoich klientów i interesariuszy – mówi Artur Woliński.

Prezes agencji Newseria podkreśla, że obecny kryzys jest dla firm złym momentem na rezygnację z komunikacji i zamiast panikować, marki powinny teraz opracować nową strategię i panować nad swoim przekazem. Chociażby dlatego, że koronawirus stał się dobrą pożywką dla lawiny fake newsów i jeżeli firma padnie ich ofiarą, ciężko jej będzie zapobiec wizerunkowym stratom. Z tego powodu trzeba zawczasu komunikować swoje działania i pokazać, że firma odpowiedzialnie radzi sobie z pandemią.

 Część z nich obawia się podejmować teraz działania w zakresie nagrań wideo, dlatego że nie chcą narażać swoich pracowników na ryzyko zakażenia. Newseria działa w pełni bezpiecznie: przeszkoliliśmy pracowników i ekipy reporterskie, wdrożyliśmy wszystkie procedury bezpieczeństwa, w odpowiedzi na sytuację wprowadziliśmy też depesze informacyjne bez wideo. Realizujemy również akcje niestandardowe wspólnie z partnerami i klientami. Prędzej czy później obecny kryzys dobiegnie końca i może się okazać, że te podmioty, które potrafiły odpowiednio zarządzić nim od strony komunikacyjnej, znajdą się dwie długości przed resztą rynku – mówi Artur Woliński.

Aby zapewnić bezpieczeństwo ekspertom i ekipom reporterskim podczas nagrań, Newseria wdrożyła szereg procedur, m.in. rozdzielny mikrofon dla reportera i mikrofon na statywie dla rozmówcy, dzięki czemu możliwe jest zachowanie odpowiedniej odległości. Sprzęt i samochody, którymi poruszają się ekipy, są regularnie dezynfekowane, a reporterzy są wyposażeni w rękawiczki i maseczki. Przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa agencja nie przestaje realizować nagrań i wywiadów wideo. Jednak w odpowiedzi na bieżącą sytuację wprowadziła także depesze tekstowe bez wideo. Nowy typ materiałów ma umożliwić ciągłość komunikacji nawet bez kontaktu z ekspertami, którzy obecnie nie chcą bądź nie mogą wziąć udziału w nagraniu przed kamerą.

Tarcza Antykryzysowa: dofinansowanie kosztów wynagrodzeń pracowników – omówienie i ocena nowych rozwiązań

Jeśli chodzi o pomoc dla małych i średnich przedsiębiorców dotkniętych skutkami COVID-19, kluczowym czynnikiem jest czas, w którym przedsiębiorcy otrzymają realne wsparcie. Zaproponowane rozwiązania i procedury – mimo, że w założeniu uproszczone w stosunku do aktualnie obowiązujących przepisów – nie zapewnią dostatecznego tempa napływu środków pomocowych.

Ustawa przewiduje wsparcie finansowe dla przedsiębiorców dotkniętych spadkiem obrotów wywołanym kryzysem COVID-19 poprzez dofinansowanie wynagrodzeń osób zatrudnionych, w tym także wykonujących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych. Pomoc dedykowana jest przedsiębiorcom bez względu na ich formę prawną, ale zależy od wielkości firmy.

O uzyskanie pomocy mogą się ubiegać przedsiębiorcy, którzy z uwagi na skutki C-19 wprowadzili przestój ekonomiczny (dofinansowanie kosztów przestoju) lub wprowadzili obniżony wymiar czasu pracy (dofinansowanie z uwagi na reedukację czasu pracy), a także przedsiębiorcy, którzy zostali dotknięci skutkami C-19 w postaci spadku obrotów, ale nie podjęli decyzji o przestoju lub redukcji czasu pracy (dofinansowanie z uwagi na spadek obrotów).

Przyjęto zasadę, że przedsiębiorca nie może uzyskać dofinansowania w tej części, która została już wcześniej sfinansowana z innych środków publicznych.

Dwa pierwsze rodzaje dofinasowania przeznaczone są dla wszystkich przedsiębiorców, niezależnie od ich wielkości. Trzeci rodzaj wsparcia dedykowany jest wyłącznie mikroprzedsiębiorcom oraz małym i średnim firmom. Rozwiązania wynikające z Tarczy Antykryzysowej są skierowane do najmniejszych przedsiębiorców, najbardziej narażonych na gwałtowaną zapaść spowodowaną skutkami C-19. Wynika to nie tylko z zapowiedzi, ale także z rządowego uzasadnienia projektu ustawy.

W zakresie pomocy małym i średnim przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 kluczowym czynnikiem jest czas, w którym przedsiębiorcy będą mogli otrzymać realne wsparcie. Zaproponowane rozwiązania i procedury – mimo, iż w założeniu uproszczone w stosunku do aktualnie obowiązujących przepisów – nie zapewnią dostatecznego tempa napływu środków pomocowych.      

W szczególności zbędna i czasochłonna wydaje się konieczność wyczerpania przez pracodawców procedury zawarcia porozumienia ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników w zakresie ustalenia warunków przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy, jako warunku wstępnego do ubiegania się o dwie pierwsze formy pomocy (przestój i redukcja czasu pracy).

Z oczywistych powodów ustalenie tych warunków z pracownikami będzie czasochłonne i może znacząco wydłużyć proces dochodzenia do porozumienia, a w konsekwencji otwarcia możliwości złożenia wniosku o wsparcie.

Wbrew pozorom procedura ubiegania się o środki pomocowe jest sformalizowana i wymaga od przedsiębiorcy ubiegającego się o pomoc przygotowania szeregu dodatkowych informacji i złożenia wielu oświadczeń. Jednym z tych budzących wątpliwości oświadczeń (składanych pod rygorem odpowiedzialności karnej), jest oświadczenie o nieistnieniu przesłanek do ogłoszenia upadłości. W aktualnej, pogarszającej się z dnia na dzień sytuacji ekonomicznej, obowiązek złożenia takiego oświadczenia może być barierą poważnie utrudniającą dostęp do środków pomocowych.

Dostrzegalny jest również daleko idący brak właściwej korelacji pomiędzy regulacjami Tarczy Antykryzysowej, a przepisami ustawy z 11 października 2013 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy, do której odsyła nowa ustawa. Zakres delegacji wydaje się być skonstruowany błędnie, co spowoduje dodatkowe problemy interpretacyjne na etapie konstruowania przez przedsiębiorców wniosków o dofinansowanie, jak również na etapie ich rozpoznawania. Bez wątpienia nie będzie to sprzyjało sprawnej dystrybucji środków pomocowych.

Poważnych ograniczeń należy upatrywać także w braku precyzyjnych informacji co do stanu środków pomocowych przewidzianych do dystrybucji w ramach każdego z nich. Z projektu ustawy usunięto wprawdzie zapis mówiący, że wnioski pomocowe będą rozpoznawane w kolejności zgłoszeń, aż do wyczerpania środków. Powszechnie znana szczupłość środków w ramach Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (stanowiącego główne źródło finansowania) bez wątpienia spowoduje jednak, że przedsiębiorcy będą ubiegali się równocześnie o uzyskanie wsparcia ze wszystkich dostępnych źródeł, a to z kolei stanie się źródłem zatorów utrudniających płynne rozpoznawanie i dystrybucję środków.

Komentując ustawę pomijamy kwestię oczywistych błędów w zakresie techniki legislacyjnej, którymi obarczony jest ten akt. Nowa ustawa zawiera też niestety szereg nieścisłości i niedookreślonych sformułowań, które w praktyce będą budziły wątpliwości interpretacyjne, zarówno po stronie urzędników rozpoznających wnioski, jak i u samych przedsiębiorców na etapie sporządzania wymaganych dokumentów. To również nie przyczyni się do sprawnej dystrybucji środków pomocowych, bo – jak wspomniano na wstępie – czas, w którym przedsiębiorcy będą mogli uzyskać pomoc może okazać się kluczowym warunkiem ich przetrwania. Rozstrzygające znaczenie dla uzyskania pomocy publicznej będzie miała zatem szybkość składania wniosków przez przedsiębiorców (gdyż będą one rozpoznawane w kolejności zgłoszeń), a także ich kompletność oraz poprawność formalna.

Poniżej przedstawimy syntetyczne omówienie mechanizmów pomocy publicznej dla przedsiębiorców w zakresie dofinansowania kosztów wynagrodzenia pracowników.

Zasady ogólne dotyczące programów pomocowych

Każdy z omawianych programów pomocowych przeznaczony jest wyłącznie dla tych przedsiębiorców, którzy odnotowali spadek obrotów, tj. zmniejszenie sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub jakościowym w okresie od 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego dzień złożenia wniosku.

Przedmiotem dofinansowania są wynagrodzenia osób pozostających w stosunku pracy z pracodawcą, jak również osób świadczących pracę na podstawie umowy zlecenia lub innej umowy o świadczenie usług, do której stosuje się przepisy o zleceniu – chodzi tu o osoby podlegające obowiązkowemu ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu. W rozumieniu ustawy pracownikami są również osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę nakładczą lub pozostające w zatrudnieniu w rolniczej spółdzielni produkcyjnej lub innej spółdzielni zajmującej się produkcją rolną.

Pomoc publiczna w powyższym zakresie będzie przysługiwała przedsiębiorcy, który będzie w stanie  wykazać, że:

  • w okresie dowolnie wskazanych kolejnych 2 miesięcy kalendarzowych przypadających w okresie od 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego złożenie wniosku o wypłatę świadczenia nastąpił u niego spadek sprzedaży towarów lub usług (obrotów w ujęciu ilościowym lub wartościowym) nie mniejszy niż 15% w stosunku do analogicznych 2 miesięcy w roku poprzednim lub
  • jeżeli w okresie dowolnie wybranego miesiąca przypadającego po 1 stycznia 2020 r., do dnia poprzedzającego złożenie wniosku o świadczenie spadek tych obrotów wynosi co najmniej 25% w stosunku do obrotów miesiąca poprzedniego.

Ustawa przyjmuje, iż miesiąc kalendarzowy to także 30 następujących po sobie dni kalendarzowych, w sytuacji gdy przedsiębiorca przyjmuje do porównania okres, który rozpoczyna się w trakcie miesiąca kalendarzowego.

Dodatkowym warunkiem jest, aby przedsiębiorca ubiegający się o pomoc nie posiadał na dzień 30 września 2019 r. zaległości w tytułu zobowiązań podatkowych, składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, składek na Gwarantowany Fundusz Świadczeń Pracowniczych, Fundusz Pracy i Fundusz Solidarnościowy (zobowiązań publiczno-prawnych). Chociaż ustawa nie reguluje tej kwestii należy przyjąć, że warunek braku zaległości będzie spełniony także przez przedsiębiorców, którzy na dzień 30 września 2019 r. będą realizować tzw. układy ratalne w zakresie regulowania tych zobowiązań.

  1. Dofinansowanie wynagrodzeń w związku z przestojem ekonomicznym i ograniczeniem wymiaru czasu pracy

W przypadku programów w zakresie dofinansowania wynagrodzeń w związku z przestojem ekonomicznym i  ograniczeniem wymiaru czasu pracy warunkiem koniecznym jest zwarcie przez pracodawcę porozumienia z organizacjami związkowymi reprezentatywnymi lub zakładowymi organizacjami związkowymi, a w przypadku braku związków zawodowych w zakładzie, z przedstawicielami pracowników, które będzie określało warunki wprowadzenia przestoju lub obniżenia wymiaru czasu pracy.

Warunkiem ubiegania się o przyznanie pomocy jest przedstawienie przez pracodawcę dowodu potwierdzającego, iż porozumienie podpisane i zostało przekazane Okręgowemu Inspektorowi Pracy właściwemu dla siedziby przedsiębiorcy. Minimalne wymogi ustawowe dla porozumienia, jakie przewiduje w tym zakresie ustawa to określenie:

  • grupy zawodowej objętej przestojem,
  • obniżonego wymiaru czasu pracy oraz
  • okresu, na jaki porozumienie to jest zawierane.

Zgodnie z ustawą pracodawca jest zobowiązany wypłacić wynagrodzenie za czas przestoju obniżone nie więcej niż o 50%, jednakże nie mniejsze, niż minimalne wynagrodzenie za pracę (tj. 2600 zł), z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy. Pracodawca może uzyskać dofinansowanie w ramach pomocy publicznej do tak ustalonego wynagrodzenia ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych  w kwocie połowy minimalnego wynagrodzenia ustawowego (z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy), czyli 1300 zł plus składki ZUS pracodawcy od tej kwoty, które również mogą być dofinansowane z Funduszu , tj. łącznie kwoty 1533,09 zł. Dofinansowanie nie będzie przysługiwało w przypadku tych pracowników, którzy w miesiącu poprzedzającym miesiąc przed złożeniem wniosku otrzymali wynagrodzenie w kwocie wyższej niż  300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłaszanego przez Prezesa GUS, obowiązującego na dzień złożenia wniosku.

W ramach obniżenia wymiaru czasu pracy pracodawca może obniżyć ten wymiar jedynie o 20%, nie więcej jednak niż do połowy etatu. Obniżenie wymiaru czasu pracy nie może spowodować, iż pracownik będzie otrzymywał wynagrodzenie miesięczne w kwocie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę (tj. 2600 zł). Z tego tytułu pracodawca może otrzymać dofinansowanie z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w wysokości połowy kwoty tego wynagrodzenia, jednakże nie więcej niż 40% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłaszanego przez prezesa GUS plus składki ZUS należne od pracodawcy (tj. kwotę 2452,27 zł).

Podobnie jak w przypadku dofinansowania do wynagrodzenia za czas przestoju, także w tym przypadku dofinansowanie nie będzie przysługiwało do wynagrodzenia pracowników, którzy w miesiącu poprzedzającym miesiąc przed złożeniem wniosku otrzymali wynagrodzenie w kwocie wyższej niż 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłaszanego przez Prezesa GUS, obowiązującego na dzień złożenia wniosku.

Dofinansowanie przysługuje za okres wprowadzonego przez pracodawcę przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy, jednak nie dłużej niż przez łączny okres 3 miesięcy przypadających od daty złożenia wniosku.

Ustawa nie zawiera wymogów w zakresie treści wniosku o dofinansowanie, jednakże odsyła do odpowiedniego stosowania przepisów Ustawy o szczególnych rozwiązaniach, które jednak jak się wydaje należy stosować w drodze ostrożnej analogii. Ponadto z uwagi na fakt, że treść wniosku o dofinansowanie w ramach drugiego z mechanizmów pomocowych, opisanego poniżej, została uregulowana w art. 15 zzb ust. 10 ustawy, podczas formułowania wniosku należałoby się odnieść również do postanowień zawartych we wspomnianym przepisie.

Dofinansowanie przysługuje za okres wprowadzonego przez pracodawcę przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy, jednak nie dłużej niż przez łączny okres 3 miesięcy przypadających od daty złożenia wniosku.

Wnioski o dofinansowanie wraz z wymaganymi dokumentami i oświadczeniami składa się do wojewódzkiego urzędu pracy  właściwego ze względu na siedzibę  przedsiębiorcy.

  1. Dofinansowanie części kosztów wynagrodzeń oraz składek na ZUS

Drugi z mechanizmów pomocy publicznej przewiduje dofinansowanie części kosztów wynagrodzeń pracowników przedsiębiorcy oraz należnych od tych wynagrodzeń składek na ubezpieczenia społeczne, należnych od pracowników.

W przeciwieństwie do programów pomocowych opisanych wyżej, ta forma nie wymaga wprowadzenia przez przedsiębiorcę postoju ekonomicznego, ani obniżenia wymiaru czasu pracy.

Podstawowym warunkiem, jaki musi spełnić przedsiębiorca ubiegający się o dofinansowanie, jest wystąpienie spadku obrotów gospodarczych, przez który rozumie się zmniejszenie sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub wartościowym, obliczony jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych, przypadających w okresie po dniu 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego dzień złożenia wniosku o przyznanie dofinansowania, w porównaniu do łącznych obrotów z analogicznych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych roku poprzedniego.

Za miesiąc uważa się także 30 kolejno po sobie następujących dni kalendarzowych, w przypadku gdy dwumiesięczny okres porównawczy rozpoczyna się w trakcie miesiąca kalendarzowego, to jest w dniu innym niż pierwszy dzień danego miesiąca kalendarzowego.

W przypadku spadku obrotów o co najmniej 30% przedsiębiorca może ubiegać się o dofinansowanie w wysokości nieprzekraczającej kwoty stanowiącej sumę 50% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem wraz ze składkami na ubezpieczenia społeczne od pracodawcy od tych wynagrodzeń, jednak nie więcej niż 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę (tj. 2600 zł brutto) w odniesieniu do każdego pracownika (tj. kwoty 1300 zł plus składki na ubezpieczenia społeczne od pracodawcy).

W przypadku spadku obrotów o co najmniej 50% przedsiębiorca może ubiegać się o dofinansowanie w wysokości nieprzekraczającej kwoty stanowiącej sumę 70% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie wraz ze składkami na ubezpieczenia społeczne, jednak nie więcej niż 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia (tj. kwoty 1820 zł plus składki na ubezpieczenia społeczne od pracodawcy).

Z kolei, gdy wystąpi spadek obrotów o co najmniej 80%,  przedsiębiorca może ubiegać się o dofinansowanie w wysokości nieprzekraczającej kwoty stanowiącej sumę 90% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie wraz ze składkami na ubezpieczenia społeczne, jednak nie więcej niż 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia (tj. kwoty 2340 zł plus składki na ubezpieczenia społeczne od pracodawcy).

Dofinansowanie może być przyznane od dnia złożenia wniosku na okres nie dłuższy niż 3 miesiące.  Wniosek o dofinansowanie przedsiębiorca składa do powiatowego urzędu pracy właściwego ze względu na swoją siedzibę lub miejsce wykonywania pracy przez pracowników, w terminie 14 dni od dnia ogłoszenia naboru przez dyrektora powiatowego urzędu pracy.

We wniosku o przyznanie świadczenia przedsiębiorca powinien złożyć szereg oświadczeń, w tym o:

  • posiadaniu statusu mikro przedsiębiorcy, małego lub średniego przedsiębiorcy,
  • wystąpieniu spadku obrotów gospodarczych w wysokościach opisanych wyżej w związku z wystąpieniem COVID-19,
  • braku przesłanek do ogłoszenia upadłości przedsiębiorcy,
  • niezaleganiu w regulowaniu zobowiązań podatkowych, składek na ubezpieczenia społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Fundusz Pracy lub Fundusz Solidarnościowy do końca 30 września 2019 r.,
  • zatrudnianiu pracowników objętych wnioskiem,
  • wysokości wynagrodzenia każdego z pracowników objętych wnioskiem i należnych od tego wynagrodzenia składek na ubezpieczenia społeczne,
  • numerze rachunku bankowego albo numerze rachunku prowadzonego w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej właściwego dla prowadzonej działalności gospodarczej,
  • nie uzyskaniu pomocy publicznej w odniesieniu do pracowników objętych wnioskiem, w zakresie takich samych tytułów wypłat na rzecz ochrony miejsc pracy.

W odniesieniu do opisywanego mechanizmu pomocowego ustawa nakłada na przedsiębiorę obowiązek utrzymania zatrudnienia pracowników objętych umową przez okres dofinansowania oraz okres równy temu okresowi, po zakończeniu dofinansowania. W przypadku niedotrzymania tego obowiązku pracodawca będzie musiał zwrócić dofinansowanie, proporcjonalnie do okresu nieutrzymania pracownika w zatrudnieniu, w terminie 30 dni od dnia doręczenia wezwania starosty.

Mirosław Narolski, adwokat, wspólnik w Brzezińska Narolski Adwokaci sp. Partnerska. Jest ekspertem w dziedzinie nieruchomości i projektów inwestycyjnych. Posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie przygotowania i realizacji projektów budowlanych i w obsłudze korporacyjnej firm produkcyjnych.

Zmiana terminu zgłoszenia beneficjentów rzeczywistych – czyli jakie obowiązki wynikają z ustawy AML

Ministerstwo Finansów przesunęło termin, w którym zgodnie z zapisami Ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu z dnia 1 marca 2018, należy dokonać zgłoszenia beneficjentów rzeczywistych spółek do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych. Kogo należy zgłosić, kto powinien tego dokonać i jaka jest rola instytucji obowiązanych w zakresie AML (Anti-Money Laundering)?

Czym jest Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych?

Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych działa od 13 października 2019 roku. Został wprowadzony Ustawą o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, co z kolei jest implementacją dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/849 z 20 maja 2015 r. w sprawie zapobiegania wykorzystywaniu systemu finansowego do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu.

Nowo powstająca spółka ma 7 dni od momentu wpisania do KRS na zgłoszenie do CRBR.

Zgodnie z ustawą obowiązywał półroczny okres przejściowy, który dotyczył spółek istniejących przed powstaniem rejestru, czyli tych widniejących w KRS przed 13 października 2019 roku. Miały one dokonać wpisu do 13 kwietnia 2020 roku. Jednak w związku z zaistniałą obecnie sytuacją i wpływem epidemii koronowawirusa na działanie przedsiębiorstw przesunięto ten termin do lipca br., co jest częścią tzw. tarczy antykryzysowej.

Generalnie rejestr ma powodować, że przestępcom lub potencjalnym przestępcom trudniej będzie się ukryć w skomplikowanych strukturach powiązań spółek i grup kapitałowych.

Co warto podkreślić, dostęp do rejestru jest otwarty dla każdego i bezpłatny, co umożliwia kontrolę informacji przez otoczenie spółek. Jawność ma przyczynić się do zwiększenia przejrzystości operacji finansowych, obrotu gospodarczego i podmiotów w nim uczestniczących. Tym samym ma podnieść zaufanie do rynku finansowego. 

Kim jest Beneficjent Rzeczywisty?

Termin ten pojawił się w polskiej ustawie jako implementacja określania „ultimate beneficial owner” obecnego w unijnej dyrektywie.

Najprościej rzecz ujmując beneficjentem rzeczywistym jest osoba fizyczna, sprawująca bezpośrednią lub pośrednią  kontrolę nad spółką. Kontrola ta opiera się na posiadanych uprawnieniach, które wynikają z okoliczności prawnych lub faktycznych, które umożliwiają wywieranie decydującego wpływu na czynności lub działania podejmowane przez spółkę.

O czym pamiętać przy zgłoszeniu do CRBR?

Przede wszystkim należy pamiętać, że wpis do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych jest obowiązkowy. Podmioty do tego zobligowane zapisami Ustawy, które nie dokonają wpisu we wskazanym terminie mogą liczyć się ze znacznymi sankcjami. Kara finansowa może sięgać nawet miliona złotych.

Zatem osoby uprawione do reprezentowania spółek jawnych, komandytowych, komandytowo-akcyjnych, z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjnych (poza tymi  notowanymi na giełdzie) dla ich dobra powinny wywiązać się z obowiązku we wskazanym terminie.

Zgłoszeniu podlegają nie tylko dane identyfikacyjne beneficjenta rzeczywistego, ale także dane spółki, jak i jej uprawionego reprezentanta, dokonującego wpisu. W przypadku beneficjenta należy podać: imię i nazwisko, obywatelstwo, państwo zamieszkania, PESEL (lub datę urodzenia, jeśli dana osoba nie posiada numeru PESEL), a także informacje o wielkości i charakterze udziału lub uprawnieniach mu przysługujących.

Obowiązki instytucji obowiązanych

Instytucje obowiązane to kolejny istotny termin wynikający z Ustawy AML. To szeroka i zróżnicowana grupa, w skład której wchodzą firmy, instytucje, organizacje i stowarzyszenia oraz indywidualni przedsiębiorcy. Zgodnie z zapisami są one  zobligowane do realizacji szeregu zadań w odniesieniu do przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Jedną z instytucji obowiązanych jest biegły rewident. W jego przypadku obowiązki wynikające z Ustawy AML zaczynają się jeszcze przed podjęciem współpracy z klientem. Biegły jest zobowiązany do przeprowadzenia oceny ryzyka klienta, m.in. poprzez identyfikację i weryfikację beneficjenta rzeczywistego. W przypadku negatywnej oceny ryzyka klienta, bądź gdy nie ma możliwości ustalenia beneficjenta rzeczywistego, biegły nie nawiązuje stosunków gospodarczych z klientem, bądź rozwiązuje te już podjęte.

Taka ocena klienta nie jest dokonywana jedynie na początku współpracy, ale musi być kontynuowana i aktualizowana w trakcie współpracy. Biegły jest obowiązany prowadzić stały monitoring informacji o kliencie oraz o stosunku gospodarczym między nim, jako instytucją obowiązaną, a klientem.

W przypadku zidentyfikowania okoliczności wzbudzających podejrzenie prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu, instytucja obowiązana przekazuje te informacje do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Współdziałanie z GIIF jest obowiązkiem instytucji obowiązanej. To właśnie GIIF sprawuje kontrolę wykonania przez instytucje obowiązane obowiązków w zakresie AML. W przypadku, gdy podejrzenia wypełniają dyspozycję art. 299 Kodeksu karnego, biegły zgłasza ten fakt także do prokuratury.

Biegli rewidenci, podobnie jak inne instytucje obowiązane, są zobowiązani także do wdrożenia czynności o charakterze organizacyjnym wewnątrz firm audytorskich. Dotyczą one m.in. opracowania wewnętrznych procedur AML, wskazania osób odpowiedzialnych za obszar AML, przeprowadzania szkoleń dla pracowników oraz archiwizowania dokumentów związanych z wykonywaniem obowiązków wynikających z Ustawy.

W przypadku naruszeń Ustawy przez instytucję obowiązaną możliwe jest nałożenie na nią kary administracyjnej. Może być to kara finansowa liczona nawet w milionach złotych, ale także cofnięcie koncesji lub zezwolenia albo wykreślenie z rejestru działalności regulowanej.

Autorem komentarza jest Kamil Walczuk, Biegły Rewident, współzałożyciel Polskiej Grupy Audytorskiej – pierwszej krajowej sieci firm audytorskich

Jerzy Kurella: 1,5 mld dol. od Gazpromu trzeba przeznaczyć na racjonalne inwestycje w wydobycie krajowe oraz produkcję biogazu

Cena gazu w kontrakcie jamalskim była nierynkowa i przez lata zawyżana – uznał Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie, który wydał wyrok kończący ponad pięcioletni spór o zmianę formuły ceny gazu pomiędzy rosyjskim Gazpromem i PGNiG na korzyść polskiej spółki. Nakazał też wstecznie zmienić sposób naliczania ceny gazu w kontrakcie jamalskim. Nowa formuła będzie ściśle powiązana z notowaniami tego surowca w Europie Zachodniej. PGNiG szacuje, że w związku z tą zmianą Gazprom będzie musiał zwrócić jej nadpłatę w wysokości 1,5 mld dol., czyli ok. 6,2 mld zł. – Ta kwota powinna zostać przeznaczona na racjonalnie prowadzone inwestycje w wydobycie krajowe oraz technologie związane z produkcją biogazu – zauważa były prezes spółki Jerzy Kurella. 

– Wygrana PGNiG w arbitrażu w Sztokholmie ma duże znaczenie dla spółki. Zmienia usytuowanie PGNiG na europejskim rynku w tym sensie, że będziemy traktowani jak inni odbiorcy gazu związani kontraktami z Gazpromem. To jednak nie spowoduje, że ceny dla odbiorców końcowych PGNiG zostaną obniżone. Wręcz przeciwnie: skoro mamy teraz powiązanie cen z tzw. hubami gazowymi w Europie, ceny będą się zmieniać tak jak na całym europejskim rynku – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Kurella, ekspert ds. energetycznych Instytutu Staszica, doradca prezydenta Pracodawców RP i były prezes PGNiG. – Paradoksalnie może się okazać, że cena w dotychczasowej formule cenowej w kontrakcie jamalskim, która była silnie skorelowana z cenami ropy naftowej, notującymi obecnie historyczne minima, mogłaby być niższa od tych, które teraz obowiązują w Europie Zachodniej. 

Polska jest uzależniona od importu gazu – z zagranicy pochodzi ok. 70 proc. tego surowca, przy czym ok. 60 proc. to właśnie gaz pochodzenia rosyjskiego (jeszcze 10 lat temu ten udział sięgał blisko 90 proc.). Błękitny surowiec z Rosji jest dostarczany na podstawie kontraktu jamalskiego, zawartego w 1996 roku przez PGNiG z rosyjskim Gazpromem, którego pozycja monopolisty umożliwiała narzucanie nierynkowych cen. Kontrakt przewiduje dostawy ok. 10,2 mld m3 gazu rocznie i zgodnie z zawartą w nim klauzulą „take or pay” (pol. bierz lub płać) PGNiG musi płacić za co najmniej 8,7 mld m3 gazu rocznie, nawet jeśli go nie odbiera.

Zgodnie z kontraktem każda ze stron może co trzy lata wystąpić o zmianę ceny gazu, jeżeli uzna, że aktualna nie odpowiada warunkom rynkowym. PGNiG skorzystało z tej możliwości 1 listopada 2014 roku, wnioskując o renegocjację ceny kontraktowej. Ponieważ Gazprom odrzucił powyższe żądanie, PGNiG w maju 2015 roku skierowało sprawę do Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie. Ostatecznie, realizując procedurę zapoczątkowaną w 2014 roku, polska spółka w lutym 2016 roku złożyła pozew przeciwko Gazpromowi, rozpoczynając część sądową procedury przed trybunałem. Ten wydał właśnie korzystny dla PGNiG wyrok, kończący ponad pięcioletni spór.

 W 2014 roku zespół, którym kierowałem, postanowił fundamentalnie zmienić dotychczasową filozofię i sposób rozliczania cen kontraktowych z Gazpromem. Wystąpiliśmy o to, aby ceny gazu w kontrakcie odpowiadały cenom gazu na konkurencyjnym rynku europejskim. Wcześniej wszystkie negocjacje i renegocjacje polegały na tym, że PGNiG występowało o procentową obniżkę ceny, która wynikała z formuły zapisanej w kontrakcie. My uważaliśmy, że dla polskiej gospodarki, PGNiG oraz odbiorców gazu w Polsce niezwykle istotne jest, żeby nasze ceny gazu były adekwatne do tych, które otrzymują inne kraje Unii Europejskiej na podstawie kontraktów długoterminowych. Już w 2014 roku pokazaliśmy, że chcemy być traktowani na zasadach partnerskich, tak jak inni kluczowi odbiorcy gazu z krajów UE – wyjaśnia ówczesny wiceprezes PGNiG.

Dążenie to było konsekwentnie realizowane w 2015 roku, jak również przez zarząd wybrany w 2016 roku.

– Dzięki zaangażowaniu służb handlowych PGNiG oraz wybitnym prawnikom, m.in. z kancelarii Weil, Gotshal & Manges (obecnie Rymarz-Zdort), mecenasowi Łukaszowi Rozdeiczerowi oraz naszym szwedzkim doradcom prawnym, którzy byli z PGNiG od samego początku, dziś możemy wspólnie świętować ten sukces. To pokazuje, że są sprawy, które dla wspólnego dobra łączą ponad podziałami politycznymi, a następcy kontynuują to, co rozpoczęli poprzednicy – wyjaśnia Jerzy Kurella.

Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie uznał argumenty PGNiG i potwierdził, że cena gazu w kontrakcie jamalskim była nierynkowa i przez lata zawyżana. Nakazał też zmienić sposób jej ustalania. Nowa formuła cenowa jest bezpośrednio powiązana z notowaniami gazu w Europie Zachodniej i będzie naliczana wstecznie – od 1 listopada 2014 roku, czyli od momentu, w którym PGNiG wystąpiło do Gazpromu z wnioskiem o renegocjacje ceny kontraktowej. Spółka wstępnie szacuje, że w związku z tym wyrokiem Gazprom będzie zobowiązany zwrócić jej nadpłatę w wysokości ok. 1,5 mld dol.. (ok. 6,2 mld zł). Dla PGNiG oznacza to też znaczącą poprawę cenowych warunków importu gazu.

Wyrok Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie jest wiążący dla obu stron od momentu jego ogłoszenia. PGNiG poinformowało, że podejmuje już działania w celu uzyskania od Gazpromu należnej nadpłaty. Poprawi to sytuację finansową spółki, ale nie przełoży się na ceny, po których sprzedaje ona gaz odbiorcom końcowym.

– Gdyby podzielić szacowaną należność w wysokości 1,5 mld dol. na 7 mln odbiorców, kwoty byłyby śmieszne. Dlatego rozsądniej byłoby wykorzystać zasądzoną przez arbitraż w Sztokholmie kwotę na inwestycje czynione przez PGNiG, zwłaszcza na inwestycje związane z racjonalnym wydobyciem krajowym. Uważam, że należałoby również wydać ją na inwestycje związane z biogazem i rozbudowę sieci gazowniczej Polskiej Spółki Gazownictwa. To o wiele lepiej przyczyni się do rozwoju rynku gazowego w Polsce niż ewentualne oddawanie klientom po 1,5 zł do rachunku gazowego co miesiąc – mówi ekspert ds. energetycznych Instytutu Staszica.

Kontrakt jamalski ma zakończyć się z dniem 1 października 2022 roku. Pod koniec ubiegłego roku PGNiG, zgodnie z wymogami, na trzy lata wstecz przekazało Gazpromowi oświadczenie woli jego wygaszenia. Spółka podkreśla też, że konsekwentnie realizuje strategię dywersyfikacji kierunków dostaw gazu, żeby zwiększyć krajowe bezpieczeństwo energetyczne. Udział paliwa kupowanego od Gazpromu w całym imporcie polskiej spółki spadł z 87 proc. w 2015 roku do 60 proc. w roku ubiegłym. Wzrósł za to import gazu skroplonego (LNG) sprowadzanego z Kataru, USA i Norwegii do terminalu w Świnoujściu. W ubiegłym roku udział LNG w imporcie gazu przez PGNiG wyniósł już 23 proc.

Po 2023 roku wielkość zakupu LNG przez PGNiG istotnie wzrośnie do ok. 12 mld m3 po regazyfikacji rocznie. Ponadto w 2022 roku planowane jest uruchomienie gazociągu Baltic Pipe, który połączy Polskę, przez Danię, z Norweskim Szelfem Kontynentalnym. Przepustowość gazociągu umożliwi importowanie do 10 mld m3 gazu rocznie, a uzupełnieniem dostaw z zagranicy ma być wydobycie krajowe w wysokości ok. 4 mld m3 rocznie.

– Polityka dywersyfikacji jest bardzo istotna i od lat PGNiG ją realizuje. Przykładem jest terminal gazowy LNG w Świnoujściu. Drugim ważnym elementem jest racjonalnie prowadzone wydobycie krajowe. Trzecim powinna być produkcja biometanu – mam tu na myśli tzw. zielony gaz, czyli intensywne wejście PGNiG w koncepcję związaną z pozyskiwaniem biogazu pochodzącego z biogazowni rolniczych. Może to być istotne uzupełnienie miksu surowcowego i strategia odejścia od kosztownego zakupu gazu z importu, bez względu na kierunek jego pochodzenia. Dzisiaj, w tym trudnym okresie perturbacji związanych z pandemią koronawirusa, nikt nie ma wątpliwości, że polskie koncerny energetyczne i paliwowe powinny zwrócić większą uwagę na wykorzystanie źródeł krajowych. Potrzebne są takie inwestycje, dzięki którym, w przypadku nadzwyczajnych sytuacji, polscy odbiorcy będą mogli czuć się bezpiecznie – mówi ekspert ds. energetycznych Instytutu Staszica.

Praca zdalna – 63% firm na TAK. Część pracowników na NIE

63% badanych pracowników przyznało, że ze względu na epidemię koronawirusa pracodawcy umożliwili im przejście na pracę zdalną. Jednocześnie tylko co trzeci respondent (33%) zadeklarował, że z tego rozwiązania skorzystali wszyscy lub prawie wszyscy pracownicy organizacji. 30% ankietowanych stwierdziło, że niewielka część pracowników wybrała „home office”, choć nie ma obowiązku przebywania w biurze. Powodów takiej decyzji możemy upatrywać w kilku czynnikach, m.in. braku warunków do pracy w domu czy utrudniających pracę problemach technicznych związanych np. z dostępem do szybkiego i stabilnego internetu – wynika z sondażu przeprowadzonego na koniec marca 2020 r. przez InsightOut Lab na zlecenie firmy NEXERA.

Praca zdalna – 63% firm na TAK. Część pracowników na NIE

W związku z pandemią koronawirusa oraz ogłoszoną w marcu specustawą wiele firm zdecydowało się zlecić swoim pracownikom pracę zdalną. To oznacza, że wykonują oni powierzone im zadania poza siedzibą firmy – głównie w domu. Polscy pracownicy zostali zapytani o ich ostatnie doświadczenia związane z przejściem na „home office”. Okazuje się, że pod koniec marca, czyli po niecałych 4 tygodniach od momentu pojawienia się pierwszego przypadku zakażenia w Polsce, już 63% ankietowanych mogło pracować w ten sposób. Według 33% respondentów z możliwości pracy zdalnej skorzystali wszyscy lub prawie wszyscy pracownicy ich firm. Kolejne 30% badanych zadeklarowało natomiast, że tylko niewielka część pracowników wybrała pracę poza biurem.

Niechęć do pracy z domu wśród pracowników, którzy mają taką możliwość może wynikać z kilku czynników. Jak pokazał nasz sondaż, realnymi problemami, z jakimi zmagają się osoby wykonujące obowiązki zdalnie są m.in. problemy techniczne, np. z internetem, na co wskazało aż 48% ankietowanych. 35% respondentów stwierdziło natomiast, że nie ma warunków do pracy w domu – komentuje Paweł Biarda, Członek Zarządu ds. Sprzedaży i Rozwoju Biznesu w firmie NEXERA, pierwszego w Polsce operatora hurtowego światłowodowej sieci dostępowej o dużej skali.

Technologia na wagę złota

28% badanych przyznało, że mimo obecnej sytuacji nie może pracować zdalnie. Najczęstszą przeszkodą jest rodzaj prowadzonej działalności, który uniemożliwia wykonywanie zadań poza miejscem pracy (81% odpowiedzi). Niemal co piąty respondent (19%) wskazał natomiast, że w jego przypadku przejście na „home office” jest niewykonalne ze względu na brak rozwiązań technologicznych do pracy zdalnej po stronie firmy (11%) lub w domach pracowników (8%) – wynika z sondażu zrealizowanego przez InsightOut Lab na zlecenie firmy NEXERA.

Wyzwania z jakimi przyszło nam się ostatnio mierzyć pokazały jak ważny jest temat cyfryzacji i zapewnienia wszystkim domostwom, szkołom, firmom i instytucjom dostępu do szybkiego i stabilnego łącza internetowego. W naszym badaniu największy odsetek respondentów (67%) na pytanie dotyczące tego, jakie narzędzie uważa za najbardziej przydatne w pracy zdalnej, wskazał na szybki i stabilny internet. Tymczasem na internetowej mapie Polski nadal możemy spotkać „białe plamy”, czyli miejsca, które nie są podłączone do szerokopasmowej sieci. Liczymy, że w obliczu istotnie zwiększonego zapotrzebowania na komunikację poprzez sieć internetową, infrastruktura telekomunikacyjna w małych miejscowościach i na terenach wiejskich będzie konsekwentnie rozwijana – mówi Piotr Wieczorkiewicz, Członek Zarządu ds. Operacji z firmy NEXERA.

Według respondentów, poza internetem, do najbardziej przydatnych narzędzi do pracy w domu należą również: smartfon, telefon, laptop (59%), dostęp do e-maila służbowego (40%) oraz aplikacji umożliwiających kontakt z zespołem i klientami (37%). 21% nie mogłoby pracować bez rozwiązań chmurowych służących do przechowywania i udostępniania plików on-line, a dla co 10 ankietowanego do realizacji obowiązków online niezbędne są media społecznościowe.

Praca zdalna coraz popularniejsza

W sondażu NEXERY 43% ankietowanych przyznało, że ma już doświadczenie w pracy zdalnej. Wśród nich 65% osób z „home office” korzysta sporadycznie, 24% pracowników często, a co 10 osoba stwierdziła, że pracuje bardzo często lub głównie w ten sposób.

 Niemal 6 na 10 ankietowanych uważa, że epidemia koronawirusa zmieni podejście do pracy w domu i będziemy częściej pracować zdalnie. Obecna sytuacja pokazuje, że dostęp do stabilnej sieci to nie tylko rozszerzenie możliwości w kontekście spędzania czasu wolnego i zapewnienia sobie dodatkowych form rozrywki. To medium tak samo istotne jak prąd czy woda, które staje się niezbędne do pracy, rozwijania biznesu czy nauki. Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu będzie możliwe dzięki powstaniu sieci światłowodowej – również lub przede wszystkim na tych terenach, gdzie do tej pory nie było to możliwe – komentuje Jacek Wiśniewski, Prezes Zarządu w firmie NEXERA.

Nota metodologiczna:

Sondaż NEXERY – badanie zostało zrealizowane przez InsightOut Lab na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu Ariadna. Badanie przeprowadzono między 27 a 30 marca 2020 r. na grupie 1064 osób aktywnych zawodowo (pracujących).

Alior modernizuje swoje oddziały. Stawia także na rozwój usług online

Klienci bankowości oczekują przede wszystkim wygody, a budowanie ich pozytywnych doświadczeń jest opłacalne. Co drugi klient poleci usługi banku, z którego jest usatysfakcjonowany wynika z badań PwC. Alior Bank prowadzi szeroko zakrojone analizy satysfakcji i potrzeb klientów i na tej podstawie rozpoczął już proces modernizacji swoich placówek. Stawia na ich digitalizację oraz zapewnienie klientom komfortu i dyskrecji, a dodatkowo każda z nich ma też być proekologiczna. 

– Podstawową potrzebą klientów jest dziś wygoda, chęć komfortowego bankowania. Obserwujemy też trend postępującej digitalizacji. Klienci coraz chętniej sięgają po bankowość mobilną i oczekują, że będzie ona dla nich wygodna i intuicyjna – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Szczebiot, dyrektor Departamentu Relacji z Klientem w Alior Banku.

Potrzeby klientów bankowości są aktualnie ukierunkowane na wygodne, nowoczesne i możliwie jak najprostsze rozwiązania. Potwierdza to m.in. rosnąca popularność kanału mobile, z którego w przedostatnim kwartale ub.r. korzystało już 10,4 mln Polaków (blisko 10-proc. wzrost w ujęciu kwartalnym, dane ZBP). Jednym z top trendów w bankowości jest dziś też personalizacja. Klienci oczekują, że bank dostarczy im usługi i produkty finansowe w jak największym stopniu dopasowane do indywidualnych potrzeb  na dodatek w miejscu i czasie, w którym się obecnie znajdują. Technologie takie jak sztuczna inteligencja, Big Data, uczenie maszynowe i chatboty, które wspierają obsługę klientów pozwalają bankom lepiej na te oczekiwania odpowiadać.

– Aby móc zarządzać doświadczeniami klientów, banki zbierają informacje głównie poprzez badania satysfakcji czy analizę komentarzy, jakie pozostawiają oni w różnych miejscach styku, np. na infolinii czy w social mediach. Banki wnikliwie analizują ten głos, kategoryzują go i dzięki temu są w stanie reagować na bieżące potrzeby klientów – mówi Agnieszka Szczebiot. – Stosujemy szeroko zakrojone badania NPS (Net Promoter Score – przyp. red.), dzięki którym badamy każdy punkt styku klienta z bankiem. To pozwala nam budować pewną mapę jego doświadczeń.

Jak podkreśla, badania satysfakcji są najważniejszym źródłem informacji o klientach. Analiza ich komentarzy i potrzeb pozwala bankowi na wdrażanie lepiej dopasowanych produktów i rozwiązań, które poprawiają obsługę i wskaźniki satysfakcji.

– W ubiegłym roku wprowadziliśmy Voice of Customer 360, tzw. VOC, dzięki któremu pozyskujemy wiedzę o powodach, dla których klient kontaktuje się różnymi kanałami typu infolinia, reklamacje etc. Analizujemy również to, co klienci piszą o nas w social mediach. Na tej podstawie możemy analizować trendy w tych kontaktach i przygotowywać działania, które będą odpowiadać na potrzeby klientów – mówi ekspertka.

Banki muszą szukać elementów, które wyróżnią je na rynku i zbudują grono lojalnych klientów – niezależnie od kanału kontaktu, z którego korzystają. Jak wynika z ubiegłorocznego raportu „Bank oczami klienta. Konieczne narzędzie czy zaufany partner?” firmy doradczej PwC – budowanie pozytywnych doświadczeń klientów jest dla banku opłacalne. W 20 proc. prowadzi do rozwoju jego relacji z bankiem, a w przypadku co drugiego klienta – skutkuje poleceniem jego usług.

Alior Bank na podstawie badań opinii klientów i w celu budowania ich pozytywnych doświadczeń rozpoczął proces modernizacji swoich placówek. W każdej znajduje się już nie tylko bankomat, ale także wpłatomat. We wszystkich jego oddziałach powstały także iKioski – specjalne miejsca dla klientów, którzy z pomocą bankiera chcą wypróbować bankowość internetową, po raz pierwszy się do niej zalogować i poznać jej możliwości. Pracownicy banku mają również na swoich smartfonach zainstalowaną demonstracyjną wersję aplikacji mobilnej. Dzięki niej mogą od razu pokazać, jakie ma funkcje i do czego można je wykorzystać. Ponadto wszyscy klienci mogą skorzystać w oddziałach Alior Banku z darmowej sieci Wi-Fi.

– Widzimy, że klienci bardzo pozytywnie przyjęli to narzędzie i chętnie z niego korzystają – już nie tylko do pierwszego logowania. Dodatkowo wyposażyliśmy naszych bankierów w smartfony, na których wgrana jest aplikacja mobilna, dzięki czemu mogą od razu zaprezentować tę bankowość mobilną klientowi. Z kolei aby zwiększyć ich poczucie komfortu w oddziałach, udostępniamy Wi-Fi, a oczekującym  szeroki wachlarz czasopism – mówi Agnieszka Szczebiot.

W ramach nowej strategii „Więcej niż bank” Alior planuje modernizację wszystkich swoich oddziałów, stawiając na zapewnienie klientom maksimum komfortu i dyskrecji. Poza tym każda z placówek ma być też ekologiczna.

– W naszych ekologicznych oddziałach zastosowaliśmy wiele elementów pochodzenia naturalnego, m.in. drewnianych czy też pochodzących z recyklingu. Przykładem są blaty biurek naszych bankierów, wykonane z opakowań po jogurtach, gdzie na ich powierzchni widać fragmenty sreberek. Dodatkowo w oddziałach znajduje się ujęcie wody filtrowanej, która jest dostępna dla klientów w wersji naturalnej i gazowanej – mówi dyrektor Departamentu Relacji z Klientem w Alior Banku.

Pierwsza nowoczesna i proekologiczna placówka Alior Banku została otwarta w Warszawie w grudniu ubiegłego roku, kolejna powstała w lutym br. Do końca 2022 roku w całym kraju ma być ich ponad 100.

Strona społeczna Rady Dialogu Społecznego gotowa na Tarczę 2.0 i przeciwna ingerencji w autonomię Rady

Strona społeczna Rady Dialogu Społecznego (RDS) zgłosiła gotowość do współpracy przy tworzeniu tzw. Tarczy 2.0 dla ratowania polskiej gospodarki oraz stanowczy protest przeciw zapisom ustawy ograniczającym autonomię Rady. Strona społeczna RDS wyraziła też oburzenie wobec nieuwzględnienia w rządowej wersji tzw. Tarczy Antykryzysowej praktycznie żadnych propozycji zgłoszonych przez Radę i domaga się, aby rząd wskazał wyraźnie, jak planuje zabezpieczyć Tarczę 2.0 od strony finansowej.

Strona społeczna RDS podkreśliła, że nadal jest otwarta na współpracę ze stroną rządową, gdyż tylko w ten sposób – znając problemy pracowników i pracodawców – można wypracować optymalne rozwiązania, które faktycznie pomogą zwalczyć gospodarcze skutki koronawirusa.

Zgłoszono też pełną gotowość zaopiniowania propozycji do Tarczy 2.0. Jak zaznaczyła strona społeczna Rady, jej członkowie mają już gotowe pomysły, a jej eksperci są gotowi do dalszej pracy nad propozycjami skutecznych rozwiązań. Organizacje pracodawców i związkowców uczestniczące w dzisiejszym posiedzeniu Prezydium Rady zgodnie podkreśliły, że tzw. Tarcza Antykryzysowa nie zawiera lwiej części rozwiązań zaproponowanych przez organizacje pracodawców i pracowników.

Jako najpilniejszą do rozwiązania wskazano dziś kwestię ochrony personelu medycznego, m.in. poprzez  zapewnienie środków ochrony osobistej, zatrudnienie w jednym miejscu, zapewnienie noclegów w hotelach na czas stanu epidemii oraz podwyżki pensji zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Reprezentujący stronę rządową Stanisław Szwed, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) zaznaczał podczas posiedzenia Prezydium Rady, że obecna tzw. Tarcza Antykryzysowa to pakiet pomocy przewidzianej na najbliższe trzy miesiące i będzie dopasowywany do aktualnej sytuacji na bieżąco – na podstawie analizy wskaźników, informacji z rynku oraz nadsyłanych wniosków.

Strona społeczna RDS wyraziła jednocześnie zdecydowany protest przeciw zapisom ustawy ograniczającym jej autonomię oraz prawo organizacji pracowników i pracodawców do swobodnego wybierania swoich przedstawicieli. Podkreśliła, że obecne zapisy ustawy są niezgodne nie tylko z prawem krajowym, ale także z prawem międzynarodowym i Unii Europejskiej. Naruszają one m.in. art. 3 Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy nr 87, dotyczącej wolności związkowej i ochrony praw związkowych. Do protestu strony społecznej Rady Dialog Społecznego przyłączyły się już liczne instytucje krajowe (Wojewódzkie Rady Dialogu Społecznego i zrzeszenia branżowe) oraz międzynarodowe, w tym przewodniczący Europejskiego Komitetu Społeczno-Ekonomicznego czy prezydent Międzynarodowej Organizacji Pracodawców. Europejskie instytucje zrzeszające pracodawców i pracowników wystosowały też wspólny apel do Komisji Europejskiej.

Branża transportowa nie skorzysta na tarczy antykryzysowej. Bez realnej pomocy przewoźników czeka fala upadłości

– Branża transportowa znalazła się w tragicznej sytuacji, przewoźnicy stoją pod ścianą – mówi Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. Jak podkreśla, przedsiębiorcy bardzo liczyli na rozwiązania zawarte w rządowej tarczy antykryzysowej, ale ta praktycznie nie objęła branży transportowej. Bez rządowej kroplówki i zastrzyku finansowania czeka ją fala upadłości. Część właścicieli firm działających w branży, która zatrudnia ponad 0,5 mln pracowników, już rozpoczęła zwolnienia.

– Tarcza antykryzysowa, która miała pomóc gospodarce, na dobrą sprawę jest tylko populistycznym instrumentem rządzących i w niewielkim stopniu przysłuży się przedsiębiorcom, a już na pewno nie pomoże transportowi międzynarodowemu. Prosiliśmy zarówno posłów, jak i senatorów o wprowadzenie zmian, ale one zostały zdeptane w ostatecznej rozgrywce sejmowej, co jest obrzydliwym gestem wobec właścicieli firm, którzy liczą dziś każdą złotówkę. Wszyscy mamy świadomość, że utrzymanie naszych firm to już nie tylko problem przedsiębiorców, ale to problem całej gospodarki – mówi agencji Newseria Biznes Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce.

Jak podkreśla, cała branża transportowa znajduje się w tej chwili w tragicznej sytuacji. Przewoźnicy stoją pod ścianą i nie mają pieniędzy na tankowanie i wysyłanie samochodów w trasy. Tylko nieliczne firmy decydują się jeszcze na wydanie ostatnich pieniędzy na obsługę rynku.

– Dostaliśmy od rządzących bardzo wyraźny sygnał, z którego wynikało, że transport jest niezbędny, ponieważ obawiano się zakłóceń gospodarczych, zakłóceń w dostawach towarów do sklepów, aptek czy firm produkcyjnych. Proszono nas, żebyśmy utrzymali swoje usługi, i tak zrobiliśmy. Wydaliśmy wszystkie pieniądze na wykonywanie przewozów – mówi Jan Buczek.

Transport międzynarodowy jest kluczowy dla zapewnienia działalności funkcjonowania gospodarki, a polscy przewoźnicy są potentatem z około 25-proc. udziałem w całym europejskim rynku. Jak podkreśla prezes ZMPD, branża ma ogromne obroty, ale ze względu na dużą konkurencyjność rynku działa na symbolicznych, niskich marżach. Od początku kryzysu związanego z pandemią koronawirusa przewoźnicy kontynuowali działalność, podtrzymując wymianę gospodarczą, ale większości z nich skończyły się już środki na bieżącą działalność, bo na samo zatankowanie i wysłanie w trasę pojedynczej ciężarówki trzeba wydać ok. 5 tys. zł. Bez rządowej kroplówki i zastrzyku finansowania branżę transportową, która zatrudnia ponad 0,5 mln pracowników, czeka fala upadłości.

– Oczekiwaliśmy zwolnienia z podatku CIT, PIT, VAT i zniesienia składek na ZUS. Chodziło o pozyskanie tych pieniędzy, których nie musielibyśmy wydawać na daniny publiczne, żeby móc dalej wysyłać samochody po towar. Pomimo wcześniejszych zapowiedzi to zostało odrzucone. Prosiliśmy też o ochronę naszych kierowców, którzy mogą ulec zakażeniu chociażby na stacjach paliw czy w obiektach użyteczności publicznej. Dlatego prosiliśmy, aby przy każdym stwierdzeniu objawów zakażenia koronawirusem natychmiast obejmować ich testami, tak jak pracowników służby zdrowia, ale niestety tu również nas nie wysłuchano – wymienia prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce.

Zrzeszenie ocenia, że w rządowej tarczy kryzysowej – obok rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo kierowcom (obowiązkowe testy dla powracających z zagranicy) – zabrakło przede wszystkim tych, które pomogłyby utrzymać firmom płynność, jak zawieszenie płatności rat leasingowych, utrzymanie specjalnego funduszu wsparcia dla przedsiębiorców dotkniętych skutkami epidemii SARS-CoV-2 i zwrotu podatków VAT zgromadzonych na kontach urzędów skarbowych.

Ponieważ wykonujemy przewozy na zlecenie zagranicznych podmiotów, wiele faktur wystawiamy ze stawką VAT zerową. W związku z tym ogromne pieniądze są zablokowane w urzędach skarbowych, które mogłyby nam je zwrócić natychmiast. Taka deklaracja przedstawicieli rządu padła na rozmowach roboczych. Jednak w ani jednym przypadku nie mamy potwierdzenia, żeby to nastąpiło. Urzędy skarbowe nie zwracają nam VAT-u. To najprostsza, niewymagająca żadnych ustaw metoda na zasilenie nas finansami. Te pieniądze przewoźnik – zamiast płacić do Skarbu Państwa – mógłby wydać na paliwo. W związku z tym wielu przedsiębiorców i przewoźników, nie widząc innej możliwości, po prostu zwalnia pracowników i rozwiązuje umowy o pracę – mówi Jan Buczek.

Informacja o dokładnej lokalizacji infrastruktury sieciowej pozwoli szybciej naprawić awarie. Paszportyzacja sieci umożliwi też skuteczną walkę z cyberatakami

Cyberataki skutecznie zakłócają działanie firm teleinformatycznych i energetycznych. Te na niewielką skalę można jeszcze stosunkowo szybko naprawić. Przy zmasowanym ataku, którego obawiają się największe firmy, może nie udać się zareagować tak szybko. Paszportyzacja sieci, czyli system ewidencji sieci, pozwala łatwo sprawdzić lokalizację infrastruktury oraz precyzyjne dane o położeniu kabli i systemów. Taka informacja może być skuteczną receptą na cyberataki.

– Paszportyzacja sieci to rozwiązanie informatyczne, które służy udokumentowaniu sieci telekomunikacyjnych, elektrycznych, energetycznych i ciepłowniczych. Tam, gdzie mamy do czynienia z bogatą infrastrukturą terenową, gdzie ważne zasoby firm są umiejscowione w terenie, często zakopane pod ziemią. Wiedza o tym, gdzie co jest, co z czym jest jak połączone, ma kluczowe znaczenie, żeby sieci właściwie funkcjonowały – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marek Gondzio, prezes firmy Globema.

Według raportu April Ponemon Institute 90 proc. dostawców infrastruktury krytycznej twierdzi, że ich środowisko IT / OT zostało uszkodzone w wyniku cyberataku w ciągu ostatnich dwóch lat. Równie niebezpieczne są fizyczne ataki na sieć. Coraz częściej firmy obawiają się zmasowanych ataków – działań hakerów połączonych z fizycznym zniszczeniem istotnej infrastruktury. To o tyle istotne, że jeszcze kilkanaście lat temu nie wszystkie systemy były podłączone do sieci, a firmy nie zawsze znają dokładne położenie konkretnej infrastruktury. W przypadku gdy liczy się czas, brak takiej wiedzy może mieć kluczowe znaczenie dla powodzenia ataku.

– Jeśli dochodzi do awarii, to żeby szybko trafić na jej źródło, trzeba mieć dobrą dokumentację sieci – przekonuje Marek Gondzio. – Jeżeli taki system paszportyzacyjny ma pełną topologię i jest właściwie zbudowany, to np. w sytuacji, kiedy się zdarza awaria energetyczna na jednym odcinku sieci, to system natychmiast podpowiada, na jaki inny jej odcinek można przełączyć zasilanie.

System ewidencji sieci daje pełne informacje o zasobach sieciowych operatora. W jednym systemie można znaleźć dane o infrastrukturze terenowej, wyposażeniu czy precyzyjne informacje o położeniu kabli i systemów radiowych. Aktualne dane to podstawa nie tylko do usprawnienia procesów biznesowych, lecz także do obsługi awarii i utrzymania sieci. Jakie ma to znaczenie, pokazały pierwsze ataki na infrastrukturę w Stanach Zjednoczonych, gdzie – na razie na niewielką skalę – hakerzy skutecznie ukryli przerwy w dostawie ciepła do kilkudziesięciu gospodarstw domowych. Fizyczne uszkodzenie sieci było początkowo niewidoczne dla operatorów. Szkody udało się szybko naprawić m.in. dzięki dokładnej informacji o lokalizacji uszkodzonej infrastruktury.

Na paszportyzacji sieci skorzystają wszystkie branże, ale w przypadku niektórych, np. telekomunikacyjnych czy energetycznych, taki system ewidencji jest konieczny.

– Korzyści z systemów paszportyzacyjnych odnoszą branże sieciowe i telekomunikacyjna. Te przewagi tkwią w takich procesach jak dokumentacja sieci, utrzymanie, procesy renowacji, procesy modernizacji, nowe inwestycje i planowanie nowych podłączeń  – wymienia prezes Globemy.

Z raportu MarketsandMarkets wynika, że rynek zdalnego zarządzania infrastrukturą krytyczną osiągnie do 2022 roku wartość przeszło 41 mld dol. W najbliższych latach będzie rozwijać się w tempie blisko 12 proc. średniorocznie.

Które samorządy budują najwięcej mieszkań?

Wiemy już, ile mieszkań w 2019 r. ukończyły polskie gminy. Te wyniki inwestycyjne samorządów nie są jednak powodem do dumy.

Gminne budownictwo w Polsce już od dłuższego czasu przechodzi spory kryzys. Niestety taka sytuacja ma miejsce w warunkach sporego deficytu gminnych lokali. Wynosi on ok. 150 000 mieszkań na terenie całego kraju. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, czy ubiegłoroczne wyniki budownictwa gminnego sugerują możliwość poprawy w przyszłości.

Po sprawdzeniu wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego można stwierdzić, że w 2019 r. na terenie całego kraju zostało ukończonych 1841 mieszkań gminnych (komunalnych i socjalnych). Analogiczne wyniki z poprzednich lat przedstawiały się następująco:

  • 2005 r. – 3 563
  • 2006 r. – 4 513
  • 2007 r. – 2 452
  • 2008 r. – 2 719
  • 2009 r. – 4 202
  • 2010 r. – 3 418
  • 2011 r. – 2 500
  • 2012 r. – 2 389
  • 2013 r. – 2 218
  • 2014 r. – 2 177
  • 2015 r. – 1 686
  • 2016 r. – 1 746
  • 2017 r. – 1 715
  • 2018 r. – 1 863

Ubiegłoroczny wynik był nieco lepszy od minimum z 2015 r. Mimo tego potwierdza on dalszą stagnację dotyczącą budowy mieszkań gminnych. Niestety informacje dotyczące liczby lokali rozpoczętych przez gminy nie rokują dobrze na przyszłość. Od stycznia do grudnia 2019 r. zostało rozpoczętych 1346 mieszkań gminnych. To wynik, który był lepszy niż w 2018 r. (1098), ale jednocześnie znacznie gorszy od wartości z 2016 r. (1855) oraz 2017 r. (1494).

Warto również sprawdzić, które samorządy w 2019 r. przodowały pod względem liczby ukończonych mieszkań. Okazuje się, że w następujących powiatach i miastach na prawach powiatu oddano do użytkowania najwięcej lokali komunalnych oraz socjalnych:

  • Kraków – 179
  • Żory – 139
  • Poznań – 120
  • Toruń – 84
  • gnieźnieński – 72
  • Gdańsk – 69
  • Częstochowa – 66
  • buski – 66
  • sokólski – 55
  • Tarnobrzeg – 50

Trzeba podkreślić, że w minionym roku tylko na terenie 65 powiatów i miast pełniących funkcję powiatu ukończono jakiekolwiek mieszkania gminne. W pozostałych 315 badanych lokalizacjach, liczba ukończonych mieszkań komunalnych i socjalnych była zerowa przez cały 2019 r.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak pogodzić wykorzystanie wizerunku na gruncie prawa autorskiego z zasadami ochrony danych osobowych

Kryteria poprawnego wykorzystania utrwalonego wizerunku statuują co do zasady przepisy ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, determinując w szczególności przesłanki legalnego jego rozpowszechniania. Niezależnie jednak od regulacji prawnoautorskich nie można pominąć faktu, iż wizerunek stanowi również daną osobową. To z kolei implikuje konieczność równoległego spełnienia wymogów RODO w tym zakresie.

Jak rozumieć rozpowszechnienie?

Rozpowszechnienie to, najkrócej mówiąc, publiczne udostępnienie czegoś nieokreślonemu kręgowi odbiorców, w dowolny sposób. Przekładając powyższe na praktykę, za najczęstsze formy rozpowszechnienia wizerunku należy uznać wykorzystanie fotografii bądź filmów w celach komercyjnych: w materiałach promocyjnych, reklamowych, a obecnie również coraz częściej w mediach społecznościowych. Pracodawcy do realizacji powyższego, zamiast profesjonalnych modeli czy aktorów, chętnie sięgają również po swoich pracowników. Jednak, czy przywołane sytuacje będą różniły się w świetle przepisów, a co ważniejsze w praktyce?

Reguła i wyjątki

W pierwszej kolejności należy podkreślić zasadniczą regułę, stosownie do której rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Niemniej istotne są wyłączające ją wyjątki. Mianowicie zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli: osoba otrzymała za pozowanie umówioną zapłatę, obiektem jest osoba powszechnie znana (jeżeli wizerunek utrwalono w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych) albo obiektem jest osoba stanowiąca jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz czy publiczna impreza.

Treść zgody na rozpowszechnienie wizerunku

Przybliżając wprost przesłanki wyłączeń, przywołane przepisy nie podają jednak wytycznych odnośnie do formy czy treści zgody na rozpowszechnienie wizerunku, wobec czego warto skupić się właśnie na tej kwestii. Obligatoryjne elementy tego oświadczenia ukształtowały się dopiero na przestrzeni lat w praktyce i judykaturze. W rezultacie osoba udzielająca zgodę powinna być świadoma przede wszystkim co do sposobu prezentacji jej wizerunku, miejsca oraz czasu publikacji, zestawienia z innymi wizerunkami czy reklamowego celu.

Treść zgody nie może poprzestawać zatem na ogólnym, blankietowym stwierdzeniu akceptacji rozpowszechnienia wizerunku. Powinna precyzować przytoczone kwestie, spełniając ponadto nieodłączne warunki dobrowolności i swobody jej wyrażenia.

Wizerunek jako dana osobowa

Zważywszy, że za dane osobowe powszechnie uznaje się informacje umożliwiające zidentyfikowanie osoby fizycznej, trudno mieć wątpliwości, że do kategorii tej zalicza się także wizerunek. Chcąc zatem przetwarzać tego typu dane – niezależnie od obszaru prawnoautorskiego – administrator musi posiadać do tego odpowiednią podstawę mającą odzwierciedlenie w RODO.

Podstawy przetwarzania wizerunku

Wizerunek może być przetwarzany na każdej z podstaw prawnych wskazanych w art. 6, a jej wybór zależy w znacznej mierze od okoliczności, w jakich udzielona została zgoda prawnoautorska. Na marginesie należy wspomnieć, że przetwarzanie danych w postaci wizerunku nie zawsze będzie wiązało się z jego rozpowszechnieniem (np. monitoring wizyjny, zdjęcia pracowników w intranecie albo wewnętrznej firmowej gazetce).

Przykładowe sposoby wykorzystania wizerunku w powiązaniu z podstawą jego przetwarzania:

  • 6 ust. 1 lit. a: dobrowolne zamieszczenie swojego zdjęcia w CV – Kodeks pracy nie przewiduje konieczności jego podania, jednak kandydat do pracy może je według swojego uznania zamieścić;
  • 6 ust. 1 lit. b: modelka występująca w sesji zdjęciowej za wynagrodzeniem – wizerunek niezbędny do wykonania umowy;
  • 6 ust. 1 lit. c: zdjęcia albo nagrania przekazane właściwym organom jako dowody – obowiązek prawny udostępnienia danych;
  • 6 ust. 1 lit. e: wykonywanie i wydawanie dowodów osobistych – realizacja zadania w interesie publicznym;
  • 6 ust. 1 lit. f: monitoring wizyjny, zamieszczenie zdjęć z imprezy firmowej na wewnętrznym dysku – prawnie uzasadniony interes administratora rozumiany odpowiednio jako zapewnienie bezpieczeństwa oraz zapewnienie odpowiedniej atmosfery w miejscu pracy.

Dobrowolność zgody

Dla wielu administratorów najczęstszym wyborem przesłanki legalizującej przetwarzanie wizerunku jest mimo wszystko zgoda, która faktycznie może być dobrym rozwiązaniem w wielu przypadkach. Nie sposób jednak nie wspomnieć, że jest to podstawa dość ryzykowna. Administrator musi bowiem zagwarantować pełną dobrowolność jej udzielenia oraz brak jakichkolwiek negatywnych konsekwencji w przypadku odmowy bądź jej wycofania przez osobę, której dane dotyczą. Co do zasady jakakolwiek presja lub niewłaściwy wpływ na podmiot danych osobowych uniemożliwiający osobie, której dane dotyczą, swobodne złożenie oświadczenia woli spowoduje nieważność zgody.

Za przykład można podać sytuację, gdy dostawca aplikacji mobilnej do prowadzenia osobistego terminarza żąda od użytkowników aktywowania aparatu, aby mogli oni skorzystać z produktu. Funkcjonalność aplikacji jednoznacznie wskazuje, że wykonywanie zdjęć przy użyciu urządzenia użytkownika nie jest konieczne do świadczenia omawianej usługi koncentrującej się na wysyłaniu odpowiednich przypomnień. Z uwagi na to, że wyrażenie przedmiotowej zgody warunkuje skorzystanie z aplikacji, nie można uznać jej za dobrowolną i spełniającą wymogi RODO.

Abstrahując od powyższego, jeżeli za przetwarzaniem wizerunku będzie szło jego rozpowszechnianie, nie ma wówczas przeszkód, aby połączyć treść obu oświadczeń, pamiętając jednak o zawarciu w niej elementów z obu przedmiotowych obszarów i zachowaniu odpowiednich warunków jej wyrażenia.

Obowiązek informacyjny koniecznością

Materią, której nie można bagatelizować w sytuacji wykorzystania wizerunku, obok podstawy przetwarzania, jest nadto kwestia spoczywającego na administratorze danych osobowych obowiązku informacyjnego. Powinien on zostać spełniony względem osoby, której dane dotyczą, niezależnie od tego, która podstawa z art. 6 RODO znajdzie w określonym stanie faktycznym zastosowanie, choć może ona determinować sposób jego realizacji. Przykładowo w przypadku zawarcia umowy w przedmiocie sesji zdjęciowej sytuacją optymalną jest przedłożenie klauzuli informacyjnej wraz z treścią umowy. Podobnie w przypadku pracowników, względem których obowiązek informacyjny i tak powinien być już spełniony przy zatrudnieniu. Inaczej sprawa będzie się miała w odniesieniu do uczestników, np. w przypadku eventu promocyjnego, z którego szczegółową relację chcielibyśmy zamieścić na fanpage’u naszej marki. W takiej sytuacji treść klauzuli może zostać objęta regulaminem wydarzenia, który powinien być dostępny i widoczny dla wszystkich osób, analogicznie do informacji dotyczących przetwarzania wizerunku utrwalonego za pośrednictwem monitoringu wizyjnego zamontowanego np. na terenie biurowca.

Podsumowanie

Odnosząc się do postawionego na początku artykułu pytania, czy przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć modela będzie różnić się od wykorzystania wizerunku pracowników, należałoby odpowiedzieć na nie twierdząco, aczkolwiek na pewno nie zerojedynkowo. Konieczne jest bowiem każdorazowe i indywidualne zbadanie oraz ustalenie podstaw przesądzających o uprawnieniu do wykorzystania wizerunku. W pierwszej kolejności tej dotyczącej rozpowszechnienia, co wiąże się z rozstrzygnięciem o możliwości powołania się na któreś z wyłączeń przewidzianych przez prawo autorskie bądź – w przeciwnym razie – o konieczności pozyskania w tym zakresie odpowiedniej zgody osoby fizycznej. Prawidłowa ocena powyższego nie pozostaje bez znaczenia, gdyż od tego kryterium w dużym stopniu będzie zależała podstawa przetwarzania wizerunku jako danej osobowej, a nawet sposób spełnienia obowiązku informacyjnego, co bez wątpienia ułatwi zadanie administratorowi tych danych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koronawirus może spowodować dużo bardziej dynamiczny rozwój chmury w Europie

Dzisiaj praktycznie każdy kto może powinien pracować całkowicie zdalnie, czyli z dala od swojego codziennego środowiska pracy. Logując się z domu potrzebujemy zatem wszystkich zasobów dostępnych na co dzień w naszym biurze. Rozwiązania osadzone w chmurze, od dawna pozwalały każdemu pracownikowi biurowemu na wykonanie wielu zadań nie wymagając przy tym dostępu do swojego stanowiska pracy. Czy jesteśmy w stanie przejść za jakiś czas w 100% na pracę zdalną? Technologia jest już gotowa, potrzebna jest jednak zmiana mentalna tak u pracodawców jak i pracowników – obecna sytuacja może ją przyspieszyć.

Dotychczasowy rozwój chmury przebiega dużo mniej dynamicznie niż mógłby. Koronawirus może zmienić nastawienie Polaków do chmury, ale na cuda nie ma co liczyć. To będzie raczej powolna zmiana niż wielka rewolucja. Niemniej jednak obecna sytuacja pandemii spowoduje przewartościowanie dotychczasowych modeli biznesowych u wielu przedsiębiorców. Przede wszystkim każda z firm, musi w swój biznes wpleść dzisiaj wentyl bezpieczeństwa na wypadek kolejnej epidemii czy innych sytuacji, w wyniku których będziemy znów zmuszeni pracować zdalnie.

Chmura mogłaby się rozwijać jeszcze bardziej dynamicznie. To jest fakt, natomiast w tym procesie muszą być spełnione 3 czynniki.

Pierwszy z nich to dostęp do technologii. To na dzień dzisiejszy jest najmniejsza bariera. Technologia jest dostępna. Praca zdalna w wielu przedsiębiorstwach jest już możliwa. Nie mówię tylko o pracy biurowej, ale produkcji, dystrybucji, sprzedaży itp. Do właściwej implementacji technologii, organizacje muszą dostosować procesy w przedsiębiorstwach. Konieczne jest praktycznie całkowite wyeliminowanie papierowej dokumentacji, pieczątek i podpisów. Dzisiaj wygląda to tak, że wciąż korzystamy z papieru, natomiast jest on najczęściej wytwarzany z zapisów cyfrowych, po czym podpisywany i opieczętowywany, następnie znów zamieniany na wersję elektroniczną dokumentacji. Brzmi jak absurd, ale tak właśnie jest.

Drugim czynnikiem mogącym zmienić obraz polskiej technologii w chmurze, są konieczne zmiany legislacyjne. W wielu firmach produkuje się tony dokumentacji, pieczątek i segregatorów pełnych papierowych wersji danych. Przepisy prawne obligują nas do wytwarzania i posiadania w fizycznej formie tak rozbudowanej dokumentacji. Jeśli prawo zostałoby zmienione – znakomita część papierologii zniknęłaby z naszego życia i mogła być przechowywana cyfrowo.

Trzeci czynnik i zarazem najważniejszy warunek do prawidłowego, dynamicznego rozwoju chmury w Polsce to zmiana nastawienia i mentalności społeczeństwa. Dzisiaj ludzie, którzy zarządzają korporacjami dalej twierdzą, że muszą spotkać się twarzą w twarz. Porozmawiać osobiście. Postęp pozwala uczynić efektywniejszym wiele procesów – także spotkań, które mogą równie dobrze odbyć się za pomocą jednej z kilkuset popularnych dzisiaj aplikacji biznesowych. Należy przy tym pamiętać, że chmura jest tylko elementem spinającym wszystkie procesy biznesowe. To sposób myślenia o biznesie, a nie gama produktów czy rozwiązań. Sama praca zdalna, która jest elementem tej filozofii biznesu to także ludzie, którzy się na to zgadzają, akceptują tą formułę i potrafią się w niej efektywnie odnaleźć.

Czy jest szansa na rozwój i coraz więcej wdrożeń?

Obecna sytuacja mogłaby przekonać każdego sceptycznie nastawionego do chmury. Sądzę, że dzisiaj takie wdrożenia mają nawet większy sens niż wcześniej. Przecież gdyby nie rozwiązania chmurowe praca zdalna byłaby albo całkowicie niemożliwa albo po prostu niepełnowartościowa. Żeby być równie efektywnymi w domu, jak za naszym biurkiem w pracy, musimy mieć dostęp do wszystkich zasobów. Potrzebujemy, oprócz dostępu do maila, dostępu do plików, bazy danych, kontaktów i terminarza. Potrzebujemy możliwości szybkiej i sprawnej wymiany danych, raportowania, rejestrowania czasu pracy czy też np. możliwości pracy na dokumentach współdzielonych. Na koniec musimy mieć kontakt z zespołem. Nie iluzoryczny, telefoniczny, ale po prostu możliwość dyskusji i rozmowy ze współpracownikami. Potrzeba pełnowartościowego kontaktu dotyczy także relacji z klientem. W dobie bardzo dobrych łącz internetowych możemy rozmawiać, omawiać i dyskutować bez większych przeszkód. Wreszcie, możemy udostępniać ekran wraz z plikiem i pracować na nim wspólnie podczas zebrań online. Wszystkie te narzędzia do niedawna używane w sposób świadomy przez część firmy, która potrzebowała mobilności – dzisiaj są nieodzowne dla każdego. Dlatego twierdzę, że obecna sytuacja i praca w czasach pandemii koronawirusa pokaże zalety rozwiązań chmurowych w praktyce, niczym najlepszy sprzedawca. Warto przypominać, że technologicznie jesteśmy dużo bardziej przygotowani do pracy zdalnej niż mentalnie.

Zatem chmura będzie nam przydatna tylko w czasach zarazy…

Sądzę, że kwarantanna i możliwość pracy domowej zostanie doceniona jak nigdy. Oczywiście pandemia koronawirusa minie, a my w końcu wrócimy do normalności, ale zrozumienie funkcjonalności rozwiązań chmurowych pozostanie z nami na zawsze. Mamy teraz do czynienia z przymusowym testem narzędzi IT. Urzędnicy przekonują się, że większość spraw można rozwiązać bez konieczności wzywania petentów do Urzędu. Klienci z kolei poszukują wszelkich rozwiązań, które nie zmuszą ich do wyjścia
z domu. Jednocześnie spotkania face-to-face ograniczane są do minimum. Praca zdalna pokaże przede wszystkim, że wiele spotkań biznesowych i podróży jest zbędnych. To będzie największa zmiana w podejściu biznesu do projektowania kosztów i planowania następnego roku fiskalnego. Uważam, że sporo budżetów przeznaczanych na turystykę biznesową zostanie zredukowanych do minimum.

To tylko niektóre skutki dzisiejszej sytuacji. Sądzę, że pracę w chmurze odkryje nowa, do tej pory nieświadoma istnienia takich rozwiązań, część polskiego i światowego biznesu. Przy czym podchodząc realnie do tej problematyki należy się spodziewać sporych wzrostów sprzedaży licencji, ale zupełnie podstawowych programów i rozwiązań. Nie miejmy złudzeń, że nastąpi przełom i nagle z dnia na dzień firmy przesiądą się całkowicie na chmurę. Dla przykładu Microsoft uruchomił promocję darmowej subskrypcji w czasie pandemii na dwa produkty – Microsoft Teams i Microsoft Virtual Desktop. Te dwa rozwiązania stanowią tylko mały odsetek możliwości pracy zdalnej, a to one cieszą się teraz największą popularnością. To czego możemy się spodziewać to większej inwestycji w podstawowe aplikacje wspomagające pracę zdalną i wyższych wolumenów sprzedaży sprzętu mobilnego takiego jak np. laptopy i tablety dla biznesu.

Piotr Kawecki, prezes zarządu w ITBoom

Komentarz ZPP ws. praktycznych komplikacji zw. z ograniczeniem wywozu środków dezynfekujących

W rezultacie ogłoszenia stanu epidemii, rząd decyduje się na wprowadzanie kolejnych ograniczeń w życiu gospodarczym i społecznym. Niejednokrotnie, generują one nieprzewidziane uprzednio skutki praktyczne. Tak było choćby z nakazem zachowywania odległości 1,5 metra pomiędzy stanowiskami pracy. Przepis uchwalony w intencji zwiększenia bezpieczeństwa pracowników de facto wiązał się z zatrzymaniem pracy szeregu zakładów, w których ze względu na charakter prowadzonej działalności, zachowanie takich odstępów byłoby niemożliwe. Z zadowoleniem i uznaniem odnotowujemy, że prawodawca zreflektował się wyjątkowo szybko, umożliwiając funkcjonowanie zakładów, w których wprowadzenie tego rodzaju odstępów jest niemożliwe, pod warunkiem, że zapewnią one pracownikom środki ochrony osobistej związane ze zwalczaniem epidemii COVID-19. Ta szybka nowelizacja rozporządzenia stanowi przykład błyskawicznej, bardzo rozsądnej korekty niezbędnej z punktu widzenia utrzymania ciągłości życia gospodarczego.

Mając na uwadze powyższe doświadczenie, apelujemy o wprowadzenie analogicznie szybkiej poprawki odnoszącej się do ograniczeń wywozu środków do dezynfekcji. Zgodnie bowiem z §7 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (wcześniej było to §5 rozporządzenia Ministra Zdrowia z 20 marca 2020 roku w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii), przedsiębiorcy zobowiązani są do zgłaszania zamiaru wywozu lub zbycia poza terytorium RP m.in. środków do dezynfekcji rąk, powierzchni i pomieszczeń. Zgłoszenia takiego należy dokonać do wojewody nie później, niż na 36 godzin przed zamiarem wywozu lub zbycia za granicę. Wojewoda możez kolei złożyć do Prezesa Rady Ministrów wniosek w sprawie zakazu wywozu lub zbycia produktów poza terytorium RP. Po złożeniu powiadomienia do wojewody, firmy nie otrzymują żadnego rodzaju informacji zwrotnej. Nawet w przypadku zakazania wywozu przez Prezesa Rady Ministrów, przedsiębiorcy nie są o tym informowani. W rezultacie, niejednokrotnie dopiero na etapie odprawy celnej okazuje się, że wywóz został zakazany. Co więcej, służby celne często oczekują potwierdzenia prawa do wywozu towarów. Taka praktyka nie znajduje podstawy prawnej, zaś firmy tego rodzaju potwierdzeń dostarczyć nie mogą, ponieważ – jak już wspomniano – przepisy nie przewidują przekazywania im potwierdzeń w jakiejkolwiek formie.

Trzeba zaznaczyć, że Polska jest bardzo istotnym eksporterem środków do dezynfekcji. Część firm jest umownie zobligowana do kierowania całej swojej produkcji do innych państw. Obowiązujące przepisy narażają te podmioty na poważne konsekwencje logistyczne i finansowe, wynikające m.in. z konieczności zapłacenia kar umownych. Trzeba ponadto podkreślić, że w przypadku tych podmiotów ograniczenia wywozowe w obecnym kształcie nie wpłyną na zwiększenie produkcji na polski rynek, lecz osiągną przeciwny skutek. Podmioty gospodarcze dysponują bowiem ograniczoną powierzchnią magazynową, czyli ograniczonymi możliwościami składowania produktów, których nie mogą wywieźć zagranicę. Tym samym, mogą one zostać zmuszone do wstrzymania produkcji jako takiej z uwagi na brak logistycznych możliwości składowania większych zapasów.

Jednocześnie, wiele firm działających w Polsce zaopatruje podmioty zagraniczne w produkty do dezynfekcji, korzystając z dostaw produktów spoza granic Polski. Tym samym, produkty te znajdują się na terytorium naszego kraju jedynie w celu dalszego ich wywozu poza granice. Uniemożliwienie takiego wywozu powoduje uniemożliwienie prowadzenia dalszej sprzedaży. W rezultacie podmioty zagraniczne mogą wstrzymać zamówienia do polskich przedsiębiorców i zaprzestać sprowadzania towarów do Polski w celu dalszej odsprzedaży. W dłuższej perspektywie rodzi to ryzyko zmiany łańcuchów dostaw, polegającej na pominięciu w nich polskich przedsiębiorców.

Ostatecznie, problemy związane z ograniczeniem wywozu tych produktów dotyczą również tranzytu. Zatrzymywane są mianowicie środki, które przez Polskę jedynie przejeżdżają. Powoduje to kolejne, bardzo problematyczne dla przedsiębiorców, zaburzenia łańcuchów dostaw.

Uzupełniając, pragniemy podkreślić że przepisy rozporządzenia nie wskazują na żadne kryteria, na podstawie których środki do dezynfekcji mogłyby być objęte zakazem wywozu. Dodatkowo, pojawiają się wątpliwości interpretacyjne dot. samego pojęcia „środków do dezynfekcji”, co jedynie potęguje niepewność po stronie firm.

Mając na uwadze wszystkie powyższe okoliczności apelujemy o kontynuację programu szybkich korekt wdrażanych ograniczeń i zmianę przedmiotowego rozporządzenia, poprzez:

– jednoznaczne potwierdzenie, że producent oraz podmioty powiązane nie potrzebują pozwolenia na wywóz produktów wymienionych w rozporządzeniu lub zmianę przepisów w taki sposób, by przedsiębiorcy otrzymywali niezwłoczną informację zwrotną w odpowiedzi na zgłoszenie zamiaru wywozu produktu oraz w zakresie ewentualnej decyzji o wstrzymaniu wywozu;

– jednoznaczne wyłączenie spod omawianych obostrzeń tranzytu;

– doprecyzowanie kryteriów identyfikacji produktów jako środków do dezynfekcji objętych obowiązkami wynikającymi z rozporządzenia;

– określenie sposobu postępowania z zatrzymanymi środkami i wskazanie, czy (i w jakim terminie) zostaną one np. od producentów odkupione, czy też znacjonalizowane bądź odesłane do producenta.

Wobec powyższych uwag liczymy na kontynuację dobrej współpracy służącej poprawianiu jakości przedmiotowej rozporządzenia.

Activision Blizzard i Disney z pozytywnymi rekomendacjami

Mimo szokujących danych z amerykańskiego rynku pracy indeksy giełdowe dziś znajdują się w okolicach wczorajszego zamknięcia. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych w zeszłym tygodniu wzrosła do rekordowo wysokiego poziomu, osiągając 6,65 miliona. Przekroczyło to oczekiwania analityków, ponieważ oznacza to, że prawie 2 proc. Amerykanów jest już bez pracy.

Relatywnie dobre zachowanie indeksów giełdowych, mimo fatalnych danych makroekonomicznych, jest również podyktowane zaproszeniem do rozmów przez prezydenta Trumpa przedstawicieli branży naftowej. Rozmowy mają mieć charakter ustalenia pomocy sektorowi naftowemu, który nie dość, że ucierpiał po spadku popytu ze względu na epidemię koronawirusa, to przede wszystkim przez wojnę cenową na linii Rosja – Arabia Saudyjska. Dziś ceny akcji takich gigantów jak Chevron Corporation czy Exxon Mobil rosną około 4 proc. Oprócz ratowania gospodarki, jako całości, warto śledzić dalsze poczynania w sektorze naftowym w USA, ponieważ liczy on tak samo na pomoc, jak chociażby linie lotnicze.

MKM Partners zaktualizowało swoją rekomendację dla Activision Blizzard do kupuj z neutralnie. Firma uważa, że wydawca gier wideo robi znaczne postępy w poprawianiu i ulepszaniu swojego profilu wzrostu w krótkim i długim terminie. Warto również zwrócić uwagę na lepsze od oczekiwań wyniki premier gier, w tym “Call of Duty”. MKM widzi również potencjał dla ATVI, gdyby doszło do uzyskania zgody, na uruchomienie gier na rynku chińskim. Poziom ceny docelowej został podniesiony do 72 USD z 64 USD. Obecnie na giełdzie cena akcji oscyluje przy 59 USD. Na Wall Street spółka ma 29 rekomendacji kupna. 5 trzymaj i 1 sprzedaj. Średni poziom ceny docelowej to 68 USD.

Zmianę rekomendacji otrzymała również spółka Disney. Atlantic Equities LLP podniósł rekomendację Walt Disney Co. z neutralnej do przeważaj. Poziom ceny docelowej ustanowiony został na 119 USD, co oznacza potencjalny wzrost o 25% w stosunku do ostatniej ceny. Średnia cena docelowa dla Disneya na Wall Street wynosi 143,19 USD. Disney ma 26 rekomendacji kupna, 6 trzymaj i 0 sprzedaj – wynika z danych zgromadzonych przez agencję Bloomberg.

Jutro z kolei, dla amerykańskiego rynku, kluczowe będą pierwsze w okresie pandemii dane o zmianie zatrudnienia w sektorach poza rolnictwem. Dodatkowo pojawią się dane dotyczące stopy bezrobocia oraz dynamiki wynagrodzeń. Według konsensusu rynkowego stopa bezrobocia w USA ma wzrosnąć do 3,8 proc. w marcu, a NFP mają spaść o 100 tys.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Chiny planują skupować ropę

Awersja do ryzyka wróciła po tym, jak wygasł efekt rozliczeń końca miesiąca, za to wieści dotyczące rozwoju pandemii nie mają wielu jasnych punktów. Mimo to na rynku niedźwiedzia nie będzie brakować efektu jo-jo i przejściowych rajdów ulgi, jak ten z dzisiejszego ranka wywołany skokiem cen ropy naftowej.

Rajd WTI i Brent podsycają dziś informacje, że Chiny planują skupować tani surowiec w celu zgromadzenia strategicznych rezerw. Kraj będący największym importerem ropy na świecie chce skorzystać na tąpnięciu cen o ok. 60 proc. w tym roku z powodu załamania popytu globalnego przez pandemię koronawirusa, ale też w związku ze sporem między Arabią Saudyjską i Rosją. Po tym jak Rosja nie chciała się zgodzić na większe ograniczenia wydobycia, Arabia Saudyjska poszła w przeciwnym kierunku, zwiększając produkcję i oferując ropę odbiorcom po zaniżonej cenie. W efekcie rynek ropy otrzymał szok podażowy i popytowy jednocześnie.

Oba szoki są jednak podatne na nagły zwrot w swoich przyczynach. Perspektywy globalnego gospodarki, a zatem i popytu na paliwa, są płynne i choć cudowne ozdrowienie jest mało prawdopodobne, nawet najmniejszy przełom medyczny w walce z COVID-19 diametralnie odmieni prognozy dla cen ropy. Spór między Arabią Saudyjską i Rosją może być rozwiązany jednym telefonem, a dochodzą informacje, że prezydent USA Trump stara się pogodzić obie strony (czego oczywiście nie robi bezinteresownie, ale z troską o branżę naftową USA). Cena ropy też nie może spaść do zera, gdyż świat nie przerzucił się na transport konny. Stąd Chiny reagują już teraz i nakazują rządowym agencjom skoordynowane zapełnianie tankowców i używanie instrumentów finansowych do zabezpieczenia niskich cen. Pekin zachęca też lokalne firmy, by także robiły zapasy.
Nasuwają się trzy wnioski. Po pierwsze, Chiny już myślą o zarządzaniu gospodarką po kryzysie i chcą zagwarantować sobie niskie koszty produkcji, aby szybciej odbudować wzrost. Prawdopodobnie muszą też przygotować się na pozostanie konkurencyjnym, gdy po wszystkim ożywi się dyskusja o ryzykach związanych z wyprowadzeniem kluczowych fabryk do Chin i poleganiu na globalnych łańcuchach dostaw. Sprytne posunięcie.

Z drugiej strony, zwiększony popyt ze strony Chin nie będzie zjawiskiem trwałym, tak samo jak i rajd cen surowca nie utrzyma się, jeśli nie dojdzie do istotnych zmian w równowadze popytu i podaży. Potrzeba końca kryzysu zdrowotnego i/lub interwencji OPEC po porozumieniu Arabii Saudyjskiej i Rosji.

Po trzecie, skok cen ropy o ponad 10 proc. wygląda dziś imponująco, ale to tylko trochę ponad 2 dolary na baryłce z odbicia od 18-letnich minimów. W okresach silnych zawirowań rynnowych śledzenie zmian względnych może być złudne. Tyczy się to nie tylko cen surowców, ale także i indeksów giełdowych. Na jakiś czas musimy się przyzwyczaić do podwyższonej zmienności i to w obu kierunkach. Nawet na rynku niedźwiedzia trafiają się przejściowe fazy euforii. W ubiegłym tygodniu Dow Jones zyskał ponad 20 proc. i technicznie wszedł w rynek byka. Dziś odbija ropa. Trzeba do tych zmian podchodzić z dystansem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pół miliona pracowników szuka teraz pracy tymczasowej

Pracownicy powinni rozważyć szybkie przekwalifikowanie się, by znaleźć pracę w obecnej sytuacji. Dopasowanie się do fluktuującego rynku przyniesie pracownikom korzyści również w przyszłości. I dotyczy to nie tylko ludzi pracujących w turystyce czy gastronomii. W związku ze zmianami, m.in. zwalniają się zasoby pracowników o wysokich kwalifikacjach, które można wykorzystać np. e-commerce. – mówi Krzysztof Trębski, wiceprezes Tikrow, platformy pośredniczącej między firmami poszukującymi elastycznych form zatrudnienia a osobami gotowymi pracować́ w systemie „na godziny.

Rząd estoński, również podkreśla rolę elastycznego podejścia do pracy i namawia obywateli do przebranżawiania się. W ramach szukania skutecznych rozwiązań, zorganizował akcję „Hack The Crisis”, do której zaprosił 27 startupów. Miały za zadanie opracować pomysły, które mogłyby pomóc społeczeństwu przetrwać okres epidemii i wywołanych nią zmian gospodarczych. Jednym z wyróżniających się pomysłów była aplikacja pomagająca firmom transferować między sobą pracowników. W ten sposób osoba, która np. pracuje w turystyce mogłaby szybko zacząć pracę w e-commerce.

Rekrutacja w dobie pandemii

Jeszcze do końca lutego mówiono o rynku pracownika. To pracodawcy „bili się” o wykwalifikowaną kadrę pracowniczą, którą teraz muszą zwalniać. Eksperci twierdzą, że pracownicy z sektorów, takich jak IT, opieka zdrowotna, telekomunikacja, handel elektroniczny i handel detaliczny żywnością, są stosunkowo najmniej narażeni na redukcję etatów. Wiele firm technologicznych podczas epidemii stale prowadzi rekrutacje na nowe stanowiska. Mimo to, w porównaniu do poprzednich miesięcy, ofert pracy jest relatywnie mniej. Chociaż niektóre firmy potrzebują jeszcze więcej rąk do pracy niż wcześniej, to jednak przedsiębiorcy nie planują rozbudowania działów czy zatrudniania dodatkowych specjalistów. Szukają przede wszystkim osób, które zapewnią ciągłość działania firmy.

Mimo trudnej sytuacji na rynku, pracodawcy wciąż potrzebują pracowników, niekoniecznie jednak na starych zasadach. Oczekuje się teraz większej elastyczności, która dla pracodawcy może być rozumiana w kontekście oszczędności. Jeżeli firma jest zmuszona zrezygnować z pracowników, a jednak chce podtrzymać ciągłość działania, może śmiało korzystać z Tikrow i zatrudniać ludzi wedle potrzeby. Pracodawca zgłasza zapotrzebowanie na godziny, dzięki temu może zapłacić więcej za konkretny czas pracy. Jest to też wygodne dla pracownika, za wykonaną pracę dostaje natychmiast wynagrodzenie i nie musi zobowiązywać się do pracy w firmie na kilka miesięcy, skoro w związku z dynamicznymi zmianami, może za jakiś czas zmienić pracę lub branżę. – dodaje Krzysztof Trębski.

Ubezpieczenia odpowiedzialności członków zarządów (D&O) – co nas czeka po pandemii i jak wspólnie się do tego przygotować

Obecnie wszyscy czekamy niecierpliwie na zakończenie przymusowej izolacji społeczeństwa i powrót do „normalności”. Spodziewamy się przy tym, że aktualna sytuacja może trwać kolejne tygodnie i miesiące. Warto jednak już teraz zastanowić się nad tym, co będzie się działo później. W mediach mówi się o recesji, której czas trwania będzie mierzony raczej w kwartałach i latach.

Czego nauczył nas poprzedni kryzys z lat 2008 – 2009 jeśli chodzi o ubezpieczenia D&O i czy, bazując na doświadczeniach, można się przygotować do nadchodzącej sytuacji – poniżej wskazujemy kilka sugestii:

  • W czasach kryzysu rozsądnym działaniem jest wdrażanie różnych programów oszczędnościowych (w tym, „racjonalizacja” zatrudnienia, zawieszenie realizacji toczących się projektów). Nie wydaje się jednak dobrym rozwiązaniem, aby „cięcia” dotyczyły także ubezpieczeń, w szczególności D&O. W czasie poprzedniego kryzysu nastąpiła cała fala szkód D&O (polscy ubezpieczyciele odnotowali wtedy kilkaset nowych zgłoszeń), ich podstawą były najczęściej skody poniesione przez udziałowców/ akcjonariuszy, bądź samą spółkę, a ich natura sprowadzała się do istotnego pogorszenia kondycji finansowej spółki na skutek działania/braku odpowiedniego działania Członków Zarządu.

Pamiętajmy też, że jednym z głównych scenariuszy roszczeń D&O są sprawy pracownicze, których prawdopodobieństwo powstania drastycznie wzrasta w dobie zwolnień.

Z lat kryzysu 2008-09 pochodzi najwyższe jak dotąd, zakończone wypłatą, odszkodowania roszczenie z polisy D&O w Polsce. Jest to wielokrotnie już cytowany w mediach przypadek Huty Metali Nieżelaznych Szopienice, gdzie doszło do ogromnych strat finansowych będących następstwem zawierania przez Zarząd kontraktów terminowych (opcji). Odszkodowanie wypłacone przez ubezpieczyciela wyniosło 15 mln zł.

  • Nie wiadomo, czy w najbliższym czasie pojawi się jakiś wiodący schemat szkód D&O, taki jakim 10 lat temu były „opcje walutowe”. Warto jednak zastanowić się nad tym, że wówczas, w 2010 r., głównym zarzutem w treści roszczeń wnoszonych przeciwko Członkom Zarządu było działanie z pominięciem obowiązujących zasad, procedur lub brak wdrożenia takich zasad i procedur w spółce.

Czy nie powinno nam się to z czymś skojarzyć w obecnej, nadzwyczajnej sytuacji, w tym masowo wykorzystywanego trybu pracy zdalnej? Ostatnie tygodnie były czasem, w którym podjętych zostało (lub należało podjąć…) całe mnóstwo decyzji wykraczających poza „rutynę” działania spółki: nowa organizacja pracy, nowa organizacja obiegu dokumentów w firmie, inny (uproszczony) sposób podejmowania i zatwierdzania decyzji, przekazanie majątku firmowego do rąk pracowników itd. Obecnie nadal jest właściwy czas na to, aby weryfikować istniejące procedury, wdrożyć nowe i unikać postępowania „na skróty” pod pozorem działania w nadzwyczajnych okolicznościach

Nie jest wykluczone, że jednym z czynników uruchamiających falę szkód z polis D&O będzie sam wirus COVID-19. Na rynkach zagranicznych można już zaobserwować pewne przykłady takich szkód.

Akcjonariusz jednej z amerykańskich spółek giełdowych z branży farmaceutycznej wniósł roszczenie do członków zarządu z tytułu spadku wartości posiadanych przez niego akcji spółki. Akcjonariusz dokonał zakupu akcji po tym, jak prezes spółki ogłosił w mediach społecznościowych, że spółka w ciągu kilku miesięcy rozpocznie produkcję szczepionki na wirusa COVID-19. Kiedy informacja ta okazała się nieprawdziwa akcje spółki straciły na wartości, a akcjonariusz poniósł stratę.

Inny przypadek dotyczy europejskiej firmy organizującej rejsy dużymi statkami wycieczkowymi. Jej akcjonariusze wnieśli do sądu pozew zbiorowy zarzucając członkom zarządu składanie nieprawdziwych i wprowadzających w błąd informacji na temat sytuacji finansowej spółki. W raporcie rocznym oraz oświadczeniach zarząd zapewniał, że jej dobra kondycja finansowa jest zabezpieczona ponieważ spółka ma komplet rezerwacji na najbliższy sezon, z spółka jest w pełni przygotowana, posiada procedury i zasady działania uodporniające ją na zawirowania rynkowe związane z masowymi zachorowaniami.
Sprawa ujrzała światło dzienne wówczas, gdy kurs akcji firmy spadł o blisko 30% po tym jak do prasy wyciekły poufne instrukcje dla służb sprzedażowych spółki, których celem było zniechęcanie klientów do anulowania rezerwacji. Zawierały one nieprawdziwe informacje m.in. o tym, że wirus nie ma szansy rozprzestrzeniać się w gorącym klimacie mórz karaibskich.

  • Pamiętajmy, że obecna sytuacja w podobnym stopniu dotyka także samych ubezpieczycieli. Załatwienie wszelkich spraw (w tym proces odnowieniowy) może obecnie trwać dłużej niż dotychczas, stąd też odnowienia polis trzeba zaczynać wcześniej i dokładniej je planować – biorąc pod uwagę zbieranie informacji ze spółki, proces decyzyjny itp.
  • W Polsce jeszcze nigdy nie mieliśmy prawdziwych problemów z podażą ubezpieczeń D&O (tzw. pojemnością ubezpieczeniową). Obecnie może się to jednak zmienić, szczególnie w przypadku polis z wysokimi sumami gwarancyjnymi (przekraczającymi np.: 100 mln zł), gdzie zaangażowanych jest kilku ubezpieczycieli. Otrzymujemy bowiem informacje o kolejnych ubezpieczycielach (na razie zagranicznych), którzy wycofują się z rynku D&O.

W przypadku ubezpieczycieli działających na rynku lokalnym bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ich wycofanie się z ubezpieczenia konkretnych branż, postrzeganych jako te, których kryzys związany z epidemią dotnie najbardziej (turystyka, transport, centra handlowe, sport…). Na tą sytuację nie można się niestety w pełni przygotować, pozostaje nam pozostać w komunikacji z brokerem (aby wiedzieć, czy nasza branża zagrożona jest tego typu restrykcjami) i wspólnie opracować strategię działania (np.: uzyskanie przedłużenia dotychczasowej polisy, dotarcie do nowych ubezpieczycieli).

  • Warto mieć realne oczekiwania odnośnie ceny ubezpieczenia D&O. Od kilku miesięcy obserwujemy tendencję ubezpieczycieli do podnoszenia składek. Trudno oczekiwać, aby w obecnej sytuacji tendencja ta nie nasiliła się. W zdecydowanej większość przypadków ceny ubezpieczeń D&O będą rosnąć, a obniżki będą możliwe wyłącznie w zamian z istotne ograniczenie ochrony ubezpieczeniowej.

Jak wynika z raportu „Marsh Global Insurance Market Index”opracowanego za 4 kwartały 2019, był to dziewiąty z rzędu kwartał, w którym zanotowano znaczący wzrost stawek za produkty z grupy Financial Lines. Przy czym, zaobserwowano kolejny znaczący skok dynamiki wzrostu stawek D&O, z poziomu 23,3% w 3. kwartale 2019 do poziomu 27,8% w 4. kwartale 2019.Marsh Global Insurance Market Index

Rynek londyński, wciąż będący hubem dla ubezpieczeń linii finansowych, w tym D&O, stanowi wyznacznik dla cen i warunków polis europejskich m.in. z uwagi na fakt korzystania przez rynki europejskie pośrednio lub bezpośrednio z londyńskiej pojemności oraz know-how londyńskich underwriterów.

Wzrost stawek polis Financial lines Europy kontynentalnej nie jest na razie tak znaczący, jak wzrost na rynku londyńskim obserwowany w roku 2019. Jeżeli jednak przyjrzymy się przestrzeni kilku ostatnich lat, wyraźnie widać, że rynek polis D&O Europy kontynentalnej usztywnił się, a stawki również rosną. Biorąc pod uwagę poważny wzrost stawek w 2019 dla polis lokowanych w Londynie, spodziewamy się, że ta tendencja przełoży się na stawki europejskie, w tym Polskę w najbliższych miesiącach lub najdalej w przeciągu roku.Wzrost stawek polis Financial lines

Główną przyczyną zmian na rynku ubezpieczeń menedżerów jest notowana szkodowość oraz zmienność rynku.

  • Wielką niewiadomą jest sposób zachowania się władz w trakcie i po ustaniu pandemii. Aktualnie w różnych urzędach dominuje narracja mówiąca o wspieraniu przedsiębiorców, urzędy zawiesiły realizację swoich uprawnień kontrolnych, mówi się nawet o „luzowaniu” szeregu wymogów (np.: w zakresie odprowadzania składek ZUS, przepisów prawa pracy, ale także rozłożenie na raty terminów płatności składek za OC komunikacyjne). Trudno przewidzieć jak długo utrzyma się taki stan i czy za jakiś czas Państwo nie zacznie wykorzystywać swojego aparatu do „łatania dziury” w finansach publicznych poprzez ścisłe egzekwowanie wszelkich regulacji i nakładanie administracyjnych kar i grzywien. Jak wiadomo, postępowania urzędowe oraz kary i grzywny administracyjne znajdują się „w obszarze zainteresowania” polisy D&O.

Włodzimierz Pyszczek – Dyrektor ds. Kluczowych Klientów, Marsh Polska

Polacy aktywni na smartfonach bardziej niż kiedykolwiek

Jak wynika z badania Spicy Mobile od momentu pojawienia się pierwszego w Polsce przypadku zarażenia koronawirusem aktywność Polaków na urządzeniach mobilnych wzrosła skokowo. W czasie epidemii warto zatem pamiętać nie tylko o myciu rąk, ale i czyszczeniu smartfonów – to właśnie po te urządzenia sięgamy kilkadziesiąt razy w ciągu dnia.wykres-koronawirus-a-korzystanie-ze-smartfonów

Agencja marketingu mobilnego Spicy Mobile monitoruje aktywność na urządzeniach mobilnych z systemem Android. Wyniki pomiaru pokazują, że od 4 marca, kiedy to potwierdzono pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem (2019-nCoV) w naszym kraju, Polacy korzystają z telefonów komórkowych o wiele częściej – liczba połączeń telefonicznych podwoiła się, a wiadomości SMS wzrosła o niemal 80%[1].

Lawino wzrosło też korzystanie z internetu na urządzeniach mobilnych. W analizowanym okresie rekordową aktywność na mobilnych stronach internetowych odnotowano w dniu ogłoszenia stanu epidemii (20 marca). Tego dnia przeciętny użytkownik aż siedemnaście razy wszedł na strony internetowe z poziomu smartfona.

Jak pokazują wyniki pomiaru Spicy Mobile, szczyt korzystania z aplikacji mobilnych przypadł kilka dni później, 25 marca. Tego dnia weszło w życie rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej w sprawie obowiązku nauczania zdalnego. Wcześniej ministerstwo jedynie zalecało, aby w czasie, gdy nie odbywają się w szkołach lekcje w formie tradycyjnej, nauczyciele prowadzili zajęcia online.

„W sytuacji zagrożenia czujemy potrzebę kontaktu z bliskimi, a także chcemy być na bieżąco” – przyznaje Małgorzata Wołejko, Dyrektor ds. Badań w Spicy Mobile. – „Smartfon okazuje się być intuicyjnym wyborem. Dzwonimy, piszemy, korzystamy z komunikatorów internetowych i aplikacji społecznościowych, sprawdzamy wiadomości. W sumie po telefon komórkowy sięgamy kilkadziesiąt razy dziennie. Jego czyszczenie powinno być takim samym nawykiem, jak mycie rąk – tym bardziej, że wystarczy do tego delikatna ściereczka, odrobina wody i mydło”.

[1] Połączenia telefoniczne i wiadomości SMS/MMS – dane na podstawie średniej liczby uruchomień wbudowanej funkcji telefonu do wykonywania/odbierania połączeń telefonicznych lub wiadomości SMS/MMS.

Koronawirus dziesiątkuje najem krótkoterminowy

Eksperci kancelarii Mikulewicz Ostaszewski alarmują, wskazując zagrożenie dla przedsiębiorców zajmujących się najmem krótkoterminowym. Zwracają uwagę, że obostrzenia związane z walką ze skutkami pandemii z dnia na dzień pozbawiły ich przychodów. Jednocześnie prognozują, że efekty odroczenia spłaty rat kredytowych dla branży będą niewystarczające, wskazując rozwiązania mogące uchronić ich przed upadłością.

W dniu 13 marca br. weszło w życie Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu zagrożenia epidemicznego. W okresie od dnia 14 marca 2020 r. do odwołania ustanawia ono m.in. czasowy de facto całkowity zakaz prowadzenia działalności przez przedsiębiorców oraz inne podmioty działalności związanej z prowadzeniem obiektów noclegowych turystycznych i miejsc krótkotrwałego zakwaterowania. Eksperci zwracają uwagę, że kolejne rozporządzenia rządu wydłużają te ograniczenia. Jednocześnie wskazują skalę zagrożenia dla branży i podają liczbę nieruchomości oferowanych na rynku do najmu krótkoterminowego. W samej Warszawie jest to ponad 9000 obiektów. Zakopane oraz jego okolice oferuje ich kilka tysięcy, podobnie Kraków czy Wrocław.

Pandemia koronowirusa sprowadziła ogromne kłopoty dla całej gospodarki. Jej ofiarami są m.in. przedsiębiorstwa usługowe, szczególnie te z sektora MŚP. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest drastyczny spadek podaży wywołany ograniczeniami związanymi z zasadami ograniczania emisji wirusa. Jedną z grup przedsiębiorców, które odczują to najmocniej są ci, którzy zajmują się najmem krótkoterminowym. Dodatkowym gwoździem do trumny branży jest również rozporządzenie wstrzymujące przemieszczanie się pasażerów w transporcie kolejowym, wykonywanym z przekroczeniem polskiej granicy, a także odwołanie przez niemal wszystkich przewoźników połączeń lotniczych – wskazuje Sebastian Mikulewicz, partner w kancelarii Mikulewicz Ostaszewski.

Eksperci wskazują, że kryzys najmocniej odczują przedsiębiorcy, którzy nabyli nieruchomości wyłącznie w celu ich krótkoterminowego wynajmu i stanowi to dla nich jedyne źródło utrzymania.Ich obecne straty są znaczne, a realna perspektywa obiektywnie wskazuje na przykry fakt, iż będą one bezsprzecznie niepowetowane. Sytuacja jest jeszcze groźniejsza w przypadku, kiedy nieruchomość została zakupiona kredyt.

Co prawda, coraz to więcej banków proponuje odroczenie spłat rat kredytowych, jednak jest to jedynie środek doraźny, chwilowy, który w żaden sposób nie rozwiązuje istoty problemu.

Może go nawet spotęgować. Wśród działań banków dla przedsiębiorców wskazywane jest jedynie odroczenie, nie zaś zawieszenie. O ile ta druga z wymienionych instytucji faktycznie stanowiłaby realne antidotum na trwający impas, odroczenie będzie skutkować kumulacją zaległości kredytowych w bliżej nieokreślonej przyszłości. W dniu zakończenia takiego odroczenia przedsiębiorca, który w żaden sposób nie odrobi kilkutygodniowych czy nawet kilkumiesięcznych strat, nie osiągając przez cały okres kryzysu jakiegokolwiek dochodu z prowadzonej działalności, będzie miał duży problem z rozliczeniem z bankiem. Może to być równoznaczne z koniecznością ogłoszenia upadłości – zwraca uwagę Sebastian Mikulewicz

Przedstawiciele kancelarii przekonują, że w celu uniknięcia konieczności ogłoszenia upadłości należy przeprowadzić w odpowiednim momencie postępowanie restrukturyzacyjne, które ma na celu wyprowadzenie przedsiębiorcy w sposób najbardziej optymalny i bezpieczny ze złej kondycji finansowo-ekonomicznej.

W tak krytycznym dla działalności momencie, który mógłby się wydawać sytuacją bez wyjścia, rozwiązaniem może się okazać wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego, które służy wypracowaniu optymalnej dla danego podmiotu strategii restrukturyzacyjnej. Proces ten powinien odbyć się w porozumieniu z wierzycielami zadłużonej jednostki, w celu zażegnania problemów finansowych. Strategia jest opracowywana podczas spotkania z klientem, po przeprowadzeniu audytu przedsiębiorstwa. Wdrażanie strategii rozpoczyna otwarcie postępowania przed Sądem, inicjowane złożeniem odpowiednio przygotowanego wniosku o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego. Należy jednak rozważyć taką procedurę już teraz, kiedy wiadomo, że pandemia koronawirusa jeszcze długo będzie generować straty finansowe– przekonuje Sebastian Mikulewicz.

Eksperci zwracają uwagę, że Ustawodawca w rozdziale III ustawy prawo restrukturyzacyjne enumeratywnie wymienia elementy, które powinien zawierać plan restrukturyzacyjny. Postępowanie restrukturyzacyjne może zostać przeprowadzone w następujących trybach:

  • postępowanie o zatwierdzenie układu;
  • przyspieszone postępowanie układowe;
  • postępowanie układowe;
  • postępowanie sanacyjne.

Kancelaria wskazuje, że wybór trybu prowadzenia postępowania restrukturyzacyjnego jest dokonywany w sposób indywidualny, przy uwzględnieniu wszelkich istotnych czynników dotyczących danego przedsiębiorcy. W pierwszej kolejności przedsiębiorca powinien sporządzić prognozy finansowe, tj. prognozowane rachunki zysków i strat na najbliższe lata. Celem jest realna analiza sytuacji ekonomicznej dłużnika, co pozwoli na powzięcie niezbędnych informacji odnośnie dalszego funkcjonowania działalności. Prognozy finansowe będą w dużej mierze miały wpływ na wysokość zobowiązań, które będzie można uregulować.

Zdaniem prawników plan restrukturyzacyjny musi zostać oparty na rzetelnych źródłach finansowania, które nie będą rodziły obaw wierzycieli co do ich autentyczności i skuteczności. Powinien on zakładać możliwie najbardziej funkcjonalne rozwiązania, mając przy tym na względzie zarówno zaspokojenie wierzycieli, jak i możliwość dalszego funkcjonowania przedsiębiorcy na rynku. Propozycje zawarte w układzie mogą odnosić się do umorzenia części zobowiązań, odroczenia ich spłat oraz rozłożenia ich na raty.

Waluty znów straszą

W nocy znowu byliśmy świadkami wzrostu cen euro do 4,60 zł. Od tygodnia euro drożało i w końcu utrzymujac to tempo musiało dotrzeć do tej granicy. Zobaczymy, czy dzisiejsze odbicie z rana jest początkiem spadków, czy to tylko chwilowa korekta.

Euro odbija się od 4,60

Wczoraj w godzinach wieczornych euro dotarło z ceną do poziomu 4,60 zł długo jednak tam nie było, bo o 8:00 rano (jak tylko otworzyły się rynki) rozpoczął się szybki ruch spadkowy do poziomu 4,58 zł. Podobnie jak euro zachowały się inne waluty, wczoraj drożały, by rano już stanieć. Wyjątkiem jest tutaj dolar amerykański, który wciąż znajduje się na 4,20 zł. Powodem tego jest fakt umacniania się dolara względem euro.

Rynek pracy z USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat miejsc pracy w USA. W marcu ubyło ich zaledwie 27 tysięcy. Jest to duży kontrast względem wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, których były miliony. Dzisiaj poznamy nowe dane na temat wniosków, aczkolwiek przy tak dynamicznych zmianach bardzo istotne są momenty badań. Najwyraźniej liczba wniosków jest znacznie bardziej aktualna, niż zmiana miejsc pracy. Przyjdzie nam zatem czekać kolejny miesiąc, aby potwierdzić, jak źle jest z rynkiem pracy w USA. Z drugiej strony (patrząc na rynek walutowy i umacniającego się dolara) inwestorzy i tak bardziej wierzą w amerykański sen niż w Unię Europejską.

Gwałtowny wzrost zapasów ropy

Wczorajsze dane na temat rynku ropy wskazują na gwałtowny wzrost zapasów. 13,8 mln baryłek to wyjątkowo duży przyrost tygodniowy. Patrząc na ceny czarnego złota, wydaje się być to bardzo dobry moment na zwiększenie zapasów. Z drugiej strony, skoro ceny nie wzrosły pomimo tak dużego dodatkowego popytu, to aż strach pomyśleć, ile kosztowałaby baryłka ropy naftowej, gdyby nie wzrost zapasów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Netflix i COVID-19 wykorzystywane przez cyberprzestępców!

Liczba ataków phishingowych wykorzystujących motyw koronawirusa wciąż rośnie – alarmują analitycy Check Point Research. Cyberprzestępcy tym razem próbują wykorzystać kwarantannę oraz nieuwagę milionów użytkowników podszywając się pod najpopularniejszy na świecie serwis z filmami – Netflix.  

Zalecenia kwarantanny domowej, towarzyszącej pandemii COVID-19, spowodowały znaczny wzrost zainteresowania platformami streamingowymi, głównie Netfliksem, który posiada już przeszło 160 mln subskrybentów. Zdaniem firmy Check Point, popularność serwisu streamingowego chcą wykorzystać cyberprzestępcy w różnego rodzaju oszustwach internetowych.

W ostatnich tygodniach Check Point Research zaobserwował dwukrotny wzrost liczby ataków phishingowych przez strony internetowe podszywające się pod witryny Netfliksa. Z analiz wynika, że większość z nich została zarejestrowana w ostatnich miesiącach – co świadczy o tym, że przestępcy internetowi świetnie przewidują bieżące zachowania internautów. O ich bezczelności świadczą m.in. adresy niektórych domen odnoszące się do oficjalnej nazwy choroby wywołanej przez koronawirus SARS-CoV-2 (np. netflixcovid19s.com).

Jak informują badacze bezpieczeństwa część fałszywych stron oferuje opcje płatności za fikcyjne usługi streamingowe, w celu nieuczciwego uzyskania danych użytkownika lub ich pieniędzy.Netflix wykorzystywany przez cyberprzestępców

Opierając się o ThreatCloud, wiodący silnik wywiadowczy, analitycy wskazują, że choć łączna ilość cyberataków spadała od czasu wybuchu epidemii i spowolnienia gospodarczego, jednak ataki związane z koronawirusem w ostatnich miesiącach znacznie wzrosły.

Od stycznia do marca byliśmy świadkami spadku o około 17% ogólnej liczby incydentów związanych z cyberbezpieczeństwem w sieciach firmowych. Natomiast od połowy lutego eksperci Check Pointa zaobserwowali eskalację liczby cyberataków związanych z koronawirusem, a tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni liczba ta gwałtownie wzrosła z kilkuset dziennie do ponad 5000 w dniu 28 marca, przy średniej wartości przekraczającej 2600 ataków na dzień.

Znaczny skok cyberataków związanych z koronawirusem ma związek z druzgocącymi wiadomościami o sytuacji w USA i UE. Możemy spodziewać się, że ten trend utrzyma się w najbliższym czasie – mówi Omer Dembinsky, menedżer danych Threat Intelligence w Check Point. – Hakerzy przesuwają swoje zasoby z ataków bezpośrednich na firmy – ponieważ większość z nas pracuje teraz zdalnie – w kierunku działań, które mogą dotknąć nas bezpośrednio w domu, wykorzystując popularne usługi takie jak Zoom i Netflix. Ważne jest, abyśmy wszyscy dbali o higienę również w cyberprzestrzeni i byli bardzo ostrożni odbierając dokumenty czy linki.

cyberataki koronawirus
Powyższy wykres przedstawia wszystkie ataki związane z koronawirusem, które zostały wykryte przez różne technologie zapobiegania zagrożeniom Check Point w sieciach, punktach końcowych i urządzeniach mobilnych.

Jak donosi Check Point Research 84% incydentów zostało wywołanych przez strony phishingowe, natomiast około 2% dotyczyło ofiar wchodzących na złośliwe strony za pomocą swojego urządzenia mobilnego.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni zarejestrowano ponad 30 103 nowych domen związanych z koronawirusem, z czego 0,4% (131) było złośliwych, a 9% (2 777) zostało uznane za podejrzane. Oznacza to, że od stycznia 2020 r. Zarejestrowano łącznie ponad 51 000 domen związanych z koronawirusem.Zarejestrowano łącznie ponad 51 000 domen związanych z koronawirusem

Jak pozostać bezpiecznym?

Jak nie dać się cyberprzestępcom? Poniżej znajdują się zalecenia Check Pointa dotyczące bezpieczeństwa w sieci:

  1. Uważaj na domeny posiadające zbliżone nazwy do oryginalnych stron www, na błędy ortograficzne w wiadomościach e-mail lub witrynach internetowych oraz nieznanych nadawców wiadomości e-mail.
  2. Zachowaj ostrożność w przypadku plików otrzymanych za pośrednictwem wiadomości e-mail od nieznanych nadawców, szczególnie jeśli dotyczą rzeczy, z którymi zazwyczaj nie masz do czynienia
  3. Upewnij się, że zamawiasz towary z autentycznego źródła. Jednym ze sposobów na to jest NIE klikanie linków promocyjnych w wiadomościach e-mail, a zamiast tego sprawdzenie w Google żądanego sprzedawcy i kliknięcie linku na stronie wyników Google.
  4. Strzeż się „ofert specjalnych”. „Ekskluzywne lekarstwo na koronawirusa za 150 USD” zazwyczaj nie jest godną zaufania okazją do zakupu. W tej chwili nie ma lekarstwa na koronawirusa, a nawet gdyby tak było, zdecydowanie nie byłby on oferowany za pośrednictwem wiadomości e-mail.
  5. Upewnij się, że nie używasz tych samych haseł w różnych aplikacjach lub portalach

Komentarz ZPP ws. uwzględnienia Refundacyjnego Trybu Rozwojowego PLUS w tarczy antykryzysowej 2.0

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców aktywnie uczestniczył w procesie konsultacji projektu tzw. tarczy antykryzysowej, której celem ma być złagodzenie negatywnych gospodarczych skutków pandemii koronawirusa. Jednocześnie, niemal natychmiast po uchwaleniu pakietu ustaw, Ministerstwo Rozwoju ogłosiło przystąpienie do prac nad uzupełnieniem „tarczy”. Mając to na uwadze, chcielibyśmy wystosować postulat uwzględnienia w dalszych działaniach rządu projektu Refundacyjnego Trybu Rozwojowego PLUS. Jeszcze przed wyborami, w lipcu 2019 roku ówczesne Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii opublikowało raport nt. rekomendacji implementacji RTR. Niestety, po wyborach temat ucichł – wydaje się, że obecny, trudny i wymagający czas, jest jednocześnie najlepszym momentem na powrót do tej koncepcji.

Nie ulega wątpliwości, że innowacyjny przemysł farmaceutyczny może skutecznie pełnić rolę „koła zamachowego” dla rozwoju gospodarki. Pandemia koronawirusa udowodniła ponadto, że produkcja leków w kraju stanowi gwarancję bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli, a uzależnienie dostępności produktów leczniczych i medycznych od dostaw z państw trzecich generuje szereg ryzyk związanych m.in. z zawodnością globalnych łańcuchów dostaw leków w warunkach kryzysowych. Wprowadzony przez większość państw zakaz eksportu wyrobów medycznych zatrzymał dostawy do wielu krajów. Przerwy w produkcji i spowodowane nimi braki na rynku powodują, że leki i substancje potrzebne do ich wytworzenia są coraz droższe i trudniej dostępne. Zagrożenia te już w tej chwili adresowane są przez bardzo dużą część państw rozwiniętych. Stany Zjednoczone podejmują wysiłki w celu uniezależnienia kraju od dostaw leków z zewnątrz i projektują rozwiązania prawne wprowadzające wymierne korzyści dla producentów wytwarzających leki lub sprzęt medyczny w USA. Również państwa europejskie zapowiadają rozwój rodzimych przemysłów farmaceutycznych i relokalizację produkcji do Europy. Inne, już od lat realizują programy wsparcia krajowej produkcji leków.

Mając na uwadze powyższe, całkowicie zasadne wydaje się być wdrożenie, w ramach uzupełnienia „tarczy antykryzysowej” Refundacyjnego Trybu Rozwojowego PLUS. Potrzeba ta jest o tyle pilna, że warunki działania branży sukcesywnie pogarszają się – wpływ na to mają zarówno zakłócenia w dostawach surowców i problemy logistyczne, jak i trudności z utrzymaniem pełnej załogi zakładów produkcyjnych. Tymczasem większa produkcja leków i wyrobów medycznych w Polsce oznacza wyższy poziom bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków, a jednocześnie rozwój innowacyjnego sektora gospodarki. Aby była ona możliwa, konieczne jest włączenie branży w system rozwiązań osłonowych przygotowywanych przez rząd. Koncepcja Refundacyjnego Trybu Rozwojowego PLUS, zakładającego utrzymanie dotychczasowych cen leków krajowych wytwórców i szeroki pakiet preferencji dla podmiotów inwestujących w Polsce w kapitał produkcyjny, kapitał ludzki oraz badania i rozwój, pozwoliłaby na efektywne wsparcie krajowych producentów leków. Beneficjentem tego rozwiązania byliby jednocześnie pacjenci (dzięki zwiększonemu bezpieczeństwu zdrowotnemu), podmioty produkujące w Polsce, jak i gospodarka ogółem (dzięki faktycznemu wsparciu dla sektora innowacyjnego). Implementacja Refundacyjnego Trybu Rozwojowego PLUS umożliwiłaby w rezultacie zbudowanie suwerenności lekowej Polski i uczynienie z rodzimej branży farmaceutycznej potężnego koła zamachowego polskiej gospodarki. Mając to na uwadze, apelujemy o uwzględnienie tego działania w dalszych działaniach uzupełniających „tarczę antykryzysową”.

Jak pandemia przyspieszy globalną cyfryzację?

Od Wuhan do Nowego Jorku – lokalne biznesy, wielkie firmy, startupy, organizacje sąsiedzkie i nawet szkoły szybko edukują się z możliwości nowych technologii. Pandemia COVID-19 sprawiła, że cały świat w przyśpieszonym tempie odkrywa nowe zastosowania cyfrowych narzędzi. Eksperci oceniają, które z nich mają szansę zadomowić się na dłużej.

Internet poniekąd wrócił do swoich korzeni. W latach 60. sieć komputerów miała być dla USA sposobem na zagrożenie – wówczas chodziło o groźbę wojny nuklearnej. Dziś mamy do czynienia z pierwszą pandemią w dobie cyfrowych technologii i to właśnie dzięki nim gospodarki krajów zagrożonych koronawirusem nie zatrzymały się zupełnie.

Nie minęło kilka dni od wydania przez rządy zaleceń do dobrowolnej izolacji w domach, a Komisja Europejska poprosiła platformy streamingowe o zmniejszenie obciążenia łączy internetowych. Odpowiedziały m.in Netflix i YouTube, blokując przesyłanie wideo w najwyższej jakości. Tym samym uwolniły zasoby sieci na telekonferencje (od kilkunastu dni podstawę działania dla wielu firm), oraz rozmowy przez komunikatory, które powalają bliskim być w kontakcie.

– Szybko przekonaliśmy się jak mocno w tej nowej sytuacji polegamy na sprawnym działaniu sieci. Pandemia zweryfikowała przydatność i skuteczność wielu internetowych kanałów. Popularne sieci społecznościowe musiały przyznać, że stały się źródłem dezinformacji na temat wirusa. Twitter po kliknięciu w hasztag #koronawirus sam podpowiada, by rzetelne i sprawdzone informacji na temat zagrożenia czerpać ze stron i profilu Ministerstwa Zdrowia. Ostatnia rządowa aktualizacja zasad bezpieczeństwa została przesłana SMS-em jako Alert RCB z linkiem do treści rozporządzenia. Klęski żywiołowe z ostatnich lat dowiodły, że ten stary sprawdzony kanał jest w takich sytuacjach niezawodny. Nawet gdy łącza internetowe są przeciążone, wiadomości SMS docierają do adresatów – zauważa Maja Wiśniewska, PR & Content Marketing Manager w SMSAPI.

Na kłopoty – internet

Nowym wyzwaniem dla tysięcy biznesów są przymusowe zamknięcia lokali, jak również dobrowolna izolacja w domach zalecana przez władze i specjalistów. Sprawiły one, że wiele punktów usługowych straciło klientów. W gastronomii z dnia na dzień trendem stały się ghost kitchens, czyli restauracje sprzedające tylko online i tylko na wynos, a platformy do tego typu usług notują szybki wzrost zainteresowania.

Nie wszystko da się jednak dostarczać do domu, dlatego szybko pojawił się pomysł sprzedaży bonów do wykorzystania za kilka miesięcy, z których wpływy pozwalają biznesom dzisiaj opłacić czynsz oraz inne wydatki i przetrwać trudny czas. Bony dystrybuowane są oczywiście online np. w serwisie Lunch Next, a oferty ich zakupu rozchodzą się dzięki social media. W USA popularna aplikacja Yelp gromadząca opinie o lokalach wprowadziła możliwość oznaczenia, które z nich wciąż działają i oferują dostawy na wynos bez kontaktu z kurierem, a także rozpoczęła współpracę z serwisem crowdfundingowym GoFundMe pozwalając użytkownikom na przekazywanie ulubionym lokalnym biznesem niewielkich datków.

Podobną współpracę nawiązały serwis Soundcloud dla niezależnych muzyków i platforma streamingowa Twitch. Dzięki niej artyści, którzy w obecnych czasach żyją już głównie z koncertów, mogą łatwiej zarabiać na organizowanych teraz koncertach online.

– Oba przykłady zza oceanu pokazują, że jako konsumenci stajemy się świadomi, jak nasze pojedyncze wybory wpływają na gospodarkę i jesteśmy gotowi z ich pomocą ratować biznesy bliskie naszemu sercu. Jednak potrzebujemy do tego rozwiązań działających szybko i wygodnie, najlepiej zintegrowanych z aplikacjami, z których już korzystamy. Czasem dobrze jest zaoferować coś w prezencie na czas kwarantanny, jak robią niektóre wydawnictwa książkowe, poluzować zasady anulowania rezerwacji, jak zrobiło Airbnb albo pomagać miastu w dowożeniu posiłków dla seniorów, jak zrobili w Nowym Jorku kierowcy Ubera, a w Polsce dostawcy platformy Szopi. To okazja dla biznesów, by zrobić coś niestandardowego, co obecni i potencjalni klienci zapamiętają na długo – podpowiada Maja Wiśniewska.

Po pandemii będziemy bardziej online?

Jedną ze spółek, której ceny akcji w ostatnich tygodniach poszły w górę wbrew ogólnym tendencjom, jest producent programu Zoom służącego do grupowych konferencji. Liczba jego pobrań wzrosła w marcu kilkunastokrotnie. Reakcja rynków finansowych sugeruje, że wideorozmowy online nie będą tylko chwilową modą i nawet po zniknięciu zagrożenia firmy i organizacje będą z nich chętniej korzystać. Już wcześniej pojawiały się sugestie, by np. w związku z kryzysem klimatycznym ograniczać liczbę spotkań biznesowych na rzecz kontaktów przez komunikatory. Obecna sytuacja może po prostu przyspieszyć ogólny trend, podobnie jak II wojna światowa szybko spopularyzowała antybiotyki, które znalazły szerokie zastosowanie także w czasie pokoju.

– Wtyczka Netflix Party, która pozwala na równoczesne oglądanie tych samych filmów i seriali ze znajomymi oraz komentowanie ich na żywo, istnieje od kilku lat, ale dopiero niedawno zdobyła ogromną popularność. Nie byłoby wcale dziwne, gdyby taki sposób konsumpcji treści wideo utrwalił się, a nawet został oficjalnie wspierany przez sam serwis. Firmy powinny bacznie przyglądać, się, co działa w komunikacji z klientami, a co się nie sprawdza w tym wyjątkowym czasie, aby przygotować się na realia z przyszłości. Skoro w ostatnich tygodniach chatboty, mikropłatności, SMS-y czy kupony online znalazły nowe zastosowania i okazały się pomocne w sytuacji pandemii, jest spora szansa, że zostaną z nami na dłużej – podsumowuje Maja Wiśniewska z SMSAPI.

Zostań w domu – analiza danych o COVID-19

Polska nadal skutecznie hamuje tempo rozwoju pandemii – znajdując się w zdecydowanej czołówce krajów europejskich. Jestem absolutnie przekonany, że to zasługa nas wszystkich. Pozostawanie w jednym miejscu jest dużo łatwiejsze, gdy widzimy efekty.

Pierwszego kwietnia w Polsce minął ósmy dzień, licząc od dnia zdiagnozowania tysiąca chorych na COVID-19. Biorąc pod uwagę skalę zachorowań oraz zaawansowanie pandemii w wielu krajach, jest to dobry moment, aby potraktować „pierwszy tysiąc” jako dzień pierwszy epidemii. Dzięki temu możemy śledzić efekty bieżących działań w bardziej wiarygodny sposób.covid-europa-1000-cykl-stan-dzien-8 covid-europa-1000-cykl

A teraz garść statystyk ze świata – rozwój pandemii COVID-19 na różnych kontynentach. W Azji, poza Chinami, nadal wzrasta liczba zakażonych. Niemal połowa zachorowań w Europie koncentruje się we Włoszech i Hiszpanii.covid-kontynenty-nieskumulowane covid-kontynenty-skumulowane

Zdecydowana większość zachorowań w Ameryce Północnej przypada na Stany Zjednoczone. Tam tempo rozwoju COVID-19 jest dramatyczne, a Nowy Jork stał się epicentrum pandemii. Choroba „rozlewa” się na kolejne obszary. Kinsa, producent termometrów z funkcją chmury, regularnie przygotowuje mapę nietypowej temperatury ciała mieszkańców USA. Czy Floryda będzie kolejnym epicentrum pandemii?USA

Autor/Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 01.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19;  Kinsa – US Health Weather Map: https://healthweather.us/?mode=Atypical

Gigantyczna luka gotówkowa branży modowej

Gigantyczna luka gotówkowa branży modowej nawet po uzyskaniu pomocy rządowej będzie się wahać od 11 do nawet 32 mld złotych. Trzy scenariusze przyszłości sektora modowego w Polsce stanowią wynik analizy PwC opublikowanej w najnowszym raporcie zatytułowanym: „Polski sektor modowy na krawędzi – wpływ COVID-19”. Autorzy podejmują próbę określenia wpływu rozwoju sytuacji epidemiologicznej w Polsce na sektor modowy, ze szczególnym uwzględnieniem polskich przedsiębiorstw odzieżowych i obuwniczych oraz producentów galanterii i akcesoriów.

Sektor modowy w Polsce generuje rocznie 70 mld złotych, z czego szeroko zdefiniowana „polska moda” to 73% tej kwoty. Polacy wydają w tym obszarze więcej niż na swoje zdrowie – statystycznie 1850 złotych rocznie, czyli ponad 7% swoich wydatków. Ośmiu na dziesięciu Polaków ubrania, buty i dodatki kupuje w centrach handlowych, a powierzchnia najmu opłacana przez sklepy z tej branży kosztuje rocznie 6,1 mld złotych. Branża przynosi budżetowi państwa nawet do 16 mld złotych co roku.

„Te liczby obrazują, z jak wielkim obszarem polskiej gospodarki mamy do czynienia, a branża modowa znajduje się na szczycie listy najdotkliwiej porażonych przez skutki epidemii COVID-19. Raport jasno pokazuje, że musimy zmierzyć się z ogromną dziurą gotówkową liczoną w dziesiątkach miliardów złotych. Musimy natychmiast znaleźć źródła finansowania, bo upadniemy i pociągniemy za sobą lawinę tragedii. Pamiętajmy, że nasze firmy należą do ekosystemu powiązań z licznymi partnerami biznesowymi” – komentuje Zarząd Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług.

Autorzy raportu rozpatrują trzy prawdopodobne warianty rozwoju sytuacji w zależności od skuteczności przebiegu walki z epidemią koronawirusa w Polsce i czasu trwania izolacji. Każdy ze scenariuszy uwzględnia pakiet pomocowy deklarowany przez administrację publiczną w tzw. „tarczy antykryzysowej”, zgodnie z brzmieniem projektów i ustaw aktualnych na dzień 30 marca 2020 roku. Na załamanie sytuacji płynnościowej w poniższych wariantach składają się trzy efekty: załamanie sprzedaży, kapitał obrotowy (konieczność poniesienia kosztów towarów), redukcja cen.

  1. Scenariusz umiarkowanego spadku – Izolacja trwa miesiąc i kończy się po Wielkanocy 2020 roku (połowa kwietnia) – Luka gotówkowa w branży wyniesie 10,9 mld złotych
  2. Scenariusz średniego spadku – Izolacja trwa dwa miesiące i kończy się w połowie maja 2020 roku – Luka gotówkowa w całej branży będzie na poziomie 16,1 mld złotych
  3. Scenariusz dużego spadku – Izolacja trwa do połowy maja 2020 roku i zostaje wprowadzona ponownie w październiku i listopadzie 2020 roku oraz w marcu i kwietniu 2021 roku – Luka gotówkowa dla sektora modowego wyniesie co najmniej 32,0 mld złotych

Jakie konsekwencje dla polskiej gospodarki przewidują autorzy raportu? Raport wskazuje, że załamanie branży modowej odbije się na rynku pracy. W ekosystemie spółek związanych z branżą pracuje obecnie ponad 300 tys. pracowników. To może też wpłynąć na straty w budżecie państwa ze względu na obniżone dochody z podatków, składek zdrowotnych i konieczność wypłacania świadczeń socjalnych dla bezrobotnych. Problemy branży modowej odbiją się również na obniżeniu wpływów z podatku VAT oraz opłat celnych.

„Jako Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług widzimy rozwiązania, które pozwolą zniwelować lukę gotówkową. Teraz nadszedł czas na rozmowę pomiędzy wszystkimi stronami, instytucjami jak wprowadzić pieniądze do systemu. Inaczej nie przetrwamy, a nasi pracownicy stracą miejsca pracy. Czynnik czasu jest kluczowy. Jako pracodawcy i przedsiębiorcy walczymy o miejsca pracy, o zachowanie płynności finansowej, a w długiej perspektywie o powrót do względnej stabilizacji ciągłości biznesu. Mamy świadomość, że wszyscy będziemy przeżywać ciężkie chwile, bo pieniędzy za chwilę po prostu zabraknie. A to w pierwszej kolejności oznacza upadek najmniejszych przedsiębiorstw” – podsumowuje Zarząd ZPPHiU.

Co tarcza antykryzysowa oznacza dla gastronomii?

Polski parlament przegłosował pakiet projektów zmian dotychczasowych ustaw oraz wprowadzenia nowych przepisów, które składają się na tarczę antykryzysową. Niestety większość z nich nie rozwiązuje problemów branży gastronomicznej. Maciej Kotecki, pomysłodawca inicjatywy łączącej sektor oraz założyciel Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii” komentuje wybrane rozwiązania istotne z punktu widzenia sektora.

  1. Zwolnienie mikrofirm do 9 osób ze składek do ZUS przez 3 miesiące. Na rynku gastronomicznym mikrofirmy przeważają pod kątem ilościowym, jednak to małe i średnie przedsiębiorstwa generują największe zatrudnienie. Proponowane przez rząd rozwiązanie zwiększy bezrobocie. Wspomniany zapis nie rozwiązuje też problemów całego łańcucha dostaw.
  2. Dofinansowanie wynagrodzeń pracowników. Są tu dwa przypadki. Pierwszym jest propozycja oparta o ustawę związaną z przestojem ekonomicznym – uproszczenie jej (2 miesiące spadków o co najmniej 15% lub 1 miesiąc o co najmniej 25%) daje możliwość szybszego wprowadzenia postojowego. Drugim jest możliwość wprowadzenia zmiany wymiaru czasu pracy poprzez jego obniżenie o 20%. Propozycja jest korzystniejsza niż poprzednie ustawy, ale maksymalne proponowane stawki dopłat z tytułu wynagrodzenia są zdecydowanie za niskie i odnoszą się do wynagrodzenia minimalnego lub średniej krajowej, a nie średniej wynagrodzenia pracownika wskazuje Maciej Kotecki, Prezes Stalgast oraz założyciel Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii”.
  3. Rozliczenie całej tegorocznej straty w przyszłym roku. Umożliwienie rozliczenia straty z 2020 roku od zysku z 2019 roku będzie pomagało głównie dużym graczom na rynku restauracyjnym, dostawcom oraz dystrybucji. Niestety jak wszyscy wiem punkty gastronomiczne w większości osiągają dość słabe wyniki i efektywnie dużej pomocy z tego tytułu nie uzyskają. Trzeba zaznaczyć również, że jest to pomoc mocno odroczona czasowo.
  4. Polityka nowej szansy. Pomoc dla małych i średnich firm, które przechodzą restrukturyzację oraz ułatwienie im ponownego rozpoczęcia działalności. Ustawa ta jeszcze nie została poddana pod głosowanie. Niestety oparta jest o formułę bazującą na EBIT, który w przypadku mikro i małych punktów gastronomicznych zwykle jest na niskim poziomie, tak więc będzie ratowała tylko nielicznych, którzy już wcześniej myśleli o pożyczkach i tak też kreowali swoje sprawozdania finansowe.

Propozycja na poziomie 10% PKB jest dość niską propozycją w stosunku do innych państw europejskich, dla przykładu Niemcy przeznaczyli 28,5%, Włosi 21,5%, Czesi 18%. W wielu przypadkach jest to dopiero początek. Mając świadomość jak istotne rolę pełnią przedsiębiorstwa we wzroście gospodarczym, priorytetem powinno być ich ratowanie – podsumowuje Maciej Kotecki, Prezes Stalgast oraz założyciel Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii”.

UNICEF Polska uruchamia stronę o koronawirusie

Specjalny portal unicef-koronawirus.pl jest źródłem wiarygodnych informacji dla wszystkich, którzy szukają wiedzy na temat koronawirusa i wywoływanej przez niego choroby COVID-19. Na stronie znajdują się także praktyczne porady dla rodziców, nauczycieli i uczniów o tym, jak radzić sobie w czasie pandemii.

Na całym świecie potwierdzono już ponad 750 tysięcy przypadków zakażenia koronawirusem, a niemal 37 tysięcy osób zmarło. W kilka miesięcy COVID-19 zmienił życie milionów dzieci i ich rodzin. Informacje o chorobie docierają do nas ze wszystkich stron, a zakażenie koronawirusem może stanowić zagrożenie dla każdego z nas. Wiadomości te często budzą w nas lęk.

Wiele osób szuka rzetelnych informacji, aby dowiedzieć się, jak chronić siebie i swoich najbliższych przed zakażeniem. Niestety w Internecie znajdziemy mnóstwo nieprawdziwych informacji na temat koronawirusa. Dlatego uruchomiliśmy portal unicef-koronawirus.pl, gdzie każdy znajdzie rzetelne i wiarygodne informacje poparte najnowszymi dowodami naukowymi, mówi Marek Krupiński, Dyrektor Generalny UNICEF Polska.

Na stronie można znaleźć praktyczne informacje na temat koronawirusa, treści edukacyjne, psychologiczne, a także aktualności ze świata związane z COVID-19. Na portalu jest również sekcja z najczęściej zadawanymi pytaniami oraz materiały dla mediów. Wkrótce na stronie pojawią się także artykuły na temat możliwych sposobów spędzania czasu pod hasłem #zostańwdomu. UNICEF wraz z organizacjami partnerskimi robi wszystko, aby walczyć z dezinformacją, która może prowadzić do paraliżującego strachu czy stygmatyzacji. Pojawiające się w Internecie zalecenia jakoby np. unikanie jedzenia lodów i innych zimnych posiłków miało uchronić przed chorobą, jest oczywiście nieprawdą.

UNICEF globalnie współpracuje z ekspertami z dziedziny zdrowia publicznego, psychologii czy edukacji, aby dostarczyć sprawdzonych informacji i wskazówek, które mogą pomóc w czasie pandemii. Organizacja działa już od ponad 73 lat i jest obecna w 190 krajach świata niosąc wsparcie dzieciom i ich rodzinom.

W tych niecodziennych warunkach, w jakich przyszło nam funkcjonować, warto się wspierać i przekazywać wiarygodne informacje. Strona unicef-koronawirus.pl będzie regularnie aktualizowana o nowe wskazówki czy wytyczne, które pomogą rodzicom, uczniom, nauczycielom i nam wszystkim przetrwać trudny czas pandemii. Zachęcam do wejścia na stronę i korzystania z tych wartościowych treści, dodaje Marek Krupiński. Wiarygodna informacja o koronawirusie jest kluczowa dla ochrony naszej i naszych najbliższych przed zakażeniem.

Warta przekaże 10 milionów złotych na walkę z koronawirusem

Grupa Warta przekaże 10 milionów złotych na wsparcie walki z epidemią COVID-19. Firma wykorzysta na ten cel, m.in. środki, które miały być przeznaczone na kampanię jubileuszową z okazji 100-lecia działalności. W ramach działań Spółka wesprze szpitale zakaźne pomagające Polakom w czasie epidemii, a także uruchamia akcję Zostań w domu i pomagaj. Zakłada ona, że część składki ze sprzedaży zdalnej zostanie przeznaczona na lokalne działania w ramach walki z epidemią.

W związku z rozprzestrzenianiem się wirusa COVID-19 Warta rezygnuje z kampanii reklamowej z okazji 100-lecia firmy na rzecz wsparcia działań, których celem będzie pomoc dla społeczeństwa w ramach walki z epidemią.

– W obliczu wielkiego wyzwania przed jakim wszyscy stanęliśmy Warta dołącza do szerokiej koalicji ludzi, firm i instytucji wspierających walkę z koronawirusem. Jesteśmy w sytuacji, gdy solidarność i odpowiedzialność społeczna jest najważniejsza. Dlatego też chcemy skierować nasze działania nie tylko do jednej wybranej grupy, ale szeroko – aby przeciwdziałać wszelkim skutkom wirusa, również społecznym i psychologicznym. Zadaniem ubezpieczycieli, w tym Warty, jest pomagać – i to właśnie staramy się robić w przemyślany i punktowy sposób. Chcemy, aby nasza pomoc trafiła bezpośrednio tam, gdzie jest obecnie najbardziej potrzebna, w tym także do społeczności lokalnych – mówi Jarosław Parkot, Prezes Zarządu Warty.

W ramach przeznaczonej kwoty 10 milionów złotych Grupa Warta przekaże połowę tych środków szpitalom, które są na pierwszej linii frontu walki ze skutkami koronawirusa. Środki finansowe zostaną rozdzielone pomiędzy wybrane placówki zakaźne. W ten sposób Warta zamierza wspomóc te miejsca, gdzie pomoc w danej chwili jest najbardziej potrzebna.

W aktywną pomoc Warta angażuje także swoich agentów. W ramach akcji Zostań w domu
i pomagaj
od każdej zawartej polisy firma przekaże część składki na działania związane z walką z epidemią COVID-19. Kwota wsparcia może łącznie wynieść nawet 5 milionów złotych. W myśl hasła „Zostań w domu” agenci Warty, pracujący obecnie w trybie zdalnym, również aktywnie włączą się w działania dla swojej najbliższej społeczności. To oni, znając dobrze potrzeby w swoim otoczeniu, zarekomendują lokalne organizacje, które wymagają wsparcia w walce z koronawirusem. Całkowita pomoc zostanie równo podzielona na poszczególne województwa i przekazana zgodnie z rekomendacją agentów.

Dziś ludzie potrzebują działań, które ich wzmocnią, pomogą budować wspólnotę i poczucie solidarności. Szukają pozytywnych wzorców i codziennych bohaterów, którzy dadzą im nadzieję. To oczywiste, że w tych trudnych chwilach powinniśmy być razem i działać wspólnie. Dlatego nasi agenci będą mieli realny wpływ na to, jak środki zostaną wykorzystane. Wierzymy, że chętnie włączą się w akcję i będąc blisko swoich społeczności pomogą nam wybrać obszary wymagające bezpośredniego wsparcia. Chcemy w ten sposób, aby każdy z naszych agentów miał możliwość zaangażowania się i wniósł swój wkład w niesioną pomoc – dodaje Jarosław Parkot.

Wzrost rynku obuwniczego zahamowany przez koronawirusa. Sklepy stacjonarne odpowiadały za 70 proc. sprzedaży

0

Jeszcze w lutym firma CCC prognozowała wzrost rynku obuwniczego w tym roku na 3–4 proc. Dziś wiadomo, że trudno będzie utrzymać to tempo, ponieważ sklepy stacjonarne, które od ponad dwóch tygodni pozostają zamknięte, odpowiadały dotąd za 70 proc. sprzedaży. W tym czasie znacząco wzrósł jednak ruch w kanale online. Ten trend może się utrzymać także po opanowaniu pandemii i w znacznym stopniu może  wpłynąć na rynek. Podobnie jak zmiany pogodowe, ekologia oraz globalizacja trendów modowych.

– Część z konsumentów dotychczas niewykorzystująca cyfrowych kanałów do zakupów obuwia może się do nich trwale przekonać. Jako największy podmiot na rynku sprzedaży obuwia online widzimy silny wzrost sprzedaży w kanałach cyfrowych de facto od pierwszego dnia zamknięcia sklepów stacjonarnych, niemniej jednak trudno na dziś ocenić, na ile ten wzrost jest stały – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Filipczak, head of strategy CCC.

Jak podkreśla, funkcjonowanie w tych nowych, nadzwyczajnych warunkach jest dużym wyzwaniem również dla firm z branży obuwniczej, które muszą działać przy ograniczonym dopływie gotówki z bieżącej sprzedaży.

– Należy na to nałożyć także sytuację makroekonomiczną i scenariusze wyhamowania wzrostu gospodarczego w najbliższych kwartałach. Spodziewamy się, że może to implikować przesuwanie się popytu konsumenckiego w kierunku niższych półek cenowych, co akurat jako CCC bardzo dobrze adresujemy – zapewnia Szymon Filipczak.

To oznacza, że prognozowany jeszcze w lutym przez spółkę wzrost rynku o kilka procent będzie trudny do utrzymania. W ostatnich latach nie było z tym problemów, bo rynek rozwijał się w tempie szybszym niż krajowa gospodarka.

W ostatnich latach zaszło na tym rynku wiele zmian. Jedną z nich jest rosnący udział kanału online, widoczny wyraźnie już od kilku kwartałów. Tego trendu sytuacja z koronawirusem nie odwróci, a wręcz przeciwnie, może nawet wzmocnić.

– Rynek zmienia się wraz z rosnącymi oczekiwaniami klientów w zakresie dostępności oferty, a więc wielokanałowości. Konsumenci oczekują dziś możliwości dokonywania zakupów w każdym momencie – mówi przedstawiciel CCC .

Jak podkreślił Szymon Filipczak podczas wywiadu realizowanego jeszcze przed wybuchem pandemii, kolejny istotny trend zauważalny na rynku ma związek z globalizacją i bardzo szybkim rozprzestrzenianiem się trendów modowych.

 Konsument oczekuje dziś przede wszystkim wygody, co obrazuje bardzo szybko rosnący segment obuwia sportowego. To w tej chwili najszybciej rosnący segment rynku – zarówno w Polsce, jak i w Europie. Ten trend nazywamy sneakeryzacją czy casualizacją. Obserwujemy go na ulicy czy w biurach – wszyscy odchodzimy dziś od stricte formalnego ubioru i obuwia na rzecz luźniejszego stylu – mówi ekspert CCC.

Polski konsument staje się coraz bardziej wymagający. Obok ceny, która nie jest już jedynym kryterium zakupowym, liczy się dla niego także jakość, dostępność produktu i zgodność z najnowszymi trendami w modzie.

– W różnych częściach świata preferencje klientów oczywiście się różnią. Dla przykładu, w regionie Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu oferta letnia dominuje przez cały rok. W Europie Zachodniej klienci z kolei kładą duży nacisk na obuwie klasyczne, komfortowe. Projektanci kolekcji damskich na rynkach zachodnioeuropejskich częściej kierują się wygodą, klientki wybierają więc niższe szpilki niż kobiety w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak mamy przy tym pewne trendy ponadregionalne – jednym z nich jest właśnie szybki rozwój segmentu obuwia sportowego, obserwujemy go na wszystkich rynkach, na których jesteśmy obecni – mówi Szymon Filipczak.

W ostatnich latach czynnikiem, który wpływa na rynek obuwniczy, są też zmiany klimatyczne. Ze względu na cieplejsze temperatury i brak śnieżnych zim obuwie zimowe staje się mniej potrzebne, rośnie za to segment obuwia całorocznego.

 Zmiany klimatyczne prowadzą do wypłaszczania się sezonów pogodowych. Nie obserwujemy już tak śnieżnych zim, w tym roku na palcach jednej dłoni można policzyć dni, w których padał śnieg. Stąd też zmieniają się preferencje i oczekiwania konsumentów. Na ulicach widzimy, że część osób praktycznie przez całą zimę chodziła w obuwiu wiosennym. Równocześnie widzimy, że bardzo szybko rośnie właśnie segment obuwia sportowego – mówi ekspert CCC.

Rosnącego znaczenia w branży obuwniczej nabiera też ekologia. Konsumenci przywiązują coraz większą wagę do tego, z jakich materiałów – i jakiego pochodzenia – to obuwie jest wykonane. Grupa CCC zamierza w nadchodzących latach kłaść mocniejszy akcent na ten segment rynku.

– Widzimy rosnącą świadomość w zakresie produktów ekologicznych, rosną oczekiwania klientów związane z ochroną środowiska. Stąd jako Grupa CCC mamy już w ofercie produkty z odpowiednimi certyfikatami skór ekologicznych, chociażby linię Lasocki Kids. W tym roku planujemy poszerzenie tej oferty o kolejne linie produktowe. W tym roku pojawią się w niej właśnie produkty z linii eko – mówi Szymon Filipczak.

Niższe koszty pożyczek i wydłużenie czasu spłaty kredytów. Tarcza antykryzysowa ma ułatwić życie zwykłym kredyto- i pożyczkobiorcom

Niższe koszty pożyczek i wydłużenie czasu spłaty kredytów. Tarcza antykryzysowa ma ułatwić życie zwykłym kredyto- i pożyczkobiorcom 1– Zależy nam, żeby konsumenci, którzy ze względu na koronawirusa są w trudnej sytuacji, mogli przetrwać ten czas bez dodatkowych problemów i bez pułapki zadłużenia – podkreśla Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Podpisana przez prezydenta tarcza antykryzysowa umożliwia obniżenie rocznego limitu dla pożyczek udzielanych na więcej niż 30 dni z obecnych 55 proc. do 21 proc. Łączne maksymalne koszty kredytowania bez względu na czas trwania umowy mają zmaleć ze 100 do 45 proc.

Wsparcie kredyto- i pożyczkobiorców w czasie pandemii koronawirusa odbywa się w dwóch formach. Z jednej strony to samoregulacja i rozwiązania wypracowane pod patronatem prezydenta Andrzeja Dudy wraz z bankami, a z drugiej strony to nasze propozycje rozwiązań w tarczy antykryzysowej – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Osoby, które w wyniku pandemii koronawirusa utraciły znaczną część dochodów, mogą liczyć na wsparcie w spłacie zobowiązań kredytowych. W podpisanej we wtorek przez prezydenta tarczy antykryzysowej znalazły się m.in. przepisy, których wprowadzenie postulował UOKiK. Nowe przepisy zakładają obniżenie limitu dla pożyczek udzielanych na mniej niż 30 dni do maksymalnie 5 proc.

– Jeżeli ktoś zaciąga pożyczkę na 1 tys. zł, to koszty związane z opłatami i prowizjami wynoszą około 250 zł. Po naszej propozycji wyniosą jedynie 50 zł – wylicza Tomasz Chróstny.

W przypadku pożyczek trwających 30 dni i dłużej poziom kosztów będzie mógł wynosić od 15 proc. plus 6 proc. za każdy rok trwania pożyczki, czyli np. przy pożyczce udzielonej na rok – nie więcej niż 21 proc. Oznacza to, że koszty spadną o połowę, dotychczas limity sięgały 55 proc. (25 proc. kosztów stałych plus 30 proc. uzależnionych od długości kredytu). Dodatkowo, dzięki nowym przepisom, niezależnie od długości trwania pożyczki, poziom kosztów pozaodsetkowych nie może przekroczyć 45 proc.

 Zależy nam, żeby konsumenci, którzy są w szczególnie trudnej sytuacji, mogli przetrwać ten czas bez dodatkowych problemów i bez pułapki zadłużenia, w której niestety mogą się znaleźć. To czas solidarności, kiedy rzeczywiście musimy postawić na uczciwość. Od instytucji finansowych również oczekujemy tej odpowiedzialnej postawy – podkreśla prezes UOKiK.

Jak zaznacza, nowe przepisy będą mieć zastosowanie dopiero do nowo zaciągniętych kredytów i pożyczek.

 W przypadku wcześniejszych produktów koszty związane z opłatami, prowizjami najczęściej już zostały pobrane – wskazuje Tomasz Chróstny.

W takiej sytuacji kredytobiorcy mogą skorzystać z tzw. wakacji bankowych. To możliwość zawieszenia spłaty całości bądź części zobowiązań przez okres trzech, a w niektórych bankach nawet sześciu miesięcy, a z rozwiązania mogą skorzystać zarówno klienci indywidualni, jak i przedsiębiorcy z sektora MŚP.

– To rozwiązanie bez wątpienia prokonsumenckie. Jednak pamiętajmy o tym, że nie jest bezkosztowe. Odsetki czy dodatkowe opłaty towarzyszące to elementy, z którymi powinien się liczyć konsument, obok wydłużonego terminu spłaty bądź wyższych rat w przyszłości. Zwracajmy uwagę na to, co nam oferuje bank, jakie są zapisy aneksów – radzi prezes UOKiK.

Jak podaje Związek Banków Polskich, do 30 marca możliwość odnawiania, wydłużania lub udzielania nowych kredytów z antykryzysowym zabezpieczeniem spłat oferowało 18 banków komercyjnych oraz zrzeszenia banków spółdzielczych BPS i SGB. Z danych ZBP wynika, że klienci indywidualni już złożyli ok. 200 tys. wniosków o wakacje kredytowe, a o zmianę warunków finansowania zawnioskowało nieco ponad 10 tys. firm.

 Banki nie są instytucjami pożytku publicznego, to jest biznes. Zachęcamy, żeby rozwiązania banków były prokonsumenckie. Pamiętajmy jednak, że jest to związane również z odsetkami, które mogą w tym czasie być przez nas płacone, z dodatkowymi opłatami, ale przede wszystkim w dłuższym czasie. Jeżeli nie musimy wcale z nich korzystać, wówczas nie ponosimy dodatkowych kosztów związanych z prolongatą – zaznacza Tomasz Chróstny.

Coraz bardziej zaawansowane prace nad szczepionką na SARS-CoV-2. W wyścig z czasem włączyli się także Polacy

Nad szczepionką przeciwko SARS-CoV-2 pracuje wiele prywatnych firm farmaceutycznych i biotechnologicznych oraz ośrodków badawczych na świecie. W laboratoriach trwają testy co najmniej kilkunastu eksperymentalnych preparatów. Mimo przyspieszonego tempa prac szczepionka będzie dostępna za minimum kilkanaście miesięcy. Naukowcy podkreślają, że i tak jest to bezprecedensowa sytuacja, ponieważ w normalnych warunkach prace nad szczepionką przeciw koronawirusowi zajęłyby około 10 lat. W wyścig z czasem włączyła się także polska Agencja Badań Medycznych, która prowadzi prace w międzynarodowym konsorcjum.

 Ze względu na wagę problemu cały świat zintensyfikował swoje wysiłki: prace naukowców w laboratoriach i lekarzy w szpitalach, a także działania urzędników zajmujących się dokumentacją rejestracyjną. Obecnie kilkanaście grup badawczych niezależnie od siebie pracuje nad szczepionką. Są one wspierane zarówno przez państwa, jak i prywatnych darczyńców – mówi Aleksandra Mościcka-Strudzińska, koordynator obszaru farmacji i biotechnologii w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

W połowie marca rozpoczęły się pierwsze testy na ludziach szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2. Opracowana przez naukowców z amerykańskiej firmy Moderna, ma zostać docelowo podana 45 dorosłym zdrowym ochotnikom. Każdy z nich otrzyma dwie dawki w odstępie 28 dni. Jeżeli ten etap zakończy się sukcesem, badania mają zostać rozszerzone na większą liczbę osób, ale zanim szczepionka przejdzie przez fazę testów, procedury i zostanie dopuszczona do masowego stosowania, i tak minie co najmniej rok.

Nad szczepionką przeciwko koronawirusowi pracuje wiele prywatnych firm farmaceutycznych i biotechnologicznych oraz ośrodków badawczych na świecie. W laboratoriach trwają testy co najmniej kilkunastu eksperymentalnych preparatów. Naukowcy podkreślają jednak, że to bezprecedensowa sytuacja, ponieważ w normalnych warunkach praca nad szczepionką przeciw SARS-CoV-2 zajęłaby około 10 lat.

– Nie można z całego procesu opracowywania szczepionki wyeliminować badań klinicznych ani też przeprowadzić badań klinicznych według protokołu, który niepotrzebnie naraziłby ochotników. Zatem – mimo wszystkich wysiłków – musimy się liczyć z tym, że minie minimum kilkanaście miesięcy zanim szczepionka będzie dostępna – mówi Aleksandra Mościcka-Strudzińska.

Ten etap pozwala nabrać pewności, że szczepionka jest bezpieczna, faktycznie działa i powoduje uodpornienie.

– Musimy upewnić się, że nie zaczniemy podawać niemal całej populacji świata preparatu, który da nam fałszywą pewność, że osoby, które go przyjęły, są odporne na zachorowanie na COVID-19 – mówi Aleksandra Mościcka-Strudzińska.

Jak podkreśla, wszystkie trzy fazy badań klinicznych, przez które musi przejść nowa szczepionka, w normalnych warunkach mogą potrwać nawet siedem lat. Jednocześnie szczepionka automatycznie nie wyeliminuje wirusa z populacji – umożliwiłyby to tylko masowe szczepienia, bez odstępstw. Taki proces byłby niezwykle trudny, choć udało się to już raz w 1980 roku, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia uznała za zwalczoną ospę prawdziwą.

Nad szczepionką na wirusa SARS-CoV-2 pracuje również m.in. niemiecka spółka biotechnologiczna CureVac, która w połowie marca dostała (w ramach instrumentu InnovFin) od Unii Europejskiej 80 mln euro na kontynuowanie prac. Zdaniem Dietmara Hoppa, który jest właścicielem spółki, jest szansa, aby szczepionka była gotowa jesienią. Według medialnych doniesień – potwierdzonych przez niemiecki rząd i rzecznika tamtejszego resortu zdrowia – wcześniej negocjacje zmierzające do wykupienia CureVac prowadził Donald Trump.

We wrześniu pierwsze testy swojej szczepionki na ludziach planuje rozpocząć amerykański Johnson & Johnson, który zainwestował w badania ok. 1 mld dol. Amerykański koncern zapowiedział, że wyniki testów mogą być znane jeszcze w tym roku, a szczepionka może trafić na rynek na początku 2021 roku. J&J planuje zwiększyć moce produkcyjne, aby do końca przyszłego roku na rynek trafiło już około miliarda szczepionek. Wśród dużych koncernów badania zmierzające do opracowania szczepionki na SARS-CoV-2 prowadzi też m.in. francuskie Sanofi.

W wyścig włączyli się również Polacy. Badania – w partnerstwie z polskimi i międzynarodowymi instytucjami – realizuje Agencja Badań Medycznych. Do współpracy wybrała trzy uznane polskie ośrodki: Sieć Badawczą Łukasiewicz – Instytut Biotechnologii i Antybiotyków wraz z zespołem prof. Marcina Drąga z Politechniki Wrocławskiej, Narodowy Instytut Onkologii w konsorcjum z Instytutem Biochemii i Biofizyki PAN i Warszawskim Uniwersytetem Medycznym oraz Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu.

ABM poinformowała, że rozmawia też o współpracy z amerykańskim National Institutes of Health (NIH) i dr. Anthonym S. Faucim, dyrektorem Instytutu Chorób Zakaźnych w Waszyngtonie, oraz z międzynarodowymi uniwersytetami w Europie. Idea opracowywanej szczepionki ma się skupić na połączeniu nanoprzeciwciała z bakteriofagiem.

W naszym projekcie chcemy wykorzystać nanoprzeciwciało, które umieszczone zostanie na główce bakteriofaga. Będzie ono w stanie rozpoznać wirusa SARS-CoV-2 i uniemożliwi mu wniknięcie do komórek ludzkich. Bakteriofagi są wykorzystywane w terapii od dziesięcioleci i są bezpieczne dla człowieka. Z kolei nanoprzeciwciała są od niedawna testowane jako potencjalne leki. Dotychczas nikt jeszcze nie wykorzystał połączenia bakteriofag – nanoprzeciwciało do walki z wirusami ludzkimi. Jesteśmy pionierami – powiedział cytowany w komunikacie ABM lider projektu, prof. Jan Walewski, dyrektor NIO-PIB.

Jak podkreśla Aleksandra Mościcka-Strudzińska, o potencjale realizacji tego projektu świadczy fakt, że Polacy mają już na tym polu spore sukcesy.

– Warto wspomnieć np. o dwóch projektach badaczek z Gdańska. W ramach naszego programu LIDER dr Ewelina Król opracowała szczepionkę przeciwko wirusowi Zika, a mgr Beata Gromadzka – system NaNoEXpo, który unowocześnia proces produkcji szczepionek nowej generacji – mówi ekspertka NCBiR-u.

Co istotne, szczepionka to w tej chwili jedyna możliwość zwalczenia wirusa SARS-CoV-2, który wywołał globalną pandemię. W odróżnieniu od poprzednika – czyli odpowiedzialnego za zachorowania na SARS wirusa SARS-CoV-1 – osoby zarażone nowym typem koronawirusa mogą być źródłem zakażenia, zanim zaczną mieć objawy choroby. Według NIH, czyli amerykańskiej rządowej agencji badań medycznych, na jedną zdiagnozowaną osobę przypada 5–10 kolejnych, u których zakażenie nie zostało wykryte. Dlatego też do czasu opracowania szczepionki konieczne są zachowanie dystansu w relacjach społecznych i wzmożona higiena.

Polskie miasta eksperymentują ze sztuczną inteligencją. Motywuje ona do pracy urzędników, a wkrótce może ich nawet zastąpić

Urzędy stoją u progu rewolucji związanej z upowszechnieniem się systemów sztucznej inteligencji. Przedstawiciele sektora publicznego inwestują w narzędzia do automatyzacji pracy, które usprawnią wykonywanie najbardziej powtarzalnych czynności oraz uproszczą kontakt z obywatelami. Polskie miasta eksperymentują z inteligentnymi asystentami, a Ministerstwo Finansów wdrożyło Jednolity Plik Kontrolny, który przetwarzany jest za pośrednictwem zaawansowanych algorytmów analitycznych funkcjonujących na pograniczu sztucznej inteligencji.

– Trzeba budować różne zależności, algorytmy, wypracowują się pewne rozwiązania, które później wchodzą w proces automatyczny. Internet rzeczy wchodzi coraz mocniej w nasze życie codzienne: algorytmy pokazują, że ten sprzęt może się uczyć i serwować rozwiązania adekwatne do naszych przyzwyczajeń – mówi w rozmowie  z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wojciech Murdzek, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

W Polsce za opracowanie spójnego programu rozwoju technologii inteligentnych odpowiada Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które realizuje zapisy dokumentu „Założenia do strategii AI w Polsce Plan działań Ministerstwa Cyfryzacji” opublikowanego w 2018 roku przez Ministerstwo Cyfryzacji. Urzędnicy NCBiR planują aktywnie wspierać ten sektor nowych technologii m.in. za sprawą zarysowania programu systemowego wsparcia dla rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji.

Również Komisja Europejska zdaje sobie sprawę z tego, że stoimy u progu rewolucji technologicznej związanej z upowszechnieniem się systemów SI. W związku z tym rozpoczyna powszechną dyskusję o konieczności wypracowania spójnych wytycznych dotyczących etycznego korzystania ze sztucznej inteligencji. Przedstawiciele KE zachęcają kraje członkowskie do wprowadzenia regulacji prawnych dotyczących wykorzystania technologii autonomicznych. Miałyby one ułatwić i przyspieszyć wdrożenie rozwiązań tego typu na szeroką skalę.

– Ministerstwo Rozwoju jest mocno zaangażowane we wszelkie procesy pozwalające w sposób profesjonalny rozwiązywać problemy, z którymi borykają się przedsiębiorcy, wkraczając w przestrzeń cyfrową. W tej chwili wdrażamy testową wersję cyberbota urzędnika, który po numerze NIP-u odpowie nam słownie: my mówimy do telefonu, a słyszymy komunikat, czy przedsiębiorca jest vatowcem, czy nie. Myślę, że takich przyszłościowych rozwiązań będzie coraz więcej. One mają pomagać nam koncentrować się na tym, co robimy najlepiej w swojej branży, ale też zostawiać więcej przestrzeni np. na czas wolny – przekonuje ekspert.

Autonomiczne boty funkcjonują już na poziomie samorządów. Testuje je m.in. krakowski Urząd Miasta, który opracował wirtualną urzędniczkę. KRKbot powstała w ramach miejskiego hackathonu KrackHack i pomaga mieszkańcom w wyszukiwaniu informacji związanych z obsługą przedsiębiorców. W Gdyni testowano z kolei inteligentny system motywujący urzędników do pracy z uśmiechem na twarzy. Start-up Quantum CX z Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego Gdynia opracował narzędzie, które analizuje wyraz twarzy pracownika i rozpoznaje, kiedy ten uśmiecha się do petenta. Motywacją do uśmiechu były vouchery do sklepów online. W ten sposób sztuczna inteligencja miała wpływać na poprawę podejścia urzędników do obywateli.

Ważną rolę na mapie innowacji z zakresu sztucznej inteligencji może odegrać Wrocław – miasto wybrano jako potencjalnego kandydata do utworzenia w nim Wirtualnego Instytutu Badawczego. Nowa jednostka naukowa powołana w ramach „Polityki Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce na lata 2019–2027” ma skupić się na rozwoju projektów związanych z wykorzystaniem systemów autonomicznych. Miasto ma już doświadczenie w realizacji projektów skupionych wokół sztucznej inteligencji – w ramach Wrocław CityLab udostępniono przedstawicielom start-upów infrastrukturę miejską do testowania inteligentnych technologii nowej generacji.

– Chcemy tworzyć rozwiązania praktyczne, które będą rzeczywiście ułatwiały życie i wkraczały w przestrzeń, która pomaga funkcjonować – wskazuje Wojciech Murdzek. – Ta nowoczesność będzie wkraczała w każdą przestrzeń funkcjonowania człowieka.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 roku wzrośnie do 390,9 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 46,2 proc. w skali roku.

Grupa ID Logistics podsumowała 2019 rok

Firma ID Logistics odnotowała wzrost sprzedaży o 8,8 proc. (10 proc. like-for-like) do ponad 1,534 mld EUR. Przychód operacyjny wzrósł o 14,2 proc.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny ID Logistics, skomentował: „Rok 2019 charakteryzował się utrzymywaniem dobrych wyników sprzedażowych i finansowych. Dotyczy to zwłaszcza działalności na rynkach międzynarodowych, gdzie nasza aktywność rozwija się optymalnie, a rentowność wzrasta. Dodatkowo przejęcie w grudniu ub.r. firmy Jagged Peak pozwoliło ID Logistics na rozszerzenie zasięgu geograficznego o Stany Zjednoczone. Ten kierunek rozwoju biznesu umożliwiły nam korzystne warunki, a nowa działalność już przekłada się na pozytywne wyniki”.

UTRZYMANY DUŻY WZROST ORGANICZNY W SPRZEDAŻY O 10 PROC. LIKE-FOR-LIKE

W 2019 roku sprzedaż Grupy ID Logistics wyniosła ponad 1, 534 mld EUR i wzrosła o 8,8 proc. a w ujęciu like-for-like o 10 proc. Dobre wyniki odnotowano we Francji, gdzie sprzedaż wzrosła o 4,2 proc. do 714,7 mln EUR. Dynamicznie wzrosły przychody z działalności Grupy ID Logistics na rynkach międzynarodowych, o 13,1 proc. (15,5 proc. like-for-like) do poziomu 819,5 mln EUR. Po raz kolejny najszybciej rozwijającym się sektorem biznesu był e-commerce, który, po przejęciu amerykańskiej firmy Jagged Peak, stanowi obecnie 20 proc. sprzedaży całej Grupy.

ZNACZĄCY WZROST PRZYCHODU OPERACYJNEGO O 14,2 PROC. DO 54 MLN EUR

W 2019 roku poprawiła się rentowność operacyjna Grupy ID Logistics, mimo kosztów uruchomienia 21 nowych kontraktów. Przychód operacyjny wzrósł o 14,2 proc. do 54 mln EUR w porównaniu z 47,3 mln w 2018 roku. Marża operacyjna Grupy wzrosła o 10 punktów bazowych do 3,5 proc.

We Francji przychód operacyjny spadł do 29 mln EUR, tj. 4,1 proc. sprzedaży, w porównaniu z 33,5 mln EUR i 4,9 proc. w 2018 roku. Przychód z działalności operacyjnej Grupy ID Logistics na rynkach międzynarodowych wzrósł do 25 mln EUR, co stanowi marżę 3,1 proc. w porównaniu z 13,8 mln EUR i 1,9 proc. w 2018 r. Na poprawę marży wpłynął wzrost wydajności w latach 2017 i 2018 oraz podjęcie konkretnych działań, jak zamknięcie działalności w RPA. Rozpoczęta w grudniu ub.r. konsolidacja Jagged Peak w ramach Grupy ID Logistics daje już pierwsze pozytywne wyniki.

NIEWIELKI WZROST DOCHODU NETTO

W 2019 r. skonsolidowany zysk netto Grupy ID Logistics wyniósł 16,9 mln EUR, w porównaniu z 28,7 mln EUR w 2018. Na jego wysokość wpłynęły m.in. wydatki długoterminowe w wysokości 7,3 mln EUR, związane z nabyciem firmy Jagged Peak (4 mln EUR) oraz zamknięciem działalności w RPA (3,3 mln EUR).

WCIĄŻ WYSOKA ZDOLNOŚĆ INWESTYCYJNA PO PRZEJĘCIU JAGGED PEAK
W 2019 r. Grupa ID Logistics, odpowiadając na potrzeby klientów, zainwestowała 60,8 mln EUR w mechanizację i automatyzację procesów magazynowych. Jednak w porównaniu z pierwszym półroczem kwota inwestycji w drugiej połowie roku znacznie się zmniejszyła. W odniesieniu do sprzedaży nakłady inwestycyjne były nieco niższe niż wskaźnik obserwowany w 2018 r. (4 proc. wobec 4,2 proc.). Na bieżące przepływy pieniężne miała też wpływ cena i całkowite koszty przejęcia Jagged Peak, które wyniosły 17,2 mln EURecna sytuacja finansowa Grupy ID Logistics zapewnia jej zdolność inwestycyjną.

 PERSPEKTYWY ROZWOJU BIZNESU

W 2020 r. Grupa ID Logistics przewiduje rozpoczęcie ok. 15 nowych projektów. Na działalność firmy korzystny wpływ będzie mieć spodziewany wzrost produktywności projektów rozpoczętych w 2019 roku, przejęcie Jagged Peak oraz realizacja przyjętych wcześniej planów.  Grupa ID Logistics będzie nadal umacniać pozycję lidera w obsłudze sektora e-commerce, w którym już teraz jest uznawana za jednego z wiodących graczy.

Obecnie trudno jest przewidzieć i oszacować wpływ epidemii koronawirusa (COVID-19). ID Logistics uważnie i regularnie monitoruje rozwój sytuacji i jej wpływ na klientów oraz organizację. Firma podjęła środki zapobiegawcze i wdraża odpowiednie procedury we wszystkich oddziałach na świecie. Trzeba podkreślić, że Grupa ID Logistics w każdym z krajów, w których jest obecna, świadczy usługi na rynku wewnętrznym, nie korzystając ze spedycji międzynarodowej. Blisko 40 proc. działalności Grupy stanowi obsługa firm specjalizujących się w sprzedaży detalicznej żywności, wyrobów farmaceutycznych&środków higieny osobistej, 20 proc. stanowi e-commerce. Do tej pory te dwa sektory zachowały wysoki poziom aktywności. Na początku marca 2020 r. Grupa ID Logistics zakończyła refinansowanie swojego zadłużenia (przejęcia i instrumenty finansowe), dlatego też nie jest narażona na ewentualne zaostrzenie warunków kredytowych związanych z sytuacją gospodarczą.

Koronawirus uderza w rynek dóbr luksusowych, globalna sprzedaż spadła o 25-30 proc.

Z powodu pandemii Covid-19 globalna sprzedaż osobistych dóbr luksusowych, takich jak odzież, torebki czy biżuteria spadła w pierwszym kwartale 2020 roku o 25-30 proc. w porównaniu do roku ubiegłego, wynika z szacunków ekspertów Bain & Company sporządzonych w oparciu o dane handlowe i przewidywania czołowych producentów na świecie.

Załamanie rynku rozpoczęło się wraz z pogłębianiem się kryzysu w Chinach, które odpowiadają za 35 proc. globalnej sprzedaży towarów luksusowych i gdzie niemal wszyscy producenci z powodu epidemii zmuszeni byli czasowo zamknąć sklepy lub ograniczyć ich godziny pracy. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, gdy wirus dotarł do Włoch, gdzie siedzibę ma wiele luksusowych marek oraz ich poddostawców.

Zdaniem ekspertów Bain & Company wartość globalnego rynku towarów luksusowych w całym 2020 roku zdecydowanie spadnie w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy to wyniosła ponad 280 mld euro. Skala spadku będzie zależeć od tego, jak szybko uda się opanować pandemię i jak silny będzie jej wpływ na światową gospodarkę. W oparciu o dane z końca marca Bain & Company przygotował trzy scenariusze rozwoju sytuacji, według których w tym roku wartość rynku może uszczuplić się o między 15–35 proc.

– Rynek towarów luksusowych doświadczył już wielu kryzysów, ale obecna sytuacja wydaje się o wiele bardziej poważna. Dla porównania, podczas epidemii SARS w 2002-2003 branża nie była aż w takim stopniu zależna od popytu z Chin jak dziś, zaś w czasie kryzysu finansowego w latach 2008-2009 coraz zamożniejsi obywatele Chin nie zaprzestali zakupów dóbr luksusowych powiedziała Katarzyna Wal, menedżer w Bain & Company w Warszawie.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu zakładającym, że do odbicia na rynku dojdzie już w drugim kwartale, globalny rynek dóbr luksusowych skurczy się w tym roku o 15-18 proc. Nieco mniej optymistyczny scenariusz zakłada, że spadek będzie utrzymywał się do czwartego kwartału, co oznacza, że cały 2020 rok będzie gorszy od poprzedniego o 22-25 proc., co oznacza spadek sprzedaży o 60-70 mld euro. W najbardziej pesymistycznym – spadek może sięgnąć 30-35 proc., szacują eksperci Bain & Company.

– Rozprzestrzenianie się koronawirusa ma olbrzymi wpływ na rynek towarów luksusowych i jest ogromnym wyzwaniem dla całej branży. Optymizm konsumentów i skłonność do zakupów gwałtownie osłabły, co ma związek z obawami o zatrudnienie i kondycję gospodarki oraz przekłada się na słabszy popyt – powiedział Jacek Poświata, partner zarządzający Bain & Company Poland/CEE. – Widzimy to również w Polsce, np. wśród producentów biżuterii.

Zdaniem ekspertów Bain & Company producenci dóbr luksusowych powinni skoncentrować się na łagodzeniu wpływu epidemii na swoją działalność biznesową i przygotowywaniu się do odbicia rynku. Obecnie najważniejsze jest, aby firmy skoncentrowały się na zapewnieniu bezpieczeństwa pracownikom, klientom i kontrahentom. W komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej powinny stawiać na empatię oraz w razie możliwości angażować się w walkę z Covid-19. Istotna jest stabilizacja finansów i działalności operacyjnej w krótkim terminie. Wiąże się to z odłożeniem niestrategicznych inwestycji, zrewidowaniem planów otwarć nowych salonów w krajach dotkniętych pandemią, dokonaniu przesunięć w budżetach promocyjnych z reklamy zewnętrznej do mobilnej, optymalizacją kosztów i kapitału obrotowego na bieżący sezon (na przykład poprzez realokację zapasów), otwieraniem magazynów tymczasowych lub zmianą harmonogramów produkcji. Łańcuch dostaw powinien działać w trybie kryzysowym, uwzględniając awaryjne rozwiązania.

Już przed wybuchem pandemii branża luksusowa przechodziła fundamentalne zmiany, mierząc się ze zmieniającymi się preferencjami klientów. Obecna sytuacja powinna być dodatkowym impulsem do przebudowania modeli zarządzania na bardziej zwinne, a także do szerszego wykorzystania rozwiązań cyfrowych i rozwoju sprzedaży dóbr luksusowych w modelu omnichannel.

Euler Hermes zmienił krótkoterminowy rating Polski

  • Rating krótkoterminowy Polski został zmieniony na średni (2) z niskiego (1). Średnioterminowa ocena ryzyka Polski pozostanie na poziomie BB.
  • Światowy lider na rynku ubezpieczeń należności handlowych obniżył również ratingi 126 sektorów, m.in. motoryzacyjnego, transportowego, elektronicznego i detalicznego, w wielu krajach

Osłabiona przez liczne czynniki niepewności (brexit, napięcia handlowe, terminy wyborcze) globalna gospodarka stoi teraz przed nowym wyzwaniem: pandemią Covid-19. Z jednej strony jesteśmy świadkami ogromnych kosztów społecznych, z drugiej powoduje ona straty w przedsiębiorstwach na całym świecie, przerywając łańcuchy dostaw i operacje biznesowe, oddziałując na zaufanie gospodarstw domowych i rynku, oraz poważnie ograniczając handel międzynarodowy.

Zdaniem ekspertów Euler Hermes światowy wzrost gospodarczy w 2020 r. odnotuje silne spowolnienie, osiągając tylko +0.5% (+2.5% w 2019 r.). Jednocześnie handel międzynarodowy w tym roku skurczy się do poziomu -4.5%. W rezultacie znacząco wzrośnie ryzyko braku spłaty należności, wobec czego Euler Hermes przewiduje zwiększenie liczby upadłości o +14% w 2020 r. W tym osłabionym, międzynarodowym otoczeniu poważnie ucierpi wiele krajów i sektorów.

Ryzyka kraju – kompas do przewidywania ryzyk „nagłego zatrzymania” (brutalnego przerwania przepływów kapitału)

Raz na kwartał, Euler Hermes publikuje swoje ratingi ryzyka krajów i sektorów w celu pomiaru rozwoju ryzyka braku płatności należności handlowych. Monitorujemy i oceniamy kwartalnie łącznie 242 kraje i 18 sektorów poprzez stałe śledzenie czterdziestu krótko- i długoterminowych wskaźników gospodarczych i finansowych. Opóźnienia w płatnościach w Argentynie i Libanie w ostatnich kilku miesiącach potwierdzają konieczność modelu ryzyka kraju w celu pomiaru podatności, które kryzys, taki jak epidemia Covid-19, może wyeksponować.

W pierwszym kwartale 2020 r. Euler Hermes obniżył ocenę 18 krajów: Ekwadoru, Tajlandii, Indonezji, Indii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Maroka, Kenii, Ghany, Mauritiusu, Republiki Czeskiej, Polski, Rumunii, Irlandii, Słowacji i Litwy. Lista ta obejmuje zarówno gospodarki rozwinięte, jak i gospodarki rozwijające się. Na przykład, Brazylia płaci bardzo wysoką cenę w tym globalnym kryzysie gospodarczym i zdrowotnym, mimo początkowych nadziei, że dynamiczne reformy przyspieszą wzrost. Podobnie Japonia, która była w trudnej sytuacji już na początku 2020 r. po kilku wstrząsach zeszłej jesieni, teraz dostrzega, że jej słabości zaostrzyły się wraz pandemią Covid-19. Na liście są również Indie, kraj który mierzył się już z licznymi strukturalnymi i cyklicznymi wyzwaniami, a które teraz są wzmacniane przez bieżącą sytuację.

„Widoczne i możliwe konsekwencje pandemii Covid-19 są zintegrowane w naszej analizie ryzyka kraju. Nadal zwracamy uwagę na sytuację innych rozwiniętych krajów, zwłaszcza Francji, Niemiec, Hiszpanii i Stanów Zjednoczonych. Te kraje posiadają niezbędne środki do ochrony swoich przedsiębiorstw, ale ich sytuacja może szybko stać bardziej skomplikowana, jeżeli ich działania izolacyjne i zamrożenie ich gospodarek potrwają dłużej” – ostrzega Ludovic Subran, Główny Ekonomista Euler Hermes i Allianz.

Rating krótkoterminowy Polski został zmieniony

Wzrost gospodarczy w Polsce spowolnił już w ciągu 2019 roku, do +3,2% w IV kwartale z +4,8% w I kwartale. Znacznie wyhamowała aktywność inwestycyjna i wzrost popytu zewnętrznego. A w 2020 r. kryzys Covid-19 uderzył i uderzy w cykl koniunkturalny w Polsce różnymi kanałami, w szczególności poprzez zakłócenie łańcuchów dostaw, spadek eksportu i wprowadzone środki ograniczające (m.in. zamknięcie dużej części handlu, usług, utrudnienie transportu etc.). Ekonomiści Euler Hermes spodziewają się słabego pierwszego kwartału i znacznego spadku w drugim kwartale, a następnie umiarkowanego ożywienia w drugim półroczu. Prognozuje się, że wzrost PKB Polski w całym roku 2020 wyniesie w najlepszym razie +1,0% (po korekcie w dół z +3,1% w grudniu 2019 r.). Ogłoszono uruchomienie bardzo dużych bodźców fiskalnych (równowartość 9% PKB), ale jeśli zostaną w pełni wdrożone, znacznie zwiększą deficyt budżetowy i dług publiczny. Dostępność zewnętrznego finansowania dla rządu i przedsiębiorstw może być w związku z tym trudna i/lub kosztowna. Euler Hermes spodziewa się, że w 2020 r. liczba bankructw przedsiębiorstw wzrośnie. W związku z tym rating krótkoterminowy Polski został zmieniony na średni (2) z niskiego (1). Średnioterminowa ocena ryzyka Polski pozostanie na poziomie BB.

Rekordowa liczba zmian ratingach sektorów od uruchomienia metodologii

Euler Hermes obniżył ratingi ryzyka 126 sektorów na całym świecie. To nowy historyczny poziom, nigdy wcześniej nienotowany. Poprzedni rekord pochodził z I kw. 2016 r., kiedy zostały obniżone ratingi ryzyka łącznie 70 sektorów. Ważne jest, aby podkreślić, że w 60% przypadków zmiany te prowadziły do obniżenia ratingu sektora z poziomu „ryzyka umiarkowanego” do poziomu „ryzyka wysokiego”. Te dwie oceny potwierdzają, że światowa gospodarka i przedsiębiorstwa przechodzą przez bezprecedensowy, wyjątkowo skomplikowany i niepewny czas.

Najbardziej dotknięty został sektor motoryzacyjny. Euler Hermes obniżył jego ocenę w 26 krajach. Po nim następuje sektor transportowy (ocena obniżona w 21 krajach), elektroniczny (14) i detaliczny (12). Farmaceutyki oraz oprogramowanie i technologia informacyjna to dwa najbardziej odporne sektory. Z perspektywy regionalnej największa liczba przypadków obniżenia ratingu sektorów dotyczy Europy Zachodniej (52 przypadki), następnie regionu Azji i Pacyfiku (29) oraz Europy Środkowej i Wschodniej (24).

Prawo i wyjątki od obowiązku informacyjnego administratora w świetle RODO

Jedną z kluczowych powinności spoczywających na podmiotach będących administratorami danych osobowych stanowi na gruncie RODO obowiązek informacyjny przewidziany przez art. 12-14 Rozporządzenia. Jego istotą jest przekazanie szeregu wskazanych przez przepisy informacji dotyczących przetwarzania danych określonej osoby. W wielu okolicznościach realizacja tej czynności może być dla ADO problematyczna. Jednak, czy w każdym przypadku jest ona bezwzględnie wymagana?

Informacyjne prawo i obowiązek

Najpowszechniejszą formą, za pośrednictwem której administratorzy spełniają obowiązek informacyjny, jest przekazanie osobom, których dane dotyczą, klauzuli informacyjnej, obejmującej obligatoryjne elementy wskazane w art. 13 oraz 14 RODO. Do najistotniejszych należą tożsamość oraz dane kontaktowe administratora, cele i podstawy prawne przetwarzania danych, jego okres, a także odbiorcy danych. W rzeczywistości wskutek powyższego od niemal dwóch lat obowiązywania ogólnego rozporządzenia o ochronie danych informacje te bombardują nas przy niemal każdej czynności podejmowanej w internecie czy też poza nim.

Dane pozyskane niebezpośrednio od osoby, której dotyczą

Analizując przedmiotowe zagadnienie, nie sposób pominąć faktu, iż europejski ustawodawca nie bez powodu wyodrębnił dwa przepisy regulujące kwestię spoczywającego na administratorach obowiązku informacyjnego. Mianowicie art. 13 odnosi się do sytuacji, gdy dane pozyskiwane są bezpośrednio od osoby, której dotyczą, czyli np. w związku z wypełnianym przez taką osobę formularzem rejestracyjnym w serwisie internetowym administratora. Art. 14 RODO znajduje natomiast zastosowanie, gdy ADO wchodzi w posiadanie danych określonej osoby z innych niż ona sama źródeł, np. z publicznie dostępnych baz i rejestrów, takich jak CEIDG, od innej osoby bądź od innego administratora. Zakres przekazywanych w klauzuli informacyjnej danych odbiega wówczas nieznacznie od tego pierwszego przypadku, m.in. w związku z koniecznością podania źródła, z którego pochodzą dane osobowe.

Zwolnienia z obowiązku informacyjnego

Ze względu na specyfikę sytuacji, w której administrator nie pozyskuje danych osobowych wprost od ich podmiotu, art. 14. ust. 5 RODO przewiduje kilka wyjątków, które zwalniają administratora od spełnienia rzeczonej powinności. Stosownie do przywołanego przepisu są to następujące sytuacje:

  1. osoba, której dane dotyczą, dysponuje już tymi informacjami,
  2. udzielenie takich informacji jest niemożliwe lub wymagałoby niewspółmiernie dużego wysiłku, w szczególności w przypadku przetwarzania do celów archiwalnych w interesie publicznym, do celów badań naukowych lub historycznych lub do celów statystycznych,
  3. prawo unijne lub prawo państwa członkowskiego, któremu podlega administrator, regulują kwestie informowania osób, których dane są przetwarzane,
  4. dane osobowe muszą pozostać poufne zgodnie z obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej przewidzianym w prawie unijnym lub w prawie państwa członkowskiego.

Osoba, której dane dotyczą, dysponuje już wszystkimi niezbędnymi informacjami

W praktyce okoliczność ta będzie sprowadzała się raczej do możliwości częściowego zwolnienia ADO z jego obowiązku. Aby bowiem w pełni skorzystać z tego wyłączenia, osoba, której dane dotyczą, musiałaby dysponować już wszystkimi informacjami wymaganymi przez przywołane przepisy. O ile w zakresie znajomości tożsamości czy danych kontaktowych administratora jest to realne (np. w związku z tym, że ADO przetwarza już dane tej osoby, lecz w odmiennych celach), o tyle w odniesieniu do podstaw, czasu przetwarzania czy kręgu odbiorców jest to mało prawdopodobne. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż dowiedzenie okoliczności, że osoba, której dane dotyczą, posiadała uprzednio wszystkie stosowne informacje, spoczywa na administratorze, co może okazać się nad wyraz kłopotliwe. Przykładowo możemy wyobrazić sobie sytuację, gdy pracodawca przetwarza dane osobowe pracowników, w związku z czym realizuje wobec nich obowiązek informacyjny w tym zakresie. Po czasie pracodawca decyduje się na wykorzystanie wizerunku pracowników w celach promocyjnych marki, tworząc nowy cel przetwarzania, które pociągać będzie za sobą odmiennych odbiorców oraz okres przechowywania, o czym należy poinformować pracowników.

Niewspółmiernie duży wysiłek administratora danych

Ustawodawca nie precyzuje, co należy rozumieć przez „niewspółmiernie duży wysiłek”. Można domniemywać, że chodzi tu o konieczność dostarczenia klauzuli informacyjnej szerokiemu kręgowi osób bądź o znaczne koszty z tym związane. Nic bardziej mylnego. Z błędu wyprowadził nas bowiem Prezes UODO w decyzji nakładającej na Bisnode pierwszą karę finansową za niezgodność z RODO, którą co do zasady potwierdził również WSA w Warszawie. Ukarana spółka, przetwarzając dane wielomilionowej grupy przedsiębiorców, zrealizowała obowiązek informacyjny względem osób, których adres e-mail posiadała, zaniechując wysyłki blisko 7 milionów listów z klauzulami drogą tradycyjną do reszty podmiotów, co wygenerowałoby koszt 30 milionów złotych. Uznano, że skala taka nie świadczy o niewspółmiernie dużym wysiłku administratora, który zdaniem organu nadzorczego nie podlegał temu zwolnieniu.

Równocześnie nie należy zapominać, iż zgodnie z zasadą minimalizacji danych usankcjonowaną przez RODO administrator nie może przetwarzać więcej danych, niż jest to niezbędne do osiągnięcia celu przetwarzania. Zatem do realizacji obowiązku informacyjnego należy wykorzystać posiadane już dane, a skorzystanie z przesłanki zwalniającej może mieć miejsce dopiero w przypadku całkowitego braku danych kontaktowych osoby, której dane dotyczą.

Pozyskiwanie lub ujawnianie jest wyraźnie uregulowane prawem

Wyjątek ten ma zastosowanie wyłącznie w sytuacji, gdy określona norma prawna nakłada na administratora obowiązek przekazania danych osobowych konkretnemu podmiotowi bądź kategorii podmiotów. Zaakcentowania wymaga jednak, że przepis ten odwołuje się wyraźnie do kategorycznego obowiązku, nie zaś do uprawnienia czy możliwości udostępnienia danych. W praktyce dyspozycja ta będzie wykorzystywana zasadniczo przy przekazywaniu danych między organami administracji publicznej oraz w toku prowadzonych przez nich postępowań.

Tajemnice zawodowe

Ostatnia z przesłanek wyłączeń obowiązku informacyjnego dotyczy konieczności zapewnienia poufności danych osobowych związanej z przewidzianą prawem tajemnicą zawodową. Ze zwolnienia tego skorzystać mogą przede wszystkim radcowie prawni oraz adwokaci (np. w odniesieniu do świadków), a także przedstawiciele wszystkich zawodów, co do których poszczególne przepisy nakładają obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej, której realizacja obowiązku informacyjnego nie może naruszyć. W tym miejscu należy jednak zwrócić uwagę na konieczność każdorazowej weryfikacji przepisów ustanawiających określoną tajemnicę i dokładne zbadanie jej zakresu.

Przepisy krajowe

Pewne zwolnienia z obowiązku informacyjnego wprowadził także polski ustawodawca. Na gruncie ustawy o ochronie danych osobowych z 10 maja 2018 r. administrator wykonujący zadanie publiczne nie przekazuje informacji o zmianie celu przetwarzania, jeżeli służy ona realizacji zadania publicznego, a przekazanie tych informacji uniemożliwi lub znacząco utrudni prawidłowe jego wykonanie, zaś interes lub podstawowe prawa lub wolności osoby fizycznej nie są nadrzędne względem interesu wynikającego z realizacji tegoż zadania lub naruszyłoby to ochronę informacji niejawnych.

Co istotne, przywołana ustawa przewiduje również wyłączenia stosowania art. 13 i art. 14 RODO w przypadku działalności dziennikarskiej opartej na przepisach prawa prasowego.

Jak można zauważyć, nie wszystkie przytoczone przesłanki zwalniające są jednoznaczne, a możliwość ich zastosowania wymaga dogłębnej i starannej analizy ze strony administratorów. Mając jednak na uwadze dotychczasowe stanowisko Prezesa UODO w tym zakresie, każdy obserwator z niecierpliwością oraz obawą oczekuje kolejnych wypowiedzi dotyczących tej materii.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ernest Pytlarczyk Głównym Ekonomistą Banku Pekao

Do Banku Pekao S.A. dołączył Ernest Pytlarczyk, który obejmie stanowisko Głównego Ekonomisty, jak również Dyrektora Biura Analiz Makroekonomicznych. Ernest Pytlarczyk to jeden z najlepiej ocenianych analityków, ekonomistów w Polsce oraz autor wielu książek i artykułów ekonomicznych.

Ernest Pytlarczyk był dotychczas m.in. Głównym Ekonomistą mBanku. W latach 2006-2020 w kierował w tej instytucji obszarem analiz makroekonomicznych i rynkowych. Poza tym, zdobywał również doświadczenie w relacjach inwestorskich, nadzorze spółek strategicznych, projektach M&A, czy kreowaniu nowej strategii Grupy mBanku. Wcześniej pracował m.in. jako researcher w Instytucie Cykli Koniunkturalnych na Uniwersytecie w Hamburgu oraz w banku centralnym Niemiec we Frankfurcie. W latach 2002-2003 był analitykiem rynków finansowych w BRE Banku oraz Banku Handlowym w Warszawie.

Nie musimy się nawzajem przekonywać co do tego, że otoczenie zewnętrze stało się bardziej wymagające także dla Banku Pekao. Wszyscy stoimy przed dużym wyzwaniem, jak w tym otoczeniu nawigować. Mam nadzieję, że moje doświadczenie, wiedza i nastawienie okażą się szczególnie przydatne dla banku. Koncentruję się na tym, aby – w tym zmiennym otoczeniu – nie pomylić się w rozumowaniu – mówi Ernest Pytlarczyk.

Ernest Pytlarczyk jest doktorem nauk ekonomicznych Uniwersytetu w Hamburgu (praca doktorska: „Construction and Bayesian Estimation of DSGE Models for the Euro Area”). Jest absolwentem IESE University of Navarra (Advanced Management Program) i stypendystą Uniwersytetu w Osnabrueck. Posiada również tytuł Chartered Financial Analyst. Jest także autorem artykułów naukowych opublikowanych w czasopismach z tzw. Listy Filadelfijskiej, książek o tematyce ekonomicznej oraz laureatem konkursów prognostycznych i naukowych.

Marcin Mrowiec, dotychczasowy Główny Ekonomista i Szef Biura Analiz Makroekonomicznych, odchodzi z banku.

– Chciałbym podziękować za współpracę Marcinowi Mrowcowi. Jestem przekonany, że
z sukcesami dalej będzie rozwijał swoją ścieżkę zawodową i tego mu dziś bardzo życzę –
podkreśla Marek Lusztyn, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A. Chciałbym również powitać Ernesta Pytlarczyka. Wierzę, że jego szerokie doświadczenie będzie cenne dla banku szczególnie dziś. Obecna sytuacja stanowi wyzwanie dla całego sektora. Kluczowe jest natomiast, aby tę trudną sytuację dobrze rozumieć, interpretować i formułować przewidywania co do przyszłości – dodaje.

Jak koronawirus wpływa na gospodarkę światową i rynek walutowy. Co dalej ze złotym?

Koronawirus wywołujący chorobę COVID-19 nie przestaje siać spustoszenia na rynkach finansowych. Jak wygląda sytuacja na froncie walki z pandemią, jak w tym kontekście radzą sobie waluty i co może je czekać?

Niepokój związany z rosnącym tempem wzrostu nowych zakażeń koronawirusem skłonił wiele państw do podjęcia drastycznych środków mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa. Epidemia mocno uderzyła w Europę. Obecnie, obok USA Stary Kontynent jest kluczowym epicentrum kryzysu zdrowotnego. Zarówno Włochy, Hiszpania, jak i Francja oraz Wielka Brytania wprowadziły ogólnokrajowy lockdown w reakcji na skokowy wzrost potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. Aby zahamować tempo rozprzestrzeniania się wirusa, w znacznej części europejskich państw wprowadzono szereg drakońskich rozwiązań, w tym zamknięte zostały restauracje, kawiarnie, hotele, szkoły i kina. Znacznie ograniczona została również możliwość poruszania się, a wydarzenia sportowe zostały albo odwołane, albo przełożone na późniejszy termin. W wielu krajach zakazano organizacji i uczestnictwa w nawet niewielkich zgromadzeniach.

W ostatnich tygodniach tempo wzrostu liczby nowych zakażeń wirusem (niestety również zgonów, do których się on przyczynił albo spowodował) poza granicami Chin zdecydowanie przyspieszyło. W momencie pisania tego raportu w 203 państwach na całym świecie potwierdzono już ponad 870 tysięcy zakażeń koronawirusem (wzrost o ponad 600 tysięcy w ciągu zaledwie dwóch tygodni). Z kolei liczba przypadków śmiertelnych przekroczyła już 43 tysiące (około pięciokrotny wzrost w tym samym okresie)*. Ogólna liczba przypadków odnotowanych poza granicami Chin wynosi ponad 790 tysięcy, co stanowi nieco ponad 90% wszystkich potwierdzonych zakażeń. Umiarkowany optymizm budzi fakt, że zgodnie z raportami władz sytuacja w Chinach wydaje się być obecnie pod kontrolą. Liczba odnotowywanych dziennie nowych zakażeń w tym kraju zdecydowanie zwolniła, od dwóch tygodni wynosi ona średnio ok. 50 przypadków*.

Wykres 1: Liczba dziennych potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem w Chinach i poza Chinami (23/01 – 31/03)

Liczba dziennych potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem
Źródło: Worldometer Data: 01/04/2020

W USA liczba potwierdzonych zakażeń aktualnie ponad dwukrotnie przekracza tę odnotowaną dotąd w Chinach. Tym samym, Stany Zjednoczone stały się krajem najsilniej dotkniętym przez epidemię koronawirusa. Obecnie to w USA odnotowuje się najwyższą dzienną liczbę nowych zakażeń – ostatni dzień marca przyniósł ich niemal 25 tys. Koronawirus nadal pustoszy również Europę. Wśród państw Starego Kontynentu krajem, w który najmocniej uderzyła epidemia koronawirusa są Włochy, gdzie obecnie notuje się najwięcej zgonów z powodu koronawirusa na świecie. Hiszpania znajduje się na podobnej trajektorii zakażeń i podobnie jak w przypadku USA i Włoch liczba zakażeń w tym kraju przekroczyła tę notowaną w Chinach. Niewiele od tego poziomu odbiegają również Niemcy (Wykres 2).

Dla porównania, obecnie liczba aktywnych przypadków we Włoszech (tj. wszystkich zakażeń bez uwzględniania osób wyleczonych i przypadków śmiertelnych) przygniata liczbę aktywnych przypadków w Chinach, stanowiąc jej 39-krotność. Co więcej, we Włoszech relacja potwierdzonych przypadków do zgonów wynosi obecnie ok. 9:1, podczas gdy w Chinach ten sam wskaźnik znajduje się na poziomie ok. 25:1*. Istotny związek z powyższym prawdopodobnie mają dwie kluczowe kwestie. Po pierwsze, we Włoszech w porównaniu z wieloma innymi krajami, przeprowadza się dużo mniej testów na obecność koronawirusa. Po drugie, mediana wieku we Włoszech jest również relatywnie wysoka i wynosi 46,5 lat (w Chinach 38,4)**.

Wykres 2: Liczba potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem w Europie (26/02 – 31/03)

Liczba potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem w Europie
Źródło: Worldometer Data: 01/04/2020

Jak rynki finansowe reagują na kryzys?

 

W obliczu pandemii zmiany na rynkach finansowych były bardzo dynamiczne i gwałtowne. Przypominały ruchy, jakie obserwowano podczas kryzysu finansowego z lat 2008/09, a w przypadku niektórych indeksów dzienna skala zmian była nawet większa. Rynki akcji doświadczyły gwałtownej wyprzedaży, wielu inwestorów porzuciło bowiem bardziej ryzykowne aktywa na rzecz tzw. bezpiecznych przystani. Część inwestorów z kolei zupełnie opuściła rynek. Główne indeksy giełdowe w USA zdążyły się ustabilizować, aczkolwiek nadal znajdują się na poziomach ok. 20-25% niższych od poziomów z połowy lutego, kiedy notowały historyczne szczyty (Wykres 3). Do spadków o podobnej skali doszło również na europejskich rynkach. Dla przykładu, brytyjski indeks FTSE 100 znalazł się na najniższym poziomie od 2011 roku. W ciągu niecałych trzech tygodni stracił on jedną trzecią dotychczasowej wartości, jednak od tamtej pory odrobił część strat. Zakrojone na szeroką skalę działania banków centralnych i rządów w pewnym stopniu pomogły wesprzeć sentyment, aczkolwiek na tym etapie zdecydowanie nie można mówić o pełnym przywróceniu zaufania inwestorów.

Wykres 3: Indeks S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average (marzec ‘19 – marzec ‘20)

Indeks S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 01/04/2020

Na rynku walutowym najpopularniejszą strategią przez większość ostatnich tygodni było skupowanie dolara amerykańskiego, kosztem zwłaszcza walut gospodarek wschodzących. W sytuacjach w których mieliśmy do czynienia z kryzysem lub istotnymi napięciami na rynkach, dolar zazwyczaj stawał się w oczach inwestorów preferowaną bezpieczną walutą. Nie inaczej jest i tym razem. Poniżej wymieniamy trzy powody, które naszym zdaniem sprawiają, że amerykańska waluta radzi sobie tak dobrze:

  • Dolar jest najbardziej płynną walutą na świecie.
  • Gospodarka USA jest dużo mniej zależna od popytu zewnętrznego w porównaniu z większością gospodarek rozwiniętych, zwłaszcza tych w Europie.
  • Rozprzestrzenianie się wirusa w Stanach Zjednoczonych przez dotychczasową, większą część trwania pandemii nie było tak agresywne jak w Europie i Azji, zwłaszcza biorąc pod uwagę procentowy udział zakażonych w całej populacji (jednak wraz ze wzrostem liczby przeprowadzanych testów w USA doszło do gwałtownego wzrostu liczby wykrytych zakażeń i obecnie Stany Zjednoczone są już krajem najmocniej dotkniętym przez koronawirusa).

Indeks USD ważony handlem wzrósł o ok. 8% w ciągu 10 dni licząc od 10 marca, aczkolwiek od tego czasu waluta straciła część zysków. Przez ostatnie kilka tygodni kurs EUR/USD charakteryzował się bardzo wysokim stopniem zmienności. Na początku kurs wyraźnie rósł, by następnie spaść poniżej poziomu 1,07, do najniższego od niemal trzech lat. W sytuacji, w której Rezerwa Federalna obcięła stopy procentowe do zera, inwestorzy nie mają już powodu, aby kupować euro w nadziei na dalsze zawężanie różnicy w stopach procentowych między Stanami Zjednoczonymi a strefą euro. Wśród głównych walut najbardziej podatnymi na obecny kryzys walutami były korona norweska, dolar australijski i nowozelandzki, a także funt brytyjski.

Brytyjska waluta notuje bardzo dużą zmienność. Kurs GBP/PLN w ostatnim czasie wzrósł do najwyższego poziomu od końcówki 2016 roku. Z kolei w parze z dolarem amerykańskim w drugiej połowie marca funt w pewnym momencie osiągnął najniższy poziom od 1985 roku (Wykres 4). Kluczowe wskaźniki zmienności implikowanej (tj. pokazujące oczekiwaną przyszłą zmienność) na parze GBP/USD eksplodowały, niektóre wzrosły powyżej poziomów na jakich znalazły się w następstwie referendum ws. Brexitu w czerwcu 2016 roku. Przypomnijmy, że wówczas mówiło się, że poziomy te prawdopodobnie będą nieosiągalna przez całe pokolenie.

Ogromną skalę wyprzedaży brytyjskiej waluty widoczną w relacji do USD, jak i EUR naszym zdaniem należy powiązać z zamykaniem przez inwestorów długich pozycji na GBP, które zawierano w następstwie brytyjskich wyborów parlamentarnych z grudnia 2019 roku. Znaczenie w tym kontekście w naszej ocenie ma również to, że funt jest walutą notowaną z dodatkową premią w związku z ryzykiem w kontekście Brexitu, a także znaczny deficyt na rachunku bieżącym Wielkiej Brytanii.

Wykres 4: Kurs GBP/PLN & GBP/USD (luty ‘20 – kwiecień ‘20)

Kurs GBP
Źródło: Refinitv Data: 01/04/2020

Patrząc na waluty gospodarek wschodzących, obecnie wiele z nich znajduje się na poziomach nienotowanych od lat. W ostatnich dniach najgorzej radziły sobie waluty państw, których gospodarki opierają się na produkcji surowców, zwłaszcza w obliczu gwałtownej wyprzedaży ropy (której ceny na światowych rynkach w samym marcu spadły o połowę). Dobrym przykładem jest rubel rosyjski – tylko w marcu waluta Rosji osłabiła się o ok. 15% w parze z dolarem amerykańskim.

 

Istotnej deprecjacji doświadczyły również inne popularne waluty emerging markets, takie jak meksykańskie peso, real brazylijski i rand południowoafrykański. Każda z walut od początku miesiąca osłabiła się o minimum 10% w relacji do USD (w przypadku MXN skala spadku jest bliższa 20%). W kontekście tych walut notowanych z dużą premią za ryzyko dalsze spadki wydają się możliwe, biorąc pod uwagę, że wzrost nowych zakażeń w kluczowych gospodarczo regionach świata nie osiągnął jeszcze szczytu.

Wykres 5: Skala zmian wybranych walut w relacji do USD (miesiąc od daty)

Skala zmian wybranych walut w relacji do USD
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 01/04/2020

W kontekście kryzysu związanego z koronawirusem bardzo słabo radził sobie również polski złoty. Od początku marca polska waluta osłabiła się o ok. 5% w parze z euro, dochodząc do poziomu 4,63 (najniższego poziomu od 2009 roku). W relacji do dolara amerykańskiego, dodatkowo w związku ze zmianami na parze EUR/USD złoty był jeszcze słabszy i znalazł się w pewnym momencie na najniższym poziomie od 2001 roku. Słabość złotego należy wiązać z tym, że jest on walutą emerging markets, która podobnie jak wymienione wyżej waluty jest poddana presji w przypadku rynkowych zawirowań i odwrotu od ryzyka. Złotemu nie sprzyjały też działania polskich decydentów monetarnych, którzy rozluźnili politykę pieniężną obniżając stopy, ścinając stopę referencyjną o 50 pb. i ogłaszając dodatkowe operacje mające wspierać rynek i gospodarkę w trudnych czasach. Patrząc na stawki FRA, jesteśmy w stanie powiedzieć, że rynek obecnie wycenia kolejne cięcie stóp procentowych o ok. 40 pb. w perspektywie miesiąca (co można interpretować jako oczekiwanie ruchu stóp w dół o 25-50 pb.) – co również nie pomaga polskiemu złotemu.

Wykres 6: Kurs EUR/PLN (marzec ‘20 – kwiecień ‘20)

Kurs EUR
Źródło: Refinitiv Data: 01/04/2020

Jak środki prewencyjne wpłyną na gospodarkę światowa?

 

W ostatnich dniach otrzymaliśmy kilka odczytów ekonomicznych, które zaczynają odsłaniać obraz wpływu środków mających ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa na światową gospodarkę. Po tragicznych danych PMI opisujących aktywność biznesową w Chinach w okresie szczytu epidemii nadeszły wstępne marcowe odczyty dla gospodarek zachodnich. Zbiorcze indeksy dla strefy euro (poziom 31,4 pkt.), Wielkiej Brytanii (37,1 pkt.) i Stanów Zjednoczonych (40,5 pkt.) osiągnęły najniższe poziomy w historii pomiarów (Wykres 7). W ostatni czwartek cotygodniowy raport o zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w USA wykazał, że w ciągu tygodnia do 20 marca w Stanach Zjednoczonych o zasiłek ubiegało się aż 3,3 mln nowych bezrobotnych, co niemal pięciokrotnie przekracza szczyt zarejestrowany w czasie ostatniego kryzysu finansowego.

Wykres 7: Zbiorcze indeksy PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii (2017 – 2020)

Zbiorcze indeksy PMI
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 30/03/2020

W ostatnich tygodniach banki centralne z całego świata robiły co w ich mocy, aby ograniczyć negatywne skutki gospodarcze związane z epidemią koronawirusa. Kluczowe działania w tym kontekście podjęła Rezerwa Federalna, która obcięła stopy procentowe łącznie o 150 punktów bazowych i uruchomiła nieograniczony (jeśli chodzi o skalę zakupów) program luzowania ilościowego. Spora część globalnych banków centralnych podążyła tą samą ścieżką, obcinając agresywnie stopy procentowe, czy też wprowadzając na rynek dodatkową płynność. Podstawowym wyzwaniem stojącym przed bankami centralnymi jest fakt, że polityka monetarna ma ograniczone możliwości w zakresie walki z kryzysem zdrowia publicznego. Decydenci nie są w stanie „wydrukować szczepionki”, ani nie mogą skutecznie skłonić konsumentów do ponoszenia wydatków, zwłaszcza, że w wielu krajach spora część sklepów została zamknięta. Najbardziej skutecznym działaniem, jakiego mogą się podjąć decydenci w świetle obecnego kryzysu, jest naszym zdaniem wsparcie przedsiębiorstw najbardziej narażonych na ryzyko jakie stwarza koronawirus, zwłaszcza małych i średnich. Tego typu pomoc może polegać na zamrożeniu spłat rat kredytów, udostępnieniu niskooprocentowanych pożyczek czy bezpośrednim wsparciu finansowym. W sporej części krajów tego typu wsparcie już nadeszło.

O ile uważamy, że opisane wyżej środki powinny pomóc w złagodzeniu najbardziej bezpośrednich skutków epidemii, obecnie naszym zdaniem pytanie nie brzmi „czy” gospodarka światowa wejdzie w recesję, ale jak głęboka i długotrwała ona będzie. Biorąc pod uwagę zarówno rygor, jak i skalę działań nakierowanych na ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa, jest bardzo możliwe, że uderzenie jakiego doświadczymy przynajmniej w krótkim terminie przerośnie załamanie, które obserwowaliśmy w trakcie poprzedniego kryzysu finansowego z lat 2008/09. Mamy jednak nadzieję, że światowa gospodarka odbije się wyraźnie w momencie, kiedy najgorszy etap pandemii będzie już za nami, a środki mające ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa zaczną być stopniowo wycofywane. Ostatnie działania państw dowodzą, że są one gotowe podjąć niezbędne środki, które pomogą gospodarce przetrwać trudny okres. Wierzymy, że powrót do struktury gospodarczej zbliżonej do tej sprzed pandemii jest możliwy. W przypadku konkretnych państw uważamy, że wiele będzie zależeć od struktury ich gospodarek oraz sposobu w jaki ich rządy będą wspierać działania mające na celu ograniczenie negatywnego wpływu pandemii na przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe. Za kluczowy uznajemy zwłaszcza ostatni punkt.

Czy polski złoty poradzi sobie z pandemią?

Brak historycznego precedensu sprawia, że jakiekolwiek dokładne prognozowanie, zwłaszcza w średnim i długim okresie staje się niezwykle trudne. Na tym etapie możemy stwierdzić jedynie, że rynkowa zmienność w najbliższym czasie niemal na pewno pozostanie bardzo wysoka, zwłaszcza dopóki nie osiągniemy szczytu zakażeń w kluczowych obecnie centrach epidemii, czyli Europie i USA. W bardzo krótkim terminie dolar może pozostać preferowaną walutą safe haven, jednak obserwowany przez nas ostry wzrost przypadków zakażeń koronawirusem w USA powinien ograniczyć atrakcyjność amerykańskiej waluty.

W przypadku walut gospodarek wschodzących uważamy, że zarówno skala jak i kierunek zmian ich kwotowań będą silnie uzależnione od czynników charakterystycznych dla poszczególnych państw. Obok kwestii takich jak płynność, czy rynkowe pozycjonowanie sądzimy, że kluczowe będą czynniki fundamentalne. Trzema najistotniejszymi wskaźnikami w tym zakresie będą w naszej opinii:

  1. poziom rezerw walut zagranicznych (w przeliczeniu na liczbę miesięcy importu),
  2. dług zagraniczny jako % PKB,
  3. bilans rachunku obrotów bieżących jako % PKB.

Polska w tych trzech kategoriach wypada względnie dobrze. Kraj ma umiarkowany poziom rezerw walutowych (pokrywających ok. 5-6 miesięcy importu), a sytuacja rachunku bieżącego ostatnio była wyjątkowo dobra – w IV kwartale 2019 r. odnotowano nadwyżkę rzędu 1,5% PKB.

Spore jest natomiast zadłużenie zagraniczne, które wynosi około 60%. W tym kontekście warto jednak wspomnieć o jego strukturze walutowej, która jest sprzyjająca: dług jest bowiem w istotnej części (ok. ⅓) denominowany w walucie krajowej. Z kolei jego największa część (ok. ½) to dług w euro, którego wahania w parze ze złotym historycznie były relatywnie umiarkowane, nawet w okresach zwiększonej presji.

Patrząc tylko na powyższe czynniki można powiedzieć, że wśród walut emerging markets złoty nie należy do tych charakteryzujących się największym fundamentalnym ryzykiem. Nie wyklucza to oczywiście ryzyka kontynuacji wyprzedaży waluty, szczególnie w krótkim terminie – zwłaszcza jeśli sytuacja w kontekście koronawirusa istotnie się pogorszy. Niemniej, daje to nadzieję na to, że na tle innych walut rynków wschodzących PLN jest relatywnie dobrze przygotowany na przetrwanie tego szoku.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

*ostatnie dane podane w tekście dotyczą stanu na dzień 01/04/20, godz. 14:35

– źródło: Worldometer (Worldometers.info)

**zgodnie z CIA World Factbook

Weszły w życie specjalne rozwiązania dla cudzoziemców związane z epidemią koronawirusa

W związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, 31 marca 2020 r. weszła w życie ustawa przewidująca m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwią legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2.

Do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni (stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii) przedłużeniu ulegnie:

  • legalny pobyt cudzoziemców na podstawie wiz krajowych oraz zezwoleń na pobyt czasowy, który skończyłby się w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii,
  • termin na składanie wniosków o legalizację pobytu,
  • ważność już wydanych zezwoleń na pracę, zezwoleń na pracę sezonową oraz oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi.

Ponadto przesunięte zostaną terminy:

  • na opuszczenie przez cudzoziemców terytorium Polski,
  • dobrowolnego powrotu określone w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu.

Przedłużenie legalnego pobytu obywateli państw trzecich 

Przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemca przebywającego w Polsce na podstawie wizy krajowej i zezwolenia na pobyt czasowy będzie dotyczyło sytuacji, w których ostatni dzień legalnego pobytu przypadnie na czas obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Będzie to zatem okres od 14 marca 2020 r., kiedy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego. Wówczas okres legalnego pobytu w Polsce będzie ulegał przedłużeniu z mocy prawa do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego stanu, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie legalności pobytu nie będzie wiązało się z umieszczeniem w dokumencie podróży cudzoziemca nowej naklejki wizowej lub wydaniem nowej karty pobytu. Cudzoziemiec nie będzie mógł na podstawie tak przedłużonego pobytu podróżować po terytorium innych państw obszaru Schengen. Będzie miał jednak możliwość realizowania dotychczasowego celu pobytu w Polsce np. wykonywania pracy. Przedłużone zostaną bowiem zezwolenia na pracę i na pracę sezonową oraz dozwolony okres pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Będzie mógł również opuścić Polskę bez ryzyka wejścia w nielegalny pobyt.

Przedłużenie terminów na składanie wniosków 

Ustawa przewiduje wydłużenie terminów składania wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych, przedłużenie wiz oraz przedłużenie pobytu w ramach ruchu bezwizowego, jeżeli termin ten wypadłby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak dotychczas, wnioski te będzie można złożyć w urzędach wojewódzkich do 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu, który obowiązywać będzie jako ostatni. Pobyt cudzoziemca w Polsce w tym okresie będzie uważany za legalny pod warunkiem, że złoży on wniosek o legalizację pobytu w przedłużonym terminie.

Powyższe rozwiązanie będzie dotyczyło cudzoziemców, którzy chcieliby się ubiegać o:

  • udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy, stały lub rezydenta długoterminowego UE,
  • przedłużenie wizy krajowej (symbol D) lub wizy Schengen (symbol C),
  • przedłużenie okresu pobytu w ramach ruchu bezwizowego – dotyczy to tylko obywateli Brazylii, Argentyny, Chile, Hondurasu, Kostaryki, Nikaragui, Singapuru i Urugwaju, ponieważ umowy o zniesieniu obowiązku wizowego tylko z tymi krajami przewidują taką możliwość.

Przedłużenie terminów opuszczenia terytorium Polski 

Ustawa zawiera rozwiązanie stanowiące podstawę przedłużenia z mocy prawa terminów opuszczenia terytorium Polski wynikające z art. 299 ust. 6 ustawy o cudzoziemcach (np. w związku z doręczeniem ostatecznej decyzji o odmowie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy), jeżeli wypadałyby one w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Ich przedłużenie nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie terminów dobrowolnego powrotu określonych w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu 

Zakładane jest przedłużenie z mocy prawa terminu dobrowolnego powrotu określonego w decyzji o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu, którego koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak w przypadku pozostałych rozwiązań zawartych w ustawie, przedłużenie terminu nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Obywatele państw UE, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywający z nimi członkowie rodzin 

Wprowadzenie w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego, a następnie stanu epidemii, nie wpływa w żaden sposób na prawa pobytowe obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywających z nimi członków rodzin. Uprawnienia te nie są bowiem uzależnione od posiadania jakichkolwiek zezwoleń czy dokumentów.