Savills Investment Management kupił za 71 mln euro centrum logistyczne Leroy Merlin pod Łodzią

  • Wartość transakcji nabycia centrum logistycznego o powierzchni ponad 123 000 mkw. wyniosła 71 mln EUR.
  • Centrum dystrybucyjne Leroy Merlin w miejscowości Piątek pod Łodzią jest największym
    w Polsce jednokondygnacyjnym obiektem magazynowym, zrealizowanym w formule BTS (build-to-suit).

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny działający na rynku nieruchomości komercyjnych, nabył za 71 mln EUR centrum logistyczne Leroy Merlin w miejscowości Piątek pod Łodzią. Nieruchomość została zakupiona przez Savills IM od Invesco Real Estate w imieniu koreańskich inwestorów instytucjonalnych, zarządzanych przez Vestas Investment Management („Vestas”).

Centrum magazynowe położone jest ok. 40 km na północ od Łodzi, stanowiącej centralny punkt na logistycznej mapie Polski. Lokalizacja nieruchomości w miejscowości Piątek, zaledwie 2 km od węzła A1 „Piątek” – Stryków i 30 km od skrzyżowania autostrad A1 i A2, gwarantuje dogodny dostęp do kluczowych korytarzy transportowych. Podpisując umowę najmu na okres 10 lat, Leroy Merlin skonsolidował w obiekcie wszystkie swoje operacje logistyczne w Polsce. W październiku 2019 r., Panattoni Europe poinformowało, iż jest to dotychczas największy na polskim rynku jednokondygnacyjny obiekt magazynowy, zrealizowany w formule BTS (build-to-suit).

Transakcja nabycia centrum logistycznego o łącznej powierzchni ponad 123 000 mkw. została przeprowadzona przez Savills IM w formule „forward commitment to purchase”. Sfinalizowano ją po oddaniu do użytkowania drugiej fazy projektu i przekazaniu przestrzeni najemcy. Wartość inwestycji wyniosła 71 mln EUR i dzięki tej transakcji, łączna wartość portfela aktywów nieruchomościowych zarządzanych przez Savills IM w Polsce, wzrosła do około
1,4 mld EUR.

Równocześnie, nabycie centrum dystrybucyjnego pod Łodzią sprawiło, że wartość aktywów logistycznych Vestas Investment Management w Europie wzrosła do około 1 mld EUR,
z czego aż 470 mln EUR przypada na inwestycje zrealizowane w partnerstwie z Savills IM.

Podczas transakcji Savills IM doradzały firmy Savills i Dentons, natomiast Invesco Real Estate reprezentował Greenberg Traurig.

Alistair Ennever, Director in the Strategic Partnerships team w Savills Investment Management, powiedział:

Cieszymy się, że mogliśmy doradzać firmie Vestas oraz jej inwestorom przy zakupie centrum magazynowego Leroy Merlin w Piątku pod Łodzią. Obiekt jest bardzo dobrze zlokalizowany, a jego istotną zaletę stanowi również długoterminowe zobowiązanie ze strony najemcy. Jest to kolejna wysokiej jakości inwestycja wybudowana przez Panattoni. Z przyjemnością zawarliśmy tę transakcję wspólnie z Invesco Real Estate, właścicielem i inwestorem całego projektu. Jesteśmy bardzo zadowoleni z realizacji kolejnej transakcji z naszymi partnerami
z Vestas i z niecierpliwością czekamy na możliwość dalszych działań w przyszłości
.”

John Palmer, Head of Industrial Investment w Savills Polska, skomentował:

Transakcja potwierdza atrakcyjność regionu magazynowego Polski Centralnej, zarówno dla inwestorów instytucjonalnych, jak i dla najemców, w tym zwłaszcza dla sieci handlowych, firm produkcyjnych i operatorów logistycznych, którzy lokują w nim swoje centra dystrybucyjne do obsługi krajowych i międzynarodowych klientów. Również z perspektywy rynku inwestycyjnego to bardzo pożądana lokalizacja, która cieszy się dużym zainteresowaniem funduszy.”

Petr Sramek, Director of CEE Transactions w Invesco Real Estate, dodał:

Jesteśmy zadowoleni, że realizując tę inwestycję magazynową w centralnej lokalizacji logistycznej w Polsce, napotkaliśmy na bardzo sprzyjające otoczenie rynkowe. Zakończona sukcesem transakcja, odzwierciedla obiecujące połączenie dobrej inwestycji ze stabilnym, godnym zaufania i długoterminowym najemcą oraz korzystną lokalizacją.

Jonathan Pierce, Senior Director – Fund Management w Invesco Real Estate, podsumował:

Nasza pan-europejska strategia zakłada dużą elastyczność w podejściu transakcyjnym. Stale skupiamy się na osiąganiu świetnych wyników poprzez realizację działań, których celem jest zwiększenie dochodu i /lub zwrotu kapitału z aktywów. Dzięki decyzji o sprzedaży centrum dystrybucyjnego w Piątku koło Łodzi, nasze założenia zrealizowaliśmy z nawiązką, uzyskując dobre wyniki dla naszych inwestorów.

Bolesne tygodnie przed nami

Nowy miesiąc, nowy kwartał, ale awersja do ryzyka znajoma. Prezydent USA przestrzega, że kolejne tygodnie będą „bolesne” dla gospodarki USA, co dla rynków oznacza materializację tego bólu już teraz. Morze czerwieni zalewa rynek akcji, a na FX mamy tradycyjną ucieczkę w dolara i jena. Zaplanowane odczyty danych będą tylko przypominać, jak fatalnie wygląda otoczenie finansowo-gospodarcze.

„Nasza siła zostanie przetestowana, nasza wytrzymałość zostanie wystawiona na próbę. Przechodzimy przez najgorszą rzecz, jaką ten kraj prawdopodobnie widział”, powiedział prezydent Trump i tym samym przypomniał, że zeszłotygodniowy rajd ryzykownych aktywów był tylko przerywnikiem w generalnie paskudnych warunkach. Pomimo stabilizacji sytuacji rynkowej (nie mamy spadków indeksów o prawie 10 proc.), wciąż nie możemy mówić o tym, że najgorsze minęło. Szok gospodarczy dopiero będzie uwidaczniał się w danych, a sytuacja nie poprawi się, dopóki nie zobaczymy minięcia punktu przegięcia w kryzysie zdrowotnym. USA pozostają na trajektorii wzrostowej dla nowych przypadków zachorowań z Nowym Jorkiem jako nowym epicentrum epidemii. Już 75 proc. Amerykanów ma nakazane pozostawać w domach. Mamy sygnały poprawy sytuacji we Włoszech i Hiszpanii, ale Azja jest ostrzegana przez WHO przed drugą falą zachorowań. Do tego dochodzą lawino rosnące przypadki w słabo przygotowanych krajach rozwijających się. Więcej bolesnych tygodni przed nami, a to oznacza, że nie ma mowy jeszcze o uklepywaniu dna na rynkach. Słuchając się Trumpa, wrócimy do tematu za dwa tygodnie.

Klimat jest ponury, ale są też jasne akcenty. Wczoraj Fed zrobił kolejny krok na rzecz zadbania o dostępność USD dla tych, którzy jej potrzebują poza granicami USA. Fed otwiera tymczasowy program operacji repo dla innych banków centralnych, gdzie zamierza dostarczać USD pod zastaw obligacji skarbowych rządu USA. Program ma służyć jako alternatywne źródło pozyskiwania dolarów bez konieczności generowania podaży papierów skarbowych. Jest to kolejne narzędzie obok swapów walutowych, które zostały udostępnione czternastu bankom centralnym. Pozwalają one na złagodzenie napięć na rynku przy poszukiwaniach USD przez zagraniczne podmioty, które np. potrzebują dolarów do uregulowania zapadającego zadłużenia. Z perspektywy rynku walutowego nowy program niewiele zmienia. Nie jest tak silny jak wcześniej wprowadzone swapy. Jego wykorzystanie zależy też od tego, czy zagraniczne banki centralne mają dostęp do papierów skarbowych USA. Jeśli bank nie ma obligacji w swoich rezerwach, nowy program mu nie pomoże. Chiny i Japonia są w posiadaniu największej ilości obligacji USA, przy czym BoJ już korzysta z linii swapowej, z której pobrał już 370 mld USD. Wygląda na to, że Fed otwiera drogę dla banku centralnego Chin, oferując alternatywę dla upłynniania rezerw LBCh na rynku. Zatem nowe narzędzie bardziej chroni rynek obligacji skarbowych USA, a niewiele robi w uchronieniu rynków przed kolejną eksplozją ryzyka kredytowego przy poszukiwaniu USD przez te podmioty, które nie mogą pozyskać dolarów od rodzimych banków centralnych.

Indeks PMI dla polskiego przemysłu spadł w marcu do 42,4 z 48,2, co oznacza, że sektor kurczy się w najszybszym tempie do kwietnia 2009 r., podczas gdy załamanie w sektorze przedłuża się do 17 miesięcy. Według raportu Markit produkcja i nowe zamówienia spadają w najszybszym tempie od grudnia 2008 r. Pogorszyły się prognozy dot. przyszłej produkcji. Rekordowy spadek odnotował subindeks zatrudnienia. EUR/PLN podchodzi pod 4,58, ale bardziej na fali globalnej awersji do ryzyka, gdyż słaby odczyt PMI był zdyskontowany po znanych już wskazaniach z Europy Zachodniej. Mimo to sytuacja w przemyśle nie daje punktu zaczepienia dla oczekiwań na szybki powrót złotego pod 4,50 za euro. Dziś 4,60 nie wydaje się odległym poziomem.

Raport ISM dla sektora przemysłowego USA będzie punktem odniesienia dla oceny, jak źle jest z aktywnością gospodarczą. W raporcie ADP spodziewany jest spadek zatrudnienia o 150 tys. i dane rzucą więcej światła, czego spodziewać się po NFP w piątek.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc

Blisko połowa firm, w warunkach kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa, utrzyma stabilność finansową najwyżej 2-3 miesiące. Co siódma firma, jest w stanie wytrwać do 4 tygodni, a część już nie daje rady. Przytłoczeni sytuacją przedsiębiorcy oczekują pomocy Państwa, przede wszystkim chcieliby anulowania i odroczenia składek ZUS, przejęcia płatności zasiłków chorobowych od 1 dnia oraz preferencyjnych kredytów na 0 proc. – wynika z badań przeprowadzonych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, przez Research&Grow.

Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc
Źródło: BIG InfoMonitor

Statystyki pokazują, że biznes został skażony koronawirusem znacznie bardziej niż ludzie. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, pandemia z dnia na dzień unieruchomiła niemal jedną trzecią mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Te firmy znalazły się w najgorszej sytuacji. Połowie firm pandemia ograniczyła produkcję i obsługę klientów. Powodów nie brakuje, drastyczny spadek zamówień wynikający z paraliżu gospodarki, administracyjny zakaz realizacji określonych usług oraz niedostępność pracownikówW warunkach siejącego lęk wirusa, na razie pracuje bez zmian co czwarta firma. Są też biznesy, które zyskały, ale jest ich niewiele. Tylko trzy firmy na 100 przyznają, że właśnie przeżywają boom.

– Paraliż gospodarki wywołany pandemią z dnia na dzień odebrał wielu firmom dochody, pozostawiając jednak koszty. Oszczędności? To przede wszystkim zwolnienia, a tego nikt dziś nie chce, ani biznes, któremu zależy na zachowaniu pracowników, bo gdy sytuacja się uspokoi trudno będzie bez ludzi szybko rozpocząć działalność, ani Państwo, a tym bardziej pracownicy. Stąd oczekiwanie szybkiego i kompleksowego wsparcia ze strony Państwa, w tym głównie zniesienia konieczności płacenia składek ZUS. Firmy są w różnej kondycji i jak widać w naszym badaniu, co czwartej wystarczyłoby przełożenie na później płatności ZUS-u, ale zdecydowana większość aby przetrwać kryzys i czas po kryzysie potrzebuje ich zniesienia – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Przedsiębiorcy rozpaczliwe wypatrują pomocy. Na pytanie, jakie trzy rozwiązania byłyby najbardziej pomocne w przetrwaniu kryzysu dla Twojej firmy? Większość mikro, małych i średnich wskazuje anulowanie składek na ZUS przez kilka miesięcy. Potrzebuje tego dwie trzecie badanych (67 proc.). Dla nieco mniej niż połowy przedsiębiorstw (44 proc.) bardzo ważne są też dopłaty do wynagrodzeń. Około jednej czwartej wskazań zyskało przejęcie przez ZUS zasiłku chorobowego już od 1. dnia choroby pracownika oraz odroczenie wymagalności składek ZUS-u. Dla jednej piątej firm istotnym wsparciem będzie odroczenie spłaty kredytów. W podobny stopniu pożądane byłyby również preferencyjne nieoprocentowane kredyty.

Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc 2
Źródło: BIG InfoMonitor
Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc 3
Źródło: BIG InfoMonitor

– Powszechne oczekiwanie szeroko zakrojonej pomocy ze strony Państwa łatwiej zrozumieć, gdy spojrzy się na przewidywania przedsiębiorców, ile potrwa paraliż gospodarczy spowodowany pandemią. Większość ankietowanych firm spodziewa się, że sytuacja kryzysowa związana z koronawirusem przeciągnie się co najmniej do początku lipca. A co trzecie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwo obawia się, że może to trwać jeszcze dłużej – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Tymczasem już 7 proc. przedstawicieli firm twierdzi, że ich biznes stracił stabilność finansową, 14 proc. mówi, że jest w stanie przetrwać co najwyżej miesiąc, 19 proc. daje sobie dwa miesiące, a 27 proc. trzy miesiące. 8 proc. nie potrafi przewidzieć jak będzie. Nieco więcej komfortu ma 16 proc. ankietowanych uważają, że zachowają stabilność finansową do pół roku, a niektórzy dłużej. 10 proc. deklaruje, że w kryzysowej sytuacji ich stabilność nie jest zagrożona.

Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc 4
Źródło: BIG InfoMonitor

Co radzą sobie nawzajem przedsiębiorcy w tak niespodziewanej sytuacji?

Przede wszystkim by zachować spokój i wykazać się cierpliwością. Przedsiębiorcy są też zdania, że należy się dostosować i kontynuować działalność, korzystać z pomocy Państwa i troszczyć o zdrowie pracowników.

W przyjętym przez Parlament pakiecie pomocy Tarczy Antykryzysowej  znalazły się m.in. takie rozwiązania jak:

  • zwolnienie mikrofirm do 9 osób ze składek do ZUS na 3 miesiące (marzec–maj) – zwolnienie dotyczy składek za przedsiębiorcę i pracujące dla niego osoby; skorzystać mogą także samozatrudnieni z przychodem do 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia, którzy opłacają składki tylko za siebie (15 681 zł);
  • świadczenie postojowe w kwocie do ok. 2 tys. zł – dla zleceniobiorców (umowa zlecenia, agencyjna, o dzieło) i samozatrudnionych o przychodzie poniżej 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia przez dwa miesiące;
  • dofinansowanie wynagrodzeń pracowników – do wysokości 40% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia i uelastycznienie czasu pracy – dla firm w kłopotach.

A także:

  • czasowe zniesienie opłaty prolongacyjnej przy odraczaniu lub rozkładaniu na raty należności skarbowych i składkowych (ZUS);
  • umożliwienie odliczenia od dochodu (przychodu) darowizn przekazanych na przeciwdziałanie COVID-19;
  • korzystniejsze zasady rozliczania straty;
  • wsparcie firm transportowych przez ARP w refinansowaniu umów leasingowych;
  • ułatwienia dla branży turystycznej;
  • umożliwienie sklepom – w niedziele objętym zakazem handlu – przyjmowania towaru, rozładowywania go oraz wykładania na półki;
  • obniżenie o 90 proc. czynszów najemców lokali i tzw. wysp w galeriach handlowych, dopóki obiekty te mają zakaz normalnego funkcjonowania;
  • przedłużenie legalnego pobytu i zezwoleń na pracę dla obcokrajowców;
  • zwalnianie z naliczania kar umownych za – związane z epidemią – opóźnienia przy realizacji przetargów;
  • umożliwienie gminom odstąpienia od pobierania podatku od nieruchomości od firm, które przez epidemię koronawirusa utraciły płynność finansową;
  • przedłużenie bankowych kredytów obrotowych, w oparciu o dane finansowe na koniec 2019;
  • gwarancje de minimis z BGK;
  • dopłaty BGK do odsetek;
  • fundusze płynnościowe BGK, PFR i KUKE, w tym możliwość uzyskania – przez średnie i duże firmy – z funduszu PFR Inwestycje podwyższenia kapitału lub finansowania w postaci obligacji – łącznie o wartości 6 mld zł.

Badanie przeprowadzone przez Research&Grow techniką CATI na próbie małych i średnich firm – do 250 pracowników,  N=251, 16-18 marca 2020 r.

Tarcza antykryzysowa – omówienie przyjętych zapisów

Projekty ustaw, składające się na tzw. tarczę antykryzysową, zostały ostatecznie przyjęte przez sejm. Ekspert kancelarii Chałas i Wspólnicy omawia kluczowe zapisy dla przedsiębiorców i wyjaśnia, jak z nich skorzystać.

Ochrona miejsc pracy i dofinansowanie do wynagrodzeń

Dla pracodawców, których obroty gospodarcze w następstwie wystąpienia COVID-19 spadły, przewidziane zostało świadczenie na rzecz ochrony miejsc pracy oraz wypłata z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych świadczeń na dofinansowanie wynagrodzenia pracowników.

Za spadek obrotów gospodarczych uznaje się spadek sprzedaży towarów lub usług, w ujęciu ilościowym lub wartościowym:

  • nie mniej niż o 15%, obliczony jako stosunek łącznych obrotów w ciągu 2 kolejnych miesięcy w okresie po 01.01.2020 r., do łącznych obrotów z analogicznych 2 miesięcy z roku ubiegłego w następstwie wystąpienia COVID 19, lub
  • nie mniej niż o 25 %, obliczony jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanego miesiąca w okresie po 01.01.2020 r., w porównaniu do obrotów z miesiąca poprzedniego.

Przewidziane zostały w tym przypadku dwa świadczenia dla pracodawców.

Po pierwsze, w przypadku objęcia pracownika przestojem ekonomicznym z powodu spadku obrotu gospodarczego w następstwie wystąpienia COVID-19 pracodawca wypłaca wynagrodzenia obniżone:nie więcej niż o 50% ale nie niższe niż w wysokości minimalnego wynagrodzenia z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy

– mówi Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Obniżone wynagrodzenie pracownika jest dofinansowywane ze środków FGŚP w wysokości 50% minimalnego wynagrodzenia z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy. Dofinansowanie to nie przysługuje wobec pracowników, których wynagrodzenie w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku przez przedsiębiorcę było wyższe niż 300% przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłoszonego przez Prezesa GUS

– dodaje Ziębicki.

Po drugie, pracodawca, który obniżył wymiar czasu pracy w związku ze spadkiem obrotów gospodarczych w następstwie wystąpienia koronawirusa, może obniżyć wymiar czasu pracy pracownika o 20%, nie więcej niż do 0,5 etatu, z zastrzeżeniem, że wynagrodzenie nie może być niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę, z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy. Przy tak obniżonym wymiarze czasu, FGŚP dofinansuje maksymalnie do 40% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału.

Oba świadczenia przysługują przez łączny okres 3 miesięcy od dnia złożenia wniosku o wypłatę świadczeń.

Skrócenie wymiaru wypoczynku dla pracowników

Dla pracodawców, którzy nie zalegają w regulowaniu zobowiązań podatkowych oraz składek na ubezpieczenia społeczne została przewidziana również możliwość skrócenia:
dobowego czasu nieprzerwanego odpoczynku dla pracownika z 11 do 8 godzin (z gwarancją oddania pracownikowi równoważnego odpoczynku w okresie 8 tygodni)
tygodniowego czasu odpoczynku z 35 do 32 godzin.
Pracodawca w porozumieniu ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników będzie mógł także wydłużyć dobowy wymiar czasu pracy do 12 godzin oraz okres rozliczeniowy do maksymalnie 12 miesięcy.

Dopłaty do składek ZUS

Pracodawcy, w przypadku spadku obrotów gospodarczych w następstwie COVID-19, może zostać przyznane dofinansowanie części kosztów wynagrodzeń pracowników oraz należnych od tych wynagrodzeń składek na ubezpieczenia społeczne.

Przez spadek obrotów gospodarczych rozumie się zmniejszenie sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub wartościowym obliczone jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych, przypadających w okresie po dniu 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego dzień złożenia wniosku o przyznanie dofinansowania, w porównaniu do łącznych obrotów z analogicznych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych roku poprzedniego. Za miesiąc uważa się także 30 kolejno po sobie następujących dni kalendarzowych, w przypadku gdy dwumiesięczny okres porównawczy rozpoczyna się w trakcie miesiąca kalendarzowego, to jest w dniu innym niż pierwszy dzień danego miesiąca kalendarzowego.

Dofinansowanie, w przypadku spadku obrotów o:

  • co najmniej 30% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 50% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę;
  • co najmniej 50% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 70% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę;
  • co najmniej 80% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 90% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Dofinasowanie to może być przyznane na okres nie dłuższy niż 3 miesiące. Pracodawca jest zobowiązany do utrzymania w zatrudnieniu pracowników objętych umową przez okres dofinansowania oraz po zakończeniu okresu dofinansowania, przez okres równy temu okresowi.

Powyższe rozwiązania stosuje się analogicznie dla przedsiębiorców będących osobami fizycznymi niezatrudniającymi pracowników, w celu dofinansowania części kosztów prowadzenia działalności gospodarczej

– wyjaśnia Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Zwolnienie ze składek dla mikrofirm

Dla mikrofirm zatrudniających do 9 osób przewidziane zostało zwolnione ze składek ZUS przez 3 miesiące tj. od 1 marca 2020 r. do 31 maja 2020 r. Zwolnienie dotyczy składek za przedsiębiorcę i pracujących dla niego osób. Zwolnienie dotyczy składek na ubezpieczenia społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, FGŚP, FEP. Przedsiębiorca oraz pracujący na jego rzecz pracownicy zachowują prawo od świadczeń zdrowotnych i ubezpieczeń społecznych za okres zwolnienia ze składek.

Pożyczki dla mikroprzedsiębiorców

Dla mikroprzedsiębiorców została przewidziana pożyczka w wysokości do 5.000,00 zł przez okres 6 miesięcy. Pożyczka jest jednorazowa, wypłacana ze środków Funduszu Pracy na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Pożyczka jest oprocentowana w wysokości 0,05%, zaś okres jej spłaty nie może być dłuższy niż 12 miesięcy. W obecnie proponowanym rozwiązaniu przewiduje się, że pożyczka wraz z odsetkami ulega umorzeniu, pod warunkiem, że przedsiębiorca przez okres 3 miesięcy od dnia jej udzielenia nie zmniejszy stanu zatrudnienia na dzień 29 lutego 2020 r. w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy.

Dla przedsiębiorców, którzy ponoszą negatywne konsekwencje COVID-19 przewidziane zostało prawo odliczenia straty poniesionej w 2020 r. od dochodu z działalności uzyskanego w 2019 r. Warunkiem jest osiągnięcie w 2020 r. w porównaniu do 2019 r. przychodów niższych o co najmniej 50%. Obniżenie jest jednorazowe, nie więcej niż o kwotę 5.000.000,00 zł. Tarcza odroczyła także niektóre terminy wykonania obowiązków spoczywających na przedsiębiorcach.

Koronawirus ogranicza emisje CO2. Kryzys po pandemii może jednak zepchnąć ochronę klimatu na drugi plan

Okazuje się, że pandemia koronawirusa ma pozytywny wpływ na stan środowiska – wskazują ekolodzy. Zamykanie fabryk, ograniczenia w transporcie czy spowolnienie aktywności gospodarczej już przyczyniły się do poprawy jakości powietrza, widocznej nawet na zdjęciach satelitarnych NASA i ESA. Jak podkreśla ekspert SGGW, prof. Zbigniew Karaczun, ta poprawa jest jednak krótkotrwała i nie oznacza systemowej zmiany na lepsze. Z kolei recesja, która nastąpi po okresie pandemii, może skłonić rządy wielu państw do wspierania gospodarki kosztem polityki środowiskowej i cięcia wydatków na inwestycje proekologiczne.

– Wpływ pandemii koronawirusa na stan środowiska można uznać za pozytywny. Zmniejszenie aktywności gospodarczej, transportu lotniczego i samochodowego znacząco zmniejszyło presję działalności człowieka na środowisko przyrodnicze. Świetnie widać to np. na zdjęciach satelitarnych znad Chin porównywanych w grudniu i w lutym. Rzeczywiście Chiny były wtedy w zasadzie czystym państwem, co jest dla nich bardzo rzadkie. Wszędzie tam, gdzie rządy ogłaszają kwarantannę czy ograniczenia dla działalności ludzi, zmniejsza się wielkość emisji do środowiska, poprawia się stan jakości powietrza i wody. Jednak musimy mieć świadomość, że to jest wpływ krótkotrwały – mówi agencji Newseria Biznes prof. Zbigniew Karaczun z Katedry Ochrony Środowiska SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Spadek zanieczyszczenia powietrza został po raz pierwszy zaobserwowany na zdjęciach satelitarnych NASA w chińskiej prowincji Hubei, gdzie wybuchła epidemia. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda wyliczyli, że w Chinach emisje CO2 spadły w sumie o 1/4, co mogło uratować życie 4 tys. dzieci poniżej piątego roku życia i 73 tys. osób starszych, powyżej 70 lat. To z kolei oznacza, że liczba ludzi uratowanych w ten sposób może wielokrotnie przewyższać liczbę zgonów spowodowanych pandemią koronawirusa w samych Chinach.

Dane z satelity Copernicus Sentinel-5P, który jest obecnie najdokładniejszym przyrządem do pomiaru zanieczyszczenia powietrza z kosmosu, pokazują jego spadek – zwłaszcza emisji dwutlenku azotu, również we Włoszech – podała Europejska Agencja Kosmiczna. Redukcja jest szczególnie widoczna w północnych Włoszech, co zbiega się z ogólnokrajową blokadą, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Ekspert podkreśla jednak, że ta poprawa jakości środowiska naturalnego jest tylko krótkotrwała i nie oznacza systemowej zmiany na lepsze.

– Obawiamy się, że kiedy skończy się panika związana z pandemią i wrócimy do normalnej rzeczywistości po kwarantannie, wtedy być może rządy będą starały się wspierać działalność gospodarczą nawet kosztem środowiska przyrodniczego. Może się okazać, że w nadchodzących miesiącach, latach czy tygodniach będziemy emitować do atmosfery znacznie więcej – mówi prof. Zbigniew Karaczun.

Zdaniem ekspertów ograniczenia wprowadzone z powodu pandemii mogą przełożyć się na długotrwałe korzyści, gdyż wiele osób zrezygnuje z niepotrzebnych podróży, wzrośnie też znaczenie zdrowia publicznego. Z drugiej strony spodziewana recesja może skłonić rządy wielu państw do wspierania gospodarki kosztem polityki środowiskowej i cięcia wydatków związanych z inwestycjami proekologicznymi.

– To, że dziś wszyscy zajmujemy się pandemią, nie oznacza, że powinniśmy zapomnieć o zmianach klimatu. One są równie wielkim niebezpieczeństwem, które nie zniknie, kiedy ją zwalczymy. Potrzebne są równie stanowcze działania w odniesieniu do ochrony klimatu – mówi ekspert Koalicji Klimatycznej.

Jak podkreśla, pandemia koronawirusa pokazuje, że możliwa jest globalna mobilizacja polityczna i społeczna na rzecz wspólnego celu. Taka sama mobilizacja i koalicja wszystkich państw będzie też potrzebna po uporaniu się z SARS-CoV-2.

– Mam nadzieję, że ta nauczka, którą daje nam pandemia, zostanie też odniesiona do ochrony klimatu, pokaże nam, że możemy zmienić gospodarkę, dostosować ją do wymogów ochrony środowiska – mówi prof. Zbigniew Karaczun. – W Polsce, Europie i na całym świecie o 180 stopni zmieniliśmy swoje życie, dostosowaliśmy się do wyzwań, jakie stawia przed nami pandemia. To pokazuje, że zmiana jest możliwa. To powinna być nauczka dla nas wszystkich, zwłaszcza polityków, że takie działania w zakresie ochrony klimatu i środowiska są możliwe. Jeżeli na jednej szali jest nasze bezpieczeństwo, wynikające z konieczności zachowania systemu przyrodniczego, a z drugiej – krótkoterminowe korzyści finansowe, to podobnie jak w przypadku tej pandemii powinniśmy postawić na to bezpieczeństwo.

Według danych Europejskiej Agencji Środowiska  (EEA) zmniejszony ruch w miastach i ograniczenia w transporcie przekładają się na spadek zanieczyszczenia powietrza. W Mediolanie stężenie emitowanego głównie przez transport dwutlenku azotu (NO₂) spadło o 21 proc. w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej, w Barcelonie – o 55 proc., Madrycie – 41 proc., a Lizbonie – 51 proc.

Mimo to w Warszawie i wielu innych polskich miastach w ostatnich dniach utrzymywał się smog, a normy stężenia pyłów PM2,5 i PM10 były wielokrotnie przekroczone, o czym informowały m.in. Warszawski Alarm Smogowy i stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Według ekspertów taka sytuacja wynika m.in. z faktu, że nocą utrzymywały się niskie temperatury, więc mieszkańcy zaczęli grzać w swoich domach i palić w kominkach. Za smog w głównej mierze odpowiada więc ogrzewanie z tzw. kopciuchów i kominków. To sytuacja niekorzystna o tyle, że – jak zauważa stowarzyszenie Miasto Jest Nasze – pyły zawieszone stanowią podłoże, które umożliwia koronawirusowi pozostawanie w powietrzu w odpowiednich warunkach przez określony czas, od kilku godzin do nawet kilku dni.

Premier Mateusz Morawiecki: Zakładamy scenariusz, że polska gospodarka będzie zamknięta przez dłuższy czas. Dopóki nie ma szczepionki, wszystko zależy od przestrzegania nałożonych ograniczeń

Premier Mateusz Morawiecki: Zakładamy scenariusz, że polska gospodarka będzie zamknięta przez dłuższy czas. Dopóki nie ma szczepionki, wszystko zależy od przestrzegania nałożonych ograniczeń 1

We wtorek rząd ogłosił dodatkowe obostrzenia w celu ochrony przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Im dłużej potrwa pandemia, tym poważniej jej skutkami będą dotknięte gospodarki Polski i jej partnerów z Unii Europejskiej. Pierwsze skutki już widać: prognozy 10-proc. spadku PKB, wnioski o wakacje kredytowe i zmianę harmonogramu spłat, obniżki wynagrodzeń i zwolnienia. W obliczu braku szczepionki i lekarstwa jedynym sposobem na ograniczenie choroby i wywołanej przez nią recesji jest higiena i izolacja.

Budujemy różne scenariusze i wśród wielu zakładamy również ten, w którym polska gospodarka będzie zamknięta czas dłuższy, pewnie podobny jak gospodarka europejska. Życzyłbym sobie i wszystkim tego, żeby ten czas zamknięcia był jak najkrótszy, i cały czas mam poważne nadzieje, oparte również na analizach, że być może on będzie krótszy niż w Europie Zachodniej we Francji, Włoszech czy w Hiszpanii – podkreślił podczas konferencji premier Mateusz Morawiecki w odpowiedzi na pytanie agencji Newseria. – Ale czy tak się ostatecznie stanie, zależy od tego, czy będziemy przestrzegać tych rygorów, które dzisiaj nakładamy. Bezwzględna izolacja osób starszych i oczywiście, jeżeli przemieszczają się, utrzymywanie odpowiedniego dystansu i dezynfekowanie rąk.

Kolejne ograniczenia dotkną sklepy. Naraz będzie mogło w nich przebywać tylko tylu klientów, ile wynosi trzykrotność kas. Będą musieli robić zakupy w rękawiczkach, które powinien zapewnić sklep. Przed południem, w godzinach 10–12 w sklepach spożywczych i aptekach będą mogły przebywać tylko osoby po 65. roku życia, by nie narażać ich na kontakt z młodszymi potencjalnymi nosicielami. W weekendy nieczynne będą sklepy budowlane. Wychodzić można na krótko i w konkretnym celu oraz trzeba utrzymywać odległość minimum 2 metrów. Nieletnim musi towarzyszyć osoba dorosła. Wszystkie te ograniczenia mają zatrzymać rozwój pandemii, skrócić czas jej trwania i tym samym czas powrotu gospodarek do pełnego funkcjonowania. W każdym wypadku jednak straty dla gospodarki będą bolesne.

– Wpływ pandemii na gospodarkę światową, europejską i polską będzie ogromny. Bardzo wielu przywódców już dzisiaj mówi, że jest to kryzys największy od czasów II wojny światowej. Wiele osób w Stanach Zjednoczonych mówi, że jest to kryzys większy niż wszystko, co spotkało ten kraj od czasów wielkiej depresji w latach 1929–1933, a niektórzy już mówią, że będzie od niej gorszy – mówił prezes Rady Ministrów. – Już pojawiają się prognozy bezrobocia w USA na poziomie 30 proc., a podczas wielkiej depresji to było mniej więcej 25 proc. Dla nas bardzo ważne jest, jak szybko wyjdzie z tych tarapatów gospodarka europejska. Na cotygodniowych naradach Rady Europejskiej przedstawiam nasz plan, nasz punkt widzenia, wiele naszych porad jest przyjmowanych, przekazujemy sobie najlepsze praktyki. To nie jest czas na to, żeby się ścigać na to, kto ma lepsze rozwiązania.

W Stanach Zjednoczonych w tygodniu zakończonym 21 marca liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 3,283 mln, co oznacza wzrost o 3 mln. Jest to największy odczyt tego wskaźnika w historii USA. Jeśli to tempo się utrzyma, w ciągu kilku tygodni bezrobocie w tym kraju może osiągnąć wartość dwucyfrową.

W Polsce, jak poinformował Związek Banków Polskich, wpłynęło już 200 tys. wniosków o wakacje kredytowe od osób prywatnych i ponad 10,5 tys. wniosków o zmianę zasad finansowania od przedsiębiorstw. Zdaniem prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa w II kwartale roku należy liczyć się z recesją rzędu 5–10 proc., a do wzrostu gospodarka powróci dopiero na przełomie 2020 i 2021 roku. Zdaniem ekonomistów Banku Millennium w całym roku polska gospodarka może spaść o 3 proc. – a miała o ponad 3 proc. wzrosnąć.

– Naszych włoskich przyjaciół doświadczył los straszliwy. Dzisiaj liczba zgonów, ale też w szczególności te mechanizmy segregacji mówią nam: nakładajcie nowe obostrzenia, budujcie nowe izolatoria, nowe miejsca kwarantanny, nowe miejsca szpitalne. I to robimy. Dzisiaj dla osób z koronawirusem jest dostępnych już około 8–9 tys. miejsc, za chwilę będzie powyżej 10 tys. Wykorzystanych łóżek jest około 1,5 tys. – mówił Mateusz Morawiecki. –  Jeżeli będzie za chwilę 2–3 tys., cały czas te miejsca są, ale wiemy, że ten przyrost może być gwałtowny. Podchodzimy do tej sytuacji z bardzo dużą pokorą, ale jestem przekonany, że wspólnym wysiłkiem, jeżeli rzeczywiście w solidarny sposób będziemy przestrzegali tych zasad, to ograniczymy zasięg rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Koronawirus stał się pożywką dla oszustów i internetowych trolli. Rusza kampania NASK piętnująca fake newsy

Internet zalewa w ostatnich tygodniach lawina fake newsów, tzw. łańcuszków i niesprawdzonych informacji dotyczących koronawirusa. SARS-CoV-2 stał się pożywką zarówno dla internetowych trolli, jak i cyberprzestępców, którzy próbują wykorzystać sytuację, aby wyłudzić pieniądze, hasła do logowania w banku czy social mediach. W związku z tym NASK startuje właśnie ze specjalną kampanią, która ma skłonić internautów do aktywnego oznaczania oraz zgłaszania fake newsów i cyberoszustw. Fałszywą informację można skomentować, dodając hasztag HASHOznaczDezinfo, natomiast próbę wyłudzenia, fałszywe strony internetowe czy bramki do płatności należy zgłosić do CERT Polska. 

 Radzenie sobie z dezinformacją ma wiele wspólnego z przeciwdziałaniem wirusowi. Musimy ograniczyć przekazywanie fałszywych informacji, aby nie „zarażać” innych użytkowników – podkreśla Krzysztof Silicki, dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa w NASK.

Koronawirus i dezinformacja mają jeden wspólny mianownik: błyskawicznie się rozprzestrzeniają. Można to zjawisko nazwać infodemią, czyli dezinformacją w czasie pandemii. Kiedy w mediach pojawiły się doniesienia o tym groźnym wirusie, nie trzeba było też długo czekać na fake newsy. Internauci trafiają w ostatnich tygodniach na wiele fałszywych informacji i wprawdzie wiarygodnie wyglądających, ale nieprawdziwych nagłówków (np. o tym, że Polska nie zgodziła się na przelot rosyjskiego samolotu, który leciał z pomocą medyczną do Włoch).

W sieci rozprzestrzeniają się też tzw. łańcuszki. Jednym z najpopularniejszych jest ten, w którym „czeski lekarz” przekazuje znajomym rzekomo prawdziwe informacje dotyczące koronawirusa: „Tajwańscy eksperci zapewniają prosty autotest, który możemy wykonywać każdego ranka. Weź głęboki oddech i wstrzymaj oddech na dłużej niż 10 sekund. Jeśli pomyślnie zakończysz badanie bez kaszlu, bez dyskomfortu, zatłoczenia, napięcia itp., udowodnione jest, że w płucach nie ma mukowiscydozy, co w zasadzie oznacza brak infekcji”. Wiadomość ta wciąż krąży w internecie, mimo że zawarte w niej informacje są szkodliwe i kompletnie nieprawdziwe (mukowiscydoza jest ciężką chorobą genetyczną). Tylko do połowy marca portal EUvsDisinfo odnotował ponad 160 takich fałszywych informacji, z kolei agencja prasowa AFP – aż 1,9 tys.

– Dezinformacja może mieć np. charakter polityczny, jednak jest również wykorzystywana przez cyberprzestępców, aby zdobyć nasze wrażliwe dane – wskazuje Krzysztof Silicki.

Jak podkreśla, dezinformację wyróżnia szkodliwa intencja, umyślne wprowadzanie odbiorcy w błąd. Jej celem może być wywołanie chaosu i nieufności albo – jak w większości przypadków – chęć wyłudzenia pieniędzy i danych, np. haseł do logowania w banku czy social mediach.

Oprócz lawiny fake newsów koronawirus stał się dobrą pożywką dla internetowych trolli i cyberprzestępców, którzy rozsyłają m.in. podstawione strony internetowe, bramki do płatności czy złośliwe aplikacje. Popularną metodą kradzieży są fałszywe SMS-y i wiadomości e-mail zawierające linki do logowania, np. o tym, że środki z prywatnych kont zostaną przekazane do rezerw krajowych NBP, a żeby odzyskać 1 tys. zł, należy kliknąć w podany link. Eksperci NASK apelują, żeby za każdym razem sprawdzać m.in. adres i wygląd strony, która wymaga pozostawienia wrażliwych danych (logowania czy karty płatniczej).

Jednak źródłem fake newsów i dezinformacji często są również sami internauci, którzy w mediach społecznościowych udostępniają plotki, pogłoski i sensacyjne wiadomości dotyczące m.in. zamknięcia miast, sklepów czy wprowadzenia wojska na ulice.

Z tych powodów NASK startuje właśnie ze specjalną kampanią HASHOznaczDezinfo, która zachęca internautów do aktywnego oznaczania i zgłaszania fake newsów. Samo jej hasło stanowi jednocześnie akronim, którego rozwinięcie przybiera formę poradnika dla internautów (O – Odpowiedzialnie udostępniaj, Z – Zrozum cel, N – Nie wierz krzykliwym nagłówkom, A – Analizuj treść, C – Czekaj, aż opadną emocje, Z – Zgłaszaj dezinformację).

– Powinniśmy zachować emocjonalny dystans do tego, co czytamy, przestrzegać zasad cyberhigieny oraz wspierać tych, którzy nie są świadomi dezinformacji np. w mediach społecznościowych – podkreśla Krzysztof Silicki.

Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa NASK apelują, żeby wyciszyć emocje i włączyć myślenie przed udostępnieniem niesprawdzonej informacji albo skomentowaniem postu lub artykułu. Radzą, aby dokładnie analizować ich treść, zwracać uwagę na krzykliwe nagłówki i tytuły, sensacyjne hasła – to tzw. clickbaity, które mają na celu przykuć uwagę. Należy też sprawdzić wiarygodność źródeł i portalu, który udostępnia daną informację, oraz to, czy został podany jej autor.

Fałszywą informację można skomentować, dodając hasztag HASHOznaczDezinfo, i zgłosić do moderatorów danego serwisu oraz organizacji fact-checkingowych (np. Stowarzyszenie Demagog, Konkret24 albo Demaskator24.pl). Z kolei próbę wyłudzenia, fałszywe strony internetowe czy bramki do płatności, które mają na celu m.in. wyłudzenie pieniędzy albo danych logowania, można zgłosić do CERT Polska pod adresem incydent.cert.pl. NASK prowadzi również listę ostrzeżeń przed przestępczymi domenami, które każdy może zgłosić do CERT Polska.

NASK apeluje, aby czerpać informacje dotyczące koronawirusa z oficjalnych, rządowych źródeł, np. portalu GOV.pl, stron internetowych i profili Ministerstwa Zdrowia, Kancelarii Premiera czy Głównego Inspektoratu Sanitarnego, a także z komunikatów podawanych w aplikacji mObywatel.

Sztuczna inteligencja w centrum zainteresowania polskiego sektora technologicznego. W jej rozwoju pomogą centra badawcze oraz programy inwestycji strategicznych

Systemy sztucznej inteligencji są przyszłością rynku technologicznego. Polskie start-upy oraz ośrodki naukowe coraz chętniej eksperymentują z systemami autonomicznymi, wsparcie płynie także ze strony przedstawicieli władz. Prowadzone są rozmowy na temat wdrożenia państwowych programów wsparcia dla rozwoju innowacyjnych technologii inteligentnych, które pozwolą polskim firmom na równi rywalizować z międzynarodowymi korporacjami specjalizującymi się w systemach SI.

– Polska jest w przedbiegu inwestycji w sztuczną inteligencję. Mam nadzieję, że uniwersytety również będą coraz więcej kształcić w tym zakresie, nawet na poziomach juniorskich. Firm, które wykorzystują SI, jest naprawdę niewiele. Muszą one posiadać ogromne ilości danych, żeby te modele w odpowiedni sposób wytrenować i żeby one były potem skuteczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jarosław Królewski, prezes Synerise. – Ta dziedzina wiedzy jest strategiczna nie tylko z punktu widzenia gospodarki, ale również kraju, jego bezpieczeństwa, stabilności czy możliwości rozwoju konkurencji na rynkach.

O konieczności wdrożenia programów inwestycyjnych dla projektów z branży SI przekonuje Ministerstwo Rozwoju, które planuje rozwijać w Polsce centra sztucznej inteligencji. Jednostki te miałyby pełnić rolę hubów naukowo-biznesowych, które zrzeszałyby inżynierów pracujących nad innowacyjnymi technologiami z zakresu automatyzacji, algorytmów inteligentnych oraz uczenia maszynowego. Ułatwiłyby także polskim wynalazkom zaistnienie na arenie międzynarodowej.

Według ministerstwa huby SI mogłyby funkcjonować w ramach unijnego programu Horyzont Europa. Dzięki temu polskie ośrodki mogłyby ubiegać się o dofinansowanie w ramach klastra „Technologie cyfrowe, przemysł i przestrzeń kosmiczna”, na który Komisja Europejska przeznaczy 15 mld euro, z czego znaczna część środków posłuży do wsparcia projektów związanych z rozwojem inteligentnych algorytmów.

– Kluczowe technologie, jeśli chodzi o własność intelektualną, nie powstają w Polsce. Jesteśmy jedną z firm, która chce rywalizować na twarde technologie: budujemy własne systemy baz danych, własne algorytmy. Ale tych firm jest za mało, za bardzo wierzymy w to, że innowacja ma tylko cele sprzedażowe – przekonuje ekspert.

Potencjał technologii sztucznej inteligencji docenili m.in. projektanci robota edukacyjnego Photon. Według nich transformację polskiego rynku nowych technologii należy rozpocząć od podstaw, czyli od wdrożenia innowacyjnych programów nauczania, które przygotują młode pokolenie do pracy z algorytmami SI. Photona opracowano w ramach Podlaskiego Akceleratora Innowacji, a jego zadaniem jest przybliżenie podstaw programowania oraz sposobów funkcjonowania sztucznej inteligencji za pośrednictwem nieinwazyjnych narzędzi edukacyjnych. Dzieci uczą się nowych, przyszłościowych umiejętności poprzez zabawę, programując i konfigurując robota.

Na polskim rynku eksperymenty edukacyjne z zastosowaniem sztucznej inteligencji realizuje również Synerise. Firma we współpracy z Microsoftem oraz Bankiem Pekao prowadzi projekt AI Schools & Academy. W jego ramach edukatorzy będą uczyć dzieci innowacyjnych rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, zaś przedsiębiorców zachęcać do wykorzystywania narzędzi automatyzujących pracę w swoich firmach.

W rozwój umiejętności związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji w biznesie inwestuje także Ośrodek Przetwarzania Informacji przy Państwowym Instytucie Badawczym. Kursy prowadzone przez tę jednostkę nie są jednak skierowane do przyszłych informatyków i programistów, tylko mają zwiększyć świadomość szerokiego grona pracowników na temat systemów automatycznych, które mogą w przyszłości napotkać na swojej drodze biznesowej.

– Powinniśmy skupić się na tym, żeby dostarczać odpowiednią technologię z bardzo dużą marżą i sprzedawać ją przez partnerów. Takie dyscypliny wiedzy jak Big Data i sztuczna inteligencja pokazują, że nawet kilka umysłów jest w stanie dostarczać rozwiązania, które potem będą patentowalne i będą decydować o tym, jak kształtuje się świat technologii – twierdzi Jarosław Królewski.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 roku wzrośnie do przeszło 190 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 36,6 proc.

Rynki osiągną dno, dopiero gdy znajdzie się rozwiązanie na skuteczne unicestwienie koronawirusa

Po tak burzliwym miesiącu trudno ocenić, na ile dokonały się już rozliczenia pod porządkowanie portfeli na koniec kwartału. Pierwsze od czterech tygodni wzrosty na poniedziałkowej sesji na Wall Street mogą być właśnie skutkiem równoważenia pozycji niż dowodem poprawy klimatu na rynkach. Podobnie nie należy wyciągać pochopnych wniosków z imponującego odbicia indeksów PMI z Chin.

Chiny są jeden miesiąc do przodu w walce z wirusem, co oznacza, że główne uderzenie w gospodarkę nastąpiło w lutym, a marzec przynosi stopniowy restart aktywności gospodarczej. Oba wskaźniki PMI – dla sektorów przemysłowego i usługowego – wróciły do strefy sygnalizującej ekspansję, sugerując, że gospodarka najgorsze ma za sobą. Jednak prosta analiza odbicia z 35,7 i 29,6 do 52,0 i 52,3 może być myląca. Ankiety PMI mierzą saldo netto w odpowiedziach firm dotyczących poprawy lub pogorszenia sytuacji. Jest oczywistym, że po fatalnym lutym większość firm będzie widzieć swój biznes lepiej. Jednak same rozróżnienie lepiej/gorzej nic nie mówi o ogólnym poziomie produkcji. Z takiego punktu widzenia martwić powinno, że ledwo połowa firm widzi poprawę sytuacji. Globalne rozprzestrzenianie się wirusa skutkuje lockdownem na szeroką skalę, który paraliżuje rynki zbytu dla chińskiego eksportu. W samych Chinach wzrasta ryzyko importowania zakażonych, co hamuje aktywność w głównych miastach raju. Powrót indeksów powyżej 50 nie może być wprost intepretowane, że wszystko wróciło do normy.

Źródłem zaburzenia obrazu rynku jest też istota końca miesiąca/kwartału. Fundusze zobligowane do utrzymywania odpowiedniego współczynnika alokacji w akcjach i obligacjach muszą teraz odbudować zachwiane proporcje. Sugeruje to kupowanie akcji, których wartość drastycznie stopniała. Dla inwestorów zagranicznych działających na Wall Street oznacza to też mniejsze zapotrzebowane na zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym, co powinno wspierać USD. Naturalnie nie wszyscy czekają na porządki do ostatniej chwili i część równoważenia mogło się dokonać w ubiegłym tygodniu. Przy obecnej zmienności trudno jednak oszacować, jak dużo tego procesu już za nami i jeszcze dziś może dojść do niespodziewanych wahań. Wniosek jest jednak taki, że nie należy dać się ponieść przekonaniu, że rynek akcji sygnalizuje trwałe odbicie od dołka. Świat musi zażegnać kryzys zdrowotny i rynki osiągną dno, dopiero gdy znajdzie się medyczne rozwiązanie.

Bank Anglii zrobił co miał do zrobienia, Sekretarz Skarbu także nie powinien dostarczać nowych wiadomości. Funt w najbliższym czasie pozostanie walutą zależną od rynkowego sentymentu. Relatywnie słaba jak na jedną z głównych walut sytuacja w bilansie płatniczym czyni funta bardzo podatnego na wyprzedaże w momentach braku dostępu do finansowania w dolarze. Obserwowaliśmy to już ostatnio, gdy notowania runęły najniżej od 1985 roku. Płynność została przywrócona przez banki centralne w sposób bardzo zdecydowany, ale spodziewamy się zdecydowanie mniej chaotycznego, ale jednak mniej sprzyjającemu ryzyku środowiska inwestycyjnego. W nim funt również będzie radził sobie gorzej niż dolar, ale także euro. Istnieje zatem wysokie ryzyko ostrego wymazania części wystrzału z 1,15 w okolice 1,25 i zniżki w kierunku 1,20. Kurs najpierw przestrzelił wartość godziwą w dół, teraz w górę. Notowania nie powinny podlegać już tak dramatycznemu spadkowi. Po pierwsze, należy przywołać wspomniany już mniejszy problem z płynnością. Po drugie, funt jako jedyna z głównych walut miał w momencie wybuchu pandemii zbudowaną długą pozycję spekulacyjną. Jej gwałtowne upłynnianie spotęgowało skalę ruchu i napędzało chaos.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek biurowy w obliczu koronawirusa. Kto zyska, a kto straci?

Większość rynków biurowych w regionie EMEA powinna przetrwać krótki wstrząs lub nawet dłuższe spowolnienie gospodarcze – uważają eksperci Colliers International. Sytuacja wywołana przez pandemię może okazać się korzystna w perspektywie długoterminowej dla operatorów biur elastycznych.

Według portalu Colliers’ COVID-19 Insights, około 60% rynków EMEA, w tym także Polska, na początku 2020 r. bardziej sprzyjało deweloperom i właścicielom nieruchomości, z których większość liczyła na wzrost stawek czynszowych. Oczekiwanie to opierało się przede wszystkim na niskim poziomie pustostanów i niewielkiej dostępności biur. Sytuacja wywołana przez rozprzestrzenianie się koronawirusa spowodowała spowolnienie dynamiki popytowej. Można spodziewać się, że będzie miało to wpływ na warunki najmu.

– Obecna sytuacja jest nowa dla nas wszystkich, dlatego nie możemy na tym etapie wyciągać konkretnych wniosków czy snuć prognoz dotyczących funkcjonowania rynku nieruchomości biurowych. Zaobserwować możemy natomiast faktyczny wpływ sytuacji na wydłużenie się pewnych procesów, jak również ponowne sporządzanie analiz zapotrzebowania najemców na powierzchnię biurową. Mimo nietypowych okoliczności, z którymi się mierzymy, część transakcji nie została wstrzymana i praca nad nimi nadal się toczy. Można przypuszczać, że obecna sytuacja przyczyni się do zmiany trendów na rynku – w kolejnych latach będziemy mogli zaobserwować większy udział renegocjacji umów. Moim zdaniem również mobilizacja firm do pracy zdalnej może mieć przełożenie na liczbę wynajmowanych metrów w przyszłości – mówi Paweł Skałba, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Colliers International.

Podaż wciąż niewielka

Niedawny wzrost liczby umów typu pre-let na rynkach biurowych w regionie EMEA może zostać tymczasowo zahamowany, ale biorąc pod uwagę, że podaż nowoczesnych powierzchni biurowych prawdopodobnie osłabnie przez niższą aktywność budowlaną – ze względu na blokady w łańcuchach dostaw materiałów budowlanych – firmy  będą się trzymać  swoich planów dotyczących najmu powierzchni. Wobec tego na rynku nadal będzie odczuwalny niedobór dostępnych nowoczesnych i zrównoważonych przestrzeni biurowych.

Flex office może zyskać

Na rynku elastycznych powierzchni biurowych pojawiają się obawy operatorów uzależnionych od sektora MŚP, który wydaje się być najbardziej narażony na zmniejszenie przepływów pieniężnych.

– W krótkim okresie czasu, elastyczne biura mogą ucierpieć tracąc najemców, ponieważ to właśnie na elastycznym modelu najmu zbudowany jest ich model biznesowy. To największa zaleta tego produktu, że stosunkowo łatwo i szybko można z nich zrezygnować. Ewentualne straty uzależnione są od czasu, jaki będzie trwać obecna sytuacja – mówi Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International.

Jeśli jednak operatorzy przetrwają kryzys wywołany koronawirusem, ich pozycja rynkowa może wzrosnąć.

– Do tej pory większość firm w ramach zabezpieczenia kontynuacji biznesu pod kątem nieruchomości ograniczała się tylko do swoich tradycyjnych biur. Natomiast to, co się teraz dzieje, otwiera nam oczy na wiele różnych przypadków – np. co gdy nie będziemy mieli do naszego biura dostępu? Albo zostanie odcięte od prądu czy sieci? Co gdy nagle będziemy musieli ograniczyć zasoby ludzkie? Wtedy potrzebujemy alternatywnego miejsca pracy. Powierzchnie elastyczne gwarantują nam to, że w szybki sposób można mieć do nich dostęp nawet w sytuacji, gdy tradycyjne firmowe biuro jest już zamknięte czy wręcz zablokowane. A nasze mieszkania, choć są pewną alternatywą, to jednak nie na długi czas i nie na biznesowe spotkania. Myślę, że coraz więcej najemców będzie myślało o włączeniu powierzchni flex do swojej strategii business resilience, tak aby odpowiednio zarządzać ryzykiem i kosztami, np. planując jedynie 70% powierzchni w tradycyjnym układzie, a pozostałe 30% w biurach elastycznych, które dopasują się do bieżących potrzeb – dodaje Renata Hartle.

Dane z GUS-u: Dodatni przyrost naturalny notowany tylko w 3 województwach. Reszta na minusie

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w Polsce wciąż mamy więcej zgonów niż urodzeń. W pierwszej połowie ubiegłego roku przyrost naturalny wyniósł -1,4 na 1000 ludności. Najlepiej pod tym względem było w województwie pomorskim – 0,9 na 1000 osób. Na plusie znalazły się jeszcze małopolskie i wielkopolskie. W latach 2015-2017 wzrastała liczba urodzeń. 3 lata temu osiągnęła blisko 402 tysięcy, a następnie spadła. Zdaniem ekspertów, w najbliższym czasie dodatni przyrost naturalny jest nierealny. Grupa kobiet w wieku reprodukcyjnym będzie się kurczyć.

W Polsce w pierwszej połowie 2019 roku przyrost naturalny był ujemny. Według danych GUS-u, wyniósł -1,4 na 1000 ludności. Żywych urodzeń przypadło 9,5 na 1000 ludności, a zgonów ¬– 10,9. Populacja liczyła ponad 38,3 mln osób, w tym przeszło 19,8 mln kobiet.

– Jako demograf patrzę przede wszystkim na tzw. współczynnik dzietności. Jeśli on wynosi około 2,1, to zapewnia tzw. zastępowalność pokoleń. Kobieta rodzi dwoje dzieci, które są w stanie zastąpić ją i jej partnera. Jeżeli jest poniżej 2, to prędzej czy później widzimy ujemny przyrost naturalny. I taką sytuację mamy w Polsce od dłuższego czasu. Współczynnik oscyluje pomiędzy 1,25 a 1,4 i jest jednym z najniższych w Europie – komentuje dr hab. Anna Matysiak z Katedry Ekonomii Ludności i Demografii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak podkreśla dr Anita Abramowska-Kmon, kierownik Zakładu Demografii SGH w Warszawie, populacja Polski będzie maleć. Dodatni przyrost naturalny jest nierealny. Ludność Polski starzeje się, rośnie liczba i udział osób starszych, co oznacza, że w przyszłości należy oczekiwać dalszego wzrostu liczby zgonów. Ekspert przywołuje wyniki projekcji ludnościowej Eurostatu z 2018 roku. Według przewidywań, w 2040 roku zgonów będzie prawie 460 tysięcy, czyli ponad 10% więcej niż obecnie.

– Wydaje mi się, że dodatni przyrost naturalny nie jest realny w najbliższym czasie, zwłaszcza że mamy koronawirusa. Ale nawet abstrahując od tej sytuacji, nie widzę możliwości, żeby liczba urodzeń rosła, ponieważ raczej nie wzrośnie współczynnik dzietności. On ostatnio lekko spadł, a teraz zapowiada się spowolnienie gospodarcze, więc też raczej nie pójdzie w górę. Ponadto liczba kobiet w wieku rozrodczym maleje, co wynika ze spadku dzietności w ubiegłych trzech dekadach – mówi dr hab. Anna Matysiak.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszej połowie ub.r. dodatni przyrost naturalny był w trzech województwach. To pomorskie (0,9 na 1000 osób), małopolskie (0,7) oraz wielkopolskie (0,5). Natomiast najgorsze wyniki pod tym względem zanotowały woj. łódzkie (-4,1), świętokrzyskie (-3,9) oraz śląskie (-3,1).

– Procesy demograficzne zawsze były zróżnicowane regionalnie. Dla przykładu, województwo łódzkie od lat charakteryzuje się niską dzietnością i jedną z najniższych wartości oczekiwanego trwania życia. To sprawia, że jest prekursorem, jeśli chodzi o spadek liczby ludności i jej starzenia się. Generalnie w województwach z dodatnim przyrostem naturalnym odnotowuje się największe wartości współczynnika dzietności, a także wyższe oczekiwane trwanie życia noworodka – zaznacza dr Anita Abramowska-Kmon.

GUS informuje, że w 2015 roku było 369 308 żywych urodzeń. W kolejnym roku – 382 257, a w 2017 roku – 401 982. Natomiast 2 lata temu liczba ta spadła do 388 178. Ze wstępnych szacunków wynika, że w 2019 roku zarejestrowano 375 tys. urodzeń żywych. Jak stwierdza dr hab. Anna Matysiak, wzrost w latach 2015-2017 wynikał przede wszystkim z dobrej sytuacji ekonomicznej w regionie. Mógł też być skutkiem wprowadzenia świadczeń społecznych, choć nie mamy na ten temat odpowiednich badań. Te dwa czynniki mogły sprawić, że młodzi ludzie przyspieszyli swoje decyzje o posiadaniu dzieci. Nie jest jednak pewne czy rodziny rzeczywiście chcą mieć więcej dzieci czy też po prostu zdecydowali się mieć je wcześniej. Spadek liczby urodzeń w 2017 wskazuje raczej na to drugie wyjaśnienie, choć jeszcze jest za wcześnie, abyśmy mogli wiedzieć to na pewno.

– Demografowie wskazywali, iż zmiany polityki rodzinnej od 2013 roku, w tym także wprowadzenie Programu Rodzina 500+, mogą zachęcić Polaków do decyzji o dziecku. Jednak podkreślali, że jeśli nawet wystąpi wzrost liczby urodzeń, to będzie krótkotrwały. Jest bowiem coraz mniej kobiet, które mogą urodzić dziecko. Obserwowany w latach 2015-2017 wzrost wynikał ze zmiany tzw. kalendarza urodzeń, czyli przyśpieszenia decyzji o urodzeniu kolejnego dziecka. W ogólnej liczbie zwiększył się udział dzieci drugiej i trzeciej kolejności – informuje kierownik Zakładu Demografii SGH w Warszawie.

Według dr hab. Anny Matysiak, wzrost dzietności był bardzo słaby w porównaniu do wzrostu w regionie. Ekspert podkreśla, że w Polsce ciągle jest trudno połączyć aktywność zawodową z posiadaniem dzieci, z rodziną. Są już teraz różne rozwiązania, np. płatne urlopy dostępne dla obojga rodziców, które gwarantują ciągłość dochodów rodzinom w ciągu roku po urodzeniu dziecka. Jednak mężczyźni rzadziej niż w wielu krajach europejskich decydują się na ten wariant. Korzystają z niego głównie kobiety, co potem uderza w nie na rynku pracy. Nie bez znaczenia jest również bardzo słabo rozwinięta opieka instytucjonalna, tj. żłobków i przedszkoli.

– Liczba urodzeń na poziomie około 400 tysięcy rocznie nie będzie wystarczająca, by zrównoważyć  rosnącą liczbę zgonów i ustabilizować przyrost naturalny na poziomie 0. Projekcja ludnościowa Eurostatu dla Polski przewiduje zmniejszenie liczby urodzeń, mimo zakładanego wzrostu tzw. współczynnika dzietności całkowitej do prawie 1,6 dziecka na kobietę w 2040 roku. Za 20 lat prognozowana liczba urodzeń ma wynieść nieco ponad 305 tysięcy – wyjaśnia dr Anita Abramowska-Kmon.

Na liczbę ludności wielu państw, w tym Polski, wpływają także migracje. Jak wskazuje dr hab. Anna Matysiak, np. kraje Europy Północnej i Zachodniej mają duży napływ imigrantów i mały odpływ miejscowych. U nas do tej pory to saldo migracyjne było ujemne, choć ostatnio przybywa coraz więcej obcokrajowców. Ponadto, po 2004 roku wyjechało sporo osób, ale nie wiemy dokładnie ile. A w tej grupie było dużo ludzi w wieku rozrodczym. To też sprawia, że urodzeń jest mniej.

– W kolejnych latach należy oczekiwać dalszego spadku. Kobiet w wieku reprodukcyjnym, tj. 15-49 lat, będzie systematycznie ubywać w przyszłości. Ponadto zmaleje liczba kobiet w młodszych grupach wieku, czyli do 34. roku życia. Podobnie będzie z paniami charakteryzującymi się największą płodnością i natężeniem urodzeń, czyli w wieku 25-34 lata. Natomiast będzie rosła liczba kobiet w wieku 40-49 lat, odznaczających się niską płodnością – podsumowuje kierownik Zakładu Demografii SGH w Warszawie.

Praca z domu? Nie zapominaj o bezpieczeństwie firmowych danych

Dla wielu przedsiębiorstw i instytucji konieczność nagłego umożliwienia pracy zdalnej jest dużym wyzwaniem. Część z nich, które wcześniej nie podejmowały takiej praktyki, nie jest na to przygotowanych pod kątem zabezpieczenia firmowych danych. Warto więc przyjrzeć się wskazówkom, jak zachować bezpieczeństwo podczas pracy z domu.

Zgodnie z obowiązującym prawem pracodawca może zlecić pracownikowi przejście na pracę zdalną, a odmowa ze strony zatrudnionego może wiązać się z karą pieniężną. Przedsiębiorcy są jednak zobowiązani zapewnić pracownikom odpowiedni sprzęt. Ale przeniesienie personelu administracyjnego, zespołów wsparcia technicznego, działów HR, marketingu i innych pracowników (wraz z dostępem do ich danych i zasobów sieciowych), którzy na co dzień pracują z biura, jest bardzo dużym wyzwaniem dla wszystkich firm. Szczególnie administratorzy nie mogą zapominać, że cyberprzestępcy zawsze są gotowi do wykorzystania luk bezpieczeństwa, które często pojawiają się w takich sytuacjach. Eksperci Fortinet radzą, jak w kilku krokach zadbać o bezpieczeństwo danych podczas pracy zdalnej.

Bezpieczne połączenie z siecią Wi-Fi

Osoby wykonujące zdalnie swoją pracę korzystają najczęściej z domowej sieci Wi-Fi, która może nie być odpowiednio zabezpieczona. Ułatwia to cyberprzestępcom np. przechwycenie danych przesyłanych między komputerem lub telefonem a firmowym systemem. Ważne jest zatem, aby pracownik upewnił się, czy wszystkie służbowe urządzenia łączą się z zaufaną siecią w bezpieczny sposób. Coraz powszechniejsze korzystanie z urządzeń Internetu rzeczy sprawia, że weryfikacja, które z nich ma w danym momencie dostęp do globalnej sieci, nie jest łatwa. Dlatego warto rozważyć skonfigurowanie domowego routera w taki sposób, aby wydzielona została specjalna podsieć (segmentacja), z którą będą łączyć się tylko urządzenia firmowe. Istotną, a często pomijaną czynnością jest aktualizacja oprogramowania routera i sprawdzanie jego ustawień pod kątem bezpieczeństwa, w tym zmiana domyślnego hasła.

Zabezpieczenie dostępu do konta

Uwierzytelnianie wieloskładnikowe pomaga zapobiegać wykorzystywaniu skradzionych haseł dostępu do zasobów sieciowych przez niepowołane osoby. Aby umożliwić bezpieczny wgląd do danych, użytkownik ma do dyspozycji kilka opcji. Jedną z nich jest token, czyli urządzenie fizyczne lub oprogramowanie (np. aplikacja mobilna), służące do generowania jednorazowych kodów wykorzystywanych przy procesie autoryzacji dostępu do konta. Często stosowanym rozwiązaniem jest weryfikacja poprzez wiadomość SMS wysyłaną na numer użytkownika.

Uwierzytelnianie wieloskładnikowe jest szczególnie ważne ze względu na coraz większą liczbę oszustw i ataków cyberprzestępców. Takie działanie może zapobiec przechwyceniu danych lub wyłudzeniu haseł, dlatego warto wdrożyć je jako jeden z elementów ochrony przed cyberatakami. Powinno się z niego korzystać wszędzie, gdzie tylko możliwe. Jeżeli dostaniemy powiadomienie za pomocą wiadomości SMS czy aplikacji mobilnej o próbie zalogowania na nasze konto, powinniśmy natychmiast wylogować się z usługi na wszystkich urządzeniach oraz zmienić hasło. Należy także, jeżeli dotyczy to aplikacji firmowych, powiadomić ich administratora – komentuje Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Potrzebna jest cyberświadomość

Technologia zabezpieczająca przed działaniem cyberprzestępców jest bardzo ważna, jednak nie wyręczy ona pracowników we wszystkim. Powinni oni zwracać szczególną uwagę na zabiegi socjotechniczne, takie jak ataki phishingowe, rozumieć czym jest ransomware oraz unikać klikania w podejrzane linki i odwiedzania ryzykownych stron internetowych.

Bardzo ważne jest, aby pracodawcy kładli nacisk na edukację pracowników. Mogą to robić poprzez przeprowadzanie szkoleń z cyberhigieny i bezpieczeństwa w sieci, jak też tworzenie procedur, które będą dodatkową instrukcją dla użytkowników podczas codziennej pracy, również w nagłych przypadkach cyberzagrożenia – podsumowuje Jolanta Malak.

Koronawirus a reklama programmatic

Obecna sytuacja rynkowa związana ze światową pandemią koronawirusa, odciśnie znaczące piętno na rynku reklamy on-line i programmatic. Ciężko w tym momencie prognozować, jak dokładnie będzie wyglądał rynek za kilka miesięcy, kiedy życie Polaków wróci do normalności, jednak pewne jest, że zmieni on swoje oblicze. Poniżej znajduje się krótkie podsumowanie obecnej sytuacji na rynku reklamy oraz przemyślenia dotyczące programmatic.

Media i reklama w obliczu lockdown

Jeśli prześledzimy najważniejsze krajowe serwisy piszące o marketingu i reklamie to szybko dostrzeżemy, że niemal wszystkie segmenty szeroko pojętej reklamy i mediów w jakimś stopniu dotyka obecna sytuacja.

W czasie epidemii cierpi m.in. prasa drukowana, reklama OOH czy branża eventowa. Ta ostatnia spodziewa się fali zwolnień i upadłości. Firmy przesuwają kampanie reklamowe i zmieniają media plany.

Zwierciadłem obecnej sytuacji są również wyniki wyszukiwania Google. Jak podaje na swoim profilu na Facebooku Damian Sałkowski, CEO Senuto, dla 131 serwisów, które przeanalizowali pod kątem wyświetleń w organicznych wynikach wyszukiwania, aż 112 z nich zanotowało spadek, z czego 90 z nich spadło powyżej 10%. Jak wskazuje Sałkowski kategorie, które ucierpiały najbardziej to turystyka: -49%, biżuteria i dodatki: -48%, Eventy: -43%. Pozytywną informację, jest wzrost zainteresowania o około 20% usług takim jak domeny, hosting.

Programmatic w czasach zarazy

Jak wygląda sytuacja od strony reklamy programmatic i wydawców internetowych? Które branże odnotowują spadki, a gdzie tlą się promyki nadziei?

Podobnie jak w przypadku innych gałęzi reklamy, tak i w programmatic ciężko wyciągnąć jednoznaczne wnioski, gdyż sytuacja bardzo dynamicznie się zmienia.

Przeanalizowaliśmy kategorie reklamodawców, u których widać największe różnice w licytowaniu reklam programmatic w tygodniu 23-27.03 vs okres przed pandemią.

Wybraliśmy TOP5 spadków i wzrostów dla żądań reklamowych, czyli próby kupienia powierzchni przez reklamodawcę z danej kategorii. Wzrosty żądań, które prezentujemy poniżej, nie nadrabiają straty spowodowanej spadkami  (budżety np. na kategorie Travel czy Automotive są na ogół zdecydowanie wyższe niż na pozostałe kategorie).

TOP5 spadki :

  1. Podróże i turystyka (Travel & Tourism): -65,18%
  2. Samochody/pojazdy (Autos & Vehicles): -48,99%
  3. Jedzenie i życie nocne (Dining & Nightlife): -44,03%
  4. Żywność i artykuły spożywcze (Food & Groceries): -26,90%
  5. Nieruchomości (Real Estate): -21,38%

Top 5 spadki

TOP5 wzrosty:

  1. Uroda i pielęgnacja (Beauty & Personal Care): +91,79%m
  2. Społeczność (Family & Community): +83,08%
  3. Odzież (Apparel): +76,73%
  4. Prawo i rząd (Law & Government): +70,82%
  5. Wiadomości, Książki i Publikacje (News, Books & Publications): +70,36%

Top 5 wzrosty

Jak widzimy w obecnej sytuacji największe spadki, również w przypadku kampanii programmatic, notuje branża turystyczna. Spadki w kategorii żywności i artykułów spożywczych, które jeszcze przed tygodniem odnotowywały wzrosty, mogą być związane z celowym zwolnieniem działań marketingowych przez tę branżę. W obecnym okresie zdecydowanie rosną żądania reklamowe dla kategorii związanymi z dbaniem o urodę i wygląd. Wraz z potrzebą pozyskiwania informacji nt. epidemii wyraźne wzrosty odnotowują również takie kategorie jak wiadomości czy publikacje.

Karolina Szmidt nową Prezes Zarządu Henkel Polska

Karolina Szmidt obejmie z dniem 31 marca 2020 stanowisko Prezesa Zarządu Henkel Polska. Jest pierwszą w historii polskiego oddziału firmy Polką, która stanie na jej czele. Będzie łączyła rolę Prezes Zarządu ze swoją dotychczasową funkcją dyrektor działu HR w Polsce i w regionie North-East Europe. Na stanowisku Prezesa Zarządu zastąpiła Janusza Gołębiowskiego, który zajmował je od 2006 r.

Nowa Prezes Zarządu Henkel Polska ma za sobą dwudziestoletnie doświadczenie pracy
w międzynarodowych organizacjach, z czego większość na stanowiskach kierowniczych, między innymi w firmach SC Johnson, Royal Unibrew Polska i Skanska. Z Henklem związana jest od 2015 r., kiedy to objęła stanowisko dyrektor działu HR w Polsce i regionie North-East.

Nominacja na stanowisko Prezes Zarządu jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Jestem gotowa i w pełni zdeterminowana, by sprostać temu wyzwaniu. We współpracy z pozostałymi członkami zarządu będę chciała w dalszym ciągu umacniać pozycję i reputację Henkla na polskim rynku. Zależy mi także na dobrej międzydziałowej współpracy i wzmacnianiu kultury organizacyjnej wspólnej dla wszystkich działów i lokacji Henkla w Polsce – powiedziała Karolina Szmidt.

Karolina Szmidt będzie łączyła stanowisko Prezes Zarządu ze swoją dotychczasową funkcją dyrektor działu HR. W tej roli odpowiada za rozwijanie i wdrażanie strategii firmy w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi w Polsce, Estonii, Litwie i Łotwie.

Dotychczasowy Prezes Zarządu Henkel Polska, Janusz Gołębiowski z dniem 31 marca, po 25 latach pracy w firmie przechodzi na emeryturę. Janusz Gołębiowski rozpoczął karierę w Henklu na stanowisku Dyrektora Finansów i Administracji. Od 2006 roku łączył tę funkcję ze stanowiskiem Prezesa Zarządu Henkel Polska. Do jego najważniejszych sukcesów trzeba zaliczyć konsolidację działających na polskim rynku ośmiu spółek Henkla pod wspólnym parasolem Henkel Polska, a także ostatnio koordynację programu One!GSC, czyli zmiany struktury organizacyjnej firmy w regionie North-East. Janusz Gołębiowski odgrywał także kluczową rolę w wielu projektach M&A i Divestments.

Koronawirus: co z pracownikami sezonowymi? Nowe wytyczne Komisji Europejskiej

Pandemia koronawirusa zmusiła państwa członkowskie UE do przywrócenia kontroli na granicach wewnętrznych krajów. Zbliżają się zbiory, a by zapobiec niedoborom siły roboczej m. in. pracowników z Ukrainy w sektorze warzywno – owocowym w Polsce, zgodnie z najnowszymi wytycznymi, państwa członkowskie powinny zezwalać i ułatwiać im przekraczanie granic.

– Pracownicy sezonowi pełnią kluczową rolę podczas nadchodzącego sezonu i zbliżających się zbiorów. Niedobór siły roboczej podczas zbiorów i brak pracowników m. in. z Ukrainy wpłynie na funkcjonowanie polskiego sektora warzyw i owoców. Podobnie będzie z pracownikami, którzy przygotowują dla konsumentów zebraną już żywność. Jeśli w odpowiedni sposób nie zadbamy o to, by pracownicy sezonowi mogli wykonywać swoją pracę, zostanie zaburzana cała sieć współpracy. Wtedy ucierpi na tym cały sektor podkreśla Paulina Kopeć, Sekretarz Generalna Unii Owocowej.

Według najnowszych wytycznych Komisji Europejskiej, pracownicy sezonowi pracujący w rolnictwie lub sadownictwie powinni być traktowani jak osoby wykonujące zawód krytyczny (razem z m. in. pracownikami medycznymi, inżynierami, pilotami, kierowcami czy operatorzy maszyn do produkcji żywności). Państwa członkowskie powinny zezwolić pracownikom na przekraczanie granic w celu podjęcia pracy, jeśli praca w danym sektorze jest nadal dozwolona w przyjmującym pracownika państwie członkowskim. Pracodawcy powinni również zostać poinformowani o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa oraz odpowiedniej ochrony zdrowia pracowników sezonowych.

– Tysiące ciężko pracujących kobiet i mężczyzn, które zapewniają nam bezpieczeństwo, zdrowie i jedzenie na stole, musi przekroczyć granice UE, aby iść do pracy. Naszym wspólnym obowiązkiem jest dopilnowanie, aby nie utrudniały im one przemieszczania się, jednocześnie podejmując wszelkie środki ostrożności, aby uniknąć dalszego rozprzestrzeniania się pandemiipodkreśla Nicolas Schmit, Komisarz Europejski ds. Zatrudnienia i Praw Socjalnych. 

W tym momencie najważniejsza jest komunikacja między krajami, która zapewni pracownikom sezonowym szybkie i bezpieczne przekroczenie granicy i rozpoczęcie pracy m. in. podczas nadchodzących zbiorów  truskawek. Komisja wzywa państwa członkowskie do ustanowienia specjalnych, nieobciążających i szybkich procedur przekraczania granic z regularnym przepływem pracowników przygranicznych i delegowanych, aby zapewnić im płynne przejście. Można tego dokonać na przykład za pomocą specjalnych pasów granicznych dla takich pracowników lub za pomocą specjalnych naklejek uznanych przez sąsiadujące państwa członkowskie, w celu ułatwienia im dostępu do terytorium państwa członkowskiego zatrudnienia.

W przypadku zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracowników sezonowych, państwa członkowskie, w tym Polska, powinny przeprowadzać badania lekarskie tylko po jednej stronie granicy, aby uniknąć czasu oczekiwania i nakładania się przeprowadzanych badań. Kontrole i badania stanu zdrowia nie powinny zmuszać pracowników do opuszczenia pojazdów i powinny opierać się na elektronicznym pomiarze temperatury ciaładodaje Paulina Kopeć.

Kontrole temperatury pracowników zwykle nie powinny być przeprowadzane więcej niż trzy razy w ciągu tego samego dnia. W przypadku, gdy pracownik ma gorączkę, a organy graniczne uznają, że nie powinien on kontynuować podróży, pracownik powinien mieć dostęp do odpowiedniej opieki zdrowotnej na takich samych warunkach jak obywatele państwa członkowskiego zatrudnienia.

Jak informuje Unia Owocowa, Komisja wzywa również państwa członkowskie do ustanowienia specjalnych procedur w celu zapewnienia płynnego przejścia dla takich pracowników, a także wykorzysta Komitet Techniczny ds. Swobodnego Przepływu Pracowników w celu określenia najlepszych praktyk, które można rozszerzyć na wszystkie państwa członkowskie, aby umożliwić pracownikom wykonywanie swoich zawodów.

Pełen przewodnik wraz z procedurami znajduje się pod linkiem: https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_20_545

Perspektywy na przyszłość. Czy grozi nam inflacja? Co z rynkiem pracy?

Koniec miesiąca skłania do pewnych przemyśleń. Patrząc jednak na sytuację nie wiadomo, co będzie dalej, wiemy tylko, że przyszło nam żyć w ciekawych czasach.

Czy grozi nam inflacja?

Coraz więcej się mówi o groźbie wybuchu inflacji. Obawy te budowane są na podstawie tego, co widzimy w sklepach, gdzie ludzie boją się wzrostów cen (szczególnie jedzenia) w związku z ograniczonym dostępem. Warto jednak pamiętać, że w trudnych czasach niektóre rzeczy drożeją, a wartość innych idzie w dół. W takim momencie należy spojrzeć na konstrukcję koszyka inflacyjnego. Wzrost cen żywności może być zrównoważony chociażby spadkiem kosztów najmu, o czym już teraz się mocno mówi, a to bardzo porównywalny udział w koszyku. Nie wiadomo też, jak zadziałają w tym wypadku ceny niektórych dóbr, których będziemy konsumować mniej. No i na koniec, by uspokoić warto przypomnieć o cenach ropy a zatem generalnie transportu.

Przedsmak złych danych

W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Produkcja przemysłowa spadła o 4,7% w ujęciu rocznym. Warto zwrócić uwagę, że dane z Azji za luty zawierają już przedsmak tego, co będziemy mieć w Europie. Nie jest to oczywiście pełne spektrum problemu, ale szybciej zobaczymy tam jego skalę, bo epidemia szybciej doprowadziła tam do zamknięcia części gospodarki. Spadek o niemal 5% nie jest czymś nadzwyczajnym w przypadku japońskiego przemysłu, ale z pewnością nie są to dane, które powinny przejść bez echa.

Co z rynkiem pracy

Dzisiaj ostatni dzień miesiąca. Niestety rząd nie zdążył z ogłoszeniem tarczy pomocowej i przegłosowaniem jej. W nocy pojawiały się kolejne poprawki Senatu. Ograniczą one wyzysk kredytobiorców przez firmy pożyczkowe. Nie rozwiążą jednak problemu osób, które dzisiaj dostaną wypowiedzenia od spanikowanych przedsiębiorców niewiedzących, co się będzie działo. Skalę tego zjawiska zobaczymy dopiero z opóźnieniem. Niemniej można zakładać, że na jakiś czas możemy zapomnieć o kolejnych historycznych minimach bezrobocia w Polsce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

3,3 miliony wniosków o zasiłek w USA – smutny rekord w ponad 50 letniej historii danych

Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych, złożonych między 16 a 20 marca, wyniosła 3 miliony 283 tysięcy, po wzroście tydzień wcześniej na poziomie 281 tysiecy. Tak dramatyczny wzrost osób bezrobotnych nie dokonał się nigdy w ponad 50 letniej historii danych. Powyższe dane utwierdzają wcześniejsze prognozy, że recesja z powodu pandemii koronawirusa w USA będzie głębsza niż podczas kryzysu po upadku Lehman Brothers. Dla łagodzenia skutków gospodarczych amerykańskie władze zamierzają wprowadzić największy w historii USA program symulacyjny warty 2 biliony USD.

Rząd Rzeczpospolitej Polskiej uchwalił ogłoszony w ubiegłym tygodniu projekt „Tarczy Antykryzysowej” opracowanej w związku z ostrym hamowaniem gospodarki dotkniętej epidemią koronawirusa. Ustawa przewiduje rozwiązania wspierające zachowanie miejsc pracy, zapewnia finansowanie przedsiębiorstw i przewiduje środki na wsparcie gospodarki poprzez program inwestycji publicznych. Efekt budżetowy tych rozwiązań ma sięgnąć 70 miliardów złotych.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości 0,65%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły nieco mocniejszy spadek – o 0,84%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień: z prawie nie widocznym spadkiem o 0,01% dla sWIG80 oraz ze spadkiem o 0,39% dla mWIG40. Funduszami, które wypracowują pozytywne stopy zwrotu w tych trudnych czasach, są fundusze oparte o rynek złota, w tym szczególnie SFIO GoldFuture (+12% od początku roku). Złoto po okresie chwilowej przeceny (poszukiwanie przez inwestorów płynności) znowu powraca do łask i szykuje się do testowania poziomu 1800 dolarów za uncje.

Mimo tego, że uwaga inwestorów pozostanie skupiona na wiadomościach o rozwoju pandemii, niektóre dane makroekonomiczne jednak mogą poważnie wpłynąć na rynki. W środę (01.04.2020) poznamy odczyt indeksów PMI dla przemysły zarówno w Polsce, Strefie Euro, a także w USA. W czwartek (02.04.2020) uwaga inwestorów będzie skupiona na danych o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Z kolei w piątek (03.04.2020) będą opublikowane dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Miesiąc, w którym zatrzymał się świat. Polacy zostali w domach, ale w Europie są lepsi! Nowy raport mobilności

Pół miliona przypadków zakażenia i tylko jeden skuteczny sposób, który pomaga ograniczyć ekspansję choroby. WHO ostrzega: zostań w domu, a powstrzymamy koronawirusa. Jak wobec tego radzi sobie Europa? Indeks mobilności przygotowany przez warszawską spółkę Big Data, Cloud Technologies, pokazuje, że mogłoby być lepiej. Niestety nie wszyscy wzięli sobie ostrzeżenia organizacji do serca, równie mocno, co Polacy.

Cloud Technologies, warszawska spółka Big Data, specjalizująca się w analityce danych i marketingu cyfrowym, przygotowała kolejny raport mobilności. Firma ponownie wzięła na warsztat sumienność, z jaką obywatele Europy poddają się autokwarantannie i tym samym ograniczają swoją mobilność. Oprócz Polaków, eksperci od danych prześledzili również zachowanie obywateli: Francji, Hiszpanii, Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii.

Europa zostaje w domu

200 obszarów, pół miliona zakażonych osób i ponad 20 tys. ofiar śmiertelnych – cały świat drży, słysząc hasło koronawirus. Statystyki WHO są przygnębiające, jednak jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, istnieje jeden skuteczny sposób na ograniczenie ekspansji i pokonanie choroby. Wystarczy, że poddamy się dobrowolnej autokwarantannie i pozostaniemy w domach. Jak prezentują się ograniczenia w mobilności na terenie Europy, przedstawia poglądowa mapa przygotowana przez analitykówZzZ. Intensywność koloru określa jak restrykcyjnie podeszły poszczególne narody do kwestii ograniczenia mobilności.Nowy raport mobilności od Cloud Technologies

Miesiąc, w którym zatrzymał się świat

Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.
Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.

Przygotowana przez Cloud Technologies analiza obejmuje dane, które zostały zebrane z sieci pomiędzy 25 lutego, a 29 marca. Wykresy wykorzystane w opracowaniu pokazują jak na przestrzeni czasu zmieniała odległość jaką przemierzali średnio mieszkańcy poszczególnych państw. Do tego celu użyto anonimowych danych z urządzeń mobilnych, w tym przede wszystkim telefonów komórkowych, podłączonych do Internetu. Aby zapewnić odpowiednią precyzję, geolokalizacja została określona na podstawie systemu GPS. – Takie same metody wykorzystujemy w naszej codziennej pracy, pomagając firmom z całego świata w precyzyjnym dotarciu do odbiorcy. Przez lata technologia marketingowa ewoluowała, dziś to główne centrum innowacji. Big data i algorytmy sztucznej inteligencji to nasza codzienność. – mówi Piotr Prajsnar, CEO, Cloud Technologies.

Wartość 100% określa średnią dzienną odległość, jaką przebywali obywatele w okresie przed badaniem, zaś kolorowa linia to aktualny pomiar, który przedstawia średni dystans, jaki mieszkańcy danego kraju przebyli w ciągu każdego dnia. Dzięki temu łatwo możemy porównać stopień aktywności sprzed i w trakcie trwania badania.Indeks-mobilności-Cloud Technologies

Wykres obrazowo przedstawia, jak zmienia się mobilność poszczególnych nacji w okresie trwania badania, czyli pomiędzy 25 lutego, a 29 marca. – Indeks mobilności praktycznie we wszystkich analizowanych obszarach w perspektywie całego badania wykazuje tendencję spadkową, jednak możemy zauważyć dużą nieregularność trendu i skokowe zmiany. – mówi prezes Cloud Technologies i dodaje: – Wydarzenia polityczne, społeczne i gospodarcze, mocno wpływają na naszą mobilność, dlatego sytuację każdego z krajów musimy interpretować indywidualnie i z uwzględnieniem pewnych kluczowych zagadnień i dat.

Europo – zostań w domu

Mieszkańcy Francji, Hiszpanii, Polski i Włoch ograniczyli swoją mobilność zdecydowanie bardziej, niż zrobili to Niemcy czy Brytyjczycy. Warto zauważyć, że wyraźny spadek poruszania się we Francji, Hiszpanii i Polsce nastąpił od ogłoszenia stanu pandemii przez WHO. W przypadku tych państw bez znaczenia wydaje się być wcześniejszy rozwój zachorowań.

We Francji i Hiszpanii pierwsze przypadki zachorowań miały miejsce w styczniu, natomiast w Polsce pierwszy potwierdzony przypadek koronawirusa został odnotowany na początku marca. Szczególnie znamienna wydaje się sytuacja we Włoszech, gdzie mimo szybkiego wzrostu zachorowań i trudnej sytuacji w służbie zdrowia, współczynnik mobilności utrzymywał się na wysokim poziomie aż do 7 marca, czyli wprowadzenia istotnych ograniczeń w poruszaniu się. Może świadczyć to o dość swobodnym podejściu Włochów do rekomendacji WHO.

Podsumowując, spośród badanych państw to Francja najbardziej zredukowała średnią odległość przebytą w ciągu jednego dnia, natomiast na zdecydowaną reakcję i powzięcie działań potrzebowali dużo czasu. Włosi i Hiszpanie ograniczyli mobilność dopiero w momencie, w którym liczba potwierdzonych przypadków zachorowań była naprawdę niepokojąco duża. Wielka Brytania natomiast najpóźniej wprowadziła ograniczenia przemieszczania się ludności i dopiero od niedawna możemy zaobserwować tam ograniczenie ruchu.

Egzamin dojrzałości

Mimo, że globalna pandemia wciąż trwa to już na tym etapie możemy pokusić się o wstępną weryfikację tego, jak sprawnie zareagowały rządy i społeczeństwa poszczególnych krajów. Oczywiście na finalną ocenę przyjdzie jeszcze czas, w momencie gdy sytuacja epidemiologiczna się ustabilizuje i wrócimy do normalności. Wówczas będziemy mogli ocenić, kto egzamin dojrzałości z biologii zdał wzorowo, a kto zaniedbał swoje obowiązki.

Najskuteczniejszą bronią, jaka została oddana w ręce ludzkości do walki z COVID-19 jest dystansowanie społeczne. To jednocześnie kluczowe wyzwanie, jakiemu musi sprostać każdy obywatel, niezależnie od miejsca rezydencji, jeżeli chcemy pokonać pandemię. – Ta metoda zwalczania wirusa odnosi się do sposobu tworzenia bariery dystansu fizycznego między dwiema lub więcej osobami, aby zapobiec lub zatrzymać transmisję wirusa – mówi Arindam Basu, profesor epidemiologii i zdrowia środowiskowego na Uniwersytecie Canterbury w Nowej Zelandii i dodaje: – W tej chwili nie wiemy o bezpiecznej i skutecznej szczepionce, ani nie wiemy, czy bezpieczny i skuteczny lek będzie działał już po wystąpieniu objawów COVID-19. Dlatego też, najlepsze na co możemy dziś postawić to czynności zapobiegawcze rozprzestrzenianiu. Niech słowa naukowca będą przestrogą dla obywateli całego świata, bo tylko działając solidarnie, mamy szansę na wygraną w walce z niebezpiecznym wirusem.

Metodologia

Przedstawione analizy zostały wykonane na podstawie anonimowych danych, jakie pozyskano z urządzeń mobilnych, w tym przede wszystkim telefonów komórkowych podłączonych do Internetu. Aby zapewnić odpowiednią precyzję, geolokalizacja została określona w oparciu o system GPS.

W ramach opracowanej analizy odległości zostały znormalizowane, tak aby możliwe było porównanie między różnymi krajami. Potrzeba normalizacji wynika z tego, że średnie odległości w poszczególnych krajach znacząco się różnią (wpływ na to może mieć średnia odległość między miejscem zamieszkania a miejscem pracy, czy chociażby klimat i pogoda).

Aktualnie na rynkach Francji, Hiszpanii, Niemiec, Polski, Wielkiej Brytanii i Włoch w sumie analizowanych jest 824 milionów urządzeń podłączonych do sieci Internet. Wykorzystane dane były zbierane między 25 lutego a 29 marca tego roku i poddane zostały normalizacji w celu umożliwienia porównania poszczególnych rynków.

W kryzysie milczenie nie jest złotem. Spójna i wiarygodna komunikacja może przesądzić o przyszłości wielu firm

0

W kryzysie milczenie nie jest złotem. Spójna i wiarygodna komunikacja może przesądzić o przyszłości wielu firm 2

Pandemia koronawirusa wpłynęła nie tylko na sytuację finansową firm, lecz także na ich komunikację. Duża część zrezygnowała z niej całkowicie, w ten sposób wysyłając w świat komunikat: nie wiadomo, co się u nas dzieje. Tymczasem właściwe zarządzanie informacją jest kluczowe właśnie teraz – może pomóc firmom w przezwyciężeniu kryzysu i opłaci się po zakończeniu pandemii, kiedy wszyscy będą chcieli wrócić do normalności. – Prędzej czy później obecny kryzys dobiegnie końca i może się okazać, że te podmioty, które potrafiły odpowiednio zarządzić nim od strony komunikacyjnej, znajdą się dwie długości przed resztą rynku – mówi prezes agencji informacyjnej Newseria, Artur Woliński.

Skutki pandemii koronawirusa jako jedna z pierwszych odczuła branża targowo-wystawiennicza. Większość konferencji i targów została odwołana, wskutek czego firmy straciły na razie możliwość zaprezentowania się, pokazania swoich nowości produktowych i nawiązania kontaktu z potencjalnymi klientami. Jedną z pierwszych tego typu imprez był Mobile World Congress w Barcelonie. Z kolei po odwołaniu salonu Geneva International Motor Show, na którym rokrocznie odbywa się nawet ok. 150 motoryzacyjnych premier, część marek postanowiła przenieść je do internetu. Na dogodniejszy termin w celu zaprezentowania światu nowego iPhone’a 9/SE 2 czeka też Apple, który odwołał planowaną na koniec marca konferencję premierową w Cupertino.

Problem ma również część spółek giełdowych, które niedługo będą publicznie prezentować swoje wyniki finansowe po I kwartale br., i wiadomo już, że raczej nie zorganizują tradycyjnych konferencji prasowych dla dziennikarzy. Z kolei część marek w ogóle zrezygnowała z komunikacji albo ograniczyła ją do minimum, skupiając się tylko na działaniach i przekazach związanych z koronawirusem.

– Rezygnacja z komunikacji w czasie kryzysu to błąd. Oczywiście sprzedaż spada, ponieważ koronawirus wpłynął na ograniczenie popytu i Polacy z oczywistych względów kupują mniej albo odkładają te zakupy w czasie. Jednak obecny czas jest najlepszy do tego, aby wzmocnić pozycję i zaufanie do marki, a także pokazać, jakie wartości za nią stoją. Innymi słowy: zbudować długofalową świadomość marki w percepcji konsumentów – mówi Artur Woliński, prezes agencji informacyjnej Newseria.

Jak podkreśla, właściwe zarządzanie informacją jest teraz dla firm kluczowe w przezwyciężeniu kryzysu i może się opłacić po zakończeniu pandemii, kiedy rynek zacznie się stabilizować. Po tygodniach siedzenia w domach konsumenci będą chcieli wrócić do normalności, spotykać się, nadrobić odkładane zakupy i „odbić” sobie stracony czas.

– Większość Polaków robi w tej chwili zakupy przez internet. Dlatego marki powinny skoncentrować teraz swoją komunikację wokół kanałów online i wideo. Poza oczywistymi beneficjentami tej sytuacji, czyli np. producentami artykułów higienicznych i branżą IT, w której rośnie zapotrzebowanie na sprzęt do pracy zdalnej, skorzystają na tym kryzysie ci, którzy będą umieli właściwie zareagować na nową sytuację, wykorzystać ją do zbudowania zaufania swoich klientów i interesariuszy – mówi Artur Woliński.

Prezes agencji Newseria podkreśla, że obecny kryzys jest dla firm złym momentem na rezygnację z komunikacji i zamiast panikować, marki powinny teraz opracować nową strategię i panować nad swoim przekazem. Chociażby dlatego, że koronawirus stał się dobrą pożywką dla lawiny fake newsów i jeżeli firma padnie ich ofiarą, ciężko jej będzie zapobiec wizerunkowym stratom. Z tego powodu trzeba zawczasu komunikować swoje działania i pokazać, że firma odpowiedzialnie radzi sobie z pandemią.

 Część z nich obawia się podejmować teraz działania w zakresie nagrań wideo, dlatego że nie chcą narażać swoich pracowników na ryzyko zakażenia. Newseria działa w pełni bezpiecznie: przeszkoliliśmy pracowników i ekipy reporterskie, wdrożyliśmy wszystkie procedury bezpieczeństwa, w odpowiedzi na sytuację wprowadziliśmy też depesze informacyjne bez wideo. Realizujemy również akcje niestandardowe wspólnie z partnerami i klientami. Prędzej czy później obecny kryzys dobiegnie końca i może się okazać, że te podmioty, które potrafiły odpowiednio zarządzić nim od strony komunikacyjnej, znajdą się dwie długości przed resztą rynku – mówi Artur Woliński.

Aby zapewnić bezpieczeństwo ekspertom i ekipom reporterskim podczas nagrań, Newseria wdrożyła szereg procedur, m.in. rozdzielny mikrofon dla reportera i mikrofon na statywie dla rozmówcy, dzięki czemu możliwe jest zachowanie odpowiedniej odległości. Sprzęt i samochody, którymi poruszają się ekipy, są regularnie dezynfekowane, a reporterzy są wyposażeni w rękawiczki i maseczki. Przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa agencja nie przestaje realizować nagrań i wywiadów wideo. Jednak w odpowiedzi na bieżącą sytuację wprowadziła także depesze tekstowe bez wideo. Nowy typ materiałów ma umożliwić ciągłość komunikacji nawet bez kontaktu z ekspertami, którzy obecnie nie chcą bądź nie mogą wziąć udziału w nagraniu przed kamerą.

Andrzej Rzońca: Polsce grozi pierwsza od trzech dekad recesja. W tłustych latach rząd nie przygotował kraju na kryzys

0

Andrzej Rzońca: Polsce grozi pierwsza od trzech dekad recesja. W tłustych latach rząd nie przygotował kraju na kryzys 3

Według marcowej projekcji inflacji NBP, opublikowanej kilka dni po wykryciu pierwszego w Polsce przypadku zachorowania na koronawirusa, polska gospodarka miałaby wzrosnąć w 2020 roku o 3,2 proc. Niecały miesiąc później prognozy te są nieaktualne. Zdaniem byłego członka RPP, dr. hab. Andrzeja Rzońcy pandemia obniży wzrost gospodarczy nawet do 3 pkt proc., co spowoduje, że możemy się otrzeć o recesję. I choć jego zdaniem proponowana tarcza antykryzysowa pomoże niewielu, to Polska jest w nie najgorszej sytuacji w porównaniu z innymi krajami.

Istnieje bardzo duża niepewność co do długości trwania pandemii i okresu zamrożenia gospodarki. W tej sytuacji najlepsze, co można zrobić, to odwołać się do doświadczeń. Epidemia hiszpanki kosztowała kraje nią objęte spadkiem PKB przeciętnie o 6 proc. Jeśli z kolei bazować na doświadczeniach Tajwanu z okresu epidemii SARS w 2003 roku, to należałoby oczekiwać obniżenia wzrostu o 1–3 pkt proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria dr hab. Andrzej Rzońca, profesor SGH, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich. – Ten koszt trzeba jednak powiększyć o skutki ewentualnej globalnej recesji, która staje się coraz bardziej prawdopodobna. Dla nas oznaczałaby ona dodatkowe obniżenie wzrostu o 1–3 pkt proc. 

4 marca odnotowano pierwszy przypadek zachorowania na koronawirusa na terenie Polski. Pięć dni później Narodowy Bank Polski opublikował cykliczny raport o inflacji, w którym zakładał wzrost polskiej gospodarki w 2020 roku o 3,2 proc. Jeszcze w listopadzie 2019 roku prognozowano 3,6 proc. W lipcowej projekcji było to 4,0 proc. Prognozy i w normalnych warunkach były więc stopniowo obniżane. Choć spodziewano się, że wzrosty będą niższe niż w 2018 i 2019 roku, to w obliczu pandemii dane te stały się nieaktualne. Teraz mowa jest nawet o recesji.

– Przed wybuchem pandemii prognozy wzrostu dla Polski mieściły się w przedziale od 2 do 3 proc. To oznacza, że recesja w Polsce jest coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem. Byłby to pierwszy spadek PKB w naszym kraju od 29 lat – zaznacza były członek Rady Polityki Pieniężnej. – Niemniej w mojej ocenie Polska powinna lepiej poradzić sobie z pandemią niż większość krajów nią objętych przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, jesteśmy silnie gospodarczo powiązani z Niemcami, które mają duże zasoby, a jednocześnie powiększyli je w tłustych latach, co daje im bardzo duże pole manewru. Sprawne państwo gwarantuje, że zostanie ono wykorzystane.

W piątek 27 marca wyższa izba niemieckiego parlamentu, Bundesrat, zaakceptowała pakiet pomocowy dla niemieckiej gospodarki. Opiewa on na łącznie 750 mld euro.

Po drugie, jesteśmy bardziej elastyczni niż inne kraje Europy, wiele ludzi jeszcze pamięta czasy schyłku socjalizmu, który był permanentnym kryzysem – mówi dr hab. Andrzej Rzońca. – Po trzecie, mam nadzieję, że skutki zdrowotne pandemii w naszym kraju będą mniejsze niż gdzie indziej w Europie. Choć szybko się starzejemy, to wciąż jesteśmy relatywnie młodym społeczeństwem. Jesteśmy też słabiej zurbanizowani, mniej geograficznie mobilni, a liczba podróży samolotem w naszym kraju jest mniejsza niż nawet w małych krajach Europy Zachodniej, jak np. Austria.

Jak podkreśla, przetrwać w trudnych czasach firmom pomoże również świadomość, że muszą sobie poradzić z tym same. O tym – zdaniem ekonomisty – świadczą zaproponowane środki ochronne.  

Polska tarcza antykryzysowa to 212 mld zł, czyli niecałe 50 mld euro. Sami przedsiębiorcy i eksperci twierdzą, że planowane rozwiązania wcale nie pomogą firmom, gdyż bardzo ograniczają zakres osób, które mogą z nich skorzystać. Uzależniają np. zakres pomocy od przychodów uzyskanych w lutym, gdy w kilku najbardziej aktywnych pod względem przedsiębiorczości województwach trwały ferie zimowe.

 Tarcza antykryzysowa przede wszystkim pokazuje, że rząd jest świadomy, że nie przygotował kraju na kryzys, choć skrzętnie to ukrywał. Skonstruował ją w taki sposób, żeby możliwie mało pracowników i firm skorzystało z pomocy państwa oraz żeby ta pomoc dotarła do nich możliwie późno i w możliwie małej skali. Beztrosko konsumując w tłustych latach, teraz usiłuje oszczędzać, ale nie na tym, na czym powinien – ocenia Andrzej Rzońca. – Takie głupie oszczędzanie będzie budżet drogo kosztowało, bo zwiększy liczbę upadłości firm i zwolnień w przedsiębiorstwach. Państwo powinno skalibrować pomoc w taki sposób, żeby nie załamały się finanse publiczne, ale żeby je chronić, trzeba też chronić firmy przed masowymi upadłościami.

Dodatkowym aspektem jest fakt, że rząd nie radzi sobie z wydolnością służby zdrowia mimo poświęcenia lekarzy i pielęgniarek. Jednak zdaniem eksperta dla firm najlepsze byłoby wprowadzenie odciążeń fiskalnych. W ten sposób te przedsiębiorstwa, które z takim rodzajem pomocy dadzą sobie radę, nie będą musiały sięgać po państwowe wsparcie.

Prezes UOKiK: Nieuczciwi przedsiębiorcy próbują w tym czasie drenować portfele konsumentów. Grozić im będzie kara nawet do 5 mln zł

0

Prezes UOKiK: Nieuczciwi przedsiębiorcy próbują w tym czasie drenować portfele konsumentów. Grozić im będzie kara nawet do 5 mln zł 4

Możliwość wprowadzenia maksymalnych cen i marż na towary i usługi, które mają istotne znaczenie dla ochrony zdrowia oraz kosztów utrzymania gospodarstw domowych, a także kary finansowe nawet do 5 mln zł dla nieuczciwych przedsiębiorców zawyżających ceny – takie zapisy wprowadza przyjęta z piątku na sobotę przez Sejm tarcza antykryzysowa. Prezes UOKiK podkreśla, że w ostatnim czasie na rynku pojawiło się wiele niedozwolonych praktyk. Zdarzają się nieuczciwe firmy, które próbują wykorzystać czas pandemii, żeby dodatkowo zarobić. Nowe przepisy mają uchronić konsumentów przed wydrenowaniem portfeli.

– Widzimy rażące wzrosty cen środków ochrony indywidualnej w sklepach stacjonarnych i internetowych, które są różnie uzasadniane. Różnie kształtują się też ceny artykułów spożywczych. O ile w poprzednim tygodniu ceny drobiu i innych gatunków mięs, niektórych warzyw i pieczywa diametralnie wzrosły w krótkim czasie, o tyle w ostatnim tygodniu zaczęły spadać. Jest to związane m.in. z faktem, że narastają problemy z eksportem, w tym do Chin. Coraz większa jest też świadomość przedsiębiorców, że te działania ukierunkowane na radykalne podnoszenie cen mogą skutkować sankcjami z naszej strony oraz zmianą preferencji nabywców – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jak podkreśla, na początku pandemii koronawirusa konsumenci borykali się z problemami dotyczącymi odwołanych lotów, wycieczek i imprez masowych, a obecnie są one związane głównie ze wzrostem cen. UOKiK odbiera wiele skarg i pytań dotyczących produktów w zawyżonych cenach czy fałszywych ofert sprzedaży.

– Gros ofert w internecie to oferty wprowadzające konsumenta w błąd, z diametralnie zmienionymi, wysokimi cenami, które godzą w zasady współżycia społecznego. Wynikają one z chęci zarobienia na czasie pandemii – mówi Tomasz Chróstny. – Spotykamy się z różnymi mechanizmami. Wracają praktyki, które przez długi czas były marginesem, jak np. zdejmowanie cen z towarów, zwłaszcza w mniejszych sklepach i na bazarach. Cena nie jest widoczna, a sprzedający może różnicować ofertę cenową w zależności od tego, jaki klient przychodzi.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Inspekcja Handlowa już w połowie marca powołały specjalne zespoły, które od dwóch tygodni monitorują wysokość cen w sklepach stacjonarnych i internetowych, wyłapując nadużycia. UOKiK na swojej stronie internetowej uruchomił też dodatkową zakładkę, gdzie konsumenci mogą znaleźć odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania w kilku kategoriach (m.in. hotele, transport, usługi, sprzedaż).

– Prowadzimy działania, które mają na celu usunięcie tych ofert, produktów czy usług, które wprowadzają konsumentów w błąd, mają zawyżone ceny i godzą w zasady współżycia społecznego. Nie godzimy się na to, żeby nieuczciwi przedsiębiorcy próbowali wykorzystać ten czas, by wydrenować portfele konsumentów. To jest czas solidarności i do tego nawołujemy – mówi prezes UOKiK.

Podkreśla też, że diametralne wzrosty cen, które miały miejsce w ostatnim czasie, są niczym nieuzasadnione, ponieważ na polskim rynku żywności nie brakuje, a bieżący kryzys dla wielu spekulantów stał się okazją do zarobku. W związku z tym urząd skierował do rządu wniosek o zawarcie w projekcie ustawy o tzw. tarczy antykryzysowej przepisów umożliwiających ustalanie maksymalnych cen oraz marż w sklepach i hurtowniach.

– Jesteśmy jednym z największych producentów żywności w Unii Europejskiej i jednym z trzech największych eksporterów netto. Rocznie eksportujemy żywność za ok. 32 mld zł, a importujemy za ok. 21 mld zł. Żywności w Polsce nie brakuje – mówi Tomasz Chróstny. – Zaproponowaliśmy dodatkowy mechanizm regulujący ceny i wskazujący, które instytucje będą mogły kontrolować różne kategorie produktów i nakładać sankcje finansowe.

Tak zwaną tarczę antykryzysową, czyli ustawę wspierającą firmy i gospodarkę w zwalczaniu efektów koronawirusa, Sejm przyjął w nocy z piątku na sobotę. Nowymi przepisami teraz zajmie się Senat. Zakładają one wprowadzenie zaproponowanych przez UOKiK mechanizmów chroniących konsumentów przed nadmiernym wzrostem cen i nieuczciwymi praktykami.

– Zaproponowaliśmy wprowadzenie ustawowo cen i marż maksymalnych, wraz z przypisaniem instytucji za to odpowiedzialnych oraz mechanizmem sankcyjnym. Jeżeli nieuczciwi przedsiębiorcy nie zatrzymają swoich praktyk, będą dalej dążyli do tego, żeby wykorzystać ten czas do maksymalizowania zysków, wówczas będzie można wprowadzić ceny regulowane na niektóre kategorie produktowe – tylko tam, gdzie będzie to niezbędne – mówi prezes UOKiK.

Zgodnie z przyjętą przez Sejm specustawą maksymalne ceny i marże może wprowadzić w drodze rozporządzenia minister zdrowia w porozumieniu z ministrem rozwoju oraz ministrem rolnictwa i rozwoju wsi. Objęte nimi mogą zostać te towary i usługi, które mają istotne znaczenie dla ochrony zdrowia czy kosztów utrzymania gospodarstw domowych. Dla nieuczciwych przedsiębiorców nowe przepisy przewidują sankcje finansowe od 5 tys. zł do nawet 5 mln zł.

– Jeżeli będziemy mieli do czynienia z recydywą, wówczas prezes UOKiK będzie mógł nałożyć na takiego nieuczciwego przedsiębiorcę karę sięgającą do 10 proc. jego rocznego obrotu. Dlatego mamy nadzieję, że przedsiębiorcy będą postępowali odpowiedzialnie, uczciwie i nie będzie potrzeby stosowania tego typu mechanizmów – podkreśla Tomasz Chróstny.

Koronawirus zmieni rynek pracy. Branża IT może dać szansę na zatrudnienie

W dobie postępującej informatyzacji i automatyzacji zatrudnienie może stracić nawet 800 mln ludzi. Sytuacji nie polepsza także pandemia koronawirusa. 70 proc. firm już planuje zwolnienia z jego powodu. Branża IT może dać szansę tym osobom na powrót na rynek pracy. Szacuje się, że w ciągu najbliższych dwóch lat w tym sektorze gospodarki zatrudnienie znajdzie przeszło 130 mln specjalistów, a już dziś co szósta oferta pracy skierowana jest do osób z branży IT. Początkujący programiści mogą liczyć na wysokie zarobki, a firmy szkoleniowe oferują szereg kursów ułatwiających przebranżowienie się do pracy w sektorze informatycznym.  

– Najnowsze technologie, takie jak internet rzeczy, smart home czy machine learning, na razie jeszcze nie będą zmieniać rynku pracy. Wynika to z tego, że są jeszcze na dość wczesnym etapie, chociaż wszystkie są bardzo obiecujące i być może w przyszłości będziemy je bardziej wykorzystywać. Jednak na tym etapie rynek pracy nadal odpowiada na wyzwania czysto biznesowe w tradycyjnych systemach. Oczywiście to się coraz bardziej zmienia, w miarę jak IoT czy machine learning zdobywają popularność – mówi agencji Newseria Innowacje Adam Kukołowicz, współzałożyciel Bulldogjob.

Najnowsze analizy Konfederacji Lewiatan wskazują, że nawet 70 proc. małych firm już planuje zwolnienia ze względu na pandemię koronawirusa i szereg ograniczeń, które wprowadził polski rząd. To może całkowicie odmienić rynek pracy, który do tej pory uznawany był za „rynek pracownika”, tj. to firmy musiały starać się o znalezienie dobrego pracownika, a nie pracownik o znalezienie pracy.

Rozwiązaniem może być branża IT, której specyfika pozwala na nieprzerwane działanie nawet w dobie pandemii. Kształt rynku IT w przyszłości mogą ustalać specjaliści zajmujący się nowymi technologiami informatycznymi, w tym m.in. rozwojem systemów sztucznej inteligencji. Ministerstwo Cyfryzacji szacuje, że do 2025 roku w Polsce powstanie co najmniej 200 tys. stanowisk skupionych wokół rozwiązań z branży IT.

Analitycy z McKinsey Global Institute twierdzą, że dynamiczna sytuacja na rynku doprowadzi do zniknięcia sporej części stanowisk pracy, gdyż zostaną one zautomatyzowane przez roboty oraz sztuczną inteligencję. Szacuje się, że do 2030 roku aż 800 mln pracowników będzie musiało się przebranżowić, aby nie wypaść z rynku pracy. Część z nich może znaleźć zatrudnienie w branży informatycznej.

– Nowe technologie mogą na pewnym etapie zagrozić niektórym pozycjom w społeczności IT, ponieważ już widzimy np. takie inicjatywy jak stworzenie samokonfigurującej się bazy danych, która działa poprzez maszynowe uczenie się. I to może zagrozić np. pracy administratora baz danych. Wszędzie tam, gdzie jest dużo powtarzalnych czynności, prawdopodobnie będziemy je coraz bardziej automatyzować. Jednak finalnie nie będzie tak, że ludzie stracą pracę, tylko po prostu przejdą do nowych zadań – przekonuje ekspert.

Według analiz World Economic Forum zawody informatyczne nadal będą zyskiwały na popularności. Szacuje się, że tylko w ciągu najbliższych dwóch lat dzięki rozwojowi nowych technologii na rynku pojawi się 133 mln nowych miejsc pracy w zawodach m.in. programistów czy analityków danych.

Z analizy ofert pracy opublikowanych w 2019 roku na łamach portalu Pracuj.pl wynika, że aż 15 proc. spośród wszystkich ofert skierowanych było do specjalistów IT. Co trzecie ogłoszenie z tego sektora dotyczyło oferty na stanowisku programisty, a pracownicy z dużym doświadczeniem mogli liczyć na dwu–trzykrotnie wyższe wynagrodzenie niż juniorzy.

– Na najwyższe zarobki w IT mogą liczyć oczywiście programiści – w przypadku seniorów, czyli tych najbardziej doświadczonych, to kwota około 12,5 tys. zł do kieszeni. Podobne zarobki mają też project managerowie, project ownerowie, konsultanci i integratorzy systemów SAP. Z kolei najwyższe zarobki będą mieli architekci IT – nawet 14,5 tys. zł na stanowiskach seniorskich. Juniorzy, w zasadzie niezależnie od stanowiska, będą zarabiać około 4 tys. zł – mówi Adam Kukołowicz.

Aspekt finansowy jest jednym z kluczowych czynników, który wpływa na zainteresowanie pracą w tym sektorze gospodarki. W dobie pandemii koronawirusa może to być także możliwość pracy zdalnej. Raport „Badanie społeczności IT 2020” opracowany przez Bulldogjob wskazuje, że 52 proc. osób rozpoczynających karierę na rynku pracy korzysta ze szkoleń online. Z kolei 37 proc. osób planujących przebranżowienie się wybiera płatne kursy programowania jako metodę na zmianę branży zatrudnienia.

Według firmy badawczej 360 Market Updates wartość globalnego rynku IT do 2023 roku wzrośnie do 13,92 mld dol.

Wózki widłowe – poznaj ich zastosowanie

Wózki widłowe w ciągu ostatnich lat uległy ogromnej przemianie. Niegdyś widywane były jedynie w hurtowniach czy pojedynczych hipermarketach, dzisiaj zaś możemy je spotkać w wielu miejscach pracy. Zmieniły się nie tylko w kwestii technologicznej, ale zakres ich zastosowania również bardzo się rozszerzył. Dowiedz się, jakie są najpopularniejsze modele wózków widłowych i do czego są stosowane. Zapraszamy do lektury!

Wózki widłowe – spalinowe i elektryczne

Wózki widłowe dzielą się ze względu na napęd na wózki spalinowe oraz wózki elektryczne. Te pierwsze dodatkowo można podzielić, biorąc pod uwagę rodzaj stosowanego paliwa. I tak wyróżnia się wózki na benzynę, olej napędowy oraz LPG. Można więc śmiało porównać ich działanie do pracy samochodu, a za najbardziej ekonomiczną wersję uznać wózki widłowe na LPG. Wózki spalinowe najlepiej sprawdzają się na placach budowy, ponieważ są odporne na obciążenia i mają dużą moc. Doskonale radzą sobie w trudnych warunkach.

Drugie zaś, czyli wózki elektryczne, jak sama nazwa wskazuje, napędzane są silnikami elektrycznymi, które są zasilane z pakietów akumulatorów. Z roku na rok stają się one coraz szybsze, sprawniejsze i ogólnie – efektywniejsze. Są także zwrotniejsze ze względu na swój mniejszy rozmiar oraz tańsze w eksploatacji. Wózki widłowe elektryczne mogą być napędzane na prąd zmienny, jak również stały. Stosowane są zwykle w pomieszczeniach zamkniętych, np. w magazynach spożywczych. Zaletą tego rodzaju wózków jest możliwość pracy na niewielkich przestrzeniach, ich precyzja oraz brak emitowanych spalin. Chcesz dowiedzieć się więcej o wózkach spalinowych i elektrycznych? Odwiedź stronę https://wdx.pl/.Wozki wid_owe _ poznaj ich zastosowanie (2)

Rodzaje wózków widłowych a ich zastosowanie

Wśród wózków widłowych można wyróżnić bardzo wiele rodzajów urządzeń. Jeden z najpopularniejszych to wózek widłowy wielokierunkowy, który idealnie radzi sobie w ciasnych miejscach, wąskich korytarzach, a także w halach, gdzie regały są ustawione blisko siebie. Wyróżnia się tym, że potrafi bez problemu skręcić każdą parę kół osobno, dzięki czemu za jego pomocą można jeździć w jednym kierunku bez skręcania i zawracania.

Innym modelem wózków widłowych, o którym warto wspomnieć jest wózek widłowy systemowy. Jest to rozwiązanie, które najlepiej sprawdzi się w magazynach wysokiego składowania, jak również w działach kompletacji. Są skonstruowane tak, by pobierać palety obustronnie oraz poruszać się w wąskich korytarzach.

Kolejny rodzaj to wózek widłowy boczny. Ten model stworzony jest specjalnie w celu układania palet na regałach bez konieczności obracania się w korytarzach regałowych. Ma on dużą przeciwwagę oraz boczne ułożenie wideł, co sprawia, że można nim przewozić nie tylko ciężkie, ale i długie przedmioty.

Te i wiele innych wózków widłowych znajdziesz tutaj: https://wdx.pl/oferta/wozki-widlowe/. Zajrzyj i sprawdź ofertę WDX!

Psychologia przywództwa – jak kierować firmą w czasach kryzysu

Wielu przedsiębiorców stoi dzisiaj przed poważnym zadaniem – jak być w czasach niepewności dobrym liderem dla swojego zespołu. Jak kierować grupą i firmą, gdy przyszłość stoi pod znakiem zapytania – a życie codzienne pracowników przeszły transformację? Psychologowie podpowiadają, że dobry lider nie zmieni całkowicie swojego podejścia ani zachowania. Niepewne czasy – jak żadne inne – wymagają struktury, jasnych celów, znajomej atmosfery i kontynuacji działań. Wtedy, gdy sytuacja na froncie walki z epidemią zmienia się z dnia na dzień, dobry lider utrzymuje znajomy porządek i zapewnia swoim pracownikom strukturę. Jednocześnie jednak jest przygotowany na elastyczność, gdy sytuacja tego wymaga. Na przykład wykorzystując nowe narzędzia pracy.

– Pracując zdalnie, korzystając z automatyzacji i innych technologii dobry lider pokazuje, że wciąż jest z ludźmi, że dostrzega ich troski i potencjał. Jednocześnie nimi zarządza – pokazuje, w jaki sposób szukać informacji. Parametrami naszej pracy są czułość i odpowiedzialność. Widzę wasze problemy, chcę wam pomóc, ale równocześnie wymagam – powiedział serwisowi eNewsroom Jacek Santorski, twórca Akademii Psychologii Przywództwa w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. – Ta forma pracy zakłada łączenie delegowania odpowiedzialności z nadawaniem jej struktury. Lider dzieli się swoją władzą i pozycją, dzięki czemu w zespole pojawia się element osobistej odpowiedzialności i kreatywności. Jednak nie zrzuca z siebie odpowiedzialności za błędy. W czasach kryzysu lider powinien łączyć ze sobą te dwie umiejętności. Tak, jak w siłach specjalnych – kapitan prowadzący zespół komandosów z jednej strony deleguje na nich mnóstwo uprawnień, ale z drugiej strony bierze na siebie odpowiedzialność za trudności i porażki – wskazuje Santorski.

Bierzmy przykład ze Szwecji, bo koszt źle wykutej tarczy będzie wysoki

Trudno wyobrazić sobie większą próbę dla relacji państwo-przedsiębiorcy niż obecna pandemia koronawirusa. Polskie państwo narzuciło na przedsiębiorstwa ograniczenia w świadczeniu działalności i na konsumentów w nabywaniu usług. Jak dotąd, nie zabezpieczyło jednak skutecznie firm przed skutkami swoich decyzji.

Pierwszy przypadek COVID-19 potwierdzono u nas 4 marca, ponad miesiąc po tym, jak pierwsze przypadki zidentyfikowano w innych krajach Europy. Można było przyjąć wtedy za pewnik, że i do nas wirus dotrze. I potraktować ten czas jako kupiony na zabezpieczenie gospodarki.

O tym, jak można szybko interweniować niech posłuży przykład Szwecji. Ten kraj nie zdecydował się na powszechny lockdown. Ale na przestrzeni tygodnia 13-20 marca wprowadził:

1. krótkookresowy urlop przestojowy przez 3 kwartały, w połowie finansowany przez państwo – także dla samozatrudnionych;
2. zobowiązanie państwa do płatności zwolnienia lekarskiego przez 2 miesiące;
3. zwiększenie wydatków na zasiłki opiekuńcze;
4. narzędzie opóźniające płatności VAT ze skutkiem wstecznym;
5. dodatkowe wsparcie służby zdrowia, przede wszystkim wynagrodzeń, sprzętu i leków;
6. kompensację wyższych kosztów opieki zdrowotnej samorządom;
7. gwarancje dla linii lotniczych;
8. wsparcie finansowe dla usług kulturalnych i sportowych;
a także szerokie spektrum działań banku centralnego na rzecz zwiększenia płynności i dostępności kredytów:
9. instrument zwiększający akcję kredytową dla firm;
10. zmniejszenie buforów kapitałowych dla banków;
11. rozluźnienie zasad kredytowania banków przez bank centralny;
12. zwiększenie skali zakupu papierów wartościowych przez bank centralny (skup aktywów);
13. zwiększenie gwarancji kredytowych oraz dokapitalizowania narzędzi temu służących;
14. nieograniczoną wartość pożyczek dla banków pod zastaw papierów wartościowych;
15. obniżenie stopy lombardowej.

Regulacje wchodzą w życie najpóźniej w pierwszych dniach kwietnia. Skala tego impulsu jest znaczna – nawet jak na szwedzkie warunki.

W oczekiwaniu na polską tarczę antykryzysową, należałoby więc przypomnieć, że zakres i wielkość wsparcia powinny być dostosowane do potrzeb firm, bo to im mają pomóc. W przeciwnym razie środki budżetowe zostaną nietknięte, ale skonsumują je wydatki na zasiłki dla bezrobotnych, pomoc społeczną czy większe niż spodziewane skurczenie bazy podatkowej. Z najnowszych badań Konfederacji Lewiatan, wynika, że 69% przedsiębiorstw planuje zwolnienia. A zatem ewentualny koszt źle wykutej tarczy będzie wysoki.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Epidemia koronawirusa – specjalne rozwiązania dla cudzoziemców

W związku z obecną sytuacją epidemiologiczną Sejm RP uchwalił ustawę przewidującą m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwią legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Ustawa została przekazana do Senatu RP, który rozpatrzy ją na dzisiejszym posiedzeniu. Aktualny tekst ustawy dostępny jest na stronie www.sejm.gov.pl – druk sejmowy nr 299.

Do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni (stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii) przedłużeniu ulegnie:

  • legalny pobyt cudzoziemców na podstawie wiz krajowych oraz zezwoleń na pobyt czasowy, który skończyłby się w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii,
  • termin na składanie wniosków o legalizację pobytu,
  • ważność już wydanych zezwoleń na pracę, zezwoleń na pracę sezonową oraz oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi.

Ponadto przesunięte zostaną terminy:

  • na opuszczenie przez cudzoziemców terytorium Polski,
  • dobrowolnego powrotu określone w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu.

Przedłużenie legalnego pobytu obywateli państw trzecich 

Przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemca przebywającego w Polsce na podstawie wizy krajowej i zezwolenia na pobyt czasowy będzie dotyczyło sytuacji, w których ostatni dzień legalnego pobytu przypadnie na czas obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Będzie to zatem okres od 14 marca 2020 r., kiedy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego. Wówczas okres legalnego pobytu w Polsce będzie ulegał przedłużeniu z mocy prawa do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego stanu, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie legalności pobytu nie będzie wiązało się z umieszczeniem w dokumencie podróży cudzoziemca nowej naklejki wizowej lub wydaniem nowej karty pobytu. Cudzoziemiec nie będzie mógł na podstawie tak przedłużonego pobytu podróżować po terytorium innych państw obszaru Schengen. Będzie miał jednak możliwość realizowania dotychczasowego celu pobytu w Polsce np. wykonywania pracy. Przedłużone zostaną bowiem zezwolenia na pracę i na pracę sezonową oraz dozwolony okres pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Będzie mógł również opuścić Polskę bez ryzyka wejścia w nielegalny pobyt.

Przedłużenie terminów na składanie wniosków 

Ustawa przewiduje wydłużenie terminów składania wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych, przedłużenie wiz oraz przedłużenie pobytu w ramach ruchu bezwizowego, jeżeli termin ten wypadłby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak dotychczas, wnioski te będzie można złożyć w urzędach wojewódzkich do 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu, który obowiązywać będzie jako ostatni. Pobyt cudzoziemca w Polsce w tym okresie będzie uważany za legalny pod warunkiem, że złoży on wniosek o legalizację pobytu w przedłużonym terminie.

Powyższe rozwiązanie będzie dotyczyło cudzoziemców, którzy chcieliby się ubiegać o:

  • udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy, stały lub rezydenta długoterminowego UE,
  • przedłużenie wizy krajowej (symbol D) lub wizy Schengen (symbol C),
  • przedłużenie okresu pobytu w ramach ruchu bezwizowego – dotyczy to tylko obywateli Brazylii, Argentyny, Chile, Hondurasu, Kostaryki, Nikaragui, Singapuru i Urugwaju, ponieważ umowy o zniesieniu obowiązku wizowego tylko z tymi krajami przewidują taką możliwość.

Przedłużenie terminów opuszczenia terytorium Polski 

Ustawa zawiera rozwiązanie stanowiące podstawę przedłużenia z mocy prawa terminów opuszczenia terytorium Polski wynikające z art. 299 ust. 6 ustawy o cudzoziemcach (np. w związku z doręczeniem ostatecznej decyzji o odmowie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy), jeżeli wypadałyby one w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Ich przedłużenie nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie terminów dobrowolnego powrotu określonych w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu 

Zakładane jest przedłużenie z mocy prawa terminu dobrowolnego powrotu określonego w decyzji o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu, którego koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak w przypadku pozostałych rozwiązań zawartych w ustawie, przedłużenie terminu nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Obywatele państw UE, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywający z nimi członkowie rodzin 

Wprowadzenie w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego, a następnie stanu epidemii, nie wpływa w żaden sposób na prawa pobytowe obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywających z nimi członków rodzin. Uprawnienia te nie są bowiem uzależnione od posiadania jakichkolwiek zezwoleń czy dokumentów.

Wpływ epidemii Covid-19 na gospodarkę – komentarz Grzegorza Maliszewskiego

W tym tygodniu publikowane będą kolejne dane z gospodarek rozwiniętych, wskazujących na skalę załamania koniunktury w następstwie epidemii koronawirusa. W tym kontekście istotne będą wskaźniki koniunktury w USA i strefie euro. Oczekiwać można dalszego pogorszenia nastrojów w przemyśle i usługach (indeksy PMI w USA i strefie euro oraz indeks ISM dla USA), a w ślad za znacznym pogorszeniem perspektyw rynku pracy, także nastrojów konsumentów (w USA będą podane wskaźniki Conference Board).

Ważne też będą kolejne dane z amerykańskiego rynku pracy, które już w ubiegłym tygodniu wskazały na znaczny wzrost bezrobocia. W tym tygodniu podane będą kolejne odczyty wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, raport ADP, a także liczba nowych miejsc pracy, która zapewne spadnie po raz pierwszy od września 2010. Ciekawe będą także dane z Chin, gdzie podany będzie indeks PMI dla przemysłu, co pozwoli ocenić skalę odbicia koniunktury po opanowaniu epidemii.

Jak polski przemysł zareagował na wybuch epidemii?

W środę o godz. 09:00 poznamy pierwsze dane PMI dla polskiego przemysłu znajdujące się już pod silnym wpływem epidemii COVID-19. Według oczekiwań Banku Millennium indeks ten obniży się do 45,9 pkt z 48,2 pkt w lutym. Sytuacja w przemyśle będzie jednak gorsza niż wskazania indeksu, gdyż w marcu, podobnie jak w lutym zostanie on sztucznie zawyżony przez składową opóźnień dostaw, wynikających z zaburzeń w związku z pandemią koronawirusa.

Epidemia w Polsce nasila się, choć w mniejszej skali niż w krajach Europy Zachodniej Skala epidemii w Polsce nasila się, choć jej zakres jest mniejszy niż w innych krajach na podobnym etapie rozwoju epidemii. Według stanu na poniedziałek rano, to osiemnasty dzień, kiedy liczba zainfekowanych przekroczyła 50, liczba stwierdzonych zachorowań wynosi w Polsce 1905, natomiast liczba zmarłych 26. Na tym samym etapie rozwoju epidemii liczba stwierdzonych przypadków w Niemczech wynosiła ponad 7 tys., a we Włoszech ponad 10 tys. Radykalne działania podjęte prze rząd w celu powstrzymania rozwoju epidemii mogą więc przynieść mniejszą skalę pandemii i wypłaszczenie krzywej zachorowań.

Epidemia Covid-19 ma negatywny wpływ na funkcjonowanie całej gospodarki, w tym także sektora bankowego. Kanałów oddziaływania jest wiele, a główne wiążą się ze spadkiem popytu na usługi bankowe, pogorszeniem sytuacji finansowej klientów i ryzykiem pogorszenia jakości portfela kredytowego, spadkiem stóp procentowych i wiążącym się z tym spadkiem dochodów, osłabieniem złotego i wzrostem potrzeb płynnościowych. To wszystko powoduje ryzyko znacznego pogorszenia wyników sektora, a przez to też możliwości kreacji przez banki kredytu. Sektor bankowy jest jednocześnie niezbędny do wsparcia gospodarki w obecnych zawirowaniach, zapewniając finansowanie firm, których sytuacja finansowa uległa załamaniu. Z tego względu konieczne są działania wzmacniające sektor bankowy, aby mógł podtrzymać, a nawet wzmocnić skalę finansowania gospodarki, przy wyższym ryzyku kredytowym firm. Część podjętych do tej pory działań korzystnie działa na banki, szczególnie obniżenie stopy rezerw obowiązkowych, podwyższenie oprocentowania rezerw obowiązkowych, zniesienie bufora ryzyka systemowego, złagodzenie części regulacji nadzorczych. W podjętych działaniach brakuje, w mojej ocenie, zniesienia lub przynajmniej modyfikacji podatku bankowego, który może ograniczać skalę finansowania firm, na korzyść kupna obligacji skarbowych, które są wyłączone z opodatkowania. Negatywnie na możliwości wsparcia gospodarki przez banki może działać dalsze obniżanie stóp procentowych, ze względu n negatywny wpływ na kondycję finansową banków. Aby więc sektor bankowy mógł efektywnie wspierać gospodarkę w pokonaniu kryzysu konieczne są działania zwiększające przestrzeń do kreacji kredytu, którego będą potrzebowały firmy dotknięte skutkami koronawirusa. To m.in. od dostępności finansowania zależeć będzie, czy restart gospodarki po epidemii będzie szybki, czy zastój gospodarczy będzie utrzymywał się przez dłuższy czas – mówi Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Skutki ekonomiczne epidemii będą znaczne

Nawet jeśli przebieg epidemii będzie łagodniejszy niż w krajach Europy Zachodniej to skutki ekonomiczne będą znaczne. Szczególnie, że możliwe jest wprowadzenie dodatkowych ograniczeń. W ubiegłym tygodniu rząd wprowadził zakaz przemieszczania się, poza sytuacjami niezbędnymi (zakupy żywności i leków, tylko konieczne dojazdy do pracy) i zgromadzeń powyżej dwóch osób. Wprowadzono także ograniczenia liczby osób w transporcie publicznym. Poza nowymi zakazami przedłużono do 13 kwietnia kontrolę na granicach. Minister Emilewicz wskazała na możliwość wprowadzenia dodatkowych działań w tym tygodniu, które mogą wiązać się z nowymi obostrzeniami w sklepach i zakładach pracy.

Wzrost gospodarczy – głęboka recesja w 2Q i stopniowe odbicie w drugiej połowie roku

Dane z polskiej gospodarki za styczeń i luty były lepsze od oczekiwań, co wskazało na dobrą kondycję gospodarki w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch epidemii. Wzrost gospodarczy w 1Q może wynieść ok. 2,5% r/r, czemu pomogą wzmożone zakupy przezornościowe przed wybuchem epidemii. Drugi kwartał będzie jednak silnym uderzeniem dla gospodarki, a PKB może spaść o nawet 10% r/r, przy założeniu, że szczyt epidemii będzie w kwietniu, a na przełomie maja i czerwca zaczną rozluźniać się restrykcje, a aktywność ekonomiczna będzie odradzać się. Najsilniej skutki obecnego kryzysu odczują firmy usługowe (szczególnie turystyka, gastronomia, kultura, rozrywka, transport, szczególnie pasażerski), które mierzą się z załamaniem dochodów na skutek wprowadzonej izolacji społecznej. Załamanie nastrojów w sektorze usług wskazały wstępne indeksy PMI w krajach strefy euro.

W drugiej połowie roku spodziewamy się odbudowy wzrostu, jednak w naszej ocenie odczyt dynamiki PKB w całym roku będzie ujemny i wyniesie ok. -3,0% r/r. W dalszym ciągu prognozy obarczone są dużym ryzykiem, uzależnionym od przebiegu epidemii w Polsce i w Europie. Napływające dotychczas dane, szczególnie z Europy, a także możliwe dalsze restrykcje w przemieszczaniu się, nie dają podstaw do optymizmu, stąd ryzyka dla wzrostu gospodarczego skierowane są w dół. Przebieg restartu gospodarki w Chinach, gdzie aktywność ekonomiczna odbudowuje się po ustabilizowaniu sytuacji epidemiologicznej, wskazuje na stopniowe jej tempo. Wskaźnik aktywności ekonomicznej w Chinach po załamaniu się na przełomie stycznia i lutego, kiedy zamknięto Wuhan, wzrósł o ok. 20% w stosunku do dołka z połowy lutego, jednak wciąż jest o ok. 30% niższy niż na początku roku. Wciąż utrzymywana jest część restrykcji, szczególnie we współpracy z otoczeniem zewnętrznym. Przykładowo, każdy obcokrajowiec przybywający do Pekinu musi odbyć obowiązkową 2-tygodniową kwarantannę. Oznacza to, że nawet po ustabilizowaniu sytuacji epidemiologicznej działalność w niektórych branżach nie wróci szybko do poziomu sprzed epidemii. Skalę i tempo odbicia gospodarki po ustabilizowaniu epidemii w Polsce będą ograniczały także restrykcje utrzymywane w innych krajach UE, znacznie bardziej dotkniętych przez epidemię. Skutki gospodarcze epidemii w krajach Europy Zachodniej będą znaczne, strefa euro doświadczy głębokiej recesji, przez co popyt zagraniczny nie będzie wspierał odbudowy wzrostu w Polsce. Powyższe czynniki wskazują, że przebieg odbicia wzrostu może mieć bardziej kształt litery U niż V.

Bezrobocie – wzrost do ok. 7% to optymistyczne założenie

Załamanie wzrostu gospodarczego i ograniczenia w działalności gospodarczej będą miały negatywny wpływ na rynek pracy. Szukając analogii w kryzysie lat 2008-2009, kiedy w rok od upadku Lehman Brother liczba bezrobotnych w Polsce wzrosła o ok. 400 tys, to w obecnych uwarunkowaniach oznaczałoby to wzrost stopy bezrobocia do ok. 8%. Biorąc jednak pod uwagę znacznie bardziej dynamiczny charakter obecnego kryzysu i wstrzymanie działalności lub radykalne ograniczenia skali działania znacznej części firm, skala wzrostu bezrobocia mogłaby być większa i bardziej gwałtowna. Zakładamy jednak, że podjęte w ramach Tarczy Antykryzysowej działania osłonowe polskich firm, szczególnie małych i średnich zmniejszą skalę zwolnień i stopa bezrobocia w tym roku nie przekroczy 7%. Na chwilę obecną to dość optymistyczny scenariusz, biorąc pod uwagę relatywnie ograniczoną, w porównaniu z innymi krajami, skalę wsparcia firm, pomijanie dużych firm w niektórych rozwiązaniach Tarczy, a także opóźniające się tempo prac parlamentarnych.

Inflacja wyhamuje, choć ceny żywności mogą złagodzić dezinflacyjne skutki recesji

Presja inflacyjna spadnie, w ślad za spadkiem wzrostu gospodarczego, szczególnie inflacja bazowa przestanie narastać. Dodatkowo, w kierunku niższej inflacji będzie działać spadek cen paliw na stacjach benzynowych. Niemniej jednak, w drugiej połowie roku działanie tego czynnika może wygasnąć, ponieważ w naszej ocenie utrzymanie cen ropy naftowej na obecnych poziomach w długim terminie będzie trudne, szczególnie jeśli w drugiej połowie roku nastąpi odbicie koniunktury. Dodatkowo, czynnikiem niepewności pozostają ceny żywności. W okresie epidemii widoczny był pewien wzrost cen żywności, kupowanej w celach przezornościach. Biorąc pod uwagę warunki pogodowe i suszę, która może utrzymać się także w miesiącach wiosenno-letnich, miesiące wiosenne mogą przynieść mniejszy sezonowy spadek cen żywności. W rezultacie inflacja cen żywności może obniżać się tylko nieznacznie w stosunku do bieżących poziomów. W naszej ocenie inflacja mierzona wskaźnikiem CPI powróci do pasma dopuszczalnych odchyleń inflacji od celu i średnio w roku wyniesie 3,2% r/r, choć ryzyka dla naszej prognozy skierowane są w górę.

Stopy procentowe – obniżki niewykluczone, choć mało efektywne we wsparciu gospodarki

W zakresie polityki pieniężnej uważamy, że optymalnym scenariuszem byłaby stabilizacja stóp procentowych, gdyż dalsze cięcia stóp procentowych mogłyby być nieefektywnym narzędziem wsparcia gospodarki w obecnych uwarunkowaniach, szczególnie, że inflacja może spadać w powolnym tempie. Rynek FRA wycenia cięcie stóp o 50 pbs w perspektywie najbliższych 6 miesięcy. W naszej ocenie tak radykalny spadek stóp procentowych może mieć negatywny wpływ na warunki funkcjonowania sektora bankowego, ponieważ przez pogorszenie jego kondycji finansowej i kapitałowej, zmniejszy się możliwość kreacji kredytu przez polskie banki. To byłoby niepożądane w obecnym kryzysie, ponieważ polskie firmy będą potrzebowały finansowania na odbudowę działalności po tym, jak sytuacja epidemiologiczna ustabilizuje się. Tym bardziej, że utrzymany zostaje podatek bankowy, który nie zachęca do wzrostu akcji kredytowej. W takich uwarunkowaniach liczyć się można z ograniczeniem skali finansowania, szczególnie w warunkach podwyższonego ryzyka kredytowego. Dlatego też szczególnie pożądane są działania władz monetarnych i nadzorczych ukierunkowane na wsparcie akcji kredytowej, w tym także poprzez łagodzenie wpływu podwyższonego ryzyka kredytowego (przede wszystkim firm –małych i dużych) na bilanse banków. Pobudzenie kredytu jest priorytetem Narodowego Banku Węgier, który utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a ściął stopę rezerw obowiązkowych do zera i modyfikuje program finansowania wzrostu gospodarczego. Głównym beneficjantem ewentualnej obniżki stóp proc. w Polsce byłby niewątpliwie resort finansów, który w tym roku mierzyć się będzie ze znacznym wzrostem potrzeb pożyczkowych, sięgających 100 mld PLN. Niższe stopy procentowe powstrzymają nadmierny wzrost rentowności papierów skarbowych i kosztów finansowania długu. W tym samym kierunku działa rozpoczęty skup przez Narodowy Bank Polski obligacji skarbowych na rynku wtórnym.

Pandemia COVID-19 nieustannie eskaluje

Pandemia COVID-19 nieustannie eskaluje. Liczba potwierdzonych zarażeń na świecie przekroczyła już 720 tys., co oznacza, że w ciągu tygodnia wzrosła ponad dwukrotnie. Nadal notowane są dynamiczne przyrosty w Europie, zwłaszcza w Hiszpanii i w Niemczech, gdzie nowych przypadków przybywa już silniej niż we Włoszech (tam pojawiają się sygnały pewnej stabilizacji liczby nowych zachorowań). Obecnie najmocniej epidemia rozprzestrzenia się w Stanach Zjednoczonych, w których codziennie potwierdza się kilkanaście tysięcy nowych przypadków. Skala rozwoju epidemii oraz wynikające z niej samoizolacja mieszkańców i ograniczające działania władz na świecie nie pozwalają wierzyć w szybkie odbicie globalnej koniunktury, tj. w przebieg cyklu w kształcie litery „V”. Oznacza to, że okres recesji w największych gospodarkach rozwiniętych wydłuży się co najmniej do kilku kwartałów. Bezprecedensowe w skali i tempie przeprowadzenia działania władz na świecie w zakresie polityki gospodarczej pozwalają jednak mieć nadzieję, że uda się uniknąć najbardziej negatywnego scenariusza, tj. aktywności gospodarczej przybierającą postać litery „L” oznaczającej błyskawiczne załamanie koniunktury, a następnie przedłużającego się okresu stagnacji gospodarczej. W szczególności uwagę zwraca największa w historii skala stymulacji monetarnej i fiskalnej w USA, która w 2020 r. sięgnąć może łącznie 4 bln USD. O ile jeszcze kraje rozwinięte są w stanie próbować łagodzić wpływ epidemii gospodarczej w oparciu o własne środki to kraje rozwijające się będą potrzebować międzynarodowej pomocy. Według szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego kraje te będą potrzebować 2,5 bln USD finansowania zewnętrznego.

Najsilniejsze od co najmniej 50 lat załamanie rynku pracy w USA

Epidemia koronawirusa dramatycznie odbija się na sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA złożonych między 16 a 20 marca wyniosła 3,3 mln, po wzroście tydzień wcześniej na poziomie 281 tys. Tak dramatyczny wzrost liczby osób bezrobotnych nie dokonał się nigdy w ponad 50 letniej historii danych. Dla odzwierciedlenia skali obecnego załamania, należy wspomnieć, że w szczycie redukcji zatrudnienia w 2008 r., tj. podczas globalnego kryzysu finansowego taka sama liczba nowych wniosków o zasiłek była złożona w ciągu 6 tygodni. Do tak ogromnych zmian przyczynia się zwłaszcza załamanie zatrudniającego ok 80% pracowników USA sektora usług. Odzwierciedla to opublikowany w ub. tygodniu wskaźnik PMI dla tych branż w USA, który spadając do 39,1 pkt w marcu z 49,4 pkt w lutym dobił do nienotowanego dotąd dna. Dane te utwierdzają prognozy, że recesja z powodu pandemii w USA będzie głębsza niż podczas kryzysu po upadku Lehman Brothers (prezes Fed J.Powell powiedział, że gospodarka może w niej już być). Dla łagodzenia skutków gospodarczych amerykańskie władze wprowadzają największy w dziejach USA program stymulacji fiskalnej i monetarnej.

QE w USA bez limitów

W ub. tygodniu Fed kolejny raz złagodził politykę pieniężną w USA m.in. znosząc wcześniejsze ograniczenia skali skupu aktywów. Ponadto Rezerwa Federalna ogłosiła nowe programy o łącznej wartości 300 mld USD, które mają wesprzeć akcję kredytową w gospodarce. Pierwsze dwa z nich: Primary Market Corporate Credit Facility (PMCCF) dla nowo emitowanych obligacji korporacyjnych i Secondary Market Corporate Credit Facility (SMCCF) pozwolą Fed na zakup długu przedsiebiorstw. Konstrukcja tych programów częściowo wspartych z budżetu federalnego pozwoli obejść zakaz bezpośredniego nabywania przez Fed korporacyjnych papierów dłużnych. Trzeci program Term Asset-Backed Securities Loan Facility (TALF) ma zapewnić dostęp do kredytu dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. W komunikacie Fed uprzedza ponadto o uruchomieniu wkrótce programu Main Street Business Lending Program, którego celem będzie wsparcie akcji kredytowej dla małych i średnich przedsiębiorstw. Informacje te wskazują, że bank centralny USA skupując papiery korporacyjne oraz planując bezpośrednie kredytowanie niektórych przedsiębiorstw wchodzi w dziedziny gospodarcze, w których nigdy do tej pory nie był obecny. Wobec wstrząsu gospodarczego, jakim jest epidemia SARS-CoV-2 Fed reaguje szybko, aby zapewnić tanie finansowanie dla różnych podmiotów gospodarczych i poszerzenia dostępu do kredytów. Działania Fed, mogą wpłynąć na łagodniejszy przebieg zaburzenia związanego z epidemią i szybszy powrót do fazy ożywienia, tak jak po wielkim kryzysie finansowym 10 lat temu, gdy gospodarka amerykańska wydźwignęła się z marazmu wcześniej niż inne kraje rozwinięte. Stymulacji monetarnej towarzyszą największy w historii program fiskalny.

Największy w historii program fiskalny w USA

W ub. tygodniu amerykański Kongres zaaprobował największy w historii USA program publicznego wsparcia gospodarki. Ostateczna jego wersja przewiduje m.in. 500 mld USD na pomoc dla branż w trudnej sytuacji, 350 mld USD na pożyczki dla małych firm i 250 mld USD na wsparcie osób bezrobotnych. Program zawiera zapisy zgodnie, z którymi dla każdego dorosłego obywatela zarabiającego mniej niż 75 tys. USD rocznie zostanie przeznaczone 1200 USD i dodatkowe 500 USD na każde dziecko.

Recesja w strefie euro inna niż poprzednie

Według wstępnych obliczeń indeksy PMI dla usług w Niemczech i w strefie euro załamały się w marcu do najniższych poziomów w historii badania. Wyniosły one 34,5 pkt wobec 52,5 pkt w lutym dla Niemiec oraz 28,4 pkt wobec 52,6 pkt przed miesiącem dla Eurolandu. Skala spadku jest bezprecedensowa. Sektor usług, zwłaszcza transport, turystyka i gastronomia znajduje się w dramatycznej sytuacji w związku z epidemią koronawirusa, która wymusiła wstrzymanie świadczenia usług lub załamanie popytu na skutek ograniczenia możliwości przemieszczania się i innych regulacji administracyjnych. Obecnie strefa euro jest jednym z epicentrów pandemii, a w większości jej krajów liczba nowych zachorowań nadal eskaluje. Badanie PMI wskazuje także na bezprecedensowy spadek subindeksu zatrudnienia, co jest najgorszą informacją, gdyż oznacza zanik ostatniego bezpiecznika koniunktury oraz budzi obawy o szybką obudowę gospodarki. Indeksy PMI dla przemysłu spadły natomiast do 45,7 pkt dla Niemiec i do 44,8 pkt dla Eurolandu, choć sytuacja w tym sektorze jest gorsza niż wskazują poziomy indeksów, gdyż są one sztucznie podbijane przez komponent czasu dostaw. Dane PMI za marzec wskazują, że PKB w strefie euro spadnie w 1Q, ale najgorsze jeszcze przed nią, gdyż zanosi się na nienotowane w ostatnich dziesięcioleciach załamanie gospodarki w 2Q, a recesja będzie miała inny charakter niż w przeszłości. Do tej pory bowiem sektor usług wygładzał przebieg cyklu koniunkturalnego. Obecnie sektor ten, o zdecydowanie największym zatrudnieniu w strefie euro cierpi najmocniej, a spadek aktywności gospodarczej najpewniej będzie dużo silniejszy niż podczas globalnego kryzysu finansowego w latach 2008-2009, a także kryzysu zadłużeniowego 2011—2012. Z tych względów należy oczekiwać, podobnie jak w przypadku USA, że koniunktura w strefie euro nie poprawi się szybko. Dane wskazują że rosną ryzyka dla dłuższej dekoniunktury, co nie pozwoli polskiemu eksportowi łagodzić spadku popytu wewnętrznego w kraju. Optymistyczną informacją jest jednak ogromna skala działań rządu Niemiec, największej gospodarki strefy euro.

Niemcy wesprą gospodarkę kwotą 750 mld EUR

W ub. tygodniu niemiecki parlament przyjął pakiet stymulacyjny w wysokości 750 mld EUR. Największa część (600 mld EUR) tej kwoty stanowi Fundusz Stabilności Gospodarczej dla dużych (zatrudniających ponad 250 pracowników) przedsiębiorstw, którego środki będą przeznaczone na gwarancje kredytów poprawiających płynność, a także dokapitalizowanie spółek. Niemiecki rząd wprowadza także możliwość odroczenia składek podatkowych oraz zamierza współfinansować do 60% wynagrodzenia zatrudnionych, których praca nie jest wykorzystana.. Z kolei na pożyczki i dotacje dla samozatrudnionych oraz mikroprzedsiębiorstw przeznaczono 50 mld EUR. Przewidziano także wsparcie służby zdrowia oraz dodatkowe zasiłki rodzinne. Realizacja tego programu spowoduje zwiększenie deficytu finansów publicznych o 156 mld USD, co może wiązać się z czasowym zniesieniem konstytucyjnych limitów zadłużenia Wartość programu stanowi ponad 20% niemieckiego PKB, co dwukrotnie przewyższa skalę programu w Polsce. Rozwiązania te pozwalają mieć nadzieję, na odbudowę w perspektywie kilku kwartałów gospodarki po szoku związanym z nadal eskalującą w Niemczech epidemią COVID-19.

Miniony tydzień wśród walut emerging markets był okresem uspokojenia notowań po wcześniejszym okresie burzliwej przeceny. Co więcej, niejednokrotnie – jak w przypadku rumuńskiego leja, czeskiej korony oraz złotego – walutom CEE udało się odrobić część poniesionych strat w relacji do euro. W przypadku kursu EUR/PLN oznaczało to spadek notowań do 4,50 z poziomu 4,63 wskazywanego przez nas we wcześniejszych raportach jako możliwy kres osłabienia polskiej waluty. Na przeciwnym biegunie był natomiast południowoafrykański rand, który był najtańszy w historii po decyzji agencji Moody’s o obniżeniu ratingu RPA do poziomu śmieciowego. Na rynkach globalnych omawiany okres zdecydowanie należał do euro, które umacniało się w relacji do dolara. Zwyżka kursu EUR/USD o ponad 4,5% była najsilniejsza od grudnia 2008 roku, co jest kolejną rynkową analogią do czasów ostatniego kryzysu.

Poprawa globalnego sentymentu ściągnęła w dół kurs dolara

Ubiegły tydzień w końcu przyniósł poprawę na rynkach finansowych. Jak może rozwinąć się sytuacja? Na jakie informacje warto zwrócić uwagę w najbliższych dniach?

Na rynkach finansowych cały czas panuje stan podwyższonej zmienności, aczkolwiek ostatnie dni były lepsze niż większość czasu od momentu gwałtownego rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa poza Chiny. W poprzednim tygodniu obserwowaliśmy ruchy aktywów ryzykownych zarówno w górę, jak i w dół. Tydzień wcześniej notowaliśmy w większości ich głębokie spadki. Rynki akcji oraz instrumentów dłużnych z całego świata reagowały pozytywnie na spektakularne w swych rozmiarach programy bodźców fiskalnych i monetarnych ogłoszone przez decydentów po obu stronach Atlantyku. Dolar natomiast, jako waluta safe haven, reagował negatywnie, tracąc w stosunku do wszystkich walut grupy G10, a także osłabiając się względem większości walut gospodarek rozwijających się.

W tym tygodniu zmiany na rynkach będą kształtowane przez trzy podstawowe czynniki. Pierwszym z nich będzie oczywiście dalszy postęp epidemii koronawirusa w poszczególnych krajach, w szczególności w Stanach Zjednoczonych, gdzie przyrost nowych zakażeń wyraźnie przyspiesza. Drugim ważnym czynnikiem będzie szacowana skala szkód ekonomicznych, którą przybliżą odczyty wiodących wskaźników ekonomicznych. W końcu, inwestorzy będą wypatrywać szczegółów dotyczących wsparcia, jakie poszczególne kraje dotknięte epidemią koronawirusa zaoferują firmom i gospodarstwom domowym. Podsumowując, widzimy w tym momencie szanse na dalszą aprecjację euro w relacji do dolara amerykańskiego. Wieści ze Stanów Zjednoczonych stają się coraz bardziej ponure, podczas gdy z Europy docierają pierwsze sygnały świadczące o tym, że liczba nowych zakażeń przestaje rosnąć w sposób wykładniczy.

PLN

W ubiegłym tygodniu obserwowaliśmy istotną poprawę sentymentu, co sprzyjało też polskiemu złotemu. Waluta, w relacji do euro, zakończyła tydzień na poziomie bliskim temu, na którym go rozpoczęła. Poza utrzymaniem oceny ratingowej ze strony agencji Fitch, ostatni tydzień nie przyniósł ważnych – a przede wszystkim aktualnych – informacji z Polski. W tym tygodniu poznamy odczyt indeksu PMI dla przemysłu w marcu, gdzie zobaczymy efekt lockdownu związanego z koronawirusem. Przy czym w kolejnych dniach złoty będzie najpewniej reagował głównie na zmiany globalnego sentymentu, a nie na informacje z Polski.

GBP

W zeszłym tygodniu funt brytyjski był jedną z najlepiej radzących sobie głównych walut. Co więcej, pewnym zaskoczeniem jest to, że łącznie na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni szterling zdołał umocnić się również w stosunku do dolara amerykańskiego. Częściowo jest to skutek ogólnej sytuacji na rynkach, ale walucie sprzyjało też stosunkowo ciepłe przyjęcie przez rynki rządowego programu wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz działań Banku Anglii mających na celu wsparcie również największych firm.

W tym tygodniu nie poznamy wielu informacji, które pozwoliłyby określić wpływ obecnego kryzysu na sytuację gospodarczą Wielkiej Brytanii. Niemniej, istotne osłabienie waluty sprzed dwóch tygodni wyeliminowało z rynku większość długich pozycji spekulacyjnych na walucie, stąd spodziewamy się, że w najbliższych tygodniach funt brytyjski pozostanie względnie odporny na globalną sytuację.

EUR

Ostatnie umocnienie wspólnej europejskiej waluty w relacji do dolara amerykańskiego było związane przede wszystkim z ogólną zmianą sentymentu do ryzyka, a nie z wieściami ze Starego Kontynentu. Dane ekonomiczne ze strefy euro, które poznaliśmy w ostatnich dniach były wręcz tragiczne – kluczowy, zbiorczy indeks PMI spadł w marcu do najniższego poziomu w historii. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych dane również pokazały rekordowo niskie poziomy, jednak z tej grupy strefa euro wydaje się obecnie najbardziej narażona na kryzys.

Zbiorcze indeksy PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii (2017 – 2020)

Zbiorcze indeksy PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 30/03/20

W tym tygodniu opublikowany zostanie odczyt, który w tym momencie nie przyciąga jeszcze dużej uwagi. Mowa o danych o inflacji w marcu, które pokażą wpływ obecnego kryzysu na sytuację gospodarczą w bloku walutowym. Odczyt pozwoli odpowiedzieć między innymi na pytanie, czy większy wpływ na ceny miał spadek popytu, czy ogólne ograniczenie podaży w związku z lockdownami. Będziemy również wypatrywać wszelkich informacji o szczegółach programów wsparcia dla osób fizycznych, jak i małych i średnich przedsiębiorstw. Działania te będą kluczowe w kontekście procesu wydostawania się strefy euro z recesji, z którą będzie musiała zmierzyć się jej gospodarka.

USD

Epidemia koronawirusa uderzyła w Stany Zjednoczone z pełnym impetem. Mimo nadal ograniczonej skali przeprowadzanych testów, USA już teraz notują największą wśród wszystkich krajów liczbę dziennych zakażeń. Chaotyczna odpowiedź władz na szczeblu federalnym i stanowym z pewnością nie pomaga opanować pandemii. Co więcej, ta zdążyła już wywrzeć wpływ na gospodarkę. Wprowadzone środki mające ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa odbiły się na rynku pracy. Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych po raz pierwszy wnoszących o zasiłek, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu, pokazały największy wzrost liczby wniosków w historii (od przeszło 50 lat od kiedy zbierane są dane). Warto też dodać, że liczba nowych deklaracji, która dobiła do ponad 3 milionów, kilkakrotnie przekroczyła poprzednie maksima. Jeszcze dwa tygodnie wcześniej liczba nowych wniosków była bliska 200 tys.

W tym tygodniu poznamy kolejne, niechybnie szokujące dane w postaci piątkowego kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który pokaże jak dużo osób straciło pracę w marcu. Jest spora szansa, że pogorszenie kryzysu zdrowotnego w USA w porównaniu z względną stabilizacją epidemii w Europie (w danych dotyczących nowych zakażeń) będzie w tym tygodniu niekorzystnie oddziaływać na USD.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

HackYeah Online – hackaton pro bono przeciwko COVID-19

Rusza HackYeah Online powered by GovTech – wirtualna edycja największego stacjonarnego hackathonu w Europie, który organizowany jest pro publico bono i będzie miał na celu wypracowanie rozwiązań, które pomogą w walce ze skutkami epidemii koronawirusa. Pula nagród ufundowanych przez GovTech Polska wynosi 100 000 PLN netto, a uczestnicy będą pracowali nad rozwiązaniami w pięciu kategoriach.

Idea organizacji hackathonów mających na celu zmierzenie się ze skutkami epidemii COVID-19 została w Polsce zapoczątkowana przez DO OK sp. z o.o. – firmę, która we współpracy z działającym w Kancelarii Premiera Zespołem GovTech Polska w minionym tygodniu zorganizowała Hack the Crisis: Tech for Good, w którym wzięło udział niemal 2000 programistów rywalizujących w trzech kategoriach. HackYeah Online powered by GovTech Polska jest kontynuacją tej misji. Celem wydarzenia jest przede wszystkim walka z następstwami trwającej epidemii za pomocą rozwiązań technologicznych i wdrażanie innowacyjnych projektów. Choć rejestracja trwa od poniedziałku, uczestnicy hackathonu, będą mieli czas pomiędzy 3 a 5 kwietnia na opracowanie możliwych do wdrożenia rozwiązań. Organizatorzy poszukują projektów, które odpowiedzą na 5 kluczowych wyzwań:

  • Bezpieczeństwo w czasie epidemii – projekty zgłoszone w tej kategorii będą miały na celu pomoc z zapewnieniem bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w czasie e-learningu i intensywniejszego korzystania z Internetu, walkę z internetowymi oszustwami etc. W tę kategorię wpisują się również rozwiązania ułatwiające funkcjonowanie osobom starszym i zagrożonym w czasie i po pandemii, oraz walczące z wykluczeniem cyfrowym.
  • Biznes, nauka i technologia w czasie kryzysu – projekty zgłoszone w tej kategorii powinny wspierać i przyspieszać współpracę naukowców z biznesem poprzez użycie nowych technologii. Będą również zastanawiać się jak przyśpieszyć powrót do pełnej aktywności ekonomicznej oraz ograniczyć negatywne skutki kryzysu dla polskiej gospodarki.
  • E-commerce i logistyka – w tej kategorii szukamy pomysłów usprawniających bezkontaktowe dostawy, zarządzanie i organizację procesów produkcji oraz łańcuchów dostaw. Chcemy również skoncentrować się na długotrwałych zmianach w tej części gospodarki oraz znaleźć rozwiązania na dalsze funkcjonowanie i rozwój dla nowoczesnych kanałów zakupu i dystrybucji.
  • Edukacja i czas wolny – jak usprawnić procesy e-learningu? W jaki sposób twórczo i kreatywnie zająć uczniom czas podczas kwarantanny poza zajęciami szkolnymi? I wreszcie czy i jak obecnie używane technologie zostaną z nami na dłużej. Pomysły odpowiadające na te wyzwania będą zgłaszane w tej kategorii.
  • Freestyle – w tej kategorii znajdą się pomysły niepasujące do żadnej z powyższych kategorii, ale mające zastosowanie w walce ze skutkami pandemii.

Spotykajmy się wirtualnie na Festiwalu Programowania Online!

Głównym celem HackYeah Online powered by GovTech jest pomoc w walce ze skutkami koronawirusa. Dodatkową zachętą dla uczestników jest możliwość wygrania łącznie 100 000 PLN w nagrodach oraz szansa dalszego rozwoju swojego pomysłu i wdrożenia go w życie. HackYeah Online to również okazja do wzięcia udziału w licznych webinariach tematycznych, wirtualnej rozmowy z setkami mentorów i uczestników oraz na produktywne spędzenie weekendu. Organizatorzy HackYeah zadbają o utrzymanie festiwalowej atmosfery znanej z trzech edycji hackathonu, tym razem przeniesionego do świata wirtualnego. Możecie spodziewać się rozgrywek online, wspólnej playlisty przebojów zebranych specjalnie na weekend 3-5 kwietnia i wielu innych atrakcji, dzięki którym miło spędzicie czas.

Do inicjatywy dołączyło też wielu publicznych i prywatnych instytucji, zarówno polskich jak i międzynarodowych, które dostarczają wiedzę i mentorów dla pomocy uczestnikom.

  • Zagrożenia są czasem, w którym potrafimy się jednoczyć ponad podziałami i granicami – państwowymi i pokoleniowymi – by działać na rzecz wspólnego dobra. Zapraszam wszystkich deweloperów, ekspertów i pasjonatów technologii by z wirusem walczyli także w cyberprzestrzeni.

Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów

  • Pierwszy hackathon pokazał, że programiści z całej Europy są w stanie przyłożyć rękę do walki z wirusem, a najbliższe dni udowodnią, że są też w stanie wyciągnąć pomocną dłoń do tych najbardziej dotkniętych epidemią. Choć hackathon to z natury rywalizacja, wszyscy jesteśmy dziś w jednej drużynie, do dołączenia do której zachęcam wszystkich miłośników nowych technologii.

Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów do spraw GovTech

  • Organizowany przez nas HackYeah już kilkukrotnie udowodnił, że w uczestnikach drzemie ogromny potencjał innowacyjnych pomysłów, który teraz, w czasie kryzysu, jest ogromnie potrzebny. Organizując HackYeah pro publico bono chcemy umożliwić włączenie się w wypracowanie rozwiązań przeciwko skutkom COVID-19 wszystkim tym, którzy mają na tego typu rozwiązania pomysły i chcą wykorzystać swój czas, by stworzyć wartościowe narzędzia.

Jakub Kozioł, prezes PROIDEA sp. z o.o.

Kto i w jaki sposób może dołączyć?

 Rejestracja otwarta jest już dziś, ale wydarzenie odbędzie się w dniach 3-5 kwietnia 2020. HackYeah Online powered by GovTech jest darmowym wydarzeniem kierowanym do wszystkich, którzy mają pomysły na rozwiązania wspomagające walkę ze skutkami pandemii koronawirusa i chcących wykorzystać wolny czas na stworzenie projektów, które realnie mogą zmienić nasze życie na lepsze. Projekty biorące udział w konkursie mogą być zgłaszane indywidualnie, lub w zespołach złożonych z maksymalnie 6 osób. Komunikacja pomiędzy uczestnikami, organizatorami, mentorami i jurorami odbywać się będzie na kanale Discord, na który zapraszamy już dzisiaj: https://discord.gg/fa83ryF. Aby zarejestrować zespół i walczyć o nagrody, wystarczy zarejestrować się pod adresem: https://app.evenea.pl/event/hackyeah2020online/

Organizatorem wydarzenia jest PROIDEA– firma od lat organizująca wydarzenia kierowane do branży IT, pomysłodawca i producent HackYeah. Partnerem głównym wydarzenia jest GovTech Polska– program funkcjonujący w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mający na celu angażowanie społeczności we wprowadzanie innowacji do sektora publicznego. Współpracuje z firmami technologicznymi, oraz obywatelami, aby wspólnie unowocześnić administrację publiczną oraz znaleźć sposoby na użycie technologii w realizacji zadań podejmowanych przez Państwo.

Zapraszamy do współpracy media, firmy i organizacje, które mają pomysły na to, jak technologia może usprawnić życie, biznes, naukę, edukację oraz czas wolny w trakcie oraz po pandemii.

Apel Pracodawców RP do MZ i GIS ws. mobilnych badań diagnostycznych

Pracodawcy RP apelują do Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego o wprowadzenie rozwiązań umożliwiających mobilne wykonanie kontrolnych badań diagnostycznych.

W związku z epidemią koronawirusa Pracodawcy RP wystosowali pismo do Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego, w którym proponują rozwiązania z zakresu mobilnej diagnostyki. Mają one przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów oraz personelu medycznego.

Propozycja obejmuje:

1) określenie procedury – standardu postępowania powrotu do pracy, w tym konieczności wykonania kontrolnego badania diagnostycznego,

2) zapewnienie mobilnego wykonania takiego badania diagnostycznego – kontrolnego przed zakończeniem kwarantanny,

3) organizację mobilnego badania, w tym:

  • zapewnienie pojazdów CORONA BUS służące do transportu medycznego, w tym ze służb mundurowych,
  • wydzielenie stanowiska  do  pobrania i przechowania materiału biologicznego,
  • pozyskanie grupy osób np. studentów medycyny, pielęgniarstwa do tej akcji oraz skorzystanie z innych osób po przeszkoleniu,
  • konieczne pełne zabezpieczenie pracowników CORONA BUS, w tym kierowcy oraz obsługi w środki ochrony osobistej,
  • pobranie materiału bezpośrednio pod miejscem zamieszkania pacjenta po uprzednim umówieniu,
  • przekazanie partii pobranego materiału do laboratorium.

–  Rozszerzenie możliwości wykonywania badań diagnostycznych poprzez dopuszczenie udzielania świadczeń zdrowotnych polegających na pobraniu materiału biologicznego do badania laboratoryjnego w pojazdach przyczyni się do zwiększenia dostępności do tych świadczeń, a jednocześnie pozwoli na bezpieczny powrót personelu medycznego do pracy, a tym samym – zapewni bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów i pozostałego personelu medycznego – czytamy w piśmie.

Tarcza …kryzysowa – firmy branży targowej o propozycjach Rządu

Rozczarowanie – firmy branży targowej nazywają tak to, co znalazło się w tzw. Tarczy Antykryzysowej. – Do końca wierzyliśmy, że rząd uwzględni nasze propozycje. Zabrakło dużej części postulowanych rozwiązań, które pozwoliłby poprawić płynność firm niezależnie od ich wielkości – mówi Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT), dodając, że potrzeby i oczekiwania przedsiębiorców minęły się z propozycjami Rządu.

  • – Jest owszem kilka punktów stycznych, ale to jak dać lizaka głodnemu od trzech dni dziecku z Afryki – przyznaje Beata Kozyra, mając jednocześnie „iskierkę nadziei”, bo proces legislacyjny trwa.
  • A, jak mówią, nadzieja umiera ostatnia, dlatego – zwraca się jeszcze do senatu, sejmu i prezydenta o uwzględnienie propozycji branży targowej i zwrócenie uwagi na rozwiązania przyjęte w innych krajach europejskich.
  • W poniedziałek – wtorek firmy mają podjąć decyzje co do swojej dalszej egzystencji i zatrudnionych osób.

 

Przedsiębiorcy działający w sektorze targowym czekają na konkretne rozwiązania ze strony rządu. Dali sobie czas do poniedziałku – wtorku na decyzje, co robić dalej. – To praktycznie ostatni dla nich dzień, aby postanowić, czy będą działać i ilu pracowników będą musieli zwolnić – mówi Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Co się stanie z branżą targową?

Jak przypomina Beata Kozyra, skutki koronawirusa odczuwają wszystkie firmy branży już od 2 miesięcy. Większość firm ma dziś przychody na poziomie 0 zł.

Jeśli nie otrzymają prawdziwej pomocy, to:

    • ponad 60 % firm planuje redukcję zatrudnienia z końcem marca br.
    • co 4-ta z tych firm myśli o zwolnieniu od 50% do 70% pracowników
    • ponad 26% deklaruje, że będzie zmuszona w ogóle zawiesić lub zamknąć działalność.

Bez pracy może zostać nawet 15 tys. osób zatrudnionych dotąd w naszej branży. Dzięki m.in. ich oddaniu, takie imprezy jak ITM, BUDMA, Targi Meble, MSPO, Plastpol czy Targi Książki stały się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wizytówką Polski w świecie. Nieuwzględnienie tego przy opracowywaniu antykryzysowych rozwiązań przez rząd oznaczać będzie definitywne przejście tych wydarzeń do historii. Nasze miejsce zajmą inni, tyle że w innych krajach. Dlatego zwracamy się do marszałków sejmu i senatu oraz prezydenta o uzupełnienie Tarczy Antykryzysowej o unormowania, które utrzymają nas na powierzchni, a ludziom pozwolą zachować pracę– apeluje Beata Kozyra. Przyznaje, że jest realistką i docenia to, co już rząd zaoferował przedsiębiorcom. Jest to jednak niewystarczające.

Co oferuje rząd? Branża targowa ocenia rozwiązania w projekcie Tarczy i sugeruje ich uzupełnienie.

  • abolicja składek ZUS dla samozatrudnionych oraz prowadzących mikrofirmy na 3 m-ce jest jak najbardziej wskazana. Szkoda tylko, że nie dotyczy ona wszystkich MŚP (Małych i Średnich Przedsiębiorstw), które przecież generują 80% polskiego PKB. Również okres abolicji dla firm, które nie odzyskają źródła przychodów w ciągu 3 miesięcy powinien być stosownie wydłużony. Nie łudźmy się, że jakiekolwiek targi odbędą się przez wrześniem 2020.
  • wprowadzenie prawa do świadczenia postojowego i dopłaty państwa do wynagrodzeń w wysokości 40% średniej krajowej to również posunięcie we właściwym kierunku. Ale niewystarczające, aby utrzymać 100% zatrudnienia. W przypadku, kiedy firmy branży targowej nie mają żadnych przychodów, nie będą w stanie opłacić pozostałych 40% wszystkim swoim pracownikom. Należy się również liczyć z tym, że część pracowników nie będzie chciała obniżki swojej pensji o 20% i poszuka innej pracy.
  • 5 tys. zł pożyczki dla mikroprzedsiębiorstw – OK. Żywa gotówka na pewno się przyda. Tylko na co ją wydać? Czy na pensję 1-2 pracowników za marzec, może na połowę kwietniowego czynszu, a może na ratę leasingu maszyn w kwietniu? A co z płatnościami za czerwiec, lipiec, sierpień…?
  • umożliwienie podatnikom CIT i PIT straty poniesionej w 2020 r. od dochodu
    z działalności uzyskanego w 2019 r. Rozwiązanie we właściwym kierunku. Ale rozliczyć należy się w dość krótkim horyzoncie czasowym? A rzeczywiste straty firmy będą miały w kwietniu, bo do marca rozliczały imprezy ze stycznia i lutego. Zatem, tak na prawdę, niewielka korzyść.
  • przesunięcie terminu płatności zaliczek na podatek dochodowy od wynagrodzeń wypłacanych w marcu i kwietniu 2020 r. do 1 czerwca 2020 r. To działanie mało strategiczne, bo prowadzi do niepotrzebnej kumulacji zobowiązań.

– Można by tu przytoczyć jeszcze kilka przykładów, jednak nawet pomoc ta liczona   łącznie jest absolutnie niewystarczająca, aby pomóc firmom utrzymać płynność finansową, a w wielu przypadkach uchronić firmę przed upadkiem – ocenia Beata Kozyra.

Jakie będą konsekwencje dla Polski?

  • mniejszy wpływ do budżetu państwa o 2-3 mld zł. Mówimy tu tylko o jednej branży czyli targowej. Jeśli dodamy do tego branżę turystyczną i MICE, wpływy do budżetu będą niższe aż o kilkanaście procent niż przed rokiem – czyli ok 20 mld zł.
  • na rynek wyjdzie kilka milionów bezrobotnych – in. z branży targowej, turystycznej i MICE. Czy Polski Rząd jest gotowy na ich przyjęcie? Czy Polski Rząd jest gotowy wypłacać przez najbliższe miesiące 3 mld zasiłku miesięcznie?
  • zniknie bezpowrotnie wiele imprez targowych, które co roku przyciągają tysiące wystawców i miliony zwiedzających
  • zagrożone będą największe targi, które do tej pory były wizytówką Polski: Budma, Targi Meble, ITM, Motor Show, Cavaliada organizowane przez Międzynarodowe Targi Poznańskie, MSPO, ENEX, PLASTPOL w Kielcach, Targi Katowice, Targi książki czy Krakdent w Krakowie, Bowtshow w Łodzi, Energetab w Bielsku Białej. A nie zapominajmy, że targi są dźwignią polskiego eksportu.

To chyba ostatnia szansa, z której możemy i powinniśmy skorzystać. Zwracamy się raz jeszcze do wszystkich parlamentarzystów o podjęcie wysiłku, aby ostateczny kształt Tarczy Antykryzysowych rzeczywiście obronił przedsiębiorców przed skutkami epidemii – nie traci nadziei Beata Kozyra. Uważa, że autorzy ustawy mogą dokonać jeszcze niezbędnych korekt.

Co rząd może jeszcze zrobić?

  • Przede wszystkim stworzyć łatwy dostęp do umarzalnych kredytów na 2-3 lata do 3 mln zł dla firm poszkodowanych przez koronawirusa
  • Podjąć decyzję o natychmiastowym zwrocie VATu oraz uwolnieniu pieniędzy z kont VAT-owskich
  • Natychmiast uprościć procedury przyznawania wszelkiej pomocy przedsiębiorstwom.

– Autorzy Tarczy Antykryzysowej powinni oprzeć się na pozytywnych przykładach także z krajów znajdujących się dziś w znacznie trudniejszej sytuacji. Warto mieć na uwadze także to, że najprawdopodobniej jesteśmy jeszcze przed najsilniejszym uderzeniem epidemii, a jej skutki znane będą dopiero za kilka miesięcy – przewiduje prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Co robią rządy innych krajów?

Rządy innych krajów, bardzo szybko poszły po rozum do głowy i nie bronią już za wszelką cenę budżetu, tylko przedsiębiorstw, które do tego budżetu się dokładają.

  • Francja: od 26 marca państwo przejęło do 80% rekompensaty wynagrodzeń i umożliwiło na korzystnych warunkach przedsiębiorcom wzięcie pożyczek od 12,5 tys. do 12 mln Euro.
  • Holandia: rząd dołoży do 90% do wynagrodzeń najbardziej dotkniętych kryzysem firm.
  • Wielka Brytania: MŚP w mogą zaciągnąć nieoprocentowany przez 12 miesięcy kredyt do 5 mln GBP.
  • Węgry: rząd wprowadził całkowite zwolnienie z płacenia podatków dla najbardziej poszkodowanych firm do czerwca 2020, a także niskie i centralnie regulowane oprocentowanie łatwo dostępnych pożyczek.
  • Niemcy: rząd opracował program pożyczek w wysokości 513 mld Euro, aby firmy mogły utrzymać dotychczasowy poziom produkcji i zatrudnienia

Ile procent PKB przeznaczają kraje na wsparcie przedsiębiorstw?

  • Hiszpania ok. 15 proc. PKB,
  • Włochy ok.18 proc. PKB,
  • Francja ok.21 proc. PKB,
  • Niemcy ok.15 proc, PKB
  • Polska – 8 proc. PKB.

– Propozycje innych krajów to myślenie strategiczne, ale nie krótkowzroczne, nastawione na tu i teraz. Wygląda to tak, jakby nasz rząd nie dostrzegał, że zabija dojną krowę czyli polskie przedsiębiorstwa. Krowa zdechnie i nie będzie mleka, a więc wpływów do budżetu – zwraca uwagę Beata Kozyra, której zdaniem priorytetem powinno być dziś utrzymanie gospodarki za wszelką cenę.– Świadczenia socjalnie czy inwestycje rządu w zbrojenie armii, ekologię, czy drogi mogą na chwilę zejść na drugi plan. Co zagrozi życiu polskich rodzin bardziej, brak 500+ przez 3 miesiące czy brak wypłaty przez najbliższe pół roku z powodu utraty pracy?– pyta Beata Kozyra i podsumowuje: – W tej chwili sytuacja doszła już do takiego punktu, że najważniejsze staje się jednak jak najszybsze przyjęcie Tarczy, nawet w jej obecnym kształcie, aby pomoc dla przedsiębiorstw mogła już płynąć, aby firmy nie musiały już dzisiaj zwalniać pracowników.  Kolejnym krokiem byłby nowelizacje Tarczy i uwzględnienie w nich najczęściej wymienianych przez przedsiębiorców postulatów – Według prezes zarządu PIPT dziś trzeba przede wszystkim minimalizować skutki strat, które niemal z godziny na godzinę się powiększają.

Wartość polskiej branży targowej i wystawienniczej szacuje się na ok. 3 mld złotych. Na rynku tym operuje ponad 500 firm, a zatrudnienie w branży znajduje prawie 20tysięcy osób.

Jaka będzie przyszłość rynku ropy?

Bezprecedensową przecenę na rynku „czarnego złota” można porównać do otwarcia puszki Pandory. Jak wojna cenowa wpłynie na rynek, skoro – według doniesień EIA – popyt na ropę nie wzrośnie pierwszy raz od 2009 roku, czyli od kryzysu finansowego?

Notowania ropy WTI to około 20 USD za baryłkę. Nie pomaga słabszy rynkowy sentyment, nie pomagają informacje z rynku surowca, nie pomagają fundamenty. Arabia Saudyjska poinformowała, że od początku wojny cenowej nie nawiązano żadnego kontaktu z Rosją w celu wznowienia rozmów o koordynacji wydobycia surowca. Dodatkowo, indyjski rząd zalecił rafineriom, by w obliczu braku popytu wstrzymały przerób ropy i import surowca. Ma to niebagatelne znaczenie, gdyż Indie to trzeci największy światowy odbiorca, importujący prawie 5 mln baryłek na dzień. Pojawiają się też pierwsze symptomy wskazujące, że radykalna wojna cenowa i załamanie popytu uderzają w producentów z USA. Liczba aktywnych wież wiertniczych obniżyła się aż o 40, i do 624.

– Spadek produkcji w Stanach Zjednoczonych jest nieunikniony, ale tendencja ta będzie rozwijać się wiele miesięcy. Średnioroczny poziom wydobycia będzie w 2020 roku wciąż przewyższał przeciętną produkcję z ubiegłego roku – ocenia Bartosz Sawicki, ekspert ds. rynku surowców i kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Przecena na rynku „czarnego złota” od początku 2020 roku sięgnęła niebotycznego poziomu 65 proc. Cena surowca spadła poniżej minimum z lutego 2016 roku. Obecnie za baryłkę ropy WTI płacimy najmniej od 17 lat. Krach na rynku ropy został spotęgowany coraz gorszymi danymi tj. ostatnie PMI, pokazującymi że efektem pandemii nie będzie spowolnienie globalnej gospodarki, a głęboka recesja. Oznacza to tym samym spadek popytu na ropę. Obecnie nadpodaż surowca wynosi 5 mln baryłek dziennie.

Będzie gorzej

Kryzys doskwiera również całej  branży naftowej. Świadczy o tym chociażby zmniejszona do 50 proc. kapitalizacja takich gigantów jak Saudi Aramco, British Petroleum Company (BP) czy Shell. W rafineriach dochodzi do mniejszego przerobu surowca, ponieważ chętnych na niego jest po prostu coraz mniej. Według doniesień EIA, popyt na ropę nie wzrośnie pierwszy raz od 2009 roku, czyli od kryzysu finansowego.

Krach na rynku ropy został pogłębiony przez pandemię i ograniczenie ludzkiej mobilności, ale nie oznacza to, że problemów na rynku brakowało. Schody zaczęły się – plus minus – w 2014 roku, kiedy Arabia Saudyjska zaczęła zwiększać wydobycie, by uderzyć w sektor wydobywczy USA. To był impuls do rozpoczęcia trwającej do 2016 roku surowcowej bessy. W 2020 roku natomiast w porozumieniu zrzeszającym producentów ropy pozostało 10 państw OPEC, ale tylko połowa z nich wypełniała porozumienie.

Irak, ZEA i Nigeria wydobywały za dużo, a Ekwador opuścił OPEC. Z 10 uczestniczących w porozumieniu państw spoza kartelu tylko Oman i Azerbejdżan
odpowiednio ograniczyły produkcję. Rosja, Kazachstan i Meksyk, czyli najważniejsi gracze z tej grupy, notorycznie przekraczali limity. Projekt OPEC+ okazał się więc podwójną porażką. Między innymi dlatego, że opierał się na błędnych założeniach i słabej dyscyplinie. Niska skuteczność była tylko gwoździem do trumny tej idei. Idea nie miała bowiem siły przebicia nad motywowanym politycznie oporem przed redukcją produkcji.

Wojna cenowa

Czarny poniedziałek weryfikuje. 9 marca dochodzi do najsilniejszego spadku cen ropy od wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. 18 marca, kurs WTI spada 25%, do 20 USD, czyli najniżej od lutego 2002 r. 19 marca następuje bezprecedensowe odbicie – wzrost cen ropy WTI o 24% to najwyższy dzienny wzrost w historii. Zmienność na rynku ropy jest najwyższa od globalnego kryzysu finansowego. Co to oznacza?

– Niskie ceny ropy naftowej to coś, do czego powinniśmy się przyzwyczaić. Po podwójnym szoku popyt załamał się ze względu na walkę z pandemią. W 2020 roku po raz pierwszy od globalnego kryzysu finansowego świat zużyje mniej ropy niż rok wcześniej, a w tym samym czasie ostro rośnie wydobycie – mówi kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers Bartosz Sawicki i przypomina, że Arabia Saudyjska eksportować o 30 proc. więcej niż w styczniu, rezultatem czego będzie powstanie gigantycznego nawiasu zapasów.

– Ich absorpcja będzie trwać minimum przez drugą połowę 2020 roku. Dlatego też w dalszej części roku należy spodziewać się średniej ceny brent w granicach 35 USD za baryłkę. Przy czarnym scenariuszu pandemii na długie tygodnie paraliżującej aktywność gospodarczą, transport i komunikację, kurs ropy brent w drugim kwartale spadnie pod 20 USD za baryłkę – tłumaczy ekspert.

Walka ze skutkami pandemii

Światowe banki centralne ruszyły do walki z gospodarczymi konsekwencjami pandemii. Cięte są stopy, uruchamiane programy tanich pożyczek dla sektora bankowego, wznawiane programy skupu aktywów. Władze monetarne rzuciły do walki wszystkie dostępne środki i szybko wyczerpały dostępną amunicję.

Kolejne rządy uruchamiają szeroko zakrojone pakiety fiskalne. W niektórych przypadkach, np. w Nowej Zelandii ich wartość to nawet 4 proc. PKB. Polityka fiskalna dostarcza skuteczniejszych narzędzi łagodzących wpływ koronawirusa na wzrost gospodarczy. W kolejnych tygodniach to na niej będzie spoczywać ciężar. Nie oznacza to, że polityka monetarna nie ma roli do odegrania.

– Banki centralne przede wszystkim pompują płynność w system finansowy i chronią rynek kredytowy przed poważniejszymi turbulencjami. Szybka reakcja, to dobra reakcja, ponieważ sytuacja jest wystarczająco skomplikowana, by dodatkowo ryzykować pogorszeniem kondycji gospodarek przez nieefektywne działanie systemu finansowego – ocenia Bartosz Sawicki z TMS Brokers.

Zdaniem eksperta kombinacja szoków popytowego i podażowego będzie skutkować gigantyczną nadpodażą i wzrostem zapasów, a agresywna polityka cenowa i gwałtowne podniesienie eksportu ma na celu zmuszenie Rosji do współpracy w drugiej części roku. Tak rysuje się plan na nowy porządek na rynku „czarnego złota”.

Covid-19 [Koronawirus] wpływa na rynek nieruchomości

Kraje, które nie przyjęły euro lub ich waluty nie są powiązane ze wspólną europejską walutą, odnotowały w lutym i marcu 2020 r. osłabienie kursów walut o około 10%. Wyjątkiem jest rumuński lej, który stracił zaledwie 1%, głównie dzięki interwencji banku centralnego. W związku z tym, że większość umów najmu w Europie Środkowo-Wschodniej jest denominowana w euro, może to stanowić dodatkowe obciążenie dla najemców, zwłaszcza tych, którzy uzyskują większość dochodów w walutach lokalnych (CZK, PLN, HUF i RON).

– Osłabienie walut,  oprócz przymusowego lub dobrowolnego zamknięcia lokali handlowych, gastronomicznych, rozrywkowych i hotelowych, biur oraz części zakładów produkcyjnych w celu ochrony zdrowia ludzkiego, stawia zarówno wynajmujących, jak i najemców w bardzo niekorzystnej sytuacji. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją – pandemia oraz związane z nią stany wyjątkowe ograniczają możliwości normalnego działania wielu osób i firm. W związku z tym sposobem długofalowej ochrony wszystkich interesów będzie z pewnością znalezienie kompromisu pozwalającego zminimalizować skutki tej niesprzyjającej sytuacji – mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

Z jednej strony wynajmujący będą chcieli ze zrozumiałych względów pobierać czynsze w celu ochrony swoich inwestycji, a z drugiej najemcy będą chcieli się skupić na zabezpieczeniu przyszłości swoich firm i pracowników. We wszystkich sektorach rynku panuje obawa przed scenariuszem, w którym mogłoby zabraknąć firm chętnych na najem powierzchni komercyjnych, ale też takim, w którym firmom zabraknie przestrzeni umożliwiających im prowadzenie działalności.

Należy mieć nadzieję, że każdy z krajów w regionie CEE opracowuje własne sposoby wyjścia z sytuacji, takie jak wakacje kredytowe lub inne środki finansowe, w tym pakiety pomocy rządowej. Dopóki nie uzyskamy więcej szczegółowych informacji na temat przyjętych metod, musimy znaleźć inne realne rozwiązania, które będą mogły z nimi współgrać, oczywiście zakładając, że ewentualne wsparcie z zewnątrz nie okaże się panaceum – wskazuje Luke Dawson, dyrektor zarządzający i dyrektor ds. rynków kapitałowych na region CEE w Colliers International.

Widzimy pierwsze przypadki, w których – zamiast od razu wszczynać spory prawne dotyczące płatności – wynajmujący rozważają krótkookresowe zwolnienia z czynszów lub przesuwają na bieżący okres umowne wakacje czynszowe (zazwyczaj wypadające na koniec umowy najmu). W zamian za to oczekują, że najemcy wydłużą umowy najmu o czas odpowiadający obecnemu trudnemu okresowi lub dłuższy.

Więcej informacji o wpływie koronawirusa na rynki regionu EMEA można znaleźć na portalu Colliers’ COVID-19 Insights, na którym nasi eksperci w każdym tygodniu  udostępniają nowe informacje i analizy dotyczące wpływu pandemii na poszczególne sektory rynku nieruchomości komercyjnych.

Fiskus zabiera, potem myśli

Prawo podatkowe nakazuje, by organy, rozstrzygając sprawę podatnika, wyjaśniły mu i uzasadniły, dlaczego akurat tak, a nie inaczej należy interpretować dany przepis. Organ zobowiązany jest wskazać, jakie argumenty stoją za jego postępowaniem. Nie może też stosować wykładni przepisów prowadzącej do zwiększenia obciążeń podatkowych, które mogą być nakładane na podatników tylko w drodze ustawy. W wyroku z 23 stycznia 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu uchylił zaskarżoną przez spółkę interpretację organu podatkowego, bo ten naruszył wszystkie wskazane wyżej reguły, pozbawił spółkę prawa do pełnego odliczenia poniesionych na nabycie usług wydatków, nie wykazując przy tym logicznego procesu rozumowania.

Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych w art. 15e zawiera ograniczenie, zgodnie z którym poniesione przez spółkę wydatki na usługi doradcze, badania rynku, usługi reklamowe, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze, nabyte od podmiotów powiązanych, nie mogą być w przeważającej części zaliczane do kosztów uzyskania przychodów tej spółki.

Usługi badawczo-rozwojowe i informatyczne

Jedna ze spółek z o.o., będąca polskim rezydentem podatkowym, jest producentem materiałów budowlanych. Należy do grupy kapitałowej, w ramach której nabywa od jednego ze swoich podmiotów powiązanych usługi w zakresie działalności badawczo-rozwojowej (B+R) oraz usługi informatyczne (IT).

W ramach tych pierwszych usług podmiot powiązany organizuje spotkania pracowników z różnych podmiotów grupy kapitałowej mające służyć wymianie spostrzeżeń, doświadczeń i wiedzy technologicznej, jak i współpracy w innych obszarach. Podczas tych spotkań pracownicy współpracują z zamiarem rozwiązywania konkretnych problemów grupy, w tym także spółki. Usługi B+R polegają również na udzielaniu przez ten podmiot dostępu do wykorzystywanych w produkcji programów i systemów informatycznych. Spółka zaznaczyła, że część z tych usług może zostać jej udzielona nie tylko przez ten podmiot, ale także przez inne podmioty, wchodzące w skład grupy.

Z kolei nabywane przez spółkę usługi IT dają jej dostęp do platform internetowych i aplikacji wykorzystywanych przez kierownictwo spółki do zarządzania procesami biznesowymi, sprzedażowymi i controllingu. Spółka nazywa je usługami dostępu, bowiem nadają kierownictwu i odpowiednim pracownikom dostęp różnego stopnia do tych aplikacji. Poza tego typu usługami spółka nabywa również inne usługi informatyczne, czyli np. zarządzania modułem CRM czy związane z prowadzeniem strony internetowej spółki. W ich skład wchodzą m.in.: hosting, aktualizacje techniczne, obsługa front-end i back-end strony.

Wniosek o wydanie interpretacji

Spółka wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z wnioskiem o wydanie interpretacji przepisów prawa podatkowego, czy nabywane przez nią usługi B+R oraz IT będą traktowane przez fiskusa jako usługi doradcze, a więc, czy będą one podlegać ograniczeniu w możliwości zaliczenia poniesionych na nie wydatków do kosztów uzyskania przychodów tej spółki zgodnie z art. 15e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Przy czym zgodnie z wymogami wniosku przyporządkowała nabywane od podmiotu powiązanego usługi do nomenklatury Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług, wskazując, że klasyfikacja ta nie oddaje rzeczywistego charakteru tych usług, a została wykorzystana jedynie na potrzeby wniosku.

Organizacja spotkań i hosting stron www

Organ uznał stanowisko spółki za nieprawidłowe w zakresie nabywanych przez nią usług B+R w części dotyczącej organizacji kongresów oraz usług IT w części dotyczącej nabywania usług zarządzania stroną internetową. Swoją decyzję uzasadnił w ten sposób, iż do zbioru usług objętych ograniczeniami zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów na mocy art. 15e ustawy o CIT należą dwie kategorie usług: te wprost wymienione w tym przepisie, jak np. usługi doradcze i przetwarzania danych, oraz usługi nienazwane, ale mające charakter świadczeń do nich podobnych. Za takie świadczenia podobne organ uznał usługi zarządzania stronami internetowymi (hosting) oraz usługi związane z zarządzaniem systemami informatycznymi. Stwierdził, że mają one wystarczające cechy usług doradczych i usług zarządzania. Podobnie zakwalifikował nabywane przez spółkę usługi organizacji spotkań, ujęte w Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług jako usługi związane z organizacją kongresów. Stwierdził, że są to usługi podobne do usług doradczych, zarządzania oraz reklamowych.

Katalog usług jest otwarty, ale nie nieograniczony

Spółka wniosła skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. WSA w Poznaniu przyznał, że katalog usług objętych ograniczeniem w zaliczaniu do kosztów uzyskania przychodu wskazany w art. 15e ustawy o CIT jest co prawda otwarty (z uwagi na użyty zwrot: „oraz świadczeń o podobnym charakterze”), niemniej nie jest katalogiem nieograniczonym. Pod jego zakres można podciągnąć tylko te usługi, które są równorzędne pod względem prawnym do usług w nim nazwanych.

Niedopuszczalna wykładnia rozszerzająca na niekorzyść podatnika

Sąd przyznał słuszność organowi, który w braku zdefiniowania usług doradczych czy zarządzania i kontroli w przepisach ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych odwołał się do definicji słownikowej. Jednak pomimo właściwej drogi interpretacji dokonał jej niewłaściwie, bo uznał, że słowa: „doradzać” czy „zarządzać” należy rozumieć szeroko, przy czym nie uzasadnił dlaczego, ani nie odniósł tych pojęć do stanu faktycznego przedstawionego przez spółkę we wniosku. WSA zwrócił uwagę, że niedopuszczalne jest takie właśnie rozszerzające interpretowanie przepisów podatkowych, jeśli w konsekwencji prowadzi do zwiększenia ciężarów podatkowych. Te ostatnie mogą być nakładane tylko w drodze ustawy. Wyjątkowo wykładnia rozszerzająca może zostać zaakceptowana, ale tylko, jeśli będzie z korzyścią dla podatnika.

Spotkania w celu wymiany wiedzy to nie doradztwo

WSA w Poznaniu, odnosząc się do nabywanych przez spółkę, a zakwestionowanych przez organ usług B+R, orzekł, że polegają one właśnie na organizacji spotkań w celu wymiany wiedzy, analizy produktowej czy rozwoju współpracy w wielu innych kwestiach, także na udzielaniu dostępu do danych systemów. Natomiast nie polegają bynajmniej na doradzaniu, opiniowaniu, a na działaniu. Sąd stwierdził, że w zakresie usług doradczych zachodzi nierówność stron tego świadczenia, bowiem to posiadający wyspecjalizowaną wiedzę usługodawca doradza usługobiorcy. Z kolei w przypadku opisanym przez spółkę dochodzi do wymiany doświadczeń między podmiotami.

Pracownicy usługodawcy nie wydają poleceń spółce, a zatem nią nie zarządzają

Żadnej opinii nie wydaje również podmiot powiązany, który świadczy spółce usługi IT. Umożliwia jej natomiast korzystanie z systemów, aplikacji oraz programów informatycznych, jednocześnie obarczając spółkę kosztami hostingu strony internetowej, transferu danych czy serwisu zarządzania Firewall. Co prawda w ramach tych usług pracownicy usługodawcy udzielają pracownikom spółki fachowych porad, jednak są to porady związane z używaniem, korzystaniem z udostępnianych systemów. Zatem nie stanowią kluczowego elementu będącej przedmiotem zakupu usługi.

Sąd zwrócił również uwagę, że nabywane przez spółkę usługi IT nie mogą zostać uznane za usługi zarządzania i kontroli, bowiem brak w nich przyznania usługodawcy kompetencji zarządczych czy kontrolnych nad spółką. Pracownicy usługodawcy ani sam usługodawca nie wydają poleceń spółce i jej pracownikom, jak również nie weryfikują, a więc nie kontrolują ich i jej działań.

By świadczyć reklamę, trzeba reklamować

Sąd stwierdził również, że z opisu stanu faktycznego nie wynika, aby spółka nabywała od podmiotu powiązanego usługi polegające na rozpowszechnianiu informacji o jej produktach czy też w inny sposób promujące ich zalety. Stąd też bezpodstawne jest ustalenie organu, jakoby część z nabywanych usług B+R można uznać za usługi reklamowe.

„…analiza poszczególnych świadczeń wchodzących w skład usług w ocenie skarżącej nie pozwala na postawienie tezy, że występuje w nich element doradczy, reklamowy czy też zarządzania, który miałby przeważający charakter nad pozostałymi elementami tych świadczeń. W konsekwencji trudno zatem zgodzić się ze stanowiskiem organu, że część usług B+R i Usług IT stanowi usługi podobne do usług doradztwa, zarządzania czy reklamowych, gdyż ich charakter jest całkowicie odmienny” (wyrok WSA w Poznaniu z 23 stycznia 2020 r., sygn. akt I SA/Po 871/19).

Organy też muszą przestrzegać prawa

Sąd, uznając zaskarżoną przez spółkę interpretację za niezgodną z prawem, pouczył organ podatkowy, że forsowana przez niego wykładnia rozszerzająca prowadzi do absurdów, gdzie każda usługa nabywana przez przedsiębiorcę mogłaby zostać uznana za usługę doradczą czy też zarządzania. W zakończeniu swojego wyroku wskazał równocześnie, że takie zasady postępowania podatkowego, jak zasada prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych, nie są pustą literą prawa i organy muszą ich przestrzegać.

Brak logiki i rozumowania to nie problem organów, a przedsiębiorców

Zapoznając się z wyrokiem poznańskiego sądu, można nabrać podejrzeń, że organy podatkowe standardowo łamią zasady prowadzenia postępowania podatkowego, a więc zasady, których urzędnicy jako funkcjonariusze publiczni szczególnie powinni przestrzegać. Celem nadrzędnym wydaje się bowiem dla nich w jak najwyższym stopniu odebranie podatnikowi korzyści podatkowych. Zwłaszcza gdy podatnikiem tym jest przedsiębiorca, bo przecież istnieje szansa, że w obawie o byt swojej firmy, nie odważy się on sprzeciwić fiskusowi.

„…organ nie przedstawił procesu rozumowania – wykładni, który doprowadził go do stwierdzenia, że stanowisko skarżącej jest nieprawidłowe oraz nie odniósł się w wyczerpujący i kompleksowy sposób do tegoż stanowiska. Organ naruszył zatem art. 14c § 1 i 2 O.p. nie tylko przez brak logicznie spójnego odniesienia się organu interpretacyjnego do stanowiska wnioskodawcy, ale i niewyczerpujące zaprezentowanie uzasadnienia prawnego do przedstawionego stanu faktycznego” (sygn. akt I SA/Po 871/19).

Przedsiębiorcom, którzy na taką samowolę, nieopartą na żadnym procesie rozumowania, nie chcą się zgodzić, pozostaje przeniesienie swojego biznesu lub rezydencji podatkowej za granicę, do bardziej przyjaznej, „logicznej” jurysdykcji. W przeciwnym razie, w obliczu takich działań urzędników podatkowych, warto zadbać o audyt prawny przedsiębiorstwa. Przekształcenie spółki lub jej restrukturyzacja, to często najlepszy sposób na ochronę jej majątku i prowadzonej przez nią działalności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Czego potrzebują przedsiębiorcy podczas kryzysu?

Do branż turystycznej i gastronomicznej, które dotychczas najbardziej ucierpiały z powodu epidemii koronawirusa, szybko dochodzą kolejne. To przede wszystkim branże usługowe, których działalność odbywa się głównie w przestrzeni obcowania z klientem. To także firmy sprzedające towary luksusowe, na które drastycznie spada popyt w sytuacji kryzysu. Eksperci przewidują, że branża żywieniowa poradzi sobie z trudną sytuacją, ale może cierpieć na niedobór pracowników. Jednak aby przestój gospodarki nie spowodował upadku większości firm, państwo musi szybko przygotować odpowiedni pakiet pomocowy.

– Rząd musi przygotować konkretne rozwiązania i propozycje, zmierzające do ochrony miejsc pracy i przedsiębiorców, zwłaszcza tych małych i średnich – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Największą trudnością jest płynność finansowa. Opóźnienie płatności za wykonywane zlecenia i umowy będzie dużym problemem dla wszystkich firm. Wiemy już jednak, że rząd zaangażował sektor bankowy – który ma przygotować konkretne rozwiązania, by poprawić sytuację przedsiębiorców. Oczekujemy też, że rząd w przygotowanej specustawie, czy też ustawie antykryzysowej, zaproponuje skuteczne odroczenie płatności składek na ubezpieczenie społeczne, odroczenie płatności fiskalnych i podatkowych. Chcielibyśmy stworzyć takie warunki dla przedsiębiorców, w których mogliby spokojnie prowadzić swoje biznesy. I móc je dalej rozwijać, gdy koronawirus przeminie – zaznacza Kowalski.

Fitch utrzymał długoterminowy rating kredytowy Polski

Pomimo wyraźnych problemów na świecie rating polski pozostał niezmieniony. Pamiętając jednak ostatnie osiągnięcia agencji ratingowych i tempo, w którym obniżały one ratingi, należy mieć pewien dystans do tego sukcesu.

Agencja ratingowa Fitch o Polsce

Fitch utrzymał długoterminowy rating kredytowy Polski na poziomie A-. Biorąc pod uwagę rozwój sytuacji i ogólny wzrost ryzyk to bardzo dobra informacja. Wskazuje, co prawda, na niemal pewne złamanie reguły wydatkowej w tym roku, ale docenia wyważone działania w ramach tarczy antykryzysowej. Wielu przedsiębiorców z pewnością nie ocenia w ten sposób tych działań. Jest to jednak zawsze kompromis między ich kosztem a skutecznością. Z punktu widzenia budżetu niewydanie zbyt wysokich kwot jest korzystne. Agencja zwraca uwagę na dużą samowystarczalność polskiej gospodarki, co powinno pozwolić jej przejść przez ten kryzys relatywnie łatwiej niż innym państwom z naszego koszyka ryzyk.

Eryk Łon o roli NBP

W Radzie Polityki Pieniężnej często miewamy wyraziste charaktery. Czasem osoby te chcą zrewolucjonizować rolę NBP. Taką osobą jest Eryk Łon. Dotychczas znany głównie z ciągłej chęci obniżek stóp procentowych, która wreszcie doczekała się poparcia reszty członków Rady. O ile misja RPP wyraźnie wskazuje na stabilność cen, o tyle wypowiedzi Pana Eryka wskazują na prowadzenie znacznie szerszej polityki gospodarczej. Skup obligacji na rynku pierwotnym, czyli zadłużanie państwa w NBP jest ostatnio jednym z mocno dyskusyjnych postulatów. Pojawiły się również takie niestandardowe postulaty, jak możliwość inwestowania przez NBP w akcje spółek, czy obligacje korporacyjne. Co ciekawe, w ostatnim wywiadzie dalsze obniżki stóp uznał za jedynie niemożliwe do wykluczenia. Musimy poczekać oczywiście na innych członków Rady, ale jak widać, wiele może nas jeszcze zaskoczyć.

Kanada tnie stopy procentowe

 Bank Kanady obniżył w piątek główną stopę procentową z 0,75% na 0,25%. Po ostatnich działaniach FED-u, który przywrócił rekordowo niskie stopy w USA, taka decyzja była właściwie oczywistością. Patrząc na siłę powiązań biznesowych z tym partnerem zbyt wysokie sotpy procentowe umacniałyby dolara kanadyjskiego względem dolara, tym samym utrudniając korzystny eksport towarów do głównego partnera handlowego. Dolar kanadyjski  od początku roku wyraźnie stracił względem amerykańskiego, jednak ostatnie dni pozwoliły mu odrobić część strat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Limitowanie z 15e a usługi IT

Usługi IT obejmują szeroki katalog usług, począwszy od klasycznych usług zarządzania siecią informatyczną, poprzez usługi serwisowe, skończywszy na udostępnianiu infrastruktury. Z uwagi na brak występowania w ustawie o podatku dochodowym pojęcia „usługi kompleksowej” świadczenia w zakresie IT powinny być analizowane odrębnie. Ma to istotne znaczenie zwłaszcza w przypadku świadczenia tego rodzaju usług pomiędzy podmiotami powiązanymi. Obowiązujący art. 15e ustawy o CIT wprowadza limitowanie w kosztach uzyskania przychodu tego rodzaju wydatków. Warto zaznaczyć, że zdaniem fiskusa w przypadku usług IT część świadczeń jest objęta wspomnianym limitem, a część nie. Dlatego każdorazowo w razie zakupu usług IT od podmiotu powiązanego należy pochylić się nad kwestią odpowiedniej klasyfikacji.

Zarządzanie siecią i systemami informatycznymi

Usługi takie obejmują w szczególności szereg czynności związanych z zarządzaniem, wdrażaniem, integracją i koordynacją sprzętu, oprogramowania oraz ludzi wykonujących pracę w zakresie IT. Istotne jest jednak, aby element zarządczy determinował świadczenie tych usług. W takim przypadku z uwagi na bezpośrednie wskazanie usług zarządzania w treści art. 15e ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT usługi te będą podlegały limitowaniu (interpretacja z 16 lipca 2019 r., sygn. 0114-KDIP2-2.4010.214.2019.2.RK).

Licencje typu end-user

Licencje typu end-user są to licencje użytkownika końcowego, najczęściej bez prawa do ich kopiowania, modyfikowania, odsprzedaży czy publicznego rozpowszechniania. Są one używane najczęściej na potrzeby własnej działalności gospodarczej.

Organy podatkowe traktują takie licencje jako opłaty za uprawnienie do korzystania z prawa i wskazują, że zostały one wprost wymienione w treści art. 15e ust. 1 pkt 2 ustawy o CIT (przykładowo interpretacja z dnia 3 października 2019 r., sygn. 0111-KDIB1-1.4010.288.2019.1.NL). Takie stanowisko organów podatkowych stoi w sprzeczności ze stanowiskiem fiskusa w zakresie podatku u źródła od licencji typu end-user, gdzie fiskus twierdzi, że takie licencje leżą poza zakresem regulacji podatku u źródła (interpretacja z 23 października 2019 r., sygn. 0111-KDIB2-1.4010.351. 2019.2.AT).

Rozbieżność interpretacji fiskusa w tym zakresie jest bardzo duża i pokazuje jego determinację, aby do limitowania kosztów uzyskania przychodu z art. 15e zaliczać jak największą liczbę różnego rodzaju świadczeń, nawet jeżeli w zakresie podatku u źródła klasyfikuje te świadczenia inaczej.

Usługi hostingu

Organy podatkowe konsekwentnie twierdzą, że usługi hostingu, w tym m.in. usługi wsparcia związane z tzw. chmurą, stanowią usługi doradcze oraz zarządzania i jest to ich główny charakter (interpretacja z dnia 3 października 2019 r., sygn. 0111-KDIB1-1.4010.288.2019.1.NL). W przypadku limitowania z art. 15e ustawy o CIT organy podatkowe traktują te usługi w sposób odmienny niż w przypadku podatku u źródła, gdzie fiskus hosting traktuje jako wynajem urządzenia przemysłowego.

Usługi serwisowe i wdrożeniowe

Usługi IT to także usługi serwisowe oraz wdrożeniowe, obejmujące m.in. usługi utrzymania (tzw. maintenance). Organy podatkowe potwierdzają, że w takich przypadkach nie znajdzie zastosowania limit z art. 15e ustawy o CIT, ponieważ usługi te są bezpośrednio związane z osiągnięciem przychodu z tego tytułu (Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z dnia 23 stycznia 2020 r., sygn. 0114-KDIP2-2.4010.502.2019.1.RK).

Infrastruktura IT

Zdaniem organów podatkowych usługi w zakresie dostarczania infrastruktury IT nie podlegają limitowaniu, ponieważ nie mogą być zaklasyfikowane do usług doradztwa, kontroli, przetwarzania danych, zarządzania czy usług o podobnych charakterze. Zatem w ocenie organów usługi infrastruktury IT polegające na konfiguracji i utrzymaniu serwerów, udzielaniu dostępu do systemów komunikacji, konferencji wideo, e-mail oraz sieci Internet nie podlegają limitowaniu z art. 15e ustawy o CIT (interpretacja z 27 listopada 2019 r., sygn. 0111-KDIB1-1.4010.386.2019.2.2019.ŚS).

Helpdesk

Usługi typu helpdesk polegają na świadczeniu wsparcia technicznego dla użytkowników systemów informatycznych. W tym zakresie organy podatkowe stosują jednolite podejście i z uwagi na techniczny charakter tych usług wskazują, że znajdują się one poza limitem z art. 15e (interpretacja z dnia 26 września 2018 r., sygn. 0111-KDIB2-3.4010.124.2018.3.KK).

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę stanowisko fiskusa w zakresie limitowania różnego rodzaju usług IT, można wskazać, że co do zasady limitowaniu nie podlegają usługi techniczne, związane z utrzymaniem infrastruktury czy wsparciem technicznym. W przypadku jednak wystąpienia chociażby pierwiastka usług zarządczych czy doradczych podatnik powinien wystąpić o interpretację. Wspomniana wyżej praktyka pokazuje, że podejście fiskusa jest bardzo restrykcyjne w zakresie limitu z 15e. Fiskus wręcz rozszerza katalog usług niematerialnych w porównaniu do tej samej treści przepisu art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT (regulacje dotyczące podatku u źródła). Być może w przypadku nabywania usług IT z zagranicy korzystniej byłoby wystąpić w pierwszej kolejności o interpretację w zakresie podatku u źródła, a dopiero potem w zakresie limitu 15e, wykorzystując stanowisko fiskusa z pierwszej interpretacji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Analiza danych o COVID-19

W trakcie minionego weekendu w Polsce zanotowano istotne podwyższenie liczby nowych zidentyfikowanych przypadków COVID-19. Wszelkie przeprowadzane analizy wskazywały, że to właśnie teraz i przez najbliższe około dziesięć dni, dzienne przyrosty będą coraz większe. Dostępne dane wskazują, że Polska przeprowadziła zdecydowanie najwięcej testów w porównaniu do krajów z podobną liczbą potwierdzonych zakażeń.

Porównanie dnia osiemnastego wskazuje, że Polska jest wśród zdecydowanych liderów Europy pod względem skuteczności zmniejszania tempa rozprzestrzeniania się wirusa.  Jest to efekt systematycznego współdziałania społeczeństwa.20200329-covid19-cykl-pl-vs-inne-kraje20200329-covid19-cykl-europa-dzien-nr-18

W trakcie ostatnich dni wielokrotnie odpowiadałem na pytania odnośnie liczby testów przeprowadzanych w Polsce. Istnieje bardzo wiele nieporozumień w tym zakresie. Poniżej podsumowanie na bazie usystematyzowanych założeń.

Porównywanie liczby testów na milion mieszkańców kraju wprowadza w błąd.

Proces epidemii jest rekurencyjny, tzn. poprzednie przypadki produkują nowe. Z poprzednich przypadków powstają wskazania do testowania kolejnych osób, które weszły w interakcję z potwierdzonymi chorymi. Proces epidemii rozwija się podobnie, w zasadzie niezależnie od liczby mieszkańców (poza przypadkami minimalnych populacji). Znacznie większe znaczenie mają lokalne społeczności.

Liczba testów jako funkcja liczby potwierdzonych przypadków

Działania podejmowane w krajach mają bezpośredni wpływ na liczbę nowych zakażeń, a ta ma wpływ na liczbę podejrzanych o nowe zakażenia, a ta liczba ma znaczący wpływ na potrzebę wykonywania nowych testów (służby sanitarno-epidemiologicznie przeprowadzają „śledztwa” w tym zakresie).

Analiza porównawcza krajów Europy:

Dostępne dane wskazują, że Polska przeprowadziła zdecydowanie najwięcej testów w porównaniu do krajów z podobną liczbą potwierdzonych zakażeń. Liczba testów na jednego chorego wskazuje, że Polska średnio testowała (do tej pory) dodatkowe 24 osoby przy jednym pozytywnym wyniku, co również plasuje Polskę w czołówce krajów Europy. 2020329-covid19-testy-na-1-chorego 2020329-covid19-testy-liczby-total

Uwaga 1 – powyższe nie oznacza, że Polska wykonuje dostatecznie dużo testów. Powyższe oznacza, że wiele krajów ma z tym kłopot. Zwiększenie poziomu testów jest absolutnie niezbędne, abyśmy mogli wyjść z domu. Masową izolację można zastąpić izolacją celowaną, co jest niezbędne, aby ponownie uruchomić gospodarkę.

Uwaga 2 – na ten moment nie istnieją odpowiednie testy przesiewowe dla COVID-19, które minimalizują wskazanie fałszywie negatywne trzymając w ryzach wskazanie fałszywie pozytywne.

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, Opracowanie własne z dnia 29.03.2020 na podstawie danych udostępnianych przez

The Johns Hopkins University, https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19 oraz „COVID-19 testing” https://en.wikipedia.org/wiki/COVID-19_testing

Burzliwy start tygodnia

Burzliwy start tygodnia z nasileniem presji na aktywach ryzykownych, gdyż weekend tradycyjnie już przynosi nagromadzenie negatywnych informacji związanych z wirusem. Nadchodzący tydzień prawdopodobnie przyniesie więcej tego samego: uwaga pozostaje na wdrażanych narzędziach fiskalnych i monetarnych, wsparciu służby zdrowia i trajektorii rozwoju pandemii.

Po silnym rajdzie ryzyka w ubiegłym tygodniu teraz wracają niedźwiedzie nastroje, gdy negatywne informacje dotyczące rozwoju pandemii podnoszą obawy o skutki ekonomiczne i kredytowe. USA prześcignęły Chiny i Włochy w liczbie zachorowań (142 tys.), a Nowy Jork jest nowym epicentrum pandemii. Główny ekspert od chorób zakaźnych rządu USA dr. Fauci dopuszcza scenariusz, w którym z powodu koronawirusa w USA umrze 100-200 tys. osób. Prezydent Trump zgodził się, aby wytyczne dotyczące dystansu społecznego dla Amerykanów obowiązywały do 30 kwietnia (zamiast do 12 kwietnia). Tymczasem w Europie zeszłotygodniowy bilans ofiar we Włoszech i Hiszpanii podkreśla tragizm bieżącej sytuacji.

W tym otoczeniu trudno oczekiwać, by z perspektywy rynków najgorsze minęło. Wprawdzie przy zintensyfikowanych działaniach banków centralnych na rzecz zapewnienia płynności jest mniejsza szansa na paniczne załamanie i spadek cen w przepaść (jak było 18-19 marca). Jednak inwestorzy musza nastawiać się na przedłużone okresy obowiązywania zakazów poruszania się i wstrzymania działalności firm, a zatem głębsze pogorszenie perspektyw wzrostu gospodarczego. Więcej przypadków zachorowań tam, gdzie epidemia jest na bardzo wczesnym etapie (gospodarki wschodzące); ryzyko drugiej fali zachorowań w Azji. Wreszcie za pogorszenie perspektyw wzrostu idą rewizje miar ryzyka kredytowego. W piątek agencje ratingowe obniżyły noty dla Wielkiej Brytanii i RPA.

Żądza złapania dołka jest silna, tak samo jak wrażliwość na każdy impuls dający pretekst do euforii. Z tego powodu zmienność w najbliższym czasie powinna być dwukierunkowa z okresami risk-on. Jednak w ogólnym ujęciu jest to rynek obaw i przeważających okresów ucieczki od ryzyka. Musimy liczyć się z pogłębieniem dołków na indeksach. Na rynku walutowym nie osłabnie znaczenie USD, JPY i CHF jako bezpiecznych przystani. Ropa naftowa fundamentalnie nie ma nic, co mogłoby ją uchronić przed dalszymi sadkami o 5-7 USD na baryłce. Złoto w końcu zacznie brylować w środowisku dołujących rentowości obligacji skarbowych (o ile nie będzie szkodził rajd dolara).

W środowisku podwyższonej awersji do ryzyka wyzwaniem dla EUR/PLN będzie powrót pod 4,50. Z drugiej strony przy usunięciu z rynków czynnika paniki i skupieniu uwagi rynków na efektach polityki fiskalnej i monetarnej na świecie możliwe jest ustabilizowanie notowań i odsunięcie wizji ponownego skoku ponad 4,60. Reszta jednak zależy od klimatu na rynkach zewnętrznych, a ten pozostaje generalnie nieprzychylny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przegląd trendów i płac w FMCG

Polski rynek FMCG ma duży potencjał do rozwoju. Wyzwanie dla firm stanowi intensywna cyfryzacja sektora, rozwój e-commerce i mniejszych pozakoncernowych marek, które przeobrażają istniejące struktury w przedsiębiorstwach i generują potrzebę tworzenia nowych etatów. Jak wpływa to na rynek pracy i pozycję specjalistów? Katarzyna Filas z Michael Page przedstawia najnowsze trendy w FMCG i aktualne stawki wynagrodzeń ekspertów najbardziej pożądanych w tej branży.

Rynek pracy w sektorze FMCG jest bardzo konkurencyjny, a dominującą pozycję odgrywają na nim kandydaci. Rosną oczekiwania specjalistów względem miejsca zatrudnienia – zarówno pod kątem wysokości wynagrodzeń, oferowanych możliwości rozwoju, czy awansu w organizacji. Na niższych stanowiskach presję płacową potęguję natomiast deficyt „rąk do pracy”, wzrost płacy minimalnej, i wysoka rotacja pracowników, która sprawia, że zapewnienie ciągłości produkcji i sprzedaży jest jednym z głównych wyzwań dla pracodawców. Eksperci z firmy rekrutacyjnej Michael Page sprawdzili
o jakich specjalistów firmy najbardziej rywalizują i jak kształtują się ich płace.

Marketingowcy rozdają karty

W FMCG, w większości kategorii produktowych, obserwujemy dobrą koniunkturę, co zwiększa skłonność firm do inwestycji, a tym samym generuje potrzebę tworzenia nowych miejsc pracy. Wg ekspertów Michael Page, w 2020 r. pensje pracowników w branży produktów szybkozbywalnych, bez względu na obszar specjalizacji, wzrosną średnio o 2,5%. Niektórzy eksperci – zwłaszcza ci, których deficyt na rynku jest najbardziej odczuwalny – mogą spodziewać się znacznie większych podwyżek. Należą do nich np. specjaliści od digital marketingu, których wynagrodzenia obecnie oscylują w granicach 4 000 do 7 000 zł brutto miesięcznie. Ich przełożeni – Marketing Managerowie oraz Digital Managerowie w 2020 r. mogą zarobić średnio 20 000 zł brutto miesięcznie.

Rosnące potrzeby rynku – również w zakresie np. personalizacji ofert, czy budowania bliskich relacji z klientem, sprawiają, że zapotrzebowanie na specjalistów w obszarze digital marketingu nie będzie się zmniejszać. Ze względu na małą dostępność kandydatów, doświadczeni pracownicy w tym obszarze mogą spodziewać się dalszych wzrostów płac, aczkolwiek już nie tak dynamicznych jak dotychczas.

Eksperci od sprzedaży w cenie

Coraz więcej firm skłania się ku oferowaniu swoim klientom różnorodnych kanałów sprzedaży (omnichannel), aby jak najlepiej odpowiedzieć na potrzeby kupujących, a tym samym zapewnić im maksymalną wygodę i oszczędność czasu podczas robienia zakupów. Na znaczeniu zyskuje zatem pozycja Omnichannel Managera, a jego zarobki oscylują w granicach 15 000 – 23 000 zł brutto miesięcznie. W obszarze sprzedaży, nie słabnie również popularność Key Account Managerów, a ich płace kształtują się na poziomie średnio 13 000 zł brutto miesięcznie.

Specjalista od e-commerce poszukiwany

W związku z intensywną cyfryzacją sektora i rozwojem e-commerce, na brak ofert pracy nie narzekają również specjaliści od e-commerce. Ich zarobki wynoszą średnio od 7 500 – 10 500 zł brutto miesięcznie. Managerowie w tym obszarze mogą liczyć na pensje od 12 000 – 18 000 zł brutto miesięcznie, a średnie płace dyrektorów przekraczają 25 000 zł brutto miesięcznie. Wg raportu Nielsena za 2018 r. sprzedaż online produktów FMCG w Polsce rośnie 4 razy szybciej niż sprzedaż tradycyjna. To może oznaczać, że w najbliższej przyszłości zapotrzebowanie na doświadczonych kandydatów od handlu internetowego będzie jeszcze większe.

Płace w korporacjach vs. w lokalnych firmach

Moda na zdrowe, ekologiczne i naturalne jedzenie oddziałuje na rozwój mniejszych pozakoncernowych marek, którym zdecydowanie łatwiej jest wkroczyć na rynek. Polacy są coraz bardziej świadomymi konsumentami i częściej sięgają również po regionalne produkty od lokalnych producentów żywności. Dla wielu z nich to szansa na szybkie pozyskanie klientów, a dla największych graczy to nisza, w której dopiero próbują swoich sił. W wyniku rozwoju regionalnych marek, na rynku pojawiają się również nowe miejsca pracy. Choć jeszcze do niedawna, zarobki w mniejszych firmach z sektora FMCG znacznie się różniły od płac w międzynarodowych korporacjach, to możemy zauważyć, że pod tym względem dysproporcje znacznie się zmniejszają.

Oczekiwania względem kandydatów

W związku z dużą konkurencją na rynku pracy, firmy są bardziej skore do spełniania oczekiwań kandydatów. Aby pozyskać talenty coraz więcej pracodawców oferuje szerokie możliwości rozwoju, planuje indywidualne ścieżki kariery w ramach organizacji oraz rozszerza pakiety świadczeń pozapłacowych proponując np. możliwość pracy zdalnej, czy elastyczne godziny wykonywania obowiązków. Od kandydatów, poza wymaganymi na danym stanowisku umiejętnościami twardymi, oczekuje się coraz częściej również wysoko rozwiniętych kompetencji miękkich, które ułatwiają odnalezienie się w dynamicznym środowisku pracy. Szczególnie cenione są takie cechy, jak np. elastyczność, umiejętność dostosowywania się do zmian, komunikatywność, łatwość nawiązywania relacji, czy odporność na stres.