Chiński agent ujawnia siatkę szpiegowską w Azji i Australii

Według australijskich mediów Wang „William” Liqianga, 26-letni pracownik chińskiego wywiadu, w październiku 2019 r. oddał się do dyspozycji władz Australii i przekazał służbom specjalnym informacje o siatkach chińskich szpiegów działających pod przykryciem w Hongkongu, Tajwanie i Australii. Pretekstem do ucieczki miały być odwiedziny żony i nowo narodzonego syna, którzy mieszkają w Sydney. Obecnie Wang przebywa pod opieką australijskiego wywiadu ASIO.

Chińska policja w Szanghaju poinformowała, że Wang jest drobnym przestępcą, skazanym na 15 miesięcy za posługiwanie się fałszywymi dokumentami. Ambasada Chin w Canberrze opisała Wanga jako oszusta, który jest poszukiwany przez policję po ucieczce na podstawie fałszywego paszportu.

Jednak według australijskich mediów Wang przekazał ASIO 17-stronicowe oświadczenie pod przysięgą, w którym szczegółowo opisał swoją pracę jako tajnego oficera wywiadu. Prawdopodobnie ujawnił tożsamość wyższych rangą chińskich oficerów wywiadu na Tajwanie i Hongkongu oraz wyjaśnił, w jaki sposób organizują i realizują operacje szpiegowskie w imieniu Pekinu. W artykule redakcyjnym w „The Sydney Morning Herald” Wang został nazwany pierwszym chińskim agentem, który się ujawnił i przekazał ASIO „zasób bezprecedensowych informacji” na temat chińskich operacji szpiegowskich w Azji Południowo-Wschodniej. Gazeta ujawniła ponadto, że uciekinier przekazał szczegóły dotyczące całych sieci chińskich agentów na Tajwanie i w Hongkongu. Podobno odkrył tożsamość głęboko zakonspirowanych chińskich agentów w Australii.

Australijskie media, pozornie bez związku z ucieczką Wanga, podały, że ASIO bada sprawę śmierci w Melbourne australijskiego biznesmena chińskiego pochodzenia Nicka Zhao. Ten ostatni miał być namawiany przez chińskie służby do kandydowania do parlamentu z ramienia Partii Liberalnej. Proponowano mu sfinansowanie kampanii kwotą 700 000 USD (1 milion AUS). Zhao prawdopodobnie ujawnił te działania ASIO i stał się ofiarą morderstwa. Śledztwo w tej sprawie trwa.

Źródło: Portal intelNews.org z 25.11.2019 r. [za:] „The Sydney Morning Herald” z 23.11. 2019 r.

D. Trump rozważa zwolnienie Inspektora Generalnego Społeczności Wywiadowczej

Prezydent D. Trump rozważa odwołanie ze stanowiska generalnego inspektora Społeczności Wywiadowczej Michaela Atkinsona, który upublicznił i nadał bieg skardze anonimowego agenta, dotyczącej nacisków Trumpa na ukraińskiego prezydenta o wszczęcie dochodzenia w sprawie biznesów byłego wiceprezydenta Joe Bidena. Od tego prezydent USA uzależniał amerykańską pomoc wojskową. Atkinson uznał doniesienia whistleblowera za wiarygodne.

Po raz pierwszy Trump wyraził swoje zastrzeżenia wobec generalnego inspektora we wrześniu 2019 r., a w ostatnich tygodniach według informatorów NYT podnosił tę kwestię wielokrotnie. Prezydent miał uznać inspektora za osobę nielojalną, pomimo iż sam wyznaczył go na to stanowisko w 2017 r.

Nie jest jasne, na ile Trump jest zdeterminowany, aby usunąć Atkinsona ze stanowiska. Według dziennika współpracownicy namawiają go, aby poniechał takich działań. Jednak, jak podkreślają obserwatorzy, mieszanka publicznych ataków i prywatnych sugestii o dymisji jest znanym sposobem Trumpa na podważenie całych wysiłków śledczych wobec jego osoby. Być może za sprawą tego dojdzie do delegitymizacji anonimowego informatora i jego ujawnienia. Wcześniej prezydent publicznie krytykował Jamesa B. Comeya, byłego dyrektora FBI i Jeffa Sessionsa, byłego prokuratora generalnego, zanim zwolnił ich z powodu rzekomej nielojalności.

Z założenia inspektorzy generalni są odizolowani od polityki, aby mogli obiektywnie pełnić swoje funkcje kontrolne. Prezydenci mogą ich zwolnić, ale tylko w przypadku jaskrawych wykroczeń lub uchybień. Współpracownicy prezydenta uważają, że polityczne konsekwencje zwolnienia Atkinsona mogą być katastrofalne, szczególnie że Trump potrzebuje całego republikańskiego wsparcia w ewentualnym procesie o impeachment w Senacie. Decyzja Trumpa o zwolnieniu szefa FBI, który prowadził dochodzenie w sprawie wpływania Rosjan na jego kampanię wyborczą, doprowadziła do powołania specjalnego prokuratora Roberta S. Muellera III i jego śledztwa.

Co ciekawe, sam Trump próbuje zaprezentować się jako rzecznik ochrony whistleblowerów, pisząc na Twitterze: „Pomyśleć, że podpisałem ustawę o ochronie sygnalistów!”. To oczywisty fałsz, ponieważ ustawa liczy 30 lat, a przepisy wzmacniające status sygnalistów wprowadzono w 2012 r.

Rzecznicy Białego Domu i biura generalnego inspektora odmówili komentarza.

Źródło: The New York Times z 12.11.2019 r.

Inwestycje mieszkaniowe w Warszawie – czym się kierować?

Inwestorzy, którzy mogą się pochwalić sporym kapitałem wciąż chętnie lokują go w zakup mieszkań z przeznaczeniem ich na wynajem. Istnieje jednak kilka ważnych aspektów, którymi powinieneś się kierować chcąc iść śladem wspomnianych inwestorów i otrzymywać pożądany zwrot. Jednym z najważniejszych czynników zmniejszających ryzyko inwestycji mieszkaniowych jest wybór możliwie najlepszej lokalizacji nieruchomości. Idąc tym tropem, warto w pierwszej kolejności rozważyć rynek stołeczny. Czym się zatem kierować planując inwestycje mieszkaniowe w Warszawie?

Którą dzielnicę Warszawy wybrać?

Jedną z najważniejszych decyzji, jaka będzie będzie czekała na potencjalnego inwestora rozważającego zakup mieszkania w stolicy, jest wybór dzielnicy, w której wspomniany lokal miałby się znajdować. Oczywiście, najdroższe mieszkania tak pod względem kupna, jak i wynajmu znajdują się w ścisłym centrum Warszawy. Warto jednak prześledzić dane na temat wzrostu wartości nieruchomości na przestrzeni ostatnich lat, także w innych dzielnicach stolicy. Może się bowiem okazać, że warszawiacy coraz częściej wybierają na miejsce do życia obrzeża miasta i to nie tylko ze względu na finansową atrakcyjność ofert.

Białołęka, Praga Północ czy Bemowo również mają swoje zalety i pozwalają na zakup mieszkań w zadowalającej cenie za metr kwadratowy. Trzeba też pamiętać, że wynajmem zainteresowani będą nie tylko single rozwijający karierę, ale także rodziny z dziećmi, które mogą mieć inne priorytety przy wyborze mieszkania. Tu dochodzimy do kolejnej ważnej kwestii, a więc do nastawienia na konkretny profil najemcy. Jeżeli planujesz zakup niewielkiego apartamentu w nowoczesnym wieżowcu, zapewne Twoim potencjalnym klientem nie będzie wielodzietna rodzina. Wybór lokalizacji inwestycji jest więc ważny nie tylko pod kątem szacowanych zwrotów, ale także ze względu na przyjęty model biznesowy.

Trendy demograficzne w stolicy

Ze wspomnianym wcześniej profilem najemcy wiąże się kolejny aspekt, na który koniecznie trzeba zwrócić uwagę planując inwestycje mieszkaniowe w Warszawie. Chodzi tu oczywiście o specyfikę stolicy, jako miasta, które przyjezdni często wybierają jako swoje miejsce do życia. Będąc inwestorem możesz oczywiście rozważyć, czy to właśnie ta grupa społeczna nie powinna znaleźć się na liście Twoich potencjalnych klientów. Jeżeli bowiem Twoja oferta będzie wystarczająco atrakcyjna tak pod względem finansowym, jak i lokalizacyjnym, możesz zapewnić sobie stały, pewny i długotrwały zwrot z inwestycji. Nic nie wskazuje bowiem na to, aby wzrastający trend osób przeprowadzających się do Warszawy w celach zarobkowych, miał ulec zmianie.

Dodatkowo, zawsze warto zwrócić uwagę na ogólny obecny rys demograficzny stolicy oraz prognozy zmian w tym obszarze. Trzeba tu wspomnieć o wzrastającym od lat procencie osób znajdujących się w wieku przedprodukcyjnym. Są to właśnie potencjalni klienci osób rozważających inwestycje mieszkaniowe w Warszawie, gdyż poszukiwanie i wybór pierwszego lokum do wynajęcia dopiero przed nimi.

Nie stać Cię na samodzielną inwestycję? Postaw na crowdfunding!

Świetnym rozwiązaniem dla inwestorów, którzy nie posiadają kapitału o wystarczającej wartości, aby samodzielnie zakupić w stolicy nieruchomość pod wynajem, jest idea sukcesywnie zyskująca na popularności, czyli crowdfunding nieruchomości. Na czym polega ten rodzaj inwestycji? To nic innego jak wspólny zakup lokalu przez kilku udziałowców, którzy następnie dzielą się zyskami z odsprzedaży lub wynajmu mieszkania. W zależności od tego, jakim wkładem dysponujesz, możesz zdecydować się na udział w jednej lub kilku inwestycjach crowdfundingowych. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule: https://social.estate/jak-inwestowac-w-mieszkania-w-warszawie/.

Inwestycje mieszkaniowe w Warszawie wiążą się zwykle z koniecznością wyłożenia sporego kapitału. Wciąż wzrastające ceny sprzedaży i wynajmu mieszkań w stolicy z pewnością będą jednak dostatecznym aspektem decydującym o atrakcyjności inwestowania w tym obszarze.

Polska potrzebuje czegoś więcej niż inwestycje zagraniczne

Polska jest nadal interesująca dla bezpośrednich inwestorów zagranicznych. Czy trend wzrostowy będzie trwał? Prawdopodobnie tak. Jednak dziś polskiej gospodarce nie wystarczą inwestycje. Potrzebne są coraz bardziej intensywne, kompleksowe powiązania z gospodarką światową.

W latach 90-tych ubiegłego wieku bezpośrednie inwestycje zagraniczne były jednym z najważniejszych czynników wpływających na tworzenie i rozwój gospodarki rynkowej w Polsce. Miały znaczenie nie tylko finansowe, ale również edukacyjne. Pracując w zagranicznych firmach, polscy pracownicy i menedżerowie uczyli się zasad zarządzania i funkcjonowania na wolnym rynku. Inwestorzy zagraniczni pomagali również łączyć polską gospodarkę z rynkami międzynarodowymi, ułatwiali wymianę handlową. Inwestycje zagraniczne dawały dostęp do najnowszych technologii, a także tworzyły miejsca pracy. W pierwszych latach rozwoju gospodarki rynkowej były naprawdę bardzo ważne, a ich wspieranie prowadziło nawet do patologii, takich jak zwolnienia podatkowe dla inwestorów zagranicznych. Polscy przedsiębiorcy, czując się dyskryminowani, protestowali przeciwko takim rozwiązaniom.

Z niewielkimi przerwami, od początku lat dziewięćdziesiątych, inwestycje zagraniczne w Polsce rosną. Według danych NBP, do końca 2018 roku, podmioty zagraniczne zainwestowały w Polsce 859 miliardów złotych. Jest to konsekwencja coraz większych powiązań międzynarodowych polskiej gospodarki. I choć inwestycje najprawdopodobniej będą rosły dalej, ich wpływ na całość gospodarki nie będzie już tak duży jak kiedyś. Dzieje się tak z kilku powodów.

Po pierwsze, już od wielu lat polskie firmy zaczęły inwestować za granicą. Eksportują w ten sposób kapitał i miejsca pracy, jednocześnie osłabiając efekty inwestycji napływających do Polski.

Po drugie, znaczenia nabierają inne formy współpracy z zagranicą, przede wszystkim rośnie wymiana handlowa. Dzięki członkostwie Polski w Unii Europejskiej ułatwiony jest transport towarów, nie ma żadnych procedur celnych. Obsługa rynku innego państwa stała się znacznie prostsza, a inwestycje bezpośrednie stają się ostatecznością.

Po trzecie i być może najważniejsze, po 2014, rekordowym roku, inwestycje bezpośrednie spadają w skali globalnej. Po części jest to efekt protekcjonizmu i tak zwanych wojen handlowych, których na świecie w tej chwili jest kilka. Jednak są też inne powody. Światowa gospodarka modernizuje się zgodnie z założeniami koncepcji „Przemysłu 4.0”. Oznacza to między innymi, że instalacje przemysłowe będą automatyzowane na niespotykaną dotąd skalę. W efekcie spadnie znaczenie nisko wykwalifikowanej kadry, a także udział kosztów zatrudnienia w całości kosztów produkcji. W takim wypadku przenoszenie zakładu produkcyjnego do Chin straci sens. Najwygodniejszym rozwiązaniem będzie lokalizacja fabryki blisko najważniejszych klientów. Oznacza to powrót produkcji do Stanów Zjednoczonych czy Niemiec.

Niekorzystne dla dynamizacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych są też zmiany struktury produktowej w handlu międzynarodowym. Znaczenia nabierają produkty, które nie wymagają budowy zakładów produkcyjnych za granicą, takie jak gry komputerowe czy aplikacje mobilne.

Nie mamy jeszcze danych za rok 2019, ale prawdopodobnie wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce cały czas rośnie. Nawet gdy nieco spadnie, to nie ma się czym martwić. Dla biznesu w tej chwili najważniejsze jest, aby rozwijały się powiązania polski z gospodarką światową. To da przedsiębiorcom nowe możliwości rozwoju. Patrząc na dane GUS, rzeczywiście tak się dzieje.

Wartość eksportu towarów i usług rośnie nieprzerwanie od 1995 roku. W tym czasie wzrósł on ponad czternastokrotnie od 79 miliardów do 1179 miliardów złotych. Statystyki dotyczące importu są bardzo podobne. Międzynarodowa wymiana towarowa jest jednym ze sposobów, dzięki którym wyrównuje się poziom życia bogatszych i biedniejszych państw. Wskaźnik polskiego produktu krajowego brutto, jako procent średniej dla całej Unii Europejskiej od 1995 roku wzrósł z 43% do 70%.

Obecnie, gdy tak modny jest protekcjonizm i antyglobalizm, dobrze jest pamiętać, że wzrost polskiej gospodarki w dużej części zawdzięczamy wymianie gospodarczej z zagranicą.

Łukasz Blichewicz – Prezes zarządu w Assay Consulting & Research

Toyota zbuduje inteligentne, bezemisyjne miasto przyszłości

Na targach CES Toyota przedstawiła plany budowy inteligentnego, ekologicznego miasta, opartego na sztucznej inteligencji. Woven City to zsynchronizowany w sieci ekosystem integrujący ludzi, przyrodę i cyfrowe technologie, który zajmie powierzchnię 175 akrów. Zbudowane w pobliżu góry Fuji w Japonii miasto będzie zasilane energią z wodoru i ze słońca, a transport w nim zapewnią bezemisyjne, autonomiczne pojazdy.

Woven City (pol. Splot) zostało pomyślane jako żywe laboratorium, w którym obok stałych mieszkańców znajdzie się miejsce także dla naukowców z całego świata. Inżynierowie i badacze będą na miejscu testowali i rozwijali nowe technologie, takie jak systemy autonomicznej jazdy, roboty, pojazdy do transportu osobistego, inteligentne domy i sztuczna inteligencja. Każde z nowych rozwiązań zostanie sprawdzone w rzeczywistych warunkach, wśród ludzi, którzy zdecydują się prowadzić codzienne życie w tym niecodziennym miejscu. Toyota zaprosi do współpracy instytucje naukowe i firmy z całego świata, które będą zainteresowane prowadzeniem własnych badań w Woven City.

akio_toyoda
Akio Toyoda

„Budowa od podstaw kompletnego miasta, nawet w małej skali, to wyjątkowa szansa dla rozwoju nowoczesnych technologii, w tym także systemu operacyjnego miejskiej infrastruktury. Połączenie w chmurze budynków, pojazdów, robotów i urządzeń osobistych mieszkańców umożliwi ich efektywną komunikację poprzez wymianę danych oraz system czujników. Jednocześnie takie złożone środowisko pozwoli nam testować sztuczną inteligencję zarówno w wirtualnym, jak i realnym świecie” – powiedział Akio Toyoda, prezydent Toyota Motor Corporation.

Projekt Woven City stworzył duński architekt Bjarke Ingels, założyciel i CEO Bjarke Ingels Group (BIG). Ten uznany na całym świecie twórca ma na koncie wiele słynnych realizacji, w tym World Trade Center 2 w Nowym Jorku, Lego House w Danii czy siedziby Google w Mountain View i Londynie.Woven City (2) Woven City (3) Woven City (4) Woven City (5) Woven City (7) Woven City (8) Woven City (1)

Pomysł na inteligentne, bezemisyjne miasto

Woven City zostało pomyślane jako w pełni zrównoważony kompleks. Budynki zostaną zbudowane głównie z drewna, co pozwoli ograniczyć emisję CO2. Ich konstrukcja połączy tradycyjne japońskie techniki spajania i obróbki drewna z nowoczesnymi metodami produkcji opartymi na pracy robotów. Dachy zostaną w całości pokryte panelami fotowoltaicznymi, które dodatkowo zasilą miasto, choć głównym źródłem prądu będą ogniwa paliwowe na wodór. W mieście zaplanowano dużo zieleni, zarówno charakterystycznej dla tego terenu, jak i roślin hydroponicznych.

Drogi wewnątrz Woven City zostaną podzielone na trzy kategorie – ulice dla samochodów, deptaki dla pojazdów osobistych i dla pieszych oraz promenady przypominające parki wyłącznie dla pieszych. Te trzy typy tras będą się wzajemnie przeplatały, tworząc optymalne środowisko do testowania pojazdów autonomicznych.

Apartamenty zostaną wyposażone w najnowsze technologie, takie jak roboty domowe, oparte na sztucznej inteligencji systemy badania stanu zdrowia domowników oraz inne rozwiązania poprawiające jakość życia. Niedawno Toyota zaprezentowała tego rodzaju systemy na targach motoryzacyjnych w Tokio.

Do poruszania się po mieście zostaną dopuszczone wyłącznie autonomiczne pojazdy bezemisyjne, takie jak Toyota e-Palette, które posłużą zarówno jako busy, jak i mobilne sklepy i punkty usługowe. W centrum powstanie plac, na którym będą się odbywały spotkania i publiczne imprezy. Obok niego zostanie zbudowany centralny park, zaś między apartamentowcami zaplanowano mniejsze, lokalne parki.

Miasto zostanie początkowo zasiedlone przez 2000 osób – pracowników Toyoty i kontrahentów firmy wraz z rodzinami, a także emerytów i czasowo przez zespoły badawcze. Budowa rozpocznie się w 2021 roku.

Odpowiedź Iranu nie przeszła bez echa na rynkach finansowych

Wielu komentatorów zastanawiało się, dlaczego Iran nie odpowiedział na działania USA. W nocy poznaliśmy odpowiedź. Atak rakietowy na amerykańskie bazy wojskowe w Iraku nie przeszedł bez echa na rynkach.

Iran straszy rynki

W mediach światowych tematem numer jeden jest odpowiedź Iranu wobec USA. Atak rakietowy nastąpił dzisiejszej nocy i był wycelowany w amerykańskie obiekty w Iraku . Liczba strat zarówno w ludziach, jak i w sprzęcie nie jest jeszcze znana. Znane są natomiast reakcje rynków. Jak to często ma miejsce, groźba eskalacji sytuacji w okolicach Zatoki Perskiej szybko podnosi ceny ropy. Wczoraj w nocy ropa ponownie przekroczyła 70 dolarów za baryłkę według notowań giełdy w Londynie i 65 dolarów według notowań amerykańskich. Na wartości tracą waluty krajów rozwijających się, jak np. złoty. Co ciekawe, w górę idzie dolar względem euro pomimo zaangażowania Amerykanów.

W górę nie tylko ropa

Na rynkach dużo mówi się o tym, że kryptowaluty są wykorzystywane przez kraje mające problem z dostępem do regularnych usług płatniczych. Wiele osób łączy obecne wzrosty cen tych instrumentów z eskalacją konfliktu wokół Iraku. Bitcoin, jako najpopularniejsza z kryptowalut, od początku roku zyskał na wartości z 7000 USD na 8400 USD, czyli odnotował 20% wzrostu. Z drugiej strony zobaczymy, jak stabilny jest taki wzrost, jeżeli miał on na celu tylko przeniesienie wartości, powinniśmy zobaczyć niedługo korektę. Oprócz złota XXI wieku w górę szedł też tradycyjny kruszec, jednak procentowe wzrosty nie były już tak imponujące.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zamówień w USA. Gorzej wypadły zamówienia na dobra, trochę lepiej, a właściwie mniej źle wypadły zamówienia w przemyśle. Bardzo dobrze wypadł za to indeks ISM dla usług. Indeksy dla usług wypadają ogólnie dużo lepiej niż ich przemysłowe odpowiedniki i często tak, jak w USA, nie potwierdzają potencjalnych problemów gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Afera z najbogatszą kobietą Afryki w tle stawia maltańską jurysdykcję podatkową na cenzurowanym

Przypomnijmy, iż w 2016 r. wyciekło 11,5 miliona dokumentów z bazy danych kancelarii Mossack Fonseca na Panamie, które ujawniły proceder unikania płacenia podatków na światową skalę, w tym przez znanych przywódców, celebrytów, firmy itp. Afera w jakimś stopniu rykoszetem uderzyła w Maltę. Kancelarię adwokacką reprezentowała na Malcie spółka Nexia BT, która zakładała firmy dla m.in. szefa sztabu premiera Malty – Keitha Schembriego i ministra Konrada Mizzi.

Malta została postawiona w jednym szeregu z jurysdykcjami, charakteryzującymi się brakiem wolności prasy, takich jak Chiny, Turcja czy Rosja i to w sposób szczególny – to na Malcie dokonano zabójstwa dziennikarki Daphne Caruana Galizia. Zginęła w wyniku podłożenia bomby w jej samochodzie w październiku 2017 r., za to, że ujawniała niewygodne fakty dla zbyt wielu osób W swoim dziennikarstwie śledczym koncentrowała się na informowaniu o korupcji rządowej, praniu pieniędzy, powiązaniach między branżą gier hazardowych online na Malcie a przestępczością zorganizowaną, nieprawidłowościach programu obywatelstwa za pieniądze.

W raporcie krytycznie oceniono stosunek Malty do dziennikarzy i do wolności mediów oraz działania (a raczej ich brak), mające na celu wyeliminowanie nieprawidłowości, jakie ujawniono w Panama Papers.

Odnotowano, że to europejskie organy regulacyjne, a nie krajowe organy ścigania, podjęły działania wobec maltańskiego Pilatus Bank. Europejski Bank Centralny (EBC), który nadzoruje m.in. system bankowy w państwach strefy euro, cofnął licencję na działalność Pilatus Bank, kiedy prezesowi postawiono zarzuty prania brudnych pieniędzy, a wcześniej prowadzona przez niego instytucja była oskarżana, właśnie przez Daphne Caruanę Galizię, o liczne przestępstwa. Wskazywała ona na związki banku z reżimem irańskim, ale także na przelewy jakie przechodziły przez niego między wysokimi rangą politykami i urzędnikami z Malty i Azerbejdżanu. Wśród osób, które korzystały z usług banku znaleźli się m.in. bliscy współpracownicy maltańskiego premiera Josepha Muscata. Brak reakcji przejawiał się w tym, iż państwo nie podjęło działań w związku z ustaleniami w dokumentach panamskich, a osoby w nich ujawnione pozostały w rządzie. W toku prowadzonego śledztwa aresztowano wprawdzie podejrzanego o udział w zabójstwie dziennikarki biznesmena Yorgena Fenecha, co skutkowało dymisjami bliskich politycznych współpracowników premiera, którzy mieli związki z zatrzymanym przedsiębiorcą. Wszystko to odbyło się zbyt późno.

Obecnie wicepremier Chris Fearne z rządzącej Partii Pracy przyznaje, iż administracja rządowa popełniła błąd, nie traktując skandalu związanego z Panama Papers tak poważnie, jak na to zasługiwał. „Nie zajęliśmy się tym tak szybko, jak powinniśmy (…) Jeśli jest coś, co powinniśmy zrobić inaczej, to chodzi o rezygnację Keitha Schembri i Konrada Mizzi” (Malta Today z 04.01.2020 r.). Jednocześnie mocno zaakcentował, iż istniejący system podatkowy Malty jest dobry, przyciąga bezpośrednie inwestycje zagraniczne, których kraj potrzebuje, aby tworzyć wysokiej jakości miejsca pracy i budować wzrost gospodarczy. Uważają, iż zachęty podatkowe to jedna z maltańskich strategii i jako wewnętrzna prerogatywa kraju, nie będzie zmieniana pod wpływem krytyki innych państw.

Sprawa Isabeli dos Santos i jej maltańskie implikacje

Na przełomie roku sąd w Angoli zdecydował o zamrożeniu wszelkich aktywów Isabeli dos Santos, miliarderki, córki byłego prezydenta Angoli. Rzekomo w ramach działań antykorupcyjnych prowadzonych przez obecną administrację prezydenta Joao Lourenço, która stara się odzyskać ok. 1 mld dolarów (890 mln euro), bo tak się wycenia nieuczciwie – jej zdaniem – zdobytą fortunę dos Santos i jej współpracowników.

Jaki to ma związek z Maltą? Dos Santos prowadziła swoje interesy za pośrednictwem spółek zarejestrowanych na Malcie. Według sądu wykorzystała zarówno państwową firmę diamentową Sodiam, jak i własną firmę Exem Mining BV, do nabycia szwajcarskiej spółki De Grisogono za pośrednictwem maltańskiej firmy Victoria Holding. W ramach tej umowy Sodiam zaciągnął 146 mln dolarów pożyczki z banku BIC, mając gwarancję państwa angolskiego, którą nadal spłaca. Właścicielami Victoria Holding są wspomniana firma Sodiam i mąż dos Santos – Sindika Dokolu, którego orzeczenie sądu również dotyczy.

W 2015 r. dos Santos nabyła 65% udziałów w portugalskim Efacec Power Solutions o wartości ponad 194 mln euro. Do realizacji transakcji wykorzystała inną maltańską firmę – Winterfell Industries. 40% udziałów w Winterfell Industries ma państwowa angolska firma energetyczna ENDE, zaś drugim 60% udziałowcem jest własna firma Isabel dos Santos, Niara Holding. Dyrektorem Winterfell jest Maltańczyk z paszportem amerykańskim Noel Buttigieg Scicluna, były poseł Partii Narodowej, który jest (lub był) także dyrektorem kilku innych firm Santos, w tym Victoria Holding, Victoria Limited, Finisantoro Holding, Kento Holding, Piccadilly Holdings, Soho Global Management Solutions, Wise Intelligence Solutions Holding i Athol Limited. Wiele z tych maltańskich firm nie zawsze przynosiło zyski. Większość z nich ma interesy gdzie indziej: Kento, którego właścicielem jest dos Santos i jej mąż Sindika Dokolu, jest motorem jej inwestycji w telekomunikację; Finisantoro inwestuje w lizboński Banco BPI. Według Malta Today, część firm miliarderki na Malcie to swoiste wydmuszki, które nie zatrudniają doradców finansowych ani prawników, a pochodzą od Winterfell Industries. Sumując majątek dos Santos, wyceniany na 2,2 mld dolarów, Forbes nie był w stanie prześledzić początków nabycia udziałów miliarderki w spółkach państwowych Angoli. Wiadomo, że afrykańska „księżniczka” lokuje pieniądze w diamentach, bankowości i telekomunikacji, zwykle z udziałami państwowych korporacji Angoli. Dos Santos zyskała publiczną rozpoznawalność w 2016 r., kiedy jej ojciec mianował ją szefem państwowej firmy naftowej Sonangol w Angoli. W 2017 r. została z niej zwolniona przez następcę ojca, Joao Lourenço, który – ku zaskoczeniu wielu obserwatorów – zwrócił się przeciwko rodzinie Santos, obiecując tłumienie korupcji.

Isabela dos Santos nie przyjmuje argumentacji sądu, uznając iż podjął decyzję za jej plecami, bez obecności prawników. Zapewniła, że będzie do dyspozycji wszystkich instytucji prawa Angoli i międzynarodowego.

Dla krytyków dos Santos, takich jak obrońca praw człowieka i dziennikarz Rafael Marques de Morais, który spędził 25 lat na poszukiwaniu źródła jej fortuny, jasne jest, że firma rodzinna ma udziały w spółkach rządowych. Według niego partnerstwo między Isabel dos Santos, Sindika Dokolu i Sodiam stanowi rażący przypadek konfliktu interesów i jest nielegalne na mocy ustawodawstwa Angoli, ponieważ jej ojciec, prezydent Republiki, mianował zarząd Sodiam i, jako szef władzy wykonawczej, udzielał im instrukcji. Stąd jako takiemu, prawo zabrania wykorzystywania swojej pozycji do wzbogacania rodziny. Tak więc tego rodzaju partnerstwo widnieje tylko w rejestrach Malty.

******

Opisany przypadek jest dość skomplikowany i zdaje się sugerować, iż to Malta w jakiś sposób jest źródłem wewnętrznych sporów pomiędzy dwoma ekipami rządzącymi Angolą. Czas więc na spokojną refleksję.

Otóż to, co może być oczywiste z punktu widzenia Angoli, nie jest już takie same z perspektywy maltańskiej. Z dostępnych danych nie wynika, żeby dos Santos złamała prawo maltańskie, a sprawozdania finansowe nie wskazują na nieprawidłowości. Zdaniem Buttigiega Scicluny, który również jest prawnikiem i w takim charakterze został poproszony o opinię, wszystkie struktury rozliczeniowe są przejrzyste, weryfikowalne, a istotne informacje są publicznie dostępne.

W przeszłości, kiedy pojawiały się kontrowersyjne informacje o angolskiej miliarderce, Buttigieg Scicluna bronił struktur podatkowych Malty, które – jego zdaniem – pozwalają zagranicznym akcjonariuszom, takim jak dos Santos, minimalizować „ekspozycję podatkową”. Stwierdził: „To znak rozpoznawczy Malty jako jurysdykcji. Firmy płacą podatki, które są zobowiązane zapłacić i składają sprawozdania finansowe, które są również profesjonalnie kontrolowane, wszystko zgodnie z wymogami prawa (…) Wszystko to jest zgodne ze strategiczną wizją, którą mieli przywódcy, czyniąc z Malty międzynarodowe centrum usług finansowych” (Malta Today z 17.02.2015 r.).

Dos Santos – według Malta Today – nie różni się niczym od wynalazcy sir Jamesa Dysona, który w 2010 r. przeniósł swoje akcje do maltańskiej spółki, aby następnie przetransferować je do Wielkiej Brytanii, po zapłaceniu ponad 100 mln euro podatku. Nie różni się od sieci restauracji Nando’s, która wykorzystuje swoją spółkę na Malcie, aby legalnie obniżyć podatek dochodowy, czy dostawcy energii Npower, którego filią na Malcie jest Scaris International. Co prawda gazeta dodaje, iż zarówno Nando’s Holdings, jak i Winterfell Industries, korzystają (lub korzystały) z usług Edwarda Carbone’a, byłego szefa służb podatkowych kraju (Malta Financial Services Authority), ale to niekoniecznie stanowi dla nich obciążenie. Może świadczyć, iż dbają one o legalną stronę swoich biznesów.

Decyzja sądu Angoli jest świeża i nie wiadomo, jak do niej odniosą się władze Malty. Wydaje się jednak, śledząc dyskusję pomiędzy kandydatami na przyszłego lidera Partii Pracy (Chris Fearne vs. Robert Abela – Malta Today z 07.01.2020 r.), iż nie ma między nimi różnic, co do zachowania statusu Malty jako niezależnego międzynarodowego centrum finansowego. Obaj mają świadomość, iż różni gracze międzynarodowi są żywo zainteresowani, aby podważać pozycję Malty jako jurysdykcji podatkowej w dotychczasowym kształcie, ale – w ich zgodnej opinii – uleganie presji nie leży w interesie kraju. Co więcej, Robert Abela zapewniał, że zachowa program sprzedaży maltańskiego obywatelstwa (ang. Individual Investor Program), ponieważ przyniósł wiele bogactwa i dał Malcie „wysokiej jakości obywateli”. Uważa, iż jest to jeden z najlepszych programów, w którym należy jedynie zwiększyć staranność weryfikacji kandydatów do obywatelstwa. Z kolei Fearne widzi potrzebę jego reformy w porozumieniu z Brukselą.

To dobre wiadomości dla inwestorów, którzy chcą lokować swoje pieniądze w krajach o silnej tradycji niezależności sądów i poszanowania własności prywatnej, które nie będą skłonne bezmyślnie stosować „nakazów państw trzecich” – czyli zamrażać własności prywatnej. Takim krajem z pewnością w dalszym ciągu jest Malta, zaś jej system podatkowy służy do lokowania biznesu i środków zupełnie legalnych. Trzeba o tym pamiętać również przy okazji różnych afer, jak tej z miliarderką z Angoli w tle, czy kontrowersjach paszportowych.

Kwestię „rajów podatkowych”, co podnosiliśmy kilka lat temu przy analizie sprawy Panama Papers, należy postrzegać w daleko szerszym kontekście. Okresowo toczone są kampanie podważające funkcjonowanie istniejących tzw. „rajów podatkowych”, nie po to, aby je w ogóle zlikwidować, ale po to, aby nisko opodatkowany kapitał popłynął w inne obszary świata. Toczy się bezlitosna walka o dyslokację tzw. „rajów podatkowych”, zmianę kierunku przepływu kapitału, ale to problem do odrębnych rozważań.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

PPK – co wiemy i skąd czerpiemy informacje? Przedstawiamy wyniki badania społecznego

Mija niemal pół roku od wprowadzenia obowiązku wdrożenia Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) w największych przedsiębiorstwach. Co dziś o PPK wiedzą pracownicy firm, w których program jest już realizowany? Jakie są według nich największe korzyści tego rozwiązania? Jak pracodawcy wywiązują się z obowiązku informowania pracowników o funkcjonowaniu programu? Przedstawiamy wyniki badania społecznego dotyczącego świadomości programu przeprowadzone przez agencję badawczą PBS dla PKO TFI.

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) to system długoterminowego gromadzenia kapitału emerytalnego wspierany finansowo przez pracodawców i państwo kierowany do pracowników firm. W praktyce zdecydowanie się na uczestnictwo w programie oznacza comiesięczne odprowadzanie z pensji 2% wynagrodzenia, do którego pracodawca dokłada kolejne 1,5% pensji. Państwo z kolei na start dodaje powitalne 250 zł oraz zasila nasze konto co roku kwotą 240 zł. Gromadzone przez nas środki mają charakter prywatny – możemy je zatem w dowolnym momencie wypłacić na określonych zasadach. Nieoprocentowane jest wykorzystanie ich jako wkładu własnego lub podczas poważnej choroby swojej albo bliskich.

PPK zostało uruchomione w największych firmach zatrudniających powyżej 250 pracowników 1 lipca. Przed nami kolejne etapy wdrażania Pracowniczych Planów Kapitałowych: od 1 stycznia obowiązek ich realizowania mają średnie przedsiębiorstwa (od 50 do 259 pracowników), od 1 lipca 2020 pracodawcy zatrudniający od 20-49 osób, z kolei 1 stycznia 2021 to realizacja PPK w najmniejszych firmach.PPK – co wiemy i skąd czerpiemy informacje

Po niemal pół roku od wprowadzenia programu PKO TFI podczas badania społecznego sprawdziło ile o PPK wiedzą pracownicy największych firm oraz z jakich źródeł czerpią informacje o programie. Badanie zostało zrealizowane w listopadzie przez internetowy panel na próbie 502 osób zatrudnionych w największych przedsiębiorstwach oraz zamieszkałych zarówno w dużych i średnich miastach, jak i na obszarach wiejskich.

PPK – skąd czerpiemy informacje?

Pracodawcy mają obowiązek informowania swoich pracowników o możliwości przystąpienia do programu, jego korzyściach i sposobie działania. Skąd w rzeczywistości zatrudnieni czerpią swoją wiedzę? Według badania większość informacji o programie osoby zatrudnione wynoszą z telewizji (38% badanych wskazuje ją jako źródło wiedzy). Dopiero na drugim miejscu są pracodawcy (37%). Kolejne źródła to: koleżanki i koledzy z pracy (31%), znajomi i rodzina (29%), portale biznesowe (29%), media społecznościowe (25%). Tradycyjne media: prasa oraz radio znajdują się za połową stawki: (kolejno 18% i 14%). Mimo tego, że mija pół roku od wprowadzenia PPK do pierwszej grupy firm, tradycyjne media wciąż mają wiele do zrobienia w kwestii informowania o zasadach działania programu.  Powstaje także pytanie: czy prasa i radio informują zbyt mało, czy po prostu nie są miejscami, gdzie odbiorcy szukają informacji o programie?PPK – co wiemy i skąd czerpiemy informacje 2

Co nam mówią pracodawcy?

To zastanawiające: niemal połowa badanych – aż 41%  twierdzi, że pracodawca nie przedstawił im zasad funkcjonowania PPK. W jaki sposób o tej formie oszczędzania informowało pozostałe 59% zatrudniających? Zazwyczaj informowanie o możliwości przystąpienia do programu odbywa się za pomocą broszury informacyjnej (43% przypadków). Nieco rzadziej jest to rozmowa (40%), wiadomość email (28%), plakat (23%), wiadomość w intranecie (22%). Jedynie w 16% przypadków są to przeprowadzone dla pracowników warsztaty pozwalające dokładniej zrozumieć działanie programu. Jako najskuteczniejszy sposób przekazywania wiedzy dotyczącej PPK respondenci wskazali rozmowę (38% z nich twierdzi, że była całkowicie skuteczna). Na drugim miejscu znalazła się wiadomość w firmowym intranecie (skuteczna według 36%), następnie kolejno plasują się warsztaty (35%) oraz broszura informacyjna (31%). Co ciekawe – jedynie 2% z badanych twierdzi, że nie rozumie założeń programu, ponieważ jego zasady są zbyt skomplikowane. W przedsiębiorstwach wciąż za mało mówi się o PPK. Mimo to świadomość jego użytkowników dotycząca sposobu działania jest na wysokim poziomie –  respondenci dobrze poradzili sobie z odpowiedziami na pytania dotyczące funkcjonowania programu.

„Wdrożenie Pracowniczych Planów Kapitałowych jest sporym wyzwaniem szczególnie w dużych organizacjach. Przekazanie każdemu pracownikowi dokładnej informacji o tym, jak funkcjonuje PPK tak, by mógł świadomie podjąć swoją decyzję dotyczącą oszczędzania w PPK może wymagać uruchomienia kilku różnych kanałów przekazywania treści. Ważne jest także reagowanie na pytania i wątpliwości pracowników dotyczące programu – szczególnie skuteczne pod tym kątem wydają się wszelkie interaktywne formy przekazywania wiedzy, np. warsztaty czy indywidualne spotkania z przedstawicielami instytucji finansowej. Wśród pytań najczęstsze są te dotyczące własności środków odkładanych w ramach PPK oraz te o możliwość dysponowania swoimi oszczędnościami”– mówi Łukasz Kwiecień, Wiceprezes Zarządu PKO TFI

Dlaczego pracownicy decydują się na przystąpienie do programu?

Za największą zaletę PPK pracownicy uważają fakt, iż środki są ich własnością (wspomina o tym aż 45% badanych). Na drugim miejscu znajduje się możliwość rezygnacji z programu w dowolnej chwili (jest to największa korzyść aż dla 42% badanych). Dopiero na trzeciej pozycji plasują się dopłaty rządowe i dopłaty pracodawców (bardzo ważne dla 34% badanych). Kolejne miejsca w rankingu korzyści to: możliwość zainwestowania zgromadzonych środków lub użycie ich w ramach wkładu własnego (np. podczas starania się o przyznanie kredytu) – 21% czy administrowanie programu przez pracodawcę (20%), możliwość wycofania pieniędzy w dowolnej chwili (20%) czy inwestowanie pieniędzy zgromadzonych w PPK przez wyspecjalizowane instytucje finansowe (14%).PPK – co wiemy i skąd czerpiemy informacje 3

Te dane zaskakują zważywszy na fakt, jak wielu pracowników nie otrzymało szczegółowej informacji dotyczącej działania PPK od swoich pracodawców. Wyniki wskazują też na wysoką świadomość korzyści płynących z korzystania z PPK. Ważne wydaje się też, że na pierwszym miejscu wśród korzyści znajduje się fakt, że gromadzone środki są własnością prywatną. To jedna z największych różnic pomiędzy PPK a OFE, która gwarantuje bezpieczeństwo odkładanych pieniędzy oraz buduje zaufanie użytkowników.

„Pracownicze Plany Kapitałowe są porównywane przez pracowników do OFE. Należy jednak pamiętać, że najważniejszą różnicą pomiędzy nimi jest jednak fakt, że środki gromadzone w ramach PPK są prywatną własnością konkretnego uczestnika programu. Można z nich korzystać w określony sposób, a nawet wypłacać bez ponoszenia dodatkowych kosztów – dzieje się tak np. w przypadku ciężkiego zachorowania czy wykorzystania ich jako wkładu własnego przy zakupie mieszkania bądź budowie domu. To właśnie dzięki temu PPK  stopniowo buduje zaufanie wśród odbiorców.”– komentuje Piotr Żochowski, Prezes Zarządu PKO TFI

Czy wiemy wystarczająco dużo?

Badanie wskazuje, że wiemy wystarczająco dużo o zasadach działania PPK i korzyściach, jakie płyną z przystąpienia do programu, by świadomie zdecydować, czy bierzemy w nim udział czy nie. Zaskakujące, że niemal połowa respondentów nie otrzymała od pracodawców żadnych informacji mimo obowiązku, który spoczywa na właścicielach firm. Swoją wiedzę pracownicy w większości czerpią zatem ze źródeł zewnętrznych: z programów telewizyjnych, internetu lub od swoich współpracowników. Osoby biorące udział w badaniu swoje zaufanie do PPK budują przede wszystkim na fakcie, że gromadzone środki są własnością prywatną – to zdecydowanie najważniejsza z korzyści i zarazem najbardziej przekonujący argument przemawiający za wzięciem udziału w Pracowniczych Planach Kapitałowych.

Komercjalizacja wymaga dziś długofalowego kreowania wartości

Ostatnie lata przyniosły znaczące zmiany, jeśli chodzi o usługi świadczone w zakresie Reprezentacji Wynajmującego. Właściciele budynków biurowych oczekują dziś większej kompleksowości obsługi, niestandardowych rozwiązań oraz poszukiwania różnorodnych możliwości w drodze do efektywnego wypromowania i uplasowania nieruchomości na rynku. Komercjalizacja obiektu, poza bieżącą pracą z najemcami, wymaga teraz szerszej inicjatywy i wdrożenia długofalowych procesów kreowania wartości. Większość podmiotów poszukuje doradców, którzy potrafią całościowo zrealizować założenia strategiczne w tym zakresie. 

Na przestrzeni minionych lat zmieniło się również podejście do aranżowania przestrzeni do pracy. Nie rozmawiamy dziś już tylko o kompleksach biurowych w kontekście oferowanej powierzchni do wynajęcia. Ale o biurach i budynkach jako przyjaznych ludziom miejscach pracy, które zapewniają także wygodną realizację codziennych spraw i możliwość relaksu, niosąc jednocześnie unikalne wartości dodane, którymi lokalizacje wyróżniają się na coraz bardziej konkurencyjnym rynku. Funkcjonowanie w biurze, budynku, czy kompleksie biurowym ułatwia również pracownikom wdrażanie i realizacja strategii najmu i komunikacji, która powinna uwzględniać ich stale zmieniające się oczekiwania.

Główne trudności, jakie stoją aktualnie przed wynajmującymi to przede wszystkim szybkie dopasowanie do bieżących potrzeb najemców, zarówno w zakresie zwiększania, jak i redukcji zajmowanej powierzchni. Najważniejszym aspektem w realizacji zadań w zakresie Reprezentacji Wynajmującego jest natomiast zabezpieczenie stabilnych najemców budynku, którzy zainteresowani są zawieraniem długoterminowych kontraktów i chcą w przyszłości rozwijać się w ramach budynku, czy kompleksu. Wtedy otwiera się szereg możliwości, pozwalających odpowiednio zadbać o najemców oraz ich pracowników, umożliwiających podniesienie jakości miejsca pracy.

Ewolucja rynku biurowego przyniosła wyraźną różnicę, związaną z wymaganiami stawianymi przez najemców względem powierzchni, które dotyczą głównie jej efektywności. Firmy poszukujące nowych lokalizacji przykładają teraz większą uwagę do funkcjonalności przestrzeni. Potrafią szybko ocenić, czy dana powierzchnia spełnia ich realne cele i założenia. Najemcy dysponują dziś znacznie szerszą wiedzą na temat tego, czego mogą oczekiwać od wynajmującego i czego spodziewać się po oferowanych biurach. To sprawia, że chętniej inwestują w powierzchnię. Porównują opcje, nie tylko pod kątem stawek czynszowych, ale również parametrów efektywności, czy poziomu obsługi w danym budynku. Wynajmujący z kolei w ramach pakietów zachęt proponują coraz ciekawsze rozwiązania, w tym także badania środowiska pracy, pokrycie kosztów relokacji, czy dodatkowe bonusy usprawniające adaptację, by najemcy mogli wyłącznie skupić się  na swoim biznesie.

Ważnymi aspektami, charakteryzującymi nowoczesne projekty biurowe w całej Polsce są wprowadzane dziś dodatkowe funkcje, jak przestrzenie coworkingowe, ogólnodostępne multifunkcyjne części wspólne, miejsca relaksu, czy różnorodne usprawnienia dla najemców na terenie obiektów. Rola Lesing Managera w zakresie Reprezentacji Wynajmującego polega więc teraz także na zapewnieniu najemcy wielu funkcji towarzyszących i poszukiwaniu takich opcji dla obecnych i przyszłych najemców budynków. Praca po stronie wynajmującego oznacza również szerokie działanie komunikacyjne pomiędzy wszystkimi podmiotami związanymi z nadzorem nad nieruchomością, jak właściciel, asset manager, zarządca, etc.

Najskuteczniejszym sposobem na sprawną komercjalizację budynków jest zaś niezmiennie aktywne działanie marketingowe, przyciągające uwagę potencjalnych klientów. Komunikowanie projektów skierowane, zarówno do szeroko rozumianego rynku, jak i najemców już obecnych w biurowcach.

Proponowane powierzchnie biurowe muszą spełniać wszystkie oczekiwania firm, tak w zakresie parametrów jakościowych, technicznych, jak i cenowych, a wybrana lokalizacja odpowiadać celom biznesowym i zabezpieczać interesy najemcy w zakresie ewentualnej ekspansji. Gwarantują to budynki, które realizują nakreślone strategie krótko i długoterminowe, by móc jak najlepiej dopasowywać się do wymagań rynku. Pozwala to również zaoszczędzić wynajmującemu i najemcy, ponieważ przemyślane i zaplanowane działania można optymalizować.

Działania podejmowane w ramach Reprezentacji Wynajmującego muszą opierać się na współpracy pomiędzy wszystkimi stronami projektu i wykonywaniu wyznaczonego planu. Realizacja strategii, komunikacja, kreowanie wizerunku obiektu na zewnątrz i wewnątrz, a także poszukiwanie najlepszych rozwiązań oraz udogodnień dla najemców i pracowników to aktualnie zadania, jakie stoją przed Reprezentacją Wynajmującego.

Autor: Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz

Jakie cechy Polacy przypisują markom samochodowym?

Toyotę wiążemy z niezawodnością, Volvo jest synonimem bezpieczeństwa, a BMW to auto do szybkiej jazdy. Tak wynika z badania Europejskiego Funduszu Leasingowego, który sprawdził percepcję kilkunastu marek samochodów.

W swoim nowym raporcie EFL prezentuje wyniki badania, w którym wzięło udział 1015 osób. Autorzy zapytali w nim o skojarzenia związane z 16 popularnymi markami samochodów z różnych segmentów – od Dacii aż po Mercedesa.

Jak pokazują wyniki badania, w Polakach żywe jest skojarzenie z japońską niezawodnością. Co piąta osoba z tą cechą wiąże bowiem Toyotę. Japoński producent, który jako jeden z pierwszych zaczął na szerszą skalę rozwijać hybrydowe technologie, najsilniej kojarzy się nam również z nowoczesnością. Z 16,7% wskazań o włos wyprzedza pod tym względem Mercedesa (15,3%), Audi (14,4%) i BMW (12,9%).Jakie cechy Polacy przypisują markom samochodowym

Niemieckie samochody postrzegamy za to jako synonim elegancji i komfortu. Z oboma tymi cechami Polakom najsilniej kojarzą się przede wszystkim Mercedes i Audi. Bezkonkurencyjna okazała się zwłaszcza ta pierwsza marka: za najbardziej elegancką uznaje ją co trzeci badany, a za najbardziej komfortową – co czwarty. „Limuzynami Mercedesa poruszają się delegacje rządowe na całym świecie: od prezydentów Sudanu i Sri Lanki, przez króla Belgii, aż do polskiego ministra kultury i dziedzictwa narodowego” – piszą autorzy raportu.

Jakie marki kojarzymy z bezpieczeństwem? Przede wszystkim Volvo: z tą cechą wiąże je co czwarty badany. Obok szwedzkiej marki, której zawdzięczamy m.in. powszechnie montowane trzypunktowe pasy bezpieczeństwa, za najbardziej bezpieczne Polacy uznają samochody Mercedesa i Toyoty.

Jako najszybsze postrzegamy za to samochody BMW. To właśnie ta marka niemal co trzeciemu respondentowi kojarzy się z szybkością. EFL tłumaczy to m.in. początkami BMW na polskim rynku. „W latach 90. zakup kilkunastoletniego BMW był nad Wisłą jednym z najtańszych sposobów, by zasmakować niemieckiej jakości i sportowego charakteru. Chętnie kupowały je zwłaszcza młode osoby, które czym prędzej chciały sprawdzić, na co rzeczywiście stać obrosłą legendą >>beemkę<< ” – czytamy w raporcie.

EFL zbadał również, które marki kojarzymy z samochodami służbowymi. Respondenci zdecydowanie najczęściej wskazywali Škodę. Obok niej z firmowym autem łączymy takie marki jak Volkswagen, Opel, Toyota czy Ford.

Największe kryzysy wizerunkowe 2019 roku: Kościół Katolicki, Marian Banaś, Narodowy Bank Polski

Największy kryzys wizerunkowy 2019 roku w Polsce dotyczy Kościoła Katolickiego w związku z publikacjami medialnymi na temat nadużyć hierarchów i księży. Drugi w kolejności związany jest z Marianem Banasiem i Najwyższą Izbą Kontroli na tle wielowymiarowych niejasności wokół nowego Prezesa NIK. Trzeci w kryzysowym rankingu znalazł się Narodowy Bank Polski i kwestia komunikacji wysokich wynagrodzeń najbliższych współpracownic Prezesa NBP. Takie są główne wyniki badania „Kryzysometr 2019/2020” przeprowadzonego wśród dyrektorów komunikacji, menadżerów PR i rzeczników prasowych kluczowych firm rynkowych, instytucji państwowych oraz organizacji pozarządowych. Badanie przeprowadziła agencja Alert Media Communications specjalizująca się w komunikacji antykryzysowej i strategicznym PR.

W celu uzyskania pełnego obrazu kryzysowego pejzażu 2019 roku badanie przeprowadzono w ostatnich dniach grudnia wśród 108 starannie wyselekcjonowanych przedstawicieli branży public relations odpowiadających za komunikację w wiodących polskich firmach, instytucjach państwowych i samorządowych oraz organizacjach pozarządowych[1]. To przede wszystkim respondenci szczebla co najmniej menedżerskiego, dyrektorskiego lub rzecznicy prasowi, a więc PR-owcy „pierwszego frontu” w przypadku kryzysów. Agencja Alert Media zapytała ich o wskazanie największych kryzysów roku tak w Polsce, jak i za granicą.Największe kryzysy wizerunkowe 2019 roku w Polsce Największe kryzysy wizerunkowe 2019 roku na świecie

„Ciekawym wynikiem badania jest to, że większość respondentów – niezależnie od tego, czy pracują w sektorze komercyjnym, czy publicznym – wskazała na największe kryzysy właśnie wydarzenia z szeroko rozumianej sfery publicznej. Pochodzi z niej aż 7 pierwszych pozycji rankingu dot. Polski. Dopiero po nich mamy kryzysy firm rynkowych. To wskazuje, że komunikacyjnie największe emocje budzi w nas świat polityczno-społeczny i to tam pojawiają się największe kryzysy wizerunkowe” – zwrócił uwagę Adam Łaszyn, Prezes Alert Media Communications.

Aż 45% respondentów uznało, że kryzysową palmę pierwszeństwa 2019 roku w Polsce dzierży Kościół Katolicki – po emisji filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” oraz publikacji szeregu artykułów na temat nadużyć różnych przedstawicieli kleru, zwłaszcza hierarchów. Marian Banaś i wielotygodniowa epopeja medialna po powołaniu go na Prezesa NIK – to drugie miejsce w rankingu i 36% wskazań. Na kryzysowym podium znalazł się jeszcze Narodowy Bank Polski i kwestia komunikacji wysokich wynagrodzeń najbliższych współpracownic Prezesa NBP (notabene osób odpowiedzialnych właśnie za komunikację) –  tę opcję wskazało 27% ankietowanych.

Kolejne pozycje w rankingu polskich ekspertów PR to:

  1. Farma trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości – 23% wskazań
  2. Awaria warszawskiej oczyszczalni Czajka – 22%
  3. „Kuchciński Travel” – afera wokół nadużyć Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego w sprawie lotów ekskluzywnym samolotem (zakończona jego dymisją) – 15%
  4. Trybunał Konstytucyjny – kontrowersje wokół likwidacji autonomii tej instytucji oraz politycznego tła powoływania nowych sędziów TK – 13%

Pierwszy kryzys ze sfery komercyjnej pojawił się dopiero w drugiej części rankingu. Respondenci wskazali tu na firmę IKEA, która uzyskała 13% wskazań (ex aequo z Trybunałem Konstytucyjnym) dla problemu związanego ze zwolnieniem pracownika krytykującego LGBT.

Pozostałe w zestawieniu dziesiątki największych kryzysów to już tylko wydarzenia z sektora rynkowego. Na 9. pozycji (z 10%) wskazań znalazła się Coca Cola i wysyłka pustych plastikowych butelek w związku z akcją „Wszystkie ręce na pokład”. Miejsce 10. to Huawei i zatrzymanie przez ABW dyrektora sprzedaży pod zarzutem szpiegostwa na rzecz innego kraju (9%).

Wśród kryzysów międzynarodowych respondenci na pierwszym miejscu wymienili działania rządu Wielkiej Brytanii związane z Brexitem (57% wskazań). Na drugiej pozycji znalazły się Urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych i kłopoty wywoływane przez politykę twitterową Donalda Trumpa (43% głosów), a na trzeciej Boeing i kryzys związany z katastrofami samolotów B-737 Max (42% wskazań). W pierwszej piątce tego zestawienia znalazły się jeszcze Apple i ujawnienie możliwości podsłuchiwania użytkowników korzystających z aplikacji FaceTime (29% odpowiedzi) oraz pożar Katedry Notre Dame w Paryżu (19%).

„Rok 2019 upłynął pod znakiem kryzysów. Widzieliśmy to zarówno po analizie publikacji medialnych, jak i biznesowo – w tych projektach kryzysowych, które przez ostatnie dwanaście miesięcy obsługiwaliśmy. Te akurat w rankingu się nie znalazły, co nas cieszy, bo jak wiadomo najlepiej zarządzone kryzysy to takie, o których nie jest głośno.  Natomiast większość kryzysów z notowania wskazuje w sposób podręcznikowy, jak kosztowny jest brak reakcji lub niewłaściwa reakcja na sprawę, która zmienia się w wieloodcinkowy serial, oglądany z wypiekami na twarzy przez opinię publiczną” – powiedział Krzysztof Tomczyński, partner i Account Director w Alert Media Communications.

„Ciekawym wyjątkiem jest kryzys warszawskiej Czajki, bardzo nagłaśniany przez media publiczne, w wyniku którego popularność Prezydenta Warszawy wśród mieszkańców stolicy jednak nie spadła a wzrosła” – dodał Adam Łaszyn i zapowiedział: „W badaniu zebraliśmy dużą liczbę ciekawych opinii nie tylko podsumowujących mijający rok, ale też pokazujących na co w obszarze komunikacji kryzysowej zwracać uwagę w nadchodzących miesiącach. Już wkrótce podzielimy się i tymi informacjami”.

[1] W badaniu nie brali udziału usługodawcy PR, czyli pracownicy agencji PR. Respondentami byli wyłącznie specjaliści PR tzw. „in house”, czyli zatrudnieni w korporacjach lub instytucjach.

Raport o odpowiedzialnej konsumpcji i zrównoważonej modzie w Polsce

  • Raport przedstawia charakterystykę zachowań Polaków w zakresie odpowiedzialnej konsumpcji odzieży, obuwia i akcesoriów oraz stopień realizacji zasad zrównoważonej mody.
  • Badaliśmy wiedzę o ekologii wśród konsumentów, podejście do zakupu i użytkowania odzieży, gotowość na odpowiedzialną konsumpcję oraz oczekiwania w stosunku do firm branży modowej.

Idea zrównoważonego rozwoju objęła również branżę modową. Kolejne firmy na świecie i w Polsce deklarują śmiałe strategie wdrażania zasad odpowiedzialnej produkcji i dystrybucji odzieży, obuwia i akcesoriów. Zakres zmian w całym sektorze jest jednak wciąż na początkowym etapie, a sama koncepcja zrównoważonej mody nie została jeszcze spopularyzowana.  

W ciągu ostatnich 15 lat na świecie liczba kupionych ubrań podwoiła się, przy jednoczesnym wzroście liczby ludności jedynie o 20%. Niemal 39 milionów ton ubrań rocznie ląduje na wysypiskach i w spalarniach śmieci[1]. Przemysł odzieżowy intensywnie zużywa surowce. Do wyprodukowania jednego bawełnianego t-shirta potrzeba 2 700 l wody – to tyle, ile przeciętny człowiek wypije w ciągu 2,5 roku.[2]

Tradycyjny model produkcji i dystrybucji odzieży jest nie do utrzymania. Branża musi się zmienić. Przed firmami odzieżowymi stoi szereg wyzwań obejmujących m.in. następujące zadania: wprowadzenie standardów gospodarki obiegu zamkniętego, mierzenie i redukcja negatywnego wpływu na środowisko, zapewnienie odpowiednich warunków pracy, a także wdrożenie przejrzystych zasad komunikowania zmian do otoczenia i konsumentów.

Odpowiedzialność za środowisko i społeczeństwo to wspólne zadanie: firm/producentów i konsumentów. Nie uda się efektywnie wdrożyć niezbędnych zmian bez odpowiedniej wiedzy i przywództwa firm.

Accenture we współpracy z FashionBiznes.pl oraz Forum Odpowiedzialnego Biznesu przeprowadziło badanie konsumentów w Polsce, w celu zrozumienia ich aktualnej wiedzy i potrzeb w zakresie zrównoważonej mody, motywów zakupowych i sposobów użytkowania odzieży oraz obuwia.

Ekologia stopniowo wkracza do naszych szaf

Badanie pokazało charakterystykę zachowań konsumenckich w zakresie ekologicznej mody i gotowość na zrównoważone modele konsumpcji.

  • Polscy konsumenci mają dużo ubrań, które noszą na okazje lub bardzo rzadko, nieco ponad połowa ubrań jest noszona regularnie – 57,3% ubrań noszona regularnie, 5% ma jeszcze metki, 12% nienoszone wcale.
  • Konsumenci nie czytają metek – nie potrafią wskazać z czego uszyte jest ich ubranie, a kraj produkcji utożsamiają z pochodzeniem marki – jedna czwarta respondentów (24%) przyznaje, że nie wie, z jakich materiałów i gdzie zostały wyprodukowane ich ubrania.
  • Konsumenci deklarują gotowość do zakupu produktów o składach ekologicznych nawet droższych, jeśli wyższa cena będzie szła w parze z wysoką jakością produktu – 73% konsumentów jest skłonnych zapłacić więcej za produkt ekologiczny.
  • Polscy konsumenci kupują rozważnie i najczęściej z praktycznych powodów – 52% kupuje nowe ubrania, gdy te, które posiada, są już zużyte.
  • Zaledwie 20% respondentów zadeklarowało, że kupuje nowe ubrania ze względu na nowe trendy i styl, tj.: gdy obecne przestają być modne (8%), by zaimponować stylem (6%) lub kiedy pojawia się nowa kolekcja (6%).
  • Jednak wraz ze wzrostem poziomu wydatków na odzież odsetek ten znacznie wzrasta: w grupie wydających na ubrania ponad 800 zł miesięcznie jest takich osób znacznie więcej – 58%.
  • Polscy konsumenci czasami wyrzucają lub niszczą odzież – odpowiednio 17% i 8%.
  • Konsumenci chętnie dają ubraniom nowe życie: większości konsumentów zdarza się naprawiać odzież lub obuwie, a połowa przekazuje znoszone ubrania innym, co wpisuje się w koncepcję sharing economy – 80% zadeklarowało, że zdarza się im naprawiać produkty odzieżowe i obuwnicze, 47% deklaruje, że ostatnie 3-4 nienoszone rzeczy oddało znajomym lub rodzinie, a 45% wrzuciło do koszy na odzież.
  • Konsumenci lubią kupować w seond handach, są też ciekawi nowych modeli zakupowych, szczególnie wypożyczalni – 38% respondentów w ciągu ostatniego roku kupiło produkty odzieżowe i obuwnicze w second handach, 68% respondentów chciałoby w przyszłości skorzystać z wypożyczalni.

Branża modowa nie kojarzy się z istotnym negatywnym wpływem na środowisko, a brak odpowiedniej wiedzy utrudnia konsumentom wskazanie konkretnych działań oczekiwanych ze strony firm.  (6. miejsce w rankingu najbardziej szkodliwych dla środowiska sektorów – 37% respondentów umieściło sektor modowo-odzieżowy w TOP 4 najbardziej szkodliwych, 42% respondentów stwierdziło, że trudno im wskazać czego im najbardziej brakuje w działaniach pro-ekologicznych producentów odzieży, obuwia i akcesoriów związanych z modą.)

Branża modowa jest u progu jednej z większych transformacji w jej historii. W strategii każdej z firm stałym elementem będzie realizacja celów zrównoważonego rozwoju. Liderzy powinni stawiać jasne i odważne cele długofalowych zmian i czytelnie komunikować je do konsumentów oraz inwestorów” – mówi Rafał Reif, Head of Fashion & Retail Accenture Poland.

Wprowadzanie zmian będzie procesem, w którym firmy będą musiały elastycznie zmieniać obecny model działania. Model, który jest nadal w fazie dyskusji i ustaleń w branży.

Główny zakres zmian obejmie:

  • redukcję zużycia surowców do produkcji,
  • wprowadzanie nowych technologii produkcji materiałów i odzieży dostosowanych do przedłużenia cyklu życia produktów,
  • zapewnienie zamkniętego obiegu produktów,
  • precyzyjne planowanie ilości ograniczające nadprodukcję i uwzględniających rynek alternatywnego użytkowania,
  • przejrzyste monitorowanie i ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko i społeczeństwo.

„Główne wyzwania, przed którymi stoją firmy to: inwestycje wymagane na dostosowanie obecnego modelu do koncepcji zrównoważonego rozwoju, wpływ tych zmian na rentowność biznesu, zbudowanie nowej wiedzy i kultury w organizacjach, utrzymanie wiarygodności dla wprowadzanych nowych działań, spójności wizerunku marki i reputacji w oczach konsumentów (szczególnie najmłodszej grupy)”dodaje Rafał Reif.

Nowy model daje też szansę na uruchomienie nowych usług i strumieni przychodów np. alternatywne modele sprzedaży i użytkowania, pozyskania nowych konsumentów przez firmy, które najskuteczniej dostosują się do zmian i zapewnią wiarygodność swych działań.

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie Accenture na próbie 1008 Polaków w wieku 15+ metodą CAWI (wywiady internetowe) w listopadzie 2019. Próba badawcza jest reprezentatywna dla polskich internautów pod względem płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania respondentów.

[1] A New Textiles Economy: Redesigning Fashion’s Future Ellen MacArthur Foundation, 2017

[2] National Geographic – How your t-shirt can make a difference, 2013

Trump uspokaja. Rynki szybko otrząsnęły się po ataku Iranu na bazy USA

Rynki szybko otrząsnęły się z pierwszej paniki w reakcji na doniesienia o ataku rakietowym Iranu na bazy USA w Iraku, kiedy okazało się, że obyło się bez ofiar w personelu wojskowym, a zatem w ataku chodziło o wyrównanie pola z USA za piątkowe zabójstwo irańskiego dowódcy. Stronom zdaje się nie zależeć na eskalacji i taki jest też podejście inwestorów. Wciąż istnieje ryzyko zaostrzenia konfliktu, ale na razie tylko hamuje to powrót do nieskrępowanego rajdu ryzyka.

Prezydent USA Donald Trump napisał po ataku, że „wszystko jest dobrze”, co dodatkowo uspokoiło inwestorów. Oczywiście w najbliższych dniach nie można wykluczyć nowych działań militarnych, które zburzą ten spokój, ale uczestnicy rynków preferują czekać na wydarzenia niż podejmować akcje wyprzedzające. Po silnych ruchach dziś w nocy na USD/JPY, złocie i ropie naftowej widać, jak uważnie śledzone są informacje, by szybko zająć pozycję, ale też równie szybko ją odwrócić, kiedy zabraknie paliwa do kontynuacji ruchu. To też zniechęca do zajmowania taktycznych pozycji na dłużej, jeśli jedna informacja, może szybko uderzyć w stop loss. Ogólnie na rynkach panuje przeświadczenie, że z czasem zapomnimy o ryzyku geopolitycznym z Bliskiego Wschodu i przejdziemy do rzeczowej oceny fundamentów makro. W tym temacie jednak nie dostajemy ostatnio wiele (np. odczyty PMI/ISM był mieszane), więc równie łatwo będzie o rozczarowanie i zgaszenie optymizmu przyniesionego po grudniu.

Sądzę, że złoto wciąż ma łatwiejszą drogę wyżej, czy to ze wzrostu awersji do ryzyka, czy braku jednoznacznego napływu w stronę USD. Huśtawki takie, jak ta z nocy, będą blokować rajd indeksów, gdzie będzie pojawiać się coraz więcej zapytań o koniec zwyżek, chyba że dane pozwolą inaczej. Bez rozpędzania rynku akcji (i niezdecydowaniu USD) USD/JPY powinien mieć w końcu impuls do głębszych spadków. EUR/USD jest uwiązany przez oczekiwania wobec polityki EBC i Fed – oczekuję wzrostów, ale dopiero gdy uczestnicy rynku zrozumieją, że w Eurolandzie nie ma miejsca na dalsze luzowanie, a Fed może ściąć przynajmniej jeszcze raz w tym roku.

Kończące się dziś dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej wreszcie może mieć wymierny wpływ na złotego. Nie mam tu na myśli zmian poziomu stóp procentowych – tutaj oczekiwania rynku są zgodne. Interesujące za to będzie, jak Rada ocenia wczorajsze zaskoczenie w odczycie grudniowej inflacji CPI? Na koniec 2019 r. wzrost cen wyniósł 3,4 proc. r/r, dużo więcej niż oczekiwane 2,8 proc. i 2,6 proc. w listopadzie. Inflacja zbliżyła się górnego ograniczenia przedziału wahań dla celu inflacyjnego NBP (1,5-3,5 proc.). Żywność i paliwa podbiły indeks, a wciąż jeszcze jesteśmy przed podwyżkami cen energii (styczeń i luty), więc w I kwartale inflacja z pewnością wyskoczy ponad 4 proc. Wzrosty cen żywności i energii nie są tym, na co bank centralny ma wpływ, ale presja inflacyjna przelewa się na inflację bazową (3,2 proc.). Mimo to wydaje się, że opór przed zacieśnianiem polityki pieniężnej, szczególnie w osobie prezesa NBP Glapińskiego, jest na tyle silny, że może być niemożliwym znaleźć w Radzie większość za przegłosowaniem podwyżki. Jest bardziej prawdopodobne, że RPP zbagatelizuje skok inflacji i zakładając dalej stopniowe spowolnienie dynamiki cen, będzie podtrzymywać neutralne nastawienie. Jeśli dla rynków będzie oczywiste, że RPP nie odpowie na wyższą inflację i ujemne realne stopy procentowe, pojawi się nowy stały czynnik osłabiający złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Technologia poprawi bezpieczeństwo w obrocie żywnością

Brak pełnej kontroli nad pracownikami jest jednym z ważniejszych problemów firm w zakresie przestrzegania norm bezpieczeństwa żywności. Sieci handlowe, restauracje i zakłady produkcyjne wciąż stosują papierowe formularze. Nie mogą natychmiast reagować na zaistniałe sytuacje. Ciąży im też archiwizacja ton skoroszytów. Ponadto centrale nie mają dostępu do raportów z prowadzonych na bieżąco działań. Rozwiązaniem mogą być specjalne aplikacje, które są u nas jeszcze rzadko stosowane. Przypominają one o wykonaniu danego zadania i potwierdzają jego realizację o określonej godzinie. Dodatkowo ułatwiają prowadzenie dokumentacji.

Przestarzałe metody

W przypadku dużych sieci handlowych, które zajmują się przetwarzaniem żywności, a także restauracji i zakładów produkcyjnych, HACCP jest obowiązkowym systemem procedur. Jego celem jest zapewnienie bezpieczeństwa żywności. Jednak większość działających w Polsce przedsiębiorstw działa w tym zakresie w taki sam sposób, jak czyniły to firmy 50 lat temu. Tymczasem technologia dynamicznie rozwija się.

– Większość firm korzysta z papierowych formularzy, które są wypełniane co kilka godzin. Pracownicy zapisują m.in. sprawdzoną temperaturę, poziom czystości i czas otwarcia produktów. Gdy dany sklep sprzedaje jedynie kilka świeżych artykułów, przetwarzanych na miejscu, działania są proste. Jednak przy większej liczbie placówek handlowych, zakładów i towarów rośnie ryzyko sprzedaży niebezpiecznych produktów – mówi Sebastian Starzyński, ekspert z platformy TakeTask.

W praktyce zdarza się, że papierowe formularze są uzupełniane z pamięci. Pracownik może przecież posprzątać i np. po przerwie spełnić wymogi formalne, wpisując godzinę wsteczną. Wydaje się, że po krótkim czasie wszystko wygląda tak samo, ale to tylko pozory. Pozostaje też duże pole do oszustw i zaniedbań. To niestety ogólnie znany problem z monitorowaniem norm HACCP, którego zazwyczaj nie da się zweryfikować i wyeliminować.

Nowoczesne narzędzie

– Rozwiązaniem jest stosowanie aplikacji służących do zbierania danych. Przypominają one pracownikom o wykonywaniu zadań i umożliwiają zapisywanie potrzebnych informacji. Każde przypomnienie można ustawić tak, aby przypadało w najbardziej dogodnym momencie w ciągu dnia. Dzięki temu kierownictwo wie też dokładnie, jak w praktyce wygląda wypełnianie obowiązków przez pracowników. To z kolei pozwala na zestawienie faktycznych godzin podejmowanych działań z ruchem w sklepie. Dzięki temu można dostosować procedury tak, aby były realnie zachowywane – dodaje Sebastian Starzyński.

Dowodami prawidłowego wykonania zadania we właściwym miejscu i czasie są zdjęcia wysyłane przez aplikację. Technologia przyspiesza proces dokumentowania i ułatwia raportowanie. Pracownik ma mniej obowiązków. Wiele rzeczy robi automatycznie, a ponadto – dokładniej i szybciej niż bez wsparcia technologii. Dla przykładu, aplikacja połączona z termometrami może samodzielnie sprawdzać i zapisywać temperaturę co kilka minut, zamiast np. 3 razy dziennie. Tylko w przypadku odstępstwa od normy alarmuje pracownika o konieczności podjęcia odpowiedniego działania.

– Korzystanie z takich aplikacji w celu usprawnienia systemu HACCP jest dobrym rozwiązaniem. Trzeba tylko pamiętać o tym, żeby dobrze zorganizować komunikację między nią i obsługiwanymi elementami. To kwestia odpowiedniego zaczipowania sprawdzanych miejsc. Ponadto można wpisywać w tzw. apkę np. porady dla pracowników. Wtedy jest ona również dodatkowym źródłem informacji – stwierdza dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W sytuacjach awaryjnych aplikacja może pokierować człowieka, zgodnie z wyjątkowymi procedurami, z których nie korzysta on na co dzień. I nie nakłada na niego dodatkowych obowiązków. Ma to szczególne znaczenie w przypadku niedoświadczonych pracowników. Przy dużej rotacji, jaka występuje w handlu i zakładach produkcyjnych, tego typu zabezpieczenie może być coraz częściej potrzebne. Dane o realizacji i o incydencie są przetwarzane na bieżąco. To pozwala szybko zareagować na każde zdarzenie. Nie ma też miejsca na oszustwa czy błędy. Wszystkie te ułatwienia zwiększają bezpieczeństwo i zmniejszają straty.

Wyzwania rynkowe

– Problemy, które występują z HACCP-em, są zróżnicowane i zależą od tego, ile procesów pojawia się na poziomie danego sklepu. Wiadomo, że hipermarket czy zakład produkcyjny ma ich mnóstwo, a mały sklep spożywczy oferujący gorące napoje i zapiekanki – jedynie kilkanaście. Kolejną kwestią jest to, że duża firma może przeznaczyć więcej czasu i środków na wyszkolenie pracowników niż mała placówka typu convenience. Zdarza się też, że np. franczyzobiorca przechodzi szkolenia, ale nie rozumie konieczności stosowania procedur – zaznacza ekspert z TakeTask.

Doświadczenie pokazuje, że największym problemem w zakresie stosowania norm HACCP jest jak zawsze natura techniczna. Prowadzenie dokumentacji zajmuje dużo czasu. I daje kolejną przestrzeń do popełniania błędów. Co więcej, ręczne zapisywanie danych nie pozwala na analizowanie ich w czasie rzeczywistym. Nie da się więc natychmiast reagować na zaistniałą sytuację, wprowadzając odpowiednią procedurę.

– Do niedawna nie istniały rozwiązania, które mogłyby temu wszystkiemu sprostać. Nawet jeżeli korzystano z Excela lub innego programu, najpierw ktoś musiał uzupełnić papierowy formularz. Laptopy były nieporęczne, a terminale mobilne – bardzo drogie. Nikt nie rozpatrywał, że można mieć aplikację, która połączy wszystko, co potrzebne, a także nawiąże komunikację z innymi urządzeniami, takimi jak np. termometry. Problemów sieci handlowych, restauracji czy zakładów produkcyjnych nie można było rozwiązać, więc przekładano je na później – podkreśla Sebastian Starzyński.

Kluczowa archiwizacja

Eksperci rynkowi zauważają również, że retailerzy wytwarzają ogromne ilości dokumentacji, które są tworzone „schematycznie”. Mówi się więc o częstych problemach z samą archiwizacją dużej ilości skoroszytów.

– Zdigitalizowane dokumenty zajmują stosunkowo niewiele miejsca. Dzięki obecności zdjęć potwierdzających wykonywanie zadań, dane mają dużą wartość dowodową i praktyczną. Efektem tego jest większa czystość. Dzięki uporządkowanej organizacji łatwo dotrzeć do informacji, nawet jeśli od wprowadzenia ich minęło wiele czasu. Konieczność sprawdzenia danych może pojawić się w przypadku incydentu zakażenia żywności. Zgodnie z przepisami, placówki przetwarzające żywność muszą być w stanie prześledzić, co się działo z konkretnym produktem – wyjaśnia ekspert z platformy TakeTask.

Trzeba też dodać, że centrale firm często nie mają na bieżąco odpowiednich raportów z prowadzonych działań i stosowanych zabezpieczeń. Brakuje im dostępu do natychmiastowej informacji zwrotnej, bo wymaga to wcześniejszego wpisania danych. Nie są też pewne, że konieczne czynności zostały zrobione o właściwej godzinie. Standardowe formularze nie są uzupełnione o zdjęcia, które zwiększają jakość zebranych danych.

– Nie ma wątpliwości co do tego, że nowoczesna technologia ułatwia raportowanie, usprawnia archiwizację danych, pozwala szybko rozwiązywać zaistniałe problemy, a przede wszystkim zwiększa bezpieczeństwo żywności. Istnieje jednak pewne ryzyko związane z używaniem aplikacji i smartfonów. Człowiek, polegając wyłącznie na takich narzędziach, rozleniwia się i czasem przestaje samodzielnie myśleć. A żaden algorytm nie przewidzi wszystkich sytuacji. Pracownicy muszą zawsze być czujni – podsumowuje były dyrektor generalny POHiD-u.

Kalendarium zmian w prawie spółek w 2020 roku

Wraz z nowym rokiem następuje szereg zmian w regulacjach prawnych dotyczących podmiotów prawa handlowego. Jakie obowiązki muszą spełniać spółki już od 1 stycznia 2020 roku? Czego dotyczą zmiany i jaki będą miały wpływ na działalność spółek handlowych? Eksperci z zakresu prawa gospodarczego z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach – adwokat Bartosz Olszewski oraz aplikant adwokacki Mateusz Latosiński przygotowali szczegółowe kalendarium zmian w prawie spółek w 2020 roku.

  1. Obowiązek prowadzenia strony internetowej dla spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych od 01.01.2020 r.

Spółki akcyjne i komandytowo-akcyjne powinny zaktualizować swoje strony internetowe, bowiem ustawodawca nałożył na te spółki obowiązek prowadzenia strony internetowej. Od 1 stycznia 2020 roku prowadzenie relacji inwestorskich stanie się więc obowiązkowe. Na stronie internetowej mają być publikowane te ogłoszenia, które są wymagane przez prawo bądź zostały wprowadzone do statutów spółek. Przede wszystkim dotyczy to wszelkich wpisów w KRS (także wykreśleń). Chodzi zatem o każdą sprawę, którą zgłasza się do KRS w tym zmiany w organach spółki, zmiany statutu, czy zgłoszenie sprawozdania finansowego.

  1. Biała lista podatników VAT od 01.01.2020

Biała Lista Podatników VAT to nowy wynalazek w walce o szczelność systemu podatkowego. Możemy ją przeglądać na stronie Ministerstwa Finansów pod adresem https://www.podatki.gov.pl/wykaz-podatnikow-vat-wyszukiwarka. Kluczową informacją, która ma pojawić się w białej liście podatników VAT jest nr rachunku, na który należy dokonywać płatności wobec danego kontrahenta. Począwszy od 1 stycznia 2020 r. płatności powyżej 15 000 zł będą musiały być dokonywane na rachunki bankowe ujawnione na tej liście. Aby nie narażać kontrahentów na uciążliwości, przedsiębiorcy powinni zweryfikować czy ich aktualne rachunki bankowe widnieją na białej liście podatników VAT.

  1. Baza Danych Odpadowych od 01.01.2020

Po 1 stycznia 2020 r. wszyscy zajmujący się gospodarką odpadową będą musieli znaleźć się w BDO, czyli w Bazie Danych Odpadowych.  W przeciwnym razie, nie będą mogli wystawiać dokumentów i przyjmować odpadów. Baza ma obsługiwać dziennie nawet kilkaset tysięcy użytkowników. Ponadto ustawa o odpadach nakłada obowiązek umieszczania numeru rejestrowego BDO na dokumentach sporządzanych w związku z prowadzoną działalnością, takich jak: faktury VAT, paragony fiskalne, umowy sprzedaży, sprawozdania, karty przekazania odpadów oraz ewidencje odpadów. Obowiązek ten dotyczy podmiotów: wprowadzających sprzęt i autoryzowanych przedstawicieli; wprowadzających baterie lub akumulatory; wprowadzających pojazdy; producentów, importerów i wewnątrzwspólnotowych nabywców opakowań; wprowadzających na terytorium kraju produkty w opakowaniach; wprowadzających na terytorium kraju opon; oraz wprowadzających na terytorium kraju oleje smarowe.

  1. Prosta Spółka Akcyjna od 01.03.2020

Prosta spółka akcyjna (P.S.A.) będzie nowym wariantem spółki kapitałowej. P.S.A. stanowi koktajl rozwiązań przyjętych w spółce z o.o., spółce akcyjnej oraz poniekąd także tych, które do tej pory charakteryzowały spółki osobowe. Prosta spółka akcyjna ma z założenia stanowić platformę dla inwestowania w działalność innowacyjną i związaną z nowymi technologiami. Ma to być modelowe rozwiązanie dla start-up’ów, które potrzebują odpowiedniej elastyczności i otwartości na nowe, elektroniczne formy komunikacji. Autorzy nowelizacji postawili na bardzo dużą swobodę inwestorów w kształtowaniu swoich uprawnień. Proste spółki akcyjne będziemy mogli zakładać już od 1 marca 2020.

  1. E-KRS od 01.03.2020

Od 1 marca 2020 r. KRS stanie się rejestrem obsługiwanym w całości elektronicznie. Wnioski do KRS będzie można składać wyłącznie za pośrednictwem systemu informatycznego. Papierowe dokumenty stanowiące podstawę wpisu będzie trzeba skanować i dołączać w formie elektronicznej do wniosku. Załączniki będą musiały zostać uwierzytelnione przez notariusza lub pełnomocnika działającego w sprawie, albo wysłane w oryginałach do sądu w ciągu 3 dni od złożenia wniosku. Przy okazji poszerzy się zakres dokumentów spółki powszechnie dostępnych za pośrednictwem Internetu, m.in. o umowy i statuty spółek czy dokumenty dotyczące powołania lub odwołania członków organów.

  1. Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych od 13.04.2020

13 października 2019 roku weszły w życie przepisy nowej ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, które nakładają na spółki obowiązek elektronicznego zgłaszania swoich beneficjentów rzeczywistych – czyli osób sprawujących rzeczywistą kontrolę. Celem zgłoszeń jest zbudowanie jawnego państwowego rejestru beneficjentów spółek, co z założenia ma przeciwdziałać praniu pieniędzy, finansowaniu terroryzmu oraz zjawiskom korupcjogennym. W przypadku spółek, które przed 13 października 2019 r. już były wpisane do KRS – obowiązek zgłoszenia beneficjentów rzeczywistych należy wykonać do dnia 13 kwietnia 2020 r.

  1. Dematerializacja akcji od 30.06.2020

Nowelizacja kodeksu spółek handlowych wprowadziła obowiązek dematerializacji akcji dla wszystkich spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych, które do tej pory nie przeprowadziły takiej procedury. Chodzi przede wszystkim o spółki niepubliczne, nienotowane na żadnym zorganizowanym rynku takim, jak giełda papierów wartościowych. Dematerializacja to nic innego jak zamiana formy akcji z dokumentu na zapis w systemie informatycznym prowadzonym przez uprawniony podmiot (np. Dom Maklerski, a w niektórych wypadkach KDPW) . Do 30 czerwca 2020 r.spółki będą musiały wybrać podmiot, który będzie prowadził rejestr (wyboru dokonuje Walne Zgromadzenie), zawrzeć z nim umowę o rejestrację akcji oraz wezwać akcjonariuszy do złożenia dokumentów akcji w spółce.

  1. Nowa platforma do ogłoszeń w postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych

Wraz z nurtem powszechnej informatyzacji procedur sądowych, która od marca 2020 r. objąć ma w całości procedury rejestrowe KRS, również w ramach postępowań dotyczących niewypłacalności dojść ma z końcem 2020 roku (tak zakłada ustawodawca) do wprowadzania infrastruktury informatycznej w postaci Krajowego Rejestru Zadłużonych. Będzie on pełnił przede wszystkim rolę cyfrowego publikatora wszelkich istotnych informacji związanych z biegiem postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, a także dotyczących dłużników niewypłacalnych. Tym samym zmarginalizowaniu w tym zakresie ulegnie rola MSiG, a ponadto faktycznie zlikwidowany zostanie rejestr dłużników niewypłacalnych KRS, który już teraz praktycznie całkowicie stracił na znaczeniu. Publikacji będą podlegały w zasadzie wszelkie istotne dla uczestników postępowań informacje, takie jak m.in.: informacja o złożeniu wniosku restrukturyzacyjnego lub wniosku o ogłoszenie upadłości; informacja o stanie i składzie masy upadłości; informacje o listach i spisach wierzytelności czy też informacja o zakończeniu, umorzeniu lub uchyleniu postępowania upadłościowego lub restrukturyzacyjnego.

  1. Informatyzacja toku postępowań w ramach upadłości i restrukturyzacji

Dzięki ustanowieniu Krajowego Rejestru Zadłużonych na znaczeniu stracą także tradycyjne akta sprawy na rzecz akt prowadzonych w formie elektronicznej, gdyż istotne dla uczestników postępowania dokumenty zamieszczane będą w systemie teleinformatycznym. Zasadniczo wprowadzony zostanie również (z pewnymi wyjątkami), w ramach procedury upadłościowej i restrukturyzacyjnej, obowiązek wnoszenia pism procesowych oraz dokumentów wyłącznie w formie elektronicznej za pośrednictwem infrastruktury teleinformatycznej. Nadto, orzeczenia sądu wydawane w toku tychże postępowań będą zamieszczane i doręczane, co do zasady, wyłącznie w systemie informatycznym obsługującym postępowanie.

Odejście od tradycyjnej formy doręczeń i składania pism procesowych w ramach postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych poprzez wykorzystanie Krajowego Rejestru Zadłużonych, to nie tylko pójście w stronę portalu informacyjnego, ale także swoistej platformy do obsługi tychże postępowań.

  1. Zmiany w regulacji dotyczącej tzw. przygotowanej likwidacji ,,Pre – Pack’’ w 2020

Wprowadzone w 2020 roku zmiany w zakresie tzw. przygotowanej likwidacji (pre-pack), która umożliwia szybką sprzedaż majątku niewypłacalnego dłużnika na rzecz inwestora w ramach postępowania upadłościowego bez przeprowadzenia przetargu, dotyczyć będą przede wszystkim wprowadzenia aukcji w przypadku złożenia co najmniej dwóch wniosków o zatwierdzenie warunków sprzedaży przedsiębiorstw dłużnika – celem wyłonienia najkorzystniejszej oferty. Aukcja ta będzie prowadzona w znacznej mierze na podstawie przepisów kodeksu cywilnego. Ponadto do wniosku kierowanego do sądu o zatwierdzenie ,,pre – packu’’ wnioskodawca będzie musiał dołączyć dowód wniesienia wadium w wysokości 1/10 oferowanej przez niego ceny, a sam wniosek będzie mógł dotyczyć także więcej niż jednego nabywcę. W przypadku złożenia wniosku o ,,pre – pack’’ sąd obligatoryjnie ustanowi nadzorcę sądowego lub zarządcę przymusowego, który będzie zobligowany przedłożyć sądowi istotne dla rozpoznania wniosku informacje dot. majątku upadłego, jak i dotyczące oceny ekonomicznej samego wniosku.

Autorzy:

Adwokat Bartosz Olszewski – Specjalista w  zakresie restrukturyzacji i reorganizacji spółek oraz grup kapitałowych.

Aplikant adwokacki Mateusz Latosiński – Specjalista w zakresie prawa spółek handlowych, doradztwa prawnego dla przedsiębiorców, w tym podmiotów notowanych na GPW oraz jednostek samorządu terytorialnego.

Jak przyciągnąć gości do apartamentu na wynajem?

Kluczowym wyzwaniem właściciela nieruchomości wynajmowanej krótkoterminowo jest zapewnienie jak największego obłożenia z zachowaniem satysfakcjonującej rentowności. Jak przyciągnąć gości do apartamentu, a dzięki temu zwiększyć swoje zyski?

Lokalizacja z atutami

Rosnąca liczba osób inwestujących w apartamenty na wynajem sprawia, że coraz trudniej zwiększać zyski z takiej działalności. Właściciel nieruchomości musi szukać nowych sposobów na przyciągnięcie klientów. Jak to zrobić? Warto zacząć od zaznaczenia atutów lokalizacji swojego apartamentu. Jeśli dysponujemy nieruchomością nad morzem i nie jest ona usytuowana w pierwszej linii brzegowej, warto podkreślić bliskość centrów rozrywkowych lub niewielki ruch turystów, co z pewnością docenią goście oczekujący spokoju. Domek w górach, nawet jeśli nie jest zlokalizowany blisko wyciągu narciarskiego, może być dobrym wyborem dla miłośników górskich wędrówek czy odpoczynku z dala od wielkomiejskiego zgiełku. I to przez cały rok! Miejski apartament będzie z kolei ciekawą alternatywą wobec hotelu dla osób podróżujących w celach biznesowych.

Odpowiednie wyposażenie

Niezależnie od tego, gdzie jest zlokalizowany apartament, warto zadbać o jego odpowiednie wyposażenie. Styl, w jakim zostanie urządzony, powinien odpowiadać grupie docelowej, do której skierowana jest oferta. Trzeba jednak pamiętać, że nawet budżetowe akcesoria muszą być dobrej jakości. Porządny sprzęt będzie działał długo bez konieczności regularnych napraw, co ma zasadnicze znaczenie dla rentowności wynajmu. Nie wolno zapominać też o koniecznych drobiazgach, czyli regularnym uzupełnianiu artykułów higienicznych, a  w razie potrzeby także brakujących elementów wyposażenia, jak sztućce czy talerze. Nie bez znaczenia jest również możliwość zapewnienia szybkich napraw i pomocy technicznej dla gości. W przypadku gdy właściciel nie posiada takich umiejętności, samodzielna obsługa może okazać się kłopotliwa albo wymagać zaangażowania sporej ilości czasu z jego strony.

Kontakt z gośćmi

Dla zapewnienia większego obłożenia apartamentu, warto rozważyć współpracę z podmiotem, który profesjonalnie zajmie się zarządzaniem wynajmowaną nieruchomością i odciąży właściciela, nie tylko w zakresie uzupełniania artykułów jak kawa i herbata. Dobrym przykładem jest moment przekazania kluczy. To jeden z kluczowych momentów kontaktu gościem. Ma on zasadnicze znaczenie dla wrażenia, jakie zrobimy na przyjeżdzających. Odpowiednia reakcja na opóźniający się przyjazd czy też konieczność przypomnienia adresu wpływają na to, jaką opinię przekażą innym. Dyspozycyjność właściciela musi być na bardzo wysokim poziomie, jeśli decyduje się on na samodzielne zarządzanie wynajmem. Opcjonalnie może także zainwestować w rozwiązania umożliwiające self check-in, np. zamki elektroniczne pozwalające na samodzielnie zameldowanie. Jednak sytuacji, w których dostępność jest kluczowa dla doświadczenia gościa, jest więcej.  W dobie tysięcy ofert online wygrywa ten, kto sprawnie odpowiada na zapytania potencjalnych gości, kto jest aktywny w promowaniu swojej nieruchomości. Dobre opinie zalezą także od czasu reakcji na zgłoszone problemy w trakcie pobytu.

Zwiększenie obłożenia

Operator najmu jest w stanie podpowiedzieć, jak wyposażyć mieszkanie, a także zadbać o stan techniczny i czystość apartamentu. Coraz częściej w najmie krótkoterminowym stosuje się też dynamiczne zarządzanie cenami, które zmieniają się w zależności od sezonu i zapotrzebowania klientów. Profesjonalny zarządca nieruchomości śledzi na bieżąco sytuację rynkową, konkurencyjne oferty i dopasowuje do nich poziom cen. Dzięki temu w chwilach największego zainteresowania ceny będą wyższe, generując stosowne zyski dla właściciela. Poza sezonem będą natomiast tak kalkulowane, by zapewnić jak największe obłożenie. Jeśli na przykład w mieście jest planowana duża impreza turystyczna albo dzielnica decyduje się na zorganizowanie ciekawego eventu, który ściągnie rzesze odwiedzających, operator najmu automatycznie dopasuje ceny nieruchomości do potrzeb rynku. Na życzenie właściciela może też zająć się rozliczeniami z dostawcami mediów oraz wspólnotą mieszkaniową.

Na obłożenie lokalu, a co za tym idzie zyskowność, ogromny wpływ mają opinie gości, którzy już go odwiedzili. Nieocenione są ich rekomendacje. Warto więc pamiętać, że jeśli zgłaszają oni uwagi, trzeba na nie reagować od razu. Wiarygodność i rzetelność właściciela są w tym biznesie szczególnie istotne, przekładając się na pozytywny wizerunek nieruchomości wśród odwiedzających.

Kamil Kosior, CEO Lloyd Group

W ciągu 11 miesięcy ub.r. Policja ujawniła blisko 70 tys. wykroczeń w zakresie korzystania z telefonu podczas jazdy

W ciągu 11 miesięcy ub.r. Policja ujawniła blisko 70 tys. wykroczeń w zakresie bezprawnego korzystania z telefonu podczas jazdy. To ponad tysiąc przypadków więcej niż w analogicznym okresie w 2018 r. Z takimi sytuacjami najwięcej razy mieli do czynienia funkcjonariusze w województwie śląskim, a najmniej – w lubuskim. Zdaniem ekspertów, problem jest poważny. Stróże prawa skupiają się przede wszystkim na bezpośredniej obserwacji dróg, ale w praktyce to nie wystarcza. Brakuje skutecznych rozwiązań technologicznych. Dlatego warto lepiej przyjrzeć się pomysłowi, który zastosowali Australijczycy. Tam specjalne kamery cały czas monitorują problem.

Na bakier z prawem

W okresie od stycznia do listopada 2019 roku policja z całego kraju ujawniła 69 533 wykroczeń w zakresie bezprawnego korzystania z telefonu podczas jazdy. Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, to o 1150 razy więcej niż w analogicznym okresie 2018 roku.

– To oczywiście dużo i mamy do czynienia z poważnym problemem. Jeśli chodzi o używanie telefonów w trakcie prowadzenia pojazdów, to niestety jesteśmy na jednym z czołowych miejsc w Europie. Z badania Fundacji Vinci Autoroutes wynika, że często rozmawiamy, piszemy SMS-y, korzystamy z aplikacji i serwisów społecznościowych, co jest ewenementem. A trzeba ciągle podkreślać, że wiadomości tekstowe są kilkukrotnie bardziej niebezpieczne niż same rozmowy telefoniczne – komentuje prof. Adam Tarnowski, psycholog transportu z Uniwersytetu Warszawskiego.

Od stycznia do listopada 2019 roku najwięcej wykroczeń zostało ujawnionych przez KWP w Katowicach (8888). Dalej znalazły się jednostki w Rzeszowie (6521), w Krakowie (6252), w Warszawie (5780) oraz w Poznaniu (5729). W analogicznym okresie 2018 roku zestawienie otwierała Komenda Stołeczna Policji w Warszawie (9141). Kolejne w statystykach widniały KWP w Katowicach (8676), w Krakowie (6289), w Poznaniu (6220) oraz w Rzeszowie (4885).

– Przyczyną wzrostu liczby ujawnionych wykroczeń na Śląsku może być nasilenie się wśród kierujących nieprawidłowych zachowań. Zdecydowana większość osób naruszających przepisy w tym zakresie to kierowcy samochodów osobowych – ponad 80% i ciężarowych – 17%, sporadycznie autobusów – 0,5% – informuje podkomisarz Magdalena Szust z Zespołu Prasowego KWP w Katowicach.

Jak zaznacza komisarz Paweł Grześ z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Rzeszowie, trudno jednoznaczne wskazać przyczyny wzrostu liczby takich wykroczeń na Podkarpaciu. Z pewnością postęp technologiczny sprawia, że w użytkowaniu jest coraz więcej telefonów, niektórzy mają nawet po 2-3 aparaty. Poza tym, nowoczesne smartfony nie służą już tylko do prowadzenia rozmów. Funkcjonariusze regularnie informują o konsekwencjach niewłaściwego korzystania z tych urządzeń przez kierujących. Prowadzą też w kampanie, jak choćby „Patrz i słuchaj”, „Nie przy[dzwoń] za kierownicą”.

– Mniejsza liczba wykroczeń to efekt również naszych działań prewencyjnych. Policyjne akcje z tego zakresu są nagłaśniane w mediach. Dzięki temu kierowcy starają się unikać spotkania z patrolem i mandatu. Myślę, że świadomość ludzi zwiększa się i liczba takich przypadków będzie się zmniejszać z roku na rok – wyjaśnia Anna Dziewiałtowska z Komendy Stołecznej Policji w Warszawie.

Od stycznia do listopada 2019 roku najmniej wykroczeń zostało ujawnionych przez KWP w Gorzowie Wielkopolskim (1043). Kolejne miejsca w zestawieniu zajęły KWP w Opolu (1323), w Olsztynie (1909), w Białymstoku (2413) i Szczecinie (2449). Natomiast w analogicznym okresie 2018 roku najmniej takich przypadków wykryła KWP w Opolu (847). Dalej znalazły się KWP w Gorzowie Wielkopolskim (1230), w Olsztynie (1443), w Kielcach (2024) i Białymstoku (2062).

– Na terenie woj. lubuskiego prowadzone są krajowe działania profilaktyczno-kontrolne „Telefony” oraz lokalne. Ponadto organizowane są bardzo medialne akcje informacyjno-edukacyjne. Ich celem jest przypominanie, że telefony, tablety czy też urządzenia GPS pomagają, ale także rozpraszają uwagę. I przez to mogą być przyczyną niebezpiecznych sytuacji na drodze – opisuje nadkom. Marcin Maludy, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim.

Technologia vs. kierowcy

Niedawno w Australii odbyły się testy z kamerami specjalnie zaprojektowanymi do łapania kierowców korzystających z telefonów komórkowych. Tamtejsze władze postanowiły, że rozwiązanie zostanie szerzej zastosowane. Jak zaznacza prof. Tarnowski, mówimy o kraju, który przoduje, jeśli chodzi o zagadnienia bezpieczeństwa ruchu m.in. drogowego, kolejowego i lotniczego. Jeżeli tam wdrożono jakiś pomysł, to warto mu się lepiej przyjrzeć. Jednak nie ma gwarancji, czy takie rozwiązanie przyjęłoby się na polskim gruncie.

– Moim zdaniem, każdy przypadek wykorzystania technologii w celu poprawienia bezpieczeństwa na drogach to krok w dobrym kierunku. Jednak unikałbym umieszczania kamer w takich częściach miasta, gdzie tworzą się korki i problem pewnie jest łatwo zauważalny, a konsekwencje wypadków spowodowanych używaniem telefonów są relatywnie nieduże. Takie urządzenia widziałbym na drogach szybkiego ruchu i niezmodernizowanych szlakach krajowych, gdzie utrata koncentracji przez kierowcę może mieć tragiczne konsekwencje – mówi dr inż. Paweł Prociów z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Śląscy policjanci ujawnili najwięcej wykroczeń związanych z nieprawidłowym korzystaniem z telefonu podczas jazdy na drogach lokalnych, powiatowych i gminnych – ok. 67%. Następnie wskazali je na trasach krajowych – 14%, na autostradach – 13,9%, na szosach wojewódzkich – ok. 4,6% i na drogach ekspresowych – niespełna 0,5%. Z kolei w opinii eksperta z Uniwersytetu Warszawskiego, po telefon sięgamy wtedy, kiedy czujemy się znużeni i widzimy, że nic się nie dzieje. Tu mamy dwie przeciwstawne sytuacje. Jedna to korki, a druga – autostrady.

– Niestety poszanowanie do wszelkiego rodzaju przepisów drogowych w Polsce dalej odbiega od standardów zachodnich. Myślę, że liczba ujawnionych wykroczeń nie jest adekwatna do skali procederu. Z drugiej strony mamy większą niż w społeczeństwach zachodnich gotowość do wdrożenia nowinek technologicznych. Dlatego warto iść w stronę technologii na straży przepisów, nawet jeśli będzie budziło to opór – dodaje dr Prociów.

Z kolei komisarz Grześ zaznacza, że najczęściej ujawnienie wykroczenia jest następstwem obserwacji kierowców przez policjantów podczas kontroli statycznej czy dynamicznej na drodze. Zdarza się, że ktoś wyśle na skrzynkę e-mailową „Stop Agresji Drogowej” nagranie czy zdjęcie kierowcy korzystającego z telefonu. Jednak to są dość sporadyczne przypadki. Natomiast podkomisarz Magdalena Szust podkreśla, że obserwacja odbywa się również z wykorzystaniem lornetek. Przydatne okazują się też aparaty fotograficzne z teleobiektywem, umieszczone na statywie.

– Często fakt popełnienia wykroczenia rejestrowany jest przez kamery zamontowane w pojazdach służbowych policji, wyposażonych w tzw. wideorejestratory lub laserowe mierniki prędkości z wizualizacją. Wówczas policjant może odtworzyć takie nagranie oraz udowodnić kierowcy zaistniałe wykroczenie – stwierdza nadkom. Marcin Maludy.

200 zł mandatu i 5 punktów karnych – takie według taryfikatora mogą być konsekwencje dla kierowcy łamiącego przepisy, o czym informuje komisarz Paweł Grześ. Z kolei jak podkreśla prof. Tarnowski, w USA kara za pisanie SMS-a podczas jazdy jest taka sama jak za kierowanie po spożyciu alkoholu. I dodaje, że jest to bardzo słuszne podejście. Kierowca, który jest zapatrzony w ekran telefonu, podobnie jak osoba będąca pod wpływem mocnego trunku, odpowiednio nie widzi, nie przewiduje i nie rozumie tego, co dostrzega. A na drodze trzeba być czujnym i obecnym. Jednak ekspert nie uważa, żeby gwałtowne podnoszenie kar było dobrym kierunkiem.

– Myślę, że i w tej dziedzinie życia, technologia będzie odgrywać coraz większą rolę. Oprócz kamer, mogą to być też rozwiązania wewnątrz samego telefonu. Tu wymagana byłaby współpraca producentów telefonów i oprogramowania ze służbami państwa, co może być problemem. Warto jednak pamiętać o tym, że są firmy już obecne w naszych urządzeniach, które mają interes w tym, abyśmy jechali przepisowo i bezpiecznie. To ubezpieczyciele – podsumowuje ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Spory frankowiczów z bankami – jakie oświadczenia składać?

Po ogłoszeniu wyroku TSUE dotyczącego frankowiczów, coraz więcej klientów otwiera postępowanie sądowe w swojej sprawie. Banki próbują wielu sposobów, by zmienić niekorzystną dla nich sytuację. Już na etapie toczenia się spraw pełnomocnicy prawni banków chcą wymagać od pozywających podpisania oświadczenia, że klienci są świadomi konsekwencji unieważnienia umowy kredytowej. Prawnicy wspierający frankowiczów ostrzegają, że banki mogą te oświadczenia wykorzystywać w późniejszych rozprawach. Należy więc unikać podpisywania takich oświadczeń i jednoznacznego wskazywania, że kredytobiorca jest świadom konsekwencji unieważnienia umowy. Coraz częściej jednak same sądy również zadają takie pytanie kredytobiorcom. Podpowiadamy, jak się do takiego pytania ustosunkować.

– Po pierwsze należy wskazać, że jest się świadomym tego, że roszczenia banku się przedawniają. Bank nie ma żadnej podstawy prawnej na pobieranie odsetek za bezumowne korzystanie z kapitału – zaś roszczenie o odsetki za korzystanie z kapitału przedawnia się razem z roszczeniem głównym o kapitał kredytu, czyli po trzech latach – powiedziała serwisowi eNewsroom Barbara Garlacz, radczyni prawna. – Następnie należy wskazać, że jest się świadomym tego, że sąd krajowy jest związany orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Bank nie może więc otrzymać odsetek, ponieważ byłoby to sprzeczne z tak zwanym „efektem odstraszającym”, obowiązującym pod artykułem 7 dyrektywy 93/13. W ostateczności należy wskazać, że sąd krajowy – na podstawie artykułu 76 konstytucji RP – ma obowiązek chronić konsumenta. Takie oświadczenie kredytobiorca może złożyć na etapie rozstrzygania sporu o nieważność umowy. Należy jednak unikać jednoznacznego wskazywania, czy kredytobiorca jest świadom tych konsekwencji – gdyż nie jest to przedmiotem sporu w sprawie o nieważność umowy – radzi Garlacz.

Nowe zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie powoduje niepokój na rynkach

Zabicie Irańskiego generała Kassema Sulejmaniego, zlecona osobiście przez Donalda Trumpa doprowadziła do kolejnej eskalacji konfliktu na bliskim wschodzie. Strona irańska zapowiedziała „silny odwet”. W reakcji na eskalację napięcia pomiędzy USA i Iranem drożeją ropa naftowa oraz złoto.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 1,25%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 1,03%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień również z wynikiem dodatnim: 2,2% dla sWIG80 oraz 1,83% dla mWIG40.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych z USA. W środę (08.01.2020) będziemy mieli okazje zapoznać się z raportem ADP. W czwartek (09.01.2020) poznamy liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Z kolei w piątek (10.01.2020) czeka nas cały wysyp wrażliwych danych z rynku pracy USA. W ostatnim dniu roboczym nadchodzącego tygodnia poznamy dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym, stopę bezrobocia oraz długość tygodnia pracy.

Ponadto, w środę (08.01.2020) zakończy się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej RP po którym poznamy decyzję o stopach procentowych obowiązujących w Polsce.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Gdynia pierwszym polskim miastem z siecią 5G. To pionierskie na skalę światową wdrożenie przy wykorzystaniu takiego rozwiązania technologicznego

Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej do końca tego roku kraje członkowskie UE muszą uruchomić technologię 5G w co najmniej jednym dużym mieście. W Polsce udało się to już na początku stycznia. Po trzech miesiącach testów Play uruchomił właśnie nową technologię w paśmie 2100 MHz na 100 stacjach na terenie aglomeracji trójmiejskiej, ze szczególnym uwzględnieniem Gdyni. Operator podkreśla, że jest to pionierskie na skalę światową wdrożenie 5G z zastosowaniem takiego rozwiązania technologicznego i jest gotów objąć nim kolejne miasta. Nowy standard telekomunikacyjny ma przynieść nie tylko korzyści dla klientów, ale w długiej perspektywie ma też stanowić istotny czynnik wzrostu PKB i impuls dla rozwoju przemysłu.

– Na początku 2020 roku realizujemy cel Europejskiej Agendy Cyfrowej, którym jest pokrycie siecią piątej generacji przynajmniej jednego dużego miasta w Polsce. Planowaliśmy to na koniec 2020 roku, kiedy upływa termin, ale okazuje się, że zaczynamy spełniać ten warunek już w styczniu – mówi agencji Newseria Biznes podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji Wanda Buk.

Pierwszym miastem, gdzie sieć 5G została uruchomiona na szeroką skalę, jest Gdynia, która podpisała z operatorem komórkowym Play memorandum dotyczące uzyskania dostępu, rozwoju i wdrożenia sieci nowej generacji. Jak podkreśla dyrektor ds. technicznych i członek zarządu Play Michał Ziółkowski, jest to także pierwsze komercyjne wdrożenie 5G na świecie w tak dużym zasięgu.

– Sieć 5G jest dostępna na 100 stacjach w Gdańsku, Gdyni i Sopocie, na terenie aglomeracji trójmiejskiej – mówi Michał Ziółkowski. – Dzięki temu, że w ubiegłym roku zaimplementowaliśmy w naszej sieci synchronizację czasu, możemy współdzielić pasmo 2100 MHz między technologiami 4G i 5G, co pozwala na efektywne wykorzystanie posiadanych zasobów częstotliwości. Nie musimy już dzisiaj podejmować decyzji o tym, że wyłączamy usługi 4G, na które mamy bardzo wielu klientów generujących bardzo duży ruch. System będzie dynamicznie reagował i przydzielał maksymalne dostępne zasoby, żeby ta usługa dla klienta była jak najlepsza.

Technologia 5G na terenie aglomeracji trójmiejskiej działa na bazie istniejącej sieci Play 5G Ready, która została zaktualizowana o odpowiednie oprogramowanie wdrażające dynamiczne współdzielenie częstotliwości i wykorzystanie funkcjonalności synchronizacji czasu. To jedno z pierwszych tego typu rozwiązań na świecie.

Play podkreśla, że od strony technologicznej jest gotowy na włączenie nowej technologii do standardowej oferty, ale jest to uzależnione m.in. od uzyskania zgód regulacyjnych. Obecnie operator prowadzi kolejne testy sieci najnowszej generacji w Toruniu (C-band/100 MHz), Sokołowie Podlaskim (C-band/50 MHz) i Grójcu (na paśmie C-band/100 MHz).

– W Trójmieście uruchomiliśmy tę technologię na sprzęcie dostarczonym przez Huawei. Testujemy 5G również z innymi dostawcami – Ericssonem, ZTE – i przygotowujemy się do dalszego jej wdrażania w Polsce. Będziemy wdrażać 5G w kolejnych miastach. Mamy w zanadrzu kolejne miasta do testów. Oczekujemy też na aukcję częstotliwości w paśmie C, która jest planowana za kilka tygodni – mówi Michał Ziółkowski.

Wdrożenie 5G w Gdyni – jeszcze przed dystrybucją tzw. częstotliwości C-band – to przede wszystkim korzyści dla miasta i mieszkańców. W kolejnych tygodniach Play zorganizuje szereg działań kierowanych do mieszkańców w każdym wieku, które mają edukować i pokazywać korzyści związane z nową technologią.

 Ta technologia to nowe możliwości, lepsza jakość życia, lepszy dostęp do informacji, ale i istotny czynnik pobudzający gospodarkę. Kreuje narzędzia do rozwoju gospodarczego w obszarze nowoczesnych technologii. Dzisiaj każde miasto chce być miastem smart, a 5G to konkretne rozwiązanie, które umożliwia stosowanie w czasie rzeczywistym precyzyjnego parametryzowania jakości powietrza czy układu ruchu drogowego. To też rozwiązania, które przekładają się na nowoczesny transport. Wiele mówi się dziś o transporcie autonomicznym, dla którego technologia 5G jest kluczowa – mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni.

– Trójmiasto dzięki temu staje się jednym z obszarów atrakcyjnych dla inwestorów do rozwijania biznesu. Sieć piątej generacji jest w dużej części dedykowana rozwojowi przemysłu. Należy więc się spodziewać, że właśnie  przemysł, który wymaga najnowocześniejszych technologii, będzie lokował się tam, gdzie zafunkcjonuje sieć 5G. Nowoczesne fabryki czy strefy ekonomiczne nie będą funkcjonowały w miejscach, gdzie nie ma dostępu do sieci telekomunikacyjnej. Wszyscy mamy świadomość, że również Wi-Fi nie wystarczy, że musi to być sieć mobilna, bezprzewodowa – dodaje Wanda Buk.

Technologia 5G to kolejny etap rozwoju bezprzewodowych sieci telekomunikacyjnych. Wykorzystywane obecnie LTE pozwala na dostęp do internetu z przepustowością liczoną w megabitach, podczas gdy 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością sięgającą nawet kilkudziesięciu gigabitów na sekundę, a czas opóźnienia transmisji skróci się z kilkudziesięciu do kilku milisekund. Według danych przytaczanych w raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego („Model wdrożenia i eksploatacji sieci 5G w Polsce”) maksymalna prędkość transmisji poprawi się o 20 razy w porównaniu z obecną, a opóźnienia skrócą 10-krotnie. Dzięki temu upowszechnienie 5G umożliwi niezakłóconą komunikację między maszynami, rozwój internetu rzeczy na masową skalę i upowszechnienie się takich usług jak telemedycyna czy rozwiązania smart city. Według Komisji Europejskiej korzyści z wprowadzenia 5G w czterech kluczowych sektorach przemysłu (motoryzacja, zdrowie, transport i energia) mogą sięgnąć 114 mld euro rocznie – wynika z raportu „Strategia 5G dla Polski” Ministerstwa Cyfryzacji.

W I półroczu inflacja może sięgnąć 4 proc., głównie z powodu drożejącej żywności. Później wzrost cen powinien wyhamować

Grudniowy odczyt inflacji zaskoczył ekonomistów i obserwatorów rynku znacznie wyższym tempem wzrostu cen niż prognozowano. Najbardziej przyczyniła się do tego drożejąca żywność. Zdaniem dr. Bohdana Wyżnikiewicza z Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych ten trend w najbliższych miesiącach się nie zmieni i można oczekiwać inflacji na poziomie ok. 4 proc. W drugiej połowie roku wzrosty cen nie będą już tak silne.

Wzrost cen o 3,4 proc. w skali roku w grudniu jest niewątpliwie niespodzianką. To znacznie więcej niż oczekiwano. Dawno już nie było tak dużego wzrostu cen w jednym miesiącu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Bohdan Wyżnikiewicz, prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych. – Przyszedł sezon świąteczny i handlowcy korzystali z okazji, wiedząc, że będzie duży popyt, podnosili ceny. Ale ważniejszy powód jest taki, że najbardziej zdrożała żywność, przede wszystkim z powodu nieurodzaju, jaki był w niektórych artykułach, i urodzaju w innych.

Tak dużego skoku cen nie było w Polsce od października 2012 roku. Na razie Główny Urząd Statystyczny podał tylko wstępny, szybki odczyt, w którym nie rozbija cen na tyle kategorii, co w przypadku odczytu dokonywanego w połowie miesiąca. Najbliższy poznamy 14 stycznia. Wiadomo jednak, że motorem podwyżek cen były artykuły spożywcze, które podrożały o 7 proc. rok do roku. Nie był to jednak największy wzrost w tej grupie produktów w tym roku – w sierpniu inflacja wyniosła 7,2 proc., a w drugiej połowie roku nie zeszła poniżej 6 proc.

– W tym roku będą drożały, tak jak poprzednio, artykuły żywnościowe. Nie można będzie raczej uniknąć wzrostu cen paliw i energii, dlatego że mamy kryzys polityczny i iskrzenie na Bliskim Wschodzie, mamy wojnę handlową między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, mamy również brexit i to wszystko będzie wpływało na ruch cen – mówi dr Bohdan Wyżnikiewicz. – Jest powszechne oczekiwanie, że w pierwszej połowie roku ceny będą rosły bardziej niż w drugiej połowie, w granicach 4 proc. Później, w ciągu roku już nie będziemy notowali tego typu sytuacji, tak że per saldo ten wzrost w całym roku wyniesie pewnie poniżej 3 proc.

Dla koszyka inflacyjnego GUS największe znaczenie mają właśnie żywność i napoje bezalkoholowe, które odpowiadają za 24,89 proc. jego wagi. Na drugim miejscu jest użytkowanie mieszkania lub domu i nośniki energii (19,17 proc.) oraz transport (10,34 proc.). Przykładowo w listopadzie 2019 roku największy wpływ na wzrost cen miała żywność, która podniosła wskaźnik o 1,56 pkt proc., a najbardziej przyczyniły się do tego ceny warzyw, które podrożały od stycznia o przeszło jedną piątą. Droższy był też cukier oraz mięso.

Jednak prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych uspokaja, że inflacja rzędu 3–4 proc. to wciąż niski poziom. Tym bardziej że w poprzednich latach ceny rosły znacznie wolniej, a przez dwa lata mieliśmy nawet do czynienia z deflacją.

– W pewnych grupach społeczeństwa wzrost cen może być problem. Mamy w Polsce około 5 proc. ludzi żyjących w ubóstwie i dla nich to będzie kłopotliwe, natomiast dla wszystkich innych gospodarstw to nie powinno być większym problemem, zwłaszcza że cały czas mamy wzrost wynagrodzeń,, emerytury także mają odpowiednio wzrosnąć ­– podkreśla dr Bohdan Wyżnikiewicz. – Poza tym przedsiębiorstwa ze sobą silnie konkurują i żeby się utrzymać na rynku, starają się jak najmniej podnosić ceny, czasem nawet za cenę niższych zysków.

Wyższe tempo inflacji sprzyja za to budżetowi państwa.

– Z jednej strony wszystkie wydatki, jakie zostały zapisane w budżecie, są na poziomie niższej inflacji, natomiast wzrost cen oznacza wyższe wpływy, bo zawsze się płaci procent od zysków, sprzedaży – podkreśla ekonomista.

Polskę czeka rewolucja w leczeniu nowotworów. Rządowa strategia walki z rakiem może zostać przyjęta jeszcze w styczniu

Zmiana systemu opieki nad pacjentem z nowotworem, wielomilionowe inwestycje w sprzęt medyczny, kształcenie lekarzy, innowacje i badania kliniczne, wprowadzenie w 2021 roku powszechnych, refundowanych szczepień przeciw wirusowi wywołującemu raka szyjki macicy – to tylko część założeń nowej Narodowej Strategii Onkologicznej. Ma ona zahamować negatywny trend związany z większą liczbą zachorowań i umieralnością na nowotwory oraz stworzyć kompleksowy system opieki nad pacjentami onkologicznymi. Dokument, który zakłada m.in., że w ciągu 10 lat Polska niemal zrówna się z rozwiniętymi krajami UE w refundacji innowacyjnych terapii, ma jeszcze w styczniu trafić na Radę Ministrów.

 Narodowa Strategia Onkologiczna to dokument rządowy, który został przygotowany przez ekspertów we współpracy z Ministerstwem Zdrowia i na początku grudnia został skierowany do konsultacji międzyresortowych. Mam nadzieję, że jeszcze w styczniu Rada Ministrów będzie mogła się zająć tym projektem – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Gadomski, wiceminister zdrowia.

Nowotwory złośliwe są drugą przyczyną zgonów Polaków. Co roku w Polsce notuje się około 160 tys. zachorowań, przy czym aż ok. 100 tys. pacjentów umiera. Wzrastająca liczba zgonów wynika przede wszystkim ze zbyt późnej wykrywalności. Z drugiej strony rokrocznie rośnie także liczba zachorowań i szacuje się, że w ciągu najbliższych 15–20 lat będzie ona już dwukrotnie wyższa. Narodowa Strategia Onkologiczna ma odpowiedzieć na związane z tym wyzwania i wytyczyć kierunki rozwoju w obszarze onkologii.

 To najważniejszy dokument w onkologii, jaki powstał w ostatnich latach i ukształtuje nasze działania na najbliższe 10 lat. On zmienia generalnie myślenie o onkologii, nowotworach, koncentrując się głównie na profilaktyce chorób nowotworowych, nauce i zmianie organizacji całego systemu ochrony zdrowia. Przede wszystkim chodzi o to, żeby mniej Polaków chorowało na nowotwory i umierało z ich powodu, bo szacunki mówią, że w ciągu najbliższej dekady zachorowalność w Polsce wzrośnie o ok. 28–30 proc. Zmniejszenie liczby nowotworów jest realne, bo połowa czynników ryzyka, takich jak palenie papierosów, nadużywanie alkoholu, brak ruchu, otyłość, niewłaściwe odżywianie się, jest związana ze stylem życia – mówi prof. Piotr Rutkowski z Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, przewodniczący zespołu ds. Narodowej Strategii Onkologicznej.

Narodowa Strategia Onkologiczna będzie programem wieloletnim, rozpisanym na lata 2020–2030, a jej główny cel to zahamowanie rosnącej liczby zachorowań na nowotwory w Polsce i ich skutków dla budżetu. Realizacja strategii ma kosztować w sumie ok. 5 mld zł w ciągu 10 lat.

Obecnie Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych, który zostanie zastąpiony przez Narodową Strategię Onkologiczną, wynosi 250 mln zł rocznie. Natomiast NSO będzie mieć docelowy budżet 0,5 mld zł, czyli dwa razy większy, z czego istotna część zostanie przeznaczona na inwestycje, żeby pacjenci w Polsce byli leczeni na tym najlepszym dostępnym sprzęcie – mówi Sławomir Gadomski.

Jak podkreśla, finansowanie stanowi jedno z głównych wyzwań polskiej onkologii. Wynika to po pierwsze z faktu, że w refundacji nowych terapii Polska musi nadganiać kraje bardziej rozwinięte, a z drugiej strony potrzebne są nakłady na innowacje, projekty grantowe czy inwestycje w sprzęt.

 W niektórych nowotworach, np. w raku piersi czy płuc, katalog dostępnych terapii lekowych jest nasycony, ale i tak mamy jeszcze dużo do zrobienia – mówi Sławomir Gadomski. – Onkologia, jak żadna inna dziedzina medycyny, jest też inwestycyjnie bardzo droga. Nakłady np. na radioterapię czy akceleratory są wielomilionowe na pojedynczy aparat. W przypadku protonoterapii to ponad 100 mln zł na jeden ośrodek. To gigantyczne wyzwanie finansowe, na które odpowiadamy właśnie w Narodowej Strategii Onkologicznej, chociażby dzięki temu, że dwukrotnie zwiększamy jej wartość.

NSO obejmuje pięć głównych obszarów w onkologii. Pierwszym są kadry i odpowiednia jakość kształcenia lekarzy. Drugi to profilaktyka pierwotna, czyli edukacja i kształtowanie postaw prozdrowotnych oraz aktywnego stylu życia, które mogą ograniczyć ryzyko czynników rakotwórczych.

– Profilaktyka wtórna to obszar trzeci. Chcemy zawalczyć o pacjentów, którzy powinni zgłaszać się na badania profilaktyczne. Dzisiaj zgłasza się ich mniej, niż oczekujemy, a to jest krytycznie istotne, ponieważ im wcześniej wykryjemy nowotwór, tym większa szansa dla pacjenta. Poza tym oznacza to też niższe koszty finansowania terapii, ponieważ znacznie taniej leczyć pacjenta, u którego nowotwór jest jeszcze w początkowych stadiach – mówi wiceminister zdrowia.

Czwarty obszar, w tej chwili najbardziej zaniedbany w onkologii, to nauka i innowacje. Te ma rozwijać powołana w ubiegłym roku Agencja Badań Medycznych, do której zadań należy m.in. prowadzenie niekomercyjnych badań klinicznych.

 Być może w Polsce – pewnie nie za rok czy dwa, ale za 10 lat – uda się wynaleźć lek na raka. To jest możliwe. Wierzę, że nakłady na Agencję Badań Medycznych, również w ramach NSO, mogą się do tego w dłuższym horyzoncie czasu przyczynić – mówi Sławomir Gadomski. – Ostatni, piąty obszar to zmiana systemu organizacji w onkologii. Przede wszystkim chcemy pokierować pacjenta za rękę przez ten system, dać mu pełną informację o tym, gdzie można się leczyć kompleksowo, i wspomóc go na tej ścieżce.

– W ciągu dwóch lat stworzymy Narodowy Portal Onkologiczny, gdzie każdy z pacjentów będzie mógł dowiedzieć się, jakie są standardy leczenia nowotworu, diagnostyki i terapii. Na podstawie danych z NFZ pacjent i lekarz będą mogli też sprawdzić, gdzie najbliżej leczy się dany nowotwór, gdzie wykonuje się badania profilaktyczne – wyjaśnia prof. Piotr Rutkowski. – To jest wielkie przedsięwzięcie, które ma połączyć kilka źródeł danych: Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia, GUS i Centrum Onkologii czy Narodowego Instytutu Onkologii.

NSO ma być kompleksową rządową strategią w zakresie walki z rakiem – w szczególności z rakiem piersi, płuc i jelita grubego, które stanowią najczęstszą przyczynę zgonów wśród chorób nowotworowych. Jej realizacja będzie przebiegać zgodnie z harmonogramami rozpisanymi na poszczególne lata, uwzględniającymi finansowanie i odpowiedzialne za to podmioty.

– Zdefiniowaliśmy 99 konkretnych, mierzalnych zadań, z terminami ich realizacji i wskazaniem, kto będzie je realizował. Strategia traktuje wszystkie nowotwory podobnie, ale część działań odnosi się do tych największych zabójców. W przypadku raka płuc chcemy przetestować – a jeżeli test wyjdzie pozytywnie, to również wdrożyć – nowe metody badań przesiewowych, np. tomografię klatki piersiowej, tomografię niskodawkową. W raku piersi ważna jest profilaktyka wtórna, badania mammograficzne na nowoczesnym sprzęcie. Dlatego założyliśmy sobie ambitny cel, że w ciągu trzech lat w Polsce chcemy wymienić wszystkie mammografy na aparaty cyfrowe. Z kolei w raku jelita grubego chcemy istotnie podnieść jakość badań w kolonoskopii, wymienić endoskopy na te najwyższej czułości – wylicza wiceminister zdrowia.

– Wprowadzamy szczepienia przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego, które w ciągu najbliższych lat mogą w ogóle wyeliminować zachorowania na raka szyjki macicy i inne nowotwory z tym związane. To jest hit, jesteśmy jednym z pierwszych krajów, gdzie te szczepienia będą powszechnie refundowane. Perspektywa jest bliska, bo te szczepienia u dziewcząt w wieku dojrzewania rozpoczną się w 2021 roku, a u chłopców – w 2026 roku – dodaje prof. Piotr Rutkowski.

Jak podkreśla, NSO zakłada, że w ciągu najbliższych 10 lat Polska osiągnie 90-proc. poziom refundacji innowacyjnych terapii w onkologii względem UE. Wzrosnąć – co najmniej dwukrotnie – ma również odsetek pacjentów uczestniczących w badaniach klinicznych. W tej chwili jest to ok. 4 proc., podczas gdy np. we Francji co czwarty chory uczestniczy w badaniach klinicznych, które wiążą się z dostępem do nowoczesnych technologii medycznych i wyższą jakością opieki zdrowotnej.

Fundacja Republikańska: Prawie połowa dochodów budżetowych to podatki od pracujących. Rząd powinien skupić się na zwiększaniu wpływów z podatków od konsumpcji i majątku

Prawie 830 mld zł – tyle w 2018 roku wyniosły dochody budżetowe, przy 891 mld zł wydatków. Zdecydowanie największe wpływy pochodzą z podatków od osób pracujących – wynika z „Mapy wydatków i dochodów państwa za 2018” rok przygotowanej przez Fundację Republikańską. Rosnące wydatki – głównie na wypłatę emerytur i rent, leczenie i infrastrukturę – można by pokryć ze wzrostu podatków, ale według ekspertów Fundacji powinny rosnąć wpływy z podatków od majątku i konsumpcji, a nie od pracowników. Ze względu na starzenie się społeczeństwa sytuacja wymaga reformy.

 Budżet państwa to nawet nie połowa wszystkich wydatków, które zostały zrealizowane w 2018 roku. To po prostu wydatki, które są zapisane w ustawie budżetowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Zatorski, ekspert w Fundacji Republikańskiej. – W ustawie budżetowej nie można zapisać wszystkiego. Jak pokazujemy na mapie wydatków, większość wydatków jest pozabudżetowych, czyli nie są one ujęte w ustawie. To fundusze celowe, agencje wykonawcze czy nawet budżet jednostek samorządów terytorialnych. 

Z wyliczeń Fundacji Republikańskiej wynika, że blisko połowa, bo 47 proc. wszystkich dochodów państwa zrealizowanych w 2018 roku, czyli 387 mld zł, pochodziło z podatków pobranych z wynagrodzeń pracujących. Całkowite wydatki wyniosły 891 mld zł przy 829 mld zł dochodów i były odpowiednio o 77 mld zł i 80 mld zł wyższe niż rok wcześniej. Udział wydatków publicznych od lat utrzymuje się na poziomie 41–43 proc. PKB. Jednak zdaniem autorów raportu ze względu na spodziewaną słabszą koniunkturę i zmiany demograficzne konieczne są zmiany systemowe.

– Nasze podatki w przeważającej części idą na emerytury – wyjaśnia ekspert Fundacji Republikańskiej. – Emerytury i renty stanowiły w 2018 roku koszt rzędu 269 mld zł, to jest 30 proc. wszystkich wydatków. Kolejne 97 mld zł to są wydatki przeznaczone bezpośrednio na leczenie. W dalszej kolejności jest infrastruktura [prawie 95 mld zł – red.] i pomoc społeczna [ponad 70 mld zł].

Jak podkreśla ekspert, żeby pokryć rosnące wydatki, można podnosić podatki, ale jest to rozwiązanie ryzykowne. Nadmierne obciążenia podatników mogą bowiem hamować dalszy rozwój.

Skupiając się tylko na podatkach od pracy, nie mamy później środków na inwestycje przedsiębiorstw, które mogłyby spowodować wartość dodaną – mówi Grzegorz Zatorski. – Powinniśmy to zrestrukturyzować, żeby bardziej się skupić na podatkach od konsumpcji [np. VAT, akcyza – red] czy od majątku [np. podatek Belki, podatek od nieruchomości, spadków i darowizn – red.] oraz dodatkowo po prostu zmniejszać wydatki.

Metodologia, którą zastosowali autorzy mapy, uwzględniała – czego nie ma w ustawie budżetowej – przepływy do agencji wykonawczych czy funduszy celowych, gdyż np. połowa budżetu jednostek samorządu terytorialnego to środki pochodzące z budżetu państwa. W efekcie przepływy wewnątrzbudżetowe zakłócają przejrzystość finansów publicznych, co komplikuje analizę ich finansowania. Przykładowo budżet Ministerstwa Obrony Narodowej zalicza do wydatków na obronność również wydatki na emerytury wojskowe, co według autorów raportu nie poprawia bezpieczeństwa kraju, choć tak jest klasyfikowane.

– Aby ułatwić odbiór, wyselekcjonowaliśmy 17 działów pod względem celowości wydatków – mówi Grzegorz Zatorski. – Na przykład w budżecie MON pokazujemy wydatki tak, żeby to były stricte wydatki na obronność. Mimo to, jak się okazało, wydajemy 70 proc. więcej na obronność niż w 2011 roku, to jest 1,75 proc. PKB za rok 2018, więc trochę mniej, niż podaje MON, jednak i tak jest z tym coraz lepiej.

Polacy coraz chętniej sięgają po roślinne zamienniki mięsa. Ponad 68 proc. osób jedzących poza domem zamawia dania bezmięsne

Ponad 3 mln Polaków to wegetarianie lub weganie. Coraz więcej osób spośród mięsożerców deklaruje, że chce ograniczyć spożycie mięsa i interesuje się jego roślinnymi zamiennikami. Co trzeci Polak jest otwarty na to, by ich spróbować. Wśród osób, które już to zrobiły, większość stanowią mięsożercy – wynika z badania Panelu Ariadna dla RoślinnieJemy. Już ponad 68 proc. Polaków, jedząc poza domem, decyduje się na dania bezmięsne. Do nowych preferencji dostosowują się restauracje, w tym burgerownie.

– Polacy coraz częściej decydują się na rezygnację ze spożycia mięsa na rzecz produktów roślinnych. W tej chwili już mniej więcej 28 proc. Polaków deklaruje, że czasami w domu rezygnuje z mięsa na rzecz dań roślinnych. Ponad 60 proc. Polaków deklaruje się, że tego typu produkty wybiera, jedząc poza domem. 57 proc. deklaruje chęć redukcji spożycia mięsa w ciągu najbliższego roku czy dwóch – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Motylińska, event manager kampanii „RoślinnieJemy”.

Z danych GUS wynika, że statystyczny Polak zjada w ciągu roku ok. 78,5 kg mięsa. Rośnie jednak liczba osób, które całkowicie rezygnują z mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Łącznie, jak wynika z raportu RoślinnieJemy „Postawy Polaków wobec produktów roślinnych”, już 3,2 mln osób nie je mięsa. W ciągu miesiąca poprzedzającego badanie 8,4 proc. dorosłych Polaków było na diecie wegetariańskiej (6,6 proc.) lub wegańskiej (1,8 proc.), a kolejne 3,8 proc. ograniczyło spożycie produktów mięsnych do ryb. Dodatkowo 38,5 proc. mięsożerców w znaczny lub umiarkowany sposób ograniczyło konsumpcję mięsa w ciągu roku. Nowy trend zauważają też restauracje.

– Rynek kuchni roślinnej w ostatnich latach bardzo się zmienił. Rozwój technologii, większa świadomość wśród kucharzy i producentów dań roślinnych powodują, że nie mamy już do czynienia ze słynnym sojowym kotletem, tylko są to produkty dużo bardziej różnorodne smakowo, w których wykorzystuje się różne rodzaje białka, np. z grochu czy cieciorki. Wiele restauracji i sieci handlowych opracowuje własne receptury burgerów – wskazuje Magdalena Motylińska.

Polacy coraz chętniej sięgają po zamienniki mięsa. Co trzeci od czasu do czasu spożywa roślinne kotlety, kiełbaski, burgery czy nuggetsy, a 6 proc. jada takie produkty regularnie. Ponad 31 proc. Polaków deklaruje, że chętnie ich spróbuje. Co więcej, wśród osób, które spożywają roślinne alternatywy, większość stanowią osoby, które na co dzień jedzą mięso (ponad 93 proc.). Ponad połowa (55 proc.) docenia korzyści zdrowotne płynące z diety z mniejszej ilością mięsa.

– Roślinne burgery zdecydowanie są coraz popularniejsze. Widać to chociażby po tym, że powstają sieci stricte roślinnych burgerowni, które wygrywają w konkurencji z mięsnymi. Coraz więcej burgerowni z mięsnymi burgerami wprowadza opcje roślinne, a odsetek ich sprzedaży jest tam całkiem wysoki – podkreśla przedstawicielka kampanii RoślinnieJemy.

Dane NPD Group wskazują, że od maja 2018 do maja 2019 roku w USA w restauracjach szybkiej obsługi kupiono ok. 228 milionów burgerów pochodzenia roślinnego (wzrost o 10 proc. rdr.). Wciąż najpopularniejsze są burgery wołowe, jednak ich sprzedaż utrzymuje się na stabilnym poziomie.

W Polsce ponad 68 proc. osób jedzących poza domem zamawia właśnie dania bezmięsne, a roślinne burgery w rankingach pokonują te mięsne.

 Sieci burgerowe inwestują w burgery wege, bo ok. 60 proc. klientów jest nimi potencjalnie zainteresowanych. Tylko część z nich jest wegetarianami czy weganami, a ogromna większość są to po prostu osoby chcące zredukować spożycie mięsa, czy spróbować czegoś nowego – tłumaczy Motylińska.

Przygotowany przez RoślinnieJemy „Ranking burgerowni sieciowych” wskazuje, że większość sieci oferujących roślinne burgery wybiera własną recepturę, m.in. Max Burgers, 7th Street Bar & Grill czy Bobby Burger. Proponują burgery z ciecierzycy i fasoli, czy na bazie soczewicy, batata i buraków.

Jednocześnie istotne jest odpowiednie pozycjonowanie roślinnych opcji w karcie. Według badań przeprowadzonych przez Better Buying Lab Światowego Instytutu Zasobów umieszczenie roślinnego produktu w specjalnie wydzielonej sekcji w menu lub w całkowicie osobnej ofercie powoduje spadek jego potencjalnej sprzedaży o 56 proc.

– Myślę, że najlepszym rozwiązaniem, żeby promować danie roślinne w swojej restauracji, jest to, żeby umieszczać go w menu dla wszystkich, bo jest to danie dla wszystkich – zauważa Magdalena Motylińska.

CES 2020: Inteligentne szczoteczki do zębów same dobiorą odpowiedni ruch i wibracje. Najnowsze wyposażone będą w kamerę i sztuczną inteligencję

Zdecydowana większość Polaków ma próchnicę, a ponad połowa w wieku 40+ nosi protezy zębów. W dużej mierze wynika to z faktu, że nie potrafimy myć zębów – robimy to zbyt krótko i niedokładnie. Z pomocą przychodzi nowa technologia. Inteligentne szczoteczki do zębów monitorują czas mycia, pomagają wybrać odpowiedni nacisk i ruch szczoteczki. Najnowsze urządzenia wykorzystują sztuczną inteligencję i algorytmy, wykrywają nagromadzony osad i podpowiadają, które miejsca wymagają ponownego szczotkowania.

– Istnieje wiele różnych rodzajów elektrycznych szczoteczek do zębów – soniczne, obrotowe, oscylacyjne. Ich najważniejszym zadaniem jest dotarcie do trudno dostępnych miejsc, co pozwala skutecznie usunąć bakterie odpowiedzialne za powstawanie płytki nazębnej. Zasada działania inteligentnej szczoteczki jest taka, że urządzenie łączy się z aplikacją lub w inny sposób przekazuje użytkownikowi istotne informacje pozwalające mu lepiej szczotkować zęby – mówi agencji Newseria Innowacje podczas targów CES 2020 Derek Manwaring z firmy Colgate-Palmolive.

W branży stomatologicznej nie brakuje nowych technologii, które w przyszłości mogą zrewolucjonizować opiekę dentystyczną. Naukowcy opracowali już specjalne lasery, które przyspieszają wzrost nowych zębów, jednocześnie wykrywając ubytki, zanim te jeszcze się pojawią, i zmniejszając nadwrażliwość zębów. Wkrótce w gabinetach dentystycznych będzie można hodować zęby z komórek macierzystych pacjentów.

Większość rozwiązań wciąż jeszcze czeka na wdrożenie, dlatego najskuteczniejszą metodą zapobiegania chorobom zębów i dziąseł jest odpowiednia higiena. Najnowsze szczoteczki elektryczne nie tylko pozwalają dokładniej czyścić zęby. Firma Colgate-Palmolive podczas targów CES 2020 w Las Vegas zaprezentowała inteligentną szczoteczkę do zębów Colgate Plaqless Pro wyposażoną w technologię czujnika optycznego. W ten sposób ostrzega o gromadzeniu się biofilmu w ustach, dostarczając informacje w czasie rzeczywistym, dzięki czemu wiadomo, które obszary jamy ustnej wymagają więcej uwagi.

– Rozwiązanie to bazuje na czujniku optycznym, który wykorzystuje światło odbijane od elementów znajdujących się w osadzie nazębnym czy tzw. błonce nabytej. Uzyskane w ten sposób dane są następnie interpretowane przez inteligentny moduł znajdujący się w szczoteczce. W przypadku wykrycia osadu na urządzeniu zapala się niebieska lampka sygnalizująca, że konieczne jest dalsze mycie w tym miejscu. Gdy światło zmieni kolor na biały, jest to sygnał, że osad został usunięty i można przejść do kolejnego miejsca w jamie ustnej – tłumaczy Derek Manwaring.

Aplikacja Colgate Connect, która współpracuje z Colgate Plaqless Pro, zapewnia kompleksową mapę ust. Dzięki niej można zobaczyć, gdzie dokładnie były myte zęby, a które wymagają jeszcze szczotkowania.

– Zastosowany algorytm podczas szczotkowania nieustannie uczy się lepszej analizy sposobu, w jaki myjemy zęby. Urządzenie ma wbudowany nie tylko wykrywacz osadu, lecz także czujnik położenia szczoteczki, co pozwala na coraz lepsze wykorzystanie jego inteligencji – wskazuje ekspert.

Sztuczną inteligencję wykorzystują też inne smart szczoteczki do zębów, m.in. Oral-B. Urządzenie iO stosuje ruchy oscylacyjne, obrotowe wraz z mikrowibracjami, a aplikacja iO na smartfona śledzi ruchy szczoteczki, wyświetlając wyniki na smartfonie. Z kolei Kolibree oferuje szczoteczkę do zębów dla najmłodszych, zintegrowaną ze smartfonem, która do dokładnego mycia zębów zachęca poprzez grywalizację z innymi użytkownikami.

– Dopóki nie nauczymy się lepiej myć zębów, a niestety na razie wychodzi nam to nie najlepiej, konieczne będzie rozwijanie technologii pomagających nam lepiej dbać o zdrowie jamy ustnej – podkreśla Derek Manwaring.

Zdecydowana większość Polaków ma próchnicę. Z danych GSK Consumer Healthcare wynika, że ponad połowa osób w wieku 40+ nosi protezy. Nie potrafimy prawidłowo myć zębów, często o tym zapominamy lub myjemy je w pośpiechu i zbyt krótko. Nowe technologie mogą pomóc w prawidłowej higienie jamy ustnej.

Szczoteczka Colgate Plaqless Pro powinna trafić do sprzedaży jeszcze w tym roku i będzie kosztować 250-300 dolarów.

CES 2020: Coraz więcej urządzeń z łącznością Wi-Fi 6. Nowy standard przyspieszy i usprawni transfer danych

Branża technologiczna otwiera się na nowy standard bezprzewodowego przesyłu danych. Podczas targów CES 2020 w Las Vegas zaprezentowano szereg urządzeń wyposażonych w moduł Wi-Fi 6, który poprawi wydajność domowej i firmowej sieci bezprzewodowej. Wdrożenie nowej technologii zapowiedzieli zarówno producenci routerów oraz punktów dostępowych, jak również komputerów czy telefonów.

– Wi-Fi 6 to kilka nowych  technologii, np. BSS Coloring. W dużych skupiskach ludzi, gdzie funkcjonuje wiele źródeł Wi-Fi, pozwala ona na oznakowanie pakietów danych kolorami – np. zielonym czy czerwonym – dzięki czemu router może rozpoznać, które pakiety są dla niego istotne. Może więc zignorować pozostałe pakiety i obsługiwać tylko te informacje, które mają dla nas znaczenie, przez co dane docierają do nas szybciej – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Shane Remer z firmy D-Link.

We wrześniu 2019 roku stowarzyszenie Wi-Fi Alliance, zrzeszające producentów urządzeń korzystających z modułów łączności bezprzewodowej, rozpoczęło proces certyfikacyjny dla technologii Wi-Fi 6. Był to symboliczny początek nowej ery w historii komunikacji bezprzewodowej, a na targach CES 2020 w Las Vegas zaprezentowano szereg urządzeń, które w tym roku wdrożą nowy standard do powszechnego użytku.

Wśród nich znajdują się m.in. routery klasy premium od firmy D-Link. Topowy model Smart AX5400 jest kompatybilny ze standardem Wi-Fi 6 oraz funkcjonuje w ramach zdecentralizowanej sieci mesh, dzięki czemu jest w stanie przesyłać dane z maksymalną przepustowością do 5400 Gb/s i wysoką niezawodnością.

Urządzenia do przesyłu danych w ramach Wi-Fi 6 podczas targów CES 2020 zaprezentowała również firma Linksys, która opracowała m.in. punkty dostępowe Velop WiFi 6. Każde z urządzeń jest w stanie pracować z maksymalną przepustowością rzędu 4200 Mb/s i pokryć zasięgiem obszar o powierzchni ok. 280 metrów kwadratowych.

– Kolejną nowością jest technologia OFDMA (Orthogonal Frequency-Division Multiple Access), która przyspiesza obsługę danych, poprawiając wydajność i przepustowość domowej sieci dzięki dostępowi do większej liczby kanałów. W standardzie Wi-Fi ax mamy kilka opcji, począwszy od 1500 megabitów na sekundę, a skończywszy na 5400 Mb/s, ale dzięki temu, że Wi-Fi 6 oferuje bardziej zaawansowane rozwiązania, nastąpił wzrost przepustowości – wyjaśnia ekspert.

Do niedawna jedynymi konsumenckimi urządzeniami dostępowymi, które pozwalały w pełni wykorzystać potencjał sieci Wi-Fi 6, były topowe smartfony Samsunga z linii Galaxy Note, Galaxy S10 i  Galaxy Fold oraz Apple iPhone 11. W tym roku na rynku do tego grona dołączą kolejne urządzenia, które pozwolą upowszechnić nowy standard. Podczas CES 2020 laptopy kompatybilne z Wi-Fi 6 zapowiedzieli tacy producenci jak Acer, Asus czy HP. W 2020 roku na rynku pojawi się wiele komputerów przenośnych certyfikowanych przez Wi-Fi Alliance, które w pełni wykorzystają potencjał nowej technologii.

Wi-Fi 6 nie będzie jednak uniwersalnym remedium na problemy ze stabilnością internetu. Poprawa jakości sygnału internetowego przesyłanego przez routery nowej generacji będzie wprost proporcjonalna do szybkości łącza. Dlatego routery Wi-Fi 6 najlepiej sprawdzą się w zastosowaniach profesjonalnych, a urządzenia dostępowe z Wi-Fi 6 w sieciach publicznych nowej generacji, z których korzysta wielu użytkowników jednocześnie.

– Nowa technologia będzie w użyciu przez najbliższych kilka lat. Obecnie wprowadzamy na rynek nowe routery zgodne z tym standardem, pojawiać się będzie także wiele kompatybilnych z nim urządzeń, takich jak smartfony czy laptopy. Gdy wszystkie one będą działały w nowym standardzie, wtedy dopiero będą widoczne prawdziwe korzyści z wprowadzenia nowej technologii – podsumowuje Shane Remer.

Według analityków z firmy 360 Research Reports wartość globalnego rynku domowych routerów Wi-Fi w 2019 roku wyniosła 2,67 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie ona do 3,57 mld dol.

Rosja wymieniła skazanych szpiegów z Litwą i Norwegią

Rosja w ramach wymiany szpiegowskiej uwolniła dwóch Litwinów i Norwega w zamian za dwóch rosyjskich agentów przetrzymywanych na Litwie.

Norweg Frode Berg, emerytowany funkcjonariusz straży granicznej, został aresztowany w Moskwie w 2017 r. i skazany pod zarzutem gromadzenia danych wywiadowczych na rzecz Norwegii. Nie przyznał się do winy.

Premier Norwegii Erna Solberg podkreśliła wielki wkład Litwy i jej prezydenta Gitanasa Nausedy w uwolnieniu Berga, co jej zdaniem pokazuje „ducha wielkiego sojusznika i prawdziwego przyjaciela”. Solberg dodała, że Norwegia w zamian nie obiecała Litwie żadnych nagród. Zarówno Norwegia, jak i Litwa są członkami NATO, a norwescy żołnierze biorą udział w rotacyjnych ćwiczeniach NATO w krajach bałtyckich, zaniepokojonych agresywnością Rosji.

Jeden z dwóch uwolnionych Rosjan Nikołaj Filipczenko został w 2017 r. skazany na Litwie na 10 lat więzienia za szpiegostwo. Litewskie media podały, że Filipczenko miał stopień podpułkownika w rosyjskiej federalnej służbie bezpieczeństwa (FSB) i próbował werbować ochroniarzy litewskiego prezydenta. Drugi uwolniony Rosjanin Siergiej Moisiejenko został skazany na 10,5 lat więzienia za szpiegostwo i nielegalne posiadanie broni. Według litewskich mediów próbował zbierać informacje o siłach zbrojnych i misji lotniczej NATO na Litwie.

Z kolei Rosja uwolniła dwóch Litwinów Jevgenija Mataitisa i Aristidasa Tamosaitisa, którzy w 2016 r. zostali skazani odpowiednio na 13 i 12 lat więzienia za szpiegostwo. Agencja TASS podała, że Mataitis, który również posiada obywatelstwo rosyjskie, przekazywał tajne informacje wojskowe w czasie, gdy jako kapitan służył w rosyjskich sił zbrojnych.

Źródło: The Guardian z 15.11.2019 r.

Spór USA z Rosją o ekstradycję rosyjskiego potentata rynku kryptowalut

Trwa intensywna walka między USA i Rosją o ekstradycję Aleksandra Vinnika, aresztowanego w 2017 r. w Grecji rosyjskiego potentata rynku kryptowalut. Vinnik w 2011 r. był współzałożycielem firmy BTC-e – międzynarodowej platformy handlu kryptowalutami. BTC-e umożliwiało obrót popularnymi kryptowalutami, w tym bitcoinem, przy użyciu rosyjskich rubli, dolarów amerykańskich lub euro. Główna siedziba znajdowała się w Rosji, jednak serwery funkcjonowały w Bułgarii, ale firma działała też na Cyprze i Seszelach.

Według oficjalnych statystyk do 2015 r. BTC-e realizowała 3% światowego dziennego obrotu kryptowalutami. Jednak niektóre źródła podają, że ułatwiała nawet do 70% światowej działalności przestępczej związanej z kryptowalutami. Według Waszyngtonu firma opierała się na działalności podmiotów przestępczych, szukała możliwości prowadzenia transakcji pieniężnych poza kontrolą rządów.

W 2017 r. amerykańskie władze przejęły stronę internetową BTC-e, co zakończyło jej działalność. Zachęciły również służby Grecji do aresztowania Vinnika, kiedy spędzał z rodziną wakacje w greckim kurorcie. Obecnie przebywa w greckim więzieniu, czekając na decyzję władz greckich o ekstradycji do USA. Jeśli tak się stanie, będzie sądzony na podstawie co najmniej 21 zarzutów prania pieniędzy za granicą.

Wkrótce po aresztowaniu Vinnika rząd rosyjski złożył władzom Grecji nakaz sądowy o jego ekstradycję do Rosji, gdzie rzekomo jest poszukiwany za oszustwa. Co więcej, W. Putin bezpośrednio miał lobbować za jego ekstradycją, co wydaje się o tyle zaskakujące, iż rosyjski wymiar sprawiedliwości sformułował stosunkowo błahe zarzuty. Trzecim krajem ubiegającym się o jego ekstradycję jest Francja.

Obserwatorzy uważają, że amerykańskie władze zdały sobie sprawę, iż rosyjscy szpiedzy wykorzystali firmę BTC-e do zacierania śladów swojej ingerencji w wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych w 2016 r. Według niedawnego raportu portalu informacyjnego RFE/RL, należącego do Departamentu Stanu, istniały silne powiązania między rosyjskimi agencjami szpiegowskimi a BTC-e.

Władze USA prawdopodobnie postrzegają Vinnika jako potencjalne, cenne źródło informacji, które może rzucić światło na rolę firmy jako mechanizmu prania pieniędzy dla potrzeb rosyjskich szpiegów, ale też innych podmiotów.

Źródło: portal inelNews.org z 29.11.2019 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

2020 rok pełen wyzwań na rynku handlowym

W 2019 roku oddano do użytku około 300 tys. mkw. powierzchni handlowej, dzięki czemu całkowite zasoby polskich centrów handlowych przekroczyły już granicę 12 mln mkw. Największym projektem zrealizowanym w 2019 roku była Galeria Młociny w Warszawie o powierzchni 78 tys. mkw. W minionym roku widoczny był również wzrost aktywność inwestorów i deweloperów w sektorze parków handlowych w średnich oraz małych miastach. Przykładem może być zakup parku handlowego w Łowiczu. Na rynku pojawił się także nowy gracz – EDS  Retail Park – który zapowiada budowę obiektów poniżej 5 000 mkw.  GLA m.in. w Legnicy, Nowym Dworze Mazowieckim, Redzie oraz Lubinie. Również firma Trei Real Estate GmbH otworzyła Vendo Park w  Pułtusku oraz zabezpieczyła działki pod kolejne projekty m.in. w Kutnie i Kobyłce. Także Saller systematycznie rozbudowuje swoje portfolio.

W 2019 r. w centrum zainteresowania inwestorów, deweloperów, najemców i klientów znalazły się przede wszystkim inwestycje o funkcjach mieszanych typu „lifestyle”, ze znaczącym udziałem handlu, usług i gastronomii. W największych polskich aglomeracjach jest realizowanych i planowanych kilkanaście tego typu projektów, np. Fabryka Norblina w Warszawie czy Fuzja w Łodzi.

Trwa także restrukturyzacja oraz optymalizacja w sektorze spożywczym. SPAR sfinalizował właśnie umowę przejęcia Grupy Piotr i Paweł, co powoduje stopniowy rebranding wszystkich działających sklepów tej sieci. Pierwszy z nich pojawił się na przełomie listopada i grudnia 2019 r. w warszawskim centrum handlowym Blue City. Drugą siecią spożywczą, która znika z polskiego rynku jest Tesco. Jego portfolio jest w procesie systematycznej sprzedaży pakietów np. do Kaufland lub Leroy Merlin.

Nowe wyzwania

W nowym roku wprowadzone zostaną nowe regulacje prawno-podatkowe, które mogą wpłynąć na sektor handlowy. Są to m. in.: całkowity zakaz handlu w niedzielę, wzrost płacy minimalnej oraz powrót lub modyfikacja podatku od handlu detalicznego.

Spowolnienie może wpłynąć m. in. na tempo i kierunki ekspansji sieci handlowych obecnych na rynku – głównie szybszy rozwój sieci z segmentu budżetowego i dyskontowego (Dealz, Tedi, Action, KiK, Pepco) oraz ograniczyć nowe wejścia na rynek (wobec 15-17 wejść w roku 2019, prognozowane jest 10-15 wejść w roku 2020).

Nadchodzące spowolnienie gospodarcze będzie miało wpływ na działalność deweloperską w sektorze handlowym (podaż nie przekroczy 300 tys. mkw. rocznie), a równocześnie przyspieszy konsolidacje i zmiany własnościowe – przykładem jest sprzedaż portfolio Tesco. Wyraźnym znakiem zbliżającego się spowolnienia gospodarczego jest brak projektów pełnowymiarowych centrów handlowo-rozrywkowych na najbliższe 3 lata.

Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

FBI oskarża pracowników Twittera o szpiegostwo na rzecz Arabii Saudyjskiej

Federalne Biuro Śledcze złożyło w dniu 6 listopada 2019 r. doniesienie na trzech mężczyzn, oskarżając ich o „działania jako niezarejestrowani agenci” na rzecz Arabii Saudyjskiej, co oznacza działalność szpiegowską. Oskarżeni to dwaj pracownicy firmy społecznościowej Twitter i członek rodziny królewskiej Arabii Saudyjskiej.

Dochodzenie trwało kilka lat i pierwotnie koncentrowało się na badaniu działań Arabii Saudyjskiej na rzecz identyfikacji i uciszania krytyków jej władz w mediach społecznościowych. W 2015 r. agenci rządu saudyjskiego rzekomo skontaktowali się z Ali Alzabarahem, 35-letnim inżynierem z San Francisco, pracującym dla Twittera. Ujawniono, że Ahmed Almutairi (znany również jako Ahmed Aljbreen), który pracował jako doradca ds. mediów społecznościowych dla rodziny królewskiej Arabii Saudyjskiej, zorganizował lot Alzabaraha z San Francisco do Waszyngtonu na spotkanie z niezidentyfikowanym członkiem dynastii saudyjskiej.

Alzabarah wraz z innym pracownikiem Twittera, 41-letnim Ahmadem Abouammo, otrzymali pieniądze i prezenty od rządu saudyjskiego w zamian za dostarczenie prywatnych informacji o konkretnych użytkownikach Twittera obejmujących adresy e-mail, adresy IP i daty urodzenia. Dotyczyło to 6 000 użytkowników Twittera, którzy opublikowali negatywne komentarze na temat saudyjskiej rodziny królewskiej.

Agenci FBI w Seattle aresztowali we wtorek Abouammo. Natomiast Alzabarah wraz z rodziną uciekł przed aresztowaniem z USA do Arabii Saudyjskiej. Jest poszukiwany przez FBI listem gończym. Rząd saudyjski nie skomentował sprawy. Twitter opublikował oświadczenie, w którym zadeklarował współpracę z FBI w tym dochodzeniu.

Źródło: portal intelNews.org z 07.11.2019 r.

Finansowe postanowienia noworoczne. Czy ich dotrzymamy?

Początek roku to dobry czas na nowe wyzwania i plany, ale też realizację noworocznych postanowień. Rozpoczęcie nowej pracy, zdrowy styl życia, lepsza organizacja to tylko niektóre z postanowień, które stawiają sobie Polacy. Wśród nich znajduje się także oszczędzanie pieniędzy.

Badania pokazują, że coraz więcej Polaków myśli o swojej finansowej przyszłości. Według zeszłorocznego raportu Deutsche Bank plany związane lepszym zarządzaniem domowym budżetem ma prawie połowa z nas. Chcemy samodzielnie odkładać na emeryturę (19 proc. odpowiedzi) oraz umieszczać fundusze na lokatach terminowych (16 proc.). Znacznie rzadziej myślimy o inwestowaniu, co pokazuje, że w dalszym ciągu boimy się podejmować ryzyko finansowe.

Oszczędności Polaków na tle sąsiadów

Stopa oszczędności w naszym kraju w ostatnich latach wahała się w okolicach 2%, podczas gdy średnia dla całej Unii wynosi ok. 5-6%, a najbogatsze kraje UE osiągają nawet więcej niż 10%.

Z badanych przez EUS państw, tylko Łotwa, Litwa i Cypr mają ten wskaźnik na niższym niż Polska poziomie. Co ciekawe, niewiele więcej oszczędności (w stosunku do swoich zarobków) od Polaków mają Brytyjczycy i Finowie.

Warto jednak zauważyć, że w latach 2009-2019 blisko trzykrotnie wzrosła liczba rodaków, którym udaje się regularnie odkładać przynajmniej niewielkie kwoty, towarzyszy temu jednoczesny spadek odsetka osób popadających w długi. – komentuje Artur Frelek dyrektor Pionu Rozwoju Biznesu Vienna Life TU na Życie S. A. Vienna Insurance Group.

Jak budować kapitał i wytrwać?

Oszczędzanie to proces, który nie zależy wyłącznie od wysokości naszych dochodów ani silnej woli. Jesteśmy skuteczni w oszczędzaniu, jeśli założyliśmy, że co miesiąc odłożymy np. 10% naszych przychodów i faktycznie tak się dzieje. Plan jest prosty, ale w rzeczywistości niewielu się to udaje. Przyczyny mogą leżeć w naszej naturze, wzorcach wyniesionych z domów lub zwyczajnie wynikać ze złej strategii.

Większość z nas stara się odłożyć pieniądze dopiero na tzw. koniec miesiąca − z tego, co zostanie po uregulowaniu należności, rachunków i po prostu codziennym życiu (tzw. oszczędzanie resztowe). Jeśli odwrócimy tę zasadę o 180 stopni i przykładowe 10% z naszych przychodów przekierujemy na bezpieczny rachunek oszczędnościowy na początku miesiąca, przed koniecznymi płatnościami, to istnieje naprawdę duże prawdopodobieństwo, że plan się powiedzie (tzw. oszczędzanie z dołu). Może warto spróbować? – mówi Dominika Nawrocka, założycielka bloga Kobieta i Pieniądze portalowi Viem.pl

Jak dotrzymać noworocznych deklaracji?

Często uważamy, że mamy zbyt niskie przychody, które uniemożliwiają nam odłożenie jakiejkolwiek sumy pieniędzy. Czy tak jest naprawdę? Warto w tym przypadku krytycznie przyjrzeć się swoim kosztom życia szukając przestrzeni na uzyskanie dodatkowych oszczędności oraz aktywnie zwiększać przychody. Dobre zarządzanie budżetem domowym to jedna z kluczowych umiejętności w całym procesie, dlatego, że budżet domowy jest naturalnym źródłem wspomnianej nadwyżki finansowej.

Pamiętajmy, że budowanie kapitału to proces wieloetapowy i wbrew pozorom wymagający od nas dość dużej aktywności. Dzięki temu zyskujemy nie tylko pieniądze, ale też wiedzę i doświadczenie, a to jest bezcenne w drodze do osiągania naszych długoterminowych celów finansowych.

Strach ustępuje, ale czai się za rogiem

Strachu przed ryzykiem geopolitycznym starczyło tylko na poniedziałkowy handel, a i tak przed końcem sesji na Wall Street powracać zaczął optymizm i przekonanie, że szanse na otwarty konflikt zbrojny nie są tak duże, jak się początkowo obawiano. Mimo to rodzaj odwetu Iranu za zabójstwo wysokiego rangą dowódcy wciąż jest przed nami, ale rynki zdają się czekać z reakcją na fakty niż przewidywać najgorsze.

Ryzyko geopolityczne pozostaje podwyższone, ale inwestorzy nie chcą tak łatwo rezygnować z rajdu ryzykownych aktywów, jakiego się dopuścili na koniec ubiegłego roku. Nie odpuszcza nadzieja, że fundamenty dogonią wysokie wyceny aktywów. Wczoraj lepsze odczyty PMI dla sektora usługowego z Europy i USA podparły te nadzieje i z podobnymi oczekiwaniami dziś rynki podchodzą do publikacji indeksu ISM dla usług. Nie zmienia to jednak faktu, że początek roku dał wyraźny dowód, że prezydent Trump zamierza być aktywny w roku wyborczym i udowadniać, jaką potęgą globalną stały się Stany Zjednoczone za jego kadencji. W obliczu podpisywania porozumienia handlowego Pierwszej Fazy z Chinami uwaga prezydenta została przeniesiona na Bliski Wschód i ograniczanie wpływów Teheranu w regionie oraz jego zapędów do stworzenia bomby atomowej. Kolejne posunięcia obu krajów są obecnie trudne do przewidzenia. Już dziś rano źródła prasowe z Iranu donoszą, że Teheran rozpatruje 13 scenariuszy odwetu na USA a „najsłabszy scenariusz odpowiedzi skutkuje historycznym koszmarem”. Jednocześnie rynek zastanawia się, na ile Iran może sobie pozwolić, zanim zostanie zablokowana jego zdolność do eksportu ropy naftowej, co wpędziłoby kraj w jeszcze większe kłopoty ekonomiczne. Jest zbyt wiele wątków, żeby wszystkie je zdyskontować z wyprzedzeniem, ale można mieć pewność, że kolejne posunięcia mocarstw znajdą odbicie w reakcji risk-off.

Od strony klas aktywów na rynku akcji trwa walka o przywiązywanie większej wagi do pozytywnych danych makro, choć jeśli to paliwo się wyczerpie (uwaga na ISM dla usług dziś po południu), wzrośnie skłonność do redukcji długich pozycji. Na FX widać premiowanie JPY i CHF bardziej niż USD w momentach wzrostu awersji do ryzyka. Powrót optymizmu odwraca te ruchy, choć nie wszędzie, co widać po słabości AUD i NZD. Lokalne problemy (pożary buszu w Australii) mogą psuć fundamentalne tło dla walut. EUR potrzebuje mocnych danych z Eurolandu, ale przy podtrzymywanej słabości USD może być łatwiej o wyrzucenie EUR/USD wyżej (potrzeba jednak impulsu). Defensywna postawa USD i podwyższone napięcia geopolityczne powinny podtrzymać rajd ceny złota.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polski eksport w 2020 z prognozą „na czwórkę”

W 2019 r. polski eksport utrzymywał solidne tempo. Według dostępnych obecnie danych GUS, od stycznia do października eksport wyrażony w złotych wzrósł o 6,7% rok do roku. Tempo wzrostu importu po 10 miesiącach było słabsze i sięgało 4,3% r/r, dzięki czemu Polska zanotowała dodatni bilans handlowy (4,1 mld zł). Analitycy międzynarodowej instytucji płatniczej Akcenta prognozują, że w 2020 r. odporność eksportu na spowolnienie w UE osłabnie i sprzedaż zagraniczna będzie rosnąć wolniej, w tempie ok. 4% r/r.

Biorąc pod uwagę dużą liczbę zagrożeń polityczno-ekonomicznych w otoczeniu zewnętrznym oraz spowolnienie gospodarki europejskiej, w tym niemieckiej, wyniki polskiego handlu zagranicznego można ocenić pozytywnie. Oczywiście, do podliczenia zostało kilka ostatnich miesięcy roku, które są zwykle okresem intensywnych zamówień i handlu. Na finalną i pełną ocenę 2019 r. przyjdzie nam poczekać jeszcze do czasu ich publikacji – zaznacza Miroslav Novák, główny analityk instytucji płatniczej AKCENTA.

Na dobrą kondycję polskiego eksportu wskazuje także porównanie z wynikami rok wstecz. W podobnym okresie I-X 2018 r. wartość sprzedanych za granicę towarów rosła w tempie 5,6% r/r, a dla importu 8,5% r/r. Bilans handlu zagranicznego wynosił przy tym -13,5 mld zł. Finalnie rok 2018 eksport zamknął wynikiem +6,5% r/r, a import +9,3% r/r. To również pokazuje, że końcówka roku może jeszcze mocno odmienić wyniki i z jego oceną warto na nie poczekać.

Rok 2020 na „czwórkę”

Analityk Akcenty wskazuje, że na rozwój polskiego eksportu w 2020 roku negatywny wpływ będzie mieć słabszy popyt ze strony głównych partnerów handlowych. Utrzymującym się ryzykiem dla polskich eksporterów pozostaje Brexit oraz eskalacja protekcjonizmu handlowego w gospodarce światowej. Jednakże perspektywy w tym drugim przypadku stały się w końcówce 2019 r. nieco bardziej optymistyczne niż we wcześniejszych miesiącach. Pozytywny wpływ na polski eksport ma natomiast relatywnie stabilny kurs polskiego złotego. Stabilność PLN w stosunku do EUR powinna się utrzymywać również w 2020 roku, prognozuje analityk AKCENTY.

W 2020 roku w rezultacie spowolnienia, dotychczasowe tempo wzrostu polskiego eksportu będzie trudne do utrzymania. Akcenta prognozuje, że jego dynamika będzie bliższa poziomowi 4% w ujęciu rocznym. Nieunikniony będzie tu wpływ mniejszych zamówień od największych partnerów handlowych Polski – Niemiec, Czech i Wielkiej Brytanii.

Jaki będzie kurs złotego?

Kurs polskiej waluty w stosunku do euro, z wyjątkiem miesięcy letnich, był w minionym roku bardzo stabilny. W 2020 roku Akcenta spodziewa się kontynuacji tego trendu. Polski bank centralny w przyszłym roku prawdopodobnie utrzyma stabilne stopy procentowe, co przełoży się na mniejszą zmienność złotego względem euro. Ryzykiem dla złotówki, które w 2020 r. może ją potencjalnie osłabić, jest wyraźniejsze spowolnienie polskiej gospodarki. W bieżącym roku wzrost PKB może zanotować poziom poniżej 3%. Na taki wynik NBP prawdopodobnie zareaguje obniżeniem stóp procentowych. W rezultacie kurs PLN do EUR może urosnąć do wartości 4,40 PLN/EUR. Średni kurs na poziomie ok. 4,30 PLN/EUR jest jednak najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na 2020 rok.

Biorąc pod uwagę oczekiwaną stabilność kursu złotego w stosunku do euro w przyszłym roku, jego kurs w stosunku do dolara będzie w dużej mierze zależał od rozwoju sytuacji na parze EUR/USD. Oczekiwane ożywienie europejskiej gospodarki w drugiej połowie przyszłego roku powinno stopniowo przełożyć się na lekkie umocnienie złotego względem dolara, szacuje Miroslav Novák z Akcenty.

W 2020 r. najciekawszą walutą do obserwacji może być jednak funt brytyjski. Wiemy już, że Wielka Brytania opuści UE wraz z końcem stycznia 2020 r. Nadal pozostaje jednak kwestia legislacji porozumienia z Unią. Przy założeniu, że Brytyjczykom uda się sfinalizować Brexit według przyjętych przez obie strony ustaleń, analitycy Akcenty spodziewają się nieznacznego osłabienia złotego względem funta, przede wszystkim w drugiej połowie przyszłego roku. Po drodze na notowania brytyjskiej waluty wpłynąć może jednak wiele czynników i wydarzeń, które ciężko przewidzieć. Ich efektem będzie wtedy zapewne wyprzedaż funta i jego osłabienie poniżej poziomu 5 PLN/GBP.

2020 r. bez niepotrzebnych strat

Eksperci Akcenty przypominają, że nieprzewidywalność kursów walut pozostaje poważnym zagrożeniem dla marży polskich eksporterów i importerów. Zarówno w rozliczeniach w walutach mało, jak i bardzo podatnych na wahania notowań, warto zabezpieczać swoje kontrakty i umowy narzędziami eliminującymi ryzyko kursowe. Takie rozwiązania są dużym ułatwieniem dla firm handlujących z zagranicą i rozliczających się z kontrahentami w obcych walutach. Sposobem najprostszym i zalecanym, szczególnie małym i średnim firmom, są tzw. transakcje forward. To umowa na podstawie kontraktu firmy, która gwarantuje wymianę określonej w nim kwoty w danym dniu w przyszłości po ustalonym w umowie forward kursie. Przez daną liczbę miesięcy do realizacji kontraktu firma nie musi martwić się zmianami wartości waluty, w której się rozliczy z kontrahentem. Kwotę zabezpieczoną forwardami wymieni po znanym jej z góry kursie. – W dobie napiętej sytuacji w handlu międzynarodowym i wzroście protekcjonizmu, a także nieprzewidywalnych zjawisk, jak np. Brexit, takie rozwiązania są na wagę złota. Warto się nimi zainteresować i uniezależnić losy swojej marży od kapryśnego rynku walutowego – dodaje analityk Akcenty.

Reforma KPC ma zrewolucjonizować polskie sądownictwo. Czy zakończenie postępowania w pół roku jest realne?

W myśl najnowszej nowelizacji przepisów Kodeksu postępowania cywilnego postępowania sądowe w sprawach gospodarczych mają trwać maksymalnie 6 miesięcy. Czy rzeczywiście tak będą wyglądały nowe realia? Czy sądy są gotowe na nowe zasady?

Realia sądownictwa gospodarczego w Polsce

W dotychczas obowiązujących przepisach nie było rozróżnienia pomiędzy sprawami gospodarczymi a tradycyjnymi sprawami cywilnymi. Wszystkie one objęte były jednolitą procedurą. Niewątpliwie jednak system ten się nie sprawdzał, ponieważ sprawy sądowe toczyły się latami. Sytuacje, w których strona wnosiła pozew i w sprawie nie działo się nic przez ponad rok lub nawet dłużej, należały do codzienności. W zasadzie w każdej sprawie dochodziło zatem do przewlekłości prowadzonego postępowania. Przedsiębiorcy zatem, dochodząc poszczególnych wierzytelności, pozostawali na straconej pozycji. Zanim udało im się uzyskać pozytywne dla nich orzeczenie, okazywało się, że dłużnik jest już niewypłacalny. Ewentualna egzekucja, której się podejmowano, była zatem z gruntu skazana na porażkę. Można wskazać wiele przyczyn powszechnych opóźnień w sądach. Z jednej strony kolejne nowelizacje przepisów spowodowały, że niekiedy sądy bazowały na trzech różnych stanach prawnych. To z kolei prowadziło do licznych błędów i uchybień z ich strony, co znacząco wydłużało procesy. Z drugiej strony winą należy obarczyć problemy kadrowe sądów. Sędziów i pracowników sądów było zbyt mało w stosunku do liczby prowadzonych spraw. Do tego ich choroby i inne nieobecności dezorganizowały pracę całej placówki.

Zmiany w Kodeksie postępowania cywilnego

W listopadzie 2019 r. weszła jednak w życie duża nowelizacja przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Zmiany te mają zrewolucjonizować polskie sądownictwo i rozwiązać jego dotychczasowe problemy. Po 7 latach postanowiono przywrócić odrębną procedurę gospodarczą. Jest to procedura znacznie bardziej rygorystyczna niż tradycyjna procedura cywilna. Dzięki nowym zasadom sprawy mają się jednak teraz toczyć znacznie szybciej. Zgodnie z założeniem maksymalny czas trwania postępowania ma wynosić 6 miesięcy. Według nowych regulacji sprawami gospodarczymi są postępowania „ze stosunków cywilnych między przedsiębiorcami w zakresie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej, choćby którakolwiek ze stron zaprzestała prowadzenia działalności gospodarczej; ze stosunku spółki (…); przeciwko przedsiębiorcom o zaniechanie naruszania środowiska i przywrócenie do stanu poprzedniego lub o naprawienie szkody z tym związanej oraz o zakazanie albo ograniczenie działalności zagrażającej środowisku; z umów o roboty budowlane oraz ze związanych z procesem budowlanym umów służących wykonaniu robót budowlanych; z umów leasingu; przeciwko osobom odpowiadającym za dług przedsiębiorcy, także posiłkowo lub solidarnie, z mocy prawa lub czynności prawnej; między organami przedsiębiorstwa państwowego; między przedsiębiorstwem państwowym lub jego organami a jego organem założycielskim lub organem sprawującym nadzór; z zakresu prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego; o nadanie klauzuli wykonalności tytułowi egzekucyjnemu, którym jest orzeczenie sądu gospodarczego prawomocne lub podlegające natychmiastowemu wykonaniu albo ugoda zawarta przed tym sądem; o pozbawienie wykonalności tytułu wykonawczego opartego na prawomocnym lub podlegającym natychmiastowemu wykonaniu orzeczeniu sądu gospodarczego albo ugodzie zawartej przed tym sądem”. Do tej kategorii nie można jednak zaliczyć postępowań, wskazanych w art. 4582 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego. „Nie są sprawami gospodarczymi sprawy o: 1) podział majątku wspólnego wspólników spółki cywilnej po jej ustaniu; 2) wierzytelność nabytą od osoby niebędącej przedsiębiorcą, chyba że wierzytelność ta powstała ze stosunku prawnego w zakresie działalności gospodarczej prowadzonej przez wszystkie jego strony.”

Jak zmieni się sytuacja przedsiębiorców?

W przepisach przewidziano zatem zmiany dotyczące procesu gospodarczego. Na mocy nowelizacji strona postępowania, która nie jest przedsiębiorcą albo jest przedsiębiorcą będącym osobą fizyczną, będzie miała pewną kontrolę nad tym, czy sprawa zostanie rozpatrzona w trybie przewidzianym dla sprawy gospodarczej, czy też nie. Na jej wniosek sąd może bowiem rozpoznawać sprawę w tradycyjnym trybie. Zmiany w procedurze gospodarczej bazują natomiast przede wszystkim na tym, iż wyrok sądu pierwszej instancji będzie stanowił tytuł zabezpieczenia. W konsekwencji możliwe będzie chociażby zajęcie konta dłużnika już na tym etapie. W pewnym sensie skrócone zostanie też całe postępowanie. Strony będą mogły się bowiem umówić w zakresie wyłączenia niektórych dowodów. Zrobią to pisemnie lub bezpośrednio przed sądem. Sąd będzie też mógł w określonych sytuacjach ograniczyć powoływanie świadków. Jeżeli uzna, że wszystkie fakty zostały wyjaśnione już na gruncie innych, zaniecha powodów przeprowadzenia dowodu z zeznań świadków. Strony nie będą mogły w toku sprawy występować z dodatkowymi roszczeniami w postaci chociażby powództwa wzajemnego. Dzięki temu sprawa ma się toczyć znacznie szybciej. Teoretycznie zatem zastosowanie wszystkich nowych reguł pozwoli na przyspieszenie prowadzonych postępowań.

Czy sprawy rzeczywiście będą toczyły się szybciej?

Środowisko sędziów ma jednak spore wątpliwości, czy wdrożenie zmian jest możliwe w praktyce, biorąc pod uwagę braki kadrowe w sądach oraz liczbę prowadzonych spraw. Wydaje się nawet, że ustawodawca doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nowelizacja przepisów Kodeksu postępowania cywilnego pozostawiła bowiem sędziom pewną „furtkę”. Tak naprawdę 6-miesięczny okres na zakończenie sprawy będzie można przekroczyć bez jakichkolwiek negatywnych konsekwencji dla sądu. Ewentualne przedłużenie prowadzenia postępowania będzie można natomiast uzasadnić prostym skwitowaniem, iż aktualne obłożenie, a zatem zbyt duża liczba prowadzonych spraw, nie pozwala na zakończenie sprawy w terminie półrocznym. To nieścisłe i dość ogólne sformułowanie, którego będzie można użyć niemal do każdej sprawy toczącej się przed sądem. Wygląda zatem na to, że te sądy, które miały do tej pory problem z dotrzymaniem terminów, nadal będą borykały się z takimi trudnościami.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Cisco – trendy technologiczne na 2020 rok i niedaleką przyszłość

  1. Internet przyszłości
  2. Lojalność wobec aplikacji to nowy wymiar lojalność wobec marki
  3. Aktywne wyszukiwanie zagrożeń i „zero-trust”
  4. Wzrost znaczenia sieci intuicyjnych
  5. Brak umiejętności biznesowych w IT będzie coraz bardziej odczuwalny

Patrząc z perspektywy czasu, część przewidywań z ubiegłego roku, m.in. dotyczących takich kwestii, jak gigantyczna ekspansja łączności mobilnej, dalszy rozwój w zakresie wykorzystania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego oraz ewolucji w kierunku prawdziwie wielodomenowej architektury będzie nadal aktualna w nadchodzących latach.

Eksperci Cisco prezentują trendy technologiczne na 2020 rok i kolejne lata w niedalekiej przyszłości.

Potrzeba zbudowania Internetu przyszłości

Wkraczając w trzecią dekadę XXI wieku, nic nie wskazuje na to, żeby tempo rozwoju innowacji miało zwolnić. Transformacja cyfrowa kieruje dzisiejszą infrastrukturę sieciową do punktu krytycznego i wkrótce napotkamy barierę innowacyjną. Konieczne staje się więc rozwijanie Internetu przyszłości.

Już do 2023 r. do Internetu będzie podłączonych 49 mld urządzeń. W ciągu następnej dekady będziemy świadkami pojawienia się i rozwoju szeregu technologii, począwszy od rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej, poprzez streaming 16K, sztuczną inteligencję, 5G a nawet 10G, obliczenia kwantowe, adaptacyjne i predykcyjne bezpieczeństwo cybernetyczne, autonomiczne pojazdy czy inteligentne IoT. Być może na rynku pojawią się również rozwiązania, o których jeszcze nie pomyśleliśmy.

Wymagania i złożoność aplikacji przyszłej generacji przewyższą możliwości obecnej infrastruktury. Wkraczając w nową dekadę, musimy ponownie przemyśleć i wymyślić infrastrukturę internetową. Musimy sprawić, aby była szybsza, bardziej skalowalna i ekonomiczna, ale także łatwiejsza w zarządzaniu i zabezpieczeniu.

Cisco ogłosiło niedawno plan budowy Internetu na kolejną dekadę innowacji cyfrowych. Trzon strategii technologicznej „Internet dla przyszłości” opiera się na inwestycjach rozwojowych w krzem, optykę i oprogramowanie, które pozwolą sprostać przyszłym wyzwaniom.

Lojalność wobec aplikacji to nowy wymiar lojalność wobec marki

W dzisiejszych czasach myśląc o biznesie, warto zastanowić się nad sposobami komunikacji cyfrowej, czy to za pośrednictwem aplikacji czy strony internetowej. Należy zadbać o łatwe i przyjemne doświadczenie użytkownika przy pierwszym kontakcie z technologią.

Zgodnie z najnowszymi wynikami badania AppDynamics App Attention Index, korzystanie z usług cyfrowych stało się nieświadomym zachowaniem człowieka – tzw. „cyfrowym refleksem”. W przeszłości konsumenci świadomie decydowali się na korzystanie z usług cyfrowych w celu wykonania zadania lub czynności. Dziś większość (71%) respondentów przyznaje, że usługi cyfrowe są nieodłącznym elementem ich codziennego życia.

Badania pokazują, że ludzie szybko odwrócą się od marek, których aplikacje nie oferują doświadczenia użytkownika na najwyższym poziomie. W przypadku problemów z wydajnością, konsumenci zwrócą się do konkurencji (49%) lub aktywnie zniechęcą innych do korzystania z usługi lub marki (63%), nie dając nawet biznesowi szansy na wprowadzenie usprawnień.

Dlatego też w 2020 r. i w kolejnych latach przedsiębiorstwa muszą zwracać uwagę na zerową tolerancję konsumentów na cokolwiek innego niż łatwe, szybkie i wyjątkowe doświadczenie cyfrowe. Sprawi to, że kluczowe staną się: analiza w czasie rzeczywistym wydajności aplikacji o krytycznym znaczeniu, lokalizacja wąskich gardeł i umożliwienie natychmiastowego działania.

Aktywne wyszukiwanie zagrożeń i Zero-Trust

W czasach, gdy zjawisko cyberprzestępczości wzrosło do takiego stopnia, że kosztuje gospodarki na całym świecie trzykrotnie więcej niż klęski żywiołowe, wymagania dotyczące bezpieczeństwa stale rosną.

Reaktywne działania na rzecz bezpieczeństwa, w tym rozwiązywanie problemów w momencie, kiedy zaczynają wpływać na systemy, jest coraz częściej niewystarczające. Organizacje muszą mierzyć się z nową rzeczywistością ograniczonego zaufania (ang. Zero Trust) i wyprzedzać zagrożenia.

Oryginalny model Zero Trust, opracowany przez firmę Forrester, opiera się na zasadzie, w myśl której organizacje nie ufają niczemu, co znajduje się na zewnątrz, ale i wewnątrz ich sieci. Dostęp jest przyznawany jedynie autoryzowanym użytkownikom, urządzeniom i pakietom danych dopiero po zbudowaniu zaufania i ustaleniu poziomu zapobiegania zagrożeniom – nie wpływając przy tym na wrażenia użytkownika. Nadchodzące lata przyniosą znaczący wzrost popularności tego podejścia.

Polowanie na zagrożenia będzie także odgrywać coraz większą rolę w całościowym podejściu organizacji do kwestii bezpieczeństwa. Podczas gdy tradycyjne scenariusze zazwyczaj zakładają reakcję na ostrzeżenia o wykryciu potencjalnie szkodliwej działalności, threat hunting wykracza poza znane spektrum zagrożeń i analizuje także te nieznane.

Celem tych działań jest odkrycie nowego, jeszcze nieznanego złośliwego oprogramowania i luk w zabezpieczeniach. Nawet jeżeli malware nie zostanie wykryty, działania te często pozwalają identyfikować luki, które wymagają nowych zasad dot. bezpieczeństwa. W związku z tym regularne poszukiwanie zagrożeń prowadzi do ogólnego zmniejszenia liczby potencjalnych wektorów ataku.

Eksperci Cisco Talos stworzyli e-book, Polowanie na Ukryte Zagrożenia, przedstawiający: korzyści, które przynosi threat hunting, informacje kto powinien uczestniczyć w procesie oraz „czego, gdzie i kiedy” należy szukać. Ponadto publikacja, porównuje to podejście z innymi metodologiami bezpieczeństwa, takimi jak reagowanie na incydenty, testy penetracyjne lub zarządzanie ryzykiem.

Trendy sieciowe: podróż w kierunku sieci intuicyjnych (Intent-Based Networks)

Kwestia sieci nigdy wcześniej nie miała większego znaczenia dla biznesu. Ich wartość wykracza daleko poza łączność między urządzeniami oraz poszczególnymi lokalizacjami. Obecnie sieć odgrywa kluczową rolę w ewolucji znaczenia aplikacji, zabezpieczeniu danych, transformacji infrastruktury i wzmacnianiu roli pracy zespołowej.

W ostatnich latach dyskusje branżowe kręciły się wokół roli sieci zdefiniowanych programowo (ang. Software-defined Networks, SDN) jako kolejnej, ważnej fazy rozwoju sieci. SDN przynosi wiele korzyści, w tym scentralizowane zarządzanie i bezpieczeństwo, elastyczność i redukcję kosztów operacyjnych.

Cisco nie postrzega SDN jako etapu końcowego, ale raczej ważny krok na drodze rozwoju infrastruktury sieciowej w kierunku prawdziwych sieci intuicyjnych (Intent-Based Networking – IBN) – systemów wykorzystujących AI i uczenie maszynowe do przewidywania działań, automatycznego wykrywania i rozwiązywania problemów oraz przeciwdziałania zagrożeniom, które stale ewoluują i uczą się.

Adopcja SDN na rynku była bardzo silna, spośród ponad 2000 liderów IT i osób odpowiedzialnych za rozwój strategii dotyczącej sieci, przebadanych w raporcie Cisco Global Networking Trends, 41% posiada SDN w co najmniej jednej ze swoich domen sieciowych. Jednak tylko 4% z nich uważa, że ich sieci są dziś rzeczywiście intuicyjne. Są oni natomiast zgodni co do tego, że IBN odegra dużą rolę w ich najbliższej przyszłości. 78% przyznało, że wierzy, iż w ciągu dwóch lat ich sieci ewoluują w kierunku opartych na usługach i intuicji. 35% respondentów uważa, że ich sieci będą w pełni intuicyjne w tym samym okresie.

Brak umiejętności biznesowych w IT będzie coraz bardziej odczuwalny

Przyciąganie i utrzymanie talentów jest nadal głównym wyzwaniem, przed którym stoją liderzy IT. W badaniu Cisco przeprowadzonym wśród 600 informatyków i decydentów biznesowych, 93% przyznało, że luka na polu talentów jest tak poważna, że wyraźnie spowalnia transformację ich firm.

Zmianie ulega rola specjalistów, na których jest największe zapotrzebowanie. Nie powinno dziwić więc, że stanowiska związane z oczywistymi obszarami wzrostu, takimi jak data science czy rozwój sztucznej inteligencji, nadal cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Jednak, aby sprostać potrzebom przedsiębiorstw, IT musi zmienić się z „przyjmujących zamówienia na technologie” w strategicznych partnerów biznesowych. Oznacza to zmianę codziennych ról pracowników działów IT z tych odpowiedzialnych za konfigurację urządzeń w kierunku osób rozwiązujących problemy na styku technologii i biznesu.

W badaniu przeprowadzonym przez Cisco, kadra zarządzająca IT i biznesu zgodziła się, że największym problemem, przed którym stoją liderzy technologii, jest brak świadomości biznesowej. W związku z tym największym priorytetem przy zatrudnianiu kadry zarządzającej z branży IT i biznesu jest pozyskiwanie pracowników posiadających zarówno umiejętności techniczne, jak i biznesowe.

W jaki sposób można sprostać tej potrzebie w przyszłości? Firmy, które odniosły sukces w działaniach na rzecz transformacji biznesowej, wykazywały ogólną preferencję do przekwalifikowania pracowników IT i umożliwiania im nabycia umiejętności biznesowych (preferencja nad outsourcingiem i zatrudnianiem nowych pracowników w miejsce już zatrudnionych), zachowując w ten sposób wiedzę o organizacji, jej kulturze i wartościach.

Nagły skok inflacji

Europejska waluta była dzisiaj rano najtańsza od ponad 1,5 roku. Można byłoby uznać, że nic tak nie pomaga złotemu, jak chwila spokoju na rynkach. Ciekawe, jak polska waluta wytrzyma wzrosty inflacji…

Euro najtańsze od maja 2018

Ostatnie uspokojenie na rynkach jest w sporej części konsekwencją bardzo długiego pasma niepełnych tygodni w ostatnim czasie. W rezultacie w geopolityce niewiele się działo, by podnosić ogólne ryzyka. Przy solidnych, na tle otoczenia, danych makroekonomicznych nie można się dziwić, że złoty zyskuje. Wczoraj osiągnął poziom 4,23, najniższy od kwietnia 2018 roku. Wtedy euro kosztowało jednak 4,15 w dołku, zatem do przebicia tego poziomu pozostanie jeszcze dużo czasu.

Nagły skok inflacji

Wiele się mówiło o możliwym przyspieszeniu wzrostu cen. Dzisiejszy wynik 3,4% jest, co prawda, w dalszym ciągu w celu inflacyjnym, ale znajduje się bardzo blisko jego górnej granicy. Jest to najwyższy wynik od 7 lat, a jesteśmy w ostatnim miesiącu przed podwyżkami cen prądu. W styczniu może się zatem okazać, że zobaczymy jeszcze wyższy rezultat. Jest to o tyle bardzo prawdopodobne, że w zeszłym roku styczeń był lokalnym dołkiem w inflacji. W rezultacie efekt niskiej bazy może spowodować, że w styczniu inflacja znajdzie się wyraźnie powyżej celu. W wyniku tych danych złoty stracił około grosza do głównych walut.

Rekompensaty za prąd później

Dobra wiadomość dla budżetu, ale zła dla obywateli. Zapowiadane wyrównanie za wzrost cen prądu będzie miało miejsce dopiero w 2021 roku. Dopiero wtedy będzie można bowiem określić realny wzrost kosztów. Oznacza to, że nie zobaczymy tego wydatku w tegorocznym budżecie, który już teraz jest mocno napięty. Kolejne wydatki są przenoszone w różne dziwne miejsca, co wcale nie oznacza, że środki na ich sfinansowanie cudownie się znajdą. Kiedyś i tak za to zapłacimy.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

XX edycja Kongresu Profesjonalistów Public Relations

Mija już prawie dwadzieścia lat odkąd w Rzeszowie narodził się projekt, którego głównym celem jest wymiana doświadczeń i integracja branży PR. Kongres Profesjonalistów Public Relations na stałe wpisał się w kalendarz osób, dla których kluczowym wyzwaniem jest profesjonalne komunikowanie. Zapraszamy do Rzeszowa, gdzie w dniach 23-24 kwietnia eksperci oraz praktycy kolejny raz podzielą się swoją wiedzą.

XX edycja Kongresu Profesjonalistów Public Relations (2) XX edycja Kongresu Profesjonalistów Public Relations (3) XX edycja Kongresu Profesjonalistów Public Relations (4)Dwadzieścia lat spotkań branży public relations – www.kongrespr.pl – to blisko 5 000 uczestników, ponad pół tysiąca panelistów, wystąpień podczas debat, warsztatów i prelekcji, pokłosiem których stało się kilka tysięcy stron artykułów, badań i analiz. To także solidna dawka wiedzy oraz case studies przekazywanych uczestnikom corocznych spotkań w Rzeszowie. Czas zatem na podsumowanie i dwudziestą edycję tego wydarzenia. Tym razem mówić będziemy o corporate social responsibility i zabezpieczeniu kryzysowym. Prelegentami wydarzenia będą m.in.: Olivia Drost, Managing Partner at Spotlight Agency, Klara Ufnalewska, PR Manager Panasonic Marketing Europe GmbH, oddział w Polsce, Magdalena Przysłupska, Rzecznik prasowa w Fundacji DKMS, Janusz Schwertner, Dziennikarz Onetu, Kamil Dąbrowa, Rzecznik prasowy Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, Adam Łaszyn z Alert Media Communications oraz Wojtek Jabczyński, Rzecznik Prasowy ORANGE. Oprócz nich prelegentami będą również wybitni eksperci z takich instytucji jak m.in. PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, Związek Firm Public Relations czy Polskie Stowarzyszenie Public Relations.

Podczas tegorocznego wydarzenia odbędą się także trzy debaty. Pierwsza została objęta patronatem Związku Firm Public Relations, druga przygotowana zostanie przez ORANGE, trzecia zaś oparta będzie na szerokim projekcie badawczym realizowanym w branży pod tytułem: Foresight dla branży PR. Jak przygotować się na to, co niosą technologiczne i społeczne zmiany? W każdej z nich wystąpią zaproszeni przez naszych partnerów specjaliści, którzy debatować będą o odpowiedzialności społecznej, w tym również w tak ważnym współcześnie kontekście jak gospodarowanie plastikowymi odpadami. Uczestnikami debat będą osoby reprezentujące firmy i korporacje, które w sposób szczególny muszą sprostać wyzwaniom zmieniającego się podejścia do klimatu. Badania dla potrzeb Kongresu realizuje zespół badawczy Exacto i Publicon. Więcej w tym temacie do znalezienia już wkrótce na stronach www.exacto.pl oraz www.publicon.pl.

Każda kolejna edycja Kongresu to nowe wyzwania, analiza trendów, prezentacja ciekawych przykładów. To już dwudzieste spotkanie naukowców i praktyków z branży public relations, dla których praca to pasja i niezwykłe wyzwanie. Dlaczego warto być z nami? Przede wszystkim dlatego, że Kongres to wymiana niezwykle cennych doświadczeń, unikatowe szkolenie, które jest przydatne wszystkim specjalistom PR, niezależnie od branży, w której działają. Wszystkie osoby chcące poszerzać swoje zawodowe kompetencje w tym obszarze powinny w dniach 23-24 kwietnia 2020 roku być z nami w Rzeszowie – podsumował dr hab. prof. UW Dariusz Tworzydło, organizator Kongresu.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do wzięcia udziału w Kongresie, a firmy, media i instytucje do współpracy przy jego organizacji. Wydarzenie skierowane jest zarówno do tych, którzy zawodowo zajmują się komunikowaniem i poszukują inspiracji do tworzenia efektywnych kampanii i strategii, jak również do pasjonatów śledzących trendy i rozwiązania w procesie komunikowania. Szczegółowe informacje wraz z formularzem zgłoszeniowym można znaleźć na stronie www.kongrespr.pl.

Dlaczego warto inwestować w złoto?

Od starożytności, aż po czasy współczesne, złoto stanowi synonim bogactwa i luksusu. Kiedyś stanowiło ono niezwykle cenny towar, który wykorzystywany był przede wszystkim w handlu. Teraz jego rola nieco się zmieniła. Choć złoto przestało pełnić funkcję waluty, wciąż jest atrakcyjnym i wartościowym aktywem, w które decyduje się zaopatrzyć wielu inwestorów – zarówno tych większych, jak i nieco mniejszych. Dlaczego warto zainwestować w złoto? Oto kilka powodów.

Kupno złota jest przez wielu inwestorów traktowana jako swojego rodzaju zabezpieczenie przed momentem, kiedy na rynku dojdzie do niespodziewanego zwrotu lub krachu. Wszem i wobec uważa się bowiem, że kruszec ten jest najmniej narażony na stratę wartości. Co jednak jeszcze przemawia za tym, by ulokować swój kapitał właśnie w tym aktywie? Raz po raz można zauważyć, jak inwestorzy w obawie przed wahaniami rynku i w ramach zabezpieczenia się przed jego niestabilnością, zaczynają zaopatrywać się w „bezpieczne” środki. Złoto jest jednym z nich, dlatego warto sprawdzić, co jeszcze przemawia za jego zakupem.

Złoto jest idealną podstawą inwestycji

Jeśli Twoja strategia inwestycyjna opiera się na gromadzeniu wartościowych aktywów, których cena nie należy do najniższych, a jednocześnie chcesz mieć możliwie jak najwięcej przekonania, że poczynione inwestycje nie będą szybko tracić na wartości, to zakup złota wydaje się idealnym rozwiązaniem. Specjaliści wskazują także, że inwestycja w ten kruszec jest też świetną metodą dywersyfikacji portfela inwestycyjnego.

„Moda” na złoto

Wielu Polaków straciło zaufanie do inwestycji w złoto po słynnej aferze AmberGold. Jak się jednak okazało, ulokowanie własnego kapitału właśnie w ten sposób było dla dużego grona osób najlepszą możliwą do podjęcia decyzją inwestycyjną w roku 2019. Hossa na złoto trwa i zdecydowanie warto się nią zainteresować, tym bardziej, że nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie jego cena miała drastycznie spaść. Oczywiście do zakupu złota należy podejść jak do każdej innej operacji inwestycyjnej. Nie należy dokonywać transakcji pod wpływem emocji – należy dokładnie przeanalizować rynek, rozpatrzyć wszystkie „za” i „przeciw”, a dopiero wtedy zadecydować, czy ulokowanie własnego kapitału w złocie może być dla nas opłacalne.

Zabezpieczenie na czas kryzysu

Złoto często nazywa się towarem na czas kryzysu. Oznacza to, że jego mocna i stabilna wartość pieniężna potrafi się utrzymać nawet w najbardziej skomplikowanych sytuacjach rynkowych. Co więcej, wraz ze wzrostem napięć geopolitycznych takie aktywa jak złoto mają tendencję do nabierania na wartości. To zupełnie inaczej niż np. niektóre waluty, których kurs może nagle znacząco spaść. Zakup złota pozwala trzymać wartościowe aktywa poza systemem bankowym. Co ważne – wartość kruszcu nie jest narzucana przez rządy. Jego cena to wypadkowa kilku czynników, przede wszystkim dyktowanych podażem i popytem. O tym, ile kosztuje złoto, decydują m.in. katastrofy naturalne, sytuacja geopolityczna świata oraz kurs dolara amerykańskiego.

Rosnący popyt

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawię, ale popyt na złoto jest stosunkowo duży i cały czas rośnie. Choć może nam się wydawać, że obecne czasy są bardzo stabilne, to rosnące zapotrzebowanie na ten surowiec zdaje się rysować zupełnie inny scenariusz. Dość powiedzieć, że trudno przewidzieć, jak będzie wyglądać przyszłość Europy np. po planowanym Brexicie, który będzie mieć miejsce na początku 2020 roku. Z racji na to wydarzenie popyt na złoto w Wielkiej Brytanii wzrósł o niemal 60%. Dla Polski sytuacja ta nie będzie mieć aż tak bezpośredniego wpływu, jednak włączając w to inne czynniki geopolityczne oraz wewnętrzne, można sądzić, że cena złota cały czas będzie utrzymywać się na satysfakcjonującym poziomie, a zapotrzebowanie na zakup kruszcu raczej nie spadnie.

Ograniczenia

Jest jeszcze jeden czynnik, który sprawia, że inwestycja w złoto jest z reguły opłacalna. To materiał naturalny – surowiec wydobywany, a nie sztucznie uzyskiwany. Jednocześnie jest niezwykle rzadki, przez co jego wartość jest wysoka. Aby to się zmieniło, na świecie musiałaby się pojawić kopalnia, która miałaby dostęp do nieograniczonego i niewyczerpalnego źródła wydobycia złota. Taki scenariusz jest oczywiście niemożliwy. Cena złota nie powinna więc w najbliższym czasie drastycznie spaść, a sam surowiec najprawdopodobniej będzie cały czas wartościowym aktywem, w który zdecydowanie warto zainwestować, a przynajmniej warto się nim zainteresować.

Na co musi być przygotowany pracodawca w 2020 roku?

Spadek migracji zarobkowej do Polski zza wschodniej granicy, znaczne podwyższenie stawek wynagrodzeń pracowniczych i wyjątkowo niski poziom bezrobocia – to główne tendencje na polskim rynku pracy, z jakimi mieli do czynienia pracodawcy w 2019 roku. Co zatem czeka przedsiębiorców w nowym, nadchodzącym sezonie? Na to pytanie odpowiada Mariusz Hoszowski, Prezes Agencji Smart Work.  

Zdaniem ekspertów z firmy Smart Work, przyszły rok będzie trudny dla pracodawców, co spowodowane jest w głównej mierze przez działania rządu. Różnice w zakresie zmian regulacji prawnych w naszym kraju, jak i państwach ościennych, tendencje związane ze wzrostem wynagrodzeń czy odpływ zagranicznych pracowników z polskiego rynku pracy – te czynniki pogłębią kryzys kadrowy, przed jakim stoi polska gospodarka. Na co zatem powinien być przygotowany pracodawca w 2020 roku?

Podwyżki stawek

Jak mówi Mariusz Hoszowski, Prezes Smart Work, pierwszym czynnikiem niosącym szereg konsekwencji dla działania polskiego rynku pracy jest wprowadzenie drastycznych podwyżek godzinowych stawek minimalnych oraz minimalnego wynagrodzenia. Jest to podwyżka rzędu niemal 15%. Jakie skutki będzie miała ta zmiana? „Choć dla pracowników aspekt ten jest korzystny, konsekwencją tak drastycznego wzrostu wynagrodzeń będzie nie tylko zwiększenie poziomu kosztów pracodawcy, ale także niezadowolenie tych pracowników, którzy otrzymują stawki niewiele wyższe niż stawka minimalna, a nie uzyskają podwyżki. Co więcej, mniejsza dostępność pracowników i wyższy poziom oczekiwanych wynagrodzeń spowoduje także niezdrową konkurencję pomiędzy pracodawcami”.

Prezes Agencji Pracy Smart Work podkreśla, że innym niebezpiecznym aspektem, do którego doprowadzi wzrost wynagrodzeń będzie ponowny rozwój szarej strefy: „W ostatnim czasie zjawisko prowadzenia działalności w szarej strefie ponownie zaczęło wracać. Choć przez długie lata ten problem nie występował, wszystko wskazuje na to, że aktualny poziom kosztów wpływa na obniżenie konkurencyjności działalności przedsiębiorstw na tyle, że coraz częściej i chętniej pracodawcy mogą decydować się na rozwiązania omijające oficjalne przepisy. Samo zjawisko oferowania wyższych stawek związanych z szarą strefą będzie też niestety psuło rynek.”

Odpływ fali migracyjnej

Innym problemem dotyczącym sytuacji na polskim rynku pracy w 2020 roku jest postępujący rozwój udogodnień dotyczących pracy oraz legalizacji pobytu w państwach ościennych takich jak Czechy, Słowacja i Niemcy. Jak mówi Mariusz Hoszowski, pracodawcy realnie obawiają się sytuacji, w której szeroka grupa Ukraińców pracujących w Polsce w drugiej połowie 2020 roku znajdzie zatrudnienie w Niemczech. Co więcej, problemem jest także otwierające się możliwości dla pracowników z Ukrainy na innych rynkach krajów europejskich: „Konsekwencją regulacji prawnych wprowadzanych przez inne kraje europejskie dla pracowników z państw trzecich jest to, iż Polska przestała być dla Ukraińców krajem „pierwszego wyboru”. Przykładem tego jest Słowacja, która umożliwia w ciągu jednego tylko miesiąca uzyskanie karty pobytu pozwalającej na legalne przebywanie i pracę nawet do 3 lat, co w porównaniu z polskimi przepisami jest nieporównywalnym rozwiązaniem.”

Niechlubny ranking

Wbrew temu, co się wydaje – sytuacja na rynku pracy w Polsce jest lepsza od tej, która występuje w państwach ościennych. „Zarówno w Niemczech, jak i w Czechach, Słowacji czy na Węgrzech sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, ponieważ o pracownika jest znacznie trudniej niż w Polsce. W związku z tym nasi sąsiedzi wprowadzają wcześniej wspomniane ułatwienia dotyczące legalnego podjęcia pracy przez cudzoziemców. W efekcie ma to znacząco zwiększyć zainteresowanie pracowników oraz przekierować ruch migracyjny właśnie w ich stronę.” – wyjaśnia Prezes Agencji Smart Work.

Jak zauważa Mariusz Hoszowski, regulacje prawne pozwalające na pozyskanie w prostszy sposób dłuższej i legalnej pracy w sposób naturalny będą utrudniać pozyskiwanie pracowników w Polsce. Co mogłoby zatem poprawić tą sytuację? „Po pierwsze należałoby poprawić system legalizacji pobytu w Polsce, który jest absolutnie niewydajny i nieefektywny. Sytuacja, w której czeka się na dokumenty latami, a w urzędach wojewódzkich panuje absolutny bałagan powoduje zniechęcenie imigrantów zarobkowych oraz późniejszą chęć poszukiwania innych kierunków migracyjnych. Choć pracodawcy i organizacje zrzeszające agencje pracy wysuwają szereg propozycji ułatwiających dostęp do rynku pracy cudzoziemcom, nie są one rozpatrywane w kręgach rządowych. Za to lekceważące podejście do tej sytuacji w przyszłości przyjdzie nam – jako gospodarce – zapłacić bardzo wysoką cenę. A będzie to spowolnienie gospodarcze i zmniejszenie realnych dochodów przedsiębiorstw, a w konsekwencji również dochodów państwa”.

Ulga mieszkaniowa sposobem na fiskusa?

Ulga mieszkaniowa może być bardzo dobrym sposobem na uniknięcie podatku po sprzedaży mieszkania. Wyjaśniamy zasady wspomnianej ulgi. 

Wzrosty cen metrażu mogą zachęcać do sprzedaży mieszkań, które zostały kupione np. trzy lub cztery lata temu. Problem polega na tym, że osoba odsprzedająca dom lub lokal po niedługim czasie od jego zakupu, powinna zapłacić podatek dochodowy o stawce 19%. Taka danina dla fiskusa może skutecznie obniżyć zysk ze sprzedaży mieszkania. Na całe szczęście, istnieje ulga mieszkaniowa, czyli bardzo dobry sposób na uniknięcie podatku od zysków ze sprzedaży mieszkania. Wiele osób, które sprzedały mieszkanie albo dopiero rozważają taki wariant, interesuje się tematem wspomnianej ulgi. Właśnie dlatego zaprezentowaliśmy najważniejsze zasady, na których działa ulga mieszkaniowa. Warto wiedzieć, że w 2020 r. będzie ona funkcjonowała nieco inaczej niż jeszcze kilka lat wcześniej.

Trzeba bardzo uważać na pięcioletni termin opodatkowania

Przed prezentacją ogólnych zasad ulgi mieszkaniowej warto wyjaśnić, kiedy będzie ona bardzo potrzebna. Wielu właścicieli nieruchomości mogło słyszeć, że odsprzedaż nabytego (zakupionego/otrzymanego) albo wybudowanego lokum przed upływem pięciu lat skutkuje obowiązkiem zapłaty podatku PIT. Taka informacja jest nie do końca precyzyjna. Okazuje się bowiem, że zgodnie z przepisami pięcioletni termin opodatkowania trzeba liczyć dopiero od końca roku, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie prywatnej nieruchomości mieszkaniowej. Wedle takiej zasady, mieszkanie nabyte w 2019 r. będzie można sprzedać bez podatku dopiero 1 stycznia 2025 roku. „Szansą na wcześniejszą sprzedaż nieruchomości mieszkaniowej bez podatku PIT będzie właśnie opisywana ulga mieszkaniowa. Warto dodać, że wspomniany podatek stanowi aż 19% zysku ze sprzedaży nieruchomości” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Własne potrzeby mieszkaniowe to bardzo pojemne pojęcie …

Głównym celem ulgi mieszkaniowej jest zmniejszenie lub zupełne zniesienie opodatkowania osób wydających środki ze sprzedaży mieszkania na własne cele mieszkaniowe. Według obecnych przepisów, definicja takich celów jest bardzo szeroka. Można tutaj zaliczyć:

  • nabycie samodzielnego lokalu mieszkalnego lub budynku mieszkalnego (również w części/udziale)
  • nabycie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu lub domu albo udziału w takim prawie
  • nabycie gruntu pod budowę domu (również nabycie udziału w gruncie, gruntu z rozpoczętym budynkiem lub gruntu przeznaczonego do odrolnienia)
  • budowę, rozbudowę, nadbudowę, przebudowę, remont własnego budynku mieszkalnego, części takiego budynku lub własnego lokalu mieszkalnego
  • rozbudowę, nadbudowę, przebudowę lub adaptację na cele mieszkalne własnego budynku niemieszkalnego, lokalu niemieszkalnego lub pomieszczenia niemieszkalnego (do wykorzystania ulgi mieszkaniowej uprawnia również rozbudowa, nadbudowa, przebudowa lub adaptacja części budynku niemieszkalnego)
  • spłatę kredytu mieszkaniowego na wymienione powyżej cele (zaciągniętego przed opodatkowaną sprzedażą nieruchomości)
  • spłatę kredytu refinansującego kredyt wymieniony w poprzednim punkcie (zaciągniętego przed opodatkowaną sprzedażą nieruchomości)
  • zamianę nieruchomości mieszkaniowej/działki budowlanej na inną taką nieruchomość

Co ważne, zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych związane z ulgą mieszkaniową powinno nastąpić na terenie Polski, innych krajów Unii Europejskiej lub krajów EFTA (Szwajcaria, Liechtenstein, Islandia lub Norwegia)” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ulga mieszkaniowa zapewnia wyłączenie z podatku całości lub części dochodu dotyczącego sprzedaży mieszkania. Taki wyłączony podatkowo dochód obliczymy przy pomocy następującego wzoru:

Kwota wyłączona z opodatkowania = (sumaryczny dochód ze sprzedaży mieszkania x zadeklarowane wydatki na własne cele mieszkaniowe)/przychód ze sprzedaży mieszkania

Od 2019 r. ulga mieszkaniowa jest nieco mniej restrykcyjna

Podobnie jak w przypadku innych ulg, fiskus przewidział pewne sankcje dla niesłownych podatników. Z tą kwestią wiąże się temat niedawnych zmian prawnych. Warto wiedzieć, że ulga mieszkaniowa zmieniła się w pewnym ważnym aspekcie. Mowa o wydłużeniu terminu, przed upływem którego podatnik powinien przeznaczyć część lub całość dochodu uzyskanego ze sprzedaży mieszkania na własne cele mieszkaniowe. Do 1 stycznia 2019 r. taki termin wynosił zaledwie 2 lata. Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wydłużyła czas na sfinansowanie celów mieszkaniowych do 3 lat. „Trzeba jednak pamiętać, że bardziej korzystne zasady ulgi mieszkaniowej dotyczą jedynie sprzedaży nieruchomości w 2019 r. oraz późniejszych latach” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Co ważne, zmianie nie uległy sankcje dla osób łamiących zasady opisywanej ulgi. Jeżeli ulga mieszkaniowa nie zostanie wykorzystana w ciągu 2 lub 3 lat (poprzez sfinansowanie własnych celów mieszkaniowych), to podatnik będzie musiał złożyć korektę deklaracji podatkowej, zwrócić fiskusowi zaoszczędzony podatek PIT i dodatkowo zapłacić odsetki od zaległości podatkowych. „Taka sankcja nie znajduje zastosowania jeśli ulgi mieszkaniowa została prawidłowo wykorzystana przed upływem 2 lat lub 3 lat od końca roku podatkowego, w którym sprzedano nieruchomość” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, NieruchomosciSzybko.pl