Polscy inżynierowie zadbają o precyzyjne ustawienie satelitów misji Proba-3

Misja Proba-3 wystartowała z sukcesem z indyjskiego Centrum Kosmicznego Satish Dhawan w czwartek, 5 grudnia. Na potrzeby projektu GMV stworzyło główną część systemu nawigacji, sterowania i kontroli, umożliwiającego wykonanie skomplikowanego scenariusza misji. Formation Flight System, czyli system umożliwiający lot w formacji, to bardzo innowacyjny element misji, a zarazem jeden z najbardziej złożonych i krytycznych. Jest to też jeden z głównych celów technologicznych misji Proba-3 – osiągnięcie wyjątkowo precyzyjnego ustawienia dwóch obiektów poruszających się po eliptycznej orbicie z ogromną prędkością.

GMV w Polsce, jest zaangażowane w misję Proba-3 od ogłoszenia przez Europejską Agencję Kosmiczną fazy B przedsięwzięcia, czyli od 2012 roku. Zadaniem inżynierów było stworzenie oprogramowania do nawigacji względnej (relative GPS/rGPS), umożliwiającego dokładne wyznaczenie pozycji satelitów względem siebie i ustawienie ich w odpowiedniej formacji. Należy również dodać, że rozwój technologii „relative GPS” dla misji Proba-3 był jednym z pierwszych projektów polskiego zespołu GMV w sektorze kosmicznym. Technologia względnego GPS jest wykorzystywana w okolicach perygeum orbity, gdy sygnały GPS są dostępne, umożliwiając precyzyjne pomiary i kontrolę pozycji i prędkości satelitów.

Mówimy o precyzji rzędu kilku centymetrów, bo taka jest konieczna, aby koronograf zadziałał właściwie i to jest jednym z głównych technologicznych wyzwań całej misji PROBA-3. I chociaż specjalizujemy się w dostarczaniu oprogramowania dla misji kosmicznych to stworzenie systemu nawigacji względnej o takiej precyzji jest ogromnym wyzwaniem. Technologia ta pozwoli w przyszłości budować na orbicie wokół Ziemi instrumenty badawcze o bardzo dużych rozmiarach. Zwiększą się nasze możliwość w zakresie badania kosmosu. Relative GPS będzie miał również zastosowanie w misjach komercyjnych np. serwisowania satelitów na orbicie – mówi Paweł Wojtkiewicz, dyrektor ds. sektora kosmicznego GMV w Polsce.

Każdy z satelitów wyposażony jest w antenę i odbiornik śledzący sygnały satelitów nawigacyjnych, dodatkowo jeden z nich, główny, przetwarza dane z obu odbiorników i wykonuje nawigację względną. W celu uzyskania pożądanej dokładności niezbędne jest wykorzystanie wysoce dokładnych pomiarów. Pomiary te są obarczone nieoznaczonością, którą trzeba wyznaczyć, co jest najbardziej skomplikowaną częścią algorytmu stworzonego przez GMV w Polsce.

– Surowe pomiary z odbiorników GNSS obarczone są różnymi błędami, co powoduje konieczność różnicowania pomiarów w celu wykrycia wszystkich typowych błędów (tj. efektów jonosferycznych, błędów zegarów pokładowych i efemeryd satelitów GPS). Właśnie do tego służy algorytm stworzony przez inżynierów GMV w Polsce, tworzący swego rodzaju interferometr GPS na orbicie. Określenie niepewności pomiarów fazowych i wyeliminowanie błędów pomiarowych umożliwi autonomiczne ustawienie satelitów z dużą dokładnością. Opracowana przez nasz zespół nawigacja względna zostanie przetestowana wkrótce po wystrzeleniu, kiedy oba satelity PROBA-3 będą nadal ze sobą połączone. wyjaśnia Ambroise Bidaux-Sokołowski, szef działu nawigacji i sterowania polskiego zespołu GMV.

Aby umożliwić długą ekspozycję pozwalającą na badania Słońca koronografem, po której będą przemieszczały się satelity Proba-3 została mocno spłaszczona i wydłużona, ma perygeum rzędu 600 km i apogeum ponad 60500 km. W perygeum satelity będą przemieszczać się lotem swobodnym, jednak po wejściu w odpowiednie miejsce do obserwacji muszą ustawić się w konkretnym szyku i oddaleniu dokładnie 150 metrów.

Rynek inwestycyjny nieruchomości w regionie EMEA gotowy na odbicie w 2025 r.

W najnowszym raporcie pt. „2025 Global Investor Outlook” Colliers zwraca uwagę na nowe możliwości, jakie pojawiają się w głównych i alternatywnych segmentach rynku nieruchomości w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Warszawa, 5 grudnia 2024 r. — Według prognoz ekspertów Colliers, z uwagi na powrót globalnego zainteresowania inwestycjami po okresie niepewności gospodarczej i rosnących stóp procentowych, w 2025 roku w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki może nastąpić ożywienie aktywności inwestorów. Ma to związek z przewidywanymi obniżkami stóp procentowych, poprawą płynności i wieloma nowymi możliwościami pojawiającymi się zarówno w głównych, jak i alternatywnych segmentach rynku nieruchomości.

Rynek inwestycyjny w regionie EMEA jest gotowy na ożywienie w 2025 r. ze względu na silniejsze fundamenty i powrót zainteresowania aktywami wysokiej jakości – mówi Luke Dawson, szef działu rynków kapitałowych na świecie i w regionie EMEA, Colliers. – Wraz z poprawą płynności i dostosowywaniem strategii przez inwestorów do aktualnych realiów spodziewamy się stopniowego odbicia w poszczególnych segmentach rynku. O ile Europa odnotuje wzrost zainteresowania ze strony inwestorów z Azji i Bliskiego Wschodu, o tyle główne europejskie miasta, takie jak Paryż, Berlin, Mediolan, Madryt, Kopenhaga czy Londyn nadal będą przyciągać globalny kapitał – dodaje Luke Dawson.

Również w Polsce rynek od kilku kwartałów wykazuje symptomy ożywienia. Łączna wartość transakcji na rynku po trzech kwartałach 2024 roku wyniosła ponad 3 mld EUR, a według szacunków Colliers na koniec roku powinna przekroczyć 4 mld EUR. Oznaczałoby to ponad 100-proc. wzrost w porównaniu do 2023 r.

– Obniżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny sprawiają, że pieniądz jest coraz tańszy, co przekłada się na bardziej atrakcyjne zwroty dla inwestorów – komentuje Piotr Mirowski, Senior Partner, Dział Doradztwa Inwestycyjnego, Colliers w Polsce. – Już teraz widzimy wzmożone zainteresowanie centrami logistycznymi na kluczowych rynkach regionalnych i biurowcami w Warszawie, zarówno w Centralnym Obszarze Biznesu, jak i w niecentralnych lokalizacjach. Do końca roku powinno zostać sfinalizowanych jeszcze co najmniej kilka istotnych transakcji, każda o wartości powyżej 50 mln EUR. Zaawansowane są również procesy, których zamknięcie przewidywane jest na I kw. 2025 – dodaje Piotr Mirowski.

Kluczowe płynące z raportu Colliers „2025 Global Investor Outlook”

  • Powrót globalnego zainteresowania inwestycjami

Jak wynika z raportu Colliers, EMEA pozostaje najchętniej wybieranym przez międzynarodowych inwestorów regionem, a znaczny napływ kapitału spodziewany jest ze strony inwestorów z Azji i Bliskiego Wschodu, którzy celują w najlepsze segmenty rynku, takie jak biura i obiekty przemysłowo-logistyczne. Inwestorzy z Ameryki Północnej również wykazują zwiększone zainteresowanie z uwagi na odporność Europy, zachęty do powrotów do biur oraz ożywienie na rynku, które przewyższa to obserwowane w USA.

  • Cięcia stóp procentowych zwiększą płynność rynku

Przewidywane obniżki stóp procentowych na rynkach w regionie EMEA przyniosą  potrzebny wzrost wolumenu transakcji. Autorzy raportu „2025 Global Investor Outlook” wskazują, że cięcia te pozwolą zniwelować rozbieżności oczekiwań cenowych między sprzedającymi i kupującymi oraz ograniczyć erozję kapitału obserwowaną w ostatnich latach. To z kolei powinno przełożyć się na większy wzrost inwestycji, m.in. w segmencie biurowym.

  • Jakość i spełnianie kryteriów ESG

Inwestorzy skupiają swoją uwagę na spełniających kryteria ESG wysokiej jakości aktywach podstawowych, szczególnie w segmentach biurowym, przemysłowo-logistycznym i mieszkaniowym. Z raportu wynika, że około 20% ostatnio nabytych nieruchomości biurowych w Europie było przeznaczonych do renowacji lub przebudowy, co podkreśla odporność i zdolność adaptacyjną tego segmentu rynku.

  • Wzrost popularności obiektów mieszkaniowych

Ze względu na trendy demograficzne, np. starzenie się populacji, oraz przez brak równowagi między popytem a podażą na rynku mieszkaniowym nadal rośnie wolumen inwestycji w lokale dla studentów i seniorów. Nieruchomości skierowane do studentów zyskują na popularności szczególnie w kluczowych ośrodkach uniwersyteckich, takich jak Hiszpania, Włochy, Francja, Holandia i Wielka Brytania, oferując stabilny, długoterminowy potencjał przychodu.

  • Aktywa alternatywne coraz popularniejsze

W regionie EMEA wciąż rośnie popyt na aktywa alternatywne, takie jak np. centra przetwarzania danych. Na duże zainteresowanie inwestorów istotny wpływ ma m.in. dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji, zwiększający zapotrzebowanie na rozwiązania do przechowywania danych. Wzrost w tym segmencie ograniczyć mogą jednak wyzwania związane z dostawami energii i wymogi regulacyjne na niektórych rynkach, takich jak Irlandia, Niemcy i Holandia.

Perspektywy na 2025 r.

Wraz z ożywieniem na rynku inwestycyjnym w regionie EMEA oczekuje się, że zarówno tradycyjne, jak i alternatywne segmenty rynku nieruchomości odnotują wzrost wolumenu transakcji. Odporność regionu w branżach centrów handlowych, hoteli i obiektów logistycznych zapewnia dobre perspektywy dla zdywersyfikowanych inwestycji w 2025 roku. Aktywa podstawowe w Londynie, Paryżu i Berlinie pozostaną bastionami dla globalnych inwestorów, podczas gdy popyt na zrównoważoną modernizację i przebudowę obiektów wskazuje na możliwości inwestycyjne w segmencie powierzchni biurowych i przemysłowych.

Przyszłość usług biznesowych – integracja zwiększa efektywność zdaniem 64% liderów

Zintegrowane usługi biznesowe są motorem nowoczesnych przemian organizacyjnych. Jak wskazują wyniki globalnego raportu KPMG pt. „Future of Corporate Services” aż 64% respondentów jest zdania, że zintegrowane działania usług biznesowych przyczyniają się do wzrostu efektywności organizacyjnej, choć tylko 25% organizacji ocenia swoje działy wsparcia jako wysoce efektywne.

Raport, bazujący na badaniu 250 liderów z różnych sektorów, podkreśla znaczenie transformacji funkcji takich jak HR, IT, finanse czy obsługa prawna w kierunku strategicznego wsparcia biznesu.

Wydajność i reorganizacja wśród priorytetów

Jak pokazują wyniki, jedynie co czwarta firma ocenia swoje działy wsparcia jako wysoce efektywne. Podobny odsetek wskazuje na problem izolacji tych funkcji w ramach organizacji, a połowa respondentów podkreśla, że priorytety usług biznesowych są słabo zintegrowane z celami strategicznymi firmy.

57% ankietowanych dostrzega konieczność zmiany modeli operacyjnych na takie, które pozwoliłyby na większą integrację i usprawnienie współpracy między różnymi działami organizacji. Z kolei 64% respondentów uważa, że połączone i współpracujące działy wsparcia przyczyniają się do znaczącego wzrostu efektywności operacyjnej, ułatwiając szybsze i bardziej precyzyjne reakcje na zmiany rynkowe.

Usługi biznesowe to dziś coś więcej niż centra wsparcia – to strategiczne funkcje, które mogą decydować o sukcesie organizacji i istotnie wpływać na wyniki biznesowe. Jednak wiele firm nadal traktuje je jako element kosztowy, a nie jako źródło wartości. Kluczem do zmiany tego podejścia jest przejście od izolacji funkcji do pełnej integracji działań. Coraz więcej firm dostrzega, że zarządzanie przepływami wartości pozwala nie tylko ograniczyć straty, ale także w pełni wykorzystać potencjał danych i technologii. Firmy, które stawiają na strategiczne podejście do swoich funkcji biznesowych, budują fundamenty trwałej przewagi konkurencyjnej – mówi Radosław Jankie, Partner w Dziale Advisory, Szef Zespołu ds. Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu w KPMG w Polsce.

Technologia jako katalizator zmian

Jednym z kluczowych wniosków raportu jest rosnące znaczenie technologii generatywnej AI (GenAI) w przekształcaniu działów wsparcia. Aż 66% liderów uznaje jej potencjał w poprawie wydajności zespołów i optymalizacji procesów. Z kolei 72% pracowników widzi potrzebę ciągłego doskonalenia swoich umiejętności w odpowiedzi na postęp technologiczny.

Eksperci KPMG w Polsce zwracają uwagę na konieczność połączenia technologii z kompetencjami ludzkimi:

AI to katalizator transformacji, ale także wyzwanie w kontekście etyki, zarządzania ryzykiem i przygotowania organizacji do zmian. Firmy, które skutecznie wdrażają tę technologię, łączą jej potencjał z wiedzą i intuicją ludzi, co pozwala na tworzenie nowatorskich modeli operacyjnych. Obserwujemy, że liderzy inwestujący w AI coraz częściej opierają swoje decyzje na solidnych analizach danych, co minimalizuje ryzyko błędów i przyspiesza uzyskanie korzyści biznesowych. Transformacja z wykorzystaniem AI wymaga jednak długofalowego planowania oraz rozwoju umiejętności w organizacji – bez tego technologia pozostanie jedynie nie w pełni wykorzystanym narzędziem – podkreśla Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Dane są paliwem nowoczesnych organizacji, ale wiele firm wciąż boryka się z wyzwaniami w ich wykorzystaniu – tylko 10% firm uważa się za cyfrowo dojrzałe, zdolne do pełnego wykorzystania AI i GenAI.

Reorganizacja jako droga do przełamania silosów

Większość organizacji działa w wyizolowanych strukturach, które utrudniają współpracę. Badanie pokazuje, że tylko 36% respondentów opowiada się za reorganizacją, która mogłaby poprawić współpracę, zaś 64% widzi korzyści z większej integracji funkcji korporacyjnych, takie jak szybsze reakcje na zmiany i lepsza efektywność.

Firmy, które mogą się pochwalić sukcesami w transformacji swoich usług biznesowych, są świadome, że technologia sama w sobie nie rozwiązuje pojawiających się wyzwań. Kluczowe jest połączenie technologii z kulturą organizacyjną, która wspiera otwartość, współpracę i ciągły rozwój, a także z odpowiednim doborem zestawu umiejętności pracowników. Organizacje powinny inwestować w ludzi – rozwijać ich, angażować w projekty związane z transformacją i dawać im narzędzia, które pozwolą pracować bardziej innowacyjnie. W ten sposób można nie tylko zwiększyć efektywność, ale też wzmocnić zdolność firmy do adaptacji w dynamicznym otoczeniu biznesowym, a pracownikom zapewnić bezpieczne stanowiska, w których technologia jest ich narzędziem, a nie zastępcą – komentuje Piotr Jarosz, Dyrektor w Dziale Advisory, w Zespole Doradztwa ds. Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu w KPMG w Polsce.

We Francji upada rząd – co dalej?

Upadek rządu Michela Barniera, który sprawował funkcję premiera od września 2023 roku, wywołał poważny kryzys polityczny i gospodarczy. Barnier ustąpił po przegłosowaniu wotum nieufności, które było efektem sporu budżetowego. Jego zaledwie kilkumiesięczna kadencja stała się najkrótszą w historii V Republiki Francuskiej.

Kluczowy punkt konfliktu stanowił projekt budżetu na 2025 rok. Propozycja zakładała cięcia wydatków oraz podwyżki podatków na kwotę 60 miliardów euro, co miało zmniejszyć deficyt budżetowy z 6.1% PKB w 2023 roku do 5% w 2025 roku. Spotkało się to jednak z ostrą krytyką zarówno skrajnej prawicy, jak i lewicy. Marine Le Pen, liderka skrajnej prawicy, określiła ten plan jako „toksyczny dla Francuzów”, co doprowadziło do współpracy ugrupowań o przeciwnych ideologiach przeciwko rządowi.

Polityczne zamieszanie odbija się na rynkach finansowych. Spread między obligacjami francuskimi a niemieckimi osiągnął ponad 80 punktów bazowych, najwyższy poziom od 2012 roku, co wskazuje na rosnące ryzyko polityczne. Rentowność 10-letnich francuskich obligacji wynosi obecnie 2.90%, podczas gdy niemieckich – 2.08%. Kurs EURUSD w oczekiwaniu na jutrzejsze NFP znajduje się na poziomie 1.0528, a indeks CAC40 wynosi 7332.6 punktów, odzwierciedlając niepewność inwestorów.

Prezydent Emmanuel Macron stoi przed trudnym zadaniem znalezienia nowego premiera, który zdoła zbudować poparcie w podzielonym parlamencie. Dotychczasowe próby budowy koalicji napotkały poważne trudności, a nowe wybory parlamentarne mogą odbyć się najwcześniej w lipcu 2024 roku. Macron zapowiedział, że nie zrezygnuje z urzędu przed końcem swojej kadencji w 2027 roku, mimo nasilającej się presji ze strony opozycji. Marine Le Pen nie tylko wywiera naciski na prezydenta, ale również deklaruje chęć współpracy nad nowym budżetem, pod warunkiem uwzględnienia jej postulatów.

Rząd tymczasowy korzysta obecnie z nadzwyczajnych przepisów, aby zapewnić podstawowe finansowanie państwa i pobór podatków. Minister finansów ostrzega jednak, że takie rozwiązania zwiększą obciążenia podatkowe dla gospodarstw domowych i wpłyną negatywnie na kluczowe obszary, takie jak bezpieczeństwo i rolnictwo.

Macron i jego sojusznicy starają się odbudować „Republikański Front” – koalicję partii głównego nurtu – aby przekonać umiarkowanych socjalistów do zerwania współpracy z radykalną lewicą. Sytuacja polityczna i gospodarcza Francji pozostaje napięta, a dalszy rozwój wydarzeń zależy od decyzji prezydenta i nowego rządu. Kluczowe będzie znalezienie sposobu na zażegnanie kryzysu politycznego i odbudowę zaufania inwestorów, by uniknąć pogłębienia problemów gospodarczych.

Autor: Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Pełnomocnictwa w Spółce z o.o. – lepiej zrób to dobrze 

Pełnomocnictwo do reprezentowania spółki to narzędzie, które zapewnia elastyczność w zarządzaniu firmą, szczególnie w przypadku delegowania odpowiedzialności na innych członków zespołu lub zewnętrznych partnerów. Pełnomocnictwo to dokument, który pozwala osobom trzecim (np. pracownikom, doradcom lub partnerom biznesowym) na reprezentowanie firmy w określonych sprawach. W kontekście spółki z o.o. pełnomocnictwa są szczególnie ważnym narzędziem, umożliwiającym sprawne zarządzanie firmą i delegowanie uprawnień do podejmowania decyzji w imieniu spółki. Choć pełnomocnictwa mogą wydawać się formalnością, ich właściwe stosowanie ma kluczowe znaczenie dla efektywności operacyjnej firmy. Jakie pełnomocnictwa warto stosować w spółce z o.o., a także kiedy i dlaczego warto o nich pomyśleć?

Czym jest pełnomocnictwo?

Pełnomocnictwo to pisemne upoważnienie, które jedna osoba (pełnomocnik) otrzymuje od drugiej (mocodawcy) do reprezentowania jej w określonych sprawach. W kontekście spółki z o.o. pełnomocnik może działać na rzecz spółki, podejmując decyzje, podpisując dokumenty lub reprezentując ją w kontaktach z innymi podmiotami – zarówno w sprawach codziennych, jak i bardziej złożonych.

W Polsce pełnomocnictwa reguluje Kodeks cywilny, który w artykule 98 stanowi, że pełnomocnictwo może dotyczyć określonej czynności prawnej (pełnomocnictwo szczególne) lub szeregu czynności (pełnomocnictwo ogólne).

Pełnomocnictwo ogólne a szczególne – jak wybrać?

  • Pełnomocnictwo ogólne – daje pełnomocnikowi szerokie uprawnienia do reprezentowania spółki w wielu sprawach. Może obejmować np. podpisywanie umów, podejmowanie decyzji finansowych, reprezentowanie spółki przed organami administracyjnymi. Jest to pełnomocnictwo o dużym zakresie, ale wymaga jasnych reguł określających granice uprawnień pełnomocnika.
  • Pełnomocnictwo szczególne – dotyczy jedynie jednej, konkretnej czynności, np. podpisania umowy najmu lub złożenia oferty przetargowej. Jest stosowane w przypadku, gdy przedsiębiorca chce powierzyć pełnomocnikowi wykonanie pojedynczej czynności prawnej.

Kiedy warto stosować pełnomocnictwa?

Pełnomocnictwa w spółce z o.o. pozwalają na elastyczne zarządzanie przedsiębiorstwem i delegowanie uprawnień w sposób efektywny. Warto je stosować, gdy:

  1. Zarządzanie firmą staje się bardziej skomplikowane – w miarę rozwoju firmy, rośnie liczba decyzji, które trzeba podjąć na różnych poziomach organizacji. Pełnomocnictwa pozwalają zarządowi na delegowanie uprawnień do działania, aby skoncentrować się na strategicznych kwestiach.
  2. Firma współpracuje z partnerami zewnętrznymi – pełnomocnictwo jest często stosowane, gdy firma zawiera umowy z dostawcami, klientami, a także instytucjami finansowymi. Przedsiębiorca może upoważnić pracownika lub prawnika do podpisania umowy lub reprezentowania firmy na spotkaniu.
  3. Brak czasu lub obecności właściciela – pełnomocnictwa są niezbędne, gdy właściciel spółki z o.o. nie może osobiście uczestniczyć w każdej sprawie, ale chce mieć pewność, że decyzje będą podejmowane w jego imieniu.

Przykłady z życia – kiedy pełnomocnictwa ratują sytuację?

Historia 1: Potrzebujesz podpisu, ale nie masz czasu na wszystko

Anna prowadzi dynamicznie rozwijającą się firmę technologiczną. Często podróżuje służbowo po Europie, spotykając się z partnerami biznesowymi i uczestnicząc w konferencjach. Jednym z jej klientów jest duża firma międzynarodowa, która regularnie wymaga podpisania dokumentów kontraktowych w Polsce. Anna, chcąc uniknąć opóźnień, udzieliła pełnomocnictwa swojemu zaufanemu menedżerowi, który miał uprawnienia do podpisywania umów w jej imieniu. Dzięki temu proces podpisywania umów odbywał się bez zakłóceń, co pozwoliło firmie na utrzymanie płynności działań biznesowych. W przypadku braku takiego pełnomocnictwa, każda umowa wymagałaby jej osobistej obecności, co skutkowałoby opóźnieniami.

Historia 2: Nowy kontrakt i zmiana warunków umowy

Maciej prowadzi spółkę z o.o., która specjalizuje się w usługach IT. Podpisał umowę na dostarczenie systemu informatycznego dla dużej sieci handlowej, ale po kilku miesiącach, z powodu zmian w specyfikacji, konieczne było podpisanie aneksu. Z racji wyjazdu służbowego, Maciej nie mógł osobiście zatwierdzić aneksu. Przed wyjazdem upoważnił swojego zastępcę do podpisania dokumentu w jego imieniu. Pełnomocnictwo okazało się kluczowe, bo pozwoliło nie tylko na utrzymanie tempa realizacji kontraktu, ale także na zapewnienie, że zmiany w umowie nie wpłyną na termin zakończenia projektu.

Jak przygotować pełnomocnictwo?

Aby pełnomocnictwo miało moc prawną, musi spełniać określone wymogi:

  1. Dokument na piśmie – pełnomocnictwo powinno być sporządzone na piśmie, aby miało pełną moc prawną.
  2. Określenie zakresu pełnomocnictwa – dokument musi precyzyjnie określać, w jakim zakresie pełnomocnik jest upoważniony do działania.
  3. Podpis mocodawcy – pełnomocnictwo musi być podpisane przez osobę upoważniającą, np. właściciela firmy lub członka zarządu.

Choć pełnomocnictwa mogą wydawać się formalnością, ich prawidłowe przygotowanie i stosowanie pozwala uniknąć wielu problemów prawnych i operacyjnych. Dzięki nim firma może działać sprawnie, nawet w sytuacjach, gdy właściciel nie jest w stanie osobiście zająć się każdą kwestią. Jeśli szukasz aktualnego wzoru pełnomocnitwa do reprezentowania spółki z o.o. znajdziesz go na https://rejestracjaspolkizoo.pl/produkt/pelnomocnictwo-ogolne-spolki-z-o-o-wzor/.

AI, praca i kapitał: Nowy model współwłasności w konkurencyjnej ekonomii

Praca współtworząca sztuczną inteligencję powinna się stawać współwłaścicielką kapitału. Kapitał w konkurencji powinien być zainteresowany tym, by nie tracić przewagi konkurencyjnej, którą ma dzięki pracy ze sztuczną inteligencją.

Sztuczna inteligencja (AI) wywołuje lęki przedstawicieli wielu zawodów o możliwość ograniczenia ich pracy i wynagrodzeń – tzw. współczesny luddyzm. Analitykom jawi się natomiast jako szansa na znaczący wzrost wydajności pracy i przyspieszenie wzrostu gospodarczego, coraz bardziej grzęznących w sekularnej stagnacji w wielu krajach świata, zwłaszcza w Europie. Rozumowanie jest proste: jeśli nawet tę samą wielkość produkcji będzie wytwarzać mniej ludzi, skoro zastąpi ich sztuczna inteligencja, to – statystycznie rzecz biorąc – wydajność tej mniejszej liczby pracowników istotnie wzrośnie. Nie brakuje też szacunków, o ile procent może rosnąć średniorocznie PKB dzięki większej wydajności pracy przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji.

Kto kreuje wydajność?

Pierwsze „ale” dotyczy podmiotowości sztucznej inteligencji. Prawnicy intensywnie badają możliwości nadania jej osobowości prawnej lub jakiejś innej formy podmiotowości i „odpowiedzialności”. Ekonomiści intensywnie pracują nad filozoficzno-teoretycznymi podstawami jej opodatkowania: dlaczego fiskus miałby tracić na PIT i sztuczna inteligencja miałaby naruszać konstytucyjną zasadę równości szans? W ten sposób sztuczna inteligencja byłaby „sztucznie” preferowana, nawet gdyby była gorsza niż naturalna, co ewidentnie naruszałoby podstawowe reguły ekonomii – efektywnej alokacji.

Drugie „ale” dotyczy tego, na ile pracownicy osiągają korzyść ze statystycznego wzrostu wydajności pracy (w tym przypadku dzięki AI). To problem, który silnie rozpalał emocje teoretyków od Marksa do Piketty’ego, a jeszcze bardziej lewicujących polityków. W walce klas właściciele kapitału powiedzą, że to „my podjęliśmy ryzyko oraz zapłaciliśmy za rozwiązania sztucznej inteligencji i nam się należą jej efekty”. Pracownicy natomiast odpowiedzą, że to „nam rośnie wydajność pracy, co dobitnie pokaże statystyka, i bardziej to w nas rośnie wiedza (z którą możemy przejść do konkurencji!), a przecież wzrost płac powinien silnie być powiązany ze wzrostem wydajności pracy”.

Problem daleki jest od rozwiązania, chociaż marksiści uznają, że już 120 lat temu go rozstrzygnęli pracą Michajła Tuhan-Baranowskiego, który twierdził, że nawet gdyby fabryka była ogromna i w pełni zautomatyzowana, to i tak musiałby w niej pracować jeden pracownik, i to jego kapitalista by wyzyskiwał, zabierając mu wartość dodatkową, którą tylko on tworzy. W świetle współczesnych teorii wartości brzmi to dość karykaturalnie.

Trzecie „ale” ma najbardziej fundamentalne znaczenie: czy wzrost wydajności jest naprawdę taki ważny, czy nie jest wymuszany zabójczym dla człowieka wyścigiem szczurów, czy nie przyczynia się do przyspieszonego niszczenia naturalnego środowiska i niekorzystnej zmiany klimatu, czy nie pogłębia nierówności społecznych oraz czy produkcja sztucznej inteligencji stworzy popyt na nową pracę zwolnionych pracowników (tzw. nowe prawo Saya).

Czwarte „ale” dotyczy wiarygodności szacunków liczbowych i statystyczno-ekonometrycznych prognoz. Wszakże przecież prowadzone przy pomocy wyrafinowanych i drogich metod statystyczno-ekonometrycznych prognozy wyborcze w USA do ostatniego dnia dawały zwycięstwo Kamali Harris, a już np. przed rokiem na łamach „Newsweeka” i „Rzeczpospolitej” Guy Sorman, autor kultowego „Solution liberale”, twierdził na podstawie bardzo „miękkiej” i bardzo taniej naukowo metodologii, że na pewno wygra Donald Trump.

Komitet nagród imienia Nobla w ekonomii w ostatnich latach nagradza prace, które jeszcze kilka lat temu uznałby za nienaukowe. W jakim więc stopniu sztuczna inteligencja może zwiększyć wydajność pracowników czy raczej wydajność siebie? Zacznijmy od początku.

Wiedza i kapitał

Wyobraźcie sobie kawiarnię w Budapeszcie na początku XX wieku. Przy jednym ze stolików siedzi zaledwie sześcioletni chłopiec i z zapałem dyskutuje z ojcem o greckiej filozofii. W przerwie między Sokratesem a Platonem, poniekąd z nudów, rozwiązuje skomplikowane matematyczne zagadki. Nie, to nie scena z filmu o małym geniuszu, lecz dzieciństwo Jánosa Lajosa Neumanna, człowieka, który wymyślił jeden z pierwszych komputerów (nazwany MANIAC – Mathematical Analyzer Numerical Integrator and Automatic Computer Model), tworząc podwaliny technologii, z których korzystamy do dziś. Tak, to ten sam człowiek (choć już noszący nazwisko von Neumann), którego talent, zapał i praca utorowały także drogę sztucznej inteligencji.

A skoro mowa o dzisiejszej rzeczywistości, to 100 lat później przyszłość powstaje już nie w budapeszteńskiej kawiarni, lecz w sterylnych laboratoriach holenderskiej firmy ASML – jednej z trzech najdroższych firm Europy, obok duńskiej Novo Nordisk i francuskiej LVMH, których Europa potrzebuje następne setki, aby sprostać konkurencji z Ameryką i Azją. Inżynierowie ASML „wychowują” innego geniusza – maszynę Twinscan NXE:5000. To technologiczny moloch wielkości autobusu, ważący 180 ton, który za pomocą ekstremalnego ultrafioletu (EUV) „rysuje” niesamowicie małe i precyzyjne struktury na płytkach krzemowych, dzięki którym powstają coraz potężniejsze procesory, napędzające nasze smartfony, samochody, a nawet systemy uzbrojenia. Cena? Bagatela 150 mln dol. za sztukę.

Postęp technologiczny to motor napędowy gospodarki. Z jednej strony takie firmy, jak ASML czy Nvidia, tworzą tysiące miejsc pracy i napędzają innowacje. Z drugiej jednak koszty rozwoju i produkcji tak zaawansowanych technologii są ogromne, co prowadzi do koncentracji kapitału w rękach niewielu firm. Także w rękach właścicieli, chociaż rola inżynierów – pracowników jest, jak widać, ogromna w kreowaniu postępu technicznego.

Daron Acemoglu, tegoroczny ekonomiczny noblista, uważa, że nie ma powodów do paniki. AI może zautomatyzować pewne zadania, ale jej potencjał w zakresie rewolucjonizowania procesów produkcyjnych i tworzenia nowych produktów jest ograniczony. Przykładem są samojezdne auta – pomimo wielkich nadziei postęp w tej dziedzinie jest wolniejszy, niż oczekiwano. Acemoglu niczym sprawny archeolog „odkopuje” przykłady z przeszłości, które rzucają nowe światło na współczesne dylematy. Przypomina, że wynalezienie wiatraków w średniowieczu zwiększyło produktywność, ale korzyści zagarnęła szlachta, a nie chłopi, którzy tkwili w jej uścisku.

Podobnie było z odziarniarką do bawełny w USA. Technologia ta doprowadziła do boomu w produkcji bawełny i napełniła kieszenie plantatorów, ale cenę zapłacili za to niewolnicy. Nawet rewolucja przemysłowa w Wielkiej Brytanii, często przedstawiana jako historia sukcesu i symbol postępu, miała swoje ciemne strony. W początkowej fazie robotnicy w fabrykach nie odnosili korzyści z postępu technologicznego. Automatyzacja prowadziła do utraty miejsc pracy, a słabe związki zawodowe nie były w stanie wynegocjować lepszych warunków pracy. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku, wraz ze wzmocnieniem związków i zmianą kierunku innowacji w stronę technologii wspierających pracę ludzi, a nie ją zastępujących, sytuacja robotników uległa poprawie. Ale co jest do podziału?

Szacunki wydajności

Goldman Sachs przewiduje dodatkowy wzrost globalnego PKB w najbliższych dziesięciu latach dzięki sztucznej inteligencji o 0,7 proc. średniorocznie, natomiast McKinsey Global Institute zapowiada wzrost o 3–4 pkt proc. średniorocznie do 2040 r., ponieważ oczywiście w czwartej dekadzie XXI wieku powinien on być zdecydowanie większy.

Daron Acemoglu w stosunku do szacunków Goldman Sachs jest bardziej optymistyczny, wszakże AI to przypływ, który unosi wszystkie łodzie, i szacuje, że w najbliższych dziesięciu latach ten dodatkowy wzrost PKB może wynosić nawet 1–1,5 proc. rocznie. Wskazuje jednakże też na wiele swoich „ale”. Wpływ AI na gospodarkę w najbliższej dekadzie może być mniejszy, niż sugeruje wielu ekspertów. Acemoglu powołuje się na badania, według których obecnie dostępne narzędzia AI przynoszą średnio 27 proc. oszczędności kosztów pracy i 14,4 proc. oszczędności kosztów ogółem. ChatGPT przyspiesza pisanie tekstów, asystenci AI odciążają pracowników obsługi klienta itp.

Niestety, wbrew nowemu luddyzmowi, tylko niewielki odsetek zadań może zostać w pełni zautomatyzowany przez AI w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Wiele z nich wymaga uwzględnienia złożonych zmiennych i kontekstu, co ogranicza możliwości AI. Ocenianie wniosków kredytowych, diagnozowanie chorób, doradztwo finansowe – to zadania, z którymi AI nadal sobie nie radzi.

Noblista luddystą?

Acemoglu ostrzega przed nadmierną automatyzacją, która może prowadzić do eliminacji miejsc pracy i wzrostu nierówności. Jako przykład podaje przemysł samochodowy w USA. W początkach XX wieku Henry Ford, wprowadzając taśmę produkcyjną, rzeczywiście zwiększył produktywność, ale jednocześnie stworzył nowe miejsca pracy i podniósł płace (aby pracownicy mogli kupować fordy…). Współczesny model produkcji opiera się natomiast na robotach, a nie na ludziach, co prowadzi do likwidacji etatów i stagnacji płac.

Acemoglu argumentuje, że powinniśmy dążyć do „komplementarności człowiek–maszyna”, gdzie technologia wspiera ludzi w ich pracy, a nie ich zastępuje. Podaje przykład rynku pracy w USA, gdzie w ostatnich dekadach zaobserwowano dramatyczny wzrost nierówności płacowych. O ile pracownicy z wyższym wykształceniem radzą sobie dobrze, o tyle osoby z niższym wykształceniem, których praca jest łatwiejsza do zautomatyzowania, tracą grunt pod nogami.

Ekonomista obawia się, że AI – jeśli nie okiełznamy ram jej rozwoju – może stać się narzędziem w rękach potężnych korporacji, pogłębiającym nierówności i prowadzącym do społecznej katastrofy. Dominacja gigantów technologicznych, takich jak GAFAM [Google, Amazon, Facebook, Apple i Microsoft – red.] czy BATX [Baidu, Alibaba, Tencent, and Xiaomi – red.], i brak społecznej kontroli nad kierunkiem innowacji są poważnym zagrożeniem. Zamiast rozszerzać ludzkie możliwości, AI może stać się narzędziem kontroli, inwigilacji i manipulacji, zagrażając naszej prywatności i wolności. System kredytu społecznego w Chinach, gdzie rząd monitoruje obywateli i ocenia ich zachowanie, jest przerażającym przykładem tego, do czego może doprowadzić niekontrolowany rozwój technologii.

Na pomoc prawa własności i konkurencji

W ekonomii sztucznej inteligencji zapomina się o największej sile, jaką oferuje ludzkości ekonomia w postaci praw własności i konkurencji. Komplementarność człowiek–maszyna to komplementarność instytucjonalna pracy i kapitału, to konkurencja o lepszą pracę i o wyższą rentowność kapitału. To szansa na to, by sztuczna inteligencja wreszcie „pogodziła” pozostający przez wieki w silnym konflikcie kapitał z pracą. Praca współtworząca sztuczną inteligencję powinna się stawać współwłaścicielką kapitału, kapitał w konkurencji powinien być tym zainteresowany, aby nie tracić przewagi konkurencyjnej, którą ma dzięki pracy ze sztuczną inteligencją. Największą konkurencją dla IBM stali się… jego pracownicy zakładający firmy Dell, Sun, Compaq itd. W AI ten proces może być znacznie silniejszy.

Jaka przyszłość czeka tych, którzy jednak nie będą mogli lub nie będą potrafili skorzystać z AI? To jest wyzwanie dla nauk społecznych na czele z filozofią. W latach 70. XX wieku filozof kanadyjski Marshall McLuhan głosił piękną wizję świata jako globalnej wioski, w której wszyscy wszystko o sobie wiedzą, np. dzięki internetowi i sieciom społecznościowym. Dzisiaj wiemy, że dla wielu taką wiedzą są deep fakes, w zatrudnieniu przyszłości może to być bullshit jobs, jak pisał nieodżałowany David Graeber.

Waldemar Karpa i Adam Noga są profesorami ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego oraz członkami TEP.

Rekordowa liczba ofert, sprzedaż mieszkań mniejsza o 26% i korekty cen. Listopad na rynku deweloperskim

Przez jedenaście miesięcy tego roku na siedmiu głównych rynkach w Polsce sprzedano o 26% mniej mieszkań niż w tym samym czasie rok wcześniej. Listopad jest kolejnym z rzędu miesiącem, w którym bieżąca podaż była większa od popytu. W efekcie na początku grudnia liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów osiągnęła rekordowy poziom 56 tys. lokali. Aktualną sytuację na rynku deweloperskim komentuje Katarzyna Kuniewicz z Otodom Analytics.

Skokowy przyrost oferty w listopadzie jest w głównej mierze efektem większej o niemal 2 tys. bieżącej podaży nad obecną sprzedażą. Co więcej, do oferty wróciły mieszkania, które w poprzednich miesiącach w statystykach Otodom Analytics miały status mieszkań sprzedanych. Należy jednak zauważyć, że ich skala w listopadzie nie odbiega od średniej z poprzednich miesięcy. Skumulowanym efektem tych zmian na największych rynkach mieszkaniowych w Polsce, czyli w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i we Wrocławiu, jest największy od czterech lat poziom liczby mieszkań oferowanych przez deweloperów.

Listopad na rynku deweloperskim
Źródło danych Otodom Analytics

Pomimo wzrostu liczby oferowanych mieszkań, tempo wyprzedaży oferty ponownie się poprawiło i na koniec listopada osiągnęło poziom 5,5 kwartału. Dla porównania przyjmuje się, że wynik 4-5 kwartałów charakteryzuje tzw. rynek w równowadze.

Źródłem poprawy tego wskaźnika była nie tylko relatywnie dobra listopadowa sprzedaż, ale przede wszystkim zagregowany trzymiesięczny wolumen transakcji, który przekroczył 10 tys. sprzedanych mieszkań. Porównywalny skumulowany wynik sprzedaży odnotowaliśmy w Otodom Analytics w kwietniu 2024 roku – ostatnim miesiącu, w którym na rynek mieszkaniowy oddziaływał Bezpieczny Kredyt 2%, tj. banki udzielały ostatnich kredytów, wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań w Otodom Analytics.

Źródło danych Otodom Analytics
Źródło danych Otodom Analytics

Sprzedaż w Łodzi podobna jak w Trójmieście

Po dwóch miesiącach ze sprzedażą na poziomie 1,1-1,2 tys. mieszkań nieco gorsze cztery ostatnie tygodnie zaliczyli deweloperzy budujący w Warszawie. W listopadzie w stolicy sprzedano poniżej tysiąca mieszkań, o 15% mniej niż przed miesiącem i o 20% mniej niż przed rokiem. Mimo to Warszawa pozostaje największym rynkiem mieszkaniowym w Polsce. W listopadzie na drugim miejscu był Wrocław – 561 lokali według wstępnego odczytu Otodom Analytics, czyli o 27% więcej niż w październiku i o 7% mniej niż przed rokiem. Natomiast 476 mieszkań deweloperskich sprzedano w Krakowie, a 424 w Poznaniu. Ciekawostką jest taki sam wynik sprzedażowy w Łodzi i Trójmieście – po 398 lokali. Ostatni raz Łódź sprzedała tyle samo lub więcej niż Trójmiasto w grudniu 2021 r. Najskromniej w zestawieniu wygląda znów sprzedaż w Katowicach, tj. 159 mieszkań – o 31% mniej niż przed rokiem.

Kraków goni ofertę w Łodzi

W minionym miesiącu najwięcej, bo ponad 2,1 tys., nowych mieszkań trafiło do oferty w Warszawie. W pozostałych miastach liczba nowych ofert nie przekroczyła 1000. Najbliżej był Poznań z 854 nowymi mieszkaniami, a za nim Kraków (632). Pomiędzy 450 a 500 wprowadzeń było w Łodzi, Wrocławiu i Katowicach, a najmniej tym razem w Trójmieście – zaledwie 305.

Analizując wielkość oferty, warto zanotować, że wkrótce liczba mieszkań dostępnych w Krakowie może przekroczyć ofertę w Łodzi. Na koniec listopada było to odpowiednio 8,2 i 8,5 tys. mieszkań. Pół roku temu różnica między tymi miastami wynosiła ponad 2,5 tys. mieszkań. Przoduje oczywiście Warszawa (13,8 tys. mieszkań), a za podium pozostaje Poznań i Wrocław (około 7,5 tys.). W ostatnim roku najmniej wzrosła oferta w Trójmieście (o 13%, do 5,9 tys.), jednak patrząc całościowo, najskromniej wyglądają Katowice (4,4 tys. mieszkań na koniec listopada). W ostatnich 12 miesiącach najmocniej oferta urosła w Poznaniu i Wrocławiu (po 80-90%) oraz w Krakowie (o 99%).

Korekta cen

Analiza sprzedaży mieszkań na największych rynkach z kilku ostatnich miesięcy wskazuje zarówno na utrzymywanie się na rynku powakacyjnego optymizmu, jak i na rosnącą niepewność, która studzi gotowość klientów firm deweloperskich do finalizowania transakcji. Wskazują na to z jednej strony sięgające kilkuset mieszkań korekty liczby lokali sprzedanych we wrześniu i październiku, wstępny wynik wskazywał na 3,7 tys. sprzedanych, ostatecznie jest 3,4 tys., z drugiej zaś – niższy od spodziewanego wynik sprzedaży w listopadzie. Okazuje się, że nasilenie akcji promocyjnych i rabatowych, które obserwowaliśmy już w ostatnich dniach października, na razie nie przyniosło wyraźnego wzrostu liczby sprzedanych mieszkań, tłumaczy Kuniewicz.

Na większości analizowanych rynków średnie ceny mieszkań oferowanych w listopadzie nie tylko nie rosły, ale były nawet delikatnie korygowane. Oczywiście mówimy o zmianach miesięcznych. Na wszystkich dużych rynkach listopadowe ceny mieszkań deweloperskich porównane do cen sprzed roku były wyższe, jednak wzrosty – poza Łodzią i Wrocławiem – są już mniejsze, kilkuprocentowe. Najmniej w ciągu roku, czyli w okresie od listopada 2023 do listopada br.) średnie ceny oferowanych mieszkań wzrosły w Poznaniu i Trójmieście (odpowiednio 3,5% i 3,5%), najwięcej w Łodzi i Wrocławiu (odpowiednio 16,3% i 11,6%). Takich znaczących różnic nie odnotowano, analizując zmiany miesięczne (od listopada do października br.) – poza Trójmiastem, gdzie ceny wzrosły o 0,8%, a na pozostałych rynkach nastąpiła redukcja cen, ale jej skala nie przekroczyła -0,6%.

Listopad na rynku deweloperskim 3Przez kilka ostatnich miesięcy w siedmiu największych miastach obserwowaliśmy wyraźną stabilizację cen mieszkań oferowanych przez deweloperów. W danych listopadowych widzimy zmianę dotychczasowego trendu. Bez wątpienia na większości rynków mamy do czynienia z korektą cen. Jednak z odpowiedzią na pytanie, czy to jedynie charakterystyczne dla końcówki roku akcje promocyjne, czy może nowa tendencja, będziemy musieli poczekać do lutego 2025 roku, podsumowuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań Otodom Analytics.

Spokój na rynkach: SP500 bije rekord, DAX przekracza 2000 pkt, uwaga na dane NFP i sytuację we Francji

Na rynkach panuje relatywny spokój. SP500 wyznaczył nowy, 55 już historyczny rekord w tym roku zyskując zaledwie 0,05 proc. W Europie DAX zdołał pokonać psychologiczny poziom 2000 pkt. i dziś „otworzył się” z lekką luką wzrostową. Francuski benchmark też odrabia straty ale jego położenie jest zdecydowanie gorsze. W Europie tematem numer jeden wciąż polityka kraju nad Sekwaną. Dziś odbędzie się głosowanie nad wotum nieufności dla aktualnie sprawującego władzę rządu. Wydarzenia w Korei Południowej wprowadziły nieco awersji do ryzyka na azjatyckiej środowej sesji ale w żaden sposób nie wpływają na nastroje na Starym Kontynencie.

Rynki bacznie obserwują dane makro. Uwaga inwestorów pomału zaczyna być kierowana w stronę piątkowego raportu NFP. Dla Fed dane z rynku pracy są równie ważne w tym momencie jak dane o inflacji i prawdopodobnie będą kluczowe przed najbliższą decyzją w sprawie stóp, która zaplanowana jest na 18 grudnia. Miesiąc temu otrzymaliśmy fatalne odczyty, za które odpowiadały jednorazowe czynniki. Gorsze dane sprzed miesiąca (12 tys. nowych miejsc pracy) to efekt w dużej mierze huraganów Helene oraz Milton a także strajków w fabrykach producenta samolotów Boeing. Stopa bezrobocia nie zmieniła się i pozostała na poziomie 4,1 proc.. Dodatkowo wskaźnik recesyjny wg reguły Sahm obniżył się.

Obecnie szacunki wskazują, że nowych etatów powinna powstać w listopadzie około 200 tys. Jeśli dane się poprawią w porównaniu do wyników październikowych, będzie to oznaczać, że ochłodzenie w tym obszarze postępuje stopniowo, zgodnie z oczekiwaniami Fed-u.

Wczoraj liczba wakatów zgodnie z ankietą JOLTS wypadła lepiej niż wskazywały prognozy i wyniosła 7 744 mln. Lekko podniosłą się stopa dobrowolnych odejść z pracy ale ona znajduje się wciąż na stosunkowo niskim poziomie. Pamiętajmy, że dane te dotyczą października, kiedy duży wpływ miały czynniki jednorazowe. Dolar zareagował aprecjacją ale trwała ona krótko. Kurs eurodolara konsolidował się w przedziale 1,0490 a 1,0530. Dziś natomiast na pierwszy plan wysuwa się raport ADP, który dostarczy informacji na temat zmiany zatrudnienia w sektorze prywatnym. Może ono wzrosnąć wg prognoz o 158 tys. co da gorszy wynik od październikowego (233 tys.). Pamiętajmy jednak, że korelacja tego raportu z NFP jest dość niska. Dlatego też zmienność powinna być ograniczona w czasie publikacji.

Euro może znaleźć się pod presja spadkową w przypadku rozwoju negatywnego scenariusza we Francji. Gdyby doszło do upadku rządu premiera Barniera spadki indeksu CAC40 a także eurodolara byłyby wysoce prawdopodobne. Dlatego też inwestorzy powinni być przygotowani na ewentualny wzrost awersji do ryzyka w Europie. Sentyment może „odbić się” na pozostałych parkietach Starego Kontynentu.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Polskie firmy przyspieszają z wdrażaniem AI: 31% planuje większe inwestycje w ciągu 18 miesięcy

Wyniki kolejnej edycji badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazują, że w ostatnim roku proces implementacji sztucznej inteligencji na rodzimym rynku sprawnie posuwa się do przodu. W przeciągu 12 miesięcy odsetek organizacji, które sfinalizowały z sukcesem wdrożenia rozwiązań AI urósł o 5 pkt. proc. (z 20 do 25%). W najbliższej przyszłości należy się spodziewać dynamizacji działań. Już jedna trzecia (31%) firm planuje w przeciągu najbliższych 18 miesięcy znacząco zwiększyć wydatki na wprowadzanie narzędzi opartych o sztuczną inteligencję – co stanowi wzrost prawie o połowę w porównaniu do 2023 roku. Takie podejście nie powinno dziwić, gdyż w przeciągu roku urósł priorytet dla implementacji narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji (z 53% do 59% w zakresie wysoki lub bardzo wysoki), spada percepcja barier (z 38% do 18% w aspekcie zbyt wysokich kosztów), a 78% firm potwierdza osiągnięcie korzyści zamierzonych dzięki tej technologii.

– Sztuczna inteligencja zaczyna się coraz bardziej zadamawiać w polskim biznesie. Ostatni rok miał charakter przejściowy i minął na weryfikacji obszarów w organizacji, gdzie AI może przynieść najwięcej korzyści. W efekcie obserwujemy zupełne inne podejście przedsiębiorstw niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Firmy przechodzą do rzeczywistego wykorzystania narzędzi AI. Wnioski są pozytywne, zwłaszcza w zakresie poprawy efektywności, dlatego w najbliższej przyszłości należy się spodziewać znaczącego wzrostu inwestycji w polskich przedsiębiorstwach. Będą one jednak coraz bardziej selektywne i dostosowywane do obszarów biznesu, gdzie potencjalne korzyści są największe – mówi Radosław Frańczak, Partner EY i Lider zespołu Technology Consulting.

Wyniki drugiej edycji badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazują, że proces pierwszych implementacji narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji posuwa się sprawnie do przodu. W przeciągu roku odsetek firm, które zakończyły ten proces wzrósł o 5 pkt. proc. (z 20% do 25%), a o 2 pkt. proc. (z 42% do 40%) obniżył się udział przedsiębiorstw, w których projekty wdrożeniowe pozostają w trakcie realizacji. Równocześnie jednak zmniejsza się liczba firm niezdecydowanych. O prawie połowę (z 9% do 5%) spadł odsetek organizacji nie planujących podjęcia działań implementacji AI w perspektywie dwóch najbliższych lat, a o 4% (z 22% do 18%) zmalał zakres firm dopiero analizujących różne rozwiązania.

Wykres 1. Czy firma wdrożyła już rozwiązania oparte o AI?

Czy firma wdrożyła już rozwiązania oparte o AINiemniej w najbliższej przyszłości należy spodziewać się dynamizacji procesu wdrożeniowego Potwierdzeniem chęci polskiego biznesu do rozszerzania obecności AI w firmach jest dostrzegalny wzrost deklaracji inwestycyjnych. W 2024 roku 31% ankietowanych przedsiębiorstw zadeklamowało chęć znaczącego zwiększenia wydatków na wprowadzenie narzędzi opartych o sztuczną inteligencję w perspektywie najbliższych miesięcy. W ciągu roku ten odsetek zwiększył się więc aż o 9 pkt. proc. (z 22%). Równocześnie o 3 pkt. proc. (z 23% do 20%) spadła liczba organizacji planujących pozostawić wydatki na niezmienionym poziomie, a jedynie 3% ankietowanych przedsiębiorstw chce zmniejszyć swój poziom inwestycji.

AI ma przede wszystkim zwiększać efektywność organizacyjną

Deklaracje firm wskazują, że w 2024 roku przedsiębiorstwa patrzą na sztuczną inteligencję przede wszystkim przez pryzmat zwiększania efektywności, a znacznie mniej jako możliwość tworzenia nowych produktów lub usług. Podejmowane działania najczęściej (39%) wynikają z założeń przyjętych dla poszczególnych funkcji biznesowych, a w dalszej kolejności z ogólnofirmowej strategii (28%) lub w odpowiedzi na bieżącej problemy (24%).

Na szczycie listy motywacji – podobnie jak rok wcześniej – znalazła się zaś automatyzacja procesów wewnętrznych (41% – wzrost o 1 pkt. proc) i możliwość lepszego dotarcia do klientów (35% – wzrost o 1 pkt. proc.). Dopiero na dalszych miejscach uplasowała się chęć wprowadzenia nowej usługi (15% – spadek o 2 pkt. proc) lub działania konkurencji (6% – spadek o 1 pkt. proc.). Nie może więc dziwić, że na liście głównych korzyści wynikających z implementacji AI ankietowane firmy wskazywały przede wszystkim na poprawę jakości usług (42%), zwiększenie skali działania (36%) oraz zmniejszenie kosztów (31%). Rozszerzenie oferty wskazało jedynie 10% badanych organizacji. Różnice pojawiają się jednak w zależności od wielkości organizacji. Średnie firmy częściej dostrzegają korzyści wynikające z poprawy jakości usług (46% vs. 37%) oraz wzrostu przychodów (33% vs. 24%). Natomiast duże organizacje są zdecydowanym beneficjentem zmniejszenia kosztów działalności (40% vs. 23%).

– Firmy, które mają za sobą pierwsze doświadczenia ze sztuczną inteligencją zaczynają proces weryfikacji początkowo przyjętych założeń. Na razie koncentrują się na aspektach wewnętrznych, związanych z efektywność organizacyjną. W efekcie wiedzą już, gdzie AI przynosi największe korzyści, a gdzie dalsze inwestycje nie są potrzebne. Daje im to przewagę nad przedsiębiorstwami będącymi dopiero na początku drogi. W szczególności, że z czasem należy spodziewać się rosnącej roli AI w kreowaniu nowych produktów oraz usług o innowacyjnym charakterze – dodaje Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider zespołu AI Technology.

Narzędzia AI najczęściej wprowadzane są w obszarze obsługi klienta (41%) oraz marketingu i analiz rynku (41% – wzrost aż o 10 pkt. proc.), a nieco rzadziej w sprzedaży (38%), IT (33%) oraz aspektach związanych z cyberbezpieczeństwem (28%). Różnice związane z wielkością badanej organizacji są szczególnie widoczne w dwóch ostatnich kwestiach. W przypadku IT różnica wynosi 10 pkt. proc. na korzyść dużych firm (38% vs. 28%), a cyfrowej odporności – 5 pkt. proc. (31% vs. 26%). Może to świadczyć o większej dojrzałości lub świadomości tych przedsiębiorstw w zakresie dotychczas wprowadzonych zabezpieczeń przed cyfrowymi zagrożeniami. Rośnie również odsetek firm analizujących bezpieczeństwo wdrażanych systemów – z 60% do 65%

Dostrzegalne są jednak również pierwsze rozczarowania, zwłaszcza w obszarach które historycznie miały relatywnie mało doświadczeń z technologią, a wiązały bardzo duże nadzieje z rozwojem GenAI. Przykładem mogą być funkcje HR (18% – wzrost o 1 pkt. proc.) i podatkowo-proceduralne (5% – spadek o 1 pkt. proc.). Podobnie jak rok temu zamykają one listę działów w firmach, gdzie wprowadzana jest sztuczna inteligencja, a notowane zmiany procentowe są niemalże niezauważalne. Pokazuje to, że wdrożenia generujące wartość dodaną niekoniecznie są zawsze proste, mimo dostępności technologii.

Sposób wdrażania ma znaczenie

Wyniki badania wskazują, że 78% firm które zakończyły już proces implementacji pierwszych narzędzi bazujących na AI osiągnęły zamierzone korzyści. Jednym z nich bez wątpienia jest wzrost efektywności prowadzonych działań. Aż w jednej trzeciej przypadków (29%) poprawa miała znaczący (powyżej 40%) charakter. W większości – 62% ankietowanych organizacji – wdrożenie rozwiązań sztucznej inteligencji przyniosło przynajmniej umiarkowanie pozytywny wpływ (minimum 10%). Zdecydowanie największy odsetek wskazań w tym zakresie potwierdza, że relatywnie łatwo jest osiągnąć w organizacji przynajmniej średni poziom. Co jednak ciekawe w bardzo zbliżonym – relatywnie rzadkim – stopniu przedsiębiorstwa osiągają śladowe (poniżej 10%) oraz znakomite (powyżej 60%) przełożenie AI na wzrost efektywności. W tym pierwszym przypadku taką odpowiedź wskazało 6% ankietowanych organizacji, a w drugim – 9%.

Wykres 2. Zaobserwowany wzrost efektywności prowadzonych działań po wprowadzaniu AI?Zaobserwowany wzrost efektywności prowadzonych działań po wprowadzaniu AI

Firmy rozkładają dostępny budżet na szereg obszarów, co tylko potwierdza jak skomplikowanym procesem jest implementacja narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji. Środki były przeznaczane przede wszystkim na integrację systemów AI (45%), zakup gotowych rozwiązań AI (44%), cyberbezpieczeństwo (34%) oraz budowę własnych rozwiązań (34%), a także przygotowanie i zarządzanie danymi (31%).

Sam proces wdrożeniowy realizowany jest najczęściej przez zespół wewnętrzny przy współpracy z zewnętrznymi dostawcami (35% – wzrost r/r o 6 pkt. proc). Sugeruje to, że firmy widzą korzyści w łączeniu wiedzy swoich pracowników z ekspertyzą konsultantów. Nieco rzadziej wybierana była realizacja w całości przez zespół wewnętrzny (24%, spadek o 2 pkt. proc.) lub wyłącznie przez zewnętrznych partnerów (33%, wzrost o 1 pkt. proc.). Wykorzystywanie narzędzi AI wiąże się również z reorganizacją wewnętrznych zasobów. W 32% ankietowanych firm powołano całkowicie nowy funkcję, w 29% nastąpiło jej wyodrębnienie z dotychczasowych struktur, a w 28% rozszerzenie kompetencji istniejącego zespołu.

– W polskich firmach rośnie wiedza na temat działań jakie są niezbędne do efektywnej implementacji narzędzi opartych na AI. Przestaje to już być podróż w nieznane, ale zaplanowany element cyfrowej transformacji, uwzględniający takie aspekty jak cyberbezpieczeństwo czy zgodność z regulacjami. Wzrost świadomości przekłada się również na podejmowane decyzje. Kompleksowość realizacji całego procesu wdrożeniowego sprawia, że firmy coraz częściej zdają się sięgać po wsparcie zewnętrznych partnerów – podsumowuje Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka zespołu AI Data Science.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w okresie październiku 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

DAX na historycznym szczycie, euro i dolar walczą o dominację, a rynki surowcowe rosną

We wtorek 3 grudnia niemiecki indeks DAX wyszedł na kolejne w tym roku ATH, pokonując tym samym okrągły poziom 20 tys. punktów. Euro gra z dolarem w pingponga z siatką zawieszoną na 1,05$. Amerykanom rośnie apetyt na cięcie stóp procentowych. Garstka danych z peryferyjnych rynków. 

To the moon!

Trwa rewelacyjny rajd na niemieckiej giełdzie. Wbrew wszystkim logicznym argumentom, dzisiaj notujemy czwartą z rzędu rosnącą sesję. W tym czasie indeks pokonał drogę 700 pkt. Już wczoraj udało się wyjść na ATH (all time high), dzisiaj ten wynik został znowu poprawiony, przy okazji spektakularnie łamiąc próg okrągłych 20 tys. punktów. Dla przypomnienia jeszcze w sierpniu rynek testował wsparcie przy 17 tysiącach. A wszystko to dzieje się w otoczeniu recesyjnym, przy fatalnych nastrojach w realnej gospodarce, z wiszącą groźbą „trumpowych” ceł. Wygląda na to, że jest to najlepszy moment na przypomnienie pojęcia short squeeze, czyli sytuacji, w której następuje gwałtowny wzrost kursu wynikający nie z fundamentów, lecz z nadmiernego zamykania skumulowanych wcześniej krótkich pozycji na dane aktywo. Faktycznie w ostatnim czasie na niemieckim indeksie widzieliśmy wzrost takiej krótkiej sprzedaży, a dynamika obecnego ruchu może sugerować paniczne ich zamykanie.

Kontra euro

Po ostatniej dobrej passie dolara, dziś obserwujemy odreagowanie na głównej parze walutowej. Zgodnie z wcześniejszymi predykcjami poziom 1,05$ okazuje się istotnym polem walki dla obu walut i jego trwałe pokonanie, w jedną bądź drugą stronę, nada kierunek na nadchodzące tygodnie. Dzisiejsza słabość dolara wynika z dostosowywania się inwestorów pod scenariusz z bardziej gołębią polityką FEDu. Już teraz prawdopodobieństwo cięcia stóp na grudniowym posiedzeniu przekracza 70%. Dodatkowo rynek zwiększa swoje oczekiwania co do przyszłorocznej ścieżki redukcji kosztu pieniądza. Obecnie mowa o cięciu o 79 punktów bazowych (czyli trzech posunięciach FOMC). Patrząc jednak na ostatnie trendy, niewykluczone, że zaraz pojawi się i czwarta obniżka. To i tak mniej niż po naszej stronie Atlantyku, jednak potencjalny spread w ostatnim czasie zaczyna się kurczyć.

Egzotyczny kalendarz

Wtorkowa sesja na rynku forex jest zdominowana przez waluty surowcowe. Do najmocniejszych (oprócz euro) zalicza się dolara australijskiego oraz koronę norweską. I faktycznie, jeśli zerkniemy na główne surowce rynkowe, to widać, że one dziś wyraźnie drożeją. W górę solidarnie idą ropa, srebro oraz miedź. Względnie mocny pozostaje także frank, co można łączyć z podbiciem inflacji. Dynamika cen u Helwetów odbiła z 0,6% do 0,7% rdr. W drugą stronę zaskoczyła inflacja w Turcji, która co prawda spadła, jednak mniej niż oczekiwał rynek. Inną subtelną różnicą jest pułap, na którym zawieszone są wyniki. Nad Bosforem roczna dynamika cen wynosi 47,1%. Powodów do zadowolenia nie mają też Węgrzy, gdzie gospodarka skurczyła się o 0,8% w stosunku do zeszłego roku. Dziś brakuje odczytów z naszej gospodarki, jednak już jutro poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych. Rynek nie spodziewa się oczywiście żadnych ruchów. Za wcześnie jest także, by zmieniać diametralnie ostatnią narrację RPP. Dlatego jutrzejsza decyzja nie powinna zbytnio wpłynąć na kurs złotego.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Złoto czy akcje? Analizy wskazują na przewagę metalu szlachetnego w nadchodzących miesiącach

W najbliższych miesiącach złoto może przewyższyć akcje pod względem stóp zwrotu, co sugerują analizy kontrariańskie. Kluczowym czynnikiem jest różnica w nastrojach inwestorów – na rynku złota dominuje umiarkowany optymizm, podczas gdy na rynku akcji nastroje są bliskie rekordowego entuzjazmu. Wskaźniki nastrojów, takie jak HGNSI dla złota i HSNSI dla akcji, potwierdzają te różnice, co według kontrarian zwiększa potencjał wzrostu złota.

W 2024 roku zarówno złoto, jak i akcje przyniosły podobne stopy zwrotu – ETF SPDR Gold Shares wzrósł o 28.1%, nieco wyprzedzając ETF SPDR S&P 500 (SPY) z wynikiem 28%. Wysoki optymizm na rynku akcji ogranicza potencjał dalszych wzrostów w krótkim terminie, podczas gdy złoto wciąż ma „ścianę obaw” do pokonania, co może sprzyjać wzrostowi jego cen.

Pomimo niedawnych spadków cen złota – z rekordowych 2 800 USD za uncję w październiku do około 2 650 USD obecnie – prognozy na 2025 rok pozostają optymistyczne. Capital Economics przewiduje wzrost ceny złota do 2 750 USD za uncję, wspierany przez odbudowę popytu w Chinach, dalsze zakupy ze strony banków centralnych oraz globalne obawy o stabilność fiskalną.

Czynniki takie jak umocnienie dolara czy wyższe stopy procentowe mogą chwilowo ograniczać wzrosty, jednak nie są w stanie całkowicie zahamować popytu na złoto. Historyczne dane pokazują, że złoto i dolar mogą rosnąć jednocześnie, w zależności od równoważących się wpływów rynkowych.

Czynniki wspierające wzrost cen złota

1. Popyt inwestycyjny w Chinach: Problemy gospodarcze, takie jak słabość rynku nieruchomości czy spowolnienie wzrostu, zwiększają zainteresowanie złotem jako zabezpieczeniem.

2. Banki centralne: Kraje dążące do dywersyfikacji rezerw, szczególnie te obawiające się sankcji, nadal intensywnie kupują złoto, choć w nieco wolniejszym tempie niż w rekordowych latach.

3. Obawy o stabilność fiskalną: Wzrost globalnego zadłużenia oraz malejące zaufanie do walut fiducjarnych wspierają atrakcyjność złota jako „bezpiecznej przystani”.

Mimo obecnych wyzwań, takich jak silniejszy dolar czy rosnące rentowności obligacji, fundamenty wspierające złoto pozostają solidne. Zwiększone zakupy przez banki centralne (694 tony od początku 2024 roku) oraz utrzymujący się popyt inwestycyjny wskazują na stabilność tego rynku. Podsumowując, złoto ma realne szanse na kontynuację wzrostów w 2025 roku, szczególnie jeśli nastroje na rynku akcji ulegną pogorszeniu, a globalne obawy o stabilność gospodarki będą się nasilać. Inwestorzy poszukujący alternatywnych aktywów mogą zatem znaleźć w złocie atrakcyjną opcję na najbliższe lata.

Autor: Krzysztof Kamiński Oanda TMS Brokers

Dolar przerywa rajd, złoty ustępuje jedynie jenowi

Dolar po kilku tygodniach zysków uległ osłabieniu. Doprowadziły do tego odwrócenie „Trump trade”, kluczowego trendu panującego w minionych tygodniach na rynku walutowym, realizacja zysków oraz rebalansowanie pozycji inwestorów na koniec miesiąca. Skorzystał na tym złoty, który był w minionym tygodniu drugą najlepiej radzącą sobie walutą na świecie, a EUR/PLN ponownie znalazło się poniżej psychologicznego progu 4,30.

Kluczowe punkty:

  • Złoty nad wyraz odporny, korzysta z osłabienia dolara.
  • USD oddaje zyski przez odwrót „Trump trade”.
  • Inflacja w strefie euro rośnie, lecz EBC pozostaje gołębi.
  • Wyczekujemy piątkowych danych NFP.

Rentowności amerykańskich obligacji spadły, prawdopodobnie dzięki uldze, którą wywołał w dużej mierze zgodny z oczekiwaniami odczyt inflacji PCE. Dolar oddał część swoich zysków, w wyniku czego zakończył tydzień spadkiem względem pozostałych walut G10 z wyjątkiem dolara kanadyjskiego (ten ucierpiał na skutek nowych wieści o planowanych taryfach celnych). Euro wspomogły dodatkowo jastrzębie sygnały od oficjeli Europejskiego Banku Centralnego, którzy zdawali się odsuwać możliwość cięcia o 50 pb. w tym miesiącu. Wygranym tygodnia był jednak jen japoński, który zyskał na znacznie wyższej od oczekiwań inflacji i ogólnej zmianie wyceny podwyżek stóp procentowych Banku Japonii w 2025 r. Tematem przewodnim są także kwestie budżetowe – zarówno we Francji, jak i w Brazylii. Pierwsze stwarzają szansę na wotum nieufności oraz rozwiązanie rządu, drugie sprowadziły reala brazylijskiego na samo dno zestawienia za miniony tydzień.

W miarę jak zbliżamy się do końca roku, uwaga rynków powinna odejść od wybieranych przez Trumpa członków gabinetu (dokonał już zresztą najważniejszych wyborów) i skupić się ponownie na nadchodzących posiedzeniach banków centralnych. W tym tygodniu skupimy się oczywiście na RPP. Największe banki (EBC, Fed) do obrad zasiądą nieco później – niepewność wobec decyzji dotyczących stóp procentowych oznacza jednak, że odczyty danych stają się ponownie niezwykle istotne. W tym tygodniu najważniejszy będzie listopadowy raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy (piątek 06.12). Październikowa sprzedaż detaliczna w strefie euro (czwartek 05.12) będzie zaś jednym z niewielu twardych odczytów przed decyzją EBC w przyszłym tygodniu (czwartek 12.12).

PLN

Inwestorzy powoli przekierowują swoją uwagę z „Trump trade”, czyli wyceny wygranej kandydata Republikanów w wyborach prezydenckich, na grudniowe posiedzenia największych banków centralnych. Odwrócenie trendów z ostatnich tygodni i ogólne osłabienie dolara (a także umocnienie euro) sprzyjały walutom regionu, spośród których złoty po raz kolejny radzi sobie najlepiej. Jego odporność w obliczu licznych zawirowań geopolitycznych jest z pewnością godna odnotowania, tym bardziej, że gros okołowyborczego ruchu na parze EUR/PLN zostało już odrobione i ponownie znaleźliśmy się poniżej psychologicznego progu 4,30. W minionym tygodniu złoty był drugą najlepiej radzącą sobie walutą na świecie, ustępując jedynie jenowi japońskiemu.

Inflacja zaskoczyła nieznacznie w dół (choć obecnie koncentrujemy się raczej na jej mniej zmiennej mierze bazowej), a kluczowy czynnik proinflacyjny, jakim jest wzrost płac, uległ dalszemu spadkowi (przy czym pozostaje wciąż dwucyfrowy), co powinno sprzyjać gołębiości RPP. W tym kontekście wartościowe będą czwartkowa (05.06) konferencja prasowa prezesa Glapińskiego oraz wszelkie wzmianki dotyczące szeroko pojętego forward guidance w obliczu zmiany status quo na globalnej scenie geopolitycznej i dość powolnego ożywienia polskiej gospodarki. Ostatnie twarde dane makroekonomiczne zaskakiwały jednak raczej na plus, podobnie zresztą jak rewizja w górę danych dot. PKB za trzeci kwartał (do -0,1% k/k).

Aby posiedzenie RPP miało wywołać istotną zmienność, musielibyśmy otrzymać od prezesa dość klarowne i stanowcze komunikaty, czego raczej się nie spodziewamy. Tym bardziej trudno oczekiwać zmiany poziomu stóp procentowych, która będzie poddawana dyskusji najpewniej już niedługo, bo w I kwartale nadchodzącego roku. Pozostajemy więc uważni na wieści z zewnątrz – w szczególności piątkowe dane NFP – które mogą warunkować globalny sentyment, a tym samym wpływać na notowania złotego.

EUR

Wstępne dane o listopadowej inflacji w strefie euro potwierdziły, że pozostaje ona stabilna. Przekracza nieznacznie cel EBC, nie wykazuje jednak martwiących oznak przyspieszenia – właściwie w skali miesiąca ceny spadają mimo sporego wzrostu płac. Zaufanie konsumentów jest jednak podobnie słabe jak przedsiębiorstw i potwierdza niezwykle ponure nastroje dotyczące europejskiej gospodarki.

Kolejny front mógł otworzyć się przed EBC w związku z negocjacjami dotyczącymi francuskiego budżetu, jako że premia od ryzyka nad Sekwaną znacznie wzrasta przez obawy dotyczące upadku rządu. Poprzez jastrzębie komentarze decydentów bank zmusił jednak rynki do niemal całkowitej rezygnacji z wyceny jumbo cut (cięcia o 50 pb.) na posiedzeniu w tym miesiącu, co zapewniło wspólnej walucie wsparcie.

USD

Święto Dziękczynienia w USA tradycyjnie oznacza krótszy tydzień mniej intensywnego handlu. Nie inaczej było tym razem. Dane dotyczące inflacji, przychodów, środków trwałych i deklaracji bezrobocia były zgodne ze zdrowym wzrostem i prężnym rynkiem pracy.

Publikowany w piątek raport NFP jest niezwykle istotny, jest bowiem ostatnim przed grudniowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej (należy pamiętać, że poprzedni był zamglony przez strajk w Boeingu oraz huragany, które uderzyły we Florydę i południe kraju). Uważamy, że decyzja Fedu, czy obniżyć stopy procentowe, czy też zostawić je na niezmienionym poziomie, będzie zależała przede wszystkim od tego raportu i przyszłotygodniowego odczytu inflacji. Obecnie rynki wyceniają prawdopodobieństwo cięcia o 25 pb. na ok. 60%, szala może więc wciąż przechylić się w dowolną stronę.

GBP

Podczas tygodnia bez istotnych publikacji danych z kraju funt umocnił się, podobnie jak inne waluty europejskie. Był on drugą po jenie japońskim najlepiej radzącą sobie walutą G10, co można prawdopodobnie chociaż częściowo łączyć z oczekiwaniami, że Bank Anglii będzie w 2025 r. jednym z najbardziej ostrożnych banków centralnych. Dzięki temu funt powrócił na szczyt zestawienia za 2024 r., zajmując miejsce dolara, jego przewaga jest jednak znikoma.

Rynki niemal całkowicie zrezygnowały z wyceny obniżki Banku Anglii na grudniowym posiedzeniu. Wysokie stopy procentowe i stosunkowo niska ekspozycja na ryzyko związane z taryfami celnymi Trumpa oznaczają, że ścieżka najmniejszego oporu dla funta prawdopodobnie wiedzie od teraz w górę, nawet jeśli niedawno ogłoszony budżet sprawia, że trudno wyobrazić sobie znaczące przyspieszenie wzrostu na Wyspach.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Rajd Świętego Mikołaja kontra Powell, Lagarde i globalne napięcia

Po gorącym i burzliwym listopadzie nie zwalniamy tempa. Grudzień to nie tylko rajd Świętego Mikołaja. Gwiazdor o uwagę będzie walczył z Powellem, Trumpem, Lagarde czy Barnierem. Mimo zimowego miesiąca gorąco może być w Gruzji, Rumunii, Francji czy tradycyjnie już na Bliskim Wschodzie. 

Listopadowe burze

Przedostatni miesiąc w roku historycznie jest ciężkim okresem na rynkach. Tym razem jednak, choć emocji nie brakowało, to przynajmniej rynki kapitałowe mogą być zadowolone. Wyjątkiem jest oczywiście nasza rodzima giełda, ale nawet WIG-20 wykręcił wynik bliski zeru. Niemiecki Dax wzrósł o przeszło 500 pkt i dał asumpt do wyjścia na nowe ATH, co obserwujemy już dzisiaj. Amerykański szeroki rynek wzrósł o blisko 6%, również dochodząc do rekordu wszechczasów. Na rynku walutowym największą gwiazdą był oczywiście amerykański dolar, który względem euro miesiąc zaczynał z okolic 1,09$, by zejść 5 centów niżej. Mocny dolar to niestety nie jest dobra wiadomość dla złotego i faktycznie kurs USDPLN chwilami przekraczał nawet 4,20 zł. Jednak ubiegły tydzień trochę podreperował stan naszej waluty, dzięki czemu udało się zejść w okolice 4,10 zł. Zdecydowanie lepiej PLN prezentuje się wobec euro, które wyraźnie potaniało w listopadzie.

Grudniowe rajdy

Co ciekawe instensywny listopad wydaje się ledwie supportem dla grudniowej gwiazdy. Na horyzoncie mamy dwa posiedzenia głównych banków centralnych, gdzie wciąż nie ma jednomyślności wśród inwestorów co do potencjalnych kroków. Przy czym Amerykanie wciąż nie są pewni, czy będzie jakakolwiek obniżka, podczas gdy Europejczycy na poważnie rozważają „jumbo cut”, czyli podwójne cięcie. Taki rozjazd oczekiwań może sprzyjać zwiększonej wolatywności. Do tego mamy prezydenta elekta, który miota cłami na prawo i lewo oraz impas budżetowy we Francji, który możliwe, że zatopi chwiejny rząd Barniera. Żeby jeszcze bardziej podkręcić grudniowy klimat: fala niezadowolenia społecznego wzrasta w Gruzji, zaraz może dołączyć do niej Rumunia (gdzie odbywają się dość trudne wybory) oraz… znowu Francja, gdzie mieszkańcy z niepokojem patrzą w stronę budżetowych cięć. Pośrodku tego wszystkiego stoi samotny Święty Mikołaj, który chciałby zwrócić uwagę na swój doroczny rajd, więc niewykluczone, że w nadchodzącym czasie znowu będziemy oglądali kolejne ATH na najważniejszych parkietach akcyjnych – nie, nie na GPW.

Poniedziałek już w klimacie

Pierwsza sesja grudnia przebiega dokładnie tak, jak powinien wyglądać cały miesiąc. Mamy mocnego dolara, słabe euro i naszego złotego gdzieś pomiędzy. Kurs USDPLN rośnie do 4,085 zł, gdy EURPLN spada do 4,29 zł. Zgodnie z grudniowym klimatem zachowują się także parkiety akcyjne, które świecą na zielono niczym bożonarodzeniowe choinki. W kalendarzu makroekonomicznym teoretycznie mamy tłok jak w stajence, większość odczytów to jednak finalne rezultaty wcześniej ogłoszonych PMI. Na osobne zdanie zasługują Włosi, którzy najwyraźniej uznali, że wystarczająco już rozwinęli swoją gospodarkę i teraz pora na odpoczynek. W trzecim kwartale dynamika PKB wyniosła okrągłe zero. Więcej powodów do zadowolenia mają w Australii, gdzie rośnie zarówno sprzedaż detaliczna, jak i rynek nieruchomości, a spada za to inflacja. Dolar australijski dzięki temu pozostaje dzisiaj mocny na szerokim rynku, choć może nie aż tak, jak amerykański odpowiednik.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Wyniki Black Friday – przeceny kosmetyków do 39%, ale najchętniej kupowaliśmy… torebki i AGD

Salesforce podał najnowsze dane dotyczące zakupów podczas Black Friday, na podstawie analizy koszyków zakupowych ponad 1,5 miliarda konsumentów. Sprzedaż online wzrosła o 5% rok do roku na całym świecie, osiągając wartość 74,4 mld USD. Sprzedaż online w Unii Europejskiej również wzrosła, jednak nieco mniej – o 1,4%. Szacuje się, że tegoroczny Cyber Week przyniesie 51 miliardów dolarów globalnej sprzedaży, w porównaniu z 48,4 miliarda dolarów w 2023 roku.

Sztuczna inteligencja i agenci wygenerowali 14,1 mld USD globalnej sprzedaży online w Czarny Piątek.

  • Wykorzystanie funkcji GenAI wzrosło o 6% w Czarny Piątek, w porównaniu z poprzednim tygodniem.
  • W pierwszej połowie Cyber Week sprzedawcy detaliczni korzystający z GenAI w swoich usługach odnotowali o 9% wyższy współczynnik konwersji w porównaniu do sprzedawców detalicznych, którzy tego nie robią.
  • Globalne rabaty w Czarny Piątek spadły o 3% rok do roku, osiągając średni poziom przeceny na poziomie 27% .
  • W Czarny Piątek aż 80% globalnego ruchu pochodziło z urządzeń mobilnych.
  • Zakupy ze smartfonów stanowiły 69% wszystkich zamówień, w porównaniu z 68% w 2023 roku.
  • Wzrost liczby konsumentów dokonujących transakcji z telefonów jest prawdopodobnie spowodowany rozpowszechnieniem portfeli mobilnych, które wzrosły o 41% rok do roku.
  • Działy marketingu wykorzystały fakt, że klienci kupują przede wszystkim na smartfonach i w Czarny Piątek zwiększyły liczbę wiadomości mobilnych w stosunku do tradycyjnych wiadomości e-mail.
  • Liczba wysłanych wiadomości e-mail nie zmieniła się rok do roku, podczas gdy liczba wysłanych wiadomości push i sms wzrosła o 15%.
  • Kupujący zwrócili się w stronę urządzeń mobilnych do przeglądania i kupowania, masowo korzystali również z nowych cyfrowych kanałów obsługi klienta wspieranych przez sztuczną inteligencję.
  • Wykorzystanie usług czatu online z obsługą sztucznej inteligencji wzrosło o 31% rok do roku w Czarny Piątek.
  • Kanały mediów społecznościowych wygenerowały 10% całego globalnego ruchu, bez zmian rok do roku.

Najbardziej rosnące branże podczas tegorocznego Black Friday na świecie:

  1. Luksusowe torebki (+23%)
  2. Sprzęt AGD (+18%)
  3. Wystrój wnętrz, sztuka i dekoracje (+17%)
  4. Torby i bagaż (+16%)

Branże, w których zaobserwowano największe obniżki cen:

  1. Makijaż (39%)
  2. Pielęgnacja skóry (35%)
  3. Odzież (ogólnie) (34%)

Najbardziej rosnące branże Black Friday w UE:

  1. Zdrowie i uroda (w tym makijaż, pielęgnacja skóry i włosów) (13%)
  2. Obuwie i torebki (6%)
  3. Żywność i napoje (3%)

Branże w UE z najwyższą średnią stopą dyskontową:

  1. Odzież (ogólnie) (26%)
  2. Zdrowie i uroda (w tym makijaż, pielęgnacja skóry i włosów) (24%)
  3. Elektronika i zabawki (21%)

Tak jak przewidywaliśmy, łowcy okazji wstrzymali się do Czarnego Piątku. Nasze dane pokazują, że luksusowe torebki i sprzęt AGD – kategorie z wyższymi cenami – były gwiazdami zakupów w tym roku, nawet przy dość skromnych rabatach – skomentowała Caila Schwartz, dyrektor Consumer Insights w Salesforce.

Wykorzystując wartość sztucznej inteligencji i rozmów z agentami, sprzedawcy detaliczni są lepiej przygotowani do zaspokajania potrzeb swoich klientów i zachęcania ich do zakupu. Cyfrowi sprzedawcy detaliczni, którzy wykorzystują generatywną sztuczną inteligencję i agentów w obsłudze klienta, odnotowali o 9% wyższy współczynnik konwersji w porównaniu z tymi, którzy tego nie robią. Z perspektywy branży, która często martwi się marżami, zwłaszcza przed rosnącymi kosztami w 2025 r., ten procentowy wzrost jest przełomowy – dodała Caila Schwartz.

Czy ma sens ochrona zawodów kreatywnych przed wpływem AI?

Zbyt restrykcyjne regulacje sztucznej inteligencji mogą spowolnić innowacje i podnieść koszty działalności gospodarczej. Wspieranie twórców poprzez edukację i dostęp do narzędzi AI wydaje się bardziej efektywnym rozwiązaniem.

Sztuczna inteligencja (AI) coraz silniej wpływa na gospodarkę. Z tegorocznych prognoz Parlamentu Europejskiego wynika, że wkład AI w gospodarkę globalną do roku 2030 może wynieść 13-15,7 bilionów dolarów.

Jak wynika z raportu EY i Liberty Global, zastosowanie AI w polskiej gospodarce może przynieść korzyści odpowiadające pracy 4,9 miliona osób, generując dodatkową wartość produkcyjną na poziomie 90 miliardów dolarów w skali roku.

Jednak szybki rozwój systemów generatywnych, takich jak ChatGPT, budzi obawy o przyszłość zawodów kreatywnych – m.in. pisarzy, grafików czy muzyków – które stają się podatne na automatyzację. Takie obawy wyraziła niedawno ministra pracy Agnieszka Demianowicz-Bąk, stwierdzając, że do dyskusji jest teza czy pewnych zawodów, na przykład kreatywnych, nie należałoby objąć ochroną przed wpływem AI. Ministra stwierdziła, że odpowiedzią na ryzyko bezrobocia ze strony AI nie może być wyłącznie więcej edukacji, przekwalifikowania, szkoleń, tylko instrumenty, które zagwarantują miejsca pracy lub je stworzą. Potrzebne są regulacje, dotyczące bezpieczeństwa pracowników, też standardy globalne. Abstrahując od technicznych możliwości zapewnienia takiej ochrony, czy też braku powszechnie akceptowalnych standardów globalnych, temat jest wart dyskusji wśród ekonomistów.

Wiemy już, że AI podnosi produktywność przedsiębiorstw i gospodarki i tworzy nowe rynki. Automatyzacja procesów, optymalizacja łańcuchów dostaw i redukcja kosztów operacyjnych to kluczowe efekty jej zastosowania. Szczególne korzyści mogą odnieść małe i średnie przedsiębiorstwa, które dzięki AI zyskują szansę konkurowania z dużymi firmami. W Polsce, gdzie stanowią one znaczną większość, narzędzia AI, np. do automatyzacji marketingu, mogą znacząco zwiększyć konkurencyjność sektora.

Prawdą jest, że Duże Modele Językowe (LLM) mogą zautomatyzować 25-30 proc. zadań w zawodach twórczych, choć w istocie są one narzędziami, które mogłyby wesprzeć pracę twórców. Adwokaci ochrony rynku pracy przed AI wskazują, że zawody kreatywne są nie tylko ważnym składnikiem gospodarki, ale również fundamentem kulturowej tożsamości. Proponowane przez nich środki to oznaczanie treści generowanych przez AI, wprowadzenie opłat licencyjnych dla twórców i ograniczenie użycia AI w niektórych obszarach.

Pozostawiając na boku populistyczny charakter niektórych propozycji i powszechne niezrozumienie, jak działa AI, zbyt restrykcyjne regulacje mogą spowolnić innowacje i podnieść koszty działalności gospodarczej. Wspieranie twórców poprzez edukację i dostęp do narzędzi AI wydaje się bardziej efektywnym rozwiązaniem. Wprowadzenie systemów współdzielenia korzyści, takich jak opłaty licencyjne, mogłoby zabezpieczyć interesy twórców bez hamowania rozwoju technologii.

Rozwój AI to szansa, ale i wyzwanie. Szansa innowacyjna Polski w dużej mierze polega na możliwości tworzenia i wykorzystywania nowych technologii, w tym AI. Wielu przedsiębiorców sektora nowych technologii wyraża swoje obawy przed potencjalnym przeregulowaniem i zapowiada przeniesienie swoich firm do krajów bardziej sprzyjających rozwojowi AI. Z drugiej strony, istotne jest zachowanie równowagi między ochroną różnorodności kulturowej a wspieraniem wzrostu gospodarczego. Istniejące już rozwiązania, wprowadzane przez unijny AI Act mogą, i powinny być uzupełniane o samoregulacje i standardy etyczne.

Autor: Jacek J. Wojciechowicz jest członek TEP, wykładowcą ekonomii i etyki,  współzałożycielem startupu „AI4Smart”

Jakie funkcjonalności powinien posiadać nowoczesny system Contact Center?

Wdrażanie nowoczesnych narzędzi IT w działach Contact Center jest dziś kluczem do budowania dobrych i długofalowych relacji z klientami. Coraz częściej oczekują oni możliwości skontaktowania się z firmą wieloma różnymi kanałami komunikacji, profesjonalnej obsługi oraz szybkiego uzyskania potrzebnych informacji lub rozwiązania zgłaszanego problemu.

Bez dobrego oprogramowania dopasowanie się do tych potrzeb jest trudne, a nierzadko nawet niemożliwe. Zastanawiasz się, czym powinien cechować się nowoczesny system Contact Center, w artykule znajdziesz odpowiedź. Wymieniamy w nim 4 kluczowe funkcjonalności tego oprogramowania – sprawdź, na co zwrócić uwagę przy jego wyborze!

Zgodność z ideą omnichannel to podstawowa cecha nowoczesnego systemu Contact Center!

Z racji sposobu funkcjonowania współczesnych działów Contact Center, przeznaczone do nich oprogramowanie musi być zgodne z ideą omnichannel. Powinno ono zawierać narzędzia umożliwiające prowadzenie wielokanałowego modelu sprzedaży. Dzięki nim możliwe jest usprawnienie obsługi wielu kanałów kontaktu przy jednoczesnym zachowaniu spójności w komunikacji. Klient będzie mieć zapewnione identycznie doświadczenia niezależnie od tego, jaką drogą skontaktuje się z firmą.

Nowoczesny system Contact Center usprawnia wiele procesów biznesowych

Wsparcie dla marketingu „omnichannelowego” to podstawowa cecha będąca jednocześnie wyróżnikiem nowoczesnego systemu Contact Center. Jednak oprogramowanie to powinno oferować znacznie więcej innowacyjnych funkcjonalności.

4 najważniejsze z nich, które mają korzystny wpływ na funkcjonowanie całej firmy, to:

  • możliwość automatyzacji wielu procesów obsługi klienta,

  • funkcje ułatwiające zarządzanie pracą konsultantów,

  • łatwa integracja oprogramowania z systemami IT wykorzystywanymi w przedsiębiorstwie,

  • analityka i raportowanie wyników.

Automatyzacja procesów obsługi klienta

Nowoczesny system Contact Center jest wyposażony w skrypty AI, które potrafią samodzielnie realizować wiele prostych czynności. Mogą np. rejestrować zgłoszenia, nadawać im priorytety oraz przekazywać do odpowiednich osób w firmie. Odciąża to pracowników i oszczędza ich czas, który poświęcą na wykonywanie ważniejszych czynności.

Automatyzacja może także częściowo obejmować sam kontakt z klientem. To zasługa chatbotów oraz voicebotów. Są one w stanie m.in. udzielać klientom odpowiedzi na podstawowe pytania, przekierowywać poważniejsze zgłoszenia do odpowiednich pracowników oraz wysyłać różne wygenerowane komunikaty.

Efektywniejsze zarządzanie pracą działu Contact Center

Nowoczesne oprogramowanie będzie monitorować pracę zespołów Contact Center, dokonując analizy jej efektywności. W ten sposób powstają przejrzyste raporty ukazujące np.:

  • wydajność konsultantów,

  • problemy, z którymi często się mierzą,

  • efektywny czas, jaki poświęcają na wykonywanie swoich obowiązków.

Dla przedsiębiorcy mogą być one zarówno narzędziem do motywacji pracowników, jak i cennym źródłem wiedzy umożliwiającym wdrażanie zmian usprawniających funkcjonowanie obsługi klienta.

Szerokie możliwości integracji systemu Contact Center

Aby móc w pełni wykorzystać funkcjonalność tego oprogramowania, kluczowa jest możliwość jego zintegrowania z obecnymi systemami IT firmy. Proces integracji powinien być możliwie najprostszy, aby do minimum ograniczyć konieczność ręcznego przenoszenia danych. Kluczowy jest dostęp do interfejsu API, który umożliwia swobodną wymianę danych pomiędzy różnymi programami.

Analityka i raportowanie wyników

Nowoczesne systemy Contact Center oferują rozbudowane funkcje analityczne, które pozwalają śledzić zachowania klientów, analizować ich potrzeby i identyfikować obszary wymagające optymalizacji. Dzięki regularnym raportom można skutecznie mierzyć zadowolenie klientów oraz wydajność procesów obsługi, co jest pomocne w podejmowaniu strategicznych decyzji biznesowych.

Postaw na nowoczesny system Contact Center i zacznij rozwijać swój biznes!

Szukając odpowiedniego systemu Contact Center, zwróć uwagę na funkcjonalność i doświadczenie jego dostawcy. Wybieraj sprawdzonych producentów oprogramowania, którzy cieszą się zaufaniem użytkowników i oferują rozwiązania wspierające rozwój Twojej firmy. Contactis Contact Center (https://pirios.com/contactis-contact-center/) to przykład nowoczesnego systemu, który zapewnia pełną obsługę wielokanałową, elastyczność oraz wysoki poziom ochrony danych. Dzięki zaawansowanym technologiom Pirios zyskujesz narzędzie dopasowane do potrzeb Twojej firmy, umożliwiające skuteczne zarządzanie relacjami z klientami.

Inwestując w takie rozwiązania, zyskujesz większą kontrolę nad procesami obsługi klienta i wspierasz rozwój swojego biznesu!

Historyczne wzrosty na amerykańskich giełdach w listopadzie 2024 r.

Listopad 2024 roku zapisał się jako jeden z najlepszych miesięcy dla amerykańskich rynków finansowych, z historycznymi wzrostami indeksów giełdowych, wspartymi stabilnymi fundamentami gospodarczymi oraz optymizmem politycznym. Indeks S&P 500 wzrósł o 5.73% w skali miesiąca, co oznacza 26.5% wzrost od początku roku. Dow Jones Industrial Average przekroczył poziom 45 000 punktów, notując najlepszy miesiąc w roku z wynikiem 7.1%, a Nasdaq Composite zyskał 6.1% w listopadzie.

Dynamiczny wzrost był napędzany przez zapowiedzi deregulacji, cięć podatków oraz ogólnie proinwestycyjnej polityki nowo wybranej administracji Donalda Trumpa. Polityka „America First” zmniejszyła niepewność na rynkach, co przełożyło się na większy napływ kapitału. Dodatkowo rentowności obligacji skarbowych spadły, co obniżyło koszty kredytowania, zwiększając atrakcyjność akcji i wspierając dalsze wzrosty wycen.

Jednakże optymizm ten nie jest pozbawiony zagrożeń. Wzrost gospodarczy w USA, choć solidny, jest równoważony przez wzrost inflacji. W październiku 2024 roku indeks cen konsumpcyjnych (PCE), preferowany przez Fed wskaźnik inflacji, wzrósł o 0.2% w skali miesiąca, utrzymując tempo z września. Roczna stopa inflacji osiągnęła 2.3%, oddalając się od celu inflacyjnego Fed na poziomie 2%. Co więcej, inflacja bazowa, która wyklucza zmienną żywność i energię, wzrosła o 0.3% w październiku, podnosząc roczny wskaźnik do 2.8%. Był to pierwszy wzrost inflacji bazowej od czerwca, co budzi obawy, że Fed może wstrzymać bardziej agresywne łagodzenie polityki monetarnej.

Decyzje Fed w sprawie stóp procentowych pozostają kluczowym czynnikiem kształtującym przyszłość rynków. Od września bank centralny obniżył stopy o 75 punktów bazowych, a kolejna obniżka o 25 punktów bazowych jest oczekiwana w grudniu. Mimo to, wyższy poziom inflacji, zwłaszcza bazowej, komplikuje sytuację. Fed musi zachować równowagę między wspieraniem gospodarki a zapobieganiem dalszemu wzrostowi cen. Brak jasności co do neutralnej stopy procentowej, czyli poziomu, który ani nie stymuluje, ani nie hamuje gospodarki, dodatkowo utrudnia podejmowanie decyzji.

Na horyzoncie pojawiają się również inne ryzyka. Nowa administracja Trumpa zapowiada możliwość wprowadzenia taryf celnych, co może uderzyć w przychody firm mających znaczną ekspozycję międzynarodową, takich jak Nvidia, Apple czy Amazon. Ponadto plany ograniczenia imigracji mogą negatywnie wpłynąć na podaż siły roboczej, spowalniając tempo wzrostu gospodarczego. Nieprzewidywalne decyzje polityczne, takie jak groźby nałożenia 25% ceł na towary z Kanady i Meksyku, mogą zwiększyć zmienność na rynkach, co zniechęci inwestorów do podejmowania większego ryzyka.

Dodatkowym wyzwaniem dla inwestorów są nadchodzące dane z rynku pracy, które mają kluczowe znaczenie dla dalszych decyzji Fed. Raport o liczbie nowych miejsc pracy za listopad 2024 roku, oczekiwany na początku grudnia, może znacząco wpłynąć na politykę monetarną. Inwestorzy spodziewają się umiarkowanie pozytywnych wyników – dane zbyt dobre mogłyby spowolnić cykl obniżek stóp procentowych, co negatywnie wpłynęłoby na wyceny akcji poprzez wzrost kosztów kapitału.

Autor: Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Hays Poland: Wolontariat pracowniczy dostępny tylko dla 19 proc. specjalistów

5 grudnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Jest to okazja do uhonorowania osób i organizacji, które bezinteresownie pomagają innym, ale również do pochylenia się nad własnymi działaniami. A pomagać można na wiele sposobów i w różnych grupach, także w kontekście zawodowym. Dla polskich firm najczęściej nie jest to jednak priorytetowa kwestia. Jak wynika z badania Hays Poland, tylko 19 proc. specjalistów przyznaje, że w ich organizacji funkcjonuje wolontariat pracowniczy.

Społeczna odpowiedzialność biznesu to temat, o którym w ostatnich latach na rynku pracy mówi się coraz częściej. Organizacje mają dążyć do wywierania pozytywnego wpływu na środowisko i społeczeństwo nie tylko z uwagi na realne potrzeby w tym zakresie, ale również oczekiwania interesariuszy – pracowników, klientów i inwestorów.

Jednym z elementów CSR jest wspieranie fundacji oraz instytucji pożytku publicznego poprzez akcje charytatywne, pomoc finansową lub materialną, a także wolontariat pracowniczy. Zatrudnieni mogą wtedy indywidualnie lub zespołowo zaangażować się w pomoc potrzebującym. Bardzo często jest to określona liczba dni lub godzin pracy w skali roku, które pracownicy mogą poświęcić na wolontariat. W rzeczywistości jednak do realizacji tego celu często brakuje czasu i motywacji.

WIELE ZALEŻY OD SYTUACJI RYNKOWEJ

Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland przeprowadzonego w listopadzie wśród ponad 500 specjalistów i menedżerów, niespełna 1/5 profesjonalistów ma dostęp do wolontariatu pracowniczego w firmie. Taki stan rzeczy może być związany przede wszystkim z aktualną sytuacją rynkową.

Czy Twój pracodawca oferuje wolontariat pracowniczy?

Tak 19%
Nie 43%
Nie wiem 38%

Źródło: badanie Hays Poland, listopad 2024

W momencie, w którym koniunktura gospodarcza jest sprzyjająca, a przedsiębiorstwa odnotowują zyski, to organizacje chętniej pochylają się nad pozabiznesowymi aspektami swojej działalności. Z kolei gdy sytuacja rynkowa jest niepewna, wiele firm w większym stopniu niż w projekty CSR, angażuje się w opracowanie rozsądnych strategii na przyszłość. W wielu organizacjach działania na rzecz innych nie są obecnie priorytetem – tłumaczy Agnieszka Kazimierczak, Marketing Director w Hays oraz koordynatorka działań CSR w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Zmiana celów strategicznych wpływa z kolei na komunikację wewnętrzną oraz elementy, które pracodawca podkreśla w rozmowach z pracownikami. Może to być powodem, dla którego aż 38 proc. profesjonalistów nie ma świadomości, czy w firmie funkcjonuje wolontariat pracowniczy.

PROCES, KTÓRY NALEŻY ZAPLANOWAĆ

Nawet jeśli w firmie funkcjonują programy CSR, to nie zawsze jest to równoznaczne z silnym zaangażowaniem zatrudnionych. Potwierdzają to wyniki badania – aż 43 proc. profesjonalistów, którzy mają dostęp do wolontariatu pracowniczego, nie skorzystało w tym roku z takiej możliwości. Najczęstszymi przyczynami są brak czasu, zaangażowanie w pomoc innym poza pracą oraz brak interesujących inicjatyw.

Dlaczego w tym roku nie skorzystałeś/aś z programu wolontariatu pracowniczego?

Nie mam czasu 43%
Wolę pomagać we własnym zakresie 23%
Nie znalazłem/am interesującej mnie inicjatywy 14%
Nie interesuje mnie to 10%
Brak chęci ze strony zespołu 7%
Mam z tym negatywne doświadczenia 3%

Tylko respondenci, którzy w swoich firmach mają wolontariat pracowniczy i w tym roku z niego nie skorzystali
Źródło: badanie Hays Poland, listopad 2024

Odpowiedzi tej grupy respondentów dodatkowo potwierdzają wniosek, że na decyzję dotyczącą zaangażowania się w działania CSR wpływa przede wszystkim dostępny czas oraz nastroje w firmie. Nie oznacza to jednak, że zmotywowanie pracowników jest niemożliwe. Skuteczna zachęta może sprawić, że nawet najbardziej zapracowane osoby tak zorganizują swoją pracę, aby wziąć udział w projekcie charytatywnym.

Pracodawcy powinni pamiętać, że – nie tylko w przypadku wolontariatu pracowniczego, ale również innych pozytywnych zachowań – przykład idzie z góry. Oznacza to, że szef, który traktuje obszar CSR strategiczne, regularnie przedstawia pracownikom dostępne projekty wolontariackie i sam chętnie się w nie angażuje, bardzo często będzie wystarczającym powodem, aby dołączyć do którejś z inicjatyw.

Proces zwiększania poziomu zaangażowania pracowników w działania z zakresu CSR jest zazwyczaj stopniowy, ale bardzo potrzebny. Organizacje mają bowiem dużą moc i zasoby, które mogą realnie zmienić czyjeś życie, a także zintegrować oraz wzmocnić poczucie sprawczości u pracowników. Chcąc rozwinąć działalność charytatywną w firmie, niezbędne będzie przede wszystkim włączenie do tego procesu liderów, którzy ustanowią CSR jednym z kluczowych elementów DNA firmy. Warto także rozważyć nawiązanie stałej współpracy z partnerami, np. fundacjami lub instytucjami realizującymi programy wolontariackie – dodaje Agnieszka Kazimierczak.

MOŻE BYĆ LEPIEJ

Pomimo niskiego odsetka organizacji zaangażowanych w wolontariat pracowniczy, nie jest to trend, który będzie się pogłębiał. Rosnąca świadomość na temat wyzwań aktualnego świata oraz potrzeba zrównoważonego rozwoju sprawiają, że organizacji zaangażowanych w działania CSR będzie coraz więcej, a beneficjentami będą bardzo różnorodne grupy.

Rozpiętość tę widać już teraz. Badanie Hays wykazało bowiem, że profesjonaliści, którzy zaangażowali się w tym roku w wolontariat pracowniczy (56 proc.), swoje działania najczęściej ukierunkowywali na rzecz osób w trudnej sytuacji życiowej lub finansowej, zwierząt, seniorów, ale też społeczności, instytucji lub wydarzeń lokalnych. Działania na rzecz środowiska naturalnego podjął zaledwie co dziesiąty respondent.

Jakiej grupie pomogłeś/aś w ramach wolontariatu pracowniczego w tym roku?

Osoby w trudnej sytuacji życiowej/ finansowej 17%
Zwierzęta 16%
Seniorzy 14%
Społeczności, instytucje lub wydarzenia lokalne 12%
Dzieci i/lub młodzież 10%
Zadbałam/em o środowisko naturalne 10%
Osoby z niepełnosprawnościami 9%
Społeczność LGBTQ+ 7%
Osoby wykluczone społecznie 5%

Tylko respondenci, którzy w swoich firmach mają wolontariat pracowniczy i w tym roku z niego skorzystali
Źródło: badanie Hays Poland, listopad 2024

Im więcej pracowników będzie zaangażowanych w działania CSR, tym więcej potrzebujących może liczyć na pomoc. Pracownicy Hays Poland w ostatnich dwóch latach poświęcili prawie 2000 godzin na pomoc innym. Każdy z zatrudnionych ma swój „dzień wolny na wolontariat” i najczęściej pomaga wspólnie ze swoim zespołem. Głównym partnerem CSR Hays jest w Polsce Fundacja Szczęśliwej Drogi, której poprzez warsztaty, zbiórki i dofinansowanie kursów, firma pomaga wspierać młodzież z domów dziecka na drodze do dorosłości. Wśród beneficjentów wolontariatu pracowniczego znalazły się również m.in. Caritas, Fundacja Rak’n’Roll oraz inne lokalne stowarzyszenia i schroniska dla zwierząt.

Jak podkreśla Kai Becker, przewodniczący projektu „Helping for your tomorrow” w Hays, chcemy, aby pomoc docierała do każdej z mniej uprzywilejowanych grup na całym świecie:

Działania z zakresu CSR cieszą się ogromnym zainteresowaniem pracowników Hays z całego świata. W poprzednim roku finansowym poświęciliśmy na pomoc innym łącznie 28 tysięcy godzin, co stanowi aż 44-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Jest to wielki powód do dumy, ale też potwierdzenie tego, że chcąc wywierać naprawdę duży i pozytywny wpływ, powinniśmy to robić razem.

Okazja do pomocy jest na każdym kroku. Angażując się w nią wspólnie, można zdziałać jeszcze więcej. Zyskają na tym nie tylko odbiorcy tej pomocy, ale również wizerunek firm i pracownicy, którzy staną się częścią pozytywnych zmian.

Baker McKenzie: Rynek nieruchomości biurowych w Polsce wraca do trendu wzrostowego

Rosnący wolumen transakcji na warszawskich rynku nieruchomości biurowych, powrót inwestorów spoza regionu Europy Środkowo-Wschodniej oraz wzrost wynajętych powierzchni sygnalizują wyraźne ożywienie na polskim rynku, twierdzą eksperci Baker McKenzie. Szybszy powrót do trendów wzrostowych hamują nadal wysokie koszty finansowania. 

Zdaniem ekspertów kancelarii Baker McKenzie polski rynek nieruchomości biurowych wychodzi ze spowolnienia obronną ręką. O jego dobrej kondycji świadczy stały napływ nowych najemców, rosnąca wartość czynszów, utrzymujący się na poziomie około 10 proc. odsetek pustostanów w Warszawie oraz brak aktywów zagrożonych (tzw. distressed assets).

– Inwestorzy, deweloperzy oraz instytucje finansujące zachowują ostrożność, ale napływające z rynku wyraźne sygnały ożywienia sugerują odwrócenie trendów i wejście w etap wzrostowy – mówi Weronika Guerquin-Koryzma, partner kierująca praktyką nieruchomości w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Statystykom rynkowym daleko jeszcze do rekordowych wyników z ostatnich dwóch lat przed wybuchem pandemii. Są jednak powody do optymizmu.

Według analiz JLL, w pierwszej połowie 2024 roku na warszawskim rynku biurowym zawarto 22 transakcje sprzedaży o wartości 800 mln euro. W analogicznym okresie 2023 roku wartość tego typu transakcji wyniosła 200 mln euro. Transakcje na rynku biurowym odpowiadały za niemal połowę inwestycji na całym rynku nieruchomości komercyjnych, których wartość ogółem wyniosła niemal 1,7 mld euro, co oznacza wzrost o 91 proc w porównaniu do 2023 roku. Zarówno na rynku biurowym, jak i powierzchni handlowych liczba transakcji w pierwszej połowie 2024 roku była większa niż w całym roku 2023. Druga połowa roku również przyniosła znaczące wydarzenia, takie jak największa w tym roku transakcja na rynku biurowym w Europie, czyli sprzedaż budynku Warsaw Unit na rzecz szwedzkiej spółki nieruchomościowej za kwotę 280 mln euro.

– Najem powierzchni biurowych rośnie, mimo iż powrót do pracy stacjonarnej odbywa się powoli. Wszystko wskazuje na to, że praca hybrydowa pozostanie z nami na stałe – dodaje Weronika Guerquin-Koryzma. – Ostatnie dwa lata pokazały, jak elastycznie potrafimy reagować na zmieniające się uwarunkowania zewnętrzne. Co ważniejsze nowe rozwiązania utrwalają się i przyczyniają do zwiększenia atrakcyjności rynku.

Eksperci Baker McKenzie zwracają uwagę szczególnie na rozwój konceptu flex w odpowiedzi na ograniczanie powierzchni biur przez firmy, zamianę funkcji budynków z komercyjnej na mieszkaniową, dynamiczny rozwój akademików, odnawianie i poprawianie parametrów ESG starszych obiektów biurowych. Inwestycje w starsze budynki wymagające modernizacji cieszą się szczególnym zainteresowaniem funduszy ze Skandynawii, Czech i krajów bałtyckich.

– Inwestorzy z Europy Północnej i Środkowo-Wschodniej zostaną z nami na dłużej. Jednocześnie dostrzegamy powrót inwestorów z Europy Zachodniej i Azji – mówi Weronika Guerquin-Koryzma. – Wiele podmiotów upatruje okazji w rosnącej popularności wśród najemców biur spełniających rygorystyczne kryteria środowiskowe.

Utrzymujący się wysoki koszt finansowania jest obecnie głównym czynnikiem negatywnie wpływającym na poziom inwestycji w sektorze nieruchomości komercyjnych. W dłuższym terminie negatywnie na rynek mogą wpływać również rosnące koszty eksploatacji biur, a także ograniczony zasób atrakcyjnych inwestycyjnie działek.

Zdaniem ekspertów Baker McKenzie sytuacja powinna ulec poprawie w przyszłym roku wraz z oczekiwanym luzowaniem polityki monetarnej w Polsce i Europie. Duże nadzieje uczestnicy rynku wiążą także z zapowiadanymi pracami nad legislacją wprowadzającą REIT-y, czyli fundusze inwestujące w najem nieruchomości. W dłuższym terminie pozwoli to zwiększyć udział polskich inwestorów, także indywidualnych, w segmencie nieruchomości komercyjnych. Obecnie rynek ten jest w znacznej mierze zdominowany przez inwestorów zagranicznych.

Nieco wolniej niż w stolicy powrót do trendów wzrostowych przebiega na rynkach regionalnych. Powierzchnie biurowe we wszystkich największych miastach w regionach łącznie są tylko nieznacznie większe niż w stolicy, znalezienie najemcy okazuje się jednak trudniejsze, a odsetek pustostanów większy. Jednak również na tych rynkach w 2024 roku zwiększyła się aktywność inwestorów po okresie zastoju. Znaczące transakcje na powierzchnie biurowe w pierwszej połowie 2024 roku zawarto między innymi w Trójmieście. Natomiast w listopadzie estoński fundusz inwestycyjny Summus Capital podpisał umowę nabycia biurowca React w Łodzi od Echo Investment.

Pierwsza edycja konferencji Women Leaders: Ponad 200 uczestników i debata o równości w zarządach polskich firm

Pierwsza edycja cyklicznej konferencji Women Leaders odbyła się w Warszawie 22 listopada 2024 roku. Ponad 200 osób dołączyło przy okazji do bezpłatnego klubu biznesowego Women on Boards, zainaugurowanego podczas wydarzenia.

Tematem jednego z Paneli dyskusyjnych konferencji Women Leaders był potencjał wdrożenia dyrektywy unijnej Women on Boards w polskich spółkach i przedsiębiorstwach oraz administracji publicznej.

Równość w zarządach: potencjał dyrektywy Women on Boards w dużych spółkach – jak kobiety i firmy mogą się przygotować do nowych przepisów. Celem dyskusji była identyfikacja praktycznych kroków, jakie muszą podjąć firmy i kobiety, aby skutecznie dostosować się do nowych przepisów. Panelistkami były Prezeska Magdalena Bezulska z Veolia Term, Agnieszka Okońska z Stoen Operator, Agnieszka Korzeniewska z Zakładu Poligraficznego Pol-Mak, Iva Georgijew z Deloitte i Krzysztof Janiak z Deloitte. Dyskusję moderowała Aleksandra Smyczyńska z E.On. Wydarzenie otworzyła Dominika Hofman, Przewodnicząca ds. Rozwoju klubu Women on Boards.

Zakład Poligraficzny POL-MAK, jeden z liderów w branży produktów dekoracyjnych w Europie, przedstawił perspektywę firmy rodzinnej i zarazem dużego przedsiębiorstwa, którego nie obejmie w pierwszej kolejności dyrektywa Women on Board, jednak spełnia jej wymogi od blisko 40 lat. Dostarcza swoje produkty do ponad 70 krajów na całym świecie.

– Nasz zarząd zawsze składał się z równej liczby kobiet i mężczyzn. Początkowo jego skład tworzyli rodzice, a z czasem dołączyliśmy do niego z bratem. Współpracując na co dzień, zyskujemy możliwość spojrzenia na różne perspektywy płci i pokoleń, co przekłada się na podejmowanie lepszych decyzji. Wzajemny szacunek, korzystanie z wiedzy rodziców oraz innowacyjne podejście drugiego pokolenia to klucze do sukcesu. Choć ten proces nie jest łatwy, nasza motywacja do rozwoju rodzinnego biznesu sprawia, że dążymy do podejmowania jak najlepszych decyzji. Różnorodność w zarządzie gwarantuje nam tę możliwość. Chcę podkreślić, że nasze produkty najczęściej wybierają kobiety, co sprawia, że lepiej rozumiemy ich potrzeby i oczekiwania. Kobiety mają także znaczący wpływ na innowacyjność firmy. W mojej gestii znajduje się np. rozwój pierwszej w Polsce e-commerce, dedykowanej naszym klientom. Nasz sklep internetowy B2B.pol-mak zapewnia dostęp do szerokiego asortymentu naszej firmy i ułatwia składanie zamówień – mówi Agnieszka Korzeniewska, członkini zarządu Zakładu Poligraficznego POL-MAK Sp. z o.o.

Celem panelu była identyfikacja praktycznych kroków, jakie muszą podjąć firmy i kobiety, aby skutecznie dostosować się do nowych przepisów. Podczas dyskusji omówiono nowe przepisy i ich wpływ na funkcjonowanie zarządów w dużych spółkach, potencjał dyrektywy dla wzmacniania równości płci w zarządach, jak firmy mogą przygotować się do wdrożenia nowych przepisów? Jak kobiety w korporacjach i instytucjach mogą przygotować się na objęcie stanowisk zarządczych? Rola kultury organizacyjnej w promowaniu różnorodności na poziomie zarządczym. Monitorowanie i ocena postępów we wdrażaniu dyrektywy. Potencjalne wyzwania i opór wobec wdrożenia dyrektywy. Polityki publiczne i wsparcie rządowe dla firm i kobiet.

Konferencja będzie odbywać się cyklicznie i jest ona nieodpłatna dla uczestników. Jest to wydarzenie dla kobiet profesjonalistek, które pragną promować przedsiębiorczość i leadership kobiet, dzielić się swoim doświadczeniem biznesowym oraz rozwijać umiejętności, inspirować innych i dzielić się wiedzą. Wydarzenie kierowane jest również do mężczyzn podejmujących decyzje osobowe w zarządach.

To wyjątkowa okazja, aby spotkać się z liderami i liderkami z różnych sektorów, którzy odgrywają kluczowe role w świecie biznesu, nauki, technologii, mediów oraz wielu innych dziedzin.

Wierzymy, że wymiana doświadczeń, dzielenie się inspiracjami oraz współpraca pomiędzy uczestnikami tej konferencji pozwoli na skuteczne osiąganie celów biznesowych oraz będzie inspiracją dla rozwoju firm i osobistych kompetencji liderek lub wyznaczania nowych ścieżek rozwoju.

Sponsorem wydarzenia był  zakład Poligraficzny Pol-Mak i Agencja City z siedzibą w Warszawie. Inicjatorką i organizatorką wydarzenia jest Kamila Król, prezeska Europejskiej Fundacji Inwestycji Zrównoważonych i Agencji City, organizującej m.in Polski Kongres Klimatyczny i Forum Liderów PPP. Inicjatorka i organizatorka konferencji i kongresów dotyczących największych na polskim rynku inwestycji sektora publicznego i prywatnego, z udziałem dużych podmiotów, Komisji Europejskiej i instytucji zagranicznych.

Monika Dobosz obejmie stanowisko wiceprezesa zarządu Dom Development ds. finansów

Monika Dobosz, menedżerka z ponad 20-letnim doświadczeniem zawodowym, w tym ponad 17-letnim w branży nieruchomości, z początkiem marca 2025 roku dołączy do zarządu Dom Development, obejmując funkcję wiceprezesa zarządu odpowiedzialnego za finanse Spółki. Zastąpi na tym stanowisku Leszka Stankiewicza, który złożył rezygnację z pełnionej funkcji ze skutkiem na koniec lutego przyszłego roku.

– Kończymy formułowanie nowego składu zarządu Dom Development. Monika Dobosz, która dołączy do nas z początkiem marca 2025 roku, to osoba z ogromnym doświadczeniem w zarządzaniu finansami, niemal przez całe swoje życie zawodowe związana z branżą nieruchomości. Przejmie płynnie obowiązki od Leszka Stankiewicza, który dba o silną sytuację finansową i płynnościową Grupy Dom Development od ponad trzech lat i pozostanie w zarządzie naszej spółki do końca lutego przyszłego roku – komentuje Mikołaj Konopka, członek zarządu Dom Development, który 1 stycznia 2025 roku obejmie funkcję prezesa zarządu, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami.

Monika Dobosz, nowo powołana wiceprezes zarządu, posiada ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe, z czego ponad 17 lat w branży nieruchomości. W swojej karierze zawodowej zdobyła bogate doświadczenie w obszarze finansów korporacyjnych, emisji obligacji korporacyjnych, finansowania bankowego, sprawozdawczości finansowej międzynarodowej grupy kapitałowej, budżetowania, kontrolingu oraz planowania i optymalizacji płynności. W latach 2014-2024 pełniła funkcję Dyrektora Finansowego (CFO) w MLP Group, w tym od 2022 roku jako członek zarządu. Do MLP Group dołączyła w 2009 roku jako kierownik działu raportowania finansowego. Wcześniej pracowała na stanowiskach kierowniczych w Fadesa Polnord Polska oraz Parker Hannifin jako zastępca głównego księgowego. Jest absolwentką Akademii Ekonomicznej w Poznaniu na kierunku Bankowość oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie na kierunku Sprawozdawczość Finansowa.

Pod koniec października tego roku do zarządu Dom Development dołączył Grzegorz Smoliński, związany ze Spółką od 27 lat, w ostatnich latach pełniący funkcję Dyrektora Działu Sprzedaży. Z kolei 1 stycznia 2025 roku członkinią zarządu Dom Development zostanie Justyna Wilk, związana ze Spółką od 2011 roku, ostatnio jako Dyrektor Działu Nieruchomości.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, stery w Spółce z początkiem 2025 roku przejmie Mikołaj Konopka, obecny członek zarządu Dom Development i jednocześnie współzałożyciel oraz prezes spółki Euro Styl, realizującej projekty Grupy Dom Development w Trójmieście. Zastąpi on na stanowisku prezesa Jarosława Szanajcę, jednego z założycieli i wieloletniego szefa Dom Development, który postanowił z końcem roku zrezygnować z pełnienia funkcji prezesa zarządu i dołączyć do rady nadzorczej giełdowego dewelopera.

Grupa PTWP zwiększa przychody do 76,3 mln zł po III kw. 2024 r.

Grupa PTWP w III kwartale br. wypracowała 16,3 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 28 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Podobnie jak w pierwszym kwartale, Grupa PTWP odnotowała wzrost kosztów działalności operacyjnej, przeznaczonych na inwestycje, które przełożą się na wyniki w ostatnim kwartale 2024 r. Wymienione działania miały wpływ na stratę netto w trzecim kwartale. Natomiast narastająco po trzech kwartałach Grupa PTWP ma już ponad 76,3 mln zł przychodów, co daje 23,1 proc. wzrostu r/r oraz 2,9 mln zł zysku netto i EBITDA na poziomie 4,7 mln zł. Na koniec raportowanego okresu Grupa miała 21,9 mln zł pozycji gotówkowej, co świadczy o jej bardzo dobrej kondycji finansowej. PTWP sukcesywnie zwiększa skalę działalności, zaangażowanie w organizację eventów własnych i umacnia swoją pozycję w segmencie online.

Bardzo konsekwentnie wdrażamy plan związany z rozwojem naszej działalności, z kolei dywersyfikacja naszych segmentów biznesowych ma zapewnić mniejsze kwartalne wahania poziomu przychodów, które w pewnym stopniu determinuje sezonowość. Pomimo, że okres wakacyjny jest zazwyczaj nieco spokojniejszy pod względem wydarzeń, to staramy się wykorzystać ten czas na inwestycje i dobre przygotowanie przed niezwykle intensywnymi miesiącami jesienno-zimowymi – mówi Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP. – Odnotowaliśmy ponadinflacyjny wzrost kosztów związanych z organizacją eventów i zarządzaniem obiektami, ale uważam, że bardzo dobrze reagujemy na ten wzrost i zarządzamy ryzykiem. Kluczowe inwestycje miały wpływ na ujemny wynik operacyjny i końcowy w tym kwartale. Wynik też obarczony jest zdarzeniem jednorazowym, jakim jest odpis, z kolei oczyszczony wynik jest lepszy niż zeszłoroczny. Jesteśmy zadowoleni z wyniku narastająco po 9 miesiącach 2024 r. i wierzę, że nasze przygotowania, jak i wysoki stopień kontraktacji w obiektach, przełożą się na dobry wynik ostatniego kwartału i jeszcze bardziej podbiją wyniki roczne Grupy PTWP – dodaje.

Grupa PTWP kontynuuje dynamiczny rozwój działalności w segmencie wydawniczym online, organizacji wydarzeń własnych oraz zarządzaniu obiektami – Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.

Warto podkreślić, że od września do listopada br. w wydarzeniach biznesowych PTWP wzięło udział łącznie prawie 17 tys. uczestników stacjonarnie i online, a od początku roku było to już niemal 70 tys. osób.

Organizacja autorskich wydarzeń stanowi dla nas jeden z kluczowych segmentów przychodowych, który ma istotny wpływ na wyniki finansowe. Stale rozwijamy nasze portfolio i mogę już zdradzić, że w 2025 r. uruchomimy nowe formaty eventów własnych, co przełoży się na dalszy, dynamiczny rozwój naszej działalności. Już wkrótce będziemy mogli podzielić się szczegółami. Myślę, że końcówka bieżącego roku, jak i kolejne kwartały przyszłego, przyniosą nam wiele pozytywnych informacji – zaznacza Wojciech Kuśpik.

Grupa PTWP mocno stawia tez na rozwój segmentu online oraz monetyzację ruchu w serwisach. Aktualnie portfolio wydawnicze Grupy tworzy 18 portali, które przyciągają miesięcznie średnio około 20 milionów unikalnych użytkowników. Na koniec września br. portale z Grupy PTWP były wiceliderem zestawienia polskich top mediów biznesowych, opracowanego przez Mediapanel Gemius. Spółka ma w planach sukcesywne uruchamianie kolejnych specjalistycznych portali internetowych

Zasoby Grupy PTWP w ostatnim czasie w dużej mierze były zaangażowane także w proces zarządzania Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodkiem (poprzez spółkę zależną PTWP Event Center). W okresie od lipca do września br. w ww. obiektach odbyły się wydarzenia takie jak m.in.: XXVIII Międzynarodowy Kongres Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, 25. Zjazd Polskiego Towarzystwa Ortodontycznego, XLIV Zjazd Naukowy Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego, Centralny Klub Pacjenta, Międzynarodowe Targi Expo Katowice, koncerty takich artystów jak Korn, Kali, Forever Young, 3Króli, Young Multi, Koncert specjalny „Rysiek Riedel. Wehikuł Czasu”, Festiwal Gier Planszowych, Please, Stand-up!, Wikimania 2024, Tattoo Konwent, Międzynarodowy Festiwal Tańca Bachaturo oraz Superpuchar Polski Mężczyzn w siatkówce 2024.

Dzięki wysokiej pozycji gotówkowej Grupa pozostaje otwarta na działania akwizycyjne, zarówno w segmencie eventowym, jak również wydawniczym.

Big Cheese Studio z ponad 140% wzrostem zysku netto po trzech kwartałach 2024 r.

Prawie 5,5 mln zł zysku netto po trzech kwartałach br. wypracowało Big Cheese Studio S.A. – notowany na GPW w Warszawie producent i wydawca gier wideo z Łodzi. To ponad 140 proc. wzrost w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, kiedy zysk netto firmy wyniósł 2,24 mln zł.  Od stycznia do września br. spółka osiągnęła blisko 9 mln zł przychodów netto, w porównaniu do ok. 8 mln zł rok wcześniej.  W raportowanym okresie EBITDA wyniosła ponad 6 mln zł.  30 września br. Big Cheese Studio posiadało niespełna 7 mln zł w środkach pieniężnych, co zapewnia stabilną sytuację finansową spółki. Największy wpływ na wyniki finansowe BCS w raportowanym okresie miała sprzedaż gier Cooking Simulator oraz Cooking Simulator VR.

– Wyniki, jakie osiągnęliśmy po trzech kwartałach br., są zgodne z oczekiwaniami. Cieszy nas wzrost zysku netto r/r, który narastająco wyniósł prawie 5,5 mln zł, co oznacza przeszło 140 proc. wzrost w porównaniu do wyniku uzyskanego po trzech kwartałach 2023. To efekt konsekwentnej pracy całego zespołu oraz utrzymującego się sukcesu naszych gier: Cooking Simulator oraz Cooking Simulator VR. Nasza strategia przynosi efekty, ale w jej zakresie nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa, wkrótce ogłosimy nowe kierunku rozwoju spółki, które – mam nadzieję – znacząco umocnią jej pozycję na rynku gier wideo – mówi Łukasz Dębski, prezes zarządu Big Cheese Studio S.A.

Największy wpływ na wyniki BSC miała sprzedaż jej dwóch kluczowych tytułów: Cooking Simulator oraz Cooking Simulator VR. W pierwszych trzech kwartałach 2024 roku sprzedaż Cooking Simulator przyniosła spółce 4,2 mln zł przychodów netto, co oznacza wzrost o ponad 28 proc. r/r. Z kolei wersja VR tej gry wygenerowała przeszło 3,1 mln zł. Produkcje Big Cheese Studio sprzedawane są za pośrednictwem platform takich jak Steam, PlayStation Network, Microsoft Store oraz Nintendo E-shop, co zapewnia globalny zasięg produkcji.

W sierpniu 2024 roku Silk Road Games S.A. nabyło 41,44 proc. akcji spółki, a wspólnie z Kap In sp. z o.o. kontroluje łącznie 46,57 proc. udziałów. Silk Road Games specjalizuje się w dystrybucji gier na licencjonowanym rynku chińskim, co może otworzyć Big Cheese Studio na jeszcze większy potencjał w Azji.

Po ponownym objęciu funkcji prezesa przez Łukasza Dębskiego w październiku br. spółka zapowiada aktualizację strategii, której kluczowymi elementami będą dalsza ekspansja na rynki międzynarodowe i wzmocnienie pozycji w Azji.

Wspólnie z Łukaszem Dębskim chcemy kontynuować rozwój spółki w oparciu o nasze doświadczenia. Planujemy rozwijać dotychczasowe i wprowadzać nowe, innowacyjne produkcje na rynek, które mamy nadzieję – jeszcze bardziej umocnią naszą pozycję w branży. Jestem przekonany, że przed nami jeszcze wiele ekscytujących wyzwań i możliwości – dodaje Łukasz Robert Włodarczyk, członek zarządu Big Cheese Studio S.A.

Obecnie BCS pracuje nad nową strategią, którą ogłosi już niebawem. Jednymi z jej najważniejszych filarów są dalsza ekspansja na międzynarodowym rynku gamingowym, a także wzmacnianie obecności na rynkach azjatyckich.

Sfinks zwiększa przychody restauracji i udział franczyzy w III kw. 2024 r.

Restauracje sieci należących do Sfinks Polska, przede wszystkim pod szyldem SPHINX, wypracowały 154,31 mln zł obrotów w okresie trzech kwartałów 2024 r., tj. o 9,2% więcej niż przed rokiem. Przychody ze sprzedaży grupy Sfinks wyniosły 59,81 mln zł na koniec września br. wobec 75,71 mln zł na koniec września 2023 r., co jest efektem zgodnego ze strategią przekształcania lokali własnych na franczyzę. Skonsolidowany zysk operacyjny wzrósł po trzecim kwartale tego roku do 6,15 mln zł wobec 5,47 mln zł przed rokiem. Grupa zanotowała także poprawę wyniku na poziomie netto o 1,54 mln zł, osiągając -0,97 mln zł na koniec września 2024 r. wobec -2,5 mln zł rok wcześniej.

– Na koniec września restauracje naszych marek wypracowały wyższą sprzedaż gastronomiczną niż przed rokiem, a poziom wzrostów w całym tym okresie, wliczając sam trzeci kwartał, utrzymuje się znacznie powyżej inflacji. Był to także dalszy okres zmian w strukturze sieci, bo kolejne restauracje zostały przekształcone na model franczyzowy. W efekcie na koniec września 91% restauracji działało we franczyzie, a 9% to lokale własne. Grupa Sfinks, zgodnie z planem zarysowanym w strategii, będzie koncentrowała się na działaniu jako operator sieci, właściciel konceptów gastronomicznych i franczyzodawca oraz rozwijaniu biznesu w takiej roli – mówi Sylwester, Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Na koniec września 2024 r. Sfinks prowadził już tylko 9 własnych restauracji. To wpłynęło na zmianę sprzedaży skonsolidowanej Sfinks Polska, bo do przychodów grupy zamiast obrotów lokali wliczane są opłaty franczyzowe. Grupa odnotowała przy tym poprawiające się wskaźniki rentowności sprzedaży w okresie dziewięciu miesięcy 2024 r. do 32,3% wobec 28,4% rok wcześniej, a także wyższy EBIT wynoszący 6,15 mln zł (wobec 5,47 mln zł w analogicznym okresie roku poprzedniego). Znacząco zredukowana także została strata na poziomie netto, która wyniosła -0,97 mln zł po trzech kwartałach br. wobec -2,5 mln zł rok wcześniej. Takie same tendencje są widoczne w przypadku oczyszczenia tych kategorii z wpływu MSSF 16. Z kolei EBITDA po trzech kwartałach br. wyniosła 13,6 mln zł wobec 14,5 mln zł za trzy kwartały 2023 r., jednak po oczyszczeniu tej kategorii z księgowego wpływu MSSF 16 widać poprawę o 0,53 mln zł do 3,73 mln zł po trzech kwartałach br.

W III kwartale Sfinks uruchomił trzy nowe restauracje: SPHINX w Poznaniu, a także The Burgers by SPHINX w Gorzowie Wielkopolskim i w podpoznańskich Komornikach. Przygotowywał jednocześnie kolejne otwarcia w ramach sieci SPHINX, m.in. w Opolu oraz podwarszawskiej Łubnej – oba te lokale ruszyły już po zakończeniu III kwartału. Oprócz otwarć narzędziem przyczyniającym się do wzrostu sprzedaży w sieci jest też program lojalnościowy i aplikacja mobilna Aperitif, w której systematycznie przybywa zarejestrowanych użytkowników – na koniec III kwartału ich liczba wyniosła 735 tysięcy.

W III kwartale Sfinks zawarł także umowę masterfranczyzy, w ramach której sieć SPHINX ma być rozwijana na terenie Egiptu i Arabii Saudyjskiej. Przewidziana na 10 lat umowa jest dwuetapowa. Najpierw egipski partner Sfinks Polska ma otworzyć własne restauracje SPHINX, a kolejny etap odnosi się do możliwości udzielania subfranczyzy podmiotom trzecim. W pierwszym etapie założono też powstanie kilku restauracji SPHINX. Uruchomienie każdej z nich ma być poprzedzone zgodą Sfinksa i umową franczyzy.

– Nasz egipski partner jest zdeterminowany, by rozwijać sieć w oparciu o naszą franczyzę i długoterminowo ta współpraca może wyglądać bardzo obiecująco. Spodziewamy się, że przyszły rok będzie okresem testów pierwszych lokali, który pozwoli lepiej ocenić potencjał tej współpracy – wyjaśnia Sylwester Cacek.

W raporcie okresowym Sfinks Polska przedstawia także dane skorygowane o wpływ MSSF 16. W tym ujęciu skonsolidowane przychody ze sprzedaży za trzy kwartały 2024 r. wyniosły 67,17 mln zł (79,52 mln zł po trzech kw. 2023), zysk operacyjny uplasował się na poziomie 1,58 mln zł (1,15 mln zł po trzech kw. 2023), wynik netto osiągnął wartość -2,98 mln zł (-3,70 mln zł po trzech kw. 2023), zaś wskaźnik rentowności brutto na sprzedaży 27,4 % (wobec 23,8 % po trzech kw. 2023).

Columbus Energy z poprawą wyników finansowych po trzech kwartałach 2024 r. – wzrost przychodów i EBITDA

Grupa Columbus Energy podsumowała działalność za  ostatnie trzy kwartały. Przychody Grupy w tym okresie wyniosły 233,9 mln zł, a skonsolidowany wynik EBITDA osiągnął wartość 20,9 mln zł (wobec straty -19,7 mln zł w tym samym okresie 2023 r.).

Zgodnie z opublikowanym raportem kwartalnym, znaczną poprawę wyników zanotował też Columbus jednostkowo. W ciągu trzech kwartałów Spółka osiągnęła 216,3 mln zł przychodów i wypracowała 32 mln zł EBITDA (wobec straty -0,9 mln zł w 2023 r.). Zarząd Columbus tłumaczy, że osiągnięte wyniki są efektem skutecznej realizacji strategii Grupy, opartej o trzy filary, tj. transformację energetyczną domów i przedsiębiorstw, realizację inwestycji wielkoskalowych oraz wdrażanie innowacji technologicznych w energetyce.

Od końca pierwszego kwartału mocno skupiliśmy się na realizacji programu Czyste Powietrze, którego obecna edycja jest skierowana do właścicieli jednorodzinnych domów mieszkalnych i obejmuje dofinansowanie kompleksowej termomodernizacji budynków oraz wymiany starych pieców na nowoczesne źródła. Tylko w pierwszych 4 miesiącach funkcjonowania tego programu zakontraktowaliśmy ponad 4 000 umów, o wartości brutto prawie 500 mln zł, a na koniec września br. pozyskaliśmy 8,2 tys. umów, o wartości ponad 1 mld złwyjaśnia Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Co istotne, mimo że w dniu 28 listopada br. Narodowy Fundusz Środowiska i Gospodarki Wodnej wstrzymał możliwość składania nowych wniosków, aby zabezpieczyć program przed licznymi nadużyciami ze strony wykonawców, Columbus zdecydował się wykorzystać ten moment na integrację oraz konsolidację rynku.

Utworzyliśmy w tym celu spółkę Columbus ONE, wychodzącą naprzeciw tym firmom i sprzedawcom w branży OZE, których działalność może być zagrożona w związku ze zmianami w programie dotacyjnym Czyste Powietrze, a które są uczciwe i dbają o dobro Beneficjentów tak, jak Columbus. Oferta Spółki zapewni takim podmiotom kontynuację sprzedaży produktów OZE, pomoc w utrzymaniu finansowej płynności, a także wsparcie operacyjnekomentuje Dawid Zieliński.

Zarząd Columbus podkreśla, że trzecim kwartale Grupa uruchomiła innowacyjną usługę do synchronizacji urządzeń energetycznych – Columbus Intelligence, która m.in. przyspiesza o 20-40% zwrot z inwestycji w domowe magazyny energii, i z której korzysta już prawie pół tysiąca domów.

Jesteśmy pewni, że połączenie przychodów z segmentu prosumenckiego (programy Czyste Powietrze oraz Mój Prąd) z rozwiązaniami technologicznymi Columbus Intelligence, a także budowa i sprzedaż bądź refinansowanie naszych aktywów pozwolą zredukować lub całkowicie spłacić finansowanie od inwestora DC24, a nasza strategia wzrostu będzie kontynuowana w Polsce i za granicą dodaje Prezes Columbus.

Rynek kredytów dla mikroprzedsiębiorców w październiku br.

W październiku 2024 r., w porównaniu do października 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-6,7%) i na niższą wartość (-13,5%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W ujęciu liczbowym banki udzieliły mniej wszystkich rodzajów kredytów: inwestycyjnych (-43,5%), obrotowych (-17,3%) oraz w rachunku bieżącym (-3,1%). W ujęciu wartościowym ujemną dynamikę roczną odnotowały dwa rodzaje kredytów: obrotowe (-30,7%) i inwestycyjne (-6,8%). Niewielki wzrost dotyczył kredytów w rachunku bieżącym (+2,3%).

W okresie styczeń–październik 2024 r., w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły mniej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (-3,4%) i na niższą kwotę (-0,8%). Jako jedyne dodatnią dynamikę w tym okresie, jednak tylko w ujęciu wartościowym (+15,0%) odnotowały kredyty inwestycyjne. Co ciekawe, najwyższą ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym odnotowały także kredyty inwestycyjne (-28,6%). To oznacza, że jeżeli już zaciągany jest kredyt inwestycyjny, to na wyższą kwotę.

Zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym ujemne dynamiki odnotowały kredyty w rachunku bieżącym – odpowiednio (-10,2%) i (-7,5%) oraz kredyty obrotowe (-6,2%) oraz (-6,9%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Październikowy odczyt Indeksu jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,07% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on więc na bezpiecznym, akceptowalnym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w październiku 2024 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,92%, kredyty w rachunku bieżącym 4,05% oraz kredyty obrotowe 8,02%.

W październiku 2024 r. w porównaniu do września 2024 r. ogólny Indeks jakości polepszył się (spadł) o (-0,44).

Natomiast w okresie 12 miesięcy, czyli w porównaniu do października 2023, ogólny Indeks także polepszył się (spadł) o (-0,60). W okresie 12-miesięcznym najbardziej polepszył się (spadł) Indeks kredytów obrotowych (-1,74). Polepszyły się również Indeksy jakości kredytów inwestycyjnych (-0,24) i w rachunku bieżącym (-0,20).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Na 12,4 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w październiku br., 6,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (49,1%) i 2,8 tys. handlowe (22,7%). Łącznie 71,8% udzielonych w październiku 2024 r. kredytów przypada więc na te dwa sektory.

Z całkowitej kwoty 1,790 mld zł, banki udzieliły 723 mln zł (40,4%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową oraz 455 mln zł (25,4%) kredytów firmom z sektora handlu. Finansowanie tych dwóch sektorów w październiku 2024 r. to 65,8% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom.

W październiku 2024 r. ujemna dynamika r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyła finansowania wszystkich czterech branż: handlu (-12,0%), produkcji (-8,1%), budownictwa (-5,1%) oraz usług (-4,4%). W ujęciu wartościowym w październiku 2024 r. w porównaniu do października 2023 r. ujemna dynamika dotyczyła kredytów dla firm z trzech branż: handlu (-34,9%), produkcji (-26,0%), a także usług (-1,7%). Wzrost odnotował
jedynie sektor budownictwa (+9,4%).

W okresie styczeń–październik 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku ujemną dynamikę liczby udzielonych kredytów, widzimy we wszystkich czterech sektorach. Najwyższa ujemna dynamika jest w handlu (-7,0%), a najniższa w usługach (-1,1%). Na tym tle trochę lepiej wypada dynamika w ujęciu wartościowym. W jednej branży jest ona dodatnia – usługi (+4,8%). Ujemna wystąpiła w trzech sektorach z czego najwyższa w przypadku firm handlowych (-6,8%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w październiku 2024 r. spłacane były kredyty przez firmy produkcyjne wartość 5,21% oraz usługowe 5,19%. Najlepszy (najniższy) odczyt w październiku br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora budownictwa i wyniósł on 4,63%. W porównaniu do października 2023 r. Indeks poprawił się (spadł) we wszystkich sektorach, najbardziej w produkcji (-0,78).

Konsultacje w sprawie wolnej Wigilii na ostatnią chwilę: koszty, kontrowersje i propozycje zmian

27 listopada Sejm przyjął ustawę o ustanowieniu 24 grudnia, czyli Wigilii Bożego Narodzenia dniem wolnym od pracy. Nowe przepisy wejdą w życie i będą obowiązywać dopiero w 2025 roku, czyli nie obejmą najbliższej wigilii, jak chciała Lewica. Ustawa – na wniosek posłów Koalicji Obywatelskiej – wprowadza trzecią handlową niedzielę w grudniu. To oburzyło związkowców i Lewicę. Głosowało 425 posłów,  za przyjęciem ustawy było 403 posłów, przeciw zagłosowało 10 [ 2 z PiS, 1 z KO oraz 7 z Konfederacji]; wstrzymało się 12 [5 z PiS, 5 z Razem, po jednym z Konfederacji i Trzeciej drogi]; nie głosowało 35.  

Dopiero w przeddzień obrad sejmu (26 listopada) odbyło się konsultacyjne posiedzenie sejmowej komisji gospodarki narodowej z udziałem strony społecznej. Poświęcone było projektowi lewicy:  ustanowienia kolejnym wolnym od pracy dniem wigilii świąt Bożego Narodzenia, czyli 24 grudnia. W dyskusji projekt został poddany ostrej krytyce wielu posłów z Koalicji rządzącej. Zwracano głównie uwagę na koszt tego dodatkowego dnia dla polskiej gospodarki. Wprawdzie ministerstwo pracy ocenia go na mniej niż miliard, to posłowie przywoływali wyliczenia mówiące o 6 mld, a nawet 11 miliardach straconych w momencie dołożenia kolejnego dnia wolnego od pracy. Podkreślano, że nie można takiej zmiany wprowadzać na miesiąc przed dniem. Posłanka Maria Małgorzata Janyska domagała się od wnioskodawców przeprowadzenia dokładnej analizy ekonomicznej takiej zmiany. Klaudia Jachira zwracała uwagę na konieczność uwzględnienia tego, iż nie wszyscy Polacy są ludźmi obchodzącymi, celebrującymi święta katolickie. Padła propozycja, żeby robiąc wolny dzień 24 grudnia – zlikwidować wolny dzień 6 stycznia. Podkreślano to, że zmiana ta może – jeśli będzie przegłosowana – wejść w życie, ale dopiero od 2025 roku.

Posłowie obecnej opozycji podkreślali konieczność dbania o ludzi pracujących, o kobiety, które pracują w handlu, a które muszą przygotować kolację wigilijną. Poseł Jabłoński (ex minister w MSZ) przywołał dane porównawcze i jego zdaniem Polska nie ma zbyt wielu dni świątecznych, a w Europie Zachodniej wolny wszak jest np. piątek przed Wielkanocą. Przywoływał też dane o rosnącej według niego konsumpcji, co sprawia możliwość zrobienia dnia wolnego od pracy, skoro ludzie i tak kupują więcej, to zapewne mogą też zrobić zakupy wcześniej.

Największą orędowniczką tej zmiany była oprócz wnioskodawców posłanka Paulina Matysiak (Razem), dla której pozostawienie dnia roboczego 24 grudnia jest całkowitym niszczeniem zasad równości społecznej. Jej wzburzenie wywołała przywołana wypowiedź przewodniczącego sejmowej komisji gospodarki narodowej Ryszarda Petru o możliwości zastąpienia tego dnia kogoś w pracy.  Z kolei dla PiS-owskich członków komisji cała dyskusja ma charakter godnościowy, bo walka o wolną wigilię, to ich zdaniem walka o godność człowieka.

Poselskie argumenty za: ludzie się przygotowują do świąt i kolacji, i tak praca wigilijna jest na pół gwizdka. Przeciw: po pierwsze nie można osłabiać gospodarki kolejnym wolnym dniem, po drugie nie można wprowadzać prawa metodą PiS-u – trzeba zmiany wprowadzać na spokojnie z zastosowaniem vacatio legis. Prawo stanowione w jedną noc jest niedopracowane i nie należy tego robić.

Zaproszeni na posiedzenie Komisji reprezentanci  strony społecznej przywoływali różne argumenty: przedstawicielka sieci sklepów wielkopowierzchniowych Renata Juszkiewicz zwracała uwagę na konieczność zachowania zasad logiki i logistyki – na kilka tygodni przed dniem, który ma być wolnym, muszą być zmienione nie tylko grafiki dla zatrudnionych, co  łańcuchy dostaw. Zwracano uwagę na to, że w sobotę przed świętami – mimo, że sklepy są otwarte krócej – handel notuje większe obroty niż w pozostałe dni tygodnia i sięga to 20% obrotów tygodniowych. Jeśli 24 ma być wolny, to poprzedzające te święta niedziele winny być handlowe. Podkreślała również kwestie marnowania żywności, szczególnie tej krótkoterminowej – kolejny wolny dzień sprawi, iż ilość marnowanej żywności będzie zdecydowanie większa. To podkreślał też Maciej Ptaszyński z Polskiej Izby Handlu.

Dla przewodniczącego Solidarności w handlu każde działanie na rzecz poprawy warunków pracy zatrudnionych i skracanie czasu ich pracy – przy zachowaniu wynagrodzenia – jest działaniem właściwym.

Przedstawiciele Pracodawców RP zwracali uwagę na to, że w Polsce liczba wolnych świątecznych dni jest większa niż w innych krajach Unii.

Debata była gorąca, emocjonalna, ale w większości wystąpień mało merytoryczna, a konkretne stwierdzenia dotyczące oceny ekonomicznych skutków proponowanej zmiany, zakrzykiwano.

Występując w imieniu TEP – jako pierwszy mówca ze strony społecznej – podkreśliłem sensowność zamiany iluzorycznego dnia pracy – krócej działające sklepy, komunikacja etc na dzień w pełni wolny, jednak pod warunkiem zlikwidowania innego dnia wolnego np. 6 stycznia, który rozbija i skraca kolejny tydzień. Zaznaczyłem, że pochody czy orszaki organizowane w wielu miastach mogą się odbywać w niedzielę poprzedzającą to święto.  Zwróciłem uwagę posłowi Jabłońskiemu na to, że wolny wielki piątek w wielu krajach europejskich nie jest dodatkowym dniem wolnym, bowiem poniedziałek wielkanocny, czy drugi dzień świąt Bożego Narodzenia są dniami roboczymi. Przywołałem również istniejąca np. w Stanach możliwość wyboru dni wolnych dokonywanego przez pracownika zależnie od tego, jakie religijne święta są dla niego najważniejsze – Boże Narodzenie, Quanza  czy Jom Kippur.

Autor jest członkiem TEP; prowadzi SJ Consulting JJSzczepański; jest publicystą m.in. w Resecie Obywatelskim.

Sektor BSC w Polsce na fali

Polska umacnia swoją pozycję jako atrakcyjna lokalizacja dla centów usług biznesowych (BSC), przyciągając inwestorów wysoką jakością usług i doświadczeniem w obsłudze klientów. Do końca 2024 roku w blisko 2 tys. polskich BSC zatrudnienie znajdzie aż 465 tys. specjalistów. Wartość eksportu usług biznesowych opartych na wiedzy już teraz wynosi 36,8 mld USD. Sektor intensywnie ewoluuje, wprowadzając automatyzację procesów i zaawansowane funkcje analityczne. Wyzwaniem dla pracodawców stają się jednak wysoka rotacja oraz brak wykwalifikowanych pracowników.

Dynamiczny rozwój sektora BSC w Polsce

Do końca 2024 roku w 1941 polskich centrach usług biznesowych będzie zatrudnionych 465 tys. specjalistów. Sektor dynamicznie się rozwija, a Polska pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla nowych inwestycji w BSC. Mimo rosnących kosztów pracy, inwestorów przyciągają wysoka jakość świadczonych usług oraz bogate doświadczenie w obsłudze klientów. Wartość eksportu usług biznesowych opartych na wiedzy wynosi 36,8 mld USD. Centralizacja usług, takich jak marketing, finanse, HR czy payroll, wciąż się utrzymuje, co pozwala na lepsze zarządzanie zasobami i optymalizację kosztów.

Konsolidacja usług możliwych do realizacji zdalnie dla klienta wewnętrznego z różnych krajów stanowi istotną optymalizację procesów. Skupienie funkcji finansowych, marketingowych, prawnych czy payroll w jednej lokalizacji, w ramach jednego zespołu i pod jednym menedżerem, sprzyja harmonijnej współpracy, lepszemu uzupełnianiu się kompetencji oraz szybszemu rozwojowi tych obszarów, niż gdyby były rozproszone między wieloma lokalizacjami. Dodatkowo ulokowanie takich operacji w kraju o relatywnie niskich kosztach pracy i atrakcyjnych warunkach ekonomicznych przynosi znaczące oszczędności dla organizacji. To przykład rozwiązania, które jest korzystne zarówno z perspektywy biznesu, jak i gospodarki Polski, a więc mówimy tu o sytuacji win-win – mówi Kacper Grabowski, Senior Director w Michael Page Business Services & Technology.

Stagnacja i zróżnicowanie dynamiki wynagrodzeń

Obecnie można zauważyć stagnację w dynamice wzrostu wynagrodzeń w centrach usług biznesowych w Polsce. Ogólny wzrost w sektorze nie przekracza 5%, podczas gdy wcześniej wynosił zwykle dwucyfrowe wartości rok do roku. W niektórych obszarach, takich jak IT, dynamika jest minimalna, a w przypadku Software Development nawet poniżej poziomu inflacji, co stanowi nietypowe zjawisko dla tej branży. Jednocześnie specjaliści FP&A (Financial Planning & Analysis) czy wdrożeniowcy systemów ERP odnotowują dwucyfrowe wzrosty wynagrodzeń dzięki rosnącemu zapotrzebowaniu na ich kompetencje w procesach centralizacji usług.

Eksperci ERP w Polsce wyróżniają się wysokimi kompetencjami i dostępnością, co przyciąga zagranicznych inwestorów i sprzyja tworzeniu nowych centrów usług wspólnych. Natomiast globalne trendy, zwłaszcza na rynkach wysoko rozwiniętych, ograniczają popyt na deweloperów oprogramowania, co hamuje wzrost ich wynagrodzeń. Obecna sytuacja okazuje się korzystna dla biznesu i inwestorów, choć mniej sprzyjająca dla pracowników sektora – dodaje ekspert.

FP&A Manager może obecnie zarobić nawet do 35 tys. zł brutto miesięcznie (maksymalna stawka w ubiegłym roku wyniosła 28 tys. zł brutto), co daje wzrost aż o 25% r/r.

Technologiczna transformacja i rosnące wymagania kompetencyjne

Profil polskich centrów usług biznesowych ewoluuje w stronę bardziej zaawansowanych funkcji, takich jak analiza biznesowa i zarządzanie danymi, co zwiększa zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych pracowników. W sektorze BSC do najbardziej poszukiwanych ról należą obecnie: Operations Specialists ze znajomością języków obcych, RTR/Reporting Expert, Transformation/Transition Managers, Supply Chain/Procurement Experts i Customer Service Specialist.

Automatyzacja procesów finansowych i księgowych oraz wdrażanie systemów ERP stają się standardem, zmniejszając jednocześnie liczbę potrzebnych specjalistów do wykonywania tych samych zadań. W obliczu dynamicznego rozwoju technologii kluczowe znaczenie zyskują umiejętności adaptacyjne i elastyczność, które pozwalają na szybkie przyswajanie nowych rozwiązań technologicznych i metod pracy.

W obliczu szybkiego rozwoju technologii, zwłaszcza w obszarach wymagających analitycznego podejścia, a nie tylko kreatywności, pracownicy powinni dostosowywać się do zmieniających się warunków. Nowe narzędzia wymuszają na nich konieczność reskillingu i upskillingu, kładąc nacisk na elastyczność oraz umiejętność wykorzystywania nowych narzędzi. W przyszłości wiele obszarów zostanie zautomatyzowanych przez AI i inne technologie, ale to człowiek będzie najcenniejszy dzięki zdolności sprawnego posługiwania się tymi narzędziami. Kluczowe jest, by pracownicy umiejętnie wykorzystywali nowoczesne technologie, aby działać efektywniej, zamiast z nimi rywalizować – dodaje Kacper Grabowski.

Wysoka rotacja i oczekiwania pracowników

Zgodnie z raportem Talent Trends 2024, aż 59% pracowników centrów usług biznesowych w Polsce aktywnie poszukuje nowych możliwości zawodowych. Najczęściej wskazywanymi motywacjami są wyższe wynagrodzenie (74%), jasna ścieżka kariery (52%) oraz poczucie celu na stanowisku (43%). W odpowiedzi na te wyzwania BSC coraz częściej podejmują działania prowadzące do rozszerzenia zakresu obsługiwanych klientów. W rezultacie można spodziewać się większego współdzielenia zasobów w modelu joint venture.

Centra usług biznesowych zmierzają w kierunku obsługi bardziej złożonych procesów dla swoich spółek-sióstr, rozszerzając rolę centrali, która kiedyś świadczyła usługi np. marketingowe czy prawne dla wszystkich spółek grupy kapitałowej. Obecnie funkcje te przenoszone są do Polski, gdzie realizowane są bardziej zaawansowane i krytyczne procesy. Proste, odtwórcze zadania, które były kiedyś realizowane w centrali lub później w pierwszych SSC, są teraz zastępowane przez automatyzację lub przenoszone do najtańszych ośrodków w Azji – podsumowuje ekspert Michael Page.

Przegląd Wynagrodzeń i Trendów na Rynku Pracy 2025 jest dostępny pod linkiem: https://www.michaelpage.pl/dla-medi%C3%B3w/badania-i-publikacje/przegl%C4%85dy-wynagrodze%C5%84

Rosnące ceny gazu i wybory w Niemczech

Nadchodzące za kwartał wybory w Niemczech powodują, że na dane z tego kraju patrzymy z dodatkowej perspektywy. Finalne odczyty PKB z Polski nie zaniepokoiły rynków. Ceny gazu rosną, ale wciąż są pod kontrolą.

Inflacja w Niemczech nie taka straszna

Głównym tematem w mediach jest niestabilność polityczna naszego zachodniego sąsiada i nadchodzące tam wybory zaplanowane na 23 lutego. Co ciekawe, obecny kanclerz może nie tylko nie zaprowadzić swojej formacji do zwycięstwa, ale nawet osiągnąć historycznie słaby wynik. Obecnie w sondażach jest już bowiem 4,5% za Alternatywą dla Niemiec. Jest to formacja, z którą ze względu na jej skrajne poglądy nie chce współpracować żadne z tradycyjnych niemieckich ugrupowań. To samo 4,5% to poparcie dla liberalnej FDP, co oznacza, że liberałowie po wyjściu z koalicji wylądowali poniżej progu wyborczego. W tym przypadku wczorajsze dane o inflacji, która przyspiesza kolejny miesiąc z rzędu, nie poprawiają sytuacji żadnego z dotychczasowych koalicjantów. Niby analitycy spodziewali się wzrostu do 2,3%, a faktycznie zobaczyliśmy „zaledwie” 2,2%, jednak dla portfeli wyborców to nadal podwyżka – o ile w ogóle kampania dojdzie do etapu danych, a nie pozostanie przy emocjach. Jeżeli po wyborach dojdzie do impasu i nie będzie możliwe utworzenie koalicji, może być to bardzo zły sygnał dla euro. Wysokie poparcie dla CDU/CSU na razie jednak wyklucza ten scenariusz.

Finalne dane o PKB w Polsce

Wczoraj poznaliśmy ostateczny odczyt PKB za trzeci kwartał i zgodnie z oczekiwaniami wyniósł on 2,7%. Jest to wyraźny spadek względem 3,2% odnotowanego za drugi kwartał. Patrząc jednak na poprzednie okresy oraz na to, co pokazują państwa zachodnie, wynik można uznać za bardzo solidny. Rynki starały się wczoraj wykorzystać te dane do szybkiej korekty ostatnich umocnień na polskim złotym, ale szybko wróciliśmy do poziomów sprzed tego odczytu. Zatem w dalszym ciągu jesteśmy blisko najsilniejszego złotego względem euro od półtora miesiąca.

Rosną ceny gazu

Podobnie jak rok temu w sezon grzewczy wchodzimy z wyraźnie podniesionymi cenami gazu na rynkach światowych. Tegoroczne wzrosty są niepokojąco długotrwałe w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy to o tej porze ceny zaczynały spadać. Z drugiej strony w szczycie zeszłorocznym ceny ocierały się o 60 euro za megawatogodzinę. W tym roku odbiliśmy się tuż poniżej 50 euro i obecnie oscylujemy w okolicach 47 euro. Wygląda więc na to, że nie grozi nam powtórka z 2022 roku, kiedy ceny megawatogodziny przez większość roku były trójcyfrowe. Nie możemy jednak zapominać, że mamy dopiero listopad i sytuacja ma niestety potencjał do pogorszenia, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie podejrzane działania niektórych flot na Bałtyku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Luksus oparty na doświadczeniach: Nowa era na rynku dóbr Premium

Świat luksusu przechodzi głęboką transformację. To już nie przedmioty, ale doświadczenia stają się najważniejszym elementem, za który konsumenci są gotowi zapłacić więcej. Ekskluzywne restauracje, butikowe hotele, spa, wyszukane potrawy i trunki czy personalizowane przeżycia – to segmenty, które odnotowują najszybszy wzrost. Według raportu Osservatorio Altagamma 2024, sektor luksusu opartego na doświadczeniach zwiększył swoją wartość o 5% w porównaniu do ubiegłego roku.

„Klient luksusowy chce poczuć się wyjątkowo, a kluczem do tego jest emocjonalne zaangażowanie i personalizacja” – zauważają autorzy raportu. Współczesny luksus nie polega już wyłącznie na kupnie przedmiotu, ale na tworzeniu niezapomnianych chwil.

Światowe marki inwestują w kreatywne formy interakcji z klientem. Yves Saint Laurent otworzył w 2023 roku pop-up o nazwie Babylone, gdzie klienci mogli nie tylko kupić produkty, ale też doświadczyć podróży przez historię marki. Dior zaprosił swoich klientów do luksusowej willi w Beverly Hills, oferując prywatne wakacje pełne wrażeń. Włoska Prada postanowiła serwować najlepszą kawę w Londynie.  Amerykański Brown-Forman, odpowiedzialny za takie marki jak Jack Daniel’s czy Woodford Reserve, organizuje ekskluzywne eventy, w których klienci mogą osobiście poznać ambasadorów marek i doświadczyć ich produktów w wyjątkowy sposób. To działania „szyte na miarę” dla klientów, którzy cenią jakość i autentyczność.

Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Polskę, Czechy i Słowację
Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Polskę, Czechy i Słowację

Według badań Osservatorio Altagamma, 70% klientów jest gotowych zapłacić więcej, jeśli doświadczenie zakupowe w sklepie spełnia ich oczekiwania. To pokazuje, jak istotne staje się inwestowanie w relacje i autentyczność kontaktu z klientem. „Klienci premium oczekują dzisiaj czegoś więcej – nie tylko produktu, ale całej historii i doświadczenia, które z nim idą w parze” – mówi Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Polskę, Czechy i Słowację.

Polska na mapie luksusu

Rynek dóbr luksusowych rozwija się również bardzo dynamicznie w Polsce. W 2023 roku jego wartość przekroczyła 30 miliardów złotych, a nasz kraj odpowiada za niemal jedną trzecią wartości sprzedaży dóbr luksusowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman Polska
Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman Polska

Premiumizacja staje się kluczowym trendem w Polsce, co widać w rosnącym popycie na luksusowe hotele, spa, alkohole oraz odzież. „Polacy coraz lepiej rozumieją, czym jest luksus. To nie tylko cena, ale też jakość, design i autentyczność produktu” – podkreśla Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman Polska.

Co jest kluczem do „Klientów premium’’? Najdroższe marki świata muszą odpowiadać na najbardziej wyszukane potrzeby swoich klientów, sprzedawać konkretny styl życia, dawać możliwość wyróżnienia się i dostarczać niecodziennych doświadczeń. Stąd komunikacja z tą grupą klientów wymaga dyskrecji i specyficznego marketingu. Luksusowe marki pojawiają się w mało dostępnych miejscach, prestiżowych imprezach, starannie ograniczając dostęp do swoich produktów dla wybranych. Namacalnym tego potwierdzeniem są kolejki przed salonami Louis Vuitton w Paryżu, ograniczone listy zapisów na najdroższe egzemplarze czasomierzy Patek Philippe, brak dostępu do niektórych sieci hoteli (Casa Cipriani Milano) dla osób spoza ‘’klubu’’ czy listy oczekujących na degustacje najlepszych trunków w prestiżowych restauracjach.

Segment alkoholi premium rozwija się szybciej niż inne kategorie luksusu. Producenci alkoholi premium coraz częściej sięgają po precyzyjnie dopasowane strategie komunikacji, które podkreślają unikalne wartości ich marek. Według Pawła Miziołowskiego, popyt na alkohole z najwyższej półki napędzają dwa kluczowe czynniki: autentyczność i unikalne doświadczenia.

„Degustacje, warsztaty i szkolenia to działania, które pozwalają konsumentom lepiej poznać historię i proces tworzenia produktów. To nie tylko buduje lojalność, ale też podkreśla unikalność marki” – dodaje Miziołowski.

Trend luksusu opartego na doświadczeniach wyznacza nową drogę rozwoju rynku dóbr luksusowych. Klienci chcą nie tylko kupować, ale przede wszystkim doświadczać. Restauracje, hotele, alkohole i akcesoria premium stają się nośnikiem emocji i wartości, które pozostają w pamięci konsumentów na długo.

Skuteczna sprzedaż dóbr luksusowych wymaga zrozumienia klienta, budowania silnej marki i skupienia się na jakości, nie na cenie. Jak podkreśla Sławomir Przywała, członek zarządu odpowiedzialny za sprzedaż w Brown-Forman Polska, zmiana mentalności zespołów sprzedażowych oraz rozwój nowych kompetencji, które wspierają umiejętne badanie i adresowanie potrzeb konsumentów są kluczowe. Dzięki odpowiedniemu podejściu można osiągnąć długookresowy wzrost wartości sprzedaży i rosnącą satysfakcję, zarówno partnerów handlowych jak i zespołu sprzedażowego.

Czy to degustacja w prestiżowej winnicy, czy noc w ekskluzywnym spa – luksusowe doświadczenia są teraz bardziej pożądane niż kiedykolwiek wcześniej. Polska, z rosnącą liczbą zamożnych klientów, staje się istotnym rynkiem dla marek Premium, które dostosowują swoje strategie, aby sprostać nowym oczekiwaniom. W erze doświadczeń kluczem do sukcesu staje się autentyczność i emocjonalne zaangażowanie.

Jak tuleje papierowe Jagan wspierają logistykę i przechowywanie produktów w magazynach?

Kluczem do efektywnej organizacji magazynu jest optymalizacja przestrzeni, by jak najlepiej ją wypełnić pod względem przechowywania produktów. Długie i wąskie elementy mogą ulec uszkodzeniu, dlatego warto je odpowiednio zabezpieczyć. W tym celu doskonale się sprawdzają tuleje tekturowe. Dowiedz się, dlaczego warto po nie sięgnąć i poznaj ich szerokie zastosowanie w magazynowaniu.

Skuteczna ochrona przed uszkodzeniami

Warunki panujące w magazynach wymagają wdrożenia konkretnych rozwiązań. Przedmioty długie i delikatne muszą być skutecznie chronione przed uszkodzeniami mechanicznymi, takimi jak otarcia, zarysowania czy złamania. Tuleje tekturowe są doskonałym narzędziem w procesie magazynowania, chroniąc takie produkty jak listwy, profile, rury czy arkusze przed wszelkimi działaniami, które mogłyby narazić firmę na straty finansowe.

Adaptacja do różnych kształtów

Tuleje tekturowe są dostępne w wielu rozmiarach i mogą być dostosowane do różnych kształtów produktów. Oferta firmy Jagan, dostępna na stronie https://jagan.biz/pl/tuleje-na-zamowienie/, jest ściśle dopasowana do wymagań klienta – tuleje są produkowane z uwzględnieniem takich parametrów jak długość, średnica, klasa odporności czy grubość ścianki. Dzięki temu można je wykorzystać do pakowania zarówno przedmiotów o regularnych, jak i nieregularnych kształtach.

Łatwy transport i przechowywanie

Z uwagi na swój kształt i lekkość tuleje papierowe nie zajmują wiele miejsca w magazynie. Przechowywanie produktów, a także ich transport nie jest wymagający – tuleje można łatwo układać na paletach lub w regałach, optymalizując wykorzystanie przestrzeni. Ponadto firma Jagan oferuje możliwość wykonania nadruku zarówno wewnątrz, jak i po zewnętrznej stronie gilzy, co znacznie ułatwia i przyspiesza zlokalizowanie położenia konkretnych produktów.

Ochrona przed zabrudzeniami

Niektóre towary znajdujące się w magazynie są narażone na czynniki, które mogą niekorzystnie wpływać na ich stan fizyczny. Produkty warto zabezpieczyć przed kurzem czy wilgocią, a także innymi zanieczyszczeniami. Tuleje tekturowe stanowią solidną barierę ochronną przed wszelkimi zabrudzeniami, utrzymując produkty w doskonałym stanie. Tuleje firmy Jagan są wytrzymałe, co potwierdzają testy laboratoryjne zlecane przez markę.

Ekologiczne rozwiązanie i niska cena

Tuby kartonowe Jagan są wykonane z materiałów, które podlegają pełnej biodegradacji oraz recyklingowi. Można je przetworzyć i ponownie wykorzystać, dbając o środowisko i redukując odpady.

Tuleje tekturowe są także stosunkowo niedrogie, co czyni je ekonomicznym rozwiązaniem do pakowania i przechowywania produktów. Firma Jagan oferuje stabilne ceny, szeroką ofertę produktową dopasowaną do różnych branż (m.in. przemysł foliowy, budowlany czy rolniczy), a także krótkie terminy realizacji. Zamówienie może być gotowe do wysyłki nawet w ciągu 7 dni.

Tuleje tekturowe to uniwersalne i praktyczne opakowania, które zapewniają bezpieczne przechowywanie produktów. Są trafionym i przyjaznym dla środowiska wyborem, który pomoże zoptymalizować przestrzeń magazynową, chroniąc produkty przed uszkodzeniem i zabrudzeniem.

Personalizacja systemu ERP. Jak dostosować moduły do specyfiki swojej branży?

System ERP (Enterprise Resource Planning), choć zaprojektowany jako uniwersalne narzędzie do zarządzania przedsiębiorstwem, wymaga dostosowania do specyficznych potrzeb każdej branży. Personalizacja ERP to proces, który pozwala na wdrożenie funkcjonalności oprogramowania do unikalnych procesów biznesowych i celów strategicznych danej firmy. Jak dostosować moduły do specyfiki branży?

Personalizacja ERP – klucz do optymalizacji biznesu

System ERP jest zaawansowanym technicznie narzędziem, które umożliwia sprawną komunikację na wielu poziomach. Wszelkie zmiany wprowadzane w czasie rzeczywistym widoczne są także w pozostałych działach. To pomaga zoptymalizować działania, wynieść współpracę na wyższy poziom i grać do jednej bramki jako zgrana drużyna. System ERP wymaga jednak personalizacji. Dlaczego to takie ważne?

  • Większa efektywność działań – dopasowanie systemu do specyfiki branży pozwala na automatyzację większej liczby procesów, co przekłada się na oszczędność czasu i redukcję błędów,
  • lepsze decyzje – dostęp do bardziej precyzyjnych danych i zaawansowanych narzędzi analitycznych umożliwia podejmowanie lepszych decyzji biznesowych,
  • większa konkurencyjność – spersonalizowany system ERP pozwala na szybszą reakcję na zmiany rynkowe i bardziej efektywne wykorzystanie zasobów,
  • redukcja kosztów – dzięki automatyzacji procesów i optymalizacji zasobów można obniżyć koszty operacyjne.

To oczywiste, że każda firma dąży do tego, by nieustannie się rozwijać i stać się liderem w swojej branży. Wobec powyższego wdrożenie systemu ERP jest w większości przypadków rozsądną i oczywistą inwestycją.

Jak spersonalizować system ERP?

Proces personalizacji systemu ERP jest złożony i składa się z kilku etapów:

  1. Analiza potrzeb – identyfikacja kluczowych procesów biznesowych. Należy dokładnie określić, które z nich wymagają automatyzacji.
  2. Projektowanie konfiguracji – następuje dostosowanie modułów, tworzenie nowych obiektów (np. typów raportów) i zdefiniowanie przepływów pracy.
  3. Wdrożenie i testowanie – implementacja zmian do ustawień systemu ERP, testowanie funkcjonalności i szkolenie użytkowników.
  4. Utrzymanie i rozwój – regularne aktualizacje, dodawanie nowych lub rozszerzanie istniejących modułów w celu dalszej optymalizacji procesów.

System ERP w mikroprzedsiębiorstwie

Przedsiębiorstwa, w których pracuje do 75 osób, korzystają zwykle z uproszczonych rozwiązań. Zaawansowany system ERP jest kosztowny, a jego funkcje niekoniecznie wpisują się w oczekiwania mikrofirmy. W takim przypadku rozsądnym rozwiązaniem jest Prodioprogram dla firmy produkcyjnej małego lub średniego kalibru. Tu nie trzeba wdrażać wieloetapowej personalizacji systemu ani szkolić pracowników. Wszystko odbywa się w czasie rzeczywistym, a całość jest intuicyjna w obsłudze.

Prodio to transparentne oprogramowanie do efektywnego zarządzania produkcją, które z powodzeniem sprawdzi się w małym lub średnim przedsiębiorstwie. Zerowe koszty wdrożenia i stałe wsparcie techniczne czynią program niezwykle opłacalną inwestycją w rozwój i konkurencyjność przedsiębiorstwa.

Zmienny rynek złota liczy na wsparcie Świętego Mikołaja

  • Obecna zmienność cen złota sugeruje, że rynek osiągnął krótkoterminowy szczyt, ponieważ inwestorzy zaczynają realizować zyski oraz zmniejszać swoją ekspozycję przed końcem roku.
  • Rynek koncentruje się na nominacjach prezydenta elekta Donalda Trumpa na kluczowe stanowiska w administracji rządowej ze względu na ich znaczenie dla gospodarki USA, a tym samym kierunku kursu USD i rentowności obligacji skarbowych.
  • Traderzy zastanawiają się, czy złoto zdoła osiągnąć ósmy z rzędu „Santa rally” w grudniu.

Ankieta przeprowadzona wśród inwestorów korzystających z Saxo na IV kwartał 2024 r. pokazała ich słabnące zaufanie do globalnych rynków. Miały wpływ na to między innymi rosnące obawy dotyczące inflacji, stóp procentowych czy ryzyk geopolitycznych. Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców Saxo podkreśla znaczenie między innymi tych czynników na prognozy dla złota i srebra.

Zmienność cen złota, w tym ostatni spadek o 3,5% w poniedziałek, po najsilniejszym wzroście od 20 miesięcy w ubiegłym tygodniu, wskazuje na możliwy krótkoterminowy szczyt na rynku. Przekonania traderów słabną, zwłaszcza w obliczu nadchodzącego końca roku, co skłania ich do chęci realizacji zysków i zmniejszenia ekspozycji na kruszec. Jednak biorąc pod uwagę trudny makroekonomiczny i geopolityczny klimat, istnieje perspektywa dalszych wzrostów w przyszłym roku. Rewolucyjne plany Donalda Trumpa dotyczące ceł, cięć podatkowych i deportacji podkreślają ryzyko, że zarówno inflacja, jak i dług mogą zaskoczyć wzrostami – są to dwa czynniki, przed którymi inwestorzy lokujący środki w złoto chcą się zabezpieczyć.

Rynek koncentruje się obecnie na nominacjach prezydenta elekta Donalda Trumpa na kluczowe stanowiska w administracji rządowej ze względu na ich znaczenie dla gospodarki USA, a tym samym kierunku kursu USD i rentowności obligacji skarbowych. Zmienność cen złota i innych surowców w tym tygodniu była związana z tymi powołaniami. W poniedziałek ceny spadły po tym, jak Trump ogłosił wybór Scotta Bessenta na sekretarza skarbu, co jest postrzegane jako jedna z najbezpieczniejszych decyzji.

Spokój na rynku został zakłócony ponownie, gdy Trump zagroził nałożeniem 25% ceł na Kanadę i Meksyk od pierwszego dnia swojej administracji w styczniu, a także zapowiedział dodatkową 10% taryfę na wszystkie produkty z Chin. Prezydent elekt nominował następnie Jamiesona Greera na przedstawiciela handlowego USA. Greer, który postrzega Chiny jako „wyzwanie pokoleniowe” dla Stanów Zjednoczonych i opowiadał się za strategicznym oddzieleniem od tego kraju, teraz będzie zarządzać wdrażaniem planów celnych Trumpa.

Ceny złota stały się coraz bardziej zmienne, co doprowadziło do korekty o 253 USD po osiągnięciu rekordowego poziomu 2 658 USD za uncję 31 października. Wsparcie pojawiło się po tym, jak nastąpiła korekta cen o 0,5 wzrostu z okresu od czerwca do października. Jest to stosunkowo niewielka korekta, biorąc pod uwagę, do jakich poziomów złoto zdążyło wzrosnąć wcześniej w tym roku. W nadchodzących tygodniach możemy spodziewać się, że inwestorzy przed końcem roku będą wykorzystywać wzrosty do redukcji swoich długich pozycji. Utrzymujemy prognozę, że w 2025 roku złoto może osiągnąć poziom 3 000 USD.

Czy złoto i srebro doświadczą kolejnego „rajdu św. Mikołaja”?

Ten nagłówek pojawił się w artykule napisanym rok temu, w odpowiedzi na dane wskazujące, że zarówno złoto, jak i srebro miały silne wzrosty w grudniu w poprzednich sześciu latach. Jak się okazało, srebro zawiodło, podczas gdy złoto zanotowało niewielki wzrost o 1,3%, kończąc 2023 rok na poziomie 2 062 USD. Patrząc na obecną sytuację, kluczowe pytanie brzmi, czy możemy być świadkami ósmego z rzędu wzrostu w ostatnim miesiącu tego roku? Po ostatniej korekcie, szanse na powtórzenie tego scenariusza wzrosły, ponieważ inwestorzy i traderzy nie muszą już płacić rekordowej ceny, aby uzyskać ekspozycję na złoto. Największym wyzwaniem pozostaje jednak już obecny silny wzrost ceny złota o 28,3% w tym roku, co zbliża je do wzrostów o 29,6% w 2010 roku i 31% w 2007 roku. Choć zasadnicza prognoza na 2025 rok dotycząca złota nie uległa zmianie, taki wzrost może skłonić do realizacji zysków i zamykania pozycji przed końcem roku.

Powody, dla których warto podtrzymać inwestycje w złoto i srebro w 2025 roku

Złoto i srebro obecnie notują wzrost o 26% w skali roku (spadek z 47% w październiku). Pozytywny wpływ na te metale miało w minionym roku kilka wydarzeń. Większość z nich odzwierciedlała nierównowagę w świecie, na którą inwestorzy reagują, kupując tzw. „martwe” aktywa, nie generujące odsetek ani dywidend i które wiążą się z kosztami przechowywania.

Siła metali szlachetnych w tym roku jest tym bardziej imponująca, biorąc pod uwagę całkowity brak wsparcia ze strony dolara amerykańskiego, który w stosunku do koszyka głównych walut wzrósł o 5,5% w skali roku. Wprowadzenie ceł na import do USA w przyszłym roku jest ogólnie postrzegane jako korzystne dla dolara. Jednak pośrednie skutki silniejszego USD mogą wpłynąć na globalną gospodarkę, szczególnie szkodząc krajom zależnym od zadłużenia denominowanego w dolarach, handlu towarami i wzrostu opartego na eksporcie, co może zapewnić dalsze wsparcie dla alternatywnych inwestycji, takich jak złoto i srebro.

Czynniki, które stoją za naszą pozytywną prognozą dla metali inwestycyjnych w 2025 roku, są liczne, a najważniejsze z nich to:

  1. Zakupy banków centralnych w celu dywersyfikacji rezerw poza dolarem amerykańskim i obligacjami skarbowymi.
  2. Obniżki stóp procentowych, które zmniejszają „koszt” posiadania złota w porównaniu do inwestycji w bezpieczne obligacje skarbowe o krótkim terminie zapadalności.
  3. Popyt na bezpieczne aktywa w obliczu podzielonego świata z trwającymi konfliktami na Bliskim Wschodzie oraz w Rosji i Ukrainie, a także w obliczu ryzyka wojen handlowych i ceł, które mogą zwiększyć inflację w 2025 roku.
  4. Zainteresowanie inwestorów chińskich złotem w obliczu rekordowo niskich stóp zwrotu z oszczędności i problemów na rynku nieruchomości.
  5. Obawy dotyczące niestabilności fiskalnej, w sytuacji gdy rządy na całym świecie zwiększają obciążenia długiem, zwłaszcza w USA, gdzie prezydent elekt Trump wdraża swoje rewolucyjne i kosztowne polityki.

Srebro szuka wsparcia poniżej 30 USD

Silny wzrost srebra, który w październiku osiągnął najwyższy poziom od 12 lat, okazał się niemożliwy do utrzymania, co ostatecznie doprowadziło do mocnej korekty. Wygasające wsparcie ze strony złota, miedzi i dolara sprawiło, że wiele niedawno otwartych długich pozycji powyżej 32,30 USD zmaga się z stratami. Wsparcie zostało teraz dwukrotnie znalezione wokół poziomu 29,70 USD, co stanowi korektę wzrostu o 0,618 w stosunku do okresu od sierpnia do października, a dodatkowe wsparcie znajduje się poniżej, na linii trendu wyznaczonej przez dołek z lutego.Srebro szuka wsparcia poniżej 30 USD

Drukarki przemysłowe – kluczowe cechy i zastosowania w różnych branżach

Drukarki przemysłowe oferują zaawansowane technologie, które spełniają wymagania zarówno małych, jak i dużych przedsiębiorstw. Przyjrzyjmy się, jakie cechy charakteryzują te urządzenia i w jakich branżach znajdują zastosowanie.

Najważniejsze cechy drukarek przemysłowych

Drukarki przemysłowe różnią się od standardowych drukarek biurowych nie tylko budową, ale przede wszystkim funkcjonalnością. Są to urządzenia zaprojektowane do pracy w trudnych warunkach, takich jak wysokie zapylenie, zmienne temperatury czy intensywna eksploatacja.

Drukarki te są wykonane z materiałów odpornych na uszkodzenia mechaniczne i korozję, co pozwala na ich długotrwałe użytkowanie w wymagającym środowisku. Dzięki nowoczesnym technologiom drukarki przemysłowe umożliwiają szybkie drukowanie dużej ilości etykiet, kodów kreskowych czy informacji produktowych, zachowując przy tym wysoką jakość.

Urządzenia te mogą też drukować na różnych powierzchniach, takich jak papier, tworzywa sztuczne, metal czy tekstylia. Wiele modeli, takich jak te oferowane przez firmę Intrex, można z łatwością zintegrować z innymi urządzeniami przemysłowymi, np. z liniami produkcyjnymi czy urządzeniami pakującymi, takimi jak kartoniarka.

Nowoczesne kartoniarki znajdziesz tutaj: https://intrex.pl/produkty/kartoniarka

Zastosowania drukarek przemysłowych w różnych branżach

Drukarki przemysłowe znajdują szerokie zastosowanie w wielu sektorach gospodarki, gdzie precyzja i niezawodność są kluczowe. W przemyśle spożywczym i kosmetycznym drukarki wykorzystywane są głównie do znakowania opakowań i etykietowania produktów. Informacje, takie jak data przydatności, numer partii czy skład, muszą być czytelne i trwałe.

Precyzyjne oznaczenie leków i wyrobów medycznych jest niezbędne dla bezpieczeństwa pacjentów. Drukarki przemysłowe są tu niezastąpione, ponieważ umożliwiają drukowanie kodów kreskowych, które są zgodne z obowiązującymi normami.

W magazynach oraz centrach dystrybucji drukarki przemysłowe służą do etykietowania towarów i palet, co ułatwia zarządzanie łańcuchem dostaw. Z kolei w przemyśle ciężkim i lekkim drukarki wykorzystuje się do trwałego znakowania części i komponentów.

Zobacz różne modele drukarek przemysłowych: https://intrex.pl/kategoria-produktu/drukarki-przemyslowe

Intrex – lider w dziedzinie drukarek przemysłowych

Firma Intrex oferuje nowoczesne rozwiązania w zakresie drukarek przemysłowych, które wyróżniają się niezawodnością i innowacyjnością. Dzięki szerokiej ofercie urządzeń, takich jak drukarki do etykiet czy systemy znakowania bezkontaktowego, Intrex wspiera przedsiębiorstwa w osiąganiu ich celów produkcyjnych.

Ponadto firma dostarcza zintegrowane rozwiązania, które doskonale współpracują z urządzeniami takimi jak kartoniarka, zwiększając efektywność procesów produkcyjnych.

Inflacja w strefie euro wzrosła do 2,3%. Wyższy poziom inflacji może oznaczać ostrożność w obniżkach stóp

Inflacja CPI w strefie euro w listopadzie wzrosła do 2,3 proc. r/r, tym samym wskaźnik lekko oddalił się od celu inflacyjnego wyznaczonego na poziomie 2 proc. W poprzednim miesiącu wskaźnik wynosił właśnie 2 proc. r/r. Obserwowany wzrost jest jednak zgodny konsensusem rynkowym. Inflacja bazowa utrzymała się na poziomie 2,7 proc. r/r.

Obserwowany wzrost inflacji może być argumentem za nieco ostrożniejszym podejściem do obniżek stóp procentowych. W danych szczególnie patrzymy na dynamikę cen usług, która pozostaje podwyższona i wyniosła 3,9 proc. r/r.

Obecnie rynek przewiduje obniżkę o 25 pb w grudniu, a nawet obniżka o 50 pb jest w grze i może być argumentowana obserwowanym słabnięciem gospodarek, na co wskazują m.in. odczyty PKB czy wskaźników PMI. Do tej pory jednak EBC był ostrożny i dość powolny w swoich decyzjach, więc wydaje się, że tym razem skończy się na ruchu o 25 pb.

Autor: Bartosz Wałecki, Analityk, Trader Michael / Ström Dom Maklerski

Korekta wzrostowa na EUR/USD trwa. Obligacje w strefie euro rosną

Rynki obligacji skarbowych w strefie euro były wczoraj w trybie wzrostowym podczas gdy inwestorzy z USA byli nieobecnie z okazji Dnia Dziękczynienia. Rentowności papierów dłużnych francuskich spadały (poniżej 3 proc.) w nadziei na częściowo rozsądny kompromis budżetowy. Premier Barnier miałby zrezygnować z wyższych podatków od energii elektrycznej.

Ta ulga może dziś się utrzymać. Rynek będzie wrażliwy jednak na polityczne doniesienia. Uwaga może być również skupiona wieczornym przeglądzie ratingu Francji przez agencję SP500. W maju został on obniżony do poziomu AA-/stabilny a kolejna degradacja jest mało prawdopodobna. Choć niewykluczone, że zostanie nadana negatywna perspektywa, co może wpływać na dalsze spadki francuskiej giełdy, w tym głównego indeksu CAC40.

Pewnego rodzaju wsparciem dla krótkoterminowych obligacji strefy euro stały się „gołębie” wypowiedzi członka Rady EBC Villeroya, który zasugerował, że instytucja powinna pozostać otwarta na skalę grudniowej obniżki stóp. To pewnego rodzaju przeciwwaga dla ostatnich wypowiedzi Schnabel, która zmniejszyła szanse na mocniejszy ruch w grudniu. Dziś głos zabiorą de Guindos oraz Nagel.

Finalnie o tempie oraz wielkości obniżek stóp przez EBC będą decydować dane. Aktualnie oczekuje się wzrostu CPI dla strefy euro do poziomu 2,3 proc. r/r. Oprócz danych o inflacji warto obserwować ankietę EBC dotyczącą oczekiwań konsumentów. Jeśli obniżą się one będzie to pewnego rodzaju wzmocnienie argumentów „gołębi” zasiadających w europejskiej instytucji.

Korekta wzrostowa na EUR/USD trwa, choć ruch w górę jest w tym momencie mocno wstrzymywany przez poziom 1,06. Nie jest wykluczone jednak, że ruch w górę nie rozwinie się bardziej w stronę 1,0660 gdzie przebiega kolejny opór horyzontalny oraz opadająca linia trendu spadkowego, który trwa od dwóch miesięcy.

Francuski indeks CAC40 znajduje się od dwóch miesięcy pod presją. Po dynamicznym odbiciu na skutek sierpniowego załamania, rynek ponownie przeszedł do defensywy. Indeks nie był w stanie wyznaczyć nowego historycznego szczytu tak jak to zrobił na przykład niemiecki DAX. Regularny kanał spadkowy na francuskim benchmarku sugeruje, że notowania zmierzają w kierunku poziomu dołka z wakacji (7025 pkt.)

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

WIG-Nieruchomości pod prąd giełdowej niemocy

Warszawska GPW właśnie doświadcza kolejnej fali spadkowej, napędzanej głównie wyprzedażą przez zagraniczny kapitał rodzimych blue chips z indeksu WIG20. Tymczasem WIG-Nieruchomości od końca wakacji płynie dokładnie pod prąd, windowany notowaniami głównych tuzów deweloperki mieszkaniowej. Pytanie, na co liczą inwestorzy giełdowi, materializując własnymi pieniędzmi scenariusz kontynuacji 13-letniej hossy deweloperki giełdowej w czasach dość ostrego hamowania koniunktury w mieszkaniówce.

Zaprezentowane na wykresie stopy zwrotu z WIG – głównego indeksu szerokiego rynku, WIG-Nieruchomości oraz Dom Development – jednego z liderów wzrostów spółek deweloperskich o profilu mieszkaniowym, bardzo wyraźnie prezentują różnice w zyskowności. O ile średnia stopa zwrotu spółek notowanych na GPW od początku roku do tygodnia zakończonego 24 listopada br. ledwo utrzymała się na plusie, to na akcjach zgrupowanych w WIG-Nieruchomości można było zarobić średnio bez mała 20 proc. Jednak to wciąż niewiele w porównaniu z profitami akcjonariuszy Dom Development czy Develii, którzy od początku roku mogą liczyć na zyski rzędu 40 proc.

Z kolei średnia stopa zwrotu z akcji pięciu spółek deweloperskich o największej kapitalizacji (Atal, Archicom, Dom Development, Develia, Murapol) wyniosła od początku roku 19 proc.

Tymczasem koniunktura na pierwotnym rynku mieszkaniowym wciąż pozostawia wiele, o ile nie coraz więcej do życzenia. Od miesięcy podaż nowych mieszkań zdecydowanie góruje nad kulejącym popytem, co w efekcie prowadzi do systematycznie rosnącej oferty mieszkań deweloperskich. W listopadzie wg. danych BIG DATA RynekPierwotny.pl osiągnęła ona rekordowy poziom 63 tys. lokali, czyli wyższy o grubo ponad 40 proc. od stanu z początku br.

Z kwartału na kwartał topnieją statystyki sprzedażowe lokali z pierwszej ręki, co w efekcie spowodowało ich tąpnięcie w pierwszych trzech kwartałach br. o blisko jedną czwartą w relacji rok do roku. To z kolei zmusiło kilku tuzów deweloperki mieszkaniowej do obniżenia celów sprzedażowych na rok bieżący. Co gorsza jednak, w obliczu coraz bardziej oddalającej się wizji kolejnego programu dopłat do kredytów mieszkaniowych, na razie nie widać większych szans na odwrócenie tej tendencji. Tym samym na rodzimym rynku pierwotnym wyraźnie utrwala się stan hamowania koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań, który po stronie popytowej budzi nadzieje na długo oczekiwaną i istotna statystycznie korektę stawek mkw. nowych mieszkań.

W efekcie listopad zaowocował wysypem deweloperskich promocji z rabatami sięgającymi jednej piątej cen ofertowych. Klienci deweloperskich biur sprzedaży mogą też liczyć na wyraźnie uelastycznioną skalę negocjacji stawek i szereg innych atrakcji poprawiających dostępność cenową mieszkań, pogarszających jednocześnie rentowność spółek deweloperskich. Co w tego typu sytuacji decyduje o niesłabnącym zainteresowaniu inwestorów giełdowych ich akcjami?Wyk.1 Stopy zwrotu w relacji YTD

Analitycy portalu RynekPierwotny.pl wskazują na kilka czynników podtrzymujących „wieczną hossę” indeksu WIG-Nieruchomości, napędzaną głównie kursami akcji deweloperów mieszkaniowych.

Po pierwsze inwestorzy wciąż nie tracą nadziei na wprowadzenie w przyszłym roku kolejnego programu wsparcia kredytobiorców. Ponadto solidny wolumen przekazań mieszkań w roku bieżącym stwarza wizję przyzwoitej dywidendy w roku przyszłym, co może dodatkowo motywować inwestujących w akcje deweloperów.

Po drugie, warto zwrócić uwagę na perspektywę obniżki stóp w II kw. 2025 r. – teraz bardziej prawdopodobnej ze względu na mrożenie cen energii. Poza tym inwestorzy mogą patrzeć na obecne wyniki sprzedażowe, które nie są złe jak na obecny poziom stóp i myśleć co będzie za rok ze stopami obniżonymi o co najmniej 1 punkt procentowy. Na lata 2025 – 2026 NBP prognozuje około 3% wzrostu PKB i niskie bezrobocie.

Nie można także pominąć najnowszych prognoz szefów zarządów giełdowych tuzów deweloperki mieszkaniowej Atal i Dom Development, którzy przewidują istotny wzrost popytu na mieszkania w nowym roku. W związku z tym deklarują konieczność rozbudowy własnej oferty poprzez uruchamianie budowy rekordowej liczby lokali. Co więcej, ceny mieszkań na rynku pierwotnym mają w dalszym ciągu opierać się istotnej statystycznie korekcie, co najmniej utrzymując realny poziom z roku bieżącego.

Tego typu przewidywania znajdują potwierdzenie w najnowszych danych GUS budownictwa mieszkaniowego, według których w październiku nastąpiło silne wybicie statystyk mieszkań rozpoczętych przez deweloperów. Czyżby zatem kolejny boom w pierwotnym segmencie mieszkaniówki miałby zbliżać się wielkimi krokami?

Tego typu założenie mogłoby liczyć na spore szanse materializacji, gdyby faktycznie trwające od miesięcy spowolnienie sprzedaży generowało rosnący z każdym miesiącem popyt odłożony w czasie, na chwilę obecną cierpliwie czekający na istotną poprawę warunków rynkowych dla planujących kupno własnego M.

Tymczasem przed hurraoptymizmem inwestujących w akcje deweloperów może ostrzegać część prezentowanego wykresu rentowności zawarta pomiędzy tegorocznym czerwcem a sierpniem. Giełda to jednak nie wyrocznia, a jak widać szereg wybranych akcji z indeksu WIG-Nieruchomości w krótkim czasie może generować nie tylko rekordowe wzrosty, ale także równie szybkie i ponadprzeciętne spadki. Jeśli coś jednak pójdzie nie tak, a optymistyczne prognozy rynkowych guru wieszczące powrót mieszkaniowej prosperity spalą na panewce, powtórka z wakacyjnego tąpnięcia notowań giełdowych tuzów rynku nieruchomości może stać się faktem już w przewidywalnej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Black Friday w nieruchomościach: deweloperzy kuszą zniżkami i dodatkami do mieszkań

Black Friday, święto wielkich okazji zakupowych, od lat kojarzy się głównie z promocjami na elektronikę, odzież czy kosmetyki. W ostatnich latach zauważalny jest jednak nowy trend – rabaty oferowane przez deweloperów. Świadczy to m.in. o rosnącej konkurencji na rynku nieruchomości i potrzebie przyciągnięcia uwagi nabywców pod koniec roku.

Wysoka podaż mieszkań oraz ograniczony brakiem szerszego dostępu do kredytów popyt na nieruchomości sprawiają, że tegoroczny sezon promocji cenowych jest pełen różnego rodzaju atrakcyjnych ofert z rynku deweloperskiego. Eksperci Metrohouse i Primse.com postanowili przyjrzeć się najczęstszym zachętom zakupowym.

Anna Kochańska, Prezes Zarządu Primse.com, platformy łączącej deweloperów i pośredników nieruchomości, podkreśla, że promocje takie jak Black Friday stają się istotnym elementem strategii marketingowych na rynku pierwotnym. – Deweloperzy coraz chętniej korzystają z potencjału Black Friday, by nie tylko zwiększyć sprzedaż, ale również zaprezentować swoje inwestycje szerokiemu gronu klientów. Dodatki, takie jak systemu SMART, tańsze lub darmowe miejsca parkingowe czy elastyczne harmonogramy płatności, to realna wartość dodana dla nabywców. Często promocje łączą się z organizacją dni otwartych, co pozwala klientom na szczegółowe zapoznanie się z ofertą i negocjacje cen.

Od kilku nawet do 20% upustu

Jednym z najpopularniejszych mechanizmów przyciągania klientów są zniżki na mieszkania. W ramach tegorocznego Black Friday dostępne są atrakcyjne rabaty na wybrane lokale w wielu inwestycjach zlokalizowanych w największych miastach Polski. Obniżki sięgają kilku procent, co dla klientów oznacza oszczędności rzędu średnio kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jeden z deweloperów umożliwia także skorzystanie z promocyjnego cash backu wynoszącego nawet 4% ceny zakupu lokum. To jednak nie wszystko. Jeszcze przed tygodniem wielkich przecen, jeden z czołowych deweloperów ogłosił obniżki sięgające 20% ceny katalogowej mieszkań. Z tak dużymi rabatami nie mieliśmy do czynienia już dawno – poprzeczka dla konkurencji została zawieszona naprawdę wysoko.

Powrót do elastycznych harmonogramów płatności

Coraz więcej deweloperów stawia na elastyczność płatności, co jest szczególnie atrakcyjne dla klientów planujących zakup nieruchomości na kredyt, ale także dla tych, którzy nabywają mieszkanie za gotówkę i zależy im na jak bardziej odległym terminie zapłaty całości ceny. Firmy wprowadzają harmonogramy płatności takie jak 20/80, a nawet 10/90, co oznacza, że klient wpłaca jedynie 10% wartości mieszkania na etapie podpisania umowy, a pozostałe 90% dopiero przy odbiorze kluczy. Dzięki temu nabywcy mogą zyskać więcej czasu na skompletowanie środków lub uzyskanie kredytu. Takie programy były bardzo popularne już kilkanaście lat temu – należy oczekiwać, że poza klasycznymi upustami ceny, ten mechanizm zachęci część niezdecydowanych klientów do zapoznania się z ofertą.

Atrakcyjne dodatki do mieszkań

W 2024 roku deweloperzy coraz częściej oferują coś „ekstra” w ramach zakupu mieszkania, co wyróżnia ich ofertę na tle konkurencji. W reklamach poszczególnych inwestycji spotkamy się m.in. z gratisami w postaci miejsca postojowego (przy zakupie mieszkania z promocyjnej puli – zwykle o większych metrażach), czy też zniżkę na komórkę lokatorską. W przypadku miejsca postojowego w garażu podziemnym promocja okazuje się szczególnie warta uwagi – pozwala to zaoszczędzić, zależnie od inwestycji, średnio od 40 do 80 tys. zł.

Powracają też różne dodatki w postaci bonów prezentowych na zakupy sprzętu RTV, AGD, wyposażenia wnętrz. Popularne są nowoczesne systemy typu „inteligentny dom”. – W historii mieliśmy już przypadki, kiedy do zakupu mieszkania dołączane było nowe auto. Na razie nie mamy aż tak spektakularnych przykładów, ale np. jeden z deweloperów oferuje przy zakupie voucher na wczasy o wartości do 30 000 zł, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. Dodaje jednak, że nie jest wykluczone, że deweloperzy coraz bardziej, nawet poza Black Week, będą prześcigać się w atrakcyjnych dodatkach do zakupu, aby zwiększyć swoją przewagę konkurencyjną. – Często zdarza się, że obok siebie powstają dwie bardzo podobne inwestycje w zbliżonych cenach. Czasem jeden bodziec może sprawić, że szala wyboru przechyli się na korzyść jednej z nich, dodaje Marcin Jańczuk.

Coraz częściej deweloperzy, wychodząc naprzeciw zakupom inwestycyjnym, oferują ułatwienia związane z późniejszym wynajem takiego lokalu, oferując współpracę ze sprawdzonym partnerem zajmującym się obsługą najmu. To nowość w komunikacji marketingowej – dotychczas tego rodzaju współpraca nie była dość powszechna.

Jedna okazja, wiele korzyści

Promocje u deweloperów, to nie tylko oszczędność przy zakupie nieruchomości, ale także niższa kwota kredytu hipotecznego. – Przykładowo tańsza nieruchomość o 50 000 zł przekłada się na ok. 350 zł niższą miesięczną ratę. Przy stałym oprocentowaniu na poziomie 7%, pozwoli to tylko w przeciągu pierwszych 5 lat oszczędzić ponad 20 000 zł. Niższy kredyt to także niższa wymagana suma ubezpieczenia na życie, co z kolei w prostej linii oznacza niższą składkę za polisę, wylicza Marek Jackiewicz, Ekspert finansowy Credipass.

Dodatkowo, wybierając harmonogram płatności 10/90, szczególnie w przypadku inwestycji na początkowym etapie budowy, odsuwa się moment składania wniosku kredytowego o kilka lub kilkanaście miesięcy. Dodając do tego fakt, iż ogromna większość banków pobiera w okresie budowy tylko odsetkową część raty, oszczędności nierzadko sięgają tysięcy złotych.

Promocje oferowane w ramach Black Friday to dowód na elastyczność deweloperów i ich zdolność do dostosowania się do zmieniających się potrzeb rynku. W obliczu spowolnienia w sektorze nieruchomości, wynikającego m.in. z oczekiwania na decyzje dotyczące „kredytu 0%”, takie oferty mogą być atrakcyjną alternatywą.

Reklama zewnętrzna dla różnych branż – jakie są trendy?

Każda branża ma swoje specyficzne potrzeby i stylistykę – dotyczy to również reklamy zewnętrznej. Wybór odpowiedniego szyldu czy oznakowania lokalu może znacząco wpłynąć na jego rozpoznawalność i liczbę odwiedzających. Współczesne trendy pokazują, że różne branże sięgają po inne formy reklamy wizualnej, dostosowując je do swojego charakteru i oczekiwań klientów.

Jaką reklamę wybrać w danej branży?

W branży handlowej niezwykle popularne jest oklejanie witryn sklepowych. Grafiki promocyjne, informacyjne lub wielkoformatowe reklamy umieszczone na szybach przyciągają wzrok i komunikują aktualne oferty. Jest to często stosowane przez butiki odzieżowe, sklepy sportowe oraz markety spożywcze. Kluczowym elementem są również podświetlane kasetony, które zapewniają dobrą widoczność zarówno w dzień, jak i w nocy.

Lokale z branży beauty, takie jak salony fryzjerskie, gabinety kosmetyczne czy studia tatuażu, chętnie sięgają po neony. Podświetlane napisy o stylowym designie nadają wnętrzom niepowtarzalny klimat i przyciągają wzrok przechodniów. Neony w kolorach pastelowych czy intensywnych barwach, często z hasłami nawiązującymi do atmosfery relaksu i luksusu, stanowią idealne dopełnienie nowoczesnych przestrzeni. Dodatkowo niesamowicie prezentują się na kadrach do social mediów!

Restauracje i kawiarnie stawiają na eleganckie litery 3D montowane bezpośrednio na fasadzie budynku. Takie oznakowanie jest trwałe, estetyczne i dobrze komponuje się z różnymi stylami architektonicznymi. Dodatkowo wiele lokali gastronomicznych umieszcza na ścianach budynków duże, malowane lub drukowane reklamy wielkoformatowe, prezentujące menu, logo czy charakterystyczne elementy wizualne. Przed lokalami umieszczają reklamowe potykacze z aktualną ofertą lunchową lub deserową.

Z kolei firmy z sektora motoryzacyjnego, takie jak warsztaty samochodowe czy stacje kontroli pojazdów, najczęściej wykorzystują duże kasetony oraz tablice informacyjne. Priorytetem jest dla nich czytelność i wyraźne oznakowanie, dlatego stawiają na proste, ale wyraziste projekty z mocnym oświetleniem LED. W przypadku salonów samochodowych stosuje się również reklamy wielkoformatowe, umieszczane na elewacjach budynków.

Placówki medyczne i apteki często korzystają z minimalistycznych szyldów oraz kasetonów z subtelnym podświetleniem. W ich przypadku kluczowe jest budowanie zaufania i profesjonalnego wizerunku, dlatego oznakowanie powinno być przejrzyste i eleganckie. Wiele placówek decyduje się również na oklejanie szyb grafikami informacyjnymi lub elementami nawiązującymi do działalności.

Sklepy i punkty usługowe położone przy ruchliwych ulicach mogą również skorzystać z billboardów w swojej okolicy. To skuteczny sposób na dotarcie do szerokiego grona odbiorców i zwiększenie rozpoznawalności marki. Reklamy wielkoformatowe umieszczane na ścianach budynków pozwalają dodatkowo wzmocnić przekaz i wyróżnić firmę w przestrzeni miejskiej.

Dzięki odpowiednio dobranej reklamie zewnętrznej można skutecznie zwrócić uwagę klientów i wyróżnić się na tle konkurencji. Trendy w poszczególnych branżach pokazują, że dobór nośnika reklamy zależy od charakteru działalności oraz grupy docelowej. Warto świadomie dopasować formę oznakowania do specyfiki biznesu, by skutecznie budować rozpoznawalność i przyciągać klientów.

Powrót do obniżek stóp procentowych możliwy na wiosnę

Wstępny szacunek inflacji CPI za listopad wyniósł 4,6 proc. r/r, co oznacza spadek z poziomu 5,0 proc. r/r odnotowanego w październiku. W ujęciu miesięcznym wskaźnik wyniósł 0,4 proc. m/m. Obydwa wstępne szacunki inflacji CPI są tożsame z konsensusem rynkowym.

Oczekiwania rynkowe zakładają, że szczyt inflacji powinniśmy zobaczyć w okolicach końca pierwszego kwartału 2025 r. Z uwagi na planowane przedłużenie działań osłonowych na rynku energii na kolejne 9 miesięcy, rynek spodziewa się „wypłaszczenia” szczytu inflacji. Wiosną 2025 powinna pojawić się przestrzeń do powrotu do obniżek stóp procentowych.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych Michael / Ström Dom Maklerski