27 listopada Sejm przyjął ustawę o ustanowieniu 24 grudnia, czyli Wigilii Bożego Narodzenia dniem wolnym od pracy. Nowe przepisy wejdą w życie i będą obowiązywać dopiero w 2025 roku, czyli nie obejmą najbliższej wigilii, jak chciała Lewica. Ustawa – na wniosek posłów Koalicji Obywatelskiej – wprowadza trzecią handlową niedzielę w grudniu. To oburzyło związkowców i Lewicę. Głosowało 425 posłów, za przyjęciem ustawy było 403 posłów, przeciw zagłosowało 10 [ 2 z PiS, 1 z KO oraz 7 z Konfederacji]; wstrzymało się 12 [5 z PiS, 5 z Razem, po jednym z Konfederacji i Trzeciej drogi]; nie głosowało 35.
Dopiero w przeddzień obrad sejmu (26 listopada) odbyło się konsultacyjne posiedzenie sejmowej komisji gospodarki narodowej z udziałem strony społecznej. Poświęcone było projektowi lewicy: ustanowienia kolejnym wolnym od pracy dniem wigilii świąt Bożego Narodzenia, czyli 24 grudnia. W dyskusji projekt został poddany ostrej krytyce wielu posłów z Koalicji rządzącej. Zwracano głównie uwagę na koszt tego dodatkowego dnia dla polskiej gospodarki. Wprawdzie ministerstwo pracy ocenia go na mniej niż miliard, to posłowie przywoływali wyliczenia mówiące o 6 mld, a nawet 11 miliardach straconych w momencie dołożenia kolejnego dnia wolnego od pracy. Podkreślano, że nie można takiej zmiany wprowadzać na miesiąc przed dniem. Posłanka Maria Małgorzata Janyska domagała się od wnioskodawców przeprowadzenia dokładnej analizy ekonomicznej takiej zmiany. Klaudia Jachira zwracała uwagę na konieczność uwzględnienia tego, iż nie wszyscy Polacy są ludźmi obchodzącymi, celebrującymi święta katolickie. Padła propozycja, żeby robiąc wolny dzień 24 grudnia – zlikwidować wolny dzień 6 stycznia. Podkreślano to, że zmiana ta może – jeśli będzie przegłosowana – wejść w życie, ale dopiero od 2025 roku.
Posłowie obecnej opozycji podkreślali konieczność dbania o ludzi pracujących, o kobiety, które pracują w handlu, a które muszą przygotować kolację wigilijną. Poseł Jabłoński (ex minister w MSZ) przywołał dane porównawcze i jego zdaniem Polska nie ma zbyt wielu dni świątecznych, a w Europie Zachodniej wolny wszak jest np. piątek przed Wielkanocą. Przywoływał też dane o rosnącej według niego konsumpcji, co sprawia możliwość zrobienia dnia wolnego od pracy, skoro ludzie i tak kupują więcej, to zapewne mogą też zrobić zakupy wcześniej.
Największą orędowniczką tej zmiany była oprócz wnioskodawców posłanka Paulina Matysiak (Razem), dla której pozostawienie dnia roboczego 24 grudnia jest całkowitym niszczeniem zasad równości społecznej. Jej wzburzenie wywołała przywołana wypowiedź przewodniczącego sejmowej komisji gospodarki narodowej Ryszarda Petru o możliwości zastąpienia tego dnia kogoś w pracy. Z kolei dla PiS-owskich członków komisji cała dyskusja ma charakter godnościowy, bo walka o wolną wigilię, to ich zdaniem walka o godność człowieka.
Poselskie argumenty za: ludzie się przygotowują do świąt i kolacji, i tak praca wigilijna jest na pół gwizdka. Przeciw: po pierwsze nie można osłabiać gospodarki kolejnym wolnym dniem, po drugie nie można wprowadzać prawa metodą PiS-u – trzeba zmiany wprowadzać na spokojnie z zastosowaniem vacatio legis. Prawo stanowione w jedną noc jest niedopracowane i nie należy tego robić.
Zaproszeni na posiedzenie Komisji reprezentanci strony społecznej przywoływali różne argumenty: przedstawicielka sieci sklepów wielkopowierzchniowych Renata Juszkiewicz zwracała uwagę na konieczność zachowania zasad logiki i logistyki – na kilka tygodni przed dniem, który ma być wolnym, muszą być zmienione nie tylko grafiki dla zatrudnionych, co łańcuchy dostaw. Zwracano uwagę na to, że w sobotę przed świętami – mimo, że sklepy są otwarte krócej – handel notuje większe obroty niż w pozostałe dni tygodnia i sięga to 20% obrotów tygodniowych. Jeśli 24 ma być wolny, to poprzedzające te święta niedziele winny być handlowe. Podkreślała również kwestie marnowania żywności, szczególnie tej krótkoterminowej – kolejny wolny dzień sprawi, iż ilość marnowanej żywności będzie zdecydowanie większa. To podkreślał też Maciej Ptaszyński z Polskiej Izby Handlu.
Dla przewodniczącego Solidarności w handlu każde działanie na rzecz poprawy warunków pracy zatrudnionych i skracanie czasu ich pracy – przy zachowaniu wynagrodzenia – jest działaniem właściwym.
Przedstawiciele Pracodawców RP zwracali uwagę na to, że w Polsce liczba wolnych świątecznych dni jest większa niż w innych krajach Unii.
Debata była gorąca, emocjonalna, ale w większości wystąpień mało merytoryczna, a konkretne stwierdzenia dotyczące oceny ekonomicznych skutków proponowanej zmiany, zakrzykiwano.
Występując w imieniu TEP – jako pierwszy mówca ze strony społecznej – podkreśliłem sensowność zamiany iluzorycznego dnia pracy – krócej działające sklepy, komunikacja etc na dzień w pełni wolny, jednak pod warunkiem zlikwidowania innego dnia wolnego np. 6 stycznia, który rozbija i skraca kolejny tydzień. Zaznaczyłem, że pochody czy orszaki organizowane w wielu miastach mogą się odbywać w niedzielę poprzedzającą to święto. Zwróciłem uwagę posłowi Jabłońskiemu na to, że wolny wielki piątek w wielu krajach europejskich nie jest dodatkowym dniem wolnym, bowiem poniedziałek wielkanocny, czy drugi dzień świąt Bożego Narodzenia są dniami roboczymi. Przywołałem również istniejąca np. w Stanach możliwość wyboru dni wolnych dokonywanego przez pracownika zależnie od tego, jakie religijne święta są dla niego najważniejsze – Boże Narodzenie, Quanza czy Jom Kippur.
Autor jest członkiem TEP; prowadzi SJ Consulting JJSzczepański; jest publicystą m.in. w Resecie Obywatelskim.






