Euler Hermes został ogłoszony najlepszym globalnym ubezpieczycielem należności 2012 roku w konkursie magazynu „Global Finance” na „Najlepszego Globalnego Ubezpieczyciela”

Euler Hermes został ogłoszony najlepszym globalnym ubezpieczycielem należności 2012 roku w konkursie magazynu „Global Finance” na „Najlepszego Globalnego Ubezpieczyciela”

Płace w przedsiębiorstwach wzrosły w październiku o 3,1% r/r, powyżej konsensusu i naszej prognozy (odpowiednio: 2,9 i 2,6% r/r). Jak co miesiąc, możemy jedynie spekulować na temat przyczyn zaskoczenia, ale warto odnotować, że dynamika płac spowolniła jedynie nieznacznie, pomimo mniej korzystnego układu dni roboczych (0 r/r vs. +1 r/r w poprzednim miesiącu) i wysokiej bazy w górnictwie. Dynamika wynagrodzeń pozostaje niska, biorąc pod uwagę historyczne standardy, aczkolwiek dane z ostatnich miesięcy pozwalają wnioskować o powolnym stromieniu się trendu – szacujemy, że w ostatnich dwóch miesiącach przyspieszył on do ok. 3% r/r z 1,5-2% notowanych na początku roku. Pozwala to mieć nadzieję na gradualny wzrost presji płacowej w miarę zacieśniania się rynku pracy (lub przynajmniej jego wybranych segmentów).

Wsparcie w dziedzinie ochrony klimatu, gospodarki wodno-ściekowej oraz odpadowej – to główne priorytety zawarte w Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko w nowej unijnej perspektywie budżetowej. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej chce przy wsparciu środków z UE, podobnie jak w ostatnich latach, przeznaczać rocznie ok. 5-6 mld zł na finansowanie działań związanych z ochroną środowiska.
– We współpracy z Wojewódzkimi Funduszami Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej chcemy pełnić podobną rolę do tej jaką pełnimy w tej perspektywie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Skucha, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. – Mamy doświadczenia, możemy służyć naszym i beneficjentom oraz innym instytucjom, które z nami współpracują.
Ocenia również, że na nowym programie operacyjnym skorzystają zarówno przedsiębiorstwa, jak i obywatele.
– Beneficjentem będą mieszkańcy z wielu regionów Polski. Skorzystają przede wszystkim ci których aktywne samorządy, będą aplikowały o środki – zaznacza.
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska zamierza wraz z dotacjami unijnymi wydawać rocznie około 5–6 miliardów złotych na ochronę środowiska. Prezes podkreśla, że priorytety określone w nowym Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko bezpośrednio wynikają z krajowych strategii, dotyczących bezpieczeństwa energetycznego i środowiska.
– Przede wszystkim dotyczy to realizacji zobowiązań wynikających z Traktatu Akcesyjnego i zakończenia np. porządkowania gospodarki wodno-ściekowej – zaznacza. – Drugą bardzo istotną kwestią pozostaje gospodarka odpadami. Chcemy, żeby oferowane przez nas efektywne wsparcie finansowe spowodował , że będziemy krajem, który może się poszczycić, że wykorzystuje odpady ponownie – dodaje Małgorzata Skucha.
Kolejną istotną kwestią w nowej perspektywie budżetowej ma być również ochrona klimatu, czyli położenie nacisku na działania ekologiczne zapobiegające zmianom klimatycznym na ziemi.
– Będzie to osłona przeciwpowodziowa, ale również efektywność energetyczna i odnawialne źródła energii – tłumaczy prezes NFOŚ.
Zasady, na jakich środki będą przyznawane przedsiębiorcom, są obecnie na etapie konsultacji. Wiadomo jednak, że w nowej perspektywie budżetowej będzie trudniej o dotację, a łatwiej o dostęp do tanich pożyczek.
– Komisja Europejska wskazała, że w nowej perspektywie finansowej będzie musiało być więcej instrumentów zwrotnych. Zatem środki w formie dotacji oferowane będą tylko w tych obszarach, w których rzeczywiście innej możliwości nie będzie – dodaje prezes NFOŚ.

Rodzime złoża gazu ziemnego są niezbędne, by ograniczyć pracę przestarzałych, nieekologicznych elektrowni opalanych węglem. Piotr Woźniak, wiceminister środowiska odpowiedzialny za kwestie związane z gazem łupkowym, przekonuje, że prace nad jego wydobyciem dają nadzieję na zmodernizowanie polskiej energetyki.
– Jesteśmy absolutnym liderem, jeśli chodzi o rozpoznawanie złóż gazu z formacji niekonwencjonalnych, tzw. shale gas – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju i wiceminister środowiska. – Mamy już wykonanych ponad 50 wierceń, prawie 30 zabiegów szczelinowania hydraulicznego w Polsce.
To, w ocenie wiceministra, przybliża Polskę do możliwości zastąpienia elektrowni węglowych tymi gazowymi, czyli do procesu przechodzenia z gospodarki węglowej, a zwłaszcza energetyki, do bardziej przyjaznej klimatowi.
– Dla nas szansą nie jest gaz importowany, niesłychanie drogi i obarczony ryzykami przerw w dostawach, tylko paliwo rodzime. Jeżeli uda nam się dokonać przełomu w technologii wydobywania gazu z łupków, a myślę, że to nastąpi, to mamy szansę wejść na ścieżkę przejściową prowadzącą do zapobiegaia zmianom klimatycznym – uważa Piotr Woźniak.
Zdaniem wiceministra środowiska, ekologiczne źródła energii, jak elektrownie wiatrowe, geotermalne czy biogazowe, nie są w stanie zastąpić tradycyjnych elektrowni.
– Energetyka gazowa w pewnej części może łatwo zastąpić energetykę węglową. Zwłaszcza teraz, kiedy z polskiego systemu energetycznego „wypadają” stare elektrownie opalane węglem. To jest okazja, żeby je zastąpić. Próbujemy nadążyć z badaniami nad rozpoznaniem złóż gazu łupkowego, po to, żeby taka szansa mogła się pojawić, bo bez dużej porcji gazu rodzimego nie można spokojnie myśleć o rozwoju energetyki gazowej w Polsce. Dlatego że importujemy gaz z nie do końca stabilnych źródeł – podkreśla Piotr Woźniak.
Ponad 20 mln zł wynosi budżet programu niskooprocentowanych pożyczek na działalność gospodarczą studentów i absolwentów wyższych uczelni. Jednorazowa pożyczka może wynieść maksymalnie 60 tys. zł. Osoby tworzące miejsca pracy mogą liczyć na wyższe wsparcie. Pilotażowy program ruszy na razie tylko w trzech województwach. Kolejne dołączą w przyszłym roku.
Małopolska, Mazowsze i województwo świętokrzyskie otrzymają pieniądze na wsparcie bezrobotnych absolwentów uczelni, którzy zdecydują się na założenie firmy.
– Osobami uprawnionymi do uzyskania takiej pożyczki są studenci ostatniego roku każdego rodzaju studiów oraz absolwenci wyższych uczelni. Mogą składać wnioski w odstępie nie dłuższym niż 48 miesięcy od dnia uzyskania dyplomu. To jest program pilotażowy, realizowany w tej chwili w trzech województwach: mazowieckim, świętokrzyskim i małopolskim. Pula pieniędzy, którymi dysponujemy jako Mazowsze na cały projekt to jest 8,8 mln zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Sypuła, prezes Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego.
Pod koniec października MRFP podpisał umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, na mocy której fundusz stał się pośrednikiem finansowym w projekcie. Pożyczki dla studentów i absolwentów będą udzielane na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Mogą o nią ubiegać się jedynie osoby bezrobotne, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie prowadziły działalności gospodarczej. Nie muszą jednak być zarejestrowane w urzędzie pracy jako osoby bezrobotne.
– Jednorazowa pożyczka może wynosić maksymalnie 60 tysięcy złotych, pożyczka jest udzielana na siedem lat i jest możliwość uzyskania rocznej karencji, kiedy płacone są tylko odsetki – podkreśla Sypuła.
Roczne odsetki będą wynosić ok. 0,67 proc. Do tego osoby, które zdecydują się w trakcie trzech miesięcy od uzyskania pożyczki rozszerzyć działalność i dać pracę innej osobie bezrobotnej, mogą liczyć na dodatkowe wsparcie w wysokości 20 tys. zł. Po roku ta część pożyczki zostanie umorzona.
Program pilotażowy będzie dostępny jedynie w trzech województwach, ale znaczenie ma jedynie miejsce prowadzenia działalności gospodarczej. Oznacza to, że o pożyczkę mogą ubiegać się osoby zameldowane w całym kraju i niezależnie od miejsca uzyskania dyplomu. Działalność gospodarcza musi jednak być prowadzona w województwie mazowieckim, małopolskim lub świętokrzyskim. W przyszłym roku planowany jest jednak drugi etap programu, w którym wezmą udział kolejne regiony kraju.
MRFP jest już gotowe do przyjmowania pierwszych wniosków o pożyczkę. Ubiegający się o nią muszą przedstawić wniosek, plan przedsięwzięcia oraz kosztorys, obejmujący m.in. koszty związane z zakupem usług, wynajmem lokalu czy nabyciem odpowiednich towarów.
– W przypadku każdej pożyczki będzie decydowała ocena wniosku, czyli ocena przedsięwzięcia, które będzie przedstawione we wniosku. To będzie podlegało pewnej weryfikacji, natomiast pożyczki będą udzielane do momentu wyczerpania środków, na zasadzie, kto będzie pierwszy i spełni warunki, dostanie pożyczkę do wyczerpania pewnej puli – zapowiada Sypuła.
Młodzi przedsiębiorcy będą też musieli rozliczyć się z otrzymanych środków. W przypadku złego ich wykorzystania lub opóźnienia w spłacie grożą im karne, ponad 7-proc. odsetki. Zarówno Ministerstwo Finansów, BGK, jak i Mazowiecki Regionalny Fundusz Pożyczkowy będą prowadzić kontrolę, ale Sypuła nie przesądza o ich częstotliwości. Zapowiada, że nie będą one uciążliwe dla pożyczkobiorców.

Rynek farmaceutyczny w 2014 r. będzie rósł w tempie 3–6 proc., czyli podobnie jak w latach poprzedzających wprowadzenie ustawy refundacyjnej – prognozuje Jacek Dauenhauer, wiceprezes Pelion Healthcare Group. Spodziewa się on wysokiej dynamiki przychodów ze sprzedaży w tym i kolejnym kwartale, które dla branży farmaceutycznej zwykle są wysokim sezonem.
Wprowadzona w styczniu 2012 roku ustawa refundacyjna, obniżająca marże i wprowadzająca zakaz reklamy aptek, przełożyła się na spadek sprzedaży firm farmaceutycznych w 2012 roku. Obserwując tegoroczne powolne odbicie, branża oczekuje, że w przyszłym roku rynek farmaceutyczny powróci do swoich wcześniejszych wyników, czyli do stabilnych wzrostów sprzedaży, jakie notował w latach poprzedzających zmianę przepisów.
– Jednym z efektów zmian był dosyć istotny spadek rynku w roku 2012. Bazę porównawczą mamy na stosunkowo niskim poziomie, stąd w tym roku dynamika jest dosyć wysoka – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Dauenhauer, wiceprezes Pelion Healthcare Group. – Myślę, że w kolejnych kwartałach roku 2014, powróci ona do poziomu rzędu 3–6 proc., czyli takiej długoterminowej dla rynku farmaceutycznego, którą obserwujemy na przestrzeni wielu ostatnich lat.
Przychody ze sprzedaży Pelionu w III kwartale wyniosły blisko 1,8 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 10 proc. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Spółka odnotowała jednak spory spadek marży na sprzedaży, przez co EBITDA wyniosła w tym okresie 30,5 mln zł, a zysk netto 11,6 mln zł. Daje to zatem niską rentowność netto, na poziomie poniżej 0,7 proc.
– Przede wszystkim udaje nam się utrzymywać wysoką dynamikę wzrostu przychodów ze sprzedaży – po trzech kwartałach jest to blisko 11 proc., w samym trzecim kwartale nieco mniej – 10,6 proc. Cały czas jest to dosyć duża dynamika, mniej więcej pokrywająca się z dynamiką rynku farmaceutycznego – dodaje wiceprezes koncernu.
Zapowiada, że jak co roku IV kwartał będzie jeszcze lepszy dla sprzedaży leków.
– Trzeci kwartał to jest najniższy sezon – są to dwa miesiące wakacyjne, gdzie sprzedaż w aptekach jest najniższa. Dopiero wrzesień jest początkiem wyższego sezonu. Przed nami dwa kwartały, kiedy z pewnością sprzedaż leków będzie większa i to się powtarza co roku – przypomina Dauenhauer.
Pelion prowadzi działalność w czterech segmentach rynku, którymi pod względem wielkości są kolejno – sprzedaż hurtowa do aptek, segment detaliczny, sprzedaż do szpitali oraz usługi dla producentów.
– Rozpoczęliśmy prace nad pozyskaniem nowego finansowania dla segmentu sprzedaży hurtowej do aptek. Jeśli chodzi o sprzedaż do szpitali, to mamy nadzieję na tempo rozwoju porównywalne do rynku – w Polsce w ostatnim czasie istotnie sprzedaż do szpitali rośnie – dodaje wiceprezes Pelionu. – Najmniejszy segment to usługi dla producentów. To stosunkowo młoda dziedzina, w której dopiero zaczynamy wprowadzać nowe produkty.
Pelion rozważa też nowe akwizycje w segmencie aptek, który systematycznie rozwija. Poprzez jedną ze swoich spółek zależnych, CEPD NV, grupa zarządza siecią aptek „Dbam o Zdrowie”.
– Jeżeli zdarzają się sytuacje takie, że na rynku pojawia się jakaś spółka, której właściciele decydują się na sprzedaż udziałów, a ta spółka prowadzi apteki, to jesteśmy takimi transakcjami zainteresowani, zwłaszcza jeżeli są to nasi klienci, którzy z nami współpracowali od lat – dodaje Jacek Dauenhauer.
Notowana na GPW Pelion Healthcare Group (dawniej Polska Grupa Farmaceutyczna) jest jedną z największych grup kapitałowych działających na rynku ochrony zdrowia w Polsce, na Litwie i w Wielkiej Brytanii.
Dyskonty będą coraz mocniej wypierać z rynku małe osiedlowe sklepy, ale także hipermarkety. Konsolidacja następuje także wśród hurtowni. Te najmniejsze mają coraz większe problemy z utrzymaniem się. Duże szanse na rozwój ma za to sprzedaż internetowa.
– W najgorszej sytuacji w tej chwili są małe osiedlowe sklepy, które nie są jeszcze zrzeszone w żadne sieci, nie są podpięte pod sieciowe hurtownie, ponieważ ich ekonomika sprzedaży jest najgorsza. One też są najpłytsze finansowo, więc ich znikanie jest właściwie w tej chwili masowe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Gantner, prezes Polskiej Federacji Producentów Żywności.
W trudnej sytuacji są również hipermarkety, które przegrywają rywalizację z dynamicznie rozwijającymi się sieciami dyskontów. Małe sklepy osiedlowe wciąż mogą jednak odzyskać udział w rynku. Potrzebna jest do tego zmiana prawa, ale także nowe podejście właścicieli, którzy muszą rozszerzyć działalność. Sklepy osiedlowe muszą oferować klientom możliwie jak najniższe ceny produktów, by utrzymać się na rynku. Ich przewagą jest bliskość oraz znajomość lokalnego zapotrzebowania.
– Moim zdaniem kończą się czasy, kiedy na jednej ulicy były 3-4 małe sklepy tuż obok siebie. One po prostu nie przetrwają. Każdy musi to dobrze przemyśleć, szczególnie przeliczyć sobie powierzchnię, zastanowić się, gdzie będzie się zaopatrywał w towary, jaką może uzyskać marżę, zbadać, jaką ma siłę nabywczą wokół – przekonuje prezes PFPŻ.
Dodaje, że konsolidacja następuje nie tylko wśród sklepów osiedlowych, ale także na rynku hurtowni. Eurocash, największa z nich, ma już ponad 20 proc. udziału w rynku hurtowym, a pozostała przestrzeń należy do kilku dużych konkurentów. Małe hurtownie natomiast mają coraz większe problemy z utrzymaniem się na rynku.
Na razie na obszar dystrybucji w niewielkim stopniu wpływa sprzedaż internetowa. Jak przekonuje Gantner, jej rozwój jest nieunikniony, ale Polacy wciąż preferują tradycyjne zakupy.
– Polacy lubią obejrzeć to, co kupują. Biorąc pod uwagę, że nawet największe formaty sklepowe detaliczne uruchamiają usługę e-commerce, to można się zastanowić, czy w ciągu najbliższych pięciu, może dziesięciu lat, nawet 5-7 proc. całego obrotu detalicznego nie znajdzie się w sieciach e-commerce – prognozuje Gantner.
W jego ocenie na razie e-commerce funkcjonuje przede wszystkim w segmencie sprzętów elektronicznych i książek. Żywność oraz ubrania, które trzeba przymierzyć, wciąż są raczej kupowane w tradycyjny sposób. Jednak zaznacza, że coraz więcej firm działających na rynku spożywczym inwestuje w specjalne pojazdy z chłodniami oraz centra przeładunkowe, które ułatwiają dystrybucję towarów zakupionych przez internet.

Bogdanka analizuje, czy inwestycje w wytwarzanie węgla są dziś opłacalne. Prezes spółki zapowiada, że raczej nie zaangażuje się kapitałowo w budowę 500 MW bloku we współpracy z GDF Suez, ale chce odgrywać rolę głównego dostawcy paliwa. O ile projekt w ogóle dojdzie do skutku. Pod znakiem zapytania stoi też budowa przez Bogdankę własnej elektrowni o mocy 70 MW.
– Analizujemy wszystkie czynniki, ponieważ otoczenie rynkowe nie jest łatwe dla energetyki opartej na węglu kamiennym. W związku z tym ostatecznej decyzji dotyczącej realizacji tego projektu nie ma. Wydaje się, że w najbliższym czasie GDF Suez jakąś decyzję podejmie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Stopa, prezes zarządu spółki Lubelski Węgiel Bogdanka.
Elektrownia Połaniec z grupy GDF Suez Energia Polska i Bogdanka w maju podpisały list intencyjny w sprawie współpracy przy projekcie budowy elektrowni węglowej. Elektrownia o mocy 500 MW w pobliżu Łęcznej pod Lublinem mogłaby zacząć działać do 2020 roku. Koszt inwestycji oszacowano na ok. 3,5 mld złotych.
– LW Bogdanka w najbliższym czasie musi podjąć decyzję odnośnie swojego udziału w tej inwestycji. Analizy, które prowadziliśmy odnośnie jej rentowności wskazują, że kapitałowo raczej się w ten projekt nie zaangażujemy. Jesteśmy natomiast gotowi podpisać umowę długoterminową na dostawy węgla, jeżeli projekt zaistnieje – zapewnia Zbigniew Stopa.
Potencjalne dostawy węgla do tej elektrowni o mocy 500 MW mogłyby wynieść według szacunków Bogdanki 1,5-2 mln ton rocznie.
Niepewny jest los także elektrowni, w którą Bogdanka zmierzała zainwestować poprzez spółkę-córkę. Łęczycka Energetyka miała wybudować blok spalający odpady o mocy 70 MW. Koszt tej inwestycji miał opiewać na 400 mln zł.
– Pracowaliśmy nad własnym małym projektem energetycznym na terenie kopalni na bazie spółki zależnej, Łęczycka Energetyka. Analizujemy go od nowa, ponieważ bardzo zmieniło się otoczenie dla energetyki opartej na węglu kamiennym. W związku z tym nie podjęliśmy ostatecznej decyzji, czy zrealizujemy ten projekt – mówi prezes zarządu spółki Lubelski Węgiel Bogdanka.

Trwają prace nad proponowanymi przez Komisję Europejską zmianami w prawach pasażerów linii lotniczych. Najważniejszą propozycją jest powołanie we wszystkich krajach Unii Europejskiej instytucji zajmujących się dochodzeniem roszczeń pasażerów na drodze pozasądowej. Ujednolicenie prawa w tej dziedzinie zwiększy szanse pasażerów na uzyskanie odszkodowania od przewoźnika.
– Przede wszystkim zostanie wyeliminowanych wiele niejasnych dotychczas punktów, które np. wynikały z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Stańczak, dyrektor Europejskiego Centrum Konsumenckiego (ECK). – Okazało się też, że potrzebne jest powołanie instytucji, które będą w pozasądowym trybie pozwalały dochodzić konsumentom ich praw.
Nowelizacja rozporządzenia EU261/2004, które obecnie reguluje prawa pasażerów w UE, ma m.in. umożliwić im dochodzenie odszkodowań od przewoźników na drodze pozasądowej oraz obniżyć koszty tej procedury.
– Wszystkie kraje będą miały po prostu obowiązek powołać pewne mechanizmy, pewne instytucje, które będą takie dochodzenie roszczeń dla indywidualnego konsumenta zapewniać – wyjaśnia Stańczak. – W praktyce konsumenci otrzymają możliwość taniego, szybkiego i w 90 procentach efektywnego dochodzenia ich szkód, rozwiązywania ich problemów.
Dodaje, że dotychczas istniejąca sieć organów, powołanych do egzekwowania przepisów rozporządzenia, nie do końca służyła pomocą przy dochodzeniu roszczeń przez osoby indywidualne.
– Kowalski mógł pójść ze sprawą do Urzędu Lotnictwa Cywilnego. ULC mógł wydać decyzję przeciwko przewoźnikowi i na tym się kończyło. I potem Kowalski zostawał z tą decyzją, musiał sam szukać pomocy, aby ją wyegzekwować – dodaje Piotr Stańczak. – W zależności od systemów w różnych krajach bardzo różnie to wyglądało. Nie zawsze dochodzenie decyzji, egzekwowanie tych decyzji w przypadku konkretnego Kowalskiego miało jakiś szczęśliwy finał – tłumaczy.
Dyrektor ECK podkreśla, że ważne jest to, że większość regulacji w końcu znajdzie się w rozporządzeniu, a nie będzie wynikała np. z orzecznictwa unijnego trybunału. Jednak nie wszystkie zmiany można jednoznacznie ocenić jaki korzystne dla pasażera.
– Problemem z punktu widzenia Europejskiego Centrum Konsumenckiego może być wydłużenie okresu opóźnienia, który zrównuje skutki opóźnienia z odwołaniem lotu. Przypomnę, że dotychczas, wskutek orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, były to trzy godziny. Natomiast w tej chwili ten okres ma być wydłużony do pięciu godzin – wyjaśnia Stańczak.
To oznacza, że jeśli lot opóźni się o pięć godzin, będzie to traktowane tak jak jego odwołanie, co uprawnia pasażera do ubieganie się o odszkodowanie z tego tytułu.
Komisja Europejska zaproponowała również zmiany w ramach tzw. pakietu lotniskowego. W jego skład wchodzą projekty rozporządzeń o przydzielaniu slotów, czyli zezwoleń na start i lądowanie, o obsłudze naziemnej na lotniskach oraz o ograniczeniu hałasu wokół portów lotniczych. Wszystkie trzy rozporządzenia zostały już przegłosowane przez Parlament Europejski. Teraz musi je przyjąć Rada Unii Europejskiej złożona z ministrów poszczególnych krajów członkowskich.

W Polsce rośnie sprzedaż produktów marek własnych. Towary sprzedawane z logo sieci detalicznej bądź tylko w jednej sieci cieszą się coraz większą popularnością. Główną przyczyną jest cena, jednak coraz większego znaczenia nabiera też czynnik jakościowy.
– Co ciekawe, produkty marek własnych bardzo dobrze radzą sobie nie tylko w sieciach dyskontowych, które są kojarzone z tymi produktami, ale również w sieciach chemiczno-kosmetycznych czy w hiper- i supermarketach – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Krysiak Senior Retail Client Consultant w firmie Nielsen.
Według badań Polacy wybierając marki własne kierują się głównie ceną, ale to powoli się zmienia.
– Coraz istotniejszy staje się czynnik jakościowy. Jakość marek własnych poprawia się i tak uważa coraz więcej Polaków. Konsumenci wyżej cenią sobie najlepsze produkty marek własnych, które dobrze znają, od przeciętnych produktów brandowych – dodaje Krysiak.
Według raportu PLMA Private Label Yearbook, który został opracowany przez firmę Nielsen dla Międzynarodowego Stowarzyszenia Producentów Marek Własnych, w tym roku aż 28 proc. produktów sprzedawanych w polskich sieciach handlowych ma logo samej sieci. To o 3 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Jeśli Polska dostosuje się do trendów w najbardziej rozwiniętych krajach, to można się spodziewać dalszych wzrostów. W Szwajcarii marki własne mają ok. 53 proc. udziału w rynku; zaś w Niemczech, Belgii czy Wielkiej Brytanii – ponad 40 proc.
Tzw. exit interview, czyli końcowa rozmowa ze zwalnianym pracownikiem, jest trudna, ale bardzo istotna. Psychologowie biznesu radzą w tej sytuacji podzielić rozmowę na dwa odrębne etapy. Pierwszy powinien dotyczyć powodów zwolnienia z pracy, drugi, już mniej emocjonalny, to powinno być pożegnanie i podziękowanie pracownikowi za pracę. Właściwe traktowanie pracownika podczas kończenia przez niego pracy pomaga firmie tworzyć pozytywny wizerunek.
Nie zawsze szef potrafi przekazać pracownikowi informację o zwolnieniu z pracy. Dlatego często obowiązek ten spada na kierownika ds. kadr. Eksperci uważają, że rozmowa przełożonego z pracownikiem jest w takiej sytuacji niezbędna. I to nie jedna.
– Pierwsza rozmowa w takiej sytuacji powinna dotyczyć podania pracownikowi powodów rozstania. Ta rozmowa o powodach rozstania powinna się odbyć przed rozmową końcową. Trzeba się przygotować na to, że pracownik może wtedy zareagować różnie: może zacząć płakać, może wyjść i trzasnąć drzwiami. Jeśli w grę wchodzi agresja pracownika, trzeba ją stanowczym tonem przerwać – mówi agencji informacyjnej Newseria Izabela Kielczyk, psycholog biznesu.
Następnie, gdy emocje opadną, powinna mieć miejsce druga rozmowa, podczas której można podziękować pracownikowi za dotychczasową pracę.
– Podczas tej końcowej rozmowy (exit interview) możemy tylko przypomnieć, że to jest nasze ostatnie spotkanie. Trzeba podziękować za współpracę, docenić sukcesy, powiedzieć, że być może będzie szansa się spotkać na gruncie zawodowym. Bo może kiedyś będziemy razem współpracować. Warto w tym momencie posłuchać pracownika. On też może nam coś ważnego powiedzieć – podkreśla ekspertka.
Dodaje, że podczas pożegnalnej rozmowy przełożony nie powinien już skupiać się na mankamentach pracy danego zatrudnionego.
– Jest bardzo ważne, aby szef w tym momencie nie mówił, z czego był niezadowolony, co ten pracownik przez lata pracy robił nie tak, dlaczego go w tej chwili wyrzuca. Ostateczna rozmowa nie jest miejscem na te negatywne emocje, kiedy pracownik odchodzi z pracy. Na to jest miejsce wcześniej – sugeruje Izabela Kielczyk.
Jej zdaniem zwolnienie z pracy osoby, która się nie sprawdza, powinno być ostatecznością. Pracodawca przed podjęciem takiej decyzji ma wiele możliwości zmotywowania pracownika do lepszej, bardziej efektywnej pracy.
– Nie ma sensu rozstawać się z pracownikiem, gdy ten „nawalił” raz, na zasadzie „wyrzucam cię z roboty, są inni na twoje miejsce”. Szef zawsze może zastosować cały wachlarz środków dyscyplinujących pracownika: upomnienie, karę, naganę, czy zalecenie naprawienia błędu – mówi Kielczyk. – Pozwala to na ocenę, czy pracownik naprawia błędy i na podjęcie ostatecznej decyzji o zwolnieniu z pracy.
Na placu budowy nowego bloku energetycznego w ENEA Wytwarzanie S.A. zakończył się proces palowania. Wbicie ponad 1.500 pali pod fundamenty było niezbędne w wypadku podłoża, jakie występuje na terenie przewidzianym pod powstanie nowej jednostki wytwórczej.
Od października Ministerstwo Spraw Zagranicznych korzysta z dostępu do Internetu dostarczanego przez Exatel.
Przedmiotem realizowanej umowy jest zestawienie, uruchomienie oraz utrzymanie łączy dostępowych o gwarantowanej przepustowości 500 Mb/s wraz z urządzeniami teletransmisyjnym z możliwością uruchomienia protokołu bramy brzegowej BGP w dwóch lokalizacjach MSZ.
„Exatel od lat dostarcza rozwiązania do sektora publicznego. Cieszymy się, że i tym razem jakość oferowanych przez nas usług została zauważona” – powiedział Aleksander Biernacki, Pełnomocnik Zarządu, Dyrektor Departamentu Współpracy z Sektorem Publicznym Exatel S.A.
Umowa z MSZ realizowana jest w wyniku wygranego przetargu nieograniczonego i obowiązuje przez 36 miesięcy.
Kondycja światowej gospodarki będzie się sukcesywnie poprawiać, ale na fajerwerki nie ma co liczyć. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu OECD.
Autorzy raportu wprost przyznają, że polityka monetarna głównych banków centralnych musi trzymać obecny kurs. Dalsze drukowanie zaleca się szczególnie strefie euro i Japonii, natomiast program zakupu aktywów przez Rezerwę Federalną jest – zgodnie z oficjalnym stanowiskiem Fedu – uzależniony od dalszej poprawy na amerykańskim rynku pracy.
Nawet wówczas jednak na baczności powinny się mieć państwa rozwijające się. Skoro już same plotki o wstrzymaniu przez Fed pompowania na rynek 85 mld dolarów zatrzęsły walutami emerging markets, to cóż dopiero się stanie, gdy ten czarny scenariusz wejdzie w życie – ostrzegają autorzy.
– Eksperci OECD wskazują, że Polska jest gospodarką, która powoli wychodzi z kategorii rynków wschodzących do krajów rozwiniętych. Chociaż znajdujemy się w trudnej sytuacji ekonomicznej, to mimo wszystko nie jest ona tak zła, jak wieszczą najbardziej pesymistyczne ekonomiczne Kasandry. Wzrost PKB w 2013 roku szacowany jest na 1,4%, co w tym momencie wydaje się trochę zaniżoną wartością. Niemniej wynika to z momentu zbierania danych – twierdza Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.
– Z prognozy OECD wynika, że w 2014 roku PKB wzrośnie o 2,7%, a w 2015 roku o 3,3%. Jest to dobrą wiadomością, bo wzrost tej wysokości z dużym prawdopodobieństwem będzie odczuwalny przez przeciętnego obywatela. Przy takiej wartości bezrobocie powinno się znacznie obniżyć, a dobra kondycja na rynku pracy przyczyni się równocześnie do wzrostu wynagrodzeń. Niebagatelne znaczenie dla rozwoju gospodarczego ma rosnący eksport, który w tym roku osiągał rekordy, a przewiduje się, że w 2015 roku wzrośnie o ponad 6% – dodaje Łukasz Piechowiak.
Bankier.pl podjął współpracę z OECD w celu rozpowszechnienia statystyk ekonomicznych OECD w Polsce i ich promocji. Dzięki tej współpracy, możemy dumnie zaprezentować jako pierwsi w Polsce widget z statystykami OECD w języku polskim. Mamy nadzieję, że to narzędzie , ekskluzywnie dostępne dla użytkowników Bankier.pl przez najbliższy miesiąc, znacząco pomoże w analizach globalnej sytuacji ekonomicznej.
Więcej na ten temat: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Swiatowa-gospodarka-rusza-w-zolwim-tempie-2992666.html
Chcesz założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością? Jednym z najważniejszych kroków prawnych jest podpisanie umowy spółki, która jest sporządzana przez notariusza. To pierwszy wydatek. Kolejny związany jest często z wyjazdem do innego miasta, gdzie mieści się Krajowy Rejestr Sądowy. Aby ograniczyć czas formalności, jakie trzeba spełnić, a tym samym pieniądze, od dwóch lat rejestracji spółki z o.o. można dokonać drogą elektroniczną.
Dzięki zmianom w prawie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością można zarejestrować poprzez wypełnienie wzorca umowy spółki, udostępnionego na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości. Warto dodać, że jeśli wspólnicy chcieliby zmienić w treści formularza którykolwiek z punktów, to rejestracji będą musieli dokonać w sposób tradycyjny.
Aby pierwszym formalnościom stało się zadość, potrzebny jest jednak bezpieczny podpis – podkreśla Roman Comi, mecenas z kancelarii R.Comi, E.I. Chełkowska – Kamionka „[…] Wszyscy założyciele spółki, wszyscy członkowie zarządu muszą uzyskać ten podpis. Do tego potrzebny jest dowód osobisty.”
Kolejnym krokiem jest złożenie przez zarząd spółki z o.o. oświadczenia o pokryciu kapitału zakładowego, co oczywiście można zrobić w późniejszym czasie. Tak złożony wniosek sąd rejestrowy rozpozna w terminie jednego dnia od daty jego złożenia.
Założeniem wprowadzonej w 2012 roku nowelizacji, dotyczącej zakładania spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, było przyspieszenie i uproszczenie związanej z tym procedury. Bo choć kłopotu z zarejestrowaniem spółki nie mieli mieszkańcy dużych miast, to dla tych z mniejszych miejscowości czy wsi, gdzie nie ma bezpośredniego dostępu do wydziałów gospodarczych sądów rejonowych, problem już istniał.
Jednak, jak zaznacza mecenas Roman Comi, „[…] liczba osób w skali kraju, dla których to narzędzie prawne jest przydatne, jest niewielka, bo mieszkańcy miasteczek czy wsi rzadko zakładają spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Ponadto wątpliwym jest bezpieczeństwo procedur rejestracji on – line. Do uzyskania podpisu elektronicznego potrzebny jest dowód osobisty, a przecież uzyskanie informacji z obcego dokumentu tożsamości jest niezwykle proste. Polacy codziennie podpisują tysiące umów, gdzie podczas procedur ich dowód wraz z danymi jest kopiowany. […] nigdzie nie jest napisane, że takich danych nie można sprzedać.”
Nic dziwnego, że narzędzie prawne, jakim jest umożliwienie rejestracji spółki z ograniczoną odpowiedzialnością drogą elektroniczną, niesie ze sobą również wątpliwości, czy bezpieczeństwo obrotu – gwarantowane w metodzie tradycyjnej przez notariusza – jest w tym przypadku jest zapewnione.
Za tydzień, 26 listopada, w Warszawie odbędzie się Polski Kongres Prawa Pracy 2013, który stawia sobie za cel ocenę kondycji rynku pracy i funkcjonalności obowiązujących regulacji prawnych. Wydarzenie tworzy kolejne ogniwo cyklu kongresów prawno-gospodarczych Allerhand Summits.
Kongres stwarza unikalną płaszczyznę do rozmowy dla reprezentantów biznesu, sektora usług biznesowych, pracodawców i pracowników, przedstawicieli związków zawodowych i władz publicznych. Gromadzi kadrę zarządzającą spółek, in-house lawyers, menadżerów i specjalistów HR, ekspertów ds. CRS, przedstawicieli kancelarii prawniczych, przedstawicieli szkół wyższych i instytutów naukowych, członków stowarzyszeń i związków zawodowych. Głos na Kongresie zabiorą m.in. minister Wojciech Wiewiórowski – Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, dr hab. Arkadiusz Sobczyk – prawnik, autor ok. 80 publikacji z zakresu prawa pracy, w tym monografii dotyczącej czasu pracy; Andrzej Radzikowski – Wiceprzewodniczący OPZZ, Jolanta Jaworska – Wiceprezes Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych, Paweł Baka z firmy Microsoft.
Uwaga zaproszonych ekspertów oraz uczestników spotkania skoncentruje się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dotyczące kondycji rynku pracy i funkcjonalności prawa. Zgromadzeni będą mieli okazję porozmawiać o funkcjonowaniu w praktyce zmian wprowadzonych w tym roku w Kodeksie pracy oraz przedyskutować reformy planowane na przyszłość. Ważnym tematem jest konflikt pomiędzy wymogami ochrony prywatności i zakazem dyskryminacji a tworzeniem nowych miejsc pracy. Brak możliwości pozyskiwania niektórych danych (np. informacje nt. karalności) od początku roku 2012 zdążył zniechęcić kilka firm obsługujących sektor finansowo-księgowy, które planowały stworzyć co najmniej 2000 nowych miejsc pracy, do wejścia na polski rynek*. Kolejnym istotnym zagadnieniem, które zostanie omówione na Kongresie są działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu – korzyści dla firm, regulacje unijne nt. raportowania danych pozafinansowych, zmiany w procedurze rozpatrywania zarzutów naruszania przez przedsiębiorstwa Wytycznych OECD dla Przedsiębiorstw Wielonarodowych.
– W trakcie Polskiego Kongresu Prawa Pracy będziemy starali się odpowiedzieć na pytanie: czy mamy w Polsce dobre prawo pracy? –mówi Beata Faracik z Instytutu Allerhanda, organizatora spotkania – Przy obecnej polaryzacji stanowisk wobec zmian w prawie pracy bardzo potrzebna jest neutralna płaszczyzna umożliwiająca merytoryczną i spokojną dyskusję wszystkich zainteresowanych podmiotów oraz poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań.
Rejestracja na Kongres możliwa jest poprzez stronę www.prawopracy.allerhand.pl, gdzie dostępna jest agenda spotkania, sylwetki prelegentów oraz szczegóły programowe.
Swoistym dopełnieniem Kongresu będą odbywające się następnego dnia tj. 27 listopada anglojęzyczne warsztaty “CSR & Human Rights – A Game Changer!” poświęcone najnowszym trendom w CSR, zmieniającym się oczekiwaniom odnośnie praw człowieka oraz obowiązkom i szansom dla biznesu wynikającym z Wytycznych ONZ ds. Biznesu i Praw Człowieka. Więcej informacji na stronie: http://training.allerhand.pl/szkolenie/csr-human-rights-a-game-changer/
*dane za ABSL (http://www.absl.pl) , Puls Biznesu, 14.05.2013
Zgodnie z Kodeksem pracy, wymiar urlopu wypoczynkowego zależny jest od stażu zatrudnienia. W przypadku osób, które dopiero uzyskują przywilej korzystania z 26 dni urlopu pojawiają się jednak wątpliwości. Jeśli 10-letni staż wypracują one w połowie roku, to przysługuje im pełny wymiar urlopu, czy może jest on liczony proporcjonalnie? Niejasności tłumaczy ekspert, Wojciech Popławski, radca prawny w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski, Popławski i Wspólnicy w Legnicy.
Zgodnie z art. 154 § 1 Kodeksu pracy (tekst jedn. Dz.U. z 1998 r. Nr 21, poz. 94 z poźn. zm.) wymiar urlopu wypoczynkowego wynosi:
1) 20 dni – jeżeli pracownik jest zatrudniony krócej niż 10 lat,
2) 26 dni – jeżeli pracownik jest zatrudniony co najmniej 10 lat.
Do okresu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, wliczyć należy 8 lat z tytułu ukończenia szkoły wyższej (art. 155 § 1 pkt 6 Kp). Jeżeli w czasie zatrudnienia pracownik pobierał naukę, do okresu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, wlicza się okres zatrudnienia, w którym była pobierana nauka lub okres nauki – zależnie od tego, co jest korzystniejsze dla pracownika (art. 155 § 2 Kp).
Następnie należy sięgnąć do przepisu regulującego tzw. urlop uzupełniający, tj. do art. 158 Kp. Stanowi on, że pracownikowi, który wykorzystał urlop za dany rok kalendarzowy, a następnie, w ciągu tego roku, uzyskał prawo do urlopu w wyższym wymiarze, przysługuje tzw. urlop uzupełniający.
PRZYKŁAD
W czerwcu 2013 r. okres pracy p. Kowalskiej, od którego zależy wymiar jej urlopu wypoczynkowego, wyniósł 10 lat. Na okres ten składają się:
– 8 lat z tytułu ukończenia szkoły wyższej oraz
– 2 lata zatrudnienia w ramach stosunku pracy (okres: lipiec 2011 r. – czerwiec 2013 r.).
Pani Kowalska nabyła więc prawo do dłuższego, tj. 26-dniowego urlopu. Jeśli w dotychczasowym wymiarze nie został on wykorzystany, pracownica może od lipca udać się na dłuższy urlop. Jeżeli natomiast wykorzystała już 20-dniowy urlop, od lipca ma prawo jeszcze do dodatkowych 6 dni.
Nieprawidłowe jest ustalenie urlopu w niższym wymiarze, tj. 3 dni – stosując proporcję w związku z okresem obejmującym pozostałą część roku kalendarzowego. Zgodnie z § 3 Rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej w sprawie szczegółowych zasad udzielania urlopu wypoczynkowego, ustalania i wypłacania wynagrodzenia za czas urlopu oraz ekwiwalentu pieniężnego za urlop z dnia 8 stycznia 1997 r. (Dz.U. Nr 2, poz. 14 z późn. zm.) „wymiar proporcjonalnego urlopu wypoczynkowego w roku kalendarzowym, w którym pracownik nabył u danego pracodawcy prawo do urlopu wypoczynkowego w wyższym wymiarze, ustala się uwzględniając wyższy wymiar tego urlopu”.
Należy jednak pamiętać, że łączny wymiar urlopu w danym roku kalendarzowym nie może przekroczyć 26 dni.
Polski rynek telekomunikacyjny jest rynkiem dojrzałym, który pomimo rosnącego nasycenia, silnej konkurencji i ograniczonych możliwości wzrostu przychodów, nadal gwarantuje operatorom relatywnie wysoki poziom rentowności. By odpowiedzieć na rosnące oczekiwania klientów, operatorzy muszą inwestować w rozwój infrastruktury. Szukają aliansów i nowych segmentów, które mogłyby ustawić ich w bardziej korzystnej pozycji konkurencyjnej w kolejnych latach. Zwłaszcza, że spadek przychodów ogółem nie oznacza spadku przychodów każdego gracza z osobna.
Wartość rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce, bez wpływów z płatnej telewizji, wyniosła w 2012 r. 38,5 mld zł. W porównaniu do roku 2011, rynek minimalnie spadł – o 0,6% rok do roku. Struktura rynku telekomunikacyjnego w Polsce jest stabilna i stosunkowo łatwo przewidywalna. Jak co roku, rozstrzygające znaczenie dla sytuacji na rynku mają wyniki operatorów telefonii komórkowej i od tego w największym stopniu zależy skala wzrostu bądź spadku rynku. W 2012 r. skumulowana wartość przychodów wszystkich graczy na rynku telefonii komórkowej (zarówno MNO, jak i MVNO) wyniosła według naszych kalkulacji ok. 25 mld zł. Utrzymywanie się kluczowego znaczenia operatorów komórkowych dla całego rynku telekomunikacyjnego, oprócz wzrostu intensywności korzystania z usług telefonii komórkowej w Polsce, wynika również z faktu konsekwentnego rozszerzania przez nich działalności. Rzeczywiste wpływy operatorów wyłącznie z podstawowych usług telefonii komórkowej w praktyce maleją, choćby z uwagi na obniżki stawek za zakańczanie połączeń.
Na wynik całej branży telekomunikacyjnej w Polsce w ubiegłym roku złożył się też niemal dwucyfrowy spadek w sektorze telefonii stacjonarnej, w której usługi w oparciu o VoIP i WLL nie są w stanie zrównoważyć mocnych spadków z tradycyjnych usług głosowych na bazie sieci PSTN. Na podobnym, jak rok wcześniej, stosunkowo niskim poziomie pozostała dynamika rynku usług dostępu do internetu i transmisji danych. O ile nadal jest to segment oddziałujący pozytywnie na wartość całego rynku telekomunikacyjnego, o tyle poziom nasycenia usługami internetowymi nie pozwala już na bardziej dynamiczne wzrosty przychodów dostawców.
Rynek telekomunikacyjny w Polsce znajduje się obecnie w trendzie spadkowym. Wprawdzie erozja skumulowanych przychodów operatorów jest nieznaczna, jednak bieżący rok jest kolejnym okresem, w którym wartość rynku nie wzrośnie. Z naszych szacunków uwzględniających wyniki operatorów za pierwsze trzy kwartały bieżącego roku wynika, że rynek usług operatorskich, bez płatnej telewizji, stopnieje w tym roku o ponad 2 mld zł. Nieuniknione są spadki przychodów największych MNO na rynku telefonii komórkowej – pytanie jest jedynie o ich skalę. Należy przy tym brać pod uwagę dwie obniżki stawek MTR, zniesienie asymetrii i rywalizację cenową operatorów na rynku ryczałtów. Jeśli dodać do tego kilkaset milionów złotych nominalnego spadku przychodów ze stacjonarnych usług głosowych, to nawet niewielki wzrost przychodów z usług transmisji danych i dostępu do internetu nie jest w stanie uchronić rynku przed spadkiem.
W przypadku segmentu stacjonarnego jeszcze kilka lat temu, analizując benchmarki z krajów Europy Zachodniej, gdzie poziom nasycenia telefonią stacjonarną był relatywnie wyższy niż w Polsce, można było zakładać, że po okresie spadków, wzrost dochodów gospodarstw domowych może w dłuższym terminie oddziaływać pozytywnie również na rynek stacjonarnych usług głosowych. Obecnie, takie założenie jest już jednak mało prawdopodobne, ponieważ rośnie liczba gospodarstw domowych, które telefonu stacjonarnego nie potrzebują i nie chodzi tutaj tylko o dodatkowe koszty. W tym kontekście obecne prognozy dla rynku telefonii stacjonarnej muszą zakładać dalszą erozję linii, abonentów i spadki wpływów operatorów.
Biorąc powyższe czynniki pod uwagę, w latach 2013-2017 spodziewamy się spadku całego rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce. Pod koniec okresu niewykluczone jest stopniowe odwrócenie negatywnego trendu, głównie dzięki inwestycjom realizowanym i planowanym obecnie przez operatorów, a także rozwojowi sieci szerokopasmowych w obszarach słabiej zurbanizowanych. Średnioroczna stopa wzrostu rynku w całym okresie będzie negatywna, jednak należy podkreślić, że w sytuacji nasycania się rynku i dodatkowo zmian natury regulacyjnej o przyrost całkowitych przychodów branży jest niezwykle trudno. Nie znaczy to, że poszczególne podmioty nie mogą zwiększać swoich przychodów, jednak odbywa się to najczęściej kosztem innych graczy czy segmentów, zmieniając w ten sposób strukturę rynku poprzez przepływ pieniądza, ale nie jego całkowitą sumę. Poszczególni operatorzy mogą również notować lepsze wyniki dzięki zaangażowaniu sprzedaż i uzupełnianie oferty o inne niż podstawowe usługi telekomunikacyjne, jak również wyjście poza sektor telekomunikacyjny.
Patrząc na strategie operatorów, widać jeden wspólny mianownik, a więc konwergencję i sprzedaż usług w pakietach, i trudno odmówić takim działaniom logiki. Naszym zdaniem, w kolejnych latach w zasadzie wszyscy więksi operatorzy będą kontynuowali ze sprzedażą usług w pakietach. Sposobem na utrzymanie klientów i wpływów są też dodatkowe usługi. Niewykluczone, że sieci komórkowe, których domeną są na razie płatności mobilne, wejdą na szerszą skalę w usługi bankowe, a polscy operatorzy telekomunikacyjni zainteresują się bardziej rynkiem dystrybucji energii, czy dalszym rozwojem oferty w zakresie rozwiązań ICT. Tym bardziej, że takie działania z sukcesem podjęli inni operatorzy, również w regionie środkowoeuropejskim. Najlepszym przykładem jest zdecydowanie węgierski Magyar Telekom, którego skonsolidowane przychody w trzecim kwartale tego roku wzrosły o 5,4%, głównie dzięki działalności poza podstawowym rynkiem usług telekomunikacyjnych.
Niniejszy tekst został przygotowany na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek telekomunikacyjny w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2017”.
Dziś opublikowane zostaną dane z polskiego rynku pracy. Mniej korzystna różnica dni roboczych (0 r/r zamiast +1 r/r), zmniejszająca ruchome części wynagrodzeń (zwłaszcza w przetwórstwie przemysłowym) i wysoka baza w górnictwie sprawiają, że dynamika średniego wynagrodzenia powinna osłabnąć o ok. 1 p. proc. Towarzyszyć będzie temu umiarkowany wzrost zatrudnienia m/m, wskutek którego dynamika r/r po raz kolejny zbliży się do zera.
Ministerstwo Finansów planuje wprowadzenie limitu kosztów pożyczek, by uchronić kredytobiorców przed wpadaniem w spiralę zadłużenia. Eksperci ostrzegają, że może to mieć odwrotny skutek – spowodować likwidację części firm pożyczkowych i skazać wielu Polaków na korzystanie tylko z lombardów. Z badań Homo Homini wynika, że problem może dotyczyć nawet 2,8 mln Polaków, bo już 10,7 proc. Polaków korzysta z firm pożyczkowych.
Blisko połowa Polaków uważa, że winę za nadmierne zadłużenie ponoszą sami kredytobiorcy, a nie banki czy instytucje finansowe – wynika z badania Homo Homini.
Resort finansów kończy prace nad regulacjami dotyczącymi rynku pożyczek pozabankowych. Proponuje m.in. wprowadzenie rejestru firm pożyczkowych, zwiększenie kar finansowych oraz pozbawienia wolności za prowadzenie działalności pożyczkowej bez wymaganego zezwolenia, zakaz zarządzania firmami pożyczkowymi przez osoby karane za przestępstwa finansowe oraz wpisywanie udzielonych pożyczek do zewnętrznych baz danych, co pozwoli kontrolować ich skalę.
Najwięcej dyskusji wywołuje ustalenie maksymalnego limitu kosztów pożyczki. Według propozycji Ministerstwa Finansów, całkowity koszt pożyczki nie będzie mógł przekroczyć 30 proc. kwoty udzielonej pożyczki. Eksperci sektora finansowego uważają, że to złe rozwiązanie i nie uchroni Polaków zaciągających pożyczki przez popadaniem w spiralę zadłużenia.
– Myślę, że wprowadzenie limitu nie rozwiąże problemu, który w zamyśle autorów zmian, miałby rozwiązać. Mówimy o mikropożyczkach. Nie wiem, jak duże musiałoby być oprocentowanie 500 zł pożyczki, żeby mogło ono stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa finansowego gospodarstwa domowego. Nie można tego porównywać do zagrożenia wynikającego np. z ryzyka wahań kursu przy kredycie hipotecznym we franku szwajcarskim – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Gębski ze Szkoły Głównej Handlowej.
Wyniki badań Homo Homini pokazują m.in., że 45,9 proc. badanych odrzuca ideę limitu kosztów pożyczki, gdyby powodowałoby to ograniczenie możliwości wyboru źródeł finansowania. Jednocześnie ankietowani podkreślają, że każdy powinien mieć prawo decydowania o tym, gdzie weźmie
pożyczkę.
Ponadto limit ten nie jest postrzegany jako sposób walki z nadmiernym zadłużeniem, ponieważ jedynie 22 proc. badanych uważa, że winę za powstawanie nadmiernego zadłużenia ponoszą firmy pożyczkowe, SKOKi i banki. Aż 44,4 proc. respondentów Homo Homini jako winowajców wskazuje samych kredytobiorców. Polacy obawiają się też lombardów – ponad 77 proc. nie poleciłoby ich usług nikomu z bliskich.
Zdaniem eksperta, innym problemem jest obecna sytuacja rynkowa. Ustalenie dziś limitu na określonym poziomie może oznaczać konieczność jego zmian przy np. podnoszeniu stóp procentowych.
– Jesteśmy dziś w szczególnym momencie, kiedy mamy najniższe stopy procentowe. Limit, który dziś mógłby wydawać się racjonalny, za kilka lub kilkanaście miesięcy może okazać się nieadekwatny do sytuacji i będzie potrzeba jego korekty. A zaletą regulacji ustawowej powinno być to, że jest ona uniwersalna – uważa Łukasz Gębski.
Dodaje również, że na ryku firm pożyczkowych nie potrzeba rewolucji, a jedynie korekty przepisów, które źle funkcjonują w praktyce albo ich nie ma, a są potrzebne dla ochrony praw klientów.
– Poziom ochrony konsumenckiej w Polsce jest relatywnie wysoki i jest zgodny ze standardami Unii Europejskiej i nie wydaje mi się, że potrzebne są wielkie zmiany. Rynek firm pożyczkowych sam proponuje pewne rozwiązania, jak np. rejestr tych firm, co pokazuje, że jest pełen zrozumienia dla potrzeby ochrony klientów – uważa Łukasz Gębski.
Wprowadzenie limitu kosztów pożyczki dotknęłoby działające legalnie firmy pożyczkowe. Nie zadziałałoby natomiast w przypadku firm, które od początku działają nielegalnie, jak niegdyś Amber Gold, i które narażają bezpieczeństwo finansów swoich klientów.
– Firmy pożyczkowe udzielają pożyczek ze środków własnych i to ich ma dotyczyć limit. Problem Amber Gold polegał na tym, że firma brała pieniądze od klientów, udając bank i te pieniądze przepadły. Limit, o którym rozmawiamy, w żaden sposób nie pasuje do tej sytuacji i nie jest żadnym antidotum na problem z parabankami, piramidami finansowymi. W świetle obowiązującego prawa działalność Amber Gold od początku do końca była nielegalna – podkreśla ekspert SGH.
COP 19 to pierwszy szczyt klimatyczny, na którym oficjalnie przedsiębiorcy z dużych, średnich i małych firm spotkają się z obradującymi w Warszawie politykami z różnych krajów i przedstawicielami Organizacji Narodów Zjednoczonych. Inicjatorzy spotkania oczekują od biznesu większego zaangażowania w negocjacje globalnego porozumienia klimatycznego i samego procesu ochrony środowiska.
– Ten szczyt klimatyczny jest szczególny, ponieważ po raz pierwszy formalnie sektor prywatny, rozumiany bardzo wielowymiarowo, nie tylko jako duże korporacje, ale też małe i średnie firmy, zostanie włączony w proces dyskusji z przedstawicielami rządów, czyli społecznością międzynarodową na temat polityki klimatycznej i ochrony środowiska – wyjaśnia Kamil Wyszkowski, krajowy przedstawiciel inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact.
Celem warszawskiego COP 19 jest określenie mapy dojścia do globalnego porozumienia ws. ochrony klimatu. Negocjacje mają zakończyć się na szczycie w Paryżu w 2015 roku. Inicjatorzy spotkania polityków i przedsiębiorców, czyli dwudniowego Caring for Climate Business Forum, chcieliby, żeby również biznes zaangażował się w negocjacje.
– Oczekujemy, po pierwsze, większego zaangażowania, po drugie większego poczucia współodpowiedzialności za proces. Żeby nie było tak w społecznym odbiorze, że ten szczyt klimatyczny to jest jakieś spotkanie dyplomatów, którzy sobie rozmawiają nie wiadomo o czym – mówi Kamil Wyszkowski. – To jest miejsce, gdzie cała społeczność międzynarodowa pochyla się nad planetą, która nazywa się Ziemia i w trosce o środowisko i klimat zaczyna się zastanawiać, co nas spotka za 10, 20, 30 lat, jeżeli nic nie zrobimy i co możemy zrobić.
Jego zdaniem, dbałość o środowisko zaczyna być dla firm coraz ważniejsza z punktu widzenia wizerunkowego. Tym bardziej, że i społeczeństwa stają się bardziej świadome ekologicznie.
– Biznes oraz mocniej odkrywa ta sferę wizerunkową. Im więcej mamy odpowiedzialnych konsumentów, im więcej osób patrzy na to, czy firma, której produkty kupuje, jest odpowiedzialna, jest środowiskowo wrażliwa, tym chętniej te produkty czy usługi kupuje – wyjaśnia przedstawiciel ONZ. – Znaczenie ma też presja oddolna, ze strony pracowników, którzy nie chcą wstydzić się za przedsiębiorstwo, w którym pracują i zaczynają wymagać od swoich kadr zarządzających, żeby firma była etyczna, uczciwa w działaniu i nie niszczyła środowiska, nie zatruwała go.
Eksperci przestrzegają, że bez globalnego porozumienia na rzecz ochrony klimatów przemysłowych „trucicieli” może przybywać. Duże zakłady produkcyjne, niespełniające wysokich norm środowiskowych w UE, zamiast usprawniać produkcję, będą przenosić się do krajów, gdzie takie standardy nie obowiązują.
Jak podkreśla Kamil Wyszkowski, im bardziej przemysł jest konkurencyjny w krajach o wysokich normach środowiskowych, tym lepiej dla klimatu.
– Katastrofą byłoby, gdyby np. polskie firmy o relatywnie wysokich standardach środowiskowych, co warto podkreślić, bo bardzo dużo w Polsce się zmieniło przez ostatnich 20 lat, przeniosły swoją produkcję do sąsiedniej Ukrainy czy dalej na Wschód. Już nie wspomnę o krajach, gdzie te standardy są mocno zaniżone, typu Chiny – dodaje ekspert. – Jednak rozumiem argumenty sektora prywatnego, który broni się przed kolejną porcją ograniczeń biurokratycznych, walcząc o konkurencyjność przemysłu.
Dlatego najważniejszym celem jest to, by we wszystkich krajach obowiązywały identyczne standardy ochrony środowiska.
– Cały kłopot polega z tzw. wybiórczym podejściem, że jest oczekiwanie, żeby kraje wysoko rozwinięte po swojej stronie miały wyśrubowane obostrzenia. To może spowodować, że biznes się przeniesie do krajów, gdzie tych obostrzeń nie ma i z punktu widzenia globalnego bilansu klimatycznego dla klimatu to będzie katastrofa. Chyba że uda nam się uzgodnić takie porozumienie, żeby wszystkie państwa zobowiązały się do tego dostosowania wysokich norm środowiskowych – podkreśla Wyszkowski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.
Caring for Climate Business Forum: Innovation, Ambition, Collaboration jest organizowane przez United Nations Global Compact, Program Środowiskowy ONZ (UNEP) i Ramową Konwencją Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC). 19 listopada, podczas pierwszego dnia Forum, odbędzie się 15 paneli tematycznych, na których omówione zostaną kwestie innowacyjnych technologii, walki ze zmianami klimatu, społecznej odpowiedzialności biznesu i proekologicznej polityki, a minister środowiska Marcin Korolec zainauguruje działalność Caring for Climate w naszym kraju. Z kolei podczas drugiego dnia wysoko postawieni członkowie firm – członków inicjatywy Caring for Climate będą mieli okazję dyskutować z przedstawicielami rządów i ONZ.

Do piątku 22 listopada mają potrwać rosyjskie kontrole weterynaryjne w polskich zakładach mięsnych i mleczarniach. Podczas kilkudniowej inspekcji skontrolowane zostaną wybrane firmy, które posiadają uprawnienia do handlu z Rosją. O kontrole wnioskowało ponad 40 firm zainteresowanych eksportem na tamtejszy rynek.
Zdaniem ministra rolnictwa Stanisława Kalemby, Rosjanie cenią polską żywność, a także to, że w przypadku jakiegokolwiek problemu z normami polskie służby są gotowe do współpracy. Rosja chce też skorzystać z polskich doświadczeń rozwoju rynków hurtowych.
– Trzeba przyznać, że w wielu asortymentach Federacja Rosyjska ma własne normy, często wyższe niż w UE. Nie zauważamy specjalnej polityki w stosunku do Polski. Są państwa w UE, do których jeszcze bardziej rygorystycznie Rosjanie podchodzą – przekonuje w rozmowie z Newserią Biznes Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi.
To m.in. z powodu wysokich norm rosyjscy inspektorzy sprawdzają wybrane zakłady mięsne i mleczarnie, eksportujące żywność do Rosji. Kontrole zostały uzgodnione podczas spotkania ministrów rolnictwa obu państw na początku października.
– Rosjanie wyrazili bardzo dobrą ocenę polskiej żywności. Bardzo sobie też cenią współpracę w zakresie wyjaśniania wątpliwości. że kiedy powstaje problem z normami, a każde państwo ma problemy z żywnością przy takiej skali handlu, to, że służby polskie podejmują działania, starają się wyjaśnić, nawet wyprzedzająco – informuje Stanisław Kalemba.
Rospotriebnadzor, czyli federalna służba ds. nadzoru w sferze ochrony praw konsumentów, powołując się na względy sanitarne, zakazał m.in. importu mięsa z Polski (w 2005 roku), ograniczenia dotyczyły także polskich warzyw i produktów mlecznych. Restrykcje dotknęły też sprowadzania warzyw z Unii Europejskiej (2011), a ostatnio produktów – mlecznych z Litwy, wina z Mołdawii i czekolady z Ukrainy. W ostatnich dniach – zgodnie z doniesieniami agencyjnymi – Rosja rozważa zakaz sprowadzania z Polski owoców i warzyw.
Nie tylko eksport żywności
Stanisław Kalemba dodaje, że zgodnie z ustaleniami październikowego szczytu, współpraca między Polską a Rosją zostanie rozszerzona o wspólny projekt dotyczący rozwoju rynków hurtowych w Rosji.
– Federacja Rosyjska zwróciła się do resortu rolnictwa o pomoc w logistyce, przygotowaniu projektów inwestycji, jeżeli chodzi o rynki hurtowe i już w tym zakresie współpracujemy. Konkretnie w Baszkortostanie, w Baszkirii. Na bazie tego przedsięwzięcia pojawiła się oferta, żebyśmy to pomogli zorganizować na innych terenach Rosji – mówi Stanisław Kalemba.
Jego zdaniem, zaletą polskiej strony jest wieloletnie doświadczenie w rozwoju podobnych rynków hurtowych, np. w oparciu o podwarszawskie Bronisze czy Gildię w Poznaniu.
– Oni rozpoczynają taką działalność i liczą na pomoc w wyborze koncepcji czy w projektowaniu, w doradztwie, a i może w udziale finansowym. Uważam, że to dobre przedsięwzięcie, bo też daje szanse na dalszy rozwój naszego sektora rolno-spożywczego – wyjaśnia minister.
2013 rok możemy zakończyć z nadwyżką w handlu zagranicznym, czyli eksportem większym od importu, po raz pierwszy od transformacji ustrojowej. Ta nadwyżka, podobnie jak stosunkowo wysoki wzrost PKB, wynikają w największym stopniu z rozwoju rynku spożywczego i meblarskiego. Problemem pozostają jednak niskie nakłady polskich firm na innowacje.
Według szacunków GUS-u PKB Polski wzrósł w III kwartale o 1,9 proc. w ujęciu rocznym i o 0,6 proc. w porównaniu z II kwartałem br. Według NBP we wrześniu br. bilans handlowy naszego kraju był dodatni i wynosił 673 mln euro.
– To optymistyczne dane, które pokazują, że polscy przedsiębiorcy dobrze plasują się na rynkach zagranicznych i to nie tylko europejskich, ale też np. azjatyckich. W dłuższym terminie powinny one również wspierać polską walutę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Lipka analityk w firmie Cinkciarz.pl.
Największy – kilku, a nawet kilkunastoprocentowy wzrost notują rynki spożywczy i meblarski.
– Z jednej strony to dobrze, że specjalizujemy się w konkretnych gałęziach przemysłu – mówi Lipka. – Z drugiej jednak powinniśmy myśleć o bardziej kapitałochłonnych i technologicznie bardziej zaawansowanych branżach. Marża jest tam zdecydowanie wyższa, niż np. z eksportu żywności – dodaje analityk Cinkciarz.pl
Zgodnie z raportem firmy Grant Thornton, coraz więcej firm deklaruje, że będzie inwestować. Ich odsetek w III kwartale wzrósł z 34 proc. do 58 proc., co jest najlepszym wynikiem wśród 16 państw europejskich. Głównie zamierzają inwestować w park maszynowy. Lipka ocenia, że z jednej strony to dobrze, bo świadczy to o zamiarze wzrostu czy usprawnienia produkcji, z drugiej strony, szkoda, że firmy nie decydują się na inwestycje w nowe technologie.
– Niestety to głównie inwestycje w odnowienie już istniejącej infrastruktury. Choć pod względem wzrostu gospodarczego znajdujemy się w europejskiej czołówce, to jeśli chodzi o innowacje ciągniemy się w ogonie. Obecnie importujemy technologie, podczas gdy gospodarki rozwinięte powinny je tworzyć samodzielnie – przekonuje Marcin Lipka.
Nakłady na badania i rozwój są w Polsce nadal niewielkie. Zgodnie z Rankingiem Innowacyjności sporządzonym przez Komisję Europejską, Polska należy do najsłabszej grupy „innowatorów o skromnych wynikach”. Na badania i rozwój przeznaczamy jedynie 0,77 proc. PKB, podczas gdy średnia w UE to 2,03 proc.
Zdaniem analityka Cinkciarz.pl niskie nakłady na innowacyjność nie wynikają tylko z braku odpowiednich środków.
– To raczej kwestia zachowawczości naszych przedsiębiorstw i ich nastawienia na krótki horyzont czasowy – twierdzi Lipka. – Szansą na zmianę jest nowa perspektywa budżetowa UE na lata 2014-20. Zakłada ona, że zdecydowanie więcej środków powinno iść na badania i rozwój. Miejmy nadzieję, że przedsiębiorcy wykorzystają tę okazję i przeznaczą dodatkowe pieniądze na poprawę efektywności i konkurencyjności – dodaje.

Polacy chętnie korzystają z nowych rozwiązań technologicznych w dziedzinie płatności. Co czwarty Polak płaci kartą zbliżeniową, co jest jednym z najlepszych wyników w Europie – wynika z badania Mastercard. Wprawdzie zbliżeniowo za pomocą smartfona płaci tylko 5 proc. badanych, ale eksperci oceniają, że i ten sposób szybko się w Polsce upowszechni.
Do niedawna Polska pozostawała w tyle za Europą zarówno pod względem ubankowienia społeczeństwa, jak i korzystania z najnowszych rozwiązań płatniczych. Dziś tendencja się odwróciła.
– Jesteśmy niezwykle daleko z przodu w stosunku do innych krajów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Naganowski, Business Leader Business Development w Mastercard Europe. – Używamy już PayPass, jesteśmy jednym z liderów światowych, jeśli chodzi o liczbę transakcji zbliżeniowych. To jest dla niektórych krajów śpiew przyszłości.
Polacy zdążyli się już przyzwyczaić do płacenia kartą. Ci, którzy płacą nią zbliżeniowo, to głównie osoby w wieku 18–39 lat z wykształceniem wyższym lub średnim. Częściej od innych korzystają też z internetu i mają bardziej zaawansowane technologicznie telefony komórkowe. Tego typu płatności mogą stać się jeszcze powszechniejsze, gdyż od przyszłego roku każdy terminal będzie wyposażony w czytnik kart zbliżeniowych.
Z badania Mastercard wynika, że 26 proc. Polaków korzysta z kart zbliżeniowych, a 25 proc. ze smartfonów. Mimo to zaledwie 5 proc. badanych deklaruje, że płaci zbliżeniowo przy użyciu telefonu. Taką możliwość zyskali jednak całkiem niedawno.
– Wreszcie od zeszłego roku mamy komercyjnie dostępne płatności zbliżeniowe telefonem, które mogą być technologią przyszłości. Każdy chciałby mieć wszystko w swoim telefonie, mieć jedno urządzenie, którym się posługuje, o którym pamięta, dzięki któremu może dokonywać transakcji płatniczych – wyjaśnia ekspert.
Podkreśla również, że dzięki temu, że telefon uczestniczy w transakcji, klient zyska nowe innowacyjne usługi. Za ich pośrednictwem bank (wydawca instrumentów płatniczych) będzie mógł np. prowadzić dialog z klientem po każdej transakcji.
Ponad jedna czwarta uczestników badania Mastercard zna technologię NFC (Near Field Communications, umożliwiającej płatność zbliżeniową przez telefon) Jednak jej użytkownicy stanowią zaledwie 4 proc. tej grupy.
– Sama wiedza na temat technologii nie jest w zasadzie niezbędna do korzystania, więc jest to ciekawa deklaracja, że Polacy są otwarci na tę technologie, interesują się nią i będą pewnie z niej korzystać – komentuje Aleksander Naganowski. – Na pewno możemy liczyć na cywilizacyjne przyspieszenie, które polega na tym, że każda nowa usługa, nowa technologia, którą dzisiaj wdrażamy, najczęściej szybciej się przyjmuje na rynku niż jej poprzednik. Jeżeli pięć lat w Polsce zajęło wdrożenie kart zbliżeniowych, co się wiązało z migracją wszystkich czytników, to już o wiele szybciej Polacy, którzy używają smartfonów, zaczną używać ich również do płacenia.
W ślad za zmianami na rynku instrumentów płatniczych podążają operatorzy i producenci telefonów komórkowych, co widać po ich ofercie. Coraz więcej telefonów dostępnych na rynku to urządzenia wyposażone w technologię NFC.
– Niektóre telefony już mają technologię NFC wbudowaną, więc to jest tylko kwestia wyposażenia klienta w odpowiednią kartę SIM, wydania mu tej karty płatniczej. Mamy już pięć banków, które w tej chwili w Polsce karty komercyjnie wydają na telefony klientów, więc już nabieramy dobrego rozpędu – dodaje Aleksander Naganowski.
Aktywa detalicznych funduszy inwestycyjnych przekroczyły 100 mld zł. Towarzystwom funduszy inwestycyjnych sprzyja niskie oprocentowanie depozytów bankowych i perspektywa utrzymania stóp procentowych na rekordowo niskim poziomie przez najbliższy rok. Dzięki temu rynek akcji wciąż rośnie, a zarządzający funduszami wierzą, że tak będzie przez najbliższych kilka lat.
– Oczekujemy, że w przyszłym roku kolejne kilkadziesiąt miliardów złotych napłynie do funduszy: albo nowych środków, albo środków przenoszonych z depozytów bankowych – mówi Marek Przybylski, prezes Aviva Investors TFI. – Natomiast trzeba pamiętać, że w złotym okresie 2006-2007 w jednym miesiącu napływały na rynek aktywa rzędu 10 mld złotych i więcej.
Wartość wszystkich aktywów funduszy inwestycyjnych przekracza obecnie 170 mld zł i rośnie już od czerwca tego roku. 100 mld złotych to granica, którą przekroczyły fundusze detaliczne. Reszta to fundusze niedetaliczne, tworzone na potrzeby konkretnych inwestorów.
Przybylski mocno wierzy, że TFI czeka kilka dobrych lat.
– Od 2007 roku mamy, może nie kryzys, ale złe czasy, prawie sześć chudych lat, więc należy nam się teraz co najmniej tyle samo lat tłustych. Mamy nadzieję, że tak będzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes Aviva Investors TFI.
Ta nadzieja wynika z obserwacji, że światowa gospodarka wychodzi z recesji i wchodzi w fazę wzrostu. Pytanie jest jednak takie, czy ceny akcji nie zdyskontowały już przyszłego wzrostu gospodarczego i czy nie rośnie kolejna bańka inwestycyjna. Zdaniem Przybylskiego – tak nie jest.
– Ceny nie są aż tak wysokie, żeby można było powiedzieć, że już jest bańka. Dużym pytaniem jest to, czy zyski spółek w kolejnych kwartałach będą bardzo mocno rosły. Patrząc na długofalowe trendy można powiedzieć, że zyski z akcji jeszcze nie są przesadne, i że wciąż jest potencjał do dalszych wzrostów – wyjaśnia Marek Przybylski. – Na przykład zwrot na kapitale może być długoterminowo wyższy niż zwrot na pracy, bo technologia powoduje, że coraz więcej zawodów czy czynności jest wykonywanych przez technologie, a nie człowieka, czyli zarabia się na kapitale, a nie na pracy.
Doradza jednocześnie inwestowanie w fundusze teraz i to w horyzoncie długoterminowym, 10-letnim i dłuższym. Dopiero w takiej perspektywie zyski z funduszy będą pewne, nawet jeśli po drodze zdarzy się kilka kilkudziesięcioprocentowych korekt.
Europejski rynek telekomunikacyjny, w przeciwieństwie do amerykańskiego, jest zbyt rozdrobniony – uważa c, przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska. Próby łączenia się firm telekomunikacyjnych natrafiają na biurokratyczne bariery ze strony Brukseli, co niekorzystnie wpływa na rozwój rynku i dalsze inwestycje. Mimo to, zdaniem Wituckiego, w ciągu najbliższych kilku lat liczba operatorów w Europie powinna się zmniejszyć.
– Podstawowym problemem europejskiego rynku telekomunikacyjnego jest jego rozdrobnienie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Witucki, przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska. – W Stanach Zjednoczonych jest około 300 milionów mieszkańców i 3-4 operatorów. W Europie zaś na 500 mln mieszkańców i mamy stu operatorów.
Rozdrobnienie wpływa niekorzystnie na możliwości inwestycyjne firm – są one zbyt małe, by inwestować ogromne pieniądze w rozbudowę infrastruktury. To powoduje, że w niektórych krajach jest stan pozostawia wiele do życzenia.
– W Stanach Zjednoczonych operatorzy budują światłowody i przykrywają ogromne obszary sieciami LTE. W Europie to wszystko jest blokowane gdzieś między światem polityków, regulatorów i biznesu – twierdzi Witucki.
Jego zdaniem, rynek europejski powinien pójść w stronę konsolidacji. Na przeszkodzie łączeniu się firm stają jednak urzędnicy w Brukseli.
– Z jednej strony niektórzy unijni urzędnicy dopuszczają myśl o konsolidacjach, z drugiej zaś komisarz ds. konkurencji niechętnie patrzy na łączenie się firm. Myślę, że tu potrzeba debat i spotkań, by znaleźć złoty środek – mówi przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska. – Dziś nawet drobne przejęcia w Szwajcarii czy Austrii, a więc na niewielkich rynkach i między niewielkimi operatorami są blokowane. Myślę więc, że zanim nastąpi duży ruch konsolidacyjny musi minąć jeszcze trochę czasu.
W Polsce na razie operatorzy myślą o łączeniu usług. Jak podkreśla Witucki, w trudnych czasach na rynku, kiedy baza klientów nie rośnie znacząco, a ceny są niskie, współpraca z innymi branżami może być sposobem na poprawę swojej pozycji.
– W Polsce nie ma już możliwości dalszych znaczących wzrostów – twierdzi Witucki. – Nasze aktywa, takie jak bazę kliencką i kontakt z klientem możemy wykorzystać we współsprzedaży. Orange od dawna współpracuje z branżą ubezpieczeniową. Współpraca z firmami energetycznymi także jest dobrym rozwiązaniem – dodaje.

Rządowy program taniego najmu mieszkań zwiększy nie tylko konkurencję na rynku nieruchomości, ale również mobilność społeczeństwa – uważa Marcin Krasoń, analityk Home Broker. Na inicjatywie rządu skorzystają przede wszystkim młodzi ludzie i ci, których nie stać na zakup własnego mieszkania. Stracić mogą osoby wynajmujące swoje mieszkania.
Program wynajmu mieszkań na preferencyjnych warunkach miałby ruszyć w przyszłym roku i umożliwiać młodym ludziom, którzy wchodzą na rynek pracy, wynajem mieszkań po niższej cenie niż rynkowa.
– Widzę wiele grup potencjalnych w społeczeństwie, które mogą z tego skorzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Krasoń, analityk Home Broker. – Przede wszystkim osoby, które z pewnych względów nie chcą kupić mieszkania lub ich nie stać na własne mieszkanie. Wtedy innej opcji właściwie nie ma, trzeba wynajmować, więc takie osoby są grupą docelową – dodaje.
Zdaniem analityka pojawienie się możliwości najmu na preferencyjnych warunkach przełoży się m.in. na zwiększenie mobilności Polaków, czyli skłonność do przeprowadzki np. za nową pracą.
– Polacy są przyzwyczajeni do tego, że jak już gdzieś zamieszkają, to mieszkają tam długo. Stosunkowo rzadko przenosimy się do innego województwa, czy do innego miasta za pracą – tłumaczy. – Jeżeli na rynku będzie więcej mieszkań pod wynajem, będą one atrakcyjne cenowo, co przecież też jest bardzo ważne, to myślę, że mobilność polskiego społeczeństwa może wzrosnąć.
Nad stworzeniem Funduszu Mieszkań na Wynajem pracują Bank Gospodarstwa Krajowego i Ministerstwo Finansów. Miałby on kupić 20 tys. mieszkań, głównie w dużych miastach, i wynajmować je potrzebującym po niższych stawkach niż rynkowe. Należy jednak liczyć się również z tym, że nowa inicjatywa rządu częściowo uderzy w interesy właścicieli obecnie wynajmowanych lokali, bo zwiększy konkurencję na rynku.
– Mieszkania będą atrakcyjne w stosunku do tego, co oferują osoby mające mieszkania na wynajem. Myślę jednak, że to jest na tyle duży rynek, że nie będzie nagłej rewolucji na rynku – tłumaczy Marcin Krasoń.Resort finansów zamierza zintensyfikować prace nad funduszem – tak, by mógł ruszyć od początku przyszłego roku. Program taniego najmu mieszkań miałby być realizowany w ramach programu Inwestycje Polskie, niezależnie od rządowego programu Mieszkanie dla Młodych.

Wprowadzenie nowej i znacznie szerszej niż obecna definicji kontroli do Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej – to jedna ze zmian, jakie czeka spółki objęte tymi standardami od początku 2014 roku. Zdaniem ekspertów zmiany powinny znacząco wpłynąć na przejrzystość skonsolidowanych sprawozdań finansowych w spółkach. Za brak dostosowania się do nowych przepisów będą groziły upomnienia i kary finansowe.
– Zmiany dotyczą przede wszystkim obszaru konsolidacji, czyli sposobu, w jaki grupy kapitałowe sporządzają swoje sprawozdanie skonsolidowane. Zmiany te mogą skutkować inną prezentacją danych w sprawozdaniu finansowym, ale niekoniecznie muszą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Jakubczyk, dyrektor w Dziale Audytu firmy Deloitte.
W Polsce obowiązek stosowania Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) mają instytucje finansowe oraz spółki giełdowe. Najważniejszą zmianą będzie wprowadzenie od stycznia 2014 r. nowej definicji kontroli w MSSF 10. Według niej, dla wszystkich przedsięwzięć, w które zainwestował podmiot sporządzający skonsolidowane sprawozdanie finansowe, będą obowiązywały te same kryteria określania kontroli. W praktyce oznacza to włączenie do konsolidacji tych inwestycji, które do tej pory jej nie podlegały lub odwrotnie.
Zmiany obejmą przede wszystkim udziałowców, którzy posiadają mniej niż 50 proc. prawa do głosu w danej inwestycji (głównie między 40 a 50 proc.), a w której pozostały akcjonariat jest rozdrobniony. Dotychczasowa definicja kontroli w MSSF kładzie nacisk na aspekty formalne. Po zmianach nacisk będzie położony na ekonomiczne powiązania między spółkami.
Nowością będzie również to, że zgodnie z MSSF 10, sprawowanie kontroli będzie można zlecić innemu podmiotowi.
– Przedsiębiorstwa muszą ponownie dokonać analizy koncepcji kontroli i zastanowić się, które podmioty spełniają definicje kontroli według nowych, rozszerzonych założeń interpretacyjnych. Muszą też przeanalizować, czy do sprawozdań skonsolidowanych nie będą musiały dołączyć podmiotów, które dotychczas znajdowały się w informacji dodatkowej, czyli poza bilansem, bądź też ewentualnie, czy nie zajdą sytuacje, w których podmioty,które do tej pory były objęte konsolidacją, nie zostaną wyłączone poza grupę na bazie tej szczegółowej analizy definicji kontroli – wyjaśnia ekspertka.
Kolejnym nowym standardem będzie MSSF 11. Dotyczy on tzw. wspólnych ustaleń umownych. Jego adresatami będą przede wszystkim ci inwestorzy, którzy wraz z innymi partnerami biznesowymi prowadzą wspólne przedsięwzięcie lub spółkę. Takie przypadki zdarzają się przede wszystkim w branżach: energetycznej, telekomunikacyjnej czy budowlanej oraz wszędzie tam, gdzie inwestycje wymagają dużego zaangażowania kapitałowego. Dotychczasowy standard MSR 31 wyodrębniał wspólną kontrolę nad aktywami, działaniami oraz jednostkami. Nowy MSSF dopuszcza ustalenia umowne obejmujące wyłącznie: wspólne działania (zastępuje wspólnie kontrolowaną działalność oraz aktywa) oraz wspólne przedsięwzięcia (zastępuje wspólnie kontrolowane jednostki).
Ostatni z nowych standardów MSSF 12 (o ujawnianiu udziałów w innych spółkach), który także zacznie obowiązywać od stycznia 2014, w całości dotyczy informacji ujmowanych w notach do sprawozdania finansowego. Wprowadza wymóg, by spółka ujawniła informacje umożliwiające czytelnikom jej sprawozdania finansowego ocenę charakteru i ryzyka inwestycji oraz wpływu inwestycji na sytuację finansową inwestora i przepływy pieniężne. Obowiązkiem stosowania MSSF 12 będą objęte wszystkie spółki posiadające spółki zależne, wspólne ustalenia umowne, jednostki stowarzyszone lub nieobjęte konsolidacją jednostki strukturyzowane.
Zmiany w MSSF 10, 11 i 12 dotyczą głównie konsolidacji spółek, które mają kilku udziałowców – funduszy inwestycyjnych oraz przedsiębiorstw, które zarządzają także spółkami zależnymi.
Common Sense Advisory niezależna amerykańska firma badawczo-konsultingowa od lat bada światowy rynek usług translatorskich. Według szacunków organizacji globalnie rynek tłumaczeń jest wart ponad 33,5 miliarda dolarów. Dane te powstały na podstawie badań przeprowadzonych na ponad 26 tysiącach firm.
Ranking 100 największych firm translatorskich zawiera porównanie najlepszych graczy roku na rynku tłumaczeń ustnych, pisemnych i lokalizacji w oparciu o dochody, liczbę pracowników i biur. Wyniki badania pokazały znaczący wzrost w sprzedaży większości analizowanych firm, przy czym największe sukcesy odnotowują spółki amerykańskie. Według danych CEIDG w Polsce funkcjonuje ponad 60 tysięcy firm, świadczących usługi związane z tłumaczeniami. A zatem, dzisiejszy rynek usług tłumaczeniowych jest mocno rozdrobniony i zróżnicowany. Językiem dominującym w branży zdecydowanie jest język angielski. Najlepiej świadczy o tym fakt, że ok. 2/3 tłumaczonych w Europie książek stanowi literatura angielska. Tłumaczenia polskich książek to zaledwie 0,8%.
TFI PZU nie zwalnia tempa. W ciągu ostatnich niespełna 2 miesięcy Towarzystwo podpisało kolejne dwie znaczące umowy na dystrybucję funduszy inwestycyjnych otwartych TFI PZU.
Na początku października br. w gronie dystrybutorów, którzy rozpoczęli współpracę z Towarzystwem w zakresie sprzedaży jednostek uczestnictwa funduszy TFI PZU znalazł się Dom Inwestycyjny Xelion. Dzisiaj natomiast ruszyła sprzedaż funduszy otwartych TFI PZU w placówkach CDM Pekao (co oznacza rozszerzenie zakresu współpracy, dotychczas skoncentrowanej na sprzedaży certyfikatów funduszy zamkniętych dedykowanych wyłącznie zamożniejszym Inwestorom).
– „Podpisane umowy są potwierdzeniem naszych dużych aspiracji i istotnym elementem wzmocnieniem pozycji TFI PZU na rynku funduszy inwestycyjnych. Nawiązanie współpracy z DI Xelion i CDM Pekao jest dla nas ważnym krokiem w procesie rozbudowy sieci dystrybucji. Współpraca z tymi partnerami w znaczącym stopniu zwiększy dostępność naszych produktów inwestycyjnych” – podkreśla Łukasz Kędzior, Dyrektor Sprzedaży TFI PZU.
Fundusze otwarte TFI PZU sprzedawane są obecnie za pośrednictwem: mbanku, MultiBanku, Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego, BRE Wealth Management SA, Deutsche Bank PBC S.A., Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA i Domu Maklerskiego Banku BPS S.A.
– „Można zażartować, że jesteśmy wybredni – przykładamy bowiem dużą wagę do wyboru naszych Partnerów biznesowych, w tym – sprzedawców naszych funduszy” – zastrzega jednak Łukasz Kwiecień, wiceprezes TFI PZU. – „Zależy nam bowiem na profesjonalnej obsłudze naszych wspólnych Klientów – Inwestorów. Sam przemyślany wybór i staranne uzgodnienie zasad długoterminowej współpracy to jednak tylko początek pracy. Kluczowe znaczenie ma zapewnienie wsparcia sprzedaży, co jest realizowane w pierwszym rzędzie przez regularne szkolenia i bezpośrednie kontakty naszych Dyrektorów Regionalnych z zewnętrzną siecią dystrybucji”.
TFI PZU jest według niezależnych analiz liderem na rynku TFI w Polsce pod względem zarządzanych aktywów. Wartość aktywów Towarzystwa wyceniana na koniec 2012 r. wyniosła 15 mld 363 mln zł, aby na koniec października wzrosnąć do 22 mld 379 mln zł. Oznacza to, że w ciągu dziesięciu miesięcy środki, którymi zarządza Towarzystwo powiększyły się o 7 mld 016 mln zł.
Grupa ENERGA jest jednym z trzech największych sprzedawców energii elektrycznej w Polsce pod względem ilości energii sprzedawanej do odbiorców końcowych, z udziałem w rynku sięgającym niemal 17%, wg stanu na koniec grudnia 2012 r.
Podstawowa działalność Grupy ENERGA obejmuje dystrybucję, wytwarzanie oraz obrót energią elektryczną. ENERGA jest trzecim największym operatorem systemu dystrybucyjnego w Polsce pod względem wolumenu energii dystrybuowanej do odbiorców końcowych. Grupa prowadzi dystrybucję energii elektrycznej do ponad 2,9 miliona klientów indywidualnych i biznesowych (według stanu na dzień 30 września 2013 roku). Sieć dystrybucyjna składa się z linii energetycznych o łącznej długości ponad 193 tysięcy kilometrów (według stanu na dzień 30 czerwca 2013 roku). Obejmuje ona swoim zasięgiem obszar blisko 77 tysięcy kilometrów kwadratowych, co stanowi ok. 25% powierzchni kraju (według stanu na dzień 30 czerwca 2013 roku). ENERGA jest jednym z największych w Polsce sprzedawców energii pochodzącej z odnawialnych źródeł energii („OZE”). W 2012 r. łączna zainstalowana moc OZE przyłączonych do sieci dystrybucyjnej Spółki wyniosła 1,6 GW, co stanowiło około 36% łącznej mocy zainstalowanej w OZE w Polsce.
Zainstalowana w elektrowniach Grupy moc wytwórcza jest oparta na różnych źródłach energii, takich jak węgiel, woda, wiatr i biomasa. Całkowita moc wytwórcza zainstalowana w elektrowniach Grupy wynosi 1,3 GW. Grupa ma największy spośród kluczowych grup energetycznych działających na polskim rynku udział energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych w całkowitej produkcji. Zielona energia powstaje w 46 elektrowniach wodnych przepływowych, farmach wiatrowych oraz w instalacjach spalających biomasę.
W 2012 r. sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców końcowych przez Grupę wyniosła 20,5 TWh, podczas gdy wolumen energii elektrycznej sprzedanej na rynku hurtowym wyniósł 5,4 TWh. W tym okresie produkcja energii elektrycznej Grupy wyniosła 4,1 TWh brutto. W okresie dziewięciu miesięcy zakończonym 30 września 2013 r. sprzedaż energii elektrycznej przez Grupę do odbiorców końcowych wyniosła 13,6 TWh, natomiast na rynku hurtowym wyniosła 7,8 TWh, a produkcja energii elektrycznej brutto wyniosła 3,8 TWh.
W 2012 r. Grupa wygenerowała przychody ze sprzedaży w wysokości 11,2 miliarda zł, EBITDA* w wysokości 1,6 miliarda zł, oraz zysk netto w wysokości 456 milionów zł. W okresie dziewięciu miesięcy zakończonym 30 września 2013 r. przychody ze sprzedaży Grupy wyniosły 8,5 miliarda zł, podczas gdy EBITDA* wyniosła 1,5 miliarda zł a zysk netto 598 milionów zł.
* EBITDA zaprezentowana w niniejszym materiale jest definiowana i obliczana przez Spółkę jako zysk/(strata) z działalności operacyjnej (obliczony jako zysk/(strata) netto z działalności kontynuowanej za okres/rok obrotowy skorygowany o (i) podatek dochodowy, (ii) udział w zysku jednostki stowarzyszonej, (iii) przychody finansowe, oraz (iv) koszty finansowe) skorygowany o amortyzację (wykazaną w rachunku zysków i strat). EBITDA nie jest zdefiniowana przez MSSF i nie należy jej traktować jako alternatywy dla miar i kategorii zgodnych z MSSF. Ponadto EBITDA nie ma jednolitej definicji. Sposób obliczania EBITDA przez inne spółki może się istotnie różnić od sposobu, w jaki oblicza ją Spółka. W efekcie EBITDA przedstawiona w niniejszym komunikacie, jako taka, nie stanowi podstawy dla porównania z EBITDA wykazywaną przez inne spółki.
Cena sprzedaży
Cena sprzedaży dla Inwestorów Indywidualnych, Dużych Inwestorów Indywidualnych oraz dla Inwestorów Instytucjonalnych zostanie ustalona w dniu zakończeniu procesu budowania księgi popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych, czyli 3 grudnia 2013 roku.
Cena sprzedaży dla Inwestorów Instytucjonalnych może zostać ustalona na poziomie wyższym niż Cena Maksymalna. Cena po jakiej akcje będą sprzedawane Inwestorom Indywidualnym i Dużym Inwestorom Indywidualnym nie będzie wyższa od Ceny Maksymalnej. W przypadku, gdy Cena Sprzedaży dla Inwestorów Instytucjonalnych będzie nie wyższa niż Cena Maksymalna, Inwestorzy Indywidualni i Duzi Inwestorzy Indywidualni nabędą Akcje Oferowane po cenie równej Cenie Sprzedaży dla Inwestorów Instytucjonalnych.
Liczba akcji sprzedawanych
Ostateczna liczba sprzedawanych akcji ustalona zostanie 3 grudnia 2013 roku. Liczba Akcji Oferowanych Inwestorom Indywidualnym będzie stanowiła mniejszą z następujących liczb: (i) 15% Ostatecznej Łącznej Liczby Akcji Oferowanych i Stabilizujących (zaokrąglonej w dół do najbliższej liczby całkowitej) albo (ii) liczby Akcji Oferowanych, na jaką złożyli ważne zapisy Inwestorzy Indywidualni. Liczba Akcji Oferowanych Dużym Inwestorom Indywidualnym będzie stanowiła mniejszą z następujących liczb: (i) 7.076.103 Akcji Oferowanych albo (ii) liczby Akcji Oferowanych, na jaką złożyli ważne zapisy Duzi Inwestorzy Indywidualni.
Akcjonariusz Sprzedający zastrzega sobie dyskrecjonalne prawo do zwiększenia liczb, o których mowa w punktach (i) w akapicie poprzedzającym, o nie więcej niż łącznie 7.076.103 Akcji Oferowanych w ten sposób, że ostateczna liczba Akcji Oferowanych Inwestorom Indywidualnym i Dużym Inwestorom Indywidualnym łącznie będzie wynosiła do 35.380.516 Akcji Oferowanych. Zwiększenie wspomnianej liczby może nastąpić, w stosunku do jednej kategorii inwestorów lub w stosunku do obu kategorii inwestorów, jednakże w każdym przypadku o nie więcej niż o łącznie 7.076.103 Akcji Oferowanych. Decyzje zostaną podjęte odrębnie dla każdej kategorii inwestorów. Zwiększenie liczby Akcji Oferowanych Inwestorom Indywidualnym lub Dużym Inwestorom Indywidualnym może nastąpić jedynie w przypadku złożenia odpowiednio przez Inwestorów Indywidualnych lub Dużych Inwestorów Indywidualnych ważnych zapisów na Akcje Oferowane obejmujących większą liczbę Akcji Oferowanych niż wskazane odpowiednio w punktach (i) w akapicie powyżej. Decyzja lub decyzje o zwiększeniu liczby Akcji Oferowanych oferowanych Dużym Inwestorom Indywidualnym mogą zostać podjęte przez Akcjonariusza Sprzedającego nie później niż przed przekazaniem do publicznej wiadomości informacji na temat ostatecznej liczby Akcji Oferowanych w Ofercie oraz ostatecznej liczby Akcji Oferowanych poszczególnym kategoriom inwestorów. Decyzja o zwiększeniu liczby Akcji Oferowanych oferowanych Inwestorom Indywidualnym może zostać podjęta przez Akcjonariusza Sprzedającego wraz z ustaleniem ostatecznej liczby Akcji Oferowanych w Ofercie oraz ostatecznej liczby Akcji Oferowanych poszczególnym kategoriom inwestorów.
Przedmiotem oferty ENERGA S.A. jest do 141.522.067 akcji zwykłych na okaziciela serii AA Spółki o wartości nominalnej 10,92 zł każda. Sprzedającym jest Skarb Państwa Rzeczypospolitej Polskiej. Równocześnie ENERGA ubiega się o dopuszczenie i wprowadzenie 269.139.114 akcji zwykłych na okaziciela serii AA, w tym Akcji Oferowanych, do obrotu na rynku regulowanym (rynku podstawowym) prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Ostateczna liczba Akcji Oferowanych w ramach Oferty wraz z Liczbą Akcji Stabilizujących (które nie są częścią oferty publicznej w Polsce) nie przekroczy 141.522.067 Akcji Oferowanych.
Uprawnionymi do wzięcia udziału w Ofercie są:
W przypadku Inwestorów Indywidualnych liczba akcji objętych zapisem nie może być mniejsza niż 1 ani większa niż 1.500 Akcji Oferowanych. Z kolei Duzi Inwestorzy Indywidualni mogą się zapisać na nie mniej niż 1 i nie więcej niż 6.000 Akcji Oferowanych. Zapis na akcje w kategorii Dużych Inwestorów Indywidualnych nie wyklucza jednocześnie złożenia zapisu w kategorii Inwestorów Indywidualnych. Podobnie zapis w kategorii Inwestorów Indywidualnych nie wyklucza złożenia zapisu w kategorii Dużych Inwestorów Indywidualnych. Zapisy obu kategorii Inwestorów Indywidualnych będą przyjmowane po cenie maksymalnej. Zarówno Inwestorzy Indywidualni jak i Duzi Inwestorzy Indywidualni mają prawo złożyć tylko jeden zapis w ramach każdej z kategorii.
W kategorii Inwestorów Indywidualnych zapis opiewający na większą liczbę niż 1.500 Akcji Oferowanych będzie traktowany jak zapis na 1.500 Akcji Oferowanych, natomiast w kategorii Dużych Inwestorów Indywidualnych zapis opiewający na większą liczbę niż 6.000 Akcji Oferowanych będzie traktowany jak zapis na 6.000 Akcji Oferowanych. W przypadku obu kategorii złożenie przez inwestora więcej niż jednego zapisu w tej samej kategorii inwestorów zostanie uwzględniony tylko jeden zapis – opiewający na największą liczbę Akcji Oferowanych. W przypadku złożenia przez Inwestora Indywidualnego lub Dużego Inwestora Indywidualnego więcej niż jednego zapisu w tej samej kategorii inwestorów na jednakową liczbę Akcji Oferowanych zostanie uwzględniony zapis wcześniej przekazany do systemu GPW.
ENERGA S.A., trzeci największy operator systemu dystrybucyjnego w Polsce pod względem wolumenu energii dystrybuowanej do odbiorców końcowych, opublikowała dziś prospekt emisyjny związany z pierwszą ofertą publiczną akcji. Od jutra Inwestorzy Indywidualni będą mogli zapisywać się na akcje Spółki. W ramach oferty wprowadzono też specjalną kategorię Dużych Inwestorów Indywidualnych. Cena maksymalna dla Inwestorów Indywidualnych oraz Dużych Inwestorów Indywidualnych, po której będą dokonywane zapisy, została ustalona na poziomie 20 zł za akcję.
Prospekt emisyjny („Prospekt”) przygotowany przez Spółkę w związku z ofertą publiczną do 141.522.067 akcji zwykłych serii AA o wartości nominalnej 10,92 zł każda („Akcje Oferowane”)(„Oferta”) oraz ubieganiem się o dopuszczenie i wprowadzenie 269.139.114 akcji zwykłych na okaziciela serii AA o wartości nominalnej 10,92 zł każda, w tym Akcji Oferowanych, do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie został zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego w dniu 15 listopada 2013 roku. Akcje w Ofercie są oferowane wyłącznie przez Skarb Państwa Rzeczypospolitej Polskiej. Intencją Akcjonariusza Sprzedającego jest, aby ostateczna liczba Akcji Oferowanych w ramach Oferty wraz z Liczbą Akcji Stabilizujących nie przekroczyła 141.522.067 akcji zwykłych na okaziciela serii AA Spółki.
Inwestorzy Indywidualni będą mogli składać zapisy na Akcje Oferowane w dniach 19 listopada – 2 grudnia 2013 roku (do godziny 23:59). W kategorii Dużych Inwestorów Indywidualnych zapisy będą trwały w dniach 19 listopada – 2 grudnia 2013 roku (do godziny 17:00) (o ile nie zakończą się wcześniej na zasadach określonych w Prospekcie). W przypadku obu kategorii zapisy będą przyjmowane po cenie maksymalnej, która została ustalona na poziomie 20 zł za akcję. Budowa księgi popytu dla Inwestorów Instytucjonalnych będzie prowadzona w dniach 18 listopada – 3 grudnia 2013 roku. Po jej zakończeniu Inwestorzy Instytucjonalni będą mogli składać zapisy na Akcje Oferowane w dniach 4-6 grudnia 2013 roku.
– Energa poprawia wyniki finansowe. Ma 2,9 miliona klientów i mocną pozycję rynkową. Działa według międzynarodowych standardów i jest gotowa do upublicznienia. Prywatyzacja przez giełdę oznacza dla Energi nowe, większe możliwości, prestiż i wiarygodność. W ramach Akcjonariatu Obywatelskiego nasi obywatele, inwestorzy indywidualni będą mogli kupić nawet do 25 procent oferowanych akcji. W tym część na nowych zasadach – powiedział Paweł Tamborski, Wiceminister Skarbu Państwa Rzeczypospolitej Polskiej.
– Planowany debiut naszej spółki będzie zwieńczeniem drogi, jaką ENERGA szła już od pewnego czasu. Standardy obowiązujące w spółkach giełdowych stosujemy od momentu emisji naszych obligacji i euroobligacji oraz zawarcia umów z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju czy Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. W ciągu ostatnich kilku lat nasz zespół wykonał bardzo dużą pracę, którą widać między innymi w rosnących wynikach finansowych. Ta praca zresztą trwa, gdyż nadal widzimy możliwości dalszego podnoszenia efektywności, mimo że w niektórych obszarach, np. w dystrybucji energii, jesteśmy spółką działającą w oparciu o europejskie standardy. Bardzo rygorystycznie stosujemy kryteria oceny projektów inwestycyjnych. Istotną wartością jest dla nas zdolność do wypłacania akcjonariuszom wysokich dywidend – mówi Mirosław Bieliński, Prezes Zarządu ENERGA S.A.
W okresie poprzedzającym osiągnięcie przez kapitał zapasowy Spółki wielkości co najmniej jednej trzeciej kapitału zakładowego, w przypadku osiągnięcia przez Spółkę zysku netto pozwalającego na dokonanie wypłaty dywidendy, Zarząd zamierza rekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy na poziomie 92% zysku netto wykazanego w rocznym jednostkowym sprawozdaniu finansowym Spółki. Na warunkach określonych w Prospekcie, maksymalna kwota dywidendy, jaką zamierza rekomendować Zarząd nie przekroczy kwoty 400 mln zł za rok zakończony 31 grudnia 2013 oraz 500 mln zł za rok zakończony 31 grudnia 2014. W kolejnych latach, o ile spełnione zostaną warunki wskazane w Prospekcie, Zarząd zamierza rekomendować wypłatę dywidendy w kwocie równej kwocie dywidendy wypłaconej za rok zakończony 31 grudnia 2014 zindeksowanej o poziom równy bądź wyższy od stopy inflacji w Polsce.
Linie lotnicze Emirates po raz kolejny pobiły rekordy w lotnictwie cywilnym, zamawiając podczas Dubai Air Show 150 Boeingów 777X, w tym 35 Boeingów 777-8X i 115 Boeingów 777-9X oraz dodatkowe 50 praw zakupu. Przewoźnik zamówił też kolejne 50 Airbusów A380.
Zamówienia na Boeingi i Airbusy, wyłączając prawa zakupu, mają łączną katalogową wartość szacowaną na 99 miliardów USD. Jest to największe zamówienie samolotów w historii lotnictwa cywilnego oraz największe do tej pory zamówienie linii Emirates.
Umowa została podpisana 17 listopada 2013 r. podczas Dubai Air Show przez Jego Wysokość (JW) Szejka Ahmeda Bin Saeed Al-Maktoum, Prezesa i Dyrektora Generalnego Grupy i Linii Emirates oraz Jima McNerney, Prezesa i Dyrektora Generalnego Boeinga, a także Fabrice Brégier, Prezesa i Dyrektora Generalnego Airbusa. Podpisanie umowy odbyło się w obecności JW Szejka Mohammeda bin Rashid Al-Maktoum, Premiera i Wiceprezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Emira Dubaju.
Zamówienie Emirates na Boeingi 777X jest największym jednorazowym zamówieniem pod względem wartości w historii amerykańskiego lotnictwa komercyjnego, a dodatkowe zamówienie A380 uczyniło Emirates, dotychczas i tak największego operatora samolotów tego typu, głównym klientem dla A380 na świecie.
Ostatnie zamówienia Emirates sprawiły, że ich całkowita liczba w portfelu przewoźnika wzrosła do 385 samolotów (wykluczając opcje i prawa zakupu), obejmującym 214 Boeingów 777, 101 Airbusów A380, oraz 70 maszyn A350, których łączna wartość wynosi 166 miliardów USD.
Transport lotniczy jest jednym z głównych czynników umożliwiających międzynarodowy handel, a globalny popyt na usługi lotnicze wciąż rośnie. To, co dziś ogłaszamy, jest kontynuacją naszego zaangażowania i wizji połączenia świata dzięki naszemu efektywnemu hubowi na Bliskim Wschodzie. Dzisiejsze zamówienie Boeingów 777X z dostawą zaplanowaną na rok 2020, umożliwi nam wymianę starszych samolotów oraz budowę fundamentu dla przyszłego rozwoju – powiedział JW Szejk Ahmed Bin Saeed Al-Maktoum, Prezes i Dyrektor Generalny Grupy i Linii Emirates.
Jesteśmy zaszczyceni, że Emirates obdarzyły nasz nowy produkt 777X zaufaniem, co na pewno przyczyni się do zwiększenia amerykańskiego eksportu i zatrudnienia – powiedział Jim McNerney, Prezes i Dyrektor Generalny Boeinga. Emirates były integralną częścią sukcesu 777 przez wiele lat i dziś posiadają największą flotę tych maszyn na całym świecie. Z przyjemnością oczekujemy na dalsze wzmocnienie naszego partnerstwa z Emirates, kontynuując wspieranie ekspansji Dubaju jako globalnego hubu lotniczego.
Poprzez strategiczne umieszczenie A380 w centrum swojej działalności, Emirates umacniają swoją pozycję lidera każdego dnia. Emirates od początku rozumiały zalety A380 pod względem wydajności i komfortu. Nasza maszyna przyczyniła się tym samym do szybkiego rozwoju Emirates i ich hubu w Dubaju – powiedział Fabrice Brégier, Prezes i Dyrektor Generalny Airbusa. Bardzo cenimy naszą współpracę z Emirates i cieszymy się, widząc jak staje się coraz silniejszą linią, również dzięki A380.
Boeing 777X Emirates
Zakupiliśmy dziś 300 silników GE9X od General Electric, które zasilą 150 zamówionych Boeingów 777X. Biorąc pod uwagę miejsca pracy tworzone przez rząd Stanów Zjednoczonych (każdy miliard dolarów w eksporcie przemysłu lotniczego USA zapewnia Amerykanom 5747 miejsc pracy), dzisiejsze historyczne zamówienie będzie chronić i wspierać ponad 436000 miejsc pracy w amerykańskim przemyśle lotniczym – nie tylko w Boeingu i GE, ale także u setek innych dostawców – powiedział Szejk Ahmed.
Maszyny 777-8X oraz 777-9X należące do Emirates będą kombinacją samolotów w dwu- i trzyklasowej konfiguracji, z czego 777-8X pomieści potencjalnie 342 pasażerów w trzech klasach, natomiast 777-9X pomieści ponad 440 pasażerów w dwóch klasach.
Emirates jest dziś operatorem ponad 10% wszystkich istniejących Boeingów 777. Jest to siła napędowa naszej floty. 777X oferuje nam zasięg lotów porównywalny z 200LR i 300ER, jednak ze znacznie większym oferowaniem i potencjalnie o 18% lepszą wydajnością pod względem zużycia paliwa – powiedział Tim Clark, Prezes Linii Lotniczych Emirates.
Emirates są związane z Boeingiem 777 od 1996 r. Emirates już w tej chwili są największym na świecie operatorem 777, posiadając obecnie 131 maszyn tego typu w swojej flocie. Są też jedynym przewoźnikiem, który obsługuje połączenia wszystkimi dostępnymi wariantami z rodziny 777. Na Dubai Air Show w 2011 r., Emirates zamówiły 50 Boeingów 777-300ER z opcjami na kolejne 20 o łącznej wartości 26 miliardów USD. Był to ówczesny rekord w zamówieniu samolotów – największe pod względem wartości jednorazowe zamówienie złożone u Boeinga przez jakąkolwiek linię lotniczą.
Airbus A380 Emirates
Emirates posiadają w tej chwili największą na świecie flotę A380, liczącą obecnie 39 maszyn.
Łącznie z ostatnim zamówieniem na 50 dodatkowych A380, Emirates posiadają w swoim portfelu zamówień 101 maszyn tego typu o wartości 45 miliardów USD. Pierwsze 25 samolotów A380 z ostatniego zamówienia, w dwu- i trzyklasowej konfiguracji, zostanie dostarczone przed pierwszym kwartałem 2018 r.
A380 jest flagową maszyną w naszej flocie, a po pięciu latach operowania tymi samolotami, widzimy ich nieustającą popularność wśród pasażerów – powiedział Tim Clark, Prezes Linii Lotniczych Emirates. Jest to wciąż jeden z najbardziej wydajnych samolotów pod względem zużycia paliwa, który pozwala nam zaspokajać popyt na rynkach o ograniczonej przepustowości. Najnowsze zamówienie pomoże nam sprostać potrzebom rozwoju i wymiany floty.
Emirates są związane z największym samolotem pasażerskim w Europie od kwietnia 2000 r., kiedy przewoźnik ogłosił plany zakupu super jumbo. Jako największy klient A380, Emirates przyczyniają się do wzrostu liczby miejsc pracy w przemyśle lotniczym w Europie, mającego związek z programem A380 podzielonym na ośrodki produkcji Airbusa we Francji, Niemczech, Anglii i Hiszpanii.
W Finlandii, Szwecji, Niemczech, na Łotwie oraz Litwie – w tych państwach funkcjonuje nakaz jazdy na zimowych oponach. W Polsce od pewnego czasu posłowie zastanawiają się, czy owego obowiązku regulowanego przepisami nie wprowadzić. Wszystko po to, by na drogach było bezpieczniej. Czy rzeczywiście obowiązek zakładania w samochodzie opon zimowych na to wpłynie?
Pomysł obowiązkowej zmiany ogumienia w naszych autach powraca jak bumerang, bo choć w ubiegłym roku temat nie zyskał przychylności parlamentarzystów, to obecnie może się okazać, że już przyszłorocznej zimy kierowcy nie będą mieli wyboru i opony zimowe obowiązkowo założą.
Parlamentarny Zespół ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego pracuje nad zmianami w ustawie dotyczącej prawa o ruchu drogowym. Głównym zamierzeniem jest zwiększenie bezpieczeństwa na drogach. Jak podkreśla Piotr Sarnecki, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego, „[..] w polskich warunkach, w polskim klimacie mroźnych zim i gorącego lata, tylko jazda na oponach dostosowanych do tego, daje nam gwarancję bezpieczeństwa.”
Nowe przepisy miałyby również regulować termin zmiany ogumienia z letniego na zimowe, bo nie od dziś wiadomo, że niektórzy z kierowców robią to na ostatni dzwonek. Stąd propozycja, by jazda na oponach zimowych obowiązywała w okresie od 1 listopada do 31 grudnia.
Według badań przeprowadzonych przez Millward Brown dla Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego, 91% kierowców deklaruje zmianę ogumienia zgodnie z panującym sezonem. Większość wybiera – ze względów finansowych – opony używane. Jednak, jak podkreśla Piotr Sarnecki, warto zainwestować w nowe ogumienie, które przechodzi wiele testów, po to by na drodze nie było żadnych niespodzianek.
Nowa ustawa to nie tylko obowiązek, ale też ewentualne restrykcje dla kierowców. Kara za brak właściwego ogumienia ma być równie sroga, jak i zima, która w Polsce często zaskakuje zmotoryzowanych. Za brak opon zimowych kierowca miałby zapłacić mandat w wysokości 500 złotych.
Zakończyła się pierwsza edycja międzynarodowych praktyk zorganizowanych przez KGHM w ramach programu Go Global Internships. Dwunastu studentów, zakwalifikowanych do programu z AGH, Politechniki Śląskiej i Politechniki Wrocławskiej wróciło już do Polski. Studenci odbyli miesięczne praktyki w projektach górniczych KGHM International Ltd. – Sierra Gorda w Chile, Victoria i Ajax Exploration w Kanadzie oraz w kopalni Robinson w USA. Uczestnicy zgodnie podkreślają, że odbyte praktyki były bardzo cennym doświadczeniemi spełniły ich wcześniejsze oczekiwania.

Sześć banków uczestniczących w projekcie budowy standardu płatności mobilnych zdecydowało, że Prezesem tworzonej spółki joint venture będzie Adam Malicki, menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym, w tym na rynku płatności bezgotówkowych.
Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, BRE Bank (mBank), ING Bank Śląski i PKO Bank Polski kontynuują współpracę przy budowie standardu płatności mobilnych w Polsce. W ramach procesu organizacyjnego spółki podjęto decyzję odnośnie wyboru jej władz. Prezesem zostanie Adam Malicki, natomiast wiceprezes ds. sprzedaży i rozwoju biznesu zostanie wyłoniony w otwartym konkursie. Wkrótce banki podpiszą umowę inwestycyjną określającą szczegółowo zasady tworzonej spółki joint venture, która będzie zarządzać standardem płatności mobilnych. Działania te umożliwią niezwłoczne zgłoszenie go do akceptacji organu antymonopolowego.
Adam Malicki jest związany z sektorem finansowym oraz rynkiem płatniczym od 1990 roku. W tym czasie pełnił stanowiska kierownicze m.in. w Pekao SA, gdzie odpowiadał za wydzielenie ze struktur banku centrum obsługującego i rozliczającego transakcje dokonywane kartami płatniczymi. Był związany z giełdową spółką eCard zajmującą się rozliczaniem płatności bezgotówkowych, a w szczególności płatności on-line w internecie. Pracował także w Inteligo Financial Services, spółce odpowiedzialnej za tworzenie zintegrowanych rozwiązań informatycznych wykorzystywanych w bankowości elektronicznej, a także w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Jego doświadczenie obejmuje zarówno zarządzanie siecią sprzedaży produktów i usług bankowych, jak i nadzór nad realizacją rozwiązań wykorzystywanych w usługach finansowych oferowanych online, a także restrukturyzację i reorganizację. Jest członkiem Prezydium Rady Wydawców Kart Bankowych przy Związku Banków Polskich. Obecnie Adam Malicki jest związany z PKO Bankiem Polskim, w którym nadzoruje Centrum Operacji Kartowych. Jest też przewodniczącym Rady Nadzorczej agenta rozliczeniowego eService.
Dzięki porozumieniu sześciu banków Polska znalazła się w elitarnej grupie krajów, które mają szansę na zbudowanie lokalnego standardu płatności mobilnych. Dla klientów oznacza to wygodny dostęp do płatności telefonem w szerokiej sieci akceptacji. Użytkownicy systemu będą mogli płacić telefonem zarówno w sklepach tradycyjnych, jak i internetowych, korzystać z bankomatów oraz przelewać środki na numer telefonu odbiorcy, bez względu na to, z którym bankiem są związani. Projekt jest unikalny ze względu na swoją skalę, dzięki znaczącemu udziałowi rynkowemu zaangażowanych instytucji finansowych, jak i szerokie możliwości, które to rozwiązanie oferuje użytkownikom.
Standard jest budowany wspólnie przez Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, BRE Bank (mBank), ING Bank Śląski, PKO Bank Polski oraz Krajową Izbę Rozliczeniową, która zajmie się docelowo pełną obsługą operacyjną systemu płatności mobilnych, a także zapewni infrastrukturę teleinformatyczną niezbędną do realizacji przedsięwzięcia. Projekt docelowo będzie otwarty na pozostałych uczestników rynku: inne banki, operatorów sieci bankomatów oraz organizacje płatnicze.
PKO Bank Polski podpisał umowę z EVO Payments International, wiodącym operatorem usług płatniczych prowadzącym działalność w USA, Kanadzie i Europie, dotyczącą sprzedaży udziałów w eService oraz dwudziestoletniego aliansu strategicznego na rynku płatności elektronicznych. Transakcja wymaga zgody Komisji Europejskiej i powinna zostać zamknięta do końca 2013 roku. PKO otrzyma kwotę ok. 418 mln zł, na którą składa się zysk ze sprzedaży 66 proc. udziałów oraz wartość pozaoperacyjnej gotówki w eService w dniu rozliczenia transakcji. Bank otrzyma również dywidendę zaliczkową z zysków za 2013 w wysokości 17 mln zł. Umowa przewiduje także mechanizm zwiększenia ceny w związku z przyszłymi wynikami spółki. Sprzedaż pozytywnie wpłynie na wskaźniki kapitałowe PKO.
Po III kwartałach 2013 r. Grupa Kapitałowa PKO Banku Polskiego wypracowała wynik finansowy na poziomie 2,29 mld zł. Utrzymała wysoką efektywność działania, dyscyplinę kosztów operacyjnych i obniżyła koszty ryzyka. Suma bilansowa Grupy przekroczyła 200 mld zł, wolumeny kredytów oraz depozytów 150 mld zł. Bank zanotował dynamiczny przyrost nowej sprzedaży. Pozostaje liderem w kluczowych segmentach rynku oraz wdraża innowacyjną ofertę produktową.
Oczekiwane rozszerzenie programu de minimis stało się faktem. 13 listopada 2013 roku PKO Bank Polski i Bank Gospodarstwa Krajowego podpisały kolejną umowę o współpracy w ramach rządowego programu pomocy dla małych i średnich firm. Wsparcie w postaci gwarancji kredytowych BGK przedsiębiorcy będą mogli przeznaczyć także na finansowanie przedsięwzięć inwestycyjnych związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą.