Samochodów i konsoli nie zabraknie – magazyny chipów się wypełniają

Brak chipów, który w zeszłym roku powodował poważne perturbacje w światowej gospodarce, został już przezwyciężony. Rosnąca inflacja i recesja ograniczają wydatki konsumentów na elektronikę i samochody, do których trafia większość produkowanych mikroprocesorów. Po boomie w pandemii, branżę czeka teraz kilka trudniejszych kwartałów.

Jeszcze 12 miesięcy temu, na ustach wszystkich był powszechny brak chipów – mikroprocesorów potrzebnych do funkcjonowania praktycznie wszystkich urządzeń elektronicznych. Najbardziej cierpiał przemysł samochodowy, który z tego powodu był zmuszony wstrzymywać produkcję. Bardzo trudno było także kupić konsolę do gier czy zaawansowane karty graficzne do komputerów. Teraz sytuacja się odwróciła: popyt na procesory spada, a jednocześnie rosną ich zapasy.

Światowa sprzedaż mikroprocesorów ma wartość 630 miliardów dolarów rocznie. Procesory są wykorzystywane głównie w elektronice użytkowej i przedmiotach sprzedawanej konsumentom, tylko 12 proc. światowego popytu trafia do urządzeń przemysłowych. Blisko 31 proc. Ze światowej produkcji jest wykorzystywana w komputerach. Dokładnie tyle samo trafia do telefonów i branży telekomunikacyjnej. Przemysł samochodowy odpowiada natomiast za 12 proc. światowego popytu. I to właśnie znaczny wzrost popytu na produkty konsumenckie, był źródłem boomu w okresie pandemii. Teraz te same przyczyny wywołały stagnację, bowiem konsumenci odczuwając skutki rosnącej inflacji i nadchodzącej recesji, ograniczają swoje wydatki na zakupy. Dotyczy to praktycznie całego świata, w tym także Azji, która wykorzystuje 60 proc. światowej produkcji mikroprocesorów (z wyłączeniem Japonii).

Problemy branży odbijają się na notowaniach poszczególnych spółek, które nie uczestniczyły w ostatnim mocnym wzroście cen spółek technologicznych i znajdują się wśród najgorzej radzących sobie spółek w tym roku. Na przykład NVIDIA ogłosiła wyniki za drugi kwartał znacznie poniżej oczekiwań. Ostrzegła także inwestorów, że wyniki w kolejnych okresach także będą poniżej wcześniejszych prognoz. Branży nie pomagają też napięcie polityczne na linii Pekin-Waszyngton związane z Tajwanem, gdzie znajdują się fabryki firmy TSMC (Taiwan Semiconductor).

Wsparciem dla amerykańskich producentów procesorów jest natomiast uchwalona przez Kongres ustawa „The CHIPS and Science Act”. Przewiduje ona pomoc o wartości 53 miliardów. dolarów, by ułatwić im konkurencję z chińskimi producentami. Ma także zwiększyć produkcję chipów w samych Stanach Zjednoczonych, by stały się one mniej zależne od zagranicznych dostawców. Głównym mechanizmem jest 25 proc. odpis podatkowy kosztów poniesionych na budowę fabryk oraz na prace badawcze. W oparciu o te fundusze, powstanie m.in. fabryka chipów Intela w amerykańskim stanie Ohio.

Ostatnie lata pokazały coraz bardziej widoczną kluczowość chipów dla globalnej ekonomii. Sama branża stała się natomiast mniej cykliczna. Po raz kolejny powiększyły się również bariery wejścia dla nowych firm, a to dlatego, że procesy projektowania i produkcji chipów stają się coraz bardziej skomplikowane. Ostatni czas przyniósł natomiast zdrowy reset w kwestii oczekiwań inwestorów wobec branży. Spółki wyceniane są obecnie bez premii według S&P500, a perspektywy zysków są niższe niż przeciętna dla spółek z tego indeksu. Ekspozycję na sektor oferuje SmartPortfel eToro @Chip-Tech oraz spółki od Broadcom po ASML.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rekord liczby mieszkań kupionych przez Ukraińców

Ukraińcy coraz częściej nabywają polskie nieruchomości. Wyjaśniamy zatem, czy sprzedaż mieszkania Ukraińcowi nie będzie stanowiła problemu.

Obywatele Ukrainy coraz aktywniej uczestniczą w polskim życiu gospodarczym. Chodzi zarówno o uchodźców wojennych, którzy zaczynają się zadomawiać w Polsce, jak i osoby, od dłuższego czasu przebywające w naszym kraju. W tej drugiej grupie znajdziemy osoby, które mogą być zainteresowane zakupem polskiej nieruchomości mieszkaniowej (najczęściej lokalu mieszkalnego). Zdarzają się też zamożni uchodźcy wojenni zainteresowani nabyciem polskiego „M”. W czasach słabnącego popytu mieszkaniowego, zainteresowanie ze strony cudzoziemców może być dobrą wiadomością dla sprzedających. Postanowiliśmy zatem wyjaśnić, jak pod względem formalnym wygląda sprzedaż mieszkania Ukraińcowi lub innemu obcokrajowcowi. Najpierw warto jednak zaprezentować najnowsze, rządowe informacje na temat powierzchni mieszkań, które Ukraińcy zakupili w 2021 roku.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Miniony rok przyniósł kolejny wzrost powierzchni mieszkań kupionych przez Ukraińców w Polsce. Dodatnia zmiana względem 2020 r. wyniosła aż 59%.
  • Wzrostowi liczby mieszkań kupowanych przez obywateli Ukrainy sprzyja brak wymagań formalnych. Sprzedaż mieszkania Ukraińcowi nie jest bowiem uzależniona od urzędowej zgody.
  • Jeżeli chodzi o kredytowanie lokali, to obywatele Ukrainy obecnie zmagają się z tymi samymi problemami co Polacy. Mamy na myśli przede wszystkim spadek zdolności kredytowej. Natomiast pod względem formalnym nie można mówić o problemach dla cudzoziemców posiadających prawo stałego pobytu.

Poniżej prezentujemy znacznie więcej ciekawych informacji na aktualny temat, jakim jest sprzedaż mieszkania Ukraińcowi.

W 2021 r. Ukraińcy znów kupili więcej nieruchomości …

Wydaje się, że jeszcze przed omówieniem typowo prawnych aspektów, warto podać ciekawe informacje, które niedawno pojawiły się na forum Sejmu. Mowa o danych ze Sprawozdania Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z realizacji w 2021 r. ustawy z dnia 24 marca 1920 r. o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców. Podobny dokument co roku jest prezentowany posłom i podlega zatwierdzeniu. Na podstawie sprawozdania MSWiA dotyczącego minionego roku oraz wcześniejszych lat można dowiedzieć się, że powierzchnia lokali mieszkalnych kupionych przez osoby fizyczne z Ukrainy wyniosła:

  • 2018 r. – 109 587 mkw.
  • 2019 r. – 160 714 mkw.
  • 2020 r. – 154 216 mkw.
  • 2021 r. – 244 939 mkw.

Wzrost metrażu nabytych przez Ukraińców mieszkań wynoszący aż 59% w ujęciu rocznym (2021 r./2020 r.) na pewno zasługuje na uwagę. Jeżeli przyjmiemy, że typowe lokum kupowane przez obywatela Ukrainy średnio liczyło sobie 61 mkw. (tak jak u wszystkich obcokrajowców), to można mówić o sprzedaży około 4000 „M”. Warto też wspomnieć, że sprzedaż mieszkania Ukraińcowi stanowiła około 42% wszystkich transakcji związanych z zakupem „M” przez obcokrajowca. „Ten wynik uwzględnia metraż, a nie liczbę sprzedanych lokali” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Sprzedaż mieszkania Ukraińcowi nie wymaga pozwolenia

Transakcje mieszkaniowe z udziałem cudzoziemców są częste przede wszystkim w miastach wojewódzkich. Przoduje Warszawa, gdzie sprzedaż mieszkania Ukraińcowi jest dość częstym wariantem transakcji. Potwierdzają to eksperci agencji NieruchomosciSzybko.pl, która już od dłuższego czasu pomaga w realizacji nieruchomościowych transakcji z udziałem obcokrajowców. Wspomniane transakcje obecnie są stosunkowo łatwe nawet jeśli nabywca pochodzi z kraju innego niż państwa UE/EFTA. Według przepisów ustawy z dnia 24 marca 1920 r. o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców, pozwolenia nie wymaga między innymi:

  • zakup samodzielnego lokalu mieszkalnego przez cudzoziemca – ewentualnie wraz z garażem lub udziałem w lokalu o funkcji garażowej
  • nabycie przez obcokrajowca nieruchomości pod warunkiem zamieszkiwania w Polsce co najmniej od 5 lat (licząc od daty udzielenia zezwolenia na pobyt stały lub zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego Unii Europejskiej)
  • zakup nieruchomości przez cudzoziemca będącego małżonkiem obywatela polskiego i zamieszkującego w RP co najmniej przez 2 lata (od daty udzielenia mu zezwolenia na pobyt stały lub zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego Unii Europejskiej), przy czym nabywana nieruchomość musi wchodzić w skład majątku wspólnego małżonków

Sprzedaż mieszkania Ukraińcowi lub obcokrajowcowi o innej narodowości najczęściej jest związana z wykorzystaniem pierwszego powyższego zwolnienia od obowiązku uzyskiwania urzędowej zgody” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Banki nie mają dla cudzoziemców przywilejów oraz barier

W kontekście aktualnego tematu, jakim jest sprzedaż mieszkania Ukraińcowi, warto również wspomnieć, że krajowe banki pod względem kredytów mieszkaniowych traktują cudzoziemców podobnie jak polskich obywateli. Większość liderów rynku bankowego posiada hipoteczną ofertę dla obcokrajowców. Jest ona pozbawiona preferencji, ale jednocześnie nie można mówić o barierach stawianych przed cudzoziemcami, którzy zamierzają kupić mieszkanie. „Pod względem zdolności kredytowej oraz wysokości wkładu własnego, wymagania są dokładnie takie same, jak w przypadku Polaków” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Jeżeli natomiast chodzi o formalności, to niezbędne okażą się dokumenty potwierdzające prawo do pobytu cudzoziemca w Polsce (najlepiej stałego). Zakup mieszkania przez obcokrajowca nie skutkuje koniecznością przedstawiania bankowi dodatkowych dokumentów na temat nieruchomości. Wyjątek dotyczy rzadkich sytuacji związanych z nabyciem lokalu położonego w strefie nadgranicznej. „Na zakup takich mieszkań każdy cudzoziemiec musi bowiem otrzymać zgodę” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Inwestorzy wracają na rynek handlowy

W pierwszym półroczu 2022 r. kluczowe czynniki kształtujące rynek nieruchomości handlowych w Polsce wróciły do poziomu sprzed pandemii – w tym sektorze odnotowuje się dobre wyniki zarówno w przypadku obrotów, jak i wskaźnika odwiedzalności (footfall), a centra handlowe generują atrakcyjne zwroty dla inwestorów. Zauważalne jest też ożywienie na handlowym rynku inwestycyjnym. Obserwujemy jednak zmianę trendów.

Wysyp mixed-use’ów

O zmianach na rynku handlowym, które na nowo zdefiniowałyby sposób zagospodarowania powierzchni handlowych, mówiło się od kilku lat. Tymczasem to pandemia stała się katalizatorem zmian w tym obszarze. Pojawiły się dwa kluczowe czynniki, które sprawiły, że dziś właściciele takich obiektów, fundusze inwestycyjne i deweloperzy coraz częściej stawiają na projekty typu mixed-use – łączące funkcje handlową, usługową, mieszkaniową i biurową. Z jednej strony, to efekt wzrostu wolnej powierzchni w istniejących obiektach handlowych po wyjściu niektórych najemców w okresie lockdownów. Z drugiej – pandemia spowodowała spadek wartości kapitałowej powierzchni komercyjnej w mniej popularnych centrach, co przyciągnęło kilka funduszy inwestycyjnych, chętnych do zakupu nawet w 100% wynajętego centrum handlowego w celu przeprojektowania go i przebudowania na mixed-use. Niczym nowym nie jest natomiast trend rewitalizacji starych, pofabrycznych obiektów, czego przykładem mogą być niedawno oddane do użytku inwestycje w stolicy – Fabryka Norblina czy Browary Warszawskie. Zdarza się też, że ponaddwudziestoletnie budynki, wcześniej pełniące funkcje handlowe, są burzone, a w ich miejscach inwestorzy planują wznieść obiekty wielofunkcyjne. Takie są oczekiwania konsumentów, którzy w jednym miejscu mogą pracować, mieszkać, robić zakupy i spędzać czas. Tego typu działanie zapowiedziało m.in. Echo Investment, które stworzy mixed-use o nazwie „Ogród na skarpie” na Kabatach w miejscu lokalu po Tesco czy nowy projekt w miejscu centrum handlowego Jupiter przy ulicy Towarowej w Warszawie.

Warto jednak zaznaczyć, że są to procesy długoterminowe – przeprojektowanie obiektu handlowego trwa od trzech do siedmiu lat i wymaga sporych inwestycji. Dlatego też efekty tych zmian zobaczymy za kilka lat. Można się jednak spodziewać, że dwa najbliższe lata przyniosą kilka istotnych transakcji, których przedmiotem będą obiekty typu mixed-use.

E-commerce sprzyja sklepom stacjonarnym

Do tej pory wiele mówiło się o znaczącym wpływie e-commerce na sektor magazynowo-logistyczny i kolejnych rekordach odnotowywanych pod względem popytu, podaży oraz wolumenu transakcji na rynku inwestycyjnym. Obecnie e-handel napędza także rozwój handlu stacjonarnego. Tak, to nie pomyłka.

Wbrew obawom dotyczącym znikania sklepów stacjonarnych, handel tradycyjny wraca do łask m.in. ze względu na wysokie koszty transportu spowodowane wzrostem cen paliw. W niektórych miastach na świecie władze miejskie wprowadziły obostrzenia spowodowane dynamicznym wzrostem ruchu ulicznego. Przykładowo w Londynie liczba samochodów dostawczych wzrosła do tego stopnia, że miasto zaczęło ograniczać liczbę kurierów, którzy mogą do niego wjechać albo się po nim poruszać.

Na korzyść tradycyjnego handlu przemawiają także koszty najmu – w niektórych centrach czynsze są jedynie o 20-30% wyższe niż w przypadku powierzchni magazynowej w centrach miast lub blisko centrów miast (jeśli mowa o powierzchniach 1 tys. mkw. czy 2 tys. mkw.). Ponadto logistyka związana z e-commerce staje się o wiele większym wyzwaniem niż organizacja sprzedaży w obiektach handlowych.

W najbliższej przyszłości jako dodatkowe obciążenie dla sklepów internetowych wskazałbym też koszty operacyjne związane z bezkosztowymi zwrotami powszechnie oferowanymi klientom.

Trzy filary

W najbliższych latach rynek handlowy będzie się opierał na trzech kategoriach nieruchomości. Pierwszą z nich będą bardzo duże regionalne centra handlowe (100-120 tys. mkw. GLA), które będą przyciągać klientów mieszkających nawet około godziny drogi od nich. Takich obiektów w Polsce jest stosunkowo niewiele – zaledwie kilkanaście – i dzięki temu bardzo długo utrzymają dosyć wysoką wartość inwestycyjną dla obecnych właścicieli i potencjalnych inwestorów. Druga kategoria to średniej wielkości centra (do 40 tys. mkw. GLA), w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Nieruchomości tego rodzaju zyskały na znaczeniu w czasie pandemii – były to główne miejsca zakupów wybierane przez okolicznych mieszkańców. Jako trzecią kategorię wskazałbym parki handlowe, o których jest głośno od kilku lat ze względu na zainteresowanie nimi ze strony funduszy inwestycyjnych. Szacuje się, że około 20% transakcji przeprowadzonych w pierwszym półroczu tego roku było związanych właśnie z tego typu obiektami. Kupiły je m.in. fundusze LCP Properties i Centerscape. Z pewnością ich atrakcyjność długo jeszcze się utrzyma – wśród klientów, inwestorów i dla deweloperów.

Przyszłe transakcje

Także pod względem inwestycyjnym rynek handlowy notuje ożywienie. W I poł. 2022 roku wolumen transakcji w tym sektorze wyniósł 0,8 mld euro, co stanowi 28% wszystkich inwestycji dokonanych w tym czasie. Znaczących transakcji – o wartości powyżej 100 mln euro lub 200 mln euro – spodziewamy się w drugiej połowie 2023 r. Dlaczego dopiero wtedy? Prawdopodobnie w drugiej połowie 2022 r. oczekiwania dotyczące ceny sprzedaży nieruchomości handlowych i ceny możliwej do zapłacenia przez kupujących zbliżą się na tyle, że podejmą decyzję o przeprowadzeniu transakcji, która z reguły trwa od sześciu do 12 miesięcy. Do tego należy pamiętać o bardzo ograniczonej dziś możliwości pozyskania finansowania bankowego, które ma duży wpływ na możliwości przeprowadzenia większości transakcji.

Dariusz Forysiak, Dyrektor w dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers

Dobre relacje polsko-niemieckie ważne dla naszej gospodarki

Niemcy znalazły się w dosyć trudnej sytuacji po lutym tego roku. Bardzo duża część ich polityki zagranicznej i polityki gospodarczej oparta była o Federację Rosyjską. Taki model biznesowy, gdzie gospodarka ma przewagę konkurencyjną przez tanie surowce z Rosji, po prostu zbankrutował. Konsekwencją tego są problemy niemieckiej polityki zagranicznej i wewnętrznej – bo Niemcy muszą się dostosować do nowej sytuacji. Problemy widać też w przestrzeni dostarczania broni, jak i pomocy humanitarnej dla Ukrainy. W Polsce natomiast nadchodzi rok wyborczy. W wyniku kryzysów w Europie najbliższa zima będzie bardzo ciężka. Energia elektryczna i ciepło będzie czymś, co bardzo mocno pokaże Polakom tej zimy, że rzeczywiście mamy sytuację kryzysową. To wszystko wpłynie na relacje polsko-niemieckie w następnych latach.

– Prawdopodobnie należy się spodziewać mocniejszej retoryki wobec Niemiec – wynikającej z bankructwa ich polityki zagranicznej, ale też z pewnych problemów rządzących w Polsce. Przestrzeń do tego, żeby ten spór się zaostrzył jest – ale także ze względu na zaangażowanie amerykańskie. Amerykanie ewidentnie przestali rozkładać akcenty na Niemcy w Europie w takiej skali, jak do tej pory – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Niezależnie kto wygra wybory w Polsce myślę, że frakcja amerykańska będzie bardzo silna. Euroatlantyckie relacje w przestrzeni obronnej, cyberbezpieczeństwa, w przestrzeni współpracy gospodarczej, na innych polach – na pewno będzie to ważnym elementem wspólnej agendy. Oczywiście powinniśmy mieć zdrowe stosunki ze wszystkimi naszymi sąsiadami. To z jednym jest to niemożliwe – ze względu na to, że prowadzi wojnę z drugim z naszych sąsiadów. Natomiast Niemcy są przydatnym partnerem gospodarczym i zdecydowanie koniunktura gospodarcza w Niemczech jest istotna także dla kilkudziesięciu procent firm w Polsce – ponieważ bezpośrednio albo pośrednio współpracują one z niemieckim przemysłem, z niemiecką gospodarką. Na różnych poziomach Polska ma więc wyraźny interes, żeby relacje z Niemcami były dobre – zaznacza Roszkowski.

R22 notuje 20-proc. wzrost przychodów i EBITDA

Grupa R22, zarówno w II kwartale, jak i w całym I półroczu 2022 r., osiągnęła ponad 20-proc. wzrost przychodów oraz wyniku EBITDA skorygowanego o zdarzenia jednorazowe. Grupa systematycznie zwiększa skalę działalności, rozwijając ofertę produktową i globalną obecność. Wydarzeniem kwartału było przejecie MailerLite oraz przygotowanie do premiery narzędzia do tworzenia sklepów internetowych. Do grona akcjonariuszy spółki cyber_Folks dołączyli Tomasz i Piotr Karwatkowie.

W I półroczu przychody Grupy wzrosły o 26 proc. do 171,1 mln zł, a wynik EBITDA skorygowany o zdarzenia jednorazowe o 22 proc. do 44,6 mln zł. Wzrost wyników to efekt wyraźnego wzrostu organicznego oraz przeprowadzonych w ubiegłym roku akwizycji. Przy czym, raportowane wyniki uwzględniają jedynie 2 tygodnie konsolidacji wyników MailerLite. Gdyby konsolidacja MailerLite rozpoczęła się 1 stycznia to przychody Grupy R22 wyniosłyby 204 mln zł, a skorygowany zysk EBITDA 51,2 mln zł.

– Rozwój Grupy opieramy na rozwiązaniach technologicznych wspierających cyfryzację przedsiębiorstw oraz usługach dla e-commerce. To dla nas ważny kierunek, związany z ciągłym rozwojem tego rynku i możliwym globalnym skalowaniu oferty produktowej i działalności Grupy.  Naszą kluczową przewagą jest silny zespół. W tym roku do grona osób współtworzących Grupę R22 dołączyły jedne z najbardziej rozpoznawalnych i doświadczonych osób w polskim e-commerce, czyli Tomasz i Piotr Karwatkowie. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22.

Przejęcie MailerLite, globalnego dostawcy narzędzi do komunikacji e-mail dla klientów biznesowych, to jedna z największych zagranicznych akwizycji polskich firm w ostatniej dekadzie i jednocześnie krok milowy w rozwoju Grupy.

– Celem Grupy R22 jest rozwój działalności na globalnych rynkach. Dzięki akwizycji MailerLite już dziś jesteśmy prawdziwie globalną spółką obecną na 180 rynkach. Zwiększyliśmy udział przychodów zagranicznych w przychodach ogółem do 40 proc., a w krótkiej perspektywie oczekujemy, że 50 proc. przychodów będzie pochodzić spoza Polski. Jednocześnie naszą gotowość do globalnej ekspansji potwierdza 1000-osobowy zespół zlokalizowany w ponad 30 krajach na całym świecie. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22.

(tys. zł) H1 2021 H1 2022   Q2 2021 Q2 2022  
Przychody ze sprzedaży 135 555 171 054 26% 68 276 87 134 28%
EBIT 26 428 29 662 12% 13 746 15 107 9%
Skorygowana EBITDA 36 694 44 858 22% 19 023 23 106 21%
Koszty transakcyjne 0 1 936 0 1 286
ESOP Vercom 449 314 -30% 449 158 -65%
Zysk na sprzed. środków trwałych 0 -503 0 -279
Zysk netto 18 930 17 750 -1% 10 412 7 888 -15%
Skoryg. zysk netto 19 294 19 165 -1% 10 776 8 832 -18%
Zysk netto przyp. na akcjonariuszy jedn. dom. 15 239 12 966 -15% 8 430 4 487 -47%

Spadek zysku netto związany jest ze wzrostem kosztów finansowych, w tym kosztów odsetkowych i różnic kursowych wynikających z wyceny zobowiązań kredytowych w euro, która w kolejnych okresach będzie kompensowana dużym strumieniem wpływów w EUR i USD generowanym przez MailerLite.

Vercom ze wzrostem marży brutto w II kwartale 2022 r. o blisko 70 proc. rdr.

Vercom, spółka technologiczna dostarczająca chmurowe rozwiązania w modelu CPaaS (Communication Platform-as-a-Service), podsumowuje miniony kwartał. Firma osiągnęła przychody w wysokości ponad 53 mln PLN oraz marżę brutto bliską 20 mln PLN, co oznaczało dynamikę wzrostu odpowiednio 35 i 68 proc. rdr. W II kwartale Vercom sfinalizował przejęcie MailerLite – globalnego dostawcy narzędzi komunikacji e-mail. Dzięki transakcji Spółka powiększyła trzykrotnie liczbę klientów do blisko 61 tys. oraz stała się obecna na 180 rynkach na całym świecie.

Wyniki wypracowane przez Vercom potwierdzają, że w minionym kwartale spółka dalej intensywnie się rozwijała. Marża brutto i przychody wyniosły kolejno 53 i 20 mln PLN, co przełożyło się na dynamikę wzrostu na poziomie 68 i 35 proc. Skorygowana EBITDA osiągnęła z kolei wartość bliską 11 mln PLN, rosnąc 24 proc. rdr.

Jesteśmy zadowoleni z wyników osiągniętych w II kw. br. Mimo wymagającego otoczenia rynkowego, nasz biznes dobrze performuje, co jest zasługą dywersyfikacji zarówno branżowej, jak i geograficznej struktury naszych klientów. Przekłada się to na konsekwentną poprawę wyników finansowych. Warto podkreślić, że dynamiki wzrostu kluczowych parametrów finansowych były jeszcze wyższe niż w poprzednim kwartale. Na szczególną uwagę zasługuje dynamiczny wzrost rentowności brutto. Jest to efekt poprawy miksu produktowego i konsekwentnego zwiększenia udziału wysokomarżowych produktów opartych o kanał e-mail oraz push w przychodach – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Dzięki akwizycji MailerLite, Vercom potroił liczbę obsługiwanych klientów oraz zwiększył do 180 liczbę rynków, na których świadczy swoje usługi. Warto dodać, że spółka pozyskała ok. 100 specjalistów skupionych w 30 międzynarodowych lokalizacjach, co daje jej możliwość sprawnej obsługi globalnego portfolio klientów we wszystkich strefach czasowych.

Akwizycja MailerLite zakończyła etap, jakim była realizacja celów emisyjnych, które sobie wyznaczyliśmy nieco ponad rok temu, będąc przed debiutem naszej spółki na głównym parkiecie GPW. Rozpoczęliśmy nowy etap w historii Vercom, który będzie skoncentrowany na pracy nad dalszym rozwojem organicznym, integracją przejętych podmiotów oraz realizacją zakładanych synergii. III kwartał 2022 r. będzie pierwszym pełnym okresem konsolidacji wyników MailerLite i liczymy, że właśnie wtedy będą widoczne efekty ostatniego przejęcia – dodaje Krzysztof Szyszka.

Vercom przejął MailerLite, co było jednym z największych przejęć zagranicznego podmiotu przez polską spółkę w 2022 roku oraz jedną z większych akwizycji w sektorze technologicznym w Polsce w ostatnich latach. Transakcja pozwoliła poznańskiej spółce mocniej zaistnieć na globalnym rynku CPaaS i tym samym znacząco zwiększyła potencjał wzrostu w kolejnych latach. Vercom przejął także spółkę Oxylion, dzięki czemu zyskał kolejny perspektywiczny kanał komunikacyjny – voice.

Grupa CI Games wypracowała ponad 13,3 mln zł zysku netto w H1 2022

Przeszło 13,3 mln zł skonsolidowanego zysku netto wypracowała w pierwszym półroczu 2022 roku Grupa CI Games. To niemal identyczny wynik w porównaniu do analogicznego okresu ub. roku (13,6 mln zł), w którym zadebiutował SGW Contracts 2.  W raportowanym okresie przychody netto Grupy wyniosły prawie 30,5 mln zł. Spółka dysponuje umową limitu kredytowego w PKO BP do kwoty 29 mln zł.

– Z uwagi na brak premier w pierwszym półroczu br. przychody ze sprzedaży były niższe niż w analogicznym okresie ub. roku. Jesteśmy jednak bardzo zadowoleni z tych wyników, które zostały zrealizowane wyłącznie z naszego back-katalogu – mówi Mare Tymiński, prezes zarządu CI Games.

W pierwszym półroczu br. skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej CI Games wyniósł 11 mln zł, był niższy niż wynik uzyskany w analogicznym okresie 2021 r. (17,3 mln zł), wzrosła natomiast rentowność Grupy generując marżę operacyjną na poziomie 36,1% (w porównaniu do 35,2% w pierwszym półroczu 2021).

Od stycznia do czerwca Grupa odnotowała zysk netto w wysokości 13,3 mln zł (43,8% marża netto), po pierwszym półroczu 2021 zysk netto opiewał na 13,6 mln zł (marża netto 27,6%).

W raportowanym okresie wartość EBITDA wyniosła 15,3 mln zł (marża 50,2%), a przepływy pieniężne z działalności operacyjnej przekroczyły 15,5 mln zł. W pierwszym półroczu 2022 przepływy pieniężne netto z działalności inwestycyjnej wyniosły 35 mln zł, z czego prawie większość dotyczyła wydatków na produkcję gier: Sniper Ghost Worrior Next i projekt Survive oraz The Lords of the Fallen. Ta ostatnia jest obecnie najważniejszym i największym projektem w portfolio CI Games. Premiera zwiastuna zapowiadającego tytuł miała premierę podczas Opening Night Live na Gamescomie – jednej z najbardziej prestiżowych imprez gamingowych roku. Trailer do dziś wygenerował łącznie ponad 61 mln wyświetleń na kanałach wideo takich jak YouTube. Zapowiedź została opublikowana przez ponad 750 mediów na całym świecie i uzyskała 29,5% głosów w ankiecie IGN, na ulubioną premierę nowej generacji podczas Opening Night Live.

– The Lords of the Fallen stopniowo zyskuje ogromną popularność wśród graczy na świecie. Podobnie zyskuje ona również wielkie uznanie wśród naszych obecnych i potencjalnych partnerów, którym pokazaliśmy w pełni grywalną wersję na targach GamesCom. Obecnie jesteśmy podczas rozmów dotyczących dystrybucji w poszczególnych regionach lub globalnego współwydania gry  – dodaje Marek Tymiński.

The Lords of The Fallen to jeden z czterech głównych filarów strategii rozwoju CI Games. Do kolejnych należą: realizacja następnej gry z serii Sniper Ghost Warrior, nowe IP – Projekt Survive oraz działalność wydawnicza prowadzona przez United Label.

Od sierpnia ub. roku w CI Games trwa proces przeglądu opcji strategicznych, którego celem jest wybór najkorzystniejszego sposobu realizacji strategii spółki prowadzącej do maksymalizacji wartości firmy dla obecnych i przyszłych akcjonariuszy. W celu rozważenia możliwości wprowadzenia akcji CI Games do równoległego notowania na drugim rynku kapitałowym – Londyńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych – Zarząd CI Games podjął decyzję o podjęciu współpracy z Joh. Berenberg, Gossler & Co. KG, London Branch.  W marcu br. Rada Nadzorcza Spółki powołała Davida Broderick’a na funkcję CFO. Miesiąc później CI Games podpisała z PKO BP umowę limitu kredytowego wielocelowego w kwocie 29 mln zł. Kredyt został udzielony do końca 2023 roku.

W maju CI Games ogłosiło wezwanie do zapisywania się na sprzedaż 275.000 akcji United Label. Cena akcji w wezwaniu została określona na 18,04 zł za jedną akcję. Po rozliczeniu transakcji CI Games posiada 1.168.555 akcji w kapitale zakładowym United Label, które stanowią 91.65% kapitału zakładowego tej firmy.

W najbliższych planach CI Games jest  konsekwentny zamiar przekształcenia w spółkę europejską („SE”).

Firma w Niemczech. Są korzyści, ale są też pułapki i skomplikowane wymagania

Założenie firmy w Niemczech może czasem oznaczać niższe podatki. Ubezpieczenie emerytalne nie jest obowiązkowe, a rentowe pozostaje obligatoryjne tylko w wybranych branżach. Do tego dochodzi wyższa niż u nas kwota wolna od podatku. Jednak sama procedura zakładania biznesu jest bardziej skomplikowana niż w Polsce. Trzeba również liczyć się z różnymi dodatkowymi opłatami. W dużej mierze obraca się tam jeszcze dokumentami papierowymi. Jest też sporo pułapek fiskalnych, tak samo jak w polskim prawodawstwie. Utrudnieniem w Niemczech może być to, że w wielu zawodach nie wystarczy zdobyte doświadczenie. Należy posługiwać się tytułem mistrza lub odpowiednim wykształceniem. Z kolei uzyskanie niemieckich uprawnień jest bardzo trudne, a uznanie polskich – często długotrwałe i nieskuteczne. Do założenia firmy nie jest wymagany meldunek w tym kraju, ale należy posiadać adres.

Decyzja (nie)opłacalna

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się pytanie, czy założenie działalności gospodarczej w innym kraju jest bardziej efektywne niż w Polsce. I naturalnie oczy przyszłych przedsiębiorców są skierowane w stronę Niemiec. Jak przekonuje doradca podatkowy Magdalena Bartos, wszystko zależy od indywidualnej sytuacji danej osoby. Znaczenie mają takie kwestie, jak m.in. dochody prywatne i ponoszone koszty. Może się okazać, że podatki do zapłacenia za zachodnią granicą będą niższe niż w naszym kraju, ale jest też sporo fiskalnych pułapek.

– Wbrew obiegowym opiniom, niemiecki system fiskalny jest bardzo konkurencyjny. Do tego występuje system atrakcyjnych programów wspierających przedsiębiorczość. Natomiast zakładanie działalności gospodarczej wymaga czasu, podstawowej znajomości prawa oraz spełnienia szeregu wymogów formalnych. Z praktycznego punktu widzenia, potrzebne jest też posługiwanie się językiem niemieckim – stwierdza doradca podatkowy Agnieszka Łyczbińska.

Niektórzy Polacy dostrzegają, że prowadzenie firmy w Niemczech wiąże się z perspektywą pewnych oszczędności. Ubezpieczenie emerytalne nie jest tam obowiązkowe, a rentowe trzeba płacić tylko w wybranych branżach, co może wydawać się dość atrakcyjnym rozwiązaniem.

– W porównaniu ze składkami zusowskimi, można zaoszczędzić równowartość ok. 250 euro miesięcznie. Ponadto w Niemczech jest dużo wyższa kwota wolna od podatku. Od stycznia br. wynosi 9849 euro. Dodatkowo ubezpieczenie zdrowotne nie jest drogie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wysoką jakość opieki medycznej – wyjaśnia doradca podatkowy Ewa Flor.

Forma działalności

Polacy najczęściej decydują się na założenie w Niemczech jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG) – Gewerbe, o czym informuje Agnieszka Łyczbińska. I zaznacza, że jest to domyślna forma prawna. Jeśli więc przysłowiowy Kowalski postanowi zarejestrować przedsiębiorstwo, automatycznie będzie to ww. działalność. Do tego nie trzeba posiadać żadnego minimalnego kapitału. Choć potocznie mówi się o działalności jednoosobowej, to – tak jak w Polsce – można zatrudniać pracowników.

– Istnieje też Kleingewerbe, nazywana małą działalnością gospodarczą. Chcąc ją prowadzić, należy spełnić dwa podstawowe kryteria. Obroty w minionym roku kalendarzowym nie mogą być wyższe niż 22 tys. euro, a w obecnym – nie powinny przekroczyć 50 tys. euro. W ramach tego można też korzystać ze zwolnienia z podatku VAT. Wybór form prawnych jest właściwie podobny jak w Polsce. Można wybierać również spośród spółek osobowych i kapitałowych – dodaje Ewa Flor.

Przedsiębiorcy prowadzący biznes w formie jednoosobowych działalności gospodarczych i spółek osobowych są opodatkowani tak samo, jak osoby fizyczne. Jak wyjaśniają eksperci, stawki podatku wynoszą od 0 do 45%. Zależą m.in. od wysokości dochodów i klasy podatkowej, do której należy dany podatnik. Wpływ mają też dodatkowe należności, np. pobierane lokalnie w danym landzie. Natomiast spółki kapitałowe uiszczają Körperschaftssteuer, czyli odpowiednik naszego CIT-u w wysokości 15%, a do tego – 5,5% daniny solidarnościowej.

– Wydaje się, że w większości przypadków korzystniej jest pozostać na polskim opodatkowaniu i składkach zusowskich. W szczególności dotyczy to JDG na ryczałcie. Jeżeli dana osoba rozlicza się ryczałtem 5,5% lub 8,5% za usługi świadczone w Niemczech i nie ma znaczących kosztów, to opodatkowanie jest bardzo niewielkie. Zakładając niemiecką działalność gospodarczą i rozliczając się według ogólnych zasad, można zapłacić wyższe podatki niż w Polsce na ryczałcie ewidencjonowanym. Warto taką decyzję skonsultować z polskim i niemieckim doradcą i porównać ewentualne obciążenia – wskazuje Agnieszka Łyczbińska.

Trudniejszy start

Mówi się, że procedura zakładania działalności gospodarczej w Niemczech jest nieco bardziej skomplikowana niż w naszym kraju. Słowa te potwierdzają doradcy podatkowi, którzy zaznaczają, że cyfryzacja tamtejszych urzędów jest daleko za rozwiązaniami stosowanymi w Polsce. U nas można łatwiej i szybciej załatwić wiele spraw zdalnie i elektronicznie podpisać dokumenty. Natomiast za zachodnią granicą raczej wciąż dominuje forma papierowa. Wprawdzie coraz częściej wykorzystywana jest forma elektroniczna i e-mailowa, ale jeszcze korzysta się np. z faksu, który w Polsce jest już anachronizmem.

– W Polsce mamy możliwość bezpłatnego zarejestrowania firmy w CEIDG, a założenie działalności w Niemczech jest obciążone opłatami wynoszącymi od 15 do 65 euro. Kwota ta uzależniona jest od landu i miasta, w którym dokonuje się rejestracji. W zależności od branży i wymogów, należy doliczyć też koszty notarialne i związane z uzyskaniem pozwoleń, a także opłatę sądową za wpis do rejestru. Dla przykładu, uzyskanie w Saksonii zgody na wykonywanie prac w branży budowlanej wynosi ok. 500 euro. Do tego dochodzą koszty tłumaczeń czy opłata dla firmy, której zleci się uzyskanie takiego pozwolenia – wylicza Ewa Flor.

Jak podkreślają eksperci, niemiecki rynek jest bardziej reglamentowany niż polski. W wielu zawodach należy posługiwać się tytułem mistrza lub odpowiednim wykształceniem. U nas bez przeszkód można pracować jako malarz, elektryk czy murarz, mając jedynie doświadczenie w danej dziedzinie.

– Uzyskanie niemieckich uprawnień jest często skomplikowane i czasochłonne, a uznanie polskich – bywa długotrwałe i nieskuteczne. Nieświadome tego osoby, otwierając w Niemczech działalność gospodarczą, mogą być zaskoczone tym, że nie mają prawa do świadczenia reglamentowanych usług – dodaje Ewa Flor.

Bez meldunku i z pułapkami

Jak informują doradcy podatkowi, w Niemczech można założyć firmę bez meldunku, ponieważ nie ma obowiązku meldunkowego. Jednak trzeba posiadać adres na terenie tego kraju. To miejsce prowadzenia naszej działalności i doręczeń całej korespondencji. Choć formalnie jest to wymagane, bez problemu można znaleźć podmioty, które zajmują się użyczaniem adresów meldunkowych początkującym przedsiębiorcom.

– Jednak to, gdzie i w jaki sposób dana osoba będzie opodatkowana, zależy już od tzw. rezydencji podatkowej. Chcąc rozliczać się w Niemczech, trzeba tam mieszkać przez ponad 183 dni w roku. Ponadto w tym kraju powinno się znajdować tzw. centrum interesów osobistych. Należy przez to rozumieć ścisłe powiązania osobiste, jak np. więzi rodzinne, w tym małżeńskie czy rodzicielskie, a także aktywność społeczną, polityczną, kulturalną lub sportową. Za rezydenta niemieckiego można być także uznanym, jeżeli w ww. kraju ma się centrum interesów gospodarczych. To z kolei oznacza ścisłe powiązania ekonomiczne, jak np. faktyczne wykonywanie działalności, posiadany majątek nieruchomy i ruchomy, prowadzone konta bankowe czy zaciągnięte kredyty – mówi Ewa Flor.

Część osób zastanawia się nad rejestracją firmy za granicą przy jednoczesnym prowadzeniu działalności w Polsce. Magdalena Bartos przekonuje, że polskie organy podatkowe mogą uznać to za optymalizację podatkową i obejście prawa. Zatem przeniesienie działalności do Niemiec nie uchroni przedsiębiorcy przed skutkami zmian w tutejszym prawie podatkowym, jakie miały miejsce w ostatnim roku, jeśli biznes nadal będzie w Polsce prowadzony. Ekspert ostrzega też, że zmiana rezydencji podatkowej z polskiej na zagraniczną może wiązać się z koniecznością zapłaty dodatkowego podatku w Polsce od niezrealizowanych zysków (tzw. exit tax, potocznie określany również podatkiem od emigracji).

– Na koniec warto wiedzieć, że jeżeli w Niemczech zdarzy się kontrola skarbowa, to zostanie ona bardzo skrupulatnie przeprowadzana. Jeśli przedsiębiorca zataił dochody, będzie musiał uiścić od nich podatek wraz z karnymi odsetkami. Urząd może nałożyć na niego także karę za opóźnienie, jeśli nie współpracuje podczas kontroli podatkowej. Jest to bardzo rzadko stosowane w stosunku do podmiotów zagranicznych. Jednakże, podobnie jak w Polsce, oszustwa podatkowe w Niemczech mogą skutkować karami pieniężnymi lub nawet pozbawieniem wolności – podsumowuje doradca podatkowy Ewa Flor.

Giełdowy Indeks Produkcji spadł w sierpniu o 8,97%

Na koniec lipca Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) osiągnął wartość 791,35 punktów, czyli niżej o 8,97% od ceny ustalonej na ostatniej sesji lipca i już ponad 30% poniżej wartości z końca ubiegłego roku. Po niewielkim odbiciu zaobserwowanym w lipcu nastąpiła mocna przecena, która wzbierała przez cały sierpień. Pożywek dla przeceny było aż nadto, a przysłowiowym gwoździem do trumny rynków akcji pod koniec miesiąca była wypowiedź szefa Fed Jerome Powella na sympozjum w Jackson Hole w sprawie spodziewanych dalszych podwyżek stóp procentowych.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc sierpień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Ostatni miesiąc wakacji szkolnych upłynął na rynkach akcji pod znakiem dużej zmienności, która tradycyjnie wynikała ze wzrostu niepewności względem przyszłej kondycji gospodarek światowych. Inflacja, która w wielu miejscach świata jest odmieniana przez wszystkie przypadki, oraz kryzys energetyczny w powiązaniu z niepewnym rezultatem wojny w Ukrainie, stanowią od wielu miesięcy wybuchową mieszankę, która co rusz odciska swoje piętno na mniej lub bardziej ryzykownych klasach aktywów. Niestety nasz rodzimy rynek akcji jest eksponowany wyjątkowo mocno na wspomniane ryzyka, co w sierpniu było widać bardzo wyraźnie – w momencie odpływu kapitału z rynków akcji, nasza GPW traciła niemalże najmocniej na świecie.

W ostatnich dwóch latach polskie spółki produkcyjne wielokrotnie potwierdzały swoją odporność na zawirowania gospodarcze, jednak podczas zeszłomiesięcznej korekty oberwało się równie mocno również spółkom z tego sektora. W sierpniu wzrost cen rynkowych zanotowano głównie u producentów z branży spożywczej, ale też w spółkach z przemysłu lekkiego oraz u producentów tworzyw sztucznych. Spośród spożywczych spółek Giełdowego Indeksu Produkcji największy wzrost ceny  zanotowały akcje spółki Polski Koncern Mięsny DUDA S.A., które na koniec sierpnia wyceniano na 7,95 zł, co oznacza, że w miesiąc podrożały o 10,42%, co stanowi drugi wynik w całym portfelu GIP60. Inne spółki z tej branży skromniej, ale okoliczności nakazują docenić 3,9% wzrost cen akcji Makaronów Polskich S.A. i 2,3% wzrost na akcjach Otmuchowa S.A. W dwóch pozostałych branżach, gdzie notowano wzrosty w czasie obsunięcia szerokiego rynku, uwagę przykuwają wzrosty na akcjach CDRL S.A. (8,6% m/m) i IZO-BLOK S.A. (5,96% m/m).

W tym samym czasie indeksowi GIP60 najbardziej ciążyły spółki z branży chemicznej i projektanci (spółki projektujące, produkujące i dystrybuujące odzież), dla których średnia miesięczna stopa zwrotu wyniosła odpowiednio minus 15,85% oraz minus 14,41%). Szczególnie dotkliwy dla GIP60 – ze względu na wagę spółki – był spadek LPP S.A. o 14,11%. Jeszcze silniej na GIP60 wpłynęła duża przecena akcji Grupy Azoty ze względu na spory udział spółki w jego portfelu. Redukcja ceny akcji producenta nawozów o 24,45% była spowodowana wstrzymaniem produkcji nawozów ze względu na wysokie ceny gazu. W tym miejscu warto przypomnieć, że Grupa Azoty zużywając 2,3 mld m3 gazu ziemnego jest największym konsumentem błękitnego paliwa w Polsce (15% rocznego krajowego zużycia za 2021). Tym samym drugi producent nawozów mineralnych w Unii Europejskiej należy do grupy największych potencjalnych ofiar kryzysu energetycznego.

Najwyższą stopę zwrotu spośród wszystkich polskich spółek produkcyjnych zanotowały w sierpniu akcje spółki Biomed Lublin S.A. które zyskały w miesiąc 16,7%. W 2020 roku Biomed Lublin razem z Mercator Medical notowali bezprecedensowo wysokie wzrosty wartości rynkowej. Wtedy były to spółki, których asortyment doskonale pasował pod nowe potrzeby sprowokowane pandemią koronawirusa – przynajmniej tak się wtedy wydawało w przypadku Biomedu –  dzięki czemu ich wyceny rosły o tysiące procent. Tym razem wzrost wartości akcji spółki był sprowokowany informacją o rejestracji flagowego leku Onko BCG w Niemczech i Szwajcarii.

Według badań ankietowych, które dostarczają najświeższy obraz sytuacji w przemyśle, sierpień był kolejnym miesiącem bieżącego roku, w którym spadała aktywność gospodarcza w spółkach przemysłowych. Opóźnienia w dostawach i wysoka inflacja kontynuują destabilizację rynków, co przekłada się na pierwsze symptomy spadku produkcji oraz nowych zamówień. Przełożyło się to na dalszy spadek nastrojów wśród spółek z sektora – indeks PMI® spadł z 52,4 w kwietniu do 40,9 punktów w lipcu, znacznie oddalając się coraz dalej od neutralnej granicy 50 punktów i wkraczając w rejony pesymizmu gospodarczego z wartością najgorszą od 27 miesięcy. Dodatkowo, tempo tych spadków było największe od pierwszej fali koronawirusa, za co większość ankietowanych obwinia utrzymującą się wysoką inflację, która z jednej strony działa osłabiająco na siłę nabywczą producentów i osłabia ich pozycję na rynkach surowców i materiałów, a z drugiej strony dusi popyt krajowy na wyroby. Doszukując się pozytywnych sygnałów płynących z rzeczonych ankiet, można odnotować spowolnienie tempa wzrostu kosztów produkcji.

Wspomniane problemy nie wyróżniają polskiego przemysłu na tle największych ośrodków przemysłowych świata. Globalna koniunktura przemysłowa mocno wychłodziła się po rajdzie popandemicznym. Badania PMI wskazują na ogólny problem z inflacją, nowymi zamówieniami, w tym z zamówieniami eksportowymi w szczególności. Na powyższe bardzo duży wpływ mają ceny paliw, za pomocą których pewien wielbiciel długich stołów szantażuje wiele krajów. I właśnie obawy o pogłębiający się kryzys energetyczny w Europie, w zestawieniu z „jastrzębimi” sygnałami płynącymi z Rezerwy Federalnej oraz Europejskiego Banku Centralnego powodują, że perspektywy dla rynków akcji w najbliższych tygodniach nie malują się w zielonych kolorach. ”

O ile wzrośnie rata kredytu po kolejnej podwyżce stóp NBP?

Poniższa tabela przedstawia wpływ wcześniejszych decyzji Rady Polityki Pieniężnej na wysokość rat przykładowych kredytów oraz możliwe skutki wrześniowej podwyżki głównej stopy NBP w trzech wariantach (o 0,25, 0,50 oraz 0,75 punktu procentowego). Pomimo zaskakująco wysokiego odczytu inflacji z sierpnia, to właśnie mała zmiana głównej stopy NBP o 0,25 punktu procentowego wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. W takim przypadku, raty wszystkich analizowanych kredytów wzrosną o około 117% względem końca lipca 2021 r. W razie podniesienia głównej stopy NBP o 0,50 punktu procentowego, analogiczny wzrost równej raty wyniósłby mniej więcej 123%.

Dobrą wiadomością dla kredytobiorców jest natomiast fakt, że rynki finansowe spodziewają się rychłego końca cyklu podwyżek stóp procentowych NBP i WIBOR-u – podobnie jak wielu makroekonomistów. Notowania giełdowych kontraktów FRA na WIBOR 3M sugerują, że wspomniana stopa nie przekroczy 8,00%. Możliwe maksimum to 7,50% – 7,70% do końca bieżącego roku. Nie można natomiast wykluczyć, że za dwa lata WIBOR 3M lub jego zamiennik nadal będzie wyższy od 5,50% – 6,00%.
Tabela stopy procentowe

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Silny dolar, tania ropa

Dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową spadły do najniższego poziomu od stycznia. Na NYMEX-ie kontrakty na ropę taniały ok. godz. 9:10 o 1,45 proc. osiągając poziom 85,64 USD za baryłkę. Na ICE cena kontraktów na ropę Brent spadała o 1,25 proc. do 91,67 USD za baryłkę.

W tym roku można się było dopatrzyć wyraźnie ujemnej korelacji pomiędzy zachowaniem cen ropy naftowej a ruchami głównych indeksów cen akcji w USA, ale na razie w zachowaniu kontraktów na amerykańskie indeksy nie widać było jakiejś entuzjastycznej reakcji na najtańszą od 8 miesięcy ropę (S&P 500 -0,13 proc., DJIA -0,15 proc., Nasdaq 100 –0,06 proc.). Wczorajsza sesja na amerykańskim rynku akcji zakończyła się spadkami (S&P 500 -0,41 proc., DJIA -0,55 proc., Nasdaq Composite –0,74 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii przeważały dziś spadki głównych indeksów (największy – -1,82 proc. – notował tajwański TAIEX. Lekko rosły dziś natomiast główne indeksy rynku akcji w Chinach kontynentalnych – Shanghai B-Share Index był dziś najwyżej od kwietnia 2019.

Raczej słabe były również giełdy europejskie (DAX –0,71 proc., CAC 40 -0,71 proc.). WIG i WIG-20 zaliczyły dziś swe nowe 2,5-letnie minima (WIG-20 -0,87 proc. ok. godz. 9:30). Najniżej od przynajmniej roku były dziś rano WIG-Górnictwo i WIG-Odzież. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne minima zanotowały dziś kursu PKN Orlen, PZU i Santander Bank Polski.

30-letnie obligacje skarbowe rządu USA osiągnęły wczoraj najwyższy poziom od 2014 roku. Podobnie było w przypadku brytyjskich 10-latek. Dziś rano w USA, Azji i Europie rentowności 10-latek lekko rosły. Wyjątkiem ok. godz. 9:30 były 10-latek rządów Niemiec i Polski.

Kurs EUR/USD spadł wczoraj do najniższego poziomu od 2002 roku, a dziś rano trzymał się powyżej wczorajszych minimów lekko po poziomem 0,99 (-0,12 proc. ok. godz. 9:25). Amerykański dolara osiągnął dziś swe nowe cykliczne maksima względem chińskiego juana, japońskiego jena (najwyższy poziom od 1998 roku!), koreańskiego wona, malezyjskiego ringitta, nowozelandzkiego dolara, filipińskiego peso, singapurskiego dolara, tajwańskiego dolara i czeskiej korony.

Poranne zmiany kursu polskiego złotego były niewielkie (EUR/USD 0 proc., USD/PLN +0,1 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara zaniechał wczoraj swej prowadzonej przez prawie 2 tygodnie walki o utrzymanie się w okolicach poziomu 20000 USD. Kurs BTC/USD spadł wczoraj o 3,91 proc., a dziś rano kontynuował zniżkę (-1,11 proc.). Dzisiejsze minimum (18551 USD) było na najniższym poziomie od 18-10 czerwca.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Kolejny ważny dzień dla kredytobiorców. Jak zaskakujący wzrost inflacji wpłynie na decyzję Rady Polityki Pieniężnej?

Po wakacyjnej przerwie wracamy do decyzyjnych posiedzeń RPP. Przed nami ważny dzień dla kredytobiorców. Rada Polityki Pieniężnej po raz kolejny nie ma łatwego zadania. Przede wszystkim za sprawą ubiegłotygodniowego, szybkiego odczytu inflacji konsumenckiej, który zaskoczył i osiągnął poziom 16,1%. Można się więc spodziewać kolejnych podwyżek stóp procentowych, które mogą tym razem osiągnąć 25 pb. Zostaną one zarządzone głównie ze względów wizerunkowych i psychologicznych.

Natomiast z makroekonomicznego punktu widzenia zmiana ta nie będzie miała większego przełożenia na ograniczenie inflacji, ale pokaże, że RPP reaguje na to, co się dzieje oraz na spadek zaufania do pieniądza. Kolejne podwyżki stóp procentowych mają już więc ograniczony wpływ na rynek, ponieważ obserwujemy absolutne załamanie na rynku kredytów. Według danych BIK w lipcu br. w porównaniu do lipca 2021 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów ratalnych o (+27,4%). Spadki liczbowe odnotowały: kredyty mieszkaniowe (-62,7%), limity na kartach kredytowych (-25,7%) i kredyty gotówkowe (-8,9%). Ponadto widzimy zmniejszenie akcji kredytowej wśród banków.
Ograniczanie inflacji poprzez wzrost kosztu pieniądza jest więc bliski wyczerpaniu. Co więcej, kolejne, zwyżkowe ruchy RPP bardzo mocno zwiększają ryzyko scenariuszy stagflacyjnych.

Wiele osób zastanawia się też, czy trwające od niedawna wakacje kredytowe mogą mieć wpływ na podejmowane decyzje i wyniki. Mają one dość wątpliwy wpływ na inflację w Polsce, natomiast wpływają np. na wyniki banków, czy portfele poszczególnych kredytobiorców. Duża część z nich przeznacza nadwyżkę pieniędzy na nadpłaty swoich zobowiązań, co tym samym ogranicza im możliwość napędzania kolejnych inflacyjnych ruchów.
RPP coraz uważniej musi obserwować i uwzględniać w swoich decyzjach sygnały z gospodarki, jak np. wyniki produkcji, czy sprzedaży detalicznej. Gwałtowne ochłodzenie w tych sektorach wywoła nie tylko recesję, ale również zmniejszy inflację. W momencie, kiedy mamy spowolnienie gospodarcze, wpadamy w realne spadki PKB, firmy ograniczają zatrudnienie, ogranicza się presja inflacyjna. Przedsiębiorstwa muszą więc zacząć zmniejszać ceny nawet w obliczu wzrastających kosztów surowców czy materiałów.

Najbliższe miesiące upłyną nam w dużej mierze pod znakiem rosnących obaw o ceny surowców energetycznych przed sezonem zimowym. Co więcej, ten niepokój może być również podbijany przez próby szerzenia dezinformacji w tym zakresie. W celu przekonania się jak to wpłynie na naszą sytuację i kolejne decyzje, przyjdzie nam niestety jeszcze trochę poczekać.

Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex

RPP nie ma łatwego zadania

Mieszanka danych napływających obecnie z polskiej gospodarki oraz zagrożeń przed którymi stoimy jest koszmarem dla banku centralnego. Perspektywa stagflacji jest w zasadzie najgorszym wariantem pod względem decyzyjności i w takich okolicznościach Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała podjąć dziś kolejną decyzję w zakresie stóp procentowych.

Jeszcze na początku wakacji Rada Polityki Pieniężnej przedstawiała dość czytelny scenariusz: zbliżamy się do szybkiego zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych. Inflacja zdawała się być już na szczycie, zaś gospodarka radziła sobie przyzwoicie. Jednak kolejne dane nie ułożyły się po myśli RPP – wzrost inflacji powyżej 16% (głównie w wyniku drożejącego opału) oraz spadek PMI poniżej 41 pkt. – dopiero trzeci raz w historii. Z jednej strony coraz gorszy obraz inflacyjny, z drugiej coraz większe ryzyko poważnej recesji. To zawsze ból głowy dla banku centralnego. W momencie, gdy impuls inflacyjny ma charakter zewnętrzny (jak obecnie – skok cen energii) odpowiedzią banku mogą być nawet obniżki stóp, aby nie doprowadzić do załamania popytu. Jednak tylko w sytuacji, gdy jest duża pewność, że presja inflacyjna nie rozleje się na całą gospodarkę. Teraz nie tylko tej pewności nie ma, mamy wręcz pewność wynikającą z danych, że takie ryzyko utrwalenia inflacji jest bardzo realne.

Co więcej, impuls zewnętrzny jest amortyzowany bardzo ekspansywną polityką fiskalną, a więc wspomniany wzrost kosztów energii (w tym opału) może wcale nie doprowadzić do spadku popytu w innych kategoriach. Jakby tego było mało, podjęto niezwykle niefortunną decyzję o wakacjach kredytowych, które pobudzają popyt i znacząco zmniejszają skuteczność już podjętych (słusznie) decyzjach o podwyżkach stóp. W efekcie RPP, chcąc realizować swój mandat stabilności cen powinna w mojej ocenie podnieść stopy o 50 bp i zakomunikować otwartość na kontynuowanie cyklu. Ze względu jednak na “efekt potwierdzenia” (skoro coś zapowiadaliśmy to tak zrobimy) spodziewam się podniesienia stóp tylko o 25 bp i sugestii, że czeka nas maksymalnie jeszcze jedna taka podwyżka.

Dane z rynków globalnych działają na korzyść dolara. Indeksy ISM pokazały zaskakująco dobrą formę amerykańskiej gospodarki. Zadziwia szczególnie wzrost zamówień zarówno w przemyśle, jak i w usługach – w dość mocnym kontraście do tego, co obserwujemy gdzie indziej globalnie. Jednocześnie wskaźnik cen płaconych w usługach utrzymał się na bardzo wysokim poziomie. Łącznie to kolejny argument dla Fed do utrzymania jastrzębiej retoryki. Chińskie dane o handlu zagranicznym z kolei wpisały się w scenariusz pogłębiającego się globalnego spowolnienia. Nic więc dziwnego, że EURUSD pozostaje poniżej parytetu i to przy oczekiwanej dużej podwyżce stóp od EBC (decyzja jutro). O 8:15 euro kosztuje 4,7306 złotego, dolar 4,7803 złotego, frank 4,8540 złotego, zaś funt 5,4913 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, główny analityk XTB

Odpowiedzialność podmiotów zbiorowych – propozycja zmian

W dniu 02.09.2022 r. na stronie Rządowego Centrum Legislacji przedstawiony został projekt (z dnia 29.08.2022 r.) ustawy zmieniającej ustawę o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny popełnione pod groźbą kary. Proponowane zmiany w ustawie mają w pewnym zakresie charakter zasadniczy.

Pierwszą i podstawową zmianą jest zmiana definicji podmiotu zbiorowego, która wynika z faktu, że rodzaj odpowiedzialności wynikający z przepisów ustawy powinien być skierowany do podmiotów dużych, zdolnych do tego by wprowadzić procedury compliance (wewnętrzne procedury zgodności). Z uwagi na co dokonuje się zawężenia zakresu przedmiotowego ustawy poprzez wyłączenie z niego mikroprzedsiębiorców, małych przedsiębiorstw i średnich przedsiębiorstw.

Zasadniczą zmianą jest wyeliminowanie skazania osoby fizycznej, przez co postępowanie przeciwko podmiotowi zbiorowemu będzie mogło toczyć się niezależnie od postępowania prowadzonego przeciwko osobie fizycznej działającej w jego imieniu. Podmiot zbiorowy będzie ponosił odpowiedzialność za czyn zabroniony, którego znamiona zostały wyczerpane przez działanie lub zaniechanie organu tego podmiotu, pozostające w bezpośrednim związku z prowadzoną przez ten podmiot działalnością. Podmiot zbiorowy będzie także podlegał odpowiedzialności za czyn zabroniony popełniony przez (1) członka organu tego podmiotu, (2) osobę fizyczną uprawnioną do jego reprezentowania, podejmowania w jego imieniu decyzji lub sprawowania nadzoru, w związku z jej działaniem w interesie lub na rzecz tego podmiotu, (3) osobę fizyczną dopuszczoną do działania przez jego organ, członka jego organu lub osobę wskazaną w pkt 2, wskutek nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków, (4) osobę przez niego zatrudnioną. W związku ze świadczeniem pracy na jego rzecz – jeżeli czyn ten przyniósł lub mógł przynieść podmiotowi zbiorowemu korzyść, choćby niemajątkową. Warunkiem odpowiedzialności ma być wina w wyborze albo nadzorze lub wina organizacyjna.

Znacznej zmianie ma także ulec wymiar kary nakładanej na podmiot zbiorowy. Dotychczas orzeczona mogła być kara w wysokości od 1 tys. złotych do 5 milionów złotych, nie więcej jednak niż 3% przychodu w roku obrotowym, w którym popełniono czyn. Po ewentualnym wprowadzeniu zmian, kara nie będzie powiązana z wysokością przychodu, a nadto będzie mogła wynieść od 10 tys. złotych do 30 milionów złotych.

Dokonana ma zostać także zmiana zakresu odpowiedzialności. Zamiast szczegółowego wyliczenia przepisów czynów zabronionych, w projekcie wprowadza się uregulowanie. Zgodnie z którym czynem zabronionym będzie czyn zabroniony przez ustawę pod groźbą kary jako przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub jako przestępstwo skarbowe, z wyłączeniem czynów popełnionych przez opublikowanie materiału prasowego oraz innych naruszeń prawa związanych z przekazywaniem myśli ludzkiej, do których stosuje się przepisy o odpowiedzialności i postępowaniu w sprawach prasowych określone w ustawie prawo prasowe.

Proponowane przepisy wprowadzają także możliwość wytoczenia powództwa cywilnego w procesie karnym przeciwko podmiotowi zbiorowemu. Pod warunkiem jednak, że nie będzie to utrudniało lub blokowało postępowania karnego. Wytoczenie takiego powództwa może nastąpić aż do rozpoczęcia przewodu sądowego na rozprawie głównej.

Projektowane przepisy przewidują także możliwość zaniechania ukarania oraz dobrowolne poddanie się odpowiedzialności. Pierwsza z tych instytucji, to nic innego jak czynny żal polegający na zawiadomieniu organu powołanego do ścigania o czynie oraz ujawnienie istotnych okoliczności tego czynu. Pod warunkiem, że organ nie miał jeszcze o takim czynie udokumentowanej wiadomości lub nie nastąpiło podjęcie czynności służbowych wobec podmiotu zbiorowego, a nadto pod warunkiem, że w zakreślonym przez organ terminie naprawiono wyrządzoną szkodę lub zwrócono korzyść pochodzącą z czynu zabronionego lub jej równowartość. Dobrowolne poddanie się odpowiedzialności może nastąpić wtedy, gdy okoliczności czynu nie budzą wątpliwości. Cele postępowania zostaną osiągnięte pomimo nieprzeprowadzania postępowania w całości, przy czym oczywiście musi nastąpić ujawnienie informacji dotyczących osób uczestniczących w popełnieniu czynu, istotnych okoliczności jego popełnienia, a także musi dojść do naprawienia szkody lub zwrotu korzyści oraz do uiszczenia kwoty odpowiadającej co najmniej najniższej korze pieniężnej, lecz nie większej niż 5 milionów złotych.

Niewątpliwie proponowane zmiany mają charakter kompleksowy i zmieniają dotychczasowe zasady odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Najistotniejszą – z punktu widzenia podmiotu zbiorowego – zmianą jest, jak się wydaje, proponowana likwidacja warunku odpowiedzialności podmiotów zbiorowych w postaci uprzedniego skazania osoby fizycznej, warunkowego umorzenia postępowania bądź orzeczenia o udzieleniu zezwolenia na dobrowolne poddanie się odpowiedzialności albo orzeczenia sądu o umorzeniu postępowania z powodu okoliczności wyłączającej ukarania sprawcy. Przyjęcie takiego rozwiązania budzi zasadnicze wątpliwości i ryzyko zapadnięcia odmiennych rozstrzygnięć w postępowaniach wobec osoby fizycznej (uniewinnienie) i wobec podmiotu zbiorowego (wymierzenie kary), co nie wpłynie korzystnie na postrzegania wymiaru sprawiedliwości i da asumpt do twierdzenia, że jedynym celem zmian w ustawie jest pozyskanie dodatkowych środków finansowych z podwyższonych w projekcie kar.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Co daje ubezpieczenie samochodu? Najważniejsze korzyści

Każdy właściciel samochodu w Polsce i na terenie UE jest zobligowany do wykupienia ubezpieczenia OC pojazdu. W tym przypadku nie ma znaczenia, czy auto od lat stoi nieużywane w garażu, czy jest aktywnie wykorzystywane na co dzień. Ubezpieczenie samochodu dotyczy w równym stopniu każdego właściciela pojazdu mechanicznego. Inne ubezpieczenia są natomiast fakultatywne – warto natomiast je rozważyć, by zyskać komfort psychiczny na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń.

Ubezpieczenie samochodu OC

Ubezpieczenie samochodu w Polsce to obowiązek każdego właściciela pojazdu bez względu na to czy auto jest używane czy nie. Obligatoryjnie należy więc posiadać ważne ubezpieczenie przez cały okres, w którym to dany pojazd jest zarejestrowany. Za brak ważnego OC grozi kara finansowa w wysokości od 200 do nawet 9030 zł – wartość zależy od pojazdu oraz czasu, przez jaki samochód nie ma ważnego ubezpieczenia. Właściciele aut osobowych mogą spodziewać się kar od 1200 zł do 6020 zł, natomiast właściciele samochodów ciężarowych – od 1810 zł do 9030 zł. Stosunkowo najniższe kary grożą właścicielom innych pojazdów (motocykle, motorowery, przyczepki samochodowe) – zapominalscy mogą w takiej sytuacji zapłacić od 200 zł do 1000 zł.

  • Co daje ubezpieczenie samochodu OC?

Najprościej mówiąc, OC działa w sytuacji, gdy w wyniku użytkowania samochodu wyrządzisz komuś szkodę – może mieć ona charakter osobowy bądź rzeczowy. Pamiętaj, że dotyczy to również sytuacji, gdy doprowadzisz do wyrządzenia szkody przy wsiadaniu lub wysiadaniu z auta, w trakcie załadunku i rozładunku czy w trakcie postoju, zatrzymania i garażowania.

W praktyce takie ubezpieczenie chroni osobę kierującą pojazdem przed ewentualnymi roszczeniami ze strony poszkodowanych w sytuacji, gdy dojdzie do kolizji lub wypadku drogowego. Szkody spowodowane przez kierowcę zrekompensuje w jego imieniu ubezpieczyciel.

Ubezpieczenie samochodu – AutoCasco (AC)

Ubezpieczenie AC w odróżnieniu od OC jest opcjonalne. Warto jednak zastanowić się nad jego wykupieniem zwłaszcza, że takie ubezpieczenie samochodu daje wiele korzyści.

  • Co daje ubezpieczenie samochodu AC?

Przede wszystkim chroni Cię i gwarantuje odszkodowanie w takich sytuacjach, jak:

  • uszkodzenie samochodu spowodowane np. kolizją z innym pojazdem, osobą czy obiektem. Autocasco zapewnia także ochronę na wypadek aktów wandalizmu i nieprzewidzianych zdarzeń: powodzi, pożaru, gradu, huraganu, trzęsienia ziemi itd.;
  • kradzieży pojazdu lub jego elementów;
  • utraty (zgubienia lub kradzieży) kluczy bądź sterowników do auta;
  • zniszczenia prawa jazdy lub dowodu rejestracyjnego samochodu.

Do innych, interesujących rodzajów ubezpieczeń samochodu, które warto rozważyć dla swojego komfortu psychicznego i pewności, że w razie nieprzewidzianych zdarzeń to ubezpieczyciel pokryje ewentualne szkody należą: ubezpieczenie szyb samochodowych (PAS – pokrywa koszty ewentualnej naprawy lub wymiany uszkodzonej szyby), Zielona Karta (przydatne zwłaszcza, jeśli regularnie podróżujesz za granicę) oraz dodatkowe rozszerzenie o usługi Assistance.

Wszystkie wspomniane rodzaje ubezpieczeń samochodu znajdziesz w ofercie PKO Leasing. Więcej na ten temat przeczytasz na: https://www.pkoleasing.pl/ubezpieczenia_oferta/ubezpieczenia-komunikacyjne/.

Koniec podwyżek stóp w Polsce coraz bliżej. Jak zareaguje złoty?

W tę środę (07.09) Rada Polityki Pieniężnej podejmie decyzję ws. stóp procentowych. RPP zdaje się zbliżać do końca cyklu – spodziewamy się podwyżki o 25 pb., tj. wzrostu stopy referencyjnej do 6,75%. Złoty mógłby zyskać, jeśli RPP zdecydowałaby się na podwyżkę o 50 pb. lub uderzyła w jastrzębi ton w kontekście przyszłości, wydaje się to jednak mało prawdopodobne.

W środę stopy zostaną najprawdopodobniej podniesione 11. raz z rzędu, od kiedy bank rozpoczął proces w październiku 2021 r. Bank na razie nie zamyka sobie żadnych dróg, lecz decydenci, w szczególności prezes Adam Glapiński, przy licznych okazjach sugerowali, że koniec podwyżek stóp w Polsce może się zbliżać. Brano nawet pod uwagę, że lipcowa podwyżka o 50 pb. – mniejsza od oczekiwań – może być ostatnią. Od tamtego czasu jednak inflacja wzrosła, podobnie jak ryzyka dla dalszego wzrostu cen, szczególnie biorąc pod uwagę sytuację energetyczną w Europie.

W sierpniu inflacja w Polsce osiągnęła 16,1%. Była najwyższa od ponad 25 lat i powyżej oczekiwań – konsensus spodziewał się spadku. Na odczyt inflacji bazowej musimy poczekać do połowy września, lecz wstępne dane sugerują, że zbliżyła się ona do liczby dwucyfrowej, wzrastając od lipcowych 9,3%. Inflacja utrzymuje się znacznie powyżej górnej granicy celu NBP (2,5% ± 1 pp.) i w krótkim i średnim terminie najpewniej pozostanie nieakceptowalnie wysoka. Prawdopodobnie jeszcze wzrośnie, szczególnie na początku 2023 r., zanim zacznie spadać. Z drugiej strony w ostatnim czasie w Polsce pogorszyła się sytuacja gospodarcza.

PKB: spadek w Polsce, wzrost w regionie

W II kwartale polski PKB skurczył się 2,1% w skali kwartału, negatywnie zaskakując. Był to dość nietypowy kwartał, następujący po okresie zaskakująco silnego wzrostu zapasów. Niemniej znaczny spadek PKB wyraźnie kontrastował z sytuacją w podobnych krajach – na Węgrzech, w Rumunii i Czechach dane były lepsze od oczekiwań i gospodarki te doświadczyły ekspansji kwartał do kwartału.

PMI dla przemysłu Polski ponownie spadł w zeszłym miesiącu, również zaskakując w dół, i osiągnął 40,9 pkt. To czwarty z rzędu miesiąc kurczenia się tego sektora, a sierpniowy odczyt jest najniższy od maja 2020 r. Kryzys energetyczny w Europie wpływa już na kraj – część firm produkcyjnych redukuje zatrudnienie w związku ze wzrostem cen gazu.

Wykres 1: Wzrost PKB w 2022 r. [% k/k, dane wyrównane sezonowo]

Wzrost PKB w 2022Źródło: Bloomberg Data: 06.09.2022

RPP łagodzi ton

Większość ekonomistów, w tym my, spodziewa się w tym tygodniu po RPP podwyżki o 25 pb., czyli wzrostu stopy referencyjnej do 6,75%. Część prognostów przewiduje większy ruch o 50 pb., taki jak w lipcu. Naszym zdaniem jest on jednak mało prawdopodobny.

Retoryka banku w ostatnim czasie zdecydowanie nie była agresywna, gospodarka spowalnia, a zagrożenia dla wzrostu są z tygodnia na tydzień coraz wyraźniejsze. Co więcej, dane o deficycie na rachunku obrotów bieżących niedawno zaskoczyły pozytywnie, a sytuacja kursowa nie wzywa decydentów do działania. Złoty pozostaje stosunkowo stabilny względem euro, a ostatnie ruchy sugerują, że jego wrażliwość na zmiany cen gazu mogła zmaleć.

Uważamy, że zbliżamy się do momentu, kiedy Narodowy Bank Polski zakończy lub przynajmniej wstrzyma cykl podwyżek. Spodziewamy się jednak, że po małej podwyżce we wrześniu w nadchodzących miesiącach decydenci mogą zdecydować się na jeden lub dwa ruchy o podobnej skali.

Jak zareaguje złoty?

Zebranie banku w tym tygodniu naszym zdaniem nie powinno wywołać znacznej zmienności złotego. Konsensus rynkowy dotyczący podwyżki o 25 pb. jest raczej silny i ruch tej wielkości prawdopodobnie nie spowoduje gwałtownej reakcji waluty.

Złoty mógłby zyskać, jeśli RPP zdecydowałaby się na podwyżkę o 50 pb. lub uderzył w jastrzębi ton w kontekście przyszłości, wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Poza samą decyzją i oświadczeniem po posiedzeniu istotna dla rynku będzie konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego odbywająca się następnego dnia. Jego komentarze w przeszłości wywoływały poruszenie na rynkach, więc w czasie konferencji możemy spodziewać się pewnej zmienności złotego.

Decyzja w sprawie polityki RPP zostanie ogłoszona w środę (07.09). Konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego odbędzie się w czwartek o 15:00.

Pobyt ukraińskiego pracownika przez ponad 183 dni w Polsce. Jakie obowiązki ciążą na pracodawcy?

25 sierpnia minęło dokładnie 183 dni od momentu, gdy do Polski zaczęli masowo przybywać uchodźcy z Ukrainy. Oznacza to, że właśnie mija okres, w którym nie podlegają oni pod polską jurysdykcję podatkową. Jakie obowiązki w związku z tym spoczywają na pracodawcach zatrudniających Ukraińców?

Ukraińcy pod jurysdykcją podatkową polskiego fiskusa

Zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy o PIT osoby fizyczne, jeśli mają miejsce zamieszkania na terytorium RP, podlegają nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, czyli od całości swoich przychodów bez względu na miejsce położenia ich źródeł. Natomiast na mocy ust. 1a, za osobę taką uznaje się również obcokrajowców przebywających na terytorium RP dłużej niż 183 dni w roku podatkowym (w przypadku osób fizycznych jest nim rok kalendarzowy) lub posiadających tu ośrodek interesów życiowych. Na przełomie sierpnia i września obowiązek nieograniczonego opodatkowania się w Polsce obejmie więc pracowników z Ukrainy, którzy z końcem lutego zaczęli napływać do naszego kraju uciekając przed rosyjską agresją militarną. Pozwala na to polsko-ukraińska konwencja ws. unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i majątku, sporządzona w Kijowie dnia 12 stycznia 1993 r. (Dz.U. 1994, nr 63, poz. 269).

Z chwilą przekroczenia przez pracownika 183 dniowego okresu pobytu w Polsce, jego wynagrodzenie za pracę, nawet gdyby uzyskiwał je w ramach delegacji z firmy ukraińskiej, będzie podlegać polskiemu systemowi prawa podatkowego. Celem uniknięcia podwójnego opodatkowania zastosowanie znajdzie wówczas metoda wskazana w art. 24 ww. dwustronnej konwencji.

Obowiązki pracodawcy wobec nowej sytuacji ukraińskiego pracownika

W pierwszej kolejności pracodawcy powinni ustalić, czy pracownik z Ukrainy zyskał status rezydenta podatkowego Polski, czyli czy przebywa tu 183 dni. A w tym aspekcie wątpliwości nasuwa pytanie, czy przy obliczaniu uwzględnia się dzień przyjazdu i wyjazdu pracownika z Polski. Ponieważ praktyka organów podatkowych i głos orzecznictwa są w tej kwestii niejednoznaczne, bezpieczniej jest ująć te dni w wyliczeniach. Jeśli już pracodawca stwierdzi, że zatrudniony u niego obywatel Ukrainy przebywa na terytorium RP dłużej niż 183 dni, powinien potrącać z jego wynagrodzenia i odprowadzać do właściwego urzędu skarbowego zaliczki na PIT. Czas na pierwsze potrącenie będzie przypada do 20-ego dnia miesiąca następnego po miesiącu, w którym pobyt pracownika z Ukrainy na terytorium RP przekroczył wskazany okres. Pracodawca oblicza i odprowadza PIT nie tylko za ostatni miesiąc, ale zobligowany jest zrobić to wstecz, od początku biegu terminu pobytu Ukraińca w Polsce. W kolejnych miesiącach zaliczki potrącać będzie już standardowo, za każdy poprzedni miesiąc pracy zatrudnionego pracownika z Ukrainy.

Oświadczenie pracownika o statusie rezydencji

To więc pracodawca, jako płatnik musi szczegółowo badać sytuację prawną ukraińskiego pracownika i samodzielnie ustalać państwo jego rezydencji podatkowej. Chyba, że obywatel Ukrainy złoży mu oświadczenie o przeniesieniu swojego ośrodka interesów życiowych i uzyskaniu statusu polskiego rezydenta podatkowego już od dnia przyjazdu do Polski. Taką możliwość daje art. 52zj ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Stanowi on, że w okresie od dnia 24 lutego 2022 r. do dnia 31 grudnia 2022 r. spełnienie warunku uznania za osoby mającej miejsce zamieszkania w Polsce stwierdza się na podstawie pisemnego oświadczenia obywatela Ukrainy o posiadaniu na terytorium RP centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodka interesów życiowych). Odebranie takiego oświadczenia zwalnia pracodawcę z obowiązku badania sytuacji prawnej pracownika.

PIT-11 oraz IFT-1/IFT-1R

Pracodawca zatrudniający cudzoziemca z Ukrainy, bez względu na to, czy jego pobyt przekroczył 183 dni, czy zamieszkuje on poza granicami RP, ale podlega ograniczonemu obowiązkowi podatkowemu z tytuł osiągniętego w Polsce dochodu, po zakończeniu roku zobowiązany będzie jako płatnik przesłać temu pracownikowi, oraz do właściwego urzędu skarbowego, PIT-11, czyli informację o przychodach z innych źródeł oraz o dochodach i pobranych zaliczkach na podatek dochodowy w roku.

Na przesłanie PIT-11 do urzędu skarbowego pracodawca będzie miał czas do końca stycznia przyszłego roku, a na przesłanie go pracownikowi – do końca lutego. W przypadku, gdy w trakcie roku podatkowego ustał obowiązek poboru zaliczki przez płatnika – pracodawca zobligowany będzie przesłać go w terminie 14 dni od złożenia pisemnego wniosku przez podatnika. Jeśli pracodawca zaprzestał działalności przed końcem stycznia, lub odpowiednio przed końcem lutego roku następującego po roku podatkowym – w terminie do dnia zaprzestania działalności.

Pracodawcy muszą również pamiętać o obowiązkach informacyjnych wobec urzędu skarbowego w przypadku, gdy pracownik z Ukrainy nie uzyskał statusu rezydenta podatkowego Polski, a osiągnął u danego pracodawcy przychody w ramach umów cywilnoprawnych, np. umowy o dzieło, czy umowy zlecenia. Informację należy złozyć na formularzu IFT-1/IFT-1R, tym samym dokumentując dokonywane z tytułu tych umów wypłaty, w dwóch trybach: IFT-1 lub IFT-1R. Pierwszy uruchamiany jest na wniosek pracownika. IFT-1R jest sporządzany za cały rok podatkowy. Jeśli umowa jest wykonywana w  Polsce wówczas pracodawca, jako płatnik, powinien pobrać zryczałtowany podatek i wykazać go na formularzu. Jeśli za granicą – przychody pracodawca wykazuje jako zwolnione z podatku. Zryczałtowany podatek ma stawkę 20% przychodu, bez potrącania kosztów jego uzyskania. Informację IFT-1/IFT-1R należy również przesłać pracownikowi.

Na przesłanie deklaracji IFT-1/IFT-1R pracodawca ma czas do końca lutego roku następującego po roku podatkowym. W przypadku zaprzestania działalności przed końcem lutego roku następującego po roku podatkowym termin na przesłanie jest do dnia zaprzestania działalności, lub na wniosek podatnika – 14 dni od dnia złożenia wniosku.

Ustalenie właściwości urzędu skarbowego

W przypadku deklaracji: PIT-11 właściwym do jej złożenia będzie urząd skarbowy według miejsca zamieszkania pracownika, a w przypadku niezamieszkującego w Polsce – urząd skarbowy w sprawach opodatkowania osób zagranicznych. Do złożenia informacji IFT-1/IFT-1R właściwym będzie wyłącznie ten drugi urząd. W każdym z 16 województw jest jeden taki urząd skarbowy dedykowany do przyjmowania deklaracji dotyczących zatrudnionych na ternie Polski nierezydentów. W sytuacji gdy pracownik z Ukrainy, czy inny nierezydent, uzyskuje przychody na terenie więcej niż jednego województwa, wówczas właściwym jest Trzeci Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście.

Rozliczenia z ZUS

Składki na ubezpieczenie społeczne z tytułu pracującego w Polsce obywatela Ukrainy generalnie podlegają tutaj rozliczeniu w ZUS. Zgodnie z przytoczoną wyżej argumentacją, wpłaty do polskiego ZUS powinny być potrącane także od wynagrodzenia Ukraińca pracującego zdalnie na rzecz ukraińskiego z terytorium RP. Jak informuje oficjalnie Zakład Ubezpieczeń Społecznych, polskim składkom będzie podlegać Ukrainiec, jeśli co najmniej 25 procent swoich dochodów osiąga z tytułu pracy wykonywanej w Polsce. Pracodawcy rozliczając pensje pracowników z Ukrainy muszą więc pamiętać, że zaliczki na ich PIT mogą ulec pomniejszeniu o wartość odprowadzonej składki na ubezpieczenie zdrowotne.

Ulga dla młodych

Na koniec warto przypomnieć, że Ukraińcy, którzy nie ukończyli 26 roku życia, a przebywają na terytorium Polski dłużej niż 183 dni, dzięki uzyskaniu statusu rezydenta podatkowego RP mogą korzystać z ulgi dla młodych, czyli opodatkowania swoich dochodów efektywną stawką PIT 0%.

Podsumowanie

Najważniejszym zadaniem przedsiębiorcy zatrudniającego obywatela z Ukrainy jest więc zbadanie statusu jego rezydencji podatkowej. Jeśli pracownik nie złożył ww. oświadczenia na podstawie art. 52zj ustawy o PIT, to pracodawca sam będzie musiał dopilnować formalności i obliczyć upływ terminu 183 dni, po których stanie się płatnikiem zaliczek na podatek dochodowy zobligowanym do pobrania ich i wpłacenia w terminie do 20 dnia następnego miesiąca za cały okres pobytu ukraińskiego pracownika w Polsce. Zgodnie bowiem z art. 31 ustawy o PIT, zakład pracy jako płatnik jest zobowiązany obliczać i pobierać w ciągu roku zaliczki na podatek dochodowy od osób, które uzyskują od tych zakładów przychody ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej lub spółdzielczego stosunku pracy, zasiłki pieniężne z ubezpieczenia społecznego wypłacane przez zakłady pracy, a w spółdzielniach pracy – wypłaty z tytułu udziału w nadwyżce bilansowej. Przepis art. 32 ust. 6 precyzuje, że pracodawca może nie pobierać tych zaliczek od dochodów uzyskanych przez pracownika z pracy wykonywanej poza terytorium Polski, jeśli dochody te podlegają, lub będą podlegać opodatkowaniu za granicą, np. w Ukrainie. Jednak będzie zobligowany do ich pobrania, jeśli pracownik wystąpi z odpowiednim wnioskiem.

Autor: Skarbiec Corporate Services świadczy usługi księgowe, rachunkowe i kadrowo-płacowe. Należy do grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec

Europejskie usługi zwalniają

Perspektywy dla europejskiego rynku usług znowu się pogarszają. W ostatnich danych pesymiści po raz pierwszy od półtora roku zaczęli przeważać nad optymistami.

Słabsze dane z europejskich usług

Wczorajsze odczyty danych na Starym Kontynencie nie napawały optymizmem. Z wyjątkiem Włoch, gdzie indeks PMI niespodziewanie wyraźnie wzrósł, większość państw notowała wyraźne spadki. Były one przeważnie większe od oczekiwań, stąd łączny indeks PMI dla usług w strefie euro też zanurkował. W rezultacie mamy pierwszy od marca 2021 wynik poniżej progu 50 pkt. Pułap ten to nie tylko okrągła wartość, ale przede wszystkim poziom rozdzielający przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Na deser poznaliśmy jeszcze słabszy indeks Sentix. Jest to wskaźnik pokazujący oczekiwania inwestorów finansowych. Patrząc na to, co się dzieje na giełdach, nie można być zaskoczonym, że był on na najniższych poziomach wszech czasów z wyjątkiem początku pandemii.

Złoty wraca do łask

Polska waluta wraca do łask inwestorów. Nie bez znaczenia jest oczywiście podwyżka stóp procentowych, ale patrząc na skalę umocnienia, nie powinien być to jedyny powód. Po ruchach na stawce WIBOR widać jednak, że oczekiwanie szczególnie dużych podwyżek nie jest szczególnie zasadne. Polskiej walucie pomaga uspokojenie na rynkach. Co ciekawe, znów rosną ceny obligacji. Najwyraźniej inwestorzy uważają, że dużych podwyżek stóp procentowych już nie będzie i warto kupować. Z drugiej strony polska giełda powoli staje się coraz atrakcyjniejsza. Wyniki giełdy są fatalne na tle innych parkietów, ale im jest gorzej, tym więcej pojawi się fanów liczenia na korektę. W rezultacie polskiej walucie mocno pomaga jej ostatnia słabość, co stawia pod pewnym znakiem zapytania dalsze umocnienia.

Ropa szuka dna

Po odbiciu w czwartkowy wieczór ropa naftowa znów zawróciła i znajduje się w okolicach 93 dolarów za baryłkę. Mowa o ropie notowanej w Londynie, amerykański surowiec znajduje się około 6 dolarów niżej. Rynki przygotowują się już do zmniejszenia wydobycia, o czym najlepiej świadczy zmniejszenie ilości wież wiertniczych za oceanem w zeszłym tygodniu. Z jednej strony jest to dobry sygnał, bo ropa jest ważnym elementem wielu kosztów. Z drugiej strony spadek cen wynika z oczekiwania spowolnienia gospodarczego, a tego jednak nie chcemy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zmianę źródeł energii przewidują 3 na 4 firmy z branży budownictwa, przemysłu i data center

Firmy z branży przemysłu, budownictwa i centrów danych przygotowują się na zmianę swoich źródeł energii – wynika z raportu Eaton. Co trzecia jest już w trakcie realizacji tego planu. Przedsiębiorstwa wciąż najczęściej korzystają z energii z sieci, ale w przyszłości na pierwsze miejsce wysuną się OZE. Czego trzeba, żeby tak się stało?

OZE najchętniej wybieranym źródłem energii

Już jedna na cztery firmy z sektora przemysłu, budownictwa i centrów danych korzysta z OZE jako głównego źródła energii. W przyszłości planuje to ponad połowa przedsiębiorstw, które będą zmieniały obecne źródła zasilania. Drugim najczęściej wskazywanym przez respondentów zamiennikiem jest gaz. Obecnie korzysta z niego 25% firm. W przyszłości odsetek ten ma wzrosnąć do 35%. Prawie połowa (47%) przedsiębiorstw wciąż korzysta z energii z sieci – to najczęściej stosowane źródło zasilania. W przyszłości odsetek ten zmaleje jednak do 35%, a na pierwsze miejsce wysuną się źródła odnawialne.

77% firm z omawianych sektorów przewiduje zmianę swoich obecnych źródeł energii. 29% już rozpoczęło ten proces. – Zwrot jest powodowany chęcią zmniejszania kosztów, ale też dążeniem do osiągania celów zrównoważonego rozwoju i odpowiadania na społeczne oczekiwania. Zmianę źródeł energii dodatkowo przyspieszają też regulacje prawne i limity emisji gazów cieplarnianych, które są wprowadzane przez rządy czy Unię Europejską – wskazuje Mariusz Hudyga, Product Manager w firmie Eaton.

Co firmy monitorują, a co powinny zacząć?

Jako kluczowy czynnik cyfryzacji 44% firm wskazało transformację energetyczną i bardziej wydajne zużywanie mocy. Dla 43% ważne są kwestie związane z raportowaniem wskaźników środowiskowych i społecznych (ESG). Proste parametry, takie jak całkowite zużycie energii, śledzi połowa firm. Na bezpieczeństwo energetyczne zwraca uwagę 38%. Zmiana źródeł energii i zmniejszanie jej zużycia będzie jednak wymagała dokładnego śledzenia bardziej zaawansowanych wskaźników poboru mocy.

W wielu przedsiębiorstwach energią wciąż zarządza się ręcznie. Działając w ten sposób można śledzić, ile firma pobiera mocy i ile ją to kosztuje, ale nie pozwala to wdrożyć OZE na szeroką skalę ani zmniejszać zużycia. Potrzebne są inteligentne rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym, które dadzą wgląd w dane w czasie rzeczywistym. Ułatwi to mądrzejsze wykorzystywanie energii i zmniejszanie śladu węglowego zakładów – podkreśla Mariusz Hudyga.

Wyniki badania pokazują, że tylko co trzecia firma korzysta z inteligentnych systemów do zarządzania energią. Podobny odsetek śledzi efektywność wykorzystania energii, tzw. wskaźnik PUE (ang. Power Usage Effectiveness) oraz stopień równoważenia swojej emisji CO2. Około jedna czwarta przedsiębiorstw kontroluje poziom emisji gazów cieplarnianych. Wciąż pozostaje więc wiele do zrobienia w procesie przechodzenia na zieloną energię.

Informacje o raporcie:

Raport o digitalizacji i transformacji energetycznej” prezentuje wyniki badania przeprowadzonego w kwietniu i maju 2022 roku na zlecenie firmy Eaton przez 451 Research. Wzięło w nim udział 1001 respondentów zaangażowanych w procesy digitalizacji w firmach. Badanie objęło przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Hiszpanii, Włoch, krajów skandynawskich oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich/Dubaju.

Jak zapobiec Gaz-armagedonowi i zapewnić prawidłowy przebieg transformacji

  • Gwałtownie rosnące ceny gazu pogarszają i tak już tragiczną sytuację: do czerwca 2022 roku liczba gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym w UE28 wzrosła o ponad +50%. Ale najgorsze wciąż przed nami: Z analiz Allianz Trade wynika, że nadciągające niedobory gazu mogą spowodować wzrost cen detalicznych o 200%, co do końca roku doprowadzi np. do potrojenia odsetka niemieckich gospodarstw domowych mających trudności z opłaceniem rachunków za energię do 8,4%.
  • Wdrożone środki zaradcze, takie jak obniżki podatków i limity cenowe mają poważne słabości, których jedną z najpoważniejszych jest osłabienie motywacji do oszczędzania energii. Lepszym podejściem może być system podwójnych cen. Pozwalałby każdemu gospodarstwu domowemu na zakup określonej z góry ilości energii do zasilania domu po cenie regulowanej, podczas gdy wszelkie dalsze potrzeby energetyczne musiałyby być zaspokajane po cenie rynkowej.
  • Poza pierwszą płaszczyzną doraźnych środków kryzysowych, potrzebna jest nowa umowa społeczna, która pozwoliłaby złagodzić regresywne skutki polityki klimatycznej i zabezpieczyć zieloną transformację. Z analiz Allianz Trade wynika, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie nowego świadczenia, w rodzaju „dodatku na zakup energii”, jednak z pewną modyfikacją: płatność (całkowita kwota lub mniejsze kwoty) byłaby dokonywana na tak zwane „konto oszczędności energii”, tzn. kwoty nie byłyby wykorzystywane, ale (częściowo) oszczędzane; oszczędności takie byłyby uzupełniane przez państwo. W ten sposób można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, powodując zmianę zachowań w kierunku obniżenia zużycia energii oraz gromadzenie rezerw finansowych przez gospodarstwa domowe o niskich dochodach.

Kryzys gazowy może przerodzić się w „Gazmageddon”.

Ubóstwo energetyczne to odwieczna zmora UE. Jeszcze zanim rozpoczął się dzisiejszy kryzys energetyczny, miliony ludzi miało trudności z ogrzaniem swoich domów i zapłaceniem rachunków za energię z powodu niskich dochodów, wysokich cen i niskiej wydajności energetycznej. Według Obserwatorium Ubóstwa Energetycznego (EPOV) przy Komisji Europejskiej, w 2018 roku 6,6% gospodarstw domowych w UE28 nie było w stanie zapłacić na czas rachunków za media (co określa się mianem zaległości w opłatach za media) i było zagrożone odłączeniem od sieci energetycznej. Jednocześnie 7,3% nie było w stanie odpowiednio ogrzać swoich domów, a 16,2% wydawało ponad dwa razy więcej niż mediana krajowa wydatków na energię w stosunku do dochodów.

W tym roku sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu, ponieważ inwazja na Ukrainę spowodowała eksplozję cen gazu do poziomu niespotykanego od ponad dekady, co pokazuje Rysunek 1. Ceny gazu dla gospodarstw domowych w całej UE wzrosły średnio o +22% w stosunku do poziomu z 2021 roku. Tymczasem w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Niderlandach ceny gazu poszybowały w górę odpowiednio o +58%, +83% i +85%.

Rysunek 1: Ceny gazu ziemnego dla gospodarstw domowych w strefie euro

Ceny gazu ziemnego dla gospodarstw domowych w strefie euroŹródła: Indeks Cen Energii dla Gospodarstw Domowych, Dział Analiz Allianz.

Konsekwencją tego jest wzrost liczby gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym w UE28 o ponad +50% według stanu na czerwiec 2022 roku – wynika z przeanalizowanych przez Allianz Trade danych. Rysunek 2 pokazuje wzrost zaległości w opłatach za media w całej UE. Na przykład w Niderlandach zaległości wzrosły z 1,2% w 2021 do 3,9% w 2022 roku, co stanowi rekordowy wynik dla tego kraju od czasu, gdy Komisja Europejska zaczęła śledzić te statystyki w 2005 roku. W Wielkiej Brytanii nastąpił wzrost z 4,7% do 7,1%, a w Niemczech z 2,4% do 4,0%. Jedynym wyjątkiem jest Francja, gdzie szereg działań, w tym bezpośrednie interwencje na rynku gazu, pozwoliły utrzymać liczbę gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym na stałym poziomie (patrz załącznik, w którym zamieszczono przegląd działań mających na celu walkę z kryzysem gazowym).

Rysunek 2: Odsetek ludności zalegającej z opłatami za media

Odsetek ludności zalegającej z opłatami za mediaŹródła: Indeks Cen Energii dla Gospodarstw Domowych, Eurostat, Trading Economics, EPOV, Dział Analiz Allianz.

Jednak najgorsze wciąż przed nami. Nadciągające niedobory gazu mogą spowodować wzrost cen detalicznych o 200%, co do końca roku doprowadzi np. w Niemczech do potrojenia odsetka gospodarstw domowych mających trudności z opłaceniem rachunków za energię. W odniesieniu do wielu krajów – m.in. wspomnianych Niemiec – oczekuje się, że odsetek ludności dotkniętej ubóstwem energetycznym będzie się jeszcze pogłębiał w miarę upływu lat i utrwalania się kryzysu gazowego. Za pomocą analizy regresji szacujemy związek między cenami energii dla gospodarstw domowych, dochodem rozporządzalnym brutto i wskaźnikami ubóstwa energetycznego w latach 2010-2018 i stosujemy nasze ustalenia do obecnych cen energii. Nasza analiza przewiduje wzrost cen gazu dla gospodarstw domowych o +58% w latach 2021-2022 (do czerwca) w Niemczech. Po ograniczeniu dostaw gazu ziemnego z Rosji na początku lipca, ceny gazu mogą wzrosnąć od +71% do +200% w porównaniu z rokiem 2021. W tym kontekście Rysunek 3 pokazuje, że do końca tego roku aż 8,4% ludności Niemiec może mieć zaległości w opłatach za media, co jest sytuacją bez precedensu, która może spowodować poważne zaburzenia w tkance społecznej kraju; szykuje się „Gazmageddon”.

Rysunek 3: Prognozowany wpływ dalszych podwyżek cen gazu na ludność Niemiec zalegającą z opłatami za mediaPrognozowany wpływ dalszych podwyżek cen gazu na ludność Niemiec zalegającą z opłatami za media

Źródła: Indeks Cen Energii dla Gospodarstw Domowych, Eurostat, Trading Economics, EPOV, GdW, Dział Analiz Allianz.

System podwójnych cen mógłby rozwiązać niedoskonałości środków zaradczych wprowadzonych do tej pory.

Środki zaradcze wdrożone dotąd przez rządy, takie jak obniżki podatków i limity cenowe mają poważne słabości, których jedną z najpoważniejszych jest osłabienie motywacji do oszczędzania energii. Warto rozważyć wprowadzenie systemu podwójnych cen. Wiele państw członkowskich UE przyjęło już przepisy chroniące konsumentów przed wysokimi cenami energii, wprowadzając dopłaty lub limity cenowe (patrz załącznik). Większość środków ma jednak poważne wady. Wiele z nich nie jest rozwiązaniami adresowanymi do określonych grup, lecz pozwala korzystać wszystkim gospodarstwom domowym, niezależnie od poziomu dochodów – dobitnym przykładem są (tymczasowe) obniżki podatków lub bilet za 9 euro w Niemczech. Inne środki, takie jak obniżki cen, zakłócają mechanizm rynkowy; sygnały cenowe już nie działają. Choć niektóre inne rozwiązania mogą być nakierowane na pewne grupy (np. dopłaty dla gospodarstw domowych o niskich dochodach), są postrzegane jako raczej uznaniowe i/lub niewystarczające. Wszystkie środki obarczone są zasadniczą słabością: osłabiają motywację do oszczędzania energii, co powinno być priorytetem. System podwójnych cen, za którym opowiada się ekonomista Jean Pisani-Ferry[1], mógłby rozwiązać te problemy. Pomysł jest dość intrygujący: każde gospodarstwo domowe miałoby prawo do zakupu pewnej ilości energii w zależności od potrzeb, aby zasilić swój dom po cenie regulowanej; wszelkie dalsze potrzeby energetyczne musiałyby być zaspokajane po cenie rynkowej. Najprostszym podejściem do ustalenia przydzielonej ilości byłoby podejście historyczne, tzn. bazujące na zużyciu energii w poprzednich latach, ale z odliczeniem – powiedzmy – 25% w celu zachęcenia do oszczędzania energii. Z analiz Allianz Trade wynika, że takie rozwiązanie stanowiłoby zachętę dla wszystkich gospodarstw domowych do zmniejszenia zużycia energii, ale zapewniłoby duże transfery na rzecz zamożniejszych gospodarstw domowych, które nie są zagrożone ubóstwem energetycznym. Dlatego należy połączyć to z ustaleniem górnego pułapu ilości energii wynikającej ze zużycia historycznego o medianę zużycia. Stanowiłoby to zachętę dla wszystkich konsumentów, a jednocześnie uwzględniało ich zdolność do radzenia sobie z obciążeniami. Wskazówką do wyznaczenia ceny regulowanej mogłyby być poziomy cen obowiązujące przed kryzysem. Taki system ma dwie zalety: jest elastyczny i oparty na redystrybucji.

  • Elastyczność: Cena regulowana oraz ilość przydzielonej energii mogą być ustalane zgodnie z pożądanym poziomem ochrony (co jest kompromisem pomiędzy potrzebą pomocy a dostępną przestrzenią fiskalną). Przydzieloną ilość można na przykład ustalić na poziomie o ponad 25% niższym niż dotychczasowe zużycie, pułap ilościowy można obniżyć poniżej mediany, aby zwiększyć bodźce do oszczędzania i zmniejszyć liczbę chronionych gospodarstw domowych (oraz koszty programu). Ponadto cena regulowana i przydzielona ilość powinny być dynamicznie dostosowywane co roku, aby utrzymać zachęty do oszczędzania energii; ostatecznie cena regulowana powinna zrównać się z ceną rynkową.
  • Redystrybucja: Ponieważ gospodarstwa domowe o wysokich dochodach zwykle mieszkają w większych domach (i mają więcej gadżetów elektrycznych), są zmuszone kupować więcej energii po cenie rynkowej; dlatego wsparcie dla gospodarstw domowych o niskich dochodach będzie (znacznie) wyższe[2]. Aby wzmocnić redystrybucyjny charakter systemu, można by wprowadzić próg dochodów (np. poziom tzw. „podatku od bogatych” w Niemczech), po przekroczeniu którego gospodarstwa domowe nie mają już prawa do zakupu energii po cenach regulowanych. To jednak nieco skomplikowałoby sytuację, ponieważ programem nie mogłyby już zarządzać wyłącznie dostawcy mediów, a „nadwyżka” dotacji musiałaby być później pobierana przez urzędy skarbowe.

Pobieżna kalkulacja daje cenę około 22 mld EUR (0,6% niemieckiego PKB) za zużycie gazu. Zakłada ona jednak, że cena regulowana jest równa średniej sprzed kryzysu. Poprzez inne ustalenie ceny regulowanej można w zróżnicowany sposób obniżyć koszty. Jeżeli na przykład cena regulowana zostanie ustalona na poziomie dwukrotnie wyższym niż przed kryzysem, koszty spadną do 8,4 mld EUR.

Potrzebna jest nowa umowa społeczna, która pozwoliłaby zabezpieczyć zieloną transformację.

Poza pierwszą płaszczyzną doraźnych środków kryzysowych, potrzebna jest nowa umowa społeczna, która stanowiłaby odpowiedź na długoterminowe wyzwania związane z wyższymi cenami energii, jakie prawdopodobnie wystąpią w czasie zielonej transformacji. Wysokie ceny energii, a co za tym idzie ubóstwo energetyczne pozostaną na dłużej, biorąc pod uwagę zmieniony krajobraz geopolityczny i konieczność podjęcia bardziej agresywnych działań w celu walki z kryzysem klimatycznym. Należy w szczególności podkreślić, że polityka klimatyczna jest z natury regresywna. Istnieją dwa kanały oddziaływania: poprzez generowanie dochodów (praca) i wykorzystanie (konsumpcja). Ogólnie rzecz biorąc, efekty związane z zatrudnieniem w wyniku zielonej transformacji będą prawdopodobnie niewielkie, przynajmniej w ujęciu netto. W rzeczywistości prawdopodobnie dojdzie do ogromnego przesunięcia miejsc pracy pomiędzy sektorami i regionami. „Zielone” miejsca pracy będą wymagały innych i wyższych umiejętności, więc pracownicy o niższych kwalifikacjach prawdopodobnie najbardziej odczują zmiany na rynku pracy. W trakcie zielonej transformacji zmienią się również ceny względne: Ceny węgla powodują, że zużycie energii jest droższe, a regulacje i normy powodują wzrost cen np. mieszkań i żywności. Będzie to miało inny wpływ na różne grupy dochodowe. Nawet jeżeli zużycie energii jest ogólnie niższe w grupach o niższych dochodach, to one szczególnie ucierpią z powodu rosnących cen. Dlatego w dłuższej perspektywie trzeba zrobić więcej, aby chronić najbardziej wrażliwe gospodarstwa domowe. Sprawiedliwość społeczna wymaga podjęcia działań naprawczych mających na celu zapewnienie równego podziału kosztów i korzyści z zielonej transformacji. Z analiz Allianz Trade wynika, że nierówna dystrybucja może spowodować znaczne opóźnienia w transformacji gospodarek, czy to poprzez protesty przeciwko koniecznym zamknięciom fabryk i kopalń, czy też zbyt nieśmiałe działania w zakresie ustalania cen emisji. Nie należy powtarzać błędów popełnionych w przeszłości w zakresie globalizacji: chociaż internacjonalizacja łańcuchów wartości znacznie zwiększyła światowy dobrobyt i wyłoniła wiele zwycięskich podmiotów (we wszystkich krajach), to jednak było też wielu przegranych, których straty w zakresie dobrobytu i trudności w dostosowaniu się nie zostały odpowiednio uwzględnione przez decydentów.

Odporna na skutki zmian klimatu polityka społeczna powinna obejmować stałe dotacje dla gospodarstw domowych o niskich dochodach (tzw. „dodatek na zakup energii”). W odniesieniu do rynków pracy nie są konieczne nowe instrumenty, ale konsekwentne stosowanie aktywnych programów rynku pracy (np. usługi pośrednictwa pracy, wsparcie dla nowo powstających firm). Ponadto potrzebne są ukierunkowane programy szkoleniowe i programy rozwoju umiejętności w celu przekwalifikowania i podnoszenia kwalifikacji pracowników oraz wspierania ich w przechodzeniu do nowych miejsc pracy, być może w nowych zawodach lub sektorach. W celu wsparcia konsumpcji podczas zielonej transformacji istnieją zasadniczo dwie opcje:

  • Po pierwsze, włączenie działań społecznych towarzyszących polityce klimatycznej do istniejącego systemu świadczeń społecznych. Zaletą tego rozwiązania jest to, że wdrożenie i administrowanie nimi powinno być stosunkowo proste. Wady są jednak poważniejsze. Po pierwsze, środki te są mało widoczne i prawdopodobnie będą rozumiane przez zainteresowanych jako „nic nowego”; z punktu widzenia ekonomii politycznej jest to problematyczne, ponieważ raczej nie przyczyni się do zwiększenia akceptacji dla polityki klimatycznej. Ponadto istnieją dwa problemy „techniczne”: dostosowanie świadczeń socjalnych do zmienionych cen odbywa się z reguły „po fakcie”, co oznacza, że wsparcie dociera do potrzebujących z pewnym opóźnieniem. Krytycznie należy też spojrzeć na dokładność wyceny, ponieważ uwzględniane są tylko osoby już będące w potrzebie, tzn. gospodarstwa domowe otrzymujące już świadczenia socjalne. Grupa osób, których byt jest zagrożony przez rosnące koszty energii, będzie prawdopodobnie większa i obejmie (niższą) klasę średnią – dlatego też wiele działań klimatycznych jest tak niepopularnych. Ruch Żółtych Kamizelek we Francji pokazał to aż nadto wyraźnie.
  • Po drugie, wprowadzenie nowego świadczenia w postaci bezpośredniej dopłaty do energii, tzw. „dodatku na zakup energii”. Chodzi o stałe transfery pieniężne dla wszystkich zainteresowanych w zależności od ich dochodów i statusu społecznego (np. dzieci). Ta forma ochrony socjalnej w fazie przejściowej rozwiązałaby problemy pierwszego podejścia (integracja). Jednak decyzje polityczne dotyczące wysokości „dodatku na zakup energii”, jak również ich skalowania w zależności od dochodu, będą prawdopodobnie trudne. Pragmatycznym podejściem byłoby tutaj powiązanie całkowitej kwoty płatności z przychodami z wdrożenia polityki klimatycznej (np. podatek węglowy, CBAM, ETS). W ten sposób państwo sygnalizowałoby, że wszystkie dochody z koniecznych działań zmierzających do zwiększenia kosztów energii kopalnej zostaną ostatecznie zwrócone poszkodowanym. Nie rozwiązuje to jednak kwestii konkretnego podziału środków.

Największą zaletą „dodatku na zakup energii” jest jego połączenie z zachętami do zmiany zachowań i budowania długoterminowych oszczędności. To jest często ślepy zaułek polityki klimatycznej: że być może uda się powstrzymać kryzys klimatyczny przy pomocy odpowiedniego zestawu narzędzi w postaci cen i regulacji, które poprowadzą niezbędną transformację technologiczną. W rzeczywistości jednak osiągnięcie celu 1,5°C wymaga daleko idących zmian zachowania, a tym samym oszczędności energii. To również opisuje nieodłączny dylemat społecznej rekompensaty dotyczącej polityki klimatycznej: Jeśli posunie się ona za daleko, pożądane sygnały cenowe mogą zostać zniweczone i nie dojdzie do redukcji zużycia energii ze źródeł kopalnych (tzw. efekt odbicia) lub będzie ona niewystarczająca. „Dodatek na zakup energii” można skonstruować tak, aby zminimalizować to ryzyko. Prosty trik: dodatek na zakup energii wypłacany jest albo na rachunek bieżący, tj. jest w całości dostępny do wykorzystania w celach konsumpcyjnych, lub płatność (pełna bądź mniejsze kwoty) realizowana jest na tak zwany „rachunek oszczędności energetycznych”, tj. kwoty nie są przeznaczane na konsumpcję, lecz oszczędzane. (Narzędzie do oszczędzania – zwykłe konto bankowe, fundusz inwestycyjny lub polisa ubezpieczeniowa – może być wybierane przez gospodarstwa domowe). Główna idea polega na tym, że kwota zaoszczędzonego przez gospodarstwa domowe dodatku na zakup energii jest podwajana przez państwo. Jest to więc – podobnie jak w przypadku Riester – forma oszczędzania dotowana przez państwo. Stanowi silną zachętę, aby nie wydawać dodatku na zakup energii od razu. W ten sposób można osiągnąć dwa cele jednocześnie. Z jednej strony, gospodarstwa domowe, które oszczędzają swój „dodatek na zakup energii”, muszą dostosować swoje zużycie i zużywają mniej energii, aby móc nadal się utrzymywać, czyli płacić rachunki za energię. Po drugie, umożliwia to również biedniejszym gospodarstwom domowym gromadzenie rezerw, czy to na zakup nieruchomości mieszkalnej, czy na emeryturę. Należy jednak zapewnić pewną elastyczność w wydatkowaniu oszczędności; na przykład można by zezwolić na wypłatę do połowy zgromadzonych oszczędności po każdych pięciu (dziesięciu) latach, z wyjątkami dotyczącymi zakupu domu i emerytury. W ten sposób „dodatek na zakup energii” mógłby stać się innowacyjnym świadczeniem społecznym, które pozwoliłoby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: zabezpieczyć zieloną transformację i złagodzić nierówności społeczne.

[1] Rozmowa z Olivierem Blanchardem w Le Monde, 19 maja 2022.

[2] Chociaż zamożniejsze gospodarstwa domowe zwykle mieszkają w bardziej energooszczędnych budynkach, to jednak nie kompensuje ich motywacji do oszczędzania, ponieważ ich zapotrzebowanie na energię zwykle rośnie szybciej wraz z dochodem niż oszczędności energii uzyskane dzięki wyższej efektywności energetycznej.

Media społecznościowe i kanały cyfrowe mogą zwiększyć zaufanie do władz – tak wynika z nowego raportu Salesforce

Podobnie jak w przypadku trendów obserwowanych w innych branżach, konsumenci domagają się, by instytucje rządowe oferowały więcej swoich usług online. I chociaż technologie takie jak media społecznościowe są często obwiniane za erozję zaufania do demokracji, usługi cyfrowe, właśnie takie jak wspomniane media społecznościowe, są krytycznym – i coraz popularniejszym – narzędziem dla rządów do udostępniania informacji i spełniania oczekiwań wyborców.

Te i inne wnioski pochodzą z raportu Connected Government, który podsumowuje pięć zleconych przez Salesforce globalnych badań konsumenckich, z których każde zawiera co najmniej 5 tys. odpowiedzi.

Z raportu wynika, że instytucje rządowe muszą skupić się na wyeliminowaniu problemów i budowaniu zaufania podczas wdrażania strategii i narzędzi cyfrowych – albo ryzykować dalsze osłabienie wiary wyborców w te kluczowe instytucje.

Dlaczego jest to ważne: globalne zaufanie do instytucji rządowych spada, co pogłębia przekonanie, że współczesne rządy nie pracują na rzecz swoich wyborców:

  • Ponad 2 na 5 respondentów badania twierdzi, że zaufanie ma duży wpływ na ich skłonność do głosowania.
  • Jedna na trzy osoby stwierdziła, że zaufanie wpływa na jej gotowość do udostępniania rządowi swoich danych osobowych.
  • Tylko 18% wyborców uważa, że jakość obsługi jest priorytetem w ich kontaktach z instytucjami rządowymi.
  • Tylko 16% wyborców uważa, że rząd z powodzeniem wykorzystał technologię do poprawy jakości obsługi.

Szanse: w raporcie stwierdzono również, że dostępna i zaufana technologia może umożliwić rządom spełnienie – i przekroczenie – oczekiwań wyborców:

  • Co czwarta osoba z pokolenia Z korzysta z mediów społecznościowych jako podstawowego źródła wiarygodnych informacji o usługach publicznych.
  • Ponad połowa (54%) konsumentów twierdzi, że łatwiej jest uzyskać pomoc od rządu online niż osobiście.
  • Respondenci uznali przejrzystość (53%), łatwość kontaktu (44%) i dostępność (44%) za trzy najważniejsze czynniki w odbudowywaniu zaufania do władz krajowych i lokalnych.

Perspektywa Salesforce: Nasi Jazayeri, wiceprezes i dyrektor generalny Salesforce ds. rozwiązań dla sektora publicznego, wyjaśnia:

  • „Bez zaufania instytucje rządowe napotykają trudności w efektywnym funkcjonowaniu i zaspokajaniu potrzeb wyborców, jak również w rozwiązywaniu problemów społecznych i wspieraniu rozwoju gospodarczego”.
  • „Przyjęcie holistycznego, skoncentrowanego na ludziach podejścia do transformacji cyfrowej może zmienić obecnie napięte relacje między ludźmi a organizacjami rządowymi, wzmacniając instytucje i zapewniając lepsze wyniki dla wyborców, którym służą”.
  • „Dostępność w czasie rzeczywistym i rozpowszechnienie usług cyfrowych, takich jak media społecznościowe, stanowi dla rządów szansę na wykorzystanie kanałów cyfrowych do dzielenia się pilnymi/krytycznymi informacjami podczas kryzysów, wyprzedzania rozwijających się problemów oraz budowania zaufania dzięki autentycznej i jasnej komunikacji”.

Na co zwrócić uwagę: rozwijające się technologie mają potencjał, aby zrewolucjonizować sposób, w jaki wyborcy kontaktują się z instytucjami rządowymi – a większość ludzi jest otwarta na taką perspektywę lub nią podekscytowana.

  • Większość respondentów (82%) jest otwarta na dostęp do usług publicznych online.
  • Blisko trzy czwarte (72%) jest otwartych na głosowanie przez Internet.
  • Większość (60%) jest otwarta na wykorzystanie sztucznej inteligencji w usługach publicznych.

Ostatnie słowo: „Optymalizacja obsługi cyfrowej pozwoli instytucjom sektora publicznego nie tylko nadążyć za czasami, lecz także je wyprzedzić” — powiedział Jazayeri.

Wyniki rynku ubezpieczeniowego w II kw. 2022

W pierwszej połowie 2022 r. Polacy otrzymali niemal 22,5 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To aż o 12,9 proc. więcej niż rok wcześniej. W dużym stopniu wzrosły wypłaty związane ze szkodami majątkowymi, przede wszystkim dotyczącymi ognia i innych żywiołów.

Kluczowe liczby:

  • 22,5 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 10,0 mld zł z ubezpieczeń na życie,
    • 8 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC),
    • 4,5 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia przeznaczyliśmy 35,5 mld zł, o 3 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 82,0 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • 16,1 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • 581 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele

Ubezpieczenia na życie

Świadczenia z ubezpieczeń na życie wzrosły o 7,1 proc. Największy wzrost wypłat dotyczył ubezpieczeń o charakterze inwestycyjnym i oszczędnościowym i wyniósł ponad 24,7 proc. Na polisy wydaliśmy w pierwszym półroczu 2022 r. 10,5 mld zł, o 5 proc. mniej niż rok wcześniej.

Spadek składki dotyczy przede wszystkim polis inwestycyjnych, co ma związek z interwencją produktową, obowiązującą od początku tego roku, ale też z coraz silniejszą presją inflacyjną, którą odczuwają Polacy, a co za tym idzie brakiem środków na inwestycje i zabezpieczenie przyszłości. Rośnie natomiast rynek ubezpieczeń ochronnych i wypadkowych – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią produkty komunikacyjne. Ich wartość w porównaniu z zeszłym rokiem wzrosła.

  • Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów wyniosły 4,8 mld zł i były o 6,3 proc. większe niż przed rokiem.
  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 3,1 mld zł, o 10,8 proc. więcej niż przed rokiem.

Średnia składka za obowiązkowe ubezpieczenie OC ppm wyniosła w pierwszym półroczu 2022 r. 482,4 zł, o 1,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła średnia szkoda. Jej koszt wyniósł 8 769,5 zł, o 5,2 proc. więcej niż przed rokiem.

18 lipca opublikowano nowe rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego, które będą miały duży wpływ na koszty napraw. Wejdą w życie 1 listopada tego roku. Ubezpieczyciele są prawnie zobowiązani do tego, by składki, które zbierają od kierowców pokryły co najmniej koszty wypłacanych odszkodowań oraz koszty prowadzonej działalności. Wyższe koszty szkód oznaczają wyższe ceny polis dla klientów. Podwyżki cen OC są więc bardzo prawdopodobne, będą odzwierciedleniem inflacji, rekomendacji KNF, droższych napraw, przerw w łańcuchu dostaw. Tymczasem klienci są zainteresowani tym, aby cena za to ubezpieczenie była jak najniższa. Dla wielu osób poniesienie tych kosztów będzie bardzo trudne. A to może oznaczać wzrost liczby nieubezpieczonych pojazdów. Zwracamy więc uwagę na to, by w tak trudnym momencie dla klientów, nie generować kolejnych impulsów do podwyżek – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczenia majątkowe

Wzrost odszkodowań i świadczeń w pierwszym półroczu 2022 r. wiązał się w dużej mierze z większymi wypłatami w obszarze szkód majątkowych.

– W porównaniu z ubiegłym rokiem, zgłoszono znacznie więcej szkód związanych z wichurami, gradobiciami i pożarami. Większa była nie tylko ich liczba, ale też średnia wartość – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

W związku z ogniem i innymi żywiołami, ubezpieczyciele wypłacili w pierwszym półroczu 2022 r. prawie 1,3 mld zł, aż o 66,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Polacy wydali na ochronę majątku 6,8 proc. więcej niż rok temu.

Zwiększyły się też wypłaty z tytułu gwarancji ubezpieczeniowych w porównaniu do roku ubiegłego. Warto podkreślić, że rok 2021 był specyficzny, ponieważ wiele projektów budowlanych, realizowanych przez sektor publiczny, zabezpieczanych przez zakłady ubezpieczeń, było na początku realizacji. Na tym etapie najczęściej nie dochodzi do żądania wypłat kwot z gwarancji. Dodatkowo zakłady ubezpieczeń odzyskały dużą część kwot w ramach regresu, co w sposób znaczący obniżyło łączną kwotę wypłat gwarancji za I półrocze 2021 r.

Wynik netto

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w pierwszym półroczu 2022 r. 2,3 mld zł zysku netto, czyli o 16 proc. mniej niż przed rokiem. Do budżetu państwa ubezpieczyciele odprowadzili 581 mln zł podatku dochodowego.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z I półrocza 2022 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Ubezpieczenie na życie 88 zł (miesięcznie) Zgon ubezpieczonego na skutek powikłań po operacji plastycznej odsysania tłuszczu Pieniądze dla rodziny zmarłego: 453 tys. zł
Ubezpieczenie na życie (grupowe) 18 zł (miesięcznie) Wypadek komunikacyjny – poszkodowany motocyklista został uznany za całkowicie niezdolnego do pracy i samodzielnej egzystencji na skutek licznych obrażeń Spłata całości kredytu hipotecznego na rzecz banku
w kwocie: 84 tys. zł
OC w życiu prywatnym 50 zł (miesięcznie) Uszkodzenie samochodu przez dziecko jadące na rowerze Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie:
10,5 tys. zł
Ubezpieczenie domu 1 000 zł (rocznie) Włamanie do domu i kradzież mienia Świadczenie dla uposażonego:
85 tys. zł
Ubezpieczenie działalności gospodarczej 6 000 zł (rocznie) Na skutek pożaru spłonęły hale magazynowe wraz ze sprzętem i środkami obrotowymi firmy Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w wysokości:
8 mln zł
Ubezpieczenie NNW 42 zł (miesięcznie) Upadek 12-letniego dziecka podczas gry w piłkę w szkole na lekcji w-f i złamanie kości promieniowej prawej ręki Świadczenie dla uposażonego: 460 zł
Ubezpieczenie NNW 149 zł (miesięcznie) 16-letnia dziewczyna została potrącona przez inną zawodniczkę na treningu koszykówki, upadając na parkiet doznała urazu prawego kolana Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie:
7,3 tys. zł

 

Co dziesiąta firma kurierska nie płaci dostawcom w terminie

Polacy coraz częściej wybierają zakupy bez wychodzenia z domu i – nawet po ustaniu pandemii – deklarują chęć korzystania z online’owych kanałów sprzedaży. To dobra wiadomość dla branży kurierskiej, która podczas wprowadzenia obostrzeń w dobie Covid-19, zanotowała skokowy wzrost zapotrzebowania na swoje usługi. Nie uchroniło jej to jednak przed problemem rosnących zaległości. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w ciągu roku dług firm kurierskich wzrósł o 5,7 mln zł do 67,4 mln zł. Kłopoty z terminowymi płatnościami ma co dziesiąta firma z tej branży. Co zatem stoi za problemem rosnącego zadłużenia branży kurierskiej?

Przeterminowane zaległości firm kurierskich, wobec dostawców czy finansujących je banków i instytucji leasingowych, z roku na rok wzrastają, nawet mimo boomu na zakupy online, jaki obserwujemy od początku pandemii. W 2022 roku przekroczyły kwotę 67 mln zł, wobec 57 mln zł dwa lata temu i 45,5 mln zł na koniec 2019 r. – Rosnąca popularność tego typu usług sprawiła jednak, że na rynku szybko przybywa też nowych graczy, chcących spróbować swoich sił. W ciągu 3,5 roku liczba aktywnie działających firm kurierskich wzrosła o ponad 60 proc. do ok. 7 tys., jednak nie każde przedsiębiorstwo od razu dobrze sobie radzi, stąd powiększające się zaległości i spora skala problemów z terminowymi płatnościami w tej branży. W segmencie przesyłek kurierskich nie reguluje zobowiązań na czas, aż 10 proc. firm (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) . Pokazuje to, że dobra koniunktura w branży zleceniodawcy niestety wcale nie gwarantuje, że będzie on solidnym płatnikiem. Najczęściej problemów przysparzają małe podmioty, świadczy o tym m.in. stosunkowo niska średnia zaległość przypadająca na jednego dłużnika, 44,2 tys. zł – komentuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W ujęciu regionalnym największe kwoty przeterminowanych zaległości osiągają przedsiębiorcy z województw mazowieckiego i śląskiego, jednak średnie najwyższe zadłużenie przypada na firmy z Świętokrzyskiego, kształtuje się w granicach 77 tys. zł. Z kolei wśród firm działających w danych regionach najczęściej kłopoty z terminowym opłacaniem faktur i rat kredytów mają przedsiębiorstwa kurierskie z woj. zachodniopomorskiego i pomorskiego oraz ze Śląska

Jak wynika z danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej, ubiegły rok był wyjątkowo korzystny dla branży kurierskiej, dostarczano nawet 2 mln przesyłek dziennie. Kurierzy w 2021 pozostawali na fali pandemicznego trendu zakupowego i w najbliższych perspektywach nic nie zapowiadało, by miało się to zmienić. Jednak 2022 rok, na przekór prognozowanym wzrostom popularności sprzedaży online, przyniósł spowolnienie. Jak podaje GUS notowany od lutego br. spadek udziału e-commerce w handlu w Polsce dotknął najbardziej przedsiębiorstwa specjalizujące się w sprzedaży tekstyliów, odzieży i obuwia oraz mebli, RTV i AGD. Dodatkowo rentowność każdego kurierskiego kursu spada wraz z gwałtownym wzrostem cen. Rosnące koszty paliwa, energii, wynajmu przestrzeni magazynowych czy rat leasingowych sprawiają, że nawet utrzymanie obrotów na wysokim poziomie nie jest w stanie uchronić dostawców przed trudnościami finansowymi. Nie pomaga również fakt, że firmy, które korzystają z usług kurierów same borykają się z podobnymi problemami, nakręcając spiralę zadłużenia w sektorze przesyłek kurierskich.

Problem z wypłacalnością kontrahentów biznesowych, nie ma końca. Z najnowszego cokwartalnego badania “Skaner MŚP”, przeprowadzonego dla BIG InfoMonitor wynika, że trzeci kwartał 2022 roku przyniósł wzrost przeterminowanych płatności o ponad 30 i 60 dni. Aktualnie, przez ponad miesiąc, czeka na płatności za wystawione faktury 50,8 proc. firm z sektora MŚP, o 7,3 pkt. proc. podmiotów więcej niż w poprzednim pomiarze. Sytuacja wygląda podobnie jeśli chodzi o opóźnienia przekraczające 60 dni. Dziś takie przedawnienia w spływie należności deklaruje blisko 37 proc. przedsiębiorców, podczas gdy w poprzednim kwartale informowało o tym 30,2 proc. badanych (zwyżka o 6,5 pkt. proc. kw./kw.).

Pogarszają się nastroje przedsiębiorców. Aktualnie największe obawy wzbudza nie tyle trudność w zachowaniu płynności finansowej, co utrata rentowności biznesu, która w dłuższej perspektywie może doprowadzić do upadłości niejednego przedsiębiorstwa.

E-commerce i firmy kurierskie grają do tej samej bramki

W raporcie o stanie rynku pocztowego przygotowanym przez UKE, widać zależność między wzrostem wolumenu przesyłek zawierających towary nabywane przez konsumentów w transakcjach online a wartością rynku e-commerce, który w 2021 roku osiągnął 100 mld zł. Według analityków kolejne lata tylko umocnią pozycję sprzedaży online w handlu w Polsce, nawet pomimo nagłego załamania na rynku e-commerce w 2022 roku. Trudna sytuacja gospodarcza i wojna w Ukrainie poskutkowały znacznymi spadkami handlu elektronicznego na całym świecie, przy czym Europa zaliczyła aż 13 proc. obniżkę.

– Wygląda na to, że zakupy w sieci na dobre już zagościły w codzienności polskich konsumentów. Początkowa troska o własne bezpieczeństwo przerodziła się w wygodną i oswojoną już przez wielu formę zakupów. Widzimy również, że rosnący popyt na usługi kurierskie, sprawia, że na tym rynku pojawia się coraz więcej chętnych by spróbować swoich sił. Niestety nie każdy daje sobie radę i wielu z nich szybko trafia na listę dłużników, bo albo sami nie przykładają odpowiedniej wagi do ściągania należności od swoich zleceniodawców i potem nie mają, jak zapłacić swoim dostawcom, albo po prostu budują przewagę konkurencyjną kredytując się cudzym kosztem. Na pewno wysoki odsetek niesolidnych płatników w tej branży powinien być sygnałem ostrzegawczym dla potencjalnych zainteresowanych tego typu działalnością jak i powiązanego biznesu – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Na pewno firmy kurierskie potrzebują w swoim portfolio klientów dobrze prosperujących i odpornych na nagłe zmiany gospodarcze, umożliwiając zachowanie płynności finansowej. Tym bardziej, że wzrost wartości rynku jest efektem dynamicznie rosnącej liczby przesyłek, a nie średniego przychodu na przesyłce, bo ten akurat spada – dodaje Sławomir Grzelczak.

Nowe uprawnienia Rad Nadzorczych w Spółkach kapitałowych

13 października bieżącego roku zacznie obowiązywać ustawa z dnia 9 lutego 2022 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U.2022.807 z dnia 2022.04.12). Powyższa zmiana kodeksu spółek handlowych w większości dotyczy wprowadzenia do polskiego porządku prawnego szeroko już komentowanego tzw. Prawa holdingowego. Niejako przy okazji ustawa zawiera zapisy dotyczące uprawnień rad nadzorczych w spółkach kapitałowych (Spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością, Prostych Spółkach Akcyjnych i Spółkach Akcyjnych).

W dotychczasowym stanie prawnym rady nadzorcze spółek kapitałowych w celu realizacji swoich obowiązków określonych przepisami Kodeksu Spółek Handlowych mogły „(…) badać wszystkie dokumenty spółki, żądać od zarządu i pracowników sprawozdań i wyjaśnień oraz dokonywać rewizji stanu majątku spółki.” (vide: art. 219 § 4, art. 30071§ 11, art. 382 § 4 kodeksu spółek handlowych). Jak z powyższego przepisu wynika katalog podmiotów, od których rady nadzorcze mogą obecnie zwrócić się z żądaniem o udzielenie wyjaśnień i dokumentów jest bardzo ograniczony i sprowadza się jedynie do Zarządów i pracowników Spółek. Warto zaznaczyć, że już po 13 października bieżącego roku katalog tychże podmiotów ulegnie diametralnej zmianie. Rady Nadzorcze dostaną bowiem uprawnienie do żądania udzielenia wyjaśnień, przekazania informacji, sprawozdań, dokumentów również od prokurentów spółek, ale co istotniejsze również od osób wykonujących na rzecz spółek w sposób regularny określone czynności na podstawie umowy o dzieło, umowy zlecenia albo innej umowy o podobnym charakterze. Rady nadzorcze będą mogły więc zwrócić się bezpośrednio do podmiotów trzecich takich jak np. kancelarie prawne, firmy audytorskie bez pośrednictwa zarządów spółek o przekazanie bezpośrednio im wyjaśnień, dokumentów etc. dotyczących w szczególności majątku spółki.

Kolejną istotną zmianą dotyczącą uzyskiwania przez Rady nadzorcze informacji o stanie majątkowym spółek jest określenie w jakim terminie osoby obowiązane mają udzielić radom odpowiedzi. W dotychczasowym stanie prawnym nie było to określone i Zarządy spółek oraz pracownicy mogli przeciągać proces udzielenia odpowiedzi uniemożliwiając de facto radom nadzorczym możliwość wykonywania czynności nadzorczych. (vide: art. 219 § 41, art. 30071§ 1, art. 382 § 5 kodeksu spółek handlowych).

Istotną zmianą, która wejdzie w życie po 13 października bieżącego roku jest również przyznanie radom nadzorczym prawa do zlecania zbadania na koszt spółki określonej sprawy dotyczącej działalności spółki lub jej majątku przez wybranego doradcę (vide: art. 2192, art. 30071A, art. 3821 kodeksu spółek handlowych). Pod rządami dotychczasowych przepisów rady nadzorcze dokonując czynności nadzorczych w spółkach określonych przepisami kodeksu spółek handlowych mogły bazować jedynie na wiedzy i doświadczeniu swoich członków oraz ewentualnie dobrej woli zarządów spółek w których funkcjonują. Od ich dobrej woli zależało czy zlecą świadczenie usług eksperckich na rzecz rady nadzorczej. Od 13 października rady nadzorcze po podjęciu stosownej uchwały same będą mogły zatrudniać ekspertów i zlecać wykonanie opinii czy analiz wymagających nierzadko wiedzy specjalistycznej.

Czy powyższe zmiany idą w dobrym kierunku?

Należy uznać, że tak. Po pierwsze doprecyzowują procedurę pozyskiwania przez rady nadzorcze informacji o spółkach. Po drugie przynajmniej w założeniu mają doprowadzić do tego, iż czynności nadzorcze realizowane przez rady nadzorcze będą bardziej profesjonalne i rzeczowe oraz oparte na rzetelniejszych informacjach.

Autor: Radca Prawny Bartosz Bachman, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Utrzymująca się niepewność

Rynek kryptowalut w ciągu ostatnich siedmiu dni po raz kolejny pozostawał w stagnacji, spowodowanej ciągłą niepewnością dotyczącą oczekiwanych podwyżek stóp procentowych Fed.

Bitcoin jest obecnie notowany poniżej 20 000 dolarów, ponieważ jego coraz bliższa korelacja z akcjami trwa. Podobnie jak w przypadku Bitcoina, Nasdaq i S&P zamknęły się 3,25 proc. i 2,7 proc. w dół, odzwierciedlając kolejny trudny tydzień dla rynków.

Ethereum radziło sobie nieco lepiej, znajdując się teraz na poziomie 1 560 dolarów, czyli mniej więcej tak samo jak w zeszłym tygodniu. To najpewniej odzwierciedla nastroje wokół nadchodzącego The Merge, mającego nastąpić 15 września.

Podczas gdy podejście Fed bez wątpienia wpływa na nastroje, warto również wziąć pod uwagę, że właśnie rozpoczął się wrzesień, który statystycznie jest jednym z najtrudniejszych miesięcy dla inwestorów. Dodajmy do tego wiadomość, że unijne rozporządzenie w sprawie rynków aktywów kryptowalutowych (MiCA) może być gotowe wcześniej niż oczekiwano, potencjalnie w ciągu zaledwie sześciu tygodni. Nietrudno więc zgadnąć, skąd bierze się niepewność.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Popyt na biura w Europie wyższy o 11%

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, popyt na europejskim rynku biurowym w pierwszej połowie 2022 r. wyniósł 4,3 mln m kw. i był wyższy o 11 proc. od średniej pięcioletniej za pierwsze półrocze.

Według danych Savills, w pierwszym półroczu najbardziej aktywne nadal były firmy świadczące usługi dla biznesu, których udział w całkowitym wolumenie transakcji sięgnął 21 proc. i był zbliżony do odnotowanego w pierwszych sześciu miesiącach 2021 r. Tuż za nimi uplasowały się sektory ICT (20 proc.) oraz bankowy, ubezpieczeniowy i finansowy (20 proc.), które odnotowały 6-procentowy wzrost rok do roku. Udział sektora zaawansowanej produkcji, branży farmaceutycznej i przemysłowej zmniejszył się z 13 proc. w 2021 r. do 6 proc. obecnie, czyli do poziomu zarejestrowanego w 2020 r.

Z analizy wskaźników podaży i popytu wynika, że luka podażowa występuje na większości europejskich rynków biurowych, a przede wszystkim we Francji i Niemczech. Współczynniki pustostanów utrzymują się na niskim poziomie i wynoszą od 2 do 5 proc. w paryskim COB, Berlinie, Kolonii, Hamburgu, Brukseli, Monachium i Sztokholmie.

„Pogorszenie koniunktury gospodarczej może skłaniać do pesymistycznych prognoz dotyczących popytu na powierzchnią biurową w Europie. Nadal jednak obserwujemy duże zainteresowanie biurami o wysokim standardzie w atrakcyjnych lokalizacjach, które wpisują się w kulturę korporacyjną firm i ich cele związane z polityką zrównoważonego rozwoju” – mówi Matthew Fitzgerald, dyrektor, dział doradztwa dla najemców międzynarodowych w regionie EMEA, Savills.

Na polskim rynku, pierwsza połowa 2022 r. to rekordowy popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie. W tym czasie wynajęto łącznie ponad 479 400 m kw., czyli o 94 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej i tylko 26 proc. mniej niż w całym ubiegłym roku.

„Widzimy, że firmy nadal chcą przyciągać pracowników nową powierzchnią biurową dostosowaną do ich potrzeb. Największy popyt w Warszawie obserwujemy w COB i centrum miasta, ponieważ bliskość stacji metra jest dla wielu najemców najważniejszym czynnikiem przy wyborze biura. Z uwagi na rosnącą lukę podażową prognozujemy wzrost czynszów związany z ograniczoną dostępnością powierzchni na wynajem oraz coraz wyższymi kosztami budowy i zarządzania obiektami biurowymi, co może wskazywać na zwrot w kierunku rynku wynajmującego” – dodaje Marcin Sabowicz, dyrektor w dziale reprezentacji najemców, Savills.

Pomimo spadku wolumenu transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych w drugim kwartale 2022 r., wartość obrotów w sektorze biurowym w pierwszej połowie bieżącego roku wyniosła 43 mld euro i była zbliżona do średniej pięcioletniej za pierwsze półrocze. Ta klasa aktywów nadal ma największy udział w całkowitym wolumenie inwestycyjnym, kształtujący się w tym roku na poziomie 31 proc.

„Dane RCA pokazują, że w lipcu liczba transakcji na europejskim rynku biurowym spadła do najniższego miesięcznego poziomu w ostatnich latach. Może to wynikać to z większej selektywności i zainteresowania inwestorów produktami wysokiej jakości, a przede wszystkim biurowcami klasy A w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach” – komentuje Georgia Ferris, analityczka w dziale badań firmy Savills.

Plast-Box właścicielem klubu siatkarskiego Projekt Warszawa

Plast Box został właścicielem klubu siatkarskiego Projekt Warszawa. Wcześniej zaangażowany w to przedsięwzięcie był Grzegorz Pawlak, Prezes Zarządu Plast-Box S.A., który jest również prezesem stołecznej drużyny.

Klub z tradycjami

Projekt Warszawa to męski klub siatkarski występujący w PlusLidze, czyli na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Nadchodzący sezon będzie dziewiętnastym z rzędu, w którym siatkarze wystąpią w elicie. Zespół powstał w 1954 roku jako sekcja siatkarska Politechniki Warszawskiej. Od 2005 roku działa jako samodzielny klub i spółka handlowa. Przejęcie drużyny przez Plast-Box to nowy rozdział w historii Projektu.

Mam nadzieję na niejedno trofeum – głęboko wierzę w siłę tej drużyny – mówi Grzegorz Pawlak, Prezes Zarządu Plast-Box S.A. – Chcemy również, by na siatkarską mapę Warszawy wróciły prestiżowe rozgrywki Ligi Mistrzów, co niewątpliwie zwiększy rozpoznawalność marki nie tylko wśród polskich kibiców, ale także zainteresowanych tą dyscypliną w całej Europie i zachęci inwestorów do wspierania klubu – dodaje.

Gramy w jednej drużynie

Obecność Plast Box w świecie sportu nie jest przypadkowa. Jest ona wyrazem zdrowej rywalizacji rynkowej, społecznej odpowiedzialności biznesu i budowania dobrych relacji z partnerami, klientami, a także fanami siatkarskich zmagań. Misją firmy jest inwestowanie w człowieka i jego możliwości – a efektem realizacji tych celów jest właśnie rozpoczęty proces zarządzania klubem siatkarskim.

– Jako właściciel Projektu Warszawa czujemy się odpowiedzialni za jego dynamiczny rozwój. Inwestując w klub myślimy nie tylko o komercji, ale przede wszystkim o emocjach, które zapewnimy kibicom, teraz i w kolejnych sezonach. To nasz cel i misja – by być bliżej ludzi. Działając w środowisku biznesowo-sportowym tworzymy także trwałe więzi z rynkowym otoczeniem całej Grupy Plast Box, skutecznie koordynując współpracę z innymi inwestorami. To jest gra, która wymaga świetnej strategii i zaangażowanych, niezawodnych partnerów – mówi Grzegorz Pawlak. – Chcemy otworzyć przed klubem i jego społecznością nowe możliwości, wdrażając nowoczesne modele zarządzania działalnością sportową – uzupełnia.

Razem po sukces

Wspólnie z biznesowymi partnerami Projektu Warszawa Plast Box planuje wznieść tę drużynę na jeszcze wyższy poziom. Będzie realizować działania mające na celu promocję klubu i siatkówki, zarówno lokalnie, jak i na większą skalę. Chce przyciągnąć na COS Torwar oraz Arenę Ursynów jak największą liczbę kibiców, którzy głośnym dopingiem będą wspierać zespół na każdym meczu oraz zachęcić młodych pasjonatów tej dyscypliny do treningów w niedawno powstałej międzynarodowej klubowej akademii. Pragnie dać szansę również innym, nowym sponsorom, dla których inwestycja w sport jest szansą na lepszą ekspozycję ich marek. Oprócz regularnego wzmacniania drużyny priorytetem dla firmy, jako właściciela klubu, jest wdrażanie efektywnych rozwiązań biznesowych, które pozwolą na dynamiczny rozwój spółki, ale także szybko dadzą realne korzyści pozostałym partnerom Projektu Warszawa.

Przedsiębiorca a kredyt frankowy

Kwestia unieważniania przez Sądy umów kredytowych zawartych przez banki z konsumentami doczekała już się zarówno ugruntowanego orzecznictwa sądowego, wielu komentarzy jak również innych publikacji. Jednak nie tylko konsumenci zawierali umowy z bankami. Robili to również przedsiębiorcy, a banki również zawierając umowy z podmiotami gospodarczymi wykorzystywały swoją dominującą pozycję i narzucały „nienegocjowane” zapisy w umowach kredytowych.

Czy zatem przedsiębiorcy muszą się pogodzić z tym faktem?

Czy zapisów umownych o jednostronnym ustalaniu przez banki kursów walut nie należy uznać za przekroczenie granicy swobody umów?
Otóż nie.

Pod koniec zeszłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie w wyroku z dnia z dnia 14 grudnia 2021 r. sygn. akt: XVI GC 1309/20 „(…) uznał za sprzeczne z istotą stosunków umownych, a tym samym niepodlegające prawnej ochronie, zapisy umowy, w której strona ekonomicznie silniejsza, czyli kredytodawca, byłby upoważniony do jednostronnego określenia kursu waluty określonej jako właściwa dla oznaczenia kwot rat obciążających kredytodawcę.(…)”

Sąd ten uznał, że narzucanie podobnych zapisów przez banki nie mieści się w granicach swobody umów z art. 3531 k.c., lecz stanowi jej rażące przekroczenie. Biorąc pod uwagę powyższe Sąd okręgowy stwierdził, że taka umowa pomimo, iż jej stroną był przedsiębiorca powinna zostać uznana za nieważną ze skutkiem ex tunc, czyli już od daty jej zawarcia.

Dodatkową szansę dla przedsiębiorców, którzy zaciągnęli kredyt we frankach stwarza Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 28 kwietnia bieżącego roku (sygn. akt III CZP 40/22) w której Sąd uznał za sprzeczne z naturą stosunku prawnego kredytu postanowienia, w których bank jest uprawniony do jednostronnego określania kursu waluty właściwej do wyliczenia wysokości zobowiązania kredytobiorcy oraz ustalenia wysokości rat kredytu. Sąd Najwyższy co prawda w tej sprawie zajmował się sprawą dotyczącą kredytu konsumenckiego, jednakże kwestia ta nie miała znaczenia dla rozstrzygnięcia. Sąd oparł to na treści stosunku prawnego i wynika z niego, że nieistotnym jest charakter w jakim występuje strona umowy kredytowej. Istotna natomiast jest treść umowy, a w szczególności uprawnienie do jednostronnego określania kursu walut przez banki, które zdaniem Sądu Najwyższego nie mieści się w granicach swobody umów.

W konsekwencji powyższego w najbliższym czasie można spodziewać się, że w ślad za konsumentami również przedsiębiorcy zaczną kierować do Sądów sprawy przeciwko bankom o unieważnienie umów kredytowych bądź to o „odfrankowienie” kredytów. Fali takich spraw należy się spodziewać już niebawem ze względu, że okres przedawnienia roszczeń dla przedsiębiorców jest znacznie krótszy niż dla konsumentów (3 lata vs. 10 lat) także po wyczerpaniu postępowania reklamacyjnego przedsiębiorcy zapewne ruszą do Sądów.

Autor: Radca Prawny Bartosz Bachman, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Rynki oczekują obniżek stóp procentowych w Polsce o 25 punktów bazowych

Na naszych oczach rozgrywają się zjawiska bezprecedensowe. – Wyrażenie to zwykło być wielokrotnie nadużywane, niemniej ostatni rok daje solidną podstawę, by tak twierdzić. Najostrzejsze w historii podwyżki stóp procentowych, inflacja na poziomie nieznanym od dziesięcioleci, ceny paliw bijące historyczne rekordy, osiągnięcie, a następnie przebicie, parytetu na parze USD/EUR, zakończenie epoki ujemnych stóp procentowych przez EBC, recesja techniczna przeradzająca się już w realną, indeks WIG20 spadający do poziomów z czasów największej pandemicznej paniki z 2020 roku, negatywne korekty prognoz gospodarczych, skokowe wzrosty kosztów życia, składową których są zarówno wyższe koszty bieżące będące efektem radykalnego wzrostu cen surowców i energii (inflacja bazowa), droższy pieniądz, czego skutkiem są np. wyższe koszty produkcji, które generują inflację konsumencką. Pamiętajmy jednak, iż inflacja nie jest miarą, którą można zobiektywizować.

Praktycznie każdy z nas zadaje sobie pytanie o koniec tego pasma złych informacji, tragicznych perspektyw, wzrastających obciążeń budżetów osobistych. Chcielibyśmy, aby minione 12 miesięcy odeszło do historii, a rzeczywistość wróciła do „starych, dobrych czasów”. Niestety, nad pierwszą połową tej dekady wiszą potężne czarne chmury i wydaje się, że nieprędko zostaną rozwiane. Z drugiej jednak strony, pojawiają się głosy, że jesteśmy bliżej niż dalej najgorszego momentu, że najostrzejszy spadek i pogorszenie różnych wskaźników ekonomicznych, ale też rzeczywistego dobrobytu już mamy za sobą – teraz ma ponoć nastąpić stopniowe spłaszczenie, a w dłuższym okresie stopniowe odbijanie się gospodarki. Czy już jesteśmy na tym etapie? Czy nie będzie kolejnych, gwałtownych spadków różnych wskaźników ekonomicznych lub też gwałtownych wzrostów kosztów życia? Możemy zaobserwować w mediach i w swoim otoczeniu sygnały, które na to wskazują – spadek cen paliw, możliwe hamowanie inflacji r/r, zmniejszenie ilości gotówki w obiegu, zatrzymanie  wzrostu wysokości wskaźnika WIBOR oraz perspektywa wprowadzenia nowego benchmarku, spadek cen materiałów budowlanych, ustabilizowanie się wysokości stałego oprocentowania dla kredytów hipotecznych (a wręcz jego spadek w niektórych bankach), pierwsze przewidywania dotyczące końca cyklu podwyżek stóp procentowych przez NBP i tak dalej.

Jakich więc dalszych podwyżek stóp procentowych możemy się spodziewać? Na początek trochę teorii.

WIBOR (Warsaw Interbank Offer Rate), będący teoretycznym kosztem pieniądza na rynku międzybankowym, docelowo powinien uzyskać wartość między poziomem stopy depozytowej a stopy lombardowej. Dlaczego? Stopa depozytowa to oprocentowanie po jakim bank centralny przyjmuje depozyty od banków komercyjnych. Innymi słowy, bank komercyjny mający nadwyżkę gotówki, może zdeponować ją w banku centralnym na jednodniowej lokacie oprocentowanej według stopy depozytowej. Z kolei stopa lombardowa to koszt kredytu w banku centralnym. W przypadku braku płynności bieżącej bank komercyjny może pożyczyć w banku centralnym pieniądze po takiej właśnie stopie.

Wynika z tego, że gdyby WIBOR znalazł się poniżej stopy depozytowej, wówczas bankom opłacałoby się deponować pieniądze w banku centralnym (zarobią więcej niż na pożyczaniu innym bankom). Z kolei, gdyby WIBOR był powyżej stopy lombardowej, wówczas bardziej opłacałoby się pożyczać pieniądze od banku centralnego niż od innych banków na rynku. Stąd naturalnie WIBOR powinien znaleźć się na poziomie pomiędzy wysokością tych dwóch stóp procentowych.

Zachowania WIBOR-u w ostatnich miesiącach wskazują na to, że faktycznie tak się dzieje. Gdy konsensus rynkowy sądził, że czeka nas jeszcze jedna, wrześniowa podwyżka stóp procentowych o 25 p.b., stawki WIBOR-u 3M i 6M zatrzymały się na poziomie trochę ponad 7%. Konsensus zakładał wówczas, że docelową wartością m.in. stopy depozytowej i lombardowej będzie odpowiednio 6,25% i 7,25%, co spełnia założenia dotyczące docelowej wartości WIBOR-u. Po pierwszych odczytach inflacji r/r za sierpień, przewidywania uległy zmianie – spodziewane są nawet jeszcze dwie podwyżki stóp. Efekty widać na wykresach WIBOR-u. Po kilkutygodniowej przerwie stawki zaczęły powoli piąć się do góry, dostosowując się stopniowo do przewidywanych docelowych wysokości stóp procentowych ustalanych przez RPP.

Konsensus rynkowy zakłada jedną, maksymalnie dwie podwyżki na kolejno wrześniowym i październikowym posiedzeniu o 25 p.b. co wydaje się zasadne w oparciu o dostępne dane o kondycji rynku, a nawet może napawać optymizmem dla osób przygotowujących się do wnioskowania o kredyt hipoteczny w perspektywie kolejnych miesięcy. My, jako Lendi, zgadzamy się z tymi przewidywaniami.

Poniższa tabela zawiera przykładowe obliczenia wysokości raty kredytu z marżą 1,65% zaciągniętego na okres 30 lat. Pierwszy wiersz zawiera przykładowe stawki stopy referencyjnej z gradacją o + 25 punktów bazowych. Symulacja prezentuje wzrost raty kapitałowo – odsetkowej odpowiednio dla 5 różnych wariantów decyzji, którą potencjalnie może podjąć dnia 7 września 2022 roku Rada Polityki Pieniężnej.

  7% 7,25% 7,50% 7,75% 8%
200 000 zł 1 559,14 zł 1 594,88 zł 1 630,88 zł 1 667,14 zł 1 703,64 zł
400 000 zł 3 118,28 zł 3 189,75 zł 3 261,76 zł 3 334,27 zł 3 407,28 zł
600 000 zł 4 677,41 zł 4 784,63 zł 4 892,63 zł 5 001,41 zł 5 110,92 zł
800 000 zł 6 236,55 zł 6 379,50 zł 6 523,51 zł 6 668,54 zł 6 814,56 zł
1 000 000 zł 7 795,69 zł 7 974,38 zł 8 154,39 zł 8 335,68 zł 8 518,20 zł

 

Uwaga zwrócona jest w stronę środowego spotkania i decyzji, które na nim zapadną. Obecni, jak i potencjalni nowi kredytobiorcy, z nadzieją wyczekują spadku lub przynajmniej wyhamowania cyklu podwyżek. Rozważmy zatem kilka scenariuszy oraz przybliżmy dane rynkowe z aktualnej światowej gospodarki, które na pewno będą brane pod uwagę przez członków RPP.

Wysokość stóp procentowych ustalana przez bank centralny jest ściśle związana z sytuacją gospodarczą w kraju. Narzędzia, jakimi dysponuje bank centralny, to m.in podwyższanie stopy referencyjnej oraz, w dalszej kolejności, ewentualne zacieśnianie ilościowe. W związku z powyższym na problem inflacji należy spojrzeć w sposób zarówno w mikro jak i w makroskali. Świat stał się globalną wioską, a co za tym idzie, z pozoru nic nie znaczący ruch (czy to w gospodarce czy w polityce) np. w dalekiej Azji, może implikować, a nawet być tragiczny w skutkach dla gospodarek tak geograficznie odległych, jak Europa czy USA, w przeciągu dosłownie sekund.

Wiele wydarzeń ma znaczenie psychologiczne a nie ekonomiczne, a z faktu, że ekonomię tworzą ludzie, zdarzenia te nabierają również wymiaru ekonomicznego. Dodatkowo ujemne stopy procentowe są zaprzeczeniem idei ich istnienia, a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że są sprzeczne z matematyką finansową, a jednak stały się faktem (LIBOR, EURIBOR).

Uważam osobiście, że aktualna sytuacja w Polsce jest tak mocno uzależniona od decyzji podejmowanych przez FED, ECB, sytuację z dostawami gazu do Europy, przebicie parytetu na parze EUR/USD, co jako pochodna negatywnego sentymentu i odpływu wartości od waluty EUR do USD wpływa siłą rzeczy na waluty gospodarek rozwijających się (takich jak Polska). Mamy bezprecedensowo słabą walutę, w zasadzie ATH (all time high) na najważniejszych parach – to jest niezwykle ważny aspekt, jeśli rozmawiamy o inflacji, imporcie dóbr (gdzie większość jest rozliczana w dolarze z Azją, ropa itd.), kryzys energetyczny, który jak wiele danych wskazuje, nadejdzie w perspektywie najbliższego kwartału.

Stąd dalsze decyzje RPP widzę jako wypadkową ruchów innych banków centralnych, inflacji bazowej (ceny energii i konflikty zbrojne na Świecie) oraz politykę wewnętrzną w naszym kraju.

Na naszą niekorzyść oddziałuje mieszanka kilku zewnętrznych czynników, m.in EBC (Europejski Bank Centralny), który ma de facto związane ręce z uwagi na kraje członkowskie, które nie radzą sobie najlepiej z finansowego punktu widzenia i obsługi długu publicznego takie jak Grecja czy Włochy, a bazują na tej samej stopie i walucie, gdzie na drugim biegunie mamy największe gospodarki takie jak Niemcy i Francję. Jestem zdania, iż EBC nie podniesie radykalnie stóp, przez co Europa na tle innych gospodarek znacząco ucierpi – (patrz kurs EUR/USD) a FED, jak nawet kilka dni temu podtrzymał szef FED Jerome Powell, “będzie nieugięty w duszeniu inflacji”. Widać to doskonale na głównych indeksach takich jak Nasdaq, S&P500 i w zasadzie całej amerykańskiej giełdzie. Do tego sumuje się utrata wartości polskiej waluty i interwencje NBP, które przestały już efektywnie działać na kurs PLN względem najważniejszych walut (CHF, EUR i USD).

Znowu argumenty stojące za potencjalnym końcem cyklu podwyżek to odczyty o pogarszającej się koniunkturze w Polsce – w samym tylko sierpniu wskaźnik PMI dla przemysłu w Polsce spadł do zaledwie 40,9 pkt, utrzymując się czwarty miesiąc z rzędu poniżej poziomu 50 pkt. Taka wartość odczytu sygnalizuje dynamiczny spadek ekonomicznej aktywności. To również najniższy wynik od maja 2020 roku oraz rezultat poniżej oczekiwanych przez ekonomistów i tak już bardzo niskich 41,8 pkt. To także jeden z kilku najniższych odczytów całej historii tego badania. Powyższe dane zbiegają się z sygnałami z GUS, które mówią o mocnym spadku PKB Polski w II kwartale 2022 r. W opinii wielu ekspertów spodziewane jest dalsze spowolnienie w gospodarce. Warto dodać, iż produkcja spada najszybciej od bezprecedensowego lockdownu mającego miejsce w 2020 r.

Konkludując, można dojść do wniosku, że poziom stóp procentowych w Polsce jest bliski szczytu i biorąc pod uwagę pogarszającą się koniunkturę w wielu sektorach, odczyty PMI, PKB oraz hamowanie inflacji, a nawet perspektywę jej tendencji spadkowej, istnieje szansa na zakończenie cyklu zacieśniania polityki pieniężnej, a w niedalekiej perspektywie jej ponowne poluzowanie (czyli spadek stóp procentowych).

Mimo że wiele wskazuje na to, że cykl podwyżek stóp procentowych zbliża się ku końcowi, to czy wciąż można coś poradzić na wysokie raty kredytu? Istnieje kilka sposobów, ale niestety żaden z nich nie pozwoli obniżyć kosztów do poziomu sprzed roku (choć zapowiadany nowy benchmark od początku 2023 daje szczątkową nadzieję). Rozwiązań jest kilka: rządowe wakacje kredytowe i przeznaczenie zaoszczędzonych pieniędzy na nadpłatę kredytu, kontakt z bankiem w celu restrukturyzacji zadłużenia, zmiana oprocentowania na (paradoksalnie niższe oprocentowanie stałe) w obrębie tego samego banku, a w szczególności przeniesienie kredytu do innego banku na oprocentowanie stałe lub zmienne (z niższą marżą niż w obecnym banku). Jeśli przymierzasz się do wnioskowania o nowy kredyt hipoteczny w perspektywie kilku miesięcy lub chcesz zoptymalizować swoje aktualne zobowiązania, rekomenduję konsultację z ekspertem kredytowym Lendi w celu znalezienia optymalnego rozwiązania, dostosowanego do indywidualnych możliwości finansowych oraz dostępne na rynku możliwości.

Ekspert: Jacob Adam, ekspert kredytowy Lendi

FPP: Spółki komunalne muszą stosować zamówienia publiczne. Urząd Zamówień Publicznych potwierdza taką interpretację prawa

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że należy w pełni poprzeć stanowisko Urzędu Zamówień Publicznych wobec postulatu Związku Miast Polskich w sprawie zwolnienia spółek komunalnych z obowiązku stosowania prawa zamówień publicznych, gdy prowadzą działalność komercyjną. Spółki komunalne korzystające ze szczególnej pozycji w związku z wykonywaniem zadań użyteczności publicznej musza stosować zamówienia, nawet jeżeli równocześnie prowadzą działalność komercyjną. Tylko w ten sposób jest szansa na zachowanie równej konkurencji na rynku i zapewnienie szerokiego dostępu do zamówień udzielanych ze środków o charakterze publicznym. Publiczny charakter rodzi obowiązki publiczne.

Sektor publiczny, w tym spółki komunalne, dysponując środkami publicznymi powinny zachować zasady otwartego dostępu, konkurencyjności i przejrzystości. Przestrzeganie tych zasad to najlepsza gwarancja gospodarnego wydatkowania wspólnych pieniędzy i wspierania równej konkurencji. Dlatego nie tylko władze, ale także inne podmioty publiczne utworzone w celach nie mających charakteru przemysłowego albo handlowego (tzw. podmioty prawa publicznego) zostały zobowiązane do stosowania prawa zamówień publicznych. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w 1996 r. w sprawie Mannesmann nie miał wątpliwości, że podmiot prawa publicznego jest zobowiązany do stosowania prawa zamówień publicznych, nawet jeżeli prowadzi także działalność komercyjną.

„Przedsiębiorczość lokalna to ważna część polskiej gospodarki. Dla rozwoju lokalnej przedsiębiorczości ważne są nie tylko warunki stwarzane przez państwo, ale także praktyki na poziomie lokalnym. Samorząd, podobnie jak inne władze publiczne, powinien przede wszystkim sprawować władzę i zarządzać usługami publicznymi. Tak widzieli to twórcy polskiego samorządu terytorialnego, gdy przyjmując ustawę o samorządzie gminnym uznali, że zadaniami użyteczności publicznej są zadania własne gminy, których celem jest bieżące i nieprzerwane zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności w drodze świadczenia usług powszechnie dostępnych. Działalność gospodarcza powinna być pozostawiona przede wszystkim przedsiębiorcom. Sektor publiczny nie może „wypychać” przedsiębiorców prywatnych z rynku. Ekspansja sektora publicznego w gospodarce podważa istotę ustroju gospodarczego Polski, czyli „społeczną gospodarkę rynkową”, która zgodnie z art. 20 Konstytucji, opiera się m.in. na własności prywatnej i wolności działalności gospodarczej” – podkreśla Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Gospodarka komunalna obejmuje w szczególności zadania o charakterze użyteczności publicznej, których celem jest bieżące i nieprzerwane zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności w drodze świadczenia usług powszechnie dostępnych. Prowadzenie przez samorządy, w tym spółki komunalne, działalności stricte komercyjnej poza sferą użyteczności publicznej jest ściśle ograniczone do sfer, w których istnieją niezaspokojone potrzeby wspólnoty samorządowej na rynku lokalnym lub występujące w gminie bezrobocie w znacznym stopniu wpływa ujemnie na poziom życia wspólnoty samorządowej, a zastosowanie innych działań i wynikających z obowiązujących przepisów środków prawnych nie doprowadziło do aktywizacji gospodarczej, a w szczególności do znacznego ożywienia rynku lokalnego lub trwałego ograniczenia bezrobocia. (art. 10 ustawy o gospodarce komunalnej).

Większość Polaków za likwidacją tzw. podatku Belki

Blisko 70 proc. Polaków chce likwidacji podatku Belki. Tylko ponad 9 proc. jest za jego pozostawieniem.

Dwóch na trzech Polaków uważa, że przez rosnącą inflację rząd powinien zlikwidować tzw. podatek Belki. Z kolei jedna na 25 osób stwierdza, że ww. danina powinna być tylko czasowo zawieszona. Natomiast Ministerstwo Finansów informuje, że obecnie nie pracuje nad zmianą przepisów. Tymczasem do kasy państwa w I połowie br. wpłynęło z tego tytułu tle środków, ile za cały 2021 r. Widać to szczególnie po wzrostach na papierach wartościowych. Według sondażu, zwolennikami likwidacji tej daniny są głównie osoby w wieku 36-55 lat, z miesięcznymi dochodami netto w granicach 3000-4999 zł i z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym. To głównie mieszkańcy miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności.

Do likwidacji?

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, 67,5% badanych uważa, że przez rosnącą inflację rząd powinien zlikwidować tzw. podatek Belki (tj. daninę od zysku z oszczędności, np. z lokat bankowych czy ze sprzedaży akcji). Przeciwnego zdania jest 9,2% ankietowanych z ponad tysiąca dorosłych Polaków. Z kolei 4% uczestników sondażu stwierdza, że ww. podatek powinien być tylko czasowo zawieszony. Natomiast 19,3% nie ma wyrobionej w tej kwestii opinii.

– W Polsce problemem jest zrozumienie istoty podatków. To są wpływy do budżetu państwa, z których finansowana jest cała sfera publiczna, w tym m.in. edukacja, ochrona zdrowia, transport, drogi czy kultura. Jeżeli opowiadamy się za obniżką lub nawet za likwidacją podatków, to powstaje pytanie, czy chcemy zmniejszenia zakresu ww. usług. I na to ludzie zwykle odpowiadają przecząco, bo oczekują rozwoju tego obszaru. To jest swego rodzaju sprzeczność. Nazywam to schizofrenią podatkową – komentuje prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Jak informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów, resort obecnie nie prowadzi prac nad uchyleniem lub czasowym zawieszeniem podatku od zysków kapitałowych. W 2021 roku wpływy budżetowe z ww. daniny wyniosły ponad 4,15 mld zł, a w I półroczu br. jest to już kwota ok. 4,19 mld zł. Widać to szczególnie po wzrostach na papierach wartościowych. Z kolei prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów, podkreśla, że mamy do czynienia z wyjątkowo niekorzystną dla deponentów polityką oprocentowania depozytów. Banki w sposób bezprecedensowy zwiększają swoje przychody w wyniku polityki stóp procentowych RPP, czyli dostają prezenty od władzy. Obywatele chcą więc, żeby budżet, a nie banki, pokrył zwiększenie opłacalności oszczędzania poprzez likwidację opodatkowania dochodów z tego tytułu.

– Jeżeli mamy zysk, to powinien być on opodatkowany. Jeśli w systemie podatkowym będziemy zmieniać coś wyrywkowo, to w końcu stanie się on niespójny, niejasny i jeszcze mniej przejrzysty. Jednak można znaleźć argument niesprzeczny z ogólną logiką funkcjonowania państwa. Mam na myśli rezygnację z tzw. podatku Belki od tych najmniejszych oszczędności. I to mogłoby obowiązywać w formie czasowego rozwiązania, bo inflacją najmocniej dotknięte są osoby najuboższe. Moim zdaniem, niezasadne jest całkowite likwidowanie tego podatku od dużych zasobów pieniężnych – dodaje prof. Mączyńska.

Z kolei prof. Modzelewski stwierdza, że gdyby decydował w kwestii tzw. podatku Belki, to zawiesiłby go czasowo w taki sam sposób, jak zmieniono stawkę podatku VAT na artykuły spożywcze. Ekspert podkreśla, że dzisiaj oszczędności są masowo wydawane przez Polaków, bo nie opłaca się ich trzymać. Jeśli chcemy zmniejszyć popytowy czynnik inflacyjny, to powinniśmy zwiększyć opłacalność przechowania aktywów na przyszłość. W związku z tym powinno to nastąpić w drodze zwiększenia oprocentowania depozytów.

– Opodatkowanie odsetek jest czynnikiem zniechęcającym do oszczędzania, a zachęcającym do zakupów i inwestowania. Oczywiście przy zniesieniu tej daniny najwięcej zyskaliby najbogatsi. Oni i tak mają dodatkowe możliwości uciekania od inflacji. Jeżeli np. ktoś dysponuje odpowiednio dużymi zasobami, to zamiast oszczędzać na niskim oprocentowaniu w banku, mógł kupić nieruchomość. Ich ceny do niedawna ciągle rosły – podkreśla prezes PTE.

Zwolennicy zmian

Częściej za zlikwidowaniem podatku Belki opowiadają się mężczyźni niż kobiety. Za tym rozwiązaniem są przede wszystkim osoby w wieku 36-55 lat, z miesięcznymi dochodami netto w granicach 3000-4999 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym i z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców.

– Niechęć podatkowa występuje zawsze z różnym natężeniem w poszczególnych grupach społecznych, podobnie jak niezrozumienie związku pomiędzy podatkami a skalą usług publicznych. Natomiast nie wiemy, czy respondenci mają oszczędności, bo to też mogło wpłynąć na ich odpowiedzi. Jednak jest duże prawdopodobieństwo, że posiadają stosunkowo małe lokaty. Jeżeli z tych depozytów jeszcze pobiera im się podatek, to zrozumiałe jest, że tak reagują – mówi prof. Mączyńska.

Z badania wiemy też, że częściej o czasowym zawieszeniu podatku mówią kobiety niż mężczyźni. Ponadto zwolennikami tej opcji są przede wszystkim osoby w wieku 18-22 lat, zarabiające ponad 9 tys. zł netto, z wykształceniem wyższym i z miejscowości liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców.

– Wszyscy ponosimy skutki ekonomiczne polityki wojennej, sankcji, embarga itd. A z różnych badań wiemy, że nie akceptujemy wyrzeczeń i nie godzimy się na ponoszenie dodatkowych kosztów z tego tytułu. Nie chcemy powtórzenia sytuacji sprzed ponad trzydziestu lat, kiedy odebrano nam całe oszczędności w wyniku tzw. transformacji ustrojowej. W związku z tym oczekujemy ochrony naszych aktywów, a jest nią przede wszystkim oprocentowanie depozytów – podsumowuje były wiceminister finansów.

Puste przejazdy – jak można ograniczyć ich liczbę?

Utrzymanie firm w branży TSL staje się coraz trudniejsze, a pogłębiający się kryzys inflacyjny daje się we znaki przedsiębiorcom z każdego sektora. Jednocześnie w tych niespokojnych czasach musimy wkładać swoje wysiłki nie tylko w utrzymanie się na powierzchni, ale również w działanie na rzecz środowiska Jak zaoszczędzić i jednocześnie przybliżyć swoją firmę do zrównoważonego rozwoju promowanego przez zieloną logistykę? Najlepiej zacząć od redukcji tzw. pustych przebiegów – twierdzi Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

W obecnych czasach na każdym kroku musimy szukać możliwości na zaoszczędzenie jak największej liczby zasobów. Koszty, które pochłaniają paliwa, stojące pojazdy bez kierowców i zmiany pakietu mobilności są znaczące, a w tle pojawia się konieczność inwestycji w nowe rozwiązania technologiczne z zakresu zielonej logistyki. Pierwszą rzeczą, którą możemy z robić nie tylko w celu redukcji kosztów, ale również ekologii jest zmniejszenie liczby tzw. pustych przebiegów, bowiem optymalizacja w tym obszarze wiąże się nie tylko z większymi zyskami, ale również z redukcją śladu węglowego. Zatem działanie, w którym ekologia idzie w parze z ekonomią jest pierwszym krokiem ku drodze do zrównoważonego rozwoju.

Problem pustych przejazdów

Od momentu rozpoczęcia agresji zbrojnej Rosji na Ukrainę wysokie ceny paliw stały się jednym z wiodących problemów, jakich doświadcza branża transportowa. Kiedy dołączymy do tego nieustannie pogłębiającą się inflację, fakt, że wiele firm zaopatruje się w olej napędowy za granicą, wcale już nie dziwi. Surowiec ten stał się niezwykle cenny i każde jego ponadprogramowe straty są niezwykle bolesne, dlatego puste przejazdy zaczynają być palącym problemem, a duży odsetek kursów bez ładunku pogłębia i tak już olbrzymią dziurę budżetową oraz przyczynia się do jeszcze większego zanieczyszczania środowiska.

Oczywiście całkowita eliminacja pustych przejazdów nie jest realna, jednak zdecydowanie możliwa jest ich redukcja. Puste przejazdy to efekt chociażby trendu szybkich dostaw, które nie pozostawiają czasu na dobre planowanie czy braku równowagi pomiędzy popytem a podażą usług transportowych. Oczywiście ważna jest także branża, w której jest dokonywany transport, bowiem przewozy specjalistyczne są niezwykle trudne do zoptymalizowania. Pozostaje zatem pytanie, czy w jakiś sposób możemy rozwiązać ten problem?

Czy można coś z tym zrobić?

Chociaż puste przebiegi są problemem znaczącym, to istnieje wiele metod walki z nimi, a najbardziej podstawową jest przemyślane tworzenie siatki klientów, która pozwala na minimalizowanie odległości pomiędzy miejscem rozładunku oraz miejscem ponownego załadunku. Jest to trudne zadanie, bowiem wymaga współpracy wielu osób o wysokich kompetencjach – planistów, spedytorów, pracowników z biura obsługi klienta a także handlowców. Czy w takiej sytuacji nie może pomóc technologia? Oczywiście, że może i jest ona najpewniejszym sposobem pozwalającym na walkę z pustymi przebiegami – tutaj pomocne okazują się tzw. systemy telematyczne.

Telematyka transportu to narzędzie pozwalające na zbieranie danych z pojazdu i udostępnianie ich w czasie rzeczywistym osobie, która zarządza przejazdami w firmie. Taki system pozwala na pracę z dużą ilością danych a także ich analizę. Takie bogate bazy informacji można wykorzystać na wiele sposobów – na kontrolę czasu pracy kierowców (co przy nowych przepisach pakietu mobilności jest niezwykle przydatne), zaplanowanie trasy tak, aby była jak najbardziej korzystna czasowo i cenowo, a także właśnie na redukcję pustych przebiegów. Telematyka pozwala na śledzenie poziomu paliwa, co umożliwia także jego oszczędność i wgląd w dane czy kierowca jeździ ekonomicznie i ekologicznie, a to obecnie jest cenną informacją ze względu na normy środowiskowe oraz wymagania klientów. Obecna technologia pozwala przypuszczać, że niedaleką przyszłością są sposoby redukcji pustych przebiegów bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. Tym samym możliwe będzie planowanie przejazdów, które będą jak najszybsze, jak najtańsze i z jak najmniejszą liczbą pustych przejazdów.

Zyski w przyszłości?

Obowiązujące normy środowiskowe, a także ogólna sytuacja z cenami i dostępnością paliw sprawia, że redukcja pustych przebiegów staje się koniecznością. Dokonanie tego bez odpowiednich rozwiązań technologicznych jest niezwykle skomplikowane i wymaga współpracy wielu osób, dlatego pomimo trudnej sytuacji gospodarczej inwestycja w nowoczesne systemy to konieczność. Choć początkowo to znaczący wydatek, to z czasem może generować duże oszczędności. Ostatnio mogliśmy zaobserwować spadki cen paliw, jednak sytuacja jest nadal niepewna, a w ostatecznym rozrachunku puste przejazdy generują jedynie straty, bez względu na to, jak spojrzymy na tą sprawę. Aby zdać sobie sprawę z powagi sytuacji, wystarczy spojrzeć na dane z Eurostatu, zgodnie z którymi w 2020 r. około jedna piąta przejazdów w drogowym transporcie towarowym w UE wykonywały puste pojazdy  . Te liczby mocno działają na wyobraźnię i pozwalają zrozumieć, że nie możemy zapominać o tym aspekcie, nawet w obliczu obecnych, bardziej aktualnych problemów z którymi boryka się branża TSL.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE najniżej od marca

Amerykanie wczoraj świętowali „Dzień pracy”, a dziś rano wznowione notowania kontraktów terminowych na główne indeksy rynku akcji w USA lekko rosły (S&P 500 +0,37 proc., DJIA +0,26 proc., Nasdaq 100 +0,53 proc. ok. godz. 10:05).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważały dziś wzrosty głównych indeksów. Najsilniejszy – o 1,36 proc. – notował Shanghai Composite, a Shanghai B-Share osiągnął najwyższy poziom od ponad 3 lat. Lekko spadały tylko Hang Seng, nowozelandzki NZX50 oraz australijski All Ordinaries.

Na giełdach w Europie również przeważały lekkie wzrosty (DAX +0,37 proc., CAC 40 +0,15 proc. ok. godz. 10:10).

Ten trend nie udzielił się GPW, gdzie WIG-20 spadał po godz. 10-tej o 0,72 proc. Wśród składników sWIG-u swe nowe przynajmniej roczne minimum osiągnęły dziś kursy akcji Serinusa i Stalexportu.

Rosły dziś w Europie i USA rentowności 10-letnich obligacji skarbowych. Rentowność 10-latek polskiego rządu utrzymywała się powyżej poziomu 6 proc. (6,159 proc.).
Poranne zmiany cen kontraktów na ropę naftową były niewielkie (WTI +0,38 proc., Brent -0,07 proc.). Wczoraj silnie – o ponad 15 proc. – odbiły w górę ceny kontraktów na gaz ziemny w Europie. Do najniższego poziomu od marca spadły ceny kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE.

Euro zyskiwało dziś ok. godz. 9:50 0,49 proc. względem amerykańskiego dolara, ale pozostawało poniżej poziomu parytetu. USD stanowił dziś swe nowe cykliczne maksima względem chińskiego juana, japońskiego jena, koreańskiego wona, malezyjskiego ringitta, tajwańskiego dolara, bułgarskiego lewa i chorwackiej korony.

W ślad za euro umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN -0,17 proc., USD/PLN 0,66 proc. ok. godz. 9:55).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara próbował dziś wrócić powyżej poziomu 20000 USD, ale ok. 9:50 ponownie był poniżej tego poziomu (+0,71 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Będzie historyczna podwyżka składek ZUS dla przedsiębiorców

Zgodnie z projektem ustawy budżetowej przyjętej 30 sierpnia przez rząd, prognozowane przeciętne wynagrodzenie w 2023 roku ma wynieść 6935 zł brutto. Oznacza to wzrost aż o 17,1%. Jeśli tak się stanie, to analogicznie wzrośnie też wysokość składek ZUS dla firm. Byłaby to największa podwyżka w historii.

Podstawa wysokości składek ZUS dla przedsiębiorców to 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia. W przyszłym roku będzie to 4161 zł. Składki ZUS na rok 2023 wyniosą więc 1418,48 zł (bez składki zdrowotnej, naliczanej osobno w zależności od wybranej formy opodatkowania). W roku 2022 składki wynoszą 1211,28 zł. Oznacza to najwyższy w historii wzrost – o 207,20 zł miesięcznie.

Dwie podwyżki w 2023 roku dla nowych przedsiębiorców

Przedsiębiorcy rozpoczynający prowadzenie działalności mogą skorzystać z preferencyjnych stawek składek ZUS. Wylicza się je od minimalnego wynagrodzenia, które obecnie wynosi 3010 zł. W przyszłym roku ma ono wzrosnąć dwa razy. Pierwsza podwyżka nastąpi 1 stycznia 2023 r. (do poziomu 3383 zł), druga – 1 lipca 2023 roku do kwoty 3450 zł.

Dwie podwyżki płacy minimalnej spowodują dwie zmiany w wysokości składek ZUS w 2023 roku. W przypadku ZUS preferencyjnego, podstawa składek (bez składki zdrowotnej) to 30% wynagrodzenia minimalnego. Obecnie podstawa ta wynosi 903 zł, a składki od niej liczone – 285,71 zł miesięcznie.

Od stycznia 2023 r. podstawa składki wzrośnie do kwoty 1014,90 zł. Składki (bez składki zdrowotnej) za okres od stycznia do czerwca wyniosą 321,12 zł, a więc o 35,41 zł miesięcznie więcej. Z kolei po drugiej podwyżce od lipca 2023 roku, podstawa wymiaru ulgowych składek ZUS wzrośnie do 1035 zł. W związku z tym należności za okres lipiec – grudzień 2023 wzrosną do poziomu 327,47 zł. Wzrost względem 2022 roku wyniesie 41,76 zł miesięcznie.

Składka zdrowotna

Należy pamiętać, że oprócz powyższych składek przedsiębiorcy płacą jeszcze składkę zdrowotną, która od stycznia tego roku jest wyliczania w całkowicie zmieniony sposób.

Wysokość miesięcznej składki zdrowotnej na ryczałcie jest uzależniona od rocznego przychodu przedsiębiorcy, a jej podstawę stanowi 60% (przychody do 60 tys. zł), 100% (przychody pomiędzy 60 tys. a 300 tys. zł) lub 180% (przychody roczne powyżej 300 tys. zł) przeciętnego wynagrodzenia z IV kwartału. Sama składka wynosi 9%. Obecnie to odpowiednio: 335,94 zł, 559,89 zł lub 1007,81 zł.

Przy przyjętej prognozie przeciętnego wynagrodzenia na 2023 rok, ryczałtowcy zapłacą miesięcznie składkę zdrowotną wyższą:

  • w pierwszym progu przychodowym o 38,55 zł,
  • w drugim o 64,26 zł,
  • w trzecim o 115,66 zł.

Dla podatników rozliczających się na skali podatkowej składka zdrowotna wynosi 9% od dochodu, a dla podatników rozliczających się metodą podatku liniowego – 4,9% od dochodu. Ustawodawca zastrzegł jednak, że składka nie może być niższa niż 9% liczone od wynagrodzenia minimalnego. W 2022 roku jest to więc 270,90 zł miesięcznie.

Przy docelowym wzrośnie pensji minimalnej do 3450 zł w roku 2023, wysokość składki minimalnej wyniesie 310,50 zł (o 39,60 zł więcej). O tyle samo więcej zapłacą też podatnicy rozliczający się według karty podatkowej.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Kupujesz „elektryka”? Zobacz dlaczego potrzebujesz innego assistance

  • W ciągu ostatnich trzech lat liczba nowych zarejestrowanych aut osobowych wyłącznie elektrycznych (tzw. BEV) wzrosła sześciokrotnie. Obecnie to około 26 tys.
  • Z doświadczeń bardziej rozwiniętych rynków, wynika, że posiadacze takich aut potrzebują innego assistance na drodze
  • Podstawową obawą jest wyładowanie baterii w ruchu miejskim lub w trasie np. w korku na autostradzie
  • Potrzebują też wyższego limitu kilometrów na holowanie auta po wypadku lub awarii oraz dłuższego okresu udostępniania samochodu zastępczego.

Z najnowszych danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że utrzymują się rekordowe wzrosty liczby rejestracji nowych samochodów osobowych wyłącznie elektrycznych (tzw. BEV – Battery Electric Vechicle ). W okresie od stycznia do końca sierpnia 2022 r. ich liczba wzrosła o ponad 97% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Dynamiki są imponujące, szczególnie w porównaniu do aut z tradycyjnym napędem, które notują istotne spadki nowych rejestracji: auta z silnikami benzynowymi (-18%), a diesle (-26%).

Jednak liczby bezwzględne dotyczące „elektryków” nie robią już takiego wrażenia, bo w sierpniu przybyło ich na drogach 892 sztuki. Jest ich więc obecnie około 26 tys. Z drugiej strony, to oznacza, że w ciągu ostatnich trzech lat ich liczba wzrosła sześciokrotnie! Na koniec sierpnia 2019 r. liczba rejestracji nowych „elektryków” wynosiła 4178. Mimo tak dużych wzrostów sprzedaży udział samochodów elektrycznych w rynku jest nadal śladowy, jeśli weźmiemy pod uwagę, że po polskich drogach jeździ około 19,3 mln aut.

Elektryki potrzebują innego assistance na drodze

– Mimo wciąż niewielkiego udziału takich aut w rynku, z roku na rok trafia do nas co raz więcej telefonów z prośbą o pomoc na drodze. Świadczymy ją w oparciu o tradycyjne warunki ubezpieczenia, ale nasze procedury uwzględniają fakt, że posiadacze tego typu aut potrzebują innego serwisu niż jeżdżący samochodami z tradycyjnym napędem – mówi Rafał Mrozowski, szef produktu i innowacji w regionie Europy Wschodniej w grupie Mondial Assistance.

Jedną z istotnych obaw użytkowników samochodów elektrycznych jest wyładowanie baterii w ruchu miejskim lub w trasie np. w korku na autostradzie. Przy samochodach spalinowych firma assistance po prostu dowozi paliwo, w ilości wystarczającej do dojechania do najbliższej stacji. Jak to działa przy samochodach elektrycznych?

Klienci instytucjonalni tacy jak ubezpieczyciele i producenci samochodów najczęściej pytają czy jesteśmy w stanie ładować auto mobilnymi ładowarkami. Paradoksalnie jednak, przy obecnej technologii wcale nie jest to rozwiązanie najwygodniejsze dla klienta. Proces ładowania w miejscu unieruchomienia i ładowanie docelowe w mobilnej stacji trwa znacznie dłużej – nawet 1 godzinę dłużej – niż przewiezienie auta bezpośrednio do stacjonarnej stacji ładowania – wyjaśnia Rafał Mrozowski.

Dlatego w takiej sytuacji na miejsce przyjeżdża laweta, która zbiera samochód do stacji ładowania. Tu pojawia się kolejne wyzwanie: dostępność ładowarek elektrycznych. Z danych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych wynika, że na koniec lipca 2022 r. było 4431 punktów ładowania dostępnych w ramach 2293 stacji. Problem w tym, że tylko 29% z nich to szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a reszta to wolne ładowarki prądu przemiennego (AC). Dlatego, choć liczba dostępnych ładowarek rośnie, to zdarza się przed takimi punktami zobaczyć kolejki.

– Dzięki specjalnym aplikacjom mamy możliwość lokalizowania najbliższych stacji, które w danym momencie są dostępne dla naszych klientów. Mamy też strategiczne partnerstwo z największą siecią ładowarek dla elektryków w Polsce. Dzięki temu możemy np. zdalnie pokryć koszty ładowania – mówi Rafał Mrozowski.

Pomoc rzadziej, ale na dłużej

Z obserwacji Mondial Assistance na bardziej rozwiniętych pod względem liczby aut elektrycznych rynkach np. niemieckim czy norweskim, wynika jeszcze kilka wniosków istotnych dla posiadaczy takich aut. Z jednej strony psują się one rzadziej niż samochody z tradycyjnym napędem. Z drugiej, poziom skomplikowania tych aut sprawia, że ciężko je usprawnić na drodze ekspertom nawet przysłanym przez firmę assistance. Trzeba je więc holować do specjalistycznego warsztatu, a to może oznaczać większą odległość. Tam z kolei naprawa trwa przeciętnie dłużej niż w przypadku tradycyjnych aut. Potwierdzają to też analizy firmy konsultingowej McKinsey&Company z rynku brytyjskiego. Wynika z nich, że wysokość kosztów naprawy „elektryków” jest o 32% wyższa niż aut z tradycyjnym napędem o podobnej wartości i wieku. Naprawa trwa z kolei przeciętnie o 14% dłużej, ze względu na większe skomplikowanie i ograniczoną liczebność warsztatów posiadających odpowiednie umiejętności.

Dlatego prowadząc rozmowy z klientami instytucjonalnymi, zwracamy uwagę na dwa elementy. Po pierwsze, zapewnienie posiadaczom aut elektrycznych wyższych niż zwykle limitów odległości holowania samochodu po awarii lub wypadku. Po drugie, dłuższy okres, na jaki powinien być udostępniany samochód zastępczy w takich sytuacjach – mówi Rafał Mrozowski.

Zwraca uwagę, że o tych samych elementach powinni pamiętać również klienci indywidualni kupujący takie ubezpieczenie samodzielnie i to nie tylko dla samochodów wyłącznie elektrycznych, ale też samochodów hybrydowych i tych z możliwością ładowania (plug-in).

Koszty naprawy takich samochodów po wypadku są bardzo wysokie. Dlatego łatwiej tu o przekroczenie progu ekonomicznej opłacalności naprawy i orzeczenie tzw. szkody całkowitej. Dlatego ważne jest, żeby mieć assistance, które zapewni dostęp do samochodu zastępczego na możliwie długi okres, który pozwoli nam kupić nowe auto – podkreśla Rafał Mrozowski.

Z polskich i zagranicznych doświadczeń Mondial Assistance wynika, że właściciele aut elektrycznych mają wyższą wrażliwość ekologiczną.

– Dlatego swoim partnerom biznesowym oferujemy rozwiązania z zakresu odpowiedzialności społecznej i dzięki współpracy z organizacjami pozarządowymi, oferujemy możliwość zasadzenia drzewa po każdym holowaniu, jakie wykonuje jedna z naszych lawet  – mówi Rafał Mrozowski.

Pomoc również w domu

Posiadacze samochodów elektrycznych powinni też zwrócić uwagę na zakres swojego… assistance domowego. Dlaczego? Bo można w nim znaleźć usługę serwisu w razie awarii tzw. wall boxa, czyli domowej instalacji do ładowania samochodu elektrycznego.

Można się spodziewać, że wraz z rosnącą popularnością takich aut element ubezpieczenia ładowarki domowej znajdzie się w zakresie assistance samochodowego. Już dziś w naszych rozmowach z klientami instytucjonalnymi zwracamy uwagę, że łatwo możemy przenieść sieciowe i operacyjne możliwości wypracowane w ramach assistance domowego – mówi Rafał Mrozowski.

Euro i złoty ponownie pod presją

Rosyjska saga energetyczna ponownie steruje zachowaniem kursów walut w Europie. Energetyczny szok podażowy, który zepchnął dziś kurs EUR/USD do najniższego poziomu od dwóch dekad, stawia w wyjątkowo trudnej sytuacji Europejski Bank Centralny przed zebraniem w czwartek 8.09. Dzień wcześniej decyzję o podwyżce stóp – najpewniej ograniczonej – podejmie Rada Polityki Pieniężnej.

Wydawało się, że euro odnotuje w zeszłym tygodniu niezły wynik, wspierane przez oczekiwania, że EBC będzie jastrzębi oraz raport z amerykańskiego rynku pracy, który zasygnalizował Fedowi, że tamtejsza sytuacja może się rozluźniać. Piątkowe oświadczenie Gazpromu o odcięciu dostaw gazu do Europy przez Nord Stream na czas nieokreślony sprawiło, że euro i w zasadzie większość walut straciły względem dolara. Wieści te zwiększyły prawdopodobieństwo szerokich braków energii w Europie i podsyciły obawy dotyczące recesji.

Energetyczny szok podażowy w czasie, gdy bezrobocie pozostaje niskie, a presja inflacyjna rekordowa, stawia Europejski Bank Centralny w wyjątkowo trudnej sytuacji tuż przed najbliższym zebraniem w czwartek (08.09). Oczekiwania balansują między ruchem 50 lub 75 pb. Rynek zakłada, że Rada Prezesów będzie próbowała nadrobić stracony czas, dokonując silnej podwyżki. Nie poznamy za to wielu wieści z USA, gdzie tydzień jest skrócony przez wolny poniedziałek.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień umocnieniem w parze z euro, mimo że utracił część zysków, reagując na negatywne nagłówki dotyczące europejskiej sytuacji gazowej. Waluta pozostaje słabsza na początku tego tygodnia, co wiążemy właśnie z sytuacją energetyczną. Jak na to, że benchmarkowa cena gazu wzrosła od końca tygodnia o ok. 1/3, reakcja złotego jest jednak dość ograniczona. Można to interpretować pozytywnie, szczególnie biorąc pod uwagę, jak duże znaczenie dla kształtowania się kursu miał ten czynnik przez większość lata.

W tym tygodniu oprócz sytuacji energetycznej skupimy się na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Biorąc pod uwagę retorykę decydentów i uporczywość inflacji, wydaje się, że przed nami kolejna podwyżka stóp procentowych. Jej skala będzie jednak najpewniej ograniczona ze względu na pogarszającą się sytuację gospodarczą i coraz wyraźniej zarysowane ryzyka na horyzoncie.

EUR

Zeszłotygodniowy odczyt inflacji potwierdził, że EBC jest potencjalnie w najtrudniejszej sytuacji spośród głównych banków centralnych na świecie. Inflacja – zarówno jej miara główna, jak i bazowa – ponownie zaskoczyła w górę i ponownie pobiła rekordy, osiągając odpowiednio 9,1% i 4,3% w sierpniu.

Najbliższe posiedzenie EBC jest prawdopodobnie najważniejszym w tym roku. Odczyty inflacji są wyjątkowo złe, a bank jest wyraźnie spóźniony z podwyżkami. Jednocześnie szok energetyczny, następujący w konsekwencji europejskiej zależności od rosyjskiego gazu, jest silny jak nigdzie indziej. Uważamy, że EBC podniesie stopy o 75 pb., ponieważ ich poziom w strefie euro pozostaje daleko za tym w podobnych krajach i nie przystaje do rzeczywistości gospodarczej. Narzędziami polityki monetarnej nie zdobędzie się gazu ani nie zmniejszy niedoborów, ale można próbować ograniczyć negatywne skutki sytuacji.

USD

Kluczowy raport dotyczący rynku pracy przyniósł Rezerwie Federalnej wyczekiwaną ulgę. O ile kreacja miejsc pracy pozostaje silna, rozwiewając obawy dotyczące recesji w USA, o tyle warto zwrócić uwagę, że nastąpił też wzrost stopy partycypacji, a płace wzrosły mniej niż oczekiwano. Sugeruje to, że popyt na pracę pozostaje wysoki (co we wcześniejszej części tygodnia potwierdzał raport JOLTS o dostępnych wakatach), co wpływa jednak na wzrost siły roboczej w większym stopniu niż na płace. Poskutkowało to spadkiem rentowności obligacji w USA i zeszły tydzień byłby stosunkowo trudny dla dolara, gdyby nie oświadczenie Gazpromu, które pojawiło się tuż przed piątkowym zamknięciem giełdy w Nowym Jorku.

GBP

Wiele drugorzędnych danych z zeszłego tygodnia okazało się lepszych od oczekiwań: sprzedaż detaliczna, ceny domów i zgody na kredyty hipoteczne, a także rewizja w górę PMI dla przemysłu. W prawdzie nie pomogło to szczególnie funtowi, który podobnie do euro słabł względem dolara, ale wydaje się wskazywać, że niektórzy nieco zbyt szybko zaczęli przewidywać natychmiastową recesję.

Wynik rywalizacji o przywództwo w Partii Konserwatywnej wygrała Liz Truss. Jej zwycięstwo to prawdopodobnie dobra wiadomość dla funta, przynajmniej w krótkim terminie – dodatkowe wydatki fiskalne i zwiększenie protekcjonizmu w handlu, a tym samym ciaśniejsza polityka monetarna, to mieszanka, która historycznie była korzystna dla waluty.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Kurs EUR/USD był dziś poniżej poziomu 0,99

Kurs euro względem dolara osiągnął dziś rano swój najniższy od 2002 roku poziom spadając poniżej poziomu 0,99. Po godz. 8-ej naszego czasu przyszło odbicie, które wyniosło kurs ponownie powyżej poziomu 0,99. Ok. godz. 9:40 kurs EUR/USD spadał o 0,35 proc.

Amerykański dolar osiągnął dziś swe nowe cykliczne maksima również względem chińskiego juana, koreańskiego wona, filipińskiego peso, tajwańskiego dolara, duńskiej korony, brytyjskiego funta, islandzkiej korony, szwedzkiej korony i południowoafrykańskiego randa.

Polski złoty był stabilny względem euro (0 proc. ok. godz. 9:40) i tracił względem dolara (+0,35 proc.).

Kurs Bitwcoina względem amerykańskiego dolara był dziś rano znowu poniżej poziomu 20000 USD (-0,67 proc. ok. godz. 9:40) , ale nadal trzymał się w obrębie wąskiej konsolidacji trwającej już 9-ty dzień.

Kontrakty na ropę naftową drożały dziś rano o ponad 2 proc. W piątek cena kontraktów na gaz ziemny notowanych w Holandii spadała o 10 proc., ale decyzja Gazpromu o przedłużeniu zamknięcie Nord Stream 1 ponownie wzbudziła nerwowość na tym rynku.
W piątek główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły o nieco ponad 1 proc. (S&P 500 -1,07 proc., DJIA -1,07 proc., Nasdaq Composite -1,11 proc.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy notowały niewielkie zmiany.

Na giełdach Azji i Oceanii brak dziś było dominującej tendencji. Najsilniejszy wzrost – o 0,82 proc. – notował filipiński PSEi, zaś najsilniej o – 1,36 proc. – spadał Hang Seng, który zamknął się na najniższym od marca poziomie.

Ze względu na kolejne perturbacje na rynku gazu ziemnego słaba była dziś rano duża część rynków akcji w Europie. Najsilniejszy spadek notował ok. godz. 9:55 niemiecki DAX (-2,83 proc.).

WIG-20 tracił ok. 9:55 1,15 proc. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne minimum notowały dziś rano ceny akcji banku Pekao. Spadały – choć w mniejszy stopniu – również pozostałe główne indeksy GPW.

Na rynkach 10-letnich obligacji skarbowych w Europie dominowały dziś lekkie wzrosty rentowności. Rentowność 10-latek polskiego rządu oscylowała na granicy 6 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Dolar rośnie mimo danych

Amerykański rynek pracy poprzez słabsze wyniki osłabił dolara. Nie trwało to jednak długo, bo tydzień zakończył się niespodziewanym umocnieniem. Wraz z ucieczką kapitału za ocean słabnie złoty.

Niespodziewany wzrost bezrobocia w USA

W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Co ciekawe, liczba nowych miejsc pracy poszła delikatnie w górę względem oczekiwań. W górę szło niestety również bezrobocie, które niespodziewanie podskoczyło do 3,7% pomimo wzrostu zatrudnienia. W dół szła przeciętna długość tygodnia pracy, która spadła do 34,5 godziny. Wbrew oczekiwaniom nie przyspieszył wzrost wynagrodzeń. Wynosi on cały czas 5,2%. W kraju, gdzie inflacja wynosi 8,5%, jest to efektywnie ponad 3% spadek wynagrodzeń realnych. Po tych danych inwestorzy sprzedawali dolary.

Niespodzianka na koniec dnia

W piątkowy wieczór po godzinie 18:00 nagle na rynku znalazło się wielu chętnych na zakup amerykańskiej waluty. Ruch ten nie był połączony z żadnymi istotnymi danymi publikowanymi wówczas na rynku. Trzeba jednak pamiętać, że po zamknięciu europejskich rynków liczba ofert spada i mniejsze sygnały mogą mocniej przesunąć rynek. W rezultacie rozpoczął się ruch, który kontynuowany był dzisiaj rano. W godzinach porannych zobaczyliśmy najsilniejszego dolara względem euro od 2002 roku. Co interesujące, w tle tych wydarzeń mamy również spadki na kontraktach terminowych sugerujące, że stopy procentowe za oceanem nie będą rosły wcale tak szybko, jak sądzono. Część analityków wskazuje, że ruch ten może być już przygotowaniem pod rozczarowanie czwartkowym posiedzeniem EBC. To właśnie ten ruch odpowiada za osłabienie złotego pod koniec tygodnia.

Turcja gra w swojej lidze

Dzisiaj od rana poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane. W sensie zobaczyliśmy 80,2% inflacji, ale spodziewano się 81,2%. Można powiedzieć, że dochodzi do stabilizacji cen w Turcji. W ostatnich dwóch miesiącach wzrost cen przyspiesza o niecały punkt procentowy. W tle mamy też spadek tempa wzrostu inflacji producenckiej. Problem w tym, że nawet po spadku mówimy o wzroście o 143,75%. Są to absurdalne parametry z perspektywy milionów osób, które muszą żyć w rządzonej przez Erdogana Turcji. Dodatkowym wyzwaniem jest negatywne podejście władz do podnoszenia stóp procentowych. W tle tych wydarzeń notowania liry z każdym tygodniem zbliżają się do rekordu wszechczasów z grudnia 2021 roku. Jest to negatywny rekord.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ponad połowa Polaków nie ma nic przeciwko nadużyciom finansowym. Najbardziej moralni są seniorzy

Związek Przedsiębiorstw Finansowych opublikował nowy raport dotyczący moralności finansowej Polaków. Z jego najnowszej edycji wynika, że rośnie przyzwolenie na nadużycia finansowe w sferze finansów. Rodacy są w stanie przymrużyć oko na mniejsze lub większe oszustwa m.in. przy zaciąganiu kredytów, wyłudzaniu wyższych odszkodowań, unikaniu wierzycieli. Polacy znajdują usprawiedliwienie dla zatajania danych, posługiwania się cudzym dokumentem, by wziąć kredyt, pracowania na czarno, by uniknąć komornika. ZPF po raz kolejny określił również tzw. Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych (w skrócie IANZF), który w 2022 roku uplasował się na poziomie 45. Oznacza to, że w ponad dwóch piątych badanych sytuacji rodacy są skłonni przymrużyć oko na to, że ktoś łamie lub nagina obowiązujące zasady.

Z najnowszego raportu „Moralność finansowa Polaków 2022” wynika, że najwięcej, bo aż
61,4 proc. rodaków jest w stanie usprawiedliwić, że ktoś pracuje na czarno, by uniknąć ściągania długów z pensji.[1]  Aż 55,7 proc. znajduje usprawiedliwienie dla osób, które płacą gotówką bez rachunku, bo chcą w ten sposób uniknąć płacenia VAT-u, a 53,4 proc. nie widzi nic złego w przepisaniu majątku na rodzinę, by uniknąć wierzycieli.

Polacy są w stanie przymrużyć oko w sytuacjach, gdy ktoś często zmienia rachunki, by uniknąć zajęcia środków przez komornika (takie zachowanie usprawiedliwia 51,8 proc.), zataja pewne informacje, które mogłyby uniemożliwić wzięcie kredytu (51,5 proc.) lub zaciąga kredyt nie zapoznając się dokładnie z warunkami spłaty (49,1 proc.). Co ciekawe, aż 36,2 proc. konsumentów nie widzi nic złego, gdy ktoś nie zwraca uwagi kasjerowi, który pomylił się na swoją niekorzyść (36,2 proc.), zawyża wartość poniesionych szkód, by dostać wyższe odszkodowanie od ubezpieczyciela (35,9 proc.). Co dziesiąty Polak (10,3 proc.) jest w stanie usprawiedliwić, gdy ktoś posługuje się cudzym dokumentem tożsamości, by uzyskać kredyt.

Indeks nieetycznych zachowań coraz wyższy

Związek Przedsiębiorstw Finansowych po raz kolejny oszacował też wysokość tzw. Indeksu Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych (IANZF). W 2022 roku uplasował się on na poziomie 45, co oznacza, że Polacy są w stanie usprawiedliwić nadużycia i odstępstwa od ogólnie przyjętych zasad oraz norm etycznych w ponad dwóch piątych badanych sytuacji.

– Analizując dane z kilku ostatnich lat widać, że przyzwolenie na nadużycia w obszarze finansów jest coraz większe. Warto jednak podkreślić, że seniorzy byli i wciąż są jedną z najbardziej moralnych grup społecznych, mimo że dysponują niskimi dochodami i są często zadłużeni – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Jeszcze w roku 2016 Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych plasował się na poziomie 23,2, w 2019 roku podskoczył do 41, a w 2022 wyniósł 45. Najgorzej wypada on wśród ludzi młodych, w przedziale wiekowym 18-29 lat (w tym wypadku IANZF wynosi aż 55,6), najniższy zaś wśród seniorów w wieku 50-64 (IANZF na poziomie 39,6) oraz powyżej 65 lat (IANZF w wys. 41).

– Seniorzy są odpowiedzialni, mimo że często mają problemy finansowe. Z najnowszych danych KRD wynika, że zadłużenie emertów urosło do 10,4 mld zł, a liczba seniorów, którzy mają zaległości m.in. wobec banków, czy innych instytucji finansowych wzrosła do 386 tys. Mimo trudnego położenia osoby starsze starają się, w miarę możliwości, spłacać swoje zadłużenie, a nawet spłacają raty za własne dzieci lub wnuki. Z naszych cyklicznych badań wynika, że ponad 60 proc. emerytów decyduje się na rentę dożywotnią, by uregulować zobowiązania finansowe oraz oddać pieniądze wierzycielom – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] Raport „Moralność finansowa Polaków 2022”, Związek Przedsiębiorstw Finansowych. Cały raport do pobrania: https://zpf.pl/pliki/raporty/moralnosc_finansowa_polakow_2022.pdf

Fiskus nie może wydać decyzji na niekorzyść odwołującego się podatnika

Określenie podatnikowi zobowiązania podatkowego w wysokości wyższej niż organ I instancji stanowi złamanie fundamentalnego w demokratycznym państwie prawa zakazu orzekania na niekorzyść wnoszącego odwołanie – stwierdził Wojewódzki Sąd w Olsztynie w wyroku z 29 czerwca 2022 r., sygn. akt I SA/Ol 222/22).

Odmowa prawa do odliczenia VAT na ponad 400 tys. zł

Naczelnik urzędu skarbowego w 2019 r. zakwestionował prawo przedsiębiorcy do odliczenia VAT z faktury zakupowej energii elektrycznej stwierdzając, że dokument ten dotyczy poboru energii w punkcie handlowym, w którym nie prowadził on działalności. Przedmiotowy lokal został użyczony synowi. Czyli zakwestionowany wydatek nie miał związku z czynnościami opodatkowanymi przedsiębiorcy, zatem nie przysługuje w jego ramach prawo do odliczenia VAT.

Naczelnik odmówił firmie również prawa do odliczenia VAT w wysokości ponad 400 tys. zł od zakupów odzieży i innych akcesoriów od czterech spółek. Według ustaleń organu, spółki te jedynie pozorowały działalność gospodarczą, wystawiając na rzecz przedsiębiorcy tzw. puste faktury. Podmioty te wykorzystywane były do popełniania przestępstw VAT-owskich.

Organ odwoławczy zażądał więcej

Rok później dyrektor izby administracji skarbowej uchylił decyzję naczelnika urzędu skarbowego i zobowiązał przedsiębiorcę do uiszczenia VAT za III kwartał 2013 r. w wysokości ponad 176 tys. zł oraz dodatkowo kwoty 610 tys. zł VAT ustalonej przez organ odwoławczy w trybie art. 108 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług. Przepis ten głosi, że gdy podatnik wystawi fakturę, w której wykaże kwotę podatku VAT, to jest zobowiązany do jego zapłaty. Natomiast zgodnie z ust. 2, regulacja ta ma zastosowanie również do sytuacji, gdy podatnik wystawi fakturę, w której wykaże kwotę podatku wyższą od kwoty podatku należnego.

Jeden organ stwierdził, że inny organ rażąco naruszył prawo i/lub interes publiczny

Dyrektor podzielił ustalenia naczelnika co do przestępczego charakteru fikcyjnych spółek, a zatem i tego, że wystawiały one faktury niedokumentujące rzeczywistych dostaw. Jednak uchylił decyzję naczelnika uznając, że przyznał on przedsiębiorcy prawo do obniżenia naliczonego VAT z faktur wystawionych przez kolejną, piątą spółkę, która również nie dokonywała dostaw. Co prawda, dyrektor izby skarbowej przyznał, że zgodnie z art. 234 Ordynacji podatkowej organ odwoławczy nie może wydać decyzji na niekorzyść strony odwołującej się, jednak wyjątkiem jest, gdy skarżona decyzja organu I instancji rażąco narusza prawo lub interes publiczny. Wówczas bowiem zasada praworządności wymusza na organach wyeliminowanie takiej decyzji z obrotu prawnego. Zdaniem dyrektora, takiego rażącego naruszenia art. 86 ust. 2 pkt 1 lit. a) oraz art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. a) ustawy VAT oraz interesu publicznego dopuścił się naczelnik urzędu skarbowego w tej sprawie, przyznając podatnikowi prawo do odliczenia VAT z pustych faktur wystawionych przez wspomnianą spółkę. To spowodowało, że dyrektor był zobligowany do uchylenia skarżonej decyzji i pozbawienia przedsiębiorcy tego prawa.

Przedsiębiorca też był oszustem

Dyrektor IAS poszedł o krok dalej stwierdzając, że organ I instancji nieprawidłowo ocenił zebrany w sprawie materiał dowodowy. Mił on bowiem dawać podstawę do wysnucia zarzutu wobec skarżącej firmy, że i ona w rzeczywistości nie prowadziła hurtowej działalności gospodarczej w zakresie zakupu i sprzedaży odzieży i akcesoriów. Nie mogła więc dysponować wskazywanym przez nią towarem, stąd i nie mogła go odsprzedać. A zatem w sprawie znajduje zastosowanie dyspozycja przepisu art. 108 ust. 1 ustawy o VAT. Skoro firma ani nie nabywała towaru, ani go nie odsprzedawała, to bez znaczenia dla rozstrzygnięcia całej sprawy ma również fakt, czy miała ona świadomość uczestniczenia w oszustwie podatkowym, jak i to, czy dochowała należytej staranności przy doborze kontrahentów i przy przeprowadzaniu transakcji.

Zakaz reformationis in peius

Nie zgadzając się z argumentacją organu przedsiębiorca zaskarżył tę decyzję dyrektora izby skarbowej, żądając jej uchylenia wraz z poprzedzającą ją decyzją naczelnika US. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie stanął po stronie podatnika orzekając, że działanie Dyrektora narusza fundamentalną zasadę zakazu orzekania na niekorzyść strony odwołującej się. Jak podkreślił Sąd Najwyższy w wyroku z 24 czerwca 1993 r., sygn. akt III ARN 33/93, zakaz reformationis in peius stanowi podstawową gwarancję procesową prawa do obrony w demokratycznym państwie prawa.

Organ odwoławczy nie mógł pogorszyć sytuacji podatnika ustalonej przez organ I instancji

Sąd poparł stanowisko firmy, że w sprawie nie wystąpiły przesłanki rażącego naruszenia prawa lub interesu publicznego przez decyzję naczelnika US przyznającą przedsiębiorcy prawo do odliczenia VAT. Orzekł, że podziela stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego wyrażone w wyroku z 18 listopada, iż „dokonując odmiennych ustaleń faktycznych, organ nie mógł, powołując się na art. 234 O.p., skorygować także skutków materialnoprawnych przyjętych ustaleń, jeżeli skutki te były mniej korzystne dla strony odwołującej się. (…) Stwierdzenie, że organ pierwszej instancji błędnie ustalił stan faktyczny, w wyniku czego wadliwie zastosował przepisy prawa materialnego nie stanowi podstawy dla uznania, że decyzja organu pierwszej instancji rażąco narusza prawo” (sygn. akt I FSK 648/18).

Interes fiskusa to nie to samo co interes publiczny

WSA w Olsztynie stwierdził więc, że organ odwoławczy nie miał legalnych podstaw do podważenia decyzji organu I instancji na niekorzyść podatnika. Niespełniona również została druga z przesłanek warunkujących możliwość złamania zakazu reformationis in peius, czyli rażące naruszenie interesu publicznego. Nie można go bowiem identyfikować z interesem ekonomicznym lub fiskalnym.

Podsumowanie

W Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych przywołany wyrok WSA widnienie jako nieprawomocny. W ustawowym terminie skargę kasacyjną mogły złożyć obie strony sporu, zarówno podatnik, jak i organ podatkowy. Doświadczenie uczy, że dyrektorzy izby administracji skarbowej zazwyczaj kasację wnoszą – nawet, gdy dochodzony podatek sięga kilku tysięcy złotych. Tu gra toczy się co najmniej o 400 tysięcy złotych. Stąd złożenie skargi przez DIAS wydaje się niemal pewne.

Warto śledzić dalszy bieg tej sprawy, która jak już wspominaliśmy, może mieć znaczenie dla wielu podatników, toczących spory podatkowe – nie tylko w zakresie VAT. Zwłaszcza, że z treści uzasadnienia wyroku wynika, że spore szanse na powodzenie może mieć odwołanie podatnika, złożone wcześniej od decyzji organu pierwszej instancji. Skoro bowiem WSA w Olsztynie uznał, że stan faktyczny ustalony przez oba organy (czyli DIAS i NUS) był odmienny – nie da się wykluczyć, że DIAS raz jeszcze uchyli decyzje NUS. Tym razem jednak po to, by naczelnik ponowne zbadał sprawę, co może wymagać uzupełnienia materiału dowodowego.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców