Creepy Jar zadebiutuje na parkiecie głównym GPW już 8 kwietnia

GPW wyznaczyła datę pierwszego notowania Creepy Jar na parkiecie głównym warszawskiej giełdy na dzień 8 kwietnia 2021. Niezależny producent gier z gatunku survival simulation, o kapitalizacji wartej ponad 670 milionów złotych, będzie 16. spółką w sektorze gaming.

Creepy Jar jest wiodącym producentem gier, wyspecjalizowanym w gatunku premium indie survival simulation. Spółka jest obecnie szacowana na ok. 670 mln zł i posiada drugą najwyższą wycenę (po Columbus Energy) na rynku NewConnect i pierwszą w sektorze gamingowym. W ubiegłym roku spółka mogła pochwalić się przychodami na poziomie 18,6 mln złotych netto. Debiutowi Creepy Jar na GPW nie będzie towarzyszyła emisja ani split akcji.

Przejście na GPW jest przede wszystkim dowodem, że należymy do najważniejszych polskich spółek z sektora gamedev. Finansowanie działalności mamy już zapewnione, a celem przejścia jest utrzymanie tempa rozwoju Creepy Jar – komentuje Krzysztof Kwiatek, prezes spółki

Creepy Jar dalej rozwija swój flagowy produkt, Green Hell, poprzez aktualizacje, darmowe dodatki rozbudowujące zawartość gry oraz porty na pozostałe platformy. W 2020 roku Green Hell zadebiutował na Nintendo Switch, natomiast już w czerwcu premierę będzie miała wersja gry przystosowana do konsol poprzedniej generacji – PlayStation 4 oraz Xbox One.

– W najbliższych miesiącach naszym priorytetem jest czerwcowa premiera Green Hell na konsole. Później skupimy się nad wersjami na PlayStation 5 oraz Xbox Series X oraz kolejnymi częściami dodatku Spirits of Amazonia. Mimo, iż SoA jest darmowa dla użytkowników posiadających już grę, to nowe treści, wraz z odpowiednim modelem sprzedaży sprawiły, że blisko 2 lata od premiery, Green Hell ciągle zyskuje nowych użytkowników – komentuje prezes.

W produkcji jest również gra o kodowej nazwie Chimera, która będzie symulatorem tworzenia bazy z elementami survivalu.

Za oceanem znowu lepiej

Kolejny pakiet danych pokazuje lepsze odczyty po drugiej stronie Atlantyku. Nowe miejsca pracy w USA i lepsze dane z Kanady, a po drugiej stronie słabszy odczyt z Niemiec zachęcają inwestorów, by przenosić swoje zaangażowanie właśnie tam.

Nowe miejsca pracy w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat nowych miejsc pracy w USA. Analitycy spodziewali się bardzo dużej liczby 550 tysięcy nowych miejsc pracy. Dane wskazały na 33 tysiące mniej, aczkolwiek pamiętajmy, że nadal jest to bardzo wysoki wynik. W rok poprzedzający pandemię w żadnym miesiącu wskaźnik ten nie osiągnął nawet 300 tysięcy. Dane te zostały korzystnie odebrane przez rynki, co wsparło notowania dolara. Warto pamiętać, że przybyło miejsc pracy odpowiadających za ponad 0,3% pracujących, co sugeruje, że kolejne dane o bezrobociu mogą być istotnie lepsze.

Gospodarka Kanady przyspiesza

Gospodarka Kanady, zgodnie z wczorajszymi danymi, rosła w styczniu o 0,7% w ujęciu miesięcznym. Analitycy spodziewali się wyniku o 0,2% niższego. Ostatnimi czasy gospodarka Kanady zyskuje wraz z poprawą sytuacji jej głównego partnera handlowego na południu. Rynki przyjęły ten odczyt optymistycznie i dolar kanadyjski umacniał się, względem dolara amerykańskiego, po publikacji.

Słabsze dane z Unii Europejskiej

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy odczyt sprzedaży detalicznej w Niemczech. W ujęciu rocznym jest to imponujące 9% spadku wobec oczekiwanego 6,3%. Jest to kolejne potwierdzenie, że główna lokomotywa napędowa strefy euro ma pewne problemy obecnie. Rynki nie reagowały zbytnio na ten odczyt, gdyż w dalszej części dnia publikowane będą dane o indeksach PMI, które powinny mieć znacznie większy wpływ na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Inflacja w strefie euro przyśpiesza

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki inflacji HICP za marzec w strefie euro. Wg danych inflacja przyśpieszyła z 0,9% r/r do 1,3% r/r. Przede wszystkim ma na to wpływ wzrost cen ropy, która pomimo wyższych cen paliw, sprzyjała wzrostowi cen w różnych sektorach gospodarki. Kraje strefy euro również w najbliższych miesiącach spodziewają się stopniowego przyśpieszenia inflacji, chociaż najprawdopodobniej nie doczekamy się 2%, które zakłada EBC. Szacuje się, że wzrost inflacji nie będzie miał wpływu na politykę pieniężną. Inflacja nadal znajduje się poniżej poziomu docelowego. Niskie stopy procentowe mają również wspierać gospodarki, które dotkliwie doświadczyły koronakryzysu i odciążyć państwa w spłacaniu, w wielu przypadkach, dużych długów.

W tym tygodniu warto również wspomnieć o wynikach z rynku pracy w USA, które są ważnym wyznacznikiem ożywienia gospodarczego. Amerykański rynek pracy jest o wiele bardziej elastyczny niż rynek pracy w Europie, a jego wyniki mają często większe znaczenie. Warto wspomnieć o Krajowym Raporcie Zatrudnienia ADP, według którego w marcu pojawiło się 517 tys. nowych miejsc pracy, co potwierdza, że gospodarka USA zaczyna odżywać.

Ten tydzień złoty rozpoczął osłabieniem. Straty nadrobił w czwartek rano i jego kurs wyniósł 4,63 PLN/EUR. W tym czasie eurodolar był na poziomie 1,173 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Maciej Kornacki nowym prezesem home.pl

Od 1 kwietnia home.pl ma nowego sternika. Jest nim Maciej Kornacki, menadżer z ponad 25-letnim doświadczeniem na rynkach europejskich, amerykańskich i azjatyckich. home.pl patrzy w przyszłość i chce tworzyć dla swoich klientów warunki, w których po pandemii nie tylko odzyskają stabilność, ale także otrzymają perspektywy dalszego rozwoju.

Maciej Kornacki to ekspert w dziedzinie strategii biznesowych, Internetu, big data i analityki. Pracował między innymi w SAS Institute – firmie, która jest największym prywatnym producentem oprogramowania analitycznego na świecie. W jej ramach odpowiadał za rynki telekomunikacyjne w Europie i Azji, a następnie za rynek globalny. Współpracując z Sharp Corp., stał na czele innowacyjnego programu monetyzacji danych. Był też jednym z liderów transformacji cyfrowej w ProSiebenSat.1 Media, największym koncernie telewizyjnym w Niemczech, w okresie bezpośrednio poprzedzającym przyjęcie firmy do DAX (top 30 niemieckich spółek giełdowych).

home.pl to największy w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej dostawca usług internetowych. To zobowiązuje. Nowoczesna technologia, jakość, niezawodność oraz innowacja były i pozostają naszymi priorytetami. Jednak wiele usług internetowych stało się elementami codzienności i tym samym nie zapewnia już przewagi konkurencyjnej. Czas dzisiaj na nowe sposoby myślenia o roli Internetu w biznesie i ewolucję naszej oferty. Zamierzamy również przyspieszyć ekspansję międzynarodową – mówi Maciej Kornacki.

Nowy prezes home.pl podkreśla też wpływ pandemii na kształtowanie trendów na rynku usług internetowych: – Na naszych oczach COVID-19 zmienia reguły gry. W nowych realiach home.pl ma bardzo jasną i niesłychanie ważną misję do spełnienia – inspirowanie oraz współtworzenie nowej rzeczywistości i nowych szans, również w obszarach edukacji czy ochrony zdrowia. Oczywiście pozostajemy kluczowym partnerem biznesowym dla MŚP w czasach postpandemicznych. Nie tylko będziemy pomagać naszym klientom przetrwać czas burzy, ale także umożliwiać im odnoszenie sukcesów w Polsce i na świecie w dobie ulegających przeobrażeniu uwarunkowań prowadzenia biznesu. To z jednej strony możliwość rozwoju dla nas, z drugiej – ogromne wyzwanie i odpowiedzialność. Jesteśmy gotowi wziąć ją na siebie – dodaje Kornacki.

home.pl to największy w Polsce dostawca usług internetowych. Jest członkiem grupy United Internet i partnerem marki 1&1 IONOS, pod której szyldem sprzedaje usługi w Czechach, Rumunii, Bułgarii, na Węgrzech i Słowacji. Firma specjalizuje się w rejestracji domen internetowych, udostępnianiu hostingu dla serwisów WWW i utrzymywaniu kont poczty e-mail. Dostarcza też gotowe oprogramowanie w postaci sklepów online i sprzedaje aplikacje oraz programy poprzez swój marketplace. Do grona użytkowników usług oferowanych przez home.pl należą przede wszystkim firmy z sektora MŚP, ale nie brakuje wśród nich dużych międzynarodowych przedsiębiorstw, a także klientów indywidualnych, którzy realizują w sieci swoje własne pomysły.

Amazon i ABB łączą siły, by wspierać rozwój elektromobilności w biznesie

Firma ABB i Amazon Web Services (AWS), spółka zależna Amazon.com, Inc., rozpoczęły wspólne prace nad rozwiązaniem chmurowym do zarządzania flotami pojazdów elektrycznych. Nowa technologia ma przyspieszyć elektryfikację flot i pomóc firmom, które decydują się na ten krok, w zachowaniu ciągłości biznesowej.

Rozwiązanie, które ma zostać uruchomione w II połowie 2021 roku, będzie opierać się na jednolitej, dostosowanej do wymogów konkretnego użytkownika, platformie. Ma ona usprawnić zarządzanie flotą i zwiększyć niezawodność na każdym etapie – od punktu ładowania aż po jakość danych w panelu użytkownika. Projekt został zainaugurowany w Berlinie.

Obecnie wielu operatorów flotowych korzysta z oprogramowania charakteryzującego się ograniczoną funkcjonalnością i stosunkowo niewielką elastycznością – problem pojawia się, gdy trzeba dostosować system do wielu modeli pojazdów elektrycznych i infrastruktury różnego typy. Technologia ładowania rozwija się bardzo szybko i konieczność dostosowania własnych systemów do tych zmian może być kosztowna. W związku z tym operatorzy flotowi, również polscy, poszukują rozwiązań, które są skalowane, bezpieczne i łatwe w adaptacji. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na proste w obsłudze urządzenia do ładowania typu „plug and go”.

Efektem współpracy ABB i Amazon Web Services (AWS) ma być system do zarządzania kompatybilny ze wszystkimi modelami pojazdów i urządzeń do ładowania. Przy wykorzystaniu technologii uczenia maszynowego i zaawansowanej analityki danych, narzędzie ma posiadać takie funkcjonalności jak planowanie ładowania, monitoring w czasie rzeczywistym łącznie z zaleceniami odnośnie serwisowania, oraz wytyczanie optymalnych tras w oparciu o porę dnia, pogodę i sposób użytkowania pojazdu.

– Nowe rozwiązanie zrewolucjonizuje elektryczną mobilność integrując oprogramowanie i urządzenia w jednolity, przyjazny użytkownikowi ekosystem – mówi Frank Muehlon, dyrektor biznesu elektromobilności w Grupie ABB. – Razem z AWS możemy dać operatorom koronny argument za transformacją w stronę elektryfikacji floty.

Obecnie sektor transportu odpowiada za 23 proc. globalnej emisji CO2 związanej z energią.[1] Elektryfikacja może znacząco obniżyć poziom tej emisji. Swoją rolę w tej redukcji mają do odegrania operatorzy flot – na drogach całego świata jeździ blisko 400 tys. elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarówek[2]. Z drugiej strony wiele flot może borykać się tymi samymi wyzwaniami: dostęp do informacji o zasobach w czasie rzeczywistym, utrzymanie i serwisowanie oraz zarządzanie infrastrukturą do ładowania.

– Branże intensyfikują działania w kierunku elektryfikacji flot. Użytkownicy potrzebują niezawodnych i intuicyjnych usług, które pomogą im dostosować się do nowych modeli operacyjnych i korzystać ze swoich zasobów w sposób optymalny – powiedział Jon Allen, dyrektor w Professional Services, Automotive AWS. – ABB i AWS zagwarantują to, co jest w stanie zagwarantować chmura: dostęp do odpowiednich danych, skalę i płynność. To pomoże naszym klientom w procesie zeroemisyjnej transformacji.

[1] Making electric transport the new normal by 2030 | The Climate Group

[2] Electric Vehicle Outlook 2020, BloombergNEF

PIU: Wyniki rynku ubezpieczeniowego w 2020 r.

W 2020 r. Polacy otrzymali 39,7 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. Mimo pandemii, klienci nie rezygnują z ochrony ubezpieczeniowej.

W 2020 r. Polacy przeznaczyli na ubezpieczenia około 63,5 mld zł, czyli prawie tyle samo co rok wcześniej. Zachowanie przez klientów ochrony jest kluczowe, bo pandemia nie oznacza, że zwykłych, codziennych szkód zdarza się mniej – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU).

­ Przykłady prawdziwych szkód ubezpieczeniowych z 2020 r.:

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Na życie 75 zł miesięcznie Śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas remontu (wybuch butli z acetylenem). Ubezpieczyciel wypłacił rodzinie zmarłego 211 tys. zł
Na wypadek nowotworu 92 zł miesięcznie Nowotwór piersi. Ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanej 200 tys. zł

 

Moto Assistance (najszerszy zakres) 494 zł rocznie Czteroosobowa rodzina wybrała się autem na wakacje do północnych Włoch. Awaria sprawiła, że konieczne było holowanie auta do Polski. Ubezpieczyciel  zorganizował też transport lotniczy do kraju dla całej rodziny. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanych to 20 tys. zł

 

Turystyczna 200 zł (tygodniowy wyjazd) Zakażenie SARS-CoV-2 podczas pobytu w USA. Konieczność transportu poszkodowanego ambulansem na ostry dyżur. Pięciodniowy pobyt w szpitalu. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego: 140 tys. zł
Turystyczna 300 zł (dwutygodniowy wyjazd) Podczas pobytu w Niemczech ubezpieczony zaczął skarżyć się na dokuczliwy kaszel i gorączkę. Konieczna była hospitalizacja. Lekarze rozpoznali zakażenie SARS-CoV-2. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego (hospitalizacja, badania, tlenoterapia, antybiotyki) wyniósł 15,5 tys. zł
OC komunikacyjne 1000 zł rocznie Kierowca samochodu potrącił pieszego. Pieszy doznał wielu poważnych obrażeń i urazów. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego wyniósł 100 tys. zł
OC w życiu prywatnym 30 zł rocznie Rowerzysta doprowadził do kolizji z samochodem osobowym. W aucie zostało zniszczone lusterko, maska i przednia szyba. Łączny koszt naprawy auta, za który zapłacił ubezpieczyciel, wyniósł 35 tys. zł
Mieszkaniowa 195 zł rocznie Zalanie mieszkania podczas nieobecności domowników. Zniszczone podłogi, zabudowa kuchenna, posadzki i drzwi z futrynami. Konieczne profesjonalne sprzątanie, dezynfekcja i osuszenie. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanych wyniósł 31 tys. zł
Ubezpieczenie firmy 4200 zł rocznie Pożar hali serwisowo-magazynowej.

 

Odszkodowanie dla poszkodowanego przedsiębiorcy: 3 mln zł

 

 

W 2020 r. ubezpieczyciele wypłacili łącznie prawie tyle samo odszkodowań i świadczeń, co rok wcześniej. Różnica nie przekracza 3,5%. Wartość wypłat związanych z ubezpieczeniami komunikacyjnymi była bardzo podobna do tej z 2019 r., mimo mniejszego ruchu pojazdów. O ile średnia składka za ubezpieczenie OC ppm spadła z 523 zł do 500 zł, to wartość średniej szkody wzrosła z 7,8 tys. zł do 8,2 tys. zł – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

– Jeśli chodzi o ubezpieczenia na życie, wyniki odzwierciedlają niestety zwiększoną śmiertelność w Polsce w 2020 r. Wartość świadczeń z ochronnych ubezpieczeń na życie wzrosła rok do roku o ponad 10% – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Najważniejsze dane w 2020 r.:

  • 39,7 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 17,4 mld zł z ubezpieczeń na życie (w tym o 10% wyższe wypłaty z ubezpieczeń ochronnych)
    • 14,5 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC)
    • Około 7,8 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • Ponad 87 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne
  • Prawie 17 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu

Silna pozycja kapitałowa ubezpieczycieli

Polscy ubezpieczyciele wypracowali 6 mld zł zysku netto, czyli o 15,6% mniej niż przed rokiem. Do budżetu państwa odprowadzili ponad 1,4 mld zł podatku dochodowego. – Ubezpieczyciele pełnią w gospodarce szczególną funkcję, łagodząc cykle koniunkturalne i będąc długoterminowym inwestorem. Ubezpieczają obroty handlowe o wartości 575 mld zł, co pozwala sprawnie funkcjonować przedsiębiorstwom w czasie pandemii. Ubezpieczyciele mają także bardzo silną pozycję kapitałową, która pozwala im prowadzić bezpieczną działalność, pomimo wahań koniunktury – podsumowuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczyciele wspierają walkę z pandemią

W 2020 r. branża ubezpieczeniowa mocno zaangażowała się w pomoc w walce z pandemią.

W kwietniu PIU opracowała 14 rekomendacji dla klientów w trudnej sytuacji finansowej. Obejmowały one posiadaczy pojazdów, kredytobiorców oraz posiadaczy polis oszczędnościowych i inwestycyjnych, ponad 4 tys. touroperatorów, kilkanaście tysięcy podmiotów gospodarczych, biorących udział w likwidacji szkód oraz lekarzy i ratowników medycznych.

W listopadzie 2020 r., 18 firm ubezpieczeniowych podjęło decyzję o sfinansowaniu dodatkowego call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Dzięki temu, przez pół roku 100 dodatkowych konsultantów jest do dyspozycji osób poszukujących informacji związanych z pandemią i zakażeniem koronawirusem. W przedsięwzięciu wzięli udział: Allianz, Aviva, Axa, Compensa, Credit Agricole Ubezpieczenia, Ergo Hestia, Generali, Interrisk, MetLife, PKO Ubezpieczenia, Grupa PZU, Saltus, TUW TUW, Uniqa, Unum, Vienna Life, Warta i Wiener. – Naszą społeczną rolą jest niesienie pomocy w najtrudniejszych sytuacjach życiowych – podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński.

9% CIT dla spółki komandytowej

Popularność spółek komandytowych wynika z ograniczonej odpowiedzialności komandytariuszy do sumy komandytowej. Jednocześnie odpowiedzialność komplementariusza jest nieograniczona, dlatego w praktyce tę funkcję często pełnią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Podatnicy mogli więc korzystać z braku podwójnego opodatkowania (jak w przypadku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością czy akcyjnej), przy jednoczesnym ograniczeniu odpowiedzialności prowadzonej działalności gospodarczej. Ministerstwo zauważyło powyższą zależność i postanowiło objąć spółki komandytowe podatkiem CIT od 1 stycznia 2021 r., co w praktyce oznacza podwójne opodatkowanie spółki oraz wypłat zysku dla wspólników. W związku z powyższym pojawił się szereg pytań i wątpliwości odnośnie do tego, czy spółki komandytowe będą mogły skorzystać z preferencji w postaci obniżonej stawki opodatkowania do 9%.

Warunki skorzystania ze stawki 9%

Podatnicy podatku dochodowego od osób prawnych mogą skorzystać z preferencji w postaci 9% stawki podatku dochodowego. Stawka 9% ma zastosowanie do przychodów innych niż z zysków kapitałowych, po spełnieniu określonych warunków. Zastosowanie obniżonej stawki jest preferencją podatkową, dlatego urzędy skarbowe przykładają dużą wagę do kwestii wypełnienia warunków formalnych.

Głównym warunkiem skorzystania z ulgi jest odpowiednia wysokość rocznych przychodów ubiegłorocznych oraz bieżących. Podatnicy mogą skorzystać z ulgi w przypadku, gdy przychody osiągnięte w roku podatkowym nie przekraczają kwoty wyrażonej w złotych odpowiadającej równowartości 2 mln euro, przeliczonej po średnim kursie euro na pierwszy dzień roboczy roku podatkowego. Limit ten został podniesiony od 1 stycznia 2021 r. z 1,2 mln euro, które obowiązywało w latach poprzednich.

Ponadto spółka powinna posiadać status małego podatnika. Zgodnie ze słowniczkiem wskazanym w art. 4a pkt 10 ustawy o CIT małym podatnikiem są podatnicy, których przychody ze sprzedaży (wraz z podatkiem VAT) nie przekroczyły w poprzednim roku podatkowym równowartości 2 mln euro, przeliczonej wg średniego kursu euro ogłaszanego przez NBP na pierwszy dzień października poprzedniego roku podatkowego.

Dodatkowo ustawodawca wprowadził ograniczenie uniemożliwiające przekształcenie działalności gospodarczej, tak aby móc skorzystać z tej formy opodatkowania. Dlatego stawki 9% nie stosuje się w roku podatkowym powstania oraz w kolejnym roku w stosunku do podmiotu, który powstał wskutek:

  • połączenia, podziału, przekształcenia (poza przekształceniem jednej spółki w inną);
  • przekształcenia przedsiębiorcy, osoby fizycznej lub spółki niebędącej osobą prawną;
  • wniesienia na poczet kapitału uprzednio prowadzonego przedsiębiorstwa albo składników majątkowych tego przedsiębiorstwa o wartości przekraczającej 10 tys. euro;
  • wniesienia na majątek składników uzyskanych w wyniku likwidacji innego podmiotu.

Ustawodawca chciał więc zapobiec sztucznym transakcjom, których jedynym uzasadnieniem jest możliwość skorzystania z obniżonej stawki CIT. Oznacza to, że podatnicy będący spółkami komandytowymi nie mogą dokonać odpowiednich przekształceń działalności, aby już od pierwszego okresu skorzystać z obniżonej stawki.

9% podatku a spółka komandytowa

Do 31 grudnia 2020 r. niższy CIT mogły płacić spółki akcyjne, spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz komandytowo-akcyjne. Od 1 stycznia 2021 r. spółki komandytowe stały się podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych. Ministerstwo Finansów wyjaśniło, że pomimo iż spółki komandytowe prowadzące działalność zostały dopiero podatnikami CIT, to Ministerstwo nie traktuje takich spółek jako rozpoczynających działalność ani jako małych podatników, chyba że przychody brutto ze sprzedaży (łącznie z VAT) w 2020 r. nie przekroczą limitu 9,031 mln zł. Spółki komandytowe będą więc kontynuatorami wcześniejszej działalności, tj. prowadzonej przed 1 stycznia 2021 r. Spółka komandytowa zmieni jedynie swój status podatkowy.

Powyższe oznacza, że spółki komandytowe co do zasady będą mogły skorzystać z obniżonej stawki opodatkowania w wysokości 9% w przypadku spełnienia określonych powyżej kryteriów przychodowych. Stosunkowo późne objęcie spółek komandytowych podatkiem CIT uniemożliwiło wielu podatnikom skorzystanie z tej preferencji z uwagi na brak czasu na dostosowanie swojej działalności do kryteriów przychodowych, w szczególności do przychodów brutto z poprzedniego roku podatkowego. Należy zaznaczyć, że na potrzeby kalkulacji przychodów pod uwagę brane są różne kategorie wypłat i w konsekwencji spółki komandytowe chcące skorzystać z preferencji powinny dokonać dogłębnej analizy osiąganych przychodów brutto. Przykładowo przepisy przejściowe wskazują, że wypłata zysków wygenerowanych z działalności spółki komandytowej powinna być wliczana do przychodów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BADANIE: Jedna czwarta firm z sektora MŚP boi się utraty płynności finansowej i nierzetelnych kontrahentów

Jak wynika z badania „Sektor MŚP w czasie pandemii – edycja III”, zrealizowanego przez UCE RESEARCH dla Grupy Kapitałowej DGA, obecnie przedsiębiorcy najczęściej obawiają się utraty płynności finansowej – 25%. Boją się również nierzetelnych kontrahentów – 18%, a także rosnących kosztów prowadzenia działalności – 16%. Z kolei najrzadziej powodem niepokoju bywa biurokracja sprawozdawcza, konkurencja i ryzyko podejmowania złych decyzji biznesowych – po 1%.

Wyniki badania pokazują, że przedsiębiorcy z sektora MŚP obecnie najbardziej boją się utraty płynności finansowej – 25%. Jak stwierdza ekonomista Marek Zuber, ta kwestia znalazła się na pierwszym miejscu ewidentnie z powodu pandemii. Już wcześniej była podnoszona przez przedsiębiorców jako jedna z głównych obaw, ale ostatnio nabrała na znaczeniu.

– Przedsiębiorcy słusznie obawiają się utraty płynności, która może zagrozić ich istnieniu. Obecna sytuacja gospodarcza nieustannie budzi niepokój z uwagi na kolejne z rzędu tzw. zamrażanie gospodarki. Do tego wiele przedsiębiorstw nie ma odpowiednich rezerw finansowych. I tutaj tego typu obawy zaczynają nabierać bardzo realnego kształtu – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

W drugiej kolejności ankietowani boją się nierzetelnych kontrahentów – 18%. Jak zauważa Marek Zuber, istnieje mała różnica procentowa między tą i największą obawą. Gdyby nie pandemia, byłaby ona na pierwszym miejscu, bo w Polsce faktycznie taki problem istnieje. Co więcej, jest mocno zakorzeniony, bo sięga czasów PRL-u, gdy oszukiwanie było przejawem zaradności życiowej i przedsiębiorczości.

– Przed pandemią rzeczywiście ten czynnik otwierał nasze zestawienia. Od 2019 r. zwiększyła się ilość sektorów, których on dotyczy. W związku z tym przedsiębiorcy zaczęli ostrożniej zawierać nowe kontrakty i dokładniej sprawdzać przyszłych partnerów. Szybciej też reagują na zaległości finansowe – mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, Dyrektor z Grupy Kapitałowej DGA.

Na trzecim miejscu znalazły się rosnące koszty prowadzenia działalności – 16%. Adrian Parol uważa, że jest to jak najbardziej uzasadniona obawa. Mamy przecież coraz wyższą inflację. Ekspert przewiduje, że ten problem wkrótce będzie jeszcze mocniej odczuwany.

– Rosną też ceny produktów. Do tego firmy muszą gwarantować bezpieczeństwo sanitarne pracownikom i klientom, co ma związek z dodatkowymi zakupami. W mojej ocenie, jednak ww. obawa wiąże się nie tyle z rosnącymi kosztami prowadzenia działalności, co z ryzykiem niezachowania właściwych proporcji między stałymi wydatkami a możliwymi i osiąganymi dochodami – dodaje Joanna Juszczyszyn-Klimek.

Spowolnienie gospodarcze znalazło się na czwartym miejscu – 12%. Zdaniem Adriana Parola, jest ono tylko jednym z kilku elementów wpływających na pogarszanie się sytuacji finansowej firm. Dlatego znajduje się poza pierwszą trójką. Według eksperta, przedsiębiorcy mają w tej kwestii większą swobodę działania, bo zawsze mogą szukać nowych rynków zbytu swoich usług lub towarów.

– Całe badanie jasno wskazuje, że właściciele firm najbardziej obawiają się tego, na co mają wpływ. Wtedy mogą być czujni i zapobiegać pewnym sytuacjom. Spowolnienie gospodarcze nie zależy natomiast od decyzji pojedynczego przedsiębiorcy – wyjaśnia Anna Szymańska, Wiceprezes Zarządu w Grupie Kapitałowej DGA.

Ponadto z badania wynika, że przedsiębiorcy boją się braku zamówień i klientów – 9%, jak również niedoboru odpowiednich pracowników – 7%. Podają też niestabilność polityczną – 7%, podnoszenie składek ZUS-owskich i podatków – po 6%, a także kontrolę ZUS-u – 5%.

Te obawy znalazły się w środku rankingu z uwagi na sytuację epidemiczną, która spowodowała głębokie i wielowymiarowe zmiany. Dlatego firmy zadecydowanie bardziej boją się utraty płynności niż np. braku odpowiednich pracowników, na których ogólnie spadło zapotrzebowanie – zaznacza mec. Parol.

Ranking zamykają takie kwestie, jak biurokracja sprawozdawcza, złe decyzje biznesowe, a także konkurencja – po 1%. Wcześniej ankietowani wymieniają zmiany w przepisach, kontakty z bankami lub firmami leasingowymi i kontrole skarbowe – po 3%. Jak podsumowuje Anna Szymańska, w większości są to czynniki, na które przedsiębiorcy nie mają realnego wpływu. Trudno więc uznać je za strategiczne dla prowadzonej działalności.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie Grupy Kapitałowej DGA S.A. Analizą objęto firmy z sektora MŚP, które w dniu badania zatrudniały do 50 osób. Ankieta była prowadzona w dniach 23.02-19.03.2021 r. Wzięły w niej udział 734 podmioty. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo.

Ile obecnie trwa wpis hipoteki do księgi wieczystej?

Bank, który pożycza pieniądze na zakup nieruchomości, zabezpiecza swoje interesy hipoteką. Jednak to nie bank, a kredytobiorca jest zobowiązany do złożenia wniosku o ustanowienie hipoteki w księdze wieczystej. Jak długo trzeba czekać na realizację wniosku przez sąd? Jakie są konsekwencje przekroczenia wyznaczonego przez bank terminu?

Finalizacja procedury kredytowej polega na wpisaniu hipoteki do IV rozdziału księgi wieczystej. Wniosek o wpis hipoteki składa się do sądu rejonowego właściwego ze względu na położenie nieruchomości. Konkretnie do tego, który prowadzi księgę wieczystą nieruchomości. Opłata za złożenie wniosku jest stała i wynosi 200 zł. Wniosek można złożyć samodzielnie lub przez notariusza, który jednak pobiera za to dodatkowe wynagrodzenie.

Oczekiwanie na wpis hipoteki jest uzależnione od obłożenia sprawami poszczególnych sądów. W jednych zajmuje to kilka tygodni, ale są i takie, gdzie trzeba poczekać aż kilka miesięcy. Jednym z najistotniejszych warunków decydujących o terminie, jest ilość i kolejność wpływów wniosków do sądów rejonowych.

W przypadku wpisów hipotek na rynku pierwotnym sprawa nieco się komplikuje. Należy mieć na uwadze, że wpis prawa własności lokalu i wpis hipoteki to dwie odrębne sprawy. To oznacza, że aby dokonać wpisu hipoteki, należy najpierw założyć księgę wieczystą dla lokalu i dokonać wpisu prawa własności.

W takich przypadkach zazwyczaj wszystkie sprawy dotyczące lokali wyodrębnianych z jednego budynku są dekretowane do referatu jednego referendarza i dokonywane przez niego według kolejności wpływu. Jeżeli w bloku mieszkalnym jest przykładowo 200 lokali, to czas oczekiwania na wpis hipoteki będzie dłuższy niż w bloku, w którym jest 20 lokali.

Ustanowienie hipoteki jest jednym z warunków realizacji umowy kredytowej. Jeżeli wpis nie zostanie dokonany w wyznaczonym terminie, bank musi zabezpieczyć się w inny sposób. Wtedy stosuje się tak zwane ubezpieczenia pomostowe. Niestety, wiąże się to z dodatkowym kosztem dla kredytobiorcy. Opłaty są różne i zależą od oferty, jaką zaproponuje bank. Zazwyczaj jest to od 5 do 100 zł miesięcznie, ale może to być znacznie więcej. Nie dziwi więc fakt, że kredytobiorcom zależy na tym, aby jak najszybciej ustanowić hipotekę na rzecz banku.

Aby usprawnić procedurę, można złożyć wniosek o przyśpieszenie rozpoznania sprawy poza kolejnością, co pozwala skrócić czas oczekiwania. Okazuje się, że kredytobiorcy wiedzą o takiej możliwości i często z niej korzystają, a wręcz nadużywają. W Sądzie Rejonowym w Łodzi takie wnioski stanowią aż 90% wszystkich. Dlatego w trybie przyspieszonym realizowane są wnioski tylko po wykazaniu wyjątkowych przesłanek.

Niektóre sądy rejonowe doskonale wiedzą o dodatkowych kosztach ponoszonych przez kredytobiorców, dlatego wnioski o wpis hipotek na zabezpieczenie kredytów są traktowane priorytetowo. W Sądzie Rejonowym Kraków-Podgórze, wnioski zawierające żądanie wpisu hipoteki bankowej mogą być kierowane na tak zwany dyżur hipoteczny i wówczas czas oczekiwania na jego rozpoznanie wynosi do 14 dni – o ile nie ma przeszkód do dokonania wpisu. W większość sądów nie ma wyjątków i wpisy są dokonywane w kolejności składania wniosków.

Czas oczekiwania na wpis hipoteki w księgę wieczystą zależy od obłożenia konkretnego sądu. Główną przyczyną takiej sytuacji jest oczywiście pandemia i związania z nią niepełna obsada kadrowa, w wyniku której wielu orzeczników i urzędników przebywa na zasiłkach opiekuńczych, na izolacji lub na kwarantannie. Wydłużony okres wynika również z organizacji pracy we wzmożonym reżimie sanitarnym.

Kolejnym powodem wydłużenia czasu rozpoznawania wniosków jest ciągły wzrost liczby składanych wniosków, spowodowany wpływem spraw wynikających z ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności gruntów.

Na przykład w Sądzie Rejonowym w Gdańsku-Północ, w roku 2017 Wydział III Ksiąg Wieczystych prowadził 76 646 spraw, w roku 2018 było to 81 223 spraw, zaś w roku 2019 aż 144 054 spraw. To oznacza wzrost aż o 77% prowadzonych spraw w roku 2019 w porównaniu do poprzedniego roku. Podobnie wygląda sytuacja w innych sądach, na przykład w Sądzie Rejonowym w Łodzi. Tu liczba wniosków w porównaniu do lat poprzednich wzrosła ponad dwukrotnie.

Tak długie okresy oczekiwania na wpis hipoteki są znane z przeszłości. Na przykład w latach 2003-2004 w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy, okres wpisu hipoteki wynosił ponad rok, gdy obecnie jest to od 4 do 9 miesięcy. Były też „lepsze lata” 2012-2013, gdy wpisanie hipoteki maksymalnie trwało 2 tygodnie.

Przy analizie trzeba wziąć pod uwagę fakt, że sądy nie prowadzą oddzielnych statystyk w zakresie ilości złożonych i rozpoznanych wniosków o wpis hipoteki, ponieważ system obsługi wydziałów ksiąg wieczystych nie pozwala na wygenerowanie takich informacji. Dlatego analiza dotyczy zarówno wniosków o wpis hipoteki, jak i wniosków o zmianę lub wykreślenie hipoteki. Jaki jest czas oczekiwania na realizację wniosków w wybranych sądach?Ile obecnie trwa wpis hipoteki do księgi wieczystej

Wnioskodawcy najszybciej uzyskają wpis hipoteki do księgi wieczystej w Opolu. Tam czas oczekiwania wynosi tylko miesiąc. Podobnie sytuacja przedstawia się w Sądzie Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie rozpatrzenie wniosku trwa od 1 do 2 miesięcy. Natomiast w Sądzie Rejonowym w Białymstoku, czas oczekiwania wynosi zaledwie 2 miesiące.

Najdłużej czeka się na realizację wniosku w największych miastach – Warszawie, Krakowie czy Gdańsku. Czas oczekiwania jest również uzależniony od poszczególnych wydziałów. Na przykład w Warszawie, w VI Wydziale Ksiąg Wieczystych na wpis oczekuje się 8 miesięcy, ale już w X Wydziale Ksiąg Wieczystych, czas oczekiwania na wpis wydłuża się do 11,5 miesiąca.

Autor: Marta Kubacka, ekspert portalu GetHome.pl

Bank Pekao S.A. sfinalizował transakcję z Tpay

Po zeszłotygodniowej decyzji Komisji KNF, która jednogłośnie stwierdziła brak podstaw do zgłoszenia sprzeciwu wobec planowanego bezpośredniego nabycia 38,33 proc. akcji Krajowego Integratora Płatności S.A., operatora systemu Tpay.com przez Bank Pekao, strony 31 marca br. sfinalizowały transakcję. W ten sposób powstało strategiczne partnerstwo na rynku e-commerce. Dzięki transakcji, Pekao zaoferuje swoim klientom biznesowym w pełni kompleksową ofertę akceptacji płatności, uzupełnioną o produkty dla dynamicznie rosnącego sektora sprzedaży internetowej. Zakup przez Pekao pakietu akcji KIP jest istotnym krokiem wspierającym realizację celów strategicznych banku w horyzoncie 2024 r., i przede wszystkim osiągnięcie pozycji jednego z liderów płatności e-commerce.

W grudniu 2020 roku Bank Pekao podpisał przedwstępną umowę nabycia pakietu 38,33 proc. akcji Krajowego Integratora Płatności – operatora płatności Tpay. Finalizacja transakcji była uzależniona od braku sprzeciwu KNF co do nabycia przez Pekao akcji Tpay. Po jego uzyskaniu, 31 marca br. strony zawarły umowę przyrzeczoną. Połączenie doświadczenia i zakresu oferowanych usług obu instytucji zaowocuje udostępnieniu klientom narzędzi i produktów potrzebnych do rozwoju biznesu online.

Pekao ma bogate doświadczenie w obszarze akceptacji płatności kartami i konsekwentnie wzbogaca ofertę o innowacyjne rozwiązania digital i mobile oraz obsługuje około 270 tysięcy klientów firmowych w segmencie mikroprzedsiębiorstw, SME i klientów korporacyjnych. Poprzez współpracę z Tpay, Bank będzie mógł wykorzystać potencjał wzrostowy sektora e-commerce, wzbogacając swoją ofertę akceptacji o płatności online tak, aby umożliwić w jednym miejscu szeroką ofertę, zawierającą bramkę płatniczą online, terminale płatnicze i usługi bankowe.

Bank Pekao wraz z przedstawieniem nowej strategii na lata 2021-24 rozpoczyna kolejny etap wzrostu, który będzie determinować działalność banku. Chcemy umocnić swoją obecność na rynku e-commerce, dlatego udostępnimy płatności odroczone oraz uruchomimy ofertę pożyczek gotówkowych dla klientów realizujących zakupy online. Zaoferujemy też usługi dla e-sklepów i platform online, umożliwiające sprzedaż na raty. Wraz z operatorem systemu Tpay wdrożymy bramkę płatniczą dla klientów e-commerce. Strategiczne partnerstwo Pekao i Tpay jest pierwszą współpracą tego typu w historii polskiego rynku. Z naszymi partnerami chcemy wyznaczać kierunek dalszego rozwoju płatności cyfrowych – mówi Leszek Skiba, prezes zarządu Banku Pekao S.A.

– Nawiązana bezprecedensowa na polskim rynku współpraca to połączenie doświadczenia i wiedzy banku, który jest częścią największej grupy finansowej w Europie Środkowo-Wschodniej, z doświadczeniem w obszarze e-commerce jednego z wiodących fintechów w Polsce. Bardzo mnie cieszy, że zapewnimy klientom długoterminowe wsparcie stabilnego i zaufanego partnera. Dzięki tej współpracy wprowadzimy kolejne zaawansowane i kompleksowe rozwiązania płatnicze. Zapewnią one wysokiej jakości usługi w obszarze akceptacji płatności i wyjdą naprzeciw aktualnym potrzebom partnerów biznesowych oraz klientów końcowych – mówi Paweł Działak, prezes i współzałożyciel Tpay.

Transakcja

Umowa dotyczy zakupu przez Pekao strategicznego pakietu 38,33 proc. akcji KIP. Podpisane partnerstwo umożliwia bankowi wejście na rynek e-commerce jeszcze w tym roku. Doradcami Pekao w procesie zakupu akcji KIP byli: Rymarz-Zdort (doradztwo prawne), Deloitte (podatkowe i finansowe due diligence), PwC Polska (doradztwo transakcyjne).

Synergie

Działalność Pekao w obszarze e-commerce będzie obejmować oferowanie usługi płatności dotychczasowym i nowym klientom biznesowym banku, cross-selling usług acquiringu w zakresie terminali płatniczych, a także ofertę płatności odroczonych i pożyczek gotówkowych dla klientów indywidualnych, realizujących płatności online oraz ofertę usług bankowych dla dotychczasowych i nowych klientów Tpay.

Partnerstwo, wsparte zaawansowaną technologią i dostępem do zintegrowanych kanałów płatności Tpay oraz do innowacyjnych rozwiązań w mobile i digital Pekao, pozwoli na zbudowanie ekosystemu usług płatniczo-finansowych.

Rusza Narodowy Spis Powszechny – jak bezpiecznie przekazać swoje dane

1 kwietnia startuje Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań przeprowadzany przez Główny Urząd Statystyczny. Jednym ze sposobów wypełniania ankiet będzie telefoniczna rozmowa z rachmistrzem, podczas której zapyta on m.in. o  imię, nazwisko, datę urodzenia, numer PESEL oraz o dokładny adres zamieszkania. Ekspert serwisu ChronPESEL.pl radzi, jak bezpiecznie przekazać swoje dane.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań odbywa się raz na 10 lat i udział w nim jest obowiązkowy. Spisać muszą się wszyscy mieszkańcy naszego kraju, w tym również cudzoziemcy oraz żyjące w Polsce osoby, które w trakcie spisu przebywać będą za granicą. Wszystko do końca września 2021 r.

Wziąć udział w spisie będzie można na kilka sposobów. Jak podaje GUS, formą obowiązkową będzie spis za pośrednictwem specjalnego formularza, który należy wypełnić na stronie https://spis.gov.pl. Jednak doświadczenia z przeprowadzonego niedawno spisu rolnego, kiedy z takiej możliwości skorzystało tylko około 20 proc. respondentów, pokazują, że nie musi to być najpopularniejsze rozwiązanie. Dlatego do osób, które nie zrobią tego same, po 15 kwietnia zadzwoni rachmistrz spisowy, który na podstawie zadanych pytań wypełni odpowiednią ankietę. Ze względu na panującą epidemię koronawirusa nie będzie wizyt rachmistrzów w domach. Możliwe za to będzie wypełnienie spisu w siedzibie  urzędu gminy. Żeby to zrobić trzeba się będzie wcześniej umówić telefonicznie. Wówczas na miejscu przygotowane zostanie specjalnie zabezpieczone stanowisko.

Zachowaj czujność i sprawdź rachmistrza

60 proc. Polaków boi się, że w czasie pandemii ich dane osobowe trafią w niepowołane ręce. Aktywni od początku epidemii koronawirusa oszuści mogą w tym wypadku próbować wyłudzić nasze dane. Jak wynika z badań przeprowadzonych pod koniec 2020 r. przez serwis ChronPESEL.pl i Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej, w czasie pandemii 18 proc. Polaków doświadczyło próby oszustwa poprzez otrzymanie podejrzanego telefonu, SMS lub wiadomości e-mail. Dodatkowo 12 proc. respondentów przyznało, że nie ma pewności, czy w czasie rozmowy nie mieli do czynienia z oszustem.

W tej sytuacji, rekomendowany przez GUS, samospis internetowy wydaje się najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Nie wszyscy jednak skorzystają z tej formy ankiety. Na co zwrócić uwagę?

Przede wszystkim warto wiedzieć, że mamy prawo zweryfikować rachmistrza, z którym będziemy rozmawiać. Każdy uczestnik spisu może sprawdzić tożsamość swojego rozmówcy. Wystarczy poprosić o jego imię, nazwisko i numer legitymacji. Możemy je sprawdzić na stronie spisu w zakładce „Sprawdź rachmistrza” lub dzwoniąc na infolinię spisową na numer 22 279 99 99. Warto to zrobić, zanim odpowiemy na pytania. Dlatego, gdy otrzymamy telefon, weźmy potrzebne do weryfikacji dane od naszego rozmówcy i umówmy się z nim na inny termin. Wcześniej sprawdźmy, czy rzeczywiście jest tym za kogo się podaje. Możemy również sami zadzwonić na infolinię i umówić się na konkretny dzień na rozmowę – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl, partnera Krajowego Rejestru Długów.

Jeśli w późniejszym czasie spotkania bezpośrednie z rachmistrzami, w tym wizyty domowe, zostaną przywrócone, wówczas każdego odwiedzającego nas gościa powinniśmy wylegitymować. Oprócz odpowiedniego dokumentu, osoby odpowiedzialne za spis będą miały ze sobą również specjalne urządzenie spisowe.

Dlatego zwłaszcza w obecnej fazie pandemii zwróćmy  uwagę na to, że rachmistrz spisowy będzie się z nami kontaktował wyłącznie telefonicznie. W związku z tym wszystkie SMS-y lub e-maile zachęcające do kliknięcia w link lub wykonania połączenia powinniśmy potraktować jako próbę oszustwa. W ten sam sposób powinniśmy podejść również do wszystkich telefonów od rzekomych rachmistrzów w pierwszej połowie kwietnia. Śledźmy na bieżąco informacje na stronie spisu, żeby wiedzieć, kiedy przywrócone zostaną spotkania bezpośrednie. W przypadku wątpliwości zawsze możemy również zadzwonić na infolinię – dodaje Bartłomiej Drozd.

Pomóżmy seniorom

Jak informuje GUS, po zakończonym spisie, niezależnie od tego, czy zrobimy to sami, czy z pomocą rachmistrza, nikt więcej nie powinien się już z nami kontaktować.

W związku z tym nie reagujmy, jeśli po wypełnieniu spisu, ktoś będzie się chciał z nami umówić na uzupełnienie ankiety lub ponowne jej wypełnienie. Uczulmy na to również naszych bliskich i zadbajmy o to, by starsi członkowie naszej rodziny wiedzieli, jak postępować, a najlepiej sami pomóżmy im wypełnić formularz. Uważajmy też na wizyty domowe. Te w związku z panującą pandemią nie powinny mieć miejsca – mówi Bartłomiej Drozd.

Jak zapewnia GUS, wszystkie dane osobowe przetwarzane w ramach prac spisowych są poufne i podlegają szczególnej ochronie. Od momentu ich zebrania stają się danymi statycznymi i objęte zostają tajemnicą statystyczną, która ma charakter absolutny – jest wieczysta, obejmuje wszystkie dane osobowe i nie przewiduje żadnych wyjątków umożliwiających jej uchylenie. Za złamanie tajemnicy i udostępnienie tych informacji w celach innych niż przewidziane przez spis grozi odpowiedzialność karna.

Czego potrzebują innowacyjne firmy by odnieść sukces w post-pandemicznej rzeczywistości?

Druga edycja badania o innowacyjności w biznesie, przygotowana przez Mastercard i Harvard Business Review Analytic Services, pokazuje, na jakie obszary firmy powinny zwrócić uwagę, jeśli chcą odnieść sukces w post-pandemicznej rzeczywistości.

Wzrost zapotrzebowania na cyfrowe rozwiązania i spersonalizowaną obsługę klienta, jaki miał miejsce w minionym roku, sprawił, że firmy położyły jeszcze większy nacisk na innowacyjność. Jak wynika z drugiej edycji raportu Become Index, przygotowanego przez Mastercard i Harvard Business Review Analytic Services, 53% dyrektorów wyższego szczebla umieszcza innowacje na wysokim miejscu w swojej hierarchii priorytetów, zaś prawie połowa (42%) ankietowanych przedsiębiorstw zwiększyła swoje budżety na ten cel. Firmy opracowały także nowe metody zapewniania bezpieczeństwa pracownikom oraz wprowadziły nowe elementy oferty i obsługi klientów, aby lepiej chronić ich zdrowie i dbać o ich poczucie bezpieczeństwa.

Become Index to doroczne badanie, którego partnerem jest Mastercard, bazujące na Indeksie Innowatorów Biznesu opracowanym przez Harvard Business Review Analytic Services. Ankiety wśród największych na świecie firm oraz ich klientów są podstawą rekomendacji dla menedżerów, którzy chcą pobudzić innowacyjność w swoich organizacjach. W drugiej edycji badania przeprowadzono wywiady z ponad 1,8 tys. liderów biznesu i przeszło 10 tys. konsumentów z całego świata.

Najnowszy raport pokazuje, że pandemia zmieniła konsumentów i ich podejście do innowacji. Ankietowani Europejczycy mniej chętnie niż przed pandemią przyjmują zmiany w ulubionych aplikacjach i stronach internetowych – tylko 22% konsumentów uznało, że poprawione doświadczenie użytkownika jest lepsze niż poprzednie. Najważniejsze są dla nich kwestie bezpieczeństwa – 55% klientów szuka firm i marek oferujących bezpieczniejsze zakupy w pandemii. Co ciekawe, mimo rozkwitu sektora e‑commerce, Europejczycy tęsknią za relacjami osobistymi, także tymi doświadczanymi w trakcie robienia zakupów.

Raport z drugiej edycji badania wskazuje na cechy charakterystyczne innowacyjnych firm, które najlepiej odpowiadają na nowe warunki rynkowe. Są to:

  • Cyfrowa zwinność: nadążanie za coraz szybszą cyfryzacją i reagowanie na wymagania klientów w czasie rzeczywistym, co w szczególności dotyczy ich zdalnej obsługi;
  • Kompleksowa analiza danych: decyzje biznesowe podejmowane w oparciu o dane jako kluczowy element funkcjonowania organizacji;
  • „Pancerna” ochrona danych, w szczególności danych klientów;
  • Inwestycje strategiczne: świadome podejmowanie ryzyka i akceptowanie porażek jako części procesu;
  • Bliskie relacje z klientami: utrzymywanie bliskich kontaktów z klientami i wykorzystywanie ich opinii podczas tworzenia innowacji.

„Świat zaczyna wychodzić z długiego cienia pandemii. Innowacje, które przyspieszyły w tym trudnym okresie, stworzyły nowe możliwości, ale też wyzwania. Wiele przedsiębiorstw udowodniło, że potrafi działać szybko i sprawnie oraz stawić czoła niepewnej przyszłości. Istnieją jednak rozbieżności między priorytetami firm a potrzebami ich klientów w trakcie pandemii i po jej zakończeniu. Uważam, że świat biznesu i społeczeństwo muszą znaleźć nową definicję innowacyjności, a firmy zastanowić się, czy mogą nadal wprowadzać zmiany w tak szybkim tempie” – mówi Alex Clemente, dyrektor zarządzający Harvard Business Review Analytic Services.

Jak wynika z raportu Become Index, firmy, które chcą osiągać sukcesy również w przyszłości, powinny ocenić obecne czynniki ryzyka i wymagania klientów, skupiając się na pięciu głównych obszarach:

  • Odbudowa z myślą o człowieku. Z badania wynika, że 71% konsumentów chętniej kupuje produkty marek, które odzwierciedlają ich wartości oraz wyróżniają się dbałością o klientów i pracowników.
  • Przełamywanie barier zdalnej współpracy. Ponad jedna trzecia (38%) dyrektorów uważa, że praca zdalna może być przeszkodą dla dalszego rozwoju ich organizacji i wprowadzania innowacji. Rozproszenie zespołu nie tylko utrudnia współpracę (zwłaszcza tę nieformalną, która może się zawiązać spontanicznie podczas przypadkowych spotkań), lecz także oddala pracowników od narzędzi i zasobów niezbędnych do tworzenia innowacji.
  • Określanie priorytetów dla inwestycji w innowacje. Mimo postępów w szczepieniach i leczeniu chorych do najczęściej wymienianych barier dla innowacyjności należą niepewna przyszłość gospodarcza (63%) i potencjalna utrata przychodów (46%). Utrudnia to firmom podejmowanie decyzji, które innowacje wprowadzić, a z których zrezygnować.
  • Dbałość o bezpieczeństwo i ochronę danych. Zaufanie i „spokój ducha” to dziś najważniejsze potrzeby konsumentów, obok zdrowia i bezpieczeństwa oraz wygody. Mimo to zaledwie 37% firm niedawno zainwestowało lub zamierza wkrótce zainwestować w ochronę danych i cyberbezpieczeństwo. Podobnie mało, bo zaledwie 35%, deklaruje, że ich niedawne inwestycje w tym obszarze miały związek z pandemią.
  • Personalizacja relacji z klientami. Ponad jedna trzecia (36%) konsumentów jest gotowa udostępniać więcej danych na swój temat, jeśli oznaczałoby to szybszą i bardziej spersonalizowaną obsługę. Aby być blisko klienta i dobrze poznać jego potrzeby, warto zainwestować w predykcyjne, zasilane danymi i działające w czasie rzeczywistym narzędzia cyfrowe.

Wybuch pandemii zmienił świat, zmienił też potrzeby konsumentów. Nasz najnowszy raport pokazuje, że dziś oczekują oni realnych działań. Wiele biznesów nie nadąża za tymi zmieniającymi się oczekiwaniami i musi dołożyć więcej starań, żeby sprostać nowej normalności” – podsumowuje Michael Miebach, prezes i dyrektor generalny Mastercard.

Pełne wyniki badania Become Index są dostępne w dwóch osobnych raportach, pt. „Wartość doświadczenia: Potrzeby klientów motorem innowacji” oraz „Z perspektywy prezesa: droga innowacji od kryzysu do odbudowy”. Oba są dostępne (w wersji anglojęzycznej) na stronach BecomeIndex.com oraz HBR.org.

HUB4Fintech S.A. połączy się z MINUTOR Energia Sp. z o.o.

Hub4Fintech S.A. (poprzednio CWA S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, podpisała z Minutor Energia Sp. z o.o. Plan Połączenia spółek. Po fuzji Emitent zmieni nazwę na Minutor Energia S.A. i będzie prowadził działalność przede wszystkim w branży odnawialnych źródeł energii.

Hub4Fintech S.A. podpisała w dniu 31.03.2021 r. z Minutor Energia Sp. z o.o. Plan Połączenia. Uzgodniono w nim, że planowane połączenie nastąpi poprzez przeniesienie całego majątku Minutor Energia Sp. z o.o. na Hub4Fintech S.A. w zamian za nowo emitowane Akcje Emisji Połączeniowej. Wartość obu podmiotów została ustalona przez niezależnego biegłego rewidenta i zgodnie z otrzymanymi wycenami została oszacowana na kwotę 33.735.000,00 zł dla Minutor Energia Sp. z o.o. oraz na kwotę 5.265.000,00 zł dla Hub4Fintech S.A. W wyniku połączenia spółek Emitent dokona podwyższenia kapitału zakładowego o kwotę 8.650.000,00 zł w drodze emisji 86.500.000 sztuk akcji zwykłych na okaziciela serii C po cenie emisyjnej wynoszącej 0,39 zł za 1 akcję. Zarząd Hub4Fintech S.A. jest przekonany, że połączenie spółek pozwoli wykorzystać uzupełniające się kompetencje oraz status spółki publicznej do rozwoju nowej działalności w branży OZE.

„Jestem niezwykle zadowolony, że udało nam się podpisać Plan Połączenia spółek. Fuzja z Minutor Energia otworzy nowy rozdział w naszej historii i umożliwi nam rozwój w bardzo perspektywicznej branży odnawialnych źródeł energii. Bardzo podoba nam się filozofia prowadzenia biznesu przez Minutor Energia, a także ich ambitne plany ekspansji rynkowej i wiążemy ogromne nadzieje z połączeniem naszych potencjałów. Rynek NewConnect to obecnie jedno z najlepszych miejsc do rozwijania działalności w segmencie OZE, dlatego nasza fuzja powinna przynieść korzyści Akcjonariuszom.” – ocenia Tomasz Wielgo, Prezes Zarządu Spółki Hub4Fintech S.A.

„Stanie się spółką publiczną to ogromne wyzwanie i duża odpowiedzialność, ale jesteśmy dynamicznie rosnącą organizacją, więc ten kierunek był dla nas od początku głównym celem. Cieszymy się, że proces odwrotnego połączenia możemy przeprowadzać właśnie z Hub4Fintech. Rynek OZE będzie z pewnością dynamicznie rósł w naszym kraju w kolejnych latach i chcemy wykorzystać ten dobry trend oraz osiągnąć w tej branży jak najlepszą pozycję rynkową. Mamy nadzieję, że połączenie zostanie zakończone w najbliższych miesiącach i będziemy mogli pokazać rynkowi nową strategię rozwoju oraz komunikować pozytywne zdarzenia.” – zakończył Zbisław Lasek, Prezes Zarządu Spółki MINUTOR Energia Sp. z o.o.

Jeden dzień zwrotu to za mało

Apetyt na ryzyko poprawiał się w środę na zamknięcie kwartału, ale nie ma co się dać zwieść, że złe nastroje zostały rozwiane na dobre. Ogłoszony lockdown we Francji i kanadyjskiej prowincji Ontario przypomina o ryzykach dla globalnego ożywienia. Nowy plan Bidena nie spotyka się z energiczną reakcją.

Szczegóły nowego planu fiskalnego Bidena w większości potwierdziły wcześniejsze doniesienia prasowe. W ciągu ośmiu lat kwota 2,3 bln USD ma zostać wydana na budowę dróg i mostów, wzmocnienie sektora wytwórczego i inne inwestycje. Uwaga (i krytyka) skupia się wokół finansowania wydatków, które ma odbyć się poprzez podwyżkę podatków przez kolejne 15 lat. Dodatkowe 1 bln USD szykowany też jest na edukację i ochronę zdrowia. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA pozostają powyżej 1,70 proc., argumentując za siłą USD. Poza tym inne informacje ostatnich 24 godzin nie były nadzwyczaj optymistyczne, biorąc pod uwagę zarządzony we Francji jednomiesięczny lockdown i podobne restrykcje w kanadyjskiej prowincji Ontario. Stąd wczorajsze zastopowanie awersji do ryzyka i odbicie walut ryzykownych względem dolara nie powinno być odbierane jako punkt zwrotny. Jesteśmy w niewygodnym dla analizy zachowania cen czasie, kiedy zamknięcie kwartału nakłada się na przygotowania na świąteczny długi weekend. Niech nikogo nie zwiedzie jeden dzień realizacji zysków z pozycji, którego w kolejnych dniach mogą ponownie zarabiać.

Szczególnie, że wyjątkowość USA dalej może być solidnym argumentem zachęcającym do kupna dolara. Wspomniane wyżej rentowności to jedno, ale też napływające dane dowodzą, jak godne uznania tempo szczepień przeciw COVID-19 ułatwia otwieranie gospodarki. Dziś raport o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych ma pokazać podtrzymanie spadkowego trendu sugerującego wznowienie procesu zatrudnienia, co prawdopodobnie znajdzie też potwierdzenie w jutrzejszym raporcie NFP. Wczoraj dobrym zwiastunem był raport ADP, który wskazał na wzrost miejsc pracy w sektorze prywatnym o 517 tys. Podobnie optymistycznie powinien wybrzmieć indeks ISM dla przemysłu, kiedy popyt na dobra przemysłowe pozostaje silny i większym problemem sektora hamującym produkcję są trudności z dostawami komponentów.
W strefie euro finalny odczyt PMI dla przemysłu prawdopodobnie potwierdzi silne tempo aktywności, ale to za mało, by zneutralizować obawy o rozwój trzeciej fali zachorowań. Z taką kotwicą będzie trudno o prędkie odbicie EUR/USD i kurs może przeczekać święta blisko 1,17.

Za nami już odczyt PMI dla polskiego przemysłu i kolejny wzrost (do 54,3 z 53,4) powinien cieszyć, nawet jeśli wynik jest nieco niższy od oczekiwań (55,5). Polski przemysł korzysta na wzmocnieniu popytu w Europie, jednak przeszkodą dla rozwoju produkcji są zatory w łańcuchu dostaw. Wpływa to też na najszybszy od początku wprowadzenia badań w 1998 r. wzrost kosztów i cen wyrobów gotowych. W skrócie, dane dowodzą, że sytuacja gospodarcza nie odbiega od tendencji globalnych, a przynajmniej nie uzasadnia skali deprecjacji złotego. Powody słabości waluty leżą gdzie indziej (trzecia fala, wyrok ws. franków), ale są to czynniki przejściowe. Zatem i słabość złotego będzie przejściowa, nawet jeśli kwiecień zapowiada się na burzliwy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

70 proc. Polaków woli kupować jaja z wolnego wybiegu. Na preferencje konsumentów odpowiadają największe firmy z sektora spożywczego, w tym Lubella

Ponad 70 proc. konsumentów w Polsce zwraca uwagę na warunki hodowli kur przy wyborze jajek w sklepie – wynika z badań przeprowadzonych dla Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Dotyczy to także żywności, do której przygotowania wykorzystywane są jajka, np. makaronów. Co istotne, w ciągu ostatnich lat świadomość w tej kwestii wśród polskich konsumentów radykalnie wzrosła. Coraz więcej producentów żywności rezygnuje więc ze stosowania jaj pochodzących z chowu klatkowego. Wśród nich jest także Lubella – największy w Polsce producent makaronów. 

Nasza decyzja o rezygnacji przez Lubellę z wykorzystania jaj z chowu klatkowego podyktowana jest potrzebami Polaków poszukujących żywności wytworzonej z naturalnych składników, najwyższej jakości, która nawiązuje do tradycyjnych smaków z dzieciństwa. Ta zmiana to również element naszych działań w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu – mówi Dorota Liszka, manager ds. komunikacji korporacyjnej.

Według przytaczanych przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki badań CBOS w 2018 roku sposób chowu kur był najważniejszym kryterium podczas kupowania jaj dla 35 proc. Polaków. To aż trzykrotny wzrost względem 2006 roku. W tym samym czasie o ponad połowę spadło też znaczenie ceny jako głównego kryterium zakupowego (z 27 proc. w 2006 do 11 proc. w 2018 roku).

Ubiegłoroczne badanie Biostatu dla stowarzyszenia pokazuje z kolei, że warunki hodowli kur są istotnym czynnikiem przy wyborze rodzaju jajek już dla blisko 71 proc. polskich konsumentów. Niemal tyle samo deklaruje, że jest gotowych zapłacić nawet więcej za jajka lub produkty zawierające jajka, które pochodzą z ferm zapewniających kurom lepsze warunki niż hodowla klatkowa.

– Wolny wybieg to – obok chowu ściółkowego i ekologicznego – jedna z alternatyw wobec chowu klatkowego. Każda z nich jest lepsza dla dobrostanu kur niosek. W chowie na wolnym wybiegu, z którego pochodzą jaja tzw. jedynki, kury mają w ciągu dnia dostęp do pokrytego roślinnością wybiegu, mogą przebywać na świeżym powietrzu i swobodnie się poruszać. Mają też możliwość realizacji swoich naturalnych, gatunkowych zachowań jak grzebanie w ziemi, grzędowanie i aktywne poszukiwanie pożywienia – tłumaczy Maria Madej ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Oczekiwania i większa świadomość konsumentów powoli zmieniają cały polski rynek. Co prawda wciąż dominuje na nim chów klatkowy kur niosek, ale struktura systemu utrzymania kur stopniowo się zmienia.

Na ten moment ponad 140 firm działających w Polsce – w tym przedsiębiorstwa z branży spożywczej – wydało oficjalne zobowiązanie do wycofania jaj z chowu klatkowego z łańcucha produkcji lub swojej oferty najpóźniej do 2025 roku, kierując się właśnie oczekiwaniami konsumentów i troską o dobrostan zwierząt – mówi Maria Madej. – Rezygnacja z jaj klatkowych stała się niezbędnym elementem polityki CSR. Każde odpowiedzialne społecznie przedsiębiorstwo, chcąc pozostać konkurencyjne na rynku, powinno uwzględniać w swojej strategii kwestię dobrostanu zwierząt.

W gronie firm, które już zrezygnowały z jaj pochodzących z chowu klatkowego, są zarówno małe, lokalne, jak i bardzo duże polskie firmy. Dołączyła do nich także Lubella, czyli największy w Polsce producent makaronów. Marka zdecydowała się wprowadzić zmianę w recepturze, wybierając do produkcji swoich makaronów cztero- i pięciojajecznych jajka pochodzące od kur z wolnego wybiegu.

– Lubella już dwa lata temu zobowiązała się, że do 2025 roku całkowicie zrezygnuje z jaj z chowu klatkowego, ale udało nam się wyprzedzić tę deklarację. W efekcie już teraz w makaronie cztero- i pięciojajecznym wykorzystujemy jaja z wolnego wybiegu, natomiast w pozostałych produktach – z chowu ściółkowego – uściśla Dorota Liszka.

Lubella obecnie zakończyła proces wycofywania jajek pochodzenia klatkowego. Już teraz w produktach firmy znajdują się wyłącznie jajka z chowu bezklatkowego. Ten ważny krok marki popiera Stowarzyszenie Otwarte Klatki, które od 2016 roku prowadzi kampanię Jak One To Znoszą?, w ramach której podkreśla, że troska o dobrostan zwierząt jest niezbędnym elementem odpowiedzialności społecznej biznesu. Wprowadzone przez Lubellę zmiany pozytywnie wpłyną na kształtowanie świadomości konsumenckiej i promocję dobrych praktyk w biznesie, co jest wspólnym celem marki i Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Nord Stream 2 na ukończeniu mimo sankcji. Polska bez realnego, bezpośredniego wpływu na postępy projektu

Wciąż nie wiadomo, czy administracja Joe Bidena zdecyduje się rozszerzyć sankcje wobec projektu Nord Stream 2. Nieoficjalnie mówi się, że taka decyzja może zapaść w połowie maja. W tej chwili budowę gazociągu kontynuuje rosyjska barka Fortuna, a niedługo ma do niej dołączyć także Akademik Czerski, który ułoży na dnie morza brakujący odcinek w wyłącznej strefie ekonomicznej Danii. Gazprom informował już, że stopień gotowości projektu przekracza 90 proc. – Strona polska de facto nie ma dzisiaj możliwości oddziaływania na przyszłość Nord Stream 2 – mówi ekspert ds. rynków energetycznych Mateusz Kubiak. Jak podkreśla, jego ukończenie będzie mieć daleko idące konsekwencje gospodarcze, ale i polityczne dla całego regionu.

– Ewentualny sukces Nord Stream 2 będzie oznaczał, że Ukraina straci swoje znaczenie tranzytowe. Można domniemywać, że przez to z biegiem lat zainteresowanie sprawą ukraińską na zachodzie Europy będzie malało. Ponadto budowa Nord Stream 2 wpływa na relacje transatlantyckie oraz wewnątrz samej Unii Europejskiej. To jest sprawa głęboko dzieląca sojuszników i taką pozostanie. Z kolei jeżeli dojdzie do fiaska tego projektu, może to doprowadzić do dodatkowych zatargów pomiędzy sojusznikami po obu stronach Atlantyku. Zresztą sporów między państwami możemy się spodziewać, nawet jeśli projekt odniesie sukces – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Kubiak, ekspert ds. rynków energetycznych w Esperis Consulting.

Dwunitkowy gazociąg Nord Stream 2, o przepustowości 55 mld m3 rocznie, ma transportować rosyjski gaz do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego z pominięciem Ukrainy. Będzie przebiegać przez wody terytorialne lub wyłączne strefy ekonomiczne Finlandii, Szwecji i Danii. Wart 10 mld euro projekt infrastrukturalny na ponad rok wstrzymały amerykańskie sankcje, ponieważ USA – podobnie jak m.in. Polska, Ukraina, Łotwa i Litwa – są przeciwne inwestycji, wskazując na jej polityczny charakter. Może ona bowiem zwiększyć zależność od rosyjskiego gazu, a przy okazji zwiększyć wpływ Kremla w Europie i naruszyć jej bezpieczeństwo energetyczne.

– W przypadku oddania do użytku Nord Stream 2 zmianie ulegnie cała architektura przepływów gazu w regionie. Przesył przez Ukrainę i Słowację zostanie ograniczony, a w zamian rosyjski gaz będzie płynął na zachód od Polski i niejako oplatał Europę Środkowo-Wschodnią. Skutkiem będzie też zacementowanie roli Rosjan jako dominującego dostawcy gazu w regionie. Zyskają oni dodatkową elastyczność i będą mogli w większym stopniu oddziaływać na regionalny rynek – wymienia ekspert Esperis Consulting.

Rosja jest zdeterminowana, żeby przy poparciu Niemiec i Austrii dokończyć budowę gazociągu, którą w lutym tego roku, po ponad rocznej przerwie, wznowiła własnymi siłami. Ze względu na sankcje i naciski amerykańskiej administracji Rosjanie nie mają bowiem możliwości współpracy z zagranicznymi wykonawcami i spółkami inżynieryjnymi.

W tej chwili rosyjska barka Fortuna kontynuuje prace na jednej z dwóch nitek gazociągu (linia B). Do ułożenia pozostaje jeszcze odcinek w wyłącznej strefie ekonomicznej Danii. Do prac na linii A ma wkrótce dołączyć rosyjska układarka Akademik Czerski. Zgodnie z harmonogramem budowa obu nitek gazociągu ma potrwać do końca III kwartału br., więc magistrala powinna być gotowa pod koniec września. Gazprom informował już, że stopień gotowości projektu przekracza 90 proc.

Sekretarz stanu USA Antony Blinken poinformował w wywiadzie dla CNN, że prezydent Joe Biden uważa projekt Nord Stream 2 za „zły pomysł”, który podkopuje europejskie bezpieczeństwo energetyczne i narusza interesy Ukrainy czy Polski. Blinken przekazał tę informację również szefowi niemieckiego MSZ Heiko Maasowi, ostrzegając przy tym, że zaangażowanie w budowę gazociągu jest zagrożone amerykańskimi sankcjami. Wciąż jednak nie wiadomo, czy nowa administracja zdecyduje się je rozszerzyć.

Jak dotąd spory wokół Nord Stream 2 nie zdołały na dobre zatrzymać budowy gazociągu, ale nawet jeśli Rosji uda się go ukończyć, problematyczna pozostaje kwestia jego certyfikacji, zatwierdzenia zgodności z projektem technicznym i oddania do użytku. W tej chwili takie usługi podpadają pod amerykańskie sankcje. Kolejny problem stanowi też zgodność z regulacjami UE i znowelizowaną dyrektywą gazową, zgodnie z którą część przepustowości nowego gazociągu będzie musiała zostać udostępniona podmiotom trzecim z terenu UE, a rosyjski koncern energetyczny Gazprom nie będzie mógł m.in. sam zarządzać gazociągiem, który jednocześnie zaopatruje w surowiec.

– Na razie nie wiemy, w jakim trybie gazociąg Nord Stream 2 miałby zostać uruchomiony, ze względu na wątpliwości dotyczące unijnych regulacji. Nie wiemy też, ile tego gazu będzie przesyłane i przez kogo – mówi Mateusz Kubiak.

W październiku ubiegłego roku UOKiK nałożył ponad 29 mld zł kary na rosyjski koncern energetyczny Gazprom oraz ponad 234 mln zł na pięć pozostałych spółek uczestniczących w projekcie Nord Stream 2 (francuski Engie Energy, niemiecki Uniper, austriacki OMV, holendersko-brytyjski Shell oraz niemiecki Wintershall) i nakazał rozwiązać umowy zawarte na finansowanie budowy gazociągu. Rosjanie zaskarżyli tę decyzję, ale – jak ocenia ekspert – toczące się postępowanie też nie będzie miało większego wpływu na postępującą realizację tego projektu.

– Ta decyzja w żaden sposób nie przełożyła się na jakiekolwiek wiążące decyzje inwestorów w odniesieniu do samego projektu. Decyzja UOKiK została zaskarżona przez Rosjan i inne spółki europejskie, które współfinansują gazociąg, a sprawa zapewne będzie toczyła się latami przed poszczególnymi instancjami. Mimo to nie wpływa ona na fizycznie postępującą budowę – mówi ekspert.

Jak ocenia, na dziś Polska de facto nie ma większych możliwości oddziaływania na postępy tego projektu.

– Głównym obszarem, w którym Polska mogłaby w jakiś sposób oddziaływać na tę inwestycję, byłoby dołączenie do rozmów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Niemcami, o których się teraz spekuluje. W świetle zapewnień amerykańskiej administracji – jako istotny sojusznik Stanów Zjednoczonych – my także powinniśmy uczestniczyć w tych konsultacjach. Natomiast to są rozmowy prowadzone zakulisowo, nie wiemy, do jakiego stopnia i czy w ogóle Polska jest przy nich obecna. Ale to nasz jedyny, pośredni sposób oddziaływania na projekt Nord Stream 2 – ocenia Mateusz Kubiak.

W ubiegłym tygodniu wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski poinformował, że przy budowie Nord Stream 2 współpracują dwa statki, które są własnością niemieckiego armatora, ale pływają pod polską banderą i zostały zarejestrowane w Izbie Morskiej w Gdańsku. Obie jednostki zostały już zakwalifikowane jako łamiące sankcje i wszczęto wobec nich procedurę wyrejestrowania ich spod polskiej bandery. Jak poinformował wiceminister, w przypadku pojawienia się na polskich wodach jednostki zostaną zatrzymane w celu przeprowadzenia inspekcji.

Kolejne instytucje obniżają prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski. Pomimo dużej niepewności nie grozi nam jednak spadek PKB

Zamknięcie gospodarki wiosną 2020 roku przełożyło się na pierwszy od 30 lat spadek produktu krajowego brutto wobec poprzedniego roku. Na obecny rok instytucje krajowe i międzynarodowe przewidują wyraźne odbicie, jednak wraz z kolejnymi tygodniami lockdownu rewidują one swoje prognozy w dół. Zdaniem dra Bohdana Wyżnikiewicza nawet w czarnym scenariuszu nie grozi nam jednak kolejny rok recesji, a PKB powinien być lekko wyższy niż w 2019 roku. Wsparciem dla gospodarki będą przemysł i eksport oraz fakt, że przedsiębiorcy nauczyli się już funkcjonować w warunkach obostrzeń.

Prognozy gospodarcze na rok 2021 są raczej dobre. Nikt nie prognozuje spadku PKB w stosunku do roku 2020, kiedy mieliśmy niecałe 3 proc. obniżenia wartości PKB, czyli nastąpi odbicie. Konsensus prognoz wynosi w granicach 3–4 proc. wzrostu PKB, aczkolwiek kolejny lockdown i niepewność w związku z jego konsekwencjami spowoduje prawdopodobnie obniżanie przez ośrodki prognostyczne prognoz na ten rok. Myślę, że ten optymizm będzie trochę mniejszy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Bohdan Wyżnikiewicz, prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych.

Ostatni dzień marca i I kwartału 2021 roku okazał się dniem obniżania kolejnych prognoz gospodarczych dla Polski. Najpierw Bank Światowy ściął ją z 3,5 proc. do 3,3 proc., potem agencja ratingowa Standard & Poor’s zmniejszyła swoje przewidywania z 3,8 proc. do 3,4 proc. Nawet analitycy PKO BP – choć generalnie prognozują poziomy dużo wyższe niż międzynarodowe instytucje – również obniżyły oczekiwania z 5,1 proc. do 4,7 proc. Pierwszy kwartał br. ma być według największego polskiego banku ostatnim – i czwartym z rzędu – na minusie w ujęciu rocznym. Tu też jednak nastąpiła obniżka z -0,5 proc. do -1,5 proc. Z drugiej strony zarówno Bank Światowy, jak i agencja S&P podwyższyły prognozy na 2022 rok, odpowiednio z 3,4 proc. do 4,2 proc. oraz z 4,2 proc. do 4,4 proc.

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że o ile w roku 2020 lockdown był nowością i kraj trwał w bezruchu, o tyle dzięki tym doświadczeniom przedsiębiorcy nauczyli się działać w warunkach ograniczeń. To szczególnie jest widoczne w przypadku przemysłu, który co prawda eksportuje trochę mniej, ale nie dramatycznie mniej – podkreśla dr Bohdan Wyżnikiewicz. – To dostosowanie się do warunków pandemicznych pomoże polskiej gospodarce stosunkowo dobrze zachować się w roku 2021, chociaż jest jeszcze za wcześnie, żeby prognozy były łatwo sprawdzalne. W dalszym ciągu mamy duże wątpliwości i niepewność, ale myślę, że rok będzie lepszy niż poprzedni, ale tylko niewiele uda nam się przekroczyć poziom rozwoju gospodarczego czy produkcji z roku 2019.

W 2019 roku wartość polskiego PKB wzrosła o 4,5 proc. względem 2018 roku i wyniosła niespełna 2,3 bln zł. W 2020 roku według wstępnych szacunków GUS-u kwota ta zmniejszyła się o 2,8 proc. Najgorszy był II kwartał, gdy gospodarka skurczyła się o 8 proc. rok do roku. Wiele krajów, zwłaszcza południa Europy, miało jednak znacznie większe spadki – Hiszpania o ponad 20 proc., Francja i Włochy – o niemal 20 proc

– Za granicą również są lockdowny, nawet bardziej dotkliwe niż w Polsce, u naszych zachodnich sąsiadów, w Danii, Holandii czy Wielkiej Brytanii, z którą już mniej handlujemy, ale w dalszym ciągu to jest dla nas partner handlowy – mówi prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych. – Tutaj mogą skorzystać nasi eksporterzy, tak jak w ubiegłym roku to miało miejsce, i uzupełniać braki na tamtejszych rynkach. Ta szansa wynika z tych lockdownów i z tego, że nasze produkty cieszą się dobrą renomą i nie są specjalnie drogie.

Nastroje w przemyśle, mierzone nastawieniem menedżerów odpowiedzialnych za zakupy w firmach producenckich, z miesiąca na miesiąc się dotychczas poprawiały. W lutym PMI wzrósł ze styczniowego poziomu 51,9 do 53,4, a to trzeci wzrost z rzędu oraz najbardziej znacząca poprawa w polskim sektorze wytwórczym od czerwca 2018 roku. Obecny trend zwyżkowy utrzymuje się w sektorze od ośmiu miesięcy. Nasilenie popytu sprawiło, że poziom nowych zamówień podniósł się w najszybszym tempie od lipca i jest to druga najwyższa wartość od dwóch i pół roku. Wzmożony napływ nowych zleceń opierał się na eksporcie, który wzrósł w największym stopniu od września 2017 roku – komentuje Markit Economics. 1 kwietnia poznamy dane za marzec – prognoza przewiduje kolejny wzrost, tym razem do poziomu 55,6.

Jeżeli lockdown zostanie przesunięty na kolejne miesiące, to myślę, że wtedy będzie potrzebna bardziej zdecydowana pomoc ze strony państwa i również trzeba liczyć na to, że będziemy mieli na ten cel odpowiednie fundusze z Unii Europejskiej w programie odbudowy – przewiduje dr Bohdan Wyżnikiewicz. – Będziemy musieli bardzo uważnie obserwować doniesienia z gospodarki. Myślę, że nigdy to nie było takie znaczące. Przy tej niepewności jednak należy wyrazić opinię, że nie zanotujemy spadku produktu krajowego brutto w porównaniu z rokiem ubiegłym. Przy czarnym scenariuszu mniej więcej utrzymamy się na zbliżonym poziomie, bo gospodarka się dostosowuje do tych trudnych warunków.

Organizacja masowych szczepień dużym wyzwaniem dla pracodawców. Pilnie potrzebne jest rozszerzenie listy zawodów kwalifikujących do szczepienia

Organizacja szczepień w zakładach pracy może znacząco przyspieszyć cały proces, ale będzie to duże wyzwanie dla pracodawców. – Nie uda się go zrealizować bez dodatkowych zasobów ludzkich, czyli szerszych uprawnień dla grup medycznych do kwalifikacji i wykonywania szczepień – mówi Monika Tomaszewska, ekspert ds. zdrowia Pracodawców RP. Według zasad proponowanych przez rząd kwalifikację do szczepień, oprócz lekarza, ratownika medycznego czy pielęgniarki, mógłby przeprowadzać diagnosta laboratoryjny, farmaceuta, fizjoterapeuta oraz student ostatniego roku medycyny.

Do końca II kwartału, zgodnie z planem rządu, zaszczepionych zostanie 20 mln osób, a do końca sierpnia – wszyscy chętni. Przyspieszenie procesu szczepień będzie możliwe dzięki rozszerzeniu miejsc, gdzie będzie można zgłosić się po szczepionkę. Narodowy Program Szczepień przewiduje uruchomienie punktów szczepień przeciwko COVID-19 w zakładach pracy, w których będzie co najmniej 500 osób chętnych na szczepienie.

Dla części pracodawców będzie to zadanie mniej kłopotliwe, bo posiadają już gabinety lekarsko-zabiegowe, więc dostosowanie ich do potrzeb realizacji szczepień będzie zdecydowanie mniejszym wyzwaniem. Co innego w przypadku zakładów pracy, które takich gabinetów nie posiadają – mówi agencji Newseria Biznes Monika Tomaszewska.

Zorganizowanie punktu szczepień w firmie to przede wszystkim koszty oraz spore wyzwanie logistyczne dla pracodawców. Będą oni zobowiązani m.in. zorganizować miejsce do przechowywania szczepionek, ponieważ wymagają one właściwych temperatur i ich stałego monitorowania.

– Druga istotna kwestia to system zamawiania szczepionek, co też będzie po stronie pracodawcy. Nie mówię o tak przyziemnych rzeczach jak dostęp do aplikacji Centrum e-Zdrowia, ale już same szkolenia i przygotowanie do składania zamówień będą dużym wyzwaniem. Bez wsparcia podmiotu leczniczego pracodawcom będzie bardzo trudno uruchomić punkt szczepień – ocenia ekspertka Pracodawców RP.

Do tego potrzebnych jest jednak szereg zmian w prawie, chociażby dotyczących tego, kto może kwalifikować do szczepienia i kto je może wykonać.

– Nie ma innej możliwości, żeby zrealizować tak masowe szczepienia bez dodatkowych zasobów ludzkich, czyli dodatkowych uprawnień dla innych grup medycznych – podkreśla Monika Tomaszewska.

Według zapowiedzi rządu w najbliższym czasie zmienią się zasady kwalifikacji do szczepień. Będzie mógł je prowadzić lekarz, stomatolog, felczer, pielęgniarka, położna, ratownik medyczny, diagnosta laboratoryjny, farmaceuta, fizjoterapeuta i student ostatniego roku studiów medycznych. Minister Michał Dworczyk zapowiedział także, że w II kwartale rząd wprowadzi możliwość szczepienia przez pojedynczych ratowników medycznych czy pielęgniarki – do tej pory szczepić mogły wyłącznie podmioty prowadzące działalność leczniczą.

Rozwiązania wprowadzane w Polsce mają bazować na tym, co jest w Stanach Zjednoczonych. Kwalifikacja do szczepienia odbywa się poprzez wypełnienie ankiety i jeśli pacjent nie ma przeciwwskazań, to jest kwalifikowany automatycznie. Trudno nam dziś zrozumieć ten mechanizm, bo w przypadku szczepień populacyjnych konieczne jest badanie kwalifikacyjne w Gabinet.gov.pl. Kolejna wątpliwość pojawia się w przypadku odpowiedzi na „tak” w badaniu, np. na pytanie o alergie. Istnieje prawdopodobieństwo, że jeśli padną takie odpowiedzi, będzie potrzebna kwalifikacja lekarza. To wymaga wyjaśnienia. Zakładam, że zostanie to doprecyzowane w przepisach – dodaje ekspertka.

Pomimo rozszerzenia kwalifikacji zorganizowanie zespołu szczepień i kadry do niego może być poważnym wyzwaniem w obecnej sytuacji epidemiologicznej.

Nie wszyscy medycy są jeszcze zaszczepieni. Z drugiej strony duża grupa osób pracuje w szpitalach covidowych poza stałym miejscem pracy, a model opieki ambulatoryjnej, POZ-y czy gabinety prywatne są też bardzo dociążone wizytami pacjentów – mówi  Monika Tomaszewska.

Pracodawcy RP wystosowali list otwarty do Michała Dworczyka i ministra zdrowia Adama Niedzielskiego z apelem o organizację szczepień w dwóch wariantach: u świadczeniodawców w ramach uzgodnionych z pracodawcą grafików (podobnie jak w modelu szczepień nauczycieli) oraz  na terenie danych zakładów pracy. Proponują także, aby przedsiębiorcy mogli ujmować w koszty nakłady poniesione na zorganizowanie punktu lub akcji szczepień.

Trwają prace nad stworzeniem jednego, obowiązującego na całym świecie paszportu szczepionkowego. Pomóc może m.in. technologia blockchain

Nadchodzi era paszportów szczepionkowych. Wszystko wskazuje na to, że by móc swobodnie podróżować i odwiedzać miejsca rozrywki, konieczne będzie przedstawienie zaświadczenia o zaszczepieniu przeciwko SARS-CoV-2. Grupa firm z sektora opieki zdrowotnej łączy siły, aby stworzyć cyfrowe karty identyfikacyjne szczepionek, które weryfikują status szczepień przeciwko koronawirusowi. Tak zwane szczepionkowe paszporty można przechowywać na smartfonach i innych urządzeniach cyfrowych. Pierwsze pilotaże z takimi aplikacjami już trwają – korzystają z nich pasażerowie Air France i mieszkańcy Nowego Jorku. Własne rozwiązania opracowują też agencja lotnicza IATA, Chiny czy Islandia.

Już wkrótce, żeby przyjść np. na koncert, trzeba będzie okazać nie tylko bilet gotowy do zeskanowania, lecz także dowód przyjęcia szczepionki. Grupa firm z sektora opieki zdrowotnej łączy siły, aby stworzyć cyfrowe karty identyfikacyjne, które weryfikują status szczepień na COVID-19. Vaccination Credential Initiative planuje stworzyć dostępny i bezpieczny sposób jego udowodnienia. Karty zdrowia będą zaszyfrowanymi danymi dotyczącymi szczepionek, które można przechowywać w dowolnym portfelu cyfrowym.

– W miarę gdy zwiększa się liczba zaszczepionych osób, niektórzy mogą wymagać posiadania dowodu, że są zaszczepieni. Sektor prywatny i koalicje non-profit już zaczynają nad tym pracować. Naszą rolą jest dopilnowanie, aby wszelkie rozwiązania w tej dziedzinie były proste, bezpłatne, otwarte, dostępne dla ludzi zarówno w wersji cyfrowej, jak i papierowej, i od początku zaprojektowane tak, aby chronić prywatność ludzi – podkreśla Jeffrey Zients, doradca prezydenta USA, koordynator ds. reagowania na koronawirusa w Białym Domu.

W przyszłości karty, które można przechowywać na smartfonach i innych urządzeniach cyfrowych, mogą być wymagane, aby uzyskać dostęp do restauracji, barów, szkół i samolotów. To krok, który może być konieczny, aby jak najszybciej ponownie otworzyć światową gospodarkę.

– Celem Vaccination Credential Initiative jest zapewnienie osobom fizycznym cyfrowego dostępu do ich danych o szczepieniach, tak aby mogły używać narzędzi takich jak CommonPass do bezpiecznych podróży czy powrotu do pracy, szkoły i życia, przy jednoczesnej ochronie prywatności danych – tłumaczy Paul Meyer, dyrektor generalny The Commons Project Foundation.

Obecnie już co najmniej 17 grup pracuje nad własnymi wersjami paszportów szczepionkowych. Nie tylko koalicja Vaccination Credential Initiative (VCI), lecz także Światowa Organizacja Zdrowia i Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Lotniczego przygotowują własne aplikacje. Stan Nowy Jork zaczął już korzystać z przepustki cyfrowej opracowanej przez IBM. Może pokazywać status szczepień lub wyniki testu COVID-19, a część miejsc publicznych, jak Madison Square Garden, już zapowiedziała, że wykorzystają takie szczepionkowe paszporty jako przepustkę.

Nad swoim pomysłem pracują też Chiny. Potwierdzenia szczepienia elektroniczną aplikacją wprowadziła już Islandia, a w Izraelu obowiązuje karta Green Pass. Obecnie trwa pilotaż, w ramach którego pasażerowie linii Air France mogą skorzystać z aplikacji na smartfony potwierdzającej szczepienie lub nabycie odporności przeciw koronawirusowi. Unia Europejska zapowiedziała z kolei, że swój paszport szczepionkowy chce wprowadzić jeszcze w czerwcu tego roku.

Jeśli jednak system paszportów potwierdzających szczepienia lub nabycie odporności ma się sprawdzić, konieczne jest stworzenie jednego systemu integrującego różne rozwiązania. Tylko to pomoże zapewnić bezpieczeństwo danych.

– Standardy opracowywane przez Vaccination Credential Initiative, w połączeniu z dostępnością niedrogich, szybkich testów na smartfony, które FDA zaczyna autoryzować do użytku domowego, umożliwią twórcom aplikacji tworzenie rozwiązań do weryfikacji stanu zdrowia z zachowaniem prywatności, które można bezproblemowo zintegrować w istniejących systemach biletowych – wskazuje Ken Mayer, założyciel i dyrektor generalny Safe Health.

Programy poświadczające będą musiały mieć solidną ochronę prywatności i być odporne na włamania i fałszerstwa. Zwłaszcza że w dark necie już teraz można kupić nie tylko dawki szczepionek, ale też sfałszowane negatywne wyniki testów na koronawirusa czy właśnie podrobione paszporty szczepionek. Pomóc mogłoby wprowadzenie znaku wodnego do paszportu, nadanie unikalnego kodu QR lub wykorzystanie technologii blockchain.

– Safe Health pracuje obecnie z firmą Hedera nad opracowaniem rozwiązania zapewniającego bezpieczeństwo dla tłumu z wykorzystaniem technologii blockchain. Wykorzystujemy przy tym standardy VCI, które mają pomóc ponownie otworzyć koncerty i wydarzenia sportowe – zapowiada Ken Mayer.

Pandemia przeorała polską służbę zdrowia. FPP proponuje dofinansowanie z wyższych składek, a nie parapodatków

Pandemia koronawirusa przetestowała wszystkie instytucje, działające w państwach na całym świecie. Jedną z nich – która wszędzie przyjęła mocne uderzenie i często pod tym uderzeniem się załamała – jest służba zdrowia. Polski NFZ nie jest wyjątkiem. Tak, jak w wielu krajach na całym świecie, pandemia zweryfikowała moce przerobowe, mechanizmy i systemy, działające w naszej opiece zdrowotnej. Pokazała, że są one niewydolne – a przepustowość i możliwości szpitali oraz innych placówek zdrowotnych nie są w stanie sprostać sytuacji pandemicznej. Bardzo możliwe jest również, że środki przeznaczone na polską służbę zdrowia nie wystarczą, by podnieść ją na nogi po zakończeniu pandemii. Federacja Przedsiębiorców Polskich zaapelowała w tej sprawie do polskiego sejmu.

– Mamy świadomość tego, że obecne zasoby polskiej służby zdrowia są niewystarczające. Nie pokryją wszystkich wydatków – zarówno tych, jakie do tej pory zostały wygenerowane, jak również przyszłych. Dlatego dwa tygodnie temu wystąpiliśmy do partii politycznych z apelem o podniesienie składki zdrowotnej o 0,25 punktu procentowego w ciągu 4 lat – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Takie rozwiązanie nie obciąży pracodawców i przedsiębiorców w sposób bardzo gwałtowny, a systemowo pozwoli rozwiązać problemy służby zdrowia. Uważamy, że jest to jedyny kierunek, jaki w obecnej sytuacji można przyjąć. Wówczas system będzie czytelny. Nie będzie podnoszenia podatków cukrowych, reklamowych, czy innych, które miałyby wspierać służbę zdrowia. Lepiej jest to oprzeć o bardzo jasne i czytelne przesłanki – jaką jest podniesienie składki zdrowotnej o 0,25 punktu procentowego – apeluje Kowalski.

Aż 40 proc. Polaków zamierza sięgnąć po oszczędności, by sfinansować świąteczne i wiosenne wydatki

Tegoroczne zakupy wielkanocne będą oszczędne – deklarują Polacy. Mimo to aż 40 proc. z nas zamierza sięgnąć po oszczędności, by sfinansować świąteczne i wiosenne wydatki. Co piąty Polak chciałby odroczyć płatność za wielkanocne wydatki na po świętach,  gdyby było to możliwe bez dodatkowych kosztów – wynika z badania IBRIS przeprowadzonego na zlecenie Twisto. Z płatności odroczonych najchętniej korzystają osoby lepiej zarabiające.

Tegoroczne święta wielkanocne ponownie będą przebiegać pod znakiem pandemii. Dla wielu osób jest to sygnał, by oszczędzać i ograniczać wydatki. Ponad połowa respondentów biorących udział w badaniu przeprowadzonym przez IBRIS na zlecenie Twisto, planuje przeznaczyć na organizację Wielkanocy podobną kwotę jak w ubiegłym roku (52 proc.), a 21 proc. zamierza wydać mniej. Jedynie 8 proc. ankietowanych chce wydać na tegoroczne  święta wielkanocne więcej niż w ubiegłym roku. Żadnych dodatkowych wydatków na święta nie planuje 11 proc. Polaków.

Z badania wynika, że blisko 23 proc. ankietowanych planuje na wiosnę remonty i porządki w ogrodach. W tej grupie dominują przede wszystkim trzydziestolatkowie (40 proc. wskazań). 7 proc. badanych planuje remont lub naprawę auta po zimie. Jednak aż 58 proc. respondentów nie chce ponosić wiosną dodatkowych wydatków.

Święta teraz, wydatki później

Polacy deklarują, że wiosenne wydatki sfinansują w dużej mierze z oszczędności (40 proc.) lub z bieżącej pensji (46 proc.). Po zewnętrzne źródło finansowania, np. pożyczkę lub kartę kredytową, sięgnie jedynie 11 proc. Polaków. Jednocześnie aż 20 proc. Polaków deklaruje, że chętnie odroczyłoby wydatki związane ze świętami na później, gdyby nie wiązało się to z dodatkowym kosztem.

  • Płatności odroczone większości osób kojarzą się przede wszystkim z wydatkami na odzież. Wynika to z faktu, że tę formę płatności najczęściej oferują sklepy odzieżowe, które starają się przenieść doświadczenie ze sklepu tradycyjnego do internetowego. Płatności odroczone dają kupującemu możliwość przymierzenia odzieży przed opłaceniem zamówienia. Obserwujemy jednak rosnące zainteresowanie płatnościami odroczonymi wśród e-sklepów spożywczych i branży food delivery. Na wdrożenie Twisto zdecydowała się jedna z największych sieci supermarketów w Polsce POLOmarket, cieszymy się, że udało się to zrobić przed Świętami. To dobry sposób, aby zaoszczędzić. Dodatkowo oferujemy cashback na wydatki spożywcze, który sięga aż 5 proc. To dobry sposób, by ograniczyć koszty przygotowania Świąt Wielkiej Nocy Już wkrótce Twisto pojawi się u innych popularnych merchantów z tej branży – mówi Adam Miziołek, country manager Twisto w Polsce.

Odraczają zamożniejsi

Polacy coraz więcej kupują online i coraz lepiej orientują się w nowoczesnych formach finansowania zakupów. Jak wynika z badania zleconego przez Twisto aż 60 proc. ankietowanych słyszało o płatnościach odroczonych. Ta forma płatności jest dobrze znana przede wszystkim w grupie trzydziesto i czterdziestolatków, zwłaszcza lepiej zarabiających. W przedziale wiekowym 30-39 lat o płatnościach odroczonych słyszało 65 proc. badanych, z kolei w przedziale 40-49 lat – aż 74 proc. respondentów. W przedziale zarobków od 3000 do 3999 zł netto miesięcznie, znajomość płatności odroczonych wskazało 76 proc. badanych, przy zarobkach od 4000 do 4999 zł – 68 proc., a przy zarobkach powyżej 5 tys. zł – aż 78 proc. respondentów.

Kto chciałby skorzystać z płatności odroczonych? Wykorzystaniem tego rozwiązania do sfinansowania świątecznych wydatków zainteresowanych jest 26 proc. osób w wieku 30-39 lat, 24 proc. w wieku 40-49 lat. Najczęściej skłonność do skorzystania z płatności odroczonych wykazywały osoby o wyższych dochodach. Z tego rozwiązania byłoby skłonne skorzystać 27 proc. zarabiających powyżej 5 tys. zł. 14 proc. osób o dochodach powyżej 5 tys. zł deklaruje, że zdarzyło im się już odroczyć płatność.

  • Na podstawie badań możemy powiedzieć, że typowy profil klienta, który wybiera płatności odroczone jako metodę zapłaty to osoby powyżej 30 roku życia, które zamieszkują duże miasta oraz zarabiają powyżej średniej krajowej. Podobnie wygląda profil klienta Twisto. Nie powinno to dziwić – są to osoby z grupy early adopters, które chętnie poznają nowe rozwiązania, ale też świadomie zarządzają swoimi finansami. Cieszy nas jednak upowszechnienie rozwiązania Buy Now Pay Later także wśród innych grup demograficznych – mówi Adam Miziołek, country manager Twisto w Polsce.

Badanie zrealizowane przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS na zlecenie Twisto Polska, metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na reprezentatywnej próbie N=1100 osób w dniach 19-20.03.2021 r.

Trendy w usługach FM

  • Zdaniem ekspertów CBRE GWS jednym z trendów branży FM spowodowanym pandemią będzie konsolidacja rynku.
  • W obliczu negatywnych skutków pandemii małe i średnie podmioty mogą szukać stabilnych partnerów o różnorodnych portfelach klientów.
  • Pierwszy kwartał 2021 roku potwierdza zeszłoroczne trendy w FM: digitalizację obsługi kontraktów, działanie w modelu on demand, spadek rotacji wśród pracowników i wzrost znaczenia kompleksowości usług.

Pandemia koronawirusa może zdynamizować procesy konsolidacyjne na polskim rynku FM. Aby się rozwijać, a w skrajnych przypadkach przetrwać, małe i średnie podmioty z branży potrzebują finansowej i operacyjnej stabilności. Przeważnie nie osiągną jej samodzielnie. Dla wielu z nich jedynym rozwiązaniem jest znalezienie większego partnera.

Myślę, że kryzysowy 2020 rok z całą mocą ujawnił, a I kwartał tego roku potwierdził, jak ważne w branży FM są: stabilność finansowa, „silny” cashflow i zdywersyfikowany portfel klientów. Wąska specjalizacja w dotkniętych kryzysem segmentach rynku nieruchomości, a także brak korporacyjnego zaplecza okazały się dla wielu mniejszych podmiotów zabójcze. Inne jakoś sobie w pandemicznej sytuacji radzą, choć konieczność przetrwania kolejnych trudnych miesięcy to dla nich ekstremalne zadanie. Dlatego uważam, że naturalną konsekwencją kryzysu w niektórych sektorach branży nieruchomości jest konsolidacja rynku FM. W CBRE GWS jesteśmy jak najbardziej gotowi na ten trend– mówi Rafał Baranowski, Country Manager w CBRE Global WorkPlace Solutions.

Ekspert podkreśla, że firma nie odczuła negatywnych skutków pandemii, choć rok temu w marcu korekta zakładanego przychodu wydawała się konieczna.

Przynależność do międzynarodowego koncernu sprawia, że nie musimy bać się o płynność finansową. Nawet jeśli klienci mieliby trudności finansowe, nie wstrzymalibyśmy prac. Poza tym lepszą sytuację mają firmy, które bazują na międzynarodowych kontraktach, tak jak jest to u nas – 80% umów realizujemy dla globalnych koncernów, stabilnych w kryzysie. Dodatkowym atutem jest też różnorodność branż. Jesteśmy obecni w sektorach: biurowym, produkcyjnym, magazynowym czy bankowym – dodaje Rafał Baranowski.

Na podstawie dotychczasowych doświadczeń z okresu pandemii CBRE GWS prognozuje, że poza konsolidacją na rynku FM panować będą 3 główne trendy.

Rozwój technologii wspierającej zdalną obsługę kontraktów

Branża FM digitalizuje się od lat, ale w pandemii stosowanie technologii nabrało dodatkowego znaczenia. Z jednej strony ważny stał się dostęp do innowacji, takich jak kamery termowizyjne do badania temperatury na wejściu do budynku. Z drugiej kluczowe stały się systemy wspomagające realizację kontraktów w zakresie: kontaktu z klientem, dokumentacji i analityki, która pozwala na bieżąco monitorować funkcjonowanie obiektu.

To bardzo ważne, bo klienci ze względów bezpieczeństwa coraz częściej rezygnują ze stałej obecności naszego zespołu w obiekcie. W zamian oczekują zdalnej kontroli budynku i błyskawicznej reakcji w modelu on demand, czyli na żądanie, gdy konieczna jest interwencja. Taki tryb działania dla pewnej grupy klientów nabierze znaczenia w tym roku. Część firm świadomych tego trendu może, z powodu niechęci do inwestycji w niepewnym obecnie czasie, odłożyć digitalizację na czas „po pandemii”. Od tego kierunku nie ma jednak odwrotu – zauważa Rafał Baranowski.

Mniejsza rotacja pracowników

Przed rozpoczęciem pandemii rotacja w branży FM na stanowisku techników była bardzo duża. W 2020 roku pracownicy stali się mniej skłonni do zmiany miejsca zatrudnienia, co stanowi problem dla mniejszych firm. Technicy oczekują od pracodawcy stabilnego zatrudnienia i ciągłości działania biznesu pomimo trwającej pandemii. Ważne jest dla nich również podejście do kwestii bezpieczeństwa, m.in. minimalizacja ryzyka zakażenia się Covid-19 poprzez właściwe zabezpieczenie środków ochrony osobistej.

Wzrost znaczenia usług związanych z czystością i dezynfekcją

W zeszłym roku znaczenia nabrały też zintegrowane usługi FM. Przed pandemią część podmiotów skupiała się na świadczeniu wyłącznie usług technicznych, rezygnując z takich elementów oferty jak ochrona, recepcja czy sprzątanie. Zdaniem CBRE GWS zwłaszcza usługi czystościowe nabrały w pandemii kolosalnego znaczenia i z pozycji dodatku do obsługi technicznej stały się integralnym elementem każdej oferty. Oznacza to, że firmy muszą stawiać na kompleksowy zakres swoich usług, zwłaszcza że nie cena jest dla klientów istotna, a standard m.in. w zakresie jonizacji czy dezynfekcji.

Niepewność dotycząca czasu trwania i intensywności pandemii sprawia, że prognozowanie sytuacji w dalszej części 2021 roku obarczone jest sporym ryzykiem błędu. Jednak nasze obserwacje pozwalają o powyższych trendach mówić z przekonaniem. Wiele innych, ważnych kwestii pozostaje oczywiście otwartych. To m.in. termin i zakres powrotu pracowników do biur. Największe firmy są zgodne, że nie należy spodziewać się tego wcześniej, niż w II połowie bieżącego roku. Część już teraz wie, że w pełnym wymiarze pracy to nie będzie możliwe przed 2022 rokiem. Póki co trudno wypowiadać się na ten temat precyzyjniepodsumowuje Rafał Baranowski z CBRE Global WorkPlace Solutions.

Źródło: CBRE GWS

Koniec 2020 r. na polskich drogach był tragiczny

Główny Urząd Statystyczny opublikował niedawno dokładne dane na temat bezpieczeństwa drogowego w 2020 r. Jak pandemia wpłynęła na sytuację na drogach w Polsce?

Dotychczas dysponowaliśmy jedynie ogólnymi informacjami na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego w 2020 roku. Niedawno Główny Urząd Statystyczny opublikował jednak bardziej szczegółowe dane, które uwzględniają zmiany w poszczególnych kwartałach.

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl przyjrzeli się tym statystykom, sprawdzając między innymi, czy wiosenny lockdown faktycznie skutkował wzrostem bezpieczeństwa na drogach.

Wypadki drogowe częste w III kw. 2020 roku

Ogólne dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w minionym roku liczba wypadków drogowych, czyli stłuczek skutkujących szkodami osobowymi wyniosła 23 540. Oznacza to spadek o 22% względem wyniku z 2019 r.

Udział poszczególnych kwartałów w łącznej liczbie wypadków przedstawiał się natomiast następująco:

  • I kw. 2020 r.: 22%
  • II kw. 2020 r.: 22%
  • III kw. 2020 r.: 33%
  • IV kw. 2020 r.: 23%

W świetle powyższych informacji trzeci kwartał minionego roku okazuje się szczególnie niebezpiecznym na krajowych drogach.

„Miało to prawdopodobnie związek m.in. z tłumnymi wyjazdami na urlopy w obrębie Polski” – przypuszcza Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Czy kolizje drogowe były częste w 2020 r.?

Jeżeli zaś chodzi o kolizje drogowe, to ich liczba w minionym roku spadła o 16% (do 382 046). Roczny spadek mógłby być większy, gdyby nie pogorszenie sytuacji na drogach w III kw. 2020 r.

„Ta negatywna zmiana jest bardzo dobrze widoczna w poniższym zestawieniu” – dodaje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

bezpieczenstwo drogowe

Najbardziej tragiczna była jednak końcówka 2020 r.

Zestawienie przygotowane przez ekspertów Ubea.pl uwzględnia także liczbę osób zabitych i rannych na drogach (odpowiednio: 2491 oraz 26 463 w całym 2020 r.).

Pod względem takich statystyk dotyczących ofiar wypadków również mieliśmy do czynienia z rocznym spadkiem (zabici – 14%, ranni – 25%). Jeżeli natomiast chodzi o wyniki z poszczególnych kwartałów, to wyglądały one następująco:

  • I kw. 2020 r.: 23% liczby zabitych / 22% liczby rannych
  • II kw. 2020 r.: 21% / 22%
  • III kw. 2020 r.: 27% / 33%
  • IV kw. 2020 r.: 29% / 23%

Powyższe statystyki wskazują, że III kw. 2020 r. był, zgodnie z przypuszczeniami, najbardziej tragiczny pod względem liczby osób rannych na drogach. Okazuje się jednak, że roczny rekord dotyczący ofiar śmiertelnych wypadków odnotowano od października do grudnia 2020 r.

„Wzrost śmiertelności wypadków aż o jedną czwartą w IV kw. 2020 r. (względem rocznej średniej na 100 wypadków) mógł się wiązać np. z niesprzyjającą aurą” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ceny OC wciąż spadają, kto płacił najwięcej? – raport za I kw. 2021

W pierwszym kwartale 2021 roku średnia cena OC wyniosła 617 zł i była niższa o 3,7% niż we wcześniejszym kwartale. Porównując jednak ten wynik, do analogicznego okresu 2020 roku spadek wyniósł 10,2%. Tak dużego spadku cen nie obserwowano od 2017 roku.

Ostatni raz cena OC była na tak niskim poziomie w 2016 roku. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl przeanalizowali, jak kształtowały się średnie składki obowiązkowych polis w minionym kwartale i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.

Jaka była średnia cena OC w I kwartale 2021 roku?

Średnia cena OC w pierwszym kwartale 2021 roku była niższa o 24 zł w stosunku do ostatniego kwartału 2020 roku. Jednak biorąc pod uwagę średnią cenę polisy w I kwartale zeszłego roku, obniżka wyniosła aż 70 zł.Średnia cena ubezpieczenia OC

W 2020 roku ceny OC utrzymywały się na względnie stałym poziomie, a roczny spadek wysokości składki nie przekroczył 6%. Po I kwartale 2021 r. odnotowaliśmy kolejną nieznaczną obniżkę. Średnia składka OC wyniosła 617 złotych i była niższa niż w ostatnim kwartale ubiegłego roku o 3,7%. To także najniższa odnotowana średnia cena polisy od 2016 roku, co z pewnością jest dobrą informacja dla kierowców, którzy w ostatnim czasie odczuli negatywny wpływ koronawirusa na finanse swoich gospodarstw domowych – mówi Tomasz Masajło, prezes zarządu rankomat.pl.Zmiany średnich cen OC

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (706 zł), dolnośląskiego (670 zł) i mazowieckiego (668 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: opolskiego (513 zł), podkarpackiego (521 zł) i świętokrzyskiego (541 zł).

Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Obniżki w poszczególnych regionach wyniosły od -8% (woj. podkarpackie, lubuskie i świętokrzyskie) do -12,1% (woj. dolnośląskie). Największe odchylenie od średniej krajowej ceny OC w I kwartale 2021 r. odnotowano dla województw, których mieszkańcy otrzymywali najtańsze propozycje obowiązkowego ubezpieczenia: opolskiego (-16,9%) i podkarpackiego (-15,6%).

Najwięcej za OC płacili natomiast kierowcy z woj. pomorskiego. Odchylenie od przeciętnej składki OC w całym kraju wyniosło w ich przypadku +14,4.Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC

Kto płacił najwięcej?

Najdroższym miastem wojewódzkim był Wrocław. Tutaj za polisę kierowcy płacili średnio 841 zł. Na drugim biegunie znalazło się Opole, gdzie płacono 552 zł. W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – 19-latkowie płacili średnio 2174 zł. Największe obniżki otrzymują zaś 63-latkowie (492 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Toyota (555 zł), najdroższe BMW (759 zł). Panny i kawalerowie płacili 885 zł, natomiast małżeństwa 541 zł.Najwyższe i najniższe ceny OC w 2021 r.

Analiza powstała w ramach raportu RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych. Jego pełna treść jest dostępna pod adresem:

https://rankomat.pl/files/raport-ranking-i-kwarta-2021.pdf

Raport jest podsumowaniem trendów kształtujących średnie składki obowiązkowych polis w minionym roku. RanKING opiera się na największej bazie kalkulacji cen OC w Polsce. Dzięki temu może analizować zmiany z największą dokładnością ze wszystkich porównywarek ubezpieczeń. To jedyna tego typu publikacja w Polsce.

Polskie fundacje rodzinne od 2022 r. – na jakich zasadach?

Trwają konsultacje dotyczące ustawy o fundacjach rodzinnych, która ma wejść w życie od stycznia 2022 r. Największym mankamentem projektu są rozwiązania dotyczące zachowku, mogą doprowadzić do tego, że firma nie przetrwa okresu przeprowadzania sukcesji.

Rozwiązanie, jakim jest fundacja rodzinna, nie było dotąd dostępne na mocy polskiego prawa. Największym plusem proponowanej ustawy jest to, że się pojawiła, pomimo, że jej niektóre zapisy powodują zbędne ryzyko, w różnych obszarach.

– Jak dotąd sukcesję w polskich firmach rodzinnych trzeba było planować z wykorzystaniem prawa spadkowego, prawa cywilnego bądź Kodeksu spółek handlowych, alternatywą było korzystanie z prawnych rozwiązań zagranicznych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Katarzyna Karpiuk, radca prawny, ekspertka ds. sukcesji, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Wprowadzenie fundacji rodzinnej zapewnia możliwość funkcjonowania przedsiębiorstwa przez kolejne pokolenia, bez ryzyka podziału w związku z postępowaniami spadkowymi. Wyeliminuje ryzyko sprzedaży firmy zewnętrznym inwestorom, także zagranicznym.

Pozytywem jest też, że krąg potencjalnych beneficjentów fundacji nie został zawężony do grona najbliższej rodziny. Beneficjentem może zostać osoba fizyczna, niezależnie od stopnia pokrewieństwa z fundatorem bądź też organizacja pożytku publicznego.

– Beneficjentem może być też partnerka czy partner pozostający w związku nieformalnym – wyjaśnia K.Karpiuk. – Co więcej, może to być przyjaciel rodziny lub zaufany pracownik.

Gdy przedsiębiorstwo prowadzone jest np. przez rodzeństwo, także z udziałem dodatkowych pracowników, możliwe byłoby ustanowienie fundacji przez kilku fundatorów.

Według założeń ustawy fundację rodzinną można ustanowić także poprzez testament, wówczas fundacja zakładana jest przez jednego fundatora.

– Z dziedziczeniem wiąże się jednak największe ryzyko i rozczarowanie dotyczące aktualnego projektu – dodaje K.Karpiuk z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Związane jest z uprawnieniami do zachowku, ponieważ spadkobierca fundatora będzie miał prawo ubiegać się o roszczenie zachowkowe odnoszące się do fundacji.

Wprawdzie zostanie to ograniczone, bo każda wypłacona kwota będzie pomniejszała następne świadczenia takiego beneficjenta, to jednak w sytuacji, gdy głównym składnikiem dziedziczenia jest przedsiębiorstwo, niejednokrotnie o bardzo dużej wartości, ciężko będzie – bez ryzyka uszczerbku finansowego dla fundacji – wypłacić roszczenie zachowkowe.

Jednak fundacja będzie mogła żądać obniżenia zachowku bądź odroczenia jego płatności lub rozłożenia na raty (na okres 5 lat, z możliwością jego wydłużenia przez sąd). Taka konstrukcja prawna jest już znana w przypadku dziedziczenia gospodarstw rolnych.

Rozczarowaniem dla firm rodzinnych jest także sposób potraktowania darowizny (także wniesienia majątku) dla fundacji. Są one w propozycji ustawy traktowane w taki sam sposób jak wszystkie darowizny na rzecz przyszłych spadkobierców i mających prawo do zachowku. To oznacza, że cały majątek zostanie przy dziedziczeniu uwzględniony w masie spadkowej. Nie ma więc ustalonego okresu czasowego i niezależnie od tego, jaki okres upłynie od czasu utworzenia fundacji do śmierci fundatora majątek wniesiony do fundacji każdorazowo w całości zostanie zaliczony do masy spadkowej. Na etapie prac nad ustawą firmy rodzinne postulowały, aby wzorem rozwiązań zagranicznych okres ten został ograniczony do 2-3 lat. Takie rozwiązanie zachęcałoby polskich przedsiębiorców do zaplanowania sukcesji z rozsądnym wyprzedzeniem.

Jak będą wyglądały tegoroczne wakacje? Plany wyjazdowe Polaków na 2021 rok

Sezon letni zbliża się wielkimi krokami. Coraz częściej myślimy o wakacjach i planujemy urlopy. Gdzie w 2021 roku wyjadą Polacy? Na jak długo? By dowiedzieć się więcej na temat planów wyjazdowych Polaków w 2021 roku, Nocowanie.pl zleciło badania wśród użytkowników portalu Wirtualna Polska. Co z nich wynika? Jakie informacje udało się uzyskać? Wiemy już gdzie polscy turyści planują spędzić letni urlop oraz jak długo będzie on trwał.

Jak będą wyglądały tegoroczne wakacje? Jakie plany wyjazdowe mają Polacy?

Turyści zazwyczaj już na początku roku planują swój urlop. Obecna sytuacja sprawia, że wszystko przesuwa się w czasie. Niektórzy zwlekają z dokonywaniem rezerwacji, jednak ci turyści, którzy są zdecydowani na konkretną miejscowość i termin, czasem nawet na konkretny obiekt noclegowy – ślą zapytania i rezerwują.

Z przeprowadzonych na zlecenie Nocowanie.pl badań, jasno wynika, że blisko 50% Polaków ma plany wyjazdowe na 2021 rok. Dokładnie 57% badanych planuje wypoczynek w Polsce. Z badań dowiadujemy się też, że wyjazdy indywidualne cieszą się większym powodzeniem (70%) niż te zorganizowane (20%).

Jak długie wyjazdy w 2021 roku planują Polacy?

Według zebranych przez nas informacji aż 42% Polaków planuje wyjechać na 7-10 dni. Na dłuższej niż 10 dni wyjedzie 32%, natomiast tylko 11% planuje wypoczynek dłuższy niż 2 tygodnie. – mówi Kamila Miciuła z portalu Nocowanie.pl.

Lato 2021. Jakie obiekty noclegowe cieszą się największą popularnością?

Zapytań i rezerwacji na wakacje 2021 wciąż przybywa. Turyści są nadal ostrożni, jednak zdają sobie sprawę z tego, że z tygodnia na tydzień obiektów noclegowych wolnych w szczycie sezonu letniego będzie coraz mniej. Dlatego mimo tej niepewności ciągle pojawiają się nowe zapytania o dostępność i rezerwacje.

– Z naszych danych jasno wynika, że najchętniej rezerwowane są domki, apartamenty oraz kwatery i pokoje.- dodaje przedstawicielka Nocowanie.pl.

Wakacje 2021. Jakie kierunki są najbardziej popularne wśród polskich turystów?

Polscy turyści już teraz zaczynają planować letni wypoczynek. Codziennie pojawiają się nowe zapytania i rezerwacje. Gdzie Polacy spędzą wakacje? Zdecydowana większość w Polsce! W obecnej sytuacji związanej z trwającą epidemią, podróże zagraniczne stały się jeszcze bardziej niepewne niż te krajowe. Spore znaczenie ma też na pewno bezpieczeństwo – bezpieczniej czujemy się jednak w Polsce.

Wśród najchętniej wybieranych miejscowości na lato znalazły się m.in. Łeba, Sarbinowo, Władysławowo, Pobierowo, Ustronie Morskie, Rewal, Ustka czy Jastarnia. Dominuje tradycyjnie morze. Jednak nie brakuje też zapytań o polskie góry: Zakopane, Polańczyk czy Karpacz – te kurorty również cieszą się sporym zainteresowaniem wśród turystów. I to właśnie te dwa kierunki podróży: morze i góry, będą najbardziej oblegane w najbliższe wakacje.

Autor: Katarzyna Stępień

Co dalej z kursem dolara?

Analitycy, którzy wieszczyli osłabienie USD, srogo się pomylili. Dolar umacniał się nie tylko w stosunku do złotego, ale też do euro.

Ostatni raz dolar kosztował 4 zł w czasie pierwszego lockdownu wiosną 2020 r. Teraz znów zbliżył się do tej psychologicznej bariery, co wskazuje na obawy inwestorów o kondycję polskiej inflacji, przy utrzymywanych niskich stopach procentowych. Ale to problem również dla konsumentów, bo w dolarach notowana jest ropa naftowa, a mocny dolar przekłada się na wyższą inflację z powodu droższej benzyny.

Nie potwierdziły się wyobrażenia inwestorów, że dolar będzie coraz słabszy.

– Zadziwiające było, że pomiędzy trzecim i czwartym kwartałem 2020 r. większość analiz i rekomendacji była tak jednokierunkowa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Dolar miał być wyprzedawany, euro miało rosnąć w siłę.

Największy kapitał spekulacyjny jest jednak ulokowany w dolarach. W USA są spółki, które są najciekawsze dla inwestorów. I to już wówczas Stany Zjednoczone miały być liderem wśród krajów wychodzących z pandemii. Dolara nie osłabiają też czynniki takie jak inflacja w USA, „drukowanie pieniędzy” rozdawanych Amerykanom w postaci tzw. czeków Bidena czy „gołębia” postawa Fed. Podobne zjawiska widać bowiem w innych częściach świata.

Wzmacnianie się euro wobec dolara nie trwało długo. Para EUR/USD jest na poziomie 1,17. W ciągu miesiąca euro osłabiło się o 3 proc. – Do dzisiaj wszystko sprzyjało dolarowi amerykańskiemu. Naturalnie większa awersja sprzyja USD, ale mamy hossę na niemieckim Daxie i nowe szczyty wielu akcji w USA, a dolar jest coraz mocniejszy – komentuje ekspert CMC Markets.

Jeśli chodzi o kurs USD/PLN, to przebił trend spadkowy, który budował się od szczytu paniki wiosną zeszłego roku, a następnie wzrosty kursu dolara przyspieszyły. – Dziś ceny dolara biją kolejne rekordy. Widać to w szczególności w relacji do zniżkującego złotego, którego słabość wobec euro jest największa od wielu lat. Jeśli ta tendencja się utrzyma, za parę miesięcy USD/PLN może być o wiele wyżej niż dziś – prognozuje Łukasz Wardyn.

Jeżeli byki chcą przynajmniej krótkoterminowo odwrócić złą passe złotego, to teraz jest na to najlepszy i może ostatni moment. W okolicach 3,97 jest kluczowy średnioterminowy poziom oporu. Podobnie sytuacja wygląda na koszyku złotego, dodaje Ł.Wardyn.

Rada Przedsiębiorczości broni tarcz finansowych Polskiego Funduszu Rozwoju

Polski Fundusz Rozwoju, obok Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, od wielu miesięcy aktywnie wspiera polskich przedsiębiorców. Jest instytucją, która w czasie pandemii Covid-19 najszybciej i najlepiej zareagowała na dramatyczną potrzebę pomocy dla firm i ich pracowników. Sprawnie wypłaca pieniądze z kolejnych tarcz finansowych dla przedsiębiorstw dotkniętych skutkami obostrzeń.

Jednocześnie odpowiada też za wiele innych, ważnych dla rządu i biznesu projektów. Zautomatyzowany system wsparcia biznesu stosowany przez PFR, oparty jest na jasnych, transparentnych kryteriach oraz na deklaracjach przedsiębiorców, co jest najlepszym rozwiązaniem w sytuacji potrzeby szybkiego udzielenia pomocy tysiącom zagrożonych firm. Przedsiębiorcy ubiegający się o wsparcie z Tarczy PFR każdorazowo potwierdzają, iż wszystkie przedstawione przez nich informacje są zgodne ze stanem faktycznym, pod groźbą odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń. Kontrola prawidłowości tych danych musi mieć charakter następczy – w przeciwnym razie firmy pozbawione źródeł przychodów musiałaby przez wiele miesięcy oczekiwać na otrzymanie wsparcia.

Oczywiście, mogło się zdarzyć, że sporadycznie pomoc trafiła do firm, których sytuacja nie była aż tak dramatyczna, a w skrajnych przypadkach doszło nawet do nadużyć, które dopiero dzisiaj wychodzą na światło dzienne. Takie przypadki powinny być bezwzględnie wykrywane i surowo karane. To zadanie dla odpowiednich organów. Nie można jednak na podstawie pojedynczych przypadków rzeczywiście ewidentnych nadużyć oskarżać PFR o słabą ochronę przed wyłudzaniem pieniędzy z tarcz finansowych.

Rada Przedsiębiorczości podtrzymuje swoją wysoką ocenę organizacji przyznawania i wypłat środków z dotychczasowych tarcz finansowych PFR. Jednocześnie chce stanowczo podkreślić, że podważanie publicznego zaufania do tej instytucji w czasie trzeciej fali pandemii i kolejnego lockdownu, który wymaga szybkiej i sprawnej organizacji nowych programów pomocowych, jest postępowaniem skrajnie nieodpowiedzialnym i wymierzonym przeciwko przedsiębiorcom.

Za rozdawane pieniądze trzeba będzie zapłacić. Inflacja i nowe podatki są nieuniknione

Rząd wydaje pieniądze, a bank centralny skupuje rządowe obligacje. Ta polityka jest nie do utrzymania. Płacimy za nią wyższą inflacją, ale to nie wystarczy. W USA trwa już dyskusja o wyższych podatkach, u nas też będzie nieunikniona.

Były wypłaty Trumpa, są czeki Bidena. Dług publiczny USA przekracza 120 proc. PKB. Gdy Trump obejmował władzę, było to 105 proc. Na ponad pół roku przed wygranymi przez siebie wyborami, w rozmowie z „The Washington Post” Trump zapowiedział, że w ciągu ośmiu lat spłaci amerykański dług publiczny (dzięki renegocjacji umów handlowych i pobudzeniu wzrostu gospodarczego).

Już przed pandemią nie było dobrze. Dane OECD wskazują, że łączny dług kredytowy Amerykanów w 2018/2019 r. stanowił 105% ich dochodu dyspozycyjnego netto. Warto porównać ten wynik z informacjami dotyczącymi np. Polski (63%), Niemiec (96%), Japonii (107%), Francji (122%), Wielkiej Brytanii (142%), Szwecji (188%), Australii (210%), Szwajcarii (221%), Holandii (236%), Norwegii (239%) oraz Danii (257%).

Pandemia koronawirusa wymusiła bezprecedensowe działania rządów. Gospodarce światowej to pomogło, ale dzieje się to na kredyt, którego data spłacania nie została wyznaczona. Zadłużenie państw szacuje się już na rekordowe 78 bilionów dolarów.

– Fed i inne banki centralne sugerują, że mogliśmy sobie na to pozwolić, bo te pieniądze można dowolnie kreować, ale tak nie jest bo pojawia się ukryty podatek w postaci inflacji – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I to jest także poważny transfer majątku pomiędzy różnymi klasami społecznymi.

Za długi trzeba będzie zapłacić. W USA trwa dyskusja o podwyżce podatku dochodowego, obniżonego przez Trumpa. Możliwe, że wyższy będzie podatek od zysków kapitałowych.

W takich krajach strefy euro, jak Włochy, Hiszpania czy Portugalia obecny stan finansów publicznych byłby nie do utrzymania, gdyby nie polityka EBC.

– To jest pułapka, a pozostaje pytanie w jakim stopniu deficyty budżetowe będą finansowane ukrytym podatkiem przez politykę monetarną, a na ile poprzez oficjalne podniesienie podatków – komentuje ekspert XTB. – W USA jest przynajmniej świadomość tego, że jeżeli wzrośnie inflacja, to Fed nie będzie miał mandatu, aby nadal na taka skalę skupować obligacje rządowe.

Europa jest w innej, gorszej sytuacji. Tutaj koniunktura gospodarcza może nie ulec poprawie na tyle, aby inflacja zmusiła EBC do wycofywania się ze skupu obligacji. Ta polityka EBC jest nastawiona tak, aby rządy mogły coraz łatwiej się zadłużać.

Polska nie jest w strefie euro, ale zachowuje się podobnie. Mamy swoje problemy ze wzrostem cen. Inflacja w marcu br. wyniosła 3,2% r/r oraz 1% m/m, wobec 2,4% w ujęciu rocznym w lutym. To bardzo duży skok cen po ostatnich wartościach zbliżonych do celu inflacyjnego.

– Rządy nadal wydają pieniądze tak, jakby ważne było tylko to, co dzieje się dziś i nigdy nie byłoby jutra – dodaje P.Kwiecień.

Cyfrowa Polska z Centrum GovTech będą współpracować przy projektach podnoszących kompetencje cyfrowe

Związek Cyfrowa Polska podpisał z Centrum GovTech Polska list intencyjny dotyczący współpracy przy projektach realizowanych w łódzkim Centrum Kreatywności Fabryka, które będą miały na celu podnoszenie kompetencji sektora publicznego dotyczących innowacyjności oraz popularyzacji dobrych praktyk.

Współpraca będzie skupiała się na rozwoju pracowników polskiej administracji, a także startup-ów poprzez organizację warsztatów, konferencji, konkursów oraz wszelkiej działalności związanej z podnoszeniem kompetencji cyfrowych. Zgodnie z podpisaną w środę umową, Centrum Kreatywności Fabryka w Łodzi, prowadzone przez Cyfrową Polskę, będzie funkcjonować pod patronatem honorowym Centrum GovTech. – Będziemy wspólnie podejmowali wszelkie inicjatywy, które związane będą m.in. z udoskonalaniem, poszerzaniem oraz nabywaniem nowych umiejętności cyfrowych. Chcemy pokazywać, jak wykorzystując nowoczesne narzędzia można stworzyć nową jakość usług cyfrowych – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

­– Centrum GovTech to przede wszystkim innowacyjne podejście do administracji. Współpraca z podmiotami takimi jak Związek Cyfrowa Polska pozwala nam czerpać wiedzę i doświadczenie od ekspertów w tej dziedzinie. Dzięki temu nasze inicjatywy mają szansę być przygotowane w najlepszy możliwy sposób. Mam nadzieję, że już niebawem będziemy mogli zaprosić na wspólnie organizowane wydarzenia – dodaje Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów do spraw GovTech.

Fabryka pomaga w aktywizowaniu polskiej przedsiębiorczości

Centrum Kreatywności Fabryka to projekt Związku Cyfrowa Polska, który powstał przy współpracy z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Miejsce istnieje na mapie Łodzi od stycznia 2019 r. Mieści się na terenie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w zabytkowym budynku Hydroforni, który został odpowiednio zrewitalizowany, odnowiony i dostosowany do kreatywnej pracy. CK Fabryka to pierwsze miejsce w Polsce, które ma na celu aktywizowanie, inspirowanie oraz edukowanie przedsiębiorczych ludzi do podejmowania nowych działalność i inicjatyw z wykorzystaniem technologii cyfrowych.

Nowoczesne bramki płatności ratalnych. Czy są bezpieczne?

Z różnych metod płatności konsumenci mają możliwość korzystania już od dłuższego czasu. Przedsiębiorcy coraz chętniej eksploatują technologiczne nowości, a firmy, które jeszcze nie zdecydowały się na implementacje np. bramek płatności ratalnych najczęściej zastanawiają się, czy są one zwyczajnie bezpieczne. Dobrze przygotowany i skonfigurowany system płatności ratalnych jest gwarancją bezpieczeństwa. Do tej pory bramki były używane przez większość witryn e-commerce, zarówno dużych, jak i małych, ale nowe rozwiązania oferują integrację już w prawie każdym kanale sprzedaży.

Co to są bramki płatności ratalnych?

Bramki takie jak LoanByLink – proste raty są w dużym uproszczeniu pośrednikiem między sprzedawcą (sklep internetowy, sklep stacjonarny, media społecznościowe), a konsumentami. Bramka ułatwia dokonanie transakcji (w tym przypadku finansowania zakupów na raty), ale zapewnia też szyfrowanie transakcji, czyli najwyższy poziom bezpieczeństwa.

Czy warto integrować się z bramką płatności ratalnych?

Bez wątpienia dużą zaletą jest ich dostępność (24h/7 dni w tygodniu). Szczególnie w sklepach e-commerce czy mediach społecznościowych ważny jest proces udzielania finansowania, czyli czy wniosek jest intuicyjny, czy proces jest całkowicie on-line i oczywiście czy decyzja dotycząca finansowania zakupów jest wydawana sprawnie. Dla przykładu bramka płatności LoanByLink wszystkie procesy oferuje on-line, nawet w sklepie stacjonarnym. Sztuczna inteligencja zastosowana w tej bramce pozwala na przetwarzanie ponad 20 000 wniosków jednocześnie i często cały proces trwa jedynie 4 minuty. Zdecydowanie ogromną zaletą bramek takich jak LoanByLink jest wielokanałowość, czyli decydujemy się na zawarcie umowy z jednym partnerem, w zamian z panelu dostępu generujemy odpowiednią wtyczkę dla strony internetowej bez funkcji sklepu, sklepu internetowego, czy ustawiamy koszyk dla generatora linku płatności, który wysyłamy/wstawimy w media społecznościowe (świetne rozwiązanie w social selling). Bramki płatności wiążą się także z mniejszą liczbą formalności, panel partnera jest wyposażony w raporty, które dostarczają aktualizacji stanu płatności wraz z historią wszystkich transakcji (udzielone finansowania ratalne lub też nie). Jest to w związku z tym bardziej wydajna i sprawniejsza metoda rozliczania płatności.

Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu

Każdy system musi zapewnić najwyższy poziom bezpieczeństwa. Zabezpieczenie transakcji nie powinno kończyć się na ich szyfrowaniu. Bramki płatności ratalnych również stosują podwójne standardy często uzupełniając wymogi formalno-prawne, know-how danej spółki, czyli dodatkowe systemy scoringowe, monitorowanie lokalizacji, identyfikacja konsumenta np. usługą Idenfy. To tylko niektóre przykłady możliwych zabezpieczeń. Cyfrowe podpisy, dynamiczne adresy IP to dzisiaj podstawowe narzędzia, które w bramkach płatności ratalnych muszą być wykorzystywane.

Autor: Małgorzata Szulik, Business Project Manager w Provema.

Google przeanalizował polskie strony mobilne. Zaledwie 27% z nich jest na tyle szybka, aby zapewnić użytkownikom optymalne doświadczenie

Komu z nas nie zdarzyło się zrezygnować z odwiedzenia strony internetowej, gdy za długo ładowała się na naszym smartfonie? Kto przypadkiem trafił na niewłaściwą stronę, gdy link raptem się przesunął podczas jej ładowania? Google postanowiło przeanalizować najpopularniejsze witryny wśród polskich internautów pod kątem szybkości ich ładowania, interaktywności oraz stabilności wizualnej i wskazać te, które, pomimo rozbudowanej formy, są najbardziej przyjazne dla użytkowników.

Pierwszego wrażenia marka wcale nie robi atrakcyjną wizualnie mobilną stroną główną, lecz… czasem jej ładowania. Podczas badania Google oraz Civic Research aż 54% użytkowników twierdziło, że im wolniejsza strona, tym większa jest ich frustracja. Znaczenie mają milisekundy, które decydują o tym, czy porzucimy stronę, zanim zdąży się załadować.

Mobilna galeria sław

Google postanowiło zbadać wiodące witryny mobilne w branży e-commerce oraz finansowej. Wyniki rankingu najszybszych stron w tych kategoriach, opracowane przez Google we współpracy z IAB Europe i MMA Europe, wskazują serwisy z najlepszymi wynikami Core Web Vitals, czyli które zarówno błyskawicznie się ładują, jak i szybko reagują na akcje użytkownika oraz zapewniają mu optymalne doświadczenie. W galerii mobilnych sław w kategorii e-commerce znalazły się Allegro, Ceneo czy Apart, zaś w branży finansowej m.in. Bank Spółdzielczy Brodnica, Credit Agricole lub Ergo Hestia.

‒ Fakt znalezienia się w tym zestawieniu daje nam wielką satysfakcję i jest potwierdzeniem słuszności wysiłków, które wkładamy w to, aby doświadczenia internautów korzystających z Ceneo.pl były jak najlepsze. To efekt pracy nad wieloma technicznymi i biznesowymi metrykami witryny, między innymi Core Web Vitals, których optymalizacja pozwala nam podnosić zadowolenie naszych użytkowników ‒ mówi Paweł Kowalski, dyrektor IT w  Ceneo.pl.

‒ Praca nad szybkością stron Allegro to nieustanny proces. Każdego dnia staramy się znaleźć nowe sposoby na poprawienie doświadczeń naszych użytkowników, szczególnie tych odwiedzających nas na urządzeniach mobilnych. Dla osiągnięcia dobrej wydajności strony monitorujemy wiele miar. Chcemy mieć pewność, że strona ładuje się szybko a interfejs reaguje płynnie na działania użytkownika ‒ mówi Tomasz Gospodarczyk, lider zespołu Webperf  w Allegro. ‒ Z grupy entuzjastów rozrzuconych po różnych zespołach powstał zespół odpowiedzialny za monitorowanie, optymalizowanie oraz szkolenie developerów i ludzi biznesu. Dbanie o wydajność stało się allegrową codziennością i powstało to, do czego dążyliśmy od samego początku – kultura web performance. Nasze wyniki są tak naprawdę sukcesem wszystkich naszych inżynierów.

Infografika_Google_Mobile Hall of Fame

Nie tylko prędkość

Szybkość witryny mobilnej jest również powiązana z jej użytecznością. Dlatego Google wprowadziło w 2020 roku trzy nowe metryki, które oceniają szybkość ładowania oraz działania witryny mobilnej pod kątem optymalnego doświadczenia użytkownika. Do zbudowanie powyższego zestawienia posłużyły tzw.  Podstawowe Wskaźniki Internetowe (ang. Core Web Vitals), które obejmują:

  • LCP (Largest Contentful Paint), mierząca czas do pojawienia się największego widocznego elementu

LCP wskazuje czas, w jakim ładuje się największy obiekt na stronie (np. zdjęcie produktu). Witryna ma dobre LCP, jeśli ładowanie takiego elementu nie zajmuje więcej niż 2,5 sekundy.

  • FID (First Input Delay), mierząca czas reakcji witryny na akcje użytkownika

FID określa jak szybko elementy, takie jak linki lub przyciski, reagują na akcje użytkownika, takie jak np. dotknięcie ich palcem. Determinuje więc czas, po jakim użytkownik jest w stanie rozpocząć sensowne korzystanie ze strony. Jeśli FID wyniesie poniżej 100 ms, możemy stwierdzić, że strona jest zoptymalizowana w tym zakresie.

  • CLS (Cumulative Layout Shift), mierząca stabilność wizualną elementów strony

CLS informuje nas o tym, jak duże są przesunięcia elementów podczas podczas ładowania się strony. Określa więc jak bardzo może zmienić się wygląd strony i pomaga wyeliminować sytuacje, w których np. przyciski zmieniają pozycję w momencie, gdy chcemy je dotknąć palcem. Jeśli CLS nie jest wyższe niż 0,1 strona jest poprawnie skonstruowana.

Jedynie 27% polskich witryn internetowych osiąga dobre wyniki w zakresie Podstawowych Wskaźników Internetowych. Chociaż stawia to polskie strony w lepszej pozycji niż  konkurentów z USA czy Francji, nadal jednak wynik ten można poprawić, gdyż ponad dwie trzecie witryn mobilnych wymaga optymalizacji pod kątem łatwości obsługi.

‒ Z danych zebranych dla polskiego rynku wynika, że aż dwa Podstawowe Wskaźniki Internetowe wymagają poprawy. Są to LCP (czas do pojawienia się największego widocznego elementu) oraz CLS (stabilność wizualną elementów strony w trakcie ładowania). Jeżeli musimy długo czekać, aż załaduje się zdjęcie produktu, albo w trakcie zakupu ucieknie nam spod palca przycisk “Złóż zamówienie” i zamiast niego usuniemy sobie produkt z koszyka, wzrasta niestety szansa na to, że klient porzuci całkowicie proces zakupu i skorzysta z oferty konkurencyjnej firmy ‒ komentuje polskie zestawienie Piotr Kowalski, Senior Analytical Consultant, ekspert Google w zakresie rozwiązań mobilnych dla biznesu. ‒ Warto także wspomnieć, że od maja 2021 roku powyższe metryki będą również uwzględniane w kalkulacji rankingu przez algorytm wyszukiwarki Google ‒ przypomina Piotr Kowalski. 

Czy więc czas to pieniądz?

Okazuje się jednak, że fakt, iż strona ładuje się szybko to współcześnie jednak wciąż za mało. Równie ważne jest doświadczenie użytkownika z korzystania ze strony. 70% klientów stron mobilnych rezygnuje z zakupu, jeśli wydaje się to dla nich zbyt trudne lub denerwujące.[1]Ponadto, jeżeli chodzi o postrzeganie marki, doświadczenie użytkownika ma takie samo znaczenie jak przedstawiona na stronie oferta. 83% osób, które robi zakupu przy pomocy smartfona, przywiązuje taką samą wagę do doświadczenia na stronie internetowej, jak do produktów lub usług firmy.[2]  Ekran smartfona jest mniej więcej 6 razy mniejszy niż przeciętny monitor komputera, dlatego niezwykle istotne jest dobre zaprojektowanie serwisu mobilnego w taki sposób, aby zapewnić jak najlepszą użyteczność podczas jego przeglądania na małym ekranie smartfona. Odpowiednia prezentacja zdjęć produktu, jego opisu czy też formularzy pozwala na przekonanie klienta do zakupu oraz na uniknięcie błędów przy podawaniu np. adresu dostawy.

Co zrobić, żeby strona mobilna była szybsza?

  1. Badanie: Sprawdź, czy Twoja witryna spełnia kryteria jakości Podstawowych Wskaźników  Internetowych na stronie na stronie https://web.dev/vitals/  i ilu odwiedzających nie ma jeszcze wystarczająco dobrych doświadczeń użytkownika.
  2. Optymalizuj i mierz wydajność swojej sieci w sposób ciągły. Jeżeli możesz, zbuduj zespół, który będzie monitorować Podstawowe Wskaźniki Internetowe i dbać o to, aby strona była na bieżąco pod te wskaźniki optymalizowana.
  3. Podczas optymalizacji zwróć szczególną uwagę na czas ładowania najważniejszych elementów witryny, interaktywność elementów klikalnych oraz stabilność wizualną strony – zoptymalizuj kod JavaScript, który potrafi bardzo obciążyć mobilną przeglądarkę.

Metodologia badania Mobile Hall of Fame:

Na podstawie danych SimilarWeb (grudzień 2020 r., Mobile Web Traffic) zidentyfikowano 50 najczęściej odwiedzanych witryn mobilnych w wybranych branżach (e-commerce i finanse) w Polsce. Bazując na danych Chrome User Experience Report (CrUX) (grudzień 2020 r.) dla Polski, strony te zostały ocenione (przy korzystaniu z połączenia internetowego 3G/ 4G). CrUX mapuje anonimowe i zagregowane doświadczenia użytkowników Chrome w popularnych domenach. Badanie The Core Web Vitals Hall of Fame wykorzystuje trzy zorientowane na doświadczenie użytkownika metryki: LCP (czas do pojawienia się największego widocznego elementu, FID (czas reakcji witryny na akcje użytkownika) oraz CLS (mierząca stabilność wizualną elementów strony). Witryny, które osiągają dobre wyniki we wszystkich trzech wskaźnikach, w 75 percentyla mierzonego czasu, są wymieniane w zestawieniu Mobile Hall of Fame.

Strony internetowe są uporządkowane na grafikach alfabetycznie. Należy zauważyć, że porównania z innymi zestawami danych, metrykami lub narzędziami, takimi jak Lighthouse lub TestMySite, prowadzą do różnych wyników ze względu na różne środowiska testowe, okresy lub konfiguracje testów.

[1] Google/Deloitte/55, Milliseconds Make Millions, 2020

[2] Google/Deloitte/55, Milliseconds Make Millions, 2020

30 milionów osób na całym świecie zdobywa umiejętności cyfrowe podczas pandemii COVID-19

Microsoft i LinkedIn uruchamiają kolejny etap inicjatywy pomagającej osobom poszukującym pracy oraz pracodawcom przejść do gospodarki zorientowanej na umiejętności

Microsoft pomógł ponad 30 milionom ludzi w 249 krajach uzyskać dostęp do umiejętności cyfrowych. Firma przekroczyła swój początkowy cel z czerwca zeszłego roku, zakładający objęcie inicjatywą 25 milionów osób. Dodatkowo, w 2021 roku Microsoft zobowiązuje się wesprzeć 250 000 firm w obsadzaniu miejsc pracy na podstawie umiejętności kandydatów.

Od zwolnionych pracowników fabryk po sprzedawców detalicznych i kierowców ciężarówek – miliony osób skorzystały w czasie pandemii z kursów online od GitHub, LinkedIn i Microsoft, przygotowujących do ubiegania się o najbardziej poszukiwane stanowiska, w tym obsługę klienta, zarządzanie projektami i analizę danych.

Szczegółowy plan działań jest kontynuacją globalnej inicjatywy na rzecz rozwoju kompetencji cyfrowych. Zakłada on przedłużenie na cały rok 2021 cyklu bezpłatnych kursów LinkedIn Learning i Microsoft Learn oraz przystępnej cenowo certyfikacji umiejętności, pożądanych w 10 zawodach, na które jest największe zapotrzebowanie. Kolejny etap projektu wyznacza nowe sposoby realizacji gospodarki opartej na wiedzy, oddając w ręce kandydatów i pracodawców zestaw narzędzi oraz platform, które pomogą im się połączyć.

“Przez ostatni rok, obserwowaliśmy, że najwyższe koszty pandemii ponoszą ci, których najmniej na nie stać” – mówi Brad Smith, Prezes Microsoft. „Wspólnie z LinkedIn podwajamy wysiłki, aby wspierać rynek pracy zorientowany na umiejętności, który nie wyklucza, stwarza więcej możliwości i jest elastyczny. Otwieramy kolejne ścieżki nauczania, prowadzące do nowych miejsc pracy”.

LinkedIn planuje w tym roku pomóc 250 000 firm w zatrudnianiu na podstawie umiejętności, wykorzystując nowe lub istniejące projekty rekrutacyjne. Firma zapewni zarówno rozwiązania dla osób poszukujących pracy, służące lepszej prezentacji profilu zawodowego, jak i narzędzia, z których mogą skorzystać pracodawcy, by połączyć się z kandydatami o określonych umiejętnościach. Wśród nich znajdą się:

Pilotażowy program LinkedIn SkillsPath, nowy sposób na pomoc firmom w zatrudnianiu pod kątem umiejętności. Skills Path łączy kursy LinkedIn Learning z ocenami umiejętności, aby pomóc rekruterom w pozyskiwaniu kandydatów na równych zasadach, w oparciu o ich udokumentowane umiejętności. W pilotażu LinkedIn wezmą udział różne firmy, w tym BlackRock, Gap Inc. i TaskRabbit, które chcą rozszerzyć swoje praktyki rekrutacyjne, aby lepiej uwzględniały kandydatów z różnorodnym doświadczeniem.

Nowe ekspresyjne, inkluzywne i indywidualne funkcje profilu LinkedInpomogą użytkownikom dzielić się większą ilością informacji o sobie, karierze i celach. Film „Cover Story” umożliwi osobom poszukującym pracy pokazanie ich miękkich umiejętności przed rekruterami. 75% osób zatrudniających pracowników uważa, że standardowy życiorys jest niewystarczający w ocenie umiejętności miękkich kandydata, a prawie 80% twierdzi, że nagranie wideo stało się ważniejsze w przypadku weryfikacji kandydatów.

Rozszerzony dostęp do narzędzia SkillsGraph pomoże stworzyć wspólny język umiejętności dla osób prywatnych, pracodawców, instytucji edukacyjnych i agencji rządowych, aby ulepszyć planowanie zatrudnienia, zatrudnianie oraz programy rozwojowe.
Microsoft łączy wysiłki, aby uzupełnić działania LinkedIn w celu promowania możliwości w zakresie umiejętności cyfrowych, m.in. z pomocą Career Coach, aplikacji edukacyjnej w Microsoft Teams, współdziałającej z LinkedIn, dostarczającej spersonalizowanych wskazówek dla studentów szkół wyższych, by ułatwić im nawigację po ścieżce kariery. Career Coach oferuje instytucjom edukacyjnym ujednolicone rozwiązanie do planowania kariery dla studentów. Pomaga ono odkryć cele, zainteresowania i umiejętności za pomocą opartego na sztucznej inteligencji identyfikatora umiejętności oraz integracji z serwisem LinkedIn. Pozwala on dostosować profil studenta do trendów na rynku pracy, a także pomaga rozwijać umiejętności oraz nawiązywać kontakty z mentorami i rówieśnikami – wszystko to w jednym miejscu.

“Przez długi czas sposób, w jaki ludzie byli zatrudniani, opierał się wyłącznie na pracy, którą wykonywali, dyplomie, który zdobyli lub ludziach, których znali. Obecnie zaczyna się to zmieniać. Pracownicy lepiej rozumieją i komunikują umiejętności, jakie posiadają oraz jakich potrzebują. Firmy zwracają uwagę nie tylko na tradycyjnie postrzegane kwalifikacje, ale również na umiejętności, dzięki którym pracownicy z często pomijanych społeczności mogą coś osiągnąć. Chcemy przyspieszyć tę zmianę” – powiedział Ryan Roslansky, dyrektor generalny LinkedIn. “Od czerwca ubiegłego roku Microsoft i LinkedIn pomogły ponad 30 milionom ludzi na całym świecie uzyskać dostęp do umiejętności cyfrowych, a dziś rozszerzamy nasze zaangażowanie, wspierając 250 000 firm w tym, by w 2021 roku zatrudniały pracowników na podstawie ich umiejętności”.

W ramach inicjatywy Microsoft ściśle współpracował ze swoimi partnerami non-profit, aby zapewnić kompleksowe wsparcie w postaci coachingu, mentoringu i networkingu prawie 6 milionom osób zainteresowanych rozwojem swojej ścieżki edukacyjnej. Microsoft planuje wykorzystać to doświadczenie szerzej w ramach nowej usługi internetowej Career Connector, która ma w ciągu najbliższych trzech lat pomóc w obsadzeniu 50 000 stanowisk technicznych osobami poszukującymi pracy. Skupi się ona na uczniach, którzy zdobyli umiejętności dzięki partnerom Microsoftu z sektora non-profit i nauki. Usługa uwzględnia w szczególności potrzeby kobiet i mniejszości niedostatecznie reprezentowanych w branży technologicznej.

*Metodologia badania: Censuswide przeprowadził badania online w imieniu LinkedIn, w okresie 25 lutego – 2 marca 2021 r., wśród 1 009 menedżerów ds. zatrudnienia i 2 101 osób poszukujących pracy, w wieku od 18 do 69 lat w Stanach Zjednoczonych.

Stanowisko ZPP ws. projektu Krajowego Planu Odbudowy

Przedstawiony do konsultacji projekt Krajowego Planu Odbudowy dzieli większość klasycznych cech polskich dokumentów programowych – zawiera w dużej mierze trafne (choć niekiedy martwiące) diagnozy, ma logiczną strukturę i wyznacza ambitne cele. Zdecydowanie pozytywnie należy ocenić widoczną w dokumencie koncentrację (nieco wymuszoną przez strukturę krajowych planów odbudowy opisaną w stosownym rozporządzeniu PE i Rady) na kwestiach związanych z cyfryzacją. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od początku pandemii podkreślał, że powinien być to absolutnie priorytetowy kierunek polityki w ciągu najbliższych lat.

Problematyczne wydają się zawarte w KPO propozycje reform, spośród których znaczną część należy ocenić pozytywnie, lecz w przypadku innych uwagę zwraca nadmierna ogólność, brak strategicznej spójności i bezpośredniego powiązania z zakładanymi celami. ZPP dostrzega walory przedstawionego do konsultacji dokumentu, przedstawiając równolegle szereg krytycznych komentarzy dot. jego zawartości, bliżej opisanych w następujących akapitach.

Tytułem uwagi porządkowej należy wskazać, że KPO jest dokumentem umożliwiającym ubieganie się o wsparcie w europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności, a jego struktura i założenia oparte są w dużej mierze na treści rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/241z dn. 12 lutego 2021 r. ustanawiającego rzeczony Instrument. Wydaje się, że skala wpływu postanowień zawartych w tym rozporządzeniu na kształt KPO jest w debacie publicznej niedoceniana, zwłaszcza w kontekście pojawiających się w niektórych stanowiskach uwag dot. horyzontu czasowego KPO (koniec sierpnia 2026 roku jako punkt graniczny), który wynika wszakże wprost z art. 18 ust. 4 lit. i rozporządzenia. Rozporządzenie określa również zakres stosowania Instrumentu, wskazując na sześć filarów, które powinny zostać uwzględnione we wszystkich planach odbudowy:

i) zielona transformacja;

ii) transformacja cyfrowa;

iii) inteligentny, zrównoważony wzrost gospodarczy sprzyjający włączeniu społecznemu, w tym spójność gospodarcza, miejsca pracy, produktywność, konkurencyjność, badania naukowe, rozwój i innowacje, a także dobrze funkcjonujący rynek wewnętrzny z silnymi MŚP;

iv) spójność społeczna i terytorialna;

v) opieka zdrowotna oraz odporność gospodarcza, społeczna i instytucjonalna, w celu m.in. zwiększenia gotowości na sytuacje kryzysowe i zdolności reagowania kryzysowego;

vi) polityki na rzecz następnego pokolenia, dzieci i młodzieży, takie jak edukacja i umiejętności.

Wprost z rozporządzenia wynika zatem zarówno horyzont czasowy proponowanych reform, jak i obszary tematyczne, których powinny one dotyczyć. Co więcej, w ramach wspomnianych obszarów, rozporządzenie w jasny sposób wskazuje priorytety, poprzez określenie, że co najmniej 37% alokacji środków w ramach planu odbudowy i zwiększania odporności ma być przeznaczone na działania przyczyniające się do zielonej transformacji, a 20% – na działania służące transformacji cyfrowej. Postanowienia aktu prawnego ustanawiającego europejski Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności wytyczyły zatem generalny kierunek prac nad poszczególnymi planami krajowymi.

Punktem wyjścia dla projektu KPO jest diagnoza wskazująca na gospodarcze skutki pandemii COVID-19 oraz kluczowe wyzwania rozwojowe dla Polski. Jak zaznaczono w pierwszym akapicie niniejszego stanowiska, diagnozę tę należy generalnie podzielić, choć da się zauważyć w jej ramach przestrzeń do pewnych uzupełnień. Całkowicie słusznie wskazano na gigantyczne wyzwanie związane z wciąż niską innowacyjnością polskiej gospodarki, zagrożeniami środowiskowymi, czy też pewną degenerację miast średnich.

Pominięto jednak (lub w niewystarczającym stopniu wskazano), jak się wydaje, dalece problematyczną sytuację demograficzną, czy znane powszechnie słabości instytucji publicznych, wyjątkowo zdawkowo odniesiono się również do kwestii przewidywalności i jakości regulacji.

Ten ostatni fragment jest ponadto zaskakujący, ponieważ wskazuje, że od momentu, w którym Komisja po raz pierwszy powiązała pewność prawa, zaufanie do jakości i przewidywalności regulacji z klimatem inwestycyjnym, do czasu kryzysu zw. z COVID-19, Polska odnotowała kilkuletni wzrost inwestycji. Należy w tym kontekście zaznaczyć jednak, że problem braku przewidywalności i stabilności otoczenia regulacyjnego pozostawał w okresie „przedpandemicznym” aktualny i ZPP jednoznacznie wskazywał, że może być on jedną z przyczyn niezadowalającej wysokości inwestycji w Polsce (mimo ich nominalnego wzrostu, stopa inwestycji w relacji do PKB wciąż pozostaje daleko od zakładanego w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju poziomu 25 proc.).

W trakcie lektury generalnych założeń KPO trudno nie zwrócić również uwagi na pewien recykling wątków i koncepcji poruszanych m.in. na łamach Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, liczne odniesienia do innego rodzaju dokumentów strategicznych (takich jak powstająca Nowa Polityka Przemysłowa Polski), czy też uwzględnianie w ramach opisów reform zawartych w KPO już procedowanych projektów legislacyjnych.

Oczywiście, spójność z dotychczas realizowanymi inicjatywami jest jedną z obowiązkowych cech planu, jednak wydaje się, że przynajmniej w niektórych aspektach wykorzystanie KPO do stosunkowo prostego przedłużenia koncepcji już opisanych w SOR może budzić pewien niedosyt. Zwłaszcza wziąwszy pod uwagę to, jak powszechnie podkreśla się wyjątkowość czasu epidemicznego i potencjalną skalę przemian gospodarczych, których jesteśmy i będziemy świadkami. Pewien duch gospodarczej zmiany niewątpliwie obecny w przestrzeni publicznej od co najmniej roku, w połączeniu z gigantycznymi dodatkowymi środkami, które będziemy mieli do dyspozycji, mogłyby stanowić nowy impuls dla myślenia strategicznego o gospodarczej roli Polski w regionie i na świecie oraz o pojawiających się na horyzoncie szansach.

Kluczowe propozycje reform gospodarczych opisane są w komponencie A KPO, zatytułowanym „Odporność i konkurencyjność gospodarki”. Pierwsza z zaplanowanych w jego ramach reform nazwana została obiecująco: „Stabilne warunki do inwestowania”. Trudno nie zgodzić się z jej generalnym celem, tj. wypracowaniem nowego modelu planowania przestrzennego w celu zwiększenia transparentności zasad dotyczących możliwości przeznaczania gruntów pod prowadzenie określonych rodzajów działalności gospodarczych. Oczywiście obecna czasochłonność i poziom skomplikowania procedur w tym zakresie stanowią istotną barierę inwestycyjną, wydaje się jednak że autorzy KPO w niewystarczającym stopniu uzasadnili, dlaczego akurat ten aspekt został uznany za kluczowy z punktu widzenia zapewnienia stabilnych warunków do inwestowania.

Abstrahując od kwestii przyjętych priorytetów i przejrzystości przesłanek, na podstawie których je wybrano, uwagę zwraca bardzo długi czas realizacji reformy – prace nad regulacją miałyby zostać zakończone dopiero w I kwartale 2023 roku, czyli w ciągu najbliższych dwóch lat, przy czym w dokumencie wyraźnie zaznaczono, że istnieje ryzyko przedłużania się prac legislacyjnych. Mając na uwadze fakt, że projekty o analogicznym poziomie skomplikowania i wymagające co najmniej podobnego nakładu pracy powstawały niejednokrotnie w znacznie szybszym tempie, za wskazane należałoby uznać skrócenie tego terminu i przyjęcie za deadline I kwartału 2022 roku.

Uwagę przykuwa również Inwestycja A1.1.1., tj. „Wsparcie inwestycji w przedsiębiorstwach”. Autorzy proponują przeznaczyć na nią 300 mln euro, a zamierzonym celem miałaby być zmiana bądź rozszerzenie profilu działalności podmiotów gospodarczych (szczególnie tych z sektorów najbardziej poszkodowanych przez pandemię COVID-19) przez inwestycje w bazę produkcyjną i kwalifikacje pracowników. Wydaje się, że zarówno działanie, jak i jego adresaci zostali opisani słusznie, wątpliwości budzi jedynie zakres oferowanego wsparcia. Dywersyfikacja prowadzonej działalności, czy też przebranżowienie, nie muszą być jedynymi ścieżkami zwiększenia odporności przedsiębiorstw na kolejne kryzysy. Być może zasadne byłoby przeznaczenie środków również na inwestycje w optymalizację prowadzonej działalności i skalowanie jej, tak by możliwe stało się zbudowanie odpowiedniego zaplecza kapitałowego umożliwiającego firmom przetrwanie mimo przejściowych trudności.

Bardzo konkretna inwestycja A1.1.3., tj. skracanie łańcucha dostaw w przetwórstwie rolno-spożywczym, została opisana solidnie i na tyle szczegółowo, na ile pozwala przekrojowy charakter dokumentu. Zwracamy jedynie uwagę na fakt, iż ograniczenie wsparcia w jej zakresie wyłącznie do firm z sektora MŚP może doprowadzić do niezrealizowania jej podstawowych celów (choćby w zakresie wsparcia inwestycyjnego wykorzystania surowców białkowych niemodyfikowanych genetycznie do produkcji pasz). Tym samym, należałoby poszerzyć katalog potencjalnych beneficjentów o duże podmioty, zwłaszcza że byłoby to podejście spójne z rekomendacjami Komitetu Monitorującego PROW. W zakresie przemysłu spożywczego zresztą wydaje się, że wartością dodaną byłoby uwzględnienie w KPO wątków dotyczących lokalnej, jakościowej produkcji żywności – od kwestii związanych z promocją rodzimego mięsa, po odniesienie do lokalnych tradycji masarskich, piekarskich, czy cukierniczych.

O ile za zasadne należy uznać uwzględnione w innych fragmentach tego komponentu cele związane m.in. ze zwiększeniem nakładów na badania i rozwój, czy też z rynkiem pracy, o tyle logika proponowanych w tym zakresie rozwiązań budzi wątpliwości. Model stymulowania innowacyjności przez szereg ulg podatkowych został już w Polsce w ostatnim czasie przetestowany i wydaje się, że – mimo faktycznie obserwowalnego zwiększenia nakładów na badania i rozwój – nie doprowadził do przełomu. Z dorobku ekonomii behawioralnej wynika, że ludzie generalnie preferują unikanie strat ponad obietnicę zysku. Prosta konkluzja jest taka, że w celu zwiększenia nakładów na inwestycje i innowacje, należy skupić się na minimalizowaniu ryzyka strat z przyczyn pozarynkowych (przede wszystkim regulacyjnych), a nie na projektowaniu preferencji fiskalnych. Podejście takie wydają się potwierdzać badania, w których przedsiębiorcy niestabilność otoczenia prawnego wskazują jako kluczową barierę dla prowadzenia biznesu i realizowania inwestycji.

Jeśli chodzi o rynek pracy zaś, w obszarze kadr dla nowoczesnej gospodarki zaproponowano dużo rozwiązań miękkich, o charakterze ogólnym (związanych np. z promocją doradztwa zawodowego, czy organizacją konkursów) – wydaje się, że to narzędzia o zbyt niesprecyzowanym stopniu oddziaływania, by uznać że wyczerpują one możliwe drogi odpowiedzi na wyzwania związane z zapotrzebowaniem na wysoko wykwalifikowanych pracowników. Jeśli chodzi o instytucje zatrudnienia, kierunek cyfryzacji i upraszczania procedur zasługuje na pełne wsparcie. Brakuje jednak pogłębionej refleksji nad strukturą tych instytucji – punktem wyjścia powinien być ich przegląd, prawdopodobnie redukcja ich liczby, a następnie określenie na nowo ich funkcji i zakresu działalności.

W zakresie energetyki należy zaznaczyć, że uwzględnione w dokumencie założenia są generalnie zbieżne z celami Komisji Europejskiej. Trzonem inwestycji w tym obszarze powinny być lądowe oraz morskie farmy wiatrowe, wraz z wielkoskalową energetyką solarną. Mające istotne znaczenie w dokumencie (choć opisane zostały zbyt przekrojowo i za mało konkretnie, np. bez uwzględnienia potencjału sektora przemysłowego) technologie wodorowe pełne zastosowanie znajdą w stosunkowo odległej przyszłości, zaś inwestycje biogazowe nie zapewnią całkowitego zbilansowania energetyki odnawialnej (powinny być zaś wspierane w ramach programu rozwoju energetyki rozproszonej). Skutecznym uzupełnieniem źródeł odnawialnych mogłaby być (przynajmniej przejściowo) energetyka gazowa, nie oznaczać to powinno jednak rezygnacji z energetyki jądrowej. W tym kontekście kluczowe będzie podjęcie trafnych decyzji w zakresie wyboru partnera inwestycyjnego.

KPO wydaje się nie uwzględniać potencjału lokalnych, opartych na OZE obszarów energetycznych skupionych wokół zakładów przemysłowych. Jest to o tyle niekorzystne, że modele takie mogą ułatwić osiągnięcie celów redukcyjnych sektora energetycznego i dekarbonizację przemysłu. W tym zakresie potrzebne byłyby zmiany prawne umożliwiające rozwój m.in. instalacji OZE położonych na terenie zakładów, czy elastycznych rozwiązań sieciowych.

Odnosząc się do wątku energetycznego, nie sposób nie wspomnieć o górnictwie. Wspomniana w dokumencie komplementarność KPO z mechanizmem sprawiedliwej transformacji powinna (w kontekście negatywnych skutków społecznych „zielonej transformacji”) bezpośrednio odnosić się do funkcjonowania tegoż mechanizmu również w regionach sąsiadujących z regionami z dużym udziałem energetyki zawodowej i przemysłu wydobywczego. Regiony te mogą samodzielnie nie być w stanie wygenerować liczby miejsc pracy wynikającej ze skali zatrudnienia w kopalniach.

Ostatecznie, za wskazane uznać należałoby zwiększenie alokacji środków na poprawę efektywności energetycznej przedsiębiorstw. Skromna alokacja może znacznie ograniczyć wymierne efekty w tym zakresie.

Komponent dotyczący transformacji cyfrowej wydaje się być skonstruowany przejrzyście i uwzględniać rozmaite aspekty tejże transformacji. Autorzy odnoszą się nie tylko do kwestii infrastrukturalnych i sprzętowych, lecz również do rozwoju kompetencji cyfrowych, które wydają się być absolutnie kluczowe z punktu widzenia budowania społeczeństwa informacyjnego i rozwijania e-usług publicznych. Dzięki temu udało się stosunkowo kompleksowo opisać wyzwania związane z procesem cyfryzacji poszczególnych aspektów funkcjonowania państwa i obywateli. Dla jasności planu cyfryzacji przydatne byłoby jedynie choćby kierunkowe wskazanie projektów realizowanych w ramach rozwoju e-usług w administracji publicznej.

W obszarze zdrowia z pewnością cieszy wysoki priorytet e-zdrowia, jako że ostatnie wdrożenia w zakresie cyfryzacji opieki zdrowotnej można z pewnością uznać za sukcesy. Kierunkowo, wydaje się że należałoby pójść znacznie dalej niż wprowadzenie e-recepty i e-skierowania, i stworzyć spójny model przepływu informacji medycznym, który z jednej strony zapewniłby pacjentom dostęp do własnych informacji w czasie rzeczywistym, a z drugiej zagwarantowałby służbom medycznym odpowiedni czas na reakcję. Naturalnie, w tym zakresie istotną rolę odgrywać powinien również rozwój telemedycyny , zdalnych aplikacji i urządzeń typu POCT (point of care testing), czyli diagnostyki w miejscu świadczenia usług. Naturalnie priorytet należy nadać również kwestii rozwoju kadr w systemie opieki zdrowotnej. Wydaje się, że zasadnym kierunkiem byłoby również włączenie prywatnych świadczeniodawców do systemu realizacji inwestycji w infrastrukturę publiczną, na bazie planów regionalnych i map potrzeb zdrowotnych. Zastanawiająca i niepokojąca w kontekście doniesień o planowanej centralizacji szpitali jest z kolei zawarta w KPO krytyczna uwaga odnosząca się do rozproszonego zarządzania w ochronie zdrowia. Nieco anachroniczne wydaje się być również postrzeganie rynku medycznego przez pryzmat fizycznych placówek publicznych (budynków).

W obszarze zdrowia naturalnie odnieść należy się również do kwestii produkcji leków i wyrobów medycznych. W pierwszej kolejności wydaje się, że zasadne byłoby zwiększenie alokacji środków finansowych na komponent „Stworzenie sprzyjających warunków dla rozwoju sektora leków i wyrobów medycznych”. Planowana w tej chwili kwota 193 mln euro pozwoliłaby na wprowadzenie 3 – 4 nowych technologicznie rozwiązań produkcyjnych, podczas gdy zarówno ambicje decydentów (dotyczące stworzenia silnego rodzimego przemysłu farmaceutycznego), jak i potencjał sektora, sugerują znacznie większe zapotrzebowanie z jednej strony – i możliwości z drugiej.

Zwracamy w tym miejscu również uwagę na fakt, iż wykorzystywanie standardowych mechanizmów ujętych w rozporządzeniu Komisji (UE) 651/2014 na potrzeby osiągnięcia kluczowego celu KPO, tj. odbudowy i stworzenia odporności społeczno-gospodarczej po kryzysie wywołanym pandemią COVID-19, wydaje się być nieefektywne. Być może potrzebny byłby w tym zakresie osobny, elastyczny mechanizm regulujący zasady przekazywania pomocy publicznej – w przeciwnym wypadku możliwe będzie, że potencjalne wsparcie nie będzie wystarczającą zachętą dla tworzenia infrastruktury rozwijającej potencjał produkcyjny substancji czynnych.

Tytułem uwagi szczegółowej – należałoby zastanowić się również nad opisanym na str. 188 dokumentu ograniczeniem możliwości uzyskania środków przez producentów na projekty B+R wyłącznie do obszaru i produkcji API. Być może zasadne byłoby poszerzenie go również o projekty badawczo-rozwojowe w zakresie rozwoju generycznych produktów leczniczych i leków biopodobnych, z uwagi choćby na możliwość wprowadzenia określonych innowacji procesowych pozwalających optymalizować produkcję.

W przekrojowym obszarze infrastrukturalnym zwracamy uwagę na negatywne zjawisko wyłączenia możliwości dofinansowania dla większych ośrodków miejskich (m.in. w zakresie zazieleniania miast). Wydaje się to być niespójne z kluczowym założeniem KPO, jako że duże miasta zostały w szczególny sposób dotknięte negatywnymi skutkami epidemii COVID-19. Analogicznie wątpliwości budzi wyłączenie z zakresu dofinansowania takich środków transportu publicznego, jak tramwaje, czy metro. Uwagę zwraca przy tym fakt, że dokument – mimo powoływania się na szereg funkcjonujących już (bądź projektowanych) programów i strategii – całkowicie pomija wieloletni Program Inwestycyjny Centralny Port Komunikacyjny, którego generalne cele wydają się zbieżne z deklarowanymi celami KPO (zwłaszcza w zakresie przeniesienia akcentu z inwestycji drogowych na inwestycje kolejowe). Transport kolejowy można byłoby również szerzej uwzględnić w projektach niejako międzykomponentowych, związanych m.in. z rozwojem technologii wodorowych, czy transformacją energetyczną.

W odniesieniu do elektromobilności i neutralności technologicznej w transporcie, nie podważając oczywiście tych celów, należy zwrócić uwagę na czasochłonność i charakter tego procesu. Wydaje się, że wspierać należy rozmaite rozwiązania zmierzające do redukcji emisji. Komplementarnie należałoby również odnieść się do zwiększenia bezpieczeństwa łańcucha dostaw w branży motoryzacyjnej (w tym zakresie kryzys COVID-19 uwydatnił istotne niedobory).

Reasumując, przedstawiony projekt KPO to dokument zawierający trafne diagnozy i szereg słusznych instrumentów, jednak wymagający – jeśli ma spełnić swoje podstawowe założenia – pewnych korekt. Należy je jednak oczywiście wprowadzić możliwie najszybciej – tak by równie szybko dostępne stały się środki z unijnego Instrumentu.

Odpowiedzialność solidarna osoby trzeciej za odsetki za opóźnienie w zapłacie VAT

Regulacje z zakresu opodatkowania VAT przewidują solidarną odpowiedzialność za zapłatę tego podatku przez przedsiębiorców uczestniczących w transakcji, a nawet solidarną odpowiedzialność osób trzecich. W wydanej 14 stycznia 2021 r. opinii Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE odniósł się do granic możliwości obarczenia osoby trzeciej taką odpowiedzialnością za odsetki powstałe w wyniku opóźnienia w zapłacie VAT.

Art. 205 Dyrektywy Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE L 347/1 z 11 grudnia 2006 r.) stanowi, że w niektórych przypadkach państwa członkowskie mogą postanowić, że osoba inna niż osoba zobowiązana do zapłaty VAT będzie solidarnie odpowiedzialna za zapłatę VAT.

Sprzedawca wykazał VAT, pobrał go od nabywcy, ale do skarbówki go nie odprowadził

Jedna z bułgarskich spółek z o.o. (zwana dalej „przedsiębiorcą”) w kwietniu i maju 2014 r. nabyła od innej spółki pojazdy i maszyny rolnicze. Sprzedający wystawił przedsiębiorcy faktury z odrębnie wykazanym VAT, a przedsiębiorca dokonał należnej zapłaty i skorzystał z prawa do odliczenia VAT naliczonego. Sprzedający (również spółka z Bułgarii) sam nabył przedmiotowe towary od firmy z Wielkiej Brytanii. Wskutek przeprowadzonej u niego kontroli podatkowej w czerwcu 2016 r. organy skarbowe stwierdziły, że choć sprzedający wykazał swoje zobowiązanie w VAT, to podatek w większości nie został odprowadzony. Organy wydały decyzję, mocą której domagały się zapłaty VAT wraz z odsetkami za opóźnienie, liczonymi od kwietnia 2014 r.

Fiskus zażądał pokrycia VAT przez kontrahenta nierzetelnego podatnika łącznie z odsetkami

W związku z zaistniałą sytuacją kontrolę podatkową zarządzono również u przedsiębiorcy, jako nabywcy towaru. W lutym 2018 r. organy zażądały od niego, jako dłużnika solidarnego, realizacji zobowiązania w VAT, niespełnionego przez sprzedawcę. Oprócz wykazanego przez sprzedającego na fakturze VAT, którego nie zapłacił, fiskus domagał się od przedsiębiorcy także odsetek za opóźnienie w jego zapłacie.

Co z tymi odsetkami?

Zaskarżenia przez przedsiębiorcę tej decyzji nie uwzględnił organ II instancji ani sąd administracyjny. Dlatego spółka z o.o. wniosła skargę kasacyjną do Varhoven – najwyższego sądu administracyjnego w Bułgarii. Dopiero ten sąd wystąpił do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem prejudycjalnym, czy art. 205 unijnej dyrektywy VAT oraz zasadę neutralności tego podatku należy interpretować w ten sposób, że solidarna odpowiedzialność odbiorcy dostawy za niezapłacony przez dostawcę VAT obejmuje również odsetki za opóźnienie w jego zapłacie?

Nieproporcjonalne, podwójne obarczanie przedsiębiorcy zobowiązaniem w VAT

Odpowiedź – a w zasadzie opinię – w tej sprawie 14 stycznia 2021 r. wydała Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Juliane Kokott. Stwierdziła w niej, że odbiorca świadczenia, którym w rozpoznawanej sprawie jest przedsiębiorca/spółka z o.o., poniósł już koszt należnego podatku VAT, płacąc go w cenie nabycia towaru. Obarczenie go dalszą, dodatkową odpowiedzialnością za ten podatek wymaga więc szczególnego usprawiedliwienia, zwłaszcza w świetle fundamentalnej zasady proporcjonalności VAT. Bo przepisy państwa członkowskiego, które nakładają na podatnika bezwzględną odpowiedzialność solidarną za zobowiązania w VAT, szczególnie w sytuacji, gdy uregulował on już VAT osobie zobowiązanej do jego zapłaty, wykraczają poza to, co jest konieczne dla ochrony interesu Skarbu Państwa.

W opinii Rzecznik brak umożliwienia takiemu podatnikowi zrzucenia z siebie ciężaru tej odpowiedzialności poprzez wykazanie, że nie można mu przypisać związku z niewłaściwym działaniem osoby zobowiązanej do zapłaty podatku stoi w sprzeczności z regułą proporcjonalności VAT. Bowiem przypisywanie takiemu podatnikowi wyłącznej winy i odpowiedzialności za utratę przez Skarb Państwa dochodów podatkowych w sytuacji, gdy winę tę ponoszą osoby trzecie, a na ich zachowanie nie miał wpływu podatnik, byłoby jawnie nieproporcjonalne.

Odsetki za opóźnienie realizacji zobowiązań VAT przez osobę trzecią nie mogą zwiększać zakresu odpowiedzialności solidarnej

Mając na uwadze powyższe, Rzecznik Trybunału Sprawiedliwości UE stwierdziła: „Artykuł 205 dyrektywy 2006/112/WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej należy interpretować w ten sposób, że stoi on na przeszkodzie włączeniu do zakresu odpowiedzialności solidarnej osoby trzeciej odsetek za opóźnienie należnych od osoby zobowiązanej do zapłaty VAT z tytułu opóźnienia w zapłacie VAT” (sprawa C‑4/20 „ALTI” OOD przeciwko Direktor na Direktsia „Obzhalvane i danachno-osiguritelna praktika” – Plovdiv pri Tsentralno upravlenie na Natsionalnata agentsia za prihodite).

Podsumowanie

Wydana przez Rzecznika Generalnego TSUE opinia to bodziec do zrewidowania przez firmy rozstrzygnięć wydanych wobec nich przez polskie organy podatkowe, jako wobec dłużników solidarnie zobowiązanych za należności VAT w ramach transakcji dokonanych z kontrahentami, którzy sami tych należności nie uregulowali. Jak wynika z przywołanej opinii TSUE, organy mogły się bowiem domagać tylko solidarnego pokrycia samej kwoty należnego VAT, bez odsetek za opóźnienie w jego zapłacie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Inflacja w Polsce przyspiesza

Pomimo trudnej sytuacji gospodarczej ceny w dalszym ciągu idą w górę. Obecny poziom ma jeszcze zapas względem górnego limitu celu inflacyjnego, ale jesteśmy coraz bliżej tej bariery.

Inflacja znów przyspiesza

Po trzech miesiącach, kiedy inflacja znajdowała się niemal dokładnie w środku celu inflacyjnego, doszło do wybicia w górę. Dzisiejszy odczyt 3,2% nie przekracza celu, ale znajduje się blisko górnej granicy wynoszącej 3,5%. Jeżeli inflacja będzie dalej rosła, to wzrastać będzie również presja na podwyżkę stóp procentowych. To z kolei będzie tworzyć presję na umacnianie się złotego. Gdy rosną stopy procentowe, waluta zyskuje na wartości, bo atrakcyjniejsze stają się inwestycje oparte o stopę procentową.

Lepsze dane z Wysp

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w czwartym kwartale. O ile w ujęciu kwartalnym mamy wzrost, o tyle w ujęciu rocznym jest to spadek o 7,3% wobec oczekiwań o 0,5% gorszych. Jest to zatem kolejny sygnał płynący z Wysp Brytyjskich, który pomimo brexitu wypada znacznie lepiej, niż przewidywano. To właśnie dlatego funt brytyjski po opuszczeniu Unii Europejskiej ma bardzo dobrą passę. Dzieje się tak mimo tego, że wyjście ze struktur unijnych jest raczej negatywnym bodźcem dla brytyjskiej gospodarki, a co za tym idzie funta.

Korekta na dolarze

Dzisiaj od rana wraz z kolejnymi szczytami na europejskich głównych parkietach widzimy powrót inwestorów z USA do Europy. Główny indeks Niemiecki DAX osiągnął wczoraj po raz pierwszy w historii poziom 15 000 punktów, uzyskując kolejne historyczne maksimum dla tego instrumentu. Dzisiejsze otwarcie nie rozpoczęło się korektą, co spowodowało optymizm na rynku walutowym. W rezultacie, od rana euro umacnia się względem złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP,
14:30 – Kanada – miesięczne PKB,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

PKN ORLEN sfinalizował przejęcie spółki OTP

PKN ORLEN nabył 100 proc. udziałów spółki transportowej OTP, największego przewoźnika drogowego paliw płynnych w Polsce. Transakcja umożliwi dynamiczny rozwój i optymalizację procesów logistycznych. Odbudowa własnych mocy transportowych w strukturach Koncernu oraz planowana centralizacja zarządzania logistyką drogową korzystnie przełożą się również na wyniki Grupy Kapitałowej ORLEN. W ten sposób Koncern zdecydowanie umocni swoją pozycję na rynku przewozów drogowych. 

Przejęcie doświadczonego podmiotu z wysokimi kompetencjami w obszarze przewozów drogowych poprzedziła wnikliwa analiza branży transportowej i zachodzących w niej zmian w ostatnich latach. Spółka OTP powstała na bazie aktywów ORLEN Transport, o którego sprzedaży do Grupy Trans Polonia zdecydowano w 2015 roku.

 

– Inwestujemy w rozwój obszarów, które wzmocnią pozycję Grupy ORLEN i przełożą się na wzrost zysków w długiej perspektywie. Zakup spółki OTP oraz centralizacja kompetencji transportowych pozwoli na osiągnięcie oszczędności na poziomie nawet 25 milionów zł rocznie. Dlatego zdecydowaliśmy się na odzyskanie perspektywicznych aktywów transportowych, co do których decyzja o sprzedaży zapadła w 2015 r. Przyjęty kierunek rozwoju stwarza również przestrzeń do współpracy z polską branżą transportową. Centralne zarządzanie logistyką drogową wymaga bowiem dodatkowo zbudowania silnego i stabilnego portfolio firm zewnętrznych, które w sposób niezawodny i optymalny kosztowo będą uzupełniały przewozy dla Grupy ORLEN – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.​​

Obecnie wolumen przewozów drogowych w Grupie ORLEN wynosi ok. 12 mln ton rocznie. Docelowy model procesów logistycznych w Grupie ORLEN zakłada dywersyfikację mocy transportowych i osiągnięcie optymalnego poziomu struktury floty własnej w stosunku do floty zewnętrznej. Zgodnie z przyjętą strategią, przewozy ok. 7 mln ton produktów, w tym benzyny, diesla, paliw JET i LPG będą realizowane z wykorzystaniem własnych zasobów. Pozostałe 5 mln ton będzie obsługiwane przez przewoźników zewnętrznych. Będą to głównie przewozy produktów chemicznych i petrochemicznych, zarówno krajowe, jak i międzynarodowe. Transport tych produktów ma inną specyfikę niż transport paliw, dlatego w tym segmencie, PKN ORLEN będzie współpracował z podmiotami zewnętrznymi.

Rozbudowa własnych zasobów transportowych pozwoli na zachowanie pełnej kontroli nad produktem w całym łańcuchu logistycznym. Pozwoli też uzyskać wysoką elastyczność operacyjną w zależności od sytuacji podażowo-popytowej na rynku. Uzyskany efekt skali umożliwi zwiększenie synergii w segmencie transportu drogowego pomiędzy spółkami z Grupy ORLEN. Ograniczone zostaną także koszty transportu poprzez wzrost utylizacji floty, a marża na przewozach drogowych zatrzymana zostanie w grupie.

Własne kompetencje transportowe w Grupie ORLEN umożliwią również elastyczną reakcję na zmiany zachodzące na rynku paliw, w tym rozwój paliw alternatywnych – wodoru, LNG, czy CNG. Zabezpieczenie zasobów i struktur transportowych ułatwi szybkie wejście na rynek przewozu tych produktów.

Budowa własnych kompetencji przewozowych ułatwi też politykę kadrową w tym obszarze. Obecnie branża transportowa napotyka trudności związane z deficytem kierowców autocystern na rynku pracy. Aż 40 proc. kierowców jest w wieku przedemerytalnym.

Dodatkowym potencjałem dla rozwoju transportu drogowego w koncernie są procesy akwizycyjne, szczególnie przejęcie Grupy Lotos oraz nowe wolumeny związane z projektami rozwojowymi PKN ORLEN. Połączona baza logistyczna w przypadku realizacji procesu będzie wymagała dużo większej elastyczności po stronie Grupy ORLEN, którą może zapewnić właśnie własna flota. Docelowo PKN ORLEN planuje konsolidację transportu drogowego w ramach jednego wyspecjalizowanego podmiotu.

Przejecie spółki OTP, jest pierwszym elementem długoterminowej strategii dla logistyki drogowej Grupy Kapitałowej ORLEN. Kolejnym krokiem będzie centralizacja procesów logistycznych w ramach Koncernu, która rozpocznie się w czerwcu 2021 r. i w pierwszym etapie obejmie paliwa tradycyjne, a później produkty chemiczne i petrochemiczne. Cały proces powinien zakończyć się do 2023 r.

Posiadanie własnej floty oraz centralizacja procesów logistycznych, oprócz optymalizacji kosztów, znacznie ułatwi realizację strategii GK ORLEN w zakresie digitalizacji procesów. PKN ORLEN zakłada rozwój narzędzi IT oraz systemów związanych z obsługą procesów transportowych – digitalizację komunikacji poprzez wprowadzenie komputerów pokładowych, zabezpieczenie ładunków systemem elektronicznego plombowania oraz systemem wideo monitoringu. System digitalizacji pozwoli także na zwiększenie kontroli nad procesami i ich automatyzację, co przełoży się na ograniczenie udziału pracowników stacji paliw w procesie dostaw.

OTP (dotychczas w Grupie Trans Polonia) jest jednym z największych w Polsce dostawców usług transportu drogowego. W 2019 r. spółka przewiozła prawie 6 mln m3 paliw, paliw lotniczych oraz LPG. Dysponuje nowoczesną flotą ponad 200 zestawów do przewozu towarów niebezpiecznych ADR klasy II i III. Zatrudnia blisko 700 pracowników, w tym ponad 550 kierowców. Przychody spółki w 2019 r. wyniosły 160,6 mln zł, EBITDA 36,1 mln zł, a zysk netto 13,3 mln zł. Przychody OTP generowane są głównie w oparciu o długoterminowe umowy z Grupą ORLEN i innymi koncernami paliwowymi. Spółka OTP od czasu wejścia do Grupy Trans Polonia była intensywnie rozwijana, zdobywając większe doświadczenie i rozszerzając kompetencje w obszarze transportu drogowego.

Podatek handlowy dla e-sklepów byłby bardzo szkodliwy dla gospodarki i samych konsumentów

W przestrzeni publicznej pojawił się ostatnio pomysł objęcia e-handlu dodatkowym podatkiem, który płacą już tradycyjne duże sklepy. Jednak eksperci mają sporo obaw co do słuszności tego rozwiązania. Jak relacjonują, wprowadzenie tej koncepcji w życie mogłoby zaszkodzić nie tylko samej branży, ale też całej gospodarce. Przede wszystkim wypadłyby z rynku małe i średnie e-sklepy. Dodatkowe obciążenie z pewnością zepsułoby też rynek pracy i zniechęciłoby dużą część firm do prowadzenia działalności w Polsce. Ci, którzy by zostali, byliby zmuszeni podnieść ceny, na czym z kolei straciliby konsumenci.

Ostatnio w mediach głośna stała się koncepcja szefa handlowej „Solidarności”, który stwierdził, że podatek od sprzedaży detalicznej, jakim są już obłożone duże tradycyjne sklepy, powinien obejmować również handel w Internecie.

– Cały handel, w tym internetowy, płaci już wiele podatków, często w mało sprawiedliwy sposób. To nie pomaga branży ani gospodarce. Wprowadzenie jeszcze dodatkowego obciążenia mogłoby dosłownie zabić sporą część e-sklepów, szczególnie tych średnich i najmniejszych – komentuje Maciej Tygielski, wieloletni ekspert rynku e-commerce, Dyrektor Generalny spółki Modern Commerce.

Można wnioskować, że propagatorowi objęcia nową daniną e-handlu właśnie zależy na wyrównywaniu szans konkurencyjnych pomiędzy wielkimi sieciami i małymi sklepami. Jak zauważył w jednym z komunikatów, w czasie pandemii wielkie sieci rozbudowały swoje kanały handlu w Internecie i nie ma powodu, aby ten segment był wyłączony z podatku handlowego. Jednak inni eksperci twierdzą, że efekt może być wprost odwrotny do założonego.

– Niektórzy zapewne uważają, że nowy podatek powinny płacić sklepy internetowe z sektora dużego handlu, tj. dyskonty czy hipermarkety. Jednak to odbiłoby się na całym e-commerce. Nie można przecież dzielić podmiotów w obrocie na lepsze i gorsze, tylko dlatego, że należą do większego rynkowego organizmu. Dla wszystkich musi obowiązywać to samo prawo – podkreśla ekspert z Modern Commerce.

Trzeba też dodać, że e-handel, który w ub.r. odnotował wiele historycznych wzrostów, obecnie mierzy się z nowymi wyzwaniami. Sklepy mocno ze sobą rywalizują o utrzymanie klientów. Według ekspertów, niektóre podmioty przeznaczają już nawet połowę marży na podnoszenie sprzedaży. Do tego prognozuje się, że jeszcze w tym roku wydatki na reklamę i promocję mogą wzrosnąć o blisko 25%.

– Wiele podmiotów musi teraz mocno zredukować swoje plany sprzedażowe. Z całej ubiegłorocznej nadwyżki tylko 30% może mieć trwałą wartość. Dopiero 3-4 kwartały po zakończeniu pandemii okaże się, kto w branży faktycznie osiągnął długoterminowy sukces. Po ewentualnym wprowadzeniu nowego podatku znaczna część graczy na rynku nie wytrzymałaby tego – ostrzega Maciej Tygielski.

Należy również pamiętać o tym, że e-sprzedaż głównie opiera się na dość niskich marżach. Dodatkowa danina zmniejszałaby jeszcze bardziej ograniczone już zyski. Nałożenie jej postawiłoby gospodarkę w niezwykle trudnej sytuacji, bo z rynku zaczęłyby znikać e-sklepy.

– Należałoby raczej iść w drugą stronę, czyli zachęcać Polaków do zakładania nowych e-biznesów, np. poprzez redukcję podatków i wielu niepotrzebnych obowiązków, którymi objęci są przedsiębiorcy. Wówczas cyfrowa gospodarka dynamiczniej rosłaby w siłę. Przecież pandemia dobitnie pokazała, że słaba e-gospodarka musi być poważniej rozwijana – zwraca uwagę ekspert.

Warto też dodać, że wprowadzenie proponowanego podatku mogłoby negatywnie wpłynąć na rynek pracy i zahamować przedsiębiorczość w Polsce. Już dziś wielu młodych właścicieli biznesów rozważa ich zamknięcie z uwagi na niepewną atmosferę, nie tylko związaną z pandemią. Osoby rozpoczynające działalność boją się zmian w przepisach, podatków i nowych zobowiązań. Dodatkowe obciążenia mogą jeszcze bardziej spotęgować ich lęki.

– Wątpliwości budzi też kwestia samego technicznego opodatkowania, np. zagranicznych sklepów. Przecież niektóre podmioty mogłyby być rejestrowane w innym kraju. Dla klientów nie byłoby to żadnym problemem, ale państwo sporo by na tym traciło. Oczywiście podatek od sprzedaży detalicznej można pobierać od działających w Polsce firm kurierskich, ale byłoby to dość trudnym zadaniem, angażującym kolejną branżę, zresztą zupełnie niepotrzebnie – analizuje ekspert z Modern Commerce.

Mogłoby dojść także do tego, że wielu przedsiębiorców ograniczyłoby swoją obecność w naszym kraju. Zapewne niektóre podmioty i tak pozostałyby na rynku, nawet w przypadku nałożenia nowej daniny, ale byłyby zmuszone do podniesienia cen. Z okrojonej marży nie byłyby przecież w stanie się utrzymać, a tym bardziej rozwijać. Oczywiście finalnie uderzyłoby to w samych konsumentów. I jak podsumowuje Maciej Tygielski, nic dobrego by z tego nie wyszło dla branży, konsumentów i samego państwa.

Czy rząd stymuluje inflację?

tymulowanie inflacji przez państwo może podwyższyć wpływy do budżetu. Wraz ze wzrostem cen produktów i usług zwiększa się dochód państwa z podatku VAT i akcyzy, które są naliczane procentowo. Nie oznacza to jednak, że ten większy dochód jest czystym zyskiem skarbu państwa. Wiele elementów budżetu – czyli wydatków państwa – jest waloryzowane do aktualnej inflacji. Czyli może i więcej wpływa do skarbu, ale też więcej z niego wypływa. Eksperci nie spodziewają się więc tego, że rząd zdecyduje się stymulować inflację w celu zwiększeniu wpływów budżetowych. To dobra wiadomość – bo w ostatnim roku ceny bardzo wzrosły, szczególnie w sektorze usług. Wynika to niestety również z działań państwa, które chcąc nie chcąc tę inflację stymuluje.

– Faktycznie państwo w kilku dosyć istotnych miejscach napędza inflację. Dotyczy to kwestii parapodatkowych – czyli dodatkowych kosztów wytwarzania czy konsumpcji. Koszty są też napędzane przez taką a nie inną politykę dotyczącą płacy minimalnej. Jeżeli na początku roku 2020 płaca minimalna wzrosła o 16%, przy wzroście średniej płacy o niecałe 7%, był to na pewno istotny element w procesie wzrostu cen – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Bardzo duża część pracy, opłacana stawką zbliżoną do minimalnej, to jest praca w usługach. Jeżeli popatrzymy na strukturę cen w ubiegłym roku, to przeciętna inflacja wynosiła około 3,4%. Ale ceny towarów prawie wcale nie wzrosły. Natomiast usługi zdrożały aż o 7%. Widać, że to rozwarstwienie cen jest napędzane między innymi takimi decyzjami. Płaca minimalna na początku 2021 roku znowu istotnie wzrosła – mimo, że jesteśmy w tym roku mocno poobijani po kryzysie. Jest to duży kłopot, który utrudnia wykonywanie działań dla sektora usług i handlu. W wyniku tego będzie również rosnąć inflacja – wyjaśnia Soroczyński.

W 2022 roku 46% wszystkich produktów i usług sprzedawanych przez przedsiębiorstwa na świecie będzie cyfrowych lub dostarczanych cyfrowo

Wiele polskich firm wciąż boryka się z wpływem pandemii COVID-19, jednocześnie wdrażają nowe technologie, by ich operacje mogły być bardziej elastyczne i przygotowane na potencjalny wzrost.

Equinix, Inc. (Nasdaq: EQIX), globalny dostawca infrastruktury cyfrowej™ ogłosił wyniki raportu zleconego firmie IDC, który przewiduje, że w 2022 roku 46% wszystkich produktów i usług sprzedawanych przez przedsiębiorstwa na całym świecie będzie cyfrowych lub dostarczanych cyfrowo. Jest to możliwe dzięki ciągłej transformacji cyfrowej (DX) organizacji komercyjnych i publicznych we wszystkich branżach i segmentach.

Raport „Cyfrowy biznes wymaga cyfrowej platformy” bada trendy cyfryzacyjne w Polsce i zwraca uwagę na rozwiązania, które powinny przyjąć firmy, żeby dostosować swój proces transformacji cyfrowej i infrastrukturę do nowych wyzwań w świetle pandemii COVID-19.

Pandemia spowodowała opóźnienia w wydatkach w obszarze IT, a wiele polskich firm musiało dostosować swoje strategie, aby osiągnąć cele biznesowe. Z poprzednich badań IDC z listopada 2020 roku wynika, że prawie 69% polskich firm mocno wierzy we wdrażanie zaawansowanych technologii i zmian cyfrowych. Wskazuje to, że firmy w Polsce są bardziej optymistycznie nastawione do rozwiązań cyfrowych niż wskazywałaby na to średnia europejska, która wyniosła 62%.

Jak wspomniano w raporcie, firmy w Polsce są otwarte na różne modele dostarczania przy tworzeniu nowych platform cyfrowych. Obejmuje to dedykowane zasoby w zewnętrznych centrach danych i chmurze publicznej w różnych lokalizacjach, od rdzenia po brzeg sieci (ang. edge). Pomimo ekonomicznych wyzwań związanych z pandemią większość firm planuje utrzymać lub nawet zwiększyć budżety IT przeznaczone na chmurę publiczną lub prywatną, usługi zarządzane i usługi centrów danych.

Dane z badania Equinix „The Global Interconnection Index (GXI) Volume 4″ wskazują na to, że przedsiębiorstwa posiadające infrastrukturę cyfrową zwiększą swoją przewagę konkurencyjną i będą nadal szybko się rozwijać. Raport GXI vol. 4 pokazuje również, że przedsiębiorstwa, które nie dysponują taką infrastrukturą cyfrową, będą się zmagać z problemami i będą uzależnione od dostawców usług, jeśli chodzi o transformację swoich modeli biznesowych.

Innymi czynnikami napędzającymi potrzebę nowej infrastruktury cyfrowej wymienionymi w raporcie IDC „Cyfrowy biznes wymaga cyfrowej platfromy” jest szybko rosnąca ilość danych gromadzonych przez organizacje, coraz większa złożoność przepisów prawnych oraz rosnąca częstotliwość i złożoność cyberataków. Aby odpowiedzieć na te wyzwania, organizacje powinny przyjąć najskuteczniejsze strategie dotyczące cyfrowego rdzenia, brzegu sieci i wymiany danych.

 

Ponadto, raport identyfikuje sześć kluczowych czynników wpływających na adopcję chmury w Polsce, takich jak: potrzeba innowacji, elastyczność i odporność, luki kompetencyjne, brak odpowiedniej wiedzy, aktualne inwestycje, obawy przed podatnościami i utratą kontroli danych.

Więcej informacji w raporcie IDC: „Cyfrowy biznes wymaga cyfrowej platfromy” zleconym przez firmę Equinix.

Cytaty:

  • Robert Busz, Managing Director, Poland, Equinix:

„Raport IDC podkreśla, jak szybko pandemia zmieniła priorytety polskiego biznesu. I chociaż wiele polskich firm już wcześniej było zaangażowanych w prace nad przyspieszeniem cyfrowej transformacji swoich organizacji, nadal stoją przed poważnym wyzwaniem dostosowania infrastruktury IT do nowych realiów biznesowych. Jak pokazuje raport, ponad dwie trzecie polskich firm mocno wierzy we wdrażanie zaawansowanych technologii, co stanowi wyższy wynik niż średnia dla Europy. To obrazuje rosnącą presję, z jaką zmagają się polskie zespoły IT w obliczu wysokich oczekiwań do wyników, pomimo wyzwań związanych z pandemią COVID-19. Nasz rozwój na rynku polskim, w tym otwarcie centrum danych WA3 w Warszawie w zeszłym roku, sprawia, że Equinix jeszcze lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, pomaga klientom i wspiera ich w realizacji inicjatyw cyfrowych, szybko, bezpiecznie i na dużą skalę, nawet w trudnych okolicznościach.” 

  • Ewa Zborowska, Research Director, IDC:

“Procesy cyfrowej transformacji wymagają głębokich zmian organizacyjnych i technologicznych, których efektem powinno być stworzenie platformy cyfrowej wspierającej nowe modele biznesowe. Polscy CIO i ich zespoły IT stoją w obliczu rosnącej presji i oczekiwań dotyczących ich pracy. Platformy cyfrowe to nowe podejście do architektury IT, która ma przyśpieszać transformację. Celem jest stworzenie elastycznej, hybrydowej platformy sprzętowej, która efektywnie wspiera potrzeby biznesowe i lokalizuje aplikacje w najlepiej dopasowanych środowiskach, od rdzenia, zwykle zlokalizowanego w środowiskach on-prem, przez zewnętrzne centra danych, po chmurę i „edge”. Takie podejście musi również umożliwiać wybór preferowanych płatności, od tradycyjnych opartych o CAPEX, poprzez subskrypcje, aż po płatności oparte na wynikach, a także modeli własności: dedykowany vs współdzielony. Istotnym elementem jest integracja z szerokim ekosystemem partnerów biznesowych i technologicznych.”