Coraz więcej Polaków przyznaje, że pracodawcy nie płacą im należnych świadczeń za przepracowane nadgodziny. Jak wynika z badania „Workforce View 2020″ firmy ADP, sytuacja ta dotyczy aż 45 proc. polskich pracowników. Pandemia i wszechobecny home office wzmagają problem i komplikują work-life balance. Rośnie jednak odsetek nauczonych doświadczeniem osób, które co miesiąc kontrolują wysokość otrzymywanej pensji.
Najnowsze badanie ADP „Workforce View 2020” dowodzi, że niemal co drugi Polak nie otrzymuje wynagrodzenia za przepracowane nadgodziny. W porównaniu do poprzedniej edycji badania jest to wzrost o 2 p.p. Problem niezapłaconych świadczeń najrzadziej dotyczy osób powyżej 55. roku życia
– aż 66 proc. z nich twierdzi, że nie zdarza im się pracować za darmo. Z drugiej strony natomiast, aż połowa pracowników (50 proc.) z pokolenia Z (w wieku 18-24 lata) przyznaje, że pracuje przynajmniej jedną godzinę w tygodniu za darmo.
– Problem niepłatnych nadgodzin dotyka w szczególności osoby znajdujące się na początku swej drogi zawodowej. Fakt występowania nadgodzin wynika najczęściej z nadmiaru obowiązków z jakimi muszą się zmierzyć, a także z presji wykonania zleconych projektów w terminie. Zazwyczaj jest to skutek nieodpowiedniego zarządzania przejawiającego się m.in. w zlecaniu zbyt dużej liczby zadań w stosunku do przewidzianego wymiaru czasu pracy. Długotrwały stres, przepracowanie i permanentne zmęczenie przekładają się bezpośrednio na obniżenie efektywności pracowników oraz pogorszenie ich stanu zdrowia – powiedziała Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.
Nadgodziny legalne tylko w uzasadnionych przypadkach
Zgodnie z przepisami prawa pracy, pracodawcy przysługuje możliwość polecenia pracownikowi, wykonania obowiązków poza podstawowym wymiarem czasu pracy tylko w uzasadnionych przypadkach. Nie może być to więc regularna praktyka. Pracodawca ma również obowiązek rozliczenia konkretnej liczby nadgodzin. Ustawodawca przewiduje dla niego dwie możliwości w zakresie wyboru formy – może oddać pracownikowi odpowiednią liczbę wolnych godzin lub odpowiednio wyliczoną kwotę. Sposoby rozliczania są ściśle określone w kodeksie pracy.
– Często zdarza się, że pracownicy pracują dłużej, ale ten czas nie do końca spełnia definicję kodeksową nadgodzin. Chodzi o takie sytuacje, kiedy to wydłużenie czasu pracy nie zostało konkretnie i wyraźnie polecone i przewidziane. W takiej sytuacji co do zasady nie mamy uprawnienia, aby domagać się od pracodawcy rozliczenia nadgodzin. W praktyce jednak, ze względu na obecną sytuację epidemiologiczną i przejście większości firm w tryb pracy zdalnej, problem ten narasta, ponieważ w dobie home office granica pomiędzy czasem pracy a czasem wolnym się zaciera. Aktualnie praca często przybiera faktyczną formę pracy zadaniowej w związku z czym pracodawcy bardziej niż dostępności, oczekują od pracownika efektów jego działań. Niekiedy jednak nie przewidują czy jest
on w stanie wykonać konkretne zadania w zakresie podstawowego etatu – mówi radca prawny ADP, Tomasz Czerkies.
Kontrola najwyższą formą zaufania
Co ciekawe, Polacy są coraz bardziej czujni w kwestii prawidłowego rozliczania wynagrodzeń. Wyniki badania ADP wskazują, że stale rośnie odsetek pracowników, którzy sprawdzają wysokość swoich wypłat. Zgodnie z wynikami raportu „Workforce View 2019”, aż 73 proc. ankietowanych pracowników przyznało, że zorientowałoby się, gdyby wysokość ich pensji nie była odpowiednia. Natomiast w tegorocznej edycji badania odsetek ten wynosi już 84 proc. Pracownicy otrzymane wynagrodzenie weryfikują z liczbą przepracowanych godzin również pod kątem nadgodzin i innych należnych im świadczeń. Z kolei jedynie 6 proc. zaznacza, że nie wykryłoby nieprawidłowości w otrzymanym wynagrodzeniu, ponieważ nie kontrolują swoich wypłat.
– Wydawać by się mogło, że pensja, która wpływa na nasze konto jest zawsze zgodna z umową. Zdarzają się jednak takie sytuacje, które powodują różnice w wynagrodzeniach pomiędzy poszczególnymi miesiącami. Takimi czynnikami mogą być m.in. zwolnienia lekarskie, delegacje, praca w nadgodzinach, bezpłatne urlopy czy premie. Powinniśmy pamiętać o skrupulatnej weryfikacji czy wynagrodzenie otrzymywane w danym miesiącu rzeczywiście zgadza się ze stanem faktycznym – mówi Anna Barbachowska.
Styczeń 2021 roku był dziesiątym z rzędu miesiącem rekordowych obrotów na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW)
Coraz większym zainteresowaniem cieszą się fundusze ETF
W poniedziałek zadebiutował Beta ETF Nasdaq-100 PLN-Hedged. To pierwszy polski fundusz inwestycyjny tego typu na zagraniczny indeks
– Styczeń 2021 roku to dziesiąty z kolei miesiąc, w którym Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie notuje rekordowe obroty – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW”. Wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku w ramach arkusza zleceń wyniosła w styczniu br. 31,6 mld złotych i była o 74,5% wyższa niż rok wcześniej.
Prezes GPW zwrócił uwagę na rosnącą popularność wśród inwestorów funduszy typu ETF. – Widać, że Polacy zaczynają kochać tę formę inwestowania – stwierdził Marek Dietl zauważając, że w poniedziałek debiutuje na warszawskim parkiecie Beta ETF Nasdaq-100. – Kupujemy jeden instrument i mamy ekspozycję na ryzyko i zwroty związane z setką najbardziej płynnych, amerykańskich spółek technologicznych – wyjaśnił prezes GPW. – Liczymy, że to poszerzenie oferty również o spółki zagraniczne przyciągnie kolejnych inwestorów indywidualnych na nasz rynek – dodał Marek Dietl. Beta ETF Nasdaq-100 to pierwszy polski fundusz inwestycyjny typu ETF na zagraniczny indeks a zarazem pierwszy ETF z zabezpieczeniem ryzyka walutowego.
Największą dynamikę obrotu w styczniu odnotowano na NewConnect. Wartość handlu w ramach arkusza zleceń wzrosła o 209,7% do 1,1 mld złotych. – Parkiet dla młodych, innowacyjnych spółek świętuje swoje najlepsze czasy od założenia – powiedział Marek Dietl. – Mam nadzieję, że rok 2021 będzie obfitował w więcej takich rekordowych miesięcy, jak styczeń – dodał prezes GPW.
Przyznania przewidzianej dla przedsiębiorców w Tarczy 2.0 pomocy domagają się producenci, dystrybutorzy i sprzedawcy sprzętu narciarskiego. Przez ponad 3 miesiące zakazu korzystania ze stoków, ich branża była praktycznie martwa. Sytuację pogorszyło dodatkowo zamknięcie sklepów znajdujących się w centrach handlowych, w tym tych specjalistycznych.
– PFR i rząd pomijają nas w swoich Tarczach. Wielu z nas znalazło się na progu bankructwa. Powinniśmy więc skorzystać z takiej samej pomocy jak inni przedsiębiorcy, którzy cierpią przez obecny kryzys – uzasadnia Komitet Narty Snowboard Outdoor.
Pomimo otwarcia stoków, którego branża producentów, dystrybutorów i właścicieli sklepów domagała się przez ostatnie miesiące, spowodowane lockdownem straty tych przedsiębiorców idą już w dziesiątki milionów.
– PFR i rząd pomijają nas w swoich Tarczach. Wielu z nas znalazło się na progu bankructwa. Powinniśmy więc skorzystać z takiej samej pomocy jak inni przedsiębiorcy, którzy cierpią przez obecny kryzys – mówi Arkadiusz Walus z Komitetu Narty Snowboard Outdoor. Dla niego, tak jak innych przedsiębiorców tej branży, decyzja o odblokowaniu tras zjazdowych ma miejsce stanowczo za późno. Skutek: brak możliwości odrobienia strat, jakie narosły w ciągu ponad 3 miesięcy lockdownu.
– Upłynęło już około 2/3 sezonu, który normalnie pozwoliłby nam na utrzymanie. Potrzebne są zatem środki za cały ten czas, kiedy de facto byliśmy zamknięci. Nasze apele o przyznanie nam ich, tak jak innym branżom, które ucierpiały i skorzystają z Tarczy 2.0, są – jak na razie – ignorowane – tłumaczy Arkadiusz Walus i dodaje, że panująca wciąż niepewność, bo rządowa decyzja o otwarciu stoków ma charakter warunkowy, stanowi kolejną przeszkodę dla reprezentowanej przez niego branży.
– Spadki, jakie notują producenci, dystrybutorzy i właściciele wypożyczalni specjalistycznego sprzętu, w okresie od listopada 2020 do stycznia 2021, wynoszą od 50% aż do nawet 90% rok do roku – w ten sposób Arkadiusz Walus uzasadnia żądanie przedsiębiorców jego sektora, aby PKD należących do niego firm znalazło się na liście pomocowej w PFRowej Tarczy 2.0. Chodzi o takie kategorie PKD:
47.64.Z – sprzedaż detaliczna sprzętu sportowego prowadzona w wyspecjalizowanych sklepach (w Tarczy 2.0 są tylko wyspecjalizowane sklepy z odzieżą sportową).
To PKD większości sklepów narciarskich, snowboardowych, outdoorowych
46.42.Z – Sprzedaż hurtowa odzieży i obuwia
46.90.Z – Sprzedaż hurtowa niewyspecjalizowana
To PKD dystrybutorów sprzętu narciarskiego, snowboardowego i outdoorowego
32.30.Z – Produkcja sprzętu sportowego
To PKD polskich producentów sprzętu narciarskiego, snowboardowego i outdoorowego
Arkadiusz Walus tłumaczy też, że np. w czasie lockdownu na przełomie 2020 i 2021 roku, specjalistyczne sklepy ze sprzętem (oczywiście te poza centrami handlowymi) mogły działać, ale tylko teoretycznie. – Zamknięcie stoków narciarskich spowodowało kompletny brak zainteresowania ofertą sprzedawców nart, snowboardów i akcesoriów. Po co ludzie mieliby je wtedy kupować? Żeby stały gdzieś w kącie w domu? – pyta Arkadiusz Walus i porównuje to do sytuacji, jakby sklepy miały sprzedawać sprzęt narciarski i snowboardowy na pustyni, w 40 stopniowym upale. – Brak sprzedaży w sklepach pociąga za sobą brak możliwości zapłaty za zamówiony już w lutym 2020, czyli jeszcze przed pandemią, towar. To już dziś powoduje olbrzymie zatory płatnicze do polskich dystrybutorów oraz producentów sprzętu narciarskiego i snowboardowego – zauważa Arkadiusz Walus. Dlatego właśnie branża ta domaga się uwzględnienia jej PKD w Tarczach Antrykryzysowych i gwarancji bankowych na finansowanie, aby utrzymać stany magazynowe do przyszłego sezonu. – Z tym jest coraz gorzej. Banki traktują bowiem często sprzedawców czy właścicieli wypożyczalni sprzętu narciarskiego jako klientów ryzykownych – uzasadnia. Zwraca też uwagę, że choć w Tarczy 2.0 są sklepy z odzieżą, ale jedynie z tą zwykłą. – Całkowicie pominięto tam sprzedawców specjalistycznej odzieży narciarskiej i sprzętu. Tak samo potraktowano polskich producentów i dystrybutorów. Wielu z nich dziś zastanawia się już nad zamknięciem swoich biznesów i zwolnieniem pracowników – podsumowuje Arkadiusz Walus.
Irańscy politycy wraz z siłami opozycyjnymi, mniejszość kurdyjska, zwolennicy ISIS oraz aktywiści i politycy zagraniczni – to główne cele działań cyberszpiegowskich, organizowanych i finansowanych przez rząd Iranu. Eksperci Check Pointa ujawnili nowe fakty dotyczące dwóch kampanii hakerskich przeprowadzanych przez dwie niezależne od siebie grupy cyberprzestępcze.
Firma Check Point Research (CPR) przeprowadziła dochodzenie w sprawie dwóch znanych irańskich grup cyberprzestępczych – APT-C-50 oraz Infy. Według ekspertów grupy hakerskie prowadzą szeroko zakrojone akcje szpiegowskie dla irańskich instytucji rządowych, dokonując gromadzenia nagrań rozmów telefonicznych, gromadzenia wiadomości, lokalizacji oraz innych danych wrażliwych.
Pierwsza z grup – APT-C-50, odpowiada za szpiegowanie telefonów komórkowych aktywistów i polityków, wykorzystując do swoich działań szkodliwe oprogramowanie podszywające się pod popularne aplikacje mobilne. Jak dotąd badacze potwierdzili, że kampania nazwana „Domestic Kitten” obrała za cel ponad 1200 osób, dokonując 600 udanych infekcji. Akcja była przeprowadzona w siedmiu krajach – Iranie, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Pakistanie, Afganistanie, Turcji i Uzbekistanie.
Druga z zaangażowanych organizacji (Infy) skupiała się z kolei na szpiegowaniu komputerów osobistych dysydentów, wydobywając z nich poufne dane za pomocą malware’u rozsyłanego w załącznikach e-maili. Badacze Check Pointa i SafeBreach udowodnili, że kampania trwa z pewnymi przerwami co najmniej od 2007 roku, a jej celem są dysydenci w 12 krajach. Według badaczy, możliwości technologiczne Infy są znacznie potężniejsze niż większości dotychczas wykrytych irańskich cyber-kampaniach.
Wśród ofiar działań cyberszpiegów są zarówno politycy irańscy, wraz z siłami opozycyjnymi, mniejszość kurdyjska, zwolennicy ISIS oraz aktywiści i politycy zagraniczni.
– Jednoznacznym jest, że irański rząd inwestuje znaczne środki w operacje w cyberprzestrzeni. Operatorzy kampanii szpiegostwa cybernetycznego pozostają niewzruszeni na jakiekolwiek przeciwdziałania, próby ujawnienia czy powstrzymania ich w przeszłości. Grupy po prostu wyciągają wnioski z przeszłości, modyfikują swoje taktyki i odczekują jakiś czas, aby znów ruszyć do akcji – mówi Yaniv Balmas. Szef działu badań nad cyberprzestrzenią w Check Point.
Chociaż obie badane grupy dotyczą podobnych ofiar, eksperci Check Pointa uważają, że działają niezależnie.
– Warto zwrócić uwagę również na ilość zasobów, jakie reżim irański jest gotów przeznaczyć na sprawowanie kontroli. W naszych badaniach, po raz pierwszy ujawniliśmy kilka nowych technik wykorzystywanych przez te kampanie, z których część była wcześniej nieznana – dodaje Balmas.
Cyberszpiegostwo to coraz bardziej popularna metoda pozyskiwania danych przez organizacje i rządy. Raport Narodowego Centrum Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu (NCSC) z 2018 roku określał Chiny, Rosję i Iran jako państwa z największymi zdolnościami do prowadzenia operacji szpiegowskich w cyberprzestrzeni. Zdaniem NCSC są one również najbardziej agresywnymi podmiotami w środowisku wirtualnym i kradną największą liczbę danych gospodarczych.
Pomimo tego, że dane w ostatnim tygodniu były bardzo korzystne dla amerykańskiej waluty tydzień zamknął się realizacją zysków inwestorów. Złoty powrócił za to poniżej 4,50 zł.
Kolejne dobre dane z USA
Seria dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy trwa. Analitycy nie reagują na nie już tak entuzjastycznie. Ciężko się temu dziwić, o ile liczba nowych miejsc pracy była zaskoczeniem w środę, o tyle stopa bezrobocia była de facto konsekwencją poprzednich danych, w związku z czym ciężko ją nazwać niespodzianką. Stopa bezrobocia wynosząca 6,3% to już jednak zupełnie przyzwoity wynik. Nie jest to, co prawda, 3,5% z przed pandemii. Z drugiej strony po kryzysie z 2008 roku ten poziom osiągnęliśmy dopiero w połowie 2014 roku.
Deficyt handlowy USA spada wolniej, niż sądzono
Pomimo słabego dolara deficyt handlowy USA nie uległ aż takiemu spadkowi, jak oczekiwali analitycy. Zmiana jest jednak korzystna, bo eksport rośnie znacznie szybciej niż import. Nie dzieje się to jednak tak szybko, jak oczekiwali analitycy. W rezultacie tych danych oraz danych z rynku pracy dolar znalazł się w odwrocie. Najprawdopodobniej inwestorzy spodziewali się wyraźnie lepszych informacji, a nie dostając ich wykorzystali okazję do realizacji zysków z umacniającego się od początku tygodnia dolara.
Dane z Niemiec
Nad ranem poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w Niemczech. Pomimo oczekiwań 0,3% wzrostu w ujęciu miesięcznym poziom się nie zmienił. Pokazuje to, że gospodarka nie odbija się tak szybko, jak dotychczas sądzono. W rezultacie możemy być świadkami dalszych zmian na korzyść dolara, o ile utrzymają się dane niekorzystne dla Starego Kontynentu.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Blisko 40 miliardów dolarów do 2025 roku – to całkiem sporo. Oczywiście pod warunkiem, że nie mówimy o wycenie kluczowej gałęzi technologii, która zdefiniuje rozwój całej światowej gospodarki – Sztucznej Inteligencji (SI). Najnowszy raport Forrestera rzuca nowe światło na rynek oprogramowania SI. Eksperci ostrzegają: to nie jest zły wynik, ale o wiele gorszy niż się spodziewaliśmy. Jak do tego doszło?
Nie ma nic gorszego dla wiernego fana niż wydłużony czas oczekiwania. Przełożona o kilka tygodni lub miesięcy premiera gry czy filmu to wielkie rozczarowanie. Jednak w perspektywie światowej gospodarki, takie pojedyncze opóźnienie, ma na nią znikomy wpływ. Zupełnie inaczej jest, gdy mówimy o rozwoju kluczowej z punktu widzenia rozwoju świata technologii – Sztucznej Inteligencji (SI). Jak pokazują ostatnie badania firmy analitycznej Forrester, realizację marzeń o rewolucji, na której czele mogłyby stanąć inteligentne algorytmy, musimy odłożyć na nieco później.
Dużo za mało
W swoich najnowszych badaniach amerykańska firma konsultingowa z siedzibą w Cambridge w stanie Massachusetts prognozuje, że wraz z końcem 2025 roku wielkość rynku oprogramowania SI zbliży się do poziomu 37 mld USD. Zdaniem ekspertów Forrestera, aplikacje SI będą przede wszystkim nową kategorią oprogramowania pośredniego obejmującą algorytmy, zbiory danych i narzędzia, które umożliwią osadzenie funkcjonalności sztucznej inteligencji we wszystkich produktach oprogramowania.
W analizie Amerykanów nazwano ten wynik “dużą liczbą, ale wciąż o wiele mniejszą niż prognozowało do niedawna wielu inwestorów i innych analityków”. Dlaczego tak się stało? Wojtek Stramski, CEO funduszu Deep Change Ventures, wyjaśnia: – Podobnie jak w przypadku całego rynku oprogramowania, popyt na platformy, aplikacje i narzędzia Sztucznej Inteligencji zwolnił w 2020. Jednak sądzę, że w najbliższych miesiącach odzyska swój pierwotny impet. – zauważa Stramski i dodaje – Oczywiście COVID-19 wpłynął na tempo rozwoju rynku SI, ale nawet i bez niego, prognozy z początku roku, czyli sprzed pandemii, zakładały, że w ubiegłym roku rynek nieco zwolni. – zauważa ekspert.
Analitycy Forrestera zwracająca uwagę na to, że wkrótce większość aplikacji biznesowych zostanie wzbogacona o funkcje SI, to zaś zaburzy możliwość sprawnego śledzenia krzywej popytu na wspomnianą technologię. Eksperci zauważają, że Sztuczna Inteligencja będzie niemal wszechobecna, a firmy będą zarabiać nie na aplikacjach SI, a na standardowych produktach, które będą wzbogacone o inteligentne algorytmy.
Pożeracz światów
Marc Andreessen, znany amerykański twórca aplikacji, odpowiedzialny za powstanie np. przeglądarki internetowej Netscape, powiedział, że “oprogramowanie pożera świat”. Rzeczywiście, apetyt na nowy software wydaje się wciąż niezaspokojony. Forrester szacuje, że od 2020 do 2030 roku globalne wydatki firm na oprogramowanie wzrosną o blisko 45% z wartości 920 mld USD do 1,36 bln USD na koniec okresu prognozy.
1,36 bln USD to imponująca kwota, która pozwoliłaby np. na zakup całej spółki Google, a wciąż w portfelu zostałoby nam trochę wolnej gotówki. Jednak paradoksalnie wydatki na oprogramowanie spadają. Forrester szacuje, że roczny wzrost w ciągu następnej dekady wyniesie około 4%. To wolniej niż w latach 1995-2020, kiedy wydatki rok do roku rosły w 7% tempie. Skąd taka zmiana? –Oprogramowanie stało się znacznie tańsze i bardziej dostępne, niż jeszcze 10-15 lat temu – mówi Wojtek Stramski, CEO funduszu Deep Change Ventures, który wspiera startupy rozwijające technologie zgodne z celami zrównoważonego rozwoju ONZ. Ekspert wskazuje na czynniki, które jego zdaniem, mogą wpłynąć na obniżenie krzywej kosztów: – W nadchodzących latach automatyzacja będzie postępować nie tylko w tradycyjnych sektorach, ale rozprzestrzeni się na nowe obszary. Takie, które nie były postrzegane jako te do cyfryzacji. Jedną z takich zmian, bardzo spektakularnych, będzie szybko rosnąca popularność asystentów głosowych. Voiceboty w nowym wydaniu nie będą zwykłym systemem, a fizycznym przedmiotem, który stanie się doradcą dla handlowców, bankowców, czy branży HoReCa. A największy przełom nastąpi, gdy staną się osobistym doradcą każdego z nas. Zapomnijmy o teoriach, że IT zastąpi ludzi. Tak się nie stanie, ale technologia znacząco ułatwi ludziom pracę – kończy CEO Deep Change Ventures.
Globalny lockdown stał się punktem przełomowym cyfrowej rewolucji, która swoim zasięgiem wykracza daleko poza dotychczasowe wyobrażenia biznesu. Dziś powinniśmy powiedzieć sobie jasno: czeka nas nowa fala transformacyjnych technologii, które skupią się na automatyzacji procesów i nie rujnują firmowego budżetu. Sztuczna inteligencja nie jest może jak słynny Robin Hood, ale z pewnością przyczynia się do demokratyzacji nowoczesnych technologii. SI dla każdego? Czemu nie?!
Ebury: Polski złoty powinien odzyskać wigor pomimo interwencji NBP (aktualizacja prognozy).
Pomimo istotnej deprecjacji złotego w 2020 roku w grudniu NBP dokonał serii interwencji, mających na celu osłabienie polskiej waluty. Od tamtej pory złoty odrobił jednak część strat i wraz z napływem większej liczby pozytywnych informacji z frontu walki z pandemią powinien się umacniać także w dalszej części 2021 roku.
Rok 2020 przyniósł spadek PKB Polski o 2,8%. Niezależnie od tego, czy porównujemy samą skalę spadku między krajami UE, czy też różnice między długoterminowym trendem a spadkiem, Polska i tak wypada dobrze. Może pochwalić się jednym z najlepszych wyników w zestawieniu. Można to powiązać z szeregiem czynników, przede wszystkim sprzyjającą w kontekście takiego szoku strukturą gospodarki (m.in. niewielkim udziałem turystyki w PKB) oraz znaczną pomocą ze strony państwa.
W kontekście relatywnie dobrej sytuacji gospodarczej w Polsce uwagę zwraca kilka kwestii. Po pierwsze, wyjątkowo dobra sytuacja w handlu (dodatni eksport netto był jednym z kluczowych czynników ograniczających skalę spadku PKB). Po drugie, odporność krajowego rynku pracy (stopa bezrobocia rejestrowanego od początku pandemii do grudnia wzrosła zaledwie o 0,7 p.p., do 6,2%). Po trzecie, dość dobra sytuacja w przemyśle, w którym w grudniu odnotowano dwucyfrowy wzrost produkcji, jeden z wyższych w ostatnich latach.
Perspektywy gospodarki pozostają dobre. Łagodna polityka monetarna, wsparcie fiskalne oraz pomoc ze strony UE powinny wspierać ożywienie, którego spodziewamy się po poprawie sytuacji epidemicznej w kraju i złagodzeniu obostrzeń.
NBP nie powinien dokonywać istotnych interwencji ani obniżać stóp
Ku zaskoczeniu obserwatorów rynku w grudniu NBP kilkakrotnie interweniował na rynku walutowym, by osłabić złotego. Zintensyfikował działania pod koniec miesiąca. Były one wspierane przez komunikację banku z rynkiem, która sugerowała możliwość obniżenia stóp procentowych w I kwartale 2021 roku i dalsze interwencje walutowe.
Mimo że retoryka banku wskazuje na co innego, naszym zdaniem najważniejszym powodem przeprowadzenia tych interwencji była chęć wsparcia finansów państwa (upraszczając: zysk NBP, trafiający w większości do budżetu państwa, jest tym większy, im słabszy na koniec roku jest złoty). Sugeruje nam to timing interwencji oraz to, że polski eksport radzi sobie wyjątkowo dobrze i nie wydaje się potrzebować wsparcia.
Ze względu na powyższe i biorąc pod uwagę, że:
1) od tamtej pory nie zaobserwowaliśmy interwencji walutowych ze strony NBP,
2) polska gospodarka charakteryzuje się odpornością w kontekście drugiej fali pandemii, a jej perspektywy pozostają dobre,
3) stopy procentowe w styczniu i lutym pozostały bez zmian, a retoryka NBP nie sugeruje, żeby miały ulec obniżeniu,
naszym zdaniem w przypadku oczekiwanej przez nas stopniowej aprecjacji polskiego złotego, następującej wskutek globalnej poprawy sentymentu do ryzyka i polepszenia sytuacji gospodarczej w kraju, NBP nie będzie podejmował poważnych interwencji walutowych ani innych znaczących działań. Nie przewidujemy dalszych obniżek stóp procentowych, nie zakładamy jednak również, że w 2021 roku dojdzie do ich podniesienia.
Złoty powinien jeszcze się umocnić
Nadal uważamy, że złoty docelowo powinien wrócić do poziomów bardziej zgodnych z silnymi fundamentami gospodarki. Jednocześnie – w związku z dotychczasowymi działaniami NBP i ich wpływem na rynek – podnosimy prognozę dla kursu EUR/PLN w 2021 roku.
Prognoza kursu złotego 2021
EUR/PLN
USD/PLN
GBP/PLN
Q1-2021
4,42
3,62
4,89
Q2-2021
4,35
3,54
4,81
Q3-2021
4,30
3,47
4,75
E-2021
4,30
3,44
4,75
E-2022
4,20
3,31
4,63
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury
Dla mieszkańców regionu Bełchatowa transformacja energetyczna jest racjonalną i nieuniknioną, choć trudną decyzją – wynika z badania przeprowadzonego przez pracownię 4P Research Mix. 84 proc. badanych ma świadomość, że kopalnia w ich mieście zostanie zamknięta.Jednocześnie, zdecydowana większość badanych (72 proc.) widzi potencjał dla rozwoju ich regionu w kierunku odnawialnych źródeł energii.
Badanie dotyczyło postaw względem transformacji energetycznej w regionie Bełchatowa. Wyniki wskazują, że najważniejszymi argumentami, dla których należy przeprowadzić transformację energetyczną (70 proc. badanych) jest wyeksploatowanie złóż węgla w okolicy. Inne najczęściej wskazywane powody zmian w energetyce i konsekwencji dla regionu to decyzje Unii Europejskiej (38 proc.), mała ekologiczność węglowych źródeł energii (38 proc.) i niska efektywność ekonomiczna energii ze złóż węglowych (37 proc.).
89 proc. mieszkańców Bełchatowa zauważa, że zmiany klimatu są problemem dla całego kraju. Dla 74 proc. badanych decyzja o transformacji energetyki ściśle wiąże się z poprawą jakości powietrza. 59 proc. badanych wymieniło złą jakość powietrza, jako czynnik, który wyróżnia negatywnie region bełchatowski spośród innych regionów w kraju. 34 proc. badanych uważa, że ilość zanieczyszczeń w powietrzu zwiększa się.
Mieszkańcy Bełchatowa i okolic nie są przeciwni działaniom ekologicznym. 89 proc. badanych rozumie, że współczesna zmiana klimatu jest spowodowana działalnością człowieka. Badanie opinii na temat polskiej polityki klimatycznej wykazało, że 96 proc. respondentów uważa, że polski rząd powinien wspierać rozwój energetyki odnawialnej. Odnawialne źródła energii to według 72 proc. badanych przyszłość energetyki, ale także potencjał dla rozwoju regionu Bełchatowa.
Z wypowiedzi respondentów w grupie wiekowej 15 – 35 lat wynika, że młodzież nie wiąże planów życiowych i zawodowych z kompleksem energetycznym Bełchatów. Praca w elektrowni i kopalni nie jest atrakcyjna dla 46 proc. młodych ludzi. Wydaje się im mało perspektywiczna i nie wiąże się też dla dzisiejszej młodzieży z prestiżem. Ich zdaniem nie jest to praca przyszłościowa. Ponadto 54 proc. badanych w grupie wiekowej 15 – 35 lat uważa, że kopalnia ma zły wpływ na środowisko.
Młodsi pracownicy kopalni i elektrowni (przed 40 rokiem życia) nie są tak bardzo związani ze swoim miejscem pracy jak starsi – bełchatowski kompleks energetyczny ma dla nich mniejsze znaczenie tożsamościowe. Nie planują też pracy przez całe życie w jednym miejscu.
Badanie lokalnych nastrojów społecznych wokół transformacji regionu przeprowadziła na reprezentatywnej grupie 500 osób dla powiatu bełchatowskiego w listopadzie i grudniu 2020 r. pracownia badawcza 4P Research Mix na zlecenie PGE. Respondentów podzielono na cztery grupy: (1) pracowników kopalni, elektrowni i firm z nimi związanych, (2) rodziny pracowników kompleksu energetycznego, (3) mieszkańców niepowiązanych bezpośrednio z kopalnią i elektrownią oraz (4) młode pokolenie (18-25 lat).
Wydana z końcem stycznia opinia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przypomina przedsiębiorcom, że mogą oni dochodzić od organów podatkowych zapłaty odsetek za zwłokę w zwrocie VAT nie tylko, gdy organ przedłuża zwrot celem weryfikacji jego zasadności, ale także, gdy to sam przedsiębiorca skoryguje złożoną już deklarację VAT, i w wyniku tego powstanie nadwyżka w podatku od towarów i usług uprawniająca do zwrotu. Mimo złożenia tej korekty oraz jej przyjęcia organ ociąga się ze zwrotem.
Należny zwrot VAT
Zgodnie z dobrze znaną przedsiębiorcom i organom skarbowym zasadą wyrażoną w art. 87 ust. 1 ustawy o VAT w przypadku, gdy kwota podatku naliczonego jest w okresie rozliczeniowym wyższa od kwoty podatku należnego, podatnik ma prawo do obniżenia o tę różnicę kwoty podatku należnego za następne okresy lub do zwrotu różnicy na rachunek bankowy. Ustawa w kolejnych przepisach precyzuje, że zasadniczy termin zwrotu VAT wynosi 60 dni. Podatnik może jednak wystąpić o dokonanie zwrotu w krótszym, 25-dniowym terminie. Z kolei, jak stanowi art. 77 § 2 pkt 2) Ordynacji podatkowej, w przypadku skorygowania deklaracji przez podatnika nadpłata podlega zwrotowi w terminie trzech miesięcy od dnia jej skorygowania.
Powszechnie znane są również toczone przez firmy boje z fiskusem o wypłatę na konto należnego im zwrotu VAT wraz z odsetkami, gdy organy skarbowe niejednokrotnie latami przedłużają termin tego zwrotu, tłumacząc się koniecznością dalszej weryfikacji jego zasadności, czyli koniecznością sprawdzenia, czy zwrot ten rzeczywiście się firmie należy. Przedsiębiorcy powinni jednak pamiętać, że odsetki należą się im od fiskusa również wtedy, gdy nadpłata w VAT powstanie w wyniku dokonania przez nich korekty złożonej już wcześniej deklaracji podatkowej, a organ zwleka ze zwrotem wynikającej z tej korekty nadpłaty.
Odsetki od niezwróconej w terminie nadpłaty VAT
Jeden z przedsiębiorców wykazał w deklaracji VAT za 2007 r. nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym w kwocie ponad 60 tys. euro. Ale austriacki urząd skarbowy (Finanzamt) ustalił, że przedsiębiorcy należy się tylko ponad 14 tys. euro zwrotu. Wskutek wniesionego przez firmę zaskarżenia austriacki sąd w maju 2013 r. nakazał organowi wypłatę zwrotu VAT w pełnej żądanej przez przedsiębiorcę wysokości.
Tydzień później firma wystąpiła do urzędu skarbowego o zapłatę odsetek liczonych od dnia 1 stycznia 2012 r., czyli od momentu, w którym w prawie austriackim zaczął obowiązywać przepis stanowiący, że podatnikowi przysługuje prawo do odsetek od nadpłaconych podatków, jeśli następczo ustala się je (te podatki) wskutek zaskarżenia w niższej niż pierwotnie wysokości. Austriacki urząd skarbowy odmówił jednak wypłaty odsetek.
W innej sprawie niemiecka firma w latach 2003 i 2004 sprzedała na terenie Austrii maszyny i tam też dokonała opodatkowania VAT tej sprzedaży. W deklaracji za maj 2005 r. firma wykazała ponad 367 tys. euro nadpłaty VAT z uwagi na to, że za niektóre maszyny kontrahenci firmy nie uiścili zapłaty lub nie uiścili jej w pełnej wysokości. Stąd niemiecki przedsiębiorca dokonał korekty deklaracji VAT.
Austriacki Finanzamt przeprowadził trwającą dwa lata kontrolę, po zakończeniu której w marcu 2008 r. zwrócił przedsiębiorcy nadpłacony VAT, jednocześnie stwierdzając, że mimo to nie należy obniżać podstawy opodatkowania. W październiku 2013 r. przedsiębiorca wniósł o zapłatę odsetek od kwoty ponad 367 tys. euro za okres od lipca 2005 r. do maja 2013 r. Organ uznał jednak, że firmie przysługują odsetki jedynie za okres od 1 stycznia 2012 r. (wejście w życie nowych przepisów) do dnia 8 kwietnia 2013 r.
W maju 2017 r. austriacki sąd administracyjny częściowo uwzględnił wniesioną przez przedsiębiorcę skargę na takie rozstrzygnięcie organu, przyznając mu odsetki za zwłokę również za okres od 2 września 2005 r. do 9 marca 2008 r. Powyższy wyrok skargą rewizyjną zaskarżył Finanzamt.
Opinia TSUE potwierdzająca prawo do roszczeń odsetkowych unijnych przedsiębiorców
W świetle tych dwóch spraw Verwaltungsgerichtshof (austriacki trybunał administracyjny) skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne, czy w takich sytuacjach, jak opisano wyżej, prawo unijne przyznaje podatnikowi roszczenie o zapłatę odsetek za zwłokę, tak aby mógł on dochodzić tego roszczenia przed organem podatkowym lub sądami administracyjnymi, mimo iż prawo krajowe nie przewiduje takiego uregulowania dotyczącego odsetek? A jeśli tak, to czy w sytuacji, gdy nadpłata w VAT powstała w wyniku następczego obniżenia należnego VAT (np. w wyniku korekty deklaracji), to dopuszczalne jest, aby odsetki naliczane były dopiero po upływie odpowiedniego terminu przysługującego organowi podatkowemu na przeprowadzenie kontroli zasadności roszczeń dochodzonych przez podatnika?
Odpowiedzi na to pytanie 21 stycznia 2021 r. udzieliła Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Juliane Kokott, potwierdzając, że przedsiębiorcom należą się odsetki zarówno od niezwróconego im VAT w ustawowym terminie, jak i wówczas, gdy nadwyżka zapłaconego VAT powstała w wyniku skorygowania deklaracji przez samego podatnika, a organ po przyjęciu tej korekty nie dokonał zwrotu VAT w wymaganym terminie:
„Z prawa Unii – w tym przypadku art. 183 i art. 90 dyrektywy VAT w związku z zasadą neutralności – wynika, co następuje: co do zasady odsetki przysługują zarówno od nadwyżki podatku naliczonego w rozumieniu art. 183, jak i od zwrotu nadpłaty VAT wynikającej z korekty podstawy opodatkowania w rozumieniu art. 90 dyrektywy VAT, jeżeli zwrot nie następuje w odpowiednim terminie” (Sprawa C‑844/19 CS, Finanzamt Graz-Stadt z udziałem: Finanzamt Judenburg Liezen, technoRent International GmbH, ECLI:EU:C:2021:58).
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Niestety, nie ma dobrych wieści dla kredytobiorców, którzy liczyli na spadek cen mieszkań – i w związku z tym niższy, wymagany przez banki wkład własny kredytów hipotecznych. Ostatnie dane z rynku mieszkaniowego wskazują, że mimo trudnych czasów mieszkania nadal drożeją, a popyt po spadku w II kw. 2020 roku szybko się odbudował. To oznacza, że chcący kupić mieszkanie będą musieli głębiej sięgnąć do kieszeni.
Kryzysowy rok 2020 nie przyniósł spodziewanej, wyraźnej korekty na rynku
mieszkaniowym. Ceny mieszkań spadły co prawda w II kwartale, a więc wtedy, kiedy fizycznie zakup nieruchomości był po prostu bardzo utrudniony z powodu lockdownu. Warto tutaj zaznaczyć, że ceny owszem spadły, ale względem kwartału I ubiegłego roku, który był z kolei rekordowy jeśli chodzi o zwyżkę cenową. Wielu ekspertów spodziewało się, że mamy do czynienia ze szczytem wzrostów cen i nawet bez koronawirusa dalsze dynamiczne zwyżki byłyby niemożliwe.
Przyszedł marzec 2020 i wszystko się zmieniło, co rzeczywiście wyraźnie dotknęło mieszkaniówkę. W drugim kwartale minionego roku spadki sprzedaży mieszkań sięgały nawet 60 proc. Wtedy też mocniej spadły ceny. Stawki za nowe mieszkania w Warszawie spadły o 400 zł – z 9800 zł w I kw. 2020 do 9400 w II kw. (dane NBP), jednak już w III kw. ceny przekroczyły 10 tys. zł za 1 mkw. Sytuacja szybko jednak wróciła do normy. Już latem minionego roku rynek „odbił”.
– W III kwartale br. odnotowano powrót aktywności na rynku mieszkaniowym, po restrykcjach wynikających z pandemii COVID-19 obowiązujących od marca 2020 r. Liczba sprzedanych kontraktów na budowę mieszkań na największych rynkach pierwotnych była o połowę wyższa w porównaniu do historycznie niskiego poprzedniego kwartału. (…) Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym wzrosły we wszystkich grupach miast, zwłaszcza w Warszawie wobec częstszej sprzedaży lepiej zlokalizowanych mieszkań. Na rynku wtórnym w największych miastach spadł nieco popyt na mieszkania na własność. W analizowanym okresie obserwowano stabilizację cen ofertowych w grupie 6 i 10 miast oraz ich nieznaczny wzrost w Warszawie.
Podobne informacje z rynku zawiera najnowszy raport PKO BP: Po schłodzeniu rynku mieszkaniowego w 2q20 (związanym z wiosennym lockdownem gospodarki), w 3q20 sprzedaż mieszkań na rynku deweloperskim odbiła k/k, wzrosła również k/k sprzedaż kredytów mieszkaniowych. Reakcja cenowa była różna zależnie od segmentu rynku i miasta. Na rynku pierwotnym w większości miast ceny mieszkań rosły k/k, jak i w porównaniu z 3q19; na rynku wtórnym w niektórych miastach wystąpiły niewielkie spadki k/k, w porównaniu z 3q19 wzrost cen spowolnił.
Jak więc widzimy, generalny obraz jest taki, że po pierwszym, „pandemiczym” szoku, mieszkaniówka odzyskała stabilizację, a ceny nadal rosną. Co ważne – rosną pomimo wyraźnego spadku popytu na wynajem mieszkań i rentowności takich inwestycji. Akurat rynek najmu mocniej odczuł pandemię, jednak mimo to nie przełożyło się to wyraźnie na sprzedaż mieszkań, co z kolei pokazuje, że to nie zakupy inwestycyjne z myślą o wynajmowaniu stanową najmocniejszą część popytu.
Płacz i płać
Kredytobiorcy mają umiarkowane powody do radości. Wyższe ceny, to wyższy wkład własny kredytów. Pocieszające może być natomiast to, że banki dość szybko zrezygnowały z restrykcji w tym zakresie – tzn. Przestały wymagać standardowego (bez dodatkowego ubezpieczenia) wkładu własnego na poziomie 30, a nawet 40 proc. Już od jesieni wkład wyjściowy wynosi 20 proc. wartości nieruchomości. Mniejszy wymaga wykupienia ubezpieczenia niskiego wkładu.
Co to konkretnie znaczy dla lokalnych rynków?
W Warszawie, wg NBP w III kw. 2020 średnia cena transakcyjna 1 mkw. nowego mieszkania wynosiła niecałe 10 200 zł. Zakładając, że ktoś chciałby kupić 50 mkw., musiałby się zadłużyć na kwotę 510 tysięcy złotych. 20 proc. wkład własny wyniósłby go 110 tysięcy zł. Jeszcze rok wcześniej średni koszt nowego mieszkania wynosił aż o 1000 zł mniej (9188 zł)! To oznacza, że to samo mieszkanie wtedy było o 50 tysięcy złotych tańsze, natomiast potrzebny wkład własny wyniósłby 91 880 zł, czyli był o 18 tysięcy złotych niższy.
W Krakowie w III kw. 2019 1 mkw. mieszkania kosztował średnio 7786 zł, 50 mkw. kosztowało 389300 zł, natomiast 20 procentowy wkład wynosił 77860 zł. Obecnie 1 mkw. mieszkania w Krakowie to wydatek 8838 zł, 50 mkw. – 441900 zł, a 20 proc. wkładu 88380 zł, a więc o ponad 10 tys. zł więcej.
W Gdańsku 50 mkw. mieszkania w 2019 roku kosztowało średnio 426 700 (1 mkw. – 8534 zł), rok później było to już 451.200. Aktualnie, by uzyskać kredyt bez dodatkowych kosztów, trzeba dysponować wkładem na poziomie 90240 zł.
We Wrocławiu mieszkania w ciągu roku podrożały średnio z 7661 zł/mkw. do 8109 zł. Dziś by myśleć o kredycie bez dodatkowych kosztów, potrzebny jest wkład własny na średnim poziomie 81 tysięcy złotych.
Ci, którzy nie dysponują gotówką na określonym poziomie, mogą zaciągnąć kredyt z niższym – 10 procentowym wkładem, ale finalnie będzie on droższy. Innym rozwiązaniem jest pożyczka na wkład własny, ze źródeł nie będących instytucjami finansowymi (inaczej obciąża to nasze finanse i zmniejsza zdolność kredytową), dostarczenie dodatkowych zabezpieczeń, bądź zaciągnięcie zobowiązanie wspólnie z innym kredytobiorcą – np. małżonkiem, rodzicem itp.
Zespół ekspertów Synerise zajmujący się sztuczną inteligencją, pod przewodnictwem Jacka Dąbrowskiego (Chief AI Officer), zajął drugie miejsce w konkursie WebTour 2021 Challenge organizowanym przez Booking.com.
Tematyka konkursu koncentrowała się na problemie planowania podróży do wielu destynacji, co jest popularnym scenariuszem branży turystycznej. Celem tego wyzwania było wykorzystanie zbioru danych, opartego na milionach prawdziwych, anonimowych rezerwacji miejsc noclegowych i stworzenie strategii przedstawiającej najlepsze rekomendacje dla kolejnego miejsca docelowego w czasie rzeczywistym. Konkurencja liderów była bardzo wyrównana, a Synerise przegrało nieznacznie z zespołem Nvidia – firmy wycenianej na około 350 miliardów dolarów.
Planowanie podróży zwykle wiąże się z koniecznością synchronizacji różnych elementów – środków transportu, zakwaterowania, atrakcji turystycznych itp. Oprócz uwzględnienia czynników takich jak czas i dostępność, proces decyzyjny nie opiera się wyłącznie na racjonalnych i obiektywnych kryteriach. W rezultacie trudno jest szybko przedstawić odpowiednie rekomendacje odwiedzającym witrynę turystyczną. Uczestnicy musieli zaproponować konkretne metody i techniki wyszukiwania informacji i rekomendacji, biorąc pod uwagę mobilność, pojawiające się preferencje, emocje, a także specyfikę podróży i turystyki w erze COVID-19 i czasie po ustaniu pandemii.
Rozwiązanie przygotowane przez zespół Synerise, w składzie: Jacek Dąbrowski (Chief AI Officer), Konrad Gołuchowski (AI Lead Scientist), Barbara Rychalska (AI/NLP Researcher) i Michał Daniluk (Research Scientist), zostało wyróżnione jako jedno z najlepszych. Model został oparty na Cleora i EMDE – dwóch algorytmach w całości opracowanych przez nasz zespół, które są używane na co dzień w systemach produkcyjnych Synerise.
Cleora to algorytm osadzania wykresów, który jest znacznie szybszy niż konkurenci (~200x szybszy niż DeepWalk i 4x-8x szybszy niż PyTorch-BigGraph) i jest metodą wejściową dla EMDE (tworzy wektory osadzające, które są podawane do EMDE). EMDE to metoda kompresji dla zbiorów wektorów obejmujących bardzo duże przestrzenie wymiarowe. Tworzy małe i wydajne reprezentacje zestawów pozycji multimodalnych (na przykład sesje użytkowników w rekomendacjach) i umożliwia przewidywanie odpowiednich pozycji z tych skompresowanych struktur. EMDE jest zasadniczo systemem rekomendującym. W tym projekcie eksperci Synerise zastosowali go do przestrzeni wektorów miast, aby przedstawić historię podróży użytkownika z przeszłości. W konkursie udowodniono, że EMDE świetnie prezentuje dane sekwencyjne (sekwencje miast, które odwiedza użytkownik).
„W Synerise AI zdecydowaliśmy się porzucić utartą ścieżkę małych, stopniowych ulepszeń i przetestować nowe i nieoczekiwane kierunki badań. Akceptujemy wysokie szanse niepowodzenia, które wiążą się z eksploracją, wiedząc, że ryzyko określa wartość ostatecznego celu. Nasze podejście doprowadziło nas do sformułowania nowego kierunku badań łączącego geometrię różniczkową, statystykę i głębokie uczenie (deep learning). Na tej podstawie stworzyliśmy zestaw unikalnych narzędzi, które składają się na szybki i efektywny system rekomendacji, którego dokładność należy do światowej czołówki. Jednocześnie bardzo zależy nam na praktycznej wartości naszych algorytmów. Staramy się, aby były wykorzystywane przez rzeczywistych ludzi i firmy na rzeczywistych danych do rozwiązywania rzeczywistych problemów. Konkurs Booking Challenge był szczególnie interesujący, ponieważ natura problemu pod wieloma względami różniła się od zadań rekomendacyjnych, w których nasz pakiet osiąga najlepsze wyniki. Jesteśmy wdzięczni za wyróżnienie i możliwość potwierdzenia przydatności naszego podejścia w tej zupełnie nowej dla nas dziedzinie sekwencyjnego planowania tras” – powiedziała Barbara Rychalska, AI/NLP Researcher w Synerise.
Synerise to obecnie jedna z najbardziej znanych i innowacyjnych polskich firm działających w kluczowych dla gospodarki sektorach zaawansowanych technologii, takich jak big data czy sztuczna inteligencja. Firma odważnie inwestuje we własne produkty do przetwarzania danych i rozwiązania z zakresu AI, aby całkowicie zmienić nowoczesne podejście do zarządzania danymi.
CD Projekt, warszawski producent gier video, ma za sobą ciężki miesiąc. Po fenomenalnych działaniach marketingowych, które w 5 lat doprowadziły do kilkunastokrotnego wzrostu wartości jej akcji, spółka spadła nieco na giełdzie po premierze nowej gry. Oczekiwany od lat “Cyberpunk 2077” nie spełnił oczekiwań odbiorców. Szczególnie wersja na konsole – takie jak Playstation i Xbox – pozostawia wiele do życzenia. Jak wpłynie to na dalsze losy CD Projektu?
– Nowa gra CD Projektu nie spełniła oczekiwań graczy, co nie spodobało się inwestorom. Warto jednak spojrzeć na karierę spółki z dłuższej perspektywy. Parę lat temu wizja tego, że wartość akcji CD Projekt spadnie do 250 złotych, brzmiała nierealnie. Wtedy kosztowały niewiele ponad 20 złotych. Zarząd spółki dokonał przez te kilka lat fenomenalnych działań marketingowych – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Bebel, zarządzający funduszamiQuercus TFI. – Pamiętać trzeba także, że jest to spółka z Polski – o drobniejszym budżecie i mniejszych możliwościach, niż zachodni giganci. Szkoda, że “Cyberpunk” zawiódł oczekiwania graczy. Ale spółka podjęła już działania naprawcze – pojawiają się kolejne patche, poprawiające jakość gry. Jeżeli uda się odbudować zaufanie graczy, CD Projekt odzyska również zaufanie inwestorów. “Cyberpunk 2077” powinien się całkiem nieźle sprzedawać w dłuższej perspektywie. Jeżeli CD Projekt naprawi kluczowe błędy i odzyska zaufanie graczy, może wspiąć się wyżej na giełdowej drabinie. Myślę, że spadek kursu z ponad 400 na około 250 złotych może być okazją inwestycyjną – ocenia Bebel.
W 2020 roku oddano do użytku ponad 300 000 mkw. powierzchni biurowej w Warszawie.
Wskaźnik pustostanów na koniec IV kwartału 2020 r. wyniósł 9,9% i był o 2,1 p.p. wyższy niż rok wcześniej.
W IV kw. 2020 roku całkowita powierzchnia oferowanych podnajmów wyniosła ponad 108 000 mkw., co jest wielkością o 16 800 mkw. wyższą niż w III kwartale.
Spadek aktywności najemców w 2020 roku wyniósł 31% w stosunku do rekordowego, pod względem popytu, roku 2019 i był niższy niż prognozowany.
Udział nowych umów wśród wszystkich zawieranych na rynku transakcji spadł w minionym roku z 61% do 54%, podczas gdy udział umów renegocjacji wzrósł z 29% do 37%.
Ograniczona aktywność najemców oraz wzrost dostępnej powierzchni spowodował korektę stawek za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie.
W 2020 roku pandemia koronawirusa doprowadziła do pierwszej od 30 lat recesji w Polsce, a PKB naszego kraju skurczyło się o ok. 2,8%. Według prognoz Moody’s niekorzystne skutki drugiej fali pandemii wywrą negatywny wpływ na gospodarkę również w I kwartale 2021 roku. Niemniej jednak już w II kwartale 2021 spodziewane jest ożywienie, a według wstępnych szacunków wzrost gospodarczy w tym roku wyniesie około 4%.
Podaż: ponad 300 000 mkw. powierzchni biurowej oddano do użytku w 2020 roku
Całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie w 2020 roku powiększyły się o 314 000 mkw. i wyniosły 5,91 mln mkw. Do największych projektów oddanych do użytku w ubiegłym roku można zaliczyć: wielofunkcyjny kompleks The Warsaw Hub (Ghelamco – B – 43 400 mkw. i C – 45 600 mkw.), wieżowiec Mennica Legacy Tower (Golub Get House – 47 900 mkw.) oraz biurowiec Varso II (HB Reavis – 39 900 mkw.). Obecnie w budowie znajduje się blisko 550 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej planowanej do oddania w latach 2021-2022. Według szacunków Cushman & Wakefield w 2021 roku ukończonych zostanie blisko 320 000 mkw., natomiast w 2022 roku – ok. 230 000 mkw.
Biorąc pod uwagę obecną sytuację pandemiczną i mniejszą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzonych na rynek z terminem oddania do użytku w latach 2023-2024, co może doprowadzić do wystąpienia efektu luki podażowej w tym okresie – mówi Jan Szulborski, Starszy Konsultant w Dziale Doradztwa i Analiz Rynkowych.
Wskaźnik pustostanów: kontynuacja wzrostu, ale w wolniejszym tempie
Niepewna sytuacja gospodarcza i ostrożność najemców doprowadziły do odwrócenia trendu kompresji wskaźnika powierzchni niewynajętej obserwowanego w latach 2016-2019. W okresie ostatnich dwunastu miesięcy poziom pustostanów w Warszawie wzrósł o około 148 500 mkw. i na koniec 2020 roku wyniósł 583 500 mkw. Nowo realizowane budynki cieszyły się dużym zainteresowaniem najemców, a średni wskaźnik dostępnej powierzchni w momencie oddawania biurowców do użytkowania w 2020 roku wynosił 15%. Wynika to w dużej mierze z rekordowego wolumenu transakcji przednajmu zawartych bądź rozpoczętych jeszcze przed pandemią.
Zwiększenie dostępności powierzchni biurowej przełożyło się na wzrost wskaźnika pustostanów, który na koniec IV kwartału 2020 r. wyniósł 9,9% i był o 2,1 p.p. wyższy niż rok wcześniej. Ponadto, od początku pandemii mogliśmy zaobserwować zwiększoną liczbę ofert podnajmów na warszawskim rynku biurowym. Według szacunków na koniec IV kw. 2020 roku całkowita powierzchnia oferowanych podnajmów wyniosła ponad 108 000 mkw., co jest wielkością o 16 800 mkw. wyższą niż w III kwartale.
Popyt: spadek aktywności najemców niższy niż prognozowany
Okres kwarantanny oraz niepewność związana z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę spowodowały, że część najemców zdecydowała się na tymczasowe wstrzymanie decyzji dotyczących negocjacji umów najmu. Popyt brutto w całym 2020 roku wyniósł 602 000 mkw. i był o 31% niższy niż w 2019 roku.
Mimo że procentowy spadek wolumenu transakcji w ujęciu rocznym wydaje się wysoki, to należy zauważyć, że w 2019 roku mieliśmy do czynienia z rekordowym popytem na poziomie blisko 880 000 mkw., a wstępne prognozy mówiły o nawet 40-50% zmniejszeniu aktywności najemców w tym roku. W samym IV kw. 2020 r. łączny wolumen transakcji wyniósł 160 400 mkw. i był niższy jedynie o 16% niż rok wcześniej – podkreśla Katarzyna Lipka, Dyrektor Działu Doradztwa i Analiz Rynkowych.
W 2020 roku zmianie uległa dotychczasowa struktura transakcji. Podczas gdy w ostatnich pięciu latach nowe umowy odpowiadały średnio za 61% wszystkich zawieranych na rynku transakcji, w ubiegłym roku ich udział spadł do 54%. Jednocześnie z 29% do 37% wzrósł udział umów renegocjacji.
Spodziewamy się utrzymania tego trendu w ciągu kilku kolejnych kwartałów, ponieważ część najemców może zdecydować się na krótkoterminowe przedłużenie dotychczasowych umów najmu, żeby odłożyć w czasie podjęcie długoterminowych decyzji – dodaje Katarzyna Lipka.
Stawki czynszów: ograniczona aktywność najemców oraz wzrost dostępnej powierzchni spowodował korektę stawek za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie
Wraz z pogarszającym się sentymentem wśród uczestników rynku, stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe dla stref Centrum i Poza Centrum w ujęciu rocznym spadły odpowiednio o 0,50 i 0,25 EUR/mkw./miesiąc i znalazły się na poziomie 23,50 EUR/mkw./miesiąc w Centrum i 14,75 EUR/mkw./miesiąc poza Centrum.
W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się stabilizacji czynszów bazowych wraz ze wzrostem pakietu zachęt, w postaci zwiększonego okresu zwolnienia z czynszu lub powiększonych dopłat do wykończenia biura, które zwiększą presję na czynsze efektywne – mówi Jan Szulborski.
Pomimo pandemii rynek magazynowy w Polsce pozostaje w bardzo dobrej kondycji. W 2020 roku zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej zwiększyły się o ponad 2 mln mkw. Tym samym całkowita podaż osiągnęła w Polsce 20,6 mln mkw. W porównaniu z 2019 r. to wzrost o ponad 10%. Eksperci Colliers prognozują, że wysoki poziom podaży utrzyma się również w roku 2021.
Warszawa z największym wzrostem podaży
98% całkowitej podaży nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce zlokalizowane jest na 11 głównych rynkach. W ubiegłym roku największy przyrost nowej powierzchni w porównaniu do 2019 odnotowała Warszawa (566 tys. mkw. w ramach trzech stref), Górny Śląsk (438 tys. mkw.) oraz Wrocław (360 tys. mkw.).
— Intensywny rozwój rynku magazynowego aglomeracji warszawskiej pokazuje, że obecnie na znaczeniu zyskuje logistyka tzw. ostatniej mili oraz małe magazyny miejskie (SBU) obsługujące klientów z sektora e-commerce. W celu zminimalizowania potencjalnego ryzyka utraty płynności w przepływie towarów firmy widzą konieczność reorganizacji i skrócenia dotychczasowego łańcucha dostaw, stąd ich zainteresowanie magazynami zlokalizowanymi w miastach. To na te produkty stawiają dziś deweloperzy działającący na rynku. Przewidujemy, że w 2021 r. trend na wynajem mniejszych modułów na terenach miejskich się utrzyma — prognozuje Jan Barbasiewicz, partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.
Pomimo nietypowej sytuacji wywołanej pandemią, większość inwestycji w fazie budowy była realizowana zgodnie z harmonogramem. Do największych projektów oddanych w 2020 r. zaliczyć należy: A2 Warsaw Park firmy Panattoni w Grodzisku (103,7 tys. mkw.), Hillwood Wrocław Wschód II (63,9 tys. mkw.), kolejny etap Elite Mszczonów Logistic Park/d. P3 Mszczonów/ (58,5 tys. mkw.), Panattoni Park Ruda Śląska II (56 tys. mkw.), Hillwood Oleśnica (53 tys. mkw.), oraz 7R Park Gdańsk II (51,8 tys. mkw.). Uruchomiono również centra logistyczne dwóch gigantów branży e-commerce – Amazon otworzył w Gliwicach swoje największe, ósme już centrum w Polsce, natomiast Zalando swoją trzecią lokalizację w kraju (w Głuchowie pod Łodzią).
— Od początku 2020 r. obserwowaliśmy trend wzrostowy w ilości nowej powierzchni dostarczanej na polski rynek magazynowy. Podczas gdy w I kw. oddano 455 tys. mkw., w II kw. było to już 622 tys. mkw., a w III kw. 671 tys. mkw. W IV kw. nastąpiło zwolnienie tempa i nowa podaż osiągnęła poziom 301 tys. mkw. Pod koniec roku w budowie znajdowało się kolejne 2 mln mkw. Także deweloperzy z innych sektorów zauważają potencjał rynku magazynowego, który dzięki intensywnemu rozwojowi e-commerce i branży kurierskiej staje się atrakcyjną formą lokaty kapitału — mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.
— Tak jak w przypadku nieruchomości biurowych, tak i na rynku magazynowym deweloperzy coraz większą wagę przywiązują do stosowania rozwiązań ekologicznych, zgodnych z koncepcją zrównoważonego rozwoju. Rynek kieruje się także w stronę automatyzacji magazynów oraz zapewnieniu w ofercie niestandardowych, elastycznych rozwiązań, które dają możliwość wyróżnienia się i podniesienia atrakcyjności powierzchni. Spodziewamy się, że powierzchnia magazynowa, która trafi na rynek w najbliższych latach będzie w coraz wyższym standardzie — dodaje Jan Barabsiewicz.
Rekordowy popyt
W 2020 roku najemcy wykazali się rekordową aktywnością – roczny popyt osiągnął poziom 5,4 mln mkw. Dla porównania w 2019 r. całkowity wolumen wynajętej powierzchni wyniósł 4,3 mln mkw., a zatem jest to wzrost o blisko 26% r/r.
Najchętniej wybieraną przez najemców lokalizacją była Warszawa (1,2 mln mkw. wynajęte w ramach trzech stref magazynowych) oraz Górny Śląsk (1,07 mln mkw.), który odnotował wzrost poziomu popytu w stosunku do 2019 r. o 79%. Tylko na tych dwóch rynkach umowami najmu objęto blisko połowę (42%) całej wynajętej w Polsce w 2020 r. powierzchni magazynowej. Na popularności zyskały również lokalizacje położone w Polsce Zachodniej, gdzie wynajęto 265 tys. mkw. (40 tys. mkw. w 2019 r.), Bydgoszcz/Toruń (139 tys. mkw. vs. 55 tys. mkw.) oraz Kraków (150 tys. mkw. vs. 77 tys. mkw.).
— Tak wysoki wskaźnik popytu na magazyny pokazuje nam, w jaką stronę zmierza rynek – firmy rozwijają internetowe kanały sprzedaży i w tym celu zwiększają swoje zaplecze magazynowe. Stanowi to dodatkową motywację dla inwestorow albo funduszy inwestycyjnych, by powiększać swój portfel inwestycyjny o ten rodzaj powierzchni. Przy wyjątkowo intensywnym rozwoju sektora e-commerce wyzwaniem w najbliższym czasie może być zapewnienie wystarczającej liczby obiektów udostępniających duże powierzchnie rzędu 20-40 tys. mkw. W efekcie najemcy, którzy będą potrzebowali szybko wynająć dodatkową przestrzeń, będą musieli na nią poczekać. Ta sytuacja zapewni przewagę firmom, które zdążyły się na to przygotować — prognozuje Maciej Chmielewski.
2020 r. obfitował w znaczące transakcje. W pierwszej piątce tych największych są m.in. dwie transakcje firmy Amazon, która rozpoczęła budowę centrum logistycznego w Świebodzinie (200,4 tys. mkw.) w ramach umowy BTS oraz w Hillwood Łódź Górna (67,5 tys. mkw.) w ramach nowej umowy. Na szczególną uwagę zasługuje również wynajem przez Euro-net 73,4 tys. mkw. powierzchni w Prologis Park Janki (nowa umowa), wynajęcie przez Żabkę obiektu BTS Radzymin (67,5 tys. mkw.) oraz transakcja typu BTS zawarta przez 4F na magazyn w Czeladzi (67 tys. mkw.). Wśród najemców dominowali przedstawiciele sektora 3PL (32% wolumenu transakcji) oraz branży handlowej (24%).
Dużo nowych umów, czynsze bez zmian
Najwyższe bazowe stawki czynszu odnotowano w warszawskiej strefie I – średnio wynosiły między 4 a 5 euro za mkw. na miesiąc. Natomiast w pozostałych strefach oraz pozostałych rynkach regionalnych, stawki bazowe wahały się pomiędzy 2,7-3,8 euro za mkw. na miesiąc.
— Pomimo wysokiego wskaźnika popytu, stawki czynszu na głównych rynkach magazynowych w Polsce utrzymały się na stabilnym poziomie. Odnotowaliśmy duży udział nowych umów w strukturze najmu – stanowiły ponad połowę całkowitego wolumenu (54%). W szczególności w pierwszych miesiącach po ogłoszeniu pandemii najemcy wykazali znaczny wzrost zainteresowania zawieraniem krótkoterminowych umów najmu – udział powierzchni objętej tego typu transakcjami wzrósł w porównaniu z rokiem 2019 aż o blisko 85% – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.
Liczba pustostanów zmalała
— Choć często wysoka podaż nowej powierzchni idzie w parze ze wzrostem wskaźnika pustostanów, w tym roku na rynku magazynowym nie mamy do czynienia z tego rodzaju zależnością. Wręcz przeciwnie – duże zainteresowanie najemców przełożyło się na spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej, który na koniec roku wyniósł 6,6%, czyli o 0,4% mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. — podaje Agnieszka Bogucka.
Najniższym wskaźnikiem pustostanów ponownie, jak w roku 2019, może pochwalić się Szczecin (0,2%) oraz wschodnie regiony Polski (0,3%). Natomiast najwięcej dostępnej powierzchni znajdowało się na Śląsku (8,9%) oraz w Polsce Centralnej (8,3%), na co wpływ mogło mieć oddanie dużej liczby nowych magazynów na tych obszarach.
— 2020 r. był bardzo dobrym rokiem dla magazynów. Biorąc pod uwagę ilość powierzchni znajdującej się obecnie w budowie oraz zapotrzebowanie na nią wśród najemców, możemy przewidywać, że 2021 nie pozostanie w tyle. Zarówno pod względem podaży, popytu, jak i wskaźnika pustostanów czeka nas kolejny obiecujący rok – podsumowuje Jan Barbasiewicz.
Bezprecedensowe środki zastosowane w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się COVID-19 zmusiły firmy do intensyfikacji działań na rzecz szerszego zastosowania rozwiązań cyfrowych. Jak wskazują autorzy raportu „Voice of the European workforce” firmy doradczej Deloitte, ponad 80 proc. ich respondentów w Europie deklaruje, że przestawienie się na pracę zdalną w związku z pandemią, było dla nich łatwe lub bardzo łatwe. Nad Wisłą dużą rolę w dostosowaniu się do nowych realiów odegrało zaufanie współpracowników.
Aż 80 proc. europejskich respondentów badania Deloitte przyznaje, że w ostatnich miesiącach doświadczyło co najmniej jednej zmiany warunków pracy, przy czym najczęstszą, wskazywaną aż przez 57 proc. respondentów, jest przejście na pracę zdalną. Około 60 proc. osób, które musiały pracować zdalnie, ale też co piąty pracownik, który wykonywał pracę z biura, przyznał, że stała się ona bardziej elastyczna w swojej formie.
– Jak wynika z naszego raportu, możliwości częstszej pracy zdalnej po powrocie sytuacji do normalności, spodziewa się 62 proc. pracowników w Europie i 57 proc. nad Wisłą. Co ciekawe, w przypadku ankietowanych z Europy odsetek ten jest nawet wyższy wśród osób, którym przed pandemią nie zdarzało się pracować zdalnie i wynosi 70 proc. – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego w Europie Środkowej.
Ponad 80 proc. respondentów deklaruje, że przestawienie się na pracę zdalną i inne związane z pandemią zmiany, jak elastyczne godziny pracy czy większa autonomia, było dla nich łatwe bądź bardzo łatwe. Większość europejskich pracowników (86 proc.) odpowiadała, że najłatwiej przyszło im dostosowanie się do wzrostu ich autonomii w miejscu pracy. Polscy pracownicy najczęściej wskazywali zmianę godzin pracy i bardziej elastyczny jej harmonogram (85 proc.).
W oparciu o zaufanie
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że dla 40 proc. ankietowanych z Europy w dostosowaniu się do zmian, jakie przyniósł COVID-19 pomocne było zaufanie ze strony liderów, a niewiele mniej, bo 38 proc. wskazywało zaufanie współpracowników. W przypadku Polski najczęściej padała odpowiedź – zaufanie kolegów i członków zespołu oraz mijający czas. 47 proc. zapytanych odpowiadało, że w miarę upływu dni przyzwyczajali się do nowej rzeczywistości w pracy. Zaufanie liderów było dopiero na czwartym miejscu, odpowiedziało tak 33 proc. respondentów. Jak zauważają autorzy raportu, tworzenie atmosfery zaufania w pracy wymaga świadomego wysiłku ze strony przełożonych zwłaszcza, gdy zespoły pracują zdalnie.
Poza zaufaniem, także europejscy pracownicy przyznają, że wraz z mijającymi dniami coraz bardziej przyzwyczajali się do zmian (39 proc.). Wsparciem były także sieci kontaktów zawodowych (37 proc.) i narzędzia IT (30 proc.). Czynnik ludzki okazał się więc bardziej pomocny niż technologia.
– Polacy liczą, że wzrost zaufania zarówno liderów do swoich zespołów, jak i między współpracownikami jest zmianą, która zostanie z nimi także po pandemii. Odpowiedziało tak 38 proc. polskich pracowników. Jedna trzecia naszych ankietowanych w Europie oczekuje, że także w czasach postpandemicznych będą mieli większą elastyczność w decydowaniu o tym, kiedy i w jaki sposób będą pracować – mówi John Guziak.
Wyzwanie dla pracowników i pracodawców
Jak zauważają eksperci Deloitte, przy większym rozproszeniu kadry, przedsiębiorstwa muszą nauczyć się sposobu zarządzania bardziej autonomicznymi pracownikami i zespołami. To wyzwanie będzie wymagało odejścia od starych modeli wynagradzania i oceny. 32 proc. pracowników w Europie i 31 proc. w Polsce wyraża obawę przed koniecznością pracy w większym wymiarze za to samo wynagrodzenie. Ustępuje jej tylko wzrost niepewności zatrudnienia. Taką obawę wyraża 46 proc. polskich pracowników i 36 proc. w Europie.
60 proc. respondentów z Europy i aż 65 proc. w Polsce uważa, że najbardziej przydatna w rzeczywistości popandemicznej będzie umiejętność dostosowania się do nowych warunków.
Warto tu odnotować, że pozytywnie lub bardzo pozytywnie swoją zawodową przyszłość ocenia 55 proc. ankietowanych z Polski i niespełna połowa pracowników w Europie. – Firmy powinny wykorzystać pozytywne nastawienie wśród pracowników i z większą determinacją budować jeszcze silniejsze zespoły. Nie oznacza to wyłącznie szkolenia pracowników w zakresie kompetencji technicznych. Słuszną decyzją będzie tworzenie kultury organizacyjnej oraz kreowanie postaw sprzyjających umiejętności uczenia się oraz stosowania i wykorzystywania nowych umiejętności – podsumowuje John Guziak.
O badaniu
Badanie „Voice of the European workforce” zostało przeprowadzone w czerwcu 2020 r. i objęło 10 tys. pracowników z siedmiu krajów w Europie (Francji, Niemiec, Włoch, Portugalii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Polski). Połowę respondentów stanowili pracownicy w wieku 50 lat lub starsi, drugą połowę — pracownicy powyżej 18, lecz poniżej 50 roku życia. Respondenci zostali dobrani pod względem wieku i płci w taki sposób, aby odzwierciedlić strukturę siły roboczej w każdym kraju.
Przedłużająca się pandemia wciąż wywiera duży wpływ na rynek pracy. Wyniki 42. edycji badania Monitor Rynku Pracy, przeprowadzonego przez Randstad we współpracy z Instytutem Badań Pollster, pokazują, że pracownicy boją się utraty pracy i nie najlepiej oceniają szanse na znalezienie nowej posady. Chyba, że mowa o sektorze IT – komentuje Magdalena Rogóż z Kodilla.com.
„Jeśli miałbym wybrać dwie branże, które najlepiej pokazują, jak różne efekty dla sytuacji pracowników przyniósł pandemiczny kryzys, to wskazałbym z jednej strony hotelarstwo i gastronomię, a z drugiej ITC” – analizuje w raporcie Monitor Rynku Pracy Łukasz Komuda, ekspert ds. rynku pracy z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Jego zdaniem pierwszy wspomniany sektor został właściwie znokautowany przez lockdowny, podczas gdy telekomunikacja i IT nie tylko przeszły przez turbulencje suchą stopą, ale wręcz zyskały ze względu na zwiększone zapotrzebowanie biznesu na usługi telekomunikacyjne, głównie ze względu na konieczność pracy zdalnej.
Przepaść w zarobkach
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad
Przepaść pomiędzy skrajnościami widać niemal w każdym aspekcie badania Randstad, ale najbardziej jest to widoczne, gdy przyjrzymy się wynagrodzeniom. Pracownicy sektora IT najrzadziej sygnalizowali bowiem obniżki pensji, najczęściej – podwyżki. Byli też najbardziej zadowoleni z poziomu zarobków. „Podczas gdy ludzie z hotelarstwa i gastronomii zamykali stawkę w zestawieniach branżowych. Już przed kryzysem między tymi branżami występowała różnica w pracowniczej ocenie sytuacji, ale pandemia pomnożyła ten dystans wielokrotnie” – pisze Komuda.
Tę zależność widać także obserwując losy osób, które w 2020 roku podjęły decyzję o przebranżowieniu – komentuje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.
– Mimo trudnej sytuacji, liczba osób, które rozpoczęły szkolenia z programowania nie tylko nie zmalała, ale nawet wzrosła w stosunku do lat ubiegłych. Do osób, które zdecydowały się przebranżowić – ze względu na chęć zmiany kariery – dołączyły bowiem także te, które ze względu na lockdown straciły możliwość zarobku. Wśród nich bywali np. piloci wycieczek, zawodowi muzycy czy aktorzy – mówi ekspertka z Kodilla.com.
Dodajmy jednak, że u większości ankietowanych (53 proc.) wynagrodzenie u obecnego pracodawcy nie uległo zmianie w 2020 roku. 30 proc. respondentów przyznało, że otrzymało podwyżkę, natomiast u 17 proc. badanych pensja zmniejszyła się. Warto zauważyć, że do zmian nie doszło przede wszystkim w centralnej Polsce (województwa: łódzkie, mazowieckie, świętokrzyskie) oraz na wschodzie kraju.
Wraz z wiekiem uczestników malał odsetek tych, którzy otrzymali w minionym roku podwyżkę. Różnice dotyczą także płci. Podczas gdy 28 proc. kobiet odpowiedziało, że ich zarobki zwiększyły się, mężczyzn było więcej o 4 p.p. W porównaniu między grupami zawodowymi w tej kwestii najlepiej wypadają: kadra kierownicza średniego szczebla (43 proc.) oraz inżynierowie (38 proc.). W większości stałe wzrosty wynagrodzenia w wyniosły od 5 do 10% (42% przypadków). Mniej niż 5% otrzymało 24 proc. badanych, a więcej między 10 a 20% – 20 proc. ankietowanych.
Mniejsza szansa na nową pracę?
Z badania Randstad wynika ponadto, że w ostatnim kwartale 2020 r. spadł optymizm w kwestii szans na znalezienie nowej posady (w ciągu kolejnych 6 miesięcy). Jakiejkolwiek szanse widzi obecnie 79% badanych (spadek o 5 p.p. w porównaniu do trzeciego kwartału), a na znalezienie pracy – tak samo dobrej lub lepszej – już tylko 55% (spadek z 62 proc.) Jednocześnie, swoje szanse na zatrudnienie lepiej oceniają mężczyźni. Podczas gdy 84 proc. panów jest przekonanych, że znalazłoby bez trudu w ciągu 6 miesięcy jakąkolwiek nową pracę, w ten sam sposób wypowiedziało się jedynie 71 proc. pań. Jak podkreśla w badaniu Monika Fedorczuk z Konfederacji Lewiatan, wpływ na to może mieć ograniczenie oferty usług opiekuńczych i zamknięcie szkół.
„W wielu wypadkach to na kobiety spadają obowiązki związane ze wsparciem dzieci w nauce czy opieka nad dziećmi przedszkolnymi, co powoduje nie tylko znacząco zwiększenie obciążenia, ale też gorszą ocenę swoich możliwości jako pracownika” – tłumaczy ekspertka.
Z takiego trendu wymyka się jednak wspomniany już sektor IT, w którym obowiązki pracownika są realizowana głównie w systemie home office, a godziny pracy są bardziej elastyczne niż w wielu innych branżach. – Tylko w pierwszym okresie pandemii aż 67 proc. firm działających w Polsce, które dotąd nie oferowały możliwości pracy zdalnej, zdecydowało się na taki krok. Potem dołączały do nich kolejne przedsiębiorstwa, takie jak nieruchomości, usługi dla biznesu czy SSC/BPO. Bardzo widoczny trend nastąpił jednak w branży IT, w której model pracy zdalnej był możliwy od dawna, jednak bardziej jako alternatywa niż reguła. Obecnie większość programistów pracuje zdalnie, co w dużym stopniu pozwala pogodzić obowiązki służbowe z życiem rodzinnym. Podobnie jest, jeśli spojrzymy na rynek edukacyjny, bowiem nie tylko uczniowie kształcą się w domach, ale coraz więcej osób zapisuje się na różnego rodzaju kursy prowadzone właśnie w formie online – mówi Magdalena Rogóż.
Wśród innych grup zawodowych najlepiej swoje szanse na nową pracę oceniają: brygadziści (91 proc.), a wśród poszczególnych branż – pracownicy sektora ochrony (88 proc.), transportu i logistyki (85 proc.), budownictwa (83 proc.) oraz edukacji (82 proc.). Poza tym, jak wynika z badania, pracę w sześciu miesiącach poprzedzających sondaż zmieniło 23% respondentów. To o 3 punkty procentowe więcej w porównaniu do trzeciego kwartału 2020 roku. Mniej badanych osób, bo 18 proc., zmieniło stanowisko u swojego aktualnego pracodawcy. Jednym z decydujących czynników było wyższe wynagrodzenie w nowej firmie. Widać jednak znaczny spadek tego wskaźnika w stosunku do ubiegłego kwartału – z 42% do 34% W drugiej połowie 2020 roku równie duża część badanych (34%) zmieniła pracę, ponieważ została dotknięta redukcją etatów. Tu z kolei nastąpił wzrost o 8 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału (34 proc. vs. 26 proc.).
„Redukcje widoczne są przede wszystkim w sektorze usług, branży gastronomicznej i hotelarskiej, a także częściowo w handlu. Z drugiej strony są sektory, które cały czas prowadzą rekrutacje, m.in. branża produkcyjna i logistyczna. Dla wielu pracowników, którzy stracili pracę, podjęcie zatrudnienia w tych branżach może być dobrym rozwiązaniem, choćby tymczasowo wspierającym ich sytuację finansową do czasu pojawienia się możliwości zawodowych w ich specjalizacjach” – mówi Monika Hryniszyn, Dyrektor Personalna i HR Consultancy w Randstad Polska.
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad
Kolejnymi istotnymi powodami zmiany miejsca pracy, choć tracącymi na znaczeniu w stosunku do poprzedniego kwartału, są: potrzeba rozwoju zawodowego – spadek z 39% do 33% oraz korzystniejsza forma zatrudnienia u nowego pracodawcy – spadek z 39% do 33%.
Najdłużej nowego stanowiska szukali mieszkańcy regionu północnego (3,4 miesiąca w województwie pomorskim i zachodniopomorskim) oraz południa (3 miesiące w województwach: dolnośląskim, opolskim, śląskim i małopolskim). Dłuższy okres poszukiwania nowego zatrudnienia dotyczy też osób zamieszkałych w miastach od 20 do 50 tys. mieszkańców (3,8 miesiąca) oraz do 20 tys. mieszkańców (3 miesiące).
Najkrócej znalezienie nowej pracy zajęło osobom z zachodnich regionów Polski (2 miesiące w województwach: lubuskim, wielkopolskim i kujawsko-pomorskim), a także pracownicy ze wsi w obrębie dużej aglomeracji miejskiej oraz z miast od 50 do 200 tys. mieszkańców – średnio 2,3 miesiąca.
Nadal są branże, w których pracownicy są szczęśliwi!
Na pytanie „Na ile jesteś zadowolony z pracy w swojej firmie?” 76% respondentów odpowiedziało, że jest raczej lub bardzo zadowolonych z pracy. Osoby bardzo niezadowolone stanowią zaledwie 1% ankietowanych. Największa satysfakcja z wykonywanego zawodu dotyczy mieszkańców północnej (83%) oraz wschodniej (81% w województwach: warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubelskim i podkarpackim) części Polski.
Z badania wynika, że na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat zadowolenie Polaków z pracy nie zmieniło się. Najwyższy notowany do tej pory wynik (79 proc.) dotyczył pierwszego kwartału roku 2019. Najbardziej usatysfakcjonowane pozostają osoby samozatrudnione – aż 88% badanych prowadzących własną działalność podkreśla swoje zadowolenie z wykonywanego zawodu.
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad
– Tuż przed pandemią, na początku 2020 roku analizowaliśmy ówczesny rynek pracy pod kątem tzw. pracoszczęścia. Idealną firmę, zdaniem połowy Polaków, cechowała stabilność finansowa, umożliwienie pracownikom swobodnego działania i rozwoju czy otwartość na nowe inicjatywy. Takie warunki spełniali najczęściej pracodawcy z branży IT, marketingu i reklamy oraz inżynierii. Kilka tygodni później rozpoczęła się pandemia, której skutki wszyscy znamy, ale mimo że mija rok od tamtych badań, takie sektory jak IT nadal określane są jako szczęśliwe branże, tzn. pracownicy odczuwają satysfakcję, a poziom ich usług jest dzięki temu na wysokim poziomie – podsumowuje Magdalena Rogóż.
Jak podaje nowy raport Randstad, poza wysoką satysfakcją wśród programistów nienajgorsze nastroje są także w edukacji i w przemyśle, branży finansowej i ubezpieczeniowej, a także w opiece zdrowotnej.
Tło dla klimatu na rynkach finansowych pozostaje w miarę pozytywne, co pcha indeksy na nowe szczyty, ale na FX jeszcze trwa dyskusja o kierunku dla USD, a w rezultacie dla całego trendu reflacyjnego. Jednocześnie postępy w pracach nad pakietem fiskalnym w USA i przyspieszające (choć nie wszędzie) tempo szczepień oferuje punkt zaczepienia dla globalnego apetytu na ryzyko.
Nie jest łatwo wrócić na postpandemiczną hossę, kiedy pandemia jeszcze się nie zakończyła. Mimo to inwestorzy chcą dyskontować przyszłość, pod warunkiem, że rysuje się ona w nieskazitelnie optymistycznych barwach. Z tym od początku roku jest trudno wraz z wykryciem wysoce zaraźliwych mutacji wirusa i przedłużaniem lockdownów. Szybkie tempo szczepień jest ważnym wyróżnikiem walut, co widać po sile amerykańskiego dolara, brytyjskiego funta czy izraelskiego szekla. Ale w globalnym ujęciu liczy się wsparcie dla odbicia ożywienia, kiedy obciążenie systemu zdrowotnego będzie mniejsze, a aktywność gospodarcza zacznie wracać do normy. Rynek akcji dalej wierzy w poprawę zysków spółek, w czym ma też pomóc dodatkowe 1,9 bln USD pakietu fiskalnego USA. W piątek Senat przegłosował rezolucję budżetową (choć przy remisie 50-50 potrzebny był decydujący głos wiceprezydent Harris), dzięki której będzie możliwe szybkie zatwierdzenie części wydatków bez pójścia na ugodę z Republikanami. Jak ważne są to środki przypomniała w weekend sekretarz skarbu Yellen, zdaniem której zatwierdzenie pakietu pozwoli USA wrócić do pełnego zatrudnienia w 2022 r. Odważna deklaracja, która jednak pokazuje, o jaką stawkę toczy się gra.
Szczególnie, że styczniowy raport z rynku pracy pokazał, że nadal są problemy z odbudową zatrudnienia – w sektorze pozarolniczym przybyło tylko 49 tys. miejsc, mniej niż prognozowane 105 tys. i przy rewizji w dół o 159 tys. odczytów za poprzednie dwa miesiące. Rynek odczytał słabe dane jako silniejszy argument za forsowaniem pakietu fiskalnego, czyli będzie więcej pieniędzy na wsparcie ożywienia. I z takim pozytywnym przekonaniem wchodzimy w nowy tydzień. Kolejne dni nie oferują wiele ważnych wydarzeń, więc interesującym będzie, jak długo uda się pociągnąć bez dostarczania świeżego paliwa. Optymizm reflacyjny przywraca dyskusję o wcześniejszym temperowaniu QE przez Fed i to chroni USD przed czystą wyprzedażą w zamian za kupno ryzykownych aktywów. Ale Fed pozostaje ultra-gołębi w swoim przekazie i oczekiwałbym, że w najbliższych przemówieniach przedstawicieli Fed usłyszymy więcej o podtrzymaniu luzowania. Dziś przemawia Mester, a w środę uwaga skupi się na prezesie Powellu.
W Polsce jesteśmy już po przemówieniu prezesa banku centralnego, które należy ocenić jako pozytywne dla złotego. W piątek prezes NBP A. Glapiński odpowiadał na przesłane wcześniej pytania dziennikarzy, ale nie dowiedzieliśmy się nic nowego. Prezes powtórzył, że w kolejnych kwartałach najbardziej prawdopodobne będzie utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Interwencje walutowe nadal są możliwe i będą uzależnione od warunków rynkowych. Brak bardziej gołębich sygnałów pomimo umocnienia złotego w ostatnich dniach skutkował powrotem EUR/PLN do tegorocznych minimów przy 4,48. Pomimo nerwowego klimatu inwestycyjnego ze spadającym EUR/USD i silniejszym dolarem, co zwykle negatywnie odbija się na zachowaniu walut regionu, EUR/PLN mimo wszystko utrzymał się poniżej 4,50. Sugeruje to przekonanie inwestorów do utrzymywania pozycji w złotym i dobrze rokuje dla dalszych spadków EUR/PLN w kierunku 4,47 w kolejnych dniach.
Amazon dołączył do grona firm technologicznych zrzeszonych w Związku Cyfrowa Polska. Amazon to lider cyfrowy, m.in. w dziedzinie e-commerce.
Jak podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, e-commerce w Polsce to ogromny rynek, który wymaga szczególnej uwagi. – E-commerce cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Zarówno konsumenci, jak i firmy widzą w sprzedaży internetowej duży potencjał, który w naszym kraju jest jeszcze niewykorzystany – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – Amazon to lider w cyfryzacji, dlatego liczę na wiele wspólnych projektów, np. w szerzeniu świadomości na temat rozwiązań cyfrowych w biznesie, administracji czy też cyberbezpieczeństwa.
Z kolei przedstawiciel Amazon, Mariusz Mielczarek, Dyrektor ds. Regulacji i Sektora Publicznego w Europie Środkowo- Wschodniej zaznacza: Rynek cyfrowy w Polsce bardzo szybko się rozwija, co dostrzegamy w Amazon. Widzimy też jednak, że polskie firmy napotykają różnego rodzaju przeszkody rozwijając cyfrowy kanał sprzedaży. Pokazują to też badania, np. Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI), zgodnie z którym polskie firmy zajmują dopiero 25. miejsce na 28 państw Unii Europejskiej w zakresie integracji technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa. Amazon oferuje narzędzia, które umożliwiają przedsiębiorcom rozwijanie działalności na rynku e-commerce i na tym się skupiamy w Polsce. Nie tylko dajemy dostęp do nowych rynków, ale również pomagamy chronić własność intelektualną czy znaki towarowe, dając szansę na uczciwą konkurencję w skali globalnej. Mamy nadzieję, że współpraca ze Związkiem Cyfrowa Polska sprawi, że razem dotrzemy do jeszcze większej liczby polskich przedsiębiorców.
W przestrzeni publicznej od już dłuższego czasu pojawiają się zapowiedzi wzmożonych kontroli podatkowych w firmach. I z tego też względu niezwykle istotny jest niedawny wyrok NSA. Fiskus kwestionował realność faktur pochodzących od podzleceniodawców, a przede wszystkim marginalizował inicjatywę dowodową przedsiębiorcy. Natomiast podatnik w toku tego typu postępowań musi mieć zapewnione prawo udowodnienia swoich racji. Eksperci uważają, że orzeczenie może stworzyć bufor ochronny przed zbyt dużą uznaniowością fiskusa. Ale też przestrzegają przed zbyt dużym optymizmem i zarzucaniem organów wnioskami dowodowymi.
W Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych ukazał się kolejny ważny wyrok NSA w sprawie tzw. pustych faktur. Uchylono orzeczenie sądu niższej instancji oraz obu instancji organów podatkowych. Jak wynika z wyroku Sądu I Instancji, sprawa dotyczyła przedsiębiorcy, który realizował kontrakt budowlany w ramach zamówień publicznych na obiekt użyteczności publicznej. Fiskus zakwestionował realność faktur pochodzących od podzleceniodawców.
– Z wyroku WSA w Gliwicach wynika, że organy konsekwentnie twierdziły, iż przedsiębiorca nie może odliczyć podatku VAT od faktur pochodzących od jego podzleceniodawców. I to pomimo tego, że budynki zostały w całości postawione i oddane do użytkowania. Jeśli zasadniczą podstawą uchylenia wyroku było zaakceptowanie przez Sąd oddalenia przez organy wniosków dowodowych skarżącego, to może to mieć znaczenie dla innych podatników uwikłanych w spory podatkowe – komentuje dr Remigiusz Stanek, Partner w STANEK Legal, ekspert BCC ds. postępowań podatkowych.
Eksperci przewidują, że w najbliższym czasie należy się spodziewać wzmożonych kontroli dotyczących prawidłowości rozliczeń podatkowych. Jak podkreśla Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, wyrok NSA jest istotny również z tego powodu. Poziom skomplikowania przepisów prawa podatkowego oraz zakres nakładanych nowych obowiązków pozostaje wciąż wysoki. Organy skarbowe raczej nie będą mieć problemów ze znalezieniem pola sporu z podatnikami. A jeśli pojawią się zarzuty niezachowania zasad należytej staranności w kontaktach z kontrahentami, wówczas koniecznością będzie składanie wniosków dowodowych, aby wykazać swoją rację.
– Kwestia naruszeń proceduralnych dotyczących oddalenia wniosków dowodowych obejmuje nie tylko obszar tzw. pustych faktur. To orzeczenie NSA może mieć wpływ także na wszystkie inne postępowania, które toczą się w stosunku do podatników. A tych, jak wiemy, jest coraz więcej. To dotyczy np. obszaru pozbawienia podatników możliwości odliczenia kosztów uzyskania przychodów od również nierzetelnych faktur czy innych transakcji, które są kwestionowane przez organy podatkowe – dodaje dr Stanek.
Jak wychodzi z orzeczenia WSA w Gliwicach, śląski przedsiębiorca starał się udowodnić, iż usługi podzlecone zostały faktycznie wykonane. Jednak konsekwentnie oddalano zgłaszane przez niego wnioski dowodowe dotyczące przesłuchania świadków, którzy uczestniczyli w procesie budowlanym. A oni przecież mieli wiedzę na temat realizacji kwestionowanych przez organy oraz Sąd I instancji transakcji skarżącego. W tym przypadku były to wnioski dowodowe kluczowe dla obrony stanowiska przedsiębiorcy.
– Żądanie strony dotyczące przeprowadzenia dowodu należy uwzględnić, jeżeli przedmiotem dowodu są okoliczności mające znaczenie dla sprawy, chyba że okoliczności te stwierdzone są wystarczająco już innym dowodem. Inaczej naruszenia doznaje zasada wynikająca z art. 188 ordynacji podatkowej – podkreśla ekspert BCC ds. postępowań podatkowych.
Zdaniem Marka Niczyporuka, organ rozstrzygający postępowanie podatkowe stoi przede wszystkim na straży wpływów budżetowych. W związku z tym nie powinno dziwić, że zwalczane są przejawy inicjatywy dowodowej podatników, które mogłyby zaburzyć wyniki zbierania dowodów mających świadczyć o nieprawidłowościach po stronie kontrolowanego. Niestety dzieje się tak z ogromną szkodą dla podatników. To wzmaga w nich przekonanie, że w ramach tego typu postępowań nie chodzi o poznanie prawdy. Zdaniem eksperta, wyrok porusza w dużej mierze problemy sygnalizowane od lat przez środowisko przedsiębiorców oraz prawników.
– Wnioski dowodowe na ogół są oddalane. Organy wskazują, że np. przesłuchanie świadków nie jest konieczne, ponieważ zgromadzony materiał pozwala już na ustalenie stanu faktycznego, który nie budzi wątpliwości. To takie dosyć ogólnikowe stwierdzenie. Często też nie jest w ogóle uzasadniany powód oddalenia tego rodzaju wniosku. To wszystko nie tylko ogranicza inicjatywę dowodową podatnika, ale też powoduje, że materiał zebrany przez organ właśnie jest niedostatecznie obiektywny – twierdzi prawnik z Kancelarii STANEK Legal.
Natomiast radca prawny Niczyporuk podkreśla, że postępowania dowodowe inaczej odbywają się przed organami podatkowymi niż w sprawach cywilnych czy karnych. W tych ostatnich oczywistym jest, że bezpodstawne zignorowanie inicjatywy dowodowej strony jest poważnym uchybieniem. To prowadzi w sposób oczywisty do wzruszenia orzeczenia sądowego. Wynika to jednak w dużej mierze z samej konstrukcji procedur podatkowych.
– Często widzimy nierówną walkę pomiędzy podatnikiem a fiskusem. Ostatecznie sam organ decyduje o tym, w jaki sposób będzie toczyło się postępowanie. I można powiedzieć, że jest to taki rodzaj uznania administracyjnego. Należy mieć jednak nadzieję, że to orzeczenie stworzy bufor ochronny przed zbyt dużą uznaniowością organu w toku prowadzonych postępowań podatkowych – dodaje dr Remigiusz Stanek.
Jak zaznacza ekspert z Kancelarii Ars AEQUI, poruszona przez NSA kwestia dotyczy spraw proceduralnych odnoszących się do przebiegu konkretnej sprawy. Zatem trudno się spodziewać tzw. ugruntowanej linii orzeczniczej czy też stosowania powołanej wykładni w sposób automatyczny w znacznej liczbie postępowań. Jednak z zadowoleniem należy przyjąć to, że podatnik w toku postępowań podatkowych musi mieć zapewnione prawo udowodnienia swoich racji. Ekspert przestrzega jednak przed nadmiernym optymizmem czy też przyjmowaniem taktyki polegającej na zarzucaniu organów wnioskami dowodowymi, tylko w celu uzyskania efektu w postaci ich oddalenia. Takie działania nie będą chronione i mogą być traktowane jako swoiste nadużycia prawa procesowego.
Wspólne sprawozdanie EUIPO i EPO pokazuje, że przedsiębiorstwa europejskie będące właścicielami praw własności intelektualnej mają średnio o 20% wyższe przychody na pracownika niż firmy, które nie posiadają takich praw.
Przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej również wypłacają swoim pracownikom wysokie wynagrodzenie (o 19% wyższe niż przedsiębiorstwa, które nie posiadają praw własności intelektualnej).
Prawie sześć na dziesięć dużych przedsiębiorstw w Europie posiada prawa własności intelektualnej, jednak tylko 9% MŚP w regionie posiada patent, zarejestrowany wzór lub znak towarowy.
W Polsce 10,1% MŚP posiada jedno z trzech praw własności intelektualnej.
Z nowego badania opublikowanego dziś przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) i Europejski Urząd Patentowy (EPO) wynika, że przedsiębiorstwa będące właścicielami co najmniej jednego patentu, zarejestrowanego wzoru lub znaku towarowego generują średnio o 20% wyższe przychody na pracownika niż przedsiębiorstwa, które nie są właścicielami żadnego z tych praw własności intelektualnej. Ponadto stwierdzono, że przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej wypłacają średnio o 19% wyższe wynagrodzenia niż inne przedsiębiorstwa.
Badanie to, zatytułowane „Prawa własności intelektualnej a wyniki przedsiębiorstw w UE”, potwierdza silny, pozytywny związek między posiadaniem przez przedsiębiorstwo różnych rodzajów praw własności intelektualnej a jego wynikami gospodarczymi. Jeżeli chodzi o indywidualne prawa własności intelektualnej, własność patentów, przy o 36% wyższych przychodach na pracownika i o 53% wyższych płacach, wykazuje najsilniejszy związek z wynikami przedsiębiorstwa w porównaniu z przedsiębiorstwami, które nie są właścicielami żadnych praw własności intelektualnej, wyprzedzając własność zarejestrowanych wzorów (o 32% wyższe przychody i o 30% wyższe płace) oraz znaków towarowych (o 21% wyższe przychody i o 17% wyższe płace).
Christian Archambeau, dyrektor wykonawczy EUIPO, powiedział:
„Badanie to, będące wynikiem współpracy między EUIPO a EPO, jest kolejnym dowodem łączącym prawa własności intelektualnej z wynikami gospodarczymi. Dotyczy to zwłaszcza MŚP, które stanowią podstawę europejskiej gospodarki. W krytycznym kontekście dla większości europejskich przedsiębiorstw wyniki te podkreślają znaczenie ułatwienia małym przedsiębiorstwom ochrony ich innowacji i kreatywności za pomocą praw własności intelektualnej, co jest jednym z głównych celów naszego strategicznego planu na 2025 r.”
António Campinos, dyrektor Europejskiego Urzędu Patentowego, powiedział:
„Im silniejszy portfel praw własności intelektualnej, tym lepsze wyniki przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej nie tylko generują więcej przychodów, ale i ich pracownicy zarabiają więcej. Są to ważne sygnały dla naszej gospodarki i naszego społeczeństwa. Badanie pokazuje ponadto, że MŚP w Europie mają znaczny niewykorzystany potencjał, ponieważ widoczne jest, że mogą one w największym stopniu skorzystać na własności intelektualnej. Ponadto przedsiębiorstwa intensywnie korzystające z praw własności intelektualnej pomogły nam wyjść z kryzysu finansowego z 2008 r., dlatego też jestem głęboko przekonany, że innowacje przyczynią się do przezwyciężenia skutków COVID-19 w Europie”.
Nowe badanie dostarcza dalszych informacji na temat znaczenia praw własności intelektualnej dla gospodarki europejskiej. Wspólne badanie EUIPO i EPO dotyczące sektorów intensywnie korzystających z praw własności intelektualnej, opublikowane w 2019 r., wykazało, że te sektory generują znaczny i rosnący odsetek działalności gospodarczej i zatrudnienia w Europie. W poprzednim badaniu przeprowadzonym przez EPO i EUIPO, opublikowanym również w 2019 r., stwierdzono, że MŚP posiadające patenty, zarejestrowane wzory lub znaki towarowe częściej niż inne przedsiębiorstwa osiągają znaczny wzrost obrotów w kolejnych latach. W ujęciu łącznym badania te przedstawiają silne indykacje na pozytywny związek między prawami własności intelektualnej a wynikami gospodarczymi zarówno na poziomie makroekonomicznym, jak i na poziomie poszczególnych przedsiębiorstw.
W badaniu wyizolowano także skutki posiadania praw własności intelektualnej po wyłączeniu innych czynników, n.p. wielkość przedsiębiorstwa lub państwa czy sektory prowadzenia działalności. Wyniki potwierdzają pozytywny związek między posiadaniem praw własności intelektualnej a wynikami gospodarczymi, z przychodem na pracownika wyższym o 55% w przypadku podmiotów będących właścicielami praw własności intelektualnej niż w przypadku podmiotów niebędących właścicielami takich praw. Ponadto analiza pokazuje, że zależność ta jest jeszcze wyraźniejsza w przypadku MŚP – te, które są właścicielami praw własności intelektualnej, uzyskują o 68% wyższe przychody na pracownika niż te, które w ogóle nie mają praw własności intelektualnej. W przypadku dużych przedsiębiorstw premia z przychodów wynosi 18%. Biorąc pod uwagę, że w badaniu stwierdzono również, że mniej niż 9% MŚP w Europie posiada jakiekolwiek z trzech rodzajów praw własności intelektualnej, w porównaniu z niemal sześcioma na 10 dużych przedsiębiorstw, zwraca się uwagę na znaczny potencjał mniejszych przedsiębiorstw w zakresie dalszego wykorzystywania praw własności intelektualnej.
Ponadto MŚP, które łączą różne prawa własności intelektualnej, uzyskują jeszcze wyższe przychody na pracownika. Małe przedsiębiorstwa, które są właścicielami zarówno patentów, jak i znaków towarowych, generują o 75% więcej dochodów, natomiast te, które mają zarejestrowane wzory i znaki towarowe, otrzymują szacunkową premię z przychodów w wysokości 84%. MŚP posiadające kombinację patentów, znaków towarowych i zarejestrowanych wzorów generują prawie dwukrotnie (o 98%) wyższe przychody na pracownika w porównaniu z przedsiębiorstwami, które nie mają żadnego z tych trzech praw własności intelektualnej.
W sprawozdaniu wykazano również, że przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej są bardziej reprezentowane w sektorach informacji i komunikacji (18% przedsiębiorstw w tym sektorze jest właścicielami praw własności intelektualnej), produkcji (14%) i innej działalności usługowej (14%), a także działalności naukowej i technicznej (13%).
Na GPW zadebiutował nowy ETF na indeks Nasdaq-100 – pierwszy polski fundusz inwestycyjny typu ETF na zagraniczny indeks
Indeks Nasdaq-100 jest indeksem grupującym 100 największych amerykańskich spółek technologicznych notowanych na giełdzie Nasdaq w USA
To piąty fundusz ETF wprowadzony przez Agiofunds, we współpracy z Beta Securities Poland na GPW i pierwszy ETF debiutujący w 2021 r.
Na Głównym Rynku GPW zadebiutował dziś fundusz Beta ETF na indeks Nasdaq-100 – Beta ETF Nasdaq-100 PLN-Hedged. Emisję funduszu przeprowadził AgioFunds TFI, oferującym i animatorem jest Dom Maklerski BOŚ, a koordynatorem inicjatywy Beta Securities Poland.
– Ostatni rok na globalnych rynkach kapitałowych pokazał, ze znaczenie segmentu ETF i funduszy pasywnych dynamicznie rośnie. W 2020 roku aktywa funduszy zarządzanych pasywnie osiągnęły poziom 8 bln USD, co oznacza wzrost o 34% rdr. Dostrzegamy ogromny potencjał segmentu ETF również na polskim rynku. Cieszymy się, że oferta GPW poszerza się o ETF na indeks Nasdaq-100, który jest jednym z najczęściej replikowanych indeksów na świecie. Nowy fundusz na indeks grupujący akcje największych amerykańskich spółek technologicznych to ciekawa alternatywa dla inwestorów szczególnie, że jest zabezpieczony w PLN, co oznacza że w jego mechanizm wbudowane jest zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym (USD/PLN) – mówi Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.
Nasdaq-100 to indeks amerykańskiej giełdy Nasdaq, w skład którego wchodzi 100 spółek głównie z branży nowych technologii. ETF Nasdaq-100 będzie pierwszym ETF-em z zabezpieczeniem ryzyka walutowego, co oznacza, że wahania kursu złotego do waluty kraju pochodzenia indeksu (w tym przypadku USD) nie mają wpływu na wartość inwestycji.
– Beta ETF Nasdaq-100 jest pierwszym funduszem na GPW, który daje inwestorom ekspozycję na amerykański „indeks technologiczny” Nasdaq. Jest to kolejny krok umożliwiający zwiększenie dywersyfikacji portfela polskich inwestorów. Co ważne, fundusz zabezpiecza ryzyko walutowe, które jest nieodłącznym elementem inwestycji na rynkach zagranicznych. Dzięki Beta ETF Nasdaq-100 inwestorzy mogą korzystać z koniunktury amerykańskiego rynku, bez ponoszenia ryzyka niekorzystnych zmian kursu USD/PLN. Zapraszamy inwestorów przyglądających się rynkowi amerykańskiemu, szczególnie jeśli do tej pory zniechęcało Was ryzyko walutowe i skomplikowane procedury jego rozliczania. Myślę, że istotne jest również to, że dzięki replikacji indeksu za pomocą kontraktów Futures, fundusz nie płaci podatków od dywidend – podkreśla Robert Sochacki, Członek Zarządu Beta Securities Poland.
Dużą szansę na zainteresowanie inwestorów nowym produktem widzi także Radosław Olszewski, Prezes DM BOŚ.
– Dzisiejszy debiut Beta ETF na Nasdaq-100 jest potwierdzeniem rosnącego zainteresowania klientów inwestycjami w instrumenty typu ETF. Cieszę się, że do dyspozycji inwestorów przekazywane są nowe, coraz ciekawsze instrumenty do inwestowania pasywnego. Beta ETF Nasdaq-100 z pewnością do tej grupy należy, gdyż pozwoli inwestorom otwierać ekspozycje na cieszący się zainteresowaniem rynek amerykański w ramach rachunków maklerskich z dostępem do GPW – mówi Radosław Olszewski, Prezes DM BOŚ. – Mając wieloletnie doświadczenie w pełnieniu funkcji zarówno oferującego jak i animatora zadbamy o jak najlepszą płynność nowego instrumentu – dodaje.
ETF, czyli Exchange Traded Fund, to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie, którego zadaniem jest odzwierciedlanie (replikacja) zachowania się danego indeksu giełdowego. Charakteryzuje się możliwością stałej (codziennej) kreacji i umarzania certyfikatów inwestycyjnych. Certyfikaty portfelowego funduszu inwestycyjnego zamkniętego, czyli w rozumieniu Regulaminu Giełdy tytuły uczestnictwa funduszu typu ETF, notowane są na warszawskiej giełdzie na zasadach analogicznych jak akcje, w szczególności można je swobodnie kupować i sprzedawać, a ich płynność wspierana jest przez animatora rynku (dom maklerski).
90 proc. pracowników tymczasowych nie przekroczyło 50 r. ż. – jedynie, co 10 osoba wybierająca tę formę zatrudnienia ma więcej niż 50 lat i najczęściej jest kobietą – wynika z raportu Grupy Progres. Bez względu na płeć, osoby po 50-tce w przyszłości mogą zdominować rynek pracy tymczasowej. Wszystko za sprawą zmian demograficznych wymuszających na pracodawcach modyfikację struktury zatrudnienia i dostosowanie jej do grupy, która obecnie jest mniejszością.
Zmiany na polskim rynku pracy związane z demografią są konieczne i nie da się ich uniknąć. W 2050 r. liczba osób w wieku 60+ wzrośnie do 13,7 mln (prognozy GUS), a te powyżej 55 r.ż. będą stanowiły połowę populacji (raport Golden Age Index 2018 PwC). Tym samym stworzą one sporą grupę ludzi aktywnych zawodowo, o których rywalizować będą firmy oferujące pracę tymczasową. Obecnie ta forma zatrudnienia – przez osoby powyżej 50 r. ż. – traktowana jest jako szansa na załatanie dziury w domowym budżecie. Szczególnie widoczne jest to w przypadku emerytów, którym pobierane świadczenia nie wystarczają na codzienne wydatki i chcąc podreperować swoją kondycję finansową decydują się na podjęcie pracy tymczasowej. Dane ZUS wykazują, że w 2020 r. średnia emerytura w Polsce wynosiła w niespełna 2500 zł brutto. Najniższa – 1200 zł brutto. Po odliczeniu kosztów związanych z opłatami mieszkaniowymi i lekami seniorom zostaje „na życie” kilkaset złotych. Tym bardziej, dodatkowe środki w budżecie stanowią mocną motywację do podjęcia pracy tymczasowej.
Proste prace, dwa razy więcej kobiet
Jak wynika z badania Grupy Progres, pracę tymczasową po 50-tce częściej wykonują kobiety. Stanowią one 69 proc. wszystkich zatrudnionych z grupy wiekowej 50+, mężczyzn jest o 38 proc. mniej (31 proc.). Dominacja pań jest widoczna nie tylko w przypadku Polaków pracjących tymczasowo w naszym kraju, ale też wśród Ukraińców czy Białorusinów. W przypadku wymienionych narodowości – średnio 7 na 10 osób wybierających tę formę zatrudnienia stanowią kobiety. Dominacja jednej płci może wynikać z liczby ofert pracy tymczasowej, które częściej skierowane są do kobiet niż do mężczyzn. Co więcej, w przypadku emerytek chęć tego typu zarobku może być spowodowana niskim świadczeniem, które otrzymują z ZUS. Według danych Eurostatu – w 2020 r. typowa wypłata emerytalna kobiety jest o prawie 19 proc. niższa niż mężczyzny.
Osoby po 50 r.ż. pracujące tymczasowo najczęściej zarabiają w szeroko pojętej branży HoReCa oraz przy prostych pracach produkcyjnych. W przypadku mężczyzn oferowane są także stanowiska tj. pracownik ochrony czy stróż, a w przypadku kobiet – opieka nad dzieckiem, osobą z niepełnosprawnością czy będącą w podeszłym wieku. Wysokość wynagrodzenia jest uzależniona od branży, formy umowy i rodzaju wykonywanej pracy, a nie wieku pracownika. Osoba starsza otrzyma tyle samo, co jej młodszy kolega wykonujący podobne czynności.
Podstawowe stawki godzinowe – w przypadku umowy zlecenia – najczęściej oscylują pomiędzy 18,30 pln brutto (najniższa krajowa) a 19,50 pln brutto. Więcej mogą zarobić wykwalifikowani i doświadczeni zleceniobiorcy, którym oferuje się nawet 25 – 30 pln brutto za godzinę. Minimalne wynagrodzenie wypłacane na podstawie umowy o pracę tymczasową wynosi 2 800 pln brutto. Osoby wybierające tę formę zatrudnienia najczęściej zarabiają od 2 800 – 3 200 pln brutto (za miesiąc), a wykwalifikowani pracownicy nawet 4 500 – 5 000 pln brutto (za miesiąc). Wymienione kwoty stanowią podstawę wynagrodzenia. Często – w przypadku pracy tymczasowej – przełożeni przyznają dodatki do wypłaty ( m.in. premie wydajnościowe, absencyjne, uznaniowe), które stanowią od kilku do kilkunastu procent podstawowego wynagrodzenia.
– Rozbieżności w zarobkach mogą wynikać z dodatków np. z premii wydajnościowych oraz rozliczeń akordowych indywidualnych lub grupowych. Ten system rozliczeń przyjmuje jednakowe kryteria dla osób w różnym wieku i zależy od indywidualnego podejścia, umiejętności, zaangażowania pracownika, a w przypadku osób starszych – również od ich możliwości fizycznych – mówi Paweł Dąbrowski, Dyrektor Zarządzający w Grupie Progres. – Jeśli chodzi o oferowane stanowiska, pracodawcy często informują, że szukają osób silnych, wytrzymałych fizycznie i z dobrymi zdolnościami manualnymi. Tego typu wymagania – z punktu widzenia pracodawcy – spełniają głównie osoby młodsze. Dla kandydatów zbliżających się do emerytury czy będących już emerytami szukamy innych zajęć, dopasowanych do nich indywidualnie i pozwalających im ustabilizować swoją sytuację finansową – podkreśla.
Potrzebna chęć 3 stron
Polacy starzeją się w szybkim tempie. Przybywa nie tylko osób z grupy 50-64 lata, ale też tych po 65 r.ż. W 1990 r. 65 lat i więcej miał co dziesiąty Polak. Teraz już co siódmy, a za 40 lat w tym wieku będzie już co trzeci z nas (prognozy GUS). Te zmiany wymuszą na pracodawcach działania związane nie tylko z dopasowaniem powierzonych zadań do możliwości danego pracownika, ale też z dostosowywaniem miejsc pracy do potrzeb osób starszych czy dopasowanie godzin pełnienia obowiązków zawodowych i przerwy do ich naturalnego rytmu pracy.
Wydaje się, że osoby z grupy 25-50 – dominujące obecnie na rynku pracy tymczasowej – mają świadomość zachodzącej ewolucji i wiedzą, że pracodawcy coraz częściej oczekują od nich otwartości na zmiany. Dlatego też ich gotowość do pracy z osobami starszymi jest naturalnym zjawiskiem na zmieniającym się rynku – 52 proc. pracowników tymczasowych wskazuje, że jest gotowa współpracować z osobami starszymi od nich, również z seniorami (raport Grupy Progres „Rynek Pracy 360 st.”). Współpraca osób w różnym wieku na ogół nie stanowi problemu. Szczególnie, jeśli zadania, które wykonują wspólnie są realizowane płynnie i w żaden sposób nie „zaburzają” całości procesu, jaki jest do wykonania na danym stanowisku. Do konfliktów dochodzi, gdy jakaś czynność liczona jest akordowo, a osoba starsza taki proces spowalnia. W takich przypadkach przełożeni starają się tak dostosować obowiązki do danej osoby, żeby w przyszłości wykonywane zadanie nie prowadziły do nieporozumień w wielopokoleniowych zespołach. Obecnie – w dużym stopniu – są one złożone z ludzi młodszych, dla których praca tymczasowa jest bardzo dobrym początkiem zawodowego startu. Osoby 50+ aktywne zawodowo w zdecydowanej większości posiadają stałe zatrudnienie. Co więcej, starsi ludzie dużo bardziej szanują pracę i traktują ją zdecydowanie poważniej niż osoby młodsze. W związku z tym, oczekują stabilności zatrudnienia i wydaje im się, że praca tymczasowa może im tej stabilności nie dać. Gdy ją podejmują, przekonują się, że jest inaczej niż myśleli.
– Pracodawcy powinni przygotować się do nadchodzącej zmiany pokoleniowej. Planowanie przyszłości w dynamicznych czasach COVID-19 wydaje się ryzykowne, jest jednak konieczne, jeśli chcemy utrzymać swoją firmę na rynku. Podstawą działań powinna być długoletnia i elastyczna strategia rozwoju organizacji, którą można skrupulatnie dostosować do zmieniającej się rzeczywistości, bacznie obserwując trendy w światowej gospodarce oraz czekające nas zmiany demograficzne – zaznacza Paweł Dąbrowski. – Na szczęście rynek pracy jest dość elastyczny i dostosuje się do starzejącego się społeczeństwa. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku wielu zawodów – kiedyś bardzo popularnych – obecnie już nieistniejących lub bardzo rzadko spotykanych. W ich miejsce pojawiają się nowe, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy, że będą potrzebne. Dlatego też jestem pewien, że polskie firmy – z tą zmianą – również bardzo dobrze sobie poradzą – podsumowuje.
24 organizacje pozarządowe działające w sektorze gospodarczym oraz 20 samorządowców podpisało się pod listem Północnej Izby Gospodarczej do Premiera Mateusza Morawieckiego. Pismo dotyczy konieczności pilnego wsparcia gmin nadmorskich oraz przedsiębiorców działających w branży turystycznej. Trwająca od marca 2020 pandemia koronawirusa w znaczącym stopniu odcisnęła negatywne piętno na całym sektorze turystyki, a trwający od kilku miesięcy lockdown pogłębia dramatyczną sytuację przedsiębiorców i gmin. – Północna Izba Gospodarcza przez wiele tygodni prowadziła rozmowy zarówno z organizacjami otoczenia biznesu jak i samorządami. Postanowiliśmy, że nasz głos musi być widoczny i słyszalny. Za nami lata budowania silnego pasa nadmorskiego i turystyki, która może konkurować z najlepszymi kurortami w Europie. Nie możemy zmarnować tego, co przez lata było budowane siłą przedsiębiorców i samorządów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
APEL SYGNOWANY PRZEZ 24 INSTYTUCJI OTOCZENIA BIZNESU ORAZ 20 SAMORZĄDÓW
W imieniu Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie przy poparciu organizacji środowiska gospodarczego Pomorza i Pomorza Zachodniego oraz samorządów naszych województw, wskazanych poniżej, pragniemy zwrócić się ze wspólnym ogromnym apelem
o wsparcie turystyki w naszym regionie. Jako środowisko gospodarcze i samorządowe bardzo aktywnie włączamy się w walkę o branżę turystyczną. Wszyscy sygnatariusze łącznie przygotowali co najmniej kilkadziesiąt apeli i pism o wsparcie do przedstawicieli rządu i organów rządowych. Opracowane wspólnie projekty konkretnych rozwiązań prawnych, administracyjnych i finansowych dedykowanych branży turystycznej i okołoturystycznej zostały również przedłożone łącznie z apelami.
W odpowiedzi uzyskanej z Departamentu Turystyki Ministerstwa Rozwoju, Pracy
i Technologii z dnia 19 stycznia 2021, znak: ID – 1463183 na pismo organizacji , występującej w imieniu szerokiego grona podmiotów – Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie z dnia 4 stycznia 2021 o wsparcie branży turystycznej w pasie nadmorskim
w kontekście uruchomienia tzw. tarczy branżowej dla gmin z południa Polski, otrzymaliśmy informację, iż „Wsparcie przewidziane uchwałą oparto o analizę ruchu turystycznego za
I kwartał z lat 2018-2020 ”. Na jej podstawie można stwierdzić, że w okresie zimowym krajowy ruch turystyczny koncertuje się w województwach, na terenie których znajdują się gminy górskie (województwo Dolnośląskie, Małopolskie, Podkarpackie i Śląskie). Średnie dane z I kwartału w ostatnich 3 latach pozwalają oszacować wielkość krajowego ruchu turystycznego na terenie tych czterech województw w sumie na poziomie około 3,8 mln, co stanowi około 40% ruchu na terenie całego kraju w tym okresie każdego roku. W tym samym okresie na terenie dwóch województw nadmorskich, tj. Pomorskiego
i Zachodniopomorskiego, odnotowywano około 1,4 mln krajowych podróży turystycznych, co stanowiło około 15% ruchu krajowego mieszkańców Polski”. Powyższa eksplanacja zawiera jednak pewne nieścisłości w przyjętej metodologii i strukturze danych analitycznych, które wpływają na ogólną różnicę w ujęciu holistycznym, zawartym w piśmie. Statystyki bowiem wyraźnie pokazują, że dysproporcje między turystyką górską i morską wynoszą 36% (województwa Dolnośląskie, Małopolskie, Podkarpackie i Śląskie) do 20% ruchu turystycznego w regionach nadmorskich. A mianowicie zestawiono cztery województwa naprzeciwko dwóm województwom. Po drugie nie uwzględniono turystów zagranicznych, a przecież turyści z Niemiec czy Skandynawii tłumnie odwiedzają nasze kurorty bez względu na porę roku.
Skala strat, o których informują na co dzień samorządowcy i przedsiębiorcy jest ogromna i nie mogła pozostawić nas obojętnymi. Ponadto warto zwrócić uwagę, że w załączniku do Uchwały Rady Ministrów z wykazem gmin, które mogą ubiegać się o pomoc z tzw. Tarczy samorządowej wymienia się także część gmin województwa opolskiego i świętokrzyskiego, a zatem beneficjentami programu jest sześć województw.
W związku z powyższym apelujemy pierwszy raz tak solidarnie wspólnie z samorządowcami, parlamentarzystami, przedsiębiorcami i organizacjami przedsiębiorców
o uruchomienie podobnego programu wsparcia w proporcjonalnym udziale finansowym do kompleksowych danych o ruchu turystycznym. Przedsiębiorcy znad morza to nie tylko
hotelarze, ale i gastronomia, rybacy, osoby zajmujące się sprzedażą pamiątek. To również małe firmy, które nie mają biznesowych alternatyw, a są regularnymi płatnikami do budżetu. Zdarzają się sytuacje, że po prostu muszą ogłosić upadłość i zwolnić pracowników. Branża hotelarska, turystyczna, a z nią usługowo – gastronomiczna bardzo silnie odczuwa skutki drugiej fali epidemii koronawirusa. Turystyka jest mocno dotknięta gospodarczymi konsekwencjami pandemii. Warunkiem przetrwania jest szybkie przedstawienie planu otwarcia gospodarki, który uzdrowi tragiczną sytuację między innymi w branży hotelarskiej, gdzie branża hotelowa traci ok. 1 mld zł miesięcznie wtedy, kiedy nie pracuje. Pas nadmorski w sezonie zimowym zapełniał się turystami z Niemiec oraz zwolennikami weekendowego wypoczynku. Obecnie największe kurorty są opustoszałe, a przedsiębiorców martwi brak rezerwacji nawet na miesiące wiosenne. Niemiecki lockdown również nie ułatwia sytuacji. Wszyscy zgodnie twierdzą, że ludzie obawiają się planować wypoczynku wielkanocnego czy majówkowego, bo nie wiadomo czy pandemia do tego czasu odpuści. Przy okazji należy wskazać, iż obecna turystyka nadmorska to nie tylko sezon letni, a tętniący życiem cały rok organizm. Obecnie w tej branży nie możemy stwierdzić, że latem ruch turystyczny ukierunkowany jest na wypoczynek nad morzem, a zimą w górach i tak sezonowo rozdzielane będzie wsparcie. Przecież latem turystów w górach również nie brakuje. Jesteśmy przeciwni różnicowaniu przedsiębiorców i regionów. Po pierwsze silna turystyka to dla nas wszystkich racja stanu. Po drugie zarówno gminy górskie jak i nadmorskie stanowią jedną Polskę .
Występując w imieniu sygnatariuszy niniejszego pisma, wspólnie jako organizacje gospodarcze, przedsiębiorcy, samorządy i obywatele, którym zależy na dobru naszej gospodarki, ochronie miejsc pracy i losie wielu rodzin, gorącoapelujemy do Pana Premiera o uwzględnienie pasa nadmorskiego w uruchamianym dla Południa Polski specjalnym programie pomocowym dla samorządów, które utraciły dochody związane z zamrożeniem turystyki.Mamy pełną świadomość jak takie wsparcie mogłoby pomóc lokalnym gminom
i przedsiębiorcom przetrwać ten trudny czas dzięki pomocy ze strony rządu. Wszyscy obecnie stanowimy jeden głos, bo turystyka to wielki i istotny sektor polskiej gospodarki, który dostarcza do polskiego budżetu znaczne środki. To sektor działający w całym kraju, w górach, nad morzem oraz na pojezierzach i niezależnie od miejsca przeżywający obecnie ogromne problemy. W naszej opinii rządowe wsparcie powinno zatem docierać do wszystkich, którzy są gospodarczymi ofiarami koronawirusa.
Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie
Hanna Mojsiuk
Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie
System raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych to kolejny efekt współpracy PKO Banku Polskiego, Krajowej Izby Rozliczeniowej i Ministerstwa Finansów w zakresie rozwoju projektów bazujących na technologii blockchain.
„Wdrożenie przeprowadzone z Ministerstwem Finansów i KIR jest precedensem w obszarze jednostek sektora publicznego w Polsce. Jako lider sektora bankowego dostrzegamy potrzebę ciągłego eksplorowania możliwości stwarzanych przez nowe technologie, co udowodniliśmy już wielokrotnie” – mówi Adam Marciniak, wiceprezes zarządu PKO BP.
Jak podkreślił, „dzięki rozwiązaniom takim jak system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych, mamy możliwość zwiększania świadomości naszych partnerów z zakresu zalet, realiów implementacji oraz praktycznych zastosowań technologii blockchain”.
Technologia blockchain służy do przechowywania oraz przesyłania informacji o transakcjach zawartych w internecie. Jest ona oparta na sieci peer-to-peer (osoba do osoby) bez komputerów centralnych, systemów zarządzających oraz weryfikujących transakcje.
Według ekspertów szacowana wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain do końca 2025 roku wyniesie 39,7 miliardów dolarów. Sektor finansowy jest jednym z największych beneficjentów praktycznego zastosowania tej technologii.
Również w Polsce pojawia się coraz więcej projektów wykorzystujących zalety blockchain. Szerszemu wykorzystaniu tej technologii w naszym kraju służy zacieśnianie współpracy między PKO BP, uznawanym za lidera innowacyjności w polskim sektorze finansowym oraz Krajowej Izby Rozliczeniowej, działającej jako hub technologiczny dla tego sektora.
Oba podmioty mają już na koncie wspólnie zrealizowane projekty w zakresie rozwoju usług na bazie blockchain Hyperledger Fabric (HLF). Dzięki tej współpracy zostały uruchomione takie narzędzia jak trwały nośnik oraz trwały nośnik 2.0, umożliwiające bezpieczne dostarczanie i przechowywanie dokumentów w sposób całkowicie cyfrowy. W listopadzie 2020 r. za sprawą: KIR, PKO Banku Polskiego, IBM, Chmury Krajowej, UKNF, Fundacji Fintech Poland oraz Fundacji Cyberium uruchomiono też pierwszą w Polsce Piaskownicę Blockchain, gdzie innowatorzy mogą w bezpiecznym środowisku nieodpłatnie testować swoje rozwiązania przed wprowadzeniem ich na rynek.
Kolejnym etapem współdziałania jest uruchomiony w grudniu 2020 r. system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych. „Wierzymy, że blockchain to technologia, której rozwój warto wspierać. Widzimy korzyści, jakie daje praktyczne zastosowanie blockchain, niezależnie od branży. Współpraca z PKO Bankiem Polskim pozwala wspólnie wyznaczać nowe standardy nie tylko dla sektora finansowego, ale dla całej gospodarki” – podkreśla Piotr Alicki, prezes zarządu KIR.
System, opracowany w ramach współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, partnerów technologicznych IBM i Coinfirm oraz w porozumieniu z Ministerstwem Finansów, zapewnia bezpieczeństwo danych dotyczących transakcji na obligacjach oszczędnościowych. Sieć utworzona na bazie technologii blockchain HLF ze względu na swoje zdecentralizowanie, gwarantuje nienaruszalność i niezmienność procesowanych danych. W oparciu o tak zbudowaną i zabezpieczoną bazę będzie możliwe generowanie raportów, opartych na aktualnych danych, przy użyciu stworzonej w tym celu aplikacji,.
„Lepsze poznanie i zastosowanie technologii blockchain otwiera drogę do szerszego jej wykorzystania w procesie sprzedaży i dystrybucji obligacji skarbowych, ale nie tylko. Uruchomienie w Ministerstwie Finansów innowacyjnego rozwiązania w zakresie pozyskiwania i raportowania danych pozwoli skutecznie wesprzeć proces zarządzania segmentem detalicznych instrumentów skarbowych. To funkcjonalne, a zarazem perspektywiczne narzędzie” – zaznacza Karol Czarnecki, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.
Pratia kontynuuje europejską ekspansję, tym razem inwestując w Bułgarii, która jest jednym z kluczowych rynków dla obszaru badań klinicznych w Europie. Obecnie oferta Pratii wchodzącej w skład Grupy NEUCA obejmuje ponad 90 dedykowanych i szpitalnych ośrodków badawczych w sześciu krajach. To czyni ją największą niezależną siecią ośrodków badawczych w Europie, która prowadzi ponad 500 badań klinicznych rocznie.
Po udanych inwestycjach w Polsce, Ukrainie, Niemczech, Hiszpanii i Czechach, Bułgaria to kolejny krok na ścieżce międzynarodowej ekspansji Pratii oraz kamień milowy w realizacji strategii ułatwiania dostępu do nowoczesnych terapii pacjentom na całym świecie. Najnowsza inwestycja w Bułgarską sieć Clinical Research Union obejmuje 18 doświadczonych ośrodków badawczych, z których 13 to ośrodki znajdujące się w szpitalach.
„Wierzymy, że doświadczone zespoły, komplementarny zakres geograficzny i szeroka gama obszarów terapeutycznych wzmacniają wartość, którą możemy zaoferować naszym pacjentom oraz klientom, zarówno z branży farmaceutycznej, jak i CRO. Jako jedna organizacja połączona technologiami cyfrowymi będziemy kontynuować nasze założenia, aby poszerzać dostęp do badań klinicznych” – mówi Łukasz Bęczkowski, Dyrektor Operacyjny Pratia.
„Jestem przekonany, że połączenie Bułgarskiej sieci Clinical Research Union
z największą w Europie niezależną siecią ośrodków badań klinicznych pozwoli wykorzystać potencjał tkwiący w bułgarskiej wiedzy rynkowej połączonej z unikalnymi modelem działania i ofertą. Nasze podejście, stawiające pacjenta w centrum działań okazało się bardzo skuteczne i pomogło nam osiągnąć pozycję lidera w Bułgarii. Chcemy kontynuować tą sprawdzoną strategię i ulepszać ją, dzięki doświadczeniu Pratii i jej rozwiązaniom cyfrowym” – komentuje Martin Kosturski, CEO Clinical Research Union JSCo.
Pratia działa w unikalnym modelu prowadzenia badań w różnorodnych typach ośrodków – od dedykowanych własnych ośrodków ambulatoryjnych poprzez ośrodki hybrydowe współpracujące ze szpitalami, po wyspecjalizowane ośrodki badań onkologicznych, będące flagowym elementem sieci. Pratia prowadzi badania w szerokim zakresie dziedzin terapeutycznych, w tym onkologii, hematoonkologii, szczepionek, chorób zakaźnych i autoimmunologicznych. Natomiast podstawowym elementem integracji procesów działania ośrodków w Pratia jest cyfrowa platforma do zarządzania i prowadzenia badań klinicznych – system hyggio.
„Jesteśmy świadomi cyfrowej rewolucji, jaka dokonuje się na rynku badań klinicznych. Pratia ma ambicję zmienić paradygmat organizacji badań klinicznych zarówno
z perspektywy sponsorów, jak i pacjentów. Uruchomienie wspólnego CTMS, eSource
(z pełnym zakresem elektronicznej dokumentacji medycznej) oraz funkcje zdalnego monitorowania są już wdrażane w naszych europejskich ośrodkach. Będziemy nadal rozwijać telemedycynę, dającą możliwość prowadzenia wirtualnych badań, urządzenia zdalnego monitoringu pacjenta (tzw. werables) i wiele innych rozwiązań, które zmienią nasz dzisiejszy sposób myślenia o badaniach klinicznych.” – mówi Tomasz Dąbrowski, Prezes Zarządu Pratia. „Inwestycja Pratii w ośrodki bułgarskie rozszerza nasz międzynarodowy hybrydowy model i jest zgodna z naszym rozumieniem transformacji branży. Jeśli chcemy zbudować „nieskończoną” organizację, ważne jest, aby tworzyć ją z odpowiednimi i wszechstronnymi ludźmi. Jestem przekonany, że razem z Martinem Kosturskym i jego wyjątkowym, pełnym pasji Zespołem możemy zadbać o lepszą przyszłość naszych Pacjentów.”
3 lutego 2021 r. lutego Rada Wykonawcza Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) przyjęła coroczny raport z przeglądu gospodarki Polski w ramach artykułu IV Statutu MFW.
MFW pozytywnie ocenia stan polskiej gospodarki oraz reakcję rządu na pandemię COVID-19.
Fundusz podkreśla, że zmniejszenie długu publicznego w relacji do PKB w ostatnich latach, umożliwiło polskiemu rządowi przygotowanie skutecznej odpowiedzi na kryzys.
– Cieszy mnie pozytywna ocena dotycząca stanu polskiej gospodarki, a w szczególności ta dotycząca stanu finansów publicznych i wysiłku związanego z redukcją długu publicznego w ostatnich latach. Co ważne, Fundusz dobrze ocenia rządowe działania antykryzysowe oraz potwierdza naszą zdolność fiskalną do dalszego wspierania firm i gospodarstw domowych oraz wzrostu wydatków na cele zdrowotne – powiedział minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.
Fundusz przewiduje spadek Produktu Krajowego Brutto (PKB) o 3,4 proc. w 2020 r. oraz odbicie gospodarki od II kw. 2021 r. wraz z poprawą dostępności szczepionki przeciwko COVID-19. Wolniejsze tempo wzrostu w I kw. 2021 r. ograniczy wzrost PKB w tym roku do 2,7 proc. Wzrost PKB w 2022 r. szacowany jest na 5,1 proc.
W ocenie MFW dotychczasowe działania władz w związku z pandemią uchroniły gospodarkę i wiele firm przed masowymi bankructwami i wzrostem bezrobocia. Polska dysponuje przestrzenią fiskalną, aby zapewnić wsparcie firmom i gospodarstwom domowym oraz finansować ochronę zdrowia.
Według Funduszu, po opanowaniu pandemii polityka władz powinna być bardziej ukierunkowana na realokację i wzmacnianie zasobów (w tym siły roboczej) potrzebnych do powrotu do silnego wzrostu sprzed pandemii. Pod tym względem środki z budżetu UE dostępne w ramach nowej perspektywy finansowej będą odgrywały istotną rolę w pobudzaniu aktywności gospodarczej, oraz transformacji cyfrowej i energetycznej w kierunku zielonej gospodarki.
Zdaniem MFW Polska jest dobrze przygotowana do okresu ożywienia. Realizacja programów wsparcia przebiegała zasadniczo szybko i skutecznie, co powinno pomóc w ograniczeniu długoterminowych skutków pandemii dla gospodarki.
Raport Funduszu zwraca uwagę na to, że zmniejszenie długu publicznego w relacji do PKB w ostatnich latach umożliwiło rządowi skuteczną odpowiedź na kryzys. MFW przewiduje, że dług publiczny pozostanie stabilny w średnim okresie, a wydatki związane z kryzysem zwiększyły deficyt budżetowy do 8,4 proc. PKB w 2020 r. W perspektywie średniookresowej Fundusz przewiduje jego spadek do ok. 3,2 proc. PKB.
Popularne powiedzenie mówi, że „jak nas widzą, tak nas piszą”. Nabiera ono szczególnego znaczenia w przypadku działalności biznesowej – od wizerunku firmy i marki w dużej mierze zależy jej „być albo nie być” na rynku. Nie może być to byle jaki wizerunek – każda świadoma firma powinna dążyć do posiadania spójnego, perfekcyjnie dopasowanego do swojego charakteru i oczekiwań odbiorców wizerunku. Realizację tego celu zapewni prawidłowo stworzona identyfikacja wizualna.
Czym jest identyfikacja wizualna i jakie elementy obejmuje?
Wprowadzenie na rynek nowej marki stanowi nie lada wyzwanie. Coraz większa konkurencja panująca w niemal każdej branży sprawia, że nawet oferowanie najlepszego produktu lub usługi nie jest wystarczające, aby od razu mówić o sukcesie. Kluczem w dążeniu do niego jest umiejętne wyróżnienie się na tle konkurencji, które zapewni nic innego, jak prawidłowo skomponowana identyfikacja wizualna. Jej tworzeniem w profesjonalnym wydaniu zajmują się agencje brandingowe, do których należy specjalista w tym zakresie BRANDGLOW. Bazowa identyfikacja wizualna obejmuje takie elementy, jak m. in.: nazwa firmy, logo, kolory firmowe oraz typografia.
Identyfikacja wizualna, określana także mianem tożsamości wizualnej, to zbiór elementów, najczęściej graficznych, za pomocą których marka lub firma wysyła określone komunikaty odbiorcom jej usług. Niezwykle istotne jest, aby cała identyfikacja wizualna była spójna, a poszczególne składające się na nią elementy prawidłowo współgrały między sobą oraz wzajemnie się wzmacniały. Spójny przekaz wizualny wzbudza bowiem w odbiorcach zaufanie, gdyż klienci mają wrażenie, że dana oferta jest wiarygodna, bezpieczna i wysokiej jakości, warto więc z niej skorzystać. Identyfikacja wizualna skutecznie wspiera budowanie świadomości marki, gdyż odwołuje się do emocji oraz skojarzeń odbiorców, a te są jednymi z najsilniejszych czynników decydujących o sukcesie działań promocyjnych.
Jak stworzyć kompletną i spójną identyfikację wizualną?
Tworzenie od podstaw systemu identyfikacji wizualnej nie jest łatwym i szybkim zadaniem. Wymaga nie tylko sporej dozy zaangażowania, czasu i energii, ale także posiadania profesjonalnej wiedzy, znajomości rynku oraz specjalistycznych umiejętności. Najlepszym rozwiązaniem jest więc zlecenie jej wykonania profesjonalnemu studiu brandingowemu, które specjalizuje się głównie w tym zakresie. Takim podmiotem jest Brandglow, który zadba o nadanie marce odpowiedniej oprawy wizualnej, pozwalającej jej skutecznie odkryć przed odbiorcami swój wyjątkowy charakter.
Rozpoczęcie prac nad identyfikacją wizualną poprzedza dokładne badanie firmy – agencja brandingowa uważnie zapoznaje się z jej historią i misją, wartościami do zakomunikowania klientom, grupą docelową oraz aspektami, którymi firma wyróżnia się na tle konkurencji. Następnie opracowywana jest zgodna z wszystkimi tymi czynnikami identyfikacja wizualna, która pozwoli na skuteczne budowanie rozpoznawalności wśród odbiorców oraz umożliwi firmie wyróżnienie swojej działalności na tle konkurencji.
InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej, skorzystała z prawa poboru i objęła wszystkie akcje przypadające spółce w wyniku realizacji prawa poboru w ramach publicznej emisji SoftBlue. Udział jest potwierdzeniem strategicznej współpracy obu podmiotów – ze względu na pokrewny profil działalności, firmy planują wspólną realizację projektów.
InventionMed objęło całość przysługujących jej akcji serii F, tj. na 19 mln akcji serii F po cenie emisyjnej 0,22 zł za jedną akcję, tj. za łączną kwotę 4,18 mln zł. Środki na ten cel pochodzą z pożyczki udzielonej przez prezesa zarządu spółki.
– Zrealizowana transakcja to kolejny krok do zacieśnienia współpracy pomiędzy InventionMed i SoftBlue i formalne potwierdzenie naszych wspólnych planów biznesowych. Wierzymy, że połączenie sił dwóch firm o komplementarnych profilach działalności wpłynie na szybszy rozwój obu podmiotów – mówi Tomasz Kierul, prezes InventionMed.
SoftBlue jest głównym akcjonariuszem InventionMed. Spółka posiada łącznie ponad 25 mln akcji, co stanowi ponad 50 proc. wszystkich akcji InventionMed. Decyzję o skupie akcji podjęto z uwagi na pokrewny profil działalności obu firm oraz wspólnie prowadzone projekty.
InventionMed planuje budowę „Wirtualnego szpitala”, czyli Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej.
Średnio miesiąc może czekać na zapłatę firma z sektora MŚP, zanim zacznie tracić płynność finansową. Ale aż 17 proc. z nich traci grunt pod nogami już po upływie 10 dni – wynika z badania „Jak MŚP korzysta z windykacji” na zlecenie firmy Kaczmarski Inkasso. W pandemii zatory płatnicze przybrały na sile, a przedsiębiorcy nie radzą sobie z samodzielnym odzyskiwaniem należności. Jednak tylko część z nich decyduje się na skorzystanie z windykacji polubownej.
Płynność finansowa to duże wyzwanie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które zwłaszcza w dobie COVID-19 mocno odczuwają kolejne lockdowny i ograniczenia w gospodarce. Mniejsza sprzedaż i kurcząca się liczba zleceń powodują, że na firmowych kontach liczy się każda złotówka. Według najnowszej edycji badania „KoronaBilans MŚP”, prowadzonego cyklicznie od początku pandemii przez Krajowy Rejestr Długów, już tylko 37 proc. firm pozytywne ocenia swoją aktualną sytuację finansową. To o 12 pp. mniej niż w poprzedniej edycji sondażu. O 14 pp. – do 30 proc. – zwiększyła się natomiast grupa przedsiębiorców niezadowolonych ze swojego położenia, a 40 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji ekonomicznej w najbliższych trzech miesiącach.
Jedna czwarta faktur przeterminowana
Badanie zrealizowane przez Instytut Mands dla firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso daje kompleksowy obraz tego, jak małe i średnie firmy radzą sobie z odzyskiwaniem należności od kontrahentów nie tylko w czasie pandemii.
Badani przedsiębiorcy deklarowali, że w ciągu ostatnich 2 lat skierowali do profesjonalnej windykacji od 1 do 500 faktur. Najwięcej z nich (85 proc.) przekazało do 50 spraw, a 42 proc. – od 1 do 10. Więcej niż 51 oddało 15 proc. firm. Każdą przeterminowaną fakturę przekazuje do odzyskania zaledwie 15 proc. MŚP.
Polskie MŚP wystawiają w ciągu miesiąca od 3 do 2500 faktur, średnio jest ich 90. Zdecydowana większość (74%) wysyła kontrahentom co najmniej 21 takich dokumentów. Niestety ci często nie płacą za towary i usługi w ustalonym czasie, co jest bolączką wielu MŚP. W 64 proc. firm faktury opłacane po terminie stanowią 1/4 spośród wszystkich wystawianych średnio w ciągu miesiąca. W przypadku ponad 1/3 przedsiębiorstw odsetek ten jest wyższy i sięga 50 proc. Z problemem spóźnionej zapłaty za towary i usługi za połowę faktur borykają się tylko pojedyncze firmy.
– Dla wielu przedsiębiorstw już kilkudniowy poślizg w płatnościach oznacza zachwianie płynności finansowej. Małe i średnie firmy nie tworzą rezerw pieniężnych, bo w przeciwieństwie do korporacji, nie mają na to środków. To, co zarobią, przeznaczają na bieżącą działalność lub inwestują w rozwój. Dlatego każde wahanie stanu konta odczuwają bardzo mocno. Jaskrawo widać to też w naszym badaniu – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Próg bólu finansowego
Przedsiębiorcy wskazują bowiem, że negatywny wpływ na ich działalność ma płatność opóźniona już o 21-30 dni. Ocenia tak 43 proc. z nich. Dla 1/3 z nich poziom wrażliwości finansowej jest niższy i wynosi maksymalnie 20 dni. Co 4. zaczyna odczuwać brak zapłaty dopiero po miesiącu. Żadna z badanych firm nie przekazuje do windykacji faktur przeterminowanych o kilka dni.
52 proc. respondentów decyduje się na przekazanie spraw firmie windykacyjnej dopiero w momencie, kiedy samodzielne próby odzyskania należności nie przynoszą efektu. Połowa wykonuje ten krok, jeśli nieopłacona faktura opiewa na wysoką kwotę. Natomiast 47 proc. MŚP zwraca się do profesjonalistów, gdy opóźnienie w spłacie jest dłuższe niż kilkadziesiąt dni.
Prawie 40 proc. MŚP szuka wsparcia w firmach windykacyjnych, gdy próby skontaktowania się z dłużnikiem spaliły na panewce. 29 proc. kieruje sprawy do windykacji, kiedy relacje z kontrahentami stają się napięte. Co 5. przedsiębiorcę skłania do tego chęć jak najszybszego odzyskania pieniędzy, a 17 proc. opóźnienie w spłacie dłuższe niż kilkanaście dni. Co ciekawe, tylko 1 proc. zleca odzyskanie należności profesjonalistom, aby odciążyć własnych pracowników.
Jak trwoga to do negocjatora
– Dla niewielkich firm nawet dwie, trzy niezapłacone faktury to już próg bólu. Zaczynają tracić płynność finansową i za chwilę same mogą stać się dłużnikiem. Dlatego nie można czekać, trzeba działać od razu. Gdy kontrahent nie reaguje na ponaglenia, należy skierować należności do profesjonalnej windykacji. Samodzielne dochodzenie zapłaty jest niekomfortowe i wymaga znajomości prawa oraz technik negocjacyjnych. Firma windykacyjna ma te kompetencje i wie, jak polubownie doprowadzić do spłaty zadłużenia, a przy tym nie zepsuć kontaktów pomiędzy partnerami biznesowymi – wyjaśnia Jakub Kostecki.
Jednak zanim przedsiębiorcy zdecydują się na współpracę z firmą windykacyjną, podejmują działania na własną rękę. 3/4 wysyła wezwania do zapłaty lub samodzielnie negocjuje spłatę (60 proc.). Tylko 13 proc. mówi, że nie wykonuje żadnych kroków, tylko oddaje przeterminowaną należność do firmy windykacyjnej.
Badanie „Jak MŚP korzysta z windykacji” zostało przeprowadzone przez Instytut Badawczy Mands na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w grudniu 2020 r. na reprezentatywnej grupie 300 małych i średnich przedsiębiorstw, które w ostatnich dwóch latach korzystały z usług firm windykacyjnych. Ankietę zrealizowano metodą CAWI/CATI.
W 2020 r. w Polsce zarejestrowano prawie 12 tys. nowych sklepów internetowych, a ich liczba na początku stycznia 2021 wynosiła w sumie blisko 44,5 tys. – o 21,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednak obecność w Internecie nie jest automatyczną gwarancją sukcesu. W ciągu 2020 r. 5,6 tys. sklepów internetowych zawiesiło działalność, z czego na rynek wróciło tylko 1,2 tys.
Miniony rok dla wielu firm upłynął pod znakiem znacznego ograniczenia lub nawet całkowitej utraty dochodów i groźby bankructwa, ale również gwałtownego rozwoju technologicznego oraz przenoszenia działalności do Internetu. Zresztą dla części firm zintensyfikowanie lub uruchomienie działań online było kwestią być albo nie być.
Coraz mniej sklepów stacjonarnych
Naturalnym wynikiem ograniczeń wprowadzonych w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się pandemii COVID-19 było ogromne wzmożenie ruchu w sklepach internetowych. Według raportu ExpertSender „Zakupy online w Polsce 2020” 80 proc. Polaków z dostępem do Internetu robi tą drogą zakupy, z czego 50 proc. wydaje na nie ponad 300 zł miesięcznie.
Jednocześnie od kilku lat systematycznie spada liczba sklepów stacjonarnych. Jak wynika z danych agencji badawczej Bisnode A Dun & Bradstreet Company w 2020 rok polscy przedsiębiorcy zawiesili blisko 19 tys. działalności związanych z detaliczną sprzedażą prowadzoną w sklepach, co stanowi ponad 7 proc. wszystkich sklepów stacjonarnych na rynku. Tylko w pierwszych dwóch tygodniach 2021 roku Polacy zamrozili działalność kolejnych 1,3 tys. sklepów stacjonarnych. Największy odsetek zawieszonych działalności dotyczy sprzedawców owoców i warzyw – aż 14 proc. ze wszystkich działających na rynku sklepów. W obecnej niepewnej sytuacji e-handel pozostaje szansą na stabilność i zachowanie ciągłości funkcjonowania.
I coraz więcej sklepów internetowych
W 2020 r. liczba sklepów internetowych w Polsce wzrosła w sumie o 7,8 proc. – zarejestrowano 11,8 tys. nowych sklepów, ale ponad 5,6 tys. zawiesiło działalność, z czego 1,2 tys. wróciło na rynek, a ponad 4 tys. zostało wykreślonych z rejestru. Na początku stycznia w Polsce było zarejestrowanych prawie 44,5 tys. sklepów internetowych – o 21,5 proc. więcej niż rok wcześniej.
Niektórzy pewnie myślą, że sprzedawanie przez Internet to bardzo prosta sprawa – mówi Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender – Wystarczy założyć sklep z użyciem któregoś z darmowych narzędzi, ewentualnie dodać jeszcze konto w mediach społecznościowych i gotowe. Ale to nieprawda. Konkurencja w Internecie jest ogromna i szybko rośnie, a potencjalni i obecni klienci są dosłownie bombardowani ofertami różnych marek we wszystkich kanałach komunikacji. Gracze, którzy nie zadbają o dobrą i odpowiednio ukierunkowaną reklamę ani o lojalność swoich odbiorców, nie utrzymają się na rynku. Najważniejszą rzeczą jest trafienie z przekazem do odpowiedniej grupy docelowej – niezbędne jest ustalenie, do kogo chcemy trafić, gdzie tego kogoś znaleźć i jak skutecznie przyciągnąć jego uwagę. Kluczem do tego jest rzetelna analiza informacji o naszych odbiorcach.
Do sukcesu niezbędne jest zrozumienie potrzeb klientów
Już 15 proc. ankietowanych przez ExpertSender chciałoby móc odebrać zakupy w sklepie stacjonarnym, ale nie mają potrzeby oglądania towaru na miejscu. Jednak nadal dla 64 proc. respondentów istotna jest możliwość obejrzenia wybranych towarów „na żywo” przed podjęciem decyzji o zakupie online.
Rozwijanie sklepów internetowych i przerzucanie do nich budżetów ze sklepów stacjonarnych – szczególnie w czasach pandemii koronawirusa – jest rozwiązaniem, które ma przyszłość, a rynek e-handlu nadal będzie rósł – dodaje Krzysztof Jarecki, CEO z ExpertSender – Jednak nie ma wątpliwości, że po zniesieniu obostrzeń i końcu pandemii tempo jego rozwoju spadnie, a część osób wróci do robienia zakupów stacjonarnie. Firmy, które wiążą swoją przyszłość z e-commerce, muszą postawić na budowanie bazy lojalnych klientów i na nowoczesne rozwiązania, takie jak automatyzacja i wielokanałowość marketingu.
Dane cytowane w tekście pochodzą z badania Bisnode a Dun & Bradstreet Company. Celem analizy była odpowiedź na pytania o aktywność biznesową kobiet względem zajmowanego stanowiska, działalności w branży, wielkości firmy i geolokalizacji. Analizie poddano dane z blisko 550 tysięcy firm. Przywołane dane obejmują okres trzech ostatnich lat: 2020 / 2019 / 2018.
Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., podpisała list intencyjny z EKIPA S.A. w sprawie połączenia spółek. Liderem i pomysłodawcą EKIPY jest Youtuber Karol Friz Wiśniewski.
Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. oraz EKIPA S.A. (w trakcie zmiany na EKIPA HOLDING S.A.) podpisały list intencyjny, zgodnie z którym postanowiły podjąć negocjacje w sprawie połączenia obu spółek. Planowanym sposobem połączenia jest połączenie poprzez przejęcie, tj. przez przeniesienie całego majątku EKIPA S.A. jako spółki przejmowanej na Emitenta jako spółki przejmującej w zamian za wydanie dotychczasowym akcjonariuszom EKIPA S.A. akcji Emitenta. Głównym celem połączenia jest wykorzystanie wzajemnie uzupełniających się kompetencji, posiadanego doświadczenia oraz efektów synergii, co ma umożliwić stworzenie silnego podmiotu działającego w branży nowoczesnych mediów, który posiada status spółki publicznej. Zarząd Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. jest przekonany, że potencjalna fuzja obu podmiotów wpłynie pozytywnie na rozwój spółek oraz na wzrost ich wartości.
„Jesteśmy bardzo zadowoleni z podpisania listu intencyjnego w sprawie połączenia z EKIPA S.A. Podmiot ten działa w branży nowoczesnych mediów i realizuje bardzo wiele interesujących i perspektywicznych projektów. EKIPA S.A. budzi ogromne zainteresowanie wśród inwestorów giełdowych, więc cieszymy się, że to właśnie z naszą spółką zdecydowali się dokonać połączenia i w ten sposób stać się spółką publiczną. Wierzymy, że fuzja spółek przyniesie istotne korzyści zarówno samym spółkom, jak również i ich akcjonariuszom.” – komentuje Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A.
Spółki ustaliły zgodnie, że określą warunki współpracy, które zostaną spisane w Term Sheet (porozumienie w sprawie podstawowych warunków współpracy) do dnia 19 marca 2021 roku.
EKIPA S.A. posiada kompetencje i doświadczenie w zakresie e-commerce głównie w zakresie projektowania, budowy, wdrożenia, rozwoju i marketingu platform e-commerce. Intensywny rozwój struktury spółki o partnerów z dużym doświadczeniem w realizacji i dystrybucji gier oraz produkcji muzycznej, filmowej i animacji, rozszerzył horyzont działań w branżach rozrywkowych. W oparciu o innowacyjną własność intelektualną, spółka rozpoczęła pracę nad kilkoma wysokobudżetowymi projektami skierowanymi do różnorodnych grup docelowych, także na rynek globalny. Dzięki synergii doświadczenia realizacyjnego i świadomości trendów rozpoczęto pracę nad grami, serialami oraz innymi projektami audiowizualnymi, które pod względem skali już na wczesnym etapie rozwoju produkcji znacząco wykraczają ponad krajowe standardy.
Liderem i pomysłodawcą EKIPY jest Youtuber Karol Friz Wiśniewski, który dysponuje bogatą wiedzę o rynku influencerskim. Materiały wideo wszystkich twórców EKIPY w serwisie YouTube wygenerowały za okres ok. 1 roku ponad 1,5 mld wyświetleń.
Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od listopada 2012 r. Jej głównym akcjonariuszem jest notowana na rynku NewConnect Spółka JR HOLDING ASI S.A., która posiada akcje stanowiące 68,79% udziału w jej kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA.
Pod koniec grudnia 2020 r. po polskich drogach jeździło 18 875 elektrycznych samochodów osobowych (ECV = BEV + PHEV)[1].
Tylko w ubiegłym roku przybyło 8 099 takich nowych samochodów.
Nabywcy instytucjonalni odpowiadają za 85,4% rejestracji nowych samochodów elektrycznych w kraju. W tej grupie prym wiodą leasingodawcy, którzy zarejestrowali ponad połowę wszystkich nowych aut elektrycznych, nabytych przez firmy w 2020r.
Głównym odbiorcą nowych samochodów na polskim rynku są przedsiębiorcy – w 2020 roku zarejestrowali oni 72,6% nowych samochodów osobowych (311 tys. sztuk)[2]. Nabywcy instytucjonalni w największym stopniu odpowiadają także za rejestracje samochodów z napędem elektrycznym (samochody elektryczne ECV = BEV + PHEV). W 2020 roku zarejestrowali oni 6 914 nowych elektrycznych samochodów osobowych, z czego 51,6% pojazdów zarejestrowały firmy leasingowe, firmy CFM i rent a car, 35,1% dealerzy lub inni sprzedawcy, 6,9% importerzy, natomiast za 6,4% rejestracji odpowiadają pozostałe firmy.
„Leasing jest obecnie najpopularniejszą formą finansowania zakupów samochodów elektrycznych. Aby zwiększyć udział takich pojazdów na naszych drogach, przedstawiciele Związku Polskiego Leasingu uczestniczą w konsultacjach prowadzonych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) w zakresie wypracowania nowego systemu dystrybucji dopłat do samochodów elektrycznych. Atrakcyjny system zachęt pozwoli zwiększyć liczbę aut elektrycznych, a tym samym pozytywnie wpłynie na środowisko naturalne” – powiedział Paweł Pach, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.
Firmy rejestrują nowe pojazdy, a konsumenci samochody używane
Analizując rejestracje samochodów elektrycznych pod względem rodzaju nabywcy, w 2020r. nabywcy instytucjonalni odpowiadali za rejestracje 85,4% nowych pojazdów tego typu i 18,6% rejestracji pojazdów używanych sprowadzonych w tym czasie do Polski. Odmienna proporcja jest widoczna w przypadku wyborów klientów indywidualnych – w ubiegłym roku zarejestrowali oni 81,4% używanych samochodów elektrycznych zza granicy i zaledwie 14,6% nowych pojazdów z napędem elektrycznym.
Wykres nr 2:Rejestracje nowych elektrycznych samochodów osobowych w 2020r. Struktura według rodzaju nabywcy. Dane PZPM na podstawie CEP.
„Napędy niskoemisyjne z miesiąca na miesiąc zyskują coraz większą popularność. Bardzo cieszy fakt, że rosnącą grupę nabywców właśnie takich pojazdów stanowią klienci instytucjonalni. Oznacza to, że firmy aktywnie włączyły się w proces poprawy klimatu. Należy jedna zauważyć, że choć w Polsce liczba stacji ładowania przypadająca na jeden samochód jest duża – i wciąż rośnie – jednak ich ilość nie pozwala na komfortowe przemieszczanie się samochodem elektrycznym po polskich drogach. A jest to istotne z punktu widzenia użytkownika samochodu firmowego, który podróżując służbowo jeździ dużo po całym kraju i powinien mieć możliwość szybkiego naładowania samochodu. Mamy nadzieję, że wraz z wprowadzaniem nowych zachęt do zakupu samochodów niskoemisyjnych – zwłaszcza przez firmy – sukcesywnie będzie rosła ich flota ale także liczymy na to, że znacząco wzrośnie liczba stacji ładowania” – powiedział Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Jak wygląda park samochodów elektrycznych?
Według stanu na koniec 2020 r. po polskich drogach jeździło 18 875 elektrycznych samochodów osobowych, z których 53% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV)– 10 041 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV) – 8 834 szt. (46,8%).
Wykres nr 3: Stan parku elektrycznych samochodów osobowych (ECV=BEV+PHEV). Wstępny szacunek PZPM na podstawie CEP na koniec 2020r.
[1] Samochody elektryczne ECV = BEV + PHEV, gdzie BEV (ang. battery electric vehicles) (w tym EREV) to samochody w pełni elektryczne, a PHEV (ang. plug-in hybrid electric vehicles) to hybrydy plug-in-.
Jigsaw, podmiot należący do Google, który odpowiada za prognozowanie pojawiających się zagrożeń w sferze cyfrowej i przeciwdziałanie takim zagrożeniom, ogłosił, że Perspective, darmowy interfejs API na licencji Open Source, który stosuje uczenie maszynowe do wykrywania toksycznych komentarzy, obecnie przetwarza 500 milionów zgłoszeń dziennie i w wymierny sposób ogranicza toksyczność treści w celu ulepszenia komunikacji w sieci na szeroką skalę. W trzecim wydaniu czasopisma online „The Current”, opublikowanym dzisiaj, szczegółowo omówiono kwestię nieustannej i wyniszczającej toksyczności w Internecie oraz rolę, jaką narzędzia uczenia maszynowego, takie jak Perspective, mogą odegrać w jej zredukowaniu.
Uruchomiony w 2017 roku w celu zwalczania toksycznych treści w Internecie i nękania, Perspective ocenia komentarze w oparciu o ich przewidywany wpływ na rozmowę i pomaga platformom internetowym w utrzymywaniu sekcji komentarzy, jako przestrzeni do ciekawych i produktywnych rozmów.
„Toksyczność w internecie jest wszechobecnym problemem, który niewspółmiernie wpływa na marginalizowane grupy, zagraża niezależnemu dziennikarstwu i wypiera wolność wyrazu i zdrową komunikację – powiedział Jared Cohen, dyrektor generalny Jigsaw. – Nasi partnerzy zauważyli wymierne obniżenie toksyczności na swoich platformach, co pozwala im na stworzenie bezpieczniejszej przestrzeni wymiany poglądów przez użytkowników. Angażujemy się we współpracę z partnerami i instytucjami naukowymi w celu nieustannego trenowania naszych modeli, co pozwala na jeszcze lepszą identyfikację toksyczności i równoczesne minimalizowanie stronniczości oraz wspieranie zdrowej komunikacji”.
Jigsaw zbudował Perspective z wykorzystaniem modeli opracowanych przy współpracy z zespołem Counter Abuse Technology w Google i obecnie umożliwia różnorodnym platformom tworzenie bezpiecznej przestrzeni dialogu, przy zastosowaniu wielu funkcji:
Informacja dla komentujących: Perspective może przekazywać komentującym informacje zwrotne dotyczące potencjalnej toksyczności ich treści w czasie rzeczywistym, co wywołuje znaczące rezultaty:
Coral by Vox Media, wiodące forum dyskusyjne wykorzystywane przez przedstawicieli świata mediów na całym świecie, stosuje tę funkcję w celu umożliwienia komentującym zmianę sformułowania ich treści przed publikacją. Kontrolowane badanie przeprowadzone przez McClatchy wykazało, że 40 procent użytkowników zmieniło swoje komentarze w odpowiedzi na informację zwrotną;
OpenWeb, wiodąca platforma społecznościowa skierowana do odbiorców publikowanych treści, którą odwiedza ponad 100 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie, zastosowała tę funkcję po przeprowadzeniu badania OpenWeb, w ramach większego badania Jigsaw, które wykazało, ze spośród wszystkich komentujących, którzy zmienili formę językową komentarza, 44,7 % komentujących zastąpiło lub usunęło obraźliwe zwroty, a 7,6 % zdecydowało się na całkowite przeredagowanie swoich komentarzy.
Wsparcie moderatorów: Perspective również służy jako wsparcie dla moderatorów w wydajniejszej pracy i obniżeniu toksyczności na ich platformach:
„The New York Times” opracował narzędzie Moderator wykorzystujące Perspective do priorytetowego traktowania komentarzy przesłanych do moderacji przez człowieka i zatwierdzania tych, które najprawdopodobniej pomyślnie przejdą weryfikację przeprowadzoną przez człowieka. Stosując Perspective, The Times zwiększył liczbę artykułów, które mogły być otwarte dla komentujących, co pozwala na dostarczenie czytelnikom szerszego i bardziej zróżnicowanego wyboru artykułów z otwartą sekcją komentarzy;
FACEIT, jedna z największych platform gamingowych w Europie, stosuję ocenę toksyczności Perspective do udzielania ostrzeżeń i blokowania dostępu użytkownikom, którzy mogą zwrócić się do moderatora o ostateczną weryfikację decyzji. Na skutek tej moderacji w czasie rzeczywistym, FACEIT odnotował obniżenie liczby nieodpowiednich komentarzy o 20 procent;
Cofina, portugalska spółka medialna, była w stanie ograniczyć moderację przez człowieka o 60 %, oszczędzając swojemu zespołowi co najmniej 2 godziny dziennie pracy po zintegrowaniu Perspective z ich systemem CMS w celu moderacji komentarzy w ich dziennikach sportowych i finansowych.
„API Perspective ogromnie poprawił nasze możliwości wykrywania toksycznych treści w komentarzach. Sprawiło to, że działania naszych moderatorów są bardziej skuteczne i wydajne, a od wdrożenia tego narzędzia, mogliśmy zwiększyć liczbę artykułów z możliwością komentowania o około jedną trzecią” – Marcia Loughran, Community Editor, „The New York Times”.
„Praca z Perspective umożliwiła nam promowanie pozytywnych interakcji pomiędzy setkami dynamicznych i zaangażowanych społeczności i dziesiątkami milionów użytkowników. Rozwiązania są eleganckie i bezproblemowe oraz wspierają naszą wizję wyższej jakości zaangażowania i ograniczenia toksyczności” – Nadav Shoval, dyrektor generalny i współzałożyciel OpenWeb.
„W Coral skupiamy się na ułatwieniu i przyspieszeniu podstawowych działań moderatorów. Perspective pomaga nam poprzez identyfikację komentarzy w kilku językach, które wymagają podjęcia bezzwłocznych działań. Współpraca z zespołem Perspective w realizacji tej misji układa się świetnie” – Andrew Losowsky, dyrektor Coral by VoxMedia.
„Zintegrowaliśmy Perspective z naszym systemem CMS w celu moderowania komentarzy w naszych dziennikach sportowych i finansowych. Obniżyliśmy moderację przez człowieka o 60 %. Oszczędzamy co najmniej dwie godziny dziennie i jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników. Poprawiło to również jakość komentarzy na naszych stronach internetowych i zaangażowanie użytkowników” – Nuno Alves, dyrektor ds. technicznych online, Cofina Media.
„W FACEIT realizujemy misję bezpośredniego rozwiązywania problemu toksyczności i nękania w świecie gier. Z naszą rozrastającą i zmieniającą się społecznością graczy, musieliśmy zbudować skuteczne rozwiązania, stosowane na szeroką skalę. Perspective dostarczył nam doskonałego modelu toksyczności, który zastosowaliśmy jako podstawę do stworzenia naszego silnika przeznaczonego do przeciwdziałania toksyczności” – Maria Laura Scuri, dyrektor ds. analityki biznesowej, FACEIT.
Poprzez partnerstwa, Jigsaw wytrenował Perspective w nowych językach, stawiając ten model uczenia maszynowego na lepszej pozycji do poprawy komunikacji online na skalę światową – jest obecnie dostępny w języku angielskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim, włoskim i portugalskim. Partnerzy Perspective to, m.in, El Pais, Le Monde, Cofina i wielu innych wydawców, którzy rozumieją znaczenie dobrej jakości komunikacji na swoich platformach, w różnych językach.
Jigsaw również nieustannie współpracuje z partnerami w celu opracowania sposobów na niwelowanie stronniczości w uczeniu maszynowym. Dodatkowe informacje na temat ostatnich badań Jigsaw znajdują się tutaj.
Dodatkowe informacje na temat Perspective i możliwości wypróbowania tego narzędzia znajdują się w trzecim wydaniu The Current.
Jigsaw
Jigsaw jest podmiotem należącym do Google, który prognozuje pojawiające się zagrożenia i im przeciwdziała, tworząc definiujące naszą przyszłość badania i technologie, ukierunkowane na poprawę bezpieczeństwa naszego świata.
Zmiany w obszarze sektora handlowego wymuszają rosnącą profesjonalizację aktorów uczestniczących w wymianie handlowej. Profesjonalizacja ta zakłada między innymi konieczność wprowadzenia kodowania towarów zgodnie ze standardami, w celu automatyzacji procesu identyfikacji w całym łańcuchu dostaw. Standaryzacja opiera się przede wszystkim na zastosowaniu kodów kreskowych, które powinny być umieszczane na produktach, czy opakowaniach w zgodzie z normami GS1. Kody kreskowe są nanoszone (w przeważającej liczbie przypadków) na etykietę samoprzylepną, która z kolei jest aplikowana bezpośrednio na produkt. Oczywiście istnieją również sposoby nanoszenia kodów bezpośrednio na produkt (głównie przy pomocy laserów do znakowania), jednak takie techniki sprawdzają się głównie w przemyśle metalowym, motoryzacyjnym, obronnym, czy lotniczym.
Kody kreskowe drukuje się z wykorzystaniem specjalistycznych urządzeń- drukarek kodów kreskowych, zwanych również drukarkami etykiet. Te maszyny pozwalają na zadruk rolek z etykietami samoprzylepnymi. Pracują one z bardzo dużą szybkością, zadrukowują materiał (etykiety) zarówno papierowy, jak i foliowy. Istnieją dwie główne metody samego druku- druk termiczny oraz druk termotransferowy. Metoda termiczna jest metodą tańszą ze względu na brak konieczności stosowania taśm do druku. Mankamentem tej metody jest stosunkowa niska trwałość wydruku, co determinuje ograniczone zastosowanie takiego procesu(głównie do obszaru logistyki). Druk termotransferowy (TTR) to druk o większej trwałości, co daje możliwość do zastosowania tak wydrukowanych etykiet nawet w środowisku przemysłowym. Do uzyskania dobrego wyniku takiego druku konieczne jest zastosowanie odpowiedniej taśmy transferowej.
Aplikacja zadrukowanych etykiet- duży potencjał do automatyzacji
Sam wydruk etykiety samoprzylepnej, choć bardzo ważny, nie stanowi końca procesu etykietowania. Niezmiernie ważną czynnością jest również samo naniesienie etykiety na produkt, który ma być nią oznaczony. W przypadku etykietowania w środowisku logistycznym, czy produkcyjnym niezmiernie ważnym staje się czas samej aplikacji etykiet. Ręczne nanoszenie etykiety sprawdza się w przypadku małych ilości dziennych, czy godzinowych. W przypadku tysięcy, czy nawet setek tysięcy etykiet na godzinę konieczne staje się zautomatyzowanie tego procesu poprzez użycie automatycznych aplikatorów etykiet. W przypadku zastosowania aplikatorów wraz z drukarką, mówimy o systemach print and apply (wydrukuj i zaaplikuj). W przypadku automatyzacji procesu etykietowania możliwym staje się nie tylko osiągnięcie dużej szybkości druku i aplikacji, ale również podniesienie precyzji tego procesu, co bywa kluczowe w procesie nanoszenia mikro etykiet na wyroby elektroniczne, czy części samochodowe.
HKK- Twój ekspert w obszarze etykiet i etykietowania
Poznańskie integrator systemów automatycznej identyfikacji już od ponad 25 lat wspiera Klientów w optymalizacji procesów logistycznych i produkcyjnych, oferując kompleksowe rozwiązania do profesjonalnego znakowania towarów.
Etykieta samoprzylepna to pomocne narzędzie, wykorzystywane do znakowania towarów czy usprawniania procesów logistycznych. Jakie jest jej inne zastosowanie? Jakie rodzaje etykiet samoprzylepnych wyróżniamy?
Etykieta samoprzylepna — co to takiego?
Etykieta samoprzylepna to nalepka, która składa się z kilku warstw. Pierwsza z nich to materiał zewnętrzny, użytkowy. Wykonany jest z wysokiej jakości tworzywa, aby nie uległ zniszczeniu w procesie jej nanoszenia, a także wraz z upływem czasu. Druga warstwa to klej. Ostatnia stanowi nośnik etykiety i jest wykonana z silikonu.
Etykiety samoprzylepne dostępne są w formie arkuszy lub zwoju. Wybór postaci nośnika zależy od naszych preferencji oraz zasobów czasowych do jego zainstalowania. Etykieta dostępna w zwoju wymaga przycięcia. Pojedyncze arkusze mogą zostać od razu naniesione np. na produkt.
Rodzaje etykiet samoprzylepnych
Etykiety samoprzylepne mogą być jedno lub kilkuwarstwowe. Jeśli zdecydujemy się na zakup wielowarstwowych nośników, należy pamiętać, że one również mają swój podział. Wyróżnia się:
etykiety booklet — to książeczka zalaminowana od góry,
etykiety sandwich — silikonowe nalepki składające się z dwóch warstw,
etykiety typu peel off — nalepki wykonane na grubszym papierze, które można otworzyć.
Wierzchnią warstwę etykiety samoprzylepnej wielowarstwowej stanowi zwykle papier o zróżnicowanym kolorze (zwykle neutralnym, aby informacje wydrukowane na etykiecie były widoczne). Do tworzenia zewnętrznej warstwy nośników używa się też innych materiałów, np. aluminium, laminatu czy innych tworzyw sztucznych.
Podczas wyboru materiału na etykietę, ważna jest jego trwałość, a także drukowność, czyli łatwość umieszczenia na nim informacji przy użyciu drukarki.
Etykieta samoprzylepna — zastosowanie
Zastosowanie etykiet samoprzylepnych jest wszechstronne. Używa się ich najczęściej w takich branżach jak logistyka, transport czy spedycja. Ponadto mają one zastosowanie w handlu. W branży spożywczej korzysta się z etykiet, które powstały przy pomocy druku fleksograficznego. Jest to ekonomiczna metoda druku cechująca się średnią jakością. Bazuje na ciekłych farbach, które szybko zasychają. Metodę offsetową druku, czyli druk wysokiej jakości oparty na utrwaleniu farby za pomocą polimeryzacji, stosuje się w kosmetyce i kosmetologii. W obu tych dziedzinach ważna jest jakość i precyzja druku.
Etykiety samoprzylepne wykorzystuje również branża chemiczna, a także farmaceutyczna. Dziedzin, które doceniają zastosowanie etykiet samoprzylepnych, jest znacznie więcej.
Jak dobrać etykietę do naszych potrzeb?
Dobór etykiety samoprzylepnej wymaga określenia jej przeznaczenia. Gdy już wiemy, gdzie etykieta będzie stosowana, możemy wybrać jej rozmiar, materiał, a także odpowiedni klej. Dopiero na tym etapie zyskamy pewność, że wydrukowana etykieta spełni swoje zadanie. Na szczęście możliwość łączenia różnych materiałów i wzorów jest duża, dlatego łatwo jest wybrać właściwe tworzywo do naszych potrzeb.
Blockchain jest kojarzony głównie z kryptowalutami, znajduje jednak coraz więcej zastosowań, m.in. w finansach i bankowości. Do 2025 roku wartość rynku produktów i usług bazujących na tej technologii ma sięgnąć prawie 40 mld dol. W Polsce blockchain wchodzi właśnie w etap rozwoju i implementacji nowych rozwiązań. W połowie listopada 2020 roku KIR wraz z partnerami uruchomił cyfrową piaskownicę dla start-upów i firm, które mogą w bezpiecznych warunkach przetestować swoje rozwiązania. To pierwszy tego typu projekt w Polsce, który ma przyspieszyć wdrażanie innowacji opartych na tej technologii.
– Blockchain jest nieodłącznym elementem cyfryzacji. W dobie pandemii wszystkie przedsiębiorstwa musiały się przestawić na procesy cyfrowe. W Polsce technologia blockchain wyszła z fazy raczkowania i obecnie intensywnie się rozwija. Pandemia tylko przyczyniła się do przyspieszenia tempa tego rozwoju – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Wetoszka, dyrektor Biura Inicjatyw i Projektów w KIR.
Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To rozproszona, zdecentralizowana baza danych oparta na algorytmach i kryptografii. Jej podstawowym elementem jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych operacjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa: łańcuch bloków). Informacji zapisanych w tej technologii nie da się zmodyfikować ani sfałszować – wszystkie wprowadzane zmiany są widoczne dla pozostałych użytkowników. Cały system jest też odporny na cyberataki – szacuje się, że aby złamać zabezpieczenia blockchainu, potrzebna byłaby moc obliczeniowa równa połowie całego internetu.
Blockchain po raz pierwszy został wykorzystany w kryptowalutach, ale obecnie technologia ta znajduje coraz więcej zastosowań w sektorze finansów i poza nim. Według portalu Statista do 2025 roku wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain może sięgnąć 39,7 mld dol.
– Rok 2020 pokazał nam, że większość obszarów naszego biznesu przenosi się do świata wirtualnego. Dlatego szukamy rozwiązań, które z jednej strony są nowoczesne technologicznie, a z drugiej – bezpieczne także w obszarach mocno regulowanych. Blockchain jest taką technologią – mówi Dorota Dublanka, prezes Fundacji KIR na Rzecz Rozwoju Cyfryzacji CYBERIUM. – Dlatego podjęliśmy decyzję o zaangażowaniu w jej propagowanie i prezentowanie możliwości, jakie stwarza start-upom, korporacjom, organizacjom pozarządowym, małym i średnim firmom. Chcemy przekonać je, że jest to technologia bezpieczna, gwarantująca rozwój i umożliwiająca budowanie nowatorskich, bezpiecznych projektów przyszłości.
Obecnie blockchain jest komercyjnie wykorzystywany głównie przez banki do wdrażania tzw. trwałego nośnika. Według ekspertów z KIR wypracowanie kolejnych, użytecznych zastosowań tej technologii to tylko kwestia czasu. Na drodze stoi jednak szereg barier, dotyczących np. świadomości, niezbędnej mocy obliczeniowej czy bezpiecznego środowiska do testowania nowych rozwiązań. Dlatego w połowie listopada KIR wraz z grupą firm i instytucji, które działają na rzecz rozwoju polskiego sektora technologicznego, uruchomił Sandbox Blockchain, czyli tzw. cyfrową piaskownicę technologiczną, gdzie każda firma może przetestować swoje pomysły bazujące na tej technologii.
– Platforma Sandbox Blockchain to rozwiązanie technologiczno-biznesowe. Pozwala start-upom, jak również dużym firmom rozwijać swoje produkty oparte na technologii blockchain. Wspólnie z naszymi partnerami pomagamy im nie tylko pokonywać bariery technologiczne, lecz także wspieramy kompetencyjnie w obszarach biznesowych czy prawnych – wskazuje Michał Wetoszka.
Piaskownica blockchain to darmowe i bezpieczne środowisko testowania innowacji, które ma przyspieszyć ich wdrażanie. Jest to pierwszy w Polsce projekt tego typu.
– Głównym celem jest popularyzacja technologii blockchain w Polsce, wsparcie procesu innowacyjności w tym obszarze i budowanie kompetencji. Polska ma bardzo duży potencjał, jeśli chodzi o inżynierów, ale ta technologia wciąż jeszcze nie rozwinęła się tak, jak by mogła – mówi dyrektor Biura Inicjatyw i Projektów w KIR.
Do projektu Sandbox Blockchain mogą się zgłaszać zarówno start-upy, jak i duże podmioty komercyjne czy organizacje, które chcą rozwijać nowe produkty lub usługi oparte na technologii blockchain, ale nie dysponują odpowiednim środowiskiem testowym.
– Nie ograniczamy się do branży finansowej. Chcemy zbudować jak największą liczbę usług opartych na blockchainie. Już w 2017 roku zaczęliśmy tworzyć takie rozwiązania i największą barierą, jaką zidentyfikowaliśmy, było właśnie postawienie niezbędnej infrastruktury. Mamy nadzieję, że Sandbox Blockchain przyczyni się do rozwoju tej technologii w Polsce – mówi Michał Wetoszka.
– Mamy partnerów biznesowych, którzy z jednej strony gwarantują nam dotarcie do różnych grup odbiorców w ramach tego projektu, a z drugiej mają niesamowitą wiedzę technologiczną i zasoby – mówi Dorota Dublanka. – KIR i Fundacja CYBERIUM pełnią rolę koordynatora inicjatywy. To właśnie KIR zapewnia środowisko testowe oraz wsparcie technologiczne. PKO Bank Polski odpowiada za proces akceleracji, tzn. naboru i selekcji start-upów do projektu. IBM jest naszym partnerem technologicznym odpowiadającym za udostępnienie rozwiązań technologicznych opartych na technologii Hyperledger Fabric. Chmura Krajowa zapewnia w pełni zautomatyzowaną platformę udostępnioną w modelu platform as a service. Komisja Nadzoru Finansowego i Fundacja FinTech Poland zapewniają z kolei wsparcie regulacyjne i prawne.
Piaskownica technologiczna umożliwia uczestnikom testowanie rozwiązań blockchainowych opartych na technologii Hyperledger Fabric (HLF), rozwijaną przez Linux Foundation. Dlatego wśród głównych partnerów projektu jest koncern IBM. Technologia HLF spełnia rygorystyczne wymogi dotyczące m.in. terytorialności danych, co pozwala na zaprojektowanie nowych produktów i usług w takim standardzie, który będzie akceptowalny dla podmiotów z silnie regulowanych branż, np. bankowości.
Choć projekt jest w początkowej fazie naboru, już teraz do uczestniczenia w nim zgłosiły się firmy z różnych branż i sektorów. To m.in. spółki zajmujące się energetyką, logistyką, sprzedażą czy obsługą finansową, dostawca rozwiązań z zakresu bezpiecznego obiegu dokumentów i poufnej komunikacji, firma obsługująca sektor bankowy czy start-up oferujący usługi i systemy IT dla firm.
Do piaskownicy zgłosiły się także zagraniczne podmioty, w tym amerykańska spółka obsługująca systemy płatności, brytyjski start-up działający w obszarze telemedycyny oraz międzynarodowa firma oferująca usługi związane z zarządzaniem m.in nieruchomościami, opieką zdrowotną, handlem detalicznym i turystyką.
– Do udziału w projekcie zapraszamy wszystkie podmioty funkcjonujące na rynku: małe, średnie i duże firmy, organizacje pozarządowe, firmy z długoletnią tradycją i firmy, które dopiero powstały, firmy z różnych sektorów naszej gospodarki. Jest to projekt bezpłatny i dostępny dla każdego – podkreśla Dorota Dublanka. – Firmy zainteresowane testowaniem technologii HLF zapraszamy na kolejny webinar – tym razem w języku angielskim – który odbędzie się 3 marca o godz. 11.00. Więcej informacji o planowanym wydarzeniu i Sandbox Blockchain znajdzie się na naszej stronie: https://www.sandboxblockchain.pl/wydarzenia.
– Przygotowywana nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa może być niezgodna z unijnym prawem – ocenia prof. Maciej Rogalski z Uczelni Łazarskiego. Chodzi m.in. o ograniczanie dostawcom sprzętu, którzy decyzją ministra zostaną wykluczeni z rynku, możliwości jej zaskarżenia. Prawnicy wskazują, że przyjęcie ustawy w obecnym kształcie wywoła spór z instytucjami i organami UE, który najprawdopodobniej znajdzie finał w Trybunale Sprawiedliwości. Ewentualna przegrana może powodować konieczność odwrócenia tych przepisów, co pociągnie za sobą ogromne straty finansowe w polskim budżecie. Z kolei na niezgodność projektowanych regulacji z polskimi przepisami prawnymi wskazuje Rządowe Centrum Legislacyjne.
– W noweli ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa z 20 stycznia br. występuje co najmniej kilkanaście postanowień, które mogą być uznane za niezgodne z prawem unijnym. Nie jest to tylko pogląd mój czy innych prawników analizujących przepisy tego projektu, ale także Rządowego Centrum Legislacji, które z kolei wskazuje na niezgodność niektórych przepisów z regulacjami krajowymi. Chodzi w dużej części o te same zapisy, które zostały już krytycznie ocenione podczas konsultacji społecznych poprzedniej wersji noweli – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego, wspólnik w Kancelarii Rogalski i Wspólnicy.
Ustawa o KSC to obowiązujący od 2018 roku, pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący obszaru cyberbezpieczeństwa. Rząd od przeszło pół roku szykuje jej nowelizację, która będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz kształt całego rynku telekomunikacyjnego. Dlatego prawnicy, eksperci i stowarzyszenia oraz wszystkie podmioty z branży telekomunikacyjnej uważnie śledzą te plany.
Pierwszy projekt nowelizacji pojawił się już we wrześniu ub.r., ale wywołał duże kontrowersje, m.in. ze względu na szereg niezgodności z międzynarodowymi i unijnymi przepisami. W toku konsultacji publicznych ponad setka podmiotów zgłosiła do niego wówczas łącznie ok. 750 uwag. Nowy projekt, który pojawił się 20 stycznia br. i trafił już do Komitetu Rady Ministrów ds. Cyfryzacji oraz ds. Europejskich, uwzględnił je tylko w bardzo ograniczonym stopniu.
– Zmieniono wprawdzie niektóre regulacje, ale w taki sposób, że nadal budzą one wątpliwości. Przykładem może być konstrukcja prawna oceny dostawców sprzętu. Decyzja w tej sprawie – wydawana przez ministra właściwego do spraw informatyzacji – nie musi zostać uzasadniona pod względem faktycznym, jeżeli tak uzna wspomniany minister, kierując się ogólnymi przesłankami. Podlega ona jednak natychmiastowej wykonalności, której nie może wstrzymać nawet sąd. Jeżeli podmiot niezgadzający się z jej treścią zaskarży taką decyzję, to jego sprawa jest rozpatrywana na posiedzeniu niejawnym. To znaczy, że nie uczestniczy on w sądzie w rozpoznawaniu swojej sprawy. Natomiast wyrok wraz z uzasadnieniem jest doręczany wyłącznie ministrowi. Skarżącemu doręcza się tylko niepełnie uzasadnienie – tłumaczy rektor Uczelni Łazarskiego.
Jak podkreśla, taka konstrukcja prawna jest sprzeczna z całym szeregiem regulacji UE i aktów międzynarodowych. Dotyczy to m.in. art. 41 ust. 1-2 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, zgodnie z którą każdy ma prawo do bezstronnego i sprawiedliwego rozpatrzenia swojej sprawy, prawo każdego do bycia wysłuchanym i prawo do dostępu do akt jego sprawy. Na administrację z kolei narzuca ona obowiązek uzasadniania swoich decyzji. Zapisy projektu noweli ustawy o KSC w obecnym kształcie są też wątpliwe z punktu widzenia Europejskiej konwencji praw człowieka.
– Zgodnie z tą konwencją, aby proces został uznany za sprawiedliwy, strona musi zostać poinformowana o powodach, na których władze i sądy krajowe opierają swoje decyzje. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w swoim orzecznictwie wskazuje, że państwa członkowskie UE są zobowiązane do „zapewnienia, aby ich władze wyjaśniały decyzje wpływające na korzystanie z praw podstawowych, które zostały zagwarantowane jednostkom w traktatach”. Prawo do zaskarżenia niekorzystnej decyzji wynika także z przepisów regulujących dostęp do wymiaru sprawiedliwości zawartych w art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności – wymienia prof. Maciej Rogalski.
Rektor Uczelni Łazarskiego wskazuje, że przyjęcie noweli w obecnym kształcie może wywołać spór z instytucjami i organami Unii Europejskiej, który najprawdopodobniej znalazłby finał w unijnych sądach.
– To może mieć poważne konsekwencje. Komisja Europejska może skierować sprawę do Trybunału Sprawiedliwości. Jeżeli jego wyrok będzie niekorzystny dla Polski, wówczas decyzje wydane na podstawie wadliwych przepisów będą musiały być uchylone i przywrócone do stanu poprzedniego. W praktyce może to oznaczać, że po kilku latach decyzje będą uchylane ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami prawnymi i finansowymi, np. roszczeniami przeciwko Skarbowi Państwa ze strony podmiotów, w stosunku do których decyzje były wydawane wadliwie – przestrzega wspólnik w Kancelarii Rogalski i Wspólnicy.
Na wady prawne noweli uwagę zwróciło również Rządowe Centrum Legislacji. W swojej opinii wysłanej premierowi wskazuje m.in. niezgodność jej zapisów z ustawą Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi oraz ustawą o ochronie informacji niejawnych. W ocenie RCL projektowane przepisy wymagają ponownej analizy i korekty.
– Sposób „naprawy” tych przepisów jest banalnie łatwy. Po prostu należy zastosować tu przepisy, które obowiązują już od wielu lat, tj. przepisy przewidujące doręczenie uzasadnienia wyroku, jawność postępowania czy możliwość wstrzymania wykonalności wyroku przez sąd. Dokładnie o tym samym pisze zresztą w swoich uwagach do noweli Rządowe Centrum Legislacji – mówi prof. Maciej Rogalski.
Pandemia COVID-19 sprawiła, że galerie handlowe, supermarkety czy zakłady produkcyjne muszą pracować w ścisłym reżimie sanitarnym i zachowywać rygorystyczne standardy higieny. Pociągnęło to za sobą duży wzrost zapotrzebowania na profesjonalne usługi sprzątania i dezynfekcji. W czasie recesji firmy przywiązują jednak coraz większą wagę do zwiększania wydajności, zatem takie usługi muszą być skuteczniejsze od tradycyjnych metod utrzymania czystości. Dlatego w branży czystości coraz większą rolę zaczynają odgrywać automatyzacja i nowe technologie, czyli tzw. koncepcja Cleaning 4.0.
– W czasie COVID-19 widzimy intensywny wzrost zapotrzebowania na usługi czystości, przy jednoczesnym nacisku na aspekty ekologiczne i zapewnienie zgodności z rygorami sanitarnymi. Klienci oczekują, że firmy świadczące usługi czystości będą zwracać zdecydowanie większą uwagę na bezpieczeństwo osobiste pracowników i osób przebywających na terenie użytkowanych obiektów. Znacząco wzrosło też zainteresowanie m.in. usługami profesjonalnej dezynfekcji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Chodacz, prezes Seris Konsalnet Cleaning.
Jak wskazuje, duży wzrost zapotrzebowania na nowoczesne usługi utrzymania czystości jest widoczny zwłaszcza w branży przemysłowej, logistycznej i handlu. W związku z pandemią pojawiło się też nowe zapotrzebowanie na usługi dezynfekcji dużych powierzchni i obiektów takich jak galerie handlowe, supermarkety, zakłady produkcyjne czy magazyny. W związku z reżimem sanitarnym muszą one bowiem spełnić restrykcyjne standardy bezpieczeństwa i higieny pracy, aby zapobiec zakażeniom i rozprzestrzenianiu się pandemii.
– Nakładają się na to także czynniki związane z osłabieniem gospodarczym. Firmy muszą dziś intensywniej badać ponoszone koszty stałe, m.in. w obszarze zarządzania obiektami. Dlatego potrzebują zwiększenia wydajności i efektywności kosztowej usług wspierających utrzymanie budynków, nieruchomości, powierzchni przemysłowych, magazynowych czy sklepowych. To stanowi duże wyzwanie m.in. dla facility managerów czy zespołów administrujących stałym nadzorem nad utrzymaniem tych obiektów – wyjaśnia Andrzej Chodacz.
Jednocześnie firmy unowocześniają swój sposób działania, automatyzują coraz więcej procesów i szukają partnerów biznesowych, którzy będą w stanie ich w tym realnie wesprzeć. Ważny jest też fakt, że coraz więcej podmiotów tworzy strategie zrównoważonego rozwoju, w których definiują m.in. sposoby na ochronę środowiska, zmniejszenie ilości odpadów i ścieków, co wzmacnia także efektywność kosztową. Dlatego rośnie zainteresowanie automatyzacją usług sprzątania, które są bezpieczniejsze i bardziej wydajne od tradycyjnych metod utrzymania czystości. Co ważne, rozwiązują wiele dotychczasowych problemów – w tym zgodności z wymogami certyfikatów ochrony środowiska i bezpieczeństwa pracy ludzi. Wykorzystanie robotyzacji redukuje ryzyka i obniża zapotrzebowanie na środki czystości, co daje realne oszczędności.
– Od wielu lat posiadamy w Grupie Seris Konsalnet spółki świadczące usługi utrzymania czystości – mówi Tomasz Wojak, prezes zarządu Seris Konsalnet Holding SA. – W dyskusjach na temat przyszłości jesteśmy zgodni w zarządzie firmy, że rynek tych usług się zmienia i będzie się zmieniał dynamicznie w najbliższych latach, nie tylko z powodu rozwoju technologii, ale też rosnących kosztów pracy oraz zmieniających się oczekiwań klientów. Sądzimy, że tak jak zmienia się sposób sprzedaży towarów, tak samo ewoluować będzie biznes usługowy. Zbudowaliśmy więc silny, profesjonalny zespół, z którym stworzyliśmy strategię na kolejne lata. Zakłada ona postępującą digitalizację procesów sprzedaży i obsługi klienta. Dalszy rozwój oparty na technologiach przyjaznych środowisku i człowiekowi to obowiązkowy element strategii każdej nowoczesnej firmy i zgodnie z takimi wartościami zamierzamy działać w kolejnych latach.
– Wyznaczamy trend, który zmieni oblicze branży czystości poprzez robotyzację, automatyzację z wykorzystaniem digitalnych narzędzi nadzoru, komunikacji w bliskiej współpracy z klientami. Uważamy przy tym, że jest to najlepszy kierunek rozwoju branży usług czystości – dodaje Andrzej Chodacz.
Grupa Seris Konsalnet jest liderem polskiego rynku usług ochrony, a do jej klientów należą m.in. największe sieci handlowe, banki, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, obiekty strategiczne, firmy przemysłowe oraz jednostki wojskowe. W procesie konsolidacji – przeprowadzonej w ramach grupy kilka miesięcy temu – powstała też spółka Seris Konsalnet Cleaning, która świadczy profesjonalne usługi utrzymania czystości w branży B2B. Nowy podmiot chce zaznaczyć swoją obecność na rynku, oferując usługi zautomatyzowane i oparte na nowych technologiach, czyli odpowiadające koncepcji Cleaning 4.0.
– To połączenie nowoczesnych, zaawansowanych technologii, monitoringu, mapowania pomieszczeń, programowania robotów sprzątających, szkolenia ekip nadzorujących oraz monitorowanie wykonanej pracy. Wszystko to w celu podniesienia wydajności, konkurencyjności i wygody klienta w trudnym dla wszystkich okresie COVID-19 i wykorzystania tego, czego nas nauczyła pandemia, również po jej zakończeniu – mówi prezes Seris Konsalnet Cleaning.
Od 12 lutego rząd warunkowo poluzuje kolejne obostrzenia. Działalność będą mogły wznowić m.in. hotele, kina, teatry czy stoki. Wciąż jednak zamknięte pozostają m.in. restauracje i branża fitness. To zła wiadomość dla przedsiębiorców, którzy już od miesięcy nie czerpią przychodów z działalności. Coraz więcej branż przygotowuje się więc do pozwania Skarbu Państwa za wprowadzone restrykcje. Zdaniem prawników przedsiębiorcy w sądach mają duże szanse na wygraną, choć – z uwagi na postępowanie prowadzone w Trybunale Konstytucyjnym – takie sprawy najprawdopodobniej będą ciągnąć się miesiącami do czasu jego zakończenia.
– Przedsiębiorcy mogą kierować roszczenia w stosunku do Skarbu Państwa, jeżeli zostali dotknięci wprowadzonymi zakazami. Kluczowy jest tu przepis art. 417 z indeksem 1 Kodeksu cywilnego, który stanowi, że jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie aktu normatywnego, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności tego aktu m.in. z Konstytucją – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Kopij, adwokat z Kancelarii Kopij Zubrzycki.
Na początku stycznia jedna z kancelarii prawnych w imieniu firm z branży turystycznej, skupionych w Turystycznej Organizacji Otwartej, skierowała pierwszy zbiorowy pozew przeciw Skarbowi Państwa za straty poniesione w wyniku ograniczeń wprowadzonych w ramach walki z koronawirusem, domagając się 141 mln zł odszkodowania.
Podobne działania podejmują lub zapowiadają m.in. hotelarze, restauratorzy, branża fitness, właściciele klubów i dyskotek czy obiektów rozrywkowych, którzy organizują się w mediach społecznościowych i zgłaszają do kancelarii prawnych. W sądzie chcą dowieść, że lockdown i ograniczenia w działalności gospodarczej – wprowadzone w drodze rządowych rozporządzeń zamiast przewidzianego w Konstytucji stanu klęski żywiołowej – były bezprawne.
– Uważam, że z uwagi na skalę naruszeń konstytucyjnych są podstawy zarówno do pozwów zbiorowych, jak i do pozwów indywidualnych, a przy tym spore szanse na powodzenie. Naturalnie przy założeniu, że zostaną wykazane pozostałe przesłanki odpowiedzialności odszkodowawczej – zastrzega Paweł Kopij.
Na przestrzeni ostatnich kilku tygodni co najmniej dwa Wojewódzkie Sądy Administracyjne – w Opolu i Warszawie – orzekły już, że tak daleko idące ograniczenia praw i wolności konstytucyjnych mogą nastąpić jedynie w drodze ustawy i wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, a nie w drodze rozporządzenia Rady Ministrów. W efekcie sądy cofnęły kary nałożone przez sanepid za nieprzestrzeganie obostrzeń.
Problematyczny dla przedsiębiorców i reprezentujących ich kancelarii może być jednak fakt, że premier Mateusz Morawiecki we wrześniu skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności art. 417 Kodeksu cywilnego w zakresie, w którym uprawnia on sądy do decydowania, czy akt prawny był zgodny z Konstytucją.
– Ta kwestia do tej pory nie budziła większych wątpliwości, a nawet była przedmiotem rozważań trybunału, który w 1998 roku w wydanym przez siebie postanowieniu ocenił, że z uwagi na podstawową rangę przepisu rozporządzenia ocena jego konstytucyjności i legalności może być dokonywana przez sądy powszechne w ramach spraw indywidualnych, które te sądy będą rozpoznawały. Natomiast odmienne stanowisko w tej sprawie mają premier i pani marszałek Sejmu, którzy złożyli do Trybunału Konstytucyjnego wnioski o stwierdzenie niekonstytucyjności tego przepisu. Zdaniem wnioskodawców monopol na tego typu orzeczenie miałby mieć tylko trybunał – tłumaczy adwokat.
Jak podkreśla, może to opóźnić roszczenia kierowane przez przedsiębiorców przeciwko Skarbowi Państwa.
– Nie wnikając w to, jakie rozstrzygnięcie może zapaść przed trybunałem, dla przedsiębiorców jest to o tyle zła wiadomość, że ich roszczenia w sądach trafią do zamrażarki. Sądy najpewniej będą zawieszały te postępowania do czasu wydania wyroku dotyczącego wniosków premiera i pani marszałek, które zostały połączone do wspólnego rozpoznania. Nie wiadomo, kiedy to nastąpi – mówi Paweł Kopij.
Adwokat ocenia, że postępowanie przed Trybunałem nie powinno odstraszyć przedsiębiorców od kierowania roszczeń wobec Skarbu Państwa, choć reprezentujące ich kancelarie powinny poinformować ich o możliwości przeciągnięcia się takich postępowań.
– Jeżeli Trybunał Konstytucyjny orzekłby o niezgodności tego przepisu Kodeksu cywilnego z Konstytucją w zakresie, w jakim sąd powszechny mógłby ocenić tę niekonstytucyjność rozporządzenia, to będzie to oznaczało ryzyko wznawiania postępowania przez Skarb Państwa, gdyby przegrał on taki proces. Dlatego w takich sytuacjach – kiedy rozstrzygnięcie jest uzależnione od wyroku trybunału – sądy najczęściej zawieszają postępowania i czekają na jego decyzję – dodaje ekspert Kancelarii Kopij Zubrzycki.
Sztuczna inteligencja i algorytm oparty na uczeniu maszynowym dopasuje pracowników do zleceń nie tylko na podstawie kompetencji i doświadczenia, lecz także zmiennych psychometrycznych. Polski start-up opracował innowacyjną technologię, która pozwoli znaleźć idealnego pracownika, a cały proces rekrutacji skraca z kilku tygodni do 24 godzin. – Analiza danych przez sztuczną inteligencję pozwoli na zbudowanie algorytmu rekomendacji pracowników i docelowo dopasowania pracowników do zleceń – tłumaczy Filip Sobel, założyciel Staffly.
– Budujemy algorytm we współpracy z zespołem psychologów, którzy przygotowują kilka różnego rodzaju testów, udostępnionych na platformie dla pracownika. Będą one tworzyć algorytm napędzany sztuczną inteligencją i machine learningiem. Analiza tych wszystkich danych pozwoli na zbudowanie algorytmu rekomendacji pracowników i docelowo matchmakingu pracowników do zleceń – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Filip Sobel, założyciel Staffly.
Personel HR musi wybierać odpowiednie osoby z dużej puli kandydatów. Dzięki sztucznej inteligencji cały proces można podzielić automatycznie na kilka etapów. Rekruterzy mogą gromadzić więcej danych o każdym kandydacie, a tym samym skuteczniej ich oceniać. Technologie sztucznej inteligencji umożliwiają stworzenie ujednoliconych profili z ogromnych, nieustrukturyzowanych zestawów danych, dopasowując zestawy umiejętności wymagane na danym stanowisku do profili zawodowych kandydatów. Rozwiązanie polskiego start-upu idzie jednak o krok dalej.
Na rynku nie brakuje firm rekrutacyjnych, które stosują SI. Część z nich wykorzystuje np. czat w języku naturalnym, aby anonimowo łączyć osoby poszukujące pracy z nowymi możliwościami. Platforma porównuje historię kariery, umiejętności i preferencje użytkownika z odpowiednimi ofertami pracy. Inne stawiają na chatbot czy wirtualnych asystentów do rekrutacji. Chociaż pomaga to skrócić czas potrzebny do znalezienia pracownika, nie zagwarantuje, że będzie on faktycznie pasował do danej firmy.
– Nasza przewaga konkurencyjna polega na tym, że pracownik będzie dopasowany nie tylko pod kątem deklarowanych umiejętności czy doświadczenia. Na naszej platformie będzie miał do wypełnienia kilka różnych rodzajów testów, które pozwolą ocenić jego czynniki psychometryczne, takie jak np. deklaratywna sumienność, dokładność, ale także czynniki behawioralne, czyli np. czas spędzony na stronie, dokładność czy czas wypełniania pytań. To wszystko pozwoli na zbudowanie profilu pracownika, który będzie jak najlepiej dopasowany do pracy, którą nasz system będzie mu proponował – wskazujezałożyciel Staffly.
Badanie InterviewMe w 2019 roku pokazało, że ok. 35 proc. rekruterów przeprowadza ponad 100 rekrutacji rocznie. Każda z nich trwa nawet kilka tygodni. Jeszcze trudniej znaleźć odpowiedniego kandydata do pracy tymczasowej. McKinsey podaje, że nawet 20–30 proc. populacji w wieku produkcyjnym wykonuje pracę niezależną. Raport EY Global Contingent Workforce Study określa takich pracowników mianem ,,giggersów” – to zazwyczaj młode osoby, znające kilka języków, bardzo mobilne, których dochody bazują na kilku źródłach.
Założyciel Staffly wskazuje, że research rynku pokazał, że w segmencie pracy tymczasowej istnieje olbrzymi problem z pojawianiem się pracowników w wyznaczonym miejscu na ustalone rozpoczęcie pracy. Często także pracownik po jednym dniu rezygnuje z pracy. Algorytm opracowany przez Staffly pozwala przewidzieć, który pracownik ma szanse na dłużej zostać w firmie.
– W standardowych agencjach pracy proces rekrutacji od momentu zgłoszenia zapotrzebowania do momentu postawienia pracownika pod drzwi firmy trwa nawet dwa do trzech tygodni. My umożliwiamy znalezienie idealnego kandydata lub zlecenia nawet tego samego dnia. Dzięki Staffly nawet w 24 godziny będzie możliwe znalezienie idealnego pracownika – zapewnia Filip Sobel. – Automatyzujemy i przyspieszamy tego rodzaju działania w takich segmentach jak np. produkcja, administracja, gastronomia, różnego rodzaju retail, sprzedaż, sieci handlowe.