Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 18.01 – 22.01.2020

Trend reflacyjny (realizacja polityki pobudzającej wydatki) pozostaje w mocy, ale chaotyczne ruchy na rynku długu USA odebrały rynkom impet. Ożywienie rajdu ryzykownych aktywów będzie zależeć od tego, jak skuteczny będzie prezydent-elekt Biden w forsowaniu swojego planu ratunkowego. W walce z pandemią równie ważne jest realizowane tempo szczepień. Jednak bez konkretnego impulsu, mix czynników przynosi huśtawkę cen.

Przyszły tydzień: zaprzysiężenie Bidena, Philly Fed, PMI z USA/EZ/UK, BoJ, BoC, Norges Bank, PKB Chin, rynek pracy z Australii.

USA

USA zaczynają tydzień od święta w poniedziałek (Dzień Martina Luthera Kinga), a dalej na pierwszym planie będzie zaprzysiężenie prezydenta-elekta Bidena (śr), któremu mogą towarzyszyć protesty i zamieszki. Szturm na Kapitol z 6 stycznia rynki przyjęły dość spokojnie, ale ryzyko, że teraz może być inaczej, jest niepomijalne. W kwestii danych indeksy PMI (pt) najprawdopodobniej wskażą na słabnącą dynamikę ekspansji w związku z mierzeniem się gospodarki z pandemią. Mimo to wartości wyraźnie powyżej 50 pkt dla indeksów przemysłu i usług wciąż podkreślają podtrzymywany optymizm przedsiębiorców. Po indeksie Fed z Filadelfii (czw) oczekuje się stabilizacji. Dane z rynku nieruchomości (czw, pt) będą miały drugorzędny charakter.

Strefa euro

W strefie euro po posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (czw) nie spodziewamy się zmian w polityce, biorąc pod uwagę, że dopiero co w grudniu bank dokonał rekalibracji swojej polityki (rozszerzenie PEPP i TLTRO). Uwaga skupi się na komunikacie i ocenie bieżącej sytuacji zdrowotnej i jej wpływie na perspektywy gospodarcze. Można oczekiwać, że na konferencji prezes Lagarde pozostawi furtkę do dalszego luzowania polityki, jeśli z powodu pandemii gospodarka będzie się rozwijać poniżej prognoz EBC. Ale to raczej za mało, by wygenerować wieżą presję na sprzedaż EUR. Z danych PMI (pt) aktualizacja restrykcji będzie rzutować na zmiany indeksów. Wskaźniki dla sektora usługowego obniżą się mocniej, ale indeksy dla przemysłu pozostaną powyżej 50 pkt., sugerując podtrzymanie rozwoju sektora. Niemiecki indeks ZEW (wt) będzie mieszanką pogorszenia oceny bieżącej (zaostrzenie restrykcji) i poprawie wskaźnika oczekiwań (ożywienie wsparte dystrybucją szczepionek).

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii wprowadzenie pełnego lockdownu zapewne poskutkuje wyraźnymi spadkami wskaźników PMI (pt) z większym spadkiem w usługach. Nowa rzeczywistość brexitu także nie pomoże w poprawie nastrojów przedsiębiorców. Sprzedaż detaliczna za grudzień (pt) na pierwszy rzut oka powinna wyglądać dobrze, ale prognozowany wzrost wynika z niskiego punktu odniesienia – w listopadzie zamknięto sklepy i spadek sprzedaży będzie kontrastować z przedświątecznymi zakupami żywności i prezentów. Większe ryzyko leży po stronie negatywnych zaskoczeń, przez co widzimy większe pole do osłabienia się funta w kolejnych dniach.

Polska

Kalendarz danych z Polski zawiera inflację bazową (pon), dane z rynku pracy (czw), PPI i sprzedaż detaliczną (pt). Spadek cen bazowych o 0,1 proc. m/m jest sygnalizowany przez już opublikowane dane o CPI. W pozostałych odczytach będziemy szukać negatywnego wpływ restrykcji na aktywność gospodarczą, jednak jest mało prawdopodobne, aby złoty reagował na odczyty. Niezdecydowanie na rynkach zewnętrznych przeradza się w konsolidację na rynku złotego. Złoty jest relatywnie słabszy w porównaniu z innymi walutami regionu i zakładamy powrót do umocnienia, choć ostrzeżenia NBP o możliwych interwencjach będą hamować zapał do kupna złotego.

Japonia

W Japonii bank centralny powinien utrzymać parametry polityki monetarnej (śr-czw). Wzrost liczby zachorowań na COVID-19 najprawdopodobniej wpłynie na obniżenie prognoz wzrostu gospodarczego, w związku z czym bank zadeklaruje utrzymanie łagodnego nastawienia w polityce pieniężnej. Ocena strategii jest planowana na marzec, a zatem teraz nie powinniśmy liczyć na zmiany w forward guidance. Nie sądzimy, aby posiedzenie wywarło wpływ na JPY.

Kanada

Przed decyzją Banku Kanady (śr) konsensus prognoz sugeruje utrzymanie stopy overnight na 0,25 proc., jednak rynek stopy procentowej wycenia małą szansę (2 pb) na cięcie w reakcji na zaostrzenie restrykcji w związku z szalejącym wirusem, co zagraża perspektywom odbicia gospodarczego. Rynek walutowy nie jest przygotowany na obniżkę i taka decyzja byłaby dużą niespodzianką. Negatywnie na CAD, choć raczej w mniejszej skali, może wpłynąć zwiększenie programu skupu aktywów.

Norwegia

Styczniowe posiedzenie Norges Banku (czw) jest spotkaniem odbywanym pomiędzy publikacjami nowych prognoz, przez co nie jest to moment na podejmowanie kluczowych decyzji. Nowe informacje z gospodarki wspierają oczekiwania banku do podwyżki stopy procentowej na początku 2022 r., ale na ten moment bank powtórzy w komunikacie, że wokół perspektyw ożywienia utrzymuje się duża niepewność. Dla NOK śledzenie trendu cen ropy naftowej powinno być ważniejsze.

Chiny

W Chinach odczyt PKB za IV kw. (pon) powinien potwierdzić systematyczną odbudowę ożywienia do czasu odbicia w II kw., a wsparciem pozostaje eksport w obliczu rozwoju globalnej wymiany handlowej.

Australia

W Australii głównym odczytem będzie raport z rynku pracy (czw) z oczekiwaniami kolejnego silnego odczytu (prog. 50 tys.) i spadku stopy bezrobocia (6,7 proc.), gdyż gospodarka rozpędza się po kryzysie. AUD może znaleźć wsparcie w danych, choć aktualnie to nastroje na rynkach zewnętrznych mocniej wpływają na AUD i inne waluty ryzykowne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

7 proc. czy 500 proc.? Spór wokół różnicy w podatkach od papierosów i podgrzewaczy

W branży tytoniowej oraz wśród niektórych ekspertów podatkowych rozgorzał spór wokół tego, czy podatki nałożone na podgrzewacze tytoniu są w Polsce faktycznie aż o 5-krotnie niższe niż podatki od tradycyjnych papierosów, czy może ta różnica jest znikoma.

Publiczną dyskusję na ten temat zainicjował prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych, który w grudniu 2019 r. przygotował na zlecenie British American Tobacco Poland Trading Sp. z o.o. ekspertyzę dotycząca oceny skutków fiskalnych i ryzyk rynkowych wynikających z wejścia w życie ustawy z dnia 21 listopada 2019 r. o zmianie ustawy o podatku akcyzowym w zakresie zmiany stawek podatku akcyzowego na wyroby tytoniowe. Ponadto, w szeregu swoich wypowiedzi a także podczas listopadowej, zamkniętej debaty w Business Centre Club prof. Modzelewski podkreślał, że stawka podatku akcyzowego od nowatorskich wyrobów tytoniowych stanowi tylko jedną piątą akcyzy od papierosów.

W styczniu tego roku głos zabrała Federacja Przedsiębiorców Polskich. W wydanym przez organizację komunikacie stwierdzono, że w przeliczeniu na 1 gram tytoniu podatki od wyrobów nowatorskich wynoszą 76 groszy, a od papierosów – 82 groszy.

Oznacza to, że różnica w łącznym opodatkowaniu na korzyść podgrzewaczy tytoniu wynosi zaledwie 7 proc., a nie jest pięciokrotna, jak sugerował to prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

„Główny wniosek płynący z analizy Federacji Przedsiębiorców Polskich jest jednoznaczny: obciążenie podatkowe tytoniu w nowatorskich wyrobach tytoniowych jest obecnie niemal takie samo, jak w papierosach” – wskazuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) i prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Według niego, twierdzenia o rzekomych przywilejach podatkowych tytoniu do podgrzewania nie mają zatem żadnego ugruntowania w liczbach.

„Warto także pamiętać o tym, że akcyza realizuje nie tylko fiskalne cele państwa, lecz także cele w obszarze polityki zdrowotnej. A tutaj tytoń do podgrzewania wygrywa w cuglach z papierosami, co potwierdzają stanowiska międzynarodowych instytucji zdrowia publicznego. Te pozafiskalne cele akcyzy potwierdził minister finansów Tadeusz Kościński w jednym z wywiadów mówiąc, że podatek akcyzowy ma na celu zmianę zachowania społeczeństwa” – dodał Marek Kowalski.

Zwraca on ponadto uwagę, że wyliczenia Witolda Modzelewskiego dotyczą opodatkowania w przeliczeniu na opakowanie produktu.

„Takie porównanie jest pozbawione racjonalnych podstaw, zważywszy na ogromną różnicę zawartości tytoniu pomiędzy tymi produktami. Jedna paczka 20 szt. papierosów zawiera ok. 14 g tytoniu, podczas gdy jedna paczka 20 szt. wkładów do podgrzewania tytoniu zawiera znacznie mniej, bo ok. 6 g tytoniu” – podkreśla Marek Kowalski.

Według niego, wpływy z samej akcyzy do budżetu państwa, w przeliczeniu na 1 gram tytoniu wynoszą 66 groszy w przypadku papierosów i 31 groszy w przypadku wyrobów nowatorskich. Po doliczeniu VAT-u obciążenia wyrobów tytoniowych z tytułu podatków praktycznie wyrównują się.

Obie strony podnoszą w tym sporze również inne argumenty niż tylko kwestię różnicy w traktowaniu poszczególnych produktów przez prawo podatkowe.

W trakcie ubiegłorocznej debaty w Business Center Club pojawiła się propozycja podniesienia opodatkowania nowatorskich wyrobów tytoniowych do poziomu 40-50 proc. akcyzy, którą są objęte tradycyjne papierosy. Uczestnicy dyskusji wskazywali, że pozwoliłoby to zwiększyć roczne wpływy do budżetu państwa o ponad 1 mld zł.

Jednak zdaniem szefa FPP, realizacja postulatu prof. Modzelewskiego, dotyczącego „urealnienia” stawek akcyzy, w rzeczywistości oznaczałaby, że opodatkowanie 1 grama tytoniu w nowatorskich wyrobach tytoniowych byłoby prawie 2,5-krotnie wyższe w porównaniu do zwykłych papierosów.

Prof. Modzelewski twierdzi, że z podwyżki akcyzy na tytoń do podgrzewania budżet państwa może uzyskać ponad 1 mld zł dodatowych dochodów. Wcześniej Ministerstwo Finansów prognozowało, że 10% podwyżka akcyzy na wszystkie wyroby tytoniowe i alkoholowe (wprowadzona w 2020 r.) może przynieść wpływy rzędu 1,7 mld zł.

Ponadto w komunikacie wydanym przez Federację Przedsiębiorców Polskich podkreślono, że „istnieją solidne powody zdrowotno-ekonomiczne”, które wpływają na różnicowanie poziomu opodatkowania akcyzą wyrobów nikotynowych.

Wskazano na „zdecydowanie mniejszą ilość szkodliwych dla zdrowia substancji wydzielanych w trakcie podgrzewania tytoniu (…), zamiast jego spalania, jak to ma miejsce w przypadku zwykłych papierosów”.

FPP przywołuje w tym kontekście na decyzję amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), która w lipcu 2020 roku nadała jednemu z wyrobów nowatorskich status „produktu tytoniowego o zmodyfikowanym ryzyku”.

Federacja Przedsiębiorców Polskich w swoim stanowisku stwierdza, że „polityka akcyzowa państwa nie powinna ignorować różnego poziomu szkodliwości poszczególnych rodzajów wyrobów nikotynowych”.

W oświadczeniu FPP czytamy ponadto, że za niższą akcyzą na nowatorskie wyroby tytoniowe przemawiają również argumenty ekonomiczne, jak na przykład „niepomiernie większe” inwestycje w prace badawczo-rozwojowe niż w przypadku producentów tradycyjnych papierosów.

Więcej: Federacja Przedsiębiorców Polskich -> Ile podatków wpływa do budżetu państwa od tytoniu do podgrzewania? Prof. Modzelewski myli się w obliczeniach

Ludwik Sobolewski: GPW nie powinna zmienić się w giełdę narodową

GPW dominuje wśród giełd wschodniej Europy. Jednak to wynika ze słabości innych rynków finansowych w tym regionie. Co dalej ze strategią rozwoju warszawskiej giełdy?

– Powinniśmy wrócić do koncepcji budowania GPW jako regionalnego hubu obrotu kapitałem, przyciągając na polski rynek i spółki, i inwestorów- mówi w rozmowie z MarketNews24 Ludwik Sobolewski, współzałożyciel i wspólnik Qualia Advisory, były prezes GPW. – Można myśleć też o jakimś aliansie, o bliższej współpracy z innymi giełdami regionu, ale dotąd z tego niewiele wynika.

GPW powinna orientować się na Wschód, bo tu są rezerwy kapitału inwestycyjnego. Tu także jest wiele spółek, które mogą być zainteresowane debiutem na GPW. Sprzyja temu aktualna sytuacja, gdy kapitał akceptuje podwyższone ryzyko.

W porównaniu z innymi rynkami kapitałowymi wschodniej Europy, warszawska giełda dominuje. Szczególnie dobry okazał się miniony rok. Bardzo wzrosły obroty, dla NewConnect osiągnęły historyczny rekord.

– Na pewno nie powinniśmy myśleć o GPW, jako o giełdzie narodowej. Najważniejsza jest płynność, ta powstaje, gdy mamy różnych uczestników rynku, generujących popyt i podaż – dodaje L.Sobolewski. – I GPW powinna myśleć tak – jak startupy, bo one w swych koncepcjach rozwoju z zasady wychodzą poza rynek lokalny, zwłaszcza, że nawet regulatorzy europejscy w bardzo zdecydowany sposób przyjmują taką perspektywę, stąd bardzo dynamiczny rozwój finansowania społecznościowego.

Nowe tarcze antykryzysowe nie zahamują wzrostu bezrobocia

Liczba osób pozostających bez pracy jest w miarę niska. W grudniu 2020 r. stopa bezrobocia wyniosła 6,2% i była tylko nieznacznie wyższa niż w listopadzie (6%).

Analizując sytuację na rynku pracy w całym roku 2020 widać wyraźnie, że po pierwszej fali zwolnień w okresie wiosennego lockdownu, która objęła głównie osoby pracujące na podstawie umów terminowych i umów cywilnoprawnych w branżach w największym stopniu odczuwających skutki pandemii, sytuacja się ustabilizowała.

Od czerwca ub.r. poziom bezrobocia właściwie nie zmienił się (poza sezonowym wzrostem), co jest efektem zaangażowania dużych środków publicznych w ramach tarcz antykryzysowych. Cel jaki przyświecał ich wprowadzeniu, czyli ochrona zatrudnienia, został osiągnięty.

Czas nazywany „okresem odpowiedzialności narodowej”, który w praktyce przyniósł powrót do ograniczenia funkcjonowania handlu, gastronomii, działalności turystycznej i noclegowej, jest kolejnym wyzwaniem dla rynku pracy. Nowe tarcze, już oszczędniej oferujące wsparcie przedsiębiorcom z branż objętych obostrzeniami, są krytykowane za opóźnienie i nieprzystającą do aktualnej sytuacji, zbyt wąską listę kodów PKD, które uprawniają do skorzystania ze wsparcia. Jednocześnie coraz częściej słychać głosy przedsiębiorców niegodzących się z planem zamykania poszczególnych gałęzi gospodarki i wskazujących, że dalszy lockdown uniemożliwia utrzymanie zatrudnienia na dotychczasowym poziomie.

Mając na uwadze obecną sytuację, dalsze utrzymanie bezrobocia na dotychczasowym poziomie wydaje się niemożliwe, a przynajmniej mało prawdopodobne. W pierwszej kolejności zwalniać będą te firmy, które mają drastyczny spadek obrotów, a nie są objęte wsparciem. Na koniec roku bezrobocie może osiągnąć około 7,5%. Sytuacja, w której stopa bezrobocia wzrośnie do wartości sprzed dekady jest mało prawdopodobna – mamy coraz mniejsze zasoby pracowników z uwagi na trendy demograficzne, a około milionowa grupa cudzoziemców stanowi swoistego rodzaju bufor chroniący nasz rynek pracy.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Złoty osłabił się mimo braku zmian w polityce pieniężnej

Na środowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Stopa referencyjna pozostała zatem na poziomie 0,1%, a stopa depozytowa na poziomie 0%. Pod koniec ubiegłego roku niektórzy członkowie Rady nie wykluczyli obniżki stóp na styczniowym posiedzeniu. Możliwe, że NBP czeka z tym na opublikowanie nowej prognozy makroekonomicznej.

W oświadczeniu na styczniowym posiedzeniu NBP ponownie stwierdzono, że silniejszy kurs złotego może spowolnić ożywienie gospodarcze. Wspomniano też, że NBP zastrzega sobie prawo do interwencji na rynku walutowym w razie potrzeby. Takiej decyzji można się spodziewać jeśli kurs złotego nie spadnie poniżej poziomu 4,50 względem euro. Pytanie brzmi, jak rynek finansowy zareaguje na potencjalną interwencję banku centralnego. Można oczekiwać, że będzie chciał przetestować kurs na poziomie 4,50 w I kwartale i sprawdzić reakcję NBP. Warto pamiętać, że polski bank centralny ma de facto nieograniczone możliwości interwencji w celu osłabienia złotego. Jednak, w kontekście przejrzystości polityki pieniężnej, lepiej byłoby oficjalnie wprowadzić poziom kursu, poniżej którego NBP nie chce, aby złoty się umocnił. NBP może jednak się przed tym bronić w kontekście doświadczeń Szwajcarii i Czech. W świetle polityki banku centralnego na najbliższe sześć miesięcy, prognoza rozwoju złotego jest dostosowana do słabszych wartości.

W mijającym tygodniu złoty osiągnął poziom 4,50 PLN/EUR, a następnie zbliżył się do poziomu 4,55. Kurs eurodolara spadł, a pod koniec tygodnia utrzymywał się w okolicach 1,213 USD/EUR.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Polacy o szczepieniach na COVID-19 – sondaż UCE RESEARCH i SYNO Poland

Jak wynika z najnowszego sondażu, ok. 41% Polaków uważa, że w drugiej kolejności po medykach powinni być szczepieni przeciw COVID-19 seniorzy. Potem wskazano nauczycieli, osoby poniżej 60. roku życia z chorobami współistniejącymi i służby mundurowe. Dalej wymieniani są pracownicy żłobków i przedszkoli oraz kasjerzy. Dość wysoko plasują się politycy i urzędnicy. Natomiast na końcu zestawiania badani podali trenerów siłowni i klubów fitness, a wraz z nimi – wybitnych aktorów, inne zasłużone osoby, przedsiębiorców, prawników, a także sportowców.Polacy o szczepieniach na COVID-19

Zdaniem aż 40,9% Polaków, w drugiej kolejności po medykach powinni być zaszczepieni przeciw COVID-19 seniorzy. 30,7% badanych wymienia nauczycieli. 23,5% respondentów podaje osoby poniżej 60. roku życia z chorobami współistniejącymi. Natomiast 21,5% ankietowanych wskazuje przedstawicieli służb mundurowych.

– Według ankietowanych, powinny obowiązywać dwa podstawowe kryteria ustalania kolejności szczepień, tj. ryzyko zakażenia i zadanie w walce z epidemią. Dlatego na pierwszych miejscach mamy grupy ryzyka – seniorów, nauczycieli i chorych. Ale wysoko są także mundurowi, którzy bezpośrednio czuwają nad bezpieczeństwem Polaków – komentuje dr Łukasz Moll z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Z badania również wynika, że 19,9% ankietowanych wskazało pracowników żłobków i przedszkoli. Natomiast 15,4% wymieniło kasjerów i sprzedawców. Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH, dostrzega w deklaracjach badanych dużą racjonalność, empatię i solidarność społeczną w trudnych czasach. Przede wszystkim zostały wskazane osoby, które są potencjalnie najbardziej narażone na zakażenie. Wysoko w zestawieniu są też ci, którzy na co dzień pozostają blisko innych ludzi, w tym najmłodszych dzieci.

– Polacy przyswoili reguły hierarchizacji zawodów, które odzwierciedlają wprowadzane obostrzenia. Świadczy o tym to, że np. przedszkolanki znalazły się na dalszym miejscu niż nauczyciele. To jest odzwierciedleniem faktu, że przedszkola i żłobki pozostawały w ostatnich tygodniach otwarte, a szkoły przeszły na tryb edukacji zdalnej – zauważa dr Moll.

Politycy zostali wskazani przez 9,6% badanych, a urzędnicy – przez 6,7% osób. Warto podkreślić, że te grupy znalazły się wyżej w zestawieniu niż bardziej zagrożeni od nich przedstawiciele innych zawodów, np. fryzjerzy, kosmetyczki czy trenerzy. W ocenie Krzysztofa Zycha, politycy, którzy zwykle cieszą się niskim zaufaniem społecznym, tutaj zdobyli wysoką pozycję. Może to wynikać z faktu, że tworzą oni prawo, które pomaga walczyć ze skutkami pandemii, oczywiście abstrahując od tego, jak są oceniane ich decyzje.

– Politycy oraz urzędnicy przygotowują i wdrażają strategie walki z koronawirusem, odbywają wiele spotkań i wyjazdów. Przez to też są w pewnym sensie na pierwszym froncie zmagań z epidemią. Są wyżej w zestawieniu od innych grup zawodowych niekoniecznie z powodu uprzywilejowania. Być może wynika to z opinii badanych o istotnej roli tych osób w batalii z wirusem – zaznacza ekspert z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Na samym końcu zestawiania badani umieścili trenerów siłowni i klubów fitness – 0,6%, wybitnych aktorów – 0,7%, inne zasłużone osoby dla kraju – 0,8%, przedsiębiorców – 1%, prawników – 1,1%, a także znanych sportowców – 1,3%. Tuż przed nimi ankietowani wskazali kosmetyczki – 1,6%, kelnerów – 1,7%, fryzjerów i studentów – po 2,1%, taksówkarzy i pracowników przewozu osób – 2,6%, jak również kierowców komunikacji miejskiej (4,4%).

– Polacy pokazali, że nie jest dla nich ważna pozycja zawodowa czy rozpoznawalność. Chcą społecznie uczciwego mechanizmu i równości wobec pandemii. I za to należy rodaków pochwalić. Być może było też tak, że ostatnio wzmożona debata publiczna, momentami nawet nacechowana agresją, w tym zakresie jeszcze bardziej zaostrzyła ich przekonania. Ale i bez tego celebryci nie znaleźliby się wysoko w rankingu. Pandemia dotyka w równym stopniu wszystkich i Polacy to właśnie wyrazili – stwierdza ekspert z UCE RESEARCH.

Jak podsumowuje dr Moll, badanie ujawniło siłę działania pandemicznej etyki społecznej. To nie suma zgromadzonych kapitałów, tj. pieniędzy, znajomości, wiedzy i prestiżu, powinna decydować o kolejności szczepienia. Niezwykle ciekawe będzie to, czy wychodzenie z pandemii wzmocni zaufanie do instytucji państwa i przekonanie o priorytetowym charakterze usług publicznych. W tym przypadku sprawiedliwy i uporządkowany rozkład w dostępie do szczepionki może mieć kluczowe znaczenie.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 08-11.01.2021 r. metodą CAWI przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat. Ankietowanym zadano pytanie wielokrotnego wyboru. Mogli zaznaczyć maksymalnie 5 odpowiedzi.

Wniosek w ramach Tarczy Finansowej 2.0 dostępny online w Banku Millennium

Od dziś firmy, które znalazły się w trudnej sytuacji związanej z pandemią koronawirusa, mogą złożyć wniosek o wsparcie w ramach Tarczy Finansowej 2.0 w bankowości elektronicznej Banku Millennium. Złożenie wniosku jest maksymalnie proste i intuicyjne. Decyzja PFR w sprawie udzielenia wsparcia również zostanie przekazana w serwisie internetowym banku.

Proces odbywa się w pełni online w bankowości elektronicznej. Aby każdy uprawniony przedsiębiorca mógł wygodnie ubiegać się o subwencję, Bank Millennium udostępnił wniosek zarówno w Millenecie dla Przedsiębiorstw, jak i bankowości internetowej dla klientów indywidualnych, z której korzystają też osoby prowadzące jednoosobową działalność. Wniosek o subwencję oparty jest na oświadczeniach przedsiębiorcy i składany jest przez osobę uprawnioną do reprezentowania firmy lub osobę posiadającą pełnomocnictwo do złożenia wniosku. Podczas składania wniosku konieczne jest dołączenie dokumentu potwierdzającego umocowanie osoby składającej wniosek (wypis z KRS lub CEIDG) w formacie pdf lub pełnomocnictwa podpisanego zgodnie z reprezentacją firmy elektronicznym podpisem kwalifikowanym. Status wniosku oraz potwierdzenie udzielenia lub odmowy subwencji, przygotowane na podstawie decyzji otrzymanej przez bank z PFR, również będą dostępne online.

Subwencje Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach Tarczy 2.0 skierowane są do mikro, małych i średnich firm z 45 branż identyfikowanych na podstawie PKD, które musiały ograniczyć lub zawiesić działalność w związku z pandemią koronawirusa. Firmy te mogą skorzystać z Tarczy 2.0 także w sytuacji, gdy otrzymały już subwencję w ramach pierwszej tarczy, a dodatkowo mogą skorzystać z możliwości pełnego umorzenia.

Dla mikrofirm zatrudniających od 1 do 9 pracowników, które osiągnęły obroty lub sumę bilansową za 2019 r. poniżej 2 mln euro, a które odnotowały spadek obrotów min. 30% w okresie kwiecień-grudzień 2020 lub w IV kwartale 2020, w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku, subwencje finansowe będą wynosić 18 tys. zł na zatrudnionego (przy spadku przychodów o 30-60%) lub 36 tys. zł na zatrudnionego (przy spadku przychodów powyżej 60%). Maksymalna kwota subwencji dla mikrofirmy to 324 tys. zł.

Dla małych i średnich firm, zatrudniających od 10 do 249 pracowników, o obrotach poniżej 50 mln euro lub sumie bilansowej poniżej 43 mln euro, które odnotowały spadek obrotów o co najmniej 30% w okresie kwiecień-grudzień 2020 lub w IV kwartale 2020, w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku, subwencja wypłacana będzie w wysokości 70% straty brutto za miesiące listopad 2020 – marzec 2021 (w okresie styczeń – marzec 2021 spadek prognozowany). Maksymalna kwota subwencji to 3,5 mln zł i nie więcej niż 72 tys. zł na pracownika.

Podstawą weryfikacji wniosków i oświadczeń, które wpływają na przyznanie subwencji (i jej wysokość) w ramach Tarczy Finansowej PFR są rejestry publiczne. Wymagane będzie złożenie pliku JPK_V7M lub JPK_V7K do organu

podatkowego, z wyprzedzeniem umożliwiającym przeprocesowanie danych przez organ podatkowy i przekazanie danych do PFR (do 7 dni).

KIR wspiera obsługę rządowego programu pomocowego Tarcza Finansowa PFR 2.0

Dziś o północy Polski Fundusz Rozwoju S.A. uruchomił możliwość składania wniosków o subwencje w ramach Tarczy Finansowej PFR 2.0 dla Mikrofirm i MŚP z 45 branż najbardziej poszkodowanych w wyniku drugiej fali pandemii. Program prowadzony jest przez PFR we współpracy z bankami, które w swoich systemach bankowości elektronicznej przyjmują wnioski składane przez przedsiębiorców oraz z KIR jako partnerem technologicznym, umożliwiającym przekazywanie informacji pomiędzy bankami i PFR. Łączna wartość wsparcia finansowego dostępnego w ramach Tarczy 2.0 wynosi ok. 35 mld zł.

W ramach pierwszej edycji Programu „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla Małych i Średnich Firm”, uruchomionego w kwietniu 2020 r., KIR otrzymał zadanie wdrożenia systemu teleinformatycznego umożliwiającego automatyzację przepływu danych między bankami a PFR. W drugiej edycji utrzymana jest rola i odpowiedzialność KIR, polegająca na pośredniczeniu w pełnym przepływie informacji na linii banki i PFR w związku z realizacją Tarczy.

Podobnie jak w pierwszej edycji Tarczy Finansowej PFR, wsparcie będzie udzielane szybko, w prosty i bezpieczny sposób, za pośrednictwem systemów bankowości elektronicznej 17 banków komercyjnych i większości banków spółdzielczych. Dzięki ścisłej współpracy wszystkich uczestników projektu, przyznawane przez PFR wsparcie finansowe trafia wprost na rachunki bankowe przedsiębiorców, realnie przeciwdziałając negatywnym konsekwencjom dla polskiej gospodarki.

– KIR konsekwentnie wspiera obsługę kolejnej edycji rządowego programu pomocowego Tarcza Finansowa PFR. Jako podmiot współtworzący infrastrukturę polskiego systemu finansowego, odpowiadamy za prawidłowy i szybki przepływ informacji między bankami a PFR. Tworząc narzędzie umożliwiające automatyzację tego procesu wykorzystaliśmy własne unikalne kompetencje, zaplecze IT i wcześniej zgromadzone doświadczenia – mówi Piotr Alicki, Prezes Zarządu KIR.

Działamy ze świadomością wielkiej odpowiedzialności jaka wiąże się z realizacją tak wymagającego zadania, ale również z satysfakcją, że możemy czynnie wspierać inicjatywę służącą ograniczaniu strat społecznych i gospodarczych związanych z pandemią dodaje Piotr Alicki.

Pula subwencji przewidziana dla Mikrofirm i dla sektora MŚP wynosi 13 mld zł (łączna kwota podzielona jest po 6,5 mld zł). Najbardziej poszkodowane branże także mają możliwość skorzystania z umorzenia pełnej kwoty subwencji uzyskanej z Tarczy Finansowej PFR dla MŚP 1.0, bez konieczności spełnienia warunku o utrzymaniu stanu zatrudnienia. Szacowana kwota umorzenia wyniesie ok. 7 mld zł. Mikrofirmy oraz MŚP, zakwalifikowane do Tarczy Finansowej PFR dla MŚP 2.0, mogą zatem otrzymać łącznie 20 mld zł.

Dlaczego firmy obawiają się nowych uprawnień UOKiK? Co będzie wolno Prezesowi UOKiK?

Jesienią 2020 roku opublikowany został projekt nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Proponowane zmiany mają na celu przede wszystkim implementację rozporządzenia nr 2017/2394 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2017 r. w sprawie współpracy między organami krajowymi odpowiedzialnymi za egzekwowanie przepisów prawa w zakresie ochrony konsumentów (rozporządzenie CPC) do miejscowego porządku prawnego. Założenia aktu, koncentrujące się na nowych, szerokich uprawnieniach Prezesa Urzędu Konkurencji i Konsumentów, z miejsca wzbudziły liczne kontrowersje oraz obawy przedsiębiorców działających za pośrednictwem internetu. Czy ich niepokój jest zasadny?

„Ochrona konsumentów stanowi w dzisiejszym świecie coraz większe wyzwanie, z uwagi na zmiany zachodzące w obrocie gospodarczym. Rozwój nowoczesnych technologii i związana z nim postępująca cyfryzacja gospodarki (…), oprócz korzyści, przynosi również zagrożenia dla sytuacji konsumentów” – trudno nie zgodzić się z tezą postawioną przez Radę Ministrów w uzasadnieniu nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (dalej „Ustawa”). Patrząc przez pryzmat postępującej inflacji prawa, z którą mamy do czynienia już od dłuższego czasu, nie dziwi fakt, że również obszar ochrony konkurencji i konsumentów sukcesywnie staje się przedmiotem coraz to nowszych regulacji i obostrzeń – również na płaszczyźnie europejskiej. Najnowszym aktem w tym zakresie jest rozporządzenie CPC i mimo że rozporządzenia unijne zasadniczo obowiązują bezpośrednio w porządkach prawnych państw członkowskich UE, to w tej sytuacji kraje zobowiązane są do wskazania organu uprawnionego oraz przyznania mu stosownych kompetencji przewidzianych tym rozporządzeniem, o ile dotychczas uprawnienia takie mu nie przysługiwały. W Polsce organem właściwym będzie Prezes UOKiK, a tym samym katalog jego prerogatyw ulegnie rozbudowie.

Co będzie wolno Prezesowi UOKiK?

Na gruncie Ustawy obowiązującej w dotychczasowym kształcie do zadań Prezesa UOKiK należy przede wszystkim prowadzenie postępowań oraz w wyniku tego wydawanie decyzji w sprawach: praktyk ograniczających konkurencję, koncentracji przedsiębiorców, o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone oraz praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów, jak również prowadzenie badań stanu koncentracji gospodarki oraz zachowań rynkowych przedsiębiorców. Nadane natomiast nowelizacją uprawnienia można z kolei podzielić na cztery, zasadnicze kompetencje.

  1. Szerszy dostęp do informacji posiadanych przez organy publiczne

Twórcy projektu nowelizacji utrzymują, że aktualne, ustawowe zobowiązanie organów administracji publicznej do udostępniania Prezesowi UOKiK posiadanych przez nich istotnych informacji, na potrzeby toczących się postępowań, nie jest wystarczające. Wobec tego dopuszczalny powinien być również wgląd Prezesa we wszelkie informacje dotyczące przepływów środków finansowych oraz osób w nie zaangażowanych. Stosownie do uzasadnienia projektu, powyższe, nowe możliwości w zakresie gromadzenia dowodów miałyby zwiększyć wykrywalność naruszeń, a co za tym idzie, generalnie zwiększyć poziom bezpieczeństwa zbiorowych interesów konsumentów. Ciekawy jest przykład, zaprezentowany w treści uzasadnienia na poparcie omawianej zmiany, a mianowicie afera Getback. Zdaniem twórców planowanej nowelizacji, rozwikłanie analogicznych przypadków (zwłaszcza w odniesieniu do ustalenia osób odpowiedzialnych za naruszenie oraz jego zakresu) będzie znacznie łatwiejsze, kiedy Prezes UOKiK będzie dysponował instrumentami, pozwalającymi na uzyskanie informacji dotyczących przepływów finansowych między rachunkami.

  1. Zakup kontrolowany

Jakkolwiek pracownicy UOKiK już od jakiegoś czasu kontrolują przedsiębiorców, wykorzystując instytucję „tajemniczego klienta”, to jej minusem była konieczność poprzestania na okazaniu zainteresowania i brak możliwości faktycznego dokonania zakupu czy realizacji określonej transakcji. Po wprowadzeniu ustawy zmieniającej, kontrolerzy nie tylko będą mogli sfinalizować zakup towaru bądź skorzystanie z oferowanych usług, ale ponadto będą mogli dokonywać tego z zastosowaniem ukrytej lub przybranej tożsamości. Ale to jeszcze nie koniec – będą to robić posługując się fałszywymi dokumentami tożsamości, których wykonanie ma leżeć w gestii ABW. Na marginesie warto nadmienić, że do tej pory w podobny sposób mogła działać Policja, Straż Graniczna, jak również służby specjalne, zaś teraz do tego zacnego grona dołączy także UOKiK.

  1. Ingerencja w strony internetowe

Kolejnym uprawnieniem Prezesa UOKiK, które może dotknąć chyba największą liczbę przedsiębiorców, jest możliwość nakazania określonych czynności względem danej strony internetowej. Co istotne, katalog czynności, które mogą pojawić się w takiej decyzji jest tak naprawdę nieograniczony, gdyż ustawodawca wymieniając trzy z potencjalnych działań posługuje się sformułowaniem „w szczególności”, a zatem należy traktować je jako (wyjątkowo jaskrawe) przykłady, które warto przytoczyć. Pierwszym z nich i mimo wszystko najmniej inwazyjnym jest nakazanie zamieszczenia ostrzeżenia dla konsumentów wchodzących na stronę internetową. Niestety przy kolejnym zaczynają się schody – dopuszczalne będzie polecenie usunięcia treści, ograniczenia dostępu lub wyłączenia oznaczonego serwisu. Nie ulega wątpliwości, że może być to cios dla większości podmiotów, które w jakikolwiek sposób funkcjonują w świecie wirtualnym – nie wspominając o tych, które prowadzą działalność tylko za pośrednictwem internetu, co dotyczy, m.in. całej, prężnie rozwijającej się branży e-commerce. Ale to jeszcze nie koniec tych atrakcji wątpliwej natury. Trzecia z potencjalnych decyzji, które będzie mógł wydać Prezes UOKiK to nakaz usunięcia domeny internetowej. Podobnie jak w przypadku blokady strony, wykonanie tego polecenia może mieć tragiczne i nieodwracalne skutki dla naprawdę licznych przedsiębiorców, więc nic dziwnego, że przedmiotowa nowelizacja przysparza im wielu bezsennych nocy. Z kolei jako uzasadnienie powyższych poprawek wskazano, że obecnie działalność online jest na tyle rozpowszechniona, że w przypadku związanych z nią naruszeń, bez możliwości sprawnej interwencji ze strony organu, prawdopodobne jest spowodowanie poważnych, trwałych i trudnych do następczego usunięcia negatywnych rezultatów dla zbiorowych interesów konsumentów.

  1. Przeszukania z prawdziwego zdarzenia

Ostatnia z nowości zaprezentowanych w treści projektu ustawy o zmianie UOKiK to wprowadzenie dodatkowych uprawnień Prezesa UOKiK w zakresie przeszukań w siedzibach sprawdzanych przedsiębiorców. Na gruncie bieżącego stanu prawnego, co do zasady jedyną opcją kontrolerów było zwrócenie się do podmiotu o udostępnienie oznaczonych dokumentów, co nie zawsze przynosiło zamierzone efekty. Wyjątek, w którym dopuszczalne było przeszukanie to postępowanie antymonopolowe. Natomiast teraz Prezes Urzędu będzie mógł w pełnym zakresie dokonywać przeszukania pomieszczeń oraz rzeczy, oczywiście o ile będzie miał uzasadnione podstawy do przypuszczenia, że interesujące go informacje bądź przedmioty (m.in. księgi, akta, pisma, informatyczne nośniki danych czy inne urządzenia) w tym miejscu się znajdują, która to przesłanka niewątpliwie nie będzie stanowiła dużej przeszkody do realizacji tej kompetencji.

Prezes UOKiK jak agent

Zapoznając się z nowelizacją ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów trudno oprzeć się wrażeniu, że dzięki nowym uprawnieniom, Prezes UOKiK aspiruje do roli swego rodzaju agenta, dorównując w pewnym zakresie Policji, CBA czy służbom celnym. Jednak czy taka metamorfoza się sprawdzi? Czy urzędnicy UOKiK będą w stanie nagle przeistoczyć się w quasi-policjantów? Można mieć co do tego wątpliwości. A może mimo wszystko Urząd mile nas zaskoczy? Na te pytania może odpowiedzieć tylko praktyka, której najprawdopodobniej przyjrzymy się już niebawem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Amerykański rynek pracy coraz słabszy

Dane na temat nowo zarejestrowanych bezrobotnych w USA ponownie w ostatnim czasie negatywnie zaskoczyły rynki. To najgorszy wynik od sierpnia 2020 roku.

Problemy za oceanem

W USA najważniejsze dane to te z rynku pracy, a ten wcale nie wygląda za dobrze. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wcale nie dąży do normy, która tygodniowo przed pandemią wynosiła około ćwierć miliona sztuk. Obecnie ponownie gwałtownie rośnie i wynosi już niemal milion sztuk. Nie może zatem dziwić, że pomimo dobrej passy dla dolara w ostatnich dniach wczoraj mieliśmy po tych danych wyraźną korektę. Inwestorzy boją się, że większe bezrobocie przełoży się na gorsze wyniki gospodarki w kolejnych okresach.

Dane z Wysp

Dzisiaj poznaliśmy odczyt PKB z Wielkiej Brytanii. Jest on znacznie lepszy od oczekiwań analityków. W ujęciu rocznym PKB spada o 8,9%, podczas gdy oczekiwano 12,1%. Nie można tego oczywiście łączyć z korzystnym wpływem brexitu, gdyż to dane za lipiec. Tak niskie oczekiwania były zresztą sumą wpływu pandemii oraz strachu inwestorów przed potencjalnymi negatywnymi wpływami brexitu na gospodarkę kraju. Funt jednak od początku tygodnia idzie wyraźnie w górę, drożejąc od poniedziałku ponad 11 groszy.

Korekta inflacji

Ostateczne dane inflacji za grudzień wyniosły jednak 2,4%, a nie 2,3%. Oznacza to, że jednak spadek nie był aż tak silny, ale w dalszym ciągu był znacznie większy niż oczekiwania. Poziom zmian cen jest szczególnie istotny, tym bardziej w kontekście ostatnich wypowiedzi prezesa NBP, który powiązał możliwość obniżki stóp procentowych właśnie z poziomem inflacji. Spadek w rezultacie może osłabiać złotego zbliżając nas do kolejnych obniżek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

COVID-19 bez wpływu na wciąż dobre wyniki sprzedaży deweloperów

Tradycyjnie z początkiem nowego roku notowane na GPW spółki deweloperskie publikują raporty ze sprzedaży mieszkań za ostatni kwartał oraz cały miniony rok. Pomimo znacznie pogorszonego przez COVID-19 środowiska gospodarczego zaprezentowane statystyki pozytywnie zaskakują wynikami sprzedaży giełdowych tuzów. Pytanie, na ile realne jest utrzymanie pozytywnych trendów w bieżącym roku.

Udany finisz wyjątkowo nietypowego roku

Zaprezentowana piętnastka czołowych firm krajowej branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym, spółek notowanych na rynku podstawowym oraz Catalyst warszawskiej GPW, w ostatnim kwartale ub. roku zakontraktowała w sumie 6522 lokale, co jest wynikiem niemal identycznym w relacji rok do roku. Warto jednak podkreślić wysoką bazę takiego zestawienia, gdyż IV kwartał 2019 roku należał do jednych z najlepszych sprzedażowo w historii pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Niemal połowa stawki prezentowanych spółek zakomunikowała wyniki kwartalne znacznie lepsze licząc rok do roku. Z drugiej strony tylko w jednym przypadku – J.W. Construction zanotowano ponadprzeciętny spadek sprzedaży rzędu blisko 50 proc. Trzeba przyznać, że jak na końcówkę najbardziej od dekad nietypowego i trudnego pod względem gospodarczym roku, to jest to ogólny rezultat budzący respekt.

„Trzej tenorzy” bez zmian

Faktem, który stanowi sporą niespodziankę o zdecydowanie pozytywnym wydźwięku, jest niewielki, niespełna sześcioprocentowy regres kontraktacji ogółem prezentowanych spółek w całym roku 2020 w stosunku do roku 2019. Wszelkie możliwe znaki i prognozy wskazywały raczej na kilkunastoprocentowy spadek rocznej sprzedaży nowych mieszkań zarówno na całym mieszkaniowym rynku pierwotnym, jak i na jego elitarnym wycinku grupującym deweloperów giełdowych.

Tymczasem wynik niespełna 22 tys. sprzedanych w ubiegłym roku lokali okazał się wprawdzie ujemny, jednak w symbolicznym wymiarze. Na ten niewątpliwy sukces złożyły się w pierwszym rzędzie roczne wyniki sprzedażowe wybranych spółek, które jak na panujące okoliczności gospodarcze okazały się bardzo dobre, czy wręcz rewelacyjne. Do tego elitarnego grona w 2020 roku zaliczają się Ronson Development, Budimex Nieruchomości, Lokum Deweloper, Echo Investment, Dom Development, a dalej pomimo symbolicznego regresu także Atal, Murapol i Victoria Dom.

Z kolei na rynkowym podium identycznie jak przed rokiem miejsca zajęły Dom Development, Atal i Murapol.  A to oznacza, że trzej rynkowi „tenorzy” niezależnie od warunków gospodarki wciąż trzymają się mocno i nie mają zamiaru ustępować miejsca konkurencji.Zestawienie sprzedaży deweloperów giełdowych

Jakie perspektywy na rok bieżący?

Przy okazji warto podkreślić, że rok 2020 był na pierwotnym rynku mieszkaniowym co najmniej zadowalający pod względem inwestycyjnym w kategorii statystyk mieszkań rozpoczętych i uzyskanych pozwoleń, a rekordowy w kwestii lokali oddanych do użytkowania. W sumie mamy wiec obraz wciąż działającego „bezawaryjnie” w dobie COVID-19 pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki, która tym samym może pretendować do miana „zielonej wyspy” rodzimej gospodarki.  Pytanie, czy aż tak optymistyczną wymowę stanu koniunktury uda się utrzymać również w roku bieżącym.

W tej kwestii zdania są mocno podzielone nawet wśród samych deweloperów, gdzie obok zdecydowanie świetlanych wizji pojawiają się i takie, które zakładają możliwy spadek sprzedaży nowych mieszkań w 2021 roku nawet o jedną piątą. Niestety, w obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej kraju, wynikającej z wysokiego prawdopodobieństwa okresowego pogorszenia sytuacji ekonomicznej Polaków, dużo łatwiej o argumentację dla tych mniej optymistycznych prognoz.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Paweł Pach nowym Przewodniczącym KW Związku Polskiego Leasingu

Paweł Pach, prezes zarządu PKO Leasing, został wybrany na stanowisko Przewodniczącego Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu (KW ZPL) podczas ostatniego posiedzenia komitetu.  

Paweł Pach do organu kierującego działalnością Związku Polskiego Leasingu dołączył w połowie 2019r. Wcześniej, w latach 2012-2014, był związany z polską organizacją leasingową, zajmując stanowisko Wiceprzewodniczącego KW ZPL.

Stojąc na czele Związku Polskiego Leasingu Paweł Pach będzie reprezentował polską branżę leasingową wobec instytucji i partnerów zewnętrznych na rynku krajowym, będzie zajmował się digitalizacją, transformacją statutową ZPL, a także nadzorował statystyki i komunikację organizacji.

2020 rok przyniósł wiele wyzwań dla całego rynku finansowego. Oczywiście minął on pod znakiem pandemii Covid-19, jednak dla branży leasingowej był to intensywny czas wdrażania nowych rozwiązań produktowych, cyfryzacji usług oraz digitalizacji procesów. Przed Komitetem Wykonawczym ZPL etap intensywnej pracy na rzecz wdrażania  wspólnych działań, które przyczynią się do rozwoju naszych usług. Zadaniem Komitetu  jest realizowanie nadrzędnych dla organizacji celów wspierających  wszystkie firmy leasingowe w Polsce – powiedział Paweł Pach, nowo wybrany Przewodniczący KW ZPL.

Poprzednio Związkiem Polskiego Leasingu kierowała Ewa Łuniewska, która awansowała w strukturach Grupy ING Banku Śląskiego. Obok Pawła Pacha swoją pracę w Komitecie Wykonawczym ZPL będą̨ kontynuować Marcin Balicki (prezes Millennium Leasing), Szymon Kamiński (prezes PEKAO Leasing), Rafał Merk (członek zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów), Artur Nowicki (Grupa DBK), Cezary Raczynski (prezes mLeasing) oraz Radosław Woźniak (prezes Europejskiego Funduszu Leasingowego).

Biogram Pawła Pacha

Obok społecznej działalności w ZPL, Paweł Pach sprawuje funkcję prezesa zarządu PKO Leasing (od marca 2019r.) i przewodniczącego Rady Nadzorczej Prime Car Management – spółki z Grupy PKO Banku Polskiego (od września 2019r.).

Nowy Przewodniczący KW ZPL jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz studiów MBA. Był uczestnikiem programu IESE Business School Advanced Management Program – University of Navarra. Z branżą finansową związany jest od ponad 20 lat, z czego od 17 pracuje w Grupie Kapitałowej PKO Banku Polskiego. Posiada wieloletnie doświadczenie managerskie w obszarze bankowości przedsiębiorstw  i leasingu. W latach 2007-2010 był w PKO Banku Polskim Dyrektorem Departamentu Produktów MSP, w 2010 – 2014 pełnił funkcję prezesa zarządu PKO Leasing. W tym czasie uruchomił także działalność spółki zależnej – PKO Leasing Sverige AB w Szwecji. W latach 2014 – 2019, Paweł Pach był Dyrektorem Pionu Relacji z Klientami Korporacyjnymi w PKO Banku Polskim.

Świetlana przyszłość przed startupami medycznymi – zwłaszcza medtechami i dotykającymi obszaru telemedycyny

Pandemia koronowirusa zakwestionowała wiele paradygmatów biznesowych w 2020 r., więc śmiało można wysnuć wniosek, że rynek startupów, podobnie zresztą jak cała gospodarka, miał w mijającym roku mocno pod górkę. Biznes to jednak zdecydowanie dłuższy horyzont czasowy niż roczny, pandemia koronawirusa nie będzie trwała wiecznie, a niektóre z pomysłów zwyczajnie potrzebują czasu na inkubację i osiągniecie właściwych parametrów biznesowych. Czas pokaże, ale jeśli szukać przyszłych jednorożców to najprędzej w branży medtech/telemedycznej, która według Deloitte* może być do 2025 r. warta nawet 612,7 mld USD.

Nie zmienia to faktu, że sama pandemia mocno rozbudziła zainteresowanie medycyną i o ile w pierwszej fazie zainteresowanie kapitału często bezpośrednio było związane z rozwiązaniami ukierunkowanymi na walkę z koronawirusem to w dłuższym horyzoncie czasowym nie będzie to jedyny warunek zaistnienia na szeroko pojętym rynku medycznym. Jak się bowiem okazuje problem nie dotyczy tylko Covid-19 i koronawirusa, ale również wielu chorób, które zwyczajnie (tymczasowo) zeszły na drugi plan z powodu walki z pandemią, ale wciąż pozostają problemem z gatunku zdrowia publicznego – nieustająco są przyczyną wielu zgonów i dolegliwości. Dodatkowym wyzwaniem jest np. telemedycyna – pozwalająca na zdalne zajmowanie się pacjentem. Obecne warunki pod wieloma względami pokazały jej ukryty potencjał. I tak jak powrót po pandemii może być już w realiach świata dla którego praca zdalna to nie tyle awaryjne wyjście, co jedna z metod wartych udoskonalania, a e-commerce to pełnokrwisty kanał sprzedaży, tak w niedługim czasie telemedycyna może okazać się remedium na wiele problemów medycznych od przeciążenia oddziałów po np. problem zakażeń szpitalnych.

Według Deloitte* światowy rynek urządzeń medycznych do 2025 r. ma osiągnąć wartość 612,7 mld USD (podczas gdy w 2018 r. był wyceniany na 425,5 mld USD). Widać więc w tym obszarze realny potencjał. Deloitte dodatkowo zauważa* jeden niezwykle ważny trend z perspektywy medtechów z Polski: firmy medtech z krajów rozwijających się w coraz większym stopniu zdobywają część rynków zagranicznych, umacniając również swoją obecność na rynku krajowym. W całym zaangażowaniu w medtech, można było się obawiać, że rozwiązania powstałe poza ścisłym światowym centrum gospodarczym mogą mieć wielkie trudności w zdobywaniu rynku – okazuje się jednak, że były to zbyt pesymistyczne i przedwczesne opinie, gdyż przede wszystkim liczy się innowacyjność. Dobry produkt z reguły zawsze się obroni.

Gdzie realnie szukać rozwiązań, które odmienią rynek? Jest na pewno wiele sektorów, które mogą ich dostarczyć, czasami są to ścieżki nieoczywiste. W tym kontekście jednymi z ciekawszych podmiotów są np. producenci urządzeń typu wearables, takich jak np. smartwatche, które użytkownik może nosić w jakimś celu, ale potencjalnie mogą one spełniać wiele dodatkowych funkcji jak np. diagnostyczna. O rosnącej randze wearables przekonuje chociażby nabycie Fitbit,  (produkującego smartwatche i działającego w branży konsumenckiego medtechu) przez Google za ponad 2,1 mld dolarów.

Autorem komentarza jest Aleksander Gruszczyński, Prezes Zarządu w Carlson Investments S.A.

*https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/life-sciences-and-healthcare/articles/global-life-sciences-outlook-2020.html

Na co Polska wyda 30 miliardów euro z grantów unijnych?

Unia Europejska przeznacza duże środki na odbicie koniunktury po pandemii koronawirusa. Polska może otrzymać w ciągu najbliższych paru lat aż 30 miliardów euro z funduszu odbudowy UE w samych bezzwrotnych grantach. Drugie tyle dostaniemy w ramach pożyczek. Same granty stanowić będą około 6% polskiego PKB, a ich wydanie powinno podnieść nasze PKB o 3-4 punkty procentowe. Mimo opóźnienia, trwają już prace nad Krajowym Planem Odbudowy – który ma trafić do Brukseli w pierwszym kwartale tego roku. Dzięki temu otrzymamy granty i będziemy mogli zacząć wydawać unijne pieniądze. Oczywiście należy to robić to zgodnie z zasadami. Na co zostaną przeznaczone otrzymane fundusze? Prawdopodobnie największe środki zostaną przeznaczone na energię wiatrową na morzu – a w dalszej kolejności na inne segmenty, takie jak fotowoltaika. To bardzo ważny element planu odbudowy, gdyż aż 20-30% międzynarodowych korporacji chce współpracować z partnerami, którzy opierają się na czystym miksie energetycznym. Musimy więc pokazać ścieżkę dojścia do czystszej energii, żeby przyciągnąć jak najwięcej takich inwestycji.

– Jedna trzecia środków ma zostać wydana na transformację cyfrową, jedna trzecia na transformację w kierunku odnawialnych źródeł energii i zmniejszenia emisji CO2. Reszta może zostać wydana na inne cele strukturalne. Z pierwszych wypowiedzi polityków można wywnioskować, że bardzo istotnym elementem polskiego planu odbudowy będzie wciąż infrastruktura twarda: drogi, obwodnice i koleje – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Oprócz tego pojawią się spore środki na cyfryzację służby zdrowia i innych elementów administracji publicznej. Spora kwota zostanie przeznaczona na zmianę modelu energetycznego Polski. W tej chwili Polska nie spełnia praktycznie żadnego celu klimatycznego. Efektem tego jest drożejąca energia i spadająca konkurencyjność polskiej gospodarki. Obawiam się jednak, że sporo środków unijnych będzie wydane krótkoterminowo – by osiągnąć szybkie odbicie koniunktury. A przygotowanie projektów, które dadzą efekty podażowe dla gospodarki i wzrost konkurencyjności, wymaga o wiele więcej czasu. Myślę, że zbyt dużo uwagi zostanie poświęcone szybkości wydawania, a niekoniecznie jakości tych projektów. Na tym może ucierpieć długoterminowa korzyść, jaką niosą te środki – przewiduje Benecki.

FPP: Tarcza prawna – potrzebne jest prawdziwie nowe otwarcie procesu legislacyjnego

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwraca uwagę, że konieczne jest podjęcie prac nad poprawą standardów stanowienia prawa. Często bowiem to nie rozwiązania prawodawcy, ale tryb ich przyjęcia budzi największe kontrowersje. Trzeba podkreślić, że nie będzie wystarczające przywrócenie nieco zapomnianych instytucji, które po części wskutek pandemii zostały uśpione – jak np. konsultacje publiczne „twarzą w twarz”. Potrzebne jest prawdziwie nowe otwarcie procesu legislacyjnego.

Ministerstwo Rozwoju, Rodziny i Technologii zapowiedziało podjęcie prac nad tzw. tarczą prawną. W ramach tej inicjatywy mają być wprowadzone rozwiązania uławiające prowadzenie działalności gospodarczej. Bez wątpienia nadal istnieje potencjał do upraszczania procedur, a przede wszystkim do cyfryzacji relacji przedsiębiorców z urzędami.

„Zapowiedziano na przykład, że przepisy powinny wchodzić w życie dwa razy do roku. Zdaniem FPP dotychczasowe porażki podobnych planów wynikają poniekąd właśnie ze zbyt ambitnych założeń. Dlatego proponujemy, aby przepisy wchodziły w życie co kwartał – ale za to bez wyjątków lub z bardzo ograniczonymi wyjątkami. Podobnie sensowne jest ustalenie systemu określania długości vacatio legis. Nie zawsze bowiem odsunięcie w czasie wejścia w życie drobnych zmian wymaga długiego okresu przygotowania. Natomiast podstawowy termin 14 dni dla ustaw jest zdecydowanie za krótki. Naturalnie – wielkie, systemowe zmiany powinny wchodzić w życie po znacznie dłuższym okresie vacatio legis. Obecnie w ogóle nie zwraca się uwagi na nowelizowanie tych samych ustaw w krótkim okresie czasu. To tylko potęguje chaos prawny” –
podkreśla Grzegorz Lang, radca prawny, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Federacja Przedsiębiorców Polskich zebrała swoje doświadczenia z udziału w procesie legislacyjnym w raporcie z grudnia 2018 r., w którym przedstawiła siedem rekomendacji na rzecz dobrego prawa. Rekomendacje odnoszą się do różnych aspektów stanowienia prawa – tak proceduralnych, jak i merytorycznych. Ich wspólnym mianownikiem jest wzajemny szacunek przygotowujących przepisy i ich adresatów, a także otwartość na wiedzę i doświadczenia innych. Rekomendacje dotyczą:

  • stabilności prawa – czyli możliwie rzadkich zmian
  • efektywności prawa – czyli ukierunkowania na efekt, bez uregulowań incydentalnych (często wprowadzanych pod pozorem tzw. doprecyzowywania przepisów)
  • stałego podnoszenia jakości prawa – czyli wyzbycia się „akcyjności” zmian na rzecz stałego, usystematyzowanego monitoringu
  • wzmocnienie analiz skutków regulacji, co wymaga odpolitycznienia ich przeprowadzania
  • weryfikacji założeń projektodawcy i korzystania z wiedzy eksperckiej
  • sprawności samego procesu legislacyjnego – przez zróżnicowanie złożoności procedur w zależności od ciężaru gatunkowego projektów
  • dostępności do prawa – przez dążenie do prostoty i zapewnienie przejrzystości publikacji prawa.

Najważniejsze, aby każda zmiana była wprowadzana możliwie szeroko i konsekwentnie. Dobre prawo powstaje w ciszy, z dala od blasku fleszy i licytacji politycznych. To jednak wymaga od decydentów wytrwałości i konsekwencja stosowania zasad poprawnej legislacji, pomimo częstych pokus pójścia na skróty.

Joe Biden ujawnił swój plan wyciągania gospodarki z kryzysu

Prezydent-elekt Biden chce wypełnić pokładane w nim nadzieje na wsparcie gospodarki, ale zaoferowane 1,9 bln USD w wydatkach może być trudne do zrealizowania. Oczekiwania rynkowe były wyższe, stąd dzisiejsza sprzedaż faktów. USD odbija, mimo że prezes Fed Powell uderzył w gołębie tony.

Joe Biden ujawnił swój plan wyciągania gospodarki z kryzysu. W kwocie 1,9 bln USD zawierają się czeki zapomogowe, zasiłki dla bezrobotnych, środki na zarządzanie walką z pandemią oraz pomoc dla władz stanowych i federalnych. Rozważana jest też podwyżka płacy minimalnej. Inicjatywa to głównie postulaty Demokratów, które były poruszane w ubiegłym roku, ale regularnie torpedowane przez Republikanów. Oznacza to, że są nikłe szanse, aby pakiet przeszedł przez Senat w zaprezentowanej formie, gdyż do przegłosowania oporu Republikanów będzie potrzeba 60 głosów (przy 50 w rękach Demokratów). W rezultacie bardzo możliwe, że końcowa wielkość pakietu, która udałoby się przepchnąć przez Kongres, może być mniejsza nawet o połowę. Uczestników rynku dosięga brutalna rzeczywistość polityczna – niebieska fala ma swoje ograniczenia w zasadach działania Kongresu. Budowane w ostatnich dniach oczekiwania były wygórowane. Do tego Biden przestrzegł, że każdy będzie musiał częściowo ponieść ciężar pakietu w podatkach (prędzej bardziej zamożni Amerykanie i firmy). W końcowym rozrachunku to zastrzyk fiskalny dla całej gospodarki będzie miał kluczowe znaczenie, na razie nie ma potencjału na dodatkowy optymizm. Sprzedaż faktów przed weekendem ma sens, zanim „przegryzie” się idea długofalowej ekspansji fiskalnej.

Dalej uważam, że w obecnych warunkach nie ma miejsca na umocnienie dolara i tylko świadomość wysokich wycen walut G10 względem USD w okresach zawahania przechyla szalę na rzecz redukcji pozycji. Wczoraj mieliśmy próbkę tego, w która stronę podążałby dolar, gdyby inwestorzy nie wdawali się w dywagacje na temat przedwczesnego zwrotu w polityce Fed. USD znalazł pretekst do umocnienia w wyższych rentownościach obligacji, które rosną na oczekiwaniach, że ekspansja fiskalna pchnie w górę inflację, a na co Fed zareaguje zacieśnianiem polityki. Osobiście wątpię w ten ostatni element łańcucha, a w czwartek znalazłem potwierdzenia w słowach prezesa Fed Powella. Stwierdził on, że Fed poczeka na trwałe przekroczenie celu inflacyjnego na poziomie 2 proc. i w najbliższym czasie nie będzie się przymierzał do podwyżki stóp procentowych ani ograniczenia skupu aktywów. Powell dodał, że podejście Fed będzie mniej ilościowe, a bardziej skupi się na jakościowym osądzie danych. Innymi słowy nie ma konkretnego poziomu inflacji, który da sygnał do podwyżki, a większe znaczenie będą miały inne wskaźniki, np. związane z rynkiem pracy. W moim odczuciu Powell robi wszystko, by przekonać rynki, że przyszła polityka Fed nie może być analizowana według starych wzorców, kiedy strach decydentów przed uciekającą inflacją skłaniał ich do przedwczesnej normalizacji. Ale ekspertów od Fed na rynku jest tyle samo, co ekspertów o skoków narciarskich w Polsce, więc przekonanie wszystkich do swojej racji nie będzie dla Powella łatwym zadaniem.

W USA mamy dziś wysyp kluczowych danych o aktywności gospodarczej, gdzie częściowo powinniśmy obserwować negatywny wpływ ekspansji pandemii COVID-19. Ryzyko dotyczy przede wszystkim sprzedaży detalicznej. Ograniczenie zgromadzeń powinno przyhamować sezonowe zakupy świąteczne, podczas gdy zamknięcie restauracji obniży sprzedaż żywności. Z drugiej strony wzrost cen paliw zwiększy ich udział w wolumenie zakupów. Dobry wynik powinna za to pokazać produkcja przemysłowa, gdyż aktywność tego sektora nie słabnie w odpowiedzi na ożywienie globalne oraz poprawę sytuacji w sektorze paliwowym wraz ze wzrostem cen ropy naftowej. Indeks NY Empire State prawdopodobnie wzrośnie na oczekiwaniach poprawy perspektyw gospodarczych wraz z uruchomieniem pakietów fiskalnych. Indeks nastrojów konsumentów pokaże jaka jest wypadkowa ekspansji koronawirusa i zapowiedzi wypłaty czeków w wysokości 2000 USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PSPA o konferencji uzgodnieniowej ustawy o elektromobilności

Przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska, w ramach konferencji uzgodnieniowej projektu ustawy o zmianie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz niektórych innych ustaw, odnieśli się do uwag zgłoszonych w procesie konsultacji publicznych i przedstawili kierunki zmian. – Uwzględniono wiele spośród uwag branży, ale pozostają obszary, w których proponowane zmiany pociągają za sobą negatywne konsekwencje dla rynku – uważa Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych.

Organizatorzy konferencji, która odbyła się w dniach 12-13 stycznia br., poinformowali, że w ramach prac nad projektem i we współpracy z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii, przygotowywane są przepisy wdrażające postanowienia Dyrektywy 2018/844 z dnia 30 maja 2018 r. zmieniającej dyrektywę 2010/31/UE w sprawie charakterystyki energetycznej budynków i dyrektywę 2012/27/UE w sprawie efektywności energetycznej. Dyrektywa przewiduje obowiązek wyposażania budynków nowych i poddawanych ważniejszym renowacjom we wstępną infrastrukturę kanałową, celem umożliwienia późniejszej instalacji punktów ładowania.

Dobrą informacją jest także utrzymanie pakietu przepisów ułatwiających instalację punktów ładowania w istniejących budynkach wielorodzinnych na wniosek mieszkańców – posiadaczy pojazdów elektrycznych. Całość propozycji w tym zakresie jest efektem prac prowadzonych w ramach „Białej Księgi Elektromobilności” PSPA.

– Zmiany były nieznaczne, a niektóre z nich pozytywnie nas zaskoczyły. Mowa o podwyższeniu mocy punktu ładowania, na którego instalację wystarcza zgoda w rozumieniu czynności zwykłego zarządu: z 7,4 kW do 11 kW. Ostateczny kształt projektowanej regulacji, w wersji zaprezentowanej przez Ministerstwo, otwiera furtkę do poprawy sytuacji mieszkańców budynków wielorodzinnych korzystających z samochodów elektrycznych. Brzmienie przepisów w nowej treści będziemy jeszcze weryfikować, kiedy zostaną upublicznione – mówi Joanna Makola, prawnik i kierownik projektu Biała Księga Elektromobilności PSPA.

Ministerstwo przychyliło się także do propozycji PSPA w zakresie wprowadzenia zmian w relacjach pomiędzy operatorem ogólnodostępnej stacji ładowania (OOSŁ) a dostawcą usługi ładowania (DUŁ). Model funkcjonowania rynku opisany w obowiązującej wersji ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych oznacza w praktyce brak możliwości świadczenia usług ładowania przez więcej niż jednego dostawcę usług ładowania na jednej stacji ładowania. Wynika to z szeregu przepisów, składających się na opis obowiązków podmiotów tworzących rynek ogólnodostępnej infrastruktury, w tym zwłaszcza, niewdrażalny w praktyce, mechanizm kupowania i rozliczania energii elektrycznej przez dostawców usług ładowania.

– Można spodziewać się zmian w propozycji obligatoryjnego zapewnienia dostępu do infrastruktury OOSŁ przez zewnętrznych DUŁ i w okresie przejściowym rynkowego uregulowania relacji OOSŁ-DUŁ w zakresie dostępu do infrastruktury. Elementem podlegającym zmianom w ustawie ma też być charakterystyka działalności i obowiązków DUŁ – mówi Jacek Błaszczyński z PSPA.

W opinii polskiej branży elektromobilności zdecydowanie negatywną informacją jest natomiast utrzymanie wysokich opłat za wpis do rejestru Ewidencji Infrastruktury Paliw Alternatywnych. Maksymalna wysokość opłaty, którą od pojedynczej stacji ładowania będzie musiał uiścić operator stacji ładowania to 25 zł miesięcznie. Dodatkowo opłatę ryczałtową w wysokości 250 zł miesięcznie mają zostać obciążeni dostawcy usługi ładowania. Konkretny wymiar opłaty doprecyzuje rozporządzenie wykonawcze. Fakt pojawienia się dodatkowej opłaty od początku prac nad projektem nowelizacji budził duże i zrozumiałe kontrowersje.

– Jest to nowa opłata nałożona na uczestników rynku i potencjalnie bardzo dotkliwa. Nie znajdujemy dla niej żadnego uzasadnienia. Skutek może być jeden – wyhamowanie tempa rozwoju rynku ogólnodostępnej infrastruktury. Biorąc pod uwagę ilość stacji ładowania w Polsce na koniec 2020 roku, Urząd Dozoru Technicznego, który już teraz pobiera również opłaty z tytułu odbiorów stacji ładowania, maksymalnie mógłby zostać zasilony kwotą powyżej 400 tys. złotych. Prognozy zawarte w Polish EV Outlook zakładają rozwój rynku do poziomu 48 tys. ogólnodostępnych punktów ładowania, co oznacza kwotę przekraczającą nawet 10 mln złotych. Wprowadzenie opłat negatywnie równoważy okoliczność przyjęcia E-Taryfy, o której przyjęcie branża długo zabiegała – dodaje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzajacy PSPA.

Do zmian na korzyść należy zaliczyć wycofanie się resortu z takiej konstrukcji prawnej Stref Czystego Transportu (SCT), jaką przewidywał projekt w wersji z dnia 10 listopada 2020 r. Ministerstwo uwzględniło uwagi branży i zrezygnowało z proponowanego wcześniej, ustawowego prawa wjazdu do SCT pojazdów napędzanych LPG. Wycofano również projekt przepisu wiążącego prawo wjazdu do stref z określonymi normami EURO w określonych przedziałach czasowych. Według nowej propozycji, gminy o liczebności powyżej 100 tys. mieszkańców, w których odnotowano przekroczenia poziomu emisji tlenków azotu (NOx), będą miały prawny obowiązek ustanowienia SCT. Z projektu znika przepis dopuszczający wjazd dla pojazdów należących do przedsiębiorców oraz pojazdów użytkowanych w celu pomocy osobom potrzebującym wsparcia w sprawach życia codziennego, który, przy tak ogólnym określeniu, otwierał furtkę do nadużyć. Rada gminy zachowa jednak prawo do ustanawiania dodatkowych wyłączeń od ustawowego zakazu wjazdu.

– Na jednoznacznie negatywną ocenę zasługuje natomiast zapowiedź wycofania się z przepisów zwalniających pojazdy zero- i nieskoemisyjne o masie powyżej 3.5 t z e-myta oraz opłat za poruszanie się po autostradach – dodaje Joanna Makola.

Podczas dwudniowej konferencji uzgodnieniowej uczestnicy zgłosili uwagi doprecyzowujące w zakresie definicji ustawowych, w tym zwłaszcza w odniesieniu do wodoru i infrastruktury tankowania wodorem. Organizatorzy spotkania zapowiedzieli upublicznienie nowej wersji projektu ustawy zmieniającej z końcem stycznia br.

Nadciąga rok silnego złotego – prognoza kursu na 2021 r.

W minionym roku złoty stracił na wartości w relacji do większości głównych walut świata. Bardzo mocno przyłożył się do tego Narodowy Bank Polski, który pod koniec grudnia interwencjami na rynku walutowym podbił o ok. 4 proc. kursy dolara, franka czy euro. Zdaniem głównych instytucji walutowych świata, złoty z nawiązką odrobi straty, a wręcz ma być najsilniejszą walutą 2021 r.

W ostatnim roku kursy CHF/PLN i EUR/PLN podniosły się o mniej więcej 7 proc. Z kolei dolar amerykański jest o ok. 2 proc. tańszy niż przed rokiem. Szczególnie wyróżnia się natomiast korona szwedzka, która w relacji do złotego kosztuje obecnie ok. 12 proc. więcej niż w styczniu 2020 r. i jest zarazem najdroższa od 2017 r.Waluty, które podrożały Słabość dolara

Złoty ma wieść prym i odrabiać straty

Które waluty na początku 2021 r. są najbardziej pozytywnie postrzegane przez instytucje finansowe, i czy w tym gronie znajdziemy złotego? Główną miarą w tym zakresie jest mediana (wartość środkowa) prognoz walutowych zbieranych przez najważniejszą finansową agencję informacyjną świata – Bloomberg. Określa się ją mianem rynkowego konsensusu.

Okazuje się, że międzynarodowe banki inwestycyjne i inne instytucje finansowe wśród 20 najistotniejszych walut najbardziej pozytywnie postrzegają perspektywy złotego – mówi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Z oczekiwań rynkowych wynika, że kurs EUR/PLN powinien spaść do 4,35, czyli pandemicznych minimów z lata ub.r. Jeszcze mocniej, gdyż o ok. 5 proc., może w tym roku potanieć dolar. Pozytywna dla polskiej waluty tendencja ma trwać również w kolejnym roku. Prognozy zakładają, że na koniec 2022 r. za euro płacić będziemy 4,30 zł, a za dolara mniej niż 3,40 zł.

Na umocnienie przyjdzie poczekać

Na spełnienie się optymistycznych prognoz możemy jednak poczekać, przede wszystkim za sprawą wspomnianych już działań Narodowego Banku Polskiego, który chciałby, żeby słabsza waluta pomagała gospodarce wychodzić z covidowego załamania.

Grudniowymi interwencjami NBP potwierdził swoją renomę najłagodniej usposobionych władz monetarnych w regionie. Wraz ze skrajnie niską atrakcyjnością odsetkową złotego stanowi to balast i czynnik neutralizujący pozytywne fundamenty – ocenia analityk Cinkciarz.pl.

Wspomniane fundamenty tworzą przede wszystkim relatywnie silna gospodarka i nadzwyczaj korzystna dla waluty sytuacja w bilansie płatniczym – obecnie notowana jest rekordowa nadwyżka na rachunku bieżącym obrotów z zagranicą.

W 2020 r. dynamika PKB wyniosła ok. -3 proc. r/r. Tymczasem w 2021 r. możemy oczekiwać ponad 4 proc. odbicia, a to już jest wzrost dynamiki PKB nieosiągalny dla większości najważniejszych gospodarek świata – zauważa analityk Cinkciarz.pl.

Tolerancja NBP dla silniejszego złotego będzie rosnąć wraz z wychodzeniem rodzimej i globalnej gospodarki z pandemicznego krachu pod wpływem masowych szczepień.

W związku z tym, w pierwszym kwartale kurs EUR/PLN być może jeszcze nie zdoła się oderwać od bariery 4,50 – prognozuje Bartosz Sawicki.

Dolar pozostanie słaby?

W ubiegłym roku, od dna rynkowego krachu wykrystalizowała się tendencja osłabienia amerykańskiego dolara do innych głównych walut. Rynki finansowe zostały zalane przez banki centralne walczące z pandemicznym kryzysem właściwie nieograniczoną płynnością finansową. Kapitał zaczął rozlewać się po rynkach finansowych w poszukiwaniu jak najwyższych stóp zwrotu.

W takim otoczeniu bazującego apetytu na ryzyko popyt na dolara, postrzeganego wciąż jako bezpieczną walutę i fundament światowego rynku finansowego, był bardzo słaby. W łagodzeniu polityki przodowała amerykańska Rezerwa Federalna, co pogłębiło tarapaty najważniejszej waluty.

Jakby tego było mało, atrakcyjność dolara podkopuje wyższa niż w innych gospodarkach rozwiniętych inflacja. Tolerancja dla jej utrzymywania się na podwyższonych pułapach została wręcz wpisana w założenia polityki Fed – komentuje analityk Cinkciarz.pl.

Wszyscy eksperci są dość zgodni, że w 2021 r. globalna gospodarka ostro przyspieszy, a kapitał powinien jeszcze szerszym strumieniem odpływać od dolara w kierunku innych walut. Taka ocena znajduje potwierdzenie także w prognozach walutowych: dolar w 2021 r. ma stracić względem euro, franka, jena czy walut skandynawskich. Ponownie bardzo silna ma być szwedzka korona. Należy jednocześnie podkreślić, że dynamika wyprzedaży dolara powinna być dużo słabsza niż w poprzednim roku.

Są jednak waluty gospodarek rozwiniętych, które przestaną korzystać na słabości dolara. Stabilny powinien być kurs funta, na którego umocnienie – pomimo uniknięcia bezumownego brexitu – może nie pozwolić skomplikowana sytuacja gospodarcza i perspektywy polityki pieniężnej Banku Anglii. Z kolei lekkie straty mają zaliczyć waluty Antypodów. Trzeba jednak pamiętać, że od pandemicznego dna kurs dolara australijskiego i nowozelandzkiego podniósł się aż o odpowiednio 40 i 30 proc.

Niejednoznaczne perspektywy walut rynków wschodzących

Podobnie jak w przypadku złotego, pozytywnie postrzegane są perspektywy innych walut naszego regionu, czyli znajdujących się w porównywalnym położeniu czeskiej korony oraz węgierskiego forinta. Również rubel, w tym przypadku za sprawą oczekiwanej kontynuacji wzrostów cen surowców energetycznych, ma się wyraźnie umacniać pomimo widma potencjalnych sankcji w erze prezydentury Joe Bidena.

Co ciekawe, najsłabsza w gronie najistotniejszych walut turecka lira, która pomimo odrabiania strat w czwartym kwartale, znów ma ostro tracić na wartości. Nierównowagi trapiące tę ważną gospodarkę wschodzącą i polityczne ingerencje w niezależność banku centralnego będą jeszcze długo odbijać się czkawką – szacuje analityk Cinkciarz.pl.

Fundusze liczą na okazje do inwestowania w branżach dotkniętych kryzysem. Ich aktywność rośnie, ale prawie połowa spodziewa się mniejszych budżetów na inwestycje

90 proc. funduszy aktywnych w Polsce, pomimo pandemii i kryzysu, dobrze ocenia swoją obecną sytuację. 66 proc. określą ją jako stabilną, a 24 proc. spodziewa się poprawy – wynika z badania „Barometr branży Private Equity i Venture Capital”. W 2021 rok wchodzą z ostrożnym optymizmem. – Inwestorzy oceniają, że ten rok będzie szansą na zakup spółek po dobrych cenach, które zostały skorygowane podczas pandemii, albo na sprzedaż firm, które nie zostały dotknięte kryzysem – informuje Piotr Dalak z JP Weber, współautor raportu.

– Sektor private equity i venture capital dobrze poradził sobie z kryzysem. Na przełomie roku fundusze oceniają swoją sytuację na dobrą lub bardzo dobrą. Jest to naturalne po spowolnieniu w roku 2020 – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Dalak, associate partner z JP Weber.

Jak wskazuje „Barometr branży Private Equity i Venture Capital”, przeprowadzony przez firmę doradczą JP Weber pod patronatem Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych, mimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej w kraju co piąty fundusz (21 proc.) ocenia, że 2020 rok zakończy ze zwrotem z inwestycji na plusie. Niemal połowa spodziewa się podobnego poziomu zwrotu z inwestycji co w 2019 roku, a co trzeci badany uważa, że zwrot będzie niższy niż rok wcześniej. Równocześnie jednak 44 proc. badanych funduszy spodziewa się zmniejszenia budżetów na nowe inwestycje.

Kiedy spojrzymy na aktywność funduszy, widać, że przez pierwsze trzy kwartały roku koncentrowały się one na swoich spółkach portfelowych. Dopiero ostatni kwartał pokazał wyraźne zaangażowanie w inwestycje, co było widać po liczbie rozpoczętych projektów due diligence – mówi associate partner z JP Weber. – Teraz fundusze przeszły w proces akwizycji lub też dezinwestycji, w zależności od etapu rozwoju ich spółek portfelowych. Widzimy, że ich aktywność rośnie, co jest naturalne, biorąc pod uwagę spowolnienie w pierwszej połowie 2020 roku.

Niemal połowa funduszy (46 proc.) wskazuje, że pandemia nie wpłynęła na ich decyzje inwestycyjne. Kolejne 28 proc. mówi, że dostrzega ten wpływ w niewielkim stopniu, a 25 proc. – że był on znaczący. Co piąty ankietowany fundusz spodziewa się, że wpływ pandemii na gospodarkę będzie długoterminowy.

Jak podkreśla ekspert JP Weber, fundusze postrzegają 2021 rok jako okres nowych szans, w którym będą dążyć do zakupu spółek po dobrych cenach, skorygowanych przez kryzys, albo do sprzedaży firm, które nie zostały dotknięte kryzysem i pozwolą osiągnąć wysokie zwroty z inwestycji.

Spodziewamy się, że liczba przeprowadzonych inwestycji w roku 2021 wzrośnie w porównaniu do roku 2020 – ocenia Piotr Dalak. – Jednym z głównych czynników, który może skłonić fundusze do zwiększenia swojej aktywności, są atrakcyjne wyceny, tzw. łapanie okazji. Fundusze patrzą na długoterminowe wzrosty ze swoich inwestycji, więc zakupienie spółki na tzw. dołku jest idealnym momentem do tego, żeby zrealizować swoją strategię i planowany zwrot z inwestycji.

Eksperci spodziewają się ożywienia nie tylko w branżach, które ucierpiały na skutek kryzysu, lecz także w tych, które wyszły z niego obronną ręką. Przykładem jest sektor IT, i to mimo wysokich wycen spółek.

Fundusze private equity są szczególnie skupione na IT, retail i e-commerce oraz healthcare. Jest to naturalne, gdy popatrzymy na to, co się działo w roku 2020. Z kolei w centrum zainteresowania venture capital są gaming, sztuczna inteligencja oraz rozwiązania PII [umożliwiające identyfikację – red.]. Spółki IT są oceniane jako przewartościowane, jakkolwiek cieszą się największym zainteresowaniem wśród planowanych inwestycji funduszy. Jest to ciekawe, biorąc pod uwagę to, że fundusze wolą kupić tanio i sprzedać drogo, co naszym zdaniem oznacza, iż potencjał rynku IT w okresie długoterminowym dla Polski jest bardzo duży – podkreśla ekspert JP Weber.

W ocenie badanych w wielu branżach wycena spółek jest dziś zawyżona. Fundusze PE wskazały przede wszystkim na sektory IT, retail i e-commerce oraz healthcare i pharma, natomiast fundusze VC wymieniły gaming, fintech oraz AI. Eksperci wskazują, że to może być przyczyna, dla której większość funduszy planuje transakcje ze spółkami działającymi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a tylko 1/3 – inwestycje w spółki z Polski. Pomimo wysokich wycen sektory IT, medycyna, nowe technologie, ale również produkcja czy automotive powinny odnotować wzmożoną liczbę transakcji w nadchodzących miesiącach.

Na Podhalu kryzys z branży turystycznej rozlewa się na inne branże. Część przedsiębiorców zamierza działać mimo obostrzeń

2020 rok był bardzo trudny dla przedsiębiorców turystycznych na Podhalu. Tatry mogło odwiedzić o 40 proc. turystów mniej niż przed rokiem, a największą bolączką jest zamknięcie turystyki w sezonie zimowym. Rządowe tarcze nie obejmą wszystkich poszkodowanych, co powoduje, że kryzys zaczyna się już rozlewać na inne branże. – Doszliśmy do takiego momentu, gdzie jest tylko frustracja, bunt i nieposłuszeństwo. Może się okazać, że faktycznie część biznesów otworzy się mimo obostrzeń – mówi Agata Wojtowicz, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

– Nastroje są coraz gorsze z dnia na dzień i z tygodnia na tydzień. Coraz więcej przedsiębiorców jest już na skraju wytrzymałości. Wielu z nich doszło do ściany, do takiego momentu, gdzie pozostaje tylko bezradność, frustracja, bunt i niemalże nieposłuszeństwo, bo nie ma już chyba innego rozwiązania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Wojtowicz.

Coraz głośniejsze w regionie, ale też w innych częściach polskich gór, stają się więc głosy sprzeciwu lokalnych przedsiębiorców i ich zapowiedzi, że bez względu na przedłużające się obostrzenia otworzą swoje biznesy od 18 stycznia. Protest w tej sprawie zorganizowali w ostatnich dniach m.in. mieszkańcy Krynicy-Zdroju czy Zakopanego, Karpacz zapowiedział lokalne referendum w sprawie zniesienia ograniczeń sanitarnych.

Pogorszenie się nastrojów to efekt przedłużenia do końca stycznia restrykcji, spośród których najbardziej dotkliwe są zamknięcie hoteli, restauracji, stoków narciarskich i innych górskich atrakcji turystycznych. Cały ten rok dał się przedsiębiorcom turystycznym na Podhalu we znaki. Izba szacuje, że liczba turystów w całym roku była o ok. 40 proc. niższa niż w 2019 roku, a miesiące letnie dały tylko chwilowy oddech właścicielom hoteli, pensjonatów czy restauracji. Problem w tym, że największe ograniczenia przypadły na szczyt sezonu zimowego i ferie szkolne.

– To nie jest już tylko kryzys branży turystycznej, w miejscowościach o charakterze turystycznym na Podhalu mówimy o kryzysie wszystkich branż. Większość z nich żyje i funkcjonuje dzięki przyjazdom turystów. Faktycznie może się okazać, że może nie wszystkie, ale część biznesów się otworzy mimo zakazów – ocenia, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Na rządowe wsparcie może liczyć tylko część przedsiębiorców. Zgodnie z założeniami tarczy 6.0. przysługuje ona tylko wybranym branżom, najbardziej dotkniętym kryzysem. Wyznacznikiem są kody PKD prowadzonej działalności, a to powoduje szereg problemów. Przykładowo od 16 grudnia o dodatkowe świadczenie postojowe mogą wystąpić osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą oznaczoną, według Polskiej Klasyfikacji Działalności, kodem 55.10.Z (hotele i podobne obiekty zakwaterowania). Podmioty, które świadczą usługi zakwaterowania oparte na PKD 55.20.Z (inne obiekty noclegowe turystyczne i miejsca krótkotrwałego zakwaterowania), PKD 55.30 (pola kempingowe i pola namiotowe) czy PKD 68.20 (wynajem i zarządzanie nieruchomościami udostępnianym na usługi zakwaterowania) zostali praktycznie pozostawieni sami sobie.

– W wykazie firm, które mogły starać się o pomoc z tarczy 6.0, nie zakwalifikowano tych, które zajmują się krótkoterminowym wynajmem, gdzie indziej niesklasyfikowanym. To pokoje gościnne, których pod Tatrami jest naprawdę bardzo dużo. Czyli de facto można powiedzieć, że od lata ci ludzie nie mają żadnej pomocy i w tej chwili także żadnych perspektyw otrzymania jej w najbliższym czasie – mówi Agata Wojtowicz.

Tarcza Finansowa PFR 2.0 ma wesprzeć finansowo część branż. Wiadomo, że na pomoc mogą liczyć przedsiębiorcy prowadzący działalność na podstawie   55.20.Z, czyli obiekty noclegowe turystyczne i miejsca krótkotrwałego zakwaterowania. Co jednak istotne, jest to wsparcie dla firm, które zatrudniają co najmniej jednego pracownika. Większość górali, którzy oferują pokoje na wynajem, prowadzi jednoosobową działalność. Z tej pomocy nie skorzystają także m.in. przewodnicy czy piloci.

– Jeżeli jeszcze w ocenie rządu nie jesteśmy gotowi na to, aby w jakikolwiek sposób uwolnić gospodarkę, to musi pomyśleć o pomocy, która trafi do wszystkich firm bez względu na to, czy zatrudniają pracowników, czy nie. Nie można ludzi zostawić bez jakichkolwiek środków do życia. Nam de facto już jesienią skończyły się środki, które mieliśmy wypracowane zimą zeszłego roku – wskazuje prezes TIG. – Ludzie mają kredyty, leasingi. To są rzeczy, które trzeba co miesiąc spłacać. Sytuacja zarówno małych, jak i dużych firm jest coraz gorsza.

Samo zwolnienie z opłacania składek na ubezpieczenia społeczne i świadczenie postojowe to tylko kropla w morzu potrzeb. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wciąż nie wiadomo, kiedy rząd zdecyduje się na odmrożenie branży turystycznej. Górale już jesienią przedstawili swoje propozycje, wypracowane z epidemiologami, częściowego otwierania działalności turystycznej – hotelarskiej i gastronomicznej.

– Przyrasta grupa osób, które zachorowały, są ozdrowieńcami, osób, które mają przeciwciała. Za chwilę będzie kolejna grupa osób zaszczepionych i na pewno tę część osób moglibyśmy przyjmować. Jesteśmy gotowi sprostać wszelkim wymaganiom reżimowym. Otwarcie gospodarki, nawet w pewnych ramach i w węższym zakresie, da chociaż malusieńki impuls dla tej gospodarki – przekonuje  Agata Wojtowicz. – Jakiekolwiek, nawet niewielkie otwarcie i możliwość powrotu do pracy wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem.

Jak podkreśla, problemem jest też brak dialogu z rządem, a wszystkie decyzje podejmowane są bez konsultacji. Przedłużanie obostrzeń bez wsparcia dla wszystkich przedsiębiorców może skończyć się ogromnym bezrobociem, a to może pociągnąć za sobą pogłębienie innych problemów społecznych.

– Oczekujemy od rządzących zwolnienia chociażby z płacenia ZUS-u, pomocy, która przynajmniej w jakimś stopniu ograniczy straty. De facto wszystkie środki pomocowe w tej chwili wiążą się z porównywaniem przychodów, a tak naprawdę każda działalność, nawet jednoosobowa, ma stałe koszty funkcjonowania. To źródło pomocy powinno być związane ze stratami, które ponosimy, z rekompensatą części tych strat. W przeciwnym razie oprócz niezadowolenia i buntu zaczną dochodzić coraz większe problemy społeczne – przestrzega prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Dostawy szczepionek do państw UE ruszą pełną parą w II kwartale. Wtedy może pojawić się problem z wydolnością systemu szczepień

Komisja Europejska zakontraktowała do tej pory w sumie 2,3 mld dawek szczepionek na COVID-19 od sześciu firm farmaceutycznych. Jeżeli rozmowy z dwoma kolejnymi zakończą się podpisaniem umów, ta liczba jeszcze wzrośnie. – UE już w tej chwili ma dużo więcej dawek, niż sama potrzebuje – mówi dyrektor Przedstawicielstwa KE w Polsce, dr Marek Prawda. Dostawy mają ruszyć w pełni w II kwartale br., ale niektóre kraje się niecierpliwią i prowadzą z producentami indywidualne rozmowy dotyczące zakupu dodatkowych szczepionek. Jak podkreśla ekspert, te negocjacje nie mogą w żaden sposób ograniczać wywiązywania się z dostaw  w ramach unijnego programu.

Indywidualne negocjacje prowadziły m.in. Niemcy, które – według medialnych doniesień – miały rozmawiać z firmami BioNTech i Pfizer oraz CureVac w sprawie zakupu na własną rękę dodatkowych 50 mln szczepionek. Wzbudziło to duże kontrowersje na forum UE, ponieważ wcześniej wszystkie kraje zgodziły się, że nie będą samodzielnie negocjować z producentami, aby uniknąć rywalizacji o szczepionki.

 To, że prowadzone są rozmowy bilateralne, wynika z nerwowych reakcji w poszczególnych krajach. W Niemczech przetoczyła się debata typowa dla społeczeństwa bogatego, sytego i w związku z tym trochę niecierpliwego, że jak to możliwe, abyśmy w styczniu i lutym ciągle mieli do wykorzystania za mało szczepionek, skoro daliśmy na to najwięcej pieniędzy. Niemcy zapłaciły firmie BioNTech 375 mln euro, żeby mogła zwiększyć swoje zdolności wytwórcze. Rząd niemiecki jest oskarżany przez obywateli o nadmiar solidarności – mówi agencji Newseria Biznes dr Marek Prawda, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. – To jest typowe dla wszystkich nieracjonalnych debat w trudnych sytuacjach.

Komisja Europejska zaznacza, że wszystkie 27 państw UE zobowiązało się – wiążąco prawnie – wyłącznie do wspólnych negocjacji i zakupów szczepionek. Dwustronne, indywidualne umowy państw UE z producentami mogą być zrealizowane tylko po uprzednim wywiązaniu się z umów wynegocjowanych z Brukselą w ramach wspólnego mechanizmu zakupów.

– Rozmowy bilateralne, prowadzone przez niektóre kraje z producentami, nie mogą w żaden sposób ograniczać wywiązywania się z dostaw obiecanych w ramach unijnego programu – podkreśla ekspert. – Przyjdzie czas, że być może państwa członkowskie będą uzupełniały swoje dostawy, ale w tej chwili UE zakontraktowała ok. 2,3 mld szczepionek, które częściowo już są, a częściowo będą do nas spływać w kolejnych tygodniach i miesiącach. W związku z tym UE ma już w tej chwili dużo więcej dawek, niż sama potrzebuje. Zresztą wąskim gardłem nie są zamówienia, dlatego rozmowy bilateralne rządów z producentami nie są rozwiązaniem.

Jak podkreśla, większym problemem jest teraz konieczność zorganizowania całego procesu szczepień od strony logistycznej. Po zaaprobowaniu i dopuszczeniu kolejnych preparatów do użytku przez Europejską Agencję Leków trzeba będzie szybko rozprowadzić je po całej Europie i zorganizować punkty szczepień. Dlatego Komisja Europejska już w połowie października zleciła krajom członkowskim opracowanie krajowych strategii w tym zakresie.

– Za kilka czy kilkanaście tygodni tym wąskim gardłem będzie raczej to, czy będzie miał kto szczepić i to w bardzo szybkim tempie. Problem będzie leżał w wydolności systemów – mówi dyrektor Przedstawicielstwa KE w Polsce.

W tej chwili UE ma zakontraktowanych w sumie 2,3 mld dawek szczepionek od sześciu koncernów farmaceutycznych. Dostawy mają ruszyć w pełni w II kwartale br., co potwierdziła komisarz do spraw zdrowia Stella Kyriakides (po odbywającym się w tym tygodniu spotkaniu ministrów zdrowia 27 krajów UE).

– UE już latem zdecydowała się rozmawiać z tymi producentami, których oferty wydawały się najlepsze i najbardziej prawdopodobne. Ale nikt nie wiedział, który z oferentów będzie pierwszy, a kto będzie potrzebował więcej czasu. Dziś już wiemy, że wszystkie konie, na które postawiła UE, szybko biegną do mety, niektóre już dobiegły, a inne zrobią to w najbliższych tygodniach, jak np. AstraZeneca, której szczepionka 29 stycznia ma zostać warunkowo dopuszczona w UE – mówi dr Marek Prawda.

Jak podkreśla, wspólny unijny program zamówień to najbezpieczniejsze i najlepsze rozwiązanie, jakie UE mogła przyjąć. Co więcej, jest to pierwsze takie przedsięwzięcie w historii wspólnoty.

 Nigdy dotąd nie było tak, żebyśmy wspólnie uzgodnili portfolio towaru, który kupujemy, że będziemy w tej kwestii współpracować, wymieniać się informacjami i robić wszystko, żeby zwiększyć zdolności produkcyjne firm, a przede wszystkim, co trzeba podkreślić, żeby zapewnić równy i sprawiedliwy podział dla bogatych i biednych, małych i dużych. W wyniku tej decyzji o wspólnym zakupie wszyscy są w takiej samej sytuacji i nikt nie zostanie pozostawiony z tyłu – podkreśla dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Pierwszą szczepionką na COVID-19 dopuszczoną do użytku w UE był preparat opracowany przez firmy Pfizer i BioNTech. 21 grudnia został zaaprobowany przez Komisję Europejską i trafił na rynek pod marką Comirnaty. Akcja szczepień w większości krajów UE ruszyła pod koniec grudnia. Początkowo KE zakontraktowała 300 mln dawek szczepionki Pfizera, ale w ubiegłym tygodniu poinformowała o wynegocjowaniu dodatkowych 300 mln, które będą dostarczane od II kwartału br.

Dopuszczony do użytku w UE został także preparat Moderny, zaaprobowany przez KE 6 stycznia. Unia ma zakontraktowane w sumie 160 mln dawek, które będą dostarczane w kolejnych miesiącach.

12 stycznia Europejska Agencja Leków otrzymała też wniosek o dopuszczenie do obrotu szczepionki firmy AstraZeneca (UE ma umowę na ponad 400 mln dawek). Zajmie się nim pod koniec stycznia, co oznacza, że dostawy ruszyłyby już w lutym. Wtedy planowane jest również dopuszczenie do użytku w UE czwartej szczepionki firmy Janssen Pharmaceutica, należącej do koncernu Johnson & Johnson, której dostawy ruszyłyby w kwietniu.

– UE zamówiła 400 mln dawek szczepionki Astra Zeneca i większa część z nich ma popłynąć do nas już w lutym. Jeżeli kolejny producent – CureVac, u którego zakupiliśmy 405 mln dawek – też będzie dostępny za kilkanaście tygodni, przy czym te szczepionki są już produkowane, nastąpi radykalne przyspieszenie. To znaczy, że od strony zamówień zrobiono wszystko, co można było zrobić – podkreśla Marek Prawda.

12 stycznia Komisja Europejska zakończyła także wstępne rozmowy z firmą Valneva dotyczące zakupu opracowanej przez nią szczepionki. Umowa ma objąć 30 mln dawek z opcją dokupienia dodatkowych 30 mln na późniejszym etapie.

Jurek Owsiak: 29. Finał WOŚP gotowy pod względem organizacyjnym i sanitarnym. Na zbiórkach i aukcjach internetowych uzbierano już ponad 10 mln zł

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gotowa do 29. finału, nietypowego ze względu na pandemię i obowiązujące obostrzenia. Tegoroczna akcja charytatywna to już blisko 8 tys. puszek stacjonarnych, 12 tys. eSkarbonek, prawie 1,4 tys. sztabów oraz rzesza wolontariuszy. – Liczymy się z tym, że w czasie pandemii zebranych pieniędzy może być dużo mniej. Ale zbiórka już trwa i o dziwo jednego dnia potrafi przybyć na naszym koncie ponad milion złotych. W tych czasach to nieprawdopodobna suma – mówi Jurek Owsiak, pomysłodawca i prezes Fundacji WOŚP. Finał rozpocznie się w sobotę 30 stycznia wieczorem.

Pandemiczna rzeczywistość wiele zmieniła, dlatego działamy głównie online’owo, ale nie rezygnujemy z tradycyjnego finału. Wzorem ostatnich kilku lat na placu Defilad budujemy ogromne studio, centrum świata, gdzie zgromadzą się muzycy i goście oraz osoby pracujące przy finale. Ze względów pandemicznych nie będzie publiczności, ale w całej Polsce będą zorganizowane sztaby orkiestry. Gramy także w wielu państwach na wszystkich kontynentach, zdołaliśmy się połączyć nawet z naszą bazą polarników w Norwegii – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jurek Owsiak.

Jak wyjaśnia, organizacja tegorocznego finału przebiega pod znakiem restrykcji epidemiologicznych. Opiera się na przepisach sanitarnych, które weszły w życie pod koniec grudnia, a które zostały stworzone dla Telewizji Polskiej i organizowanego przez nią Sylwestra Marzeń z Dwójką.

Są one zupełnie wystarczające, aby zorganizować sztaby WOŚP i zachowując wszystkie restrykcje, przeprowadzić finał. Sanepid ocenił nasze przygotowania bardzo dobrze. Wszystkie osoby pracujące w warszawskim centrum będą miały każdego dnia wykonywane szybkie testy na COVID-19. Specjalne wejście uniemożliwi osobie z wynikiem pozytywnym kontakt z innymi, co wyeliminuje ryzyko zarażenia. Wszyscy wolontariusze otrzymali już maseczki, a sztaby dysponują płynami do dezynfekcji i zapewniają rękawiczki. Zgodnie ze wskazaniami lekarzy zalecamy, aby nie przylepiać serduszka, tylko podać je do ręki. W tym roku wydrukowaliśmy ich 35 mln – wymienia założyciel i prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Początkowo finał był zaplanowany na 10 stycznia, został jednak przesunięty ze względu na ograniczenia, które wprowadzono od 28 grudnia do 17 stycznia. Rząd zdecydował się je wydłużyć do końca miesiąca, jednak nowy termin finału pozostał w mocy.

– Jesteśmy przygotowani do finału. Byliśmy gotowi już na 10 stycznia i już tylko odliczamy dni. Współpracujemy nadal z naszym operatorem telewizyjnym, czyli TVN, TTV, TVN24, ale także z portalami internetowymi. Będzie można nas zobaczyć o każdej porze dnia i nocy, ponieważ zaczynamy finał już w sobotę, 30 stycznia, o godzinie 21:00 i gramy całą noc poprzedzającą, od godziny 8:00 już będziemy wszyscy w studiu. Scenariusz transmisji jak zawsze będzie pisało życie – będziemy próbowali łączyć się ze sztabami i informować, co w trawie piszczy – zapowiada twórca WOŚP.

Każdy, kto chce wesprzeć orkiestrę, może to zrobić na wiele sposobów, także nie wychodząc z domu. Poza tradycyjną kwestą na ulicach zbiórka jeszcze prężniej niż rok temu działa w internecie. Od 15 grudnia powstało już prawie 12 tys. eSkarbonek, a kolejnych wciąż przybywa (w ubiegłym roku było ich 1,5 tys.). Na prawie 110 tys. aukcji na Allegro, które też rozpoczęły się wcześniej, zebrano już ponad 4,3 mln zł.

Ogółem na cele 29. Finału WOŚP zgromadzono do 14 stycznia ponad 10,4 mln zł. Twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przyznaje, że pandemia może wpłynąć na hojność Polaków i wynik zbiórki będzie skromniejszy niż w poprzednich latach. Ostatni finał przyniósł ponad 186 mln zł, a to suma, którą trudno będzie pobić.

 Ludzie tracą pracę, biznesy oraz zasoby finansowe, które były często zabezpieczeniem ciągłości biznesu. Te zasoby się skurczyły albo w ogóle skończyły. W związku z tym liczymy się z tym, że pieniędzy zebranych podczas finału może być dużo mniej. Ile ostatecznie znajdzie się na koncie WOŚP w dniu finału? Nawet nie próbujemy przewidywać. To dla nas może być dużym zaskoczeniem – dodaje Jurek Owsiak. – Mamy ogromny szacunek dla każdego grosika, który ludzie wrzucają do puszek.

Cel zbiórki podczas 29. Finału WOŚP to wsparcie dziecięcej laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy – taki sam jak 13 lat temu. Sprzęt medyczny, który został wtedy zakupiony, jest już zużyty i przestarzały, dlatego szpitale ponownie wymagają dofinansowania. Wsparcie otrzyma ponad 80 oddziałów w szpitalach w całej Polsce. Pieniądze trafią na zakup takich sprzętów jak zestawy endoskopów laryngologicznych, endoskopy giętkie, egzoskopy, lasery diodowe, koblatory do operacji migdałków, aparaty USG i RTG itp.

Na ten cel już teraz zbieramy pieniądze, ale fundacja prowadzi także ogólnonarodowe programy medyczne, w tym najbardziej znany – badania przesiewowe słuchu, a także program intensywnej terapii noworodka, wspomagania oddechu, czyli zakup respiratorów, które wykorzystują najnowocześniejsze technologie i nie są inwazyjne. Ponadto wspieramy wczesną diagnostykę onkologiczną czy chociażby reumatologię, którą dostosowaliśmy do światowego standardu, także leczenie dzieci chorych na reumatyzm – wymienia prezes Fundacji WOŚP. – Jeżeli jest potrzeba, to te pieniądze możemy przeznaczyć na cele ad hoc. Przykładowo w czasie pandemii ponad 70 mln zł wydaliśmy na zakup urządzeń medycznych i artykułów medycznych potrzebnych szpitalom.

W tym roku już po raz 15. odbędzie się także bieg „Policz się z cukrzycą”, z którego dochód będzie przeznaczony na zakup pomp insulinowych dla kobiet w ciąży chorujących na cukrzycę typu 1. Tym razem nie będzie to jednak bieg masowy, ale wirtualny, czyli uczestnicy, którzy zakupią pakiety, sami wyznaczą sobie trasę na dystansie 5 km i samodzielnie też ją pokonają. Zainteresowanie wirtualnym biegiem przerosło oczekiwania organizatorów – 10 tys. pakietów szybko się rozeszło, ale zapowiadane są kolejne (w zeszłym roku wystartowało 7 tys. biegaczy). Wśród uczestników są także biegacze z innych państw w Europie, Azji czy nawet Oceanii.

– Jesteśmy w blokach startowych. Nic nas nie zaskoczy. Tegoroczny 29. Finał WOŚP będzie trochę inny, ale jest w nas bardzo dużo energii do działania – podsumowuje Jurek Owsiak.

Można już skorzystać z testów wykrywających COVID-19 w zaledwie pięć minut. Dostępne są także superszybkie i skuteczne testy molekularne

Tylko w Polsce od początku pandemii koronawirusa przeprowadzono blisko 8 mln testów. Początkowo popularnością cieszyły się zwłaszcza testy PCR, które potwierdzają lub wykluczają chorobę COVID-19. Obecnie, podczas drugiej fali, częściej wykonywane są testy na przeciwciała, które pozwalają określić, czy dana osoba przeszła już chorobę. Na rynku pojawiają się kolejne, superszybkie testy, które wykrywają koronawirusa  w ciągu kilku minut, jednak mają mniejszą wiarygodność niż testy PCR. W Polsce można wykonać tzw. ultraekspresy, czyli test molekularny RT-PCR, który wyniki podaje do trzech godzin po badaniu.

– Kiedy zaczynała się pandemia, PCR-y były wiodącymi testami. Obecnie, kiedy pandemia jest już z nami jakiś czas, testy na przeciwciała zaczynają wychodzić na prowadzenie. Ludzie, którzy przechorowali i mieli objawy, a nie poszli z tym do lekarza, oraz ci, którzy nie mieli tych objawów, a chcą się sprawdzić, w tej chwili zaczynają wykonywać te testy na przeciwciała – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jakub Strzelczyk, prezes Zdrowegeny.pl.

Światowa Organizacja Zdrowia podkreśla, że testy wykrywające zakażenie SARS-CoV-2 są jednym z podstawowych narzędzi w walce z pandemią. Zgodnie z danymi resortu zdrowia w Polsce dotychczas wykonano blisko 8 mln testów, przy czym ok. 1,4 mln okazało się pozytywnych.

WHO ocenia, że skuteczne strategie testowania opierają się na różnych typach testów, które można stosować w różnych ustawieniach i sytuacjach. Testy molekularne zaczęły być wdrażane w ciągu miesiąca od zsekwencjonowania wirusa, mają głównie charakter laboratoryjny, wymagają odpowiedniej infrastruktury i przeszkolonego personelu. Taki rodzaj testów wykorzystuje odwrócenie transkryptazy (enzymu kopiującego informację DNA do RNA) w reakcji łańcuchowej polimerazy w czasie rzeczywistym (RT-PCR) oraz strategie hybrydyzacji kwasów nukleinowych do identyfikowania RNA wirusa.

– Skuteczność badań PCR jest w tej chwili w granicach 99,6 proc., czyli to są bardzo dokładne testy. Rzeczywiście pokazują stan bieżący, czyli to, czy ktoś ma, czy nie ma koronawirusa w swoim organizmie – podkreśla Jakub Strzelczyk.

Coraz popularniejsze stają się testy antygenowe, które wskazują, czy dana osoba przechodziła już COVID-19. To lokalna współpraca umożliwiła opracowanie i wdrożenie pierwszego Ag-RDT (z ang. antigen rapid diagnostic test) zatwierdzonego przez WHO w ciągu ośmiu miesięcy od pierwszej identyfikacji wirusa. Dla porównania opracowanie pierwszego RDT dla HIV zajęło prawie pięć lat. Kilka innych antygenów RDT dla COVID-19 jest obecnie testowanych.

– Testy na przeciwciała są wykonywane w dwóch klasach: IgG/IgM. To podstawowe klasy, gdzie badamy poziom przeciwciał we krwi i daje nam to obraz tego, czy ta choroba była świeża, jeżeli była w ogóle, czy też już jesteśmy po tej chorobie i te przeciwciała się utrzymują – tłumaczy ekspert.

Testy na przeciwciała są skuteczne niemal w 99 proc. Jak jednak przekonują specjaliści, możliwe są opóźnienia w wytwarzaniu przeciwciał sięgające nawet kilku tygodni po narażeniu danej osoby na kontakt z wirusem.

– Dzisiaj standardowy czas testu PCR jest w granicach do 24 godzin, a testów antygenowych – do 12 godzin. Obydwa testy są dopuszczone przez Ministerstwo Zdrowia i są wpisane jako testy rekomendowane do sprawdzenia zakażeń koronawirusem – zaznacza Jakub Strzelczyk.

Na rynku pojawiają się superszybkie testy, które obiecują wyniki w zaledwie kilka minut. Niedawno naukowcy opracowali elektrochemiczny czujnik stworzony z zastosowaniem papieru pokrytego grafenem, który wykrywa obecność wirusa w mniej niż pięć minut. Inne testy kasetkowe również pozwalają uzyskać wynik w kilka minut, jednak ich wiarygodność jest znacznie mniejsza niż testów PCR i antygenowych. W Polsce można wykonać np. badanie molekularne RT-PCR. Szybsze niż standardowe testy, a przy tym równie skuteczne.

– Mamy w swojej ofercie superszybkie testy, tzw. ultraekspresy. To test molekularny RT-PCR wykonywany na specjalnych aparatach, na specjalnych odczynnikach, i jego czas wynosi do trzech godzin roboczych, czyli rzeczywiście bardzo szybko – ocenia prezes Zdrowegeny.pl.

Pandemia opóźniła część projektów kosmicznych, choć nie zahamowała rozwoju branży. Rok 2021 ma przynieść kolejne istotne misje

Choć większość świata zwolniła w 2020 roku w związku z pandemią, przemysł kosmiczny ruszył do przodu. Para astronautów po raz pierwszy wystartowała na orbitę prywatnym statkiem kosmicznym, na Marsa ruszyły trzy oddzielne misje, a setki milionów kilometrów od Ziemi robot przechwycił największą próbkę asteroidy w historii. Jednocześnie wiele firm z sektora kosmicznego boryka się z problemami, zwłaszcza małe i średnie przedsiębiorstwa, które na ogół stanowią większość podmiotów komercyjnych. Tymczasem jakiekolwiek opóźnienia w dostarczaniu materiałów oznaczają albo ogromny wzrost kosztów, albo konieczność rezygnacji z misji.

Chociaż wydaje się, że wiele firm z sektora kosmicznego radzi sobie z obecnym kryzysem COVID-19, znaczna liczba boryka się z problemami. Dotyczy to zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw, które stanowią większość podmiotów komercyjnych. Pojawiają się coraz większe obawy o średnio- i długoterminowe skutki kryzysu – nie tylko dla budżetów, ale też powodzenia misji.

– Początek 2021 roku, kiedy muszą być sfinalizowane dwa–trzy duże urządzenia dla dwóch poważnych misji, to może być problem i to nie tylko dla mojej instytucji, ale również dla przemysłu, z którym współpracujemy – mówi agencji Newseria Innowacje dr hab. Piotr Orleański, kierownik Laboratorium Satelitarnych Aplikacji Układów FPGA, Centrum Badań Kosmicznych PAN. – Jak na razie udawało nam się dotrzymać terminów z drobnymi opóźnieniami albo z drobnymi komplikacjami wynikającymi z izolacji części personelu ze względu na kwarantannę.

Ocenia się jednak, że branża kosmiczna w mniejszym stopniu niż inne odczuła skutki pandemii koronawirusa. W listopadzie wystartowała misja NASA SpaceX Crew-1 na Międzynarodową Stację Kosmiczną, po certyfikacji systemu przez program załogi komercyjnej NASA. Misja jest pierwszą z serii regularnych, rotacyjnych lotów z astronautami na orbitę. W październiku powiodła się amerykańska misja pobrania próbki asteroidy – NASA OSIRIS-REx pobrała próbkę z asteroidy Bennu, powrót zaplanowano na 2023 rok. Agencja poczyniła też znaczne postępy w kierunku pierwszego testu w locie bez załogi SLS i statku kosmicznego Orion. Za pomocą rakiety SLS możliwa ma być misja powrotu załogowego na Księżyc.

W 2020 roku wystartowały też trzy misje na Marsa, a wśród nich znalazł się duży łazik amerykański – Perseverance. Rok 2021 zapowiada się równie pracowicie, choć pandemia część projektów opóźnia.

– ESA dopuszcza pewne opóźnienia, bo oni też liczą się z tym, że pewnych rzeczy nie będzie można zrobić. Przy współpracy z NASA co tydzień musimy składać raporty z sytuacji COVID-owej w zespole. To pewien standard, który oni zbierają od wszystkich instytucji zaangażowanych w eksperyment i mają obowiązek się do tego jakoś odnieść. Już wiemy, że np. pewne przeglądy, które w projekcie zawsze następują, są przesuwane o kilka tygodni czy dwa miesiące ze względu na to, że nie wszystkie rzeczy można zrobić na czas – tłumaczy dr hab. Piotr Orleański.

Na 2021 rok zaplanowano kilka istotnych misji. Po wieloletnich opóźnieniach ma zostać wyniesiony Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, czyli następca Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Ma on pozwolić na zbadanie wczesnego Wszechświata i atmosfery odległych egzoplanet. W listopadzie ma ruszyć pierwsza misja księżycowej rakiety SLS i statku Orion. To najważniejszy test przed pierwszym od dawna lotem załogowym w okolice Księżyca.

Nie mniej istotna, zwłaszcza dla przyszłego bezpieczeństwa Ziemi, jest misja NASA DART. Statek ma uderzyć w księżyc planetoidy Didymos, na skutek czego jego prędkość ma zmienić się o ułamek milimetra na sekundę. Jeśli misja się powiedzie, w przyszłości będzie można zmieniać trajektorię planetoidy zagrażającej Ziemi.

Wciąż jednak nie wiadomo, czy wszystkie misje uda się zrealizować. Wszystko zależy od rozwoju pandemii.

– Musimy liczyć się z tym, że jakiekolwiek opóźnienia związane np. z pandemią będą w sposób automatyczny zamieniały się na olbrzymie dodatkowe koszty, które będzie trzeba ponieść, albo np. na rezygnację z misji, bo upływa termin wystrzelenia, a koniunkcja planet czy układ możliwości dolecenia do danego miejsca w kosmosie nam ucieka – mówi ekspert Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Instytucje naukowe, choć liczą się z opóźnieniami, pracują w pełnym reżimie sanitarnym.

– Na razie jesteśmy w stanie większości terminów dotrzymywać i większości zagrożeń wynikających z pandemii w jakiś sposób przeciwdziałać. Clean room, w którym odbywa się większość operacji z urządzeniami lotnymi, które lecą w kosmos, jest bardzo dobrym przeciwdziałaniem przeciwko pandemii – wskazuje dr hab. Piotr Orleański.

Waluty i gospodarka w 2021 roku: może być tylko lepiej?

Co przyniesie 2021 rok? Wiele gospodarek może doświadczyć silnego odbicia napędzanego przez duży, wcześniej stłumiony przez COVID-19 popyt konsumencki. Potencjał konkretnych walut będzie zaś uzależniony od tempa szczepień w poszczególnych państwach. Poniżej przedstawiamy nasze główne oczekiwania: zarówno w kontekście konsekwencji dalszej walki z pandemią na świecie, jak i nowego politycznego otwarcia w USA.

Rok 2020 dla rynków finansowych był bezprecedensowy. Pod koniec lutego, kiedy koronawirus zaczął błyskawicznie rozprzestrzeniać się poza Chinami, inwestorzy na rynku walutowym wpadli w panikę. Gwałtownie wzrosła aktywność na rynku i jego zmienność. Inwestorzy sprzedawali aktywa ryzykowne, skupując za to te bezpieczne, szczególnie dolara amerykańskiego. Indeks USD w połowie marca wzrósł do najwyższego poziomu od ponad trzech lat, a kluczowe indeksy odzwierciedlające zachowanie walut emerging markets (EM) w pewnym momencie znalazły się 7–15% niżej niż na początku roku (Wykres 1). Indeksy akcji runęły (indeks S&P 500 stracił ok. 1/3 swojej wartości na przestrzeni miesiąca), w dół skierowały się również ceny surowców. Przewodziła im ropa naftowa, której cena (kontraktów futures) w pewnym momencie spadła poniżej zera po raz pierwszy w historii.

Wykres 1: Indeksy walut EM MSCI i JPM (styczeń ‘20 – styczeń ‘21)

Indeksy walut EM MSCI i JPM
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/01/2021

Od szczytu wyprzedaży (19 marca ub.r.) sentyment do ryzyka stopniowo poprawiał się. Kolejne dziewięć miesięcy 2020 roku w znacznej mierze charakteryzowało się handlem w trybie „risk on”. Rynki uspokoiła masowa odpowiedź fiskalna ze strony rządów i wsparcie banków centralnych. Na początku kryzysu władze na całym świecie zobowiązały się do wprowadzenia ogromnych programów mających na celu wsparcie przedsiębiorstw i obywateli, szczególnie przez utrzymanie miejsc pracy i wsparcie dla bezrobotnych. Banki centralne z kolei obniżyły stopy procentowe do rekordowych poziomów, skupując jednocześnie ogromne ilości aktywów w ramach luzowania ilościowego. Niektóre – tak jak Rezerwa Federalna – przywróciły programy skupu aktywów znane z czasów poprzedniego kryzysu finansowego, podczas gdy inne – takie jak Bank Rezerwy Australii – po raz pierwszy zdecydowały się na taki krok.

W ostatnich kilku tygodniach 2020 roku inwestorzy nadal faworyzowali aktywa ryzykowne, przymykając oko na drugą falę zakażeń, która przetoczyła się przez większość krajów rozwiniętych. Uczestnicy rynku pozytywnie zareagowali na listopadowe zwycięstwo Joe Bidena w wyborach prezydenckich w USA, a potem na wieści o postępach we wprowadzaniu do użycia szczepionek na COVID-19. Trzy kluczowe: od Pfizer, Moderny oraz AstraZeneca wywołały silną odpowiedź immunologiczną w końcowej fazie testów. Wielka Brytania rozpoczęła masowe szczepienia z wykorzystaniem szczepionki Pfizer i BioNTech 8 grudnia, a szczepienia z użyciem preparatu Uniwersytetu Oksfordzkiego i AstraZeneca zaczęły się na początku stycznia br. Szczepienia rozpoczęto również w USA. Unia Europejska zatwierdziła szczepionkę od Pfizer tuż przed świętami, budząc nadzieje na powrót do stanu bliskiego gospodarczej normalności do połowy 2021 roku. Optymizm ten sprawił, że inwestorzy na rynku walutowym porzucili waluty bezpieczne – dolar amerykański utracił wszystkie zyski, jakie skumulował od początku ubiegłego roku i obecnie znajduje się w pobliżu trzyletnich minimów (Wykres 2).

Wykres 2: Indeks USD (styczeń ‘20 – styczeń ‘21)

Indeks USD
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/01/2021

Tymczasem wyjątkowo dobrze od szczytu kryzysu radziły sobie te waluty G10, z którymi rynek wiąże większe ryzyko, takie jak dolar australijski (AUD) i korona szwedzka (SEK).

Większość walut emerging markets również doświadczyła silnego odbicia. Kluczowe indeksy opisujące ich zachowanie, od MSCI i JP Morgan, obecnie znajdują się na wielomiesięcznych szczytach, jednak ten ostatni nadal pozostaje poniżej poziomów sprzed pandemii. Najlepiej radziły sobie waluty Azji, gdzie skala infekcji była relatywnie niska, w tym juan chiński (CNY), który zachowuje się coraz bardziej jak waluta G10. Niemniej jest też kilka wyjątków, szczególnie lira turecka (TRY) i real brazylijski (BRL), które na przestrzeni roku straciły ponad 20% (Wykres 3).

Wykres 3: FX Performance Tracker dla wybranych walut (01/01/20 – 31/12/20)

FX Performance Tracker dla wybranych walut
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 06/01/2021

Jaki może być wpływ pandemii COVID-19 na rynki w 2021 roku?

Pandemia COVID-19 miała, oczywiście, ogromny wpływ na rynki finansowe i globalną gospodarkę w 2020 roku. Wieści, że trzy z kluczowych szczepionek są w trakcie procesu zatwierdzania przez regulatorów lub dystrybucji w niektórych krajach rozwiniętych, zwiększyły apetyt na ryzyko i wywołały nadzieje na powrót do normalności do połowy 2021 roku.

Z trzech opracowanych szczepionek te Pfizer i BioNTech oraz Moderny, czyli oparte o mRNA, okazały się wysoce efektywne w wywoływaniu reakcji immunologicznej w trakcie testów, jednak obie są stosunkowo drogie, kosztują bowiem odpowiednio 20 i 33 euro za dawkę. Szczepionka Pfizer wymaga dodatkowo przechowywania w temperaturze -70 stopni Celsjusza, co stwarza pewne problemy logistyczne. Szczepionka Uniwersytetu Oksfordzkiego i AstraZeneca, czyli tzw. szczepionka wektorowa, jest nieco mniej efektywna, jednak znacznie tańsza i łatwiejsza w przechowywaniu.

 

Producent Efektywność Temperatura składowania Cena dawki
Pfizer i BioNTech 95% -70°C 20 euro
Moderna 94% -20°C 33 euro
Uniwersytet Oksfordzki i AstraZeneca 62-90% +2–8°C 4 euro

 

Którym walutom wprowadzenie szczepionek może przynieść największe korzyści?

Jak dotąd ruchy, jakie obserwowaliśmy na rynku walutowym po informacjach o odkryciu kolejnych szczepionek, w znacznej mierze dotyczyły jego jako całości. Okres ten charakteryzował się wzrostami cen aktywów ryzykownych i wyprzedażą aktywów safe haven. Wchodząc w 2021 rok sądzimy jednak, że ruchy te mogą stać się coraz bardziej zindywidualizowane. A waluty tych krajów, w których dystrybucja szczepionek przebiega najszybciej, mogą stać się tymi faworyzowanymi przez inwestorów. Sądzimy, że w tym kontekście najlepiej powinny poradzić sobie waluty państw, które:

  • Zamówiły największą liczbę dawek szczepionki na osobę u kilku dostawców.
  • Posiadają infrastrukturę i procesy umożliwiające szybką masową dystrybucję szczepionek.
  • Odniosły największe straty gospodarcze ze względu na pandemię w związku z:
    • Wysokim wskaźnikiem infekcji i liczbą zgonów.
    • Najbardziej restrykcyjnymi obostrzeniami.

Zgodnie z danymi Bloomberga, jak dotąd największą liczbę dawek szczepionek w relacji do populacji spośród wszystkich krajów czy też stref gospodarczych zamówiła Kanada (ponad 8 na osobę). Drugie i trzecie miejsce w tym zestawieniu zajmują Wielka Brytania (5,9) i Australia (5,5). Zjednoczone Królestwo było przy tym pierwszym państwem na świecie, które zdecydowało się rozpocząć masowe szczepienia na początku grudnia. Nie jest zaskoczeniem, że kraje emerging markets zamówiły szczepionek znacznie mniej, w większości przypadków mniej niż jedną dawkę na osobę. Naszym zdaniem w części tłumaczy to fakt względnie ograniczonego umocnienia walut rynków wschodzących w związku z informacjami dotyczącymi szczepionek.

Wykres 4: Przybliżona liczba zamówień dawek szczepionki przeciw COVID-19 (na osobę)

Przybliżona liczba zamówień dawek szczepionki przeciw COVID-19
Źródło: Bloomberg/The Economist Data: 06/01/2021

Sądzimy też, że gospodarki państw, w których wprowadzono najbardziej restrykcyjne obostrzenia, powinny doświadczyć silniejszych wzrostów po tym, jak te zostaną zniesione. Kraje takie jak USA, Kanada, Meksyk, Wielka Brytania i kraje strefy euro od początku kryzysu doświadczyły jednych z najsurowszych restrykcji zgodnie z indeksem restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19 Uniwersytetu Oksfordzkiego (COVID-19 government response stringency index, Wykres 5).

Wykres 5: Indeks restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19 – wybrane kraje o wysokiej restrykcyjności (styczeń ‘20 – styczeń ‘21)

Indeks restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19 – wybrane kraje o wysokiej restrykcyjności
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/01/2021

Z drugiej strony, kraje takie jak Australia, Nowa Zelandia, Japonia i Szwajcaria były w stanie w znacznie większym stopniu otworzyć gospodarki (Wykres 6). Dlatego spodziewamy się, że wpływ masowych szczepień na ich waluty będzie mniejszy.

Wykres 6: Indeks restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19 – wybrane kraje o niższej restrykcyjności (styczeń ‘20 – styczeń ‘21)

Indeks restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/01/2021

Jak globalna gospodarka może radzić sobie w 2021 roku?

2020 był rokiem bezprecedensowym nie tylko dla rynków finansowych, lecz także dla globalnej gospodarki. Po rekordowych spadkach PKB odnotowanych w drugim kwartale, w trzecim w niektórych nastąpiły rekordowe wzrosty. O ile wygląda na to, że ponowne wdrożenie restrykcji w czwartym kwartale również negatywnie wpłynęło na gospodarkę, o tyle jednak jesteśmy optymistycznie nastawieni do odbicia gospodarek w 2021, ze względu na:

  • Masowe szczepienia w I połowie 2021 roku. Sądzimy, że po zaszczepieniu wysokiego odsetka osób najbardziej narażonych i uzyskaniu przez nie odporności może nastąpić szybkie (do wiosny) wycofywanie restrykcji. Naszym zdaniem może to wywołać znaczący wzrost aktywności gospodarczej od II kwartału nowego roku.
  • Polityka fiskalna i pieniężna pozostanie wysoce akomodacyjna. Rządy na całym świecie zobowiązały się do wsparcia fiskalnego przez większą część 2021 albo cały rok. Również kluczowe banki centralne planują pozostawić stopy procentowe na rekordowo niskich poziomach w przewidywalnej przyszłości. Wiele z nich nie wyklucza dalszego rozszerzenia programów skupu aktywów w tym roku.
  • Duży stłumiony popyt konsumencki związany z odpornością rynków pracy i ograniczonymi możliwościami wydawania pieniędzy w trakcie pandemii. Jest to jeden z kluczowych powodów, ze względu na który – w kontekście roku 2021 – jesteśmy bardziej optymistyczni niż rynkowy konsensus. Sądzimy, że wiele gospodarek będzie w stanie doświadczyć większego odbicia, niż obecnie oczekują banki centralne.

Czego spodziewać się po prezydenturze Bidena?

Tak jak sądziliśmy, zwycięstwo Joe Bidena w listopadowych wyborach prezydenckich wzmocniło sentyment względem aktywów ryzykownych i negatywnie wpłynęło na amerykańską walutę. Uważamy, że zwycięstwo Bidena nie tylko zwiększa szanse na większą stymulację fiskalną w USA w nowym roku, lecz także doprowadzi do mniejszego protekcjonizmu niż ten z czasów administracji Trumpa. A to również kwestia pozytywna dla sentymentu do ryzyka.

Istotną informacją w kontekście jego prezydentury jest to, że wbrew naszym i rynkowym oczekiwaniom Demokraci zwyciężyli w prawyborach do Senatu w Georgii. Dodatkowe dwa miejsca dają im większość w wyższej izbie Kongresu. Również Izba Reprezentantów jest przez nich kontrolowana. Powinno to ułatwić Bidenowi przyjęcie znaczącego pakietu fiskalnego w celu wsparcia amerykańskiej gospodarki przez pozostały okres pandemii.

Taki scenariusz w naszej ocenie jest pozytywny dla aktywów uznawanych za bardziej ryzykowne (w tym walut emerging markets) i negatywny dla dolara, niemniej perspektywy łagodniejszej polityki fiskalnej, a tym samym wzrostu potrzeb pożyczkowych USA przełożyły się na wzrost rentowności amerykańskich obligacji, co nieco wzmocniło dolara amerykańskiego.

Jak może wyglądać rynek walutowy w 2021 roku?

Sądzimy, że warunki makroekonomiczne i dotyczące polityki pieniężnej będą sprzyjać dalszym wzrostom cen aktywów ryzykownych w 2021 roku. Z optymizmem patrzymy na perspektywy światowej gospodarki i sądzimy, że masowa dystrybucja szczepionek na COVID-19 w pierwszej połowie roku powinna pozwolić na szybsze wycofywanie obostrzeń, niż naszym zdaniem obecnie wycenia rynek. Uważamy, że wiele z restrykcji, wciąż obowiązujących w krajach rozwiniętych może zostać zniesione. Naszym zdaniem może to być źródłem silnego wzrostu aktywności gospodarczej w drugim kwartale i pozwolić globalnej gospodarce w 2021 roku na szybszy wzrost, niż obecnie zakłada rynek. Wykrycie bardziej zaraźliwych szczepów koronawirusa stanowi jednak istotne ryzyko i może nieco opóźniać łagodzenie obostrzeń.

Oczekujemy dalszej wyprzedaży dolara amerykańskiego w relacji do większości głównych walut w 2021 roku i szerokich wzrostów walut emerging markets. Tak jak wyglądało to na początku kryzysu, sądzimy, że wyniki poszczególnych walut w krótkim okresie będą zależały od tego, jak władze poradzą sobie z rozprzestrzenianiem się wirusa oraz od długości i restrykcyjności wdrożonych obostrzeń. Sądzimy, że w średnim terminie inwestorzy ponownie skupią się na fundamentach makroekonomicznych oraz oczywiście na tym, jak efektywnie dany kraj radzi sobie z procesem szczepienia populacji.

Na podstawie wymienionych wyżej kryteriów 6 stycznia stworzyliśmy rankingi, które wskazują kraje (a tym samym waluty) które naszym zdaniem mogą najbardziej skorzystać na masowych szczepieniach w 2021 roku. W przypadku krajów emitujących waluty należące do grupy G10 nasz ranking opiera się zarówno na liczbie zamówionych dawek szczepionek na mieszkańca, jak i rygorystyczności reakcji rządu na pandemię. Dla grupy wybranych dziesięciu krajów-emitentów walut emerging markets ranking został rozszerzony, aby uwzględniać również krajowe fundamenty makroekonomiczne i jakość infrastruktury. To ostatnie, naszym zdaniem daje przybliżony szacunek tego jak skuteczne będą kraje w masowej dystrybucji szczepionek, zwłaszcza tych, które wymagają przechowywania w bardzo niskiej temperaturze.

G10: bilans istotności szczepionek na COVID-19

G10 Ranking zamówień szczepionki na COVID-19 Zamówione dawki szczepionki na mieszkańca* Ranking restrykcji COVID-19 Średnia indeksu restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19^ RANKING OGÓLNY
Wielka Brytania 2 5,9 1 67,3 1
Kanada 1 8,2 4 63,5 2
Strefa euro =4 3,3 3 64,5** 3
Australia 3 5,4 5 63,2 4
USA 7 2,8 2 66,7 5
Szwecja =4 3,3 6 57,6 6
Nowa Zelandia 6 3 9 40,1 7
Szwajcaria 9 1,9 7 50,5 8
Japonia 8 2,4 10 38,2 =9
Norwegia 10 1,4 8 48,2 =9

 

*przybliżona wielkość według Bloomberga na dzień 05/01/21

**średnia dla Niemiec, Francji, Hiszpanii i Włoch

^od 1 marca 2020

Wybrane emerging markets: bilans istotności szczepionek na COVID-19

EM Ranking zamówień szczepionki na COVID-19 Ranking infrastruktury^^ Ranking restrykcji COVID-19 Ranking fundamentów makroekonomicznych*** RANKING OGÓLNY
Indie 3 =7 1 4 =1
Chiny 8 3 2 2 =1
Rosja 2 5 8 1 =3
Korea Południowa 1 2 10 =3 =3
Brazylia 4 10 4 =3 5
Singapur N/A 1 9 6 6
Meksyk 7 6 3 8 7
Turcja 6 4 6 9 8
Indonezja 5 9 7 7 9
RPA 9 =7 5 10 10

 

^^na podstawie World Economic Forum Global Competitiveness Report (2019)

***przypisane przez Ebury na podstawie ilości rezerw walutowych, stopnia zadłużenia zewnętrznego i bilansu rachunku bieżącego

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady.

Kolejny rekord inwestycji w start-upy. Czy branża przekroczy 2 mld zł?

Analitycy są zgodni — rok 2020 był rekordowy pod względem inwestycji w młode spółki technologiczne. Krajowy rynek start-upów to kapitał na poziomie co najmniej 1,5 mld zł, a wyniki za grudzień wciąż poddawane są dokładnym szacunkom. Najśmielsze przewidywania mówią o przekroczeniu bezprecedensowych w skali kraju 2 mld zł. Jakie czynniki i branże mogą wpłynąć na taki wynik?

Wzrost dzięki debiutantom?

Jak podaje redakcja Pulsu Biznesu, raporty PFR Ventures za rok 2020 nie obejmują m.in. ostatnich inwestycji funduszy zalążkowych (seed capital) Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, a także danych z Banku Gospodarstwa Krajowego. Nie zmienia to jednak faktu, że przekraczająca 1,5 mld zł skala inwestycji może poruszyć wyobraźnię niejednego pretendenta do wejścia na rynek venture capital. Nadal gromadzone są wyniki za ostatni kwartał ubiegłego roku, choć i aspekt niedoszacowania raportów rzuca nowe światło na sytuację start-upów w dobie covidu.

Najciekawszym aspektem raportów jest sama skala inwestycji w rodzime start-upy. Początkowo, wielu znawców tematu wróżyło daleko idącą stagnację branży, a nawet postępujący regres. Fakt, iż nadal nie zebrano wszystkich danych, może napawać optymizmem, a dotychczasowe wyniki najpewniej zostaną uzupełnione niemałym kapitałem pochodzącym z tzw. seed capital, czyli funduszy przeznaczonych dla firm na bardzo wczesnych etapach rozwoju (lub spółek bez konkretnego track record). Przewidywany wpływ na opublikowane już wyniki? Już teraz mówi się o prawdopodobnym przekroczeniu 2 mld zł.

Pandemiczne nadrabianie zaległości

Co jednak z pierwotnie pesymistycznymi diagnozami w kontekście m.in. wiosennego lockdownu? Drugi kwartał stanął pod znakiem wyraźnego znaku zapytania w kontekście inwestowania w krajowe start-upy. Ale właśnie wtedy też młode spółki otrzymały wsparcie na poziomie 169 mln zł. Tym samym kolejne miesiące upłynęły już w atmosferze nadrabiania strat, a chwilowe przeszkody nie przesądziły o kłopotach w działalności. Nie tylko w Polsce, ale i w skali światowego rynku, pandemia nie przeszkodziła w trendzie inwestowania w start-upy z branży technologicznej. Nic też nie wskazuje na to, aby taki stan rzeczy miał się zmienić

Sama pandemia przysłużyła się spółkom gamingowym (choć z pewnością do wzrostu zainteresowania niszą przyczyniła się również tegoroczna premiera Cyberpunka), a także e-commerce. Kto jeszcze? Badacze z Polskiego Funduszu Rozwoju wymieniają m.in. młode firmy z branży digital marketingowej, e-grocery, EdTech, usługi streamingowe oraz branżę medyczną. Ciekawą perspektywą dzielą się również specjaliści z Fundacji Startup Poland. Raport “Polskie Startupy 2020. COVID EDITION” potwierdza siłę krajowego sektora — aż 66 proc. młodych firm nie odczuło wpływu pandemii na swoją działalność, a czasami skorzystało w obliczu nowych realiów.

Nie pierwszy raz, mimo małego rynku

Szacowana skala inwestycji w krajowe start-upy za rok 2020 to kolejny z rzędu rekord zainteresowania branżą. W roku 2019 polski rynek oscylował w okolicach 1,266 mld zł, a rok wcześniej – 155,7 mln zł. Tak też ostatnie 2 lata działalności to przekroczenie magicznej granicy miliarda złotych na rynku VC. A najniższe wyniki? Najgorzej pod tym względem wypadał rok 2010 (16,9 mln) oraz 2012 (43,4 mln). Co ciekawe, największe zainteresowanie inwestowaniem w venture capital przed erą miliarda datuje się na rok… 2017! Wtedy też szacowana wartość inwestycji utrzymywała się na poziomie 214,8 mln zł.

Venture capital w polskich realiach jest wciąż relatywnie małym rynkiem. Dla porównania sztandarowy przykład rozwoju rodzimych start-upów — Izrael — tylko w II kwartale 2020 roku notował 2,455 mld dolarów (w analogicznym okresie 2019 roku — 2,2 mld dolarów). Drugi pod względem wartości VC rynek Europy — Niemcy — osiągnął poziom 5,7 mld dolarów za cały rok 2019 (wzrost o 49 proc. Względem roku 2018). Są to jednak czołowi gracze na globalnej scenie startupowej, choć polski rynek ma jeszcze wiele do zaoferowania zarówno w kontekście Zachodu, jak i regionu środkowo-wschodniego.

Wyniki za rok 2020 faktycznie napawają optymizmem, a inwestowanie w start-upy na naszych oczach staje się integralną częścią krajowej kultury biznesowej. Nadal wysoko poprzeczkę stawiają spółki zachodnie, chociaż i w tym aspekcie rodzime firmy powinny czuć się zmotywowane do dalszego rozwoju. Coraz bliżej nam do rynków zza Odry niż wciąż raczkujących poczynań wschodu i południa. Czy stać nas na kolejne rekordy? Tę kwestię najpewniej rozstrzygnie tempo walki z pandemią.

Autor: Łukasz Blichewicz — współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Dane ze Straży Miejskich: Polacy rzadziej donoszą na spalających odpady w domowych piecach. Jest też mniej mandatów

W październiku i listopadzie 2020 roku straże miejskie przyjęły mniej zgłoszeń o zadymieniu i prawdopodobnym spalaniu odpadów niż w analogicznym okresie 2019 roku. Tylko w Warszawie spadek ten wyniósł przeszło 22%. Ponadto Polacy rzadziej informowali o tych sprawach m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy oraz Katowicach. Patrząc na dane z innych miast wojewódzkich, można zauważyć, że liczba zgłoszeń wzrosła we Wrocławiu i w Kielcach. Wpływa na to m.in. średnia dobowa temperatura powietrza, pandemia oraz wzrost świadomości społecznej. Problem dotyczy przede wszystkim prywatnych posesji. Z danych wynika również, że spadła liczba nakładanych mandatów.

Mniej zgłoszeń

1784 zgłoszenia o zadymieniu i prawdopodobnym spalaniu odpadów przyjęła od 1 października do 30 listopada 2020 roku Straż Miejska w Warszawie. W analogicznym okresie 2019 roku było ich 2292. Tego typu spadki odnotowano także w Poznaniu (z 662 na 445), Bydgoszczy (z 522 na 409), Łodzi (z 594 na 343), Katowicach (z 695 na 255), Białymstoku (z 310 na 187). Podobnie było w Gdańsku (z 217 na 175), Lublinie (z 242 na 141), Opolu (z 159 na 95) oraz Gorzowie Wielkopolskim (z 56 na 24). Natomiast liczba zgłoszeń wzrosła we Wrocławiu (z 1007 do 1097) oraz w Kielcach (z 109 do 123).

– Porównywalne okresy trudno ze sobą zestawiać. 1 września 2019 roku w Krakowie, w pierwszym mieście w Polsce, zaczęła obowiązywać tzw. uchwała antysmogowa, ustanawiającą zakaz palenia węglem i drewnem. Proces likwidacji pieców trwa w stolicy Małopolski od wielu lat . Natomiast 2020 rok okazał się czasem pandemii. Dlatego od października ubiegłego roku nasze działania opierają się głównie na zgłoszeniach mieszkańców. Stąd spadek przeprowadzanych kontroli, np. w listopadzie 2020 roku było ich 430 – komentuje Marek Anioł, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Krakowie.

Z kolei Arkadiusz Bereszyński, rzecznik Straży Miejskiej w Bydgoszczy, zaznacza, że liczby zgłoszeń i kontroli nigdy nie są takie same. Zdarza się, że tej samej nieruchomości dotyczy więcej niż jedna informacja od okolicznych mieszkańców w ciągu kilkunastu czy kilkudziesięciu minut. Czasami jest też tak, że osoba zgłaszająca wskazuje kamienicę. I np. w niej odbywa się 12 kontroli, bo tyle jest tam mieszkań. W Bydgoszczy było mniej zgłoszeń, patrząc rok do roku w analizowanych miesiącach. Natomiast wzrosła liczba interwencji (ostatnio – 570, wcześniej – 494).

– Na naszym obszarze różnica dot. liczby zgłoszeń może mieć związek ze średnią dobową temperaturą. W 2019 roku w omawianym czasie była ona niższa w stosunku do ubiegłego roku.  Ponadto mieszkańcy chętniej podejmują działania zmierzające do poprawy jakości powietrza, np. wymieniają piece węglowe na ogrzewanie gazowe – mówi Klaudia Szczygieł z Zespołu Prewencji i Profilaktyki Społecznej Straży Miejskiej w Katowicach.

Jak podkreśla Bolesław Romańczyk, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Gorzowie Wielkopolskim, ostatnio na mniejszą liczbę zgłoszeń miała wpływ decyzja Wojewody Lubuskiego z 12 października 2020 roku. Zgodnie z nią, priorytetem działań jednostki jest realizacja zadań egzekwowania zakazów i nakazów ustanowionych w związku z walką z pandemią. Jednakże po konsultacjach z komendantem miejskim Policji uzgodniono, że interwencje dotyczące spalania odpadów będzie nadal realizowała Straż Miejska.

– Zjawisko spalania śmieci zmniejsza się, co wiąże się ze wzrostem świadomości społecznej. Nasze działania mają charakter nie tylko kontrolny, ale też profilaktyczny. Informujemy mieszkańców o prawidłowych sposobach palenia w piecu. Podczas kontroli rozdajemy także ulotki, na których m.in. przedstawione są prawidłowe sposoby rozpalania ognia, generujące najmniej dymu – mówi Robert Gogola, naczelnik Eko-Patrolu Straży Miejskiej w Lublinie.

Niepokojący dym

Z kolei Jarosław Gesinowski ze Straży Miejskiej w Białymstoku podkreśla, że zgłoszenia dotyczyły głównie zadymienia z kominów posesji prywatnych. One były wskazywane przez mieszkańców, których niepokoił czarny, gryzący dym bądź drażniący zapach. Pojawiały się też informacje dot. nieruchomości, na których prowadzona jest działalność gospodarcza.

– Nasze uprawnienia ograniczają się tylko do kontroli gospodarki odpadami komunalnymi, w tym procederu ich spalania oraz stosowanego paliwa. W zakładach pracy najczęściej dochodzi do spalania odpadów produkcyjnych, a to już kompetencje Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska – mówi Przemysław Piwecki, rzecznik Straży Miejskiej w Poznaniu.

Natomiast Waldemar Forysiak ze Straży Miejskiej we Wrocławiu, zaznacza, że nie zawsze czarny dym jest wynikiem spalania odpadów. Spowodowane to może być niesprawną instalacją grzewczą, niskiej klasy piecem itp. Natomiast Przemysław Piwecki dodaje, że w przypadkach wątpliwych strażnik pobiera próbki popiołu i przekazuje je do badań laboratoryjnych.

– Najczęściej zgłoszenia dotyczą palenia dozwolonym opałem, chociaż bardzo niskiej jakości. Przy rozpalaniu brykietów, tzw. ekogroszku czy nawet wilgotnego drzewna dym wydobywający się z komina może sugerować spalanie odpadów. Dopiero po osiągnięciu właściwej temperatury objaw znika – informuje insp. Joanna Wojtach, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Szczecinie.

Mniej mandatów

W omawianym okresie 2020 roku warszawska Straż Miejska nałożyła 85 mandatów karnych na właścicieli posesji niestosujących się do przepisów ochrony środowiska. Rok wcześniej było ich 148. Rzadziej za spalanie odpadów karano również w Poznaniu (spadek ze 130 na 108), Gdańsku (z 92 na 34), we Wrocławiu (z 32 na 28), w Katowicach (z 20 na 5), a także w Lublinie (z 6 na 5). Natomiast w Gorzowie Wielkopolskim widać w statystykach wzrost takich środków (z 2 do 5).

– Za spalanie odpadów grozi mandat lub grzywna, gdy sprawa trafi do sądu. Przez kilka lat utrzymywała się tendencja 10%, tj. na 10 kontroli tylko 1 wykazywała nieprawidłowości. Teraz ten stosunek jest 20:1. Chociaż zdarzają się prawdziwi ekotruciciele. Jeden z mieszkańców domu spalał odpady, a nas dziwił ciągle pustawy pojemnik na nie. Robił tak, aż doprowadził do zapalenia się sadzy w kominie. Dobrze, że nieruchomość nie spłonęła i nikt nie ucierpiał – wyjaśnia insp. Wojtach.

Jak informuje Mieczysław Krzyszczuk, II z-ca kom. Straży Miejskiej w Opolu, większość interwencji nie potwierdza spalania odpadów. W latach 2019-2020 około 20% kontroli skończyło się ukaraniem. Najczęściej powodem było spalanie sklejek meblowych, malowanych elementów drewnianych, lakierowanych pudełek oraz odpadów komunalnych. Karano też za składowanie pociętych ww. elementów przy palenisku. Waldemar Forysiak podkreśla, że strażnicy mogą nakładać mandaty tylko za spalanie odpadów lub naruszenie uchwały antysmogowej. Ta ostatnia zakazuje we Wrocławiu spalania węgla brunatnego, flotów i miałów węglowych oraz wilgotnego drewna.

– Dużym wsparciem dla nas jest współpraca z firmą, która wykonuje na zlecenie miasta pomiary przy pomocy drona. Tylko w listopadzie 2020 roku działania z użyciem tego sprzętu objęły swoim zasięgiem ponad 11 tys. budynków na obszarze 10 km kw. Podjęliśmy wówczas 197 działań, z czego 13 zakończało się sankcjami – dodaje rzecznik Straży Miejskiej w Szczecinie.

Dronem żadnego wykroczenia nie można stwierdzić ani ujawnić, co podkreśla Arkadiusz Bereszyński. Dlatego w Bydgoszczy nie korzysta się z takich rozwiązań. Zawsze konieczna jest fizyczna kontrola. Zajmuje się tym grupa specjalistyczna zwana roboczo Ekopatrolem. To jest sześcioro funkcjonariuszy, którzy skierowani są tylko do tego typu działań. Pozostałe grupy interwencyjne, które krążą po mieście, są odciążone poprzez tę komórkę specjalistyczną.

– Należy zauważyć znaczące zmiany, które zaszły w postrzeganiu problemu złej jakości powietrza na przestrzeni kilku ostatnich lat. Mieszkańcy coraz częściej mają świadomość związanych z tym zagrożeń. Wzrasta także poczucie karności u osób, które dopuszczały się wykroczeń naruszających przepisy ustawy Prawo o ochronie środowiska oraz uchwały antysmogowej – podsumowuje Klaudia Szczygieł z katowickiej Straży Miejskiej.

Bank Pocztowy przyjmuje wnioski od firm o subwencje w ramach Tarczy Finansowej PFR 2.0

Od 15 stycznia 2021 r. Bank Pocztowy rozpocznie przyjmować wnioski od swoich klientów – mikro, małych i średnich firm zatrudniających od 1 do 249 pracowników o udzielenie wsparcia w ramach Tarczy Finansowej PFR 2.0. To program, którego celem jest pomoc finansowa dla firm z 45 branż, które musiały ograniczyć lub zawiesić działalność w związku z sytuacją epidemiologiczną związaną z COVID-19, a w szczególności działających w branży turystycznej, gastronomicznej i handlowej.

– Jesteśmy dumni, że znaleźliśmy się wśród banków współpracujących z Polskim Funduszem Rozwoju. Nasz bank dociera do mikro, małych i średnich firm działających w małych miasteczkach i w gminach odległych od wielkich miast na terenie całej Polski. Tarcza 2.0 PFR pozwoli przedsiębiorcom, także z tych regionów, przetrwać trudny czas i utrzymać wiele miejsc pracy. Współpraca z PFR i pomoc małym przedsiębiorcom idealnie wpisuje się w niedawno przyjętą Strategię Banku Pocztowego 2021 – 2024 – komentuje Jakub Słupiński, p.o. Prezesa Zarządu Banku Pocztowego.

Firmy, które złożą wniosek lub otrzymają subwencję w ramach Tarczy Finansowej PFR, nie ponoszą żadnych kosztów np. z tytułu prowizji bankowej czy za rozpatrzenie wniosku.

Operatorzy wirtualnych biur w czasie pandemii

Ogromne zmiany jakie wywołały obostrzenia związane z epidemią koronawirusa przeobraziły rynek biurowy w stopniu dotąd niespotykanym. Na ile te zmiany są trwałe – pokażą najbliższe miesiące i lata. Zamknięte biurowce oraz pracownicy pozostający przez długie miesiące w domu w ramach pracy zdalnej w sposób naturalny pozwalały zakładać, że to będzie rok wirtualnych biur. Mniejsi najemcy „uciekali” od stałych umów na powierzchnie biurowe, rosnąca liczba specjalistów startujących z własnymi mikro-firmami coraz częściej stawiała na elastyczną formę funkcjonowania. Czy możemy jednak mówić o boomie?

Badanie ankietowe przygotowane przez DESKTOMY – najpopularniejszą polską platformę wspierającą pracę wirtualnych biur – zostało przeprowadzone na początku grudnia 2020 r. Wybrani operatorzy wirtualnych biur zostali poproszeni o podsumowanie sytuacji w 6 miesiącach epidemicznej rzeczywistości (kwiecień-wrzesień 2020). Odpowiedzi udzieliły firmy obsługujące ok. 2000 „wirtualnych najmów”.

– Nasz pierwszy raport analizujący sytuację na rynku wirtualnych biur nie mógł skupić się na żadnym innym kontekście niż epidemia COVID-19. Nie wiemy jeszcze jak bardzo wydarzenia ostatnich 10 miesięcy zmienią sposób organizacji pracy w dłuższej perspektywie, ale z pewnością ostatecznie ugruntowały w świadomości wielu drobnych przedsiębiorców świadomość korzyści z bardziej elastycznego sposobu organizowania mikro-przedsiębiorstw. Model: wirtualne biuro oraz doraźny najem przestrzeni coworkingowej czy biur serwisowanych na stałe przekona wielu – podsumowuje Kacper Kozioł, DESKTOMY Product Owner.

Autorzy raportu poprosili operatorów wirtualnych biur o ocenę sytuacji w takich obszarach jak: dynamika wzrostu sprzedaży usług, podział nowych klientów na firmy działające wcześniej na rynku i nowopowstające, wskazanie branż, których przedstawiciele najczęściej wybierali usługę wirtualnego biura, a także skłonność do zakupu dodatkowych usług biurowych (sale konferencyjne, coworking).

– Przy okazji badania pokusiliśmy się o symulację, która miałaby odpowiedzieć na pytanie o obecną skalę zjawiska wirtualnych biur. To bodajże pierwsza taka próba na naszym rynku. Myślę, że jej efekt może zaskoczyć. Gdyby wszystkich, korzystających z wirtualnych biur zgromadzić w jednej, spełniającej najwyższe standardy powierzchni biurowej zajęliby oni ponad 800 tys. m. kw.! Dla porównania największe polskie centrum biurowe oferuje ok. 100 tys. m.kw… – konkluduje Kacper Kozioł

Santander Bank Polska przyjmuje wnioski o subwencje z Tarczy Finansowej PFR 2.0

Od 15 stycznia Santander Bank Polska udostępni w bankowości internetowej dla firm możliwość wnioskowania o wsparcie z kolejnej edycji Tarczy dla mikro, małych i średnich firm. Z subwencji dla przedsiębiorstw poszkodowanych w drugiej fali pandemii będzie mogło skorzystać 45 branż.

Nabór wniosków jest zaplanowany przez PFR od 15 stycznia do 28 lutego 2021 roku. Aby móc otrzymać wsparcie konieczne jest posiadanie odpowiedniego PKD. O subwencję mogą się starać m.in. firmy zajmujące się gastronomią, turystyką, transportem, organizowaniem aktywności sportowych, kulturalnych i związanych z rozrywką. Podobnie jak w przypadku poprzedniej tarczy, firmy będą musiały spełnić też warunek spadku obrotów minimum o 30% w stosunku do wybranego okresu 2019 roku oraz zatrudnienia. Konieczne jest także prowadzenie działalności na ostatni dzień 2019 roku oraz na dzień złożenia wniosku. Przedsiębiorstwo nie może być w stanie likwidacji, upadłości lub restrukturyzacji. Niezbędny jest też brak zaległości w opłacaniu podatków i składek na ubezpieczenie społeczne na 31 grudnia 2019 roku, 31 grudnia 2020 roku lub na dzień składania wniosku.

Co istotne z programu będą mogły skorzystać także firmy, które otrzymały już subwencję w ramach pierwszej Tarczy Finansowej.  Wartość pomocy w drugiej edycji programu PFR to 13 miliardów zł.

Co będzie działo się z cenami mieszkań w 2021 r.?

Ubiegłoroczne prognozy sprawdziły się w niewielkim stopniu, a w wielu zapowiadano spadek cen mieszkań. Tegoroczne przewidywania obciążone są jeszcze większym ryzykiem.

– W minionym roku wzrost cen tylko spowolnił, o ile w 2019 r. wzrosły one o 11 proc., to w 2020 r. o ok. 6 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław Sadowski z Expandera. – Jeżeli w tym roku ceny wzrosną, to przede wszystkim ze względu na bardzo niskie stopy procentowe.

Jednocześnie jednak, z powodu pandemii, wzrosło znaczenie pracy zdalnej i wiele osób dostrzegło, że nie muszą mieszkać w wielkich miastach, aby dobrze zarabiać.

Ta zmiana może sprzyjać większemu zainteresowaniu mieszkaniami w okolicach pobliskich tym miastom, skoro rzadziej będziemy dojeżdżać do miejsca zatrudnienia.

Kolejny powód niepewności to tryb w jakim nauczać będą wyższe uczelnie. Będzie miał duży wpływ na opłacalność kupowania mieszkań na wynajem.

– Jednocześnie mamy jednak do czynienia z bardzo dużym przyrostem imigrantów, w listopadzie ZUS poinformował, że rekordowa ich liczba płaciła stawki – dodaje ekspert Expandera. – Dlatego tak trudno przewidzieć, które z tych tendencji okażą się dominujące z ich wpływem na ceny mieszkań.

Jeżeli ceny będą spadać to bardzo wolno, tak wynika z doświadczeń z lat wcześniejszych. Jest to spowodowane tym, że sprzedający bardzo niechętnie akceptują takie zmiany rynkowe. Szybciej akceptowane są natomiast wzrosty cen.

Wiedza podstawą budowania marki. Company Management Congress Twoją drogą do sukcesu

Company Management Congress to głos w biznesie, którego potrzebuje każdy przedsiębiorca. To miejsce debaty na najważniejsze dla branż zagadnienia. Przyspieszy rozwój biznesu w 2021 roku!

W czasach niepewności warto inwestować w sprawdzone rozwiązania. Tym, co zawsze przyniesie profit, jest edukacja. Podczas Company Management Congress poruszone zostaną kwestie istotne dla każdego przedsiębiorcy. Dostarczymy sprawdzonych rozwiązań, znajdziemy narzędzia zmieniające biznes i odpowiemy na pytania nurtujące właścicieli firm.

Company Management Congress to rozwiązanie dla tych, którzy chcą zwiększać swoje kompetencje w zarządzaniu biznesem. To event, który rozszerza branżowe perspektywy i pokazuje najlepsze dostępne drogi rozwoju. Bazuje on na wiedzy liderów, którzy odnieśli sukces i swoją receptą na niego chcą podzielić się z innymi. W prelekcjach mówią na podstawie wieloletniego doświadczenia, które pozwoliło im poznać każdą stronę prowadzenia przedsiębiorstwa. Wiedzą na co uważać, ale także jakie atuty podkreślać, by wyróżnić się na tle konkurencji.

Event ten to okazja do pogłębiania wiedzy z zakresu zarządzania finansami i tego, jak usprawnić działanie firmy pod kątem księgowym. To także kompendium wiedzy z zakresu skutecznej sprzedaży i metod osiągania większych korzyści finansowych niż dotychczas. Podczas wydarzenia przybliżone zostaną zaawansowane zagadnienia odnoszące się do marketingu i promocji oraz podstaw budowania marki. Pokazane zostaną również procesy, które mogą usprawnić działanie przedsiębiorstwa dzięki outsourcinguowi. To kompendium wiedzy z zakresu prawa, któremu podlega działalność gospodarcza, jak również najlepsza platforma do nauki zarządzania zasobami ludzkimi. Ponadto, doświadczeni prelegenci zdradzą tajniki podejmowania strategicznych decyzji i wskażą, na co uważać, by nie popełnić kluczowych błędów. Jedną z podstaw Company Management Congress jest nauka poprzez wymianę doświadczeń. Nacisk położony został więc na nawiązywanie efektywnych relacji biznesowych, które mają pomóc w definiowaniu problemów współczesnego biznesu i znajdowaniu odpowiedzi w dynamicznie zmieniającym się środowisku.

Podczas Company Management Congress myślimy o przyszłości biznesu, patrząc na teraźniejszość. Wiemy, z jakimi problemami zmagają się przedsiębiorcy i jak trudno jest większości z nich zniwelować straty poniesione przez pandemię covid-19. Dostarczamy rozwiązań, które pozwalają wyjść z kryzysu. Poprzez postawienie na rozbudowane case studies skupimy się na najlepszych rozwiązaniach dla poszczególnych branży, a moderowane debaty będą okazją do wymiany myśli każdego uczestnika Kongresu.

Pamiętaj, wiedza jest podstawą do budowania marki. Nie możesz z niej nie skorzystać. Zmień z nami oblicze polskiego biznesu i weź udział w Company Management Congress!

Udział w wydarzeniu potwierdzony będzie certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia.

Złotym sponsorem wydarzenia została spółka Respect Energy. Partnerem merytorycznym jest Quest Change Managers Sp. z o.o. Zaś Partnerem wydarzenia KPR Kancelaria Restrukturyzacyjna.

Pamiętaj, wiedza jest podstawą do budowania marki. Nie możesz z niej nie skorzystać. Zmień z nami oblicze polskiego biznesu i 20 maja 2021 roku weź udział w Company Management Congress!

Company Management Congress

Termin: 20 maja 2021

Miejsce: DoubleTree by Hilton Warsaw, Warszawa

Rynek sztuki młodej wzrósł 370 proc.

W ciągu ostatnich trzech lat obrót na aukcjach sztuki młodej wzrósł niemal pięciokrotnie, wynika z danych OneBid. Dzieła niewypromowanych jeszcze artystów bywają pierwszym wyborem nowych inwestorów, dlatego warto sprawdzić, jak wypadają na tle całego rynku kolekcjonerskiego.Młoda sztuka – ilość Młoda sztuka – obrót i średnia cena

Rynek sztuki w pigułce

Mimo że w ubiegłym roku aukcje sztuki odbywały się przeważnie przy pustych salach, licytującym udało się ustanowić historyczne rekordy. Autorem najdroższego obrazu, tradycyjnie, okazał się Wojciech Fangor, którego dzieło kosztowało z aukcyjnymi opłatami ponad 7,3 mln zł.

Rok 2020 przyniósł wzrost obrotu malarstwem o niemal 36 proc., choć to nie jedyna kategoria, w której Polacy postanowili lokować kapitał na niepewne czasy. Jako główny trend minionego roku wskazałbym wyraźny wzrost udziału licytacji online – 40 proc. obiektów sprzedanych na aukcjach malarstwa trafiło do kolekcjonerów licytujących przez aplikację czy przeglądarkę – komentuje Jarogniew Muszyński, właściciel platformy OneBid.

W pandemicznym roku liczba obrazów wylicytowanych przez internet podwoiła się, a wśród nich było m.in. najcenniejsze w historii dzieło Zdzisława Beksińskiego, które kosztowało 708 tys. zł.

Malarstwo współczesne stanowiło 61 proc. wszystkich wylicytowanych w 2020 r. obrazów, dawne 16 proc., a najnowsze – 23 proc., podaje raport OneBid. Artystą najczęściej notowanym w ubiegłorocznej tabeli rekordów okazał się Jacek Malczewski, którego olejne dzieło „Artysta i chimera” kosztowało około 3,7 mln zł. Według archiwów, na aukcyjny rynek trafiło również w 1992 r., osiągając wówczas kwotę 28 tys. zł – od tamtych czasów praca Jacka Malczewskiego zdrożała więc 130-krotnie.

Patrząc na mapę i kalendarz, blisko jedna czwarta kolekcjonerów przypadła na okręg warszawski, a 41 proc. obrotu malarstwem – na IV kwartał.

Sztuka młoda w liczbach

Jednym z pierwszych wyborów inwestorów wkraczających na rynek sztuki jest twórczość niewypromowanych jeszcze artystów, której ceny wywoławcze są zazwyczaj rzędu kilkuset złotych. W minionym pandemicznym roku odnotowaliśmy o 58 proc. wyższe obroty na aukcjach sztuki młodej, a w stosunku do 2017 r. obrót wzrósł 4,7 razy. Ponad połowa transakcji w tym segmencie była w 2020 r. rezultatem licytacji przez platformę online, a dane wskazują, że proporcja będzie się tylko zwiększać – zauważa Jarogniew Muszyński z OneBid.

Średnia cena dzieła artysty, który dopiero buduje swoją rynkową pozycję, wyniosła w ubiegłym roku 1227 zł, a w horyzoncie trzech lat wzrosła o 41 proc., według danych OneBid. Od 2017 r. zarówno roczne obroty, średnie ceny, jak i ilość wylicytowanych prac młodych artystów nieprzerwanie rośnie. Na co zwracać uwagę, chcąc zainwestować?

Sztuka młoda: 4 porady i przestrogi dla początkującego inwestora

  1. Czytaj noty katalogowe, a w szczególności historię wystawową – jednym z czynników wpływających na wartość prac artysty na rynku jest eksponowanie ich przez muzea czy galerie. Przeglądając noty w katalogach online, warto zestawiać ze sobą dorobki artystów i sprawdzać, czy zostały już wyróżnione przez branżowe instytucje.

2. Licytuj tylko w uznanych domach aukcyjnych, unikaj podejrzanych ofert, zamieszczanych na popularnych serwisach handlowych.

W dobie pandemii mnóstwo antykwariatów i galerii rozpoczęła prezentowanie swojej oferty i aukcyjnych katalogów na naszej platformie. Kategorii samych przedmiotów jest ponad dwadzieścia, jednak każdy z tych oferentów to podmiot prowadzony przez specjalistów, nierzadko z najdłuższą historią na rynku. Inwestując w dzieła, monety, grafiki czy design zawsze trzeba zwracać uwagę, czy podmiot wystawia certyfikat autentyczności, gwarantuje oryginalność obiektu – komentuje Jarogniew Muszyński.

3. Nie prognozuj stopy zwrotu, tylko buduj kolekcję, która będzie cieszyć oko właściciela. Na rynku młodej sztuki prognozowanie wzrostu cen w krótkim horyzoncie jest mało wiarygodne, dlatego że ceny podnoszą się zazwyczaj stopniowo, a o nagłym skoku zadecydować może zwykle jedynie ogromny wystawienniczy sukces artysty.

Nierzadko takie inwestycje określa się „poszukiwaniem drugiego Sasnala” – właśnie dlatego, że wystawiana obecnie przez czołowe muzea twórczość Wilhelma Sasnala swój cenowy skok zawdzięcza przede wszystkim wystawie w londyńskiej galerii Charlesa Saatchiego. Niedługo po ekspozycji ten wpływowy światowy kolekcjoner sprzedał jedno z eksponowanych dzieł na aukcji w Christie’s, gdzie osiągnęło pułap 396 tys. dolarów z opłatą aukcyjną – zauważa Jarogniew Muszyński.

4. Przeglądaj internetowe archiwum. Chcąc nabrać rozeznania w pozycji artystów na rynku, warto czytać nie tylko katalog aukcji, która akurat nas interesuje, ale również sprawdzić, jakie notowania prace danego autora uzyskały dotychczas. W rejestrach OneBid prześledzić można czasem wieloletnią drogę artysty na rynku aukcyjnym, co daje punkt odniesienia przydatny szczególnie przed licytacją.

Według bazy OneBid, najdroższym obrazem na aukcjach sztuki najnowszej była w 2020 r. praca „W krainie wodnych koni” autorstwa Pauliny Zalewskiej – rekord wyniósł 17 250 zł, a aukcję zorganizował Rynek Sztuki w Łodzi.

W krainie wodnych koni
„W krainie wodnych koni” autorstwa Pauliny Zalewskiej

Ciekawostki: Co Polacy kolekcjonowali w 2020 r.?

Łączny aukcyjny obrót we wszystkich kategoriach poza malarstwem wyniósł około 72 mln zł, podaje raport OneBid. Polscy kolekcjonerzy wylicytowali tysiące grafik i rysunków, numizmatów, druków, sreber, wyrobów szklanych, kolekcjonerskiej biżuterii czy designu. Łącznie, w roku mijającym Polakom w domach, w wyniku samych tylko licytacji online właścicieli zmieniło ponad 61 tys. obiektów.

Rekord na rynku książek: 70 400 zł

Przedwojenny egzemplarz „Sanatorium pod Klepsydrą” uzyskał w 2020 r. najwyższą stawkę z uwagi na fakt, że opisany został w katalogu jako pierwsze wydanie, a autor opowiadań – Bruno Schulz – umieścił w nim odręczną dedykację.

Rekord na rynku fotografii: 129 800 zł

„Sztuka konsumpcyjna” z 1974 r. autorstwa Natalii LL ustanowiła aukcyjny rekord w Polsce, a fotografie z tego cyklu trafiły na główną ekspozycję paryskiego Centrum Pompidou. W powszechnym odbiorze zdjęcia kojarzone są z kobiecymi sylwetkami sugestywnie jedzącymi banany.

Rekord na rynku militariów: 141 600 zł

Licytowane w 2020 r. roku militaria zdrożały średnio o 74 proc., a najcenniejszym okazał się pistolet połączony z czekanem z XVII wieku. Broń kombinowana opuściła cieszyński warsztat rusznikarski i zachowała pełne pełne bogactwo zdobień wykonanych m.in. z masy perłowej.

Rekord na rynku designu: 68 440 zł

Najdroższe współczesne meble to m.in. komplet dwóch krzeseł i stolika wykonany z brązu i lanego kryształu autorstwa Bronisława Krzysztofa. Drugie miejsce w kategorii zajął zestaw mebli z lat. 60. projektu Rajmunda Teofila Hałasa, który osiągnął wartość 47,2 tys. zł i ustanowił na aukcji przebicie rzędu 4620 proc.

Rekord na rynku banknotów: 350 900 zł

Najcenniejszym pieniądzem papierowym 2020 r. było 500 zł z 1794 r., czyli jeden z pierwszych polskich banknotów. Na aukcjach numizmatów, podobnie jak na rynku dzieł, obserwowano w minionym roku hossę: sprzedano o połowę więcej monet niż w 2019 r., przy czym aż 98 proc. z nich wylicytowano online.

Źródłem danych do raportu jest platforma do licytowania online OneBid.

Polską branżę gier czekają dalsze wzrosty. Będzie warta 3 mld PLN w 2024 roku.

Przychody wygenerowane przez polską branżę gier w 2019 roku wyniosły 1,75 miliarda PLN, z czego spółki notowane na GPW odpowiadają za 1,2 miliarda PLN obrotu. W Polsce produkcją gier zajmuje się blisko 500 firm. To tylko część wniosków z raportu Kondycja Polskiej Branży Gier 2020 opublikowanego przez Krakowski Park Technologiczny. Badania na potrzeby raportu realizowały firmy ManaHR oraz Publicis Groupe Poland, część dotyczącą giełdy opracowała IPOPEMA Securities S.A.

Krótki materiał wideo podsumowujący najważniejsze dane z raportu można obejrzeć poniżej.

Polską branżę gier czekają dalsze wzrosty

W 2017 roku polski rynek gier wideo był wart 1,85 mld PLN (520 mln USD). W zaledwie dwa lata jego wycena wzrosła o nieco ponad 25%, do 2,32 mld PLN (619 mln USD). Zwiększyła się również liczba grających Polaków – w 2017 r. było ich 14,36 mln, a w 2019 już 18,05 mln. W Polsce gra i kupuje gry coraz więcej osób.

W publikacji autorzy przybliżają także charakterystykę rynków wideo w wybranych krajach Europy Środkowej i Wschodniej, uwzględniając między innymi ich wielkość w ujęciu ilościowym i wartościowym. Na tle tych danych autorzy przedstawiają informacje na temat wartości rynku gier wideo w Polsce analizując dynamikę rynku, tendencje oraz czynniki wpływające na trendy wzrostu lub spadku wartości. Całość raportu uzupełniają charakterystyki modeli biznesowych produkcji i dystrybucji gier w Polsce, modeli płatności i monetyzacji gier oraz prognozy dla polskiego rynku gier w perspektywie 5 lat.

Polish Gamers Research 2019Polish Gamers Research 2019

W raporcie nie pominięte zostały również istotne dane związane z demografią, sytuacją materialną oraz wydatkami na gry polskich graczy. Autorzy siódmej edycji badania Polish Gamers analizują popularność poszczególnych metod płatności wśród graczy, ich ulubione platformy i gatunki gier czy motywacje do grania. Raport stara się również uchwycić źródła zakupu nowych gier przez polskich konsumentów, a także skalę piractwa.

Podobnie jak w roku 2018 i 2019, znaczna część badania „Polish Gamers Research” została poświęcona zwyczajom konsumenckim najmłodszych grających Polaków, a także ich rodziców. Na podstawie wyników „Polish Gamers Research 2020” badacze zauważają potrzebę zwiększenia wysiłków w kierunku edukacji rodziców w kwestii poznania i zrozumienia wagi stosowania się do wytycznych klasyfikacji wiekowej.Polish Gamers Research

W tegorocznym badaniu 72% rodziców odpowiedziało twierdząco na pytanie, czy ich dzieci w wieku do 18 lat grają w gry wideo. To o 1% mniej niż w roku 2019 i o 6% więcej niż w 2018. 28% rodziców deklaruje, że ich dzieci nie mają styczności z grami. Najwyższy odsetek grających dzieci (powyżej 20%) notuje się w grupach wiekowych 10-12, 13-15 oraz 16-18 lat. Zgodnie z deklaracjami rodziców wśród grających dzieci przeważają synowie (59%). W opcji kontroli rodzicielskiej na urządzeniach, na których grają dzieci, korzysta 45% rodziców.

Polish Gamedev 2019Polish Gamedev 2019

Dane zebrane przez autorów raportu pokazują, że tworzenie gier w Polsce jest w dalszym ciągu domeną młodszych osób. Niemal 50% pracowników gamedevu nie przekroczyło jeszcze 30 roku życia. Szersza charakterystyka przykładowego pracownika polskiego gamedevu pokazuje również, że są to w prawie ¾ przypadków osoby z wyższym wykształceniem, najczęściej pracujący w jednym miejscu, krócej niż 2 lata. Większość stanowisk w branży gier niezmiennie zajmowanych jest przez mężczyzn, ale ten trend powoli się zmienia. Według danych z Kondycji Polskiej Branży Gier 2020 ¼ obsady krajowych studiów to kobiety.wynagrodzenia w branży gier

W opublikowanym raporcie przeanalizowano również wynagrodzenia prawie 2000 pracowników polskiego gamedevu, uwzględniając zarówno pensje na poszczególnych stanowiskach jak i w obszarach konkretnych specjalizacji. Wynagrodzenia wahają się od 15 tysięcy złotych netto na stanowiskach dyrektorskich, do 3,7 tysięcy złotych netto w przypadku juniorów. Co ciekawe różnice między wynagrodzeniami pracowników firm z Warszawy, a pozostałych miast są zauważalne tylko na najwyższych stanowiskach. W przypadku innych poziomów zatrudnienia mówimy o porównywalnych stawkach lub nawet wyższych poza Warszawą.

Poza profilem polskiego pracownika gamedevu i danymi dotyczącymi wynagrodzeń, rozdział Polish Gamedev 2019 zawiera również obszerną analizę demografii polskich studiów produkujących gry, z uwzględnieniem lokalizacji (kolejny raz liderem jest województwo mazowieckie, gdzie siedziby ma 30% wszystkich firm), ich wielkości (dominują firmy zatrudniające do 9 pracowników) czy popularności platform sprzętowych, na które tworzone są gry (niezmiennie dominuje PC, na którego opracowywane jest 84% gier powstających w Polsce).

Raport dostępny jest w tym miejscu.

Autorami raportu są: Anna Krampus-Sepielak kierująca zespołem wsparcia branży gier w Krakowskim Parku Technologicznym, Maciej Śliwiński, koordynator projektu badań w Krakowskim Parku Technologicznym, Michał Bobrowski pełniący funkcję członka zarządu i szefa marketingu GRY-OnLine S.A oraz Patrycja Rodzińska-Szary, ekspertka od branży gier przez wiele lat związana z GRY-OnLine S.A oraz grupą Axel Springer Polska. Nadzór nad poprawnością metodologii i stosowanymi narzędziami badawczymi sprawował Damian Gałuszka z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Raport powstał dzięki wsparciu finansowemu ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Baltic Games Industry oraz Agencji Rozwoju Przemysłu.

Andrzej Arendarski: Najszersze otwarcie gospodarki, z zachowaniem racjonalnych ograniczeń, ale nie zakazów

List otwarty Andrzeja Arendarskiego prezesa Krajowej Izby Gospodarczej do Prezesa Rady Ministrów

W imieniu przedsiębiorców, w szczególności sektora MMŚP, apeluję o jak najszybsze zniesienie obecnych zakazów prowadzenia działalności i powrócenie do zasad obowiązujących w wakacje 2020 r. – działać może każda branża, pod warunkiem zachowania stosowanych obostrzeń sanitarnych. Mija prawie rok od czasu, jak mierzymy się z pandemią COVID-19. W tym okresie, co najmniej kilkakrotnie słyszeliśmy od polityków sprzeczne informacje o postępie epidemii w Polsce. Byliśmy świadkami tworzonych ad hoc i trudnych do logicznego usprawiedliwienia zakazów administracyjnych. Teraz jesteśmy świadkami często pozornych działań rządu mających pomóc przedsiębiorcom. Wszystkie od dawna zamknięte branże jak: sportowo-rekreacyjna (siłownie, baseny), gastronomia, turystyka, targowo-eventowa i wiele innych – są zagrożone bankructwem. Obserwując działania administracji od lata 2020, nie można się oprzeć wrażeniu, że pędzimy na oślep w nieznanym kierunku. Decyzje o kolejnych zakazach i ograniczeniach są wprowadzane na podstawie liczby zakażonych, bez uwzględnienia liczby przeprowadzonych testów, ich rodzaju i stopnia przebiegu choroby. Zaufania do tego wskaźnika w żaden sposób nie poprawiła monopolizacja dostępu do danych o zakażeniach. Również kwestia logistyki szczepień i ich przebiegu budzą nasze poważne obawy.

Należy zadać sobie pytanie, czy stać nas na dalsze chaotyczne działania? Czy stać nas na sprowadzenie realnego zagrożenia dla dwóch milionów miejsc pracy w mikrofirmach spowodowanego powszechną teoretyczną kwarantanną? Czy Państwo stać na utrzymywanie w bliskiej przyszłości dodatkowych milionów bezrobotnych? Czy sektor bankowy i leasingowy jest przygotowany na falę upadłości firm? Czy budżet państwa stać na poniesienie dodatkowych kosztów spowodowanych brakiem aktywności Polaków (szacuje się, że roczne z tego tytułu bezpośrednie koszty gospodarcze wynoszą 7 mld zł – w tym 6 mld ze względu na absencje pracownicze i niemal 1 mld zł jako koszt publicznego systemu ochrony zdrowia)?

Czy służba zdrowia jest gotowa na dodatkowe koszty leczenia chorób cywilizacyjnych (takich jak: cukrzyca, nadwaga, miażdżyca, nadciśnienie) spowodowanych brakiem aktywności fizycznej? Zaczynamy żyć w iluzorycznym świecie tworzonym przez nierespektowane i nieegzekwowane przepisy, a obok tego istnieje prawdziwe życie, naznaczone codzienną walką o utrzymanie budowanego, często przez całe życie, biznesu.

W okresie koniunktury rząd doprowadził do niebezpiecznie wysokiego poziomu wydatki socjalne, na co wskazywało wielu ekonomistów i przedstawicieli organizacji biznesu. Oczywiście, nikt nie mógł przewidzieć kataklizmu, jakim jest pandemia, ale o istnieniu cykli koniunkturalnych wiemy wszyscy, a środków „na gorsze czasy” nie zabezpieczono. Teraz mści się to w dwójnasób, zmuszając rząd do gwałtownego poszukiwania środków, co obciąża przede wszystkim, walczący z skutkami pandemii biznes. Jest to bardzo często walka o przetrwanie, o być albo nie być. Jest to walka o ratowanie dorobku własnego przedsiębiorców, ale i podstaw egzystencji tysięcy pracowników. Opłata mocowa, podatek handlowy, cukrowy, wyższe stawki podatku od nieruchomości, galopujące koszty wywozu odpadów, to tylko przykłady nowych danin, które istotnie utrudniają firmom przetrwanie, a dla konsumentów – jak bardzo politycy nie zaklinaliby rzeczywistości – oznaczają znaczną podwyżkę cen w sklepach. Do tego trzeba dodać wzrost płacy minimalnej oraz składek do ZUS. W efekcie upraszczania podatku VAT przedsiębiorcy są zobowiązywani do składania coraz to nowych oświadczeń pod rygorem sankcji karnych. Takie otoczenie prawne, połączone z kolejnymi obostrzeniami prowadzenia działalności w żaden sposób nie pozwoli wielu firmom przetrwać do kolejnego lata.

Wygląda na to, że w sposób nieuchronny zmierzamy w stronę etatystycznej gospodarki. Problemem jest jednak to, że jak bardzo śmiałe nie byłyby plany zakreślone w strategiach i zielonych księgach, nie zmienią one podstawowych praw ekonomii – biznes, który nie może działać nie przynosi zysków, biznes obciążany kolejnymi podatkami i obowiązkami nie może się rozwijać, biznes, który trzeba zamknąć nie daje miejsc pracy. Nawet, jeżeli będzie należał do spółki kontrolowanej przez państwo. Bo państwo jest bogate bogactwem swoich obywateli. Biedni podatnicy, to biedne państwo.

Dlatego apeluję do Pana Premiera i całej Rady Ministrów o wprowadzenie rzetelnych i przejrzystych kryteriów, na podstawie, których będą podejmowane działania administracji. Niech miarą zagrożenia i konieczności wprowadzania obostrzeń będzie liczba wolnych łóżek w szpitalach – tylko tych istniejących realnie, a nie na podstawie decyzji wojewody. Niech miarą zaufania do przedsiębiorców będzie umożliwienie im działania z zachowaniem reżimu sanitarnego, a nie tworzenie kazuistycznego prawa, które jest coraz częściej ignorowane pod hasłem obywatelskiego nieposłuszeństwa. Niech miarą solidarności będzie jak najszybsze szczepienie nauczycieli, aby młodzież mogła wrócić do szkół nie w przyszłym roku szkolnym tylko najpóźniej za miesiąc.

Apeluję o jak najszersze otwarcie gospodarki, z zachowaniem racjonalnych ograniczeń, ale nie zakazów. Apeluję, aby państwo uporządkowało kwestię odszkodowań za bezprawny lock down i podjęło próbę odzyskania zaufania przedsiębiorców. Jawny publiczny opór przeciwko zamykaniu gospodarki nie bierze się z lekkomyślności przedsiębiorców tylko desperacji wynikającej z widma bankructwa połączonej z brakiem szacunku administracji dla dorobku ich życia.

Apeluję, żeby administracja zaczęła działać w sposób, który da się przewidzieć i uzasadnić, na podstawie podanych wcześniej kryteriów. Tylko tak biznes będzie mógł działać i przetrwać, nawet w kryzysowych czasach. Tylko tak Państwo może dalej funkcjonować, ponieważ państwo nie może istnieć bez dwóch rzeczy – pieniędzy i zaufania swoich obywateli.

Andrzej Arendarski

Ile podatków wpływa do budżetu państwa od tytoniu do podgrzewania? Prof. Modzelewski myli się w obliczeniach

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwraca uwagę, że według prawidłowych wyliczeń podatku akcyzowego i podatku VAT – w oparciu o zawartość tytoniu – opodatkowanie na 1 gram tytoniu w papierosach wynosi 82 grosze, a w nowatorskich wyrobach tytoniowych (podgrzewaczach tytoniu) – 76 groszy.

„Prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych, w swoich licznych publicznych wypowiedziach z ostatnich tygodni powtarza tezę, że nowatorskie wyroby tytoniowe (popularnie określane jako „podgrzewacze tytoniu”) są opodatkowane podatkiem akcyzowym 5-krotnie mniejszym niż zwykłe papierosy. Takie stwierdzenie wprowadza opinię publiczną w błąd, bowiem jest ono prawdziwe tylko wtedy, jeśli uznamy, że istotą akcyzy na wyroby tytoniowe nie jest opodatkowanie tytoniu, lecz papieru, w który jest owinięty. Takie porównanie jest jednak pozbawione racjonalnych podstaw, zważywszy na ogromną różnicę zawartości tytoniu pomiędzy tymi produktami. Jedna paczka 20 szt. papierosów zawiera ok. 14 g tytoniu, podczas gdy jedna paczka 20 szt. wkładów do podgrzewania tytoniu zawiera znacznie mniej, bo ok. 6 g tytoniu. Realizacja postulatu prof. Modzelewskiego dotyczącego „urealnienia” stawek akcyzy oznaczałaby zatem, że opodatkowanie 1 grama tytoniu w nowatorskich wyrobach tytoniowych byłoby prawie 2,5-krotnie wyższe niż w zwykłych papierosach, przy spalaniu których wydzielanych jest znacznie więcej szkodliwych dla zdrowia substancji w porównaniu z podgrzewaniem tytoniu” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Należy podkreślić ważne stanowisko Ministra Finansów Tadeusza Kościńskiego w sprawie akcyzy[1]:

„Akcyza to bardzo skomplikowany podatek, jest bardzo dużo konkurencji na rynku, a każdy chce płacić jak najmniej podatku. A niektóre podatki akcyzowe, tak jak opłata cukrowa, mają na celu zmianę zachowanie społeczeństwa. Tych podatków nie można tak zero-jedynkowo wprowadzać czy likwidować”.

Porównując bowiem opodatkowanie 1 grama tytoniu w papierosach tylko akcyzą budżet państwa otrzymuje 66 groszy, a w przypadku wyrobów nowatorskich 31 groszy. Jeśli jednak doliczyć do tego podatek VAT okazuje się, że 1 gram tytoniu w zwykłych papierosach jest opodatkowany na poziomie 82 groszy, a we wkładach do podgrzewania 76 groszy. Oznacza to, że tytoń zawarty w ww. wyrobach już obecnie podlega takiemu samemu obciążeniu podatkowemu.

Najlepsze nastroje panują w budownictwie i przemyśle, a najgorsze w usługach

Miesięczny Indeks Koniunktury (MIK) jest nowym wskaźnikiem badającym nastroje polskich przedsiębiorstw i pierwszym, który pokazuje ich sytuację w 2021 r. Został on opracowany przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Firmy negatywnie oceniają swoją sytuację w obszarze nowych zamówień, a relatywnie dobrze płynność finansową i plany podnoszenia wynagrodzeń. Najlepsze nastroje panują w budownictwie i przemyśle, a najgorsze w usługach.

Kryzys pandemiczny pokazał, że mierzenie gospodarki musi być jednocześnie kompleksowe i możliwie szybkie. Wraz z BGK przygotowaliśmy Miesięczny Indeks Koniunktury, który dla pięciu sektorów gospodarki będzie prezentował kondycję i perspektywy przedsiębiorstw. Chcemy na bieżąco przyglądać się sytuacji  zarówno małych, średnich jak i dużych firm na bazie siedmiu kluczowych dla nich komponentów. W naszych analizach będziemy stawiać nie tylko na jakościowe dane, ale również ich szybką agregację tak, aby w każdym drugim tygodniu miesiąca prezentować najbardziej aktualne wyniki na bazie reprezentatywnych badań odpowiadających strukturze gospodarki. Dzięki temu po przeprowadzeniu całego cyklu monitoringu  będziemy mieli informację jak zmieniała się koniunktura gospodarcza w Polsce w całym 2021 r.  – powiedział Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Dla nas, jako banku rozwoju, bardzo ważnym aspektem MIK jest objęcie tym badaniem także małych przedsiębiorstw. Są one po pierwsze obszarem gospodarki, którego wsparcie jest jednym z naszych podstawowych zadań, a po drugie są szczególnie wrażliwe na obecny i dalszy przebieg aktualnego kryzysu. Choć dopiero kolejne fale badania pozwolą na pełną interpretację osiąganych rezultatów, to już pierwsze wyniki potwierdzają tę wrażliwość. Dla nas bardzo istotne będą także zmiany wyników części badania poświęconej dostępowi firm do finansowania zewnętrznego. Choć nie są one częścią podstawowego indeksu MIK, to będziemy je analizować ze szczególną uwagą – powiedział Mateusz Walewski, Główny Ekonomista BGK.

Wyniki indeksu i badania

Poziomem neutralnym  Miesięcznego Indeksu Koniunktury jest 100 pkt. Wynik powyżej tej wartości oznacza poprawę koniunktury, a poniżej jej pogorszenie. Styczniowy indeks w większości badanych obszarów negatywnie odstawał od wartości neutralnej. Jedynie wśród ocen płynności finansowej i wynagrodzeń przeważają odpowiedzi pozytywne. Uśredniony MIK w styczniu 2021 r. wyniósł 85,9, co oznacza pogorszenie koniunktury przedsiębiorstw.

Styczniowe wyniki sugerują, że firmy weszły w 2021 rok w dość trudnych warunkach, co szczególnie widać w ocenie grudniowego klimatu gospodarczego. Perspektywy na przyszłość wyglądają lepiej, ale pozostają poniżej neutralnych poziomów. Najtrudniejsza sytuacja dotyczy sektora usługowego, a relatywnie pozytywnie można ocenić koniunkturę w przemyśle i budownictwie – komentuje Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Miesięczny Indeks Koniunktury

Sytuacja finansowa firm:

W grudniu 2020 r. 48 proc. firm odnotowało niższą wartość sprzedaży w porównaniu do listopada. Spadek pod koniec stycznia przewiduje nieco więcej firm (52 proc.). Wzrostu sprzedaży spodziewa się tylko 14 proc. firm. W tym samym okresie, co trzecia firma (35 proc.) odnotowała spadek liczby nowych zamówień w relacji miesiąc do miesiąca. Nieco ponad połowa (53 proc.) utrzymała je na niezmienionym poziomie.

Większość   firm   (57   proc.)   deklaruje   płynność   finansową zapewniającą   funkcjonowanie   na   okres   powyżej   trzech miesięcy. Tylko 6 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało brak wystarczających  środków na funkcjonowanie nawet przez miesiąc.  Dodatkowo, w grudniu 79 proc. firm utrzymało w ujęciu miesięcznym poziom finansowania bieżącej działalności środkami zewnętrznymi.

Rynek pracy:

Przedsiębiorcy pozytywnie oceniają sytuację na rynku pracy.. W grudniu 2020 r. 78 proc. firm planowało utrzymanie zatrudnienia i wynagrodzenia na niezmienionym poziomie w najbliższych trzech miesiącach. Firmy częściej planują zatrudniać (13proc.) i dawać podwyżki (9 proc.) niż zwalniać (9 proc.) i obniżać płace (6 proc.)

Inwestycje i moce produkcyjne:

Wystarczające moce produkcyjne w stosunku do portfela zamówień deklaruje 72 proc. przedsiębiorstw. Co piąty badany wskazywał na zbyt duże moce produkcyjne przy przewidywanych zmianach popytu, a zbyt małe jedynie co 8 proc. badanych przedsiębiorstw.

Co druga firma (49 proc.) nie inwestowała w IV kwartale 2020 r., ale co czwarta (24 proc.) zwiększyła poziom tych wydatków względem poprzednich trzech miesięcy.

***

Metodologia badania indeksu MIK

MIK będzie badał nastroje polskich przedsiębiorstw w siedmiu obszarach: wartość sprzedaży, nowe zamówienia, zatrudnienie, wynagrodzenie, moce produkcyjne, inwestycje, płynność finansowa. Komponenty te posłużą do wyznaczania comiesięcznych wskaźników i porównania ich poziomów w grupach firm wyłonionych według wielkości (liczba zatrudnionych) i reprezentowanej branży. Badanie będzie realizowane w pierwszych dniach kolejnych miesięcy na reprezentatywnej próbie 500 przedsiębiorstw z pięciu sektorów gospodarki: przemysł, handel, budownictwo, usługi, transport, spedycja i logistyka. Pierwsze badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Banku Gospodarstwa Krajowego przeprowadzono przez ASM Centrum Badań i Analiz Rynku w dniach 4-5 stycznia 2021 r. wśród właścicieli firm lub osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach. Zrealizowane zostało za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) na próbie losowo-kwotowej obejmującej 500 firmy, w 4 kategoriach wielkości i 5 sektorach branżowych. Na podstawie tej próby można przeprowadzić wnioskowanie o populacji polskich przedsiębiorstw przy poziomie ufności 0,95 z błędem szacunku 5%.

Stopy procentowe nie spadły, ale mogą w przyszłości

Niby znamy decyzje RPP w sprawie stóp procentowych, a jednak zbyt wiele się nie dowiedzieliśmy. Stopy nie spadły, ale mogą w przyszłości. Konieczne jest jednak spełnienie jakichś warunków, które mogą być mocno uznaniowe.

Stopy procentowe bez zmian

Co prawda, Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych, ale konferencją po decyzji na rynku jednak namieszała. Co takiego znalazło się w komunikacie? Po pierwsze jest tam możliwość dalszych interwencji walutowych, czyli czegoś, czego w Polsce raczej nie stosowano jeszcze jakiś czas temu. Warto zwrócić uwagę na wypowiedź prezesa o warunkach koniecznych do dalszej obniżki stóp procentowych. Są to: 3 fala pandemii i spadek inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP. Analitycy w przeważającej większości uważają, że to się nie wydarzy. Patrząc na ostatni gwałtowny spadek inflacji już za kilka miesięcy może się okazać, że te warunki zostaną jednak spełnione. Inwestorzy bojąc się dalszych działań reagowali sprzedażą złotego, dlatego euro podrożało wczoraj do 4,54 zł.

Dobre dane ze strefy euro

Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w strefie euro. Spada ona, co prawda, w skali roku o 0,6%, ale to dobry wynik biorąc pod uwagę oczekiwany spadek o 3,3%. Po raz kolejny okazuje się, że Unia Europejska radzi sobie lepiej z pandemią, niż dotychczas sądzono. Na dane te trzeba jednak patrzeć z pewnym dystansem, gdyż oczekiwania są tworzone przed cząstkowymi odczytami z niektórych państw. W rezultacie ich wpływ na rynek walutowy jest często (tak jak w tym wypadku) niewielki. Pokazują one jednak pewien kierunek zmian dla całej organizacji.

Korekta na rynku ropy

Wczorajsze dane z USA pokazały, co prawda, że zapasy ropy naftowej spadają, ale znacznie szybciej rosną zapasy benzyny i destylatów. W rezultacie można oczekiwać, że prędzej czy później wymusi to jednak ograniczenie zakupów surowca. To właśnie ten wniosek był jednym z powodów wczorajszej przeceny na rynku ropy naftowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ropa naftowa: kiedy puszczą hamulce?

Mocniejszy dolar hamuje wzrost ceny ropy naftowej, która po uprzednim załamaniu, pozytywnie zareagowała na spadek zapasów surowca w USA. Rynek wyczekuje raportu OPEC o stanie i perspektywach rynku ropy naftowej. Pakiet fiskalny, choć chwilowo hamuje wzrost ceny, może stać się jej największym wsparciem w średnim terminie. Jakie są prognozy dla rynku ropy?

Piąty raz z rzędu, w Stanach Zjednoczonych odnotowane ubytek ropy naftowej w magazynach. W ciągu drugiego tygodnia stycznia, ze zbiorników surowca ubyło 3,2 mln baryłek.

– Spadek przekraczał oczekiwania rynku, jednak to co istotniejsze w dłuższym terminie, to spadek wielkości zapasów produktów ropopochodnych. W sumie, zmiana wielkości zapasów dwóch rodzajów paliw w USA wyniosła -9,2 mln baryłek. Duży spadek sugeruje odbudowanie części popytu na paliwa i inne produkty wytwarzane z ropy naftowej, wraz ze stopniowym powrotem do aktywności gospodarczej. Nie bez znaczenia był z pewnością grudniowy okres świąteczny, który zwyczajowo podwyższa migracje ludności – tłumaczy analityk TMS Maciej Madej.

Tuż przed odczytem DOE, kurs ropy naftowej załamał się o 1,5 proc., co prawdopodobnie było efektem realizacji zysków na wysokich poziomach. Chwilę przed spadkiem, baryłka WTI kosztowała 53,6 USD, a ropa typu Brent, 56,8 USD za baryłkę.

DOE potwierdza spadek zapasów ropy naftowej

Potwierdzenie spadku wielkości zapasów dało szanse na odbicie notowań i wobec zapowiedzi drastycznego ograniczenia produkcji surowca przez Arabię Saudyjską w lutym, tak właśnie powinno się stać. Kurs odbił, ale wzrost został szybko wyhamowany przez umocnienie USD. W ostatnich dniach kluczową rolę przy wycenianiu znacznej części aktywów odgrywają rentowności amerykańskich obligacji, które oddziałują na kurs USD.

– Paradoksalnie, to co w tej chwili hamuje wzrost cen ropy naftowej, może stać się głównym motorem napędowym jej wzrostu w przyszłości. W ciągu dnia Joe Biden ma ogłosić swój pomysł na kształt pakietu wsparcia fiskalnego dla gospodarki USA. Duże wsparcie z pewnością przyczyni się do dynamicznego odbicia gospodarczego, co bezpośrednio przełoży się na wzmożony popyt na paliwa i surowce energetyczne. Dobre dane o eksporcie z Chin sugerują, że tempo odbicia PKB w 2021 roku (pomimo problemów z tempem szczepień) może być rekordowe. W momencie kiedy pakiet fiskalny zostanie przyjęty, a aktywność gospodarcza zacznie się na dobre rozpędzać, wszystkie hamulce, które blokują wzrost ceny ropy puszczą, a ceny mają szansę dynamicznie wrócić na wysokie poziomy – ocenia analityk TMS.

Niemniej, w czwartek przed południem, mocny dolar przeszkadza w wyraźnym odbiciu ceny ropy naftowej.

– Z technicznego punktu widzenia, kurs testuje linię wsparcia ustawioną w okolicy 55,8 USD w przypadku benchmarku Brent. Linia broniła się kilkukrotnie w ciągu nocy, ale presja na nią jest coraz silniejsza. W dalszej części dnia, powinniśmy poznać raport OPEC o stanie rynku ropy naftowej. Z doniesień medialnych wynika, że popyt na surowiec w 2021 roku wzrośnie o 5,9 mln baryłek dziennie, po tym jak w 2020 spadł o 9,7 mln baryłek dziennie. Netto będziemy mieli zatem w dalszym ciągu do czynienia z luką popytową – mówi Madej.

Baryłka ropy Brent kosztuje 55,8 USD, a jej cena jest 0,4 proc. niższa od punktu odniesienia. Ropa spod znaku WTI tanieje w czwartek o 0,3 proc., a baryłka surowca kosztuje 52,7 USD.

Ropa zyskała 10% w tym roku. Będą dalsze wzrosty?

Ropa naftowa zakończyła rok 2020 na sporym minusie. Pomimo kwietniowego dołka, kurs wspiął się w górę blisko 650 proc. Mimo tego – rok zamknął się na tym rynku około 22 proc. pod kreską. Na początku 2021 r., mimo pogarszającej się sytuacji pandemicznej, ropa zyskała 10%. Wzrost cen wspiera m.in. słaby dolar, zapowiedzi prezydenta elekta na temat bilionów na stymulację amerykańskiej gospodarki, a także rosnący popyt Chin na ropę naftową i inne surowce oraz efekt szczepień i ograniczenie produkcji przez OPEC+.

– Na rynku ropy naftowej widoczne jest odrodzenie popytu, co potwierdza piąty z rzędu spadek zapasów. W połączeniu z cięciami produkcji, zapowiedzianym przez Arabię Saudyjską, o blisko 1 mln baryłek netto w lutym, daje to dość sporą przestrzeń do wzrostu ceny surowca w nadchodzących tygodniach – ocenia kierownik departamentu analiz TMS Brokers Łukasz Zembik.

W raporcie „Prognozy inwestycyjne na 2021 rok” analitycy TMS zwracają jednak uwagę, że „zbyt szybkie rozluźnienie restrykcji wydobycia spowoduje spadki cen. Zbyt ostrożne podejście może skutkować dalszymi wzrostami notowań surowca, a w konsekwencji może dojść do rozłamu i wzrostu produkcji na rynku amerykańskim. Zakładamy, że cena ropy w pierwszych 6 miesiącach roku powinna znajdować się pod presją, zaś druga połowa roku może przynieść stabilizację na wyższych poziomach, nawet ok. 60 USD/oz, co przełoży się na ceny paliwa”.

Elektryczna motoryzacja zmieni tradycyjne łańcuchy dostaw

Auta elektryczne coraz szybciej zdobywają rynek nowych pojazdów w Europie. Prawie wszyscy najwięksi producenci samochodów inwestują miliony euro w nowe modele, modernizują zakłady i wprowadzają zmiany technologiczne w całym łańcuchu dostaw. Według danych Automotive from Ultima Media, sprzedaż pojazdów w pełni elektrycznych wzrośnie z 2,3% światowej sprzedaży pojazdów osobowych i użytkowych w 2019 roku do 19% w 2030 roku, 36% do 2035 roku i 80% do 2040 roku.

Wspólnie ze specjalistami GEFCO, wiodącym dostawcą usług logistycznych dla branży motoryzacyjnej w Europie, oceniamy wpływ nadchodzących zmian na wyzwania dla branży logistycznej.

Nie ma wątpliwości, że wpływ elektromobilności na produkcję, logistykę i dystrybucję będzie znaczący. Z jednej strony pojazdy elektryczne posiadają mniej ruchomych części i komponentów w porównaniu z autami spalinowymi, co oznacza mniejsze wolumeny w transporcie i bardziej zautomatyzowany proces montażu. Z drugiej strony łańcuch dostaw pojazdów elektrycznych obejmuje wyraźnie nowe procedury zamówień i produkcji, nowe miejsca zaopatrzenia i lokalizacje dostawców, a także więcej części o wyższej wartości. Obowiązują również ścisłe przepisy związane z obsługą i transportem akumulatorów litowo-jonowych, a także ich serwisowaniem i recyklingiem. Chociaż wiele podstawowych zadań pozostanie niezmienionych, dostawcy usług logistycznych muszą rozwijać nowe umiejętności, zdobywać certyfikaty i nowe zdolności biznesowe, aby wykorzystać szanse jakie daje rosnący popyt na pojazdy elektryczne.

„Obecnie istnieje mniej ograniczeń dotyczących transportu pojazdów elektrycznych, niż w przypadku transportu baterii. Jednak wysyłka takich pojazdów jest wciąż bardziej złożona w porównaniu do aut tradycyjnych. Dla przykładu zarówno rosyjskie, jak i chińskie koleje nie zezwalają na transport pojazdów elektrycznych” – mówi Emmanuel ARNAUD, Executive Vice-President for sales and marketing, GEFCO.

„Auta elektryczne zazwyczaj posiadają więcej części elektronicznych o wysokiej wartości, które wymagają większego kapitału obrotowego w celu utrzymania wyższego poziomu zapasów” – mówi Marco Wang, starszy dyrektor ds. logistyki w chińskim startupie Nio z branży EV. Utrzymanie zapasów takich części powoduje wzrost kosztów. Dostawcy usług logistycznych również wymagają dokładniejszego śledzenia i większej kontroli takich łańcuchów dostaw.

Jak zauważają eksperci GEFCO, większa liczba drogich i mniejszych części może również prowadzić do zmian w transporcie. Na przykład, zamiast utrzymywać więcej zapasów w celu buforowania długich czasów transportu morskiego, sensowne może być, aby producenci samochodów i dostawcy częściej korzystali z transportu przyspieszonego, takiego jak fracht lotniczy. Istnieje również możliwość transportu części koleją między Azją i Europą. To skuteczny sposób na zaoszczędzenie czasu w porównaniu do transportu morskiego, jednak korzystanie z transportu kolejowego do przewożenia akumulatorów nie zawsze jest możliwe.

„Dostawy baterii litowych koleją w Chinach są zabronione ze względu na traktowanie baterii jako towar niebezpieczny klasy 9. Alternatywny transport morski i kolejowy za pośrednictwem portu we Władywostoku jest w obecnej sytuacji właściwym rozwiązaniem” – wyjaśnia Alice Defranoux, Rail Manager, GEFCO.

Producenci pojazdów elektrycznych nie muszą stosować się do tradycyjnej dla przemysłu motoryzacyjnego strategii produkcji push. Młode przedsiębiorstwa zazwyczaj działają w oparciu o model build-to-order, który zazwyczaj wiąże się z większą zmiennością w łańcuchu dostaw w porównaniu z produkcją na zapas, ponieważ trudniej jest przewidzieć zapotrzebowanie na części i wahania zamówień. Elastyczność łańcucha dostaw będzie zatem istotnym czynnikiem nie tylko przy uruchamianiu zakładów produkujących EV dla nowych marek, ale także dla samych producentów pojazdów o ugruntowanej pozycji rynkowej.

Producenci pojazdów elektrycznych będą produkować warianty układów napędowych w tym samym zakładzie produkcyjnym, jeśli nie na tej samej linii montażowej. W międzyczasie, wraz z łańcuchami dostaw zmieniają się dostawcy, zarówno w konsekwencji dalszych inwestycji w nowe technologie, jak i pod presją redukcji kosztów logistyki, aby utrzymać konkurencyjność. Pascal Trummer, wiceprezes Magna International, powiedział Automotive Logistics, że taka sytuacja skłania niektóre firmy do podążania za producentami OEM i do dalszej ekspansji w regionach o niższych kosztach – niekoniecznie w Azji, ale na przykład we wschodniej Europie, gdzie produkcja pojazdów elektrycznych i akumulatorów będzie rosła.

Rozwój elektromobilności może przynieść branży logistycznej wiele korzyści. Obecnie rynek sukcesywnie przystosowuje się do zmian jakie wynikają z rosnącej liczby pojazdów elektrycznych. „Nadal konieczne jest tworzenie odpowiednich standardów. Rynek się zmienia, a standardy i przepisy ewoluują wraz z nim” – podkreśla Bruno CONSTANS, marketing and innovation director, GEFCO.