Polska coraz bliżej odejścia od gotówki

Trudno na ten moment wyobrazić sobie polską gospodarkę bez gotówki, niemniej jest to scenariusz coraz bardziej realny. Temat ten na nowo powrócił w związku z pandemią koronawirusa, w efekcie której w sklepach pojawiły komunikaty przekonujące klientów do transakcji bezgotówkowych. Dodatkowo, aby zachęcić w obecnej sytuacji Polaków do tej formy płatności Mastercard i Visa zwiększyły limity płatności bez konieczności podawania PIN-u do 100 zł. O popularności kart płatniczych w Polsce świadczą też najnowsze dane zebrane przez NBP, wg których na koniec grudnia 2019 r. w obiegu było 42,9 mln kart płatniczych – to jest o 739 tys. więcej niż we wrześniu 2019 r.

Wzrost liczby transakcji bezgotówkowych

System bankowy w Polsce jest jednym z najnowocześniejszy w Europie, co wynika z zastosowania wielu zaawansowanych rozwiązań, a to z kolei przekłada się na zachowania konsumentów. Według danych zebranych przez NBP od banków, w IV kwartale 2019 r. odnotowano wzrost liczby oraz wartości transakcji przeprowadzonych przy użyciu kart płatniczych. Przeprowadzono 1,7 mld transakcji kartami płatniczymi (wzrost o 1 proc.) o łącznej wartości 211,0 mld zł (wzrost o 1 proc.). W IV kwartale 2019 r. pojedyncza transakcja dokonana przy użyciu karty płatniczej wynosiła średnio 124,2 zł (w poprzednim kwartale 124,0 zł). Karta płatnicza posłużyła klientom do realizacji transakcji zarówno gotówkowych, jak i bezgotówkowych średnio 40 razy na przestrzeni kwartału (tak samo jak w poprzednim).

W IV kwartale 2019 r. przy użyciu kart przeprowadzono 1,5 mld transakcji bezgotówkowych, co w porównaniu do poprzedniego stanowiło wzrost o 2 proc.. Transakcje bezgotówkowe stanowiły 90,2 proc. łącznej liczby wszystkich transakcji kartami (pozostałe 9,8 proc. wszystkich to transakcje gotówkowe, czyli wypłaty z bankomatów, wypłaty w kasach banków lub wypłaty sklepowe – cash back). Wartość transakcji bezgotówkowych wyniosła 101,5 mld zł (co stanowi wzrost o 5 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału).

– Dane rynkowe wyraźnie pokazują, że przyszłość systemu finansowego w Polsce jest bezgotówkowa, czego mamy już liczne przykłady na rynku. Warto tutaj chociażby przypomnieć o inicjatywnie Związku Banków Polskich, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (obecnie Ministerstwo Rozwoju), agentów rozliczeniowych oraz organizacji płatniczych Visa i Mastercard program Polska bezgotówkowa. Jest ona adresowana do sektora MŚP i zachęca ich do rozliczania sprzedaży swoich towarów i usług w formie bezgotówkowej. Ponadto, unijna dyrektywa PSD2, znosi możliwość wprowadzania przez placówki handlowe i usługowe dodatkowych opłat za przyjmowanie kart płatniczych czy limitów, powyżej których można płacić kartą – mówi Agnieszka Zielińska, dyrektor handlowy w firmie Polcom. – Ciekawy przykład stanowią ofiaromaty, które funkcjonują już w lubelskiej archikatedrze czy w kościele Świętego Maksymiliana Marii Kolbego w Krakowie-Mistrzejowicach – dodaje Agnieszka Zielińska.

Banki muszą się dalej cyfryzować

Należy też wspomnieć, że według danych z banków, na koniec grudnia 2019 r. na polskim rynku znajdowało się w obiegu 42,9 mln kart płatniczych, to jest o 739 tys. kart więcej niż we wrześniu 2019 r., co stanowiło wzrost o 1,8 proc.. Obserwowana od lat tendencja wzrostowa spowodowała, iż liczba kart na przestrzeni ostatnich 15 lat wzrosła ponad 2,5-krotnie.

Ponadto, w związku z PSD2 banki będą musiały udostępniać dane klientów poprzez dedykowany interfejs API. Ma to pozwolić na ich integrację z różnymi systemami innych podmiotów. Sama dyrektywa umożliwia także wdrożenie wielu innowacyjnych rozwiązań w zakresie usług płatniczych i bankowych.

– Zmiana nawyków klientów pod kątem wzrostu transakcji bezgotówkowych i wykorzystywania PSD2, pomimo licznych możliwości do rozwoju, jest także powodem wielu obaw w sektorze bankowym. Wynikają one z dwóch kwestii. Nie bez znaczenia jest także fakt, że sukcesywnie rośnie wykorzystanie bankowości internetowej. Wg Polskiego Instytutu Ekonomicznego, liczba klientów korzystających z niej jest już niemal równa liczbie mieszkańców Polski. Na koniec 2018 roku zawartych było ponad 38 mln umów umożliwiających korzystanie z konta przez Internet – podkreśla eksperta firmy Polcom. – Oznacza to, że znacznie wzrośnie jeszcze liczba danych, które trzeba przetwarzać. Wg szacunków już za kilka lat – bo już w 2025 roku – liczba danych, które powstaną na całym świecie przekroczy 175 zettabajtów. Czyli będzie ich prawie pięć razy więcej, niż dzisiaj. A to oznacza, że banki muszą się dalej cyfryzować – zauważa Agnieszka Zielińska.

Najcenniejsze dla rynku finansowego są więc rozwiązania technologiczne pozwalające na szybkie dostosowanie technologii do wymagań biznesowych lub regulacji prawnych takich jak PSD2, które nie niosą za sobą zbytniego ryzyka inwestycyjnego. Taka jest m.in. specyfika chmury – oraz jej szybkość, skalowalność i poziom zabezpieczeń – co pozwala na sprawniejsze otwieranie nowych projektów biznesowych. Koncentracja profesjonalnego dostawcy usług cloudowych daje również efekt skali. Wyspecjalizowane data center jest w stanie zapewnić nie tylko odpowiednią jakość połączenia sieciowego, ale przede wszystkim odpowiedni poziom zabezpieczeń.

– O zainteresowaniu takimi rozwiązaniami świadczyć może ostatni komunikat KNF z 23 stycznia br. określający jeszcze dokładniej zasady korzystania z chmury obliczeniowej przez podmioty jej podległe – wskazuje Agnieszka Zielińska. – Ponadto, w ostatnim raporcie firmy Accenture podkreślano, że 20 proc. banków na świecie już przeznaczyło środki na inwestycje w rozwój otwartej bankowości. Z kolei 77 proc. zamierza to zrobić jeszcze w tym roku. Argumentem za cloud computingiem są też na pewno obliczenia przeprowadzone dla Reutersa przez firmę badawczą IDC Financial Insights. Wg nich największe światowe banki, dzięki zastosowaniu chmury, zaoszczędzą 15 mld USD do 2019 roku, co pozwoli obniżyć koszty infrastruktury o 25 proc. Można więc śmiało powiedzieć, że prędzej czy później takie rozwiązanie będzie stanowić kolejny krok w rozwoju poszczególnych instytucji finansowych – dodaje ekspertka z firmy Polcom.

Co wyróżnia nieruchomości premium?

W Polsce segment nieruchomości premium dynamicznie się rozwija, o czym świadczą przede wszystkim kolejne ukończone przez deweloperów inwestycje. To, co wyróżnia apartamenty premium, to przede wszystkim lokalizacja, choć istotny jest też nowoczesny design oraz inteligentne rozwiązania, które podnoszą komfort mieszkańców.

Niekoniecznie w centrum, ale z doskonałym widokiem z okien

Inwestycje deweloperskie typu premium najczęściej są realizowane w centrum miasta, przy czym nie jest to regułą. Jeżeli apartamentowiec powstaje na obrzeżach aglomeracji, to szczególnie istotny jest szybki i wygodny dojazd do centrum miasta oraz wielofunkcyjność najbliższego otoczenia – lokalizacja musi zapewniać zarówno odpoczynek, jak i zaspokajać podstawowe potrzeby mieszkańców. Duży wpływ na postrzeganie inwestycji ma także okolica – widok z okien na akwen wodny, park krajobrazowy czy las to obowiązkowy element i jednocześnie atrybut apartamentów.

Przykładem może być powstający w Szczecinie Dąbiu kompleks czterech budynków mieszkalnych wraz z lokalami handlowo-usługowymi VICTORIA APARTMENTS. Położony on będzie w takim właśnie malowniczym miejscu – tuż nad Jeziorem Dąbie, czyli czwartym co do wielkości jeziorem Polski. Bliskość wody, Parku Krajobrazowego Doliny Dolnej Odry oraz dogodny dojazd do centrum Szczecina w zaledwie 10 minut to jedne z wielu zalet, z których będą mogli skorzystać jego przyszli mieszkańcy.

wizu-final_1_easy-resize.com_

Smart home – inteligentne rozwiązania na wyciągnięcie ręki

Choć to lokalizacja jest kluczowa w przypadku inwestycji premium, deweloperzy nie zapominają o komforcie mieszkańców. Na ten składa się m.in. liczba budynków powstająca w ramach osiedla i wielkość poszczególnych mieszkań. W przypadku wspomnianej inwestycji VICTORIA APARTMENTS są to cztery budynki wielorodzinne z częścią handlowo-usługową zlokalizowaną na parterze. Apartamenty mają od 40,47 do 69,87 mkw. i są dostępne w układach 2-, 3-, 4-pokojowych.

Nowoczesne apartamenty w standardzie premium posiadają liczne udogodnienia, jak choćby wentylację hybrydową czy ogrzewanie podłogowe. Segment nieruchomości premium wykorzystuje też rozwiązania z zakresu smart home, czyli rozwiązania inteligentne. Dzięki nim mieszkańcy poszczególnych apartamentów mogą w wygodny sposób sterować choćby ogrzewaniem, a także oszczędzać energię.

Mieszkania pod klucz – wystrój zgodnie z najnowszymi trendami

Segment nieruchomości premium wyróżnia się także ciekawymi i często odważnymi koncepcjami architektonicznymi. Budynki wznoszone są w oparciu o najnowsze rozwiązania, a do ich budowy wykorzystuje się materiały budowlane wysokiej jakości. Nie brakuje również przeszkleń, które zapewniają dobre nasłonecznienie pomieszczeń przez cały rok. Do dyspozycji mieszkańców są również balkony i zielone przestrzenie wspólne, które idealnie nadają się zarówno do odpoczynku, jak i rozrywki.

Klienci zainteresowani zakupem apartamentu premium w ramach inwestycji VICTORIA APARTMENTS mogą skorzystać z usługi „pod klucz”. Przewiduje ona wykończenie i aranżację mieszkania zgodnie ze wskazówkami właściciela. Dzięki współpracy z fachowcami z różnych dziedzin, apartament do zamieszkania gotowy jest w najkrótszym możliwie czasie.

Inwestycja VICTORIA APARTMENTS realizowana jest przez Grupę Deweloperską PCG, która na rynku deweloperskim działa od 30 lat. Za Grupą stoi bogate doświadczenie – w czasie swojej działalności zrealizowała ona 37 inwestycji, w ramach których powstało m.in. ponad 160 tys. mkw. nieruchomości mieszkalnych.

Weszły w życie kolejne szczególne rozwiązania dla cudzoziemców

W związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, weszły w życie kolejne zmiany w prawie przewidujące szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Główną nową zmianą jest wprowadzenie możliwości zmiany warunków wykonywania pracy przez cudzoziemców, jeśli pracodawca skorzysta z rozwiązań tzw. tarczy antykryzysowej. Dzięki temu pracodawcy będą mogli skorzystać w pełni z instrumentów ochrony miejsc pracy także w przypadku zatrudniania cudzoziemców.

Nowy przepis umożliwi wykonywanie przez cudzoziemców pracy na warunkach innych niż określone w:

  • zezwoleniach na pobyt czasowy i pracę
  • zezwoleniach na pobyt czasowy w celu wykonywania pracy w zawodzie wymagającym wysokich kwalifikacji
  • zezwoleniach na pracę
  • zezwoleniach na pracę sezonową
  • oświadczeniach o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi wpisanych do ewidencji oświadczeń
  • zezwoleniach na pobyt czasowy w celu wykonywania pracy w ramach przeniesienia wewnątrz przedsiębiorstwa (ICT)
  • zezwoleniach na pobyt czasowy w celu mobilności długoterminowej pracownika kadry kierowniczej, specjalisty lub pracownika odbywającego staż, w ramach przeniesienia wewnątrz przedsiębiorstwa (mobile-ICT)
  • dokumentach dołączonych do zawiadomień o zamiarze korzystania przez cudzoziemców z mobilności krótkoterminowej pracownika kadry kierowniczej, specjalisty lub pracownika odbywającego staż, w ramach przeniesienia wewnątrz przedsiębiorstwa

bez konieczności uzyskania nowych zezwoleń, ich zmiany czy wpisywania nowych oświadczeń do ewidencji.

Wprowadzenie takich zmian będzie możliwe w wyniku skorzystania przez podmioty powierzające wykonywanie pracy cudzoziemcom z rozwiązań ustawy antykryzysowej pozwalających na modyfikację warunków pracy, w szczególności poprzez zmniejszenie wymiaru czasu pracy oraz obniżenie wynagrodzeń lub skierowania do pracy zdalnej. Dzięki temu rozwiązaniu pracodawcy będą mogli skorzystać w pełni z tych instrumentów ochrony miejsc pracy także w przypadku zatrudniania cudzoziemców. Nie będzie konieczne inicjowanie jakichkolwiek postępowań administracyjnych.

Umożliwiono także dostęp do pracy sezonowej cudzoziemcom, którzy w okresie po 13 marca 2020 r. posiadali dostęp do polskiego rynku pracy (na podstawie zezwolenia na pracę, zezwolenia na pracę sezonową, przedłużenia zezwolenia na pracę, przedłużenia zezwolenia na pracę sezonową lub oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi).

Ponadto, nowe przepisy wprowadzają przedłużenie z mocy prawa okresów ważności dokumentów wydawanych na czas określony obywatelom państw członkowskich UE, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywających z nimi członków rodzin: dokumentów potwierdzających prawo stałego pobytu, kart pobytu członka rodziny obywatela UE oraz kart stałego pobytu członka rodziny obywatela UE.

Jeżeli koniec okresu ważności jednego z tych dokumentów będzie wypadał w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, ulegnie on przedłużeniu do 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Nowe regulacje zostały wprowadzone ustawą z dnia 14 maja 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz. U. poz. 875), która weszła w życie z dniem 16 maja 2020 r.

Obowiązujące obecnie przepisy umożliwiają legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Urząd do Spraw Cudzoziemców przygotował podsumowanie wszystkich wprowadzonych dotychczas specjalnych rozwiązań dla obcokrajowców. Można je znaleźć na stronie urzędu: www.udsc.gov.pl.

ALPLA rozbudowuje zakład PET Recycling Team w Radomsku. Fabryka przetworzy 1,7 mld butelek z tworzywa sztucznego PET

ALPLA rozbudowuje zakład PET Recycling Team w Radomsku podwajając wydajność produkcji materiału rPET. Przetwarzane w fabryce zużyte butelki PET w 95% pochodzą z naszego kraju, a odzyskane w procesie recyklingu tworzywo rPET trafia na rynek w Polsce, a także do krajów UE m.in. Niemiec, Czech i Belgii.ALPLA_PRT Radomsko

W maju br. ALPLA uruchamia w swoim zakładzie w Radomsku dodatkową linię wytwarzania rPET, czyli tworzywa sztucznego pochodzącego z recyklingu. W rezultacie wydajność produkcji wysokiej jakości rPET w tej fabryce wzrośnie z 15 000 do 30 000 ton rocznie. By uzyskać taką ilość materiału, trzeba przetworzyć około 1,7 mld zużytych butelek. Tworzywo rPET z zakładu PRT Radomsko może być stosowane do produkcji opakowań do żywności i jest w dużej mierze w ten sposób wykorzystywane np. w branży napojowej.

Naszym celem jest zwiększenie dostępności materiału rPET i aktywne działanie na rzecz tworzenia gospodarki w obiegu zamkniętym. Pod koniec 2018 r. podpisaliśmy globalne zobowiązanie, powstałe z inicjatywy Fundacji Ellen MacArthur, dotyczące nowej gospodarki tworzywami sztucznymi, w ramach którego zdecydowaliśmy się na ten cel przeznaczyć 50 000 000 euro. Do zobowiązania podchodzimy poważnie, inwestując między innymi w rozbudowę i ulepszenie naszych istniejących zakładów recyklingu, jak ten w Radomsku. W rezultacie podwajamy ilość produkowanego wysokiej jakości materiału rPET, który można następnie wprowadzić z powrotem do obiegu – powiedział Mariusz Musiał, dyrektor zarządzający ALPLA w Polsce.

Kluczem do tworzenia gospodarki obiegu zamkniętego, wywierającej jak najmniejszy wpływ na środowisko naturalne, jest edukacja konsumentów w zakresie selektywnej zbiórki odpadów i znaczenia recyklingu. ALPLA dąży do tego, żeby każde produkowane przez nią opakowanie z tworzywa sztucznego mogło być użyte i ponownie przetworzone z korzyścią dla ludzi i środowiska naturalnego. Od 2013 roku, kiedy firma otwierała zakład produkujący rPET w Polsce, systematycznie rośnie popyt na tworzywa pochodzące z recyklingu. Konsumenci są coraz bardziej świadomi znaczenia indywidualnych działań dla ochrony ekosystemu, co przekłada się na ich wybory, a firmy chcą dostarczać na rynek swoje produkty w opakowaniach o jak najmniejszym wpływie na środowisko. Ponadto nowa Dyrektywa Single Use Plastic nakłada na europejskich producentów obowiązek zwiększenia udziału materiału z recyklingu w opakowaniach do napojów już od roku 2025.

Ekologiczna produkcja odnawialnymi źródłami energii

Równolegle z rozbudową zakładu, PRT Radomsko przestawiło się na korzystanie z odnawialnych źródeł energii. Jak obliczyła niezależna firma konsultingowa c7-consult, produkcja jednego kilograma rPET generuje jedynie 0,27 kilograma ekwiwalentu dwutlenku węgla. Jest to osiem razy mniej niż w przypadku produkcji materiału pierwotnego (2,19 kg ekwiwalentu dwutlenku węgla według PlasticsEurope).

Używając zielonej energii, robimy logiczny, następny krok w naszej strategii. Przekształcamy zużyte materiały w surowce w najbardziej energooszczędny sposób dla przemysłu, pomagając zapewnić funkcjonowanie gospodarki o obiegu zamkniętym, zapobiegając zaśmieceniu, a jednocześnie przyczyniając się do walki ze zmianami klimatu – mówi Marcin Jabłoński, dyrektor zakładu PRT Radomsko.

Nowy system wytwarzania rPET został dostarczony przez austriacką firmę Starlinger, której najnowocześniejszą technologię recyklingu ALPLA stosuje od wielu lat.

Od dziś znów można umówić się do fryzjera i kosmetyczki. W wielu miejscach wolnych terminów nie ma już nawet do końca czerwca

0

Od dziś znów można umówić się do fryzjera i kosmetyczki. W wielu miejscach wolnych terminów nie ma już nawet do końca czerwca 1

W ramach III etapu odmrażania gospodarki w tym tygodniu działalność wznawia branża beauty. To oznacza, że znów można umówić się na wizytę u fryzjera lub kosmetyczki. Polacy tęsknili za tym bardziej niż za wycieczkami, zakupami, kinem, restauracją czy siłownią – wynika z badania przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W wielu miejscach wolnych terminów nie ma już nawet do końca czerwca, więc w najbliższych miesiącach branża beauty nie powinna narzekać na brak klientów. Dobrze wpłynie to na jej finanse, bo nawet w okresie dobrej koniunktury salony kosmetyczne i fryzjerskie wpadały w zaległości i miały przeterminowane zobowiązania na ponad 86 mln zł. Restrykcje związane z pandemią sprawiły, że część firm stanęła na progu upadłości.

– Od poniedziałku znów rozpoczynają działalność salony fryzjerskie i kosmetyczne, branża beauty czekała na nowy start ponad dwa miesiące. W nowym reżimie sanitarnym już może przyjmować klientów – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

W związku z pandemią SARS-CoV-2 salony fryzjerskie i kosmetyczne pozostawały zamknięte od połowy marca, co oznaczało dla nich dwumiesięczną przerwę w działalności i radykalny spadek przychodów. Jednak zgodnie z decyzją rządu od poniedziałku 18 maja startuje trzeci, przedostatni etap odmrażania gospodarki. To oznacza, że branża beauty może zacząć przyjmować klientów i świadczyć usługi.

– Teraz przyszedł koniec zaciskania pasa, klienci zapisują się masowo. W wielu miejscach nie ma już możliwości, żeby dostać się do fryzjera czy kosmetyczki nawet do końca czerwca. Z naszych badań wynika, że była to najbardziej wyczekiwana rzecz po rozluźnieniu obostrzeń, tuż za spotkaniem z rodziną. Właśnie za wizytą w salonie piękności tęskniło niemal 4 na 10 Polaków – mówi Halina Kochalska.

Jak wynika z badania, które agencja Maison & Partners przeprowadziła dla BIG InfoMonitor – Polacy nie mogli się doczekać wizyty u fryzjera lub kosmetyczki po zniesieniu obostrzeń epidemiologicznych. 37 proc. właśnie to wymienia na drugim miejscu, tuż za spotkaniem z rodziną i znajomymi (60 proc.).

– Dużo dalej znalazła się wizyta w sklepie niezwiązana wyłącznie z zakupami spożywczymi, a także wizyta w kinie, teatrze czy koncert – wskazuje ekspertka.

Dbanie o wygląd jest tą kategorią usług, której Polakom brakowało nawet bardziej niż wycieczek po kraju (21 proc.), zakupów innych niż spożywcze (20 proc.), a także kina, koncertów czy spektakli (19 proc.) oraz wizyt na siłowni czy w klubie fitness, za którymi tęskni raptem 6 proc. respondentów. Badanie BIG pokazuje więc, że w najbliższych miesiącach branża beauty nie powinna narzekać na brak klientów.

– Na pewno dobrze wpłynie to na jej finanse, bo nawet w okresie dobrej koniunktury gospodarczej salony kosmetyczne i fryzjerskie miały zaległości i przeterminowane zobowiązania wobec swoich kontrahentów i banków. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz informacji o kredytach widocznych w BIG wynika, że na koniec marca tego roku było to ponad 86 mln zł. W ciągu ostatniego roku ta kwota zwiększyła się o ok. 10 proc. i na pewno po okresie zamrożenia gospodarki jeszcze znacznie wzrosła. Jak bardzo, tego dowiemy się wkrótce – mówi Halina Kochalska.

Według danych z rejestru REGON z końca marca br. na rynku działa ponad 87,5 tys. przedsiębiorstw zajmujących się fryzjerstwem i zabiegami kosmetycznymi. To blisko 2,2 proc. ogólnej liczby podmiotów w gospodarce narodowej. Wiele z nich to jednoosobowe działalności gospodarcze, a branżę cechuje bardzo duże rozdrobnienie.

– W większości są to mikro- i małe firmy, które stanowią aż 99,6 proc. wszystkich zarejestrowanych tego typu przedsiębiorstw. Prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą we własnym salonie albo pracując u innych. Branża ta ma też to do siebie, że świetnie daje sobie radę bez jakiegokolwiek adresu, świadcząc usługi w domach klientów – mówi ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Restrykcje wprowadzone wskutek pandemii koronawirusa spowodowały, że nieliczni fryzjerzy i kosmetyczki w okresie blokady usług przeszli do szarej strefy. Większość dostosowała się do obostrzeń, choć przerwa w pracy szybko zaczęła ich wpędzać w finansowe tarapaty. Część firm stanęła na progu upadłości. Mimo że nie miały przychodów, nadal musiały płacić czynsz i rachunki, co pogłębiało ich zadłużenie.

– Dwa miesiące wystarczyły, aby w branży zaczęło się dziać na tyle źle, że część właścicieli zaczęła sprzedawać swoje salony fryzjerskie i kosmetyczne – zauważa Halina Kochalska.

Wkrótce okaże się, jak zamrożenie gospodarki odbiło się na sytuacji finansowej przedsiębiorstw z branży beauty oraz ich rozliczeniach z kontrahentami i bankami. Jak dotąd odsetek firm, które miały problem ze spłatą zaległych zobowiązań, nie zmienił się i wynosił 2,3 proc. (pomiędzy marcem 2019 a marcem 2020 roku). To zaś oznacza, że w tej branży niesolidność płatnicza zdarza się znacznie rzadziej niż w całej gospodarce.

– Trzeba zaznaczyć, że fryzjerzy czy kosmetyczki, biorąc pod uwagę powszechność problemu opóźnień płatniczych, są bardziej solidni w rozliczeniach niż pozostałe przedsiębiorstwa. W tej branży mamy raptem ok. 2 proc. firm, które nie płacą na czas dostawcom i bankom, podczas gdy w całej gospodarce jest ich około 6 proc. – precyzuje ekspertka BIG InfoMonitor .

Podkreśla też, że odmrożenie usług beauty nie oznacza automatycznego powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Salony fryzjerskie i kosmetyczne będą musiały dostosować się do nowego reżimu sanitarnego, a to z kolei będzie wiązać się z dodatkowymi kosztami, które nie pozostaną bez wpływu na i tak poważnie już nadwyrężoną kondycję firm.

Szansą dla firm dotkniętych skutkami pandemii jest ekspansja zagraniczna. Teraz można wnioskować o unijne wsparcie związane z działalnością eksportową

Co czwarta firma ma trudności z regulowaniem zobowiązań, a 30 proc. z wyegzekwowaniem należności – wynika z badania „Sytuacja polskich przedsiębiorstw i rynku pracy po lockdownie”. Ponad 60 proc. przedsiębiorstw dotknął spadek zamówień. Szansą dla firm, które ucierpiały przez pandemię, może być zmiana modelu prowadzonej działalności czy ekspansja zagraniczna. Przedsiębiorców wspiera w tym PARP – na 800 tys. zł dofinansowania mogą liczyć np. firmy ze wschodu Polski.  

– Wszyscy doświadczamy teraz zmiany, również przedsiębiorcy. Czasami sytuacja może być bardzo trudna, warto zatem poszukiwać najróżniejszych rozwiązań. Może warto zweryfikować, czy dotychczasowy model prowadzenia działalności się sprawdził, może powinno się trochę zmienić styl działania, poszukać nowych rynków, kanałów dystrybucji czy też przeprowadzić zmiany organizacyjne w firmie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Wójcicka, kierownik w Departamencie Internacjonalizacji Przedsiębiorstw PARP.

Z badania „Sytuacja polskich przedsiębiorstw i rynku pracy po lockdownie” przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego i Polskiego Funduszu Rozwoju wynika, że 60 proc. firm notuje spadek przychodów. Spada też popyt, u blisko połowy z nich zmniejszył się on o 25 proc. Do tego co czwarte przedsiębiorstwo ma problemy z regulowaniem zobowiązań. Rozwiązaniem może okazać się wejście na zagraniczne rynki.

– Ekspansja zagraniczna jest dużą szansą dla polskich przedsiębiorstw. Doświadczenie płynące z realizacji konkursu Go to Brand pokazuje, że zainteresowanie promocją produktów za granicą jest bardzo duże, na co wskazuje ponad 1,5 tys. złożonych wniosków. Mamy również inne propozycje dla przedsiębiorców zainteresowanych szerszą gamą kosztów kwalifikowanych – wskazuje Joanna Wójcicka.

W konkursie „Wsparcie MŚP w promocji marek produktowych – Go to Brand”, który zakończył się w marcu br., przedsiębiorcy złożyli dokładnie 1575 wniosków o dofinansowanie na łączną kwotę 467 mln zł. To o 181 wniosków więcej wobec ubiegłorocznej edycji. Firmy w ramach konkursu mogły uzyskać dofinansowanie m.in. do kosztów związanych z udziałem w międzynarodowych wydarzeniach branżowych czy doradztwa w zakresie zdobywania nowych rynków dla innowacyjnych produktów za granicą.

– Kryzys, który dotknął wszystkie gałęzie gospodarki w Polsce, wymusił również wprowadzenie pewnych zmian. Nasze solidne podstawy i zasoby umożliwiły szybkie dostosowanie się, dzięki czemu uniknęliśmy niepotrzebnych strat. Dzięki wsparciu PARP oraz realizowaniu projektu dotyczącego internacjonalizacji oferty firmy Bauer Fitness na nowe rynki udało nam się zdecydowanie umocnić naszą pozycję na polskim i europejskim rynku –  mówi Tomasz Solecki, dyrektor handlowy w Bauer Fitness, które skorzystało z pomocy PARP. – Nasza stabilna pozycja stanowi również zabezpieczenie dla naszych partnerów i klientów w tych trudnych czasach.

Obecnie na dofinansowanie mogą liczyć przedsiębiorcy z Polski Wschodniej. Do konkursu mogą zgłosić się małe i średnie przedsiębiorstwa z województwa warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, świętokrzyskiego, lubelskiego i podkarpackiego.

– W ramach tego działania możemy skorzystać z kompleksowych usług doradczych związanych zarówno z weryfikacją, w jaki sposób prowadzona jest działalność firmy, jak i co należy zrobić, aby skutecznie eksportować dany produkt, i czy ma on szanse na obcych rynkach. Część kosztów kwalifikowanych dotyczy bezpośrednio możliwości podjęcia działań na tych rynkach – wskazuje Joanna Wójcicka.

Konkurs PARP jest podzielony na dwie rundy. Nabór do pierwszej z nich potrwa do 28 maja, zaś wnioski w drugiej rundzie będzie można składać od 4 sierpnia do 7 września. Wsparcie może wynieść do 85 proc. wartości projektu, a dofinansowanie zależy od obszaru, który jest wskazany we wniosku o dofinansowanie jako rynek docelowy – 550 tys. zł w przypadku Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii lub 800 tys. zł w przypadku pozostałych rynków.

– Warto skorzystać z pomocy doradczej dotyczącej zarówno stworzenia modelu biznesowego internacjonalizacji, jak również późniejszego doradztwa wdrożeniowego. Możemy dokonać pogłębionych analiz i poszukiwać kontrahentów. Można też otrzymać wsparcie na wyjazdy na targi, misje, wystawy czy skorzystać z pomocy na zakup środków trwałych – wymienia kierownik w Departamencie Internacjonalizacji Przedsiębiorstw PARP.


Unia Europejska - PARP

Branża targowa chce ruszyć w połowie sierpnia. Bez rządowego wsparcia jej restart może doprowadzić do upadku wielu firm

Już w lutym zaczęto odwoływać imprezy targowe w całej Europie. Od dwóch miesięcy branża stoi. Związane z nią firmy mają praktycznie takie same szanse uzyskania pomocy jak przedstawiciele innych działów gospodarki, mniej dotkniętych skutkami pandemii lub mających możliwość przynajmniej częściowej aktywności poprzez pracę zdalną. – Chcielibyśmy prosić rząd o potraktowanie branży targowej jako specjalnej branży – apelują przedsiębiorcy.

– Branża targowa, której wartość szacowana jest na 3 mld zł, pierwsza odczuła kryzys i prawdopodobnie ostatnia przestanie odczuwać jego skutki. W tej chwili przez te dwa miesiące straty są szacowane na poziomie 300–400 mln zł i tak to będzie postępowało aż do końca pandemii. Według szacunków Polskiej Izby Przemysłu Targowego to będzie około 150 mln zł straty miesięcznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grażyna Grabowska, prezes zarządu Targów w Krakowie, operatora EXPO Kraków.

– Pandemia w Europie i w Polsce spowodowała odwołanie wszystkich imprez targowych. Do momentu odwołania byliśmy w pełnym rozpędzie, realizowaliśmy targi dla wielu organizatorów w Polsce, w Europie i na świecie. Zderzyliśmy się ze ścianą, bo byliśmy w trakcie realizacji. Ponieśliśmy koszty na wszystkie materiały potrzebne do wyprodukowania stoisk i nikt nam ich nie zwróci – dodaje Paweł Montewka, prezes zarządu Pracowni Sztuk Plastycznych.

Zakaz organizowania wszelkich imprez sprawił, że firmy z branży targowej stanęły z dnia na dzień. Decyzją rządu w Polsce odwołano wszystkie wydarzenia, ale już wcześniej część organizatorów sama podjęła decyzję o przeniesieniu targów na jesień.

– Firmy okołotargowe, przedsiębiorstwa usług targowych, które świadczą usługi projektowe wykonawstwa stoisk, jak i całej logistyki i informacji wizualnej na targach branżowych, od 12 lutego praktycznie wszystkie zostały bez zleceń – mówi Paweł Montewka. – Już ponieśliśmy ogromne straty dlatego, że wystawcy wycofują się, nie chcą brać udziału w targach, które są przesuwane. Ponosimy wymierne koszty z tytułu odwołanych targów, czyli nie pracujemy. Firmy okołotargowe ponoszą straty rzędu 70 mln zł miesięcznie w skali kraju.

Firmy nie tylko nie zyskują zleceń, lecz już poniosły koszty przygotowań do targów, które nie odbyły się wiosną. Dlatego apelują do rządu o wydłużenie okresu umorzenia składek czy wsparcie w relacjach z bankami, przywołując przykłady Niemiec, Francji czy Holandii, gdzie firmy związane z branżą targową otrzymują nawet 90-proc. zwrot poniesionych kosztów.

– Chcielibyśmy poprosić rząd o potraktowanie branży targowej jako specjalnej branży. O to samo apelują koledzy z organizacji międzynarodowych i o to samo proszą swoich rządzących członkowie organizacji branżowych z Niemiec czy Francji – mówi prezes zarządu Pracowni Sztuk Plastycznych. – W momencie, kiedy rządzący dadzą nam zielone światło, interpretowane jako działanie zbawienne dla gospodarki, dla nas może się to skończyć olbrzymimi kłopotami. Jeśli zostaniemy bez wsparcia w okresie rozruchu, może doprowadzić to do upadku wielu firm.

Odmrożenie musi być zatem przemyślane. Z uwagi na cykl przygotowania stoisk targowych i organizacji samych targów wynosi on minimum trzy–cztery miesiące – pomoc dla firm projektujących i budujących stoiska powinna trwać do pełnego rozruchu sezonu targowego.

– Do tej pory, mimo że korzystamy z zaoferowanej w tarczach antykryzysowych pomocy i doceniamy, że w ogóle jest, pozwoli nam na wegetację przez kolejne dwa–trzy miesiące, ale subwencję PFR także trzeba będzie rozliczyć. Masowo składaliśmy wnioski, łapiąc się brzytwy tylko po to, aby ratować firmy i chronić pracowników – mówi Paweł Montewka. – Dziś najpilniej potrzebujemy potraktowania nas w sposób, który uwzględnia naszą specyfikę. Pomoc ta powinna zostać rozłożona w dłuższej perspektywie niż dla innych branż.

Jak podkreśla, wiele z tych firm musiało już stanąć przed koniecznością restrukturyzacji, a część z nich już zwolniła pracowników – z powodu braku wystarczających środków na utrzymanie całych organizacji.

– Wielu z nas obniżyło naszym pracownikom pensje do najniższej krajowej. Dziś najpilniej potrzebujemy potraktowania nas jako ważnej gałęzi gospodarki, pomysłów jest wiele: odblokowanie kont VAT, umorzenie CIT/PIT, zamrożenie składek ZUS dla naszej branży o kolejny okres przestoju. Od banków oczekujemy zaś bezkosztowego wstrzymania kredytów i leasingów. Równie ważna jest też decyzja, od kiedy będzie można organizować, nawet w  ograniczonej formie, imprezy targowe, co pozwoli nam na utrzymanie się na minimalnym poziomie –  twierdzi prezes zarządu Pracowni Sztuk Plastycznych.

– Walczymy o termin odmrożenia targów w połowie sierpnia – wskazuje Grażyna Grabowska. – Grupa ekspertów z Polskiej Izby Przemysłu Targowego blisko współpracuje z Ministerstwem Rozwoju i Głównym Inspektorem Sanitarnym, przygotowując procedury i zasady, na których będzie można się oprzeć, organizując imprezy targowe na jesieni. Jesteśmy w stanie zastosować taki sam reżim sanitarny, jaki obecnie stosuje się w sklepach czy miejscach pracy, czyli m.in. obowiązek zachowania dystansu czy częstej dezynfekcji najczęściej dotykanych elementów, takich jak klamki, barierki czy poręcze.

Tymczasem przemysł targowy może pomóc podnieść się całej gospodarce po pandemicznym zamrożeniu, a kwestie bezpieczeństwa są możliwe do dopracowania. W przeciwieństwie do galerii handlowych czy restauracji organizatorzy targów mogą kontrolować wchodzących, znają ich z imienia i nazwiska, wiedzą, skąd przyjechali. Dlatego też branża apeluje najpierw o przywrócenie targów typu B2B, biznes dla biznesu, a dopiero później imprez dla konsumentów.

– Do tej pory Polska wiodła prym wśród krajów Europy Środkowej, jeśli chodzi o wielkość i jakość przygotowywanych imprez targowych. W ciągu roku odbywało się ponad 200 wydarzeń targowych, a są to tylko dane zebrane przez Polską Izbę Przemysłu Targowego – w rzeczywistości w ciągu roku było ich więcej – mówi Grażyna Grabowska, prezes zarządu Targów w Krakowie, operatora EXPO Kraków. – Na tych 200 wydarzeniach targowych spotykało się około 30 tys. firm, które oferowały swoje produkty, usługi czy współpracę, i przychodziło do nich po kilkanaście tysięcy zwiedzających na każdej imprezie.

W samym Krakowie odbywało się wiele renomowanych imprez, m.in. stomatologiczne targi Krakdent, Targi Elementów Złącznych i Technik Łączenia Fastener czy spotkanie branży winiarskiej Enoexpo. Niemożność organizacji targów oznacza nie tylko brak pracy dla zatrudnianych przy nich osób, lecz także brak możliwości nawiązania kontaktów biznesowych przez firmy, nieobecność gości w hotelach i restauracjach czy brak zleceń dla podmiotów aranżujących stoiska, nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

– Te firmy często świadczyły usługi za granicą, zyskały bardzo wysoką pozycję w Niemczech, we Francji czy w Hiszpanii. Cały przemysł targowy liczy w Polsce około pół tysiąca firm, 50 tys. zatrudnionych pracowników, a jeszcze więcej współpracowników firm tworzących cały łańcuch dostaw – wylicza Grażyna Grabowska.

Według raportu Polskiej Izby Przemysłu Targowego w 2018 roku wiodący organizatorzy targów w Polsce poddający się audytowi CENTREX – Międzynarodowego Związku Statystyk Targowych zorganizowali ponad 200 targów, z udziałem niemal 1,6 mln zwiedzających i ponad 27 tys. wystawców, którzy zaprezentowali się na powierzchni targowej wielkości blisko 900 tys. mkw. Ponadto w Polsce wciąż organizowanych jest także około 200 mniej znaczących imprez targowych, niepoddających się audytowi według międzynarodowych standardów statystycznych.

Marcin Kiepas: Rada Polityki Pieniężnej obniży w maju stopy procentowe. Pozostaną one na poziomie bliskim zera przez długi czas

Poziom stóp procentowych i prognozy głębokości recesji w poszczególnych krajach będą determinować kursy walutowe w najbliższych kwartałach. Zdaniem Marcina Kiepasa prognozy dla polskiej gospodarki nie są najlepsze i pod koniec maja Rada Polityki Pieniężnej po raz trzeci w tym roku zetnie stopy procentowe bez względu na to, kształt jakiej litery będzie miało wychodzenie z kryzysu.

– Sytuację na rynku walutowym niezmiennie determinują stopy procentowe i nastawienie do ryzyka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, analityk walutowy Tickmill. – Niemniej jednak w sytuacji, kiedy czołowe banki centralne utrzymują stopy procentowe blisko zera lub nawet na ujemnych wartościach, jednocześnie masowo drukując pieniądze, uwaga rynku walutowego coraz mocniej koncentruje się na tym, jak głęboka będzie recesja w poszczególnych gospodarkach, a także to, w jakim tempie czołowe gospodarki będą wychodzić z tego kryzysu. Czy odbicie będzie miało postać litery „V”,  „U”,  „L”, czy też jakiejkolwiek innej konfiguracji. I na tym w najbliższym czasie powinni koncentrować się inwestorzy.

Dolar od początku 2020 roku umocnił się do złotego o ponad 11 proc., przy czym w kwietniu i maju pozostaje na stabilnym poziomie ok. 4,2 zł za dolara. Podobnie jest z euro, które od trzeciej dekady marca waha się między 4,50 zł a 4,60 zł za jednostkę. Na nieszczęście posiadaczy kredytów we franku szwajcarskim ta waluta się umacnia. O ile na początku stycznia trzeba było za nią zapłacić nieco ponad 3,90 zł, o tyle obecnie wartość szwajcarskiej waluty sięga niemal 4,35 zł. Oznacza to wzmocnienie o przeszło 10 proc.

– Rada Polityki Pieniężnej w następstwie pandemii koronawirusa, załamania się wydatków konsumenckich i silnego hamowania wzrostu gospodarczego w Polsce szybko obcięła stopy procentowe. Niemniej jednak uważam, że ten proces jeszcze się nie zakończył. Przełożone z 6 na 28 maja posiedzenie rady miało jej dać czas na rozeznanie się w sytuacji i na ocenę tego, jak głęboka będzie przyszła recesja. I wnioski nie są zbyt budujące, stąd też zakładam, że w maju rada zetnie stopy procentowe w okolicę zera i to będzie ostatni taki ruch. Później długo stopy w Polsce pozostaną na tym niskim poziomie.

Przypomnijmy, że Rada Polityki Pieniężnej po ponad pięciu latach utrzymywania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. (wartość stopy referencyjnej) 18 marca zdecydowała się na obniżkę do poziomu 1 proc., a trzy tygodnie później – do 0,5 proc. Posiedzenie zaplanowane na 5–6 maja (tradycyjnie pierwszy wtorek i środa miesiąca) zostało przełożone na 28 maja – w drugiej połowie miesiąca RPP spotykała się zazwyczaj na jeden dzień, ale nie było to posiedzenie decyzyjne. Tym razem będzie.

– Kryzys i recesja wywołane przez pandemię koronawirusa istotnie nie zmieniły reguł gry na rynku walutowym, przede wszystkim dlatego, że objęły one prawie całą globalną gospodarkę. Owszem, mamy takie przypadki jak wyprzedaż brazylijskiego reala czy tureckiej liry z uwagi na fakt, że kryzys obnażył słabości tych gospodarek. Niemniej jednak w zdecydowanej większości przypadków reguły są te same, czyli w sytuacji, kiedy nastroje na rynkach finansowych pogarszają się, umacniają się waluty uważane za bezpieczne, jak amerykański dolar, japoński jen czy szwajcarski frank. I odwrotnie, poprawa nastrojów na rynkach globalnych preferuje przede wszystkim waluty bardziej ryzykowne, jak waluty krajów rynków wschodzących. I tutaj w najbliższych tygodniach nic nie powinno się zmienić.

Koronawirus spowoduje wzrost rynku rozwiązań chmurowych o 32 proc. w ciągu dwóch lat. Inwestycje już zaczynają się spłacać

Polski rynek usług chmurowych stanowi zaledwie 0,1 proc. globalnego, ale to właśnie w Polsce Microsoft zlokalizuje swoją wartą miliard dolarów inwestycję w tym zakresie. Tymczasem firmy, które zdecydowały się na wdrożenie chmury, notują oszczędności sięgające nawet 30 proc. Pandemia koronawirusa spowoduje wzrost światowego rynku rozwiązań chmurowych o 32 proc. w zaledwie dwa lata.

– Proces wdrażania rozwiązań chmurowych w Polsce przebiegał do tej pory wolniej niż w Europie Zachodniej. W tej chwili obserwujemy zwiększone zainteresowanie rozwiązaniami tego typu. Abstrahując od partykularnej przyczyny, to dobra wiadomość, ponieważ chmura sprzyja cyfrowej transformacji gospodarki. Główną barierą jest niestety brak kompetencji po stronie firm zainteresowanych przejściem do chmury i jednocześnie zbyt rzadkie sięganie po kompetencje zewnętrzne w tym zakresie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Michał Paschalis-Jakubowicz, CEO Oktawave, największej polskiej chmury obliczeniowej.

Na początku maja amerykański gigant technologiczny Microsoft ogłosił, że zainwestuje miliard złotych w regionalne centrum przetwarzania danych w chmurze, które powstanie w Polsce. Projekt inwestycyjny ma trwać siedem lat. Dwa lata temu w naszym kraju z inicjatywy PKO Banku Polskiego i Polskiego Funduszu Rozwoju powstała natomiast Chmura Krajowa. Celem jej powstania miało być przyspieszenie cyfrowej transformacji w polskiej gospodarce. Okazuje się, że rozwiązania chmurowe pomagają przedsiębiorcom nie tylko zoptymalizować pracę, lecz także wypracować znaczne oszczędności, co jest szczególnie istotne w dobie pandemii koronawirusa.

– W firmach, w których wdrażamy chmurę z założeniem redukcji wydatków ponoszonych na IT, całkowity koszt korzystania z infrastruktury spada średnio o 30 proc. Jest to całkiem wysoki wynik, zwłaszcza że mówimy o dość stałym koszcie, jakim jest infrastruktura IT. W czasach pandemii firmy, które już teraz korzystają z rozwiązań chmurowych, są beneficjentami tego faktu. Przedsiębiorstwa działające w branży e-commerce, u których ruch ostatnio się zwiększył, korzystają ze skalowalności chmury i są w stanie ten ruch przenieść. Z kolei te firmy, których biznes został negatywnie dotknięty, korzystają ze skalowalności chmury w dół, więc mniejszy ruch oznacza dla nich mniejsze koszty – tłumaczy Michał Paschalis-Jakubowicz.

Według analityków MarketsandMarkets wpływ pandemii SARS-CoV-2 na rynek przetwarzania danych w chmurze doprowadzi do jego wzrostu z 233 mld dol. notowanych w 2019 roku do 295 mld dol. estymowanych na rok 2021 (raport „COVID-19 Impact on Cloud Computing Market by Service Type (Infrastructure as a Service (IaaS), Platform as a Service (PaaS) and Software as a Service (SaaS)), Vertical and Region – Global Forecast to 2021”). Głównym czynnikiem napędzającym rozwój rynku ma być wspieranie pracy zdalnej i konieczność przestawienia części biznesów na online.

Jednak przedsiębiorcy, którzy nie zdecydowali się na tego typu inwestycję przed wybuchem pandemii, teraz niechętnie wydają duże kwoty na wdrożenia.

– Wdrażając chmurę w obecnej sytuacji, warto zdecydować się na wsparcie zewnętrzne, które przeprowadzi nas przez proces migracji do niej w sposób znacznie bezpieczniejszy dla ciągłości naszego biznesu. Praca zdalna zostanie z nami na dłużej i w większym wymiarze, niż miało to miejsce do tej pory. Te czynniki powodują, że nadchodzą ciekawe czasy dla chmury, ponieważ jest ona najlepszym rozwiązaniem w trudnych dla biznesu okresach – przekonuje CEO Oktawave.

Z raportu Computerworld TOP200 Edycja 2019 wynika, że polski rynek usług chmurowych przekroczył w 2018 roku wartość 1 mld dol. Oznacza to jednak zaledwie 0,1 proc. rynku światowego. Tymczasem z najnowszego raportu IDC wynika, że 70 proc. firm planuje w tym roku zainwestować w rozwiązania chmurowe.

Druga runda wojny handlowej? Niestraszna amerykańskim inwestorom

Koniec tygodnia na Wall Street przebiega dość neutralnie, choć kontrakty terminowe wskazywały na nieco niższe otwarcie od czwartkowego zamknięcia. Spadek ten zaserwował prezydent USA, gdyż Donald Trump wdrożył kilka środków przeciwko Chinom, rozpoczynając nowy epizod w wojnie handlowej między tymi dwoma krajami. Waszyngton zablokował dostawy półprzewodników do chińskiej firmy Huawei Technologies od światowych producentów chipów. Niemniej jednak mimo zagrożenie drugą rundą epidemii wraz z drugą rundą wojny handlowej, amerykańska giełda nie ugina się, a indeksy zachowują się bardzo dobrze.

Należy jednak dodać, że w odpowiedzi Chiny sprawdzą ogromną listę podmiotów, wobec których będą chciały nałożyć ograniczenia. Należeć do nich mogą m.in. Qualcomm Inc, Cisco Systems Inc, Apple Inc. Dodatkowo Chiny zawieszają zakup samolotów Boeing Co. wynika z przekazanych informacji przez redaktora naczelnego “Global Times”.

Z punktu widzenia spółek poziom ceny docelowej dla spółki Marca Zuckerberga został podniesiony do 265 dolarów z 215 dolarów przez Loop Capital. Firma przytacza kilka katalizatorów, w tym potencjalny wzrost dochodów dla platformy mediów społecznościowych ze względu na to, że przejście na reklamę cyfrową przyspieszy podczas i po pandemii koronawirusa. Zdaniem analityków Facebook poprawi swoją pozycję strategiczną dzięki takim posunięciom jak inwestycje w Jio Platforms w Indiach. Przychody Facebooka mogą wzrosnąć o 10 proc. w 2020 r. i o 26 proc. w 2021 r., przy założeniu, że globalna reklama cyfrowa wzrośnie o 1 proc. w 2020 r. do 223 mld USD i o 23 proc. w 2021 r.

FB na Wall Street ma 45 rekomendacji kupna, 5 trzymaj, 3 sprzedaj. Średnia cena docelowa to 239 dolarów — wynika z danych przygotowanych przez agencję Bloomberg. Dziś podczas sesji w USA za jedną akcję Facebooka należało zapłacić około 206 USD.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 18.05-22.05.2020

Wiele dobrego jest już ujęte w wycenach ryzykownych aktywów w nadziei na powrót ożywienia wraz z otwieraniem gospodarek i przy wsparciu polityki fiskalnej i monetarnej. Ale ryzyka drugiej fali zachorowań zaczynają się wzmacniać, a niepewności dostarcza także prezydent Trump zaostrzający retorykę względem Chin. Wskaźniki wyprzedzające koniunktury, jak PMI, będą najważniejszymi odczytami nadchodzących dni.

Przyszły tydzień: PMI z USA/strefy euro/Wlk. Brytanii, minutki FOMC, ZEW z Niemiec, minutki RBA

USA

W USA załamanie sprzedaży na rynku nieruchomości (czw) oraz w budownictwie mieszkaniowym (wt) nie wzruszy rynków. Indeksy PMI dla przemysłu i usług (czw) powinny uklepywać dno i następnym razem pokazać lepsze wyniki wraz ze stopniowym odmrażaniem gospodarki. Raport o wnioskach o zasiłek (czw) powinien pokazać dalsze słabnięcie tempa przyrostu bezrobotnych, a spadek liczby osób kontynuujących pobieranie zasiłku pozwoli określić szybkość odbudowy rynku pracy. Protokół z kwietniowego posiedzenia FOMC (śr) rzuci więcej światła na stanowisko banku wobec uruchomionych programów skupu aktywów i elastyczność Komitetu do ich rozszerzania. Intersującym będzie, czy dyskusja o perspektywach stopy procentowej obejmowała ujemne oprocentowanie. Jednak po ostatnich komentarzach członków FOMC odrzucających koncepcję ujemnych stóp procentowych, nie widzimy w minutkach negatywnego ryzyka dla USD. Eskalacja konfliktu USA-Chiny będzie wspierać USD jako bezpieczną przystań.

Strefa euro

W strefie euro w centrum uwagi będą indeksy PMI dla przemysłu i usług (pt). Po rekordowych spadkach w marcu i ustaleniu wyjątkowo pesymistycznego punktu odniesienia, kwietniowa rewizja powinna wskazać wyższy odczyty, ale wyniki prawdopodobnie pozostaną poniżej 50 pkt., tj. firmy łącznie będą oceniać, że sytuacja pozostaje gorsza niż miesiąc wcześniej. Nawet jeśli warunki lockdownu będą łagodzone i kolejne odczyty PMI wyjdą ponad 50 pkt., będzie to tylko informować o poprawie z „bardzo źle” na „dalej źle”. Minie wiele miesięcy, zanim wskazania PMI przestana informować o ponurym klimacie dla działalności gospodarczej. Niemiecki indeks ZEW (wt) może sugerować bardziej optymistyczne oczekiwania dla biznesu, biorąc pod uwagę tempo łagodzenia zakazów w Niemczech.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii podejście do wskaźników PMI (czw) będzie takie samo, jak w strefie euro – wyżej niż miesiąc wcześniej wcale nie znaczy, że jest lepiej. Firmy w dalszym ciągu mogą widzieć zagrożenia dla swojej działalności w przyszłości i ich oczekiwania będą silnie negatywne. Wraca też kwestia brexitu i braku postępów w negocjacjach umowy handlowej ze strefą euro, co może ograniczać optymizm przedsiębiorców na odbudowę aktywności gospodarczej. Słabe dane mogą podsycić presje sprzedaży GBP, która nasiliła się w ostatnich dnach.

Polska

Z Polski otrzymamy kwietniowe dane: inflację bazową (pon), z rynku pracy (śr), produkcję przemysłową (czw) i sprzedaż detaliczną (pt). Jakkolwiek odczyty rzuca więcej światła na stan gospodarki w kulminacyjnym punkcie lockdownu, powinny mieć ograniczony wpływ na złotego, gdyż rynek już zdyskontował recesję. W ostatnich dniach złoty opierał się wpływowi gorszych nastrojów na rynkach zewnętrznych, ale im dłużej presja będzie się utrzymywać, tym większe będzie ryzyko osłabienia w stronę 4,60 za euro.

Australia i Nowa Zelandia

Przed nami spokojny tydzień od strony danych dla AUD, NZD i CAD. CPI z Kanady (śr) oraz sprzedaż detaliczna z Nowej Zelandii (pt) niewiele znaczą w obecnych warunkach i rynek raczej je zignoruje. W Australii w minutkach RBA (wt) oraz przemówieniu prezesa banku Lowe’a (czw) rynek będzie szukał wskazówek dla przyszłych kroków w polityce monetarnej. Poza tym wahania rynkowych nastrojów będą mieć pierwszorzędne znaczenie, gdyż wyceny walut ryzykownych są narażone na powrót sprzedaży. Szczególnie dla AUD i NZD szkodliwa będzie eskalacja sporu USA-Chiny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polski PKB spadł o 0,5% w I kwartale 2020 r.

W tym tygodniu pojawiły się wyniki PKB za pierwszy kwartał. Istotne dla polskiej gospodarki były także wyniki z Niemiec i strefy euro. Pozytywną wiadomością jest, że polska gospodarka w I kwartale ucierpiała w mniejszym stopniu niż większość pozostałych krajów Europy. Spadek PKB w zestawieniu kwartał do kwartału wyniósł zaledwie 0,5%. Jest to stosunkowo dobry wynik w porównaniu ze znaczącym pogorszeniem koniunktury w innych gospodarkach europejskich. W Czechach PKB w tym samym okresie spadł o 3,6%, w Niemczech o 2,2%, a w strefie euro o 3,8%. Natomiast przy uwzględnieniu różnej liczby dni roboczych w porównaniu międzyrocznym polski PKB wzrósł o 1,6%.

Warto przypomnieć, że podczas kryzysu w 2009 r. Polska była jedynym krajem UE, który uniknął recesji gospodarczej. Choć obecnie spadek PKB jest raczej nieunikniony, to recesja nadal będzie na Wisłą znacznie mniej dotkliwa niż w strefie euro.
Kwietniowy wskaźnik CPI osiągnął natomiast 3,4% r/r. Przyszłość polskiej gospodarki jest niepewna nie tylko w związku z rozwojem epidemii, ale także w związku z wyborami prezydenckimi. Jednak na informację dotyczącą sposobu ich przeprowadzenia oraz na wyniki musimy jeszcze poczekać. Niemniej będą one mieć ogromną wagę dla przyszłości politycznej kraju.

Kurs złotego w tym tygodniu nie odnotował większych zmian, w piątek rano wahał się w okolicach 4,56 PLN/EUR. Eurodolar pod koniec tygodnia utrzymywał się na poziomie około 1,081 USD/EUR.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Plast-Box: dobre wyniki mimo trudnego otoczenia

Grupa Plast-Box, producent opakowań z tworzyw sztucznych, po 3 miesiącach 2020 roku notuje zwiększone przychody ze sprzedaży osiągając poziom 54,7 mln zł (+ 2,8% r/r) oraz 8,3 mln zł zysku EBITDA (+ 33,3% r/r). Pierwszy kwartał roku przyniósł Grupie Kapitałowej 1,6 mln zł zysku netto przy jednoczesnym wzroście stopy EBITDA do 15,2%.

Pomimo trudnych warunków rynkowych, od stycznia do marca br., Grupa osiągnęła wzrost kluczowych wyników finansowych i operacyjnych w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Słabszy wynik netto rok do roku to efekt wysokich kosztów finansowych z tytułu ujemnych różnic kursowych, będących rezultatem wahań kursu walut.

Spółka matka w Grupie Plast-Box zakończyła I kwartał solidnymi wynikami finansowymi. Przychody Plast-Box S.A. wyniosły w tym okresie 38,5 mln zł. Przy takim poziomie przychodów słupska spółka podniosła r/r wartość EBITDA do 5,6 mln zł oraz zysk netto do 1,9 mln zł.

– Przy obecnym spowolnieniu gospodarczym spowodowanym pandemią, wypracowaliśmy bardzo przyzwoite wyniki finansowe. Zwiększyliśmy wolumen sprzedaży i w następstwie tego przychody. Dzięki konsekwentnie realizowanej strategii dywersyfikacji biznesu oraz skutecznemu zarządzaniu portfelem produktowym w Grupie utrzymaliśmy w I kwartale przyjęty kierunek rozwoju i osiągnęliśmy wyniki na zadawalającym poziomie – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

W I kwartale 2020 roku Grupa utrzymała sprzedaż na wysokim poziomie realizując na krajowym rynku 24,9 mln zł obrotu i 29,8 mln na rynkach zagranicznych. Rynek polski jest istotny, jednak większość przychodów Grupy pochodzi z zagranicy, przede wszystkim z rynku ukraińskiego, francuskiego, brytyjskiego i austriackiego. Udział eksportu w przychodach Grupy w I kwartale roku wyniósł 54,5%.

– Aby utrzymać się na wysokiej pozycji rynkowej, konieczne jest ciągłe inwestowanie, poszerzanie portfolio i dywersyfikacja geograficzna. Wiadomo, że gospodarka ma swoje cykle i zawsze po okresach wzrostów przychodzą spadki. Dywersyfikacja geograficzna to skuteczna strategia budowania stabilności biznesu Plast-Box – podkreśla G. Pawlak. – Po okresie stabilizowania się gospodarek państw Unii Europejskiej, spodziewamy się nowych możliwości biznesowych i jeszcze większego niż dotychczas zapotrzebowania na opakowania plastikowe – podsumowuje.

Grupa Kapitałowa Plast-Box należy do czołówki producentów opakowań plastikowych w Polsce i w Europie. W skład Grupy wchodzi 7 spółek zlokalizowanych w Polsce, na Ukrainie i Białorusi. Do Grupy należą 3 zakłady produkcyjne, dwa w Polsce (Słupsk, Urszulin) i jeden na Ukrainie (Czernihów). Plast-Box istnieje od 1983 r., od 2004 r. jest notowany na GPW.

Blisko 40% gospodarstw domowych przewiduje problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych w ciągu najbliższych 12 miesięcy

Barometr Obsługi Zobowiązań (BOZ) ZPF zmniejszył się do 98 pkt. w II kwartale 2020 roku, w porównaniu do 109 pkt. w poprzednim kwartale i 115 pkt. przed rokiem. 38% gospodarstw domowych spodziewa się problemów ze spłatą zobowiązań w okresie kolejnych 12 miesięcy.

Barometr Obsługi Zobowiązań (BOZ) opracowywany w ramach wspólnego projektu badań Związku Przedsiębiorstw Finansowych i Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, opisuje jakość obsługi, co do zasady, wszystkich zobowiązań gospodarstw domowych. Wyniki za II kw. 2020 r. pokazują, że mimo kryzysu gospodarstwa domowe do tej pory, to jest do kwietnia 2020 roku, starały się obsługiwać swoje zobowiązania zgodnie z obowiązującymi terminami. Nadal dominują respondenci, którzy obsługują swoje bieżące zobowiązania bezproblemowo – takich gospodarstw domowych jest obecnie ok. 75,5% (przed kwartałem było to ok. 70,5%, a przed rokiem ok. 70%). Widoczna jest jednak długookresowa tendencja spadkowa zdolności do spłaty zobowiązań. Zdecydowanie wzrosła też liczba gospodarstw domowych, które prognozują problemy z terminowością obsługi zobowiązań w przyszłości – 38% gospodarstw domowych spodziewa się problemów ze spłatą zobowiązań w okresie kolejnych 12 miesięcy, w tym 10% przewiduje duże problemy.

Blisko 40% gospodarstw domowych przewiduje problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych w ciągu najbliższych 12 miesięcy

Blisko 40% gospodarstw domowych przewiduje problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych w ciągu najbliższych 12 miesięcy 2– Jakość wywiązywanie się z zobowiązań ma kluczowe znacznie nie tylko dla bieżącej sytuacji gospodarczej. Ma także kapitalne znaczenie dla kapitału społecznego, budowanego zaufaniem i skłonnością do współpracy w kontekście przywracania gospodarki do normalności i wprowadzania ją na nowo na ścieżkę wzrostu. Jego zasobność zależy w znacznym stopniu od skuteczności programów wsparcia ze strony państwa, rozważnego oraz szybkiego odmrażania gospodarki, ale jednocześnie nic nie zastąpi zasad rzetelności i moralności finansowej w obrocie gospodarczym oraz dobrej jakości otoczenia prawnego, która pozwolić może na utrzymywania dyscypliny procesów gospodarczych – stwierdza Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF.

Ponad ¾ respondentów deklaruje, że kryzys wywołany przez pandemię COVID-19 nie wpłynął na wywiązywanie się ze zobowiązań, a jedynie 23% badanych odczuwa wpływ kryzysu na ich jakość obsługi zobowiązań. Jednakże, ponad 60% respondentów aktywnych zawodowo, wskazało, że na skutek epidemii straciło część lub nawet całość swoich dochodów ( w tym, większość lub całość dochodów utraciło ok. 15% badanych). Najsilniej epidemia wpłynęła na sytuację dochodową pracujących na własny rachunek, samozatrudnionych i wykonujących wolny zawód. Aż 76% z nich deklaruje utratę dochodów, a w tym 9% całkowicie utraciło dochody, a 19% w dużej części.

– Ta grupa obejmuje m.in. usługi dla ludności, np. usługi fryzjerskie, czy też branżę gastronomiczną, która została wstrzymana decyzjami administracyjnymi. Osoby prowadzące działalność gospodarczą, w zasadzie zamknęły swoje biznesy i w wielu przypadkach nie osiągają przychodów. Samozatrudnieni obawiają się o swoją zdolność do wywiązywania się ze zobowiązań, w tym z rat kredytowych. Jedynie 29% z nich uważa, że w najbliższych miesiącach będzie w stanie bezproblemowo obsługiwać swoje zobowiązania – wyjaśnia Sławomir Dudek z IRG SGH, główny ekonomista Pracodawców RP, autor metodologii BOZ.

Blisko 40% gospodarstw domowych przewiduje problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych w ciągu najbliższych 12 miesięcy 3W związku z koronakryzysem ok. 35% badanych wskazuje na możliwe opóźnienia w opłacie czynszu za mieszkanie. Podobny odsetek respondentów spodziewa się trudności z regulowaniem zobowiązań związanych z opłatami miesięcznymi za media (gaz, woda, prąd, itd.). Nieznacznie mniej osób obawia się kłopotów ze spłatą kredyty i pożyczki (z wyłączeniem samochodowych i mieszkaniowych), a ok. 30% – zadłużenia w karcie kredytowej. Ok. 16% respondentów wskazuje, że mogą się u nich pojawić lub już się pojawiły problemy z obsługą rat kredytów mieszkaniowych, a w co 10 przypadku – kredytu na samochód.

Marek Lachowicz: Kończy się rynek złych pracodawców i złych pracowników

Na koniec roku będziemy mieli dwukrotnie większe bezrobocie. Nie wiadomo czy spadną wynagrodzenia. Czy to już koniec rynku pracownika?

– Kończy się rynek marnego pracownika i marnego pracodawcy, z powodu recesji nie będzie pieniędzy na usługi poniżej standardu i złe produkty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Lachowicz, główny analityk Instytutu Jagiellońskiego.

Przeciętne wynagrodzenie w pierwszym kwartale 2020 r. wyniosło 5331,47 zł. Nie tylko nie będzie już rosnąć w tempie przekraczającym 7,0 proc., ale czy może spadać? Maj i czerwiec ma okazać się najtrudniejszy dla polskiej gospodarki. Popyt konsumencki w II kw. br. może spaść nawet o 20 proc. r/r. Wskaźnik nastrojów konsumenckich jest najgorszy odkąd w Polsce są badane.

– Popyt spadł z powodu rządowych ograniczeń związanych z walka z pandemią, ale trochę pocieszające jest, że ten spadek nie jest związany ze zmianami w strukturze gospodarki, gdy ograniczenia zostaną zdjęte popyt zacznie wracać, a decyzje konsumenckie trudno przewidywać, bo powodowane są różnymi emocjami i afektami – ocenia M.Lachowicz.

Zmniejszy się dochód rozporządzalny rodzin, a więc z coraz większą uwagą będziemy porównywać różne oferty i promocje, więcej produktów będziemy analizować, rezygnując z zakupów, które uznamy za niezbędne.

– Konsumencie zmądrzeją, będzie mniej impulsywnych decyzji – dodaje ekspert Instytutu Jagiellońskiego.

Powrót do pracy w nowym reżimie

Wraz z odmrożeniem gospodarki, firmy będą stopniowo rezygnować z pracy zdalnej i przestoju ekonomicznego. Czy każdy pracownik musi się zgodzić na powrót do biura?

Po ponad dwóch miesiącach obowiązywania restrykcji rządowych wdrożonych z powodu pandemii wirusa SARS-CoV-2, do pracy stopniowo wracają pracownicy, którzy dotychczas wykonywali pracę zdalnie albo byli objęci przestojem ekonomicznym. Konieczne jest odpowiednie przygotowanie firm na ich powrót.

Szczegółowe zalecenia w sprawie bezpiecznego powrotu do pracy wydała Państwowa Inspekcja Pracy.

– W pierwszej kolejności pracodawca powinien przeprowadzić ponowną ocenę ryzyka zawodowego na poszczególnych stanowiskach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Agata Miętek, Lider Praktyki Prawo Pracy w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Należy przy tym wziąć pod uwagę nie tylko zagrożenia fizyczne, biologiczne i chemiczne, ale także psychospołeczne.

Po aktualizacji oceny ryzyka kolejnym krokiem jest stworzenie planu działań, obejmującego właściwe środki bezpieczeństwa i kontroli, eliminujące zagrożenia, a jeśli nie jest to możliwe – minimalizujące zagrożenia. Taki plan działań powinien obejmować:

*środki techniczne (środki ochrony zbiorowej, np. obudowy pleksiglasowe, oddzielanie stanowisk pracy przegrodami); konieczne jest dbanie o sprawną i wydajną wentylację pomieszczeń pracy,

*środki organizacyjne (np. dalsze świadczenie pracy zdalnej, zwłaszcza w przypadku pracowników najbardziej narażonych, zmianowość na stanowiskach pracy, zwiększenie czasu trwania i ilości przerw w pracy, kierowanie tylko wykwalifikowanych pracowników do wykonania określonej pracy),

* środki ochrony osobistej (np. półmaski FFP2 i FFP3, N95 itp.),

*środki behawioralne (np. obserwacje przestrzegania reguł i wytycznych kierownictwa, nadzór nad pracownikami),

*działania przeciwepidemiczne (np. zapewnienie środków do dezynfekcji rąk i elementów środowiska pracy – blatów, klamek, poręczy, wyposażenia technicznego np. wspólne drukarki i kopiarki; zwiększenie częstotliwości sprzątania pomieszczeń pracy, a przede wszystkim pomieszczeń higieniczno – sanitarnych – odpowiednie zorganizowanie przerw, w tym na posiłki, aby ograniczyć liczbę osób przebywających w tym samym czasie w stołówce, pokoju socjalnym, kuchni, łazience i szatni).

W ocenie PIP , głównym celem działań nadal powinno być  redukowanie – na ile to możliwe – kontaktu fizycznego między pracownikami.

W końcu, konieczne jest umieszczenie w widocznych miejscach plakatów zachęcających do pozostania w domu w przypadku choroby, informujące o zasadach, które należy stosować podczas kasłania i kichania oraz o zasadach higieny rąk i wytyczne dotyczące korzystania z maseczek i rękawiczek, jeśli pracownicy muszą je nosić.

Kwestie związane z BHP nie są jedynymi, które należy wziąć pod uwagę przygotowując scenariusz powrotu pracowników do pracy. Należy podjąć decyzję, czy rezygnacja z pracy zdalnej i zakończenie przestoju mają dotyczyć wszystkich pracowników czy tylko wybranych, a następnie odpowiednio zakomunikować pracownikom podjęte decyzje.

Na ostatnim etapie przygotowań warto rozważyć czy wprowadzić jakieś stałe zmiany w organizacji pracy, np. w zakresie szerszego wykorzystania pracy zdalnej czy większego uelastycznienia czasu pracy.

Czy pracownik może odmówić powrotu do pracy, oceniając, że praca zdalna jest dla niego bezpieczniejsza w czasach pandemii? Uznając na przykład, że sam dojazd do pracy jest dla niego zbyt dużym ryzykiem?  Jeżeli pracodawca zdecyduje o rezygnacji z pracy zdalnej i powiadomi o tym pracowników wraz ze wskazaniem na jakich zasadach praca w zakładzie pracy może być bezpiecznie wykonywana, to co do zasady taki pracownik nie będzie miał prawa, żeby odmówić.

– Należy natomiast zwrócić uwagę na art. 210 § 1 Kodeksu Pracy, który umożliwia pracownikowi powstrzymywanie się od wykonywania pracy w sytuacji jeżeli warunki pracy nie odpowiadają przepisom BHP i stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia pracownika – mówi A.Miętek z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – A co to oznacza w praktyce? Wydaje się, że jeżeli zalecenia PIP zostały wprowadzone przez pracodawcę, to pracownik nie będzie mógł odmówić powrotu. Gdy jednak po powrocie do pracy przekona się, że zalecenia PIP zostały wprowadzone tylko teoretycznie, to powinien o tym powiadomić swojego przełożonego. Jeżeli to nie zostanie naprawione w trybie pilnym, wówczas pracownik może powiadomić, że nadal będzie pracował zdalnie, jednocześnie oczekując na wprowadzenie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, stosowanie do zaleceń wydanych przez PIP.

Koszmar zatorów płatniczych

Ministerstwo Finansów pogarsza płynność finansową firm opóźniając zwrot podatku VAT. Najłatwiej pomoc finansową państwa mogą uzyskać firmy mające najmniejsze kłopoty.

Co najmniej 10 proc. firm utraciło już płynność finansową. Sytuacja jest zróżnicowana w poszczególnych branżach, ale nie aż w takim stopniu jak o tym najczęściej słyszymy.

Przy poprzednich pandemiach w innych krajach najbardziej cierpiały branże nastawione na rynek wewnętrzny, teraz problemy dotknęły całą gospodarkę. Jak spojrzymy na doświadczenia Polski podczas ostatniego globalnego kryzysu, to najbardziej ucierpiały wówczas sektory produkujące na eksport, a dobrze radziły sobie produkujące na rynek krajowy.

– Tym razem jest inaczej, bo kłopoty mają zarówno eksporterzy jak i firmy realizujące dostawy na rynek krajowy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). – Z naszych ankiet wiemy, że największe problemy dla przemysłu wiążą się z zamkniętymi granicami, a dla firm usługowych – z administracyjnym ograniczaniem działalności.

Te firmy, które już utraciły płynność wskazują na dwa najistotniejsze powody, na spadający popyt i na administracyjne ograniczenia działalności. Natomiast dla firm walczących o płynność finansową najistotniejsze stały się zatory płatnicze.

– Co jest bardzo niepokojące, to blokowanie zwrotu podatku VAT przez Ministerstwo Finansów – komentuje ekspert FOR. – To przyczynia się do zarażania zatorami kolejnych firm.

Natomiast programów pomocowych jest coraz więcej i są coraz bardziej skomplikowane. Koszt dla podatnika rośnie, a ich skuteczność jest wątpliwa.

Tarcza finansowa jest o tyle lepsza od tarcz antykryzysowych, że część pomocy dla firm jest bezzwrotna, ale pozostaje szczególnie wątpliwe kryterium udzielania państwowej pomocy, jakim jest spadek przychodów w jednym miesiącu.

– Dla firmy, która ma względnie dobrą sytuację i może przesunąć część płatności, wygenerowanie odpowiednio dużego spadku przychodów nie jest trudne – wyjaśnia dr A.Łaszek. – Jako FOR od początku proponowaliśmy inne podejście, polegające na tym, aby teraz szeroko udzielać pomocy, a ostre kryteria stosować dopiero przy jej rozliczaniu.

Zmiana sił na rynku pracy

W ostatnich latach na rynku pracy rządzili pracownicy. Oferty pękały w szwach, a podaż na prace zdecydowanie przewyższała popyt. Wybuch pandemii koronawirusa drastycznie to zmienił. Przymusowy lock down spowodował odczuwalną zmianę w gospodarce handlowej, co przełożyło się na sytuację zawodową milionów pracowników. Czy są w Polsce branże, które radzą sobie lepiej od innych w tym okresie? O komentarz poprosiliśmy przedstawiciela jednej z firm od wielu lat działającej na polskim rynku. SoftBlue to notowana na NewConnect spółka działająca w obszarze nowych technologii.

Koronawirus spowodował kryzys na świecie, zarówno gospodarczy jak i finansowy. Jego ,,siła rażenia’’ porównywana jest przez analityków do kryzysu finansowego z 2008 roku. Różnica istnieje jednak w jego źródle, które tym razem jest pozarynkowe, co stanowi największe ryzyko, nie tylko zdrowotne. Epidemia wpłynęła na wszystkie sektory gospodarki większości krajów na świecie. Kryzys zaburzył logistykę, zmniejszył konsumpcję, spowodował znaczne spadki na światowych giełdach. Wpłynął także na organizację pracy i zmniejszył podaż zatrudnienia. Jak podaje jedna z agencji rynku ofert pracy, 44 proc. pracujących obawia się utraty zatrudnienia w związku z panującą epidemią Sars Cov-2. Sześciu na dziesięciu badanych martwi się także o możliwe zmiany zasad zatrudnienia.

Występująca recesja przełożyła się na silny przyrost globalnego bezrobocia, zwłaszcza w USA i Europie. Stany Zjednoczone, które od lat są potęgą gospodarczą świata, odnotowują wzrost bezrobocia, największy od Wielkiej Depresji z lat 30-tych. Stopa bezrobocia wynosi tam 14 proc., a od początku epidemii po zasiłek dla bezrobotnych zgłosiło się już 33 mln Amerykanów. Fala bezrobocia zalewa też resztę świata. W Irlandii stopa bezrobocia wynosi 28 proc., Francuzi walczą z największym bezrobociem od 10 lat. Epidemia koronawirusa wpłynęła również na polski rynek pracy, który jeszcze w 2019 roku był w szczytowej formie i osiągnął jedną z niższych wartości bezrobocia w historii Polski. Według danych Eurostatu w październiku 2019 roku stopa bezrobocia w kraju wyniosła 3,2 proc., co plasowało Polskę wśród trzech państw unijnych o najniższym bezrobociu.

Analitycy szacują, że w drugim kwartale br. PKB w Polsce obniży się o 10 proc. w porównaniu r/r. Już teraz części pracownikom zredukowano dochody lub odebrano benefity pracownicze. Dotknęło to w szczególności mikro- i małe- przedsiębiorstwa, zwłaszcza z branży gastronomicznej i beauty.

Istnieją jednak w Polsce sektory, które mimo kryzysu gospodarczego notują wysokie zainteresowanie swoimi usługami w tym okresie – mowa w szczególności o rynku nowych technologii, w tym branży IT, gamingowej i wirtualnej rzeczywistości, ale także sektorze usług z dziedziny biotechnologii. Rynek IT tworzą eksperci, szczególnie wyspecjalizowani w swoich dziedzinach. Dlatego też sektor IT od wielu lat jest jednym z najatrakcyjniejszych i najbardziej opłacalnych obszarów na rynku pracy. Od lat coraz więcej usług przenosi się do sieci, a więc zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się budową systemów internetowych i IT wciąż rośnie. – Obecna sytuacja związana z pandemią bez wątpienia przyczyni się do zwiększenia digitalizacji świata a co za tym idzie branża IT oraz innowacyjne usługi będą także wymagać nowych kadr. – mówi Michał Kierul, prezes SoftBlue. Eksperci jeszcze przed wybuchem epidemii, szacowali, że do 2024 roku zapotrzebowanie na specjalistów IT będzie wyższe o 27 proc.

– Naszym głównym celem jest dziś nie tylko troska o środowisko, które stanowi dla nas podstawę działalności, ale także zadbanie o pracowników, zarówno zatrudnionych w spółce matce, jak i w naszych spółkach zależnych. – dodaje Michał Kierul.Zdaję sobie sprawę, że bez pracowników nie udałoby się nam osiągnąć stabilizacji rynkowej. Utrzymanie stanowisk jest dla mnie priorytetowe, zwłaszcza w trudnej dla nas wszystkich sytuacji. – dodaje. Bydgoska spółka zatrudnia obecnie kilkadziesiąt osób, a także nieprzerwanie prowadzi działania rekrutacyjne. Zatrudnia wysokiej klasy specjalistów branży IT – developerów, architektów operujących wiedzą inżynieryjną z zakresu informatyki oraz analityków biznesowych i project managerów. – Od marca do maja zatrudniliśmy do naszego zespołu kolejne pięć osób. Nikt też z naszych pracowników nie stracił pracy. Jesteśmy dalecy od decyzji związanych z redukcją stanowisk. Zapewniamy ciągłość usług i obsługi, zachowując przy tym wysokie standardy ochrony i bezpieczeństwa pracowników. – komentuje Michał Kierul.

Kryzys wywołany przez koronawirusa może znacząco zwiększyć zatory płatnicze w relacji biznes-konsument

Zgodnie z wynikami badań Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej i Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, którymi kieruje dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP, kryzys gospodarczy związany z COVID-19 może znacząco zwiększyć zatory płatnicze w relacji biznes-konsument.

– Ankietowani konsumenci w najbliższych 12-tu miesiącach oczekują większych problemów z wywiązywaniem się z szeroko rozumianych zobowiązań: rat kredytów, płatności miesięcznych związanych z użytkowaniem mieszkania, wszelkiego rodzaju płatności za usługi telekomunikacyjne. Obecnie prawie 29 proc.  konsumentów oczekuje problemy w obsłudze zobowiązań, podczas gdy przed rokiem było to ok. 16 proc. W ciągu roku oczekiwana skala problemów uległa niemal podwojeniu – podkreśla dr Dudek.2020-05-15_BOZ_wykres (1) 2020-05-15_BOZ_wykres (2) 2020-05-15_BOZ_wykres (3) 2020-05-15_BOZ_wykres (4) 2020-05-15_BOZ_wykres (5) 2020-05-15_BOZ_wykres (6)

Wzrost możliwości pracy zdalnej powoduje globalny boom mieszkaniowy na przedmieściach

Amerykański Forbes, w raporcie Brendy Richardson, sygnalizuje ciekawy trend na rynku nieruchomości wywołany ostatnimi wydarzeniami związanymi z COVID-19 i możliwością pracy zdalnej, polegający na znacznym wzroście zainteresowania zakupem mieszkań i domów na zielonych obrzeżach miast. Potwierdzają go również Polscy deweloperzy i agencje nieruchomości.

Pustoszeją centra, zyskują peryferie

Dla wielu Amerykanów,  miejsce pracy może nigdy nie wyglądać tak samo po ustąpieniu pandemii koronawirusa. Trwałym dziedzictwem będzie prawdopodobnie szersza akceptacja pracy zdalnej. Może to doprowadzić do boomu mieszkaniowego w bardziej przystępnych cenach w miastach i na przedmieściach – podaje Forbes. Najnowsza ankieta, przeprowadzona przez Zillow (największą w USA internetową bazą danych dotyczących nieruchomości) pokazuje, że 75% Amerykanów pracujących z domu z powodu COVID-19 twierdzi, że wolałoby kontynuować tę procedurę po pandemii. Rozwój  technologii umożliwił im stworzenie środowiska pracy w domu. „Doświadczenie spędzania czasu w domu przez długi czas sprawia, że wszyscy ponownie zastanawiają się nad swoimi priorytetami”, powiedziała Danielle Hale, główny ekonomista realtor.com. „Ludzie zdają sobie sprawę, że przestrzeń jest ważniejsza, dlatego szukają bardziej przystępnych cenowo obszarów, w których mogą mieć więcej miejsca za tę samą cenę” – informuje Forbes

Polacy coraz chętniej uciekają na przedmieścia

Potwierdza to Kreator Dom Invest, deweloper który jest liderem ekologicznych lokalizacji w Warszawie Zachodniej. Takie inwestycje, biorąc pod uwagę tempo ich rozwoju, to też dobra lokata na przyszłość, ceny nieruchomości są bowiem odporne na inflację, ale też rosnący popyt na takie lokalizacje ponosi wartość lokali. Taki trend w dłuższej perspektywie spowoduje utratę wartości nieruchomości ulokowanych w centrach miast.

Pracując zdalnie w domu, coraz więcej osób poszukuje większych metraży w zielonej przestrzeni z ogródkiem lub balkonem, za cenę ciasnego mieszkania w centrum. Chętniej kupujemy też gotowe ciekawe rozwiązania, gdyż budowanie samemu jest drogie i czasochłonne oraz wymaga dużej wiedzy. Wyspecjalizowani deweloperzy wiedzą, jak najlepiej wykorzystać atuty lokalizacji, pozostawiając do dyspozycji większą i bardziej zaciszną przestrzeń, która daje poczucie prywatności.

„Nowoczesne technologie i prestiżowa architektura, połączona z dobrą komunikacją to klucz do sukcesu. Nasza firma od wielu lat zyskuje dzięki swojemu oryginalnemu podejściu do rynku, który łączy ekologię, dobrą cenę i wysoką jakość inwestycji. Po COVID-19 obserwujemy wzmożone zainteresowanie ofertą mieszkań na przedmieściach”  – mówi Prezes Kreator Dom Invest Klaudia Siarkiewicz.

„Jeśli faktycznie praca zdalna stałaby się codziennością, miałoby to niebagatelny wpływ na rynek nieruchomości. Gdyby zniknął problem dojazdów do pracy, na atrakcyjności zyskałyby domy poza miastem, z dostępem do zieleni i ciszy. Jednocześnie praca zdalna na dłuższą metę wymagałaby odpowiednich warunków w domu, preferowana powierzchnia i liczba pokoi prawdopodobnie by zatem rosła.” -informuje Jarosław Krawczyk z Otodom.pl – najpopularniejszego serwisu nieruchomości w Polsce.

Zdalna praca staje się opcją na stałe

Teraz, gdy ponad połowa zatrudnionych Amerykanów (56%) miała możliwość pracy z domu, zdecydowana większość chce kontynuować ten proces. Na przykład Twitter ogłosił we wtorek, że praca zdalna jest stałą opcją. Dwie trzecie pracowników pracujących z domu z powodu pandemii (66%) rozważy przeprowadzkę, gdyby mieli swobodę pracy z domu. Pew Research Center podaje, że przed COVID-19 tylko 7% pracowników miało możliwość pracy z domu, chociaż 40% pracowało na stanowiskach, których obowiązki potencjalnie mogłyby być wykonywane zdalnie.  Ostatnie badania Zillow podają, że w USA w połowie kwietnia liczba odsłon stron z ofertami sprzedaży na przedmieściach była o 18% wyższa, niż w 2019 r.

Wśród pracowników,  gdyby mieli możliwość pracy zdalnej  z domu, prawie jedna trzecia twierdzi, że rozważałaby przeprowadzkę, aby mieszkać w lokalu:

  • z wydzieloną powierzchnią biurową (31%), 
  • większym (30%) 
  • z większą liczbą pokoi (29%).

Analiza Zillow pokazuje, że 46% gospodarstw domowych ma wolną sypialnię, która mogłaby zostać wykorzystana jako biuro. Ale odsetek ten spada o ponad 10 punktów w gęstych, drogich metropoliach, takich jak Nowy Jork, Los Angeles, San Jose, San Francisco i San Diego, gdzie znacznie mniej domów ma wolne pokoje.

„Widzimy kolejnych kupujących, którzy chcą opuścić miasto” – powiedział Bic DeCaro, członek Rady Doradczej Zillow w Waszyngtonie i Północnej Wirginii. „Nabywcy szukają teraz dodatkowej ziemi, aby uzyskać więcej powierzchni.”

„Dowiedzieliśmy się od COVID-19, że możemy prowadzić naszą firmę zdalnie”, powiedział Andrews, który ma 40 pracowników pracujących w domu. „Arkansas to dobre miejsce do przeprowadzki, jest ekonomiczne i jest o wiele mniej ludzi. Wydostać się z miasta to jak powiew świeżego powietrza. ”

Trend z USA widoczny w Polsce

Już dziś obserwujemy w Otodom ciekawe tendencje: najpopularniejszym typem nieruchomości stały się domy, a nie mieszkania. Polacy szukają większych metraży niż dotąd, choć nie są skłonni płacić za nie więcej. Na popularności zyskują także działki budowlane i działki rekreacyjne, słowem – wszystkie nieruchomości, które dają więcej życiowej przestrzeni, dostępu do świeżego powietrza i przyrody. W tych zmianach postaw upatrywałbym przede wszystkim chęci odreagowania obecnej kwarantanny. Niewykluczone jednak, że jeśli nasz model pracy i funkcjonowania w społeczeństwie zmieni się, pociągnie to za sobą modyfikację preferencji dotyczących nieruchomości.”- mówi Jarosław Krawczyk z Otodom.pl

„Również w Polsce koronawirus znacznie spotęgował popyt na zaciszne podmiejskie osiedla z placami zabaw, które przyciągającą przede wszystkim rodziny z dziećmi. Zamiast mieszkać i pracować w niewielkim mieszkaniu w centrum miasta, możemy spędzać czas w wielopokojowym domu z własnym podwórkiem. Nie bez znaczenia jest też większa dostępność miejsc parkingowych oraz zadaszonych garaży, większe bezpieczeństwo i świeże powietrze. Korzystamy z najlepszych nagradzanych pracowni architektonicznych jak „Beczak & Beczak”, kreujących wyjątkową przestrzeń do życia i pracy, aby nasze realizacje były wyjątkowe i spełniały najwyższe standardy”  – dodaje Klaudia Siarkiewicz Prezes Kreator Dom Invest.

Czy w Polsce powstanie szczepionka na kryzys biznesu? Debata właścicieli firm i ekspertów z całego świata

Koronawirus uderzył w gospodarki niemal wszystkich krajów świata, a jego konsekwencje będziemy odczuwać jeszcze przez co najmniej kilka lat. Covid-19 nie znał litości również dla prowadzących firmy w najliczniej reprezentowanym modelu na świecie – właścicieli biznesów rodzinnych. Dylematy, rozterki, stres, emocje i szereg trudnych, niespotykanych na taką skalę i ryzyka decyzji, spadły na barki firm rodzinnych z dnia na dzień. Przedsiębiorcy czują, że widmo upadku często dorobków ich życia jest realne, przed nami czas pełen wyzwań. W sukurs polskim przedsiębiorcom przyszli nasi starsi bracia z zachodu, właściciele firm, których historia jest znacznie dłuższa niż 30 lat wolności gospodarczej jaką mieliśmy w Polsce, którzy mają w swojej wielopokoleniowej historii niejeden już kryzys.

Do debaty zostali zaproszeni również obserwatorzy biznesu oraz eksperci, którzy na co dzień pracują z familijnymi biznesami na całym świecie. Co przyniesie konfrontacja wiedzy i doświadczenia ekspertów z Niemiec, Szwajcarii, Włoch, Wielkiej Brytanii, USA, Argentyny, Nigerii, Słowacji czy Niderlandów? Moc inspiracji i przykładów radzenia sobie z Covid-19 w różnych rynkach, kulturach, otoczeniu i gospodarkach! Spojrzenie zagraniczne zostanie skonfrontowane ze spojrzeniem właścicieli firm, ludzi biznesu, którym w Polsce po dziś dzień zawdzięczamy gospodarczy dobrobyt. Swoimi doświadczeniami podzielą się również polscy eksperci, którzy z niejednego kryzysu wyciągnęli już niejedną firmę. Inspiracja, poznanie nowego wymiaru ekonomii i prowadzenia firmy, jaką będzie świat z koronawirusem w tle i nowe zasady biznesowej gry – to w obszernym skrócie Family Business Week.

– Przez pierwsze tygodnie po ogłoszeniu pandemii, nieustannie kontaktowali się ze mną przedsiębiorcy, którzy opowiadali mi o swoich problemach, które wyniknęły z Covid-19, a także szukali porad i sugestii… co robić? Co z firmą? Co zrobić z pracownikami? Co z dorobkiem mojego życia? – mówi inicjatorka Family Business Week, dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego. – Sama jestem przedsiębiorcą, sama odczuwam skutki Covid-19. Jednak widząc ten nasilający się pesymizm w mediach i dołujące nastroje przedsiębiorców, postanowiłam nie czekać, a działać. Zebrałam w jednym miejscu najlepszą wiedzę i doświadczenia w obszarze biznesu rodzinnego, z całego świata, tak by to właśnie w Polsce, kraju, którego problemami i historią można by poobdzielać kilka państw, powstało centrum debaty antykryzysowej. – dodaje Lewandowska.

Każdy dzień z Tygodnia Przedsiębiorczości Rodzinnej poświęcony jest innemu obszarowi funkcjonowania i dylematów jakie stoją teraz przed rodzinami biznesowymi. Pierwszy dzień to kontekst Firmy, drugi Przywództwa, trzeci Majątku, czwarty Rodziny i Własności, a piąty to Globalne Otoczenie Firmy Rodzinnej. – W każdej z tych perspektyw zawarte są inne dylematy, o zweryfikowanie których powinien zatroszczyć się właściciel biznesu by maksymalnie zniwelować skutki kryzysu w swojej firmie, a nawet poszukać nowych dróg rozwoju. Family Business Week to tydzień, który w pełni poświęcamy przyszłości firm rodzinnych. – kończy wypowiedź Adrianna Lewandowska.

Family Business Week organizowany jest przez Instytut Biznesu Rodzinnego, Centrum Wiedzy o Firmach Rodzinnych. Partnerem Strategicznym wydarzenia jest BNP Paribas – Bank zmieniającego się świata.

Szczegółowy program wydarzenia, rejestracja, zakresy dyskusji oraz potwierdzeni goście dostępne na stronie: www.familybusinessweek.pl

Spowolnienie wzrostu PKB w Polsce nie takie straszne jak sądzono

Dzisiejsze odczyty dały chwilę oddechu polskiemu złotemu. Gospodarka nie spowalnia tak znacznie jak sądzono, a na tle innych państw wciąż wyglądamy bardzo solidnie. Również wzrost cen jest na razie w normie.

Spowolnienie wzrostu PKB w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat wzrostu PKB w Polsce. Problem w tym, że są to dane za pierwszy kwartał. W obecnej sytuacji dane te powinny powoli bardziej interesować historyków niż analityków. Wypadły jednak aż o 0,6% lepiej od oczekiwań, co pomimo tego, że są już dawno nieaktualne, spowodowało pozytywną reakcję na złotym. W pierwszym kwartale w ujęciu rocznym utrzymywaliśmy jeszcze 1,9% wzrostu. dane kwartalne były jednak spadkowe. Wyniki te nie obejmują kwietnia, kiedy to gospodarka otrzymała najsilniejszy cios, więc dopiero przy podsumowaniu kolejnego kwartału dowiemy się z jaką skalą problemów się mierzymy.

Ceny stabilne

Wskaźnik inflacji to ciekawy parametr w dzisiejszych czasach. Co interesujące w mediach pojawiają się zarówno analizy mówiące o nadchodzącej deflacji jak i ryzyku eksplozji wzrostu cen. Obecny odczyt wyniósł zgodnie z pierwszymi szacunkami 3,4%. Co ma spowodować tak duże różnice w poziomie zmian cen? Z jednej strony mówimy tutaj o czynnikach podnoszących ceny. Jest to z pewnością susza, jak również spadek produkcji wywołany wirusem. Z drugiej strony spowolnienie gospodarcze nie sprzyja podnoszeniu cen, nie bez znaczenia są też spadki cen surowców energetycznych.

Dane z Niemiec

Poznaliśmy dzisiaj zmianę PKB w Niemczech. Piszemy “zmianę”, bo tamtejsza gospodarka w pierwszym kwartale skurczyła się o 2,2%. W rezultacie są bardzo duże szanse, że kolejny odczyt przyniesie nam techniczną recesję w tym kraju. O recesji mówimy, gdy dwa kwartały z rzędu PKB się kurczy. Drugi kwartał zawiera jednak kwiecień, co powoduje, że spadek jest bardzo prawdopodobny. Problemy naszego głównego partnera gospodarczego mogą jednak wpłynąć negatywnie również na nasz lokalny rynek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,

15:15 – USA – produkcja przemysłowa,

16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ropa WTI: dopiero optymistyczne prognozy windują ceny

Notowania ropy WTI są na najlepszej drodze do zanotowania trzeciego z rzędu wzrostowego tygodnia. Kurs kontraktu lipcowego podniósł się z niemal 3 USD i zbliża do 29 USD. Optymizm jest widoczny również w spreadach kalendarzowych, które powróciły do poziomów sprzed rozpoczęcia wojny cenowej i uległy radykalnemu zawężeniu. Niecały miesiąc temu za ropę WTI w kontrakcie czerwcowym płacono prawie 10 dolarów mniej niż w kontrakcie lipcowym. Obecnie spread wynosi zaledwie 25 centów!Ropa WTI dopiero optymistyczne prognozy windują ceny

Przez cały tydzień na rynek surowca docierały pozytywne informacje. Po pierwsze, kraje Zatoki Perskiej od czerwca dobrowolnie i mocniej ograniczą wydobycie (o ponad 1 mln b/d). Po drugie, wygląda na to, że Rosja wywiązuje się z przyjętych na siebie zobowiązań i jest na drodze by wydobywać w maju zakładane 8,5 mln b/d. Po trzecie w USA po raz pierwszy od połowy stycznia spadły zapasy ropy.spadły zapasy ropy

Produkcja surowca obniżyła się szósty tydzień z rzędu. Wynosi ona obecnie 11,6 mln b/d, co oznacza spadek o ponad 11 proc. względem pułapów z połowy marca. Na marginesie dodajmy, że dziś wieczorem opublikowane zostaną statystyki firmy analitycznej Baker Hughes dotyczące liczby aktywnych szybów wiertniczych. Dane te powinny potwierdzić trend wygasania aktywności wydobywczej. Od połowy marca liczba czynnych szybów runęła z ponad 680 poniżej 300 sztuk. Warto monitorować ten wskaźnik mając na uwadze, że w 2016 roku załamanie na rynku surowca okazało się zbyt krótkie, by na trwałe uderzyć w najmniej efektywnych przedstawicieli sektora. Ponadto nie zapobiegło uzyskaniu przez USA statusu kraju o najwyższym wydobyciu na świecie.Nową odsłoną rajdu cen surowca

Nową odsłoną rajdu cen surowca były opublikowane w czwartek, odświeżone prognozy IEA dotyczące zapotrzebowania na ropę. W porównaniu z kwietniowymi szacunkami zostały one wyraźnie zrewidowane w górę. Pozwala na to stopniowe odmrażanie gospodarek i łagodzenie restrykcji. Na drugi kwartał zakładane jest załamanie popytu o 19,9 mln b/d. Stanowi to około 20 proc. ubiegłorocznej średniej konsumpcji. Poprzednie estymacje zakładały ubytek zużycia o ponad 3 mln b/d silniejszy. W całym roku popyt ma obniżyć się o 8,6 mln b/d a nie 9,3 mln b/d jak wcześniej oczekiwano.W całym roku popyt ma obniżyć się

W rezultacie IEA zakłada, że w drugiej połowie roku budowane teraz zapasy będą szybko redukowane. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja fundamentalna ulegać zaczyna wyraźnej poprawie. Mimo to wciąż znajdujemy się w środowisku jednoznacznej nadpodaży. W czasie pandemii zapasy w USA podniosły się o 17 proc.  i o ponad 10 proc. przewyższają średnią z poprzedniego pięciolecia. Obojętność inwestorów na większość pozytywnych informacji i przebieg krzywej terminowej wskazują, że potencjał wzrostowy mógł zostać – na razie – wyczerpany. Przy widocznym schłodzeniu apetytu na ryzyko – ropa jest zagrożona mocnym spadkowym odreagowaniem ostatniego rajdu.

Bartosz Sawicki, DM TMS Brokers

Rzecznik MŚP kieruje wniosek do Ministerstwa Rozwoju w sprawie zajęcia jednoznacznego stanowiska co do objęcia wsparciem najemców w centrach handlowych

Zgodnie z art. 15ze ust. 1 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374, ze zm., dalej: „uCOVID-19”), w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności w obiektach handlowych o powierzchni sprzedaży powyżej 2000 m2 zgodnie z właściwymi przepisami, wygasają wzajemne zobowiązania stron umowy najmu, dzierżawy lub innej podobnej umowy, przez którą dochodzi do oddania do używania powierzchni handlowej (umowy).

Do Rzecznika MŚP docierają sygnały o istotnych utrudnieniach w prowadzeniu działalności gospodarczej dla przedsiębiorców wynajmujących powierzchnie handlowe w centrach handlowych, którzy zgodnie z przepisami z zakresu ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii byli zmuszeni do zawieszenia prowadzonej w wynajmowanych lokalach. Pojawiły się bowiem interpretacje, zgodnie z którymi termin „powierzchnia handlowa” określony w art. 15ze uCOVID-19 nie obejmuje działalności usługowej. Co istotne, taka interpretacja znalazła się w „Przewodniku Antykryzysowym dla Przedsiębiorców” autorstwa Polskiego Funduszu Rozwoju S.A.

W związku z powyższym, pismem z dnia 14 maja 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Pana dr Marka Niedużaka, Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Rozwoju, z wnioskiem o zajęcie jednoznacznego stanowiska, zgodnie z którym przedmiotowy instrument prawny dotyczy wszystkich rodzajów działalności objętych zakazem prowadzenia zgodnie z przepisami z zakresu ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii – tj. działalności o charakterze zarówno handlowym, jak i usługowym.

Powrót do biura krok po kroku – przewodnik Colliers

Firma doradcza Colliers International przygotowała przewodnik dla firm pt. „Perspektywy New Normal”, będący zbiorem zasad bezpiecznego powrotu do biura, zarówno w trakcie, jak i po ustaniu pandemii COVID-19. Poradnik powstał dzięki współpracy zarządców nieruchomości, ekspertów z dziedziny środowiska pracy, innowacji i nowych technologii, office managerów oraz epidemiologa.

Wiele firm w związku ze stopniowym odmrażaniem gospodarki planuje powrót do swoich biur już w najbliższych tygodniach. Trzeba jednak pamiętać, że zdaniem epidemiologów pandemia pozostanie z nami jeszcze przez dłuższy czas – przynajmniej do powstania szczepionki, dlatego też musimy opracować szczegółowe zasady bezpieczeństwa w miejscach pracy.

Przewodnik Colliers „Perspektywy New Normal” zawiera m.in.: przykładowe aranżacje różnych rodzajów przestrzeni biurowej, pomysły na zabezpieczenie mebli i stanowisk pracy, przykłady komunikatów do użytkowników biur, proces dezynfekcji powierzchni krok po kroku, konkretne zastosowania rozwiązań technologicznych, które mogą pomóc w zarządzaniu przestrzenią biurową i zwiększyć bezpieczeństwo pracowników, propozycje zasad korzystania przez pracowników z przestrzeni biurowej, wytyczne lekarza epidemiologa, a także praktyczną check listę, pozwalającą na szybkie sprawdzenie, czy zadbaliśmy o każdy aspekt związany z przygotowaniem biura na powrót pracowników.

Rola zarządcy

W obecnej sytuacji istotna jest świadomość wspólnej odpowiedzialności za zdrowie użytkowników budynku. Do tego niezbędne jest wzajemne zaufanie i stały dialog pomiędzy zarządcą nieruchomości i jej właścicielem oraz zarządcą i najemcami.

Ważne jest zadbanie o pełne bezpieczeństwo w każdym aspekcie, szczególnie podczas korzystania z powierzchni wspólnych. Podstawowymi działaniami powinno być między innymi monitorowanie wejść, regularna dezynfekcja (np. klamek), ograniczony dostęp do powierzchni wspólnych, szkolenie personelu, przegląd instalacji budynkowych oraz widoczne oznakowanie wejść, wind, schodów i toalet. Dobrym rozwiązaniem jest również wprowadzenie reguły ONE WAY ONLY – czyli utworzenie jednokierunkowego ruchu po budynku.

– Troska o bezpieczeństwo wszystkich użytkowników budynku zaczyna się już przy wejściu do niego. Tu następuje pierwszy kontakt i odtąd szczególnie ważnym jest przestrzeganie wszelkich zasad. Kluczowa jest pełna kontrola nad całym obiektem i poszczególnymi powierzchniami – mówi Agnieszka Krzekotowska,  partner i dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers International.

Środowisko pracy w nowej rzeczywistości

Przygotowanie biura do funkcjonowania w “nowej normalności” oznacza zredukowanie jego pojemności, a co za tym idzie istotną reorganizację przestrzeni. Należy stworzyć plan dostępności powierzchni biurowej, grafik osób przebywających w biurze oraz system rotacji pomiędzy i w obrębie zespołów.

Nowe warunki biurowe będą wymagały od pracowników zmiany nawyków i zachowań. Z punktu widzenia komfortu pracy, dla zespołu ważne jest przejrzyste przedstawienie obowiązujących procedur. Z uwagi na obawy i emocje towarzyszące powrotowi, tam gdzie to tylko możliwe, warto dać pracownikom autonomię w podjęciu decyzji, czy będą pracować zdalnie czy z biura.

Niezwykle ważną kwestią jest również osobiste i bezpośrednie zaangażowanie kadry menedżerskiej. Istotne jest, by byli oni wyposażeni w informacje dotyczące strategii powrotu, by móc właściwie reagować na pytania pracowników i służyć jako dodatkowy kanał przekazywania informacji.

– Kluczowym elementem planu powrotu do biura jest przygotowanie środowiska pracy, w tym przestrzeni biurowej oraz procedur i reguł zachowania. Najważniejsze jest zapewnienie pracownikom poczucia bezpieczeństwa i maksymalnego komfortu. To ich zdrowie i dobrostan powinny być priorytetem – mówi Dorota Osiecka, dyrektor Działu Workplace Innovation w Colliers International.

Eksperci Colliers radzą, aby każda firma powołała zespół szybkiego reagowania, który na bieżąco będzie wprowadzał zmiany i dostosowywał plan działania do nowych warunków. Zapewnienie ciągłości działania organizacji jest najważniejsze. Zakażenie jednego pracownika w zespole niesie ze sobą ryzyko wyłączenia z pracy całej linii biznesowej. Warto zatem zadbać o podzielenie każdego zespołu na podgrupy, które nie będą przebywały w biurze jednocześnie. Skutecznym zabezpieczeniem jest też zasada „Airforce One” – osoby odpowiedzialne za kluczowe funkcje biznesowe nie przebywają równocześnie w jednej przestrzeni.

– Pomimo przygotowań mających na celu powrót do firmy, naszym pracownikom rekomendujemy na ten moment przede wszystkim pracę zdalną. Dla tych, którzy muszą jednak skorzystać z biura przygotowaliśmy nowe zasady funkcjonowania – mówi Małgorzata Michalczyk, dyrektor Działu Administracji w Colliers International.

Innowacje przyjdą z pomocą

Pandemia Covid-19 ze względu na swoją skalę i zasięg będzie długofalowo kształtować nowe postawy i trendy na świecie, m.in. należy spodziewać się przyspieszenia cyfryzacji branży nieruchomości. Pandemia przynosi zmiany, a te rodzą kolejne wyzwania. Największym z nich jest zapewnienie bezpieczeństwa użytkownikom biurowców poprzez ograniczenie bezpośredniego kontaktu bez równoczesnej straty na jakości i efektywności działania firm.

– Nowoczesnym narzędziem, które ma w tym pomóc jest aplikacja do cyfrowego zarządzania biurem, umożliwiająca m.in. mobilny dostęp do biura, nawigację po jego powierzchni, rejestrację gości, komunikację między użytkownikami, dostęp do usług wraz z płatnościami w ramach aplikacji, a także analizę zajętości przestrzeni czy elektroniczną rezerwację miejsc parkingowych, biurek i sal konferencyjnych – mówi Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International.

Zdrowie w naszych rękach

– Przestrzeganie zaleceń epidemiologów dało efekty w postaci spłaszczenia krzywej wzrostu zarażonych – to od naszego przestrzegania zasad bezpieczeństwa w ogromnym stopniu zależy skala pandemii. Pamiętajmy, że skuteczność indywidualnych środków ochrony przed skażeniem została potwierdzona wszędzie tam, gdzie były stosowane w sposób prawidłowy! Jednak powrót do pracy może zniwelować uzyskany wspólnie efekt, jeśli zapomnimy o pilnowaniu narzuconych przez lekarzy reguł – mówi Waldemar Ferschke, lekarz epidemiolog, wiceprezes Medisept.

Po powrocie do biur konieczne jest zatem rygorystyczne przestrzeganie zasad, które zostały na nas nałożone w czasie ostrej fazy pandemii. W miejscu pracy musimy pamiętać, by nosić maseczki i rękawiczki, dbać o częste mycie rąk, utrzymywać bezpieczną odległość minimum 1,5 m oraz unikać dużych skupisk ludzkich.

Przewodnik Colliers „Perspektywy New Normal” jest dostępny po logowaniu pod linkiem: https://bit.ly/3cAbaFJ

Tak wygląda początek recesji w Polsce

Zgodnie z szybkim szacunkiem GUS za I kw. poziom PKB zmniejszył się o 0,5 proc. w porównaniu do kwartału poprzedniego (po oczyszczeniu z sezonowości). Mamy więc początek recesji w Polsce. Jednak w świetle prognozy Komisji Europejskiej, bo nie mamy jeszcze wyników wykonania we wszystkich krajach, jest to jeden z najmniejszych wskaźników spadku PKB w Unii Europejskiej.

– Wszyscy ekonomiści oczekiwali zmniejszenia się poziomu PKB już w I kwartale. Komisja Europejska zakładała w swojej ostatniej prognozie spadek w I kw. o 1 proc. kw/kw wyrównane sezonowo. Bieżące dane są więc nieznacznie lepsze. To dobra informacja. Jednak musimy mieć na uwadze, że prawdziwe uderzenie kryzysu przyjdzie w II kw. Wszyscy ekonomiści zakładają duży spadek PKB w II kw., niektórzy nawet dwucyfrowy. KE zakłada spadek aż o 8,7 proc. kw/kw wyrównane sezonowo. Dla wyniku za cały rok pierwszy kwartał nie ma jednak istotnej wagi. O rezultacie naszego PKB w całym roku zdecyduje recesja w II kw. i wyniki w II półroczu. Rząd w całym roku szacuje recesję na 3,4 proc., Komisja Europejska na 4,3 proc.. Moim zdaniem w 2020 r. recesja będzie bliska 4 proc., na razie jest zbyt wcześnie aby uznać prognozę KE za zbyt pesymistyczną. Odpowiedź na to pytanie przyniosą następne kwartały. Niestety oczekiwania firm i gospodarstw domowych co do sytuacji gospodarczej w tym roku są bardzo pesymistyczne, oby się nie sprawdziły – ocenia główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek.recesja w polsce

Zakupy i Logistyka vs koronawirus

Czy wszystko wraca do normy…? Myślę, że to zdecydowanie zbyt odważne twierdzenie. Sądzę, że firmy ze swoimi łańcuchami dostaw zaczynają odnajdować się lub odnalazły się w tej nowej, „covidowej” rzeczywistości. Poprawiła się kwestia opóźnień w dostawach – ze średnio 28 do 10 dni, spadła również liczba przedsiębiorstw, która dalej boryka się z opóźnieniami. Co ważniejsze, czterokrotnie więcej ankietowanych nie spodziewa się już większych opóźnień.

Miejmy nadzieję, że przewidywania te się sprawdzą. Niestety, sprawdziły się te mało pozytywne odnośnie do upadłości i bankructw dostawców. Na każdego badanego przypadło 1,6 dostawcy, który wypadł z rynku.

Biorąc pod uwagę czas jaki upłynął od ostatniego badania, dalej nieco połowa respondentów uważa, że ich firmy były dobrze przygotowane na zaistniałą sytuację. Dodatkowo, 67% z nich pozytywnie ocenia podjęte przez nich działania antykryzysowe. Za najbardziej efektywne z nich, respondenci podają: transparentność swoich poczynań, bliską współpracę z innymi działami firmy oraz dostawcami (czy nawet na poziomie sektora) opartą o otwartą komunikację, a także elastyczność – odzwierciedlaną przez modyfikację procesów, tymczasowe ograniczanie wybranych procedur czy zwiększenie decyzyjności pracowników i zespołów.

Opanowanie sytuacji i przejęcie kontroli w łańcuchach dostaw, na pewno było jednym z powodów dla którego wzrosła ogólna pewność zarówno w prognozach, jak i samych działaniach. Z prawie połowy do 16% spadła liczba badanych, którzy ostatnio nie byli w stanie określić poziomu negatywnego wpływu pandemii na ich biznesy. Obecnie, przy właściwie niezmiennym poziomie firm walczących z bardzo dużymi, negatywnymi skutkami (1/3 ankietowanych) – firmy przewidują raczej niewielki, szkodliwy wpływ na działalność.

Mateusz Borowiecki, Managing Director, OptiBuy

Najnowsze zmiany w prawie budowlanym w 2020 r.

W czwartek 13 lutego 2020 r. Parlament zakończył prace nad Rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy – Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw – poinformowało Ministerstwo Rozwoju. Celem nowelizacji jest uproszczenie i przyspieszenie procesu inwestycyjno-budowlanego. Nowe przepisy powinny zainteresować zwłaszcza przedsiębiorców z branży budowlanej, deweloperów, inwestorów, jak również każdego, kto podejmuje się budowy lub innych prac budowlanych.

Nowelizacja autorstwa Ministerstwa Rozwoju (druk sejmowy nr 121) została uchwalona już 23 stycznia 2020 r. podczas 4. posiedzenia Sejmu, ale po przekazaniu jej do Prezydenta i Marszałka Senatu, od tego drugiego powróciła do Sejmu z poprawkami. 12 lutego 2020 r. Sejm, po zapoznaniu się ze sprawozdaniem Komisji Infrastruktury, która większość senackich poprawek odrzuciła, ponownie uchwalił nowelizację i ponownie przekazał ją do Senatu. W piątek 14 lutego 2020 r. Ministerstwo Rozwoju poinformowało, że prace nad ustawą zostały zakończone i teraz pozostaje już tylko czekać na złożenie pod nią podpisu Prezydenta.

Uproszczona legalizacja budowli po 20 latach

Obiekty budowlane lub ich części wybudowane bez wymaganego zgłoszenia oraz pomimo wniesienia sprzeciwu od tego zgłoszenia będą mogły zostać zalegalizowane w bezpłatnym, uproszczonym postępowaniu legalizacyjnym, jeśli od zakończenia ich budowy upłynęło co najmniej 20 lat. Aby skorzystać z tej procedury, wystarczające będzie przedstawienie geodezyjnej inwentaryzacji powykonawczej oraz stosownej ekspertyzy technicznej oświadczenia o prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane.

Mniejszy formalizm przy uzyskiwaniu pozwoleń na budowę

Nowelizacja zmniejszyć ma ilość formalności wymaganych przy występowaniu o pozwolenie na budowę lub przy dokonywaniu zgłoszenia budowy lub innych robót budowlanych. Wystarczające do złożenia wniosku będzie posiadanie tylko części projektu budowlanego. Na sam projekt składać się będą przede wszystkim: projekt zagospodarowania działki lub terenu, projekt architektoniczno-budowlany oraz techniczny.

Paczkomaty bez dziennika budowy

Art. 29 ust. 2 pkt 28 ustawy – Prawo budowlane otrzyma brzmienie: „Nie wymaga decyzji o pozwoleniu na budowę oraz zgłoszenia (…) budowa bankomatów, biletomatów, wpłatomatów, automatów sprzedających, automatów przechowujących przesyłki lub automatów służących do wykonywania innego rodzaju usług o wysokości do 3 m włącznie” (tekst ustawy przekazany do Senatu 12 lutego 2020 r.). Zmiany mają na celu dostosowanie polskiego prawa budowlanego do współczesnych realiów gospodarczych w sytuacji, gdy powszechnym stało się montowanie takich urządzeń w znacznej ilości. Firma stawiająca paczkomat nie będzie już musiała występować o pozwolenie na jego budowę lub dokonywać zgłoszenia. Zwolnieniem z konieczności uzyskania pozwolenia na budowę mają zostać objęte również instalacje gazowe wykonywane wewnątrz i na zewnątrz budynku czy też część budynków oczyszczalni ścieków i inne jak np. niecki dezynfekcyjne. Nie trzeba będzie też zgłaszać niektórych prac budowlanych np. budowy urządzeń melioracji wodnej.

5 lat na stwierdzenie nieważności pozwolenia

Nie będzie można stwierdzić nieważności decyzji o wydaniu pozwolenia na użytkowanie obiektu budowlanego, jeśli od dnia, w którym decyzja ta stała się ostateczna, upłynie 5 lat. To samo dotyczyć będzie udzielonego pozwolenia na budowę, jeśli ten 5-letni termin upłynie od dnia jego doręczenia lub ogłoszenia.

Reakcja na tragedię

Zmiana sposobu użytkowania nieruchomości, np. przekształcenie jej na przedszkole lub escape room, będzie wymagała uzyskania pozytywnej ekspertyzy przeciwpożarowej. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, iż jest to reakcja na tragedię, do jakiej doszło w jednym z escape roomów w Koszalinie w styczniu 2019 r.

Wiele innych zmian

Najnowsza nowelizacja prawa budowlanego zakłada także szereg wielu innych zmian. Przykładowo przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne nie będą mogły pobierać opłat za wydanie warunków technicznych przyłączenia do sieci. To również zmiany w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu terenu, o gospodarce nieruchomościami, prawie energetycznym i wielu innych ustawach. Dlatego też firmy budowlane, deweloperzy, inwestorzy już teraz powinni przeprowadzić audyt prawny prowadzonych i planowanych przedsięwzięć, budów, remontów i innych inwestycji budowlanych. A najnowsza ustawa o zmianie ustawy – Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw to nie tylko korzystne dla inwestorów budowlanych zmiany, ale i obowiązki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wyniki JR HOLDING ASI S.A. w 1 kw. 2020 r.

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., zanotowała w pierwszym kwartale 2020 r. ponad 15,88 mln zł zysku netto. Posiadane przez Spółkę aktywa w postaci akcji i udziałów spółek portfelowych okazały się odporne na zawirowania rynkowe związane z SARS-CoV-2.

Spółka wypracowała w 1 kw. 2020 r. zysk netto w wysokości 15,88 mln zł, który wynikał z zastosowania nowej metodę wyceny posiadanych aktywów, do czego Emitent jest zobowiązany jako Alternatywna Spółka Inwestycyjna. Osiągnięty wynik finansowy jest dużym sukcesem w kontekście panującej sytuacji rynkowej na giełdach, gdzie mieliśmy do czynienia z ogromnymi spadkami związanymi z koronawirusem. Spółki portfelowe JR HOLDING ASI S.A. okazały się odporne na spadki, bowiem działają w perspektywicznych branżach i co więcej, mogą odnieść korzyści dla swojego biznesu. Zarząd Spółki jest bardzo usatysfakcjonowany z wyników finansowych w pierwszym kwartale i ma nadzieję na ich dalszą progresję w nadchodących kwartałach.

„Wypracowane wyniki finansowe potwierdzają, że zbudowaliśmy silny portfel inwestycyjny składający się ze spółek o mocnych fundamentach, które są w stanie przeciwstawiać się negatywnej sytuacji rynkowej. Działają one w bardzo rozwojowych branżach m.in. grach komputerowych, nowoczesnych technologiach, odnawialnych źródłach energii czy w obszarze life science. Podjęcie decyzji o wyjściu z segmentu nieruchomości i sprzedaży posiadanych aktywów tej klasy należy zatem traktować jako bardzo dobrą. Aktualnie prowadzimy negocjacje będące w zaawansowanej fazie z potencjalnymi nabywcami i mamy nadzieję na szybkie sfinalizowanie transakcji.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

W najbliższym czasie JR HOLDING ASI S.A. zamierza przeprowadzić aktualizację strategii rozwoju na lata 2020-2022. Jednym z nowych obszarów działalności inwestycyjnej Emitenta będzie realizowanie inwestycji w fundusze Alfa Bridge z dofinansowaniem z NCBiR-u oraz PFR Starter FIZ. Z kolei drugim kierunkiem inwestycji będą spółki z szeroko pojętego sektora Life Science. JR HOLDING ASI S.A. posiada już w swoim portfelu inwestycyjnym kilka podmiotów z tego sektora m.in. Adelante Sp. z o.o. (w trakcie zmiany nazwy na Ongeno Sp. z o.o.), Medcamp S.A. oraz GenXone S.A.

„Widzimy bardzo duży potencjał w inwestycjach związanych z sektorem Life Science, dlatego chcemy rozszerzyć naszą strategię rozwoju. Projekty z tej branży znajdujące się w naszym portfelu inwestycyjnym mają ogromne perspektywy rozwoju. Zamierzamy także realizować nowe inwestycje w fundusze Alfa Bridge z dofinansowaniem z NCBiR-u oraz PFR Starter FIZ. W ten sposób JR HOLDING ASI będzie chciał umacniać swoją pozycję na rynku kapitałowym i dążył do stania się jednym z wiodących podmiotów w branży.” – podsumowuje Prezes Ciszewski.

Portfel inwestycyjny JR HOLDING ASI S.A. cechuje duża dywersyfikacja, która powinna umożliwić odporność na zmiany rynkowe. Jedną ze spółek portfelowych jest notowana na rynku NewConnect Columbus Energy S.A. będąca liderem na rynku nowoczesnej energetyki, w tym fotowoltaiki w Polsce. JR HOLDING ASI S.A. jest także największym akcjonariuszem Setanta S.A. – spółki notowanej na Głównym Rynku GPW w Warszawie, która jest w trakcie połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Kolejnym podmiotem portfelowym jest notowany na rynku NewConnect producent gier komputerowych ONE MORE LEVEL S.A., pracujący aktualnie nad swoją największą produkcją – grą „Ghostrunner”. W portfelu inwestycyjnym Emitenta znajduje się również notowana na rynku NewConnect spółka TopLevelTennis.com S.A., która buduje globalną platformę szkoleniowo-edukacyjną TopLevelTennis.com, na której zamieszczane będą nagrania z największymi światowymi gwiazdami tenisa ziemnego. JR HOLDING ASI S.A. posiada też pakiet akcji Premium Fund S.A. z rynku NewConnect, która nabyła 100% udziałów Mousetrap Games Sp. z o.o. działającej w branży gier mobilnych. Z kolei spółka portfelowa, notowana na rynku NewConnect, Synerga.fund S.A. posiada 8% udziałów w spółce ALL IN! GAMES Sp. z o.o. oraz ma odpowiadać za marketing i skalowanie terapii na świecie, a także budowę globalnej marki. Przedsięwzięcie polegające na wdrożeniu terapii leczenia stwardnienia rozsianego jest realizowane w spółce Adelante Sp. z o.o., w której JR HOLDING ASI S.A. jest wiodącym inwestorem. JR HOLDING ASI S.A. jest również największym akcjonariuszem notowanej na rynku NewConnect Spółki MEDCAMP S.A. zajmującej się realizowaniem innowacyjnych projektów medycznych oraz biotechnologicznych, ze szczególnym uwzględnieniem genetyki.

Spółka wypracowała w 2019 r. ponad 165 mln zł zysku brutto, co jest rekordowym wynikiem w jego wieloletniej historii. W minionym roku JR HOLDING ASI S.A. została wpisana przez Komisję Nadzoru Finansowego do Rejestru Zarządzających Alternatywnymi Spółkami Inwestycyjnymi.

Wyniki finansowe GK GPW w I kwartale 2020 r.

  • Zysk netto Grupy Kapitałowej GPW na poziomie 29,3 mln zł w I kw. 2020 r.
  • Przychody ze sprzedaży wyniosły 97,0 mln zł w I kw. 2020 r.
  • Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 50,0 mln zł
  • Rekomendacja wypłaty dywidendy w wysokości 100,7 mln zł (2,40 zł na akcję)

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w I kw. 2020 r. wypracowała 97,0 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 29,3 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 50,0 mln zł. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły o 15,3% wobec I kw. 2019 r. i o 20,9% wobec IV kw. 2019 r. Wzrost przychodów w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z wyższych o 9,5 mln zł, tj. o 29,7% przychodów osiągniętych z obsługi obrotu na rynku finansowym oraz z wyższych o 3,6 mln zł, czyli o 10,4% przychodów w segmencie rynku towarowego. Wzrost przychodów z obrotu na rynku finansowym to przede wszystkim efekt wyższych o 7,8 mln zł przychodów z tytułu obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym. W efekcie zwiększonej zmienności rynku wzrosły także przychody w segmencie instrumentów pochodnych o 68,1% rdr. Trend wzrostowy został utrzymany również w przychodach z obrotu energią elektryczną, które wzrosły w ujęciu rdr o 1,6 mln zł, tj. o 50,0% oraz w przychodach z obrotu gazem o 1,0 mln zł, czyli o 41,3% rdr.

Wyniki pokazują, że Grupa GPW jest odporna na kryzys. W ostatnich miesiącach musieliśmy jednocześnie obsługiwać rekordową aktywność uczestników rynków finansowych i towarowych oraz kompletnie przebudować nasz model operacji: ze scentralizowanego na rozproszony. Sukces na obu polach zawdzięczamy naszemu wspaniałemu zespołowi oraz postępom w cyfryzacji, automatyzacji i robotyzacji procesów, jakich dokonaliśmy w ostatnich dwóch latach – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w I kw. 2020 r. wzrosły o 3,2% w porównaniu z tym samym okresem i o 18,3% wobec IV kwartału 2019 r. do poziomu 56,1 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 57,8% wobec 64,5% w I kw. 2019 r. oraz 59,0% w IV kw. 2019 r. W kosztach operacyjnych I kwartału 2020 r. ujęta została rezerwa w wysokości 10,0 mln zł z tytułu opłaty rocznej na rzecz KNF na poziomie Grupy Kapitałowej, wobec 12,9 mln zł w I kw. 2019 r. Na wzrost kosztów w I kw. 2020 r. w ujęciu rocznym wpłynęły przede wszystkim wyższe koszty osobowe o 2,9 mln zł, w związku z wyższym zatrudnieniem na rzecz realizacji strategii GK GPW oraz koszty usług obcych o 1,3 mln zł.

Konieczność zachowania dystansu społecznego doprowadziła do jeszcze szybszej digitalizacji codziennych zadań. Z drugiej strony jednak utrudniła prowadzenie działań sprzedażowych w naszych nowych liniach biznesowych. To z kolei może spowodować opóźnienia w uzyskiwaniu przychodów z inicjatyw strategicznych – dodaje Marek Dietl.

Zarząd GPW zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 100,7 mln zł, co daje 2,40 zł na akcję i stanowi 93,2% skonsolidowanego zysku netto spółki GPW/ za rok obrotowy 2019 przypadającego akcjonariuszom GPW i skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych. Rekomendacja jest zgodna z obowiązującą polityką dywidendową GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za I kw. 2020 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w I kw. 2020 r. wyniósł 29,3 mln zł, o 19,7% więcej niż rok wcześniej i o 161,3% więcej niż w IV kw. 2019 r. Wzrost zysku netto w ujęciu kwartalnym to efekt wyższych przychodów z rynku finansowego o 15,1 mln zł oraz z rynku towarowego o 2,2 mln zł.

Przychody z rynku finansowego

W I kw. 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 58,7 mln zł, co oznacza wzrost względem poprzedniego roku o 18,7% oraz wzrost o 34,6% kdk. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 60,5% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW w porównaniu do 58,8% w I kw. 2019 r. i 54,4% w IV kw. 2019 r. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W I kw. 2020 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 41,5 mln zł w porównaniu do 32,0 mln zł rok wcześniej. Jest to wzrost o 29,7% rdr i wzrost 53,1% kdk. Na wynik największy wpływ miał wzrost przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym. Odpowiednio przychody z obrotu instrumentami o charakterze udziałowym wzrosły o 32,4% rdr oraz o 56,5% kdk, a przychody z obrotu instrumentami pochodnymi wzrosły o 68,1% rdr i o 74,4% kdk.

Wzrost przychodów z tytułu obrotu akcjami wynika ze wzrostu wartości obrotów na Głównym Rynku. W okresie styczeń-marzec 2020 r. łączna wartość obrotu na tym rynku wyniosła 62,1 mld zł i była o 18,2% wyższa niż rok wcześniej.

Wzrost wartości obrotu w dużej mierze można przypisać podwyższonej zmienności notowań instrumentów finansowych, spowodowanej wybuchem pandemii oraz napływowi nowych inwestorów, w tym inwestorów indywidulanych (+56,6 tys. nowych kont maklerskich w okresie styczeń-kwiecień 2020 r. w stosunku do danych z końca grudnia 2019 r.).

  • Obsługa emitentów

W I kw. 2020 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,3 mln zł w porównaniu do 5,3 mln zł w I kw. 2019 r. i 4,3 mln zł w IV kw. 2019 r. Przychody z tytułu opłat za notowania wyniosły 4,5 mln zł w I kw. 2020 r. (-1,2% rdr i +6,0% kdk). W pierwszych 3 miesiącach 2020 r. na Głównym Rynku i NewConnect łączna wartość emisji zarówno IPO jak i SPO wyniosła 0,9 mld zł w stosunku do 0,2 mld zł w porównywalnym okresie 2019 r. Na kwotę 0,9 mld zł w głównej mierze składała się wartość SPO na Głównym Rynku.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w I kw. 2020 r. osiągnęły poziom 11,8 mln zł, co oznacza spadek o 3,0% rdr i o 3,3% względem IV kw. 2019 r. Przychody z tej linii stanowiły 12,2% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W pierwszym kwartale 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 38,1 mln zł, o 10,4% więcej niż rok wcześniej i o 6,1% więcej niż w IV kw. 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w I kw. 2019 r. wyniósł 39,3%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w I kw. 2020 r. wzrosły o 18,9% rdr oraz 3,1% kdk, do poziomu 18,9 mln zł. Przychody z obrotu energią wyniosły 4,8 mln zł w I kw. 2020 r., wzrosły o 50,0% rdr i spadły o 0,9% kdk. Natomiast w I kw. 2020 r. przychody z obrotu gazem wzrosły o 41,3% rdr i spadły o 1,8% kdk i ukształtowały się na poziomie 3,4 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w pierwszym kwartale 2020 r. o 0,9% rdr i jednocześnie wzrosły o 7,9% kdk do poziomu 7,3 mln zł (to bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę zakończenie obrotu certyfikatami kogeneracyjnymi, które nastąpiło wraz z końcem czerwca 2019 r.). Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w I kw. 2020 r. wyniosły 3,5 mln zł w porównaniu do 3,0 mln zł w I kw. 2019 r. i 3,3 mln zł w IV kw. 2019 r. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W I kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,9 mln zł, co oznacza spadek o 22,9% rdr i wzrost o 15,6% kdk. Spadek przychodów o 1,7 mln zł w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. wynikał ze spadku wolumenów umorzonych praw majątkowych (o 66,5%) i wystawionych praw majątkowych (o 39,3%). Spadek przychodów jest wypadkową spadku przychodów z rejestru OZE z poziomu 5,4 mln zł do poziomu 5,2 mln zł, braku przychodów z kogeneracji w analizowanym okresie w stosunku do poziomu 1,6 mln zł w pierwszym kwartale 2019 r. oraz ukształtowania się przychodów z efektywności energetycznej i przychodów z gwarancji pochodzenia na zbliżonych poziomach rdr.

  • Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w I kw. 2020 r. wyniosły 13,1 mln zł, o 20,3% więcej niż rok wcześniej i o 5,9% więcej niż w IV kwartale 2019 r. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w I kw. 2020 r. osiągnęły poziom 291 tys. zł wobec 169 tys. zł w I kw. 2019 r. i 176 tys. zł w IV kw. 2019.

 

Koszty działalności operacyjnej

W I kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 56,1 mln zł, czyli 3,2% więcej niż w analogicznym okresie w 2019 r. i 18,3% więcej niż w IV kw. 2019 r.

W I kw. 2020 r. GK GPW zaksięgowała niższy poziom rezerwy na opłatę za nadzór nad rynkiem kapitałowym na poziomie 10,0 mln zł wobec 12,9 mln zł w I kw. 2019 r. GK GPW odnotowała również wyższe łącznie koszty osobowe, które w I kw. 2020 r. osiągnęły poziom 22,3 mln zł wobec 19,4 mln zł rok wcześniej i 19,9 mln zł w IV kw. 2019 r. oraz wyższe koszty usług obcych wynoszące w I kw. tego roku 11,4 mln zł wobec 10,1 mln zł w I kw. 2019 r. i 15,3 mln zł w IV kw. 2019 r. Wyższe koszty osobowe wynikają ze stopniowego zwiększania zatrudnienia podyktowanego większym nakładem pracy związanym z realizacją strategii Grupy oraz m.in. z wdrożeniem programu emerytalnego w TGE. Koszty amortyzacji wzrosły o 6,2% rdr oraz o 3,6% kdk do poziomu 9,8 mln zł. Koszty usług obcych wzrosły o 12,5% rdr oraz spadły o 25,5% kdk. Wzrost kosztów usług obcych rdr wynika m.in. z wzrostu kosztów doradztwa o 0,7 mln zł. Spadek w ujęciu kwartalnym jest wynikiem spadku kosztów IT oraz kosztów promocji.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W I kw. 2020 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 2,0 mln zł w porównaniu do 1,0 mln zł w I kw. 2019 r. oraz 1,9 mln zł w IV kw. 2019 r. Na wyższe wyniki bieżącego roku wpłynął wyższy zysk Grupy KDPW.

W okresie 3 miesięcy 2020 r. udział Grupy GPW w zysku Grupy KDPW wyniósł 1,8 mln zł, w porównaniu do 1,1 mln zł w I kw. 2019 r.

Udział w zysku netto Centrum Giełdowego za okres 3 miesięcy 2020 r. jest wyższy o 43,5%, tj. o 40 tys. zł w stosunku do okresu analogicznego 2019 r. i wyniósł 0,1 mln zł.

W I kw. 2020 r. udział w stracie spółki PAR (spółki współkontrolowanej) nie był ujmowany, gdyż w 2019 r. dokonano całkowitego odpisu posiadanych udziałów.

Wojciech Nagel: Trudno będzie dotrzymać obietnicy wypłaty czternastej emerytury w przyszłym roku. Trzynasta powinna zostać uzależniona od kryterium dochodowego

0

Opracowane w ubiegłym roku budżetowe założenia i plany rządu zostały zrewidowane i jeszcze będą się zmieniać z powodu pandemii. Nie ma już mowy o zrównoważonym budżecie, a dodatkowo wzrost świadczeń społecznych i spadek napływu składek – zarówno zdrowotnych, jak i społecznych – przewidywany wzrost bezrobocia oraz niezależny już od koronawirusa negatywny trend demograficzny spowodują, że wypłata dodatkowych emerytur w przyszłym roku może być niewykonalna.

– Od dawna podkreślam, że 13. emerytura powinna być świadczeniem uzależnionym od wielkości uzyskiwanego dochodu. Nie widzę potrzeby, dla której emeryt, który pobiera świadczenie 2 tys. zł brutto, miał taką samą 13. emeryturę jak ten, który pobiera 8 czy 9 tys. zł brutto, a wbrew pozorom takich świadczeń jest sporo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Wojciech Nagel, ekspert BCC ds. ubezpieczeń społecznych, członek rady nadzorczej ZUS. – W przypadku 14. emerytury będzie rzeczą niezwykle trudną, aby rząd dotrzymał jej wypłaty w przyszłym roku z uwagi na to, że bardzo pogłębi się deficyt budżetowy i nie będzie takich możliwości finansowania długu, jakie były dotąd. Narodowy Bank Polski skupuje obligacje dlatego, że obecnie rynek długu praktycznie zamarł.

Na 13. emerytury, które trafiły do emerytów w kwietniu br., rząd przeznaczył 12 mld zł – świadczenie było równe emeryturze minimalnej w wysokości 1200 zł. Na listopad 2021 roku zaplanowano natomiast „czternastki”, które miałyby kosztować budżet 11 mld zł. Tymczasem w związku z tarczą antykryzysową oraz utratą źródeł utrzymania lub wysokości dochodów przez wielu Polaków składki wpływające do FUS są niższe od zakładanych przy konstruowaniu budżetu na 2020 rok. Według prognoz FUS opublikowanych w maju 2019 roku w zależności od wariantu deficyt miałby wynieść od 39,4 do 54,2 mld zł. Przychody ze składek zakładano na poziomie prawie 209,5 mld zł, a dotację z budżetu – przeszło 33,5 mld zł. W ostatnich latach sytuacja finansowa budżetu FUS się wprawdzie poprawiała, ale wynikało to ze zdarzeń jednorazowych, a nie poprawy funkcjonowania mechanizmów.

– System emerytalno-rentowy jest od wielu lat pod presją, co przede wszystkim ma związek z tzw. złą demografią, tzn. coraz więcej ludzi wychodzi z rynku pracy, a coraz mniej ludzi pracuje – mówi dr Wojciech Nagel. – Poza tym elastyczne formy umów powodują, że napływa mniej składek. Mamy w tej chwili bardzo dużo potrzeb świadczeniowych, są to zwolnienia z płacenia FUS-u przez trzy miesiące czy dodatkowe świadczenia dla opiekunów osób małoletnich. Ta presja będzie narastać i rząd pewnie będzie musiał sięgnąć po nadzwyczajne mechanizmy, żeby tę lukę pomiędzy przychodami a wydatkami zasypać. Pamiętajmy również o tym, że kolejne roczniki będą przechodziły na emerytury i trzeba będzie im po prostu zapewnić świadczenia.

Na koniec marca stopa bezrobocia wyniosła 5,4 proc. i był to najniższy marcowy odczyt od 1990 roku. Wskaźnik ten minimalnie obniżył się też wobec stycznia i lutego, gdyż w miesiącach zimowych bezrobocie tradycyjnie jest najwyższe w ciągu roku. Oznacza to, że na koniec marca zarejestrowanych bezrobotnych było 909,4 tys. Jednak wiele osób straciło pracę dopiero w kwietniu, a jak wynika z danych GUS, w miesiącu tym koniunktura oceniana była najgorzej od początku prowadzenia badania zarówno w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu, jak i usługach.

Buforem finansowym stworzonym w celu finansowania świadczeń w nieprzewidzianych sytuacjach jest Fundusz Rezerwy Demograficznej.

– Przypominam sobie sytuację, w której wykorzystywano przede wszystkim Fundusz Rezerwy Demograficznej, czyli tzw. fundusz na złe czasy. Jest w nim kilkanaście miliardów złotych i niepokoi mnie fakt, że on był niedawno wykorzystywany do innych celów, m.in. do spraw związanych z dodatkowymi świadczeniami emerytalnymi – przypomina członek rady nadzorczej ZUS. – Kolejna linia obrony, która wiąże się niestety z pogłębieniem długu, to są dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych bezpośrednio z budżetu państwa bądź też pożyczki, które na jego rzecz rząd może czynić. Pytanie jednak, czy takie pożyczki byłyby kiedykolwiek spłacone. Wydaje mi się, że pierwszym mechanizmem będzie potrzeba zasilenia z Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Zdaniem Wojciecha Nagela to, jakie środki będą potrzebne na wypłatę wszystkich świadczeń, do których zobowiązał się rząd, zależy od skali skutków pandemii dla rynku pracy, a tę będzie można ocenić dopiero po danych za II kwartał tego roku. Z dwóch scenariuszy wpływu koronawirusa na rynek pracy ten bardziej negatywny zakłada bezrobocie na poziomie 12 proc., czyli takie jak w czerwcu 2014 roku. Oficjalny i bardziej optymistyczny wariant rozwoju wypadków przewiduje zatrzymanie się stopy bezrobocia przed granicą 10 proc.

– Rząd będzie musiał bardzo surowo spojrzeć na wydatki. Już mamy informacje o cięciach w administracji rządowej i ten kierunek będzie dominował w najbliższych miesiącach. Budżet będzie nowelizowany, dlatego że jest oparty na zasadach, które opracowywano w IV kwartale ubiegłego roku. Wszystko się zmieniło, więc to też trzeba będzie zmienić – konkluduje ekspert BCC i członek rady nadzorczej ZUS.

Obawy o zmianę światowego porządku

Obawy o ostrą konfrontację między USA i Chinami wybijają się na pierwszy plan po tym, jak prezydent Trump zakwestionował zasadność jakichkolwiek stosunków z Państwem Środka. Obawy o zmiany porządku światowego nie są czymś, czego teraz rynki potrzebują, stając się dodatkowym czynnikiem wstrząsającym podstawami odbicia ryzykownych aktywów. Inwestorzy nie panikują, ale warunki do kontynuacji rajdu ryzyka są coraz trudniejsze.

Wczoraj otrzymaliśmy kolejne dowody, że prezydent Trump będzie starał się odciągnąć uwagę od trudności (porażek?) w walce z pandemią w kraju i przenieść ciężar dyskusji na krytykę Chin za zaistniałą sytuację. Inwestorów zszokowały hipotetyczne rozważania Trumpa, co by się stało, gdyby USA zerwały wszelkie relacje z Chinami. Prezydent powiedział, że mógłby nałożyć podatki na firmy, które produkują towary poza granicami USA. Przyznał też, że przygląda się chińskim spółkom notowanym na NYSE i Nasdaq, a które nie przestrzegają amerykańskich zasad rachunkowości. Stwierdził nawet, że choć jest w dobrych stosunkach z prezydentem Chin XI, obecnie nie ma ochoty z nim rozmawiać. Komentarze prezydenta otwierają wachlarz opcji, którymi kanałami konflikt USA-Chiny może eskalować. Trump przed jesiennymi wyborami potrzebuje pola, na którym pokaże swoją siłę, a walka z koronawirusem w kraju takiej możliwości mu nie daje. Jakkolwiek wiele może zostać ucięte na samych werbalnych pogróżkach lub przerodzi się w taktykę negocjacyjną warunków kolejnych etapów umowy handlowej, dla pozostających w kruchym stanie rynków finansowych jest to niepotrzebne zakłócenie. I bez tego nie brakuje wątpliwości, czy dyskontowana wcześniej szybka odbudowa ożywienia rzeczywiście będzie miała miejsce. Perspektywa odgrzania wojny handlowej będzie hamulcem dla rajdu ryzykownych aktywów. Coraz więcej przemawia za tym, że jeszcze przez kilka tygodni rynki nie wyrwą się z konsolidacji w oparach niepewności.

Niestety nie wiemy, co i kiedy znowu objawi nam prezydent Trump. W międzyczasie inwestorom pozostaje ocenić stan globalnej gospodarki po ataku pandemii. W nocy otrzymaliśmy mieszane dane z Chin z lepszymi wynikami kwietniowej produkcji przemysłowej, ale rozczarowaniem po stronie sprzedaży detalicznej. Zdolności wytwórcze zakładów przemysłowych wracają do normalności (co brzmi dobrze dla zamówień eksportowych), ale popyt wciąż jest osłabiony. Przed południem w strefie euro monitorowane będą drugi szacunek PKB dla całego bloku oraz wstępne szacunki dla Niemiec. Dla danych z Eurolandu istotne będą rewizje, które mogą być znaczne z uwagi na trudności przy gromadzeniu danych przez urzędy statystyczne. Niemcy powinny odnotować najmniejszy spadek PKB spośród czterech największych gospodarek z uwagi na większą kontrolę rozprzestrzeniania się COVID-19 oraz łagodniejsze zakazy przemieszczania się, które ustalono dopiero pod koniec marca. W Polsce szybki szacunek PKB za I kw. prawdopodobnie pokaże najsłabszy wzrost od 2013 r. i jedyny dodatni wynik w tym roku, ale nie sądzimy, aby dane ruszyły EUR/PLN. W USA po stronie danych sprzedaż detaliczna prawdopodobnie pokaże drugi rekordowy spadek z rzędu, podczas gdy produkcja przemysłowa ma tąpnąć o ponad 20 proc. Z kolei NY Empire State oraz indeks Uniwersytetu Michigan powiedzą więcej o aktualnych nastrojach biznesu i konsumentów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

DB Energy SA – wyniki finansowe za III kw. roku obrotowego 2019-2020

DB Energy nie zwalnia tempa realizacji projektów, co przekłada się na kwartał rekordowych przychodów ze sprzedaży. Wzrost zainteresowania inwestycjami z obszaru efektywności energetycznej, w tym szczególnie w formule zewnętrznego finansowania ESCO, sprzyja pozyskiwaniu ciekawych projektów inwestycyjnych, podsumowuje Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy SA.

w tys. zł 01.01.2020-31.03.2020 01.01.2019-31.03.2019 Zmiany % 01.07.2019-31.03.2020 01.07.2018-31.03.2019 Zmiana %
Przychody ze sprzedaży 8 442,62 3 518,64 +140% 18 028,47 8 348,26 +116%
EBIT 456,72 662,85 -31% 1 616,33 929,54 +74%
Marża EBIT 5,4% 18,8%   9,0% 11,1%  
EBITDA 492,76 699,57 -30% 1 716,50 1 036,56 +66%
Marża EBITDA 5,8% 19,9%   9,5% 12,4%  
Zysk netto 353,07 495,00 -29% 1 223,86 650,80 +88%

I-III kw. roku obrotowego 2019/2020 – rok obrotowy trwa od 1 lipca 2019 r. do 30 czerwca 2020 r.

REKORDOWE PRZYCHODY

W III kw. roku obrotowego 2019/2020 r. DB Energy zanotowała rekord przychodów ze sprzedaży na poziomie 8 442,62 tys. zł, tj. 140% wzrostu rdr. Narastająco w okresie trzech kwartałów roku obrotowego Spółka uzyskała 18 028,47 tys. zł przychodów ze sprzedaży, co daje 116% wzrostu rdr.

Wpływ na przychody Spółki w omawianym okresie miało przede wszystkim rozpoczęcie realizacji modernizacji elektrociepłowni dla Schumacher Packaging Zakład Grudziądz – wartość umowy to 17,9 mln zł netto oraz rozliczenie kolejnej transzy Białych Certyfikatów na kwotę 2,74 mln zł. Umowa z Schumacher Packaging to już kolejna umowa na generalne wykonawstwo inwestycji z obszaru efektywności energetycznej. W ramach realizacji strategii, DB Energy stawia na rozwój tego segmentu działalności.

W omawianym okresie Spółka dokonała rozliczenia kolejnych projektów związanych z Białymi Certyfikatami pozyskując 2,74 mln zł, co narastająco daje przychodów w wysokości 7,97 mln zł. W ostatnich miesiącach ceny Białych Certyfikatów rosną w tempie ok. 3% średniomiesięcznie. W marcu średnioważona cena Białych Certyfikatów wyniosła 1844 zł/toe.

Wraz z rozwojem epidemii w okresie styczeń – marzec 2020 r. DB Energy wprowadziła procedury ochrony pracowników zapewniając ciągłość procesów organizacyjnych i inwestycyjnych przy realizowanych projektach.

Zgodnie z przyjętym modelem działalności, Spółka realizuje coraz więcej projektów inwestycyjnych, co przekłada się na wzrost obrotów przy jednoczesnej stabilizacji poziomu rentowności. W omawianym okresie I-III kw. 2019/2020 roku, segment doradczy, w tym audyty efektywności energetycznej, pozyskiwanie Białych Certyfikatów oraz audyty energetyczne przedsiębiorstw stanowiło 45% przychodów ze sprzedaży Spółki, zaś projekty inwestycyjne, w tym w modelu ESCO (finansowanie długoterminowe) odpowiadały za 52% całości przychodów ze sprzedaży.

SKOKOWY WZROST ZYSKÓW

W III kw. 2019/2020 r. Spółka wypracowała 492,76 tys. zł EBITDA, co dało narastająco wynik na poziomie 1 716,5 tys. zł, tj. 66% wzrostu rdr. Marża EBITDA narastająco na koniec III kw. wyniosła 9,5% wobec 12,4% w analogicznym okresie ubiegłego roku. W III kw. 2019/2020 r. Spółka odnotowała 456,72 tys. zł zysku operacyjnego, co dało narastająco wynik na poziomie 1 616,33 tys. zł, tj. 74% wzrostu rdr. Marża EBIT wyniosła narastająco 9,0% wobec 11,1% w analogicznym okresie ubiegłego roku.

W III kw. 2019/2020 r. koszty operacyjne wyniosły 8 004,66 tys. zł, tj. wzrost o 179% rdr. Głównymi pozycjami kosztowymi były koszty usług obcych, które rosną proporcjonalnie wraz z realizowanymi projektami inwestycyjnymi oraz koszty wynagrodzeń, które wzrosły odpowiednio o 233% i 77% rdr. Narastająco, po trzech kwartałach koszty operacyjne wyniosły 16 458,38 tys. zł, tj. wzrost o 120% rdr.

Zysk netto w III kw. 2019/2020 r. wyniósł 353,07 tys. zł. Narastająco Spółka zamknęła I-III kw. wynikiem na poziomie 1 223,86 tys. zł, tj. wzrost o 88% rdr.

Na koniec III kw. Spółka dysponowała gotówką w kwocie 8 422,1 tys. zł, tj. 93% wzrostu rdr. Przepływy operacyjne w III kw. były dodatnie i wyniosły 5 702,58 tys. zł.

WZROST ZAINTERESOWANIA PROJEKTAMI ESCO

Działalność Spółki cieszy się rosnącym zainteresowaniem ze strony potencjalnych kontrahentów. Powyższe spowodowane jest oczekiwanymi następstwami panującej epidemii COVID-19. Znaczna część przedsiębiorstw oczekując zmniejszenia sprzedaży w ujęciu rocznym, a tym samym zmniejszeniem wpływu środków pieniężnych wyraża zwiększone zainteresowanie projektami służącymi zmniejszeniu zużycia energii. Dotyczy to w szczególności projektów, które DB Energy realizuje w modelu ESCO, tj. pełniąc zarówno funkcje generalnego wykonawcy jak również oferując finansowanie na realizację przedsięwzięcia służącego poprawie efektywności energetycznej.

Pod koniec stycznia 2020 r. DB Energy podpisała kolejny duży kontrakt na rynku efektywności energetycznej w przemyśle, realizowany w formule generalnego wykonawstwa – projekt dla Schumacher Packaging, globalnej firmy z branży opakowań. Wynagrodzenie za zrealizowane prace wynosi 17,9 mln zł i będzie płatne w transzach, po etapach zakończonych prac.

Wody pitnej nie zabraknie, ale specjaliści zalecają jej racjonalne zużycie w ogrodach. Do ich podlewania powinna służyć deszczówka, a nie woda pitna

Niedobór wody daje się we znaki rolnikom i z pewnością odbije się na tegorocznych plonach. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie chce wydać w 2020 roku 2 mld zł na inwestycje, które mają przynieść poprawę bilansu wodnego w Polsce. Zdaniem specjalistów susza nie będzie miała jednak negatywnego wpływu na wydajność ujęć wody pitnej i stosowanie znacznych ograniczeń w jej zużyciu nie będzie konieczne. Jednak to nie zwalnia z racjonalnego wykorzystania wody, m.in. podczas podlewania ogrodów. Eksperci zalecają m.in. rezygnację z trawników w stylu angielskim.

– Zjawisko niedoboru wody w rolnictwie, które objawia się brakiem wilgotności w glebie, czyli tzw. suszę rolniczą, obserwujemy już wiosną. Najbardziej dotknięty nią jest obszar środkowej Polski, od województwa lubuskiego, przez wielkopolskie, łódzkie, mazowieckie, aż po Podlasie i Lubelszczyznę. Niżówkę, czyli obniżenie stanów wody w rzekach, notujemy również w tym pasie – dotyczy to Warty, Noteci, Narwi oraz Pilicy – wymienia Sergiusz Kieruzel, rzecznik Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. – Tam rzeczywiście występują niedobory wody. W związku z suszą wegetacyjną w rolnictwie w niektórych częściach kraju mogą wystąpić niższe plony. Dlatego bardzo ważne są inwestycje w retencję korytową, które prowadzimy w całej Polsce.

Zadaniem retencji korytowej rzek, kanałów i rowów jest poprawa bilansu wodnego na terenach rolniczych. Odbywa się to poprzez budowę i odbudowę systemu jazów, zastawek i przepusto-zastawek, umożliwiających nawodnienie użytków rolnych. Przeciwdziałanie skutkom suszy jest obecnie najważniejszym zadaniem, jakie wykonuje PGW Wody Polskie. Na ten cel przeznaczonych jest w tym roku ponad 2 mld zł. Równolegle wprowadzane są kolejne rozwiązania z zakresu małej i dużej retencji, które poprawią stan zasobów wodnych w Polsce.

Działania inwestycyjne opierają się na szczegółowych analizach dokonanych za pomocą najnowocześniejszych metod badawczych. W efekcie powstanie kompleksowy plan przeciwdziałania skutkom suszy. Dokument będzie zawierał analizę możliwości powiększenia dyspozycyjnych zasobów wodnych oraz zbiór niezbędnych inwestycji. Znajdą się w nim także konkretne wskazania dla samorządów, które będą pomocne w kształtowaniu zrównoważonej gospodarki wodnej na terenach gmin, a w konsekwencji – całego kraju.

Rzecznik PGW Wody Polskie uspokaja, że obecnie nie ma zagrożenia, aby przedsiębiorstwa musiały ograniczać zużycie wody w związku z suszą.

Jednak ewentualne decyzje o ograniczeniach będą podejmowały samorządy, bo to one odpowiadają za dostarczanie wody mieszkańcom oraz innym odbiorcom na danym terenie – wyjaśnia Sergiusz Kieruzel.

Podkreśla również, że obecnie nie należy się obawiać, że zabraknie wody pitnej dostarczanej gospodarstwom domowym. Ubiegłoroczne doświadczenia dotyczące niedoboru wody w ponad 300 gminach w Polsce pokazały, że wynikały one z niskiego ciśnienia w sieci wodociągowej.

– Było to spowodowane gównie podlewaniem ogrodów, a do tego nie powinna służyć woda pitna – zaznacza rzecznik. – Niestety Polacy lubują się w trawnikach, które potrzebują wody, ale nie biorą pod uwagę, że są one bardzo wymagające i sprawdzają się w angielskim klimacie, a nie w warunkach polskich. W dodatku do podlewania ogrodów częściej wykorzystujemy wodę z sieci zamiast nagromadzoną deszczówkę. Woda pitna nie powinna być zużywana do tego celu, bo jest to marnotrawstwo – w wielu krajach afrykańskich lub azjatyckich takie zachowanie byłoby najdelikatniej mówiąc niezrozumiałe.

PGW Wody Polskie prowadzi kampanie społeczne i edukacyjne. Ich celem jest przede wszystkim zwiększenie świadomości społecznej dotyczącej zasobów wodnych, a szczególnie racjonalnego gospodarowania wodą w gospodarstwach domowych, m.in. zachęty do gromadzenia deszczówki i wykorzystywania jej do podlewania ogrodu. Inny sposób na rozwiązanie problemu to zamiana trawników na kwietne łąki, które pięknie pachną, cieszą oko, są przyjazne dla pszczół i zatrzymują wilgoć, więc nie trzeba ich tak często podlewać.

Kwarantanna dla nadużyć

Zdaniem ekspertów Deloitte organizacje stoją obecnie w obliczu zwiększonej ekspozycji na nadużycia. Jest to efekt nie tylko wzmożonej aktywności cyberprzestępców, którzy stosują takie metody jak phishing, np. podszywając się w korespondencji e-mail pod WHO, ransomware czy też fałszywe aukcje „leków” na koronawirusa. Mniejsza kontrola nad pracującymi w trybie home office oraz większa presja na osiągane wyniki w obliczu kryzysu gospodarczego wywołanego przez COVID-19 może przyczyniać się do łatwiejszej racjonalizacji nieprawidłowych i bezprawnych zachowań. Specjaliści SAS podkreślają, że bez wsparcia systemów analitycznych trudniej będzie lokalizować nadużycia i im skutecznie przeciwdziałać.

(15 maja 2020 r.) – Biznes musiał nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości przeformatowanej przez koronawirusa. Organizacje myślą przede wszystkim o utrzymaniu ciągłości działania. Wiele procesów udało się przenieść do świata wirtualnego, ale ogromna liczba pracowników wykonujących swoje obowiązki w domu sprawia, że możliwości kontroli są bardzo ograniczone.

Globalny zasięg nadużyć

Problemu nadużyć nie należy bagatelizować i rozpatrywać przez pryzmat jednostkowych przypadków, podobnie jak nie należy lekceważyć nowych nieznanych chorób, gdyż mogą one ewoluować i stać się globalnym zagrożeniem. Na przestępstwa finansowe często składa się cała siatka transakcji. Przestępcy starają się za wszelką cenę ukryć swoją nielegalną działalność, tworząc fikcyjne firmy i przelewając środki pomiędzy różnymi krajami. Systemy analityczne pozwalają na uzyskanie szerszego kontekstu i podejmowanie decyzji biznesowych w oparciu o dane.

Przykładowo systemy wykrywania nadużyć analizujące jednostkowe przypadki (ang. entity-based detection systems) mogą generować powiadomienia o oszustwach typu CNP (brak karty), skutecznie zatrzymując określone transakcje, ale nie będą w stanie wskazać innych klientów dotkniętych tym samym problemem. Dzięki technikom, takim jak rozpoznawanie poszczególnych podmiotów i analiza sieci powiązań można np. odkryć, że przypadki oszustw CNP dotyczą określonego bankomatu lub sprzedawcy.

Wirus nadużyć

Metody walki z nadużyciami mogą przypominać te stosowane do zwalczania epidemii. Pierwszym krokiem jest zlokalizowanie i wyizolowanie podejrzanej operacji finansowej. U osób podejrzanych o zarażenie szuka się symptomów choroby, natomiast zespoły analityczne sprawdzają transakcje pod kątem anomalii – czy nie została zrealizowana o nietypowej godzinie np. w nocy, czy kwota przelewu nie jest wyższa niż zazwyczaj albo czy dane geolokalizacyjne zgadzają się z profilem użytkownika.

To, co łączy epidemię z nadużyciami, to fakt, że nie wszystkie osoby są tak samo na nie narażone. Inna jest skala nadużyć w małej rodzinnej firmie, a inna w banku. Dlatego nie można mówić o jednym sposobie zabezpieczenia organizacji. Systemy analityczne pozwalają przetwarzać zróżnicowane dane pochodzące z wielu źródeł, dzięki czemu można indywidualnie podejść do każdego przypadku i prawidłowo oznaczyć jako podejrzane lub standardowe operacje finansowe mówi Agnieszka Piechocka, Customer Advisor w SAS.

Współpraca i informacja najskuteczniejszą bronią

Pandemia koronawirusa pokazała, że globalny kryzys wymaga połączenia sił rządu, służby zdrowia i biznesu. Wiele firm na całym świecie przekazało środki finansowe lub zaoferowało inne formy wsparcia: druk przyłbic ochronnych na drukarkach 3D czy przestawienie linii produkcyjnych tak, aby móc wytwarzać płyn do dezynfekcji rąk. Zarówno walka z globalną pandemią, jak i nadużyciami wymaga współpracy. Obecnie na branżę finansową składa się złożony ekosystem płatności internetowych, mobilnych, przekazów finansowych i innych usług. Zdaniem ekspertów SAS organizacje powinny wymieniać się informacjami na temat przestępstw finansowych, co doskonale sprawdza się np. w branży ubezpieczeń motoryzacyjnych. Zacieśnienie współpracy mogłoby pomóc wyeliminować np. działania mające na celu finansowanie terroryzmu.

Niemniej istotne są kampanie informacyjne wśród klientów. W przypadku choroby ustala się zasady, które pozwalają zmniejszyć ryzyko zarażenia, np. utrzymywanie odpowiedniej odległości między ludźmi w kolejce do kasy czy zakrywanie ust i nosa. Jeżeli chcemy uchronić pracowników, klientów i partnerów biznesowych przed nadużyciami, również należy określić, czego nie należy robić: np. umieszczać w mediach społecznościowych zdjęć dowodu tożsamości czy kart kredytowych.

Zapobieganie zamiast zwalczania

Problem nadużyć niszczy biznes niczym epidemia. Strach przed tym, że organizacja padnie ofiarą przestępstwa, potrafi wpłynąć na zwinność firmy. Wprowadzanie kolejnych ograniczeń mających na celu zwiększenie poziomu bezpieczeństwa nie jest jedyną drogą. Eksperci SAS zwracają uwagę na ogromną rolę działań prewencyjnych. Systemy analityczne, wykorzystujące modelowanie predykcyjne, pozwalają określić ryzyko wystąpienia danego przestępstwa i odpowiednio się na nie przygotować. Z kolei sztuczna inteligencja umożliwia bieżące dostosowywanie firmowej polityki bezpieczeństwa do wciąż ewoluujących taktyk oszustów.

Rośnie wartość polskiego rynku teleinformatycznego. Wyzwaniem dla branży jest jednak brak specjalistów i niski poziom prywatnych inwestycji

0

Polski rynek teleinformatyczny jest wart już 19,2 mld dol. Szybko rosną wydatki na IT, w 2019 roku wyniosły blisko 13 mld dol. – wynika z raportu o polskim rynku teleinformatycznym przygotowywanego przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji i IDC. Cyfrowa transformacja sprawia, że polska gospodarka jest coraz bardziej oparta na danych. Wyzwaniem dla rynku jest jednak brak wykwalifikowanych kadr – w Polsce brakuje nawet 50 tys. specjalistów IT.

– Szacujemy dzisiaj wartość  rynku teleinformatycznego na 19 mld dol., z czego część dotycząca IT wynosi około 13 mld dol., a część telekomunikacyjna 6 mld dol. Te wzrosty już spowolniły w ciągu ostatnich lat, czego oczywiście należy upatrywać w zmniejszonej liczbie dużych projektów, szczególnie w obszarze publicznym – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Lis-Jeżak, dyrektor zarządzająca IDC Polska.

Z raportu o polskim rynku teleinformatycznym przygotowanego przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji oraz IDC wynika, że polski rynek ITC wzrósł w 2019 roku o 1,1 proc. O ile wartość segmentu telekomunikacyjnego nieznacznie spadła, o tyle rośnie segment IT.

– Bardzo ważne, by patrząc na te liczby, znać kontekst globalnych zmian – cyfrowej transformacji, rozwoju nowych technologii i zjawiska, jakim jest powstanie nowej gospodarki opartej na danych. Innowacyjność to jej kluczowy element – wskazała Ewa Lis-Jeżak podczas Forum Gospodarczego TIME.

Obecnie Polska zajmuje 33. miejsce w rankingu cyfrowej konkurencyjności ponad 60 najważniejszych gospodarek na świecie. W europejskim rankingu innowacyjności plasujemy się zaś pod koniec stawki – na czwartym miejscu od końca. W publikowanym corocznie na Forum w Davos rankingu innowacyjności Polska zajmuje 37. miejsce. Z kolei w rankingu Global Innovation Index, który mierzy efektywność innowacyjności 126 gospodarek świata, Polska zajmuje 39. pozycję.

– Drugi aspekt tego rynku, poza samymi technologiami, to rynek pracy. Z perspektywy europejskiej szacujemy, że w najbliższych latach na kontynencie zabraknie około pół miliona ekspertów w obszarze IT, z czego w Polsce brakuje nam rocznie 10 tys. Chociaż polscy programiści świetnie wypadają w różnych międzynarodowych konkursach i zestawieniach, to brakuje nam ekspertów do zarządzania  danymi, sztuczną inteligencją, IoT, a nawet zaawansowanych rozwiązań chmurowych – mówi dyrektor zarządzająca IDC Polska.

W Polsce rozwojowi innowacyjności sprzyjają przyjęte ustawy, które zwiększają wysokość ulgi podatkowej na działalność B+R czy umożliwiają korzystanie z ulgi B+R dla części przedsiębiorstw działających poza specjalnymi strefami ekonomicznymi i ułatwiają finansowanie start-upów. Choć młode firmy mogą liczyć na wsparcie, to przede wszystkim z sektora publicznego – szacuje się, że ok. 20 proc. środków pochodzi od inwestorów prywatnych (raport „Przedsięwzięcia w fazie start-up oraz nakłady na badania i rozwój – sytuacja w Polsce i na świecie”).

– W obszarze nowych technologii przez wiele lat byliśmy globalnie w fazie testującej, obarczonej bardzo dużym ryzykiem, które ktoś musi na siebie wziąć. To ryzyko wzięło na siebie państwo. W Polsce jest wiele organizacji i funduszy wspierających nowe inicjatywy, ale w porównaniu z tym, co widzimy chociażby w Europie, jest ich stosunkowo mniej i to niewątpliwie element hamujący – ocenia ekspertka.

Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Polskie B+R” wskazuje, że potrzebne jest większe wykorzystanie innowacyjnych możliwości w ramach zamówień publicznych. Obecnie zamówienia przedkomercyjne lub partnerstwo innowacyjne są na wczesnym etapie rozwoju. Dotychczasowe działania skupiają się na bardzo dużych projektach (np. NCBiR) lub na bardzo małych aplikacjach. Brakuje jednak mechanizmu wsparcia innowacyjności małych i średnich przedsiębiorstw. Programy tego typu działają w Wielkiej Brytanii (SBRI) i Stanach Zjednoczonych (SBIR), gdzie agencje rządowe przeznaczają część budżetu zamówień publicznych na innowacyjne zamówienia od małych i średnich przedsiębiorstw.

– W tym roku szacujemy, że europejskie organizacje wydadzą na innowacje niemal 271 mld dol., z czego 16 proc. osiągnie zupełnie nowe strumienie przychodów. Cyfrowa transformacja stwarza zupełnie nowe możliwości, nowe ekosystemy dla firm, które do tej pory tradycyjnie ze sobą konkurowały w tworzeniu zupełnie nowego rodzaju biznesu. Technologie zwiększają efektywność, wspierają produkcję, ale przede wszystkim otwierają zupełnie nowe możliwości. Dla nas taką szansą byłby eksport dóbr innowacyjnych – przekonuje Ewa Lis-Jeżak.

Jak przygotować placówki i miejsca publiczne na przyjęcie ludzi?

Sytuacja w Polsce w związku z koronawirusem powoli zaczyna się stabilizować. Otwierają się hotele, centra handlowe, przedszkola, a ci, którzy pracowali z domów, ponownie zaczynają odwiedzać biura. Nie oszukujmy się jednak — bez względu na to, jak szybko społeczeństwo wróci do swojej codzienności, zachowanie wyjątkowej ostrożności i warunków higieniczno-sanitarnych będzie w przestrzeni publicznej obowiązkiem przez kolejne miesiące albo i lata.

Głównie z tego powodu, wielu przedsiębiorców zadaje sobie pytanie — w jaki sposób i jak często odkażać biura i placówki? Jak zapewnić bezpieczeństwo pracownikom i gościom?

Przede wszystkim — wybierz najbardziej skuteczną metodę odkażania

Podczas i po epidemii koronawirusa, w zakresie odkażania, potrzebna będzie bliska współpraca pracowników i pracodawców. Każda firma powinna w tym okresie zadbać o zapewnienie swoim pracownikom podstawowych narzędzi do dezynfekcji, takich jak płyny na bazie alkoholu. Przez długi czas ważnym elementem pozostaną również maseczki oraz rękawiczki, które zapewnią ochronę przed wirusami. Żadna z tych metod nie rozwiązuje jednak problemu obecności wirusa na powierzchniach wspólnych biura, szczególnie w przestrzeni, w której przebywała osoba zarażona wirusem. Spośród najbardziej skutecznych metod, warto rozważyć ozonowe odkażanie przestrzeni.

Główną zaletą ozonowania jest to, że zdezynfekujemy nim absolutnie wszystko — mówi Patryk Nowicki, Współwłaściciel firmy PSG Polska zajmującej się ozonowaniem od kilku lat. – Dzięki wykorzystaniu ozonu możemy odświeżyć całe pomieszczenia, powierzchnię i powietrze jednocześnie. Gaz dotrze nawet w szczeliny ściany, aż do 3 mm głębokości.

Zaletą ozonu jest także to, że w przeciwieństwie do środków chemicznych, nie trzeba go zmywać. Te drugie działają również tylko w odpowiednich warunkach i przy odpowiedniej ekspozycji na preparat.

Porozmawiaj w wieloma firmami odkażającymi, zanim wybierzesz tę jedyną

Podczas pandemii, na rynku pojawiło się całe mnóstwo firm dezynfekcyjnych. Wiele z nich zostało utworzonych na szybko, przez osoby bez doświadczenia, odpowiedniej wiedzy i przygotowania, które chcą wykorzystać chwilowy popyt na tę usługę. Chcąc zapewnić powracającym osobom bezpieczeństwo, ważny jest wybór odpowiedniej firmy. Jest to tyle ważne, że źle wykonane ozonowanie skutkuje tym, że powierzchnia nie jest zdezynfekowana, co więcej może zostać permanentnie zniszczona.  Każdy, kto zdecyduje się przeprowadzić ozonowanie w swojej placówce bądź biurze, powinien więc mieć na uwadze kilka kwestii.

Przede wszystkim warto zapytać o to, jak długo firma jest na rynku i jakie usługi świadczyła przed ozonowaniem lub dalej świadczy, oprócz ozonowania oraz jakie firma ma podejście do czasu ozonowania i czy przypadkiem nie przychodzi do nas z jedną słabą maszyną na 30 minut tylko po to, żeby pozostawić zapach ozonu. Powinniśmy się również upewnić, jaki firma ma park maszyn i jak organizuje odkażanie. – Niedawno od jednego z klientów dowiedzieliśmy się, że ktoś zaoferował mu ozonowanie 10 pomieszczeń przedszkolnych, które będzie trwało 2-3 dni, podczas gdy taka usługa na kilku dobrych maszynach powinna trwać kilka godzin. Ponadto przenosząc maszyny z pomieszczania do pomieszczenia, zamiast całkowicie usunąć problem, można go dodatkowo roznosić — mówi Patryk Nowicki, Współwłaściciel firmy PSG Polska. – Nie ma szans, aby odkażanie było wykonane poprawnie, jeśli firma nie ma odpowiedniego zaplecza maszynowego.

Każda próba negocjacji, sprzętu, ilości użytego ozonu czy czasu pracy, również powinna zapalić zamawiającemu w głowie czerwoną lampkę. Przygotowujemy przestrzeń na przyjęcie ludzi, a źle wykonana usługa nie zapewni im bezpieczeństwa i nie usunie wirusa.

Zastosuj się do wytycznych Głównego Inspektoratu Sanitarnego

Wytyczne i rekomendacje zmieniają się równie dynamicznie, jak zmienia się sytuacja w Polsce. Bez względu na to, na jaką metodę odkażania się zdecydujemy, ponad wszystko, warto śledzić zalecenia GIS oraz lokalnych stacji epidemiologicznych.

Wszystkie istotne komunikaty i informacje można również śledzić w zakładce aktualności na stronie profesjonalneozonowanie.pl.

Polacy versus cyfrowa rzeczywistość

17 maja obchodzimy Światowy Dzień Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego. Wydarzenie, ustanowione przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ), symbolicznie poświęcone jest rozwojowi społeczeństwa cyfrowego i technologii. To dobra okazja, aby przyjrzeć się również polskim internautom. Firma NEXERA, która buduje i zarządza światłowodową siecią internetową, sprawdziła, jaką rolę w życiu Polaków pełni Internet i czy udało nam się odnaleźć w zdigitalizowanej rzeczywistości.

Jak bardzo jesteśmy cyfrowi?

Większość Polaków jest dobrze obeznana z cyfrowym światem. Według raportu Digital 2020 Poland, w styczniu br. 30,6 mln Polaków (80% populacji) deklarowało, że korzysta z Internetu, a 19 mln z nich było również aktywnymi użytkownikami portali społecznościowych. Średnio dziennie polscy internauci spędzali w sieci 6 godz. i 26 minut, a urządzeniami, które wykorzystywali do łączenia się online były głównie telefony komórkowe (56%), komputery i laptopy (42%), rzadziej tablety (1%). W świadomości Polaków Internet odgrywa coraz większą role, a jego wykorzystanie w codziennym życiu rośnie, co potwierdzają również badania przeprowadzone przez operatora telekomunikacyjnego – firmę NEXERA.

Do czego służy nam Internet?

Jeszcze w 2019 r. Polacy korzystali z Internetu najczęściej po to, aby w szybki i wygodny sposób załatwiać codzienne sprawy oraz zapewnić sobie rozrywkę. Ankietowani, którzy wzięli udział w badaniu #RegionyNEXERY2019 przyznali, że Internet służy im m.in. do korzystania z bankowości elektronicznej (83% wskazań), opłacania rachunków (80%), zakupów online (72%), załatwiania spraw urzędowych (41%). 74% respondentów przyznało, że porozumiewa się za pomocą internetowych komunikatorów, 59% dzięki Internetowi ogląda filmy online, 49% słucha muzyki, a 22% gra w gry – pokazały wyniki badania przeprowadzonego w czerwcu 2019 r. przez agencję badawczą GfK dla NEXERY.

Nowa wirtualna rzeczywistość

Pod koniec marca 2020 r., czyli kilka tygodni po wprowadzeniu izolacji społecznej ze względu na epidemię koronawirusa, NEXERA przeprowadziła badanie wśród polskich pracowników i rodziców uczniów w wieku szkolnym. Zapytano ich o doświadczenia związane z nową rzeczywistością – w tym z pracą zdalną i edukacją online. Okazało się, że Internet zaczął odgrywać jeszcze istotniejszą rolę w życiu Polaków. 89% ankietowanych stwierdziło, że dostęp do Internetu jest podstawą zdalnego nauczania, a 67% przyznało, że stabilne i szybkie łącze internetowe jest podstawowym narzędziem umożliwiającym im pracę zdalną. Dla porównania, w czerwcu 2019 r. niemal trzy czwarte ankietowanych przyznało, że nie miało okazji pracować zdalnie.

Jeszcze w 2019 r. Internet dla wielu Polaków był narzędziem ułatwiającym codzienne życie i źródłem rozrywki. Wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły jednak, że cyfrowa komunikacja zaczęła odgrywać jeszcze bardziej znaczącą rolę we współczesnym świecie. Choć większość Polaków jest zaznajomiona z rozwiązaniami telekomunikacyjnymi, to sytuacja, z jaką przyszło nam się mierzyć w ostatnim czasie okazała się nie lada wyzwaniem – również dla firm, szkół i wielu instytucji. Internet stał się podstawowym medium niezbędnym do pracy, nauki i prowadzenia biznesu – mówi Paweł Biarda z firmy NEXERA, która buduje i zarządza światłowodową siecią dostępową w czterech Regionach Polski.

Droga do pełnej cyfryzacji

Badania NEXERY ujawniają również problemy cyfrowe, z którymi na co dzień borykają się Polacy. Jednym z nich jest brak rozwiązań technologicznych, zarówno po stronie firm, jak i w domach pracowników. Z tego powodu, co piąty pracodawca (20%) nie miał możliwości wprowadzenia „home office”. Niemal połowa ankietowanych (48 proc.) pracujących w domu przyznała natomiast, że pracę zdalną najbardziej utrudniają im kwestie techniczne, np. związane z Internetem. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze w badaniu z 2019 r. 36% ankietowanych deklarowało, że nie ma dostępu do szerokopasmowego Internetu. Jednocześnie, niemal połowa badanych była zdania, że szybki Internet ma dla nich większe znaczenie niż liczba dostępnych połączeń komunikacyjnych w mieście.

 

Wyniki naszego badania pokazują, jakie zmiany zachodzą w świadomości Polaków, którzy coraz częściej dostrzegają możliwości, jakie daje dostęp do cyfrowego świata. Potencjał do rozwoju usług cyfrowych w Polsce jest nadal bardzo duży. Wyzwania z jakimi przyszło nam się ostatnio mierzyć pokazały, że temat cyfryzacji i zapewnienia wszystkim mieszkańcom, szkołom, firmom i instytucjom dostępu do szybkiego i stabilnego łącza internetowego powinien być priorytetem. Tymczasem na internetowej mapie Polski nadal możemy spotkać „białe plamy”, czyli miejsca niepodłączone do szerokopasmowej sieci. Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu jest koniecznością i będzie możliwe dzięki powstaniu naszej sieci. Liczymy, że w obliczu istotnie zwiększonego zapotrzebowania na komunikację przez Internet, infrastruktura telekomunikacyjna w małych miejscowościach i na terenach wiejskich będzie konsekwentnie rozwijana. Dzięki działaniom NEXERY, do 2021 roku w zasięgu najnowocześniejszej sieci światłowodowej znajdzie się ponad 670 tys. gospodarstw domowych oraz prawie 3 tys. szkół i jednostek oświatowych z Regionu Świętokrzyskiego, Łódzkiego, Warmii i Mazur oraz Kujaw, Pomorzem i Mazowszem – mówi Jacek Wiśniewski z firmy NEXERA.

Nota metodologiczna:

Sondaż NEXERY – badanie zostało zrealizowane przez InsightOut Lab na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu Ariadna. Badanie przeprowadzono między 27 a 30 marca 2020 r. na grupie 2098 osób.

Raport #RegionyNEXERY2019 – badanie dotyczące mieszkańców zostało zrealizowane przez firmę badawczą GfK na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAPI. Badanie przeprowadzono w czerwcu 2019 r. na grupie 1649 osób z Regionów Nexery.

Przez pandemię koronawirusa może zniknąć rynek krótkoterminowego najmu. Dla właścicieli mieszkań taka działalność stała się zbyt ryzykowna

Mimo chwilowych zawirowań pandemia SARS-CoV-2 nie powinna trwale wpłynąć na rynek długoterminowego najmu mieszkań. W Polsce wciąż utrzymuje się deficyt takich lokali, rynek przed pandemią był w fazie górki, a gospodarka rosła, podobnie jak dochody gospodarstw domowych. Dlatego też możliwe są spadki stawek czynszów, ale będą one krótkotrwałe. Większe zmiany mogą za to zajść na rynku najmu krótkoterminowego. Część właścicieli mieszkań wynajmowanych dotąd na doby spostrzeże, że jest to bardziej ryzykowne, i zmieni profil działalności.

– Rynek najmu krótkoterminowego w tej chwili praktycznie nie istnieje. Powstał za to rynek najmu średnioterminowego, czyli część osób, która dotychczas wynajmowała mieszkania na krótki termin, teraz umożliwia wynajem na okres ok. trzech miesięcy. Nie chcą ich wynajmować na rok lub dwa, wierząc, że wkrótce wrócą dobre czasy. To wydaje się taktyką dość trudną w realizacji, ponieważ niewielu najemców potrzebuje mieszkania na trzy miesiące. Większość chce jednak wynająć je na dobę, na tydzień lub na stałe. Mało kto wynajmie mieszkanie na kilka miesięcy, wiedząc, że za chwilę będzie musiał szukać kolejnego. Sam proces przeprowadzki jest zbyt męczący, żeby powtarzać go tak często – mówi Artur Kaźmierczak, partner zarządzający Grupy Mzuri.

Pandemia koronawirusa zachwiała rynkiem najmu mieszkań. Jak wynika ze statystyk grupy, o ile jeszcze w marcu liczba wynajmowanych lokali nie odbiegała od normy o tyle już w kwietniu spadła o około 50 proc. Około 10-krotnie zmniejszyła się także liczba telefonów od potencjalnych najemców, ale z drugiej strony większa ich część kończy się podpisaniem umowy. Rośnie również odsetek przedłużonych umów najmu. W przypadku Mzuri w kwietniu br. wyniósł on 73 proc. już w pierwszym tygodniu miesiąca (dla porównania, w kwietniu 2019 roku wyniósł 75 proc. w całym miesiącu).

– To, czy i jak rynek najmu długoterminowego zmieni się w długim okresie, będzie uzależnione od tego, jak generalnie zmieni się nasza gospodarka. Nie sądzę, by w  długim okresie zmieniło się wiele. Być może taką trwałą zmianą będzie to, że część ludzi przywyknie do pracy z domu, część korporacji przestawi się na pracę zdalną i pojawi się trend rezygnacji z najmu tych najmniejszych mieszkań. Jednak nie sądzę, żeby w innych aspektach długoterminowy wpływ pandemii był bardzo duży – mówi Artur Kaźmierczak.

Jak prognozuje, największe zmiany mogą zajść na rynku najmu krótkoterminowego. Część właścicieli mieszkań wynajmowanych dotąd na doby spostrzeże, że ta działalność jest bardziej ryzykowna niż najem długoterminowy, i zmieni profil w tym kierunku.

– Mieszkania, które były wynajmowane na dobę, łatwo mogą być przekształcone na potrzeby najmu długoterminowego. Z reguły są lepiej wyposażone i wykończone niż lokale długoterminowe. Część właścicieli takich mieszkań dostrzeże, że najem długoterminowy jest dużo mniej ryzykowny, i trwale zostawi swoje mieszkania na tym rynku – ocenia partner zarządzający Grupy Mzuri.

Ze statystyk grupy wynika jednak, że jak dotąd na rynek nie wpłynęła duża liczba mieszkań wcześniej przeznaczonych na najem dobowy. Wyjątkiem są trzy lokalizacje: warszawskie Śródmieście, okolice Starego Miasta w Krakowie oraz gdańskie Główne Miasto. Takie lokale z najmu dobowego są z reguły wykończone w wysokim standardzie, a jednocześnie często oferowane po stawkach obniżonych o ok. 10–15 proc. względem przeciętnych stawek rynkowych.

Grupa prognozuje jednak, że w dłuższej perspektywie wpływ konkurencji ze strony mieszkań na wynajem krótkoterminowy na cały rynek będzie ograniczony. Wynika to m.in. z faktu, że stanowią one małą część całego rynku (ok. 2–2,5 proc.). Na około 30–50 tys. mieszkań na doby przypada ok. 1–1,1 mln lokali oferowanych na długi okres.

Partner zarządzający Mzuri podkreśla też, że na tę chwilę trudno wyrokować, jak zmienią się ceny i czynsze najmu. Krótkoterminowo można spodziewać się spadków, ale z drugiej strony rynek przed pandemią był w fazie górki, gospodarka rosła, podobnie jak dochody gospodarstw domowych, a w Polsce wciąż utrzymuje się duży deficyt mieszkań na wynajem. Dlatego po krótkotrwałych spadkach sytuacja powinna wrócić do normy, jeżeli ograniczenia związane z pandemią koronawirusa nie będą się przedłużać.

– Poziom pustostanów zależy od dwóch–trzech czynników. Pierwszym z nich jest to, czy imigranci, którzy wyjechali z Polski, wrócą i będą chcieli zostać. Drugim czynnikiem jest to, jak będzie wyglądał kolejny rok akademicki, czy studenci będą we wrześniu szukać mieszkań, żeby wynająć je od października, czy też będą uczyć się zdalnie i nie będą potrzebować mieszkań w dużych miastach. Trzeci czynnik to poziom bezrobocia i generalna sytuacja ekonomiczna, która warunkuje to, czy ludzi stać, aby w ogóle wynająć mieszkanie. Trzeba jednak zauważyć, że banki już znacząco zaostrzyły politykę kredytową, w związku z czym dostępność kredytów hipotecznych jest mniejsza, trudniej jest kupić mieszkanie na własność. Z kolei w warunkach dużej niepewności ludzie też odwlekają tak poważne zakupy jak inwestycja we własne mieszkanie – wskazuje Artur Kaźmierczak.

Statystyki grupy wskazują, że jak na razie na rynku nie nastąpiły spadki czynszów, nie widać też presji najemców na obniżenie stawek. W marcu Grupa Mzuri rozłożyła na raty spłatę czynszu tym najemcom, którzy wpadli w kłopoty z powodu pandemii, ale nie miało to charakteru masowego. O działania pomocowe (np. zawieszenie, obniżkę czynszu) wystąpiło raptem ok. 8 proc. najemców, przy czym łączna wartość wnioskowanej pomocy stanowiła zaledwie ok. 0,6 proc. całości czynszów należnych za kwiecień.

Stworzone w Polsce technologie rozpoznają koronawirusa na zdjęciu rentgenowskim czy tomografii komputerowej

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w walce z pandemią SARS-CoV-2 pozwoli usprawnić pracę pracowników służby zdrowia. Wdrożenie na szeroką skalę technologii uczenia maszynowego zautomatyzuje i usprawni część procedur medycznych. Sztuczna inteligencja wykryje wczesne objawy zakażenia, przeprowadzi wywiad z potencjalnymi chorymi i pomoże odnaleźć lek na koronawirusa. Po technologię uczenia maszynowego sięgnęli m.in. naukowcy z Politechniki Śląskiej, którzy stworzyli internetowy system diagnostyczny CIRCA. Narzędzie wyszkolono w analizie zdjęć rentgenowskich i wyspecjalizowano w odróżnianiu objawów koronawirusa od innych infekcji płucnych.

Sztuczna inteligencja staje do walki z koronawirusem. Zespół z University of Massachusetts Amherst zaprojektował mobilne skanery medyczne FluSense zdolne do wykrywania kaszlu w monitorowanym środowisku. Urządzenie wyposażono w mikrofony do prowadzenia nasłuchu oraz kamery termowizyjne wykorzystywane w procesie analizy wielkości tłumu. Dane zebrane przez FluSense są poddawane analizie przez algorytmy uczenia maszynowego, które potrafią przewidzieć wzrost zagrożenia pandemią wywołaną wirusami atakującymi górne drogi oddechowe.

Potencjał SI doceniła także m.in. Agencja Badań Medycznych, która dofinansuje polski start-up BrainScan.ai wyspecjalizowany w zautomatyzowanej analizie obrazów z tomografów komputerowych. Planuje on wykorzystać swoje doświadczenie w dziedzinie sieci neuronowych do opracowania algorytmu zdolnego rozpoznać na obrazie z tomografu niewielkie zmiany w klatce piersiowej świadczące o zakażeniu koronawirusem.

Z kolei zespół naukowców z Politechniki Śląskiej opracował system internetowy CIRCA do wspierania diagnostyki obrazowej COVID-19. Analizę można wykonać na podstawie zdjęć RTG płuc pacjentów. Zespół stworzył bazę 1200 zdjęć rentgenowskich płuc, na podstawie której system informatyczny rozpoznaje chorobę COVID-19.

– Zaproponowany system analizy radiogramów jest połączeniem kilku konwolucyjnych i klasycznych sieci neuronowych, które wraz z szeregiem procedur pomocniczych pozwalają na automatyczną identyfikację zdjęć RTG płuc, segmentację regionu płuca oraz identyfikację przypadków obrazowo zmienionych w wyniku rozwoju COVID-19 – wyjaśnia prof. dr hab. inż. Joanna Polańska, dziekan Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej.

Największą zaletą systemu CIRCA jest jego wszechstronność i powszechność. Korzystanie z platformy jest w pełni darmowe, twórcy nie wprowadzili także żadnych ograniczeń regionalnych. Narzędzie może być wykorzystywane bez ograniczeń przez pracowników medycznych z całego świata, również tych niewyspecjalizowanych w analizie radiologicznej.

– Aktualnie system służy do rozróżnienia trzech podstawowych stanów: obrazu bez zmian chorobowych (zdrowe płuca), ze zmianami charakterystycznymi dla zapalenia płuc w COVID-19 oraz ze zmianami charakterystycznymi dla innych stanów zapalnych płuc (bakteryjnych i wirusowych). Trwają także prace nad rozszerzeniem jego funkcjonalności o kolejne jednostki chorobowe – dodaje prof. dr hab. inż. Joanna Polańska.

Algorytmy uczenia maszynowego wykorzystywane są także na ostatnim etapie walki z pandemią, w procesie opracowywania potencjalnych szczepionek oraz leków na koronawirusa. W stronę sztucznej inteligencji zwrócili się m.in. naukowcy z Uniwersytetu Flinders, którzy mają już na swoim koncie sukcesy związane z wykorzystaniem inteligentnych algorytmów w procesie opracowywania leków na grypę.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 roku wzrośnie do przeszło 190 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 36,6 proc.