Tarcza Antykryzysowa 2.0. – czego dotyczą zmiany?

W dniu 17 kwietnia 2020 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej podpisał ustawę z 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (dalej: Tarcza Antykryzysowa 2.0)[1].

Większość znowelizowanych rozwiązań obowiązuje już od dnia 18 kwietnia 2020 r. Poniżej przedstawiamy najistotniejsze rozwiązania z podziałem na kategorie.

WSPARCIE AGENCJI ROZWOJU PRZEMYSŁU S.A.

Tarcza Antykryzysowa 2.0 wprowadziła także specjalne formy wsparcia dla przedsiębiorców ze strony Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. w formie pożyczek, gwarancji lub poręczenia oraz leasingu lub innych instrumentów związanych z finansowaniem prowadzonej działalności gospodarczej, które zostały szczegółowo omówione w odrębnym alercie prawnym  Wsparcie Agencji Rozwoju Przemysłu i projekt „Tarczy finansowej”.

WNIOSEK O OGŁOSZENIE UPADŁOŚCI

Tarcza Antykryzysowa 2.0 wprowadza istotne zmiany w procedurze składania wniosków o ogłoszenie upadłości przedsiębiorców, w tym przerwania biegu terminu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości.

Mianowicie, przewiduje ona, że jeżeli stan niewypłacalności dłużnika powstał z powodu COVID-19  w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z  powodu COVID-19, to bieg 30-dniowego terminu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega przerwaniu. Po odwołaniu stanu epidemii, 30-dniowy termin biegnie na nowo. Co istotne, ustanawia się domniemanie powstania stanu niewypłacalności z  powodu COVID-19, przyjmując, że jeżeli stan niewypłacalności powstał w czasie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, to zaistniał z  powodu COVID-19.

Jeżeli podstawa do ogłoszenia upadłości powstała w okresie stanu epidemii COVID-19, a stan niewypłacalności powstał z powodu COVID-19, termin na zgłoszenie przez dłużnika wniosku o ogłoszenie upadłości wynosi 3 miesiące od dnia odwołania stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19. Domniemywa się, że niewypłacalność zaistniała z powodu COVID-19, jeżeli powstała w czasie obowiązywania stanu epidemii COVID-19.

Jednocześnie, Tarcza Antykryzysowa 2.0 zakłada nadanie statusu spraw pilnych sprawom o rozpoznanie wniosków o restrukturyzację złożonych na podstawie ustawy z dnia 15 maja 2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne. Takie rozwiązanie ma na celu ochronę przedsiębiorcy przed upadłością lub ewentualną likwidacją.

PRAWO PRACY

Tarcza Antykryzysowa 2.0 przewiduje także rozszerzenie katalogu podmiotów uprawnionych do wsparcia z FGŚP w przypadku spadku obrotów gospodarczych z powodu COVID-19 – do przedsiębiorców dołączają m.in.: organizacje pożytku publicznego, stowarzyszenia jednostek samorządu terytorialnego, kluby sportowe będące spółkami. Świadczenia mają przysługiwać przez okres 3 miesięcy od miesiąca złożenia wniosku (do tej pory od dnia złożenia wniosku) – czyli wsparciem zostanie objęty cały miesiąc kalendarzowy, niezależnie od dnia złożenia wniosku.

Na mocy przepisów Tarczy Antykryzysowej 2.0 pracodawca nie będzie zobowiązany do utrzymania zatrudnienia pracowników objętych dofinansowaniem z FGŚP  w okresie 3 miesięcy następujących bezpośrednio po zakończeniu okresu ich pobierania. Ochrona przed zwolnieniem będzie obejmowała pracownika tylko w okresie pobierania dofinansowania przez pracodawcę.

Analogiczne zmiany zostały również wprowadzone w zakresie dofinansowania przez starostę części kosztów wynagrodzeń pracowników oraz należnych od tych wynagrodzeń składek na ubezpieczenia społeczne (z którego alternatywnie do dofinansowania z FGŚP mogą skorzystać wyłącznie mikro, mali i średni przedsiębiorcy).

Tarcza Antykryzysowa 2.0 zakłada, że w przypadku uzyskania powyższego dofinansowania od starosty przedsiębiorca będzie obowiązany do utrzymania w zatrudnieniu pracowników objętych umową wyłącznie przez okres dofinansowania. Tarcza Antykryzysowa 2.0 doprecyzowuje także, że przedmiotowe dofinansowanie od starosty ma przysługiwać na okres nie dłuższy niż 3 miesiące przypadające od miesiąca złożenia wniosku.

ZUS

Świadczenie postojowe

Świadczenie postojowe dla osób wykonujących umowy cywilnoprawne (tj. umowy zlecenia, agencyjne oraz o dzieło)

  • Dla osób wykonujących umowy cywilnoprawne świadczenie postojowe, co do zasady, wynosi 80% minimalnego wynagrodzenia, tj. 2 080 zł. Świadczenie to jest nieoskładkowane oraz nieopodatkowane.
  • W przypadku, gdy suma przychodów z umów cywilnoprawnych w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym został złożony wniosek o świadczenie postojowe, wyniesie do 1 299,99 zł, świadczenie postojowe przysługuje w wysokości sumy wynagrodzeń z tych umów.
  • Aby uzyskać świadczenie postojowe:
  1. umowa cywilnoprawna musiała zostać zawarta przed dniem 1 kwietnia 2020 r. oraz
  2. przychód w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku nie może przekroczyć 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłoszonego przez Prezesa GUS, tj. kwoty 15 681 zł.
  3. W myśl założeń przyjętych w Tarczy Antykryzysowej 2.0 istnieje możliwość 3-krotnego otrzymania świadczenia postojowego. W tym celu należy każdorazowo złożyć stosowne oświadczenie, że sytuacja płatnika nie zmieniła się.

Świadczenie postojowe dla osób prowadzących działalność gospodarczą

  1. Świadczenie postojowe dla osób prowadzących działalność gospodarczą wynosi, co do zasady, 80% kwoty minimalnego wynagrodzenia, tj. 2 080 zł. Świadczenie postojowe nie podlega oskładkowaniu ani opodatkowaniu podatkiem dochodowym.
  2. Świadczenie postojowe dla osób prowadzących działalność gospodarczą będzie przysługiwać przy założeniu że rozpoczęcie działalności nastąpiło przed dniem 1 lutego 2020 r. W tym zakresie ustawodawca nie przesunął terminu tak jak przy umowach cywilnoprawnych.
  3. Ustawodawca w Tarczy Antykryzysowej 2.0 dla przedsiębiorców zrezygnował natomiast ze stosowania kryterium przychodowego, co oznacza, że warunkiem uzyskania ww. świadczenia jest to, aby przychód w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku obniżył się o co najmniej 15% w stosunku do miesiąca bazowego.
  4. W myśl założeń przyjętych w Tarczy Antykryzysowej 2.0 istnieje możliwość 3-krotnego otrzymania świadczenia postojowego. W tym celu należy każdorazowo złożyć stosowne oświadczenie, że sytuacja płatnika nie zmieniła się.

Zwolnienie ze składek ZUS

Rozwiązanie to pozwala na zwolnienie płatnika z obowiązku zapłaty należności z tytułu ubezpieczeń społecznych w okresie od 1 marca do 31 maja 2020 r. wykazanych w deklaracjach rozliczeniowych zgłoszonych za ww. okres.

Zwolnienie ze składek dla samozatrudnionych płatników opłacających składki ZUS z tytułu prowadzenia jednoosobowych działalności

  • Zwolnienie obowiązuje dla przedsiębiorców, którzy założyli działalność gospodarczą przed 1 kwietnia 2020 r. (w Tarczy Antykryzysowej 1.0 – termin ten wskazywał datę graniczną założenia działalności na dzień 31 stycznia 2020 r.)
  • W przypadku jednoosobowej działalności samozatrudnionych warunkiem skorzystania ze zwolnienia jest kryterium przychodowe. Wbrew zapowiedziom, ustawodawca nie zniósł limitu przychodu dla samozatrudnionych.
  • Powyższe oznacza, że w pierwszym miesiącu, za który składany jest wniosek, przychód nie może przekroczyć 300% prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w 2020 r. – obecnie 15 681 zł (tj. 3 x 5 227 zł).
  • Korzystanie przez przedsiębiorców z tzw. ulgi na start w dalszym ciągu wyklucza możliwość ubiegania się o zwolnienie ze składek ZUS. Natomiast pozostałe ulgi w postaci małego ZUS oraz ZUS Plus kwalifikują się do zwolnienia ze składek ZUS.
  • Przedsiębiorcy, którzy zapłacili składki za marzec 2020 r., a mogli jej nie płacić, gdyż przysługiwało im zwolnienie (na warunkach Tarczy Antykryzysowej 2.0), mają możliwość ubiegania się o zwrot opłaconych składek za marzec.
  • Istotny jest fakt, że zwolnienie dotyczy składek ZUS do wysokości minimalnego poziomu podstawy wyliczenia składek, tj. do kwoty 1 431,48 zł.
  • Przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów ustawy o podatkach dochodowych.

Zwolnienie ze składek dla płatników opłacających składki ZUS za nie więcej niż 9 ubezpieczonych

  • W przypadku płatników zatrudniających nie więcej niż 9 ubezpieczonych zwolnienie przysługuje w wysokości 100% kwoty ponoszonych przez nich składek. Omawiane zwolnienie przysługuje przedsiębiorcom, którzy rozpoczęli prowadzenie działalności przed dniem 1 kwietnia 2020 r.
  • Badanie liczby ubezpieczonych zależy od tego kiedy została rozpoczęta działalność gospodarcza, tj.:
  • dla działalności rozpoczętych przed dniem 1 lutego 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 29 lutego 2020 r.,
  • dla działalności rozpoczętych w okresie 1-29 lutego 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 31 marca 2020 r.,
  • dla działalności rozpoczętych w okresie 1-31 marca 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 30 kwietnia 2020 r.
  • Do badania liczby ubezpieczonych nie wlicza się pracowników młodocianych.
  • Zwolnienie nie jest uzależnione od kryterium przychodowego.
  • Przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów ustaw o podatkach dochodowych.

Zwolnienie ze składek dla płatników opłacających składki ZUS za więcej niż 9, ale mniej niż 49 ubezpieczonych

  • W przypadku płatników zatrudniających od 10 do 49 ubezpieczonych zwolnienie przysługuje w wysokości 50% kwoty ponoszonych przez nich składek. Omawiane zwolnienie przysługuje przedsiębiorcom, którzy rozpoczęli prowadzenie działalności przed dniem 1 kwietnia 2020 r.
  • Badanie liczby ubezpieczonych zależy od tego kiedy została rozpoczęta działalność gospodarcza, tj.:
  • dla działalności rozpoczętych przed dniem 1 lutego 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 29 lutego 2020 r.,
  • dla działalności rozpoczętych w okresie 1-29 lutego 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 31 marca 2020 r.,
  • dla działalności rozpoczętych w okresie 1-31 marca 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 30 kwietnia 2020 r.
  • Do badania liczby ubezpieczonych nie wlicza się pracowników młodocianych.
  • Zwolnienie nie jest uzależnione od kryterium przychodowego.
  • Przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek, nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów ustaw o podatkach dochodowych.

Zwolnienie ze składek dla płatników będących spółdzielniami socjalnymi

W przypadku płatnika będącego spółdzielnią socjalną zwolnienie dotyczy 100% nieopłaconych należności z tytułu składek za okres od dnia 1 marca 2020 r. do dnia 31 maja 2020 r. wykazanych w deklaracjach rozliczeniowych.

Warunkiem uzyskania zwolnienia jest fakt zgłoszenia spółdzielni socjalnej jako płatnika składek przed dniem 1 kwietnia 2020 r.

Przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów ustaw o podatkach dochodowych.

Odstąpienie od pobierania odsetek za zwłokę dla należności za okres od stycznia 2020 r.

Płatnicy, którzy mają trudności w opłacaniu składek, w następstwie COVID-19 skorzystać mogą z rozwiązania polegającego na odstąpieniu od pobierania odsetek za zwłokę od składek za okres od stycznia 2020 r.

Rozwiązanie dostępne jest dla wszystkich płatników składek na ubezpieczenie społeczne lub zdrowotne. W celu skorzystania z ww. rozwiązania nie ma znaczenia wielkość przedsiębiorstwa.

Odstąpienie od pobierania odsetek przez ZUS jest możliwe w sytuacji, gdy składki zostały już opłacone, ale po ustawowym terminie płatności, w wyniku czego powstały odsetki. Skorzystanie z tego rozwiązania nie wyklucza możliwości skorzystania z innych form wsparcia w ramach Tarczy Antykryzysowej.

Zawieszenie realizacji umowy o rozłożeniu zadłużenia na raty lub umowy o odroczeniu terminu płatności na okres 3 miesięcy

W przypadku przedsiębiorców, którzy mają z ZUS zawartą umowę o rozłożenie zadłużenia na raty lub umowę o odroczeniu terminu płatności i w wyniku COVID-19 mają trudności z wywiązywania się z ich postanowień, istnieje możliwość ich zawieszenia na okres 3 miesięcy.

Powyższe rozwiązanie skierowane jest do wszystkich płatników składek, z którymi ZUS zawarł ww. umowy. W tym rozwiązaniu nie ma znaczenia data od kiedy prowadzona jest działalność gospodarcza ani wielkość przedsiębiorstwa. Zawieszenie dotyczy rat oraz składek nieopłaconych, których terminy płatności przypadają w okresie marzec-maj 2020 r.

ZMIANY DOTYCZĄCE ŚWIADCZEŃ POSTOJOWYCH

Tarcza Antykryzysowa 2.0 zmodyfikowała również dotychczasowe zasady dotyczące przyznania tzw. świadczeń postojowych dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą, wykonujących umowę agencyjną, zlecenia lub inną umowę o świadczenie usług, jeżeli nie podlegają one ubezpieczeniom społecznym z innych tytułów.

Przewidziane w Tarczy Antykryzysowej 1.0 jako jednokrotne świadczenie postojowe będzie mogło być na podstawie Tarczy Antykryzysowej 2.0 wypłacone ponownie, ale nie więcej niż trzy razy.

Będzie mogło być też wypłacone po raz kolejny, nie wcześniej niż w miesiącu następującym po miesiącu wypłaty wcześniej przyznanego świadczenia postojowego.

Warunkiem przyznania kolejnego świadczenia postojowego będzie oświadczenie przedsiębiorcy lub osoby wykonującej umowę cywilnoprawną, że sytuacja materialna wykazana we wcześniejszym wniosku nie uległa poprawie.

Po zmianach wprowadzonych przez Tarczę Antykryzysową 2.0, w przypadku świadczeń postojowych dla osób prowadzących działalność przyznawanych po raz pierwszy (również tych, w sprawie których wnioski zostały już złożone od 1 kwietnia 2020 r.) nie będzie obowiązywał warunek granicznej kwoty przychodu czyli warunek, że przychód uzyskany w miesiącu przed miesiącem, w którym składany jest wniosek o świadczenie postojowe, nie może przekroczyć kwoty wyliczonej jako 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłoszonego przez Prezesa GUS na podstawie przepisów o emeryturach i rentach z FUS obowiązującego na dzień złożenia wniosku.

Z kolei, w przypadku świadczeń postojowych dla osób realizujących umowy cywilnoprawne przyznawanych po raz pierwszy, będzie obowiązywał warunek wykonywania umowy zawartej przed 1 kwietnia, a nie jak dotychczas przed 1 lutego.

ULGI W SPŁACIE ZOBOWIĄZAŃ PODATKOWYCH W ZWIĄZKU Z COVID-19 NA PODSTAWIE PRZEPISÓW ORDYNACJI PODATKOWEJ

Tarcza Antykryzysowa 2.0 umożliwiła uzyskanie przez przedsiębiorców ulg w spłacie zobowiązań podatkowych na podstawie przepisów Ordynacji Podatkowej.

Pomoc ta stanowi pomoc publiczną mającą na celu zaradzenie poważnym zaburzeniom w gospodarce, o której mowa w Komunikacie Komisji – Tymczasowe ramy środków pomocy państwa w celu wsparcia gospodarki w kontekście trwającej epidemii COVID-19 (2020/C 91 I/01).

Rozwiązanie to przede wszystkim umożliwi przedsiębiorcom wnioskowanie o pomoc publiczną w maksymalnej wysokości 800 tyś euro (przed nowelizacją pomoc ta maksymalnie mogła wynosić 200 tyś euro).

PODATKOWE GRUPY KAPITAŁOWE

W Tarczy Antykryzysowej 2.0 wprowadzono rozwiązanie, na mocy którego, w przypadku gdy na skutek epidemii COVID-19, podatkowe grupy kapitałowe nie spełnią warunku rentowności oraz braku zaległości podatkowych, utrzymają one status podatnika podatku dochodowego.

Wprowadzone rozwiązanie dotyczy wyłącznie roku podatkowego, który rozpoczął się przed dniem 1 stycznia 2020 r. a zakończy się po dniu 31 grudnia 2019 r. lub rozpoczął się po dniu 31 grudnia 2019 r. a zakończy przed dniem 1 stycznia 2021 r.

Anna Turska, Wiceprezes Zarządu w Kancelarii Ożóg Tomczykowski

[1] Dziennik ustaw z dnia 17 kwietnia poz. 695

Krzysztof Misiak nowym dyrektorem Cushman & Wakefield Polska

Krzysztof Misiak został nowym dyrektorem polskiego oddziału międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield. Zastąpi on na tym stanowisku Charlesa Taylora, który rozstaje się z firmą po 30 latach pracy.

Krzysztof Misiak, dotychczasowy dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Polsce, związany jest z firmą Cushman & Wakefield od 13 lat. W 2012 roku objął zwierzchnictwo nad sekcją miast regionalnych w ramach działu biurowego i z powodzeniem wprowadził markę Cushman & Wakefield na główne rynki regionalne. W 2018 roku został dyrektorem całego działu powierzchni biurowych w Polsce. Krzysztof stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Uczestniczył w prawie 300 transakcjach najmu na ponad 500 000 mkw.

– Krzysztof jest znanym profesjonalistą oraz doświadczonym i wysoko cenionym liderem. Będzie odpowiadał za dalszy rozwój firmy bazując na jej dotychczasowych sukcesach oraz za zagwarantowanie najwyższej jakości usług i strategii w ramach wspierania naszych klientów w szybko zmieniającym się otoczeniu biznesowym. Cieszę się, że będę mógł z nim blisko współpracować po objęciu przez niego nowej funkcji – powiedział Jonathan Hallett, MRICS, Executive Partner, Head of Central & Eastern Europe, Cushman & Wakefield

Pełniąc funkcję dyrektora polskiego oddziału Cushman & Wakefield, oprócz dalszego i bezpośredniego kierowania pracami działu powierzchni biurowych, Krzysztof będzie zajmował się zarządzaniem wszystkimi liniami biznesowymi w Polsce, a przede wszystkim wzmacnianiem pozycji firmy na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce.

– Ogromnie się cieszę, że będę mógł wspierać rozwój naszej działalności w Polsce, korzystając przy tym ze współpracy z globalną siecią naszych biur i kompetencji naszego lokalnego zespołu, aby zagwarantować naszym klientom dostęp do rozległej wiedzy i informacji oraz zaawansowane rozwiązania w zakresie nieruchomości zapewniające im najwyższą wartość dodaną – powiedział Krzysztof Misiak, dyrektor biura Cushman & Wakefield w Polsce.

Krzysztof Misiak zastępuje Charlesa Taylora, który był odpowiedzialny za zarządzanie biurem Cushman & Wakefield w Polsce od 2013 roku. Przed przeprowadzką do Polski pracował w Wielkiej Brytanii, a później zarządzał oddziałem Cushman & Wakefield na Węgrzech.

– Chcę podziękować Charlesowi za jego duży wkład w rozwój Cushman & Wakefield. Kierował polskim oddziałem w trakcie fuzji Cushman & Wakefield i DTZ, która miała miejsce pięć lat temu, i odegrał kluczową rolę w budowaniu dzisiejszego sukcesu firmy – dodaje Jonathan Hallett.

Marsh: Fuzje i Przejęcia – rynek ubezpieczeń transakcyjnych

Firma Marsh PEMA (Private Equity and Mergers & Acquisitions) po raz kolejny opublikowała raport podsumowujący rynek ubezpieczeń transakcyjnych na świecie.

Rok 2019 przyniósł 26% wzrost liczby zaaranżowanych polis transakcyjnych, co dało liczbę 1241 zawartych umów ubezpieczenia, z łącznym limitem sumy ubezpieczenia na poziomie 50,9 mld USD.

Polska Praktyka Marsh PEMA pracowała w roku 2019 nad 50 polskimi projektami, co dało 25% wzrost w stosunku do roku 2018.

Małgorzata Splett podkreśla, że trendy, które podsumowuje raport Marsha dla regionu EMEA są bardzo podobne do tendencji występujących w polskich projektach transakcyjnych, co (po raz kolejny) świadczy o dojrzałości polskiego rynku i świadomości polskich doradców, funduszy i klientów korporacyjnych w obszarze wykorzystywania polis transakcyjnych w procesach fuzji i przejęć. Jeżeli nie komentujemy oddzielnie danego trendu dla Polski, należy więc uznać, że tendencja jest podobna.

Porównując rok 2019 do roku poprzedniego (dane w tabeli dla EMEA, jako regionu, do którego należy Polska) widać tendencję rosnącą – zarówno w zakresie wybieranych przez klientów limitów sumy ubezpieczenia, liczby uplasowanych polis, czy wyższego średniego limitu sumy ubezpieczenia (jako % Enterprise Value, czyli wartości przedsiębiorstwa).

W dalszym ciągu więcej polis plasowanych jest w EMEA dla funduszy PE, niż dla graczy korporacyjnych, jednak trend ten zależy głównie od danego roku. Minimalnie więcej w roku 2019 zaaranżowanych było polis dla sprzedającego, jednak wciąż standardem rynkowym są polisy, w których ubezpieczającym jest kupujący. Wszystkie tendencje wzrostu powtórzyły się w 2019 roku w przypadku projektów polskich – jedynie podobnie jak w latach poprzednich 100% wszystkich uplasowanych przez nas polis były to polisy dla kupującego.

2019 2018
Łączny limit sumy ubezpieczenia $ 25,4 mld  $ 16,2 mld
Liczba polis 592 479
Średnia wartość przedsiębiorstwa (EV) $ 217,6  $ 197,9
Średni limit sumy ubezpieczenia (% EV) 19,7 %  17,1 %
Polisy dla funduszy Private Equity 54,1% 57%
Polisy dla klientów korporacyjnych 45,9% 43%
Polisy dla kupującego 96,6% 98,4%
Polisy dla sprzedającego 3,4% 1,6%

Podobnie jak w roku poprzednim mamy do czynienia z rynkiem sprzedającego – odpowiedzialność sprzedającego określona w umowie kupna sprzedaży jest bardzo często na minimalnym lub zerowym poziomie, co przekłada się na polisy transakcyjne.

Ubezpieczyciele wciąż lubią zachowywać ok. 0,5% Enterprise Value dla udziału własnego w polisach od załamanych zapewnień i oświadczeń (W&I), jednak dla zapewnień związanych z tytułem, bądź w ogóle dla transakcji nieruchomościowych, udział własny jest w polisach zniesiony.

Wciąż popularnym rozwiązaniem – zarówno w regionie EMEA, jak i w Polsce jest ubezpieczenie zapewnień związanych z tytułem  do pełnej wartości EV – ponad limit główny dla wszystkich zapewnień, obowiązuje limit nadwyżkowy tylko dla zapewnień związanych z tytułem, dla którego nie obowiązuje „zwykła” stawka polisowa ubezpieczenia W&I, a stawka korzystniejsza cenowo, natomiast zakres ochrony może sięgać do 10 lat.

Coraz więcej transakcji, dla których plasowane jest ubezpieczenie to transakcje stosunkowo małe, z drugiej strony „segment” transakcji o EV wyższej niż USD 1mld jest coraz większy.

Są to dane z całego regionu EMEA – dla transakcji polskich suma ubezpieczenia zaczyna się od 3-5m EUR (ubezpieczenie W&I), a kończy na kilkuset mln EUR (zwykle transakcje nieruchomościowe lub sprzedaż kompleksowych grup kapitałowych).

W roku 2019 w EMEA stawki polisowe minimalnie rosły, w Polsce zresztą podobnie, ale wciąż oznacza to poziom niezwykle konkurencyjny. Aktualnie za polisę W&I dla polskiej transakcji płaci się średnio pomiędzy 0,7 a 1,5% od limitu kupowanej ochrony. Dostęp do limitów jest coraz szerszy – aktualnie udaje się zebrać nawet 2mld USD limitu dla 1 transakcji (oczywiście ochrona podzielona jest na warstwy).

Sam rynek ubezpieczycieli transakcyjnych wpływa na konkurencyjność cenową głównego produktu – ubezpieczyciele są coraz bardziej elastyczni, jeżeli chodzi o proponowany zakres ochrony i coraz mniejszą liczbę wyłączeń – szczególnie warto tutaj zwrócić uwagę na wyłączenia dotyczące ryzyk, które mogą z powodzeniem być ubezpieczane w „zwykłych” polisach (np. ryzyka wad budowy, środowiskowe, cyber) – kiedyś zapewnienia w tym zakresie były standardowymi rynkowymi wyłączeniami – aktualnie przy dobrym Due diligence i ocenie ryzyka  są ubezpieczalne.

W kwestii zakresu ochrony, nieustannie wielu klientów decyduje się na korzystniejszą z punktu widzenia ubezpieczającego (kupującego) kwalifikację wiedzy ubezpieczonych zapewnień – zakres ten wciąż minimalnie wpływa na cenę polisy, jednak daje stronie kupującego znacznie większą możliwość skorzystania z polisy W&I. Nowością na rynku były w 2019 roku polisy W&I w pełni syntetyczne, czyli dla transakcji, gdzie umowa nie zakładała dawanych przez sprzedającego zapewnień. Marsh z sukcesem zawarł takie polisy. W Polsce również mieliśmy kilka zapytań od klientów w tym zakresie – niestety wciąż muszą to być polisy pod projekty o dość niskim stopniu ryzyka, czyli z perspektywy ubezpieczycieli zwykle transakcje nieruchomościowe, umowy z mniej złożonymi ”biznesowo”  zapewnieniami, gdzie mamy do czynienia z kompletem Due dligence po obu stronach transakcji. Argument, że sprzedający zwyczajnie nie chce złożyć żadnych zapewnień niestety nie przekonuje ubezpieczycieli.

W kwestii szkód, wciąż mamy do czynienia z rosnącą szkodowością (1 szkoda na ok. 5 polis), a ubiegły rok przyniósł falę wysokich kwotowo odszkodowań – ponad 20mln USD na szkodę. Dane szkodowe zawarliśmy szczegółowo w Marsh M&A Claims Study, w którym pełnej analizie zostały poddane szkody z lat 2009-2019.

Rynek po Q1 2020 w kontekście COVID-19

Z zaciekawieniem przyglądamy się sytuacji na rynku przejęć od marca 2020 roku. Jeszcze kilka tygodni temu informowaliśmy, że wciąż pracujemy nad polisami dla kilkunastu transakcji lokalnych. Aktualnie większość procesów mocno spowolniła, co wpływa oczywiście na dalsze działania po naszej stronie.

W czasie, gdy transakcje spowolniły, konkurencyjność rynków oferujących ubezpieczenia transakcyjne jest większa niż kiedykolwiek. Ubezpieczyciele dość agresywnie podchodzą do ofertowania, proponując często niższe niż standardowo stawki polisowe. Łatwiej też wbrew pozorom (ostrożniejsza ocena ryzyka związana z Covid19, o czym poniżej) wynegocjować szerszy zakres ochrony.

Dodatkowo, spodziewamy się, że „przecena” wielu spółek może wpłynąć na pojawienie się na rynku nowych transakcji – tańsze spółki mogą okazać się teraz „łakomym kąskiem” dla kupujących.

Obecna sytuacja i zmiany w normalnym toku działalności większości spółek intensyfikują oczywiście możliwość uruchomienia polisy W&I przez stronę kupującą, już po przejęciu spółki. W konstrukcji, gdy ubezpieczonym jest strona kupująca, polisa uruchomi się, gdy kupujący dowie się o złamaniu zapewnienia z umowy sprzedaży przez stronę składającą zapewnienia.

Ubezpieczyciele już w sposób bardziej ostrożny oceniają ryzyko –  będą obawiać się przede wszystkim ubezpieczania zbyt ogólnie definiowanych zapewnień, dla wszelkich pół działalności, które mogą w aktualnych warunkach funkcjonować inaczej niż w toku normalnej działalności. Przykładowo, mogą dokładniej przyglądać się zapewnieniom dotyczącym zapasów, czy egzekwowania należności.

Z pewnością ubezpieczyciele będą również zwracać uwagę na kondycję spółki przejmowanej i jej plany kontynuacji działalności w świetle aktualnej sytuacji związanej z Covid-19, czyli badać ekspozycję biznesu spółki przejmowanej w takich obszarach jak: zmiany w łańcuchu dostaw, wpływ zmian popytu na produkty i usługi spółki, czy baza klientów i dostawców spółki. Rynki ubezpieczeniowe z pewnością będą chciały również zyskać komfort w zakresie realnej wyceny spółki przejmowanej w sytuacji zmieniającej się sytuacji gospodarczej.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia), Marsh Polska

Przez koronawirusa samorządy wygaszają miasta. „Oszczędzamy 20 tys. zł dziennie”

Rząd pracuje nad trzecią odsłoną tarczy antykryzysowej, która tym razem ma być skierowana przede wszystkim do samorządów. Jednak władze lokalne, które już od kilku tygodni borykają się ze skutkami kryzysu, same także szukają oszczędności. Jedną z metod jest wyłączanie oświetlenia w miastach. Suwałki i Sandomierz redukują światło uliczne w nocy, Olsztyn z kolei wyłącza iluminacje na zabytkach. Na największe zmiany w oświetleniu miasta zdecydował się jednak Kraków.

– Wydatki na energię elektryczną już wcześniej stanowiły znaczącą część kosztów samorządów. W ciągu kilku ostatnich miesięcy wzrosły nawet o 20 proc. także już wcześniej włodarze próbowali oszczędzać chociażby na świątecznych iluminacjach. Naturalne więc, że w obliczu epidemii miasta szukają tańszych rozwiązań tam, gdzie i tak jest już drogo. – Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska

Ciemności w Krakowie, Sandomierz w półmroku

Ze względu na rządowe zalecenia, aby pozostać w domu, a tym samym znacznie zmniejszyć ruch na ulicach, wiele miast postanowiło o wyłączeniu latarni ulicznych w nocy. Na najbardziej radykalny krok zdecydowali się włodarze Krakowa, w którym oświetlenie miejskie gaśnie w godzinach od północy do 4 nad ranem. Jak podaje w komunikacie Zarząd Dróg Miasta Krakowa, takie rozwiązanie przyniesie miastu oszczędności rzędu 20 tys. zł dziennie. Nad podobnym krokiem zastanawia się prezydent Wałbrzycha, Roman Szełemej. W nagraniu udostępnionym na swoim profilu Facebook mówił:
– Podejmujemy różne programy oszczędnościowe, analizujemy co można odłożyć na później, z czego można zrezygnować. (…) Chciałbym zapytać państwa o zdanie – jeśli akceptujecie to, to podejmiemy decyzję o wygaszeniu całego oświetlenia miejskiego w godzinach od 24 do 4 rano. (…) Oszczędności będą wynosiły ok. 80 tys. miesięcznie.

Oglądając film z wystąpieniem prezydenta można kliknąć na ankietę, wyrażając tym samym swoje zdanie na temat tego pomysłu.

Nieco mniej radykalną decyzję podjęły władze Suwałk, które od kilku dni wygaszają światła po godzinie 23.00 na ulicach, przy których nie ma zabudowań, a także na parkingach, boiskach i w miejscach rekreacji. W Sandomierzu z kolei po godzinie 23.00 lampy świecą jedynie na wybranych ulicach.

Kołobrzeg i Olsztyn bez iluminacji budynków

Zalecenia pozostania w domu prawie całkowicie zatrzymały ruch turystów. Miasta więc decydują się także na wyłączenie oświetlenia zabytków. Na taki krok zdecydował się Kraków, Kołobrzeg oraz Olsztyn, który 17 kwietnia wyłączył iluminacje m.in. budynku ratusza oraz Wysokiej Bramy.

– Epidemia koronawirusa wymusiła na samorządach niespodziewane wydatki, przede wszystkim na wsparcie lokalnych szpitali i ośrodków zdrowia, a także na pomoc dla przedsiębiorców. Koszty idą w setki tysięcy, dlatego wydając, władze szukają jednocześnie przestrzeni do oszczędności. O ile czasowe wygaszenie iluminacji oświetlających zabytki jest dla wszystkich zrozumiałe, o tyle wyłączenie, nawet na kilka nocnych godzin, oświetlenia ulic rodzi niepewność. Mieszkańcy mogą np. obawiać się zwiększonej ilości włamań i kradzieży, bo ciemność nie jest sprzymierzeńcem miejskiego monitoringu. Warto jednak pamiętać, że to tylko tymczasowe rozwiązanie, a wraz z ustępowaniem obostrzeń o swobodnym poruszaniu się światła będą wracać do miast. – Sebastian Biela, wiceprezes Energii Polskiej

Sztuczna inteligencja pomaga śledzić proces deforestacji

W 50. rocznicę Dnia Ziemi SAS i IIASA (International Institute for Applied Systems Analysis) łączą siły w celu przekształcenia informacji gromadzonych przez pasjonatów w ramach inicjatywy crowdsourcingowej w wiedzę praktyczną, pozwalającą chronić naszą planetę.

SAS angażuje się w tworzenie ogólnoświatowej społeczności innowatorów wykorzystujących technologię do inicjowania pozytywnych zmian w życiu ludzi i naszej planety. Z okazji tegorocznego Dnia Ziemi, SAS wspólnie z międzynarodową organizacją IIASA wdrażają nową generację sztucznej inteligencji, która pozwoli lepiej zrozumieć naszą planetę.

IIASA jest niezależnym międzynarodowym instytutem badawczym specjalizującym się w analizie systemowej, dostarczaniu rozwiązań politycznych i podstawowych informacji na temat kluczowych problemów, przed jakimi stoi ludzkość. Obecnie organizacja skupia się na problemie wylesiania i wykorzystuje sztuczną inteligencję do zrozumienia połączeń między ekosystemami Ziemi.

Nasza planeta ulega gwałtownym przemianom. Dotychczasowe doświadczenia, wiedza naukowa i możliwości tradycyjnych modeli analitycznych są niewystarczające, aby zapobiegać negatywnym zmianom. Utrudnia to wydajną, skuteczną i odpowiednio zaplanowaną w czasie interwencję człowieka.

Pilne odniesienie się do tych przemian wymaga zastosowania rozwiązań technologicznych z najwyższej pόłki. Dlatego właśnie zwróciliśmy się do SASmówi Albert van Jaarsveld, dyrektor generalny IIASA. Łącząc funkcje naszych platform do badań środowiskowych, sztucznej inteligencji SAS oraz technologii rozpoznawania obrazów (computer vision) z niebywałym potencjałem intelektualnym obywateli, którym sprawy środowiska nie są obojętne, stworzymy modele AI, które wykładniczo zwiększą naszą wiedzę i pozwolą na ocenę zmian środowiskowych na poziomie globalnym, w czasie niemal rzeczywistym.

Opracowanie modelu AI zaczyna się od ludzkiej inteligencji. SAS I IIASA wspólnie uruchamiają aplikację gromadzącą dane, wykorzystując wiedzę zebraną przez wielu uczestników projektu – ochotników: obywateli, uczniów szkół średnich zgromadzonych dziś w wirtualnych klasach, artystów, inżynierów i osób zajmujących się zawodowo analizą danych. Na początku ich zadanie polega na analizie i ocenie zdjęć lasów deszczowych. Zdjęcia te ukazują obszary bez ingerencji człowieka oraz takie, w których działalność człowieka ma miejsce.

Ponieważ analiza obrazu stanowi ważny pierwszy etap w dokładnej ocenie i projekcji wylesiania, prosimy uczestników projektu, aby zgłaszali przypadki wskazujące na drobne, postępujące ubytki w zalesieniu na całym świecie i wyszukiwali to, czego technologia zobaczyć nie możemówi van Jaarsveld. Crowdsourcing pomaga zwiększyć dokładność algorytmów AI, przyspieszając proces, który w przeszłości zajmował lata, co umożliwia nam szybsze opracowywanie rekomendacji działań politycznych mających na celu ochronę naszych lasów.

Oznaczając regiony, gdzie działalność człowieka jest widoczna, uczestnicy projektu pomagają w poprawianiu modeli AI. Na przykład, człowiek z łatwością odróżni drogę (która jest znakiem ludzkiej ingerencji w środowisko) od rzeki (która takim znakiem nie jest). Model AI nie zauważy różnicy, dopóki nie otrzyma wystarczającej liczby informacji. Ponadto wyniki dostarczane przez model analityczny zapewniają, że aplikacja crowdsourcingowa skupi uwagę uczestników na najważniejszych regionach. Model pozwoli na zwiększenie wydajności ochotników, najefektywniej wykorzystując ich uwagę i spostrzeżenia w szerokim wachlarzu projektów mających na celu monitorowanie i pomiar ważnych zmian o zasięgu globalnym.

Połączenie wiedzy wielu uczestników projektu z potencjałem maszyn pozwala stworzyć SAS i IIASA potężną platformę umożliwiającą obywatelom-naukowcom uczestnictwo w nowatorskich badaniach prowadzących do lepszego zrozumienia, przewidywania i rozwoju w świecie, w którym żyjemy. Pierwsza faza tego partnerstwa koncentruje się na problemie wylesiania. W planach jest rozszerzenie jej na inne problemy związane z ochroną środowiska, gdzie gromadzenie informacji przez crowdsourcing może służyć wspólnemu dobru.

Każdy może odegrać rolę w czynieniu AI mądrzejszą, ulepszaniu jej zdolności do pomocy w ochronie naszych lasów. Od studentów obecnie nie uczęszczających do szkół, po specjalistów z branży AI, wszyscy zainteresowani udziałem w tym projekcie mogą stać się częścią większej sprawy. Wystarczy obejrzenie kilku zdjęć. Jeżeli chcesz się zaangażować, wejdź na stronę sas.com/rainforest i pomóż w kategoryzacji zdjęć wykazujących oznaki wylesiania. W ten sposób pomożesz w rozwoju nauki i usprawnianiu modeli AI.

Przedstawione tu partnerstwo z IIASA, oparte na wspólnym działaniu wielu osób, wspierane jest przez inwestycje, jakie SAS czyni zarówno w dzielenie się wiedzą, jak wykorzystywać potencjał danych, jak i w ruch Data for Good, zachęcający do korzystania z analityki, aby stymulować pozytywne zmiany w skali globalnej.

Błyskawiczne pogorszenie koniunktury. Nie ma branż odpornych na pandemię

Kwietniowe badanie koniunktury GUS nie pozostawia żadnych wątpliwości: nie ma branży odpornej na globalną pandemię, silne ograniczenia administracyjne nałożone na działalność gospodarczą oraz obawy konsumentów o zdrowie czy swoją sytuację na rynku pracy.

We wszystkich prezentowanych obszarach gospodarki koniunktura oceniana jest najgorzej od początku gromadzenia danych. Dla wszystkich analizowanych gałęzi wykres przybiera kształt klifu.

Zazwyczaj w tym miejscu piszemy o poziomach wskaźników, ale obecnie bardziej miarodajnym byłoby wskazać rzędy wielkości: dla większości analizowanych branż wskaźnik wyrównany sezonowo plasuje się na minusie w przedziale między -40 a -50, z wyłączeniem zakwaterowania i gastronomii, w której wskaźnik sięga prawie -75, i tradycyjnie lepiej radzących sobie informacji i komunikacji oraz finansów i ubezpieczeń ze wskaźnikiem oscylującym wokół -20. Dla porównania warto przypomnieć, że jeszcze przed miesiącem w większości analizowanych gałęzi notowaliśmy wyniki w okolicach zera – jednocyfrowo na plusie lub (częściej) na minusie.

Przedsiębiorcy prognozują dalsze pogorszenie proporcjonalne do siły odebranych dotychczas ciosów – dla przetwórstwa, budownictwa, handlu czy transportu oczekiwania szacowane są na -70, w hotelarstwie i gastronomii przekraczają -80, i nawet branże, w których świadczenie usług pozornie nie uległo istotnej zmianie, jak informacja, oczekują osłabienia swojej pozycji (-49.0). Podobną tendencję widać także w usługach finansowych, w których upatruje się ważnej roli w wychodzeniu z recesji (-60,8). Nie powinno to jednak zaskakiwać, wziąwszy pod uwagę pogarszającą się kondycję klientów, większe ryzyko ogólnogospodarcze, czy konieczność wypłat ubezpieczeniowych.

Cenny dodatek do dzisiejszego komunikatu GUS stanowi aneks, w którym przedsiębiorców pyta się o wpływu COVID-19 na ocenę koniunktury gospodarczej w marcu i kwietniu. Kilka wniosków:

odsetek firm, dla których negatywny wpływ jest odczuwalny, bardzo szybko wzrasta – dla istotnej części z nich zaczyna już zagrażać stabilności firmy. W zakwaterowaniu i gastronomii na taki skrajny scenariusz wskazało dwie trzecie ankietowanych przedsiębiorstw, w handlu detalicznym i transporcie – jedna trzecia, w budownictwie – jedna czwarta. Z tego względu ok. połowa firm z analizowanych branż (z wyłączeniem budownictwa) wdraża znaczące w skali i charakterze działania ratunkowe – w marcu wskazywano głównie na działania korygujące.

• bieżąca sytuacja w oczywisty sposób rozlewa się na wszystkie typy podmiotów w gospodarce: poddostawców, klientów i pracowników. Korygowanie planowanych poziomów inwestycji w dół to jeden z nich. Drugim czytelnym sygnałem jest redukowanie zapotrzebowania na wszystkich etapach działalności – proporcjonalne zmiany zamówień są składane przez klientów, więc przekładają się na proporcjonalnie zmniejszone zapotrzebowanie u dostawców respondentów. O ile o spowolnieniach mówi się w kategoriach schładzania, o tyle teraz mamy do czynienia z błyskawicznym zlodowaceniem.

bardzo niepokojącym zjawiskiem innym jest pojawienie się zatorów płatniczych – w marcu jeszcze wiele podmiotów nie doświadczało ich lub miały one nieznaczny wpływ na prowadzoną działalność. W kwietniowych szacunkach znacznie większy odsetek (ok. 85%) wspomina o ich obecności – dominują zatory uznawane za poważne, a odsetek podmiotów oceniających zatory jako zagrażające stabilności firmy w handlu detalicznym i transporcie sięga 20%, a w hotelarstwie i gastronomii – 28%.

• sposób świadczenia pracy nie zmienia się szybko, co niestety działa na niekorzyść scenariusza V wyjścia z recesji. W świetle oceny ankietowanych firm, praca zdalna w przetwórstwie, budownictwie, czy handlu detalicznym dotyczy ok. 15% stanowisk, tylko nieznacznie lepiej jest w logistyce – 22,3% i handlu hurtowym – 33,6%. Należy przy tym dodać, że ankieta GUS nie obejmuje wielu typów usług nowoczesnych, w których te odsetki będą zdecydowanie wyższe.

• kwarantanna ma relatywnie niewielkie oddziaływanie na wielkość kadry, ale jeśli dołączyć do tego urlopy wypoczynkowe i opiekuńcze, uszczerbek staje się odczuwalny. W kwietniu liczba osób efektywnie świadczących pracę spadła o ponad 40% w hotelarstwie i gastronomii oraz o ok. 20-25% w pozostałych analizowanych branżach.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Polska sprzedaż dołuje. Aż strach pomyśleć jak będą wyglądały dane za miesiąc

Wczorajsze dane na temat produkcji przemysłowej sugerowały, że rozpoczyna się pewien problem. Dzisiejsze dane na temat sprzedaży detalicznej potwierdzają już jego skalę. Aż strach pomyśleć jak będą wyglądały dane za miesiąc.

Dane z Polski

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat sprzedaży detalicznej w marcu w Polsce. Dane pokazują wyraźne spowolnienie. W ujęciu rocznym jest to spadek o 7,1%. W zeszłym roku mieliśmy wysoki poziom, więc punkt odniesienia jest relatywnie niekorzystny. Nie zmienia to faktu, że od początku kryzysu spadek niemalże już do końca marca przekreślił dwa lata wzrostów.

Dalsze dołki na ropie naftowej

Wczorajszy dzień to ponownie gwałtowny spadek cen ropy naftowej. Surowiec kwotowany w Londynie spadł z 26 dolarów do 18, a dzisiaj nad ranem był nawet po 16 dolarów. To niemal 40% spadku w ciągu doby. Ropa notowana w USA miała wyraźnie mocniejsze spadki. Wieczorem przez chwilę oglądaliśmy spadek do niecałych 7 dolarów. W dniu zaczynającym się na 21-22 dolarach oznacza to, że spadek przez chwilę sięgał 66%. Dzisiaj cena stabilizuje się w okolicach 11 dolarów. Spadki nie ominęły również walut państw wydobywających ropę rubla i korony norweskiej. Problemem jest fakt, że budżety tych państw często wymagają znacznie wyższych cen surowca by się dopiąć.

Lepsze dane z Niemiec

Indeks niemieckiego instytutu ZEW wyniósł 28,2 punktu. Taki rezultat w standardowej sytuacji nie zostałby uznany za dobry. Obecnie jednak sytuacja standardowa nie jest i należy go rozpatrywać w kontekście kryzysu oraz oczekiwań analityków na poziomie -42 punktów. Osiągnięty wynik to również optymistyczna wiadomość dla Polski. Dobra sytuacja naszego najważniejszego partnera handlowego jest bardzo ważnym warunkiem wychodzenia naszego kraju z obecnego spowolnienia gospodarczego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych  warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Hakerzy chcą wykorzystać tarcze antykryzysowe by pozyskać nowe ofiary

Hakerzy pojawili się przy tarczy antykryzysowej. W momencie, gdy rządy wielu państw zmagają się z pandemią i starają się udzielić pomocy finansowej dotkniętym przedsiębiorstwom oraz osobom prywatnym, cyberprzestępcy chcą wykorzystać sytuację, starając się wyłudzić pieniądze oraz dane wrażliwe firm i użytkowników indywidualnych – ostrzegają eksperci Check Pointa.

Rządy na całym świecie starają się powstrzymać szalejący kryzys gospodarczy związany z koronawirusem. W samych Stanach Zjednoczonych rząd federalny wprowadza pakiet 2 trylionów dolarów na pobudzenie gospodarki. Pakiet pomocy państwowej w UE ma wynieść 540 mld Euro. To okazja dla hakerów, którzy wciąż rozwijają techniki oszustw i phishingu, używanych z powodzeniem od początku pandemii. Jak niedawno poinformował Google, w kwietniu hakerzy wysyłają ok. 18 milionów e-maili dziennie zawierających złośliwe oprogramowanie oraz phishing związany z Covid-19, a także 240 milionów codziennych wiadomości spamowych związanych z koronawirusem.

Badacze firmy Check Point wskazują, że od stycznia na całym świecie zarejestrowano różne domeny związane z pakietami pomocowymi w dobie kryzysu związanego z koronawirusem. Zarejestrowano ogółem ponad 4 tys. domen związanych z nowymi pakietami finansowymi i ulgami dla firm:

  • W marcu 2020 r. Zarejestrowano łącznie 2081 nowych domen (38 złośliwych; 583 podejrzanych)
  • W pierwszym tygodniu kwietnia zarejestrowano 473 domeny (18 złośliwych, 73 podejrzanych)
  • Zauważono także znaczny wzrost tego typu rejestracji w tygodniu, w którym amerykański rząd zaproponował podatnikom pakiet stymulacyjny. Liczba nowych domen zarejestrowanych w tym tygodniu była 3,5 razy wyższa w porównaniu do średniej z poprzednich tygodni

Powyższe oszustwa wykorzystują zwykle informacje o zachętach finansowych oraz obawach związanych z Covid-19, próbując nakłonić ludzi do przechodzenia na wskazane strony internetowe lub klikanie linków. Użytkownicy, którzy odwiedzają złośliwe domeny zamiast wizyt na oficjalnych witrynach rządowych, ryzykują kradzież i ujawnienie danych osobowych lub kradzież ewentualnych środków finansowych.Hakerzy chcą wykorzystać tarcze antykryzysowe 2 Hakerzy chcą wykorzystać tarcze antykryzysowe

Ataki hakerskie z koronawirusem w tle

Wg Check Point aż 94% ataków związanych z koronawirusem w ciągu ostatnich 2 tygodni to ataki phishingowe, a 3% to ataki mobilne (poprzez dedykowane oprogramowanie wysyłane np. na telefony komórkowe).

Eksperci zauważyli również ogromny wzrost liczby ataków, średnio do 14 000 dziennie! Stanowi to sześciokrotność średniej liczby codziennych ataków związanych z koronawirusem w porównaniu do poprzednich dwóch tygodni. W ciągu ostatniego tygodnia od 7 kwietnia średnia liczba codziennych ataków gwałtownie wzrosła do 20 000.Ataki hakerskie z koronawirusem w tle 2 Ataki hakerskie z koronawirusem w tle

Koszty kryzysu pokryją przedsiębiorcy nowymi podatkami

Zamknąć przedsiębiorcom jedną z dróg do korzystniejszych warunków prowadzenia biznesu, a potem obłożyć podatkami. Musimy dostosować się do nowej rzeczywistości kryzysu i budować nowy model życia gospodarczego. Dlatego nie ma znaczenia wysokość podatków płaconych dotychczas przez przedsiębiorców. Muszą płacić jeszcze więcej w celu sfinansowania walki z epidemią – tak wynika z przemówienia Premiera Morawieckiego, które wygłosił w Sejmie 6 kwietnia 2020 r., prezentując informacje na temat sytuacji Państwa w związku z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa w Polsce.

Jeśli dotąd przedsiębiorcy sądzili, że płacą zbyt wysokie podatki i ponoszą zbyt wiele dodatkowych opłat, to sejmowe wystąpienie Premiera jest niczym innym jak zapowiedzią, że powinni płacić jeszcze więcej. W dobie kryzysu nie ma znaczenia, że to głównie oni w ostatnich latach przyczynili się do wzrostu PKB czy też pierwszego po 1989 r. zerowego deficytu budżetowego. Forsowana jako najcięższy oręż finansowania państwowego budżetu polityka uszczelniania systemu podatkowego ma być także remedium na walkę ze skutkami zapaści gospodarczej spowodowanej koronawirusem. I bynajmniej nie działa tu reguła, by najpierw napoić konia, który jedzie przez pustynię, ale by w pierwszej kolejności zadbać o chłodzenie wozu, który ciągnie.

Nowe podatki co roku zapewnią dziesiątki miliardów euro na walkę z koronawirusem

Jak oznajmił Premier w swoim wystąpieniu, patrząc na przyrost zachorowań w Europie Zachodniej, nie można w tej chwili być optymistą; jesteśmy dopiero na początku walki z koronawirusem. Powinniśmy „dopasować się” do epidemii. Walcząc z zarazą, musimy starać się budować nowy model życia gospodarczego. Nikt na świecie nie wie, jaki będzie przebieg koronawirusa, czy epidemia będzie trwała do czerwca, do sierpnia, czy będzie nawrót jesienią, a może zimą, czy będzie duży, czy mały, a może nie będzie go wcale. Czy szczepionka zostanie wynaleziona w grudniu, a może w lutym przyszłego roku. Dlatego wszyscy stoimy przed wielką niewiadomą w życiu społecznym i gospodarczym. Pewne jest na razie jedno – koronawirus spowodował kryzys, jakiego nikt na świecie się nie spodziewał.

Epidemia uderzyła w szczególności w Europę Zachodnią i Unię Europejską. Dlatego Unia musi powrócić do promowanych przez Polskę pomysłów takich jak podatek cyfrowy, podatek od transakcji finansowych, podatek od śladu węglowego czy do unikalnego pomysłu Grupy Wyszehradzkiej, czyli podatku od wielkich korporacji międzynarodowych. To są pomysły, dzięki którym do budżetu Unii Europejskiej wpłyną dziesiątki miliardów euro rocznie na walkę z koronawirusem. Premier podkreślił też, że trzeba wreszcie skończyć z rajami podatkowymi, o czym Polska mówi głośno już od kilku lat. Powodują one wielki ubytek budżetów państwowych. To mechanizm, poprzez który bogaci ludzie i bogate firmy rozliczają się w takich państwach, jak Szwajcaria, Liechtenstein, czy Cypr. Premier chce świata bez rajów podatkowych. „To wielkie polskie wyzwanie, przez które chcemy, by w budżecie państw i UE były środki na walkę z koronawirusem” – powiedział Prezes Rady Ministrów.

Krytyka działań ratunkowych podejmowanych przez przedsiębiorców

Brytyjski przedsiębiorca Richard Branson został niedawno skrytykowany za przesunięcie dokonane w strukturze swojej firmy. Przeniósł on 16 marca 2020 r. warte 1,1 mld dolarów aktywa w holdingu Virgin Galactic ze stanu Delaware w USA na Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Dyrektor generalny organizacji międzynarodowej Tax Justice Network z siedzibą w Anglii i Walii wyraził oburzenie, że właściciel globalnego biznesu operuje swoją własnością poprzez wykorzystanie struktur w jednej z najbardziej nieprzejrzystych jurysdykcji na świecie. Tylko że zapomniał wspomnieć o jednej istotnej kwestii.

Virgin Galactic stała się pierwszą notowaną na giełdzie publiczną firmą z branży turystyki oferującą komercyjne loty kosmiczne. Firma, która zadebiutowała na nowojorskiej giełdzie NYSE pod koniec października ubiegłego roku, zaczęła tonąć, notując na przełomie marca i kwietnia 2020 r. dwudziestoprocentowe spadki. Z końcem marca pracownicy zgodzili się na ośmiotygodniowy bezpłatny urlop. „To jest najważniejszy kryzys, jakiego świat doświadczył w moim życiu” – napisał 22 marca 2020 r. Branson w poście na swoim blogu. „Ponieważ wiele z naszych firm działa w branżach takich jak turystyka, rekreacja i wellness, toczą one masową walkę o przetrwanie i ocalenie miejsc pracy” – dodał.

A jak wygląda pomoc dla firm?

Branson dokonane przesunięcie aktywów tłumaczył wewnętrzną reorganizacją, pozostającą bez wpływu na udział własnościowy. Ze swoich struktur organizacyjnych wyeliminował tylko jedną ze spółek zależnych, która w obecnych okolicznościach nie była już potrzebna przedsiębiorstwu. Dodatkowo na ratowanie swojej firmy przed skutkami pandemii zobowiązał się przekazać 250 mln dolarów. A jak wygląda wsparcie rządu, którego szef wypowiada wojnę m.in. takim wewnętrznym reorganizacjom?

Trzykrotne zwolnienie ze składek ZUS czy jednorazowa zapomoga postojowa w wysokości 2 080 zł dla przedsiębiorców zatrudniających do 9 osób to przykładowy pakiet pomocy kryzysowej dla polskich małych firm. Dla porównania niemieccy przedsiębiorcy zatrudniający do 10 pracowników dostaną 15 tys. euro. Wskazywany przez Premiera Cypr zareagował w połowie marca na epidemię koronawirusa obniżeniem stawek VAT z 19% do 17% na okres dwóch miesięcy i z 9% do 7% na okres trzech i pół miesiąca w celu zwiększenia siły nabywczej obywateli i pobudzenia konsumpcji.

I nie chodzi w tym zestawieniu o to, aby porównywać działania rządów w trudnych do porównania warunkach gospodarczych państw. Choć, jak widać, mniejsza gospodarka, jaką jest Cypr, ma nieco inne podejście do wyjścia z kryzysu. Można oczywiście tłumaczyć się tym, że Niemcy stać na ratowanie niemieckiego przedsiębiorcy kwotą 68 tys. zł, a polskiego tylko kwotą 2 080 zł. Nie zmienia to jednak faktu, że w tych warunkach większe szanse na przetrwanie niewiadomego do przewidzenia, zgodnie ze słowami Premiera, okresu trwania kryzysu ma raczej ten pierwszy niż ten drugi przedsiębiorca. I to o jakieś 3 270%.

Dlatego otwarta krytyka działań przedsiębiorców reorganizujących działalność własnych struktur organizacyjnych celem ratowania firmy i miejsc pracy, jak i zapowiedź finansowania walki z epidemią za pomocą nowych podatków obciążających tych przedsiębiorców nie wydaje się krytyką konstruktywną ani usprawiedliwioną. Zwłaszcza z ust szefa organu państwa, który już dziesiąty rok utrzymuje wyższe stawki VAT, pobiera podatek od zysków, których nie ma czy podatek od podatku, jak w przypadku zawierającego akcyzę paliwa. Nawet wsparcie w postaci zwolnień z ZUS, biorąc pod uwagę późniejszy brak możliwości zastosowania odliczenia, to tak naprawdę jedynie pożyczka od państwa, a nie zapomoga. Przedsiębiorcy bowiem, choć z obowiązku opłacenia składek ZUS mogą zostać w ramach pomocy państwowej zwolnieni, to w rzeczywistości ich korzyść będzie znacznie niższa niż kwota niezapłaconej składki. Składkę zdrowotną od należnego podatku oraz składkę na ubezpieczenie społeczne od uzyskanego dochodu mogą bowiem odliczyć tylko wtedy, gdy ją opłacą.

Kiedy jeden zabiera drugiemu, łatwiej, gdy ten drugi się nie broni

Ponadto wskazywanie jako zło działań przedsiębiorców wykorzystujących w swej działalności zagraniczne jurysdykcje celem zapewnienia większego bezpieczeństwa finansowego swoich firm jest dość silnym przejawem hipokryzji. Mówiąc wprost o sięganiu głębiej do kieszeni przedsiębiorców za pomocą stworzonego w tym celu prawa, umknęło gdzieś mówcy, że przedsiębiorcy ci korzystają z prawnych metod obrony przed takimi działaniami, do tego stworzonymi przez to prawo wcześniej.

Przedsiębiorca równa się sponsor walki z koronawirusem

Realia są natomiast takie, że to przedsiębiorca ponosi ryzyko gospodarcze swojej działalności i w sytuacji kryzysowej zostaje sam na placu boju o byt swojej firmy. W pierwszym kwartale 2020 r. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 188 upadłości firm. Jak szacuje Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej, wyniki pierwszych trzech miesięcy przełożyłyby się na liczbę 752 upadłości w 2020 r., co oznaczałoby wzrost o 28,32% w stosunku do 2019 r.

„Do ogłoszonych upadłości powinniśmy dodać również firmy, które o taką upadłość wystąpiły, ale ich wnioski zostały oddalone ze względu na fakt, że ich majątek nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego. W pierwszym kwartale 2020 r. oddalono wnioski o upadłość 201 przedsiębiorstw” (www.coig.com.pl/2020-upadlosci-firm_marzec.php).

W tych okolicznościach i w obliczu zapowiedzi Premiera można podejrzewać, że obecnie nikt nie chciałby się znaleźć w sytuacji polskiego przedsiębiorcy. Zwłaszcza że, jak podkreślał szef rządu, walka z optymalizacją podatkową przedsiębiorstw oraz nowe ciężary podatkowe przyniosą budżetom UE i poszczególnym państwom członkowskim miliardy euro na walkę z koronawirusem nie jednorazowo, a każdego roku.

Co można dziś poradzić firmom? Aby jak najszybciej przeprowadziły analizę prawną swojej sytuacji. Także audyt posiadanych struktur transgranicznych i ewentualne ich przemodelowanie i dostosowanie do rządowych zapowiedzi. Aby nie okazało się, że za chwilę firma stanie się głównym donatorem i sponsorem walki z koronawirusem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Testy na koronawirusa dostępne przy Westfield Arkadia w Warszawie

Laboratoria medyczne Grupy DIAGNOSTYKA uruchomiają 22 kwietnia w Warszawie drugi mobilny punkt pobrań. Bezpłatne testy na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 dla personelu medycznego będą wykonywane na terenie Westfield Arkadia. Testy sfinansuje Diagnostyka, a partnerem akcji Badamy-Wspieramy stała się grupa Unibail-Rodamco-Westfield.

W środę 22 kwietnia rusza drugi warszawski mobilny punkt pobrań. Testy na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 dla personelu medycznego będą wykonywane na terenie   Westfield Arkadia w specjalnym namiocie typu „Drive&Go-Thru”. Są one bezpłatnie dla przedstawicieli wybranych zawodów medycznych: lekarzy, stomatologów, diagnostów laboratoryjnych, pielęgniarek i położnych, fizjoterapeutów oraz ratowników medycznych.

– Widzimy ogromne zainteresowanie pracowników służby zdrowia, wykonaniem testu na obecność SARS-CoV-2 w Warszawie. Wychodząc im naprzeciw otwieramy w stolicy drugi punkt typu „Drive&Go-Thru”. W pierwszej kolejności przeprowadzać będziemy darmowe badania dla medyków, a następnie realizować również odpłatne testy dla osób indywidualnych. – powiedział prof. Jakub Swadźba, prezes zarządu Diagnostyka.

Drugi warszawski punkt pobrań znajduje się na terenie CH Westfield Arkadia przy al. Jana Pawła II 82 (parking na poziomie -2) i jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-15:00. Będzie mogło z niego skorzystać nawet 120 osób dziennie.

Grupa Unibail Rodamco Westfield, właściciel centrum handlowego, zaangażowała się w akcję przez darmowe udostępnienie swoich powierzchni.

– W ramach wsparcia walki z epidemią koronawirusa podejmujemy szereg działań niosących pomoc społecznościom lokalnym, które znalazły się obecnie w trudnej sytuacji – seniorzy czy rodziny ubogie. Ponadto, przekazujemy materiały ochronne do szpitali w Warszawie i Wrocławiu oraz żywność pracownikom pogotowia ratunkowego w województwie Dolnośląskim. Nasza najnowsza inicjatywa to udostępnienie miejsca przy Westfield Arkadia dla punktu pobrań typu „Drive&Go -thru”. Punkt testowy jest całkowicie bezpieczny ze względu na miejsce (parking -2) oraz wszystkie zabezpieczenia ze strony Diagnostyki. Udostępnienie strategicznego miejsca na północy Warszawy na pewno okaże się niezwykle przydatne dla wszystkich zainteresowanych – komentuje Grzegorz Grajkowski, Dyrektor Operacyjny Unibail-Rodamco-Westfield.

Badania wykonywane będą sprawdzoną metodą RT-PCR, przy użyciu testów CE-IVD, zgodnych z rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia. Do wykonania bezpłatnych badań niezbędne będzie okazanie dokumentu potwierdzającego prawo wykonywania zawodu. Z testów, w miarę ich dostępności, będą mogły skorzystać także osoby indywidualne, które nie pracują w służbie zdrowia. Ich zakupu można dokonać poprzez strony internetowe: www.diagnostyka.pl oraz www.zdrowegeny.pl.

Badania we wszystkich punktach pobrań finansowane są bezpośrednio przez Grupę DIAGNOSTYKA oraz PARTNERÓW MEDYKÓW – firmy, które zdecydowały się wesprzeć projekt.

Aby powstały w Polsce nowe punkty pobrań, organizatorzy zapraszają do włączenia się do inicjatywy firmy lokalne, międzynarodowe korporacje oraz samorządy.

W celu zapoznania się z zasadami wsparcia programu darmowych testów dla medyków, przedstawiciele firm komercyjnych oraz samorządów mogą skontaktować się telefonicznie lub mailowo z koordynatorami programu:

Jakubem Strzelczykiem: +48 519 469 026,

Grzegorzem Polusem: +48 663 680 128

lub wysyłając e-mail na adres: [email protected].

Trudna sytuacja finansowa przedsiębiorstw nie wzmaga planów zwolnień i obniżek płac

W połowie kwietnia 6 na 10 firm notuje spadek przychodów, a 11 proc. firm zgłasza, że brakuje im funduszy, by przetrwać nawet miesiąc. W najtrudniejszej sytuacji pozostają mikrofirmy. Jedocześnie co 4 firma ma trudności z regulowaniem zobowiązań, a co 3. z wyegzekwowaniem należności – wynika badania kondycji przedsiębiorstw, przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju. Przy tak trudnej sytuacji finansowej, co trzecia firma planuje obniżki wynagrodzeń w związku z pandemią, a 14 proc. pracodawców planuje zwolnienia w związku z pandemią koronawirusa. Na oba te wskaźniki były wyższe odpowiednio po 14 punktów procentowych.

Analizując zmiany przychodów przedsiębiorstw w kwietniu br., można zaobserwować, że spadek przychodów zgłosiło 61 proc. firm, z czego w przypadku 43 proc. przedsiębiorstw mieliśmy do czynienia ze spadkiem większym niż 25 proc. Najbardziej ucierpiały firmy z sektora handlu, które doświadczyły spadku łącznej wartości sprzedaży o 53 proc. W dalszej kolejności uplasowały się firmy usługowe, spośród których 46 proc. zanotowało spadek przychodów oraz produkcyjne, gdzie podobne zjawisko wystąpiło w przypadku 34 proc. firm. Skutki pandemii są także odczuwalne w postaci malejącego popytu. Spadek zamówień odnotowało 62 proc. firm. W przypadku 45 proc. przedsiębiorstw spadek zamówień przekroczył 25 proc. Wyzwaniem stają się również narastające zatory płatnicze. Problemy w tym obszarze zgłasza 23 proc. firm. Prawie jedna trzecia badanych przedsiębiorstw (32 proc.) deklaruje, że nieopłacone w terminie należności stanowią od 25 do 50 proc. wszystkich należności przedsiębiorstwa. Z kolei egzekwowanie należności stanowi wyzwanie dla 36 proc. przedsiębiorstw, a 7 na 10 firm ocenia, że sytuacja pod tym względem pogorszyła się w porównaniu do lutego.problemy z windykacją

Polska gospodarka zaczyna odczuwać skutki wyhamowania aktywności na skutek rozwoju pandemii koronawirusa. Świadczą o tym zarówno spadki przychodów przedsiębiorstw, mniejsza liczba zamówień, jak i zauważalny spadek popytu na pracę. W marcu liczba nowych ofert pracy zamieszczonych w serwisach internetowych była niższa o 35 proc. wobec liczby z marca 2019 r. 47 proc. firm deklaruje, że będące w ich dyspozycji środki finansowe pozwolą im przetrwać maksymalnie kwartał. Z drugiej strony, 79 proc. przedsiębiorców twierdzi, że zamierza utrzymać dotychczasowy poziom zatrudnienia. Musimy jednak pamiętać, że szereg reperkusji będzie miał charakter długofalowy. Niemal ¼ firm ma problemy z regulowaniem zobowiązań wobec kontrahentów, a 36 proc. ma trudności w egzekwowaniu należności. Zatory płatnicze to jeden z wielu elementów, które mogą utrudnić bezbolesny powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego  – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Czy pracownicy powinni się obawiać?

W sytuacji kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa bardzo ważne jest monitorowanie sytuacji na rynku pracy oraz planów firm w zakresie polityki zatrudnienia. 13 proc. mikrofirm planuje zmniejszenie zatrudnienia, ale aż 80 proc. z nich nie ma takich planów, co jest sygnałem pokazującym, że w pierwszej połowie kwietnia zwalnianie pracowników mniej pożądanym elementem strategii firm w dobie kryzysu. Wyniki badań PIE i PFR wskazują, że także wśród małych, średnich i dużych firm plany dotyczące redukcji zatrudnienia nie są podstawowym sposobem przetrwania trudnych czasów. W przypadku małych firm zmniejszenie zatrudnienia planuje 18 proc., odmienne plany ma 73 proc. Jeżeli chodzi o średnie przedsiębiorstwa, to redukcję etatów deklaruje 11 proc., a 85 proc. jej nie planuje. Spośród dużych firm, zmniejszenie zatrudnienia planuje 16 proc., zaś 74 proc. nie planuje zmian w wielkości zatrudnienia. Najbardziej narażeni są pracownicy sektora handlu, w którym zwolnienie od 10 do 25 proc. załogi deklaruje 38% proc. firm oraz sektora produkcji, w którym 35 proc. przedsiębiorstw planuje redukcję zatrudnienia o od 25 do 50 proc.

Pierwsze dane z rynku pracy, obejmujące już okres zamrożenia części gospodarki, uwidoczniły tendencję do redukcji zatrudnienia w firmach. Nie są to zjawiska jeszcze najbardziej pesymistyczne i porównywalne z tym co występuje między innymi w USA, ale widać, że część przedsiębiorstw chcąc przetrać stawia na zwolnienia. Warto jednak odnotować, że w naszych badaniach odsetek firm które planują takie kroki zmalał względem końca marca z poziomu 28 proc. do obecnych 14 proc. Może to oznaczać, że po pierwszym szoku i uderzeniu kryzysu sytuacja zatrudnieniowa ulegnie uspokojeniu – podkreśla Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora w Polskim Instytucie Ekonomicznym.  

Nawet jednak ci pracownicy, którzy utrzymają stanowiska, mogą doświadczyć obniżki wynagrodzeń. Cięcia płac planuje bowiem 36 proc. dużych firm, 37 proc. średnich, 35 proc. małych i 25 proc. mikrofirm. Utrzymanie dotychczasowego poziomu wynagrodzeń deklaruje 59 proc. mikrofirm, 50 proc. firm małych, 51 proc. średnich i 44 proc. dużych. Plany w tym zakresie różnicują przedsiębiorstwa w zależności od sektora działalności w znacznie mniejszym stopniu, aniżeli statystyki dotyczące spadku przychodów oraz zwolnień. Utrzymanie wynagrodzeń na obecnym poziomie zgłasza 51 proc. firm z sektora handlu, 56 proc. przedsiębiorstw produkcyjnych oraz 52 proc. firm usługowych. Z kolei obniżkę płac planuje 32 proc. firm handlowych, 30 proc. produkcyjnych oraz 33 proc. przedsiębiorstw z sektora usług.zmiany wynagreodzeń

Nota metodologiczna:

Badanie na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju przeprowadzone przez IBRiS w dniach 15-17 kwietnia 2020 r. wśród właścicieli firm lub osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach na temat ich sytuacji i planów po nastaniu w Polsce epidemii koronawirusa. Badanie przeprowadzono za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) na próbie losowo-kwotowej obejmującej 400 firm, w 4 kategoriach wielkości i 3 sektorach branżowych. Na podstawie tej próby możemy przeprowadzić wnioskowanie o populacji polskich przedsiębiorstw przy poziomie ufności 0,95, a błąd szacunku wskaźników struktury wyniesie 5 proc.

Jak w czasie COVID-19 działają firmy na rynku biurowym

Firma doradcza Walter Herz przeprowadziła badanie, by sprawdzić jak firmy radzą sobie w obecnej sytuacji na rynku biurowym i jakie efekty przynosi praca zdalna.

Okazuje się, że tylko 10 proc. firm przed wybuchem epidemii nie przewidywało możliwości pracy zdalnej pracowników. Zdecydowana większość, bo aż 90 proc. przedsiębiorstw już wcześniej umożliwiała taką formę pracy swoim ludziom.

W ocenie większości ankietowanych, produktywność w pracy świadczonej zdalnie wcale nie spadła albo obniżyła się tylko w nieznacznym stopniu. A według jednej trzeciej pytanych, efektywność ich pracy w czasie epidemii nawet wzrosła.

Ponad połowa osób, które wzięły udział w badaniu zajmuje stanowiska managerskie, a 16 proc. dyrektorskie. Wśród ankietowanych 50 proc. przedsiębiorstw zatrudnia od 50 do 250 osób, jedna trzecia do 50 pracowników, a 16 proc. to firmy w których pracuje ponad 250 osób. Większość to firmy związane z branżą IT, bankowością i ubezpieczeniami.

Największym wyzwaniem dla osób pracujących w domu okazała się ergonomia stanowiska pracy i fizyczne środowisko, w jakim aktualnie pracują, w tym także work – life balance związany z świadczeniem pracy w domu. Zdecydowanie mniejsze trudności badani mają z nawiązywaniem kontaktów biznesowych i sprzętem do pracy, czy technologiami do komunikacji.

– Jedną z najbardziej namacalnych zmian, jakie przyniósł COVID19 jest forma komunikacji z klientami. Aż 75 proc. firm wykorzystuje dziś do niej kanały wideo. Tylko jedna czwarta nie wprowadziła takiej obsługi – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

– Na uwagę zasługuje też fakt, że wśród ankietowani przedstawicieli firm, takich którzy widzą zdecydowanie negatywny wpływ obecnej sytuacji na funkcjonowanie przedsiębiorstwa nie jest dużo. Większość potwierdza niezbyt sprzyjające oddziaływanie kwarantanny na działalność firmy. Niewielki odsetek pytanych wskazuje zaś na neutralny wpływ epidemii na przedsiębiorstwo – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

Wśród najbardziej wyraźnych trudności i wyzwań, jakie pojawiły się wraz z wirusem najwięcej osób wymieniło zmianę organizacji pracy biura, wydłużenie czasu pracy i procesów oraz konieczność wprowadzenia takiej formy pracy, by została utrzymana ciągłość działań i bieżących zadań firmy. Ponadto, wskazywano na utrudnienia związane z ograniczeniem ilości i wielkości spotkań, co wymiernie rzutuje na efektywność. Ankietowani zauważali również spadek ilości zleceń i produktywności, powiązany ze strachem przed chorobą.

Aby zapobiec zakażeniom firmy przede wszystkim wprowadzały pracę zdalną. Wzrosła też dbałość o dezynfekcję pomieszczeń. Do niezbędnego minimum ograniczano spotkania w firmach. Zapadały też decyzje o zamrożeniu niektórych działań i procesów.

Zarządcy i właściciele budynków skupili zaś uwagę  na utrzymywaniu wyjątkowej czystości powierzchni wspólnych w biurowcach. Do tego wprowadzane były zmiany w obsłudze korespondencji i kurierów na terenie obiektów oraz w funkcjonowaniu recepcji. Zadbano też o dostarczenie najemcom i pracownikom płynów do dezynfekcji, a dostęp do budynków został ograniczony.

Niemal 95 proc. właścicieli biurowców dostrzega wpływ, jaki wprowadzony w naszym kraju stan epidemii ma na ich biznes. Około 87 proc. pytanych przyznało, że najemcy kontaktują się z nimi w celu uzyskania informacji na temat działań, jakie mogą podjąć w obecnej sytuacji.

Większość właścicieli budynków biurowych mówi też o negatywnym wpływie, jaki mają zmiany wprowadzone w życiu społecznym na proces budowy i aranżacji powierzchni najmu. Jedna trzecia respondentów miała trudności z interpretacją oddziaływania kwarantanny na prowadzenie budów, a 13 proc. ankietowanych dostrzegło jej pozytywny wpływ.

Prawie 70 proc. zarządzających biurowcami potwierdza natomiast niesprzyjające działanie obecnych ograniczeń na negocjacje umów. Ponad 30 proc. badanych nie widzi zaś przeszkód w negocjacjach.

W sprawie wpływu COVID19 na bieżące funkcjonowanie biurowców zdania są podzielone. Połowa ankietowanych nie dostrzega większego wpływu, a druga połowa wskazuje, że jest on negatywny lub zdecydowanie negatywny.

W ocenie prawie 90 proc. badanych właścicieli i zarządców budynków aktualna sytuacja negatywnie rzutuje także na ilość odnotowanych zapytań o dostępne powierzchnie biurowe. Tylko 11 proc. inwestorów nie widzi w tym aspekcie problemu. Spadek liczby zapytań w najbliższych miesiącach prognozuje natomiast prawie 80 proc. ankietowanych. A niemal 70 proc. przewiduje również zmniejszanie się ilosci rozpoczynanych w najbliższym czasie procesów.

Pobierz raport:

https://walterherz.com/pl/a/wplyw-covid-19-na-uczestnikow-rynku-nieruchomosci

Zamrożona polska gospodarka traci 2 mld zł dziennie

  • Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Konfederacja Lewiatan szacują, że od 16 marca do 20 kwietnia br. polska gospodarka straciła już 76,4 mld zł z powodu zahamowania aktywności gospodarczej i społecznej.
  • Obie organizacje wspólnie uruchomiły licznik strat spowodowanych restrykcjami związanymi ze zwalczaniem COVID-19. Przekładają się one na utratę źródeł utrzymania przez rosnącą liczbę osób oraz nasilenie problemów zdrowotnych niezwiązanych z koronawirusem.

Pracodawcy wskazują, że potrzebne są sprawne i skuteczne działania w kierunku odmrażania gospodarki. Koszty obecnej metody walki z koronawirusem – choć konieczne do poniesienia w początkowej fazie epidemii – na dłuższą metę będą rujnujące dla gospodarki.

Aż 22,8 mld zł z poniesionych strat przypada na przemysł, 19,6 mld zł na handel, 5,4 mld zł na budownictwo, zaś 28,6 mld zł na pozostałe branże usługowe. Tylko do tej pory polska gospodarka straciła 3,2% PKB. Licznik uruchomiony przez pracodawców jest na bieżąco aktualizowany w celu uwzględnienia tempa narastania strat wynikającego z obowiązującego w danym czasie stanu prawnego.

– Nawet najlepsza tarcza nie posiada nieograniczonych limitów. Jeśli nie ożywimy gospodarki – to w krótkim czasie nie tylko zabraknie paliwa dla jej podtrzymania, ale również zabraknie środków na finansowanie walki z COVID-19 w służbie zdrowia. Pieniądze na służbę zdrowia pochodzą przecież z podatków – więc kiedy ich zabraknie, skończy się również finansowanie. Za naszymi ostrzeżeniami o stratach gospodarczych będą podążać konstruktywne propozycje konkretnych działań, uwzględniających specyfikę poszczególnych branż oraz analizę dostępności testów i środków ochronnych. Uważamy jednak, że w obecnej sytuacji dalsze ograniczenie aktywności w wielu sektorach gospodarki na bezprecedensową skalę będzie miało katastrofalne skutki. Zniesienie lockdownu w sposób przemyślany uchroni polską gospodarkę przed poważniejszymi stratami oraz podtrzyma stabilność wielu polskich przedsiębiorstw – zatrudniających miliony pracowników. Dobrze, że Tarcza Finansowa ma częściowo bezzwrotny charakter udzielanego wsparcia. Należy uznać to za właściwy kierunek działania – nadmierna akumulacja zobowiązań finansowych przez firmy w obecnym czasie poważnie utrudniałaby powrót do ich normalnego funkcjonowania po wygaśnięciu pandemii. Właściwym rozwiązaniem jest zastosowanie elastycznych kryteriów umorzenia długu, gdzie wielkość subwencji ustala się proporcjonalnie do poziomu realizacji określonego celu, takiego jak w tym przypadku utrzymanie zatrudnienia” – wskazuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Konfederacja Lewiatan oceniają zapowiadaną „Tarczę Finansową” jako potrzebne rozwiązanie, odpowiadające oczekiwaniom firm w obecnej nadzwyczajnej sytuacji. Kluczowe wyzwanie w aktualnych warunkach to dostarczenie przedsiębiorstwom płynności finansowej na adekwatną skalę, aby pokryć lukę powstałą na skutek ograniczenia możliwości generowania przychodów w czasie epidemii. W połączeniu z instrumentami finansowymi BGK, ARP i KUKE – a także złagodzeniem wymogów makroostrożnościowych wobec sektora bankowego – wdrożenie tych działań powinno w zauważalny sposób pomóc w ustabilizowaniu sytuacji przedsiębiorstw dotkniętych kryzysem.

– O ile wczesne zamrożenie aktywności gospodarczej w związku z epidemią COVID-19 przyjęto w wielu firmach ze zrozumieniem – o tyle obecnie dominuje wrażenie, że realne wsparcie przychodzi z opóźnieniem. Co gorsza, perspektywy powrotu do normalnej aktywności są mgliste. Niski popyt na dobra i usługi dobija niepewność. Naszym licznikiem chcemy przypomnieć politykom, że odsuwanie momentu odmrażania gospodarki ma bardzo konkretny wymiar finansowy. Każdy dzień to ponad 2 mld zł niewytworzonego PKB. Pół miesiąca obowiązywania restrykcji przekracza wartość filara inwestycyjnego tarczy antykryzysowej. W dobrych czasach byłby to komunikat o sile polskich przedsiębiorstw – dzisiaj jest to czytelny sygnał, że decyzje polityków są na wagę złota – mówi dr Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

Jednym z najczęstszych pytań przedsiębiorców w odniesieniu do antykryzysowych instrumentów wsparcia jest to, z których form pomocy można korzystać jednocześnie. Stąd duże znaczenie ma jednoznaczne wskazanie, że beneficjenci innych rozwiązań antykryzysowych nie będą wykluczeni z możliwości skorzystania z „Tarczy Finansowej”. Nie bez znaczenia jest również fakt, że program jest skierowany do przedsiębiorstw każdej wielkości. Dotychczasowe rozwiązania „Tarczy antykryzysowej” – w tym w szczególności zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne – były adresowane w głównej mierze do mikro- i małych przedsiębiorstw. Uwzględnienie firm średnich i dużych w programie sprawia, że podmioty z każdej kategorii – jeśli tylko doświadczają trudności ekonomicznych – będą kwalifikować się do przynajmniej jednej formy wsparcia.

• Licznik dostępny jest pod adresem http://straty-covid.pl/

Zakładany poziom aktywności w sektorach

________________________________________
Szacunki przedstawione w formie licznika bezpośrednich strat polskiej gospodarki związanych z występowaniem COVID-19 oparte są na ocenie wpływu sytuacji epidemicznej oraz obowiązujących restrykcji prawnych na możliwość sprzedaży towarów, świadczenia usług lub prowadzenia produkcji przez podmioty gospodarcze (strona podażowa) oraz determinowanymi przez powyższe czynniki schematami konsumpcji (strona popytowa) w 20 sekcjach PKD. Wyniki zostały finalnie zagregowane do 4 sektorów. Udział każdego z sektorów w tworzeniu PKB został określony w oparciu o dane GUS pochodzące z bazy Eurostatu dotyczące wartości dodanej brutto w tych sekcjach w ostatnim okresie, za który dostępne są pełne dane, tj. 2018 r.

Z uwagi na niedostępność danych pozwalających na precyzyjne oszacowanie bieżących poziomów aktywności w sektorach, konieczne było przyjęcie założeń w tym zakresie opartych o ocenę ekspercką. Przyjęte podejście jest analogiczne do metody szacowania strat stosowanej przez organizacje międzynarodowe i ośrodki w innych państwach, takie jak OECD, OBR, INSEE.

Założenia dotyczące poziomu aktywności w poszczególnych sektorach odnoszą się osobno do każdego dnia. Wprowadzane zmiany obowiązujących restrykcji prawnych pociągać będą za sobą rewizję zakładanych poziomów aktywności, co może wpływać na tempo dalszego narastania szacowanych strat.

Ropa WTI: kilka słów o ogonie i jego psie

Notowania ropy WTI runęły nawet poniżej 7 USD za baryłkę. Ostatecznie skala zniżki przekraczała 40 proc. Po turbulencjach towarzyszących rolowaniu majowego kontraktu i osiągnięciem przez jego kurs ujemnych wartości rynek przestraszył się skali nadpodaży na rynku surowca, która m.in. skutkuje wyczerpaniem dostępności przestrzeni do magazynowania ropy.

Obawy, że notowania kontraktu czerwcowego mogą wygasać w podobny sposób jak w przypadku majowego, wywołały popłoch. I to tuż po tym jak stał się on kontraktem aktywnym, tj. cechowanym przez największa liczbę otwartych pozycji i najwyższe obroty.

Uczestnicy rynku nie chcieli ryzykować i zaczęli „ucieczkę” z najwcześniej wygasającego kontraktu. Na taki krok i szybsze rolowanie pozycji z kontraktu czerwcowego na dalsze kontrakty zdecydowały się nawet z założenia pasywne fundusze ETF, w tym największy na świecie United States Oil Fund, który ostatnio odnotowywał rekordowe napływy kapitału (łącznie zgromadził ponad 4 mld USD). Szacuje się, że w ich wyniku, pozycja tego funduszu przekraczała 25 proc. open interest na kontrakcie czerwcowym.

Nic dziwnego, że aktywowanie się i nietypowe zachowanie giganta spotęgowało panikę i turbulencje na rynku ropy naftowej. Tylko na wczorajszej sesji liczba otwartych pozycji (open interest) kontraktu czerwcowego spadła o ponad 114 tys. kontraktów, czyli o niemal 20 proc. W tym samym czasie open interest kontraktu lipcowego podniósł się o około 30 tys. kontraktów i zwiększył o ponad 8 proc. Masowa ucieczka dołuje kontrakt czerwcowy i stabilizuje lipcowy. Spodziewamy się kontynuacji takiego zachowania przez inwestorów, ale podkreślamy, że po jego ustaniu kontrakt lipcowy może znaleźć się pod presją.

Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz DM TMS Brokers

Potrzebujemy innowacji w zakresie nowych produktów i usług

Wzrost ekonomiczności produkcji przy jednoczesnym rozwoju innowacyjnych produktów to wyzwania, przed którymi stoi dziś wiele przedsiębiorstw przemysłowych – oto wniosek płynący z badania przeprowadzonego przez IDC na zlecenie Dassault Systèmes. Badanie, zatytułowane „Przedsiębiorstwa przemysłowe na drodze do biznesu opartego na danych”[1], analizuje postęp w zakresie cyfryzacji przedsiębiorstw produkcyjnych w Niemczech i Szwajcarii.

Badanie pokazuje, że firmy dostrzegają dziś znaczenie cyfrowej transformacji – ponad połowa wszystkich badanych menedżerów IT stwierdziła, że cyfryzacja ich firmy jest dla nich najważniejszym zadaniem. Powodem są zmienione warunki działalności przedsiębiorstw: aby zagwarantować długoterminowy sukces biznesowy, wprowadzanie innowacji musi zostać przyspieszone, a koszty zmniejszone. W związku z tym, zapytani o najważniejsze cele na najbliższe 2 lata, respondenci wskazali koncentrację na rentowności przedsiębiorstwa i obniżeniu kosztów (55%), ale też prawie połowa (49%) wymieniła innowacje w zakresie nowych produktów i usług.

Jednak cyfrowa codzienność w wielu firmach jest wciąż dopiero przed nimi. Jedynie jedna trzecia badanych firm oceniła własną transformację cyfrową, jako zrealizowaną w sposób „ograniczony” lub „kompleksowy”. 42% badanych stwierdziło, że znajduje się dopiero na początku procesu cyfryzacji i zajmuje się co najwyżej oceną i planowaniem. Podobnie prognozowane są również wydatki na IT: IDC wskazuje, że w ciągu najbliższych pięciu lat na innowacje i transformację cyfrową zostanie skierowanych ponad 50 procent inwestycji.

Z myślą o najbliższych 12 miesiącach decydenci z branży IT jasno sformułowali swoje priorytety. Ponad połowa respondentów postrzega digitalizację, jako ‘zadanie numer 1’. 42 proc. stwierdziło również, że chce wprowadzić modele chmurowe dla optymalizacji i wzmocnienia bezpieczeństwa IT. Kolejne 31 procent położy w nadchodzącym roku szczególny nacisk na optymalizację procesów między działami oraz konwergencję IT i OT (operational IT).

Jak zwiększyć innowacyjność?

Badanie pokazało, że wiele firm nadal potrzebuje wsparcia przy przeprojektowaniu obecnych procesów biznesowych i modelu danych, stanowiących zarówno ważny fundament udanych zmian cyfrowych, jak i sprawnych działań rynkowych. W celu zapewnienia konkurencyjności przedsiębiorstw również w przyszłości, w badaniu przedstawiono pięć praktycznych zaleceń dotyczących sposobu cyfryzacji procesów oraz promocji i przyspieszenia rozwoju innowacyjnych produktów. Są to:

  1. Ocena procesów rozwoju produktu: Aby pomyślnie zdigitalizować rozwój produktów, procesy rozwoju produktów powinny zostać przeprojektowane na całej długości łańcucha wartości.
  2. Ocena biznesowa jako sposób na cyfryzację rozwoju produktów: Holistyczne spojrzenie na przedsiębiorstwo może pomóc uchwycić istniejącą sytuację w IT i realizowanych procesach. W ten sposób można uzyskać informacje o potrzebie optymalizacji i możliwych obszarach działania w zakresie cyfryzacji.
  3. Stworzenie podstaw dla innowacji cyfrowych za pomocą zharmonizowanego modelu danych: Podstawę dla udanej cyfryzacji stanowi spójny model danych wykraczający poza granice działów. Dane centralnie dostępne dla wszystkich uczestników skracają czas trwania cyklu procesowego, zmniejszają koszty i optymalizują procesy automatyzacji.
  4. Wdrożenie jednolitej, cyfrowej platformy rozszerza pole innowacji: Jedyne źródło prawdy (ang. Single Source of Truth) umożliwia czerpanie jak największych korzyści z danych produktowych i systemów rozproszonych w przedsiębiorstwach. Koncepcja platformy wyznacza kierunek dla zwinnego rozwoju innowacji.
  5. Zintegrowane zarządzanie zmianą towarzyszące transformacji: Cyfryzacja firmy zmienia zarówno poszczególne procesy w firmie, jak również ich łańcuchy wartości w dłuższej perspektywie czasowej. Zintegrowane zarządzanie zmianą pomaga w tworzeniu cyfrowej kultury korporacyjnej.

Infografik_PL

Pełna wersja badania (w języku angielskim) jest dostępna na stronie: https://discover.3ds.com/pl/idc-paper-on-innovation-and-digitalization-potential

[1] White Paper IDC „PRZEDSIĘBIORSTWA PRZEMYSŁOWE NA DRODZE DO BIZNESU OPARTEGO NA DANYCH.  JAK SZYBCIEJ WPROWADZAĆ INNOWACJE NA RYNEK”, listopad 2019 r. Celem badania przeprowadzonego w lipcu i sierpniu 2019 r. wśród ponad 200 menedżerów w Niemczech i Szwajcarii było opracowanie opartej na faktach analizy najlepszych praktyk i zaleceń dotyczących wpływu cyfryzacji na rozwój produktów i zwiększenie innowacyjności.

Pierwsze projekty badań klinicznych z dofinansowaniem Agencji Badań Medycznych

Prezes Agencji Badań Medycznych zarekomendował pierwsze projekty badań klinicznych ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19 w ramach funduszu ABM, wpierającego opracowania skutecznych metod diagnostyki i leczenia koronawirusa.

Jak podkreśla Prezes Agencji dr n. med. Radosław Sierpiński – Nadrzędnym celem ABM jest dostarczenie potencjalnych rozwiązań terapeutycznych i profilaktycznych w zakresie COVID-19. Podejmując decyzję o rekomendacji danego badania bierzemy pod uwagę zarówno innowacyjność projektu, jak i szansę na dostarczenie danego rozwiązania w jak najkrótszym czasie.

Zastosowanie osocza ozdrowieńców w terapii chorych na COVID-19

Pierwszy z wybranych projektów przygotował zespół badaczy z Uniwersytetu Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu pod kierownictwem prof. dr hab. Grzegorza Mazura. Proponowane badanie dotyczy zastosowania osocza ozdrowieńców w terapii chorych na COVID-19 wraz z metabolomiczną i laboratoryjną oceną postępu terapii osoczem.

Projekt zakłada, że osoby, które wyzdrowiały z COVID-19 wytworzyły przeciwciała, które neutralizują wirusa. Pobranie osocza od takiej osoby i przetoczenie jej aktualnie choremu może pomóc mu w szybszym powrocie do zdrowia. W celu przeprowadzenia badania, planowane jest włączenie 300 dawców, którzy zostali wyleczeni z COVID-19 lub przebyli zakażenie SARS-CoV-2.

Celem projektu jest przede wszystkim ocena różnicy w odpowiedzi serologicznej u ozdrowieńców, którzy przebyli zakażenie SARS-Cov-2 bezobjawowo, a ozdrowieńców z objawami klinicznymi COVID-19. Ponadto, badacze ocenią wpływ poziomu przeciwciał przeciwko SARS-Cov-2 oraz bezpieczeństwo i skuteczność terapii w polskiej populacji. Identyfikacja osób z wysokim ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19

Drugim, pozytywnie ocenionym przez ABM projektem jest badanie zaproponowane przez naukowców z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, pod kierownictwem prof. dr hab. Marcina Moniuszko. Kluczowym założeniem badania jest opracowanie testu diagnostycznego wskazującego na ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Projekt stanowi uzupełnienie potrzeb związanych z diagnostyką i profilaktyką zakażeń COVID -19.

Celem badania jest opracowanie szybkiego testu diagnostycznego umożliwiającego identyfikację osób z wysokim ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19. Test diagnostyczny przygotowany zostanie w postaci aplikacji wspierającej decyzje, przeznaczonej do użytku dla lekarzy zajmujących się pacjentami z COVID-19 i będzie zawierał moduł istotnych danych klinicznych i behawioralnych oraz moduł danych genetycznych.

To ważny, brakujący element w obecnym systemie diagnostyki COVID-19. Wczesna identyfikacja najbardziej narażonych na powikłania osób w różnym wieku pozwoliłaby na odpowiednią, precyzyjną koncentrację środków finansowych i organizacyjnych systemu ochrony zdrowia – podsumowuje prof. dr hab. Marcin Moniuszko, lider projektu.
Szybka ścieżka dla badań ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19

W ramach tzw. szybkiej ścieżki Agencja Badań Medycznych i Ministerstwo Zdrowia podjęły decyzję o przeznaczeniu nawet 50 milionów złotych na wsparcie niekomercyjnych badań klinicznych, ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19.

Dofinansowanie w wysokości nawet 5 mln zł otrzyma każdy projekt o dużym potencjale naukowym, który może przyczynić się do opracowania szybkiego testu diagnostycznego, szczepionki lub skutecznych metod terapii koronawirusa. Projekty przyjmowane są w trybie ciągłym.

Szczegółowe informacje dotyczące naboru dostępne są na stronie Agencji Badań Medycznych:https://abm.gov.pl/pl/aktua
lnosci/314,AKTUALIZACJA-Agencja-Badan-Medycznych-uruchamia-dodatkowe-srodki-na-opracowanie-.html

Rusza Fundusz Naprawczy

W obliczu kryzysu ekonomicznego, priorytetem dla przedsiębiorców jest zapewnienie bezpieczeństwa własnej firmie i jej pracownikom. W biznesie nie działa się jednak w pojedynkę. Według raportu McKinsey, w perspektywie długoterminowej dla stabilności biznesu kluczowa będzie odporność łańcucha dostaw, a osiągnąć ją można m.in. poprzez zapewnienie wsparcia finansowego małym i średnim dostawcom. To właśnie zatroszczenie się o swoje otoczenie rynkowe ma pomóc firmom minimalizować negatywny wpływ pandemii na gospodarkę, rynek pracy oraz własną organizację.

Z opublikowanych w kwietniu br. danych Konfederacji Lewiatan wynika, że aż 70% pracowników pozytywnie ocenia zaangażowanie pracodawcy w utrzymanie miejsc pracy w czasie COVID-19. Ta liczba może się jednak znacząco obniżyć, kiedy przedsiębiorcy stracą płynność finansową i dłużej nie będą mogli bronić się przed nieuniknionymi decyzjami o redukcjach zatrudnienia. To spowoduje lawinowo rosnące bezrobocie. W optymistycznym wariancie, szacowanym przez resort rodziny, pracy i polityki społecznej, dotknie ono 1,4 miliona osób. W pesymistycznych scenariuszach, bezrobocie ma wzrosnąć do 10 proc.

Co drugi polski pracownik zostanie bez pracy?

Już teraz taki krok planuje 45% przedsiębiorców w Polsce, a największa fala zwolnień ma objąć produkcję (80%), lotnictwo (80%) oraz handel i gastronomię (59%), czytamy w badaniu Devire przeprowadzonym w marcu br. na grupie 2,5 tys. polskich firm. Te decyzje przyniosą dalsze, drastyczne skutki społeczno-gospodarcze, bo spadek dochodów Polaków będzie oznaczać zmniejszenie wydatków oraz popytu na produkty i usługi. Dziś taki scenariusz zakłada 51% pracowników, a połowa z nich szacuje, że z posiadanych oszczędności będzie w stanie utrzymać się nie dłużej niż 2-3 miesiące, wynika z danych Konfederacji Lewiatan. To dlatego przedsiębiorcy mobilizują się do wspólnej walki o swoje firmy i swoich pracowników, wiedząc że choć działają od siebie kompletnie niezależnie, to w rzeczywistości są systemem naczyń połączonych, od którego sprawności działania zależy powodzenie całego otoczenia biznesowego. Co robią, aby ratować swoje biznesy?

Firmy wykraczają poza myślenie wyłącznie o swoich biznesach

Przedsiębiorcy widzą, że w dobie walki z koronawirusem poczucie wspólnoty i wzajemna odpowiedzialność biznesu nabierają jeszcze większego znaczenia. Mówi o tym wyraźnie McKinsey w raporcie „COVID-19: Implications for business”, przekonując że nie tylko rządy, ale w dużej mierze właśnie przedsiębiorcy – ci, którzy pomimo pandemii utrzymują swój cash-flow, powinni objąć wsparciem kluczowych dla siebie dostawców i wykonawców, zapewniając bezpieczeństwo całemu łańcuchowi dostaw, a co za tym idzie, także swoim własnym firmom.

Wspólna odpowiedzialność za stabilność łańcucha dostaw jest fundamentalna, jeżeli chcemy mówić o próbie utrzymania kruchego ładu czy odbudowywaniu tych sektorów gospodarki, które zostały czy zostaną zachwiane’ przez COVID-19 – mówi Wojciech Kostrzewa, Prezes Zarządu Polskiej Rady Biznesu.

Odpowiedzią na wyzwanie, związane z koniecznością zapewnienia stabilności łańcucha dostaw, jest Fundusz Naprawczy, stworzony przez międzynarodowy think tank Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe.

Mechanizm dostrzeżony przez ONZ

Fundusz Naprawczy to swoisty sojusz firm i organizacji, które wspólnie działają na rzecz minimalizacji skutków gospodarczych pandemii, w efekcie tworząc możliwość ochrony istniejących biznesów i miejsc pracy.

– Kiedy w 2019 roku tworzyliśmy mechanizm funduszy impactowych (z ang. Social Impact Funds), mający finansować systemowe podejście do realizacji celów zrównoważonego rozwoju w Europie Środkowej i Wschodniej, nie spodziewałam się, że wykorzystamy go tak szybko i w tak kryzysowej sytuacji. Mechanizm jest tak opracowany pod kątem prawno-podatkowym, żeby zapewnić firmom-Darczyńcom zwrot, dzięki któremu będą mogli pomagać więcej – sobie oraz innym – mówi Anna Korzeniewska, założycielka Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe.

Jak to działa? Poprzez dofinansowanie Funduszu Naprawczego firmy mogą wesprzeć wskazane przez siebie osoby fizyczne, w tym prowadzące działalność gospodarczą, osoby prawne, organizacje, instytucje otoczenia biznesu lub innych partnerów, kluczowych dla swojego biznesu lub dla swojej branży. Mogą również wpłacić środki na cele ogólne. W takim przypadku to Rada Funduszu, w konsultacjach z organizacjami branżowymi oraz zrzeszającymi pracodawców, decyduje kto zostaje beneficjentem.

Czy przedsiębiorcy mogą liczyć na ulgi podatkowe?

Wyzwaniem dla przedsiębiorców, chcących wesprzeć w tym wyjątkowym czasie swój łańcuch dostaw, a dla których dzisiaj liczy się każda złotówka, jest system podatkowy. Nie przewiduje on ulg dla firm, które ratują swój biznesowy ekosystem w formie bezpośrednich wpłat.infografika

Firmy, które bezpośrednio, w formie darowizny, wesprą finansowo swoich dostawców w tym trudnym czasie, nie będą mogły zaliczyć kwoty wsparcia do kosztów ani obniżyć podstawy opodatkowania. Natomiast darowizny przekazane poprzez Fundusz dadzą firmom-Darczyńcom korzyści podatkowe, a firm, które otrzymają wsparcie, w szczególnych przypadkach nie obciążą podatkiem dochodowym, jeśli te osiągają  stratę w wyniku negatywnych skutków COVID-19 – mówi Dariusz Gałązka, Partner w Grant Thornton. – Zdecydowaliśmy się wesprzeć Fundusz Naprawczy, stworzony przez Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe, zapewniając firmom zaangażowanym w Fundusz bezpłatne konsultacje podatkowe w zakresie rozliczenia przekazywanych darowizn w celu ograniczenia skutków obecnej sytuacji epidemicznej – dodaje.

250 milionów euro od Danone

Działania, które dziś promują firmy i organizacje zaangażowane w Fundusz Naprawczy, z powodzeniem dzieją się już w krajach zachodnich. Międzynarodowi giganci nie tylko zobowiązują się do szerszego podziału korzyści wynikających z ich wzrostu gospodarczego, ale czynią ku temu realne kroki. Doskonałym przykładem jest koncern spożywczy Danone, który w ostatnich tygodniach przeznaczył 250 milionów euro na wsparcie swojego biznesowego ekosystemu, kierując wsparcie do 15 tys. małych firm ze swojego otoczenia, w tym rolników, dostawców i usługodawców.

To, jak przedsiębiorstwa reagują w tych trudnych czasach, ma ogromny wpływ nie tylko na reputację ich marek, ale też na kondycję polskiej, regionalnej i globalnej gospodarki. – Wierzymy w to, że biznes teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, zjednoczy się w walce o nasze wspólne dobro. Mam nadzieję, że dzięki takim mechanizmom jak Fundusz Naprawczy, więcej firm będzie skłonnych dofinansować swój łańcuch dostaw, a tym samym ratować miejsca pracy – podsumowuje Anna Korzeniewska.

Źródło: https://ceeimpact.org/pl/fundusz-naprawczy

Manewrowanie między dobrym i złym

Po dwóch ciężkich dniach dla rynków przychodzi pora na próbę odreagowania, gdyż akcje i waluty starają się dalej odizolować od wpływu chaosu na rynku ropy naftowej. Nerwowość pozostaje, gdyż załamanie cen ropy przypomina, że niemierzalna wciąż jest skala skutków pandemii na globalną gospodarkę. Mimo to rynki potrafią przerzucić uwagę na tu i teraz.

Ujemne ceny ropy naftowej to dramatyczna sytuacja, która była jednak podsycana przez techniczne uwarunkowania wygasającego kontraktu, gdyż jak w grze w Czarnego Piotrusia przegrywa ten, kto zostanie z kartą z Piotrusiem (kontraktem na odbiór ropy naftowej) w ręku. Jeśli sytuacja w nierównowadze rynku ropy naftowej nie poprawi się, problem powróci 19 maja wraz z wygasaniem kolejnej serii kontraktów. Ale już ceny WTI w kontraktach na IV kwartał 2020 r. i dalej pozostają powyżej 30 USD/b, co jasno świadczy o tym, że rynek wierzy w odbicie popytu i efekty ograniczenia wydobycia.

Tradycyjnie na rynkach odbywa się walka o to, czy „rozgrywać” tu i teraz, czy starać się dyskontować przyszłość. I działa to w obie strony. Wczoraj pogłębienie spadków cen ropy naftowej dla kontraktów czerwcowych rozlało się na awersję do ryzyka na inne klasy aktywów. Dziś ceny ropy spadają, ale rynek akcji i walutowy stara się odizolować emocje i doprowadzić do odreagowania. Wygląda to tak, jakby istniał pewien próg dla zmiany ceny jednego instrumentu (w tym przypadku: kontraktu WTI) , dopiero po przekroczeniu którego można obserwować wstrząsy wtórne w innych obszarach rynków finansowych. Dzisiejsze spadki cen ropy o mniej niż 15 proc. wydają się nie aktywować trybu paniki.

Dziś rano europejski rynek akcji świeci się na zielono, wzrosty realizuje też kontrakt na S&P500. Dodatkowym stabilizatorem nastrojów jest przegłosowanie przez Senat USA nowego pakietu dodatkowych 484 mld USD na wzmocnienie funduszu pożyczek dla przedsiębiorstw. Z Brukseli dochodzą głosy, że Rada Europejska ma dyskutować nad rozszerzeniem pomocy finansowej. Od czasu do czasu rynki potrzebują przypomnienia, że rządy (i banki centralne) nie są bierne i czuwają. Nie są w stanie upilnować wszystkiego (choć prezydent Trump chce pomóc sektorowi naftowemu USA) i czasami coś negatywnego się przydarzy.

Oznaki stabilizacji nastrojów powinny odwrócić ostatnią siłę USD i dać moment na odbicie głównie dla walut surowcowych. EUR/USD może dryfować pod 1,09, choć popyt jest hamowany przez obawy, co mogą przynieść jutrzejsze odczyty PMI z Eurolandu. Lokalnie EUR/PLN jest po środku kanału 4,51-5,55, w którym przebywa od kilku dni. Przy lepszych nastrojach kurs powinien pozostawać w jego dolnych zakresach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pracodawcy RP: Marcowa lawina zwolnień zmiotła „Tarcze Antykryzysowe”

„Tarcze Antykryzysowe” powstawały niestety zbyt długo i nie zdążyły osłonić w marcu rynku pracy przed zwolnieniami, których skala jest niespotykana w Polsce od lat – wynika z danych GUS dotyczących pierwszego miesiąca pandemii. Tylko w tym okresie w firmach zatrudniających więcej niż dziewięć osób zlikwidowano 34 tysiące etatów. Takiej redukcji nie było nawet po wybuchu kryzysu w 2008 roku.

Niepokojące dane GUS potwierdzają to, o czym wcześniej alarmowali Pracodawcy RP. Z przeprowadzonej w ostatnich dniach marca przez organizację ankiety członkowskiej wynikało, że sytuacja wywołana pandemią zmusza wielu przedsiębiorców do redukcji zatrudnienia. 31 proc. ankietowanych odpowiedziało, że już ją przeprowadziło, a 66,5 proc. zadeklarowało takie działanie w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Niestety, aktualne dane GUS to potwierdzają.

Rozwiązania przewidziane w pierwszej ‘Tarczy’ nie były dla przedsiębiorców wystarczające. Część firm nie była w stanie dłużej czekać na przyznanie pomocy, innych przedsiębiorców niektóre instrumenty wsparcia w ogóle nie objęły” – komentuje Katarzyna Siemienkiewicz, ekspertka Pracodawców RP ds. prawa pracy. Jak wyjaśnia, koszty zatrudnienia stanowią znaczną część kosztów prowadzenia firmy – szczególnie w branżach, w których koronawirus dokonał największego spustoszenia. „Przedsiębiorcy gubili się w meandrach dokumentacji i skomplikowanych wniosków o dofinansowanie. Do tego doszły niejasne zapowiedzi zmian w pomocy i w rezultacie przedsiębiorcy poczuli się zmuszeni do radykalnych kroków. Niestety, przedsiębiorcy nadal negatywnie oceniają kondycję swoich firm” – tłumaczy Siemienkiewicz.

Według najnowszego badania ankietowego Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej (CMSG), które tworzą m.in. główni ekonomiści organizacji skupionych w Radzie Przedsiębiorczości, w kwietniu stan zatrudnienia może ulec dalszemu pogorszeniu. Około 88 proc. ankietowanych firm oczekuje zmniejszenia zatrudnienia, średnia deklarowana redukcja zatrudnienia (bez względu na wielkość firmy) to 15,5 proc. Duże firmy w mniejszym stopniu oczekują zmniejszenia zatrudnienia – średnio o 7 proc., podczas gdy w mikrofirmach to 16,6 proc. Duży spadek, bo o 15,3 proc., zakładają też średnie firmy (50-249 zatrudnionych). Ten segment stanowi duże zagrożenie dla gospodarki, gdyż dla średnich firm zakres instrumentów pomocowych jest dużo mniejszy i zwolnienia w takiej skali, jak oczekiwane, odbiłyby się dużym wzrostem bezrobocia.

Zdaniem ekspertów Pracodawców RP, jest jednak pewna ewentualność dająca nadzieję, że sytuacja może być nieco lepsza niż wynika to ze statystyk. „Po stronie osób pracujących nie uwzględniono rodziców dzieci pobierających zasiłek opiekuńczy, którzy po otwarciu szkół znowu podejmą pracę. To tę statystykę nieco poprawi” – wyjaśnia Wioletta Żukowska-Czaplicka, ekspertka Pracodawców RP ds. prawa pracy. „Można się też spodziewać, że nowe instrumenty wsparcia firm i pracowników przyniosą wreszcie pożądane efekty. Do przedsiębiorców ma trafić ponad 100 mld złotych pomocyliczymy na sprawne rozdysponowanie tej kwoty i rozwianie wątpliwości, bowiem nadal brakuje konkretów oraz samego projektu tzw. Tarczy finansowej” – dodaje Żukowska-Czaplicka.

Zdaniem Żukowskiej-Czaplickiej, podobnie jest z zapowiedziami z wtorkowej konferencji premiera o pomocy dla przedsiębiorców. Uelastycznienie kryteriów przy instrumentach pomocowych, zmiany w prawie pracy i w zamówieniach publicznych czy dopłaty do odsetek kredytów BGK – to dobre rozwiązania, ale przedsiębiorcy czekają na konkrety. „Nadal nie wiedzą, kiedy będą mogli skorzystać z tych regulacji i kiedy zostaną zdjęte nałożone restrykcje. Dalsza niepewność może niestety wzmagać decyzje o ograniczeniu zatrudnienia” – mówi ekspertka Pracodawców RP – „Pamiętajmy też, że w ‘Tarczy 2.0’ przewidziano rozwiązania zmierzające do redukcji etatów w administracji. Cięcia w urzędach są nieuniknione, a ich skala wpłynie na sytuację na rynku pracy. Na redukcję zatrudnienia decydują się więc nie tylko przedsiębiorcy, ale i państwo”.

5G: ogromna szansa dla polskiej gospodarki, warunek rozwoju Przemysłu 4.0, konieczność w obliczu zmian wywołanych pandemią

Postęp technologiczny, zwiększony popyt na usługi cyfrowe, w końcu trwałe zmiany w życiu społeczno-gospodarczym wywołane pandemią koronawirusa – to główne okoliczności wpływające na to, że 5G jest dla Polski nie tylko szansą na przyspieszenie tempa rozwoju gospodarczego, lecz wręcz koniecznością. Żeby w pełni wykorzystać dostępne możliwości, musimy tę technologię uruchomić skutecznie, szybko i bezpiecznie – to podstawowe wnioski z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców dot. szans i perspektyw związanych z wdrożeniem 5G w Polsce.

Nie ulega wątpliwości, że do Internetu przenosi się coraz większa część aktywności społecznej i gospodarczej. Spośród 4,5 miliarda ludzi będących online, 300 milionów po raz pierwszy skorzystało z sieci w ciągu ostatniego roku – ruch staje się zatem coraz bardziej gęsty. Zmieniają się również modele korzystania z Sieci. O ile w 2010 roku zaledwie niespełna 40 proc. użytkowników telefonów komórkowych w Stanach Zjednoczonych wykorzystywała je do przeglądania Internetu, o tyle szacuje się że w 2025 roku 75 proc. użytkowników Internetu będzie korzystało z niego wyłącznie za pośrednictwem smartfonów. W obliczu tak dynamicznie zwiększającego się popytu, trudno dziwić się że obecnie dostępne technologie powoli wyczerpują swoje możliwości. Dodatkowo, użytkownicy Internetu oczekują coraz nowszych i powszechniej dostępnych usług, a przemysł bezustannie zmierza w kierunku digitalizacji i automatyzacji. Ostatecznie, pandemia koronawirusa spowodowała zmiany, zarówno w modelach świadczenia pracy, jak i w sposobie spędzania wolnego czasu, co dodatkowo przyczyniło się do zwiększenia ruchu w sieci. Odpowiedzią na wszystkie powyższe wyzwania wydaje się być wdrożenie standardu 5G.

– Koronawirus sprawił, że zdecydowanie więcej czasu spędzamy w domu – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Niezależnie od tego, czy oglądamy w tym czasie seriale, czy uczestniczymy w służbowych wideokonferencjach, przyczyniamy się do wzrostu ruchu w Sieci.

Dzięki swoim parametrom, sieć 5G umożliwi rozwój nowych usług i produktów, które w istotnym stopniu zmienią życie gospodarcze w Polsce. Pojazdy autonomiczne, internet rzeczy, rozszerzona lub wirtualna rzeczywistość, zdalne zarządzanie produkcją – powszechne wykorzystanie tych możliwości, które składają się na sygnalizowane już w przeszłości koncepcje Przemysłu 4.0, czy „czwartej rewolucji przemysłowej” byłyby niemożliwe bez przepustowości gwarantowanej przez 5G.

– Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju to dokument, w którym bardzo wyraźnie zakreślono pożądany kierunek rozwoju polskiej gospodarki – mówi Jakub Bińkowski, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP – Ma się ona stać gospodarką opartą na wiedzy i wysokiej wartości dodanej. Osiągnięcie tego celu bez sprawnego wdrożenia sieci 5G wydaje się być niemożliwe.

Eksperci Związku podkreślają w raporcie, że konieczne jest szybkie działanie. Inne państwa (zarówno europejskie, jak i azjatyckie) już podejmują istotne kroki. Wyścig o 5G ma charakter globalny. Powinniśmy zatem skupić się na wdrożeniu tego standardu w sposób skuteczny, szybki i bezpieczny. Zdaniem autorów raportu, aby to osiągnąć potrzebne jest zapewnienie swobodnej konkurencji w ramach wyboru dostawców infrastruktury, określenie restrykcyjnych technicznych standardów bezpieczeństwa oraz zabezpieczenie systemu przed zależnością od jednego dostawcy.

– Oczywiste jest, że 5G to bardzo duża szansa, ale w obecnej sytuacji szybkie uruchomienie tego standardu to już konieczność. Powszechny dostęp do szybkiego Internetu i umożliwienie przedsiębiorcom oraz konsumentom korzystania z usług opartych na najnowszych technologiach to warunek naszego rozwoju – konkluduje Cezary Kaźmierczak.

EKOBAROMETR – jak świętujemy 50-lecie Dnia Ziemi?

Trzy czwarte Polaków deklaruje, że chętnie segreguje odpady, ale blisko co drugi ma problem, aby zamienić samochód na transport publiczny  – wynika z badania w ramach projektu EKOBAROMETR, którego inicjatorem i pomysłodawcą jest Agencja Badań Rynku i Opinii SW Research.

Pięćdziesiąt lat temu zaczęto obchodzić Międzynarodowy Dzień Ziemi. Ideą święta jest zwrócenie uwagi na naszą planetę i otaczające ją problemy. Każdego roku obchody Dnia Ziemi koncentrują się wokół konkretnego tematu przewodniego. W poprzednich latach były to między innymi hasła związane z promocją odnawialnych źródeł energii czy ochroną znikających gatunków. Tegoroczna edycja odbywa się pod hasłem „Działanie na rzecz klimatu” i właśnie ten temat podejmuje najnowsza fala cyklicznego badania EKOBAROMETR.

W badaniu zapytano respondentów, czy częściej zdarza im się podejmować działanie pro-ekologiczne czy raczej anty-ekologiczne w odniesieniu do różnych sfer życia. Polacy najchętniej (74% wskazań) przyznają się do segregacji śmieci, do czego istotnie mogły przyczynić się najnowsze regulacje dotyczące gospodarki odpadami komunalnymi. W drugiej kolejności (67%) częściej wybieramy pranie automatyczne w trybie ECO niż ręczne, jednak to może wynikać z wygody takiego rozwiązania. Niechętnie (14%) przyznajemy się do wyrzucania resztek po posiłkach, co z kolei może wynikać z nabytych zasad w naszym wychowaniu – posiłków „nie wypada marnować”.wykres_1

O tym, jak ważne jest powszechne obchodzenie dat poświęconych dobru naszej planety, świadczą wyniki najnowszego badania EKOBAROMETR. Polacy obecnie nie są na takim etapie, aby w pełni zdawać sobie sprawę z szerokiej gamy możliwości zachowań pro-ekologicznych w codziennym życiu. Wiele niekorzystnych ekologicznie działań zakorzeniło się w naszych nawykach, a jeżeli już podejmujemy się tych korzystnych to nierzadko są one motywowane innymi czynnikami,  np. ustawowymi (np. segregacja odpadów), ekonomicznymi  (np. program prania czy zmywania ekologicznego) czy kulturowymi (np. niechęć do marnowania  posiłków). – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

Zdecydowanie najtrudniej jest nam rozstać się z konsumpcją mięsnych posiłków – co czwarty badany deklaruje, że częściej w swoim jadłospisie wybiera mięso niż opcję vege. Z kolei podróżując blisko 20% Polaków chętniej wsiada do swojego auta zamiast do komunikacji publicznej. Podium najbardziej anty-ekologicznych zachowań zamyka ręczne zmywanie naczyń w miejsce zmywarki w trybie ECO – częściej na to pierwsze decyduje się 11% badanych.wykres_2

Na środowisko naturalne można patrzeć przez pryzmat pewnego rodzaju dobra wspólnego. Nie ma nic złego w tym, jeżeli jakieś działanie pro-ekologiczne wynika z innych zachęt np. prawa, wygody, chęci oszczędzania czy mówiąc ogólnie norm społeczno-kulturowych, których zadaniem właśnie jest stworzenie systemu kar czy nagród sprzyjających z jednej strony postępowi cywilizacyjnemu, a z drugiej – poszanowaniu wspólnego dobra, jakim jest środowisko naturalne – zwraca uwagę Piotr Zimolzak. Realny problem pojawia się wówczas, gdy wizja uzyskania indywidualnych korzyści (wynikających np. z własnego komfortu, lenistwa czy niezdrowych nawyków) jest bardziej opłacalna niż kara za brak poczucia współodpowiedzialności za negatywne skutki dla całej zbiorowości. Naturalnym odruchem jest wprowadzenie sankcji – np. opłat za brak segregacji, wjazd lub parkowanie w centrum miasta, foliowe torebki w sklepach itp. Z drugiej strony mamy ekspozycję korzyści – np. dopłaty do e-samochodów czy ogniw fotowoltaicznych. Wydaje się zatem, że przejście na „zieloną stronę mocy” jest możliwe, ale wymaga konsekwencji i czasu.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane w dniach 17-24.03.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1476 ankiet z reprezentatywną grupą Polaków. Projekt ma charakter cykliczny, realizacja kolejnej fali planowana jest na przełom czerwca i lipca 2020 r.

Drutex startuje z produkcją przyłbic ochronnych

Drutex  S.A.  nie zwalnia tempa i kontynuuje wsparcie walki z koronawirusem. Po przekazaniu pomocy w wysokości 1,5 miliona złotych, bytowska spółka rozpoczęła produkcję profesjonalnego sprzętu ochronnego. Pierwsza partia przyłbic trafiła już do medyków z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Janusza Korczaka w Słupsku. Ze sprzętu korzystają również pracownicy firmy. 

Czas pandemii COVID-19 to dla nas wszystkich sprawdzian. Mamy świadomość ogromu wyzwań stojących przed całym społeczeństwem, a w szczególności personelem medycznym, który odgrywa kluczową rolę w walce z koronawirusem.
– podkreśla Leszek Gierszewski, prezes Drutex S.A. – Czujemy potrzebę i obowiązek niesienia pomocy. Chcemy być blisko lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych – prawdziwych bohaterów walki z koronawirusem. Doskonale zdajemy sobie sprawę z ogromnego zapotrzebowania na sprzęt ochronny, stąd decyzja o rozpoczęciu produkcji profesjonalnych przyłbic. Na ten moment planujemy produkcję kilkudziesięciu tysięcy sztuk. Wytwarzamy je na własnych, nowoczesnych maszynach, zgodnie z wytycznymi medyków. Tak, by jak najlepiej spełniały ich oczekiwania, Działamy i pomagamy dalej. To nie jest nasze ostatnie słowo
– dodaje.

Produkcję przyłbic ochronnych Drutex uruchomił we współpracy ze swoimi partnerami – firmami Wadim-Plast, Alexander i Trefl.

To kolejna forma pomocy szpitalom ze strony bytowskiej spółki. W marcu Drutex przekazał specjalistyczny sprzęt i pieniądze na remont i doposażenie czterech pomorskich szpitali, inicjując akcję „Jesteśmy Razem. Pomagamy”.  Dotychczas do przedsięwzięcia, którego pomysłodawcą był Leszek Gierszewski, dołączyło kilkudziesięciu partnerów – firm z różnych branż – a łącznie pomoc osiągnęła wartość ponad 23 milionów złotych. Do szpitali trafia między innymi sprzęt medyczny i   ochronny. produkcja przyłbic drutex (3) produkcja przyłbic drutex (4) produkcja przyłbic drutex (1) produkcja przyłbic drutex (2)

Drutex nie zapomina również o swoich pracownikach. Na czas epidemii wprowadzone zostały w spółce wewnętrzne procedury bezpieczeństwa, pozwalające na zminimalizowanie ryzyka zakażenia, przy zachowaniu ciągłości procesów produkcyjnych i administracyjnych.

Więcej o akcji: https://jestesmyrazem.org/.

Światowy Dzień Ziemi. Każdy z nas może zadbać o środowisko naturalne

Globalne ocieplenie, deficyty wody czy nadmierna produkcja odpadów to wyzwania, których nie można ignorować. Inaczej Ziemia będzie dla kolejnych pokoleń bardzo nieprzyjaznym miejscem do życia. Co istotne, przeciwdziałać negatywnym trendom może każdy. Obchodzony 22 kwietnia Światowy Dzień Ziemi to dobra okazja, aby zmienić swoje złe przyzwyczajenia i żyć z poszanowaniem natury.

Wyzwaniem wymagającym szczególnego zainteresowania – nie tylko światowych liderów, lecz także nas samych – jest globalne ocieplenie. Aż 19 z 20 najcieplejszych okresów w historii pomiarów (od 1880 r.) miało miejsce w latach 2001-2019[1]. Wraz z rosnącą temperaturą topnieją arktyczne i antarktyczne lodowce. Zakładając negatywny scenariusz[2], w perspektywie 2100 roku globalny poziom mórz i oceanów wzrośnie o 84-110 cm. Problem dotyczy zarówno odległych wysp pacyficznych, jak i naszego kraju. Należy pamiętać, że znaczna część Żuław Wiślanych to obszar depresyjny, który w niedalekim horyzoncie czasowym może zostać zalany.

Jak pomóc naturze?

Globalne ocieplenie wywoływane jest przez czynniki naturalne, takie jak aktywność słoneczna czy wulkaniczna oraz działalność człowieka, czyli nadmierna emisja gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla. Właśnie z tego powodu eksperci i naukowcy apelują, by każdy z nas zadbał o ograniczenie swojego śladu węglowego. Statystyczny Europejczyk w 2018 roku wyemitował bowiem aż 7 ton gazów cieplarnianych do atmosfery (w przeliczeniu na CO2)[3]. A szkodliwe związki chemiczne to nie tylko efekt funkcjonowania przemysłu energetycznego, ale także codziennej jazdy samochodem i… zakupu kolejnej pary butów czy nowego sprzętu elektronicznego. – Na nasz ślad węglowy wpływają różne czynniki. Musimy pamiętać, że do wyprodukowania każdego sprzętu potrzebna jest odpowiednia ilość energii. Kupując zbędne rzeczy, przyczyniamy się do nadmiernej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery – podkreśla Radosław Żuk, prezes Fundacji BOŚ.

Ważne jest zatem m.in. oszczędzanie energii w domu, zarówno tej cieplnej, jak i elektrycznej. Dlatego istotnym działaniem jest np. niepozostawianie telewizora czy konsoli do gier w trybie czuwania i odłączanie sprzętu RTV od kontaktu podczas dłuższej nieobecności. Należy bowiem pamiętać, że w przeciwnym wypadku tego rodzaju urządzenia i tak będą pobierać energię.

Dobrym pomysłem, wpływającym na zmniejszenie udziału konwencjonalnych źródeł energii w produkcji prądu i ciepła, jest wyposażenie własnego domu w instalację fotowoltaiczną. Może ona polepszyć jakość powietrza w okolicy (mniejszy udział węgla w wytwarzaniu energii) i pozytywnie wpłynąć na zasobność naszego portfela – poza poniesieniem kosztów początkowych, późniejsze użytkowanie w zasadzie nie generuje wydatków. W ten sposób wyprodukowaną energię można zużywać na własne potrzeby, a nadwyżkę oddawać do sieci, by w okresie mniejszego nasłonecznienia (zima) również cieszyć się niższymi rachunkami.

Emisja gazów to niejedyny problem

Oprócz ograniczania śladu węglowego ważne jest również zwrócenie uwagi na inne problemy związane ze zmianami klimatycznymi. W tym kontekście należy spojrzeć na wodę. Polska to jedno z uboższych państw Europy pod względem jej zasobów. Coraz częściej mamy do czynienia ze zjawiskiem suszy atmosferycznej i rolniczej. – Woda jest najważniejsza dla człowieka, bez niej życie nie jest możliwe. Tymczasem, powtarzające się okresy niewielkich opadów nie napawają optymizmem. Dlatego tak istotne jest jej oszczędzanie. Łatwym i tanim sposobem jest montaż perlatorów na kranach w łazience i kuchni. To specjalna nakładka napowietrzająca strumień. W ten sposób zużycie wody można zmniejszyć nawet o kilkadziesiąt procent. Warto również gromadzić deszczówkę w przydomowym zbiorniku retencyjnym, wykorzystując ją później do podlewania ogrodu czy mycia samochodu – mówi Radosław Żuk.

Właściwego podejścia w dzisiejszych czasach wymaga również gospodarka odpadami. Jak wynika z danych GUS, przeciętny Polak co roku wytwarza 325 kg śmieci. To prawie kilogram każdego dnia. Co jednak ważne, ilość produkowanych odpadów w dużej mierze zależy od nas samych i łatwo ją ograniczyć. Wystarczy zrezygnować z używania plastikowych toreb zakupowych, nie wybierać artykułów znajdujących się w nieprzyjaznych środowisku opakowaniach czy odpowiednio segregować odpady, dbając o ich późniejsze, powtórne wykorzystanie.

[1] https://climate.nasa.gov/vital-signs/global-temperature/

[2] Special Report on the Ocean and Cryosphere in a Changing Climate, IPCC, s. 328, <www.ipcc.ch/site/assets/uploads/sites/3/2019/11/08_SROCC_Ch04_FINAL.pdf>

[3] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Greenhouse_gas_emission_statistics_-_carbon_footprints

Kryzys związany z koronawirusem może utrudnić przeprowadzenie zmian w konstytucji Rosji. Poparcie społeczeństwa pod znakiem zapytania

W sytuacji zagrożenia społeczeństwa, zwłaszcza te mniej przywiązane do demokracji, mają tendencję do skupiania się wokół silnego przywódcy. Tę sytuację wykorzystuje prezydent Rosji Władimir Putin, by wprowadzić w konstytucji zmiany, które umożliwią mu kandydowanie na kolejną kadencję. Jednak z powodu szybkiego rozwoju pandemii głosowanie w tej sprawie, które miało się odbyć 22 kwietnia, zostało przesunięte.

Podczas gdy cały świat obserwuje sytuację związaną z koronawirusem, w Rosji tematem numer jeden od stycznia tego roku były zmiany konstytucji zaproponowane przez Władimira Putina. Dawałyby mu one prawo do kandydowania w kolejnych wyborach prezydenckich na już piątą jego kadencję w 2024 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. Agnieszka Legucka, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – W marcu, kiedy zaczęła rozwijać się już pandemia w Rosji, wprowadzono poprawkę, która daje Putinowi taką możliwość.

Obecna kadencja prezydencka Władimira Putina upłynie w 2024 roku. Zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą zasadniczą nie mógłby on kandydować na to stanowisko po raz kolejny. Dlatego już w połowie stycznia grupa skupionych wokół niego znanych osób zgłosiła szereg poprawek do konstytucji, które umożliwiłyby rosyjskiemu prezydentowi rządzenie z Kremla przez następne 12 lat. W dniach 10–11 marca przegłosował je parlament, a kilka dni później Putin podpisał dekret o rozpisaniu ogólnokrajowego głosowania nad zmianami, by otrzymać dla nich zielone światło. Referendum miało się odbyć 22 kwietnia, jednak szybki rozwój pandemii koronawirusa skłonił rosyjskie władze do przeniesienia terminu na później – bez podania konkretnej daty.

Oczywiście te zmiany konstytucyjne będą wymagały głosowania w ogólnonarodowym referendum, ale nie sądzę, żeby też Rosjanie gremialnie na nie obecnie poszli – uważa przedstawicielka PISM. – Poparcie dla zmian według Centrum im. Jurija Lewady wynosi 48 proc., a 47 proc. ankietowanych  jest przeciwnych zmianom konstytucyjnym, a więc wszystko zależy od tego, jak długo będzie rozwijać się pandemia, jak mocno uderzy ona w społeczeństwo rosyjskie pod względem ekonomicznym, a także społecznym.

W Rosji na koronawirusa choruje ponad 42 tys. osób, z czego więcej niż połowa w Moskwie, bo w regionach rozwój pandemii jest spóźniony wobec stolicy o dwa–trzy tygodnie. Z powodu pandemii przesunięto nie tylko głosowanie w sprawie zmian w konstytucji, ale i uroczystą paradę z okazji zakończenia II wojny światowej, zwanej w Rosji wielką wojną ojczyźnianą, która co roku, 9 maja odbywa się na placu Czerwonym. W tym roku obchody miały być szczególnie huczne z powodu okrągłej, 75. rocznicy kapitulacji hitlerowskiej Rzeszy.

Od tego, w jaki sposób władze, a w szczególności Władimir Putin, będą zarządzać kryzysem, zależy to, czy obywatele zgodzą się na takie rozwiązanie, czy też nie – mówi Agnieszka Legucka. – Stąd też prezydent Rosji, co jest bez precedensu, już kilkukrotnie wystąpił przed narodem, przekazując informację o tym, w jaki sposób radzi sobie z pandemią w kraju, ale jednocześnie dał jasny sygnał, że głównymi odpowiedzialnymi za zarządzanie kryzysem są władze regionalne i lokalne. Postawił się trochę w drugim rzędzie jako osoba, której później obywatele nie powinni winić za negatywny rozwój sytuacji gospodarczej i społecznej.

W fazie klinicznej znajduje się już kilkaset leków na koronawirusa. W walkę z COVID-19 włączyły się największe koncerny biotechnologiczne

Naukowcy testują już kilkaset leków lub szczepionek, które mają pomóc w walce z koronawirusem. Większość z nich to leki, które mają łagodzić objawy, jednak nie uwzględniają podstawowej przyczyny COVID-19, czyli wirusa. Coraz więcej firm biotechnologicznych opracowuje jednak preparaty, które bezpośrednio blokują SARS-CoV-2 przed replikacją w płucach. W walkę z koronawirusem włączyła się m.in. firma biotechnologiczna Amgen, która we współpracy z Adaptive Biotechnologies opracowuje terapię zapobiegającą lub leczącą COVID-19.

Na świecie w fazie badań klinicznych znajduje się już kilkaset całkowicie nowych leków, które mają pomóc walczyć z chorobą, a nawet jej zapobiegać.

Walka z COVID-19 stanowi ogromne wyzwanie dla obywateli, rządów i systemów opieki zdrowotnej na całym świecie. To także sprawdzian dla międzynarodowych firm farmaceutycznych, które muszą zapewnić ciągłość łańcucha dostaw i dostępność do swoich leków mimo utrudnień w ruchu granicznym. Obecnie liczy się przede wszystkim powstrzymanie narastającej fali zachorowań i ograniczenie skutków pandemii – podkreśla Gábor Sztaniszláv, dyrektor generalny Amgenu w Polsce.

Liczba zakażonych koronawirusem sięga już ok. 2,5 mln osób, a ofiar – ponad 171 tys. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła niedawno globalne badanie SOLIDARITY, które ma pomóc w skutecznej walce z COVID-19. Badania wspierane przez WHO koncentrują się na lekach, które mają bezpośrednio blokować SARS-CoV-2 przed replikacją w płucach. Remdesivir to lek opracowany do walki z ebolą, może jednak okazać się skuteczny także w leczeniu koronawirusa. Podobnie jak lopinavir, czyli kombinacja leków stosowana przeciwko wirusom takim jak HIV. Chlorochina i hydroksychlorochina są stosowane w leczeniu malarii, mogą też blokować wirusy.

Badania nad lekarstwem rozpoczął też Amgen wspólnie z Adaptive Biotechnologies. Firmy przy pracy nad lekiem wykorzystują zaawansowaną genetykę tak, by jak najlepiej zrozumieć chorobę, etapy jej rozwoju i możliwości skutecznej walki. Chcą wytworzyć neutralizujące wirusa przeciwciała, które bronią zdrowe komórki, jednocześnie zakłócając funkcję biologiczną atakującego wirusa. Przeciwciała te mogą być stosowane terapeutycznie w leczeniu osób walczących z chorobą i mogą być podawane osobom, które mają podwyższone ryzyko narażenia na SARS-CoV-2, takim jak pracownicy służby zdrowia.

– Po sprawnym pozyskaniu wirusowych sekwencji genowych od setek pacjentów postanowiliśmy wykorzystać i zestawić te dane z naszymi możliwościami opracowywania i wytwarzania leków. Współpraca z Adaptive Biotechnologies i wykorzystanie platformy przeciwciał neutralizujących wirusy przyspieszy naszą zdolność do jak najszybszego wprowadzenia obiecującego nowego leku do badań klinicznych – zapowiada Robert A. Bradway, prezes i dyrektor generalny Amgenu.

– Mamy ogromną nadzieję, że nasze doświadczenie pomoże w wygraniu tej nierównej jak dotąd walki – dodaje Gábor Sztaniszláv.

Biotechnologiczny gigant Amgen angażuje się w walkę z koronawirusem i skutkami pandemii także w inny sposób, wspierając placówki medyczne i najbardziej potrzebujące grupy pacjentów. Globalnie na ten cel przeznaczył już 12,5 mln dol.

– Istotne jest wsparcie pacjentów przewlekle chorych, zwłaszcza tych z grup wysokiego ryzyka. Dlatego podjęliśmy decyzję, że polski oddział Amgenu wesprze finansowo 14 szpitali oraz dwie organizacje pozarządowe, które pomagają najbardziej potrzebującym – seniorom oraz dzieciom z chorobami onkologicznymi – zapowiada dyrektor generalny Amgenu w Polsce.

Łącznie polski oddział Amgenu przekaże 0,5 mln zł 14 specjalistycznym szpitalom, m.in. w Warszawie, Łodzi, Szczecinie, Gliwicach, Krakowie, Gdańsku czy Poznaniu. Wsparcie trafi do Stowarzyszenia mali bracia Ubogich wspierającego osoby starsze i samotne oraz do Fundacji ISKIERKA, która wspiera dzieci z chorobą nowotworową oraz ich rodziny. Globalna organizacja Amgen Foundation uruchomiła z kolei program, w ramach którego dokłada taką samą kwotę do darowizny przekazywanej indywidualnie przez swoich pracowników. W Polsce to wsparcie trafia do Polskiego Czerwonego Krzyża i Fundacji Siepomaga.

Minister edukacji narodowej: Rozważamy rezygnację z ustnych matur i przygotowujemy się do ewentualnej nauki zdalnej od nowego roku szkolnego

24 kwietnia maturzyści zakończą rok szkolny. Jednak wciąż nie wiadomo, kiedy będą mogli przystąpić do egzaminu maturalnego. Minister edukacji narodowej zapowiada, że jeśli sytuacja epidemiologiczna się uspokoi, zarówno matury, jak i egzamin ósmoklasisty będzie można przeprowadzić w czerwcu. Rozważana jest jednak rezygnacja z egzaminów ustnych. MEN stara się również przygotować na ewentualne kontynuowanie nauki zdalnej od września w razie drugiej fali zachorowań.

Są już przygotowane arkusze zarówno na egzamin ósmoklasisty, jak i egzamin maturalny. Teraz została tylko kwestia dystrybucji i dania wyraźnego sygnału, kiedy te egzaminy mają się odbyć. Centralna Komisja Egzaminacyjna jest do tego już przygotowana – mówi Dariusz Piontkowski, minister edukacji narodowej. – Podobnie przygotowane są już zespoły nadzorujące przebieg egzaminu pisemnego zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej. Wiadomo, że uczeń idący na egzamin, czy to maturalny, czy ósmoklasisty, będzie musiał zabrać ze sobą długopis, linijkę czy ekierkę, natomiast o tym, czy będzie musiał przyjść w maseczce, zadecyduje już minister zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny, którzy wydadzą odpowiednie decyzje w tej sprawie.

Od wskazań ministra zdrowia będzie także zależało, jaką formę przybiorą egzaminy. Jednym z rozważanych wariantów jest rezygnacja z egzaminów ustnych, które i tak nie mają znaczenia przy rekrutacji na wyższe uczelnie. Ponieważ egzaminy odbędą się najwcześniej w czerwcu, oryginały świadectw i zaświadczenia o zdanym egzaminie mogłyby być przekazywane na przełomie lipca i sierpnia etapami, by duże grupy uczniów i rodziców nie stykały się ze sobą. Jest także propozycja, by na życzenie rodzica móc wystawiać świadectwa w formie elektronicznej.

– Na razie chcemy doprowadzić do tego, aby takie egzaminy się odbyły. Według nas i wielu specjalistów nie ma w tej chwili lepszej metody niż egzamin zewnętrzny, czy to egzamin maturalny, czy egzamin ósmoklasisty, żeby sprawdzić przynajmniej część wiedzy i umiejętności uczniów. Taki egzamin daje najbardziej porównywalne wyniki, które mogą być obiektywnym sposobem weryfikacji umiejętności uczniów i mogą decydować o przyjęciu do szkół czy to wyższych, czy średnich – tłumaczy Dariusz Piontkowski. – Gdyby natomiast warunki epidemiczne nie pozwoliły na to, aby przeprowadzić egzaminy, wówczas bierzemy pod uwagę także inne warianty.

Ponieważ nie wiadomo, według jakiego scenariusza przebiegać będzie pandemia, i wystąpienie drugiej fali zachorowań jesienią jest uważane za prawdopodobne, resort liczy się z ewentualnością kontynuowania nauki zdalnej także w nowym roku szkolnym. Minister edukacji narodowej podkreśla, że platforma epodręczniki.pl, z której mogą korzystać nauczyciele, będzie wzbogacana o nowe narzędzia, w tym specjalnie stworzone komunikatory czy dodatkowe materiały dydaktyczne zarówno do nauczania ogólnokształcącego, jak i zawodowego. Część konkursów na tworzenie tych materiałów jest już rozpisana, inne będą rozpisywane w najbliższym czasie.

Dziś jesteśmy po pierwszym, najtrudniejszym okresie, kiedy wszyscy musieli poznać nowe techniki kontaktu na odległość i ustalić zasady pracy. Po pierwszych trudnościach dziś można powiedzieć, że nauczanie na odległość jest całkiem dobrze zorganizowane – ocenia Dariusz Piontkowski. – Gdyby więc była konieczność wznowienia takiego nauczania w nowym roku szkolnym, gdyby sytuacja epidemiologiczna nie pozwalała na powrót do tradycyjnych zajęć, to będziemy po prostu kontynuowali tę formę, która funkcjonuje od ponad miesiąca.

Pandemia będzie mieć pozytywny, ale krótkotrwały wpływ na środowisko. Zachowania proekologiczne konieczne także podczas domowej kwarantanny

Ograniczenie aktywności firm i produkcji wpływa na mniejsze zużycie prądu, podobnie jak rzadsze przemieszczanie się sprawia, że mniejsza jest emisja zanieczyszczeń z sektora transportu. Na stan środowiska i zasobów naturalnych wpływają także nasze codzienne nawyki domowe. Eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Ziemi apelują o rozsądne korzystanie z wody podczas mycia rąk oraz staranną segregację odpadów takich jak maseczki ochronne i jednorazowe rękawiczki.

Pobór energii elektrycznej w domach nie powinien znacząco wzrosnąć z uwagi na akcję HASHzostańwdomu oraz konieczność odbywania kwarantanny. Urządzenia elektroniczne są energooszczędne i nie stanowią istotnego udziału w zużyciu energii elektrycznej w gospodarstwach domowych. Co innego zapotrzebowanie na energię w segmencie odbiorców instytucjonalnych, czyli ze strony szkół, uczelni, centrów handlowych i zakładów przemysłowych. Jednak wiele zależy od temperatury i nasłonecznienia, a te różnią się w stosunku do ubiegłorocznych i poprzednich tygodni. Te czynniki również mogą mieć wpływ na ogólne zużycie.

Z informacji Polskich Sieci Energetycznych wynika, że pandemia wpłynęła na zmniejszenie o około 12 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną. Podstawowym czynnikiem jest zmiana naszych zachowań. Więcej osób przebywa w domu, nie podróżujemy, zamknięte są szkoły, instytucje oraz firmy, bo część pracowników przeszło na pracę zdalną. To może się przekładać lokalnie na poprawę jakości powietrza. Ale pamiętajmy, że na nią generalnie wpływają działania długoterminowe, związane z wymianą pieców, lepszą jakością paliwa, ze zmianą paliwa na mniej emisyjne – mówi dr inż. Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Zmiana w aktywności Polaków związana z pandemią koronawirusa może istotnie zmniejszyć poziom emisji szkodliwych zanieczyszczeń z sektora transportu i poprawić jakość powietrza, szczególnie w centrach miast, gdzie ruch samochodowy jest największy. Stacje pomiarowe Głównego Inspektora Ochrony Środowiska zlokalizowane w pobliżu tras tranzytowych rejestrują 30-proc. spadek zanieczyszczeń pochodzących z ruchu samochodowego. Inaczej jest na obszarach o zabudowie jednorodzinnej, gdzie za emisję zanieczyszczeń odpowiada głównie sektor bytowo-komunalny, czyli spalanie paliw wykorzystywanych do odgrzewania domów – tu należy się spodziewać wzrostu emisji.

Pandemia koronawirusa wpłynęła również na zużycie wody. Obowiązuje wprawdzie zalecenie częstego mycia rąk, ale przedsiębiorstwa wodociągowe raportują mniejsze zapotrzebowanie na wodę, co zbiegło się z okresem suszy, która w wielu miejscach staje się problemem.

Gospodarstwa domowe nie są w największym stopniu odpowiedzialne za zużycie wody, stąd ich niewielki wpływ na całkowite zużycie – wyjaśnia dr inż. Krystian Szczepański. – Od kilku tygodni nie notujemy w Polsce opadów deszczu i w związku z tym kwestia zasobów wodnych może wpływać na nasz potencjał wodny i w miesiącach letnich mogą występować lokalne problemy z dostępnością wody. Koronawirus nie wpływa obecnie na kwestie zasobności w wodę, natomiast konieczne jest jej racjonalne wykorzystanie.

Dyrektor IOŚ – PIB zwraca uwagę, aby podczas częstego mycia rąk pamiętać o zakręcaniu kranu podczas mydlenia. To na pewno zmniejszy zużycie, a jednocześnie zapewni odpowiednią higienę. Zachęca do stosowania tej zasady również podczas szczotkowania zębów.

Odpowiedzialna postawa jest również niezbędna w podejściu do segregacji odpadów. Epidemia powoduje większe zużycie jednorazowych rękawiczek i maseczek oraz opakowań do żywności z tworzyw sztucznych.

– Nie możemy zapomnieć o segregacji, gdyż ze względów epidemiologicznych i sanitarnych lepiej kupić żywność zapakowaną w jednorazowe opakowanie. Jest ono na pewno bardziej higieniczne – zauważa dr inż. Krystian Szczepański. – W przypadku utylizacji środków ochrony, np. ze szpitali i placówek zdrowotnych, posiadamy odpowiednie instalacje do odpowiedniego unieszkodliwiania takich odpadów. Z kolei środki zwykłej ochrony dla ludzi, czyli rękawiczki i maseczki, to odpady komunalne i powinny trafić do śmieci zmieszanych.

Bez cyberbezpieczeństwa nie będzie Przemysłu 4.0. Koronawirus może jednak wstrzymać wielomilionowe inwestycje w tym segmencie [AUDIO]

Przemysł i systemy automatyki przemysłowej nie są przygotowane na cyberzagrożenia, chociaż ataki hakerskie właśnie na ten rodzaj infrastruktury mogą doprowadzić do największych szkód. Wdrożona dwa lata temu ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa sprawiła, że przedsiębiorstwa zaczęły już dostrzegać problem, ale zaadresowanie go wymaga z ich strony wielomilionowych inwestycji. To jednak konieczne, bo – jak podkreślają eksperci – bez tego nie będzie możliwy rozwój koncepcji Przemysłu 4.0. Tymczasem pandemia koronawirusa sprawiła, że wszelkie inwestycje mogą zostać odłożone w czasie.

– Nie możemy myśleć o rozwoju Przemysłu 4.0 bez zabezpieczeń cybernetycznych. Trudno wyobrazić sobie tę koncepcję, która polega de facto na integracji danych z różnych źródeł i ich wykorzystywaniu, bez odpowiednich zabezpieczeń. Jeżeli chcemy budować Przemysł 4.0 i gospodarkę opartą na danych, to musimy budować cyberbezpieczeństwo automatyki, całych środowisk OT – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Józef Sulwiński, prezes zarządu SEQRED.

Systemy automatyki przemysłowej OT (operational technology) monitorują m.in. działanie linii produkcyjnych, bloków energetycznych czy stacji uzdatniania wody oraz sterują nimi. Są powszechnie wykorzystywane w firmach produkcyjnych, energetyce, górnictwie czy usługach użyteczności publicznej. Zależy od nich nie tylko ciągłość działania przemysłu, lecz również krajowej infrastruktury krytycznej. Tymczasem, jak szacuje firma doradcza PwC, ok. 40 proc. takich systemów jest narażonych na ataki hakerskie.

– Gdy spojrzymy na publikacje Forum Ekonomicznego ze stycznia tego roku, cyberzagrożenia weszły już do ekstraklasy zagrożeń dla cywilizowanego świata, co oznacza, że musimy się zacząć do nich przygotowywać. Świat przemysłu i automatyki nie jest na to przygotowany, natomiast ataki właśnie na ten rodzaj infrastruktury mogą doprowadzić do największych szkód fizycznych. Odczujemy je jako obywatele, majątek znacznej wartości zostanie zniszczony, być może pewne usługi publiczne zostaną zatrzymane – alarmuje Józef Sulwiński.

Jak ocenia, o ile systemy IT w polskich firmach – zwłaszcza w sektorze bankowym – są już bardzo dobrze zabezpieczone pod kątem cyberzagrożeń, o tyle w przemyśle i automatyce przemysłowej sytuacja wygląda dużo gorzej.

Wynika to po pierwsze z faktu, że w tym obszarze standardy dotyczące bezpieczeństwa zaczęły wchodzić później. Po drugie, firmy i instytucje mają problem z monitorowaniem systemów automatyki przemysłowej i odseparowaniem ich od biurowych systemów IT, które mogą stanowić dla hakerów „furtkę” do ataku. Pozytywem jest za to fakt, że przedsiębiorstwa zaczęły już dostrzegać problem, ale zaadresowanie go wymaga z ich strony wielomilionowych inwestycji. Te w dobie panującej pandemii koronawirusa mogą zostać zaś wstrzymane na jakiś czas.

– Można zauważyć, że faktycznie zaczynamy o tym mówić i działać w tym kierunku. Sprzyja temu również ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, wprowadzona jakiś czas temu – mówi prezes SEQRED. – Czekają nas natomiast inwestycje rzędu miliardów złotych, które trzeba wpompować w rynek i doprowadzić do zabezpieczenia tej infrastruktury.

Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa została wdrożona w 2018 roku. To pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący tego obszaru, wdrażający do polskiego prawa europejską dyrektywę NIS. Dzięki temu stworzono ramy dla całego krajowego ekosystemu cyberbezpieczeństwa. Ustawa objęła m.in. sektor telekomunikacyjny, finansowy i administrację publiczną, na które zostały nałożone nowe obowiązki raportowania do krajowych Zespołów Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego (tzw. CSIRT-ów) incydentów naruszenia bezpieczeństwa w ciągu 24 godzin.

Józef Sulwiński podkreśla, że bez zadbania o cyberbezpieczeństwo systemów automatyki przemysłowej nie będzie w ogóle mowy o rozwoju koncepcji Przemysłu 4.0, która opiera się na robotyzacji i wykorzystaniu danych.

– Szybki rozwój automatyki, napędzany Przemysłem 4.0, powoduje, że nie mamy czasu kompleksowo pomyśleć o zagrożeniach, nie jesteśmy ich – co oznacza też, że infrastruktura, którą budujemy, jest niebezpieczna. Z drugiej strony na rynku Internet of Things pojawiają się nowi gracze, którzy chcą dostarczać rozwiązania w tzw. modelu zwinnym i one niestety nie są całościowo przetestowane. Dlatego też nie wszystkie te rozwiązania są bezpieczne, mają wiele błędów, na które trzeba zwracać uwagę i być świadomym ich istnienia, bo dopiero wtedy możemy coś z tym zrobić – mówi prezes SEQRED.

Monitoring do biura – wybór technologii przesyłu danych

Decydując się na zabezpieczenie miejsca pracy, pierwsza myśl najczęściej dotyczy monitoringu. To jednak dopiero początek trudnego wyboru, jakim jest dopasowanie odpowiedniego monitoringu do biura. Kluczowym aspektem jest zwrócenie uwagi na technologię przesyłu danych.

Wybór monitoringu do biura

Obecnie rynek zabezpieczeń jest na tyle rozwinięty, że wybór odpowiednich wideorejestratorów wymaga pewnej podstawowej wiedzy. Można bowiem znaleźć wiele rozmaitych modeli, jednak będą się one różniły pod kątem licznych parametrów.

Dobry monitoring to kamery, które przede wszystkim obsługują wysoką rozdzielczość. Im wyższa rozdzielczość, tym więcej szczegółów można zobaczyć na nagrywanym obrazie. W trakcie powiększania grafiki wciąż wyraźne będą szczegóły takie jak np. numer tablicy rejestracyjnej lub detale twarzy.

Do zastosowań biurowych należy szukać monitoringu wewnętrznego. Jego budowa pozwala na bezproblemową rejestrację przestrzeni wewnątrz budynku. Do polecanych rodzajów wideorejestratorów należą między innymi kamery obrotowe, walcowe oraz kopułowe (kopułkowe). Te ostatnie charakteryzują się tym, że z zewnątrz nie jest możliwe określenie, w którym kierunku zorientowany jest obiektyw kamery.

Kamery do monitoringu a sposób transmisji danych

Wszystkie powyżej wymienione parametry są bardzo istotne przy wyborze dobrego monitoringu – zarówno do biura, jak i do domu. Innym często pomijanym, a bardzo ważnym czynnikiem jest sposób, w jaki zachodzi transmisja danych.

Kamera do monitoringu rejestruje obraz, a następnie transmituje go do centrali głównej połączonej z dyskiem twardym. Na tym ostatnim urządzeniu gromadzone są pliki, które później można odtworzyć. Istnieje kilka technologii przesyłu danych. Różnice między nimi wpływają na funkcjonalność systemu zabezpieczeń.

Po pierwsze, można wyróżnić tradycyjne kamery analogowe. To najstarsze rozwiązanie, które wciąż cieszy się dużą popularnością, ale głównie w zastosowaniach przemysłowych. Kamery analogowe – zgodnie z nazwą – podłączone są za pomocą kabli analogowych. Te zaś „transportują” dane do urządzenia magazynowego. Technologia często stosowana jest w przypadku większych pomieszczeń w systemach CCTV – w podziemnych halach parkingowych, dużych metrażowo hotelach czy w halach produkcyjnych.

Drugim wariantem, na który można się zdecydować, jest zakup kamer Wi-Fi/IP. Pracują one w obrębie sieci internetowej i to właśnie przez nie, przy użyciu chmury, przesyłają dane. Na uwagę zasługuje przede wszystkim technologia IP, ponieważ umożliwia uzyskanie bieżącego podglądu do wideorejestratorów z jakiegokolwiek miejsca na świecie. Wystarczy tylko telefon z odpowiednim oprogramowaniem, zazwyczaj dostarczonym przez producenta, i dostęp do internetu.

Ostatnią i jednocześnie najnowszą technologią jest Power over Ethernet. W tym przypadku różnica dotyczy także zasilania. Monitoring PoE nie wymaga doprowadzenia dodatkowego kabla analogowego. Zasilanie i dane dostarczane są poprzez kabel ethernetowy.

Inflacja w Polsce będzie spadać

Inflacja w marcu była wysoka, wyniosła 4,6 proc. Tym bardziej zaskakująca może się wydawać niedawna wypowiedź prezesa NBP o scenariuszu, w którym wracamy do deflacji. Co musiałoby się zdarzyć, aby ceny bardzo spadły?

Obawy o to co dalej z rynkiem pracy nie wpłynęły jeszcze na inflację, a sytuacja związana z kwarantanną powodowała, że ludzie robili masowe zapasy i handel nie odczuwał presji na obniżki cen. I widzimy tego skutki bo ceny żywności wzrosły aż o 8 proc. r/r.

– Niespodzianką był niski spadek cen na stacjach paliw w porównaniu do drastycznej przeceny ropy naftowej na światowych rynkach, paliwa potaniały zaledwie o ok. 3 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Teraz wiele zależeć będzie od PKN Orlen i innych rafinerii, po marcu dowiemy się czy oddały konsumentom część swej marży.

Inflacja będzie spadać w kolejnych miesiącach. Nawet wówczas, gdy dojdzie do odmrożenia gospodarki, nastroje konsumenckie będą już inne, wiele rodzin ograniczy swe zakupy do artykułów pierwszej potrzeby.

– Wiosną przyszłego roku inflacja spadnie do 2 proc. – ocenia ekspert XTB.

Ekspert nie przewiduje jednak powrotu deflacji, tym bardziej, że ceny owoców i warzyw mogą bardzo wzrosnąć z powodu zapowiadanej letniej suszy.

Co musiałoby stać się, aby wróciła deflacja?

– Deflację mogę sobie wyobrażać, gdy w przyszłym roku będzie wysoki urodzaj, po tegorocznym wysokim wzroście cen owoców i warzyw dojdzie do dużego spadku ich cen, a nasza gospodarka będzie nadal słaba z dużym tego wpływem na konsumpcję gospodarstw domowych – mówi dr P.Kwiecień.

Polskie górnictwo w opałach

Wydobywanie węgla kamiennego stało się bardzo niebezpieczne ze względu na koronawirusa. Kopalnie można zamknąć, a skutków tego gospodarka nie odczuje przez pół roku.

Ze względu na bezpieczeństwo w okresie epidemii wydobycie węgla jest tym bardziej utrudnione skoro na każdej kopalni mamy tylko 1-2 szyby transportowe, tymi windami na każdą zmianę pod ziemię zjeżdżało kilkaset osób.

Zarządy kopalń wprowadziły wiele obostrzeń z powodu pandemii, a wydobywanie węgla jest tym bardziej mało opłacalne.

– Energetyka i kopalnie mają zgromadzone 15 mln ton węgla na zwałach, kopalnie moglibyśmy zatrzymać na pół roku, a w Polsce nie zabrakłoby węgla – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Zamknięcie kopalń na czas epidemii jest scenariuszem do rozważenie, zwłaszcza, że cześć kopalń wydobywając węgiel już wcześniej ponosiła straty finansowe.

Eksport też górnictwa nie uratuje, bo do każdej sprzedanej tony węgla trzeba dopłacać 100-150 zł.

Granica 100 tys. m kw. w kwietniu przebita. Coraz więcej pustych biur

Przybywa wolnych biur. Od początku kwietnia przybyło w sumie 100 tys. m kw. – wynika z danych firmy REDD, aktualizowanych 24/7. Jest to najwyższy wynik w ostatnich miesiącach. Rekordowo długo biura pozostają także puste – średnio aż 224 dni.

Postępujący od początku kwietnia przyrost wolnej powierzchni do wynajęcia z końcem zeszłego tygodnia przebił granicę 100 tys. m kw., które zasiliły stronę podażową w tym miesiącu. Aktualne zasoby wolnej powierzchni w całym kraju wynoszą ponad 2.35 mln m kw. i jest to najwyższy wynik w ostatnich miesiącach.REDD ALERT

– Na tym tle korzystniej wygląda warszawski rynek, na którym nie obserwujemy zwolnień powierzchni biurowej, które nie zostałyby zaabsorbowane przez popyt. Aktualne zasoby wolnej powierzchni biurowej w Warszawie od początku kwietnia nieprzerwanie poruszają się w przedziale 1.01 — 1.02 mln m kw.  – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD ALERT – WWA

REDD Index

Biura stoją puste coraz dłużej. Jak pokazuje REDD Index – wskaźnik pokazujący jak długo powierzchnie dostępne do wynajęcia pozostają puste – biura stoją puste średnio przez 224 dni. To wzrost o 33 dni w porównaniu z początkiem marca.REDD INDEX

Najdłużej powierzchnie biurowe wynajmują się w Warszawie. Tutaj moduły do wynajęcia pozostają puste średnio przez 248 dni, to wzrost od początku marca o 46 dni.

REDD Index to średnia czasu potrzebnego na wynajęcie powierzchni biurowej liczona na podstawie ostatnich 90 dni dla każdego dnia miesiąca.

Tygodniowe dane REDD

  • W zeszłym tygodniu wynajęto 39 modułów biurowych
  • Na rynek wprowadzono 154 nowe biura do wynajęcia
  • Właściciele dodali aktualne informacje o dostępności 917 modułów

Amazon i PayPal z wyższymi cenami docelowymi

Wtorkowa sesja na Wall Street przynosi korektę notowań głównych amerykańskich indeksów giełdowych, co może być konsekwencją kolejnego załamania na rynku ropy naftowej. Wiąże się to z bardzo trudną sytuacją firm wydobywczych oraz instytucji, które te firmy finansowały, w tym banków oraz podmiotów kupujących obligacje o relatywnie wysokim oprocentowaniu. Ujemne ceny ropy zrobiły wrażenie na inwestorach, jednak należy pamiętać, że na amerykańskich rynku jest do wyboru mnóstwo spółek, w tym i takie, które mogą zyskiwać w okresie epidemii i załamania w innych segmentach gospodarki.

Już 30 kwietnia poznamy wyniki spółki Amazon, która dzięki profilowi swojej działalności zdecydowanie zyskała wraz z zamknięciem ludzi w domach. Do tego czasu notowania akcji zdołały już wzrosnąć na nowy historyczny szczyt i zdaniem analityków Jefferies to jeszcze nie koniec. Firma podniosła cel dla Amazon.com Inc. do 2800 USD z 2300 USD, utrzymując rekomendację kupna. Obecnie akcje Amazon można kupić na giełdzie za nieco ponad 2300 USD. Na Wall Street średnia cena docelowa dla spółki Jeffa Bezosa wynosi 2 438,78 USD. Amazon ma 52 rekomendacje kup, 4 trzymaj i 0 sprzedaj. W dłuższym terminie, około 3 lat, cena akcji Amazon może wzrosnąć nawet do 4000 USD — podsumowano w opinii na temat spółki i wydanej rekomendacji.

Z kolei spółka, której współzałożycielem był Elon Musk, czyli PayPal, poda wyniki dopiero 6 maja. Jednak już dziś analitycy Deutsche Bank podnoszą poziom ceny docelowej ze 127 do 147 USD. Oznaczać to może potencjał do wzrostu o około 30 proc. od ostatniej ceny zamknięcia. Jest to rekomendacja powyżej średniej wynoszącej 124,35 USD.

Za nami również publikacja wyników Coca-Coli. W pierwszym kwartale producent napojów gazowanych odnotował lepsze niż oczekiwano przychody i zyski oraz oświadczył, że oczekuje poprawy warunków od połowy roku. W pierwszym kwartale zakończonym 27 marca przychody netto spadły o 1% do 8,6 mld USD. Analitycy spodziewali się 8,28 miliarda dolarów. KO zarobiła 51 centów na akcję, pokonując rynkowe oczekiwania na poziomie 44 centów. Jednak mimo tego, że wyniki za pierwszy kwartał były lepsze niż się obawiano, to jeszcze przed Coca-Colą wiele wyzwań.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

GPW łagodzi podejście do emitentów notowanych w Alternatywnym Systemie Obrotu w czasie epidemii

  • Zarząd Giełdy zdecydował o odstąpieniu od zawieszania notowań i nakładania kar regulaminowych w przypadku opóźnienia w publikacji raportów za 2019 r. i I kw. 2020 r. przez spółki notowane na rynkach NewConnect i Catalyst
  • Warunkiem jest opublikowanie przez emitentów Alternatywnego Systemu Obrotu (ASO) sprawozdań za 2019 r. w ciągu dwóch miesięcy, a raportów za I kw. 2020 r. – w okresie 45 dni od upływu regulaminowego terminu
  • Obowiązujące obecnie w ASO terminy publikacji raportów okresowych pozostają bez zmian
  • Decyzja GPW wynika z trwającego stanu epidemii, w tym obostrzeń w poruszaniu się, komunikowaniu i swobodnym  świadczeniu usług

Zarząd Giełdy podjął decyzję o czasowym odstąpieniu od dotychczasowej praktyki nakładania kar regulaminowych oraz stosowania innych regulaminowych środków dyscyplinujących, w tym zawieszenia obrotu papierami wartościowymi emitentów notowanych w ASO, którzy nie opublikują w regulaminowym terminie raportu okresowego. Warunkiem niestosowania narzędzi dyscyplinujących jest opublikowanie przez spółki raportu rocznego w ciągu 2 miesięcy od maksymalnego terminu publikacji określonego w Regulaminie ASO, a w przypadku raportu kwartalnego – analogicznie nie później niż w ciągu 45 dni.

– Powodem naszej decyzji o złagodzeniu podejścia do emitentów na rynkach NewConnect i Catalyst w sprawie publikacji raportów okresowych jest panująca pandemia koronawirusa, która spowodowała wiele  ograniczeń w działalności spółek. Odstąpienie od dotychczasowej praktyki nakładania sankcji, zamiast wydłużenia terminów publikacji raportów okresowych z jednej strony pozwala emitentom dostosować się do nowych warunków rynkowych, a z drugiej uwzględnia interesy inwestorów, którym zależy na jak najszybszym uzyskaniu dostępu do wyników finansowych spółek, w które zainwestowali. Z tego powodu od emitentów oczekujemy niezwłocznego przekazywania do publicznej wiadomości istotnych informacji o ich bieżącej sytuacji – mówi Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.  

Podjęta przez Zarząd Giełdy decyzja nie zwalnia notowanych w ASO spółek od  obowiązków  wynikających z rozporządzenia MAR, w tym obowiązków dotyczących publikacji informacji poufnych powstałych w związku z niespodziewanymi zdarzeniami mającymi istotny wpływ na wyniki finansowe emitenta.

W interesie inwestorów emitenci – w przypadku braku możliwości publikacji raportu okresowego w regulaminowym terminie – powinni jak najszybciej przekazać raport bieżący wskazujący nowe przewidywane daty przekazania do publicznej wiadomości właściwego raportu  okresowego.

Emitenci powinni mieć na względzie interes inwestorów i dokładać starań, by pomimo panującej sytuacji jak najszybciej publikować raporty okresowe. Sprawozdawczość okresowa stanowi dla inwestorów jedno z podstawowych źródeł informacji na temat sytuacji finansowej emitentów, które są brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Cyberbezpieczeństwo w dobie 5G

Polscy przedsiębiorcy oczekują na wprowadzenie technologii 5G, ale jednocześnie obawiają się o bezpieczeństwo. 51,3% średniej wielkości przedsiębiorstw jako główne bariery wdrożenia 5G wskazała obawy związane z bezpieczeństwem i kontrolą danych – wynika z badania Ericsson Polska zrealizowanego we współpracy z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz Skandynawsko-Polską Izbą Gospodarczą. Tymczasem do 15 maja Polska ma określić zasady bezpieczeństwa zgodne z unijnymi wytycznymi, zawartymi w tzw. 5G Toolbox.

5G znacznie różni się od poprzednich standardów łączności mobilnej. To technologia, która ma stanowić krytyczną infrastrukturę, ułatwiającą cyfryzację, automatyzację oraz łączność z maszynami, robotami i nowoczesnymi rozwiązaniami transportowymi, jak np. pojazdy autonomiczne. Przy miliardach podłączonych urządzeń i nowych typach aplikacji, sieci muszą być bardziej wytrzymałe, bezpieczne i lepiej chronić prawo jednostki do prywatności.

„Obawy zarówno przedsiębiorców jak i społeczeństwa są zrozumiałe, gdyż mamy do czynienia z technologią, która zrewolucjonizuje wiele aspektów naszego życia, a jednocześnie stopień zaawansowania technologicznego utrudnia powszechne zrozumienie jej funkcjonowania. Natomiast 5G wyznacza również początek nowej ery bezpieczeństwa sieciowego,  między innymi np. poprzez wprowadzeniem szyfrowania IMSI. Wszystkie dane o ruchu przesyłane przez sieć radiową 5G są zaszyfrowane, chronione przed utratą integralności i podlegają wzajemnemu uwierzytelnianiu. A to tylko mała część standardów cyberbezpieczeństwa, jakie są wdrażane wraz z rozwojem 5G” – mówi Marcin Sugak, ekspert Ericsson Polska.

4 filary bezpieczeństwa sieci

Bezpieczeństwo sieci telekomunikacyjnej opiera się na 4 głównych filarach – standaryzacji, projektowaniu sieci, jej konfiguracji oraz sposobie wdrożenia i funkcjonowania. Budowanie bezpiecznego 5G wymaga kompleksowego spojrzenia, a nie tylko skupienia się na poszczególnych elementach technicznych. Na przykład, interakcje między uwierzytelnianiem użytkowników, szyfrowaniem ruchu, mobilnością, sytuacjami przeciążenia i aspektami odporności sieci muszą być rozpatrywane łącznie. „Ważne jest również, aby zrozumieć istotne zagrożenia i odpowiednio do nich podejść. Biorąc pod uwagę wzajemną zależność między różnymi obszarami, niezbędne jest zapewnienie skoordynowanego i kompleksowego wdrożenia środków bezpieczeństwa we wspólnym zestawie narzędzi i wdrożenia ich na poziomie światowym, krajowym i lokalnym. Od lat współtworzymy zasady bezpieczeństwa 5G w oparciu o odpowiednie standardy i najlepsze praktyki branżowe, takie jak 3GPP, GSMA, ETSI i IETF, a także przy rekomendowanym przez UE zestawie narzędzi, czyli 5G Toolbox” – tłumaczy Marcin Sugak.

Do 15 maja Polska jak i inne kraje członkowskie Unii Europejskiej mają czas na podjęcie odpowiednich działań wdrażających zalecenia zawarte w unijnym 5G Toolbox. Dokument ten określa zestawy środków bezpieczeństwa, zarówno od strony czysto technicznej jak i strategicznej. Definiuje jakie działania powinny być podjęte na lokalnych rynkach telekomunikacyjnych w celu ograniczenia ryzyk cybernetycznych w sieciach 5G.

Polska u progu technologii 5G

Ericsson jako pierwszy wdrożył komercyjne sieci 5G na czterech kontynentach. Obecnie ma ponad 89 podpisanych umów na 5G z czego 31 sieci już funkcjonuje. W Polsce technologia 5G jest już dostępna, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości. Od 2015 r. Ericsson zainstalował niemal 5 mln stacji bazowych gotowych obsłużyć 5G, które czekają na zdalne uruchomienie. Spora część z tych stacji znajduje się w Polsce. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. Ericsson ogłosił uruchomienie komercyjnej sieci 5G z operatorem Polkomtel. Wiosną planowane jest uruchomienie badawczej sieci 5G firmy Ericsson na Politechnice Łódzkiej. Ericsson prowadzi testy 5G z innymi operatorami i podmiotami w Polsce.

***

Badanie “Technologia 5G w polskich przedsiębiorstwach” zostało zrealizowane w terminie 11.2019-02.2020 na zlecenie Ericsson Polska przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line (CAWI)na grupie 109 przedstawicieli wyższej kadry zarządzającej firm polskich lub posiadających przedstawicielstwo w Polsce.

Branżę lotniczą czekają po epidemii koronawirusa gruntowne zmiany

„Nowe wymogi sanitarne, jak np. obowiązek mierzenia temperatury pasażerom zapewne długo jeszcze pozostanie standardem na lotniskach” – mówi Radosław Włoszek, prezes zarządu Kraków Airport. Przypomina również, że krakowskie lotnisko jest współużytkowane przez wojsko i operuje na nim Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, dlatego utrzymywane jest w pełnej gotowości. Część pracowników, wspólnie ze spółkami zależnymi, MPLSerives i Kraków Aiport Hotel, pomaga też w dostarczaniu cateringu do szpitali.

Radosław Włoszek, prezes zarządu Kraków Airport
FOTO: PAP/Radosław Włoszek, prezes zarządu Kraków Airport

PAP: jak teraz funkcjonuje lotnisko?

Zgodnie z decyzjami polskiego rządu, jak i rządów wielu innych państw, organizacji lotniczych i samych przewoźników, ruch lotniczy na świecie został zminimalizowany lub całkowicie wstrzymany. Odbywają się tylko loty ratunkowe, cargo albo, tak jak w przypadku krakowskiego lotniska współużytkowanego z wojskiem i Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym, loty w służbie obrony Rzeczpospolitej oraz ratujące życie. Terminal pasażerski jest zamknięty. Nie ma typowych obrazków, jakie widzieliśmy na każdym lotnisku, nie ma łez na pożegnanie, nie ma uśmiechu na powitanie, nie ma spieszących się na spotkania ludzi biznesu. Jest pustka.

PAP: jak Pan się czuje na wymarłym lotnisku?

Nikt nie przypuszczał, że taki widok może się pojawić. Wszyscy marzymy, by się to jak najszybciej skończyło, chociaż zdajemy sobie sprawę, że obserwujemy największy kryzys w historii branży. Dzisiaj, kiedy najważniejsze jest życie i zdrowie ludzi nie wiadomo, jaka będzie jego skala, na ile zmienią się trendy związane z podróżowaniem. Na przykład czy popularne do tej pory „city-breaki”, kilkudniowe wypady połączone ze zwiedzaniem miasta, nadal będą cieszyły się zainteresowaniem turystów. Kraków to właśnie popularna destynacja tego typu. Nie wiadomo też dokładnie, jakie kolejne obostrzenia spadną na porty lotnicze, jak i na przewoźników.

PAP: o jakich zmianach w procedurach się mówi?

Trwa dyskusja o koniecznych zmianach w realiach „świata po koronawirusie”, od tych najbardziej podstawowych, jak mierzenie temperatury u osób wchodzących i wychodzących z pokładu samolotu, po bardziej ukierunkowane na specyfikę branży. Dyskusja toczy się zarówno wśród zarządzających lotniskami, jak i przewoźników.
PAP: ludzie będą mniej latać?

Sytuacja gospodarcza w dobie epidemii COVID-19 spowoduje prawdopodobnie zmniejszenie budżetów gospodarstw domowych oraz wielu podmiotów gospodarczych. W związku z tym latanie, jako narzędzie pracy w dobie telekonferencji, czy jako środek transportu na wakacje, być może przez pewien czas nie będzie pierwszym wyborem konsumentów.

Tymczasem turystyka i branża lotnicza były pierwszymi branżami, które gwałtownie odczuły ograniczenia związane z podróżowaniem. Trzeba też zakładać, że z kryzysu będą wychodzić jako ostatnie. Zdajemy sobie sprawę, że naszym zadaniem będzie wtedy odbudowanie nawyku latania, a także odbudowa zaufania do latania i podróży.

Teraz ogromnym wyzwaniem jakie stoi przed portami lotniczymi, jest utrzymanie płynności finansowej spółek. Lotniska są specyficznymi podmiotami gospodarczymi. Na skutek wstrzymania ruchu pasażerskiego w jednej chwili utraciły przychody, a koszty utrzymania infrastruktury są poważne. Lotnisko współużytkowane przez wojsko nie może zostać zamknięte, musi utrzymać operacyjność, czyli być gotowe do pełnej obsługi statków powietrznych.

PAP: to, że jesteście lotniskiem wojskowym was ratuje?

Utrzymanie operacyjności lotniska to koszty. Strona cywilna zarabia przyjmując i obsługując pasażerów, których teraz nie ma. Ale krakowskie lotnisko to strategiczny element infrastruktury transportowej kraju, od początku lotnisko wojskowe, od wielu lat także współużytkowane przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. To współpraca na dobre i złe. Teraz razem musimy przezwyciężyć kryzys, nie rezygnując z ważnych dla wszystkich planów inwestycyjnych, jakim jest choćby budowa nowej drogi startowej i dalsza modernizacja lotniska. Wierzę, że w trudnym procesie powrotu do normalności całej branży lotniczej wsparciem będą programy pomocowe, zarówno lokalne, małopolskie, jak i rządowa tarcza antykryzysowa.

Dzisiaj, dla spółki zarządzającej lotniskiem najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo naszych pracowników. Każdy otrzymał maseczkę, wszędzie są środki dezynfekujące i kamery termowizyjne w przejściach. Chcemy, żebyśmy wszyscy pozostali zdrowi. Ale w tych trudnych momentach myślimy nie tylko o naszych pracownikach, ale także i o pomocy dla innych. Nasze spółki-córki, zarządzające hotelem i gastronomią w terminalu, dostarczają catering do Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego czy Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

PAP: w 2019 roku Kraków Airport przyjął ponad osiem milionów pasażerów. Jak mógłby wyglądać optymalny scenariusz powrotu do takiej normalności?

Powrót do tej liczby pasażerów będzie długi. Najpierw musi być decyzja administracyjna, że możemy wznowić ruch pasażerski. Trzeba zakładać, że w pierwszej kolejności wróci ruch krajowy oraz w strefie Schengen, czyli europejskiej. Dopiero potem przyjdzie czas na nawiązanie kontaktów z poszczególnymi kontynentami. Śledzimy na bieżąco to, co się dzieje w branży. Już dziś widzimy, że na uruchomionych właśnie przez przewoźników pojedynczych lotach wprowadzono bardzo restrykcyjne regulacje. Mamy świadomość, że niezależnie od tego, kiedy i w jakiej formie ruch lotniczy zostanie przywrócony, restrykcje, które pojawiły się przed jego wstrzymaniem, czyli badanie temperatury, czy karty lokalizacyjne dla pasażerów prawdopodobnie zostaną z nami, jeśli nie na zawsze, to na bardzo długo. I to tego się przygotowujemy, bo na krakowskim lotnisku samoloty już czekają na podróżnych.

Rynek mediów i reklamy w czasie pandemii

Telewizja, komórka czy może komputer? Czy i w jaki sposób stan epidemii wpłynął na zachowania Polaków jeśli chodzi o korzystanie z mediów? Odpowiedzi na te pytania dostarcza analiza Gemius, przygotowana na bazie cross-mediowych danych z gemiusAdReal oraz informacji o oglądalności witryn z badania Gemius/PBI. 

Zbiorcze zestawienie liczby kontaktów reklamowych i użytkowników we wszystkich kanałach mediowych mierzonych przez Gemius (telewizja, radio, internet) wyraźnie wskazuje na wzrost aktywności w drugiej połowie marca – zarówno po stronie twórców komunikatów reklamowych, jak i ich odbiorców. Różnica w liczbie reklam, z którymi zetknęli się konsumenci w pierwszym tygodniu lutego i ostatnim tygodniu marca wynosi 14%, co przekłada się na zwiększenie liczby kontaktów reklamowych o ok. 3,7. Gwałtowny wzrost rozpoczął się w tygodniu, w którym rząd wprowadził ograniczenia związane z epidemią.Rynek reklamowy w czasie pandemii

– Liczba użytkowników, którzy stykają się z przekazem marketingowym, nie uległa w omawianym okresie dużej zmianie. – komentuje Michał Włodarczyk, Dyrektor Zarządzający, Gemius Polska – Skąd więc znaczący wzrost liczby kontaktów z reklamą? Z jednej strony wynikać to może z intensywniejszych działań marketerów w niektórych branżach, z drugiej strony – ze zmiany naszych przyzwyczajeń w zakresie konsumpcji mediów. Odejście od codziennej rutyny w naturalny sposób przełożyło się na to, że Polacy zaczęli więcej czasu spędzać z komórką w ręku, przy włączonym komputerze czy telewizorze, a intensyfikacja w konsumpcji mediów idzie w parze ze zwiększoną ekspozycją na przekaz reklamowy.

Jak wynika z danych, wzrost ogólnej liczby odnotowanych kontaktów reklamowych pomiędzy pierwszym tygodniem lutego a ostatnim tygodniem marca widoczny jest zarówno na kanałach digital (18% w przypadku komputerów stacjonarnych i laptopów oraz aż 32% w przypadku urządzeń mobilnych), jak i w telewizji (8%).Rynek reklamowy w czasie pandemii PLATFORMA PC Rynek reklamowy w czasie pandemii PLAFORMA MOBILE PLATFORMA TV

Przeanalizowaliśmy intensywność kontaktów reklamowych w telewizji, wyodrębniając poszczególne grupy tematyczne kanałów – komentuje Włodarczyk – Okazało się, że największy wzrost przypadł w udziale stacjom informacyjnym, a duży spadek odnotowały kanały sportowe. Zwiększona popularność anten newsowych wynika z naturalnego zapotrzebowania odbiorców na rzetelne informacje w czasie kryzysu. Spadek odnotowany w przypadku stacji sportowych może być natomiast następstwem odwołania większości imprez sportowych w okresie pandemii.KANAŁY INFORMACYJNE

W przypadku kanałów informacyjnych w analizowanym okresie obserwujemy istotny wzrost liczby kontaktów reklamowych (72%) oraz realnych użytkowników, którzy widzieli reklamy (38%).KANAŁY SPORTOWE

Liczba kontaktów reklamowych na kanałach sportowych spadła o 82%, a liczba realnych użytkowników, którzy widzieli reklamy – o ponad połowę.

Zwiększone zainteresowanie publicystyką i informacjami widoczne jest również w internecie. Jak wynika z danych badania Gemius/PBI, liczba odsłon wygenerowanych na witrynach z tej kategorii wzrosła w analizowanym okresie (pierwszy tydzień lutego vs ostatni tydzień marca) o 60%, przy jednoczesnym zwiększeniu liczby użytkowników o 9%. Najistotniejsze zmiany w liczbie odsłon zaobserwować można w przypadku urządzeń mobilnych – tu wskaźnik ten zwyżkował aż o 67%. Najwięcej użytkowników przybyło natomiast na platformie PC: liczba ta zwiększyła się w omawianym przedziale czasowym o 21%.INFORMACJE I PUBLICYSTYKAPodobnie, jak w przypadku telewizji, również w internecie spadła popularność serwisów poświęconych sportowi. O ile liczba użytkowników nie zmieniła się znacząco, o tyle wolumen wygenerowanych odsłon spadł na każdej z platform: odpowiednio o 33% (wszystkie urządzenia), 46% (komputery stacjonarne i laptopy) i 24% (urządzenia mobilne).SPORT

– Zmiana w sposobie konsumpcji mediów na przestrzeni dwóch ostatnich miesięcy jest wyraźnie zauważalna. Z pewnością muszą ją brać pod uwagę marketerzy, planujący kampanie w tym niecodziennym okresie. Szczególną uwagę warto zwrócić na coraz większy clutter reklamowy. Taka sytuacja wymusza poszukiwania skutecznego sposobu na wyróżnienie się na tle konkurencji, aby być w stanie zawalczyć o uwagę odbiorców. To z pewnością niemałe wyzwanie, ale też okazja na zaprezentowanie zupełnie nowej jakości. Cieszę się, że kilku dużych reklamodawców podjęło już rękawicę i, często w bardzo kreatywny sposób, zmodyfikowało swój przekaz reklamowy, aby dostosować się do obecnej sytuacji w kraju. – konkluduje Michał Włodarczyk.

Właściwa diagnoza kondycji firmy bronią na trudne czasy

Chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Właśnie nastały czasy, w których firmy powinny dokonać gruntownego przeglądu swojego biznesowego arsenału. Nie tylko po to, by ograniczyć straty i przygotować się na walkę o przetrwanie, ale i po to, by w przyszłości móc dokonywać śmiałych, rynkowych ataków. Właściwa ocena bieżącej sytuacji oraz posiadanych zasobów są kluczowe do tego, by w kryzysowym momencie działać precyzyjnie, zamiast strzelać kulą w płot. Wszelkie tarcze będą mało skuteczne jeśli nie wiemy czego mają bronić, dlatego tak ważna dla każdej firmy powinna być rzetelna ocena własnej kondycji biznesowej. Można dokonać jej na drodze wewnętrznego audytu, który pozwoli zrewidować podejmowane działania oraz określić nowe cele i kierunki rozwoju. Firmy nie powinny bowiem myśleć tylko o tym, jak przetrwać kryzys, ale też o tym, co będzie po nim.

Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym radzi jak ocenić kondycję biznesową firmy oraz przygotować się na odbudowę jej pozycji w czasie wychodzenia z kryzysu.

Obecna sytuacja związana z pandemią koronawirusa boleśnie dotknęła wiele firm. Branże takie jak turystyka, gastronomia, usługi fryzjerskie czy kosmetyczne z dnia na dzień zostały pozbawione możliwości generowania przychodów. Kryzys, początkowo o charakterze zdrowotnym i społecznym, zaczyna przeradzać się w poważne spowolnienie gospodarcze. W zasadzie, poza nielicznymi wyjątkami, większość branż w mniejszym lub większym stopniu odczuje negatywne efekty tej sytuacji. Jak podają wyniki badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego, 62 proc. firm deklaruje zmniejszenie popytu na ich usługi lub produkty, a 32 proc. respondentów uważa, że kryzysowy stan utrzyma się do końca roku[1]. Dla wielu pracodawców pierwszym sposobem na ratowanie sytuacji stała się redukcja zatrudnienia lub obniżki wynagrodzeń. Taka decyzja może jednak okazać się zbyt pochopna, a w przyszłości utrudniać dalszy rozwój. Wszelkie oszczędności trzeba kalkulować nie tylko pod kątem ich bieżącej opłacalności, ale też przyszłych konsekwencji. To, gdzie odjąć, a gdzie dołożyć powinno wynikać z dokładnie przeprowadzonej analizy.

Na co zwrócić szczególną uwagę?

Ocena kondycji firmy obejmuje zarówno analizę zasobów wewnętrznych, jak i wpływ czynników otoczenia zewnętrznego. Standardowo badanym elementem jest rentowność prowadzonej działalności. W sytuacji nagłego kryzysu, jaką mamy obecnie, ważniejsza jeszcze bardziej niż zwykle staje się jednak płynność finansowa. Niespodziewane turbulencje mogą bowiem poważnie zachwiać przepływami pieniężnymi doprowadzając do sytuacji zagrażającej dalszemu działaniu. Krótkoterminowo należy więc skupić się na starannej prognozie cash flow i szczegółowym monitoringu należności, mając na uwadze również kondycję finansową odbiorców. Analizując sytuację firmy nie tylko na potrzeby bieżące, ale też z myślą o przyszłości, dobrze jest zwrócić uwagę również na takie elementy jak:

Przegląd procedur i ocena procesów wewnętrznych – weryfikacja procedur w celu zapewnienia bezpieczeństwa pracowników, ocena procesów pod kątem utrzymania ciągłości działania, dbanie o odpowiedni przepływ informacji w warunkach oddelegowania części pracowników do pracy zdalnej, ocena elastyczności i szybkości reagowania organizacji w obliczu dynamicznie zmieniającego się otoczenia;

Ustalenie obszarów strategicznych z punktu widzenia działalności firmy – rozważenie outsourcingu najmniej rentownych segmentów działalności, albo zamknięcie tych, które nie rokują na przyszłość, a w tak zwanych „lepszych czasach” mogły być finansowane z zysków na działalności podstawowej; Szczegółowa analiza kosztów w połączeniu z optymalizacją procesów (zmiana polityki zakupowej, ograniczenie zapasów) i poprawą wydajności. Identyfikacja szans i perspektywicznych kierunków, które ujawniły się w zmienionym otoczeniu, na przykład nowe kanały dystrybucji, bądź zróżnicowanie grup odbiorców, tak aby w przyszłości zmniejszyć ekspozycję na ryzyko drastycznego spadku przychodów i ograniczyć straty. Opracowanie modelu organizacyjnego, który jest elastyczny, zdywersyfikowany i bardziej odporny na nagłe kryzysy;

Ocena zasobów ludzkich – lepiej efektywniej wykorzystać kompetencje zawodowe pracowników, niż redukować koszty przez pochopną redukcję zatrudnienia. Kompetentna i doświadczona kadra to jeden z najważniejszych zasobów firmy. Kluczowe talenty będą niezbędne, aby zapewnić odpowiednią jakość kiedy powróci dobra koniunktura;

Bezpieczeństwo łańcucha dostaw – identyfikacja potencjalnych zagrożeń związanych z ograniczeniami w dostępności materiałów i surowców. Obok ceny zakupu równie ważna jest także ciągłość dostaw. Warto zapewnić dywersyfikację geograficzną w celu budowy łańcucha dostaw bardziej odpornego na sytuacje nadzwyczajne pojawiające się w różnych regionach świata;

Przegląd zawartych umów z kontrahentami – weryfikacja pod kątem zdolności do wywiązania się z ich realizacji – negocjacje warunków i wydłużenie terminów tam gdzie to możliwe w celu uniknięcia potencjalnych kar umownych;

Struktura finansowania i dostęp do kapitału – w okresie kryzysu dostęp do kredytowania bankowego może być utrudniony, tymczasem, jak podają wyniki badań PIE, niemal co piąte przedsiębiorstwo w Polsce nie posiada rezerw finansowych, a 30 proc. posiada zapasy finansowe tylko na miesiąc lub dwa[1]. W obliczu takiej sytuacji warto wyciągnąć lekcję na przyszłość i zadbać o odpowiednią dywersyfikację źródeł finansowania (faktoring, private debt), tak aby zapewnić odpowiedni bufor bezpieczeństwa na wypadek nagłych zawirowań. Niewłaściwa relacja zobowiązań długo- i krótkoterminowych może okazać się w takiej sytuacji destrukcyjna;[1] tamże

Analiza wariantowa – obecnej sytuacji towarzyszy duża doza niepewności, w związku z tym warto przeprowadzić analizę możliwych scenariuszy rozwoju wypadków i ich wpływ na kluczowe aspekty z punktu widzenia funkcjonowania firmy. Lepiej być z góry przygotowanym na najbardziej pesymistyczny wariant, nawet jeżeli w praktyce do niego nie dojdzie.

Zagrożenia i szanse

Rozwijający się kryzys gospodarczy niesie ze sobą wiele zagrożeń, na które firmy powinny być przygotowane. Spadek popytu, utrata kluczowych dostawców lub odbiorców, zatory płatnicze, wzrost inflacji czy osłabienie waluty krajowej to tylko niektóre z nich. Wychodząc im naprzeciw, firma musi w pierwszej kolejności skupić się na tym, jak przetrwać oraz zapewnić sobie stabilność działania. Kiedy jednak uda się już złapać oddech, priorytetem powinno być przebudowanie biznesu w taki sposób, aby jak najlepiej odnaleźć się w nowej rzeczywistości po wygaśnięciu pandemii.

Rzetelny przegląd kluczowych aspektów z punktu widzenia strategii działania firmy umożliwia określenie najbardziej perspektywicznych segmentów działalności oraz identyfikację szans i potencjalnych kierunków rozwoju w nowej sytuacji. Jest dobrą podstawą do tego, by pomyśleć o przeprojektowaniu modelu biznesowego np. poprzez rozwinięcie sprzedaży internetowej, rozszerzenie asortymentu, skupienie się na produktach szybkorotujących czy wysokomarżowych. Właściwa analiza posiadanych przez firmę zasobów oraz mocnych i słabych stron daje wiedzę, która jest cenna w każdej sytuacji. W czasie kryzysu wiedza ta tylko zyskuje na wartości. Dzięki niej można uniknąć pochopnych decyzji i nieprzemyślanego, radykalnego cięcia kosztów. Można natomiast poprawić efektywność działania przedsiębiorstwa, dzięki czemu łatwiej będzie przetrwać trudny czas i szybciej odbudować się po powrocie do normalności.

Emocje wracają na rynek

Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że na rynkach dojdzie do pewnej stabilizacji. Nic takiego się nie wydarzyło, wczorajsze zamieszanie na ropie naftowej to być może tylko przedsmak tego, co przyjdzie nam zobaczyć.

Dane z Polski

W marcu w Polsce produkcja przemysłowa spadła na razie zaledwie o 2,3%. Piszemy zaledwie, gdyż patrząc na prognozy wpływu epidemii spadki mogą być w kolejnych miesiącach większe. Pamiętajmy, że miesiąc temu był to wzrost o niemal 5%, w rezultacie spadek jest większy, niż by się mogło wydawać, patrząc na wspomniane 2.3%. Od rana złoty jest w odwrocie, jednakże warto zwrócić uwagę, że może to mieć związek przede wszystkim ze wzrostem ryzyk na rynkach.

Gwałtowne spadki ropy naftowej

Wczorajszy kontrakt na ropę naftową w USA zakończył się ujemną ceną surowca. Powodem były problemy z magazynowaniem, czyli w rezultacie niemożliwość racjonalnego wykonania kontraktu. Dzisiaj, kiedy kwotowany jest już nowy kontrakt, od rana widzimy bardzo silne spadki. Przecena na ropie notowanej w USA sięga obecnie już ponad 6 dolarów do rana i patrząc na siłę spadków wartość ta może ulec zmianie. Podobna skala przeceny jest na giełdzie w Londynie. Jak widać ograniczenia wydobycia zaproponowane przez OPEC nie rozwiązują problemu. W ślad za czarnym złotem gwałtownie spada również rubel rosyjski i korona norweska.

Frank dalej blisko minimów

Frank szwajcarski znajduje się obecnie blisko swoich wieloletnich minimów względem euro. W rezultacie obserwujemy bardzo wysokie poziomy franka wobec złotego. Powodem tak drogiego franka jest strach na rynkach. Frank uchodzi za bezpieczną lokatę kapitału. Co ciekawe, złoto przestaje pełnić tą funkcję. W dalszym ciągu jest na wysokich poziomach, aczkolwiek dzisiejszy dzień ten kruszec przypłacił niemal 1,5% przeceną.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Komentarz rynkowy: Czy to już czas na optymizm?

Koniec marca i pierwsza połowa kwietnia upłynęły pod znakiem silnego odreagowania po panicznej wyprzedaży w połowie ubiegłego miesiąca.  Jednak, jeśli wcześniejsze spadki dyskontowały gwałtowne hamowanie gospodarki, to wzrosty, które po nich nastąpiły, nie mają w mojej ocenie twardych fundamentów. Ich powodem jest przede wszystkim psychologiczne odbicie po wcześniejszej, drastycznej wyprzedaży oraz ogromne pakiety stymulacyjne wdrożone przez poszczególne rządy i banki centralne. W ostatnich dniach do wcześniejszych czynników dołączyły pierwsze oznaki poprawy sytuacji związanej z pandemią COVID-19 i zapowiedzi o stopniowym otwieraniu się gospodarek w wybranych krajach. Można mieć jednak wrażenie, że inwestorzy zapomnieli o jednym prostym fakcie. Jeśli administracyjne zamknięcie gospodarki światowej (w różnych okresach w poszczególnych państwach) nastąpiłoby nagle, to powrót do normalności nawet jeśli zniesione byłyby równocześnie wszystkie restrykcje, co jest mało prawdopodobne, nie będzie taki prosty i szybki.

Po pierwsze, chwilowo w Europie Zachodniej udało się opanować dynamikę wzrostu nowych przypadków, ale do pełnego pokonania pandemii jest jeszcze daleko. Stany Zjednoczone znajdują się prawdopodobnie przed szczytem zachorowań. Po drugie, pozrywane łańcuchy dostaw oraz działania podjęte przez część przedsiębiorstw związane z koniecznością redukcji kosztów, w tym osobowych, na czas pandemii nie pozwolą gospodarkom od razu wrócić na poprzednią ścieżkę wzrostu. Cześć przedsiębiorstw po prostu nie przetrwa. I po trzecie, pandemia zmieni prawdopodobnie część nawyków konsumpcyjnych społeczeństw, powrócimy więc do zupełnie nowej rzeczywistości. Patrząc też na sam aspekt rynkowy, inwestorzy, którzy zakupi akcje pod koniec tragicznej sesji z 12 marca, bądź na podobnych poziomach, mają już w portfelach pokaźne zyski, które być może będą chcieli zrealizować.

Trudno znaleźć silne fundamenty

Patrząc na rynki w połowie miesiąca, naprawdę trudno jest znaleźć silne fundamenty pod kontynuacje fali wzrostowej, która jednak w dalszym ciągu postępuje. Publikowane dotychczas wyniki amerykańskich spółek za I kwartał nie napawają optymizmem, biorąc pod uwagę długą tradycję bardzo konserwatywnych oczekiwań amerykańskich analityków. Fala zwolnień na amerykańskim rynku pracy postępuje, chociaż już w nieco wolniejszym tempie, ostatnia zaraportowana wartość wyniosła 5,2 mln nowych wniosków o status bezrobotnego, co łącznie daje wartość 22 mln nowych bezrobotnych w czasie trwającej pandemii. Żeby lepiej zrozumieć tę wartość, wystarczy wspomnieć, że od połowy 2009 roku w amerykańskiej gospodarce stworzonych zostało 21,5 mln nowych miejsc pracy. Podobnych danych i analogii można wymieniać tysiące, te wartości jednak najlepiej działają na wyobraźnię.

Jaka jest więc perspektywa na przyszłość dla zwykłego inwestora?

Przede wszystkim zachować chłodną głowę i pozostać ostrożnym. Patrząc na stopy zwrotu wybranych spółek od marcowego dołka, można mieć wrażenie, że okazja już nam uciekła. Wzrosty o ponad 300% w przypadku rekordzistów na GPW dają do myślenia. Jeśli miesiąc temu można było stwierdzić, że jest to dobry okres do akumulacji akcji na dłuższy termin, obecnie pozostawałbym ostrożnym, utrzymując gotówkę w oczekiwaniu na okazje inwestycyjne. Oczywiście z rosnącym rynkiem trudno dyskutować, ale trudno również nie oprzeć się wrażeniu, że obecna fala wzrostowa może zostać zastąpiona przez kolejną korektę. Na razie dane realne nie robią dużego wrażenia na inwestorach, ale faktem jest, że prawdziwe gospodarcze skutki pandemii są dopiero przed nami, w szczególności w Europie Zachodniej i w Polsce. Jeśli okaże się, że zamknięcie gospodarek się przedłuży, co przy obecnym etapie epidemii jest trudne do wykluczenia, reakcja inwestorów może być gwałtowna. W dłuższym terminie wierzę, że obecna sytuacja przyniesie szereg pozytywnych skutków dla gospodarek, przyspieszając cyfrową transformację, ale w krótkim i średnim terminie może się okazać, że czeka nas jeszcze kilka nerwowych momentów. I korzystając na trwających obecnie rynkowych wzrostach, nawet przy najlepszym podejściu i warsztacie inwestycyjnym, nie można o tym zapominać.

Autor komentarza: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group