RICS wzywa do etycznych działań, szczególnie w czasach kryzysu: najemcy i właściciele nieruchomości powinni wspólnie wypracować akceptowalne rozwiązania

Wobec aktualnego rozwoju sytuacji na rynku nieruchomości, a w szczególności w handlu detalicznym w centrach handlowych, w którym zgodnie z Ustawą z dnia 31 marca 2020* nastąpiło czasowe zawieszenie wszelkich zobowiązań finansowych stron, RICS wydaje niniejsze oświadczenie. Podstawą stanowiska RICS są standardy dotyczące etycznego i zawodowego postępowania oraz działania stowarzyszenia w interesie publicznym. Interes społeczny powinien być traktowany jako dobro najwyższe.

Seweryna Afanasjew MRICS
Seweryna Afanasjew MRICS, członek zarządu RICS Europe

Seweryna Afanasjew MRICS, członek zarządu RICS Europe: „Wszyscy uczestnicy rynku zostali dotknięci korona-kryzysem i wszyscy powinniśmy, zwłaszcza w tej trudnej rynkowo sytuacji, postępować przede wszystkim etycznie. Zarówno najemcy, jak i właściciele nieruchomości powinni zastanowić się teraz nad nadrzędnym dobrem i szukać rozwiązań, które pozwolą przetrwać wszystkim uczestnikom rynku. Każda ze stron będzie musiała pójść na ustępstwa, nie będzie zwycięzców ani pokonanych, jeżeli w ramach odpowiedzialnych działań gospodarczych oraz w duchu dobrej współpracy rynkowej, opartej na mocnych etycznych standardach, strony wspólnie będą negocjować, szukając akceptowalnych rozwiązań. Należy wykorzystać ścieżkę negocjacji, abyśmy wszyscy mogli wspólnie przejść test kryzysowy”.

Obecnie zaproponowane oficjalne rozwiązania wpływają niekorzystnie na relacje na linii właściciel – najemca pozbawiając strony niejako szans na negocjacje i indywidualne podejście czy też pomijając problemy, z którymi borykają się wynajmujący. Sytuacja taka nie leży w interesie wszystkich uczestników rynku nieruchomości. Prawo mające łagodzić skutki pandemii Covid-19 nie rozwiązuje napiętej sytuacji. Konsekwencje kryzysu zostaną złagodzone tylko wtedy, gdy wszyscy razem zaczniemy wspólnie poszukiwać rozwiązań, pamiętając, że tworzymy jeden organizm i jesteśmy od siebie wzajemnie zależni. W tej chwili dobro wspólne musi być najważniejsze. Wzywamy wszystkie strony do rozważań w tym zakresie.

Obecna sytuacja pokaże, czy zasady etyczne pozostaną jedynie pustymi oświadczeniami w marketingowych broszurach, czy też uczestnicy rynku są gotowi wdrażać je w konkretnych działaniach. Kryzys nie powinien być wykorzystywany dla krótkoterminowych zysków kosztem długotrwałych partnerstw.

Joanna Plaisant Country Manager RICS w Polsce (1)
Joanna Plaisant, Country Manager RICS Polska

RICS zachęca także uczestników rynku do korzystania z alternatywnych metod rozwiazywania sporów, szczególnie w sytuacji zawieszenia działalności sądów. Joanna Plaisant, Country Manager RICS Polska: “Zastosowanie mediacji staje się coraz ważniejsze dla zapobiegania konfliktom związanym z kryzysem wywołanym pandemią Covid-19. Mediacja to skuteczne narzędzie w rękach uczestników rynku, które może mieć zastosowanie do szerokiego wachlarza zagadnień tak, aby znaleźć szybkie i opłacalne rozwiązanie sporów przy jednoczesnym przywróceniu zaufania między stronami”.

* Ustawa o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20200000568

Czas pandemii to praktyczny sprawdzian umiejętności zarządczych liderów

Pandemia COVID-19 postawiła wszystkich liderów przed ogromnym wyzwaniem. Dla dużej części z nich to prawdopodobnie najtrudniejszy moment w karierze zawodowej i największy test z przywództwa. Trudność obecnej sytuacji polega na tym, że nikt z nas nie miał wcześniej do czynienia z kryzysem o takim charakterze i na taką skalę.

Każdy dzień przynosi nowe informacje, a każdy tydzień narodowej kwarantanny to ogromny cios dla gospodarki. W gąszczu codziennych newsów i danych wyzwaniem jest umiejętność wyselekcjonowania tych, które są wiarygodne i ważne z punktu widzenia naszej branży i firmy. W końcu lider musi być najlepiej poinformowaną i rozeznaną osobą, aby móc podejmować szybkie i trafne decyzje.

Komunikacja to podstawa

Informacja jest podstawą komunikacji, która w czasach kryzysowych nabiera jeszcze większego znaczenia, niż zwykle. Liderzy powinni być aktywni i stale widoczni. Jest to szczególnie ważne w sytuacji, w jakiej znalazła się większość firm w Polsce i na świecie, masowo przechodząc na zdalny model pracy.

Niewiedza jest fundamentem strachu. Ten z kolei jest destrukcyjny dla komfortu psychicznego i zaburza nasze funkcjonowanie, co w oczywisty sposób przekłada się na to, jak pracujemy. Dobry lider powinien więc dbać o stały przepływ informacji w firmie, a w swojej komunikacji być szczerym i otwartym. Ukrywanie ważnych informacji czy zaklinanie rzeczywistości mogą rodzić brak zaufania, a także być źródłem plotek czy fake newsów, które są szkodliwe dla całej firmy. Pamiętajmy, że poprzez odpowiednią komunikację jesteśmy w stanie utrzymać poczucie bezpieczeństwa i stabilności w zespole. W tym trudnym okresie nasi pracownicy muszą widzieć, że ich liderzy panują nad sytuacją.

Podtrzymać energię

Największym wyzwaniem i prawdziwą próbą dla liderów podczas pracy zdalnej jest utrzymanie działania firmy i zespołu na pełnych obrotach. Samo przygotowanie techniczne nie wystarczy. Ten egzamin zdamy tylko wtedy, gdy będziemy w stanie podtrzymać w ludziach energię i siłę do działania. I tutaj właśnie ogromną rolę mają do odegrania managerowie – od najniższego do najwyższego szczebla, pamiętając, że przykład idzie z góry. Podczas kryzysu to szef jest siłą napędową dla swojego zespołu, pokazując, że nawet w trudnej sytuacji potrafimy się odnaleźć i dobrze funkcjonować.

Zbudować autorytet

Każdy kryzys to czas sprawdzianu i pokazania w praktyce naszych umiejętności zarządczych. Ale też tego, jakimi jesteśmy ludźmi. Jeśli wcześniej, w okresie prosperity, nie zbudowaliśmy naszego autorytetu i nie wypracowaliśmy dobrej kultury organizacji, to teraz, podczas kryzysu, te braki wyjdą na jaw. Nasz autorytet powinien opierać się na trzech filarach: transparentności, autentyczności i zaufaniu.

Empatia i zaufanie

To właśnie ta ostatnia cecha jest absolutną podstawą w pracy zdalnej, z której firmy zdają obecnie test na masową, nieznaną wcześniej skalę. Ale oprócz zaufania, liderzy powinni też wykazywać się empatią i uważnie słuchać swoich pracowników, by umiejętnie diagnozować nastroje panujące w zespole. Nie możemy zapominać, że nie wszyscy dysponują w domu dobrymi warunkami do pracy, inaczej też reagujemy na stres, którego źródłem może być kryzysowa sytuacja. Dlatego tak ważne jest, aby w czasie długotrwałej pracy zdalnej dać pracownikom wsparcie i okazać zrozumienie.

Kultura organizacji

Z obecnej sytuacji firmy powinny wyciągnąć naukę, jak ważne jest budowanie kultury organizacji. Choć w okresie prosperity wielu szefom mogło się to wydawać zbędne, w czasie kryzysu te braki bardzo się uwidaczniają. Idealnym przykładem jest przygotowanie pracowników do pracy zdalnej, zarówno pod kątem technologicznym, jak i mentalnym. Elastyczny model pracy to część kultury organizacyjnej Colliers, którą praktykujemy już od wielu lat, co bardzo nam pomogło – z dnia na dzień, w ciągu zaledwie jednej doby, sprawnie przenieśliśmy prawie całą 300-osobową załogę na home office.

Prawdziwy lider

Jest takie zdanie, które mocno zapadło mi w pamięć i stanowi dla mnie inspirację w codziennej pracy, zwłaszcza teraz: dobry lider dba o to, aby jego ludzie czuli się z nim dobrze, ale prawdziwy lider dba o to, aby ludzie czuli się dobrze sami ze sobą. Zachęcam liderów, aby motywowali swoich pracowników do rozwoju, nie tylko pod kątem biznesowym, ale też personalnym, bo to da im siłę i wzmocni poczucie własnej wartości. Namawiam też do otwartej komunikacji, dzielenia się sukcesami, ale i troskami. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy wzloty i upadki. Oczywiście pracujmy nad swoimi słabościami, ale bądźmy dla siebie i dla swoich współpracowników dobrzy i wyrozumiali.

Monika Rajska-Wolińska – partner zarządzająca Colliers International w Polsce

Pierwsze skutki wpływu koronawirusa na warszawski rynek biurowy

Wpływ pandemii koronawirusa na dane za pierwszy kwartał 2020 r. dla rynku nieruchomości biurowych w Warszawie był dość umiarkowany, podaje firma doradcza Savills. Mimo to widać, że najemcy rozpoczęli już proces optymalizacji kosztów. Może się to wkrótce przełożyć na większą liczbę renegocjacji kosztem relokacji, a także zwiększone zapotrzebowanie na podnajem powierzchni. Firmy mogą również zacząć poszukiwać bardziej elastycznych warunków najmu i tańszych lokalizacji.

Zgodnie z najnowszym raportem firmy Savills, w pierwszym kwartale 2020 r. w Warszawie oddano do użytku tylko jeden nowy budynek. Był to pierwszy obiekt kompleksu Varso Place, który dostarczył 6700 m kw. powierzchni biurowej, a także 1600 m kw. powierzchni handlowej i hotel sieci Nyx. Inwestycja ta zwiększyła całkowite zasoby biurowe stolicy do 5,59 miliona m kw.

W Warszawie w budowie pozostaje obecnie blisko 792 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego jeszcze w tym roku planowane jest oddanie ponad 421 000 m kw. Większość tegorocznej nowej podaży (70%) to projekty wielkoskalowe, które są już w ponad 85% wynajęte na zasadzie umowy przednajmu lub zabezpieczenia listem intencyjnym. Niewykluczone jednak, że wpływ obecnej sytuacji na dostępność materiałów budowalnych i pracowników może doprowadzić do opóźnień, zwłaszcza w kontekście rozpoczynania nowych projektów deweloperskich.

„Pandemia koronawirusa zmusiła już dużą liczbę firm do zrewidowania swojego zapotrzebowania na powierzchnię biurową. Część z nich może zacząć rozważać podnajem obecnie wykorzystywanej powierzchni lub renegocjowanie warunków podpisanej wcześniej umowy przednajmu. Najemcy będą szukać sposobów na optymalizację kosztów, np. poprzez łączenie wynajmu tradycyjnej powierzchni biurowej z dodatkową powierzchnią coworkingową, czy też implementacje w większym wymiarze pracy zdalnej lub rozwiązań takich jak hot desking. Dążenie do wygenerowania oszczędności może również skłonić niektóre firmy do rozważenia tańszych lokalizacji, chociażby na Służewcu” – mówi Monika Wakulska, dyrektor z działu powierzchni biurowych, reprezentacja wynajmującego, Savills.

W pierwszym kwartale 2020 r. odnotowano umiarkowany popyt na powierzchnie biurową. W tym czasie w Warszawie wynajęto ok. 138 900 m kw., czyli mniej więcej tyle samo co w analogicznym okresie ubiegłego roku. Pozacentralne lokalizacje cieszyły się większą popularnością, niż obszary biurowe zlokalizowane w ścisłym centrum miasta. Prym wiódł Służewiec i okolice ronda Daszyńskiego, gdzie wynajęto podobną ilość powierzchni biurowej  w pierwszym kwartale (odpowiednio 37 200 m kw. i 37 100 m kw.). Popyt generowany był głównie przez firmy z sektora finansowego (23%), usług (22%) i nowych technologii (12,5%).

“W nadchodzących miesiącach spodziewamy się spadku popytu na powierzchnię biurową. Trwające obecnie procesy najmu będą kontynuowane, ale nowe będą rozpoczynane coraz rzadziej, gdyż najemcy, o ile będzie to możliwe, będą woleli odłożyć tę decyzję w czasie. Firmy dużo częściej będą się skłaniać do pozostawania w obecnie zajmowanych budynkach, niż do przenoszenia do nowych lokalizacji. Mogą chcieć również dążyć do uzyskania bardziej elastycznych warunków najmu, pozwalających im na bieżąco dostosowywać wielkość zajmowanej powierzchni do ich aktualnych potrzeb” – dodaje Monika Wakulska z Savills.

Warszawa posiada obecnie niski współczynnik niewynajętej powierzchni biurowej, kształtujący się na poziomie 7,5% (30 punktów procentowy mniej w porównaniu do poprzedniego kwartału i 160 punktów procentowych mniej w porównaniu do analogicznego kwartału 2019 r.). Jak podaje Savills w raporcie „Rynek biurowy w Warszawie”, w Centralnym Obszarze Biznesu oraz w Centrum czynsze nominalne nie uległy zmianie. W najlepszych lokalizacjach w Centrum dochodzą do 22,5 – 25,5 euro za m kw. miesięcznie, a na Służewcu, największym pozacentralnym obszarze biznesowym stolicy, wynoszą od 13 do 15 euro za m kw. miesięcznie.

„Pomimo stabilnego poziomu czynszów na niekorzyść najemców działa spadający kurs złotego. Ponadto prognozowane wyhamowanie popytu, którego należy się spodziewać przynajmniej w krótkiej perspektywie czasowej, może przynieść wzrost poziomu pustostanów w najbliższych kwartałach” – podsumowuje Monika Wakulska.

Zasięg koronawirusa COVID-19. Mariusz Gromada analizuje najnowsze dane

Okres kilku dni po świętach Wielkiej Nocy przyniósł w Polsce wzrosty zachorowań. W dniu 19 kwietnia zanotowano 545 nowych infekcji, co jest niestety rekordem od początku epidemii. W Austrii, Czechach i Portugalii dzienne przyrosty nowych infekcji maleją, natomiast w Rosji wykazują cechy niekorzystnego wzrostu wykładniczego. Stany Zjednoczone spłaszczyły krzywą zachorowań, co jest dużym sukcesem przy tak dużej dynamice (30 tys. nowych infekcji dziennie).                           

Mimo wzrostu zachorowań w ostatnich kilku dniach Polska nadal znajduje się wśród krajów Europy z najniższą liczbą chorych. Miejmy nadzieję, że wzrosty są przejściowe i nie oznaczają trwałej zmiany trendu.covid-7-europe-20200419covid-7-pl-20200419

W bardzo poważnej sytuacji znajduje się Rosja. Łączna liczba chorych oraz dzienne przyrosty wykazują cechy niekorzystnego wzrostu wykładniczego. Rosja pilnie wdraża szereg poważnych ograniczeń. Przypomnijmy, że to jest okres prawosławnych świąt Wielkiej Nocy.covid-7-ru-20200419

Liczba chorych w Stanach Zjednoczonych nadal rośnie i przekracza już 730 tys. potwierdzonych zakażeń. USA spłaszczyło krzywą – to duży sukces przy tak dużej dynamice (30 tys. nowych infekcji dziennie). Każdego dnia napływają coraz bardziej optymistyczne dane z najbardziej dotkniętego Stanu Nowy Jork: maleje liczba hospitalizacji, liczba intubacji oraz liczba zgonów.covid-7-us-20200419

Napływające dane z Austrii i Czech przedstawiają zdecydowane spadki nowych dziennych zachorowań. Austria od 2 maja planuje otworzyć galerie handlowe, a dwa tygodnie później restauracje i hotele. Również bardzo konkretny plan odmrażania gospodarki mają Czesi.covid-7-au-20200419covid-7-cz-20200419

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 19.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

W poszukiwaniu normalności

Ubiegły tydzień rynki zakończyły mocnym akcentem, jednak po weekendzie wraca nerwowość wraz z nasileniem spadków cen ropy naftowej. Ryzyko rozczarowania cały czas grozi nastrojom, co skłania do utrzymywania optymizmu w ryzach. Mimo to inwestorzy szukają punktu zaczepienia w planach restartu głównych gospodarek Europy i USA, a także starają się gonić każdy strzępek pozytywnych informacji w temacie walki z wirusem.

Jeśli jednak ten głód nie będzie systematycznie zaspokajany, wątpliwości mogą przejąć kontrolę nad kierunkiem dla ryzykownych aktywów. Samo stwierdzenie, że „całe zło jest już ujęte w cenach” nie wystarczy, by wykluczyć powrót wyprzedaży. Ponieważ optymizm opiera się głównie na nadziejach (na restart gospodarek, znalezienie leku, uchronienie przed drugą falą zachorowań), łatwo będzie zdusić ten entuzjazm. Na starcie nowego tygodnia uwaga skupia się na spadkach cen ropy naftowej w związku z obawami o gwałtowne kurczenie się przestrzeni do magazynowania surowca i spekulacjami, że producencie w USA wkrótce zaczną dopłacać odbiorcom, by Ci drudzy wzięli ropę do swoich tankowców. Zeszłotygodniowe porozumienie OPEC+ o redukcji wydobycia o 9,7 mln b/d okazuje się niewystarczające przy 3-krotnie większym załamaniu popytu i minie trochę czasu, zanim rynek wypracuje poziom równowagi. W międzyczasie spadki cen ropy będzie można przekuć w obawy o zapaść sektora naftowego, konieczność wsparcia fiskalnego (wyższe zadłużenia) i ryzyka deflacyjne. I w zasadzie tylko od inwestorów zależy, w jakim stopniu zechcą się tymi kwestiami zamartwiać, a na ile zamierzają pasywnie czekać na pozytywną niespodziankę (jak to miało miejsce w piątek z doniesieniami o leku).

Preferuję nie gonić rajdu ryzykownych aktywów, biorąc pod uwagę jego kruche podstawy. Przynajmniej na początku tygodnia nadzieje są zbyt rozdmuchane, by wzmocnić je jeszcze bardziej i ryzyko technicznego odreagowania jest wyższe. W kolejnych dniach dane makro pozostaną gorzkim przypomnieniem, z czym mierzy się globalna gospodarka i jak to będzie się odbijać na wynikach spółek. W czwartek indeksy PMI dla przemysłu i usług z Eurolandu, Wielkiej Brytanii i USA będą najważniejsze. Wskaźniki aktywności gospodarczej powinny pokazać dalsze pogorszenie sytuacji względem marca, choć z uwagi na już niski punkt startowy dalszy spadek będzie ograniczony w skali. Będzie to jednak oznaczać, że przedsiębiorcy widzą sytuację gorzej niż w poprzednim miesiącu, co samo w sobie jest negatywnym sygnałem. Natomiast każdy powrót indeksów PMI do 50 będzie tylko informował, że sytuacja jest taka sama, jak miesiąc wcześniej, co w obecnych warunkach oznacza, że jest dalej źle.

Złoty ma się nadzwyczaj dobrze w tym mieszanym otoczeniu, a na przestrzeni ostatnich pięciu dni jest jedyną walutą z regionu, która zyskała do USD. Benchmarkowa para EUR/PLN zbliża się do psychologicznego poziomu 4,50. Mam wątpliwości, czy w najbliższym czasie uda się zahaczyć o ten poziom. Jak napisałem wcześniej, otoczenie zewnętrzne nie stwarza dogodnych warunków dla umocnienia waluty rynków wschodzących, chyba że dojdzie do medycznego przełomu. Jednocześnie generalne opinie wokół złotego na rynku pozostają dość ostrożne w związku z ostatnimi decyzjami RPP o obniżkach stóp procentowych. To przynajmniej w krótkim terminie stwarza ryzyko, że wysokie poziomy złotego będą kusić do odnawiania sprzedaży, a dyskonto przyszłej poprawy apetytu na ryzyko dojdzie do złotego z opóźnieniem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Warszawski rynek biurowy po I kwartale 2020 r.

W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku popyt sięgnął blisko 139 000 mkw., co jest niemal takim samym wynikiem, jak w I kw. 2019. Współczynnik pustostanów spadł o 0,3 pp., natomiast w budowie pozostaje 770 000 mkw. powierzchni.

Pierwszy kwartał tego roku, a raczej jego końcówkę, zdominowały zmiany. Firmy tymczasowo przeniosły swoją działalność online i wdrożyły model pracy zdalnej na niespotykaną wcześniej skalę. Dostosowanie się do nowej rzeczywistości to duże wyzwanie, ale także potężny impuls do transformacji technologicznej i optymalizacji modelu pracy. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Home office i popyt na biura? Jedno nie wyklucza drugiego

Jak wynika z danych JLL, w I kwartale najemcy podpisali w Warszawie umowy najmu na prawie 139 000 mkw. powierzchni, co jest wynikiem bardzo zbliżonym do rezultatu z pierwszych trzech miesięcy 2019 roku.

Niektóre transakcje najmu mogą ulec przesunięciu, ale warto podkreślić, że aktywność najemców utrzymuje się na wysokim poziomie. Tę aktywność generuje również fakt, że wiele umów dobiega końca, co oznacza konieczność albo ich odnowienia, albo relokacji do innych projektów biurowych. Przewidujemy, że udział renegocjacji i wydłużeń kontraktów najmu będzie wzrastać. Ponadto, stolica nadal cieszy się zainteresowaniem inwestorów, co dobrze wróży rynkowi w perspektywie długoterminowej. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Do największych transakcji I kwartału 2020 należały: odnowienie najmu w Konstruktorska Business Center (17 500 mkw., poufny najemca z sektora ubezpieczeń), umowa przednajmu w Fabryce Norblin (8 500 mkw., poufny najemca), umowa przednajmu w Warsaw Unit (4 300 mkw., CBRE), umowa przednajmu w Varso 2 (3 800 mkw., Orsted Polska).

Jakub Sylwestrowicz
Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Pierwszy kwartał roku był interesujący również pod kątem struktury popytu. Najemcy ponownie skupili swoją uwagę na Centrum i Mokotowie, które razem odpowiadały za blisko 70% wolumenu zawartych transakcji. Podczas gdy prestiżowa, centralna część stolicy już wkrótce zaoferuje jedne z najbardziej spektakularnych projektów biurowych w regionie CEE, Mokotów broni się swoją skalą, atrakcyjnymi stawkami czynszów, a także ciągle poprawiającym się poziomem infrastruktury i zróżnicowaniem funkcji obecnych w tym obszarze. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Podaż – panoramę Warszawy czekają zmiany

W I kw. oddano do użytku zaledwie jeden budynek – Varso 1, jednak na resztę roku jest planowane ukończenie kolejnych spektakularnych projektów – takich jak The Warsaw Hub, Mennica Legacy Tower, Chmielna 89 czy Varso 2.

Oddanie do użytku niektórych budynków może ulec przesunięciu, nie zmienia to jednak faktu, że już prawie 43% z ok. 770 000 mkw. pozostających w realizacji jest
zabezpieczona umowami przednajmu. Zdecydowana większość, bo ok. 80%, projektów w budowie znajduje się w centralnej części miasta. Niebawem będziemy mieli do czynienia z bardzo ograniczoną liczbą opcji najmu dla firm szukających biura w nowych budynkach zlokalizowanych poza Centrum miasta. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Rynek inwestycyjny

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

I kwartał 2020 roku był bardzo intensywny na rynku inwestycyjnym w Warszawie.
Łączna wartość transakcji inwestycyjnych na rynku biurowym w Warszawie przekroczyła w I kw. 440 mln EUR. Na stolicę przypadło aż 8 z 11 transakcji sfinalizowanych w ciągu pierwszych trzech miesięcy rynku biurowym w Polsce ogółem. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Pustostany i czynsze

Współczynnik pustostanów w Warszawie obniżył się do 7,5% (4,9% w strefach centralnych i 9,1% poza nimi), co jest spadkiem o 1,6 p.p. r-d-r. Tak niski wakat przekłada się na ograniczoną dostępność opcji najmu w istniejących budynkach, szczególnie w strefach centralnych, przez co wzrasta wolumen przednajmów.

Najwyższe czynsze transakcyjne dla najlepszych nieruchomości w szerokim centrum wynoszą od 18 do 24 euro za mkw. miesięcznie, a poza nim do 16 euro za mkw. miesięcznie.

Polskie firmy produkcyjne nieprzygotowane na cyberataki. Brakuje im kompetencji i budżetów na wdrażanie zabezpieczeń

Systemy automatyki przemysłowej warunkują ciągłość działania przemysłu, ale i krajowej infrastruktury krytycznej. Sterują m.in. działaniem bloków energetycznych, stacji uzdatniania wody czy linii produkcyjnych.  W coraz większym stopniu są jednak narażone na ataki hakerskie, gdyż firmy i instytucje mają problem z ich monitorowaniem i odseparowaniem od biurowych systemów IT. Tymczasem zakłócenie ich działania może spowodować poważne zakłócenia w funkcjonowaniu krajowej infrastruktury, a firmom przynieść dotkliwe straty finansowe i wizerunkowe.

Monitorowanie systemów przemysłowych i ich separacja od systemów biurowych są dzisiaj słabym ogniwem w wielu firmach. Wirusy i inne zagrożenia mogą się przenosić z jednej sieci na drugą, a ponieważ firma tego nie monitoruje, to nawet nie wie, że one przeszły – mówi agencji Newseria Biznes Michał Borucki, prezes zarządu Blue Energy.

Systemy automatyki przemysłowej są wykorzystywane m.in. w firmach produkcyjnych, przemyśle, górnictwie, energetyce, logistyce i usługach użyteczności publicznej. Składają się na nie maszyny i urządzenia (zawory, pompy, wyłączniki, czujniki) oraz oprogramowanie, które steruje procesami i dostarcza danych. Na ich podstawie można np. optymalizować procesy produkcyjne, rozliczać pracowników i szybko reagować na awarie.

Systemy te sterują m.in. działaniem bloków energetycznych, stacji uzdatniania wody czy linii produkcyjnych. Często nie są one wyizolowane od biurowych sieci IT. To problem o tyle, że poprzez sieć biurową hakerzy mogą też zakłócić działanie systemów automatyki przemysłowej. Jak wynika z danych firmy doradczej PwC, 40 proc. takich systemów jest narażonych na ataki hakerów amatorów.

– Firmy bardzo różnie podchodzą do cyberbezpieczeństwa. Część je bagatelizuje, twierdząc, że skoro do tej pory nic się nie stało, to wszystko jest dobrze. Inne firmy robią analizę, wiedzą, że sytuacja jest poważna, i próbują wdrażać zabezpieczenia na miarę swoich potrzeb – mówi Michał Borucki.

PwC ocenia, że polskie firmy są wciąż niedostatecznie przygotowane na wirtualne zagrożenia, a wiele z nich je bagatelizuje. O ile prezesi na całym świecie zaliczają je do pięciu najważniejszych ryzyk dla biznesu, o tyle w Europie Środkowo-Wschodniej ten obszar ciągle jeszcze nie stanowi priorytetu. Częstą postawą jest tzw. cyberruletka, czyli liczenie na szczęście lub fałszywe przekonanie, że firma jest dobrze zabezpieczona. Tymczasem blisko 50 proc. z nich nie posiada procedur reagowania na zagrożenia, budżety na bezpieczeństwo stanowią raptem ok. 3 proc. całkowitych budżetów IT, a 20 proc. średnich i dużych firm nie ma ani jednego pracownika ds. cyberbezpieczeństwa. Tylko 8 proc. przedsiębiorstw jest pod tym względem dojrzałych i dobrze przygotowanych – wynika z badania PwC („Cyber-ruletka po polsku. 5. edycja Badania Stanu Bezpieczeństwa Informacji”).

Zabezpieczenia wdrażane przez firmy mogą być różnego rodzaju: systemy monitorujące ruch w sieci przemysłowej, systemy separujące sieć przemysłową od sieci biznesowej, zabezpieczenia monitorujące dostęp firm trzecich do sieci przemysłowej albo też zabezpieczenia samych stacji, za pomocą których odbywa się sterowanie siecią przemysłową – wymienia prezes Blue Energy.

Jak podkreśla, organizacja cyberbezpieczeństwa wciąż jest słabym ogniwem w wielu firmach produkcyjnych. Część z nich posiada co prawda zabezpieczenia techniczne, ale w ramach całej struktury nie współpracuje przy zarządzaniu nimi, przez co takie rozwiązania są całkiem nieefektywne.

Jeżeli firma dobrze przeprowadziła analizę ryzyka, to wie, ile może na tym stracić. Z kolei w przypadku niektórych przedsiębiorstw zacofanie technologiczne działa na ich korzyść – ich systemy są tak stare, że trudno je zatrzymać atakiem cybernetycznym, bo ręczne sterowanie nadal działa. Dlatego też każda firma musi sama oszacować potencjalne straty z tym związane i położyć je na szali z kosztami zabezpieczeń, by na tej podstawie podjąć decyzję – mówi Michał Borucki.

Jak wynika z ubiegłorocznego „Barometru cyberbezpieczeństwa” KPMG, ataki hakerskie na firmy są w Polsce coraz powszechniejsze. Blisko 70 proc. badanych przedsiębiorstw doświadczyło już przynajmniej jednego takiego incydentu. Co czwarta firma odnotowała w 2018 roku wzrost ich liczby. Według KPMG globalne straty spowodowane cyberprzestępczością są szacowane na ok. 1 proc. światowego PKB. Z kolei firma doradcza PwC wskazuje, że w Polsce już 44 proc. firm poniosło straty finansowe na skutek cyberataków.

Cyberzagrożenia mogą spowodować w najgorszym wypadku zatrzymanie procesów biznesowych firmy, czyli utratę realnych pieniędzy. Dodatkowo jeśli firma przestanie świadczyć swoje usługi, klienci z pewnością będą narzekać, prasa się dowie i wizerunek przedsiębiorstwa może na tym bardzo ucierpieć – mówi prezes Blue Energy.

Jak ocenia, największą barierą dla firm we wdrażaniu zabezpieczeń wciąż pozostają koszty i brak kompetencji w tym obszarze. Potwierdza to też ubiegłoroczny „Barometr cyberbezpieczeństwa” KPMG, według którego na każdy z tych czynników wskazuje ponad 60 proc. badanych.

– Utrzymanie zabezpieczeń, szczególnie ich monitorowanie, może wiązać się z dużymi kosztami. System monitorujący wyświetla alerty o zagrożeniach i potrzebny jest człowiek, który będzie umiał je zinterpretować. To oznacza, że trzeba mieć etaty i kompetencje, żeby wiedzieć, czy zagrożenie, które system pokazuje, jest poważne, czy można je zbagatelizować. Zazwyczaj jednak wdrożenie zabezpieczenia kosztuje dużo mniej, niż wynoszą potencjalne straty finansowe – mówi Michał Borucki.

Badanie KPMG pokazuje, że 6 proc. polskich firm w ogóle nie prowadzi monitoringu w zakresie cyberbezpieczeństwa, a 61 proc. robi to nieregularnie lub opiera się wyłącznie na wpisaniu takiego wymogu w obowiązki administratorów. Tylko co trzecia deklaruje, że aktywnie szuka śladów cyberataków w swoich systemach i ma ku temu dedykowany zespół.

Co istotne, firmy rzadko testują też skuteczność wdrożonych przez siebie zabezpieczeń na atak, a tylko 57 proc. z nich ma gotowe procedury reagowania bądź plany zarządzania kryzysowego na wypadek wystąpienia cyberataku.

Przy wybieraniu zabezpieczeń firma powinna wziąć pod uwagę przede wszystkim swoją specyfikę i standardy w swoim sektorze. Od kolegów po fachu można się dowiedzieć, czy dane rozwiązanie faktycznie działa i było warte wydanych pieniędzy. Jednak na dalszym etapie każda firma powinna już wybierać zabezpieczenia, kierując się swoimi specyficznymi wymaganiami – mówi prezes zarządu Blue Energy podczas konferencji InfraSEC 2020 Cyberbezpieczeństwo Twardej Infrastruktury.

Jak wynika z badania PwC, uzyskanie danych do systemów i danych firmy zajmuje hakerowi przeciętnie około 4 godz. 31 proc. takich ataków kończy się modyfikacją lub ujawnieniem firmowych danych.

Za naruszenie zasad bezpieczeństwa pracy w związku z koronawirusem przedsiębiorcy grozi nawet 30 tys. zł kary. Może być także narażony na odpowiedzialność karną

Za niedostosowanie się do zaleceń służb sanitarnych i rządu dotyczących bezpieczeństwa pracy w związku z koronawirusem przedsiębiorcom grożą kary finansowe, nawet do 30 tys. zł. W określonych przypadkach, kiedy ich zaniechania mogą doprowadzić do rozprzestrzeniania się epidemii, muszą liczyć się także z odpowiedzialnością karną – do ośmiu lat pozbawienia wolności.

– Jest kilka ryzyk, jakie grożą firmom w związku z nieprzestrzeganiem przez nie obowiązków nałożonych przez organy państwa w wyniku pandemii koronawirusa. Te zagrożenia związane z nieprzestrzeganiem przepisów można podzielić na dwa główne obszary. Pierwszy dotyczy przestrzegania zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, a drugi – ich ewentualnego naruszenia, które mogą skutkować odpowiedzialnością karną menadżera czy przedsiębiorcy – mówi agencji Newseria Biznes Robert Gniezdzia, radca prawny i partner w kancelarii Chmielniak Adwokaci.

Przedsiębiorcy muszą m.in. stosować się do decyzji, zaleceń i wytycznych wydawanych przez Główny Inspektorat Sanitarny bądź wojewódzki inspektorat sanitarny. Organy administracyjne, przede wszystkim wojewoda ale i służby sanitarne, mogą wydawać przedsiębiorcom polecenia w drodze decyzji administracyjnej w związku z przeciwdziałaniem COVID-19. Takie polecenia, co do zasady, nie wymagają uzasadnienia i podlegają natychmiastowej wykonalności.

Firmy zyskały z kolei m.in. możliwość oddelegowania pracowników do pracy zdalnej, wykonywanej poza miejscem zamieszkania. W przypadku niektórych branż jest to jednak niemożliwe, dlatego na przedsiębiorcy spoczywa konieczność zapewnienia bezpieczeństwa i higieny w miejscu pracy. Zalecenia kierowane przez służby sanitarne do pracodawców muszą być przestrzegane. Za nieprzestrzeganie przepisów dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy przedsiębiorcy grożą sankcje finansowe. Z kolei w przypadku, kiedy jego zaniechanie doprowadzi do bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, wówczas może być to nawet odpowiedzialność karna.

 Naruszenie zasad bezpieczeństwa i higieny pracy jest zagrożone grzywną w wysokości od 1 tys. do 30 tys. zł i o tym mówi Kodeks pracy w art. 283. Inna sankcja, z którą mogą się spotkać przedsiębiorcy, wynika bezpośrednio z Kodeksu karnego. Tutaj chodzi przede wszystkim o przestępstwa związane z obowiązkiem zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom przez osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i higienę pracy opisane w art. 220 Kodeksu karnego oraz dalej idący przepis w art. 165 Kodeksu karnego, który mówi o odpowiedzialności za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia poprzez dopuszczenie do rozprzestrzeniania się epidemii i szerzenia się choroby zakaźnej. On także przewiduje odpowiedzialność karną – mówi Robert Gniezdzia.

Zgodnie z art. 165 Kodeksu karnego za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia innych osób poprzez spowodowanie szerzenia się choroby zakaźnej grozi kara pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do nawet ośmiu lat (przestępstwa nieumyślne są zagrożone karą do trzech lat). Na ryzyko podobnych kar narażają się także przedsiębiorcy, którzy nie dostosują się do obostrzeń wynikających ze stanu epidemicznego, który został wprowadzony na terenie Polski 14 marca br. Rozporządzenie ministra zdrowia nałożyło też na firmy daleko idące ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej. Wprowadzono m.in. zakaz prowadzenia działalności gastronomicznej (z wyłączeniem usług na wynos i z dowozem), ograniczenia dotyczące handlu i imprez masowych oraz zakaz organizowania imprez kulturalnych i sportowych.

– Podstawowe nakazy, którym przedsiębiorca musi się poddawać, są związane m.in. z ograniczeniem działalności, czyli konieczność zamknięcia określonych przedsiębiorstw, konieczność poddania się określonym rygorom związanym m.in. z kwarantanną. Przykładowo otwarcie lokalu gastronomicznego i prowadzenie sprzedaży mimo tych obostrzeń byłoby naruszeniem obowiązujących przepisów, które może powodować, w pewnym uproszczeniu, odpowiedzialność prawnokarną właśnie z art. 165 prawa karnego – mówi radca prawny i partner w Kancelarii Chmielniak Adwokaci.

Co istotne, sankcje finansowe i karne są przewidziane już za samo utrudnianie lub udaremnianie działalności organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Grozi za to kara 30 dni aresztu, ograniczenia wolności bądź grzywna do 5 tys. zł.

– Menadżerowie i osoby kierujące komórkami organizacyjnymi w firmach muszą w tej chwili zachować daleko idącą czujność. Oczywiście w pierwszej kolejności wszyscy myślą o zachowaniu płynności finansowej i zabezpieczeniu bieżących faktur, płatności i należności. Najpierw jednak należy zadbać o bezpieczeństwo i zdrowie pracowników oraz interesariuszy w ogóle. Rozprzestrzenianie się epidemii może spowodować daleko idące skutki, dlatego przedsiębiorcy i menadżerowie powinni uważnie śledzić wszystkie komunikaty ogłaszane przez Główny Inspektorat Sanitarny. Dzięki temu mogą uniknąć ewentualnego ryzyka, na jakie mogliby się narazić – podkreśla Robert Gniezdzia.

Tylko 2/3 Polaków ma oszczędności na wypadek utraty pracy. 39 proc. z nich poradzi sobie maksymalnie przez trzy miesiące [AUDIO]

0

Blisko 2/3 Polaków ma oszczędności, które pozwolą im poradzić sobie po ewentualnej utracie pracy wskutek pandemii koronawirusa. Duże rozbieżności dotyczą jednak tego, na jak długi czas wystarczy tych środków. Tylko co piąty rodak deklaruje, że przetrwa dzięki nim około pół roku – wynika z ubiegłotygodniowego badania KRD. Choć statystyki pokazują, że z każdym rokiem stopa oszczędności Polaków systematycznie wzrasta, to jednak wciąż jest ona dużo niższa niż w innych krajach Unii Europejskiej. Eksperci podkreślają, że jedną z przyczyn jest nadmierny konsumpcjonizm. Oszczędności na „czarną godzinę” powinny odpowiadać co najmniej równowartości trzech comiesięcznych pensji.

– Polacy coraz chętniej oszczędzają i to jest na pewno bardzo optymistyczne. Coraz mniej ludzi twierdzi, że nie oszczędza w ogóle. Niemniej trudno  oszacować, jak duża część populacji naszych rodaków posiada oszczędności, które pozwoliłyby im w miarę bezstresowo poradzić sobie z utratą pracy i zaspokoić ich podstawowe potrzeby – mówi agencji Newseria Biznes dr Piotr Majewski z Instytutu Finansów i Rachunkowości Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Jak wynika z opublikowanego kilka dni temu badania Krajowego Rejestru Długów, 62 proc. Polaków posiada oszczędności, które pozwolą im funkcjonować po ewentualnej utracie pracy na skutek koronawirusa. W tym gronie 39 proc. osób deklaruje, że zgromadzone środki wystarczą im na przeżycie i pokrycie wydatków przez trzy miesiące. Tylko co piąty ocenia, że przetrwa dzięki nim do pół roku.

– Niestety wiele osób posiada oszczędności bardzo krótkoterminowe, na konkretny cel: na wakacje, zmianę auta czy sprzęt RTV i AGD. Ewentualnie są to oszczędności emerytalne, ale one nie zawsze mogą zostać wykorzystane do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Ten komfort w postaci oszczędności, które pozwolą pokryć wydatki przez co najmniej sześć miesięcy bez obniżenia poziomu życia, dotyczy niestety niewielkiej grupy – mówi dr Piotr Majewski.

Kwietniowe badanie KRD pokazuje również duże rozbieżności dotyczące tego, na jak długi czas wystarczą Polakom oszczędności. Przykładowo, kobiety znacznie częściej deklarują, że będą mogły za zgromadzone pieniądze przetrwać do trzech miesięcy (blisko 46 proc. vs 26 proc. mężczyzn). Cechuje je też większa niepewność: 14 proc. z nich nie potrafi określić, na jaki okres wystarczy im pieniędzy, podczas gdy wśród mężczyzn deklaruje tak jedynie 8,5 proc. Jednak wpływ na oszczędności mają też inne czynniki, takie jak miejsce zamieszkania i koszty życia, które są wyższe w dużych miastach. Dlatego też osoby mieszkające na wsi częściej deklarują dłuższy okres funkcjonowania za zgromadzone środki, czyli do pół roku oraz rok i dłużej (46,5 proc.), niż mieszkańcy miejskich ośrodków.

– Wysokość środków zgromadzonych na trudne czasy powinna zależeć od sytuacji danego gospodarstwa domowego, m.in. od tego, czy ma zadłużenie, które musi regularnie spłacać, jak np. kredyt hipoteczny. Niezbędnym minimum jest równowartość trzech miesięcznych wynagrodzeń. Poniżej tej kwoty sytuacja jest już niebezpieczna. Nawet jeżeli gospodarstwo domowe nie ma kredytu, rozsądna wysokość poduszki finansowej to sześć pełnych miesięcznych wpływów. Jeśli natomiast posiada kredyt hipoteczny, bezpieczne minimum to 12 miesięcznych wynagrodzeń, czyli roczny dochód gospodarstwa domowego. Tyle powinniśmy posiadać, aby móc sobie poradzić. Kredyt można co prawda odłożyć w czasie i rozłożyć raty na dłuższy okres, ale to też będzie kosztowało – mówi ekspert.

Choć badania pokazują, że stopa oszczędności Polaków systematycznie rośnie, to jest wciąż niższa niż w innych krajach UE.

– Przyczyn jest wiele, ale na pewno nadmierny konsumpcjonizm jest jedną z nich. Polacy, podobnie jak w zasadzie przedstawiciele wszystkich społeczeństw, bardzo chętnie ulegają wpływowi reklamy i dążą do posiadania tego, co widzą w telewizji czy internecie. Chcą mieć sprzęt RTV, AGD, ubrania, samochody, atrakcyjne nieruchomości. Niestety poziom dochodów nie pozwala na realizację wszystkich tych potrzeb. Z kolei w badaniach od lat widoczne jest to, że oszczędzanie zależy głównie od nawyku, a niekoniecznie od poziomu dochodów. Wielu ludzi o bardzo wysokim dochodzie również nie posiada oszczędności – mówi dr Piotr Majewski.

Ekspert toruńskiej WSB wskazuje, że jest wiele bezbolesnych metod wprowadzenia oszczędności w domowym budżecie. Podstawową jest unikanie zbędnej konsumpcji, czyli np. wymiany działającego sprzętu elektronicznego tylko dlatego, że pojawił się nowszy model. Drobne oszczędności można także wprowadzić w rachunkach za media, takich jak prąd i woda, np. redukując temperaturę wody o kilka stopni lub piorąc w niższej temperaturze, przesiadając się z samochodu na rower lub publiczny transport albo przy okazji codziennych zakupów.

– Takie metody przynoszą wymierne oszczędności w długim okresie, ale przede wszystkim trzeba mądrze robić zakupy, żeby nie marnować jedzenia. Szacuje się, że przeciętnie gospodarstwo, wyrzucając jedzenie, marnuje w ten sposób kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Trzeba korzystać z promocji w dyskontach spożywczych, gdzie można bardzo tanio kupić podstawowe produkty, zrezygnować z całkowicie zbędnych, często powtarzanych zwyczajów, jak np. jedzenie fast foodów. Każdy powinien opracować własny sposób organizacji domowego budżetu i zastanowić się, co jest mu niezbędne. Nie oszczędzać też na tym, co sprawia nam największą przyjemność, ale za to postarać się ograniczyć te aktywności, które generują koszty, a nie przynoszą nam aż takiego zadowolenia – mówi dr Piotr Majewski.

Czarne scenariusze rozwoju pandemii koronawirusa w Afryce. Brakuje zaplecza medycznego, środków ochrony i artykułów higienicznych

W Afryce potwierdzono dotychczas ponad 21 tys. zachorowań i tysiąc zgonów z powodu koronawirusa. Zdaniem ekspertów liczba ta jest jednak znacznie zaniżona, a zakażonych może być dużo więcej. Brakuje lekarzy i testów, w związku z czym wielu nosicieli SARS-CoV-2 nie jest tego świadomych. Eksperci z Komisji Gospodarczej Narodów Zjednoczonych ds. Afryki szacują, że w zależności od skali podjętych środków zapobiegawczych pandemia może spowodować śmierć nawet 3 mln Afrykanów. Tym bardziej że na kontynencie brakuje nie tylko sprzętu ochronnego, ale i podstawowych środków higieny czy dostępu do wody.

– Zdecydowana większość państw afrykańskich nie jest przygotowana na walkę z koronawirusem ze względu na bardzo niewydolną służbę zdrowia. Brakuje łóżek szpitalnych, lekarzy, pielęgniarek, intensywnej terapii, która jest kluczowa. Niektóre państwa lepiej wychwytują chorych, ponieważ mają doświadczenie w związku z innymi zarazami, które były problemem Afryki wcześniej, np. wirusem Ebola – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Grzelewski, rzecznik prasowy Polskiej Akcji Humanitarnej.

Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia z 18 kwietnia liczba osób zakażonych koronawirusem na całym świecie przekroczyła 2 mln. W Afryce zachorowań jest jeszcze stosunkowo niewiele na tle Europy czy obu Ameryk – ponad 13 tys., a ponad 600 zmarło. Do tego dochodzi kilka tysięcy zachorowań i kilkaset ofiar koronawirusa w krajach Afryki Północnej, kwalifikowanych przez WHO jako region Morza Śródziemnego. Najgorsza sytuacja jest w RPA, Algierii, Egipcie i Maroku.

Eksperci alarmują jednak, że te dane mogą nie mieć pokrycia w rzeczywistości. W wielu państwach afrykańskich brakuje lekarzy i testów, chorzy nie są diagnozowani, często nie mają nawet środków na to, by dotrzeć do najbliższego szpitala. Chorują, a często umierają, nie wiedząc nawet, że przyczyną jest COVID-19.

 Jeśli w Afryce rzeczywiście doszłoby do pandemii koronawirusa, to żniwo tej choroby byłoby dramatyczne. Wiele osób po prostu umrze, ponieważ i tak są osłabione, niedożywione, mają bardzo niską odporność. Ryzyko śmierci z powodu koronawirusa w Afryce będzie wyjątkowo wysokie – ocenia rzecznik prasowy PAH.

Afryka Subsaharyjska ma najsłabszy na świecie system opieki zdrowotnej i najwyższy poziom ubóstwa. Połowa populacji nie ma dostępu do nowoczesnych usług zdrowotnych. Z danych Komisji Gospodarczej Narodów Zjednoczonych ds. Afryki wynika, że 56 proc. mieszkańców miast na kontynencie mieszka w przepełnionych i niedostatecznie wyposażonych lokalach. Poważnym czynnikiem ryzyka jest niedożywienie dzieci i dorosłych – prawie 40 proc. dzieci poniżej piątego roku życia jest niedożywionych. Do tego dochodzi wysoki odsetek chorych na gruźlicę czy zarażonych HIV. To wszystko może prowadzić do wyższego poziomu śmiertelności. Pojawiły się już prognozy, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy w Afryce może dojść do nawet 10 mln ciężkich przypadków choroby COVID-19, a życie może stracić od 300 tys. do nawet 3 mln osób. WHO ostrzega, że Afryka może stać się kolejnym epicentrum pandemii.

– Większość państw afrykańskich zmaga się przede wszystkim z brakiem dostępu do czystej, bezpiecznej wody. W niektórych krajach nawet połowa mieszkańców nie ma dostępu do wody, więc nie jest w stanie umyć rąk, co jest podstawą w prewencji choroby. Brakuje też środków czystości i możliwości zastosowania kwarantanny – przekonuje Rafał Grzelewski.

Polska Akcja Humanitarna włączyła się w pomoc w walce z koronawirusem w Afryce. Działa m.in. w Somalii i Sudanie Południowym. Rozszerza programy pomocowe tak, żeby ze wsparciem dotrzeć do osób szczególnie narażonych na zakażenie.

 W odpowiedzi na zagrożenie koronawirusem w Afryce wiele organizacji humanitarnych, takich jak Polska Akcja Humanitarna, zintensyfikowało i rozszerzyło swoje działania, np. poprzez zwiększanie dostępu do wody albo przez bardzo intensywne szkolenia z higieny i dystrybucję środków czystości – wskazuje rzecznik PAH.

Danych z urządzeń internetu rzeczy będzie przybywać. Potrzebne są odpowiednie przepisy regulujące, kto jest ich właścicielem

W dobie pandemii koronawirusa przesyłanych danych przybywa lawinowo. Coraz częściej zbierane są one przez urządzenia podłączone do internetu. Szacuje się, że już teraz na świecie działa ponad 20 mld urządzeń IoT podłączonych do sieci. W 2030 roku może ich już być 125 mld. Aby jednak w pełni korzystać z możliwości, jakie daje internet rzeczy, konieczne są zmiany regulacyjne i decyzja, kto jest właścicielem gromadzonych danych. – Jeżeli tego nie rozstrzygniemy, to nie dojdzie do przetwarzania danych, ponieważ do kogo innego będą przypisane  związane z nimi prawa ocenia Jarosław Smulski, analityk IDC Polska.

– W przypadku internetu rzeczy wyzwaniem regulacyjnym jest zmiana definicji urządzenia końcowego. Nie może być ono traktowane na równi z abonentem, nie powinny mu przysługiwać takie same prawa dotyczące ochrony zbieranych danych. Bez nowego podejścia trudno będzie zbudować dobre przykłady wykorzystywania tych danych, przedrzeć się przez bariery związane z nadmierną regulacją tego rynku, a tym samym będzie bardzo trudno budować korzystne przykłady wdrożeń – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jarosław Smulski, analityk IDC Polska.

Według analiz Gartnera w 2020 roku na świecie może działać już ponad 20 mld urządzeń IoT. Analitycy IHS Markit prognozują, że w 2030 roku może to już być 125 mld. Wraz ze wzrostem liczby urządzeń rośnie liczba przesyłanych przez nie danych. Dane IoT są mierzone w zettabajtach, jednostce równej 1 bln gigabajtów. Cisco szacuje, że w 2019 roku obszar IoT mógł wygenerować ponad 500 zettabajtów danych, a w kolejnych latach liczba ta będzie rosnąć wykładniczo, a nie liniowo.

Urządzenia IoT zmieniają życie przeciętnego użytkownika, pozwalają też znacznie lepiej zarządzać np. firmą. Łączą się między sobą i wymieniają informacjami, wszystko po to, by maksymalnie ułatwić życie. Jak jednak zaznacza analityk IDC, w Polsce konieczne jest wprowadzenie odpowiednich regulacji i rozstrzygnięcie, kto jest właścicielem gromadzonych danych i kto może je przetwarzać. W przeciwnym wypadku z części danych po prostu nie będzie można  korzystać.

– Przykładem mogą być nowoczesne fabryki, które gromadzą bardzo dużo danych. Jeżeli nie będą w stanie umożliwić ich przetwarzania firmom telekomunikacyjnym, to być może nie będą mogły korzystać z tego typu usług i tym samym nie będą potrafiły wykorzystać wartości, która jest zgromadzona w tych danych – tłumaczy Jarosław Smulski.

Dane zbierane przez internet rzeczy były już wykorzystywane przez prokuraturę – np. w 2015 roku prokuratura na podstawie danych rejestrowanych przez wannę z hydromasażem oskarżyła kogoś o morderstwo. Z drugiej jednak strony IoT stwarza ogromne możliwości dla hakerów, zwłaszcza że według Gemalto 57 proc. dostawców tych rozwiązań twierdzi, że ich urządzenia przechowują niezaszyfrowane dane, dzięki czemu osoby atakujące mogą je łatwo uzyskać. Stąd niezbędne są przepisy, które uregulują rynek, ale też pozwolą w pełni wykorzystać możliwości połączonych między sobą urządzeń.

– W zasadzie wystarczy skopiować rozwiązania wprowadzane w innych państwach, które potrafiły rozwiązać problem z przekazywaniem danych. I jeżeli po prostu wykorzystamy te dobre praktyki, które zostały już opracowane w innych krajach, bardzo szybko możemy zniwelować ten problem – przekonuje analityk IDC Polska.

Rzecznik MŚP wnioskuje o umożliwienie przedsiębiorcom z branży fitness prowadzenie działalności gospodarczej od 4 maja 2020 r.

W dniu 18 kwietnia 2020 r. Rzecznik MŚP działając na podstawie art. 9 ust. 1 pkt 10 oraz art. 8 pkt 1 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców wskazał, aby wyznaczono datę 4 maja 2020 r., dla przedsiębiorców z branży fitness, prowadzących baseny, siłownie, łaźnie, sauny w celu umożliwienia prowadzenia działalności gospodarczej w tych zakresach.

Rzecznik MŚP w nawiązaniu do komunikatu opublikowanego pt. ,,Rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii – konsultacje robocze” z datą 17 kwietnia 2020 r. i planowanym na 20 kwietnia 2020 r. wejściem w życie I etapu znoszenia ograniczeń związanych z COVID-19, jak również w nawiązaniu do licznych głosów przedsiębiorców z branży fitness, prowadzących baseny, siłownie, łaźnie, saun itp., którzy znaleźli się w trudnej sytuacji ekonomicznej na skutek wprowadzenia ograniczeń, zawnioskował, aby wyznaczyć datę 4 maja 2020 r., jako punkt odniesienia do cofnięcia nałożonych ograniczeń dla tych sektorów naszej gospodarki.

Ponadto w opinii Rzecznik MŚP podkreślił, że wśród zasad prawidłowego żywienia związanych z Piramidą Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej, opracowanych w Instytucie Żywności i Żywienia podkreślono, że aktywność fizyczna jest kluczem do zdrowia i dobrego samopoczucia.

Scenariusze wychodzenia z kryzysu i odmrażania gospodarki

Nie ma kraju, który ma gotowy pomysł na powrót do normalności. Jednak o próbach wznawiania działalności gospodarczej świadczą dane dotyczące ruchu samochodowego.

Cieszy, że sytuacja w Chinach wraca do normy. Otwarcie Wuhan jest symbolem powrotu do względnej normalności. Jednak dane napływające z Chin trzeba traktować z ostrożnością.

Jeżeli spojrzymy na dane dotyczące ruchu samochodowego, to widać, że Chińczycy wrócili do pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W godzinach pracy ruch samochodowy jest już wysoki, ale w weekendy nadal jest katastrofalnie niski, co świadczy o postawach konsumenckich.

Istnieje ryzyko, że w Europie walka z koronawirusem będzie trwała dłużej niż w Chinach. My będziemy mogli podejmować decyzje patrząc co robią kraje, które mają za sobą szczyt zarażeń koronawirusem.

Presja na przywracanie niektórych biznesów jest coraz większa, ale to będzie spacer po polu minowym, powinniśmy się przyzwyczaić do myśli, że niektóre ograniczenia będą przywracane.

– Sytuację można porównać do wyłączania prądu, gdy robimy to jednym wyłącznikiem, a przywracając prąd włączamy pojedyncze małe bezpieczniki, patrząc czy nie ma zwarcia – porównuje ekspert XTB.

Trusted Shops nr 1 w zakresie budowania zaufania

W grudniu 2019 roku firma Trusted Shops obchodziła 20-lecie swojego istnienia. Z branżą e-commerce jest zatem od kołyski. Podczas dwóch dekad zbudowała sobie pozycję europejskiego lidera w zakresie reputacji w e-commerce.

Trusted Shops dla firm

Trusted Shops oferuje przedsiębiorcom szeroki wachlarz usług. Sztandarowym produktem jest system opinii oraz audyt prawny sklepu e-commerce.

Każdy sklep, który chce zyskać możliwość do posługiwania się Znakiem jakości Trusted Shops, musi zostać oficjalnie certyfikowany, czyli przejść przez audyt. Kryteria jakości stosowane w audycie Trusted Shops są mocno wyśrubowane.

Weryfikacja sklepu nie jest wyłącznie sprawdzeniem, czy sklep spełnia wymogi prawne. Audytor reprezentuje konsumenta, wciela się zatem w jego rolę. Zatem wiele wymogów postawionych przez audytora dotyczy poprawienia doświadczeń konsumenta, na przykład poprawienia czytelności informacji o czasie dostawy na stronie e-sklepu.

Co więcej, ochrona prawna konsumenta zapewniona przez profesjonalny audyt z ramienia Trusted Shops, przekłada się na większe zaufanie do sklepu. W dalszym etapie zwiększa – zwiększa to konwersję, co potwierdziły tak zwane testy A/B.

Podsumowując, w skrócie, audyt sklepu weryfikuje takie aspekty jak:

  1. Identyfikacja i kontakt ze sprzedawcą
  2. Ochrona i bezpieczeństwo danych osobowych
  3. Oferowane produkty i sposób prezentacji cen
  4. Dostawa i płatność
  5. Proces składania zamówienia
  6. Aspekty prawne regulaminu np. odstąpienie od umowy zawartej na odległość

Po otrzymaniu certyfikacji, sklep może posługiwać się Znakiem jakości. Dla wielu sklepów e-commerce jest to duże wyróżnienie. Duma, wynikająca z tego powodu, powoduje, że sklepy decydują się na utworzenie osobnych podstron na temat uzyskanego certyfikatu. Przykłady:

  1. Znak Jakości Trusted Shops dla Cyfrowe.pl
  2. Bezpieczne zakupy z gwarancją Trusted Shops
  3. Trusted Shops – Grawernia.pl

Trusted Shops dla konsumentów

Konsumenci z kolei w trakcie dokonywania zakupów w certyfikowanych sklepach, mają możliwość wykupienia dodatkowej gwarancji. Trusted Shops jako strona trzecia zabezpiecza transakcję zakupu pomiędzy sklepem, a konsumentem. W wielu przypadkach dodatkowa gwarancja dla konsumenta jest dostępna za darmo.

Garść statystyk

O popularności rozwiązań firmy Trusted Shops świadczą statystyki. Każdego dnia pojawia się 35 tysięcy nowych opinii w systemie opinii Trusted Shops, a 200 tysięcy zakupów zostaje objętych gwarancją.infografika na temat Trusted Shops

Trusted Shops jest dostępny w większości krajów europejskich:

  1. Polska
  2. Niemcy
  3. Szwajcaria
  4. Austria
  5. Francja
  6. Hiszpania
  7. Włochy
  8. Holandia
  9. Belgia
  10. Luksemburg
  11. Wielka Brytania
  12. Portugalia
  13. kraje skandynawskie

Jednocześnie jest to firma multikulturowa. W jej strukturach znajdują się pracownicy z 40 różnych narodowości.

Otwarcie gospodarki USA coraz bliżej. Netflix bjie rekordy

Podczas ostatniej sesji w tym tygodniu dominują rynkowe byki. Inwestorzy na Wall Street z optymizmem przyjęli wiadomości o możliwym leku na COVID-19 oraz informacje o planie odmrażania gospodarki USA, który przedstawił prezydent Donald Trump. Główne amerykańskie indeksy w piątkowe popołudnie rosną od 1,4 proc. do ponad 2 proc. odpowiednio w przypadku Nasdaq, S&P 500 i Dow Jones Industrial Average.

W indeksie DJIA silnie zwyżkują akcje Boeinga, które podrożały o ponad 12 proc. American Express czy JPMorgan Chase drożeją o ponad 5,5 proc., a Exxon Mobil o ponad 4 proc. W indeksie Nasdaq 100 prym wiedzie spółka Gilead Sciences, drożejąc o ponad 8 proc. To właśnie ta firma odpowiada za produkcję leku, który może pomóc w walce z objawami choroby wywołanej przez koronawirusa.

Według najnowszych wytycznych płynących Białego Domu poszczególne stany mogą zostać otwarte już 1 maja lub nawet wcześniej. To gubernatorzy podejmą własne decyzje dla każdego stanu, jeśli zostaną spełnione konkretne kryteria. Stąd też stany najmniej dotknięte wirusem mogą zostać ponownie otwarte już w tym miesiącu. Stan może zacząć znosić ograniczenia, gdy między innymi zaobserwuje spadek liczby nowych przypadków zachorowań przez 14 dni z rzędu. Stany te będą musiały mieć możliwość chronić pracowników w kluczowych branżach, zapewniać bezpieczne systemy transportu lub zapewniać dodatkowe zasoby swoim szpitalom w przypadku ponownego pojawienia się wirusa.

Nadal będą obowiązywać podstawowe środki ochronne. Obywatele USA będą zachęcani do noszenia masek w miejscach publicznych, aby zachować dystans społeczny, chorzy będą musieli pozostać w domu, a pracodawcy będą musieli zapewnić bezpieczeństwo swoim pracownikom, dając im możliwość zmierzyć temperaturę lub regularnie czyścić obszary kontaktu z innymi osobami.

Jeśli ten plan się powiedzie, to jest szansa, że latem sytuacja wróci do normy i tym samym amerykańskie akcje także odzyskają formę po ostatniej korekcie. Już teraz wiele z popularnych spółek notuje najwyższe poziomy w historii jak Amazon czy Netflix. To właśnie wyniki tej ostatniej spółki mogą przykuwać uwagę inwestorów w przyszłym tygodniu, ponieważ popularność serwisu ogromnie wzrosła. Spółka należała też do kategorii, którą we wcześniejszych komentarzach określano jako “stay at home trade”.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Wpływ bezrobocia na ceny mieszkań. Czego możemy się spodziewać?

Raczej mało kto nie zdaje sobie sprawy z mocno zawansowanej zależności stanu koniunktury na rynku mieszkaniowym od parametrów rynku pracy. Warto jednak przyjrzeć się tematowi bliżej, ponieważ oddziaływanie to ma w rodzimych warunkach zaskakująco wymierny charakter, czego warto mieć świadomość zwłaszcza w obecnych „ciekawych czasach”.

W połowie lutego br., a więc na krótko przed eksplozją powszechnej świadomości zagrożenia epidemicznego, portal RynekPierwotny.pl opublikował analizę obrazującą ścisłą dodatnią korelację pomiędzy cenami nowych mieszkań a zarobkami w Polsce. Urzędowe wyznaczenie ścieżki wzrostu płacy minimalnej w kraju z punktem docelowym na poziomie 4 tys. zł w 2024 roku, jednoznacznie sugerowało analogicznie silną zwyżkę stawek mkw. deweloperskiego lokum nawet w wymiarze 50 proc. w perspektywie kolejnych 4 lat.

Niestety nagła wolta sytuacji gospodarczej kraju i świata w wyniku pandemii koronawirusa całkowicie zanegowała tę prowzrostową prognozę, zastępując ją przede wszystkim zupełną konsternacją i niepewnością rozwoju sytuacji zwłaszcza w dłuższym terminie. Tym samym stało się raczej oczywiste, że do roku 2024 zarówno perspektywa 4 tys. zł pensji minimalnej w Polsce jak i wzrostu cen mieszkań o dziesiątki procent zdecydowanie straciła na aktualności.

Tymczasem być może dużo ciekawszym od dynamiki płac parametrem rynku pracy z punktu widzenia zaskakująco wysokiej, acz tym razem dla odmiany ujemnej korelacji z mieszkaniówką jest wskaźnik bezrobocia. Na zaprezentowanym wykresie, przedstawiającym jego ewolucję na tle dynamiki cen nowych mieszkań, wyraźnie widać dość ścisłą symetryczność przebiegu obu krzywych z dającą się z grubsza wyznaczyć osią symetrii, co w sumie dobrze przypomina lustrzane odbicie. Wg portalu ekspertów RynekPierwotny.pl ta dość wierna zależność utrzymuje się nieprzerwanie co najmniej od roku 2004, czyli momentu przystąpienia Polski do struktur UE, a także początku pierwszego ożywienia koniunkturalnego z prawdziwego zdarzenia w krajowej mieszkaniówce.

Co więcej, na podstawie ewolucji w czasie dotychczasowych statystyk obu parametrów można dość dokładnie określić wymierny charakter permanentnego oddziaływania poziomu bezrobocia na dynamikę zmienności cenników deweloperskich.

Jak się bowiem okazuje, w trakcie siedmiu lat ostatniego boomu spadek bezrobocia o 1 p.p. odpowiadał wzrostowi cen mieszkań z pierwszej ręki o około 5,5 proc. Również w odwrotną stronę można wyznaczyć analogiczną relację z okresu bessy lat 2008 – 2013. W tym przypadku średni spadek stawek rynku pierwotnego o około jedną czwartą był reakcją na wzrost odsetka bezrobotnych z poziomu 9,5 do 13,4 proc. A to oznacza, że każdy 1 p.p. wzrostu bezrobocia implikował zniżkę stawek mkw. nowego lokum aż o ponad 6 proc.Wykres 1 – Ceny mieszkań a wskaźnik bezrobocia

Pytanie, czy tego typu relacja jest czymś absolutnie niezawodnym i niezmiennym w czasie. Oczywiście trudno przyjąć takie założenie bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Skoro jednak od kilkunastu lat z powodzeniem funkcjonuje, należy oczekiwać, że będzie kontynuowana w przewidywalnej przyszłości, a więc także w tej najbliższej.

Zapewne więc i tym razem da się zaobserwować podobną „lustrzaną” koegzystencję wskaźników bezrobocia i dynamiki cen w pierwotnym segmencie mieszkaniówki. Jedyną kwestią pozostaje wymiar przelicznika wskaźnika bezrobocia na cenniki deweloperów. W mediach nastąpił ostatnio prawdziwy wysyp wszelkich prognoz oczekiwanych parametrów gospodarki, także tych dotyczących rodzimego rynku pracy. Decydujące będą jednak oficjalne komunikaty rządowe, na które przyjdzie zapewne jeszcze trochę poczekać, a które pozwolą na zdecydowanie bardziej wiarygodną ocenę wpływu pandemii na koniunkturę rynku mieszkaniowego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak epidemia koronawirusa zmieni krajowy sektor handlu detalicznego

Wydatki Polaków w handlu wywołane długotrwałym wychodzeniem ze stanu powszechnej izolacji, prognozowanym bezrobociem wywołanym kryzysem po epidemii czy wstrzemięźliwością zakupową mogą spaść od 8,3 do 23,7 proc. w zależności od powiatu.

Opierając się własnych danych pochodzących z badań nad potencjałem siły nabywczej Polaków na różne kategorie produktów analitycy GfK oszacowali 4 możliwe scenariusze rozwoju wypadków w polskim handlu detalicznym. W każdej z 4 prognoz uwzględniono założenia dotyczące potencjalnej długości okresu izolacji oraz ilości czasu, jaki zajmie sektorowi powrót do stanu „normalności”, czyli do poziomu sprzedaży sprzed epidemii.

  1. I tak w scenariuszu pierwszym, najbardziej optymistycznym, zakładającym 2-miesięczny okres izolacji oraz powrót do poziomów sprzedaży sprzed epidemii jeszcze w grudniu bieżącego roku, prognozowany ogólny spadek wydatków Polaków w handlu detalicznym może w nadchodzących miesiącach wynieść od 8,3 do 14,2 proc. (w zależności od powiatu).
  2. W scenariusz drugim, zakładającym także 2-miesięczny okres zamknięcia Polaków w domach, ale okres dochodzenia do poziomów sprzedaży sprzed epidemii kończący się w maju przyszłego roku, prognozowany spadek wydatków konsumentów w sklepach wyniesie w tym okresie od 10,7 do 17,7 proc. (w zależności od powiatu).
  3. Scenariusz trzeci zakłada spadek wydatków Polaków w handlu między 11,7 a 19,3 proc. w zależności od powiatu, jeśli izolacja potrwa 2 miesiące, ale powrót do poziomów sprzedaży sprzed epidemii nastąpi dopiero w grudniu 2021 roku.
  4. W scenariuszu czwartym, najbardziej pesymistycznym prognozowana jest największa skala spadków, pomiędzy 14,4 a 23,7 proc. Dojdzie do nich przy założeniach, iż izolacja Polaków potrwałaby łącznie 4 miesiące (2 miesiące wiosną i 2 miesiące jesienią 2020 roku), a powrót do poziomów sprzedaży sprzed epidemii w nastąpiłby w grudniu 2021 roku.

handel po epidemii

Polski handel to około 437 miliardów złotych rocznych obrotów. Centra handlowe (pow. 5 tys. m kw.) odpowiadają za około 30 proc. tej wartości, a udział handlu online kształtował się na poziomie około 9 proc. Oznacza to, w pewnym uproszczeniu i bez uwzględnienia sezonowości, że przy zamknięciu centrów handlowych przez miesiąc nie wygenerują one sprzedaży na poziomie około 10,5 miliarda złotych. Długość okresu izolacji i wstrzemięźliwość zakupowa Polaków w okresie po zniesieniu ograniczeń zadecydują o głębokości przeobrażeń, którym z pewnością ulegnie krajowy sektor handlu – komentuje Przemysław Dwojak, Senior Director w GfK.

O badaniu
Badanie siły nabywczej Polaków (GfK Purchasing Power) analizuje nominalny dochód rozporządzalny, bez inflacji. Badanie opiera się na danych statystycznych dotyczących wysokości dochodów, podatków i świadczeń społecznych oraz na prognozach instytucji finansowych. Siła nabywcza rozumiana jest jako dochód rozporządzalny na mieszkańca po odjęciu podatków i darowizn na cele dobroczynne. Badanie wskazuje poziom siły nabywczej na osobę w danym roku wyrażony w euro i jako wartość zindeksowana.

Konsumenci wykorzystują ogólną siłę nabywczą do pokrycia wydatków na artykuły spożywcze, mieszkanie, usługi, energię, składki na prywatne plany emerytalne i ubezpieczenia oraz innych wydatków, takich jak wakacje, koszty przejazdów czy wydatki konsumpcyjne.

NBP nie wyklucza znacznego złagodzenia polityki pieniężnej

W ostatnich latach polski bank centralny miał bardzo konserwatywne podejście do polityki pieniężnej. NBP, w przeciwieństwie do innych banków centralnych w Europie, nie zmieniał ustawień polityki pieniężnej. Teraz, gdy sytuacja zaczyna się zmieniać po ostatnich obniżkach stóp procentowych, wg. członkini komisji, Grażyny Ancyparowicz, NPB jest gotowy do kolejnego znacznego złagodzenia polityki pieniężnej. Może to prowadzić do obniżenia stopy referencyjnej poniżej zera. Jednocześnie NBP rozważa rozpoczęcie zakupu obligacji korporacyjnych. Tym sposobem idzie śladami innych banków centralnych, takich jak Fed, Czeski Bank Narodowy czy Europejski Bank Centralnym, które łagodzą politykę pieniężną (przy czym EBC ma ograniczone możliwości do tego typu działań). Swoją politykę rozluźnia również Chiński Bank Narodowy, który obniżył stopy procentowe z 3,15% na 2,95% i zmniejszył wymagania dotyczące rezerw bankowych, dając większe możliwości ich inwestowania i wspierania tym samym gospodarki. A ta wyraźnie tego potrzebuje, widać tu już bowiem spadek wartości PKB w pierwszym kwartale. W porównaniu rocznym wyniósł 9,8%, a w zestawieniu kwartalnym 6,8%.

Złoty skorygował część swoich strat z początku marca. Jego kurs w stosunku do euro spadł, w piątek rano wynosił 4,536 PLN/EUR. Pod wpływem miesięcznego spadek sprzedaży detalicznej o 8,7% spadł również kurs eurodolara. Główna para walutowa w piątek rano notowana była na poziomie 1,083 USD/EUR.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Wpływ pandemii na rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce

Ograniczenia związane z COVID-19, wprowadzone przez polski rząd w marcu i przedłużone co najmniej do 19 kwietnia, wpływają na każdą z gałęzi gospodarki. O tym, jak zmieniają one oblicze sektora nieruchomości handlowych, biurowych oraz magazynowych mówią eksperci Cushman & Wakefield: Katarzyna Lipka-Nawrocka, Jan Szulborski, Małgorzata Dziubińska oraz Adrian Semaan.

eksperci Cushman & Wakefield: Katarzyna Lipka-Nawrocka, Jan Szulborski, Małgorzata Dziubińska oraz Adrian Semaan
Sytuacja gospodarcza

W marcu polski rząd, w ramach walki z rozprzestrzenianiem się pandemii koronawirusa, wprowadził liczne ograniczenia. W związku z dalszym rozwojem epidemii zostały one przedłużone co najmniej do 19 kwietnia.

Wprowadzone ograniczenia, mające największy wpływ na polską gospodarkę i rynek nieruchomości, to między innymi:

  • całkowity lockdown, czyli zakaz wychodzenia z domu poza sytuacjami koniecznymi, takimi jak wyjście do pracy, zakup niezbędnych produktów, wizyta u lekarza czy spacer z psem;
  • zawieszenie ruchu lotniczego oraz zamknięcie granic dla obcokrajowców co najmniej do 3 maja;
  • ograniczenia w funkcjonowaniu galerii handlowych o powierzchni ponad 2 tys. mkw., w których czynne mogą być wyłącznie punkty sprzedające niezbędne produkty lub świadczące niezbędne usługi, w tym sklepy spożywcze, apteki, drogerie i pralnie;
  • restauracje mogą oferować wyłącznie posiłki z dostawą lub na wynos;
  • wolnostojące markety budowlane są czynne, z wyjątkiem weekendów;
  • limit klientów, którzy mogą przebywać jednocześnie w sklepach lub supermarketach – do 3 osób na jedną kasę;
  • hotele i inne miejsca noclegowe, a także salony kosmetyczne i fryzjerskie pozostają zamknięte;
  • odległość pomiędzy stanowiskami pracy musi wynosić 1,5 m oraz konieczne jest zapewnienie środków do dezynfekcji.

Inne ograniczenia:

  • dystansowanie społeczne w miejscach publicznych – obowiązek zachowania przez pieszych odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie;
  • szkoły i przedszkola pozostają zamknięte co najmniej do 26 kwietnia;
  • obowiązuje zakaz korzystania z parków, plaż i bulwarów oraz rowerów miejskich;
  • dopuszczalna liczba pasażerów w środkach publicznego transportu zbiorowego to połowa liczby miejsc siedzących;
  • wszystkie muzea, biblioteki oraz centra rozrywki i kultury pozostają zamknięte;
  • obowiązek zakrywania nosa i ust w przestrzeni publicznej począwszy od 16 kwietnia.

Zgodnie z najnowszymi informacjami, polski rząd  planuje poluzowanie niektórych ograniczeń w celu stopniowego „odmrażania” gospodarki. Według doniesień z 16 kwietnia, pierwszy etap, mający obowiązywać od 20 kwietnia, będzie obejmował między innymi zwiększenie liczby osób mogących przebywać w sklepach, jak również otwarcie dostępu do lasów i parków oraz możliwość przemieszczania się w celach rekreacyjnych. Drugi etap zakłada otwarcie sklepów budowlanych w weekendy, jak również hoteli i innych miejsc noclegowych oraz niektórych instytucji kultury. Trzeci etap to między innymi otwarcie sklepów w galeriach handlowych, gastronomii, zakładów fryzjerskich i salonów kosmetycznych, natomiast czwarty – umożliwienie działalności siłowni, klubów fitness, salonów masażu i solariów, jak również kin i teatrów. Daty przejścia do kolejnych etapów nie zostały jeszcze podane i zależeć będą od stanu rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Według Oxford Economics, wprowadzenie radykalnych środków ograniczających rozprzestrzenianie się koronawirusa spowoduje w Polsce znaczące zakłócenia w działalności gospodarczej w pierwszym półroczu, ale na drugą połowę 2020 roku prognozowane jest silne odbicie. Wskutek tego, PKB Polski w 2020 roku pozostanie zasadniczo w fazie stagnacji – wzrośnie o zaledwie 0,1% (to o 3% mniej w porównaniu z poprzednią prognozą sprzed wybuchu pandemii koronawirusa), natomiast w 2021 roku wzrost może przyspieszyć do 4,4%.

Sektor handlowy

Wskutek obowiązujących ograniczeń, właściciele i najemcy centrów handlowych oraz cały sektor handlowy ponoszą duże straty. Zmiany w tym sektorze będą zależały od okresu trwania pandemii i lockdownu. Klienci starają się nie chodzić do sklepów i miejsc publicznych – z tego względu za beneficjentów uważa się sieci handlowe, które są w stanie realizować zamówienia online z dostawą do domu.

Polska wprowadziła tarczę antykryzysową, zgodnie z którą obowiązywanie umów najmu w galeriach handlowych może zostać tymczasowo zawieszone w przypadku sklepów, które nie mogą prowadzić działalności – pod warunkiem że wynajmujący otrzyma od najemcy wiążącą ofertę przedłużenia umowy najmu o okres obowiązania zakazu i dodatkowo 6 miesięcy. Ponadto zakaz handlu w niedziele zostanie częściowo zniesiony, umożliwiając sklepom prowadzenie sprzedaży w niedziele.

Zarówno najemcy, jak i wynajmujący podejmują działania mające na celu wykorzystanie możliwości stworzonych przez nowe przepisy. Współpraca i partnerstwo obu stron są niezbędne do tego, aby pokonać obecne wyzwania.

Sektor biurowy

Budynki biurowe w Polsce pozostają otwarte. Jednak ze względu na przepisy dotyczące zachowania odległości pomiędzy stanowiskami pracy nie mniejszej niż 1,5 metra, mniej osób może pracować w biurach. Wskutek tego i biorąc pod uwagę dodatkowe środki bezpieczeństwa prowadzone przez poszczególne firmy, duża część pracowników biurowych w Polsce pracuje obecnie zdalnie.

Przepisy nie ograniczają prowadzenia prac budowlanych w Polsce i większość inwestycji biurowych jest kontynuowana. Jednak z powodu spowolnienia procesu wydawania pozwoleń i innych przeszkód wynikających z pandemii, realizacja części projektów biurowych, których zakończenie zaplanowano na najbliższe kilka miesięcy, może ulec nieznacznemu opóźnieniu.

Kluczowe dane statystyczne dotyczące warszawskiego rynku biurowego za pierwszy kwartał 2020 roku napawają optymizmem, ponieważ całkowity wolumen transakcji najmu osiągnął poziom zbliżony do odnotowanego w pierwszym kwartale 2019 roku, co spowodowało dalszy spadek wskaźnika pustostanów. Obserwujemy jednak wpływ pandemii na aktywność na rynku biurowym, ponieważ duża część najemców przyjęła strategię wyczekiwania, a niektórzy z nich już wstrzymali decyzje w sprawie relokacji.

Ponadto pewna grupa najemców w budynkach biurowych była zmuszona zamknąć lokale wskutek ograniczeń wprowadzonych przez rząd. Dotyczy to podmiotów z sektora usług, między innymi kawiarń, restauracji, klubów fitness, szkół językowych, salonów fryzjerskich i kosmetycznych, itp.

Obserwujemy również wzrost liczby najemców biur, którzy zgłaszają się do wynajmujących z prośbą o obniżenie lub zamrożenie płatności czynszu. Polski rząd nie ogłosił jednak stanu wyjątkowego, który pozwoliłby uczestnikom rynku na skorzystanie z klauzul dotyczących siły wyższej, wskutek czego najbardziej optymalnym sposobem dla wynajmujących i najemców jest mediacja i uzgodnienie rozwiązań zadowalających obie strony.

Operatorzy coworkingowi również odczuwają spadek popytu. Przedstawiciele Cushman & Wakefield przewidują, że mogą oni jednak skorzystać na odbiciu po zakończeniu pandemii, ponieważ większość firm najprawdopodobniej zdecyduje się na zmianę i poszerzenie swoich strategii dotyczących wykorzystywania powierzchni o elastyczne powierzchnie biurowe i pracę zdalną.

Sektor magazynowy

Sytuacja na rynku magazynowym w Polsce jest stosunkowo stabilna. Dominują obecnie procesy dostosowawcze – zabezpieczanie zdrowia pracowników i korygowanie poziomów zapasów w celu zapewnienia płynności dostaw, zwłaszcza w zakresie niezbędnych grup produktów. Eksperci Cushman & Wakefield przewidują, że popyt w pierwszym kwartale 2020 roku będzie dodatni z uwagi na dużą aktywność najemców zaobserwowaną w okresie poprzedzającym wybuch pandemii w Polsce.

Ze względu na fakt, że rynek najmu jest dość zróżnicowany, dalszy wpływ pandemii COVID-19 będzie uzależniony od kategorii najemcy. W grupie najemców odczuwających jej skutki najbardziej są sieci handlowe i firmy motoryzacyjne. Po drugiej stronie mamy jednak firmy kurierskie, które obsługują więcej przesyłek niż w okresie przedświątecznym, oraz najemców działających w kanałach online, którzy także odnotowali wzrost sprzedaży. Niektóre z tych trendów są krótkofalowe, ale niektóre utrzymają się po zniesieniu lockdownu.

Przewidujemy, że prace budowlane rozpoczęte na początku pierwszego kwartału bieżącego roku będą kontynuowane. Obecnie w budowie znajduje się ponad 1,9 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce, z czego duża część jest przedmiotem negocjacji z najemcami. Inwestycje o charakterze spekulacyjnym stanowią ok. 40-50 % nowej powierzchni pozostającej w budowie.

Według ekspertów Cushman & Wakefield deweloperzy najprawdopodobniej zrewidują swoje plany inwestycyjne, zwłaszcza w odniesieniu do inwestycji realizowanych spekulacyjnie, ze względu na niepewność co do sytuacji w przyszłości i przewidywane spowolnienie gospodarcze. Niektóre procesy, szczególnie krótkoterminowe, mogą zostać zawieszone, a firmy będą uważnie monitorowały rynek. Jednocześnie podmioty, które podjęły strategiczne decyzje dotyczące inwestycji długofalowych, nie wstrzymają inwestycji w celu zachowania płynności finansowej.

Prognozy Cushman & Wakefield

Ze względu na szybko zmieniającą się sytuację trudno jednoznacznie przewidzieć wpływ, jaki pandemia COVID-19 będzie miała na rynek nieruchomości w Polsce.

Sektor handlowy z pewnością ucierpi najbardziej, dlatego też kluczowa jest współpraca wynajmujących z najemcami. Ponadto wszyscy uczestnicy rynku powinni już teraz przystąpić do rewizji swoich strategii i dostosowywania się do rzeczywistości po pandemii.

Mocne fundamenty sektora biurowego w Polsce, przy jednoczesnym braku ryzyka nadpodaży i aktualnie niskich wskaźnikach pustostanów, powinny umożliwić rynkowi stosunkowo szybki powrót do równowagi po spowolnieniu.

Rynek magazynowy w Polsce będzie nadal rozwijał się w długiej perspektywie dzięki bardzo silnym fundamentom. Przestawienie się dzisiejszych klientów na zakupy online przełoży się na ich zachowania w przyszłości, co z kolei wpłynie pozytywnie na popyt na powierzchnię magazynową. Kolejnym katalizatorem dalszego wzrostu może być relokacja części produkcji z Azji oraz chęć utrzymania jej w Europie, czyli bliżej miejsca konsumpcji. To stanowi wielką szansę dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej, który jest nadal konkurencyjny w porównaniu z Europą Zachodnią pod względem wysokości stawek czynszowych i kosztów pracy.

Eksperci:

Katarzyna Lipka-Nawrocka , Head of Consulting & Research, Cushman & Wakefield

Jan Szulborski, Senior Consultant, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Consulting & Research, Cushman & Wakefield

Adrian Semaan, Research Consultant, Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield

Restart gospodarki? Trudniejszy od jej zamrożenia

Restart gospodarki wymaga szczegółowego i odpowiednio wcześniej zapowiedzianego planu. A po rozpoczęciu tego procesu wymaga też testów, realizowanych na masową skalę oraz stałego monitoringu – oceniają Pracodawcy RP. Takie same zalecenia w tym zakresie opracowała właśnie Komisja Europejska.

„Restart nie będzie ani szybki, ani łatwy do przeprowadzenia. Musi być ściśle powiązany z sytuacją epidemiczną w Polsce i w Europie. Musimy mieć najpierw pewność, że pandemia została opanowana i wtedy ostrożnie zacząć restart. Jednocześnie nie możemy się z tym spóźnić, bo starty będą ogromne” – mówi dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

Według Pracodawców RP, konieczne jest zdobycie najpierw rzetelnej wiedzy o skali pandemii. Dopiero trwałe zmniejszenie liczby nowych infekcji, hospitalizacji i pacjentów intensywnej terapii będzie przesłanką do stopniowego luzowania ograniczeń. Analizy i modele epidemiologiczne nie mogą pozostawiać wątpliwości, że Polska na trwałe weszła na ścieżkę schodzącą. „Istotne jest, aby Polska miała swój własny plan wychodzenia. Nie możemy po prostu naśladować innych krajów. Stracilibyśmy wówczas przewagę wynikającą z tego, że relatywnie wcześnie wprowadziliśmy ograniczenia. Naszą krzywą zachorowań udało się utrzymać na relatywnie płaskim poziomie. To można i trzeba wykorzystać gospodarczo” – uważa dr Dudek.

Zdaniem eksperta Pracodawców RP, odmrożenia gospodarki nie będzie można ogłosić „z dnia na dzień”. Operacja ta musi zostać wcześniej zaplanowana i odpowiednio zakomunikowana, bo przedsiębiorcy muszą się do niej przygotować. Jest bowiem pewne, że działalność wielu, o ile nie wszystkich branż zostanie zmodyfikowana. Konieczne będą inwestycje, choćby przebudowa miejsc obsługi klientów, stanowisk pracy – tak, by były zgodne z nowymi wymogami. Niezbędne będzie wcześniejsze określenie wymogów sanitarno-epidemiologicznych dla firm, które stopniowo będą uruchamiały swoją działalność (w przypadku m.in. lokali usługowych, biurowych, produkcyjnych). Potrzebne jest wręcz coś w rodzaju „ISO bezpieczeństwa wirusowego”. Będą to np. przebudowy lad, kontuarów, wnętrz, aby oddzielić klientów od personelu i zapewnić wszystkim większe odstępy. Część tych zmian może być czasowa, inne będą na stałe – wszystkie będą jednak kosztować i wymagać czasu na przygotowanie. Przedsiębiorcy muszą być uprzedzeni, aby wprowadzić zmiany na czas. Działanie z odpowiednim wyprzedzeniem pozwoli jednocześnie uniknąć gigantycznego wzrostu cen usług modernizacyjnych.

Musimy również skoordynować nasze działania w ramach Unii Europejskiej – nie należy dopuścić do sytuacji, w której np. fabryki motoryzacyjne w Niemczech zostaną uruchomione, a nasz przemysł podzespołów i komponentów będzie nadal zamknięty. Dotyczy to m.in. wielu branż eksportowych. Należy zrobić wszystko, aby polska gospodarka nie wypadła z łańcuchów dostaw.

Jednocześnie trzeba prowadzić ciągły monitoring sytuacji. „Konieczne są ‘testy, testy, testy’. Mamy 3xI, a powinno oprócz tego, a nawet przede wszystkim 3xT. Wszędzie i przy najmniejszym podejrzeniu. Jeśli po restarcie gospodarki monitoring zawiedzie, to ani się obejrzymy i będziemy musieli się ponownie ‘zamrażać’. A to byłaby już katastrofa” – mówi dr Dudek.

Zgodnie z rekomendacjami Komisji Europejskiej, przy planowaniu strategii otwierania gospodarki należy brać pod uwagę trzy kryteria:

  1. Kryteria epidemiologiczne;
  2. Wydolność systemu opieki zdrowotnej;
  3. Odpowiednia zdolność monitorowania i testowania populacji.

System opieki zdrowotnej musi dysponować odpowiednią rezerwą, aby bezproblemowo przyjąć ewentualny krótkotrwały wzrost zakażeń wywołany zdjęciem ograniczeń. Komisja Europejska wskazuje, że plany otwierania gospodarki powinny opierać się na nauce i mieć zdrowie publiczne w centrum swojej uwagi. Decyzja o luzowaniu ograniczeń jest wielowymiarową decyzją polityczną, obejmującą równoważenie korzyści dla zdrowia publicznego z innymi skutkami społecznymi i gospodarczymi.

Znoszenie ograniczeń – cztery historie. Analiza Euler Hermes: Covid-19

W miarę jak coraz więcej krajów ogłasza przyszłe daty zakończenia blokad (Francja, Zjednoczone Królestwo, Niemcy), już rozpoczyna je łagodzić (Chiny, Austria i teraz Włochy i Hiszpania), wszystkie z nich prezentują swoje plany stopniowego wznowienia działalności. Należy jednak mieć na uwadze, że nie wszystkie kraje znajdują się w takiej samej sytuacji; każdy narażony jest na inne ryzyka w przededniu znoszenia ograniczeń. Zaczynając od warunków początkowych, z danych epidemiologicznych w sposób oczywisty wynika, że niewiele krajów jest już w momencie, aby rozpocząć znoszenie ograniczeń, tj. szczyci się szacowaną podstawową liczbą replikowania R0<1. Niemniej wiele z nich chciałoby rozpocząć łagodzenie restrykcji jak najwcześniej w celu wsparcia swoich gospodarek. Aby zrozumieć potencjalne strategie wyjścia i powiązane z nimi ryzyka, grupujemy kraje w oparciu o dwa wymiary, które analizują ich warunki początkowe, przed zniesieniem blokad: (1) gotowość zdrowotna do znoszenia ograniczeń i (2) podatność gospodarcza na ograniczenia.

Rysunek 1 – Ramy analityczne znoszenia ograniczeń

znoszenie ograniczeń
Źródło: Różnorodne dane ogólnodostępne, Euler Hermes, Allianz Research

Analiza Euler Hermes pokazuje cztery grupy krajów (zob. rysunek 2). Struktura jest dynamiczna, dlatego grupy mogą ewoluować z czasem wraz z postępami walki z wirusem oraz wraz ze zwiększaniem przez kraje swojego potencjału medycznego lub potencjału w zakresie wykonywania testów. Pierwsza grupa, głównie złożona z tzw. rynków wschodzących, jest wciąż nieprzygotowana na znoszenie ograniczeń, ponieważ rozprzestrzenianie wirusa przyspiesza, a opieka zdrowotna zmaga się z utrzymaniem swojej wydolności. Co więcej, kraje te są wysoce narażone, ponieważ „zamknięcie” jest trudniejsze do wdrożenia w wysoce zaludnionych obszarach (Brazylia, Indie…). Niedoinformowanie społeczeństw, braki w skutecznym dotarciu z informacją utrudniają stworzenie realnej sieci bezpieczeństwa społecznego, mimo że działalność stanęła (Meksyk), a co więcej –rośnie już polityczna presja ponownego uruchomienia gospodarki. Wpływ ograniczeń będzie nie tylko ogólnie niszczący, ale ich skutki mogą nawet hamować gospodarkę w perspektywie średnioterminowej. A ryzyko błędów polityki – zbyt szybkie uruchomienie gospodarki i zagrożenie wtórnego wybuchu epidemii – majaczy na horyzoncie. Stopniowe znoszenie ograniczeń wydaje się rozwiązaniem optymalnym, nawet jeżeli oznacza to niemrawe ożywienie w kształcie litery U.

Rysunek 2: Kraje podzielone według ich warunków początkowych

Kraje podzielone według ich warunków początkowych
Źródło: Różne, Euler Hermes, Allianz Research

Druga grupa, „ranne ptaszki”, jest blisko pokonania wirusa, zwiększając swój potencjał w zakresie wykonywania testów i potencjał medyczny. Wykazują również mniejszą wrażliwość (na epidemię jak i jej skutki) niż inne grupy ze względu na centralny odgórny proces decyzyjny (Chiny), skuteczne stabilizowanie aktywności gospodarczej i stworzoną sieć bezpieczeństwa społecznego (Dania) lub ograniczone kontrolowane zamknięcie (Korea Południowa). Ich strategie dotyczące znoszenia ograniczeń są ostrożne i stopniowe, jak widać po niedawnych zapowiedziach, wg. których niektóre podsektory usług pozostaną zamknięte do czerwca. Doświadczenie Chin pokazuje, że środki ograniczające rozprzestrzenianie się choroby są rozluźniane w sposób ostrożny lub niekiedy nawet ponownie zaostrzane w miastach, w których występuje ryzyko drugiej fali zakażeń ze względu na przypadki „importowane” lub asymptomatyczne.

Trzecia grupa obejmuje kraje z pogranicza, w których poczyniono postępy w zatrzymaniu rozprzestrzeniania wirusa (Włochy) lub w których potencjał medyczny i potencjał w zakresie wykonywania testów przewyższa potencjał krajów o porównywalnej gospodarce (Niemcy, Singapur). Jednak wiele z tych krajów jest względnie bardziej ekonomicznie podatne na ekonomiczne efekty ograniczeń w porównaniu do poprzedniej grupy „rannych ptaszków”. W tym przypadku prawdopodbne jest, że dążąc do zmniejszenia negatywnego wpływu gospodarczego ograniczeń (zwłaszcza na handel, turystykę i łańcuchy dostaw przemysłu), ich zniesienie nastąpiłoby wcześniej lub byłoby mniej stopniowe niż w poprzedniej grupie. W efekcie mielibyśmy do czynienia z wyższym ryzykiem wystąpienia nowej fali zakażeń (Singapur); mogłoby to zostać skompensowane jedynie dzięki wyższemu potencjałowi w zakresie wykonywania testów i śledzenia dróg rozprzestrzeniania się zakażenia.

Ostatnia grupa obejmuje kraje wciąż walczące z epidemią i w których poziom wykonywania testów nie osiągnął jeszcze standardu krajów mających nalepsze wyniki w tym względzie (w tej grupie jest Polska). W tej grupie odnajdziemy także kraje o gęsto zaludnionych obszarach miejskich (USA, Japonia, Zjednoczone Królestwo, Francja), w których z powodów logistycznych trudno egzekwować ograniczenia. Ponadto, niektóre kraje są wysoce podatne w ekonomicznym aspekcie na efekty pandemii m.in. ze względu na elastyczny rynek pracy (USA) i już wcześnie osłabioną gospodarkę (Japonia) lub ograniczoną swobodę w prowadzeniu polityki fiskalnej (Hiszpania). Wreszcie, wiele krajów jest podatnych na efekty blokady, ponieważ w krajach tych jest wysoka koncentracja działalności w sektorach najmocniej dotkniętych ograniczeniami. Optymalnym rozwiązaniem byłoby jeszcze bardziej stopniowe i powolne odblokowywanie działalności, aby uniknąć wtórnych wybuchów epidemii, a także dlatego, że niektóre z tych krajów (głównie w UE) muszą zmienić regulacje, aby móc wprowadzić aplikacje śledzące kontakty dla skutecznego śledzenia i zapobiegania zakażeniom. Kraje te mogłyby zdecydować się na pewien określony (większy) odstęp pomiędzy nakładaniem i znoszeniem ograniczeń, aby mieć pewność, że posiadają wystarczający potencjał zapobiegania chorobie w postaci zachowanych miejsc OIOM, rosnącej liczby wykonywanych testów i rygorystycznwego przestrzegania samoizolacji. Ryzyko zbyt wczesnego zniesienia ograniczeń z powodu nacisków gospodarczych (przypadek np. Hiszpanii, która zaczęła luzować ograniczenia w sektorze budowlanym i przemysłowym) jest realne.

Rysunek 3: Wstępne wnioski w odniesieniu do znoszenia ograniczeń: co należy, i czego nie należy robić

Długość i chronologia znoszenia ograniczeń –       W celu utrzymania R0 < 1 może byłoby optymalne nie znoszenie w pełni blokad do czasu wynalezienia szczepionki. Wtedy powrotu do „normalności” nie można by się spodziewać przed pierwszą połową 2021 r.

–       Jednak wydaje się, że osiemnastomiesięczne blokady są nie do utrzymania: stopniowe znoszenie ograniczeń (od minimum dwóch miesięcy do sześciu miesięcy) wydaje się akceptowanym standardem, ale muszą temu towarzyszyć: masowe wykonywanie testów, docelowa izolacja i identyfikacja przypadków asymptomatycznych.

Segmentacja sektorowa –       Efekt braku zaufania będzie długotrwały, więc nie powinniśmy spodziewać się natychmiastowego powrotu do konsumpcji: samoizolacja i strach będą trwać dłużej niż ograniczenia.

–       W pierwszej kolejności mogłyby zostać otwarte sektory o niskim ryzyku zakażenia, np. wysoce zautomatyzowane fabryki, oraz dotyczące osób mniej podatnych na zagrożenia, np. edukacja – przedszkola i szkoły. „Ważne sektory” mogłyby również wznowić działalność pod warunkiem przyjęcia rygorystycznych reguł zdrowotnych.

–       Sposób, w jaki sektory zorganizują proces dekoncentracji, ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia procesu wychodzenia z kryzysu: nie wszyscy będą w stanie zrobić to szybko, w zależności od ich integracji w globalnym łańcuchu dostaw, ich akumulacji zapasów podczas ograniczeń, stopnia spadku zaufania konsumentów i od skali opóźnień logistycznych.

–       Należy uwzględnić komplementarności pomiędzy sektorami. Np. wiele ludzi mających dzieci nie może pójść do pracy, kiedy ośrodki opieki dziennej i szkoły są zamknięte;

Segmentacja geograficzna –       Regiony z większymi rezerwami w opiece zdrowotnej mogą otworzyć się wcześniej.

–       Jeżeli w pewnych regionach zostanie osiągnięta „odporność populacyjna”, to te regiony o wysokiej odporności mogą zostać otwarte wcześniej;

Restrykcje dotyczące poruszania się –       Utrzymanie zamkniętych granic lub egzekwowanie rygorystycznych ograniczeń w podróżowaniu będzie nową normą do końca roku. Unikanie przypadków „importowanych” będzie kluczowe, ponieważ znoszenie ograniczeń różni się co do czasu i strategii pomiędzy krajami

–       Pierwszeństwo należy dać łagodzeniu ograniczeń, które pociągają za sobą wysoki stres społeczny lub psychologiczny

Protokół zdrowotny –       Zarządzanie przypadkami asymptomatycznymi (nietypowymi, utajonymi): o ile nie będzie dokładnego szacunku liczby przypadków asymptomatycznych lub powszechnego wykonywania testów w celu ich wykrycia, zniesienie ograniczeń nie będzie nigdy kompletne. Przypadek Chin wskazuje, że bez względu na to, jakie będą odgórne wytyczne i ograniczenia, jednym z największych wyzwań jest zarządzanie rozprzestrzenianiem epidemii poprzez przypadki asymptomatyczne.

–       Śledzenie kontaktów wydaje się do dziś jednym z najlepszych sposobów monitorowania rozprzestrzeniania wirusa, jeżeli zostanie połączone z odpowiednim masowym wykonywaniem testów. Jednak wzbudza to obawy dotyczące prywatności i może być to trudniejsze do wdrożenia w Europie zważywszy na regulacje w zakresie ochrony prywatności. Masowe wykonywanie testów połączone ze ścisłym egzekwowaniem samoizolacji mogłyby być alternatywą sugerowaną w krajach europejskich.

Żródła: Różne, IFO, Blair Institute, McKinsey, Allianz Research

Autorzy:
GEORGES DIB
Ekonomista
LUDOVIC SUBRAN
Główny Ekonomista

Przy udziale:
Ana Boata, Szef Badań Makroekonomicznych
Alexis Garatti, Szef Badań Ekonomicznych
Françoise Huang, Starszy Ekonomista
Patrick Krizan, Starszy Ekonomista
Selin Ozyürt, Starszy Ekonomista
Manfred Stamer, Starszy Ekonomista
Katharina Utermöhl, Starszy Ekonomista
Ella Carmi i Bastien Patras, Asystenci Badań Ekonomicznych

Niniejsze oceny, jak zawsze, podlegają poniższemu zastrzeżeniu.

Uwaga dotycząca stwierdzeń wybiegających w przyszłość

Stwierdzenia zawarte w niniejszym dokumencie mogą zawierać perspektywy, stwierdzenia dotyczące przyszłych oczekiwań oraz innego rodzaju stwierdzenia wybiegające w przyszłość, oparte na aktualnych opiniach i założeniach kierownictwa firmy, obejmujących znane i nieznane czynniki ryzyka oraz niepewności. Rzeczywiste wyniki, rezultaty lub zdarzenia mogą w istotnym zakresie odbiegać od wyrażanych lub przewidywanych w takich stwierdzeniach, między innymi z powodu: (i) zmian ogólnych warunków ekonomicznych i sytuacji konkurencyjnej, w tym w szczególności warunków ekonomicznych i sytuacji konkurencyjnej w kluczowych sektorach działalności Grupy Allianz oraz na kluczowych dla niej rynkach, (ii) wyników osiąganych na rynkach finansowych, również ze względu na niestabilność i płynność rynku oraz zdarzenia związane z kredytami, (iii) częstotliwości oraz zakresu zdarzeń objętych ochroną ubezpieczeniową, w tym zdarzeń powodowanych przez klęski żywiołowe oraz wiążących się ze wzrostem wydatków na likwidację szkód, (iv) poziomów i tendencji śmiertelności i chorobliwości, (v) poziomu powtarzalności zdarzeń, (vi) w szczególności w działalności bankowej, skali ryzyka kredytowego, (vii) poziomu stóp procentowych, (viii) kursów wymiany walut, w tym m.in. kursu wymiany EUR/USD, (ix) zmian przepisów prawa i regulacji, w tym regulacji podatkowych, (x) wpływu przejęć spółek, w tym także kwestii związanych z integracją, i środkami reorganizacji, oraz (xi) ogólnych czynników związanych z konkurencją na szczeblu lokalnym, regionalnym, krajowym i/lub globalnym. Wystąpienie wielu z tych czynników może być bardziej prawdopodobne lub mogą one przyjmować bardziej wyraźną postać na skutek działań terrorystycznych i ich konsekwencji.

Brak obowiązku aktualizacji

Spółka nie zobowiązuje się do aktualizowania stwierdzeń lub informacji wybiegających w przyszłość zawartych w niniejszym dokumencie, z wyjątkiem informacji, podlegają ujawnieniu zgodnie z przepisami prawa.

COVID-19 obniżył wartość inwestycji na globalnym rynku nieruchomości, ale w II poł. roku można spodziewać się odbicia

Według wstępnych danych Colliers International wartość transakcji na globalnym rynku nieruchomości wyniosła w marcu 2020 zaledwie 48 miliardów dolarów, podczas gdy rok wcześniej było to 144 miliardów dolarów. Firma prognozuje jednak, że ożywienie inwestycyjne po pandemii COVID-19 nastąpi dużo szybciej i gwałtowniej niż po globalny kryzysie finansowym z 2008 r.

Colliers International zauważa, że pomimo spodziewanej globalnej recesji, ostatnie dane China Manufacturing PMI, po rekordowych spadkach w lutym, wskazują na stabilizację w marcu, co daje nadzieję na przyszłość. Według danych Oxford Economics po spadku globalnego PKB o 1,8 procent w pierwszym kwartale (w porównaniu kwartał do kwartału) i dalszym przewidywanym spadku o 0,3 procent w drugim kwartale, w trzecim i czwartym kwartale roku powinien nastąpić wzrost odpowiednio o około 1,5 procent i 1,8 procent.

– Globalny rynek przeżył bezprecedensowy szok. Jego efekt widzimy na całym świecie, również w państwach, takich jak Chiny czy Australia, których gospodarki relatywnie nie ucierpiały w trakcie globalnego kryzysu finansowego. Spadek globalnego PKB wystąpił równocześnie z innymi czynnikami, takimi jak: ograniczenie ruchu turystycznego i transportu towarów, spadek cen ropy oraz wahania na giełdach. Dobrą wiadomością jest to, że czas, w jakim oczekujemy odbicia dla każdego z tych czynników, będzie relatywnie krótki, a ożywienie dość gwałtowne – mówi Tony Horrell, dyrektor generalny Colliers International w Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Colliers podkreśla, że od czasu globalnego kryzysu finansowego, światowe roczne wolumeny transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych wskazywały tendencję wzrostową. W 2018 r. zainwestowano rekordową kwotę 1,8 biliona dolarów, a w 2019 r. 1,7 biliona dolarów. W bieżącym roku odnotowano spadek wolumenu transakcji – wstępne dane wskazują 70-proc. spadek w skali globalnej (porównanie rok do roku) ze 144 miliardów dolarów w marcu 2019 do 48 miliardów dolarów w marcu br. Wartość transakcji za pierwszy kwartał 2020 r. wynosząca 250 miliardów dolarów jest najniższą od czasu drugiego kwartału 2012 r.

Nie wszędzie spadki

Z niektórych rynków płyną pozytywne informacje dotyczące I kwartału br. W Stanach Zjednoczonych wartość transakcji inwestycyjnych wyniosła 113 miliardów dolarów. To niewielka zmiana w porównaniu do 116 miliardów dolarów odnotowanych w zeszłym roku. W Wielkiej Brytanii, dzięki sprzedaży portfela nieruchomości iQ (akademiki) za 6 miliardów dolarów, odnotowano 9-procentowy wzrost z 16,9 miliardów dolarów w podobnym okresie w zeszłym roku do 18,4 miliardów dolarów w br. Szczególnie dużą aktywność w pierwszym kwartale odnotowano w Niemczech (+35% rok do roku), we Włoszech (+43% rok do roku) i Hiszpanii (+46% rok do roku).

Ostrożny optymizm

Model ekonometryczny Colliers wskazuje, że w drugim kwartale roku globalne wolumeny transakcji inwestycyjnych utrzymają się na podobnym niskim poziomie co w pierwszym kwartale. Mimo że Chiny już wracają do normalnej aktywności, wiele krajów nadal utrzymuje nakaz izolacji, w związku z czym w najbliższych tygodniach działalność gospodarcza pozostanie ograniczona. Model przewiduje jednak znaczny wzrost w trzecim i czwartym kwartale roku, kiedy to globalne wolumeny transakcji inwestycyjnych wrócą do poziomów odnotowywanych przed pandemią COVID-19.

– Ze względu na szybko zmieniający się charakter kryzysu związanego z pandemią COVID-19, niemożliwe jest przewidzenie, jak w ciągu najbliższych tygodni będzie się kształtował wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych. Istnieje jednak kilka powodów, które pozwalają na ostrożny optymizm. Rządy i banki centralne zareagowały o wiele szybciej i na większą skalę w porównaniu do czasów globalnego kryzysu finansowego. Dodatkowo globalny ciężar kapitału jest znacznie większy niż dekadę temu, inwestorzy będą chcieli dywersyfikować swoje portfolia. Nasz model przewiduje, że po krótkiej recesji, odnotujemy znaczny wzrost w drugiej połowie roku. Należy jednak pamiętać, że opiera się on na prognozach silnego ożywienia gospodarczego w drugiej połowie roku i należy go traktować z pewną ostrożnością – zaznacza Oliver Kolodseike, dyrektor w Dziale Badań i Prognoz Rynkowych w Colliers International w Wielkiej Brytanii.

Praca zdalna, bezpieczeństwo i chmura – fundamenty nowej normalności

Dni zmieniły się w tygodnie a pierwszy szok minął. Dla wielu organizacji, przyzwyczajonych do tej pory, że pracownicy codziennie rano zasiadają do biurek, praca zdalna stała się nową normą. Nie oznacza to, że zarządzający firmami mogą spocząć na laurach. O tym jak zbudować bezpieczne miejsce pracy zdalnej i przygotować się na prawdziwą technologiczną rewolucję opowiada Kristine Dahl-Steidel, wiceprezes ds. technologii End User Computing w VMware EMEA.

Według różnych badań średnio ponad 60 proc. działających w Polsce firm, które dotąd nie oferowały możliwości pracy zdalnej, zdecydowało się na taki krok w ostatnich tygodniach. To koniec działań ratunkowych czy dopiero początek rewolucji? 

Praca zdalna to coś co do tej pory było wyjątkiem. Dziś jest już pewnego rodzaju nową normą, która chroni zdrowie pracowników, a wielu organizacjom pozwala kontynuować normalne działanie. Atmosfera niepewności nadal jest jednak wyczuwalna, szczególnie, że wiele firm parę tygodni temu w pośpiechu przechodziło na pracę zdalną, oceniając pobieżnie, którzy pracownicy są niezbędni do normalnego funkcjonowania biznesu. Nikt nie wie jednak ile obecna sytuacja będzie trwać, a firmy muszą być przygotowane na działanie dziś, ale i w przyszłości. Aby utrzymać ciągłość biznesową wiele organizacji musi dzisiaj całkowicie przemodelować to jak działają. Pracownicy zdalni muszą mieć odpowiednie wsparcie IT, muszę tez wiedzieć z kim w ogóle mają rozmawiać w tym temacie. Pracownicy nie mogą się martwić się o dostęp do sieci, zacinające się systemy czy o to czy firmowe dane są odpowiednio zabezpieczone.

Przejście na pracę zdalną już wydaje się nie lada rewolucja dla firm, a do tego równania dochodzi jeszcze bezpieczeństwo. Czy aby na pewno firmy są dzisiaj na to gotowe. 

Wszystko musi dzisiaj działać jak należy z bezpieczeństwem potraktowanym jako priorytet. Niezależnie od tego, czy pracujemy zdalnie w domu, w biurze przy wsparciu ustalonych procedur, warto, aby wszystkie firmy sprawdziły, co i jak wdrożyły i czy firmowe systemy są naprawdę bezpieczne. Sieć zalewają obecnie setki ataków związanych z koronawirusem. Groźne są zarówno te socjotechniczne, żerujące na naszym strachu, jak i te bardziej wyrafinowane technologiczne, wykorzystujące nagły wzrost liczby aplikacji konsumenckich, które stosujemy m.in. do komunikacji.

Nie możemy w tym przypadku zastosować metody małych kroków i zacząć od edukacji pracowników, jak mają się zachowywać w sieci i jak mają postępować z firmowymi danymi?

Podstawowe zasady cyber-higieny są dzisiaj niezwykle istotne, ale faktem jest, że nawet te praktyki znacznie łatwiej można egzekwować gdy pracownicy korzystają z firmowych urządzeń, podpiętych do sieci na miejscu, w biurze. Wiele firm w ostatnich tygodniach postanowiło jednak wyposażyć pracowników w laptopy kupione naprędce od sprzedawców detalicznych lub wdrożyło z dnia na dzień podejście typu BYOD, czyli praca na własnym sprzęcie. W takich przypadkach utrzymanie pełnego bezpieczeństwa firmowych danych i systemów nie jest już tak możliwe jak firmy tego naprawdę potrzebują.

Jak więc zabezpieczyć firmowe dane w czasach pracy zdalnej?

W idealnym świecie rozwiązaniem byłby model zero-trust wdrożony we wszystkich organizacjach. Zamiast wierzyć, że wszystko co się dzieje w firmowych sieci i aplikacji jest bezpieczne, model ten weryfikuje każde żądanie o dostęp do danych. Dzieje się tak bez zględu na stanowisko pracownika. Każdy musi udowodnić, że on to on. Aby to było możliwie bez ograniczania wydajności, pracownicy muszą jednak mieć narzędzia do szybkiego uwierzytelnienia siebie i swoich urządzeń. Faktem jest jednak, że większość organizacji nie ma technicznych możliwości, by wdrożyć takie podejście z sukcesem i to zdalnie.

Skoro wszyscy pracujemy w domach oznacza to, że większość firm ma poważny problem. Każdy z nas jest potencjalnym źródłem awarii?

Tak, i organizację nie mają więc wyjścia – muszą znaleźć sposób na wdrożenie modelu zero-trust, bo tylko dzięki niemu zapewnią sobie pełne bezpieczeństwo, jednocześnie nie utrudniając pracownikom skutecznego dostępu do niezbędnych danych i zasobów. Inwestycja w zero-trust to jednak nie tylko działanie na teraz, a fundament bezpieczeństwa na przyszłość. To kompleksowa ochrona dla firmowych systemów, aplikacji i urządzeń pracowniczych. A to tylko część układanki. Firmy muszą przemyśleć również sposób zarządzania ruchem w swoich sieciach. Obecnie ogromne ilości urządzeń próbują łączyć się z firmowymi aplikacjami i systemami. Tradycyjne firmowe sieci nie są jednak przygotowane na taki scenariusz. Prowadzi to do sytuacji gdy firmowe systemy są po prostu przeciążone, a pracownicy mają problemy z dostępem.

Są jakieś sprawdzone metody na odciążenie firmowych sieci?

Tak, można np. ograniczyć kontakt pracowników z systemami wsparcia poprzez wdrożenie chatbotów, które mogą odpowiadać na najbardziej popularne pytania techniczne w organizacji. Istnieją również narzędzia do optymalizacji aplikacji.  Bez względu jednak na jakie działania się zdecydujemy trzeba mieć odpowiednie zasoby obliczeniowe i technologiczne. W obecnej sytuacji jest to poważne wyzwanie. Dostęp do nowych serwerów, zasobów magazynowych czy dysków sieciowych na zawołanie to problematyczna kwestia, ale także coś bez czego trudno dzisiaj funkcjonować firmom.

Co ma Pani na myśli?

Weźmy za przykład szpital polowy. Pracujący w nim ludzie potrzebują dostępu do danych i informacji medycznych, ale przecież nikt z dnia na dzień nie postawi obok serwerowni. Każdego dnia organizacje starają się także zwiększać możliwości swoich zdalnych pracowników i chciałby to robić na zawołanie. Tutaj z pomocą przychodzi jednak chmura obliczenia. Szybko i łatwo umożliwia pracownikom swobodną wymianę informacji i dostęp do firmowych zasobów, aplikacji oraz narzędzi, jednocześnie spajając to bezpieczną siecią. Naturą cloud computingu jest to, że nie zmusza przy tym firm do podejmowania długoterminowych i drogich inwestycji. Jeśli sytuacja zmieni się w ciągu kilku miesięcy, mogą zrezygnować z tej technologii bez ponoszenia kosztów infrastrukturalnych.

Chmura w Polsce jeszcze do niedawna była ciekawostką technologiczną, którą warto mieć, ale wiele firm finalnie nie decydowała się na wdrożenie. Czy to się teraz zmieni?

Dzisiejsza sytuacja to idealny egzamin dla technologii chmurowej, który pokazuje, że to rozwiązanie niemal dla każdej branży i każdego rynku. Korzyści odczuje zarówno niewielki sklep internetowy, który musi obsłużyć rosnącą liczbę zamówień, globalny bank wdrażający model pracy zdalnej czy szpital polowy, który potrzebuje tymczasowej infrastruktury IT. W każdym przypadku chmura pozwala swobodnie ustalić jakie dana organizacja ma priorytety i co pomoże je zrealizować. Krótko: chmura to swoboda, a w nieprzewidywalnych czasach musimy być gotowi na szybkie, często niestandardowe działania.

Kwarantanna coraz mocnej spowalnia gospodarkę

Minął ponad miesiąc życia Polaków i gospodarki na kwarantannie. Każdy kolejny dzień przynosi pogłębienie spadku sprzedaży przedsiębiorstw zablokowanych przez pandemię. W czwartym tygodniu ograniczeń, spadek sięgnął 41 proc. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. O tyle bowiem zmalała liczba raportów sprawdzających wiarygodność płatniczą klientów w BIG InfoMonitor, które pobierają z rejestru sprzedający, upewniając się czy ich przyszły klient nie ma długów wobec innych.

Sprzedać czy nie sprzedać? Uwierzyć, że będzie rzetelnie opłacał abonament za telefon, kablówkę, internet lub raty pożyczki ewentualnie leasingowe? Czy też nie ufać? Czy z tym właśnie przedsiębiorstwem można zrobić biznes, czy na pewno płacił swoim kontrahentom za otrzymany towar? Każdego dnia, różnego rodzaju firmy szukają odpowiedzi na te pytania w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. Online sprawdzają czy klient, osoba fizyczna lub przedsiębiorstwo, nie mają już długów wpisanych do rejestru dłużników przez innych. – Ale gdy nie ma sprzedaży, liczba takich zapytań spada. W pierwszym tygodniu paraliżu gospodarki było ich o ponad 20 proc. mniej niż w analogicznym tygodniu minionego roku, w kolejnych o ponad 30 proc., a w czwartym tygodniu spadek wyniósł już 41 proc. Kwarantanna coraz mocnej spowalnia gospodarkę – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

spadek sprzedaży firm przekroczył 40 proc
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Raporty z BIG InfoMonitor pokazują wiarygodność płatniczą i są potrzebne wszędzie tam, gdzie oferujący usługę czy towar z odroczonym terminem płatności chce się upewnić, że kupuje partner, który nie ma przeterminowanych długów. Oznacza to niższe ryzyko, że nie zapłaci podjętych zobowiązań. Zapytania sprawdzające wiarygodność płatniczą składają do BIG InfoMonitor m.in. operatorzy telewizji kablowej, dostawcy internetu, firmy telekomunikacyjne, leasingowe, faktoringowe, pożyczkowe, banki, franczyzodawcy oraz przedsiębiorstwa z różnych branż weryfikujące swoich partnerów biznesowych.

W całym zeszłym roku przedsiębiorcy zweryfikowali w rejestrze BIG InfoMonitor wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln firm, co oznacza, że zapytali o niemal co piątego pełnoletniego Polaka i o ponad połowę działających na rynku przedsiębiorstw.

Aktywność inwestorów na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w I kwartale 2020 roku

Łączna wartość transakcji inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości w pierwszym kwartale osiągnęła niemal 1,8 mld EUR, co jest historycznie drugim najwyższym wynikiem zarejestrowanym w ciągu pierwszych trzech miesięcy roku.

Jak wynika z naszych danych, łączna wartość transakcji inwestycyjnych sięgnęła prawie 1,8 mld EUR, co jest drugim najlepszym rezultatem zarejestrowanym w ciągu pierwszego kwartału w sektorze nieruchomości w Polsce. Tak doskonały wynik był możliwy dzięki szczególnej aktywności inwestorów na rynku magazynowym, w którym zrealizowano transakcje na ponad miliard EUR oraz biurowym, gdzie właścicieli zmieniły obiekty o łącznej wartości prawie 620 mln EUR. Oznacza to, że oba te segmenty zanotowały najlepszy początek roku w swojej historii. Dodatkowo, wartość transakcji na rynku magazynowym była większa od każdego całorocznego rezultatu osiągniętego przed 2018 rokiem. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL.

Wartość transakcji w segmencie handlowym wyniosła ok. 110 mln EUR, a w mieszkaniowym ponad 40 mln EUR. Do największych umów kupna/sprzedaży na rynku nieruchomości w Polsce należały: sprzedaż portfela pięciu obiektów Panattoni do Savills Investment Management (188 mln EUR), parków dystrybucyjnych Hines do CGL (140 mln EUR) oraz biurowca High5ive przez Skanska do Credit Suisse za nieujawnioną kwotę.

JLL brał udział w transakcjach odpowiadających za połowę kapitału zainwestowanego w nieruchomości w I kwartale 2020 roku. Eksperci firmy doradzali m.in. przy kupnie przez CPI Property Group biurowców Equator I (od Immofinanz) i II (od Karimpol Polska), sprzedaży Marynarska Business Park w Warszawie (przez Heitman na rzecz Benson Elliot), High5ive II w Krakowie (przez Skanska do Credit Suisse), czy zakupie przez GIC Private Ltd portolio sześciu obiektów logistycznych od funduszy zarządzanych przez grupę Apollo Global Management.
Wartość transakcji inwestycyjnych zawartych z udziałem doradców JLL wyniosła prawie 850 mln EUR.

Czy praca zdalna zostanie z nami na dobre?

Do niedawna temat pracy zdalnej, pracy z domy czy tak zwanego – w korporacjach – home-office traktowany był jako coś pożądanego. Pracodawcy, walcząc o pracowników, oferowali często możliwość pracy z domu jako dodatek pozapłacowy, inaczej mówiąc benefit pracowniczy. Nierzadko, możliwość otrzymania zgody na pracę z domu uzależniona była od wyników czy też stażu w firmie.

Nagle od kilku tygodni uprzedni element premiowania pracowników stał się codziennością i to chyba nie taką, na którą liczyliśmy. Czy zatem praca z domu zostanie z nami na zawsze? Czy firmy zrezygnują z części biur, żeby zaoszczędzić na kosztach wynajmu powierzchni? Czy też jednak powrócimy do dawnego modelu spotkań, podróży do klientów, żeby spotkać się z nimi twarzą w twarz?

Kusząca perspektywa?

Nikt nie jest w stanie dać konkretnej odpowiedzi, jednak przeniesienie części działalności firm na pracę zdalną może być kuszącą perspektywą. Wiele zależeć będzie od tego, jak długo restrykcje zostaną z nami, jak również od tego, czy nasze prawo – a w szczególności – prawo pracy zostanie bardziej dostosowane do warunków zdalnych niż obecne, które przewiduje jedynie telepracę, a ta z kolei obłożona jest wieloma obostrzeniami z zakresu chociażby BHP.

Obecna sytuacja wymusza na pracodawcach działania mniej standardowe, które jednak nie mogą wykraczać poza normy kodeksu pracy. A zatem nadal należy wyposażyć pracownika w odpowiedni sprzęt, jeśli oczekujemy, że pracować będzie z domu. Dopuszczalne jest jednak, by zatrudniony sam zakupił sprzęt, za który pracodawca zwróci mu koszty.

W przypadku jednak wypadku przy pracy w domu, konieczne jest zwołanie komisji i sporządzenie protokołu powypadkowego. Praktyka jednak pokazuje, że takie wypadki zdarzają się o wiele rzadziej niż w biurach. Czy zatem pracownicy wolą pracować z domu na stałe? Badania amerykańskiej formy Buffer, świadczącej usługi marketingowe on-line pokazują, że 19% z 2500 współpracowników firmy skarży się na poczucie samotności, co z kolei wpływa negatywnie na ich motywację do pracy, a co za tym idzie i na efekty działań.

Badania przeprowadzone również w Stanach Zjednoczonych na grupie 7 tysięcy pracowników stałych dowodzą, że aż 65% z respondentów pracę z domu uważa za bardziej wydajną, gdyż mogą się bardziej skupić, nie zajmują ich rozmowy z koleżankami i kolegami nie zawsze związane z tematem pracy. Badani wskazują również na oszczędność czasu, który przeznacza się na dojazdy do biura.

Mimo to jedynie 5% zawodowo czynnych Amerykanów decyduje się stale pracować w formie zdalnej, donoszą eksperci z Uniwersytetu Stanford w Kalifornii. Naukowcy opisali interesujący eksperyment z 2017 r., który przeprowadzono w jednej z największych agencji turystycznych w Chinach, zatrudniającej na co dzień ponad 16 tysięcy pracowników. W badaniu wzięło udział 500 z nich, którzy zostali podzieleni na dwie grupy – tych, którzy pracowali standardowo z biura oraz tych, którzy mając możliwości lokalowe, zdecydowali się przez pół roku pracować z domu.

Wnioski dla pracodawców

Okazało się, że w grupie pracującej z domu wzrosła wydajność pracy, o 50% zmniejszyła się absencja chorobowa oraz poziom spóźnień, które były ogromnym problemem w zakorkowanym codziennie Szanghaju. Firma zaoszczędziła również około 2000 USD na kosztach biura, licząc od każdego pracownika pracującego przez pół roku z domu. Kiedy jednak w ostatnich dniach eksperymentu przeprowadzono ankietę z pytaniem, kto z pracujących z domu wybrałby taką formę pracy na stałe, większość z respondentów odpowiedziała negatywnie. Motywowali to brakiem kontaktu ze współpracownikami i poczuciem odosobnienia, które się z tym wiązało.

Pamiętajmy również, że niechęć pracodawców do udzielania zgody na pracę zdalną wynikała nie tylko z troski o ich samopoczucie, ale również z troski o poufność danych na jakich pracują, a do których w warunkach biurowych mogą potencjalnie mieć dostęp osoby niepowołane. W obecnej sytuacji trudno jeszcze o wnioski, gdyż epidemia trwa i jesteśmy w dużej części zmuszeni pracować w odosobnieniu i kontaktować się z naszymi współpracownikami oraz klientami zdalnie. Można jedynie przewidywać, że duża część z pracodawców nie zdecyduje się na przedłużenie pracy zdalnej dłużej niż będzie to konieczne.

O autorze:

Marek Wróbel – Partner Zarządzający Optiveum Sp. z o.o. – ekspert rynku pracy, od ponad 15 lat pracujący na rynku HR w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Swoje doświadczenie zdobywał w wiodących firmach dostarczających rozwiązania z zakresu pozyskiwania personelu, pracy tymczasowej i innych usług HR, takich jak Randstad, HAYS, czy ManpowerGroup. Jego główne zainteresowania zawodowe i naukowe to elastyczne formy pracy w Polsce i Europie. Współzałożyciel szkoleniowo-doradczej firmy Optiveum sp. z o.o.

Koronawirus zmieni podejście do zarządzania cyberbezpieczeństwem

Szereg działań legislacyjnych podejmowanych jest w celu zapewnienia ochrony prywatności i bezpieczeństwa danych. Według prognoz World Economic Forum cyberataki będą stanowić jedno z największych zagrożeń w 2020 roku. W ostatnich tygodniach obserwujemy pojawienie się cyberataków wykorzystujących fake newsy związane z koronawirusem SARS-CoV-2. Jak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte „Tech Bytes Part 3: Cyber. Three things chief legal officers can do now to become more cyber-savvy”, transformacja cyfrowa jest jednym z najważniejszych i najtrudniejszych aspektów zarządzania ryzykiem związanym ze środowiskiem cyfrowym. Może być ono jednak ograniczone dzięki stosowaniu odpowiednich wewnętrznych regulacji prawnych. Tymczasem 40 proc. działów prawnych nie ma pełnej świadomości tego, jak cyberobowiązki wynikające z przepisów oraz związane z tzw. compliance są realizowane we wszystkich funkcjach oraz liniach biznesowych wewnątrz firmy.

Trwająca pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 bez wątpienia znacząco wpływa na funkcjonowanie firm w świecie wirtualnym. Wiele z nich zdecydowało się na wprowadzenie trybu pracy zdalnej, a spotkania zarządów odbywają się w ramach wideokonferencji. Obecna sytuacja rodzi tym samym wyzwania, przed którymi stają firmy, a są nimi zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem i ochroną danych, szczególnie tych krytycznych dla działania przedsiębiorstwa. Konieczne jest więc zaktualizowanie strategii cyberbezpieczeństwa. Według badania przeprowadzonego przez ekspertów Deloitte, by uprościć środowisko IT oraz zwiększyć jego wydajność, liderzy firm priorytetowo traktują wiele inicjatyw w zakresie transformacji cyfrowej. Co jednak warte odnotowania, na kwestie związane z unowocześnieniem firmowych systemów i procedur zarządy przeznaczają mniej niż 10 proc. budżetu. Na brak odpowiednich środków finansowych zwraca uwagę 13 proc. badanych. Wśród najtrudniejszych aspektów zarządzania bezpieczeństwem cyfrowym w organizacji 15 proc. ankietowanych dostrzega trudność w określeniu priorytetów dotyczących ryzyka cybernetycznego w całej firmie, jednocześnie 14 proc. podkreśla brak dostosowania sposobu zarządzania do określonych priorytetów. Tyle samo ankietowanych uważa również, że brakuje wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie kwestie organizacyjne mogłyby w dużej mierze przyczynić się do zachowania najwyższego poziomu bezpieczeństwa cyfrowych zasobów przedsiębiorstwa, te statystyki budzą wiele pytań.

Departamenty prawne powinny stanowić nieodłączną, aktywną część procesu, mającego na celu zapewnienie cyberbezpieczeństwa organizacji. Z perspektywy dyrektorów działów prawnych luki systemowe i organizacyjne powinny być postrzegane jako poważny problem, ponieważ mogą szybko doprowadzić do incydentów o potencjalnie negatywnych skutkach operacyjnych, finansowych, regulacyjnych lub reputacyjnych. Pamiętajmy, że transformacja cyfrowa ze wszystkimi korzyściami, jakie oferuje, zwiększa jednocześnie ryzyko związane z cyberbezpieczeństwem – mówi Agata Jankowska-Galińska, radca prawny, senior managing associate w Deloitte Legal.

Monitoring zmieniających się regulacji

Wiele działań legislacyjnych na całym świecie podejmowanych jest w celu ochrony prywatności i bezpieczeństwa danych. Jest to tylko jeden z aspektów szybko zmieniającego się globalnego środowiska prawnego i regulacyjnego, obejmującego cyberprzestrzeń. Jak przygotowane są działy prawne do zrozumienia tych zmian i sprawnego reagowania? Ankieta przeprowadzona przez Deloitte wskazuje, że 40 proc. działów prawnych nie ma pełnej świadomości co do tego, jak obowiązki, wynikające z przepisów oraz związane z compliance, realizowane są w praktyce we wszystkich funkcjach oraz liniach biznesowych wewnątrz firmy. Prawnicy często nie wiedzą również, jak dokładnie działają inne funkcje oraz linie biznesowe wewnątrz tej samej organizacji. W rezultacie nie są w stanie wskazać wszystkich regulacji, które powinny znaleźć zastosowanie.

To poważny błąd. Organizacje powinny wykorzystać kompetencje prawników. Otoczenie prawe, zarówno na poziomie krajowym, jak międzynarodowym ulega ciągłym zmianom. Dlatego też niezwykle ważne jest, aby po stronie organizacji istniała świadomość tych zmian i działań, jakie powinny podjąć w celu zapewnienia zgodności. Po stronie prawników powinna leżeć z kolei dobra znajomość organizacji – mówi Agata Jankowska-Galińska.

Równolegle do znacznego postępu technologicznego powstają nowe obszary biznesowe, które należy objąć już istniejącymi lub nowymi regulacjami wewnętrznymi. To sprawia, że firmowe działy prawne powinny szybko i aktywnie wchodzić w proces zmian. Do tego niezbędne jest pozyskanie przez nich wiedzy na temat środowiska zagrożeń cybernetycznych, a także zmiana podejścia wewnątrz organizacji, polegająca na wprowadzeniu na stałe perspektywy prawnej do decyzji strategicznych, taktycznych i operacyjnych.

Wsparcie prawne w zakresie cyberbezpieczeństwa

Dyrektorzy działów prawnych nie mogą przyjmować biernej postawy. W związku z koniecznością budowania skutecznej strategii cyberbezpieczeństwa działy prawne powinny odznaczać się aktywnością, zaangażowaniem i wiedzą na temat najnowszych międzynarodowych regulacji w zakresie cyfryzacji danych. Stworzenie strategii bezpieczeństwa cyfrowego z uwzględnieniem w niej prawnego punktu widzenia sprawi, że firma będzie lepiej przygotowana do radzenia sobie z ryzykiem cybernetycznym.

Wsparcie prawne jest istotnym elementem budowy strategii bezpieczeństwa i odporności organizacji. Najczęściej jednak funkcjonuje w trybie reaktywnym, np. w odpowiedzi na wprowadzaną zmianę legislacyjną i niestety w trybie kaskadowym tzw. waterfall, a wiec wolno i nieelastycznie, przy wysokim koszcie wprowadzania kolejnych zmian – zauważa Marcin Ludwiszewski, dyrektor działu Cyberbezpieczeństwa w Deloitte.

Aktywność prawnicza mobilizuje organizację. Z drugiej strony – jeżeli nie jest stosowana w szerszym kontekście – koncentruje się jedynie na osiągnięciu niezbędnego minimum zgodności prawnej, a nie faktycznym zwiększeniu odporności na cyberataki. Działy prawne muszą dostosować się do nowej dynamiki biznesowej i otoczenia, aby proaktywnie i elastycznie wspierać organizację.

Zaangażowanie prawników ma również znaczenie przy opracowaniu wyjściowych standardów bezpieczeństwa. Powinny mieć taką formę, by biznes mógł z nich samodzielnie korzystać i angażować działy prawne tylko w razie wyjątków od przyjętych standardów. Pełne zaangażowanie prawne powinno też towarzyszyć adopcji nowych rozwiązań technologicznych, otoczenia prawnego i cyklu zmiany organizacji – uwzględniając przy tym możliwość podejmowania szybkich decyzji i ryzyka w danym zakresie. Oczywiście istnieje szereg innych działań, dla których ekspertyza prawna jest niezbędna, jak chociażby reagowanie na incydenty związane z danymi osobowymi, procedury odtwarzania sprawności działania czy procesy zarządzania kryzysowego. Trzeba przy tym pamiętać, że jak kiedyś dbałość o bezpieczeństwo, tak dziś zaangażowanie prawne może spowalniać podejmowanie inicjatyw.

Reagowanie na incydenty i naprawianie szkód

Według ekspertów Deloitte organizacje powinny mieć przygotowane procedury reagowania na incydenty cybernetyczne oraz naprawiania szkód. Są one przydatne szczególnie teraz w sytuacji wzmożonego zagrożenia cyberatakami z powodu trwającej pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 i wynikających z niej ograniczeń. Wobec wzrostu użytkowania platform chmurowych oraz przeniesienia życia biznesowego do świata wirtualnego, warto zadbać o strategię odtwarzania awaryjnego, czyli procesy, polityki i procedury związane ze wznowieniem lub utrzymywaniem krytycznej dla organizacji infrastruktury teleinformatycznej po wystąpieniu katastrofy naturalnej lub wywołanej przez człowieka. W ramach określenia istniejących planów odzyskiwania danych w przypadku awarii i innych incydentów cybernetycznych ekspertyza prawników jest niezbędna do określenia tego, czy wypracowane metody spełniają wszelkie obowiązujące normy i przepisy branżowe. Warto włączyć dział prawny do procesu monitorowania programów cyberbezpieczeństwa. Aby umożliwić bardziej efektywne zaangażowanie strategiczne, taktyczne i operacyjne, należy rozważyć przeprowadzenie głębszych szkoleń z zakresu zagadnień cybernetycznych dla swojego działu prawnego lub jego podzespołu.

Aplikacja „Kwarantanna domowa” pod lupą. TakeTask odpowiada na wątpliwości branży i użytkowników

W aplikacji zarejestrowano już ponad 300 tys. kont. Jednak jej twórcy na samym starcie stanęli pod obstrzałem mediów, branży i samych użytkowników. Spółka TakeTask, która odpowiada za oprogramowanie, dopiero teraz tłumaczy, dlaczego wcześniej nie reagowała. W głównej mierze koncentrowała się na zapewnieniu bezpieczeństwa danych. Pracowała też nad utrzymaniem poprawnego działania aplikacji. Firma broni się też przed twierdzeniami, że niewłaściwie przetwarza dane w kwestii RODO. Odpowiada również na szeroko stawiane zarzuty o pojawiających się problemach technicznych oraz ich faktycznych przyczynach.

Próby „obejścia”

Od 1 kwietnia br. osoba przebywająca na obowiązkowej kwarantannie domowej musi korzystać z aplikacji, której twórcą jest spółka TakeTask. Jak informują przedstawiciele firmy, aplikacja posiada odpowiednie mechanizmy zabezpieczenia przed nadużyciami, m.in przeciwko działaniom typu „fake GPS”. Gdy takie oprogramowanie zostanie wykryte na urządzeniu, użytkownik musi je odinstalować.

– Do naruszeń dochodzi niemal każdego dnia. Setki osób próbują pobierać aplikacje typu „fake GPS”, ale jest to przez nas skutecznie blokowany proceder. Część z tych działań zapewne było realizowanych ze strony blogerów IT i dziennikarzy branżowych, którzy chcieli wykazać, że aplikację można łatwo oszukać. Jednak nie jest to takie proste. Przeciętny użytkownik nie jest w stanie takich zabezpieczeń ominąć – komentuje Sebastian Starzyński, założyciel i prezes zarządu TakeTask S.A.

Z kolei jak zaznacza Marek Mróz, współzałożyciel i CTO spółki, były też próby podszywania się pod osobę przebywającą na obowiązkowej kwarantannie. Ale okazały się nieskuteczne. Zdjęcia weryfikowane są przez technologię wykorzystywaną m.in do autoryzacji na urządzeniach mobilnych i komputerach przenośnych.

– Zdjęcia są przetwarzane przez algorytmy sztucznej inteligencji i na bieżąco przekazywane Policji. Nie wiemy, jak szybko reagują służby. Jest to poza naszą wiedzą. Nie możemy jednak publicznie ujawniać sposobów przesyłania danych, ale zapewniamy, że jest to wykonywane w sposób najbardziej bezpieczny jak to tylko możliwe. Liczba użytkowników oczywiście ma wpływ na tempo pracy systemu, ale jesteśmy daleko od skali, która mogłaby nas spowolnić. Grupa osób objętych kwarantanną musiałaby wzrosnąć dwudziestokrotnie, a i tak mielibyśmy możliwość dalszego skalowania aplikacji – podkreśla Starzyński.

W przestrzeni publicznej pojawiają się również opinie, że przesyłanie fotografii przez przysłowiowego Kowalskiego nie jest konieczne. Analiza zgodności twarzy i weryfikacja metadanych zdjęcia (czasu wykonania i geolokalizacji) mogłaby się odbywać lokalnie, tj. na docelowym urządzeniu. Natomiast Marek Mróz przyznaje, że niektóre urządzenia dają takie podejście. Jednak TakeTask musiało przygotować system, który obsłuży większość użytkowników, a nie tylko tych z najnowszymi smartfonami. I przyznaje, że pod uwagę były brane różne rozwiązania. Ale to rozpoznawanie twarzy przez AI jest najskuteczniejszym sposobem potwierdzenia, że mamy do czynienia z osobą, która jest monitorowana.

– Przetwarzanie danych na telefonie ma też dodatkowe konsekwencje, które wymagałyby dodatkowych zabezpieczeń. Ktoś mógłby podmienić swoje zdjęcie na fotografię żony i poprosić, aby ona się zalogowała za niego. Prowadząc centralną bazę, utrudniamy wiele potencjalnych prób oszukania systemu. Zależało nam na tym, aby był on możliwie szczelny i wydajny jednocześnie.

Błędy pod kontrolą

Zgodnie z regulaminem „Kwarantanny domowej”, odbiorcą danych, przetwarzanych w aplikacji i systemie, oprócz wielu służb, może być m.in. TakeTask. Jak podkreśla Sebastian Starzyński, spółka ma dostęp do danych użytkowników aplikacji, gdyż wykonuje prace technologiczne i administracyjne z nią związane. Jednak stanowczo zaznacza, że informacje są przetwarzane przez firmę tylko pod kątem zabezpieczenia poprawnego działania systemu.

– Do użytkowników trafiają zadania i SMS-y powiadamiające o nich. Generowane są raporty o naruszeniach oraz zgłoszeniach w zakresie potrzeb. Czasami dane są wykorzystywane do identyfikacji błędów. Gdy mamy wiadomość od konkretnej osoby i jej numer telefonu, to sprawdzamy w bazie danych i logach aplikacji, co mogło spowodować, że pojawiły się problemy – mówi Marek Mróz.

Z kolei prezes Starzyński przekonuje, że problemy z danymi były i będą. Ma to związek z tym, że codziennie kolejne osoby są dodawane do bazy i pojawiają się nowe urządzenia. Ekspert jednocześnie zaznacza, że najczęściej spotykanym typem zgłoszenia jest brak danych użytkownika w systemie. Informacje o osobach spływały z wielu jednostek państwowych. Początkowo obowiązywały formularze papierowe, co wydłużało czas wprowadzenia informacji do systemu. Zdarzało się, że były one błędnie wypełniane. Część ludzi podawała pomylone bądź nieprawdziwe adresy, numery telefonów itp. Obecnie proces odbywa się tylko elektronicznie, a dodatkowe procedury uszczelniły system i problemy praktycznie ustały.

– Inny typ zgłoszeń to szeroko rozumiane problemy technologiczne. Aplikacja się zawiesza lub nie uruchamia, ktoś nie widzi zadań, a przecież otrzymał SMS-a. Przyczyny tego mogą być różne. Ktoś ma np. wiele otartych aplikacji, mało pamięci czy starszą wersję Androida. Jednak to nie są kłopoty masowe. Skala zgłoszeń jest na poziomie błędu statystycznego – informuje współzałożyciel i CTO TakeTask.

Dotychczas zostały wdrożone dwie aktualizacje. Dzięki nim pojawiły się m.in. rozwiązania problemów dla konkretnych modeli telefonów i wybranych producentów. Prezes Starzyński dodaje, że w przypadku trudności do dyspozycji użytkowników jest infolinia. TakeTask ma dwie godziny na usunięcie błędów krytycznych, czyli dotyczących wielu lub wszystkich użytkowników. W przypadku pozostałych usterek czas jest mierzony od ośmiu do szesnastu godzin.

– Aplikacja działa poprawnie w większości przypadków. Dziennie zadania wykonują dziesiątki tysięcy osób. W systemie utworzono już ponad 300 tys. kont użytkowników. Pojedyncze problemy, mimo że bardzo głośne medialnie, nie są zwykle po stronie systemu, tylko poza nim. Natomiast wszystkie sytuacje są przez nas szczegółowo analizowane. Gdy zdarzają się tylko problemy w ramach naszego systemu, są one natychmiast usuwane – stwierdza Marek Mróz.

Poziom bezpieczeństwa

Zanim został wybrany twórca aplikacji, porównano m.in. czas wdrożenia. Jak informuje Sebastian Starzyński, TakeTask był jedyną firmą oferującą silnik, na bazie którego można było uruchomić stabilną produkcyjną wersję w zaledwie 3 dni robocze. W tym czasie przez jeden dzień tylko i wyłącznie analizowano zakres funkcjonalności, ceny oraz dostępność lokalnego wsparcia. Samo uruchamianie aplikacji trwało więc zaledwie 48 godzin.

– Dodatkowym atutem była wysoka dbałość o bezpieczeństwo danych, które są przetwarzane w bezpiecznym środowisku chmury obliczeniowej Microsoft Azure, należącej do Ministerstwa Cyfryzacji. To wszystko spełnia wymagania RODO. Ponadto resort, w ramach Government Security Program, dysponuje pełnym dostępem do informacji dotyczących bezpieczeństwa środowiska i usług Microsoft Azure. System przeszedł też gruntowne testy służb specjalnych – zaznacza Marek Mróz.

Przedstawiciele TakeTask podkreślają także, że żadne dane nie wypłynęły z ich systemu do osób nieuprawnionych. Jednak nie mogą udzielać odpowiedzi na pytanie, czy były takie próby i ataki hakerskie. W spółce dostęp do danych osobowych ma bardzo wąska grupa administratorów, którzy czuwają nad płynnością działania systemu. Każda z tych osób ma podpisane odpowiednie dokumenty o zachowaniu poufności. Nadzór nad wszystkim prowadzą Ministerstwo Cyfryzacji oraz ABW.

– Możemy również zapewnić, że przetwarzanie danych osobowych odbywa sią zgodnie z przepisami RODO, na podstawie zawartej z Ministerstwem Cyfryzacji umowy powierzenia przetwarzania. Resort ma pełną kontrolę nad tym procesem. TakeTask nie ma prawa do kopiowania tych danych i wykorzystywania ich w inny sposób niż tylko w celu zapewnienia poprawnego działania aplikacji. Nie obawiamy się też w tym zakresie żadnych kontroli, ponieważ wszystko jest robione zgodnie z prawem – podkreśla Starzyński.

Odpowiedź na kontrowersje

Według regulaminu aplikacji, zbiera ona: ID obywatela – techniczny identyfikator, imię, nazwisko, numer telefonu, deklarowany adres pobytu, zdjęcie, lokalizację obywatela, a także datę końca kwarantanny. Jednak w przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że aplikacja ma szersze uprawnienia. Mowa tu m.in. o identyfikacji sieci Wi-FI, z którą łączy się użytkownik, a także o odczytywaniu zawartości pamięci urządzenia i możliwości modyfikowania lub kasowania jego zawartości. Do tego dochodzą opinie o odczytywaniu identyfikatora urządzenia i informacji o połączeniu, dostępie do aparatu i mikrofonu (możliwość nagrywania dźwięku i wideo), sprawdzaniu lokalizacji na bazie danych z sieci komórkowej i GPS, a także kontroli nad latarką.

– Wi-Fi i dane operatorów komórkowych mogą zostać wykorzystane do weryfikacji lokalizacji. Pamięć urządzenia musi być zawsze dostępna, żeby skorzystać z obsługi aparatu telefonu. Wykonane zdjęcie trzeba bowiem zapisać lokalnie nawet na czas transmisji do serwera – odpowiada na to prezes Starzyński.

Z kolei Marek Mróz dodaje, że spółka nie odczytuje żadnych danych o połączeniach. Sprawdzane są ID urządzenia oraz inne aplikacje w zakresie wykrywania czegoś na wzór „fake GPS-ów.” Jeśli one zostaną wykryte, to pojawi się żądanie ich usunięcia. Jeżeli jest to normalna aplikacja, jak np. Facebook, to takie polecenie nie zostanie wysłane. I jak ekspert dodaje, gdyby aplikacja chciała wykorzystać dostęp do mikrofonu, użytkownik musiałby wyrazić na to dodatkową zgodę. Nie jest wykluczone, że w przyszłości może się pojawić weryfikacja osób poprzez wideo, które zawiera dźwięki. Póki co nie jest to na razie planowane.

– Potwierdzam, że pobieramy dane o lokalizacji urządzenia i dlatego blokujemy możliwość korzystania z aplikacji pozorujących GPS. Prawdą jest  również, że dostęp do aparatu w pewnych modelach telefonów daje możliwość kontroli latarki, ale tylko w celu oświetlania obiektów w formie lampy błyskowej. Dlatego niektórym użytkownikom wyświetliła się dodatkowa prośba o taką zgodę – dodaje Sebastian Starzyński.

Z regulaminu aplikacji wynika, że Ministerstwo Cyfryzacji może przechowywać dane użytkowników przez okres sześciu lat. Czas liczy się od chwili dezaktywowania aplikacji. Teoretycznie więc może się zdarzyć, że będą gromadzone informacje o osobach, które już zmarły, niekoniecznie z powodu koronawirusa. Marek Mróz jednak zaznacza, że ta kwestia zupełnie nie zależy od TakeTask. Spółka nie jest administratorem danych osobowych.

– Nie mamy też prawa kasować tych danych, gdyż one są własnością Ministerstwa Cyfryzacji. Będziemy je przetwarzać w bazie danych resortu tak długo, jak będzie obowiązywać nas umowa. Potem przestaniemy mieć do nich dostęp. I wyraźnie trzeba też podkreślić, że te dane nie są przechowywane na naszych serwerach, nie robimy także ich kopii – wyjaśnia prezes Starzyński.

Chcąc faktycznie sprawdzić, czy resort i TakeTask mówią prawdę, trzeba poznać kod źródłowy. Takie sugestie pojawiają się w Internecie ze strony różnych ekspertów. Jak zapewnia Marek Mróz, spółka nie zamierza, ale też nie może udostępnić go publicznie, ponieważ jest to jej szczególna własność, w tym wartość intelektualna. Ona jest przecież sprzedawana klientom w formie licencji. Dla przykładu, sam Microsoft nie udostępnia publicznie kodu źródłowego, np. do swojego flagowego systemu Windows. W tym zakresie również TakeTask musi bezwzględnie chronić swój know-how.

Koronawirus a smog. Czy wiosną problem zanieczyszczonego powietrza zniknie?

Wydawać by się mogło, że wiosną oraz latem problem smogu ucichnie, tym bardziej, że od dłuższego czasu cały świat żyje walką z epidemią koronawirusa. Tymczasem smog przyczynia się do szeregu chorób, które osłabiają układ oddechowy i krwionośny. To właśnie osoby z takimi schorzeniami są obecnie w grupie największego ryzyka. Na koronawirusa nie ma szczepionki ani lekarstwa. Jest za to sposób na eliminację smogu. Wynaleźli go polscy technolodzy. Sposób jest sprawdzony, a jego działanie potwierdzone naukowymi badaniami.

Wiosną problem smogu nie zniknie

Epidemia koronawirusa opanowała niemal cały świat. Efektem rozprzestrzeniania się wirusa jest nie tylko przymusowa kwarantanna, ale także całkowity kryzys gospodarczy. Wiele inwestycji zostało wstrzymanych, przedsiębiorstwa zawieszają działalność. Obecna sytuacja ma realny wpływ na to, jak będą wyglądały najbliższe miesiące, a nawet lata. Skutki pandemii nie ominą także kwestii zanieczyszczenia powietrza i przyszłorocznego sezonu grzewczego, o czym warto pomyśleć już teraz.

Pandemia koronawiurusa jest wszechobecna i już teraz wyrządza ogromne szkody nie tylko zdrowotne, ale również ekonomiczne czy społeczne. Wydarzenia ostatnich tygodni dobitnie pokazują, w jak dużym stopniu stabilizacja gospodarcza i finansowa poszczególnych krajów jest zależna od innych.

Smog zabija

O tym, że smog przyczynia się do szeregu chorób, w tym bardzo poważnych, prowadzących nawet do śmierci, nikogo nie trzeba przekonywać. Zanieczyszczone powietrze ma ogromny wpływ na kondycję układu oddechowego oraz krwionośnego. Koronawirus najbardziej niebezpieczny jest dla osób z tymi schorzeniami. Każdego roku smog po cichu zabija 45 tysięcy Polaków!

Na koronawirusa nie ma jeszcze szczepionki ani lekarstwa. Jest za to sposób na eliminację smogu.

Mają go wodzisławscy technolodzy, którzy w ramach Zespołu Autorskiego WNM wynaleźli Sorbent ER-1. Jest to środek, który nie tylko znacząco ogranicza zadymienie, ale także neutralizuje niebezpieczne związki, powstające na skutek spalania opału w przydomowych kotłowniach. Efekty widoczne są od razu – powietrze jest wolne od wszelkich groźnych substancji. Jest to przyjazny środowisku produkt, oparty na naturalnych składnikach, w znacznej mierze na kompozytach krzemu (glinokrzemian z rodziny kaolinitów ) i wapnia. Co ważne, skuteczność jego działania została potwierdzona badaniami przeprowadzonymi w Katedrze Inżynierii Chemicznej i Projektowania Procesowego Wydziału Chemicznego Politechniki Śląskiej.

Wyższe temperatury a kwestia smogu

Wiosną oraz latem problem smogu zwyczajowo schodzi na boczny tor. Tymczasem temat czystego powietrza należy podejmować cały rok, a nie dopiero jesienią, po przekroczeniu norm i alarmujących komunikatach. Warto pochylić się nad nim przed rozpoczęciem sezonu grzewczego i poznać sprawdzony sposób na eliminację smogu.

Warto podkreślić, iż zwolennicy tej metody zapewniają, że może to być rozwiązanie doraźne w żaden sposób nie negujące konieczności wymiany źródeł ciepła na ekologiczne. – W pełni zgadzam się, że wymiana pieców na nowe jest konieczna. Jednak proces ten potrwa nawet kilka lat. Proponujemy więc rozwiązanie na tu i teraz. Sorbet pozwoli cieszyć się czystym i zdrowym powietrzem natychmiast. Ta metoda może realnie wpłynąć na ludzkie zdrowie i życie, szczególnie osób zamieszkujących najbardziej zanieczyszczone obszary w Polsce – przekonuje Mariusz Dąbrowski, Generalny Dystrybutor produktu Sorbent ER-1, członek Zespołu Autorskiego WNM. Sorbent ER-1 jest proszkiem, stworzonym na bazie naturalnych składników, z którym miesza się węgiel w odpowiedniej proporcji. Zastosowanie odpowiedniej techniki spalania węgla (współprądowego) oraz techniki sorbentowej daje efektywne rezultaty i znacząco poprawia jakość powietrza.

Gospodarka w czasie pandemii

Okres epidemii koronawirusa wiąże się również z kryzysem gospodarczym. Wiele firm i przedsiębiorstw musiało zawiesić swoje działania, a obowiązkowa kwarantanna zatrzymała w domach pracowników. Skutkiem tych działań jest spowolnienie lub całkowite zatrzymanie inwestycji, wstrzymanie eksportu i importu, co już znacząco wpływa na gospodarkę tak w Polsce jak i na świecie.

Branża OZE, która miała stanąć na pierwszej linii walki ze smogiem, dostarczając rozwiązań z zakresu odnawialnych źródeł energii zarówno dla przemysłu jak i prywatnych gospodarstw, sama ucierpiała z powodu pandemii. Wstrzymane dostawy elementów z Chin wpłyną na opóźnienie realizacji wielu inwestycji. Tak naprawdę trudno przewidzieć skalę problemów.

Korzystanie ze starych, wieloletnich i dostępnych praktyk będzie w najbliższym czasie koniecznością. Już teraz należy pomyśleć o tym, co będzie za kilka miesięcy. Warto więc pochylić się nad produktem, który jako dodatek do opału, wpływa na jakość powietrza i oczyszcza je z niebezpiecznych substancji. Jest przy tym bezpieczny dla środowiska, ponieważ stworzony jest z kompozytów naturalnych minerałów. Co ważne, jest efektem pracy polskich technologów, produkowany w Polsce.

Iwona Cybulska/Advneture Media

Chińska gospodarka się kurczy. Dolar coraz mocniejszy

Dane o wzroście PKB z Chin jeszcze wczoraj miały absurdalnie długą passę pokazywania odczytów powyżej 6% rocznego wzrostu. Parametr 6% został tam utrzymany, jednakże dotyczy teraz spadku PKB, co pokazuje skalę problemów z koronawirusem.

Dolar coraz mocniejszy

Dane z USA nie były może najlepsze, ale pokazują, że nadchodzi pewna stabilizacja. Co ciekawe, bardzo dobrze wypadły dane z rynku nieruchomości. Zarówno jeżeli chodzi o pozwolenia na budowy domów, jak i rozpoczęte budowy. Są to dane za marzec, zatem ponad dwa tygodnie temu, ale w dalszym ciągu pokazują, że Amerykanie pomimo już gwałtownie rosnącej liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA nie przerywali inwestycji. Liczba opublikowanych wczoraj wniosków jest wciąż na wysokim poziomie, aczkolwiek spada, co daje pewne szanse na stabilizację. Pomimo słabych indeksów koniunktury inwestorzy wciąż przychylnie patrzą na dolara.

Dane z Chin

Chińczycy podali dane za 1. kwartał 2020 roku. PKB w ujęciu rocznym spada o 6,8%. To pierwszy wynik niższy niż 6% wzrostu w tym millennium. Dane te są zgodne z oczekiwaniami analityków, w rezultacie tego (pomimo tak negatywnego odczytu) chiński juan zachowuje się bardzo spokojnie. Rynki nie mogą być zaskoczone, wiedzą przecież, co się dzieje. Z tego też powodu nawet giełda nie reagowała negatywnie na te informacje.

Kolejne tąpnięcie ropy

Gwałtownie rośnie różnica między ceną ropy w USA a w Europie. Powodem był gwałtowny spadek w USA po danych o rosnących zapasach gazu. Giełda w Nowym Jorku wycenia już surowiec w ⅔ ceny tego w Londynie. Są to różne gatunki ropy, ale tak duża rozpiętość jest ewenementem na tym rynku. Można się zatem spodziewać w kolejnych dniach kolejnych silnych ruchów na czarnym złocie. Rubel nie odczuwa tego tak silnie, gdyż jest raczej powiązany z londyńskimi notowaniami, dzięki czemu odrabia w dalszym ciągu gwałtowne straty z początku marca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Co, poza COVID19, wstrzymuje inwestycje mieszkaniowe

Na rynek trafia ograniczona ilość nowych inwestycji, a oferta mieszkaniowa kurczy się. Dlaczego firmy zmuszone są wstrzymywać debiuty kolejnych projektów? Na jakie przeszkody we wprowadzaniu nowych inwestycji wskazują deweloperzy? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Mimo niesłabnącego zainteresowania ze strony kupujących deweloperzy mają problem z uzupełnieniem oferty. Zmniejszona podaż nie jest efektem wstrzymywania oferty przez deweloperów, ale zwyczajnie jej braku. Od kilku lat mamy problem z podażą gruntów, co przekłada się wprost na mniejszą liczbę mieszkań. Do tego dochodzą przeciągające się procedury związane z uzyskiwaniem uzgodnień i opóźnienia decyzji o pozwoleniu na budowę. Ponadto w Warszawie czy Krakowie w 2019 roku wydano ich mniej niż rok wcześniej.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Przede wszystkim konieczne jest zwiększenie stabilności oraz przewidywalności otoczenia prawnego i polityki gospodarczej. Polskie prawo powinno być nie tylko bardziej przejrzyste i jednoznaczne, ale musi powstawać w racjonalny sposób, z uwzględnieniem interesu wszystkich uczestników polskiej gospodarki. Z punktu widzenia firmy deweloperskiej niezwykle istotne jest także zmniejszenie biurokracji oraz uproszczenie procedur administracyjnych. To z pewnością pozwoliłoby przyspieszyć proces inwestycyjny.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Bariery administracyjno-prawne czyli wydłużający się proces uzyskiwania pozwolenia na budowę to największa przeszkoda we wprowadzaniu kolejnych projektów, która jak wiemy dotyka wszystkich deweloperów. Z tego powodu klienci mają mniejszą ofertę. W ubiegłym roku J.W. Construction właśnie z powodu czasochłonnych, dodatkowych uzgodnień, nie wprowadził na rynek mieszkaniowy wielu atrakcyjnych inwestycji w Warszawie, Gdańsku i Pruszkowie.

Teraz dochodzi nowy czynnik niepewności, w postaci epidemii wirusa COVID-19. Nie sposób przewidzieć, jaki ona będzie miała wpływ na naszą ofertę i ofertę całej branży deweloperskiej. Jako stabilna firma, osiągająca przez lata ustabilizowane przychody i dysponująca zasobnym bankiem ziemi jesteśmy przygotowani na różne scenariusze i będziemy elastycznie reagować na nadchodzące wydarzenia.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Wprowadzanie na rynek nowych projektów utrudnia wzrost kosztów budowy, który na początku 2019 roku osiągnął absurdalny poziom. Są też problemy z uzyskaniem decyzji i pozwoleń niezbędnych do realizacji inwestycji. Trudności z dostępem do gruntów nie wydają się aż takim problemem, ponieważ wiele firm od dawna ma pokaźne banki ziemi.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Aspekt podażowy w największym stopniu ograniczają dwa czynniki: przedłużające się znacznie postępowania administracyjne dla gruntów będących już w portfelu deweloperów oraz trudna dostępność i wysokie ceny działek inwestycyjnych.

Marcin Żurek, dyrektor ds. realizacji inwestycji w Nickel Development

Z naszego punktu widzenia, największym kłopotem jest podaż gruntów. Niestety najbardziej atrakcyjne działki budowlane w granicach miast są praktycznie na wyczerpaniu. Te, które pozostały są trudne lub drogie. Ich aktualne rynkowe ceny sprzedaży nie zapewniają więc odpowiedniej rentowności inwestycji. Biorąc pod uwagę jeszcze ostatnie wzrosty kosztów wytworzenia, realizacja nowych inwestycji jest znacznie większym wyzwaniem niż dotąd.

Należy też zwrócić uwagę, że ogromna większość deweloperów korzysta z finansowania zewnętrznego, a przy takich kosztach, z jakimi obecnie mamy do czynienia, spełnienie wymagań banków co do parametrów budżetu inwestycji staje się niezwykle trudne.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Największymi przeszkodami we wprowadzaniu nowych projektów są przeciągające się procedury administracyjne, wysokie ceny oraz ograniczona podaż gruntów w dobrych, miejskich lokalizacjach. Poza tym, ostatnio obserwujemy silny wzrost kosztów budowy, będący efektem wyższych płac i kosztów materiałów. Występują też trudności związane ze znalezieniem rzetelnych wykonawców. Nasza firma ma jednak doświadczonych kierowników projektów oraz sprawdzonych podwykonawców i dostawców, z którymi pracujemy od początku realizacji swoich pierwszych inwestycji.

Cezary Grzebalski, dyrektor ds. rozwoju projektów w spółce mieszkaniowej Skanska

Obecnie w Skanska zauważamy dwa główne ograniczenia, które przyczyniają się do zmniejszenia liczby nowych inwestycji. Pierwszym jest obniżona dostępność gruntów z uregulowaną infrastrukturą, a tym samym gotowych do rozpoczęcia realizacji projektu. Drugim natomiast są wydłużające się procesy formalnoprawne, takie jak pozwolenie na budowę, decyzje lokalizacyjne, podziały gruntu, czy dostęp do drogi publicznej. Efektem takiej sytuacji może być przesunięcie rozpoczęcia budowy inwestycji, a niekoniecznie jej całkowite wstrzymanie.

Krzysztof Jabłoński, prezes spółki Iglica Nieruchomości

Faktycznie, w czwartym kwartale 2019 roku na sześciu największych rynkach w Polsce łącznie sprzedaż mieszkań przewyższyła nową podaż, więc dostępna oferta zmalała w porównaniu z końcem roku 2018. Pod koniec ubiegłego roku na nabywców czekało trochę ponad 50 tys. mieszkań, z czego lwia część, bo 92 proc. było w budowie. We Wrocławiu, gdzie działamy, nowa podaż przewyższyła liczbę sprzedanych lokali w ostatnim okresie 2019. Prowadzący tu działalność deweloperzy zanotowali w czwartym kwartale minionego roku wzrost sprzedaży o 12,5 proc. oraz wzrost liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży o 39,5 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku. W tym roku te wyniki mogą zahamować bariery, takie jak zmniejszająca się podaż gruntów i wydłużony czas uzyskiwania pozwoleń na budowę kolejnych etapów inwestycji będących w trakcie realizacji.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Robyg SA.

Rynek mieszkaniowy w Polsce jest nadal w trendzie wzrostowym i szacujemy, że taka tendencja utrzyma się w całym 2020 roku. W Polsce nadal brakuje około 2-3 mln mieszkań. Oznacza to istotne zapotrzebowanie w perspektywie nawet 10-15 lat. Zauważalnym trendem w 2020 roku będzie nadal popyt inwestycyjny i pojawianie się nowych formatów w ofertach. Nasza firma także zaproponowała klientom ciekawą opcję inwestycyjną – mikroapartamenty Modern Space, które umożliwiają m.in. odliczenie VAT.

Autor: Dompress.pl

Mamy wreszcie skuteczny lek na COVID-19? Apetyt na ryzyko wraca na rynki

Apetyt na ryzyko wraca na rynki za sprawą doniesień o skutecznym leku na COVID-19, mimo że głębsza analiza raportu daje więcej powodów do zwątpienia i nakazuje kwestionować reakcję ryzykownych aktywów. Wygląda na to, jakby nikt z inwestorów nie chciałby się spóźnić na odjeżdżający pociąg hossy, ale w pośpiechu można wsiąść do złego składu.

W nocy pojawiła się informacja, że firma medyczna Gilead w testach leku remdesivir „obserwuje się szybki powrót do zdrowia pacjentów z gorączką i trudnościami w oddychaniu”. Testy przeprowadzono w Chicago wśród pacjentów w ciężkim stanie zachorowań na COVID-19. Według Bloomberga „prawie wszyscy pacjenci zostali wypisani w ciągu niecałego tygodnia, a tylko dwóch pacjentów zmarło”. Co wygląda na przełom w walce z wirusem, szybko zostało sprostowane przez samą firmę Gilead, zdaniem której raporty były „niepotwierdzone” i „bez mocy statystycznej”. Rynki jednak podtrzymały optymizm, ciągnąc futures na S&P500 w górę o p3 proc, a na FX przynosząc silny odwrót od USD i innych walut defensywnych.

Dla mnie jako analityka nastała trudna sytuacja, gdyż muszę ocenić zasadność (i trwałość) emocjonalnej reakcji, która jednak jest sprzeczna z dostępnymi faktami. Pod uwagę należy też wziąć, na ile rynki potrzebuje odreagowania po ostatniej fali pogorzenia nastrojów, ale też na ile informacja o leku jest tylko pretekstem do realizacji zysków z pozycji risk-off przed weekendem. A może potrzeba kurczowego trzymania się nadziei na wyjście z kryzysu zdrowotnego jest na tyle silna, że pozwoli zagłuszyć racjonalne wnioski? W krótkim okresie nigdy nie jest rozsądnym stawać na drodze rynku, który gremialnie przystąpił do rajdu pod wpływem jakiejś informacji. Jednak, gdy pierwsza gorączka osłabnie, to właśnie fakty wygrywają. Reakcja z nocy jest bez wątpienia przereagowaniem i wymaga wygaszenia. Powtórzę jednak po raz kolejny – na tym rynku nic nie będzie odbywać się w prostej linii i każda informacja może generować skok zmienność. I czasami nie tyle z własnej wagi, co ze strachu inwestorów, że nie doszacują wpływu informacji i inni uczestnicy rynku wyprzedzą ich w zajęciu pozycji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych publikuje dane dotyczące warszawskiego rynku najmu w I kw. 2020

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w I kwartale 2020 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers International, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

  • Na koniec marca 2020 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły około 5 588 500 m kw.
  • W pierwszym kwartale 2020 roku na stołeczny rynek dostarczono 6700 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach jednego projektu – Varso 1.
  • Na koniec I kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 7,5% (spadek o 0,3 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 1,6 pp. w odniesieniu do porównywalnego okresu w roku ubiegłym), co oznacza, że dostępność powierzchni biurowej wynosiła 418 000 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 4,9%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 9,1%.
  • W I kwartale 2020 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął prawie 138 900 m kw. Największym zainteresowaniem cieszyły się strefy Centrum oraz Mokotów.
  • W I kwartale 2020 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom – 55% (włączając umowy przednajmu oraz powierzchnie na potrzeby własne właściciela nieruchomości), przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 31% zarejestrowanego popytu, a ekspansje – 14%.
  • Największą umową, która została podpisana w I kwartale jest renegocjacja umowy poufnego klienta (sektor ubezpieczeń) w budynku Konstruktorska Business Center, obejmuje ona powierzchnię o wielkości 17 500 m kw.
  • Wśród pozostałych największych transakcji zawartych w I kwartale 2020 roku znalazły się trzy umowy przednajmu, a mianowicie: umowa klienta poufnego (sektor usług) na 8500 m kw. w Fabryce Norblina, CBRE na 4300 m kw. w Warsaw UNIT oraz Orsted na 3800 m kw. w budynku Varso 2.

Polacy masowo korzystają z kart płatniczych. To efekt koronawirusa. Hakerzy tylko na to czekają

Epidemia koronawirusa, zalecenia rządu i polityka sklepów zmusza Polaków do płacenia kartami kredytowymi. Obecnie 75 proc. Polaków posiadających karty w polskich bankach deklaruje, że płaci częściej kartą niż gotówką*. Prawie 90 proc. posiadaczy kart płaci zbliżeniowo. Wynika to bezpośrednio z obawy przed zakażeniem. Tymczasem hakerzy coraz częściej wykorzystują karty do kradzieży danych i pieniędzy.

Rosnąca popularność płatności kartami w sklepach i online stworzyła ogromny rynek dla nieuczciwych działań hakerów. Oszustwa w sektorze detalicznym szybko rosną, a cyberprzestępcy atakują terminale w punktach sprzedaży (PoS) jak i transakcje online, aby ukraść miliony danych z dowodów tożsamości i kart kredytowych. Jak wskazują analitycy firmy Check Point cyberprzestępcy wyczuwają ten nowy trend – blisko 17 proc. organizacji w Polsce padło w tym roku ofiarą zwiększonej aktywności hakerów i trojana bankowego DRIDEX.

Już w 2019 roku zwracaliśmy uwagę w Check Point Security Report na zagrożenie w postaci trojana bankowego Emotet, stanowiącego duże niebezpieczeństwo dla systemu finansowego na świecie – 18 proc. zainfekowanych przedsiębiorstw. Jednocześnie największa aktywność hakerów w tym zakresie odnotowana była w Europie – aż 21% proc. skutecznych ataków na firmy – podkreśla Wojciech Głażewski, Managing Director Check Point w Polsce.Oszustwa w sektorze detalicznym szybko rosną

W Polsce skokowy wzrost płatności kartami

Działania hakerów trafiają na bardzo podatny rynek kart płatniczych w Polsce w dobie koronawirusa. Zwiększyło się korzystanie z kart płatniczych i zbliżeniowych. Wzrost o 200 proc. płatności Blikiem w marcu 2020 odnotowały w Polsce sklepy w wybranych segmentach zakupowych (sprzęt elektroniczny, gospodarstwa domowego). To efekt przebywania w domu, aczkolwiek niektóre trendy mogą się utrwalić na dłużej – poinformował Polski Standard Płatności, operator systemu BLIK.

– Intensywniejsze przejście na płacenie bezgotówkowe widzimy u osób najstarszych (powyżej 55 roku życia), czyli najbardziej zagrożonych zakażeniem, a równocześnie tych, u których dotychczas był największy wskaźnik dokonywania płatności gotówką – zauważa prof. Dominika Maison z Wydziału Psychologii UW.

Aż 48% posiadaczy kart płatniczych twierdzi, że obecnie częściej płaci zbliżeniowo i wynika to bezpośrednio z obawy przed zakażeniem. Zwiększenie częstotliwości płacenia kartami zbliżeniowymi widoczne jest w grupie najstarszej, najbardziej zagrożonej. Dodatkowym impulsem do przyspieszenia tego trendu było podniesienie (20.03.2020) limitu płatności do 100 zł. Dotychczas (od 2017 r) limit był na poziomie 50 zł, choć zdecydowana większość (85 proc.) transakcji kartowych na kwoty powyżej 50 zł, realizowana była w technologii zbliżeniowej.

Według danych NBP, Polska należy do liderów płatności zbliżeniowych. Tylko Czesi robią to częściej (93 proc.), wyprzedziliśmy tymczasem Węgry i Słowację. Niemcy z 17-procentowym udziałem zbliżeniówek w transakcjach nie mogą się równać. Podobnie Szwedzi, gdzie ten udział wynosi 12 proc.

Eksperci finansowi podkreślają, że wysoki poziom płatności bezgotówkowych w sytuacji epidemii może utrzymać się na dłużej i na stałe zmienić zachowania konsumentów w kierunku zastępowania gotówki kartą płatniczą. Obecnie 15 proc. dorosłych Polaków płaci wyłącznie gotówką i odsetek ten może znacznie obniżyć się (nawet do 5 proc) po zakończeniu epidemii.

Brak ostrożności czyni okazję dla hakera

Niepokojące mogą być dane Warszawskiego Instytutu Bankowości z 2019 r, wskazujące na brak ostrożności Polaków w używaniu kart płatniczych. Okazuje się, że 22 proc. Polaków udostępniło (w ciągu ostatniego roku) innej osobie swój kod PIN do karty płatniczej, login lub hasło do bankowości internetowej **.

Takie postępowanie może skutkować utratą nie tylko środków finansowych, lecz danych osobowych – alarmują eksperci Check Point. Brak ostrożności firmy, będącej zewnętrznym dostawcą oprogramowania dla Amazon i eBay spowodował w marcu br. utratę informacji o 8 milionach klientów tych serwisów. Dane, które znajdowały się w niezabezpieczonym zbiorze to między innymi dokumenty sprzedaży zawierające imiona i nazwiska klientów, ich adresy e-mail, informacje dotyczące nabywanych towarów oraz cztery ostatnie cyfry numerów kart płatniczych!!

W 2019 roku hakerzy zdobyli dostęp do 2,5 miliona rekordów popularnego sklepu Morele.net. W marcu br. ofiarami hakerów padli klienci strony Cyfrowo.pl, tracąc adresy email (login) i hasła. Właściciel Cyfrowe.pl tłumaczył brak zabezpieczeń tak: Z przykrością informujemy, iż w wyniku celowego działania osób trzecich nastąpił nieautoryzowany dostęp do danych dostępowych do sklepu części naszych Klientów.

W ostatnich tygodniach hakerzy wykorzystują motyw koronawirusa używając ataki phishingowe – alarmują analitycy Check Point Research. Eksperci zwracają uwagę, że cyberprzestępcy próbują wykorzystać nieuwagę milionów użytkowników podszywając się pod najpopularniejszy na świecie serwis z filmami – Netflix.  Część fałszywych stron oferuje potencjalnym zainteresowanym opcje płatności za fikcyjne usługi streamingowe, pozyskując ich dane lub pieniądze z konta bankowego.

– Hakerzy są coraz bardziej pomysłowi i wykorzystują zainteresowanie pandemią wśród użytkowników Internetu, szukających map infekcji. W sieci pojawiło się już kilka stron, głównie udostępnianych przez światowe organizacje (m.in. WHO), które pokazują mapę z epidemią COVID-19. Hakerzy tworzą strony z mapami, które wgrywają specjalny kod albo skrypt na komputer użytkownika, który nie jest wykrywalny przez standardowe systemy ochronne, i pozwala na wykradanie danych o kartach kredytowych, czy też prywatnych danych osobowych – podkreśla Wojciech Głażewski z firmy Check Point.

Jak się zabezpieczyć?

Polacy dziś coraz częściej płacą za zakupy przy pomocy telefonu i możliwość utraty kontroli nad pieniędzmi przez kliknięcie w wiadomość od złodziei jest coraz częstsza. Dotyczy to szczególnie Polski, gdzie – jak wynika z danych Check Point – 74 proc. ataków dokonywanych było za pomocą zawirusowanego załącznika w wiadomości email.

Ale to nie jedyne błędy popełniane przez posiadaczy kart. – Standardowo lepiej nie tracić karty płatniczej z oczu, gdy dokonujemy transakcji. Nie należy również trzymać kodu PIN zapisanego na kartce w portfelu. Tak – niestety – czyni co piąty Polak, nieświadomy tego, że w takiej sytuacji bank może odmówić zwrotu pieniędzy, uzna bowiem, że nie dochowaliśmy należytej staranności i ułatwiliśmy kradzież z konta – radzi przedstawiciel Check Point.

* Źródło: Fundacja Forum Konsumentów

** Badanie „Płatności bezgotówkowe oczami Polaków 2019”, opublikowane przy okazji kolejnej edycji kampanii informacyjnej „Warto Bezgotówkowo”, zostało przeprowadzone przez pracownię Pollster na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości, na przełomie września i października 2019 r.

Pandemia może pogorszyć ściągalność alimentów

Ściągalność alimentów, która już przed pandemią nie przedstawiała się najlepiej, może się jeszcze pogorszyć. Po tym jak w wyniku paraliżu gospodarczego wywołanego pandemią, rodzice, którym sąd nakazał płacenie alimentów, stracą źródła dochodu, przybędzie dzieci, które nie otrzymają świadczeń. Pandemia już utrudniła drogę dochodzenia roszczeń alimentacyjnych przed sądem, ograniczyła też kontakt z kancelariami prawnymi. Do Rejestru BIG InfoMonitor dłużnika, tak jak wcześniej, można zgłosić bez wychodzenia z domu. Tylko w marcu przybyło ich niemal 2,6 tys. Łączne zaległości 286 tys. osób zbliżają się do 11,5 mld zł.

Pandemia może pogorszyć ściągalność alimentów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że na koniec marca bieżącego roku, było zarejestrowanych 286 tys. osób, które nie wywiązują się z płacenia dzieciom alimentów. Zaległości alimentacyjne wynoszą obecnie prawie 11,5 mld zł, a gminy współpracujące z BIG stale przekazują kolejnych dłużników. Czas pandemii nie spowodował zmniejszenia się liczby przekazywanych informacji o zaległościach alimentacyjnych przez gminy z całej Polski. W pierwszych miesiącach roku dopisały one jeszcze więcej dłużników niż na początku 2019 r. Tylko w marcu do bazy dłużników trafiło 2586 nowych alimenciarzy.

– Skala problemu nie maleje. W ciągu 12 miesięcy, od kwietnia ubiegłego roku do marca tego roku, gminy przekazały do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor informacje o 27 588 osobach niepłacących alimentów. Jednocześnie część osób została z rejestru wykreślona z dwóch powodów. Pierwszy to zmiana prawa nakazująca usunięcie z rejestru dłużników, których dług powstał wcześniej niż przed 6 laty. Drugi to spłata zaległości – wyjaśnia Halina Kochalska, ekspert Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. – Korzystanie z rejestru dłużników to bezpieczna i łatwa droga do podjęcia działań w celu odzyskania alimentów. W sytuacji gdy lepiej nie wychodzić z domu, ważne jest, że zgłoszenia dłużnika do BIG można dokonać online. To apel także do tych osób, które już mają zasądzone alimenty. Mogą osobiście zadzwonić do nas i wpisać takiego dłużnika za symboliczną złotówkę – dodaje Halina Kochalska.

Odzyskano 3,5 mln zł zaległych alimentów

Konsekwencje wpisu do rejestru bywają surowe i skuteczne. Osoba, która się w nim znajdzie, ma ograniczony dostęp do wielu usług, w tym finansowania w banku, zakupów ratalnych, leasingu, korzystnych ubezpieczeń, czy dostępu do umowy na telefon i internet. Przekonali się o tym dłużnicy, którzy tu trafili zarówno za sprawą gmin, jak i indywidualnych zgłoszeń osób, które skorzystały z możliwości wpisania dłużnika alimentacyjnego do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor za 1 zł. Jedynym warunkiem, który musiały spełnić, było posiadanie orzeczenia sądowego o prawie do alimentów. Z akcji „Odzyskuj alimenty” prowadzonej przez BIG InfoMonitor wynika, że odzyskały one ponad 3,5 mln zł zaległych alimentów. Może te kwoty nie są duże, patrząc na skalę problemu, jednak to ważny krok w dochodzeniu należności i duże wsparcie dla rodzica wychowującego samotnie potomstwo.

– Problem niepłacenia alimentów w Polsce jest jednym z bardziej wstydliwych i budzących wiele negatywnych emocji tematów. Niestety coraz większe grono rodziców, mimo prawnego obowiązku i do niedawna dobrej sytuacji gospodarczej, rezygnuje z opłacania świadczenia alimentacyjnego na rzecz swego potomstwa. I choć w Polsce działa Fundusz Alimentacyjny, który wypłaca świadczenia poszkodowanym rodzinom, w praktyce tylko 1/3 uprawnionych spełnia restrykcyjne kryteria otrzymania pomocy finansowej. Pozostali muszą radzić sobie sami. A jak wiadomo, na całym zjawisku niealimentacji najbardziej cierpią dzieci, które nie są winne takiego stanu rzeczy – zaznacza Halina Kochalska.

Szacuje się, iż blisko milion dzieci nie otrzymuje od swoich rodziców alimentów, mimo sądowego orzeczenia o obowiązku alimentacyjnym.

Jeśli chcesz wpisać dłużnika alimentacyjnego online, bezpiecznie i bez wychodzenia z domu, można to zrobić przy wsparciu opiekuna z BIG InfoMonitor. Wystarczy zadzwonić pod numer 22 486 56 56 lub wysłać maila na adres [email protected], dodając w tytule maila „Wpis dłużnika alimentacyjnego za 1 zł”. W odpowiedzi przyjdzie specjalny kod uprawniający do wpisu za 1 zł.

Fala problemów z alimentami dopiero przed matkami

Do stowarzyszeń i fundacji zajmujących się problemem niealimentacji już zgłaszają się osoby obawiające się, że ich sytuacja finansowa się pogorszy, a szanse na uzyskanie alimentów zmaleją. Wzrost fali problemów pojawi się na przełomie kwietnia i maja – przewiduje Stowarzyszenie „Alimenty to nie prezenty”, współpracujące głównie z osobami, które już wcześniej nie otrzymywały alimentów. Obecnie zgłaszają się po radę i pomoc samotne matki, które obawiają się utraty pracy przez rodzica, któremu sąd nakazał płacenie alimentów, czy też problemów prowadzonych przez nich firm. W konsekwencji kwarantanny, którą wywołała pandemia, opiekunowie dzieci, na które nie chcą łożyć rodzice, już dostrzegają utrudnienia w drodze dochodzenia roszczeń alimentacyjnych przed sądem i ograniczenia w kontakcie z kancelariami prawnymi. Takimi obawami dzielą się między innymi mamy skupione wokół łódzkiej fundacji Happy Kids.

– Zagrożenie jest widoczne, otrzymujemy zapytania ze strony rodziców dotyczące zatorów płatniczych, które niedługo się zaczną. Wiele osób obawia się utraty pracy przez byłych mężów i partnerów i tego, że w tej sytuacji, nie będą mieli z czego płacić alimentów. Część mam boi się, że ojcowie ich dzieci, którzy prowadzą niewielkie firmy i z nich się utrzymują, potraktują epidemię koronawirusa jako pretekst do zlikwidowania legalnej działalności i przeniosą się do szarej strefy. Wówczas ściąganie alimentów może się okazać niemożliwe. Obawy matek podsycają ogromne zmiany, jakie zaszły w działalności sądów. Odwoływane są posiedzenia jawne do końca marca, z wyjątkiem spraw pilnych, a przesuwane kwietniowe rozprawy i posiedzenia przynajmniej do 20 maja. Droga do dochodzenia roszczeń alimentacyjnych przed sądem stałą się obecnie nierealna, a nawet gdy epidemia się skończy, to nie wiadomo, jak długo potrwa przywrócenie normalnego funkcjonowania sądów. Najbardziej przestraszone są te samotne mamy, które wynajmują mieszkania. Nikt nie zwolni ich z takich opłat, tylko dlatego, że nie otrzymują alimentów – wymienia obawy Aleksander Kartasiński, Prezes Zarządu Fundacji Happy Kids. – Dochodzi do tego brak skutecznych działań ze strony instytucji odpowiedzialnych za dochodzenie roszczeń dla dzieci umieszczonych w pieczy oraz tych matek, które odzyskały dzieci. Ograniczenie zakresu działania pracowników służb społecznych, powoduje brak wsparcia dla tych osób, które po trudnej sytuacji rodzinnej rozpoczynały normalne życie, licząc na stabilizację i przywracanie prawidłowych relacji rodzinnych. Należy pamiętać, że stabilność finansowa, jest w dużej mierze kryterium, jakimi sądy kierują się podejmując decyzje o reintegracji rodziny, a zwłaszcza dzieci z matkami, które samotnie je wychowują – dodaje Aleksander Kartasiński.

Fakt, że mówi się przede wszystkim o matkach nie powinien dziwić. Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor do bazy dłużników trafia zdecydowanie więcej ojców niż matek. Wśród 285 764 dłużników alimentacyjnych znajdujących się w rejestrze, 94,3 proc. to panowie.

Ojcowie szczególnie obojętni na Śląsku, Mazowszu i Dolnym Śląsku

Zadłużenie alimentacyjne dotyka całą Polskę. Zaległości najbardziej doskwierają opiekunom dzieci z województwa śląskiego, mazowieckiego i dolnośląskiego, w każdym z nich przekraczają miliard złotych. Tu też zamieszkuje najwięcej dłużników alimentacyjnych. Średni dług na osobę w kraju przekracza już 40 tys. zł, ale w dziesięciu województwach jest jeszcze wyższy.

Pandemia może pogorszyć ściągalność alimentów 2
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Jak zmieni się rynek pracy po epidemii?

Wzrośnie bezrobocie, wielu pracodawców nie przetrwa, pracownicy będą musieli się przekwalifikowywać – prognozuje dr Izabela Florczak, ekspertka od prawa pracy z Uniwersytetu Łódzkiego.

Czy pandemia wpłynie na rynek pracy?

Pandemia zdecydowanie wpłynie na funkcjonowanie rynku pracy, zarówno w kontekście lokalnym, krajowym, jak i globalnym. Poszczególne kraje mają różną specyfikę funkcjonowania rynku pracy. Specyfika ta wpływała na to, że borykały się one z różnymi problemami na rynku pracy już w okresie przedpandemicznym. W Polsce od ponad dwóch dekad nie rozwiązaliśmy problemu nadużywania umów cywilnoprawnych, nazywanych potocznie śmieciowymi oraz pozornego samozatrudnienia. Koronawirus niczym papierek lakmusowy ukazuje te problemy. Rzesze osób z dnia na dzień straciły pracę i jedyne źródło dochodu, często bez możliwości uzyskania wsparcia socjalnego. Kryzys w pierwszej kolejności uderzył w najsłabsze ogniwa rynku pracy – prekariuszy. Równolegle trzeba zauważyć ciekawą tendencję – okazało się bowiem, że prace uważane często za nieskomplikowane, a w związku z tym niecieszące się znacznym społecznym uznaniem, zyskały na znaczeniu.

Jakie to prace?

Na przykład prace wykonywane przez sprzedawców w sklepach oraz dostawców jedzenia. Na przykładzie Uniwersytetu Łódzkiego zauważalne jest to w odniesieniu do obsługi administracyjnej domów studenckich. Praca tych osób jest z pozoru spokojna, w zasadnie niedostrzegalna. Nagle ci pracownicy stanęli na pierwszej linii frontu będąc jedyną grupą, która nie mogła przejść w tryb pracy zdalnej. To daje do myślenia o tym czym jest praca ludzka i jak powinno się ją wyceniać. Ale refleksja nad tym to pieśń dalekiej przyszłości. Teraz i w najbliższym czasie rynek pracy czeka wiele zmian, które muszą być szybką reakcją na aktualne realia. Czeka nas między innymi wzrost bezrobocia (który spektakularnie widoczny jest już w Stanach Zjednoczonych) oraz przeformułowanie struktury zatrudnienia migrantów.

W jaki sposób pandemia wpłynie właśnie na migracje zarobkowe?

Sądzę, że zaistniała sytuacja w skali masowej spowoduje utratę pracy przez migrantów. Zwykło się mówić, że migranci zarobkowi stanowią grupę „last to hire, first to fire”. To zjawisko jest w samej Polsce już dostrzegalne. Wielu pracowników zza granicy, głównie z Ukrainy, już utraciło prace. Nie wiemy przy tym jak będzie wyglądała sytuacja na rynku pracy w okresie letnim, gdy wiele prac sezonowych w rolnictwie wykonywali właśnie pracownicy migrujący. Czy będą mogli przyjechać do Polski? Jeśli tak to na jakich zasadach? Z resztą nie jest to problem wyłącznie polski – również we Włoszech czy Hiszpanii większość prac sezonowych w rolnictwie wykonywali migranci. Nie wiadomo jak zorganizowany zostanie rynek pracy gdy ich zabraknie.

Czy nauka prawa pracy już bada zachodzące zjawiska?

Z naukowego punktu widzenia obecna sytuacja to prawdziwa kopalnia pomysłów na badania naukowe. W moim środowisku powstało kilka inicjatyw, w których uczestniczę. Pierwsza z nich jest nieformalna i polega na cotygodniowych, oczywiście zdalnych, spotkaniach naukowców z całego świata. Wymieniamy się informacjami o tym w jaki sposób poszczególne kraje oraz regiony świata radzą sobie ze skutkami pandemii. W spotkaniach uczestniczą naukowcy m.in. z Izraela, RPA czy Stanów Zjednoczonych. Ich obecność jest dodatkowo niesamowita zważywszy na różnice czasowe. Oprócz takich nieformalnych inicjatyw powstają też projekty sformalizowane. Obejmują one analizy krajowych rozwiązań dotyczących pomocy rynkowi pracy w związku z pandemią. Jak dotąd przygotowałam dwa raporty o tym, w jaki sposób polski rynek pracy jest wspomagany. Jedno opracowanie dla American Bar Association w ramach publikacji w International Labor and Employment Law Committee Newsletter (ten raport jest już opublikowany wraz z innymi raportami krajowymi). Drugie dla Italian Labour Law e-Journal, które ukaże się niebawem i będzie zawierało opis środków podjętych w kilkudziesięciu krajach. Porównanie obranych przez poszczególne kraje ścieżek pomocowych będzie niesamowicie inspirujące.
W Polsce powstał zespół przygotowujący publikację w formie komentarza do tzw. tarczy antykryzysowych. Przewodniczy mu Pan Profesor Krzysztof Baran z Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w pracach uczestniczy kilku pracowników Katedry Prawa Pracy z naszego Uniwersytetu. Powstająca publikacje omawiać będzie rozwiązania prawne mające wpływ na wspieranie pracodawców i osoby wykonujące pracę.

Czy praca nad takim komentarzem jest trudna?

Ze względu na pośpiech, w którym prawo było i jest tworzone praca ta jest arcytrudna. Teksty są wewnętrznie niespójne, przeredagowane i chaotyczne. Z naukowego punktu widzenia musimy wszystkie te mankamenty opisać, równolegle starając się odczytać intencje ustawodawcy. Czytelnik musi otrzymać jasną odpowiedź z jakich instrumentów i w jaki sposób może skorzystać. Często nasza praca sprowadza się do interpretacji „co poeta >>prawodawca<< miał na myśli”. Dodatkowo wprowadzane regulacje są niemalże natychmiast nowelizowane. Nasz zespół pracuje równolegle nad skomentowaniem treści aktualnie obowiązującej jak i projektu tzw. tarczy II. Wszystko po to, aby publikacja była jak najbardziej aktualna. Jej wydanie w wersji e-booka planowane jest na drugą połowę kwietnia.

Spełnia się zatem przewrotne chińskie przysłowie „obyś żył w ciekawych czasach”?

Dokładnie tak! Rozmawiając ostatnio na wirtualnych zajęciach ze studentami podczas kursu „Migrants on the labour markets” doszliśmy do wniosku, że zazwyczaj zjawiska społeczne, powodujące zauważalne zmiany, trwają latami. A nam dane będzie zaobserwować w krótkim czasie cały wachlarz wydarzeń i ich skutków. Z początku wydało się nam przytłaczające, że nie mamy pełnego wpływu na rzeczywistość, która ma wpływ na nas. Jednak pomimo tego podeszliśmy do sprawy naukowo i przekształciliśmy omawiane kwestie w wyzwanie intelektualne zastanawiając się, jakie problemy będzie stawiała przed nami przyszłość postpandemiczna.

A co może nas czekać?

Wzrośnie bezrobocie, wielu pracodawców nie przetrwa, pracownicy będą musieli się przekwalifikowywać… Z pewnością również w większym stopniu zacznie się wykorzystywać pracę zdalną gdyż okazało się, że ta forma przy zastosowaniu odpowiednich środków i narzędzi jest w pełni wartościowa. Natomiast nie możemy oczekiwać, że wrócimy do stanu sprzed epidemii. Będzie po prostu inaczej.

Rozmawiała: Honorata Ogieniewska, główny specjalista ds. promocji nauki i badań w Centrum Promocji Uniwersytetu Łódzkiego

Ruch w handlu się poprawia. Eksperci: To tylko efekt świąt. Polacy muszą wyjść z domów, żeby było lepiej

Pomiędzy III a IV tygodniem tzw. narodowej kwarantanny ruch w sklepach spadł o ponad 14%. Natomiast przed świętami podniósł się o 18%. Największy wzrost odnotowano w supermarketach. W czołówce znalazły się też sieci convenience i dyskonty. Przed Wielkanocą ruch poprawił się również na stacjach paliw, tj. o przeszło 4%. Dla porównania, w poprzednim tygodniu spadek wyniósł 4,5%. Tak przedstawiają się wnioski z cyklicznego raportu firmy Proxi.cloud oraz UCE RESEARCH, przygotowanego na podstawie obserwacji prawie miliona dorosłych Polaków, a także ponad 20 tys. obiektów.

Z obserwacji sieci handlowych wynika, że przed świętami ruch w placówkach zaczął się pomału podnosić. W IV i V tygodniu tzw. narodowej kwarantanny zwiększył się o 18%. Przy tym warto zauważyć, że wcześniej spadki były na poziomie 14,2% (III vs IV tydzień), a także 12,7% (II vs IV tydz.).

– Ostatni wzrost jest wyłącznie efektem przedświątecznym. Sytuacja jeszcze się nie zmieniła. Ruch będzie stale rósł, gdy zostaną zniesione ograniczenia sanitarne – zaznacza dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni ekspert rynku detalicznego.

Patrząc na cały analizowany okres, widać, że od I do V tygodnia ruch zmniejszył się o 46,9%. Natomiast spadek od I do IV tygodnia wyniósł 55% (I vs II tydzień – 48,5%, I vs III – 47,6%).

– Z tego wynika, że sytuacja zaczyna powoli wracać do normy. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że poprawa miała ścisły związek ze świętami. Polacy chociaż zostali w domach, nie zrezygnowali ze swoich potrzeb i robili wielkanocne zakupy. Zapewne nie były one tak duże, jakby branża sobie tego życzyła, ale mimo to można zauważyć poprawę sytuacji – mówi Krzysztof Zych z firmy doradczej UCE GROUP LTD.

Porównując wyniki poszczególnych formatów, widać, że pomiędzy IV a V tygodniem największy wzrost odnotowano w supermarketach – o 21%. Dalej w zestawieniu były sieci convenience – skok na poziomie 17,4%, dyskonty – 16,1%, hipermarkety – 15%, a także sieci cash&carry – 12,3%.

– Supermarkety znalazły się na pierwszym miejscu, ponieważ mają przewagę nad innymi formatami. Polega ona na stosunkowo dużej przestrzeni handlowej, w której klienci czują się bezpieczniej niż w mniejszych placówkach. Do mocnych stron tego typu sklepów należą też atrakcyjne cenowo oferty. W kolejnych tygodniach będą rosły w siłę – komentuje Marcin Lenkiewicz z aplikacji BLIX.

Ruch na stacjach paliw również poprawił się przed świętami. Pomiędzy IV i V tygodniem odwiedziny wzrosły o 4,4%. W poprzednich tygodniach były spadki (od III do IV – o 4,5%, a od II do IV – aż o 7,6%). Natomiast w okresie pięciu tygodni średni ruch obniżył się o 45,3%. Można więc powiedzieć, że zaczyna on powoli się podnosić, bo między I a IV tygodniem spadek wyniósł 47,6%.

– Sytuacja na stacjach nie ulegnie poprawie, dopóki ludzie będą pozostawać w domach. Lekko zwiększony ruch przed świętami wynikał tylko z tego, że pomimo obostrzeń niektórzy zdecydowali się jednak odwiedzać rodziny, a także jeździli samochodami na zakupy – tłumaczy dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z portalu e-petrol.pl.

Wyniki pochodzą z cyklicznie wydawanego raportu „Handel w okresie pandemii 2020” firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Monitoring trwał przez pięć tygodni tzw. narodowej kwarantanny, tj. od 09 marca do 12 kwietnia br. Obserwacji poddano łącznie 972 462 dorosłych Polaków. Analizą objęto 23 sieci handlowe, w tym hipermarkety, dyskonty, supermarkety, convenience i cash&carry (łącznie 16 746 placówek), a także 8 ogólnopolskich brandów stacji paliw (w sumie 3 491 obiektów) we wszystkich województwach.

Do końca marca podatek PIT za 2019 rok rozliczyło aż 87% podatników

W tym roku już 75% podatników deklaruje, że skorzysta z możliwości rozliczenia PIT przez internet. Najpopularniejszym sposobem na złożenie zeznania podatkowego przez internet jest usługa Twój e-PIT (52% wskazań). Składając zeznanie roczne 49% podatników skorzysta z ulg podatkowych, z czego najwięcej, 56% z ulgi na dzieci. W zeznaniu PIT 2019 z nowej ulgi termomodernizacyjnej skorzystało lub zamierza skorzystać 5% podatników. Bez zmian w stosunku do ubiegłego roku pozostała liczba Polaków, którzy przekazują 1 procent swojego podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego – w zeznaniu podatkowym PIT 2019 wybraną przez siebie OPP zamierza wesprzeć 84% respondentów – wynika z najnowszego raportu KPMG.

Usługa Twój e-PIT przyjazna i bezpieczna zdaniem 97% użytkowników

Do końca marca 87% Polaków zadeklarowało, że złożyło już zeznanie podatkowe PIT za 2019 rok. Z badania KPMG w Polsce wynika, że ponad połowa podatników złożyła zeznanie w marcu, a więcej niż co trzecia osoba, mająca obowiązek rozliczenia się z urzędem skarbowym, zrobiła to już w lutym. Najpopularniejszym sposobem rozliczenia podatku PIT za 2019 rok jest złożenie zeznania przez internet. W tym roku tę formę rozliczenia z fiskusem zadeklarowało 75% respondentów, co oznacza wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. 52% podatników rozliczających się przez internet skorzystało z usługi e-PIT, a kolejne 22% z systemu e-deklaracje.

Praktycznie wszyscy podatnicy (97% wskazań), którzy złożyli zeznanie podatkowe PIT za 2019 rok za pomocą usługi e-PIT, ocenili ją zdecydowanie lub raczej pozytywnie, uznając system za przyjazny i bezpieczny. Również sposób logowania do usługi e-PIT jest odbierany jako zdecydowanie lub raczej bezpieczny przez 96% respondentów. Podatnicy najczęściej (53%) logowali się do systemu e-PIT oraz uwierzytelniali swoją tożsamość za pomocą danych identyfikacyjnych takich jak: PESEL, imię i nazwisko oraz kwota przychodu w zeznaniu PIT 2018. Aż o 14 punktów procentowych w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania (38% wskazań) wzrosła liczba podatników używających w celu uwierzytelnienia zaufanego profilu.

Patrząc na wyniki najnowszej edycji naszego badania, na uwagę zasługuje bardzo duży odsetek podatników, którzy rozliczyli się z fiskusem w zakresie zeznania podatkowego PIT na co najmniej miesiąc przed ustawowym terminem tj. 30 kwietnia, który został dodatkowo przedłużony przez przepisy w zakresie tzw. tarczy antykryzysowej o kolejny miesiąc. W dużej mierze jest to efekt wprowadzonej od poprzedniego roku przez Ministerstwo Finansów usługi Twój e-PIT, z której w tym roku skorzystało lub zamierza skorzystać ponad połowa podatników. Wstępnie przygotowane przez MF zeznania podatkowe PIT zostały udostępnione podatnikom już od 15 lutego br. – mówi Andrzej Marczak, partner i szef zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.pit 2020

Spada liczba Polaków deklarujących wspólne rozliczenie ze współmałżonkiem

W tegorocznej edycji badania o 2 punkty procentowe do 87% wzrosła liczba Polaków, którzy rozliczają się w miejscu zamieszkania będącym jednocześnie miejscem zameldowania, a 10% respondentów deklaruje, że rozlicza się w miejscu zamieszkania, ale nie jest tam zameldowanych. W miejscu samego zameldowania rozliczy się natomiast 3% Polaków. Ponad połowa Polaków biorących udział w badaniu KPMG zadeklarowała, że podatek roczny za 2019 rok rozliczy indywidualnie, z kolei 42% rozliczy się ze współmałżonkiem, co oznacza spadek o 8 punktów procentowych względem poprzedniego roku.

Blisko siedmiu na dziesięciu podatników uważa, że roczne rozliczenie z urzędem skarbowym jest bardzo łatwe lub raczej łatwe. Trudności z wypełnieniem zeznania PIT zgłasza jedynie 11% Polaków. O tym, że rozliczenie podatku nie sprawia większych problemów świadczy również fakt, że 88% podatników wypełnienie formularza PIT nie zajmuje więcej niż 1 godzinę, z czego 65% wypełnia PIT w mniej niż 30 minut.

pit 2020 infoBlisko połowa Polaków skorzysta z ulg podatkowych

Z możliwości odliczenia ulg podatkowych w PIT 2019 skorzystała lub jeszcze skorzysta połowa podatników (49% wskazań). Najpopularniejszą ulgą podatkową bez zmian w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania pozostaje ulga podatkowa na dziecko. W tym roku o 6 punktów procentowych do 20% wzrosła liczba Polaków, którzy w swoim zeznaniu rocznym rozliczą ulgę z tytułu darowizn. Z wprowadzonej nowej ulgi podatkowej – ulgi dla młodych, w rozliczeniu PIT za 2019 rok skorzystało lub zamierza skorzystać 6% respondentów, a z ulgi termomodernizacyjnej 5% badanych osób.

ulgi podatkowe 2020Od zeznania rocznego PIT za 2019 rok, ustawodawca wprowadził nowe przywileje, w tym m.in. ulgę dla młodych oraz ulgę termomodernizacyjną. Przepisy o uldze dla młodych weszły w życie co do zasady z dniem 1 sierpnia 2019 r. i mają zastosowanie do przychodów uzyskanych od tego dnia. Co istotne, w 2019 r. płatnik nie miał obowiązku obliczania i pobierania zaliczek na PIT, jeżeli młody podatnik złożył mu oświadczenie, że jego dochody w całości korzystają ze zwolnienia od PIT. Podatnicy, którzy nie złożyli takiego oświadczenia, zwrot podatku z tytułu ulgi otrzymają w zeznaniu rocznym za 2019 r. Jak wynika z naszego badania, 59% respondentów, którym przysługuje ta ulga złożyło w ciągu roku podatkowego takie oświadczenie, natomiast 41% ulgę rozliczy dopiero w zeznaniu rocznym – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

84% podatników przekaże 1 procent podatku na rzecz OPP

Bez zmian w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania, 84% Polaków mających obowiązek rozliczania się z urzędem skarbowym zadeklarowało, że przekazało lub przekaże 1 procent podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego. Chęć przekazywania 1 procenta podatku rośnie wraz z wiekiem podatników. Zaledwie 65% Polaków do 24. roku życia, deklaruje chęć przekazania 1 procenta podatku na wybraną przez siebie organizację pożytku publicznego, gdzie wśród starszych podatników ten odsetek waha się od 83% do nawet 88%. Blisko 7 na 10 respondentów przekazujących swój 1 procent podatku przyznało, że dokonuje wyboru organizacji pożytku publicznego w oparciu o sugestię lub prośbę znajomych i rodziny. O 4 punkty procentowe do 17% zwiększyła się w porównaniu do poprzedniej edycji badania liczba podatników, którzy wybierają OPP w oparciu o informację z mediów.

Vivid Games złoży wniosek o otwarcie przyspieszonego postępowania układowego

Vivid Games podjął decyzję o przygotowaniu i niezwłocznym złożeniu w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy wniosku o otwarcie przyspieszonego postępowania układowego (PPU) z układem częściowym obejmującym jedynie wierzytelności wynikające z obligacji serii A. To konsekwencja braku wystarczającej frekwencji do przegłosowania rozłożenia spłaty obligacji serii A na raty na WZO, które miało odbyć się 23 kwietnia.

Vivid Games planuje skorzystać z możliwości układu częściowego i objąć postępowaniem jedynie wierzytelności wynikające z obligacji serii A podlegające wykupowi w dniu 5 maja 2020 roku. – Niestety pomimo dołożenia wszelkich starań z naszej strony, obligatariusze nie skorzystali z możliwości przegłosowania zmian na WZO. Nie udało zmobilizować ich w stopniu wystarczającym do zebrania wymaganego kworum 50% kapitału obligacji. Swoje pełnomocnictwa na WZO przekazali obligatariusze reprezentujący ok. 25% kapitału obligacji. Nie bez znaczenia na potencjalną frekwencje miała też sytuacja związana z COVID-19. W związku z tym Zgromadzenie Obligatariuszy, które planowane było na 23 kwietnia br. nie odbędzie się. Sytuacja ta zmusza nas do niezwłocznego złożenia wniosku o przyspieszone postępowanie układowe, które w optymalny sposób zabezpieczy interesy spółki jednocześnie pozwalając obligatariuszom obligacji serii A na uzyskanie pełnej spłaty ich wierzytelności wraz z odsetkami – tłumaczy Remigiusz Kościelny, prezes Vivid Games.

Główne propozycje układowe będą tożsame do zmian zaproponowanych przez spółkę obligatariuszom obligacji serii A w ogłoszeniu o zwołaniu zgromadzenia obligatariuszy (wszyscy, którzy zarejestrowali się na WZO deklarowali zgodę na proponowane rozwiązania). Będą zawierały propozycję rozłożenia wierzytelności wynikającej z wykupu obligacji serii A na dwanaście równych kwartalnych rat przy jednoczesnym zapewnieniu wypłaty odsetek w dotychczasowej wysokości do czasu spłaty całej wierzytelności wynikającej z wykupu obligacji.

– Chcemy zapewnić akcjonariuszy, że PPU nie będzie miało negatywnego wpływu na działalność operacyjną spółki czy realizacje prognoz. Od trzech kwartałów generujemy zysk netto, w tym 1 mln w I kwartale. Kolejne miesiące, dzięki silnym i długotrwałym wzrostom przychodów z Real Boxing 2 i Gravity Rider Zero na platformach mobilnych oraz kolejnym udanym premierom na Nintendo Switch zapowiadają się bardzo dobrze. Już niedługo czekają nas premiery kolejnych dużych gier: Overdrive Racing (multiplayerowej wersji gry Gravity Rider Zero), Smooths: Summer Games, Amusing Heroes oraz Knight Fights 2. W produkcji znajduje się również kilka gier segmentu casual. – podkreśla Kościelny.

W ramach PPU Vivid Games zamierza również zamknąć linię biznesową QUASU z możliwą sprzedażą składników majątkowych z nią związanych co oznacza około 1,5 mln zł oszczędności w ujęciu rocznym oraz konwersję pożyczek udzielonych przez znaczących akcjonariuszy w wysokości 2,0 mln zł na akcje spółki nowej emisji.

Wchodzimy w trzecią fazę psychicznej reakcji na kryzys spowodowany koronawirusem. Wiele osób będzie zmagać się z wyczerpaniem, strachem, a nawet depresją

Po fazie chaosu i dezorganizacji, która towarzyszyła nam w pierwszych dniach epidemii, nastąpiła faza adaptacji, kiedy zaczęliśmy przyzwyczajać się do nowego rytmu życia. – Większość z nas starała się wytrzymać do świąt, które stanowiły obietnicę normalności – podkreśla dr Beata Rajba, psycholożka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. Teraz przed nami najtrudniejsza faza – wyczerpania i lęku. Wielu osobom może towarzyszyć zły nastrój, depresja, poczucie wypalenia, a także takie objawy fizyczne jak kołatanie serca. Najbardziej narażone na taki stan są osoby samotne i takie, które straciły w ostatnich tygodniach poczucie bezpieczeństwa.

– Reakcja na sytuację kryzysową zwykle zamyka się w trzech fazach. Pierwszą fazę dezorganizacji część z nas już ma za sobą, o ile dostaliśmy w pracy jasne instrukcje, wypracowaliśmy jakieś procedury, również te, które nas chronią przed zakażeniem, zorganizowaliśmy sobie życie domowe. To nam pozwoliło wejść w fazę adaptacji, mobilizacji sił i zdolności organizacyjnych, w której może nie funkcjonujemy optymalnie, ale jakoś sobie radzimy – mówi agencji Newseria Biznes dr Beata Rajba, psycholożka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Istotną rolę w radzeniu sobie z nową, trudną sytuacją odgrywały zbliżające się Święta Wielkanocne. Mimo że wiele osób spędziło je inaczej niż co roku, zwykle w domach, to perspektywa świąt pozwoliła zająć się tradycyjnymi przygotowaniami i oderwać myśli od pandemii i związanych z nią problemów.

– Większość z nas starała się wytrzymać do świąt, które stanowiły obietnice normalności. Po świętach trudniej będzie wrócić do dawnej aktywności i znowu się zmusić do wysiłku, więc dla wielu będzie to początek fazy trzeciej, czyli fazy wyczerpania. Wtedy spada nasza efektywność, obniża się nastrój, pojawiają się zaburzenia snu, wzmacniają lęki, może się pojawić depresja, wypalenie, drażliwość czy objawy nerwicowe jak kołatanie serca – przestrzega dr Beata Rajba.

Kolejne tygodnie w izolacji sprawiają, że dotychczasowe mechanizmy obronne znacznie się osłabiają. Stale towarzysząca nam niepewność i strach o zdrowie własne i najbliższych zaczyna powodować coraz większe zmęczenie organizmu.

Według ekspertki najbardziej narażone na spadek nastroju są osoby, które wcześniej borykały się już z problemami psychicznymi. W grupie ryzyka jest również ta część społeczeństwa, która ze względu na obecną sytuację gospodarczą utraciła stałe źródło utrzymania. Są to także osoby samotne, chore i seniorzy. Z sytuacją kryzysową dużo lepiej poradzą sobie ci, których poczucie bezpieczeństwa nie zostało zburzone. Jak podkreśla dr Beata Rajba, obieramy różne strategie, ale nie wszystkie są pomocne. Wręcz przeciwnie, często mogą okazać się jeszcze bardziej destrukcyjne.

– Przykładowo, usiłujemy przewidzieć przyszłe niebezpieczeństwa, a tym samym snujemy katastroficzne wizje i nakręcamy się zupełnie niepotrzebnie. To niczemu nie pomaga. Niektórzy z nas będą się z kolei zastanawiać, co mogli zrobić, by uchronić siebie i bliskich, a tym samym wpadną w samoobwinianie. Jeszcze inni będą wyładowywać emocje na bliskich, będą uciekać w sen, w gry komputerowe, w alkohol, albo jeszcze zaprzeczać zagrożeniu i je bagatelizować – wymienia psycholożka.

Radzi, by na czas pandemii obniżyć wymagania stawiane sobie i innym. Warto przypominać sobie o sytuacjach, w których doskonale sobie poradziliśmy, by w ten sposób udowodnić sobie, że i tym razem damy radę. W utrzymaniu wewnętrznej równowagi pomaga również stały rytm dnia. Ważne jest zatem, aby organizować sobie czas w domu i planować poszczególne czynności, dzięki czemu zyskamy większe poczucie kontroli. W codziennym grafiku nie powinno zabraknąć czasu na przyjemności.

– Obejrzyjmy film, upieczmy ciasto. Warto również zadbać o codzienne ćwiczenia i dietę, dlatego że, jak mówi znane przysłowie: w zdrowym ciele zdrowy duch – aktywność wspomaga proces adaptacji – zaznacza ekspertka.

W trzeciej fazie psychicznego radzenia sobie z pandemią szczególnie ważne są kontakty społeczne. Aby poprawić sobie samopoczucie, dobrze jest porozmawiać przez telefon czy komunikatory z przyjaciółmi – wymienić się spostrzeżeniami dotyczącymi obecnej sytuacji i tym samym oswoić ją.

– Jeżeli sytuacja przekracza nasze możliwości radzenia sobie ze stresem, zachęcam do skorzystania z darmowej – telefonicznej lub internetowej – pomocy psychologicznej. Nikt z nas nie powinien przechodzić przez kryzys sam. Wsparcie, zarówno udzielane przez bliskich, jak i profesjonalistów, pozwala ograniczyć negatywne skutki – wyjaśnia dr Beata Rajba.

Pozytywny wpływ na nastrój może mieć także pomaganie innym.

– Moi zdolni studenci z pierwszego roku wykonali ostatnio badania, które wskazują, że osoby angażujące się we wspieranie innych mają znacznie lepszy nastrój. Mniej się boją, mniej cierpią, lepiej się adaptują do sytuacji izolacji – podkreśla psycholożka. – Doświadczenie pandemii sprawia, że wielu z nas bardziej dba o siebie nawzajem, ludzie się sobą opiekują, moi przyjaciele do mnie dzwonią, udzielamy sobie nawzajem wsparcia, a także społeczności organizują się w przepięknych, spontanicznych akcjach. To nie jest coś nowego, jak pokazuje choćby doświadczenie WOŚP, natomiast to utrwala pewną postawę odpowiedzialności społecznej, solidarności.