Po PKB czas na payrollsy

0

Życie rynku forex to zaiste egzemplifikacja archaicznej koncepcji czasu kolistego. Naturalnie, detale się zmieniają, ale generalne wzorce pozostają te same, zaś ich realizacje – podobne. Trendy, formacje, reakcje rynku, acz przede wszystkim chodzi nam o kalendarium makroekonomiczne.

Co tydzień amerykańskie wnioski o zasiłek, co miesiąc odczyty PMI i payrollsy, co kwartał dane o PKB – i tak dalej. Otóż w ostatni piątek mieliśmy właśnie PKB dla Stanów Zjednoczonych za IV kwartał 2017. Wynik rozczarował: annualizowany to tylko 2,6 proc., oczekiwano aż 3 proc., poprzednio notowano 3,2 proc. Ale dolar i tak, chyba trochę paradoksalnie, zyskał. Zresztą, taki paradoks to nic nowego na tym rynku, gdzie często jedna strona próbuje przechytrzyć drugą, albo też mądrzejsi gracze tych, którzy myślą wyłącznie prostoliniowo, bez żadnych zagrywek. Zyskał oczywiście tylko trochę i relatywnie, w tym sensie, że wykres z okolic 1,2480 przeszedł ostatecznie nawet do 1,2385 (u progu dzisiejszej sesji, w nocy), a teraz jest i tak 1,2415.

W gruncie rzeczy za opór na głównej parze wypada uznać rejon 1,2530 (mniej więcej). Na ten tydzień niekoniecznie spodziewamy się ostrego parcia na północ i przebijania tej okolicy, choćby dlatego, że wypadałoby dokonać korekty i realizacji zysków. Naturalnie szczegóły będą zależeć od kalendarium, w tym od danych makro. Dziś akurat nie ma zbyt wiele przełomowych danych: o 8:00 ceny importu w Niemczech, o 9:00 PKB Hiszpanii, o 14:30 dochody i wydatki Amerykanów. Po drodze – o 11:45 – ma się wypowiedzieć pani Lautenschlaeger z EBC. Ostatnio sam szef EBC próbował osłabić euro, mówiąc dużo o tym, że operacja QE wciąż ma sens, że może być przedłużona itd. – ale gracze grali swoje partie, wyciskając moc euro… do końca? Cóż, w środę mamy w programie niemiecką sprzedaż detaliczną i raport ADP z USA, w czwartek serię finalnych odczytów PMI dla Niemiec, Eurolandu czy USA (w Stanach także indeks ISM), zaś w piątek – payrollsy, tj. dane z rynku pracy Stanów. Zmiana zatrudnienia i bezrobocie, a także płaca godzinowa – to zawsze ważne dane. Po drodze, w środę właśnie, FOMC określi stopy procentowe. Teoretycznie w roku 2018 powinny nas czekać 3 ruchy w górę, niemniej na tym posiedzeniu raczej zmiany nie będzie.

Czytaj również:  Osłabienie światowej koniunktury odbije się na polskim rynku, ale w umiarkowanym stopniu. W 2019 r. PKB nadal powinno rosnąć o ok. 4 proc.

Technicznie rzecz biorąc, cały czas przypominamy o trendzie spadkowym trwającym od dekady, po maksimach z lat 2008, 2011 i 2014. Innymi słowy, choć euro w roku 2017 i u progu 2018 znacznie zarobiło, to jednak historycznie od 10 lat traci na wartości. Jeżeli ten trend miałby się po raz kolejny potwierdzić, to właśnie „teraz”, tzn. w ciągu trwającego kwartału.

Co u nas?
Kalendarium nie przewiduje dziś raczej danych makro z Polski. Na dolar-złotym mamy 3,33 czy nawet mniej. W kontekście opisanej przed chwilą linii spadkowej na eurodolarze można wspomnieć także linię po dołkach z 2011 i 2014 roku na USD/PLN. Linię wzrostową, osłabiającą złotego. Ma ona teraz szansę się potwierdzić – szansę mimo wszystko dość konkretną, choć nie twierdzimy że należałoby w taki scenariusz inwestować 80 czy 90 proc. oszczędności… Sprawy zaszły już dość daleko i jeśli eurodolar nie zacznie się wyraźnie cofać, to na USD/PLN obraz zdąży się zmienić. W gruncie rzeczy styczniowa świeca miesięczna już przebiła opisaną linię.

Na euro-złotym też można się doszukiwać półprostej wzrostowej, ale bardzo łagodnej, np. po dołkach z przełomu 2010 / 2011 i z 2015. Na razie kurs to 4,1370. Na funcie widzimy z kolei mniej niż 4,71. Oczywiście u progu stycznia wykres był jeszcze ok. 5 – 6 groszy niżej, tak więc nie są to jakieś absolutne minima.

Tomasz Witczak, Financial Markets Center Management