Branża oprogramowania komputerowego wnosi do gospodarki UE prawie bilion euro rocznie. Odpowiada bezpośrednio za trzy mln miejsc pracy

Branża oprogramowania komputerowego wnosi do gospodarki UE prawie bilion euro rocznie. Odpowiada bezpośrednio za trzy mln miejsc pracy 1

910 mld euro to wkład branży oprogramowania komputerowego w gospodarkę Unii Europejskiej. To 7,4 proc. unijnego PKB. Firmy projektujące oprogramowanie tworzą bezpośrednio ponad 3 mln miejsc pracy, a w firmach pośrednio związanych z branżą pracę znalazło w sumie blisko 12 milionów osób – wynika z danych BSA. Oprogramowanie i jego tworzenie jest też jednym z najważniejszych stymulatorów badań i wzrostu wydajności we wszystkich sektorach gospodarki.

– Oprogramowanie jest o tyle istotne z punktu widzenia gospodarki i naszego codziennego życia, że to właśnie ono jest stymulatorem rozwoju, konkurencyjności i wydajności. Branża oprogramowania wnosi do gospodarki UE blisko bilion euro rocznie. To duża kwota, biorąc pod uwagę wszystkie gałęzie gospodarki i przemysłu – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA w Polsce, światowej organizacji reprezentującej branżę oprogramowania komputerowego przed rządami i na rynku międzynarodowym.

Z raportu przygotowanego przez BSA The Software Alliance wynika, że wkład branży w gospodarkę UE jest większy niż PKB w 23 z 28 krajów członkowskich (poza Francją, Niemcami, Włochami, Hiszpanią i Wielką Brytanią). Producenci oprogramowania i inne firmy z branży inwestują w badania i rozwój blisko 13 mld euro, co odpowiada za 7,3 proc. wydatków unijnych przedsiębiorstw na ten cel. Tego typu inwestycje bezpośrednio wpływają też na rozwój innych gałęzi gospodarki.

– 7,5 proc. to też wkład branży oprogramowania w PKB UE. Te dane pokazują, że branża oprogramowania jest niezwykle istotnym elementem gospodarki UE, ale także światowej, a jej szczególny charakter generuje progres – mówi Bartłomiej Witucki. – Kolejna rzecz to miejsca pracy. Bezpośrednio w branży oprogramowania w UE zatrudnionych jest 3 mln pracowników, ale to zaledwie 1/4 liczby zatrudnionych w branżach powiązanych, czyli wszystkich usługowo-logistycznych.

Łączna liczba miejsc pracy w Europie wspierana przez branżę wynosi blisko 12 mln, czyli ponad 5 proc. unijnego rynku pracy.

Branża oprogramowania ma także duże przełożenie na gospodarki poszczególnych państw. Z analizy BSA wynika, że najwięcej wnosi ona do PKB Wielkiej Brytanii (160 mld euro), Niemiec (ponad 150 mld), Francji (113 mld), Włoch (50 mld) i Hiszpanii (35 mld).

– Wszystko wskazuje na to, że przed branżą oprogramowania cały czas jest perspektywa stabilnego rozwoju – mówi Witucki. – Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, co będzie za kolejne 10 lat, ale już w tej chwili mówi się o internecie rzeczy, o inteligentnych domach. Tylko osoby obdarzone pewną wyobraźnią są w stanie przewidzieć, w którym kierunku pójdzie świat, ale to, w którym kierunku pójdzie, w dużej mierze zależy właśnie od oprogramowania.

Branża potrzebuje jednak wsparcia państw w ochronie własności intelektualnej i skutecznej walki z piractwem.

– Oprogramowanie to branża, która jest narażona na stosunkowo łatwą kradzież. Mimo że cały czas trwają pracę nad zabezpieczeniem oprogramowania przed nielegalnym powielaniem, to różnego rodzaju nadużycia licencyjne są na porządku dziennym – podkreśla Bartłomiej Witucki.

Zgodnie z przepisami Kodeksu karnego oraz Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych piractwo komputerowe jest zagrożone karą grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności nawet do 5 lat. W przypadku udowodnienia korzystania z nielegalnego oprogramowania komputerowego firma może utracić serwery i komputery, na których było zainstalowane oprogramowanie bez legalnej licencji.

Producent oprogramowania ma prawo dochodzić od przedsiębiorstwa, które używa nielegalnego oprogramowania, odszkodowania w wysokości podwójnej wartości opłaty za licencję, jaką firma zapłaciłaby za legalny produkt (przy niezawinionym naruszeniu), natomiast podczas zawinionego naruszenia – zapłaty potrójnej wartości opłaty licencyjnej.

– Jak bumerang wraca temat edukacji, czyli podnoszenia świadomości znaczenia dla rozwoju gospodarki skutecznej ochrony praw własności intelektualnej, z drugiej strony korzyści płynących z dobrej praktyki zarządzania zasobami informatycznymi i to w bardzo wymiernym wymiarze, tzn. w kontekście optymalizacji finansowej, bezpieczeństwa prawnego i informatycznego – dodaje Bartłomiej Witucki.

Negatywne informacje zahamowały odbicie bitcoina. Powrót do wzrostów możliwy po uspokojeniu nastrojów

Negatywne informacje zahamowały odbicie bitcoina. Powrót do wzrostów możliwy po uspokojeniu nastrojów 2

Przez ostatnie miesiące kryptowaluty znów stały się gorącym tematem. Choć jest to rynek z definicji bardzo zmienny, wzrosty i spadki z tego okresu były szczególnie mocne. Zdaniem dealera easyMarkets, platformy za pośrednictwem której można inwestować m.in. w wirtualny pieniądz, możliwe są zarówno dalsze spadki, jak i powrót do lokalnych szczytów.

– Kryptowaluty na pewno nie są instrumentem dla statystycznego Jana Kowalskiego z tego względu, że jego zmienność jest olbrzymia, a ze zmiennością również ryzyko takich inwestycji jest olbrzymie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Brach dealer easyMarkets. – Natomiast ten rynek przyciąga osoby zajmujące się day tradingiem oraz tradingiem, dla których zmienność jest rzeczą pożądaną z tego względu, że w związku ze zmiennością możemy korzystać z różnic kursowych.

W ciągu ostatniego roku największa i najważniejsza kryptowaluta, czyli bitcoin, zyskała, liczona w dolarach, ponad 630 proc. Nie był to jednak spokojny, jednostajny wzrost. Gwałtownie przyspieszył on w grudniu, wybijając bitcoin na poziomy przekraczające 19 tys. dol. za sztukę. Od września oznacza to wzrost sześciokrotny. Potem jednak przyszło odwrócenie trendu, a wraz z nim spadki. Na początku lutego za jednego bitcoina można już było dostać jedynie niespełna 6 tys. dol. W ciągu najkrótszego miesiąca w roku jednostka ta odrobiła sporą część strat, podwajając swoją wartość. Potem jednak znów jej kurs spadł.

– Tę sytuację można wiązać z regulacjami amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd, która wyraźnie określiła, że krajowe giełdy w USA muszą zarejestrować się w SEC jako giełdy papierów wartościowych – tłumaczy Tomasz Brach. – W tym tygodniu również japońska agencja usług finansowych zawiesiła obrót na dwóch giełdach w związku z zarzutami o malwersacje finansowe osób prowadzących właśnie te rynki. Takie negatywne informacje, jeśli spływają na rynek, wiadomo, że ciążą na notowaniach bitcoina.

Wraz z bitcoinem w dół poszły i inne kryptowaluty, takie jak ethereum, litecoin czy ripple, bo to bitcoin jako największa i najstarsza globalna kryptowaluta wyznacza trendy na tym rynku. Jak mówi Tomasz Brachm reprezentuje ona jedną trzecią kapitalizacji rynku i ponad połowę obrotu na rynku kryptowalut.

– Jeśli ten negatywny trend się utrzyma, możemy zejść w okolice minimum z 5 lutego, czyli poziomu 5900, jeśli z kolei na rynek nie będą spływać dalsze negatywne informacje, to jest duże prawdopodobieństwo, że wrócimy do tych poziomów, które obserwowaliśmy jeszcze na początku tygodnia, czyli 11700. Na bitcoinie dzienna zmienność czasem sięga 15 proc., więc takie zmiany rzędu 30 proc. tygodniowo nie są niczym nadzwyczajnym na tym rynku.

Od 15 marca urząd skarbowy sam rozliczy podatnika. Do tego potrzebny będzie wniosek PIT-WZ

Od 15 marca urząd skarbowy sam rozliczy podatnika. Do tego potrzebny będzie wniosek PIT-WZ 3

Coraz więcej Polaków korzysta z pomocy urzędów skarbowych przy wypełnianiu deklaracji rocznych PIT. W 2017 roku z usługi wstępnie wypełnionego formularza (PFR) skorzystało kilkaset tysięcy osób. Od 15 marca urząd na podstawie dostępnych danych sam dokona rozliczenia. Podatnik musi wcześniej złożyć wniosek PIT-WZ. Ma na to czas do 16 kwietnia.

 Do 16 kwietnia trzeba złożyć formularz PIT-WZ, a więc prośbę do urzędu skarbowego o przygotowanie zeznania podatkowego na podstawie informacji, które już znajdują się w US, ponieważ płatnicy przesyłają tam do końca stycznia lub do końca lutego informację PIT-11 i PIT-8C dotycząca uzyskanych dochodów – mówi agencji Newseria Biznes Anna Misiak, doradca podatkowy, szef zespołu ds. podatków osobistych w MDDP.

Z tej możliwości mogą skorzystać osoby, które nie prowadzą działalności gospodarczej, zobowiązane do rozliczenia rocznego za 2017 rok na formularzu PIT-37, zatrudnione na umowę o pracę lub wykonujące umowę-zlecenie, zarówno rozliczające się samodzielnie, jak i wraz z małżonkiem czy małoletnim dzieckiem. Metodę te mogą wybrać także m.in. emeryci i renciści. Można przy tym skorzystać m.in. z ulg na dzieci, ulgi rehabilitacyjnej i podwyższonych kosztów uzyskania przychodów, a także z odpisania 1 proc. podatku na wybraną organizację pożytku publicznego. Dla podatnika to duże ułatwienie. Wystarczy wypełnić wniosek o przygotowanie PIT-37 i w ciągu pięciu dni przyjdzie wypełnione zeznanie podatkowe. Usługa będzie dostępna od 15 marca.

 Zeznanie przygotowane przez US ogranicza się do określonego rodzaju dochodów. Jeżeli podatnik osiąga inne dochody, np. zagraniczne albo z najmu, gdzie był zobowiązany do opłacania w trakcie roku samodzielnie zaliczek czy ryczałtu, jest zobowiązany do tego, ażeby samodzielnie przygotować zeznanie roczne i w tym zakresie urząd go nie wyręczy – wskazuje Misiak.

PIT-WZ trzeba wysłać elektronicznie. Jest on dostępny na Portalu Podatkowym Ministerstwa Finansów. Wniosek można też złożyć za pośrednictwem systemu teleinformatycznego banków krajowych albo spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych, które świadczą usługę drogą elektroniczną.

Zeznanie podatkowe przygotowane przez urząd to najpewniejszy sposób rozliczenia dochodów. Minimalizuje ryzyko popełnienia błędów w zeznaniu rocznym, które wynikają z przepisywania danych z informacji od płatników i błędów rachunkowych. Jest też znacznie szybsze niż samodzielne rozliczenie. Jak przypomina ekspertka, wniosek o przygotowanie zeznania przez fiskusa nie oznacza automatycznie jego przyjęcia.

 Urząd skarbowy przygotuje na wniosek podatnika takie zeznanie i gdyby okazało się, że już na tym etapie podatnik ma jakieś wątpliwości co do prawidłowości uwzględnionych kwot, może on odrzucić zeznanie przygotowane przez urząd i złożyć zeznanie samodzielnie. Jeżeli natomiast podatnik nie będzie miał żadnych wątpliwości co do informacji zawartych w zeznaniu rocznym przygotowanym przez US, wówczas akceptuje je i będzie to jego właściwe zeznanie roczne za dany rok podatkowy – wyjaśnia Anna Misiak.

Podatnik ma na to działanie czas do 30 kwietnia. Jeśli tego nie zrobi, zeznanie to zostanie zaakceptowane automatycznie.

Z pomocy urzędów skarbowych przy wypełnianiu deklaracji rocznych korzysta coraz więcej osób. Wskazuje na to popularność usługi Pre-Filled Tax Return (PFR), czyli wstępnie wypełnionego zeznania podatkowego (w którym system wypełnia formularz, a podatnik uzupełnia dane). W 2015 roku z tej opcji skorzystało 100 tys. osób, a rok później już 300 tys. Jest ona dostępna dla podatników, którzy składają PIT-37 lub PIT-38 (dotyczący rozliczenia przychodów z kapitałów pieniężnych).

Także droga online zyskuje na popularności w całej administracji. W 2017 roku liczba elektronicznych deklaracji przekroczyła 9,67 mln, przy 8,4 mln rok wcześniej.

– Podatnik ma oczywiście możliwość skorzystania z opcji, że sam przygotowuje zeznanie roczne elektronicznie za pośrednictwem strony edeklaracje.gov.pl. Ma wtedy także możliwość złożenia korekty zeznania rocznego – mówi Anna Misiak

Świetlana przyszłość przed branżą gospodarowania odpadami. Głównie dzięki rosnącej świadomość konsumentów

Świetlana przyszłość przed branżą gospodarowania odpadami. Głównie dzięki rosnącej świadomość konsumentów 4

Coraz większa świadomość konsumentów i nowe regulacje wpływają na dobrą sytuację branży gospodarowania odpadami. Przedsiębiorcy pozytywnie oceniają przepisy dotyczące transportu odpadów, które weszły w życie pod koniec stycznia, oraz decyzję Ministerstwa Środowiska dotyczącą zrównania opłat marszałkowskich za składowanie odpadów segregowanych i zmieszanych. Do uregulowania rynku przyczynią się też przepisy zwiększające odpowiedzialność firm za produkowane przez nie odpady. 

– Rynek odpadów przeżywa renesans. Przede wszystkim dlatego, że rośnie świadomość konsumentów, rośnie świadomość przedsiębiorców, a po trzecie – władza zaczyna bardziej patrzeć na ręce przedsiębiorcom, szczególnie tym, którzy mają coś do ukrycia. Duża w tym zasługa mediów, bo w ostatnim czasie pojawiło się wiele reportaży w telewizji, radiu czy prasie, mówiących o niezbyt chlubnych praktykach – ktoś zakopał w ogródku odpady medyczne, wysypał do żwirowni, ktoś inny wywiózł odpady do lasu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Józef Mokrzycki, prezes zarządu Mo-Bruk.

Wiceminister Sławomir Mazurek poinformował w październiku, że resort środowiska pracuje nad wprowadzeniem gwarancji finansowej (depozytu) dla przedsiębiorstw działających w branży gospodarowania odpadami. Taki mechanizm ma przeciwdziałać nielegalnemu składowaniu odpadów w miejscach, które nie są do tego przeznaczone, np. w lasach.

Pieniądze z kaucji pobieranej od przedsiębiorców byłyby zabezpieczeniem na pokrycie ewentualnych kosztów likwidacji takich składowisk. Usunięcie kilkuset tonowej hałdy śmieci to wydatek rzędu kilkuset tysięcy do nawet kilku milionów złotych, który w tej chwili musi pokryć samorząd.

– Las zawsze będzie tańszy niż instalacje zbudowane za setki milionów złotych. Z tego względu myślę, że w najbliższym czasie w Polsce pojawi się jeszcze wiele takich miejsc, w których zeskładowano nielegalnie, niezgodnie z prawem odpady. Aby nie przedstawiać branży tak, czarno chcę powiedzieć, że zdecydowana większość to dobre, legalnie działające firmy. Natomiast trzeba jeszcze zmienić trochę w jednostkach kontrolnych, wprowadzić kontrole w przewozie odpadów – ocenia Józef Mokrzycki.

Miesiąc temu, 24 stycznia, weszły w życie nowe przepisy dotyczące transportu odpadów, które wprowadziły szczegółowe wytyczne w tym zakresie. Pojazdy przeznaczone do przewożenia odpadów muszą mieć widoczne oznakowanie i odpowiednią dokumentację.

– Już od 1 lutego wprowadzono obowiązek oznakowania samochodu napisem „Odpady”, to duża sprawa. Tej tabliczki nie zawiesi tylko ten, który ma coś do ukrycia. Jeśli organy ścigania go spotkają, to już wiedzą, jak go spowiadać z niecnych czynów – mówi Józef Mokrzycki.

Prezes Mo-Bruk ocenia, że nowe przepisy – w połączeniu z coraz większą świadomością ekologiczną społeczeństwa – przyczynią się do tego, że na znaczeniu zyskają profesjonalne instalacje do przetwarzania odpadów zbudowane przez inwestorów albo za unijne dotacje.

– Uważam, że czeka nas w odpadach świetlana przyszłość – mówi Józef Mokrzycki – Świadomość konsumentów z roku na rok rośnie. Zawsze trafiają się czarne owce, więc pewnie za 10 lat jeszcze znajdziemy kogoś, kto wywiezie worek śmieci do lasu, ale to są wyjątki. My musimy edukować w tym zakresie dzieci od najmłodszych lat, uczyć tego w domu, duża jest też rola wychowania w przedszkolu, w szkole i samych przedsiębiorców – dodaje.

Branża pozytywnie ocenia decyzję Ministerstwa Środowiska dotyczącą zrównania opłat marszałkowskich za składowanie odpadów segregowanych i zmieszanych. W tym roku opłata wzrosła z 74 zł do 140 zł, w 2019 roku będzie wynosić 170 zł, natomiast w 2020 roku – 270 zł opłaty dla marszałka województwa za składowanie tony odpadów na składowisku.

– Dzisiaj przedsiębiorca może wybierać czy oddać odpady do recyklingu, przetworzyć, wykorzystać powtórnie czy po prostu zrzucić na składowisko. Teraz składowanie odpadów po prostu przestanie się opłacać – to jest bodziec, mocny argument do tego, abyśmy odpady przekazywali do powtórnego wykorzystania – mówi Józef Mokrzycki.

Prezes Mo-Bruk zwraca również uwagę na to, że firmy powinny ponosić większe konsekwencje za nieodpowiedzialne działania w zakresie gospodarki odpadami, które wytwarzają.

– Musimy ograniczyć możliwość beztroskiego zbierania odpadów, bez ponoszenia konsekwencji finansowych ze strony przedsiębiorcy. Minister Mazurek mówi już o wprowadzeniu SENT-ów, czyli kontroli każdej ciężarówki przewożonych odpadów. Drugi element to ograniczenie liczby firm, które mogą beztrosko zbierać odpady, nie rozliczać się z tego, nie wykazywać do kogo je przekazali i nie ponosić żadnych konsekwencji – mówi Józef Mokrzycki.

Przyjęty przez Komisję Europejską pakiet o gospodarce odpadami (Circular Economy Package) zobowiązuje Polskę do zwiększenia recyklingu odpadów komunalnych do poziomu 65 proc., recyklingu opakowań do poziomu 75 proc. oraz ograniczenia ilości wszystkich składowanych odpadów do poziomu maksymalnie 10 proc. do roku 2030. Nowe przepisy wprowadzają też zakaz składowania odpadów selektywnie zebranych oraz ideę rozszerzonej odpowiedzialności producentów, która nakłada na nich obowiązek partycypowania w kosztach zbiórki, segregacji i przygotowania do recyklingu wprowadzanych na rynek opakowań.

Inteligentna skakanka wyświetli w powietrzu liczbę wykonanych skoków. Po połączeniu z aplikacją zwiększy także wydajność ćwiczeń

Inteligentna skakanka wyświetli w powietrzu liczbę wykonanych skoków. Po połączeniu z aplikacją zwiększy także wydajność ćwiczeń 5

Opaski na rękę liczące kroki, aplikacje na smartfona pokazujące spalane kalorie czy smartwatche mierzące tętno to gadżety codziennie towarzyszące osobom uprawiającym sport. Producenci idą jednak o krok dalej. Nie tylko urządzenia wearables mogą pomóc w ćwiczeniach. Na rynku pojawia się coraz więcej inteligentnych rozwiązań z branży fitness wyposażonych w najnowsze technologie. Jednym z nich jest inteligentna skakanka wyświetlająca w powietrzu liczbę spalonych kalorii i odbytych skoków.  

Skakanka Smart Rope LED była jednym ze sportowych akcentów na technologicznych targach Mobile World Congress 2018 w Barcelonie. Jej działanie opiera się na zbieraniu informacji z zestawu czujników magnetycznych i wyświetlaniu ich w powietrzu za pomocą 23 wbudowanych diod LED. Inteligentną skakankę można kupić np. w Apple Store i Amazonie za niecałe 400 zł.

– Smart Rope to skakanka, która pozwala lepiej kontrolować wykonywane ćwiczenia. Liczy skoki i komunikuje się ze smartfonem. W skakance umieszczone są opatentowane czujniki magnetyczne śledzące każdy ruch oraz 23 diody LED, które wyświetlają w powietrzu m.in. liczbę oddanych skoków – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Lim Irang z Tangram Factory, producenta inteligentnej skakanki.

Inteligentna skakanka to nie jest jedyne wypełnione technologią urządzenie na rynku, które ma pomagać w ćwiczeniach. Codziennością są już opaski liczące kroki i spalane kalorie, czy inteligentne zegarki, tzw. smartwatche, które zmierzą tętno, a nawet zadbają o dobry sen. Z niemal każdym tego typu urządzeniem współpracuje specjalna aplikacja mobilna, która przetwarza i analizuje zbierane dane. W przypadku Smart Rope aplikacja nie tylko wylicza rezultaty treningowe, lecz także podaje zalecenia dotyczące przyszłego treningu.

– Dzięki aplikacji mobilnej Smart Gym, można sprawdzić takie dane, jak liczba podskoków, liczba spalonych kalorii w stosunku do wagi i wzrostu, a także poznać najbardziej odpowiedni zestaw ćwiczeń – twierdzi przedstawicielka chińskiego producenta.

W najbliższej przyszłości segment inteligentnych rozwiązań branży fitness rozszerzy się nie tylko o urządzenia typu wearables (inteligentną odzież i akcesoria do noszenia), lecz także na coraz bardziej zaawansowane przyrządy do ćwiczeń, a nawet całe siłownie. Przykładem jest Black Box VR, czyli pierwsze na świecie rozwiązanie wirtualnej rzeczywistości do profesjonalnego treningu fitness. Po założeniu gogli przenosimy się do wirtualnego świata, by w niewyobrażalnych na co dzień sytuacjach sprawdzić możliwości organizmu i siłę mięśni.

Niezwykłą maszyną do ćwiczeń może się okazać Icaros. Urządzenie w połączeniu z goglami VR i specjalną aplikacją, pozwala trenować niemal wszystkie partie mięśni. To za sprawą pozycji tzw. deski (z ang. Plank), w jakiej układamy się na urządzeniu. Czas treningu umili natomiast gra, w której trenujący ma wrażenie jakby prowadził futurystyczny myśliwiec.

Według prognoz CCS Insight światowy rynek wearables w 2019 roku osiągnie wartość 25 mld dol. Sprzedaż urządzeń wzrośnie natomiast z 84 mln w 2015 roku do 245 mln sztuk. Największym źródłem przychodów branży jest sprzedaż smartwatchów i najprawdopodobniej ten trend utrzyma się w najbliższych latach, a to za sprawą stałego wzrostu liczby osób śledzących swoją aktywność fizyczną.

Z danych Global Market Insights wynika, że rynek sprzętu fitness w 2016 roku był warty ponad 10 mld dol. Do 2024 r. ma rosnąć w tempie ponad 3 proc. średniorocznie.

W prywatnych gabinetach stomatologicznych leczy się ponad połowa Polaków. Dają one pacjentom wyższy poziom leczenia niż w ramach NFZ

W prywatnych gabinetach stomatologicznych leczy się ponad połowa Polaków. Dają one pacjentom wyższy poziom leczenia niż w ramach NFZ 6

Polski rynek usług stomatologicznych – wzorem europejskiego – jest w trakcie konsolidacji. Małe gabinety coraz częściej dołączają do dużych sieci. Ten proces wymuszają oczekiwania pacjentów, dla których liczy się jakość oferowanych usług, wygoda, zaufanie do lekarza i nowoczesne wyposażenie gabinetu. W Polsce rynek ten zdominowały prywatne podmioty, które stać na kosztowne inwestycje, ponieważ publiczne wydatki na stomatologię sięgają raptem 2,5 proc. całego budżetu NFZ. Leczy się w nich ponad połowa pacjentów. 

– Rynek usług stomatologicznych w Polsce jest zdominowany przez usługi prywatne. Wynika to z luki, jaką de facto pozostawił sektor publiczny, w którym inwestycje w usługi stomatologiczne są na bardzo niskim poziomie. Z tego względu bardzo dobrze rozwinął się sektor usług stomatologicznych obsługiwanych przez podmioty prywatne. Są one na zupełnie innym poziomie niż podmioty obsługiwane w ramach NFZ – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wioletta Juszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia i Medicover Optyk.

Stomatologia pozostaje jedyną gałęzią medycyny, z usług której pacjenci korzystają częściej prywatnie niż publicznie. Z badania CBOS wynika, że w 2016 roku 50 proc. Polaków przynajmniej raz odwiedziło dentystę, a zdecydowana większość (69 proc.) wybrała usługi prywatnej kliniki stomatologicznej.

– Powodem jest przede wszystkim technologia, coraz bardziej obecna w stomatologii, która przechodzi etap cyfryzacji. Za te inwestycje odpowiada głównie sektor prywatny, a nie publiczny. Pacjenci to doceniają, ponieważ nowe technologie powodują, że obsługa pacjenta i jego wizyta jest o wiele bardziej komfortowa, bezpieczna i bezbolesna – mówi Wioletta Juszczyk.

Z usług dentysty refundowanych w ramach NFZ korzysta zaledwie co trzeci Polak. To w dużej mierze wina niedofinansowania – wydatki na stomatologię stanowią 2,49 proc. całego budżetu NFZ, co oznacza, że na statystycznego Polaka przypada zaledwie ok 47 zł. To uniemożliwia jakiekolwiek inwestycje, więc podmioty publiczne przegrywają konkurencję z prywatnymi.

– Pacjenci zwracają również uwagę na dostępność i sposób, w jaki mogą umówić się na wizytę. Ponieważ są bardzo zabiegani, umówienie wizyty dentystycznej jest jedną z ostatnich rzeczy, o których myślą. Ułatwienie im tego, na przykład udostępnienie grafiku lekarza online, w którym pacjent w każdym miejscu i o każdej porze może taką wizytę umówić, jest bardzo istotne – mówi Wioletta Juszczyk.

Obok jakości oferowanych usług i wyposażenia gabinetu dla pacjentów liczy się też zaufanie i dobra komunikacja z lekarzem. Z badań Medicover Stomatologia wynika, że 34 proc. pacjentów, kiedy już wybierze swojego dentystę, korzysta z jego usług aż do końca pełnego leczenia. Wśród pacjentów, u których leczenie trwa dłużej i jest bardziej skomplikowane, ten odsetek sięga już 70 proc.

– Pacjent przywiązuje dużą wagę do tego, aby język stosowany przez lekarza był przystępny i zrozumiały. Bardzo ważna jest pierwsza wizyta, na której przeprowadzana jest pełna diagnostyka z wykorzystaniem tomografu komputerowego i fotografia, dzięki której pacjent wie, jak jego uzębienie wygląda przed zabiegiem, co się dzieje w trakcie i jak to wygląda po zabiegu. Po pierwszej wizycie pacjent otrzymuje pełny plan leczenia, w którym ma jasno określone, ile będzie ono trwało, jakie procedury będą wykonane i jaka inwestycja jest konieczna z jego strony. Przejrzysty plan powoduje zaangażowanie pacjenta i większą motywację do leczenia – mówi Wioletta Juszczyk.

Jak wynika z danych PMR, w 2016 roku wartość rynku stomatologicznego w Polsce sięgnęła ok. 10 mld zł – to  raptem 3 proc. europejskiego rynku oszacowanego na 79 mld euro (ok. 336 mld zł). Według prognoz do 2020 roku rodzimy rynek będzie się rozwijał w tempie 7 proc. rocznie, osiągając wartość 12,6 mld zł.

– Rynek stomatologiczny w Polsce się konsoliduje. Widać to po transakcjach dokonanych w ostatnich kilku miesiącach. To powoduje, że właściciele innych klinik są coraz bardziej zainteresowani tym procesem. Właściciele klinik sami się do nas zgłaszają i pytają, jak mogą z nami współpracować – mówi Wioletta Juszczyk.

Konsolidacja rynku wynika z faktu, że jeszcze kilka lat temu otworzenie gabinetu dentystycznego było łatwiejsze i nie wiązało się z dużymi nakładami finansowymi – nie trzeba było np. inwestować w stronę internetową, w marketing czy fanpage na Facebooku. Dziś aby utrzymać poziom usług i klientów, gabinety stomatologiczne muszą inwestować. Łatwiej przychodzi im to pod jednym, silnym brandem.

– Otwierając gabinet dentystyczny, trzeba zainwestować bardzo duże pieniądze. Tomograf komputerowy, który jest standardem, kosztuje ponad 200 tys. zł. Skanery wewnątrzustne, które coraz mocniej wchodzą na rynek, to wydatek rzędu co najmniej 150 tys. zł. Dentysta nie jest uczony, w jaki sposób zarządzać placówką, a duże sieci wiedzą dokładnie, jak to robić. Dlatego widzimy, że dentyści są zainteresowani synergią pomiędzy tym, w czym lekarz jest najlepszy, czyli w leczeniu i opiekowaniu się pacjentami, oraz tzw. back office, czyli marketingiem, inwestycjami, finansami czy zakupami – mówi Wioletta Juszczyk.

Konsolidacja to europejski trend, który widać już w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, gdzie rynek stomatologiczny jest już w tej chwili skonsolidowany w ponad 25 proc. Medicover Stomatologia – jeden z największym podmiotów na krajowym rynku – w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przejął trzy duże marki: Prestige Dent – wyspecjalizowaną placówkę implantoprotetyczną, DentaCare – skierowaną do rodzin i dzieci, które oferuje m.in. usługi pedodonty, oraz wyspecjalizowaną w protetyce StomaDental,

– Jest to wysoko wyspecjalizowana placówka stomatologiczna zajmująca się głównie protetyką i bardzo blisko współpracująca z laboratorium protetycznym, które również przejęliśmy i na podstawie którego będziemy budować ekosystem dla całej Medicover Stomatologia – zapowiada Wioletta Juszczyk.

Nowa ustawa o zamówieniach publicznych musi być spójna i nowoczesna

Ponad rok obowiązują już bardzo głęboko znowelizowane przepisy ustawy o zamówieniach publicznych. Wprowadzonych zostało wiele nowych rozwiązań. Ich ogólnym kierunkiem jest większa elastyczność i przeniesienie akcentów w ich realizowaniu z ceny na jakość. Doświadczenia tego roku pokazują, że można mówić już o pierwszych wnioskach, które skłaniałyby do pewnej korekty, a w niektórych punktach nawet głębszej rewizji regulacji.

 Chodzi głównie o zakres ochrony sądowej oraz o dostępność do zamówień. To, co nie zostało objęte nowelizacją, a powinno zaistnieć w nowym prawie, to przygotowanie – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich – Ze względu na niezbyt udane i staranne tworzenie postępowań, te nowoczesne rozwiązania zastosowane już w nowej ustawie nie zyskały popularności i nie są powszechne. Wydaje się, że dziś można już poważnie pomyśleć o zupełnie nowym projekcie. Obecna ustawa, która ma już ponad 10 lat, była nowelizowana  – licząc mniejsze zmiany – nawet kilkadziesiąt razy. To najwyższy czas, aby przygotować spójny, nowoczesny akt, uwzględniające powyższe trendy oraz pogłębioną elektronizację wszystkich procedur – podsumował Lang.

Rexit

Obawy o stabilność Białego Domu po dymisji sekretarza skarbu stały we wtorek za pogorszeniem sentymentu na rynkach. Dolar tracił do niemal wszystkich walut G10, słabszy jest złoty. Giełdy w Europie i USA pogrążyły się w czerwieni, traci ropa, zyskuje złoto.

Rex Tillerson przestaje być sekretarzem stanu USA (stąd Rexit). Zastąpić go ma Mike Pompeo, obecny dyrektor CIA. Pompeo już jest okrzyknięty anty-Tillersonem, co w kwestiach handlu oznacza wysokie poparcie dla protekcjonizmu. Te konkluzje przypomniały po kilku dniach przerwy o napięciach, jakie mogą z globalnego handlu przenieść się na ożywienie gospodarcze.

Informacja w głównej mierze odbiła się negatywnie na USD, dodatkowo wzmacniając „rozczarowanie” odczytem CPI z USA. Inflacja CPI w lutym zgodnie z oczekiwaniami wzrosła o 0,2 proc. m/m, wyciągając wskaźnik roczny z 2,1 proc. do 2,2 proc. Inflacja bazowa także nie zaskoczyła odczytem 0,2 proc. m/m i 1,8 proc. r/r. Biorąc pod uwagę umocnienie dolara w oczekiwaniu na odczyt, rynek pozycjonował się pod lepszy odczyt. W rezultacie USD/JPY zawrócił spod 107,30 do 106,60. EUR/USD skoczył z 1,2330 do 1,24. Mocne są też NZD i GBP. Pogorszenie sentymentu w drugiej części dnia zahamowało NOK i AUD. Duża aktywność sprzedających AUD/NZD tłumaczy rozdźwięk w zachowaniu walut z Antypodów (Australia ma więcej do stracenia w przypadku rozpętania wojen handlowych).

GBP/USD wdrapał się na 1,3990 pośrednio na słabości dolara, jednak dodatkowy efekt wywołało wiosenne expose kanclerza skarbu Wielkiej Brytanii Hammonda. W wystąpieniu wyjątkowo optymistycznie wypowiadał się o aktywności gospodarczej w kraju oraz przedstawił wyższe prognozy wzrostu PKB. W 2018 r. Wielka Brytania ma rosnąć w tempie 1,5 proc. wobec wcześniej szacowanych 1,4 proc.

Największym przegranym wtorkowego handlu jest CAD za sprawa gołębich komentarzy prezesa Banku kanady Poloza. Wyraził on ostrożne podejście dla przyszłego dostosowywania polityki, nie wykazując pośpiechu do podwyżek w obliczu napięć w negocjacjach NAFTA. USD/CAD jest dziś niemal figurę wyżej na 1,2940.

EUR/PLN zaliczył senny dzień w przedziale 4,20-4,21. Więcej emocji było na USD/PLN (spadek pod 3,40) i GBP/USD (wzrosty pod 4,75).

Rynek akcji jest morzem czerwieni, gdyż inwestorzy zdecydowali się spieniężać zyski w obliczu zamieszania w Białym Domu. Z sugerowanych przez kontrakty na S&P500 nic nie zostało do czasu startu sesji na rynku kasowym, choć w momencie pisania Dow Jones i S&P500 walczą na poziomie doniesienia. Nasdaq pozostaje 0,4 pod kreską.

Europa nie doczekała prób uspokojenia na Wall Street i główne indeksy zanotowały spadki od 0,3 proc. w Mediolanie po 1,6 proc. we Frankfurcie. WIG20 stracił 1,08 proc.
Pogorszenie nastrojów mocno dosięgnęło ropy naftowej. WTI w ciągu dnia traciła nawet 1,6 proc., stabilizując się blisko 60,5 USD/b. Wieści z Białego Domu raczej były pretekstem dla rynku, który od kilku dni próbuje sprostać fali niepokojących informacji. Piętrzące się zapasy surowca w USA stawią pod znakiem zapytania równoważenie rynku i stanowią ryzyko dla dalszych spadków. Wczoraj EIA w raporcie zaznaczyło, że w kwietniu wydobycie z łupków w USA ma sięgnąć rekordowych 6,95 mln b/d.

Złoto z kolei było bardziej skupione na dołujących rentownościach obligacji skarbowych USA i cena uncji została pociągnięta do 1327 USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pół miliona metrów kwadratowych dla centrów usług biznesowych

Aż 500 000 mkw. powierzchni biurowej wynajęły w 2017 firmy z sektora usług dla biznesu. Pozytywny trend powinien utrzymać się również w tym roku – według szacunków ABSL na przestrzeni kolejnych miesięcy może otworzyć się aż 50 nowych centrów, co z kolei przełoży się na wysokie zapotrzebowanie na biura

Firma doradcza JLL przeanalizowała aktywność firm z sektora usług w 2017 roku w Polsce.

„Tylko w ubiegłym roku firmy z sektora usług biznesowych wynajęły w Polsce aż 500 000 mkw. co stanowi jedną trzecią popytu na głównych rynkach biurowych, uwzględniając Warszawę[1]. Patrząc na ambitne plany inwestycyjne firm z branży, również w tym roku możemy spodziewać się dużego zapotrzebowania na nowoczesne przestrzenie biurowe ze strony sektora. Jak szacuje ABSL, w kolejnych miesiącach powinno otworzyć się 50 nowych centrów, a firmy już obecne w Polsce będą nadal zwiększać zatrudnienie”, komentuje Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy w JLL.

Według danych ABSL, w 2017 w Polsce powstało 51 nowych centrów usług dla biznesu. Przykładowe nowe inwestycje to m.in. J.P. Morgan, Swarovski czy Hargreaves Lansdown. Przełożyło się na znakomite wyniki w obszarze popytu, szczególnie ciekawe w Warszawie (aż 100 000 mkw.), która coraz chętniej jest wybierana przez globalne marki na lokalizację ich nowych centrów. Na główne miasta poza stolicą przypadło 400 000 mkw. – aż 60% ogólnego zapotrzebowania na biura na rynkach regionalnych. Największe umowy najmu zawarte przez firmy z sektora usług dla biznesu podpisały m.in. poufny najemca (25 500 mkw.) w Poznaniu, Citi Service Center Poland (18 600 mkw.) w Warszawie oraz J.P. Morgan (15 600 mkw.) w Warszawie.

„Polska pozostaje atrakcyjną lokalizacją dla międzynarodowych inwestorów i na przestrzeni ostatniej dekady zbudowała pozycję regionalnego lidera w sektorze usług w Europie Środkowo-Wschodniej. Widzimy odzwierciedlenie tego trendu na polskim rynku biurowym. W ubiegłym roku w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu centra usług wynajęły po 100 000 mkw. Z kolei, rekordowy w skali kraju udział sektora w popycie odnotowała Łódź, gdzie niemal 80% zapotrzebowania na biura wygenerowały firmy BPO/SSC”, podsumowuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Sektor usług dla biznesu to jedna z najdynamiczniej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki. Z analiz ABSL wynika, że aktualnie centra usług zatrudniają już 265 000 osób, czyli o 20% więcej niż w I kwartale ubiegłego roku.

„Polska jest obecnie zdecydowanym liderem regionu jeśli chodzi o liczbę nowoczesnych centrów usług dla biznesu – jest ich w Polsce ponad 1 100, należą do ponad 750 inwestorów, w tym przeszło 550 zagranicznych i zatrudniają 265 000 osób. Przy zachowaniu obecnego trendu wzrostowego pozycja Polski jako kraju „pierwszego wyboru” dla powstawania nowych centrów powinna się w dalszym ciągu umacniać. Szacujemy, że w roku 2020 zatrudnienie w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu ma szansę przekroczyć poziom 300 000 pracowników, mówi Piotr Dziwok, Prezes ABSL.

Ekspansja centrów biznesowych zmienia nie tylko polski krajobraz biurowy, ale również sposób planowania i środowisko pracy.

„Dynamiczny rozwój sektora usług przekłada się zmianę funkcji nowoczesnych przestrzeni biurowych. Dlaczego? Branża usług zatrudnia wielu młodych ludzi, dla których lokalizacja biura i jego wygląd jest ważnym elementem, na podstawie którego podejmują decyzję o przyjęciu oferty pracy. Ponadto, pracodawcy coraz częściej dostrzegają silną korelację pomiędzy aranżacją przestrzeni a efektywnością i satysfakcją zespołu. Ta tendencja będzie wzmacniać się w kolejnych latach wraz z wchodzeniem na rynek coraz młodszych grup wiekowych. Dlatego rosnąca liczba firm z sektora usług decyduje się na przygotowanie długoterminowych strategii związanych z miejscem pracy, tak aby wygrać silną konkurencję o talenty”, komentuje Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Doradztwa ds. Miejsca Pracy, JLL.

[1] Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin

Kierownik projektu potrzebny od zaraz –ekspert komentuje sytuację na rynku pracy w nieruchomościach

Piotr Sulerzycki, manager w Michael Page
Piotr Sulerzycki, manager w Michael Page

Od dłuższego czasu na rynku nieruchomości można zaobserwować dużą aktywność deweloperów oraz inwestorów. Nawet w obliczu aktualnego deficytu terenów inwestycyjnych, spodziewają się oni bardziej wyhamowania działań niż kryzysu, podobnego do tego sprzed kilkunastu lat. Powoduje to, że zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników, takich jak na przykład kierownik projektu, utrzymuje się na wysokim poziomie. Co ciekawe, pracodawcy na równi z wiedzą techniczną poszukują u kandydatów umiejętności miękkich i nastawienia biznesowego – komentuje sytuację Piotr Sulerzycki, manager w Michael Page odpowiadający za rekrutację na rynku nieruchomości i w budownictwie.

Szeroka ekspansja

Firmy tak jak w latach ubiegłych stawiają obecnie na ekspansję w różnych obszarach, o czym świadczą wskaźniki za 2017 rok. Wg danych firmy doradczej Savills, rynek nieruchomości biurowych wzbogacił się w ubiegłym roku o około 800 tys. m.kw. nowej powierzchni. Powstało także 391 tys. m.kw. nowej powierzchni handlowej. Intensywne działania widoczne były także na rynku magazynowym, gdzie w ciągu ostatnich 12 miesięcy wybudowano ponad 2,1 mln mkw.

Dodatkowo, jak wynika z danych GUS, w całym minionym roku oddano do użytku ponad 178 tys. mieszkań, czyli 9,1 proc. więcej niż w 2016. W tym czasie wydano również pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę ponad 250 tys. mieszkań.

Liczne przedsięwzięcia, realizowanie w 2017 roku oraz wcześniejszych latach, spowodowały, że jednym z największych wyzwań, z którymi muszą mierzyć się teraz deweloperzy oraz inwestorzy jest wyścig o atrakcyjne grunty oraz doświadczonych pracowników. Problem ten, dotyczy nie tylko stolicy, ale także innych dużych miast w Polsce.

Wpływ na rynek pracy

Kandydaci poszukiwani są do takich obszarów jak m.in. akwizycja, rozwój inwestycji, realizacja, a w szczególności zarządzenie projektami. Ze względu na wymagania rynku, zmieniają się jednak oczekiwania wobec pracowników. Poza kompetencjami techniczno-budowlanymi, mocno na znaczeniu w ostatnim czasie zyskały takie umiejętności jak zrozumienie potrzeb klientów oraz najnowszych trendów, czyli tzw. business acumen, a także optymalizacja finansowa.

Na przykład, na stanowisko kierownika projektu poszukiwane są osoby z doświadczeniem architektonicznym, które będą świetnie rozumiały się z projektantem. Wynika to z faktu, że kluczowa staje się w inwestycji faza projektowa, gdzie powstaje „produkt”. Dlatego też kierownik projektu musi być w stanie zająć się koordynacją etapu tworzenia nieruchomości, która będzie innowacyjna i dopasowana do potrzeb rynku czy też klientów, dzięki czemu zostanie skutecznie sprzedana lub wynajęta. Powinien on też umieć przeprowadzić sprawną i efektywną finansowo realizację. Osoba na tym stanowisku musi też efektywnie współpracować z działami sprzedaży lub leasingu. Od kandydatów oczekuje się również kompetencji interpersonalnych z uwagi na konieczność budowania i utrzymania pozytywnych relacji ze wszystkimi stronami procesu inwestycyjnego.

Presja płacowa

Duży popyt na wykwalifikowanych pracowników powoduje, że obszar nieruchomości staje się rynkiem kandydata z widoczną presją płacową, na którą pracodawcy starają się już odpowiadać. W celu lepszego zobrazowania tej sytuacji, Michael Page przygotowało przegląd wynagrodzeń dla tej branży posiłkując się tutaj danymi z rynku oraz informacjami nt. wynagrodzeń oferowanych przez klientów w procesach rekrutacyjnych.

Wspomniany już kierownik projektu może liczyć w Polsce na zarobki rzędu 12-20 tys. zł/brutto miesięcznie. Natomiast kandydaci z 8-10 letnim doświadczeniem na wymagających projektach na przykład z segmentu biurowego mogą oczekiwać wynagrodzenia nawet do 30 tys. zł/brutto. Warto przy tym dodać, że kandydaci coraz bardziej nastawieni są na współpracę w oparciu o własną działalność gospodarczą.