Odpowiedzialność cywilnoprawna i administracyjna na gruncie RODO

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) to nie tylko szereg nowych obowiązków dla administratorów danych osobowych oraz nowe instrumentarium ochrony danych osobowych przewidziane dla osób, których dane dotyczą. To także nowe zasady odpowiedzialności.

Odpowiedzialność administracyjna

Wśród doniesień medialnych na temat RODO najczęściej komentowaną sankcją, jaką przewiduje unijne rozporządzenie, są administracyjne kary pieniężne. Dzieje się tak nie bez powodu. Zgodnie z art. 83 RODO kary te mogą sięgać, w zależności od rodzaju zawinienia, 10 mln EUR lub 20 mln EUR. W praktyce najczęściej w grę będzie wchodziła wyższa stawka kary obejmująca do 4% całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego lub kara do kwoty 20 mln EUR. Wynika to z faktu, iż wyższa kara przewidziana jest m.in. za naruszenie podstawowych zasad przetwarzania danych osobowych czy naruszenie podstawowych obowiązków względem osób, których dane dotyczą, takich jak obowiązek informacyjny czy obowiązek korelujący z prawem do bycia zapomnianym.

Szersze niż dotychczas będą także uprawnienia organu nadzorczego. Organ nadzorczy będzie mógł m.in. nakazać administratorowi spełnienie żądania osoby, której dane dotyczą, wynikającego z praw przysługujących jej na mocy RODO, będzie mógł także wprowadzić czasowe lub całkowite ograniczenie przetwarzania danych, w tym w postaci zakazu przetwarzania danych, czy też nakazać administratorowi zawiadomienie osoby, której dane dotyczą, o naruszeniu ochrony danych. Podkreślić należy, iż wszelkie nakazy i zakazy kierowane w drodze decyzji przez organy nadzorcze mogą być stosowane nie tylko zamiast administracyjnych kar pieniężnych, ale także obok nich.

Odpowiedzialność cywilnoprawna

Novum wprowadzonym przez RODO jest stworzenie podstawy do roszczeń odszkodowawczych dla osób, które poniosły szkodę majątkową lub niemajątkową w wyniku naruszenia RODO. Roszczenia te mogą być kierowane do administratora danych osobowych.

Zgodnie z art. 82 ust. 2 RODO „każdy administrator uczestniczący w przetwarzaniu odpowiada za szkody spowodowane przetwarzaniem naruszającym (…) rozporządzenie”. Przesłanki ekskulpacji zostały określone bardzo restrykcyjnie. Otóż administrator zostanie zwolniony z odpowiedzialności odszkodowawczej, jeśli udowodni, że w żaden sposób nie ponosi winy za zdarzenie, które doprowadziło do powstania szkody. Co to oznacza? Po pierwsze zasadniczy ciężar dowodu spoczywa tu na administratorze danych – to on ma udowodnić, iż nie ponosi winy za powstanie szkody. Po drugie ma wykazać, iż w żaden sposób nie ponosi winy, czyli nie ma nic, co mogłoby chociaż częściowo wskazywać na uchybienia administratora w zakresie realizacji obowiązków wynikających z RODO.

Administrator jest zatem w dość niekorzystnej sytuacji prawnej. Zwłaszcza że zgodnie z preambułą do unijnego rozporządzenia pojęcie szkody należy traktować szeroko, w sposób w pełni odzwierciedlający cele RODO. A jeżeli w danej sytuacji jest kilku administratorów danych i w związku z przetwarzaniem przez nich danych dojdzie do wyrządzenia szkody innej osobie, ponoszą oni solidarną odpowiedzialność za całą szkodę, tak by zapewnić osobie, której dane dotyczą, rzeczywiste uzyskanie odszkodowania.

Warto podkreślić, iż art. 82 RODO nie wyłącza innych podstaw prawnych do dochodzenia roszczeń z tytułu naruszenia ochrony danych osobowych. Taką podstawą pozostaje w określonych sytuacjach np. roszczenie o ochronę dóbr osobistych. Analizowana norma prawna ustanowiona w RODO stanowi zatem nowe narzędzie mające ułatwiać dochodzenie roszczeń odszkodowawczych.

W projekcie nowej ustawy o ochronie danych osobowych znalazły się również przepisy dotyczące odpowiedzialności cywilnej – otóż każda osoba, której prawa przysługujące na mocy przepisów o ochronie danych osobowych zostały naruszone, może żądać zaniechania tego działania, a także może żądać, aby ten, kto dopuścił się naruszenia, dopełnił czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków.

W świetle projektu nowej ustawy o ochronie danych osobowych w sprawach roszczeń cywilnoprawnych osób, których dane dotyczą, orzekały będą w pierwszej instancji sądy okręgowe.

Podsumowanie

Cywilnoprawna odpowiedzialność odszkodowawcza jest niezależna od sankcji administracyjnych lub karnych za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych. W skrajnych przypadkach w razie naruszenia przepisów RODO przedsiębiorca może się spodziewać nie tylko decyzji administracyjnej organu nadzorczego domagającej się określonego zachowania oraz wymierzenia administracyjnej kary pieniężnej, ale także pozwu ze strony osoby, która poniosła szkodę wskutek naruszenia ochrony jej danych osobowych. Najpewniej w polskiej ustawie o ochronie danych osobowych znajdzie się także sankcja karna z tytułu nielegalnego przetwarzania danych osobowych wrażliwych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Warszawa piąta w Europie pod względem zbalansowania kadry pracowniczej

Colliers International opublikował najnowszą, europejską edycję raportu „Cities of Influence”, którego prezentacja miała miejsce na odbywających się w tym tygodniu targach nieruchomości MIPIM. Warszawa okazała się wiodącym rynkiem w regionie Europy Środkowo – Wschodniej w kategorii Workforce: Skills and Orientation, wykazując zdrową równowagę pomiędzy osobami zatrudnionymi w sektorze technologii informacyjnych a specjalistami i pracownikami technicznymi. Był to również jeden z najszybciej rosnących rynków pod względem tworzenia miejsc pracy w nowoczesnych zawodach w 2017 roku. Według raportu Warszawa zamyka grupę pięciu najsilniejszych w tej kategorii miast, zajmując miejsce po Zurychu, Dublinie, Londynie i Edynburgu.

Damian Harrington, dyrektor działu badań w regionie EMEA w Colliers International
Damian Harrington, dyrektor działu badań w regionie EMEA w Colliers International

— Warszawa przeszła w ostatnich latach transformację, szczególnie w zakresie szybkiej reorientacji swoich pracowników na nowoczesne usługi biznesowe. Miasto plasuje się pod tym względem na piątej pozycji w rankingu, czego potwierdzeniem jest wejście na ten rynek w 2017 roku globalnych marek takich, jak JP Morgan czy Goldman Sachs. Relatywnie niska baza kosztowa miasta będzie nadal przyciągać najemców, podobnie jak nowe talenty, biorąc pod uwagę wysoki poziom komfortu ogólnego pracowników w tym mieście. Sądzimy, że dzięki temu pozycja Warszawy w ogólnym rankingu Cities of Influence wzrośnie w 2018 r., zwiększając tym samym aktywność inwestycyjną na rynku nieruchomości komercyjnych — mówi Damian Harrington, dyrektor działu badań w regionie EMEA w Colliers International.

Szereg miast, które znalazły się na wysokich pozycjach w naszym rankingu, nie cieszy się obecnie dużą popularnością jako kierunki lokowania kapitału inwestycyjnego. Dotyczy to między innymi niektórych dużych miast regionalnych w Wielkiej Brytanii, Francji (np. Lyon), ale też miast tak różnych od siebie jak Mediolan i Moskwa. W niektórych przypadkach taką sytuację można przypisać warunkom gospodarczym, które dopiero niedawno zaczęły ulegać zdecydowanej poprawie, a także warunkom politycznym, które nie sprzyjają inwestycjom zagranicznym, z czym mamy do czynienia na przykład w Moskwie. W Mediolanie poważne obawy dotyczące sektora bankowego oraz niepewna sytuacja polityczna powstrzymują zarówno napływ inwestycji, jak i wzrost popytu na rynku najmu. Natomiast w miastach regionalnych Wielkiej Brytanii i Francji w obliczu trwającego obecnie procesu dewolucji (decentralizacji i regionalizacji) gospodarczej oraz rosnącej elastyczności rynku pracy należałoby się spodziewać nowej dystrybucji kapitału na rynkach nieruchomości, pod warunkiem dostępności produktów.

 

— Biorąc pod uwagę silny popyt i znaczny potencjał wzrostowy na rynku najmu, brytyjskie miasta sprawiają wrażenie poważnie niedoinwestowanych, zwłaszcza w porównaniu z wielką siódemką miast niemieckich oraz stolicami skandynawskimi — wyjaśnia Damian Harrington.

 

Miasta uwzględnione w raporcie „Cities of Influence” zostały omówione i uszeregowane w rankingu w oparciu o atrakcyjność dla najemców, dostępność talentów oraz czynniki decydujące o jakości życia, a także wyniki gospodarcze. Za najatrakcyjniejsze miasto Europy już drugi rok z rzędu uznano Londyn. Pozostałe miejsca w pierwszej piątce zajęły kolejno Paryż, Madryt, Moskwa i Birmingham. W tegorocznej, rozszerzonej wersji raportu omówiono 50 największych europejskich ośrodków gospodarczych – powiększając pulę dwudziestu miast ujętych w pierwszym raporcie – dzięki czemu nakreślono rozległy pod względem geograficznym obraz rynków europejskich o znaczeniu globalnym, regionalnym i krajowym.

 

Jak dodaje Peter Leyburn, dyrektor ds. obsługi klientów w regionie EMEA w Colliers International, duży popyt ze strony najemców powierzchni biurowych jest siłą napędową gospodarki miast i czynnikiem wpływającym na wszystkie inne formy popytu na rynku nieruchomości: czy to handlowych (a co za tym idzie także logistycznych), czy też hotelowych, rekreacyjnych lub mieszkaniowych. Duży popyt na rynku najmu przyczynia się również do wzrostu czynszów, a w dłuższej perspektywie właśnie to stanowi najważniejszy czynnik wpływający na wartość kapitału – zwłaszcza gdy na większości rynków dalsza kompresja stóp kapitalizacji wydaje się już niemożliwa. Ta analiza może zatem dostarczyć cennych wskazówek dotyczących tego, dokąd należałoby skierować kapitał inwestycyjny.

 

— Do czynników wpływających na wzrost inwestycji w dużym stopniu należą również transformacje urbanistyczne oraz nowa infrastruktura. Można postawić tezę, że zbliżamy się do szczytu obecnego cyklu inwestycyjnego, na co wskazują ceny, a także wartość inwestycji. Zgodnie z tą logiką na kolejnym etapie cyklu powinna nastąpić redystrybucja kapitału w miastach, pociągająca za sobą wzrost aktywności najemców, podobnie jak zmiany w zakresie kluczowych elementów infrastruktury — mówi Richard Divall, dyrektor rynków kapitałowych w regionie EMEA w Colliers International.

 

Kilka dodatkowych informacji na temat poszczególnych miast:

 

  • Zurych, Dublin, Londyn, Edynburg, Warszawa | Analiza struktury siły roboczej w poszczególnych miastach wykazała, że Zurych oraz ustępujące mu tylko nieznacznie Dublin, Londyn, Edynburg i w coraz większym stopniu również Warszawa utrzymują właściwą równowagę pomiędzy pracownikami zatrudnionymi w nowoczesnych zawodach z sektora technologii informacyjnych i komunikacyjnych, usług finansowych czy usług dla biznesu a specjalistami oraz pracownikami technicznymi i naukowymi. Wysoki wynik w tym obszarze osiągnęło wiele mniejszych i średnich rynków. Nieprzypadkowo większość z nich wypadła dobrze zarówno w ogólnym rankingu, jak i pod względem wydajności gospodarczej. W gronie tym znalazły się duże miasta skandynawskie i niektóre z miast należących do niemieckiej wielkiej siódemki, natomiast Paryż uplasował się na niższej pozycji z powodu nadreprezentacji pracowników zatrudnionych w sektorze usług publicznych oraz pełniących funkcje pomocnicze. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się Warszawa, która po raz pierwszy znalazła się w gronie pięciu najlepszych rynków ze względu na wzrost zatrudnienia przy zachowaniu zdrowej równowagi pomiędzy osobami zatrudnionymi w sektorze technologii informacyjnych a specjalistami i pracownikami technicznymi.

 

  • Londyn, Paryż, Madryt i Moskwa | O perspektywach zatrudnienia oraz rozwoju i sukcesie zawodowym często decyduje okres uniwersytecki. Istnieje ścisła zależność pomiędzy ogólnie wysokimi wynikami osiągniętymi przez miasta a ilością uczelni wyższych działających w tych miastach. Na tym polu niekwestionowanym liderem jest Londyn. Wiele niemieckich i brytyjskich miast regionalnych znalazło się wprawdzie w pierwszej dwudziestce, ale wypadło poniżej oczekiwań pod względem umiejętności przełożenia bogatej oferty szkolnictwa wyższego i puli zdolnych absolwentów na dobrze wykształconą, lokalną siłę roboczą oraz solidne wyniki gospodarcze. Paryż, Madryt i Moskwa wyróżniają się na tym tle jako miasta, które potrafią lepiej wykorzystać talenty akademickie, podobnie jak Wiedeń, Dublin i Kopenhaga.

 

  • Zurych, Stuttgart i Wiedeń | Dla wielu osób, zwłaszcza z pokoleń młodszych od milenialsów, ważną i aktualną kwestią są nie tylko uczelnie wyższe i życie zawodowe, ale także czynniki mające wpływ na ogólnie pojętą jakość życia, takie jak bezpieczeństwo, dostęp do opieki zdrowotnej, klimat, ruch uliczny i zanieczyszczenie środowiska. Po uwzględnieniu tych czynników otrzymujemy kompletnie odmienny obraz sytuacji, w którym w pierwszej dziesiątce dominują miasta niemieckie i holenderskie. Na prowadzenie w tej kategorii wysuwa się Monachium, a tuż za nim plasują się Zurych i Stuttgart. Wiedeń ustępuje im tylko nieznacznie, a na piątym miejscu z niemal takim samym wynikiem znajduje się Utrecht.

 

Helsinki, Kopenhaga, Zurych i Sztokholm | Analiza czynników sprzyjających pracownikom stawia Wielką Brytanię w nie najlepszym świetle, sytuacja ma się jednak zgoła inaczej, jeśli wziąć pod uwagę czynniki sprzyjające pracodawcom, takie jak ryzyko rynkowe, warunki prowadzenia działalności, elastyczne prawo pracy czy stawki podatku dochodowego od osób prawnych. Pod tym względem miasta brytyjskie zajmują miejsca w ścisłej czołówce rankingu, przypominając nam o tym, że pomimo szeroko komentowanych kwestii dotyczących Brexitu, Wielka Brytania wciąż jest przejrzystym, elastycznym i otwartym rynkiem, idealnym do prowadzenia działalności gospodarczej. Do pięciu wiodących w rankingu miast o „otwartych rynkach”, sprzyjających działalności gospodarczej zaliczają się Helsinki, Kopenhaga, Zurych i Sztokholm. W pierwszej dwudziestce pod względem ogólnego wyniku znalazły się także Praga i Tallin, których oferta zdecydowanie wyróżnia się za sprawą niskiego poziomu kosztów.

Grzegorz Szymański nowym Prezesem PZWLP

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), jedyna w Polsce organizacja branżowa firm wynajmu długoterminowego aut i Rent a Car, wybrał nowe władze. Na czele PZWLP stanął Grzegorz Szymański, który na co dzień jest Prezesem Arval Polska, jednej z największych i najdynamiczniej rozwijających się w kraju firm wynajmu długoterminowego samochodów. Nowy Prezes organizacji wchodzi w skład władz Związku od maja 2015 r., pełniąc do tej pory funkcję Członka Zarządu PZWLP.

Władze PZWLP w kolejnej dwuletniej kadencji zostały wybrane podczas Walnego Zebrania organizacji. W pięcioosobowym Zarządzie, obok Grzegorza Szymańskiego obejmującego stanowisko Prezesa, znalazł się ponownie Sławomir Wontrucki, Prezes LeasePlan Polska, który przez ostatnie 2 lata pełnił funkcję szefa Związku, a w rozpoczynającej się kadencji będzie Członkiem Zarządu. Swoją pracę we władzach organizacji, ponownie obejmując stanowiska Członków Zarządu, będą kontynuować również Leszek Pomorski, Prezes Alphabet Polska, Daniel Trzaskowski, Dyrektor Zarządzający Volkswagen Leasing oraz Paweł Piórkowski, Prezes Hertz (Motorent).

Grzegorz Szymański, nowy Prezes PZWLP, ukończył Wydział Finansów i Bankowości w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada również tytuł Executive MBA Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Illinois. Swoją karierę rozpoczynał w departamentach finansowych, m.in. w firmie FM Logistic (branża logistyczna). Posiada szerokie doświadczenie w branży CFM w Polsce. Od połowy grudnia 2014 r. jest Prezesem Zarządu i Dyrektorem Generalnym firmy Arval Polska, jednej z największych i najdłużej działających firm wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce. Od momentu przejęcia przez Grzegorza Szymańskiego funkcji Prezesa, flota Arval powiększyła się do końca 2017 roku o ok. 7 000 samochodów, co oznacza, że firma Arval jest obecnie najszybciej rozwijającą się firmą CFM w Polsce. Z Arval Szymański jest związany od 12 lat. Do roku 2011 zajmował stanowisko Dyrektora Finansowego i Członka Zarządu, następnie w latach 2011 – 2014 pełnił funkcję Dyrektora Finansowego (CFO) w regionie Europy Środkowej i Krajów Śródziemnomorskich.

Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes Arval Polska
Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes Arval Polska

PZWLP to obecnie nie tylko jedna z najważniejszych w Polsce organizacji branży flotowej, ale również całego rynku motoryzacyjnego w kraju – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes Arval Polska. – Członkowie PZWLP wygenerowali w 2017 r. łącznie ponad 1/3 sprzedaży nowych aut osobowych do firm, czyli ponad 114 tys. samochodów. Jednocześnie, organizacja dynamicznie się rozwija, poszerzając spektrum swojej działalności o kolejne ważne dla przyszłości branży flotowej w Polsce obszary, związane np. z szeroko pojętą edukacją czy odpowiedzialnością społeczną. Organizacja skupia obecnie największe i najważniejsze firmy w kraju, funkcjonujące na rynku wynajmu długoterminowego aut, Rent a Car, a także leasingu samochodów. Objęcie funkcji Prezesa Zarządu PZWLP jest dla mnie nie tylko ciekawym i ambitnym wyzwaniem w karierze zawodowej, ale również zaszczytem.

Poza Zarządem, Członkowie PZWLP wybrali również Komisję Rewizyjną Związku, która będzie funkcjonować w nowej kadencji. W jej skład ponownie weszli Hubert Laszczyk, Prezes firmy Express, Dariusz Tucharz, Dyrektor Departamentu CFM w mLeasing oraz Marcin Nivette, Prezes NFM.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów to jedyna w Polsce organizacja branżowa firm wynajmu długoterminowego aut (CFM) oraz wypożyczalni samochodów (Rent a Car). Do PZWLP należy obecnie 20 firm. W 2017 r. Członkowie organizacji nabyli na potrzeby oferowanych usług 114,5 tys. nowych aut osobowych, czyli o 14,5% więcej niż rok wcześniej. Dzięki temu firmy należące do PZWLP wygenerowały w ubiegłym roku ponad 1/3 sprzedaży wszystkich samochodów osobowych do firm w kraju, mając tym samym bardzo istotny wpływ na kondycję całego rynku motoryzacyjnego w Polsce. W PZWLP funkcjonuje odrębna struktura organizacyjna – Grupa Firm Rent a Car, która skupia 7 dużych sieciowych, zarówno polskich, jak i międzynarodowych, wypożyczalni samochodów.

Organizacja ma znaczący i wciąż rosnący wpływ na rozwój oraz obecny i przyszły kształt rynku flotowego w Polsce. W październiku 2017 r. we współpracy PZWLP i SKFS (Stowarzyszenie Kierowników Flot Samochodowych) na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej uruchomione zostały pierwsze w kraju, rozbudowane programowo, podyplomowe studia flotowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością”. Program studiów był współtworzony przez organizację, a znaczną część wykładowców stanowią eksperci z firm należących do Związku. PZWLP angażuje się w działania podnoszące bezpieczeństwo i promujące ekologię w polskich flotach, a także wpływające na jakość usług oferowanych na rynku flotowym. Od 10 lat Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów przyznaje swoje prestiżowe w branży Nagrody PZWLP. Organizacja jest członkiem Związku Polskiego Leasingu oraz Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Czy jesteśmy gotowi na pojazdy elektryczne?

Zgodnie z podpisaną pod koniec roku ustawą o elektromobilności i paliwach alternatywnych, do 2020 roku w Polsce ma powstać m.in. 6 tys. punktów ładowania samochodów elektrycznych. Z kolei według rządowych założeń, do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć aż 1 mln pojazdów elektrycznych. Elektromobilność w Polsce zdecydowanie nabiera przyspieszenia. Czy miasta są gotowe na elektryczne auta?

Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zakłada m.in. budowę sieci 6 tys. punktów ładowania energią elektryczną o normalnej mocy, 400 punktów o dużej mocy i 70 punktów tankowania CNG, stworzenie stref czystego transportu oraz zwolnienie z opłaty akcyzowej wszystkich pojazdów elektrycznych. Wszystkie te inicjatywy zostaną zrealizowane do 2020 roku. Z kolei do 2025 po polskich drogach ma jeździć milion pojazdów elektrycznych. Już w 2016 roku Polacy zarejestrowali 556 aut z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in. To o 65 proc. więcej niż w roku poprzednim. W ciągu kilku najbliższych lat liczba stacji ładowania zwiększy się z 305 sztuk do 6,5 tys[1]. Wskazuje to na znaczny wzrost popularności aut elektrycznych i konieczność przystosowania infrastruktury energetycznej w miastach, która będzie musiała sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu na energii – szczególnie, że samochody elektryczne będą też ładowane w dzień w okresach szczytowego zapotrzebowania.

Pojazd elektryczny – stały element miejskiej infrastruktury

Transport elektryczny to rozwiązanie dostosowane do miejskiego stylu życia. Na jednym doładowaniu samochód elektryczny jest w stanie pokonywać średnio od 80 do 150 km. Według danych firmy Uber, dziennie mieszkańcy miast pokonują niewielkie odległości (mniej niż 30 km). W związku z tym, rozwiązanie to jest przeznaczone głównie dla odbiorców indywidualnych oraz firm, których pracownicy poruszają się na terenie miasta. Wyjście naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom mieszkańców miast jest koniecznością. Auta elektryczne i ładowarki to element budujący inteligentny system energetyczny w miastach.

Anna Nowak-Jaworska, Wiceprezes Pionu Building w Schneider Electric na region Europy Środkowo-Wschodniej
Anna Nowak-Jaworska, Wiceprezes Pionu Building w Schneider Electric na region Europy Środkowo-Wschodniej

Przy naszej siedzibie, zlokalizowanej przy ul. Konstruktorskiej 12, ładowarka do samochodów elektrycznych działa już od dawna. Urządzenie pozwala naładować samochód w ciągu maksymalnie dwóch godzin. To umożliwia pokonanie dystansu ok. 150 kilometrów – mówi Anna Nowak-Jaworska, Wiceprezes Pionu Building w Schneider Electric na region Europy Środkowo-Wschodniej. Schneider Electric to producent m.in. ładowarek do elektrycznych samochodów. – W naszym asortymencie znajdują się ładowarki przeznaczone zarówno dla odbiorców indywidualnych, jak i do użytku publicznego tzn. na parkingach, w supermarketach czy na ulicach. W rezultacie, każdy może mieć taką ładowarkę zainstalowaną przy domu, czy w garażu – dodaje Anna Nowak-Jaworska.

Elektromobilność zyskuje na znaczeniu także w kontekście zwalczania problemu smogu w aglomeracjach miejskich. Koszty społeczne związane ze smogiem rosną rokrocznie. Dlatego też

transport elektryczny zyskuje na popularności –  Auta elektryczne nie generują szkodliwych spalin oraz hałasu. Mniejsze zanieczyszczenie powietrza w miastach przekłada się na kondycję zdrowotną jego mieszkańców. Dlatego też, jeżeli myślimy o danym mieście w kategoriach „smart”, to jednym z jego integralnych elementów jest właśnie nowoczesna infrastruktura i elektryczny transport – dodaje Anna Nowak-Jaworska.

Polacy chcą jeździć elektronicznymi pojazdami

Jak wynika z raportu „Elektromobilność” opracowanego przez Instytut Jagielloński, aż 9 na 10 polskich kierowców interesuje się elektronicznymi autami, ale tylko 1 na 10 planuje zakup tego typu pojazdu. Co więcej, według badania ORPA, ponad połowa Polaków zgadza się z tym, że transport niskoemisyjny pozwoli ograniczyć smog w miastach, a paliwa alternatywne to przyszłość motoryzacji (70 proc.). Zdaniem 61,2 proc. badanych, głównymi zaletami spopularyzowania samochodów elektrycznych na polskim rynku są: niski koszt eksploatacji, niska awaryjność (30,3 proc.), brak konieczności wymiany elementów wyposażenia tj. oleju, świec, układu hamulcowego (28,9 proc.). Dodatkowym atutem jest fakt, że są one przyjazne środowisku, na co wskazało 28,6 proc. respondentów. Pokazuje to, że polscy kierowcy są świadomi korzyści płynących z elektromobilności.

Jednym z kluczowych aspektów inteligentnego miasta jest inteligentny transport i komunikacja. Samochody elektryczne, jak również cały system ich ładowania, to kluczowe elementy Smart Cities – miast przyszłości. Jeden z czynników stymulujących wzrost popularności samochodów elektrycznych to rozwiązania legislacyjne, które promują elektromobilność. Zachęty regulacyjne, zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym czy europejskim, powinny przyczynić się do rozwoju inteligentnego transportu i do wzrostu zainteresowania takimi rozwiązaniami. Warto przy tym zwrócić uwagę na zalety tego rozwiązania, które gwarantują czystsze, bardziej ciche oraz przyjazne miasta XXI wieku.

Wyzwanie dla infrastruktury

Elektromobilność to także zupełnie nowe wyzwania, jakie staną przed istniejącą infrastrukturą energetyczną i właścicielami obiektów użyteczności publicznej. Przykładowo, instalacja elektryczna przeciętnej galerii handlowej najprawdopodobniej nie pozwoli na to, by przyłączone do niej ładowarki mogły zasilać więcej niż kilka samochodów elektrycznych jednocześnie. Instalacje nie są do tego przygotowane, ale rozwój elektromobilności wymusi ich modernizację. One z kolei spowodują wzrost zamawianej mocy, co odczują producenci energii oraz sieci przesyłowe i dystrybucyjne.

[1]  Raport KPMG oraz Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, 2017.

Sytuacja w Rumunii. Zadłużenie w Chinach

Rumunia, oprócz wysokiego wzrostu gospodarczego, została również trafiona wysoką inflacją. Podwyżki stóp nie wyhamowały zjawiska, a wzrost cen zbliża się do 5%. Chińskie zadłużenie wciąż niepokoi.

Co się dzieje w Rumunii?

Po tym, jak poznaliśmy bardzo wysokie wskaźniki wzrostu PKB w Rumunii, dzisiaj z rana przyszedł czas na inflację. Gospodarka, która rozwija się 7% rocznie może mieć problem ze wzrostem cen. Odczyt na poziomie 4,7% wyraźnie przekracza jednak cel inflacyjny. W ciągu roku inflacja wzrosła od poziomu niemal 0,2% w zeszłym roku. Obserwując ten trend, Rumuński Bank już w styczniu rozpoczął podnoszenie stóp procentowych. Wzrosły one o 0,25%. Drugi taki wzrost miał miejsce w lutym. W rezultacie stopa procentowa wzrosła z 1,75% do 2,25%. Analitycy spodziewają się jeszcze 2-3 podwyżek w tym roku, czyli w rezultacie stopa miałaby osiągnąć okolice 3%. Warto zwrócić uwagę, że liczba podwyżek jest też zależna od tego jak duże ruchy ma dany bank centralny w zwyczaju. Rumuński bank zmienia stopy o dwukrotnie mniejszą wartość niż Polski. Jak reaguje RON? Ostatni rok był słabszy dla rumuńskiej waluty straciła ona ponad 5% na wartości. Ostatnie miesiące wraz z podwyżkami stóp wyhamowały jednak trend spadkowy.

Spadające ryzyko bankowe w Chinach

Analitycy Banku Rozliczeń Międzynarodowych pokazali raport, w którym zauważają poprawę sytuacji w Chinach pod kątem potencjalnego wybuchu kryzysu bankowego. Działania rządu chińskiego wydają się skuteczne, co nie zmienia faktu, że ryzyko w przypadku spowolnienia gospodarki wciąż pozostaje bardzo duże. Ostatnio udało się utrzymać zadłużenie gospodarstw domowych, które nawet się zmniejszało w poprzednich miesiącach. Problemem jest wyraźny wzrost zadłużenia przedsiębiorstw niefinansowych, który powoduje, że łączne zadłużenie kraju rośnie. Warto zwrócić uwagę, że na liście wysokiego ryzyka znajduje się również Hong Kong. Ewentualny kryzys w tej części świata z pewnością nie byłby obojętny dla Polski.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

O tych co nie mają do pierwszego – pensje dyrektorów i polityków

Ile zarabiają przedstawiciele ponad 150-tysięcznej armii polskich polityków, wyższych urzędników i dyrektorów zarządzających? Czy pensje mężczyzn rzeczywiście są znacznie wyższe niż kobiet, a sektor prywatny oferuje bardziej intratne posady niż publiczny? – Na te pytania odpowiada Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

10 proc. spośród wszystkich dyrektorów generalnych i zarządzających w Polsce zarabia co najmniej 27 tys. zł brutto miesięcznie, a 5-procentowa płacowa elita może liczyć na wynagrodzenie rzędu 36,5 tys. lub więcej.

Dane GUS odsłaniają nie tylko tajemnicę pensji dyrektorów, ale także władz publicznych i pozwalają dość szybko odpowiedzieć na retoryczne już chyba pytanie: czy tym osobom rzeczywiście może brakować do pierwszego…

Władza publiczna: 9,2 tys zł. Kowalski: 3,5 tys zł.

Do ok. 12,4 tys. przedstawicieli władz publicznych, zgodnie z klasyfikacją zawodów i specjalności, należą: parlamentarzyści, politycy (ministrowie, sekretarze, podsekretarz stanu) czy przedstawiciele władzy samorządowej (np. marszałkowie), a także zawodowi działacze organizacji członkowskich (np. politycznych, pozarządowych czy związkowych).

Średnie zarobki dla tej grupy w październiku 2016 r. wynosiły 9,2 tys. zł (GUS opublikował pełne dane dopiero w 2018 r. w “Strukturze wynagrodzeń według zawodów” ), czyli ponad dwukrotność średniej krajowej w zakładach pracy zatrudniających powyżej 9 osób (wtedy było to 4,3 tys.). Mężczyźni u władzy zarabiali znacznie więcej – blisko 10,1 tys. zł, natomiast kobiety wyraźnie mniej – ok. 7,9 tys. zł.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do rozkładu płac w szerokiej gospodarce – tutaj mediana ma praktycznie taką samą wartość jak średnia i wynosi 9,2 tys. zł (dla ogółu zatrudnionych to 3,5 tys. brutto). Połowa przedstawicieli władz publicznych ma zatem wynagrodzenie wyższe od tej kwoty, a połowa niższe. 30 proc. z nich osiąga wynagrodzenie przekraczające 11,1 tys. zł, a 10 proc. zarabia powyżej 13,2 tys. zł (ok. 1200 osób).

Elita dyrektorska: od 30-40 tys. zł wzwyż

Do władzy, oprócz urzędników wyższego szczebla, można także zaliczyć kadrę zarządzającą w przedsiębiorstwach prywatnych (120 tys. osób) oraz publicznych (22 tys. osób). W końcu mają oni władzę nad pracownikami, przynajmniej w podczas wykonania obowiązków służbowych.

Ze 142 tys. osób wyróżnionych w kategorii „Dyrektorzy generalni i zarządzający” ponad 100 tys. to mężczyźni. Kobiet jest tylko 39,5 tys. Nierówności płci w tej statystyce są jeszcze lepiej widoczne niż w przypadku samych wynagrodzeń.

Średnie wynagrodzenie „korporacyjnych władz” sięga ponad 13,7 tys. zł. Przy czym w sektorze prywatnym dyrektorzy (generalni lub produkcji, finansów, sprzedaży itp. będący jednocześnie członkami zarządu) zarabiają 14,1 tys. a w sektorze publicznym 11,7 tys. zł miesięcznie.

Na silne zróżnicowanie dyrektorskich pensji wpływa wielkość przedsiębiorstw. Tam gdzie zatrudnienie wynosi 20-49 osób, dyrektorskie wynagrodzenie nieznacznie przekracza 10 tys. zł. Natomiast w firmach, które zatrudniają powyżej 5 tys. osób, zarządzający zarabiają średnio blisko 25 tys. zł miesięcznie.

W 5-procentowej elicie najlepiej opłacanych dyrektorów mężczyźni inkasują co najmniej 39 tys. zł miesięcznie, natomiast kobiety więcej niż 31,5 tys.

Złoty rozpoczyna tydzień osłabieniem

Bieżący tydzień złoty rozpoczyna spadkami i powrotem w okolice minimów notowanych w ubiegłym tygodniu. 

Na złotego w ostatnich dniach wpływały nie tylko czynniki zewnętrzne, znaczenie miały również sprawy krajowe. Najbardziej jednoznacznym winowajcą ostatniego osłabienia PLN jest Rada Polityki Pieniężnej, która utrzymuje swoje neutralne (żeby nie napisać “gołębie”) nastawienie, mimo prognozowanego wzrostu inflacji. Podczas ostatniej konferencji Adam Glapiński stwierdził, iż na podwyżki stóp możemy poczekać nawet do końca 2020 r.

Marcowa projekcja NBP zakłada, że wzrost gospodarczy w Polsce będzie wyraźnie wyższy od oczekiwanego w listopadzie, dynamika cen w horyzoncie prognozy ma natomiast dość powoli kierować się na północ. Szybkiemu wzrostowi cen ma nie sprzyjać m.in. brak oczekiwanej podwyżki cen energii elektrycznej w 2018 r. i spodziewane umocnienie złotego.
Od pewnego czasu obserwujemy przesuwanie oczekiwań analityków względem podwyżek stóp procentowych w Polsce na drugą połowę 2019 r. (lub później). To oraz następujące przesuwanie oczekiwań rynku w naszej opinii jest jednym z głównych czynników, który może przeszkadzać złotemu w umocnieniu.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,21. Euro w relacji do dolara amerykańskiego w poniedziałek nie było poddane zbyt dużym wahaniom. Poranne osłabienie euro w połowie dnia nieco ustąpiło, a para EUR/USD skorzystała na osłabieniu USD, kończąc na lekkim plusie.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,5%, wahając się w widełkach 4,70 – 4,75. Brytyjska waluta w ostatnich dniach zyskiwała, m.in. z uwagi na brak istotnych, negatywnych informacji dotyczących negocjacji ws. Brexitu, które wcześniej nie pozwalały brytyjskiej walucie na umocnienie.

Bieżący tydzień nie będzie zbyt obfity w istotne informacje z Wielkiej Brytanii. Kluczowe wydarzenie tygodnia będzie miało miejsce dziś – Kanclerz Skarbu, Philip Hammond przedstawi tzw. Spring Statement, w którym zawarte będą projekcje gospodarcze i te, dotyczące sytuacji fiskalnej przygotowane przez Office of Budget Responsibility. Hammond prawdopodobnie w nieco bardziej optymistycznym tonie wypowie się w kwestii oczekiwanego tempa wzrostu gospodarczego Zjednoczonego Królestwa. Powinien również podkreślić, że sytuacja fiskalna sprawia, że potrzeby pożyczkowe państwa powinny być minimalne.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 3,40 – 3,42. Wczorajszy dzień nie był obfity w nowe, istotne informacje. Dziś z kolei poznamy najważniejszy odczyt w tym tygodniu – szacunki dynamiki cen w USA w lutym. Są to ostatnie, tak istotne dane, które na ręce otrzymają członkowie FOMC przed spotkaniem decyzyjnym Banku, zaplanowanym na przyszły tydzień.

O ile w tym momencie raczej mocno nieprawdopodobne jest to, żeby dane istotnie wpłynęły na marcową decyzję Banku, o tyle warto będzie obserwować odczyty w kontekście potencjalnych zmian w średnim i dłuższym terminie. Najbardziej interesują nas zmiany inflacji bazowej, która jest lepszą od zwykłej CPI miarą presji inflacyjnej i której odczyty w grudniu i styczniu pozytywnie zaskoczyły rynki. Obecnie bazowa dynamika CPI od dwóch miesięcy utrzymuje się na poziomie 1,8% rocznie i znajduje się jedynie nieznacznie poniżej celu inflacyjnego FED. Konsensus zakłada, że inflacja bazowa w lutym znalazła się w okolicy poziomu 1,8% rocznie, dynamika CPI z kolei ma odnotować wzrost z poziomu 2,1% do 2,2% rocznie.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

12:30 – Philip Hammond, Kanclerz Skarbu UK przedstawi tzw. Spring Statement
13:30 – dane o inflacji CPI i bazowej inflacji CPI w USA w lutym

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Rośnie liczba cyberataków ukierunkowanych i bezplikowych

Według badania przeprowadzonego przez firmę F-Secure aż 55% incydentów wykrytych w przedsiębiorstwach stanowią ataki ukierunkowane. Hakerom coraz częściej udaje się przeprowadzić cyberatak, któremu nie są w stanie zapobiec tradycyjne rozwiązania do zabezpieczania urządzeń końcowych (komputerów Windows i Mac, smartfonów czy platform serwerowych).

F-Secure_grafikaInstytut Ponemon przewiduje, że w 2018 roku35% wszystkich incydentów będą stanowiły tzw. ataki bezplikowe. To o 6% więcej niż w roku ubiegłym, a w przypadku tego rodzaju cyberzagrożeń prawdopodobieństwo powodzenia jest niemal 10 razy większe niż w tradycyjnych atakach z użyciem plików.

Magdalena Baraniewska, Country Channel Manager w firmie F-Secure
Magdalena Baraniewska, Country Channel Manager w firmie F-Secure

Cyberprzestępcy stosują coraz bardziej wyszukane metody, aby przeprowadzić atak, a to z kolei wymaga nowatorskiego podejścia do kwestii ochrony. Na rynku cyberbezpieczeństwa brakuje specjalistów. Ataki ukierunkowane coraz częściej wymierzone są w firmy średniej wielkości, a te nie są w stanie ponieść wysokich kosztów zatrudnienia pracowników dedykowanych wyłącznie kwestiom bezpieczeństwa IT – mówi Magdalena Baraniewska, Country Channel Manager w firmie F-Secure

Jak wynika z raportu instytutu SANS, 32% organizacji doświadczyło ataków bezplikowych realizowanych takimi metodami jak np. kradzież danych logowania administratora. Poza tym głównym problemem pozostają ciągle phishingransomware. Według instytutu SANS phishingu doświadczyło 72% organizacji.

Informacje o dużych wyciekach danych pojawiają się w mediach od lat, ale teraz ich skutki mogą być bardziej dotkliwe z uwagi na wdrażane w Unii Europejskiej Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Od 25 maja firmy muszą być przygotowane na odpowiednio wczesne wykrywanie zagrożeń i ewentualne ujawnienie wycieku danych w ciągu 72 godzin od zaistnienia incydentu.

 

Naszą odpowiedzią na nowe rodzaje cyberzagrożeń jest wprowadzenie usługi EDR (Endpoint Detection and Response) opartej między innymi na sztucznej inteligencji. Rozwiązanie pozwala wykryć incydenty i zareagować na nie na wczesnym etapie, a użytkownicy mają stały dostęp do ekspertów zajmujących się analizą zagrożeń. Dzięki połączeniu możliwości człowieka i maszyny firmy średniej wielkości mogą korzystać z zabezpieczeń klasy korporacyjnej – mówi Baraniewska.

Usługi Endpoint Detection and Response to najszybciej rozwijający się obszar cyberbezpieczeństwa. Według przewidywań Gartnera skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) dla rozwiązań EDR między 2015 a 2020 rokiem wyniesie 45,3% – przykładowo ten sam wskaźnik dotyczący całego rynku bezpieczeństwa IT w tym okresie to 7%.

Źródła:
F-Secure, Incident Response Report, 2018 r.

 2017 State of Endpoint Security Risk, Ponemon Institute & Barkly, październik 2017 r.

2017 Threat Landscape Survey: Users on the Front Line, SANS Institute, sierpień 2017 r.

Morphing EDR Market grows to 1.5 billion in 2020, Avivah Litan, Gartner, marzec 2017 r.

Dobra atmosfera w pracy. Jak stworzyć firmę, z której pracownicy nie chcą odchodzić

Co sprawia, że w firmie czuje się dobrą atmosferę? Oto najczęściej powtarzające się odpowiedzi, wśród pracowników, którzy mają za sobą dobre i złe doświadczenia zawodowe.

Szacunek na co dzień

Ta zasada musi obowiązywać wszystkich, a przykład powinien iść z góry. Świadomość, że szef nie szanuje nas jako pracownika, ale i człowieka, zniechęca do rozwoju w danej firmie.

Ludzkie odruchy

Nie wszystkie reguły da się spisać. Zdarza się, że w życiu pracownika dzieje się coś ważnego i niespodziewanego, a w tym czasie powinien być pracy.

Pracownicy doceniają firmy z elastycznym podejściem. Bywa, że do rozwiązania problemu wystarczy zamiana w grafiku. Bardzo trudny do zniesienia jest fakt, że szef, choć może rozwiązać daną sytuację, nie chce iść pracownikowi na rękę. Takie momenty kładą się cieniem na dalszą współpracę, gdyż pracownikom trudno się pogodzić z poczuciem krzywdy” – mówi Aleksandra Pocheć, ekspertka międzynarodowego serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Rozmowa o problemach

W najlepszych zespołach zdarzają się kłótnie. Ważne jest jednak to, aby nie pozostawiać niedomówień i nierozwiązanych spraw. Spory powinny być omówione i zażegnane. Ważne jest wyciągnięcie wniosków, aby takie sytuacje się nie powtarzały.

Równe traktowanie

Ileż jest nierówności – skarżą się pracownicy. Niestety, ale szefowie bardzo nierówno rozdają obowiązki i przywileje. Trudno funkcjonować w zespole, w którym wyróżniane są tylko wybrane osoby z zespołu.

Sztuka dawania benefitów

Pracownicy lubią być doceniani i nie warto im tego skąpić. Jednak zwracają oni uwagę także na formę dawania nagród. Jeśli dostając premię pracownik słyszy, że teraz będzie musiał być non stop pod telefonem, ma ochotę oddać szefowi te pieniądze.

Brak intryg

Bardzo trudno nie uciec z firmy, gdy pracuje się w środowisku plotek, intryg i nieustannych gierek. To m.in. efekt zarządzania przez konflikt, który de facto jest bardzo destrukcyjny.

Pamięć o bliskich pracowników

W oczach pracowników bardzo zyskuje pracodawca, który organizuje Mikołajki dla dzieci, pikniki rodzinne albo oferuje np. wózkowe (jednorazowy zastrzyk gotówki) po urodzeniu się dziecka.

Jasny system oceny pracy

„Firma, w której panuje dobra atmosfera, nie pozwala się na niejasności, zwłaszcza te związane ze sferą wypełniania obowiązków. Dobrze pracuje się w zespole, który ma jasny system oceny pracy, a pracownicy wiedzą, jakie bonusy czekają ich np. za osiągnięcie wyższej sprzedaży. Z drugiej strony muszą wiedzieć, jakie konsekwencje niesie za sobą, chociażby regularne spóźnianie się do pracy” – podkreśla Pocheć z MonsterPolska.pl.

Pracodawcy, którzy borykają się z częstą rotacją pracowników, powinni zadać sobie pytanie, jakie firmy tworzą. Czy obowiązują w nich zasady zdrowego miejsca pracy? Jeśli nie, czas na zmiany.

Przyszłość produkcji – Polska na granicy

Według raportu Readiness for the Future of Production 2018, opublikowanego przez World Economic Forum we współpracy z A.T. Kearney, Polska znajduje się na granicy pomiędzy potencjalnymi Liderami dobrze przygotowanymi na rewolucję przemysłową, a Tradycyjnymi producentami – z mocną bazą na dziś, ale niepewną przyszłością. W kategorii Struktura Produkcji, zajęliśmy 19. miejsce, lecz w kategorii Dźwigni Produkcji – dopiero 31.

Na bazie analizy danych, raport Readiness for the Future of Production 2018 ocenia pozycjonowanie krajów do tego, aby kształtować i uzyskiwać korzyści ze zmieniającej się natury produkcji, w oparciu o dwa wymiary: Strukturę Produkcji (Structure of Production), na którą składa się skala oraz złożoność sektora produkcyjnego oraz Dźwignie Produkcji (Drivers of Production), które definiują przygotowanie danego kraju na rewolucję 4.0.

Kraje zostały przydzielone do czterech archetypów, które oddają ich pozycjonowanie:

  1. Liderzy (Leaders) – z mocną bazą i wysokim stopniem przygotowania na przejście do Produkcji 4.0
  2. Gospodarki z wysokim potencjałem (High potential) – ograniczona obecna baza, ale wysoki stopień przygotowania na przejście do Produkcji 4.0
  3. Producenci tradycyjni (Legacy) – mocna baza, ale niepewna przyszłość
  4. Kraje rozwijające się (Nascent) – ograniczona obecna baza i niepewna przyszłość

Najlepsze wyniki (ocena 7.5 na 10) osiągnęliśmy w złożoności sektora produkcyjnego, na który składa się zastępowalność rodzimej produkcji produkcją zagraniczną, innymi słowy liczba krajów, które są w stanie wyprodukować te same produkty, które powstają w Polsce.

Wysoką ocenę uzyskaliśmy też w kategorii handel i inwestycje (6.4 na 10). Na przestrzeni ostatnich 3 lat, poziom inwestycji greenfield w Polsce rósł średniorocznie o ok. 7 proc., przy niecałym 1 proc. dla całej Unii Europejskiej. W 2016 roku inwestycje greenfield w Polsce wyniosły 10.8 mld dolarów – 5. miejsce w całej Unii Europejskiej – Polskę wyprzedziły tylko Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Hiszpania. „Ponadto, zagraniczne inwestycje w 2016 roku wyniosły 11.3 mld dolarów, na przestrzeni ostatnich 3 lat rosły w Polsce o 46 proc. Dla porównania, w UE średnioroczny wzrost wyniósł w tym okresie 19 proc.”– wskazuje Maciej Gawinecki, dyrektor w warszawskim oddziale A.T. Kearney.

Najsłabiej wypadliśmy natomiast w kategorii „Technologia i innowacje”, uzyskując jedynie 4.8 na 10 punktów. Szczególnie niskie oceny uzyskaliśmy w:

  • absorbcji technologii na poziomie firm,
  • otwartości firm na przełomowe pomysły,
  • współpracy w zakresie innowacji, w szczególności pomiędzy jednostkami naukowymi i biznesem.

Drugim z najsłabiej ocenionych obszarów był Kapitał ludzki (ocena 5.7 na 10 punktów). Złożyły się na to następujące punkty:

  • zdolność kraju do przyciągnięcia i utrzymania talentu,
  • jakość szkolenia zawodowego,
  • uczenie krytycznego myślenia.

Jak zauważa Anna Wierzbicka, menedżer w A.T. Kearney – „Jedną z dobrych praktyk w tym zakresie jest kształcenie dualne, mocno rozwinięte w Niemczech, które są wiodącym krajem według zestawienia. W Polsce przykładem kształcenia dualnego jest  program mechatroniki wdrożony we współpracy z Politechniką Lubelską, a Siemensem. Studenci rozwiązują realne case study, a ćwiczenia odbywają się na urządzeniach i systemach wykorzystywanych w przemyśle. Niestety rozwiązania tego typu to  wciąż wyjątek od reguły.”

A.T. Kearney wymienia następujące wnioski dla Polski z raportu Readiness for the Future of Production 2018 zawarte 8 punktach:

  1. Globalna transformacja sektora produkcyjnego będzie wyzwaniem i jest duże prawdopodobieństwo, że przyszłość produkcji będzie spolaryzowna jako przyszłość dwóch prędkości. Polska jest na granicy, ma więc szansę wejść do grona Liderów, ale jeśli nie podejmie odpowiednich działań, ryzykuje wyjście z tej grupy;
  2. Produkcja 4.0 nie jest ścieżką dla wszystkich krajów, część z nich może krótkoterminowo wybrać koncentrację na produkcji tradycyjnej, pozostałe wybiorą koncentrację na innych sektorach gospodarki. Dla kraju o silnej bazie produkcyjnej, jakim jest Polska, wydaje się jednak, że aspiracją powinno być dążenie do bycia w gronie Liderów;
  3. Wszystkie kraje mają przed sobą pracę do wykonania, żadna z gospodarek nie jest jeszcze w pełni gotowa na przejście do Produkcji 4.0. Mimo to, pewni Liderzy (np. Szwajcaria, Stany Zjednoczone, Niemcy) wyraźnie się odznaczają, mogąc w wielu dziedzinach stanowić dla Polski inspirację;
  4. Wszystkie kraje, w tym także Polska, stoją przed podobnymi wyzwaniami związanymi z Produkcją 4.0, istnieje więc płaszczyzna do tego, aby wymieniać się wiedzą i uczyć od siebie nawzajem, podążając jednocześnie swoją własną ścieżką;
  5. Kraje, które zostają obecnie w tyle, mogą wchodzić do nowopowstałych branż na późniejszych etapach, bez ponoszenia kosztów inwestycji, wykorzystując skoki technologiczne, ale tylko jeśli uda im się odpowiednio zidentyfikować te szanse, które są dla nich najbardziej adekwatne i jeśli będą miały odpowiedni zestaw kompetencji;
  6. Czwarta Rewolucja Przemysłowa zapoczątkuje selektywny reshoring, nearshoring i inne strukturalne przemiany dla globalnego łańcucha wartości. Wszystkie kraje, w tym także Polska, powinny zastanowić się nad tym, jak w nowych realiach pozostać atrakcyjnym kierunkiem inwestycyjnym;
  7. Gotowość na przyszłość produkcji wymaga globalnych, a nie lokalnych rozwiązań. Potrzebna jest nie tylko zaawansowana technologia, ale też standardy, normy i regulacje, które będą wspierać efektywność;
  8. Nowe i innowacyjne podejście do partnerstwa publiczno-prywatnego jest potrzebne, żeby przyspieszyć transformację. Wszystkie z krajów stoją przed wyzwaniami, których nie jest w stanie samodzielnie rozwiązać ani sektor publiczny, ani sektor prywatny, konieczna jest współpraca. Polska, podobnie jak inne kraje, potrzebuje nowych rozwiązań, które pozwolą na szybkie nawiązywanie współpracy i jej efektywne prowadzenie.

Sektor produkcyjny był historycznie jednym ze źródeł wzrostu, bogactwa i innowacji, ale obecnie obserwujemy zmiany w jego specyfice. Państwa i rządy muszą zrozumieć zmieniającą się naturę produkcji, ocenić swoje zdolności i przygotować się już dziś na to, aby stać się konkurencyjnym w przyszłości.