Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

JPY/USD – wzrost pozycji długich

Przez dwa ostatnie tygodnie na parze walutowej USDJPY został zrealizowany scenariusz, o którym była mowa kilka tygodni temu. Natomiast w poprzednim tygodniu mogliśmy zaobserwować wzrost długich pozycji na kontraktach terminowych na jenie japoński oraz spadek pozycji krótkich. Pomimo tego analizując pozycję funduszy lewarowanych w dłuższym terminie czasowym dojdziemy do jednego wniosku – w dalszym ciągu sentyment do JPY jest negatywny. W portfelach funduszy znajduje się więcej krótkich niż długich pozycji na japońską walutę.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta – netto

Źródło: Cmegroup

Zatem co dalej z notowaniami USDJPY? W tym miejscu może nam pomóc analiza techniczna. Notowania USDJPY na interwale dziennym znajdują się w szerokiej konsolidacji. Aktualnie oscylują w strefie popytu 108.10-108.70. Według analizy technicznej kupujący prawdopodobnie obronią wsparcie i wywindują kurs po raz kolejny w okolicę górnego ograniczenia konsolidacji 113.00-113.70.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Analizując portfel funduszy lewarowanych przerwanie wsparcia jest jak najbardziej prawdopodobne. Kapitał lewarowany posiada bardzo dużą ilość krótkich pozycji względem długich, po przerwaniu wsparcia będzie to skutkować ich zamknięciem (zamykanie krótkich pozycji oznacza odkupienie kontraktu terminowego), co może doprowadzić do dalszej aprecjacji JPY. Aczkolwiek redukcja długich pozycji oraz dobieranie krótkich może doprowadzić do mocniejszego odbicia na wsparcie, ale w długim terminie (3-4 miesięcy) bazowym scenariuszem pozostanie przerwanie strefy popytu.

WTI – hurraoptymizm

Kilkutygodniowy rajd na notowaniach ropy naftowej doprowadził do hurraoptymizmu, każdy jest przekonany o dalszych wzrostach. Z kolei ostatni raporty COT o pozycjach zarządzających na rynku kontraktów terminowych nie jest już tak optymistyczny. W poprzednim tygodniu duży kapitał otworzył ponad 5 tysięcy krótkich pozycji oraz zabezpieczył sporą część zysku poprzez sprzedaż kontraktu (wzrost pozycji spread o 4 740). Warto również zauważyć, że wzrost pozycji długich był minimalny, ponieważ wyniósł jedynie 245 pozycji. Czyżby duży kapitał przygotowywał się na mocniejsza korektę? Bardzo prawdopodobne, ponieważ pozycja długa oraz pozycja netto znalazła się na najwyższym poziomie w historii, co zwiększa prawdopodobieństwo mocniejszej korekty.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Na notowaniach tygodniowych doszło do mocnego wybicia ponad strefę podaży 63 USD, dzięki temu byki otworzyły drogę do poziomu z końca 2014 roku – 73 USD. Według analityków technicznych kurs powinien kontynuować swój rajd, natomiast analiza ostatniego raportu COT wskazuje co innego.

Jeżeli sprzedającym uda się zepchnąć notowania poniżej przebitego poziomu 63 USD, to najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostanie zejście kursu ropy naftowej w okolicę 54 USD. Po mocniejszej korekcie oraz spadku optymizmu prawdopodobnie zobaczymy powrót do ostatnich wzrostów.

Notowania WTI, interwał tygodniowy

Notowania WTI, interwał tygodniowyŹródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Wystąpienie prezydenta USA pozytywem dla rynków

Wall Street w piątek mogła zareagować nie tylko na szaleństwa rynku walutowego, ale i na przemówienie prezydenta Donalda Trumpa w Davos. Czekano na to, co powie o preferencjach dla USA („America first”) i czy będzie to zapowiedź wojny walutowej, której początkiem mogły być poprzedniego dnia wypowiedzi sekretarza ds. handlu.

Okazało się, że wystąpienie było pozbawione istotnych treści. Było pewnego rodzaju samochwalstwem zarówno prezydentury Trumpa jak i całych USA. W każdym razie nie było niczego o wojnie handlowej ani dolarze. To mogło jedynie rynki uspokoić. Widać to było już na giełdach europejskich. Wall Street oczywiście była zachwycona.

W piątek opublikowano dwa ważne raporty makro. Wstępny odczyt annualizowanego wzrostu PKB w czwartym kwartale pokazał wzrost o 2,6% (oczekiwano 3%). W grudniu zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły o 2,9% m/m (oczekiwano 0,8%). Najważniejsze są zamówienia bez środków transportu – one wzrosły tak jak oczekiwano 0,6%.

Wall Street jest od początku roku w sytuacji, kiedy byle pretekst doprowadza do dużych zwyżek indeksów. Sensu w szukaniu tych pretekstów nie ma wiele, ale jednak spróbujmy. Pretekstem był Trump, wyniki Intela, słaby dolar i drożejąca ropa. To wystarczyło do wypracowania ponad jednoprocentowego wzrostu indeksów i do ustanowienie nowych rekordów.

W piątek GPW nie bardzo wiedziała, co ma wybrać – francuski optymizm czy niemiecką wstrzemięźliwość. Od początku sesji gracze zdecydowali się na drogę pośrednią – WIG20 trzymał się nad poziomem neutralnym, ale w niedalekiej od niego odległości.

Przed godziną 14:00, czyli przed wystąpieniem prezydenta Trumpa w Davos, nerwy jednak puściły i indeks wrócił do poziomu neutralnego. Podczas wystąpienia Trumpa WIG20 zaczął rosnąć. Gracze widzieli, że oprócz sloganów żadnych konkretów nie będzie, co wzięli za dobrą monetę.

Daleko jednak indeksy nie dotarły. Zanosiło się na neutralne zakończenie sesji, ale dzięki fixingowi WIG20 zyskał 0,43%. Podobnie (0,4%) zyskał WIG. Oczywiście sygnały kupna nadal po tej sesji obowiązywały.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

Po PKB czas na payrollsy

Życie rynku forex to zaiste egzemplifikacja archaicznej koncepcji czasu kolistego. Naturalnie, detale się zmieniają, ale generalne wzorce pozostają te same, zaś ich realizacje – podobne. Trendy, formacje, reakcje rynku, acz przede wszystkim chodzi nam o kalendarium makroekonomiczne.

Co tydzień amerykańskie wnioski o zasiłek, co miesiąc odczyty PMI i payrollsy, co kwartał dane o PKB – i tak dalej. Otóż w ostatni piątek mieliśmy właśnie PKB dla Stanów Zjednoczonych za IV kwartał 2017. Wynik rozczarował: annualizowany to tylko 2,6 proc., oczekiwano aż 3 proc., poprzednio notowano 3,2 proc. Ale dolar i tak, chyba trochę paradoksalnie, zyskał. Zresztą, taki paradoks to nic nowego na tym rynku, gdzie często jedna strona próbuje przechytrzyć drugą, albo też mądrzejsi gracze tych, którzy myślą wyłącznie prostoliniowo, bez żadnych zagrywek. Zyskał oczywiście tylko trochę i relatywnie, w tym sensie, że wykres z okolic 1,2480 przeszedł ostatecznie nawet do 1,2385 (u progu dzisiejszej sesji, w nocy), a teraz jest i tak 1,2415.

W gruncie rzeczy za opór na głównej parze wypada uznać rejon 1,2530 (mniej więcej). Na ten tydzień niekoniecznie spodziewamy się ostrego parcia na północ i przebijania tej okolicy, choćby dlatego, że wypadałoby dokonać korekty i realizacji zysków. Naturalnie szczegóły będą zależeć od kalendarium, w tym od danych makro. Dziś akurat nie ma zbyt wiele przełomowych danych: o 8:00 ceny importu w Niemczech, o 9:00 PKB Hiszpanii, o 14:30 dochody i wydatki Amerykanów. Po drodze – o 11:45 – ma się wypowiedzieć pani Lautenschlaeger z EBC. Ostatnio sam szef EBC próbował osłabić euro, mówiąc dużo o tym, że operacja QE wciąż ma sens, że może być przedłużona itd. – ale gracze grali swoje partie, wyciskając moc euro… do końca? Cóż, w środę mamy w programie niemiecką sprzedaż detaliczną i raport ADP z USA, w czwartek serię finalnych odczytów PMI dla Niemiec, Eurolandu czy USA (w Stanach także indeks ISM), zaś w piątek – payrollsy, tj. dane z rynku pracy Stanów. Zmiana zatrudnienia i bezrobocie, a także płaca godzinowa – to zawsze ważne dane. Po drodze, w środę właśnie, FOMC określi stopy procentowe. Teoretycznie w roku 2018 powinny nas czekać 3 ruchy w górę, niemniej na tym posiedzeniu raczej zmiany nie będzie.

Technicznie rzecz biorąc, cały czas przypominamy o trendzie spadkowym trwającym od dekady, po maksimach z lat 2008, 2011 i 2014. Innymi słowy, choć euro w roku 2017 i u progu 2018 znacznie zarobiło, to jednak historycznie od 10 lat traci na wartości. Jeżeli ten trend miałby się po raz kolejny potwierdzić, to właśnie „teraz”, tzn. w ciągu trwającego kwartału.

Co u nas?
Kalendarium nie przewiduje dziś raczej danych makro z Polski. Na dolar-złotym mamy 3,33 czy nawet mniej. W kontekście opisanej przed chwilą linii spadkowej na eurodolarze można wspomnieć także linię po dołkach z 2011 i 2014 roku na USD/PLN. Linię wzrostową, osłabiającą złotego. Ma ona teraz szansę się potwierdzić – szansę mimo wszystko dość konkretną, choć nie twierdzimy że należałoby w taki scenariusz inwestować 80 czy 90 proc. oszczędności… Sprawy zaszły już dość daleko i jeśli eurodolar nie zacznie się wyraźnie cofać, to na USD/PLN obraz zdąży się zmienić. W gruncie rzeczy styczniowa świeca miesięczna już przebiła opisaną linię.

Na euro-złotym też można się doszukiwać półprostej wzrostowej, ale bardzo łagodnej, np. po dołkach z przełomu 2010 / 2011 i z 2015. Na razie kurs to 4,1370. Na funcie widzimy z kolei mniej niż 4,71. Oczywiście u progu stycznia wykres był jeszcze ok. 5 – 6 groszy niżej, tak więc nie są to jakieś absolutne minima.

Tomasz Witczak, Financial Markets Center Management

Bricks Acquisitions Limited zaproponował ostateczną cenę w wezwaniu na ROBYG SA na poziomie 4,0 zł za akcję

Bricks Acquisitions Limited („Wzywający”), podmiot pośrednio należący do Goldman Sachs Group, podwyższa cenę w wezwaniu na wszystkie akcje ROBYG o 13% z 3,55 zł do 4,0 zł za akcję. Pozostałe warunki Wezwania nie zmieniają się, w tym okres przyjmowania zapisów, który zakończy się 2 lutego br.

1 grudnia 2017 r. Bricks Acquisitions Limited ogłosił wezwanie na wszystkie akcje ROBYG, jednego z czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Nowa, zaoferowana dzisiaj cena odzwierciedla premię w wysokości 27% wobec ceny zamknięcia na sesji 30 listopada 2017 r. oraz 13% wobec ceny pierwotnie oferowanej, tj. 3,55 zł za akcję.

– Zdecydowaliśmy się podwyższyć cenę oferowaną w Wezwaniu w wyniku rozmów przeprowadzonych z inwestorami. Wzięliśmy również pod uwagę najnowsze wyceny analityków. Jesteśmy przekonani, że ogłoszona dzisiaj nowa, ostateczna cena to dla obecnych akcjonariuszy atrakcyjna oferta wyjścia z inwestycji, dająca 33% premii w stosunku do emisji akcji w czerwcu 2017 r. po 3,00 zł. Naszym celem strategicznym pozostaje wycofanie ROBYG z obrotu giełdowego i prowadzenie działalności jako długoterminowy inwestor strategiczny” – powiedział Tavis Cannell, Dyrektor Zarządzający w Goldman Sachs International.

Nowa cena reprezentuje premię w wysokości 10% wobec konsensusu wycen analityków dla akcji ROBYG, który na podstawie średniej 12-miesięcznych cen docelowych z rekomendacji wydanych w ciągu ostatnich trzech miesięcy, zebranych przez agencję Bloomberg, wynosi 3,65 zł za akcję.

Wezwanie zostało ogłoszone z zastrzeżeniem spełnienia się warunków wskazanych w treści Wezwania, w tym objęcia zapisami w Wezwaniu co najmniej 66% ogólnej liczby akcji ROBYG, powołania trzech kandydatów wskazanych przez Wzywającego w skład Rady Nadzorczej ROBYG, podjęcia uchwały w sprawie zmian w Statucie ROBYG oraz zawarcia przez Wzywającego i ROBYG umowy o współpracy strategicznej. 3 stycznia br. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał zgodę na przejęcie ROBYG przez Bricks Acquisition Limited.

12 maja 2015 r. ROBYG poinformował o rozpoczęciu poszukiwania inwestora strategicznego, który zapewniłby spółce dalszy wzrost i ustabilizowałby strukturę właścicielską. Zarząd ROBYG ocenił, że cena zaproponowana pierwotnie przez Bricks Acquisition Limited odzwierciedlała wartość godziwą spółki i wydał pozytywną opinię na temat ogłoszonego Wezwania. Oscar Kazanelson – Przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG, Alex Goor – Przewodniczący Rady Nadzorczej Robyg Construction oraz Artur Ceglarz – Dyrektor Finansowy, łącznie posiadający 10,2% akcji ROBYG, nieodwołalnie zobowiązali się, na warunkach określonych w umowie, do sprzedaży wszystkich posiadanych przez nich akcji w ramach Wezwania.

Okres przyjmowania zapisów upływa w piątek, 2 lutego 2018 r. o godzinie 15:00 CET i w świetle właściwych regulacji okres przyjmowania zapisów nie może być już przedłużony. Bricks Acquisition Limited do końca okresu zapisów nie będzie zmieniać oferowanej ceny

Co wydarzy się na rynku obligacji korporacyjnych w 2018 r.?

Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski
Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Wartość publicznych emisji obligacji przeprowadzanych na podstawie prospektów po raz pierwszy w historii przekroczy 2 mld zł, ale hitem sprzedaży okażą się papiery skarbowe. Nie zabraknie też ofert dla ryzykantów – oto najważniejsze prognozy dla rynku obligacji w nadchodzącym roku.

Publicznych emisji obligacji, które mogą być realizowane w 2018 r. publicznie zapowiedziało piętnastu emitentów, a łączna wartość obowiązujących lub deklarowanych prospektów emisyjnych przekracza 4,9 mld zł. Nigdy wcześniej wartość ta nie była tak wysoka. Oczywiście nie wszystkie programy zostaną zrealizowane w całości (a niektóre pozostaną nietknięte), ale łączna wartość publicznych emisji może przekroczyć 2 mld zł – wynika z szacunków serwisu Obligacje.pl. Oznaczałoby to, że na rynku padnie nowy rekord, ponieważ w 2017 r. wartość przeprowadzonych emisji obligacji na podstawie prospektów sięgnęła 1,85 mld zł i była to wartość rekordowa.

Finansowi emitenci w natarciu

Najwięcej środków może pozyskać Alior Bank, którego prospekt pozwala na uplasowanie 1,2 mld zł, z czego dotąd bank wykorzystał 150 mln zł. Przedstawiciele banku zapowiedzieli już, że nie planują kolejnych emisji obligacji podporządkowanych. W grę wchodzą więc emisje zwykłych papierów, co byłoby pewnego rodzaju nowością. W dziewięcioletniej historii Catalyst dotąd mieliśmy do czynienia z tylko jedną emisją obligacji senioralnych przez bank, którą skierowano do inwestorów indywidualnych – Getin Noble Bank pozyskał w ten sposób 40 mln zł.

Banki nie są jedynymi przedstawicielami sektora finansowego, które sięgną w przyszłym roku po finansowanie z obligacji. Best, GetBack i Kredyt Inkaso dysponują ważnymi prospektami finansowymi, a Kruk złożył wniosek o zatwierdzenie prospektu wartego 500 mln zł. Na zatwierdzenie prospektu czeka także Pragma Faktoring, choć w tym wypadku jego wartość to skromne 50 mln zł.

Największym niewywodzącym się z branży finansowej emitentem będzie PKN Orlen, którego prospekt pozwala płockiemu koncernowi uplasować jeszcze 600 mln zł. Stawkę uzupełniają emisje PCC Rokita i PCC Exol, które ostatnio pojawiają się regularnie, oraz MCI.PrivateVentures i MCI Capital.

Oprocentowanie w górę

Po latach obniżania wysokości marży (ponad WIBOR) i wydłużania okresu spłaty, nadejdą wreszcie lepsze czasy dla posiadaczy obligacji. Im dłużej Rada Polityki Pieniężnej zwleka z podwyżkami stóp, tym bardziej pozwala inflacji rosnąć, co w końcu spowoduje konieczność podnoszenia stóp procentowych, które WIBOR naśladuje (a dokładniej – wyprzedza). Część ekonomistów uważa, że do podwyżek dojdzie jeszcze w pierwszej połowie roku, część, że dopiero pod koniec roku, ale sam kierunek wydaje się przesądzony.

Po drugie wyższe kupony mogą oferować sami emitenci. Wyniki emisji Kredyt Inkaso (uplasowano mniej niż połowę oferty), Bestu (93 proc. oferty) czy wcześniej MCI.PV i PCC Exol zamknięte z nieznaczną przewagą popytu, wskazują, że inwestorzy indywidualni nie są już tak entuzjastycznie nastawieni do emisji obligacji korporacyjnych, jeśli nie oferuje im się lepszych warunków niż te dostępne na rynku wtórnym. A płynność emisji obligacji pochodzących z publicznych emisji stale rośnie na Catalyst (wolumen przekracza 600 mln zł rocznie) – tu można coraz łatwiej zaopatrzyć się w papiery o wyższej rentowności i krótszym okresie do wykupu niż te oferowane w emisjach.

Tego typu sytuacja jest wyzwaniem dla emitentów, ponieważ będą oni musieli albo zrezygnować z planów emisji, albo podwyższyć kupony. Być może część z nich zdecyduje się na wyczekanie na bardziej odpowiedni moment.

Obligacje inflacyjne hitem

W listopadzie po raz pierwszy w tym roku sprzedaż czteroletnich detalicznych obligacji czteroletnich przekroczyła wartość sprzedaży obligacji dwuletnich. W ujęciu rocznym z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia co najmniej od 2007 r. – wynika z danych publikowanych przez Ministerstwo Finansów.

Przyczyna rosnącej popularności obligacji czteroletnich jest prosta – inflacja. Są to obligacje, których oprocentowanie (od drugiego roku) jest wprost zależne od inflacji, powiększonej o marżę. Ktoś, kto kupił je przed rokiem może cieszyć się odsetkami na poziomie 3,75 proc. w skali roku. I choć Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje, że tzw. inflacja bazowa nie stwarza zagrożenia dla stabilności cen, to inflacja mierzona przez GUS rośnie coraz szybciej, a bez podwyżek stóp (które oddziałują wszak na gospodarkę z opóźnieniem kilku kwartałów) może rosnąć nadal. Dlatego można się spodziewać, że inwestorzy zainteresowani ochroną oszczędności przed skutkami inflacji jeszcze chętniej niż do tej pory będą kupować obligacje, których oprocentowanie uzależnione jest od inflacji.

Więcej ryzykownych ofert

Według planów Ministerstwa Finansów jeszcze przed końcem półrocza ma wejść w życie rozporządzenie, na podstawie którego emitenci będą mogli sami – bez obowiązku sporządzania memorandum czy prospektu i bez wsparcia licencjonowanej firmy inwestycyjnej – przeprowadzać publiczne emisje obligacji o wartości do 1 mln EUR (4,2 mln zł). Może to spowodować, że na rynek trafi więcej tzw. małych emisji publicznych, których częstą cechą jest podwyższone ryzyko (i oprocentowanie). Warto więc pamiętać, że statystycznie 20-25 proc. emisji obligacji o wartości do 10 mln zł, które trafiły do obrotu na Catalyst, nie zostało wykupionych (za Obligacje.pl).

Wygląda więc na to, że podobnie jak w 2017 r. inwestorzy indywidualni nie będą mogli narzekać na brak ofert publicznych, a przecież do części z nich dotrą także informacje o emisjach prywatnych. Przy tak dużym wyborze oferowanym przez rynek warto poświęcić nieco czasu na analizę propozycji i skorzystać tylko z najlepszych z nich.

Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Polacy najczęściej kupują meble ze średniej półki cenowej. Na zakup w sieci decyduje się tylko 8 proc. klientów

Polacy najczęściej kupują meble ze średniej półki cenowej. Na zakup w sieci decyduje się tylko 8 proc. klientów 3

W ostatnich trzech latach na zakup mebli Polacy wydawali średnio 4,5 tys. zł – wynika z badań IQS. Największy udział miały produkty kosztujące 1–2 tys. zł, czyli w segmencie standardowym. W 79 proc. przypadków meble kupowane były etapami, tylko co piąte mieszkanie było od razu wyposażane w komplet produktów. Coraz częściej Polacy wymieniali meble nie z przymusu, lecz dlatego że dotychczasowe wnętrza im się znudziły.

Z danych agencji IQS wynika, że spory udział w zakupach mają meble poniżej 1 tys. zł (30 proc. wydatków), tzw. segment value. Równie często jednak Polacy decydują się na mebel kosztujący powyżej 2 tys. zł, czyli z cenowego segmentu premium. 35 proc. mebli z segmentu value kupili mieszkańcy wsi, z kolei niemal co drugi mebel z segmentu premium został kupiony przez osoby w wieku powyżej czterdziestu lat.

– W ciągu ostatnich trzech lat Polacy na meble wydali średnio 4,5 tys. Najczęściej jednak jednostkowo wydają około 1–2 tys. i są to zakupy, które realizują sukcesywnie. Nie jest tak, że umeblują cały dom, choć oczywiście jest także taka grupa – to jest około 1/5 wszystkich kupujących. Są też tacy, którzy wydają znacznie więcej, jest to związane z metrażem, który muszą urządzić. Są to głównie osoby, które dysponują domami, pod tym względem mieszkańcy wsi mają większe możliwości – mówi agencji Newseria Beata Durka z agencji badawczej IQS.

Badania pokazują, że Polacy lubią urządzać mieszkania. 75 proc. przyznaje, że sprawia im to przyjemność. Zakupy w kategorii home furnishing są robione z trzech głównych powodów.

– Polacy przede wszystkim kupują nowe meble, ponieważ te stare po prostu się zużyły. Ale istnieją jeszcze dwa równie ważne powody. Drugi jest niezwykle interesujący – Polacy chcą wymienić wystrój swojego wnętrza, co jest ważnym, nowym trendem, który obserwujemy w ostatnich czasach. Natomiast trzeci powód to umeblowanie nowego mieszkania czy domu. Te trzy powody są najważniejszymi powodami, dla których Polacy udają się do sklepów meblowych – wyjaśnia Beata Durka.

Z badań IQS wynika, że przed pójściem na zakupy Polacy robią bardzo szczegółowy research w internecie. Najpierw szukają dokładnie tego, co ich interesuje, dopiero potem udają się do sklepów – tak postępuje 50 proc. ankietowanych. Co ciekawe, zakupy mebli w sieci nie cieszą się jeszcze dużą popularnością – robi je jedynie 8 proc. osób, częściej kobiety niż mężczyźni. Dla pozostałych ważne jest zobaczenie towaru na żywo, sprawdzenie go, ocena jakości i dopasowanie.

– Polacy coraz częściej interesują się designem, zwracają uwagę na to, co znajduje się w sklepach, co oferują różne programy poradnikowe, których jest coraz więcej w mediach. Przez to z większym zaangażowaniem i przyjemnością meblują swoje domy lub urządzają je od nowa. Ten trend jest obserwowany od wielu lat – tłumaczy Beata Durka. – Równolegle obserwujemy wzrost programów poradnikowych na temat tego, jak należy dobrze urządzać wnętrze, na czym to polega. Polacy chętnie oglądają tego typu programy, co przekłada się później na to, że nasze mieszkania są lepiej urządzone, w dobrym stylu i w lepszym designie.

Z badania „Need for Home” wynika, że Polacy bardzo długo dokonują wyboru swoich mebli, poprzedzają je odpowiednimi analizami rynku, stron internetowych i bogatej oferty różnych sklepów. Choć w tej kwestii katalogi reklamowe są już nieco mniej popularnym źródłem informacji niż internet, to jednak ich rola w procesie zakupu nadal jest istotna.

– Są to zazwyczaj planowane zakupy. Tylko w 1/10 przypadków Polacy dokonali zakupów impulsowych, które są niestandardowe w tej kategorii, co oznacza, że po prostu poszli do sklepu i kupili to, co im się podobało, zupełnie tego nie planując – mówi Beata Durka.

Koniec ze skomplikowanym językiem w zgodach na przetwarzanie danych osobowych. Firmy będą musiały w zrozumiały sposób informować swoich klientów

Koniec ze skomplikowanym językiem w zgodach na przetwarzanie danych osobowych. Firmy będą musiały w zrozumiały sposób informować swoich klientów 4

RODO, czyli nowe prawo o ochronie danych osobowych, które wejdzie w życie za pięć miesięcy, znacznie rozszerza obowiązki informacyjne firm wobec klientów. To oznacza konieczność wymiany wszystkich klauzul, zgód i papierowych formularzy dotyczących zgód na ich gromadzenie i przetwarzanie. Z perspektywy konsumentów główną zmianą ma być sposób przedstawiania takich informacji: prosty, rzetelny i bardziej zrozumiały niż dotychczas.

– Od 25 maja 2018 roku wszyscy przedsiębiorcy będą mieli nowe obowiązki dotyczące informowania konsumentów o ochronie danych osobowych. Zgodnie z RODO, czyli ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych, przedsiębiorcy i administratorzy danych powinni zapewnić, że każda osoba, której dane są przetwarzane, będzie rozumiała i wiedziała, jakie informacje, w jakim zakresie i w jakich celach będą wykorzystywane – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Drobek z Biura Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Nowe prawo dotyczące ochrony danych osobowych oznacza nowe obowiązki dla wszystkich firm i podmiotów, które gromadzą i przetwarzają dane o klientach. Te będą musiały m.in. wdrożyć odpowiednie rozwiązania informatyczne i organizacyjne, które zagwarantują maksymalny poziom takich informacji, przeszkolić pod tym kątem pracowników oraz wyznaczyć wewnętrznego inspektora ochrony danych osobowych. Nowe przepisy szczegółowo precyzują, jakie informacje dotyczące sposobu i celu przetwarzania danych osobowych muszą zostać przekazane klientom.

– Zakres tych informacji został rozszerzony. Trzeba będzie informować klientów na przykład o danych kontaktowych inspektora ochrony danych, możliwości przekazywania danych do państw trzecich, co wiąże się z nowymi zagrożeniami, oraz o okresie ich przechowywania. Trzeba pomyśleć o tym, czy zmienić formuły informacyjne i jak na nowo informować osoby, których te dane dotyczą – podkreśla Piotr Drobek.

Obecnie obowiązujące przepisy zobowiązują administratora do przekazania klientom jedynie podstawowych informacji: swojego adresu i siedziby, celu gromadzenia danych osobowych i źródła, z którego pochodzą. RODO znacznie wydłuży tę listę.

Od większości firm i podmiotów nowe obowiązki informacyjne wobec klientów będą wymagały wymiany wszystkich klauzul i papierowych formularzy dotyczących zgód na przetwarzanie danych (oraz zmiany ich treści).

– Chodzi nie tylko o to, żeby były to noty pisane przez prawników i dla prawników – bo obecnie trochę tak to właśnie wygląda. Teraz musimy w większym stopniu skoncentrować się na tym, aby informacja była jasna, klarowna i zrozumiała dla odbiorcy. To wymaga większego skoncentrowania się na treści i sposobie przekazania informacji – podkreśla Piotr Drobek.

Ekspert GIODO ocenia, że dotychczas klienci na ogół niewiele rozumieli z przedstawianych im do podpisu klauzul i zgód na wykorzystywanie ich danych. Natomiast nowe prawo wymaga, żeby wszelkie informacje kierowane do osób, których dotyczą dane osobowe, były formułowane jasnym i prostym językiem, były zwięzłe i zrozumiałe. Zwłaszcza w przypadku komunikatów kierowanych do dzieci, które muszą je bez trudu zrozumieć (RODO wprowadza wymóg uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych bezpośrednio od dziecka, które ukończyło 16 rok życia, poniżej tej granicy wiekowej konieczna będzie zgoda rodzica albo opiekuna prawnego dziecka).

– Teraz trzeba zmienić założenia. Chodzi nie tylko o noty informacyjne, lecz także o cały sposób komunikowania się, na każdym etapie współpracy z klientem – ma on być zrozumiały, jasny i przyjazny dla konsumenta – podkreśla Piotr Drobek.

RODO wymaga, żeby firma każdorazowo informowała klienta o wycieku albo kradzieży jego danych osobowych. Kolejną zmianą jest zakaz profilowania – firmy będą mieć obowiązek otrzymania zgody na profilowanie oraz surowy obowiązek informowania o tym fakcie.

Poza nowymi obowiązkami dla firm unijne prawo przyznaje też szereg przywilejów konsumentom, którzy mają dzięki nim lepiej sprawować kontrolę nad swoimi danymi osobowymi. Nowością w przepisach jest prawo do bycia zapomnianym (na jego podstawie klient może zażądać wykasowania z systemu wszystkich informacji o sobie), prawo do żądania przeniesienia danych oraz wzmocnienie prawa dostępu konsumenta do wglądu w swoje własne dane osobowe.

GIODO zachęca firmy i przedsiębiorców do zapoznania się z art. 13 i art. 14 unijnego rozporządzenia, przejrzenia stosowanych do tej pory klauzul informacyjnych oraz zanalizowania, które treści należy zmienić lub uzupełnić, żeby dopasować się do nowych obowiązków informacyjnych RODO.

Polska na 15. miejscu na świecie pod względem liczby przyznanych patentów. W ubiegłym roku było ich ponad 3 tys.

Polska na 15. miejscu na świecie pod względem liczby przyznanych patentów. W ubiegłym roku było ich ponad 3 tys. 5

W 2017 roku do Urzędu Patentowego RP wpłynęło 3678 wniosków dotyczących patentów na wynalazek. To nieco mniej niż w poprzednich dwóch latach, ale i tak pod względem udzielonych patentów zajmujemy 15. pozycję na liście Światowej Organizacji Własności Intelektualnej. Najwięcej patentów dotyczyło branży przemysłowej i transportowej. Jak podkreśla rzecznik Urzędu Patentowego RP, do wdrożenia trafia zwykle kilkanaście procent udzielonych patentów.

 W ubiegłym roku do Urzędu Patentowego wpłynęło 3678 zgłoszeń dotyczących patentu na wynalazek, a urząd w tym czasie udzielił 3040 patentów w tzw. trybie krajowym, czyli od podmiotów znajdujących się na terenie Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Taukert, rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

To wyraźnie mniej niż w dwóch poprzednich latach, kiedy do urzędu wpłynęło odpowiednio o 583 i 998 wniosków więcej. W ubiegłym roku było też więcej przyznanych patentów – o 336. Jak podkreśla Adam Taukert, pod względem zgłoszeń wynalazków do ochrony Polska zajmuje 17. miejsce na świecie, natomiast pod względem udzielonych patentów – 15. miejsce na liście Światowej Organizacji Własności Intelektualnej wśród wszystkich państw świata.

– Najważniejsze dziedziny, w których dokonuje się zgłoszeń patentowych w Polsce, to różnorodne procesy przemysłowe, transport, chemia, procesy budowlane, budowa maszyn, metalurgia, a także biotechnologia – wymienia rzecznik UP RP.

Polscy wynalazcy mogą się starać o ochronę także na arenie międzynarodowej. Patent europejski przyznawany przez Europejski Urząd Patentowy (EPO) obowiązuje w blisko 40 krajach członkowskich Europejskiej Organizacji Patentowej.

W 2016 roku rodzime spółki i instytucje uzyskały aż 180 patentów w EPO, co daje wzrost o 19 proc. wobec 2015 roku. Niepokojący natomiast jest fakt, że o blisko 28 proc. spadła liczba polskich zgłoszeń patentowych, tj. wniosków, na podstawie których otrzymywane są później patenty.

Warto podkreślić, że najwięcej patentów zgłaszają polskie wyższe uczelnie i instytuty naukowe, nie prywatne firmy, co jest wyróżnikiem innych państw. Liderem był Uniwersytet Jagielloński, który przedłożył 12 zgłoszeń patentowych. Na kolejnym miejscu znalazła się Polpharma z liczbą 10 oraz po sześć złożyli producent okien dachowych Fakro oraz Wrocławskie Centrum Badań EIT+.

Patent jest prawem wyłącznym na wynalazek, natomiast za innowację uznajemy patent wdrożony do produkcji. Kilkanaście procent wszystkich udzielonych patentów jest wdrażanych, więc trzeba mieć na uwadze liczbę patentów wdrożonych i zgłoszonych – mówi Adam Taukert.

Definicyjnie patent to prawo wyłączne udzielane na  wynalazek przez właściwy organ krajowy (w  Polsce przez Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej) lub organ międzynarodowy (np. Europejski Urząd Patentowy). Treścią patentu jest prawo wyłącznego korzystania z wynalazku na określonym terytorium w sposób zarobkowy lub zawodowy, przez okres i na warunkach określonych w krajowej ustawie patentowej lub konwencji międzynarodowej. Czas trwania patentu wynosi 20 lat od daty dokonania zgłoszenia wynalazku we właściwym urzędzie.

Nowe inwestycje i plany koncertów na PGE Narodowym. Stadion planuje występ trzech światowych gwiazd i buduje profesjonalną strzelnicę

Nowe inwestycje i plany koncertów na PGE Narodowym. Stadion planuje występ trzech światowych gwiazd i buduje profesjonalną strzelnicę 6

Prawie 8 mln zł zysku netto, ponad 2 mln gości, kilka dużych koncertów i wydarzenia biznesowe, które okazały się sukcesem – ubiegły rok był bardzo dobry dla spółki PL2012+, która zarządza warszawskim PGE Narodowym. Kolejny rok ma być jeszcze lepszy. Kluczowe punkty tegorocznego kalendarza to otwarcie strzelnicy – jednej z najbardziej profesjonalnych w Polsce, długo wyczekiwany koncern Eda Sheerana i dwa inne, które mają się okazać kasowym sukcesem, choć szczegóły są jeszcze owiane tajemnicą. 

– 2017 rok na PGE Narodowy był kolejnym spektakularnym rokiem, zarówno jeśli chodzi o liczbę imprez, jak i wynik finansowy, który wyniósł koło 8 mln zł na czysto – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Opara, prezes zarządu spółki PL.2012+, która jest operatorem stadionu PGE Narodowego.

Prezes zarządu spółki PL.2012+ zwrócił uwagę na to, że warszawski stadion PGE Narodowy jest ewenementem na skalę europejską i światową, ponieważ niewiele jest podobnych obiektów wielofunkcyjnych, które są w stanie same na siebie zarobić i osiągają dodatnie wyniki finansowe.

Dobry wynik finansowy obiektu za 2017 rok to między innymi zasługa wzrostu popularności wycieczek po obiekcie, a także organizacja dużej liczby wydarzeń biznesowych czy CSR-owych – na koniec ubiegłego roku liczba odwiedzających obiekt przekroczyła 2 mln gości. Kolejnym elementem, który się do tego przyczynił, było otwarcie się na nowe dyscypliny sportowe jak MMA. Zorganizowana w maju gala KSW Colosseum okazała się dużym sukcesem zarówno pod względem finansowym, jak i wyników oglądalności – gala była transmitowana w 42 krajach, a na stadionie obejrzało ją ponad 60 tys. widzów.

– W 2016 roku wyniki finansowe były na poziomie prawie 20 mln zł. To już drugi rok z rzędu, kiedy stadion osiąga bardzo dobre rezultaty. Dobry wynik finansowy za 2017 rok jest o tyle ważny, że był czystym zyskiem, a na obiekcie nie odbyło się ani jedno spektakularne wydarzenie o randze międzynarodowej  w porównaniu z 2016 rokiem, kiedy gościliśmy szczyt NATO – mówi Jakub Opara.

Wśród ważniejszych wydarzeń, które odbyły się w minionym roku na warszawskim stadionie, operator wymienia m.in. koncert grupy Depeche Mode oraz Coldplay i Roztańczony PGE Narodowy – autorski format realizowany we współpracy z Telewizją Polsat.

– Trzykrotnie gościliśmy Polską Reprezentację Piłki Nożnej, dla której jesteśmy domem i z którą się utożsamiamy. Gościliśmy także finał Pucharu Polski –mówi Jakub Opara.

Poza imprezami sportowymi i kulturalnymi istotnym źródłem przychodów dla obiektu jest organizacja wydarzeń biznesowych. W 2017 roku odbyło się na PGE Narodowym ponad 300 mniejszych wydarzeń biznesowych i 250 imprez CSR-owych.

– To również jest dla nas bardzo ważne, żeby stadion był otwarty i ogólnodostępny, aby realizował nie tylko imprezy komercyjne, z których czerpie korzyści, lecz także dzielił się tym, co uzyska, ze społeczeństwem – mówi Jakub Opara.

Na nadchodzące miesiące spółka PL.2012+ ma gotowe duże plany inwestycyjne. W ubiegłym tygodniu został rozpisany przetarg na budowę strzelnicy na PGE Narodowym – ma być to jedna z najbardziej profesjonalnych strzelnic z broni ostrej w Polsce. Jej otwarcie zostało zaplanowane na 11 listopada 2018 roku – w setną rocznicę odzyskania niepodległości.

Poza tym kalendarz imprez na PGE Narodowym na poszczególnie miesiące jest już w dużej mierze wypełniony. 2 maja odbędzie się finał Pucharu Polski w piłce nożnej pod patronatem Prezydenta RP. Maj to także Grand Prix Polski w żużlu, na które praktycznie wszystkie bilety zostały już wyprzedane, choć zainteresowanym może jeszcze uda się nabyć je w ofercie last minute. W maju także Narodowa Gala Boksu z akcentem patriotycznym. 12 czerwca na PGE Narodowym odbędzie się towarzyski mecz reprezentacji Polski z Litwą. Będzie to ostatnie spotkanie przed wyjazdem polskiej reprezentacji na mistrzostwa w Rosji.

Końcówka czerwca to spektakularny koncert, którego wykonawców nie mogę jeszcze zdradzić. Jesteśmy związani z organizatorem umową o zachowaniu poufności. W lipcu czeka nas kolejny duży koncert. Oba będą gościć jednych z najbardziej rozpoznawalnych artystów na świecie. Wrzesień to format stały, który realizujemy z Telewizją Polsat, czyli Roztańczony PGE Narodowy. Z kolei 10 listopada – w ramach stulecia odzyskania niepodległości, dzień przed narodowym świętem – zorganizujemy wspólnie z administracją publiczną spektakularną imprezę – zapowiada Jakub Opara.

Na większość imprez realizowanych na stadionie bilety wyprzedają się do ostatniej sztuki. Najlepszym przykładem jest długo wyczekiwany koncert Eda Sheerana, który odbędzie się w sierpniu. Bilety na pierwszy dzień koncertu sprzedały się w rekordowe 30 minut.

 Organizatorzy pomyśleli, że nie można zmarnować takiej szansy i zorganizowali drugi koncert, na który bilety rozeszły się w niecałą godzinę – mówi prezes zarządu spółki PL.2012+.

KNF: Kryptowaluty to bańka spekulacyjna. Urząd ostrzega przed inwestycjami w wirtualne waluty

KNF: Kryptowaluty to bańka spekulacyjna. Urząd ostrzega przed inwestycjami w wirtualne waluty 7

Kryptowaluty będą w Polsce zakazane lub ich rynek zostanie uregulowany  – zapowiada premier Mateusz Morawiecki. Przed inwestowaniem w waluty cyfrowe przestrzega także Komisja Nadzoru Finansowego, zwracając uwagę na brak gwarancji finansowych. Według ratingu sporządzonego przez Weiss Ratings, inwestowanie w wirtualne waluty wiąże się z dużym ryzykiem. Wartość bitcoina, najpopularniejszej na świecie kryptowaluty, w ciągu zaledwie kilku tygodni spadła o połowę.

– Chcemy przestrzec potencjalnych inwestorów przez ryzykami, jakie wiążą się z inwestowaniem w waluty wirtualne. Zwracamy przede wszystkim uwagę na to, że nie mamy przepisów prawa, które regulowałyby temat walut wirtualnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacek Barszczewski z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

Podczas konferencji ekonomicznej w Davos premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że Polska zwiększy regulacje w sprawie kryptowalut lub wprowadzi całkowity zakaz ich obrotem. Inwestycje w kryptowaluty wiążą się z dużym ryzykiem. 24 stycznia amerykańska agencja Weiss Ratings opublikowała pierwsze ratingi kryptowalut. Żadna z nich nie otrzymała najwyższej noty. Najbardziej popularny Bitcoin otrzymał notę zaledwie C+, w skali od A (znakomity) do E (bardzo słaby).

– Wielu ekspertów zwraca uwagę, że ma to charakter bańki spekulacyjnej, czyli czegoś, z czym doświadczenia mieliśmy już w świecie finansów wielokrotnie, jak choćby słynne cebulki tulipanów czy dot-com’y, gdzie ceny pewnych walorów rosły wręcz do niebotycznych poziomów, a potem następowało załamanie i inwestorzy tracili swoje środki. W tym wypadku przez analogię również możemy mówić o takim zjawisku – mówi Jacek Barszczewski.

O skali ryzyka mogą świadczyć chociażby wahania wartości kryptowaluty bitcoin. Jeszcze w grudniu 2016 r. waluta ta była wyceniana na 800 dol. W połowie grudnia 2017 r. osiągnęła ona wartość 19,9 tys. dolarów. Do tego momentu bitcoin w ciągu zaledwie kilku tygodni stracił niemal połowę swojej wartości. Dziś jego notowania sięgają nieco ponad 11 tys. dol. KNF przestrzega, że przy okazji dużych strat inwestycyjnych w przypadku kryptowalut nie ma żadnych gwarancji finansowych.

– Inwestycje w waluty wirtualne nie są objęte żadnym powszechnym systemem gwarancji, tak jak w przypadku depozytów bankowych, gdzie w przypadku kłopotów instytucji finansowej wchodzi do gry Bankowy Fundusz Gwarancyjny, gwarantujący nam depozyty do wysokości 100 tys. euro. W przypadku walut wirtualnych takich gwarancji nie ma – tłumaczy ekspert.

Bitcoin został wprowadzony w 2009 roku przez osobę lub grupę osób o pseudonimie Satoshi Nakamoto. Bitmonety są przechowywane na komputerze właściciela w formie pliku stanowiącego portfel. Zasada działania opiera się na transferze kwot między rachunkami publicznymi przy użyciu kryptografii klucza publicznego. Informacje o transakcjach są przechowywane w rozproszonej bazie danych. Należy podkreślić, że na razie inwestowanie w kryptowaluty nie jest nielegalne.

– Nie jest to działalność nielegalna. Inwestując w waluty wirtualne nie łamiemy polskiego czy europejskiego prawa, nie jest to też takie zagadnienie, które tworzyłoby ryzyko systemowe. Identyfikujemy natomiast ryzyko związane z poszczególnymi inwestorami indywidualnymi, którzy narażeni są na ryzyko utraty środków finansowych – mówi przedstawiciel Komisji Nadzoru Finansowego.

Kapitalizacja rynku kryptowalut według stanu na 26 stycznia wynosi 542 mld dolarów. 2/3 tej kwoty dzieli się między trzech największych graczy tego rynku. Blisko 35 proc. tej kwoty stanowi wartość Bitcoina. Drugie w kolejności Etherum stanowi niemal 19 proc. wartości rynku, a trzecie Ripple – 8,6 proc.