Zapraszamy na bezpłatną konferencję „IT w Ubezpieczeniach” 27 lutego, Warszawa

Niezmiernie miło nam poinformować, że już 27 lutego w Warszawie (Hotel Courtyard by Marriott) odbędzie się bezpłatna konferencja dedykowana specjalnie przedstawicielom towarzystw ubezpieczeniowych oraz innych instytucji finansowych.

Konferencja „IT W UBEZPIECZENIACH” to szansa na wysłuchanie wykładów merytorycznych m.in o:

  • IT w małej firmie ubezpieczeniowej. Wewnętrzny zespół czy outsourcing? Który model lepiej sprawdzi się do konkretnych projektów? Który model lepiej sprawdzi się do konkretnych projektów? Opowiemy o metodach motywacji oraz jak zbudować i utrzymać zespół specjalistów IT.
  • Jak Agile wpływa na funkcjonowanie firmy? Na jakie problemy i wyzwania powinny się przygotować firmy, które chciałyby wdrożyć tę metodę i jak z tymi problemami radzi sobie tak duża firma ubezpieczeniowa jak Axa.
  • Nowych przepisach RODO w branży ubezpieczeniowej – jak przygotować się na zmiany? Omówimy przepisy unijnego rozporządzania o ochronie danych osobowych oraz przedstawimy zagadnienia, które szczególnie dotkną firmy ubezpieczeniowe.
  • Minimalizacja istotnych ryzyk przetwarzania danych, dobre praktyki. Jak technologicznie wesprzeć proces uzyskiwania zgodności z RODO?


Firmy IT m.in. takie jak: Oracle Polska, BeOne pokażą konkretne i gotowe rozwiązania. Swoimi doświadczeniami podzielą się także przedstawiciele towarzystw ubezpieczeniowych i nie tylko, którzy z tematem się zmierzyli: Krzysztof Szczęsny (MACIF Życie TUW), Robert Skrzypczak (AXA), Wioletta Jaroń-Gwizdała (WJG Kancelaria Adwokacka).

Zadbamy również o czas na rozmowy, wymianę doświadczeń oraz możliwość nawiązania nowych kontaktów podczas przerwy kawowej.

Szczegółowe informacje znajdą Państwo na stronie wydarzenia:
www.gigacon.org/event/administracja_warszawa_17/#agenda

Jedynym warunkiem wzięcia udziału w konferencji jest bezpłatna REJESTRACJA każdego z pracowników towarzystwa ubezpieczeniowego bądź innej instytucji finansowej przez stronę: www.gigacon.org/event/ubezp_18/

Słaby dolar to tylko słowa

Amerykanie sugerują, że zrywają z ćwierćwieczną tradycją silnego dolara. Jednak te słowa mogą mieć tylko krótkotrwałe i ograniczone znaczenie. Stan gospodarki USA to na tyle silny argument, żeby wkrótce zatrzymać spadkowy trend dolarapisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

„Wojny walutowe” czy „koniec polityki silnego dolara” – oto nagłówki, które obiegają serwisy finansowe na całym świecie po wypowiedziach amerykańskiego sekretarza skarbu Stevena Mnuchina, który mówił w Davos, że dla Stanów Zjednoczonych słaba waluta jest korzystna, gdyż pomaga w handlu zagranicznym. Ta wypowiedź z jednej strony jest po prostu stwierdzeniem faktu, ale z drugiej może sugerować, że Amerykanie odchodzą od niespełna ćwierćwiecznej tradycji polityki silnej waluty, nawet biorąc pod uwagę późniejsze dementi Mnuchina w „The Wall Street Journal”.

Tak czy owak wypowiedzi Mnuchina wzmogły spadkowy trend dolara. Zresztą amerykańska waluta i tak była ostatnio pod wyraźną presją sprzedających, mimo szybkiego wzrostu PKB w USA oraz perspektywy dalszych podwyżek stóp procentowych przez amerykański bank centralny. Przez minione miesiące wynikało to z faktu znacznego przepływu kapitału do krajów rozwijających się, gdyż podczas silnego globalnego ożywienia gospodarczego to właśnie tam pojawiają się szanse na najwyższe stopy zwrotu przy względnie ograniczonym ryzyku.

Polityka sobie, a rynek sobie

„Silna waluta jest w naszym narodowym interesie”. „Wierzę, że silny dolar jest w naszym narodowym interesie” – mówił Robert Rubin, sekretarz skarbu USA w latach 1995-1999, którego wypowiedzi zamieszczono m.in. w „Economic Policy: Theory and Practice”. Od tego czasu kolejni nominowani na to stanowisko oficjele powtarzali chęć dbania o siłę amerykańskiej waluty.

Co ciekawe, polityka silnego dolara miała jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością. Pod koniec lat 90. dolar rzeczywiście był mocny, ale od pierwszych kwartałów nowego millenium indeks amerykańskiej waluty (DXY) zaczął wyraźnie tracić na wartości i w 2008 r. był o 40 proc. poniżej poziomów z początku wieku oraz osiągnął najniższe poziomy od 50 lat.

Wojna czy raczej potyczka?

Praktycznie przy każdych odniesieniach oficjeli do kursu walutowego pojawiają się opinie, że mogą one oznaczać początek „wojny walutowej”. To odważne określenie w skrócie oznacza chęć osłabienia własnej waluty w celu uzyskania wyższej konkurencyjności w handlu zagranicznym i tym samym stymulacji własnej gospodarki.

Przede wszystkim w tym momencie taka stymulacja jest niepotrzebna, zwłaszcza biorąc pod uwagę obniżki podatków w USA i wzrost PKB powyżej potencjału. Dodatkowo i tak dolar wyraźnie się osłabia, co automatycznie poprawia konkurencyjność USA. Innym argumentem jest fakt zależności poszczególnych gospodarek. Zbyt gwałtowne i odgórne obniżenie wartości amerykańskiej waluty może zmniejszyć znaczenie dolara jako globalnej waluty, a także wygenerować dodatkowe koszty finansowania np. poprzez konieczność płacenia wyższego oprocentowania przy emisji obligacji skarbowych.

Poprawienie salda obrotów z zagranicą można także osiągnąć poprzez wprowadzenie ceł. Ten pomysł jednak narażony jest na reakcję ze strony innych państw. Stany Zjednoczone chociaż mają znaczny deficyt w wymianie towarowej, to jednak jest on zmniejszany przez dodatnie saldo w wymianie usług. Ogólnie więc np. z Kanadą, Brazylią, Wielką Brytanią czy krajami zrzeszonymi w OPEC USA ma nadwyżkę w saldzie obrotów handlowych. Większe modyfikacje w tej kwestii mogą więc spowodować raczej straty niż korzyści. To sygnał, że obecne wydarzenia to raczej drobna potyczka dyplomatyczna niż zapowiedź wojny handlowej bądź walutowej.

Nawet jeśli dolar spadnie do ok. 3 zł…

Wracając więc do kwestii dolara, należy stwierdzić, że jego słaba kondycja jest głównie rezultatem silnego przepływu kapitału do walut krajów o szybszym niż USA potencjale wzrostu PKB. Bywa jednak, że takie przepływy gwałtownie się kończą, tak jak nagle się rozpoczęły. I choć niewykluczone, że bieżący trend może sprowadzić dolara nawet blisko granicy 3,00 zł, to jednak fundamenty amerykańskiej gospodarki pozostają względnie silne i wraz z rosnącymi stopami procentowymi powinny być wystarczającym argumentem, żeby niedługo zatrzymać wyprzedaż dolara, również w relacji do złotego.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu wydarzenia w USA będą w centrum uwagi. Wyższa inflacja w postaci PCE Core w poniedziałek może skłonić Fed, by zabrzmieć bardziej jastrzębio. Podobna analiza dotyczy danych o płacach w raporcie NFP pod koniec tygodnia. Inflacja będzie też ważnym tematem w strefie euro i Australii. W Polsce najciekawszy będzie odczyt PKB za IV kw.

Przyszły tydzień: Fed, NFP, PCE Core, inflacja z Eurolandu/Australii, PKB z Kanady

To może być ważny tydzień dla przyszłości USD, biorąc pod uwagę jak bezlitosna stała się wyprzedaż waluty w ostatnim czasie. Jednak by zatrzymać rynek, potrzeba wyjątkowo pomyślnej kombinacji czynników. Wpierw inflacja PCE Core musiałaby zaskoczyć przyspieszeniem wyższym niż do 1,6 proc. r/r (konsensus). Dobre dane otwierałyby drogę dla Fed do wzmocnienia jastrzębiego przesłania. Mimo to styczniowe posiedzenie FOMC (wt-śr) nie powinno obfitować w wyraźne zmiany przekazu. Jest to ostatnie zebranie pod wodzą Janet Yellen, a ponadto w styczniu nie ma konferencji prasowej ani nowych prognoz gospodarczych. Z drugiej strony tym sposobem poprzeczka dla jastrzębich niespodzianek jest zawieszona dość nisko. Pod koniec tygodnia uwaga przeniesie się na raport z rynku pracy, gdzie prawdopodobne jest odbicie w zatrudnieniu (prog. 185 tys.) po słabym tempie w grudniu (146 tys.). Tradycyjnie już wydźwięk raportu będzie uzależniony od dynamiki płac, a tutaj zanosi się na solidny odczyt 0,3 proc. m/m w związku z podwyższeniem płacy minimalnej w niektórych stanach. Jeśli pchnie to roczną dynamikę co najmniej do 2,7 proc. (z 2,5 proc. w grudniu), będzie to pozytywny impuls dla USD.

W strefie euro inflacja HICP będzie w centrum uwagi (śr). Efekty statystyczne powinny obniżyć ogólny wskaźnik do 1,3 proc. r/r z 1,4 proc., choć ważniejsza będzie inflacja bazowa, a tutaj rynek zakłada wzrost z 0,9 proc. do 1,0 proc. To by sprzyjało dominującej na rynku retoryce, że EBC prędzej przejdzie do normalizacji polityki pieniężnej. W podobny sposób rynek może odebrać wstępny szacunek PKB za IV kw. (wt), jeśli dostaniemy silny odczyt 0,7 proc. k/k. Ewentualne werbalne interwencje członków EBC mają małe szanse na odwrócenie trendu wzrostowego.

Kalendarz z Wielkiej Brytanii przez większość tygodnia będzie mało interesujący i dopiero PMI dla przemysłu (czw) i budownictwa (pt) może ożywić zmienność. Biorąc pod uwagę, że wskaźnik dla przemysłu ma za sobą korektę w grudniu, a dane z Europy pozostają silne, zanosi się na wzmocnienie aktywności na Wyspach. Funt przede wszystkim pozostaje jednak w trybie „brak wieści o Brexicie, to dobre wieści”, jak również wciąż widzimy, że GBP korzysta na odpływie kapitału z USD.

W Polsce otrzymamy odczyt PKB za 2017 r. (wt), gdzie powinniśmy otrzymać potwierdzenie przyspieszenia do 4,5 proc. z 2,9 proc. w 2016 r. O tym, że ekspansja ma się dobrze także i na początku tego roku, powinien powiedzieć wzrost indeksu PMI dla przemysłu w styczniu (czw) ponad 55 pkt. Tło makroekonomiczne pomaga złotemu w aprecjacji, choć dominującym czynnikiem pozostaje słabość USD podsycająca apetyt na rynki wschodzące.

W Japonii mamy sporo pierwszorzędnych publikacji w postaci stopy bezrobocia, sprzedaży detalicznej (wt), produkcji przemysłowej (śr) i PMI dla przemysłu (czw). Mimo to techniczne aspekty mogą mieć większe znaczenie dla jena. Nawis spekulacyjnych długich pozycji w USD/JPY w obliczu generalnej słabości dolara pozostaje głównym paliwem dla podtrzymania trendu spadkowego na parze.

W przyszłym tygodniu inflacja jest w centrum uwagi w Australii. W trzecim kwartale inflacja wypadła słabo i jeśli czwarty kwartał nie przyniósł przyspieszenia, obniży to szanse na prędką podwyżkę stóp procentowych. Ryzyka odchyłu odczytu od prognozy 2 proc. r/r są spore w związku z przeliczeniem koszyka inflacyjnego. Słabość USD jest dominującym motorem ostatniego zachowania AUD, ale to też czynni walutę bardziej wrażliwą na rozczarowania w lokalnych danych. Podobna ocena tyczy się wpływu danych o bilansie handlowym z Nowej Zelandii (pon) na NZD.

PKB z Kanady za listopad (śr) może zaoferować pozytywne niespodzianki, biorąc pod uwagę płaski odczyt za październik oraz m.in. dobre wyniki bazowej sprzedaży detalicznej za badany miesiąc. CAD względnie najmniej zyskiwał na ostatniej fali deprecjacji USD, czekając na rozstrzygnięcia 6. rundy negocjacji NAFTA, ale brak negatywnych sygnałów z rozmów sugeruje, że teraz loonie może nadganiać inne waluty G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ropa w górę, marże w dół

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen
Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Dlaczego marże rafineryjne spadły w ostatnim kwartale ubiegłego roku? Główna przyczyna tkwi w szybkim wzroście cen ropy. Ponieważ stoją za tym czynniki przejściowe, niebawem można spodziewać się obniżenia cen ropy oraz poprawy marż rafineryjnych.

Na koniec 2017 roku ropa była najdroższa od trzech lat, a jej średnia kwartalna cena wynosiła ok. 61 USD za baryłkę i była o ponad 9 USD (17,7%) wyższa niż w trzecim kwartale. O ile wzrostowy trend cen ropy, rozpoczęty w trzecim kwartale ma podstawy w fundamentach rynku ropy, o tyle przyspieszenie wzrostu cen w czwartym kwartale, kontynuowane w pierwszej połowie stycznia 2018, jest rezultatem czynników nieoczekiwanych, które ograniczyły wzrost bieżącej podaży oraz podniosły premię za ryzyko w cenach ropy. Trend wzrostu cen ropy opiera się przede wszystkim na solidnym przyroście globalnego popytu na ropę naftową i paliwa płynne pod wpływem umacniania się wzrostu gospodarczego praktycznie we wszystkich regionach świata. Według szacunków IHSM globalny popyt wzrósł w 2017 o 1,8 miliona baryłek dziennie (mbd) i oczekuje się podobnego przyrostu w 2019. Do tego dodać należy ograniczenie wydobycia ropy przez kraje OPEC i Rosję z początkiem 2017 i wydłużenie horyzontu ograniczenia do końca 2018. W 2017 przeciętne roczne wydobycie ropy w krajach OPEC spadło o 0,1 mb/d,  a przy tym środowisko niskich cen ropy w pierwszych trzech kwartałach 2017 ograniczało przyrosty wydobycia poza OPEC. Do czynników fundamentalnych należy także podtrzymany spadek zapasów ropy naftowej i paliw w krajach OECD od połowy 2017, będący wypadkową czynników wymienionych wcześniej. W redukcji poziomu zapasów pomógł efekt „shale band” i wyhamowanie przyrostów wydobycia w USA między lutym a czerwcem. W kolejnych miesiącach, wraz ze wzrostem cen, wzrastało też wydobycie w USA, ale ceny nie kwapiły się z przebiciem górnego krańca „shale band” na poziomie 60 dolarów za baryłkę ropy Brent. Nastąpiło to dopiero 27 października, tuż przed szczytem OPEC, na którym przedłużono moratorium na wydobycie do końca 2018 oraz włączono do porozumienia Libię i Nigerię.

W poprzednim wpisie zwracałem uwagę na to, że przyspieszenie wzrostu cen ropy w czwartym kwartale zostało spowodowane kumulacją nieoczekiwanych wydarzeń, natomiast układ czynników fundamentalnych w perspektywie roku a nawet dwóch lat nie tworzy presji na wzrost cen ropy, uzasadniającej jej obecne poziomy. Nadal mamy nadmierny poziom zapasów ropy na świecie. W krajach OECD zapasy wykazują tendencję spadkową, ale wciąż są powyżej średniej pięcioletniej. Rośnie też niewykorzystany potencjał wydobycia „taniej” ropy (rezerwy ropy utrzymywane w złożach, nadające się do natychmiastowego wydobycia). Wydobycie ropy w USA (tight oil) nadal silnie i szybko reaguje na wzrost ceny. Szacunki IHSM wskazują, że we wrześniu 2017 wydobycie w USA osiągnęło poziom 9,5 mb/d, niewiele poniżej szczytowego wydobycia 9,6 mb/d z kwietnia 2015. W 2018 roku oczekuje się comiesięcznych przyrostów wydobycia na poziomie średnio 300 000 bd, a gdyby cena ropy WTI wzrosła do 60 USD za baryłkę, wydobycie mogłoby wzrosnąć do 900 000 bd.

Dlaczego zatem cena ropy rośnie, niejako wbrew czynnikom fundamentalnym a najnowsze projekcje banków inwestycyjnych mówią o kontynuacji wzrostu w horyzoncie kilku kwartałów? Przyczyną jest nietypowa struktura terminowego (papierowego) rynku ropy, zwana backwardation. Nietypowość i nietrwałość backwardation wynika z przejściowych niedoborów podaży, które windują cenę spot w górę tak bardzo, że odwracają nachylenie krzywej kontraktów terminowych. Ceny ropy spot wzrosły z powodu spadku zapasów ropy, sygnalizującego przewagę bieżącego popytu nad podażą, co sprawiła konfrontacja szybko rosnącego popytu z cięciami OPEC oraz czynnikami jednorazowymi. Natomiast ceny oferowane w kontraktach terminowych kształtują się poniżej cen spot, ponieważ rynek oczekuje, że w dłuższym terminie podaży będzie pod dostatkiem. Gdyby rynek oceniał, że niedobory podaży mają charakter trwały, wówczas także wzrosłyby ceny w przyszłych terminach, do poziomów uzasadniających uruchomienie dodatkowej podaży. Rynek trwałby w naturalnej pozycji „contango” (kiedy cena ropy w kontraktach terminowych jest wyższa, niż cena bieżąca).

Struktura backwardation, mimo nietrwałości, tworzy silną zachętę dla inwestorów finansowych, by zajmowali „długie” pozycje spekulacyjne na rynkach papierowych: kupowali kontrakty na ropę z dostawą odroczoną na dwa lub więcej miesięcy (po przyszłej cenie, niższej do bieżącej) i przetrzymywali je, oferując do sprzedaży na miesiąc przed terminem zapadalności, po cenie wyższej od ceny zakupu ale niższej od ceny spot (zajmowanie „krótkiej” pozycji). Obecnie przewaga otwartych długich pozycji nad krótkimi jest rekordowo duża, bo rolowanie kontraktów terminowych w warunkach backwardation przynosi większe korzyści niż rolowanie kontraktów, gdy rynek znajduje się w contango. Rekordowy przyrost zakupów ropy na termin tworzy dodatkowy popyt na ropę a ponieważ suma transakcji na rynkach papierowych jest 50 razy większa niż suma transakcji fizycznych, transakcje na rynkach papierowych odchylają, na pewien czas, tendencje zmian cen ropy od trendów, wynikających z jej fizycznych fundamentów.

Atrakcyjność backwardation dla inwestorów finansowych może podtrzymać wzrostowy trend cen ropy jeszcze przez pewien czas. Jeżeli jednak w najbliższych kwartałach nie pojawią się nowe ograniczenia podaży ropy, to w horyzoncie kwartału lub dwóch cena ropy powinna się obniżyć. Powrotowi cen ropy w pobliże fundamentów powinien towarzyszyć wzrost marż rafineryjnych, które obecnie są pod presją nadmiernie wysokich cen ropy. 

Alior Bank rozszerza wykorzystanie robotów w swojej działalności

Ponad 1,2 mln połączeń w ramach miękkiej windykacji, prawie 1,3 mln przeprowadzonych rozmów ankietowych oraz 77 tys. kontaktów w celu zebrania oświadczeń FATCA – w taki sposób Alior Bank wykorzystywał w 2017 r. oparty o mechanizmy sztucznej inteligencji Dronn. W najbliższym czasie bank planuje dalsze rozszerzanie skali jego działalności, m.in. w zakresie wsparcia sprzedaży zdalnej.

Alior Bank wykorzystuje najnowocześniejsze technologie, by realizować procesy z różnych obszarów w sposób jak najbardziej efektywny. Robotyzacja i automatyzacja to jedne z kluczowych założeń „Cyfrowego buntownika” – strategii banku na lata 2017-2020, która jest odpowiedzią na zmiany technologiczne w sektorze bankowym. Alior Bank wykorzystuje m.in. Wirtualnego Doradcę – system Dronn wspierający zdalny kontakt z klientami.

Dronn to wykorzystywany w banku od 2015 r. system oparty na sztucznej inteligencji, biometrii i analityce mowy, należący do najbardziej zaawansowanej generacji robotów. Został zaprojektowany tak, by prowadzić z klientami swobodną, logiczną rozmowę – reagować na odpowiedzi i zadawać dopasowane do nich pytania. Wirtualny Doradca wykorzystywany jest w procesie miękkiej windykacji oraz badaniach marketingowych.

W ramach nowej strategii banku nN ramach nowej strategii oces robotyzacjiie tylko Dronn wspiera proces robotyzacji. Bank wskazał do robotyzacji 118 procesów, które będą stopniowo optymalizowane w ciągu najbliższych trzech lat. Pozwoli to ograniczyć koszty operacyjne przy jednoczesnym wzroście zadowolenia klientów. Automatyzacja powtarzalnych procesów jest natomiast szansą na rozwój i zmniejszenie rutyny wśród pracowników

W roku 2017 skala działań Dronna objęła 963 tys. połączeń w windykacji Alior Banku oraz 239 tys. rekordów w windykacji dla partnera zewnętrznego. Ponadto Wirtualny Doradca przeprowadził prawie 1,3 mln. rozmów ankietowych w ramach procesu segmentacji klientów oraz kontaktował się z 77 tys. osób w celu zebrania oświadczeń o rezydencji podatkowej (FATCA). W najbliższym czasie system zostanie wdrożony m.in. w zakresie wsparcia sprzedaży zdalnej.

Wirtualny Doradca został zintegrowany ze środowiskiem do obliczeń statystycznych oraz wizualizacji wyników. Rozwiązanie to pozwala mu wykorzystywać modele statystyczne w czasie rzeczywistym i, na podstawie danych pozyskanych od klienta, podejmować decyzje w kwestii dalszego przebiegu rozmowy. Prowadzone są prace nad dalszym rozwojem narzędzia. Obejmują one przede wszystkim wdrożenie uczenia maszynowego oraz rozumienie języka naturalnego. Pierwsza z technologii jest innowacyjną metodą samouczenia się maszyn w oparciu o analizę danych i odnajdywanie zawartych w nich wzorców. Dzięki algorytmom uczenia maszynowego, komputery mogą samodzielnie analizować dane oraz automatycznie tworzyć i dostosowywać modele w celu samodoskonalenia i nabywania nowej wiedzy, potrzebnej do rozwiązania zadanego problemu. Wszystko odbywa się w sposób zautomatyzowany, bez potrzeby wcześniejszego zaprogramowania przez człowieka. Rozumienie języka naturalnego jest z kolei technologią, która pomoże usprawnić moduł rozpoznawania mowy.

Dronn, jako jedno z najlepszych rozwiązań bankowych na świecie, był wielokrotnie nagradzany w prestiżowych międzynarodowych konkursach, m.in.: Distribution and Marketing Innovation Awards (organizowany przez organizację EFMA we współpracy z firmą Accenture), Retail Banker International, BAI Global Banking Innovation Awards, Banking Technology Awards czy Celent Model Bank Awards.

Mario Draghi umocnił euro. Lepsze dane z Wielkiej Brytanii

Wczorajsza konferencja Mario Draghiego niby nie przyniosła żadnych nowych wiadomości, a i tak zatrzęsła rynkami walutowymi. Dobre dane na temat brytyjskiej gospodarki.

Mario Draghi nie zahamował wzrostów euro

Wczoraj odbyło się posiedzenie EBC oraz konferencja prasowa po posiedzeniu. Formalnie nic się nie zmieniło. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Wciąż podtrzymuje się gotowość do wydłużania programu skupu aktywów. Co więcej, deklaracja o niepodnoszeniu stóp procentowych przez dłuższy czas jest wciąż aktualna. Pojawiły się podczas wystąpienia uwagi na temat obecnej sytuacji na głównej parze walutowej świata. Nie pojawiły się za to żadne konkrety, no chyba, że za takie uznać przypomnienie deklaracji ze spotkania G20 o nie manipulowaniu kursami walutowymi w celu podniesienia konkurencyjności gospodarek. Jak zareagowały rynki? Analitycy liczyli na to, że wypowiedź osłabi euro. Nic takiego nie padło. W rezultacie rozpoczęły się szybkie zakupy. Przez pół godziny euro umocniło się o niemal 1% względem dolara. Do końca dnia trwała już potem korekta tego ruchu, która odwróciła większość tego ruchu. W szczytowym momencie na rynku można było oglądać dolara poniżej 3,31 zł. W tym kontekście nie pomogły nawet przyzwoite dane z amerykańskiego rynku pracy.

Konstytucja dla biznesu

Uchwalono nowe prawo dla przedsiębiorców. Zastępuje ono ustawę o swobodzie działalności gospodarczej. Pojawia się zasada domniemania uczciwości przedsiębiorcy i rozstrzygania wątpliwości faktycznych na jego korzyść. Z ważnych zmian jest też 6 miesięczna ulga na start prowadzenia firmy. Celem regulacji jest nakłonienie Polaków do otwierania własnych działalności gospodarczych.

Lepsze dane z wysp

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. Wzrost gospodarczy zgodnie z oczekiwaniami spowolnił. Nie zrobił jednak tego tak znacznie jak oczekiwali analitycy i w ciągu roku tamtejsza gospodarka rosła o 1,5%. Nie jest to rewelacyjna wartość, ale biorąc pod uwagę zamieszanie związane z Brexitem i wątpliwości jak się temat zakończy wynik był i tak lepsze niż spodziewane 1,4%. Po samych danych funt zaczął iść w górę zyskując w ciągu kilku minut ponad grosz do złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Zamówienia na dobra,

14:30 – USA – PKB wstępne dane.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Fundacja prywatna sposobem na efektywne zarządzanie majątkiem

Wielu przedsiębiorców poszukuje metod na zabezpieczenie swoich pieniędzy i nabytych dóbr na wypadek sytuacji kryzysowej. Wzrasta świadomość, że efektywne zarządzanie majątkiem firmy jest podstawowym elementem strategii każdego przedsiębiorstwa. Rozwiązaniem, które umożliwia ochronę majątku przedsiębiorcy, jest m.in. coraz popularniejsza w Polsce i na świecie konstrukcja fundacji prywatnej.

Czym jest fundacja prywatna?

Nie ma definicji ustawowej fundacji prywatnej, ale w doktrynie uważa się, iż należy ją rozumieć jako osobę prawną, „której celem jest zarządzanie majątkiem przekazanym przez fundatora, w sposób przez niego określony i dysponowanie tym majątkiem zgodnie z zasadami określonymi przez fundatora na rzecz beneficjentów fundacji”.

Zgodnie z art. 1 ustawy o fundacjach z 6 kwietnia 1984 r. „fundacja może być ustanowiona dla realizacji zgodnych z podstawowymi interesami Rzeczypospolitej Polskiej celów społecznie lub gospodarczo użytecznych, w szczególności takich jak: ochrona zdrowia, rozwój gospodarki i nauki, oświata i wychowanie, kultura i sztuka, opieka i pomoc społeczna, ochrona środowiska oraz opieka nad zabytkami”. Nie ma więc ograniczeń w zakresie podmiotowym, a zatem fundację może utworzyć zarówno osoba fizyczna, jak i prawna. Powyższą konstrukcję wykorzystano do stworzenia nowej instytucji – fundacji prywatnej. Powodem wprowadzenia takiego rozwiązania była chęć ochrony majątku przedsiębiorców.

Odpowiednia konstrukcja fundacji prywatnej nie stoi w sprzeczności z ustawową regulacją działania na rzecz celów „społecznie lub gospodarczo użytecznych“. W momencie gdy fundacja nie korzysta z pieniędzy publicznych, nie występuje o status organizacji pożytku publicznego i nie pozyskuje środków w drodze zbiórek publicznych, może dość swobodnie dysponować przekazanymi jej środkami.

Dysponowanie środkami fundatora

Fundacja prywatna może zatem przekazywać zgromadzone środki innym podmiotom. W tym zakresie ograniczają ją jedynie przepisy ustawy o fundacjach. Znamienne jest, iż w ustawie nie ma zakazów, które uniemożliwiałyby przenoszenie środków na rzecz przedsiębiorcy (fundatora), jego pracowników, członków zarządu firmy czy też osób bliskich. Nie jest również określona forma tego przekazania – możliwe jest udzielanie pożyczek, kredytów, a także inne formy przelewu środków.

Należy jednak pamiętać, że wszystkie podejmowane czynności powinna cechować zgodność z przyjętymi celami statutowymi. Każdy transfer musi mieć odpowiednie uzasadnienie. Takie transakcje są bowiem pod szczególnym „ostrzałem” organów państwa, które wnikliwie badają zasadność wszelkich przepływów pieniężnych. Jeżeli stwierdzą jakiekolwiek nieprawidłowości, zastosują stosowne kroki, a nawet sankcje. Przykładową konsekwencją może być chociażby wystąpienie do sądu o uchylenie uchwały zarządu fundacji rażąco sprzecznej z jej celem lub z postanowieniami statutu, lub przepisami prawa.

Fundacja prywatna a korzyści podatkowe

Założenie fundacji prywatnej przysparza osobom nią zarządzającym duże korzyści podatkowe. W oparciu bowiem o ustawę z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych w pewnych sytuacjach możliwe jest zwolnienie fundacji z części podatku dochodowego. Z tego prawa fundacja prywatna może skorzystać, gdy jej celem statutowym jest działalność naukowa, naukowo-techniczna, oświatowa, ochrony środowiska, ochrony zdrowia i pomocy społecznej. Fundacja nie musi także płacić podatku od spadków i darowizn, jeżeli otrzymuje pieniądze, rzeczy ruchome lub prawa majątkowe.

W innych krajach europejskich fundacje prywatne mogą liczyć na jeszcze większe udogodnienia. Przykładowo w Lichtensteinie istnieje jednolita stawka podatku dochodowego dla fundacji i wynosi 1 tys. CHF rocznie. Ciekawą konstrukcję wprowadzono też w prawie austriackim. Zgodnie z nim dywidenda przekazywana przez spółkę austriacką fundacji prywatnej, która posiada udziały tejże spółki, podlega zwolnieniu z podatku dochodowego na poziomie tejże spółki. Jeżeli założymy fundację prywatną poza Europą, możemy liczyć na jeszcze większe profity. Np. osoby zakładające fundację w Panamie nie będą figurowały w aktach urzędów, nie będą zobowiązane do składania sprawozdań rocznych lub sprawozdań finansowych, a także nie będzie na nich ciążył obowiązek podatkowy.

Fundacja prywatna w Polsce czy za granicą?

Tak naprawdę polscy przedsiębiorcy w tworzeniu fundacji prywatnej nie są związani konstrukcją polskiej fundacji prywatnej. Tego typu podmioty można bowiem utworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Zasady działania fundacji prywatnej we wszystkich systemach prawa są bardzo podobne, aczkolwiek w niektórych państwach podmiot ten może liczyć na dużo większe niż w Polsce profity i swobodę działalności. Korzystne rozwiązania proponuje np. Lichtenstein, w którym kapitał może zostać umieszczony w innym państwie niż siedziba fundacji, a fundacje nieuzyskujące korzyści z prowadzenia działalności gospodarczej mają możliwość skorzystania z niższego opodatkowania z uwagi na status private wealth structure entity (PVS). Jeżeli przedsiębiorcy zależy natomiast na formalnym przeniesieniu środków poza granice Europy, ciekawą propozycją może okazać się fundacja na wyspach Bahama. Tam przedsiębiorcy mogą liczyć na wyjątkową poufność i dyskrecję – zasadniczo fundacja widnieje jedynie w rejestrach, w których ujawnia się bardzo szczątkowe dane, takie jak nazwa oraz adres oficjalnej siedziby.

Czy założenie fundacji prywatnej jest łatwe?

Założenie fundacji prywatnej wiąże się z wieloma formalnościami. Przedsiębiorcy działający na własną rękę mogą łatwo zgubić się w gąszczu skomplikowanych procedur i przepisów. Należy pamiętać, aby dobrać takie rozwiązanie, które będzie najlepsze dla danego przedsiębiorcy i rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej. Tylko wtedy możliwe będzie skuteczne i trwałe zabezpieczenie jednocześnie interesu przedsiębiorcy i, co najważniejsze, jego majątku.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs EUR/USD na moment dotknął trzyletniego maksimum

Wspólna europejska waluta doświadczyła istotnej aprecjacji, której w pierwszym momencie nie zaszkodził nawet dość wstrzemięźliwy komunikat prezesa EBC.

W czwartkowe popołudnie kurs wymiany wspólnej europejskiej waluty w relacji do dolara amerykańskiego po raz pierwszy od trzech lat wzrósł powyżej 1,25. Popołudniowa aprecjacja EUR wsparła również PLN. Polska waluta zyskiwała przede wszystkim w relacji do wyjątkowo słabego dolara amerykańskiego. Zjawisko to miało miejsce po pierwszym w 2018 r. posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (EBC) dotyczącym europejskiej polityki monetarnej.Kurs EUR USD na moment dotknął trzyletniego maksimum

Pomimo tego, iż wyraził on niepokój odnośnie silnej aprecjacji wspólnej waluty, względnie optymistyczna ocena gospodarki strefy euro dokonana przez prezesa EBC, Mario Draghiego, wystarczyła do tego, aby para EUR/USD zyskała niemal 1% w ciągu kilku godzin. Po ogłoszeniu przez bank centralny informacji o utrzymaniu parametrów polityki monetarnej na niezmienionym poziomie, Draghi rozbudził spekulacje dotyczące zakończenia programu luzowania ilościowego w 2018 r. Wyraził zadowolenie w kwestii dynamiki wzrostu gospodarczego strefy euro – stwierdził, że ekspansja gospodarek jest „zdrowa” i postępuje szybciej, niż się spodziewano. Poziom inflacji musi jeszcze pokazać przekonujący trend wzrostowy, w EBC wzrasta jednak przekonanie, że dynamika cen ostatecznie powróci do celu inflacyjnego.

Inwestorzy zdecydowanie przeoczyli próbę powstrzymania przez Draghiego aprecjacji wspólnej europejskiej waluty. Jeszcze na wstępie konferencji prasowej, prezes EBC zwrócił uwagę na siłę euro i powtórnie wyraził obawy co do wahań kursu wymiany. Stwierdził, iż „ostatnia zmienność kursu stanowi źródło niepewności, które wymaga monitorowania”.

Również informacja o braku podwyżek stóp w najbliższych miesiącach nie powstrzymała wzrostu europejskiej waluty. Już kilkakrotnie wyraziliśmy opinię, że obecna sytuacja gospodarcza strefy euro (tj. słaba inflacja) nie wymusza wyższych stóp procentowych w Eurolandzie. To zdanie podzielił również Draghi, który pokazał, że nie uważa za konieczne podwyższania stóp procentowych w tym roku. Stwierdził, że nie widzi „zbyt wielu szans na to, żeby stopy w ogóle wzrosły w 2018 r.”. Zważywszy na te komentarze, skala aprecjacji wspólnej waluty jest zaskakująca, a naszym zdaniem również przesadna.

Wnioskując po obecnej dynamice cen bazowych w strefie euro, która uparcie znajduje się na poziomie poniżej 1% rocznie i zwracając uwagę, że Draghi wyraźnie nie spieszy się z podnoszeniem stóp, sądzimy, że do pierwszej od 2011 r. podwyżki stóp procentowych w strefie euro dojdzie najwcześniej w połowie 2019 roku. To później niż obecnie wyceniają rynki finansowe.

Pozostajemy również zdania, że rosnąca różnica stóp procentowych po obu stronach Atlantyku będzie nakładać presję na przewartościowane euro i wywoła jego spadek w nadchodzących miesiącach – szczególnie biorąc pod uwagę kwestię rynkowego pozycjonowania (inwestorzy mocno stawiają na euro).  Niemniej, obserwując obecny sentyment do dolara amerykańskiego i niedawną silną aprecjację wspólnej europejskiej waluty, planujemy podniesienie naszych prognoz kursu EUR/USD.

Autor: Matthew Ryan, Ebury

Rozpraszacze za nami

Draghi nie był wystarczająco gołębi, by poważnie wystraszyć kupujących EUR. Trump skontrował Mnuchina i preferuje silnego dolara, ale wystarczyło to tylko na stworzenie okazji do korekty dolara, a dziś wracamy do dalszej przeceny. Kolejną okazję mogą dać dane z USA po południu i przemówienie Trumpa.

Jeśli prezes EBC chciał zatrzymać umocnienie EUR, to nie może być z siebie zadowolony. Mieliśmy odniesienia do waluty, jednak zamiast wspomnieć o zbyt szybkim tempie aprecjacji, Draghi użył szablonowej frazy o obawach o zmienność. Bezpośrednio zapytany przez dziennikarza o skalę umocnienia, Draghi starał się obejść pytanie, co tylko podsyciło rajd EUR/USD ponad 1,25. Ostatecznie prezes nie omieszkał zaznaczyć, że wzrosty EUR mogą pochodzić od komentarzy „kogoś innego” niż fundamentów. Wyglądało to na odniesienia do środowych słów sekretarza skarbu USA Mnuchina („słaby dolar jest dobry”). Wracając do Draghiego, jedynym prawdziwie gołębim akcentem było stwierdzenie, że są bardzo niskie szanse na podwyżkę stóp procentowych w tym roku. Nie była to jednak wielka niespodzianka. Jeśli rynek nawet liczy na szybki koniec QE (we wrześniu) i zakłada podwyżkę 4-6 miesięcy później, to terminy wypadają już w 2019 r.

Zatem konferencja EBC była tylko niepotrzebnym szumem, które niewiele zmieniło w obrazie rynku, który chce dalej kupować EUR. Dodatkowym „rozpraszaczem” w czwartek były komentarze prezydenta Trumpa, że „ostatecznie chce zobaczyć silnego dolara”, a wcześniejsze komentarze sekretarza skarbu Mnuchina były „wyrwane z kontekstu”. Dolar zyskał, ale był to ruch pod wiatr i rynek szybko pozywał się długich pozycji w dolarze. USD pozostaje w trendzie spadkowym, EUR – we wzrostowym, a przeszkód nie widać. Dziś po południu dostaniemy wstępny szacunek dynamiki PKB za IV kw. z USA. Wartości lepsze od konsensusu (3 proc.) prawdopodobnie staną się okazją do złapania USD pod sprzedaż po lepszej cenie. Gorszy odczyt będzie wodą na młyn.

Wcześniej dostaniemy pierwszy szacunek dynamiki PKB w IV kw., który ma wskazać podtrzymanie wzrostu na poziomie 0,4 proc. k/k. Jest to dość słabe tempo, by uzasadniać zacieśnianie polityki przez Bank Anglii, ale dla funta to mała przeszkoda, kiedy dominuje myślenie, że brak złych wieści nt. Brexitu to dobre wieści. GBP też wciąż jest głównym beneficjentem przepływów przychodzących z wyprzedaży USD. Poza tym w Kanadzie mamy CPI, gdzie szacunki są ustawione nisko. Davos oferuje kolejne panele dyskusyjne, w tym jeden z prezydentem Trumpem, czyli człowiekiem-kopalnią zaskakujących komentarzy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła

Solidna sytuacja gospodarcza w strefie euro wspiera wzrosty rentowności obligacji. EBC bez wpływu na kurs EUR/PLN.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartek 25 stycznia upłynął pod znakiem stabilnych notowań kursu złotego wobec euro (który oscylował nieco poniżej poziomu 4,15) oraz deprecjacji dolara wobec euro (kurs EUR/USD z około 1,24 wzrósł do około 1,25).

Głównym wydarzeniem dnia była konferencja M. Draghiego po decyzji EBC o stopach procentowych. Podkreślił on, że program skupu aktywów potrwa do września lub dłużej a stopy procentowe po zakończeniu QE pozostaną przed dłuższy czas a tym samym poziomie. Ewentualne zmiany w polityce wymagają wyższej inflacji, która musi wyraźniej rosnąć. Wbrew oczekiwaniom rynku, jakie się budowały w ostatnim czasie podkreślił, że dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła.

Pomimo gołębiego stanowiska EBC, kurs EUR/USD przekroczył na chwilę w trakcie konferencji poziom 1,25. Przyczyną tego prawdopodobnie było stwierdzenie, że ryzyka dla wzrostu gospodarczego w strefie euro mogą pochodzić ze strony gospodarki globalnej i rynków walutowych, aczkolwiek EBC nie targetuje określonego poziomu kursu, co mogło sugerować, że obawia się mocniejszego euro. Wypowiedź ta pośrednio wpisała się w sposób interpretowania ostatnich słów sekretarza skarbu USA Mnuchina, który stwierdził, że „w krótkim terminie słaby dolar stymuluje handel zagraniczny, natomiast w dłuższym terminie silny dolar odzwierciedla siłę amerykańskiej gospodarki”. Co prawda potem nieco zdementował swoje słowa twierdząc, że nie popiera słabego dolara jednak to właśnie w duchu „wojny walutowej” rynki finansowe interpretowały tą wypowiedź.

Naszym zdaniem, aktualne uwarunkowania gospodarki USA (obniżki podatków stymulujące wzrost długu, funkcjonowanie rządu w ramach prowizorium budżetowego) bardzo utrudniają grę na silną i szybką deprecjację dolara, gdyż potencjalnie zmniejszają atrakcyjność amerykańskich obligacji. W związku z tym zakładamy, że amerykańskie władze będą w najbliższym czasie dążyć do uspokojenia sytuacji na rynkach walutowych, co powinno umożliwić dolarowi odrobienie przynajmniej części strat.

Czwartek minął na rynku stopy procentowej pod znakiem dalszych wzrostów rentowności. Głównym wydarzeniem na rynku było wspomniane posiedzenie EBC. Pomimo tonujących odpowiedzi prezesa Draghiego, który widzi małą szansę na podwyżkę stóp procentowych jeszcze w tym roku (po publikacji grudniowych minutes była wyceniona w blisko 70%), rentowności instrumentów dłużnych rosły. Dla inwestorów słowa Draghiego mogły być niewystarczająco przekonujące w sytuacji, w której sam podkreślał poprawę sytuacji gospodarczej w strefie euro. Taki fakt potwierdzają również publikowane w ostatnim czasie dane, gdzie wskaźniki PMI utrzymują się na wysokim poziomie. Mocno prezentuje się przede wszystkim niemiecka gospodarka, gdzie po dobrym odczycie ZEW we wtorek, również pozytywne zaskoczenie przyniósł indeks instytutu Ifo (117,6 w styczniu vs. konsensus: 117,1). Bardzo dobre nastroje gospodarcze przyczyniły się do osiągnięcia nowych szczytów rentowności obligacji w tym roku, gdzie niemieckie papiery w sektorze 10-letnim przebiły 0,60%.

Do zdecydowanego przesunięcia się krzywej dochodowości w górę doszło również w Polsce, gdzie jej środek oraz długi koniec w ciągu dnia znalazły się o blisko 5pb wyżej. Obligacje 10-letnie w trakcie sesji przekraczały poziom 3,40%, a 5-letnie 2,70% czemu towarzyszyły głównie wydarzenia zagraniczne. W piątek na polskim rynku w centrum zainteresowania znajdzie się sprzedaż obligacji Ministerstwa Finansów, gdzie w pełni powinna zostać uplasowana oferta 7mld PLN. Przetargowi może towarzyszyć wysoki popyt podobnie jak na pierwszej styczniowej aukcji, przez co krótkoterminowo może dojść do lekkich spadków rentowności (po tym jak zostały osiągnięte ostatnie szczyty). Popyt będą również wspierały ostatnie wykupy obligacji WZ0118 oraz wypłaty odsetek, które łącznie wyniosły 10mld PLN, przez co podaż w ujęciu netto będzie jedynie nieznacznie dodatnia w skali całego miesiąca (na pierwszym przetargu sprzedano papiery za 6mld PLN). Dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła

Autorzy: Arkadiusz Trzciołek, Jarosław Kosaty – PKO Bank Polski