Bitcoin rekordowo tani

Najpopularniejszej kryptowalucie nie wiedzie się ostatnio dobrze. W ciągu ostatnich dwóch dni nastąpił spory spadek wartości bitcoina. Rekordowo niski poziom zanotowano w nocy z wtorku na środę – 10,6 tys. USD i było to aż 26% mniej niż w poniedziałek popołudniu (ponad 14,3 tys. USD). Tym samym kryptowaluta była najtańsza od początku grudnia 2017 r. Później bitcoin nieco odrobił straty i w środę rano kosztuje 11,4 tys. USD. To i tak aż 42% mniej w porównaniu z najwyższym poziomem w historii z połowy grudnia. Zdaniem niektórych analityków ma to związek z oświadczeniem władz Korei Południowej, że przygotowują przepisy zakazujące handlu wirtualnymi walutami. Także władze Chin sugerują podobny krok, co może pogłębić spadki bitcoina.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,07%), brytyjskiego funta (+0,12%), dolara kanadyjskiego (+0,16%), dolara australijskiego (+0,13%) oraz japońskiego jena (+0,05%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,223, GBP/USD – 1,377, USD/CAD – 1,245, AUD/USD – 0,795 i USD/JPY – 110,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,12%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. Złotówka minimalnie traci do dolara, euro i franka szwajcarskiego i jest na tym samym poziomie do funta. W środę rano dolar kosztuje poniżej 3,42 zł, euro – poniżej 4,18 zł, funt – 4,7 zł, a frank – prawie 3,55 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i  czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,17%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,35%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,07%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,35%, meksykański indeks Bolsa podniósł się o 0,25%, a brazylijski indeks Bovespa zyskał 0,1%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,35%, indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,24%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,17%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 69,15 USD (-1,04%), a ropy WTI – 63,73 USD (-0,89%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wynosi 73 USD. Spada również cena złota. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1333 USD. To 6 USD mniej (-0,45%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), grudzień (prognoza 1,4%)
  • 13:00 – USA – Wnioski o kredyt hipoteczny, tydzień (poprzednio 8,3%)
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), grudzień (prognoza 7,15%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), grudzień (prognoza 4,5%)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), grudzień (prognoza 0,5%)
  • 15:15 – USA – Wykorzystanie mocy produkcyjnych, grudzień (prognoza 77,3%)
  • 16:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości NAHB, styczeń (prognoza 72 pkt.)
  • 17:15 – Kanada – Wystąpienie szefa Banku Kanady
  • 20:00 – USA – Beżowa Księga, styczeń
  • 21:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago
  • 21:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 22:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones

Rok 2017 na giełdzie amerykańskiej okazał się wspaniały dla kupujących. Pobiliśmy kilka ciekawych rekordów, które pozwoliły na rozgoszczenie się optymizmu. Po pierwsze należy zwrócić uwagę na ilość nowych szczytów osiągniętych podczas ubiegłego roku. W 2017 roku Dow Jones osiągnął znakomity wynik, ponad 71 nowych szczytów w jeden rok. Jednak S&P 500 wcale nie odstaje, indeks wzrósł w każdym miesiącu, co jest najlepszy wynikiem w historii. Historycznie mieliśmy tylko cztery lata, w których indeks pięciuset największych spółek amerykańskich wzrósł przez 11 miesięcy. Jednak to nie wszystko, do kolejnych ciekawych osiągnięć giełdy w ubiegłym roku kalendarzowym możemy zaliczyć:

  • Największa korekta sięgała zaledwie 2.8 procent, jest to najniższy wynik od 1995 roku.
  • Wskaźnik CAPE wzrósł do dawno niewidzianej wartości. Obecnie wynosi 33.80, jednak najwyższą wartość zanotowano w 2000 roku, gdzie mieliśmy do czynienia z bańką spółek internetowych.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 1

Źródło: multpl.com

CAPE jest odmianą wskaźnika cena/zysk, jednakże notowania akcji porównuje ze średnimi zyskami spółek w ciągu ostatnich 10 lat.

Tak doskonały nastrój na rynku przełożył się na oszałamiające wyniki połowy pierwszego miesiąca 2018 roku. Bowiem po raz pierwszy od 1964 indeks S&P 500 zdołał osiągnąć pięć wzrostowych dni na początku roku nowego roku pokonując poprzednie szczyty. Jak widać, wszystko wygląda w porządku, ale warto zauważyć, że przed każdym rynkiem niedźwiedzia doświadczyliśmy bardzo mocnych wzrostów.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 2

Powyższa tabela przedstawia ostatnie siedemnaście rynków byka oraz 16 niedźwiedzi (indeks S&P 500). Jak widać, ostatnie 12 miesięcy rynku byka generowały bardzo duże stopy zwrotu, natomiast pierwsze 12 miesięcy niedźwiedzia straty. Co z tego wszystkiego wynika? To, że bessa zawsze jest bardzo duży zaskoczeniem dla całego rynku. W ostatnim roku hossy wzrosty amerykańskiego indeksu wynoszące 10 procent nie były zaskoczeniem, natomiast spadki już tak.

Z tego powodu nie warto sugerować się poprzednim rokiem, skoro nie mamy żadnej przewagi. Jednak jedno jest pewne, indeks S&P 500 bije niebezpieczne rekordy, natomiast wszystkie wskaźniki wskazują na mocne wykupienie rynku.

Jednym ze wskaźników analizy technicznej, który wskazuje na bardzo mocne wykupienie rynku jest RSI. Wskaźnik ten osiągnął najwyższą wartość od 1959 roku!

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 3

Źródło: Bloomberg

Co się stało po tak mocnym wykupieniu rynku? Na rynek zawsze nadchodziła wielka korekta. Poniżej zostały zaprezentowane dane sporządzone przez bank inwestycyjny Morgan Stanley, które pokazują zachowanie indeksu S&P 500 po osiągnięciu ekstremalnego krótkoterminowego przeszacowania.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 4

W pierwszym tygodniu po mocnym wykupieniu rynku dochodziło do korekty. Z kolei kolejny miesiąc od wykupienia RSI przynosił pogłębienie albo zniwelowanie wcześniejszej korekty. Zatem, w przyszłości indeks S&P 500 prawdopodobnie znajdzie się w korekcie, ale byki nie powiedziały ostatniego słowa.

Rewolucyjne zmiany w podatkach dla przedsiębiorców. Obciążenia firm wzrosną mimo braku oficjalnej podwyżki podatków

Rewolucyjne zmiany w podatkach dla przedsiębiorców. Obciążenia firm wzrosną mimo braku oficjalnej podwyżki podatków 5

Styczniowe zmiany w podatku CIT to duża rewolucja dla przedsiębiorców. Nowe przepisy ograniczają m.in. możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków na usługi niematerialne, m.in. doradcze. Zmiana ta budzi także wątpliwości interpretacyjne, jakie konkretnie usługi rozumiane są jako niematerialne. Dodatkowo nowe przepisy wprowadziły także ograniczenia dotyczące odliczania kosztów finansowania zewnętrznego. Jak podkreślają eksperci, mimo braku formalnej podwyżki podatków zmiany doprowadzą de facto do zwiększenia obciążeń przedsiębiorców.

– Podatek CIT został zmieniony od 1 stycznia 2018 roku w stosunkowo rozległym zakresie. To najbardziej obszerne zmiany od wielu lat. Najważniejsze i w pewien sposób rewolucyjne jest m.in. ograniczenie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków związanych z usługami niematerialnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Mazurkiewicz, doradca podatkowy z MDDP. – Ministerstwo Finansów uznało, że poprzez obciążenia z tytułu usług niematerialnych polski budżet jest de facto drenowany i w związku z tym nałożyło w limit wysokości 5 proc. EBITDA.

Limit ten znajdzie zastosowanie względem kosztów, których suma przekracza 3 mln zł (tzw. limit bezpiecznej przystani). Dotyczyć to będzie m.in. usług doradczych, zarządczych, prawnych czy przetwarzania danych.

– To może być z kilku powodów trudne dla przedsiębiorców. Sądzę, że rozpocznie się długotrwała dyskusja nad tym, co to są usługi niematerialne i co należy rozumieć przez poszczególne kategorie, które ustawodawca za usługi niematerialne uznał, np. co to znaczy, że usługi mają charakter doradczy. Będzie to podstawowym zagadnieniem, z którym podatnicy będą się w przyszłych okresach rozrachunkowych zmagać – ocenia Paweł Mazurkiewicz. –Problem usług niematerialnych dotyczy z samej swojej definicji takich usług, które są świadczone przez podmioty powiązane.

Od 2018 roku ograniczone została także możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodu odsetek i innych kosztów związanych z wykorzystaniem zewnętrznego finansowania otrzymanego zarówno od podmiotów powiązanych, jak i niepowiązanych.

– Mamy do czynienia z rewolucją w zakresie tzw. niedostatecznej kapitalizacji. Usunięto dotychczasowe ograniczenia, ale wprowadzono dwa nowe, wynikające z implementacji do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, tzw. dyrektywę ATAD, czyli prawo europejskie, zgodnie z którym koszty finansowania dłużnego nie powinny przekraczać danego przez ustawodawcę limitu – tłumaczy Mazurkiewicz.

Według nowych przepisów nadwyżka kosztów finansowania zewnętrznego będzie podlegać odliczeniu jedynie do wysokości 30 proc. wyniku finansowego podatnika przed uwzględnieniem odsetek, opodatkowania, deprecjacji i amortyzacji (EBITDA).

– Drugi limit wprowadzono w sposób zaskakujący, bo dopiero na etapie prac sejmowych jako poprawkę poselską. Jest to limit zadłużania się do poziomu hipotetycznej wartości zadłużenia rynkowego. Pomijając wadliwą formę tego przepisu, która moim zdaniem uniemożliwia jego właściwe stosowanie, to sam zamiar ustawodawcy odesłania podatników, żeby zastanawiali się, ile mogliby pożyczyć na rynku, gdyby pożyczali wyłącznie od podmiotów niepowiązanych, bez gwarancji od podmiotów powiązanych, to bardzo złożona figura myślowa – ocenia doradca podatkowy z MDDP.

Jak podkreśla ekspert MDDP, wprowadzone zmiany mają z założenia zwiększyć wpływy podatkowe do budżetu państwa. Choć stawka podatkowa pozostanie na dotychczasowym poziomie, to zwiększy się podstawa opodatkowania, a tym samym opodatkowanie będzie większe.

– Zmiany oznaczają odcięcie kolejnych możliwości planowania podatkowego, a po drugie ograniczenie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu tych wydatków, które zdaniem Ministerstwa Finansów nie są absolutnie niezbędne do realizowania celów gospodarczych przedsiębiorców –przekonuje Paweł Mazurkiewicz. – Można też zakładać, że resort finansów, wprowadzając te zmiany, dokonuje pewnej kalkulacji. W żadnym z przepisów nie ma podwyższenia stawki w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych, ale efektywnie te przepisy mają doprowadzić do zmian w strukturze opłacania podatku.

Od stycznia tego roku podwyższony został limit dotyczący stosowania 50 proc. kosztów uzyskania przychodów dla twórców do kwoty nieco ponad 85 tys. zł rocznie (z nieco ponad 42,7 tys. zł). Od tego roku preferencja ma dotyczyć tylko działalności twórczej, badawczo-rozwojowej oraz naukowo-dydaktycznej, artystycznej, produkcji audiowizualnej oraz publicystycznej.

– Znacząco zawężony został zakres prac, które kwalifikują się pod tzw. prawa autorskie dla celów podatkowych. Wszystkim osobom, które chciałyby skorzystać, czy to jako pracownicy, czy pracodawcy, z tzw. 50-proc. kosztów uzyskania przychodu, dajemy sygnał pozytywny: limit dwukrotnie podwyższono, ale i sygnał negatywny: sprawdźmy, czy od 1 stycznia nadal mieścimy się na liście, która wynika z ustawy – mówi Mazurkiewicz.

Nabywcy mieszkań będą lepiej chronieni. UOKIK chce zmian w ustawie deweloperskiej

Nabywcy mieszkań będą lepiej chronieni. UOKIK chce zmian w ustawie deweloperskiej 6

Przygotowywana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nowelizacja ustawy deweloperskiej wprowadzi dodatkowe zabezpieczenia dla klientów w przypadku upadłości dewelopera czy nieukończenia przez niego budowy. Lepiej chronieni mają być również nabywcy garaży czy boksów rowerowych. Zmiany obejmą też sprzedaż gotowych już nieruchomości.  

Ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, czyli tzw. ustawa deweloperska, obowiązuje od 2011 roku. Zdaniem UOKiK wymaga ona kilku poprawek. Jedną z zasadniczych zmian będą dodatkowe gwarancje dotyczące otwartych mieszkaniowych rachunków powierniczych

– Do tej pory były dostępne cztery rachunki: otwarty, otwarty z gwarancją bankową, otwarty z ubezpieczeniem i zamknięty. Naszym zdaniem rachunek otwarty bez zabezpieczenia w postaci gwarancji bankowej czy ubezpieczenia jest zbyt małą ochroną dla klientów – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Po planowanych zmianach wszystkie otwarte rachunki będą musiały być objęte gwarancją ubezpieczeniową albo bankową. Są to rachunki, na które klienci wpłacają pieniądze, a bank przekazuje je deweloperowi zgodnie z ustalonym harmonogramem. Zdaniem UOKiK problem jednak w tym, że nikt nie kontroluje postępów prac. Może się więc okazać, że klient straci część pieniędzy, które bank przekazał już deweloperowi, mimo że prace na budowie ustały. Dane UOKiK wskazują, że z otwartych rachunków powierniczych korzysta 80 proc. deweloperów

Dodanie gwarancji lub ubezpieczenia do rachunku to podstawowa zmiana, jaką postulujemy. Jeśli deweloper nie może się dogadać z bankiem czy ubezpieczycielem, to czy warto u niego kupować mieszkanie – podkreśla Marek Niechciał.

Deweloperzy i klienci będą mieli również do wyboru zamknięty mieszkaniowy rachunek powierniczy. W tym rozwiązaniu deweloper otrzymuje zapłatę za lokal po przeniesieniu prawa własności mieszkań.

– Mogę się posłużyć przykładem rynku turystycznego, gdzie w grę wchodzą o wiele mniejsze kwoty, ale gdzie rachunku otwartego nie ma, za to są odpowiedniki trzech pozostałych. Wydaje się, że przy większych sumach, jakie wiążą się z zakupem mieszkania, powinniśmy lepiej chronić konsumentów przy decyzjach wiążących często na całe życie, a na pewno na wiele lat – tłumaczy Marek Niechciał.

UOKiK chce również, by wpłaty kupujących mieszkania były powiązane z postępami prac na budowie. Obowiązek sprawdzenia, czy deweloper posiada prawo do terenu, czy otrzymał pozwolenie na budowę i czy nie jest objęty postępowaniem restrukturyzacyjnym lub upadłościowym będzie po stronie banku. W przypadku nieprawidłowości bank będzie miał prawo wstrzymać wypłatę pieniędzy deweloperowi do czasu usunięcia nieprawidłowości.

W przypadku, gdy deweloper zaprzestanie budowy, bank rozwiąże umowę prowadzenia rachunku powierniczego, a całość zgromadzonych na nim pieniędzy zwróci nabywcy.

UOKiK chce też zwiększyć gwarancje dla nabywców na etapie przenoszenia prawa własności do lokalu. Deweloper będzie mógł zamknąć rachunek powierniczy dopiero po ustanowieniu prawa odrębnej własności ostatniego z niesprzedanych lokali.

Były przykłady, że budynek był już oddany, lokal był gotowy, a występowało ryzyko, że między zakupem a wpisaniem do ksiąg okazało się, że deweloper – niebędący już wtedy w statusie dewelopera – znika – mówi Marek Niechciał.

Deweloperzy i klienci mogą się spodziewać również zmian związanych z umowami rezerwacyjnymi lokali. Dziś firmy deweloperskie mają w tej materii pełną dowolność. Po nowelizacji opłata rezerwacyjna nie mogłaby przekraczać 1 proc. ceny.

– Nadal niektórzy chcą obejść ustawę w taki sposób, że wymagają wpłaty przy umowie przedwstępnej, gwarancyjnej – jeśli przy wartości nieruchomości 300 tys. zł jest to 1 tys. zł, to jest to zrozumiałe, ale 80 proc. ceny jest przesadą. Wydaje się, że powinniśmy chronić nabywców lokali, postulujemy, żeby uregulować tę kwestię – podkreśla Marek Niechcial.

Wszystkie postulowane przez UOKiK zmiany objęłyby nie tylko nabywców lokali mieszkalnych, lecz także związanych z nimi garaży, boksów na rowery czy udziałów w prawie własności osiedlowej uliczki. Gwarancje obejmą także kupujących lokale użytkowe i gotowe mieszkania. UOKiK chce też, by obowiązkowym załącznikiem do umowy deweloperskiej była zgoda banku finansującego dewelopera na to, by kupujący po wpłaceniu pełnej ceny otrzymał mieszkanie z czystą hipoteką. Dziś pierwszeństwo w zaspokajaniu roszczeń w przypadku upadłości dewelopera ma bank.

Gubione przez rybaków sieci widma zagrożeniem dla ekosystemu Bałtyku. Z dna morza wyłowiono 147 ton odpadów

Gubione przez rybaków sieci widma zagrożeniem dla ekosystemu Bałtyku. Z dna morza wyłowiono 147 ton odpadów 7

Sieci widma, zagubione przez rybaków, powodują niekontrolowane połowy, więc wpływają negatywnie na stada ryb w Bałtyku. To z kolei przekłada się na straty ekonomiczne dla rybaków, ponieważ właśnie od stanu stada ustalane są kwoty połowowe. Sieci widma wraz z innymi odpadami, w tym z plastikiem, stanowią silne zagrożenie dla całego ekosystemu morskiego. Łącznie w ramach zakończonego już projektu „Czysty Bałtyk” wyłowiono w 2017 roku 147 ton śmieci.

– Sieci widma to sieci, które zostały zagubione przez rybaków na skutek zerwania o zaczepy podwodne albo które wypadły za burtę w czasie sztormu. One spadają na dno i kontynuują połowy w niekontrolowany sposób – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Olga Sarna z Fundacji MARE.

Łowność sieci zmniejsza się po pewnym czasie – początkowo jest to 20 proc. normy, by po trzech miesiącach dojść do 6 proc. Faktem jest jednak, że sieci te przez cały czas pozostawiane w morzu łowią ryby w sposób niekontrolowany. Stanowią też zagrożenie dla ssaków czy ptaków, które się w nie zaplątują. W przypadku Morza Bałtyckiego dotyczy to głównie fok czy morświnów. W ocenie przedstawicielki Fundacji MARE trudno jest oszacować liczbę sieci zalegających na morskim dnie.

 Bardzo duża część sieci to jeszcze sieci przedwojenne i nie mamy żadnych danych, na podstawie których można byłoby to oszacować – mówi Olga Sarna.

Aktualnie wprowadzane są zmiany wymagające od rybaków przedstawiania raportów w zakresie zgubionych sieci. Rybacy są coraz bardziej zainteresowani i zaangażowani w projekty dotyczące oczyszczenia Morza Bałtyckiego, czego dowodem jest zakończony już projekt „Czysty Bałtyk”. W ramach projektu wyłowiono blisko 147 ton odpadów. Głównie były to sieci stawne, trałowe, żaki, takle i pułapki. W wyłowionych narzędziach połowowych, poza rybami, znajdowano także ptaki, omułki, a nawet fokę szarą. Poza narzędziami połowowymi rybacy wyłowili z morza także inne odpady, w tym bojki, styropiany, skrzynie, liny, opony czy worki na śmieci.

– To projekt, który był w 100 proc. inicjatywą organizacji rybackich. Był prowadzony przez pięć polskich organizacji rybackich na całym wybrzeżu Bałtyku – podkreśla przedstawicielka Fundacji MARE.

Działaniami poszukiwawczymi objęto praktycznie całą strefę przybrzeżną oraz zalewy: Wiślany, Szczeciński, Kamieński oraz Jezioro Dąbie, na których dotychczas nie prowadzono tego typu działań.

Takie zaangażowanie jest bardzo cenne. To też pokazuję zmianę podejścia do tego, w jaki sposób rybaków można angażować w ochronę środowiska, ponieważ nie jest to już tylko bierne stanie w portach w okresach ochronnych, tylko jest to wykorzystanie tego czasu na robienie czegoś innego, np. wyławianie śmieci – mówi Olga Sarna.

Nierozkładający się w sposób naturalny i całkowity plastik gromadzony w morzach i oceanach stanowi coraz poważniejszy problem dla ekosystemu.

– Coraz więcej badań przeprowadzanych na zwierzętach pokazuje, że 90 proc. ptaków ma w żołądku plastik, ponieważ jedzą nakrętki od butelek i inne drobinki plastiku – zauważa Olga Sarna.

Więcej biurokracji i utrudnienia dla firm w całej Europie. Firmy transportowe krytykują propozycje Brukseli dla branży

Więcej biurokracji i utrudnienia dla firm w całej Europie. Firmy transportowe krytykują propozycje Brukseli dla branży 8

Przepisy zakładające wyrównywanie płacy minimalnej i składek socjalnych kierowców to część pakietu zmian socjalnych, które najbardziej niepokoją branżę transportową. Propozycje Brukseli mogą prowadzić do zwiększenia biurokracji i ograniczenia konkurencji – alarmują właściciele firm logistycznych. Branża już dziś boryka się z brakiem pracowników i rosnącymi kosztami pracy.

W tzw. pakiecie drogowym Komisja Europejska zaproponowała, by pracownik, który więcej niż trzy dni w miesiącu pracuje na terytorium jednego z krajów Unii Europejskiej, miał zagwarantowaną płacę minimalną i składki socjalne zgodne z przepisami tego kraju.

To jedno z największych zagrożeń dla polskich pracowników, zresztą nie tylko polskich. Ta propozycja tworzy nadmiar administracji, który jest nie do opanowania – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Gerard Reijers, dyrektor firmy transportowej HSF Logistics Polska. – My wykonujemy transport w całej Europie, nie wyobrażam sobie, że muszę się rozliczać w Hiszpanii, w Belgii, we Francji, w Niemczech, w Holandii i na dodatek mam obowiązek patrzenia na przepisy polskie. To największe zagrożenie.

Branża obawia się, że to znacząco zwiększy koszty jej działalności, ponieważ już dziś koszty osobowe są jedną z dominujących pozycji w budżetach firm transportowych. Doprowadziłoby to do osłabienia na rynku europejskim pozycji polskich firm – dziś wykonują one ponad 25 proc. wszystkich przewozów drogowych w Europie. Drugi argument, który wysuwa branża, to uciążliwość nowych obowiązków administracyjnych. Te dwa czynniki mogą spowodować, że dla międzynarodowych firm transport stanie się działalnością nieopłacalną.

Zdaniem właścicieli firm transportowych propozycje Brukseli to wynik lobbingu starych państw Unii, które w ten sposób próbują chronić swoje rynki pracy i ograniczyć konkurencję. Wprowadzenie ograniczeń na otwartym europejskim rynku jest jednak bardzo trudne.

– Popatrzmy, co się dzieje: polski pracownik pracuje w Holandii na holenderskim kontrakcie lub w Niemczech, za to w Polsce pracują Ukraińcy, Białorusini –tłumaczy Gerard Reijers. – Zamiast szukać stabilizacji, ściągamy ludzi ze Wschodu i z innych kierunków, co powoduje dużo nieporozumień.

Już dziś branża boryka się z istotnym problemem braku pracowników – z jednej strony zwiększa to presję na wzrost płac, a z drugiej – obniża bezpieczeństwo przewozów.

Zostają zatrudnieni kierowcy bez doświadczenia, którzy na rynku europejskim powodują niebezpieczeństwo, ludzie z małym doświadczeniem zaczynają jeździć na dalekie trasy. Wymagania są wysokie, a ogólna motywacja jest niższa niż parę lat temu – mówi Gerard Reijers.

Właściciele firm logistycznych są jednocześnie zwolennikami przepisów, które ustabilizują sytuację w branży. Wspólnie lobbują też w Brukseli.

Staramy się brać udział w dyskusji, w debatach, zanim oficjalnie pakiet drogowy zostanie przyjęty – podkreśla Gerard Reijers. – Musimy uświadomić Komisję, że nie tędy droga. Owszem, bezpieczeństwo i globalizacja to jest bardzo potrzebne, ale nie możemy tego postawić w różnych kadrach. To nie zdaje egzaminu.

Polska branża transportu międzynarodowego to ponad 30 tys. firm, które zatrudniają w sumie ćwierć miliona osób. Rocznie generują przychody w wysokości 15 mld euro.

Uczniowie polskich szkół zawodowych liderem wśród korzystających z programu Erasmus+. Stanowią 15 proc. wyjeżdżających

Uczniowie polskich szkół zawodowych liderem wśród korzystających z programu Erasmus+. Stanowią 15 proc. wyjeżdżających 9

W Polsce z programów stypendialnych Erasmus+ skorzystało dotychczas 180 tys. osób. Co roku na takie stypendium za granicę wyjeżdża średnio 14 tys. Polaków. Decydują się na to nie tylko studenci, lecz także uczniowie czy nauczyciele. W sektorze kształcenia zawodowego jesteśmy liderem – polscy uczniowie stanowią ponad 15 proc. wyjeżdżających. Możliwość odbycia stażu za granicą wzbogaca naukę zawodu, rozwija kompetencje miękkie i zwiększa szansę na znalezienie lepszej pracy.

– Wszystkie projekty i przedsięwzięcia, które są finansowane w ramach programu Erasmus+, dotyczą mobilności osób i wymiany doświadczeń między instytucjami. Te doświadczenia młodzi ludzie wykorzystują potem na rynku pracy. Uczniowie, którzy byli na stażach i wymianach, mówią, że o wiele łatwiej jest im posługiwać się językiem obcym, zaistnieć w swojej branży, znaleźć pracę, mogą się pochwalić przed przedsiębiorcami swoim doświadczeniem. Jeżeli był to staż zagraniczny, to spotykają się tam bardzo często z nowoczesnymi technologiami, które są wykorzystywane w danej branży – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Paweł Poszytek, dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, Narodowej Agencji Programu Erasmus+.

W ciągu 20 lat działania programu Erasmus+ w Polsce z wyjazdów zagranicznych skorzystało 180 tys. osób. Liczba Polaków, którzy decydują się na edukacyjny wyjazd, wzrosła przez ten czas ponaddziesięciokrotnie – ze średnio 1,4 tys. do ponad 14 tys. osób rocznie. Program kojarzy się przede wszystkim z wyjazdami studenckimi i na ten cel przeznaczanych jest najwięcej środków. W edycji 2014–2018 aż 150 mln euro.

– Studia przez semestr na partnerskiej uczelni, wymiana pracowników akademickich czy współpraca nad wspólnymi dyplomami, wspólnymi studiami, poszerzaniem oferty dydaktycznej na uczelniach to projekty kosztochłonne i tutaj fundusze są największe. Ponad 80 mln euro jest przekierowane na szkolnictwo zawodowe, tu także mamy do czynienia z wyjazdami i stażami – tłumaczy dr Paweł Poszytek.

Pod względem liczby uczniów i nauczycieli kształcenia zawodowego, którzy biorą udział w stażach i praktykach organizowanych przez program Erasmus+, Polska jest liderem w Europie. Ponad 15,2 proc. uczestników z sektora kształcenia zawodowego stanowią właśnie Polacy. Najczęściej wyjeżdżają uczniowie z branży gastronomicznej, hotelarskiej, stolarskiej czy fryzjerskiej.

– Szkolnictwo branżowe pełni bardzo ważną funkcję. Priorytet kładą wszyscy interesariusze – to nie tylko kwestia reformy edukacji i priorytetu narzuconego przez MEN, ale wszyscy interesariusze, organizacje branżowe i eksperci wiedzą, że to szkolnictwo wymaga w tej chwili dużego wsparcia, bo brakuje nam fachowców od różnych zawodów – przekonuje dyrektor generalny FRSE.

Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku dwie trzecie uczniów szkół podstawowych decydowało się na naukę w szkołach zawodowych i technikach. Odwrót nastąpił w latach 90. – do szkół bezpośrednio przygotowujących do zawodu trafiało tylko czterech na dziesięciu uczniów. Sytuacja w szkolnictwie zawodowym powoli się jednak poprawia. Obecnie już połowa młodych polskich gimnazjalistów zdecydowała się na edukację w szkołach technicznych i zawodowych. To o prawie 25 proc. więcej niż w 2000 roku.

– Tworzymy kolejne przepisy, które umożliwiają nie tylko zmiany w podstawie programowej i w prawie oświatowym. Obecnie przepisy pozwalają już na dużą elastyczność szkoły branżowej i technikum tak, aby być razem z pracodawcą, być na stażach, żeby móc fundować stypendia, żeby zajęcia odbywały się w miejscu pracy – podkreśla Anna Zalewska, minister edukacji narodowej.

Wyjazdy zagraniczne to dla uczniów szansa na zdobycie cennego doświadczenia, poznanie języków obcych i rozwój kompetencji miękkich, które są coraz istotniejsze na rynku pracy.

– Na polu edukacji zawodowej, branżowej, wszyscy eksperci i zaangażowane instytucje mówią jednym głosem: mobilność uczniów, studentów czy pracowników jest bardzo ważna z punktu widzenia rynku pracy. Wyposaża ich w dodatkowe kompetencje, które bardzo trudno jest rozwijać w trakcie formalnej edukacji. Mówimy o kompetencjach miękkich, takich jak współpraca w grupie, umiejętność rozwiązywania problemów czy komunikowania się –tłumaczy dr Paweł Poszytek.

Badanie losów absolwentów staży i praktyk zawodowych finansowanych z programów zarządzanych przez FRSE wskazuje, że możliwość pracy za granicą wzbogaca naukę zawodu. Ponad 80 proc. badanych podkreślało, że staż pozwolił im na poznanie zupełnie innego systemu pracy, a blisko 70 proc. poleciłoby praktyczną naukę zawodu osobom, które wchodzą na rynek pracy. Jak wynika z badania FRSE, 74 proc. respondentów wskazuje, że staż pozwolił im na nabycie umiejętności w pracy w międzynarodowym środowisku.

– Możliwość poszerzania wiedzy za granicą daje uczniom szkół branżowych doskonalenie umiejętności zawodowych i językowych. Nabywają umiejętności interpersonalno-społeczne. Dla nas jest bardzo ważne, żeby każdy uczeń był odpowiedzialny, zdyscyplinowany, punktualny i m.in. tego uczą się na projektach. Wielu naszych uczniów otrzymuje szereg ciekawych propozycji, zarówno w kraju, jak i za granicą, bo będąc na stażu zagranicznym, już tam otrzymują propozycje pracy – mówi Joanna Żebrowska, dyrektor Zespołu Szkół nr 7 w Tychach.

Rewolucja w szkoleniach maszynistów kolejowych. Symulator wykorzystujący technologię wirtualnej rzeczywistości pozwoli obniżyć koszty szkoleń nawet o 70 proc.

Rewolucja w szkoleniach maszynistów kolejowych. Symulator wykorzystujący technologię wirtualnej rzeczywistości pozwoli obniżyć koszty szkoleń nawet o 70 proc. 10

Powstaje symulator maszynisty w technologii wirtualnej rzeczywistości, który pozwala doskonalić umiejętności w realistycznych warunkach, na prawdziwych trasach i z prawdziwymi zdarzeniami. Połączenie wirtualnej rzeczywistości z tradycyjnym, fizycznym symulatorem kolejowym pozwoli obniżyć koszty szkolenia o nawet 66 procent bez utraty efektywności. Zastosowane w nim rozwiązania są innowacyjne w skali Polski i świata. Twórcy chcą stworzyć podobne rozwiązania dla motorniczych, kierowców TIR-ów czy operatorów dźwigów.

– Oddana jest pełna fizyka maszynowozu i trasa, po której maszynista może ćwiczyć swój przejazd. Instruktor zarządzający panelem symulacyjnym może wprowadzać online zdarzenia, które wywołują konieczność reakcji ze strony maszynisty. Rozwiązanie służy do tego, by ćwiczyć reakcje w niebezpiecznych sytuacjach, które mogą mieć miejsce na trasie danego przejazdu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jerzy Durślewicz, prezes zarządu firmy Tomorrow.

Dzięki zastosowaniu grafiki 3D i stworzeniu realistycznych scenariuszy szkoleniowych, producentowi udało się osiągnąć wysoki poziom immersyjności. W symulatorze SARTEM mamy do czynienia z dużym realizmem, zarówno w zakresie kierowania pojazdem, jak i otoczenia. Ponadto symulator jest mobilny. Nie wymaga dostosowywania pomieszczeń szkoleniowych pod jego montaż. SARTEM ma rzeczywiste manipulatory, prawdziwy system dźwięków i realistyczny system komunikacji.  Samo urządzenie może być dostosowywane pod konkretnego klienta.

– Pulpit symulatora jest zawsze dokładnie odwzorowany. Za każdym razem przygotowany zostanie symulator, który będzie odpowiadał pojazdom posiadanym lub zamawianym przez przewoźnika – informuje Jerzy Durślewicz.

Trenażer będzie zawierał scenariusze rekomendowane przez Urząd Transportu Kolejowego. Będą one stale rozbudowywane dzięki informacjom z Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych. Powstanie obszerna baza scenariuszy, oparta na rzeczywistych zdarzeniach, do których doszło w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej. Dzięki temu ma wzrosnąć skuteczność szkoleń i poprawić się bezpieczeństwo polskich pasażerów.

– Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z drogimi urządzeniami i zaawansowanymi technologicznie maszynami, których obsługa wymaga pewnej wiedzy, ćwiczenie oraz symulowanie określonej pracy za pomocą bądź to rozszerzonej, bądź wirtualnej rzeczywistości jest zastosowaniem, które znacznie obniża koszty, pozwala na ćwiczenie określonych umiejętności i ich weryfikowanie – tłumacz ekspert.

Symulator zaprojektował zespół składający się z polskich inżynierów, najlepszych maszynistów instruktorów oraz ekspertów z Politechniki Śląskiej. W przyszłości możliwe jest także przygotowanie symulatorów dla innych branż.

Tworzenie symulatorów szkoleniowych w oparciu o wirtualną rzeczywistość, nie tylko dla maszynistów, lecz także dla straży pożarnej, policji, wojska czy chociażby obsługi lotnisk, jest wyjątkowo ciekawą alternatywą dla dotychczasowych szkoleń teoretycznych i praktycznych – podsumowuje Jerzy Durślewicz.

Jarosław Miziołek nowym Prezesem Zarządu w Arcadis

Jarosław Miziołek objął stanowisko Prezesa Zarządu w Arcadis, zastępując Marcina Klammera. Przez ostatnie 3 lata Jarosław zarządzał największą linią biznesową Arcadis w Polsce jako Dyrektor Pionu Infrastruktury. Od stycznia 2016 roku jest członkiem zarządu Europy Centralnej w Arcadis, odpowiedzialnym za Pion Infrastruktury.

Jarosław Miziołek
Jarosław Miziołek

Jarosław odpowiada za dynamiczny rozwój zespołu Infrastruktury, który liczy aktualnie blisko 100 specjalistów w branży drogowej, mostowej, kolejowej, hydrotechnicznej i sanitarnej. Pod jego kierownictwem stworzony został zespół Sterowania Ruchem Kolejowym, który jest w tej chwili największym zespołem w tej branży w Polsce. Wszystkie zespoły są obecnie zaangażowane w realizację największych inwestycji infrastrukturalnych zarówno w kraju jak i poza jego granicami.

Jarosław dołączył do Arcadis w marcu 2015 roku jako Dyrektor Pionu Infrastruktury. Posiada 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu dużymi zespołami projektowo-konstrukcyjnymi, realizującymi najbardziej znaczące projekty infrastrukturalne w Polsce.

Jarosław jest absolwentem geodezji i kartografii na Politechnice Warszawskiej, posiada również tytuł Executive MBA.

Marcin Klammer obejmuje rolę lidera sektora Manufacturing & Technology w Arcadis Europe

Marcin Klammer
Marcin Klammer

Marcin Klammer przekazał obowiązki Prezesa Zarządu w Arcadis Jarosławowi Miziołkowi, aby w pełni skupić się na roli Europejskiego Lidera Sektora Manufacturing & Technology. Od początku 2016 roku Marcin łączył obie te funkcje.

Marcin będzie osobiście kierował relacjami z szeregiem kluczowych regionalnych i globalnych klientów. Lata pracy w Arcadis i międzynarodowe doświadczenie Marcina wzmocnią program obsługi i rozwoju klientów w Europie i na świecie. W swojej pracy w ramach sektora Manufacturing & Technology Marcin będzie koncentrował się w szczególności na projektach inwestycyjnych klientów oraz na programie digitalizacji (Digital).

Polskie przedsiębiorstwa nie są gotowe na czwartą rewolucję przemysłową

Rzeczywistość 4.0 staje się faktem w Polsce, a przedsiębiorstwa powinny być na nią gotowe. Nie da się włączyć w wizję Przemysłu 4.0, kiedy aż 70% zmian w polskich przedsiębiorstwach kończy się niepowodzeniem. Widać jednak oznaki poprawy, bo wynik jest lepszy od ubiegłorocznego o prawie 5 p.p. Dzisiaj opublikowano raport z III Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą. Autorzy przebadali prawie 300 organizacji, w większości dużych firm. To największy tego typu raport w Polsce. Pokazuje także, jak można zwiększyć efektywność wdrożenia zmian.

Z raportu przygotowanego przez Szkołę Zarządzania Zmianą wynika, że w polskie firmy wciąż przeprowadzają wiele zmian, ale z miernym efektem. Zakładane cele udało się w pełni osiągnąć w 30% przypadków (jednocześnie do 12,5% spadła liczba zmian zakończonych wyraźnym niepowodzeniem).

Autorzy raportu przeprowadzili także pogłębioną analizę zarządzania zmianą w polskich przedsiębiorstwach stojących wobec wyzwań Gospodarki 4.0. Zbadali jakie zmiany są wdrażane, kto nimi kieruje i jaki jest poziom osiągania celów zmiany. Odkryli jakie metody i narzędzia są najchętniej wykorzystywane w procesie zmiany oraz jakie czynniki utrudniały wdrożenie, a jakie wpłynęły na jego powodzenie

Co zmieniają i dlaczego? Kto kierował zmianami?

W ponad 40% głównym celem wdrażania zmiany była zmiana strategii. Kolejne 1/3 przypadków dotyczyło zmiany struktury organizacyjnej, a nieco ponad ¼ zmian miało na celu zmianę kultury organizacji. 80% wszystkich zmian trwało nie dłużej niż 12 miesięcy. Podobnie jak przed rokiem krótsze zmiany (trwające do 6 miesięcy) kończyły się najczęściej sukcesem.

Prawie 2/3 zmian było kierowanych zespołowo – przez koalicję liderów, ale liczba zmian zarządzanych zespołowo zmniejszyła się w porównaniu z rokiem poprzednim o ponad 10%. Zmiany w organizacji było najczęściej kierowane przez zespół projektowy złożony z menedżerów (prawie 30%) lub zespół projektowy złożony z menedżerów i pracowników (ponad 20%). Co ciekawe, zespoły złożone z menedżerów i pracowników były znacznie skuteczniejsze (o ok. 20%) od zespołów złożonych wyłącznie z menedżerów.

Warto pamiętać o dzieleniu się odpowiedzialnością za rezultat zmiany z innymi pracownikami. Spowoduje to uznanie przedsięwzięcia za swoje, zwiększy zaangażowanie pracowników i, co równie istotne, pozwoli menedżerowi zachować na dłużej dobrostan psychiczny i fizyczny. – mówi dr Jarosław Rubin, założyciel Szkoły Zarządzania Zmianą, konsultant procesów zmian w firmach.

Z jakim efektem wdrażano zmiany?

Tylko 30% respondentów stwierdziło, że rozpatrywana zmiana osiągnęła w pełni zakładane cele. Inaczej mówiąc 70% zmian wprowadzanych w polskich organizacjach nie osiągnęło celów na poziomie w pełni zadowalającym inicjatorów zmian.

Znacznie lepiej od średniej radziła sobie z wdrażaniem zmian branża produkcyjna, gdzie poziom realizacji celów sięgnął 48%. Na drugim końcu stawki znalazły się branża IT ze skutecznością 19% i usługi – 18%.

Kiedy lider efektywności wdrażania zmian osiąga wynik na poziomie 50%, to jest to ostrzeżenie w obliczu wyzwań Gospodarki 4.0.

Z tegorocznej edycji Badania, co symptomatyczne, nie wynika, że menedżerowie i właściciele zmieniają swoje przedsiębiorstwa (modele, zasoby) w wyniku coraz silniejszego wpływu dwóch głównych trendów współczesnej gospodarki- rewolucji technologicznej zwanej umownie „przemysł 4.0” i zmian na rynku pracy. – zauważa dr hab. Krzysztof Safin, profesor Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Jak zwiększyć efektywność zarządzania zmianą?

Co niepokojące, ponad 20% zmian wdrażano „na czuja” – nie wykorzystywano żadnej formalnej metodyki zarządzania zmianą. Sukces zmiany zależy od koncentracji na jednej, dobrze opanowanej metodyce zarządzania zmianą i konsekwencji w jej stosowaniu.

Pojawiają się sygnały budzące nadzieję:

W tym roku metodyki zwinne i im pokrewne (Agile, Design Thinking, Scrum, Lean Change) wyraźnie zaznaczyły swoją pozycję w zarządzaniu zmianą doganiając klasyczne zarządzanie projektem, którego historia liczy ponad 100 lat, a potencjał w zarządzaniu zmianą już się wyczerpał. Pisząc „zwinne” mam na myśli wszystkie metodyki, które uwzględniają fakt, że zmiana składa się z cykli planowania, działania i przeglądu efektów, a więc zakłada posługiwanie się eksperymentem w celu sprawdzania pomysłów w praktyce – mówi dr Jarosław Rubin.

Najczęściej wykorzystywanym narzędziem komunikacji było spotkanie informacyjne kierowników liniowych ze swoimi podwładnymi, ale najskuteczniejszym narzędziem komunikacji okazała się kanwa zmiany, czyli strategiczny plan zapisany na jednej kartce. Potwierdza się wniosek z poprzednich Badań, że korzystanie z większej liczby narzędzi komunikacyjnych zwiększa szanse na sukces wdrażanej zmiany.

Dokładnie tak samo jak komunikacja może wspierać zmiany, tak może je utrudniać – tylko otwarta i ciągła komunikacja – możliwość wypowiadania się wszystkich pracowników, uwzględnianie uwag, nieformalne spotkania – pozwalają ludziom w organizacji rozumieć i wspierać zmiany – zauważa Marek Naumiuk, interim menadżer, trener i konsultant.

Polskie organizacje podają, że często (78% odpowiedzi) dają pracownikom wyrażenia swoich opinii na temat zmiany, jednakże skuteczność korzystania z tego sposobu angażowania pracowników w zmiany wyniosła tylko 52%, czyli mniej niż dla całości odpowiadających.

To może sugerować, że w polskich firmach nie umiemy w pełni wykorzystać możliwości ze zbieranych informacji. Być może informacje są zbierane z opóźnieniem lub są niskiej jakości z powodu kryzysu zaufania wynikającego z braku otwartości i przejrzystości liderów zmian – mówi Wiesław Grabowski, doradca organizacyjny, trener i coach biznesu.

Co miało największy negatywny wpływ na wdrażanie zmiany? Ankietowani najczęściej wskazywali emocje pracowników (17%) oraz sabotowanie procesu zmian przez niektórych pracowników (8%).

Jakie czynniki miały najsilniejszy pozytywny wpływ na proces przeprowadzania zmiany? Tu ankietowani wskazywali przede wszystkim na postawę menedżerów najwyższego szczebla (55%) oraz pracę zespołową (51%).

Gdybyśmy na podstawie wyników tego pytania pokusili się o sformułowanie jednej wskazówki dla osób zarządzających zmianami w organizacji mogłaby ona brzmieć:

„Utwórz zespół, świeć przykładem, wskaż ludziom cel, do którego mają zmierzać i na bieżąco wykorzystuj zebraną informację zwrotną”. – mówi Wiesław Grabowski.

Odpowiedź na pytanie: jak zwiększyć efektywność zarządzania zmianą, nie jest prosta. Wyniki i wnioski z III Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą dowodzą, że bez zmian w zarządzanie zmianą w Polsce trudno będzie radzić sobie z Gospodarką 4.0 i innymi megatrendami.

* Raport powstał na bazie Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą, przeprowadzonego w listopadzie i grudniu 2017 r. przez Szkołę Zarządzania Zmianą. W badaniu wzięło udział 276 respondentów. Co czwarty z respondentów należał do kadry zarządzającej organizacją, a niemal 40% kierowało wdrożeniem opisywanej zmiany (samodzielnie lub w ramach zespołu projektowego). To największe tego rodzaju badanie przeprowadzone w Polsce.