Krajobraz ryzyk spółek w 2018 r.

Barometr Ryzyk Allianz: przerwy w działalności i ryzyka cybernetyczne zdominują krajobraz ryzyk spółek z wszystkich sektorów i każdej wielkości w 2018 r.

  • Zmienna natura ryzyka i wzrost przestępczości cybernetycznej oznaczają, że przerwy w działalności są głównym zagrożeniem dla firm na całym świecie zdaniem ponad 1900 ekspertów ds. ryzyka z 80 krajów.
  • Potencjalny „huragan cybernetyczny” i zaostrzone zasady ochrony danych kształtują środowisko ryzyka cybernetycznego na najbliższy rok. Reakcja na sytuacje kryzysowe jest kluczowa dla złagodzenia skutków.
  • Przerwy w działalności są jednym z głównych ryzyk w Polsce.
  • Przedsiębiorstwa obawiają się pojawiających się ryzyk i obciążeń wynikających z nowych technologii.

Z Barometru Ryzyk Allianz 2018 wynika, że najważniejszymi ryzykami biznesowymi na świecie w tym roku są przerwy w działalności (#1 z 42 procentami wskazań / #1 w 2017 r.) oraz ryzyka cybernetyczne (#2 z 40 procentami wskazań, awans z #3 w 2017 r.).

Większe straty wynikające z klęsk żywiołowych (#3 z 30 procentami wskazań, #4 w 2017 r.) także przysparzają biznesowi coraz większych zmartwień. 2017 był rekordowym rokiem pod względem katastrof, przez co zmiany klimatu i coraz większa zmienność pogody (#10) po raz pierwszy znalazły się w top 10 najważniejszych ryzyk. Jednocześnie ryzyko związane z nowymi technologiami (#7 w 2018 / #10 w 2017 r.) awansowało w zestawieniu. Firmy zaczęły zdawać sobie sprawę, że w przyszłości innowacje takie jak sztuczna inteligencja czy mobilność autonomiczna mogą skutkować nowymi obciążeniami i większymi stratami, ale też możliwościami. Z drugiej strony firmy martwią się niestabilnością rynkową mniej niż rok temu(#4 w 2018 r. / #2 w 2017 r.).

To najważniejsze wnioski siódmego Barometru Ryzyk Allianz publikowanego co roku przez Allianz Global Corporate & Specialty (AGCS). Raport 2018 powstał w oparciu o ankietę przeprowadzoną wśród rekordowej liczby 1911 ekspertów ds. ryzyka z 80 państw.

Także w Polsce przerwy w działalności są postrzegane jako jedno z największych ryzyk – wyjaśnia Ole Ohlmeyer odpowiedzialny za działalność AGCS w Europie Wschodniej. – Przez długi czas działalność była paraliżowana głównie przez zagrożenia naturalne i wypadki przemysłowe. W połączonej cyfrowo gospodarce do tej listy dochodzą takie zagrożenia jak cyberataki, awarie systemów informatycznych czy konsekwencje strajków lub ataków terrorystycznych. W takich wypadkach możliwe są olbrzymie straty finansowe bez uszkodzenia lub zniszczenia obiektów czy budynków. Z punktu widzenia zarządzających ryzykiem oznacza to, że ochrona dóbr niematerialnych, takich jak dane, sieci i własność intelektualna staje się coraz ważniejsza.

Nowe czynniki powodujące przerwy w działalności

Szósty rok z rzędu przerwy w działalności zostały uznane za najważniejsze ryzyko, zajmując pierwsze miejsce w 13 krajach, a także w Europie oraz regionie Azji i Pacyfiku, w Afryce oraz w regionie Środkowego Wschodu. Nawet najmniejsza działalność może ucierpieć. Firmy wystawione są na coraz więcej niebezpieczeństw, poczynając od tak tradycyjnych jak pożar, klęski żywiołowe czy zakłócenia w łańcuchu dostaw, a kończąc na nowych czynnikach będących wynikiem cyfryzacji i połączeń firm, które zwykle nie powodują fizycznych uszkodzeń, ale pociągają za sobą wysokie straty finansowe. Awaria kluczowych systemów informatycznych, akty terroryzmu czy przemocy politycznej, spadek jakości produktów czy niespodziewane zmiany regulacyjne – wszystko to może spowodować tymczasowy lub przedłużony zastój, a w efekcie druzgocące straty w przychodach.

Zdaniem ekspertów ds. biznesu i ryzyka ataki cybernetyczne po raz pierwszy zajęły czołowe miejsce wśród wzbudzających największe obawy czynników prowadzących do przerw w działalności. Dodatkowo przerwy w działalności zajmują drugie miejsce na liście czynników powodujących największe straty (po ryzyku cybernetycznym). Firma Cyence zajmująca się modelowaniem ryzyka cybernetycznego, ocenia, że awaria usług w chmurze trwająca powyżej 12 godzin w wypadku firm z sektora finansowego, opieki medycznej i handlu detalicznego może kosztować średnio 850 mln dolarów dla firm z Ameryki Północnej i 700 mln dolarów dla Europy.

Przerwy w działalności zajęły także drugie miejsce na liście najbardziej niedocenianych ryzyk Barometru Ryzyk Allianz. – Rzeczywiste przyczyny, zakres i wpływ finansowy przerwy mogą zaskoczyć firmy, które mogą nie doceniać jak bardzo złożony jest proces ‘powrotu do działalności’. Powinny one wciąż dopasowywać swoje plany dotyczące sytuacji awaryjnych tak by odzwierciedlały one nowe otoczenie i odpowiednio uwzględniały rosnące cybernetyczne zagrożenie – mówi Volker Muench, ekspert ds. Global Property i przerw w działalności, AGCS.

Dalszy rozwój ryzyk cybernetycznych

Trwa zwyżkowy trend ryzyk cybernetycznych w Barometrze Ryzyk Allianz. Pięć lat temu zajmowały 15. miejsce. W 2018 r. są drugie. Liczne zagrożenia obejmujące naruszenie bezpieczeństwa danych, problemy związane z siecią, ataki hackerskie czy cybernetyczne przerwy w działalności sprawiają, że ryzyka cybernetyczne zajmują pierwsze miejsce wśród ryzyk biznesowych w 11 państwach objętych badaniem i w regionie Ameryk, a także drugie miejsce w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Jest to także najbardziej niedoceniane ryzyko i główne długofalowe zagrożenie.

Ostatnie wydarzenia takie jak ataki oprogramowania szantażującego WannaCry i Petya doprowadziły do znacznych strat finansowych wielu firm. Inne, takie jak botnet Mirai, największy w historii atak rozproszonej odmowy usługi (DDoS) na najważniejsze platformy i usługi w Europie i Ameryce Północnej przeprowadzony pod koniec 2016 r, pokazują związki między ryzykami oraz współzależność od powszechnej infrastruktury internetowej i dostawców usług. Na poziomie indywidualnym zidentyfikowane niedawno wady zabezpieczeń chipów komputerowych zastosowanych w nieomalże każdym współczesnym urządzeniu pokazują jak bardzo podatne cybernetycznie są współczesne społeczeństwa. Możliwość zaistnienia tzw. huraganu cybernetycznego, kiedy to hackerzy zakłócają funkcjonowanie większej liczby firm, atakując wspólne jednostki infrastruktury, będzie w 2018 r. nadal rosnąć.

Jednocześnie ryzyko naruszenia prywatności znów znalazło się w centrum uwagi w następstwie olbrzymiego naruszenia bezpieczeństwa danych w USA. Wprowadzenie w Europie ogólnego rozporządzenia o ochronie danych planowane na maj 2018 jeszcze bardziej zintensyfikuje kontrolę, wprowadzając możliwość częstszych i większych kar dla przedsiębiorstw nie stosujących się do rozporządzenia. Firmy mają coraz mniej czasu na przygotowanie się do jego wdrożenia. – W USA prawa dotyczące prywatności są od dziesięcioleci restrykcyjne, a bezpieczeństwo cybernetyczne oraz regulacje w zakresie prywatności wciąż ewoluują. Teraz także firmy w Europie muszą przygotować się na ostrzejsze zobowiązania i wymogi dotyczące notyfikacji. Po pełnym wdrożeniu wiele przedsiębiorstw może szybko zorientować się, że kwestie prywatności mogą pociągać za sobą poważne koszty – mówi Emy Donavan, Globalna Dyrektor ds. Cybernetyki, AGCS. – Doświadczenia z przeszłości pokazały, że sposób, w jaki firma odpowiada na kryzys cybernetyczny, taki jak wszelkie naruszenia, ma bezpośredni wpływ zarówno na koszty, jak i na reputację firmy i wartość rynkową.

Zagrożenia cybernetyczne różnią się także w zależności od wielkości firmy i sektora. – Małe firmy poniosą najprawdopodobniej duże straty, jeśli ucierpią na skutek ataku oprogramowaniem szantażującym, podczas gdy większe firmy narażone są na więcej niebezpieczeństw, jak ataki DDoS, które mogą uszkodzić systemy – mówi Donavan.

Wyniki Barometru Ryzyk Allianz pokazują, że świadomość zagrożeń cybernetycznych rośnie w sektorze MŚP, notując znaczny skok z #6 na #2 wśród małych przedsiębiorstw i z #3 na #1 dla średnich firm. W odniesieniu do narażenia sektora, ryzyka cybernetyczne zajmują pierwszą pozycję w sektorze rozrywkowym i w mediach, usługach finansowych, sektorze technologii i telekomunikacji.

Rosnące ryzyko związane ze zjawiskami pogodowymi i technologią

W następstwie rekordowych strat objętych ubezpieczeniem w wysokości 135 mld dolarów powstałych na skutek klęsk żywiołowych w samym tylko roku 2017[1] – huraganów Harvey, Irma i Maria w USA i na Karaibach, klęski żywiołowe powróciły do czołowej trójki globalnych ryzyk biznesowych. – Wpływ klęsk żywiołowych wykracza znacznie poza fizyczne uszkodzenia struktur na dotkniętych obszarach. Wraz z upraszczaniem struktur i coraz większym połączeniem sektorów, klęski żywiołowe mogą mieć negatywny wpływ na wiele gałęzi gospodarki na całym świecie, które na pierwszy rzut oka nie powinny bezpośrednio ucierpieć – mówi Ali Shahkarami, Dyrektor ds. Badań Ryzyka Klęsk, AGSC.

Respondenci obawiają się, że rok 2017 mógł być zwiastunem narastającej siły i częstotliwości zagrożeń naturalnych. Zmiany klimatu / coraz większa zmienność pogody to nowa pozycja w top 10 Barometru Ryzyk za 2018.

Tymczasem wpływ ryzyka nowych technologii zaliczył jeden z największych skoków w Barometrze Ryzyk Allianz – z #10 na #7. Jest to także drugie najważniejsze ryzyko w długofalowej przyszłości po ryzykach cybernetycznych, z którymi nowe technologie są ściśle powiązane. Podatność zautomatyzowanych albo wręcz autonomicznych lub samouczących się maszyn na awarie lub wrogie ataki cybernetyczne (takie jak wyłudzenia czy działalność szpiegowska) będzie w przyszłości rosnąć i może mieć znaczny wpływ, jeśli objęte zostaną najważniejsze elementy infrastruktury, jak sieci IT lub źródła zasilania.

Możemy mieć do czynienia z mniejszą ilością niewielkich strat, co ma związek z automatyzacją i monitoringiem minimalizującym czynnik w postaci błędu ludzkiego, ale jednocześnie może pojawić się możliwość zaistnienia szkód na dużą skalę w następstwie incydentów – wyjaśnia Michael Bruch, Dyrektor Wschodzących Trendów, AGCS. – W miarę jak odpowiedzialność przenosi się z ludzi na maszyny, a w związku z tym na producenta lub dostawcę oprogramowania, firmy muszą także przygotować się na nowe ryzyka i obciążenia.

[1] Munich Re NatCatSERVICE

Chiny zaostrzą walkę z kryptowalutami. Bitcoin tańszy już prawie o połowę!

Wystarczyło ledwie kilka tygodni, by wartość Bitcoina poleciała w dół – aż o 9 tys. dolarów. Spadek mogły wywołać działania władz Korei Południowej, Chin oraz notowania giełdowe w oparciu o Bitcoina – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

W połowie grudnia najpopularniejsza kryptowaluta kosztowała blisko 20 tys. dolarów. We wtorek 16 stycznia, czyli ledwie miesiąc później kosztuje już prawie o połowę mniej – nieco poniżej 11 tys. dolarów.

Wątek koreański oraz wejście na giełdę

Spadek ceny Bitcoina może być efektem pogorszenia się ogólnego sentymentu, m.in. przez działania władz Korei Południowej, które ostatnio sugerowały pomysł znacznego ograniczenia handlu kryptowalutami. Cytowany przez agencję Bloomberg minister finansów Kim Dong-Yeon powiedział, że “zamknięcie giełd kryptowalut nadal pozostaje opcją”, ale ta sprawa wymaga “poważnej” dyskusji pomiędzy ministrami.

Z kolei dwie giełdy w USA (CBOE i CME) w grudniu uruchomiły notowania kontraktów terminowych (futures) w oparciu o Bitcoina. Krótko po tym cena najbardziej znanej kryptowaluty wzrosła do blisko 20 tys. dolarów.

Jednak teraz uruchomienie kontraktów mogło się stać także jednym z powodów zatrzymania wcześniejszych spektakularnych wzrostów Bitcoina, ponieważ zwiększyła się liczba inwestorów instytucjonalnych zaangażowanych w obrót Bitcoinem. Kontrakty pozwalają korzystać ze strategii handlu nastawionych również na spadki ceny Bitcoina.

Spadek i co dalej?

Czy przecena najpopularniejszej kryptowaluty może jeszcze się pogłębić? Trudno o odpowiedź, ponieważ w odróżnieniu od standardowych walut, czynniki fundamentalne w cenie BTC nie odgrywają dużej roli. Zdecydowanie ważniejsze są emocje, które mogą spowodować, że procentowa skala wahań przekroczy nawet te widziane w ostatnich latach.

Z ostatniej chwili: Chiny zaostrzą walkę z kryptowalutami

Z pozyskanej dzisiaj przez agencję informacyjną Reuters wewnętrznej notatki z ubiegłotygodniowego spotkania rządu Chin wynika, że rząd Chin będzie wywierał znaczną presję na kryptowaluty. Wiceprezydent chińskiego banku centralnego (PBOC) twierdzi, że “władze powinny zakazać scentralizowanego handlu kryptowalutami oraz zakazać działalności usług z tym powiązanych zarówno przez przedsiębiorców, jak i osoby prywatne” – pisze Reuters. Biorąc pod uwagę, że Chiny to jeden z największych rynków kryptowalut, może to wywierać dodatkową negatywną presję na notowania wirtualnych walut, w tym Bitcoina.

Miało być nowocześnie, a wychodzi śmiesznie – digitalizacja KRS

Rozpoczęcie działalności gospodarczej w Polsce to droga przez mękę. O ile proces zakładania jednoosobowej działalności gospodarczej został już nieco usprawniony, o tyle powołanie do życia spółki nadal nastręcza trudności i trwa przynajmniej miesiąc. System S24, który rzeczywiście umożliwiał założenie spółki w przeciągu 24 godzin roboczych (a w praktyce w ciągu 3–4 dni), przez zmiany w ustawie o KRS i w Kodeksie spółek handlowych cofa przedsiębiorców do biznesowego średniowiecza.

Jedno okienko i jego ewolucja

Ustawodawca od lat twierdzi, że dąży do uproszczenia procedury zakładania podmiotów podlegających wpisowi w KRS. Kiedyś, żeby założyć i zarejestrować spółkę oraz wyposażyć ją w numery NIP i REGON, niezbędne do rozpoczęcia faktycznej działalności, trzeba było pokonać istny tor przeszkód. Odwiedzić należało notariusza (w przypadku spółek, których umowa wymaga formy aktu notarialnego), sąd rejestrowy, urząd skarbowy oraz urząd statystyczny, w każdym z nich zostawiając wypełniony uprzednio wniosek i załączając do niego plik dokumentów.

Ustawodawca wprowadził więc tzw. procedurę jednego okienka, która polegała na tym, że te same sterty dokumentów trzeba było zostawić w sądzie rejestrowym. To na niego przerzucono obowiązek przesłania ich odpowiednio do „skarbówki” oraz urzędu statystycznego. W praktyce oznaczało to, że wprawdzie nie trzeba było osobiście tych urzędów odwiedzać, ale nie skróciło to w żaden sposób procedury. W niektórych przypadkach nawet mogło ją wydłużyć, bo sprawnie zorganizowany przedsiębiorca mógł działać szybciej niż sekretariat sądu rejestrowego.

Z początkiem 2016 r. nastąpił pewien przełom, ponieważ w kompetencje nadawania numerów NIP i REGON wyposażono sądy rejestrowe. Z technicznego punktu widzenia spowodowało to znaczące skrócenie czasu oczekiwania na nadanie spółce wszystkich trzech numerów niezbędnych do jej funkcjonowania – wszystkie były nadawane jednocześnie. Tak czy inaczej, średni czas rejestracji spółki, od momentu złożenia wniosku do wpisania spółki do rejestru, wynosił od 2 tygodni do nawet półtora miesiąca.

S24 i związana z nim rewolucja

Niespełna miesiąc oczekiwania na rozpoczęcie działalności spółki (a niektóre spółki działalność rozpocząć mogą dopiero z chwilą uzyskania wpisu w rejestrze) to wciąż bardzo długo. Zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami UE – np. w Wielkiej Brytanii istnieje możliwość założenia spółki w jeden dzień.

Odpowiedzią na potrzebę szybkiego zakładania spółek było wprowadzenie systemu S24 i umożliwienie założenia spółki w 24 godziny robocze. Pomimo że system funkcjonuje od kilku lat, to na popularności zyskiwał stosunkowo powoli, zapewne ze względu na jego niedoskonałości techniczne. Bez wątpienia stał się jednak alternatywą dla opisanego wyżej „analogowego” sposobu założenia spółki i podlegał ciągłemu udoskonalaniu. W latach 2015–2017 był już całkiem sprawnie działającą platformą, a dzięki ułatwieniu uzyskania profilu zaufanego ePUAP jego użytkowanie stało się w miarę bezproblemowe.

Trzy dni zamiast trzech tygodni to faktycznie rewolucja. Pozytywna rewolucja. Oczywiście wzorzec umowy spółki udostępniony w systemie S24 zawiera tylko absolutnie podstawowe postanowienia umowy spółki wymagane przepisami. Nie przewiduje on możliwości pokrycia kapitału zakładowego wkładami niepieniężnymi, podwyższenia kapitału bez zmian umowy spółki czy pierwokupu udziałów lub ograniczenia praw ich zbywalności. Tym niemniej dla sporej części przedsiębiorców to, co oferuje S24, będzie wystarczające. Gdy nasze wymagania co do treści umowy są większe, warto poradzić się prawnika, który zaproponuje rozwiązania adekwatne do założeń biznesowych i postulatów wspólników, a także odpowiednio zredagowanymi klauzulami odzwierciedli w treści umowy faktyczne uzgodnienia między wspólnikami.

Nowoczesność w polskim wydaniu

Prostą spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością za pośrednictwem S24 można było założyć dosłownie nie wychodząc z domu, korzystając z zaufanego profilu Ministerstwa Sprawiedliwości, zakładanego bez odwiedzania jakiegokolwiek urzędu czy banku. Niestety trudno oprzeć się wrażeniu, że jak się Polakowi da narzędzie, którego użycia nikt nie weryfikuje, to na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał z tego zrobić niewłaściwy użytek. Takich osób musiało być całkiem sporo, ponieważ wprowadzona została nowelizacja Kodeksu spółek handlowych, która usunęła możliwość podpisywania dokumentów założycielskich spółki z o.o. zaufanym profilem MS. Nic dziwnego – znając czyjeś imię, nazwisko i PESEL, można było bez problemu powołać taką osobę do zarządu założonej uprzednio na jej rzecz spółki, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Po zmianie przepisów dokumenty w systemie S24 można podpisać elektronicznie przy użyciu profilu zaufanego ePUAP lub kwalifikowanego podpisu elektronicznego i nie ma już rozróżnienia pomiędzy różnymi typami spółek.

Zmiana w gruncie rzeczy zrozumiała, bo nadmiar wolności i zaufania najwyraźniej niektórym szkodzi, ale to nie jedyne utrudnienie, jakie napotka potencjalny użytkownik systemu. Od 1 czerwca 2017 r. każdy podmiot, który chce zostać wpisany do KRS, a także ten, który po zmianie przepisów składa pierwszy wniosek o ujawnienie zmian w rejestrze, obowiązany jest złożyć oświadczenie w przedmiocie bycia lub niebycia cudzoziemcem w rozumieniu ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców, a w razie posiadania takiego statusu również oświadczenie, czy spółka jest właścicielem lub użytkownikiem wieczystym nieruchomości położonej na terytorium Polski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wzoru takiego dokumentu nie ma w systemie. Jedynym sposobem na to, by złożyć je w formie elektronicznej, jest załączenie dokumentu zewnętrznego, który musi być podpisany kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Alternatywą jest oczywiście złożenie dokumentu w formie papierowej we właściwym sądzie rejestrowym, ale chyba nie o to chodziło w systemie pozwalającym założyć spółkę za pośrednictwem internetu w 3 dni.

Co więcej, w papierowej wersji formularzy wniosków do KRS wprowadzono już odpowiednie rubryki, niejako wymuszające złożenie potrzebnych oświadczeń, a w systemie S24 do tej pory nie tylko nie ma takiej konieczności, ale nie ma też takiej możliwości, jeśli nie posiada się kwalifikowanego podpisu elektronicznego.

Nowoczesność się nie przyjęła

Za pośrednictwem systemu S24 spółkę od A do Z założyć można wyłącznie, posiadając kwalifikowany podpis elektroniczny, który oczywiście trzeba sobie samemu wykupić. Chcąc skorzystać z ePUAP-u, trzeba pofatygować się do sądu lub na pocztę z odpowiednim oświadczeniem w wersji papierowej. Jeżeli wybierzemy to drugie rozwiązanie, czas rejestracji spółki w praktyce wyniesie ok. dwa tygodnie. Mając w pamięci ograniczenia wzorca umowy spółki oraz trudności techniczne, o których mowa wyżej, należy się zastanowić, czy to nie jest przysłowiowa skórka za wyprawkę.

Oczywiście życie, a zwłaszcza obrót gospodarczy, zna takie przypadki, kiedy działać trzeba niezwłocznie. W takich sytuacjach system S24 nie jest rozwiązaniem, które można poczytywać za szybkie, pewne i przewidywalne. Gdy liczy się każdy dzień a czasem nawet każda godzina, należy pomyśleć o innych rozwiązaniach. Pierwsza możliwość to rozpoczęcie działalności jako spółka z o.o. w organizacji – spółki kapitałowe mogą bowiem działać już po podpisaniu aktu założycielskiego. Mogą stawać się podmiotem praw i obowiązków, nabywać własność, zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozywane. W przypadku spółek osobowych nie ma jednak takiej możliwości.

Panaceum może być zakup gotowego podmiotu, który trudy rejestracji ma już za sobą. Jest to wprawdzie rozwiązanie droższe, ale za to najszybsze i najpewniejsze. Taki podmiot posiada komplet dokumentacji założycielskiej, numery NIP, REGON i KRS. Przedsiębiorca, który taką spółkę nabędzie, może zająć się od razu działalnością operacyjną.

Autorzy: Radca prawny Kamil Nagrabski, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Euro z łatką zakładnika

Wtorkowe notowania były dość trudne dla euro. Wraz z początkiem europejskiej części notowań pojawiła się seria nagłówków Der Spiegel, które sugerowały niepokorność berlińskiego oddziału SPD w obliczu finiszu rozmów koalicyjnych z blokiem kanclerz Angeli Merkel. Czynnikiem istotnie ważącym na sentymencie okazały się być doniesienia agencji Reutera w sprawie pozostawienia w styczniowym komunikacie tzw. easing bias, czyli komunikatu dotyczącego możliwości zmian parametrów luzowania w zależności od realizacji celu stabilności monetarnej. Dodatkowy cios w wycenę euro zdecydował się wymierzyć François Villeroy de Galhau, prezes Banque de France, który traktuje wszelkie wybiegające scenariusze QE jako „czysto spekulacyjne”.

Na koniec dnia EUR/USD próbuje znaleźć punkt zaczepienia tuż przy 1,2240, czemu częściowo sprzyja najnowsza wypowiedź Jensa Weidmanna, szefa Bundesbanku. Znany ze swoich jastrzębich zagrywek Weidmann oczekuje, że na przestrzeni najbliższych dwunastu miesięcy nastąpi koniec programu skupu aktywów. W przypadku amerykańskiej waluty nie należy mówić o napływie czynników makroekonomicznych, które mogłyby podbudować rynkowy optymizm. Styczniowe szacunki indeksu NY Empire State wyraźnie rozczarowały ankietowanych uczestników rynku oczekujących poprawy nastrojów wśród lokalnych producentów. Za uplasowaniem wskaźnika na poziomie 17,7 pkt (konsensus: 19,0 pkt) stoi wyraźny spadek subindeksów odpowiedzialnych za zatrudnienie (3,8 pkt, poprzednio: 22,9 pkt) oraz nowe zamówienia (11,9 pkt, poprzednio: 19,0 pkt). Dawkę potencjalnego rozczarowania skutecznie ograniczyły coraz wyższe poziomy subindeksu kosztowego, który osiągnął poziom 36,2 pkt wobec podanych w grudniu 29,7 pkt.

W koszyku walut G10 niemoc dolara nieznacznie wykorzystała norweska korona (0,1 proc.). Mało satysfakcjonującą skalę aprecjacji należy wiązać z silnymi przetasowaniami sentymentu na rynku ropy naftowej, gdzie obserwuje się spadek ceny Brent (-1,7 proc.) do poziomu 69,10 USD za baryłkę. Do chwilowego podbicia zmienności surowców przyczyniły się między innymi doniesienia związane z wydobyciem w Północnej Dakocie, które w listopadzie osiągnęło poziom 35 848 tys. baryłek.

W okolicach poziomów z wczorajszego zamknięcia plasuje się Loonie (0,0 proc.). Próba stabilizacji notowań USD/CAD tuż przy poziomie 1,2430 wiąże się z jutrzejszą decyzją Banku Kanady, który według rynkowych oczekiwań powinien zdecydować się na zmianę parametrów prowadzonej polityki. Lekką przecenę funta szterlinga (-0,1 proc.) zapewniły grudniowe szacunki inflacji bazowej, która w ujęciu rocznym spadła do poziomu 2,5 proc. (konsensus: 2,6 proc.). W rynkowe oczekiwania idealnie trafiła inflacja CPI (3,0 proc. r/r) znajdująca się pod presją zaniku dodatniego efektu bazy związanego z podbitymi cenami importowymi. Miano najsilniej przecenionego komponentu zyskuje Kiwi (-0,4 proc.), które przeszło obojętnie wobec wyników dzisiejszej aukcji mleka – według danych Fonterry średnia cena mleka w proszku wzrosła aż o 5,1 proc. do poziomu 3 010 USD za tonę przy 4,9 proc. skoku cen nabiału (3 310 USD za tonę).

W gronie walut państw Emerging Markets czoło silniejszemu dolarowi stawił południowoafrykański rand, który na przestrzeni dnia zdołał umocnić się o 0,3 proc. W cieniu lidera znalazła się czeska korona (0,1 proc.) spychająca parę EUR/CZK w okolice poziomu 25,4460. Za jej aprecjacją stały wypowiedzi Vojtěcha Bendy, członka zarządu ČNB, który spodziewa się bardziej agresyjnych podwyżek stóp procentowych niż wynika to ze scenariusza bazowego oraz stabilizacji długookresowej stopy procentowej w paśmie 2,6-3,0 proc. W przypadku złotego należy mówić o względnym balansowaniu tuż przy poziomach z końca poniedziałkowych notowań, choć wtorkowa sesja obfitowała w dość odczuwalne przetasowania. Na koniec dnia EUR/PLN przebija się przez 4,1700, USD/PLN wraca do 3,4070, GBP/PLN jest kwotowany po 4,6920, a CHF/PLN czeka przy 3,5400.

Miano niekwestionowanej gwiazdy europejskich parkietów należało do indeksu WIG 20 (1,9 proc.), co należy wiązać z masywnym napływem kapitału zagranicznego po poniedziałkowych obchodach Dnia Martina Luthera Kinga w Stanach Zjednoczonych. Do naruszenia okrągłego poziomu 2 600 pkt oraz dotknięcia czteroletnich szczytów najsilniej przyczyniły się spółki z sektora bankowego. Na ich czele znalazł się Bank Zachodni WBK (4,4 proc.), któremu po piętach próbowało deptać PGNiG (3,7 proc.) przebijające się przez średnią z ostatnich 200 notowań. W centrum uwagi znalazły się również PGE (3,1 proc.) oraz Tauron (2,5 proc.) dość ciepło przyjmujące doniesienia o braku planowanych przetasowań na wyższych szczeblach kierowniczych. Dość wysoko znalazły się również spółki z branży rafineryjnej – w tym Orlen (2,5 proc.), który zlekceważył wygenerowaną formację krzyża śmierci. Najmniej optymistycznymi nastrojami przy Książęcej mogą pochwalić się inwestorzy KGHM Polskiej Miedzi (-1,0 proc.) za sprawą awarii największego na świecie pieca zawiesinowego, co należy wiązać z błędami konstrukcyjnymi wycenianymi na 2,5 mld PLN.

Zdecydowanie mniej euforyczne nastroje obserwowano we Frankfurcie. Na szczycie indeksu DAX (0,4 proc.) znalazły się walory BMW (3,2 proc.) niesione nie tylko zakupem Parkmobile, ale również przychylną notą analityczną Credit Suisse. Możliwość odnotowania jeszcze bardziej satysfakcjonujących wyników sprzedażowych w branży motoryzacyjnej pomogła również Volkswagenowi (2,3 proc.), który trzyma się planów w zakresie zaplanowanych dostaw modelu Lamborghini Urus. Skalę potencjalnych wzrostów skutecznie ograniczyły notujące 1,4 proc. przecenę ThyssenKrupp oraz HeidelbergCement.
Niezbyt pomyślne nastroje na rynku surowców przemysłowych uderzyły w wycenę wydobywczych gigantów, którzy zamknęli listę komponentów indeksu FTSE 100 (-0,2 proc.). Najbardziej odczuwalny ruch w stronę południa odnotowało Fresnillo (-3,5 proc.), któremu po piętach deptało Rio Tinto (-3,0 proc.) za sprawą noty Barclaysa (2,0 proc.) w sprawie spodziewanej przeceny rudy żelaza do 50 USD. Najbardziej optymistycznymi nastrojami mógł pochwalić się Johnson Matthey (2,8 proc.) dzięki rekomendacji kupna wystawionej przez Berenberg.

Na rynku surowców energetycznych najbardziej pokaźną przecenę notują lutowe kontrakty na gaz ziemny (-3,5 proc.), które obecnie schodzą do poziomu 3,087 USD/MMBtu. Nieco większym ruchem w stronę południa może pochwalić się najbardziej przeceniony z płodów rolnych. W tym przypadku mowa o marcowych kontraktach na cukier, które na przestrzeni dnia tracą aż 3,9 proc. Na rynku metali szlachetnych również obserwuje się dominację podaży. Relatywnie małą skalę przeceny ma za sobą złoto (-0,4 proc.) schodzące do poziomu 1 334,60 USD za uncję. Najbardziej dotkliwą zniżkę notuje obecnie pallad (-3,0 proc.), który w minionym roku zyskał miano ulubieńca inwestorów za sprawą pogłębiających się nierównowag rynku.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

BVT S.A. kupuje kolejny pakiet wierzytelności o wartości ponad 8,6 mln zł

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się zakupem oraz windykacją pakietów wierzytelności masowych i indywidualnych, nabyła pakiet wierzytelności pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego. Wartość nominalna tego pakietu wynosi ponad 8,6 mln zł.

Emitent podpisał umowę na zakup pakietu wierzytelności pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego, którego wartość nominalna sięga ponad 8,6 mln zł. Szacowany czas windykacji wierzytelności z tego pakietu został określony na 3 lata. Zrealizowany zakup kolejnego pakietu wierzytelności masowych wpisuje się w założenia strategii rozwoju BVT S.A. Zarząd Spółki przewiduje, że dalsza rozbudowa portfela pakietów wierzytelności przełoży się na dalszą poprawę jej wyników finansowych w nadchodzących latach.

„Zakup kolejnego, tak dużego pakietu, jest związany z naszą podstawową działalnością, jaką jest obsługa pakietów masowych. Pakiet ten został zakupiony od dostawcy, którego wierzytelności już wcześniej obsługiwaliśmy. Jest on obsługiwany tym samym schematem, co pozostałe pakiety masowe z sektora transportu. Oczywiście przyznać należy, że na przestrzeni prawie 5 lat działalności Spółki schemat ten ulegał zmianom oraz pewnego rodzaju dostosowaniom do zmieniającego się otoczenia np. prawnego. W chwili obecnej bardzo duży nacisk kładziemy na windykację polubowną, kontakt z dłużnikiem oraz docieranie do niego nowoczesnymi kanałami komunikacji. Uważam, że tego typu podejście jest skuteczne, a jego wynik finansowy będziemy sukcesywnie pokazywać w kolejnych okresach działalności.” – ocenia Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

W grudniu 2017 r. BVT S.A. zawarła umowę zakupu dwóch pakietów wierzytelności pochodzących z sektora telekomunikacyjnego. Ich wartość nominalna przekracza 3,1 mln zł, a szacowany czas windykacji wierzytelności z tych pakietów wynosi 3 lata. Z kolei w listopadzie ub. roku Emitent nabył dwa pakiety wierzytelności masowych pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego, których łączna wartość nominalna wynosi 24,7 mln zł. Przewidywany okres windykacji wierzytelności z tych pakietów został określony na 3 lata.

W 3 kw. 2017 r. BVT S.A. zanotowała 80 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 1.436 tys. zł. Po trzech kwartałach 2017 r. Spółka osiągnęła 334 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 4.023 tys. zł. Emitent prowadzi obsługę posiadanych pakietów wierzytelności zgodnie z wypracowanymi i sprawdzonymi procedurami, utrzymując w ten sposób stały wzrost wpływu środków finansowych oraz minimalizując czynniki ryzyka. Spółka rozbudowuje także posiadany portfel pakietów wierzytelności oraz go dywersyfikuje, głównie pozyskując kolejne wierzytelności z sektora bankowego, które dotyczą osób fizycznych oraz są zabezpieczone hipotekami lub poręczeniami. Ważnym obszarem biznesowym realizowanym przez Spółkę i powiązanym z sektorem bankowym jest restrukturyzacja zadłużeń.

Technologie kognitywne wkraczają do przemysłu. Czego się po nich spodziewać?

Technologie kognitywne są ważnym punktem na mapie inwestycji wielu firm, również tych z sektora przemysłowego. Zdaniem analityków z Deloitte niebawem staną się one powszechne, przyczyniając się do zmodernizowania 80 proc. procesów biznesowych. To ogromna rewolucja, której znakiem rozpoznawczym będzie znacznie wyższa efektywność przy niewielkim zaangażowaniu zasobów ludzkich. „Witamy w erze kognitywnej!” – czytamy na w raporcie firmy IBM, z którego wynika, że do roku 2019 rynek takich rozwiązań wart będzie 12.5 miliarda dolarów.

Komputery, które postrzegają otaczającą je rzeczywistość, rozumieją ją coraz lepiej i na podstawie zaawansowanych analiz wyciągają przełomowe wnioski, do niedawna istniały jedynie w filmach science fiction. Tymczasem inteligentne maszyny na naszych oczach przestają być domeną kina czy literatury, a ich obecność w domach i miejscach pracy z roku na rok będzie coraz bardziej odczuwalna. Czym rozwiązania kognitywne różnią się od pozostałych, nowych technologii? Ich unikalną cechą jest wykonywanie zadań, które dotychczas mogli realizować jedynie ludzie. Dzięki uczeniu maszynowemu komputery zyskały m.in. zdolność rozpoznawania obrazów i interpretowania mowy. Choć na tym etapie ich sprawność pozostawia wiele do życzenia, to jeśli weźmiemy pod uwagę tempo, z jakim na przestrzeni ostatnich lat rozwijała się sztuczna inteligencja, możemy oczekiwać, że niebawem przepaść dzieląca człowieka i maszynę zmniejszy się diametralnie.

Marvin Lee Minsky, kognitywista i prekursor badań nad SI, uważał, że słowo inteligencja to worek, do którego lekką ręką wrzuca się rożne, często mylne pojęcia. Oczekiwań od technologii tego pokroju jest tyle, co jej interpretacji. Jego zdaniem inteligencję najlepiej interpretować jako zdolność uczenia się, rozumienia zjawisk i problemów oraz radzenia sobie z nowymi lub trudnymi sytuacjami. Taki zestaw umiejętności jest niezwykle atrakcyjny dla firm działających w przeróżnych sektorach. Rozwiązania kognitywne mają zrewolucjonizować działanie łańcuchów dostaw, pracę fabryk, R&D, marketing czy obsługę klienta. Z analiz opublikowanych na łamach raportu Deloitte „TMT Predictions 2016” wynika, że do 2025 r. wykorzystanie technologii tej klasy będzie powszechne i przyczyni się do zmodernizowania aż 80 proc. procesów biznesowych. Podobne wnioski można wysnuć z lektury raportu IBM „The cognitive advantage”, który przewiduje, że do 2019 r. rynek technologii kognitywnych osiągnie wartość 12,5 mld dolarów.

Era kognitywnego przemysłu

Sztuczna inteligencja wdziera się również do firm produkcyjnych i już dziś odgrywa ważną rolę w analityce danych dostarczanych przez sensory i inne urządzenia działające w obrębie internetu rzeczy. – Korzystanie specjalnych czujników drgań harmonicznych i analiza strumienia danych daje szerokie możliwości w zakresie wykrywania i identyfikacji konkretnych usterek, zanim dojdzie do uszkodzenia całej maszyny i w konsekwencji wstrzymania procesu produkcyjnego – tłumaczy Jan Skowroński z DSR, firmy specjalizującej się w nowoczesnych rozwiązaniach IT dla przemysłu i podaje przykład tego, jak IIOT pozwolił wykryć przyczyny zdarzających się co jakiś czas kosztownych awarii maszyn CNC u jednego z jej klientów. – Lokalizacja kilkunastu operatorów obsługujących maszyny oraz monitoring parametrów ich pracy pozwoliły stwierdzić, że wszystkie nieprawidłowości w działaniu sprzętu, w konsekwencji prowadzące do awarii, pojawiały się, gdy operatora nie było przy stanowisku pracy – wspomina ekspert.

Analityka predykcyjna czy optymalizacja linii produkcyjnej to obszary, w których coraz częściej napotkamy technologie kognitywne, a to dopiero początek. Zdaniem Piotra Rojka, dyrektora generalnego w DSR SA, dotychczas proces automatyzacji polegała na zastępowaniu ludzi maszynami podczas wykonywania powtarzalnych czynności, ale niebawem ma on sięgnąć dużo dalej. Podobne wnioski można wyciągnąć z lektury raportu „CLOUD: Opening up the Road to Industry 4.0” opublikowanego przez Oracle. Wynika z niego, że aż 62 proc. firm produkcyjnych korzysta już z robotów lub niebawem planuje ich implementację. – Maszyny z umiejętnościami poznawczymi będą mogły nie tylko zastąpić człowieka w systematycznych czynnościach, lecz również uczyć się rozpoznawania wzorców, przewidywania potrzeb, identyfikowania nieprawidłowości lub ostrzegać pracowników firmy o potencjalnych problemach Technologie kognitywne zacierają granicę między maszyną a człowiekiem. W praktyce oznacza to, że wiele zadań, z którymi zmaga się dziś kadra zarządzająca zostanie scedowanych na komputery, które dzięki sztucznej inteligencji i zaawansowanej analityce danych wykonają je lepiej od człowieka, co bezpośrednio przełoży się na wydajność fabryk – przewiduje Rojek.

4 obszary transformacji

Szerokie zastosowanie technologii kognitywnych to na razie pieśń przyszłości. Nie jest to jednak przyszłość odległa i trudna do przewidzenia. Mimo, że technologie kognitywne znajdują się dopiero w początkowym stadium rozwoju, to już dziś w wielu dziedzinach przekraczają kolejne granice zyskując coraz większą popularność. W firmach produkcyjnych eksperci wyodrębnili 4 podstawowe obszary, w których za sprawą inteligentnych rozwiązań informatycznych odbędzie się cicha rewolucja. Pierwszy związany jest z wydajnością i redukcją przestojów. Kognitywne systemy komputerowe wykorzystywać będą zdolności poznawcze, dane pochodzące z maszyn i czujników oraz rozwiązania analityczne oparte o uczenie maszynowe, by komunikować o potencjalnych problemach, samoistnie je diagnozować i wdrażać najodpowiedniejsze rozwiązania. Drugi obszar dotyczy procesów i operacji. Analizując różnorodne informacje o przepływie pracy, kontekstach i środowisku, rozwiązania kognitywne mają przyczynić się do zwiększenia jakości produktów, optymalizacji działań i podejmowania przez kadrę zarządzającą lepszych decyzji taktycznych i strategicznych. Kolejną dziedziną, w której możemy spodziewać się rewolucji jest zarządzanie zasobami ludzkimi. Jego automatyzacja ma być możliwa dzięki analityce danych o pracownikach, ich umiejętnościach oraz przebiegu pracy wraz ze szczegółowymi informacjami o lokalizacjach i stanowiskach. Ostatnie na tej liście znalazło się planowanie i harmonogramowanie. Wraz z pojawieniem się inteligentnych systemów APS zmieni się ono nie do poznania, redukując rolę człowieka do akceptowania planów proponowanych przez stale uczący się komputer. Ich nieustane doskonalenie przełoży się na lepsze zarządzanie gospodarką magazynową i redukcję opóźnień w realizacji zamówień.

We współczesnych fabrykach na człowieku wciąż spoczywa spora część obowiązków, podczas gdy rola maszyn pozostaje mocno ograniczona. Mówi się jednak, że taki stan rzecz może ulec zmianie na przestrzeni najbliższych 15 lat. – Technologia rozwija się w zawrotnym tempie skręcając często w nieprzewidzianym kierunku. Ciężko określić, kiedy technologie kognitywne całkowicie zmienią sposób funkcjonowania fabryk. Wydaje mi się, że przed nami jeszcze długo droga – kwituje Piotr Rojek z DSR SA.

Co czeka nas w obszarze technologii i biznesu? 10 prognoz IDC na 2018 rok

Firma doradcza International Data Corporation (IDC) ogłosiła prognozy dotyczące tego, co czeka nas w obszarze technologii oraz biznesu. Będą one szczegółowo omawiane podczas marcowej konferencji IDC Predictions organizowanej w Warszawie. Główny wniosek? W ciągu najbliższych 4 lat cyfrowa gospodarka będzie generowała już przynajmniej 50% wartości światowego PKB. Najbliższe lata upłyną pod znakiem szybkiego rozwoju chmury obliczeniowej, sztucznej inteligencji, technologii blockchain, API i agile oraz wzrostu liczby programistów nie posiadających kompetencji technicznych. Paradoksalnie, mimo, że digitalizacja jest dla firm koniecznością, to będzie im coraz trudniej odnaleźć się w cyfrowej rzeczywistości. O ich rynkowej pozycji zdecydują najbliższe 3 lata.  

Dane nie pozostawiają złudzeń: jak wynika z analizy IDC, cyfrowa transformacja stanie się głównym elementem strategii biznesowej przedsiębiorstw już do końca bieżącej dekady. Liczba firm rozpoczynających swoją „cyfrową” podróż będzie stale rosnąć, bo digitalizacja niemal wszystkich obszarów zarządzania firmą będzie stanowić warunek nie tylko zwiększenia, ale utrzymania zdolności do rywalizacji na rynkach. Warto przypomnieć, że w ciągu najbliższej dekady z rynku może zniknąć nawet blisko połowa największych organizacji, notowanych w rankingach takich jak Fortune 500 czy Global 2000, jeśli nie uda im się sprawnie przeprowadzić procesów transformacyjnych.

– Już przed rokiem informowaliśmy, że rosnąca wartość cyfrowej gospodarki oznacza, że wszystkie przedsiębiorstwa, niezależnie od branży czy skali działania, muszą przeobrazić się w firmy typu „digital native”. Niektóre z przygotowanych przez nas prognoz są bezpośrednią kontynuacją tych przedstawionych rok temu, inne zaś pojawiają się dopiero po raz pierwszy, wskazując kolejne kierunki cyfrowego rozwoju dla biznesu – tłumaczy Frank Gens, główny analityk IDC.

Oto 10 najważniejszych prognoz IDC, będących jednocześnie wskazówkami dla firm mierzących się z wyzwaniami cyfrowej transformacji:

  1. Do 2021 roku cyfrowa gospodarka będzie generowała już co najmniej 50% światowego PKB. Dzięki cyfryzacji i wdrażaniu nowych technologii, możliwe będzie lepsze profilowanie ofert, firmy będą szybciej podejmowały decyzje o wprowadzaniu nowych produktów czy usług na rynek, będą też sprawniej komunikowały się z biznesowymi partnerami i klientami wykorzystując w tym celu wiele kanałów komunikacji. To wpłynie na wzrost sprzedaży w każdej branży. Organizacje, które nie przyspieszą digitalizacji, będą systematycznie tracić swoją konkurencyjność. Jak prognozuje IDC, kluczowa dla ich rynkowej pozycji będzie zdolność do cyfrowej transformacji w ciągu najbliższych trzech lat.
  2. Do 2020 roku 60% przedsiębiorstw będzie w trakcie wdrażania nowych rozwiązań IT w ramach kompleksowej cyfrowej strategii – IDC definiuje nowe „platformy DX” jako architekturę IT przyszłości, umożliwiającą szybkie tworzenie cyfrowych produktów oraz usług i pozwalającą wnieść doświadczenia klienta na zupełnie nowy poziom. Platforma DX będzie sterowana danymi i dzięki interfejsom API, bez problemu będzie mogła komunikować się z cyfrowym ekosystemem na zewnątrz organizacji.
  3. Do 2021 r. globalne wydatki przedsiębiorstw na usługi chmury obliczeniowej na świecie wyniosą ponad 530 mld USD. Ponad 90% przedsiębiorstw będzie korzystać z wielu usług i platform w chmurze. Wdrażanie rozwiązań chmurowych nie jest już tylko kwestią oszczędności czy uzyskiwanej dzięki nim elastyczności – stają się one ważnym źródłem innowacji. Zarządzanie zasobami IT i integracja informacji z wielu platform chmurowych stanie się kluczowym celem dla firm w ich transformacyjnej „podróży”. Nakłady inwestycyjne na powiększenie swoich chmurowych zasobów zwiększą nie tylko przedsiębiorstwa oferujące usługi B2B, ale zrobi to także ponad 50% firm z sektora konsumenckiego.
  4. Do 2019 roku 40% inicjatyw z obszaru cyfrowej transformacji będzie wykorzystywać narzędzia sztucznej inteligencji (SI); do 2021 roku 75% aplikacji biznesowych będzie budowanych w oparciu o SI. Coraz więcej dostawców usług chmurowych poszerza swoją ofertę o rozwiązania sztucznej inteligencji, zaś platformy i aplikacje pozbawione funkcjonalności SI będą jednym z głównym źródeł opóźnień we wprowadzaniu innowacji w zarządzaniu firmą. W najbliższym czasie obserwować będziemy rosnące zapotrzebowanie przedsiębiorstw na inżynierów specjalizujących się w obszarze sztucznej inteligencji czy analityków danych. Będą oni niezbędni do tego, by wspierać projekty cyfryzacyjne, które oparte są na wykorzystaniu sztucznej inteligencji.
  5. Do 2021 roku aplikacje biznesowe przeniosą się w stronę „ultra-zwinnych” (hiper-agile) architektur, 90% aplikacji w platformach chmurowych (PaaS) będzie wykorzystywało mikrousługi, zaś 95% nowych mikrousług będzie ulokowanych w kontenerach. Ponieważ firmy będą tworzyć coraz więcej usług na potrzeby cyfrowej gospodarki, będą poszukiwały zupełnie nowych sposobów na to, by móc je sprawnie i szybko opracować. Oznacza to wykorzystanie „ultra-zwinnych” metod tworzenia aplikacji, które zapewniają szereg korzyści, m.in. dużą elastyczność czy mobilność. Te technologie wpłyną na 10-krotny wzrost liczby aplikacji i mikrousług.
  6. Do 2020 roku obserwować będziemy rozwój i urozmaicenie interfejsów odpowiedzialnych za komunikację na linii człowiek – technologia. 25% pracowników terenowych, w tym serwisantów IT, będzie wykorzystywać rozszerzoną rzeczywistość, zaś prawie 50% nowych aplikacji mobilnych będzie korzystać z głosu jako podstawowego interfejsu komunikacyjnego. Zdaniem IDC, rozszerzona rzeczywistość (AR) zredefiniuje sposób pracy terenowych serwisantów dzięki technologii nakładania obrazów, stałemu dostępowi do aktualizowanych specyfikacji technicznych czy kontaktowi wideo z koordynatorami i doświadczonymi pracownikami technicznymi. Rozszerzona rzeczywistość fundamentalnie zmieni także sposoby wykorzystania przez pracowników cyfrowych informacji. Co więcej, zdaniem IDC, głos jest na najlepszej drodze do tego, by stać się domyślnym sposobem interakcji z biznesowymi aplikacjami mobilnymi.
  7. Do 2021 roku co najmniej 25% organizacji z rankingu Global 2000 będzie wykorzystywać na dużą skalę technologię blockchain jako podstawę realizacji bezpiecznych operacji cyfrowych. Rozproszone rejestry (Distrubuted Ledger Technology) stanowiące rdzeń tej technologii, mają duży potencjał do zwiększenia bezpieczeństwa transferu danych (jedna wersja prawdy), szybszego prowadzenia rozliczeń oraz wdrażania inteligentnych kontraktów (automatyczne zakupy i sprzedaż). IDC przewiduje, że adaptacja technologii blockchain będzie wolno, ale systematycznie zyskiwać na popularności przez następne 36 miesięcy. Podmioty, które wcześniej skorzystają z tej technologii, będą miały większą szansę na zwiększenie swojej przewagi konkurencyjnej. Te, które wstrzymają się z jej adaptacją nie będą wprawdzie jeszcze tracić swojej pozycji rynkowej, lecz będą zmuszone do obserwacji zastosowania blockchain.
  8. Do 2020 roku 90% dużych przedsiębiorstw będzie generować zyski z rozwiązań opartych o dane w modelu „dane jako usługa” (Data as a Service). Zdolność firm do tworzenia, pozyskiwania i zarządzania danymi o dużej wartości biznesowej i wykorzystywania ich zarówno na własny użytek, jak i do celów komercyjnych, dość szybko stanie się kolejnym ważnym parametrem wyceny i możliwości przedsiębiorstw. Zapewnienie dostępu do krytycznej masy zewnętrznych danych, będzie kluczowym składnikiem opartych na sztucznej inteligencji rozwiązań i usług.
  9. Dzięki ulepszaniu prostych narzędzi programistycznych (low-code/no-code), w ciągu najbliższych 36 miesięcy znacznie zwiększy się liczba programistów i deweloperów nieposiadających kompetencji technicznych. Wzrost liczby rozwiązań programistycznych umożliwiających obsługę za pośrednictwem interfejsów graficznych sprawi, że znacznie więcej firm będzie cyfrowo wspomagać swoje operacje biznesowe bez konieczności sięgania po wsparcie doświadczonych i wykwalifikowanych specjalistów w obszarze programowania czy kodowania. Rosła będzie liczba deweloperów o korzeniach biznesowych, zdolnych do tworzenia przy użyciu intuicyjnych narzędzi deweloperskich coraz bardziej wyrafinowanych cyfrowych produktów i usług. Przedsiębiorstwa będą z większym zainteresowaniem sięgać po tego typu rozwiązania programistyczne, propagując jednocześnie trend „każdy jest deweloperem”.
  10. Do 2021 roku ponad połowa organizacji z rankingu Global 2000 będzie przeprowadzać jedną trzecią interakcji z usługami cyfrowymi za pośrednictwem otwartych ekosystemów API, czego nie obserwowaliśmy niemal wcale w 2017r. Tworzenie otwartych interfejsów programowania aplikacji pozwoli firmom na maksymalizację przychodów dzięki współpracy z podmiotami trzecimi, wykorzystującymi ich cyfrowe platformy. Doskonałym przykładem jest tutaj branża technologii finansowych (fintech), która dzięki dostępowi do cyfrowego know-how oraz systemów transakcyjnych i ogromnych zbiorów danych dużych organizacji finansowych jest w stanie oferować bardziej innowacyjne i wygodniejsze w obsłudze usługi oraz produkty. Zdaniem IDC, w ciągu najbliższych 36 miesięcy liderzy cyfrowej transformacji zaczną bardziej inwestować w otwarte ekosystemy API, zaś firmy, które nie podążą w tym kierunku, znajdą się na marginesie gospodarki kształtowanej przez cyfrową transformację.

Prognozy zostały opublikowane w nowym raporcie IDC FutureScape i zaprezentowane podczas konferencji internetowej, której gospodarzem był główny analityk IDC Frank Gens. Zarówno raport, jak i zapis konferencji internetowej są dostępne pod adresem: https://www.idc.com/events/futurescapes.

Czy wybory we Włoszech zakłócą europejskie rynki?

Według obserwatorów jednym z najważniejszych wydarzeń, które zdeterminuje w najbliższym czasie rytmy ekonomiczne Unii Europejskiej są marcowe wybory do włoskiego parlamentu. Dzięki sondażom można przypuszczać, że największe szanse na zwycięstwo ma partia populistów, która zapowiada opuszczenie strefy euro. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że po nieudanym referendum sytuacja jest przesądzona, ale czy na pewno? Sytuację analizuje Krzysztof Sadecki, polski finansista i ekspert w dziedzinie zachowań rynków inwestycyjnych.

Krzysztof Sadecki
Krzysztof Sadecki

Obserwatorzy włoskiej sceny politycznej zwracają uwagę, że nie ma znaczenia czy Ruch Pięciu Gwiazd założony przez znanego we Włoszech komika utworzy rząd. Samo działanie tej partii jest wystarczającym bodźcem dla wskaźników rynkowych. Im większą siłę ma ugrupowanie, które chce opuścić strefę euro tym większym strachem reagują rynki. Ruch Pięciu Gwiazd dopiero zaczyna prowadzić w sondażach, ale nie jest w nich sam. Przewaga ugrupowania Beppe Grillo jest niestabilna, w związku z powyższym nic nie jest jeszcze przesądzone.

– Zwycięstwo Ruchu Pięciu Gwiazd jest brane pod uwagę. Nie oznacza to jednak poważnych zmian na rynkach europejskich. Rynkom nie jest oczywiście na rękę populistyczne zachowanie liderów tej partii. Jak na razie reaguje na nie giełda włoska i inwestorzy, którzy muszą się liczyć z programem wyborczym Ruchu. Populiści zapowiadają przebudowę systemu bankowego, wyjście z Europejskiego Mechanizmu Stabilności, rezygnację z programów pomocowych dla europejskich gospodarek, wspomina się również o referendum w sprawie wyjścia ze strefy euro. Skoro nie zapowiada się na koalicję Ruchu Pięciu Gwiazd z kimkolwiek, w przeciwieństwie do możliwości porozumienia między Partią Demokratyczną a Forza Italia, to ważniejsze od waluty będą gospodarcze problemy Włoch – twierdzi Krzysztof Sadecki.

Włochy borykają się z problemem sporego długu publicznego i koniecznością jego obsługi systemem pożyczek, których możliwości uzyskania w razie zwycięstwa populistów zostaną mocno ograniczone. To konkretny problem przy radykalnym sprzeciwie wyborców wobec polityki oszczędzania, która pozwoliłaby dług ten zredukować. Bezrobocie we Włoszech jest wyższe niż Polsce, a wzrost gospodarczy oscyluje wokół minimum. Odwrócenie się od UE może Włochom wyłącznie zaszkodzić tym bardziej, że ich gospodarka bazowała do tej pory na dobrych relacjach z Francją i Niemcami.

Jak na razie nie ma mowy o zagrożeniu dla procesów ekonomicznych na całym kontynencie, a tym bardziej w Polsce. Eksperci zdają sobie sprawę z umownego podziału Włoch na Północ i Południe. Północ postrzega samą siebie jako pracowitą i kumulującą cały przemysł, a przy tym proeuropejską. Południowcy żyjący głównie z turystyki oraz rolnictwa i jako jedyni mogliby uwierzyć populistycznym hasłom. Prędzej więc doszłoby do rozłamu między samymi Włochami aniżeli do jakichś poważniejszych tąpnięć pomiędzy Włochami a Unią Europejską i strefą euro. Wybory we Włoszech zasługują więc na uwagę, ale na pewno nie na tak duże lęki jakimi na progu nowego roku próbuje nas elektryzować medialne forum – podsumowuje analityk biznesowy.

Kierunki rozwoju rynku hotelarskiego w Polsce

W tym roku w naszym kraju w obiektach hotelowych przybędzie kilkanaście tysięcy miejsc noclegowych

Branża przeżywa obecnie swój czas. W 2017 roku podstawowe wskaźniki operacyjne hoteli wzrosły w większości aglomeracji miejskich w Polsce, pomimo rekordowych wyników odnotowanych w 2016 roku. Już  od kilku lat w tym segmencie rynku można obserwować dużą aktywność inwestorów, dzięki czemu zaplecze hotelowe w naszym kraju stale wzbogaca się o atrakcyjne obiekty.

Jak zauważają eksperci Walter Herz, w Polsce nieustannie rośnie popyt na usługi hotelowe, zarówno ze strony turystów, jak i klientów biznesowych. Według danych GUS, liczba turystów korzystających z noclegów w obiektach hotelowych w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2017 roku wzrosła w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej o 1,5 mln, co stanowi wzrost na poziomie 6 proc.

Hoteli brakuje w największych aglomeracjach  

Polski rynek hotelarski wciąż jest rynkiem rozwijającym się, choć liczy już ponad 2,7 tys. skategoryzowanych obiektów hotelowych, które oferują łącznie ponad 135 tys. pokojów. To wciąż niewiele porównując z rynkami Europy Zachodniej i liczbą pokojów hotelowych przypadających na mieszkańców danego państwa.

Duży potencjał inwestycyjny wykazują niezmiennie największe aglomeracje w kraju, przede wszystkim Warszawa, gdzie jak obliczają analitycy Walter Herz, rynek hotelowy w przeciągu najbliższych trzech lat wzbogaci się o ponad 5 tys. pokojów. W stolicy wciąż jest miejsce dla nowych placówek wszystkich kategorii. Specjaliści zauważają, że do niedawna na warszawskim rynku dominowali klienci biznesowi, teraz Warszawę coraz liczniej odwiedzają turyści, których jest już ponad 10 mln rocznie.

W tym roku w Warszawie w miejscu dawnego Hotelu Europejskiego na Krakowskim Przedmieściu ma zostać oddany m.in. reprezentacyjny hotel Raffles ze 103 pokojami. Kolejne inwestycje hotelowe, które zostaną ukończone to hotel Renaissance na Lotnisku Chopina z 225 pokojami, hotel Four Points by Sheraton na Służewcu Przemysłowym ze 192 pokojami, czy Moxy Koneser na Pradze ze 141 pokojami, wyliczają specjaliści Walter Herz.

Inne obiekty hotelowe, które przyjmą gości w tym roku to 163 pokojowy Hampton by Hilton przy ulicy Postępu, ponad 350 pokojowy Krakowska Residence w warszawskiej dzielnicy Włochy, czy 220 pokojowy Ibis Styles przy ulicy Grzybowskiej. W warszawskich obiektach, które mają zostać oddane do użytku w 2018 roku znajdzie się łącznie ponad 2 tys. pokojów.

Przyszłe inwestycje w Warszawie

W kolejnych latach w Warszawie otworzy się jeszcze m.in. 330 pokojowy Motel One w Śródmieściu, 120 pokojowy Port Praski, 300 pokojowy hotel combo marek Residence Inn i Moxy, a także kolejne hotele ibis Styles.

Na warszawski rynek wejdzie również Holiday Inn przy Dworcu Zachodnim z 217 pokojami, Focus Hotel na Służewcu z 238 pokojami, 150 pokojowy hotel Puro Warszawa Centrum i liczący ponad 100 pokojów, 5 gwiazdkowy Autograph Collection na warszawskiej Starówce.

Pod koniec przyszłego roku na Ursynowie ma zostać oddany również pierwszy hotel marki Staybridge Suites należącej do Grupy InterContinental, który dostarczy 190 pokojów, podają specjaliści Walter Herz.

Planowane inwestycje w regionach

W opinii doradców Walter Herz, ogromny potencjał i pole do lokowania nowych inwestycji hotelowych w Polsce ma nie tylko Warszawa, ale i inne aglomeracje. W Krakowie, Poznaniu, czy Wrocławiu na najbliższe lata również zaplanowanych zostało wiele inwestycji hotelowych.

W Gdańsku ruszyć ma niebawem 76 pokojowy hotel ibis Budget w Jelitkowie, 354 pokojowy hotel Deo na Wyspie Spichrzów, 236 pokojowy Holiday Inn, 140 pokojowy Grano Residence, a także 154 pokojowy Hampton by Hilton na Starym Mieście i hotel w Dworze Uphagena ze 150 pokojami. W okresie najbliższych dwóch lat w mieście przybędzie łącznie ponad tysiąc miejsc noclegowych.

We Wrocławiu na 2019 rok planowany został hotel MGallery by Sofitel ze 190 pokojami i hotel Klasztor Grupy Arche z 200 pokojami.

Nowe marki hotelowe w Polsce

W Krakowie ma zostać otwarty m.in. hotel Puro na Kazimierzu na ponad 200 pokojów, hotel Radisson Red z 230 pokojami, hotel B&B Kraków Centrum ze 130 pokojami oraz dwa butikowe hotele Ferreus i H15 łącznie ze 140 pokojami. W centrum Krakowa, przy ulicy Stradomskiej, w bezpośrednim sąsiedztwie Wawelu powstanie także Autograph Collection Hotel ze 125 pokojami lifestylowej marki należącej do Marriott International, który będzie pierwszym obiektem tej ekskluzywnej linii w Polsce. W tym roku rozpocznie się również budowa hotelu Best Western Balice Airport.

W Poznaniu na ten rok przewidziane jest otwarcie Hampton by Hilton (117 pokojów) i Focus Hotel Poznań (94), a w przyszłym hotelu Moxy (120) przy lotnisku Ławica. Poza tym, do sieci Best Western Hotels & Resorts dołączyć mają dwa nowo powstające poznańskie obiekty – Edison Park Hotel pod marką Premier Collection i hotel na Starym Rynku marki Sure Hotel, a istniejący Hotel Edison, położony w miejscowości Baranowo pod Poznaniem, poddany zostanie procesowi modernizacji.

Inwestorzy wchodzą do mniejszych miast

Nowym trendem rynkowym, jaki zauważają eksperci Walter Herz, jest coraz większe zainteresowanie inwestorów działających w segmencie hotelowym i międzynarodowych franczyzodawców mniejszymi ośrodkami miejskimi w Polsce. Jako przykład wymieniają realizację obiektu hotelowego w rewitalizowanej fabryce fortepianów w Kaliszu. W jej miejscu powstaje kompleks  biurowo-hotelowo-kulturalny Calisia One, w którym w tym roku ma zostać oddany do użytku hotel marki Hampton by Hilton z ponad 100 pokojami. W Oświęcimiu w hotelu Hampton by Hilton znajdzie się zaś 120 pokojów.

Nowe obiekty międzynarodowych marek otworzą się też w polskich kurortach, w tym m.in. hotel Radisson Blu w Zakopanem ze 158 pokojami i 68 apartamentami oraz hotel Hilton Garden Inn w Kołobrzegu.

Eksperci Walter Herz zwracają uwagę, że w strukturze polskiej bazy hotelowej przeważają hotele indywidualne, których właścicielami są polskie firmy, zajmujące się samodzielnie ich prowadzeniem. Podobnie jest z popytem na noclegi. W Polsce to głównie rodzimi turyści napędzają koniunkturę w sektorze hotelarskim. Z usług hotelowych w naszym kraju korzysta jedna trzecia obcokrajowców i dwie trzecie Polaków.

Autor: Walter Herz

Niemiecka koalicja i dane inflacyjne w centrum uwagi

Dane inflacyjne z Polski prawdopodobnie przypieczętują neutralne stanowisko RPP. Kurs EUR/USD wyhamował wzrost, a dzisiejszą europejską sesję rozpoczyna spadkami. Część członków SPD sprzeciwia się Wielkiej Koalicji.

Wczorajszy odczyt inflacji pokazał, że dynamika cen w Polsce w grudniu wyniosła 2,1%, a nie 2% r/r, jak sugerował ostatni „szybki szacunek” GUS. Spadek inflacji z poziomu 2,5% w listopadzie do 2,1% r/r w grudniu był spowodowany przede wszystkim efektem wysokiej bazy statystycznej. Jedną z głównych przyczyn utrzymywania się dynamiki cen na obecnych poziomach pozostaje relatywnie wysoka dynamika cen żywności, która w poprzednim miesiącu wyniosła aż 5,8%.

Dzisiaj poznamy wyliczenia krajowej inflacji bazowej w grudniu. Zgodnie z oczekiwaniami konsensusu dynamika cen bazowych powinna spaść z poziomu 0,9% do 0,8% rocznie. Faktyczny spadek inflacji bazowej powinien stanowić dla RPP kolejny argument za tym, żeby nie podnosić stóp procentowych w ciągu najbliższych kilku kwartałów.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,17 – 4,19. Wspólna waluta kontynuowała umocnienie w relacji do głównych walut, jednak dynamika wzrostu była znacznie bardziej ograniczona niż w poprzednich dniach. We wczorajszej wypowiedzi Ardo Hansson z EBC stwierdził, iż program skupu aktywów (QE) mógłby zakończyć się już we wrześniu. Natychmiast, bez przeprowadzania bardziej łagodnego “stopniowego wygaszania”.  Stwierdził również, iż ostatnia aprecjacja EUR w jego opinii nie stanowi istotnego ryzyka dla perspektyw wzrostu inflacji. Na jego słowa warto patrzeć jednak z dystansem – Hansson jest jednym z najbardziej jastrzębich członków EBC i nie reprezentuje poglądów większości członków banku centralnego.

Umocnienie wspólnej waluty pod koniec ubiegłego tygodnia było związane w dosyć istotnym stopniu z informacją, iż Niemcy znajdują się już na ostatniej prostej do utworzenia Wielkiej Koalicji partii CDU/CSU i SPD. Pozostawały jednak obawy, czy przewodniczący SPD, Martin Schulz będzie w stanie przekonać własną partię do poparcia sojuszu. Póki co nie ma jednoznacznej zgody – do tej pory dwie regionalne gałęzie SPD (berlińska i saksońsko-anhalcka) wyraziły w wewnętrznych głosowaniach otwarty sprzeciw wobec koalicji.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,68 – 4,70. We wczorajszej wypowiedzi Silvana Tenreyro z Banku Anglii skupiła się na kwestii niskiej produktywności, która ciąży brytyjskiej gospodarce, stwierdzając przy tym, iż Brexit (z uwagi na niepewność związaną z negocjacjami) szkodzi inwestycjom, tym samym będzie negatywnie wpływał na produktywność.

Dzisiejsze dane z gospodarki Wielkiej Brytanii pokazały spadek inflacji CPI z poziomu 3,1% r/r w listopadzie do 3% r/r w grudniu, który był w pełni zgodny z oczekiwaniami. Inflacja bazowa spadła nawet nieco bardziej – z poziomu 2,7% do 2,5% (wobec oczekiwań 2,6% rocznie). Jest to na pewno dobra wiadomość dla Banku Anglii, który był zaskoczony ostatnim wzrostem dynamiki cen. Jest to jednocześnie niezbyt dobra wiadomość dla funta, dla którego niższa inflacja oznacza mniejszą presję na Bank Anglii w kwestii podwyżek stóp procentowych. Reakcja brytyjskiej waluty na dane była jednak dość ograniczona, co można powiązać z tym, iż spadek CPI był oczekiwany, powyżej oczekiwań dodatkowo wzrosły ceny producentów.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,5%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,42. Amerykańska waluta wczoraj kontynuowała straty, dzisiejszy dzień rozpoczyna natomiast lekkim umocnieniem. Może to być związane z tym, iż ostatnia wyprzedaż – nawet biorąc pod uwagę czynniki za nią stojące – była bardzo silna i wyjatkowo gwałtowna, co może wymuszać korektę. Pytanie, czy nastąpi ona teraz, czy przed spotkaniem EBC w przyszłym tygodniu, przed którym inwestorzy mogą chcieć realizować zyski. Interesujące w kontekście wspomnianego spotkania będzie to, w jaki sposób Mario Draghi zmieni ton komunikacji oraz czy zwróci uwagę na siłę euro, które w relacji do USD od ostatniego spotkania EBC zyskało około 4%.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:00 – inflacja bazowa w Polsce w grudniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska