Potrzebne modyfikacja programów nauczania w kształceniu pielęgniarek i położnych

Od maja tego roku w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad strategią dla polskiego pielęgniarstwa. Jednym z obszarów, który obejmują prace jest kształcenie przed- i podyplomowe. Uznano, że niepotrzebna jest zmiana systemu szkolenia polskich pielęgniarek i położnych. Obowiązywać będzie nadal szkolenie w systemie bolońskim. Potrzebna jest jednak modyfikacja programów nauczania, nad czym trwają prace.

–  Środowisko pielęgniarek i położnych, resort zdrowia oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwo Edukacji doszli do konsensusu w kwestii kształcenia przeddyplomowego  powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – Pierwszym stopniem będzie licencjat, a drugim – magister pielęgniarstwa i położnictwa. Wyżej obowiązywać będą już stopnie naukowe. Kształcenie podyplomowe jest dobrze zorganizowane – istnieją wszystkie formy nauczania, kursy dokształcające, specjalistyczne, kwalifikacyjne oraz specjalizacje w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa. Zespół łącznie z przewodniczącą – minister Szczurek-Żelazko bardzo długo dyskutował z Centrum Kształcenia, z Departamentem Pielęgniarek i Położnych oraz z konsultantami w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa i położnictwa na temat specjalizacji, których liczba jest obecnie za bardzo rozbudowana. Należy zastanowić się, w jakim kierunku powinny pójść zmiany w tym zakresie. Decyzje te powinny ostatecznie zostać zawarte w przygotowywanej strategii – wskazała Małas.

Ponad 60 dolarów za baryłkę – cena ropy idzie na rekord

Ponad 60 dolarów za baryłkę – cena ropy idzie na rekord. Paliwo ostatnio tak drogie było w 2014 roku, czyli prawie cztery lata temu.

– Złożyła się na to sytuacja bieżąca. Bardzo niekorzystne warunki pogodowe w Stanach Zjednoczonych, czyli silne mrozy. Mamy cały czas do czynienia z trendem wzrostowym spowodowanym limitowaniem produkcji przez OPEC i kraje, które przystąpiły do porozumienia. Ten drugi czynnik działa bardziej długofalowo – mówi newsrm.tv Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker i dodaje. – Jeżeli chodzi o prognozy to należałoby się spodziewać, że poziomy, które są obecnie raczej nie zostaną przekroczone. Raczej ceny będą w ciągu roku niższe. Prognozy zazwyczaj są zróżnicowane ale większość przewidywań widzi notowania ropy naftowej w przedziale od 40 do 60 dolarów. Natomiast pod koniec może zadziałać istotny czynnik w postaci zakończenia porozumienia dotyczącego limitowania wydobycia. Jeżeli nie zostanie przedłużony, jeżeli już wygaśnie to w tym przypadku można liczyć się z niższymi cenami pod koniec roku.

Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker

Ponad 40 mln pasażerów na polskich lotniskach w 2017 r.

Porty lotnicze w Polsce jeszcze nigdy nie rosły tak szybko. W ubiegłym roku przekroczyły razem magiczną granicę 40 mln pasażerów. W porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to, że polskie porty obsłużyły o ponad 6 mln pasażerów więcej, a wzrost w skali roku wyniósł ok. 17,7 procenta – pokazały wyliczenia Fly4free.pl.

Wynik osiągnięty przez polskie lotniska budzi jeszcze większe uznanie, gdy spojrzymy na historyczne dane Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Pierwsza fala szybkich wzrostów miała miejsce w 2004 roku, wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. W tamtym czasie nasze porty obsłużyły 8,83 mln pasażerów, a już rok później przewinęło się przez nie 11,5 mln ludzi. Na pokonanie kolejnej bariery, czyli przekroczenie poziomu 20 mln pasażerów rocznie, musieliśmy czekać do 2010 roku. Następną granicę, czyli 30 mln pasażerów osiągnęliśmy w 2015 roku, a na kolejny poziom wdrapaliśmy się już po dwóch latach. Tegoroczny wynik jest też ciekawy ze statystycznego punktu widzenia – po raz pierwszy w historii na każdego mieszkańca Polski przypada średnio jedna podróż samolotem w ciągu roku. Ta informacja świadczy o tym… jak wielki jest potencjał naszego rynku. Z raportu ZDG TOR „Kierunki rozwoju lotnictwa w Polsce” wynika bowiem, że znacznie częściej latają od nas nie tylko Hiszpanie (3,8 podróży rocznie) czy Niemcy (średnio 2,6 podróży w 2015 r.), ale też Litwini (współczynnik 1,4) i Czesi (1,2 podróży rocznie).

Do tak dobrego wyniku polskich portów najmocniej przyczyniło się Lotnisko Chopina, które w 2017 r. obsłużyło 15,752 mln pasażerów, czyli aż o 2,8 mln osób więcej niż rok wcześniej. Trochę złośliwie można napisać, że warszawski port to ewenement na skalę światową – jego szef otwarcie mówi, że interesuje go tylko budowa hubu przesiadkowego dla LOT, a inne nowe trasy czy przewoźnicy niekoniecznie są tu witani z otwartymi ramionami.

Mimo to, liczba pasażerów wzrosła w Warszawie aż o 22,7 proc. w skali roku – jakby na potwierdzenie słów o konieczności budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego z powodu zatkania Chopina.

Rekordowym miesiącem dla Chopina był lipiec, gdy lotnisko odprawiło aż 1,7 mln pasażerów. Ten miesiąc pokazuje też największe zagrożenie związane z szybką ekspansją. Były to ogromne problemy z handlingiem i obsługą pasażerów, jakie miała firma LS Airport Services. W efekcie niemal co drugi lot w warszawskim porcie był w lipcu opóźniony.

Pozostałe duże lotniska rosły równie szybko. Imponujące wzrosty zanotowały więc porty w: Krakowie (+17,2 proc., głównie dzięki jesiennej ekspansji Ryanaira), Katowicach (+21,7 proc) i Wrocławiu (tu liczba pasażerów wzrosła o 18 proc. w skali roku).

Swoje dołożyło też lotnisko w Gdańsku, które według wstępnych szacunków portu (oficjalne dane będą dostępne za kilka dni) obsłużyło około 4,6 mln pasażerów (oznacza to wzrost o ok. 14,7 proc. w skali roku). Spośród największych lotnisk bardzo udaną końcówkę roku zanotował port w Poznaniu, gdzie od końca października swoją bazę otworzył Ryanair. W stolicy Wielkopolski oficjalne dane będą znane na dniach, ale wstępne szacunki mówią o liczbie rzędu 1,85 mln podróżnych.|

Z największych portów jedynie Modlin tkwi w delikatnej stagnacji. Tu także dysponujemy tylko wstępnym rachunkiem i wynika z niego, że liczba pasażerów w ciągu roku wzrosła jedynie o 70 tys. podróżnych. Pamiętajmy jednak, że w Modlinie mamy do czynienia ze sporem udziałowców, czego efektem jest zablokowana rozbudowa lotniska, które właściwie pęka w szwach.

Wśród średnich portów lotniczych największe powody do optymizmu mają lotniska w Szczecinie i Lublinie, gdzie liczba pasażerów wzrosła odpowiednio o 24 i 13,9 proc. w skali roku. Nieco słabszy rok ma za sobą lotnisko w Rzeszowie (nawet z uwzględnieniem braku danych za grudzień), jednak na Podkarpaciu przyszły rok powinien być znacznie lepszy. Głównie z powodu ekspansji LOT, który od 9 marca uruchomi trasę z Rzeszowa do Tel Awiwu, a od 29 kwietnia – całoroczne połączenie do Newark w USA obsługiwane przez Dreamlinera.

Jeśli chodzi o najmniejsze lotniska, to ze względu na niską bazę notują one najwyższe wzrosty. Aż o 122,9 proc. w skali roku wzrosła liczba pasażerów w Szymanach (obsłużyło 104,8 tys. podróżnych), a o ponad 91 proc. w Zielonej Górze (do 17,7 tys. osób). Wzrosło nawet lotnisko w Radomiu, choć pamiętajmy, że od końca października hula po nim tylko wiatr.

Z kolei lotniska w Łodzi i Bydgoszczy raczej nie uznają 2017 roku za szczególnie udany, choć patrzą na przyszły rok z nadzieją. Spore odbicie widać już w Bydgoszczy – choć lotnisko obsłużyło w zeszłym roku 331,3 tys. pasażerów (spadek o 1,8 proc.), to w ostatnich dwóch miesiącach tego roku liczba pasażerów rosła odpowiednio o 38 proc. w listopadzie i 15,7 proc. w grudniu rok do roku. To przede wszystkim efekt nowych kierunków, czyli lotów do Lwowa (LOT) i Londynu Luton (Ryanair), a także zwiększenia częstotliwości rejsów do Frankfurtu przez Lufthansę.

Delikatne powody do optymizmu są też w Łodzi – po długiej stagnacji w przyszłym roku Ryanair zacznie stąd latać do Aten, a Lufthansa przywróci skasowane wcześniej przez Adrię bezpośrednie połączenie z Monachium.

Sygnalista – pracownik w walce z nadużyciami szefa

Prawo w Polsce zaczyna wreszcie dostrzegać sygnalistów, a więc osoby, które reagują, gdy w firmach, w których pracują, zdarzają się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Ochrona osób, które zgłaszają nieuczciwe bądź nieetyczne praktyki jest zarówno w interesie pracowników, jak i pracodawców.

Określenie „whistleblowing” pojawia się przede wszystkim w kontekście nieprawidłowości zgłaszanych przez pracowników. „Whisteblower” to inaczej sygnalista, a mówiąc prościej – osoba, która w dobrej wierze zgłasza nieuczciwe lub nieetyczne zachowania dostrzeżone w firmie, w której pracuje.

Warto w tym miejscu wyjaśnić, co ma wspólnego dmuchanie w gwizdek („blow the whistle”) ze zgłaszaniem nadużyć. Otóż Ralph Nader, twórca amerykańskiego ruchu konsumenckiego namawiał pracowników właśnie do wspólnego gwizdania na znak protestu przeciwko nieuczciwym praktykom koncernów. Tyle, że jego apele miały miejsce w 1971 roku, dziś natomiast „whisteblowing” przybiera zupełnie inną formę – do zgłaszania nadużyć rzadziej wykorzystuje się gwizdki, a częściej telefony oraz e-maile.

Zmienia się także prawo, które coraz częściej wymusza opracowanie i stosowanie procedur, które ułatwią „whisteblowing”. Tak jak w Polsce, gdzie od listopada 2015 roku procedury dotyczące zgłaszania nieprawidłowości powinno wdrożyć każde przedsiębiorstwo podlegające „Prawu bankowemu”. Możliwe także, że już wkrótce w życie wejdzie „Ustawa o jawności życia publicznego”, która powinna zapewnić ochronę sygnalistom, a więc osobom zgłaszającym nieprawidłowości czy to w przedsiębiorstwach, czy w instytucjach publicznych.

Oznacza to, że właściwie każda firma już teraz powinna poważnie przemyśleć, w jaki sposób zamierza radzić sobie w sytuacjach, w których pracownicy zgłaszają problemy etyczne lub prawne i chcieliby wpłynąć na ich wyeliminowanie. Oczywiście nie trzeba czekać z tym na nowe ustawy – tak naprawdę walka z nieetycznymi procederami i  ochrona uczciwych pracowników zawsze była, jest i będzie w interesie przedsiębiorstw. Dzięki temu mogą one szybciej dostrzec problemy, zareagować na nie i wyeliminować, zanim przyniosą firmie duże straty, doprowadzą do procesów sądowych lub kryzysu wizerunkowego.

Wewnętrzna infolinia nie zawsze skuteczna

Procedury zgłaszania nieprawidłowości w firmach najczęściej obowiązują w dużych przedsiębiorstwach i zazwyczaj przybierają postać wewnętrznej infolinii lub adresu e-mail, na który pracownicy mogą anonimowo zgłaszać zauważone problemy. Niestety, w takiej sytuacji pojawia się ryzyko, że pracownik będzie obawiał się, iż mimo wszystko zostanie zidentyfikowany i potraktowany niczym „donosiciel”.

– Wielu pracowników nie zgłasza zdarzeń swojemu pracodawcy w obawie o konsekwencje, nawet jeśli system zapobiegania nadużyciom wydaje się bezpieczny. Boją się, że ktoś ich zauważy lub wyśledzi, a oni w konsekwencji stracą pracę lub dopadnie ich ostracyzm środowiska – mówi Anna Grzywaczyk, reprezentująca Ogólnopolskie Centrum Interwencyjne (OCI).

Z tego też powodu rośnie popularność systemów zewnętrznych. W pierwszej chwili outsourcing w tak wrażliwej kwestii może się wydawać ryzykownym pomysłem, ale warto wziąć pod uwagę, że zewnętrzna infolinia jest w stanie zapewnić sygnalistom lepszą ochronę niż najlepszy system pracodawcy. Z kolei przedsiębiorstwo może czuć się mocniej zobowiązane do wyjaśnienia sytuacji, jeśli w sprawę zaangażowana zostanie strona trzecia. Dlatego wiele międzynarodowych koncernów, choć stać je na własne linie typu „Speak Up”, z powodzeniem korzysta z linii zewnętrznych, uznając je po prostu za skuteczniejsze.

Pracownicy firmy, która dołączy do systemu takiego jak OCI, zyskują  możliwość bezpiecznego zgłoszenia wszelkich nieprawidłowości (etycznych i prawnych) w firmie. Sygnalista może być przy tym pewny, że pracodawca nie pozna jego personaliów. Następnie raport ze zgłoszenia jest przekazywany pracodawcy (oczywiście bez danych sygnalisty) z prośbą o wszczęcie procedury wyjaśniającej.

W przypadku OCI pracownicy mogą zgłaszać problemy przez internet, e-mail lub telefon, a system pozwala w pełni egzekwować kodeks etyczny praktycznie każdego przedsiębiorstwa. W ramach sytemu zgłaszane mogą być sytuacje kradzieży, korupcji, nielegalnych płatności, defraudacji, łamania wewnętrznych procedur, łamania prawa, narażania bezpieczeństwa, zagrożeń dla środowiska, dyskryminacji, molestowania czy mobbingu, a nawet sytuacje związane z konfliktami interesów.

Firma współpracująca z systemem takim jak OCI musi zgodnie z uzgodnionymi procedurami zbadać sprawę, a następnie poinformować o jej finale. Przedsiębiorstwo może np. przeprowadzić postępowanie kontrolne, wprowadzić procedury naprawcze, a nawet zwolnić osobę odpowiedzialną za nadużycia, jeśli okaże się, że faktycznie jej działania były niezgodne z prawem lub narażały firmę na straty.

Świadomy pracodawca krytyki się nie boi

Firma, która chciałaby sama stworzyć własną linię etyczną, musi wyznaczyć do tego celu odpowiednie osoby, a także zapewnić procedury oraz infrastrukturę, aby zagwarantować bezpieczny dla pracowników proces zgłaszania i wyjaśniania nadużyć. Wszystko to może oznaczać duże koszty, których można uniknąć decydując się na dołączenie do systemu zewnętrznego.

W tym drugim przypadku to usługodawca zapewnia całą infrastrukturę, dysponuje też opracowanymi (i sprawdzonymi w praktyce) procedurami, które zapewniają odpowiednią ochronę tak pracownikom, jak i przedsiębiorstwu. Dlatego najczęściej takie rozwiązanie okazuje się łatwiejsze i szybsze do wdrożenia, a przy tym tańsze.

Nie zmienia to jednak faktu, że niektóre przedsiębiorstwa mają pewne obawy związane z przystąpieniem do systemu typu „Speak Up Line”. Pojawia się np. wątpliwość, czy zachęceni do tego pracownicy, nie zaczną masowo dzwonić na infolinię, zasypując ją skargami, osobistymi żalami i pretensjami wobec mniej lubianych przełożonych.

– Owszem, można się spodziewać, że w pierwszym etapie, gdy pracownicy zostaną poinformowani o tym, że firma wdraża ten mechanizm, liczba zgłoszeń będzie większa niż później. Wiele z nich może jednak dotyczyć spraw nieaktualnych, niewyjaśnionych w przeszłości. Później zainteresowanie systemem przeważnie spada, a pracownicy korzystają z niego tylko w sytuacjach, które są dla nich ważne i zarazem aktualne – mówi Anna Grzywaczyk.

Nie sprawdzają się również obawy, jakoby pracownicy dokonywali fałszywych zgłoszeń np. w celu pozbycia się wymagającego kierownika. Tego typu sytuacje częściej mogą mieć miejsce w ramach systemów wewnętrznych, gdy pracownicy składają anonimowe skargi. Doświadczenie pokazuje, że jeśli pracownik ma zgłosić problem do systemu takiego jak OCI, zazwyczaj jest to decyzja poważna, dobrze przemyślana i oparta na wiarygodnych informacjach.

Etyka się opłaca

Przedsiębiorstwo, które dokłada starań, by poważnie przestrzegać zasad etycznych, zwiększa szanse na skuteczne wykrywanie przypadków oszustw, korupcji oraz na zapobieganie tego typu zdarzeniom.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że pracodawca, który prowadzi aktywną politykę antymobbingową, zmniejszy ryzyko rozstrzygania tego typu spraw na drodze sądowej, a gdy mimo wszystko do takiego procesu dojdzie, sąd będzie musiał uwzględnić także zaangażowanie pracodawcy w zapobieganie podobnym problemom.

I w końcu – etyczne środowisko pracy sprzyja większym przychodom. Wysokiej klasy pracownicy będą bardziej zainteresowani pracą w firmie, która autentycznie dba o etykę i uczciwe zasady, a sprawnie działające procedury zapobiegające nadużyciom finansowym będą odstraszały przed próbami nieuczciwych zachowań.

Warto podkreślić, że wdrożenie systemu „Speak Up Line” może być dla pracodawcy wyjątkowo skutecznym elementem employer brandingu. Pracodawca buduje w ten sposób wizerunek przedsiębiorstwa autentycznie zainteresowanego problemami pracowników i nie są to jedynie puste deklaracje. Pracownicy dostają konkretne narzędzia, umożliwiające przeciwdziałanie złym praktykom w przedsiębiorstwie, mają realny wpływ na kształtowanie etycznej kultury w firmie.

Wdrażając system do zgłaszania nieprawidłowości w firmie pracodawca podkreśla, że jakość współpracy, efektywność i uczciwość są dla niego ważniejsze od utrzymywania zarządu w dobrym samopoczuciu. Zapewnia też, że problemy zauważane przez pracowników nie będą pozostawiane bez wyjaśnienia, bowiem obydwie strony traktują siebie nawzajem uczciwie i poważnie. A w takiej sytuacji zyskuje zarówno etyczny pracodawca, jak i uczciwy pracownik. Jeśli ktoś może stracić, to jedynie osoby, które dopuściły się bezprawnych bądź nieetycznych zachowań.

Auto w leasingu a księgowość w 2018 r.

Jedną z najczęściej wybieranych form finansowania pojazdów w działalności gospodarczej jest umowa leasingu. W zależności od tego, czy jest to leasing operacyjny, czy leasing finansowy, sposób rozliczenia wydatków związanych z samochodem osobowym będzie wywoływał odmienne skutki podatkowe. Na czym polegają obie formy leasingu oraz w jaki sposób je rozliczyć?

Samochód osobowy w leasingu finansowym na gruncie PIT

Przedmiot wykorzystywany w firmie na podstawie umowy leasingu finansowego przenosi prawo własności do rozporządzania nim na leasingobiorcę. – Zatem samochód osobowy w leasingu finansowym można wprowadzić do ewidencji środków trwałych, co pozwoli na dokonywanie odpisów amortyzacyjnych w kosztach uzyskania przychodu – tłumaczy Anna Wakulik, z wFirma.pl, rozbudowanego serwisu do prowadzenia księgowości online dedykowanego mikro i małym przedsiębiorcom.

Od 1 stycznia 2018 r. wartość początkowa składników majątku uznawanych za środki trwałe obowiązkowo wprowadzane do ewidencji środków trwałych została zwiększona do 10.000 zł.

 

Do ustalenia wartości początkowej samochodu osobowego będącego przedmiotem umowy leasingu finansowego należy stosować art. 22g ust. 3 i 5 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, dotyczący nabyć środków trwałych w drodze zakupu. Przepisy wskazują, że wartość początkową samochodu w leasingu będzie stanowiła jego wartość netto, która odpowiada sumie rat kapitałowych. Może ona ulec powiększeniu o koszty naliczone do dnia przyjęcia pojazdu do używania w firmie, do których kwalifikują się m.in. koszty transportu, montażu, załadunku, rozładunku, ubezpieczenie w drodze, opłaty skarbowe czy notarialne. W przypadku kiedy podatnikowi nie przysługuje obniżenie kwoty należnego podatku o podatek naliczony (w całości lub części), nieodliczony VAT przypadający na część kapitałową będzie składnikiem wartości początkowej środka trwałego.

Jeżeli wartość początkowa samochodu osobowego wprowadzonego do ewidencji środków trwałych przekracza limit 20.000 euro, to odpisów amortyzacyjnych można dokonywać do wysokości wyznaczonego limitu 20.000 euro. Przeliczenia wartości na złote należy dokonać według średniego kursu NBP z dnia poprzedzającego przekazanie pojazdu do używania, zgodnie z art. 23 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT.

Należy pamiętać, że wprowadzenie samochodu w leasingu finansowym do środków trwałych wyklucza rozliczenie rat leasingowych – części kapitałowej bezpośrednio w kosztach. Natomiast możliwe jest uwzględnienie w kosztach części odsetkowej rat leasingowych po ich zapłaceniu, a także innych wydatków związanych z bieżącym użytkowaniem pojazdu w firmie.

Samochód osobowy w leasingu operacyjnym na gruncie PIT

Leasing operacyjny polega na tym, że przedmiot użytkowany na podstawie umowy leasingu pozostaje własnością firmy leasingowej. – Wobec tego, samochodu osobowego w leasingu operacyjnym nie można wprowadzić do ewidencji środków trwałych, ponieważ nie stanowi własności przedsiębiorcy – wyjaśnia ekspert.

Jednak wydatki związane z samochodem w leasingu operacyjnym, takie jak raty leasingowe, opłata wstępna, zakup paliwa czy części do samochodu mogą stanowić koszty podatkowe, księgowane bezpośrednio w kolumnie 13 KPiR jako pozostałe wydatki. Wówczas w KPiR należy wykazać:

  • kwotę netto z faktury – gdy czynny podatnik VAT odlicza 100% VAT od wydatków związanych z pojazdem,
  • kwotę netto + 50% nieodliczonego VAT – gdy czynny podatnik VAT odlicza 50% VAT od wydatków związanych z pojazdem,
  • kwotę brutto – gdy nabywcą jest podmiot zwolniony z VAT.

Odliczenie VAT od samochodu osobowego w leasingu

Od 1 kwietnia 2014 r. wydatki związane z samochodem osobowym w leasingu nie są objęte limitem odliczenia VAT, którego ograniczenie wynosiło 60%, lecz nie więcej niż 6000 zł. Obecnie odliczenie podatku VAT od wydatków związanych z samochodem osobowym, również tym w leasingu, jest uzależnione od sposobu jego użytkowania w firmie.

W przypadku samochodów osobowych w leasingu, które są użytkowane w sposób mieszany, czyli równocześnie w działalności i prywatnie, można odliczać 50% kwoty podatku VAT od wydatków z nim związanych. Dotyczy to rat leasingowych, wydatków eksploatacyjnych itp. Pozostała część nieodliczonego podatku VAT podlega ujęciu w kosztach uzyskania przychodów. Przy użytkowaniu samochodu osobowego w sposób mieszany podatnik nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu dla celów PIT.

Natomiast gdy samochód osobowy jest wykorzystywany wyłącznie w celach prowadzenia działalności, wówczas przysługuje 100% odliczenia VAT, co dotyczy zarówno rat leasingowych za użytkowanie samochodu oraz innych bieżących wydatków z nim związanych, np. zakupu paliwa czy części.

Użytkowanie samochodu wyłącznie w celach działalności należy jednak odpowiednio udokumentować. Przede wszystkim należy zgłosić pojazd jako firmowy do urzędu skarbowego na formularzu VAT-26, na co przedsiębiorca ma 7 dni od daty poniesienia pierwszego wydatku związanego z pojazdem, oraz sporządzić regulamin jego użytkowania w firmie. Należy również na bieżąco prowadzić ewidencję przebiegu pojazdów, tzw. kilometrówkę dla celów podatku VAT, której celem jest potwierdzenie i udokumentowanie wykorzystywania samochodu wyłącznie w działalności – twierdzi Anna Wakulik z wFirma.pl.

Leasing operacyjny a finansowy – różnice

Użytkowanie samochodu osobowego w obu rodzajach leasingu pod względem podatkowym ma swoje wady i zalety. Najważniejsze kwestie rozliczenia podatkowego wydatków związanych z samochodem osobowym w obu formach leasingu przedstawia poniższa tabela.

Leasing operacyjny Leasing finansowy
●     samochód nie stanowi środka trwałego, brak możliwości odliczenia w kosztach odpisów amortyzacyjnych,
●     raty leasingowe stanowią koszt,
●     pozostałe bieżące wydatki dotyczące samochodu są kosztem,
●     wartość odliczenia VAT od wydatków związanych z pojazdem uzależniona jest od sposobu jego użytkowania.
●     samochód stanowi środek trwały, co daje możliwość odliczenia odpisów amortyzacyjnych w kosztach,
●     raty leasingowe w części kapitałowej nie stanowią kosztu,
●     odsetki od rat leasingowych są kosztem,
●     pozostałe bieżące wydatki dotyczące samochodu są kosztem,
●     wartość odliczenia VAT od wydatków związanych z pojazdem uzależniona jest od sposobu jego użytkowania.

Podsumowanie poprzedniego roku i plany Nest Bank S A na 2018 r.

Rok 2017 jest drugim po przejęciu kontroli nad bankiem przez fundusz AnaCap. W pierwszym roku przygotowaliśmy nasz bank do wzrostu, tworząc nową markę oraz zestaw elementów składających się na przewagi konkurencyjne. Z kolei w 2017 roku oczekiwaliśmy znacznego rozwoju. To był rok sprawdzenia naszych założeń biznesowych. Z satysfakcją  mogę powiedzieć, że skala rozwoju nie tylko spełniła, ale nawet przekroczyła oczekiwania właściciela. Złożyły się na to wysoka świadomość marki Nest Bank, błyskawiczny rozwój sieci sprzedaży i mocna sprzedaż – zarówno skierowana do klientów indywidualnych, jak i mikroprzedsiębiorstw. Jednocześnie, budując portfel naszych klientów, wciąż zwiększamy zasięg na terenie kraju i intensywnie pracujemy nad ofertą produktową.

Zamykamy 2017 r. z poczuciem sukcesu w każdym z tych obszarów. Wprowadziliśmy do oferty wiele atrakcyjnych produktów, które rzeczywiście wyróżniają się na rynku. Wypływają z filozofii naszej marki, odpowiadają na potrzeby znane każdej polskiej rodzinie czy rodzinnej firmie – wychodzą poza szablony utarte na polskim rynku bankowym. Pierwszy taki na rynku, bezpłatny kredyt na fotelik samochodowy, z jednej strony był odpowiedzią na ważny społeczny problem i świetnie wpisywał się w filozofię naszego banku jako rodzinnego i opiekuńczego. Towarzysząca mu kampania zakomunikowała jednocześnie rynkowi, że mamy w ofercie dobre i bezpieczne kredyty.

Mieliśmy również wiele ciekawych wdrożeń skierowanych do mikrofirm. Wyróżniającym się pomysłem produktowym jest Sukcesja – kredyt skierowany do rodzinnych firm, w którym wiarygodność kredytowa przechodzi z dotychczasowego właściciela na sukcesora. Ważnym projektem było dla nas również nawiązanie współpracy z Google i świetna promocja połączona z edukacją przedsiębiorców, w ramach której firmy zaciągające u nas kredyt otrzymują 1000 zł na reklamę w Internecie wraz z profesjonalnym wsparciem w zaplanowaniu kampanii. To tylko niektóre z tegorocznych wdrożeń. Wszystkie je łączy silne dopasowanie cech produktu do filozofii naszej rodzinnej markipodsumowuje Bartosz Chytła, Pierwszy Wiceprezes Zarządu Nest Banku.

Co oczywiście dla nas najważniejsze – nasza strategia produktowa znalazła odzwierciedlenie w wynikach sprzedażowych. Obecnie Nest Bank udziela dziesięciokrotnie więcej kredytów miesięcznie niż bank sprzedawał jeszcze dwa lata temu.  – Nest Bank w ostatnich dwóch latach skupiał się na segmencie mikrofirm i w 2017 r. zrealizował potrojenie wartości sprzedaży kredytów w stosunku do 2015 roku, przy jednoczesnym podwojeniu jej rentowności – mówi Agnieszka Porębska-Kość,  Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania. – Było to możliwe między innymi dzięki zbudowaniu od nowa portfolio produktów kredytowych, zmianie modelu zarzadzania ryzykiem i automatyzacji procesu kredytowego – dzięki czemu przedsiębiorca może otrzymać decyzję kredytową w kilka minut. Drugim czynnikiem tak dynamicznego wzrostu był rozwój kanałów dystrybucji, zarówno jakościowy jak  i ilościowy. Bank rozpoczął także budowanie swojej obecności w obszarze finansowania gospodarstw rolnych oraz skutecznie wdrożył finansowanie zabezpieczone polskimi i europejskimi instrumentami gwarancyjnymi dodaje Agnieszka Porębska-Kość.

– Linię biznesową Consumer Finance stworzyliśmy w Nest Banku od zera. Rozwija się ona bardzo szybko i obecnie stanowi już 50% wolumenu sprzedaży kredytowej Nest Banku – zauważa Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej. – Wysoka jakość i elastyczność procesu udzielania kredytów została doceniona przez rynek. W 2017 r. Bank otrzymał prestiżową nagrodę Złotego Bankiera właśnie w kategorii kredytów gotówkowych. Nagroda jest tym cenniejsza, że kredyty detaliczne w Nest Banku debiutowały dopiero kilka miesięcy wcześniej. Dzięki atrakcyjnej ofercie produktowej, szczególnie kredytów gotówkowych, Bank stał się liderem finansowania klientów w branży pośredników finansowych, co zostało potwierdzone przyznanym przez KPF Złotym Laurem Pośredników – dodaje Bartłomiej Babicz.

Konsekwencją intensywnej akcji kredytowej była bardzo atrakcyjna na tle rynku oferta lokat – nasze produkty przez cały rok przyciągały klientów najwyższymi miejscami w rankingach produktowych. – Dzięki  odpowiednim działaniom, nastawionym na akwizycję klientów z RORami i lokatami, przez kanał internetowy pozyskaliśmy w 2017 r. ponad 120 tys. nowych klientów i blisko 2 mld zł nowych depozytów– mówi Agnieszka Porębska-Kość. – W 2017 r. rozpoczęliśmy również budowanie bankowości relacyjnej i dwukrotne zwiększyliśmy udział klientów z wpływami wynagrodzeń do banku. Zrealizowaliśmy ten cel dzięki wzrostowi rozpoznawalności marki, ale również uruchamiając specjalne oferty lokat dla klientów z wpływem wynagrodzenia, udostępniając darmowe wpłatomaty, wdrażając płatności mobilne Android Pay i specjalne oferty promocyjne przygotowywane np. wspólnie z VISA –  dodaje Agnieszka Porębska-Kość.

– Rozwojowi oferty produktowej towarzyszył niezwykle intensywny rozwój sieci sprzedaży. Obok 57 oddziałów własnych mamy już ponad 150 placówek franczyzowych na terenie całego kraju i jako jedni z nielicznych banków na rynku wciąż nawiązujemy współpracę z nowymi partnerami – mówi Bartłomiej Babicz.

Rok 2017  to również czas intensywnej pracy nad doświadczeniem klienta spotykającego naszą markę w różnych kanałach. Nieustannie pracujemy nad jakością obsługi naszych doradców i dbamy o atmosferę w oddziałach, bardziej przypominających kawiarnię niż bezduszne okienko bankowe. Intensywnie pracujemy także nad naszymi rozwiązaniami internetowymi i mobilnymi – jako jedni z pierwszych na rynku udostępniliśmy w grudniu możliwość założenia konta w Nest Banku za pośrednictwem wideoweryfikacji.

Wszystko to sprawia, że zamykamy ten rok z satysfakcją, tym większą, że popartą obiektywnymi wynikami branżowych rankingów i konkursów. W zakresie obsługi klientów w oddziałach i przez Internet zajęliśmy wysokie miejsca w środku stawki bankowej, wyprzedzając wielu bardziej doświadczonych od nas graczy z wieloletnią pozycją na rynku. Najnowsze badanie pokazuje, że wspomagana świadomość naszej marki wyniosła w listopadzie 48%. To znakomity rezultat.

Bardzo istotne, że nasze działania przełożyły się na wzrost jakości portfela kredytowego banku. Jednocześnie bank utrzymuje jeden z najwyższych wskaźników adekwatności kapitałowej T1 w sektorze. To wszystko składa się na wysoki, lecz stabilny, bezpieczny i rentowny wzrost Banku – dodaje Bartosz Chytła.

Plany na 2018 r.

Miejsce w którym jesteśmy zapewnia dobry start w nowym roku. Priorytety na 2018 rok to umocnienie pozycji rynkowej w segmentach konsumentów i mikrofirm przy znaczącym wzroście rentowności Nest Banku.

– Bank w kolejnych latach nadal planuje zwiększać swoje udziały rynkowe – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania.Planujemy eksplorować segment spółek i rozszerzyć ofertę dla firm większych niż mikroprzedsiębiorstwa, jednak zachowując wszystkie przewagi konkurencyjne jak np. szybkość procesu wypracowane dla segmentu mikroprzedsiębiorstw. Jednocześnie nowatorska oferta produktowa oraz większa aktywność w kanałach digital pozwoli się nam skupić się na zaspokojeniu potrzeb nowego dla banku segmentu klienta, w szczególności wykorzystując lukę pomiędzy finansowaniem bankowym i pozabankowymdodaje Agnieszka Porębska-Kość. – Będziemy również utrzymywać kanał internetowy jako główny kanał pozyskania nowych rachunków osobistych i kont firmowych. Ponad 70%  sprzedaży tego produktu pochodzi teraz z Internetu, będziemy ten kanał usprawniać i optymalizować wprowadzając ułatwienia dla klienta w rodzaju niedawno wprowadzonej wideoweryfikacji  – mówi Agnieszka Porębska-Kość .

– Bank jest już uznanym dostawcą finansowania w tradycyjnych kanałach dystrybucji, a w roku 2018 będziemy dodatkowo rozwijać ofertę w Internecie i na platformach mobilnych – Zwiększy się reklamowa obecność Banku w mediach internetowych, ale zakładamy także szersze otwarcie się na pośredników pozyskujących klientów on-linemówi Bartłomiej Babicz Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej  – Wprawdzie jakość portfela kredytowego w systemie bankowym poprawia się, narasta jednak zjawisko nadmiernego zadłużania się w niektórych segmentach rynku. Projektując nowe produkty Nest Bank będzie brał pod uwagę bezpieczeństwo finansowe polskich rodzin, przeciwdziałając zjawisku przekredytowania – podkreśla Bartłomiej Babicz.

Odrębnym dużym projektem będzie ruszająca właśnie cała linia produktów inwestycyjnych, umożliwiających efektywne oszczędzanie osobom o różnym doświadczeniu inwestycyjnym.
– w 2018 r. będziemy rozwijać ofertę inwestycyjną – wprowadzimy kolejne produkty inwestycyjno-ubezpieczeniowe, specjalnie wyselekcjonowane i dopasowane do potrzeb rodzin. Ruszymy ze sprzedażą funduszy inwestycyjnych i lokat strukturyzowanych za pośrednictwem Agenta Firmy Inwestycyjnej –
dodaje Agnieszka Porębska- Kość.

Niezwykle wyczekiwanym przez nas wdrożeniem będzie premiera aplikacji internetowej i mobilnej. Jest ona z jednej strony silnie związana z wchodzącą w życie w przyszłym roku dyrektywą PSD2, wymuszającą na wszystkich graczach nowe standardy usług płatniczych.  – W pierwszej połowie roku udostępnimy naszym klientom zupełnie nowe rozwiązanie internetowe i mobilnemówi Małgorzata Adamczyk, Dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej. Nowa bankowość elektroniczna będzie bazowała na nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych, w tym na otwartych interfejsach umożliwiających bankowi sprawny rozwój i integrację z systemami i aplikacjami partnerów zewnętrznych. Zaowocuje to bardziej dynamicznym rozwojem usług i oferty dodanej banku zarówno do kont, jak i docelowo do kredytów. Już na etapie budowy  nowego systemu integracja z partnerami zewnętrznymi z obszaru  Fintech następuje na nowych, przyszłościowych zasadach. Nowy system będzie z jednej strony pełen nowoczesnych rozwiązań,  w tym w zakresie usług płatniczych, oferty oszczędnościowej. Z drugiej strony przykładaliśmy ogromną wagę do doświadczenia naszego klienta. Szykujemy rozwiązania intuicyjne, przyjazne, łatwe w obsłudze oparte o cenioną przez klientów klasykędodaje Małgorzata Adamczyk.

Nadchodzący rok stawia przed nami ambitne wyzwania, ale jesteśmy na nie przygotowani. Będziemy konsekwentnie realizować naszą strategię opartą na rozwiązaniach oraz procesach bezpiecznych i przyjaznych dla rodzin i rodzinnych firm. Będziemy zwiększać naszą dostępność w całej Polsce, a także w Internecie, sukcesywnie podnosząc naszą rentowność.

 

3 na 4 menadżerów i specjalistów przeprowadzi się za pracą

Rynek pracy w Polsce cechuje się wysokim stopniem mobilności – aż 74% pracowników przeprowadziłoby się w przypadku otrzymania atrakcyjnej oferty pracy. Najbardziej pożądane miasto to Warszawa, w której chce pracować co drugi specjalista lub menedżer dopuszczający możliwość zmiany miejsca zamieszkania. Relokacja zawodowa do stolicy Dolnego Śląska byłaby interesująca dla 38% badanych, a 33% chętnie przeprowadzi się do Trójmiasta. Listę TOP5 najbardziej atrakcyjnych lokalizacji zamykają Kraków oraz Poznań.

Siódma edycja badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” pokazała, że specjaliści i menedżerowie w Polsce są otwarci na relokację zawodową. Taką możliwość rozważyłoby 3 na 4 zapytanych. I choć czołówka miast, które w oczach pracowników są najbardziej atrakcyjne, nie zmieniła się w porównaniu do poprzedniej edycji badania, to jednak widać istotne przetasowania.

Wysoki awans stolicy

Warszawa znalazła się na szczycie najbardziej pożądanych miast wśród respondentów gotowych do rozważenia przeprowadzki za pracą. W porównaniu do poprzedniej edycji badania stolica zanotowała zdecydowany awans – na pierwsze miejsce z trzeciego zajmowanego rok temu. Odsetek specjalistów i menedżerów, którzy chętnie przeprowadzą się zawodowo do Warszawy wzrósł z 31% do aż 52%.

Michał Borkowski z Antal wyjaśnia, że na zwiększenie zainteresowania Warszawą w dużej mierze wpłynął „szum medialny” wywołany zjawiskiem Brexitu. – Warszawa jest naturalnym polskim pretendentem do walki o migrację korporacji, w tym największych na świecie banków czy funduszy inwestycyjnych, szukających nowej siedziby jako alternatywy dla Londynu. Dane rynkowe wskazują, że jest to miasto, w którym może zyskać zarówno firma – ze względu na potencjalnie niskie koszty funkcjonowania biznesu i dostęp do wykwalifikowanego personelu, jak i pracownik. Szanse na nowe miejsca pracy w prestiżowych organizacjach wyraźnie działają na wyobraźnię specjalistów i menedżerów – mówi Michał Borkowski, Senior Consultant, Antal Finance & Accountancy.

Wrocław numerem dwa

Jak wynika z raportu, aż 38% specjalistów i menedżerów chętnie przyjęłoby propozycję nowej pracy w stolicy Dolnego Śląska. W rezultacie miasto zajęło drugie miejsce na liście najbardziej pożądanych miejsc pracy w Polsce. Warto przypomnieć, że rok temu, z podobnym odsetkiem (39%), miasto było liderem.

Michał Wolski z Antal zwraca uwagę, że Wrocław już od kilku lat przyciąga pracowników, gdyż włodarze miasta konsekwentnie realizują politykę budowania marki Wrocławia. – Z jednej strony przyciągane są do regionu inwestycje realizowane przez liderów w swoich branżach (IT, finanse, motoryzacja, appliance, SSC), z drugiej Wrocław oferuje szeroką ofertę kulturalną i rozrywkową. Warto w tym miejscu przypomnieć, jak udanym przedsięwzięciem było zorganizowanie kilkuset różnych eventów w ramach Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Z kolei w 2017 roku we Wrocławiu odbyły się World Games – igrzyska sportów nieolimpijskich. W ciągu kilku ostatnich lat zakończono też duże inwestycje infrastrukturalne, które zdecydowanie poprawiły jakość życia mieszkańców – mówi Michał Wolski, Branch Manager, Antal Wrocław.

Trójmiasto, czyli trzy razy trzy

Trójmiasto przyciąga zawodowo co trzeciego specjalistę lub menedżera. Co więcej, w najnowszym zestawieniu zajęło trzecią pozycję, jako najbardziej atrakcyjne miejsce pracy. Rok wcześniej z nieco wyższym odsetkiem (36%) Gdańsk, Gdynia i Sopot zajmowały drugie miejsce.

– Wysoka pozycja Trójmiasta wychodzi trochę z DNA Pomorza, które od wieków otwarte jest na wymianę i biznes. Trafiają tu osoby świadome swoich umiejętności i chcące rozwijać się właśnie w miejscu pełnym otwartości dla nowych rozwiązań biznesowych. Nie bez powodu co roku mieszkańcy Gdańska i Gdyni deklarują swoje przywiązanie do Pomorza i zadowolenie z miejsca zamieszkania, w czym akurat od lat Trójmiasto jest liderem.  Pracowników przyciąga nie tylko zaplecze biznesowe czy dobrze rozbudowana sieć infrastruktury, ale i bliskość morza, czego inne aglomeracje jak Warszawa czy Wrocław mogą nam tylko pozazdrościć – mówi Miłosz Floriański, Consultant Antal Engineering & Operations, Antal.

Kraków poza podium, ale wciąż wysoko

Relokację zawodową do stolicy Małopolski deklaruje 28% respondentów, badanych przez firmę rekrutacyjną Antal. Taki wynik, podobnie jak rok temu, pozwolił zająć miastu mocną czwartą pozycję.

Kraków w stosunku do takich lokalizacji jak Wrocław czy Trójmiasto na obecną chwilę można już powoli nazywać rynkiem nasyconym pod kątem nowych inwestycji. Nadal jednak jest atrakcyjny dla wielu pracowników, plasując go w ścisłej czołówce listy najbardziej pożądanych miast w Polsce w przypadku relokacji krajowej. Systematyczny rozwój rynku pracy, silna marka miasta kojarzona na całym świecie, jak również tak bardzo ostatnio doceniany, a powszechny w Krakowie, work-life balance przyciąga specjalistów i menedżerów nie tylko z kraju, ale także z zagranicy – mówi Sebastian Wysocki, Branch Manager, Antal Kraków.

Listę TOP5 zamyka Poznań

Wśród pięciu najbardziej pożądanych miejsc zatrudnienia znajduje się też stolica Wielkopolski. Relokacja zawodowa do Poznania jest atrakcyjna dla co czwartego specjalisty i menedżera (26%).

Dominik Pekról z Antal podkreśla, że o dojrzałości lokalnego rynku świadczy najniższy wskaźnik bezrobocia w Polsce, który w 2017 roku oscylował poniżej 2%. – Wynika to wprost z dotychczasowych inwestycji, ale nie powinno martwić potencjalnych pracodawców. Poznaniowi jeszcze daleko do przesytu i niedoboru kandydatów wynikającego z nadmiernego skupienia poszczególnych sektorów. Co więcej, Poznań może zaoferować różnorodność wyzwań i karier w kluczowych sektorach takich jak przemysł, logistyka, IT czy SSC/BPO. Dokładając do tej mieszanki politykę miasta nakierowaną na mieszkańców, z rozlicznymi inwestycjami w infrastrukturę, w najbliższych latach powinniśmy spodziewać się dalszego uwalniania potencjału regionu – mówi Dominik Pekról, Branch Manager, Antal Poznań.

***

  1. edycja badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” została przeprowadzona metodą CAWI w terminie 24.07-16.08 2017 roku. W badaniu wzięło udział 1040 respondentów z całej Polski. Badanie było anonimowe.

Grupa Muszkieterów w TOP 3 na francuskim rynku DIY

4 stycznia 2018 r. Grupa Muszkieterów nabyła francuskie i hiszpańskie placówki sieci Bricorama oraz jej azjatyckie biuro zakupowe. Transakcja została zatwierdzona przez Francuski Urząd ds. Konkurencji. Dzięki przejęciu Muszkieterowie zajmują trzecią pozycję na francuskim rynku DIY.

ITM Equipement de la Maison, jednostka Grupy Muszkieterów ma obecnie w portfelu 506 sklepów działających pod szyldami Bricomarché i Brico Cash. Dzięki transakcji ITM przejęło 170 sklepów sieci Bricorama i stało się 3. operatorem na rynku DIY we Francji. – Połączenie dwóch wiodących sieci wpłynie na decydujące umocnienie wpływu lokalnych przedsiębiorców na rynek DIY – podsumowuje transakcję Didier Duhaupand, prezes Grupy Muszkieterów.

Przejęcie Bricoramy zwiększy różnorodność szyldów ITM Equipement de la Maison, ale również poszerzy wachlarz konceptów sprzedaży, zapewniając sieci obecność na znacznie większym obszarze geograficznym. Sklepy sieci Bricorama znajdują się w strefach miejskich, a sklepy Bricomarché i Brico Cash w strefach wiejskich i podmiejskich. – Wierzymy, że dzięki tej transakcji wykorzystamy efekt skali i przyspieszymy nasz rozwój odpowiadając na wyzwania bardzo konkurencyjnego rynkudodaje Thierry Coulomb, Prezes lTM Equipement de la Maison.

Mocna pozycja Bricomarché w Polsce

Podobnie jak za granicą, również w Polsce, sieć Bricomarché konsekwentnie realizuje strategię i  rozwija się zarówno organicznie, jak i poprzez akwizycje. W ostatnich latach firma przejęła kilkanaście lokalizacji po sieci NOMI. Ponadto w kwietniu 2017 r. Bricomarché nabyła lokalizację po Praktikerze w Galerii Pestka w Poznaniu, a w marcu 2018 r. klienci będą mogli zrobić zakupy w kolejnym sklepie sieci w tym mieście. Tym razem w pobliżu poznańskiej Galerii Panorama, gdzie do niedawna był zlokalizowany market Castorama.

Sieć Bricomarché co roku odnotowuje wzrost liczby klientów i udziałów w rynku. Z danych firmy wynika, że w 2016 roku obroty sieci wzrosły o ponad jedną czwartą, a liczba klientów – o niemal 22 proc. Celem sieci Bricomarché, podobnie jak Grupy we Francji, jest wejście do pierwszej trójki sklepów typu „dom i ogród” w naszym kraju.

Dekodery telewizyjne mogą działać szybciej. Premiera innowacyjnego systemu już w I kwartale 2018 roku

Dekodery telewizyjne mogą działać szybciej. Premiera innowacyjnego systemu już w I kwartale 2018 roku 1

Nowe oprogramowanie dla dekoderów TV oraz telewizorów Smart ma w rewolucyjny sposób poprawić komfort korzystania z telewizji kablowej, satelitarnej oraz IPTV. Przełączanie kanału HD ma zająć 0,2 sekundy, zamiast 2-3 sekund w obecnych dekoderach. Rynek telewizji kablowej, internetowej i satelitarnej w Polsce to około 11 mln abonentów i 6 mld złotych przychodu rocznie. Premiera systemu ecVision zapowiadana jest na koniec I kwartału 2018 roku.

Według raportu PMR, najpopularniejsze wśród polskich abonentów są cyfrowe platformy satelitarne i najprawdopodobniej to one nadal będą stanowić największy segment  rynku płatnej telewizji w Polsce. Jedną z niedogodności, na jakie skarżą się użytkownicy jest powolne przełączanie między kanałami. Między innymi ten problem ma rozwiązać ecVision IPTV.

– To system telewizji kablowej, internetowej, satelitarnej, który znacząco przyspiesza np. przełączanie kanałów. W naszym systemie przełączenie kanału HD trwa jedynie 0,2 sekundy, kiedy najlepsza zachodnia konkurencja osiąga to w 2-3 sekundy. ecVision IPTV jest oprogramowaniem, instaluje się je na dekoderach bądź tzw. smartTV. Znacząco przyspiesza i ułatwia obsługę kanałów telewizyjnych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jan Poloczek z firmy ecVision.

System oferuje cały zestaw funkcjonalności. Od VOD, przez telewizję linearną, timeshifting z możliwością przewijania do dwóch tygodni materiałów wideo, aż po własny odtwarzacz YouTube. Oprogramowanie będzie sprzedawane operatorom telewizji kablowej, internetowej i satelitarnej. Aktualnie jest jest on testowany za granicą i ma już tam swoich potencjalnych klientów. Rynkowej premiery możemy się spodziewać już w pierwszym kwartale 2018 roku. System ma jednak być rozwijany.

– W przyszłości planujemy wprowadzenie dodatkowych modułów do telewizji kablowej, takich jak np. smart home, czy smart building, które umożliwią z tego samego dekodera telewizyjnego sterowanie np. klimatyzacją, oświetleniem, różnego typu urządzeniami w mieszkaniu – zapowiada Jan Poloczek.

Według danych szacunkowych zawartych w raporcie PMR „Rynek płatnej telewizji w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”, aż 75 proc. gospodarstw domowych w Polsce posiada usługi płatnej telewizji.

EBC wkracza do gry

EBC tradycyjnymi kanałami (bezpośrednio oraz poprzez anonimowe źródła) stara się przekonać rynek, że zapędził się w oczekiwaniach na jastrzębi zwrot banku centralnego. Ale rynek chce trzymać się swego, co generuje huśtawkę na FX. EUR pozostaje mocne, choć kolejne komentarze członków EBC nie są do wykluczenia. Dziś też mocno zdyskontowana decyzja Banku Kanady.

Trzykrotny ruch w tą i z powrotem w zakresie 120 pipsów na EUR/USD – to mówi praktycznie wszystko o tym, jak rynek skołowaciał pod salwą komentarzy z EBC. Okres łatwego pompowania wzrostów euro właśnie się zakończył i wracamy do taktycznego badania pola. Z jednej strony rynek pozostaje przekonany do swoich racji i uważa, że EBC zakończy QE we wrześniu, a potem dość szybko przejdzie pod podwyżki stóp procentowych. Jednak sam bank centralny nie chce, by EUR szybko odwzorowywało te oczekiwania (które mogą zostać spełnione), gdyż zbytnia aprecjacja będzie oddalać ten scenariusz, jeśli zaszkodzić terenom inflacyjnym. EBC różnymi kanałami potwierdził wczoraj, że na przyszłotygodniowym posiedzeniu nie ma mowy o jakiejkolwiek zmianie przekazu. Ba, biorąc pod uwagę gołębie zapędy prezesa Draghiego, nie zdziwiłbym się, jeśli w komunikacie wszelki optymizm na temat sytuacji gospodarczej został przykryty obawami o siłę euro, byle tylko ugasić rajd waluty. Średnioterminowy kapitał portfelowy dalszym ciągu preferuje wzrosty EUR, ale teraz może czyhać na cofnięcie w rejon 1,2100/50. Spekulanci maja krótszy horyzont inwestycyjny i po nieudanej próbie wyrwania kursu w nocy ponad 1,23, teraz mogą być skorzy do odwrócenia pozycji. Kolejne ostrożne komentarze członków EBC oraz nowe „przecieki” (tajemnicą poliszynela jest, że bank kontroluje, co i kiedy wycieka) nie są wykluczone, zatem bądźmy gotowi na podtrzymanie huśtawki.

Wydarzeniem dnia jest decyzja Banku Kanady. Konsensus zakłada podwyżkę o 25 pb, jednak naszym zdaniem jeszcze nie czas na ruch ze strony banku. BoC w swoim nastawieniu podkreśla uzależnienie polityki od napływających danych i choć kondycja gospodarki daje zielone światło, tak niepewność o przyszłość porozumienia NAFTA nakazywałaby ostrożność. Problematyczną kwestią są jednak wysokie oczekiwania rynkowe, gdyż rynek stopy procentowej zdyskontował prawie 23 pb podwyżki. BoC może nie chcieć ryzykować szoku rynkowego i przystanie na rynkowe oczekiwania. Jeśli tak, to należy spodziewać się podtrzymania w komunikacie języka o ostrożnym podejściu w kwestii przyszłych decyzji z nakreśleniem ryzyk licznych ryzyk (NAFTA, ropa naftowa, przegrzany rynek nieruchomości). Wysokie oczekiwania rynkowe oznaczają, że także CAD niemal w całości zdyskontował szanse na podwyżkę, więc nie ma obecnie dużej wartości w nowych pozycjach kupna. Ryzyka przeważają po negatywnej stronie w przypadku braku podwyżki lub nie-jastrzębiego wydźwięku komunikatu. Potencjalne osłabienie CAD pod presją realizacji zysków (sprzedaż faktów) może jednak stanowić okazję dla zajęcia średnioterminowej pozycji, biorąc pod uwagę, że CAD prezentuje jedne z lepszych warunków fundamentalnych w gronie walut G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.