Złoty w odwrocie mimo dobrych danych

Czasem tak się dzieje na rynku, że pomimo dobrych danych z kraju pewne procesy zewnętrzne i tak okazują się silniejsze. Tak właśnie dzisiaj wydarzyło się w Polsce, kiedy pomimo dobrych danych złoty tracił.

Wynagrodzenia i zatrudnienie w Polsce

Dzisiaj Główny Urząd Statystyczny podał dane na temat przeciętnego wynagrodzenia oraz zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. W firmach powyżej 9 pracowników średnia płaca osiągnęła 5929 zł i był to drugi najlepszy wynik w historii po grudniu 2020 roku. Biorąc pod uwagę, że płace rosną o 8% w skali roku, to już wkrótce zobaczymy, jak średnia płaca przekracza barierę 6000 zł. Zatrudnienie w ciągu roku spadło o 1,3%, ale biorąc pod uwagę, że obejmuje to okres od marca 2020 do marca 2021, nie można się temu dziwić.

Produkcja przyspiesza

Równolegle z danymi z rynku pracy opublikowano dzisiaj dane na temat produkcji przemysłowej. Ta w marcu wzrosła o imponujące 18,9%. To nie tylko bardzo dobry rezultat, ale również wynik o 5,8% powyżej oczekiwań analityków. Biorąc pod uwagę przyzwoite dane z rynku pracy oraz rosnącą produkcję przemysłową można się było spodziewać dzisiaj umacniania się złotego. Ruch ten jednak zderzył się w czasie z umacnianiem się dolara. Uciekający kapitał przełożył się jednak na osłabienie złotego i finalnie złoty zamiast zyskiwać nawet delikatnie stracił na wartości.

Rosną zapasy ropy w USA

Wczorajsze dane z USA zaprzeczyły pewnemu twierdzeniu, które od pewnego czasu przemawiało za wzrostami cen czarnego złota. Niedobór surowca na rynku miał być powodem wzrostów cen. Okazało się jednak, że wczorajsze zapasy ropy zamiast spadać wzrosły. W rezultacie inwestorzy zaczęli sprzedawać, a surowiec spadł z najwyższych poziomów od połowy marca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – USA – wnioski o kredyt hipoteczny,
16:00 – Kanada – posiedzenie BOC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Barbara Garlacz: Czy roszczenia banków o zwrot kapitału z kredytów frankowych się przedawniły?

29 kwietnia 2021 TSUE odpowie m.in. na pytanie nr 4 Sądu Okręgowego w Gdańsku od którego momentu umowa zawierająca postanowienia nieuczciwe jest nieważna, tj.:

  • czy od daty jej zawarcia
  • czy od chwili powołania się na tę nieważność przez konsumenta
  • czy od daty wyroku stwierdzającego nieważność umowy.

Od odpowiedzi na to pytanie zależy, czy roszczenia banków na gruncie art. 120 k.c. o zwrot kapitału się przedawniły. TSUE odpowiadając na pytanie nr 4 Sądu Okręgowego w Gdańsku może przyjąć, że umowa jest nieważna od początku jej zawarcia, a konsument nie musi się powoływać na tę nieważność lecz może się jej zrzec.

Jeśli TSUE potwierdzi, że umowa jest nieważna od daty jej zawarcia, a konsument może zrzec się tej sankcji nieważności, zaś Sąd Najwyższy oprze się na dotychczasowym swoim orzecznictwie na gruncie art. 120 k.c. regulującym kwestie przedawnienia się roszczeń – to konsekwentnie powinien przyjąć, że już od chwili udostępnienia kapitału bank mógł wezwać kredytobiorcę do zwrotu kapitału, a więc od tego momentu roszczenia banków zaczęły się przedawniać” – wskazuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentuje kredytobiorców przed TSUE w sprawie C-19/20.

Odpowiedź TSUE:

  • może zmienić dotychczasowe orzecznictwo Sądu Najwyższego, wedle którego roszczenia banków przedawniają się od momentu powołania się przez konsumenta na nieważność umowy;
  • będzie miała bezpośredni wpływ na rozstrzygnięcia, które zostaną przyjęte w uchwałach frankowych Sądu Najwyższego zaplanowanych na 7 oraz 11 maja 2021 roku w kwestii przedawnienia się roszczeń banków;
  • ukształtuje ostateczne orzecznictwo sądów polskich co do tego, czy roszczenia banków o zwrot kapitału są przedawnione;

W wyroku z 11 grudnia 2019 roku VCSK 382/18 (sędzią – sprawozdawcą był SSN Roman Trzaskowski) Sąd Najwyższy wskazał, że „jeżeli niedozwolone postanowienie ma być uznane za nigdy „nieistniejące”, a bez niego umowa nie może być utrzymana w mocy, również umowę należy uznać za nigdy „nieistniejącą” (tzn. nieważną czy bezskuteczną ab initio albo ex tunc).” Ponadto także w tym wyroku jak i w uchwale z dnia 16 lutego 2021 roku III CZP 11/20 (tu sędzią sprawozdawcą był również SSN Roman Trzaskowski, a dodatkowo w składzie byli tzw. starzy sędziowie Sądu Najwyższego, tj. SSN Dariusz Zawistowski – przewodniczący, SSN Anna Owczarek) Sąd Najwyższy uznał, że z uwagi na „zastrzeżoną dla kredytobiorcy-konsumenta możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuli albo powołania się na całkowitą nieważność umowytermin przedawnienia się roszczeń może rozpocząć bieg dopiero po podjęciu przez konsumenta wiążącej (świadomej, wyraźnej i swobodnej) decyzji w tym względzie. Zdaniem Sądu Najwyższego dopiero po powołaniu się na nieważność umowy brak podstawy prawnej spełnianych świadczeń staje się definitywny. Spełnione świadczenia mają charakter zbliżony do świadczeń nienależnych uiszczanych do czasu odpadnięcia podstawy prawnej tych świadczeń (konstrukcja zbliżona do condictio causa finita). Tym samym Sąd Najwyższy uznał, że frankowicze nie mogą zakładać, że roszczenie banku uległo przedawnieniu w terminie 3 lat od udostępnienia kapitału.Stanowisko Sądu Najwyższego wynika z błędnego założenia, że sankcja ‘braku dalszego obowiązywania umowy’ na gruncie art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 – czyli nieważności umowy z powodu zamieszczenia w niej abuzywnych zapisów – działa nie od daty zawarcia umowy, tj. ab initio – ale ma moc wsteczną ex tunc od daty zawarcia umowy i uaktualnia się dopiero od pewnego momentu czasowego, czyli od chwili powołania się na nią przez konsumenta. Zdaniem Sądu Najwyższego konsument powołując się na nieważność miałby nadawać umowie sankcję nieważności z mocą wsteczną (ex tunc) od daty jej zawarcia. Tymczasem, z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 wynika, że sankcja nieważności umowy działa od daty jej zawarcia ab initio, a konsument może się jej jedynie zrzec rezygnując z systemu ochrony na gruncie dyrektywy 93/13, a nie ma obowiązku powoływać się na nią.”– wyjaśnia mec. Barbara Garlacz.

Dotychczasowa interpretacja Sądu Najwyższego skutkuje tym, że tym punktem czasowym, od którego powstaje nieważność umowy z mocą wsteczną ex tunc sięgającą daty jej zawarcia, jest powołanie się przez konsumenta na tę nieważność. Oznacza to na gruncie art. 120 k.c., że jest to także moment, od którego przedawniają się roszczenia banku.

Nadawanie sankcji nieważności z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 mocy wstecznej ex tunc jest sprzeczne z brzmieniem tego przepisu. Art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 stanowi, że na mocy prawa krajowego nieuczciwe warunki w umowach przedsiębiorców z konsumentami nie będą wiążące dla konsumenta, a umowa w pozostałej części będzie nadal obowiązywała strony, jeżeli jest to możliwe po wyłączeniu z niej nieuczciwych warunków. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TSUE postanowienia nieuczciwe nie wiążą już od daty zawarcia umowy. Data zawarcia umowy jest to więc moment, w którym następuje wyłączenie z umowy warunków nieuczciwych. Jeśli umowa bez tych warunków nie może obowiązywać – to jest ona nieważna również od tego momentu. W takim przypadku sankcja nieważności z umowy z powodu zamieszczenia w niej postanowień nieuczciwych działa ab initio – czyli od początku. Jeśli umowa jest nieważna od początku, to spełnione świadczenia mają charakter sine causa, a na podstawie art. 120 k.c. roszczenia banków przedawniły się z upływem 3 lat od udostępnienia kapitału. Ponadto, Sąd Najwyższy błędnie wywodzi, że konsument musi się powołać na całkowitą nieważność umowy – podczas gdy z orzeczeń TSUE wynika, że konsument może zrzec się powoływania się na system ochrony pod dyrektywą 93/13, w tym także na nieważność umowy– wskazuje mec. Barbara Garlacz.

W wyroku z 11 grudnia 2019 roku VCSK 382/18 oraz w uchwale z dnia 16 lutego 2021 roku III CZP 11/20 Sąd Najwyższy rozróżnił dyspozycje konsumenta co do postanowień nieuczciwych i samej nieważności umowy. Sąd Najwyższy wskazał, że konsument ma „możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuligodząc się na nią, albo możliwośćpowołania się na całkowitą nieważność umowy”.

Powyższe rozróżnienie nie ma podstaw ani w treści art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 ani w treści orzeczeń TSUE. Sąd Najwyższy odwraca działanie sankcji nieważności – tj. wskazuje, że konsument musi się na nią powołać, tworząc dopiero w ten sposób stan nieważności umowy z mocą wsteczną (ex tunc) a nie, że konsument może z tego stanu nieważności umowy obiektywnie istniejącej od początku umowy (ab initio) zrezygnować będąc świadomym skutków pozostania w nieważnej umowie i wyrażając na to wyraźną i wolną wolę. Wyroki TSUE, na które powołał się Sąd Najwyższy w komentowanych orzeczeniach nie wskazują na takie rozróżnienie, jakiego dokonał Sąd Najwyższy (możliwość sanowania postanowienia nieuczciwego albo powołania się na całkowitą nieważność umowy) lecz wskazują na możliwość rezygnacji przez konsumenta z systemu ochrony przewidzianego dyrektywą 93/13, który raz może oznaczać rezygnację z powoływania się na poszczególne postanowienia umowne a raz, gdy umowa bez nieuczciwych postanowień nie może się ostać, rezygnację z powoływania się na całą nieważną od początku umowę. Z pkt 55 i 56 wyroku w sprawie Dziubak wynika wprost, że konsument może następczo zrezygnować z nieważności umowy, a nie powołać się na nieważność” – wyjaśnia mec. Barbara Garlacz.

Fiskus bierze na widelec firmy kryptowalutowe. Czy będą uciekać za granicę?

W lutym 2021 r. cena jednego bitcoina przekroczyła wartość 50 000 dolarów, a łączna kapitalizacja całego rynku walut wirtualnych – wartość ponad 1 biliona dolarów. Podczas gdy w tym gigantycznym i rosnącym w błyskawicznym tempie rynku technologii blockchain wiele państw widzi swoją szansę na ekonomiczny i gospodarczy rozwój, w Polsce decydenci zastanawiają się, jak zakuć go w kajdany i przejąć nad nim możliwie jak największą kontrolę. Czy takie działania zamiast promować, wygonią z kraju największą innowację XXI wieku?

Rada Ministrów zatwierdziła 12 stycznia 2021 r. Projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu oraz niektórych innych ustaw (nr projektu UC24) autorstwa ministra finansów. Nowelizacja m.in. dodaje do listy instytucji obowiązanych, w rozumieniu tej ustawy, przedsiębiorców z branży obrotu dziełami sztuki, przedmiotami kolekcjonerskimi oraz antykami, w zakresie w jakim dokonywać oni będą transakcji o wartości co najmniej 10 000 euro, bez względu na to, czy będzie to pojedyncza operacja, czy kilka połączonych ze sobą transakcji. Doprecyzowuje także definicję beneficjenta rzeczywistego, wprowadza mechanizmy weryfikacji danych zawartych w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych, czy poszerza zakres informacji, jakie może gromadzić Generalny Inspektor Informacji Finansowej.

Działalność reglamentowana, kto będzie mógł obracać wirtualną walutą?

Ale nowelizacja dodaje do ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy nowy rozdział zatytułowany „Działalność na rzecz spółek lub trustów oraz działalność w zakresie walut wirtualnych”, stanowiąc, że działalność ta może być wykonywana wyłącznie po uzyskaniu wpisu odpowiednio: do rejestru działalności na rzecz spółek lub trustów oraz do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych. Zgodnie z projektem zmian, ww. działalność, w jednym i drugim przypadku, będzie mogła być wykonywana przez:

1)         osobę fizyczną, która nie została prawomocnie skazana za umyślne przestępstwo przeciwko działalności instytucji państwowych oraz samorządu terytorialnego, przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, przeciwko wiarygodności dokumentów, przeciwko mieniu, przeciwko obrotowi gospodarczemu i interesom majątkowym w obrocie cywilnoprawnym, przeciwko obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi, przestępstwo, o którym mowa w art. 165a Kodeksu karnego, przestępstwo popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej lub umyślne przestępstwo skarbowe;

2)         osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, w której wspólnicy, którym powierzono prowadzenie spraw spółki lub uprawnieni do reprezentacji spółki lub członkowie organów zarządzających, nie zostali prawomocnie skazani za przestępstwo, o którym mowa w pkt 1.

Ustawa wprowadza obowiązek rejestrowania „podmiotów świadczących usługi wymiany walut pomiędzy walutami wirtualnymi a fiducjarnymi” i „dostawców kont waluty wirtualnej”.

100 000 zł kary za złamanie obowiązku rejestracji

Organem właściwym w sprawach rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych będzie minister do spraw finansów publicznych. Ale minister ten będzie mógł wyznaczyć organ Krajowej Administracji Skarbowej do wykonywania zadań w zakresie prowadzenia tego rejestru.

Do zadań takiego organu w sprawach rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych należeć będzie:

1)         prowadzenie rejestru oraz określanie organizacyjnych warunków i technicznych sposobów jego prowadzenia;

2)         przetwarzanie informacji o podmiotach wpisanych do rejestru;

3)         rozpatrywanie wniosków o wpis do rejestru, dokonywanie aktualizacji tych wpisów oraz wykreślanie podmiotów z rejestru;

4)         nakładanie kar pieniężnych, o których mowa w art. 153b, na podmioty prowadzące działalność w zakresie walut wirtualnych, które nie dopełniły obowiązku uzyskania wpisu do tego rejestru.

Podmiot prowadzący działalność w zakresie walut wirtualnych, który wykonuje tę działalność bez uzyskania wpisu do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych, podlegać będzie karze pieniężnej do 100 000 zł.

Trzeba ujawnić szczegółowe informacje na temat prowadzonej działalności

Zgodnie z projektowanym art. 129t ustawy, rejestr działalności w zakresie walut wirtualnych zawierać będzie:

1)         numer i datę wpisu do rejestru;

2)         imię, nazwisko albo nazwę (firmę);

3)         numer w rejestrze przedsiębiorców w Krajowym Rejestrze Sądowym, o ile został nadany, oraz numer identyfikacji podatkowej (NIP);

4)         wskazanie świadczonych usług, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 12;

5)         informacje o zawieszeniu działalności;

6)         informacje o zakończeniu działalności w zakresie walut wirtualnych.

A wskazanymi w art. 2 ust. 1 pkt 12 Ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (Dz.U. 2018 poz. 723, ze zm.) usługami są usługi świadczone przez, będące instytucjami obowiązanymi w rozumieniu tej ustawy, podmioty prowadzące działalność gospodarczą w zakresie:

  1. a) wymiany pomiędzy walutami wirtualnymi i środkami płatniczymi,
  2. b) wymiany pomiędzy walutami wirtualnymi,
  3. c) pośrednictwa w wymianie, o której mowa w lit. a lub b,
  4. d) prowadzenia rachunków, o których mowa w ust. 2 pkt 17 lit. e.

Jeśli nowelizacja wejdzie w życie, instytucje obowiązane będą zmuszone stosować środki bezpieczeństwa finansowego nawet w przypadku przeprowadzania transakcji okazjonalnej z wykorzystaniem waluty wirtualnej, jeśli jej wartość będzie równa lub przekraczać 1 000 euro.

Czy firmy zostaną w Polsce, czy przeniosą biznes za granicę?

Nie tylko bitcoin, również waluta wirtualna o nazwie ethereum zanotowała na początku lutego 2021 roku rekordowe zwyżki swojej wartości, wznosząc się ponad poziom 1500 dolarów. Łączna kapitalizacja całego rynku walut wirtualnych to już wartość ponad 1 biliona dolarów. Wiele państw i jurysdykcji wita kryptowalutowe firmy z otwartymi ramionami, oferując przyjazne środowisko do prowadzenia blockchainowego biznesu. Chyba najlepszym tego przykładem jest Malta. W listopadzie 2018 r. odbyła się konferencja pod nazwą Malta Blockchain Summit, po której Maltę okrzyknięto „Wyspą technologii blockchain”. To dzięki właśnie korzystnym dla przedsiębiorców z branży obrotu kryptowalutami regulacji.

Czy polskie dążenia do uczynienia z handlu bitcoinem działalności rejestrowanej są zagrożeniem dla przedsiębiorców z kryptowalutowej branży? Nie można tego przesądzać. Jednak akurat w przypadku polskiego fiskusa, jego skłonności do agresywnego uszczelniania systemu podatkowego, nadprodukcji prawa, i nieustannie pojawiających się nowych podatków i opłat, sprawiają, że każde działanie regulacyjne na wolnym rynku wzbudza w przedsiębiorcach obawy. A dostępnych w obrocie gospodarczo-prawnym opcji „ucieczki” przed obawami jest kilka, od przenosin działalności do spółki zagranicznej, po całkowitą zmianę rezydencji podatkowej.

Swoje obawy co do projektowanej ustawy wyraził m.in. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych: „Dodawany do art. 39 ust. 1a zakłada, że podmioty, o których mowa w art. 58 (podmioty obowiązane do zgłaszania informacji o beneficjentach rzeczywistych i ich aktualizacji), na żądanie instytucji obowiązanej stosującej wobec nich środki bezpieczeństwa finansowego udostępniają informacje lub dokumenty pozwalające na identyfikację tożsamości ich beneficjentów rzeczywistych. W ocenie Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych przepis ten jest zbyt ogólny. Nie precyzuje bowiem, jakie informacje i dokumenty miałyby być udostępniane podmiotom obowiązanym” (opinia do projektu ustawy z 20 marca 2020 r.DOL.401.111.2020.WL.AG).

W 2018 roku z Polski na Maltę uciekła już duża giełda walut wirtualnych BitBay. Co znamienne, gdy w kolejnym roku przeniosła swój biznes do Estonii, prezes spółki zarządzającej tą giełdą zapowiadał, że nie wyklucza powrotu… na Maltę. W żadnym słowie nie padła jednak jakakolwiek deklaracja, aby firma rozważała powrót do Polski.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak – Od ponad 13 lat zarządza polskimi i międzynarodowymi spółkami z branży consultingu (doradztwo prawne, podatkowe, księgowość oraz inwestycje w nieruchomości). Laureatka wielu nagród i wyróżnień, m.in.: Top Polish Brands 2020, Menedżerowie roku 2017 i 2013, 100 Kobiet Biznesu 2014, Perły Polskiego Biznesu 2014 i 2012.

To nie jest jeszcze szczyt III fali pandemii?

Wczorajsza korekta na indeksach giełdowych przyczyniła się również do lekkiego umocnienia dolara. Kurs EUR/USD cały czas jednak znajduje się powyżej 1,20 i w średnim terminie notowania znajdują się na regularnej ścieżce wzrostowej. Kwietniowe osłabienie USD jest jednak nieco zaskakujące. Najnowsze dane ze Stanów Zjednoczonych potwierdziły bowiem optymistyczne oczekiwania rynku dotyczące gospodarki oraz inflacji.

Niedawne dobre dane dotyczące zatrudnienia i sprzedaży detalicznej w USA przekroczyły oczekiwania rynkowe. Wzrost wskaźników nastrojów sugeruje, że ożywienie nadal przyspiesza. Rentowności obligacji rządowych Stanów Zjednoczonych oraz siła dolara zostały jednak w ostatnim czasie skorygowane. Być może na rynku pojawiły się wątpliwości co do możliwości podjęcia przez Rezerwę Federalną kroków w kierunku mniej ekspansywnej polityki pieniężnej w dającej się przewidzieć przyszłości. Z kolei ostatnia korekta na dolarze i na rentownościach jest normalną reakcją na niedawne przegrzanie handlu reflacyjnego. Być może ostatnie komplikacje w globalnym procesie szczepień wywołały większy popyt na obligacje (co wynika z obaw o kryzys). To spowodowało wzrost ich cen i spadek rentowności.

Jeśli chodzi o sytuację pandemiczną, w Niemczech liczba pacjentów podlegająca intensywnej terapii nadal rośnie. Aktualnie wynosi 4966 osób. Z kolei zachorowalność 7-dniowa na 100 tys. mieszkańców nadal utrzymuje się na wysokim poziomie 160, choć wczoraj ta liczba nieznacznie się obniżyła. Z kolei w Indiach wirus zwiększa swoją dynamikę rozprzestrzeniania się. Odnotowano tam 17 nowych infekcji na 100 tys. osób, co jest wynikiem o 25 proc. większym niż tydzień temu. W USA liczba nowych przypadków COVID-19 nieznacznie spadła w ciągu ostatnich pięciu dni. Wirus działa inaczej w poszczególnych stanach. Koncentruje się głównie w pięciu regionach. Floryda i Pensylwania odnotowują rosnącą liczbę zakażeń. Wszystko wskazuje na to, że szczyt III fali pandemii jeszcze nie został osiągnięty.

Przechodząc do wydarzeń makroekonomicznych, dziś poznamy decyzję Baku Kanady dotyczącą stóp procentowych oraz tempa skupu aktywów. W Kanadzie liczba zachorowań na COVID-19 wzrosła ostatnio, czego konsekwencją było przywrócenie restrykcji dla biznesu. To podnosi ryzyko, że dzisiejszy przekaz może być bardziej gołębi niż oczkuje tego rynek. Miesiąc temu wiceprezes BoC, pan Gravelle dał do zrozumienia rynkom, że trwają dyskusje nad dostosowaniem programu skupu obligacji skarbowych do polepszającej się sytuacji gospodarczej w kraju. Co prawda BoC nie planuje zmieniać terminu podwyżki stóp procentowych, jednak z całą pewnością ograniczenie QE jest coraz bliżej. Patrząc jednak na statystyki dotyczące pandemii, ostateczna decyzja banku może zaskoczyć rynek. Za ograniczeniem QE przemawia również spodziewana aktualizacja prognoz gospodarczych, która powinna przynieść rewizję w górę prognoz wzrostu. Z całą pewnością możemy oczekiwać większej zmienności na USD/CAD. Z technicznego punktu widzenia należy zwrócić uwagę na budowanie się formacji oRGR (odwróconej głowy z ramionami), która daje większe prawdopodobieństwo wzrostów tego instrumentu w średnim terminie.

Jeśli chodzi o surowce, bardzo dobrze ostatnio w ostatnim czasie zachowuje się złoto, które dziś ponownie podeszło pod 1790 USD/oz. Wczoraj jeden z czołowych funduszy ETF – SPDR Gold Trust – odnotował napływ 2 ton kruszcu. To pozytywny sygnał zmiany sentymentu na surowcu. Przypomnijmy, że złoto od sierpnia 2020 roku znajduje się w korekcie spadkowej. W ostatnim czasie nastąpiło przełamanie ważnego technicznego poziomu (1755 USD/oz), które potęguje większe prawdopodobieństwo wzrostowego scenariusza w najbliższym czasie.

W przypadku polskiej gospodarki poznaliśmy dziś dane dotyczące produkcji przemysłowej (18,9 proc. zmiana r/r), cen produkcji sprzedanej przemysłu (3,9 proc. r/r) oraz dane na temat przeciętnego zatrudnienia i wynagrodzenia. Widać, że lockdown omija przemysł a wpływa negatywnie na sektor usługowy. EUR/PLN jest jednak stabilny. Para walutowa notowana jest w okolicach 4,55. Kurs znajduje się w krótkim terminie w wąskiej konsolidacji między 4,5380 a 4,5660. W szerszym horyzoncie czasowym cały czas znajdujemy się powyżej linii poprowadzonej po dołkach liczonych od grudnia 2020 roku. Cały czas czynnikiem ryzyka dla PLN jest wyrok TSUE i SN dotyczący kredytów hipotecznych udzielanych przez banki we frankach szwajcarskich.

Łukasz Zembik, kierownik departamentu analiz w TMS

Mieszkania na wynajem wyzwaniem dla deweloperów

Ponad 22 000 lokali – to skala planów inwestycyjnych na rynku mieszkań na wynajem w Polsce. Dziś wielkość tego segmentu to przeszło 4 500 mieszkań*, co ilustruje jego duży potencjał do dalszego rozwoju. Przygotowanie gotowych do zamieszkania, uniwersalnych, przyjemnych, ale i odpornych na długotrwałe użytkowanie przestrzeni, dostosowanych do różnych odbiorców wymaga świetnego planowania, przemyślanego doboru materiałów i sprawdzonych podwykonawców. Na dopiero rozwijającym się rynku warto poszukać kompleksowej wiedzy i doświadczenia w tym zakresie.

W czasach zwiększonej niepewności inwestorzy zainteresowani rynkiem nieruchomości coraz chętniej zwracają się w stronę sektora, który jak do tej pory w niewielkim stopniu odczuł skutki pandemii. Jak wynika z danych JLL, inwestycje w prywatne akademiki i mieszkania na wynajem (zaliczane do tzw. segmentu living) w Polsce wyniosły w ubiegłym roku 260 mln euro.

Skąd ten wzrost zainteresowania inwestorów?

Na rozwój instytucjonalnego rynku najmu mieszkań w Polsce ma wpływ kilka procesów, które chociaż były widoczne już od dłuższego czasu, ulegają przyśpieszeniu w związku z pandemią COVID-19.

Pierwszy z nich to dostępność globalnego kapitału inwestycyjnego, w coraz większym stopniu alokowanego w bezpieczne inwestycje na rynkach mieszkaniowych. W całym regionie EMEA wartość transakcji na rynku mieszkań na wynajem wyniosła w ubiegłym roku ponad 49 mld euro i wzrosła w stosunku do 2019 r. o 9%. Jednym z powodów dużej atrakcyjności inwestycji w tym sektorze w Polsce jest wyraźnie wyższa niż w Europie stopa zwrotu, która w Warszawie kształtuje się pomiędzy 5,0 a 5,4%, podczas gdy w większości stolic europejskich wynosi między 2,5 a 3,5%. – Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego JLL

Z drugiej strony w Polsce obserwujemy ten sam trend zmiany podejścia do własności mieszkania, który wcześniej pojawił się w Europie Zachodniej. Jeszcze do niedawna mieszkańcom polskich miast zależało przede wszystkim na zakupie własnego M. Dziś młodsze pokolenia chcą być bardziej niezależne, mobilne, elastycznie reagować na zmiany. Do tego dochodzi kwestia dostępności zakupu – dla niektórych barierą jest np. zgromadzenie kapitału własnego potrzebnego przy zaciąganiu kredytu hipotecznego. Inni w ogóle nie biorą pod uwagę takiego wieloletniego zobowiązania. Jednocześnie zmiany demograficzne i społeczne pokazują, że dziś rzadziej niż kiedyś spotykany jest u nas model wielopokoleniowego domu. Młodzi ludzie chcą własnej przestrzeni i swobody.

Widzimy konsekwentnie rosnące zainteresowanie wynajmem mieszkań, zwłaszcza tych należących do funduszy inwestycyjnych. Jednocześnie działający zasób instytucjonalny stanowi mniej niż 4% rynku najmu. Są to wyłącznie nowe budynki, atrakcyjnie wykończone, wyposażone i umeblowane, w dogodnych lokalizacjach miast. Dominują w nich najbardziej poszukiwane typy lokali: studia i małe mieszkania dwupokojowe. Nic dziwnego, że przyciągają uwagę najemców i są alternatywą dla wielu Polaków, zwłaszcza tych na początku swojej drogi zawodowej lub samodzielnego życia w dużym mieście. Popularność i wysokie obłożenie w już działających projektach tego typu w Polsce – nawet w okresie zawirowań związanych z lockdownem – pokazują, że popyt na produkty z tego segmentu jest duży i stabilny. – Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego JLL

Chociaż w Polsce liczba projektów pod wynajem długoterminowy rośnie z roku na rok, dla deweloperów jest to wciąż raczkujący segment rynku, który zasadniczo różni się od standardowych inwestycji realizowanych z myślą o klientach indywidualnych. Więcej jest, niż w przypadku tradycyjnej mieszkaniówki, procesów do zaplanowania, większa jest liczba podwykonawców, inna specyfika produktu końcowego – to wymaga wypracowania innych metod zarządzania projektem.

Czego oczekuje polski rynek mieszkaniowy?

Chociaż dotychczasowe inwestycje w instytucjonalny rynek najmu różnią się od siebie lokalizacją, architekturą oraz jakością wykończenia, to możemy mówić o pewnych standardach. Poza segmentem premium, mamy do czynienia przede wszystkim z projektami ze średniej półki. W obu przypadkach często mieszkaniom na wynajem towarzyszą dodatkowe udogodnienia dla lokatorów, jak np. siłownia w budynku czy rozwiązania typu SMART.

Segment mieszkań na wynajem można porównać do hospitality, jeżeli chodzi o potrzebę standaryzacji, oczekiwanego poziomu jakości i trwałości zastosowanych rozwiązań. Jednak w przypadku mieszkań, które mają posłużyć lokatorom w dłuższym okresie, mniej jest miejsca na mocny, intrygujący design, a więcej na stonowane, ale estetyczne rozwiązania. Projektujemy i tworzymy przestrzenie uniwersalne, które indywidualnego charakteru mogą nabrać przez zastosowanie dodatków i pamiątek wniesionych do nich przez mieszkańców. – Hanna Ruszkowska-Świąder, Senior Architect w Tétris

Mieszkania na wynajem charakteryzują się funkcjonalnością oraz prostym i nowoczesnym designem, który trafi w gusta jak najszerszego grona odbiorców.
W niektórych inwestycjach projektujemy na przykład mieszkania w dwóch stylach: bardziej nowoczesnym, prostym albo klasycznym. To daje najemcom możliwość większego, zgodnego z indywidualnymi preferencjami wyboru, a inwestorom pozwala na poszerzenie grupy potencjalnych odbiorców. – Hanna Ruszkowska-Świąder, Senior Architect w Tétris

Wraz z rozwojem tego segmentu i ewolucją potrzeb mieszkańców polskich miast, prawdopodobne jest, że coraz częściej będą pojawiać się także budżetowe projekty typu living, co zwiększy gamę dostępnych i przystępnych propozycji.

Im wcześniej, tym lepiej

Patrząc z perspektywy inwestora, najważniejszymi elementami projektu są: optymalne metraże, wytrzymałość materiałów i wyposażenia oraz możliwość ograniczenia kosztów. Ważne, aby patrzeć długoterminowo – zadbać o jakość wykończenia, dzięki której po kilku latach nie będzie trzeba inwestować w poważne remonty lokali.

Żeby sprostać oczekiwaniom i inwestorów, i klientów końcowych, projektowanie oraz planowanie fit-outu obiektu na wynajem powinno się zacząć jak najwcześniej – na etapie prac nad shell & core budynku.

Aby mieszkania były jak najbardziej funkcjonalne i wymagały jak najmniejszych nakładów przy osiągnięciu dobrego standardu, zespół projektowy np. stanowiący część firmy wykonawczej może włączyć się do działania już w momencie projektowania budynku. Dzięki temu lokale są od razu dobrze przemyślane pod kątem ostatecznego ich wyglądu i funkcjonalności, co pozwala uniknąć czasochłonnych i kosztownych przeróbek na etapie procesu wykańczania. To przy liczbie np. 50 mieszkań w inwestycji daje spore oszczędności. – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Od początku trwania projektu warto zatem włączyć do prac zespół składający się z Project Managera, kosztorysanta i projektanta, który zapewni dobre przygotowanie pod ostateczne dostarczenie mieszkań gotowych na wynajem. Po zakończeniu działań generalnego wykonawcy, firma zajmująca się pracami wnętrzarskimi (design x build) dokonuje odbioru budynku przed dalszymi pracami, aby mieć pewność, że utrzymana jest odpowiednia standaryzacja lokali, która pozwoli na ich sprawne wykończenie bez generowania dodatkowych kosztów.

W prowadzeniu projektów fit-out w inwestycjach na wynajem bardzo przydają się nasze doświadczenia z realizacji dużych obiektów hotelowych. Dobrze wiemy, jakie materiały są nie tylko estetyczne, ale przede wszystkim trwałe. Skala tego typu obiektów, przy kilkudziesięciu mieszkaniach wymaga także posiadania sieci zaufanych podwykonawców i producentów, którzy są w stanie zapewnić wymagane ilości materiałów w planowanym terminie. – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

W najczęściej spotykanym modelu współpracy inwestor zleca wykończenie firmie realizującej projekt. Taki proces obejmuje elektrykę, wentylację, biały montaż, wykończenie ścian, sufitów i podłóg, a także zabudowy kuchenne oraz wbudowane szafy. Niektórzy inwestorzy decydują się na powierzenie firmom z szerokimi kompetencjami, jak Tétris, koordynacji pełnego zaaranżowania wnętrz z dostawą mebli włącznie. Jest to dużym odciążeniem dla inwestora i pozwala na sprawną realizację złożonego projektu w zaplanowanym czasie i w ramach ustalonego budżetu.

Nie ma projektów, w których wszystko pójdzie gładko. Dla utrzymania inwestycji w ryzach czasowych i kosztowych liczy się szybkie podejmowanie przemyślanych decyzji m.in. co do przesunięć budżetu bez utraty jakości końcowego produktu, jakim jest tu mieszkanie na wynajem. Dlatego na każdym z prowadzonych projektów ściśle współpracujemy z inwestorem, proponując sprawdzone rozwiązania i stale szukając optymalizacji (kosztów i rozwiązań). – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Tétris jako firma projektująca i wykonawcza ma na swoim koncie realizacje zarówno z segmentu premium, np. apartamentów Złota 44 czy Cosmopolitan, jak i te kierowane do klasy średniej – przygotowywane dla firm takich jak: RealCo, Aurec czy Dom Development.
* JLL

Rząd powinien wydłużyć termin składania zeznań podatkowych

Już 30 kwietnia mija termin rozliczenia się z fiskusem za 2020 rok. Przedsiębiorcy, którzy rozliczają się za pomocą elektronicznych formularzy PIT-36 oraz PIT-36L, mieli na to w tym roku bardzo mało czasu – nie ze swojej winy. W tej sytuacji rząd powinien przedłużyć termin składania deklaracji.

Przedsiębiorcy, którzy prowadzą pozarolniczą działalność gospodarczą i rozliczają się na zasadach ogólnych lub liniowo, dopiero w tym miesiącu dostali możliwość składania deklaracji podatkowych za zeszły rok za pomocą formularzy elektronicznych. W efekcie na rozliczenie się z fiskusem przez internet mają zamiast 11 tylko 4 tygodnie. W pandemicznej rzeczywistości może się okazać, że podatnicy nie będą w stanie dochować ustawowego terminu. Wynika to choćby z tego, że wielu przedsiębiorców i pracowników biur rachunkowych przebywa na zwolnieniach chorobowych.
Podatnicy korzystający z elektronicznych formularzy będą też musieli dłużej czekać na ewentualny zwrot nadpłaconego podatku – a w czasie pandemii i ograniczeń funkcjonowania wielu branż taka nadpłata może okazać się dla przedsiębiorcy bardzo pomocna. Tymczasem te środki zostały niejako „zamrożone” do momentu zatwierdzenia deklaracji przez fiskusa i wykonania przelewu na konto podatnika. Co prawda resort finansów zapewnia, że deklaracje PIT-36 oraz PIT-36L będą rozpatrywane w pierwszej kolejności, ale nie zmienia to faktu, że wielu przedsiębiorców mogłoby uzyskać zwrot nadpłaty o wiele wcześniej i podreperować firmowy budżet.

Dla przedsiębiorców i biur rachunkowych zaczął się więc wyścig z czasem. Ja sam, od chwili udostępnienia elektronicznych formularzy PIT, dzielę swój czas pomiędzy bieżącymi rozliczeniami klientów, przygotowywaniem rejestrów VAT i JPK oraz sporządzaniem zeznań rocznych. Sytuacja w żadnej mierze nie jest winą podatników, dlatego właściwym i uzasadnionym krokiem byłoby przedłużenie możliwości złożenia zeznania za 2020 r. Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku fiskus wydłużył termin składania deklaracji do końca maja z uwagi na pandemię. Teraz powinien postąpić podobnie.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

W 2021 r. już ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet

Zaledwie 18% podatników zadeklarowało, że rozliczy się z urzędem skarbowym w kwietniu. Zdecydowana większość Polaków rozliczyła PIT wcześniej – w lutym oraz marcu. 81% podatników rozliczy się przez internet – co stanowi wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. Najpopularniejszą metodą składania zeznań podatkowych drogą internetową jest usługa Twój e-PIT, z której korzysta 57% Polaków. Blisko 8 na 10 podatników zamierza podzielić się swoim 1% podatku z organizacją pożytku publicznego, którą najczęściej wybiera w oparciu o sugestię znajomych lub rodziny. Z możliwości odliczenia w zeznaniu rocznym ulgi podatkowej chce skorzystać 46% respondentów badania, najpopularniejszą pozostaje ulga na dzieci.

Zdecydowana większość Polaków złożyła już swój PIT za ubiegły rok. W lutym rozliczyło się 31% Polaków, w marcu 48% podatników. 18% Polaków zadeklarowało, że roczne zeznanie złoży w kwietniu. 8 na 10 Polaków, którzy mają obowiązek rozliczenia się z urzędem skarbowym rozlicza się w miejscu zamieszkania, które jest jednocześnie miejscem zameldowania. Większość Polaków (57%) rozlicza się indywidualnie, 39% podatników składa wspólne zeznanie podatkowe ze współmałżonkiem, a 4% jako osoby samotnie wychowujące dziecko.

Usługa Twój e-PIT najpopularniejszym sposobem rozliczenia PIT

Każdego roku coraz większą popularność zyskuje rozliczenie się z urzędem skarbowym przez internet. Z takiej formy złożenia zeznania zamierza w tym roku skorzystać już 81% Polaków, co oznacza wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. 57% podatników rozliczających się przez internet skorzysta z usługi Twój e-PIT, a 43% z systemu e-deklaracje. Warto zwrócić uwagę, że z usługi Twój e-PIT korzystają najchętniej najmłodsi Polacy – już 8 na 10 podatników do 24. roku życia rozlicza swój podatek w taki sposób. Praktycznie wszyscy podatnicy (98% wskazań), którzy złożyli zeznanie podatkowe PIT za 2020 rok za pomocą usługi Twój e-PIT, ocenili ją zdecydowanie lub raczej pozytywnie, uznając system za przyjazny i przejrzysty. W przeciwieństwie do poprzedniej edycji badania KPMG, podatnicy najczęściej (59% wskazań) logowali się do systemu Twój e-PIT za pomocą profilu zaufanego. Oznacza to wzrost aż o 21 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego roku. 29% Polaków uwierzytelniało swoją tożsamość za pomocą danych identyfikacyjnych takich jak: PESEL, imię i nazwisko oraz kwota przychodu w zeznaniu za 2019 r.ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet (4)

 

Połowa podatników, która korzysta z usługi Twój e-PIT zaakceptowała w całości zeznanie przygotowane przez Krajową Administrację Skarbową, a 32% postanowiło zmienić lub dodać dane we wstępnie przygotowanym formularzu rocznego rozliczenia. Zaledwie 9% podatników odrzuciło przygotowane zeznanie i wypełniło je od początku.

Fakt, że już 4 na 5 ankietowanych deklaruje złożenie rocznego zeznania podatkowego za 2020 rok przez internet jest niewątpliwe wynikiem coraz bardziej popularnej wśród podatników usługi Twój e-PIT. Świadczy to o tym, że podatnicy docenili zalety tej formy rozliczenia się z fiskusem. Należy również zaznaczyć, że w rozliczeniu rocznym za 2020 r. z usługi Twój e-PIT mogą skorzystać podatnicy, którzy rozliczają się na formularzu PIT-37 lub PIT-38 oraz osoby fizyczne, rozliczające się na formularzach PIT-28 lub PIT-36, które nie prowadzą działalności gospodarczej, ale składają te zeznania z uwagi na uzyskiwane przychody z najmu, podnajmu, dzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze, rozliczanych poza działalnością gospodarczą – mówi Andrzej Marczak, Partner i Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Blisko co trzeci Polak zleca wypełnienie zeznania PIT

Wypełnienie zeznania PIT dla zdecydowanej większości Polaków (68% wskazań) jest bardzo łatwym lub raczej łatwym zadaniem. Dzięki temu systematycznie maleje odsetek Polaków, którzy zlecają wypełnienie zeznania PIT komuś innemu. W tym roku 30% podatników zadeklarowało, że zleca wypełnienie zeznania w całości, a kolejne 12% korzysta z częściowej pomocy innej osoby. Najczęściej w wypełnieniu zeznania pomagają księgowi (39% wskazań), znajomi (31% wskazań) lub członek rodziny (30%). Blisko 70% Polaków ocenia obowiązek wypełnienia formularza PIT jako bardzo łatwe lub raczej łatwe zadanie. Jeszcze więcej respondentów (86% wskazań) deklaruje, że coroczne rozliczenie z urzędem skarbowym nie jest źródłem stresu. Jednocześnie wypełnienie zeznania PIT nie jest czasochłonnym zadaniem – 61% Polaków potrzebuje na to maksymalnie 30 minut, a kolejne 26% osób wypełnia zeznanie PIT w ciągu godziny.

Blisko połowa Polaków skorzysta z ulg podatkowych

Z możliwości odliczenia ulg podatkowych w rocznym zeznaniu podatkowym za 2020 rok skorzystała lub jeszcze skorzysta blisko połowa podatników (46% wskazań). Najpopularniejszą ulgą podatkową, bez zmian w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania, pozostaje ulga na dziecko, z której zamierza skorzystać 55% podatników odliczających w zeznaniu PIT ulgi podatkowe. 23% podatników zamierza skorzystać z możliwości odliczenia ulgi podatkowej na internet, a nieco mniej osób (19% wskazań) z ulgi z tytułu darowizn.

ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet (1)

W tym roku 78% Polaków deklaruje, że zamierza przekazać 1% swojego podatku na rzecz wybranej przez siebie organizacji pożytku publicznego. Oznacza to spadek o 6 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania. Statystycznie najczęściej podatku nie przekazują najmłodsi Polacy, w wieku do 24 lat – zaledwie 39% podatników w tej grupie wiekowej deklaruje, że przekazuje swój 1% podatku. Z kolei grupą, która najliczniej przekazuje 1% swojego podatku, są Polacy w przedziale wiekowym 45-54 lata. 66% podatników rozliczających się z urzędem skarbowym, dokonuje wyboru organizacji pożytku publicznego w oparciu o sugestię lub prośbę znajomych lub rodziny. Oznacza to spadek o 2 punkty procentowe w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania. Co piąty Polak przyznaje, że wyboru organizacji pożytku publicznego dokonuje w sposób losowy, a kolejne 14% na podstawie informacji z mediów.

Zmiany podatkowe związane z przeciwdziałaniem COVID-19 pozytywnie ocenia zaledwie co trzeci Polak

W rozliczeniach podatkowych za rok 2020 podatnik może skorzystać z nietypowych ulg, które zostały wprowadzone w związku z pandemią COVID-19. Takimi ulgami są m.in. darowizna na walkę z pandemią oraz obniżenie dochodu uzyskanego w 2019 r. o stratę z powodu pandemii COVID-19 w 2020 roku.

Patrząc na wyniki najnowszej edycji naszego badania, na uwagę zasługuje bardzo mały odsetek podatników, którzy pozytywnie ocenili zmiany podatkowe związane z przeciwdziałaniem COVID-19. Skomplikowane warunki, jakie trzeba spełnić, żeby skorzystać ze specjalnych ulg podatkowych, tak jak w przypadku darowizny m.in. zróżnicowana kwota podlegająca odliczeniu w zależności od momentu dokonania darowizny czy ograniczona lista podmiotów, na które może być przekazana, powoduje, że tylko co trzeci Polak ocenia wprowadzone rozwiązania w tym zakresie pozytywnie – mówi Grzegorz Grochowina, Deputy Director i Szef Zespołu Zarządzania Wiedzą w Dziale Doradztwa Podatkowego w KPMG w Polsce.

Eksperci audytów bezpieczeństwa ofiarami hakerów. Śledztwo prowadzi FBI

Agenci federalni w USA badają naruszenie bezpieczeństwa w firmie Codecov, zajmującej się audytem oprogramowania – poinformował Reuters. W swoim oświadczeniu, CEO Codecov Jerrod Engelberg przyznał, że doszło do ataku hakerów, wskazując, że niepowołane osoby uzyskały dostęp do skryptu Bash Uploader i zmodyfikowały go bez zgody firmy. Wśród 29 tys. firm korzystających z usług Codecov są m.in. takie marki jak The Washington Post, GoDaddy, Tile oraz Procter & Gamble Co.

Nasze dochodzenie wykazało, że od 31 stycznia 2021 r. miały miejsce okresowe, nieautoryzowane zmiany naszego skryptu Bash Uploader dokonane przez stronę trzecią, co umożliwiło im potencjalnie eksportowanie informacji przechowywanych w środowiskach ciągłej integracji (CI) naszych użytkowników – napisał w oświadczeniu CEO Codecov. – Ta informacja została następnie wysłana na serwer innej firmy poza infrastrukturą Codecov.

Według Codecov, modyfikacje skryptu Bash Uploader mogły potencjalnie wpłynąć m.in. na: wszelkie poświadczenia, tokeny lub klucze do runnera CI, które byłyby dostępne po wykonaniu skryptu Bash Uploader; usługi, magazyny danych i kody aplikacji, do których można uzyskać dostęp za pomocą tych poświadczeń, tokenów lub kluczy; zdalne informacje git (adres URL repozytorium pochodzenia) repozytoriów używających Bash Uploaders do przesłania pokrycia do Codecov w CI.

Zdaniem ekspertów z firmy Check Point, włamanie do Codecov (po niedawnym ataku SolarWinds Sunburst) to kolejny atak na łańcuch dostaw, który ujawnia luki w zabezpieczeniach oraz wyzwania bezpieczeństwa związane z cyklami błyskawicznego wydania, często spotykane podczas tworzenia nowoczesnych aplikacji.

Organizacje muszą mieć świadomość, że korzystanie z publicznych repozytoriów kodu i platform programistycznych, choć jest konieczne, niesie ze sobą nieodłączne ryzyko. W wielu przypadkach aplikacje są opracowywane albo bez odpowiednich kontroli bezpieczeństwa, albo w najlepszym przypadku z zabezpieczeniem włączanym dopiero na końcu cyklu rozwojowego – wyjaśniają specjaliści firmy Check Point.

Ze względu na najlepszą praktykę w zakresie bezpieczeństwa firma Check Point zaleca wszystkim swoim klientom zintegrowanie wykorzystania zautomatyzowanych narzędzi bezpieczeństwa z cyklem rozwoju aplikacji. Dzięki temu bezpieczeństwo staje się płynną i bezproblemową częścią procesu tworzenia oprogramowania oraz zapewnia dokładną identyfikację i naprawę wszelkich luk i zagrożeń.

Strata branży targowej na dziś to 1 942 450 000 złotych. Kłody pod nogi Targom Branżowym

– Pomimo szumnych zapowiedzi z początku kwietnia, cały czas brakuje nam koniecznego rządowego wsparcia, aby branża mogła przetrwać – ostrzega Komitet Obrony Branży Targowej, wskazując, że dziś, kiedy można już przewidzieć koniec lockdownu, firmy targowe pozostawione są same sobie. Nieliczne formy pomocy najczęściej okazują się jednak tylko teoretyczne, bowiem obwarowane są kryteriami, które zniechęcają tysiące potencjalnych beneficjentów – przedsiębiorców do ubiegania się o nie. Zmęczenie trwającym już ponad rok faktycznym zamknięciem targów i nikłą pomocą rządową skłaniają przedstawicieli branży do rozważenia kroków prawnych w stosunku do dysponentów środków pomocowych.

1 kwietnia, podczas informowania o zaostrzeniu lockdownu, premier Mateusz Morawiecki wymieniał formy pomocy, jakie rząd i podległe mu instytucje skierowały już i kierują do przedsiębiorców, a Jarosław Gowin – wicepremier, minister Rozwoju, Pracy i Technologii (MRPiT) sygnalizował: – Są także (inne) branże dotknięte głębokim kryzysem. Np. transport lotniczy czy organizacja targów. Te wydarzenia w ogromnej mierze, w ubiegłym roku nie mogły się odbyć, również wiosenne są odwoływane. Przygotowujemy dla tych branż plany szerokiego restartu dla tych właśnie branż, które zostały dotknięte tym kryzysem, niezawinionym przez siebie – kryzysem w sposób zagrażający funkcjonowaniu dużej cześć podmiotów gospodarczych reprezentujących te branże.

Jednak kilkanaście dni później, po spotkaniu z przedstawicielami ministerstw czy rządowych agend (np. PFR i GIS), nastroje przedsiębiorców tzw. Przemysłu Spotkań, a więc także branży targowej, pozostają minorowe. – Słów otuchy nie usłyszeliśmy. Dowiedzieliśmy się, że rząd – mimo przedłużonych obostrzeń – nie planuje dla branż zamkniętych żadnych nowych form wsparcia ponad to, co już dla nas „wygospodarował” – przeczytać można na fejsbukowym profilu TuGether, który zrzesza reprezentantów „branży spotkań”. – Usłyszeliśmy też, że na liście dodatkowych PKD do tarczy branżowej NIE ZNAJDĄ się tak ważne dla naszych branż kody 73.11.Z (m.in. projektowanie  stoisk targowych), czy 52.29C. Na spotkaniu padły słowa: „Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim”, a „pomoc ma być kierowana do strategicznych i najbardziej dotkniętych obszarów gospodarki”. 90% spadków i zamknięcie działalności od marca 2020 r. w przypadku m.in. kongresów czy targów nie kwalifikuje więc do uzyskania wsparcia!? – wynika z relacji na Tu Gether.

Do najnowszej tarczy 9.0 rząd dopisał kolejne kody PKD. Mają one dotyczyć branż „strategicznych” dla gospodarki. Wśród nich jest 96.09.Z, Podklasa PKD 96.09.Z obejmujący:

  • działalność astrologiczną i spirytystyczną,
  • działalność biur towarzyskich, biur matrymonialnych,
  • działalność agencji hostess,
  • działalność usługową związaną z opieką nad zwierzętami domowymi w zakresie wyżywienia, pielęgnowania, strzyżenia, pilnowania i tresury,
  • wyłapywanie bezpańskich zwierząt,
  • działalność organizacji badających genealogię,
  • działalność salonów tatuażu i piercingu,
  • usługi czyścibutów, portierów, pracowników wyznaczonych do parkowania samochodów itp.,
  • dorabianie kluczy,
  • działalność samoobsługowych maszyn na monety, takich jak: automaty fotograficzne, wagi, urządzenia do mierzenia ciśnienia krwi, szafki na monety itp.

Niestety, już kolejny raz, pominięty został zaś kod PKD 73.11.Z, któremu podlegają przedsiębiorstwa projektujące i budujące stoiska targowe. Zdaniem Komitetu Obrony Branży Targowej (KOBT),to wyraźny sygnał, że na finiszu lockdownu (jego koniec można już coraz łatwiej przewidzieć) rząd pozostawia przedsiębiorstwa związane z branżą spotkań same sobie i wymienia obecne formy wsparcia. – To jedynie namiastka tego, co powinniśmy dostać, aby móc przetrwać. Niemal od początku obecnego kryzysu żyjemy ładnie brzmiącymi, ale  pozbawionymi konkretów obietnicami – mówi Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej i wskazuje, co przedsiębiorcy jego branży mają do dyspozycji, najczęściej jednak tylko teoretycznej.

  • Ulga w opłatach na ubezpieczenie społeczne – ważna, ale niestety ZUS, błędnie interpretując przepisy ustawy, coraz częściej odmawia zwolnienia z opłacania składek. Mimo, że firmy spełniają warunek spadku obrotów oraz posiadania odpowiedniego PKD na dzień 30.09.2020 – ZUS odmawia ulgi z uwagi na niemożność określenia – uwaga – spadków obrotów w ramach danego PKD. – Tymczasem żadne przedsiębiorstwo nie prowadzi ewidencji przychodów w ramach numerów PKD zarówno wiodącego, jak i pomocniczych. Zasada wprowadzona przez ZUS niestety pozbawia wiele firm pomocy i mimo, że na drodze sądowej zostanie z pewnością uchylona – dla niektórych będzie to już za późno – konstatuje Krzysztof Szofer.
  • Postojowe – wprawdzie tutaj nikt nie nagina rzeczywistości, jednak przysługuje firmom tylko przez trzy miesiące w ciągu całego trwania pandemii. – W przypadku firm targowych, zamkniętych przez ponad 14 miesięcy, jest to pomoc mniej niż minimalna – tłumaczy Krzysztof Szofer.
  • Bezzwrotna dotacja z PUP – 5000 PLN na miesiąc – pomoc ważna zwłaszcza dla właścicieli firm, jednak tutaj, podobnie jak w przypadku postojowego, przyznawana tylko na trzy miesiące w czasie całego trwania pandemii – dla firm zamkniętych przez kilkanaście miesięcy – jak w przypadku branży spotkań, w tym targowej – to pomoc marginalna.
  • Subwencja PFR 1.0. – ważna pomoc na samym początku pandemii w 75% bezzwrotna. – Obecnie, między innymi w odpowiedzi na postulaty KOBT, umarzana całkowicie dla branż z listy poszkodowanych szczególnie przez COVID. Nadal nie podjęto jednak decyzji, czy opodatkowana czy też nie – dzieli się niepewnością przedsiębiorców targowych Krzysztof Szofer.
  • Subwencja PFR 2.0 – dla branż poszkodowanych umarzalna w 100% pod pewnymi warunkami, bez informacji o opodatkowaniu.

– Środki pomocowe, w zależności od wielkości firmy, starczyły na częściowe sfinansowanie kosztów utrzymania firm w okresie od 1 – 5 miesięcy. W przypadku firm z branży spotkań, zakładając wariant optymistyczny restartu branży od września, oznacza to finansowanie firm ze środków własnych przez okres ponad roku – wskazuje Artur Pawelec z Komitetu Obrony Branży Targowej i dodaje, że przyjęte (niestety) z nadzieją słowa panów Premierów (z 1 kwietnia) okazały się obietnicami bez pokrycia. – Minister Semeniuk podczas ostatniego spotkania z Radą Przemysłu Spotkań w sposób jasny po raz kolejny potwierdziła, że żadna więcej pomoc do tej branży już nie trafi – przypomina Artur Pawelec
i przytacza użyty przez wiceminister Olgę Semeniuk argument, jakim miało być między innymi umorzenie 25% części subwencji z tarczy PFR 1.0. – Pan Prezes Bartosz Marczuk argumentował zaś, że skoro firmom pozostanie „W kieszeni” 25 % subwencji, to mogą one przeznaczyć ją na dalsze utrzymanie przez okres około 4-5 miesięcy – mówi zaś Paweł Montewka z Komitetu Obrony branży Targowej i przedstawia, jak jest w rzeczywistości.

– Umarzana właśnie 25% część zwrotna subwencji miała zostać zwrócona w 24 ratach, a zatem miesięcznie „odzyskana kwota” to około 1% otrzymanej w roku ubiegłym subwencji. Zważywszy, że kwota subwencji z tarczy PFR 1.0 starczała średnio firmie na pokrycie kosztów przez około 3-4 miesiące, możemy łatwo wyliczyć, że 25% subwencji to środki na utrzymanie przez około 1 miesiąc. A 1% kwoty subwencji to środki na utrzymanie około 1,5 dnia w miesiącu – wylicza Paweł Montewka i dodaje, że 99% przedsiębiorców spożytkowało już w całości subwencje PFR 1.0, licząc na to, że spłata części zwrotnej nastąpi po okresie restartu branży. – Ten jednak nie nastąpił. Szumne zapowiedzi przedstawicieli MRPiT, którymi byliśmy karmieni od początku o olbrzymim wsparciu po pandemii, które miało pochodzić z Recovery Found (czyli z UE) okazały się kolejnym mamieniem, a o kształcie Krajowego Planu Odbudowy, w którym brak choćby słowa o branży targowej, wypowiedzieliśmy się dosyć obszernie kilka tygodni temu – przywołuje marcowe stanowisko branży targowej Paweł Montewka, który – tak jak wielu innych przedsiębiorców targowych – ma cały czas duże wątpliwości, czy przedstawiciele rządu, z którymi targowi właściciele firm prowadzą rozmowy, mają jakiekolwiek pojęcie o sytuacji przedsiębiorców tego sektora, i jak ważny jest on dla gospodarki.

– Łatwo jest, biorąc co miesiąc stałą pensję, wypowiadać się w tonie: dostaliście dużo, wszystkich nie uratujemy. Kto dał tym urzędnikom prawo decydowania kogo ratować, a kogo nie? – pyta Krzysztof Szofer. Uważa on, że o ile jednak przez cały okres pandemii można było, oprócz własnej kreatywności, liczyć na chociaż niewielką, ale jednak, pomoc Państwa, tak w tej chwili widać wyraźnie, że będąc już tak blisko celu, bo lockdown w możliwej do określenia perspektywie czasowej się skończy, niestety będzie musiał się poddać. To samo dotyczy tysięcy podobnych mu przedsiębiorców. – Mniej więcej od pół roku dopominamy się od rządu polskiego pomocy sektorowej adresowanej typowo do branży spotkań – najbardziej poszkodowanej przez decyzje związane z zamknięciem gospodarki – przypomina i tłumaczy, że kolejne rozmowy to przekładanie decyzji, a to o włączeniu numerów PKD do tarcz pomocowych – do teraz nie doczekaliśmy się włączenia PKD 73.11.Z, a to o przygotowywanej dla branży targowej pomocy sektorowej stworzonej na wzór powstałych u naszych sąsiadów (w Niemczech kwota przeznaczona na ten cel to aż 642 mln Euro), a to  o utworzeniu nowego programu pomocowego dla branż szczególnie poszkodowanych, aż wreszcie o wydzieleniu odpowiednich środków w Krajowym Planie Odbudowy dla branż poszkodowanych umożliwiających albo przebranżowienie, albo podniesienie przedsiębiorstw po czasie całkowitego zamknięcia.

– Przysłuchiwaliśmy się temu z nadzieją i zrozumieniem. Zaciskaliśmy pasa, wyprzedawaliśmy majątek, zaciągaliśmy pożyczki tylko po to, żeby dotrwać. Wszystko jednak kiedyś się kończy i właśnie się skończyło – podsumowuje Krzysztof Szofer, deklarując brak dalszych środków, a także perspektyw udzielenia pożyczek przez banki

– Widząc na horyzoncie nadzieję, przyjdzie nam zamknąć nasze firmy i wyciągnąć ręce po zasiłek. Z pewnością taki scenariusz ma w oczach wiele osób – spodziewa się Krzysztof Szofer, którego zdaniem jest jednak duża grupa firm analizująca całą sytuację trochę w inny sposób. To przedsiębiorstwa, które mimo wszystko, chcą zachować dorobek całego życia i zastanawiają się, na jakiej podstawie zamknięto im firmy, uniemożliwiono pracę, ograniczono możliwości zarabiania. – Słysząc opinie kolejnych ekspertów – nawet z rządowej grupy doradczej – o tym, jak podejmowane są decyzje o zamykaniu i odmrażaniu branż i przedsiębiorstw, zastanawiają się, czy postulat KOBT-u o uzyskaniu rekompensaty z tytułu niemożliwości prowadzenia działalności gospodarczej może być jednak żądaniem opartym na całkiem solidnych podstawach prawnych – uważa Krzysztof Szofer i wraz ze zrzeszoną w Komitecie grupą przedsiębiorców rozważa już podjęcie działań prawnych, celem uzyskania należnych odszkodowań. Na koniec jednak apeluje jeszcze raz do ministrów o obudzenie się i zwrócenie uwagi na problemy branży targowej. Jej straty wynoszą dziś prawie miliard 943 milionów złotych.

Pracownicy sezonowi na 2021 – czy pandemia COVID-19 w tym roku pokrzyżuje zbiory jabłek?

W tym roku, tak jak w 2020, w związku z pandemią, sadowników czekają kolejne wyzwania m.in. możliwy brak rąk do pracy. Eksperci Unii Owocowej po wielomiesięcznych obserwacjach wyciągnęli pewne wnioski – kolejne fale COVID-19 są przyczyną długotrwałych, negatywnych skutków w branży, do których warto się odpowiednio przygotować. Znowu rosną obawy o dostępność pracowników sezonowych – czy pandemia COVID w tym roku pokrzyżuje zbiory? Jak COVID-19 wpłynął na sektor owocowo-warzywny?

W sezonie 2019/2020 siły roboczej w sadach brakowało już od czasu przygotowań do sezonu – problem ten trwał podczas pierwszej i drugiej fali pandemii. W rolnictwie i sadownictwie wciąż brakuje rąk do pracy. W 2020 roku wydano o ponad 38 000 mniej zezwoleń na pracę w porównaniu z rokiem 2019. Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej do pracy w Polsce wciąż najwięcej zezwoleń dostają Ukraińcy – w 2020 roku wydano ich aż 296 491.

Trzecia fala pandemii i kolejne mutacje koronawirusa powodują, że znów rosną obawy o dostępność pracowników sezonowych. Utrudnione są podróże z państw spoza Unii Europejskiej, pomimo zaleceń Komisji Europejskiej z października 2020 roku w sprawie wdrożenia działań ułatwiających przemieszczanie się niezbędnych pracowników. Żadne z państw członkowskich UE nie podjęło kroków do priorytetowego zaszczepienia przeciw COVID-19 niektórych grup pracowników m.in. osób odpowiedzialnych za zbiory, pakowaczy czy kierowców ciężarówek.

Obawiamy się, że produkcja owoców miękkich ograniczy nam dostępność osób do pracy, ponieważ liczba plantacji borówkowych stale rośnie. W gospodarstwie pracownicy mogą świadczyć pracę podczas kwarantanny, natomiast w przypadku firm nie ma takiej możliwości. Z pewnością działa to na minus pod kątem pracy w przedsiębiorstwach w porównaniu do gospodarstw. Co do plantacji sadowniczych – na ten moment nie ma odczucia, że rąk do pracy będzie brakowało. W zeszłym roku dochodziło do sytuacji, w których sadownicy mieli pracowników wyłącznie na czas kwarantanny, co było dużym utrudnieniem organizacyjnym – po odbytej kwarantannie u gospodarza pracownicy sezonowi wyjeżdżali do docelowych miejsc pracy, gdzie odbycie kwarantanny wiązałoby się z brakiem zarobku– wyjaśnia Emilia Lewandowska z Fruit-Group, członek Unii Owocowej

Zmiany w sposobie pracy producentów widoczne są w wielu aspektach. W związku z rozprzestrzenianiem się brytyjskiego wariantu koronawirusa, w lutym zaobserwowano pewne opóźnienia w wewnątrzunijnym transporcie towarów. Została zablokowana jedna z najważniejszych alpejskich przełęczy na granicy Austrii i Włoch, co znacznie utrudniło sprawny przejazd ciężarówek. Pomijając pojawiające się sporadycznie podobne utrudnienia na granicach państw, na tę chwilę transport wewnątrzunijny działa sprawnie. Ze względu na niedobór kontenerów na całym świecie obserwuje się wzrastające koszty transportu międzynarodowego. COVID-19 ułatwia jednak wprowadzenie cyfryzacji do dokumentów transportowych i certyfikacyjnych – wirtualna inspekcja oznacza mniejsze koszty.

Producenci ponoszą jednak stale dodatkowe koszty, m.in. zapewniając pracownikom cały niezbędny sprzęt ochrony osobistej tj. maseczki oraz płyny dezynfekcyjne. Pracodawcy muszą także zapewnić swoim pracownikom możliwość zachowania dystansu podczas zbiorów, pakowania i produkcji. Wymagania te, choć są konieczne, zdaniem ekspertów spowalniają produkcję owoców i generują dodatkowe koszty. Proponowanym rozwiązaniem pozwalającym na zachowanie ciągłości pracy jest podział pracowników na stałe grupy i ograniczenie liczby osób przebywającej na kwaterze lub w pojazdach. Pracodawcy powinni być również przygotowani na konieczność przeprowadzania regularnych testów na obecność koronawirusa wśród pracowników.

Możemy przyjąć, że niepewność dotycząca własnej sytuacji finansowej będzie towarzyszyła klientom w czasie kształtowania się nowej rzeczywistości i może istotnie wpłynąć na decyzje zakupowe. Z jednej strony mamy do czynienia z tendencjami jeszcze większego przywiązywania wagi do stosunku wartości do ceny poszukując najlepszych dostępnych na rynku ofert. Konsumenci szukają produktów świeżych, dobrej jakości, o długim terminie ważności, który pozwoli im na robienie większych spożywczych zakupów rzadziej. Utrzymuje się stały popyt na świeże, naturalne i zdrowe owoce i warzywa – w tym jabłka.

Widać wyraźną zmianę w postrzeganiu owoców i warzyw wśród konsumentów, którzy zaczynają stawiać na ekologiczność produktu. Według raportu Komisji Europejskiej „Key Consumer Data 2020” ponad 67% badanych przyznało, że wybiera produkty przyjazne dla środowiska, nawet jeśli kosztują one więcej. Wskazuje to na zwiększanie się świadomości wśród konsumentów i wagi ich codziennych wyborów zakupowych. Z raportu wynika również, że wybierają oni produkty lokalne, wspierając tym samym małe przedsiębiorstwa i biznesy.

Mimo raportu Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) ze stycznia 2021 roku obalającego domysły o ryzyku przeniesienia wirusa SARS-CoV-2 przez żywność lub opakowanie, w obecnej sytuacji epidemiologicznej konsumenci wciąż boją się zarażenia COVID-19 poprzez kontakt z nieumytymi owocami lub warzywami. Z tego względu można zauważyć rosnącą tendencję do kupowania owoców i warzyw, które znajdują się w dodatkowym opakowaniu takim jak pudełko czy folia. Ze względu na wymagania konsumentów, zwiększa się automatyzacja produkcji, która tym samym ogranicza liczbę rąk potrzebnych do pracy.

–„W obliczu tych zmian, najważniejsze jest wyciągnięcie wniosków z obserwacji ekspertów i współpraca grup producenckich. Tylko łącząc wieloletnie doświadczenie i wiedzę producentów i dystrybutorów na temat branży sadowniczej, możemy przygotować się na kolejne wyzwania pandemii COVID-19” – komentuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej