Inovo ma już 245 mln zł na inwestycje w startupy

Inovo Venture Partners pozyskało rekordową kwotę 245 mln zł (54 mln euro), w ramach drugiego, zamkniętego właśnie funduszu. Osiągane wyniki plasują Inovo wśród 25% najlepszych funduszy venture capital na świecie, dlatego prywatni i instytucjonalni inwestorzy zdecydowali się na znaczące zwiększenie puli zainwestowanych środków. Do końca 2022 r. Inovo planuje 20-25 inwestycji w wiodące startupy z Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

W ramach dwóch funduszy Inovo Venture Partners zarządza aktywami o łącznej wartości 275 mln zł. Drugi fundusz powstał w 2018 r. z kwotą 54 mln zł (12 mln euro) i planami jej podwojenia do etapu zamknięcia (momentu, w którym fundusz przestaje już pozyskiwać środki z rynku). Finalnie zebrano ponad czterokrotnie większą sumę – 245 mln zł (54 mln euro). Dotychczasowi inwestorzy zdecydowali się bowiem na istotne zwiększenie swojego zaangażowania. Osiągane zwroty i dalsze perspektywy przyciągnęły też nowych inwestorów. Zgromadzony kapitał pochodzi od Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (19 mln euro), zagranicznych funduszy VC, podmiotów typu family office z Niemiec, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii oraz inwestorów prywatnych, w tym doświadczonych przedsiębiorców i założycieli spółek technologicznych.

Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners
Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners

Pod względem ludzi i projektów, polski rynek technologiczny w niczym nie ustępuje zachodnim ekosystemom. Brakowało jednak pieniędzy, które byłyby wystarczające na podbój globalnych rynków. To powoli się zmienia. Zagraniczni inwestorzy dostrzegają potencjał, który drzemie w Polsce, dzięki czemu przez takie fundusze jak Inovo coraz szerszym strumieniem napływa do naszego kraju zachodni kapitał. Pomagamy startupom wykorzystać ich potencjał, torując drogę na globalne rynki. W 2020 r. ponad 2 mld zł trafiło do 300 firm technologicznych, co stanowiło wzrost o 70% rok do roku. Dane wskazują, że to dopiero początek. Szacuję, że ta dekada zaowocuje 10 unicornami i kilkoma decacornami z naszego regionu, w większości z Polski – komentuje Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners.

W ramach drugiego funduszu Inovo Venture Partners zrealizowało już 13 inwestycji w startupy technologiczne na wczesnych etapach (Pre-Seed, Seed, Seria A). Były to spółki: Spacelift, Infermedica, Jutro Medical, AI Clearing, Zowie, Preply, Packhelp, Intiaro, Tidio, Allset i Eyerim, a także dwie nieogłoszone jeszcze inwestycje. Część rund sfinansowana została wspólnie z wiodącymi międzynarodowymi inwestorami, w tym z Andreessen Horowitz, Greylock Partners, Hoxton Ventures, Point Nine Capital czy Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). W 2020 r. Inovo wzięło udział w 40% największych rund Seed w Polsce. Aż 67% spółek portfelowych (od 2019 r.) zebrało kolejne rundy.

Tak zwana ‘ścieżka VC’ jest bardzo wymagająca. Korzystanie ze wsparcia funduszy venture capital wiąże się m.in. ze znacznie większą presją i tempem rozwoju niż ‘bootstrapping’, czyli finansowanie firmy z własnych środków. Umiejętność wygenerowania wyników, które pozwolą zebrać kolejne, większe rundy przy wyższej wycenie, to jeden z mierników sukcesu założyciela. Jeśli jednak founder myśli o szybkim skalowaniu i podążaniu śladami Booksy, Brainly czy Docplannera, dobry fundusz VC to jedyna opcja, która jest w stanie otworzyć odpowiednie drzwi. Dzięki naszemu podejściu do współpracy i międzynarodowej sieci kontaktów, jesteśmy w doskonałej pozycji, aby wspierać nową falę ambitnych lokalnych założycieli, którzy poważnie myślą o globalnej ekspansji – mówi Michał Rokosz, Partner w Inovo Venture Partners.

Pierwszy fundusz wygenerował już 3,2-krotny zwrot z inwestycji i wciąż rośnie, co plasuje Inovo Venture Partners wśród 25% najlepszych funduszy venture capital na świecie. Wyniki te zostały osiągnięte z portfela 15 spółek, z których większość została sprzedana z zyskiem, dwie zadebiutowały na giełdzie (Brand24 oraz ECC Games), a trzy najlepiej prosperujące pozostają jeszcze w portfelu. Jedną z nich jest Booksy, aplikacja mobilna do rezerwacji wizyt online, w którą Inovo zainwestowało na etapie Seed. Obecnie Booksy jest jednym ze 100 największych marketplace’ów na świecie z 10 milionami pobrań aplikacji. Spółka pozyskała niedawno 70 milionów dolarów w rundzie Serii C (prowadzonej przez CatRock) i jest powszechnie uznawana za jednego z polskich kandydatów do tytułu jednorożca.

Rozwój polskiego ekosystemu startupowego przyspieszy, kiedy będzie więcej historii sukcesu, dowodzących, że można budować globalne biznesy wywodzące się z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jestem przekonany, że Booksy będzie jednym z takich przykładów, a wtedy wielu pójdzie w nasze ślady. Jednak aby tak się stało, startupy potrzebują dostępu do funduszy VC, takich jak Inovo, które zapewniają nie tylko kapitał, ale także wsparcie merytoryczne i międzynarodowe koneksje, aby firmy mogły się szybko skalować – mówi Stefan Batory, współzałożyciel Booksy.

Wraz ze zwiększeniem drugiego funduszu do 245 mln zł (54 mln euro), wzrosła także liczba spółek, w które Inovo Venture Partners planuje zainwestować – do końca 2022 roku będzie to 20-25 spółek, z czego 6-7 w tym roku. Połowę stanowić będą polskie startupy.

W obszarze naszych zainteresowań są młode firmy z Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej, zarządzane przez ambitnych founderów, którzy myślą o międzynarodowej ekspansji i potrzebują kapitału na szybkie skalowanie. Nie koncentrujemy się na konkretnych branżach ani grupach produktowych. Wręcz przeciwnie, patrzymy szeroko, co też obrazuje różnorodność naszych spółek portfelowych. Inwestujemy od ok. 2 do ok. 13 milionów złotych w rundzie, z możliwością dalszego dokapitalizowania na kolejnych etapach rozwoju. Jeśli w danej rundzie spółka potrzebuje więcej pieniędzy, jesteśmy w stanie pomóc pozyskać dodatkowy kapitał – podsumowuje Maciej Małysz, Partner w Inovo Venture Partners.

Inovo Venture Partners powstało w 2012 r. Partnerami Zarządzającymi funduszu są Tomasz Swieboda, Michał Rokosz i Maciej Małysz. W roli Venture Partner wspiera ich Damian Zapłata.

Pracodawcy masowo wysyłają pracowników na urlopy. To efekt pracy zdalnej

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom zgłasza się szereg pracowników – głównie urzędów, instytucji publicznych lub pracowników biurowych – z prośbą o konsultacje czy pracodawca może zmusić pracownika do wykorzystania zaległego urlopu z roku 2020. Praca zdalna i pandemia koronawirusa spowodowała, że zdecydowanie rzadziej chodzimy na urlopy. Efektem jest ogromna kumulacja niewykorzystanych dni wolnych, która staje się kłopotliwa dla pracodawców. Nasze stowarzyszenie udzieliło porad w tym zakresie kilkunastu osobom, sprawa trafiła także do prawników kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

Jak jest praca zdalna, to nie ma urlopów. Pracownikom skumulowało się czasami nawet kilkadziesiąt dni wolnych

Sprawa skumulowanych urlopów jest poważnym problemem dla pracodawców. Jak się okazuje pracownicy niechętnie wykorzystują urlop podczas pracy zdalnej, nie czują wówczas presji brania dnia wolnego, skoro większość zadań domowych mogą wykonać w czasie pracy. Większość spraw urzędowych można załatwić online, a wyjazdy wypoczynkowe i rekreacyjne ograniczone są do minimum. Efektem pandemii są więc skumulowane urlopy, które pracownicy chcą jak najdłużej przetrzymać, by wykorzystać kiedy pandemia minie.

– Otrzymujemy wiele pytań o to, czy pracodawca może poprosić nas o wykorzystanie zaległego urlopu np. w ciągu miesiąca. Pojawiają się także informacje, że niektóre firmy wręcz wymuszają na pracodawcach wzięcie wolnego w czasie wiosennym, by w czasie wakacji wykorzystywać już wolne bieżące. Zgodnie z prawem pracy każdy pracownik ma prawo do 26 dni wolnego, pandemia trwa od marca 2020. Są więc pewnie przypadki, że niektórzy mają kilkadziesiąt dni urlopu do dyspozycji, który wykorzystany w niekomfortowym dla pracodawcy czasie byłby sporym problemem dla firmy – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska. – Pracodawca może sugerować i przypominać pracownikowi, że zaległy urlop należy wykorzystywać. Radzimy jednak dialog, a nie stawianie sprawy na ostrzy noża. Niestety zdarzają się sytuacje, że pracodawca wręcz wyznacza wygodne dla niego terminy na urlopy dla pracowników, a to niedopuszczalne – dodaje Prezes Grupy AVERTO.

– Pojawiają się również pytania o to, czy zamiast zaległego urlopu pracownik może otrzymać ekwiwalent finansowy. Owszem, ale to jest kwestia umowy między pracownikiem, a pracodawcom. Nie brakuje także pytań o „nadgodziny” w trybie pracy zdalnej. Zajmujemy się tym tematem – dodaje Prezes Marczulewska.

Ekspert: Tarcza Antykryzysowa daje pracodawcom możliwość „wysłania” pracownika na zaległy urlop, mimo jego niechęci

Sprawą zajmują się prawnicy kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski, która współpracuje ze stowarzyszeniem STOP Nieuczciwum Pracodawcom.

–  Art. 15 gc tzw. „Tarczy antykryzysowej” wprowadził w tym zakresie regulację szczególną na czas obowiązywania stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego. Zgodnie z przywołaną regulacją, w tym okresie pracodawca może udzielić pracownikowi, w terminie przez siebie wskazanym, bez uzyskania zgody pracownika i z pominięciem planu urlopów, urlopu wypoczynkowego niewykorzystanego przez pracownika w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu, a pracownik jest obowiązany taki urlop wykorzystać – a zatem w takiej sytuacji niezastosowanie się do decyzji pracodawcy stanowiłoby naruszenie obowiązków pracowniczych – wyjaśnia mec. Marek Jarosiewicz.

– Z informacji przekazywanych nam przez Klientów z różnych branż wynika, że faktycznie w 2020 r. wiele osób nie wykorzystało przysługujących urlopów w całości lub w części zarówno z powodu wykonywania pracy zdalnej, ale też np. z uwagi na pogorszenie sytuacji materialnej w związku z pandemią, ze względu na niemożliwość wyjechania przez długi czas na wakacje z powodu zamknięcia przez długi czas hoteli i granic, czy np. z uwagi na przebytą chorobę COVID-19. Teoretycznie może to powodować kumulowanie się dni wolnych, pracodawcy mogą aktualnie skutecznie przeciwdziałać takiemu zjawisku „kumulowania” urlopów, wykorzystując opisaną powyżej regulację tarczy antykryzysowej – wyjaśnia mec. Jarosiewicz.

Specjaliści stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom podkreślają jednak, że pracodawca nie ma prawa ingerować w plany pracowników, co do urlopu za rok 2021.

Polska potrzebuje dużych inwestycji w przebudowę sieci przesyłowych

Jednym z głównym problemów, które stoją na drodze do dalszego dynamicznego rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce, są możliwości sieci energetycznej. Już na początku naszej przygody z Odnawialnymi Źródłami Energii okazało się, że sieć przesyłowa jest do tego całkowicie niedostosowana. Wtedy OZE opierało się głównie na powstających wszędzie wiatrakach. Energię z wiatru udało się włączyć do sieci dzięki współpracy deweloperów farm wiatrowych z dostawcami energii. Dzisiaj przed podobnym problemem stoją farmy słoneczne oraz prosumenckie panele fotowoltaiczne. I chociaż w przypadku pozyskiwania energii ze słońca łatwiej jest przewidzieć szczytowe momenty dostarczania prądu – to rozproszony charakter fotowoltaiki w Polsce dodatkowo utrudnia całą sprawę. Największe kłopoty pojawiają się tam, gdzie zapotrzebowanie w szczycie jest najniższe – czyli w małych miejscowościach i na wsiach. Tam sieć energetyczna jest tak słabo rozwinięta, że nie da się po niej przesłać energii produkowanej przez fotowoltaikę. To będzie powodowało wyłączenia tych instalacji i problemy z jakością prądu w sieci – na przykład przepięcia.

– Transfer środków finansowych od deweloperów projektów wiatrowych pozwolił firmom dostosować sieć do potrzeb OZE. W tym samym momencie jest teraz fotowoltaika. Obserwujemy bardzo dynamiczny rozwój instalacji fotowoltaicznych na każdym poziomie mocy. Znowu docieramy do momentu, w którym sieć energetyczna przestaje być dostosowana do nowych potrzeb – powiedział serwisowi eNewsroom Roman Karbowy, przewodniczący grupy roboczej ds. agrowoltaiki, Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki. – Na szczęście farmy fotowoltaiczne są trochę łatwiejsze dla sieci. Produkują prąd tylko w dzień – można więc przewidzieć, kiedy pojawią się problemy z przesyłem energii. Mimo to problemy są zauważalne nawet w segmencie najmniejszych instalacji prosumenckich. Gdy przejdziemy na poziom średniego napięcia – sieć jest już praktycznie zapchana. Całą możliwość przyłączenia skonsumowały małe instalacje fotowoltaiczne, które są w Polsce bardzo popularne. Docieramy więc do momentu, kiedy kończy się możliwość przesyłania energii wytworzonej na większych farmach fotowoltaicznych. Będziemy mieć lato, coraz więcej osób ma klimatyzatory, pojawiają się samochody elektryczne. Zapotrzebowanie na energię w szczycie nie podąża za jej podażą. Stąd wynikają kłopoty. Co zrobić? Rozwiązaniem byłoby wyciągnięcie wniosków z tego, co kilka lat temu działo się z wiatrakami. W przypadku dużych farm fotowoltaicznych potrzebna jest większa współpraca operatorów z deweloperami. Jeśli chodzi zaś o niższe napięcia – to rozwiązania już istnieją, tylko że utknęły na etapie legislacji. Ustawa o magazynach energii jest już w sejmie, natomiast co się z nią dalej dzieje? Trudno powiedzieć – rozkłada ręce Karbowy.

Dane o sprzedaży kredytów w Polsce – marzec 2021 r.

W marcu 2021 r., w porównaniu do marca 2020 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych: o (+51,0%) więcej kredytów ratalnych, o (+21,9%) limitów na kartach kredytowych, o (+18,9%) kredytów gotówkowych oraz o (+12,8%) kredytów mieszkaniowych. Również w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość wszystkich produktów kredytowych: o (+73,2%) kredytów ratalnych, o (+27,8%) kredytów gotówkowych, o (+21,6%) limitów kartowych oraz o (+17,1%) kredytów mieszkaniowych.

W pierwszym kwartale 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 649,7 tys. kredytów gotówkowych (-14,8%) na kwotę 14,37 mld zł (-7,3%) oraz 891,4 tys. kredytów ratalnych (+14,5%) na kwotę 4,072 mld zł (+25,3%). Kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 59,6 tys. (+0,2%) na kwotę 18,25 mld zł (+5,9%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK bierze pod uwagę trzy aspekty.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, marcowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w marcu 2021 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym sprzedaż kredytów mieszkaniowych w marcu 2021 r. jest efektem wniosków składanych w styczniu 2021 r. i lutym 2021 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej w marcu 2021 r., w porównaniu do ubiegłego roku musimy pamiętać, że marzec 2020 r. to już pierwszy miesiąc pandemii. Wystąpiło wówczas ograniczenie akcji kredytowej, szczególnie w przypadku kredytów gotówkowych i kart kredytowych. Skutkiem tego, w marcu 2021 r. mamy efekt niskiej bazy. Stąd częściowo wynikają wysokie dynamiki r/r w przypadku wszystkich rodzajów produktów kredytowych.

Po trzecie, problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości, dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni. Trzeba również pamiętać, że część portfela kredytowego, o wartości 82,15 mld zł (około 11,7%) i w liczbie 957 tys. rachunków kredytowych, objęta była moratoriami kredytowymi i spłaty były zawieszone w większości przypadków na 3 miesiące. Większość moratoriów już się skończyła – najwięcej moratoriów było udzielonych w maju (478 tys. rachunków na kwotę 42 mld zł) i kwietniu 2020 r. (276 tys. rachunków na kwotę 25 mld zł).

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W pierwszym kwartale 2021 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych, dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Widzimy już to zjawisko od początku pandemii. Przy czym najwyższy spadek w ujęciu liczbowym oraz wartościowym dotyczył kredytów niskokwotowych tj. do 1 tys. zł: odpowiednio (-43,2%) oraz (-38,9%). Najniższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziałów wysokokwotowych: 30-50 tys. zł oraz powyżej 50 tys. zł. Tak więc im wyższa kwota kredytu gotówkowego, tym niższa dynamika spadku. W przypadku kredytów gotówkowych powyżej 50 tys. zł ujemna dynamika liczby udzielonych kredytów wyniosła jedynie (-0,3%). Taka sytuacja może świadczyć o dużej ostrożności banków w udzielaniu niskokwotowych kredytów, służących m.in. pokryciu luki w bieżącym budżecie domowym. Kredyty na wyższe kwoty zazwyczaj udzielane są znanym już klientom. W przypadku kredytów gotówkowych nie mamy więc odbicia akcji kredytowej – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Hossa w kredytach ratalnych

W przypadku kredytów ratalnych możemy mówić o trwającej hossie. W marcu 2021 r. w ujęciu liczbowym banki udzieliły ich o 51% więcej w porównaniu z marcem 2020 r., czyli pierwszym pandemicznym miesiącem.

– W przypadku kredytów ratalnych wzrost akcji kredytowej o ponad 73% w ujęciu wartościowym robi wrażenie. W tym przypadku, inaczej niż w kredytach mieszkaniowych, większą rolę odgrywa efekt niskiej bazy – z marca 2020 r. Niemniej, wzrosty są bardzo duże, a wynikają w głównej mierze z braku możliwości realizacji popytu na usługi, który w sposób naturalny przesuwa się na popyt związany z dobrami trwałego użytku, gdzie nie ma tak dużych ograniczeń po stronie podażowej (e-commerce). Zakupom na raty, podobnie jak kredytom mieszkaniowym, sprzyja środowisko ultraniskich stóp procentowych, które z jednej strony zachęcają do zaciągania kredytów ratalnych (0% RRSO), a z drugiej strony, niskie stopy procentowe zniechęcają do trzymania oszczędności na depozytach bankowych.

– Dodatnie dynamiki sprzedaży w pierwszym kwartale 2021 r., w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku, dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Przy czym najwyższe dodatnie dynamiki w obu ujęciach dotyczą kredytów z dwóch najwyższych przedziałów, to jest 3-5 tys. zł (+23,7%) – liczbowo oraz (+24,8%) – wartościowo oraz powyżej 5 tys. zł (+47,4%) – liczbowo oraz (+33,9%) wartościowo – stwierdza główny analityk BIK.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego w marcu 2021 r. kredytu to 22 854 zł – wzrost o 7,4% w stosunku do marca 2020 r. Średnia wartość kredytu ratalnego w marcu 2021 r. to 4 712 zł i jest ona wyższa niż w marcu rok temu o 14,7%.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – marcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,22%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Marcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 4,81%.

Pomimo wcześniejszych obaw, dotyczących dużego wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych z uwagi na pandemię, marcowy odczyt potwierdza pozytywne zjawisko związane z poprawą jakości wyrażoną spadkami odczytów Indeksu Jakości w okresie 12 miesięcy. Tak wyraźna poprawa Indeksu Jakości jest najprawdopodobniej efektem odroczeń spłat rat kredytowych w ramach moratoriów kredytowych udzielanych klientom przez banki i jedynie niewielkim wzrostem liczby kredytów opóźnionych pow. 90 dni po zakończeniu moratoriów.

– W porównaniu do marca 2020 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 1,19 pkt proc., najwięcej ze wszystkich produktów kredytowych. Wiąże się to bezpośrednio z faktem, że z wakacji kredytowych w największym stopniu skorzystali właśnie posiadacze kredytu gotówkowego (zawieszenie spłat zastosowano dla ponad 8% wszystkich kredytów gotówkowych). Niestety w porównaniu do odczytu z lutego 2021 r. mamy już pogorszenie odczytu, o 0,31 p.p. Jest to już kolejny po lutym miesiąc ze wzrostem (pogorszeniem) Indeksu. Niewątpliwie główny wpływ miało na to zakończenie wakacji kredytowych.

– Z naszych analiz wynika, że z pierwszych moratoriów skorzystały osoby o większej wiarygodności kredytowej a tym samym niższym poziomie ryzyka kredytowego. Tak więc po zakończeniu moratoriów większość z nich wracała do normalnej spłaty. Większą szkodowością po zakończeniu moratoriów charakteryzują się kredyty gotówkowe objęte moratoriami w lecie i na początku jesieni 2020 r. W mojej opinii i tak wzrost szkodowości po zakończonych moratoriach jest dużo niższy od oczekiwanego. W przypadku kredytów gotówkowych 9 miesięcy po zakończeniu moratoriów poziom szkodowości tych kredytów wynosi 3,9%. Natomiast w marcu 2021 r. nieznacznie pogorszyła się w porównaniu do lutego 2021 jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu pogorszyła się (wzrosła) o 0,03. W przypadku kredytów ratalnych 8 miesięcy po zakończeniu moratoriów poziom szkodowości tych kredytów wynosi 4%. – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W marcu br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy dodatnie dynamiki zarówno wartości (+17,1%), jak i liczby udzielonych kredytów (+12,8%) w porównaniu z marcem 2020 r. W okresie styczeń – marzec 2021 r., już ponad połowa (52,3%) wartości udzielonych kredytów dotyczyła przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w pierwszym kwartale 2021 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których w tym okresie styczeń – marzec 2021 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 14,6%, a w wartościowym o 17,8%.

Wyniki marcowej akcji kredytowej w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z okresu stycznia 2021 r. oraz lutego 2021 r. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizowały już zarówno styczniowy (+18,1%), jak i lutowy (+17,1%) odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

– W przypadku kredytów mieszkaniowych, odmiennie niż w przypadku innych produktów kredytowych, w marcu 2020 r., czyli już w pierwszym miesiącu pandemii w porównaniu do marca 2019 w ujęciu wartościowym odnotowaliśmy dodatnią dynamikę akcji kredytowej na poziomie (+17,6%). Marzec 2020 r. był ostatnim miesiącem, w którym dynamika roczna wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych była dodatnia. Później aż do listopada 2020 r. mieliśmy ujemne dynamiki z ogromnym spadkiem w kwietniu i maju i stopniową odbudową akcji kredytowej w kolejnych miesiącach, szczególnie jesiennych. Wynika to ze specyfiki tego produktu, bowiem akcja kredytowa w danym miesiącu jest efektem wniosków kredytowych składanych jeden – dwa miesiące wcześniej. Tak więc obecna 17,1% dodatnia dynamika, przy dodatniej bazie, świadczy o powrocie hossy na rynku kredytów mieszkaniowych. Źródłem hossy jest zarówno ogromny wzrost popytu, jak i większa skłonność banków do udzielania kredytów, widoczna w poluzowaniu wymagań między innymi w zakresie wkładu własnego. Widać to również w średniej wartości udzielanego kredytu, w marcu 2021 r. średnia wartość wyniosła 307,9 tys. zł i była wyższa o 3,8% od średniej z marca 2020 r. – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w marcu 2021 r. wyniósł 0,59%.

W ostatnich 12 miesiącach (od marca 2020 r. do marca 2021 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,11). Pandemia nie wpłynęła więc negatywnie na jakość portfela kredytów mieszkaniowych. W dużej mierze jest to efekt „wakacji kredytowych”.

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw – szczególnie w początkach pandemii, obecnie nadal nie odnotowujemy dużego spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. Co prawda, jakość w marcu br. podobnie jak w lutym 2021 r. pogorszyła się w porównaniu do poprzedniego miesiąca, wzrost Indeksu był jednak niewielki: o 0,04 p.p. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3-miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów, należy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Po 9 miesiącach od zakończenia moratoriów (najdłuższy obecnie możliwy okres obserwacji) poziom szkodowości objętych nimi kredytów mieszkaniowych wynosi 0,7% w przypadku kredytów walutowych i 0,4% dla kredytów złotowych. Tak więc nie materializuje się na ten moment negatywny scenariusz – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W marcu 2021 r. banki wydały 66,4 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 418 mln zł.

– W pierwszym kwartale 2021 r. widać dalszą kontynuację negatywnego trendu dynamiki rocznej obserwowanego w całym ubiegłym roku, w ujęciu liczbowym wynosi ona (-16,9%), a w wartościowym (-20,6%). Negatywne zjawisko dotyczy ponownie wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych (wartość Indeksu Jakości w marcu wyniosła 3,37%), stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność tego produktu kredytowego – mówi prof. Rogowski z BIK.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości, ale dostaną pomoc

Branży beauty unikającej przez zdecydowaną część pandemii pełnego lockdownu, tym razem się nie udało. Od zamknięcia salonów piękności za chwilę minie miesiąc. Po tym jak rząd wydłużył obostrzenia do 25 kwietnia oczekujący na wizytę u fryzjera w ten poniedziałek, musieli przełożyć strzyżenie o tydzień i nie ma pewności, czy na tym się skończy. Firmy dbające o nasz wygląd i bez pełnego lockdownu nie mają się najlepiej. Ich zaległości w czasie pandemii urosły o ponad 10 proc. do 95 mln zł – wynika z danych rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Z pomocą ma im przyjść kolejna tarcza antykryzysowa, dostępna od 26 kwietnia.

Fryzjerzy i kosmetyczki są jedną z tych branż, które mocno odczuły już pierwszy zeszłoroczny lockdown, wówczas salony nie działały od 1 kwietnia do 17 maja. Według wyliczeń jednej z platform rezerwacyjnych, wskutek pandemii przychody w salonach urody spadły o ponad 30 proc., a wiele z nich musiało w ogóle zamknąć swoją działalność. W konsekwencji wprowadzonych wtedy obostrzeń branża straciła ponad 7 mld zł, a każdy kolejny dzień lockdownu kosztuje ją ponad 127 mln zł przychodu. A nawet gdy salony mogą działać, to jednak inne ograniczenia jak zamykanie galerii handlowych, zakaz organizowania hucznych imprez rodzinnych czy towarzyskich, upowszechnienie pracy zdalnej i znacznie mniej wszelkiego rodzaju spotkań mocno odbijają się na tym biznesie.

Nastrojów przedstawicieli tego sektora z pewnością nie poprawiła informacja, że kolejne zamknięcie, wprowadzone 27 marca, zostało wydłużone o następne tygodnie, do 25 kwietnia. Na dodatek nie ma pewności czy po miesiącu blokada się zakończy i czy z usług fryzjerskich zdążą przed egzaminami skorzystać choćby maturzyści.

Średnia zaległość przekracza 29 tys. zł

Jak wynika z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w ciągu ostatniego roku, między pierwszym kwartałem 2020 r. a końcem lutego 2021 r. nieuregulowane zadłużenie firm oferujących usługi fryzjerskie i inne zabiegi kosmetyczne wzrosło z 86,1 mln zł do prawie 95 mln zł. Średnia zaległość firmy z tej branży podwyższyła się z 27,8 tys. zł do 29,4 tys. zł. Liczby te nie pozostawiają wątpliwości, że firmom fryzjerskim i kosmetycznym w pandemii dzieje się źle, choć są biznesy, które ucierpiały jeszcze bardziej.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

– Branża beauty zanotowała bardzo wyraźny, ponad 10-proc. wzrost zaległości. Na tle całości gospodarki, gdzie ten przyrost między pierwszym kwartałem minionego roku a lutym bieżącego roku wyniósł 2,2 proc. to naprawdę dużo. Choć w niektórych innych obszarach działalności było znacznie gorzej, np. artyści i twórcy odnotowali zwyżkę sumy przeterminowanych zobowiązań o 33 proc., obiekty sportowe o 30 proc., a przynależący do branży turystycznej, agenci turystyczni zwiększyli nieregulowane zobowiązania u dostawców i w bankach grubo o ponad połowę. Sama turystyka podwyższyła swoje zaległości o jedną czwartą – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości 2
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Wśród ogółu firm, zaległości widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wzrosły przez 11 miesięcy pandemii o 715 mln zł do 33,87 mld zł, podwyższyły się o 2,2 proc. Jakim obciążeniem są dla firm przedłużające się obostrzenia wynikające z COVID-19, pokazuje m.in. fakt, że niemal połowa nowej kwoty pojawiła się ostatnio, czyli w pierwszych dwóch miesiącach tego roku.

W sektorze beauty prawidłowość tę da się akurat zauważyć w przypadku liczby nowych niesolidnych płatników. Gdy przez niemal rok przybyło ich 127 do 3230, to aż 81 podmiotów doszło w styczniu i lutym br.

Opóźniających płatności kontrahentom i bankom przedsiębiorstw w całej gospodarce jest już 323,7 tys. (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych). To o 9,5 tys. więcej niż przed pandemią, z tego 3,2 tys. doszło w styczniu i lutym tego roku.

Jest tarcza dla salonów piękności i nie tylko

Promykiem nadziei jest umieszczenie firm fryzjerskich i kosmetycznych w przyjętej 16 kwietnia tarczy branżowej kierowanej do biznesów zamkniętych z powodu COVID-19 w marcu i kwietniu 2021 r. Wedle informacji celem kolejnej odsłony pomocy państwa, która będzie dostępna od 26 kwietnia, jest zapewnienie płynności finansowej firmom z branż najbardziej poszkodowanych wprowadzonym reżimem sanitarnym i obostrzeniami wskutek III fali pandemii.

Posługiwanie się kodem PKD 9602Z – Fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne na koniec marca br. będzie uprawniało do zwolnienia ze składek ZUS za marzec i kwiecień, do otrzymania świadczenia postojowego w wysokości 1300 zł lub 2080 zł oraz dotacji do 5 tys. zł na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia firmy. Przewidziane są też dopłaty 2 tys. zł do wynagrodzeń pracowników, a także wsparcie w zakresie regulacji czynszowych dla najemców. Tak jak we wcześniejszych Tarczach, aby otrzymać wsparcie należy wykazać spadek przychodów na poziomie 40 proc. rok do roku lub miesiąc do miesiąca.

Czesi wprowadzają kryteria środowiskowe w zamówieniach publicznych

Od początku tego roku w Czechach instytucje zamawiające muszą rozważyć, czy w każdym nowo publikowanym przetargu możliwe jest wprowadzenie kryteriów środowiskowych. Eksperci wskazują, że Polska również prędzej czy później będzie zobligowana do wprowadzenia takich kryteriów na krajowym, wartym ok. 300 mld zł rocznie, rynku zamówień publicznych. Zwłaszcza że zielone zamówienia, które stają się w ostatnich latach coraz powszechniejszą praktyką, zapewniają instytucjom zamawiającym nie tylko korzyści środowiskowe, lecz także oszczędności finansowe. Wybór odpowiednich produktów, które zmniejszają ilość zużytej energii czy gazów, może okazać się szczególnie istotny w medycynie, gdzie ratuje się życie, ale przy okazji generuje się ogromną ilość odpadów.

– Czechy wprowadzają kryteria środowiskowe w zamówieniach publicznych jako element szerszej układanki. To jest konsekwencja polityki klimatycznej ONZ trwającej już od ponad 26 lat. Trzeba będzie powalczyć o firmy, które będą realizowały zamówienia publiczne w takim trybie, żeby spełniały normy środowiskowe i żeby nie było potencjalnych kłopotów ze Wspólnotą Europejską i szerzej, z odium wizerunkowym, które mogłoby spaść na Czechy, gdyby nie realizowały tych przetargów publicznych w oparciu o właściwe kryteria – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes rady UN Global Compact w Polsce.

Czeski rząd wprowadził z początkiem tego roku nowelizację ustawy o zamówieniach publicznych, która nakłada obowiązek uwzględniania kryteriów środowiskowych, społecznych i innowacyjnych w zamówieniach publicznych. To oznacza, że od 1 stycznia 2021 roku w Republice Czeskiej instytucje zamawiające (zarówno publiczne, jak i prywatne, które są zobowiązane do przestrzegania prawa o zamówieniach publicznych) muszą rozważyć, czy w każdym nowo publikowanym przetargu możliwe jest wprowadzenie takich kryteriów.

– Każda firma, która chce uczestniczyć w przetargu publicznym, będzie musiała wykazać, że jest odpowiedzialnym podmiotem i może zostać dopuszczona do czeskiego łańcucha dostaw – tłumaczy Kamil Wyszkowski. – Chodzi o wskaźniki ESG i cały proces sustainable finance – zrównoważonego finansowania, czyli elementy związane m.in. z transparentnością i przeciwdziałaniem korupcji.

Czynniki niefinansowe ESG (environmental, social i governance, czyli środowisko, odpowiedzialność społeczna i ład korporacyjny) obejmują takie aspekty jak to, w jaki sposób firma neutralizuje swoje emisje CO2, zmniejsza zużycie wody, współpracuje z lokalnymi społecznościami, dba o sprawy pracownicze i jaką ma politykę w kwestiach etyki i przeciwdziałania korupcji. Są one głównym kryterium zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw. Takie dane mają coraz większe znaczenie dla inwestorów, szukają ich też ubezpieczyciele czy banki, które mogą dzięki nim ocenić, czy firma działa w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju i opłaca się udzielić jej finansowania.

W Polsce duże firmy po raz pierwszy w 2018 roku zostały zobowiązane do publikowania takich informacji w wyniku wprowadzenia unijnej dyrektywy 2014/95/UE z 2014 roku i nowelizacji krajowej ustawy o rachunkowości, która ją wdrożyła. Jak ocenia Kamil Wyszkowski, Polska jest również gotowa, aby uwzględnić takie kryteria na wartym ok. 300 mld zł (dane UZP) rynku zamówień publicznych.

– Polska jest gotowa, żeby przyjąć rozwiązania podobne do czeskich i to nawet w szerszym zakresie. Wynika to z faktu, że w Polsce tort do podziału jest znakomicie większy niż w Czechach, co oznacza większą motywację dla przedsiębiorstw, żeby dostosowywać się do tych kryteriów stawianych w ramach zielonych zamówień publicznych. Przykładem tego, jak mogłoby to oddziaływać, jest chociażby sektor zamówień powiązany z gospodarką odpadową i zarządzaniem strumieniem odpadów na etapie inwestycji. To jest polską piętą achillesową. Zielone zamówienia publiczne mogą pomóc w tym, aby uporządkować tę stajnię Augiasza w sektorze odpadowym – mówi prezes rady UN Global Compact w Polsce.

Jak wskazuje stowarzyszenie ICLEI (Local Governments for Sustainability), zielone zamówienia publiczne (GPP) stają się w ostatnich latach coraz bardziej powszechną praktyką. Poza korzyściami środowiskowymi zapewniają one organom publicznym oszczędności finansowe – zwłaszcza przy uwzględnieniu kosztów zamawianych produktów lub usług w całym cyklu ich życia, a nie tylko przez pryzmat ceny zakupu. Przykładowo zakup produktów o niskim zużyciu energii lub wody może znacznie obniżyć rachunki za media.

Ministerstwo Środowiska i Klimatu podkreśla, że organem odpowiedzialnym za kreowanie polityki zamówieniowej jest Urząd Zamówień Publicznych, niemniej jednak resort stara się wprowadzać do postępowań kryteria środowiskowe, gdy tylko jest to możliwe.

– Korzyścią wynikającą ze stosowania zielonych zamówień jest ograniczenie lub uniknięcie degradacji środowiska naturalnego, a nawet jego poprawa. Poprzez wprowadzanie wymagań dotyczących zastosowania ekologicznych rozwiązań w zamówienia publiczne przyczyniamy się do redukcji emisji CO2, ochrony zasobów naturalnych, zmniejszenia ilości substancji szkodliwych emitowanych do środowiska, a także wpływamy na efektywniejsze wykorzystanie zasobów naturalnych – wskazał resort w odpowiedzi przesłanej Newserii.

Jak informuje UZP, Komisja Europejska podjęła działania zmierzające do opracowania wspólnych kryteriów zielonych zamówień publicznych (GPP). Dotyczą one grup produktowych, które uznano za najbardziej odpowiednie do wdrożenia GPP zarówno ze względu na wartość zamówień, jak i wpływ na środowisko. To m.in. transport drogowy, usługi sprzątania, dostawy energii elektrycznej czy usługi gastronomiczne.

Jak zauważa dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare, Michał Kępowicz, zielone kryteria mają duże znaczenie nawet w przypadku tych branż, które nie są tradycyjnie kojarzone z degradacją środowiska. Dla przykładu gigantyczny wpływ wywiera na nie chociażby sektor ochrony zdrowia, który odpowiada za ok. 4,5 proc. globalnej emisji CO2. To więcej niż w przypadku przemysłu lotniczego czy okrętowego.

– Parametrem dotyczącym wpływu ochrony zdrowia na środowisko, który może zaskakiwać, jest średni wskaźnik odpadów generowanych w przeliczeniu na jedno łóżko szpitalne dziennie – to jest ok. 13 kg – ogromna ilość, która powoduje, że środowisko jest narażone na zanieczyszczenia powstające w wyniku leczenia pacjenta – mówi Michał Kępowicz. – Ochrona zdrowia ma na celu ratowanie życia człowieka, ale na ogół nie zwracamy uwagi na koszt tych działań na środowisko, koszt, który jest pochodną wykorzystania w tym procesie infrastruktury szpitalnej, wyrobów medycznych, substancji toksycznych, materiałów odpowiedzialnych za wzrost poziomu skażenia. Lecząc, często nieświadomie szkodzimy środowisku, to z kolei negatywnie wpływa na nasze zdrowie, zaczynamy chorować i musimy być leczeni… czyli powstaje tzw. błędne koło. Pamiętajmy także, że często tego typu rozwiązania przynoszą korzyści finansowe, bo w dłuższej perspektywie oznaczają oszczędności.

W Czechach – mimo że kryteria środowiskowe zostały oficjalnie wprowadzone do zamówień dopiero z początkiem tego roku – tamtejsze szpitale stosują je już od dość dawna, zachęcane odgórnie przez administrację publiczną.

– Dotyczy to bardzo różnych zakupów, od typowych – czyli sprzętu biurowego, eksploatacji budynków, mebli, środków czystości czy usług porządkowych – po systemy dedykowane ochronie zdrowia, czyli rezonanse, tomografy, ultrasonografie i inne urządzenia, które służą pacjentom i personelowi medycznemu do diagnostyki i leczenia – mówi dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare. – Tam bardzo konkretnie pokazano rozwiązania, które powinny być promowane, np. takie, które zmniejszają ilość zużytej energii potrzebnej do działania ww. urządzeń czy wykorzystanie toksycznych gazów/substancji. To faktycznie ma znaczenie w realizowaniu polityki klimatycznej – nie tylko na papierze, ale i w wymiarze rzeczywistym. Szpital może być miejscem leczenia pacjentów, w którym jednocześnie promujemy ochronę środowiska, w którym żyjemy.

Ekspert Philips Healthcare wskazuje, że również firmy – w tym te z branży MedTech – już od kilku lat starają się dopasowywać do tych proekologicznych trendów i wymogów, które prędzej czy później staną się na rynku standardem.

– Naszym celem od dłuższego czasu było zmniejszenie ilości zanieczyszczeń, energochłonności, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii – zarówno w procesie wytwarzania urządzeń, jak i w procesach biznesowych wewnątrz firmy – czy promowanie gospodarki obiegu zamkniętego, w której urządzenia medyczne wykorzystujemy ponownie do produkcji nowych, żeby zmniejszyć zużycie surowców. W ramach naszej koncepcji green hospital, czyli zielonego szpitala, tworzenie całego ekosystemu leczenia pacjenta powinno jak najmniej szkodzić otoczeniu zewnętrznemu – podkreśla Michał Kępowicz.

Rosnące ceny kryptowalut doprowadziły do ​​niedoborów kart graficznych

W ostatnich miesiącach kursy kryptowalut ethereum i bitcoin systematycznie rosną. Obecnie cena bitcoina wynosi 209 tys. zł, a kolejne osoby zaczynają inwestować w kryptowaluty. W efekcie rosną też ceny kart graficznych, zwłaszcza tych z wyższej półki, dzięki którym wydobywanie kryptowalut jest najefektywniejsze. Na rynku zaczyna więc brakować kart graficznych, a cena tych, które jeszcze są dostępne, wzrosła przynajmniej o kilkadziesiąt procent w ciągu kilku miesięcy. – Istnieje ryzyko, iż ceny kart graficznych będą cały czas wzrastały, bo zapotrzebowanie jest naprawdę bardzo duże – ocenia Marcin Wituś, prezes Geco.one.

– Każda transakcja w sieci blockchain, zarówno bitcoina, jak i ethereum, musi zostać potwierdzona, a to zadanie kart graficznych, które na bieżąco wykonują skomplikowane obliczenia. Do 2017 roku w zasadzie każdy komputer mógł kopać kryptowalutę i na tym zarabiać. Obecnie jednak moc obliczeniowa niezbędna do wykopania kryptowaluty jest na tyle duża, iż zwykły komputer stacjonarny, nawet z najlepszą kartą graficzną, nie daje rady. Powstały bardzo duże farmy tzw. kryptowalutowe i to są olbrzymie moce obliczeniowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Wituś, prezes platformy Geco.one.

Pod koniec 2020 roku w obiegu było około 18,5 mln bitcoinów. Oprócz tych wytworzonych przez blok Genesis każdy powstał dzięki „górnikom”, czyli osobom zajmującym się kopaniem kryptowalut. Wraz z zainteresowaniem kryptowalutami rośnie potrzebna moc obliczeniowa. A​by kopać w sposób konkurencyjny, górnicy muszą teraz inwestować w sprzęt komputerowy z potężnymi procesorami graficznymi GPU lub specjalizowanymi układami scalonymi ASIC.

Kapitalizacja rynkowa kryptowalut przekroczyła już poziom 2 bln dol., tym samym rynek kryptowalut jest już większy niż amerykański system bankowy. Za ponad 52 proc. kapitalizacji kryptowalut odpowiada bitcoin. Wraz ze wzrostem zainteresowania rynkiem rośnie też zapotrzebowanie na karty graficzne, zwłaszcza te z wyższej półki. Popyt przewyższa podaż, w efekcie kart na rynku po prostu brakuje, rosną też ceny nieco starszych modeli. W przypadku większości ceny w ciągu kilku miesięcy wzrosły co najmniej o kilkadziesiąt procent.

– Karty graficzne zdrożały bardzo mocno w ostatnim czasie z uwagi na to, iż są one niezbędne do samego procesu kopania kryptowalut. To bardzo mocne i skomplikowane obliczenia, które wymagają bardzo silnej mocy obliczeniowej i tym właśnie zajmują się karty graficzne. To też wpłynęło na wzrost cen. W 2017 roku akcje Nvidii bardzo mocno rosły właśnie dzięki temu, że zapotrzebowanie na tę moc obliczeniową, na te karty graficzne na rynku było bardzo duże i ono się utrzymuje – wskazuje ekspert.

Obecnie kupienie karty graficznej Nvidii przez przeciętnego człowieka stało się prawie niemożliwe, chyba że jest on skłonny zapłacić kilkukrotnie wyższą cenę. Nierównowaga popytu i podaży stała się tak poważna, że ​​sklep internetowy Newegg na komputerach PC przeprowadza loterie kilka razy w tygodniu tylko po to, by klienci mogli kupić kartę z 60-proc. marżą.

– Istnieje ryzyko, że ceny kart graficznych będą cały czas wzrastały, bo zapotrzebowanie wciąż jest bardzo duże – ocenia Marcin Wituś.

Podobna sytuacja miała miejsce w 2018 roku, kiedy rosnące ceny ethereum doprowadziły do ​​niedoborów kart graficznych. Kiedy cena kryptowaluty spadła, górnicy zalali rynek używanymi kartami, w efekcie ceny akcji producenta kart gwałtownie spadły. Nvidia chce ograniczyć kopanie kryptowalut za pomocą kart graficznych. Dlatego karta GeForce RTX 3060 była pierwszym modelem, w którym wprowadzono algorytm ograniczający wydajność przy kopaniu ethereum.

Boom na rynku kredytów konsumenckich. Marzec najlepszym miesiącem na rynku kredytowym od początku roku

Marzec okazał się najlepszym miesiącem na rynku kredytowym od początku roku – wynika ze statystyk BIK. Banki udzieliły więcej wszystkich rodzajów kredytów i na wyższe kwoty, a największą dynamikę zanotowały zakupy na raty. W marcu banki udzieliły ich o ponad 50 proc. więcej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Zdaniem Waldemara Rogowskiego, prof. SGH i głównego analityka BIK, to zasługa m.in. niskich stóp procentowych i przesunięcia popytu z usług, które wciąż są zamrożone, na dobra trwałego użytku, które Polacy kupują w e-commerce. BIK prognozuje, że w drugim półroczu, po odmrożeniu gospodarki, można się spodziewać dalszych wzrostów akcji kredytowej.

– Na rynku kredytów dla gospodarstw domowych marzec niewątpliwie okazał się najlepszym miesiącem tego roku. Odnotowaliśmy bardzo wysokie, dodatnie dynamiki właściwie we wszystkich produktach kredytowych – od kredytów mieszkaniowych, poprzez ratalne, aż po karty kredytowe. Co ciekawe, te wzrosty dotyczą liczby kredytów udzielonych przez banki, jak i wartości akcji kredytowej – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski, profesor SGH, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Jak wynika z danych BIK, w marcu br. liczba udzielonych przez banki i SKOK-i kredytów ratalnych wzrosła o 51 proc. r/r, gotówkowych – o blisko 19 proc., mieszkaniowych – o 13 proc., natomiast limitów na kartach kredytowych – o 22 proc. Z kolei w ujęciu wartościowym najwyższą dynamikę zanotowały kredyty ratalne (ponad 73 proc.) i gotówkowe (blisko 29 proc.).

– Wysoka dynamika w marcu ma kilka źródeł. Po pierwsze, to efekt niskiej bazy marca 2020 roku, czyli pierwszego pandemicznego miesiąca. Po drugie, wzrost liczby osób zaszczepionych zwiększa bezpieczeństwo zdrowotne, a tym samym bezpieczeństwo ekonomiczne, skłaniając Polaków do większego optymizmu. Tym samym – przy ultraniskich stopach procentowych – zachęca do zaciągania kredytów, w szczególności kredytów celowych, czyli ratalnych i mieszkaniowych – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski.

Główny analityk BIK podkreśla, że środowisko ultraniskich stóp procentowych sprzyja nie tylko kredytom mieszkaniowym, lecz także ratalnym, których roczna rzeczywista stopa oprocentowania RRSO aktualnie często wynosi 0 proc., czyli kredyty udzielane są za darmo. Z drugiej strony niskie stopy zniechęcają też Polaków do trzymania oszczędności na depozytach bankowych, a przez to skłaniają do większej konsumpcji.

– W przypadku kredytów ratalnych możemy mówić nawet o hossie. Wzrost akcji kredytowej w tym segmencie o ponad 73 proc. w marcu br. w ujęciu wartościowym robi duże wrażenie. Te wysokie wzrosty wynikają w głównej mierze z braku możliwości realizacji popytu na usługi, który naturalnie przesuwa się na popyt związany z dobrami trwałego użytku, gdzie nie ma tak dużych ograniczeń po stronie podażowej, ponieważ mamy e-commerce – tłumaczy główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

W pierwszym kwartale tego roku banki i SKOK-i udzieliły w sumie 649,7 tys. kredytów gotówkowych (spadek o 14,8 r/r) na kwotę 14,37 mld zł (spadek o 7,3 proc.) oraz 891,4 tys. kredytów ratalnych (wzrost o 14,5 proc.) na kwotę nieco ponad 4 mld zł (wzrost o 25,3 proc.). Z kolei kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 59,6 tys. (wzrost o 0,2 proc. r/r) na kwotę 18,25 mld zł (wzrost o 5,9 proc.).

– Widać pewne zróżnicowanie na poziomie poszczególnych produktów kredytowych. Chętniej zaciągane i udzielane są kredyty celowe, czyli mieszkaniowe i ratalne, natomiast mniej chętnie – kredyty gotówkowe i limity w kartach kredytowych. Oprócz czynnika popytowego duży wpływ ma na to również czynnik podażowy, ponieważ banki chętniej udzielają tych dwóch rodzajów kredytów z uwagi na ich stosunkowo niską szkodowość – mówi główny analityk BIK.

W marcu br. najlepszy wskaźnik szkodowości, mierzony Indeksem Jakości BIK, wciąż miały kredyty mieszkaniowe (0,59 proc.) i ratalne (1,22 proc.). Dla porównania dla kart kredytowych i kredytów gotówkowych wartość tego indeksu jest dużo wyższa i wynosi odpowiednio 3,37 proc. oraz 4,81 proc.

– Mimo wcześniejszych opinii – dotyczących możliwego dużego wzrostu szkodowości kredytów w następstwie pandemii – jakość spłacanych kredytów poprawiła się w porównaniu z marcem 2020 roku. Dotyczy to szczególnie kredytów gotówkowych – mówi profesor SGH.

Główny analityk BIK wskazuje jednak, że w ujęciu miesięcznym – czyli w stosunku do lutego br. – widać już pogorszenie we wszystkich segmentach rynku kredytowego i był to już kolejny miesiąc ze wzrostem poziomu szkodowości.

– W mojej opinii wpływa na to głównie zakończenie wakacji kredytowych przez większość kredytobiorców, którzy skorzystali z tego rozwiązania w trakcie pandemii. Trzeba też zwrócić uwagę, że początkowo z moratoriów kredytowych korzystały osoby o niższym poziomie ryzyka kredytowego, w późniejszych miesiącach – osoby o wyższym poziomie ryzyka. I właśnie tej grupie skończyły się moratoria, w związku z czym – biorąc pod uwagę 90-dniowe opóźnienia – w lutym i marcu widzimy już wzrost szkodowości właściwie na wszystkich produktach kredytowych – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski.

Jak ocenia, prognozy dotyczące kondycji rynku kredytowego na kolejne miesiące są mimo tego optymistyczne. Po odmrożeniu gospodarki w drugim półroczu – i wzroście popytu konsumpcyjnego, który powinien temu towarzyszyć – można spodziewać się dalszych wzrostów akcji kredytowej.

– Warunkiem zaistnienia takiego scenariusza jest to, że nie wydarzy się nic złego, nie pojawi się jakaś nowa mutacja wirusa niewrażliwa na szczepionki, co mogłoby zmienić wektor pandemii. Natomiast nastąpi stabilizacja jakości kredytów i już niewiele z nich zacznie się opóźniać – wskazuje ekspert.

Jak rozpocząć projektowanie ubrań?

Znajdujące się w szafie ubrania, to istotny element życia każdego człowieka. Trudno sobie wyobrazić codzienne funkcjonowanie bez odpowiednio dopasowanej do pory roku, lub sytuacji garderoby. Duże zapotrzebowanie na kolejne elementy garderoby sprawia, że obecnie coraz więcej osób chciałoby samodzielnie projektować ubrania. Zanim jednak dana osoba się na to zdecyduje, powinna wiedzieć jak zacząć projektowanie ubrań.

Projektowanie odzieży – podstawowe zasady

Swoją przygodę z projektowaniem ubrań należy zacząć od określenia odbiorców, do których chce się trafić. Pozwoli to na szczegółowe określenie wieku oraz przykładowych sylwetek osób, które mają być potencjalnymi kupującymi projektowanej odzieży.

Kolejnym krokiem, odpowiadającym na pytanie, jak zacząć projektowanie ubrań, jest określenie podstawowej bazy kolorystycznej, która ma służyć przygotowywanym produktom. Projektowanie ubrań wymaga także chociaż podstawowych umiejętności plastycznych. Wynika to z tego, że tylko w ten sposób można szczegółowo odwzorować powstały w głowie projekt. Chociaż uważa się, że projektować ubrania może prawie każdy, to należy się do tego odpowiednio przygotować.

Przeczytaj o innych ciekawych zawodach na http://www.ludzie-biznesu.pl.

Śledzenie trendów to podstawa

Projektowanie odzieży wiąże się także z ciągłym śledzeniem aktualnych trendów modowych. Dzięki temu, można łatwo określić zapotrzebowanie konsumentów na chętnie kupowane:

  • materiały,
  • kroje,
  • wzory,
  • kolory.

Pozwoli to także zaoszczędzić środki finansowe na nietrafione pomysły. A jak wiadomo – początki w branży modowej nie są łatwe i mogą one pochłaniać ogromne koszty. Jest to też jeden z głównych powodów, dla którego na początku warto zdecydować się na sprzedawanie swoich projektów online, a nie wynajmować miejsce na showroom.

Należy pamiętać, że branża odzieżowa charakteryzuje się świadomością czasu oraz potrzebami klienta, dla którego najważniejsze jest to, aby poszukiwany przez niego towar był dostępny w niedalekiej lokalizacji oraz w przystępnej cenie. Tylko rozumiejąc te dwie kwestie, można odnieść sukces.

Projektowanie ubrań i ściągnie miar z manekina

Więcej na temat tego, dla kogo warto tworzyć ubrania i jak być na bieżąco z panującymi trendami, przeczytać można na http://www.trinet.com.pl/projektowanie-ubran-jak-zaczac-kariere/.

Kolekcje dziecięce

Obecnie, coraz więcej projektantów oraz domów mody decyduje się na projektowanie ubrań dla dzieci. Jak się okazuje, jest to dynamicznie zmieniający się dział mody, gdyż nie tylko rodzice chcą być modni, ale także ich dzieci.

W branży modowej funkcjonuje mnóstwo projektantów, którzy specjalizują się w ubieraniu niemowląt, małych i starszych dzieci a także tych, którzy mieszają w swoich markach różne grupy wiekowe.

Niektórzy specjalizują się w doborze ubioru dla dziewczynek, natomiast inni – decydują się na odzież chłopięcą. Jeżeli więc swój biznes chce się oprzeć także na projektowaniu ubrań dla dzieci, warto nawiązać w tym celu współpracę z doświadczoną szwalnią. Osoby, które zajmują się odzieżą dziecięcą już dłuższy czas, podpowiedzą jak projektować ubrania, które czasem wymagają jeszcze więcej poświęcenia, niż odzież dla osób dorosłych.

Projektowanie ubrań online

W czasach, kiedy większość zajęć naukowych oraz edukacyjnych odbywa się online, o tym jak projektować ubrania, można się przekonać także internetowo.

Projektowanie ubrań online cieszy się na tyle dużą popularnością, że nawet największe domy mody zdecydowały się na stworzenie kursów przeznaczonych dla osób, które dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w branży.

Pozwala to na domową naukę szycia na maszynie, tworzenia własnych kolekcji, ilustrowania mody i wiele innych, równie istotnych rzeczy. Aby zdobyć niezbędną wiedzę i umiejętności z zakresu projektowania, należy postawić także na książki, które przybliżą teoretyczne podstawy zawodu projektanta.

Ponadto, wiele osób decyduje się również na rozpoczęcie studiów w szkołach modowych. To właśnie tam można spotkać się z modowymi praktykami, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem.

W Polsce, szkół zajmujących się projektowaniem odzieży jest kilkanaście – zarówno państwowych, jak i prywatnych. Następnie, warto pomyśleć także o odbyciu praktyk lub staży w branży modowej. W internecie można napotkać wiele ofert od butików, showroomów oraz projektantów, którzy chętnie podejmą się krótkiej współpracy z początkującymi designerami. Chociaż zazwyczaj takie staże są bezpłatne, to i tak stanowią cenną pigułkę wiedzy oraz zdobycie wymaganego minimum znajomości branży.

Źródło:

Ailleron finalizuje transakcję sprzedaży Software Mind z Enterprise Investors

Firma Ailleron podpisała z Polish Enterprise Fund VIII, funduszem private equity zarządzanym przez Enterprise Investors (EI) finalną umowę sprzedaży udziałów i inwestycji w Software Mind. Cały segment usługowy działalności Ailleron – Enterprise Services został przeniesiony do spółki Software Mind. Wartość wydzielonej części biznesu wyceniono na 150 mln zł (221 mln po wniesieniu środków). Enterprise Investors odkupił od Ailleron 26,7% akcji Software Mind za 40 mln zł i dokapitalizował spółkę kwotą 71 mln zł, co sumarycznie daje 50,2% udziału funduszu w kapitale zakładowym spółki.

Ailleron wspólnie z Enterprise Investors ma dostęp do kapitału, który umożliwi przejęcia o wartości na poziomie 200 mln zł.

– Naszą ambicją i celem długoterminowym jest zbudowanie wraz z EI wiodącej grupy na polskim rynku software house’ów o globalnym zasięgu, która będzie liderem w wybranych specjalizacjach – sektorowych i technologicznych – oraz osiągnięcie kilkukrotnie większej skali działalności. Pozyskany w Software Mind kapitał chcemy przeznaczyć na rozwój organiczny i akwizycje. Interesują nas podmioty zarówno krajowe jak i zagraniczne, które uzupełnią naszą ofertę, a także poszerzą geograficznie nasz obszar działania. Mamy już pierwsze efekty przyjętej strategii – podpisana przedwstępna umowa nabycia udziałów w spółce ValueLogic z Wrocławia, która również jest na etapie finalizacji. Mamy rozpoczęte zaawansowane rozmowy z kilkoma podmiotami, tak więc realizacja naszych planów nabiera tempa, co pozwala z optymizmem patrzeć na nasze plany rozwojowe – powiedział – Grzegorz Młynarczyk prezes Software Mind/ wiceprezes Ailleron.

Software Mind dostarcza kompleksowe rozwiązania informatyczne dla klientów z całego świata, wśród których są zarówno renomowane firmy z branży finansowej, telekomunikacyjnej i technologicznej jak również błyskawicznie rosnące „jednorożce” z Doliny Krzemowej. Spółka nawiązuje długoterminowe partnerstwa z klientami, pomagając im skalować dynamicznie rozwijające się biznesy. Ma bogate doświadczenie we wspieraniu cyfrowej transformacji firm na całym świecie, łącząc się z wewnętrznymi zespołami badawczo-rozwojowymi oraz pracując nad rozwojem produktów i nowymi kanałami komunikacji z końcowymi klientami. W ramach swojej strategii Software Mind skupia się na budowie wysoko skalowalnych rozwiązań chmurowych oraz automatyzacji procesów z wykorzystaniem uczenia maszynowego i elementów sztucznej inteligencji. Zakres usług pokrywa całe spektrum potrzeb klientów chcących przetransformować swoje organizacje i sposób oferowania produktów do nowoczesnych kanałów elektronicznych.

Ailleron będzie nadal sprawował kontrolę nad działalnością operacyjną Software Mind, zachowując prawo powoływania prezesa zarządu, większości składu zarządu spółki jak również będzie uprawniony do powoływania 2 z 5 członków rady nadzorczej.

Celem działań podjętych przez Grupę Ailleron jest dalszy rozwój części usługowej  i produktowej jako dwóch niezależnie działających podmiotów z jasno zdefiniowanymi, indywidualnymi strategiami działania. Pod marką Ailleron będzie rozwijany obszar działalności o charakterze produktowym działający obecnie w ramach dywizji FinTech. Natomiast w Software Mind zostanie skupiona działalność o charakterze usługowym świadczona obecnie w ramach dywizji Enterprise Services. Ailleron w segmencie FinTech dostarcza m.in. systemy bankowości internetowej i mobilnej, a także zdalne kanały obsługi klientów z wykorzystaniem videokomunikacji oferujące najnowsze technologie i najlepsze rozwiązania wspierające sprzedaż produktów finansowych – bankowych, ubezpieczeniowych i leasingowych.

Enterprise Investors jest jedną z największych firm private equity w Europie Środkowej i Wschodniej. Swoją działalność rozpoczęła w 1990 roku i od tego czasu utworzyła dziewięć funduszy o łącznym kapitale przekraczającym 2,5 miliarda EUR. Fundusze EI zainwestowały 2 miliardy EUR w 146 spółek działających w różnych sektorach gospodarki oraz zakończyły inwestycje w 134 spółkach, uzyskując przychody brutto w wysokości 4,1 miliarda EUR. Do tej pory zarządzane przez Enterprise Investors fundusze zainwestowały 112,5 mln EUR w 17 spółek z branży IT, takich jak m.in. AVG Technologies, BLStream czy intive.