Nie tylko spółki technologiczne i kurierskie. Hakerzy wykorzystują również branżę finansową, aby przyciągnąć uwagę ofiar.

W pierwszych miesiącach 2021 roku hakerzy najczęściej wykorzystywali marki ze świata bankowości i finansów w swoich atakach phishingowych – donosi Check Point Research. Światowym numerem nadal pozostaje Microsoft, ale nazwa znanego banku okazała się być niezastąpionym wabikiem dla ofiar cyberprzestępców.

MicrosoftPhishing

Analizy Check Point Research (CPR) wykazały, że bankowość dołączyła do pierwszej trójki branż, które są najczęściej wykorzystywane w atakach phishingowych, czyli takich w których cyberprzestępcy podszywają się pod znane i szanowane instytucje. Eksperci zwracają uwagę, że dwie popularne amerykańskie marki finansowe – Wells Fargo i Chase – znalazły się dziesiątce najpopularniejszych brandów naśladowanych przez hakerów. Odkrycia te zostały zawarte w nowym raporcie CPR dotyczącym marek wykorzystywanych w atakach phishingowych w pierwszym kwartale 2021 r.

W Polsce Wells Fargo oraz Chase nie są tak popularnymi markami jak w Stanach Zjednoczonych, co nie oznacza, że hakerzy nie próbują nas oszukać, by pozyskać nasze dane. Zdaniem ekspertów Check Pointa, marką wciąż najchętniej wykorzystywaną w atakach phishingowych jest Microsoft, która wykorzystywana była w blisko 40% ataków na całym świecie. Na drugim miejscu uplasował się DHL (18% ataków), natomiast na trzecim Google (9%). Miejsce piąte w zestawieniu zajął z kolei Amazon, który w zeszłym miesiącu oficjalnie zadebiutował na polskim rynku.

Top 10 marek wykorzystywanych w atakach phishingowych (1Q21):

  1. Microsoft (39%)
  2. DHL (18%)
  3. Google (9%)
  4. Roblox (6%)
  5. Amazon (5%)
  6. Wells Fargo (4%)
  7. Chase (2%)
  8. LinkedIn (2%)
  9. Apple (2%)
  10. Dropbox (2%)

Główne sektory wykorzystywane w atakach phishingowych:

  1. Technologia
  2. Dostawy
  3. Bankowość i finasne

Mając na uwadze pozyskane informacje eksperci firmy Check Point radzą, jak zabezpieczyć się przed tego typu atakami. W ich opinii należy uważnie czytać wiadomości otrzymywane z zewnątrz – zwracać uwagę na błędy ortograficzne, nie otwierać załączników, dokładnie sprawdzić podpisy i pochodzenie maili, nie kierować się wskazówkami osoby wysyłającej, nie udostępniać informacji osobistych i firmowych.

Domy do 35 mkw. i hotelarstwo rozproszone podbijają rynek turystyczny

Prywatność staje się dobrem luksusowym i ta potrzeba zostanie z nami na dłużej. 75% osób wybierze w tym roku takie miejsca na urlop, które zapewnią przestrzeń, intymność oraz dystans społeczny. 59% turystów dojedzie tam samochodem, a 61% chce spędzać czas na świeżym powietrzu. Widzą to operatorzy ośrodków rekreacyjno-wypoczynkowych, którzy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej inwestują w wysokiej jakości domki i inne niezależne formy zakwaterowania. Hotelarstwo rozproszone rośnie w siłę napędzane przez technologię modułową, która pozwala na szybką realizację, nieinwazyjną instalację w obszarze resortowym i gwarancję jakości. DMDmodular ocenia trendy na rynku nieruchomości w Polsce i Europie.

Hotelarstwo rozproszone na topie

Trendem numer jeden w wakacyjnym podróżowaniu w 2021 roku jest przestrzeń. Wraz ze wzrostem liczby osób zaszczepionych zaczynamy planować urlop określany przez wielu „wakacjami w ramach zemsty”. Chcemy się zemścić na koronawirusie za ponad rok niepewności, ograniczeń i pracy z domu. W badaniu globalnym American Express aż 75% osób przyznaje, że poszukują miejsc, które zapewniają im prywatność i bezpieczeństwo – rozumiane także jako dystans społeczny. Takie pobyty dawniej rozpatrywane były w kategoriach podróży luksusowych, teraz stają się powszechne i pożądane przez większość turystów. 69% badanych chce odwiedzić w tym roku tereny mniej uczęszczane turystycznie, a 68% deklaruje, że starają się podróżować bardziej świadomie i odpowiedzialnie, wybierając te destynacje, ośrodki, hotele i obiekty, które nastawione są na dbanie o środowisko.

Takie tendencje konsumenckie w podróżowaniu w czasie pandemii potwierdzają również nasze plany produkcyjne, rozmowy z inwestorami oraz liczba składanych zapytań i tworzonych przez nas ofert na domy całoroczne z naszej serii Smart Living, a także na nowe produkty modułowe, wpisujące się w trend hotelarstwa rozproszonego. Mamy obecnie 100% wzrostu zainteresowania tego typu rozwiązaniami w stosunku do roku poprzedniego. Nasze budynki modułowe Smart Living to oferta produktowa licząca 15 typów obiektów adresowanych do właścicieli hoteli resortowych, gruntów, parków rekreacyjnych, ale i indywidualnych klientów, którzy coraz częściej rozważają bezpieczną lokatę środków i inwestują w niewielkie osady od 3 do 5 domków. Produkty oparte są na pojedynczych lub podwójnych modułach i liczą od 28 do 120 mkw., z dachem płaskim lub dwuspadowym, komentuje dr Ewelina Woźniak-Szpakiewicz, prezes DMDmodular.

To obiekty spełniające wszystkie wymagania techniczne dla budynków obowiązujące od 2021 roku, a do tego technologia modułowa 3D pozwala na przeniesienie budynków w inną lokalizację – np. po uzyskaniu oczekiwanej stopy zwrotu z inwestycji.

Relokacja, choć nie jest powszechnie stosowana przez klientów, staje się coraz częściej przedmiotem kalkulacji finansowych i definiowana jest jako dodatkowy atut dla bezpieczeństwa inwestycji, co nie jest osiągalne dla tradycyjnych metod wznoszenia budynków. Wykończone domy wraz wszystkimi instalacjami, elewacją i wyposażeniem trafiają do klientów z Holandii, Niemiec, Słowacji, Islandii i Polski. To realizacje zarówno na potrzeby indywidualne, jak i rozwój ośrodków rekreacyjno-wypoczynkowych z przeznaczeniem dla urlopowiczów, poszukujących prywatności, przestrzeni i jakości. Obiekty, powstające w fabryce DMDmodular, są gotowe w kilka tygodni od złożenia zamówienia. To przełom dla turystyki rozproszonej, która w obecnych czasach i warunkach pandemii jest bardziej pożądana przez gości, a budownictwo modułowe przeżywa prawdziwy rozkwit w tym kierunku, dodaje Woźniak-Szpakiewicz.

Chcemy wyjechać i zostać na dłużej

W turystyce zrodził się jeszcze jeden trend, który uwidoczniają raporty konsumenckie. Według danych wyszukiwarki VRBO 55% badanych osób jest zainteresowanych głównie podróżami niskoemisyjnymi. Około 59% zapytanych rodzin najprawdopodobniej wybierze podróż samochodem. Takie zrównoważone podróżowanie jest bliskie 68% respondentów również w najnowszym badaniu American Express. Staramy się być bardziej świadomi i wybierać rozwiązania, które są przyjazne środowisku. Dodatkowo wolimy spędzać czas na świeżym powietrzu niż w mieście, dlatego celem podróży coraz częściej stają się prywatne domki w otoczeniu lasów, w których zostajemy na dłużej. Takie zjawisko nazywane jest „flexications”, czyli dłuższe wakacje poza godzinami szczytu, podczas których pracujemy i uczymy się zdalnie. 67% podróżnych, którzy korzystali z takiej formy wypoczynku, deklarują, że chcieliby to powtórzyć.

Pandemia stworzyła warunki dla elastycznego życia i swobody pracy podczas wyjazdów, a wysoka jakość apartamentów, standardy czystości, prywatność oraz spersonalizowane doświadczenia to dla podróżujących obecnie kryteria pierwszego wyboru. W tym kierunku rozwijają się ośrodki wypoczynkowe, centra rekreacji oraz prywatne kwatery. Według badań popyt na prywatne nieruchomości wynajmowane nawet na kilka miesięcy wzrósł gwałtownie w ostatnim czasie. Dane Airbnb wskazują, że podróżni wynajmują domy na przykład w pobliżu małych nadmorskich miast oraz lasów. Urlopowicze poszukują własnych tarasów, podwórek, patio, miejsc kempingowych. Stąd właśnie tak duży wzrost zainteresowania domami modułowymi. Inwestorzy chcą sprawnie, ale z zachowaniem jakości zapewnić swoim gościom komfortowe i oryginalne apartamenty do wypoczynku na łonie natury. Przewidujemy, że sprzedaż naszych obiektów z linii Smart Living wzrośnie w tym roku o minimum 50% i ten trend będzie się utrzymywał, gdyż budownictwo modułowe jest bardziej ekologiczne oraz skraca czas inwestycji nawet o połowę w porównaniu do tradycyjnych metod budowania, wyjaśnia dr Ewelina Woźniak-Szpakiewicz.

Co napędza branżę?

Dynamiczny rozwój hotelarstwa rozproszonego, któremu tempa może dotrzymać tylko technologia modułowa, wynika z wciąż trwających ograniczeń w życiu codziennym i podróżowaniu, ale także zmiany w samym sposobie spędzania wolnego czasu, co wyraźnie widać w oczekiwaniach tegorocznych urlopowiczów. W rezultacie rynek modułowy podbijany jest przez trendy turystyczne w 2021 roku, ale również inwestycje indywidualne na działkach budowlanych i rekreacyjnych. Tu najbardziej pożądane są domki do 35 mkw., ponieważ takie realizacje nie wymagają spełnienia skomplikowanych procedur administracyjnych.

Potrzeba własnego ogrodu, pracy i życia w większej przestrzeni niż w mieszkaniu w centrum miasta powoduje, że poszukujemy szybszych i bardziej efektywnych metod budowania. Dlatego inwestorzy coraz odważniej sięgają po rozwiązania modułowe 3D zamiast angażowania się w długotrwałe i kosztowne procesy budowania metodami tradycyjnymi, podsumowuje prezes DMDmodular.

Jaki kierunek rozwoju przyjmie sektor mieszkaniowy w nadchodzących 2-3 latach?

Jak zmieni się rynek nowych mieszkań w najbliższych latach? Czy spadnie podaż mieszkań? Czy utrzyma się popyt? Od czego będzie zależało utrzymanie równowagi rynkowej? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes Develii

Wierzymy w długoterminowy wzrost rynku mieszkaniowego. Nasz cel na ten rok to sprzedaż 1750-1850 mieszkań, czyli około 30 proc. więcej w porównaniu do 2020 roku. Przyjęliśmy strategię, zgodnie z którą chcemy zwiększyć skalę działania w segmencie mieszkaniowym do poziomu sprzedaży 3100 mieszkań w 2025 roku. W I kwartale br. odnotowaliśmy bardzo duże zainteresowanie ofertą ze strony klientów, dlatego spodziewamy się, że popyt na mieszkania nadal będzie utrzymywał się na wysokim poziomie. Do biur sprzedaży wróciło wiele osób, które wstrzymywały się z zakupem mieszkania w związku z pandemią, ponieważ ich potrzeby mieszkaniowe wciąż są aktualne. Do tego dochodzi liczna grupa inwestorów, dla których nieruchomości nadal będą atrakcyjną formą lokowania środków. W naszej ocenie wykluczenie z grupy potencjalnych nabywców osób pracujących w branżach najbardziej dotkniętych pandemią nie wpłynie znacząco na poziom sprzedaży. Nawet gdyby spełnił się negatywny scenariusz i sprzedaż byłaby niższa niż w ubiegłym roku to będzie to raczej spowodowane spadkiem podaży i dalszym wzrostem cen niż spadkiem zainteresowania ze strony klientów. Wyzwaniem dla branży pozostaje ograniczona dostępność gruntów, dlatego aktywnie podchodzimy do budowy banku ziemi m.in. zwiększając rolę działu zakupu gruntów w organizacji.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Wśród czynników wspierających branże i stymulujących wzrost zainteresowania ofertą deweloperów wymienić należy rekordowo niskie stopy procentowe, które przekładają się na większe zainteresowanie kredytowaniem zakupu mieszkania oraz zachęcają do lokowania kapitału w nieruchomości. Jednocześnie w Polsce cały czas mamy do czynienia z bardzo dużymi i niezaspokojonymi potrzebami mieszkaniowymi. Cały czas odrabiamy wieloletnie, systemowe braki i jeszcze nam daleko do zagospodarowania potrzeb w tym zakresie. Wszelkie porównania zasobów lokalowych wskazują, że pod tym względem pozostajemy w ogonie państw członkowskich Unii Europejskiej.

Ponadto bogacenie się społeczeństwa i trend wymiany mieszkań na większe, bardziej komfortowe jest dodatkowym czynnikiem wspierającym podaż. Naturalnie wysoki popyt i dobra pozycja nieruchomości na rynku inwestycyjnym oznaczają dobre perspektywy oraz potencjał dalszego wzrostu pierwotnego rynku mieszkaniowego. Dzięki czemu, pomimo obecnych ograniczeń w sferze zdrowia i gospodarki, z optymizmem spoglądamy w przyszłość.

Należy jednak znaczyć, że istotny wpływ na utrzymanie równowagi na rynku oraz dostępność mieszkań w ofercie będzie miała zdolność deweloperów do pokonywania trudności administracyjnych i szybkiego uruchomiania nowych projektów, a także dostępność gruntów pod przyszłe inwestycje.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Najbliższe 2-3 lata upłyną na odbudowie liczby sprzedawanych mieszkań, która spada w tym momencie o 20 proc. w ujęciu rok do roku. Przy tym tempie spadku sprzedaży kluczowe w utrzymaniu równowagi na rynku będzie znalezienie balansu pomiędzy popytem a liczbą nowych mieszkań wprowadzanych do sprzedaży. Na obecną chwilę nie przewidujemy dalszych spadków podaży. Popyt będzie utrzymywał się na wysokim poziomie, także za sprawą aktywności inwestorów, dla których zakup mieszkania wciąż jest atrakcyjną metodą lokowania zgromadzonych oszczędności, zwłaszcza przy niskooprocentowanych lokatach bankowych. Sytuację na rynku należy teraz ocenić jako stabilną. Cała branża weszła w nowy rok pełna optymizmu. My zamierzamy wprowadzać nowe mieszkania w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu, ponadto planujemy wejść na nowy rynek, do Trójmiasta.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Jeśli nie będzie kolejnych lockdownów, zakładamy kontynuację nieco wolniejszego wzrostu cen mieszkań w bieżącym roku. Jednocześnie w warunkach oczekiwanego, długiego okresu niskich stóp procentowych oraz mocnego odbicia gospodarki zwiększy się po raz kolejny siła nabywcza Polaków, co powinno wzmacniać dalszy popyt na mieszkania w okresie 2-3 lat.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Według naszych prognoz najbliższe 2-3 lata będą okresem kolejnych wzrostów cen. W Polsce nadal mamy niedobór mieszkań, nadal wiele młodych osób, którym brak zdolności kredytowej ma możliwość do samodzielnego mieszkania i decyduje się na wynajem.

Wraz ze wzrostem gospodarczym, w dalszym ciągu będą rosły wynagrodzenia, a co za tym idzie możliwość najmu mieszkań. Nadal będą korzystać na tym fundusze inwestujące w mieszkania na wynajem oraz inwestorzy indywidualni. Niski poziom oprocentowania kredytów hipotecznych będzie z kolei w dalszym ciągu stymulował nabywanie lokali na własne potrzeby.

Spadek podaży gruntów, wzrost ich cen, wydłużenie i skomplikowanie procesu inwestycyjnego, wzrost kosztu wytworzenia 1 mkw. mieszkania spowodowany zmianą Ustawy Deweloperskiej i wprowadzeniem Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego przyczynią się do dalszego wzrostu cen nowych mieszkań.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Doświadczenie pandemii nauczyło nas, aby z pokorą i dużą ostrożnością prognozować przyszłość. Gdyby przyjąć za dobrą monetę obecne zachowania klientów na rynku nieruchomości – aktywne i odważne, to moglibyśmy spodziewać się bardzo dobrej sytuacji jeśli chodzi o popyt. Szczególnie, gdy utrzymają się niskie stopy procentowe kredytów. Jednak ocena rynku i prognozy na przyszłość muszą uwzględniać wiele kryteriów. Bardzo dużo będzie więc zależeć od kondycji rynku pracy, poziomu bezrobocia i ogólnych nastrojów konsumenckich.

Nieco inaczej wygląda i będzie wyglądać strona podażowa. Po pierwsze, nasza branża działa w długich cyklach, mam tu na myśli m.in. wszystkie procedury administracyjne, czy generalne wykonawstwo. Po drugie, w dużych miastach nie przybywa gruntów. Ten zasób jest ograniczony. Będziemy więc mierzyć się z wyzwaniem, jakim jest sukcesywne zwiększanie podaży. Nasz bank ziemi został oczywiście zabezpieczony, a w najbliższych miesiącach ruszymy z nowymi projektami, m.in. na poznańskim Grunwaldzie i w Warszawie. Pewne trendy są widoczne już dzisiaj. Nasi klienci szukają większych przestrzeni, gdzie z łatwością wygospodarują miejsce do pracy zdalnej. Chętniej też sięgają po inwestycje w obrębie aglomeracji, a nie jej ścisłego centrum. Widoczny jest zwrot w kierunku ekologii.

Mariola Żak, dyrektor marketingu i sprzedaży Aurec Home

Pamiętajmy, że na ceny mieszkań wpływa popyt, a ten obecnie jest duży. Deweloperzy budowaliby dużo więcej, ale niestety borykają się z przedłużającymi się procedurami administracyjnym oraz małą dostępnością gruntów. Bank ziemi Aurec Home umożliwia wybudowanie około 3000 mieszkań, ale naszym celem jest dalszy rozwój i zakup kolejnych działek, aby móc wybudować dodatkowe 1000 mieszkań w 2021 roku. Nowe inwestycje w przeważającej większości są obecnie budowane tam, gdzie wciąż jest na to odpowiednio dużo miejsca. Dlatego w Warszawie na popularności zyskują dzielnice wokół centrum, gdzie jest dobra infrastruktura i rzadka zabudowa np. Wola, Bemowo, Ursus i Włochy.

Klientami Aurec Home są przede wszystkim osoby, które kupują mieszkania na własne potrzeby, pozostali to drobni inwestorzy, którzy w nieruchomości lokują swoje oszczędności. Na razie nie obserwujemy dużego zainteresowania mieszkaniami ze strony inwestorów zagranicznych, ale to się zmieni po zluzowaniu ograniczeń związanych z pandemią. Mniejsi inwestorzy zagraniczni będą bardzo zainteresowani mieszkaniami w Polsce, a więksi już szukają okazji w postaci zagrożonych biur, magazynów, czy hoteli. Moim zdaniem po pandemii inwestorzy będą mieli spory wpływ na rynek nieruchomości komercyjnych.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Sądzę, iż przez najbliższe 2-3 lata rynek utrzyma się na dotychczasowym poziomie. Myślę, że dochodzimy do równowagi pomiędzy popytem, a podażą. Deweloperzy rozsądniej podchodzą do wprowadzania nowych inwestycji. Strona popytowa nadal zainteresowana będzie ciekawymi lokalizacjami. Nieruchomości to nadal pewna lokata kapitału. Popyt zależny jest także od dostępności kredytów hipotecznych oraz wysokości stóp procentowych. Obecnie banki poluzowały dostęp do kredytów, co widać wśród naszych klientów. Jeśli chodzi o zmianę wysokości stóp procentowych to w analizowanym okresie nie można spodziewać się ich znaczącego wzrostu.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Sądzę, że sprzedaż mieszkań w najbliższym czasie będzie lepsza niż w 2020 roku, chyba że będziemy mieli problemy z podażą, wynikające chociażby z opóźnień administracyjnych. Pomimo pandemii, rynek trzyma się zupełnie nieźle. Trzeba jednak wziąć pod uwagę dużo zmiennych, które mogą wpłynąć na sytuację, jak nowe wymogi budowlane i energetyczne, wyższe koszty realizacji inwestycji, dodatkowe podatki, Deweloperski Fundusz Gwarancyjny. Wszystko wskazuje na to, że niskie stopy procentowe i inflacja będą nadal czynnikiem stymulującym popyt, jednak obawiam się, że nie można spodziewać się zwiększonej podaży. Na decyzje administracyjne nadal deweloperzy czekają za długo. Zbyt powolne jest także uchwalanie planów miejscowych, a to wpływa na niską podaż gruntów.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Spodziewamy się, że w perspektywie najbliższych 2-3 lat popyt będzie utrzymywał się na wysokim poziomie. Zakładamy jednocześnie wysoką liczbę nowych inwestycji deweloperskich wprowadzanych na rynek. Deweloperzy bacznie obserwują zachowania zakupowe klientów i zmieniające się preferencje. Dlatego kolejne projekty będą już dostosowane do nowych potrzeb i oczekiwań klientów. Spora grupa osób nadal będzie chętnie kupować nieruchomości na cele inwestycyjne. To aktualnie jedna z najbardziej popularnych form inwestowania z uwagi na wysoką inflację oraz niskie stopy procentowe. Pieniądze pozostawione na koncie bankowym systematycznie tracą swoją wartość nabywczą.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Uważam, że polski rynek ma wciąż bardzo długą perspektywę rosnącego popytu na nowoczesne mieszkania. Poza stale utrzymującym się popytem, wynikającym z niedoboru w zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych, będącym głównym motorem napędowym tego rynku, równolegle rozwijać się będzie rynek najmu instytucjonalnego PRS (Private Rented Sector). Jeśli chodzi o mniejszych nabywców inwestycyjnych, dla których inwestycje na rynku mieszkaniowym są naturalną alternatywą dla lokat bankowych, to w najbliższym czasie przewidujemy dalsze wzrosty. Wynikać to będzie m. in. z wprowadzenia ujemnych stóp procentowych lokat.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Wawel Service

Podaż na rynku deweloperskim spada bardzo mocno przez rosnące koszty gruntów, a popyt nadal będzie sukcesywnie rósł dzięki szerokiej ofercie domów, mieszkań i lokali usługowych budowanych zgodnie z zapotrzebowaniem. Obecnie najbezpieczniejszą lokatą kapitału jest kupno mieszkania, które chroni nasze zyski. Lokowanie środków w nieruchomości to najbardziej rentowny sposób inwestowania, co jednocześnie napędza sprzedaż deweloperom.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Rzeczywiście rośnie popyt inwestycyjny na rynku nieruchomości mieszkaniowych, co jest efektem zarówno zainteresowania dużych podmiotów zagranicznych, jak i zmiany aktywności inwestycyjnej Polaków, którzy przekierowują środki z lokat na inwestycje w nieruchomości. Sądzimy, że rynek nieruchomości mieszkaniowych w ciągu najbliższych 2 lat będzie się stabilnie rozwijał. Nadal popyt będzie lekko przewyższał podaż, ze względu na wymogi proceduralne i administracyjne dotyczące wprowadzania nowych inwestycji. Wzrost popytu może być także stymulowany przez nabywców lokujących swój kapitał, jednak nadal kupujący mieszkanie na własne potrzeby będą stanowić istotną część nabywców. W Polsce wciąż brakuje bowiem 2-3 mln mieszkań. Warto podkreślić, że rynek nieruchomości mieszkaniowych, ze względu na wysoką konkurencyjność i aspekty wolnorynkowe, od wielu lat utrzymuje równowagę i stabilnie się rozwija z korzyścią dla kraju i społeczeństwa.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Spodziewamy się w Poznaniu dalszego, stabilnego wzrostu cen, ale tak naprawdę wiele zależy od sposobu wychodzenia gospodarki z kryzysu wywołanego pandemią. Jeśli kredyty będą relatywnie tanie i dostępne, popyt konsumpcyjny utrzyma się na wysokim poziomie. Natomiast jeśli z jakichś względów będzie spadał, spodziewamy się, że popyt inwestycyjny będzie go kompensował. Należy pamiętać też o ciągle wysokim deficycie mieszkaniowym w Polsce. Polacy muszą gdzieś mieszkać i jeśli nie będą mieszkać „na swoim“, to będą wynajmować i skorzystają na tym inwestorzy nastawieni na wynajem długoterminowy.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Przewidujemy, że rynek nowych mieszkań w najbliższych latach nadal będzie miał się dobrze. Wysoki popyt na mieszkania powinien się utrzymywać. Niskie stopy procentowe wciąż będą zachęcały do lokowania środków w nieruchomości. Niski koszt kredytu hipotecznego przełoży się na jego zwiększoną dostępność dla klientów. Dodatkowo na korzyść rynku mieszkaniowego może zadziałać wprowadzenie przez rząd bonu mieszkaniowego, który mógłby pomóc nabywcom mieszkań w pokryciu wkładu własnego w formie dopłat lub gwarancji. Oczywiście może też dojść do częściowego ograniczenia podaży, gdyż już teraz są trudności z dostępnością nowych terenów inwestycyjnych, co z pewnością przełoży się na dalszy wzrost cen mieszkań.

Autor: dompress.pl

JR HOLDING ASI S.A. inwestuje w OpenApp, fintech twórcy Frisco.pl

W dniu 14 kwietnia JR HOLDING ASI S.A. podpisał umowę inwestycyjną z OpenApp sp. z o.o., dzięki której został strategicznym inwestorem spółki. Inwestycja JRH w wysokości 5 mln zł będzie przeznaczona na wdrożenie platformy OpenApp na polskim rynku oraz dalszy rozwój jej funkcjonalności.

OpenApp to innowacyjna platforma fintech, która skraca czas składania zamówienia w sklepach online do 10 sekund, nawet przy pierwszym zamówieniu klienta. Rozwiązuje w ten sposób jedną z największych bolączek e-commerce związaną z koniecznością ciągłego wprowadzania danych przez klientów. Złożenie zamówienia wraz z płatnością odbywa się bez wprowadzania jakichkolwiek danych lub logowania się.

OpenApp to zupełnie nowe podejście do checkoutu oparte o aplikację mobilną, które rewolucyjnie upraszcza kupowanie online. Wszyscy byliśmy znużeni ciągłym wpisywaniem tych samych danych w formularzach, więc znaleźliśmy sposób, aby w praktyce zlikwidować checkout dla konsumenta w możliwie najbardziej intuicyjny sposób – tłumaczy Witold Ferenc, założyciel OpenApp.

Dzięki inwestycji w OpenApp, JRH ASI S.A. wchodzi na szybko rosnący rynek checkoutu i płatności e-commerce, którego wielkość szacowana jest obecnie w Europie na ponad 6 mld EUR.

Produkt OpenApp jest tak prosty w użyciu, że mamy przekonanie, że szybko zdobędzie serca konsumentów. Kolejne funkcjonalności, takie jak anonimowe zakupy online, dają szansę na zbudowanie nowego standardu kupowania online na całym rynku europejskim – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu JR HOLDING ASI S.A.

OpenApp jest obecna również na rynku e-grocery, z którego wywodzi się prezes spółki Witold Ferenc. Zbudowała platformę do kompleksowego zarządzania “ostatnią milą”, która dzięki zaawansowanym mechanizmom machine-learning pozwala na osiąganie efektywności logistyki znacznie wyższych niż u europejskich liderów rynku, np. brytyjskiego Ocado. OpenApp Grocery jest wykorzystywana przez wiodących graczy na polskim rynku e-grocery i logistyki, m.in. Frisco.pl (www.open-routing.com) .

Pierwszym inwestorem OpenApp w rundzie seed był INNOventure, krakowski fundusz zalążkowy, który inwestując środki prywatnych inwestorów, ze wsparciem mechanizmu Bridge Alfa pomaga naukowcom, wynalazcom i przedsiębiorcom w rozwijaniu projektów biznesowych opartych o wyniki prac badawczo-rozwojowych. Portfel projektów technologicznych, w których rozwój i komercjalizację zaangażowany jest fundusz, obejmuje przedsięwzięcia z obszarów takich jak innowacyjne rozwiązania w e-commerce, sztuczna inteligencja w przemyśle, a także urządzenia medyczne, farmacja i biotechnologia.

Wyważony optymizm

Wczorajsze wystąpienie Powella z Fed nie przyniosło niespodzianek i rynki pozostają w trybie zawieszenia, wyczekując silniejszych impulsów z serii danych z USA. EUR/USD w żółwim tempie podchodzi do 1,20, a EUR/PLN zatrzymał się przy 4,55. Świeżego impetu dla optymizmu związanego z odbiciem globalnego ożywienia dostarcza wyskok cen ropy naftowej.

Środa była dobrym dniem dla apetytu na ryzyko, szczególnie w przestrzeni FX, gdzie USD pozostawał na przegranej pozycji do większości walut. Silne wzrosty ryzykownych walut surowcowych AUD, NZD i NOK sugerują głód odbudowywania pozycji spójnych ze strategią reflacyjną. Spadek zapasów ropy naftowej w USA stał się też pretekstem, by wyrwać z marazmu ceny WTI. Rynek akcji pokazał mieszane wyniki, ale cofnięcie się S&P500 o 0,4 proc., kiedy dzień wcześniej indeks poprawiał rekordy, nie jest korektą wartą uwagi. Rentowności obligacji skarbowych USA podbiły nieco w górę, ale ruchy nie były na tyle duże, by wzbudzać zakłopotanie.

Ogólnie jesteśmy w fazie, gdzie albo szukane są obszary uzasadnionego zwiększania ryzyka, albo panuje wyczekiwanie na nowy pozytywny czynnik. Start nowego kwartału, w szczególności po nerwowej końcówce poprzedniego, oznacza, że inwestorzy mają pokłady niepracującego kapitału, których chcą kierować na bardziej ryzykowne rynki. Potrzeba to jedno, ale pewność wytworzenia się trwalszego trendu to drugie. Wydaje się, że w temacie trzeciej fali zachorowań cały pesymizm jest już w cenach, co przerzuca uwagę na dowody wzmacniania się aktywności gospodarczej. Mocno zdyskontowana jest też wyjątkowość ożywienia gospodarczego w USA, co odbiera paliwo do aprecjacji USD. W tym kontekście ważne jest, że wczoraj prezes Powell przypomniał, że Fed nie spieszy się z normalizacją polityki monetarnej. Zwrócił uwagę na trzy warunki, jakie gospodarka musi spełnić, aby Fed zaczął rozważać podwyżki stóp procentowych: odbudowa rynku pracy będzie w pełni zakończona (tj. stopa bezrobocia wróci do 3,5 proc.), inflacja trwale osiągnie 2 proc. i dalej będzie utrzymywać się powyżej 2 proc. przez pewien czas. Z wcześniejszej wypowiedzi szefa oddziału Fed w St. Louis J. Bullarda wiemy, że warunkiem pomocniczym jest osiągnięcie stopnia zaszczepienia społeczeństwa na 75-80 proc. To łącznie powinno stanowić ważny drogowskaz dla oceny ścieżki polityki Fed i hamować spekulacyjne zapędy dolarowych byków, którzy chcieliby obstawiać początek normalizacji dużo wcześniej.
Sądzę, że sygnały z Fed osłabiają ten filar siły USD, który wynika ze zmiany oczekiwań dotyczących stóp procentowych i trajektorii rynku obligacji. Ale trzeba pamiętać, że USD to także bezpieczna przystań, która będzie przyciągać kapitał w momentach zawirowań rynkowych. By osłabić ten filar, strategia reflacyjna musi mieć poparcie w napływających danych makro ze świata. Inaczej bez świeżego paliwa obserwowany obecnie rajd ryzyka wynikający z odreagowania marcowej korekty wkrótce się wyczerpie.

Dziś impulsów mogą dostarczyć dane z USA. W USA marzec jest miesiącem przekazania Amerykanom czeków pomocowych, co zapewni wyraźny skok sprzedaży detalicznej. Otwieranie gospodarki po okresie restrykcji dodatkowo napędzi konsumpcję. Produkcja przemysłowa wskaże na odbicie w marcu po spadkach miesiąc wcześniej wywołanych trudną pogodą. Wskaźniki koniunktury – NY Empire State i Philly Fed – prawdopodobnie dalej będą podkreślać pozytywne nastroje wśród firm dzięki poprawie popytu wewnętrznego i silnej aktywności na zewnątrz. Poza tym rynek akcji będzie żył rozpędzaniem się sezonu wyników kwartalnych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Anwim S.A. debiutuje na Giełdzie Papierów Wartościowych

15 kwietnia 2021 r. będzie miał miejsce debiut obligacji wyemitowanych przez Anwim S.A. na rynku Catalyst prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. W obieg zostanie wprowadzonych 50 tys. obligacji na okaziciela serii A o wartości nominalnej 1000 zł każda. Termin wykupu obligacji przypada na 18 grudnia 2023 r. Agentem emisji jest Bank Pekao S.A.

16 listopada 2020 r. Anwim S.A. ustanowił program emisji obligacji o wartości 150 mln zł, a 14 grudnia br. nastąpiła pierwsza emisja obligacji serii A w wysokości 50 mln zł. Obecnie, obligacje trafiają do Alternatywnego Systemu Obrotu Catalyst prowadzonego przez GPW, co pozwoli upłynnić obrót na rynku wtórnym. Fundusze pozyskane w ramach emisji zostaną przeznaczone na dalszy, dynamiczny rozwój sieci stacji paliw MOYA.

–  Wejście na rynek Catalyst sprawi, że obrót obligacjami będzie jeszcze prostszy. Zależy nam na tym, by inwestorzy mieli pełne przekonanie, że warto stawiać na Anwim i sieć stacji paliw MOYA – zarówno na rynkach finansowych, jak i gdy mają potrzebę zatankowania pojazdu. Cieszymy się, że wspólnie z nabywcami naszych obligacji przybliżamy się do naszego celu, jakim jest poziom minimum 500 stacji do końca 2024 r. – mówi Rafał Pietrasina, prezes zarządu Anwim S.A.

Anwim S.A. jest jedną z największych spółek sektora paliwowego w Polsce. Pod marką MOYA działa obecnie ponad 320 stacji paliw. Jako jedyna sieć w Polsce w swoim portfolio ma trzy typy stacji paliw: tradycyjne, obsługowe z konceptem gastronomicznym Caffe MOYA oraz przystacyjnym sklepem, automatyczne – wyłącznie dla klientów flotowych oraz samoobsługowe – MOYA express – zarówno dla klientów indywidualnych, jak i biznesowych. Wszystkie stacje działające w ramach sieci spełniają jednolite standardy obsługi i jakości. Gwarancją jakości paliwa na stacjach w barwach MOYA jest niezależny program badania paliw – TankQ.

Jak sektor produkcyjny może poradzić sobie w świecie zmienionym przez COVID? Cztery główne kierunki zmian

Trwały charakter zmian wywołanych przez COVID-19 w przemyśle produkcyjnym uwydatnił potrzebę ponownego zaplanowania operacji biznesowych, aby były bardziej przystosowane do dynamiki rynku. Współczesny biznes wymaga zdecydowanie większej wrażliwości, uwzględniając sytuację w jakiej znaleźli się klienci w erze pandemii. Procesy biznesowe muszą więc stale ewoluować, dostarczając adekwatnych rozwiązań, dlatego tak wiele przedsiębiorstw inwestuje w cyfryzację.

Oprócz transformacji cyfrowej, do najważniejszych priorytetów kadry zarządzającej w ciągu najbliższych 24 miesięcy należy zwiększenie wydajności procesów, planowanie popytu i nowe oferty usług. Tak wynika z raportu Salesforce Trends in Manufacturing Report[1], badania przeprowadzonego na podstawie 750 odpowiedzi udzielonych przez liderów z sektora produkcyjnego z całego świata.

Kluczowym aspektem odróżniającym producentów, którzy są gotowi na przyszłość, a tymi, którzy nie są przygotowani, jest zwinność biznesowa. Oznacza to cyfryzację sprzedaży i działań operacyjnych, nawiązanie silnych relacji z partnerami handlowymi oraz przyjęcie podejścia „usługi jako centrum przychodów”. Raport zawiera cztery kluczowe wskazówki dla producentów, którzy chcą jak najlepiej przygotować swoje biznesy na przyszłość.

Komunikacja z klientem ulega transformacji

Podczas gdy początkowo największy wpływ pandemii widoczny był w obszarze produkcji i dostaw to jednak znaczące zmiany zauważalne są w strefie obsługi klienta. Poza przekształceniem procesów produkcyjnych, w ciągu ostatniego roku znacząco zmieniła się także potrzeba usprawnienia marketingu i komunikacji z klientem. W celu poprawy przejrzystości, przyspieszenia procesów i usprawnienia kontaktu z klientem, przedsiębiorcy rezygnują z mało wydajnych, przestarzałych metod na rzecz bardziej innowacyjnych, niezawodnych rozwiązań. Według danych z raportu około 8 na 10 producentów uważa, że przeniesienie systemu planowania do chmury jest ważnym elementem rozwoju biznesu.

Chmura jest kluczowym sojusznikiem

Technologie chmurowe w dużym stopniu wiążą się z gotowością na przyszłość. Producenci „dobrze przygotowani” są 2,2 razy bardziej skłonni przenieść swoje systemy operacyjne i sprzedaż do chmury i 2,5 razy bardziej przychylni do pełnej migracji określonych systemów o krytycznym znaczeniu dla biznesu, takich jak systemy planowania finansowego lub popytu. Zdolność do szybkiej adaptacji do nowych możliwości, optymalizacja zasobów i skrócenie czasu uzyskania przychodów to tylko niektóre z korzyści.

Źródłem silnych partnerstw jest cyfryzacja

Łatwość prowadzenia biznesu jest ważnym wskaźnikiem sukcesu. Kluczową rolę odgrywa tu partnerstwo i współpraca z poszczególnymi kanałami. Ponad 8 na 10 producentów przyznaje, że niedostępne dane, przestarzałe narzędzia i zamknięte zespoły utrudniają im proces prognozowania. Dlatego właśnie producenci przygotowani na przyszłość podwoili wysiłki w zakresie cyfryzacji sprzedaży i operacji, aby skutecznie współpracować z partnerami handlowymi, budując silniejsze relacje w zakresie przejrzystości danych, sprzedaży i marketingu. Wraz z rozwojem biznesu, udane partnerstwo będzie także obejmować bezpieczny przepływ informacji w całym ekosystemie – od produkcji do sprzedaży.

Aby zapewnić odporność biznesu, warto rozważyć usługi posprzedażowe

Proces sprzedaży nie kończy się oczywiście z momentem zakupu. Usługi posprzedażowe, takie jak diagnostyka czy wsparcie, zyskują na znaczeniu jako wartość dodana, szczególnie dla producentów gotowych na przyszłość. Grupa ta jest również bardziej entuzjastycznie nastawiona do łączenia produktów, wsparcia, oprogramowania i innych usług w jeden model przychodów – zwany również serwicyzacją. Ogólnie rzecz biorąc, 86% producentów gotowych na przyszłość oferuje obecnie opcje serwisowania, pielęgnując ideę “usług jako centrum przychodów”. Te nowe modele biznesowe, w połączeniu z postępami w migracji systemów usługowych do chmury, sprawiły, że producenci gotowi na przyszłość zostawili w tyle swoich konkurentów.

Modele biznesowe są niezwykle ważną częścią strategii producentów w zakresie odporności. Dlatego, w miarę jak przedsiębiorstwa przygotowują się do świata po pandemii, sprawność będzie miała tutaj fundamentalne znaczenie dla sposobu prowadzenia ich działalności. W coraz większym stopniu automatyzacja zastąpi ręczne prognozowanie, a cyfryzacja sprzedaży i operacji będzie kluczowym czynnikiem decydującym o gotowości na przyszłość.

[1] https://www.salesforce.com/form/conf/industries/manufacturing/new-trends-in-manufacturing/

Szukasz taniego mieszkania w dużym mieście? Znajdziesz je, ale… na peryferiach

Część największych miast rozrasta się wolniej od okalających je miejscowości – wynika z danych GUS. W najnowszym raporcie Narodowy Bank Polski wskazuje wręcz na zmianę preferencji budujących mieszkania. Dlaczego tak się dzieje oraz gdzie taką zmianę widać najbardziej?

Według analityków Narodowego Banku Polskiego (NBP) o zmianie preferencji budujących może świadczyć fakt, że w 2020 r. wyraźnie, bo z 65% do 70% wzrósł udział pozwoleń na budowę mieszkań i domów w tzw. pozostałej Polsce. Pozostałe 30% przypadało na 16 miast wojewódzkich plus Gdynię.
Pozwolenia na budowę-2019-2020
Na gwałtowny spadek aktywności inwestorów wskazują dane GUS m.in. dla Warszawy, Wrocławia i Łodzi. Np. w stolicy mieszkań objętych pozwoleniami budowlanymi było aż o jedną trzecią mniej niż w 2019 r.!

– Najprawdopodobniej jest to skutek malejącej dostępności gruntów nadających się pod zabudowę mieszkaniową oraz niewydolności niektórych urzędów – uważa ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Dane NBP potwierdzają, że rozwój budownictwa mieszkaniowego w największych miastach hamują bardzo wysokie koszty zakupu i zagospodarowania gruntu. Np. w Warszawie ich udział w cenie metra kwadratowego mieszkań wzrósł w ostatnich pięciu latach z ok. 16% do 21%. Za rogatkami największych miast grunty są tańsze, a w efekcie niższe są ceny mieszkań. Nie brakuje na nie chętnych, więc lokalni deweloperzy starają się zaspokoić popyt. Wydane w ubiegłym roku pozwolenia na budowę wskazują, że w okolicach Warszawy najwięcej mieszkań powstanie w powiatach wołomińskim, piaseczyńskim i mińskim.Pozwolenia-deweloperzy-powiaty

Na uwagę zasługuje zwłaszcza powiat miński, który zyskał na atrakcyjności dzięki połączeniu z Warszawą drogą ekspresową S2 i autostradą A2. W ciągu ostatnich 10 lat deweloperzy budowali w powiecie mińskim średnio 338 mieszkań rocznie. Tylko na podstawie pozwoleń wydanych w ubiegłym roku powstanie ich przeszło trzykrotnie więcej.

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że obecnie w Mińsku Mazowieckim trzy miejscowe firmy deweloperskie oferują mieszkania w cenie 6-6,5 tys. zł za m kw. Dla porównania, w sąsiadującej z tym powiatem warszawskiej dzielnicy Wesoła średnia cena nowych mieszkań wynosi 7,7 tys. zł za m kw.

Z kolei w okolicach Wrocławia na celownik firm deweloperskich trafiły powiaty świdnicki i oławski, bo tam GUS odnotował duży wzrost liczby mieszkań deweloperskich objętych pozwoleniami na budowę. Dla potencjalnych nabywców mieszkania we Wrocławiu ciekawą alternatywą wydaje się być oddalone o ok. 26 km miasteczko Oława. Ceny w ofercie tutejszych deweloperów sięgają 6,5 tys. zł za m kw. Dla porównania we Wrocławiu najtańszą dzielnicą jest Fabryczna, gdzie średnia cena nowych mieszkań przekracza 8,3 tys. zł za metr.

W okolicach Łodzi wzrost aktywności deweloperskiej widoczny jest zaś zwłaszcza w powiecie pabianickim, gdzie wydano pozwolenia na budowę 359 mieszkań. Rok wcześniej było ich tylko 120. W Pabianicach mieszkania na rynku pierwotnym kosztują najczęściej od 4,9 tys. do 5,5 tys. zł za m kw. Natomiast w Łodzi średnia cena metra kwadratowego wynosi ok. 7 tys. zł.

Warto też zwrócić uwagę, że w 2020 r. deweloperzy uzyskiwali pozwolenia na budowę mieszkań w miejscowościach, w których wcześniej nie budowali oni wcale lub budowali pojedyncze budynki. Spore ożywienie widoczne jest m.in. w powiatach: nyskim, łańcuckim, szczycieńskim, poddębickim czy jaworskim.
Pozwolenia-deweloperzy-powiaty1

Np. w powiecie nyskim na podstawie pozwoleń wydanych deweloperom w ubiegłym roku powstanie 680 mieszkań, czyli 2,5 razy więcej niż łącznie przez ostatnich 11 lat.

– Te dane nie uwzględniają jeszcze wpływu pandemii koronawirusa na rynek mieszkaniowy. Może się jednak okazać, że wskutek upowszechnienia się pracy zdalnej, wzrośnie popyt na mieszkania i domy w miejscowościach okalających duże miasta – komentuje ekspert GetHome.pl.

Sztuczna inteligencja wskaże firmy, w które nie warto inwestować

Przyszłość startupów jest zapisana w algorytmach. Tak przynajmniej twierdzi instytut Gartnera. Zdaniem ekspertów, najpóźniej do 2025 roku najważniejszym doradcą dla funduszy venture capital i private equity będzie sztuczna inteligencja. To SI określi czy startup rokuje, czy też nie.

Decyzje opierające się na intuicji bądź wynikające z zamiłowania do hazardowych zagrywek są codziennością w startupowym świecie. Według danych PitchBook i National Venture Capital Association, w ubiegłym roku w samych tylko Stanach Zjednoczonych, inwestorzy wydali na tamtejsze startupy zawrotną kwotę 156,2 miliarda dolarów. To 428 milionów dolarów dziennie. – Każdego dnia fundusze inwestycyjne analizują dziesiątki ofert i modeli biznesowych. To od ich decyzji zależy z jednej strony los pomysłu foudera, a z drugiej pieniądze inwestorów – mówił Wojtek Stramski CEO polskiego funduszu Deep Change Ventures i dodaje – Wszystkim wydaje się, że gdy startup utrzyma się rok, czy dwa to dalej ma z górki, a wcale tak nie jest. 90% projektów wcześniej czy później kończy się fiaskiem – zauważa inwestor.

9 na 10 startupów to klapa

Ciężko się z nim nie zgodzić, zwłaszcza że jak podaje amerykańska agencja rządowa The Small Business Administration (SBA) w 2019 roku “wskaźnik porażki” wynosił około 90%. Niepowodzenia rozłożone są na lata. W pierwszym roku co piąty ze startupów (21.5%) kończy się klapą. W drugim odsetek rośnie i sięga 30%, w piątym jest to już 50%, a dekadę po starcie z rynku znika niemal ¾ startupów (70%). Wojtek Stramski wyjaśnia, że nie powinno to nikogo dziwić, a problemem często są… fundusze inwestycyjne, które podtrzymują wiele projektów przy życiu, mimo że te nie rokują. – Wiele projektów przez długi czas żyje z ‘inwestycyjnej kroplówki”. Nie przynoszą zysków, a wsparcie pochodzi głównie od inwestorów. Model takiego finansowania powinien być zarezerwowany wyłącznie dla naprawdę przełomowych projektów, takich jak np. Spotify. Szwedzka platforma streamingu muzyki ma już ponad 150 milionów aktywnych subskrybentów… i nadal nie przynosi zysku. Natomiast dziś widzimy, że ten respirator inwestycyjny jest nadużywany. Nie możemy postawić znaku równości między twórcami zaawansowanych rozwiązań dla medycyny a firmą produkującą kolejną aplikację upiększającą zdjęcia. To tak, jakby porównać kolorowankę z epopeją narodową – kończy Stramski.

Lekiem SI

Lekarstwem na chorobę, której doświadczają fundusze inwestycyjne, będzie… sztuczna inteligencja. – Mówi się, że inwestorzy, którzy odnieśli sukces, mają dobre „przeczucie” – mówi Patrick Stakenas, starszy dyrektor ds. badań w Gartnerze i kontynuuje: – Jednak era “wewnętrznego głosu” wynikająca z osobistego doświadczenia odgrywa coraz mniejszą rolę w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Do 2025 r. tradycyjny sposób prezentowania oferty ulegnie zasadniczej zmianie – zaznacza Stakenas. Analitycy Gartnera zapowiadają, że w ciągu najbliższych lat wyrocznią, która decydować będzie o być, albo nie być danego przedsięwzięcia inwestycyjnego będzie sztuczna inteligencja i Data Science.

Według instytutu Gartnera do 2025 roku ponad 75% decyzji wykonawczych funduszy venture capital i private equity będzie podejmowanych przy wsparciu sztucznej inteligencji (AI) i analizy danych. To na bazie narzędzi wykorzystujących analitykę i SI określany będzie współczynnik sukcesu danego projektu. Zdaniem Gartnera do minimum ograniczone będzie ryzyko inwestycyjnej porażki, a to pozwoli zaoszczędzić miliardy dolarów, które będzie można spożytkować w bardziej efektywny sposób, np. dofinansowując większą ilość startupów lub zwiększając sumę dotacji.

Mocno wzrosło ryzyko upadłości firm, przyspieszył też wzrost ich zaległości

Gwałtownie przyrasta liczba firm, które oceniają, że istnieje realne ryzyko zamknięcia lub upadłości ich biznesów. Gdy w październiku zeszłego roku mówiła o tym co dziesiąta firma, po upływie kolejnych 6 miesięcy, w cieniu pandemii, jest to już realna obawa co piątej. Firmy boją się o siebie, ale też o kontrahentów. Przedłużające się ograniczenia destabilizują działanie biznesu, w samym I kwartale upadło ponad dwa razy więcej przedsiębiorstw niż przed rokiem. Zaległości firm wobec dostawców i banków wzrosły w czasie pandemii o 715 mln zł, a prawie połowa z tej kwoty przypadła na początek br. – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK.

Każdy kolejny miesiąc choćby częściowego zamrożenia gospodarki coraz bardziej szkodzi biznesowi. Konsekwencje w postaci niższych obrotów spowodowanych trudną sytuacją kolejny kwartał raportuje aż połowa firm, w tym również podmioty, które wcale nie są bezpośrednio objęte restrykcjami związanymi z COVID-19.

Narastające wycieńczenie przedsiębiorstw pokazują odpowiedzi na pytanie: Czy w ostatnich 12 miesiącach w Państwa firmie istniało realne ryzyko zamknięcia biznesu, upadłości? Gdy po 6 miesiącach pandemii twierdząco odpowiadało niecałe 11 proc. przedstawicieli mikro, małych i średnich firm, po roku jej trwania o możliwości bankructwa mówi już blisko 22 proc. ankietowanych – wynika z badań Keralla Research, zrealizowanych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

upadłości firm
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Rosną statystyki dotyczące upadłości ogłaszanych w Monitorze Sądowym i Gospodarczym

W I kwartale br. niewypłacalność dotknęła blisko 520 firm, o niemal 120 proc. więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. W tym nieco ponad 350 upadłości zostało ogłoszonych w formie uproszczonego postępowania, bez konieczności rejestracji w sądzie.

Największą dynamikę upadłości notuje branża transportowa – przyrost o 230 proc., dalej usługi wzrost o 220 proc., rolnictwo i handel o 150 proc. W budownictwie było 80 proc. więcej przypadków niewypłacalności, a w przemyśle 35 proc.

Tak gwałtowny wzrost upadłości w transporcie nie stanowi optymistycznego prognostyku na przyszłość. Bowiem to właśnie ta branża uchodzi za barometr polskiej gospodarki. Niczym w soczewce odzwierciedlając wszystkie zjawiska i procesy zachodzące na rynku, nie tylko krajowym, ale także i zagranicznym.

Polacy masowo zawieszają też działalność firm. Tylko w pierwszych trzech miesiącach dotknęło to 49 tys. przedsiębiorstw, o 21 proc. więcej niż w I kwartale 2020 r. i o ponad 100 proc. więcej niż w I kw. 2019 r. – Szacuje się, że jeśli ten trend się utrzyma, w tym roku liczba zawieszonych działalności sięgnie rekordowego i niespotykanego poziomu od 200 do nawet 250 tys. firm. Najczęściej problem ten będzie dotykał szeroko rozumianą branż usługową – mówi Tomasz Starzyk, ekspert Dun&Bradstreet.

Transportowcy pierwsi na drodze do upadłości

Największy wzrost upadłości w I kwartale br. odnotowano w transporcie, gdzie zbankrutowało blisko 40 firm. Trudną sytuację przedstawiciele tej branży potwierdzają też w badaniu. O widmie bankructwa w cieniu pandemii mówi ponad 40 proc. przedstawicieli przedsiębiorstw zajmujących się przewozem osób i towarów, przy średniej odpowiedzi dla wszystkich branż na poziomie 22 proc. W bazach BIG InfoMonitor oraz BIK transport również się wyróżnia. Od końca marca zeszłego roku do końca lutego tego roku jego zaległości wobec dostawców i banków wzrosły o 6,6 proc. (137 mln zł) do 2,2 mld zł, a liczba niesolidnych firm o niemal 0,5 tys. do ponad 33,2 tys. W tym czasie wśród ogółu firm przeterminowane zobowiązania podwyższyły się o 2,2 proc. (0,72 mld zł) do 33,87 mld zł.

Zła sytuacja firm transportowych, to nie przypadek, a efekt drastycznego spadku produktu krajowego w wielu krajach, spadku produkcji przemysłowej i handlu, a co za tym idzie także siły nabywczej konsumentów. To wszystko przekłada się na mniejsze zapotrzebowanie na przewóz towarów. Dodatkowo pandemia mocno uderzyła też w przewóz osób. Jednocześnie wiele firm, szczególnie tych małych, w obawie o sytuację w kolejnych miesiącach, nie podejmuje zbytniego ryzyka, nie wiąże się długofalowymi umowami i nie inwestuje. Na to wszystko nakłada się problem z dostępnością kierowców.

Częściej niż ogół firm o możliwości bankructwa, wspominają też przedsiębiorstwa budowalne – 28 proc. W ciągu minionych 12 miesięcy na skraju upadłości znalazła się także niemal co czwarta firma usługowa. W handlu i przemyśle poczucie zagrożenia bankructwem było już rzadsze, dotyczyło odpowiednio 14 proc. i 12 proc. przedsiębiorstw.

Wiele jednak zależy też od wielkości firmy i liczby zleceniodawców, większe ryzyko plajty sygnalizują mniejsze firmy (28 proc.). Występuje tu również zależność od liczby kontrahentów – im firma ma ich mniej, tym prawdopodobieństwo upadłości wyższe (31 proc.), rośnie też wtedy, gdy kontrahentów jest ponad pięćdziesięciu (28 proc.). Statystyki ogłoszonych już upadłości w I kw. pokazują, że bankructwa zdarzają się najczęściej mikro, małym i średnim przedsiębiorstwom. Blisko dwie trzecie z odnotowanych upadłości dotyczyło właśnie firm, które w ostatnim roku obrachunkowym nie przekroczyły progu 50 mln zł przychodu i zatrudniały do 100 pracowników.

– Wyniki badania wyraźnie pokazują, że firmy średniej wielkości mówią o ryzyku bankructwa najrzadziej, bo w 9 proc. przypadków. I nawet gdy mają bardzo wielu zleceniodawców radzą sobie z ich zdyscyplinowaniem. W przypadku mikro i małych podmiotów jest to już spore wyzwanie. Niedopilnowywani i niemobilizowani na bieżąco do terminowego płacenia klienci stają się groźni i mogą popchnąć do upadłości – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – Firmy transportowe zaczęły już z tego wyciągać wnioski i coraz szybciej zgłaszają swoich niesolidnych klientów do rejestru dłużników. Wcześniej zwykle się ociągały, mimo że podmioty świadczący usługi na ich rzecz zwykle nie mają w takich sytuacjach wątpliwości – dodaje.

Powszechna obawa przed upadłością klientów

Przedsiębiorcy widzą ryzyko upadłości własnej firmy, ale ponad połowa dostrzega też rosnące prawdopodobieństwo bankructwa swoich kontrahentów.

upadłości firm 2
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

– Do obserwowania partnerów biznesowych i ich nieudanych zmagań z rzeczywistością konieczne są mocne nerwy, bo w sumie 60 proc. przedsiębiorców ma przekonanie, że poważne kłopoty kontrahentów są niebezpieczne dla ich biznesów, bez względu na branżę, wielkość firmy czy liczbę zleceniodawców. Sytuacja jest obecnie na tyle zmienna i trudna, że szybkie działanie wobec dłużników, które zawsze jest niezwykle ważne, obecnie nabrało szczególnego znaczenia. Firmy bankrutują, wiele też ogłasza upadłość w uproszczonym trybie pozasądowym i w takich okolicznościach odzyskiwanie należności nie jest proste – mówi Halina Kochalska.

Wyzwaniem – spadek zamówień, utrzymanie płynności finansowej i kłopoty dostawców

W sytuacji, gdy sprzedaż jest dużo niższa od oczekiwań nie jest jednak łatwo zrezygnować z klienta. Listę największych wyzwań stojących przed biznesem otwiera bowiem spadek zamówień (26 proc. wskazań), ale na drugiej pozycji jest utrzymanie płynności finansowej (24 proc.). Trzecim trudnym wyzwaniem jest spadek przychodów, powraca więc wymieniony wcześniej problem mniejszego popytu i mniejszej liczby zamówień. Dalej znalazło się utrzymanie zatrudnienia (16 proc.), a także kłopoty dostawców (15 proc.). Szczególnie w tym punkcie widać na przestrzeni minionych 6 miesięcy dużą negatywną zmianę w ocenie sytuacji przez przedsiębiorców.

upadłości firm 3
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Przedłużająca się pandemia przekłada się też na przyspieszenie przyrostu zaległości firm wobec dostawców i banków. W okresie 11 miesięcy z COVIDEM-19 w tle, od marca ub.r. do lutego tego roku, przeterminowane zobowiązania przedsiębiorstw wzrosły o 715 mln zł do niemal 33,87 mld zł. Przy czym prawie połowa zaległości, które pojawiły się w tym czasie doszła w dwa miesiące 2021 roku. Problemy z płatnościami wobec dostawców i banków ma już blisko 324 tys. podmiotów (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych). W okresie epidemii koronawirusa przybyło prawie 10 tys. nowych niesolidnych dłużników, z tego ponad 3 tys. w styczniu i lutym.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, przeprowadzane co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: marzec / kwiecień 2021 r.