Ebury w czołówce prognoz dla ośmiu par walutowych

W pierwszym kwartale 2021 r. Ebury najtrafniej w rankingu Bloomberga prognozowało kurs dolara amerykańskiego do korony szwedzkiej. Dodatkowo analitycy walutowi fintechu znaleźli się w pierwszej dziesiątce w rankingach poświęconym siedmiu innym parom walutowym. Ebury jako jedna z nielicznych instytucji w Polsce i w Europie dostarcza też na bieżąco przedsiębiorcom analizy wielu walut z Azji, Afryki czy Ameryki Południowej.

Ze względu na potrzeby eksporterów i importerów analitycy Ebury przygotowują prognozy walutowe zarówno dla najpopularniejszych w globalnym handlu walut, jak i dla tych istotnych z perspektywy lokalnej. Wśród tych drugich są waluty tak z rynków uznawanych wciąż za egzotyczne dla polskiego biznesu (np. brazylijski real, turecka lira czy meksykańskie peso), jak z rynków o istotnym znaczeniu dla polskich importerów i eksporterów (chiński juan, rosyjski rubel czy czeska korona).

Ebury pierwszy kwartał bieżącego roku zakończyło nie tylko pierwszym miejscem w rankingu prognoz Bloomberga dla pary dolar amerykański/korona szwedzka (USD/SEK), ale również czwartym dla pary euro/korona szwedzka (EUR/SEK).

Ponadto zespół zdobył także miejsca w pierwszej dziesiątce w rankingach analiz par dwóch innych walut G10: dolar/frank szwajcarski (USD/CHF) oraz euro/jen japoński (EUR/JPY). Analitycy firmy zajęli także drugie miejsce w przypadku czterech par walutowych z rynków wschodzących: euro/lej rumuński (EUR/RON), dolar/lej rumuński (USD/RON), dolar/meksykańskie peso (USD/MXN) oraz dolar/peso chilijskie (USD/CLP).

To kolejne wyróżnienia dla Ebury w rankingu Bloomberga po zajęciu pierwszego miejsca w ostatnim kwartale ub.r. dla kluczowej dla eksporterów i importerów pary euro/dolar amerykański. W ciągu ostatnich jedenastu kwartałów zespół analityków Ebury siedmiokrotnie zajmował jedno z dziesięciu najwyższych miejsc w zestawieniu prognoz dla EUR/USD.

Klucz do ochrony marż

Ebury obserwuje szybko rosnące zainteresowanie polskich eksporterów i importerów rozliczaniem transakcji w lokalnych walutach. Przykładowo, Szwecja była w 2020 r. dla polskich przedsiębiorców ósmym kierunkiem eksportowym i siedemnastym rynkiem dla importerów. W ostatnich dwóch latach lat sprzedaż towarów na rynek szwedzki rosła i kształtowała się na poziomie 2,8–2,9% całości polskiego eksportu, import z tego rynku to zaś ponad 1,6% całości. Rośnie w związku z tym zainteresowanie realizacją transakcji importowo-eksportowych bezpośrednio w koronie szwedzkiej.

Wiedza o kursach walut realnie pozwala na przewidywanie i zmniejszanie ryzyka walutowego, a w efekcie chroni zyski z eksportu lub importu. W ostatnich latach polscy przedsiębiorcy prowadzą międzynarodową ekspansję bez jakichkolwiek kompleksów – w tym na najodleglejsze, egzotyczne rynki. Dlatego zarówno nasze analizy, jak i powiązane z nimi nowoczesne rozwiązania do rozliczania i zabezpieczania transakcji cieszą się szybko rosnącą popularnością wśród importerów i eksporterów – komentuje Jakub Łańcucki, dyrektor zarządzający Ebury Polska.

Obecnie międzynarodową ekspansję polskich firm wspiera 25 oddziałów Ebury na całym świecie. Do tych zlokalizowanych m.in. w Hongkongu, Londynie, czeskiej Ostrawie, Düsseldorfie, Sofii, Dubaju czy Toronto dołączył niedawno oddział w brazylijskim São Paulo.

Kompap podwaja zysk netto i chce wypłacić dywidendę

Grupa Kompap SA, do której należą dwie wiodące drukarnie dziełowe w Polsce – BZGraf i OZGraf oraz drukarnia offsetowa rolowa Imprimus –  w 2020 r. wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 86,68 mln zł, tj. wyższe o 1,77 mln zł w porównaniu do tych za 2019 r. Jednocześnie grupa podwoiła zysk netto – do 5,69 mln zł w 2020 r. z poziomu 2,81 mln zł notowanego rok wcześniej. Wypracowany zysk spółka chce przeznaczyć m.in. na wypłatę dywidendy w wysokości 50 gr za akcję. Na ten rok Kompap planuje rozwój sprzedaży w Polsce i za granicą oraz dalszą poprawę wyników, m.in. poprzez inwestycje w nowoczesny park maszynowy, pozyskiwanie wysokomarżowych zleceń oraz szkolenia pracowników.

– Podsumowanie roku 2020 r. wypada bardzo korzystnie, chociaż pandemia dotknęła także naszą grupę. W największym stopniu, bo aż o 40% w kwietniu i w maju spadły na skutek lockdown przychody naszej białostockiej spółki, BZGraf. Z kolei spółka Kompap zanotowała w czerwcu i lipcu 17-procentowy spadek sprzedaży. W kolejnych miesiącach udało się nam jednak odrobić te straty, a nawet przekroczyć poziom przychodów z poprzedniego roku. Złożyły się na to wzrosty sprzedaży zarówno w Polsce, jak i za granicą. W skali grupy nasz eksport w minionym roku wzrósł aż o 28% – komentuje Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA.

Co istotne, w 2020 r. mimo wzrostu przychodów grupa Kompap zmniejszyła koszty własne (o 221 tys. zł) oraz inne kategorie kosztów, w tym ogólnego zarządu (o ponad 900 tys. zł). Te działania wraz z optymalizacją zakupu surowca i innych procesów zarządczych przełożyły się na bardzo duży wzrost rentowności – grupa zwiększyła wynik EBITDA o 33% r/r do 14,02 mln zł oraz zysk netto o 102% r/r – do 5,69 mln zł. Jednocześnie wskaźnik rentowności netto wyniósł po 12 miesiącach ubiegłego roku 6,56% wobec 3,31% rok wcześniej. Grupa poprawiła też płynność, wskaźniki zadłużenia oraz zmniejszyła poziom kredytów. Wskaźnik długu netto do EBITDA wyniósł w grupie Kompap na koniec 2020 r. 2,4 w porównaniu do roku 2019, kiedy to wartość tego wskaźnika wynosiła 4,2. Wobec tak dobrych wyników i optymistycznych perspektyw w branży wydawniczej, mającej duże znaczenie dla działalności grupy, mimo pandemii zarząd Kompapu zarekomendował przeznaczenie części zysku netto na wypłatę dywidendy – po 50 gr na akcję. Byłaby to już trzecia, a jednocześnie najwyższa w historii spółki, wypłata dywidendy. Kompap wypłacał także dywidendę w roku 2020 w wysokości 39 gr oraz w roku 2016 w wysokości 20 gr.

W 2021 r. Kompap zamierza dalej zwiększać sprzedaż oraz pracować nad rentownością. Z myślą o tym unowocześnia swój park maszynowy w drukarniach w Olsztynie, Białymstoku i Laskowicach. W minionym roku spółka kupiła m.in. maszynę poligraficzną Uniplex za 2,5 mln zł do drukarni w Olsztynie. W tym roku chce wydać na inwestycje ok. 9 mln zł.

– Planujemy kolejne zakupy specjalistycznych urządzeń, dzięki którym będziemy mogli drukować szybciej i wydajniej nie tylko popularne formaty książek oraz akcydensów, ale i realizować na dużą skalę nietypowe zamówienia, w niestandardowych oprawach czy rozmiarach. Właśnie takimi możliwościami, wysoką jakością oraz terminowością przyciągamy nowych znaczących klientów z Polski i z zagranicy. Zwłaszcza ci ostatni, odkąd pandemia przerwała łańcuchy dostaw między Europą a Chinami, chętniej wybierają solidnych wykonawców z naszego kontynentu, takich jak drukarnie Kompap. Biorąc pod uwagę wszystkie te elementy oraz trendy na rynku wydawniczym, który świetnie radzi sobie także w czasach pandemii, liczymy na kolejny udany rok – mówi prezes spółki.

W przyszłości do wyników grupy w coraz większym stopniu będzie też kontrybuował najnowszy nabytek akwizycyjny, czyli laskowicka drukarnia, która przez ostatnie lata była integrowana ze spółką Kompap.

Z sukcesem zakończyliśmy już proces restrukturyzacji drukarni w Laskowicach, przejętej jako spółka Imprimus pod koniec 2017 roku. Biznes przynoszący wielomilionowe straty zaczął już wypracowywać zyski po pełnej integracji z Kompap w 2019. W związku z pandemią zdecydowaliśmy się wstrzymać te procesy w odniesieniu do naszych spółek w Olszynie i Białymstoku. Ten projekt pozostaje aktualny, będziemy go jednak finalizować po uspokojeniu pandemii. Już teraz korzystamy jednak z synergii zakupowych wynikających z działania w dużej grupie poligraficznej – wyjaśnia Waldemar Lipka.

Drukarnie grupy Kompap w Olsztynie i Białymstoku należą do największych w kraju zakładów poligraficznych w zakresie produkcji dziełowej. Obsługują renomowane wydawnictwa z Polski (m.in. Publicat, Powergraph, Znak, Marginesy, Dwie Siostry, C.H. Beck, Firma Księgarska Olesiejuk, PWN,  Egmont Polska, Burda czy Zwierciadło) oraz z zagranicy (np. Lantarn Publisher, Vigmostad & Bjorke), w tym z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Hiszpanii, Czech czy krajów skandynawskich. Kompap drukuje także w Laskowicach materiały dla firm, w tym wielu banków i dużych koncernów, jak PZU, Tauron czy Energa, a także instytucji takich jak ministerstwa, NFZ, ZUS, KRUS.

TenderHut 20 kwietnia zadebiutuje na NewConnect

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie wyznaczyła 20 kwietnia 2021 r. jako pierwszy dzień notowań akcji TenderHut SA na parkiecie NewConnect. Akcje spółki w systemie notowań ciągłych będą obecne pod nazwą skróconą „TENDERHUT” i oznaczeniem „THG”. Do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect zostały dopuszczone akcje zwykłe na okaziciela serii B1 (1 010 509) i C1 (3 342).

TenderHut to technologiczna grupa kapitałowa, która prowadzi działalność w trzech liniach biznesowych: outsourcing, wdrażanie systemów laboratoryjnych oraz venture building. W obszarze outsourcingu spółka rozbudowuje i umacnia swoją pozycję poprzez spółki SoftwareHut (systemy IT),  ExtraHut (UI/UX/design), ProtectHut (cyberbezpieczeństwo) oraz LegalHut (doradztwo prawne dla sektora IT). Sektor laboratoryjny reprezentowany jest przez spółki zależne Solution4Labs (wdrożenia LIMS) i Holo4Labs (Mixed Reality w laboratoriach). W sektorze venture building spółka rozwija startupy z sektora PropTech/WorkTech – Zonifero, MedTech – Holo4Med i EduTech – Grow Uperion.

– Nie możemy się już doczekać naszego debiutu giełdowego. Przygotowujemy się do niego już od kilku lat. Status spółki publicznej to dla nas długo wyczekiwany prestiż i powód do dumy. Kluczowa jest dla nas transparentność w działalności i przyzwyczajamy do tego naszych inwestorów. Od lat publikujemy wyniki finansowe na naszej stronie internetowej i informujemy o wszystkich kluczowych wydarzeniach w social mediach. Dlatego myślę, że bez problemu sprostamy obowiązkom informacyjnym i dobrym praktykom panującym na NewConnect – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu TenderHut SA.

Pandemia COVID-19 spowodowała, że osiągnięte przez Grupę TenderHut w okresie 12 miesięcy 2020 roku wzrosty wyników finansowych prowadzonej działalności były niższe, niż wcześniej zakładano. Pomimo tego, wartość przychodów netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów w 2020 roku wzrosła do poziomu 46,11 mln zł, tj. o 23% w porównaniu do roku poprzedzającego. Zdecydowanej poprawie uległ również wskaźnik EBITDA, który za 2020 rok wyniósł 8,8 mln zł, co oznacza wzrost o 94% w stosunku do roku poprzedniego.

W zakres 6-letniej działalności i rozwoju firmy wchodzą: przejęcia lokalnych firm IT wraz z pracownikami, otwarcie 8 centrów developerskich w kraju (Białystok, Poznań, Przemyśl, Olsztyn, Szczecin, Warszawa, Wrocław, Gdynia), 10 polskich spółek zależnych i 5 zagranicznych (100%: Chiny, Dania, USA, udział mniejszościowy: Szwecja, Niemcy), oraz 9 przedstawicielstw sprzedażowych za granicą (Dania, Szwecja, Norwegia, Irlandia, Wielka Brytania, Szwajcaria, Niemcy, USA, Francja).

Grupa CDRL podsumowuje 2020 rok

Grupa CDRL, właściciel marki Coccodrillo oraz Buslik w 2020 roku odnotowała stratę w wysokości 41,7 mln zł, podczas gdy w 2019 roku osiągnęła zysk na poziomie 11,5 mln zł. Przychody ze sprzedaży w minionym roku wyniosły 405,6 mln zł czyli o 21 proc. mniej niż rok wcześniej. EBITDA w 2020 roku wyniosła 25,7 mln zł i jest niższa niż poprzednim roku o 52 proc.

Na wysokim poziomie utrzymały się przepływy pieniężne z działalności operacyjnej – w 2020 roku wyniosły 71 mln względem 33,6 mln zł, co oznacza wzrost o 111 proc. Przepływy pieniężne netto wyniosły niemal 3 mln zł i jest to jest to nieznacznie więcej niż rok wcześniej.

Uważamy, że wyniki, które spółka osiągnęła na poziomie operacyjnym są zadawalające. To zasługa poczynionych oszczędności oraz wzrostu sprzedaży e-commerce. Miniony rok był trudny dla całej branży. Niepewne nastroje konsumentów, a także obowiązujące przez większość roku ograniczenia w handlu nie pozostały bez wpływu na wyniki Grupy CDRL– mówi Marek Dworczak, prezes CDRL.

Na wynik netto odnotowany w 2020 roku istotny wpływ miały odpisy z tytułu utraty wartości środków trwałych i wartości niematerialnych wynikających z przeprowadzonych testów na utratę wartości udziałów w spółkach zależnych na łączną kwotę 23,9 mln zł. W kwietniu br. trzy spółki zależne, zajmujące się prowadzeniem salonów Coccodrillo, głównie w centrach handlowych zdecydowały o rozpoczęciu procesu restrukturyzacji. – Dążymy do zmniejszania kosztów działalności, a restrukturyzacja powinna nam w tym dodatkowo pomóc i w długim terminie korzystnie wpłynąć na wyniki finansowe – dodaje Dworczak.

Rekordowym zainteresowaniem cieszy się sprzedaż za pośrednictwem kanałów e-commerce grupy CDRL. Obrót z zamkniętych sklepów stacjonarnych, częściowo przeniósł się do sklepu internetowego. Spółka koncentruje się na umacnianiu pozycji swoich sklepów internetowych, a także poszerzaniu dostępności produktów w sieci.

Rynek e-commerce wciąż wzrasta i niezależnie od tego ile jeszcze pandemia będzie trwać, zmiana nawyków zakupowych i przenoszenie handlu do Internetu to trend, który zostanie z nami na stałe. Mając na uwadze powyższe, wdrażamy nowe rozwiązania technologiczne i nowe kanały sprzedaży. W ostatnich miesiącach uruchomiliśmy rumuńską i ukraińską wersję sklepu internetowego, od niedawna ubrania Coccodrillo dostępne są również za pośrednictwem platformy Allegro – komentuje Tomasz Przybyła, wiceprezes CDRL.

Ovid Works z sukcesem zakończył prywatną emisję akcji pozyskując 2,2 mln zł

Ovid Works, notowane na NewConnect niezależne studio gamingowe z Warszawy, z sukcesem zakończył prywatną emisję akcji. Inwestorzy nabyli 966 tys. akcji, stanowiących blisko 10 proc. kapitału. W emisji wziął udział m.in. Rockbridge TFI. Pozyskany kapitał zasili budżety produkcyjne aktualnie realizowanych projektów.

Z sukcesem udało nam się zakończyć emisję i pozyskać 2,2 mln zł, które przeznaczymy na rozwój i dokapitalizowanie bieżących projektów. Cieszę się, że w akcjonariacie pojawili się również nowi profesjonalni inwestorzy, a także prywatne osoby związane z branżą. Tacy inwestorzy są dla nas niezwykle cenni, gdyż oprócz gotówki będziemy mogli liczyć na ich wsparcie, doświadczenie oraz kontakty. – komentuje Jacek Dębowski, prezes zarządu Ovid Works.

Subskrypcja prywatnej emisji akcji serii D zakończyła się 2 kwietnia br. Akcje zostały objęte przez 4 osoby fizyczne, w tym jednego pracownika Spółki oraz dwa podmioty prawne w tym m.in. Rockbridge TFI po cenie emisyjnej 2,30 zł.

Po zakończeniu prywatnej emisji akcji dwaj członkowie zarządu i założyciele Ovid Works – Jacek Dębowski oraz Jacek Chojecki sprzedali łącznie 290 akcji po cenie 2,1 zł inwestorowi prywatnemu związanemu z branżą gamingową.

Ovid Works aktualnie pracuje nad grą Nemesis. Będzie to wyjątkowy multiplayer, inspirowany hitową grą planszową autorstwa Awaken Realms, który będzie także wydawcą gry wideo. Jednocześnie Spółka pracuje nad „Falling Star”, sequelem gry Interkosmos, przeznaczonym głównie na urządzenia VR. Zakończone zostały już prace nad strukturą rozgrywki wieloosobowej, teraz studio pracuje nad elementami typu single player.

Pandemia wymówką dla nieuczciwych kontrahentów

Prawie 80 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP zauważyło, że w czasie pandemii wzrosła liczba nieetycznych zachowań ze strony kontrahentów. Nieterminowe wywiązywanie się z umów i zobowiązań oraz próby usprawiedliwiania swoich zaniedbań i błędów koronawirusem to ich najczęstsze grzechy – wynika z badania Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Jednocześnie aż trzy czwarte polskich przedsiębiorców stoi na stanowisku, że od uczciwości w biznesie nie ma wyjątków.

Założenie, że firma może postępować nieuczciwie w wyjątkowych sytuacjach, takich jak np. pandemia, przekłada się na wzrost nierzetelności – pokazują wyniki badania „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego w marcu br. przez Instytut MANDS na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów. Aż 78 proc. polskich firm doświadczyło tego w ostatnim czasie na własnej skórze i zdecydowana większość (80 proc.) z nich wskazuje, że nieuczciwe praktyki nasiliły się właśnie w czasie pandemii. Najczęściej wiązały się one z nieterminowością, czy to w kwestii płatności (35 proc. wskazań), czy realizacji umów (30 proc.). 3 na 10 przedsiębiorców spotkało się też z próbą usprawiedliwiania pandemią błędów czy zaniedbań przez kontrahenta.

Pandemia służy jako wygodna wymówka kontrahentom, którzy z różnych powodów, niekoniecznie związanych z sytuacją epidemiologiczną, są nieuczciwi. Dodatkowo wodą na młyn jest dla nich brak reakcji ze strony samych przedsiębiorców. Okazuje się bowiem, że firmy, które doświadczyły nieuczciwości ze strony partnerów, rzadko decydują się na zerwanie z nimi współpracy. Tylko co trzecia firma nie toleruje takich praktyk i rozwiązuje stosunki z niesłownym partnerem biznesowym. Taka postawa powoduje, że wielu kontrahentów pozwala sobie na działania, które w normalnej sytuacji byłyby nie do zaakceptowania – wskazuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Z jakimi nieuczciwymi zachowaniami ze strony kontrahentów firma spotkała się w czasie pandemii?
Niepłacenie w terminie 35%
Nieterminowe wywiązywanie się z umów i zobowiązań 30%
Usprawiedliwianie swoich błędów i zaniedbań pandemią koronawirusa 30%
Niedbałe wywiązywanie się z umów i zobowiązań 20%
Oszukiwanie na jakości usługi lub produktu 17%
Podnoszenie cen w trakcie lub na koniec umowy 16%
Niestosowanie się do obostrzeń wynikających z pandemii 14%
Ukrywanie dodatkowych kosztów związanych z usługą lub produktem 13%
Utrudnianie kontaktu lub przepływu informacji 13%
Niewywiązywanie się z umów i zobowiązań 11%
Podawanie nieprawdziwych lub niepełnych informacji o usłudze/produkcie 8%
Łamanie prawa i przepisów pracy 6%
Prowadzenie szkodliwej dla środowiska działalności 3%
Inna odpowiedź 0,2%
Nasza firma nie spotkała się z nieuczciwymi zachowaniami ze strony kontrahentów 22%
Źródło: Badanie Rzetelnej Firmy i KRD „Rok biznesu w pandemii”. Pytanie wielokrotnego wyboru

Uczciwość nie zawsze na pierwszym planie

Jednocześnie większość, bo 74 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP, zgodnie przyznała, że nie ma sytuacji, w których firma może zrezygnować z bycia uczciwą. Pozostali dopuszczają jednak wyjątki od tej reguły. W tym przypadku, nieuczciwość najczęściej rodzi nieuczciwość. Dla 15 proc. przedsiębiorców działanie nie fair kontrahenta stanowi furtkę do tego, by samemu też stosować takie metody. Dla blisko co dziesiątego respondenta usprawiedliwieniem nieuczciwych działań jest także sytuacja kryzysowa, jak załamanie gospodarki czy pandemia. Dodatkowo, niecałe 7 proc. dopuszcza je również w przypadku konieczności ratowania firmy przed upadłością w obliczu koronakryzysu. Kolejne 5 proc. zdecydowałoby się na nieetyczne postępowanie, gdyby firma mierzyła się z kiepską sytuacją finansową, niezależnie od czynników zewnętrznych.

Nasze obecne badanie pokazuje, że wraz z rozwojem koronakryzysu mnożą się nieuczciwe działania w biznesie. Dla porównania, ponad pół roku wcześniej nieetyczne praktyki wśród swoich kontrahentów w pandemii zauważała co czwarta firma z sektora MŚP.[1] Obecnie skarży się na to już blisko 80 proc. firm. Widać więc, że niezdrowe zjawisko się nasila, a w efekcie szkodzi ono całej polskiej gospodarce – zauważa Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.Pandemia wymówką dla nieuczciwych kontrahentów 2

Dobrego kontrahenta poznaje się w biedzie

W pandemii część przedsiębiorców próbuje wykorzystać sytuację i traktuje koronakryzys jako pretekst do niewywiązywania się ze swoich zobowiązań. Jak zwracają uwagę autorzy badania, jest też druga strona medalu. W tych trudnych czasach wiele firm postanowiło wesprzeć swoich partnerów biznesowych.

Blisko 60 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP w czasie pandemii spotkało się z wyjątkowo etyczną postawą swoich kontrahentów. Co piąty docenił ich dbałość o bezpieczeństwo pracowników. 19 proc. mogło skorzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Kolejne kilkanaście procent przedsiębiorstw doceniło w zachowaniu kontrahentów wyrozumiałość i skłonność do wydłużania terminów płatności bądź rozkładania ich na raty. To pocieszające wieści, bo wspólne rozwiązywanie problemów jest zawsze lepsze niż uciekanie się do nieuczciwych praktyk – dodaje ekspert Rzetelnej Firmy.

Prawie połowa przedsiębiorstw, które skorzystały z pomocnej dłoni swoich kontrahentów, wskazała też, że w porównaniu do czasu przed pandemią przybyło etycznych i wykraczających poza zwykłą uczciwość zachowań innych firm. Natomiast 17 proc. obserwuje, że takie gesty pojawiają się rzadziej.

Z jakimi wyjątkowo etycznymi, wykraczającymi poza zwykłą uczciwość zachowaniami kontrahentów firma spotkała się w czasie pandemii
Wyjątkowa dbałość o bezpieczeństwo pracowników w czasie pandemii 22%
Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem w radzeniu sobie z problemami wynikającymi z pandemii 19%
Wyjątkowa wyrozumiałość względem naszej firmy (terminowości/usług/produktów) 16%
Skłonność do wydłużania terminów płatności bądź rozkładania płatności na raty 14%
Wprowadzenie udogodnień/zmian w umowie ze względu na zmiany wywołane pandemią 13%
Wprowadzenie dodatkowych opcji kontaktu/oferty/produktu, aby dostosować się do nowych potrzeb, zaistniałych z powodu pandemii 10%
Działalność charytatywna (np. zapomoga dla szpitali, zniżki dla personelu medycznego) 8%
Pomoc finansowa dla naszej firmy 5%
Nasza firma nie spotkała się z wyjątkowo etycznymi, wykraczającymi poza zwykłą uczciwość zachowaniami kontrahentów 40%
Źródło: Badanie Rzetelnej Firmy i KRD „Rok biznesu w pandemii”. Pytanie wielokrotnego wyboru

 

Badanie „Rok biznesu w pandemii” zostało przeprowadzone przez MANDS w marcu 2021 r. na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Objęło grupę 500 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CAWI.

[1] Badanie na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG SA „Nieetyczne zachowania firm podczas pandemii”, sierpień 2020 r.

Biedronka wzmacnia promocję świeżych produktów od polskich dostawców. Polskie towary odpowiadają za ponad 90 proc. sprzedaży mięs i ryb

– Pandemia koronawirusa powoduje perturbacje gospodarcze. Dzięki zwiększeniu sprzedaży polskich produktów wspieramy krajową gospodarkę – mówi Arkadiusz Mierzwa, dyrektor ds. komunikacji sieci Biedronka. Największa w Polsce sieć handlowa od ponad 25 lat stale i konsekwentnie bazuje na współpracy z krajowymi rolnikami i dostawcami. W ubiegłym roku sprzedała 93 proc. mięs, niemal 100 proc. ryb i 67 proc. warzyw i owoców pochodzących od polskich firm. W kwietniu sieć prowadzi akcję promującą rodzimych dostawców, skierowaną do wszystkich, którzy mają w portfelu kartę Moja Biedronka.

Największa sieć handlowa w Polsce stawia mocny akcent na współpracę z lokalnymi, krajowymi dostawcami i rolnikami. Widać to też w wynikach sprzedaży. W 2020 roku wśród produktów świeżych Biedronka sprzedała aż 99,9 proc. ryb, 93 proc. mięsa oraz 67 proc. owoców i warzyw pochodzących właśnie od polskich dostawców.

 Jabłka, gruszki, marchewki czy ziemniaki są polskie. Jednak mamy też owoce egzotyczne, które z powodów klimatycznych nie są możliwe do uprawy w Polsce, a niektóre z odmian owoców i warzyw mogą być uprawiane tylko sezonowo, a nie przez cały rok. Dlatego ten udział krajowych warzyw i owoców w całości sprzedaży jest nieco niższy, ale wciąż na wysokim poziomie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Mierzwa, dyrektor ds. komunikacji sieci Biedronka.

Jak deklaruje, sieć systematycznie działa na rzecz zwiększania sprzedaży produktów od krajowych dostawców. Temu ma służyć uruchomiona właśnie akcja Kupuj Świeże Polskie Produkty, która potrwa do końca kwietnia. Jest ona skierowana do posiadaczy karty Moja Biedronka, którą ma już ponad 10 mln Polaków.

– W ramach tej akcji od 15 kwietnia do końca miesiąca wszystkim klientom, którzy są posiadaczami karty Moja Biedronka, będziemy zliczali wartość ich zakupów przeznaczonych na świeże polskie produkty – czyli mięso, ryby, owoce i warzywa. Każdy klient, który w tym dwutygodniowym okresie wyda na polskie produkty 499 zł, otrzyma voucher o wartości 99 zł do wykorzystania w maju na dowolne zakupy, poza standardowymi wyłączeniami – tłumaczy dyrektor ds. komunikacji sieci Biedronka.

Wartość zakupów będzie sumowała się na karcie Moja Biedronka, będzie też drukowana na paragonach podczas zakupów. Voucher będzie można wykorzystać jednorazowo na zakupy z całego asortymentu Biedronki. Jak podkreśla Arkadiusz Mierzwa, do promocji będą się wliczać wyłącznie ryby, mięso czy owoce i warzywa z Polski.

– To jest oferta, którą chcemy zachęcić naszych klientów, żeby dokładnie sprawdzali na produktach kraj pochodzenia, żeby w pewien sposób preferowali i premiowali w swoim koszyku zakupowym te towary, które będą miały znaczek Produkt Polski. To jest szczególnie istotne właśnie w kategorii produktów świeżych, które stanowią większość naszego codziennego koszyka zakupowego – mówi.

Startująca właśnie akcja to niejedyna forma wsparcia Biedronki dla krajowych producentów.

– Podejmujemy też wiele innych działań, które mają promować polskie produkty wśród naszych klientów. To z jednej strony edukacja, a z drugiej działania stricte promocyjne, które w sposób komercyjny mają zachęcić klientów do ich zakupu – mówi Arkadiusz Mierzwa.

Jedną z takich akcji była kampania Kupuj Co Polskie, która wystartowała w sierpniu ub.r. i trwa do dziś. Przez osiem miesięcy klienci Biedronki wsparli gospodarkę zakupami polskich produktów o wartości ponad 23,6 mld zł.

– Ta wartość jest porównywalna ze środkami budżetowymi przeznaczanymi przez nasz kraj na niektóre ważne dziedziny życia – wyjaśnia dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej JMP. – W ramach tej akcji każdemu klientowi pokazujemy na paragonie, jaka część i jaka dokładna kwota z jego zakupów została przeznaczona na produkty wytworzone w Polsce albo takie, które dodają wartość do krajowej gospodarki

Kiedy rozpoczęła się pandemia COVID-19, Biedronka ogłosiła program „Czas na wspieranie małych producentów” i zaoferowała im możliwość współpracy. W efekcie ok. 200 produktów od 140 małych, lokalnych dostawców – znanych dotąd tylko regionalnie – trafiło na półki jednej z największych sieci handlowych w Polsce, co pomogło im w zachowaniu miejsc pracy i utrzymaniu biznesów. Z początkiem tego roku Biedronka wprowadziła też specjalne stanowisko kupców lokalnych owoców i warzyw, którzy poszukują mniejszych rodzinnych gospodarstw rolnych i nawiązują z nimi bezpośrednią współpracę.

– Biedronka ma ponad 3 tys. sklepów w całej Polsce, które każdego dnia odwiedza ok. 4 mln klientów. Przez to mamy kontakt z większością Polaków. W skali miesiąca niewątpliwie większość z nich odwiedzi sklep Biedronka. Dlatego promocja polskich produktów, namawianie do patriotyzmu konsumenckiego i do tego, żeby dokonując zakupów, przy okazji zadbali o krajową gospodarkę, to jest wsparcie niebagatelne. Zwłaszcza że pandemia koronawirusa wywołała pewne perturbacje gospodarcze – wyjaśnia Arkadiusz Mierzwa.

Obroty hazardu online w szarej strefie znacząco wzrosły. W ciągu ostatnich czterech lat zwiększyły się o 9 mld zł

W Polsce prawie połowa obrotów na rynku hazardu online ma miejsce w szarej strefie. Jej procentowy udział w ostatnich latach spadał – z ponad 76 proc. w 2016 roku do blisko 47 proc. w ubiegłym roku. Mimo to obroty w szarej strefie rosną jednak z każdym rokiem i w tym okresie zwiększyły się o 9 mld zł. W ciągu tych czterech lat łączna strata Skarbu Państwa z tytułu nieodprowadzonego podatku od gier wyniosła ponad 2 mld zł – wynika z szacunków firmy doradczej EY. Eksperci wskazują, że w Polsce rynek hazardowy wciąż ma spory potencjał wzrostu, dlatego w kolejnych latach trzeba się też spodziewać rozwoju szarej strefy. Jej ograniczenie nie będzie możliwe bez odpowiednich działań ze strony państwa i krajowych regulatorów.

Porównując polski rynek gier hazardowych z innymi krajami UE, widzimy, że jego potencjał dalszego wzrostu jest bardzo duży. Dotyczy to zwłaszcza kanału online, który rozwija się najbardziej dynamicznie nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista EY w Polsce.

Objęcie internetowych kasyn monopolem państwa, zakaz turniejów pokera online czy możliwość obstawiania meczów tylko u tych podmiotów, które mają licencję Ministerstwa Finansów – to jedne z głównych założeń wprowadzonej w 2009 roku i gruntownie znowelizowanej w 2016 roku ustawy hazardowej. Mimo że zgodnie z polskimi przepisami część gier jest zakazana, międzynarodowe podmioty działające w szarej strefie umożliwiają graczom udział w rozgrywkach niedostępnych na legalnym rynku. W ich rękach znajduje się prawie połowa (46,7 proc.) obrotów na rynku hazardu online – oszacowali eksperci EY w najnowszym raporcie. W ubiegłym roku legalnie działająca branża hazardu online wygenerowała obroty na poziomie 14,4 mld zł. Dla porównania w tym czasie wielkość obrotów w szarej strefie sięgnęła 12,6 mld zł. Co ciekawe, w 2016 roku szara strefa na rynku gier hazardowych online odpowiadała za 76,5 proc. obrotów.

Z jednej strony szacunki – zarówno nasze, jak i zewnętrznych podmiotów – wskazują na spadek udziału szarej strefy w całkowitej wartości rynku hazardowego online w ostatnich latach. Z drugiej strony ten spadek wcale nie oznacza, że wartość hazardu online w szarej strefie maleje w ujęciu absolutnym. Przeciwnie, nasze oszacowania pokazują istotny wzrost w tym zakresie – mówi dr Marek Rozkrut.

Obowiązująca od czterech lat nowelizacja ustawy hazardowej wprowadziła nowe narzędzia przeciwdziałania szarej strefie, lecz nie rozwiązała całkowicie problemu.

Jeszcze w 2016 roku obroty wygenerowane w szarej strefie wyniosły 3,5 mld zł. W ubiegłym roku było to już 12,6 mld zł, a więc o ponad 9 mld zł więcej. Natomiast w ujęciu przychodów netto, zdefiniowanych jako różnica między przychodami operatorów ze sprzedaży gier hazardowych i wypłaconymi wygranymi, szara strefa wzrosła z 0,3 mld zł w 2016 roku do 1,1 mld zł w 2020 roku. Szczególnie niepokoi to, że wzrost wydatków w szarej strefie odnotowywany jest nie tylko w ujęciu nominalnym, ale również w relacji do całkowitych wydatków polskich gospodarstw domowych. To oznacza, że coraz większa część naszego domowego budżetu trafia do kieszeni nielegalnych operatorów, zazwyczaj działających za granicą – podkreśla partner i główny ekonomista EY w Polsce.

Pomiędzy 2016 a 2020 rokiem obroty szarej strefy w branży hazardu online wzrosły aż o ponad 9 mld zł. Każdego roku budżet państwa traci przez to setki milionów złotych z tytułu CIT, PIT i nieodprowadzonego podatku od gier. Tylko na tym ostatnim strata Skarbu Państwa w 2020 roku sięgnęła 594 mln zł. Z kolei łączna strata w ciągu czterech lat to ponad 2 mld zł – pokazują oszacowania EY oparte na specjalnie przygotowanym, autorskim modelu ekonometrycznym. Dla porównania za 2020 rok do budżetu państwa z tytułu podatku od gier legalni bukmacherzy wpłacili ponad 800 mln zł.

Tu oczywiście nasuwa się pytanie: skoro szara strefa rośnie, to z czego wynika spadek jej udziału w całkowitej wartości rynku? Odpowiedź brzmi: z jeszcze silniejszego wzrostu rynku legalnego, do którego w ostatnich latach przyczyniły się m.in. korzystne zmiany w polskim prawie. Mimo to nie powstrzymały one równoczesnego wzrostu szarej strefy, dlatego niewątpliwie potrzebne są dalsze działania, które będą przeciwdziałać temu procederowi – wskazuje dr Marek Rozkrut.

To m.in. skuteczniejsze blokowanie stron internetowych i płatności na rzecz nielegalnie działających zagranicznych podmiotów. O takie działania od lat apeluje legalna część branży hazardowej, której także szkodzi nieuczciwa, działająca bez zezwoleń konkurencja.

Przedstawiciele legalnie działającej części branży podkreślają, że skuteczność obecnie funkcjonujących w Polsce mechanizmów, które mają uniemożliwiać graczom dostęp do usług świadczonych nielegalnie, wciąż jest niestety niewystarczająca. Potrzebne są dalsze działania, które zwiększyłyby efektywność administracji państwa i w ten sposób ograniczyłyby pole do prowadzenia nielegalnej działalności na rynku gier hazardowych online – ocenia ekspert EY.

Amerykański inwestor szuka w Katowicach nowych pracowników, głównie z branży IT. Chce w tym roku potroić zatrudnienie w swoim centrum badawczo-rozwojowym

0

Katowice znajdują się w pierwszej piątce najatrakcyjniejszych lokalizacji inwestycyjnych w Polsce. Z każdym rokiem stolica Śląska przyciąga coraz więcej zagranicznych firm, a jedną z nich jest Hyland – amerykański inwestor z branży IT, którego firma doradcza Gartner od ponad dekady zalicza do liderów nowych technologii. W Katowicach Hyland otworzył jedyne w Europie Środkowo-Wschodniej centrum badawczo-rozwojowe, w którym docelowo ma pracować ponad 100 specjalistów z branży IT. – W perspektywie długoterminowej wprowadzenie się tutaj takiej firmy jak Hyland jest ogromną szansą dla regionu – podkreśla country manager firmy Jeremy Nass.

– Katowice dysponują gigantycznym potencjałem inwestycyjnym, dlatego się tu wprowadziliśmy. Dostrzegamy potencjał drzemiący w tym mieście i chcemy go wykorzystać. Zresztą do podobnego wniosku dochodzi coraz więcej firm, które otwierają tutaj swoje biura. Ten region czeka świetlana przyszłość – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jeremy Nass.

Katowice, położone w centrum liczącej 2,3 mln mieszkańców Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, to jeden z pięciu najważniejszych ośrodków inwestycyjnych w Polsce – wynika z tegorocznego raportu ABSL. Prężnie rozwija się tu sektor nowoczesnych usług dla biznesu, odpowiadający za 3–3,5 proc. polskiego PKB, a na przestrzeni ostatnich czterech lat wzrost zatrudnienia w tutejszych centrach usług sięgnął prawie 70 proc. Główną kategorią świadczonych w nich usług jest IT. Łącznie w regionie, głównie w Katowicach, działa już 114 centrów nowoczesnych usług biznesowych firm pochodzących z 19 państw. Miasto z każdym rokiem cieszy się coraz większym zainteresowaniem biznesu, a inwestycje nie zatrzymały się nawet mimo pandemii COVID-19. Zagraniczni inwestorzy, którzy lokują tu swoje centra, zwiększają przychody do budżetu i tworzą nowe miejsca pracy, wspierając lokalną i krajową gospodarkę wychodzącą z lockdownu („Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Katowicach”).

 Przyglądaliśmy się takim aspektom jak dostępność wykwalifikowanych kadr, bo to jest dla nas kluczowy aspekt rozwojowy. Sprawdzaliśmy też koszty życia, lokalną infrastrukturę, sytuację na uczelniach i liczbę absolwentów, którzy trafiają na lokalny rynek pracy każdego roku, ale także to, czy jest tu dużo dróg rowerowych. Zależało nam na tym, aby znaleźć dobre miejsce dla naszych pracowników. Ostatecznie Katowice wyraźnie zwyciężyły – wskazuje country manager Hyland w Polsce.

Atrakcyjność inwestycyjną stolicy Śląska potwierdza też ubiegłoroczny raport Colliers International („Przyszłość zaczyna się tu… Katowice”), który podkreśla, że miasto jest wzorcowym przykładem przemiany z ośrodka przemysłowego w nowoczesną metropolię. Lokalizacja na przecięciu transeuropejskich szlaków transportowych, dobrze rozwinięta sieć dróg, ośrodki akademickie i dostęp do wykwalifikowanej kadry oraz duża podaż nowoczesnej powierzchni biurowej przyciągają do Katowic coraz więcej zagranicznych firm.

Raport Colliers pokazuje, że inwestycje w stolicy Śląska nie zwolniły mimo pandemii. Na koniec I połowy 2020 roku wolumen transakcji najmu na katowickim rynku biurowym wyniósł 26,5 tys. mkw., tylko o 11 proc. mniej niż rok wcześniej, pomimo znacznego spowolnienia ekonomicznego wywołanego pandemią COVID-19. Największy udział w całym popycie (64 proc.) stanowiły nowe umowy, zawierane przez firmy otwierające tu swoje siedziby. Jedną z ostatnich, które wprowadziły się do Katowic, jest Hyland – amerykański inwestor z branży IT, dostarczający nowoczesne oprogramowanie do zarządzania treścią.

– Jesteśmy dużą firmą, zatrudniamy ok. 4 tys. pracowników z obu Ameryk, z Europy i całego świata. Kilka lat temu doszliśmy do wniosku, że chcielibyśmy silniej zaznaczyć naszą obecność w Europie Środkowo-Wschodniej – wyjaśnia Jeremy Nass.

Nowa inwestycja firmy w Katowicach to centrum badawczo-rozwojowe, gdzie programiści będą pracować m.in. nad doskonaleniem flagowych produktów firmy i tworzeniem nowych funkcjonalności wspierających cyfrową transformację. To jak na razie jedyny taki ośrodek firmy w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej.

– Dziś stoi przed nami ogromne wyzwanie – kolejna ewolucja, której celem jest wykorzystanie wszystkich korzyści płynących z infrastruktury chmurowej. Nasi klienci chcą przenosić się do chmury i z takiej infrastruktury korzystać. Dlatego tak ważne dla nas jest wdrożenie i przeniesienie naszych produktów do rozwiązań chmurowych. To właśnie o pomoc przy tym zadaniu poprosiliśmy naszych nowych współpracowników w Katowicach – mówi country manager Hyland w Polsce.

Mimo pandemii Hyland R&D w Katowicach w ubiegłym roku zatrudniło już pierwszych 40 pracowników, a ich rekrutacja została przeprowadzona całkowicie zdalnie.

– W 2021 roku chcemy potroić tę liczbę. Poszukujemy osób głównie na stanowiska związane z badaniami i rozwojem, które mogą pomóc nam w przeprowadzeniu tej ewolucji, posiadających nowe i poszukiwane umiejętności, związane np. z .NET Core czy Kubernetes. Jednocześnie potrzebujemy kierowników, osób do działów HR i sprzedaży, bo dostrzegamy potencjał na rynku. Poza tym poszukujemy nowych pracowników do naszego globalnego zespołu usługowego, który pomaga nowym i obecnym klientom uzyskać zwrot z inwestycji poczynionych w Hyland – wymienia Jeremy Nass.

Firma doradcza Gartner od 11 lat zalicza Hyland do liderów w kategorii dynamicznie rozwijających się technologii. Spółka operuje już w kilkunastu krajach świata, m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii oraz Japonii.

Przerwy techniczne w bankach coraz bardziej dotkliwe dla klientów. Instytucje poszukują sposobów na uniknięcie awarii

W 2020 roku 60 proc. banków zamknęło lub skróciło godziny otwarcia oddziałów, ale jednocześnie zmieniająca się rzeczywistość sprawiła, że wiele z nich wdrożyło nowe funkcjonalności cyfrowe. Są one głównie wdrażane podczas przerw technicznych, które skutkują niedostępnością usług finansowych dla klientów. W połączeniu z dość częstymi przypadkami awarii banki muszą mierzyć się z konsekwencjami w postaci utraty danych czy reputacji. Rozwiązaniem może być software’owa replikacja danych w czasie rzeczywistym, która pozwala na bezprzestojowe wdrażanie nowych funkcjonalności.

Pandemia zmieniła trendy na rynku bankowości. Wzrosła aktywność klientów w kanałach online, wzrósł także ruch w e-commerce, co ma bezpośrednie przełożenie na systemy bankowe, które w dynamiczny sposób musiały rozbudowywać swoją infrastrukturę. Z badania Deloitte’a „Digital Banking Maturity” wynika, że w 2020 roku 60 proc. banków zamknęło lub skróciło godziny otwarcia oddziałów. Jednocześnie wiele z nich wdrożyło nowe funkcjonalności cyfrowe, takie jak możliwość w pełni zdalnego otwarcia konta (34 proc.), zdalna identyfikacja i weryfikacja (23 proc.) oraz płatności zbliżeniowe (18 proc.).

– Wprowadzanie nowych udogodnień odbywa się zwykle w ramach przerw technicznych, które są dość częstym zjawiskiem w polskiej bankowości. Choć większość instytucji stara się je robić w nocy lub w weekendy, kiedy dotykają stosunkowo niedużą liczbę klientów, to wciąż mają one przełożenie na postrzeganie banków i mogą prowadzić do utraty wizerunku, frustracji klientów z powodu braku dostępności usług, utraty danych, a także zmniejszenia przychodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Jagodzki, wiceprezes ds. sprzedaży w Goldenore.

Z raportu Fintek.pl wynika z kolei, że w 2020 roku banki w Polsce odnotowały 32 awarie. Ich liczba systematycznie spada (w 2018 roku było ich 50, a w 2019 roku – 40), jednak to wciąż duży problem nie tylko dla instytucji finansowych, lecz także dla klientów. Ponad 56 proc. wszystkich awarii skutkuje brakiem możliwości zalogowania się do bankowości elektronicznej. Ryzyko awarii wzrasta wraz z pojawieniem się kolejnych funkcji i udogodnień.

– Obecnie w sektorze bankowym nie ma weekendu, podczas którego konsument nie byłby informowany o niedostępności jakiejś usługi bankowej, jak np. możliwości zapłacenia kartą, wypłacenia gotówki czy wykonania przelewu – podkreśla Aleksander Jagodzki. – Wszystkich tych negatywnych skutków można jednak uniknąć. 

W październiku zeszłego roku Rzecznik Finansowy zauważył wzrost częstotliwości wprowadzania tzw. planowych przerw technicznych w świadczeniu usług, określając to zjawisko jako niepokojące zwłaszcza w dobie pandemii, gdy większość swoich aktywności, w tym także finansowych, Polacy przenieśli do internetu. Rzecznik Finansowy podjął działania zmierzające do zminimalizowania tego zjawiska. Banki mogą jednak same zadbać o utrzymanie ciągłości swoich usług, nawet w razie awarii czy wdrażania nowych funkcjonalności.

– Wdrożenie nowej wersji oprogramowania lub zmiana platformy sprzętowej to powszechne zjawisko w każdym środowisku informatycznym. Do tej pory taka operacja wiązała się z niedostępnością oferowanych usług banku na czas migracji – mówi wiceprezes ds. sprzedaży w Goldenore. – Dzięki zastosowaniu narzędzi do replikacji danych w czasie rzeczywistym każda migracja lub upgrade technologiczny może być przeprowadzony bez zatrzymywania aplikacji, które skutkuje niedostępnością usług dla klienta końcowego.

Specjalizujące się w integracji baz danych Goldenore ma już na koncie projekty realizowane w różnych sektorach, m.in. w bankowości. Firma koncentruje się na replikacji danych w czasie rzeczywistym na poziomie baz danych. W ten sposób zapewnia ciągłość biznesową, obejmującą aplikacje operacyjne i analityczne oraz bezpieczne i bezprzestojowe migracje na nowe wersje oprogramowania i nowe platformy.

Brak przestojów w działalności jest niezwykle istotny dla systemów obsługujących klientów w sposób ciągły, 365 dni w roku, siedem dni w tygodniu i 24 godziny na dobę. To m.in. systemy bankowości elektronicznej, CRM czy systemy transakcyjne, gdzie godzinna przerwa technologiczna może odbywać się jedynie raz na kwartał, ponieważ ich zatrzymanie wiąże się z utratą przychodów.

– Cała operacja upgrade’u technologicznego z wykorzystaniem narzędzi replikacyjnych od strony technicznej polega przede wszystkim na przygotowaniu bazy „lustra” – wiernej kopii bazy produkcyjnej, która w czasie realizacji prac serwisowych będzie pracowała jako podstawowa baza produkcyjna. Następnie potwierdzana jest spójność danych pomiędzy bazami i przepinana jest aplikacja na bazę „lustro”. W tym czasie przeprowadza się operacje serwisowe i ponownie uspójnia bazę danych oraz przepina się aplikację z powrotem na podstawową bazę produkcyjną. Dzięki temu nie ma potrzeby zatrzymywania systemu, a co za tym idzie przestoju w usługach – tłumaczy  Aleksander Jagodzki.

Firma m.in. przeprowadziła proces bezprzestojowego upgrade’u technologicznego w jednej z firm z branży paliwowej, która musiała podnieść wersję bazy danych dla systemu SAP, obsługującego produkcję i sprzedaż paliw. Nawet krótkotrwałe zatrzymanie systemu mogło skutkować przerwaniem realizacji procesów biznesowych i obniżeniem przychodów.

– Klient zdecydował się na wykorzystanie mechanizmów replikacji danych w czasie rzeczywistym – Oracle GoldenGate. Celem było przeprowadzenie operacji serwisowych z możliwie najkrótszym czasem przestoju – wskazuje wiceprezes ds. sprzedaży w Goldenore. – Proces przenoszenia baz danych ze starej platformy na nową odbył się bezprzestojowo, bez wyłączenia aplikacji krytycznej dla biznesu. W trakcie migracji dane wewnątrz centrali oraz ze stacji benzynowych napływały w sposób ciągły. Dodatkowo przygotowano procedury umożliwiające bezprzestojową migrację kolejnych systemów.