Pandemia nie była w stanie zatrzymać podwyżek cen mieszkań

Mimo problemów gospodarczych wywołanych pandemią i początkowych perturbacji na rynku nieruchomości, 2020 był kolejnym rokiem, w którym znów odnotowano wzrosty cen mieszkań. W stolicach województw wahały się one od 3 do 13% na rynku pierwotnym i 3 do 9% na rynku wtórnym w ujęciu rocznym. Popyt na własne M pozostanie silny również w 2021 roku i napędzi kolejne podwyżki, wskazują eksperci Emmerson Evaluation w najnowszym raporcie „Evaluer Index 2021”.

Pierwsze dwa miesiące ubiegłego roku, tuż przed samą pandemią, były okresem wzrostów cen nieruchomości mieszkaniowych. Pojawienie się w marcu koronawirusa w Polsce zachwiało rynkiem. Na przełomie pierwszego i drugiego kwartału ubiegłego roku, kiedy został wprowadzony twardy lockdown, rynek nieruchomości mieszkaniowych wyhamował. Realizowane były głównie wcześniej umówione transakcje. Wielu deweloperów z uwagi na podwyższone ryzyko i niepewność co do przyszłości, zdecydowało się na przesunięcie w czasie wprowadzania nowych inwestycji na rynek mieszkaniowy, kładąc nacisk na szybkie zakończenie tych, które były już w trakcie realizacji.

Zasadnicza zmiana dynamiki nastąpiła na przełomie maja i czerwca, kiedy część restrykcji została zdjęta, a społeczeństwo zaczęło w miarę normalnie funkcjonować. W drugiej połowie roku nastąpiło ożywienie na rynku nieruchomości mieszkaniowych. W następstwie pojawienia się nowej grupy nabywców chcącej chronić swój kapitał przed dewaluacją, popyt na mieszkania zaczął być coraz większy, co także przekładało się na wzrost poziomu cen nieruchomości.

Widząc zwiększający się popyt, deweloperzy zaczęli coraz śmielej wprowadzać nowe inwestycje na rynek. Jednak mimo poprawy sytuacji i wzrostu sprzedaży mieszkań w całym 2020 roku, nie udało się osiągnąć poziomów z roku poprzedzającego pandemię. Przyczyną takiego stanu rzeczy był okres przestoju w II kwartale oraz mniejsza oferta sprzedaży, wskazują autorzy raportu „Evaluer Index 2021”.

Covid-19 nie zatrzymał podwyżek

W swoim raporcie Emmerson Evaluation przeanalizował dane z rynku mieszkaniowego 30 polskich miast, w tym szczegółowo siedem głównych aglomeracji, także w rozbiciu na poszczególne dzielnice. Informacje pochodzą z bazy danych Evaluer, a ceny za mkw. są przedstawione w formie mediany, nie a średniej. Wartość środkowa lepiej odzwierciedla bowiem informację na temat cen, gdyż na wynik nie wpływają pojedyncze, nietypowe transakcje (jak np. zakup jednej wyjątkowo luksusowej nieruchomości). W analizie zostały wzięte pod uwagę ceny transakcyjne, po których kupujący rzeczywiście nabyli mieszkania.

Pozycję lidera pod względem wysokości cen na rynku pierwotnym utrzymał Sopot (mediana 16 700 zł/mkw.). Wiceliderem pozostała Warszawa z medianą zbliżającą się do 11 000 zł/mkw. Na trzecie miejsce na podium przesunął się Kraków z wynikiem 9 800 zł/mkw. Medianę cen mkw. powyżej 9 000 zł Emmerson Evaluation odnotował także w pozostałych miastach Trójmiasta. W Gdańsku wyniosła ona 9 700 zł/mkw., w Gdyni było nieznacznie taniej – 9 600 zł/mkw. We Wrocławiu mediana zbliżyła się do 9 000 zł/mkw., natomiast w Poznaniu przekroczyła 8 000 zł/mkw. Najtaniej znaleźć można było nowe mieszkanie w stolicach województwa lubuskiego. W Zielonej Górze płacono 5 100 zł za mkw. Natomiast najniższą ze wszystkich analizowanych w raporcie miast medianę cen zanotowano w Gorzowie Wielkopolskim (4 700 zł/mkw.)

Rynek wtórny również odnotował znaczące wzrosty. Najdroższy pozostał Sopot z medianą cen na poziomie 10 300 zł/mkw. W Warszawie mediana cena mkw. mieszkań z drugiej ręki zbliżyła się do poziomu 10 000 zł/mkw. Najniższe stawki poniżej 4 000 zł/mkw. występowały w Gorzowie Wielkopolskim oraz miastach Aglomeracji Śląskiej (bez Katowic). Wszystkie analizowane przez Emmerson Evaluation w raporcie lokalizacje zanotowały kilkuprocentowe wzrosty, wyjątkiem jest Łódź, gdzie podwyżki sięgnęły poziomu 10% r/r.Pandemia nie była w stanie zatrzymać podwyżek cen mieszkań

Co czeka rynek w 2021 roku?

Pomimo przewidywanego w wyniku rozwoju pandemii spadku PKB, wzrost bezrobocia jest relatywnie niewielki i w 2020 roku wyniósł tylko 1%. Bezrobocie w Polsce pozostaje na najniższym poziomie w całej Unii. To bardzo ważny wskaźnik dla rynku mieszkaniowego, gdyż niskie bezrobocie i brak obaw o utratę pracy zawsze były na czele listy czynników napędzających jego wzrost.

Innym, bardzo istotnym czynnikiem ekonomicznym wpływającym na koniunkturę rynku mieszkaniowego są stopy procentowe NBP. Od dłuższego czasu są one najniższe w historii, co skutkuje wyjątkowo tanim kredytem, również dla nabywców mieszkań. –  Należy podkreślić, że obniżki dokonane przez NBP zaraz na początku pandemii doprowadziły do sytuacji, w której trzymanie oszczędności w banku stało się nieopłacalne. To skutecznie stymuluje popyt osób posiadających gotówkę na różne aktywa rynkowe, m.in. do lokowania ich na giełdzie, w obligacjach, metalach szlachetnych oraz na rynku nieruchomości. Rynek mieszkaniowy, tradycyjnie postrzegany w Polsce jako najbezpieczniejszy, przejął znaczną cześć tych oszczędności. Osoby, które nie chcą trzymać w banku pieniędzy na zerowym lub ujemnym oprocentowaniu, ale pragną zainwestować je bez narażania się na duże ryzyko, najczęściej wybierają zakup mieszkania – tłumaczy Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation i wskazuje, że nie bez znaczenia jest również fakt, że po skokowym zaostrzeniu polityki kredytowej w pierwszej fazie pandemii banki istotnie poluzowały politykę kredytową w drugiej połowie ubiegłego roku. Strategia ta jest kontynuowana również na początku roku 2021. Dzięki temu również osoby nieposiadające wystarczających oszczędności mogą pozwolić sobie na zakup wymarzonego mieszkania, wspomagając się kredytem hipotecznym.

Ze strony podażowej eksperci Emmerson Evaluation zwracają uwagę na wysoką inflację, która z całą pewnością nie da deweloperom pola do obniżek cen mieszkań. Należy więc spodziewać się wzrostu zarówno kosztów materiałów budowlanych, jak również kosztów wynagrodzeń pracowników, których nadal brakuje. – Warto pamiętać, że lockdown na przełomie pierwszego i drugiego kwartału ubiegłego roku znacznie zahamował wydawanie nowych pozwoleń na budowę oraz wprowadzanie przez deweloperów nowych inwestycji na rynek mieszkaniowy. Skutkowało to mniejszą podażą praktycznie w każdym dużym mieście i skutecznie wspomagało obserwowane przez cały ubiegły rok wzrosty cen mieszkań. Aktualnie liczba uzyskiwanych przez deweloperów pozwoleń na budowę oraz wprowadzanych na rynek inwestycji wzrosła. Może to w części zrównoważyć zgłaszany popyt oraz złagodzić potencjalne wzrosty cen mieszkań w tym roku. Jest to jednak w zasadzie jedyny czynnik przeciwdziałający potencjalnym wzrostom cen mieszkań. Wszystkie inne wskaźniki przemawiają za kontynuacją podwyżek w perspektywie najbliższego roku – wskazuje Dariusz Książak, prezes Emmerson Evaluation.

Eksperci Emmerson Evalaution nie spodziewają się odwrócenia trendu wzrostowego cen w 2021 r. i wskazują, że popyt jest wystarczająco duży, żeby odpowiednio napędzić rynek do kolejnych rekordów. Według ich prognoz podwyżki będą wahały się w zakresie 3-8%.

Cały raport „Evaluer Index 2021” jest dostępny pod adresem: https://www.emmerson-evaluation.pl/wp-content/uploads/2021/04/raport-evaluer-index-2021.pdf.

Inflacyjny diabeł nie taki straszny

Inflacja w USA w marcu silnie wzrosła, ale odczyt nie sprostał wygórowanym oczekiwaniom rynku, co przełożyło się na osłabienie dolara. Kwiecień zdaje się przynosić więcej wyważonej logiki do handlu, aniżeli gorączkowego popadania w spekulacje.

Muszę przyznać, że wczoraj zakładałem powtórki z niedorzecznych ruchów cenowych i dalszego rozkręcania spirali spekulacji o wymykającej się spoza kontroli inflacji, która zmusi Fed do wcześniejszego ograniczania akomodacyjnej polityki. Przypuszczałem, że nawet najmniejsze odchylenie odczytu CPI w górę wystarczy, by wywołać reakcję łańcuchową z wyższymi rentownościami i silniejszym USD. Wychodzi jednak na to, że oczekiwania rynkowe były już tak wyśrubowane, że zaskoczenie o 0,1 pkt proc. (wzrost do 2,6 proc. r/r z 1,7 proc. w lutym) było swego rodzaju rozczarowaniem. Zarówno rentowności obligacji skarbowych USA, jak i USD osłabiły się po odczycie. Wczorajsza reakcja może być pierwszym dowodem, że uczestnicy rynku dochodzą do porozumienia z nastawieniem głównych banków centralnych zakładającym przejściowy charakter podwyższonej inflacji, na co polityka monetarna nie ma wpływu i reagować nie powinna. Gospodarka globalna jest w wyjątkowej sytuacji, gdzie po jednym szoku wywołanym pandemią i lockdownami przychodzi przeciwstawny szok z odrodzeniem popytu szybszym niż następuje restart produkcji. Walka o ostatnią sztukę produktu wpływa na wzrost cen, jeśli przy wyższych cenach wciąż znajdują się chętni do zakupu. Ale kiedy wszystko wróci do normy (miejmy nadzieję jeszcze w tym roku), odroczony popyt oraz popyt podsycany subwencjami publicznymi (czeki dla Amerykanów) przestaną być silnym zjawiskiem, a moce produkcyjne zostaną odbudowane. Presja inflacyjna osłabnie, jak osłabną efekty bazy (wzrost cen ropy WTI o 160% między marcem ’21 a marcem ’20). W kolejnych miesiącach inflacja jeszcze wzrośnie, prawdopodobnie mocno, ale nie jest to wzrost od utrzymania w dłuższym horyzoncie. A przynajmniej na ten mement nie ma za tym dowodów.

„Normalizacja” rynkowych oczekiwań niesie ze sobą poważne implikacje dla rynku walutowego. Wyjątkowość ożywienia USA może zejść na drugi plan na rzecz strategii reflacyjnej o ile zaskoczenia w danych z USA nie będą wyjątkowo duże. Następna porcja kluczowych publikacji dopiero jutro (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa). Dziś za to uwaga skupi się na przemówieniu prezesa Fed Powella, który najprawdopodobniej powtórzy, że wzrost inflacji jest traktowany za przejściowy i nie skłania Fed do wcześniejszej redukcji skupu aktywów. Jest mało prawdopodobne, aby USD otrzymał dzisiaj istotne, pozytywne impulsy.

Pozostając w tonie zaskakujących ruchów cenowych we wtorek, silne osłabienie złotego (wzrost EUR/PLN z 4,53 do 4,57) wpisuje się w ten schemat. Osłabienie dotknęło też węgierskiego forinta, co sugeruje regionalny charakter ruchu prawdopodobnie związanego z przepływami przy niskiej płynności. Złoty osłabił się więcej, co jest zrozumiało względem skali aprecjacji polskiej waluty w ubiegłym tygodniu. Po technicznych zawirowaniach teraz rynek złotego powinien się uspokoić, a przy słabości USD na rynkach globalnych może być łatwiej o powrót EUR/PLN pod 4,55.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A

Organizacje prozwierzęce wzywają Komisję Europejską do zakończenia hodowli norek w UE w celu ochrony zdrowia publicznego

Dziś mija dokładnie rok od wykrycia pierwszego przypadku zakażenia wirusem SARS-CoV-2 na fermie norek w Holandii. Do tej pory koronawiursa wykryto na ponad 400 fermach w państwach Unii Europejskiej (również w Polsce) – organizacje prozwierzęce wzywają Komisję Europejską do podjęcia stanowczych kroków w kierunku zakończenia hodowli zwierząt na futro w całej UE.

W ciągu ostatniego roku ogniska SARS-CoV-2 pojawiły się na ponad 400 fermach norek w dziesięciu państwach członkowskich UE. W Polsce badania norek rozpoczęły się dopiero pod koniec zeszłego roku, kiedy na większości ferm było już po uboju i pozostała tylko bardzo mała część zwierząt. Pierwszy przypadek został zgłoszony przez naukowców z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego w listopadzie 2020 r., a drugi (oficjalnie potwierdzony przez Główny Inspektorat Weterynarii) został wykryty pod koniec stycznia 2021 r. w woj. pomorskim. Wówczas zabite zostały wszystkie zwierzęta na fermie – ok 6 tys. norek. Przypadki SARS-CoV-2 na fermach futrzarskich zostały wykryte również w Danii (gdzie zabito z tego powodu wszystkie norki w kraju), Holandii (tutaj przyspieszono wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futro o trzy lata), Szwecji i Włoszech (oba kraje zawiesiły hodowlę norek na cały rok 2021), Hiszpanii, Litwie, Grecji, czy Francji.

Jak podkreślają organizacje prozwierzęce, fermy zwierząt futerkowych stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego i mogą stać się rezerwuarem koronawirusa. We wspólnej ocenie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt (OIE) oraz Organizacji ds. Żywienia i Rolnictwa (FAO) zaznaczono, że istnieje znaczne ryzyko przeniesienia wirusa SARS-CoV-2 z norek na ludzi. Mimo to Komisja Europejska nie podjęła żadnych konkretnych działań w celu zlikwidowania przemysłu futrzarskiego w UE.

Do tej pory Komisja Europejska wymagała jedynie monitorowania i raportowania przypadków COVID-19 na fermach futrzarskich. Zaleca też wdrożenie bardziej rygorystycznych środków bioasekuracji, w tym regularne badania na obecność COVID-19 u pracowników ferm futrzarskich oraz losowe badanie próbek norek, a także badanie martwych zwierząt – mówi Paweł Rawicki, prezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Środki te są jednak niewystarczające do ochrony zdrowia publicznego, czego przykładami są choćby Dania czy Holandia. Jedynym sposobem, aby skutecznie zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa jest wprowadzenie zakazu hodowli norek w krajach Unii Europejskiej, w których ta okrutna praktyka jest wciąż legalna – dodaje Rawicki.

Rawicki podkreśla również, że ze względu na warunki hodowli zwierząt na futro – trzymanie zwierząt w długich rzędach ciasnych klatek, nawet po kilkaset tysięcy zwierząt na jednej fermie – fermy futrzarskie są doskonałymi wylęgarniami chorób zakaźnych. Przykład SARS-CoV-2 pokazuje, że wirusy na fermach futrzarskich mogą mutować, tym samym wpływając potencjalnie na działanie szczepionki i utrudniając walkę z pandemią COVID-19.

Firma YouGov przeprowadziła ostatnio badanie opinii publicznej na zlecenie organizacji Four Paws i Eurogroup For Animals we Francji, Włoszech, Bułgarii, na Węgrzech, w Estonii i na Słowacji. Wyniki wskazują jasno, że obywatele UE opowiadają się za podjęciem przez Komisję Europejską nadzwyczajnych działań w celu zakończenia hodowli i chowu zwierząt futerkowych, aby chronić zdrowie publiczne. Co więcej, w ostatnich miesiącach prawie 500 000 osób podpisało petycję wzywającą do zakończenia okrutnego handlu futrami.

Wyniki sondażu pokazują, że większość popiera apele organizacji prozwierzęcych o pilne działanie – mówi Paweł Rawicki – Przy tak silnym poparciu społecznym i zagrożeniach dla zdrowia związanych z kontynuacją hodowli zwierząt futerkowych Komisja Europejska musi działać natychmiast i przekonać państwa członkowskie do wstrzymania produkcji futer – dodaje Rawicki.

Zakaz hodowli zwierząt na futro cieszy się rosnącym poparciem społecznym także w Polsce. W sondażu przeprowadzonym przez Rzeczpospolitą w 2018 roku 56% badanych poparło zakaz hodowli zwierząt na futro, a w 2020 roku było to już 68,3% badanych. W badaniu przeprowadzonym we wrześniu 2019 r. przez Biostat aż 73,1% Polaków zgodziło się, że hodowanie i zabijanie zwierząt dla ich futer nie powinno być w Polsce dopuszczalne. Co więcej, na przełomie września i października 2020 r. Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło badanie, w którym Polacy zostali bezpośrednio zapytani o to, czy prezydent Andrzej Duda powinien poprzeć nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, nazywanej potocznie “piątką dla zwierząt” – ponad połowa (56,6%) badanych odpowiedziała twierdząco (odpowiedzi “zdecydowanie tak” i “raczej tak”). Warto zauważyć, że z badania wynika, że projekt poparli zarówno mieszkańcy dużych miast (64,5%), jak i wsi (55,5%).

Wraz z wejściem w życie ustawy o zdrowiu zwierząt dnia 21 kwietnia, Komisja Europejska ma doskonałą okazję do podjęcia działań przeciwko hodowli zwierząt futerkowych i wyeliminowania związanych z nią zagrożeń dla ludzkiego zdrowia raz na zawsze – mówi Paweł Rawicki.

Ustawa o fundacjach rodzinnych coraz bliżej finału. Ministerstwo zapowiada kolejne kroki

Projekt ustawy o fundacji rodzinnej może już za kilka miesięcy trafić do parlamentu. Eksperci znający temat, przekonują, że realne jest wprowadzenie nowych przepisów w przyszłym roku. A zmiany są bardzo wyczekiwane przez przedsiębiorców. Dziś bowiem polskie prawodawstwo w sposób dość ograniczony reguluje proces sukcesji. W nowym prawodawstwie ma pojawić się instytucja fundacji rodzinnej. Jej zadaniem będzie m.in. gromadzenie majątku przekazanego przez fundatora, zarządzanie nim i chronienie go.

Jak informuje Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, w drugiej połowie 2021 roku do parlamentu powinien trafić projekt ustawy o fundacji rodzinnej. Został on opublikowany 22 marca 2021 r. w Biuletynie Informacji Publicznej Rządowego Centrum Legislacji i skierowany do konsultacji publicznych. Resort liczy w tej kwestii przede wszystkim na głosy przedstawicieli polskich firm rodzinnych. Opinie i uwagi można zgłaszać do 22 kwietnia br. włącznie.

– Wprowadzenie przepisów w 2022 roku jest realne, ale meritum sprawy dotyczy tego, co wydarzy się po ich wdrożeniu. Przedsiębiorcy powinni mieć świadomość, że taki model pojawi się w przepisach. Może to spowodować zmiany w samym układzie sektora III – komentuje dr Adam Weinert, prezes Rady Fundacji na rzecz Tworzenia Wartości Wspólnej przez Studentów.

Ustawa o fundacji rodzinnej jest rozwiązaniem długo wyczekiwanym przez polskich przedsiębiorców, co podkreśla Magdalena Franciszczak z grupy kapitałowej DGA. Ekspert dodaje, że obecnie nasze prawo w sposób bardzo ograniczony reguluje proces sukcesji w firmach rodzinnych. Brak krajowych rozwiązań zmusza przedsiębiorców do przenoszenia firm do fundacji rodzinnych działających poza granicami Polski. MRPiT zaznacza, że celem projektu jest wprowadzenie do polskiego systemu prawnego instytucji fundacji rodzinnej, podobnej do tych funkcjonujących właśnie w innych państwach europejskich.

– To oczywiście dobra wiadomość. Przede wszystkim polskie biznesy rodzinne nie będą szukały takich rozwiązań za granicą, czyli kapitał zostanie w naszym kraju. Ponadto ww. rozwiązanie zagwarantuje byt firmy, jej nierozerwalność i stabilność, a także ułatwi jej funkcjonowanie w przyszłości jako wielopokoleniowe przedsiębiorstwo rodzinne – analizuje Teresa Kuliberda-Wojtas, doradca sukcesyjny i mediator.

Resort podkreśla, że fundacja rodzinna to będzie nowa osoba prawna. Ma zajmować się  gromadzeniem, zarządzaniem i ochroną majątku przekazanego przez fundatora, zgodnie z jego wolą zawartą w statucie. Do zadań tej instytucji należeć też będzie zapewnianie środków dla wskazanych beneficjentów.

– Rolą fundacji jest przede wszystkim unieśmiertelnienie majątku fundatora. Dzięki temu nie dojdzie do szybkiej konsumpcji rodzinnego kapitału, a będzie on wspierał kolejne pokolenia. Dodatkowo zabezpieczy rodzinną schedę przed rozdrobnieniem tego mienia, np. z tytułu dziedziczenia czy zapłaty zachowków. A taki podział może w konsekwencji przełożyć się na rozpad firmy – mówi Kuliberda-Wojtas.

MRPiT informuje też, że fundacja rodzinna może akumulować i chronić polski kapitał, tj. zatrzymać go w kraju. Natomiast w dalszej perspektywie czasowej będzie mogła rozwijać działalność inwestycyjną w oparciu o zgromadzony majątek, czyli dokonywać nowych inwestycji.

– Rozwiązanie to jest silnie umocowane z potrzebami rynkowymi. Dziś część osób musi kierować organizacją, która prowadzi jednocześnie działalność gospodarczą. To nie pozwala spełnić potrzeb przedsiębiorców. Fundacje muszą budować kapitał żelazny, który pozwala utrzymać się w perspektywie długofalowej. Nie zyskują na tym firmy, które mogą jedynie pomagać instytucji, przekazując darowizny. Te z kolei muszą zostać przeznaczone na cele statutowe fundacji, co niekoniecznie leży w interesie wspierających przedsiębiorstw, a zatem ich członków rodziny – wyjaśnia dr Weinert.

Beneficjentem fundacji będzie mogła zostać osoba fizyczna i organizacja pożytku publicznego (OPP), o czym informuje resort. Z dochodów i majątku będzie można finansować np. koszty utrzymania, kształcenia lub leczenia beneficjentów albo cele statutowe. Fundacja stałaby się formalnie właścicielem np. udziałów w spółkach, papierów wartościowych czy nieruchomości. Natomiast rodzina przedsiębiorców, ich dzieci, wnuki – beneficjentami fundacji.

– Fundacja staje się niejako funduszem inwestycyjnym. W ten sposób chroni rodzinny majątek i dąży do jego pomnażania. Działa na rzecz integralności przedsiębiorstwa rodzinnego, ale jednocześnie może ograniczyć beneficjentów, którzy wykazują brak zaangażowania. W statucie fundacji mogą znaleźć się warunki konieczne do spełnienia przez kolejnych beneficjentów, członków rodziny – zstępnych. Przy odpowiednich zapisach, można zapobiec m.in. konfliktom rodzinnym czy rozdrobnieniu akcjonariatu w poszczególnych spółkach rodzinnych – stwierdza Joanna Juszczyszyn-Klimek z grupy kapitałowej DGA.

Jak wynika z zebranych informacji, fundacja rodzinna, podobnie jak inne osoby prawne, ma działać poprzez zarząd i będzie mogła podlegać także wewnętrznemu nadzorowi rady protektorów. Beneficjenci utworzą zgromadzenie beneficjentów, które będzie się zbierać tylko w wyjątkowych przypadkach, np. w celu uzupełniania składu danego organu. Jak podsumowuje resort, zapewni to niezbędny wpływ rodziny na najważniejsze kwestie związane z działalnością fundacji w perspektywie wielu kolejnych lat.

42 proc. Polaków uważa, że praca zdalna powinna się wiązać z podwyżką wynagrodzenia

W ciągu minionego roku Polacy oswoili się z pracą zdalną. Rośnie liczba osób, które mają odpowiednie warunki do pracy z domu – deklaruje je już ponad 63 proc. ankietowanych w badaniu polskiego ClickMeeting. Widać też jednak rosnące zmęczenie obecną sytuacją – aż 22 proc. pracowników chciałoby, aby firma zapewniła im możliwość dobrowolnych konsultacji z psychologiem. Blisko 6 proc. pracodawców już takie konsultacje zapewnia.click_meeting_praca_zdalna_raport_kodeks_pracy click_meeting_praca_zdalna_raport_odpowiednie_warunki click_meeting_praca_zdalna_raport_rekompensata_kosztow

W ciągu minionego roku praca spoza biura przestała być nowinką technologiczną i przywilejem dla wybranych, a dla wielu osób stała się codziennością. Jednak mimo zadowolenia z możliwości dopasowania pracy do rytmu dnia i oszczędności czasu na dojazdach z czasem pojawiły się też zmęczenie i niepewność. Jak wynika z nowego badania  ClickMeeting „Jak oceniamy pracę zdalną po roku pandemii?”, polskiej firmy dostarczającej rozwiązania webinarowe, jedynie 25 proc. firm planuje powrót do pracy stacjonarnej w pełnym wymiarze jeszcze w tym roku, natomiast 24 proc. pracowników nie wie, jakie plany w tym zakresie ma ich firma. Aż 34 proc. firm planuje wdrożenie pracy w formie hybrydowej.

Z naszego badania wynika, że Polacy oswoili się z pracą zdalną, potrzebują tylko odpowiednich regulacji prawnych i wsparcia ze strony pracodawców – mówi Dominika Paciorkowska, dyrektor zarządzająca w ClickMeeting – Dzięki nowoczesnym narzędziom do wideokonferencji, takim jak platforma ClickMeeting, praca w zespołach może być wygodna i efektywna. Już ponad ⅓ firm dostrzega korzyści płynące z tego typu rozwiązań i planuje w przyszłości łączyć pracę stacjonarną z możliwością pracy zdalnej.

Już 63 proc. pracowników deklaruje, że ma odpowiednie warunki do pracy z domu

W porównaniu do poprzedniego raportu o pracy zdalnej opublikowanego przez ClickMeeting we wrześniu 2020, warunki do pracy z domu uległy nieznacznej poprawie – obecnie deklaruje je 63 proc. respondentów, o 4 proc. więcej niż we wrześniu. Jednocześnie nadal aż 37 proc. pracowników ma tylko częściowo odpowiednie warunki do pracy zdalnej lub nie ma ich wcale. Problem nie leży w kwestiach technologicznych – 92 proc. ankietowanych ma wystarczający sprzęt do pracy z domu. Aż 88 proc. posiada też odpowiednie łącze internetowe – to o 8 proc. więcej niż we wrześniu. Brakuje jednak odpowiedniej przestrzeni i ciszy.

Coraz więcej osób w związku z pracą zdalną oczekuje podwyżek

Przygotowanie pracodawców do nowych warunków wygląda w świetle raportu trochę gorzej. Zaledwie 9 proc. ankietowanych otrzymuje od firmy rekompensatę za koszty poniesione przez nich w związku z pracą z domu, jak np. wyższe rachunki za wodę, prąd, Internet czy zakup odpowiedniego sprzętu. Trzeba jednak przyznać, że liczba osób oczekujących takich dopłat powoli spada – z 64 proc. we wrześniu do 60 proc. w marcu. Natomiast coraz więcej pracowników w związku z wykonywaniem pracy zdalnej chciałoby otrzymać podwyżkę wynagrodzenia. Oczekuje jej już 42 proc. ankietowanych – o 7 proc. więcej niż we wrześniu 2020 r. Natomiast 16 proc. byłoby zainteresowanych benefitami takimi jak wprowadzenie zadaniowego czasu pracy czy dostęp do wizyt u okulisty, ortopedy lub masażysty.

Pracownicy potrzebują wsparcia psychologicznego oraz regulacji prawnych

W obecnej męczącej sytuacji pracownicy potrzebują od pracodawców nie tylko wsparcia technicznego i finansowego, ale również psychologicznego. Niemal 22 proc. ankietowanych chciałoby, aby firma zapewniła im możliwość dobrowolnych konsultacji z psychologiem. Blisko 6 proc. pracodawców dostrzegło problem i już takie konsultacje zapewnia.

Zdecydowana większość, bo aż 84 proc. ankietowanych, zgadza się, że warunki pracy zdalnej powinny zostać uregulowane w Kodeksie pracy. W Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii od roku już trwają prace nad nowelizacją obowiązujących przepisów i przystosowaniem ich do  pracy zdalnej.

PARP: Zmiany demograficzne wymagają aktywizacji pracowników 50+

W Polsce od prawie 30 lat obserwowany jest spadek liczby urodzeń. Taka sytuacja znacząco wpływa zarówno na rynek pracy (niedobór kadr), jak i system zabezpieczenia społecznego czy usług zdrowotnych. Aby załagodzić skutki zmian demograficznych należy m.in. zintensyfikować działania wspierające aktywizację zawodową osób 50+, żeby jak najdłużej pozostawały na rynku pracy – wynika z raportu PARP „Starzenie się społeczeństwa – wyzwanie dla rynku pracy, aktywizacja pracowników 50+”.

Na skutek wydłużania się ludzkiego życia, postępu cywilizacyjnego i poprawy jakości życia, na świecie systematycznie rośnie odsetek ludzi w wieku poprodukcyjnym. W Polsce na koniec 2019 r. populacja osób powyżej 65 r.ż. liczyła 6,9 mln (18,1% liczby ludności). Z prognoz demograficznych GUS wynika, że w 2050 r. jej udział wzrośnie do 32,7%, a udział osób w wieku produkcyjnym i przedprodukcyjnym wyniesie odpowiednio 57 proc. i niecałe 11 proc.

Główne przyczyny starzenia się społeczeństwa

Przyczyn starzenia się społeczeństwa jest wiele. Jedną z nich jest coraz późniejsze macierzyństwo. Na przestrzeni ostatnich trzech dekad obserwuje się, że kobiety w coraz późniejszym wieku decydują się na urodzenie pierwszego dziecka. Nie bez znaczenia pozostaje także wydłużony okres nauki oraz wyższa aktywność zawodowa kobiet. Co więcej, można zaobserwować wyraźny spadek liczby zawieranych małżeństw, a osoby żyjące w związkach nieformalnych rzadziej decydują się na posiadanie potomstwa. Do starzenia się społeczeństwa przyczynia się również zmiana potrzeb konsumpcyjnych. W praktyce oznacza to wzrost zapotrzebowania na usługi związane z ochroną zdrowia, opieką społeczną, w tym powszechny dostęp do miejsc w placówkach dziennej opieki dla dzieci, tj. żłobków, przedszkoli. Trudności w zapewnieniu opieki dla dzieci, po zakończeniu urlopu związanego z macierzyństwem, mogą skutkować przesuwaniem przez młodszą część społeczeństwa decyzji o prokreacji. Ponadto na zjawisko starzenia się ludności wpływa pośrednio szereg innych czynników, m.in.: poziom zamożności społeczeństwa, promowany model rodziny, wykształcenie ludności; polityka społeczna państwa itp.

Starsi pracownicy z potencjałem i doświadczeniem

Zmieniająca się struktura wieku społeczeństwa powinna skłonić pracodawców do dostrzeżenia potencjału zawodowego i doświadczenia osób starszych. Bardzo ważne staje się inicjowanie rozwiązań, które będą wspierały osoby 50+ na rynku pracy, aby pozostawały one aktywne zawodowo jak najdłużej. Działania na rzecz pracowników starszych powinny opierać się zarówno na systemowych rozwiązaniach w ramach polityk krajowych, jak i indywidualnych programach realizowanych w miejscach pracy.

Osoby starsze na rynku pracy borykają się z różnorodnymi problemami. Jednym z nich jest bariera mentalna pracodawców, którzy niechętnie zatrudniają osoby w wieku 50+. Opinie dotyczące starszych pracowników są często niepotwierdzone i krzywdzące. Na ogół są to osoby lojalne, o dużej wiedzy merytorycznej i bogatym doświadczeniu życiowym i zawodowym, które pomaga im radzić sobie w trudnych sytuacjach i dopasowywać się do specyfiki pracodawcy.

Zjawisko starzenia się społeczeństwa stanowi jedno z najważniejszych wyzwań warunkujących w najbliższych latach rozwój państw członkowskich UE, szczególnie Polski, która od wielu lat plasuje się w pierwszej trzydziestce krajów demograficznie starych na świecie. Będzie miało również wpływ na podejmowane decyzje na płaszczyźnie społecznej i gospodarczej – ocenia Anna Skowrońska z Departamentu Analiz i Strategii PARP.

Niewiele czasu na zmiany

W perspektywie niespełna dwóch dekad Polsce grozi duży spadek osób aktywnych na rynku pracy. Z  jednej strony będzie to skutkować poważnym niedoborem rąk do pracy, z drugiej, wyzwaniem dla systemu emerytalnego. W związku z rosnącą świadomością tego problemu zmieniają się cele polityki rynku pracy. W wielu krajach jednym z głównych priorytetów tej polityki jest zwiększenie aktywności zawodowej osób starszych, a za istotny czynnik sprzyjający jego osiągnięciu w przedsiębiorstwie uważa się wdrażanie w procesie zarządczym modelu zarządzania wiekiem rozumianego, jako strategia zarządzania zróżnicowanym wiekowo zespołem pracowników.

Ważne jest dostosowanie otoczenia instytucjonalnego, zestawu narzędzi i instrumentów kierowanych na aktywizację zawodową osób 50+ do danej sytuacji gospodarczej. Istotne jest także zapewnienie środków na aktywizację osób 50+ nawet w takich warunkach gospodarczych, w których tworzenie miejsc pracy jest trudne.

W dobie starzenia się społeczeństw równie ważne, jak wdrażanie rozwiązań  zachęcających do jak najdłuższej aktywności zawodowej, staje się promowanie zdrowego stylu życia i umożliwienie pracownikom 50+ pozostawania jak najdłużej w dobrym zdrowiu oraz kondycji psychofizycznej.

———-

Raport został przygotowany w ramach projektu infobrokeringowego na potrzeby Systemu Rad ds. Kompetencji i jest finansowany z funduszy europejskich (Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój).

Północna Izba Gospodarcza: dostęp do szczepień w zakładach pracy powinien być powszechniejszy

Północna Izba Gospodarcza apeluje do Premiera: sektor MŚP nie może być pomijany w procedurze dostępu do szczepień.

Ponawiamy apel o to, by zmienić limit osób, które kwalifikują zakład pracy do możliwości przeprowadzenia szczepień na terenie firmy. Obecnie ten limit to 500 deklarujących osób. W opinii Północnej Izby Gospodarczej tak wysoki limit spowodowuje, że sektor MŚP, który bardzo chętnie przyłączyłby się do organizacji szczepień w swoich firmach będzie mieć zablokowaną taką możliwość. Postulujemy, by limit osób deklarujących szczepienie był obniżony do 200 osób.

– Północna Izba Gospodarcza od początku wyraża pozytywną opinię na temat programu szczepień w zakładach pracy, podobnie jak medycy uważamy, że tylko szczepienia są szansą na szybki powrót do normalności, a widzimy, że sektory takie jak turystyka, gastronomia, hotelarstwo czy usługi jak tlenu potrzebują szansy na normalną działalność. Naszym zdaniem program szczepień i organizacji ich punktów powinien być jeszcze bardziej powszechny. Zachęcamy także przedsiębiorców do organizowania akcji promocyjnych, których intencją będzie obalanie stereotypów i zachęcanie pracowników do szczepienia się. Jako Izba damy przykład. Więcej o kampanii powiemy już niebawem – mówi Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Poniżej list do Premiera Mateusza Morawieckiego podpisany przez Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hannę Mojsiuk:

Szanowny Panie Premierze,

na początku kwietnia Pan Michał Dworczyk, Pełnomocnik Rządu ds. Szczepień, zaprezentował imponujący plan przyspieszenia programu szczepień w II kwartale roku 2020. Z punktu widzenia przedsiębiorców daje on nadzieję na szybszy powrót do normalności oraz na to, że niebawem niektóre branże będą mogły powrócić do płynnej i nieprzerywanej lockdownami działalności. Zapowiedź powszechnych szczepień oraz możliwość organizowania punktów szczepień w zakładach pracy to doskonała wiadomość, którą jako instytucja otoczenia biznesu z całą mocą wspieramy.

Jako Północna Izba Gospodarcza postulujemy, by zapowiedziany przez Ministra Dworczyka program poszerzyć. Uważamy, że sektor MŚP również powinien mieć możliwość organizowania punktów szczepień. Zdajemy sobie sprawę, że logistyka nakazuje rozsądek, ale dlaczego nie pozwolić na szczepienia w miejscach pracy, gdzie 200 osób zadeklarowało chęć zaszczepienia się? Należy zrobić wszystko, by powrót do normalności był możliwy jak najszybciej.

W związku z tym, apelujemy Panie Premierze, by obniżyć limit osób deklarujących chęć zaszczepienia jako wyznacznik do tego, by możliwe było zorganizowanie punktu szczepień w zakładzie pracy. Uważamy, że zasadne jest umożliwienie pracodawcy zorganizowanie punktu szczepień w jego firmie, w momencie, kiedy jego 200 pracowników wyrazi chęć zaszczepienia, tym bardziej, iż bierze on za to  pełną odpowiedzialność.

Sektor MŚP nie chce być pomijany w uproszczonej procedurze dostępu do szczepień. Chce wracać do normalności. Przedsiębiorcy pokładają w szczepieniach wielkie nadzieje. Uważamy, że proces szczepienia powinien być tak mocno zdynamizowany, jak to tylko jest możliwe.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie stoi na stanowisku, że szczepienia powinny być możliwie szeroko promowane wśród pracowników przez przedsiębiorców. Takie kampanie powinny odbywać się jak najszybciej, albowiem nie ma lepszego narzędzia do walki z koronawirusem niż szczepionka. Jesteśmy gotowi włączyć się w taką promocję i być jej aktywnym uczestnikiem.

Po 13 miesiącach walki z pandemią, po fali bankructw w wielu sektorach gospodarki i po mocnym uderzeniu w światową gospodarkę, musimy wszyscy zdać sobie sprawę, że szybki powrót do normalności jest w interesie nas wszystkich. Wszyscy pragną już normalności, ale najkrótsza droga do niej prowadzi przez masowe szczepienia.

Azure Summit 2021 (online) – największa polska konferencja o Microsoft Azure

Zapraszamy na Azure Summit 2021 (online), czyli największą polską konferencję poświęconą chmurze Microsoft Azure technologiom Microsoft w formie wydarzenia online. Wydarzenie odbędzie się w dniu 13 maja 2021 roku. Najważniejszą wartością konferencji jest wysoki poziom merytoryczny prezentacji technicznych. Prelegentami podczas konferencji będą pracownicy Microsoft, Microsoft MVP oraz przedstawicie firm wykorzystujących Microsoft Azure.

Podczas wydarzenia odbywają się również Wirtualne Targi Pracy IT, na których można spotkać renomowane firmy z branży IT na ich dedykowanych wirtualnych stoiskach. 

Rejestracja i udział w konferencji są w pełni bezpłatne.
Link do rejestracji na wydarzenie: https://azuresummit.pl/ 

Ze względu na sytuację panującą na świecie, konferencja odbędzie się w formie online. W konferencji weźmie udział ponad 1500 uczestników z całej Polski.

Serdecznie zapraszamy do udziału wszystkich chętnych!

Czym różni się kredyt gotówkowy od pożyczki?

Potrzebujesz gotówki i zastanawiasz się, jakie są różnice między kredytem a pożyczką? Pożyczka bez zbędnych formalności czy kredyt gotówkowy – co wybrać? Sprawdź, czym jest kredyt gotówkowy oraz pożyczka i wybierz opcję odpowiednią dla Ciebie.

Czym jest kredyt gotówkowy?

Kredyt gotówkowy to potoczna nazwa dla określenia sposobu pożyczania pieniędzy. Pojęcia kredytu najczęściej używa się w ramach definicji wywodzących się z przepisów Prawa bankowego.

Umowę kredytu, czyli kredyt, Prawo bankowe określa jako umowę pomiędzy bankiem a klientem. Zobowiązuje ona bank do oddania pewnej kwoty do dyspozycji klienta na określony czas oraz na określony cel.

Bank wypłaca kredytobiorcy określoną sumę pieniędzy z przeznaczeniem na ustalony w umowie cel i czas. Ma prawo zweryfikować, czy kredytobiorca faktycznie wykorzystuje kredyt w celu określonym w umowie (np. remont).

Kredytobiorca jest zobowiązany do spłaty kredytu wraz z odsetkami w określonych terminach spłat oraz zapłaty prowizji od udzielonego zobowiązania. Nie dochodzi tutaj do przeniesienia na kredytobiorcę własności środków pieniężnych.

Udzielenie kredytu jest uzależnione od zdolności kredytowej kredytobiorcy, więc procedura jego przyznawana może być dość długa – szczególnie, gdy wnioskodawca nie ma żadnej relacji z bankiem. Dokumenty potrzebne do kredytu to przeważnie zaświadczenie o zatrudnieniu, dochodach i zarobkach.

Terminy kredyt/pożyczka gotówkowa często są używane zamiennie, ale są to zupełnie inne produkty. Zamienne stosowanie obu tych pojęć może wynikać z faktu, że po spełnieniu pewnych warunków mogą stanowić kredyt konsumencki (o którym mowa w ustawie o kredycie konsumenckim i dalszej części artykułu).

Kredyt a pożyczka – różnice

Pożyczka gotówkowa to znacznie bardziej swobodna i elastyczna forma finansowania niż kredyt. Udzielają jej nie tylko banki, ale także instytucje finansowe i osoby prywatne. Umowa pożyczki podlega przede wszystkim pod przepisy Kodeksu Cywilnego. Pożyczkę można wykorzystać na dowolny cel, którego nie trzeba dokumentować. Co więcej, pożyczka może dotyczyć nie tylko środków pieniężnych, ale także określonej liczby rzeczy oznaczonych co do gatunku.

Pożyczkobiorca zobowiązuje się zwrócić tę samą sumę pieniędzy lub liczbę rzeczy opisanych w umowie, które na mocy umowy przechodzą na jego własność. W przypadku umowy pożyczki mogą, ale nie muszą zostać nałożone odsetki czy prowizja.

Najczęściej nie są wymagane dodatkowe dokumenty i zaświadczenia potwierdzające zdolność kredytową, chyba że udzielana pożyczka stanowi jednocześnie kredyt konsumencki w rozumieniu ustawy o kredycie konsumenckim – w takim przypadku na kredytodawcy spoczywa szereg obowiązków takich jak ocena zdolności kredytowej, wydanie formularza informacyjnego przed zawarciem umowy, czy uwzględnienie w umowie wielu elementów istotnych z punktu widzenia kredytobiorcy.

Kredyt konsumencki to forma finansowania znacznie bardziej uregulowana i kontrolowana przez instytucje państwowe (np. Prezesa UOKiK w zakresie prawidłowej realizacji obowiązków informacyjnych spoczywających na kredytobiorcy), co zwiększa bezpieczeństwo, ale jednocześnie może wydłużać procedurę jej udzielenia.

Jeśli zastanawiasz się, jaką formę finansowania wybrać, dokładnie przeanalizuj cel, na jaki chcesz przeznaczyć środki, sumę pieniędzy, jakiej potrzebujesz i czas niezbędny do zwrotu środków.

Szybka gotówka online bez zbędnych zaświadczeń

Interesuje Cię pożyczka bez zbędnych formalności? Potrzebujesz szybkiej gotówki? Sprawdź z nami główne zalety pożyczki gotówkowej online w PKO Banku Polskim.

W PKO Banku Polskim możesz otrzymać pożyczkę gotówkową online, korzystając z bankowości elektronicznej iPKO lub darmowej aplikacji mobilnej IKO – szybko i prosto. Jeśli złożysz wniosek online, możesz otrzymać wypłatę nawet w 30 sekund!

Otrzymujesz pieniądze na konto nawet w dniu złożenia wniosku. Pożyczkę możesz spłacać krótko – nawet przez 3 miesiące, ale także dłużej, w zależności od Twoich potrzeb – nawet do 96 miesięcy. Jeśli nie jesteś klientem PKO Banku Polskiego, również możesz skorzystać z pożyczki bez zbędnych zaświadczeń online do 4500 zł.

Jak otrzymać pożyczkę bez zbędnych formalności w PKO Banku Polskim?

  1. Wypełniasz wniosek o pożyczkę w aplikacji w telefonie lub na komputerze. Możesz także udać się do oddziału PKO Banku Polskim osobiście, a także umówić się na wideorozmowę lub rozmowę telefoniczną z doradcą.
  2. Zapoznajesz się z warunkami, zdalnie dostarczasz dokumenty (gdy wymagane)  i akceptujesz umowę pożyczki elektronicznie.
  3. Dostajesz pieniądze na konto nawet tego samego dnia.

Deloitte: Polskie rady nadzorcze angażują się w zarządzanie kryzysowe

Pandemia wpłynęła na funkcjonowanie firm nie tylko w obszarach strategicznych czy operacyjnych. Zmiany odczuły również organy kontrolne, czyli rady nadzorcze.

Z badania „Rada Nadzorcza w obliczu COVID-19: kryzys, doświadczenie, nowa rzeczywistość” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że chociaż cztery piąte członków rad zapewniło, że włączyli się w zarządzanie kryzysowe, to 59 proc. z nich nie ma określonej strategii na wypadek wystąpienia niespodziewanych sytuacji. Z kolei ponad 80 proc. zasiadających w radach nadzorczych dostrzegło, że w czasie kryzysu zwiększył się zakres współpracy z zarządem i akcjonariuszami. Więcej uwagi poświęcono również pracownikom.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Deloitte, pandemia COVID-19 zmusiła członków rad nadzorczych do zaangażowania się w zarządzanie kryzysowe. Aż 81 proc. respondentów deklaruje, że podjęło kroki w tym kierunku. Ponad połowa z nich zrobiła to w ciągu siedmiu dni od wprowadzenia w Polsce lockdownu, 23 proc. w ciągu dwóch tygodni, a 19 proc. do miesiąca.

Nie każda rada nadzorcza posiada przygotowany konkretny zestaw działań. 59 proc. badanych wskazało, że nie ma określonego planu działania w przypadku kryzysu. 56 proc. przyznało również, że nie ma gotowych planów na wypadek awaryjnej sukcesji. To powoduje, że wiele sytuacji może potencjalnie zaskoczyć rady nadzorcze w sposób negatywny i wymusić podjęcie decyzji pod wpływem chwili. Natomiast wszyscy respondenci zgodnie stwierdzili, że udało im się przełożyć doświadczenia z funkcjonowania innych rad i rozwiązań stosowanych w różnych firmach. Tym samym mogą przejąć i zaadaptować dobre praktyki, również te w obszarze zarządzania kryzysowego, do swojej jednostki mówi Dorota Snarska-Kuman, partner w dziale audit & assurance, liderka programu Rady Nadzorcze, Deloitte.

Ład korporacyjny w obliczu dynamicznych zmian

Firmą zarządza się i nadzoruje w oparciu o system norm i zasad zwany ładem korporacyjnym. W praktyce pojęcie to można rozumieć jako złożoną sieć relacji rozwijanych pomiędzy kadrą zarządzającą, reprezentantami nadzoru właścicielskiego, akcjonariuszami oraz pozostałymi interesariuszami.

W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym odpowiedni ład korporacyjny i ustrukturyzowane przez niego relacje pomiędzy interesariuszami pomagają organizacji właściwie reagować na sytuacje kryzysowe i zawczasu identyfikować zagrożenia.

Zdaniem 85 proc. badanych, pandemia nie wpłynęła na zmianę ładu korporacyjnego. Członkowie rad nadzorczych, którzy byli odmiennego zdania, najczęściej wskazywali na przekształcenia w systemach i funkcjach zewnętrznych oraz w wynagrodzeniach.

Zapytaliśmy naszych respondentów również o trudności związane z wypełnieniem elementów ładu korporacyjnego. Ponad połowa z nich nie ma takich doświadczeń. 19 proc. członków rad wskazało natomiast na przeszkody w obowiązkach zarządu i rady nadzorczej, 15 proc. na problemy związane

z walnymi zgromadzeniami i relacjami z akcjonariuszami, a 11 proc. z wynagrodzeniami. Warto podkreślić, że o zmianie ładu korporacyjnego częściej mówili przedstawiciele firm z najwyższym rocznym obrotem – mówi Dorota Snarska-Kuman.

Nowe perspektywy

63 proc. respondentów deklaruje, że rada nadzorcza miała przygotowane plany zapewnienia ciągłości pracy na wypadek zakłóceń wywołanych pandemią, a w 81 proc. firm udało się wprowadzić te założenia. Aż 89 proc. członków rad nadzorczych podkreśla, że w tym procesie nie napotkało większych trudności. Natomiast badani, którzy doświadczyli problemów, najczęściej wskazywali na te natury logistycznej (67 proc.). Co ciekawe, zdaniem większości firm pandemia COVID-19 nie wpłynęła na zmianę ich strategii działania (63 proc.). Natomiast 56 proc. członków rad nadzorczych twierdzi, że obecnie przedmiotem dyskusji są nowe kierunki rozwoju, które nie były rozpatrywane przed pandemią. Co ciekawe, w 89 proc. przypadków nie został powołany specjalny komitet ds. koronawirusa.

Wśród priorytetów rad nadzorczych w czasie pandemii, znalazło się zarządzanie ryzykiem, strategia,

a także polityka informacyjna i komunikacja z inwestorami. Zdaniem 59 proc. respondentów hierarchia priorytetów nie zmieniła się z powodu sytuacji spowodowanej COVID-19.

Zmienił się z kolei sposób komunikacji na każdym szczeblu firmy. Z naszego badania wynika, że 93 proc. rad nadzorczych odbywa spotkania zdalnie, a 89 proc. nie zauważyło trudności związanych z taką formą kontaktu. W przypadku 59 proc. częstotliwość komunikacji zwiększyła się w związku z pandemią. 82 proc. badanych twierdzi, że z powodu koronawirusa ściślej współpracują z zarządem firmy i akcjonariuszami, 15 proc. z pracownikami, a 11 proc. z partnerami biznesowymi. Oznacza to, że rady nadzorcze poczuły potrzebę, by poznać nastroje panujące w przedsiębiorstwie. Taki przepływ informacji powinien być zachowany również po zakończeniu pandemii – mówi Dorota Snarska-Kuman.

O badaniu

Badanie „Rada Nadzorcza w obliczu COVID-19: kryzys, doświadczenie, nowa rzeczywistość” przeprowadzono od czerwca do września 2020 r. wśród członków rad nadzorczych w Polsce. 59 proc. ankietowanych zasiada w jednej radzie, 28 proc. w od dwóch do pięciu i 3 proc. w sześciu do dziewięciu radach nadzorczych. Najwięcej przedstawicieli miały firmy zatrudniające więcej niż 250 pracowników (50 proc.). W badaniu wzięli również udział reprezentanci przedsiębiorstw zatrudniających mniej niż 50 osób (28 proc.) i zatrudniających od 51 do 250 pracowników (22 proc.).

Respondenci zasiadają w radach nadzorczych firm z branż: dobra konsumpcyjne i usługi, usługi finansowe, nieruchomości, energia, zasoby i przemysł, technologia, media i komunikacja, opieka zdrowotna oraz usługi publiczne. Najwięcej badanych to przedstawiciele przedsiębiorstw, których roczny obrót wynosi od 10 do 50 mln euro (36 proc.) i tych, które przekraczają kwotę 50 mln euro (33 proc.). 17 proc. członków rad nadzorczych reprezentuje firmy o rocznym obrocie od 2 do 10 mln euro, a 14 proc. do 2 mln euro.