Software Mind z Grupy Ailleron wchodzi w segment e-commerce i przejmuje ValueLogic

Software Mind będąca częścią Grupy Ailleron podpisała przedwstępną umowę nabycia 70 proc. udziałów w ValueLogic  – dynamicznie rozwijającej się spółce działającej w modelu full-service software house w branży e-commerce.

Wrocławski ValueLogic zatrudnia ponad 80 inżynierów oprogramowania i ekspertów branżowych. Spółka współpracuje z ponad 30 renomowanymi klientami takimi jak  Immobilien Scout, Tier czy Zalando na rynku DACH  (głównie Niemcy).

Zmiana nawyków zakupowych klientów w ostatnim roku spowodowała dynamiczny rozwój branży e-commerce. Z tego też względu zależało nam, by do Software Mind dołączyła spółka ze specjalizacją w tym obszarze. Dokładnie taka jak ValueLogic, która m.in. tworzy kompleksowe, szyte na miarę i dostosowane do konkretnych potrzeb klientów rozwiązania dla branży e-commerce. Software Mind działa obecnie na całym świecie, ale bez dużej ekspozycji na rynek DACH. Inwestycja w ValueLogic otwiera nam więc nowe możliwości pozyskania klientów, przy wykorzystaniu uzupełniających się doświadczeń i referencji. Dodatkowym atutem ValueLogic jest biuro w Berlinie i doświadczenie  kadry menedżerskiej, która doskonale porusza się na rynku niemieckim i która nadal będzie operacyjnie sprawowała kontrolę nas spółką i ją rozwijała wspólnie z Software Mind. Współpraca z ValueLogic daje nam również możliwość wejścia na rynek specjalistów IT z obszaru aglomeracji wrocławskiej i tym samym rozbudowy zespołu Software Mind w kolejnej lokalizacji w Polsce poza Krakowem, Warszawą, Rzeszowem i Bielskiem-Białą – powiedział Grzegorz Młynarczyk, prezes zarządu Software Mind/wiceprezes zarządu Ailleron.

Akwizycja ValueLogic to kolejny krok w realizacji strategii rozwoju Software Mind – zarówno organicznie, jak również przez przejęcia. Naszym długoterminowym celem jest budowa wraz z Enterprise Investors wiodącej, globalnej grupy na polskim rynku software house’ów. Naszą ambicją jest stworzenie lidera w wybranych specjalizacjach – sektorowych i technologicznych, zwiększając kilkukrotnie skalę działalności – dodał Grzegorz Młynarczyk.

W 2020 roku ValueLogic na poziomie przychodów osiągnął dynamikę wzrostu 40% r/r, co bezpośrednio przełożyło się na wyniki operacyjne. Współpraca z  Software Mind to dla ValueLogic szansa na jeszcze dynamiczniejszy rozwój. Dołączamy do silnego partnera, wierzymy we wspólną  strategię rozwoju z Software Mind i jestem przekonany, że razem kilkukrotnie zwiększymy skalę działania i zbudujemy o wiele większą wartość dla udziałowców obu firm. Widzę wiele efektów synergii i cieszę się na wspólne projekty – powiedział Krzysztof Litwin, prezes zarządu ValueLogic.

Frankowicze-przedsiębiorcy nie muszą spłacać kredytu (prawomocne orzeczenie sądu)

Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w dniu 18.09.2021 r. wydał prawomocne postanowienie o udzieleniu zabezpieczenia dla frankowiczów prowadzących działalność gospodarczą (sprawa o sygn. akt VIII Gz 1/21). Pozwali oni mBank S.A. o zapłatę i ustalenie nieważności umowy kredytu indeksowanego do CHF, którą zawarli z BRE-Bank S.A. Kredyt był przeznaczony na finansowanie bieżącej działalności gospodarczej w ramach spółki cywilnej.

Sąd postanowił udzielić powodom zabezpieczenia roszczenia o ustalenie nieważności umowy kredytu poprzez: 1) wstrzymanie obowiązku dokonywania przez powodów spłat rat kredytu w wysokości i terminach określonych w umowie kredytu, w okresie od dnia wydania niniejszego postanowienia do dnia uprawomocnienia się orzeczenia kończącego w sprawie, a ponadto: 2) zakazanie pozwanemu złożenia oświadczenia o wypowiedzeniu umowy kredytu oraz 3) zakazanie pozwanemu przekazywania informacji  o niedokonywaniu przez powodów spłat rat kredytu do: Biura Informacji Kredytowej spółka akcyjna w Warszawie i do systemu „Bankowy Rejestr” prowadzonego przez Związek Banków Polskich.

Sąd udzielił powodom zabezpieczenia wskazując na bardzo wysokie uprawdopodobnienie dochodzonego roszczenia o ustalenie nieważności umowy i wykazanie interesu przez powodów w udzieleniu zabezpieczenia.

Pełnomocnik powodów uprawdopodobnił roszczenie o ustalenie nieważności umowy kredytu, wskazując m.in. niezgodność z art. 69 ustawy Prawo bankowe, naruszenie granic swobody umów i równowagi kontraktowej oraz występowanie w umowie kredytu cech instrumentów pochodnych (SWAP-ów lub kontraktów na różnice CFD). Ponadto, sąd wskazał, iż postanowienia naruszające prawa konsumentów w umowie mają bezpośrednie przełożenie na ustalenie nieważności umowy dla przedsiębiorców.

Sąd uznał istnienie interesu prawnego powodów, gdyż dalsze spłacanie rat kredytu wynikającego z nieważnej umowy doprowadziłoby do niezasadnego obciążenia powodów i bezpodstawnego wzbogacania pozwanego, bezzasadnie zwiększając skalę prawdopodobnych przyszłych rozliczeń między stronami. W interesie powodów nie jest dalsza spłata rat na podstawie umowy kredytu, wobec domagania się stwierdzenia jej nieważności, przy jednoczesnym uprawdopodobnieniu żądanego roszczenia. W przypadku bowiem stwierdzenia nieważności umowy w wyroku kończącym postępowanie w sprawie, powodowie nie będą już zobowiązani do spłacania rat kredytowych.

Piotr Nazaruk, radca prawny, szef Kancelarii Radców Prawnych Prof. ucz. dr Piotr Nazaruk, pełnomocnik powodów

Popyt na kredyty mieszkaniowe w marcu 2021 r. wzrósł o 36,8% r/r

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Trzeci w tym roku dodatni odczyt Indeksu wyniósł + 36,8%, co oznacza, że w marcu 2021 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 36,8% w porównaniu z marcem 2020 r.

W marcu 2021 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 56,07 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 41,52 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o +35%. W porównaniu do lutego 2021 r., liczba wnioskujących wzrosła o 19%, a w stosunku do minimum z kwietnia 2020 r. podwoiła się (+102%). Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w marcu br. wyniosła 315,5 tys. zł i była o 5,9% wyższa niż w marcu 2020 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu przy dużej liczbie wnioskodawców. Rekordowa w całej historii jest wartość wnioskowana na wnioskach kredytowych (wartości bezwzględne). Rekordowa w okresie 10 lat jest również liczba złożonych zapytań kredytowych. Wyższą liczbę zapytań odnotowaliśmy w marcu 2011 r.- mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– W marcu br. popyt na kredyty mieszkaniowe „odpalił” i jest wyższy od szczytu trendu wzrostowego z lutego 2020 r. (ostatniego miesiąca sprzed pandemii). Po serii ujemnych odczytów z okresu marzec – sierpień 2020 r. oraz listopada 2020 r. mamy bardzo wysoki dodatni odczyt w tym roku. Wartość Indeksu w porównaniu do odczytu z lutego 2021 r. wzrosła aż o 19,7 p.p.

– Na szczególną uwagę zasługuje wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu oraz wzrost liczby składanych zapytań. Odzwierciedla to obecną sytuację na rynku mieszkaniowym, wzrost średniej ceny PUM-u oraz zakup większych nieruchomości. Fakt, że banki poluzowały wymagania odnośnie wkładu własnego (spadek wymaganego wkładu ponownie do 10%), przekłada się na akceptowanie wyższej wartości wskaźnika LtV. Co ciekawe, rekordy bijemy w samym szczycie trzeciej fali z jaką mieliśmy do czynienia w marcu br. Z drugiej strony wzrost liczby osób zaszczepionych powoduje, że optymizm rośnie. Rośnie również inflacja, która może spowodować jeszcze wyższy wzrost cen nieruchomości. Ponadto konieczność wpłat na fundusz gwarancyjny dla deweloperów (2%) również wpłynie na wzrost cen. Coraz częściej w dyskursie publicznym mówi się o ujemnych stopach procentowych na depozytach lub wprowadzeniu opłat za utrzymywanie dużych kwot na rachunkach bankowych. Wszystko to wpływa na jeszcze wyższe zainteresowanie nieruchomościami – dodaje prof. Rogowski.

– Trzeba również pamiętać, że Indeks opisuje jedynie stronę popytową rynku kredytów. Wartość akcji kredytowej jest determinowana polityką kredytową banków. W mojej opinii, w sytuacji wysokiej nadpłynności polskiego sektora bankowego i najniższego poziomu szkodowości kredytów hipotecznych, akcja kredytowa w zakresie kredytów mieszkaniowych wzrośnie – prognozuje główny analityk BIK.popyt na kredyty mieszkaniowe marzec 2021

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Zainteresowanie terenami inwestycyjnymi nie spada mimo pandemii, jednak wydłużyły się procedury. Największy popyt wykazuje branża logistyczna

 Branże logistyczna, transportowa i produkcyjna są w tej chwili najbardziej zainteresowane gruntami inwestycyjnymi, na które popyt nie zmalał nawet w czasie pandemii – informuje Katarzyna Rosa-Czubak z Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego. Przy wykorzystaniu funduszy unijnych park realizuje w tej chwili kolejną inwestycję, która ma wesprzeć i ułatwić przedsiębiorcom działalność biznesową. Nowy, wart przeszło 27 mln zł Inkubator Przedsiębiorczości pomoże w tym zarówno dużym firmom, jak i tym, które dopiero stawiają na rynku pierwsze kroki. 

– Zainteresowanie terenami inwestycyjnymi położonymi na terenie parku jest ciągle duże. Inwestorzy szukają wsparcia we wszystkich procesach administracyjnych – od przeprowadzenia ich przez proces kupna po pomoc w uzyskaniu pozwolenia na budowę. Można przyjąć, że na terenie parku w ciągu roku lokuje się od sześciu do ośmiu nowych inwestorów – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Rosa-Czubak.

Jak wskazuje, choć czas pandemii nie wpłynął na zmniejszenie zainteresowania terenami inwestycyjnymi, to jednak spowodował wydłużenie wielu procedur i decyzji, co miało negatywne przełożenie zarówno na sam park, jak i firmy ulokowane na jego terenie.

– Na szczęście inwestorzy nadal są zainteresowani i chcą lokować tutaj swoje firmy, co ma pozytywny wpływ na spadek bezrobocia i tworzenie nowych miejsc pracy – mówi kierownik ds. sprzedaży z Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego. – Odnotowaliśmy wzrost zainteresowania naszymi terenami szczególnie ze strony firm logistycznych oraz produkcyjnych. Zakładamy, że ta branża będzie miała znaczący wpływ na miejsca pracy i jednocześnie rozwój Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego.

BPPT to jeden z największych parków przemysłowo-technologicznych w Polsce, który zajmuje powierzchnię ok. 290 ha. Prowadzi działalność od prawie 17 lat, oferując tereny inwestycyjne na sprzedaż i pod dzierżawę, a każda działka może zostać objęta Pomorską Specjalną Strefą Ekonomiczną. BPPT stawia też mocny akcent na rozbudowę – przy wykorzystaniu funduszy unijnych – infrastruktury okołobiznesowej, szczególnie dla sektora MŚP i start-upów. Jedną z najnowszych inwestycji ukierunkowanych na ten cel jest budowa Inkubatora Przedsiębiorczości.

– W tej chwili jesteśmy już po zakończonym przetargu na wyłonienie generalnego wykonawcy. Zakończenie prac oraz uzyskanie pozwolenia na użytkowanie jest planowane na początek 2023 roku. To oznacza, że mniej więcej w połowie 2022 roku będziemy mogli rozpocząć poszukiwania zainteresowanych firm, które chciałyby się tam ulokować – wyjaśnia Katarzyna Rosa-Czubak.

Przetarg na budowę Inkubatora Przedsiębiorczości w Bydgoskim Parku Przemysłowo-Technologicznym został ogłoszony w połowie stycznia br. Cała inwestycja, warta ponad 27 mln zł, jest współfinansowana z RPO województwa kujawsko-pomorskiego na lata 2014–2020. W ramach projektu powstanie część biurowa i hala magazynowo-produkcyjna, o łącznej powierzchni użytkowej ponad 5 tys. mkw., z której docelowo będą korzystały ok. 22 firmy rocznie. Inwestycja obejmuje też budowę dróg wewnętrznych, parkingów, przyłączy oraz zakup wyposażenia, oprogramowania i sprzętu IT dla nowego inkubatora.

 Celem jest przede wszystkim wsparcie przedsiębiorstw z sektora MŚP oraz stworzenie im możliwości rozwoju właśnie poprzez budowę infrastruktury okołobiznesowej, gdzie będą mogli prowadzić swoją działalność – mówi przedstawicielka BPPT.

Nowy inkubator to kolejna inwestycja BPPT współfinansowana z unijnych środków, po wartym ponad 23 mln zł Centrum Technologicznym oddanym do użytkowania w kwietniu ubiegłego roku, mimo trudnej, pandemicznej sytuacji.

– Właściwie od samego początku działalności parku korzystamy z funduszy unijnych. Infrastruktura, która znajduje się na terenie parku – czyli wszelkie drogi dojazdowe, ścieżki rowerowe etc. – powstała właśnie w ramach projektów unijnych. Budowa obiektów biurowych, IDEA Przestrzeń Biznesu oraz Centrum Technologiczne również powstały przy wsparciu funduszy unijnych, dzięki czemu możemy wspierać przede wszystkim start-upy i firmy z sektora MŚP. Środki unijne dają nam także możliwość przygotowania tych terenów dla inwestorów, dzięki czemu łatwiej jest wzbudzić ich zainteresowanie – mówi Katarzyna Rosa-Czubak.

Jak wskazuje, park liczy też na możliwość zrealizowania kolejnych inwestycji przy wsparciu funduszy, które mają trafić do Polski w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Na jego realizację Polska otrzyma ponad 58 mld euro, z których część ma być dostępna już w połowie tego roku.

– W tej chwili jest jeszcze dużo niewiadomych dotyczących Krajowego Planu Odbudowy. Jako Bydgoski Park Przemysłowo-Technologiczny złożyliśmy projekty, które mogłyby być dofinansowane w ramach tego planu, natomiast czekamy na dalsze wytyczne i kroki ze strony rządu – mówi przedstawicielka BPPT.

Ponad 70 proc. artystów teatralnych pracuje online. Mimo to wielu z nich ze względu na trudną sytuację rozważa zmianę zawodu

Trzy czwarte artystów teatralnych przeniosło swoją aktywność do sieci, najczęściej dramaturdzy, aktorzy i reżyserzy, a najrzadziej scenografowie – wynika z badania przeprowadzonego z inicjatywy Instytutu Teatralnego. Ci, którzy się na ten krok nie zdecydowali, najczęściej mówili o braku takiej możliwości. Problemem był brak odpowiedniego sprzętu, dobrego łącza internetowego lub kompetencji, wielu z nich internet kojarzy się z gorszą jakością. Praca online stała się sposobem na przetrwanie w czasie, gdy teatry są zamknięte, jednak badanie ujawniło niepokojący trend – wielu artystów nie widzi przyszłości w świecie sztuki i chce całkowicie zmienić branżę.

Prowadzenie działalności artystycznej online bez większych trudności zadeklarowała niemal co druga osoba uczestnicząca w badaniu (45 proc.), ale aż 55 proc. respondentów stwierdziło, że ta forma pracy przysporzyła im kłopotów. Spośród tych, którzy wskazywali na trudności z pracą zdalną, aż 57 proc. uznało, że online kojarzy się z gorszą jakością, 46 proc. wskazywało na brak odpowiedniego sprzętu do prowadzenia działań artystycznych online, a 41 proc. uznało, że ich praca artystyczna nie nadaje się do przeniesienia do sieci. Niemal 40 proc. artystek i artystów wskazało na brak dobrego łącza internetowego, a co trzecia badana osoba uznała, że nie ma kompetencji do prowadzenia takiej formy aktywności artystycznej.

Aktywność online jest dość popularna wśród artystów i artystek teatru, bo aż 74 proc. z nich zadeklarowało, że wykorzystuje internet w pracy artystycznej. Najczęściej korzystają z tego dramaturdzy i dramaturżki, a także aktorzy i aktorki lalkarze oraz scen dramatycznych. Grupa artystów, która najrzadziej pracowała w przestrzeni internetowej, to są scenografowie i scenografki, co wynika ze specyfiki pracy w tym zawodzie – mówi agencji Newseria Biznes Emilia Cholewicka, artystka, tancerka i doktorantka Centrum Badań nad Gospodarką Kreatywną Uniwersytetu SWPS, współautorka badania „Artystki i artyści teatru w czasach COVID-19”.

Z raportu wynika, że nastroje wśród artystów teatralnych dotyczące ich sytuacji zawodowej w czasie pandemii są pesymistyczne. W zasadzie każda grupa zawodowa ocenia ją źle lub bardzo źle, choć zmieniało się to w zależności o etapu pandemii.

– Na początku pandemii ponad 60 proc. respondentów przyznało, że odczuwało duży lęk związany z całą sytuacją, szczególnie podczas pierwszego lockdownu. Później, kiedy nastąpiło tzw. odmrażanie gospodarki, była to znacznie mniejsza grupa. Artyści wrócili do pracy, na próby, do teatrów, czekając na kolejne premiery, i nastroje się poprawiły – wyjaśnia Emilia Cholewicka.

W trakcie wakacji – kiedy odbywały się letnie festiwale, przeglądy, plenerowe spektakle – niepokój odczuwało ok. 28 proc. respondentów. Artyści i artystki liczyli na to, że jesienią wrócą do pracy w teatrze na stałe. Druga fala spowodowała jednak ponowne pogorszenie nastrojów – uczucie niepokoju towarzyszyło ok. 81 proc. ankietowanych.

Jeden z respondentów badania ocenił w bardzo wymowny sposób swoją sytuację, mówiąc, że dopóki jawi się przed nim premiera, będzie walczył. Jednak niewielu artystów ma takie podejście. Poprzednie badania środowiska artystycznego prowadzone pod kierunkiem prof. Doroty Ilczuk pokazywały, że artyści mimo swojej złej sytuacji finansowej i ekonomicznej wciąż chcą działać w sferze artystycznej. Nawet jeśli wykonywali dodatkowo jakiś zawód nieartystyczny, to zwykle po to, aby finansować pracę artystyczną. Teraz, jak wynika z badań, wielu artystów nie widzi szans na to, by dalej działać artystycznie – podkreśla ekspertka Centrum Badań nad Gospodarką Kreatywną.

Dyskusja na temat konieczności przekwalifikowywania się artystów trwa od lat. W sytuacji pandemii możliwość zmiany zawodu, a nawet branży nabrała nowego znaczenia. Ankieta pokazała, że kilkudziesięcioro artystów i artystek zastanawia się nad tym krokiem. Rzadziej formułowane są wypowiedzi explicite: „zamierzam zmienić zawód”, choć i te pojawiły się wśród odpowiedzi. Wiele osób wskazało na tę opcję jako odpowiedź na pytanie o to, jak przygotowują się na ewentualne wystąpienie takich kryzysów w przyszłości.

Badacze zauważają, że wielu artystów i artystek związanych z teatrem nie tyle z własnego wyboru podjęło się zmiany profesji, ile zostało do tego zmuszonych. W większości wybierają zawody niewymagające wysokich kwalifikacji, np. w piekarni czy na kasie.

– To pierwsza taka sytuacja, gdzie tak wielu z ankietowanych stawia na przekwalifikowanie i zaczyna pracować chociażby jako dostawca pizzy, traktując to zajęcie jako pracę dorywczą w momencie, kiedy nie można wrócić na scenę – dodaje Emilia Cholewicka. – Wielu z nich mówi, że nie widzi przyszłości w świecie kultury i stawia na stuprocentowe przekwalifikowanie i rozpoczęcie kariery w branżach nieartystycznych. To jest novum.

Jak pokazują badania Centrum Badań nad Gospodarką Kreatywną z 2018 roku, w Polsce grupa artystów liczy 60 tys. osób, z czego środowisko teatralne to niecałe 6 tys., a cały sektor kultury i sektor kreatywny – 300 tys. osób. Pandemia dotknęła jednak znacznie większą grupę, także tych, którzy prowadzą warsztaty czy uczą w szkołach. Lockdown ograniczył również im możliwość wykonywania swoich zadań.

– Artyści oczekują pomocy Ministerstwa Kultury. Ten resort jest podmiotem, który najczęściej był wskazywany jako właściwy do wprowadzenia zarówno tarczy antykryzysowej, jak i rozwiązań systemowych – podkreśla ekspertka.

Ponad połowa badanych korzystała ze wsparcia w okresie pandemii, z czego niemal wszyscy zadeklarowali korzystanie z pomocy finansowej. Jako źródło wsparcia najczęściej wskazywano na MKiDN (38 proc.) oraz tzw. tarczę antykryzysową i świadczenia postojowe (33 proc.), jednak blisko połowa oceniła je źle lub bardzo źle. Dobre lub bardzo dobre opinie o rządowym wsparciu miało 21 proc. respondentów. Prawie wszyscy badani oczekują stworzenia strategii dla swojej grupy zawodowej na okres wyjścia z pandemii. Tylko 6 proc. uznało, że nie jest to potrzebne. Na MKiDN jako podmiot odpowiedzialny wskazało 48 proc. badanych. Następnie wskazywano związki zawodowe, twórcze i organizacje artystyczne (16 proc.).

W Polsce brakuje rozwiązań systemowych. Mówi się dużo o ustawie o statusie artysty czy też o ustawie o artystach zawodowych. Niestety prace nad nimi trwają, podobnie jak dyskusje na temat opłaty od czystych nośników. Warto podkreślić, że to nie jest podatek od smartfonów ani podatek mobilny. Jest to opłata, która jest nakładana na wytwórców elektroniki, a nie na odbiorcę. We Francji czy krajach skandynawskich, w których artyści nie najgorzej radzą sobie w czasie pandemii, takie rozwiązania systemowe są znane od lat – zaznacza Emilia Cholewicka.

W czasie pandemii sklepy notowały sprzedaż rowerów elektrycznych większą nawet o 800 proc. W najbliższej dekadzie to elektryki będą napędzać cały rynek

Pandemia spowodowała, że wielu Polaków przesiadło się na rowery. Ponad 40 proc. osób wybiera jednoślad zamiast innych środków transportu, a co piąty rowerzysta jeździ obecnie więcej niż przed rokiem – wynika z badania „Rowerowa Rewolucja”. Blisko połowa nie zrezygnowała z jazdy nawet zimą. Rynek napędza zwłaszcza szybko rosnąca sprzedaż rowerów elektrycznych. Z badania YouGov wynika, że co czwarty Polak chciałby posiadać elektryczny rower. W czasie panujących obostrzeń coraz chętniej kupujemy je przez internet. Centrumrowerowe.pl zanotowało w 2020 roku wzrost sprzedaży e-bike’ów o 786 proc.

– Pandemia spowodowała, że wielu naszych dotychczasowych i nowych klientów zwróciło się w stronę roweru jako alternatywnego środka transportu. Stało się to bardzo silnym trendem, który stał się istotny w tej branży. Najważniejszym uczestnikiem tego rynku pozostają jednak ludzie, którzy uprawiają pasję rowerową będącą częścią ich stylu życia, czy to jazda na rowerze szosowym, MTB, czy rowerze miejskim – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Zieziulewicz, członek zarządu i dyrektor handlowy w Dadelo, do którego należy Centrumrowerowe.pl

W czasie pandemii Polacy masowo przesiedli się na rowery. Badanie „Rowerowa Rewolucja” przeprowadzone na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego wskazuje, że ponad 40 proc. osób wybiera jednoślad zamiast innych środków transportu. Blisko 20 proc. jeździło w 2020 roku więcej niż w poprzednich latach. Jak wynika z badania SW Research na zlecenie Dadelo, 46 proc. nie zrezygnowało z rowerów nawet zimą. Jednoślady częściej wybierają też osoby, które wcześniej preferowały inny rodzaj aktywności sportowej, niedostępny ze względu na koronawirusa.

 Pandemia przesunęła klientów z innych rodzajów sportów do kolarstwa. Drugim trendem jest na pewno to, że dużo trudniejsze stały się zakupy w sklepach tradycyjnych, czy to ze względu na zamknięte centra handlowe, czy to ze względu na okresowe lockdowny. W tym czasie bardzo mocno zyskiwał e-commerce i tym samym Centrum Rowerowe, które jest najsilniejszym e-commerce’em na polskim rynku rowerowym, zyskało bardzo duże i lojalne grono klientów – wskazuje Jacek Zieziulewicz.

Sprzedaż rowerów tradycyjnych w Centrum Rowerowym w całym 2020 roku wzrosła o 126,5 proc. Podobne wzrosty notują inne e-sklepy z rowerami.

– W dużej mierze to efekt rozwoju narzędzi ułatwiających zakup w e-commerce, czyli np. konfiguratory dostępne w sklepach Centrum Rowerowe i Dadelo. Umożliwiają one wybór roweru odpowiedniego do danego wzrostu, modelu użytkowego, ale też wybór odzieży, jej zwymiarowanie, pokazanie, do jakiego stylu jazdy i dla jakiego użytkownika się nadaje – wyjaśnia członek zarządu i dyrektor handlowy w Dadelo.

Największym zainteresowaniem cieszą się rowery miejskie – w I kwartale ubiegłego roku w Centrum Rowerowym wyniki sprzedaży w tym segmencie były o 300 proc. większe niż rok wcześniej. O ponad 185 proc. wzrosła sprzedaż rowerów trekkingowych. Polacy chętniej kupują też elektryczne jednoślady. Z danych Centrum Rowerowego za cały 2020 rok wynika, że wzrost ich sprzedaży w ujęciu rocznym wyniósł aż 786 proc. Według Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego elektryki odpowiadają za 10 proc. sprzedaży.

– Od dwóch–trzech lat obserwuję bardzo szybki rozwój kategorii rowerów elektrycznych, która jest w tej chwili najbardziej istotnym motorem wzrostu tej branży i z całą pewnością pozostanie nim w najbliższych 5–10 latach – przewiduje ekspert.

W serwisie Centrum Rowerowe największym zainteresowaniem cieszą się rowery w cenie do 10 tys. zł, a niewiele mniejszym jednoślady do 7 tys. zł. Jak przekonuje Jacek Zieziulewicz, segment elektryków szybko rośne, bo dzięki nim ten środek transportu mogą wybrać osoby, które np. ze względu na wiek nie mogą jeździć na tradycyjnych rowerach.

– Możemy na nich jechać szybciej i dalej, ale też możemy jeździć częściej. Dla większości użytkowników to nie znaczy, że się mniej męczymy, tylko to znaczy, że mamy więcej możliwości. Społeczeństwo rowerowe osiąga swoje cele w większym stopniu, przejeżdża dłuższe dystanse, bo rower elektryczny pozwala te granice wydolności organizmu przesunąć trochę dalej – tłumaczy. – Badania pokazują, że użytkownicy rowerów elektrycznych szybciej zyskują formę. Nie używają roweru do tego, żeby było im łatwiej, tylko żeby osiągać więcej. 

Tani rower elektryczny można kupić już za ok. 2 tys. zł. Te za 34 tys. zł oferują nieco lepsze osiągi. Osoby, które potrzebują elektryka na okazjonalne przejażdżki, np. do pracy, mogą kupić rower o słabszym akumulatorze. Ci, którzy stawiają na dłuższe wycieczki, powinni zwrócić uwagę na mocny akumulator i żywotność baterii. Wysokiej jakości modele mają tysiąc cykli ładowania, podczas których urządzenie utrzymuje 80 proc. pierwotnej pojemności.

– Na przestrzeni ostatnich kilku lat obserwujemy systematyczny wzrost średniej ceny kupowanego roweru. Mamy do czynienia z przyspieszeniem tego trendu, bo rowery elektryczne są dużo droższe niż rowery tradycyjne i ludzie kupują je na trochę dłuższy czas – wskazuje członek zarządu i dyrektor handlowy w Dadelo.

WHO w Polsce: Do 2022 roku możliwe jest zaszczepienie wszystkich ludzi na świecie. Do tego czasu tylko przestrzeganie restrykcji może pomóc zatrzymać pandemię

Na świecie podano już ponad 670 mln dawek szczepionek przeciwko SARS-CoV-2. W Polsce liczba szczepień przekroczyła 6,6 mln, z czego prawie 4,6 mln to szczepienia jedną dawką, a 2 mln – dwiema dawkami. WHO ocenia, że do 2022 roku zaszczepieni zostaną już wszyscy chętni. Tym bardziej że w fazie badań klinicznych znajduje się 85 szczepionek, a 184 – w fazie badań przedklinicznych. Do tego czasu konieczne jest jednak stosowanie dotychczasowych środków bezpieczeństwa. – Gdy zakończymy program szczepień, z pewnością czeka nas w coraz większym stopniu powrót do życia, które znamy sprzed pandemii – przekonuje dr Paloma Cuchi, przedstawicielka WHO w Polsce.

 Kiedy skończy się pandemia? To pytanie za milion dolarów. Oczywiście widać już światełko w tunelu. Mamy szczepionki, a szczepienia przebiegają w rekordowym tempie. Są trudności z dystrybucją, ale w miarę jak będziemy je pokonywać, będziemy szczepić szybciej. Wiemy już, jak zapobiegać COVID-19 oraz że noszenie maseczek i mycie rąk pomagają spowolnić epidemię, ale wciąż jest wiele niewiadomych. Mamy świadomość, że wirus może mutować. Dotychczasowe mutacje nie sprawiły, że wirus stał się groźniejszy, ale widzimy pewne trudności w procesie produkcji szczepionek. Ułożenie całej tej układanki wymaga szeroko zakrojonej koordynacji i głębokiej solidarności – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Paloma Cuchi.

Na świecie podano już ponad 670 mln dawek szczepionek przeciwko SARS-CoV-2, najwięcej w liczbach bezwzględnych w Stanach Zjednoczonych, ale największy udział zaszczepionych obywateli mają Izrael (ponad 60 proc.) oraz Wielka Brytania (ok. 46 proc.) – wynika z serwisu Our World in Data. W Polsce liczba wykonanych szczepień wynosi ponad 6,6 mln: dwoma dawkami wykonano niecałe 2,1 mln szczepień, a co najmniej jedną – prawie 4,6 mln. Odsetek zaszczepionych Polaków przekroczył 10 proc.

– W miarę jak więcej osób będzie zaszczepionych, będziemy mogli pozwalać sobie na coraz więcej, nie obawiając się zakażenia i uważając przy tym, by nie przenosić wirusa na innych. Będziemy mieli także większą wiedzę na temat samych szczepionek. Teraz wiemy, że zapobiegają zachorowaniu, ale być może dowiemy się też, w jakim stopniu zapobiegają zakażeniu innych – mówi przedstawicielka WHO w Polsce.

Naukowcy Centrum Medycznego Uniwersytetu Columbia opublikowali na początku marca wyniki swoich badań, z których wynika, że obecne szczepionki i niektóre przeciwciała monoklonalne mogą być mniej skuteczne w neutralizowaniu brytyjskiego i południowoafrykańskiego wariantu koronawirusa. Badania potwierdzają m.in. wyniki Novavax. Firma poinformowała, że ​​jej szczepionka miała niemal 90 proc. skuteczności w badaniu w Wielkiej Brytanii, ale mniej niż 50 proc. w Afryce Południowej. Wraz z coraz większą liczbą dopuszczanych na rynek szczepionek sytuacja powinna się poprawić.

– Możemy zakładać, że zaszczepimy wszystkich w 2022 roku, ale tutaj też potrzebna będzie nam ogromna doza solidarności i zaangażowania. Solidarność jest potrzebna, aby szczepionki mogły otrzymać te osoby, które potrzebują ich najbardziej – wszyscy muszą brać w tym udział, poważnie traktując środki bezpieczeństwa i przestrzeganie zasad. Produkcja szczepionek będzie rosła w miarę podpisywania kolejnych umów i wprowadzania nowych preparatów. Obecnie prowadzone są testy ponad 200 szczepionek – wskazuje dr Paloma Cuchi.

Z danych WHO wynika, że w fazie badań klinicznych znajduje się 85 szczepionek, kolejne 184 są w fazie badań przedklinicznych. Ich liczba wciąż rośnie. Daje to szanse na szybkie wyszczepienie całej populacji i powrót do normalności z czasów sprzed pandemii.

– Wspólnie zbudujemy nową normalność. Gdy zakończymy program szczepień, z pewnością czeka nas w coraz większym stopniu powrót do życia, które znamy sprzed pandemii – przekonuje ekspertka.

Choć, jak wskazuje, szczepionki mogą skutecznie odciążyć służbę zdrowia, to obecnie wciąż jeszcze tylko łączenie wszystkich dotychczasowych metod zapobiegania zakażeniom może pomóc opanować trudną sytuację.

– Obserwujemy kolejne fale zakażeń, szczególnie w Europie Środkowej – obecnie borykają się z nimi Czechy i Polska, potrzebne są więc dalsze obostrzenia. Musimy utrzymywać restrykcje, realizować program szczepień i zapewniać odpowiednie środki ochrony osobistej. Te wszystkie działania trzeba uzupełnić o opiekę nad osobami, które przechorowały COVID-19, i ich dalsze leczenie. Niektórzy ozdrowieńcy mogą przez długi czas borykać się z problemami oddechowymi czy silnym zmęczeniem. Nie ma więc mowy o jednym rozwiązaniu. Tylko połączenie szeregu różnych działań może przybliżyć nas do rozwiązania tego problemu – podkreśla dr Paloma Cuchi.

Restrykcje wprowadzone w Polsce pod koniec marca w związku z gwałtownym wzrostem zakażeń koronawirusem obowiązują do 9 kwietnia, ale zapowiadane jest ich przedłużenie. Jak wynika z badań CBOS („Aktualne problemy i wydarzenia”), o ile jeszcze w lutym ponad dwie piąte ankietowanych oceniało obostrzenia jako nadmierne, o tyle obecnie maleje odsetek osób uznających istniejące obostrzenia za zbyt daleko idące (34 proc.), przybyło zaś osób oceniających je jako niewystarczające (15 proc.). Zdaniem 40 proc. istniejące ograniczenia są adekwatne do sytuacji.

– Nie ma innego sposobu niż słuchanie zaleceń rządowych, ze wszystkimi zmianami, jakie zostaną wprowadzone w zależności od sytuacji. Musimy monitorować rozwój pandemii, a społeczeństwa powinny pomagać rządowi i krajom w realizacji tych działań – przekonuje przedstawicielka WHO w Polsce.

Dr Andrzej Kassenberg: Energia atomowa jest rozwiązaniem niedobrym dla Polski. Energetyka odnawialna gwałtownie tanieje i to na nią powinniśmy postawić

Według raportu Połączonej Komisji do spraw Badań przy Komisji Europejskiej energetyka atomowa może pomóc w dążeniu do neutralności klimatycznej Europy do 2050 roku. Z drugiej strony Niemcy domagają się denuklearyzacji kontynentu. Program polskiej energetyki jądrowej zakłada z kolei, że do 2033 roku uruchomiony zostanie pierwszy reaktor jądrowy, a do 2043 roku działać będzie już sześć w dwóch elektrowniach. – Chociaż same elektrownie w zasadzie nie emitują gazów cieplarnianych, to w Polsce czas potrzebny na ich budowę może oznaczać wzrost ich emisji – uważa dr Andrzej Kassenberg, ekspert Koalicji Klimatycznej i Instytutu na rzecz Ekorozwoju​.

– Atom jest rozwiązaniem niedobrym dla Polski, a ponadto nie ma żadnych gwarancji, że taki obiekt powstanie w wymaganym terminie. Koszty budowy elektrowni są bardzo wysokie, w ostatnich 10 latach mówi się, że wzrosły o 23 proc., natomiast koszty energetyki słonecznej i wiatrowej spadły o 90 proc. W ostatnich kilku latach także koszty magazynów spadły o 70 proc. Czyli z punktu widzenia nawet tylko samych kosztów to jest to po prostu absolutnie niezasadne, żeby budować elektrownie atomowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Andrzej Kassenberg, ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju i Koalicji Klimatycznej.

Program polskiej energetyki jądrowej zakłada, że do 2026 roku ruszy budowa, a do 2033 roku zostanie uruchomiony pierwszy polski reaktor jądrowy. Według założeń do 2043 roku działać będzie już sześć reaktorów w dwóch elektrowniach. Celem jest budowa w Polsce od 6 do 9 GWe zainstalowanej mocy jądrowej. Jak przekonuje ekspert Koalicji Klimatycznej, lepszym rozwiązaniem, także dla polskiej gospodarki, byłyby odnawialne źródła energii.

– Koszt energii atomowej jest znacznie, znacznie wyższy niż innych rozwiązań, które są tańsze, lepsze, a ponadto służą polskiej gospodarce, bo efektywność energetyczna i energetyka odnawialna to w większości to, co jest u nas w gospodarce, natomiast to, co jest w elektrowni atomowej, pochodziłoby głównie z importu – wskazuje.

Medialne przecieki najnowszego raportu Połączonej Komisji do spraw Badań przy Komisji Europejskiej (JRC) sugerują, że eksperci uznają energię atomową za neutralną dla środowiska, dzięki czemu może pomóc wypełnić cele klimatyczne zaplanowane do 2050 roku. Jako warunek komisja podaje jednak skuteczne zarządzanie i efektywne magazynowanie zużytego paliwa jądrowego, co wciąż stanowi duże wyzwanie. Kolejnym jest tzw. luka energetyczna, która grozi Polsce pod koniec lat 20.

– Elektrownia atomowa emituje znacznie mniej, żeby nie powiedzieć prawie w ogóle, gazów cieplarnianych. Natomiast, jeżelibyśmy spojrzeli na koszty i gdybyśmy spojrzeli na czas, jaki potrzebny jest do wybudowania takiej elektrowni, to okazuje się, że w Polsce ona by się przyczyniła do wzrostu emisji gazów cieplarnianych. Pod koniec lat 20. grozi nam tzw. luka. Chcąc tę lukę wypełnić w oczekiwaniu na pierwszą elektrownię atomową, musielibyśmy utrzymywać elektrownie węglowe lub gazowe – mówi ekspert.

Na odnawialne źródła energii stawiają m.in. Niemcy, które postulują całkowitą denuklearyzację Europy. W odpowiedzi 19 marca 2021 roku zawiązała się koalicja na rzecz energii atomowej. Siedem krajów, w tym m.in. Polska, Czechy, Francja i Węgry, wezwało w liście Komisję Europejską do niewykluczania energetyki jądrowej z unijnej polityki energetyczno-klimatycznej.

– Powinniśmy się skoncentrować przede wszystkim na efektywności energetycznej. Najtańsze jest nieużywanie energii, bo ją wówczas zaoszczędzamy. I to można szacować wstępnie na 50 proc. redukcji, czyli zamiast budować nowe moce, możemy oszczędzać w domach, w samochodach, fabrykach, rolnictwie. A druga rzecz to jest energetyka odnawialna, która gwałtownie tanieje i jeżeli do tego dołożymy magazyny energii, to jest to szansa na to, ażebyśmy dążyli do zaspokojenia naszych potrzeb energetycznych nie poprzez budowanie wielkich obiektów, ale właśnie poprzez prosumentów, małego i lokalnego bilansowania. To jest ta szansa, która stoi przed Polską – podkreśla dr Andrzej Kassenberg.

Odnawialne źródła energii, takie jak energetyka wiatrowa oraz słoneczna, także są obecne w długofalowej polityce energetycznej Polski. Moc zainstalowana lądowej energetyki wiatrowej w Polsce wynosi już 6,1 GW (dane za III kwartał 2020 roku), ale w ciągu kilku najbliższych lat powinna osiągnąć ok. 10 GW. Już od 2024 roku mają być oddawane także wiatrowe inwestycje zlokalizowane na Bałtyku. Według PSE w lutym 2021 roku moc zainstalowana w polskiej fotowoltaice przekroczyła z kolei 4 GW. Kolejną szansą na rozwój OZE może być też energetyka wodorowa.

– Mamy jeszcze nową technologię energetyki wodorowej, która dopiero raczkuje, ale za te 10–15 lat będzie już coraz bardziej powszechna. Dzięki sprzężeniu jej z energetyką odnawialną, tzn. produkowaniu wtedy, kiedy jest nadmiar słońca i nadmiar wiatru energii elektrycznej, która właściwie jest darmowa, można wtedy jej użyć do elektrolizy wodoru tzw. zielonego, czyli właśnie z OZE, a nie z paliw kopalnych. I to jest przyszłość, na którą powinniśmy stawiać – podkreśla ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju i Koalicji Klimatycznej.

Naukowcom udało się pozyskać DNA z powietrza. Odkrycie może m.in. pomóc sprawdzić, jak rozprzestrzeniają się wirusy takie jak SARS-CoV-2

Naukowcy odkryli, że zwierzęce DNA można zbierać z powietrza. Badanie sprawia, że łatwiej będzie badać mało dotąd poznane gatunki zwierząt z trudno dostępnych miejsc, np. jaskiń. Odkrycie może mieć jednak znacznie większe znaczenie i pomoże zrozumieć, jak rozprzestrzeniają się różne choroby, m.in. COVID-19. – W tej chwili wytyczne dotyczące dystansu społecznego są oparte na fizyce i szacunkach, jak daleko mogą się przemieszczać cząsteczki wirusa, ale dzięki naszej technice moglibyśmy faktycznie zbadać powietrze i zebrać rzeczywiste dowody – mówi dr Elizabeth Clare z Uniwersytetu Queen Mary w Londynie.

DNA środowiska zmieniło sposób, w jaki ekologowie badają środowisko. Tak zwane eDNA zwiększyło możliwość obserwowania gatunków zbyt nieuchwytnych lub zagrożonych, aby monitorować je tradycyjnymi metodami. Aby oszacować przetrwanie gatunku, ekolodzy mogą teraz pobierać próbki powietrza, wody, gleby wszędzie tam, gdzie żywa istota może zostawić swój podpis genetyczny poprzez wydzielinę czy skórę. W ten sposób naukowcy izolują DNA i porównują je ze znanymi sekwencjami genomu.

Ten rodzaj genetycznego śledztwa pomógł naukowcom monitorować zagrożone gatunki, jak wietnamskie krokodyle, australijskie lwy morskie czy kanadyjskie rysie. W 2019 roku naukowcy przeanalizowali nawet eDNA, aby wykluczyć teorie na temat mitycznego potwora z Loch Ness.

Teraz badacze po raz pierwszy wykazali, że zwierzęce DNA może zostać zebrane z powietrza.

– Wykorzystanie eDNA stało się przedmiotem rosnącego zainteresowania w społeczności naukowej, szczególnie wśród ekologów, poszukujących skutecznych i nieinwazyjnych sposobów do monitorowania środowisk biologicznych. Przedstawiamy pierwsze opublikowane dowody, które pokazują, że eDNA zwierząt można zbierać z powietrza, co otwiera dalsze możliwości badania społeczności zwierząt w trudno dostępnych środowiskach, takich jak jaskinie i nory – podkreśla dr Elizabeth Clare.

Naukowcy zbadali, czy eDNA można pobrać z próbek powietrza i wykorzystać do identyfikacji gatunków zwierząt. W tym celu pobrali próbki powietrza z pomieszczenia, w którym przebywały gryzonie, a następnie wykorzystali istniejące techniki sekwencjonowania do sprawdzenia obecności DNA w powietrzu. Naukowcy odkryli również ludzkie DNA w próbkach powietrza, co sugeruje potencjalne zastosowanie tej techniki pobierania próbek do zastosowań kryminalistycznych.

– To, co zaczęło się jako próba sprawdzenia, czy podejście to można zastosować do ocen ekologicznych, stało się teraz znacznie szersze, z potencjalnymi zastosowaniami w medycynie sądowej, antropologii, a nawet medycynie – wymienia ekspertka  z Uniwersytetu Queen Mary w Londynie.

Technika ta może znaleźć zastosowanie w medycynie. Pozwoli zrozumieć rozprzestrzenianie się niektórych chorób, w tym również wirusa SARS-CoV-2.

– Ta technika może pomóc nam lepiej zrozumieć, w jaki sposób choroby, takie jak na przykład COVID-19, przenoszą się drogą powietrzną. W tej chwili wytyczne dotyczące dystansu społecznego są oparte na fizyce i szacunkach, jak daleko mogą się przemieszczać cząsteczki wirusa, ale dzięki naszej technice moglibyśmy faktycznie zbadać powietrze i zebrać rzeczywiste dowody na poparcie takich wytycznych – sugeruje dr Elizabeth Clare.

ZPP: jednolita stawka 5% VAT to ratunek dla gastronomii i niewielki koszt dla budżetu

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od miesięcy proponuje wprowadzenie jednolitej stawki VAT w wysokości 5% na wszystko w gastronomii. Wbrew pojawiającym się w przestrzeni publicznej opiniom, istotą tej zmiany nie jest zwiększenie popytu na usługi gastronomiczne przez obniżenie cen. Dzięki niższej stawce VAT zyskaliby restauratorzy, których działalności po otwarciu stałyby się znacznie bardziej rentowne, co umożliwiłoby im odbudowę mimo niższych obrotów.

Uważamy, że omawiany instrument może być nie tylko skuteczny, lecz również – w skali wydatków na ratowanie gospodarki – tani. Przytaczane w dyskusji szacunki kosztów jego wprowadzenia na poziomie 1,2 – 1,5 mld zł odnoszą się do dochodów budżetowych z VAT w gastronomii w 2019 roku, a więc wartości w tej chwili zupełnie niereprezentatywnej. Mając to na uwadze, przygotowaliśmy własną analizę ekonometryczną dotyczącą realnego kosztu wprowadzenia tej punktowej reformy. W zależności od przyjętego spadku obrotów w gastronomii w 2020 roku (oficjalne dane nie zostały jeszcze opublikowane), koszt ten mieścić się może w granicach od 350 do 700 mln zł, przy czym jako średnią wartość należałoby uznać ok. 500 mln zł. Poniżej przedstawiamy szczegóły naszej analizy.

Do pomiaru dodatkowych pozytywnych makroekonomicznych skutków obniżki i ujednolicenia stawki podatku VAT na usługi gastronomiczne proponujemy dynamiczny keynesowski model gospodarki otwartej, dwusektorowy-rozszerzony o wyróżnienie sektora usług gastronomicznych spośród pozostałych dóbr konsumpcyjnych. Punktem wyjścia jeśli chodzi o wielkość przychodów sektora usług gastronomicznych stanowią dane GUS, Bank Danych Lokalnych, Przychody z działalności gastronomicznej w 2019 roku (Tabela 1). Na ich podstawie oszacowano wpływy z tytułu podatku VAT i ważoną efektywna stawkę VAT, biorąc zarówno pod uwagę przychody ze sprzedaży towarów handlowych, przychodu z produkcji gastronomicznej, przychody ze sprzedaży napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych oraz pozostałej działalności.

Treścią scenariusza jest szok na efektywną stawkę VAT na usługi gastronomiczne nakładany w połowie 2021 roku.

Skutki wprowadzenia jednolitej 5% stawki VAT

  • Wzrost sprzedaży usług gastronomicznych: + 6,62%
  • Średnia zmiana ceny brutto usług gastronomicznych: – 4,36%
  • Wzrost PKB: + 0,10%
  • Konsumpcja gospodarstw domowych: + 0,16%

Dochody budżetowe z VAT na usługi gastronomiczne w stosunku rocznym: – 0,713 mld zł (przy założeniu 40% spadku przychodów sektora w 2020 roku) / -0,534 mld zł (przy założeniu 55% spadku przychodów sektora w 2020 roku) / – 0,356 mld zł (przy założeniu 70% spadku przychodów sektora w 2020 roku)

Obniżka VAT jako element łagodzenia negatywnych sektorowych skutków spowodowanych spadkiem sprzedaży wywołanym lockdownem i pogorszeniem nastrojów konsumenckich działa na gospodarkę trzema kanałami. Pierwszym z nich jest wzrost konsumpcji (0.16% w 2022 roku) i PKB (0.10% w 2022 roku) bezpośrednio związany ze spadkiem ceny brutto usług gastronomicznych o 4,32% i wzrostem sprzedaży usług gastronomicznych o 6,62% rocznie. Kolejnym kanałem, szczególnie istotnym z perspektywy utrzymania względnie dobrej koniunktury gospodarki, jest łagodzenie negatywnych skutków kryzysu na poziomu zatrudnienia w sektorze usług gastronomicznych. Zaproponowana w analizie obniżka VAT podnosi poziom zatrudnienia w sektorze usług gastronomicznych o 4,85% w 2022 roku (Tabela 1). Trzecim kanałem jest efekt dochodowy. Wynika on z pojawienia się w gospodarstwach domowych dodatkowego zasób gotówki, ponieważ ich opodatkowanie konsumpcji spada. Skutkiem czego obserwujemy wzrost konsumpcji innych dóbr jak i wzrost oszczędności gospodarstw domowych, które w późniejszym okresie przekładają się na niewielki wzrost inwestycji w gospodarce (0.01%).

Tabela 1. Dynamiczne ujęcie wpływu na zmienne makroekonomiczne wprowadzenia jednolitej 5% stawki VAT na usługi gastronomiczne od połowy 2021 roku. [Procentowe zmiany zmiennych w stosunku do poziomu odniesienia].
jednolita stawka 5% VAT
Obserwując dynamikę zmiennych w pierwszych latach trwania szoku widzimy silny wzrost zatrudnienia i sprzedaż usług gastronomicznych. Wynika on z relatywnie wysokiej cenowej elastyczność popytu na usługi gastronomiczne. Wartość ta waha się w przedziale od 0.8 do 1.5, a przyjęta na potrzeby analizy jej wartość dla Polski wynosi 1.157 (Grotkowski, 2018).

Sprawia to, że w tym konkretnym sektorze zaproponowana obniżka VAT jest bardzo skutecznym narzędziem do krótkookresowej walki ze spadkiem popytu wywołanym lockdownem i pogorszeniem nastrojów konsumenckich w sektorze. W dłuższym okresie średnia cena brutto usług gastronomicznych zaczyna rosnąć, po czym zatrzymuje się na niższym nim wcześniej poziomie równowagi. Odzwierciedlenie późniejszego wzrostu cen widzimy również późniejszym odbiciu spadku dochodów VAT ze sprzedaży usług gastronomicznych.

Dodatkowo warto zauważyć, że ujednolicenie stawki VAT przyczyni się również do uproszczenia systemu stawek VAT i pozytywnie wpłynie na ich prostotę i przejrzystość, co znacząco przyczyni się do poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej w sektorze usług gastronomicznych, stanowiących ważną grupę mikroprzedsiębiorców oraz małych i średnich przedsiębiorców. Opodatkowanie wszystkich usług gastronomicznych jednolitą stawką VAT ułatwi korzystanie z przepisów prawa podatkowego i prawidłowe ich stosowanie w praktyce gospodarczej oraz wyeliminuje ewentualne praktyki wykorzystywania nadużyć w tym zakresie.