Grupa Euvic, w ramach realizacji długoterminowej strategii rozwoju Integratora 2.0, objęła udziały w FFW Communication, agencji digital z ponad 10-letnim doświadczeniem na rynku. W ramach Grupy, FFW, wspólnie z przejętą niedawno przez Euvic grupą reklamowo-martechową ClickAd S.A., ma tworzyć komplementarną ofertę usług cyfrowych i wspierać klientów w cyfrowej transformacji w obszarze marketingu. Docelowo Euvic ma stać się większościowym udziałowcem FFW Communication. Strony na tym etapie nie ujawniają wartości transakcji.
Euvic jest jedną z największych technologicznych grup kapitałowych w Polsce. Przychód spółek w grupie wyniósł w 2020 roku ponad 500 mln zł, a skonsolidowany zysk prawie 50 mln zł. Ambicje i aspiracje spółki sięgają jednak znacznie dalej. Euvic chce się stać jednym z wiodących w skali Europy podmiotów technologicznych o paneuropejskim profilu działania. Do tej pory skupiał swoją aktywność na 4 kluczowych filarach: software development, body/team leasing, IT infrastructure oraz innovations. Inwestycja w FFW Communication jest kolejnym krokiem do wzmocnienia kompetencji i oferty w zakresie usług digital – 5. filaru działalności Grupy – i rozszerzenia ich o digital marketing, czyli kompetencje w obszarze komunikacji i sprzedaży online.
– Konsekwentnie realizujemy przyjętą strategię Integratora 2.0. Dzięki współpracy w ramach Grupy, FFW Communication wspólnie z ClickAd będą mogły zaoferować naszym klientom dodatkowe usługi w zakresie digital marketingu i martechu. Widzimy ogromne możliwości synergii między już funkcjonującymi w Grupie podmiotami oraz naszymi nowymi partnerami. Zależy nam na wspólnym zbudowaniu kompleksowej oferty, wspierającej cyfrową transformację, która dziś jest kluczowym elementem rozwoju każdej firmy – mówi Wojciech Wolny, współzałożyciel i prezes Euvic.
– Doświadczenia ostatnich pandemicznych miesięcy przyspieszyły rozwój segmentu digital. Zauważamy zmiany społeczne i zmiany nawyków konsumenckich. Dzięki stworzeniu filaru marketingowego możemy dostarczać naszym klientom nie tylko rozwiązania technologiczne, ale także pomagać im je wdrażać, komunikować, generować na nie popyt i dystrybuować wśród klientów końcowych – dodaje.
Klienci Grupy Euvic otrzymają zupełnie nowe możliwości w ramach kompleksowej oferty cyfrowej transformacji i sprzedaży online. Dzięki dostępowi do wiedzy doświadczonych ekspertów oraz zaawansowanych narzędzi jak programmatic i remarketing będą mogli zrealizować cały, złożony projekt z jednym partnerem. Tak więc nie tylko zamówią stworzenie rozwiązania na podstawie technologii, ale także jego wprowadzenie na rynek.
– Dołączenie do grupy Euvic to dla nas znakomita szansa na zrobienie kolejnego kroku naprzód. Celem jest zbudowanie grupy reklamowej, a już teraz nasz potencjał połączony z możliwościami ClickAd S.A. daje zupełnie inną skalę i możliwości oferowania usług. Wierzę, że wspólnie będziemy mogli zaproponować klientom unikalną i kompletną gamę rozwiązań wspierających cyfrowy rozwój biznesu – wskazuje Krzysztof Małecki, założyciel i partner zarządzający FFW Communication.
W ramach Grupy Euvic, FFW Communication i ClickAd rozwijać będą ofertę najbardziej oczekiwanych obecnie przez klientów usług w ramach digital marketingu. Kompetencje obu spółek marketingowych w ramach budowanego 5. filaru koncentrują się wokół zagadnień związanych z content marketingiem, SEO, buzzmarketingiem i performance.
– Wspólnie możemy obsługiwać marki w sposób kompleksowy, począwszy od wizji i strategii, poprzez kreację i produkcję materiałów aż po dystrybucję, budowanie zasięgu i finalne zwiększanie sprzedaży klientów w modelu performance – dodaje MaciejTeliszewski, prezes zarządu ClickAd.
W ramach dalszego wzmacniania kompetencji w zakresie digital marketingu Grupa Euvic planuje kolejne akwizycje. Celem jest zbudowanie kompleksowej oferty, która będzie uzupełniać portfolio obecnie oferowanych usług i pozwoli na komplementarną obsługę zarówno klientów Grupy Euvic, jak i dotychczasowych klientów obu podmiotów marketingowych. Już teraz w ramach Grupy działać będzie FFW Communication – agencja digital zorientowana na Content, Re:buzz – agencja świadcząca usługi w zakresie buzz marketingu i ochrony reputacji w sieci, Oraganic Seach – agencja SEO, ClickAd Interactive – agencja i dom mediowy, All4Affiliate – agencja performance i 360 E-com – spółka technologiczna oferująca usługi omnichannel retargetingu.
Crowdway – jedna z największych w Polsce internetowych platform crowdfundingu inwestycyjnego – w pierwszym kwartale br. promowała emisje, których łączna wartość wyniosła ponad 14 mln zł. W całym 2019 roku było to 10,8 mln zł, a w ubiegłym roku 25,6 mln zł. W projekty realizowane od 1 stycznia 2021 roku zaangażowało się 2788 inwestorów społecznościowych, a średni ticket inwestycyjny wyniósł 5 tys. zł. Łączna kwota pozyskanych środków w ramach wszystkich kampanii wspieranych przez Crowdway wyniosła ponad 59,5 mln zł.
Od stycznia do marca br. Crowdway promował 4 projekty o łącznym celu emisyjnym na poziomie niemal 15,5 mln zł. W tym czasie zebrano od inwestorów ponad 14 mln zł –dwie emisje jeszcze trwają, więc kwota może ulec podwyższeniu – natomiast wskaźnik skuteczności wynosi obecnie 91%. Crowdway promuje w tym momencie dwie kampanie – Farm Fotowoltaiki SA, do celu emisyjnego pozostało już tylko ok. 500 tys. zł oraz Pora na Pola SA, do końca emisji zostało również ok. 500 tys. zł. Trwają przygotowania do uruchomienia kolejnych kampanii – Akardo SA, Balticus SA oraz filmu Król dopalaczy.
Dwie tegoroczne emisje już zostały zakończone pełnym sukcesem – CanPoland w 11 minut zebrał 4,4 mln zł, Tenczyńska Okovita w niespełna 8 godzin pozyskała niemal 4,44 mln zł.
Rynek crowdinvestingu znajduje się w dynamicznej fazie wzrostu. Można to zaobserwować zarówno ze strony podażowej – wiele firm zwraca się do Crowdway z propozycjami wsparcia planowanych emisji – oraz popytowej, wynikającej z rosnącego zainteresowania inwestorów społecznościowych projektami i sektorem crowdfundingu udziałowego. Pracujemy nad tym, by portfolio wspieranych projektów było silnie zdywersyfikowane. W związku z tym mamy projekty konopne i alkoholowe – niezwykle popularne wśród inwestorów, ale także nowe branże, m.in. fotowoltaikę i OZE, które spotykają się z dużym uznaniem rynku. Dalej wspieramy kampanie z sektora e-commerce, branża za sprawą pandemii koronawirusa rozwija się jeszcze dynamiczniej niż dotychczas. Dodatkowo przygotowujemy się do projektów medycznych, technologicznych czy gamingowych. Ważnym trendem wartym odnotowania jest fakt, że coraz więcej firm traktuje crowdfunding jako pre-IPO i etap przygotowań do debiutu giełdowego. Z pewnością należy spodziewać się kolejnych kampanii bazujących na takim modelu – mówi Marcel Rowiński, dyrektor operacyjny w Crowdway.
Naszym celem jest dalsza profesjonalizacja sektora crowdfundingu udziałowego w Polsce oraz edukacja na temat tego sposobu pozyskiwania finansowania. Dzięki takim platformom jak Crowdway rynek kapitałowy staje się coraz bardziej demokratyczny, do którego spółki oraz inwestorzy indywidualni mają zdecydowanie łatwiejszy dostęp – mówi Tomasz Kowcun, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Crowdway.
Praca w pełni zdalna – choć wciąż bardzo popularna – w bliskiej przyszłości może ustąpić miejsca hybrydowym formom zatrudnienia. Niemal połowa respondentów Pracuj.pl wykonuje obowiązki zawodowe przynajmniej częściowo poza biurem. Blisko 9 na 10 pracujących zdalnie chce utrzymać ten model zatrudnienia nawet po opanowaniu pandemii, ale większość – w modelu hybrydowym. Badani dobrze radzą sobie z organizacją pracy na tzw. home office, ale spora grupa osób zwraca uwagę na znużenie przedłużającą się pracą poza biurem.
Z materiału dowiesz się, że:
9 na 10 pracujących zdalnie chce robić to także po zakończeniu pandemii.
Praca hybrydowa jest bardziej popularna od pracy w pełni zdalnej.
67% pracujących zdalnie uważa, że są podczas niej tak samo efektywni.
Spośród osób pracujących w biurze 37% obawia się o zdrowie.
Co trzeci pracujący w biurze uważa, że mało kto stosuje się w nim do procedur.
91% badanych jest nastawionych pozytywnie lub neutralnie do rekrutacji zdalnych.
Miliony zmienionych środowisk pracy
W marcu minął rok od kiedy COVID-19 wywrócił do góry nogami sytuację zawodową większości zatrudnionych osób. Jak pamiętamy, po raz pierwszy na taką skalę oddelegowano zatrudnionych do pracy w domach czy w systemie zmianowym, rotacyjnym czy hybrydowym. Wiele z miejsc pozostaje w tej sytuacji do dziś.
Jak przewiduje większość ekspertów, ostatni z wymienionych modeli będzie prawdopodobnie w przyszłości – po opanowaniu pandemii – najbardziej popularny. Opiera się on na dzieleniu grafiku pracowników na dni pracy zdalnej oraz dni wykonywania zadań z biura – dzięki czemu obowiązki można wykonywać bardziej elastycznie, przy zachowaniu jednak bezpośrednich spotkań ze współpracownikami i menedżerami.
By sprawdzić, jakie postawy wobec tego i innych modeli pracy przyjmują pracownicy w obliczu pandemii, Pracuj.pl przeprowadziło badania „Rok nowej normalności”. Analitycy sprawdzili jak po 12 miesiącach pandemii kształtują się poglądy zatrudnionych na pracę zdalną, hybrydową i z biura. Wyniki porównali ze wcześniejszymi pomiarami, dokonywanymi wiosną i jesienią ubiegłego roku.
Praca zdalna popularna, ale… hybrydowo
Według najnowszego raportu niemal połowa (47,5%) osób uczestniczących w badaniu po roku pandemii wykonywała obowiązki zdalnie. Większość realizowała je więc z biur lub zakładów pracy (52,5%). Ponadto nieco ponad co piąty zatrudniony (22,5%) realizował zadania hybrydowo. Inaczej mówiąc, w pełni zdalna praca dotyczyła 25% respondentów. To oczywiście wciąż dużo więcej, niż przed wybuchem pandemii, ale mniej niż w jej pierwszych miesiącach.
Jednocześnie jednak wyniki po raz kolejny pokazują, że perspektywa przyszłości w postaci w pełni zdalnych firm nie do końca zgadza się z oczekiwaniami respondentów. Choć blisko 9 na 10 badanych pracujących zdalnie w trakcie pandemii chciałoby kontynuować ten model także po jej zakończeniu, chęć pracy poza biurem na pełen etat wyraża tylko 13% respondentów. Kolejne 27% chce pracować zdalnie w pojedyncze dni miesiąca. Liczba chętnych do pracy w pełni zdalnej, jak i w pełni stacjonarnej jest więc stosunkowo niewielka, podobnie jak w kwietniu i wrześniu ubiegłego roku.
Jak zauważają eksperci, praca hybrydowa dobrze odpowiada na potrzeby różnych grup pracowników. Na przykład, przy odpowiedniej organizacji pracy może ona umożliwiać zespołom korzystanie z biura w konkretnym dniu tygodnia lub po uprzednim zapisaniu się w kalendarzu. W takiej sytuacji pracownicy mogą mieć możliwość spotkania się z kolegami i koleżankami, przy ograniczeniu ryzyka pandemicznego – jeśli takie warunki stworzy dla nich pracodawca. Natomiast w dni pracy zdalnej odchodzi problem dojazdów, a członkom zespołu umożliwia się sterowanie godzinami pracy i elastyczne podejście do obowiązków zawodowych i rodzinnych.
Przy przyjęciu tego modelu zachowane zostają potrzeby społeczne – kontakt ze współpracownikami, przy jednoczesnym zwiększeniu swobody pracy. Zyskują też pracodawcy, którzy wprowadzając ten tryb mogą dokonać oszczędności – zmniejszyć biuro, zlikwidować część miejsc postojowych, ograniczyć zużycie mediów.
Biura dzisiaj i jutro. Czas trudności i zmian
W porównaniu do początków pandemii znacząco wzrósł udział respondentów deklarujących pracę wyłącznie z biura (52,5%). W kwietniu 2020 r. było to 39,5%. Obie tendencje – wzrost udziału pracy wyłącznie z siedziby i utrzymująca się stosunkowo duża popularność „hybrydy” – mogą wskazywać na coraz bardziej udane próby dostosowywania się firm do nowej rzeczywistości, przy jednoczesnym utrzymywaniu środków ostrożności wywoływanych przez pandemię. Tendencje te będą mieć znaczący wpływ na przyszłość modeli pracy także po opanowaniu COVID-19.
Wszystko wskazuje na to, że przyszłość należy do modeli hybrydowych, w ramach których będziemy pracować w różnych miejscach, nie decydując się na tylko jeden styl. Choć praca zdalna jest powszechnie traktowana raczej pozytywnie, aż 60% naszych badanych uważa, że w obecnym natężeniu dla wielu pracowników staje się ona już nużąca. Kolejne 57% respondentów w wyniku pandemii bardziej docenia możliwość spotkań ze współpracownikami w biurze, jaką mieli przed pojawieniem się COVID-19. Zarówno pracowników, jak i pracodawców czeka więc prawdopodobnie kilka lat testowania modeli hybrydowych a co za tym idzie definiowania nowej roli biur
— komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej Pracuj.pl.
Jak dodaje Agata Grzejda, większość ekspertów rynku HR, nieruchomości czy zarządzania zgadza się co do opinii, że po pandemii biura stawać się będą coraz częściej przestrzeniami pracy zespołowej czy budowania relacji, a rzadziej stanowić miejsce wykonywania pracy od przysłowiowej godziny 9:00 do 17:00.
Jednak obecnie, w czasach COVID-19, biura bywają także miejscami konfliktu procedur bezpieczeństwa z codziennymi nawykami. Druga fala COVID-19 wywarła wpływ na zatrudnionych choćby częściowo pracujących w biurach. Obawy o zdrowie w związku z pracą z siedziby firmy w czasach pandemii wyraża ponad jedna trzecia respondentów (37%). Jest to zauważalnie więcej niż we wrześniu 2020 r, gdy podobnie uważało 32% osób. Warto zwrócić uwagę na fakt, że choć wśród badanych znalazła się spora grupa osób czujących się bezpiecznie w biurze dzięki wprowadzonym zasadom sanitarnym (46%), według blisko 1/3 respondentów do takich wyznaczonych zasad w praktyce mało kto się stosuje (31%).
Praca zdalna to przyszłość, ale czasem… nuży
W badaniach Pracuj.pl zapytano także respondentów o to, co myślą na temat przyszłości zatrudnienia. 77% badanych uważa, że na rynku pracy będzie pojawiać się coraz więcej ofert umożliwiających pracę zdalną w pełni lub częściowo. Szereg takich ogłoszeń udostępniono kandydatom już w trakcie wiosennego Festiwalu Pracy JOBICON online.
Warto zwrócić uwagę, że zdaniem 74% badanych w ich ocenie w najbliższej przyszłości będziemy coraz częściej pracować zdalnie. Jednocześnie jednak aż 60% respondentów uważa, że pracownicy są coraz bardziej znużeni pracą zdalną i po opanowaniu pandemii wiele osób chętnie wróci do pracy w biurach. To nieco zaskakujące dane w obliczu stosunkowo pozytywnego obrazu zatrudnienia w modelu zdalnym. Jednocześnie jednak dobrze wpisuje się w opinie większości respondentów twierdzących, że model hybrydowy jest najbardziej przyszłościową formą organizacji zadań.
Rekrutacja zdalna nadal popularna
Nie tylko biura czy zakłady opustoszały w wyniku pandemii. Podobnie jest także w przypadku… pokojów rekruterów. Rekrutacja zdalna utrzymuje swoją popularność, szczególnie w obliczu tzw. „trzeciej fali” pandemii koronawirusa. Na szczęście, jak wynika z badań Pracuj.pl, kandydaci nie mają zazwyczaj większych problemów z udziałem w tej formie aplikowania o pracę. Tylko co dziesiąty badany podchodzi niechętnie do rekrutacji prowadzonych zdalnie. Co więcej, 38% respondentów chętniej aplikowałoby na oferty, które umożliwiają ubiegania się o pracę bez „fizycznej” obecności przed rekruterem.
Po tego typu rekrutacje chętnie sięgają także pracodawcy. Tag „rekrutacja zdalna” pojawił się na Pracuj.pl już w marcu 2020 r, jako błyskawiczna reakcja na pierwszy lockdown. Pracodawcy bardzo chętnie zaczęli z niego korzystać, a na początku maja oznaczona nim była połowa ogłoszeń na portalu. Pierwsze tygodnie i miesiące pandemii były okresem nauki i błędów, ale także dużej kreatywności we wdrażaniu nowych rozwiązań rekrutacyjnych. Efekty można było obserwować już w III i IV kwartale 2020 r., gdy liczba ogłoszeń na Pracuj.pl i aktywność rekruterów znacząco wzrosła. Po roku z pandemią można stwierdzić, że rekrutacja zdalna przyjęła się dobrze, a wiele firm stosunkowo sprawnie wdrożyło ją w codziennej działalności.
Badani podobnie podchodzą do rozmów rekrutacyjnych przez połączenie wideo. Niechętnie odnosi się do tej formy spotkań tylko 12% badanych, a 64% respondentów ma pozytywny stosunek do kontaktu online z rekruterami np. w ramach rozmów rekrutacyjnych.
Nasze badania pokazują, że przez całą pandemię otwartość respondentów na nowe formy rekrutacji utrzymywała się na wysokim poziomie. Obserwowaliśmy, jak branża HR coraz sprawniej adaptowała nowe narzędzia, w tym platformy do zarządzania rekrutacjami, komunikatory i programy do połączeń wideo, a także wdrażała procedury wspierające weryfikację kompetencji kandydatów bez kontaktu „na miejscu”. Nie oznacza to, że praca w tym obszarze została zakończona. W rozmowach z rekruterami stale podkreślane jest między innymi wykluczenie cyfrowe części grup kandydatów czy ich niechęć do starania się o pracę za pośrednictwem komputera czy smartfona. Szczególnie często dotyczy to np. pracowników fizycznych czy osób starszych. Choćby z myślą o nich pracować trzeba stale nad przystępnym UX narzędzi rekrutacji zdalnej, ich przyjaznym dostosowaniem do różnych grup odbiorców – mówi Łukasz Marciniak, dyrektor sprzedaży w eRecruiter.
O BADANIU:
Raport „Rok nowej normalności. Pracownicy i kandydaci o rewolucji na rynku pracy” oparty został na wynikach badań przeprowadzonych przez dział badawczy Grupy Pracuj w dn. 10-18 lutego 2021. W pomiarze wzięło udział 1374 użytkowników portalu Pracuj.pl. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (profesjonalnego formularza internetowego). W celach porównawczych badacze odnoszą się w materiale także do wyników analogicznych pomiarów przeprowadzonych przez Grupę Pracuj w kwietniu 2020 (n=1894) oraz wrześniu 2020 (n=892).
Dokładnie 360 lat temu wydano pierwszą gazetę na ziemiach polskich. Rocznica powstania „Merkuriusza Polskiego” to dobry pretekst do przyjrzenia się, jak na przestrzeni lat ewoluowały techniki druku.
„Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej” – tak brzmi pełny tytuł najstarszej polskiej gazety. Jego pierwszy numer zszedł z prasy drukarskiej 3 stycznia 1661 roku. Korona Rzeczpospolitej Obojga Narodów należała wówczas do Jana Kazimierza, młody Isaac Newton miał właśnie rozpocząć studia, a w Gdańsku swoje obserwacje astronomiczne prowadził Jan Heweliusz.
Było więc o czym pisać! „Merkuriusz Polski” ukazywał się nieregularnie – raz albo dwa razy w tygodniu – przynosząc wiadomości z kraju i znanego wówczas świata. Jego historia nie jest jednak długa – periodyk zniknął z rynku zaledwie pół roku po powstaniu. Powody to zapewne niski poziom alfabetyzacji społeczeństwa oraz nastręczający wielu trudności skomplikowany proces druku.
Kilkaset lat tradycji ruchomych czcionek
– Kiedy z prasy drukarskiej schodził pierwszy numer „Merkuriusza Polskiego”, druk na ziemiach polskich cieszył się już niemal dwustuletnią tradycją – zauważa Michał Młynarczyk, ekspert od profesjonalnego druku małego formatu w Canon Polska. – Za pierwszą wydrukowaną w Polsce publikację uznaje się bowiem kalendarz ścienny na rok 1474: „Almanach Cracoviense ad annum 1474”. Jednakże, pomimo długich tradycji, technika druku nie zmieniła się od czasów samego Johannesa Gutenberga. W prasę drukarską montowało się zestaw ruchomych czcionek, które należało wcześniej odpowiednio przygotować – opowiada.
Trudno dziś powiedzieć, ile zajmowało wydrukowanie jednej strony „Merkuriusza Polskiego”,
ale z pewnością nie był to szybki i łatwy proces. Czasochłonne było nie zarówno samo stworzenie matrycy, jak i odpowiednie nasycenie jej atramentem, przygotowanie papieru, a wreszcie sam proces odciskania tekstu na podłożu. Prasa nie mogła być zbyt duża, bo większe jej rozmiary wymagałyby odpowiednio większej siły niezbędnej do odciśnięcia czcionek na papierze. Drukowało się więc mozolnie, strona po stronie.
Technika ruchomych czcionek i prasy drukarskiej była stosowana przez kilka stuleci. Dopiero na początku XIX wieku zaczęła się rozwijać inna technika druku przemysłowego, zwana litografią (pierwszą pracownię litograficzną na terenie Polski założono w 1818 roku). Z kolei w 1867 roku Amerykanin Christopher Latham Sholes stworzył pierwszą funkcjonalną maszynę do pisania (zawdzięczamy mu ponadto układ liter QWERTY, stosowany do dziś na klawiaturach naszych komputerów).
Dzięki wynalazkowi Sholesa, druk powoli zaczął się rozdzielać na techniki przemysłowe i „domowe”.
W 1876 roku powstała pierwsza napisana na maszynie powieść (były to „Przygody Tomka Sawyera” autorstwa Marka Twaina). A do Polski maszyny do pisania trafiły kilka lat później – na początku XX wieku. Twórcą pierwszej polskiej maszyny do pisania był Władysław Paciorkiewicz, późniejszy producent tego typu urządzeń.
– Niezależnie jednak od przeznaczenia i automatyzacji procesu druku, przez kilka stuleci techniki drukarskie polegały z grubsza na tym samym: na odciśnięciu nasyconej tuszem matrycy – mówi Michał Młynarczyk.
I dodaje, że z tego typu narzędziami nie pożegnaliśmy się zresztą do dziś. Techniki druku offsetowego, choć bezdyskusyjnie prostsze i szybsze, polegają przecież na odciśnięciu przygotowanej wcześniej matrycy.
Rewolucja XXI wieku
Prawdziwą rewolucję technologiczną przyniósł dopiero rozwój druku cyfrowego. Odejście od matryc sprzyja kreatywności konsumentów: dzięki wykorzystaniu maszyn cyfrowych możliwe jest drukowanie personalizowanych magazynów, książek i dokumentów (ze zmianą pewnych fragmentów w kolejnych egzemplarzach), a wydrukowanie dowolnego projektu choćby w jednym egzemplarzu jest już opłacalne. Co więcej, jak przekonuje ekspert Canon Polska, osiągi wykorzystywanych dziś maszyn są nieporównywalne ze stanem sprzed choćby dekady: – Najszybsza na świecie maszyna drukująca na papierze ciętym pozwala tworzyć aż 328 obrazów A4 na minutę i jest to urządzenie varioPRINT 6000 TITAN firmy Canon – informuje Michał Młynarczyk.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat maszyny drukarskie stały się nie tylko szybsze i wydajniejsze, ale też bardziej wszechstronne. Technologie drukarskie nie znają dziś granic – pokazuje to chociażby rosnąca rola druku w aranżacji wnętrz. W polskich drukarniach tworzy się dziś projekty na szkle, drewnie czy tapetach.
– 360-lecie wydruku pierwszej polskiej gazety to ważna rocznica, o której powinniśmy pamiętać. Warto jednak zwrócić uwagę, że choć od początków druku przemysłowego w Polsce mija już 360 lat, to historia rozwoju technologii drukarskich tworzy się właśnie teraz, na naszych oczach – podsumowuje ekspert.
IGS, spółka notowana na GPW, przejmuje e-sportową sekcję jednego z największych klubów piłkarskich w Europie. Licencja na turecki Beşiktaş kosztowała 400 tys. euro. IGS chce wspierać kolejne kluby piłkarskie w profesjonalizacji sekcji gamingowych.
Intelligent Gaming Solutions S.A. (IGS) – spółka notowana na NewConnect – zajmuje się trzema obszarami: e-sportem, loteriami i gamingiem. Nabycie praw do reprezentowania e-sportowej sekcji jednego z trzech największych tureckich klubów (tzw. wielka trójka, ang. Big Three, tur. Üç Büyükler) to pierwszy ruch tego typu.
– Chcemy korzystać z pewnej bazy fanów i ją rozszerzać. Zamierzamy pomagać tradycyjnym klubom piłkarskim w rozwijaniu sekcji e-sportowych. Ta odnoga mogłaby pomóc załatać im straty budżetowe w czasach, kiedy stadiony są zamknięte – mówi Ivan Hanamov, prezes IGS.
Beşiktaş został założony w 1903 r., a Beşiktaş Esports to pierwszy zespół e-sportowy na świecie powiązany z klubem piłkarskim. Baza wspomnianych fanów jest zatem ogromna. Mowa o kraju zamieszkiwanym przez ok. 83 mln mieszkańców, słynącym z fanatycznych i oddanych kibiców. W samym Stambule mieszka ponad 15 mln osób, a Beşiktaş posiada też liczne fancluby w innych miejscowościach.
– Klub posiada 99 sklepów stacjonarnych oraz e-sklep. To nieoceniona baza potencjalnych klientów – mówi Hanamov.
Pod przewodnictwem IGS-u Beşiktaş będzie rozwijał m.in. sekcje gier takich, jak League of Legends, FIFA, NBA, Valorant.
IGS inwestuje w sekcję e-sportową
W projekt zaangażowano specjalistów związanych z e-sportem oraz finansami. To pozwoliło wygenerować takie pomysły i stworzyć taki model współpracy, który – jak wierzą przedstawiciele IGS-u – pozwoli tradycyjnym drużynom piłkarskim nie tylko zarabiać, ale też poszerzać bazę kibiców oraz budować jeszcze większe przywiązanie obecnych fanów.
– Nawet najbardziej utytułowane kluby e-sportowe niekoniecznie odnoszą sukces jako przedsiębiorstwa. IGS chce nauczyć je skalować biznes, co staje się wyjątkowo ważne w czasie epidemii, podczas której e-sportowa część biznesu mogłaby zacząć przynosić dochody – tłumaczy Ivan Hanamov, prezes IGS.
Prócz Hanamova za tworzenie silnych e-sportowych podmiotów odpowiada Anders Holmsted. Szwed ma doświadczenie w zarządzaniu projektami i liczne koneksje w świecie e-sportu. Pracował m.in. w branży hazardowej. Dyrektorem operacyjnym polskiej spółki został Robert Nishioka, który w latach 2001-2004 był dyrektorem finansowym amerykańskiej NBA. Pracował też w licznych e-sportowych przedsiębiorstwach, takich jak Roar Sports Limited czy Roar Benfica Limited.
– Prowadzimy kolejne rozmowy z innymi topowymi klubami i ligami, słynącymi z zamiłowania do futbolu i e-sportu. Obecnie nie mamy planów inwestycji w polski e-sport, ale i ten rynek będzie przez nas analizowany – mówi Hanamov.
Akwizycja licencji Beşiktaşu wpisuje się w opublikowaną w styczniu strategią spółki na lata 2021-2023. Czytamy w niej, że Prostaker – spółka zależna od IGS – “został stworzony, aby wykorzystać rosnące możliwości w sektorze e-sport”. To nie jedyny zakres działalności IGS-u – posiada on też swoje odnogi związane z gamingiem i loteriami. W ostatnim tygodniu IGS S.A. podpisał wartą 1,3 mln funtów umowę, udzielając licencji do loterii BingoLotto na rynek brytyjski.
Już 20 kwietnia w formule On-line odbędzie się konferencja, podczas której poruszymy i przeanalizujemy zagadnienia bieżących trendów oraz obecnych wyzwań w świecie HR. Porozmawiamy o wszelkich nowelizacjach kodeksu pracy i efektywnych rozwiązaniach w czasie kryzysu. Zostaną zaprezentowane również nowoczesne technologie dla departamentów Human Resources, a swoją wiedzą i doświadczeniem podzielą się eksperci branżowi oraz szefowie działów HR.
Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję
Dostarczymy moc inspiracji i sprawdzonych strategii zarządzania. W programie wydarzenia m.in.:
Praktyki budowania zaangażowania pracowników w nowej rzeczywistości
Jak umiejętnie stosować KPI rekrutacyjne?
Skuteczne zarządzanie zespołem w dobie zmian pracowniczych
Wyzwania komunikacji wewnątrzorganizacyjnej – jak doskonalić doświadczenia pracowników oraz optymalizować system współpracy i komunikacji?
Benefity pracownicze w nowym wydaniu – jak zadbać o financial wellbeing pracowników?
Procedura zawierania umów z pracownikami drogą elektroniczną. Jak to zrobić zgodnie z prawem?
Dlaczego warto badać opinię pracowników?
Candidate Experience – jak zadbać o kandydata zanim stanie się pracownikiem?
Zapraszamy na spotkanie wszystkich pasjonatów i praktyków zarządzania kapitałem ludzkim.
7 kwietnia na rynku NewConnect zadebiutuje Image Power S.A., polski producent gier wideo z Grupy PlayWay. Z przeprowadzonej w listopadzie emisji akcji firma pozyskała 1,6 mln zł. Cena emisyjna wyniosła 30 zł za sztukę i była o 50 proc. wyższa niż przy poprzedniej ofercie. Przy tym kursie wycena Spółki przekroczyła 46 mln zł.
Debiut na NewConnect jest dla nas zwieńczeniem długiej i ciężkiej pracy, którą włożyliśmy w rozwój Spółki w ostatnich miesiącach. Zrealizowaliśmy do tej pory większość krótkookresowych celów, a przed nami kolejne wyzwania, na które jesteśmy w pełni przygotowani. Chcemy rozwijać portfolio swoich tytułów, aby zbudować marki, które będziemy mogli monetyzować w dłuższym czasie, na przykład poprzez sequele lub płatne DLC. Jednocześnie nie przestaniemy poszukiwać nowych ciekawych pomysłów, które pozwolą nam się rozwijać. Warszawska giełda to miejsce, gdzie szybko rosnące spółki mogą efektywnie budować wartość dla swoich akcjonariuszy. Debiut na „małym parkiecie” traktuję jako realizację kolejnego ważnego etapu rozwoju naszej firmy – ocenia Paweł Graniak, prezes zarządu Image Power S.A.
W lutym br. Spółka z sukcesem zakończyła na Kickstarterze zbiórkę na rozwój autorskiej gry Yacht Mechanic Simulator 2021. Producent przekroczył planowany pułap 10 tys. dolarów kanadyjskich i planuje wydać grę w połowie roku.
Jesienią ubiegłego roku na platformie Steam odbyła się premiera pierwszej autorskiej produkcji – gry Dieselpunk Wars. Tytuł zebrał głównie pozytywne oceny. Po podpisaniu umowy z firmą HeartBeat Interactive Entertainment Ltd. – Dieselpunk Wars trafił do sprzedaży w Chinach. W planach jest przygotowanie do tego tytułu trybu multiplayer.
Z radością przyjmuję informację o debiucie kolejnej spółki z naszej grupy na NewConnect. Image Power wyróżnia się przede wszystkim ciekawą tematyką gier. Będąc częścią PlayWay, inspiruje się najlepszymi przykładami sprawdzonych sukcesów, na przykład serii mechanic simulatorów, a następnie wdraża autorskie pomysły w grach. To pozwala na osiągnięcie efektu synergii z najlepszymi hitami sprzedażowymi. Z drugiej strony spółka stara się znaleźć nowe obszary, które mogą stać się jej sukcesem. Najlepszym tego przykładem są Yacht Mechanic Simulator 2021 oraz Offroad Mechanic Simulator. Wierzę, że o tych produkcjach będzie bardzo głośno – mówi Krzysztof Kostowski, prezes zarządu PlayWay S.A.
Image Power kontynuuje prace nad planem wydawniczym i dalszym rozwojem portfolio. W lutym Spółka podpisała umowę z GameFormatic z grupy PlayWay na stworzenie swojej największej produkcji – Offroad Mechanic Simulator. Gra pozwoli modyfikować i serwisować wiele klasycznych pojazdów terenowych i przygotować je do trudnych zadań, którym nie mógłby podołać zwykły samochód. Wstępny budżet produkcji to 700 tys. PLN. W ramach współpracy powstanie również wersja na VR, w której specjalizuje się GameFormatic.
Rynek dobrze przyjął też ostatnią zapowiedź preprodukcji Creature Lab, w której gracz wciela się w genialnego, ale szalonego i zdolnego do wszystkiego naukowca. Wkrótce, według założeń polityki wydawniczej, z nowo powstałym zespołem wewnętrznym rozpoczną się prace nad produkcją wersji demo. W planach jest też projekt kolejnej preprodukcji z gatunku mechanic simulator. Z pozostałych tytułów dobrze wygląda budowa wishlisty dla Ambulance Simulator, w przygotowaniu jest także gra Archer: The Witch’s Wrath.
W jaki sposób dywersyfikujecie ryzyko swojej działalności na dynamicznie rozwijającym się rynku gier?
Koncentrujemy się na tworzeniu średniobudżetowych gier indie premium, w szczególności z przeznaczeniem dla graczy konsolowych, gdzie konkurencja wśród twórców niezależnych nie jest tak duża. W ciągu dwóch najbliższych lat zakładamy sprzedaż co najmniej dwóch tytułów rocznie z tego segmentu na najpopularniejszych platformach dystrybucyjnych. Jeszcze przed premierą jednego tytułu, część zespołu rozpoczyna prace nad prototypowaniem kolejnej gry. Taki model biznesowy pozwala dywersyfikować portfolio naszych produktów, kanały sprzedaży oraz reagować na aktualne rynkowe trendy.
Rozpoczynamy aktywną współpracę z partnerami biznesowymi z Azji oraz platformami redystrybucyjnymi, aby dodatkowo zwiększyć zasięg naszych produkcji.
Który z tytułów Vixa Games spotkał się z największym uznaniem graczy?
Najpopularniejszym dotychczas wydanym tytułem z portfolio studia jest Jumping Joe & Friends, który sprzedał się łącznie w nakładzie około 150 tys. kopii na Nintendo Switch. W marcu 2021 gra miała swoją kolejną premierę na Nintendo Switch w Japonii, co mam nadzieję wpłynie pozytywnie na jej sprzedaż.
Plany spółki uwzględniają debiut na rynku NewConnect. Na jakim etapie są prace w tym zakresie? Kiedy to może nastąpić?
Vixa Games w lutym została zarejestrowana w formie spółki akcyjnej, co ma związek z planami debiutu na rynku NewConnect.
Rynek kapitałowy stanowi dla nas naturalną przestrzeń dla pozyskania środków na rozwój. Innym ważnym argumentem jest zwiększenie wiarygodności naszej spółki wśród inwestorów, instytucji finansowych oraz partnerów krajowych i zagranicznych.
Obecnie pracujemy nad Dokumentem Informacyjnym. Debiut na rynku New Connect planujemy pod koniec bieżącego lub na początku przyszłego roku.
Czy rozważacie pozyskanie finansowania od zewnętrznych inwestorów?
Rozważamy to, ale nie podjęliśmy jeszcze decyzji w tej sprawie. O takich kwestiach będziemy informowali na bieżąco.
Jakie są główne cele spółki do końca 2021 roku?
Aktualnie intensyfikujemy działania skoncentrowane wokół premier naszych projektów. Do połowy br. planujemy udostępnić graczom ‚Love Colors’ i ‚Dino Galaxy Tennis’ w wersjach na Nintendo Switch i PC.
Ponadto nie wykluczamy udostępnienia ‚Dino Galaxy Tennis’ na PlayStation 4 i Xbox One. W czerwcu, podczas festiwalu gier Steam pokażemy demo ‚The Crackpet Show’. Premierę pełnej wersji gry zakładamy do końca roku. Model biznesowy naszej spółki zakłada wieloplatformowość naszych tytułów. Oprócz już zapowiedzianych tytułów skupiamy się nad pracami nad kolejnymi dwoma grami, na następny rok.
Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) wskazuje na konieczność uwzględnienia w projekcie ustawy praktyki wypracowanej w ostatnich miesiącach w zakresie pracy zdalnej.
Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) przekazał do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii stanowisko do projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz niektórych innych ustaw z dnia 19 marca 2021 r., dotyczącego wprowadzenia pracy zdalnej.
ABSL jako organizacja zrzeszająca ponad 230 firm reprezentujących sektor nowoczesnych usług biznesowych, który zatrudnia blisko 350 000 pracowników, pozytywnie ocenia inicjatywę uregulowania możliwości wykonywania pracy w formie zdalnej w sposób systemowy. Z perspektywy sektora, którego pracownicy w ponad 90 proc. obecnie pracują zdalnie, nowe podejście do relacji prawno-pracowniczych, ze szczególnym uwzględnieniem zmian społecznych i technologicznych mających miejsce w ostatnich latach, jest warunkiem efektywnego funkcjonowania całego sektora po zniesieniu stanu pandemii. Nowe rozwiązania powinny jednak uwzględniać wypracowaną i dobrze funkcjonującą praktykę ostatnich miesięcy, a nie jedynie modyfikować instytucje telepracy, która w praktyce miała marginalne zastosowanie.
Piotr Dziwok, Prezes ABSL podkreśla: – Jak pokazuje praktyka, praca zdalna przyjmuje różne formy i stosowana jest przez strony w różnym zakresie. Regulacje kodeksowe powinny być na tyle elastyczne, aby nie zamykać drogi do stosowania pracy zdalnej rożnej wielkości podmiotom, zarówno tym, których organizacja i fundusze pozwalają na wdrożenie rozwiązań skomplikowanych organizacyjnie i kosztownych, jak i podmiotom, które będą stosować pracę zdalną raczej okazjonalnie.
Proponowane obecnie rozwiązania regulacyjne zawierają rozwiązania zbyt sformalizowane. W rezultacie przepisy są mało czytelne i budzą uzasadnione wątpliwości interpretacyjne. Kluczowy pozostaje również aspekt konkurencyjności polskiego rynku pracy. Coraz więcej czynności wykonywanych jest obecnie za pośrednictwem elektronicznych form komunikowania się na odległość, niejednokrotnie przy całkowitej rezygnacji z tradycyjnych form zapisu. Niezbędne są zatem rozwiązania przyjazne rynkowi pracy, który szeroko stosuje nowe technologie, co jest jednym z podstawowych elementów zachęcających podmioty do inwestowania i tworzenia nowych miejsc pracy w Polsce.
ABSL w swoim stanowisku skierowanym do Ministerstwa zwraca uwagę na cztery obszary wymagające doprecyzowania: uelastycznienie warunków i przesłanek pracy zdalnej, usystematyzowanie zasad dotyczących wyposażenia stanowiska pracy i zwrotu kosztów związanych z pracą zdalną, odformalizowanie Projektu i usunięcie przepisów, które są zbędne, powtarzające się lub powielają kwestie już uregulowane w innych aktach prawnych, doprecyzowanie przepisów w obszarze bezpieczeństwa i higieny pracy.
Wioletta Bobryk, Legal and Compliance Director ABSL zwraca uwagę: – Mamy świadomość, że przepisy są tworzone z myślą o wszystkich uczestnikach rynku, jeśli jednak jako sektor mamy być konkurencyjni na międzynarodowym rynku, przyciągać kolejne inwestycje i tworzyć miejsca pracy to uelastycznienie warunków i przesłanek pracy zdalnej w tym wprowadzenie pojęcia pracy zdalnej incydentalnej, a także uelastycznienie warunków zaprzestania wykonywania pracy zdalnej i usystematyzowanie zasad dotyczących wyposażenia stanowiska pracy i zwrotu kosztów muszą zostać dopracowane.
Firmy z sektora każdego miesiąca oferują ponad 2 500 miejsc pracy, przy stałym wzroście zatrudnienia na poziomie 10 proc r/r. Zdecydowana większość podmiotów świadczy usługi dla klientów działających w skali globalnej. Doświadczenia z różnych rynków i rozbudowana infrastruktura teleinformatyczna, pozwoliły szybko przestawić się na tryb pracy zdalnej.
W ciągu krótszego, świątecznego tygodnia handlu aktywa ryzykowne doświadczały aprecjacji mimo wyraźnego trendu wzrostowego globalnych rentowności. Przewodziły im amerykańskie akcje. Dolar doświadcza zaś spadków względem głównych walut oraz istotniejszych walut rynków wschodzących.
Dobry raport non-farm payrolls z amerykańskiego rynku pracy nie pomógł dolarowi, który doświadczył wyprzedaży względem większości walut. Szczególnie dobrze radziły sobie waluty emerging markets na czele z turecką lirą – niemal każda z istotniejszych walut rynków wschodzących w zeszłym tygodniu umocniła się w parze z dolarem o ponad 1%.
Spodziewamy się, że pozytywne nastroje na rynkach finansowych zostaną z nami przez dłuższą chwilę. Zerowe lub ujemne stopy procentowe w krajach rozwiniętych, ogrom wsparcia fiskalnego na świecie i wyraźny, choć nierówny postęp w zakresie szczepień powinny wspierać aktywa ryzykowne. Jesteśmy szczególnie pozytywnie nastawieni do walut rynków wschodzących, są one bowiem tanie i zdaje się, że mogą wykorzystać obecną sytuację.
PLN
Miniony tydzień dla polskiego złotego był jednym z najciekawszych w ostatnich miesiącach. Rozpoczął się bowiem od paniki i wzrostu kursu EUR/PLN do poziomu 4,68 – najwyższego od 12 lat, po których nastąpiła z kolei wyraźna aprecjacja polskiej waluty. Istotnym elementem wspierającym ją była poprawa globalnego sentymentu, skala umocnienia złotego była jednak zdecydowanie większa niż innych walut regionu. Wierzymy, że złoty ma jeszcze spore pole do wzrostów, które wspierać powinna poprawa sytuacji covidowej tak w kraju, jak w Europie.
Niewykluczone jednak, że niedługo słabość złotego na krótko powróci. Rynek oczekuje podwyższonej zmienności w okolicy uchwały Sądu Najwyższego ws. frankowiczów (13.04), co dla banków posiadających portfele kredytów walutowych prawdopodobnie skończy się niemałymi kosztami. Biorąc pod uwagę, jak wyglądała sytuacja przed orzeczeniem TSUE z października 2019 roku, możliwe jest osłabienie waluty w dniach poprzedzających kwietniową uchwałę SN. Docelowo decyzja Sądu powinna jednak zbliżyć nas do rozwiązania tej kwestii i zmniejszyć ryzyko makroekonomiczne kraju. Ze względu na to sądzimy, że ewentualna słabość złotego powiązana z uchwałą będzie krótkotrwała. Naszym zdaniem powinna ustąpić niedługo po jej ogłoszeniu, niezależnie od tego, jak dotkliwa będzie ona dla banków i tego, czy w proces przewalutowania kredytów frankowych zaangażuje się NBP.
W kontekście złotego będziemy zwracać uwagę na sytuację covidową oraz globalny sentyment, w tym tygodniu czeka nas też decyzja RPP ws. polityki monetarnej. Środowe posiedzenie niemal na pewno nie przyniesie istotnych zmian parametrów polityki pieniężnej i prawdopodobnie przejdzie bez echa.
EUR
Główną informacją z zeszłego tygodnia był rozczarowujący odczyt inflacji w marcu. Jej bazowy komponent (nieuwzględniający najbardziej zmiennych cen) pokazał niższą niż miesiąc wcześniej dynamikę rzędu 0,9% w skali roku. Wyraźnie widać, że nowe lockdowny ograniczają konsumpcję i opóźniają pojawienie się presji inflacyjnej w strefie euro.
Najważniejsze w tym tygodniu będą minutki z posiedzenia EBC i dane o produkcji przemysłowej w Niemczech, Francji i Hiszpanii. Wiadomości powinny być całkiem dobre, ponieważ sektor przemysłowy jest mniej dotknięty lockdownami. Wpływ tych danych na rynek walutowy powinien być jednak niewielki.
USD
Szybki postęp szczepień w USA i stopniowe luzowanie covidowych restrykcji wywierają wpływ na gospodarkę szybciej niż zakładano. Marcowy raport z rynku pracy również był znacznie lepszy niż oczekiwano. W ciągu miesiąca przywrócono 916 000 miejsc pracy, co było wynikiem wyraźnie wyższym od konsensusu i najlepszym od sierpnia.
W obliczu wdrożenia ogromnego pakietu fiskalnego i zapowiedzi nowego pakietu infrastrukturalnego ekonomiści zaczynają spodziewać się szybszego powrotu amerykańskiej gospodarki do stanu sprzed pandemii. Naszym zdaniem warte uwagi jest to, że dolar amerykański nie zyskuje, a wręcz nieco traci pomimo wyższych rentowności obligacji i serii pozytywnych wieści z gospodarki USA.
GBP
Szterling radził sobie w zeszłym tygodniu lepiej niż inne waluty G10 i część walut rynków wschodzących. Dodatkiem do szybkiego postępu szczepień były nieznacznie zrewidowane w górę dane dotyczące PKB w zeszłym roku. Rynkowe pozytywne nastawienie do ryzyka okazuje się korzystne dla funta, który całkowicie odrobił pandemiczne straty względem euro, a względem dolara nawet się umocnił.
Ten tydzień handlu będzie krótszy i nie przyniesie żadnych istotnych danych ani zaplanowanych decyzji politycznych z Wielkiej Brytanii. Oczekujemy, że funt będzie kontynuował wzrost.
CHF
Będący walutą safe haven frank nadal oscyluje blisko lokalnych minimów względem euro. Szwajcarskie wskaźniki wyprzedzające opublikowane w zeszłym tygodniu pokazały gwałtowny wzrost w marcu, a kluczowy wyprzedzający wskaźnik KOF osiągnął najwyższą wartość od ponad dekady, co sugeruje, że gospodarka jest na skraju istotnego odbicia po pandemicznym wstrząsie.
Niemniej trudno przewidzieć, kiedy dokładnie będziemy świadkami znacznej poprawy, ponieważ wieści z frontu walki z koronawirusem są mieszane. Liczba nowych przypadków zachorowań wzrasta, ale nie tak bardzo jak w niektórych sąsiednich krajach. Dodatkowo liczba zgonów związanych z COVID-19 pozostaje niska, co daje nadzieję na szybkie złagodzenie ograniczeń.
Kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii jest w tym tygodniu raczej pusty. Skupimy się głównie na danych dotyczących koronawirusa i globalnym sentymencie do ryzyka.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury