Narodowy Bank Węgier potroił rezerwy złota

Narodowy Bank Węgier poinformował o strategicznej decyzji zwiększającej aż trzykrotnie rezerwy złota. Wzrosły one z 31,5 ton do 94,5 ton, a za główną przyczynę takiej decyzji bank podaje kryzys związany z pandemią. Ruch Narodowego Banku Węgier, który skupuje złoto podobnie jak Narodowy Bank Polski, ocenia Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Na całym świecie rośnie zainteresowanie złotem. Przykładem może być informacja z marca br., kiedy to Narodowy Bank Polski wskazywał o możliwości wprowadzenia strategii, która zakłada dokupienie 100 ton złota do krajowych rezerw, w ciągu najbliższych kilku lat.

Podobną taktykę założył Narodowy Bank Węgier, który zdecydował o potrojeniu swoich rezerw złota. Bazując na długoterminowym działaniu i analizach ekonomicznych instytucja zdecydowała się na powiększenie swoich zasobów z 31,5 ton do aż 94,5 ton. Jako główny czynnik takiej decyzji podano wpływ pandemii na sytuacje ekonomiczną państw i rynków, obawy związane z rosnącą inflacją oraz coraz większe zadłużenie węgierskiego skarbu państwa. Działania te traktowane są jako zwiększenie bezpieczeństwa krajowych finansów i zgromadzenie wartościowego aktywa.

Posunięcie węgierskiego banku centralnego wpisuje się w ostatnio zaobserwowany przez nas trend powiększania rezerw złota. W czasie poprzednich dużych zakupów Węgrzy naśladowali NBP – mamy więc nadzieję, że w tym przypadku będzie odwrotnie i niebawem również nasze rezerwy powiększą się o kolejne zapasy tego kruszcu. Realizacja tak dużych zakupów przy aktualnych poziomach cenowych pokazuje, że banki centralne postrzegają cenę jako niezwykle atrakcyjną. Takie transakcje gwarantują utrzymanie się cen powyżej 1.700 USD i zachęcają inwestorów do wejścia na rynek – tłumaczy Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Efektem zakupu takiej ilości złota jest awans Węgier w międzynarodowych rankingach państw z 56. pozycji na 36. pozycję. Dla porównania Polska z rezerwami złota w ilości 230 ton zajmuje 22. miejsce wśród banków centralnych na świecie – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego.

Kierując się długoterminową strategią Narodowy Bank Węgier zdecydował się zwiększyć rezerwy złota po raz pierwszy w 2018 roku. W tamtym okresie ilość przechowywanego kruszcu wzrosła dziesięciokrotnie – z 3,1 ton do 31,5 ton – osiągając poziom porównywalny do krajów Europy Centralnej i Wschodniej.

Zatrudnienie cudzoziemca w Polsce – z jakimi formalnościami się wiąże?

Pandemia zamyka granice, nakłada kwarantanny i utrudnia poszukiwania pracowników spoza kraju. Jak odnaleźć się w gąszczu formalności związanych z zatrudnianiem cudzoziemców w Polsce w dobie koronawirusa?

Koronawirus – wjazd do Polski dla obcokrajowców

W związku z sytuacją pandemiczną zasady przekraczania granicy przez obcokrajowców mogą się zmieniać, dlatego zawsze należy na bieżąco sprawdzać obowiązujące przepisy na stronach rządowych lub Straży Granicznej. Obecnie wjazd do Polski obwarowany jest wieloma obostrzeniami. Granicę zewnętrzną na wybranych przejściach granicznych z Rosją, Białorusią i Ukrainą mogą przekroczyć tylko wybrane grupy osób, pośród których znajdują się także cudzoziemcy, którzy mają prawo do pracy na terenie RP. Z obowiązkowej kwarantanny z kolei są zwolnione osoby zaszczepione, ozdrowieńcy (chorujący nie dalej niż 6 miesięcy wcześniej) oraz ci, którzy posiadają aktualny (do 48 h) wynik negatywny testu na covid-19. Oczywiście każdy z tych przypadków wymaga potwierdzenia stosownym dokumentem.

Pracownicy z Ukrainy

Zatrudnianie pracowników z Ukrainy nie jest tak skomplikowane, jak zatrudnianie Azjatów. Nadal obowiązują uproszczone formalności dla Ukraińców, a także Rosjan, Białorusinów, Gruzinów Mołdawian i Ormian. Dzięki nim wystarczy złożenie w odpowiednim Powiatowym Urzędzie Pracy oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. Na podstawie oryginału oświadczenia Twój nowy pracownik będzie mógł otrzymać wizę w celu wykonywania pracy. Po otrzymaniu potwierdzenia ze strony PUP, można już podpisywać umowę z Ukraińcem. Co ważne, na mocy oświadczenia można pracować tylko przez 6 miesięcy w ciągu roku, dlatego jeśli zależy Ci na pracowniku na stałe, wówczas musisz podpisać z nim umowę o pracę (nie zlecenie) i już po 3 miesiącach jej trwania należy uzyskać pozwolenie na pracę. Jeśli stanowisko pracy pozostaje takie samo, wówczas można korzystać także z uproszczonej procedury.

Pracownicy z Azji

W przypadku zatrudniania pracowników z Azji sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ tych cudzoziemców nie obowiązują skrócone procedury. Gdy zatem znajdziesz odpowiedniego kandydata, wpierw musisz uzyskać zaświadczenie od Starosty, które potwierdzi, że na lokalnym rynku pracy brak pracowników z odpowiednimi kompetencjami na Twoje stanowisko (starosta sprawdza to podległym Powiatowym Urzędzie Pracy, ponieważ pierwszeństwo pracy zawsze mają nasi rodacy). Kiedy masz już wspomniany dokument w ręce, wówczas możesz udać się do Urzędu Wojewódzkiego (lub zrobić to online), aby złożyć wniosek o zezwolenie na pracę wraz z wymagającymi załącznikami. Najczęściej będzie to zezwolenie typu A, odnoszące się do osób, które mają być zatrudnione w firmach, posiadających siedzibę na terenie RP (na stronach rządowych znajdziesz szczegółowe informacje o innych typach zezwoleń). Na odpowiedź będziesz czekać 30-60 dni w zależności od skomplikowania sprawy.

Outsourcing cudzoziemców

Jeśli nie masz doświadczenia w zatrudnianiu cudzoziemców na własną rękę i boisz się skomplikowanych formalności, albo zwyczajnie nie masz na to czasu, wybierz nieco inną formę pozyskiwania pracowników, jaką jest outsourcing pracowników. Dzięki temu zdejmiesz sobie z głowy zawiłe i długotrwałe procedury, zyskując solidnych pracowników z odpowiednimi umiejętnościami. 

Czy Polska nadal potrzebuje pracowników ze Wschodu?

Pandemia wywołała w 2020 r. pierwszy od lat spadek wydawania zezwoleń na pracę dla cudzoziemców, ale w wielu firmach imigranci zarobkowi nadal są sposobem na wyrównanie braków kadrowych. Niektóre sektory polskiej gospodarki czują się dużo pewniej niż inne. Na podstawie analizy rynku pracy w Polsce Centrum analityczne Gremi Personal wskazuje, iż największe zapotrzebowanie na pracowników ze Wschodu występuje obecnie w przemyśle i przetwórstwie spożywczym, e-commerce, logistyce, magazynowaniu, przy produkcji sprzętu AGD oraz w przemyśle drzewnym i budowlanym. Wzrasta również popyt na dobra luksusowe,  tym samy dobrze się ma przemysł jachtowy.

„W porównaniu do roku ubiegłego, w którym to na początku marca większość firm w zasadnie zawiesiła proces rekrutacji pracowników, ze względu na niepewną sytuację związaną z wprowadzeniem całkowitego lockdownu, można powiedzieć, że tendencja jest wzrostowa. Przedsiębiorstwa już zgłaszają do agencji zatrudnienia zapotrzebowanie na pracowników, ale za to zmniejszyła się rotacja. Jeszcze przed pandemią pracownicy ze Wschodu przyjeżdżali do pracy wahadłowo. Większość wymieniała się, co 3 miesiące, co zwiększało zapotrzebowanie na nowych pracowników. Obecnie po wprowadzeniu szczególnych rozwiązań dotyczących prolongaty dokumentów cudzoziemców oraz stabilizacją zatrudnienia średnio pracownik ze Wschodu zostaje nieprzerwanie w Polsce do 8 miesięcy, a nawet dłużej. Jak wynika z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców, 113,8 tys. obywateli Ukrainy otrzymało zezwolenia na pobyt (wszystkie rodzaje) w Polsce. Dotyczy to okresu od 1 marca 2020 do 28 lutego 2021 roku. Natomiast rok wcześniej było ich nieznacznie więcej – 114,5 tys. Analiza danych statystycznych prowadzonych przez Urząd do Spraw Cudzoziemców z ubiegłego roku pokazuje, że sytuacja epidemiologiczna i związane z nią ograniczenia w podróżowaniu zachęcały obcokrajowców do przedłużania pobytu.” – mówi Tomas Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal.

Które branże przetrwały pandemię i dobrze się mają, a które odnotowują straty?

Obecnie w Polsce dobrze się mają branże, których  działalności nie wstrzymały obostrzenia rządowe  oraz te, na które wzrosło zapotrzebowanie w pandemii, należą do nich: przetwórstwo i produkcja spożywcza, e-commerce, logistyka, budownictwo, przemysł drzewny i meblarski, produkcja sprzętu AGD, automotiv oraz wzrasta popyt na zakup dóbr luksusowych t.j.  luksusowe jachty czy campery.  Oczywiście jest kilka branży w Polsce, które w wyniku pandemii odnotowują straty i tym samym nie potrzebują pracowników. Zdecydowanie najgorzej kryzys znosi branża HoReCa oraz przedsiębiorstwa przetwórstwa spożywczego ściśle związane z dostarczaniem wysokiej jakości  produktów (np. wyroby ekologiczne) bezpośrednio do restauracji. Ponadto przedsiębiorstwa, które eksportowały swoje produkty do innych krajów, gdzie zwiększone zostały obostrzenia związane z eksportem produktów np. branża meblarska produkująca tylko i wyłącznie na rynek Niemiecki.

Co przyciąga cudzoziemców do Polski?

Polski rynek pracy konsekwentnie przyciąga i utrzymuje zainteresowanie Ukraińców z kilku powodów. Po pierwsze, Polska ma stabilną sytuację gospodarczą i według ostatnich danych Eurostatu ma najniższą stopę bezrobocia spośród krajów UE. Rok wcześniej bezrobocie w Polsce wynosiło 2,9%, obecnie 3,3%, co jest jednym z najlepszych wskaźników w UE. Średnia dla UE to stopa bezrobocia na poziomie 8,3%. I tak np. w Hiszpanii – 16,4%, we Włoszech – 8,9%, w Szwecji – 8,6%. Po drugie, Polska ma najmniej skomplikowane obostrzenia związane z przekraczaniem granicy z Ukrainą.  W porównaniu do innych krajów UE w okresie pandemii i związanych z nią obostrzeń Polska zapewnia najprostsze i najbardziej zrozumiałe zasady pobytu cudzoziemców, którzy przybyli w celach zarobkowych. W związku z tym Centrum analityczne Gremi Personal  przewiduje, że w 2021 roku zwiększy się liczba Ukraińców i Białorusinów pracujących w Polsce, pomimo sytuacji epidemicznej na świecie.

FPP: Przemysł gotowy do dyskusji o energii oraz kosztach obowiązków środowiskowych

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) w ramach powołanego Komitetu Energii i Środowiska opracuje pakiet rozwiązań dotyczących dekarbonizacji przemysłu oraz kosztów obowiązków środowiskowych. Propozycje obejmą możliwości zapewnienia niskich hurtowych cen energii elektrycznej, zaangażowania przemysłu – w szczególności energochłonnego – we wsparcie w osiągnięciu przez Polskę celów klimatycznych na 2030 rok oraz zapewnienie niskich kosztów obowiązków środowiskowych i usprawnienie procedur administracyjnych.

Komitet Energii i Środowiska FPP powstał w odpowiedzi na zauważony problem systematycznego tracenia międzynarodowej konkurencyjności przez polski przemysł – zarówno wobec konkurentów z krajów UE, jak i z krajów trzecich. Przyczyną są niewłaściwe regulacje, które skutkują miedzy innymi najwyższymi hurtowymi cenami energii elektrycznej w skali Europy. Tymczasem, czego jasno dowodzi obecny kryzys pandemiczny oraz czego dowiódł światowy kryzys finansowy 2008 r. – tylko silny i zdrowy przemysł gwarantuje, że Polska skutecznie wykorzysta swoją historyczną szansę wyrównania poziomu życia z krajami zachodniej Europy.

„Komitet Energii i Środowiska FPP podejmuje wyzwania związane z dekarbonizacją przemysłu. W tym zakresie kluczowe jest zapewnienie taniej, niskoemisyjnej energii oraz – w zakresie niezbędnych inwestycji – zaangażowanie finansowe Państwa. Ponadto ważne są obowiązki środowiskowe – w tym związane z gospodarką odpadami i nierównym traktowaniem konkurencji spoza UE. Obie powyższe kwestie powiązane są z problemem zachowania międzynarodowej konkurencyjności europejskiego przemysłu” – podkreśla Jerzy Kozicz, przewodniczący Komitetu Energii i Środowiska FPP, prezes zarządu CMC Poland.

Pakiet opracowany przez Komitet Energii i Środowiska FPP obejmie:

  1. Zapewnienie niskich hurtowych cen energii elektrycznej
  2. Obniżenie hurtowych cen energii elektrycznej przez znaczący rozwój mocy wytwórczych lądowej energetyki wiatrowej – obecnie najtańszej technologii produkcji energii elektrycznej. W tym celu niezbędne są zmiany łagodzące zasadę 10H oraz inne zmiany regulacyjne przyspieszające i upraszczające proces inwestycyjny w lądową energetykę wiatrową.
  3. Umożliwienie zaangażowania przemysłu, w szczególności energochłonnego, we wsparcie w osiągnięciu przez Polskę celów klimatycznych na 2030 r.
  4. Rozwój autoprodukcji z OZE poza miejscem prowadzenia podstawowej działalności – zmiany regulacyjne w tym zakresie przyczyniłyby się do wyjątkowo szybkiego rozwoju mocy OZE w Polsce w ciągu kilku lat.
  5. Wsparcie w ramach funduszy europejskich projektów celowych przemysłu, prowadzących do osiągnięcia korzyści środowiskowych, obniżenia emisji bezpośrednich oraz projektów autoprodukcji energii z OZE.
  6. Zapewnienie niskich kosztów obowiązków środowiskowych i usprawnienie procedur administracyjnych
  7. Racjonalizacja nadmiernych obowiązków przez zniesienie m. in. obowiązku monitoringu wizyjnego i zabezpieczenia roszczeń dla odpadów niepalnych.
  8. Reforma, uproszczenie i skrócenie terminów dla procedur administracyjnych w procesie inwestycyjnym.
  9. Przyśpieszenie wydawania decyzji administracyjnych przez odstąpienie / zawieszenie kontroli organów (WIOŚ i p.poż) w czasie epidemii wirusa COVID – 19.
  10. Potrzeba zahamowania dalszego wzrostu kosztów gospodarowania odpadami.
  11. Poprawa funkcjonalności Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami (BDO), przez uwzględnienie uwag przemysłu oraz konsultowanie nowych rozwiązań w BDO z jego użytkownikami.
  12. Opracowanie i wdrożenie racjonalnego systemu Rozszerzonej Odpowiedzialność Producenta (ROP) uwzględniającego specyfikę przemysłu.
  13. Zapewnienie zachęt finansowych dla przemysłu gospodarującego odpadami zgodnie z Gospodarką o Obiegu Zamkniętym (GOZ).
  14. Stworzenie ram prawnych umożliwiających gospodarowanie odpadami zgodnie z GOZ przez wypracowanie z przemysłem m.in. nowych rozwiązań, np. zdefiniowanie „surowców wtórnych” oraz wprowadzenie ułatwień regulacyjnych dla nowej grupy surowców.
  15. Stworzenie mechanizmów przeciwdziałania eksportowi cennych surowców wtórnych z UE do krajów trzecich, w których normy środowiskowe nie są przestrzegane i egzekwowane.

Jest szansa na porozumienie rządu z górnikami

Proces odchodzenia od węgla nierozerwalnie związany jest ze społeczną kwestią zapewnienia zatrudnienia górnikom. Każda zmiana w sektorze wydobywczym, która miałaby mieć szansę wprowadzenia, musi być uzgodniona i przedyskutowana z górniczymi związkami zawodowymi. Inaczej istnieje duże ryzyko strajków i niezadowolenia społecznego – a w konsekwencji skutecznego blokowania reform w górnictwie. Tak dzieje się w Polsce od ponad dwudziestu lat. Kolejne rządy nie są w stanie wprowadzić reform sektora wydobywczego i energetycznego, ze względu na ciągnący się konflikt z górnikami. Możliwe jednak, że trwające teraz negocjacje ze związkami zawodowymi zakończą ten problem.

– Wszystko wskazuje na to, że toczące się w tej chwili rozmowy między stroną rządową i związkami zawodowymi zakończą się sukcesem. Jesteśmy w dosyć historycznym momencie, jeśli chodzi o transformację górnictwa w Polsce. Pierwszy raz w trwającym od ponad dwóch dekad procesie mamy szansę na wypracowanie konkretnej daty zakończenia działalności górniczej – powiedział serwisowi eNewsroom Aleksander Szpor z Instytutu Badań Strukturalnych. – Z doniesień medialnych słyszymy, że górnicy są dosyć zadowoleni z negocjowanej umowy – w przynajmniej 95%. Oczywiście pozostałe 5% to pewnie najtrudniejsze kwestie. Wydaje się jednak, że ta umowa społeczna będzie osiągnięciem na miarę tego, co udało się rządowi AWS osiągnąć w latach ‘90. Wtedy w życie wszedł program transformacji, który uznaje się dotychczas za najbardziej skuteczny i udany. Nieprzymuszający górników do odchodzenia oraz oferujący im różne alternatywy. Jeśli negocjacje się udadzą, a Komisja Europejska zatwierdzi wypracowany projekt, proces odchodzenia od węgla w kolejnych latach będzie przebiegał bezproblemowo – przewiduje Szpor.

Inpost zawarł wiążącą umowę nabycia 100% udziałów w Mondial Relay

InPost po uzyskaniu jednomyślnej, pozytywnej opinii Rady Pracowniczej Mondial Relay zawarł wiążącą umowę nabycia 100% udziałów w Mondial Relay.

Transakcja zostanie sfinalizowana do końca drugiego kwartału 2021, po uzyskaniu zgód organów regulacyjnych. Tym samym InPost znacząco rozszerzy zakres działalności, przyspieszając rozwój międzynarodowy oraz umocni swoją pozycję jako wiodącego gracza na europejskim rynku dostaw dla e-commerce.

Firma Mondial Relay – założona w 1997 roku, jest wiodącym dostawcą przesyłek dla e-commerce na rynku europejskim. Posiada około 15.800 punktów odbioru i nadania („PUDO”) we Francji, krajach Beneluksu i na Półwyspie Iberyjskim (stan na luty 2021). We Francji jest drugą co wielkości siecią, obejmującą 11.000 punktów oraz 4 centra dystrybucyjne. W 2020 roku obsłużyła 131 mln przesyłek – co czyni ją największym niezależnym graczem we Francji pod względem wolumenu. Mondial Relay obsługuje wiele największych platform handlu elektronicznego we Francji, a także indywidualnych sprzedawców detalicznych. W 2020 roku Mondial Relay osiągnął przychody w wysokości 437 mln euro oraz EBITDA na poziomie 60 mln euro.

Polacy pokochali marki własne. Rynek urośnie o 6 mld zł

Rynek marek własnych w polskiej branży FMCG mierzony wartością zakupów gospodarstw domowych wart jest już 34 mld zł. Potencjał do dalszych wzrostów wciąż jest jednak ogromny – w ciągu najbliższych dwóch lat ten segmenty urośnie o kolejnych 6 miliardów złotych i znacząco zwiększy udziały rynkowe. Takie dane płyną z najnowszego raportu „GfK. Private Brands“ opracowanego przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia
Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia

Na przestrzeni ostatniej dekady marki prywatne (private labels) znacząco umocniły swoją pozycję na polskim rynku FMCG i ewoluowały w marki własne (private brands). Ta część rynku, obejmująca produkty spożywcze, kosmetyki i chemię gospodarczą w 2020 roku była warta aż 34 mld zł (biorąc pod uwagę wartość zakupów gospodarstw domowych). Udział marek własnych osiągnął tym samym 19,3% udziałów w całym polskim rynku FMCG, co stanowiło wzrost o 0,9 p.p. w stosunku do roku poprzedzającego. W najbliższych latach w tym segmencie rynku powinniśmy oczekiwać jednak dalszych wzrostów. – Z naszych szacunków wynika, że w ciągu najbliższych dwóch lat rynek marek własnych w Polsce wzrośnie prawie o 6 miliardów złotych, a ich udział w całym rynku FMCG wyniesie 21,2% – mówi Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Dyskonty motorem rozwoju

Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia
Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia

Rozwój sektora marek własnych w Polsce najbardziej napędza stały wzrost znaczenia kanału dyskontów (Biedronka, Lidl, Netto i Aldi). W tych sklepach private brands odpowiadają obecnie za 44% całej sprzedaży – Najdynamiczniej rośnie grupa tych nabywców, którzy wybierają dyskonty jako swój optymalny i preferowany format, a jego specyficzną cechą jest duży udział marek własnych w asortymencie. Ta grupa shopperów nie myśli w kategoriach – marka własna czy producencka. Są otwarci na nowe marki, na nieznanych producentów, a kraj pochodzenia produktu nie ma dla nich większego znaczenia. To właśnie oni są i będą w jeszcze większym stopniu siłą napędową marki własnej – wskazuje Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Niemal każdy Polak sięga po marki własne

W swoim raporcie GfK podkreśla, że po marki własne sięga dziś niemal każde polskie gospodarstwo domowe. Dzięki temu, penetracja w tej części rynku, czyli odsetek nabywców, którzy choć raz w roku sięgnęli po markę własną, wynosi aż 98%. Jednocześnie przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce w ciągu roku kupuje aż 171 unikalnych produktów pod markami własnymi sieci detalicznych (o 24 więcej niż w 2011 roku).

W opinii Rafała Dobrowolskiego jedną z przyczyn sukcesu private brands, jest rosnąca jakość oferowanych produktów, które coraz częściej pod tym względem w niczym nie odstają od markowych liderów rynku. – W czasach, gdy w Polsce pojawiły się pierwsze zachodnie sieci, marka własna miała być przede wszystkim tania i był to wymóg nadrzędny, osiągany często kosztem jakości. Obecnie marki własne nie mogą odstawać jakością od produktów markowych, a oczekiwania wobec nich są daleko szersze niż tylko niższa cena. Dlatego już teraz dostrzegamy proces zacierania się granicy między marką własną, a produktem markowym – podsumowuje Dobrowolski.

Dolar traci

Dolar traci kolejny dzień w ślad za spadającymi rentownościami obligacji USA. EUR/USD jest najwyżej od dwóch tygodni z podobną siłą obserwowaną w przypadku CHF i SEK. Zmiany na rynku sugerują domykanie krótkich pozycji w walutach europejskich i sprzedaż dolara pomimo wsparcia w danych, polityce fiskalnej i statystykach szczepień. Wszystkie dobre informacje są już w cenach?

Pozycja dolara na rynku walutowym zawsze była wyjątkowa. Z jednej strony USD ma swoje wewnętrze czynniki, od których jest zależy. Z drugiej strony jest walutą rezerwową i bezpieczną przystanią, innymi słowy w okresach podwyższonej niepewności staje się najlepszym miejscem do ukrycia. W ostatnim czasie mieliśmy mix obu grup czynników, co dawało dolarowi istotną przewagę nad innymi walutami. Ale w tym tygodniu nie widać świeżego popytu na USD, a korekta na rynku obligacji skarbowych jest katalizatorem dla realizacji zysków. Trudno inaczej, jak czynnikami technicznymi i związanymi z pozycjonowaniem, wytłumaczyć relatywnie silne odbiciem EUR/USD, biorąc pod uwagę, jak mało teraz przemawia na korzyść euro. Jednocześnie rynek mógł się nasycić pesymizmem związanym z trzecią falą zachorowań w Europie i w pełni zdyskontować odroczenie odbicia ożywienia. Podobnie kolejny pozytywny raport z USA nie jest już zaskoczeniem, a raczej potwierdzeniem solidnego wzrost gospodarczego.

Pozostaje też kwestia rynku długu. Tutaj także zmęczenie mogło się wkraść w krótkie pozycje w obligacjach i brak nowych szczytów rentowności skłania do realizacji zysków. Ponowny wzrost rentowności wymaga istotnego przyspieszenia inflacji albo nasilenia wątpliwości w determinację Fed do utrzymywania akomodacyjnej polityki na dłużej. Pierwsze wymaga kilku miesięcy wyższych odczytów inflacji. Drugie może szukać katalizatora w publikowanych dziś wieczorem minutkach FOMC. Oczekujemy, że minutki potwierdzą przekaz z konferencji prasowej prezesa Powella, gdzie podkreślano brak zaniepokojenia rosnącymi rentownościami, które są odbiciem wzmacniającej się gospodarki. Nie oczekujemy dowodów szerszej dyskusji nad redukcją tempa skupu aktywów czy terminem pierwszej podwyżki. Jeśli jednak w zapiskach dyskusji pojawią się fragmenty o obawach członków FOMC o ucieczce inflacji na wyższe poziomy wraz z silniejszym tempem odbudowy zatrudnienia, może to dać pretekst do podbicia rentowności i w rezultacie umocnienia USD.

Dziś decyzja Rady Polityki Pieniężnej, gdzie powszechnie oczekuje się utrzymania stóp procentowych bez zmian. Nawet pomimo niespodzianki w wyższej marcowej inflacji (3,2 proc. r/r, prog. 2,8 proc.) nie sądzimy, aby zmianie uległo nastawienie RPP. Ostatnio prezes NBP Glapiński tłumaczył, że wyższa inflacja teraz i w kolejnych miesiącach będzie się brać z podwyżek cen administrowanych, na które polityka pieniężna nie ma wpływu. Wprost określił on rynkowe oczekiwania podwyżek za błędne. Jednocześnie trzecia fala zachorowań i nowe restrykcje dają silny argument przeciw zacieśnianiu monetarnemu. Podtrzymujemy prognozy, że stopy procentowe nie ulegną zmianie wcześniej, jak w drugiej połowie 2022 r. Bardziej interesująca niż posiedzenie RPP może być wideokonferencja prezesa Glapińskiego, gdzie odpowie on na pytania dziennikarzy (piątek 15:00). Szczególnie pytania o sytuację złotego oraz udział NBP w potencjalnej konwersji kredytów frankowych mogą mieć istotne znaczenie dla kierunku rynku walutowego. Dziś natomiast jedyne pozytywne zaskoczenie miałoby miejsce, gdyby w związku z osłabieniem złotego z komunikatu RPP zniknął fragment o braku dostosowania kursu złotego do wstrząsu wywołanego pandemią i luzowania monetarnego. Jednak jeśli NBP chce słabego złotego, dlaczego miałby dawać pretekst do umocnienia waluty?

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Barbara Garlacz: Banki zorganizowały medialną nagonkę na frankowiczów

Zbliża się termin wyroku Sądu Najwyższego w sprawie kredytów we frankach. SN odpowie na 6 pytań zadanych przez sądy niższej instancji, dotyczących orzecznictwa w sprawach wytaczanych przez kredytobiorców w całej Polsce. Na wyrok czeka wielu pokrzywdzonych klientów – ponieważ wciąż dużo sądów bierze stronę banków, sprzeciwiając się wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dopóki Sąd Najwyższy nie wytyczy jasnej ścieżki, jaką sądy niższych instancji będą musiały podążać – pokrzywdzeni kredytobiorcy będą zdani na ocenę pojedynczych sądów. Zbliżający się termin orzeczenia SN zmobilizował więc drugą stronę konfliktu. Banki boją się, że uchwała nie będzie dla nich wygodna. Próbują więc wpłynąć na opinię publiczną – a tym samym na Sąd, organizując nagonkę medialną na frankowiczów. 

 

– Od kilkunastu dni obserwujemy szeroko zakrojoną nagonkę medialną ze strony banków – związaną z uchwałą frankową Sądu Najwyższego, jaka ma niedługo zapaść. Praktycznie nie ma dnia, w którym nie widzielibyśmy wysokiej klasy eksperta finansowego, ekonomicznego, czy prawnego, który argumentuje, dlaczego Sąd Najwyższy powinien orzec na korzyść strony bankowej – powiedziała serwisowi eNewsroom mecenas Barbara Garlacz. – Jest to próba nacisku na orzecznictwo Sądu Najwyższego o niespotykanej skali. Wierzę jednak w to, że Sąd będzie kierował się argumentami prawnymi, a przede wszystkim orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Próby nacisku na Sąd Najwyższy ze strony różnych ekspertów wypowiadających się w imieniu sektora bankowego nie powinny w ogóle mieć miejsca. Zobaczymy jeszcze, czy uchwała Sądu Najwyższego zapadnie 13 kwietnia. Być może będzie tak, że SN będzie chciał poczekać na dalsze orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeśli tak się stanie, będziemy mogli czuć się bezpieczniej. TSUE już w przeszłości pokazał, że nie ulega lobby bankowemu – wskazuje Garlacz.

Answear.com ze sprzedażą online o 82 proc. większą rdr. w I kw. 2021 r.

Answear.com według wstępnych danych wypracował w I kw. 2021 r. 127 mln zł sprzedaży on-line, oznacza to wzrost o 82 proc. rdr., co przekłada się na równie dynamiczny wzrost przychodów ze sprzedaży, które w analogicznym okresie urosły o 76 proc. rdr. i wyniosły 122 mln zł.

Wprowadzone w pierwszym kwartale lockdown’y, na wszystkich rynkach, na których działamy, pomagają w osiąganiu wyższej dynamiki sprzedaży Spółki, przyczyniając się do utrwalania obserwowanego trendu przechodzenia klientów z zakupów offline do online.  Zamknięcie sklepów stacjonarnych skłania klientów do zakupów internetowych, więc pozyskujemy nowych klientów, jednocześnie poprawiając wskaźniki odwiedzin, średniego koszyka oraz konwersji i w efekcie wzmacniając dynamikę wzrostów sprzedaży. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Mroźna pogoda, której byliśmy świadkami w Polsce w I kw. br. również wsparła sprzedaż na platformie Answear.com. Sprzedaż kolekcji jesień-zima wypadła znacznie lepiej niż w ostatnim roku i powyżej celu sprzedażowego. Answear jest dobrze przygotowany na zbliżające się ocieplenie. W obecnej ofercie dominuje nowa kolekcja wiosenna, którą uzupełniają nowe marki m.in.: Elisabetta Franchi, Tory Burch, Penny Black, Max Mara Leisure, The Kooples, Liviana Conti, Stella McCartney, 4F, Wolford, Samsoe Samsoe, Uvex, czy CMP.

Jesteśmy platformą multibrandową działającą w interencie, taki model działania umożliwia nam elastyczne działanie i szybkie reagowanie na aktualne panujące trendy na rynku oraz dostosowanie oferty do aktualnych potrzeb kosumentów. Można było się o tym przekonać w ostatnim czasie, podczas kolejnych lockdown’ów, gdzie rósł popyt na ubrania casualowe, a spadał na ubrania formalne, a także podczas ostatniej przedłużonej zimy, kiedy klienci nawet w marcu chętnie kupowali ciepłe ubrania. Naturalnie Answear z racji dostępności w ofercie wielu marek mógł zaspakając zgłaszane potrzeby klientów, co w efekcie pozytywnie wpłynęło na sprzedaż Spółki. – dodaje Krzysztof Bajołek.