Wyścig po grunty inwestycyjne. Pod jakie projekty poszukują gruntów inwestorzy?

Przede wszystkim poszukiwane są grunty pod projekty magazynowe, produkcyjne i mieszkaniowe. Szczególnie optymistycznym sygnałem jest rosnąca ilość zapytań, jakie otrzymujemy od inwestorów produkcyjnych FDI, którzy chcą relokować do Polski produkcję czy działalność dystrybucyjną. W minionym roku mogliśmy obserwować już także pakietowe transakcje dotyczące nabywania gruntów inwestycyjnych.

Ze względu na rozkwit logistyki i sektora magazynowego dużym powodzeniem cieszą się działki położone na obrzeżach dużych miast. Szczególnie lokalizacje w pobliżu Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Trójmiasta, czy Poznania, oferujące dobry dostęp do największych szklaków komunikacyjnych. Daje się również zauważyć zainteresowanie gruntami usytuowanymi w mniejszych ośrodkach miejskich, co wynika z konieczności rozbudowy logistyki dla szybko wzrastającego sektora e-commerce.

Deweloperzy mieszkaniowi potrzebują ziemi pod tradycyjne inwestycje skierowane do klientów indywidualnych, ale także pod projekty dla coraz bardziej aktywnych w Polsce inwestorów z segmentu PRS. Obserwujemy również stabilne zainteresowanie gruntami w najlepszych, centralnych lokalizacjach ze strony sektora biurowego. Należy jednak zaznaczyć, że inwestorzy odchodzą od projektów spekulacyjnych w miejscach oddalonych od centrów miast. Nie zmieniła się natomiast otwartość na realizację inwestycji w obrębie centralnych obszarów miejskich. Niektóre projekty biurowe przeprojektowywane są na mieszkaniowe, a w przygotowywanych kompleksach multifunkcyjnych planowana jest budowa większej ilości mieszkań.

Pandemia wpłynęła na zmianę strategii wielu inwestorów. Niektórzy deweloperzy częściowo odsprzedają posiadane grunty, chcąc skupić się tylko na projektach z sektora, który stanowi podstawę ich działalności. I tak, na przykład firmy budujące mieszkania, które przed pandemią planowały realizację biurowe czy hotelowe odchodzą od tych zamierzeń. Stąd m.in. w atrakcyjnych punktach Wrocławia, czy Gdańska pojawiły się interesujące parcele pod projekty biurowe.

Na uwagę zasługuje również coraz silniejsze zainteresowanie naszym rynkiem ze strony inwestorów, którzy dotąd nie lokowali kapitału w Polsce. Pokazują to choćby ogłoszone niedawno decyzje szwedzkiego operatora Heimstaden, czy amerykańskiej firmy Nuveen oraz zapowiedź cyklu kolejnych transakcji w nadchodzących miesiącach.

Nie sposób nie zauważyć, że zdecydowanie dłużej trwa obecnie proces decyzyjny. Inwestorzy są bardziej ostrożni. Analizy techniczne i komercyjne przed zakupem gruntów przeprowadzane są w jeszcze bardziej drobiazgowy sposób niż wcześniej.

Ze względu na rosnące trudności z uzyskiwaniem finansowania bankowego firmy poszukują też alternatywnych form zabezpieczania gruntów, jak na przykład JV. Na początku tego roku mieliśmy m.in. okazję przeprowadzić proces doradczy przy tworzeniu JV dla projektu o wartości ponad 140 mln zł. Był to już trzeci tego typu projekt, w którym uczestniczyliśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Pokazuje to również, że uczestnicy rynku coraz chętniej otwierają się na bardziej nieszablonowe rozwiązania.

Jak kształtują się ceny?

W poprzednich latach notowany był regularny wzrost cen gruntów pod inwestycje we wszystkich segmentach. Aktualnie stawki utrzymują się na poziomie sprzed roku. Jestem jednak przekonany, że długofalowo ceny najciekawszych gruntów inwestycyjnych nadal będą rosły. Spadająca rentowność alternatywnych źródeł alokacji kapitału zachęca bowiem do inwestowania w nieruchomości. Poza tym, atrakcyjnych działek jest mało, wiec ich ceny pozostaną wysokie, a w niektórych lokalizacjach wkrótce znów zobaczymy ich wzrost.

Z najwyższymi stawkami wywoławczymi dotyczącymi gruntów pod magazyny mamy do czynienia w aglomeracji warszawskiej, będącej największym centrum logistycznym w kraju. W obrębie Warszawy ziemia kosztuje od 450 zł/mkw. do 650 zł/mkw. Działki usytuowane przy głównych drogach, które znajdują się kilkanaście do około 30 km od miasta są wyceniane już o połowę niżej.

Kolejną lokalizacją, w której koszt zakupu ziemi pod magazyny jest największy to Kraków. W stolicy Małopolski ceny zaczynają się od 400 zł/mkw. W aglomeracji wrocławskiej, gdzie obserwujemy aktualnie największy skok zainteresowania inwestycjami w segmencie logistycznym, stawki są nieco niższe niż w Krakowie. Ceny kształtują się od 200 zł/mkw. Za najatrakcyjniejsze tereny pod logistykę ostatniej mili trzeba jednak zapłacić około 300 zł/mkw. W pobliżu Poznania grunty pod magazyny w porównaniu z Wrocławiem są dwukrotnie tańsze.

Gorącym towarem wciąż są działki pod inwestycje mieszkaniowe w dobrze skomunikowanych obszarach największych miast. I tu znów najwyższymi cenami charakteryzuje się Warszawa. Wśród ostatnich transakcji mamy na przykład sprzedaż działek na warszawskim Mokotowie, gdzie kupujący płacili za metr od 14 tys. zł nawet do przeszło 16 tys. zł. W ciągu ostatniego roku, pomimo pandemii, w najciekawszych dzielnicach Krakowa i Warszawy ziemia nadal drożała.

W zewnętrznych dzielnicach Warszawy ceny są niższe, pokaźnych rozmiarów parcele na obszarach mniej zurbanizowanych sprzedawane są w cenie 2 tys. zł – 3 tys. zł/mkw.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz

Gastronomia i fitness na dnie, branża noclegowa sobie radzi

  • W lutym liczba faktur wystawionych przez firmy MSP była znacznie mniejsza niż w grudniu – o 15,6% i nieco większa – o 2,3% niż w styczniu.
  • Na niewielki wzrost w lutym wpłynęło poluzowanie obostrzeń i otwarcie m.in. hoteli – w tej branży odnotowano wzrost liczby faktur w stosunku do stycznia, a nawet grudnia.
  • Niestety wiele branż jest na dnie – restauracje i inne stałe placówki gastronomiczne w lutym wystawiły o 37% mniej faktur niż w styczniu, a pozaszkolne formy edukacji sportowej oraz zajęć sportowych i rekreacyjnych o 51% mniej. Buntu restauratorów i branży fitness zatem nie było.

Dane pochodzą z serwisu faktura.pl. To jedna z największych w Polsce platform do wystawiania faktur. Działa od 20 lat, a konto służące do wystawiania faktur ma na niej ponad 50 tys. małych firm. Porównano liczbę faktur wystawionych w lutym w stosunku do stycznia 2021 i grudnia 2020. Dane są uporządkowane branżowo wg kodów PKD.

W lutym nieco lepiej niż w styczniu, ale gorzej niż w grudniu

Porównując łączną liczbę faktur wystawionych na platformie faktura.pl w lutym z wartościami z grudnia widać wyraźne spadki – aż o ponad 15%. Ostatni miesiąc ubiegłego roku, wraz z odmrożeniem sklepów w galeriach handlowych, przyniósł duże ożywienie w biznesie. Firmy działały, produkowały i sprzedawały, a swoje działania fakturowały i na nich zarabiały. Pierwsze miesiące tego roku są pod tym względem wyraźnie gorsze. W lutym widać jednak niewielką poprawę: wzrost liczby faktur – o 2,3%. Luty był wprawdzie o 3 dni krótszy od stycznia, jednak poluzowanie części obostrzeń pobudziło niektóre branże biznesu i zaowocowało wzrostem łącznej liczby faktur.

Przede wszystkim chodzi o ożywienie w obiektach noclegowych turystycznych i miejscach krótkotrwałego zakwaterowania. W lutym firmy z tych branż wystawiły o 42% więcej faktur niż w styczniu i o 37% więcej niż w grudniu. Od 12 lutego ruszyły m.in. stoki narciarskie co wygenerowało zapotrzebowanie na miejsca noclegowe. Hotele warunkowo mogły wznowić działalność i to widać w liczbie wystawianych faktur.

Otwarte stoki i możliwość jazdy na nartach wyraźnie pobudziła do życia branżę hotelarską. To bardzo ważne, bo hotelarze i wynajmujący kwatery to ludzie, którzy w roku Covidu ucierpieli bardzo mocno. Teraz nieco odrabiają, a korzystają też na tym dostawcy usług do hoteli – producenci żywności, pralnie, serwisy sprzątające, a przede wszystkim zatrudnieni tam ludzie, którzy też często działają jako jednoosobowe firmy – mówi Grzegorz Grodek z faktura.pl

Przez lockdown gastronomia głoduje

Wpływ zamrożenia gospodarki na kondycję biznesu dobrze widać nie tylko na przykładzie hoteli – im umożliwiono działanie, co od razu przełożyło się na większą liczbę wystawianych faktur. Podobnie, ale niestety odwrotnie jest w przypadku gastronomii – brak złagodzenia restrykcji, a szczególnie podtrzymanie zakazu spożywania posiłków na miejscu, coraz bardziej pogrąża tę branżę. W lutym przedsiębiorcy działający na kodzie PKD restauracje i inne stałe placówki gastronomiczne wystawili o 37% mniej faktur niż w grudniu (a podobną liczbę co w styczniu). Z pewnością wpływ na to miały także świąteczne cateringi.

Te dane potwierdzają problemy restauracji, branża w 2021 roku jest w coraz gorszym stanie. Brak możliwości jedzenia w lokalu jest bardzo dotkliwy. Skala buntu polegającego na otwieraniu lokali pomimo obostrzeń była dosyć widoczna, ale jak wynika z danych fakturowych, jednak symboliczna w swojej skali.

Buntu nie było też w siłowniach i obiektach fitness

Przedsiębiorcy z tej branży (pozaszkolne formy edukacji sportowej oraz zajęć sportowych i rekreacyjnych) w lutym wystawili o 42% mniej faktur niż w styczniu i aż o połowę mniej niż w grudniu. Fitness i rekreacja sportowa są w coraz gorszej formie, a kolejni przedsiębiorcy zawieszają lub likwidują działalność.

W lutym znacznie mniej faktur wystawili też przedsiębiorcy działający w branży reklamowej – o 33% niej niż w grudniu.

Biznes ma się źle, więc oszczędza. Przedsiębiorcy starają się zachować przede wszystkim zatrudnienie, park maszynowy czy nieruchomości. W pierwszej kolejności obcięciu podlegają wydatki reklamowe. Można powiedzieć, że to najniższy koszt jaki przedsiębiorcy mogą ponieść, z drugiej strony ucierpi na tym tysiące ludzi obsługujących do tej pory potrzeby reklamowe biznesu – Marek Sikorski z Finea.

Oszczędności biznesu widać także w innych branżach. Coraz więcej firm obcina wydatki, co w dłuższej perspektywie będzie bardzo niekorzystne dla całej gospodarki.

Jakie branże były na plusie?

Cały czas stać nas na budowlane prace wykończeniowe.

Branża, w której w lutym widać wyraźne ożywienie to wykonywanie pozostałych robót budowlanych wykończeniowych. Działający w niej przedsiębiorcy w lutym wystawili o 36% więcej faktur niż w styczniu i o 22% więcej niż grudniu. To kontynuacja trendu z poprzedniego roku – ludzie uziemieni w domach robią remonty i naprawy. Zatrudniają do tego także fachowców. Branża wykończeniowa dobrze się czuje w Covidzie. Dane pokazują, że w tym roku to się nie zmieni, a Polacy ciągle maja spore środki do wydania na wykańczanie mieszkań i remonty.

Na plusie w lutym była też działalność rachunkowo-księgowa; doradztwo podatkowe – tu wystawiono o 13% więcej faktur niż w styczniu i o 43% więcej niż w grudniu.

– Zapewne w części wpłynął na to czas rocznych rozliczeń podatkowych. Możliwa jest też inna przyczyna: wiele firm i całych branż jest w trudnej sytuacji, brakuje im środków na bieżące funkcjonowanie. Szukają pomocy u doradców finansowych, sprawdzają, jak odsunąć w czasie płatności, skąd wziąć gotówkę na przetrwanie. Podobną sytuację widzimy w naszej działalności faktoringowej – trafia do nas coraz więcej firm szukających finansowania. Biznes odrzucony przez banki, w niektórych przypadkach, może u nas znaleźć środki na przeżycie. Faktoring w roku covidowym, był jedynym rosnącym i dosyć dostępnym narzędziem finansowania firm. W 2021 roku to się nie zmieniło – Marek Sikorski Dyrektor Sprzedaży Finea.

Nowy Ład? Nowe podatki i dodatkowe daniny, rosnąca inflacja, zamknięte biznesy

System podatkowy w Polsce od lat spędza przedsiębiorcom sen z powiek. Głównie ze względu na nieprzewidywalność danin, które co roku są powiększane i dodawane. Ten rok nie jest wyjątkiem – czekają nas dodatkowe podatki w różnych sferach życia pracownika i przedsiębiorcy – mimo tego, że poobijana po pandemii gospodarka z trudem je udźwignie. Niestety, nie można dokładnie obliczyć, jak bardzo zwiększył się realny koszt danin przekazywanych przez obywateli do skarbu państwa. Dzieje się tak, ponieważ wiele z nich nie jest wprost nazywana podatkami. Mówi się o nich półgębkiem, nadaje inne nazwy i ukrywa przed opinią publiczną. A jednak bardzo realnie wpływają one na zarobki Polaków i ich dobrobyt. Dobrym sposobem na uzmysłowienie sobie, jak ilość danin i składek się zmienia, jest obliczenie stosunku tych wszystkich opłat do Produktu Krajowego Brutto. Przez długie lata stosunek ten oscylował w okolicach 39%. Przy sumowaniu wszystkich danin, łącznie z opłatami ZUSowskimi. Obserwujemy, że w niektórych, bardziej rozwiniętych krajach zachodnich, to jest raczej poziom 45%. Teraz nagle okazuje się, że zaczynamy krok za krokiem iść w ich stronę. To prędzej czy później osłabi pulę, jaką w kieszeni mają konsumenci – czyli wartość nabywczą pieniądza.

– Gdy ktoś pyta mnie o to, czym są parapodatki, odpowiadam: popatrz, co się dzieje z kosztem wody, energii, wywozu śmieci. A teraz doszła do tego opłata cukrowa i dodatkowa porcja akcyzy. To są różne inne opłaty, o których się mało mówi. To jest naprawdę bardzo poważny problem dla naszej gospodarki, trudny do wymierzenia w cenach – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Do tego mamy w tej chwili 2021 rok – który jest skrajnie niedobry, żeby wprowadzać nowe podatki. Jesteśmy bardzo mocno poobijani tym, co się działo w poprzednim roku. Wiele branż wciąż czeka na to, by klienci wreszcie zaczęli wydawać u nich pieniądze. Ze zwiększonymi daninami tych pieniędzy będzie dużo mniej. Rząd podnosi podatki – a potem się dziwi, że przedsiębiorcy nie chcą inwestować. Inwestowanie, zwłaszcza w sektorze prywatnym, łączy się z ryzykiem. Jeśli nie mamy głębokiego przekonania, że przez długi czas otoczenie ekonomiczne, prawne i podatkowe nie zmieni się diametralnie – to nie podejmujemy tego ryzyka. To dotyczy też obywateli. Mało kto ma w taki czas odwagę na to, żeby zdecydować się na inwestowanie pieniędzy. Już niedługo problem pojawi się na poziomie gospodarstw domowych – które będą się zastanawiać, czy kupić nieruchomość, czy zainwestować swoje pieniądze. To znacząco wpłynie na Polską gospodarkę – podkreśla Soroczyński.

Sztuczna inteligencja pomoże biurowcom. REDD kończy kluczową fazę badań nad projektem Space AI

REDD Real Estate Digital Data (REDD) jeszcze w tym półroczu zaprezentuje narzędzie Space AI dla właścicieli biurowców, które pomoże zredukować negatywne efekty pandemii COVID-19, która uderzyła w rynek. REDD to polski startup proptech, który zbudował największą bazę danych o nieruchomościach biurowych w Polsce. Platforma od ponad dwóch lat rewolucjonizuje rynek nieruchomości komercyjnych.

Algorytmy Space AI już w fazie testów zapewniają dokładność prognoz na poziomie 89 proc., a co za tym idzie, pokazują przyszły popyt na biura w Polsce.

Od ponad roku pracujemy nad narzędziem opartym na sztucznej inteligencji, które pozwoli właścicielom biurowców na skuteczne prognozowanie wynajmu. Space AI pokaże, ile czasu potrzebują biura w konkretnym budynku na wynajęcie oraz które elementy poprawić, aby te biura wynajęły się szybciej. To będzie rewolucja na rynku. Naszym celem jest dwukrotne skrócenie okresu, w którym biura stoją puste – mówi Tomasz Ogrodzki, twórca REDD.

Dziś, jak wynika z REDD Index*, biura stoją puste w Polsce przez 296 dni.

Puste biura to gigantyczna strata

Dane REDD pokazują, że w 2020 roku wiele biur opustoszało. Wskaźniki mówią, że na koniec 2020 roku bez najemcy pozostawało prawie 1,8 mln mkw. w budynkach oddanych, a w obiektach budowanych kolejnych 740 tys. mkw. było już komercjalizowanych.

Pustostany biurowe generują ogromne straty dla właścicieli nieruchomości, które przy obecnym poziomie wolnych powierzchni mogą sięgać nawet 1 mld zł rocznie – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Sztuczna inteligencja i big data to strategiczne paliwo rynku nieruchomości komercyjnych. Jako największy dostawca danych, który zgromadził w ciągu ostatnich dwóch lat ponad 10 milionów danych i monitoruje 2000 budynków biurowych mamy realny wpływ na kształt tego rynku  – dodaje Tomasz Ogrodzki, współzałożyciel REDD.

Za system Space AI obok Tomasza Ogrodzkiego, który od ponad 10 lat realizuje projekty technologiczne dla nieruchomości, odpowiada również Piotr Smagała. W 2014 zakładał startup „Talkin’ Things”. Jest laureatem konkursu „Impuls dla biznesu” dla najbardziej innowacyjnych startupów.

Twórcy deklarują, że projekt jest w ostatniej fazie, w której model sztucznej inteligencji jest optymalizowany pod kątem nowych danych, które na bieżąco napływają do baz danych REDD.

REDD współpracuje z GUS

Platforma REDD z początkiem lutego podpisała także porozumienie z Głównym Urzędem Statystycznym (GUS). W ramach pilotażowego projektu REDD dostarczać będzie do GUS dane analityczne pozwalające prowadzić eksperymentalne badania statystyczne, których celem jest monitorowanie zmian zachodzących na rynku nieruchomości biurowym w Polsce.

Polacy nagrabili sobie u ubezpieczycieli. Nawet co 10 szkoda z OC może trafiać pod lupę detektywów

Szacuje się, że już nawet co 10 szkoda z OC trafia w ręce detektywów. Jednak wielu ubezpieczycieli nie chce w ogóle tego komentować. Z kolei z danych PIU wynika, że tylko w 2019 roku było niemal 12 tys. prób wyłudzeń na łączną kwotę blisko 272 mln zł. Branża podkreśla, że proceder stale rośnie, więc musi się bronić. Eksperci, komentując to, twierdzą, że w praktyce detektywi nie tyle szukają wielkich przestępstw, co błędów, żeby odmówić wypłaty odszkodowania. Świadczy o tym fakt, że później sporo osób wygrywa spory w sądach. Do tego specjaliści twierdzą, że liczba ww. prób nie jest zbyt duża w stosunku do ilości zdarzeń na polskich drogach.

Detektyw na pomoc

W przestrzeni publicznej mówi się, że towarzystwa ubezpieczeniowe coraz częściej korzystają z usług detektywów podczas likwidacji szkód komunikacyjnych. Większość ubezpieczycieli nie chce wypowiadać się na ten temat. Jednak szacuje się, że nawet co 10 przypadek w kwestii OC jest kierowany do takiego rozpoznania, o czym informuje Maciej Kamiński, ekspert rynku ubezpieczeniowego, prezes zarządu HELPER CPP. I dodaje, że dotyczy to też pozornie niewielkich szkód. W praktyce często wyszukiwane są błędy w celu niewypłacenia odszkodowań. Dzięki temu ubezpieczyciele oszczędzają duże kwoty. Z doświadczenia eksperta wynika, że nie wszystkie odmowy są zasadne, o czym świadczą wygrywane przez poszkodowanych sprawy w sądach. Co warto podkreślić, tylko 10% z nich kieruje pozwy, więc ubezpieczycielom zwyczajnie opłaca się odmawiać.

– Korzystanie z usług detektywa jest praktyką powszechną i niestety niezbędną w sytuacji, gdy proceder wyłudzeń na rynku rośnie. Chcąc ustrzec się przed wypłacaniem liczonych rocznie w milionach złotych kwot nienależnych odszkodowań, ubezpieczyciele w wielu przypadkach po prostu nie mają innego wyjścia – komentuje Aneta Rządkowska, dyrektor Departamentu ds. Świadczeń i Odszkodowań w Pocztowym Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych.

W 2019 roku było 11 737 prób wyłudzeń ubezpieczeń komunikacyjnych na łączną kwotę 271,8 mln zł, co podkreśla Marcin Tarczyński, rzecznik prasowy Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Z kolei statystyki za rok wcześniejszy to odpowiednio 8 548 prób i 155,8 mln zł. Jak stwierdza ekspert, poziom wykrywania wyłudzeń ubezpieczeniowych w Polsce rośnie z roku na rok. Towarzystwa są do tego dobrze przygotowane, a pozytywne efekty daje stała współpraca z policją i prokuraturą. Jednak zdaniem prezesa Kamińskiego, liczba potwierdzonych prób wyłudzeń jest dosyć nikła w stosunku do tego, ile faktycznie zdarzeń komunikacyjnych występuje każdego roku na polskich drogach.

– Należy zdecydowanie podkreślić wzrostową tendencję przestępstw ubezpieczeniowych. Powszechną praktyką wśród TU jest korzystanie z usług wykwalifikowanych podmiotów, które pomagają w przeciwdziałaniu temu problemowi. Częstotliwość takiego wsparcia zależna jest od czujności i doświadczenia osób operacyjnych zajmujących się procesem likwidacji szkód. Próby wyłudzeń odszkodowań są coraz bardziej wyrafinowane, stąd często powołuje się odpowiednio wyspecjalizowane jednostki mające na celu współpracę z organami ścigania – informuje Anna Szyszka, menadżer Zespołu Likwidacji Szkód Reklamacji i Regresów w Credit Agricole Towarzystwo Ubezpieczeń S.A.

Analiza zdarzenia

Działania detektywów w postępowaniu odszkodowawczym są legalną praktyką, o czym informuje adwokat Marta Piątkowska. Ubezpieczyciele mogą w toku prowadzonych likwidacji szkód korzystać z usług podmiotów zewnętrznych oraz własnych specjalistów. Natomiast zakres czynności będących ww.  kwestiami reguluje art. 2 Ustawy o usługach detektywistycznych. To m.in. sprawdzanie wiarygodności informacji dotyczących szkód zgłaszanych zakładom ubezpieczeniowym.

– Przy szkodach komunikacyjnych najczęściej mamy do czynienia ze zgłoszeniem zdarzenia, które w rzeczywistości nie miało miejsca, albo z nieprawdziwym opisem okoliczności. Do wykrycia takiego rodzaju wyłudzeń wystarczy opinia doświadczonego likwidatora szkód lub ewentualnie eksperta, który jest w stanie ocenić, czy stan pojazdu zgadza się z informacjami podanymi przez osobę zgłaszającą szkodę – zaznacza rzecznik prasowy PIU.

Jak podkreśla Katarzyna Niegowska-Redo, dyrektor Biura Promocji i Organizacji Sprzedaży w Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych TUW, prowadzone są działania zmierzające do ograniczenia skali przestępczości ubezpieczeniowej. Wyspecjalizowana kadra ubezpieczyciela systematycznie podnosi swoje kwalifikacje zawodowe, żeby prawidłowo weryfikować próby wyłudzenia nienależnego odszkodowania. Dopuszcza się także możliwość skorzystania z usług profesjonalnych podmiotów, które prowadzą działalność polegającą na ustalaniu okoliczności zdarzenia, ale jedynie w sytuacji, gdy zaistnieje uzasadnione podejrzenie usiłowania lub faktycznego popełnienia przestępstwa ubezpieczeniowego.

– W przypadku szkód podwyższonego ryzyka, usługi likwidatora nie zawsze wystarczają. Dlatego w pierwszej kolejności TU zleca dodatkowe czynności rzeczoznawcy mobilnemu. Są to z reguły dodatkowe oględziny pojazdu poszkodowanego i sprawcy, miejsca kolizji czy wizja lokalna z udziałem uczestników zdarzenia. Gdy jednak te działania nie są wystarczające, ubezpieczyciele korzystają z usług profesjonalnych firm detektywistycznych – podkreśla Aneta Rządkowska.

Jak stwierdza prezes Kamiński, powodami skorzystania z usług detektywa mogą być takie kwestie, jak m.in. wysokość szkody, wartość auta czy nietypowa marka. Nieufność może też wzbudzić specyficzne miejsce zdarzenia czy uczestnictwo w nim kilku pojazdów. Istotne są też takie czynniki, jak szkodowość kierowcy i danego pojazdu, a także podejrzenie ukrycia szkód z poprzedniego zdarzenia. Ekspert dodaje, że ostatnio zdarzają się również sytuacje, kiedy przedsiębiorcy chcą zrezygnować z leasingu lub kredytu, powodując celowo pewne zdarzenia, bo w dobie pandemii mają problemy z bieżącym regulowaniem zobowiązań. Do tego detektywi badają głównie sprawy dot. OC, gdyż odszkodowania z ich tytułu są wyższe niż w przypadku AC. Ale zdarzają się też wyjątki.

Warto rozmawiać

– Obowiązek udzielania informacji detektywom spoczywa na osobach uczestniczących w zdarzeniu komunikacyjnym. Mówi o tym art. 16 Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Na tej właśnie podstawie TU korzystają w trakcie likwidacji szkody z usług detektywistycznych – mówi mec. Piątkowska.

Natomiast Maciej Kamiński zwraca uwagę na to, że detektyw powinien jednoznacznie poinformować poszkodowanego i sprawcę, kim jest. Musi też powiedzieć, że działa z ramienia towarzystwa i chce potwierdzić okoliczności zdarzenia. Jednak w praktyce różnie to bywa, bo czasem się zdarza, że detektyw działa nieoficjalnie. Szuka różnych śladów, rozmawia z ludźmi, nie mówiąc, kim właściwie jest. Natomiast to są złe praktyki, bo wszystko powinno być jawne. Niestety w Polsce nieważne jest to, jak został zdobyty dowód, który potem jest przedstawiany w sprawie przed sadem.

– Należy również dodać, że brak współdziałania poszkodowanego z TU w procesie likwidacji szkody może powodować negatywne dla niego konsekwencje. Wynikają one z art. 17 Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Jeśli naruszenie nastąpiło przez sprawcę, ubezpieczyciel może jedynie żądać zwrotu części wypłaconego odszkodowania. Gdy niedopełnienie obowiązków nastąpiło za sprawą poszkodowanego, wówczas towarzystwo może ograniczyć wysokość wypłaconych środków i żądać zwrotu części odszkodowania – dodaje adwokat Piątkowska.

Droższe składki

Z kolei Marcin Tarczyński przypomina, że środki wypłacane poszkodowanym pochodzą ze składek płaconych przez wszystkich ubezpieczonych. Każdy, kto próbuje wyłudzić odszkodowanie, działa na szkodę ogólną osób płacących składki. Jak przekonuje rzecznik Polskiej Izby Ubezpieczeń, im większe jest przyzwolenie na tego typu zachowania, tym niestety droższe są ubezpieczenia.

– Faktem jest, że na rynku coraz częściej pojawiają się grupy wyspecjalizowane w wyłudzeniu odszkodowań komunikacyjnych. Firmy ubezpieczeniowe korzystają więc z usług detektywów, żeby bronić własnego interesu. Co więcej, tym działaniem dbają również o uczciwych ubezpieczonych. Jeśli jednak chodzi o składki, to one rosną nie tylko z powodu niesłusznych odszkodowań, jak twierdzą firmy ubezpieczeniowe. Na podwyżki wpływa też ilość roszczeń przy jednym zdarzeniu drogowym, a ich przybyło w ostatnich latach – wyjaśnia prezes HELPER CPP.

Warto również przypomnieć, że kiedyś wypłata świadczenia zamykała się w samym odszkodowaniu za uszkodzone auto. Obecnie przy jednym zdarzeniu drogowym pojawia się nawet kilka roszczeń. Dotyczą one holowania, parkingu, pojazdu zastępczego, doznanych urazów ciała, śmierci, a także szkód rzeczowych, które uległy uszkodzeniu podczas zdarzenia. Dlatego firmy ubezpieczeniowe często muszą balansować na granicy, żeby wyjść na swoje. W ocenie ekspertów, z tego powodu rola detektywa w kolejnych latach z pewnością będzie rosła.

Polacy największymi zwolennikami powrotu do biur – wynika z badania Skanska

Około 86 proc. polskich pracowników pojawia się dziś z różną częstotliwością w biurze mimo pandemii, z czego ponad połowa robi to codziennie. Tylko 15 proc. badanych uważa pracę zdalną za bardziej efektywną – mimo, że większość ma dostęp do oddzielnego pokoju w miejscu zamieszkania. Co ciekawe, to właśnie Polacy wyróżniają się w tym względzie najwyższym wynikiem w porównaniu do innych przebadanych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dotyczy to również bezpieczeństwa w biurach – ponad 70 proc. z nich uważa biura za bezpieczne. To tylko niektóre z wniosków, jakie płyną z badania przeprowadzonego na zlecenie spółki biurowej Skanska.Do you feel safe in the office Nowadays, more people work in the office than during the first wave of the lockdown The biggest advantages of working in the office WELL Health-Safety Rating

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie Skanska w czterech krajach Europy Środkowo-Wschodniej – w Polsce, Czechach, Rumunii oraz na Węgrzech. Jego głównym celem była analiza obecnej sytuacji na rynku pracy w kontekście trwającej już od roku pandemii koronawirusa. Odpowiedzi pokazują, jakie jest nastawienie pracowników do nowych modeli pracy po 12 miesiącach obostrzeń związanych z pandemiczną rzeczywistością.

Polacy najliczniejszą grupą pracującą w biurach

Wśród pracowników biurowych w CEE obserwowane jest znużenie pracą z domu. – Odsetek osób, który w pierwszej fali lockdownu pracował tylko z domu i pozostał w takim modelu pracy, istotnie spadł. Do biura codziennie chodzi co drugi pracownik biurowy i jest to wzrost o 26 proc. w porównaniu do okresu marzec–maj 2020 – komentuje Małgorzata Głos, partner w firmie analityczno-badawczej Zymetria odpowiedzialnej za badanie.

W przypadku Polski, pomimo restrykcji i utrudnień, ponad połowa polskich pracowników codziennie uczęszcza do biura. Jest to 32 proc. więcej niż w okresie pierwszego lockdownu w Polsce w ubiegłym roku. 86 proc. polskich respondentów pojawia się w biurze z różną częstotliwością, zależnie od obranego modelu pracy w swojej firmie. Blisko 20 proc. respondentów w Polsce wskazało ograniczenia związane z pracą zdalną jako jeden z największych problemów w trakcie pandemii koronawirusa – jest to najwyższy wynik wśród przebadanych krajów. W przypadku modelu hybrydowego, to właśnie Polacy najchętniej będą pracować w biurze. Respondenci przyznali, że chcieliby spędzać tam około 2/3 czasu pracy w ciągu tygodnia. Średnia dla regionu CEE to połowa czasu w biurze, a połowa w trybie pracy zdalnej.

Połowa polskich pracowników niezadowolona z pracy z domu

Wyróżniający się pozytywny stosunek do pracy w biurze wśród polskich pracowników nie idzie w parze z gorszymi warunkami do pracy z domu. Ponad 60 proc. zadeklarowało posiadanie specjalnie wydzielonej przestrzeni do pracy w miejscu zamieszkania. Jednocześnie, niespełna połowa (46 proc.) przyznała, że jest mniej efektywna w pracy zdalnej niż pracując w biurze. Jest to największa grupa wśród pracowników we wszystkich przebadanych krajach (średnia dla regionu CEE – 39 proc.).

Przez ostatnich dwanaście miesięcy Polacy mieli okazję doświadczyć wszystkich zalet i wad pracy z domu. Okazuje się, że biuro wydaje się być dla wielu z nas cennym elementem codzienności, a dom nie jest go w stanie w pełni zastąpić. Prawie połowa przebadanych respondentów z Polski uważa, że praca z domu nie jest efektywna, a zaledwie 15 proc. wskazuje, że praca zdalna wiąże się z większą efektywnościąkomentuje Arkadiusz Rudzki, wiceprezes ds. sprzedaży i najmu w spółce biurowej Skanska na region CEE.

Praca zdalna i work-life balance

Respondenci we wszystkich krajach byli zgodni, że największym wyzwaniem są trudności z oddzieleniem czasu pracy od czasu wolnego. W związku ze złamanym rytuałem wychodzenia z biura na koniec dnia, pracownicy mają problem z przystosowaniem się do nowych warunków i odpoczynku w czasach pandemii. Średnio 45 proc. badanych wskazało ten problem jako najbardziej dokuczliwy.

Po raz kolejny widzimy niezastąpioną rolę biura – dotyczy to również kwestii ogólnej jakości życia codziennego. Wielu respondentów podkreślało też przede wszystkim ograniczenia w relacjach z innymi, szczególnie mające znaczenie w przypadku pracy zespołowej. Biura są miejscem, gdzie pracodawcy mogą wykorzystywać w pełni potencjał ich pracowników. Nie obejdzie się tutaj bez integracji, możliwości bezpośredniego spotkania czy też wzmacniania kultury wewnątrz firmy. Jest to głęboko zakorzenione w każdej organizacji, nie tylko w Polsce. Musimy się dostosowywać do nowej rzeczywistości, ale pewne preferencje i potrzeby się nie zmienią – mówi Arkadiusz Rudzki. 

Bezpieczeństwo w biurach ciągle obecne

Mimo trwającej pandemii, biura w oczach polskich pracowników w dalszym ciągu uchodzą za bezpieczne. Ponad 70 proc. respondentów z Polski wyraziło takie zdanie, co przy średniej dla regionu na poziomie 66 proc. i wynikach w poszczególnych krajach, jest najwyższym rezultatem w Europie Środkowo-Wschodniej. Dodatkowo, 61 proc. zadeklarowało jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa w przypadku biur, którym przyznano certyfikaty, np. WELL Health-Safety Rating – Wynik ten bardzo nas cieszy, ponieważ 8 naszych projektów w regionie CEE zdobyło wspomniany certyfikat. WELL Health-Safety Rating został tak zaprojektowany, aby wyróżnić budynki, w których skutecznie wprowadzono nowe, istotne standardy poparte badaniami naukowymi, zapewniające poczucie bezpieczeństwa oraz możliwość powrotu do miejsca pracy swoim pracownikom i najemcom – dodaje Arkadiusz Rudzki.

O badaniu:

Badanie przeprowadziła firma analityczno-badawcza Zymetria na zlecenie spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. W ramach ilościowego badania online metodą CAWI, zebrano odpowiedzi od 1200 pracowników biurowych w dużych ośrodkach miejskich w czterech krajach – Polsce, Rumunii, Czechach i na Węgrzech.

¾ uczniów ma zaległości w nauce – raport „Jak oceniamy naukę zdalną po roku pandemii?”

Mija rok od ogłoszenia pandemii COVID-19 oraz wprowadzenia nowej rzeczywistości opartej na ograniczeniach i restrykcjach, szczególnie w edukacji. Jak wynika z najnowszego badania ClickMeeting, za całkowitą nauką zdalną opowiada się mniejszość, natomiast model hybrydowy, łączący naukę wirtualną z tradycyjną, to dla 38 proc. badanych najbardziej skuteczne rozwiązanie – również po ustąpieniu pandemii. Obecny system nauki zdalnej, mimo że w ciągu minionego pół roku  liczba osób oceniających go pozytywnie wzrosła dwukrotnie, według 71 proc. ankietowanych powoduje zaległości w nauce. Zdaniem 32 proc. respondentów skutkuje on również większym obciążeniem zadaniami domowymi.

Jedną z najbardziej radykalnych zmian było błyskawiczne przeniesienie nauki do trybu online od 16 marca zeszłego roku. Od tej pory dla uczniów, studentów i nauczycieli zaczął się okres niepewności – szkoły i uczelnie otwierały się i zamykały, do ostatniej chwili nie było wiadomo, w jaki sposób mają się odbywać egzaminy czy w jakim trybie będzie funkcjonowała edukacja w nowym roku szkolnym i akademickim. We wrześniu 2020 r. ClickMeeting, polska firma dostarczająca rozwiązania webinarowe, opublikowała badanie sprawdzające, jak Polacy oceniają nowe realia nauki online. Teraz nadszedł czas na porównanie wyników z obecną sytuacją i analizę nastrojów w kontekście nauki zdalnej równo 12 miesięcy po zamknięciu szkół i uczelni.ClickMeeting_rok_nauki_zdalnej_przygotowanie_placowek_edukacyjnych ClickMeeting_rok_nauki_zdalnej_zaleglosci_w_nauce

Obecnie nauka funkcjonuje w trybie nadzwyczajnym, który w domyśle ma się kiedyś zakończyć. Ta sytuacja jest wymagająca dla wszystkich jej uczestników – uczniów, studentów, rodziców i nauczycieli. Jednak pandemia trwa cały czas i nie sposób przewidzieć, kiedy powrót do normalności będzie w pełni możliwy. Rozwiązanie łączące tryb zdalny i stacjonarny jest wygodne i optymalne, być może pozostanie z nami już na zawsze – komentuje Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting.

Szkoły i uczelnie nadal są nieprzygotowane do nauki zdalnej, ale jest lepiej

Z najnowszego badania ClickMeeting „Jak oceniamy naukę zdalną po roku pandemii?” wynika, że w ciągu ostatniego półrocza dwukrotnie wzrosła liczba osób pozytywnie oceniających przygotowanie placówek edukacyjnych do nauki zdalnej, jednak nadal nie ma ich wiele – tylko 23 proc. Niemal 77 proc. ankietowanych uważa, że placówki edukacyjne, mimo funkcjonowania od roku w formie zdalnej, nadal nie są do tego przygotowane. We wrześniu było to 86 proc., można więc mówić o pewnej poprawie nastrojów.

Większe obciążenie pracą i zaległości w nauce

Według ankietowanych przez ClickMeeting nauka zdalna często wiąże się z nadmiarem pracy. Aż 32 proc. respondentów twierdzi, że obecnie dostaje więcej prac domowych niż przed pandemią. Zdaniem tylko 15 proc. nauka zdalna wiąże się z mniejszą liczbą prac domowych. Najwyraźniej jednak nie przekłada się to na efekty – 71 proc. ankietowanych uważa, że wskutek nauki zdalnej uczniowie i studenci mają zaległości i nie nadążają za programem nauczania. Przeciwnego zdania było tylko 18 proc. respondentów, a dla 11 proc. był to temat trudny do rozstrzygnięcia.

Egzaminy i testy online postrzegane pozytywnie

Nauka to nie tylko lekcje, wykłady i zadania domowe, ale również konieczność zdawania egzaminów, sprawdzianów i testów. Ponad połowa ankietowanych – 56 proc. –  uważa, że sprawdzanie wiedzy w formie zdalnej jest dla nich komfortowe. To niewielki wzrost w porównaniu do września, kiedy tę odpowiedź wskazało 52 proc. osób. Jednak nadal aż 30 proc. ma problem ze zdawaniem egzaminów online.

Nauka hybrydowa rozwiązaniem na przyszłość?

Tylko dla niecałych 7 proc. ankietowanych nauka zdalna wypada najlepiej. Zdaniem 53 proc. respondentów najlepiej sprawdza się nauka stacjonarna, a zdaniem 38 proc. – hybrydowa, łącząca formę stacjonarną i zdalną. To zmiana na korzyść tradycyjnego modelu – we wrześniu tyle samo osób opowiadało się za formą stacjonarną i hybrydową – po 44 proc. Jednocześnie 56 proc. ankietowanych opowiada się za wyborem nauki w formie hybrydowej również po ustąpieniu pandemii. Tylko 17 proc. ankietowanych uważa, że nauka zdalna powinna zostać utrzymana.

Wiele osób korzysta z platformy ClickMeeting w celach edukacyjnych, dlatego zdecydowaliśmy się na udostępnienie szeregu funkcji, które to ułatwiają  – dodaje Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting – Na naszej stronie udostępniamy również porady dla prowadzących, jak sprawnie i dobrze prowadzić zajęcia online. Cieszy nas, że ocena jakości edukacji zdalnej w ciągu ostatnich miesięcy uległa poprawie, bo to oznacza, że nieustające działania na rzecz rozwoju naszej platformy i wsparcia jej użytkowników przynoszą efekty.

Prawie trzy czwarte podmiotów aktywnych na rynku nieruchomości uważa, że polski rynek będzie oferował więcej możliwości inwestycyjnych

Na początku 2021 r. zaledwie co czwarty uczestnik sektora nieruchomości komercyjnych spodziewał się pogorszenia warunków gospodarczych w Europie Środkowej. To zdecydowana poprawa w porównaniu z drugim kwartałem minionego roku, gdy twierdziło tak 93 proc. z nich. Jednakże, jak wynika z trzeciej edycji badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte „Real Estate Confidence Survey for Central Europe”, deweloperzy i inwestorzy wciąż dostosowują swoje strategie do nowych warunków.

Badanie „Real Estate Confidence Survey for Central Europe” przeprowadzono już po raz trzeci wśród członków zarządów, menadżerów i specjalistów działających w branży nieruchomości przede wszystkim w Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii, a także na terenie całej Europy Środkowej. Wcześniejsze edycje odbyły się w 2019 oraz w 2020 roku, gdy ze względu na szybko zmieniające się okoliczności spowodowane wybuchem pandemii, zostało ono podzielone na dwie tury – w styczniu (I kwartał) i kwietniu (II kwartał).

Poprawa nastrojów na rynku

Z wcześniejszych edycji badania wynika, że respondenci przewidywali utrzymanie stabilnego rozwoju środkowoeuropejskiego rynku nieruchomości. Pierwszy kwartał minionego roku zmienił zasadniczo to nastawienie i w kwietniu 2020 r. aż 93 proc. respondentów spodziewało się pogorszenia warunków gospodarczych w regionie.

Początek tego roku przyniósł kolejne odwrócenie panującego trendu. Tylko 24 proc. odpowiedzi było zdecydowanie pesymistycznych, co jest wynikiem podobnym do uzyskanego w 2019 r. Z kolei 37 proc. badanych uważało, że klimat gospodarczy pozostanie stabilny, natomiast 39 proc. – co stanowi największy udział we wszystkich edycjach raportu – miało wobec gospodarki pozytywne oczekiwania.

Porównując odpowiedzi respondentów z Polski i Czech na tle odpowiedzi wszystkich uczestników badania z Europy Środkowej, można zauważyć, że nastroje panujące w Polsce są nieznacznie mniej optymistyczne w porównaniu z resztą regionu CE, a w szczególności z Czechami. 45 proc. podmiotów działających w Czechach i 36 proc. firm aktywnych na rynku nieruchomości w Polsce pozytywnie ocenia klimat gospodarczy w krajach, w których działają. Trendy dla tych krajów są zbieżne z tymi zanotowanymi dla całego regionu Europy Środkowej – mówi Dominik Stojek, partner associate, lider zespołu doradztwa nieruchomościowego Deloitte w Polsce.

Okazje do inwestowania

Najnowsze badanie Deloitte pokazuje, że sytuacja na rynku nieruchomości jest oceniana znacznie bardziej optymistycznie niż w czasie drugiej edycji badania, przeprowadzonego w minionym roku. Ankieta wykazała rekordowy odsetek odpowiedzi o pozytywnych oczekiwaniach w zakresie aktywności rynkowej (46 proc.) i wolumenu transakcji (48 proc.) w całym regionie Europy Środkowej. Tylko co piąty respondent przewiduje spadek ogólnej aktywności rynkowej i jest to wskazanie zbliżone do tego sprzed pandemii, kiedy taką odpowiedź wybrało prawie 20 proc. pytanych.

Na początku 2021 r. oczekiwania dotyczące wzrostu dostępności nowych produktów inwestycyjnych w regionie CE nadal były silne. Tak prognozuje 58 proc. badanych i jest to wzrost o 5 p.p. w porównaniu z drugim kwartałem 2020 r. – Większość praktyków rynkowych spodziewa się wzrostu dostępności produktów inwestycyjnych, a takie oczekiwania są szczególnie powszechne wśród profesjonalistów działających w Polsce. Aż 72 proc. respondentów uważa, że nasz rynek będzie oferował większą liczbę produktów inwestycyjnych, a jedynie 12 proc. jest przeciwnego zdania – mówi Maciej Krasoń, partner w dziale audit & assurance, lider sektora nieruchomości i budownictwa w Europie Środkowej, Deloitte.

W porównaniu z poprzednimi edycjami badania, rośnie zainteresowanie branżą logistyczną i mieszkaniową, w tym mieszkań na wynajem. Sektory te zostały wskazane przez uczestników ankiety jako najbardziej odporne na negatywne skutki pandemii. 30% deweloperów zamierza skupić się na sektorze logistycznym i łącznie aż 35 proc. na sektorze mieszkaniowym. W przypadku inwestorów to odpowiednio 25 proc. dla sektora logistycznego i 38 proc. wskazań sektora mieszkaniowego. Dodatkowo, ankietowani spodziewają się największej konkurencji o nowe projekty inwestycyjne w 2021 r. właśnie na rynku nieruchomości logistycznych. Oczekiwania co do wzrostu konkurencji w tym sektorze są między innymi napędzane rosnącą rolą e-commerce.

– Widzimy coraz większe zainteresowanie funduszy aktywami logistycznymi. Rynek się rozrasta, dostarczane są wysoko specjalistyczne produkty, za czym idzie kompresja yieldów. Prognozujemy, że w 2021 r. stopy kapitalizacji dla produktów magazynowych osiągną poziom poniżej 6 proc., a dla aktywów najwyższej klasy nawet poniżej 5 proc. Sytuacja wygląda optymistycznie, choć mierzymy się z pewnymi utrudnieniami, jak choćby coraz wyższe koszty realizacyjne projektów, droższa ziemia, opóźnienia w wydawaniu pozwoleń i decyzji administracyjnych. Największym wyzwaniem będzie jednak sprostanie popytowi generowanemu przez inwestorów. W 2020 r. transakcje aktywów magazynowych stanowiły niemal połowę całego wolumenu rynkowego, a w tym roku mogą ten ubiegłoroczny rekord pobić. Jesteśmy na to przygotowani, mamy zabezpieczone grunty i szykujemy kolejne nowe projekty – mówi Tomasz Lubowiecki, założyciel i prezes 7R S.A.

Nastroje w pierwszych miesiącach po wybuchu pandemii nie były jednak tak optymistyczne. W kwietniu 2020 r. 88 proc. respondentów spodziewało się spadku aktywności rynkowej w nadchodzących miesiącach, a 75 proc. z nich uważało, że ogólna wartość transakcji spadnie. Dla rynku polskiego te wartości wynosiły odpowiednio 81 i 79 proc., a dla czeskiego 80 i 60 proc.

Wciąż jest jeszcze za wcześnie, żeby podsumowywać wpływ pandemii na polski segment nieruchomości komercyjnych, niemniej w ostatnim roku osiągnął on trzeci najlepszy wynik wolumenów inwestycyjnych w historii. W skali globalnej nie wszystkie lokalizacje SSC/BPO poradziły sobie równie dobrze w czasie pandemii, co może skutkować przenoszeniem kolejnych operacji do Polski. Przestrzenie biurowe cały czas są bardzo potrzebne i dlatego ten rynek nadal będzie się rozwijać. Przedłużający się tryb pracy zdalnej mocno doskwiera coraz większej liczbie pracowników, którzy skarżą się między innymi na brak interakcji i swobodnej komunikacji w zespołach, co z kolei negatywnie wpływa na współpracę między działami w firmach. Z naszych obserwacji wynika, że większość ludzi chce w końcu wrócić do swoich biur – mówi Łukasz Duczkowski, head of investments, Globalworth Poland.

Deweloperzy, inwestorzy i doradcy

Tegoroczne badanie Deloitte wykazało, że prawie 45 proc. deweloperów, 72 proc. inwestorów i 81 proc. doradców wprowadziło zmiany w swoich strategiach na 2020 rok.

Wybuch pandemii spowodował również zmianę poglądów deweloperów na temat największych wyzwań, przed którymi stoją. Przed kryzysem ich największą bolączką było pozyskanie gruntów pod zabudowę, rosnące koszty materiałów i robót budowlanych oraz dostępność i koszty siły roboczej. Jednak od drugiego kwartału minionego roku głównym zagadnieniem wskazanym przez nich w ankiecie jest komercjalizacja.

Prawie połowa inwestorów ankietowanych w tym roku uważa, że w nadchodzących miesiącach rentowność ich aktywności ustabilizuje się, a tylko jeden na pięciu przewiduje jej pogorszenie. Jedna trzecia prognozuje natomiast poprawę. Opinie te są zbliżone do tych wyrażonych przed wybuchem pandemii, ale wyraźnie różnią się od wskazań z drugiego kwartału minionego roku, gdy 56 proc. badanych wypowiadało się negatywnie, o stabilizacji wspominało 31 proc., a o pozytywach – tylko 13 proc.

Sektor nieruchomości komercyjnych zdaje się powracać na ścieżkę wzrostową, jednakże prognozy różnią się w odniesieniu do poszczególnych segmentów rynku. W świetle odpowiedzi respondentów wyłania się obraz bardzo zróżnicowanego rynku z logistyką i mieszkaniówką na czele i pesymistycznymi perspektywami dla branży hotelowej i handlowej. Dodatkowo, pandemia może przyśpieszyć rozwój rynku mieszkań na wynajem, gdyż 25 proc. inwestorów i 15 proc. deweloperów wskazuje, iż w roku 2021 zamierza się skupić na tym sektorze, a co piąty inwestor spodziewa się największej konkurencji właśnie w tym segmencie rynku – podsumowuje Dominik Stojek.

O badaniu

Trzecia edycja badania Deloitte “Real Estate Confidence Survey for Central Europe” została przeprowadzona w styczniu i lutym 2021 r. Wzięli w niej udział członkowie zarządów, menadżerowie i specjaliści z zakresu rynku nieruchomości operujący przede wszystkim w Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii, a także na terenie całej Europy Środkowej.

Mikrofirmy przekazują do finansowania coraz wyższe faktury

W minionym roku zmniejszyła się liczba finansowanych faktur dla mikrofirm, ale aż o 25% wzrosła wartość średniej faktury, jaką mikrofirmy przekazują do finansowania faktorowi. Skróceniu uległy również odroczone terminy, na jakie wystawiane są faktury trafiające do finansowania – z 45 do 40 dni.

Faktoring to jedna z nielicznych branż, która obroniła się przed negatywnymi skutkami COVID-19. O nie najgorszym minionym roku w tej branży informował w lutym Polski Związek Faktorów. Według danych PZF, obroty sektora faktoringowego w 2020 r. wzrosły o 3%. O kilkuprocentowym wzroście finansowań w porównaniu do roku 2019 może też mówić firma NFG, która specjalizuje się w finansowaniu online faktur dla mikroprzedsiębiorstw. Z jej analizy wynika, że w ubiegłym roku mikrofirmy wyraźnie zmieniły strategię na pozyskanie finansowania z wystawionych faktur.

Coraz większa wartość finansowanych faktur

I choć ubiegły rok zapowiadał się obiecująco w mikrofaktoringu internetowym, gdyż pierwszy kwartał 2020 r. przyniósł znaczący wzrost finansowań, to już w drugim kwartale, na skutek pandemii, aktywność faktoringowa mikrofirm wyraźnie wyhamowała. W drugiej połowie roku nastąpiła odbudowa portfela klienckiego w NFG, skutkując na koniec 2020 roku kilkuprocentowym wzrostem liczby klientów i sfinansowanych faktur. Zwiększone zainteresowanie usługą faktoringu przejawiali głównie mikroprzedsiębiorcy z branży budowlanej i transportowej.

Niedawne badanie NFG i Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „Płynność finansowa MŚP w pandemii” pokazało, że ponad 1/3 firm wystawia miesięcznie mniej faktur niż przed pandemią. Skutkiem tego jest więc mniejsza liczba faktur, które trafią do finansowania. Choć liczba finansowanych faktur się zmniejszyła, to aż o 25% wzrosła wartość średniej faktury, jaką mikrofirmy przekazują do finansowania faktorowi: z 5 526 zł w styczniu 2020 r. do 6 908 zł w styczniu 2021 r.

Powody takiej zmiany mogą być dwa:

Pierwszy to podniesienie cen usług i towarów w mikrofirmach na skutek pandemii. Wiele firm już w drugim kwartale wprowadziło tzw. opłatę covidową, która miała rekompensować przedsiębiorcom dodatkowe koszty poniesione na ochronę zdrowia pracowników oraz klientów. Naturalną konsekwencją wzrostu cen, było więc przekazywanie do faktoringu droższych faktur. Drugi powód to świadome finansowanie wyłącznie wysokich wartościowo faktur, w celu pozyskania od faktora szybkiej gotówki na bieżące rachunki i zobowiązania wobec kontrahentów. Pamiętajmy bowiem, że żadne inne narzędzie finansowe tak szybko i skutecznie nie zabezpiecza płynności finansowej firm i nie chroni ich wypłacalności, jak właśnie faktoring – tłumaczy Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

Mikrofirmy przekazują do finansowania coraz wyższe faktury

Gdzie trafiają pieniądze od faktora

Z danych NFG wynika, że co trzecia mikrofirma w pandemii przeznacza środki z finansowanych faktur na bieżące rachunki (czynsz, telefon, prąd, gaz, woda etc.), a co siódma na zobowiązania wobec kontrahentów. Znacznie rzadziej, bo zaledwie co 11. mikrofirma, pozyskane od faktora pieniądze przeznacza na inwestycje.Gdzie trafiają pieniądze od faktora

Mikrofirmy nie chcą czekać na płatności

W NFG zaobserwowano również, że w ubiegłym roku skróceniu uległy odroczone terminy, na jakie wystawiane są faktury przekazywane potem do finansowania – średnio z 45 do ok. 40 dni. To ewidentnie wyróżnia mikroprzedsiębiorstwa na tle firm małych i średnich.

 

Jak pokazuje nasze niedawne badanie, ponad połowa przedsiębiorców w kryzysie wystawia faktury z dłuższymi niż zazwyczaj terminami płatności, bo proszą ich o to kontrahenci. Tak się dzieje najczęściej w firmach średnich i małych (odpowiednio 69,3 proc. i 61,8 proc.). Rzadziej natomiast w mikrofirmach (41,3 proc.). Te ostatnie nie są skore do wydłużania terminów płatności swoim kontrahentom i widać to również w naszych statystykach. Termin płatności na fakturach przekazywanych do faktoringu skrócił się średnio z 45 do 40 dni. Nie ma wątpliwości, że w pandemii mikrofirmy nie chcą czekać na płatności – wyjaśnia Dariusz Szkaradek.

Pełne badanie firmy faktoringowej NFG i Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „Płynność finansowa MŚP w pandemii” dostępne na stronie: https://krd.pl/Centrum-prasowe/Raporty/2021/Plynnosc-finansowa-MSP-w-pandemii

Na pozycjonowanie SEO wydajemy nawet 7 000 zł miesięcznie

Jak wynika z badań Senuto[1], 94% ankietowanych firm i przedsiębiorców traktuje działania SEO jako rozwiązanie na realne zwiększenie zysków. Dla niemal 90% badanych to ruch pochodzący z wyszukiwarki ma kluczowe znaczenie. Za tym idą decyzje finansowe: według analizy wydatków na optymalizację pozycjonowania, połowa badanych przedsiębiorców wydaje 1 – 7 tys. zł miesięcznie na działania SEO. W przypadku 50% ankietowanych inwestycja w SEO nie zwróciła się, a 1/4 twierdzi, że osiągnęła zaledwie minimalny zarobek. Gdzie zatem leży problem i co można zrobić lepiej?Infografika_Jak klienci oceniają współpracę z agencjami SEO_1 Infografika_Jak klienci oceniają współpracę z agencjami SEO_2

Nikt inny niż firmy i przedsiębiorcy nie wiedzą lepiej, jak ważne jest skuteczne pozycjonowanie swoich usługi i produktów w sieci. Widać to szczególnie w ostatnim roku, kiedy digitalizacja przyspieszyła każdy etap funkcjonowania firm. Jednak znalezienie najlepszej agencji SEO okazuje się być bardziej karkołomnym zadaniem, niż można zakładać. Dużą rolę odgrywają wymagania klientów. Wśród najważniejszych czynników, które są decydujące przed podjęciem współpracy najczęściej wymieniane są pozytywne rekomendacje zaprzyjaźnionych firm z podobnego segmentu tematycznego, możliwość bieżącej weryfikacji działań, mierzalna weryfikacja wyników agencji oraz stosunek cena vs jakość – koszty usługi muszą być adekwatne do wyników.

Algorytm pomoże wybrać „match”

Mimo precyzyjnych oczekiwań, niestety, wiele z inwestycji w SEO zostało zmarnowanych. To między innymi stąd biorą się negatywne opinie o optymalizacji w wyszukiwarkach. Problem ten  zauważyła firma Senuto i wprowadziła SEO Match – innowacyjne i obiektywne narzędzie, stworzone z myślą o przedsiębiorcach i firmach zainteresowanych optymalizacją pozycjonowania. Jak to działa? „Stworzyliśmy niezależny algorytm i w oparciu o dane big data analizujemy efekty SEO w projektach prowadzonych przez agencje. Model jest prosty: łączymy tych, którzy potrzebują rzetelnych efektów SEO i agencje, które im to dostarczą. Niezależna ocena, poparta udokumentowanymi zdarzeniami, gwarantuje bezstronność wyników w SEO Match” – mówi Marcin Kordowski, wieloletni ekspert SEO, stojący na czele projektu SEO Match.

Algorytm bierze pod uwagę m.in. doświadczenie agencji na rynku oraz jej skuteczność w działaniach SEO. Jeśli agencja nie spełnia odpowiednio wysokich standardów, nie dostanie się do grona agencji oferowanych w ramach SEO Match. „Ostatnie miesiące znacząco zwiększyły presję na mierzalność działań i ich opłacalność. Dlatego zadbaliśmy o to, by do grona agencji oferujących usługi optymalizacji pozycjonowania mogły dołączyć tylko te, które przynoszą opłacalne dla przedsiębiorców rezultaty” – dodaje Marcin Kordowski.

Obietnica udanej współpracy?

Nowy projekt Senuto bazuje na danych w aplikacji firmy, która obejmuje miliony domen i słów kluczowych w ponad 400 kategoriach tematycznych. Pozwala to dostarczyć informacji na temat widoczności organicznej stron w wynikach wyszukiwania Google, co jest jednym z mierników skuteczności działań SEO. Na podstawie analizy widoczności serwisów o podobnej tematyce, bezstronny algorytm podpowiada te agencje, których projekty w danej kategorii mają najwięcej fraz w TOP 10 wyników wyszukiwania. Dzięki dostępowi do metryk skuteczności klient otrzymuje wiążącą rekomendację, która znacząco zwiększa prawdopodobieństwo udanej współpracy z optymalnie zarekomendowaną agencją SEO.

Tinder dla branży SEO

Według raportu Senuto aż 82,2% spośród 135 dotychczasowych klientów agencji SEO chciałoby skorzystać z narzędzia, które umożliwia niezależną weryfikację skuteczności agencji SEO jeszcze przed podjęciem decyzji o współpracy. Za przydatnością narzędzia przemawia również brak kosztów i czasochłonnych nakładów pracy po stronie klienta. W odpowiedzi na formularz na stronie SEO Match, przedsiębiorca lub firma otrzymuję listę agencji wyselekcjonowanych pod względem wcześniejszej współpracy oraz jej skuteczności w ramach zdefiniowanego celu i zakresu.

„Wykorzystaliśmy inteligentny i bezstronny algorytm, aby pomóc klientom w znalezieniu dopasowanej agencji SEO. Taki Tinder dla branży SEO. Klient wysyła zapytanie dotyczące wykonania usług SEO. Podaje swój budżet oraz typ serwisu i branżę. Dzięki temu unikamy sytuacji, w której agencja SEO podejmuje się projektu, gdy tak naprawdę nie zna specyfiki biznesu klienta i naraża go na zbędne koszty i zmarnowany czas– podkreśla Marcin Kordowski z Senuto.

Optymalizacja obecności w sieci

Wdrożenie narzędzia SEO Match daje nadzieję na polepszenie jakości współpracy w przestrzeni, która stała się kosztowną codziennością strategii biznesowych przedsiębiorców. Środki przeznaczane na SEO to zakres na poziomie nawet kilku tysięcy złotych miesięcznie. Weryfikacja agencji przed podjęciem współpracy, wgląd w metryki skuteczności, udowodnione – a nie domniemane – dowody na wcześniejsze zlecenia w danym obszarze tematycznym, co najmniej 2-letnia obecność na rynku, znajomość branży, zwiększają szanse skuteczną współpracę.

[1]                 1. Badanie Senuto zostało przeprowadzone na grupie 135 klientów różnych polskich agencji SEO, dotyczące ostatnich 5 lat
(2015 – 2020).