Małopolska szykuje się na wielkie inwestycje związane z organizacją igrzysk europejskich. Do 2023 roku planowane są nowe drogi, połączenia kolejowe i modernizacja infrastruktury sportowej

Kraków i Małopolska liczą, że igrzyska europejskie w 2023 roku dadzą impuls do rozwoju turystyki, która mocno ucierpiała w wyniku pandemii COVID-19, i branż powiązanych. Władze samorządów podkreślają, że będzie to koło zamachowe dla całej lokalnej gospodarki. Tym bardziej że organizacja imprezy pociągnie za sobą duże inwestycje w infrastrukturę drogową i kolejową. Również niektóre obiekty sportowe będą musiały przejść modernizację.

Kraków i region Małopolska będą gospodarzami igrzysk europejskich, które po raz trzeci odbędą się w 2023 roku. Pierwsza edycja tej imprezy odbyła się w 2015 roku w Baku, stolicy Azerbejdżanu, a druga w 2019 roku w białoruskim Mińsku. Wtedy też, na walnym zgromadzeniu Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich (EOC), zapadła jednomyślna decyzja o powierzeniu organizacji kolejnych igrzysk Krakowowi i Małopolsce.

– Wpływ igrzysk w 2023 roku na Kraków i Małopolskę będzie znaczny, ponieważ będzie to jedna z pierwszych – o ile nie pierwsza – impreza po zakończeniu pandemii na tak dużą skalę. To oznacza wielu przyjezdnych, którzy pomogą rozkręcać hotele, przemysł gastronomiczny, komunikację i całą przedsiębiorczość w regionie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa.

– Jeżeli w tej chwili mamy do czynienia z recesją gospodarczą, która jest skutkiem epidemii, to niewątpliwie igrzyska europejskie w 2023 roku mogą być bardzo dużym kołem zamachowym, które pozwoli nam w sposób przyspieszony wyjść z tej recesji – ocenia Witold Kozłowski, marszałek województwa małopolskiego.

Samorządy zaangażowane w organizację imprezy liczą na promocję i impuls rozwojowy dla turystyki. Tysiące polskich i zagranicznych turystów, którzy przyjadą na igrzyska, mają pomóc przewoźnikom, touroperatorom, właścicielom hoteli i obiektów noclegowych stanąć na nogi po zapaści związanej z COVID-19. W 2019 roku Kraków odwiedziło 14,5 mln turystów, a w ubiegłym roku przez pandemię, lockdown i zastój rynku lotniczego ich liczba spadła o połowę i byli to głównie goście z kraju.

– Igrzyska spowodują rozhulanie przedsiębiorczości turystycznej w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu – mówi Jacek Majchrowski. – Wiadomo, że będą one też pewnego rodzaju kosztem, będą wymagały wyłożenia funduszy, nie tylko na promocję, lecz także na infrastrukturę. Jedna sprawa to infrastruktura sportowa, która większości mieszkańców może mniej dotyczy, ale też jest potrzebna. Te igrzyska mają być inne niż w Baku, bez wielkiego zadęcia. Generalnie mają się odbywać na już istniejących obiektach, które trzeba jednak przystosować i to też wymaga wkładu finansowego.

We wstępnym programie imprezy jest 26 dyscyplin, w tym m.in. łucznictwo, kajakarstwo, kolarstwo, szermierka, strzelectwo sportowe, tenis stołowy, triathlon, siatkówka i zapasy. Pełna lista będzie znana najprawdopodobniej w kwietniu, kiedy EOC zakończy rozmowy ze wszystkimi europejskimi federacjami. Organizatorzy wybierają dyscypliny ze względu na istniejącą bazę sportową. Ma to zminimalizować koszty, bo – jak zauważa Polska Organizacja Turystyczna – nie będzie potrzeby budowania nowych aren sportowych.

– Siłą rzeczy wiele aren sportowych będzie musiało przejść pewien lifting, ale część obiektów jest nowa. Przykładem jest chociażby hala sportowa Jaskółka w Tarnowie, oddana do użytku w ubiegłym roku. Oczywiście każdy obiekt trzeba przystosować do rozgrywania igrzysk i konkretnych dyscyplin, ale to nie będą duże prace ani wydatki – wyjaśnia Witold Kozłowski. – To będą igrzyska o specjalnym charakterze na zasadzie elastyczności i oszczędności. Nie szuka się dyscyplin tylko po to, żeby powstawały nowe obiekty.

Według wstępnych ustaleń sportowe zmagania w ramach III IE w 2023 roku będą się odbywać w Krakowie i głównych miastach Małopolski, m.in. w Zakopanem, Tarnowie i Krynicy. Chęć współorganizacji igrzysk wyraził też przy rządowym wsparciu Śląsk, który dysponuje rozwiniętą infrastrukturą sportową dla lekkoatletyki (Stadion Śląski w Chorzowie, w ubiegłym roku przemianowany na Narodowy Stadion Lekkoatletyczny).

Organizacja igrzysk oznacza jednak inwestycje nie tylko w bazę sportową, lecz także infrastrukturę transportową (np. połączenie lotniska Balice z Krakowem).

– Aby kibice mogli się dostać do Zakopanego, Tarnowa, Bochni czy Krynicy, musi istnieć sieć połączeń drogowych i kolejowych – podkreśla prezydent Krakowa.

Te inwestycje mogą się okazać dużo droższe. Większość z nich ma jednak zostać sfinansowana z budżetu centralnego. Oprócz Krakowa i Małopolski w organizację IE jest bowiem zaangażowany także polski rząd. Pod koniec ubiegłego roku w Ministerstwie Aktywów Państwowych zostało utworzone specjalne Biuro Koordynacji Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023, nadzorowane przez wicepremiera Jacka Sasina.

Wiele nowych słów i militarne porównania. Pandemia zmieniła także polszczyznę

Nowa sytuacja wymaga nowych określeń i tak też się stało w przypadku pandemii. Przez koronawirusa w języku polskim pojawiło się wiele nowych wyrazów, inne – do tej pory używane tylko przez specjalistów – weszły do codziennego użycia, popularna stała się także militarna retoryka. Nie zabrakło także memów i reakcji prześmiewczych, które pozwalają oswoić nieznaną, a przez to budzącą lęk rzeczywistość. Zdaniem Michała Rusinka, byłego sekretarza Wisławy Szymborskiej, a teraz prezesa fundacji jej imienia, ludzie dobrze poradzili sobie z tym zadaniem dzięki poczuciu humoru.

– Generalnie takie sytuacje jak pandemia to są sytuacje lękowe. Nagle cały świat się zmienia, nie wiemy, co będzie dalej, więc musimy sobie jakoś radzić. Myślę, że poradziliśmy sobie z tym całkiem nieźle i to w dużej mierze dzięki różnym zabiegom językowym. Możemy zakląć rzeczywistość i język właśnie do tego służy – mówi agencji Newseria Biznes Michał Rusinek. – Do naszego języka weszły różne określenia związane z koronawirusem, COVID-em, trochę określeń medycznych, np. tajemniczy szpital jednoimienny. Pojawiły się też kwarantanna i lockdown, z którym sobie nie poradziliśmy językowo, musieliśmy go zachować w wersji angielskiej.

Namnożyło się także określeń związanych z utrudnieniami okazji towarzyskich, których zostaliśmy pozbawieni podczas lockdownu – koronaparty, koronalia, koronaferie, powstały także koronakryzys, samoizolacja (dobrowolna kwarantanna), prześmiewczy „koronaświrus” czy nauczanie zdalne, hybrydowe i stacjonarne. Do codziennego użycia weszło też słowo „maseczka”, do tej pory popularne wśród lekarzy i przedstawicieli innych zawodów, którzy stosowali takie zabezpieczenie jeszcze przed pandemią.

W języku polskich polityków dominowała metaforyka militarna: mówiono o ataku koronawirusa, tarczach antykryzysowych i finansowych czy o pracownikach medycznych jako znajdujących się na pierwszej linii frontu walki z pandemią. Michał Rusinek zwraca uwagę, że w języku angielskim takie określenie nie funkcjonowało, zamiast tego używano słowa „key”, czyli „kluczowi”.

 Kiedy zostaliśmy zamknięci w domu i zmuszeni do rozmów przez różnego rodzaju programy online, pojawiło się też sporo określeń związanych z ich nazwami – zwraca uwagę prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej. – Akurat w Polsce Zoom nie jest bardzo popularny, ale w innych krajach, gdzie tak jest, bardzo mi się podoba określenie zoombie na kogoś, kto zbyt długo siedzi przed Zoomem i jest już trochę jak zombie. Właściwie wszyscy my, prowadzący zajęcia ze studentami, tak jak ja, jesteśmy takimi zoombie. Bardzo mi się podoba też mem przedstawiający Kartezjusza, który nie mówi: „Cogito ergo sum”, tylko: „Covido ergo Zoom”.

Przytacza też sytuację, z którą zetknął się osobiście podczas spotkania z dziećmi, również prowadzonego zdalnie za pomocą jednej z platform. Gdy zaczął mówić, jedno z dzieci krzyknęło: proszę pana, jest pan zmutowany. Chodziło o wyciszony mikrofon od angielskiego słowa „mute”, ale po polsku znakomicie kojarzy się ono ze sferą związaną z wirusem.

Wydaje mi się, że w innych językach kreatywność była nawet większa. Przykładowo w języku rosyjskim pojawiła się nowa kategoria „sididomcy”, czyli ci, którzy siedzą w domu z powodu koronawirusa, albo „pogulyancy”, czyli ci, którzy mimo wszystko chodzą na spacery w tym okresie – wymienia Michał Rusinek.

Komory hiperbaryczne pomagają pozbyć się powikłań po przejściu COVID-19. Polski start-up opracował ich tańszą alternatywę

Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że samo zapalenie płuc jest przyczyną 800 tys. zgonów rocznie. Szacuje się, że nawet 40 proc. z nich można by zapobiec dzięki dostępności tlenoterapii. Tlenoterapia hiperbaryczna poprawia zaś stan chorych na COVID-19, wspiera też rekonwalescencję ozdrowieńców. Badania izraelskich naukowców udowodniły, że terapie tlenem hiperbarycznym opóźniają efekty starzenia mózgu. Dlatego popularność komór hiperbarycznych będzie rosnąć. Polska firma Omnioxy opracowała tzw. łagodne komory, o niższym ciśnieniu niż te stosowane w placówkach medycznych.

– Komory hiperbaryczne są coraz częściej wykorzystywane do wspomagania regeneracji osób po COVID-zie, które system w zasadzie pozostawia samym sobie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Cegielski, prezes Omnioxy. – Zdarza się, że mają one powikłania, trudności z wydolnością organizmu, z oddychaniem, mają różnego rodzaju schorzenia pocovidowe, a system o nich zapomina. Trafiają do gabinetów tlenoterapii hiperbarycznej, żeby przyspieszyć regenerację organizmu.

Tlen jest podstawowym lekiem stosowanym w opiece nad pacjentami na wszystkich poziomach systemu opieki zdrowotnej, w tym w chirurgii, urazach, niewydolności serca, astmie, zapaleniu płuc oraz opiece nad matką i dzieckiem. Według Światowej Organizacji Zdrowia samo zapalenie płuc jest przyczyną 800 tys. zgonów rocznie. Nawet 40 proc. z nich można by uniknąć dzięki dostępności tlenoterapii. Pandemia koronawirusa nie tylko zwiększyła zapotrzebowanie na sam tlen. Wzrosła również popularność komór hiperbarycznych.

Już w kilka miesięcy po wybuchu pandemii badania dr. Zhong Yanglinga, dyrektora Wydziału Tlenów Hiperbarycznych w szpitalu w Wuhan, wykazały, że terapia tlenem hiperbarycznym zmniejsza objawy u chorych, znacząco wspomaga też rekonwalescencję ozdrowieńców.

– Odkąd mamy problem z koronawirusem, zauważyliśmy wzrost sprzedaży komór hiperbarycznych, które zakupują najczęściej gabinety czy jednostki sanatoryjne do tego, żeby pomagać ludziom wrócić do zdrowia po przejściu COVID-a. Obecnie około 20 proc. naszej sprzedaży jest tam skierowana – ocenia Adam Cegielski.

Tlen hiperbaryczny ma zdolność dostarczania znacznej ilości dodatkowego tlenu do krwiobiegu i może pomóc w okresach niedotlenienia. Wyższe ciśnienie umożliwia przenikanie większych ilości tlenu przez zagęszczoną i objętą stanem zapalnym tkankę płuc do krwiobiegu. Komory hiperbaryczne były popularne już od dawna, na tyle że kilka lat temu amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków wyjaśniała, że terapia jest zatwierdzona tylko do kilkunastu rodzajów leczenia, od oparzeń po głębokie rany i zatrucia tlenkiem węgla, zaś nie pomaga przy raku czy autyzmie. Komory okazały się jednak niezbędne przy koronawirusie.

– Bardzo często po przejściu COVID-a osoby mają problemy z wydolnością organizmu, z oddychaniem i komora hiperbaryczna może być świetnym sposobem na to, żeby takich powikłań się pozbyć. Trzeba to robić w konsultacji z lekarzem, ale jest to jeden z niewielu bardzo naturalnych, nieinwazyjnych sposobów na to, żeby zwiększyć regenerację organizmu i przyspieszyć powrót do zdrowia – wskazuje prezes Omnioxy.

Polski start-up stworzył tańszą alternatywę dla zwykłych komór hiperbarycznych. Omnioxy mają niższe ciśnienie niż komory w placówkach medycznych, ale nadają się dla sportowców, rehabilitacji po udarze czy w walce z koronawirusem.

– Mamy dwóch sportowców amatorów, którzy uprawiali triathlon i przeszli COVID, a teraz nie mogą wejść wyżej po schodach, bo mają zadyszkę. Przechodzą właśnie serię kilkudziesięciu zabiegów, jesteśmy na razie po około dwóch tygodniach, ale już po pierwszych zabiegach mieli większą wydolność – mówi Adam Cegielski.

Polski rynek komór hiperbarycznych jest stosunkowo niewielki. W USA dostępnych jest 12 tys. komór, w Polsce ok. 300. Sytuacja może się jednak zmienić, właśnie dzięki polskiemu start-upowi. Omnioxy są równie skuteczne co komory stosowane w sanatoriach, ale znacznie tańsze i łatwiej dostępne.

– Żebyśmy osiągnęli takie nasycenie rynku, jakie jest w Stanach Zjednoczonych, to w Polsce, przeliczając liczbę mieszkańców, powinno tych komór być około 1,1 tys. A w USA cały czas ich sprzedaż rośnie, więc rynek jest bardzo wzrostowy. Moim marzeniem jest, żeby każda osoba, którą stać na luksusowy samochód, miała też w domu komorę hiperbaryczną – podkreśla prezes Omnioxy.

Komunikacja w czasie rzeczywistym wchodzi na wyższy poziom. Sztuczna inteligencja pomoże w komunikowaniu się m.in. rekruterom

Komunikacja online w czasie rzeczywistym jest już wykorzystywana niemal wszędzie. Zarówno firmy, które przeniosły swoje konferencje prasowe czy eventy do internetu, jak również szkoły czy administracja państwowa masowo korzystają z narzędzi online. Tych na rynku pojawia się coraz więcej, a w wyścigu z takimi platformami jak Zoom, Microsot Teams czy Google Meet stanął także start-up z Gdańska. Jego platforma do komunikacji w czasie rzeczywistym pozwala na dołączenie do spotkania za pomocą jednego kliknięcia, ale przy tym optymalizuje jakość do ruchu i połączenia internetowego. W przyszłości to sztuczna inteligencja może przejąć rynek komunikacji internetowej, zwłaszcza na rynku pracy zdalnej.

– W trudnym czasie pandemii komunikacja online’owa jest wykorzystywana praktycznie wszędzie. Począwszy od naszych dzieci w szkole po duże spółki czy korporacje – na każdym z tych etapów wykorzystujemy komunikację online zarówno do tworzenia eventów hybrydowych, jak i w pełni online’owych. Niezależnie od tego, czy chcemy spotkać się z kimś jeden na jeden, omówić jakieś ciekawe, trudne zagadnienie, czy chcemy zakomunikować coś do szerokiego gremium naszych odbiorców – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Filip Rau, dyrektor ds. sprzedaży w RTCLab.

Z badań Koalicji Bezpieczni w Pracy z 2020 roku wynika, że przed pandemią koronawirusa tylko 16 proc. pracodawców oferowało możliwość pracy zdalnej. W czasie pandemii odsetek firm, w których wprowadzono pracę zdalną, urósł do 95 proc., a aż 57 proc. pracodawców chce utrzymania pracy zdalnej także po pandemii. Co ciekawe, odsetek pracowników, którzy także chcieliby pracować zdalnie, jest niższy (47 proc.).

Wraz z boomem na pracę czy naukę zdalną nastąpił także wysyp rozwiązań do komunikacji online. Można je podzielić na te wymagające zainstalowania aplikacji, jak również te bazujące tylko na przeglądarkach, czyli tzw. Web Browser Basic. Start-up z Gdańska poszedł jeszcze o krok dalej.

– Internet został przeciążony w czasie pandemii. Każdy obecnie chciałby wrzucać content 4K z szerokim pasmem, ale rzeczywiście do tego też trzeba się przygotować. Przeglądarki mają swoje ograniczenia i tutaj właśnie pojawia się nasza innowacyjność, nasz kod, który jest w stanie się dostosować do przeglądarki, do komputera, który ma użytkownik, uczestnik danego wydarzenia, czy do pasma internetowego, jakie ma zagwarantowane i na jakim może pracować – podkreśla Filip Rau.

Platforma LiveWebinar od RTCLab jest konfigurowalna i umożliwia dostosowanie do preferencji i potrzeb użytkownika. Można np. spersonalizować platformę, dodając własne logo czy integrując z domeną. Od strony technicznej rozwiązanie nie wymaga żadnej ingerencji uczestnika. Wystarczy tylko kliknięcie w link i użytkownik może korzystać z narzędzia. Całość komunikacji odbywa się bezpośrednio w przeglądarce. Start-up wykorzystuje inteligentne algorytmy, żeby zoptymalizować ruch, połączenie internetowe i jakość komunikacji.

– Ludzie się utożsamiają już ze spotkaniami i komunikacją online. Ten rynek w tę stronę pójdzie – przekonuje dyrektor ds. sprzedaży w RTCLab. – Sztuczna inteligencja może nam pozwolić na zautomatyzowanie pewnych procesów związanych z komunikacją.

Bezpośrednia analiza rozmów prowadzonych w czasie rzeczywistym za pomocą algorytmów sztucznej inteligencji może być krokiem milowym dla komunikacji wideo. Już dziś polskie start-upy stosują rozwiązania do inteligentnych transkrypcji rozmów konferencyjnych. Aplikacja Kristalic analizuje zapis rozmowy i tworzy odpowiednio spersonalizowane notatki, wskazując  na ważne momenty i informacje podczas spotkania. Kolejnym etapem może być analiza rozmówcy na podstawie jego głosu, twarzy czy gestykulacji, co ma już miejsce w niektórych aplikacjach dla rekruterów w USA.

– Biorąc pod uwagę procesy rekrutacyjne, które na dzisiaj bardzo mocno zostały uzależnione od pandemii i w całości przeniosły się do internetu, możemy cały taki proces zautomatyzować i to już od momentu, gdy automatycznie wykonujemy telefon, rozpoznajemy intencję rozmówcy. Gdy dostajemy informację, że ten użytkownik może zostać zaproszony na spotkanie, automatycznie zostaje utworzony link do takiego spotkania na naszej platformie i przesłany uczestnikowi. Skracamy czas, jaki rekruter potrzebuje na rozpoznanie kandydatów. Robiąc to w sposób automatyczny, planuje wyłącznie te spotkania, które są dla niego najistotniejsze, najbardziej wartościowe – wskazuje Filip Rau.

Trzecia fala pandemii blokuje umocnienie złotego

Inwestorzy zwracają coraz większą uwagę na rosnącą zmienność rynkowych stóp procentowych. Jednocześnie waluty emerging markets zyskują, wspierane przez wyższe ceny surowców i wzrost apetytu na ryzyko. Polskiemu złotemu w umocnieniu przeszkadza jednak pogarszająca się sytuacja epidemiczna w kraju.

Co warto zauważyć, historyczna korelacja między wyższymi rentownościami amerykańskich obligacji i silniejszym dolarem aktualnie nie znajduje odzwierciedlenia w cenie waluty. Euro nie osłabiło się w parze z dolarem amerykańskim, choć rentowności obligacji europejskich spadły w ujęciu tygodniowym, ściągnięte w dół przez gołębie posiedzenie EBC. Zwycięzcami minionego tygodnia były surowcowe waluty G10 (korona norweska oraz dolary australijski i kanadyjski) i waluty krajów Ameryki Łacińskiej, wspierane przez wyższe ceny ropy naftowej.

Najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia będzie marcowe posiedzenie Rezerwy Federalnej. Mimo że zmiana w polityce pieniężnej nie jest oczekiwana, to rynki będą skupione na reakcji decydentów na znaczny wzrost rentowności długoterminowych papierów skarbowych i na wyraźny skok rynkowych oczekiwań podwyżek stóp procentowych w 2023 roku, które stoją w opozycji do prognozy Fedu. Tydzień dla walut G10 zamkną czwartkowe wieści po posiedzeniu Banku Anglii.

PLN

Miniony tydzień był dla złotego znacznie spokojniejszy niż dwa poprzednie. Spadek rentowności amerykańskich obligacji w pierwszej części tygodnia i słabość dolara amerykańskiego sprzyjały złotemu, niemniej pogorszenie sytuacji epidemicznej oraz nowe restrykcje nie pozwoliły walucie na wyraźne odbicie. Większe obostrzenia objęły teraz m.in. województwo mazowieckie, generujące niemal 1/4 PKB Polski.

Sytuacja epidemiczna w regionie zróżnicowała się. Patrząc na kraje, którym poświęcamy szczególną uwagę, pogorszenie sytuacji obserwujemy na Węgrzech i w Polsce, z kolei lepiej radzą sobie Czechy. Różnice w zachowaniu walut zdają się odzwierciedlać tę sytuację. Sugeruje nam to, że złoty powinien otrzymać wewnętrzny impuls do aprecjacji, jeśli krajowe restrykcje nie będą zaostrzane, a sytuacja epidemiczna w perspektywie kolejnych tygodni ulegnie poprawie.

W tym tygodniu codziennie czekają nas istotne publikacje makroekonomiczne z Polski, dotyczące w większości lutego. Nie powinny mieć one jednak istotnego znaczenia dla złotego. Wśród informacji krajowych znacznie ważniejsze będą wieści z frontu walki z COVID-19.

EUR

EBC dał jasno do zrozumienia, że w przeciwieństwie do Fedu obawia się wzrostu rentowności obligacji i jego potencjalnego wpływu na ożywienie gospodarki. Bank centralny ogłosił, że w ramach nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii (pandemic emergency purchase programme – PEPP) będzie szybciej skupował obligacje skarbowe, by przeciwdziałać wzrostowi rentowności. Ku naszemu pewnemu zaskoczeniu, prognoza PKB na ten rok pozostała niemal niezmieniona pomimo powolnego tempa szczepień w krajach strefy euro. Inflacja w tym roku zgodnie z projekcją EBC ma natomiast tymczasowo przyspieszyć.

Co ciekawe, ani istotna informacja o zmianach w tempie skupu obligacji, ani niskie tempo szczepień w krajach europejskich i utrzymywanie się dość wysokiej liczby nowych zakażeń nie wpłynęły znacząco na euro. Porównując z podobnymi, głównymi walutami, euro zakończyło tydzień gdzieś w połowie stawki. Uważamy, że ta odporność jest znacząca i widzimy potencjał do umocnienia euro, jeśli i kiedy kraje europejskie przyspieszą ze szczepieniami.

USD

Amerykańskie obligacje skarbowe w minionym tygodniu po krótkotrwałym wzroście ostatecznie ponowiły wyprzedaż. Amplituda ruchów była jednak stosunkowo niewielka, a duże aukcje obligacji skarbowych nie zaburzyły sytuacji na rynku. Podczas gdy inflacja w lutym ukształtowała się mniej więcej tak, jak się spodziewano, inne dane o wysokiej częstotliwości (takie jak te o liczbie składanych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych) generalnie okazują się lepsze od oczekiwań.

Jak wspomnieliśmy wyżej, w tym tygodniu kluczowe dla dolara będzie posiedzenie Rezerwy Federalnej. Będziemy uważnie przyglądać się aktualizacji prognoz gospodarczych FOMC i wszelkim potencjalnym próbom powstrzymania wzrostu rentowności obligacji. Podczas konferencji prasowej z pewnością zostanie poruszony szczególnie temat rozbieżności między prognozami decydentów dotyczącymi braku podwyżek stóp procentowych do 2023 roku a rynkiem, który zaczął wyceniać pełną podwyżkę na początku owego roku.

GBP

Trudno obecnie ocenić rzeczywisty stan brytyjskiej gospodarki. Na dane rzutują bowiem nie tylko lockdowny, ale też potencjalnie przejściowy kryzys handlu z UE spowodowany brexitem. Bardzo dobre wyniki Wielkiej Brytanii w zakresie szczepień wspierały funta, szczególnie w stosunku do euro, ale prawdopodobnie jest to już zawarte w cenie waluty, która obecnie bez przekonania porusza się w wąskim kanale tak w parze z euro, jak i dolarem amerykańskim.

Posiedzenie Banku Anglii w tym tygodniu może stanowić wsparcie dla funta. Oczekuje się, że retoryka tamtejszych decydentów będzie bardziej optymistyczna ze względu na sukces dotyczący szczepień i stosunkowo silne wsparcie fiskalne ogłoszone przez rząd Johnsona.

CHF

Spadek rentowności długoterminowych papierów skarbowych w USA w pierwszej połowie tygodnia dał frankowi odetchnąć i sprawił, że para EUR/CHF zakończyła tydzień jedynie nieznacznie wyżej. To istotna zmiana po kilku tygodniach silnej wyprzedaży szwajcarskiej waluty. Niemniej z racji wciąż pozytywnego sentymentu do ryzyka frank pozostał w zeszłym tygodniu jedną z najgorzej radzących sobie walut G10, podobnie jak inne safe haven.

Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) powinien z zadowoleniem przyjąć słabość franka. Ostatnie dane sugerują, że bank nie był bardzo aktywny na rynku w ostatnich miesiącach. Dane dotyczące depozytów na żądanie, które służą jako wskaźnik zastępczy obrazujący skalę interwencji SNB, pokazały, że ich stan pozostał praktycznie niezmieniony od września ub.r.

Biorąc pod uwagę ograniczoną skalę interwencji SNB i bardzo ograniczoną liczbę publikacji ekonomicznych ze Szwajcarii w tym tygodniu, wahania rynkowego sentymentu i wieści z zewnątrz powinny okazać się dla franka kluczowe w najbliższych dniach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Coraz więcej złota w rezerwach Narodowego Banku Polskiego

Narodowy Bank Polski w ciągu kilku lat chce dokupić dodatkowe 100 ton złota w ramach zwiększenia rezerwy ­– wskazywał Adam Glapiński, Prezes NBP. Czy to dobra strategia? Czemu ma służyć takie działanie? Wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Banki centralne na całym świecie znów traktują złoto jako istotny składnik rezerw. Co więcej, od dłuższego czasu obserwuje się wzrost znaczenia tego kruszcu na rynkach kapitałowych. Zainteresowanie nim tłumaczone jest także niepewną i zmieniającą się sytuacją polityczną.

Warto wiedzieć, że królewski kruszec jest aktywem rezerwowym, które dywersyfikuje ryzyko geopolityczne w czasie kryzysów oraz w okresie napięć w sferze politycznej. Złoto jest bezpieczną przystanią. Zazwyczaj – w niespokojnych czasach – jego wartość rośnie, dzięki czemu może ono zabezpieczać siłę finansową Polski. Daje ono również pewnego rodzaju niezależność, ponieważ nie jest związane z nim ryzyko kredytowe, a także bezpośrednio polityka gospodarcza konkretnego kraju. Dlatego państwo posiadające duże rezerwy złota jest bardziej wiarygodne w oczach inwestorów i pożyczkodawców.

Według danych NBP, Polska posiada już prawie 230 ton złota. Pod tym względem Narodowy Bank Polski zajmuje 22. miejsce wśród banków centralnych na świecie. Ponadto w ciągu kilku lat planuje dokupić dodatkowe 100 ton złota. Warto wiedzieć, że NBP wykorzystuje korektę ceny kruszcu do powiększenia zapasów w lepszej cenie. Jest to przemyślana i dobra strategia, ponieważ w długoterminowych analizach trend nadal jest wzrostowy, więc możemy się spodziewać, że pomimo stosunkowo spokojnych kilku miesięcy, ceny złota nadal będą się zwiększać.

Według raportu Światowej Rady Złota podsumowującego 2020 rok, w ub.r. banki centralne zasiliły globalne rezerwy złota o 273 tony kruszcu. Zmiana kierunku w 3. kwartale zachwiała jednak dotychczasowym wizerunkiem banków centralnych jako nabywców złota. Z drugiej strony liczba banków centralnych nabywających złoto ponownie przewyższyła liczbę sprzedających, przy czym za większość zakupów odpowiadały rynki wschodzące, które w dużej mierze mają niższy udział w całkowych rezerwach złota. Jedno jest pewne – warto w najbliższym czasie obserwować ruchy banków centralnych w tym zakresie.

Ceny rosną

Na koniunkturę gospodarczą polskie firmy patrzą z największą nadzieją od ponad półtora roku. Jednak ten powiew optymizmu zbudowany jest na przewidywaniach, że inflacja będzie wysoka.

PMI w lutym wypadł bardzo dobrze. Indeks wzrósł z 51,9 pkt do 53,4 pkt. To najlepszy wynik od czerwca 2018 r. Rosnąć powinny zamówienia, produkcja i zatrudnienie.

Wskaźniki PMI pokazują, czy koniunktura w przemyśle wygląda dobrze, czy niedobrze, ale tym razem w przypadku wskaźnika dla Polski zdecydowanie na pierwsze miejsce wychodzi inflacja.

Inflacja jest już mocno wpisana w finansową strategię firm. Polskie przedsiębiorstwa raportują największy wzrost cen wyrobów gotowych od ponad siedemnastu lat. Przyczyną jest najszybszy wzrost kosztów produkcji od dekady, spowodowany niedoborem materiałów na światowych rynkach, problemami logistycznymi na granicach państw, a także osłabieniem złotego.

– Polski przemysł radzi sobie dobrze, dostosował się do warunków, które spowodowała pandemia, ale istotne jest też, że przy ograniczeniach dotyczących korzystania z usług jako konsumenci chętniej wydajemy swoje dochody na dobra przemysłowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Przemysłowi sprzyjają też wyniki w handlu zagranicznym, polski eksport bronił się dobrze.

Natomiast największym powodem do niepokoju staja się rosnące koszty. Nie jest przecież pewne, że tymi kosztami uda się obciążyć klientów. Zwłaszcza, że wzrost cen wyrobów gotowych miałby okazać się najwyższy od 17 lat.

– Ważne jest jak należy czytać wyprzedzające wskaźniki koniunktury PMI, bo tu akurat pokazują z jaką presją cenową spotykają się obecnie przedsiębiorstwa, a to nie oznacza jeszcze, że koszty te uda im się przenieść na finalnego konsumenta – wyjaśnia ekspert XTB. – I właśnie na rynku toczy się gra o to, w jakim stopniu uda się to zrealizować.

Istotne jest, że ostatnie tygodnie przyniosły bardzo duży wzrost cen surowców na światowych giełdach towarowych. Może to być efekt gier spekulacyjnych, jednak to byłoby optymistyczne założenie przy prognozowaniu inflacji. Ta jednak wydaje się nadciągać z różnych stron, wywołując tzw. spiralę inflacyjną. O wiele więcej będziemy wiedzieć dopiero wówczas, gdy skończą się lockdowny i poznamy jaki jest popyt po pandemii.

Raport Ericsson: jak 5G może napędzać inteligentny rozwój obszarów wiejskich

Polska może stać się liderem technologii 5G w Europie. Nasz kraj dzięki wprowadzeniu technologii 5G może zyskać około 15 mld euro, zajmując czwarte miejsce na trzydzieści krajów europejskich badanych w raporcie Analysys Mason. Inteligentne rolnictwo i szerokopasmowe łącza mobilne na terenach wiejskich mogą przynieść Polsce korzyści rzędu 5 mld euro.  Po produkcji i logistyce, to właśnie rolnictwo jest drugim najbardziej perspektywicznie rozwijającym się sektorem gospodarki w kontekście wykorzystania technologii 5G.

Technologia 5G przyczyni się do rozwoju bardziej zrównoważonego rolnictwa oraz wzmocnienia integracji gospodarczej na obszarach wiejskich. 5G jako technologia łączności mobilnej, która charakteryzuje się bardzo dużą przepustowością łączy oraz minimalnym opóźnieniem, stanowi platformę dla setek a nawet tysięcy połączonych ze sobą czujników w ramach Internetu Rzeczy. Mogą być one wykorzystywane do monitorowania zwierząt hodowlanych czy gromadzenia danych w czasie rzeczywistym na temat warunków gleby, upraw i powietrza.

Dane pozyskiwane z czujników pozwolą określić na przykład gdzie gleba wymaga nawodnienia, co pomoże ograniczyć zużycie wody na potrzeby upraw. Dzięki stałej analizie składu gleby nawozy będą mogły być stosowane praktycznie miejscowo, a ich skład będzie ograniczony do minimum. Będzie to skutkować również zmniejszeniem śladu węglowego. Sektor rolniczy odpowiada za ok. 10% wszystkich gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery.

Droga do odnowy

Jak podkreśla przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, nie da się zbudować Europy równych szans, jeśli 40% Europejczyków mieszkających na obszarach wiejskich nadal nie będzie miało dostępu do szybkich łączy szerokopasmowych. Taką opinię podzielają uczestnicy międzynarodowej konferencji „Droga do odnowy: jak 5G może napędzać inteligentny rozwój obszarów wiejskich?”, podczas której przeanalizowano wpływ 5G na poprawę łączności na europejskich obszarach wiejskich i możliwości cyfryzacji rolnictwa. Podczas wydarzenia głos zabrali m.in. Marie Hogan, szefowa działu Mobile Broadband and IoT w firmie Ericsson, Pekka Pesonen, sekretarz generalny Copa Cogeca, europejskiej organizacji zrzeszającej krajowe i lokalne związki rolnicze, Franc Bogovič, poseł Parlamentu Europejskiego, który przewodzi inicjatywie „Smart Villages” w PE oraz Juan Manuel Velasco Leon z Dyrekcji Generalnej ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi Komisji Europejskiej.

Problemem najbliższych dekad będzie zaspokojenie zapotrzebowania świata na żywność. Do 2050 roku liczba mieszkańców Ziemi wzrośnie do ponad 9 mld, co oznacza, że będziemy musieli wyprodukować około 70% więcej żywności[1]. Sytuację komplikują zmiany klimatyczne, bo z każdym 1°C wzrostu średniej temperatury zbiory kukurydzy zmniejszą się o 7,4%, a pszenicy o 6%[2]. Dlatego wiele osób upatruje nadzieje w nowych technologiach, które wprowadzą rolnictwo na wyższy poziom. Wykorzystanie autonomicznych maszyn rolniczych, monitoring upraw w czasie rzeczywistym, sztuczna inteligencja oraz aplikacje wspomagające zarządzanie gospodarstwem – to wszystko przy wsparciu technologii 5G może pomóc rolnikom zwielokrotnić zbiory, zaspokajając potrzeby świata w żywność.

Mobilny internet szerokopasmowy jako jedyny efektywny sposób łączności

Kryzys związany z pandemią Covid-19 pokazał, jak ważna jest łączność. Tymczasem mniej więcej połowa obywateli Europy mieszka na obszarach wiejskich i potrzebuje szybkich, bezpiecznych i niezawodnych łączy do pracy, nauki i zdalnego dostępu do usług publicznych, takich jak np. opieka zdrowotna. Kryzys ujawnił również wielką przepaść cyfrową jaka powstała w ostatnich latach między obszarami miejskimi i wiejskimi.

Oprócz zwiększenia wydajności i zrównoważonego rozwoju w rolnictwie, prelegenci omówili także rolę 5G i łączności bezprzewodowej w poprawie standardów życia na obszarach wiejskich. Marie Hogan podkreśliła, że technologia 5G może zapewnić dostęp do szerokopasmowego łącza w modelu bezprzewodowym (FWA) na obszarach, gdzie dostarczenie tego typu łączności za pomocą kabli czy innych rozwiązań jest niepraktyczne i nieekonomiczne. To z kolei przełoży się bezpośrednio na połączenie przedsiębiorstw wiejskich z szerszą gospodarką oraz wsparcie tworzenia nowych biznesów i miejsc pracy. Z kolei Pekka Pesonen podkreślił również to, że zapewnienie szybkich łączy internetowych na obszarach wiejskich może wpłynąć pozytywnie na kiełkujący w Europie trend migracji mieszkańców miast na wieś i przyczynić się do istnego „renasansu obszarów wiejskich”.

Pesonen przekonywał także, że samo rolnictwo nie pozostaje w tyle, dzięki ciągłym inwestycjom rolników w nowoczesne technologie. Jednak sektor ten jest hamowany przez nieodpowiednią infrastrukturę cyfrową na obszarach wiejskich. Zauważył, że choć europejskie rolnictwo wyprzedza obecnie światowych konkurentów pod względem zastosowania technologii cyfrowych, nie ma gwarancji, że za dekadę nadal będzie liderem. Pesonen podkreślił, że sukces Europejskiego Zielonego Ładu zależy w dużej mierze od zapewnienia łączności szerokopasmowej.

Polska u progu 5G

W Polsce jesteśmy już na drodze do upowszechnienia komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otworzą przed rolnictwem nowe możliwości. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

Ericsson jest aktywnym promotorem rozwiązań 5G w Polsce – wdrożył pierwszą komercyjną sieć 5G w Polsce z firmą Polkomtel, 5G w sieci Play, sieć testową w Warszawie z Orange oraz kampus 5G na Politechnice Łódzkiej. Firma współpracuje z operatorami, ośrodkami badawczo-rozwojowymi, środowiskiem akademickim oraz ze start-upami i przemysłem.

Ericsson posiada obecnie ponad 127 komercyjnych umów 5G, z których
79 to aktywne sieci działające w 40 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

[1]http://www.fao.org/fileadmin/templates/wsfs/docs/expert_paper/How_to_Feed_the_World_in_2050.pdf

[2]https://www.pnas.org/content/114/35/9326

Pandemia zaostrza apetyt na modernizację aplikacji – w grze sztuczna inteligencja i przetwarzanie na krawędzi

Raport F5 State of Application Strategy 2021[1] podkreśla wpływ pandemii na przyśpieszenie transformacji cyfrowej na całym świecie, ze szczególnym naciskiem na wykorzystanie sztucznej inteligencji, telemetrii i wdrożeń w środowiskach wielochmurowych. Wysiłki organizacji podejmowane dla transformacji pogłębiają się i nabierają tempa – znajdziemy w analizie.

Wynika to z potrzeby poprawy łączności, zredukowania opóźnień, zapewnienia ochrony i zwiększenia zasięgu analityki opartej o dane. Analiza F5 wskazuje także zwiększone zainteresowanie chmurą, rozwiązaniami w formie usług (SaaS), przetwarzaniem na krawędzi sieci i technologiami ochrony oraz dostarczania aplikacji.

COVID znacznie przyśpieszył globalną transformację. Postęp, który w normalnych warunkach mógłby zająć dekadę, prześlizgnął się dosłownie w rok. Więcej organizacji niż kiedykolwiek dotąd zmodernizowało i wdrożyło aplikacje (oraz technologie wspierające ich ochronę i dostarczanie) bliżej użytkowników. Dodajmy do tego wykorzystanie przetwarzania brzegowego i mamy nieprawdopodobną przestrzeń biznesową dla aplikacji adaptacyjnych. Takich, które mogą się samodzielnie rozwijać, chronić i naprawiać bez względu na środowisko, w którym są dostarczane czy sposób ich użycia – mówi Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland.

Trzykrotny wzrost dla adaptacji SI, dwukrotny dla modernizacji

Wskaźnik przyjęcia sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, które są wyznacznikiem późnego etapu transformacji cyfrowej, wzrósł r/r ponad trzykrotnie, do 56%. Co więcej, 57% respondentów przyśpieszyło ekspansję cyfrową – to 31% wzrost od zeszłego roku. Wskaźnik pokazuje, jak mocno skupiono się na automatyzacji procesów biznesowych, orkiestracji i digital workflow – poprzez łączenie różnych aplikacji (usług) celem tworzenia płynnych doświadczeń cyfrowych dla użytkowników. Ten sam cel jest także osiągany dzięki łączeniu interfejsów API.

Wzrok przykuwa także 133% wzrost r/r respondentów, którzy przyznają, że modernizują aplikacje wewnętrzne czy klienckie – obecnie jest to praktyka stosowana przez 77% przebadanego audytorium. Dwie-trzecie respondentów korzystało z co najmniej dwóch metod tworzenia nowoczesnych obciążeń (kombinacja tradycyjnych i nowoczesnych komponentów aplikacji, które powstały w wyniku modernizacji).

Inne, wybiegające w przyszłość spostrzeżenia raportu wskazują, że ponad połowa respondentów traktuje infrastrukturę jako kod. Organizacje wykorzystujące podobne podejście są dwa razy bardziej skłonne do częstszego wdrażania aplikacji, nawet gdy korzystają z automatyzacji. Są także cztery razy bardziej skłonne do pełnej automatyzacji pipeline’ów aplikacji oraz dwa razy bardziej prawdopodobne jest, że ponad połowa ich aplikacyjnego portfolio została wdrożona przy użyciu w pełni zautomatyzowanych potoków.

Trendy i zmiany w architekturze. 87% przebadanych będzie wykorzystywała aplikacje oraz architektury nowoczesne obok tradycyjnych (11% wzrost w stosunku do 2020 r) . Niemal połowa wszystkich organizacji, a 30% więcej r/r, twierdzi, że zarządza przynajmniej pięcioma różnymi architekturami. Prawie 50% przebadanych zgadza się, że pandemia była kluczowym czynnikiem w przyśpieszeniu ruchu do chmury i SaaS. Aż 68% hostuje w chmurze przynajmniej część ochrony aplikacyjnej i technologii dostarczania, które pełnią (wg. 80% badanych)  krytyczne role wspomagające obsługę klienta (doświadczenie użytkownika) i umowy SLA. Ochrona w modelu SaaS została określona jako główny cel strategiczny organizacji w ciągu najbliższych dwóch do pięciu lat. Jednocześnie organizacje przygotowują się do rozwiązania złożoności architektonicznej wynikającej z dodawania SaaS, rozwiązań brzegowych, utrzymania on-premises i środowisk wielochmurowych oraz modernizacji aplikacji. 

Przetwarzanie brzegowe będzie bardzo istotne w 2021 roku. 76% przebadanych zaimplementowało albo planuje właśnie wdrożenia na krawędzi. Jako główne czynniki implementacji wskazywane są poprawiona wydajność aplikacji i zbieranie danych analitycznych. Ponadto, 39% uważa, że przetwarzanie brzegowe będzie strategicznie ważne w nadchodzących latach, a 15% z nich już hostuje ochronę i dostarczanie aplikacji na brzegu sieci.

Ciekawym przypadkiem wykorzystania krawędzi są także kwestie zarządzania współczesnymi zasobami ludzkimi: 42% respondentów raportu będzie w pełni wspierać zdalną pracę w możliwej do przewidzenia przyszłości. Tylko 15% planuje powrót pracowników do biur.

Dane są, brakuje wiedzy i kompetencji w obszarze ich wykorzystania

Ponad 50% respondentów deklaruje, że już dysponuje narzędziami potrzebnymi do raportowania prawidłowego działania aplikacji krytycznych dla biznesu. Niemniej, alarmująco dużo – 95% z nich twierdzi, że brakuje im wiedzy, którą można czerpać z funkcjonujących u nich rozwiązań do monitorowania i analityki. Dane zbierane przez narzędzia organizacji są wykorzystywane głównie w rozwiązywaniu problemów, następnie do wstępnego ostrzegania przed problemami z wydajnością. Niepokojące jest, że jedynie 12% ankietowanych przekazuje te dane do jednostek biznesowych, a mniej niż 24% organizacji wykorzystuje dane i wiedzę do kontrolowania, znajdowania potencjalnych degradacji wydajności.

W przypadku monitorowania komponentów modernizujących aplikacje, 62% uczestników badania mierzy wydajność tylko w kategoriach czasu odpowiedzi.

Ponad 80% ankietowanych, świadomych konieczności poprawy, twierdzi, że dane i telemetria są „bardzo istotne” dla ich planów ochrony, a ponad 50% spodziewa się korzystnego wpływu sztucznej inteligencji na ten obszar.

Niedaleka przyszłość

Tylko organizacje posiadające odpowiednią kombinację wiedzy pochodzącej z danych i automatyzacji będą w stanie sortować przytłaczającą ilość danych, rozpoznawać zbliżające się problemy z dostępnością i wydajnością oraz działać wystarczająco szybko, aby im zapobiec. Do tego czasu, wiele z organizacji nie będzie w stanie w pełni wykorzystać swoich postępów w cyfrowej transformacji czy wygenerować niezbędnej prędkości dla biznesu napędzanego sztuczną inteligencją. Będzie to wymagało strategii aplikacyjnej, która zawiera ochronę aplikacyjną i rozwiązania technologii dostarczania, które podążają za aplikacjami, nawet gdy wdrożenia będą dokonywane w wielu środowiskach, coraz bliżej użytkownika i na krawędzi sieci – podsumowuje Ireneusz Wiśniewski.

[1] www.f5.com/state-of-application-strategy-report  Raport reprezentuje ponad 1500 respondentów z całego świata z różnych branż, rozmiarów organizacji i ról zawodowych. Badanie skupiło się na decydentach IT, aby jak najlepiej podkreślić priorytety, obawy i oczekiwania osób najbardziej odpowiedzialnych za sprostanie najtrudniejszym wyzwaniom współczesnej gospodarki cyfrowej. Ich odpowiedzi razem tworzą obraz tego, jak organizacje rozwijają strategie aplikacji, żeby lepiej służyć potrzebom klientów. Tegoroczny raport został zmieniony na Raport o stanie strategii aplikacji (wcześniej nosił nazwę Raport o stanie usług aplikacji).

Rekordowe wyniki GPW za 2020 r.

  • W 2020 r. Grupa Kapitałowa GPW wypracowała rekordowe przychody ze sprzedaży w wysokości 403,8 mln zł.
  • Może pochwalić się też rekordowym zyskiem EBITDA – 224,6 mln zł.
  • GPW osiągnęła też jeden z najwyższych w swojej historii zysk netto, który przekroczył 151 mln zł.
  • Obroty sesyjne na Głównym Rynku GPW wzrosły w 2020 r. o ponad 50%, natomiast handel akcjami na rynku NewConnect zwiększył się o przeszło 900%.
  • W ubiegłym roku giełda wypłaciła swoim akcjonariuszom dywidendę w wysokości ponad 100 mln zł.

Mieliśmy rekordowe przychody, rekordowy wynik EBITDA w historii Giełdy, a także jeden z najwyższych poziomów zysku netto, który przekroczył 151 mln złotych – powiedział Piotr Borowski, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w cotygodniowym Wideokomentarzu GPW zamieszczonym na oficjalnym profilu GPW w mediach społecznościowych.

Ubiegłoroczne przychody ze sprzedaży GK GPW wyniosły 403,8 mln zł, zysk EBITDA sięgnął 224,6 mln zł, czyli o 31,4 mln zł więcej niż w 2019 r. Zysk netto Grupy Kapitałowej GPW po raz trzeci w ciągu ostatnich czterech lat przekroczył 150 mln zł i wyniósł w 2020 r. 151,4 mln zł. Obroty sesyjne na Głównym Rynku GPW wzrosły w minionym roku o ponad połowę, natomiast handel akcjami na rynku NewConnect zwiększył się przeszło dziewięciokrotnie.

W ubiegłym roku zadebiutowało 6 spółek na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych, w tym mieliśmy debiut wszechczasów, czyli spółki Allegro. Natomiast na rynku NewConnect zadebiutowało 14 spółek. Wartość debiutów wyniosła 9,6 mld zł – podsumował Piotr Borowski. Dodał, że spółki giełdowe wyemitowały też dodatkowe akcje w ramach tzw. emisji wtórnych o wartości prawie 2 mld zł.

Pomimo turbulencji społecznych i gospodarczych spowodowanych pandemią koronawirusa 2020 r. był dla warszawskiej giełdy okresem dynamicznego rozwoju. GPW stała się liderem w Europie pod względem  wzrostu obrotów na rynku, który wyniósł +56,1% rdr. Drugi w zestawieniu rynek Nasdaq krajów nordyckich i bałtyckich wzrósł o 37,7%. W ubiegłym roku giełda wypłaciła swoim akcjonariuszom dywidendę w wysokości ponad 100 mln zł.

Warszawska giełda nie była obojętna wobec problemów spowodowanych pandemią i w ubiegłym roku wielokrotnie okazywała wsparcie dla spółek oraz solidarność społeczną. – GPW wspierała walkę z COVID-19. Obniżyliśmy opłaty za notowanie akcji dla małych i średnich spółek. Przeznaczyliśmy także prawie 1 mln 700 tys. zł na wyposażenie placówek medycznych w sprzęt potrzebny do walki z pandemią  – podkreśla Piotr Borowski.

Miniony rok był też czasem intensywnej realizacji kolejnych elementów strategii #GPW2022. Uruchomiony został Giełdowy Rynek Rolny, na którym odbywa się dziś handel pszenicą, żytem i kukurydzą. Spółka GPW Benchmark uzyskała zezwolenie na prowadzenie działalności administratora m.in. kluczowego wskaźnika referencyjnego WIBOR, a GPW Tech rozpoczął przygotowania do komercjalizacji pierwszych rozwiązań technologicznych.