Kobieta na rynku pracy – jak zmienił się rynek pracy dla kobiet od momentu pojawienia się pandemii

HR, handel, obsługa klienta, marketing i część stanowisk w IT – to tutaj w ciągu minionego roku kobiety najczęściej znajdowały zatrudnienie. Najtrudniej było im natomiast znaleźć pracę w obszarach szczególnie dotkniętych przez pandemię, czyli w branży lotniczej czy gastronomii.

O tym, jak zmienił się rynek pracy dla kobiet od momentu pojawienia się pandemii i związanych z nią ograniczeń, mówi wspólna analiza szkoły programowania online Kodilla.com i międzynarodowej agencji zatrudnienia Randstad. Grupę badawczą stanowiło 10 tys. pań, a zestawienie objęło okres od marca 2020 do lutego 2021, a także analogiczny przedział rok wcześniej (marzec 2019 – luty 2020), gdy jeszcze nikt nawet nie wyobrażał sobie tego, co nastąpi w najbliższej przyszłości. Jak mówi Mateusz Żydek, ekspert rynku pracy Randstad Polska, analiza przyniosła nowe spojrzenie na cały rynek pracy pokazując, w których branżach kobiety częściej niż przed pandemią zdobywały zatrudnienie.

Gdzie kobiety najchętniej szukają pracy?

Z badań Randstad i Kodilla.com wynika, że w okresie od marca 2020 do lutego 2021, na stanowiska w branży HR aplikowało aż 89% kobiet więcej niż jeszcze rok wcześniej.  – To sektor, który i tak jest mocno sfeminizowany, jednak to nie obecność kobiet jest tu najciekawsza, lecz aktywność tej branży w pandemicznej rzeczywistości. Większe zapotrzebowanie na rekruterów oznacza bowiem więcej procesów rekrutacyjnych, co optymistycznie świadczy o kierunku, w którym zmierza polski rynek pracy – tłumaczy Mateusz Żydek.

Poza tym, oprócz sektora HR, panie częściej niż w przed pandemią decydowały się na zatrudnienie przede wszystkim w handlu (szczególnie na stanowiskach zdalnych związanych z e-commerce), a także w sprzedaży (z możliwością pracy online) i marketingu, głównie digitalowym.

To kolejne potwierdzenie ogromnej roli, jaką nowe technologie odegrały w naszym życiu w ciągu ostatniego roku. Najmniejsze szkody pandemia wyrządziła bowiem w sektorach mocno scyfryzowanych. Widać to na przykładzie branży IT, która jako jedna z niewielu – mimo pandemii – notowała wzrosty – mówi Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania Kodilla.com, przywołując najnowszy raport Gartnera, zgodnie z którym światowe wydatki na ten sektor mają w 2021 roku wynieść 3,2 biliona dolarów, czyli o 6% więcej niż w roku ubiegłym.

Jak dodaje Magdalena Rogóż, 2020 rok przyniósł także wzrost zainteresowania pań branżą IT – liczba aplikacji na oferty, szczególnie na IT managerki oraz specjalistki DevOps, wzrosła kilkukrotnie w stosunku do analogicznego okresu w 2019, a odsetek kobiet uczestniczących w kursach programowania – zwiększył się o 10%.

Zwykle kobiety stanowią ok. 30% naszych kursantów. Tymczasem od momentu luzowania obostrzeń COVID-owych i odmrażania wielu procesów rekrutacyjnych, systematycznie rośnie, obecnie klarując się na poziomie ponad 40% – tłumaczy Magdalena Rogóż.

Z badania Randstad wynika ponadto, że od marca 2020 roku kobiety większą uwagę zaczęły kierować w stronę obszarów związanych z rynkiem badań medycznych i medycyny. Spadły natomiast aplikacje w sektorach, które zostały szczególnie dotknięte przez pandemię (branża lotnicza, gastronomia), ale także w obszarze finansów, poza controllingiem (kontrola budżetowa firm), gdzie kobiety nadal chętnie aplikowały.

TOP 10 najczęściej wybieranych stanowisk pracy przez kobiety

(źródło: Randstad, 03.2020-02.2021)

  1. HR (specjalista)
  2. HR (asystent)
  3. Sprzedaż (asystent)
  4. Marketing (specjalista)
  5. Handel (manager)
  6. IT (inżynier DevOps)
  7. Handel (asystent)
  8. Finanse (kontroler)
  9. Kadry i płace (specjalista)
  10. IT (manager)

Polki ostrożne w wyborze nowego zawodu

Dziś niemal trzy czwarte pracujących w biznesie Polek obawia się o dalszy rozwój kariery zawodowej, a ponad połowa ankietowanych ma wątpliwości odnośnie kontynuowania rozwoju zawodowego u obecnego pracodawcy, jak wynika z najnowszego raportu Deloitte „Wpływ pandemii na perspektywy rozwoju zawodowego kobiet w biznesie”. Problemem jest tradycyjne obciążenie kobiet pracą na dwóch etatach: służbowym i prywatnym, co pandemia jeszcze bardziej zaostrzyła.

Tę tendencję widać m.in. na przykładzie pań zapisujących się na szkolenia z programowania. Jak mówi Magdalena Rogóż z Kodilla.com dziś to głównie specjalistki, które wcześniej zajmowały stanowiska managerskie, pracowały w marketingu lub jako graficzki. W kontekście marzeń o karierze w IT są jednak znacznie ostrożniejsze niż mężczyźni i zanim ostatecznie podejmą decyzję o przekwalifikowaniu, dobrze się do tego przygotowują.

Panowie są skłonni znacznie szybciej zmienić zawód, z kolei panie szukają możliwości na tyle elastycznych, aby nie musiały porzucać dotychczasowego trybu życia. Część z nich, zapisując się na nasze szkolenia, jest na urlopach macierzyńskich. Nie chcą wracać do obecnej pracy, ale nie chcą się też zwalniać, nie mając niczego pewnego w zamian. Wykorzystują czas, który mają na naukę nowych umiejętności, czyli w tym przypadku programowania – tłumaczy Magdalena Rogóż.

Pandemia szansą na lepszą pracę?

Jak wynika z raportu Deloitte, aż 78% badanych Polek pracuje w biurze rzadziej niż kiedyś. Przy czym 42% pracowało stacjonarnie przed pandemią przez minimum jeden dzień w tygodniu, a po jej wybuchu przeszło w pełni na pracę z domu. Dziś zdalnie na cały etat pracuje 43% ankietowanych, gdy wcześniej było to zaledwie 4%.

Według Klaudii Jarych – Konsultantki Zmiany Zawodowej i współtwórczyni portalu Dookoła Pracy, to ogromna szansa dla osób, które od dawna zastanawiają się nad tym, by coś zmienić w swoim zawodowym życiu.

Pandemia nie tylko nie jest przeszkodą na tej drodze, ale wręcz może być bodźcem do redefiniowania swojego pomysłu na siebie i bardziej świadomych wyborów. Dzięki temu, że większość firm pracuje teraz zdalnie, pojawiło się też więcej możliwości na znalezienie zatrudnienia poza miejscem stałego zamieszkania. To czas na wsłuchanie się w nasze wartości, uświadomienie sobie swoich przewag konkurencyjnych, jak i stworzenie planu uzupełnienia luk w kompetencjach – przekonuje Klaudia Jarych, która prowadzi konsultacje i szkolenia dla osób myślących o przebranżowieniu.

Jak dodaje, sama została niedawno znaleziona przez headhuntera, który proponował jej nową posadę, mimo że wcale jej nie szukała i podobnie jak inne panie podchodzi do takich propozycji bardzo ostrożnie.

Dlaczego kobiety bardziej analizują decyzje o zawodowych zmianach? Często jest to spowodowane względami rodzinnymi, ale też tym, że kobiety na rynku pracy nie zawsze w pełni w siebie wierzą. Zamiast jednak skupiać się na słabszych stronach, powinnyśmy świadomie pracować nad tymi mocnymi. W takich branżach jak IT wciąż jest mniej kobiet niż mężczyzn, ale gdy już tam trafiamy, to jesteśmy świetnie przygotowane i doskonale wiemy, jak ma wyglądać nasza kariera – mówi Klaudia Jarych.

Co zatem robić, gdy nasza sytuacja zawodowa się pogorszyła, nasza branża znalazła się w trudniejszej sytuacji? Czy czekać na poprawę, czy szukać nowej drogi?

Przede wszystkim postawić na siebie i dać sobie szansę na rozwój głęboko ukrytego w nas potencjału. Świat zbyt szybko pędzi do przodu, by stać w miejscu i nie zastanawiać się nad swoją przeszłością. Ostateczną decyzję o zmianie należy podjąć jednak rozważnie i w pełni świadomie – podsumowuje ekspertka.

Oprac. Kodilla.com

Skutki likwidacji działalności gospodarczej w świetle przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych

Likwidacja działalności gospodarczej z perspektywy podatkowej wiąże się z wieloma konsekwencjami wynikającymi z przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Podatnicy mają obowiązek prawidłowego rozliczenia się z fiskusem, uwzględniając spis z natury, konieczność przygotowania wykazu majątku, złożenia odpowiednich deklaracji podatkowych czy uwzględnienia w rozliczeniach podatkowych kwot przeterminowanych zobowiązań i należności.

Wykaz składników majątku

Podatnicy dokonujący likwidacji działalności gospodarczej powinni zgodnie z art. 24 ust. 3 ustawy o PIT sporządzić wykaz składników majątku na dzień likwidacji. Obligatoryjnymi elementami takiego wykazu są: liczba porządkowa, nazwa składnia, data nabycia, kwota wydatków a nabycie, w tym zaliczona do kosztów podatkowych, wartość początkowa, metoda amortyzacji oraz suma odpisów amortyzacyjnych na dzień likwidacji.

Głównym celem przygotowanego wykazu jest ustalenie dochodu ze sprzedaży składników majątku po dokonanej likwidacji, ponieważ zgodnie z art. 14 ust. 2 pkt 17 lit. A ustawy o PIT przychodami z działalności gospodarczej są także przychody wynikające ze zbycia pozostałej części majątku po likwidacji. Należy jednak zaznaczyć, że na podatniku spoczywa jedynie obowiązek przygotowania takiego spisu, co nie łączy się z obowiązkiem jego wyceny.

Skutki sprzedaży majątku trwałego uwzględnia się w PIT-36 lub PIT-36L za rok podatkowy, w którym one wystąpiły. Warto tu więc podkreślić, że w przypadku otrzymania składników majątku w związku z likwidacją działalności, przychód z działalności powstaje dopiero w momencie odpłatnego zbycia tych składników, jeżeli upłynęło mniej niż 6 lat, a zbycie następuje w ramach działalności gospodarczej (interpretacja Dyrektora KIS z dnia 31 lipca 2020 r., sygn. akt 0113-KDIPT2-3.4011.393.2020.2.SJ).

Spis z natury

Co do zasady spis z natury należy sporządzić także na datę likwidacji działalności gospodarczej. Spis z natury dotyczy towarów handlowych, materiałów (surowców), półwyrobów, produkcji w toku, a także wyrobów gotowych czy braków oraz odpadów. W terminie 7 dni od sporządzenia spisu z natury związanego z likwidacją działalności przedsiębiorca powinien o nim zawiadomić właściwy urząd skarbowy.

Sposób wyceny składników objętych spisem z natury różni się w zależności od kategorii składnika. Składniki objęte spisem powinny zostać wycenione w terminie 14 dni od zakończenia spisu. Zasadniczo towary i materiały będą wyceniane według cen zakupu/nabycia albo według cen rynkowych z daty sporządzenia spisu; półwyroby, wyroby gotowe, a także braki powinny być wyceniane według kosztów wytworzenia; w przypadku odpadów użytkowych ich wartość określa się w drodze oszacowania, biorąc pod uwagę przydatność do dalszego użytkowania.

Spis z natury powinien stanowić ostatni wpis w podatkowej księdze przychodów i rozchodów. Ponadto winien być wzięty pod uwagę przy ustalaniu dochodu z działalności gospodarczej, tj. powinien być uwzględniony przy kalkulacji podatku dochodowego. Podatnik nie ma obowiązku informowania urzędu skarbowego o sporządzonym spisie.

Zatory płatnicze

Od 1 stycznia 2020 r. obowiązują przepisy tzw. ulgi na złe długi w podatkach dochodowych. W myśl tych regulacji po upływie 90 dni od terminu zapłaty wierzyciel ma prawo, a dłużnik obowiązek dokonania korekty podstawy opodatkowania. Jeżeli prawo/obowiązek powstaje po likwidacji działalności gospodarczej podatnika PIT, to zmniejszenia/zwiększenia podstawy opodatkowania dokonuje się za rok podatkowy, w którym nastąpiła likwidacja działalności. Przykładowo więc, jeżeli podatnik w kwietniu wykonał usługę za 10 000 zł netto, dla której termin zapłaty upłynął 30 kwietnia 2020 r. i w 2020 r. nie otrzymał zapłaty za tę usługę, a w dniu 11 listopada 2020 r. zakończył działalność, to w rozliczeniu za 2020 r. wykaże zmniejszenie podstawy opodatkowania o kwotę 10 000 zł. Jeżeli jednak środki te odzyska np. w kolejnym roku, to zobowiązany będzie do dokonania korekty wstecznej uprzednio złożonego zeznania podatkowego za 2020 r., tj. rok, w którym dokonano likwidacji działalności gospodarczej.

Z kolei w przypadku podatnika, który będzie likwidowany i posiada nieuregulowane zobowiązania, będzie on zobowiązany do odpowiedniego podwyższenia podstawy opodatkowania i uwzględnienia podatku od niezapłaconych zobowiązań w rozliczeniu podatkowym, w którym dokonuje likwidacji. Analogicznie jak powyżej, w przypadku spłaty zobowiązania np. na skutek skutecznego postępowania egzekucyjnego podatnik będzie mógł dokonać wstecznej korekty zeznania podatkowego.

Obowiązek archiwizacji dokumentacji

Obowiązek archiwizacji dokumentacji przez przedawnienia nie wynika bezpośrednio z przepisów ustawy o PIT, lecz z Ordynacji podatkowej. Niemniej dotyczy on nie tylko faktur, ale także innych dokumentów rozliczeniowych oraz potwierdzających poniesione koszty. Obowiązek archiwizacji kończy się po upływie 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiła likwidacja działalności gospodarczej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Krajowy Plan Odbudowy omija targi

– W Krajowym Planie Odbudowy całkowicie pomija się promocję naszej gospodarki. Brakuje choćby jednej złotówki na wsparcie branży targowej, tak mocno związanej zawsze z pomocą dla polskiego biznesu w działaniach proeksportowych! – uważają przedstawiciele branży targowej. Ich zdaniem, nadmienia się obecną przewagę importu nad eksportem zarówno usług, jak i produktów i konieczność zmiany proporcji w tym względzie i próżno tu szukać choćby jednego słowa na temat podjęcia konkretnych działań w tej materii.

  • Szumne deklaracje o największych od drugiej wojny światowej środkach skierowanych do naszej gospodarki na odbudowę możliwości produkcyjnych oraz usługowych okazują się być jedynie pustymi frazesami.
  • W rzeczywistości ignorują one pomoc dla firm bądź – w najlepszym wypadku – ograniczają ją do poziomu zbliżającego się do zera.
  • Targi jako jedno z głównych narzędzi wsparcia gospodarki potrzebują dziś pomocy sektorowej, tym bardziej, że ich ponowny start cały czas stoi pod znakiem zapytania ze względu na sprzeczne scenariusze sytuacji epidemicznej.

Krajowy Plan Odbudowy (KPO) dysponuje ogromnymi środkami na po pandemiczną aktywizacje polskiej gospodarki. Od samego początku budzi on nadzieję rodzimych przedsiębiorców – tych przede wszystkim, którzy od roku muszą wstrzymywać się ze swoją działalnością. Dotyczy to branży targowej, która w ciągu ostatnich 30 lat miała ogromny wkład w promocje każdej gałęzi naszej ekonomii. Im więcej jednak szczegółów o Planie wiadomo, tym więcej zastrzeżeń. Dziś główne pytania dotyczą tego, czy branża targowa – wraz z całą infrastrukturą tzw. przemysłu spotkań – liczyć może w ogóle na jakiekolwiek wsparcie z Planu.

– Autorzy projektu Planu skreślają w nim od razu, i to w sposób bezwzględny, wszelkie dziedziny gospodarki, które wymagają kontaktów bezpośrednich pomiędzy dostawcami i odbiorcami produktów i usług – zauważa Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej i wskazuje, że taka strategia określona w KPO to brak możliwości skorzystania ze środków UE dla wszystkich firm z branż gastronomicznej oraz spotkań, eventów, konferencji i targów. – Chodzi więc o dziesiątki, a może nawet setki, tysięcy firm działających w usługach. Wiele z nich na przestrzeni ostatnich 30 lat wypracowało sobie znaczącą pozycję na świecie, stając się swego rodzaju symbolem rozwoju polskiej gospodarki na świecie. Przedsiębiorstwa targowe – np. projektujące i budujące przestrzenie wystawiennicze na najważniejszych branżowych imprezach – najwyraźniej muszą poradzić sobie same, co i tak robią niemal od początku pandemii – konstatuje Paweł Montewka i dodaje, że podobnie jest z innymi podmiotami, z którymi takie podmioty współpracują – np. z dostawcami elementów meblarskich czy metaloplastycznych czy innych usług koniecznych dla funkcjonowania targów.

Analiza projektu Planu nastraja go raczej pesymistycznie. – Na faktyczną realizację celu strategicznego – odbudowę potencjału rozwojowego gospodarki przewidziano zaledwie skromne środki. Duże zaś – przeznaczone są m.in. na stopniowe odchodzenie od paliw stałych na rzecz OZE, przy czym bez wyboru tańszego wariantu tworzenia dużej ilości mikro elektrowni słonecznych, lecz postawiono od razu na mega farmy wiatrowe w specjalnej strefie ekonomicznej Bałtyku. Rozwiązanie tyle kontrowersyjne, co chyba najdroższe z możliwych. Spore kwoty zostały przeznaczone dla instytutów badawczych oraz dla dużych przedsiębiorstw – najczęściej wielkich spółek skarbu Państwa, które i tak dysponują bardzo korzystnymi możliwościami finansowymi, a teraz dodatkowo będą mogły z tych środków zmodernizować swój potencjał produkcyjno – wytwórczy, a także wydać je na poprawę pracy administracji publicznej – obawia się Paweł Montewka. Reprezentujący Komitet Obrony Branży Targowej Krzysztof Szofer przypomina z kolei, że doraźnie wprowadzane u nas tzw. tarcze pomocowe, jako główny wyznacznik, kto może stać się ich beneficjentem, ustanowiły określone numery PKD. – Wszystkie dotychczasowe rządowe edycje programów wsparcia, z żelazną wręcz konsekwencją, pomijają prawie 90 procent firm pracujących dla targów. Powodem jest właśnie ich „zły” PKD. Dzieje się tak, pomimo apeli i wyjaśnień branży znajdującej się dziś na skraju upadku. 73.11.Z, bo o nim mowa, to właśnie ten numer, który cały czas jest poza listą zakwalifikowanych do pomocy przedsiębiorstw – zwraca uwagę Krzysztof Szofer, odwołując się do wsparcia, z jakiego korzystają przedsiębiorcy w innych krajach UE.

– We Francji, a zwłaszcza – w bliższych nam Niemczech przyznanie pomocy zależy wyłącznie od spadku przychodów w firmach. Dodatkowo – na początku tego roku rząd w Berlinie przeznaczył aż 642 milionów euro sektorowego wsparcia dla wszystkich gospodarczych podmiotów, które pracują dla branżowych imprez targowych. Dzięki temu mają one sporą szansę dotrwać do lepszych czasów, aby od razu zabrać się za szybką odbudowę tego segmentu odpowiedzialnego za promocję gospodarki – opisuje Krzysztof Szofer. Tłumaczy, że u nas zaś, adresatami Programu Odbudowy mają być między innymi przedsiębiorcy i przedsiębiorstwa, które otrzymają środki na dywersyfikację profilu działalności i odbudowę inwestycji, zarówno w sektorach najbardziej dotkniętych skutkami pandemii (np. turystyka, kultura, gastronomia i handel) oraz nowe inwestycje na rozbudowę potencjału innowacji, elektromobliności, wdrożenia zielonych technologii i produktów oraz rozwoju aplikacji i usług w zakresie cyfryzacji. – Ale jak to wygląda w rzeczywistości, widać dopiero po alokacji środków – mówi i przedstawia wyniki bardziej szczegółowej analizy.

– Autorzy projektu przeznaczają kwotę 4,133 mld EUR na odporność i konkurencyjność gospodarki, 4,262 mld EUR na system ochrony zdrowia, 3.034 mld EUR na transformację cyfrową, aż 6,1 mld EUR na zieloną transformację dotyczącą transportu i mobilności oraz 6,4  mld EUR na zieloną energię. Jak widać, taki podział środków ewidentnie przeznacza na działania bezpośrednie w obszar gospodarki kwotę około 17,3% ze środków bezzwrotnych na gospodarkę – wylicza, uważając, że taka proporcja podziału środków z pewnością byłaby dobra w czasach normalnej prosperity gospodarczej. W dobie kryzysu spowodowanego COVID 19 jest zaś kompletnym absurdem. – Kwota około 16 mld PLN na pomoc dla firm dotkniętych w sposób szczególny epidemią – zamrożonych często przez okres bliski półtora roku – to mniej niż przeznaczono na jedną tylko tarczę – PFR 2.0. Pieniądze te miałby zostać przeznaczone na inwestowanie firm w przebranżowienie oraz stwarzanie tzw. drugich filarów produkcji oraz świadczenia usług. To bardzo mała suma, jak na potrzeby gospodarcze naszych firm – wskazuje Krzysztof Szofer i przygląda się, jak została kwota 4,133 mld EUR podzielona. – Wyznaczono szereg celów pośrednich, i tak celem o sygnaturze A1.1.1 jest wspieranie inwestycji w przedsiębiorstwach – na ten cel wyasygnowano – uwaga aż 300 mln EUR !!! – wskazuje, opisując pozostałe cele komponentu. – Na przykład inwestycje w skrócenie łańcucha dostaw rolno- spożywczych – 500 mln EUR /,a zatem inwestycja bardzo ważna, bo chyba wszyscy doświadczamy, jak często dostawy do sklepów spożywczych są nieregularne i jak mocno odczuwamy braki na półkach/, wsparcie zielonych rozwiązań w przedsiębiorstwach obniżających emisję gospodarki – 400 mln EUR /, co w czasach, kiedy firmy stoją na krawędzi bankructwa, postawi je na nogi, poprawiając z pewnością poziom emisji szkodliwych substancji/ czy też przygotowanie terenów inwestycyjnych – kwota 350 mln EUR  /skoro nie mamy pieniędzy na bieżące funkcjonowanie, na pewno zainteresujemy się terenami inwestycyjnymi/ – komentuje.

Jego zdaniem swoiste kuriozum w dobie kryzysu to przeznaczenie na mobilność bezzałogową kwoty 164 mln EUR. I tak, jak zauważa, kwota prawie 4 mld EUR kurczy się do faktycznej kwoty około 300 mln EUR.

Kolejne ciekawe, wskazane przez niego, elementy programu odbudowy to:

  1. Kwota 3,201 mld EUR na poprawę efektywności energetycznej budynków mieszkalnych – czy to dziś na pewno idealne narzędzie pomocy do podniesienia się ze stanu kryzysu gospodarki?,
  2. Wsparcie rozwoju nowoczesnego uczenia się – 543 mln EUR – adresatem pomocy jest MEN
  3. Ważny gospodarczo program opieki nad dziećmi do lat 3 – 381 mln EUR z docelową pomocą dla 9000 osób
  4. Program przeznaczony dla ministerstw oraz administracji publicznej zwiększający cyberbezpieczeństwo 443 mln EUR,
  5. E-usługi wspomagające działanie administracji publicznej z kwotą 457 mln EUR,
  6. I może nieco mniej dyskusyjny, ale bardzo kosztowny – program rozwoju technologii wodorowych i paliw alternatywnych z kwotą 797 mln EUR

Bez komentarza pozostawia inwestycje w ochronę zdrowia oraz zieloną energię, która oparta została o farmy wiatrowe posadowione na Bałtyku.

Projekt Krajowego Programu Odbudowy i Zwiększania Odporności KPO to dokument przedstawiony do konsultacji jako odpowiedź rządu RP na europejski instrument RRF – Recovery and Resilience Facility. – Zgodnie z nazwą oraz momentem, w którym powstaje ten program, przeznaczony jest on na odbudowę gospodarki po epidemii COVID 19 oraz na zwiększenie odporności gospodarki na pojawiające się zjawiska kryzysowe – mówi Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej. Wymienia, na co pójść mają te środki.

W ramach tego programu przewidziano dla Polski kwotę 58,1 mld EUR, które rozdzielono na środki bezzwrotne 23,9 mld EUR oraz zwrotne na poziomie 34,2 mld EUR. Zgodnie z sześcioma rekomendowanymi przez UE filarami, środki powinny być dystrybułowane na:

1.zieloną transformację,

2.transformację cyfrową,

3.inteligentny i trwały wzrost sprzyjający włączeniu społecznemu,

4.spójność społeczną terytorialną,

5.opiekę zdrowotną oraz odporność gospodarczą, społeczną i instytucjonalną,

6.politykę na rzecz następnego pokolenia – taką jak edukacja i rozwijanie umiejętności.

– Już na pierwszy rzut oka widać, że takie priorytety to zupełnie co innego niż główny cel, jaki miał przyświecać powstaniu programu, czyli niwelowanie gospodarczych i społecznych skutków epidemii COVID 19 – zauważa Paweł Montewka i tłumaczy:

– Jak widać, na faktyczną realizację celu strategicznego – odbudowę potencjału rozwojowego gospodarki przewidziano środki bardzo skromne, a może wręcz symboliczne. Duże środki przeznaczone są na stopniowe odchodzenie od paliw stałych na rzecz OZE, ale nie wybrano tutaj tańszego wariantu tworzenia dużej ilości mikro elektrowni słonecznych, tylko postawiono na farmy wiatrowe w specjalnej strefie ekonomicznej Bałtyku. Rozwiązanie tyle kontrowersyjne, co chyba najdroższe z możliwych. Spore kwoty zostały przeznaczone dla instytutów badawczych oraz dla dużych przedsiębiorstw – najczęściej dużych spółek skarbu Państwa, które będą mogły z tych środków zmodernizować swój potencjał produkcyjno – wytwórczy, a także na poprawę pracy administracji publicznej – opisuje możliwe przeznaczenie środków z Planu Paweł Montewka i pyta:

– Co z tego, że będziemy dysponować ocieplonym i ogrzanym przez OZE mieszkaniem, jeśli nie będziemy mieli pracy, a co za tym idzie, środków do życia? Program KPO dotyczy wsparcia wybranych branż, na których władza, zdaniem autorów, mogłaby zarobić pieniądze lub zbić kapitał polityczny. Nie jest to jednak w ogóle program odbudowy najbardziej poszkodowanych przez COVID 19 przedsiębiorstw. Całkowity brak w nim np. branży, która od ponad roku pozostaje zamknięta i pozostanie w tym stanie przez jeszcze co najmniej pół roku – branży spotkań z takimi wiodącymi segmentami jak np. targi – zwraca uwagę.

Jego zdaniem, projekt KPO przedstawiony do konsultacji to dokument posiadający jedną bardzo ważną wadę – ma źle wykonaną alokację środków. – Największe nakłady należy przeznaczyć na odbudowę naszego potencjału gospodarczego, na wsparcie przedsiębiorstw w zakresie poszukiwania nowych dróg rozwoju – przebranżowienie oraz na intensywną promocję w miarę dobrze funkcjonujących firm, które mimo pandemicznej sytuacji, gotowe są na nawiązanie kontaktów handlowych z partnerami w Europie i na świecie. W tym właśnie zakresie rola targów jest nieoceniona – podsumowuje Paweł Montewka.

W Polsce działa około 4 i pół tysiąca firm pracujących dla targów. Wiele z nich to także podwykonawcy dla zagranicznych organizatorów targów – np. z Niemiec. Na imprezy targowe w Polsce – głównie w Poznaniu, Kielcach, Gdańsku czy Krakowie, przyjeżdżały dziesiątki tysięcy gości także zza granicy. Brali udział m.in. w targach Budma czy Amberif. Choć w ciągu ostatniego roku swoją działalność zakończyły specjalizujące się w organizacji branżowych imprez podmioty Expo Silesia czy Expo Mazury, znaczna większość firm tego sektora wciąż chce wznowienia stałej aktywności. Z przeprowadzonych przez Międzynarodowe Targi Poznańskie badań wynika, że prawie 90% przedsiębiorstw oczekuje z niecierpliwością możliwości powrotu do tradycyjnych targów. Obecne straty branży targowej sięgają 2 miliardów złotych i stale się powiększają.

Ile gier komputerowych może kupić statystyczny Polak?

Statystyczny Polak za swoje wynagrodzenie może teoretycznie zakupić 142 gry na platformie Steam. To blisko dwa razy więcej niż 15 lat temu, ale też prawie pięć razy mniej niż obecnie może nabyć statystyczny Islandczyk – wyjaśniają eksperci z wydawnictwa gier komputerowych, All in! Games.

Ceny gier na przestrzeni lat nie zmieniły się znacząco. Zmieniało się natomiast wynagrodzenie oraz kursy walut, czyli czynniki, które wpływają na to jak kształtuje się „indeks gier video” (nawiązując do indeksu Big Maka lub Coca-Coli).

– Polska wypada w tym rankingu kiepsko, ponieważ zajmuje ostatnie miejsce wśród europejskich krajów należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), której dane dot. wynagrodzeń brutto, do 2019 roku, zostały wykorzystane do obliczeń. W ustaleniu wartości indeksu wzięliśmy również pod uwagę średnią cenę gry na Steam według spysteam.com, a także kurs dolara i euro z ostatniego dnia roku w latach 2004-2019 – tłumaczy Chris Bain senior strategy advisor z notowanego na GPW wydawnictwa gier komputerowych, All in! Games.

Kto liderem?

Najbliżej Polski w tym zestawieniu jest Litwa i Łotwa, gdzie kupimy odpowiednio o 6 i 22 gry więcej miesięcznie. Te bałtyckie kraje, uwzględniając też Estonię, plasują się przed biało-czerwonymi również w rankingu tempa wzrostu, choć tym razem zajmujemy w nim jedną z czołowych pozycji, bo czwartą. Wobec 2004 roku statystyczny Polak może kupić dwukrotnie więcej gier (dokładnie o 104%), a w prowadzącej w tym zestawieniu Łotwie obywatel może poszerzyć swoją kolekcję aż o 257% więcej gier niż 15 lat wcześniej. Jedynym krajem, w którym odnotowano ujemny wynik (-7%) jest Grecja, gdzie za wynagrodzenie z 2019 można było pozyskać 180 tytułów (wobec 195 w 2004).

Najwięcej gier za miesięczną pensję kupią obywatele USA (601), Szwajcarii (608), Luksemburga (673) oraz Islandii (695).

– Są to wartości teoretyczne, gdyż do obliczeń przyjęto wynagrodzenie brutto, które jest obniżane w zależności od stawek podatkowych obowiązujących w poszczególnych krajach – tłumaczy Chris Bain.

Gry nie drożeją

Średnie nominalne ceny gier utrzymują się na podobnym poziomie od 15 lat, pomimo znaczących wzrostów kosztów produkcji. Wynika to m.in. przyzwyczajeń rynku i faktu, że ceny największych tytułów praktycznie się nie zmieniły i wynoszą 60 dolarów. Co prawda wydawanych jest ich więcej niż w 2004 roku, ale też rośnie liczba tańszych gier, produkcji mniejszych studiów.

W związku z ogólnym wzrostem wynagrodzeń gracze mogą sobie pozwolić na większe zakupy, choć np. w przypadku Polski ten wzrost mógłby być jeszcze większy, gdyby nie silny dolar w ostatnich kilku latach, gdy utrzymywał się on na poziomie powyżej 3,75zł. W 2004 roku był warty 3,1zł i w późniejszym okresie nie przekraczał granicy 3zł.

– Co ciekawe, realna wartość złotówki, uwzględniająca inflację spadła wobec 2004 roku o blisko 34%.Oznacza to, że w 2019 za tę samą nominalną kwotę można było kupić ok. 1.34 mniej produktów. W przypadku gier komputerowych ta tendencja jest odwrotna. Za mniejszą kwotą możemy zapewnić sobie jeszcze więcej rozrywki – podsumowuje ekspert z All in! Games.

Upadłość Spółki bez majątku

Coraz więcej spółek kapitałowych (z ograniczoną odpowiedzialnością i spółek akcyjnych) nie reguluje swoich zobowiązań przez okres dłuższy niż 3 miesiące. O ile niewypłacalność powstała faktycznie z powodu COVID-19, można skorzystać z moratorium na składanie wniosków upadłościowych. Jeśli jednak niewypłacalność powstała z innego powodu, spółka powinna złożyć wniosek o upadłość. A co w sytuacji, gdy spółka nie ma majątku umożliwiającego przeprowadzenie procedury upadłościowej? Wyjaśniają to eksperci firmy doradczej Lege Advisors.

Sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania lub wystarcza jedynie na zaspokojenie tych kosztów”. Ten zapis w prawie upadłościowym wynika z faktu, iż postępowanie upadłościowe jest egzekucją generalną, czyli prowadzoną w interesie wierzycieli, nie dłużnika. Tak więc, jeżeli nie ma szans na zaspokojenie w choćby minimalnym stopniu roszczeń wierzycieli, prowadzenie takiego postępowania nie ma praktycznego sensu.

– Z naszych doświadczeń wynika, że szacunkowa wartość nieobciążonego majątku jakim powinna dysponować spółka, składając wniosek o upadłość, to minimum kilkadziesiąt tysięcy złotych. W przeciwnym wypadku jest duże prawdopodobieństwo, że sąd oddali wniosek z uwagi na niewystarczający majątek.tłumaczy Norbert Banaszek, ekspert z firmy doradczej Lege Advisors. Warto również zaznaczyć, iż w wielu sytuacjach koszty postępowania i inne zobowiązania, które będą musiały być pokryte z masy upadłości, np. wynagrodzenia pracowników zatrudnionych w momencie ogłoszenia upadłości, mogą być znacznie wyższe i sięgać setek tysięcy a nawet milionów złotych. dodaje.

Czy warto zatem składać wniosek o upadłość, ponosić koszty opłaty sądowej i koszty zaliczki, skoro i tak wniosek zostanie oddalony?

Po dokładnej analizie przepisów okazuje się, że w pewnych sytuacjach nie jest to działanie pozbawione sensu. I jest opłacalne dla organu reprezentującego spółkę. Zgodnie z art. 21 Prawa upadłościowego, dłużnik jest obowiązany nie później niż w terminie 30 dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości, zgłosić w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości. Zgodnie z art. 11 ust. 1 Prawa upadłościowego dłużnik jest niewypłacalny, jeżeli utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Zgodnie z ust. 2 i 3 powyższego przepisu uważa się, że dłużnik utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych, jeżeli opóźnienie w wykonaniu tych zobowiązań przekracza 3 miesiące lub zobowiązania pieniężne spółki przekraczają wartość jej majątku – stan ten powinien utrzymywać się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące.

Gdy sytuacja finansowa spółki pogarsza się od dłuższego czasu, oddalenie wniosku o upadłość z powodu niewystarczającego majątku, może być uznane za niezłożenie wniosku na czas ze wszystkimi konsekwencjami. Czasami jednak firma może znaleźć się w stanie niewypłacalności na skutek incydentalnego, niezależnego od niej zdarzenia. Wtedy złożenie wniosku, oczywiście z zachowaniem terminu, byłoby uzasadnione. Należy więc podkreślić, że do uniknięcia odpowiedzialności zarządu najważniejsze jest złożenie wniosku w ustawowym terminie. Badając odpowiedzialność zarządu, sąd każdorazowo powinien ustalić właściwy termin na złożenie wniosku, uwzględniając sytuację indywidualną spółki.

Poważnym argumentem jest także odpowiedzialność zarządu spółek z ograniczoną odpowiedzialnością wynikająca z Kodeksu Spółek Handlowych. Według jego zapisów, gdy egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania. Członek zarządu może jednak uwolnić się od odpowiedzialności, jeżeli wykaże, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub w tym samym czasie wydano postanowienie o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo o zatwierdzeniu układu.”mówi Szymon Mojzesowicz, ekspert z firmy doradczej Lege Advisors.

W przypadku spółek osobowych istnieje solidarna odpowiedzialność wspólników za zobowiązania spółki. A więc w przypadku, gdy egzekucja z majątku firmy okaże się bezskuteczna, wierzyciel może prowadzić egzekucję z majątku dłużnika. Kwestia upadłości osób fizycznych prowadzących działalność, jak również spółek osobowych, stanowi odrębne zagadnienie z uwagi na nieograniczoną odpowiedzialność majątkową dłużnika.

Jakie są sankcje za niezłożenie wniosku o upadłość spółki we właściwym terminie?

„Kto, będąc członkiem zarządu spółki albo likwidatorem, nie zgłasza wniosek o upadłość spółki Poznań handlowej, pomimo powstania warunków uzasadniających według przepisów upadłość spółki, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku” (art. 586 KSH). Wobec osoby uprawnionej do reprezentacji spółki, uchylającej się od obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, sąd dodatkowo może nałożyć zakaz prowadzenia działalności gospodarczej.

Podsumowując, należy składać wniosek o ogłoszenie upadłości, kiedy jeszcze spółka dysponuje majątkiem na przeprowadzenie postępowania. Samo złożenie wniosku, który zostaje przez sąd oddalony z uwagi na brak majątku, nie zapewnia ochrony przed odpowiedzialnością karną i cywilną, co potwierdza orzecznictwo sądów.wyjaśnia Norbert Banaszek z firmy doradczej Lege Advisors.

Najbliższa edycja DIMAQ Voice Online już 30 marca

Zapraszamy na kolejne bezpłatne, wirtualne spotkanie dla entuzjastów digital marketingu. Marcowa edycja DIMAQ Voice, który emitowany jest na platformie streamingowej, odbędzie się 30.03, w godzinach 15:00 – 16:35.

Podczas najbliższego spotkania DIMAQ VOICE wysłuchamy trzech prelekcji. Wystąpią: Agnieszka Zwolan, Content Marketing Specialist w Rocket Jobs i Just Join IT; Piotr Mrzygłód, Interim Manager, Architekt Marketingu; Maciej Fronczak, Programmatic Media Partner w IT/ES & PT RTB House.

Prelekcja I, godz. 15:05:

„Wykorzystywanie fun contentu w komunikacji marki – case study Rocket Jobs”

Agnieszka Zwolan, Rocket Jobs i Just Join IT

Powszechnie wiadomo, że śmiech to zdrowie. Nawet ten przez łzy nieraz przynosi ukojenie, a wręcz bywa jedyną drogą na błyskotliwe komentowanie szarej codzienności. Jednak… czy żartobliwy styl można wykorzystać do zwiększenia konwersji? A można, jak najbardziej!

Podczas prelekcji dowiesz się:

– jaką rolę gra znajomości branży i grupy odbiorców oraz jak ważne jest, by trafiać z odpowiednim komunikatem,

– memy a marketing – jak zwiększyć konwersje za pomocą fun contentu,

– kto robi to dobrze i dlaczego jest to Rocket Jobs 🙂

Prelekcja II, godz. 15:35:

„Opowiadanie marki w modelu bajki, czyli zapomnij o podróży bohatera Campbella!”

Piotr Mrzygłód, Interim Manager, Architekt Marketingu

Co ma wspólnego bajka z Twoją marką? Wszystko! Jeśli jej nie opowiesz w ciekawy sposób nie zostanie zapamiętana i powtarzana. Różne są modele opowiadania – niektóre z nich są szczególnie przydatne w marketingu. W trakcie prelekcji poznasz konkretne modele opowiadania marki wraz z Case Studies.

Prelekcja III, godz. 16:05:

„Programmatic Video – szansa na wzrost w 2021?”

Maciej Fronczak, Programmatic Media Partner w IT/ES & PT RTB House

Ostatni rok był pełen niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji, jak zachowa się Programmatic Video w 2021? Czy będzie on dźwignią nowych zmian, które pozwolą na utrzymanie wzrostu rynku digital w Europie?

Podczas prelekcji dowiesz się:

– jakie zmiany na rynku programmatic zaszły w 2020 roku,

– jaki był wzrost rynku programmatic,

– jakie są rodzaje reklamy Video,

– jakie są trendy video w 2021 roku, a jaka jest przyszłość reklamy video, czyli co dalej?

Akredytacja DIMAQ

Posiadacze certyfikatów DIMAQ za udział w wydarzeniu otrzymują od 5 do 7 punktów recertyfikacyjnych. Szczegóły punktacji dla Uczestnika i Prelegenta znajdują się stronie: https://dimaq.pl/dimaq-voice-online/

Link do bezpłatnej rejestracji jest TU.

Bądź na bieżąco z DIMAQ Voice! Dołącz do wydarzenia na Facebooku.

Zostań prelegentem DV Online!

Nieustannie przyjmujemy zgłoszenia od osób, które chcą spróbować swoich sił jako prelegent/ka podczas DV Online. Jeśli masz ciekawy temat, którym chciałbyś/abyś podzielić się z naszą widownią nie zwlekaj, wyślij zgłoszenie wypełniając krótki formularz.

Co możesz zyskać będąc prelegentem DIMAQ Voice?

  • Jeśli jesteś posiadaczem certyfikatu DIMAQ, możesz zdobyć nawet 40 pkt recertyfikacyjnych (25 gwarantowane, dodatkowo do 15 pkt w zależności od ocen publiczności)
  • Wzmocnisz swój ekspercki wizerunek
  • Zaprezentujesz ciekawe rozwiązania/case’y swojej firmy

Aby zostać prelegentem DIMAQ Voice nie musisz posiadać certyfikatu DIMAQ. Jeśli Twoja prezentacja będzie oryginalna i spełni określone wymagania merytoryczne, na pewno odezwiemy się w celu omówienia szczegółów i zaplanowania dogodnego terminu wystąpienia.

Materiał eksperta – Giganci i debiutanci ramię w ramię na podbój… kosmosu

Podbój kosmosu nie jest już wyłącznie domeną Rosjan, Amerykanów, czy samego Elona Muska. Coraz więcej spółek interesuje się tzw. space-industry, której wstępna wycena pobudza wyobraźnię zarówno dużych graczy, jak i całkowicie raczkujących start-upów. Czy tylko kwestie finansowe przemawiają do portfeli początkujących przedsiębiorców? Niekoniecznie.

Kosmos z kosmiczną wyceną

Jak podaje redakcja BBC, wartość globalnego sektora kosmicznego (i gałęzi powiązanych) szacowana jest na 380 mld dolarów, spośród których 60 proc. stanowią inwestycje przedsiębiorstw komercyjnych. Według szacunków jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie — Morgan Stanley & Co. — branża jest wyjątkowo dynamiczna, ponieważ do roku 2040 ma osiągnąć poziom co najmniej 1 bln dolarów. Większym optymizmem dzielą się analitycy Bank of America, którzy uważają, że tylko w ciągu dekady globalna wartość sektora ulegnie potrojeniu, łapiąc pułap 1,4 bln dolarów. W tym momencie pojawia się jednak pytanie — czy na tak odważne szacunki wpłynie pandemia?

— Podczas gdy COVID-19 doprowadził do opóźnień w niektórych programach publicznych i prywatnych, nie wydaje się, aby epidemia miała negatywny wpływ na ogólne inwestycje. Może to w dużej mierze wynikać z faktu, iż większość wydatków w kosmosie to wydatki typu business-to-business/government (B2B/G), które zazwyczaj wracają do normy szybciej niż wydatki typu business-to-consumer (B2C) — wyjaśniał w ubiegłorocznej notatce do inwestorów Ron Epstein, analityk z Bank of America.

Branża dla majętnych? Duża szansa dla start-upów

Pomimo obiecujących wycen, sektor kosmiczny nie serwuje ambitnym start-upom prostego debiutu. Wysoka bariera wejścia powoduje, że według Scotta Campbella z Deloitte Ventures za 75 proc. udziałów odpowiada wyłącznie 7 spółek. Nadzieją na obniżenie kosztów jest jednak ewolucja technologii operacyjnej. M.in. dzięki młodym przedsiębiorstwom obecnie branża coraz bardziej interesuje się tzw. nano satelitami, których waga wynosi do 50 kg, a koszt wysłania na orbitę waha się od 100 tys. dolarów do 1 mln. Dla porównania, tradycyjne satelity ważą od 2 do 6 ton (a więc gabarytami przypominają pełnowymiarowy autobus) i koszt “transportu” tego typu obiektu na orbitę geostacjonarną wynosi od 0,5 mln do aż 3 mld dolarów.

Co za tym idzie, młode spółki coraz chętniej wchodzą we współpracę z dużymi graczami, aby popyt i podaż na eksploatację orbity systematycznie obniżał koszty operacyjne. Duża część spółek technologicznych chce mieć “własną” satelitę, która zapewniałaby niezależny sygnał, jednak dynamiczne zainteresowanie samodzielną emisją sygnałów pobudza również spółki specjalizujące się w zarządzaniu danymi. To również nisza, którą są w stanie zagospodarować ambitne start-upy.

Do 2011 roku branża kosmiczna była raczej domeną sektora rządowego. Układ sił zmieniły deklaracje Baracka Obamy, który zachęcił prywatnych przedsiębiorców do inwestowania w technologie satelitarne. Na samym przykładzie Wielkiej Brytanii można wskazać, że młode biznesy zareagowały na odzew strony amerykańskiej. Według BBC, 10 lat temu tylko w UK działały 234 spółki zajmujące się branżą kosmiczną. W 2018 roku z kolei — aż 948.

Mniejsze spółki w gotowości

Przedstawiciele brytyjskiego VC Seraphim Capital szacują, że obecnie na orbicie znajduje się mniej niż 9 tys. satelit. Licząc od 2016 roku, za 10 proc. wszystkich obiektów odpowiadało 5 firm: OneWeb, SpaceX, Planet, Spire oraz Amazon. Nie oznacza to jednak, że mniejsze spółki pozostają w tyle. W perspektywie najbliższych 4 lat aż 200 start-upów i dojrzałych przedsiębiorstw ze skromniejszym kapitałem, aniżeli globalne koncerny planują wysłać na orbitę około 25 tys. satelit. Jeśli pierwotne założenia spółek znajdą odzwierciedlenie w faktycznej realizacji, to właśnie start-upy, które wejdą na rynek, mogą zmienić zasady gry nie tylko w branży kosmicznej.

Powód? Przede wszystkim zastosowanie nano satelit. System kosmiczny oparty na mniejszych obiektach jest w stanie zrewolucjonizować technologię chmury, a także przesyłu danych. Sam Microsoft wraz z SpaceX chce zainwestować w rozwój modułów, które nie tylko byłyby buforem dla przesyłu informacji, ale również platformą do informowania o pogodzie, co jest w stanie zmodernizować systemy dla sektora rolniczego. W tych kategoriach mogą odnaleźć się właśnie mniejsze spółki i start-upy, które zajęłyby się wizją gigantów na płaszczyźnie realizacji projektów.

Z polskiej perspektywy podbój kosmosu może wydawać się nieco abstrakcyjny, jednak cała otoczka branży jest jak najbardziej dostępna dla krajowych przedsiębiorców. Jeśli nadwiślańskie start-upy uważnie prześledzą poczynania dużych koncernów, mogą trafić na pewną prawidłowość. Microsoft łączący siły ze SpaceX, Richard Branson zapowiada nowy projekt Virgin Orbit — wszystkie te spółki potrzebują odpowiedniej infrastruktury i przede wszystkim — podwykonawców.

Analiza danych satelitarnych, budowa nano satelit, koordynacja transportu sprzętu do baz serwisowych i kosmodromów. Te i wiele innych nisz nadal nie jest zagospodarowanych. W tym właśnie miejscu pojawia się przestrzeń dla ambitnych start-upów.

Autor: Łukasz Blichewicz — współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

EBC i NBP zaniepokojone wzrostem rentowności obligacji

Wydarzeniem minionego tygodnia było posiedzenie EBC na którym podjęto decyzję o przyśpieszeniu zakupów z programu PEPP w drugim kwartale w związku z dynamicznie rosnącymi rentownościami obligacji. ECB chce przeciwdziałać nadmiernemu wzrostowi rentowności, żeby utrzymać wysoką efektywność luźnej polityki monetarnej prowadzonej przez bank centralny. Tego samego dnia NBP wydał komunikat, że przygląda się sytuacji na rynkach finansowych i jest gotów modyfikować swój program skupu aktywów jeśli zajdzie taka potrzeba. Widać, że NBP również zaczyna się niepokoić wzrostem rentowności polskiego długu.

Wydarzeniem bieżącego tygodnia będzie posiedzenie FED, które odbędzie się w środę. Inwestorzy z uwagą będą śledzić komentarze amerykańskich bankierów centralnych dotyczące ich spojrzenia na ostatnie dynamiczne wzrosty rentowności obligacji skarbowych. Ponadto spłynie szereg danych z polskiej gospodarki: w środę poznamy dane o wynagrodzeniach oraz zatrudnieniu, w czwartek dane o produkcji przemysłowej, a w piątek sprzedaż detaliczna i produkcja budowlano-montażowa.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Premier M. Morawiecki w środę z wizytą w Paryżu. Energetyka jądrowa będzie jednym z kluczowych tematów spotkania z Emmanuelem Macronem

Istnieje szansa, żeby Trójkąt Weimarski zaistniał na nowo. Francja potrzebuje nowej dynamiki w Europie, a Polska poszukuje nowych partnerstw po zmianie w Białym Domu i wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – mówi Monika Constant, dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. Jak wskazuje, środowa wizyta premiera Mateusza Morawieckiego w Paryżu ma zacieśnić polsko-francuskie relacje gospodarcze, a obaj politycy będą rozmawiać m.in. o transformacji energetycznej i budowie pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, której Francuzi mogliby partnerować.

Celem wizyty premiera Morawieckiego w Paryżu jest zbliżenie tych dwóch krajów, przede wszystkim w obszarze gospodarczym. To jest kontynuacja rozmów, które w zeszłym roku rozpoczął Emmanuel Macron, odwiedzając Polskę, i które kontynuował m.in. wicepremier Gowin w zeszłym tygodniu. Płaszczyzn do współpracy pomiędzy Polską i Francją jest wiele, ale żeby one mogły zafunkcjonować, potrzebne są właśnie tego typu spotkania – mówi Monika Constant.

W środę, 17 marca premier Mateusz Morawiecki leci do Paryża, gdzie spotka się z prezydentem Emmanuelem Macronem. Szef polskiego rządu, podczas piątkowej konferencji prasowej w Lublinie, poinformował, że agenda spotkania będzie dotyczyć m.in. zagadnień kluczowych dla Europy oraz współpracy gospodarczej w najbardziej strategicznych sektorach po zakończeniu pandemii COVID-19.

Tematy, które premier Morawiecki będzie poruszał w Paryżu, nie są proste ani krótkie – mówi dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. – Rozmawiamy przecież m.in. o współpracy w obszarze szeroko rozumianej energetyki, projektach infrastrukturalnych, bieżącej wymianie handlowej, jak i wszystkich tych tematach, które w tym momencie są bardzo ważne dla Europy, czyli np. nowy Zielony Ład. To już pokazuje, jak wiele jest obszarów, o których premier Morawiecki będzie mógł rozmawiać w środę.

Jednym z kluczowych tematów omawianych przez obu polityków ma być energetyka jądrowa. Polska podpisała już co prawda ze Stanami Zjednoczonymi umowę na projekt i wykonanie elektrowni atomowej (pierwszy blok ma być gotowy w 2033 roku), ale Francja przedstawiła własną kontrofertę. O możliwościach współpracy i sfinansowania polskiego atomu mówił już m.in. ambasador Francji w Polsce Frédéric Billet. Z kolei w lutym br. w Warszawie gościł Jean Bernard Lévy, CEO największego francuskiego koncernu energetycznego EDF, który spotkał się z pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, Piotrem Naimskim. Ten zaś już wcześniej deklarował, że rząd będzie rozmawiać z każdym, kto przedstawi warunki zgodne z założeniami polskiego programu energetyki jądrowej.

Oczywiście Francja, dysponując energią atomową, chciałaby zaproponować Polsce współpracę w tym obszarze. Francja jest największym operatorem cywilnych elektrowni jądrowych, więc naturalnie ma bardzo ciekawą, kompleksową ofertę dla Polski, zaadaptowaną już do potrzeb europejskich – mówi Monika Constant.

Francuzi są w Europie postrzegani jako eksperci od energetyki jądrowej. Ogłoszony w latach 70. tzw. Plan Messmera zaowocował budową 58 reaktorów, a francuski miks energetyczny jest oparty na atomie w blisko 75 proc. W skali całej Europy Francja jest liderem pod względem poziomu pozyskiwania energii z reaktorów atomowych.

Polsce zależy na partnerze, który jest w stanie przygotować potencjalne elektrownie jądrowe zarówno od strony koncepcyjnej, jak i w aspekcie budowy, utrzymania tych reaktorów i przede wszystkim sfinansowania tego projektu. Wydaje się, że Francja będzie przygotowywać właśnie taką, kompleksową ofertę, dostosowaną do potrzeb Polski – mówi dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Jak wskazuje, w obszarze transformacji energetycznej tematem polsko-francuskich rozmów może też być np. wykorzystanie wodoru. Lista potencjalnych obszarów współpracy jest bowiem dużo dłuższa i są na niej także inwestycje zagraniczne i duże projekty infrastrukturalne.

Francja jest jednym z największych inwestorów zagranicznych w Polsce, zainwestowała tutaj prawie 100 mld zł i stworzyła ponad 200 tys. miejsc pracy. My doliczyliśmy się ponad 1,1 tys. firm z francuskim kapitałem obecnych w Polsce, więc mamy już solidną podstawę do stwierdzenia, że ta współpraca jest bardzo mocna – mówi Monika Constant. – Mówiliśmy o atomie, o wykorzystaniu wodoru, stworzeniu wspólnego czempiona w produkcji baterii dla elektromobilności i chcielibyśmy, żeby te tematy były zgłębiane. Wiemy też, że Polska będzie rozwijała swoją infrastrukturę m.in. poprzez budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Francja jest bardzo zainteresowana wzięciem udziału w tym projekcie, dysponuje olbrzymim doświadczeniem w projektowaniu, wykonawstwie i utrzymaniu infrastruktury kolejowej, drogowej czy turystycznej. Okazuje się więc, że tych obszarów, w których Francja może wspierać Polskę w jej rozwoju, jest bardzo wiele.

Według wstępnych danych GUS za 2020 rok Francja pozostaje czwartym największym partnerem handlowym Polski pod względem wartości obrotów towarowych. To również czwarty największy rynek eksportowy (5,6 proc. udziału w polskim eksporcie ogółem) i szósty kierunek polskiego importu (3,4 proc. udziału). Polska zajmuje natomiast 10. pozycję na liście największych odbiorców francuskich towarów, plasując się równocześnie na 10. miejscu wśród głównych dostawców towarów do Francji.

Co istotne, dwustronna wymiana handlowa między Polską i Francją rośnie z każdym rokiem. Co prawda w ubiegłym roku – ze względu na pandemię COVID-19 – polski eksport do Francji zmniejszył się o 4,5 proc. w porównaniu z 2019 rokiem (do poziomu 13,320 mld euro), jednak równocześnie nastąpił wzrost eksportu artykułów rolno-spożywczych (ok. 8 proc.) oraz wyrobów przemysłu wysokiej techniki (o 3 proc.). Z kolei polski import z Francji w ubiegłym roku zmniejszył się o ok. 10,2 proc. i wyniósł ponad 7,7 mld euro. Ogółem obustronne obroty towarowe zmniejszyły się o 6,7 proc. (z poziomu ok. 22,6 mld euro do ok. 21 mld euro), jednak Polska – mimo kryzysu związanego z pandemią – zachowała dodatnie saldo obrotów towarowych z Francją (5,5 mld euro).

Francuskie firmy reinwestują w Polsce, chcą tutaj zostać na dłużej i to jest miarą tych obustronnych relacji. Ale na poziomie politycznym konieczne są wizyty i rozmowy, żeby dalej wzmacniać tę współpracę, żeby pojawiały się kolejne jej obszary. Bez dialogu nie ma dobrej współpracy, dlatego chcemy, żeby był  on kontynuowany. Ta środowa wizyta będzie kolejnym przykładem rozwijania tego dialogu pomiędzy Polską a Francją – mówi dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Środowa wizyta premiera Mateusza Morawieckiego we Francji będzie pierwszą od ponad trzech lat. Wcześniej, w lutym 2020 roku do Warszawy przyleciał prezydent Emmanuel Macron, ale obustronny dialog chwilowo przerwała pandemia COVID-19. Dopiero w ubiegłym tygodniu wicepremier Jarosław Gowin poleciał do Paryża, gdzie spotkał się z ministrem gospodarki, finansów i odbudowy Republiki Francuskiej Bruno Le Maire’em oraz z przewodniczącym Senatu Republiki Francuskiej Gérardem Larcherem. Politycy rozmawiali m.in. o perspektywach współpracy polskiego i francuskiego przemysłu, eliminacji barier na jednolitym rynku oraz wzmocnieniu współpracy gospodarczej w ramach Trójkąta Weimarskiego.

Istnieje szansa, żeby Trójkąt Weimarski zaistniał na nowo. Francja potrzebuje nowej dynamiki w Europie, a Polska poszukuje nowych partnerstw po zmianie w Białym Domu i wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wydaje się, że Trójkąt Weimarski jest idealnym miejscem ku temu, żeby odnaleźć swoje miejsce, żeby nadać nową dynamikę tej europejskiej gospodarce. Francja, Niemcy i Polska to wielkie kraje, które współpracując, rozmawiając i działając są w stanie znowu popchnąć Unię Europejską do tego, aby miała ofertę konkurującą z innymi mocarstwami – mówi Monika Constant.

Wpływ pandemii na gospodarkę będzie widoczny przez kolejne pięć lat. To zmiany klimatyczne i cyberataki pozostają jednak największym zagrożeniem dla biznesu

Ryzyka środowiskowe i brak konkretnych działań wymierzonych w zmiany klimatu pozostają największym zagrożeniem społeczno-gospodarczym – wynika z nowej edycji Global Risks Report 2021, opracowywanego przez Marsh we współpracy ze Światowym Forum Ekonomicznym. Na tegorocznej liście zagrożeń wysoko uplasowała się też pandemia, która zwiększyła z kolei ekspozycję firm na cyberataki i ryzyka technologiczne. Według prognoz ekspertów wpływ COVID-19 na gospodarkę będzie widoczny jeszcze przez następne trzy–pięć lat. Będzie również widoczny w wielu sektorach ubezpieczeń, m.in. cyberpolisach i ubezpieczeniach należności.

– Każdego roku wydajemy Global Risks Report, w którym przedstawiamy główne – zdaniem ponad 100 tys. respondentów – zagrożenia i ryzyka. W tegorocznej edycji możemy wyróżnić trzy grupy ryzyk. Są to ryzyka środowiskowe, technologiczne i społeczne, wśród których znalazły się też zagrożenia związane z chorobami zakaźnymi i zjawiskami pandemicznymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Grześkowiak, prezes zarządu Marsh Polska.

Zmiany klimatu i ryzyka związane z degradacją środowiska wciąż znajdują się na szczycie listy największych globalnych zagrożeń, zarówno pod względem prawdopodobieństwa wystąpienia, jak i dotkliwości wywołanych przez nie szkód – wynika z Global Risks Report 2021, opracowywanego przez Marsh we współpracy ze Światowym Forum Ekonomicznym, przedstawicielami biznesu i autorytetami akademickimi, m.in. Uniwersytetu Oksfordzkiego i Uniwersytetu Pensylwanii. Eksperci prognozują, że podziały społeczne, niepewność i niepokój – spotęgowane pandemią COVID-19 – dodatkowo utrudnią międzynarodową współpracę w celu przeciwdziałania zmianom klimatu i degradacji środowiska.

– W ubiegłym roku na 10 najbardziej prawdopodobnych zagrożeń i najbardziej dotkliwych pod względem skali zniszczeń i strat aż osiem było związanych właśnie ze środowiskiem. W tym roku jest podobnie. Ryzyka nagłych zmian pogodowych, katastrofy ekologicznej i niepowodzenia polityki związanej z poprawą klimatu nadal są wiodące – wyjaśnia Artur Grześkowiak. – Widoczne są jednak też inne zagrożenia, m.in. te o charakterze technologicznym, związane z zagadnieniami regulacyjnymi na rynku cybernetycznym, awariami systemów cybernetycznych i nierównowagą w świecie cyfrowym.

Większe znaczenie ryzyka technologicznego w tegorocznej edycji raportu może wynikać z faktu, że pandemia na wielu firmach wymusiła zmianę modelu biznesowego, migrację do online’u i wdrożenie pracy zdalnej na masową skalę. To zwiększyło ich ekspozycję na ataki cybernetyczne. Firmy w miarę wdrażania nowych narzędzi cyfrowych odkrywają nowe luki w zabezpieczeniach, a home office spowodował utratę kontroli pracodawców nad przestrzeganiem procedur bezpieczeństwa.

– Obserwujemy w związku z tym zwiększone zainteresowanie cyberpolisami. Klienci, którzy do tej pory nie zdecydowali się na ich zakup, w ostatnim roku podjęli taką decyzję. Natomiast ci, którzy mieli je już wcześniej, zdecydowali się na zakup polis nadwyżkowych. Dotyczy to głównie grupy klientów, których operacje znacznie urosły w wyniku pandemii albo ich biznes jest mocno internetowy. Niemniej jednak wszyscy deklarują, że w związku z przejściem na tryb pracy zdalnej obawiają się ryzyk związanych z obszarem cyber. Dane od ubezpieczycieli pokazują zresztą, że aż 80 proc. wszystkich ataków ransomware dotyczyło pracowników pracujących właśnie w trybie home office – tłumaczy Małgorzata Splett, dyrektor Działu Ubezpieczeń Finansowych i Transakcyjnych w Marsh Polska.

Raport Global Risks, wydawany przy okazji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, od 15 lat ostrzegał przed ryzykiem wybuchu globalnej pandemii. Te ostrzeżenia ziściły się w 2020 roku, a eksperci prognozują, że wpływ COVID-19 na gospodarkę będzie widoczny jeszcze przez następne trzy–pięć lat.

– W horyzoncie trzech–pięciu lat tegoroczny raport wskazuje głównie na ryzyka o charakterze ekonomicznym, m.in. kryzys fiskalny, zadłużeniowy czy związany z wyceną aktywów przedsiębiorstw. W tym kontekście naszą uwagę zwraca raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego dotyczący firm zombie, czyli takich, które nie są w stanie obsługiwać swojego zadłużenia w ramach bieżącej działalności. Ich odsetek na rozwiniętych rynkach mieści się w przedziale 20–30 proc. Dekadę temu było ich mniej niż 10 proc. To pozwala postawić tezę, że wraz z nasilającymi się skutkami pandemii ekonomiczne kłopoty przedsiębiorstw mogą narastać i prowadzić do kryzysów – mówi prezes Marsh Polska.

Problemy gospodarcze wywołane pandemią i lockdownami mają przełożenie na wiele segmentów rynku ubezpieczeń. Efekty widać m.in. w polisach D&O, czyli ubezpieczeniach odpowiedzialności cywilnej przeznaczonych np. dla członków zarządów, prokurentów i członków rad nadzorczych. COVID-19 pogorszył już i tak ciężką sytuację na tym rynku.

– Mierzymy się ze wzrostami kosztów takich polis, ale i problemem z dostępnością sum ubezpieczenia na rynku. Ubezpieczyciele obawiają się kryzysu i spowolnienia gospodarczego, które zawsze przynoszą trend wzrostowy w szkodach z polis D&O. Tak było w latach 2008–2011 – wskazuje Małgorzata Splett. – Menedżerowie firm, którzy podejmują decyzje w trakcie pandemii, być może będą z nich rozliczani przez nowych właścicieli i nowe zarządy. Dlatego myślę, że z uruchamianiem polis D&O będziemy mieć do czynienia może jeszcze nie teraz, ale za kilka miesięcy, a nawet lat.

Kolejnym segmentem rynku ubezpieczeń, który zyskuje na znaczeniu w obliczu kryzysu gospodarczego, są ubezpieczenia należności handlowych. Jak wskazują eksperci Marsh Polska, nawet 80 proc. obrotu gospodarczego odbywa się w kredycie kupieckim, który wymaga ubezpieczenia. Ponadto firmy, które szukają kontrahentów za granicą, muszą oferować im konkurencyjne warunki współpracy, a jednym z nich jest odroczony termin płatności. Tego typu transakcje też wymagają zabezpieczenia. W sytuacji zawirowań gospodarczych i rosnącego ryzyka ubezpieczyciele mogą obniżyć limity ubezpieczeń lub nawet wycofać oferty dla niektórych branż czy rynków. Taka decyzja może oznaczać, że firmy nie będą miały odpowiednio zabezpieczonej płynności finansowej.

Dlatego w połowie ubiegłego roku rząd przygotował program wsparcia dla rynku ubezpieczeń należności handlowych. Nowy instrument wsparcia miał umożliwić zakładom ubezpieczeń scedowanie części ryzyka na Skarb Państwa w zamian za przekazanie części składki ubezpieczeniowej.

– ​W Polsce tego typu program wsparcia rządowego w 2020 roku nie wszedł w życie. Rozmowy z rządem koordynowane przez PIU były rozpoczęte już w kwietniu, natomiast nie zakończyły się sukcesem z uwagi na to, że sytuacja w polskiej gospodarce, a także globalnie nie była aż tak zła, jak na to prognoza pierwotnie wskazywała. Sam fakt rozpoczęcia rozmów pozwolił na uniknięcie masowych redukcji limitów, do których część ubezpieczycieli się przygotowywała już w maju. Od stycznia 2021 roku rozmowy są ponownie prowadzone. Nie wiemy, czy zakończą się sukcesem w pierwszym półroczu tego roku, wszystko zależy od tego, jakie będą prognozy co do rozwoju sytuacji gospodarczej w Polsce – mówi Marcin Olczak, dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych i Politycznych w Marsh Polska.

W uzasadnieniu do ustawy, która wprowadziła program wsparcia, rząd podał, że w 2019 roku wartość ubezpieczonych transakcji handlowych polskich firm wyniosła 534 mld zł. W zależności od rozwoju sytuacji pandemicznej istniało ryzyko, że ubezpieczyciele – w obawie przed wzrostem niewypłacalności przedsiębiorstw – zredukują swoją ekspozycję o 20–50 proc., co mogłoby oznaczać pomniejszenie dostępnego finansowania w postaci linii kredytowych o 80 mld zł.