W czasie pandemii Polacy chętniej sięgają po książki. Więcej i częściej czytają dzieci niż dorośli

Ubiegły rok dla czytelnictwa i rynku książki – po wiosennym załamaniu z powodu zamkniętych księgarń i bibliotek – okazał się jednak korzystny. Zgodnie z badaniem IMAS International co trzeci Polak zaczął częściej czytać książki, e-booki lub słuchać audiobooków. Szczególnie dobrze radzi sobie literatura dziecięca. – Dzieci czytają sporo, nawet jeśli nie ma w domu książek. Promowanie wśród nich czytania jest wdzięczną czynnością – mówi pisarz Michał Rusinek. Prowadzona przez niego Fundacja Wisławy Szymborskiej jest partnerem konkursu Literacka Podróż Hestii, który ma promować klasyczne formy w literaturze dla dzieci. Dziś większą popularnością wśród młodych czytelników cieszą się bowiem książki popularnonaukowe.

– Czytelnictwo w Polsce to dość bolesny temat. Dane publikowane co roku przez Bibliotekę Narodową są dość smutne, zwłaszcza kiedy porównamy je z danymi na przykład z Czech, gdzie czytelnictwo jest na bardzo wysokim poziomie – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Rusinek, prezes zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej.

Zgodnie z wciąż najnowszymi danymi BN za 2019 rok można nieco optymistyczniej spojrzeć na czytelnictwo w Polsce. Odnotowano bowiem trwałe zatrzymanie spadku czytelnictwa, który utrzymywał się niemal nieprzerwanie od 2004 roku, gdy zanotowano rekordowy, 58-proc. poziom czytelnictwa. W 2019 roku 39 proc. Polaków przeczytało co najmniej jedną książkę (vs. 37 proc. w 2018 roku), natomiast od trzech lat bez zmian pozostaje procent Polaków czytających siedem lub więcej książek rocznie (9 proc.).

W ubiegłym roku to pandemia miała największy wpływ na rynek książki. Podczas pierwszych dni wiosennego lockdownu sprzedaż zamarła. W marcowej ankiecie przeprowadzonej przez Polską Izbę Książki ponad 70 proc. księgarń deklarowało, że po 13 marca odczuło dramatyczny spadek sprzedaży w porównaniu do okresu poprzedzającego wprowadzenie stanu epidemii w Polsce. Dodatkowym utrudnieniem dla czytelników było zamknięcie bibliotek. Kolejne tygodnie przyniosły jednak ożywienie w czytelnictwie, szczególnie w księgarniach internetowych, gdzie kupowano więcej nie tylko książek papierowych, lecz także e-booków i audiobooków.

– Jesienią zeszłego roku pojawiło się bardzo dużo nowości. Wydawcy przestawili się na promowanie książek w internecie i my, czytelnicy, też się do tego przyzwyczailiśmy. Miejmy nadzieję, że ten pandemiczny rok wykaże wzrost czytelnictwa – podkreśla Michał Rusinek.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez IMAS International dla KRD na temat kondycji rynku książek, w czasie pandemii co trzeci Polak (35 proc.) sięga po nie częściej. Ponad 17 proc. twierdzi także, że więcej ich kupuje. Największym zainteresowaniem cieszą się kryminały, thrillery i horrory (36 proc.). Po książki historyczne, romanse i literaturę obyczajową sięga co piąty czytelnik. Bardzo dobrze w okresie pandemii radzą sobie również książki dla dzieci i młodzieży.

– Rodzice skazani na siedzenie w domu z dziećmi poszukiwali dla nich jakichś rozrywek, a naturalną rozrywką jest czytanie książek. Wielu z nich przypomniało sobie, że może w ten sposób spędzać z dziećmi czas. Wydawcy zgłaszają, że właśnie sprzedaż książek dla dzieci utrzymała się na podobnym poziomie jak przed pandemią albo nawet wzrosła – wskazuje prezes zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej. – Nie wiem, na czym to polega, ale my, Polacy, jako dorośli przestajemy czytać książki. Jako dzieci czytamy sporo, nawet jeśli książek nie ma w domu, bo nauczyciele czytają z dziećmi książki w szkole czy świetlicy.

Z najnowszych danych prezentowanych przez rynek-ksiazki.pl wynika, że najpopularniejszą pozycją w salonach Empik w okresie 15–28 lutego 2021 roku była książka Marty Galewskiej-Kustry „Pucio w mieście. Zabawy językowe dla młodszych i starszych dzieci”. Ósme miejsce zajęły z kolei „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)” Justyny Bednarek. Do rankingu (28. pozycja) trafiła także książka dla dzieci „Wszystkie kolory świata”, która jest zbiorem 20 różnorodnych utworów będących efektem współpracy czołowych polskich autorów i ilustratorów książki dziecięcej, m.in. Justyny Bednarek, Grzegorza Kasdepke czy Michała Rusinka.

– W świecie pełnym dezinformacji istnieje zakątek, w którym królują piękno i prawda. To literatura dziecięca. Otaczajmy ją szczególną troską – mówi cytowany w komunikacie prasowym Piotr Maria Śliwicki, prezes Grupy ERGO Hestia.

– Najczęściej czytane przez dzieci są książki non fiction, czyli książki popularnonaukowe, które nie należą do beletrystyki – dodaje Michał Rusinek. – Popularne są też książki, które ja bardzo cenię, tzw. picture booki, w których ilustracje pełnią równie ważną rolę co tekst. I pojawia się nowy gatunek, któremu bardzo kibicuję, mianowicie powieść graficzna. I to jest beletrystyka, trochę poważniejszy picture book, który nawiązuje do poetyki komiksu.

Jak wyjaśnia, duża popularność książek popularnonaukowych sprawia, że trochę mniejszą wagę przykłada się do czytania beletrystyki i literatury pięknej. Promocja klasycznych form – powieści i opowiadań – w literaturze dla dzieci to właśnie cel nowego konkursu Literacka Podróż Hestii, który organizuje Fundacja Artystyczna Podróż Hestii przy współpracy z Fundacją Wisławy Szymborskiej i pod mecenatem ERGO Hestia.

– Literatura dziecięca potrafi wpłynąć na całą gamę zainteresowań i ukształtować system wartości współczesnego młodego czytelnika. ERGO Hestia szeroko otwiera ścieżki dla obydwu stron tej aktywnej wymiany. W Literacką Podróż Hestii wyruszają bowiem nie tylko twórcy, ale też ich wymagający odbiorca – dzieci i młodzież. Nie da się odbyć tej podróży osobno lub w czyimś imieniu, tym bardziej że przecież czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła – podkreśla Piotr Maria Śliwicki.

– Jury będzie wybierać najlepszą książkę roku w ramach klasycznych gatunków beletrystycznych, ale też będzie promować zarówno książkę laureatów, jak i osób nominowanych – tłumaczy prezes zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej. – W pierwszym etapie konkursu na przełomie czerwca i lipca ogłosimy pięcioro nominowanych do nagrody i będziemy ich już promować, będziemy się starali, żeby byli zapraszani na letnie literackie festiwale. Natomiast w listopadzie ogłosimy nazwisko laureata lub laureatki, a właściwie tytuł zwycięskiej książki.

Do pierwszej edycji konkursu mogą się zgłaszać wydawnictwa i autorzy powieści i opowiadań dla młodego czytelnika (w wieku 10–15 lat). Muszą to być książki pisane w języku polskim i wydane w Polsce w ubiegłym roku. Czas na zgłoszenia mija 15 kwietnia br. Zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości 50 tys. zł.

– Mamy nadzieję, że nagrodzone książki w tym konkursie, który przewidziany jest jako konkurs wieloletni, ułożą się za jakiś czas w biblioteczkę tzw. evergreenów, czyli książek, po które zawsze będzie można sięgnąć. Będzie to taka biblioteka współczesnej klasyki dziecięcej i młodzieżowej – mówi Michał Rusinek, jeden z pomysłodawców konkursu.

Polacy opracowali grę VR sterowaną za pomocą mózgu. Znajdzie zastosowanie m.in. w szkoleniach żołnierzy i e-sporcie

Technologia VR, która do tej pory częściej kojarzona była z rozrywką, znajduje coraz większe uznanie w biznesie, przemyśle, nauce i medycynie. Połączenie grywalizacji z możliwością badania ludzkich odruchów pozwoli na nowy wymiar analizy danych o ciele człowieka. Tworzona przez Polaków gra z wykorzystaniem elementów wirtualnej rzeczywistości może być wykorzystana m.in. w szkoleniach pracowników, ponieważ pozwala na trening w niemal każdych warunkach i z niemal każdymi narzędziami. Sprawdzi się np. w szkoleniach kontrolerów ruchu lotniczego, żołnierzy jednostek specjalnych, ale też w neuromarketingu czy e-sporcie.

– Gra w wirtualnej rzeczywistości, którą stworzyliśmy w połączeniu z naszym urządzeniem do badania aktywności mózgu, bazuje na reakcjach użytkownika, które wykonuje w ramach gry, i daje mu informację zwrotną o tym, w jakiej kondycji akurat jest jego mózg. Możemy w skrócie powiedzieć, że jest to gra sterowana mózgiem. Na podstawie tego, czy użytkownik się skupia, czy gdzieś to jego skupienie ucieka, pewne rzeczy dzieją się w grze lub się nie dzieją – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Wojciech Broniatowski, dyrektor operacyjny CortiVision. – W tej chwili gra ma dwa warianty. Jeden z nich ma bardziej klimat bajkowo-fantasy, drugi bardziej klimat stricte naukowy, w którym np. możemy poruszać rękami, chociaż nimi nie ruszamy.

Dzięki specjalnemu oprogramowaniu z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości można dziś łatwo nauczyć się kontrolować mózg i niemalże jak na siłowni dobierać odpowiednie ćwiczenia, żeby np. umieć się skoncentrować na zawołanie czy wydłużyć czas uwagi. Tworzona przez Polaków gra z wykorzystaniem elementów VR może być wykorzystana m.in. w szkoleniach pracowników, ponieważ pozwala na trening w niemal każdych warunkach i z niemal każdymi narzędziami.

– W wirtualnej rzeczywistości możemy stworzyć w zasadzie dowolny scenariusz. Naukowo określa się to w pełni kontrolowanym środowiskiem testowym, w którym możemy dobrać odpowiednie bodźce treningowe. Czyli przykładowo, kiedy idziemy na siłownię, możemy wybrać odpowiednie obciążenie czy sprzęty do naszych ćwiczeń. Wirtualna rzeczywistość daje nam tę dowolność różnych sprzętów, które wpływają na nasze postrzeganie rzeczywistości i dają nam informację zwrotną o tym, że np. w danym momencie się skupiamy. To – wydawałoby się – oczywista rzecz, a jednak, jeśli się nad tym zastanowimy, to nie do końca wiemy, kiedy się akurat skupiamy – wskazuje Wojciech Broniatowski.

Badanie ludzkich odruchów podczas interakcji z odpowiednimi impulsami, nawet podczas gry czy szkolenia, może dać więcej informacji niż wywiad medyczny. Technologia wykorzystana przez firmę CortiVision to oprócz wirtualnej rzeczywistości także spektroskopia bliskiej podczerwieni. To jedna z trzech technologii obrazowania mózgu, oprócz EEG i rezonansu magnetycznego, która pozwala zbadać ludzki mózg.

– Bliska podczerwień, czyli tzw. NIRS, bazuje na malutkich diodach, które przepuszczają światło podczerwone przez naszą głowę. Co ciekawe, dla tego światła nasza głowa jest przezroczysta. To światło, które się odbija, jest następnie wychwytywane przez malutkie detektory, a informacje o tym są przetwarzane i umożliwiają rozgrywkę w wirtualnej rzeczywistości – tłumaczy dyrektor operacyjny CortiVision.

Choć wydaje się, że spektroskopia bliskiej podczerwieni bardziej kojarzy się z medycyną, to rozwiązanie stworzone przez CortiVision może być zastosowane w innych obszarach. Technologia VR jest stosowana m.in. w szkoleniach bankowych. Dla przykładu w 2020 roku Santander Bank Polska zapowiedział przeszkolenie w ten sposób 5 tys. pracowników.

– Ta technologia ma znacznie więcej zastosowań niż tylko rozważania naukowe. Powodując różne scenariusze w wirtualnej rzeczywistości możemy stworzyć grę nakierowaną na redukcję stresu wśród pracowników, czy np. na naukę lepszej kontroli emocjonalnej. Możemy sobie np. wyobrazić pracownika korporacji, który zmierzając do pracodawcy miał jakieś nieprzyjemne zdarzenie na drodze, wchodzi do pracy cały roztrzęsiony i potrzebuje czegoś, co pozwoli mu się uspokoić i skupić na pracy, żeby był w niej efektywny, a nie popełniał niepotrzebne błędy. Wierzymy, że możemy stworzyć system, który faktycznie z czasem, w miarę systematycznego używania będzie mógł poprawić zdolności tej osoby do przywracania siebie do uważności – wskazuje ekspert.

Wirtualna rzeczywistość szturmem wdarła się do gamingu. Firmy takie jak Sony, Valve, Oculus, HTC i inne sprzedały już ponad 10 mln zestawów VR. Tylko w 2020 roku, także dzięki pandemii, konsumenci na całym świecie zamówili ponad 5,5 mln takich urządzeń. Rynek konsumencki to jednak tylko jeden z obszarów rozwoju wirtualnej czy rozszerzonej rzeczywistości. Jedną z kluczowych i ważnych dla świata branż jest ochrona zdrowia, w tym badania ludzkiego mózgu. Według Verified Market Research z 2 mld dol. w 2019 roku wartość rynku VR w służbie zdrowia ma wzrosnąć do 2027 roku do blisko 34 mld dol.

– Naszą technologię możemy zastosować zarówno na rynku HR-owym, jak i np. wszędzie tam, gdzie zdolność uważności i funkcje poznawcze są szczególnie ważne. Możemy więc powiedzieć o zawodach publicznych, które bazują na uważności, jak np. kontrolerzy ruchu lotniczego czy specjalne jednostki wojskowe. Ale możemy też pomyśleć o zastosowaniach neuromarketingowych, e-sportu, gdzie np. refleks i świadomość własnej koncentracji są bardzo ważne. A medycyna jest szczególnym obszarem. Choć my się na nim nie koncentrujemy, możliwe jest wykorzystanie technologii do celów rehabilitacyjnych – wskazuje Wojciech Broniatowski.

Obecnie CortiVision oferuje sprzęt do kontrolowania mózgu jednostkom badawczym. W drugiej połowie tego roku firma zamierza dostarczyć kompletne rozwiązanie wzbogacone o wirtualną rzeczywistość.

Spin-off Uniwersytetu Warszawskiego uruchamia platformę e-learningową. Chce, by za zajęcia przygotowujące do egzaminów płaciły samorządy

70 proc. dzieci uczących się online nie przyswaja wiedzy na takim samym poziomie jak na zajęciach stacjonarnych. Potrzebne są dodatkowe rozwiązania, które pozwolą lepiej przygotować się uczniom m.in. do egzaminów. W tym celu spin-off Uniwersytetu Warszawskiego uruchomił platformę e-learningową, za pomocą której uczniowie mogą uzyskać dostęp do pakietu kursów przedmiotowych, przygotowujących do egzaminów ósmoklasisty i maturalnego. Wykorzystana w niej technologia pozwala korzystać z niej nawet na bardzo słabym technicznie sprzęcie. Dzięki temu twórcy chcą rozwiązać problem wykluczenia cyfrowego niektórych uczniów. Za korepetycje przygotowujące do egzaminów ósmoklasisty czy maturalnego mogą zapłacić samorządy. W Nowym Dworze Mazowieckim, Legionowie i Otwocku takie zajęcia są już darmowe.

– Lecturus Junior powstał po to, żeby wyjść naprzeciw zapotrzebowaniu, jakie pandemia koronawirusa spowodowała wśród uczniów, przede wszystkim tych, którzy w klasach ósmych i w klasach maturalnych muszą się zmierzyć z egzaminem. Zaprosiliśmy do współpracy Superbelfrów RP, którzy na naszej platformie prowadzą zajęcia przygotowujące do egzaminów ósmej klasy, czyli język polski, matematyka i język angielski. Te same przedmioty są w puli egzaminów maturalnych, plus jeszcze biologia i fizyka – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Włodzimierz Izban, prezes zarządu Lecturusa.

Zajęcia w ramach platformy Lecturus, należącej do spółki spin-off Uniwersytetu Warszawskiego, są stworzone zgodnie z obowiązującą podstawą programową. W pakiecie zajęć znajduje się ponad 130 lekcji dla maturzystów i 70 dla ósmoklasistów. Płatność za nie odbywa się poprzez platformę e-bilet. Prowadzący mają z uczestnikami kontakt za pomocą kamer, a podłoże technologiczne platformy  dostarcza Cisco.

– Dostęp do zajęć jest zarówno przez telefony, smartfony, jak i tablety, komputery, internet i przeglądarkę. Dostęp do naszej platformy, do zajęć na Lecturus Junior, jest niezależny od technologii, od platformy technologicznej i od sprzętu, który akurat jest w posiadaniu uczniów po drugiej stronie. Bariera technologiczna wejścia jest bardzo niska, ponieważ rozwiązanie działa na bardzo słabych konfiguracjach sprzętowych. Również uczniowie ze słabszymi sprzętami mogą brać udział w zajęciach, co pozwala też przeciwdziałać wykluczeniu – wyjaśnia Przemysław Zieliński, wiceprezes zarządu ds. technologicznych w Lecturusie.

Choć przedsięwzięcie ma charakter komercyjny, to niektórzy uczniowie korzystają z niego nieodpłatnie, ponieważ za ich przygotowanie płacą samorządy. W takiej sytuacji są uczniowie z Nowego Dworu Mazowieckiego, Legionowa i Otwocka.

– Zapobiega to wykluczeniu tych dzieci, ponieważ wiele rodziców potraciło pracę. Wykluczenie spowoduje to, że nie wszystkie dzieci będą miały możliwość odbycia korepetycji. Chcemy, żeby ten dostęp był w miarę ułatwiony i jednocześnie dać tym dzieciom możliwość jak najlepszego przygotowania się w tych trudnych czasach do egzaminów – dodaje Włodzimierz Izban.

Z danych Banku Światowego wynika, że 70 proc. dzieci uczących się online nie przyswaja wiedzy na takim poziomie, na jakim mogłyby, gdyby zajęcia miały formę stacjonarną. Rozwiązanie opracowane na Uniwersytecie Warszawskim nie jest skierowane jednak wyłącznie do tych uczniów, którzy mają problemy z nauką. Docelowo będzie też mogło być wykorzystane przez uczniów najzdolniejszych dzięki zaangażowaniu inaczej sprofilowanej kadry prowadzących zajęcia.

– Zamierzamy stworzyć Lecturusa Premium, gdzie po drugiej stronie nie będą Superbelfrzy, tylko profesorowie uniwersyteccy, którzy będą udzielać porad czy korepetycji maturzystom przygotowującym się do studiów czy licealistom biorącym udział w olimpiadach przedmiotowych. To, co robimy w tej chwili, to jest pilotaż, ale jest zainteresowanie, więc on się sprawdza. Przede wszystkim jest zainteresowanie tych osób, które mają w najbliższej perspektywie egzaminy ósmej klasy i matury – wskazuje prezes zarządu Lecturusa.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 8.03 – 12.03.2021

Rosnące rentowności obligacji w USA pozostają powodem rozterek dla rynku akcji i walutowego, a brak stanowczej reakcji Fed skutkuje redukcją pozycji w aktywach ryzykownych. Proces poszukiwania poziomu równowagi może być bolesny, nawet jeśli polityka monetarna w dalszym ciągu pozostaje akomodacyjna. W międzyczasie każde oznaki wyższej inflacji będą odbierane jako argument za szybszą normalizacją polityki pieniężnej.

Wydarzenia tygodnia: CPI z USA, EBC, PKB z Wielkiej Brytanii, BoC, rynek pracy z Kanady, indeksy nastrojów US/EU/AU/NZ

USA

Rajd dochodowości obligacji skarbowych, oznaki odbudowy ożywienia i oczekiwania przyspieszenia inflacji będą skutkować podwyższonym zainteresowaniem raportem CPI z USA za luty (śr). Analiza będzie skupiona na określeniu, ile jest prawdy w opinii Fed, że wzrost inflacji opiera się na zjawiskach przejściowych, a na ile zawiązuje się trwalszy trend. Otwieranie gospodarki powinno podnieść ceny przywracanych usług, ale spadać będą ceny dóbr. Ceny energii będą zaburzone przez przerwy w dostawach prądu w Teksasie i przerzucanie horrendalnych cen hurtowych na odbiorcę końcowego, co stanowi ryzyko pozytywnego zaskoczenia w całkowitym wyniku CPI. Inne dane, jak indeks optymizmu małych firm (wt) i indeks zaufania konsumentów (pt), raczej nie zmienią oczekiwań dotyczących perspektyw wzrostu. Fed wchodzi w okres zakazu wystąpień publicznych przed posiedzeniem FOMC 16-17 marca, więc nie ma co liczyć na próby okiełznania rynku długu.

Strefa euro

Wyższe rentowności obligacji skarbowych zapewne będą głównym tematem na posiedzeniu EBC (czw). Parametry polityki pieniężnej nie powinny ulec zmianie, ale można liczyć na zmiany w komunikacie oraz szersze omówienie nastawienia na konferencji prasowej. EBC prawdopodobnie wyrazi zaniepokojenie wzrostem rentowności i gotowość do ustabilizowania rynku, co może być odebrane jako zapowiedź zwiększenia miesięcznego tempa skupu obligacji w ramach PEPP. Biorąc pod uwagę, że gospodarka strefy euro wciąż boryka się z COVID-19, EBC musi dbać o utrzymanie luźnych warunków monetarnych, jednocześnie zgrabnie zbagatelizować wzrost inflacji (który nie implikuje zacieśniania monetarnego). Z perspektywy EUR zmiany w QE nie są istotne i póki EBC nie zamierza zmieniać poziomu stóp procentowych, ryzyko negatywnej presji na EUR jest ograniczone.

Wielka Brytania

Dane z Wielkiej Brytanii, szczególnie te za styczeń, jak produkcja przemysłowa i bilans handlowy (pt), stanowią jeden wielki bałagan w obliczu przywrócenia lockdownu i rozpoczęcia pobrexitowej rzeczywistości. Jest oczywistym, że PKB w styczniu skurczył się, pytanie tylko, o ile (prog. -5 proc. m/m). Niezależnie, co pokażą dane, rynek prawdopodobnie zignoruje sygnały, biorąc pod uwagę, że na pierwszym planie pozostaje wycena postępującego programu szczepień (GBP+) i wpływ na FX rosnących rentowności (GBP-).

Polska

W przyszłym tygodniu nie zaplanowano żadnych istotnych danych z polskiej gospodarki, więc złoty pozostanie zdany na sygnały z rynków zewnętrznych. W przedziale 4,55-4,60 za euro złoty jest relatywnie tani, a słabość waluty nie jest do utrzymania w dłuższym horyzoncie, ale póki na rynkach zewnętrznych nie widać gorączki zakupowej, okazyjna cena niewiele znaczy.

Australia i Nowa Zelandia

Na Antypodach przez kalendarz przewiną się indeksy zaufania biznesu (wt). Wskaźniki z Australii powinny wypaść mocno na fali zadowolenia z przyspieszenia ożywienia. W Nowej Zelandii na nastrojach może ciążyć wprowadzenie nowych restrykcji w rejonie Auckland, ale nie powinno to mieć trwałego wpływu. Z perspektywy AUD i NZD dane będą na drugim planie z większym wpływem zawirowań na rynku obligacji USA i presją na redukcję pozycji w ryzykownych aktywach.

Kanada

W Kanadzie BoC powinien utrzymać stopę procentową bez zmian (śr). Przeciwepidemiczne restrykcje i powolne tempo szczepień są hamulcowymi gospodarki, co przemawia za utrzymaniem gołębiego przekazu przez bank centralny. Jednocześnie dzięki QE w wysokości 4 bln CAD/tydz. BoC zgarnął już z rynku 35 proc. dostępnych obligacji skarbowych, więc nad bakiem wisi decyzja o ograniczeniu skupu. Sugestie takiego posunięcia mogą dać przejściowy impuls do wzrostu CAD. Tydzień przynosi też raport z rynku pracy (pt). W styczniu obcięcie stanowisk na niepełny etat (przedłużenie restrykcji) przyniosło silny spadek zatrudnienia (-213 tys.), ale w lutym powinniśmy widzieć odbicie wraz z poluzowaniem obostrzeń.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zbliża się czas, gdy banki będą musiały przewalutować kredyty we frankach

Problem kredytów frankowych, który dotyka wielu Polaków, staje się coraz gorszy dla samych banków. Wiemy już, że strategia czekania na samoistne rozwiązanie się sytuacji – jaką przyjęło wiele banków – zawiodła. Coraz częstsze orzeczenia sądów na rzecz kredytobiorców oraz wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawiają, że nieuniknione staje się rozwiązanie, które łączy się ze stratą dla banków. To one będą musiały przewalutować kredyt we frankach i dogadać się z klientem, na jakiej zasadzie będzie spłacał swoje zadłużenie w złotówkach. W tej chwili nie wiadomo, czy przewalutowanie obejmie wszystkich frankowiczów, czy tylko część klientów. Ale banki liczą się z tym, że będą musiały te kredyty zmieniać na niekorzystnych dla siebie warunkach. A klienci będą się o swoje prawa upominać – wspierani zarówno przez nadzór finansowy, jak i sądy.

– Banki zaczynają faktycznie zastanawiać się, czy będą zmuszone do dosyć szybkiego przewalutowania kredytów walutowych na złotowe. Czy będą to musiały zrobić w jednym momencie, czy będzie czas, żeby tę walutę kupić. Zależeć to będzie od zawirowań na rynku. Jeśli banki będą musiały takiego przewalutowania dokonać dosyć szybko, potrzebują zgromadzić środki walutowe. Jeśli jednak uda się to rozciągnąć w czasie, będzie to dosyć łagodne i płynne – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Drugim tematem jest to, że przewalutowanie może wymagać transakcji, w wyniku której bank będzie musiał odnotować stratę. W przypadku części banków te straty mogą być dosyć poważne. To będą kwoty na poziomie rocznego, dwu czy trzyletniego zysku banków. Trzeba też pamiętać, że banki na tych kredytach odniosły spore zyski i najprawdopodobniej nie zostawiły ich jako dodatkowych środków kapitałowych – tylko ucieszyły udziałowców, wypłacając im dywidendę. Teraz więc będą musiały obniżyć wartość swoich udziałów. Więc ta operacja niesie za sobą sporo kłopotów dla banków. Trzeba jednak pamiętać, że przez długi czas pozostawiały one ten problem nierozwiązany. To przeczekiwanie powoduje teraz, że problem będzie musiał zostać rozwiązany jednym gwałtownym cięciem. I to będzie bolało – zapowiada Soroczyński.

NBP: polityka pieniężna bez zmian, ale z nową prognozą

Mijający tydzień nie obfitował w kluczowe statystyki makroekonomiczne. Rynki finansowe skoncentrowały się więc na posiedzeniach banków centralnych i przemówieniach ich członków. Narodowy Bank Polski, zgodnie z oczekiwaniami, nie zmienił głównej stopy procentowej i tym samym pozostała ona na poziomie 0,1%. Jednocześnie podniósł prognozowany wzrost PKB na 2021 r., z 2,7% do 4%. Pokazuje to, że bank centralny zareagował na relatywnie pozytywny rozwój polskiej gospodarki. Jednocześnie, na posiedzeniu NBP ogłosił też nieprzyjemną dla polskich konsumentów wiadomość o spodziewanej inflacji w 2021 r. na poziomie 3,2%, znacznie powyżej celu inflacyjnego (2,5%).

Swoje przemówienie w tym tygodniu wygłosili również przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego, wskazując, co będzie przedmiotem dyskusji na posiedzeniu w przyszłym tygodniu. Oprócz kryzysu związanego z koronawirusem w debacie poruszany był również wzrost rentowności obligacji w krajach strefy euro. Zdaniem członków EBC nie nastąpiło radykalne pogorszenie warunków finansowych, wobec tego nie jest planowane dalsze luzowanie polityki pieniężnej w celu obniżenia rentowności. Z drugiej strony, wiceprezes banku Luis de Guindos zwrócił uwagę na dużą elastyczność w potencjalnym reagowaniu na wahania rynkowe. Nie można całkowicie wykluczyć więc takiego scenariusza w przyszłości.

W tym tygodniu złoty osłabił się. Jednak za tym spadkiem stoi raczej wzrost awersji do ryzyka na rynkach niż konkretna przyczyna makroekonomiczna. Polska waluta osłabiła się tym samym wobec euro do 4,57 PLN/EUR. Eurodolar natomiast spadł do 1,193 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Siedem luk w zabezpieczeniach Microsoft Exchange Server

Microsoft wezwał dzisiaj wszystkich swoich klientów do pilnego zainstalowania poprawek awaryjnych w celu ochrony przed grupą wysoko wykwalifikowanych cyberprzestępców, którzy aktywnie wykorzystują cztery luki typu “zero-day” w Exchange Server. Incydent bezpieczeństwa skomentowała firma Check Point.

Firma Microsoft potwierdziła, że cyberprzestępcy pracujący na rzecz chińskiego rządu wykorzystali nieznane wcześniej exploity w celu włamania się do Exchange Server. Jak dotąd chińska grupa przestępcza Hafnium była jedyną która wykorzystała luki, jednak wkrótce może się to zmienić.

Jak na razie Microsoft nie zidentyfikował potencjalnych ofiar, za wyjątkiem tego, że są to firmy korzystające z oprogramowania Exchange Server. Firma z Redmond zakłada również, że Hafnium działa poza Chinami, i trudni się głównie kradzieżą danych od badaczy chorób zakaźnych, firm prawniczych, instytucji szkolnictwa wyższego, firm obronnych, think-tanków i amerykańskich organizacji pozarządowych.

– Ostatni alert Microsoftu wymaga, aby wszystkie firmy korzystające z serwerów pocztowych Exchange natychmiast zainstalowały aktualizaję z poprawką bezpieczeństwa. Siedem nowych luk w jednej z najpopularniejszych usług Microsoftu było wykorzystywanych najprawdopodobniej od kilku miesięcy przez zaawansowaną grupę cyberprzestępczą. W ostatnim raporcie Check Point Security 2020 wykazaliśmy, że 83% wszystkich wektorów ataków opierało się na wiadomościach e-mail, a niektóre z najbardziej znaczących cyberataków na świecie dokonywane były za sprawą luk w zabezpieczeniach popularnych platform, które nie zostały w porę załatane. – mówi Lotem Finkelsteen, dyrektor działu wywiadu zagrożeń w Check Point

– Firmy korzystające z Exchange Server powinny natychmiast zainstalować poprawkę w celu zminimalizowania ryzyka ataku. Jednocześnie należy zaznaczyć, że wspomniany atak dotyczy użytkowników biznesowych programu Outlook, ale nie konsumentów i użytkowników indywidualnych. Jest to problem z serwerem, który wykorzystali cyberprzestępcy – podsumowuje Finkelsteen.

Firma Microsoft zaprzecza, że użytkownicy indywidualni byli celem ataków, jak również, że exploity wpłynęły na inne produkty firmy Microsoft. Ponadto twierdzi, że ataki nie mają związku z kampanią SolarWinds, która wpłynęła na co najmniej dziewięć agencji rządowych USA i sto prywatnych firm.

Kiedy euro znów po 4,60?

Wycofywanie się inwestorów z polskiej waluty wciąż trwa. Jeżeli tempo zostanie utrzymane, to jeszcze dzisiaj lub w poniedziałek możemy być świadkami testowania poziomu 4,60 zł. Jest to bardzo dobra wiadomość dla eksporterów i osób zarabiających w EUR, gorzej z osobami mającymi kredyty walutowe.

Lepsze dane z Niemiec

Po ostatnich słabszych danych zza Odry przyszedł czas na miłą niespodziankę. Zamówienia w przemyśle rosną szybciej, niż sądzili analitycy. Wzrost w ujęciu miesięcznym o 1,4% to o 0,6% więcej od oczekiwań. Dane te nie spowodowały jednak stabilizacji euro, które jest ostatnio pod dużą presją szczególnie ze strony dolara.

Euro coraz droższe

Wraz z odpływem kapitału z Europy za ocean problemy ma również polski złoty. W ciągu raptem 2 tygodni stracił on już na wartości 10 groszy względem euro, które podrożało z 4,48 zł na 4,58 zł. Funt podskoczył podobną wartość w ciągu zaledwie tygodnia. Frank jest na poziomie sprzed dwóch tygodni, ale to tylko dlatego, że w międzyczasie frank bardzo silnie stracił na wartości względem euro. Dolar w tym czasie zdrożał aż 12 groszy.

Dane z amerykańskiego rynku pracy

Zaczęło się od korzystnego raportu Challengera, gdzie liczba planowanych zwolnień okazała się mniejsza od oczekiwań. Następnie liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych nie spadła już kolejny tydzień z rzędu. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że okazała się wyraźnie niższa od oczekiwań. Rynki po tych danych pozostawały jeszcze w miarę stabilne, jednakże późniejsze odczyty zamówień w przemyśle i zamówień na dobra korzystne dla USA spowodowały zwiększone zainteresowanie dolarem. W rezultacie jesteśmy świadkami najtańszego dolara od końca listopada 2020 roku i zamieszania związanego ze zmianą prezydenta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zmiana w przepisach. ZUS z nieograniczonymi uprawnieniami w trakcie kontroli zwolnień chorobowych

W projekcie zmiany ustawy zasiłkowej pojawiły się zapisy dające ZUS nieograniczone uprawnienia, jeśli chodzi o prowadzenie postępowania wyjaśniającego w kwestii ustalania prawa do zasiłków. W świetle nowego prawa ZUS będzie mógł pozyskiwać dane i informacje od ubezpieczonych, płatników składek, organizacji społecznych oraz innych podmiotów i osób, które są w posiadaniu tych danych i informacji, a wymienione osoby i podmioty są obowiązane je udostępnić na wniosek ZUS. Co zmiana uprawnień oznacza w praktyce? Komentarza w sprawie projektu zmian ustawy udziela Mikołaj Zając, prezes Conperio – największej w Polsce firmy doradczej zajmująca się problematyką absencji chorobowej.

Nasze wieloletnie doświadczenie w obszarze kontroli zwolnień chorobowych wskazuje na to, że zmiana w ustawie dotyczącej uprawnień ZUS przy przeprowadzaniu kontroli, będzie martwym zapisem. Nie będzie ona miała w znaczącym stopniu przełożenia na działania ZUS w praktyce. Stanie się tak z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że ZUS przeprowadza znikomą liczbę kontroli zwolnień terenowych. Z udzielonych w 2020 r. 25,3 mln zwolnień w I półroczu ubiegłego roku ZUS przeprowadził zaledwie 143,2 tys. kontroli. Po drugie, w praktyce sądy przy rozpatrywaniu tego typu spaw, nie są skłonne do uznawania zeznań osób postronnych, których wypowiedzi w trakcie przeprowadzanego wywiadu mogą nie być obiektywne w stosunku to osoby kontrolowanej na zwolnieniu chorobowym. Należy jednak zaznaczyć, że krokiem w dobrym kierunku jest możliwość pozyskiwania przez ZUS informacji od płatników składek. Dotąd informacje przekazywane do ZUS od pracodawców nie były brane pod uwagę. Przy wprowadzaniu zmian do ustawy należałoby jednak również określić, czy podobny zestaw uprawnień do weryfikacji prawidłowości korzystania z chorobowego będzie dotyczył również pracodawców, którzy mają prawo do kontrolowania pracowników przebywających na zwolnieniach lekarskich i w przeciwieństwie do ZUS w dużej mierze aktywnie korzystają z tego prawa. Kluczowe w całej sprawie jest jednak co innego. Nacisk na zmiany wprowadzane w ustawie powinien być położony na to, aby to przebywający na zwolnieniu był zobowiązany do uzasadnienia i ewentualnego doprecyzowania powodów swojej nieobecności w miejscu przeprowadzania kontroli w trakcie chorobowego. Przepisy powinny być bardziej doprecyzowane w tej kwestii, bowiem wskazanie lekarskie „2” (chory może chodzić) budzi najwięcej kontrowersji. Pozwala ono realizować podstawowe czynności bytowe oraz przemieszczać się w związku z leczeniem np. do apteki, na rehabilitację czy wizytę lekarską. Stanowi to jednak pole do nadużyć, a przepisy nie precyzują sytuacji, które są zastawane w trakcie przeprowadzania kontroli.

Problemy finansowe, opóźnienia i zamknięte urzędy. Jak wygląda budowa domu w czasie pandemii?

W ubiegłym roku pandemia znacznie utrudniła Polakom budowę domów. Co trzeci inwestor był zmuszony zrewidować budżet, a co dziesiąty dokonał zmian w projekcie swojej nieruchomości – wynika z raportu Oferteo.pl. Aż 60% badanych napotkało problemy w kontakcie z pracownikami urzędów, natomiast prawie połowa zrezygnowała z pojawiania się w nich osobiście.

Pandemia skomplikowała budowę

Czy pandemia wpłynęła na decyzję o przyspieszeniu bądź opóźnieniu budowy domuSerwis Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących towarów i usług budowlanych z ich dostawcami, przeprowadził badanie wśród osób, które mają za sobą budowę domu w trakcie epidemii. Jego wyniki pokazują, że w przypadku połowy inwestorów pandemia miała wpływ na termin realizacji inwestycji. Najczęściej (39%) kryzys opóźniał ją, natomiast co dziesiąty badany w obliczu zaistniałej sytuacji zdecydował się na przyspieszenie prac.

Stres i niepewność wywołane sytuacją epidemiczną były stosunkowo często (w 19% przypadków) wskazywane jako największa trudność podczas całego procesu inwestycyjnego. Najwyżej w tym zestawieniu uplasowały się: uzyskanie kredytu oraz zbilansowanie budżetu. 2% badanych przyznało, że ich plany w ubiegłym roku skomplikowała utrata źródła dochodu.

Z wyników badania Oferteo dowiadujemy się ponadto, że co trzecia osoba (36%) budująca dom w ubiegłym roku była zmuszona zrewidować budżet, jaki ustaliła sobie na całe przedsięwzięcie. Co więcej, 15% badanych przyznało, że pandemia utrudniła im uzyskanie kredytu na budowę.

Najwięcej utrudnień w urzędachZ kim współpraca była utrudniona przez pandemię

Zapytani o to, z kim współpracę wspominają jako utrudnioną, aż 60% badanych wskazało urzędników. 10% inwestorów najgorzej wspomina kontakt z ekipą budowlaną oraz architektami. Wśród odpowiedzi pojawiły się też: ekipa zajmująca się pracami wykończeniowymi (8%) i dostawcy materiałów (również 8%).

Co piąty ankietowany zasygnalizował ponadto trudność z samym znalezieniem wykonawcy, który mógłby podjąć się budowy w 2020 roku. Natomiast 5% miało w tym czasie problem ze znalezieniem działki budowlanej.

Jak załatwiano formalności?

Trudności w kontakcie z urzędnikami przełożyły się na problemy przy załatwianiu formalności niezbędnych przy budowie. Aż 43% badanych przyznało, że doświadczyła utrudnień z ich dopełnieniem.

Respondenci zostali także zapytani o to, jak podczas pandemii załatwiali sprawy formalne. Okazuje się, że mimo zagrożenia, ponad połowa z nich (52%) wybrała sposób tradycyjny i pojawiała się w urzędach osobiście. 21% działało online, wykorzystując Profil Zaufany, a 16% badanych sprawy starała się załatwiać telefonicznie. Pozostali postawili na metodę korespondencyjną.

Dom na wyjątkowe czasyJakich zmian w projekcie budynku dokonywali Państwo ze względu na pandemię

Z badania wynika, że ze względu na epidemię 12% inwestorów zdecydowało się wprowadzić zmiany do realizowanego projektu domu. Najczęściej  rezygnowano z niektórych pomieszczeń, w celu zmniejszenia ostatecznych kosztów budowy. 36% badanych postanowiła zwiększyć przestrzeń poprzez dodatkowy taras lub balkon. 6% uznało, że w erze zdalnej pracy i nauki przyda im się przeznaczone do tego biuro. Wśród wymienianych zmian znalazły się np. osobne wejście do domu oraz zwiększenie liczby okien.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2021 roku metodą CAWI na próbie 550 osób, które w 2020 roku budowały dom.