Co krajowi przedsiębiorcy wiedzą o restrukturyzacji? Pandemia może być ważną lekcją dla polskiego biznesu

W dobie koronawirusa polscy przedsiębiorcy muszą mierzyć się z całą gamą przepisów i choć niektóre z nich zmotywowały właścicieli firm do zawalczenia o dalszy los swoich działalności, w środowisku prawniczym ponownie wrócił wątek upraszczania zapisów ustaw oraz postępowań. Hasłem ostatniego kwartału była m.in. “restrukturyzacja”, o której jak się okazuje, krajowy biznes wie sporo, bo chętnie stosuje instrumenty szybkiego reagowania.

Covidowe prawodawstwo (z potencjałem)

Nie jest tajemnicą, że najistotniejszą cezurą czasową dla przedsiębiorców był marzec 2020 roku, kiedy to wprowadzono w życie zapisy tzw. pierwszej ustawy covidowej. Postępujący rozwój zakażeń był dla polskiego biznesu nie tylko ciosem w postaci powszechnego lockdownu, ale również chaosu legislacyjnego, czego najlepszym dowodem są obliczenia ekspertów z Open Eyes Economy Summit. Tylko w II kwartale 2020 roku uchwalono 339 stron specustawy, której zapisy w teorii miały chronić m.in. przedsiębiorstwa i miejsca pracy. Ponadto, sam dokument doczekał się 188 rozporządzeń, a więc kolejnych 420 stron przepisów. W III kwartale z kolei w krajowym prawodawstwie pojawiło się 999 stron aktów wyjaśniających.

Wśród masowej produkcji kolejnych przepisów, pozytywnie wyróżnia się “Uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu” (UPOZU), którego działanie regulowała jedna z ustaw w ramach tzw. tarcz antykryzysowych. Jest to jeden z najlepszych przykładów realnego zainteresowania polskich przedsiębiorców mechanizmami restrukturyzacyjnymi, ponieważ w ciągu ostatnich lat postępowania układowe nie notowały szczególnych wzrostów eksploatacji. Stagnację zakończył ruch w III kwartale 2020 roku, a więc momencie, kiedy to Ministerstwo Zdrowia biło na alarm w obliczu kolejnych zachorowań i obostrzeń, a UPOZU było już instrumentem do wykorzystania w sferze praktycznej.

Rosnąca świadomość przedsiębiorców

Aby w pełni zrozumieć zwrot ku restrukturyzacji w modelu postępowań układowych, należy przybliżyć wcześniej wspomnianą stagnację przed drugą połową ubiegłego roku. Według raportu MGW CCG „Restrukturyzacja przedsiębiorstw w 2020 roku – Analiza i interpretacja postępowań restrukturyzacyjnych” od początku 2018 do połowy 2020 roku liczba kwartalnie otwieranych postępowań cały czas utrzymywała się w przedziale między 100 a 130. Sytuacja uległa zmianie dopiero w III kwartale 2020 roku, gdy odnotowano wzrost do 215 postępowań. Tendencja umocniła się z kolei w IV kwartale, kiedy otwarto ich aż 305.

Jak wyglądała sytuacja samego UPOZU? Spośród 742 postępowań restrukturyzacyjnych otwartych w 2020 roku, “Uproszczone postępowania o zatwierdzenie układu” stanowiły aż 52 proc., a więc 386 postępowań. Co ciekawe, analitycy z MGW odnotowali stosunkowo niewielki udział firm obecnych na rynku krócej  niż 5 lat w ogólnej liczbie podmiotów otwierających postępowania restrukturyzacyjne. Stanowią one zaledwie 14 proc. ogółu, z kolei dominującą, 30-proc. grupą są przedsiębiorstwa działające więcej niż 5, ale mniej niż 10 lat. W pozostałych zaś grupach również skłonność do otwierania postępowania układowego rośnie wraz z wiekiem podmiotu. Wniosek?

Debiutanci gotowi na współczesne wyzwania

Młode spółki mają mniejsze zobowiązania, a ze względu na rosnącą świadomość nie tylko dotyczącą krajowego prawodawstwa, ale i trendu digitalizacji oraz kultury start-upowej – otwierane przedsiębiorstwa są coraz lepiej przystosowane do zmian w otoczeniu rynkowym i technologicznym. Nie bez wpływu jest również wykształcenie miejscowych przedsiębiorców. Według raportu Polskiej Rady Biznesu z roku 2018, w kraju 40 proc. osób prowadzących własną działalność gospodarczą może się pochwalić dyplomem uczelni wyższej. Średnia unijna z kolei to 39 proc., więc jesteśmy lekko ponad kreską.

Pod tym względem lepiej jest tylko na Litwie, Cyprze, w Estonii oraz Niemczech. Według autorów opracowania, wykształcenie wyższe polskich przedsiębiorców znajduje odzwierciedlenie w stosowanych modelach biznesowych, a także znajomości finansów czy otwartości na nowe technologie. Szczególnie w dobie covidu cyfryzacja przedsiębiorstw, a także racjonalne prowadzenie postępowań restrukturyzacyjnych było domeną podmiotów zarządzanych przez świadomą wyzwań współczesności zgraną kadrę.

Przestrzeń do poprawy

Pomimo iż rośnie świadomość i wiedza przedsiębiorców co do sposobu postępowania w razie niewypłacalności, to wydaje się, że istnieje jeszcze duża przestrzeń do lepszego wykorzystywania przepisów prawa insolwencyjnego. W Polsce odnotowaliśmy bowiem w roku 2020 największą w historii liczbę niewypłacalności (sumę otwartych postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych w ramach przedsiębiorstw). Było ich 1 329, co w perspektywie ostatnich 10 lat jest wartością większą o ponad 30 proc. Współczynnik niewypłacalności w Polsce sięgnął tym samym poziomu 0,04 proc. Jest on obliczany jako stosunek ilości niewypłacalności do ilości zarejestrowanych przedsiębiorstw. W krajach Europy Zachodniej, posiadającej duże większe doświadczenia w rozwiązywaniu problemu niewypłacalności, wskaźniki te są na dużo wyższym poziomie. Przykładem tu może być rynek niemiecki, gdzie wskaźnik niewypłacalności wynosi 0,64 proc.

Mając na uwadze kondycję polskiej gospodarki w porównaniu do gospodarki niemieckiej, nie istnieje inne, rzeczowe wytłumaczenie tak dużych różnic w tych wskaźnikach, jak tylko brak wystarczającej wiedzy po stronie przedsiębiorców, co do sposobów instytucjonalnego radzenia sobie z problemem niewypłacalności. Dlatego też trzeba systematycznie zwiększać zakres informacji przekazywanych polskim przedsiębiorcom, dając im tym samym możliwość lepszego wykorzystania dostępnych narzędzi prawnych w rozwiązywaniu problemów finansowych firm.

Biorąc pod uwagę tylko dynamikę otwierania postępowań o zatwierdzenie układu, można domniemywać, że krajowi przedsiębiorcy coraz częściej śledzą zmiany przepisów, a także chętnie je stosują w praktyce. Jest to bardzo dobry sygnał szczególnie dla młodych spółek, które z jednej strony wchodzą na rynek z całkowicie innym podejściem, aniżeli starsi konkurencji, lecz z drugiej — mają unikalną możliwość obserwacji ruchów bardziej doświadczonych podmiotów w obliczu zagrożenia epidemiologicznego i zamrożenia gospodarki.

Autor: Mariusz Grajda — Partner Zarządzający i członek Zarządu MGW Corporate Consulting Group

FPP: Rok pandemii – straty polskiej gospodarki przekroczyły 185 mld zł. Największe problemy ma sektor usługowy

W ciągu pierwszego roku pandemii i towarzyszących jej lockdownów Polska gospodarka straciła ponad 185 mld zł – tak wynika z licznika strat spowodowanych przez COVID-19, prowadzonego od kwietnia 2020 r. przez Federację Przedsiębiorców Polskich. Powyższa kwota odpowiada szacunkowej wartości PKB, który nie został wytworzony na skutek rozprzestrzeniania się koronawirusa. Największe straty ponosi sektor usługowy, który dotknięty jest najdłuższymi obostrzeniami. Natomiast przemysł, budownictwo, transport czy usługi IT nie ucierpiały znacząco na skutek 2. fali pandemii – a nawet, pomimo jej narastania, notują poprawę wyników finansowych.

W okresie najgłębszego lockdownu w ubiegłym roku polska gospodarka traciła nawet 1,2 mld zł dziennie. Jest to jednak wyraźnie lepszy wynik niż wstępnie szacowana strata na poziomie ponad 2 mld zł dziennie. Wraz z nadejściem późnej wiosny i lata, działalność przedsiębiorstw zaczęła być stopniowo odmrażana – co pozwoliło gospodarce złapać oddech. Jesienią sytuacja epidemiczna zaczęła się ponownie pogarszać, co doprowadziło do powrotu obostrzeń.

„Charakterystyczne dla obecnej fazy pandemii jest znacznie większe zróżnicowanie jej wpływu na działalność poszczególnych branż. Wiele sektorów – nie dotkniętych bezpośrednio ograniczeniami w prowadzeniu działalności – przystosowało się na tyle do funkcjonowania w nowych warunkach, że mimo wysokiej liczby zachorowań i surowych zasad sanitarnych trudna sytuacja epidemiczna nie znajduje silnego przełożenia na poziom ich obrotów. Przemysł, budownictwo, transport czy usługi IT nie ucierpiały znacząco na skutek 2. fali pandemii, a nawet – pomimo jej narastania – notują poprawę wyników finansowych. Z drugiej jednak strony branże dotknięte bezpośrednio skutkami pandemii oraz ograniczeniami w prowadzeniu działalności gospodarczej znajdują się w coraz bardziej dramatycznej sytuacji. Żadne działania dostosowawcze nie mogą pomóc, kiedy na mocy przepisów rozporządzeń ich działalność pozostaje zamknięta. Poważnym problemem jest fakt, iż ograniczenia wprowadzone w reakcji na 2. falę koronawirusa utrzymują się znacznie dłużej niż wiosną 2020 r. – co prowadzi do wyczerpywania się rezerw płynnościowych w długotrwale zamkniętych przedsiębiorstwach. W konsekwencji, obecny okres charakteryzuje wyraźny podział na dwie grupy firm – tych, które funkcjonują we względnie niezakłócony sposób, a nawet rozwijają się pomimo pandemii oraz tych, które pogrążają się w coraz większych problemach z powodu przedłużających się lockdownów. W obecnych warunkach straty polskiej gospodarki można szacować na 450 mln zł dziennie” – wyjaśnia Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Największe straty zostały poniesione na początku pandemii, w czasie ubiegłorocznego wiosennego lockdownu, bowiem wówczas poważny spadek poziomu aktywności ekonomicznej dotknął większości sektorów gospodarki. Wynikało to z szeregu czynników – bardzo daleko idącego ograniczenia mobilności i ścisłego dystansowania społecznego, poważnych zaburzeń globalnych łańcuchów logistycznych, nieefektywności wynikającej z nagłej reorganizacji działalności przedsiębiorstw i trybu wykonywania pracy, a także gwałtownego wzrostu absencji związanych z efektem paniki – jaki pojawił się na początku 1. fali epidemii. Przełożyło się to na nagłe ograniczenie aktywności nie tylko w usługach związanych z bezpośrednią obsługą konsumentów, lecz również w przemyśle, transporcie, handlu czy nawet finansach.Rok pandemii – straty polskiej gospodarki przekroczyły 185 mld

Są nowe rekomendacje UZP na zamówienia publiczne komputerów

Urząd Zamówień Publicznych wydał nowe rekomendacje dotyczące zamówień na zestawy komputerowe. – To jest bardzo potrzebny i długo wyczekiwany przez branżę cyfrową dokument, ponieważ jego poprzednia wersja pochodziła sprzed 9 lat. Przez ten czas nastąpił duży postęp technologiczny, więc zalecenia odnośnie zamówień nie przystawały do dzisiejszych wymagań rynkowych – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Związek w ramach grupy roboczej przy UZP pracował nad rekomendacjami.

Jak zauważa Kanownik, branża cyfrowa i nowoczesnych technologii jest jedną z najszybciej rozwijających się branż na polskim rynku. Jednak za postępem technologicznym często nie nadąża prawo. A bez regulacji, które by nadążały za rozwojem rynku, trudno jest funkcjonować.

Dlatego nowe rekomendacje Urzędu Zamówień Publicznych dotyczące zamówień na zestawy komputerowe to ważny dokument, który wychodzi naprzeciw oczekiwań branży nowoczesnych technologii – zaznacza Michał Kanownik.

UZP: rekomendacje to praktyczne wskazówki

Jak podkreśla UZP, nowe wytyczne są stricte techniczne i zwierają praktyczne wskazówki dla zamawiających dotyczące formułowania zapisów w dokumentacji zamówienia na dostawę zestawów komputerowych. „Uwypuklając aspekty techniczne nie chcieliśmy, aby dokument koncentrował się na kwestiach proceduralnych dotyczących udzielania zamówień, nie stanowią one bowiem dla Zamawiających tak dużego wyzwania, jak zagadnienia techniczne” – wyjaśnia UZP.

Nowe rekomendacje mają dawać jednak zamawiającym swobodę w wyborze sprzętu. „Mając świadomość, iż część zamówień będzie odpowiadała na niestandardowe potrzeby różnych Zamawiających, staraliśmy się w tych sytuacjach pokazać spectrum możliwości, nie koncentrując się na jednym rozwiązaniu” – zaznacza UZP.

Dokument z rekomendacjami został zaakceptowany przez Komitet Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji, a Centralne Biuro Antykorupcyjne nie zgłosiło do niego uwag.

Jakie są nowe wytyczne?

Podstawową zasadą opisu przedmiotu zamówienia na dostawę urządzeń komputerowych – według nowych wytycznych – powinno być specyfikowanie właściwości użytkowych urządzeń, a nie ich szczegółowych parametrów konstrukcyjnych. Jak argumentuje UZP, potrzeby zamawiającego są wyznaczone nie rozwiązaniami technicznymi zawartymi w zamawianym sprzęcie, lecz atrybutami określającymi przydatność urządzenia komputerowego do realizacji zadań, czyli poprzez właściwości użytkowe tego urządzenia. Te zaś wyznaczone są przede wszystkim:

  • wydajnością urządzenia komputerowego popartą przeprowadzonym testem;
  • ergonomią pracy;
  • zgodnością urządzenia komputerowego z oprogramowaniem wykorzystywanym przez

zamawiającego;

  • cyklem życia produktu, w tym okresem dostępności podzespołów do napraw;
  • jakością procesu wytwarzania, decydującą o trwałości i niezawodności sprzętu na

podstawie odpowiednich norm;

  • warunkami gwarancji świadczonej przez producenta.

Ebury: Wyższe rentowności obligacji ponownie wspierają dolara

Silna wyprzedaż na amerykańskim rynku obligacji skarbowych przyspieszyła w zeszłym tygodniu. Wspierały ją pozytywne wieści z gospodarki, które niezmiennie sugerują szybką poprawę sytuacji. Rosnące rentowności obligacji wspierają dolara i negatywnie wpływają na waluty rynków wschodzących. Równolegle Senat USA zatwierdził ogromny pakiet stymulacyjny prezydenta Bidena.

Krótki koniec krzywej dochodowości pozostaje zakotwiczony przez wyraźną obietnicę Fedu, który ma ignorować presję inflacyjną i utrzymywać stopy procentowe na zerowym poziomie. Zeszłotygodniowa wyprzedaż obligacji o dłuższych terminach wykupu jednak odbiła się na rynku walutowym. Dolar doświadczył umocnienia w parze z większością walut G10, efekty zmian odczuły jednak szczególnie waluty rynków wschodzących. Podczas gdy waluty krajów leżących nad Oceanem Spokojnym radziły sobie dobrze, kotwiczone przez stabilność juana chińskiego, większość pozostałych głównych walut emerging markets doświadczyła w zeszłym tygodniu wyprzedaży rzędu 1–3%.

Spodziewamy się, że również w tym tygodniu najważniejszym czynnikiem kształtującym zachowanie rynków finansowych na całym świecie będą zmiany na amerykańskim rynku stóp procentowych. Czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego będzie bardzo interesujące pod kątem oceny reakcji instytucjonalnej banku centralnego na (jak dotąd niewielki) wzrost kosztów zadłużenia publicznego w strefie euro. Dane o inflacji w USA, które zostaną opublikowane w środę, mogą zaszkodzić płochliwym rynkom obligacji, jeśli ponownie zaskoczą in plus.

PLN

Polski złoty doświadczył najpoważniejszej wyprzedaży od końcówki grudnia (kiedy następowały interwencje NBP osłabiające krajową walutę), kończąc tydzień spadkiem o blisko 1,5% w parze z euro. Gdyby wspomnianego okresu interwencji nie uwzględniać, co byłoby zasadne, uznalibyśmy ten tydzień za najgorszy dla złotego od października ub.r.

Słabość tę można powiązać z kilkoma kwestiami, z których w naszej ocenie istotne są dwie. Po pierwsze, z pogarszającą się sytuacją epidemiczną w kraju, gdzie 7-dniowa średnia krocząca nowych zakażeń znalazła się na poziomie notowanym na początku grudnia, a wzrost ten nie wykazuje oznak hamowania. Po drugie, ze wzrostem rentowności amerykańskich obligacji, który nastąpił zwłaszcza w drugiej części tygodnia. Ponowny ich wystrzał na długim końcu wzbudził niepokój wśród inwestorów i odbił się szerokim echem na rynkach finansowych, uderzając szczególnie w waluty emerging markets.

Warto też wspomnieć o zeszłotygodniowych sygnałach z NBP. Rynkowe oczekiwania względem zacieśnienia polityki pieniężnej w Polsce początkowo wzrosły, wspierane m.in. przez bardziej optymistyczną niż listopadowa projekcję PKB i inflacji Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP, której kluczowy punkt poznaliśmy przy okazji środowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. W piątek owe oczekiwania skutecznie stłumił jednak prezes Glapiński i obecnie rynek szacuje, że szanse na podniesienie stóp o 25 pb. w perspektywie roku to zaledwie nieco ponad 50%.

EUR

Wszyscy wyczekują obecnie marcowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego, z którego informacje poznamy w czwartek. Uwaga powinna nadal skupiać się głównie na rozczarowujących danych gospodarczych, raczej powolnym tempie szczepień w Europie i wyprzedaży europejskich obligacji skarbowych, podążających za amerykańskimi.

Nie spodziewamy się żadnych zmian w polityce EBC, sygnały z dwóch obszarów w kontekście posiedzenia będą jednak kluczowe. Po pierwsze, istotny będzie zakres nieuchronnej rewizji w dół projekcji ekonomicznych na rok 2021. Po drugie, możliwość wykorzystania narzędzi polityki pieniężnej uruchomionych w trakcie pandemii w celu zatrzymania niepożądanych wzrostów rynkowych stóp procentowych. To ostatnie mogłoby zaszkodzić euro, w krótkim okresie nie można wykluczyć też dalszych spadków w relacji do głównych walut.

USD

Lutowy raport z amerykańskiego rynku pracy dostarczył najnowszych danych potwierdzających, że ożywienie gospodarcze w USA nabiera tempa po tym, jak jesienią spowolniło przez obostrzenia. Ożywienie w hotelarstwie i rekreacji sprawiło, że zmiana zatrudnienia netto była dwukrotnie większa niż oczekiwano i wyniosła niemal 400 tys. Bezrobocie spadło, podczas gdy współczynnik aktywności zawodowej pozostał na tym samym poziomie.

Przyjęcie w weekend ogromnego pakietu stymulacyjnego Joe Bidena przez Senat zapowiada znaczny zastrzyk gotówki dla amerykańskich rodzin, które skorzystają na bezpośrednich transferach, dodatkowym wsparciu na dzieci, nie mówiąc o wyższych zasiłkach dla bezrobotnych i różnych innych transferach do stanów i poszczególnych obszarów lokalnych. Ta fala pieniędzy wpłynie na gospodarkę, gdzie odżywa popyt, który jednocześnie mierzy się z coraz wyraźniejszymi wąskimi gardłami po stronie podaży. Uważamy, że wyprzedaż obligacji skarbowych może być kontynuowana, jednak trudny do przewidzenia jest krótkoterminowy wpływ na dolara amerykańskiego dodatkowych wydatków bez równoważących ich dochodów podatkowych.

GBP

W obliczu umocnienia dolara funt wciąż radzi sobie lepiej niż większość pozostałych walut. Jedne z najwyższych na świecie wskaźniki wyszczepialności w Wielkiej Brytanii zapewniają kluczowe wsparcie dla waluty, a różnica w tym zakresie między Zjednoczonym Królestwem a strefą euro się nie zmniejsza. Co najmniej jedną dawkę szczepionki otrzymało na Wyspach ok. 40% dorosłych, a Wielka Brytania zaczęła łagodzić obostrzenia – od dziś powróciły zajęcia w szkołach. Relatywny sukces w szczepieniach powinien wspierać brytyjską walutę w relacji do euro.

Dane o PKB Wielkiej Brytanii w styczniu, które poznamy w piątek, prawdopodobnie pokażą ujemną dynamikę ze względu na trzeci narodowy lockdown. Spodziewamy się jednak, że rynek walutowy nie będzie przywiązywać wagi do tych wstecznych wiadomości i nadal będzie skupiać się na obecnych wydarzeniach. Większość ostatnich publikacji makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii była w znacznej mierze ignorowana przez rynki, które koncentrują się na średnioterminowych perspektywach Zjednoczonego Królestwa.

CHF

Miniony tydzień przyniósł kontynuację wyprzedaży franka szwajcarskiego. Para EUR/CHF zakończyła go tuż poniżej poziomu 1,11, a frank był najgorzej radzącą sobie walutą G10.  Co ciekawe, wygląda na to, że rosnące rentowności na długim końcu krzywej dochodowości w USA wpływają na nisko rentowną walutę safe haven w podobnie negatywny sposób jak na waluty rynków wschodzących.

Sytuacja epidemiczna w Szwajcarii w minionym tygodniu nie uległa większym zmianom, zaś dane makroekonomiczne były mieszane. Za najbardziej zaskakujące można prawdopodobnie uznać dane o inflacji, która zaskoczyła in minus. Nieco kontrastuje to z sygnałami cenowymi, które płyną ze świata. Zamiast wykazania mniejszego spadku, inflacja utrzymała się w lutym na poziomie -0,5%, jak w poprzednim miesiącu.

W nadchodzących tygodniach nadal będziemy skupiać się na zmianach globalnego sentymentu i sytuacji amerykańskiego rynku obligacji, biorąc pod uwagę, że w ostatnim czasie mają one największy wpływ na zachowanie franka szwajcarskiego, a obawy dotyczące sytuacji pandemicznej zdają się zmniejszać.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czym charakteryzują się meble kolonialne?

Meble kolonialne to perfekcyjny miks stylów — europejskiej klasyki i dalekowschodniego orientu. Przyciągające uwagę wyjątkową estetyką, trwałe i funkcjonalne zachwycą entuzjastów szlachetnego stylu. Co charakteryzuje meble kolonialne? Podpowiadamy.

Styl kolonialny jest obecnie jednym z najchętniej wybieranych stylów aranżacyjnych. Po kolonialne aranżacje sięgają nie tylko entuzjaści zamorskich podróży, ale także zwolennicy szlachetnego piękna oraz ponadczasowych rozwiązań, odpornych na sezonowe trendy.

Nic dziwnego. Dzięki starannie dobranym oryginalnym meblom i dodatkom kolonialne wnętrza zachwycają unikalnością i najlepszym stylem.

Kolonialne meble — czym się charakteryzują?

Jednym z nieodzownych elementów stylu kolonialnego są… kolonialne meble — stoły i stoliki kawowe, witryny, szafki, biurka i komody. Czym się charakteryzują? Większość kolonialnych mebli wykonano z egzotycznych gatunków drewna (zazwyczaj z palisandru, mango lub akacji). Dzięki użyciu takiego materiału są nie tylko bardzo trwałe (egzotyczny drewno jest zdecydowanie twardsze od rodzimych gatunków), ale także pełne uroku. Oryginalne usłojenie, słoneczne refleksy, piękne naturalne barwy — to właśnie dzięki nim meble kolonialne wyglądają tak oryginalnie.

Jakie meble kolonialne wybrać?

Ogromna popularność mebli kolonialnych sprawiła, że ofert dostępnych na rynku modeli jest bardzo szeroka. Jak wybrać te, które w pełni spełnią oczekiwania użytkowników?meble kolonialne

  1. Postaw na oryginalność

Chcesz urządzić wnętrze w stylu kolonialnym? Wybierz meble robione ręcznie przez wykwalifikowanych rzemieślników i przywożone do Polski statkami. Możesz być pewien, że takie akcesoria wprowadza do Twojego mieszkania prawdziwego ducha orientu, stając się jego niekwestionowanymi gwiazdami. Choć meble produkowane w Polsce będą równie funkcjonalne i praktyczne, na tle hinduskich oryginałów wizualnie stracą.

2. Dostosuj rodzaj mebli do aranżacji wnętrza

Pod pojęciem mebli kolonialnych kryją się klasyczne modele o prostych formach i geometrycznych kształtach, minimalistyczne elementy z dodatkiem szkła i metalu i meble inspirowane stylem kolonialnym. Zależy Ci na tym, aby wykreować w salonie przytulny ciepły klimat? Wybierz te wykonane z jasnego drewna mango. Chcesz urządzić industrialny loft? Sięgnij po minimalistyczne elementy z przewagę metalu. Kuchnia w stylu rustykalny? Kolonialne postarzane modele okażą się strzałem w 10!

3. Dobierz meble do wielkości wnętrza

Urządzasz niewielkie wnętrze?? Zrezygnuj z masywnych ciemnobrązowych mebli z palisandru, ich kolor i forma mogą przytłoczyć niewielką przestrzeń. Zamiast nich wybierz meble o geometrycznych kształtach wykonane z drewna akacji.

Komoda, witryna i stół z palisandru świetnie sprawdzą się za to w przestronnym salonie, pełnym światła i antyków.

Źródło: https://www.indianmeble.pl/

Pożyczka dla zadłużonych szansą na spełnienie marzeń

Pożyczki czy kredyty nierzadko ratują nas z opresji, gdy potrzebujemy sporej ilości pieniędzy, a nie mamy tak wysokich oszczędności. Niestety, aby dostać kredyt w banku należy spełnić cały szereg kryteriów. Jeśli w którymś momencie powinęła nam się noga i zostaliśmy z długami, o kredycie możemy jedynie pomarzyć. Na szczęście jest pewien ratunek.

Pożyczka, a kredyt- różnice

Kredyt jest usługą, z której korzystamy za pośrednictwem banku. To właśnie bank, po dokładnym sprawdzeniu naszej sytuacji finansowej i historii kredytowej, pożycza nam jakąś sumę pieniędzy na jakiś konkretny okres czasu. Jeżeli sytuacja finansowa i historia kredytową są w porządku, kredyt zostanie udzielony. Jeżeli jednak pojawiają się długi, jedyne, na co możemy liczyć to pożyczka.

Pożyczka także jest pożyczeniem jakiejś kwoty pieniędzy na jakiś czas, z tym, że nie jest ona udzielana przez bank, a przez instytucję finansową. Każda taka instytucja ma swoje własne kryteria przyznawania pożyczki, wiele firm deklaruje, że wystarczy tylko dowód osobisty. Jeśli chcesz dostać kredyt, musisz uzbroić się w cierpliwość, bo przed złożeniem ostatecznego wniosku, musisz dostarczyć do banku mnóstwo różnych dokumentów, oświadczeń o Twoich dochodach, zobowiązaniach itp. W przypadku pożyczki formalności jest o wiele mniej, a i kryteria przyznawania takiej pożyczki są o wiele łagodniejsze.

Pożyczka dla zadłużonych- czy to możliwe?

Okazuje się, że tak. Rozwiązaniem jest tutaj pożyczka długoterminowa, która może zostać zaciągnięta przez osobę zadłużoną. Charakterystyczne dla tego rodzaju pożyczki jest to, że spłaty poszczególnych rat są rozłożone na długi okres czasu. Dzięki temu, osoba zadłużona ma szansę na wyjście z długów i odciążenie finansowe.

Jeżeli długi są naprawdę duże, rozwiązaniem może okazać się pożyczka dla bardzo zadłużonych online. O taką pożyczkę mogą wnioskować także osoby bezrobotne, co nie byłoby możliwe w przypadku kredytu udzielanego przez bank.

Pożyczka dla zadłużonych w Eurocent

Oferta pożyczki dla zadłużonych w Eurocent jest niezwykle przyjazna i korzystna dla wszystkich zadłużonych. Raty nie są wysokie, czas spłaty jest maksymalnie długi, a samą pożyczkę łatwo jest dostać. Zaciągając ją, należy wziąć pod uwagę koszty, jakie będzie ona generować. To, co oddajesz nie jest równe z tym, co pożyczasz. Do sumy pożyczki musisz dołożyć wysokość prowizji i oprocentowanie. Nie ulega jednak wątpliwości, że zaciągniecie pożyczki dla zadłużonych jest często ostatnią deską ratunku i szansą na spełnienie marzeń kogoś, komu nie zawsze się wiodło. Więcej informacji: https://eurocent.pl/pozyczki-dla-zadluzonych.

Jak sprawdzić dom/mieszkanie przed kupnem? – profesjonalne działanie krok po kroku

Kupując dom bądź mieszkanie z rynku wtórnego, musimy mieć stałą świadomość, że mimo wizualnej atrakcyjności, nie wszystko może odpowiadać stanowi rzeczywistemu. Dlatego też tak istotne jest kompleksowe sprawdzenie domu lub mieszkania przed dokonaniem formalności. Dzięki takiemu działaniu unikniemy w przyszłości niejednej nieprzyjemności.

Zakup mieszkania lub domu jest zapewne wielkim przeżyciem, realizacją marzeń o znalezieniu miejsca dla siebie oraz swoich bliskich. Właśnie dlatego powinniśmy podejść do zadania z pełną odpowiedzialnością i uwagą, aby poczyniona inwestycja była prawdziwie udana. Jak sprawdzić dom/mieszkanie przed kupnem? Dowiedz się już teraz…

Co sprawdzić przed kupnem domu?

Zadając sobie pytanie, co sprawdzić przed kupnem domu, pierwszym, co przychodzi nam do głowy, jest jego stan techniczny. I w istocie, ocena domu przed kupnem pozwoli nam poznać jego kondycję, wszelkie wady i usterki (bardzo często maskowane – celowo bądź nie). Kluczowe okaże się badanie termowizyjne, które może wskazać ewentualne zawilgocenia, zacieki czy też ogniska korozji biologicznej.

Stan prawny nieruchomości

Zarówno w przypadku sprawdzania domu, jak i mieszkania przed kupnem, musimy zgłębić ich aktualny stan prawny. Tego typu działanie pozwoli nam dowiedzieć się, czy na nieruchomości nie ciążą jakiekolwiek zadłużenia lub też czy osoby trzecie nie roszczą do niej pretensji. Sprawdzenie stanu prawnego domu i mieszkania przed kupnem najlepiej przeprowadzić za pomocą księgi wieczystej.

Co sprawdzić przed zakupem mieszkania?

W przypadku mieszkania, czynności weryfikacyjne powinny być bardziej rozbudowane. Tak więc, co sprawdzić przed zakupem mieszkania? Otóż, oprócz samego lokalu (co odbywa się podobnie jak przy zakupie domu), cały budynek, w którym przyjdzie nam żyć.

Profesjonalna pomoc

Co jednak istotne, żeby sprawdzenie mieszkania przed zakupem odbyło się w pełni skutecznie, warto skierować się po pomoc do specjalisty. Posiadając wiedzę oraz doświadczenie, przeprowadzi on kompleksowy audyt, wskazując nam wszelkie nieprawidłowości, które mogą zaważyć na finalnej decyzji, ale równie dobrze być wyjściem do negocjacji ceny z dotychczasowym właścicielem. Tego typu współpracę z profesjonalistą możemy podjąć również w przypadku kupna domu – bo zawsze warto mieć kontrolę nad wydarzeniami.

Ponad 83 proc. pracowników Biedronki to kobiety. Zajmują prawie 3/4 stanowisk kierowniczych

Sytuacja zawodowa kobiet w biznesie sukcesywnie się poprawia. Po części przyczyniają się do tego same firmy i pracodawcy, którzy wprowadzają politykę równości płci i różnorodności zespołów. W Biedronce kobiety stanowią ogółem ponad 83 proc. wszystkich pracowników, zajmując przy tym prawie 74 proc. stanowisk kierowniczych. – Biedronka jest kobietą, ale potrzebujemy mężczyzn w zespołach, bo uzupełniamy się nawzajem – mówi dr inż. Justyna Szymani, dyrektor Działu Jakości i Kontroli Marki Własnej w sieci Biedronka. Kobiety na kierowniczych stanowiskach w sieci handlowej podkreślają, że największym wyzwaniem jest dla nich łączenie obowiązków zawodowych i rodzinnych. To programy wspierające ten aspekt cieszą się w firmie dużą popularnością.

– Jednym z największych wyzwań dla kobiet jest pogodzenie wszystkich życiowych ról: pracownika, żony, mamy, córki, siostry, członka lokalnej społeczności itd. I rzeczywiście nadanie priorytetów tym rolom, a następnie wypełnianie tej odpowiedzialności na co dzień wymaga wysiłku i dyscypliny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr inż. Justyna Szymani.

Jak wynika z marcowego raportu Deloitte’a, COVID-19 i związane z nim restrykcje dodatkowo nasiliły tradycyjne obciążenie kobiet pracą na dwóch etatach: służbowym i prywatnym. Aż 67 proc. pracujących Polek zajmuje się jednocześnie osobami bliskimi, wykonując co najmniej 75 proc. związanych z tym obowiązków. 68 proc. z nich ma więcej obowiązków domowych, a ponad połowa ocenia, że ma więcej ogólnych powinności związanych z opieką nad dziećmi (54 proc.) oraz pomocą w zdalnej nauce (53 proc.). W efekcie aż 65 proc. pracujących Polek zadeklarowało, że nie jest w stanie zrównoważyć pracy z życiem osobistym, a 74 proc. z nich obawia się o dalszy rozwój swojej kariery zawodowej.

– Bardzo trudno jest połączyć ambicje zawodowe z opieką nad dziećmi. Jeżeli mamy pomoc ze strony bliskich, którzy doskonale to rozumieją, to korzystajmy z niej i nie czujmy się winne – podkreśla Magdalena Sidwa, dyrektor operacyjna regionu Koszalin w sieci Biedronka.

Jak wynika z badania Pracuj.pl przeprowadzonego z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, 61 proc. Polek ocenia, że ich sytuacja na rynku pracy jest dziś lepsza niż jeszcze 10 lat temu. Choć nadal ok. 40-proc. grupa kobiet i mężczyzn dostrzega nierówności w swoich miejscach pracy, to jednak większość, czyli 60 proc., uważa, że bez względu na płeć są tak samo traktowani przez przełożonych i mają takie same szanse na awanse czy podwyżki.

– Gdy analizuję moją dotychczasową karierę, nikt nie dał mi nigdy do zrozumienia, że jestem gorsza, ponieważ jestem kobietą – mówi Magdalena Sidwa.

Jak wynika z raportów Grant Thornton, Polska jest jednym z krajów, które najmocniej promują kobiety na kierowniczych stanowiskach. W 2019 roku 38 proc. kadry kierowniczej stanowiły panie, podczas gdy średnia dla UE wynosiła 30 proc.

– Coraz więcej kobiet zajmuje eksponowane funkcje i są wspaniałymi przykładami. Moim zdaniem to pomaga aktywizować inne kobiety, szczególnie w tych miejscach, gdzie rynek pracy jest trudniejszy – mówi Magdalena Koralewska, rzecznik klienta sieci Biedronka.

Do poprawy sytuacji kobiet na rynku pracy w coraz większym stopniu przyczyniają się same firmy, które uwzględniają politykę równości płci czy różnorodności zespołów, dostrzegając korzyści, jakie się z tym wiążą.

– Kobiety lepiej radzą sobie w zarządzaniu przez wartości. W coraz bardziej dynamicznym, nieprzewidywalnym środowisku, przy utrudnionej komunikacji, pracy zdalnej, ale też w sytuacji, kiedy procedury nie nadążają za galopującą rzeczywistością, zarządzanie przez wartości sprawdza się najbardziej, a kobiety są w tym dobre – ocenia dr inż. Justyna Szymani.

– Cechy kobiet, które pomagają w pracy z klientem, to przede wszystkim empatia i umiejętność czytania emocji. Kobiety w kontakcie z klientem są zdecydowanie bardziej łagodne, co szczególnie pomaga w trudnych sytuacjach. Z moich obserwacji wynika, że mężczyźni bywają bardziej zadaniowo ukierunkowani, co czasami powoduje pewne konfrontacyjne sytuacje – mówi Magdalena Koralewska.

To, czego pracującym kobietom często brakuje, to wiara we własne możliwości i kompetencje. Mężczyznom zdecydowanie łatwiej mówić o własnych sukcesach w miejscu pracy.

 Inne najczęstsze błędy, które popełniają kobiety w karierze zawodowej, to przede wszystkim udawanie kogoś, kim się nie jest. Kobiety nie zawsze są sobą w biznesie i próbują naśladować cechy tylko męskie. Poza tym z natury kobiecej płynie potrzeba zaspokojenia oczekiwań wszystkich wokół i wówczas nie ma przestrzeni dla nas samych – podkreśla Magdalena Sidwa. – W ostatniej edycji rankingu Mastercard Index of Women Entrepreneurs okazało się, że Polki są najbardziej przedsiębiorczymi kobietami w Unii Europejskiej i piątymi na świecie. Nie bójmy się wyzwań, droga do awansu i kariery stoi przed nami otworem.

– Musimy być sobą, jesteśmy różne od mężczyzn i to jest okej. To jest wartością, bo umożliwia synergię. Biedronka jest kobietą, natomiast potrzebujemy też mężczyzn w zespołach. Bądźmy sobą i uzupełniajmy się nawzajem – mówi dr inż. Justyna Szymani.

W Biedronce kobiety stanowią ponad 83 proc. wszystkich pracowników, zajmując przy tym prawie 74 proc. stanowisk kierowniczych, takich jak menedżer, koordynator czy kierownik sklepu. Biedronka stawia mocny akcent przede wszystkim na wspieranie rodzin z dziećmi, co jest szczególnie ważne z punktu widzenia pracujących kobiet. Jednak równy dostęp mają do nich zarówno panie, jak i panowie. Formą wsparcia dla rodziców jest ok. 20 pozapłacowych benefitów, takich jak wyprawki noworodkowe i szkolne dla dzieci rozpoczynających naukę w podstawówce, paczki świąteczne i na Dzień Dziecka, turnusy rehabilitacyjne i wyjazdy wakacyjne dla dzieci, a także wspierające domowy budżet, cykliczne zasilenia przedpłaconych kart, które pracownicy mogą wykorzystać w Biedronce i Hebe. Dodatkowym benefitem jest też możliwość skorzystania z pakietu badań profilaktycznych w programie Razem Zadbajmy o Zdrowie. Jest on organizowany corocznie, a kobiety mogą w ramach programu poddać się badaniu ginekologicznemu i cytologii, USG piersi, mammografii czy badaniom tarczycy.

Wielu Polaków przeniosło swoją aktywność fizyczną do domów. Treningi online pomagają radzić sobie ze stresem i dolegliwościami kręgosłupa

Badanie MultiSport Index 2020 wskazało, że dla 41 proc. aktywnych fizycznie Polaków sport jest najlepszym lekiem na stres wywołany pandemią, a dla 79 proc. – metodą na lepsze samopoczucie i większą efektywność pracy. To m.in. dlatego wiele osób w związku z przedłużającym się rządowym zakazem działania siłowni i klubów fitness szuka innych możliwości ruchu, takich jak treningi online. W ostatnich miesiącach dynamicznie wzrosło zarówno zainteresowanie takimi zajęciami, jak i dostępna oferta treningowa dla ćwiczących w różnym wieku i z różnymi potrzebami. Branża ocenia, że to rozwiązanie zostanie z nami również po ustaniu pandemii jako naturalne uzupełnienie aktywności realizowanych w obiektach sportowych.

– W czasie pandemii, gdy zmagamy się z jeszcze większą niż wcześniej ilością stresorów, ruch jest nam bardzo potrzebny. Aktywność fizyczna jest jednym ze sposobów, który pomaga w radzeniu sobie ze stresem i lękiem – mówi agencji Newseria Biznes psycholożka i psychoterapeutka Anna Kossowska.

Jak podkreśla, sport może być ważnym elementem psychoterapii, bo pomaga radzić sobie z lękiem, zdenerwowaniem czy obniżonym nastrojem. W badaniu MultiSport Index 2020 aż 41 proc. osób aktywnych fizycznie przyznało, że sport stał się dla nich sposobem na łagodzenie stresu związanego z pandemią.

 Jeszcze przed pandemią mieliśmy badania, które pokazywały, że trzeba zlecać pacjentom ruch w ramach terapii. W tym momencie niestety mamy pewne ograniczenia, również związane z tym, że siłownie i kluby fitness są zamknięte, co dla niektórych osób jest dużym problemem. Natomiast zachęcam je do wybierania różnych innych form aktywności fizycznej, to mogą być również ćwiczenia online – podkreśla Anna Kossowska.

Badanie MultiSport Index 2020 wskazało, że przed pandemią 65 proc. Polaków podejmowało aktywność fizyczną przynajmniej raz w miesiącu. Wiosenny lockdown zmusił jednak blisko połowę z nich do ograniczenia ruchu. Wpływ na to miało również zamknięcie siłowni, klubów fitness i innych obiektów sportowych. Ze względu na przedłużające się obostrzenia właściciele takich obiektów wprowadzili możliwość trenowania online – czy to na zajęciach grupowych, czy też indywidualnych. Chociaż ćwiczeniami w domu, przed ekranem trudno zastąpić trening w klubie fitness na profesjonalnym sprzęcie i pod bezpośrednim nadzorem trenera, rozwiązanie to zaczęło się cieszyć dużą popularnością. Przykładowo zainteresowanie platformą treningową Yes2Move.com, która powstała krótko po ogłoszeniu lockdownu w Polsce, wzrosło blisko pięciokrotnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Czas, w którym obiekty sportowe były zamknięte, wpłynął na szybszy rozwój oferty treningów online. Badania Deloitte’a pokazują, że 50 proc. osób, które przed zamknięciem obiektów sportowych ćwiczyło w klubach fitness, w czasie pandemii zetknęło się w jakiś sposób z treningami online – to jest bardzo duża skala. To najlepiej świadczy o tym, że Polacy chcą dbać o swoje zdrowie również w warunkach domowych i zwracają uwagę na poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego dzięki regularnej aktywności – mówi Tomasz Groń, dyrektor zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness.

Eksperci podkreślają, że wiele osób dzięki zajęciom online może rozpocząć przygodę z aktywnością fizyczną.

– Zajęcia fitness online mogą być bardzo dobrym rozwiązaniem, ponieważ można pozwolić sobie na różne eksperymenty. Uczestnicy mniej się stresują, wiedząc, że ćwiczą w zaciszu domowym. Mogą uczestniczyć w różnych zajęciach i znaleźć taką formę ruchu, która będzie im najbardziej odpowiadać – wskazuje Anna Kossowska. – Z mojej perspektywy jako psychologa to jest niesamowicie ważne, bo czasem są osoby, które nie są przekonane do tej aktywności fizycznej, nigdy tego nie robiły, mogą sobie pozwolić na eksperymenty i swobodę.

Polacy coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, że sport to ważny element profilaktyki zdrowotnej. Dlatego trzy na cztery osoby aktywne fizycznie nie zamierzają z niego rezygnować, bez względu na rozwój pandemii. Włączając w rozkład dnia trochę ruchu, Polacy radzą sobie również z dolegliwościami bólowymi kręgosłupa. Pojawiają się one coraz częściej m.in. przez siedzący tryb życia, pracę w nieergonomicznych warunkach na home office, czyli np. brak odpowiedniego krzesła czy biurka. Potwierdzają to preferencje użytkowników platformy Yes2Move.com, gdzie największą popularnością cieszą się ćwiczenia na zdrowy kręgosłup, wzmacniające mięśnie grzbietu i kształtujące sylwetkę.

– Niezaprzeczalną korzyścią z platform online jest to, że usługa może być dopasowana do potrzeb szerokiego grona klientów, którzy chcą z tego narzędzia korzystać – wyjaśnia Tomasz Groń. – Na platformie dostępne są treningi nastawione na realizację rozmaitych celów, na różnych poziomach trudności – zajęcia zarówno dla początkujących, jak i dla zaawansowanych, szukających trochę większych wyzwań. Może to być trening zwiększający ruchomość stawów, poprawiający kondycję czy zwykły trening, który umożliwia zrzucenie kilku zbędnych kilogramów.

Na platformie Yes2Move.com są także zajęcia dla seniorów i różnego typu aktywności dla całych rodzin. Mogą z niej również korzystać dzieci, które w ten sposób mogą nadrobić stracone godziny WF-u, ale też np. dodatkowo poćwiczyć z trenerem język angielski. Platforma oferuje dziś ponad 800 różnych zajęć. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy jej funkcjonowania użytkownicy wykonali ponad 150 tys. treningów online.

Cotygodniowy grafik budowany jest według potrzeb użytkowników i najchętniej wybieranych przez nich form aktywności: od zdrowego kręgosłupa po wzmacnianie oraz zajęcia budujące i poprawiające sylwetkę – wymienia Natalia Litwiniuk, instruktorka fitness i trenerka Yes2Move.

Statystyki platformy wskazują, że Polacy najchętniej trenują w środku tygodnia, najczęściej przed pracą lub po jej zakończeniu. Najpopularniejszą godziną do ćwiczeń jest 19:00.

Przedstawiciele Benefit Systems oceniają, że tak duża popularność rozwiązań online świadczy o tym, że ta forma nie zniknie wraz z końcem pandemii.

– Czas pandemii pokazał, że Polacy poszukują rozwiązań online’owych, natomiast nigdy nie zastąpią one normalnego treningu w klubie fitness. Staną się najprawdopodobniej elementem dopełniającym zakres treningów. Wynika to z prostego powodu: w domu nie mamy infrastruktury i sprzętu, nie mamy też możliwości skonsultowania się z trenerem, który doradza i zwraca uwagę na prawidłowość wykonywanych ćwiczeń – mówi Tomasz Groń.

Pandemia mocniej uderzyła w kobiety. Częściej tracą pracę, dochody i bardziej obawiają się o swoją sytuację zawodową

Kobiety częściej niż mężczyźni są narażone na utratę zatrudnienia i bardziej obawiają się o swoją przyszłość na rynku pracy. Częściej dotykają je też obniżki wynagrodzeń. W czasie pandemii dla kobiet dużym problemem okazało się też łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi, ponieważ to na nie w dużej mierze spadły zadania związane ze wsparciem dzieci w nauce, opieką nad dziećmi przedszkolnymi czy organizacją życia rodzinnego. Średnio co czwartej kobiecie uniemożliwiło to poświęcenie czasu na pracę zawodową – wynika z raportu PARP.

Z badania Pracuj.pl przeprowadzonego z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet wynika, że sytuacja zawodowa kobiet w Polsce jest dziś lepsza niż 10 lat temu. Takiego zdania jest 61 proc. badanych, ale wciąż kobiety częściej niż mężczyźni uważają, że mają gorsze szanse na karierę. Na to postrzeganie sytuacji wpływ może mieć również pandemia.

– Pandemia zdecydowanie wpłynie na sytuację kobiet na rynku pracy. Na pełne dane trzeba jeszcze poczekać, ale już dzisiaj widać kierunek tych zmian. Grudniowy raport PARP-u potwierdza, że skutki pandemii koronawirusa są niestety bardziej odczuwalne dla kobiet niż mężczyzn. Pierwszą przyczyną jest to, że kobiety częściej pracują w sektorach takich jak turystyka, branża beauty, gastronomia czy eventy, które najbardziej ucierpiały w wyniku środków ograniczających działanie przedsiębiorstw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Badanie Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy (Eurofound) przytaczane w grudniowej edycji raportu PARP („Rynek pracy, edukacja, kompetencje”) wskazuje, że w tych sektorach kobiety stanowią 61 proc. pracowników. Eksperci zwracają także uwagę na to, że młode kobiety były bardziej narażone na utratę pracy w czasie pandemii (11 proc. vs. 9 proc. młodych mężczyzn). To też oznacza większe ryzyko stałego wykluczenia z rynku pracy. Wśród osób, które pracowały przed wybuchem pandemii, a następnie straciły pracę, 4 proc. kobiet stało się nieaktywnych zawodowo (vs. 1 proc. mężczyzn).

– Ponadto część firm dokonała redukcji wynagrodzeń i tutaj znowu kobiety są dużo bardziej stratne niż mężczyźni – podkreśla dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

Z raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy wynika, że w każdym z europejskich krajów, w którym odnotowano spadek wynagrodzeń w drugim kwartale 2020 roku (w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 roku), to kobiety zostały dotknięte większymi cięciami. Średnio spadek pensji u pań wyniósł 8,1 proc., podczas gdy u mężczyzn – 5,4 proc. W Polsce te dane wynosiły odpowiednio 6,2 proc. oraz 3,8 proc.

W czasie pandemii dla kobiet dużym problemem jest też łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi. Według raportu PARP koncentracja aktywności w domu i obowiązki wobec rodziny uniemożliwiły większej liczbie kobiet (24 proc.) niż mężczyzn (13 proc.) poświęcenie czasu na pracę.

– Z raportu Fundacji Sukces Pisany Szminką wynika, że po 12 marca, kiedy zamknięto szkoły, wiele kobiet musiało wziąć zasiłek opiekuńczy na dzieci do ósmego roku życia albo po prostu urlop. Prawie co 10. ankietowana kobieta z tej grupy przyznała, że pracodawcy oczekiwali od niej wykonywania pracy nawet wtedy, kiedy ten urlop był wykorzystywany. Co więcej, prawie jedna trzecia kobiet deklaruje, że pracuje więcej niż wcześniej, a do tego dochodzą jeszcze obowiązki domowe i rodzinne, które w pandemii nabierają zupełnie innego znaczenia – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Potwierdzają to też dane zebrane chociażby w środowisku naukowym. Okazuje się, że kobiety-naukowcy publikują o wiele mniej artykułów niż przed pandemią, bo skupiły się na organizowaniu swojego życia rodzinnego.

Styczniowa, 42. edycja badania Randstad „Monitor Rynku Pracy” pokazuje, że kobiety gorzej oceniają również swoje możliwości na rynku pracy w popandemicznych realiach. 84 proc. mężczyzn jest przekonanych, że bez trudu znalazłoby nową pracę w ciągu sześciu miesięcy, podczas gdy wśród kobiet ten odsetek wynosi 71 proc. Według ekspertów jest to m.in. efekt zamknięcia szkół. W wielu wypadkach to właśnie na kobiety spadły obowiązki związane ze wsparciem dzieci w nauce czy opieką nad dziećmi przedszkolnymi, co nie tylko zwiększyło ich obciążenie, ale też pogorszyło ocenę własnych możliwości jako pracownika. Badanie Randstad pokazuje też, że kobiety nie tylko gorzej widzą swoje możliwości na rynku pracy, lecz także bardziej obawiają się jej utraty.

Ekspertka poznańskiej WSB zauważa, że łączenie ról zawodowych z rodzinnymi i wychowywaniem dzieci było problemem jeszcze przed pandemią COVID-19, która dodatkowo go uwypukliła.

– Aż 64 proc. kobiet (ale też 45 proc. mężczyzn) deklarowało, że wyzwaniem było dla nich pogodzenie pracy z wychowywaniem dzieci. Odsetek pracujących rodziców, którzy tak deklarowali, rósł z roku na rok. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni podkreślali, że obowiązki zawodowe utrudniają pełne uczestnictwo w życiu dziecka i znacznie ograniczają czas spędzany z rodziną. Wskazywali też np. na sytuacje związane z chorobą dziecka, które powodują, że trzeba szukać możliwości sprawowania opieki. Często mówili również o sytuacjach związanych z utrudnieniami po stronie pracodawców: nieelastycznymi godzinami pracy, nadgodzinami czy wyjazdami służbowymi. Te nowe modele pracy, które przyjmą się w następstwie pandemii, mogą być skutecznym remedium na te trudności, choć na ocenę jeszcze za wcześnie – mówi dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

Ekspertka zauważa też, że nowe problemy związane z pandemią nałożyły się na stare, związane chociażby z nierównościami w zarobkach kobiet i mężczyzn. Według Eurostatu w skali całej UE w 2019 roku kobiety zarabiały średnio o 14,1 proc. mniej niż mężczyźni. W Polsce luka płacowa jest niższa od unijnej średniej, choć i tak – jak pokazuje ubiegłoroczny raport Sedlak & Sedlak – mężczyźni z wyższym wykształceniem nadal zarabiają średnio o ponad 1,7 tys. zł więcej niż kobiety o tych samych kwalifikacjach.

– Przed pandemią sytuacja w Polsce się poprawiła, z luką płacową na poziomie 9 proc. wypadamy całkiem nieźle. Większa różnica w zarobkach między płciami występuje w Estonii, gdzie wynosi prawie 23 proc., duża jest także u naszych sąsiadów – w Czechach i Niemczech, gdzie wynosi ponad 20 proc. – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Trzeba jednak pamiętać, że w głównych statystykach europejskich bierze się pod uwagę tylko niektóre sektory gospodarki, co może wpływać na obraz luki płacowej. Gdyby wziąć pod uwagę wszystkie branże, różnica w średnich płacach kobiet i mężczyzn byłaby zdecydowanie wyższa. Tylko 20 proc. kobiet pracuje w sektorach takich jak nauka, technologia czy inżynieria, uznawanych za lepiej płatne. Kobiety spędzają też mniej godzin w płatnej pracy niż mężczyźni, natomiast częściej wykonują nieodpłatne prace związane z obowiązkami domowymi czy wychowywaniem dzieci.

Grudniowy raport PARP wskazuje, że nierówności na rynku pracy znajdują odzwierciedlenie m.in. w zawodach, które wykonują kobiety. Są one nadreprezentowane na niskopłatnych stanowiskach, takich jak asystentka opieki, sprzątaczka czy sprzedawca detaliczny. W Polsce kobiety stanowią 58 proc. osób zarabiających płacę minimalną i 62 proc. pracowników zarabiających znacznie poniżej minimum.

 Obok wcześniejszych wyzwań – takich jak regulacje wspierające aktywność zawodową kobiet, zmniejszanie luki płacowej czy wprowadzanie polityki różnorodności w firmach – doszedł nowy obszar związany z pandemią. Coraz częściej słyszy się, że praca zdalna zagości na rynku w szerszym wymiarze. Jej zasady wymagają uregulowania ze strony państwa. Na wyrównywanie szans na pewno pozytywnie wpłynęłyby też – podobnie jak w Islandii – darmowa i ogólnie dostępna opieka dzienna dla dzieci oraz równe urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie. To zwolnienie kobiet z nierówno podzielonego obowiązku opieki pozwoliłoby im rozwijać swoje życie zawodowe i zajmować wyższe stanowiska – ocenia dr Małgorzata Kluska-Nowicka.